Medicalpress
Nowy estrogen o korzystnym profilu bezpieczeństwa może zmienić podejście do terapii hormonalnej na różnych etapach życia kobiety. O roli estetrolu w nowoczesnej antykoncepcji oraz jego potencjale w leczeniu objawów menopauzy mówi prof. Robert Spaczyński, wskazując na wyniki badań dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa tej substancji.
 
Estetrol otwiera nowy rozdział w terapii hormonalnej kobiet. Dzięki korzystnemu profilowi bezpieczeństwa może znaleźć zastosowanie zarówno w antykoncepcji hormonalnej, jak i leczeniu dolegliwości menopauzalnych – mówi prof. Robert Spaczyński.

Wywiad z Prof. dr hab. n. med. Robertem Spaczyńskim, Uniwersytet Zielonogórski, Centrum Ginekologii Położnictwa i Leczenia Niepłodności „Pastelova” w Poznaniu

 
Panie Profesorze, jaka jest obecnie pozycja antykoncepcji doustnej wśród różnych dostępnych metod zapobiegania ciąży?
 
W 2026 roku antykoncepcja doustna pozostaje najczęściej wybieraną metodą hormonalną i nadal jest rekomendowana przez europejskie oraz polskie towarzystwa naukowe. Aktualne zalecenia nie wskazują przewagi żadnego z rodzajów antykoncepcji (dwuskładnikowej ani jednoskładnikowej). Obydwa rodzaje mogą być z powodzeniem stosowane w wielu sytuacjach klinicznych i obecnie dysponujemy wieloma skutecznymi opcjami terapeutycznymi opartymi na różnych substancjach czynnych.
 
Z czego wynika popularność tej metody antykoncepcji?
 
Pacjentki cenią doustną antykoncepcję za prostotę stosowania i możliwość zakończenia terapii w dowolnym momencie. Nie mniej istotna jest również cena. Miesięczny koszt antykoncepcji doustnej jest bardziej przystępny niż implantu, który wymaga od pacjentki długoterminowej deklaracji i jednorazowego wydatku. Jako ginekolodzy staramy się dobierać preparaty w oparciu o indywidualne potrzeby i preferencje naszych pacjentek, każdorazowo mając na uwadze najwyższy możliwy profil skuteczności i bezpieczeństwa rozważanych opcji antykoncepcyjnych.
 
W ostatnim czasie pojawiła się pierwsza doustna terapia z estetrolem. Skąd wzięła się idea zastosowania tego związku w terapii hormonalnej?
 
Warto sobie uświadomić, że w ciągu ostatnich 20 lat nie obserwowaliśmy rewolucyjnych zmian w dziedzinie antykoncepcji. Nie pojawiały się nowe estrogeny ani gestageny, aż w 2021 roku wprowadzono estetrol (E4) – nowy estrogen wzorowany na hormonie naturalnie produkowanym przez płód w czasie ciąży.
 
Od początku z nową substancją wiązano bardzo duże nadzieje. Estetrol wykazuje szczególną selektywność tkankową, czyli w niektórych tkankach działa jak klasyczny estrogen poprzez stymulację receptorów jądrowych, a w innych hamuje receptory błonowe, co może ograniczać procesy proliferacyjne w piersi i wpływać na korzystniejszy profil bezpieczeństwa.
 
Nadzieje badaczy okazały się uzasadnione?
 
Dotychczasowe badania – zarówno kliniczne, jak i porejestracyjne – potwierdzają korzystny profil bezpieczeństwa estetrolu. Przede wszystkim potwierdzają niższe ryzyko epizodów zatorowo-zakrzepowych w porównaniu z klasycznymi estrogenami w antykoncepcji czyli etynyloestradiolem. Wynika to z ograniczonego wpływu estetrolu na wątrobę, w tym na syntezę czynników krzepnięcia i białek transportowych. Korzystny profil bezpieczeństwa potwierdzają również dane porejestracyjne oraz analiza zgłoszeń z europejskiej bazy EudraVigilance.
 
Równie interesujące są wyniki badań dotyczących wpływu na tkanki piersi. Dotychczasowe obserwacje wskazują, że estetrol może wykazywać korzystniejszy profil biologiczny niż estradiol i potencjalnie ograniczać procesy związane z rozwojem oraz progresją raka piersi. Choć obszar ten nadal wymaga dalszych badań, dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące.
 
Niedawno firma Gedeon Richter poinformowała o uzyskaniu pozwolenia na dopuszczenie do obrotu preparatu na bazie estetrolu w nowym wskazaniu – terapii menopauzalnej.
 
Jako ginekolodzy wiążemy z nowym wskazaniem bardzo duże nadzieje. Jak wspomniałem, staramy się dobierać dla naszych pacjentek leki tak, by odznaczały się one jak najwyższym profilem bezpieczeństwa i skuteczności. Stosując estetrol, dążymy do ograniczenia ryzyka epizodów zatorowo-zakrzepowych, a dotychczasowe dane wskazują również na potencjalnie korzystny profil w odniesieniu do piersi. Jest to ważne zarówno u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną, jak i – być może w jeszcze większym stopniu – u pacjentek kwalifikowanych do terapii menopauzalnej. Jak wiadomo, ryzyko wystąpienia zarówno zdarzeń sercowo-naczyniowych, jak i nowotworów (w tym raka piersi) rośnie wraz z wiekiem. Możliwość zastosowania preparatu o korzystnym profilu bezpieczeństwa w tej grupie pacjentek byłaby naprawdę cenna. Tym bardziej, że potrzeby kobiet w okresie okołomenopauzalnym będą coraz większe.
 
Jakie są trendy?
 
Już dziś nawet 40 proc. kobiet w krajach wysokorozwiniętych  znajduje się w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym. Zapotrzebowanie na skuteczne leczenie symptomów charakterystycznych dla tego okresu, to jest objawów wazomotorycznych, bezsenności, zaburzeń koncentracji i pamięci, jest istotne. Dostępne terapie nadal budzą jednak obawy wielu kobiet. Co więcej, liczba wartościowych opcji terapeutycznych stosowanych w terapii menopauzalnej także jest ograniczona. Jako specjaliści chcielibyśmy móc proponować naszym pacjentkom leczenie, które jest efektywne, ale jednocześnie maksymalnie bezpieczne. Z dużą nadzieją patrzę na możliwość zastosowania estetrolu w leczeniu objawów okołomenopauzalnych i menopauzalnych.

Źródło: inf pras

 
 
Ruszyła kolejna edycja ogólnopolskiej akcji profilaktycznej, w ramach której można bezpłatnie wykonać badanie gęstości mineralnej kości. Oprócz wybranych placówek medycznych badania prowadzi także mobilny osteobus, który odwiedzi około 200 miejscowości. Celem programu jest wcześniejsze wykrywanie osteoporozy i ograniczenie ryzyka groźnych złamań.
Tkanka kostna to dynamiczny układ, który ulega ciągłym procesom przebudowy, jednak z wiekiem traci swoją gęstość mineralną, co zwiększa ryzyko złamań. Dlatego tak ważna jest profilaktyka i regularna kontrola, szczególnie u kobiet po menopauzie oraz u mężczyzn po 70. roku życia.

Do udziału w badaniu szczególnie organizatorzy zachęca osoby, u których występują czynniki zwiększające ryzyko osłabienia kości. Należą do nich m.in. wątła budowa ciała (niskie BMI), stosowanie suplementacji, przebyte złamania kości w wieku dorosłym, a także choroby i stany przewlekłe. Ryzyko może zwiększać również mała aktywność ruchowa.

Łatwiejszy dostęp do badań

Z myślą o profilaktyce i wczesnym wykrywaniu osteoporozy organizatorzy akcji zachęcają do udziału w badaniu. 29 czerwca ruszyły bezpłatne badania w wybranych przychodniach medycznych, a w Polskę wyruszyła mobilna pracownia diagnostyczna. Osteobus odwiedzi około 200 miast w całej Polsce, umożliwiając wykonanie badań bez długiego oczekiwania na wizytę.

Szybkie i bezbolesne badanie

W przychodniach i osteobusie wykonywana jest densytometria, czyli pomiar gęstości mineralnej kości (BMD). Badanie pozwala ocenić stan tkanki kostnej oraz wykryć jej obniżoną gęstość, która może wiązać się ze zwiększonym ryzykiem osteoporozy i złamań.

Pomiar wykonywany jest przy użyciu niewielkiej dawki promieniowania rentgenowskiego (metoda DXA). Najczęściej analizowane są obszary szczególnie narażone na złamania osteoporotyczne – szyjka kości udowej oraz odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Badanie trwa kilka minut, jest bezbolesne, nieinwazyjne i nie wymaga specjalnego przygotowania.

Po jego wykonaniu pacjent otrzymuje wynik, który pozwala ocenić gęstość mineralną kości. Należy skonsultować go z lekarzem, który na tej podstawie może zalecić odpowiednie postępowanie, w tym ewentualne leczenie.

Kontakt i zapisy

Sprawdź, w których przychodniach w Polsce prowadzone są badania oraz kiedy i gdzie będzie osteobus:

Telefon: 56 666 66 67

Poniedziałek-piątek: 8:00-20:00

Źródło: PAP MediaRoom
Foto: PAP MediaRoom

Tylko co dziesiąta kobieta deklaruje, że dobrze śpi sześć nocy w tygodniu, podczas gdy co trzecia szacuje, że osiąga prawdziwie regenerujący sen tylko trzy do czterech razy w tygodniu – wynika z globalnego badania snu. Może to wskazywać na ukryte zaburzenie snu, takie jak obturacyjny bezdech senny. Problem polega jednak na tym, że schorzenie to kojarzy się przede wszystkim z mężczyznami, przez co u kobiet często pozostaje niezdiagnozowane.
Według globalnego badania snu zleconego przez firmę Resmed, eksperta w dziedzinie snu, co czwarta kobieta ma trudności z zasypianiem co najmniej trzy lub więcej nocy w tygodniu, a 27% respondentek zgłasza, że budzi się niewyspane. Uczestniczki badania wskazały stres i lęk jako najczęstsze przyczyny tych problemów (42%). Jednak pierwotna przyczyna może leżeć w schorzeniu, które zwyczajowo przypisuje się mężczyznom. To obturacyjny bezdech senny, który w przypadku kobiet może dawać nietypowe objawy, a to utrudnia diagnozę. Obchodzony 28 maja Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Zdrowia Kobiet jest doskonałą okazją do tego, aby zwrócić uwagę na problem, który jak się okazuje może dotyczyć nawet 50% kobiet w wieku od 20 do 70 lat.

