Medicalpress
Coraz więcej decyzji terapeutycznych w onkologii zapada jeszcze przed rozpoczęciem leczenia – w pracowni patomorfologii. To właśnie badania immunohistochemiczne i diagnostyka molekularna pozwalają precyzyjnie określić typ nowotworu, jego cechy biologiczne oraz dobrać terapię najlepiej dopasowaną do pacjenta. O rosnącej roli tych metod oraz wyzwaniach związanych z jakością diagnostyki dyskutowali światowej klasy eksperci podczas jubileuszowej, 10. edycji Academy of Immunohistochemistry – Diagnostic Immunohistochemistry and Molecular Pathology, która odbyła się w Krakowie.
Immunohistochemia jest dziś jedną z kluczowych metod diagnostyki nowotworów. To dzięki niej patomorfolodzy mogą nie tylko ocenić ich obraz histologiczny (czyli budowę komórek i tkanek widoczną pod mikroskopem), ale także sprawdzić ich cechy biologiczne i określić, z jakim typem nowotworu mają do czynienia. Od tej odpowiedzi coraz częściej zależy wybór leczenia – operacji, radioterapii, leczenia systemowego, terapii celowanej albo immunoterapii.

Znaczeniu immunohistochemii i diagnostyki molekularnej poświęcona była jubileuszowa, 10. edycja międzynarodowego kursu Academy of Immunohistochemistry – Diagnostic Immunohistochemistry and Molecular Pathology, która pod koniec czerwca odbyła się w Krakowie. Wzięli w nim udział patomorfolodzy, diagności laboratoryjni, biolodzy molekularni oraz eksperci zajmujący się diagnostyką nowotworów z Polski i zagranicy.

Dyrektorem naukowym kursu był prof. dr hab. n. med. Janusz Ryś, Dyrektor Oddziału Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie oraz Kierownik Zakładu Patomorfologii Nowotworów krakowskiego NIO. Profesor Ryś od początku współtworzy krakowską Akademię Immunohistochemii, która od 2014 roku rozwija się jako specjalistyczne forum wymiany wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk w diagnostyce nowotworów.

– W onkologii rozpoznanie nie jest formalnością. To moment, od którego zależy całe dalsze postępowanie. Immunohistochemia pozwala nam uwiarygodnić diagnozę, zawęzić rozpoznanie i uniknąć sytuacji, w której pacjent trafia na niewłaściwą ścieżkę leczenia – mówi prof. Janusz Ryś.

Immunohistochemia polega na wykrywaniu w komórkach określonych białek, czyli markerów, za pomocą specjalnie dobranych przeciwciał. Dla pacjenta oznacza to, że materiał pobrany podczas biopsji lub operacji można ocenić nie tylko pod kątem obrazu histologicznego, ale także pod kątem cech, które pomagają określić biologiczny charakter guza.

Dzięki takim badaniom patomorfolog może ustalić, czy nowotwór różnicuje się na przykład w kierunku nabłonkowym, mezenchymalnym albo limfatycznym, a więc czy mamy do czynienia z rakiem, mięsakiem, chłoniakiem lub innym typem choroby. To szczególnie ważne wtedy, gdy różne nowotwory wyglądają podobnie, ale wymagają zupełnie odmiennego leczenia.

– Nowotwory nie zawsze zachowują się podręcznikowo. Potrafią się do siebie upodabniać, imitować inne typy guzów, a czasem zacierać granicę między tym, co widać w klasycznym obrazie mikroskopowym, a tym, co naprawdę decyduje o ich charakterze. Dlatego potrzebujemy narzędzi, które pozwalają spojrzeć głębiej. – podkreśla prof. Ryś.

Szczególne znaczenie immunohistochemia ma w diagnostyce nowotworów rzadkich, nisko zróżnicowanych i trudnych do jednoznacznego zaklasyfikowania. W takich przypadkach właściwie dobrany panel przeciwciał może potwierdzić albo wykluczyć określone rozpoznanie. Wynik badania wpływa nie tylko na ustalenie ostatecznego histologicznego podtypu nowotworu, który zapisany jest w raporcie patomorfologicznym, ale przede wszystkim na decyzje podejmowane przez zespół leczący pacjenta.

Jednym z najważniejszych tematów krakowskiej Akademii była jakość badań immunohistochemicznych. W tej dziedzinie ogromne znaczenie ma zarówno dobór markerów, jak i sposób wykonania badania oraz interpretacja wyniku. Nieprawidłowo przeprowadzone lub błędnie odczytane badanie może skierować diagnostykę na niewłaściwe tory, a w konsekwencji wpłynąć na wybór leczenia.

– W immunohistochemii sama technologia nie wystarczy. Potrzebne są standardy, doświadczenie i świadomość ograniczeń tej metody. To właśnie dlatego tak ważne są spotkania, podczas których eksperci rozmawiają nie tylko o możliwościach diagnostycznych, ale także o pułapkach i błędach, których trzeba unikać – zaznacza prof. Ryś.

Jubileuszowa edycja kursu miała intensywny, praktyczny charakter. Program obejmował wykłady dotyczące m.in. diagnostyki nowotworów przewodu pokarmowego, narządu rodnego, skóry, nerek, układu moczowego, tkanek miękkich oraz układu limfoproliferacyjnego. Wśród wykładowców znalazły się największe światowe autorytety w dziedzinie diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej, m.in. Markku Miettinen, Jason L. Hornick, Jerzy Lasota czy Olli Carpén.

Od początku organizatorzy Akademii stawiają na bezpośredni kontakt uczestników z wykładowcami, analizę trudnych przypadków i dyskusję nad realnymi problemami diagnostycznymi. W poprzednich dziewięciu edycjach wydarzenia udział wzięło blisko 900 uczestników, a krakowski kurs zyskał rozpoznawalność w międzynarodowym środowisku specjalistów zajmujących się diagnostyką nowotworów.

– Od początku zależało nam, aby to nie była konferencja wyłącznie o technologii. Najważniejsze jest to, jak wynik badania przekłada się na decyzję kliniczną. Immunohistochemia ma sens wtedy, kiedy pomaga odpowiedzieć na konkretne pytanie diagnostyczne i realnie wspiera lekarzy prowadzących pacjenta – mówi prof. Ryś.

Rozwój immunohistochemii dobrze pokazuje, jak zmieniła się współczesna onkologia. Metoda, która początkowo była wykorzystywana głównie w badaniach naukowych, stała się elementem codziennej praktyki klinicznej. Postęp technologiczny, automatyzacja badań, coraz czulsze systemy detekcji oraz rozwój diagnostyki molekularnej sprawiły, że patomorfologia dostarcza dziś informacji niezbędnych do planowania nowoczesnego leczenia. Akademia Immunohistochemii pokazała również rolę Narodowego Instytutu Onkologii w rozwijaniu specjalistycznej diagnostyki i edukacji medycznej. Krakowski Oddział NIO-PIB prowadzi zaawansowaną diagnostykę patomorfologiczną i molekularną nowotworów oraz uczestniczy w kształceniu specjalistów, których praca ma bezpośredni wpływ na jakość leczenia pacjentów.

