Medicalpress
Współczesna reumatologia dysponuje terapiami, które mogą zatrzymać postęp choroby, ochronić narządy przed trwałym uszkodzeniem, zapobiec niepełnosprawności i przywrócić pacjentom możliwość pracy oraz samodzielnego życia. Problemem coraz częściej nie jest jednak brak skutecznego leczenia, lecz zbyt późna diagnoza, nierówny dostęp do specjalistycznej opieki i programów lekowych, niedofinansowanie ich realizacji oraz rozwiązania organizacyjne, które nie odpowiadają specyfice przewlekłych chorób układowych.
Skala potrzeb jest duża. Około 1,9 mln osób choruje na schorzenia autoimmunizacyjne i autozapalne, kolejne grupy pacjentów wymagają opieki z powodu osteoporozy, fibromialgii czy choroby zwyrodnieniowej. Łącznie blisko 9,5 mln osób, a więc niemal co czwarty Polak, może w różnym zakresie potrzebować konsultacji lub opieki reumatologicznej.

Jednocześnie choroby reumatyczne nadal bywają utożsamiane głównie z bólem stawów, podeszłym wiekiem i niegroźnymi dolegliwościami. Tymczasem mogą prowadzić do zajęcia serca, nerek, płuc, naczyń czy narządu wzroku, a w części przypadków stają się bezpośrednim zagrożeniem życia.

„Reumatologia przeszła fascynującą drogę: od medycyny bezsilnej, która polegała na łagodzeniu objawów bólowych, od nieodwracalnego inwalidztwa, destrukcji stawów, powikłań przewlekłej glikokortykosteroidoterapii i złamań kompresyjnych – do medycyny, która przywraca pełną sprawność i dosłownie ratuje życie” – podkreślał dr hab. n. med. Bogdan Batko, prof. UAFM, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego i konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii.

Jak zaznaczał, uproszczone postrzeganie tej dziedziny prowadzi do opóźnień diagnostycznych. Pacjent może przez wiele miesięcy trafiać do kolejnych specjalistów z objawami ze strony różnych narządów, zanim zostanie rozpoznana choroba układowa będąca rzeczywistą przyczyną jego problemów.

„To nie jest tylko niepełnosprawność jednego narządu. Najczęściej mamy do czynienia z zajęciem wielonarządowym, a objawy ze strony serca, nerek czy płuc mogą być pierwszym objawem choroby. Pacjent trafia do kolejnych specjalistów, ale nie trafia do reumatologa, mimo że to właśnie choroba reumatyczna jest źródłem jego problemów” – mówił prof. Batko.

Przykładem może być młoda pacjentka z ciężkim wtórnym nadciśnieniem tętniczym, wielokrotnie hospitalizowana na oddziałach kardiologicznych i nefrologicznych. Ostatecznie rozpoznano u niej chorobę Takayasu, czyli układowe zapalenie naczyń. Po zastosowaniu leczenia biologicznego choroba została opanowana, a pacjentka mogła odstawić pięć leków przeciwnadciśnieniowych.

Okno terapeutyczne nie może czekać w kolejce

W wielu chorobach reumatycznych o przyszłej sprawności pacjenta decydują pierwsze tygodnie od pojawienia się objawów. Wczesne wdrożenie leczenia pozwala ograniczyć ryzyko trwałego uszkodzenia stawów i narządów, natomiast opóźnienie może oznaczać utratę tzw. okna terapeutycznego.

Średni czas oczekiwania na konsultację reumatologiczną wynosi jednak około 190 dni. Nawet w trybie pilnym dziecko z podejrzeniem lub rozpoznaniem choroby reumatycznej może czekać w ośrodku referencyjnym 82 dni. Tymczasem okno terapeutyczne w zapalnych chorobach reumatycznych wynosi około 12 tygodni, a średnie opóźnienie diagnostyczne sięga co najmniej dziewięciu miesięcy.

Problem zaczyna się często jeszcze przed właściwym rozpoznaniem. Analizy obejmujące pięć lat przed i pięć lat po rozpoznaniu reumatoidalnego zapalenia stawów wykazały, że już na rok przed postawieniem diagnozy pacjenci mają istotnie większą liczbę rozpoznanych chorób współistniejących, przede wszystkim sercowo-naczyniowych.

„Wynika to z przewlekłego stanu zapalnego związanego z reumatoidalnym zapaleniem stawów, dlatego taki pacjent jeszcze przed postawieniem właściwego rozpoznania trafia do wielu specjalistów i generuje kolejne koszty dla systemu. To pokazuje, jak ważne jest wcześniejsze rozpoznawanie choroby. Musimy wcześniej diagnozować tych pacjentów, ale jednocześnie potrzebujemy stabilnego finansowania” – wskazywał prof. Batko.

Najważniejszym elementem planowanych działań ma być skuteczny triaż pacjentów. W ramach Kompleksowej Opieki nad Chorymi z Wczesnym Zapaleniem Stawów zakładano możliwość kierowania osób z podejrzeniem zapalnej choroby reumatycznej na szybką ścieżkę. W praktyce nadal trafiają one jednak do standardowej kolejki.

„Pilotaż pokazał, że właśnie triaż jest największą potrzebą, dlatego rozpoczęliśmy badanie oceniające, czy kwalifikacja prowadzona przez przeszkoloną pielęgniarkę i lekarza pozwoli kierować pacjentów z zapalnymi chorobami układowymi na szybką ścieżkę” – mówił konsultant krajowy.

Wczesna diagnostyka ma znaczenie również ekonomiczne. Prof. Brygida Kwiatkowska zwracała uwagę, że na początkowym etapie wielu chorób wystarczają znacznie tańsze klasyczne terapie, natomiast koszty gwałtownie rosną wraz z rozwojem powikłań.

„Przy braku pieniędzy powinniśmy oglądać każdą złotówkę. Dlatego apeluję o poprawę wczesnego wykrywania chorób, ponieważ na początkowych etapach ich leczenie jest tanie – często wystarczają leki klasyczne i nie ma jeszcze potrzeby stosowania terapii innowacyjnych. Dzięki inwestycji w profilaktykę i wczesną diagnostykę można oszczędzić środki dla pacjentów, którzy rzeczywiście wymagają zaawansowanego leczenia” – podkreślała ekspertka.

Jako przykład wskazała osteoporozę, która nadal zbyt często rozpoznawana jest dopiero po złamaniu. System ponosi wówczas koszty operacji, endoprotezoplastyki, hospitalizacji i długotrwałej rehabilitacji, choć wcześniej można było zastosować stosunkowo niedrogie leczenie farmakologiczne.

Terapie są dostępne, ale liczba nowych włączeń  do programów lekowych wyhamowała

W ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba nowoczesnych terapii dostępnych w reumatologii. W ciągu czterech lat refundacją objęto 34 nowe terapie innowacyjne, a pacjenci mają dostęp do leków biologicznych i małocząsteczkowych. Liczba chorych leczonych w programach wzrosła z około 14 tys. po 2020 roku do niemal 40 tys. w 2025 roku.

Ten wzrost nie oznacza jednak, że potrzeby zostały zaspokojone. W Polsce leczeniem biologicznym lub celowanymi lekami syntetycznymi objętych jest około 6,4 proc. pacjentów z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Średnia europejska wynosi około 20 proc., a w państwach skandynawskich – co najmniej 30 proc.

Prof. Brygida Kwiatkowska wskazywała, że dynamika nowych włączeń do programów lekowych zaczęła wyraźnie słabnąć.Od 2019 roku udało się znacząco zwiększyć liczbę leczonych pacjentów, między innymi dzięki dostosowaniu kryteriów kwalifikacji do rekomendacji europejskich. Ta dynamika była bardzo dobra, ale obecnie obserwujemy wyraźne wypłaszczenie. Oznacza to, że do programów lekowych włączamy mniej nowych chorych, a główną przyczyną są problemy finansowe i opóźnienia w płatnościach ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia” – mówiła.

Sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie. W programach lekowych aktywnie leczonych jest ponad 40 tys. pacjentów u 137 świadczeniodawców, ale znaczna część terapii skupiona jest w kilku największych placówkach. W programie B.33, dotyczącym leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów, umowy ma 63 świadczeniodawców, jednak ponad 72 proc. pacjentów leczonych jest w zaledwie pięciu ośrodkach.

„Są ośrodki, które realizują tylko dwa albo trzy programy lekowe. Każdy ośrodek reumatologiczny posiadający oddział szpitalny powinien mieć dostęp do wszystkich programów, aby pacjent nie musiał błąkać się po innych województwach albo jeździć do Warszawy tylko dlatego, że w jego regionie określony program nie jest realizowany” – podkreślała prof. Kwiatkowska.

Nierówności terytorialne sprawiają, że pacjenci często pokonują setki kilometrów nie tylko po kwalifikację do leczenia, ale również po kolejne podanie leku. Największa liczba chorych leczonych innowacyjnie skupia się w województwach małopolskim, mazowieckim i śląskim, które łącznie odpowiadają za około 45–50 proc. wszystkich terapii.

Pacjent zakwalifikowany, ale leczenia rozpocząć nie może

Dla osób spełniających kryteria programu lekowego formalna kwalifikacja nie zawsze oznacza rozpoczęcie terapii. Część ośrodków wstrzymuje przyjmowanie nowych pacjentów z obawy, że NFZ nie pokryje kosztów nadwykonań.

„Mimo spełnienia kryteriów kwalifikacji do programu lekowego pacjenci nie mogą rozpocząć skutecznego leczenia, ponieważ ośrodki wstrzymują przyjmowanie nowych chorych z obawy przed brakiem finansowania przez płatnika. Brak finansowania i wielomiesięczne oczekiwanie na terapię to dla nas wyrok. W chorobach reumatycznych czas nie jest tylko kolejną kartką w kalendarzu – czas oznacza sprawność i możliwość prowadzenia normalnego życia” – mówiła Małgorzata Ufnal, prezes Fundacji Rheuma Active, psycholog i pacjentka reumatologiczna.

Jak podkreślała, pacjenci kontaktują się z organizacjami społecznymi, poszukując placówek, które nadal rozpoczynają leczenie. Nie zawsze mogą nawet zostać formalnie wpisani na listę oczekujących, przez co rzeczywiste zapotrzebowanie nie jest widoczne w danych wykorzystywanych do planowania finansowania.

„Jeżeli pacjenci nie mogą nawet zapisać się do kolejki, to na podstawie jakich danych planowane jest zapotrzebowanie na kolejny rok? Mam informacje od pacjentów, które ośrodki nie przyjmują nowych chorych, gdzie są problemy i gdzie nie można się nawet zgłosić do kolejki. Chciałabym wiedzieć, na podstawie jakich danych te limity są wyznaczane” – pytała Małgorzata Ufnal.

Iwona Kasprzyk, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami w Centrali NFZ, zaznaczała, że odmowa wpisania pacjenta na listę oczekujących jest niezgodna z przepisami. „Niezależnie od tego, czy będzie możliwość zwiększenia kontraktu, pacjent powinien otrzymać termin wizyty, nawet jeśli miałby on być odległy” – podkreślała.

Przedstawicielka NFZ przyznała jednocześnie, że w 2026 roku liczba nowych włączeń do programów wyhamowała ze względu na sytuację finansową płatnika. Deficyt Funduszu szacowany jest na około 14 mld zł, składki zdrowotne pokrywają około 85 proc. jego budżetu, a pozostała część musi być uzupełniana z budżetu państwa.

„W każdym roku leki finansujemy w 100 proc., natomiast jeśli chodzi o świadczenia, to w 2025 roku niestety nie udało się pokryć wszystkich wydatków. Bardzo się staraliśmy, ale po prostu nie było takiej możliwości. Jednocześnie chcemy leczyć pacjentów coraz lepiej, obejmujemy refundacją nowe technologie, a potrzeby zdrowotne stale rosną” – mówiła Iwona Kasprzyk.

W programach reumatologicznych głównym elementem wydatków pozostają leki. Według danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia w 2025 roku przeznaczono na nie blisko 850 mln zł, natomiast wartość rozliczonych świadczeń wynosiła około 115 mln zł.
Eksperci zwracali jednak uwagę, że wraz ze spadkiem cen części leków biologicznych, wynikającym z wprowadzenia odpowiedników biopodobnych, coraz większego znaczenia nabiera prawidłowe finansowanie całej obsługi programu.

„Obsługa programu lekowego to nie jest porada. To cały proces: rejestracja, porada lekarska i pielęgniarska, podanie leku, obrót apteczny, sprawozdawczość oraz kredytowanie leków przez ośrodki. Jeżeli rozliczenia nie będą kwartalne, lecz roczne, sytuacja finansowa tych placówek stanie się jeszcze gorsza” – wyjaśniał prof. Batko.

W Szpitalu im. Dietla, w którym pracuje konsultant krajowy, z powodu problemów finansowych od wielu miesięcy innowacyjne leczenie rozpoczynane jest przede wszystkim u pacjentów znajdujących się w bezpośrednim zagrożeniu życia.

„Ponad 120 zakwalifikowanych chorych z aktywną, niekontrolowaną chorobą czeka na środki finansowe. Są to pacjenci zagrożeni zajęciem wielonarządowym, a lista oczekujących wynika wyłącznie z niedofinansowania” – mówił prof. Batko.

Dla pacjenta nowoczesne leczenie oznacza samodzielność

Skuteczność leczenia biologicznego nie sprowadza się wyłącznie do poprawy parametrów klinicznych. Dla wielu chorych oznacza możliwość odzyskania sprawności, powrotu do pracy i uniknięcia zależności od opieki innych osób.

Katarzyna Drożdż, pacjentka reumatologiczna prowadząca grupę wsparcia, opisywała, że przed zastosowaniem właściwej terapii biologicznej cierpiała na nawracające zapalenia tęczówki, chodziła w ortezach, po schodach wchodziła siedząc i przez wiele lat nie pracowała. Dopiero zmiana leczenia pozwoliła jej osiągnąć remisję.

„Dzisiaj nie korzystam z żadnej pomocy, jestem aktywna fizycznie, trenuję siłowo i pracuję więcej niż na pełny etat. Uważam, że funkcjonuję lepiej niż niejedna zdrowa osoba. Kiedy ktoś stracił zdrowie i szansę na normalne życie, a później odzyskał ją dzięki leczeniu, naprawdę potrafi to docenić” – mówiła.

Obawa o utratę dostępu do leczenia oznacza dla pacjentów ryzyko ponownego rozwoju choroby i utraty samodzielności. „Ja i wielu innych pacjentów funkcjonujemy normalnie wyłącznie dzięki leczeniu biologicznemu. W obecnej sytuacji mamy ogromne obawy, ponieważ dla wielu z nas jest to jedyna szansa na zachowanie sprawności i możliwość pracy. Gdybym nie otrzymała kontynuacji terapii, oznaczałoby to dla mnie powrót niepełnosprawności i utratę możliwości samodzielnego funkcjonowania” – podkreślała Katarzyna Drożdż.

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja osób, które nie rozpoczęły terapii. Każdy kolejny miesiąc aktywnej choroby zwiększa ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia stawów i narządów. Nie każdy będzie miał tyle szczęścia co ja i rozpocznie skuteczną terapię, zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian. W pewnym momencie nawet właściwe leczenie może już nie pomóc w takim stopniu, w jakim pomogłoby, gdyby zostało zastosowane odpowiednio wcześnie” – zaznaczała pacjentka.

Małgorzata Ufnal podkreślała, że osoby z chorobami autoimmunologicznymi nie oczekują szczególnych przywilejów. „Oczekują jedynie, że skoro medycyna potrafi im pomóc, system pozwoli z tej pomocy skorzystać. Nie chcemy być niewidzialnymi pacjentami. Chcemy być dostrzeżeni odpowiednio wcześnie, zanim choroba odbierze nam zdrowie, sprawność i niezależność” – mówiła.

Mapy potrzeb zdrowotnych: 13 z 74 ośrodków spełnia kryteria

Kolejnym obszarem budzącym zastrzeżenia środowiska są opublikowane mapy potrzeb zdrowotnych. Według przedstawionych danych wszystkie przyjęte kryteria spełnia jedynie 13 z 74 ośrodków reumatologicznych.