Pułapka „męskiej” choroby i nietypowych objawów

Obturacyjny bezdech senny jest powszechnie postrzegany jako choroba mężczyzn, a to sprawia, że wiele kobiet nawet nie zakłada, że ich problemy z samopoczuciem mogą wynikać właśnie z tego schorzenia. Sytuację komplikuje fakt, że kobieca twarz bezdechu jest zupełnie inna niż ta powszechnie znana. Podczas gdy mężczyźni częściej zgłaszają chrapanie i przerwy w oddychaniu, u kobiet pojawiają się objawy takie jak bezsenność, zespół niespokojnych nóg, senność w ciągu dnia, bóle głowy i mięśni, nadmierny przyrost masy ciała czy depresja[3]. Co więcej, badania wykazały, że kobiety mają tendencję do częstszego zgłaszania dolegliwości nawet przy łagodnym przebiegu bezdechu. Zauważono w nich też, że kobiety z łagodnym bezdechem wykazują niższy wskaźnik senności niż mężczyźni, ale jednocześnie deklarują znacznie wyższy poziom wyczerpania i zmęczenia. Ich jakość życia jest wyraźnie obniżona, a stanom tym często towarzyszy wyższy poziom lęku, depresji oraz trudności z utrzymaniem ciągłości snu.

Ignorowanie bezdechu to ryzyko dla całego organizmu

Brak odpowiedniej diagnozy i pozostawienie bezdechu sennego bez leczenia niesie poważne konsekwencje dla organizmu kobiety. To nie tylko kwestia gorszego samopoczucia, ale realne zagrożenie dla układu krwionośnego i metabolicznego. Ponad połowa kobiet cierpiących na obturacyjny bezdech senny zmaga się jednocześnie z nadciśnieniem tętniczym, a niemal co druga ma podwyższony poziom cholesterolu. Nieleczone zaburzenia oddychania podczas snu zwiększają też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2 oraz choroby wieńcowej.

Ciąża i menopauza – kluczowe momenty w życiu kobiety

Okresami w życiu kobiet, w których powinny zachować szczególną czujność są ciąża i menopauza. Badania pokazują, że w okresie oczekiwania na dziecko na obturacyjny bezdech senny cierpi jedna na pięć kobiet. To konsekwencja procesów, które zachodzą w ciele kobiety w tym okresie. Okazuje się, że zmiany hormonalne w organizmie oraz ucisk na drogi oddechowe[7] mogą powodować niebezpieczne przerwy w oddychaniu, wpływając zarówno na zdrowie matki, jak i rozwijającego się dziecka.

Menopauza to równie krytyczny moment. Wówczas spadek poziomu hormonów chroniących napięcie mięśni gardła sprawia, że wiele kobiet po raz pierwszy w życiu zaczyna doświadczać objawów bezdechu[8]. Zmiany te często bywają mylnie utożsamiane wyłącznie z procesem starzenia lub typowymi dolegliwościami klimakterium, co opóźnia wdrożenie skutecznej terapii, mogącej przywrócić komfort życia i uchronić przed poważnymi powikłaniami. Tymczasem wczesna diagnoza jest niezwykle istotna, ponieważ jak wynika z badań, po menopauzie ryzyko bezdechu sennego u kobiet wzrasta do poziomu mniej więcej takiego samego jak u mężczyzn.

 
Więcej informacji, w tym prosty internetowy test oceny snu, można znaleźć na stronie https://www.resmed.pl/better-sleep
Ocena snu nie jest odpowiednia dla osób poniżej 18 roku życia. Jest to narzędzie do samooceny, które może pomóc Ci ustalić, czy występuje u Ciebie którykolwiek z typowych objawów bezsenności lub obturacyjnego bezdechu sennego. Nie jest to narzędzie diagnostyczne i nie stanowi porady medycznej. Poleganie na informacjach uzyskanych za pośrednictwem tego narzędzia odbywa się wyłącznie na twoje własne ryzyko. Zalecamy skonsultowanie się z lekarzem w sprawie wyników oceny snu lub jeśli masz obawy dotyczące swojego snu.

Źródło: inf pras

Nietrzymanie moczu i dysfunkcje dna miednicy to nie tylko problem medyczny, ale także społeczny. Pacjenci ograniczają aktywność, rezygnują ze sportu, podróży, życia intymnego, niekiedy wycofują się z relacji. Tymczasem w wielu przypadkach można im pomóc. Warunkiem jest dobra diagnostyka i indywidualnie dobrana terapia, także z wykorzystaniem nowoczesnej fizjoterapii.
Szacuje się, że nietrzymanie moczu może dotyczyć w Polsce ok. 2,5 mln osób. Problem często kojarzony jest z kobietami po porodach albo w okresie menopauzy, ale nie dotyczy wyłącznie kobiet. Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej korzystają także mężczyźni – m.in. po leczeniu urologicznym, po operacjach prostaty, z parciami naglącymi, bólem miednicy czy zaburzeniami pracy mięśni dna miednicy.
 
Dla pacjentów to często codzienność podporządkowana objawom: planowanie wyjść pod kątem dostępu do toalety, rezygnacja z podróży, sportu, spotkań, pracy wymagającej dłuższego przebywania poza domem. Objawy mogą zaburzać sen, pogarszać koncentrację, wywoływać lęk przed „wpadką” w miejscu publicznym, wpływać na relacje intymne i prowadzić do izolacji.

Problem interdyscyplinarny

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu rozwija podejście łączące fizjoterapię, medycynę kliniczną, diagnostykę funkcjonalną i nowoczesne metody oceny pracy mięśni. Celem jest leczenie skuteczniejsze, bardziej precyzyjne i oparte na obiektywnych danych. Badacze analizują m.in. aktywność mięśni dna miednicy, ustawienie miednicy, napięcie mięśniowe, koordynację oddechu i postawy oraz skuteczność metod takich jak wysokoindukcyjna stymulacja elektromagnetyczna. W diagnostyce wykorzystują m.in. elektromiografię powierzchniową i elastografię.

– Nowoczesna rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna nie polega na tym, żeby powiedzieć pacjentowi: „proszę ćwiczyć mięśnie Kegla” – mówi dr hab. Kuba Ptaszkowski, prof. UMW z Zakładu Fizjoterapii Klinicznej i Rehabilitacji Uniwersyteckiego Centrum Fizjoterapii i Rehabilitacji. – Najpierw musimy sprawdzić, czy pacjent w ogóle prawidłowo aktywuje mięśnie dna miednicy, czy potrafi je rozluźnić, czy problemem jest osłabienie, nadmierne napięcie, brak koordynacji, ból, blizna, zaburzenie oddechu, postawy albo kontroli ciśnienia w jamie brzusznej. Samodzielne ćwiczenia mogą pomagać, ale źle dobrane bywają nieskuteczne, a u części osób mogą nawet nasilać objawy. Dlatego w podejściu, które rozwijamy na UMW, kluczowe są diagnostyka, indywidualizacja terapii i obiektywna ocena pracy mięśni.

Efekty badań prowadzonych na UMW nie pozostają wyłącznie w publikacjach naukowych. Są wykorzystywane w programach terapeutycznych, działaniach edukacyjnych, szkoleniach dla fizjoterapeutów i lekarzy oraz w poradniku dla pacjentów. Uczelnia rozwija także współpracę z ośrodkami medycznymi i instytucjami publicznymi, aby zwiększać dostępność rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej.

Dobrze dobrana rehabilitacja może ograniczać objawy i wspierać pacjenta w powrocie do normalnego rytmu życia. Dlatego w terapii coraz większe znaczenie ma nie tylko ocena parametrów pracy mięśni, ale także wpływ leczenia na codzienne funkcjonowanie.

– W rehabilitacji uroginekologicznej sukcesem nie zawsze jest wyłącznie wynik badania – podkreśla prof. Ptaszkowski. – Dla pacjenta sukcesem bywa to, że może wrócić do biegania, przespać noc, pójść na spotkanie albo przestać nosić wkładki zabezpieczające. W badaniach oceniamy parametry pracy mięśni, ale równie ważny jest praktyczny efekt terapii, czyli to, czy pacjent lepiej funkcjonuje. Poprawa jakości życia jest jednym z najważniejszych celów terapii.

Kiedy do specjalisty?

Specjaliści zwracają uwagę, że wiele osób zwleka z szukaniem pomocy. Nietrzymanie moczu po porodzie, w okresie menopauzy czy po operacji bywa traktowane jako „naturalna konsekwencja wieku” albo „normalny koszt macierzyństwa”. Tymczasem częste występowanie objawów nie oznacza, że trzeba się z nimi godzić.

Eksperci UMW radzą, by do specjalisty zgłosić się m.in. wtedy, gdy pojawia się nietrzymanie moczu przy kaszlu, kichaniu, śmiechu, wysiłku lub bieganiu; nagła, trudna do powstrzymania potrzeba oddania moczu; częste wizyty w toalecie; wstawanie w nocy; uczucie ciężkości lub obniżenia narządów miednicy; ból w obrębie miednicy, krocza lub podbrzusza; dolegliwości po porodzie, operacjach urologicznych lub ginekologicznych; a także trudności w życiu intymnym związane z bólem, napięciem lub dyskomfortem.