Współczesna onkologia wymaga coraz dokładniejszego poznania biologii choroby. Dlatego immunohistochemia, patomorfologia i diagnostyka molekularna są dziś integralną częścią procesu leczenia. To od nich zależy, czy pacjent otrzyma rozpoznanie wystarczająco precyzyjne, aby możliwe było dobranie terapii zgodnej z aktualną wiedzą medyczną.

Źródło: NIO

Polscy pacjenci onkologiczni coraz częściej zyskują dostęp do innowacyjnych terapii, jednak bez odpowiedniej diagnostyki molekularnej wiele z nich pozostaje jedynie teoretycznie dostępnych. Eksperci i organizacje pacjenckie alarmują, że proces wdrażania nowoczesnych badań genetycznych trwa latami i nie podlega ustawowym terminom, w przeciwieństwie do procedur refundacyjnych dotyczących leków. W efekcie chorzy mogą nie otrzymać leczenia dopasowanego do profilu genetycznego nowotworu. Zdaniem specjalistów konieczne jest pilne wprowadzenie systemowych zmian, które przyspieszą dostęp do diagnostyki warunkującej skuteczne leczenie w ramach medycyny personalizowanej.
Medycyna personalizowana opiera się na prostym mechanizmie – aby podać nowoczesny lek celowany, najpierw należy precyzyjnie zdiagnozować mutację genetyczną nowotworu. Dziś w polskim systemie ochrony zdrowia dochodzi do tragicznego w skutkach paradoksu. Departament Polityki Lekowej sprawnie refunduje innowacyjne terapie, ale brak odpowiednich procedur i wycen w koszyku świadczeń gwarantowanych uniemożliwia wykonanie badań warunkujących ich podanie.

Tysiąc dni czekania

Jaskrawym przykładem problemu jest ścieżka wprowadzania kompleksowego profilowania genomowego (CGP) – dotyczącego raka płuca i badania HRD u pacjentek z rakiem jajnika. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wydała pozytywną rekomendację dla badań we wrześniu 2023 roku, do dziś – po upływie niemal 1000 dni – świadczenie to nie doczekało się wdrożenia i finansowania.

– Diagnostyka genetyczna to absolutny fundament celowanego leczenia onkologicznego. Nawet najnowocześniejszy i najdroższy lek na świecie nie zadziała, jeśli najpierw nie zidentyfikujemy precyzyjnie molekularnego celu w guzie pacjenta. Dlatego szeroki i szybki dostęp do tych badań to dziś nie jest innowacyjny dodatek, ale warunek konieczny, który bezpośrednio decyduje o szansach chorego na przeżycie – podkreśla dr Andrzej Tysarowski, kierownik Centrum Genetyki i Genomiki PIM MSWiA, konsultant wojewódzki w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej na Mazowszu.
Szpitalne łóżko dla pobrania krwi, czyli systemowe marnotrawstwo 

Kolejnym obszarem wymagającym pilnej interwencji jest kwestia tzw. płynnej biopsji (ctDNA). To nieinwazyjne badanie genetyczne z krwi pozwala na wykrycie krążącego DNA nowotworu. Jest ono ratunkiem dla pacjentów, u których nie można pobrać tkanki (np. w raku płuca) lub gdy archiwalny wycinek stracił ważność (częsty problem w raku prostaty). Niestety, archaiczne przepisy wymuszają niepotrzebną hospitalizację pacjentów w celu wykonania procedury, którą z powodzeniem można by zrealizować w trybie ambulatoryjnym.

– Zmuszanie szpitali do kładzenia pacjenta na oddział wyłącznie po to, by pobrać mu krew do badania, to klasyczne marnowanie publicznych pieniędzy i blokowanie miejsc dla osób realnie potrzebujących opieki szpitalnej – podkreśla dr Michał Chrobot, prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych. – Potrzebujemy pilnego stworzenia prostego kodu rozliczeniowego dla płynnej biopsji w trybie ambulatoryjnym. Rozwiązanie tego problemu nie wymaga rewolucji, a jedynie dostosowania koszyka świadczeń do realiów współczesnej medycyny.

System wymaga gorsetu czasowego 

Obecnie, po złożeniu przez Towarzystwa Naukowe wniosku o nowe świadczenie diagnostyczne, procedura nie podlega żadnym reżimom czasowym. Eksperci zgodnie postulują, by proces ten objąć rygorem analogicznym do tego, który funkcjonuje w ustawie refundacyjnej.

– W onkologii czas to po prostu życie. Dla pacjentów to sytuacja dramatyczna i niezrozumiała, gdy dowiadują się, że ratujący życie lek jest teoretycznie dostępny, ale z powodu braku pieczątki czy rozporządzenia na badanie nie mogą go otrzymać – podsumowuje Dorota Korycińska, Prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej. – Oczekujemy od decydentów nałożenia na cały proces decyzyjny sztywnych ram czasowych – maksymalnie półtora roku do dwóch lat od złożenia wniosku do realnej dostępności w placówkach. Musimy przestać leczyć objawy niewydolności systemu, a zacząć wdrażać trwałe, systemowe rozwiązania.

Wdrożenie diagnostyki od 2027 roku, ale z gwarancją stabilnego finansowania

– Pragnę zapewnić, że Ministerstwo Zdrowia w pełni dostrzega kluczowe znaczenie nowoczesnej diagnostyki molekularnej w skutecznej terapii chorób nowotworowych. Pozytywnie zaopiniowane przez Prezesa AOTMiT (Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji) świadczenia związane z diagnostyką genetyczną – zaawansowane profilowanie genomowe CGP, oceniające m.in. status HRD w raku jajnika, biopsja płynna w diagnostyce raka płuca realizowana w warunkach ambulatoryjnych – zostały przez nas merytorycznie zaakceptowane do realizacji. Wdrażanie tak zaawansowanych procedur wymaga jednak pełnego i stabilnego zabezpieczenia. Ze względu na obecne uwarunkowania budżetowe oraz konieczność zachowania dyscypliny w dysponowaniu środkami publicznymi, pełna realizacja tych świadczeń została ujęta w planach i przesunięta na 2027 rok. To odpowiedzialna decyzja, która gwarantuje, że gdy pacjenci otrzymają dostęp do tych badań, ich finansowanie będzie niezagrożone, stabilne i ciągłe – tłumaczy Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia.  –  Jednocześnie informuję, że wielogenowe testy w raku piersi znajdują się obecnie w fazie intensywnych konsultacji. Dokładamy wszelkich starań, aby proces ich oceny przebiegał sprawnie. Ministerstwo Zdrowia doskonale rozumie i podziela głębokie poczucie pilności tych wdrożeń. Początek roku 2027 przyniesie zmianę systemową, na którą Państwo od dawna czekali – dodaje.

Zmiany w diagnostyce coraz bliżej

Choć w Polsce przyspieszono refundację innowacyjnych leków onkologicznych, dostęp do kluczowej diagnostyki genetycznej wciąż wymaga usprawnień, co utrudnia pełne wykorzystanie dostępnych terapii. Eksperci i organizacje pacjenckie podkreślają potrzebę wprowadzenia jasnych ram czasowych i uproszczenia zasad finansowania badań, aby poprawić ścieżkę pacjenta. Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia deklaruje wdrożenie nowych świadczeń od 2027 roku, co ma zapewnić stabilne i systemowe rozwiązania w tym obszarze.

