Medicalpress
Movember przez lata dorobił się w Polsce dziesiątek akcji, kampanii i medialnych fleszy. Mężczyźni zapuszczają wąsy, robią sobie zdjęcia, udostępniają posty, a wiele miast organizuje punkty badań PSA czy USG jąder w centrach handlowych. Ale jak wygląda rzeczywistość, kiedy kończy się listopad, a z kalendarza znikają wąsy? Co zostaje — poza symbolami?
Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn, poświęconego diagnozie, leczeniu i życiu z chorobami męskimi, eksperci bardzo wyraźnie pokazali, że za medialnymi akcjami stoi znacznie poważniejszy problem: mężczyźni w Polsce żyją krócej, chorują później i nie korzystają z badań, które mogłyby uratować im zdrowie, a często także życie.

Statystyki dotyczące zdrowia mężczyzn w Polsce nie pozostawiają złudzeń. Według danych Eurostatu mężczyźni żyją w naszym kraju ponad siedem lat krócej niż kobiety, co plasuje Polskę na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod względem długości życia. Jednocześnie istnieje duża rozbieżność między subiektywnym poczuciem zdrowia a rzeczywistym stanem zdrowia — jak zauważa prof. Bolesław Samoliński, „świadomość mężczyzn dotycząca ich stanu zdrowia rozjeżdża się z faktycznym ich stanem zdrowia”. To zjawisko dotyczy wielu grup wiekowych: mężczyźni często deklarują dobre samopoczucie, mimo że przez lata nie odwiedzają lekarza, nie wykonują badań przesiewowych i trafiają do specjalisty dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana.

Między młodymi a starszymi mężczyznami powstaje nowa przepaść
Widoczny jest wyraźny rozdźwięk między postawami młodszych i starszych mężczyzn. Coraz więcej młodych mężczyzn jest gotowych korzystać z badań profilaktycznych, podczas gdy panowie w starszym wieku wciąż rzadko trafiają do lekarza, często dopiero w chwili pojawienia się zaawansowanych objawów. Przedstawiciele organizacji pacjenckich zwracali uwagę, że dobrze zaprojektowane akcje edukacyjne potrafią realnie zmieniać zachowania – zwłaszcza wtedy, gdy wychodzą z gabinetów lekarskich do przestrzeni, w których młodzi mężczyźni faktycznie spędzają czas.

Stowarzyszenie Gladiator, reprezentowane podczas posiedzenia przez Martę Bogucką, od kilku lat konsekwentnie szuka sposobów dotarcia do młodszych roczników. Organizacja zaczynała od kampanii informacyjnych i krótkich materiałów wideo, a następnie włączyła do działań znanych sportowców i raperów, którzy stali się wiarygodnymi ambasadorami profilaktyki jąder i prostaty. To połączenie języka popkultury z konkretną ofertą badań przyniosło wymierne efekty: podczas ostatniej akcji w jednej z warszawskich galerii handlowych, gdzie zaoferowano badania PSA i USG jąder, pojawili się młodzi mężczyźni z różnych dzielnic stolicy i okolicznych miejscowości. Wielu z nich przyznawało, że przyszło właśnie dlatego, że zobaczyli przekaz „swoich” idoli.

Doświadczenia Gladiatora pokazują, że młodzi mężczyźni chcą się badać, jeśli profilaktyka zostanie osadzona w przyjaznym, nieformalnym kontekście i nie będzie wymagała przebijania się przez kolejne progi systemu. Krótkie kolejki, brak konieczności wcześniejszej rejestracji i brak wymogu skierowania sprawiają, że badanie można wykonać „przy okazji”, bez dodatkowego stresu i poczucia stygmatyzacji. W takich warunkach profilaktyka przestaje być abstrakcyjnym hasłem, a staje się realną, dostęp­ną usługą, z której młodzi mężczyźni korzystają zaskakująco chętnie.

Jednocześnie Bogucka podkreślała, że organizacje pozarządowe są ograniczone finansowo. Deklarowała, że stowarzyszenie chętnie będzie promować akcje, robić kolejne kampanie i spoty edukacyjne, ale bez stabilnego wsparcia sponsorów trudno jest prowadzić działania przez cały rok, nie tylko w listopadzie. Zwracała uwagę, że dziewczynki i kobiety mają od lat zorganizowane programy badań profilaktycznych, natomiast w przypadku chłopców i młodych mężczyzn brakuje porównywalnych rozwiązań, które w naturalny sposób wprowadzałyby badania jąder czy konsultacje urologiczne do kalendarza wizyt zdrowotnych.

Działania kierowane do mężczyzn w wieku 20–40 lat mają kluczowe znaczenie, bo to okres, w którym kształtuje się świadomość zdrowotna i realne nawyki profilaktyczne. Jednocześnie wielu mężczyzn po pięćdziesiątce wciąż żyje w przekonaniu, że „nic im nie grozi”, a pierwsze poważniejsze badania wykonują dopiero wtedy, gdy pojawiają się wyraźne objawy choroby. Stowarzyszenie Gladiator pokazuje, jak ważna jest edukacja prowadzona z perspektywy osób, które same przeszły leczenie onkologiczne i potrafią przekazywać wiedzę w sposób wiarygodny i bliski doświadczeniu młodszych pokoleń. Problemem pozostają też formalne bariery — zwłaszcza konieczność uzyskania skierowania do urologa i długie terminy wizyt — które skutecznie zniechęcają wielu mężczyzn do wykonania badań we właściwym momencie.

Leczenie raka prostaty: wciąż za dużo przypadków trafia zbyt późno
Dr Bożena Sikora-Kupis z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie wskazuje, że mimo dostępu do nowoczesnych leków hormonalnych i rozbudowanych schematów leczenia, w Polsce nadal brakuje jednego z kluczowych elementów opieki nad pacjentami z zaawansowanym rakiem prostaty — terapii radioligandowej. To ważny etap postępowania, szczególnie dla chorych, którzy wyczerpali wcześniejsze linie leczenia, jednak obecnie metoda ta jest dostępna wyłącznie w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych. Taki model ogranicza liczbę pacjentów, którzy mogą z niej skorzystać, zwłaszcza że Narodowy Instytut Onkologii pozostaje jednym z nielicznych ośrodków w kraju, które prowadzą tę terapię, a przyjmowanie chorych spoza własnej populacji jest w praktyce utrudnione.

Radioligandoterapia wymaga też rozbudowanego zaplecza – współpracy z zakładem medycyny nuklearnej, odpowiedniego planowania dostaw leków i zespołu z odpowiednim doświadczeniem. Oznacza to, że nawet po wprowadzeniu refundacji liczba ośrodków zdolnych do jej realizacji nie będzie duża, podobnie jak miało to miejsce przy leczeniu radioizotopowym radem-223. Jednocześnie doświadczenia kliniczne pokazują, że ta forma terapii potrafi przynieść znaczące korzyści: zmniejszyć masę guza, złagodzić objawy i wydłużyć życie pacjentów.

W aktualnym krajobrazie leczenia raka prostaty widać wyraźnie, że polska onkologia dysponuje wieloma nowoczesnymi narzędziami, jednak brak systemowego finansowania radioligandoterapii pozostaje jednym z najistotniejszych brakujących elementów. Jej włączenie do programu lekowego byłoby realnym krokiem w stronę kompletnej, europejskiej jakości opieki nad chorymi z zaawansowaną postacią tego nowotworu.

Rak pęcherza – wciąż niedostrzegany problem mężczyzn
W rozmowie o zdrowiu mężczyzn nie można pomijać raka pęcherza, który dotyka panów czterokrotnie częściej niż kobiety. To nowotwór kojarzony zwykle ze starszym wiekiem i wieloletnim paleniem, choć w rzeczywistości coraz częściej pojawia się również u osób młodszych, zwłaszcza narażonych zawodowo na kontakt z substancjami chemicznymi. Wyższe ryzyko obserwuje się m.in. u pracowników przemysłu farbiarskiego i chemicznego oraz wśród strażaków mających kontakt z toksycznymi produktami spalania.

Leczenie raka pęcherza należy do najbardziej obciążających w całej urologii onkologicznej. W wielu przypadkach konieczne jest wyłonienie urostomii, co całkowicie zmienia codzienne funkcjonowanie i wymaga stałego, wyspecjalizowanego wsparcia, którego w Polsce nadal brakuje. Choć w ostatnich latach pojawiły się nowe metody leczenia – terapie celowane, immunoterapia i coraz bardziej obiecujące terapie skojarzone – dostęp do nich wciąż jest ograniczony, a ścieżka terapeutyczna pacjentów z rakiem pęcherza pozostaje jedną z najbardziej wymagających w całej onkologii.

Coraz więcej dowodów naukowych wskazuje także na związek między rakiem pęcherza a zanieczyszczeniem powietrza, również u osób niepalących i nienarażonych zawodowo. W szerszym kontekście zdrowia publicznego ten nowotwór staje się ważnym wskaźnikiem wpływu środowiska na zdrowie mężczyzn, a jednocześnie przypomnieniem, że tematyka Movember obejmuje znacznie więcej niż tylko gruczoł krokowy i jądra. Rak pęcherza, choć mniej obecny w debacie publicznej, pozostaje jednym z najbardziej wymagających wyzwań współczesnej urologii onkologicznej i powinien być równorzędnie uwzględniany w strategiach profilaktycznych i terapeutycznych dotyczących zdrowia mężczyzn.

Diagnozujemy późno i zbyt powierzchownie
Wciąż jednym z największych problemów w opiece nad mężczyznami pozostaje diagnostyka — nie tylko zbyt późna, ale również zbyt ograniczona i fragmentaryczna. Wiele procesów, od badań wstępnych po zaawansowane testy molekularne, nadal nie tworzy spójnej ścieżki, która pozwalałaby szybko i precyzyjnie ocenić ryzyko choroby oraz dobrać optymalne leczenie.

Dr hab. Andrzej Tysarowski wskazał, że rak prostaty „wymaga zaawansowanej diagnostyki… Obecny system finansowania badań genetycznych już przestaje wystarczać”. Ekspert wymienił kilka palących problemów: w Polsce nie finansuje się płynnej biopsji w raku prostaty, a kompleksowe profilowanie genomowe jest dostępne jedynie w ograniczonym zakresie. Dodatkowo u nawet połowy pacjentów pierwsza biopsja okazuje się niediagnostyczna. To prowadzi do powtarzanych procedur, niepotrzebnego stresu i opóźnień w terapii. Kolejnym problemem jest brak równoległego kierowania na badania genetyczne i patomorfologiczne, przez co czas od rozpoznania do momentu, kiedy pacjent może rozpocząć odpowiednie leczenie, wydłuża się o tygodnie, a czasem miesiące.

Szczególną uwagę zwrócono także na nadużywanie badań PSA. Wielu ekspertów podkreślało, że samo otrzymanie komunikatu z IKP „zrób PSA” nie jest równoznaczne z sensowną profilaktyką. Badanie to musi być wykonywane i interpretowane w określonym kontekście klinicznym, z uwzględnieniem wieku pacjenta, jego objawów, wywiadu rodzinnego i innych czynników ryzyka. Bez tego PSA staje się jedynie liczbą, która generuje lęk i nadrozpoznawalność u jednych, a fałszywe poczucie bezpieczeństwa u innych.

Słabo widoczny, a jednak fundamentalny wątek Movember: zdrowie seksualne i HPV
W trakcie posiedzenia pojawił się również temat, który dotychczas zbyt rzadko wybrzmiewa w debacie o Movember – profilaktyka pierwotna u chłopców i młodych mężczyzn, w tym szczepienia przeciw HPV. Jedna z uczestniczek, zaangażowana w edukację i warsztaty w szkołach, opowiadała o pracy z uczniami 6–8 klas szkoły podstawowej, podczas której uczy młodych chłopców samobadania jąder. Zderza się przy tym z wyraźną barierą, gdy próbuje wprowadzić temat szczepień HPV. Jak podkreślała, HPV jest jednym z czynników ryzyka nowotworów u chłopców i dorosłych mężczyzn, ale w przestrzeni publicznej wciąż kojarzy się niemal wyłącznie z dziewczętami i rakiem szyjki macicy.

Zwracała uwagę, że podczas ogólnopolskiej kampanii szczepień w materiałach promocyjnych pojawiała się wyłącznie dziewczynka, co wzmacniało przekonanie, że HPV „dotyczy kobiet”. Tymczasem zakażenie tym wirusem ma znaczenie również dla zdrowia mężczyzn – zarówno w kontekście nowotworów narządów płciowych, jak i nowotworów regionu głowy i szyi. Jej zdaniem konieczne jest tworzenie programów profilaktycznych skierowanych wprost do chłopców i młodych mężczyzn, tak aby mówić o HPV w sposób dla nich zrozumiały, a nie jedynie „przy okazji” kampanii dla dziewcząt.