–  Pierwsza wizyta nie powinna kojarzyć się z bólem ani przymusem – dodaje ekspert UMW. – Zaczyna się od rozmowy, analizy objawów, stylu życia, aktywności, przebytych porodów lub operacji. Dopiero później dobierany jest zakres badania funkcjonalnego. Jeżeli diagnostyka dotyczy intymnych obszarów ciała, szczególne znaczenie mają zgoda pacjenta, wyjaśnienie każdego etapu i możliwość przerwania procedury w dowolnym momencie.

Terapia zwykle trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jej długość zależy od rodzaju problemu, wieku, chorób współistniejących, nasilenia objawów i systematyczności pracy własnej pacjenta. Pierwsze efekty część osób obserwuje już po kilku wizytach i wdrożeniu zaleceń domowych, ale w przypadkach przewlekłych, bólowych lub pooperacyjnych potrzebny może być dłuższy proces.

Rehabilitacja może być również ważnym elementem leczenia zachowawczego i interdyscyplinarnego. U części pacjentów dobrze dobrana terapia ogranicza nasilenie objawów na tyle, że leczenie operacyjne nie jest konieczne albo może zostać odroczone. Może też wspierać leczenie farmakologiczne, przygotowanie do zabiegu i powrót do sprawności po operacji. Decyzja zawsze powinna być jednak podejmowana indywidualnie, po diagnostyce i konsultacji ze specjalistą.

Konieczne zmiany systemowe

Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej można korzystać przede wszystkim w wyspecjalizowanych gabinetach fizjoterapii, poradniach rehabilitacyjnych oraz wybranych ośrodkach medycznych współpracujących z lekarzami. W ramach NFZ nie funkcjonuje obecnie powszechnie dostępna, odrębna ścieżka świadczeń określanych wprost jako rehabilitacja uroginekologiczna. Pacjenci mogą jednak –  zależnie od placówki, wskazań medycznych i decyzji lekarza –  korzystać z ogólnych świadczeń rehabilitacyjnych. W przypadku świadczeń finansowanych publicznie potrzebne jest skierowanie od lekarza ubezpieczenia zdrowotnego.

Eksperci UMW podkreślają, że potrzebne są zmiany systemowe: większa świadomość pacjentów, lepsze kierowanie do fizjoterapeutów urologicznych i uroginekologicznych oraz większa dostępność świadczeń finansowanych publicznie. Zespół UMW prowadzi działania edukacyjne, szkoleniowe i systemowe, m.in. we współpracy z instytucjami publicznymi, organizacjami społecznymi, Komitetem Rehabilitacji PAN i podkomisją sejmową ds. uroonkologii.

Jednym z efektów takich działań jest wydanie poradnika „Rehabilitacja urologiczna dla kobiet i mężczyzn”, przygotowanego z myślą o pacjentach, którzy nie wiedzą, że ich objawy można diagnozować i leczyć albo wstydzą się zapytać o pomoc. To ważne, bo wokół nietrzymania moczu i mięśni dna miednicy wciąż funkcjonuje wiele mitów: że „po porodzie tak już musi być”, że „w menopauzie to normalne”, że problem dotyczy wyłącznie starszych kobiet, że mężczyźni nie mają takich dolegliwości, albo że jedynym rozwiązaniem jest operacja.

Specjaliści UMW chcą, aby rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna była traktowana jako naturalna część ścieżki leczenia: po porodzie, po operacjach, w nietrzymaniu moczu i w przewlekłych dolegliwościach miednicy. Nie jako temat wstydliwy i odkładany latami, ale jako realna pomoc, która może przywracać pacjentom sprawczość, swobodę i komfort codziennego życia.

Źródło: UMW

Niemal 28-procentowa redukcja masy ciała u części pacjentów, zachowanie funkcji mięśni mimo znacznej utraty kilogramów, potencjalne korzyści dla kobiet w okresie menopauzy oraz nowe dane dotyczące doustnej formy terapii – to część wyników zaprezentowanych podczas Europejskiego Kongresu Otyłości (ECO 2026), który odbywa się w dniach 12–15 maja w Stambule. W centrum uwagi znalazł się semaglutyd – agonista receptora GLP-1 stosowany w leczeniu otyłości.
Nowe analizy przedstawione przez Novo Nordisk obejmują zarówno wyniki badań klinicznych, jak i dane rzeczywiste (real-world evidence), pokazując nie tylko wpływ leczenia na redukcję masy ciała, ale również na skład ciała, sprawność fizyczną, zdrowie kobiet w okresie menopauzy oraz ryzyko wybranych chorób współistniejących.

Niemal 28 proc. redukcji masy ciała przy wyższej dawce

Jednym z najważniejszych doniesień kongresu były nowe analizy badania STEP UP, oceniającego skuteczność wyższej dawki semaglutydu – 7,2 mg – u osób żyjących z otyłością bez cukrzycy typu 2.

W trwającym 72 tygodnie badaniu uczestniczyło ponad 1400 dorosłych osób z BMI ≥30 kg/m². Uczestników losowo przydzielono do grup otrzymujących semaglutyd w dawce 7,2 mg, standardowej dawce 2,4 mg lub placebo, równolegle z interwencją dotyczącą stylu życia.

Jak wcześniej informowano, średnia redukcja masy ciała po 72 tygodniach wyniosła 20,7 proc. dla dawki 7,2 mg, 17,5 proc. dla dawki 2,4 mg oraz 2,4 proc. w grupie placebo. Dla przeciętnego uczestnika badania, ważącego około 113 kg przed rozpoczęciem terapii, oznaczało to utratę około 23 kg masy ciała.

Podczas ECO 2026 zaprezentowano jednak dodatkową analizę dotyczącą tzw. „wczesnych responderów”, czyli osób, które w ciągu pierwszych 24 tygodni leczenia straciły co najmniej 15 proc. masy ciała.

W grupie otrzymującej semaglutyd 7,2 mg takich pacjentów było 26,9 proc. i to właśnie oni osiągnęli największe efekty – średnio 27,7 proc. redukcji masy ciała po 72 tygodniach terapii. Dla porównania, w grupie dawki 2,4 mg wynik ten wyniósł 24,8 proc.

Jednocześnie analiza wskazuje, że również osoby, które nie uzyskały tak szybkiej odpowiedzi na leczenie, nadal osiągały klinicznie istotną utratę masy ciała – średnio 15,4 proc. przy dawce 7,2 mg.

„Otyłość jako choroba przewlekła wymaga długoterminowego, kompleksowego leczenia. Wczesna utrata masy ciała może wskazywać, kto prawdopodobnie osiągnie największe efekty terapii semaglutydem, ale ważne jest podkreślenie, że także osoby bez ‘wczesnej’ odpowiedzi nadal uzyskują znaczącą klinicznie redukcję masy ciała” – powiedział dr Dror Dicker z Uniwersytetu w Tel Awiwie (tłum. red.).

Utrata tkanki tłuszczowej przy zachowaniu funkcji mięśni

Jednym z częściej dyskutowanych tematów dotyczących leczenia agonistami GLP-1 pozostaje wpływ terapii na masę mięśniową. Obawy części pacjentów dotyczą tego, czy wraz z utratą kilogramów nie dochodzi do nadmiernej utraty mięśni.

Nowa analiza badania STEP UP, oparta na obrazowaniu MRI u podgrupy 55 uczestników, sugeruje, że większość utraty masy ciała podczas leczenia semaglutydem wynikała ze zmniejszenia ilości tkanki tłuszczowej.

Według przedstawionych danych około 84 proc. utraconej masy stanowiła redukcja tłuszczu, natomiast tłuszcz trzewny w obrębie jamy brzusznej zmniejszył się o ponad 30 proc. Jednocześnie masa mięśniowa zmniejszyła się jedynie o około 10 proc. względem wartości wyjściowych.

Badacze podkreślali również, że uczestnicy zachowali sprawność funkcjonalną mięśni. Oceniano ją m.in. przy pomocy testu wielokrotnego wstawania z krzesła w ciągu 30 sekund, który nie wykazał pogorszenia funkcji mięśniowej w porównaniu z placebo.

Autorzy analizy zwracają uwagę, że zarówno nadmiar tłuszczu trzewnego, jak i nacieczenie tłuszczowe mięśni są związane ze zwiększonym ryzykiem powikłań sercowo-metabolicznych.

Kobiety w menopauzie: skuteczność niezależnie od etapu życia

Kolejne prezentowane podczas ECO 2026 analizy dotyczyły kobiet żyjących z otyłością w różnych etapach życia reprodukcyjnego – od okresu przed menopauzą po postmenopauzę.

W analizie post hoc badania STEP UP oceniano skuteczność semaglutydu 7,2 mg w zależności od etapu menopauzalnego. Największą średnią redukcję masy ciała osiągnęły kobiety przed menopauzą – 22,6 proc. po 72 tygodniach terapii. U kobiet w okresie okołomenopauzalnym oraz po menopauzie wyniosła ona odpowiednio 19,7 proc. i 19,8 proc.

Znacząco zmniejszył się również obwód talii – wskaźnik pośrednio związany z ilością tłuszczu trzewnego i ryzykiem metabolicznym.

Badacze przedstawili także wyniki analiz badania SELECT, obejmującego osoby z nadwagą lub otyłością i współistniejącą chorobą sercowo-naczyniową bez cukrzycy. U kobiet w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym obserwowano redukcję ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych, takich jak zawał serca, udar mózgu czy zgon sercowo-naczyniowy.