Źródło: inf pras

W neuroonkologii coś rzeczywiście zaczyna się poruszać. Sama obecność worasidenibu w tegorocznym zestawieniu TOP 10 ONKO, przygotowanym przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, nie jest tylko symbolicznym gestem wobec rzadkiej grupy nowotworów. To raczej sygnał, że po latach stagnacji w glejakach pojawia się wreszcie nowy język leczenia: bardziej molekularny, bardziej selektywny, bardziej świadomy biologii choroby. Jak mówił prof. Andrzej Kawecki, „worasidenib jest inhibitorem enzymów IDH1 i IDH2 stosowanym u chorych na rozlane glejaki o niskiej złośliwości z mutacją IDH. Nie ukrywam, że jego znaczenie jest duże, ponieważ jest to pierwszy lek od ponad dwudziestu lat, który wykazuje wyraźną aktywność w tej grupie guzów mózgu”. Zarazem jednak właśnie glejaki najlepiej pokazują, że pojedynczy lek, nawet ważny i długo wyczekiwany, nie rozwiązuje problemu sam z siebie. W tej grupie chorób równie ważne jak nowa terapia pozostają czas, jakość operacji, dostęp do diagnostyki molekularnej, rozsądna centralizacja leczenia i to, czy pacjent nie zgubi się po drodze między pierwszym objawem a właściwym ośrodkiem.

Postęp technologiczny nie przekłada się jeszcze na wyniki leczenia

To jeden z tych obszarów onkologii, w których kontrast między postępem technologicznym a wynikami leczenia jest szczególnie dotkliwy. Z jednej strony mamy coraz lepsze rezonanse, dokładniejsze klasyfikacje WHO, coraz bardziej zaawansowaną neurochirurgię, nowoczesną radioterapię, rozwijającą się biologię molekularną i pierwsze terapie celowane dla wybranych grup chorych. Z drugiej strony nadal istnieje grupa nowotworów, w których wyniki leczenia pozostają bardzo trudne. Dr n. med. Monika Drogosiewicz z Kliniki Onkologii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” przypomniała, że w Polsce rozpoznaje się rocznie około 300 nowotworów ośrodkowego układu nerwowego u dzieci, z czego około 30–40 stanowią glejaki o wysokim stopniu złośliwości. Jak zwraca uwagę ekspertka – są to drugie co do częstości występowania nowotwory złośliwe u dzieci.
Właśnie w tej grupie najlepiej widać, że nie można mówić o glejakach jak o jednej chorobie. W glejakach o niskim stopniu złośliwości wyniki leczenia są dziś bardzo dobre, a pięcioletnie i długofalowe przeżycia sięgają 95–96 proc. W praktyce oznacza to, że głównym problemem przestaje być samo przeżycie, a coraz częściej staje się nim jakość dalszego życia, skala neurologicznych następstw leczenia, ryzyko powikłań po radioterapii czy cena, jaką dziecko zapłaci w dorosłości za radykalne postępowanie we wczesnym wieku. Dr Drogosiewicz zauważa, że „w tej chwili doszliśmy do takiego miejsca, gdzie  nie martwimy się już o wyniki leczenia (…) martwimy się o jakość życia pacjentów i tutaj postęp będzie szedł w kierunku nie dodawania leków i nie dodawania metod, tylko ograniczenia”  leczenia tam, gdzie można to zrobić bez szkody dla skuteczności. W praktyce oznacza to między innymi niemal całkowite wycofanie radioterapii u części dzieci z glejakami o niskim stopniu złośliwości oraz coraz większe znaczenie leków biologicznych.
W przypadku glejaków o wysokim stopniu złośliwości wyniki leczenia pozostają znacznie gorsze. Jak wskazała dr Monika Drogosiewicz, przeżycia w tej grupie nowotworów nie przekraczają około 20 proc., przy czym dotyczy to głównie pacjentów, u których możliwe było przeprowadzenie radykalnego zabiegu chirurgicznego. W sytuacji, gdy guz jest nieoperacyjny, możliwości leczenia są bardzo ograniczone. Szczególnym przykładem są guzy pnia mózgu u dzieci, dawniej określane jako DIPG, które należą do najtrudniejszych w leczeniu nowotworów ośrodkowego układu nerwowego.

Diagnostyka molekularna zmienia sposób klasyfikacji i leczenia glejaków

Równocześnie w diagnostyce i leczeniu glejaków coraz większą rolę odgrywa diagnostyka molekularna. Pozwala ona dokładniej określić rokowanie oraz kwalifikować pacjentów do terapii celowanych. W przypadku dzieci ma to szczególne znaczenie, ponieważ część nowych opcji terapeutycznych może być stosowana wyłącznie u chorych z określonym profilem molekularnym. Przykładem są glejaki o niskim stopniu złośliwości z mutacją BRAF V600, w których od października 2025 r. refundowane są u dzieci trametynib i dabrafenib stosowane w pierwszej linii leczenia. Możliwość zastosowania leczenia celowanego zależy więc od wykrycia określonej zmiany molekularnej w guzie. Wśród rozwijanych terapii wymienia się również worasidenib, stosowany u chorych z mutacją IDH, oraz tovorafenib, który w badaniach obejmuje nowotwory z mutacjami i fuzjami BRAF. Jednocześnie w glejakach wysokiego stopnia złośliwości u dzieci możliwości leczenia pozostają ograniczone. Podejmowane są także próby łączenia leków oddziałujących na różne szlaki molekularne.
Właśnie dlatego tak mocno wraca w tej dyskusji temat diagnozy zintegrowanej. Dr Elżbieta Nowicka, przewodnicząca Polskiej Grupy Glejakowej przy PTOK i zastępca kierownika III Kliniki Radioterapii i Chemioterapii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach, mówi wprost, że rozpoznanie oparte wyłącznie na obrazie mikroskopowym już nie wystarcza. Dopiero połączenie klasycznej histopatologii z badaniami molekularnymi, genetycznymi i immunohistochemicznymi pozwala właściwie określić typ choroby, realne rokowanie i potencjalne cele terapeutyczne. W części przypadków u dorosłych może to oznaczać możliwość leczenia ukierunkowanego molekularnie, choć sama częstość tych zaburzeń pozostaje niewielka. Dr Nowicka przypomina, że w guzach glejowych u dorosłych mutacje czy zaburzenia pozwalające na takie leczenie występują zwykle u 2–4 proc. chorych. To mało, ale dla tych kilku procent dobrze wykonane badanie może zmienić wszystko. Stąd nacisk na współpracę neuropatologów, neurochirurgów i onkologów oraz na sprawne kierowanie pacjentów do leczenia uzupełniającego. W tym ujęciu nie chodzi już tylko o to, czy w kraju są dobre ośrodki – bo są – lecz o to, czy cały proces działa jak jeden organizm. 