Wypowiedź ta naturalnie połączyła się z dyskusją o znaczeniu poradnictwa genetycznego. Zwracano uwagę, że w wielu rodzinach, w których matka, ojciec, siostra czy brat zachorowali na nowotwór złośliwy, pacjenci próbują uzyskać skierowanie do poradni genetycznej, ale odbijają się od systemu – słyszą odmowę lub informację, że nie ma wskazań. Tymczasem w sytuacji obciążenia rodzinnego to właśnie szybki dostęp do diagnostyki genetycznej może pomóc zapobiec chorobie albo przynajmniej wykryć ją na bardzo wczesnym etapie.

Podkreślano też, że w materiałach kierowanych do rodziców w sprawie szczepień HPV wśród ekspertów wymieniani są ginekolodzy i lekarze różnych specjalności, ale często brakuje urologów. A to właśnie urolodzy obserwują konsekwencje braku szczepień i zaniedbań profilaktycznych u chłopców i dorosłych mężczyzn. Wartościowym efektem ostatnich kampanii było natomiast to, że zaangażowanie kobiet w programy profilaktyczne „otworzyło drzwi” także dla mężczyzn – to partnerki, żony i matki zaczęły pytać, kiedy ich bliscy będą mogli skorzystać z badań, i apelować o łatwiejszy dostęp do urologów, bez zbędnych barier administracyjnych.

Movember nie może kończyć się 30 listopada
Profilaktyka męskich nowotworów nie może być traktowana jako jednorazowa akcja ani temat pojawiający się tylko w listopadzie. Powinna stać się stałym, całorocznym elementem polityki zdrowotnej, bo to właśnie konsekwentne działania – nie sezonowe kampanie – realnie wpływają na zdrowie mężczyzn. Młodzi są gotowi się badać, jeśli mają stworzone sprzyjające warunki: brak wstydu, brak biurokratycznych przeszkód i szybki dostęp do specjalisty. Z kolei chorzy na raka prostaty, pęcherza i inne nowotwory urologiczne mogliby żyć dłużej i w lepszym stanie, gdyby system zapewniał im kompleksową diagnostykę, skuteczne terapie oraz odpowiednią opiekę w okresie leczenia i po jego zakończeniu.

Movember 2025 pokazał jednak, że choć symbole mają swoją siłę, nie zastąpią realnych działań. Mężczyźni w Polsce wciąż żyją zauważalnie krócej niż kobiety, a wiele ich problemów zdrowotnych pozostaje niewidocznych aż do momentu późnej diagnozy. Zmiana jest możliwa dopiero wtedy, gdy profilaktyka, diagnostyka i leczenie będą dostępne przez cały rok, a społeczne zainteresowanie męskim zdrowiem przestanie zależeć od kalendarza. Wtedy kampanijne wąsy przestaną być jedynie symbolem – staną się początkiem rzeczywistej poprawy zdrowia i jakości życia tysięcy mężczyzn.

źródło: redalcja Medicalpress na podstawie posiedzenia Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn z dnia 28.11.25
Listopad od lat kojarzy się z Movember – globalnym ruchem, który przypomina o nowotworach męskich, przede wszystkim raku prostaty i raku jądra. Zwykle jednak świadomość społeczna różni się diametralnie od realnej sytuacji pacjentów, a system ochrony zdrowia nie nadąża za tempem rozwoju medycyny. Eksperci Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i Polskiego Towarzystwa Urologicznego spotkali się, aby omówić najważniejsze wyzwania współczesnej onkologii męskiej. Dyskusja – momentami bardzo szczera i bezpośrednia – pokazała, jak wiele mamy narzędzi i równocześnie jak wiele szans wciąż tracimy. 
W debacie „Męskie nowotwory w XXI wieku: świadomość, organizacja opieki i leczenie raka prostaty oraz jądra” udział wzięli: prof. Piotr Rutkowski, prof. Tomasz Drewa, dr hab. Krzysztof Tupikowski, dr Iwona Skoneczna oraz Marek Kustosz jako moderator. Treść ich rozmowy ujawnia zaskakująco spójną diagnozę: w Polsce mamy świetnych specjalistów, nowoczesne terapie, coraz bardziej zaawansowaną diagnostykę, a mimo to wielu pacjentów trafia do systemu za późno, niewłaściwą ścieżką lub zbyt długo czeka na odpowiednie leczenie. W efekcie nowotwory, które można leczyć z bardzo wysoką skutecznością, nadal są dla wielu mężczyzn śmiertelnym zagrożeniem.

Rak jądra – choroba młodych, o której wciąż się nie mówi
Rak jądra dotyczy ok. 1300 mężczyzn rocznie w Polsce (ok. 1% wszystkich nowotworów). Jest on jednak najczęstszym nowotworem młodych dorosłych. To choroba, która przy właściwym prowadzeniu diagnostycznym i terapeutycznym daje ogromne szanse wyleczenia, jednak w Polsce wciąż bywa bagatelizowana lub mylona z innymi schorzeniami. 

Dr Iwona Skoneczna, Kierownik Oddziału Chemioterapii, Szpital Grochowski w Warszawie, zwróciła uwagę na brak doświadczenia lekarzy w rozpoznawaniu przerzutów do przestrzeni zaotrzewnowej, wskazując, że młodzi pacjenci nierzadko zgłaszają się z ogromnymi zmianami, których nikt nie powiązał wcześniej z nowotworem germinalnym. Jak mówiła: „Jak coś jest rzadkie, to nie wszyscy się na tym znają. Spotykam pacjentów z guzami zaotrzewnowymi po dziesięć centymetrów, a to nie są zmiany, które nie rosną w pięć minut. Brakuje właściwego monitorowania, brakuje świadomości ryzyka, brakuje jasnych zaleceń, które pacjent powinien otrzymać po orchidektomii (usunięcie jądra/jąder)”. 

Problemy te prowadzą do jednego oczywistego wniosku: aby skutecznie leczyć rzadkie nowotwory, konieczna jest centralizacja zabiegów i stworzenie kilku ośrodków referencyjnych w Polsce. Jak podkreślali eksperci, takie rozwiązania funkcjonują w większości rozwiniętych krajów. Zabiegi usuwania dużych mas zaotrzewnowych wymagają wysokospecjalistycznych zespołów, współpracy z chirurgami naczyniowymi, zaplecza intensywnej terapii i doświadczenia, którego nie sposób zdobyć, wykonując pojedyncze operacje rocznie. Dr Skoneczna mówiła wprost: „To nie są zabiegi do robienia w każdym ośrodku. Powinniśmy stworzyć jedno, dwa, maksymalnie trzy centra w kraju”. Prof. Tomasz Drewa, Prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, tylko to potwierdził, wskazując, że podobne zasady obowiązują w operowaniu raków nerki z czopem do serca: „Nie każdy ośrodek powinien się tym zajmować. To bardzo specyficzna chirurgia”.

Rak prostaty – choroba cywilizacyjna, której częstość będzie rosnąć
Rak prostaty to najczęstszy nowotwór mężczyzn – ponad 23 tys. nowych przypadków rocznie. Eksperci nie mają wątpliwości: diagnozujemy go za późno i zbyt nierównomiernie.

Choć dysponujemy nowoczesnymi technikami obrazowania, biopsją fuzyjną, zaawansowanymi terapiami systemowymi i całą gamą narzędzi diagnostycznych, wciąż nie potrafimy ich wykorzystać w sposób skoordynowany. Jednym z kluczowych problemów jest brak równego dostępu do podstawowej diagnostyki. Jak zauważył dr hab. Krzysztof Tupikowski, Prof. Politechniki Wrocławskiej, prowadzący na Dolnym Śląsku prospektywny program PRAISE – nowoczesny model screeningu z wykorzystaniem PSA, rezonansu i biopsji fuzyjnej – mamy w Polsce populacje nadmiernie diagnozowane i populacje praktycznie nietknięte jakąkolwiek profilaktyką. „W dużych miastach mężczyźni robią PSA nawet kilka razy w roku. W gminach wiejskich wielu nie wykonało go nigdy, nawet podczas wizyt u lekarza rodzinnego” – mówił ekspert. 

W badaniu opinii publicznej jedynie 34% Polaków potrafi wyjaśnić, czym właściwie jest PSA. To paradoks: najprostsze badanie krwi, które może uratować życie, nadal budzi niepewność, a w praktyce największy problem zaczyna się dopiero po jego wykonaniu. W Polsce nadal nie istnieje spójna ścieżka postępowania po uzyskaniu podwyższonego wyniku PSA, a to właśnie na tym etapie najczęściej gubimy pacjentów. Brakuje szybkiego dostępu do urologa, oceny ryzyka raka klinicznie istotnego i koordynacji kolejnych kroków diagnostycznych. Równie duże wyzwania dotyczą dostępu do rezonansu prostaty i biopsji fuzyjnej – narzędzi uznawanych za fundament europejskich standardów.

„Zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Urologicznego każdą biopsję prostaty powinien poprzedzać rezonans magnetyczny – w naszym kraju wciąż jest to wyjątek, nie standard. Brakuje aparatów, radiologów i zespołów wykonujących biopsję fuzyjną, która powinna być dziś podstawą diagnostyki.” – prof. Krzysztof Tupikowski

Podobne trudności dotyczą nowoczesnej diagnostyki PET-PSMA – w Warszawie na badanie czeka się trzy tygodnie, ale w innych regionach kraju pacjent musi szukać miejsca, które w ogóle ma dostęp do odpowiedniego znacznika i aparatury.

W tym kontekście prof. Tomasz Drewa zwrócił uwagę na fundamentalny problem: decyzje administracyjne nie mogą wyprzedzać realnych możliwości systemu. Jako przykład przytoczył sytuację ze scyntygrafią kości, która – po wprowadzeniu wymogu wykonania jej przed prostatektomią robotyczną – spowodowała blokadę pracowni medycyny nuklearnej w wielu regionach kraju. Jak mówił: „Refundacja jakiegoś badania nic nie zmienia, jeśli nie ma ośrodków zdolnych je wykonać. W pewnym momencie scyntygrafia była tak przeciążona, że musieliśmy kierować pacjentów na rezonans całego ciała jako ‘alternatywę’, która w rzeczywistości żadną alternatywą nie jest – jest droższa, czasochłonna i nie do tego wskazania. Rozwiązania administracyjne mają sens tylko wtedy, gdy system jest gotowy, by je udźwignąć.”

Kolejny mocny akcent padł ze strony ekspertów w kontekście patomorfologii i genetyki. Standardy opisu badań w raku prostaty są w Polsce bardzo nierówne, co wprost przekłada się na jakość leczenia. Jak podkreślił prof. Piotr Rutkowski:Nie widzę możliwości poprawy jakości onkologii bez pełnej certyfikacji patomorfologii. Opis raka prostaty powinien być jednolity i wystandaryzowany”. 

Dr Skoneczna wskazała także na rosnącą rolę badań genetycznych, szczególnie mutacji BRCA, które coraz częściej determinują wybór leczenia. – „Wielu pacjentów powinno mieć badanie BRCA na początku diagnostyki. Niestety często nie mamy wyniku wtedy, kiedy jest kluczowy dla leczenia.” W praktyce jednak wielu pacjentów nie otrzymuje takiego badania na etapie, kiedy jest ono najbardziej potrzebne. Idealny model diagnostyczny – co podkreślali wszyscy eksperci – powinien obejmować wykonanie badań molekularnych już na początku ścieżki u pacjentów z chorobą przerzutową.

Problemy z dostępnością badań i brakiem jednolitej ścieżki postępowania przekładają się bezpośrednio na wybór sposobu leczenia. Eksperci podkreślili, że decyzja między prostatektomią a radioterapią nie może być traktowana wyłącznie jako wybór dwóch równorzędnych technik — to złożony proces zależny od anatomicznych, czynnościowych i indywidualnych uwarunkowań pacjenta. Prof. Tomasz Drewa zaznaczył, że leczenie dotyczy narządu, który „reguluje funkcje dolnych dróg moczowych”, dlatego wybór terapii musi uwzględniać przeszkodę podpęcherzową, funkcję pęcherza, wielkość prostaty, schorzenia współistniejące oraz potencjalny wpływ leczenia na jakość życia. W opinii eksperta to sytuacja modelowa dla konsylium — miejsca, w którym wszystkie te elementy mogą zostać omówione wspólnie. Jak podkreślił: urolog, mający największą wiedzę o fizjologii układu moczowego, nadal powinien odgrywać kluczową rolę w rekomendowaniu metody leczenia, ponieważ to właśnie aspekty urologiczne najczęściej determinują późniejsze powikłania i komfort życia pacjenta.

Najtrudniejszym obszarem pozostaje jednak postępowanie w grupie pacjentów z rakiem niskiego ryzyka — tam, gdzie możliwość aktywnej obserwacji nie tylko istnieje, ale bywa najlepszą i najmniej obciążającą formą leczenia. Eksperci zgodzili się, że w Polsce wciąż zbyt mało korzysta się z tej opcji, mimo że jej skuteczność i bezpieczeństwo zostały potwierdzone w licznych badaniach. Prof. Drewa zwrócił uwagę na złożony charakter tego problemu: „Pacjenci, którzy słyszą rozpoznanie raka prostaty, niezależnie od wyniku Gleasona, są przerażeni. Bardzo trudno jest namówić ich do aktywnej obserwacji, nawet jeśli to najlepsza ścieżka. Wielu szuka ośrodków, które będą gotowe wykonać leczenie radykalne, choć nie zawsze jest to konieczne.”