Równolegle zaprezentowano dane rzeczywiste z amerykańskiego badania obejmującego ponad 34 tys. kobiet w okresie menopauzy. Kobiety stosujące semaglutyd miały niższe ryzyko migreny oraz depresji w porównaniu z osobami otrzymującymi wyłącznie hormonalną terapię menopauzalną. Autorzy zaznaczają jednak, że były to dane obserwacyjne, które pokazują zależności, ale nie pozwalają jednoznacznie potwierdzić związku przyczynowo-skutkowego.

Tabletka zamiast zastrzyku? Nowe dane o doustnym semaglutydzie

Podczas kongresu przedstawiono również nowe analizy badania OASIS 4 dotyczącego doustnej postaci semaglutydu w dawce 25 mg.

W badaniu osoby otrzymujące tabletkę osiągnęły średnio 17 proc. redukcji masy ciała po 64 tygodniach leczenia, wobec 2,7 proc. w grupie placebo.

Wśród tzw. wczesnych responderów – definiowanych jako osoby, które po 16 tygodniach terapii utraciły co najmniej 10 proc. masy ciała – średnia redukcja po zakończeniu badania wyniosła 21,6 proc. Jednocześnie niemal jedna trzecia uczestników leczonych doustnym semaglutydem spełniała kryteria wczesnej odpowiedzi na leczenie.

Osobna analiza wskazała również na poprawę sprawności fizycznej. Wśród osób z początkowo ograniczoną wydolnością ruchową niemal 8 na 10 uczestników osiągnęło klinicznie istotną poprawę funkcjonowania – obejmującą m.in. możliwość dłuższego stania, schylania się czy wykonywania codziennych czynności.

Doustna postać semaglutydu została już zatwierdzona przez amerykańską administrację FDA, natomiast obecnie oczekuje na decyzję Europejskiej Agencji Leków (EMA).

Źródło: materiały prezentowane podczas European Congress on Obesity (ECO) 2026, komunikaty firmy Novo Nordisk dotyczące badań STEP UP, SELECT i OASIS 4.
Hormonalna terapia menopauzalna pozostaje najskuteczniejszą metodą łagodzenia objawów menopauzy, jednak jej stosowanie od lat budzi kontrowersje związane z potencjalnym wpływem na ryzyko rozwoju raka piersi. Najnowsze wspólne stanowisko Sekcji Płodności w Chorobie Nowotworowej Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej oraz Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej porządkuje aktualną wiedzę w tym zakresie, wskazując na konieczność odejścia od uogólnionego postrzegania ryzyka na rzecz podejścia opartego na danych i indywidualnej ocenie pacjentki.
W dokumencie podkreślono, że wpływ HTM na ryzyko raka piersi nie jest jednolity i zależy przede wszystkim od rodzaju terapii, czasu jej stosowania oraz wieku kobiety w momencie rozpoczęcia leczenia.Oznacza to, że bezpieczeństwo terapii należy oceniać indywidualnie, w odniesieniu do konkretnej pacjentki.

Istotnym tłem dla aktualizacji zaleceń jest zmiana podejścia instytucji regulacyjnych, w tym amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA). Po przeglądzie dostępnych badań naukowych FDA zdecydowała o usunięciu z charakterystyk produktów leczniczych najbardziej restrykcyjnych ostrzeżeń dotyczących ryzyka nowotworów, chorób sercowo-naczyniowych i otępienia. W ocenie FDA wcześniejsze komunikaty mogły nie odzwierciedlać w pełni aktualnego stanu wiedzy medycznej oraz specyfiki populacji, na podstawie której je sformułowano. Zmiany te mają na celu zapewnienie pacjentkom i lekarzom bardziej precyzyjnych, wyważonych informacji.

Dane epidemiologiczne pozwalają obecnie dokładniej oszacować rzeczywistą skalę ryzyka. W populacji kobiet po menopauzie, które nie stosują HTM, obserwuje się około 15 przypadków raka piersi na 1000 kobiet w ciągu pięciu lat. W przypadku terapii łączącej estrogen z progestagenem liczba ta wzrasta o dodatkowe 5–8 przypadków. Oznacza to wzrost ryzyka, jednak w ujęciu bezwzględnym pozostaje on ograniczony.

Z kolei terapia oparta wyłącznie na estrogenach, stosowana u kobiet po histerektomii, nie wykazuje istotnego zwiększenia ryzyka raka piersi lub wiąże się jedynie z jego minimalną zmianą. Różnice te mają kluczowe znaczenie dla praktyki klinicznej i potwierdzają, że nie można traktować hormonalnej terapii menopauzalnej jako jednorodnej interwencji terapeutycznej.

Czas stosowania terapii pozostaje jednym z najważniejszych czynników modyfikujących ryzyko. Krótkotrwałe leczenie, trwające do pięciu lat, wiąże się z niewielkim wzrostem ryzyka lub jego brakiem – maksymalnie do około trzech dodatkowych przypadków na 1000 kobiet. W przypadku terapii długotrwałej, przekraczającej 10 lat, liczba nowych zachorowań może wzrosnąć o 10–20 przypadków na 1000 kobiet, co oznacza istotne zwiększenie ryzyka w porównaniu z populacją niestosującą HTM.

Znaczenie ma również moment rozpoczęcia terapii. Dane wskazują, że korzystniejszy profil bezpieczeństwa obserwuje się u kobiet rozpoczynających leczenie w ciągu pierwszych 10 lat od menopauzy, zazwyczaj przed 60. rokiem życia. W tej grupie pacjentek, poza skutecznym łagodzeniem objawów, obserwuje się także potencjalne korzyści ogólnoustrojowe, w tym zmniejszenie ryzyka złamań czy chorób sercowo-naczyniowych. Rozpoczynanie terapii w późniejszym wieku wiąże się z mniej korzystnym bilansem korzyści i ryzyka.

Wspólne stanowisko wskazuje również grupy pacjentek wymagające szczególnej ostrożności. Najwyższe ryzyko dotyczy kobiet stosujących przez wiele lat terapię estrogenowo-progestagenową, rozpoczynających leczenie wiele lat po menopauzie lub po 60. roku życia, a także pacjentek obciążonych dodatkowymi czynnikami ryzyka. Z kolei niższe ryzyko obserwuje się u kobiet młodszych, stosujących terapię krótkoterminową oraz w określonych schematach leczenia, w tym z wykorzystaniem preparatów przezskórnych.

Autorzy dokumentu jednoznacznie podkreślają konieczność indywidualizacji decyzji terapeutycznych. Wdrożenie HTM powinno być poprzedzone oceną korzyści i ryzyka u konkretnej pacjentki, z uwzględnieniem jej wieku, czasu od menopauzy, nasilenia objawów oraz obecności czynników ryzyka nowotworów. Jednocześnie przypomniano, że terapia jest przeciwwskazana u kobiet z rozpoznanym rakiem piersi, a stosowanie estrogenów w monoterapii możliwe jest wyłącznie u pacjentek po usunięciu macicy.

Integralnym elementem bezpiecznego stosowania HTM pozostaje nadzór profilaktyczny. Regularne wykonywanie badań przesiewowych, w tym mammografii co dwa lata u kobiet w wieku 45–74 lat, istotnie zmniejsza ryzyko zgonu z powodu raka piersi i powinno towarzyszyć decyzjom terapeutycznym.

Aktualne dane oraz stanowisko polskich towarzystw naukowych wskazują na potrzebę bardziej precyzyjnego podejścia do hormonalnej terapii menopauzalnej. Zamiast uogólnionych ocen ryzyka, coraz większe znaczenie ma właściwa kwalifikacja pacjentek oraz dostosowanie terapii do ich indywidualnej sytuacji klinicznej. Takie podejście pozwala jednocześnie skutecznie łagodzić objawy menopauzy i minimalizować potencjalne zagrożenia.

Źródło: Polskie Towarzystwo Onkologiczne, Stanowisko wspólne z 19 marca 2026 r.
Stanowisko podpisali:
dr n. med. Joanna Kufel-Grabowska – Sekcja Płodności w Chorobie Nowotworowej PTO
dr hab. n. med. Radosław Mądry – Polskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej
dr n. med. Katarzyna Pogoda – Sekcja Raka Piersi PTOK
Wokół menopauzy narosło wiele mitów, a kobiety często nie wiedzą, kiedy dokładnie się zaczyna, jak ją rozpoznać i co zrobić, aby przejść przez ten czas w dobrej formie. Na najczęściej zadawane pytania odpowiada prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta – ginekolog, seksuolog i ekspertka zdrowia kobiet. 
Menopauza to naturalny etap w życiu każdej kobiety, który zazwyczaj pojawia się około 50. roku życia. Choć jest procesem fizjologicznym, często budzi niepokój i wiąże się z wieloma pytaniami – od typowych objawów, przez sposoby leczenia, aż po wpływ stylu życia na samopoczucie. Zmiany hormonalne zachodzące w tym okresie oddziałują nie tylko na cykl miesiączkowy, ale także na serce, kości, układ nerwowy czy życie intymne.

Wokół menopauzy narosło wiele mitów, a kobiety często nie wiedzą, kiedy dokładnie się zaczyna, jak ją rozpoznać i co zrobić, aby przejść przez ten czas w dobrej formie. O najczęściej zadawane pytania odpowiada prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta – ginekolog, seksuolog i ekspertka zdrowia kobiet. Aby dowiedzieć się więcej obejrzyj cykl filmów wideo.