Wyspecjalizowane ośrodki i organizacja leczenia

Jednym z kluczowych wyzwań w neuroonkologii pozostaje organizacja ścieżki pacjenta oraz zapewnienie ciągłości diagnostyki i leczenia. Coraz częściej wskazuje się na potrzebę integrowania różnych etapów terapii w jednym ośrodku – tak aby pacjent miał dostęp zarówno do leczenia neurochirurgicznego, jak i pełnej diagnostyki radiologicznej i molekularnej, radioterapii oraz nowoczesnych metod leczenia onkologicznego.
Jednym z proponowanych rozwiązań jest koncepcja brain tumor unit, czyli wyspecjalizowanego modelu opieki dla nowotworów ośrodkowego układu nerwowego, analogicznego do rozwiązań funkcjonujących już w innych obszarach onkologii.
Na znaczenie takiego podejścia zwraca uwagę prof. Maciej Harat, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neuroonkologicznego i koordynator Zakładu Neuroonkologii w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Jak podkreśla, dobrze zorganizowany ośrodek pozwala podejmować decyzje terapeutyczne interdyscyplinarnie od początku ścieżki leczenia, dzięki czemu pacjent nie pozostaje sam z pytaniem o dalsze postępowanie.
Prof. Harat zwraca jednocześnie uwagę, że w glejakach postęp terapeutyczny przez długi czas był bardzo ograniczony. Jak podkreśla, od ponad dwóch dekad nie pojawiły się nowe zarejestrowane terapie, które w istotny sposób zmieniłyby rokowanie chorych z glejakiem wielopostaciowym. Pięcioletnie przeżycia dorosłych pacjentów utrzymują się na poziomie około 5 proc. Jednocześnie – jak zaznacza – w ostatnich latach w krajach Europy Zachodniej zaczęły pojawiać się nowe metody diagnostyczne i terapeutyczne, które stopniowo poprawiają wyniki leczenia.
W Polsce również można zauważyć pewne zmiany, zwłaszcza w obszarze diagnostyki. W ostatnich latach istotnie poprawiła się dostępność podstawowych badań molekularnych. Analizy pozwalające lepiej określić rokowanie i możliwości leczenia, takie jak oznaczenie metylacji promotora genu MGMT, które jeszcze kilka lat temu były trudno dostępne, dziś mogą być wykonywane w rutynowej praktyce klinicznej i rozliczane w systemie publicznym.
Jednocześnie część nowoczesnych metod diagnostycznych i terapeutycznych, mimo że znajduje się w międzynarodowych rekomendacjach, pozostaje w Polsce ograniczona dostępnością. Dotyczy to m.in. obrazowania PET z wykorzystaniem radioznaczników aminokwasowych stosowanych w diagnostyce guzów mózgu. Jak zaznacza prof. Harat, rezonans magnetyczny nie zawsze pozwala w pełni określić zasięg choroby, natomiast badania PET umożliwiają identyfikację nacieku guza także poza obszarem widocznym w rezonansie. Może to mieć znaczenie zarówno dla planowania zakresu operacji, jak i dla bardziej precyzyjnego wyznaczania pola radioterapii.
Kolejnym przykładem terapii, która znajduje się w międzynarodowych rekomendacjach, a w Polsce pozostaje trudno dostępna, jest leczenie z wykorzystaniem zmiennego pola elektrycznego (tumor treating fields). Metoda ta została przebadana w badaniach III fazy i wykazała skuteczność zarówno u pacjentów z nowo rozpoznanym glejakiem, jak i w przypadku nawrotu choroby. W praktyce dostęp do tej terapii jest jednak w Polsce ograniczony i najczęściej możliwy jedynie w ramach badań klinicznych prowadzonych w wybranych ośrodkach. Tymczasem w wielu krajach europejskich metoda ta została już włączona do standardów leczenia.
Równolegle rozwój nowych technologii diagnostycznych i terapeutycznych powinien iść w parze z odpowiednią organizacją opieki nad pacjentem. Nawet najbardziej zaawansowane metody leczenia nie przyniosą pełnych efektów, jeśli chory nie trafi na czas do ośrodka dysponującego odpowiednim doświadczeniem i zapleczem technologicznym.
Niezależnie od rozwoju diagnostyki i nowych terapii kluczowym etapem leczenia glejaków pozostaje zabieg chirurgiczny. O możliwościach skutecznego leczenia w dużej mierze decydują warunki techniczne, w jakich wykonywana jest operacja, oraz doświadczenie zespołu operacyjnego. Współczesna neurochirurgia dysponuje narzędziami pozwalającymi zwiększyć precyzję resekcji guza i jednocześnie ograniczyć ryzyko trwałych powikłań neurologicznych.
Prof. Radosław Rola z Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie zwraca uwagę, że z punktu widzenia neurochirurga kluczowe są konkretne elementy zaplecza operacyjnego. Wśród nich wymienia m.in. wysokiej klasy mikroskop operacyjny, zastosowanie znaczników fluorescencyjnych takich jak kwas 5-aminolewulinowy, monitoring śródoperacyjny funkcji neurologicznych, systemy neuronawigacji oraz doświadczenie całego zespołu operacyjnego. Nie są to rozwiązania dodatkowe, lecz narzędzia, które bezpośrednio wpływają na zakres możliwej resekcji guza. Dzięki nim chirurg może dokładniej określić granice zmiany nowotworowej i zwiększyć zakres usunięcia tkanki nowotworowej, jednocześnie ograniczając ryzyko ciężkich deficytów neurologicznych.
Jednocześnie dostęp do części tych technologii nie jest w Polsce równomierny. W praktyce różnice między dużymi ośrodkami akademickimi a mniejszymi placówkami pozostają wyraźne, a finansowanie niektórych procedur i technologii nadal jest ograniczone. W efekcie miejsce zamieszkania pacjenta może w istotny sposób wpływać na dostęp do nowoczesnej diagnostyki i leczenia neurochirurgicznego.
Kwestia organizacji leczenia pojawia się także w dyskusji o centralizacji opieki nad chorymi z glejakami. W wielu analizach podkreśla się, że wyniki leczenia są zwykle lepsze w ośrodkach wykonujących większą liczbę takich operacji, ponieważ wraz z liczbą procedur rośnie doświadczenie zespołu i możliwości techniczne placówki.
Na ten aspekt zwraca uwagę dr hab. Tomasz Dziedzic, neurochirurg z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W jego ocenie większa liczba wykonywanych zabiegów przekłada się na lepsze przygotowanie zespołów i bardziej przewidywalne wyniki leczenia. Jednocześnie podkreśla on, że centralizacja opieki nie może polegać na kierowaniu wszystkich pacjentów z całego kraju do jednego lub dwóch ośrodków referencyjnych.
W wielu przypadkach długotrwałe leczenie poza miejscem zamieszkania stanowi poważne obciążenie dla pacjenta i jego rodziny. Dlatego – jak wskazuje ekspert – bardziej realistycznym rozwiązaniem jest regionalizacja opieki oparta na jasno określonych poziomach referencyjności, rzeczywistym doświadczeniu zespołów oraz analizie wyników leczenia.