Do tego dochodzą ograniczenia obecnych narzędzi diagnostycznych: nawet świetnie wykonany rezonans i biopsja fuzyjna nie eliminują ryzyka niedoszacowania zaawansowania choroby. Jak zauważył ekspert, w części ośrodków niedoszacowanie może sięgać nawet 30%. W praktyce oznacza to, że pacjent zakwalifikowany do aktywnej obserwacji w rzeczywistości może mieć zmianę obustronną lub naciekającą torebkę prostaty, co zmienia całkowicie zakres leczenia. To również powód, dla którego — jak dodaje — patomorfolodzy mają dziś ograniczone narzędzia, by formalnie sklasyfikować niektóre raki o niskim ryzyku jako zmiany o charakterze łagodnym.

Skierowanie do urologa – bariera, która nie powinna istnieć
W dyskusji pojawił się także wątek systemowej bariery w dostępie do urologa – obowiązek posiadania skierowania, który dla wielu pacjentów jest realnym utrudnieniem i oddala ich od właściwej ścieżki diagnostycznej. Prof. Tomasz Drewa podkreślił, że zniesienie skierowań mogłoby w praktyce natychmiast uporządkować i przyspieszyć diagnozowanie raka prostaty: „Urolog jest osobą dedykowaną do diagnozowania i leczenia raka prostaty. Zagęszczenie poradni urologicznych jest kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy większe niż poradni onkologicznych. W Polsce jest 1846 urologów zrzeszonych w Polskim Towarzystwie Urologicznym, co – jak zauważył prof. Piotr Rutkowski – stanowi ponad dwukrotność liczby onkologów klinicznych. Ten potencjał kadrowy, dostępny w całym kraju, mógłby być natychmiast wykorzystany, gdyby pacjenci trafiali do urologów bezpośrednich barier administracyjnych. Niewykorzystanie tego potencjału to błąd systemowy”. Prof. Rutkowski podkreślił przy tym, że rozwiązanie to wyrównałoby dysproporcje między mężczyznami a kobietami – do ginekologa skierowanie nie jest potrzebne, choć rak prostaty jest najczęstszym nowotworem populacji mężczyzn.

Unit urologiczny zamiast prostate cancer unit. Realna wizja?
Jednym z najciekawszych elementów debaty stała się szeroka refleksja o organizacji opieki onkologicznej, w tym o sensowności tworzenia prostate cancer units. Eksperci, wbrew popularnym trendom europejskim, zaproponowali inne podejście – unity urologiczne zamiast jednostek poświęconych wyłącznie rakowi prostaty. Według prof. Drewy takie rozszerzone jednostki miałyby większą rację bytu, bo obejmowałyby leczenie całego spektrum nowotworów urologicznych, nie dzieląc systemu na coraz mniejsze, wyspecjalizowane fragmenty, dla których brakuje zarówno kadry, jak i infrastruktury. 

Profilaktyka – temat, o którym mówimy za mało
W dyskusji o raku prostaty i raku jądra od lat pomijamy kluczowy aspekt – profilaktykę rozumianą nie jako jednorazowe badanie, ale jako fundament stylu życia i edukacji zdrowotnej. Podstawowe czynniki ryzyka, takie jak otyłość, brak aktywności fizycznej, niezdrowa dieta, nadużywanie alkoholu i palenie papierosów, wciąż są bagatelizowane, choć mają znaczenie również w przypadku raka prostaty, który często mylnie postrzega się jako nowotwór całkowicie niezależny od stylu życia. Prof. Krzysztof Tupikowski ocenił to jednoznacznie: „Zdrowy styl życia, ruch, prawidłowa masa ciała, unikanie tłuszczów i alkoholu, niepalenie. To podstawy. Palenie papierosów odpowiada także za część przypadków raka prostaty.”

Dopełnił to prof. Tomasz Drewa, zwracając uwagę na konieczność budowania świadomości znacznie wcześniej niż w wieku dojrzałym: „Prawdziwa profilaktyka zaczyna się w szkole. Jeżeli nie uczymy dzieci zdrowego stylu życia, ruchu, diety – nie zmienimy wskaźników zachorowalności.” Eksperci zgodzili się, że bez długofalowej polityki edukacyjnej żadne systemowe reformy nie odwrócą trendu rosnącej liczby zachorowań.

Profilaktyka to jednak nie tylko styl życia, ale również świadomość objawów, które powinny skłonić mężczyzn do konsultacji urologicznej. W tym kontekście prof. Drewa przypomniał, że sygnały ostrzegawcze są często bagatelizowane, choć nie wymagają specjalistycznej wiedzy: Zaburzenia w oddawaniu moczu, problemy z funkcjonowaniem pęcherza, problemy seksualne. To nie muszą być objawy raka, ale zawsze wymagają konsultacji. I oczywiście PSA – kluczowe badanie.” To właśnie podstawowe badania i szybka reakcja na pierwsze dolegliwości dają największą szansę na wykrycie choroby na wczesnym etapie, kiedy terapia jest najskuteczniejsza i najmniej obciążająca.

Medycyna dała nam narzędzia do skutecznego leczenia złośliwych nowotworów męskich. Przełomy terapeutyczne, nowe techniki, rozwój diagnostyki molekularnej – to wszystko mamy już dziś. Problem w tym, że organizacja systemu i świadomość społeczna nie nadążają za tempem rozwoju. Jak zauważył prof. Rutkowski: „Mamy niesłychane możliwości leczenia. Szkoda, że czasem tracimy moment, w którym moglibyśmy naprawdę uratować pacjenta”. Nowotwory męskie da się leczyć skutecznie – ale musimy zacząć je wykrywać na czas, a system musi wreszcie n/PTOadążyć za medycyną.

źródło: Medicalpress/PTO
Listopad kojarzy się z zapuszczaniem wąsów i lekką, internetową narracją Movember, ale dla rodzin mierzących się z rakiem prostaty to czas pełen emocji, obaw i rozmów, na które wcześniej często brakowało odwagi. Najczęstszy męski nowotwór w Polsce wciąż zbyt często wykrywany jest za późno – co roku diagnozuje się około 21 tysięcy nowych przypadków, a blisko 5,5 tysiąca mężczyzn umiera. Lekarze podkreślają, że choroba w swoich wczesnych stadiach jest dobrze uleczalna, jednak polscy pacjenci wciąż trafiają do specjalistów zbyt późno. Kobiety – partnerki, żony i córki – coraz częściej stają się tymi, które zauważają pierwsze sygnały, mobilizują do badań i towarzyszą bliskim w trudnych decyzjach terapeutycznych.
Rak prostaty jest najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn w Polsce – w 2022 roku odnotowano ok. 21 tys. zachorowań. Wśród nowotworów męskiego układu płciowego rak gruczołu krokowego występuje ponad 13 razy częściej niż drugi w kolejności rak jąder. Rosnąca zachorowalność na raka prostaty związana jest przede wszystkim ze starzeniem się społeczeństwa, bo ryzyko zachorowania rośnie z wiekiem, szczególnie po 50. roku życia. Wraz ze starzeniem się populacji w Polsce, obserwowany jest też stały wzrost liczby zgonów z powodu raka prostaty. Obecnie umiera z jego powodu ok. 5,5 tys. mężczyzn rocznie, co oznacza, że 1 na 4 pacjentów, u których zdiagnozowano ten nowotwór, umiera z jego powodu. Tym samym w klasyfikacji onkologicznych przyczyn zgonów u mężczyzn nowotwór gruczołu krokowego zajmuje 2. pozycję, ustępując miejsca jedynie nowotworowi płuc.

„Trend jest bardzo niepokojący. Zachorowalność rośnie, co częściowo wynika z wydłużania życia i lepszej diagnostyki, ale jednocześnie śmiertelność nie spada tak, jak powinna. W części krajów Europy Zachodniej, m.in. w Skandynawii czy w Holandii, widzimy stabilizację lub spadek zgonów z powodu raka gruczołu krokowego, dzięki skutecznym programom wczesnego wykrywania i szerokiemu dostępowi do nowoczesnych terapii. U nas ten efekt jest wciąż za słaby. Rak prostaty z punktu widzenia medycyny jest chorobą, z którą naprawdę można sobie dziś dobrze radzić – jeśli wykryjemy ją wcześnie, jest duża szansa na całkowite wyleczenie. Problem w Polsce polega jednak na tym, że wciąż zbyt wielu mężczyzn zgłasza się do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana lub rozsiana” – mówi dr Iwona Skoneczna, onkolog kliniczny, kierująca Oddziałem Chemioterapii w Szpitalu Grochowskim w Warszawie.

Kiedy jest za późno na „będzie dobrze”

Movember, czyli „wąsaty listopad”, to globalny ruch zachęcający mężczyzn do rozmowy o zdrowiu, szczególnie o raku prostaty i raku jądra, a także o zdrowiu psychicznym. „To czas, kiedy głośniej niż zwykle apelujemy do mężczyzn: zbadaj się, zrób test PSA, idź do urologa, nie bój się rozmowy o swoich objawach. Ale widzimy, że w codzienności to często kobiety – partnerki, żony, córki – robią kawał roboty w profilaktyce. Ich rola jest nieoceniona, zwłaszcza, że w Polsce wciąż brakuje zorganizowanego programu badań przesiewowych w kierunku raka prostaty, a poziom świadomości wśród mężczyzn – choć rośnie – nadal jest niewystarczający. Dlatego mężczyźni potrafią latami bagatelizować objawy: częstsze oddawanie moczu, wstawanie w nocy, problemy z erekcją. I nierzadko do lekarza udają się dopiero pod naciskiem bliskiej im kobiety” – zaznacza Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe.
„W listopadzie, gdy trwa akcja Movember i wiele mówi się o profilaktyce męskich nowotworów, nie możemy zapominać o chorych z zaawansowanym, przerzutowym rakiem prostaty. Wielu z nich ma już za sobą liczne terapie i wykorzystało wszystkie dostępne dotąd opcje leczenia. Dlatego tak ważne jest pojawianie się nowych możliwości terapeutycznych. Jedną z nich jest terapia radioligandowa” – mówi dr Bożena Sikora-Kupis z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

ANKIETA ONKOCAFE DLA PACJENTÓW Z RAKIEM PROSTATY

Radioligandy – co to właściwie jest?

Brzmi skomplikowanie, ale idea jest dość prosta: chodzi o to, żeby lek radioizotopowy trafił dokładnie tam, gdzie jest rak, z możliwie małą szkodą dla zdrowych tkanek.
„W leczeniu systemowym od lat marzymy o tym, żeby dostarczać leki tylko do komórek nowotworowych, omijając zdrowe tkanki. Terapia radioligandowa właśnie to robi. W raku prostaty kluczową rolę odgrywa białko PSMA – antygen błonowy specyficzny dla prostaty, bardzo często obecny na komórkach raka, zwłaszcza w przerzutach, i rzadko spotykany w prawidłowych tkankach. Ten antygen jest jak hak, o który może zaczepić się lek radioligandowy. Jest to lek, który składa się z dwóch części: ligandu, który rozpoznaje PSMA, oraz radioaktywnego lutetu-177, który po związaniu z komórką nowotworową niszczy ją od środka. Dzięki temu jesteśmy w stanie dotrzeć do przerzutów rozsianych po całym organizmie – mówi dr Iwona Skoneczna.
To leczenie jest przeznaczone dla mężczyzn z zaawansowanym rakiem prostaty opornym na leczenie hormonalne, którzy mają już za sobą zarówno standardowe leczenie hormonalne, jak i chemioterapię, a choroba wciąż postępuje.
„U pacjentów poddawanych leczeniu radioligandowemu obserwujemy istotne klinicznie wydłużenie czasu do progresji choroby, redukcję nasilenia bólu oraz poprawę parametrów przeżycia całkowitego. Co równie ważne, terapia radioligandowa charakteryzuje się korzystnym profilem bezpieczeństwa i dobrą tolerancją. Nie powoduje istotnego pogorszenia jakości życia, co u chorych z zaawansowanym stadium raka prostaty ma szczególnie duże znaczenie” – podkreśla dr Bożena Sikora-Kupis.