„Jeżeli większość ośrodków wypada z systemu, to oznacza, że kryteria zostały źle dobrane. To jest gigantyczne zagrożenie dla zabezpieczenia opieki nad pacjentami” – podkreślał prof. Zbigniew Żuber, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.

Jedno z zastrzeżeń dotyczy progu liczby hospitalizacji. Dla reumatologii przyjęto ponad tysiąc hospitalizacji rocznie, podczas gdy dla nefrologii, dermatologii czy gastroenterologii próg wynosi około pięćset.

„Nie rozumiemy, dlaczego reumatologia otrzymała tak znacznie ostrzejsze kryteria. Taka dysproporcja budzi ogromny niepokój i może doprowadzić do likwidacji potrzebnych oddziałów” – mówił prof. Żuber. Wskazywał również, że w reumatologii dziecięcej ujęto dziesięć ośrodków, mimo że faktycznie działa ich czternaście.

Szczególne obawy dotyczą regionów o już ograniczonej dostępności. Prof. Magdalena Krajewska-Włodarczyk, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego, zwracała uwagę, że w przedstawionym modelu znaczna część północnej i wschodniej Polski mogłaby zostać pozbawiona odpowiedniego zaplecza szpitalnego.

Obawiam się, że za chwilę nie tylko będziemy mieli problem z finansowaniem terapii, ale również z tym, gdzie tych pacjentów leczyć. Jeżeli mapa Polski Północnej pozostanie w takim kształcie, jaki został dziś przedstawiony, to nie udźwigniemy opieki nad pacjentami. Nawet jeśli leczenie biologiczne pozostanie w AOS-ach, one po prostu nie poradzą sobie z takim obciążeniem” – mówiła.

Jak zaznaczała, pacjent wymagający regularnego dożylnego podania leku nie może co miesiąc pokonywać kilkuset kilometrów.Nie ma możliwości, żeby pacjent z Giżycka co miesiąc dojeżdżał do Warszawy tylko po to, aby otrzymać wlew dożylny. Musimy otwarcie powiedzieć, że ta mapa potrzeb zdrowotnych w obecnym kształcie nie może zostać utrzymana” – podkreślała prof. Krajewska-Włodarczyk.

Polskie Towarzystwo Reumatologiczne zgłaszało również zastrzeżenia do procesu konsultowania dokumentu. Największym problemem jest to, że mówiono o konsultacjach społecznych ze środowiskiem reumatologicznym, a my nic o nich nie wiedzieliśmy. Do marca nie mieliśmy nawet wiedzy, że takie prace trwają. Nie wyobrażamy sobie, aby tak daleko idące reformy były prowadzone bez kontaktu ze środowiskiem reumatologicznym – mówił prof. Żuber.

Martyna Kosmal, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia, poinformowała, że kwestie map należą do kompetencji Departamentu Analiz i Strategii. Zadeklarowała przekazanie zgłoszonych zastrzeżeń właściwemu departamentowi oraz konieczność dalszej pisemnej wymiany uwag.

System premiuje procedury, a płaci za powikłania

Jednym z najczęściej powracających wątków była potrzeba zmiany sposobu finansowania świadczeń. Eksperci wskazywali, że system powinien w większym stopniu premiować wczesną diagnostykę, długotrwałą opiekę nad pacjentem i zapobieganie powikłaniom, zamiast koncentrować środki na procedurach wykonywanych już w zaawansowanych stadiach choroby.

„Mam wrażenie, że niezwykle premiowane są dziś specjalności zabiegowe, natomiast medycyna zajmująca się kompleksową opieką nad pacjentem jest karana. Być może należałoby zmienić sposób kontraktowania świadczeń i premiować diagnostykę oraz kompleksowe prowadzenie chorego, a nie wyłącznie wykonywanie procedur” – mówił prof. Żuber.

Zwracał uwagę, że pacjent z zapalną chorobą stawów powinien najpierw przejść właściwą diagnostykę i otrzymać leczenie przyczynowe, a nie automatycznie trafiać na procedurę zabiegową. 

Dyscypliny, które obejmują chorego kompleksową opieką, z jego wielochorobowością i powikłaniami, powinny być premiowane. Taki pacjent wraca do nauki, do pracy, płaci podatki i pozostaje aktywny zawodowo. Jeżeli natomiast będziemy skazywać go na niepełnosprawność, budżet ochrony zdrowia nigdy nie będzie się bilansował” – podkreślał prezes PTR.

Reumatolodzy wskazują, że wydatków na skuteczne leczenie nie można analizować wyłącznie w obrębie budżetu NFZ. Nieleczona lub źle kontrolowana choroba generuje koszty rent, zwolnień lekarskich, obniżonej produktywności, operacji ortopedycznych i leczenia powikłań sercowo-naczyniowych, metabolicznych oraz narządowych.

„Musimy zmienić sposób myślenia o finansowaniu ochrony zdrowia. Powinniśmy wykrywać choroby wcześnie i leczyć je prewencyjnie, zamiast ponosić ogromne koszty leczenia powikłań. To właśnie tutaj tkwi jeden z największych problemów obecnego systemu” – podsumowywał prof. Żuber.

Nowoczesna reumatologia może uratować pacjentowi wzrok, zapobiec niewydolności narządowej, zatrzymać rozwój niepełnosprawności i umożliwić powrót do normalnego życia. Warunkiem jest jednak diagnoza postawiona na czas, zachowanie sieci ośrodków, sprawna ścieżka kierowania pacjentów oraz finansowanie, które nie kończy się w momencie, gdy chory został już zakwalifikowany do skutecznego leczenia.

Postulaty Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego:

1. Stabilne finansowanie programów lekowych – Konieczność pełnego finansowania nadwykonań w lekach biologicznych i celowanych syntetycznych. Brak środków to bezpośrednia bariera w dostępie do nowoczesnego leczenia.
2. 
Zmiana kryteriów kontraktowania i wyceny świadczeń – System powinien premiować jakość i kompleksowość opieki, nie tylko szybkość wizyt.Postulat: wskaźnik korygujący medianę czasu oczekiwania na I wizytę (jej nieosiągnięcie = -25% wyceny punktu), uwzględniający profil pacjentów i realizację programu lekowego.
3. 
Ochrona sieci oddziałów i wzmocnienie AOS – Indywidualne podejście do regionalnych ośrodków — filarów diagnostyki i leczenia — w „Schemacie Zabezpieczenia”. Stabilne finansowanie i poprawa efektywności AOS przed planowaną redukcją bazy szpitalnej
4. 
Budowanie nowej świadomości społecznej – Reumatologia to medycyna ratująca życie i sprawność. Choroby układowe to stany nagłe zagrażające nieodwracalnym inwalidztwem.
 

Źródło: Redakcja na podstawie relacji z Posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Reumatycznych „Perspektywa dostępu do diagnozy, leczenia i opieki w chorobach reumatycznych w Polsce – stan na lipiec 2026 r.”, 14 lipca 2026 r.

Po pięciu latach funkcjonowania opłaty cukrowej oraz publikacji sprawozdania Narodowego Funduszu Zdrowia za 2025 rok Polskie Stowarzyszenie Diabetyków i Forum Ekspertów ds. Cukrzycy przedstawili wspólne stanowisko dotyczące sposobu wykorzystania środków pochodzących z tego mechanizmu. Choć eksperci pozytywnie oceniają rozwój opieki diabetologicznej, zwracają uwagę, że zdecydowana większość pieniędzy nadal przeznaczana jest na finansowanie świadczeń realizowanych od lat, natomiast działania profilaktyczne i edukacyjne pozostają marginalnym elementem całego systemu.
Z analizy sprawozdania NFZ wynika, że w 2025 roku refundacja leków przeciwcukrzycowych wyniosła 645,3 mln zł, czyli o 2,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie kolejny rok z rzędu spadły wydatki na refundację pasków do samokontroli glikemii – z 456,4 mln zł w 2023 roku do 409,6 mln zł w 2025 roku. Zdaniem autorów stanowiska warto przeanalizować, czy jest to efekt coraz szerszego wykorzystania nowoczesnych systemów monitorowania glikemii oraz czy uwolnione w ten sposób środki są inwestowane w dalszy rozwój nowoczesnej opieki diabetologicznej.

Pozytywnie oceniono natomiast systematyczny wzrost finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w diabetologii i chorobach metabolicznych. W ciągu dwóch lat wydatki w tym obszarze wzrosły z 282,6 mln zł do 356,4 mln zł, co – zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków i Forum Ekspertów ds. Cukrzycy – odpowiada rosnącym potrzebom pacjentów i jest kierunkiem, który warto kontynuować.

Autorzy stanowiska podkreślają jednak, że największym problemem pozostaje brak możliwości jednoznacznego wskazania, które działania zostały uruchomione lub rozszerzone właśnie dzięki środkom z opłaty cukrowej. Znaczna część wydatków wykazywanych w sprawozdaniu obejmuje bowiem świadczenia finansowane przez NFZ jeszcze przed wprowadzeniem tego rozwiązania, takie jak refundacja leków, pasków do pomiaru glukozy czy świadczeń diabetologicznych. W opinii organizacji pacjentów dodatkowe środki powinny przekładać się na widoczną wartość dodaną dla chorych oraz rozwój nowoczesnej opieki.

Eksperci zwracają również uwagę na konieczność dalszego zwiększania transparentności wydatkowania środków publicznych. Chociaż tegoroczne sprawozdanie NFZ jest bardziej szczegółowe niż wcześniejsze, nadal brakuje danych pozwalających ocenić nie tylko wysokość ponoszonych nakładów, ale również efekty zdrowotne osiągane dzięki ich wykorzystaniu.

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że nowoczesne systemy ochrony zdrowia coraz częściej oceniają skuteczność interwencji nie tylko przez pryzmat wydanych pieniędzy, ale przede wszystkim osiąganych rezultatów zdrowotnych. Jego zdaniem środki z opłaty cukrowej powinny być traktowane jako długofalowa inwestycja w zdrowie publiczne, obejmująca nie tylko leczenie, ale również profilaktykę, edukację zdrowotną i działania ograniczające rozwój otyłości oraz cukrzycy.

Jeszcze bardziej krytycznie wyniki sprawozdania ocenia prof. Leszek Czupryniak. Jak wskazuje, obecnie aż 95,6 proc. wpływów z opłaty cukrowej przeznaczanych jest na finansowanie rutynowych świadczeń związanych z leczeniem cukrzycy. Tymczasem pierwotnym celem tego mechanizmu było stworzenie dodatkowego impulsu do rozwoju profilaktyki, edukacji oraz nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia chorób metabolicznych. Zdaniem eksperta środki te powinny w znacznie większym stopniu wspierać działania zapobiegające otyłości i cukrzycy oraz poprawiać dostęp do innowacyjnych technologii medycznych.

W swoim stanowisku Polskie Stowarzyszenie Diabetyków oraz Forum Ekspertów ds. Cukrzycy proponują szereg działań systemowych. Wśród nich znalazły się dalszy rozwój dostępu do nowoczesnych terapii i technologii zgodnych z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, zwiększenie transparentności wydatkowania środków z opłaty cukrowej poprzez publikowanie porównywalnych danych rok do roku oraz wyraźne zwiększenie finansowania działań profilaktycznych i edukacyjnych.

Organizacje proponują również powołanie przy Ministerstwie Zdrowia zespołu ds. opłaty cukrowej, złożonego z przedstawicieli środowiska medycznego, ekonomistów i organizacji pacjentów. Jego zadaniem byłoby opracowanie zasad wydatkowania środków w sposób zapewniający ich maksymalną efektywność zdrowotną oraz większą przejrzystość całego procesu.

Zdaniem autorów stanowiska pacjenci mają prawo oczekiwać, że środki pochodzące z opłaty cukrowej będą nie tylko finansować bieżące funkcjonowanie systemu, ale również przyczyniać się do realnego rozwoju profilaktyki, nowoczesnej diabetologii oraz poprawy zdrowia publicznego.

Pełna treść stanowiska:

https://diabetyk.org.pl/stanowisko-polskiego-stowarzyszenia-diabetykow-i-forum-ekspertow-ds-cukrzycy-w-sprawie-wydatkowania-srodkow-z-oplaty-cukrowej-w-2025-roku/ 

źródło: PSD

Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od 1 lipca 2026 roku pełni funkcję rektora Uczelni Łazarskiego. W nowej kadencji zamierza rozwijać uczelnię jako nowoczesny, interdyscyplinarny ośrodek akademicki, łączący medycynę, prawo, biznes i nowe technologie. Jednym z priorytetów będzie wzmacnianie współpracy nauki z praktyką oraz kształcenie specjalistów odpowiadających na wyzwania współczesnego systemu ochrony zdrowia. 
Nowa Rektor jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego środowiska eksperckiego w obszarze ochrony zdrowia, autorką licznych publikacji naukowych i eksperckich oraz członkinią gremiów doradczych najważniejszych instytucji ochrony zdrowia w Polsce. W latach 2015–2025 była wiceprzewodniczącą Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie zasiada m.in. w Radzie Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Od ponad dwudziestu lat związana jest z Uczelnią Łazarskiego, gdzie pełni funkcję Dziekana Łazarski Executive Education oraz Dyrektora Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.

 Uczelnia Łazarskiego ma silne fundamenty, rozpoznawalną markę i społeczność, z której możemy być dumni. Moją ambicją jest rozwijać ten potencjał i uczynić naszą uczelnię jednym z najbardziej nowoczesnych i interdyscyplinarnych niepublicznych ośrodków akademickich w Europie Środkowo-Wschodniej – miejscem, które łączy prawo, biznes, medycynę i nowe technologie w jeden spójny ekosystem wiedzy, badań i innowacji. – mówi dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, Rektor Uczelni Łazarskiego.

Jednym z priorytetów nowej kadencji będzie jeszcze mocniejsza integracja nauki z praktyką, rozwój współpracy z biznesem i administracją publiczną oraz kształcenie absolwentów przygotowanych do rozwiązywania realnych problemów współczesnego świata.

– Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od lat udowadnia, że potrafi skutecznie łączyć świat nauki z potrzebami gospodarki i administracji publicznej. To właśnie takich liderów potrzebują dziś uczelnie – odważnych, otwartych na zmiany i potrafiących przekuwać wiedzę w realny wpływ na otoczenie. Jestem przekonana, że pod jej przewodnictwem Uczelnia Łazarskiego będzie wyznaczać kierunki rozwoju nowoczesnego szkolnictwa wyższego. – mówi Marta Rosińska-Kortas, Prezydent Uczelni Łazarskiego.

Uczelnia Łazarskiego od ponad 30 lat należy do grona najlepszych uczelni niepublicznych w Polsce. Kształci ponad 5 tys. studentów z kilkudziesięciu krajów na kierunkach z zakresu prawa, ekonomii, zarządzania oraz medycyny. Jej wysoką jakość potwierdzają czołowe miejsca w rankingach „Perspektyw”, „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej”, a także prestiżowe akredytacje krajowe i międzynarodowe. Od roku akademickiego 2026/2027 oferta uczelni poszerzy się o kierunek lekarsko-dentystyczny – pierwsze pięcioletnie studia stomatologiczne prowadzone przez niepubliczną uczelnię akademicką w Polsce.

Dr. hab. n. med. i n. o zdr., dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka: Dziekan Łazarski Executive Education oraz Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. W latach 2015–2025 wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia (członek rady od 2010 r.). Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej Polfy Tarchomin (2024–2026). Dyrektor programu MBA w Ochronie Zdrowia oraz MBA Healthcare Innovation & Technology, kierownik merytoryczny wielu certyfikowanych przez Uczelnię Łazarskiego programów szkoleniowych dedykowanych profesjonalistom medycznym, kadrze zarządzającej placówkami leczniczymi oraz pracownikom instytucji publicznych z sektora zdrowia.

Członkini Rady Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Inicjatorka i liderka Sektorowej Rady ds. Kompetencji w opiece zdrowotnej i opiece społecznej. Autorka licznych publikacji naukowych i eksperckich poświęconych ekonomiczno-społecznym aspektom ochrony zdrowia i nowoczesnym modelom jej organizacji i finansowania. Propagatorka koncepcji „Ochrony zdrowia nakierowanej na wartość” (Value Based Healthcare) oraz Hospital Based HTA.