Pierwsze objawy i opóźnienia diagnostyczne

Równie istotnym elementem jest wczesne rozpoznanie objawów oraz sprawne skierowanie pacjenta do odpowiedniego ośrodka diagnostycznego i leczniczego. W przypadku nowotworów mózgu pierwsze symptomy choroby mogą być niespecyficzne, co utrudnia szybkie postawienie diagnozy.
Jak zwraca uwagę prof. Magdalena Chrościńska-Krawczyk, kierownik Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, u dziecka guz mózgu przez pewien czas może objawiać się zmianą zachowania, trudnościami z koncentracją, pogorszeniem wyników w nauce, chwiejnością emocjonalną, zaburzeniami pamięci, pogorszeniem koordynacji ruchowej czy nasilającymi się bólami głowy. Szczególną uwagę powinny zwrócić tzw. czerwone flagi, takie jak poranne bóle głowy z towarzyszącymi nudnościami i wymiotami, bóle głowy wybudzające ze snu, zmiana charakteru dotychczasowych dolegliwości bólowych, narastająca senność, zaburzenia świadomości czy napady padaczkowe.
W teorii ścieżka diagnostyczna wydaje się przejrzysta: wywiad lekarski, odpowiednia czujność diagnostyczna i skierowanie do specjalisty. W praktyce jednak dostęp do konsultacji neurologicznej bywa ograniczony. Prof. Chrościńska-Krawczyk wskazuje na przykład poradni neurologii dziecięcej w Lublinie, gdzie zapisy na rok 2026 rozpoczęły się w grudniu, a już na początku stycznia wszystkie terminy na cały rok były zajęte. W sytuacji, gdy pacjent nie trafia bezpośrednio na szpitalny oddział ratunkowy, lecz próbuje przejść standardową ścieżkę ambulatoryjną, czas oczekiwania na konsultację może znacząco się wydłużyć.
Na znaczenie wczesnej diagnostyki zwraca uwagę również dr Michał Sutkowski, lekarz rodzinny i specjalista medycyny rodzinnej. Z jego perspektywy istotne jest wzmocnienie możliwości diagnostycznych podstawowej opieki zdrowotnej, tak aby lekarz rodzinny mógł szybciej kierować pacjenta na odpowiednią ścieżkę diagnostyczną. Nie chodzi przy tym o rutynowe zlecanie badań obrazowych każdemu pacjentowi z bólem głowy, lecz o stworzenie czytelnych i odpowiednio zróżnicowanych ścieżek konsultacyjnych, umożliwiających pilne skierowanie do specjalisty lub wykorzystanie narzędzi takich jak konsultacje zdalne.
Problem opóźnień diagnostycznych widoczny jest także w populacji dziecięcej. Jak wskazuje prof. dr hab. Dawid Larysz, neurochirurg kierujący Kliniką Chirurgii Głowy i Szyi Dzieci i Młodzieży w Olsztynie oraz pracujący w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach, pierwsze objawy guza mózgu bywają interpretowane jako zaburzenia neurorozwojowe lub problemy psychologiczne. Zanim dziecko trafi do właściwego ośrodka, może przejść przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne z rozpoznaniami takimi jak ADHD czy zaburzenia ze spektrum autyzmu, bez wykonania badań obrazowych. Dotyczy to zwłaszcza nowotworów rozwijających się powoli, które przez dłuższy czas nie powodują jednoznacznych objawów neurologicznych.
Ekspert zwraca również uwagę na problem pojawiający się u części pacjentów po zakończeniu leczenia. Dzieci, które przeżyły chorobę nowotworową mózgu, często wchodzą w dorosłość z deficytami rozwojowymi i nadal wymagają regularnych badań kontrolnych, niekiedy wykonywanych w znieczuleniu ogólnym. W takich przypadkach pojawia się trudność organizacyjna: system opieki pediatrycznej nie obejmuje już dorosłego pacjenta, natomiast w systemie opieki dla dorosłych znalezienie ośrodka wykonującego badania diagnostyczne w znieczuleniu u osoby z zaburzeniami rozwojowymi bywa bardzo trudne. 

Co naprawdę może zmienić rokowanie w glejakach

Na końcu pozostaje pytanie, co w przypadku glejaków mogłoby dziś oznaczać rzeczywistą zmianę jakościową w leczeniu. Z wypowiedzi specjalistów wyłania się odpowiedź stosunkowo spójna. Problem nie sprowadza się wyłącznie do liczby dostępnych leków, choć ich niedobór nadal pozostaje poważnym ograniczeniem. Nie chodzi również o pojedynczą refundację czy jedną nową technologię. Największy deficyt dotyczy powiązań między elementami systemu, które w Polsce w wielu miejscach już istnieją, ale nie zawsze tworzą spójny proces opieki.
Glejaki szczególnie wyraźnie pokazują, że nowoczesna onkologia nie opiera się wyłącznie na obecności pojedynczych wyspecjalizowanych ośrodków. Jej skuteczność zależy przede wszystkim od tego, czy pacjent – od momentu pojawienia się pierwszych objawów, przez diagnostykę, leczenie operacyjne i terapię uzupełniającą, aż po dalszą kontrolę – porusza się w systemie, który działa w sposób skoordynowany i przewidywalny.
W tym kontekście pojawienie się nowych terapii, takich jak worasidenib, ma znaczenie nie tylko farmakologiczne. Lek ten jest postrzegany jako jeden z pierwszych przykładów terapii ukierunkowanej molekularnie, która może realnie wpłynąć na przebieg wybranych postaci glejaków. Jednocześnie wielu specjalistów traktuje go jako zapowiedź szerszego kierunku rozwoju – sytuacji, w której kolejne leki celowane będą stopniowo zmieniać sposób leczenia tej grupy nowotworów.
Taki rozwój terapii mógłby w przyszłości przesunąć glejaki z obszaru chorób o bardzo ograniczonych możliwościach leczenia w stronę schorzeń, które można długofalowo kontrolować, wydłużając życie pacjentów i poprawiając jego jakość. Warunkiem wykorzystania tego potencjału pozostaje jednak uporządkowanie całego procesu opieki: od diagnostyki molekularnej i nowoczesnego obrazowania, przez leczenie operacyjne i terapię uzupełniającą, aż po wsparcie psychologiczne oraz długoterminowe prowadzenie chorych.
Obecnie nie istnieje jedno rozwiązanie, które mogłoby radykalnie zmienić rokowanie w tej chorobie. Coraz więcej danych wskazuje jednak, że bez precyzyjnej diagnostyki, wyspecjalizowanych ośrodków oraz dobrze zorganizowanej ścieżki pacjenta nawet najbardziej zaawansowane technologie będą wykorzystywane zbyt późno albo tylko w ograniczonej grupie chorych.

Artykuł powstał na podstawie dyskusji podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Centralnego Układu Nerwowego, Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Rzadkich oraz Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii pt. „Glejaki – postęp w neuroonkologii, który odmienia ludzki los”, które odbyło się 10 marca 2026 r.; źródło cytatu materiał prasowy PTOK
Rak rdzeniasty tarczycy (MTC) to nowotwór rzadki, ale wyjątkowo groźny. Stanowi zaledwie około 5 procent wszystkich przypadków raka tarczycy, a odpowiada aż za 13,4 procent zgonów w tej grupie pacjentów. W zaawansowanym stadium, gdy choroba daje przerzuty, operacja przestaje być możliwa, a dostępne terapie – zarówno chemioterapia, jak i leki ukierunkowane molekularnie – przynoszą efekty jedynie w ograniczonym zakresie. Inhibitory kinazy RET, takie jak selperkatynib, działają skutecznie tylko u około jednej czwartej chorych z określonymi mutacjami, co oznacza, że większość pacjentów pozostaje bez realnych opcji skutecznego leczenia.
„Pacjenci z zaawansowanym rakiem rdzeniastym tarczycy od lat zmagają się problemem braku skutecznych opcji leczenia. Pomimo, że rak rdzeniasty to choroba rzadka, jest ona istotna klinicznie, bo odpowiada za nieproporcjonalnie dużą liczbę zgonów wśród chorych na raka tarczycy. W sytuacji kiedy nowotwór jest już rozsiany i operacja przestaje być możliwa, dostępne terapie celowane za pomocą inhibitorów kinaz pomagają tylko niewielkiej grupie pacjentów z określonymi mutacjami w onkogenie RET, a chemioterapia wykazuje niską skuteczność. Powoduje to, że pozostali pacjenci, czyli tak właściwie ich większość, mimo ogólnego postępu medycyny, wciąż nie ma realnych szans na trwałą kontrolę choroby. Dzięki projektowi, po raz pierwszy pojawi się szansa na zastosowanie leczenia, celowanej molekularnie radioterapii izotopowej, która precyzyjnie trafia w komórki nowotworowe i daje nadzieję na skuteczniejsze leczenie.” – mówi dr hab. n. med. Marta Opalińska z Katedry Endokrynologii Wydziału Lekarskiego UJ CM, Główna Badaczka projektu.