Na raka choruje cała rodzina

O tym, jak wygląda życie z rakiem prostaty „od środka”, opowiadają córki pacjentów.
„Mój tato zmarł z powodu zbyt późno rozpoznanego nowotworu gruczołu krokowego. Ciężka operacja, przerzuty do kości, a z kości do płuc. Dziewięć lat życia z rozprzestrzeniającym się rakiem. Kiedy choroba onkologiczna wchodzi do domu, zmienia się życie nie tylko osoby chorej. W obliczu diagnozy stoi całe bliższe i dalsze otoczenie. Podczas choroby taty dostałam parę ważnych lekcji: o pierwsze słuchać i pozwolić mówić choremu, to co czuje i myśli, a nie mówić za niego; po drugie zachowywać się normalnie i dać choremu jak najdłużej poczucie sprawczości w nowej sytuacji, czyli pozwolić mu decydować i działać, a co najważniejsze nie kłamać. Słowa „wiem, że się boisz i ja też się boję, ale robimy wszystko, żeby z tego wyjść” znaczą więcej niż puste „będzie dobrze”. Lekcja trzecia to konieczność zadbania o siebie i korzystania z pomocy. Pamiętajmy, że pomoc oznacza pójście po moc, a ona nam i choremu bardzo potrzebna” – mówi Beata Borucka, twórczyni Silver TV.
Z podobnymi emocjami mierzy się pani Joanna: „O tym, że tata choruje na raka prostaty, dowiedziałam się dopiero roku temu, choć diagnozę postawiono już kilka lat wcześniej. Przez ten czas tata pozostawał jedynie w obserwacji – prywatny lekarz powtarzał, że jeszcze nie trzeba działać, a tata kurczowo trzymał się tej informacji. Gdybym wiedziała o wszystkim od początku, z pewnością próbowałabym interweniować. Niestety, ostatnie badania wykonane w październiku pokazały, że choroba zaczęła postępować. Tata dostał skierowanie na operację, ale nie jest do niej przekonany. Próbuję wspierać go całym sercem, ale jest to dla mnie dużym wyzwaniem – ja jestem człowiekiem czynu, działam natychmiast, dzwonię, pytam, organizuję. Tata przeciwnie: działa wolno, a choć sytuacja niekiedy wymaga szybkiej reakcji. Nasze rozmowy bywają przez to bardzo trudne. Kiedy mówię: „tato, zrób to, sprawdź tamto”, on ma poczucie, że próbuję przejąć kontrolę i odbieram mu sprawczość. Widzę też, że tata nie potrafi zapytać lekarzy o to, co naprawdę chciałby wiedzieć. Kiedy sama chorowałam, dopytywałam o wszystko – o leczenie, o ból, o to, co mnie czeka. Tata natomiast zamyka się w sobie. Dlatego chciałabym, żeby znalazł wsparcie u kogoś, kto przeszedł podobną drogę, z kim mógłby porozmawiać bez wstydu i skrępowania”.
Pani Joanna przyznaje, że bez wsparcia innych kobiet – w tym tych, które poznała dzięki Fundacji OnkoCafe – byłoby jej dużo trudniej: „Oprócz leczenia bardzo potrzebne jest miejsce, gdzie można zapytać się: Czy inni też się boją?, Co dalej? Jak rozmawiać z tatą, który udaje, że wszystko jest w porządku?”.

Jak poprawić statystyki

Z perspektywy organizacji pacjentów kluczowe jest to, aby dwie rzeczy działy się równolegle: poprawa profilaktyki i wcześniejszego wykrywania nowotworów prostaty oraz zwiększanie dostępności do nowoczesnego leczenia zaawansowanego raka.
„Movember to idealny moment, aby głośno zachęcać mężczyzn po 50. roku życia (a przy obciążającym wywiadzie rodzinnym – już po 45.) do regularnych badań i wizyt u urologa oraz do przełamywania wstydu i stereotypów. Jednocześnie apelujemy do decydentów o zapewnienie szerokiego dostępu do diagnostyki PET, stworzenie stabilnych ścieżek finansowania terapii radioligandowych w Polsce oraz budowanie zespołów wielospecjalistycznych, które potrafią takie leczenie zaplanować i przeprowadzić” – mówi Anna Kupiecka.
„Nie ma jednego magicznego rozwiązania, które z dnia na dzień poprawi statystyki. Ale jeśli będziemy równocześnie wcześniej diagnozować chorobę i dawać chorym z zaawansowanym rakiem dostęp do tak przełomowych metod jak terapia radioligandowa, mamy realną szansę odwrócić niekorzystny trend śmiertelności” – podsumowuje dr Iwona Skoneczna.

Źródło: komunikat prasowy

Listopad to miesiąc świadomości raka jąder i prostaty, znany jako Movember. Niestety liczby są brutalne: Polska jest krajem o najwyższej śmiertelności z powodu raka prostaty w całej Unii Europejskiej, a w ostatnich latach liczba zgonów z tego powodu w naszym kraju wrosła, podczas gdy w większości państw UE – spadła. To oznacza, że pacjenci wciąż zbyt często trafiają do lekarza zbyt późno lub nie mogą skorzystać z pełni możliwości terapeutycznych, oferowanych przez współczesną medycynę. Dlatego warto mówić głośno nie tylko o profilaktyce męskich nowotworów, ale też o nowych szansach dla chorych z zaawansowanym rakiem prostaty. Taką szansą jest nowoczesna terapia radioligandowa (RLT).
„Podczas tegorocznego kongresu ESMO (European Society od Medical Oncology), który odbywał się w październiku 2025 w Berlinie, pokazano, że krajem o najniższym wskaźniku śmiertelności z powodu nowotworów w Europie jest Finlandia. Na drugim biegunie znajduje się niestety Polska – w naszym kraju wyniki przeżywalności pacjentów są najgorsze. Oznacza to, że mamy naprawdę dużo do zrobienia na polu poprawy wyników leczenia chorych na nowotwory, w tym również na raka gruczołu krokowego” – mówi dr Iwona Skoneczna, onkolog kliniczny, kierująca Oddziałem Chemioterapii w Szpitalu Grochowskim w Warszawie.

Kiedy rak prostaty staje się nieuleczalny

Standard leczenia raka prostaty jest dobrze opisany: w fazie wczesnej stosuje się chirurgię i radioterapię, często z intencją wyleczenia. Gdy choroba jest bardziej zaawansowana lub uogólniona, sięga się po hormonoterapię, kombinację chemioterapii z nowoczesnymi lekami hormonalnymi a następnie – w razie rozwoju oporności – po chemioterapię kolejnego rzutu i leki ukierunkowane molekularnie, np. z grupy inhibitorów PARP.

„Z czasem mimo leczenia hormonalnego dochodzi do tzw. raka prostaty opornego na kastrację (CRPC), a potem do jego postaci rozsianej – mCRPC. Na tym etapie choroba staje się nieuleczalna i bardzo wyniszczająca. Pięcioletnie przeżycia w mCRPC sięgają zaledwie ok. 30%. Nawet jeśli mamy do dyspozycji kolejne linie nowoczesnej chemioterapii, w pewnym momencie możliwości tych metod się wyczerpują. Choroba postępuje, pojawiają się bolesne przerzuty, konieczne są kolejne hospitalizacje. Właśnie w tym miejscu pojawia się szansa, jaką daje terapia radioligandowa” – wyjaśnia dr Iwona Skoneczna.

Terapia radioligandowa łączy ligand, czyli cząsteczkę rozpoznającą specyficzny cel na komórce nowotworowej, z radioizotopem, który dostarcza promieniowanie niszczące tę komórkę.

„W raku prostaty celem terapii jest antygen błonowy PSMA. To białko występuje bardzo często na komórkach raka prostaty – szczególnie w przerzutach – natomiast w prawidłowych tkankach jest obecne w znikomych ilościach (również w zdrowej prostacie jego ekspresja jest bardzo mała). PSMA jest więc idealnym punktem uchwytu dla terapii celowanej. Dzięki wykorzystaniu PSMA lek radioligandowy wybiórczo trafia do komórek nowotworowych, zarówno w kościach, jak i węzłach chłonnych czy narządach miąższowych i tam emituje promieniowanie beta, uszkadzając DNA komórek raka. Warunkiem skutecznego leczenia jest to, aby w ogniskach nowotworowych była odpowiednia ekspresja PSMA, co oceniamy w badaniu PET-PSMA. W przeciwieństwie do klasycznej radioterapii z pól zewnętrznych, efekt cytotoksyczny RLT skupia się głównie w komórkach wychwytujących radioligand. Dzięki temu toksyczność ogólnoustrojowa jest stosunkowo niewielka, a terapia jest zwykle dobrze tolerowana przez pacjentów”– mówi prof. Daria Handkiewicz-Junak z Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.

„W badaniu, które doprowadziło do rejestracji leku, dodanie radioligandu do najlepszej terapii standardowej istotnie wydłużyło całkowite przeżycie oraz czas do progresji choroby, zmniejszyło też ryzyko wystąpienia bolesnych powikłań kostnych. Co ważne, leczenie było dobrze tolerowane, a poważnych działań niepożądanych było mniej niż przy klasycznej chemioterapii. Z punktu widzenia klinicysty u pacjentów z ekspresją PSMA nie mamy wątpliwości, że jest to bardzo cenna opcja leczenia, pozwalająca wydłużyć życie przy zachowaniu możliwie dobrej jakości tego życia” – zaznacza dr Iwona Skoneczna.

Francuskie doświadczenia: duża skala, realne korzyści

Terapia radioligandowa w raku prostaty jest intensywnie rozwijana w wielu krajach, a do państw z największym doświadczeniem klinicznym należy Francja.

„We Francji uruchomiono duży program wczesnego dostępu do leku radioligandowego w zaawansowanym raku prostaty, opartego na PSMA. Do tej pory leczenie to zastosowano u 3709 pacjentów, a w rejestrach znajduje się już około 5700 chorych zakwalifikowanych do tej terapii Na 2026 r. przewidywany jest blisko 50-procentowy wzrost liczby leczonych pacjentów, i mimo to nadal nie uda się zaspokoić wszystkich potrzeb” – mówił dr Raffaele Ratta, onkolog kliniczny z Fondazione IRCCS Istituto Nazionale dei Tumori w Mediolanie podczas konferencji GU Masterclass Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej.

„Nasze dane są niezwykle cenne, bo pokazują, jak ta terapia działa poza ścisłymi ramami badania klinicznego, w prawdziwej praktyce klinicznej. Nasze obserwacje są zgodne z wynikami badań klinicznych – widzimy wydłużenie przeżycia pacjentów, poprawę jakości życia, a jednocześnie akceptowalny profil bezpieczeństwa. Co ważne radioligand działa również w lokalizacjach, które są trudne do opanowania innymi metodami, Dla chorych z uogólnionym rakiem prostaty to często jedyna szansa na uzyskanie tak dobrej odpowiedzi” – podkreśla ekspert z Francji.

Ważny aspekt organizacyjny

Doświadczenie francuskie pokazuje, że nawet w dobrze zorganizowanym systemie opieki zdrowotnej poważnym ograniczeniem w zastosowaniu terapii radioligandowej na większą skalę jest liczba wyspecjalizowanych ośrodków i dobrze wyszkolonych zespołów. Dlatego do szerokiego wdrożenia tej terapii należy się dobrze przygotować organizacyjnie. W odpowiedzi na dynamiczny rozwój terapii radioligandowej w październiku 2025 r. opublikowano polskie rekomendacje multidyscyplinarnego zespołu ekspertów, które opisują zasady kwalifikacji, prowadzenia leczenia, monitorowania oraz organizacji opieki nad chorymi, w tym pacjentami z rakiem prostaty.

„Odrobiliśmy pracę domową. Mamy opracowane wytyczne, wiemy, jak budować zespoły, jak prowadzić kwalifikację w konsyliach, jak organizować pracę zakładów medycyny nuklearnej, jak dbać o bezpieczeństwo pacjentów i personelu. Jednak  terapia radioligandowa w raku prostaty nie jest jeszcze w Polsce refundowana. Chorzy mogą z niej korzystać wyłącznie w trybie ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). To procedura, która daje możliwość leczenia pojedynczych chorych, ale to nie jest sposób na systemowe wykorzystanie terapii o udowodnionej skuteczności” – mówi prof. Daria Handkiewicz-Junak.

„Naturalnym kolejnym krokiem powinno być zapewnienie dostępu do diagnostyki PET-PSMA oraz uruchomienie programu lekowego, w którym moglibyśmy stosować leczenie radioligandowe u naszych pacjentów z zaawansowanym rakiem gruczołu krokowego. W przeciwnym razie będziemy dalej obserwować, jak nasi chorzy korzystają z tej terapii w innych krajach, a nie u siebie. Wąsy w listopadzie to świetna sprawa, że za nimi powinny iść konkretne zmiany w systemie: lepsze programy profilaktyki, wcześniejsze rozpoznanie i dostęp do przełomowych terapii, które dają chorym z przerzutowym rakiem prostaty realną szansę na dłuższe, lepsze życie – podsumowuje dr Iwona Skoneczna.

Źródło: Komunikat Prasowy

W świadomości Polaków krew w nasieniu kojarzy się z rakiem prostaty, ale czy słusznie? Najnowsze badanie SW Research, przeprowadzone na zlecenie marki Domowe Laboratorium, pokazuje, jak mężczyźni reagują na taki objaw. Co trzeci respondent (27%) przyznał, że gdyby zauważył krew w nasieniu byłby przerażony, a 22% automatycznie pomyślałoby o chorobie nowotworowej. Równocześnie niemal połowa (46%) zadeklarowała, że natychmiast skonsultowałaby się z lekarzem. Obecność krwi w nasieniu może oznaczać różne problemy, od infekcji dróg moczowych po kamicę nerkową, aż po raka prostaty, dlatego każda taka sytuacja wymaga niezwłocznej konsultacji.
 