Czym właściwie jest menopauza i kiedy występuje?
– Menopauza to czas w życiu kobiety, w którym dochodzi do ostatniej miesiączki, a poziom podstawowych hormonów – estrogenów – zaczyna trwale spadać – tłumaczy prof. Violetta Skrzypulec-Plinta. – Zanim to nastąpi, mamy okres okołomenopauzalny, czyli perimenopauzę. Zwykle zaczyna się ona około 43. roku życia i wiąże się z nieregularnymi krwawieniami oraz stopniowym obniżaniem poziomu hormonów. Średni wiek menopauzy to 51–52 lata, ale wpływ mają na niego czynniki genetyczne, środowiskowe, a także przebyte operacje ginekologiczne czy stosowanie używek – szczególnie papierosów.

Jakie są objawy menopauzy?
Objawy można podzielić na krótkoterminowe i długoterminowe. – Najczęściej pierwszym sygnałem są uderzenia gorąca – mówi ekspertka. – Towarzyszą im bezsenność, gorsza koncentracja, obniżenie nastroju, a także poczucie „zespołu pustego gniazda”. Z czasem mogą pojawić się dolegliwości kardiologiczne, insulinooporność, bóle mięśni i stawów. Długofalowo kobiety borykają się z suchością pochwy, bolesnością w trakcie współżycia czy osteoporozą. Dlatego tak ważna jest odpowiednia opieka medyczna i dobrze dobrana terapia.

Czy objawy menopauzy można wyleczyć?
– Objawy menopauzy można skutecznie łagodzić. Podstawą jest indywidualny dobór terapii do stanu zdrowia pacjentki – podkreśla prof. Skrzypulec-Plinta. – Kobietom z macicą zaleca się preparaty estrogenowo-gestagenowe, a pacjentkom po histerektomii same estrogeny. W przypadku suchości pochwy stosujemy preparaty miejscowe. Jeśli hormonalna terapia menopauzalna jest przeciwwskazana, można sięgnąć po preparaty roślinne czy środki poprawiające nawilżenie.

Czy istnieje test na menopauzę?
– Podstawą są zgłaszane objawy, ale wykonujemy też badania hormonalne: estradiol, FSH, AMH oraz TSH – wylicza ekspertka. – Badanie USG pozwala ocenić jajniki i endometrium. To, wraz z obrazem klinicznym, daje nam pewność, że kobieta wchodzi w menopauzę.

Czy menopauza występuje także u mężczyzn?
– U mężczyzn również dochodzi do spadku hormonów, szczególnie testosteronu. Ten stan nazywamy andropauzą lub hipogonadyzmem – wyjaśnia prof. Skrzypulec-Plinta. – Objawy są podobne: obniżenie nastroju, gorsza decyzyjność, zmęczenie. Występują jednak później niż u kobiet – zwykle 15–20 lat później. W terapii stosuje się odpowiednio dobrane leczenie hormonalne.

Czy istnieją naturalne metody łagodzenia objawów menopauzy?
– Preparaty pochodzenia roślinnego mają ogromne znaczenie. Zioła o działaniu fitoestrogenowym, jak szwaganda, omeliny czy suplementacja witaminy D3, mogą wspierać organizm w okresie okołomenopauzalnym – tłumaczy ekspertka. – Najlepiej wprowadzać je jak najwcześniej. Kluczowe jest jednak, aby nie stosować niczego na własną rękę – dawkę i rodzaj preparatu powinien dobrać lekarz ginekolog.

Czy dieta i aktywność fizyczna mają wpływ na przebieg menopauzy?
– Zdecydowanie tak. Aktywność fizyczna i zdrowa dieta to filary profilaktyki zdrowotnej w każdym wieku, także w menopauzie – zaznacza ekspertka. – Regularny ruch poprawia metabolizm i samopoczucie, a odpowiednio zbilansowana dieta chroni przed niedoborami i nadmiarem kalorii. Kobiety, które wcześniej były aktywne i dbały o jadłospis, łatwiej radzą sobie z objawami menopauzy.

Jakie konsekwencje może mieć hormonalne leczenie menopauzy?
– Hormonalna terapia menopauzalna ma jasno określone kryteria włączenia i wyłączenia – mówi prof. Skrzypulec-Plinta. – Regularne wizyty kontrolne są konieczne, aby ocenić jej bezpieczeństwo. Pamiętajmy, że terapia może nie tylko łagodzić objawy, ale też chronić przed osteoporozą i rakiem jelita grubego. Ważne jest utrzymywanie prawidłowej masy ciała, bo otyłość sama w sobie zwiększa ryzyko onkologiczne.

Menopauza to naturalny etap życia, ale dzięki wiedzy i nowoczesnym możliwościom leczenia kobiety mogą przechodzić go świadomie i z zachowaniem wysokiej jakości życia.

Źródło: Wywiad z prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta, kanał Astellas Pharma Polska
https://www.youtube.com/watch?v=aO0R-IG3_cc&list=PLVKQm-NE8ZLua7T8XWsxHouGUxSqccXq7
W Polsce 94% pracujących kobiet w wieku 40-55 lat doświadcza objawów menopauzy, a niemal połowa z nich (46%) zmaga się jednocześnie z sześcioma lub więcej dolegliwościami. 83% kobiet deklaruje, że objawy te wpływają negatywnie na ich życie zawodowe, a aż 42% z powodu menopauzy rozważało ograniczenie lub zakończenie aktywności zawodowej. Co więcej, 51% badanych nie czuje się komfortowo mówiąc otwarcie o swoich potrzebach zdrowotnych w miejscu pracy, a to prowadzi do izolacji i niezrozumienia.
Dane te pochodzą z raportu „Niewidzialne w pracy. Kobiety w okresie okołomenopauzalnym” przeprowadzonego przez IPSOS na zlecenie Kulczyk Foundation w sierpniu 2024 roku. Wyniki badania pokazują, że potrzeby kobiet w wieku okołomenopauzalnym są niedostrzegane w polskich miejscach pracy, co może prowadzić do obniżenia efektywności zawodowej, wycofywania się z życia zawodowego i pogłębiania się problemów zdrowotnych.

To właśnie temat transformacji menopauzalnej w kontekście zdrowia psychicznego, wsparcia społecznego i rynku pracy stał się punktem wyjścia do rozmowy w pierwszym odcinku nowego podcastu „Rozmowy o zdrowiu z Kliniki.pl”. Psycholożka i ekspertka Instytutu Zdrowia THINKTANK, Dorota Minta – prowadząca cały cykl podcastów i od lat współpracująca z Kliniki.pl, gdzie dzieli się swoją ekspercką wiedzą – rozmawia z Anną Samsel z Kulczyk Foundation o skutkach przemilczania zdrowotnych potrzeb kobiet oraz możliwych rozwiązaniach, które mogą wprowadzić pracodawcy.

Menopauza to nie tylko problem zdrowotny, ale także społeczny i ekonomiczny. Ignorowanie tego tematu na rynku pracy oznacza marginalizowanie milionów kobiet – podkreśla Dorota Minta.

Z perspektywy demograficznej i ekonomicznej, skutki te mogą być poważne. W sytuacji starzejącego się społeczeństwa i rosnących problemów kadrowych, marginalizacja doświadczonych pracownic może prowadzić do strat nie tylko indywidualnych, lecz także systemowych.

Odcinek można odsłuchać w serwisie kliniki.pl pod linkiem: Rozmowy o zdrowiu z Kliniki.pl

Dlaczego warto posłuchać tego podcastu?
Podcast „Rozmowy o zdrowiu z Kliniki.pl” to cotygodniowa seria, jedyna w której eksperci i ekspertki w tak kompleksowy sposób rozmawiają z Dorotą Mintą o aktualnych wyzwaniach związanych z ochroną zdrowia w Polsce. Oprócz menopauzy w pracy, kolejne odcinki poruszą m.in. tematy:
Partnerem serii jest Kulczyk Foundation – organizacja od lat wspierająca działania edukacyjne na rzecz zdrowia kobiet. Pierwsze dwa odcinki dostępne są na platformie Spotify i we wszystkich popularnych serwisach podcastowych.

O Kliniki.pl
Kliniki.pl to serwis internetowy, który ułatwia pacjentom znalezienie odpowiednich placówek medycznych oraz szybkie i wygodne umawianie wizyt. Od ponad dwóch lat serwis publikuje również „Biuletyn Medyczny Kliniki.pl” – cykl raportów analizujących kluczowe zmiany w ochronie zdrowia w Polsce. Wiosną 2025 roku Biuletyn zyska również formę flasha wideo, który będzie podsumowywać najważniejsze wydarzenia miesiąca i jeszcze bardziej ułatwi dostęp do najistotniejszych informacji.

Źródło informacji: Kliniki.pl
Tycie z powietrza, „mgła mózgowa”, rozdrażnienie, uderzenia gorąca, zwiększone ryzyko chorób metabolicznych i układu krążenia… to tylko niektóre problemy, z jakimi mierzą się kobiety w okresie okołomenopauzalnym. Poza tzw. hormonalną terapią menopauzalną (HTM), ogromne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia ma styl życia i sposób odżywiania. Holistyczne podejście do menopauzy zmniejsza konsekwencje z nią związane, a kobieta zamiast pauzować, może realizować swoje plany.

Sprzymierzeńcem menopauzy są rośliny

Fitoestrogeny to substancje licznie występujące w żywności roślinnej. Estrogeny z soi czy fasoli nie mają takiej mocy jak nasze estrogeny czy te pochodzące z hormonalnej terapii menopauzalnej, ale niektóre badania pokazują, że mogą łagodzić uciążliwe objawy związane z menopauzą. Na ich bazie powstają nawet suplementy diety, dedykowane kobietom po 50-tce, choć ich przyjmowanie powinno być zawsze skonsultowane z lekarzem. Natomiast, włączenie do jadłospisu soi i jej przetworów, całego wachlarza nasion roślin strączkowych, siemienia lnianego, pestek słonecznika, kiełek lucerny i owoców jagodowych, jest bezpiecznym działaniem wspomagającym zdrowie nie tylko hormonalne.