Właśnie dla takich pacjentów powstał innowacyjny projekt badania klinicznego, finansowany przez Agencję Badań Medycznych, w którym liderem jest Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum. Badacze chcą sprawdzić skuteczność nowej radioizotopowej terapii celowanej z wykorzystaniem cząsteczki [161Tb]Tb-CP04 – analogu gastryny znakowanego izotopem terbu-161. Ten radiofarmaceutyk wiąże się z receptorem CCK2, którego nadekspresję wykrywa się w ponad 90 procentach komórek raka rdzeniastego tarczycy, co pozwala na dostarczenie promieniowania bezpośrednio do komórek nowotworowych i ograniczenie uszkodzeń zdrowych tkanek.

„Najbardziej innowacyjną częścią projektu jest zastosowanie w badaniu dwóch radiofarmaceutyków [111In]In-CP04 oraz [161Tb]Tb-CP04, łączących precyzyjną ukierunkowaną molekularnie diagnostykę lokalizacyjną ze skuteczną terapią zgodnie z zasadami teranostyki. CP04 to peptyd, który selektywnie wiąże się z receptorami CCK2 występującymi w komórkach raka rdzeniastego tarczycy, co pozwala na celowane dostarczenie radioizotopu bezpośrednio do guza. Kluczowy jest również wybór izotopu terbu-161 jako pierwiastka terapeutycznego. Terb-161 emituje zarówno cząstki beta-minus, jak i wysokoenergetyczne elektrony Augera i elektrony konwersji, co umożliwia skuteczne niszczenie nawet mikroskopijnych ognisk nowotworowych, przy jednoczesnym ograniczeniu uszkodzeń zdrowych tkanek. To podejście otwiera zupełnie nowy rozdział w leczeniu MTC” – podkreśla dr hab. n. med. Marta Opalińska.

Plan badania zakłada rekrutację 30 dorosłych pacjentów z potwierdzonym, zaawansowanym MTC. Najpierw zostanie oceniona obecność receptora CCK2 za pomocą radioznacznika [111In]In-CP04. Pacjenci spełniający kryteria otrzymają cztery cykle terapii [161Tb]Tb-CP04 w odstępach 8–12 tygodni, a efekty leczenia będą oceniane klinicznie, biochemicznie i radiologicznie. Obserwacja potrwa trzy lata.

Projekt realizowany jest w konsorcjum z udziałem Narodowego Centrum Badań Jądrowych (POLATOM), Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach oraz Świętokrzyskiego Centrum Onkologii. Partnerem jest także Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.

„Naszym celem jest wdrożenie terapii, która nie tylko poprawi przeżywalność, ale też jakość życia pacjentów. Leczenie będzie mniej obciążające niż klasyczne systemowe leczenie onkologicznie dostępne w polskich ośrodkach klinicznych” – zaznacza prof. dr hab. n. med. Alicja Hubalewska-Dydejczyk, współpomysłodawczyni projektu.

Inicjatywa wpisuje się w światowy trend personalizacji leczenia nowotworów i rozwoju teranostyki. Jeśli wyniki badania potwierdzą skuteczność terapii, może ona stać się nową, realną opcją leczenia dla pacjentów z MTC, w tym tych, którzy dotąd nie mogli skorzystać z terapii celowanych z powodu braku mutacji RET.

Źródło: Agencja Badań Medycznych
Czy możliwe jest leczenie idealnie dopasowane do konkretnego pacjenta – skuteczne, bezpieczne i bez niepotrzebnych działań ubocznych? Właśnie taką obietnicę niesie teranostyka – podejście łączące diagnostykę i terapię, rozwijające się dynamicznie m.in. w obszarze medycyny nuklearnej. O filozofii leczenia precyzyjnego, jego historii, zastosowaniach klinicznych i przyszłości opowiada prof. Leszek Królicki, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny nuklearnej, jeden z najbardziej doświadczonych ekspertów tej dziedziny w Polsce.
 
Panie Profesorze, jak wskazuje Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej, ważnym trendem w dziedzinie medycyny nuklearnej i wielu innych dyscyplinach klinicznych, jest teranostyka. Skąd wywodzi się i na czym polega to podejście?
Warto zacząć od tego, że na przestrzeni lat podejście do leczenia ulegało zmianom. W XVIII-XIX wieku dominowała „medycyna przy łóżku pacjenta”, kiedy lekarz badał pacjenta i traktował chorego, ale także jego problemy,  jako całość. Upatrywano jednej zasadniczej przyczyny wszystkich chorób i jednego uniwersalnego remedium, które zadziała na wszystkie objawy. Pod koniec XIX i na początku XX wieku pojawiło się pojęcie „medycyny szpitalnej”. W tej filozofii zakładano, że ponieważ człowiek jest zbudowany z poszczególnych narządów, to chory jest określony narząd, a nie cały organizm, dlatego należy skoncentrować wysiłki na leczeniu tylko zmienionego chorobowo narządu. Następnie okazało się, że narządy są zbudowane z tkanek i komórek, a więc to one powinny być celem leczenia. Powstało pojęcie „medycyny molekularnej” czy „medycyny laboratoryjnej”. Stanowiła ona pierwszy przyczynek do medycyny precyzyjnej, ale jednocześnie zatraciła z pola widzenia pacjenta. Prof. N. D. Jewson ubolewał nad tym w swoich artykułach mówiąc, że wywiad lekarski, rozmowa z pacjentem stały się zaledwie dodatkiem do medycyny laboratoryjnej (Jewson, N.D. The disappearance of the sick-man from medical cosmology. 1976, Sociology).