Krew w moczu lub nasieniu jest jednym z najczęściej wskazywanych przez Polaków objawów raka prostaty. Aż 39,8% respondentów kojarzy ten symptom z chorobą nowotworową. Na pierwszym miejscu znalazły się trudności w oddawaniu moczu (40%), a niewiele rzadziej wskazywano osłabiony lub przerywany strumień moczu (38%) oraz częstą potrzebę oddawania moczu, zwłaszcza nocą (38%).

Ponad jedna trzecia ankietowanych wymienia, jako objaw raka prostaty, uczucie parcia na pęcherz (35,7%) oraz ból lub pieczenie przy oddawaniu moczu (35,1%). Z kolei 33% zwraca uwagę na bóle w pachwinach lub mosznie, a 28% łączy chorobę z problemami z erekcją. 22% kojarzy raka prostaty z bólami w obrębie pleców i miednicy, a 20% z bolesnym wytryskiem. Wiele z tych objawów faktycznie może być związanych z nowotworem, ale mogą również świadczyć o innych problemach urologicznych.

Gdy pojawia się krew jedni idą do lekarza, inni najpierw szukają odpowiedzi w sieci

Na pytanie o realne zachowanie w sytuacji zauważenia krwi w moczu lub nasieniu, mężczyźni w pierwszej kolejności deklarują wizytę u lekarza: 46% wskazało tę odpowiedź. 35% poddałoby się kompleksowym badaniom, a 31% szukałoby informacji w Internecie. Ponieważ ankietowani mogli wskazać 3 reakcje, które jako pierwsze przyszły im na myśl, to wielu z nich (20%) przyznało, że rozpoczęłoby samoobserwację, co oznacza dalszą zwłokę w diagnostyce. U części respondentów pojawiłby się wyraźny lęk: 27% badanych byłoby przerażonych, 22% automatycznie pomyślałoby o raku, a 10% wskazało, że przeżyłoby załamanie. Co dziesiąty mężczyzna myślałby o reakcji rodziny (7%). Zaledwie 1% ankietowanych przyznał, że nie zmieniłby nic w swoim postępowaniu.

– Rak prostaty przez wiele miesięcy, a nawet lat, może nie dawać żadnych objawów. Zdarza się, że symptomy związane z oddawaniem moczu nie świadczą jednoznacznie o obecności nowotworu. Dzieje się tak dlatego, że jeśli guz rozwija się poza obszarem uciskającym cewkę moczową – czyli na zewnętrznej powierzchni prostaty – może rosnąć zupełnie bezobjawowo. Często spotykamy pacjentów, którzy przychodzą do gabinetu zaniepokojeni, ponieważ zauważyli krew w nasieniu i automatycznie łączą ten objaw z rakiem prostaty. To błędne myślenie. Obecność krwi w nasieniu bardzo rzadko ma związek z nowotworem – w rzeczywistości jest to objaw bardzo zaawansowanego raka prostaty, a takie przypadki zdarzają się wyjątkowo rzadko. W zdecydowanej większości sytuacji – nawet w 70% przypadków – krew w nasieniu jest objawem przejściowego stanu zapalnego w drogach wyprowadzających nasienie – mówi dr Anna Bonder-Nowicka, urolog, seksuolog, ordynator oddziału urologii Szpitala Praskiego w Warszawie.

Dwa podstawowe badania, które mogą uratować życie

Lekarze są zgodni: każdy niepokojący objaw powinien być sygnałem alarmowym i skłonić do badań profilaktycznych. Jednym z nich jest oznaczenie poziomu PSA, czyli specjalnego białka wytwarzanego przez komórki nabłonka gruczołu krokowego. To podstawowe i najpowszechniej stosowane badanie diagnostyczne, które można wykonać zarówno w laboratorium, jak i samodzielnie w domu, korzystając z prostego testu dostępnego w aptekach. Problem polega na tym, że Polacy wciąż mają niewielką wiedzę na temat PSA: aż 64% mężczyzn nigdy nie słyszało o testach do samobadania, a co trzeci nie ma świadomości, czym właściwie jest oznaczenie PSA i że chodzi o białko produkowane przez prostatę. Wielu nie potrafi też wskazać, czy badanie wykonuje się z krwi czy z moczu, co pokazuje, że edukacja w tym obszarze nadal jest niewystarczająca.

Drugim kluczowym badaniem jest badanie per rectum, czyli palpacyjne badanie prostaty przez odbyt. Choć trwa krótko i jest niezwykle ważnym elementem diagnostyki, wciąż budzi dużo emocji. Większość mężczyzn kojarzy je jednak z dyskomfortem (47%), skrępowaniem i zakłopotaniem (40%), a nawet wstydem. Wielu boi się bólu podczas badania (26%), część odczuwa strach (24%). Warto się jednak badać, bo mimo że oba podstawowe badania nie cieszą się zbyt dużą wiedzą i wzbudzają niechęć, to jednak mogą uratować życie.

Wyniki badania SW Research dla marki Domowe Laboratorium pokazują, że aż 47% Polaków kojarzy je przede wszystkim z dyskomfortem, a 40% z poczuciem skrępowania, które często skutecznie zniechęca do wizyty w gabinecie. Co czwarty mężczyzna (26%) obawia się, że badanie będzie bolesne, a 24% przyznaje, że odczuwa strach na samą myśl o jego wykonaniu. Dla wielu to wciąż temat związany ze wstydem, niepewnością i lękiem przed oceną. Co dziesiąty ankietowany przyznaje, że odczuwa też lęk przed niekontrolowanymi reakcjami ciała podczas badania np. wzwodem (14%).

Listopad, uznawany na całym świecie za miesiąc męskiego zdrowia. Celem międzynarodowej kampanii Movember jest edukacja społeczeństwa i zachęcenie mężczyzn do badań profilaktycznych w kierunku raka prostaty i jąder.

Zachęcamy do pobrania całego raportu „Męska choroba, wspólna sprawa” W publikacji znajdą Państwo nie tylko dane z badania opinii, ale także komentarze i wskazówki ekspertów: dr Anny Bonder-Nowickiej, urologa i ordynatora Oddziału Urologii Szpitala Praskiego w Warszawie, Anny Kozickiej, fizjoterapeutki dna miednicy, oraz Dominiki Gołąb, psycholożki i seksuolożki: https://domowelaboratorium.pl/data/include/cms//Raport_Wiedza_Polakow_na_temat_raka_prostaty_listopad_2025.pdf

 
Źródło: Komunikat Prasowy
Z okazji trwającego Miesiąca Świadomości Męskich Nowotworów #Movember – Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę ekspercką z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” poświęconą wyzwaniom w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu raka prostaty i jądra, już 18 listopada.
Transmisja debaty 18 listopada 2025 r. o godz. 15:00

Prelegenci:
Moderator: Marek Kustosz, moderator, redaktor naczelny Medicalpress

Oglądaj transmisję na żywo:

Rak prostaty to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn w Polsce i jedna z głównych przyczyn zgonów onkologicznych. Rak jąder jest natomiast najpowszechniejszym nowotworem wśród młodych mężczyzn w wieku 15-35 lat. Niestety wciąż zbyt wielu panów trafia do lekarza za późno – bo „nie ma objawów”, „to wstyd”, „to mnie nie dotyczy”. Listopad to Miesiąc Świadomości Męskich Nowotworów (Movember) – czas, by przypomnieć, że profilaktyka ratuje zdrowie, życie i męskość.
Movember narodził się w Australii na początku lat 2000. To właśnie wtedy mężczyźni zaczęli zapuszczać wąsy, by zwrócić uwagę na zdrowie panów – przede wszystkim na raka prostaty i jąder oraz dobrostan psychiczny. Wąsy stały się prostym symbolem rozmowy o tym, o czym mężczyźni często milczą. Dziś te działania mają zasięg globalny: zachęcają do badań, rozmowy i udziału w badaniach profilaktycznych.

Zdrowie mężczyzn pod lupą: alarmujący wzrost zachorowań na raka prostaty

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2022 roku w Polsce z powodu nowotworów złośliwych zmarło ponad 96 tysięcy osób, w tym aż 52 tysiące mężczyzn. Najczęściej rejestrowane nowotwory to rak prostaty (23,3%), rak płuca (13,7%), rak jelita grubego (11,7%) oraz rak pęcherza moczowego (5,7%)[1].

Szczególnie niepokojącą sytuację obserwujemy w przypadku raka prostaty. Zachorowalność i śmiertelność na ten nowotwór, mimo postępów medycyny, od 2004 roku systematycznie rosną[2]. Nasz kraj wypada również niekorzystnie na tle Europy – podczas gdy w innych państwach Unii Europejskiej śmiertelność z powodu raka prostaty spadła o 7,1%, to w Polsce w latach 2015-2020 wzrosła aż o 18%[3]. W 2023 roku, według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów roku, odnotowano 23 710 nowych zachorowań na raka gruczołu krokowego[4] –  to o ponad 10% więcej niż rok wcześniej.
 
– Rak prostaty często rozwija się po cichu. Wielu mężczyzn dowiaduje się o nim dopiero wtedy, gdy pojawiają się przerzuty. Tymczasem wczesne wykrycie daje bardzo wysokie szanse na całkowite wyleczenie – przypomina Marta Sikorska, Koordynatorka ds. komunikacji i PR w Onkofundacji Alivia.
 
Wczesne wykrycie ma także kluczowe znaczenie w przypadku raka jądra występującego głównie u młodych mężczyzn (15–35 lat). Dzięki nowoczesnym terapiom ten rodzaj nowotworu w 95% przypadków może być całkowicie wyleczalny[5]. Kluczem jest jednak szybka reakcja na niepokojące objawy.

Dlaczego mężczyźni się nie badają? Wstyd, lęk i mit „niezniszczalności”
 
Mężczyźni w Polsce wciąż rzadziej niż kobiety korzystają z badań profilaktycznych i pomocy psychologicznej. Często bagatelizują objawy lub odkładają wizytę u lekarza. Dlaczego? Argumenty są różne: “to wstyd”, “to mnie nie dotyczy”, “nie chcę wyjść na hipochondryka”.
 
– Za tymi słowami często stoi lęk – przed słabością, chorobą, utratą kontroli. Mężczyźni byli wychowywani w przekonaniu, że mają być silni i samowystarczalni, dlatego proszenie o pomoc bywa dla nich trudniejsze – mówi psychoonkolog Aleksandra Dryzner.

W konsekwencji mężczyźni unikają wizyt lekarskich, rozmów o zdrowiu i wsparcia psychologicznego, które mogłoby realnie poprawić ich jakość życia. Tymczasem wczesne leczenie często pozwala zachować pełnię życia seksualnego, a unikanie lekarza – wręcz przeciwnie – zwiększa ryzyko powikłań i trwałych konsekwencji.

– Prawdziwa siła i odpowiedzialność polega nie na udawaniu, że nic się nie dzieje, ale na odwadze, by zadbać o siebie i swoje zdrowie – dodaje Aleksandra Dryzner.

 
 Jak się badać? Profilaktyka ratuje życie
 
Wiele nowotworów rozwija się po cichu. Rak prostaty przez lata może nie dawać żadnych objawów. Nowotwór jelita grubego zaczyna się od niepozornych zmian, które widać tylko w kolonoskopii. Rak jądra często nie boli. Brak dolegliwości nie oznacza jednak gwarancji braku nowotworu, dlatego tak ważne są badania!
 
PSA to proste badanie z krwi, które może pomóc wykryć nowotwór prostaty we wczesnym stadium. Mężczyźni po 50. roku życia powinni wykonywać je wraz w roku. Jeśli natomiast w rodzinie występował rak prostaty, badanie zalecane jest już po 40. roku życia[6].
 
Podstawowym elementem diagnostyki pozostaje także badanie per rectum, które – mimo że budzi wciąż opór – jest szybkie, bezpieczne i może uratować życie. U młodszych mężczyzn kluczowa jest natomiast samoobserwacja jąder i szybka reakcja na niepokojące objawy, takie jak zgrubienia, obrzęk czy ból.

Profilaktyka to inwestycja we własne życie i spokój bliskich – podkreśla Marta Sikorska, Koordynatorka ds. komunikacji i PR w Onkofundacji Alivia. Regularne badania pozwalają wykryć chorobę, zanim da jakiekolwiek objawy. To moment, w którym leczenie jest najskuteczniejsze i najmniej obciążające.
 
Onkofundacja Alivia startuje z kampanią edukacyjną

W tym roku Onkofundacja Alivia po raz kolejny włącza się w globalny ruch Movember, przypominając mężczyznom, że profilaktyka to pierwszy krok do zdrowia i spokoju. Na stronie poświęconej akcji każdy może znaleźć praktyczne materiały – m.in. artykuły edukacyjne o profilaktyce raka prostaty i jąder, webinary ze specjalistami oraz instruktaż samobadania jąder.
 