Według miesięcznika MyCompany należy do 15 wpływowych kobiet, które zmieniają oblicze polskiej branży medycznej. Laureatka konkursu Sukces Roku 2022 w Ochronie Zdrowia w kategorii Zdrowie publiczne. Od lat w pierwszej dziesiątce LISTY STU najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia. W kolejnych edycjach plebiscytu Kobieta Rynku Zdrowia znalazła się wśród 50 najbardziej wpływowych kobiet działających w obszarze zdrowia. Wyróżniona prestiżową nagrodą „Wizjonerzy Zdrowia” w kategorii Ambasadorka Zdrowia oraz nagrodą ShEO AWARDS 2026 „WOMEN MASTERS OF HEALTH”. Integratorka ludzi i idei. Za propagowanie wzorów świadomego przywództwa pełnego empatii, szacunku i uważności laureatka pierwszej edycji konkursu „Sustainable Impact” w kategorii Lider.

Źródło: inf. pras.
Foto: Uczelnia Łazarskiego

Aż 60% pacjentów z POChP czeka na właściwą diagnozę dłużej niż rok, a co trzeci – od 4 do 14 lat. Tymczasem koszty społeczne związane z chorobą sięgają 16 miliardów złotych rocznie. To główne wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP”, którego premiera odbyła się podczas konferencji Fundacji TO SIĘ LECZY.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc nie zaczyna się od dramatycznych objawów. Często przez lata rozwija się pod pozorem „zwykłego kaszlu palacza”, gorszej kondycji, zadyszki przy wchodzeniu po schodach albo zmęczenia, które łatwo przypisać wiekowi. Pacjent stopniowo ogranicza aktywność, przestaje chodzić szybciej, unika wysiłku, rzadziej wychodzi z domu. Zanim trafi do diagnostyki, choroba bywa już zaawansowana, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

O tym, jak wygląda sytuacja pacjentów z POChP w Polsce, rozmawiano podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY, której towarzyszyła premiera raportu “Ścieżka pacjenta z POChP – świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania” opartego na ankiecie przeprowadzonej wśród osób żyjących z chorobą. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 r. wśród 442 osób pacjentów z POChP.

Jak podkreślał Marek Kustosz, prezes Fundacji, była to grupa szczególna: pacjenci aktywnie poszukujący informacji, korzystający ze wsparcia innych chorych i gotowi poświęcić czas na szczegółowe odpowiedzi. – Trzeba pamiętać, że w naszym badaniu uczestniczyli bardzo świadomi pacjenci. To osoby, które interesują się swoją chorobą, szukają informacji, korzystają ze wsparcia innych chorych i są gotowi poświęcić czas na edukację. Wielu z nich choruje od lat, dlatego dobrze zna swoją sytuację zdrowotną. Jeżeli nawet w takiej grupie widzimy problemy z diagnostyką czy leczeniem, to możemy przypuszczać, że w całej populacji pacjentów z POChP wyzwania te są jeszcze większe.

Aż 60% respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym aż 31% od 4 do 14 lat lub dłużej.

U większości pacjentów występowały przed rozpoznaniem objawy. U 87% ankietowanych dominującym objawem była duszność, a, u 57% kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.

Te dane dobrze współbrzmią z doświadczeniem klinicznym ekspertów. Prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, zwracał uwagę, że skala nierozpoznanej choroby pozostaje ogromna: – Patrząc na populację mieszkającą na terenie Polski, mamy około 2–2,5 miliona osób z POChP. Według danych NFZ rozpoznanie ma około 1,3 miliona chorych, co oznacza, że nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm.

Problemem nie jest wyłącznie brak wiedzy pacjentów. To także sposób, w jaki system ochrony zdrowia wychwytuje, albo raczej zbyt często nie wychwytuje osób z narastającą dusznością, przewlekłym kaszlem i wieloletnią ekspozycją na czynniki ryzyka. Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, mówił wprost: – Od wielu lat mówimy o tych samych problemach i niestety niewiele się zmienia. Wciąż bardzo niska jest świadomość społeczna dotycząca POChP – ludzie nie wiedzą, że taka choroba istnieje, nie znają jej przyczyn ani objawów. Jeżeli ktoś pali papierosy, mieszka w zanieczyszczonym środowisku i nie wie, że narastająca duszność czy przewlekły kaszel mogą świadczyć o chorobie, to potrafi z tymi objawami żyć przez wiele lat. W efekcie od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy może minąć nawet kilkanaście lat.

Tymczasem objawy nie zawsze układają się w stereotypowy obraz choroby. Kaszel może być ważnym sygnałem, ale jego brak nie wyklucza POChP. Jak zaznaczył prof. Dąbrowiecki: – Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle. Dlatego każdy przewlekły problem z oddychaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku czy odkrztuszanie wydzieliny powinny skłonić do diagnostyki.

Najważniejszym badaniem pozostaje spirometria, ale właśnie wokół niej ogniskuje się wiele systemowych luk. Z jednej strony jest badaniem podstawowym, z drugiej – wymaga dobrej jakości wykonania i interpretacji. Prof. Śliwiński podkreślał – Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym. Jednocześnie dodaje, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: – Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Potrzebna jest cierpliwość, wiedza i umiejętność właściwej interpretacji wyniku. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby.

To, dlatego ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania. – Od lat postuluję stworzenie centrów doskonałości spirometrycznej. Powinny to być miejsca, w których pracują osoby wyspecjalizowane w wykonywaniu tego badania i potrafią zrobić je naprawdę rzetelnie. Lekarze POZ mogliby kierować tam pacjentów wyłącznie po to, by uzyskać wiarygodny wynik spirometrii. Tylko na podstawie dobrze wykonanego badania można odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent ma POChP i jak bardzo zaawansowana jest choroba.

Jednocześnie część narzędzi już istnieje, ale nie wszędzie działa tak samo. Dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazywał na potencjał programu – Moje Zdrowie” oraz opieki koordynowanej w POZ. – Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne. Dysponujemy narzędziami pozwalającymi identyfikować czynniki ryzyka, kierować pacjentów do diagnostyki i obejmować ich odpowiednią opieką. Pytanie brzmi nie, czy mamy możliwości działania, ale czy wykorzystujemy je wystarczająco rzetelnie i konsekwentnie.

W jego ocenie szczególnie ważna jest ankieta w programie „Moje Zdrowie”, bo pozwala zidentyfikować osoby z czynnikami ryzyka, w tym palące papierosy. – Jedną z największych zalet programu „Moje Zdrowie” nie są nawet same badania laboratoryjne. Najważniejsza jest ankieta, w której pacjent sam wskazuje czynniki ryzyka, między innymi palenie tytoniu. Dzięki temu trafiają do nas osoby zainteresowane swoim zdrowiem, gotowe rozmawiać o wynikach badań i zmianie stylu życia. To ogromna szansa na wczesne wykrywanie chorób, w tym POChP.

Nie zmienia to faktu, że w praktyce rzetelna diagnostyka i leczenie zależą od miejsca, do którego trafi. Prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, ujął to bardzo jednoznacznie: – Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. Pacjent powinien mieć taki sam dostęp do diagnostyki niezależnie od tego, do której przychodni trafi. W ochronie zdrowia nie może być loterii.

To właśnie brak systemowości jest jednym z najbardziej kosztownych zaniedbań. POChP nie doczekała się programu o porównywalnej sile do działań budowanych przez lata w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów. – Od lat budujemy programy dotyczące chorób sercowo-naczyniowych, później powstały rozwiązania dla onkologii, rozwijaliśmy opiekę nad pacjentami po udarach. Tymczasem rozmawiamy dziś o jednej z głównych przyczyn zgonów w Polsce, która nigdy nie doczekała się równie silnego, systemowego programu. To bardzo źle świadczy o naszym podejściu do zdrowia publicznego. – podkreślał Prof. Zielonka.

Konsekwencje tych luk są bardzo konkretne. To pacjenci, którzy przez lata trafiają do różnych lekarzy, ale nie mają wykonanej spirometrii. To osoby, u których duszność tłumaczy się innymi chorobami. To chorzy, którzy są diagnozowani dopiero wtedy, gdy nie mogą już samodzielnie funkcjonować. Prof. Zielonka przywołał własne doświadczenia: – Miałem pacjenta z wieloletnią historią palenia tytoniu, nasilającą się dusznością i wszystkimi klasycznymi objawami POChP. Czekał rok na wizytę specjalistyczną. Został osłuchany i usłyszał, że nie ma obturacji, mimo że nie wykonano mu spirometrii. Później pierwsze badanie spirometryczne wykazało ciężką obturację. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju dysponującym nowoczesnym systemem ochrony zdrowia.

POChP nie jest jednak wyłącznie chorobą płuc. Eksperci wielokrotnie podkreślali jej ogólnoustrojowy charakter. Prof. Dąbrowiecki zaznacza – POChP to nie jest tylko choroba płuc. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Musimy przestać myśleć o niej wyłącznie jako o problemie oddechowym, bo jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

Dlatego tak duże znaczenie ma odpowiednia reakcja na zaostrzenia i im aktywne zapobieganie. Nie są one bowiem gorszym okresem w przebiegu choroby, lecz zdarzeniem, które może przyspieszać jej postęp, pogarszać rokowanie i zwiększać ryzyko hospitalizacji i przedwczesnego zgonu

Aż 64% ankietowanych miała co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35% wystąpiły dwa lub więcej takich zaostrzeń.
 
Tylko 6% pacjentów zadeklarowało, że po wypisie ze szpitala zmieniono lub zintensyfikowano leczenie.

Jak podkreśla prof. Dąbrowiecki Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają zaostrzenia choroby. To właśnie one przyspieszają postęp POChP, pogarszają jakość życia i zwiększają ryzyko hospitalizacji oraz zgonu. Jeżeli pacjent miał dwa zaostrzenia w roku, a po zmianie leczenia nie miał żadnego, to jest bardzo duży sukces terapeutyczny, nawet jeśli nadal odczuwa pewne objawy.

Prof. Śliwiński zwraca uwagę, że leczenie powinno być regularnie weryfikowane właśnie pod kątem zaostrzeń i ryzyka powikłań. Zaostrzenia są jednym z najważniejszych czynników wpływających na przebieg POChP. Im częściej występują, tym gorsze jest rokowanie pacjenta. Wiemy dziś również, że częste zaostrzenia zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego skuteczne leczenie powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat objawów, ale także przez zdolność do zapobiegania kolejnym zaostrzeniom.

Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszych wytycznych Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease GOLD 2026, w których podkreślono, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny leczenia oraz działań zapobiegających kolejnym epizodom. Już pojedyncze umiarkowane zaostrzenie zwiększa ryzyko wystąpienia następnych.

Z punktu widzenia pacjenta problemem bywa jednak niezrozumienie celu leczenia. Chory oczekuje, że po inhalatorze kaszel i duszność znikną. Gdy tak się nie dzieje, odstawia leki, uznaje terapię za nieskuteczną albo traci motywację. Tymczasem w POChP celem nie zawsze jest pełne ustąpienie objawów, lecz poprawa funkcjonowania, ograniczenie duszności, zmniejszenie ryzyka zaostrzeń i spowolnienie postępu choroby. Prof. Dąbrowiecki tłumaczy: – Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią.

Aż 92% respondentów deklarowało, że regularne stosuje leki wziewne,ale aż 30% pacjentów miało wątpliwości, czy prawidłowo stosuje inhalator, a 31% nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.

Ponad połowa respondentów (56%) nigdy wcześniej nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej.

Aż 73% respondentów wskazało, że nie stosuje żadnego leczenia wspomagającego. 

Ten brak edukacji ma bardzo praktyczne konsekwencje. Pacjent może mieć przepisane właściwe leczenie, ale stosować je nieprawidłowo. Może nie wiedzieć, kiedy zgłosić zaostrzenie. Może nie rozumieć znaczenia szczepień. Może nie widzieć związku między paleniem a słabszą odpowiedzią na terapię. Prof. Dąbrowiecki zaznaczył – Pacjenci często mówią wprost: nikt mi nie powiedział, że powinienem się zaszczepić, nikt nie sprawdził, czy prawidłowo używam inhalatora, nikt nie wyjaśnił mi, jak mam stosować leki. Trudno oczekiwać zadowolenia z leczenia, jeśli chory nie otrzymuje podstawowych informacji potrzebnych do skutecznej terapii. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji.

Z perspektywy POZ edukacja również pozostaje jednym z największych wyzwań. Dr Krupa wskazał, że w czasie kilkunastominutowej wizyty pacjent rzadko przychodzi z jednym problemem. POChP konkuruje z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, receptami, skierowaniami i bieżącymi dolegliwościami. – Mamy bardzo dobre wytyczne postępowania w POChP i większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej je zna. Problem polega na tym, że pacjent rzadko przychodzi do lekarza z jednym problemem zdrowotnym. W czasie kilkunastominutowej wizyty trzeba zmierzyć się z wieloma chorobami i wieloma potrzebami chorego, a POChP jest często tylko jednym z kilku tematów wymagających omówienia.

Jednocześnie to właśnie lekarz rodzinny pozostaje najbliżej pacjenta. W zaostrzeniu chory często nie ma szans szybko dostać się do pulmonologa. Dlatego podstawowa opieka zdrowotna nie może traktować POChP jako problemu wyłącznie specjalistycznego. Jak podkreślił dr Krupa: – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może powiedzieć pacjentowi z POChP: proszę iść do pulmonologa, to nie moja sprawa. To właśnie lekarz POZ najczęściej jako pierwszy spotyka się z pacjentem, widzi jego zaostrzenia i problemy dnia codziennego. Musimy mieć kompetencje i poczucie odpowiedzialności, by pomóc choremu od razu, a dopiero później planować dalszą ścieżkę diagnostyczną czy specjalistyczną.

Nowoczesne leczenie POChP istnieje, ale wymaga dobrego doboru i monitorowania. Prof. Śliwiński podkreślił, że polscy pacjenci mają dostęp do wielu nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych, a medycyna coraz wyraźniej zmierza w stronę personalizacji leczenia. Polscy pacjenci mają dziś dostęp do bardzo nowoczesnego leczenia POChP. Dysponujemy wszystkimi najważniejszymi grupami leków rozszerzających oskrzela, zarówno jedno-, jak i dwuskładnikowymi, a także terapiami trójskładnikowymi. Problem nie polega więc na braku leków. Problem polega na właściwym doborze terapii do konkretnego pacjenta i odpowiednim wykorzystaniu dostępnych możliwości leczenia.

Szczególnie ważna staje się także identyfikacja pacjentów z komponentą zapalenia eozynofilowego, którzy mogą odnosić większe korzyści z leczenia przeciwzapalnego. Prof. Śliwiński zaznaczył – Dziś wiemy, że część pacjentów z POChP ma dodatkowo komponent zapalenia eozynofilowego, przypominającego mechanizmy obserwowane w astmie. Takich chorych możemy identyfikować między innymi dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem. To właśnie ta grupa odnosi największe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach.

Dodatkowe korzyści mogą przynosić również wybrane leki stosowane u pacjentów z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i częstymi zaostrzeniami, takie jak inhibitory fosfodiesterazy-4 czy niektóre leki mukolityczne i antyoksydacyjne. Ich zastosowanie jest uzależnione od indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta.

Nowym rozdziałem są terapie biologiczne dla wybranych chorych. Nie są przeznaczone dla wszystkich pacjentów z POChP, ale dla określonej grupy z zapaleniem typu drugiego i nasilonym ryzykiem zaostrzeń. – W ostatnich latach weszliśmy w zupełnie nowy etap leczenia POChP. Zarejestrowano pierwsze leki biologiczne przeznaczone dla pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa. Jednocześnie, jak dodaje ekspert: – Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii. – mówił Prof. Śliwiński.

Co trzeci respondent wskazał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

POChP wpływa nie tylko na układ oddechowy, ale również na zdrowie psychiczne i funkcjonowanie społeczne pacjentów. Jak podkreśla prof. Paweł Śliwiński – Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta.