Kontrola masy ciała po 50-tce

Obserwacje naukowców jasno wskazują, że menopauza wiąże się z większym ryzykiem otyłości, która bezpośrednio przyczynia się do chorób układu krążenia. Przyrost masy ciała nie jest związany wyłącznie z zawirowaniami w gospodarce hormonalnej, ale znaczenie ma również sposób odżywiania i codzienny ruch.

W okresie menopauzalnym obniżenie poziomu estrogenów wiąże się z utratą beztłuszczowej masy ciała, czyli spadkiem masy mięśniowej. Mniej masy mięśniowej to mniejsze podstawowe zapotrzebowanie energetyczne. Z tego powodu kobiety po menopauzie często mają poczucie, że tyją z powietrza.

Rzeczywiste powody wzrostu masy ciała są dwa:

• Po pierwsze, niższe zapotrzebowanie energetyczne, co sprawia, że dotychczasowa dieta w ogólnym rozrachunku daje dodatni bilans energetyczny i kilogramy na wadze idą w górę.
• Po drugie, mała aktywność fizyczna, zarówno spontaniczna jak i dodatkowa.

Rozwiązanie?

Niezwykle ważne jest zadbanie o odpowiednią ilość białka w posiłkach. Produktów takich jak ryby, mięso, jaja, nasiona roślin strączkowych, powinno być trochę więcej niż produktów skrobiowych, co może ochronić tak ważną dla metabolizmu masę mięśniową. Poza tym włączenie do codziennych obowiązków aktywności fizycznej, zarówno spontanicznej jak i treningów oporowych zapewni jeszcze lepsze efekty.

W publikacjach naukowych polecanym modelem żywienia w okresie menopauzy jest dieta śródziemnomorska. Żyjąc w Polsce warto ją zmodyfikować pod nasze warunki i zmienność pór roku. Spolszczony talerz śródziemnomorski powinien w połowie składać się z sezonowych oraz lokalnych warzyw i owoców. A druga jego połówka winna zawierać (powinno być ich trochę więcej niż tych pierwszych!) produkty zbożowe pełnoziarniste jak grube kasze, razowe pieczywo, ale czasem też ziemniaki oraz produkty białkowe, gdyż zapewniają ochronę beztłuszczowej masy ciała.

Na uwagę zasługują również produkty będące źródłem magnezu. Poza tym, że korzystnie wpływa na układ krwionośny i nerwowy, to czuwa nad metabolizmem oraz pomaga utrzymać prawidłową masę ciała. Pokarmy bogate w magnez to kasza gryczana, szczaw, szpinak, botwina, jarmuż, biała fasola, pestki dyni i orzechy włoskie.

 

Mniejsze ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i złamań kości to zasługa dobrego jadłospisu

Niewątpliwie czas okołomenopauzalny wystawia kobiety na próbę. Statystyki pokazują, że wraz z nastaniem menopauzy zwiększa się ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, następują zmiany profilu lipidowego, z 10–15% wyższym poziomem cholesterolu LDL i trójglicerydów oraz nieco niższym poziomem cholesterolu HDL. Zmiany hormonalne są również czynnikiem predysponującym do nadciśnienia tętniczego, spadku beztłuszczowej masy ciała oraz masy kostnej.

Niemniej styl życia i sposób odżywiania mogą te statystyki pogorszyć, ale też odmienić na lepsze. Jeżeli kobieta nie jest obarczona rodzinną hipercholesterolemią, to zmiany w jadłospisie realnie przełożą się na wyniki lipidów we krwi.

Ogólny cholesterol i frakcję LDL obniżą warzywa i owoce. Włókno pokarmowe zwiększa wydalanie cholesterolu z organizmu, więc nie może tych produktów zabraknąć na talerzu kobiety po menopauzie.

Na szczególną uwagę zasługują naturalne surowce bogate w witaminę C np. papryka, czarna porzeczka, jagoda kamczacka, rokitnik i dzika róża. Kwas askorbinowy obniża stężenie cholesterolu całkowitego i LDL a dodatkowo podwyższa poziom HDL („dobry” cholesterol). Przy tym dezaktywuje wolne rodniki tlenowe i tym sposobem zapobiega utlenianiu LDL działając przeciwmiażdżycowo.

Innym ważnym czynnikiem w regulacji cholesterolu są karotenoidy (np. beta-karoten, likopen), które obficie występują w czerwonych, pomarańczowych i zielonych warzywach i owocach, natomiast likopenu najwięcej jest w przetworach z pomidorów.

Nie możemy również zapominać o rybach. Są one najlepszym źródłem omega-3 (EPA i DHA), a poza korzystnym wpływem na lipidy, tłuszcze rybie poprawiają pamięć i koncentrację, na którą skarżą się kobiety po 50-tce.

Spadek stężenia estrogenów, postępujący wraz z wiekiem odbija się również na kościach. W ich wzmocnieniu nie pomoże wyłącznie wapń. Aby spełniał swoją funkcję, potrzebuje szeregu innych składników, a są to witamina D (zalecana suplementacja), witamina K, witamina C, beta-karoten, selen i bor. Ich źródłem powinien być pokarm, gdyż z produktów naturalnych przyswajalność jest najlepsza. W witaminę K obfitują sałata, brukselka, szpinak i kapusta, warto te warzywa łączyć z dodatkiem olejów roślinnych (np. z olejem rzepakowym), orzechów bądź pestek, ponieważ witamina ta rozpuszcza się w tłuszczach.

Jedząc dobrej jakości mięso, ryby, jaja i produkty mleczne możemy pokryć zapotrzebowanie na selen. Natomiast pierwiastek śladowy – bor, dostępny jest w warzywach i owocach. Poza tym, że bor jest niezbędny do przemiany witaminy D w aktywną formę, która zwiększa wchłanianie wapnia, to dodatkowo wpływa na produkcję estrogenów.

Podsumowując

Przyjście menopauzy, czyli ostatniej miesiączki jest nieuniknione dla każdej kobiety. Warto w tym czasie szczególnie uważnie przyjrzeć się nawykom żywieniowym, gdyż zmiana ich na lepsze może realnie wpłynąć na zdrowie metaboliczne i ogólne samopoczucie.

Więcej pełnych rekomendacji opracowanych w formie modnego talerza żywieniowego można zobaczyć tutaj

źródło:Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw

Rak endometrium, znany jako nowotwór trzonu macicy, to wciąż cichy zabójca kobiet. W Polsce w ostatnich latach obserwuje się wzrost zachorowań. „Dziennie 16 kobiet dowiaduje się, że ma raka trzonu macicy” – mówi dr Anna Dańska-Bidzińska z Oddziału Ginekologii Onkologicznej Szpitala Klinicznego WUM im. księżnej Anny Mazowieckiej.

 

W Europie 1 do 2 kobiet spośród 100 zachoruje na raka trzonu macicy, czyli endometrium. W krajach Unii Europejskiej rocznie 88 tys. kobiet usłyszy diagnozę o zachorowaniu na ten nowotwór. Niestety, liczba ta stale się zwiększa, również Polsce. Temu problemowi i sposobom, za pomocą których można mu zaradzić, poświęcona była warszawska konferencja „Onkologia 2023 – perspektywy”
Jeśli porównalibyśmy rok 2019 z rokiem 1999 – to mamy podwojenie liczby zachorowań w Polsce. W tej chwili jest ponad 6 tys. przypadków rocznie. Dziennie 16 kobiet dowiaduje się, że ma raka trzonu macicy – wskazuje uczestniczka konferencji dr Anna Dańska-Bidzińska z Oddziału Ginekologii Onkologicznej Szpitala Klinicznego WUM w Warszawie i dodaje, że rak trzonu macicy to choroba cywilizacyjna, związana z otyłością, nieodpowiednim trybem życia.
Statystyki pokazują, że rak endometrium stanowi siódmą co do częstości przyczynę zgonów w Europie Zachodniej. Co gorsze, również w naszym kraju, w ciągu ostatnich 10 lat zaobserwowano istotny wzrost śmiertelności, szczególnie w grupie chorych powyżej 65. roku życia. W 1999 roku mieliśmy 761 zgonów z powodu raka trzonu macicy, a w 2019 aż 1859 kobiet umarło z tej przyczyny.

Dr Dańska-Bidzińska przyznaje, że rak trzonu macicy przez lata jawił się jako choroba rozpoznana. „Wydawało się, że wszystko o tej chorobie wiemy i wiemy też, jak leczyć chore, aby one przeżyły. Jednak ostatnie lata przyniosły nowe klasyfikacje nowotworu” – zauważa ekspertka.