Rak to nie koniec świata, jeśli zostanie wcześnie wykryty. Dlatego tak ważne jest, by mężczyźni zaczęli mówić o zdrowiu bez wstydu, lęku i bez odkładania na później. Movember to dobry moment, by zapisać się na badania, porozmawiać z lekarzem lub po prostu zainspirować innych do zadbania o siebie. Profilaktyka to nie oznaka słabości. To akt odwagi, odpowiedzialności i troski o życie – własne i tych, którzy są obok.
 
 
[1] https://onkologia.org.pl/sites/default/files/publications/2025-02/Nowotwory_2022.pdf
[2] https://onkologia.org.pl/sites/default/files/publications/2025-02/Nowotwory_2022.pdf
[3] https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0923753420360567
[4] https://onkologia.pacjent.gov.pl/pl/kompendium-chorob-nowotworowych/gruczol-krokowy/epidemilogia
[5] https://www.nfz.gov.pl/gfx/nfz/userfiles/_public/aktualnosci/aktualnosci_oddzialow/ulotka_sroda_z_profilaktykaprofilaktyka_nowotworu_prostaty_i_jader_cyfrowa.pdf
[6] https://onkologia.pacjent.gov.pl/pl/kompendium-chorob-nowotworowych/gruczol-krokowy/metody-zapobiegania
źródło: Alivia
W Polsce rak prostaty to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn — ale wciąż zbyt rzadko rozpoznawany na czas. Mimo rosnącej dostępności badań i kampanii edukacyjnych, dla wielu Polaków temat pozostaje tabu. Najnowsze badanie SW Research zrealizowane dla marki Domowe Laboratorium ujawnia, że ponad połowa mężczyzn trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba daje silne objawy. Strach, wstyd i mit o „prawdziwym mężczyźnie, który nie choruje” okazują się silniejsze niż profilaktyka.
Niepokojące dane pokazują, że aż 60% ankietowanych uważa, iż panowie nie wykonują badań profilaktycznych, a połowa kojarzy je z dyskomfortem i wstydem. Co gorsza, blisko połowa badanych (44%) przyznaje, że mężczyźni wolą nie wiedzieć o ewentualnej chorobie, by nie mierzyć się z lękiem przed diagnozą, a co czwarty (24%) nie potrafi wymienić żadnych objawów raka prostaty. W efekcie choroba rozwija się po cichu – do momentu, gdy jest już zaawansowana.

Psychologowie i lekarze alarmują: kluczowa jest nie tylko wiedza o profilaktyce, ale też przełamanie barier emocjonalnych. Mężczyźni wciąż częściej stawiają na pozorną siłę niż na odpowiedzialność za własne zdrowie. Tymczasem wczesne wykrycie raka prostaty daje niemal stuprocentową szansę na całkowite wyleczenie.

Listopad, uznawany na całym świecie za Miesiąc Męskiego Zdrowia, to czas kampanii Movember, przypominającej, że troska o siebie nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości – i że wizyta u urologa może uratować życie.

Na pytanie, jakie objawy mogą wskazywać na raka prostaty, ponad połowa ankietowanych (53%) wskazała na trudności w oddawaniu moczu. Aż 46% uznało, że sygnałem alarmowym może być ból w podbrzuszu lub okolicy krzyżowej, a 44% – częste oddawanie moczu w nocy. Zaledwie 27% badanych powiązało chorobę z obecnością krwi w moczu lub nasieniu, a tylko 18% wskazało zaburzenia erekcji. Co czwarty Polak (24%) przyznał, że nie potrafi wymienić żadnych objawów, które mogą świadczyć o raku prostaty. Te wyniki pokazują, że nawet jeśli mężczyźni są w stanie dostrzec fizyczne zmiany, wciąż nie kojarzą ich z możliwym nowotworem – co znacząco opóźnia moment zgłoszenia się do specjalisty.

Wstyd jako jedna z najczęstszych blokad

Najsilniejszą barierą powstrzymującą mężczyzn przed wizytą u lekarza jest wstyd i zakłopotanie – wskazało na nie aż 56% ankietowanych. Tuż za nim pojawia się strach przed diagnozą (43%) oraz bagatelizowanie problemu (tak uważa 41% respondentów). Istotną rolę odgrywa także lęk przed utratą „męskości”, problemy z potencją, erekcją (30%). Na liście blokad znalazły się również nieprzyjemne skojarzenia związane z badaniem per rectum (35%), brak wiedzy o objawach i profilaktyce (36%) oraz typowo praktyczne trudności: brak czasu (18%) i ograniczony dostęp do specjalistów czy długie terminy badań (24%).

– Wstyd, który towarzyszy badaniom i chorobom związanym z prostatą, często ma głębsze podłoże niż tylko obawa przed samym badaniem. Mężczyźni wychowani w kulturze „bycia silnym”, „nieokazywania słabości” i „radzenia sobie samemu” mają ogromną trudność w mówieniu o swoich emocjach czy problemach seksualnych. Dla wielu z nich sprawność seksualna stanowi potwierdzenie męskości, a choroba uderza w poczucie kontroli nad ciałem i życiem. Gdy ciało przestaje słuchać, pojawia się frustracja, lęk i poczucie utraty części swojej tożsamości – mówi Dominka Gołąb, psycholog i seksuolog.

Mit o utracie męskości i problemach z potencją

Jednym z najtrwalszych stereotypów związanych z rakiem prostaty jest przekonanie, że jego leczenie zawsze kończy się problemami z potencją. Choć w rzeczywistości nie jest to reguła, aż 36% badanych biorących udział w badaniu marki Domowe Laboratorium uważa, że taka konsekwencja występuje zawsze lub bardzo często. Co gorsza, niemal połowa ankietowanych (45%) nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi, co pokazuje, jak wiele niepewności i niewiedzy otacza ten temat. Tylko nieliczni – niecałe 20% – wskazali, że problemy z potencją pojawiają się rzadko i są to tylko wyjątkowe przypadki.

–  Pamiętajmy, że zaburzenia erekcji nie świadczą automatycznie o raku prostaty. To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ w większości przypadków zaburzenia erekcji nie są one chorobą samą w sobie, lecz objawem, który wymaga dalszej diagnostyki. Przyczyny zaburzeń erekcji mogą być naprawdę różnorodne – od zaburzeń napięcia mięśni dna miednicy, przez niedobory testosteronu, aż po problemy z układem krążenia i postępującą miażdżycę. Warto przy tym pamiętać, że naczynia krwionośne w prąciu są nawet cztery razy węższe niż naczynia wieńcowe. To oznacza, że jeśli w organizmie rozwija się miażdżyca, pierwsze objawy – właśnie w postaci zaburzeń erekcji – mogą pojawić się nawet dziesięć lat wcześniej niż poważne incydenty sercowo-naczyniowe, takie jak zawał czy udar – mówi Anna Bonder-Nowicka, urolog, seksuolog, ordynator oddziału urologii Szpitala Praskiego w Warszawie.

– Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy zaburzenia erekcji występują po operacji raka prostaty. W takim przypadku są one najczęściej skutkiem uszkodzenia nerwów przebiegających po obu stronach gruczołu krokowego. To uszkodzenie nie wynika z błędu lekarza, lecz z konieczności onkologicznej – chirurg dąży do całkowitego usunięcia prostaty wraz z wszystkimi podejrzanymi ogniskami nowotworu, a nerwy znajdują się bardzo blisko tej tkanki. Jeśli po zabiegu pojawią się zaburzenia erekcji, zazwyczaj czekamy na proces regeneracji nerwów i gojenia organizmu. Warto jednak podkreślić, że współczesna medycyna dysponuje skutecznymi metodami, które pozwalają takim pacjentom odzyskać sprawność seksualną – dodaje lekarka.

Wyniki badania opinii pokazują, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji zdrowotnej mężczyzn i przełamywania barier psychologicznych związanych z profilaktyką. Wczesne wykrycie raka prostaty znacząco zwiększa szanse na całkowite wyleczenie, dlatego kluczowa jest świadomość objawów i regularne badania kontrolne – niezależnie od wieku czy stylu życia.

Listopad, uznawany na całym świecie za miesiąc męskiego zdrowia, to moment, w którym rusza kampania Movember. Jej celem jest edukacja społeczeństwa i zachęcenie mężczyzn do badań profilaktycznych w kierunku raka prostaty i jąder. To właśnie wtedy przypomina się, że troska o zdrowie nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości i odpowiedzialności – zarówno za siebie, jak i za swoich bliskich.

Źródło: informacja prasowa

Listopad kończy wyjątkowy okres w kalendarzu zdrowia publicznego. Po Różowym Październiku, promującym profilaktykę raka piersi, i Movemberze, zachęcającym mężczyzn do regularnych badań m.in. w kierunku raka jąder czy prostaty, świadomość społeczna znacznie się zwiększa. Niestety, dane dotyczące przeprowadzanych badań profilaktycznych wciąż są alarmujące – Polacy zbyt rzadko wykonują podstawowe badania, mimo że mogą one ratować życie.

Niepokojące dane

Regularne badania profilaktyczne, takie jak cytologia, USG piersi czy badania poziomu PSA, są podstawą wczesnego wykrywania nowotworów. Tymczasem w Polsce sytuacja wciąż pozostawia wiele do życzenia. Według wyników Narodowego Testu Zdrowia Polaków z 2024 roku aż 11% kobiet nigdy nie wykonało cytologii, badania kluczowego w profilaktyce raka szyjki macicy. W przypadku USG piersi sytuacja wygląda jeszcze gorzej – 35% kobiet przyznaje, że nigdy nie miało wykonywanego tego badania, a jedynie 25% zrobiło je w ciągu ostatniego roku. Statystyki są równie niepokojące wśród mężczyzn: 57% nigdy nie miało palpacyjnego badania jąder przez lekarza, a 39% nie przeprowadziło nawet samobadania. Co więcej, ponad 80% mężczyzn nie zdaje sobie sprawy, że rak jąder najczęściej dotyka osoby w wieku 15–35 lat.

Dlaczego tak się dzieje?

Z doświadczeń ekspertów wynika, że najczęściej zgłaszane powody rezygnacji z badań to brak czasu i codzienne obowiązki, które przesuwają troskę o własne zdrowie na dalszy plan. Dodatkowo, długie kolejki do specjalistów i trudności w uzyskaniu skierowań skutecznie zniechęcają pacjentów do podejmowania działań. Nie pomaga także niedostateczna edukacja zdrowotna – wielu mężczyzn nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń związanych z rakiem jąder czy prostaty.

– Wciąż zbyt często spotykamy się z sytuacją, w której pacjenci zgłaszają się na badania dopiero wtedy, gdy wystąpią objawy. Tymczasem profilaktyka to klucz do skutecznego leczenia. W ponad 90% przypadków akcji badań profilaktycznych stwierdzane są u pacjentów zmiany i patologie wymagające dalszej diagnostyki, które dotychczas nie były rozpoznawane” – mówi Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny LongLife, firmy organizującej akcje badań profilaktycznych w miejscu pracy.

Zmiany na horyzoncie – czy jest nadzieja?

Mimo wielu trudności, widać też światełko w tunelu. Jest nim coraz wyższa chęć pracodawców w inwestowanie w zdrowie pracowników. Pakiety medyczne stały się już niemal standardem wśród benefitów, dlatego coraz częściej spotykane są akcje profilaktyczne w miejscach pracy. Jak wskazują eksperci badania cieszą się największą popularnością wśród młodszych pokoleń. 

– Z reguły ponad 50% uczestników takich badań to przedstawiciele Generacji Z, co pokazuje, że młodsze pokolenia są bardziej świadome potrzeby dbania o zdrowie. To dowód na to, że świadomość można budować od podstaw. Musimy jednak działać kompleksowo – zapewnić lepszy dostęp do badań, ale też edukować i ułatwiać podejmowanie świadomych decyzji zdrowotnych – podkreśla Piotr Leszczyński.

Statystyki są alarmujące, ale nie oznaczają, że sytuacja jest beznadziejna. Każdy miesiąc jest dobry, by zrobić pierwszy krok w kierunku zdrowia – wykonać badanie, zaplanować wizytę u specjalisty czy porozmawiać z bliskimi o profilaktyce. Jak podsumowuje Piotr Leszczyński: „Nowotwory nie czekają na lepszy moment. Dlatego my również nie możemy czekać. To wyścig, w którym stawką jest życie.”