Potwierdzają doświadczenia pacjentów z grupy wsparcia “POChP – To Się Leczy” – Pacjentom trudniej jest regularnie przyjmować leki, podejmować aktywność fizyczną, uczestniczyć w rehabilitacji oddechowej czy podejmować próby rzucenia palenia. Tymczasem właśnie te działania mają kluczowe znaczenie dla przebiegu choroby i jakości życia. Dlatego opieka nad pacjentem z POChP nie powinna ograniczać się wyłącznie do leczenia objawów ze strony układu oddechowego. Wsparcie psychologiczne, a w razie potrzeby także psychiatryczne, powinno być naturalnym elementem kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi. – zaznaczył Marek Kustosz.

Tylko 28% respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44% ocenia je jako przeciętne, a 28% jako złe lub bardzo złe.

53% respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25% chciałoby dowiedzieć się więcej o rozpoznawaniu zaostrzeń i sposobach reagowania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że koszty późnego rozpoznawania i niewystarczającej kontroli POChP ponosi zarówno pacjent, jak i cały system ochrony zdrowia. Jak przypomina prof. Piotr Dąbrowiecki POChP powoduje ogromne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Mówimy o setkach tysięcy porad, dziesiątkach tysięcy hospitalizacji i kilkunastu tysiącach zgonów rocznie. Koszty związane wyłącznie z POChP szacowane są na około 16 miliardów złotych. Temu można zapobiec – nie musi tak być.

Wyniki ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY pokazują, że nawet wśród pacjentów aktywnie poszukujących wiedzy i wsparcia nadal występują opóźnienia diagnostyczne, problemy edukacyjne i luki w opiece. To rodzi pytanie, jak wygląda sytuacja osób mniej świadomych swojej choroby. POChP nie zaczyna się bowiem w szpitalu, lecz znacznie wcześniej – od zignorowanej duszności, przewlekłego kaszlu, niewykonanej spirometrii czy uzależnienia od nikotyny, z którym pacjent pozostaje sam. I to właśnie na tym etapie system powinien działać najskuteczniej.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
 – Oddział Terapii Izotopowej to pierwszy w Polsce tak nowoczesny ośrodek integrujący zaawansowaną diagnostykę obrazową z terapią radioizotopową i umożliwiający prowadzenie spersonalizowanego leczenia zgodnie z najnowszymi światowymi standardami teranostyki. To właśnie teranostyka, łącząca diagnostykę i terapię „szytą na miarę” dla konkretnego pacjenta, jest dziś jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się kierunków współczesnej onkologii – podkreśla prof. dr hab. n. med. Daria Handkiewicz-Junak, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach.
22 czerwca br. Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach oddał do użytku Oddział Terapii Izotopowej Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej – kompleksowe centrum teranostyczne o strategicznym znaczeniu dla rozwoju nowoczesnej diagnostyki i leczenia nowotworów w Polsce. Inwestycja została zrealizowana w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), jako część projektu „Rozbudowa infrastruktury klinicznej medycyny nuklearnej, modernizacja wyposażenia diagnostycznego i rozszerzenie świadczeń chirurgii onkologicznej w leczeniu nowotworów ginekologicznych i narządu ruchu”.
 
 – Oddział Terapii Izotopowej to pierwszy w Polsce tak nowoczesny ośrodek integrujący zaawansowaną diagnostykę obrazową z terapią radioizotopową i umożliwiający prowadzenie spersonalizowanego leczenia zgodnie z najnowszymi światowymi standardami teranostyki. To właśnie teranostyka, łącząca diagnostykę i terapię „szytą na miarę” dla konkretnego pacjenta, jest dziś jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się kierunków współczesnej onkologii – podkreśla prof. dr hab. n. med. Daria Handkiewicz-Junak, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach.

Zakład Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej NIO w Gliwicach od lat należy do najważniejszych ośrodków referencyjnych w Polsce i Europie. Jest wiodącym w Polsce ośrodkiem leczenia raka tarczycy, pod którego opiekę trafia rocznie ponad 5000 pacjentów. Posiada status centrum doskonałości nadawany przez Europejskie Towarzystwo Nowotworów Neuroendokrynnych (ENETS) oraz należy do grona europejskich ośrodków eksperckich współtworzących sieci ENDO-ERN i EURACAN, powołanych przez Komisję Europejską w celu zapewnienia najwyższej jakości opieki pacjentom z rzadkimi chorobami onkologicznymi i nowotworowymi.
 
Jednym z filarów tej jednostki jest nowoczesne zaplecze diagnostyczne, którego nie powstydziłby się żaden z czołowych ośrodków europejskich. Cyfrowe systemy SPECT/CT oraz PET/CT umożliwiają precyzyjne obrazowanie zmian nowotworowych, znacząco poprawiają jakość obrazowania, skracają czas badań oraz ograniczają dawkę promieniowania nawet o połowę, zwiększając bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak i personelu. Jakość wykonywanych badań PET/CT potwierdza certyfikat EARL (EANM Researcg Ltd.) stanowiący europejski standard zapewnienia jakości i porównywalności badań obrazowych pomiędzy wiodącymi ośrodkami medycyny nuklearnej. Technologie te działają jak medyczna nawigacja nowej generacji – pozwalają lekarzom nie tylko dokładnie lokalizować ogniska choroby, ale także oceniać aktywność biologiczną nowotworu, monitorować skuteczność terapii i precyzyjnie planować dalsze leczenie. Dzięki temu pacjenci zyskują dostęp do diagnostyki i leczenia na poziomie najlepszych europejskich centrów medycyny nuklearnej.
 
Oddział Terapii Izotopowej Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej mieści się w specjalnie zaprojektowanym sześciokondygnacyjnym, w całości podpiwniczonym budynku o kubaturze ponad 28 tys. m sześc. i prawie 5 tys. m kw. powierzchni użytkowej, połączonym tunelem podziemnym i łącznikiem napowietrznym z budynkiem klinicznym. Znajdują się w nim nowoczesne gabinety lekarskie i zabiegowe wyposażone w wysokiej klasy aparaty USG, specjalistyczne strefy dla pacjentów oraz ciągi komunikacyjne zaprojektowane zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa radiologicznego oraz sale chorych z 65 łóżkami. Powstała również nowoczesna pracownia izotopowa klasy II wyposażona m.in. w komorę laminarną ze zintegrowanym miernikiem aktywności, licznik promieniowania gamma oraz spektrometr masowy umożliwiający zaawansowaną analizę parametrów biologicznych i monitorowanie skuteczności terapii radioizotopowych.
 
Zrealizowany w Gliwicach przez Mostostal Zabrze projekt obejmuje również wdrożenie zaawansowanego systemu oczyszczania, uniemożliwiającego przedostanie się izotopów do środowiska. Dodatkowo zaplanowano odrębny system dostaw izotopów promieniotwórczych, ograniczający ich kontakt z głównymi ciągami komunikacyjnymi dla pacjentów i personelu.
 
Rozbudowa infrastruktury wzmacnia potencjał naukowy gliwickiego oddziału Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.
Oddział Terapii Izotopowej Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej stanie się miejscem rozwoju innowacyjnych terapii radioizotopowych oraz badań klinicznych, dzięki którym pacjenci zyskają dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia dostępnych dotychczas jedynie  w wybranych ośrodkach Europy – podkreśla dr hab. n. med. Sławomir Blamek, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.
 
Powstające w Gliwicach centrum teranostyczne to nie tylko nowa infrastruktura i nowoczesny sprzęt. To jeden z najważniejszych kroków w rozwoju polskiej medycyny nuklearnej  i onkologii – inwestycja, która może zmienić sposób diagnozowania i leczenia nowotworów  w Polsce na kolejne dekady. Dzięki zastosowanym nowoczesnym rozwiązaniom gliwickie centrum będzie należało do jednych z najnowocześniejszych i najbezpieczniejszych ośrodków teranostycznych w Europie Środkowej.
 
Całkowity koszt projektu wyniósł ok. 145 mln zł. Z KPO Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach otrzymał na ten cel dofinansowanie w wysokości ok. 122,7 mln zł.

 
źródło: NIO-PIB w Gliwicach
Przyznanie statusu terapii przełomowej opiera się na analizie eksploracyjnej z badania klinicznego fazy 1b, która wykazała, że u części dzieci z SMA, wcześniej leczonych terapią genową i pozostających w suboptymalnym stanie klinicznym, po rozpoczęciu stosowania salanersenu doszło do spowolnienia neurodegeneracji oraz klinicznie istotnej poprawy funkcji ruchowych. Salanersen jest badanym oligonukleotydem antysensownym (ASO), podawanym raz w roku, który może w przyszłości stać się istotną opcją terapeutyczną w leczeniu SMA.
Biogen Inc. poinformował, że amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) przyznała salanersenowi status terapii przełomowej (Breakthrough Therapy Designation) w leczeniu rdzeniowego zaniku mięśni (SMA). Status terapii przełomowej to procedura, której celem jest przyspieszenie rozwoju i oceny leków przeznaczonych do leczenia ciężkich chorób, jeżeli wstępne dowody kliniczne wskazują, że dany lek może przynieść istotną poprawę względem dostępnej terapii w odniesieniu do klinicznie istotnego punktu lub punktów końcowych. Salanersen jest nowym, badanym oligonukleotydem antysensownym (ASO), który może oferować wysoką skuteczność w leczeniu SMA przy dawkowaniu raz w roku.
 
„Przyznanie salanersenowi przez FDA statusu terapii przełomowej potwierdza, że w obszarze rdzeniowego zaniku mięśni nadal istnieją niezaspokojone potrzeby i że można zrobić więcej dla osób dotkniętych tą chorobą” – powiedziała Diana Castro z Neurology Rare Disease Center w Flower Mound w Teksasie. „W badaniu klinicznym fazy 1b salanersenu obserwowaliśmy nieoczekiwaną poprawę w zakresie eksploracyjnych punktów końcowych u dzieci wcześniej leczonych terapią genową, które po otrzymaniu salanersenu uzyskały kluczowe funkcje, takie jak siedzenie i chodzenie. Z entuzjazmem patrzymy na potencjał salanersenu i chcemy wspierać rozwój programu fazy III.”
Decyzja FDA opiera się na danych z badania klinicznego fazy 1b salanersenu, które zostały niedawno zaprezentowane podczas konferencji 2026 Muscular Dystrophy Association (MDA) Clinical & Scientific Conference oraz 5th International Scientific Congress on SMA (SMA Europe 2026). Po rozpoczęciu stosowania salanersenu raz w roku u dzieci z SMA, u których odpowiedź na wcześniejszą terapię genową była suboptymalna, zaobserwowano klinicznie istotną poprawę funkcji ruchowych, a także spowolnienie neurodegeneracji mierzone obniżeniem poziomu neurofilamentów. Salanersen był ogólnie dobrze tolerowany w badaniu.

„Przyznanie statusu terapii przełomowej odzwierciedla dalsze zaangażowanie FDA w obszar SMA i uznanie dla potencjalnie istotnego wpływu, jaki może mieć salanersen” – powiedział Kenneth Hobby, prezes Cure SMA. „Potwierdza ono to, co społeczność SMA przekazała ostatnio Agencji: pilne, niezaspokojone potrzeby wciąż istnieją, a obiecujące terapie zasługują na szybką ścieżkę rozwoju.”  

„Przyznanie tego statusu odzwierciedla ocenę FDA, zgodnie z którą salanersen ma potencjał, aby wykazać istotną poprawę względem dostępnych terapii” – powiedziała dr farm. Stephanie Fradette, Head of the Rare Neurology Development Unit w Biogen. „To ważny kamień milowy dla naszego portfolio SMA w momencie, gdy rozwijamy badania fazy III, zaprojektowane tak, aby określić rolę salanersenu w przyszłym krajobrazie leczenia SMA.”

Program badań fazy III dla salanersenu obejmuje trzy globalne badania
STELLAR-1 (rekrutacja trwa) – badanie otwarte, które oceni działanie salanersenu u małych (poniżej 6. tygodnia życia), wcześniej nieleczonych i klinicznie przedobjawowych niemowląt, z genetycznie potwierdzonym rozpoznaniem SMA.
SOLAR (rekrutacja trwa) – badanie otwarte, które oceni działanie salanersenu u nastolatków i dorosłych (w wieku 15–60 lat) z SMA, którzy nie byli wcześniej leczeni, albo byli wcześniej leczeni rysdyplamem.
STELLAR-2 (rozpoczęcie rekrutacji planowane na czerwiec 2026 r.) – randomizowane badanie z podwójnie ślepą próbą, kontrolowane procedurą pozorowaną, które oceni działanie salanersenu po rozpoczęciu terapii około 6 miesięcy po podaniu onasemnogene abeparvovec-xioi u niemowląt z SMA, które otrzymały terapię genową w fazie przedobjawowej w wieku 6 tygodni lub wcześniej.
Więcej informacji o badaniach STELLAR-1 (NCT07221669), STELLAR-2 (NCT07444450) i SOLAR (NCT07444476) jest dostępnych w serwisie ClinicalTrials.gov.

Informacje o salanersenie
Salanersen (BIIB115) to nowatorski oligonukleotyd antysensowny (ASO), podawany dokanałowo, rozwijany w leczeniu SMA. Salanersen został zaprojektowany tak, aby korygować splicing pre-mRNA genu SMN2 i zwiększać produkcję białka SMN. Wyróżnia się nową chemią cząsteczki, która zwiększa siłę działania i może umożliwiać potencjalną wysoką skuteczność przy dawkowaniu raz w roku.
Salanersen jest oceniany w trzech globalnych badaniach fazy III, zaprojektowanych w celu oceny bezpieczeństwa i skuteczności dawki 80 mg podawanej raz w roku w szerokiej populacji osób żyjących z SMA. Biogen uzyskał od Ionis Pharmaceuticals, Inc. prawa do globalnego rozwoju, wytwarzania i komercjalizacji salanersenu. Salanersen został odkryty przez Ionis.

Wyniki badania klinicznego fazy 1b salanersenu
Badanie kliniczne fazy 1b objęło uczestników (n=24; w wieku od 0,5 do 12 lat), którzy otrzymali co najmniej 2 dawki salanersenu (40 mg lub 80 mg). Dawka 80 mg będzie dalej oceniana w badaniach fazy III.

U uczestników, którzy otrzymywali salanersen w dawce 40 mg i 80 mg oraz u których wyjściowo stwierdzono podwyższone stężenia lekkiego łańcucha neurofilamentu (NfL) – potencjalnego markera trwającej neurodegeneracji – po sześciu miesiącach zaobserwowano istotne obniżenie poziomu NfL (o 75%); redukcja ta utrzymywała się przez cały okres obserwacji. Wszyscy 24 uczestnicy leczeni salanersenem wykazali poprawę względem wartości wyjściowej w odniesieniu do co najmniej jednego punktu końcowego. Co istotne, 12 z 24 uczestników osiągnęło co najmniej jeden nowy kamień milowy rozwoju motorycznego według WHO, a wszyscy uczestnicy utrzymali kamienie milowe funkcji ruchowych udokumentowane na początku badania. Salanersen był ogólnie dobrze tolerowany zarówno w dawce 40 mg, jak i 80 mg w trwającym badaniu fazy I, a większość działań niepożądanych miała nasilenie łagodne do umiarkowanego. W momencie analizy najczęstszymi działaniami niepożądanymi w grupie 40 mg były zakażenie górnych dróg oddechowych i wymioty, natomiast w grupie 80 mg – gorączka i zakażenie górnych dróg oddechowych.