Takie podejście nie było skuteczne?
Podejście to było oczywiście skuteczne. Co więcej, pozwoliło na powstanie nowej idei w medycynie – „medycyny opartej na faktach”. Ale medycyna oparta na faktach zakłada, że dana procedura diagnostyczna czy lecznicza powinna być skuteczna u przeważającej liczby chorych – nie wyklucza grupy pacjentów, u których określona procedura spowoduje jedynie powikłania lub nie będzie efektywna. Te ograniczenia medycyny opartej na faktach spowodowały powstanie nowej kosmologii – „medycyny precyzyjnej”. „Medycynę precyzyjną”, w której pacjent jest oceniany indywidualnie, zaczęto przeciwstawiać „medycynie opartej na faktach”, uwzględniającej udokumentowane statystycznie korzyści i populacyjną ocenę prawdopodobieństwa wystąpienia działań niepożądanych lub braku odpowiedzi na terapię. Pod koniec lat 20. XX wieku starano się poszukiwać takich procedur medycznych, które już na etapie diagnostyki pozwalają na ocenę czy dana strategia terapeutyczna będzie u danego pacjenta bezpieczna i efektywna klinicznie. Narodziły się takie dyscypliny jak: metabolomika, genomika, proteomika, radiogenomika (rodzina – „omnics”). I teranostyka – połączenie diagnostyki i terapii. Pierwsze fundusze na rozwój tej nowej idei w medycynie przekazał Barak Obama w 2015 roku.

Na czym teranostyka polega w praktyce?
Jeden z autorów ujął tą procedurę w sposób szczególnie obrazowy – „lecz to, co widzisz i patrz, jak leczysz”. Samo pojęcie zostało sformułowane w 2002 roku przez J. Funkhousera, chociaż filozofia ta była stosowana znacznie wcześniej – zwłaszcza w medycynie nuklearnej. W teranostyce chodzi o to, by najpierw wykazać, że dany lek będzie skuteczny u danego chorego i dopiero wtedy wdrożyć określoną terapię z jego zastosowaniem. Jeżeli na etapie diagnostyki wykażemy, że dana cząsteczka gromadzi się w zmianie patologicznej, będziemy mieli przesłanki ku temu, żeby zakładać, że określony lek o takiej samej lub bardzo zbliżonej strukturze chemicznej rzeczywiście okaże się skuteczny w leczeniu danego chorego.  

W jakich sytuacjach klinicznych stosowano to podejście?
Podejście teranostyczne towarzyszy medycynie nuklearnej już od lat 40. XX wieku, kiedy stosowano radioaktywny fosfor 32P w leczeniu białaczek, stront-89 (89Sr) w leczeniu przerzutów do kości, [131I]I-MIBG w leczeniu pheochromocytoma i neuroblastoma. W każdej z wymienionych procedur wykonywane jest początkowo badanie scyntygraficzne po podaniu swoistego znacznika i dopiero jeśli stwierdza się gromadzenie radiofarmaceutyku w obrębie zmiany chorobowej w odpowiednio dużym stopniu, podawana jest dawka lecznicza – czyli ta sama lub bardzo zbliżona substancja chemiczna, ale znakowana radioizotopem mającym na celu zniszczenie komórek chorobowych (emiterem promieniowania beta lub alfa).

A w jakich obszarach terarnostyka ma zastosowanie obecnie?
Podejście teranostyczne jest widoczne w różnych dziedzinach medycyny i w różnych jej aspektach, szczególnie w schorzeniach onkologicznych. Klasyczny przykład to weryfikacja wskazań do zastosowania chemioterapeutyku herceptyny. Historycznie wiadomo było, że herceptyna jest skuteczna w leczeniu raka gruczołu piersiowego, ale jedynie u części pacjentek. U około 20% chorych na raka piersi wyniki leczenia z zastosowaniem tego preparatu były rewelacyjne. U pozostałych wyniki były niezadowalające. Można powiedzieć, że stosując tę terapię narażano większość pacjentek na powikłania. Kiedy odkryto, że herceptyna działa na nowotwory, które wykazują obecność receptorów typu HER, można było zawęzić chorych do grupy, która z największym prawdopodobieństwem pozytywnie zareaguje na herceptynę. Obecnie przed zastosowaniem omawianego chemioterapeutyku komórki nowotworowe pobrane w trakcie biopsji są badane pod kątem obecności receptorów typu HER. Trwają prace, by można było wykonać takie badanie in vivo – wiemy, że każdy przerzut nowotworowy może charakteryzować się inną ekspresją układów receptorowych. Pierwsze radiofarmaceutyki, które będą w tym celu stosowane, są obecnie na etapie badań klinicznych. Taka strategia pozwoli na pełne podejście teranostyczne w odniesieniu nie tylko do pojedynczej zmiany nowotworowej, ale do wszystkich przerzutów.

Czy można podać inny przykład?
Tak. Bardzo ciekawe są badania nad leczeniem odczynu zapalnego u chorych po zawale serca. Zawał serca (jego martwica) jest pewnego rodzaju wyzwalaczem różnego rodzaju procesów patologicznych w mięśniu sercowym. Martwica staje się dla organizmu ciałem obcym i powoduje reakcje obronne. Prowadzi między innymi do wystąpienia odczynu zapalnego. Odczyn zapalny ograniczony wyłącznie do okolicy martwicy jest typowym procesem, świadczącym o prawidłowym przebiegu gojenia. Jeśli jednak proces zapalny rozszerza się i obejmuje znaczną objętość prawidłowego mięśnia sercowego, staje się już procesem chorobowym, powodującym włóknienie zdrowej części miocardium. W takiej sytuacji włączenie leków przeciwdziałających nadmiernej reakcji zapalnej będzie świetnym przykładem zastosowania idei teranostyki w kardiologii. Istnieją już przesłanki wskazujące, że możliwe będzie dokładne określenie zakresu procesu zapalnego z zastosowaniem metod radioizotopowych. Preparaty działające na tej samej zasadzie teranostycznej można zastosować także między innymi w ocenie schorzeń prowadzących do włóknienia płuc. To tylko wybrane obszary kliniczne, w których metody teranostyczne będą stosowane w codziennej praktyce lekarskiej i będą istotnie wpływały na jakość życia pacjentów oraz ich bliskich.

Wskazał Pan Profesor na korzyści kliniczne z zastosowania podejścia teranostycznego w różnych kluczowych obszarach medycyny. Czy teranostyka jest także filozofią efektywną kosztowo?
Oczywiście! Dzięki temu, że już na pierwszym etapie procesu diagnostyczno-terapeutycznego wiemy, dla jakiej grupy chorych dane leczenie będzie właściwe, unikamy podawania nieskutecznego postępowania. Nie tracimy czasu na nieefektywne procedury i nie narażamy chorych na powikłania i ich leczenie. A leczenie powikłań związanych z zastosowaną procedurą medyczną bywa nie tylko czasochłonne, ale i kosztowne. Z drugiej strony pacjenci, których od razu leczymy efektywnie, mają większą szansę na lepsze efekty terapii i lepszą jakość życia. Te aspekty przekładają się na większą aktywność społeczną i zawodową pacjentów. Także – gospodarczą. Nie do przecenienia jest wartość procedur z zakresu medycyny nuklearnej w stosowaniu teranostyki.

Na czym polega ta wartość?
Jak wspomniałem, radioizotopowe procedury teranostyczne polegają na stosowaniu w części leczniczej substancji znakowanych radioizotopem emitującym promieniowanie beta lub alfa. Substancja chemiczna jest nośnikiem radioizotopu, ma na celu swoiste połączenie się z komórką chorobową – tak, aby promieniowanie jonizujące emitowane przez radioizotop spowodowało zniszczenie komórek chorobowych. Promieniowanie beta działa na komórki położone w zasięgu dosłownie kilku milimetrów od miejsca emisji, natomiast promieniowanie alfa niszczy kilka/kilkanaście najbliższych komórek. Oceniono, że uszkodzenie komórki patologicznej możliwe jest już po połączeniu się z nią zaledwie 10 cząsteczek radiofarmaceutyku. W przypadku chemioterapeutyku podobny efekt wywołuje dopiero działanie co najmniej 1000 cząsteczek leku na komórkę. Metody radioizotopowe są więc precyzyjne i skuteczne oraz możliwie oszczędzające prawidłowe tkanki.