Określono cztery typy molekularne raka endometrium, w zależności od zaawansowania stadium choroby. Badania zaś wykazały, że prawidłowe rozpoznanie typu molekularnego podnosi szansę na przeżycie pacjentki.
Chore w wyższych stopniach zaawansowania, które mają korzystny typ molekularny, mogą mieć o wiele lepsze rokowania i szanse wieloletniego przeżycia, niż pacjentki w I stopniu z mniej korzystnym typem molekularnym – wyjaśnia dr Dańska-Bidzińska.
Rak trzonu macicy występuje przeważnie u kobiet po 50. roku życia, a więc po menopauzie. Do 20 proc. przypadków może zdarzyć się u kobiet młodszych, wciąż miesiączkujących.
Dziś wiemy, że istotna jest nie tylko diagnostyka patomorfologiczna, immunohistochemiczna, ale również diagnostyka molekularna, która pozwala na zakwalifikowanie chorej do leczenia – zaznacza dr Dańska-Bidzińska, podkreślając jednocześnie, że bardzo ważnym elementem jest również diagnostyka obrazowa, która pozwala na ocenę rozległości, czyli zaawansowania choroby, już przed planowanym leczeniem operacyjnym.
W momencie rozpoznania około 75 proc. kobiet ma chorobę ograniczoną do macicy (stopień I), a to o tyle napawa nadzieją, że wskaźnik przeżycia 5-letniego na tym etapie wynosi 90 proc.
Wszystko zależy od momentu, w którym pacjentka do nas trafia – tłumaczy dr Dańska-Bidzińska i dodaje, że im wcześniejsze rozpoznanie choroby, tym lepsze efekty leczenia.
Standardową procedurą jest usunięcie macicy z przydatkami oraz w niektórych przypadkach z węzłami chłonnymi. Obecnie preferowana metodą jest chirurgia minimalnie inwazyjna, czyli laparoskopia, w ramach której przeprowadza się także procedurę oceny węzłów chłonnych procedurą węzła wartowniczego, co pozwala na uniknięcie szerokiego ich usuwania.
Kiedy dojdzie do nawrotu choroby i pacjentka była już leczona chemioterapią, ma po tej metodzie leczenia progresję, wtedy możemy spróbować zakwalifikować ją do nowoczesnej metody leczenia, czyli do immunoterapii. Metody dostępnej w Polsce, choć nierefundowanej – stwierdza dr Anna Dańska-Bidzińska.
Ekspertka podkreśla jednak, że ta opcja terapeutyczna nie jest dedykowana wszystkim pacjentkom z rakiem trzonu macicy.
Daje jednak szansę tym pacjentkom z chorobą w stadium zaawansowanym, dla których wcześniej nie było żadnej propozycji leczenia i wydłużania życia – przyznaje.
Jedną ze skuteczniejszych form leczenia jest immunoterapia. Na przykład przeciwciała blokujące receptor tzw. programowanej śmierci komórki.
Nowoczesne terapie wykazują szczególną skuteczność w nawrotowym lub zaawansowanym traku trzonu macicy z upośledzeniem mechanizmu naprawy niesparowanych zasad – objaśnia dr Dańska-Bidzińska.
Jak podkreśla onkolożka, immunoterapia daje „wysoki odsetek odpowiedzi i odpowiedzi długo trwającej”. „I co ważne, przy bardzo dobrym profilu tolerancji na lek wśród pacjentek” – mówi ekspertka.

Dr dr Anna Dańska-Bidzińska przyznaje, że w Polsce nie mamy jeszcze możliwości leczenia terapiami immunologicznymi w pełnej refundacji NFZ. Jednak pojawiły się szanse na zmianę tego statusu. W ostatnich dniach poinformowano, że w Ministerstwie Zdrowia toczą się negocjacje o refundacjach terapii chorych na endometrium.
Są przygotowane dwa zakresy i jest powołany zespół. Na pewno w lipcu nie można spodziewać się decyzji. Mam nadzieję, że będę miał tę możliwość, żeby podpisać taką decyzję refundacyjną – powiedział wiceminister zdrowia, Tomasz Miłkowski.
źródło: PAP MediaRoom
Kobiety chorują na serce średnio 10 lat później niż mężczyźni. Do momentu pojawienia się menopauzy są chronione przez estrogeny. Jednak po tym czasie, to właśnie choroby serca i naczyń takie jak: zawał serca i udar mózgu są najczęstszą przyczyną zgonów kobiet w Polsce i Europie.
Z najnowszych danych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego opublikowanych na łamach European Heart Journal w 2022 r. wynika, że choroby sercowo-naczyniowe są 1. przyczyną zgonów w Europie – zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Przy czym odpowiadają za 45% wszystkich zgonów u kobiet vs 39% wszystkich zgonów u mężczyzn.

Dr hab. Joanna Jaroch, prof. UMW, kierownik Oddziału Kardiologii w szpitalu im. Marciniaka:- Kobiety nie zdają sobie sprawy z tego, że są w grupie ryzyka – przestrzega kardiolog. – Panuje stereotypowa opinia, że na serce chorują i umierają głównie mężczyźni.

Sprawdź: ciśnienie, glukozę i cholesterol
W Światowym Dniu Serca startujemy z 2 edycją kampanii społecznej „Serce kobiety”. Liderem działań tegorocznej edycji jest – podobnie jak w ubiegłym roku – szpital im. Marciniaka. Kampanię organizujemy wspólnie z Samorządem Województwa Dolnośląskiego. Ambasadorką naszej akcji jest aktorka Kinga Preis, a partnerem Dolnośląski Związek Lekarzy Rodzinnych Pracodawców.

Dr hab. Joanna Jaroch: – Naszym głównym celem jest zwiększenie świadomości kobiet po menopauzie o zagrożeniu chorobami sercowo-naczyniowymi, które mogą stać się główną przyczyną ich śmierci.

Kardiolog zapewnia, że można uniknąć zawału serca, czy udaru mózgu w przyszłości, jeśli teraz sprawdzimy, czy nie mamy podwyższonego ciśnienia, zbyt wysokiego poziomu glukozy i cholesterolu. – Możemy to skorygować zarówno zmianą stylu życia, jak i odpowiednim leczeniem wprowadzonym we właściwym czasie – dodaje dr Jaroch.

W kampanii zachęcamy panie w wieku powyżej 55 lat do zgłoszenia się do lekarza rodzinnego w celu wczesnego wychwycenia czynników ryzyka miażdżycy oraz wykrycia pierwszych symptomów chorób układu krążenia.
Jak to zrobić? Jak podkreślają kardiolodzy wystarczy raz w roku wykonać podstawowe badania: zmierzyć ciśnienie tętnicze krwi, sprawdzić poziomu glukozy i cholesterolu.

Marcin Krzyżanowski, wicemarszałek województwa dolnośląskiego: – Zachęcamy wszystkie panie do badań w celu wczesnego uchwycenia czynników ryzyka miażdżycy oraz wykrycia pierwszych symptomów chorób układu krążenia. W tym celu należy kontrolować ciśnienie krwi, glukozę oraz cholesterol. Te badania można zrobić na przykład w ramach Programu 40PLUS. Zależy nam na tym, aby panie na Dolnym Śląsku żyły w zdrowiu. A najlepszą drogą do tego jest profilaktyka. Dlatego finansujemy tę kampanię.

Katarzyna Kapuścińska, dyrektor szpitala im. Marciniaka: – Zapraszamy też na naszą stronę internetową, na której będzie można znaleźć wiele praktycznych informacji oraz linki webinariów, które poprowadzą nasi specjaliści z Oddziału Kardiologii. Kampania swoim zasięgiem obejmie nie tylko Wrocław, ale także Dolny Śląsk. Chcemy dotrzeć do jak największej grupy kobiet. Mamy nadzieję, że to się uda, bo przygotowaliśmy nowe formy przekazu – m.in. spot radiowy i kampanię informacyjną w Kolejach Dolnośląskich.

Czynniki ryzyka i objawy
Aż 80% procent kobiet w średnim wieku ma co najmniej 1 klasyczny czynnik ryzyka choroby sercowo-naczyniowej. Po 55. roku życia dochodzi do ich rozwoju. Wśród czynników ryzyka wymienia się przede wszystkim: nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, otyłość, podwyższony poziom cholesterolu, nikotynizm oraz – mniej typowe – choroby autoimmunologiczne, przyjmowanie leków antyestrogenowych, cukrzycę ciążową i depresję. Ważne jest wczesne uchwycenie czynników ryzyka oraz pierwszych objawów chorób odmiażdżycowych, takich jak choroba wieńcowa. Choroby serca u kobiet mogą być nietypowe i trudne do rozpoznania. Częściej niż bóle w klatce piersiowej występują: duszność, osłabienie oraz dolegliwości sugerujące chorobę przewodu pokarmowego.

Dr hab. Joanna Jaroch: – Zdarza się, że zalecenia niefarmakologiczne związane ze zmianą stylu życia nie wystarczają i konieczne jest włączenie specjalistycznego leczenia, w celu obniżenia ciśnienia krwi i poziomu cholesterolu oraz postępowanie przeciwcukrzycowe. Nieoceniona jest więc rola lekarzy rodzinnych, do których trafią kobiety z takimi problemami zdrowotnymi. Bardzo cieszymy się, że naszymi partnerami w kampanii jest Dolnośląski Związek Lekarzy Rodzinnych.

„Serce kobiety” z nagrodą!
Aby zwiększyć świadomość kobiet po menopauzie o zagrożeniu chorobami sercowo- naczyniowymi, na całym świecie przeprowadzone zostały kampanie świadomościowe takie jak np. „Go Red for Women” w USA oraz „Women at Heart” w Europie. Nasza dolnośląska kampania jest pierwszą w Polsce akcją o podobnej tematyce skierowaną do kobiet. Tym bardziej miło nam poinformować, że 1 edycja kampanii „Serce kobiety” zajęła pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie „Bezpieczny Szpital Przyszłości – INSPIRACJE 2021”, którego honorowymi patronami są Narodowy Fundusz Zdrowia, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego oraz Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie. Nasza kampanię – spośród ponad 100 projektów – oceniło najwyżej grono specjalistów ochrony zdrowia, m.in. szefowie najważniejszych szpitali w Polsce, lekarze oraz dziennikarze.

Prestiżowy „The Lancet” a nasza kampania
Światowy raport, który ukazał się w piśmie „The Lancet” (17 maja 2021 ) przedstawia aktualne dane dotyczące epidemiologii, czynników ryzyka oraz odmienności w leczeniu poszczególnych chorób układu krążenia u kobiet. W dokumencie znalazło się także wezwanie do podjęcia pilnych działań w celu poprawy opieki i profilaktyki, uzupełnienia wiedzy oraz zwiększenia świadomości w zakresie zwalczania głównej na świecie przyczyny zgonów kobiet. Powszechnie panuje przekonanie, że choroby niedokrwienne serca to problem dotyczący przede wszystkim mężczyzn. Tymczasem dane opublikowane w raporcie wyraźnie wskazują na coś zupełnie odwrotnego: choroby niedokrwienne serca częściej dotykają kobiet i są dla nich groźniejsze nawet od chorób nowotworowych. W porównaniu do statystyk dotyczących całego świata, choroby układu krążenia u kobiet w Polsce występują częściej i częściej prowadzą do śmierci. A to oznacza, że prewencja choroby wieńcowej stanowi jeden z najważniejszych celów zdrowotnych Polek.