Informacje o rdzeniowym zaniku mięśni (SMA)
SMA jest rzadką, genetyczną chorobą nerwowo‑mięśniową, która dotyka osoby w każdym wieku. Charakteryzuje się utratą neuronów ruchowych w rdzeniu kręgowym i dolnej części pnia mózgu, co prowadzi do postępującego zaniku mięśni i osłabienia.1 Przyczyną SMA jest niedobór białka SMN (survival motor neuron), wynikający z uszkodzenia genu SMN1 lub jego braku, a nasilenie choroby może być różne.1 Niektóre osoby z SMA nigdy nie osiągają zdolności siedzenia; niektóre potrafią siedzieć, ale nigdy nie chodzą; jeszcze inne chodzą, lecz z czasem mogą utracić tę zdolność.2  Bez leczenia dzieci z najcięższą postacią SMA zazwyczaj nie dożywają drugiego roku życia. 1  
SMA dotyczy około 1 na 10 000 żywych urodzeń,3-6 jest jedną z głównych genetycznych przyczyn zgonu niemowląt 7 i powoduje różny stopień niepełnosprawności u nastolatków i dorosłych.2
 
Informacje o Biogen
Założona w 1978 roku firma Biogen jest wiodącą firmą biotechnologiczną i pionierem w dziedzinie innowacyjnych rozwiązań naukowych, mającą na celu dostarczanie nowych leków, które zmieniają życie pacjentów i tworzą wartość dla akcjonariuszy i społeczności. W naszych działaniach wykorzystujemy głębokie zrozumienie ludzkiej biologii i stosujemy różne rozwiązania, aby opracowywać przełomowe terapie lub rozwiązania, zapewniające lepsze wyniki leczenia. Nasze podejście opiera się na podejmowaniu odważnego ryzyka, zbilansowanego zwrotem z inwestycji dla zapewnienia długoterminowego wzrostu.
 
Referencje:
  1. National Institute of Neurological Disorders and Stroke, NIH. Spinal Muscular Atrophy Fact Sheet. https://www.ninds.nih.gov/Disorders/Patient-Caregiver-Education/Fact-Sheets/Spinal-Muscular-Atrophy-Fact-Sheet. Dostęp: marzec 2026.
  2. Wadman RI, Wijngaarde CA, Stam M, et al. Muscle strength and motor function throughout life in a cross-sectional cohort of 180 patients with spinal muscular atrophy types 1c–4. Eur J Neurol. 2018;25(3):512-518.
  3. Arkblad E, Tulinius M, Kroksmark AK, Henricsson M, Darin N. A population-based study of genotypic and phenotypic variability in children with spinal muscular atrophy. Acta Paediatr. 2009 May;98(5):865-72. doi: 10.1111/j.1651-2227.2008.01201.x. Epub 2009 Jan 20. 
  4. Jedrzejowska M, Milewski M, Zimowski J, Zagozdzon P, Kostera-Pruszczyk A, Borkowska J, Sielska D, Jurek M, Hausmanowa-Petrusewicz I. Incidence of spinal muscular atrophy in Poland–more frequent than predicted? Neuroepidemiology. 2010;34(3):152-7. doi: 10.1159/000275492. Epub 2010 Jan 15.
  5. Prior TW, Snyder PJ, Rink BD, Pearl DK, Pyatt RE, Mihal DC, Conlan T, Schmalz B, Montgomery L, Ziegler K, Noonan C, Hashimoto S, Garner S. Newborn and carrier screening for spinal muscular atrophy. Am J Med Genet A. 2010 Jul;152A(7):1608-16. doi: 10.1002/ajmg.a.33474.
  6. Sugarman EA, Nagan N, Zhu H, Akmaev VR, Zhou Z, Rohlfs EM, Flynn K, Hendrickson BC, Scholl T, Sirko-Osadsa DA, Allitto BA. Pan-ethnic carrier screening and prenatal diagnosis for spinal muscular atrophy: clinical laboratory analysis of >72,400 specimens. Eur J Hum Genet. 2012 Jan;20(1):27-32. doi: 10.1038/ejhg.2011.134. Epub 2011 Aug 3.
  7. Kolb SJ, Coffey CS, Yankey JW, et al. Natural history of infantile-onset spinal muscular atrophy. Ann Neurol. 2017;82(6):883-891. doi:10.1002/ana.25101.
 
źródło: Biogen

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii (10 czerwca 2026 r.), klinicyści oraz przedstawiciele pacjentów przedstawili obraz ścieżki diagnostycznej chorych na raka płuca w Polsce. Choć nowoczesna medycyna oferuje terapie, które zmieniają oblicze tej choroby, a od października ma w Polsce funkcjonować ogólnopolski program przesiewy z zastosowaniem NDTK, to systemowe opóźnienia i brak powszechnego dostępu do zaawansowanych badań predykcyjnych sprawiają, że wielu pacjentów traci i będzie nadal tracić szanse na optymalne leczenie, jeśli nic się nie zmieni.

Gdzie system i pacjent tracą czas?
Jednym z najbardziej wybrzmiewających punktów dyskusji był czas trwania diagnostyki. Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, wskazał, że mediana czasu od pierwszego zgłoszenia się pacjenta do lekarza POZ do podjęcia decyzji o leczeniu wynosi obecnie ok. trzy miesiące.  Perspektywa organizacji pacjenckich jest jednak jeszcze bardziej alarmująca. Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji raka płuca z Fundacji TO SIĘ LECZY określiła te trzy miesiące jako termin „bardzo optymistyczny”. Z jej doświadczeń w pracy z tysiącami chorych wynika, że realny czas od pierwszych objawów do rozpoznania wynosi od sześciu miesięcy do nawet roku. Pacjenci często miesiącami są leczeni na nawracające infekcje, nie otrzymując skierowania na badania obrazowe, a gdy już trafią do specjalisty, czekają kolejne tygodnie na opisy badań obrazowych czy wyniki histopatologii. „Dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których 28-dniowa ważność badania tomografii komputerowej wygasa, zanim pacjent dotrze na biopsję, co zmusza go do powrotu na początek kolejki – podkreślała Aleksandra Wilk.

Poznanie biologii nowotworu przyniosło nowe możliwości leczenia

Prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, podkreślił, że w leczeniu raka płuca dokonał się cywilizacyjny przełom, który nie wynika z postępów w chemioterapii, radioterapii czy chirurgii, gdzie – jak zaznaczył „To leki immunokompetentne, czyli immunoterapia i leki ukierunkowane molekularnie, zmieniły świat naszych chorych”. Ekspert zaznaczył, że fundamentem sukcesu jest ścisła współpraca z patomorfologiem, który musi otrzymać materiał wysokiej jakości, by postawić konkretne rozpoznanie, na podstawie którego diagności genetyczni wykonają badania molekularne – predykcyjne. Niestety, mimo że sekwencjonowanie następnej generacji (NGS) jest od lat uznawane za podstawową metodę diagnostyki genetycznej w raku płuca, to stosowana jest u mniej niż 50% chorych w Polsce.

Pacjenci bez badań genetycznych to wciąż polska rzeczywistość
Dane przedstawione przez prof. Artura Kowalika, Kierownika Zakładu Diagnostyki Molekularnej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii, obnażają skalę niewydolności systemu. W 2024 roku ponad jednej trzeciej chorych (ok. 42%) z niedrobnokomórkowym rakiem płuca nie zaproponowano żadnych badań genetycznych. Tylko 35% pacjentów miało wykonane badanie metodą NGS. Ekspert ostrzegł, że sytuacja nie ulegnie poprawie, jeśli pacjenci nie będą trafiać do ośrodków, które są w stanie zaoferować im pełną i sprawną diagnostykę.

Uczestnicy dyskusji zwracali uwagę także na potrzebę dostępu do kompleksowego profilowania genomowego (CGP NGS) oraz tzw. płynnej biopsji. Testy jednogenowe zużywają szybko materiał tkankowy, który często nie starcza na kolejne badania genetyczne „W przypadku braku tkanki moglibyśmy wykonywać zaawansowane badania genetyczne metodą płynnej biopsji, ale nie ma obecnie refundacji takiego świadczenia, dlatego od dłuższego już czasu apelujemy o jego wprowadzenie. Mógłby powstać analogiczny produkt do tego wdrożonego w ubiegłym roku dla nowotworów BRCA-zależnych”. – wskazywał dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej. Zapotrzebowanie na takie badania szacowane jest na ok. 2000 rocznie.

CGP to najbardziej zaawansowany test genetyczny, który pozwala ocenić cały profil molekularny raka płuca, identyfikując nawet kilkaset mutacji jednocześnie. Skuteczność takiego panelu jest o około 30% wyższa w porównaniu do małych paneli NGS i pozwala zidentyfikować rzadkie zmiany genetyczne, które kwalifikują pacjentów do innowacyjnych badań klinicznych. Zamiast wykonywać testy sekwencyjnie (jeden po drugim), co zużywa cenny materiał tkankowy i zabiera czas – CGP daje pełen obraz przy jednej analizie. Nie jest to rozwiązanie, które ma być stosowane powszechnie, ale powinno być dostępne dla wybranej grupy pacjentów, zwłaszcza w zaawansowanych stadiach nowotworu. Eksperci szacują, że zapotrzebowanie na takie badania wynosi ok. 3000 rocznie.

Istotnym elementem skrócania czasu diagnostyki oprócz niepotrzebnej kaskadowości badań jest konieczność wdrożenia standardu zlecania jednoczasowego (warunkowego) skierowania na badania genetyczne.

Dr Piotr Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Patologów wskazał, że ta luka organizacyjna marnuje czas patomorfologa. Obecny system zmusza patomorfologów do wykonywania tej samej pracy dwukrotnie. Patomorfolog najpierw analizuje preparaty, aby postawić rozpoznanie histopatologiczne. Jeśli skierowanie na badania genetyczne dociera dopiero później, lekarz patomorfolog musi po kilku dniach wrócić do tych samych preparatów, wyszukać je w archiwum i ponownie ocenić, który z nich jest najlepszy do dalszej diagnostyki molekularnej. Można powiedzieć, że de facto materiał ponownie przechodzi przez proces diagnostyczny, co generuje ogromną stratę czasu, dla pacjenta który oczekuje na wdrożenie leczenia. Dr Wiśniewski zwrócił też uwagę, że w wielu ośrodkach nie wykonuje się badań immunohistochemicznych (takich jak PD-L1) z powodu braku ich odrębnego finansowania.

Sytuację potwierdziła Aleksandra Wilk, która przytaczała indywidualne przykłady pacjentów, którym pomaga przejść przez system diagnostyki i leczenia. Miejsce zamieszkania nadal ma znaczenie, czy i jakie badania chory będzie miał wykonane. „Kluczowe znaczenie przy kwalifikacji pacjenta do programu lekowego ma fakt, czy miał on wykonane badania statusu ekspresji białka PD-L1 oraz badania genetyczne. Niestety wiele z nich nie ma odrębnej wyceny i część ośrodków ich nie zleca, bo nie chce brać kosztów na siebie. – mówiła Aleksandra Wilk. Pacjenci często krążą od ośrodka do ośrodka, sami przewożą bloczki parafinowe, wykonują badania prywatnie. Traci się wówczas cenny czas, a wiele możliwości skutecznego leczenia „ucieka” bezpowrotnie.

Podsumowując spotkanie, uczestnicy apelowali o sprawne wdrożenie ogólnopolskiego programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, który ma ruszyć 1 października 2026 r. oraz Lung Cancer Unitów (zespołów kompetencji), które jako jedyne mogą zagwarantować, że pacjent nie zgubi się w systemie i otrzyma optymalną diagnostykę i leczenie oparte na aktualnych wytycznych. Prof. Maciej Krzakowski, przywołał badania z USA, które udowodniły, że kompleksowe leczenie w unitach narządowych daje o 20 punktów procentowych lepsze wyniki przeżyć niż leczenie rozproszone. Jak wskazywał, argumentów za wprowadzeniem Lung Cancer Units jest więcej. Po pierwsze przyspieszenie ścieżki diagnostycznej pacjentów, realizacja świadczeń według wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego, podstawą leczenia są MDT zespoły wielodyscyplinarne, optymalne wykorzystanie możliwości leczenia skojarzonego, monitorowanie jakości leczenia oraz lepsza opieka po leczeniu, w tym rehabilitacja (fizyczna, psychiczna i społeczna).

Nowoczesna torakochirurgia i leczenie okołooperacyjne zwiększają szanse na całkowite wyleczenie

Choć leczenie operacyjne dotyczy jedynie części chorych, to właśnie pacjenci kwalifikujący się do zabiegu mają największe szanse na wieloletnie przeżycie i wyleczenie. Dzięki rozwojowi leczenia okołooperacyjnego coraz więcej osób z bardziej zaawansowaną chorobą może dziś zostać zakwalifikowanych do operacji, a wyniki leczenia są coraz lepsze. Eksperci podkreślali jednak, że nowoczesna torakochirurgia wymaga odpowiednich inwestycji. W ostatnich latach polskie ośrodki bardzo dynamicznie rozwinęły techniki małoinwazyjne i robotyczne, które pozwalają ograniczać uraz operacyjny, skracać hospitalizację i przyspieszać powrót pacjentów do aktywności. To kierunek, od którego światowa chirurgia już nie odchodzi.

Jednocześnie środowisko torakochirurgów wyraża obawy związane z planowanymi zmianami w finansowaniu procedur. Ograniczanie wyceny leczenia operacyjnego mogłoby utrudnić dalszy rozwój nowoczesnych metod chirurgicznych, mimo że to właśnie operacja pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia raka płuca u pacjentów z chorobą wykrytą na odpowiednim etapie.

Prof. Paweł Rybojad, prezes elekt Krajowej Rady Torakochirurgów, z Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, zwracał uwagę, że polska torakochirurgia od lat rozwija nowoczesne techniki małoinwazyjne, mimo że ich finansowanie nie nadąża za postępem medycyny. „Tak jak torakochirurdzy rozwinęli techniki małoinwazyjne, to myślę, że moglibyśmy się chwalić tym na całym świecie, jak szybko te techniki zostały wprowadzone w Polsce. Zostało to osiągnięte dzięki zaangażowaniu torakochirurgów, mimo że technologia ta nie została lepiej wyceniona i jest finansowana tak samo jak klasyczne operacje, choć jest od nich znacznie droższa.”

Ekspert podkreślał również, że podobna sytuacja dotyczy chirurgii robotowej, która w wielu krajach staje się standardem leczenia wybranych pacjentów z rakiem płuca. Niestety, obecnie zabiegi w torakochirurgii wykonywane w asyscie robotów nie posiadają odrębnego finansowania, mimo że wymagają kosztownego sprzętu i są naturalnym kierunkiem rozwoju nowoczesnej chirurgii klatki piersiowej. Zdaniem ekspertów dalszy rozwój tej technologii powinien być wspierany przez system, a nie hamowany przez bariery finansowe.

Podczas posiedzenia zwracano również uwagę na problemy kadrowe. Średni wiek torakochirurgów w Polsce stale rośnie, a liczba lekarzy rozpoczynających specjalizację pozostaje niewystarczająca. Bez działań wspierających rozwój tej dziedziny w kolejnych latach może zabraknąć specjalistów wykonujących najbardziej skomplikowane operacje klatki piersiowej.

Tomasz Kuleta z Ministerstwa Zdrowia wskazywał, iż Polska będzie czwartym krajem w Europie wdrażającym programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, co ma pozwolić na wykrywanie nowotworu na etapie, gdy jest on jeszcze operacyjny.  Zapowiedział także, że projekt rozporządzenia dot. Centrów Kompetencji Raka Płuca tzw.  Lung Cancer Unitów (LCU) ma zostać skierowany do konsultacji publicznych w trzecim kwartale 2026 roku. Lung Cancer Unity mają zapewnić kompleksową opiekę (diagnostykę, leczenie, rehabilitację). Ministerstwo Zdrowia nie przedstawiło informacji dot. terminów i zaawansowania prac nad innymi wskazywanymi przez ekspertów problemami.