źródło: LongLife

Rak prostaty jest najczęstszym nowotworem rozpoznawanym u mężczyzn w Polsce i drugą przyczyną śmiertelności z powodu nowotworów w tej grupie. Niezwykle ważna jest znajomość objawów raka prostaty, bo im wcześniej zostanie on wykryty, tym większe są szanse na całkowite wyleczenie – przy zastosowaniu leczenia chirurgicznego i radioterapii, niekiedy uzupełnianych hormonoterapią. Hormonoterapia stosowana jest także u pacjentów, u których nowotwór został rozpoznany w fazie przerzutowej. Niestety, u części z nich leczenie to przestaje po pewnym czasie działać i konieczne jest zastosowanie leczenia kolejnej linii, np. chemioterapii. Jednak pomimo postępów medycyny, rokowania na tym etapie raka prostaty pozostają niekorzystne. Potrzebne są więc nowe terapie celowane, które poprawiłyby wyniki leczenia i jakość życia pacjentów. Nową opcją leczenia dla tych chorych jest wykorzystanie osiągnięć medycyny nuklearnej, czyli terapii radioligandowej.
W 2021 roku raka prostaty (stercza, gruczołu krokowego) zdiagnozowano u prawie 18 tys. mężczyzn w Polsce (stanowiło to 21% wszystkich nowo rozpoznanych nowotworów w tej grupie). Prawie 5,5 tys. pacjentów zmarło z powodu tego nowotworu. Niepokoi fakt, że zachorowalność na raka prostaty cechuje silny trend wzrostowy. Najważniejszym czynnikiem ryzyka zachorowania jest wiek – aż 99% przypadków raka gruczołu krokowego rozpoznaje się po 50. roku życia. Największa liczba zachorowań dotyczy chorych w wieku od 65 do 74 lat.

Rak prostaty zwykle przez długi czas przebiega bezobjawowo albo powoduje jedynie nieznaczne dolegliwości, przypominające objawy typowe dla łagodnego rozrostu gruczołu krokowego. Należą do nich częste oddawanie moczu oraz trudności w jego oddawaniu. W sytuacji, gdy dochodzi do powiększenia samego narządu oraz zajęcia otaczających tkanek, mogą wystąpić takie objawy jak: krwiomocz, uczucie pieczenia przy oddawaniu moczu, bóle w podbrzuszu, nietrzymanie moczu, zaburzenia wzwodu, bóle okolicy lędźwiowej i krocza oraz obecność krwi w spermie.

Rokowania zależą od stopnia zaawansowania
Standardowym leczeniem w raku prostaty jest leczenie chirurgiczne i radioterapia, które są stosowane z myślą o całkowitym wyleczeniu pacjenta. U pacjentów, u których nie można zastosować leczenia operacyjnego lub naświetlań stosowana jest hormonoterapia. Hormonoterapia może być też stosowana jako leczenie uzupełniające do radioterapii bądź też w sytuacjach, gdy nowotwór został rozpoznany w tzw. fazie uogólnionej (występują już liczne przerzuty). Ten rodzaj leczenia polega na zablokowaniu produkcji męskich hormonów płciowych (androgenów, w tym testosteronu) lub/i blokowaniu ich działania w organizmie. Jednak z czasem hormonoterapia może przestać działać i mamy wówczas do czynienia z zaawansowaną postacią choroby – rakiem prostaty opornym na kastrację. Nowotwór oporny na kastrację rozprzestrzenia się na inne części ciała, m.in. kości. Ten stopień zaawansowania choroby to rozsiany rak prostaty oporny na kastrację. Zaawansowany rak prostaty jest chorobą nieuleczalną i wyniszczającą. Podejmowane leczenie (chemioterapia lub terapia lekami ukierunkowanymi molekularnie z grupy PARP) ma na celu wydłużenie życia pacjenta i poprawę jego jakości. Jednak gdy u pacjenta rozwinie się rozsiany rak prostaty oporny na kastrację rokowanie jest niekorzystne. Pięcioletni wskaźnik przeżycia dla tych pacjentów wynosi około 30%. Dlatego, pomimo postępów leczeniu raka prostaty, nadal istnieje duże zapotrzebowanie na terapie celowane o nowym mechanizmie działania, które poprawiłyby wyniki leczenia i jakość życia pacjentów z przerzutowym rakiem prostaty opornym na kastrację. Nową opcją leczenia dla tych chorych jest wykorzystanie osiągnięć medycyny nuklearnej.

Biomarkery w raku prostaty
Powszechnie znanym o od wielu lat wykorzystywanym w medycynie biomarkerem raka prostaty jest PSA (prostate specific antygen). To białko produkowane wyłącznie przez komórki gruczołu krokowego, a jego obecność w krwi może wskazywać na różne problemy zdrowotne związane z prostatą, w tym raka tego narządu. Badanie stężenia PSA w krwi pacjenta jest pomocne w diagnozowaniu raka prostaty, monitorowaniu choroby, wyborze sposobu leczenia i monitorowaniu jego efektów.

Innym, bardziej specyficznym, biomarkerem jest PSMA (prostate specific membrane antigen). Jest to białko występujące na błonie komórkowej komórek stercza, a u ponad 80% pacjentów z rakiem prostaty stwierdza się podwyższoną ilość antygenu PSMA. Co ważne, białko to bardzo rzadko występuje w prawidłowych tkankach. Można je zidentyfikować i zwizualizować podczas badania obrazowego z zastosowaniem pozytonowej tomografii emisyjnej PET, dlatego obrazowanie PSMA-PET jest skuteczną metodą w wykrywaniu nawet niewielkich przerzutów nowotworu prostaty. Określenie poziomu PSMA za pomocą PSMA-PET jest bardzo pomocne zarówno w ustaleniu stopnia zaawansowania choroby, jak i w wyborze terapii.

Antygen PSMA jest nie tylko biomarkerem diagnostycznym, ale również celem terapeutycznym w leczeniu chorych na rozsianego raka prostaty, niereagującego już na hormono-, czy chemioterapię. Terapią ukierunkowaną na PSMA jest terapia radioligandowa z zastosowaniem 177Lu-PSMA-617.

Terapia radioligandowa – ukierunkowana na raka
Terapia radioligandowa (RLT) polega na dostarczaniu promieniowania radioaktywnego bezpośrednio do komórek rakowych, w sposób ukierunkowany, dzięki czemu minimalizowany jest wpływ radiofarmaceutyku na otaczające je zdrowe komórki. Ligand to związek wybiórczo łączący się np. z precyzyjnie określonymi receptorami, których ekspresja jest szczególnie nasilona na powierzchni komórek nowotworowych. Radioligand to ligand połączony z radioizotopem, będącym emiterem promieniowania jonizującego, które powoduje uszkodzenie struktur komórkowych. Jak do tej pory, terapie radioligandowe znalazły zastosowanie w kilku nowotworach, ale w ostatnim czasie popularność tej metody koncentruje się wokół dwóch: guzów neuroendokrynnych trzustki i przewodu pokarmowego oraz raka prostaty. Wynika to z obecności specyficznych receptorów na powierzchni komórek, do których przyłącza się podany radiofarmaceutyk” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Anna Sowa-Staszczak, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Lekiem radioligandowym zarejestrowanym w leczeniu przerzutowego, opornego na kastrację, PSMA-dodatniego raka prostaty jest związek 177Lu-PSMA-617. Składa się on z radioaktywnego lutetu (emitującego promieniowanie beta niszczące komórki), połączonego z cząsteczką, która po wprowadzeniu do organizmu, specyficznie łączy się z antygenem PSMA. Dzięki temu promieniowanie jest dostarczane wybiórczo tylko do komórek zawierających antygen PSMA, a toksyczny efekt działania lutetu jest ograniczony niemal wyłącznie do komórek nowotworowych. Jak dowiodły wyniki badań klinicznych, leczenie radioligandowe w raku prostaty wydłuża życie pacjentów, a przy tym jest dla nich bezpieczne i dobrze tolerowane, co jest niezwykle istotne w kontekście jakości życia chorych.

Wysokie bezpieczeństwo i niewielka liczba powikłań wynika z faktu, że leczenie radioligandowe jest leczeniem precyzyjnie ukierunkowanym, a przez podaniem pacjentowi radioligandu terapeutycznego przeprowadzana jest diagnostyka PET, która ma na celu zlokalizowanie komórek nowotworowych. „Takie ścisłe połączenie diagnostyki z terapią nazywane jest teranostyka. Dawkę terapeutyczną radiofarmaceutyku podajemy tylko tym pacjentom, u których, stwierdza się odpowiednio wysokie gromadzenie radiofarmaceutyku w zmianach nowotworowych. Dzięki temu, mamy pewność, że lek zadziała” – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Królicki, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej.
 
Źródła:
  1. Zalecenia postępowania diagnostyczno-terapeutycznego w raku gruczołu krokowego — stanowisko Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej i Polskiego Towarzystwa Urologicznego. Onkol Prakt Klin Edu 2024;10(1):1-72.
  2. Nowotwory złośliwe w Polsce w 2021 roku. Krajowy Rejestr Nowotworów.
  3. Lutetium-177–PSMA-617 for Metastatic Castration-Resistant Prostate Cancer. N Engl J Med. 2021; 385: 1091-1103.
    expertpr
Umieralność mężczyzn w Polsce, podobnie jak w innych krajach, jest wyższa niż kobiet. Jak wskazuje GUS, w 2023 roku przeciętne trwanie życia mężczyzn wynosiło 74,7 lat, a kobiet – 82 lata. Choć w ostatnim czasie ta różnica maleje, wciąż jest większa niż w innych krajach europejskich. Eksperci Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn podkreślają, że przyczynia się do tego wiele czynników społecznych, m.in. inny charakter pracy i większa wypadkowość czy bagatelizowanie profilaktyki zdrowotnej.

Jak wskazuje GUS, w pierwszej dekadzie XXI wieku różnica między średnim trwaniem życia kobiet i mężczyzn wynosiła blisko dziewięć lat. Do 2014 roku spadła nieznacznie poniżej ośmiu lat, a przez następne sześć lat utrzymywała się na zbliżonym poziomie. Od 2020 roku widoczne było zmniejszanie się tej różnicy. W 2023 roku wyniosła ona 7,3 roku. To jedna z najwyższych dysproporcji w całej Unii Europejskiej. Z danych Eurostatu wynika, że średnio w UE różnica ta wynosi nieco ponad pięć lat, ale są kraje, gdzie jest ona jeszcze mniejsza.

– W Holandii to jest raptem trzy lata, zatem jest to źródło niepokoju i należy otoczyć troską ten obszar. Nie mamy za wiele badań, aby wyjaśnić różnicę, możemy co najwyżej uciekać się do odpowiedzi na temat jakości życia czy też ogólnych informacji, które mówią o tym, że np. mężczyźni pracują dłużej – mówi Tomasz Topolewski ze Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn.

Jak podkreśla, może to być także kwestia rozbieżności wynikających z charakteru pracy, jakiej podejmują się mężczyźni.

– Mężczyźni bardzo często wykonują bardziej niebezpieczną pracę od kobiet, nie tylko przy sytuacjach powodziowych czy kataklizmach, ale ogólnie, np. pracując fizycznie – dodaje ekspert. – Są czynniki związane np. z większym stresem w pracy czy z bardziej niebezpieczną pracą.

Jak wskazują dane GUS, mężczyźni częściej ulegają wypadkom w pracy. W 2022 roku stanowili 61,2 proc. ogólnej liczby poszkodowanych (w 2021 roku – 62,9 proc.). Co istotne, stanowili oni także zdecydowaną większość wśród poszkodowanych w wypadkach śmiertelnych (95 proc.) oraz w wypadkach ciężkich (88,3 proc.).

Stowarzyszenie na rzecz Chłopców i Mężczyzn wskazuje, że mężczyźni w Polsce cierpią z powodu niskiego bezpieczeństwa pracy, szybciej i częściej umierają na choroby cywilizacyjne. To również oni popełniają w naszym kraju większość samobójstw. Jak wskazują dane Policji, w 2023 roku samobójstwo popełniło ponad 4 tys. mężczyzn na 5,2 tys. zgonów samobójczych ogółem. Taką próbę podjęło ponad 9,6 tys. panów i 5,5 tys. pań.

– Z pewnością również profilaktyka zdrowotna może odgrywać tu dużą rolę. Przykładowo statystyki programu Profilaktyka 40+ mówią jasno: mężczyźni się rzadziej badają i to jest dysproporcja rzędu 2 mln kobiet do mniej więcej 1,2 mln mężczyzn. Widać więc, że kwestia profilaktyki mężczyzn i też kampanii kierowanych do mężczyzn w Polsce jest lekko zaniedbana – ocenia Tomasz Topolewski.

Od 2021 roku w Polsce funkcjonuje program Profilaktyka 40+, który zakłada realizację badań diagnostycznych w formie pakietów, które są skierowane oddzielnie do kobiet i mężczyzn, którzy ukończyli 40. rok życia. W tym przypadku panowie mogą liczyć na bezpłatne badanie ponad 11 obszarów zdrowia, m.in. morfologii, stężenia cholesterolu, glukozy, ciśnienia krwi oraz antygenu PSA, który pozwala zidentyfikować problemy z prostatą na wczesnym etapie. Według Narodowego Funduszu Zdrowia do czerwca br. dzięki programowi przebadało się już ponad 3,5 mln osób. Mężczyźni jednak są zdecydowaną mniejszością.

Jak podkreśla ekspert, nie można tego problemu sprowadzać do stwierdzenia, że mężczyźni nie lubią się badać. Stowarzyszenie postuluje o wsparcie w profilaktyce przez kampanie kierowane do mężczyzn, ale też przez zmiany w organizacji opieki zdrowia w Polsce. 