Warto pamiętać, że
Oddział Kardiologii w szpitalu im. Marciniaka, który jest liderem badania POL-MINOCA (badania odmienności zawałów serca u kobiet) w Polsce, był pierwszym oddziałem na Dolnym Śląsku, w którym po raz pierwszy wykonano angioplastykę wieńcową, wszczepiono rozrusznik serca w warunkach oddziału kardiologicznego (wcześniej procedurę tę wykonywano na oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii), wprowadzono metodę Dopplera w badaniach USG serca w regionie oraz uruchomiono pierwszy na Dolnym Śląsku Pododdział Intensywnej Terapii Kardiologicznej.
Oddział Kardiologii dysponuje dziś 62 łóżkami, w tym 8 dla Intensywnej Terapii Kardiologicznej. Zatrudnia 15 lekarzy specjalistów, 15 lekarzy rezydentów oraz 47 pielęgniarek i pielęgniarzy.

źródło: UM Woj. Dolnośląskiego
Kobiety chorują na serce średnio 10 lat później niż mężczyźni. Do momentu pojawienia się menopauzy są chronione przez estrogeny. Jednak po tym czasie, to właśnie choroby serca i naczyń takie jak: zawał serca i udar mózgu są najczęstszą przyczyną zgonów kobiet w Polsce i Europie.
Z najnowszych danych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego opublikowanych na łamach European Heart Journal w 2022 r. wynika, że choroby sercowo-naczyniowe są 1. przyczyną zgonów w Europie – zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Przy czym odpowiadają za 45% wszystkich zgonów u kobiet vs 39% wszystkich zgonów u mężczyzn.

Dr hab. Joanna Jaroch, prof. UMW, kierownik Oddziału Kardiologii w szpitalu im. Marciniaka:- Kobiety nie zdają sobie sprawy z tego, że są w grupie ryzyka – przestrzega kardiolog. – Panuje stereotypowa opinia, że na serce chorują i umierają głównie mężczyźni.

Sprawdź: ciśnienie, glukozę i cholesterol
W Światowym Dniu Serca startujemy z 2 edycją kampanii społecznej „Serce kobiety”. Liderem działań tegorocznej edycji jest – podobnie jak w ubiegłym roku – szpital im. Marciniaka. Kampanię organizujemy wspólnie z Samorządem Województwa Dolnośląskiego. Ambasadorką naszej akcji jest aktorka Kinga Preis, a partnerem Dolnośląski Związek Lekarzy Rodzinnych Pracodawców.

Dr hab. Joanna Jaroch: – Naszym głównym celem jest zwiększenie świadomości kobiet po menopauzie o zagrożeniu chorobami sercowo-naczyniowymi, które mogą stać się główną przyczyną ich śmierci.

Kardiolog zapewnia, że można uniknąć zawału serca, czy udaru mózgu w przyszłości, jeśli teraz sprawdzimy, czy nie mamy podwyższonego ciśnienia, zbyt wysokiego poziomu glukozy i cholesterolu. – Możemy to skorygować zarówno zmianą stylu życia, jak i odpowiednim leczeniem wprowadzonym we właściwym czasie – dodaje dr Jaroch.

W kampanii zachęcamy panie w wieku powyżej 55 lat do zgłoszenia się do lekarza rodzinnego w celu wczesnego wychwycenia czynników ryzyka miażdżycy oraz wykrycia pierwszych symptomów chorób układu krążenia.
Jak to zrobić? Jak podkreślają kardiolodzy wystarczy raz w roku wykonać podstawowe badania: zmierzyć ciśnienie tętnicze krwi, sprawdzić poziomu glukozy i cholesterolu.

Marcin Krzyżanowski, wicemarszałek województwa dolnośląskiego: – Zachęcamy wszystkie panie do badań w celu wczesnego uchwycenia czynników ryzyka miażdżycy oraz wykrycia pierwszych symptomów chorób układu krążenia. W tym celu należy kontrolować ciśnienie krwi, glukozę oraz cholesterol. Te badania można zrobić na przykład w ramach Programu 40PLUS. Zależy nam na tym, aby panie na Dolnym Śląsku żyły w zdrowiu. A najlepszą drogą do tego jest profilaktyka. Dlatego finansujemy tę kampanię.

Katarzyna Kapuścińska, dyrektor szpitala im. Marciniaka: – Zapraszamy też na naszą stronę internetową, na której będzie można znaleźć wiele praktycznych informacji oraz linki webinariów, które poprowadzą nasi specjaliści z Oddziału Kardiologii. Kampania swoim zasięgiem obejmie nie tylko Wrocław, ale także Dolny Śląsk. Chcemy dotrzeć do jak największej grupy kobiet. Mamy nadzieję, że to się uda, bo przygotowaliśmy nowe formy przekazu – m.in. spot radiowy i kampanię informacyjną w Kolejach Dolnośląskich.

Czynniki ryzyka i objawy
Aż 80% procent kobiet w średnim wieku ma co najmniej 1 klasyczny czynnik ryzyka choroby sercowo-naczyniowej. Po 55. roku życia dochodzi do ich rozwoju. Wśród czynników ryzyka wymienia się przede wszystkim: nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, otyłość, podwyższony poziom cholesterolu, nikotynizm oraz – mniej typowe – choroby autoimmunologiczne, przyjmowanie leków antyestrogenowych, cukrzycę ciążową i depresję. Ważne jest wczesne uchwycenie czynników ryzyka oraz pierwszych objawów chorób odmiażdżycowych, takich jak choroba wieńcowa. Choroby serca u kobiet mogą być nietypowe i trudne do rozpoznania. Częściej niż bóle w klatce piersiowej występują: duszność, osłabienie oraz dolegliwości sugerujące chorobę przewodu pokarmowego.

Dr hab. Joanna Jaroch: – Zdarza się, że zalecenia niefarmakologiczne związane ze zmianą stylu życia nie wystarczają i konieczne jest włączenie specjalistycznego leczenia, w celu obniżenia ciśnienia krwi i poziomu cholesterolu oraz postępowanie przeciwcukrzycowe. Nieoceniona jest więc rola lekarzy rodzinnych, do których trafią kobiety z takimi problemami zdrowotnymi. Bardzo cieszymy się, że naszymi partnerami w kampanii jest Dolnośląski Związek Lekarzy Rodzinnych.

„Serce kobiety” z nagrodą!
Aby zwiększyć świadomość kobiet po menopauzie o zagrożeniu chorobami sercowo- naczyniowymi, na całym świecie przeprowadzone zostały kampanie świadomościowe takie jak np. „Go Red for Women” w USA oraz „Women at Heart” w Europie. Nasza dolnośląska kampania jest pierwszą w Polsce akcją o podobnej tematyce skierowaną do kobiet. Tym bardziej miło nam poinformować, że 1 edycja kampanii „Serce kobiety” zajęła pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie „Bezpieczny Szpital Przyszłości – INSPIRACJE 2021”, którego honorowymi patronami są Narodowy Fundusz Zdrowia, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego oraz Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie. Nasza kampanię – spośród ponad 100 projektów – oceniło najwyżej grono specjalistów ochrony zdrowia, m.in. szefowie najważniejszych szpitali w Polsce, lekarze oraz dziennikarze.

Prestiżowy „The Lancet” a nasza kampania
Światowy raport, który ukazał się w piśmie „The Lancet” (17 maja 2021 ) przedstawia aktualne dane dotyczące epidemiologii, czynników ryzyka oraz odmienności w leczeniu poszczególnych chorób układu krążenia u kobiet. W dokumencie znalazło się także wezwanie do podjęcia pilnych działań w celu poprawy opieki i profilaktyki, uzupełnienia wiedzy oraz zwiększenia świadomości w zakresie zwalczania głównej na świecie przyczyny zgonów kobiet. Powszechnie panuje przekonanie, że choroby niedokrwienne serca to problem dotyczący przede wszystkim mężczyzn. Tymczasem dane opublikowane w raporcie wyraźnie wskazują na coś zupełnie odwrotnego: choroby niedokrwienne serca częściej dotykają kobiet i są dla nich groźniejsze nawet od chorób nowotworowych. W porównaniu do statystyk dotyczących całego świata, choroby układu krążenia u kobiet w Polsce występują częściej i częściej prowadzą do śmierci. A to oznacza, że prewencja choroby wieńcowej stanowi jeden z najważniejszych celów zdrowotnych Polek.

Warto pamiętać, że
Oddział Kardiologii w szpitalu im. Marciniaka, który jest liderem badania POL-MINOCA (badania odmienności zawałów serca u kobiet) w Polsce, był pierwszym oddziałem na Dolnym Śląsku, w którym po raz pierwszy wykonano angioplastykę wieńcową, wszczepiono rozrusznik serca w warunkach oddziału kardiologicznego (wcześniej procedurę tę wykonywano na oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii), wprowadzono metodę Dopplera w badaniach USG serca w regionie oraz uruchomiono pierwszy na Dolnym Śląsku Pododdział Intensywnej Terapii Kardiologicznej.
Oddział Kardiologii dysponuje dziś 62 łóżkami, w tym 8 dla Intensywnej Terapii Kardiologicznej. Zatrudnia 15 lekarzy specjalistów, 15 lekarzy rezydentów oraz 47 pielęgniarek i pielęgniarzy.

źródło: UM Woj. Dolnośląskiego