 
żródło: Sejm RP, TSL
Mimo że rak prostaty jest najczęściej diagnozowanym nowotworem u mężczyzn, wiedza na temat podstawowych badań profilaktycznych wciąż pozostaje niewystarczająca. Z badania „Prostata na prostej”, przeprowadzonego na zlecenie firmy Bayer, wynika, że mniej niż połowa mężczyzn słyszała o badaniu PSA, a jedną z głównych barier profilaktyki pozostaje przekonanie, że bez objawów nie ma potrzeby wykonywania badań. Respondenci przyznają również, że obawiają się diagnozy, a po uzyskaniu niepokojącego wyniku oczekują przede wszystkim jasnych informacji o dalszej diagnostyce, możliwościach leczenia oraz wsparcia w podejmowaniu decyzji zdrowotnych.
Rak prostaty należy do najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn, a czerwiec – m.in. za sprawą Ogólnopolskiego Dnia Świadomości Raka Prostaty, obchodzonego 23.06 – jest okazją do rozmowy o profilaktyce i wcześniejszej diagnostyce. Punktem wyjścia dyskusji mogą być wyniki badania opinii publicznej „Prostata na prostej”, zrealizowanego na zlecenie Bayer. Pokazują one, że wielu mężczyzn w Polsce nadal nie zna podstawowego badania profilaktycznego PSA, obawia się diagnozy i chce otrzymać konkretne, praktyczne informacje o dalszych krokach w przypadku niepokojącego wyniku.

Najważniejsze wyniki badania „Prostata na prostej”

 
„Wyniki badania jasno pokazują, że sama zachęta do profilaktyki nie wystarcza. Mężczyźni potrzebują także prostych, praktycznych informacji o tym, co oznacza ‘niepokojący wynik’ i jakie mogą być kolejne kroki – oraz poczucia, że nie zostają z tym sami” – mówi Aleksandra Mrowiec, szefowa komunikacji Bayer w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Skoro nie ma objawów, nie trzeba się badać” – najczęstsza bariera profilaktyki

Badanie „Prostata na prostej” wskazuje, że największą przeszkodą w profilaktyce prostaty jest przekonanie, że badania wykonuje się dopiero wtedy, gdy pojawiają się objawy. Tymczasem rak prostaty przez długi czas może rozwijać się bezobjawowo, a pierwsze dolegliwości bywają zauważane dopiero w późniejszym etapie choroby.

„Dlatego kluczowe znaczenie ma profilaktyka i regularne wykonywanie badania PSA: prostego badania krwi, które może pomóc wykryć nowotwór na wczesnym etapie” – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Radziszewski, urolog. – „Skrót PSA pochodzi od angielskiego „Prostate-Specific Antigen“ i oznacza białko produkowane przez prostatę. Jego podwyższony poziom nie zawsze oznacza chorobę nowotworową, ale może być sygnałem zmian wymagających dalszej diagnostyki. Zawsze po wykonaniu badania PSA konieczna jest wizyta u urologa, aby prawidłowo zinterpretować wynik.”

Choroba przewlekła – nie wyrok: jak Polacy postrzegają raka prostaty

Badanie pokazuje, że w społecznej świadomości dominuje przekonanie o możliwości skutecznego leczenia: rak prostaty częściej kojarzy się z chorobą uleczalną (53 proc.) i przewlekłą (20 proc.) niż z wyrokiem (12 proc.).

Z wyrokiem utożsamiają tę chorobę najczęściej osoby młode. Mniej lękowe postrzeganie rośnie wraz z wiekiem, a wśród mężczyzn – także wraz z kontaktem z profilaktyką (wykonywaniem badania PSA).

Postępy współczesnej medycyny w ostatnich latach zmieniają rokowania w raku prostaty. W wielu przypadkach możliwe jest skuteczne leczenie lub wieloletnie kontrolowanie choroby przy jednoczesnym utrzymaniu dobrej jakości życia i codziennej aktywności pacjentów.

„Przy podejrzeniu raka prostaty warto jak najszybciej zgłosić się do specjalisty: im lepsza jest ogólna kondycja pacjenta, tym większe są możliwości leczenia“ – mówi prof. dr hab. n. med. Paweł Wiechno, onkolog. „- Współczesna terapia raka prostaty opiera się na indywidualnym doborze metod leczenia, z uwzględnieniem stanu zdrowia pacjenta, chorób współistniejących oraz stylu życia. Obok radykalnego leczenia chirurgicznego i radioterapii stosowane są w leczeniu choroby zaawansowanej nowoczesne terapie hormonalne i chemioterapia. Jednym z najważniejszych elementów pozostaje dziś utrzymanie jakości życia chorego“.

Mężczyźni potrzebują rozmowy, informacji i poczucia bezpieczeństwa

Z perspektywy respondentów kluczowe są jasne, praktyczne informacje: omówienie dostępnych opcji diagnostyki i leczenia (51 proc.), wyjaśnienie sytuacji medycznej (48 proc.) oraz informacja o skuteczności leczenia (47 proc.). Dla wielu mężczyzn – szczególnie starszych – istotne jest również to, czy choroba wpłynie na codzienne życie, samodzielność i jakość funkcjonowania.

 
Badanie pokazuje, że trudne emocje pojawiają się często jeszcze przed postawieniem diagnozy. Skierowanie do onkologa najczęściej budzi niepewność (49 proc.), obawę przed diagnozą (47 proc.) i strach (42 proc.). Jednocześnie respondenci wskazują, że wsparciem w podjęciu decyzji o konsultacji u onkologa mogłaby być możliwość rozmowy z innym lekarzem oraz dostęp do większej ilości informacji o raku prostaty (po 39 proc.), a także wsparcie emocjonalne ze strony bliskich (35 proc.).

„W Fundacji OnkoCafe od lat rozmawiamy z pacjentami z rakiem prostaty i ich bliskimi. Mężczyźni coraz częściej chcą rozumieć swoją chorobę, etapy leczenia i możliwości współpracy z lekarzami, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa i wpływ na proces terapii“ – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe Razem Lepiej. – „Z perspektywy pacjentów ważne jest zarówno skuteczne leczenie, jak to jak czują się na co dzień – czy mają siłę spotkać się z rodziną, wyjść z domu i zachować niezależność. Jakość życia jest dla nich równie ważna jak jego długość. Dlatego pacjenci potrzebują dziś zarówno nowoczesnych terapii, doskonałej organizacji opieki onkologicznej, jak i dobrej rozmowy, jasnych informacji i kompleksowego wsparcia na każdym etapie leczenia“.

Pierwszy krok: regularne badania i rozmowa z lekarzem

Eksperci podkreślają znaczenie regularnych badań profilaktycznych, w tym badania PSA, szczególnie po 50. roku życia oraz wcześniej w przypadku historii raka prostaty w rodzinie. Warto regularnie – nie tylko w razie niepokojących objawów – konsultować się z urologiem.

Badanie „Prostata na prostej” wskazuje także na rolę kobiet w motywowaniu mężczyzn do profilaktyki: 54 proc. respondentek deklaruje, że zachęcała bliskiego mężczyznę do badań. To pokazuje, że rozmowa w domu i wsparcie najbliższych mogą być pierwszym impulsem do zgłoszenia się do lekarza.

Źródło: inf pras

Warszawski Uniwersytet Medyczny umocnił swoją pozycję w gronie najlepszych uczelni świata. W najnowszym rankingu Center for World University Rankings (CWUR) na 2026 rok WUM zajął 908. miejsce na świecie, poprawiając ubiegłoroczny wynik o osiem pozycji. Oznacza to, że uczelnia znajduje się wśród najlepszych 4,3 proc. spośród ponad 21 tys. ocenianych uniwersytetów globalnie. WUM uplasował się również na 335. miejscu w Europie, 9. miejscu w Polsce oraz 867. miejscu na świecie pod względem osiągnięć naukowych.
Center for World’s University Rankings oceniło 21291 uniwersytetów na świecie. Ranking opiera się na metodologii, która nie bierze pod uwagę ankiet przygotowywanych przez uczelnie, jak ma to miejsce w przypadku innych zestawień.

CWUR wykorzystuje siedem obiektywnych i kluczowych wskaźników pogrupowanych w cztery obszary:

1) Edukacja: na podstawie sukcesów akademickich absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
2) Zatrudnienie absolwentów: na podstawie sukcesów zawodowych absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
3) Kadra naukowa: mierzona liczbą pracowników naukowych, którzy otrzymali najwyższe wyróżnienia naukowe (10%)
4) Badania:
W Polsce pierwsze miejsce przypadło Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, drugie Warszawskiemu, a trzecie AGH.
Wśród monoprofilowych uczelni medycznych w pierwszej dziesiątce jest WUM (9 miejsce) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (8).

Pełen ranking CWUR znajduje się tu:

https://cwur.org/2026.php

Awans Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rankingu CWUR potwierdza rosnącą pozycję uczelni zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. Szczególne znaczenie ma fakt, że ranking opiera się na obiektywnych wskaźnikach związanych z jakością kształcenia, osiągnięciami absolwentów, potencjałem naukowym oraz wpływem prowadzonych badań. Wynik WUM pokazuje, że polskie uczelnie medyczne skutecznie konkurują z najlepszymi ośrodkami akademickimi na świecie, a rozwój działalności naukowej i edukacyjnej przekłada się na coraz silniejszą pozycję polskiej medycyny i nauki w międzynarodowym środowisku akademickim.

Źródło: inf pras

Cyberzagrożenia w ochronie zdrowia rosną wręcz geometrycznie. W 2025 roku CSIRT CeZ obsłużył 1441 incydentów bezpieczeństwa, co oznacza wzrost o ponad 60% rok do roku. Najnowsza publikacja Raport 2025 CSIRT CeZ „Krajobraz cyberbezpieczeństwa w sektorze ochrony zdrowia” pokazuje skalę wyzwań, z jakimi mierzy się sektor oraz wskazuje kluczowe kierunki wzmacniania odporności cyfrowej placówek medycznych.  

Statystyki incydentów w sektorze ochrony zdrowia

Zdecydowanie dominują oszustwa komputerowe (580 przypadków) oraz podatne usługi (344), które razem stanowią największą część wszystkich odnotowanych zdarzeń (64%). W dalszej kolejności pojawiają się kategorie o średniej liczbie zgłoszeń, takie jak wycieki poświadczeń (148), szkodliwe oprogramowanie (146) oraz obraźliwe i nielegalne treści (74). Główną przyczyną wielu zdarzeń są coraz bardziej zaawansowane kampanie phishingowe,  kierowane bezpośrednio do personelu medycznego. Często wykorzystują wizerunek instytucji publicznych i stanowią realne zagrożenie dla bezpieczeństwa danych i ciągłości świadczeń zdrowotnych.

CSIRT CeZ podkreśla, że cyberbezpieczeństwo w ochronie zdrowia ma dziś znaczenie krytyczne, ponieważ naruszenia systemów mogą bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo pacjentów i funkcjonowanie placówek. Odpowiedzią na te wyzwania jest nie tylko rozwój technologii, lecz także wzmacnianie procesów organizacyjnych, edukacja użytkowników oraz wdrażanie standardów wynikających m.in. z dyrektywy NIS2.  

Wyniki ankiety  

Raport prezentuje również wyniki badań sektora. CSIRT CeZ wskazuje na rosnącą świadomość cyberbezpieczeństwa, ale jednocześnie identyfikuje istotne luki m.in. w zakresie zarządzania ryzykiem, wdrażania polityk bezpieczeństwa czy szkoleń kadry zarządzającej.  

Mimo że 76% jednostek deklaruje wdrożenie systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji, ponad 28% nie posiada opublikowanej polityki bezpieczeństwa, a ok. 29% dyrektorów ankietowanych placówek nie dokonuje regularnych przeglądów oceny ryzyka. Jednocześnie widać poprawę w obszarze kompetencji kadry zarządzającej: w 2025 roku 42% dyrektorów uczestniczyło w szkoleniach z zakresu cyberbezpieczeństwa (wzrost względem lat ubiegłych). W odpowiedzi na widoczne potrzeby sektora Centrum e‑Zdrowia rozwija działania edukacyjne, w tym bezpłatne szkolenia dla kadry zarządzającej w ramach Akademii CeZ.

Rozwój CSIRT CeZ

CSIRT CeZ konsekwentnie wzmacnia swoje zdolności operacyjne i przygotowuje się do obsługi rosnącej liczby incydentów oraz rozszerzenia zakresu obowiązków wynikających z nowych regulacji, w tym nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Planowane działania obejmują m.in. rozwój kompetencji zespołu, wdrożenie pracy w trybie całodobowym (24/7), rozbudowę zaplecza technicznego oraz narzędzi analitycznych, a także uruchomienie nowych inicjatyw wspierających sektor, takich jak platformy szkoleniowe czy projekty reagowania kryzysowego (np. „Cyberkaretka”).

Istotnym elementem rozwoju jest również intensyfikacja współpracy krajowej i międzynarodowej oraz rozwój działań edukacyjnych i prewencyjnych. CSIRT CeZ pełni rolę praktycznego partnera dla podmiotów ochrony zdrowia, czyli nie tylko reaguje na incydenty, lecz także wspiera sektor w budowaniu długofalowej odporności poprzez rekomendacje, analizy zagrożeń, wymianę informacji oraz działania podnoszące świadomość i rozwój kompetencji w obszarze cyberbezpieczeństwa. 

źródło: Centrum e-Zdrowia

Każdego roku przemysł farmaceutyczny generuje tysiące ton niebezpiecznych odpadów chemicznych, których neutralizacja wiąże się z wysokimi kosztami i emisją zanieczyszczeń. W odpowiedzi na rosnące wyzwania środowiskowe naukowcy poszukują bardziej zrównoważonych metod produkcji leków. Nad jednym z takich rozwiązań pracuje mgr inż. Aleksandra Rudzka, stypendystka 25. edycji programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki w kategorii doktoranckiej, która bada wykorzystanie enzymów do tworzenia nowoczesnych i ekologicznych procesów chemicznych.
Stypendystka programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki opracowuje nowoczesne metody syntezy leków z wykorzystaniem enzymów – naturalnych katalizatorów, które pozwalają prowadzić reakcje chemiczne szybciej, selektywniej i przy znacznie mniejszym obciążeniu dla środowiska.
 
Farmaceutyczne odpady rosną szybciej niż możliwości ich neutralizacji
Produkcja leków należy dziś do najbardziej obciążających środowisko gałęzi przemysłu chemicznego. Procesy syntezy farmaceutyków wymagają wykorzystania ogromnych ilości rozpuszczalników i reagentów chemicznych, a ich efektem są tysiące ton odpadów, z których znaczna część klasyfikowana jest jako niebezpieczna.

W 2023 roku aż 70,4% odpadów generowanych przez przemysł farmaceutyczny stanowiły odpady niebezpieczne i prognozuje się, że wskaźnik ten utrzyma pozycję aż do 2033 roku[1]. Ich utylizacja jest nie tylko kosztowna – szacuje się, że neutralizacja odpadów medycznych i farmaceutycznych kosztuje nawet o 119% więcej niż utylizacja zwykłych odpadów o tej samej masie[2] – ale często wymaga również spalania w wysokich temperaturach, co wiąże się z emisją zanieczyszczeń oraz powstawaniem toksycznych produktów ubocznych. Rosnąca skala produkcji leków sprawia, że naukowcy coraz intensywniej poszukują bardziej zrównoważonych metod prowadzenia syntezy chemicznej.
 
Enzymy zamiast toksycznych reagentów
Badania mgr inż. Aleksandry Rudzkiej koncentrują się na wykorzystaniu biokatalizy, czyli prowadzeniu reakcji chemicznych z udziałem enzymów – naturalnych katalizatorów obecnych w organizmach żywych.

W przeciwieństwie do tradycyjnych metod chemicznych enzymy działają w łagodniejszych warunkach, nie wymagają stosowania wielu toksycznych substancji i pozwalają ograniczyć ilość odpadów powstających podczas produkcji. Dodatkowo cechują się bardzo wysoką selektywnością, dzięki czemu możliwe jest precyzyjne otrzymywanie pożądanych związków chemicznych.
Szczególnym obszarem zainteresowań badaczki jest synteza chiralnych bloków budulcowych – związków niezwykle ważnych w produkcji leków, ponieważ często tylko jedna z ich form przestrzennych wykazuje odpowiednie działanie biologiczne.
 
Zielona chemia przyszłości
Biokataliza jest obecnie uznawana za jedno z najbardziej perspektywicznych narzędzi zielonej chemii. Dzięki wykorzystaniu enzymów możliwe staje się projektowanie procesów chemicznych, które są jednocześnie wydajne, bezpieczniejsze i bardziej przyjazne środowisku.