– Proszę zwrócić uwagę na to, że kobiety mają dostęp do ginekologa bez skierowania, tymczasem mężczyźni potrzebują skierowania do urologa, więc można tutaj wskazywać niektóre zmiany systemowe, których należałoby dokonać, aby uprościć tę profilaktykę. Ale myślę, że w tym temacie należy podejść nieco bardziej interdyscyplinarnie, można zwrócić uwagę na przykład na medycynę pracy. To jest świetny moment na wykonanie podstawowych badań czy przebadanie mężczyzn pod kątem typowo męskich chorób czy chorób związanych z wiekiem – ocenia ekspert Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn.

Jego zdaniem bardzo niekorzystnie działa stereotyp twardego i silnego mężczyzny, który nie prosi o pomoc i jej nie potrzebuje. W ocenie specjalistów takie wyobrażenie blokuje ich chęć do zgłaszania się do lekarzy i na badania profilaktyczne, również do szukania wsparcia psychologów. Tutaj mogłyby pomóc programy zdrowia psychicznego kierowane do panów.

– W Polsce na kampanie profilaktyczne skierowane do mężczyzn wydaje się mniej pieniędzy niż na kampanie skierowane do kobiet. Zatem to również jest obszar, w którym, po pierwsze, można zwiększyć nakłady, a po drugie, stworzyć kampanie bardziej dedykowane, wspierające mężczyzn i ich problemy – postuluje Tomasz Topolewski.

Przykładem takiej typowo męskiej kampanii jest realizowana od kilku lat w listopadzie kampania Movember, która zwraca uwagę na męskie nowotwory – gruczołu krokowego i jąder – i zachęca panów do samobadania i badań profilaktycznych.

– Aby pomóc mężczyznom dbać o zdrowie, powinniśmy przede wszystkim zadbać o nasze otoczenie, naszych braci, ojców, kolegów z pracy. To ich powinniśmy w pierwszej kolejności otoczyć troską. Jeśli zadbamy o mężczyzn w naszym otoczeniu, to nas przybliża do celu – dodaje ekspert. 

źródło: Newseria.pl

Trwa Movember czyli Miesiąc Świadomości Męskich Nowotworów, w tym raka prostaty, który pozostaje najczęstszym nowotworem wśród mężczyzn w Polsce, nieprzetrwanie od 2016 roku. Cały czas obserwujemy wzrost zachorowań, a zgodnie z prognozami Map Potrzeb Zdrowotnych zachorowalność w 2031 roku ma wynieść już 30 000. W tym szczególnym czasie przypominamy, że profilaktyka i wczesna diagnostyka ratują zdrowie i życie. Dobre wiadomości są także takie, że raka prostaty potrafimy współcześnie leczyć skutecznie, zarówno dzięki innowacyjnym lekom jak i technologiom medycznym m.in. radioterapii stereotaktycznej.
Radioterapia, podobnie jak farmakoterapia, przeszła niewątpliwie rewolucję w kierunku opracowania i wdrożenia metod leczenia, które są bardziej skuteczne i wiążą się z mniejszą liczbą skutków ubocznych niż kiedykolwiek wcześniej. Co istotne, radioterapia ma zastosowanie prawie na każdym etapie postępu choroby. Od wczesnych stadiów nowotworu, po leczenie indukcyjne przed zabiegiem chirurgicznym oraz jako leczenie uzupełniające po operacji u pacjentów z grup wysokiego ryzyka wznowy. Radioterapia może być stosowana samodzielnie lub w skojarzeniu z chemioterapią i leczeniem systemowym, kończąc na leczeniu objawowym i paliatywnym u chorych z rozsianym nowotworem. Radioterapia to równorzędna do chirurgii metoda leczenia, dająca szanse na całkowite wyleczenie takich nowotworów (jak np. wczesny rak prostaty, piersi, płuca, krtani). Wskazania i możliwości radioterapii cały czas się poszerzają, ze względu na wzrastającą skuteczność i bezpieczeństwo nowoczesnych technologii. Terapeutycznym celem radioterapii jest takie uszkodzenia komórek nowotworowych, które doprowadzi do ich obumarcia.
 
Średni czas radioterapii w przypadku raka piersi lub prostaty zmniejszył się prawie o połowę w ciągu ostatnich dwudziestu lat, wykorzystując korzyści płynące z większej dawki promieniowania podanej w krótszym czasie[1].
 
Innowacje w radioterapii raka prostaty to m.in. wdrożenie radioterapii z modulacją intensywności (IMRT), która umożliwia kształtowanie dawki wokół wrażliwych, zdrowych tkanek oraz radioterapii sterowanej obrazem (IGRT), która zapewnia dokładne ukierunkowanie dawki na aktualną pozycję prostaty. 
 
– Te innowacje mają ponad połowę mniej skutków ubocznych, nawet gdy ta sama dawka jest dostarczana do prostatyPonadto coraz mniejsza liczba zabiegów jest potrzebna do wyleczenia pacjenta. Dawki terapeutyczne są bowiem zazwyczaj dostarczane za pomocą techniki zwanej stereotaktyczną radioterapią ciała (SBRT), w której leczenie odbywa się w zaledwie 5 zabiegach z precyzyjnym skupieniem dawki na prostacie. – podkreślała dr Alison Tree, onkolog z The Royal Marsden NHS Foundation Trust, Institute of Cancer Research w Wielkiej Brytanii.
 
Radioterapia stereotaktyczna pozwala na precyzyjne wycelowanie w obszar guza nowotworowego. W ten sposób zagrożone narządy w pobliżu otrzymują niższą dawkę promieniowania. Obecnie stosuje się różne metody radioterapii stereotaktycznej, w tym napromienianie umożliwiające śledzenie guza w czasie rzeczywistym.
 
Zrobotyzowana radioterapia stereotaktyczna
 
Jedną z technologii precyzyjnej radioterapii zrobotyzowanej jest nóż cybernetyczny, którego nazwa pochodzi od charakteru wiązki promieniowania, która jest tak bardzo precyzyjna, „ostro cięta jak skalpel chirurga”, są to wiązki od kilkunastu milimetrów do tzw. wiązek ołówkowych mających średnicę 1-2 mm. Przed zabiegiem wykonuje się wysokiej rozdzielczości tomografię komputerową, w celu określenia rozmiaru, kształtu i położenia guza. Po wykonaniu tomografii skan wysyłany jest do stacji roboczej CyberKnife, gdzie rozpoczyna się procedura planowania leczenia w oparciu o tomografię komputerową, rezonans magnetyczny oraz opcjonalnie pozytonową tomografię emisyjną.
 
Dotychczasowe wyniki badań klinicznych (w tym PACE-B) wskazują, że zastosowanie technologii zrobotyzowanej radioterapii SBRT z użyciem CyberKnife, zmniejsza częstość występowania późnej toksyczności pęcherza moczowego drugiego stopnia lub wyższego związanej z radioterapią stereotaktyczną w porównaniu z konwencjonalnym akceleratorem liniowym. Pacjenci otrzymujący SBRT miały mniej skutków ubocznych ze strony jelit i więcej skutków ubocznych ze strony pęcherza, ale ciężkie działania niepożądane występowały bardzo rzadko u wszystkich pacjentów. Oprócz zwiększenia wygody i zmniejszenia obciążenia dla pacjentów, zastosowanie innowacyjnej radioterapii stereotaktycznej przynosi korzyści dla systemu opieki zdrowotnej w zakresie możliwości napromieniania większej ilości osób oraz odciążeniu pracą kadr medycznych, dzięki czemu leczenie jest bardziej wydajne.  Innowacyjne metody radioterapii w leczeniu raka prostaty są dostępne i stosowane w praktyce klinicznej m.in w Wielkopolskim Centrum Onkologii i Narodowym Instytucie Onkologii – PIB w Gliwicach.
 
– Należy podkreślić, że leczenie z zastosowaniem noża cybernetycznego jest leczeniem nieinwazyjnym, nie wymagającym znieczulenia i realizowanym zaledwie w 5 dni. Z tego względu jest w mojej ocenie ustawione na podium metod terapeutycznych stosowanych w leczeniu raka stercza[3]. – wskazywał prof. dr n. med. Piotr Milecki, Ordynator Oddziału Radioterapii Onkologicznej I, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Wielkopolskie Centrum Onkologii, Konsultant Wojewódzki ds. Radioterapii Onkologicznej. 
 
Wyniki leczenia dla dla grupy pacjentów poddanych zabiegom w WCO, wskazywały na 96% kontrolę biochemiczną (brak wzrostu poziomu PSA) przy bardzo dobrej tolerancji leczenia[2].
 
Przeczytaj także:
https://medicalpress.pl/rynek/dr-alison-tree-w-radioterapii-raka-prostaty-nastpia-rewolucja-to-wiksza-skuteczno-i-mniej-skutkw-ubocznych_3WypNW7vKJ/
 
 
Źródła:
Raport SYTUACJA PACJENTÓW Z NOWOTWOREM PROSTATY 2021
RADIOTERAPIA W POLSCE W KONTEKŚCIE ZMIAN SYSTEMOWYCH – ANALIZA I REKOMENDACJE
https://medicalpress.pl/rynek/dr-alison-tree-w-radioterapii-raka-prostaty-nastpia-rewolucja-to-wiksza-skuteczno-i-mniej-skutkw-ubocznych_3WypNW7vKJ/
https://www.youtube.com/live/-bQAzF6LuWQ?si=GdIRWXdcCt1AXVkR
[1] Effect of radiotherapy fraction size on tumour control in patients with early-stage breast cancer after local tumour excision: long-term results of a randomised trial, Owen JR, Ashton A, Bliss JM, et al. 2006, Lancet Oncol
[2] [3] Raport „Radioterapia w Polsce w kontekście zmian systemowych – analiza i rekomendacje” 2021
Dobiega końca tegoroczna edycja kampanii Mosznowładcy. W ramach akcji w sobotę 3 grudnia w Stargardzie odbędą się bezpłatne badania profilaktyczne dla mężczyzn. Panowie przed 40 rokiem życia będą mogli sprawdzić stan swoich jąder dzięki bezbolesnemu badaniu USG, zaś pozostali skontrolują, czy poziom markera nowotworowego prostaty (PSA) jest u nich w normie. 
W tym roku akcja Mosznowładcy trwa aż dwa miesiące, aby zapewnić jak największej liczbie mężczyzn możliwość przebadania się. Podczas poprzedniego wydarzenia, które odbyło się w Katowicach, przebadano 464 osoby. Kolejne badania odbędą się 3 grudnia w Stargardzie, w AquaStar. Lekarze będą przyjmować chętnych od 12:00 do 18:00.

Badania USG są bezbolesne i nieinwazyjne, a w ramach kampanii Mosznowładcy będą z nich mogli skorzystać wszyscy mężczyźni między 18 a 40 rokiem życia. Dla Panów po 40 r.ż. przeznaczone są jakościowe testy poziomu PSA, czyli tzw. markera nowotworowego prostaty z kropli krwi. Na badania nie są prowadzone zapisy, decyduje kolejność przybycia. Zarówno badania USG, jak i przesiewowe testy poziomu PSA trwają jedynie kilka minut i nie wymagają żadnego przygotowania.

Realizacja badań nie byłaby możliwa bez zaangażowania partnerów. W tym roku wsparcie technologiczne ponownie zapewniają firmy Profimedical i Hydrex. Po raz siódmy w akcji bierze udział także Nationale-Nederlanden. Firma została dwukrotnie uhonorowana grand prix w konkursie Dobroczyńca Roku za wspieranie profilaktyki męskich nowotworów wspólnie z Fundacją Kapitan Światełko, a kolejne dwa razy otrzymała wyróżnienie w kategorii Zdrowie.

W gronie partnerów akcji ponownie znalazły się także firmy Bayer i BNP Paribas.
 
Suchary o jajach – film promujący kampanię 2022:

Materiały graficzne kampanii Mosznowładcy 2022:
https://app.box.com/s/dxhribkpflnc7u52hsnf6cznuaqyds17

Wydarzenia w galeriach handlowych organizowane są z uwzględnieniem wymogów sanitarnych mających przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się COVID-19. Organizatorzy dokładają wszelkich starań, aby zapewnić bezpieczeństwo każdemu z uczestników. Regulamin korzystania z badań dostępny jest na stronie akcji www.mosznowladcy.pl  

Harmonogram wydarzeń:
Realizowane przez Fundację Kapitan Światełko. Podwójny gabinet.
10.01 – Wrocław, Galeria Dominikańska
10.08 – Gdańsk, Galeria Metropolia
10.15 – Bydgoszcz, Focus
10.22 – Bytom, Plejada
11.05 – Warszawa, Promenada
11.12 – Kraków, Galeria Bronowice
11.18-19 – Poznań, MTP
11.26 – Katowice, Galeria Katowicka
Wydarzenia wspierające:
Realizowane przez lokalnych partnerów Fundacji Kapitan Światełko. Pojedynczy gabinet.
10.29 – Zielona Góra, Focus
11.05 – Gorzów Wielkopolski, NovaPark
11.12 – Koszalin, Forum
11.19 – Szczecin, Galaxy
 
źródło: Fundacja Kapitan Światełko