Badania prowadzone przez mgr inż. Aleksandrę Rudzką pokazują, że nawet niewielkie zmiany w budowie enzymów lub warunkach reakcji mogą znacząco wpływać na skuteczność całego procesu. Lepsze zrozumienie tych mechanizmów może w przyszłości przyspieszyć rozwój nowoczesnych technologii produkcji leków i ograniczyć środowiskowe koszty działalności przemysłowej.
 
Nauka w służbie środowiska
Światowy Dzień Środowiska przypomina, że rozwój nowoczesnych technologii powinien iść w parze z odpowiedzialnością za środowisko naturalne. Badania prowadzone przez mgr inż. Aleksandrę Rudzką pokazują, że możliwe jest tworzenie skutecznych metod produkcji leków przy jednoczesnym ograniczaniu ilości toksycznych odpadów i zużycia niebezpiecznych substancji chemicznych.

Rozwijanie ekologicznych procesów chemicznych może w przyszłości pomóc nie tylko zmniejszyć wpływ przemysłu farmaceutycznego na środowisko, ale również zwiększyć bezpieczeństwo produkcji i obniżyć koszty związane z utylizacją niebezpiecznych odpadów.
 
***
O stypendystce programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki  
Mgr inż. Aleksandra Rudzka specjalizuje się w biokatalizie, koncentrując swoje badania na wykorzystaniu enzymów w reakcjach chemicznych o znaczeniu przemysłowym i farmaceutycznym. Jej kariera naukowa rozpoczęła się na Politechnice Warszawskiej, gdzie w 2020 roku ukończyła studia inżynierskie na kierunku Biotechnologia. Następnie kontynuowała edukację na tej samej uczelni, uzyskując w 2021 roku tytuł magistra inżyniera ze specjalnością Leki i Kosmetyki.

Od 2021 roku jest związana z Katedrą Biotechnologii Środków Leczniczych i Kosmetyków Politechniki Warszawskiej, gdzie prowadzi badania nad wykorzystaniem enzymów jako selektywnych i zrównoważonych narzędzi w syntezie związków bioaktywnych, w tym leków i półproduktów farmaceutycznych.

Uczestniczyła w realizacji projektów badawczych finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki oraz program IDUB Politechniki Warszawskiej, w ramach których rozwija nowe systemy biokatalityczne i bada ich zastosowanie w syntezie organicznej. Obecnie jest wykonawczynią w projekcie Opus finansowanym przez NCN.
 
Jej dorobek naukowy obejmuje 9 publikacji w renomowanych czasopismach naukowych, takich jak Angewandte Chemie International Edition oraz ACS Catalysis, a wyniki swoich badań prezentowała na 14 międzynarodowych konferencjach naukowych poświęconych biokatalizie i chemii medycznej.

O programie L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki  
Celem programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki prowadzonego w Polsce od 2001 roku jest promowanie osiągnięć naukowych utalentowanych badaczek, zachęcanie ich do kontynuacji prac zmierzających do rozwoju nauki oraz udzielenie wsparcia finansowego. Partnerami programu są Polski Komitet do spraw UNESCO, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polska Akademia Nauk oraz UNGC Network Poland. Do 2025 roku w Polsce wyróżniono 137 naukowczyń. Wyboru, co roku dokonuje Jury pod przewodnictwem prof. Ewy Łojkowskiej. Polska jest jednym ze 118 krajów, w których co roku przyznawane są stypendia dla utalentowanych naukowczyń. Program Dla Kobiet i Nauki jest częścią globalnej inicjatywy For Women in Science, która powstała dzięki partnerstwu L’Oréal i UNESCO. Międzynarodowa nagroda przyznawana jest co roku w Paryżu w ramach For Women in Science Week pięciu laureatkom, których odkrycia dostarczają odpowiedzi na kluczowe problemy ludzkości.
 
[1] https://www.custommarketinsights.com/report/pharmaceutical-waste-management-market/
[2] https://journalofethics.ama-assn.org/article/how-should-responsibility-proper-medication-disposal-be-shared/2022-10 

źródło: L’oreal

Rak płuca wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Każdego roku diagnozę słyszy ponad 21 tys. osób, a niemal tyle samo – ponad 22 tys. – umiera z powodu tej choroby. Eksperci nie mają wątpliwości: głównym problemem pozostaje zbyt późne wykrywanie nowotworu, przez co wielu pacjentów trafia do leczenia w stadium zaawansowanym, kiedy możliwości radykalnej terapii są ograniczone, a szanse na wyleczenie znikome. To właśnie dlatego coraz więcej nadziei wiąże się z planowanym od października ogólnopolskim programem badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK). Zdaniem ekspertów może on stać się jednym z najważniejszych narzędzi zmieniających sytuację pacjentów z rakiem płuca w Polsce – nie tylko ratując życie, ale również ograniczając koszty leczenia ponoszone przez system ochrony zdrowia.
Podczas konferencji prasowej w Sejmie RP, zorganizowanej tuż przed Światowym Dniem bez Tytoniu przez wicemarszałek Monikę Wielichowską we współpracy z Fundacją TO SIĘ LECZY i Polską Grupą Raka Płuca, eksperci, lekarze, parlamentarzyści i organizacje pacjenckie przekonywali, że Polska stoi dziś przed szansą na prawdziwy przełom.

– Jedną z największych tragedii zdrowotnych w Polsce pozostaje rak płuca. Spotykamy się tuż przed Światowym Dniem bez Tytoniu, ale także w Roku Profilaktyki Zdrowotnej, co przypomina, że zdrowie zaczyna się znacznie wcześniej – od świadomości, profilaktyki i szybkiej reakcji. A profilaktyka nie zaczyna się wyłącznie w gabinecie lekarskim, ale zależy od codziennych wyborów: tego, co mamy na talerzu, czy jesteśmy aktywni, czy dbamy o sen, szczepienia i wczesną diagnostykę – mówiła Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu.

– Rak płuca każdego roku dotyka ponad 21 tys. osób, a 22 tys. umiera z tego powodu. Za tymi liczbami stoją ludzie, rodziny i niedokończone historie. Największym problemem pozostaje zbyt późna diagnoza – wielu pacjentów trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy możliwości leczenia są już bardzo ograniczone, choć wiemy, że wcześniej wykryty rak płuca może być skutecznie leczony. – podkreślała Wicemarszałek.

Październik może zmienić wszystko
Eksperci od lat podkreślają, że w raku płuca kluczowy jest czas. Im wcześniej wykryta choroba, tym większa szansa na leczenie radykalne, czyli całkowite usunięcie nowotworu lub trwałe opanowanie choroby. Dlatego tak duże znaczenie przypisuje się programowi badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Program ma być skierowany do osób z grup ryzyka – przede wszystkim wieloletnich palaczy oraz osób, które rzuciły palenie. W kontekście planowanego programu eksperci przypominali, że Polska nie startuje od zera – doświadczenia z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej były już budowane w ramach wcześniejszych pilotaży regionalnych i ogólnopolskich.

Jak podkreślał prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca, dziś kluczowe jest przejście od pilotażu do rozwiązania systemowego. – Profilaktyka wtórna jest równie ważna jak pierwotna, czyli badania przesiewowe z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Programy tego typu realizowane są w Polsce od blisko 20 lat, choć dotąd miały charakter pilotażowy – zaczynały się regionalnie, m.in. w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie czy Poznaniu, a w ostatnich latach prowadzono już dwa duże programy ogólnopolskie. Badania kierowane są do osób z grup ryzyka – przede wszystkim palaczy z odpowiednią liczbą tzw. paczkolat oraz osób po 55. roku życia z innymi czynnikami ryzyka. Wykonanie niskodawkowej tomografii komputerowej daje szansę na wykrycie raka płuca na wczesnym etapie, co ma ogromne znaczenie. Wśród kobiet śmiertelność może zostać ograniczona nawet o 40 proc., a wśród mężczyzn o ponad 20 proc., więc naprawdę jest o co walczyć.

To właśnie liczby mają przemawiać najmocniej. Z danych prezentowanych podczas konferencji wynika, że rocznie rak płuca rozpoznawany jest u ponad 21 tys. osób, z chorobą żyje ok. 53 tys. pacjentów (ok. 150 tys. osób z rakiem prostaty, prawie 240 tys. z rakiem piersi i ponad 120 tys. z rakiem jelita grubego), a koszty leczenia sięgają ok. 3 mld zł rocznie. Dla porównania – szacowany koszt programu badań przesiewowych z wykorzystaniem NDTK wynosi tylko ok. 50 mln zł rocznie. Zdaniem ekspertów oznacza to, że inwestycja w profilaktykę może przełożyć się nie tylko na tysiące uratowanych istnień, ale również na bardziej racjonalne wydatkowanie środków publicznych.

– Mamy nadzieję, że od października program badań przesiewowych zostanie włączony na stałe do koszyka świadczeń NFZ. To ważne nie tylko z punktu widzenia ludzkiego życia, ale również ekonomii systemu ochrony zdrowia. Wcześnie wykryty rak płuca często wymaga jednorazowego leczenia operacyjnego i daje choremu dużą szansę na zdrowie, podczas gdy pacjent z rozpoznaniem objawowym wymaga nowoczesnych terapii, które mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. – podkreślał prof. Tadeusz Orłowski.

Podobnie sytuację ocenia Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji To Się Leczy, która na co dzień wspiera pacjentów szukających pomocy po diagnozie. – Na co dzień spotykam się z pacjentami, którzy zwracają się do Fundacji z prośbą o pomoc i wsparcie. Widzimy te liczby bardzo wyraźnie – ponad 22 tysiące zgonów rocznie, praktycznie tyle, ile osób choruje, tyle umiera. Rak płuca pozostaje główną przyczyną zgonów nowotworowych, zarówno wśród mężczyzn, jak i – co może zaskakiwać – również wśród kobiet, wyprzedzając raka piersi – mówiła.

Jak zaznaczała, uruchomienie programu NDTK może stać się realnym punktem zwrotnym. – Aby temu przeciwdziałać, niezbędne jest wczesne wykrywanie raka płuca. Program badań z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej daje szansę na zastosowanie leczenia radykalnego i/lub okołooperacyjnego, a nawet całkowite wyleczenie chorych. Dysponujemy dziś nie tylko możliwościami chirurgicznymi, ale również leczeniem okołooperacyjnym i nowoczesnymi, innowacyjnymi terapiami, które zwiększają szanse pacjentów – podkreślała Aleksandra Wilk.

Wczesne wykrycie to dziś coś więcej niż operacja
Jeszcze kilka lat temu rozpoznanie raka płuca na wczesnym etapie oznaczało przede wszystkim możliwość operacji. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Eksperci podkreślają, że rozwój leczenia okołooperacyjnego sprawił, iż pacjenci zdiagnozowani odpowiednio wcześnie mogą liczyć na znacznie większe szanse trwałego wyleczenia niż jeszcze dekadę temu.

Jak tłumaczył prof. Damian Tworek z Kliniki Nowotworów Klatki Piersiowej Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, program badań przesiewowych nie jest jedynie sposobem na wcześniejsze postawienie diagnozy – to narzędzie pozwalające wykorzystać pełen potencjał współczesnej medycyny. – Liczba 21 tysięcy symbolizuje roczną liczbę zachorowań na raka płuca w Polsce. Wczesna diagnostyka, obejmująca m.in. program badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej klatki piersiowej, daje szansę, aby znaczną część spośród ponad 20 tys. nowo diagnozowanych pacjentów leczyć radykalnie, czyli z intencją całkowitego wyleczenia.

– Chirurgia pozostaje niezwykle ważnym elementem terapii, ale nie jest już jedyną samodzielną opcją leczenia. Obecnie dysponujemy nowoczesnymi metodami, takimi jak immunoterapia czy leczenie ukierunkowane molekularnie, które stosowane przed operacją lub po zabiegu mogą dodatkowo zwiększać szansę na całkowite wyleczenie u chorych z resekcyjnym rakiem płuca – wyjaśniał ekspert.

To właśnie dlatego – jak podkreślano podczas konferencji – czas rozpoznania choroby zaczyna mieć znaczenie większe niż kiedykolwiek wcześniej. Pacjent, którego nowotwór zostanie wykryty odpowiednio wcześnie, może dziś otrzymać leczenie wieloetapowe: chirurgię wspieraną nowoczesnymi terapiami, które zmniejszają ryzyko nawrotu i poprawiają rokowanie. – Właśnie dlatego tak istotna jest wczesna diagnostyka. Jeśli nowotwór zostanie wykryty na etapie umożliwiającym całkowite usunięcie zmiany, możemy dać pacjentowi realną szansę na trwałe wyleczenie. Trzeba jednak pamiętać, że diagnostyka to nie tylko badania obrazowe – aby wdrożyć nowoczesne leczenie okołooperacyjne, potrzebujemy wcześniejszego rozpoznania histopatologicznego. – zaznaczał prof. Tworek.

Tomografia to dopiero początek. Bez diagnostyki molekularnej pacjent może stracić szansę na leczenie
Eksperci zwracali uwagę, że wykrycie zmiany w tomografii komputerowej nie kończy procesu diagnostycznego. Wręcz przeciwnie – to dopiero początek drogi, która musi przebiegać szybko, sprawnie i kompleksowo. Jak przypominał prof. Tworek, obok badań obrazowych konieczne są procedury pozwalające pobrać materiał do oceny histopatologicznej i molekularnej. – To zadanie dla pulmonologów i torakochirurgów wykonujących bronchoskopie, badania EBUS czy biopsje przezklatkowe. Równie ważna jest diagnostyka predykcyjna – ocena ekspresji PD-L1 i badania w kierunku zaburzeń genetycznych, które pozwalają właściwie kwalifikować pacjentów do nowoczesnych metod leczenia okołooperacyjnego.

To właśnie ten etap – zdaniem specjalistów – wciąż pozostaje jednym z najsłabszych ogniw polskiego systemu. Dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej i kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Genomiki Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, podkreślał, że nowoczesne leczenie raka płuca nie może istnieć bez nowoczesnej diagnostyki. – Laboratoryjna genetyka medyczna stanowi dziś podstawę diagnostyki prowadzącej do medycyny personalizowanej, czyli nowoczesnego leczenia – zarówno terapii celowanych, jak i immunoterapii. Badania genetyczne są niezmiernie ważne nie tylko w raku płuca, ale również w wielu innych nowotworach. W przypadku raka płuca ich znaczenie jest szczególne, ponieważ choroba bardzo często rozpoznawana jest już w stadium zaawansowanym, kiedy nie ma czasu na długą diagnostykę i musi ona zostać przeprowadzona szybko, sprawnie oraz możliwie szeroko.

Właściwe oznaczenie czynników predykcyjnych – zarówno patomorfologicznych, jak i genetycznych – daje pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii. W raku płuca możliwości leczenia jest dziś bardzo dużo i można powiedzieć, że praktycznie co drugi pacjent może skorzystać z innowacyjnego leczenia, czy to immunoterapii, czy terapii celowanych. Aby jednak było to możliwe, konieczna jest zaawansowana diagnostyka genetyczna, a dostęp do niej w Polsce nadal pozostaje ograniczony. – podkreślał dr Andrzej Tysarowski.

Problem jest tym bardziej istotny, że obecnie badania metodą NGS (sekwencjonowanie następnej generacji), umożliwiające jednoczesną ocenę wielu zmian genetycznych, obejmują zaledwie ok. 30 proc. rzeczywistych potrzeb diagnostycznych w raku płuca. W praktyce oznacza to, że ponad 70 proc. pacjentów może nie mieć dostępu do pełnej diagnostyki umożliwiającej właściwy dobór leczenia. Nawet w ramach obecnego finansowania zbyt rzadko wykonywane są badania panelowe NGS, czyli sekwencjonowanie następnej generacji, pozwalające jednoczasowo wykrywać wiele czynników predykcyjnych w raku płuca. Dlatego apeluję do onkologów, aby badania genetyczne zlecali równolegle z badaniami patomorfologicznymi, w ramach tzw. skierowań jednoczasowych, warunkowych – mówił ekspert.

Płynna biopsja – badanie, które mogłoby skrócić drogę do leczenia
Jednym z ważnych tematów dyskusji była płynna biopsja – technologia, która pozwala wykonywać badania genetyczne z próbki krwi, bez konieczności pobierania tkanki nowotworowej. Problem dotyczy dużej grupy pacjentów z rakiem płuca. U części chorych materiał tkankowy jest niedostępny lub niewystarczający do wykonania pełnej diagnostyki molekularnej. W praktyce oznacza to często konieczność kolejnych hospitalizacji albo powtarzania procedur inwazyjnych, a czasem, co najgorsze brak wykonania badań genetycznych w ogóle.

Jak podkreślał dr Tysarowski, finansowanie płynnej biopsji mogłoby znacząco skrócić czas diagnostyki. – Apeluję również do Ministerstwa Zdrowia o dopuszczenie do finansowania zaawansowanych badań genetycznych z zakresu płynnej biopsji. To technologia, która umożliwia wykonanie diagnostyki u pacjentów, u których nie ma dostępnej tkanki nowotworowej – a dotyczy to około 30 proc. chorych na raka płuca. W takich przypadkach wystarczy pobrać krew, by wykonać badania genetyczne, jednak obecnie rozwiązanie to nie jest finansowane.

Zdaniem ekspertów system powinien iść jeszcze dalej – Potrzebujemy również dostępu do kompleksowego profilowania genomowego (CGP NGS), które pozwala jednoczasowo określić pełne spektrum zmian genetycznych kwalifikujących do terapii celowanych, immunoterapii oraz oceny innych istotnych aspektów leczenia, takich jak metabolizm leków czy choroby współistniejące. Dzięki temu proces diagnostyczny u pacjentów mógłby być w pełni wykorzystany – podkreślał dr Andrzej Tysarowski. Pozwoliłoby to zoptymalizować zarówno kwalifikację do skutecznego leczenia oraz koszty innowacyjnych terapii (obecnie często podaje się leczenie, bez niezbędnych badań predykcyjnych, nie mając pewności czy pacjent odpowie na terapię, a koszty tego leczenia są olbrzymie).

Eksperci nie mają wątpliwości, że bez uporządkowania diagnostyki – w tym finansowania badań patomorfologicznych, oznaczeń PD-L1, badań immunohistochemicznych i genetycznych – nawet najlepiej zaprojektowany program badań przesiewowych nie wykorzysta swojego pełnego potencjału. Wczesne wykrycie ma sens tylko wtedy, gdy za nim natychmiast podąża szybka i dobrze skoordynowana ścieżka diagnostyczno-terapeutyczna.

Nowe uzależnienia, stare konsekwencje
Eksperci zwracali również uwagę, że problem nie ogranicza się dziś wyłącznie do tradycyjnych papierosów, choć to one odpowiadają za prawie 90% zachorowań na raka płuca. Rosnące znaczenie mają nowe wyroby nikotynowe i e-papierosy, szczególnie popularne wśród młodzieży. Jak przypominał prof. Paweł Koczkodaj z Narodowego Instytutu Onkologii, Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że w regionie europejskim WHO ponad 4,2 mln nastolatków w wieku 13–15 lat używa e-papierosów. W Polsce – według danych z badania Global Youth Tobacco Survey – dotyczy to ponad 23 proc. dziewcząt i ponad 21 proc. chłopców w tej grupie wiekowej. – To szczególnie niepokojące, ponieważ młodzież korzystająca z nowych wyrobów nikotynowych jest około trzykrotnie bardziej narażona na używanie tytoniu w dorosłym życiu. Chciałbym, żeby wybrzmiało to szczególnie mocno przy okazji Światowego Dnia bez Tytoniu – uzależnienie od nikotyny jest chorobą, sklasyfikowaną w ICD, a więc schorzeniem, które można i trzeba leczyć.

Jednocześnie specjaliści podkreślali, że osoby chcące zerwać z uzależnieniem nie są pozostawione same sobie. W Polsce od niemal trzech dekad działa Ogólnopolska Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym przy Narodowym Instytucie Onkologii. – Pod numerem 801 108 108 można uzyskać wsparcie i informacje, jak wyjść z choroby nikotynizmu, rzucić palenie i ograniczyć używanie nowych wyrobów nikotynowych. To pomoc dostępna dla każdego i warto z niej korzystać – przypominał prof. Koczkodaj.

Krótsza droga pacjenta do leczenia
Program badań przesiewowych będzie przełomem, ale nie przyniesie spektakularnych efektów, jeśli pacjent po wykryciu zmiany nadal będzie trafiał do systemu, w którym diagnostyka trwa tygodniami lub miesiącami. Dlatego równie ważnym elementem zmian mają być Lung Cancer Units – wyspecjalizowane ośrodki kompleksowej opieki nad pacjentami z rakiem płuca.

Jak podkreślała Aleksandra Wilk, dziś wydłużona ścieżka diagnostyczna nadal pozostaje jednym z głównych problemów systemowych. – Jako Fundacja współpracujemy z towarzystwami naukowymi – Polską Grupą Raka Płuca, Polskim Towarzystwem Onkologicznym i Polskim Towarzystwem Onkologii Klinicznej – po to, aby zmieniać system ochrony zdrowia i poprawiać opiekę nad pacjentami z rakiem płuca w Polsce. Czekamy zarówno na wdrożenie od 1 października programu niskodawkowej tomografii komputerowej, jak i na Lung Cancer Units, czyli wyspecjalizowane ośrodki, które przyspieszą ścieżkę diagnostyczną pacjentów. Dziś jej wydłużenie często oznacza utratę szansy na radykalne leczenie.

Dlatego uruchomienie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych oraz wyspecjalizowanych ośrodków kompetencji LCU będzie miało znaczenie nie tylko kliniczne, ale także organizacyjne i ekonomiczne. – Jeśli Polska wprowadzi program w tym roku, będziemy czwartym krajem w Europie i ósmym na świecie, który realizuje takie rozwiązanie. To ogromny postęp po blisko 20 latach działań pilotażowych i szansa na realne korzyści – przede wszystkim dla pacjentów i ich rodzin, ale także dla budżetu państwa oraz całego systemu ochrony zdrowia – zaznaczała Aleksandra Wilk.
 
W 29 maja Ministerstwo Zdrowia oficjalnie potwierdziło wdrożenie ogólnopolskiego programu przesiewowego w raku płuca od października 2026 roku.
 
Program skierowany jest do kobiet i mężczyzn w wieku 55 -74 lata, którzy są lub byli aktywnymi palaczami tytoniu – z konsumpcją tytoniu większą lub równą 20 paczkolat, z okresem abstynencji tytoniowej nie dłuższym niż 15 lat, co odpowiada grupie o najwyższym ryzyku zachorowania. Wskazanie zdefiniowanej populacji docelowej zwiększa efektywność kosztową i maksymalizuje korzyści zdrowotne. Świadczenie trafi do tych pacjentów, którzy rzeczywiście odniosą z niego największą korzyść.

Program realizowany będzie w wyspecjalizowanych ośrodkach spełniających określone kryteria kadrowe i techniczne. W zależności od wyniku badania pacjent otrzyma zalecenia co do dalszego postepowania i ewentualnie skierowania na dalszą diagnostykę i leczenie. Wszyscy aktywni palacze tytoniu zostaną objęci interwencją antynikotynową ze wskazaniem możliwości podjęcia leczenia uzależnienia od tytoniu.

Zakłada się, że wprowadzenie programu przesiewowego z wykorzystaniem NDTK doprowadzi do zwiększenia odsetka pacjentów, u których stosuje się leczenie radykalne, co w dłuższym okresie może doprowadzić do poprawy wskaźnika 5-letnich przeżyć w tej grupie chorych i zmniejszenie umieralności na raka płuca. Warunki włączenia do programu oraz sposób realizacji badania jest spójny z programami realizowanymi w Europie. Polska jako kolejny kraj, po Chorwacji, Czechach i Niemczech, wprowadza program profilaktyczny do ogólnokrajowego systemu ochrony zdrowia, wyznaczając europejski i światowy standard profilaktyki raka płuca. Dzięki wprowadzeniu badania NDTK do wykazu świadczeń gwarantowanych MZ realizuje kolejne cele wskazane w Narodowej Strategii Onkologicznej 2020–2030.

 
 źródło: Fundacja TSL, MZ, redakcja
Światowy Dzień Świadomości Hematoonkologii staje się nie tylko okazją do budowania wiedzy o chorobach układu krwiotwórczego, lecz także momentem, w którym wyraźnie widać kierunek zmian systemowych. Zapowiedziany pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, oparty na doświadczeniach już funkcjonujących rozwiązań stanowi ważny krok w stronę bardziej spójnego, przewidywalnego i opartego na jakości modelu opieki.
Współczesna hematoonkologia należy do najbardziej wymagających obszarów medycyny. Zarówno pod względem diagnostyki, jak i leczenia. Choroby układu krwiotwórczego charakteryzują się dużą różnorodnością biologiczną, często dynamicznym przebiegiem i koniecznością stosowania zaawansowanych terapii, w tym leczenia komórkowego. W tym kontekście, ogłoszona 8 kwietnia przez Resort Zdrowia oraz Instytut Hematologii i Transfuzjologii, zapowiedź budowy Krajowej Sieci Hematologicznej staje się naturalną odpowiedzią na potrzebę uporządkowania opieki nad pacjentami i zapewnienia jej jednolitej jakości w skali całego kraju.

Fundamentem budowy sieci ma być pilotaż, który zakłada opracowanie 19 standardowych ścieżek terapeutycznych oraz przygotowanie organizacyjnych podstaw funkcjonowania przyszłej sieci. Jak podkreśla w wystąpieniu inicjującym powołanie Sieci wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk – koncepcja tego rozwiązania powstała już w 2023 roku, natomiast realizacja pilotażu została zaplanowana na okres od 1 lipca 2026 r. do września 2029 r.

Standardy, które porządkują opiekę
Kluczowym elementem przygotowywanego pilotażu, realizowanego przez Instytut Hematologii i Transfuzjologii w partnerstwie z Centrum e-Zdrowia w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS),  będą standardy, które mają realnie uporządkować opiekę nad pacjentem – od jasno zdefiniowanych ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych, przez model organizacji leczenia, aż po zasady współpracy pomiędzy ośrodkami na różnych poziomach referencyjności. To właśnie te rozwiązania mają w praktyce przełożyć się na większą przewidywalność procesu leczenia oraz jego spójną jakość w całym kraju.

Projekt pilotażu należy więc postrzegać jako przełomowy krok w kierunku ujednolicenia opieki hematologicznej w Polsce – tym bardziej, że już dziś nasz kraj należy do europejskich liderów w tym obszarze.  – mówiła podczas konferencji minister Kacperczyk. Polska została sklasyfikowana na trzecim miejscu w Europie pod względem dostępności do terapii hematoonkologicznych, oferując pacjentom pełen wachlarz nowoczesnych metod leczenia, w tym terapie najwyższej generacji. W samym tylko ubiegłym roku około 400 pacjentów skorzystało z terapii CAR-T, co potwierdza zarówno skalę wdrożenia, jak i dojrzałość systemu.

Doświadczenie, które wyznacza kierunek
Istotnym punktem odniesienia dla budowy nowego modelu jest doświadczenie Krajowej Sieci Onkologicznej i funkcjonujących w niej wyspecjalizowanych ośrodków, takich jak Narodowy Instytut Onkologii, który pełni funkcję Krajowego Ośrodka Monitorującego. Rola ta obejmuje m.in. analizę danych klinicznych, monitorowanie jakości leczenia, opracowywanie wskaźników efektywności oraz wspieranie jednolitego wdrażania standardów w skali całego kraju. To właśnie dzięki temu możliwe jest nie tylko bieżące zarządzanie systemem, ale również jego ciągłe doskonalenie w oparciu o twarde dane i mierzalne rezultaty.

Model ten, oparty na koordynacji, transparentności i jakości, już dziś pokazuje swoją skuteczność. Dlatego budowa Krajowej Sieci Hematologicznej stanowi jego naturalną konsekwencję i rozszerzenie na obszar chorób układu krwiotwórczego. W praktyce oznacza to przeniesienie sprawdzonych mechanizmów organizacyjnych, w tym monitorowania efektów leczenia i zarządzania ścieżką pacjenta, do kolejnego, wysoce wyspecjalizowanego segmentu opieki.

Budując referencjność
Pozycja Instytutu w projektowanym systemie wynika nie tylko ze skali działalności, lecz przede wszystkim z doświadczenia budowanego konsekwentnie od dekad. Szczególnym przykładem tych kompetencji jest działalność Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego – wyspecjalizowanej jednostki, która od momentu powstania, w połowie lat 90., rozwijana była jako miejsce kompleksowej diagnostyki i leczenia tej grupy nowotworów. Od początku jej funkcjonowanie opiera się na ścisłej współpracy interdyscyplinarnej, obejmującej patomorfologię, diagnostykę molekularną czy nowoczesne metody obrazowania, co umożliwia precyzyjne rozpoznanie i dobór terapii zgodnych z aktualnymi standardami światowymi.

Każdego roku trafia do nas blisko sześciuset nowych pacjentów, w tym chorzy z rzadkimi nowotworami układu chłonnego oraz przypadki wymagające leczenia wysokospecjalistycznego, kierowane z całego kraju. – wyjaśnia prof. Joanna Romejko-Jarosińska kierująca Kliniką.  Prowadzimy także  intensywną działalność terapeutyczną, realizując zaawansowane procedury – w tym autotransplantacje komórek krwiotwórczych oraz nowoczesne terapie komórkowe CAR-T, a równolegle rozwijamy działalność naukową i badawczą, obejmująca liczne projekty krajowe i międzynarodowe oraz szeroki portfel badań klinicznych, zapewniających pacjentom dostęp do innowacyjnych metod leczenia.- dodaje ekspertka.

Pozycja Kliniki jako jednego z wiodących ośrodków hematoonkologicznych w Polsce nie jest rezultatem ostatnich lat, lecz efektem konsekwentnie i długofalowo budowanego doświadczenia. – W 1996 roku wdrożyliśmy jedną z najbardziej intensywnych terapii dla chłoniaka Burkitta (CODOX/IVAC), uzyskując trwałą remisję u pacjentki, która pozostaje zdrowa do dziś. Równolegle klinika aktywnie uczestniczyła w przełomowych badaniach klinicznych – m.in. tych, które potwierdziły znaczenie włączenia rytuksymabu do leczenia chłoniaków grudkowych, zmieniając standardy terapii na świecie. – kontynuuje profesor Romejko-Jarosińska.

Ważnym kamieniem milowym był także rozwój programu przeszczepowego w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie zapoczątkowany w 1997 roku przez profesora Jana Walewskiego Od tego czasu  w klinice wykonano ponad 1500 przeszczepień komórek krwiotwórczych, rozwijając równolegle zaplecze laboratoryjne i współpracę w zakresie terapii komórkowych. Naturalną kontynuacją tego kierunku jest wdrożenie w 2024 roku stosowania terapii CAR-T– jednej z najbardziej zaawansowanych metod leczenia współczesnej hematoonkologii.  To potwierdzenie, że ośrodek od dekad współtworzy i wdraża rozwiązania, które dziś definiują standardy nowoczesnej hematoonkologii i stają się fundamentem projektowanej Krajowej Sieci Hematologicznej.

Kierunek zmian: system, który realnie wspiera pacjenta
Światowy Dzień Świadomości Hematoonkologii staje się nie tylko okazją do budowania wiedzy o chorobach układu krwiotwórczego, lecz także momentem, w którym wyraźnie widać kierunek zmian systemowych. Zapowiedziany pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, oparty na doświadczeniach już funkcjonujących rozwiązań stanowi ważny krok w stronę bardziej spójnego, przewidywalnego i opartego na jakości modelu opieki. To właśnie połączenie wieloletniej praktyki klinicznej, rozwoju nowoczesnych terapii i świadomego projektowania systemu daje realną szansę na dalsze wzmacnianie pozycji Polski jako jednego z liderów europejskiej hematoonkologii – z korzyścią, przede wszystkim, dla pacjentów.
 
 
 
źródło: NIO-PIB