Czy leczenie oparte na idei teranostycznej jest w Polsce stosowane, dostępne?
Jak wspomniałem, filozofia ta jest stosowana w wielu dyscyplinach klinicznych, ale bez wątpienia możemy i powinniśmy stosować ją szerzej. Obecnie stosowane jest leczenie między innymi nowotworów typu neuroblastoma u dzieci z zastosowaniem [131I]I-MIBG, przerzutów nowotworowych do kości w przebiegu raka prostaty z zastosowaniem Radu-223, guzów neuroendokrynnych z zastosowaniem znakowanych analogów somatostatyny, wybranych schorzeń tarczycy i raka tarczycy z zastosowaniem Jodu-131. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będziemy mogli stosować podobną procedurę w leczeniu rozsianej formy raka prostaty. W tym przypadku stosowany jest szczególny peptyd – PSMA swoiście łączący się z komórkami nowotworowymi raka prostaty: po wykonaniu badania scyntygraficznego z zastosowaniem tego peptydu i wykazaniu, że gromadzi się on w odpowiednio dużym stopniu w zmianach przerzutowych raka, możliwe jest podanie radiofarmaceutyku znakowanego Lutetem-177 w celu terapeutycznym. Duże wieloośrodkowe badanie kliniczne (VISION) wykazało znaczną skuteczność i bezpieczeństwo tej terapii w grupie chorych, u których dotychczasowe formy leczenia (hormonoterapia, chemioterapia) okazały się zawodne. Problem ten jest szczególnie istotny ze względu na dane epidemiologiczne. Rak prostaty jest drugim co do częstości zachorowań nowotworem występującym u mężczyzn. Trwają badania kliniczne nad zastosowaniem idei teranostyki w leczeniu szpiczaków, raka piersi, czerniaka, guzów mózgu, innych schorzeń nowotworowych.

Panie Profesorze, uprzejmie dziękuję za komentarz.

Rozmawiała Marta Sułkowska

Źródło: materiał prasowy

Rak nerki to nowotwór, który długo może nie dawać żadnych objawów — a mimo to każdego roku odbiera życie tysiącom osób. Z okazji Światowego Dnia Raka Nerki eksperci zrzeszeni w Polskiej Grupie Raka Nerki przypominają, jak kluczowa jest świadomość tej choroby, szybka diagnostyka i dostęp do nowoczesnych terapii. W materiale znajdziesz aktualne dane, obalenie popularnych mitów i komentarze specjalistów o tym, jak skutecznie leczyć – także w zaawansowanym stadium.
Rak nerki to jeden z bardziej podstępnych nowotworów – co roku w Polsce rozpoznaje się go u około 5 tys. osób, a aż połowa pacjentów w tym samym czasie z jego powodu umiera[1]. Najczęściej występuje on u mężczyzn po 45. oraz u kobiet między 55. a 74. rokiem życia1, a dominującą postacią choroby jest rak nerkowokomórkowy (RCC), odpowiadający za 90 proc. przypadków[2].

Nowotwór we wczesnym stadium zaawansowania choroby często przebiega bezobjawowo. Objawy rozsiewu zależą od wielkości i lokalizacji przerzutów. Choć na etapie uogólnienia procesu nowotworowego standardowa metoda leczenia onkologicznego, jaką jest chemioterapia nie przynosi wymiernych efektów, chorzy mogą korzystać z nowoczesnych terapii ukierunkowanych molekularnie i/lub immunoterapii – dostępnych w Polsce w ramach programu lekowego B.10.

Polscy pacjenci z rakiem nerki mają dostęp do szerokiego wachlarza nowoczesnych metod leczenia, w tym terapii ukierunkowanych molekularnie  i immunoterapii. Jednak nawet pomyślne zakończenie leczenia nie oznacza końca zmagania się z chorobą. Pacjenci wymagają bowiem regularnych kontroli – przez pierwsze trzy lata badania obrazowe wykonujemy co kilka miesięcy, a przez kolejne dwa lata raz w roku. Taki schemat pozwala na wczesne wykrycie ewentualnego nawrotu i szybkie wdrożenie ponownego leczenia. Fakt ten pokazuje, że choroba ta jest niezwykle podstępna, dlatego tak ważne jest to, aby pacjenci i ich bliscy mieli dostęp do sprawdzonych, rzetelnych informacji, które mogą być realnym wsparciem w podejmowaniu świadomych decyzji zdrowotnych tłumaczy dr hab. n. med. Jakub Żołnierek, specjalista w dziedzinie urologii i onkologii klinicznej, Prezes stowarzyszenia Polska Grupa Raka Nerki.

Rak nerki – co jest prawdą, a co mitem?

Budowanie świadomości na temat raka nerki to proces, który musi być systematycznie wspierany, zwłaszcza że, jak w przypadku wielu nowotworów, chorobie tej towarzyszy wiele błędnych przekonań. Do jednych z najczęściej powielanych należą:

Mit 1: rak nerki występuje tylko w obszarze jednego narządu
Wielu osobom wydaje się, że rak nerki może występować wyłącznie w nerkach. To mit. Gdy nowotwór się rozprzestrzenia, może zaatakować inne narządy, takie jak płuca, kości, mózg czy nadnercza. Dostępne dane wskazują, że blisko 30 proc. chorych ma objawowe przerzuty już w momencie rozpoznania[3]. W takim przypadku nadal mówi się o raku nerki, ponieważ nie zmienia on swojego biologicznego charakteru. Mimo że pojawia się w innych miejscach ciała, pozostaje tym samym nowotworem i jest traktowany jak rak nerki, a nie jak rak płuca czy mózgu. Warto jednak pamiętać, że w obrębie nerki mogą rozwijać się również inne nowotwory. Przykładem jest, chociażby rak miedniczki nerkowej, chłoniaki czy mięsaki.

Mit 2: zabieg chirurgiczny to jedyna skuteczna metoda leczenia
W przypadku raka nerki ograniczonego do narządu lub z niewielkim rozsiewem, podstawową metodą leczenia pozostaje zabieg chirurgiczny polegający na usunięciu guza pierwotnego i ewentualnych  – nielicznych przerzutów. Natomiast w bardziej zaawansowanych stadiach choroby – zwłaszcza w sytuacji  obecności licznych  przerzutów – leczenie operacyjne nie przynosi oczekiwanych rezultatów. W takich przypadkach kluczową rolę odgrywa farmakoterapia polegająca na zastosowaniu immunoterapii jako jedynej metody postepowania lub w skojarzeniu z lekami ukierunkowanymi molekularnie. Taka strategia intensywnego leczenia systemowego nie tylko daje szansę na uzyskanie kontroli nad chorobą, ale także ma potwierdzony istotny wpływ na wydłużenie czasu przeżycia chorych. W badaniach klinicznych CheckMate-214 i ChekMat 9ER wykazało, że korzyści z, odpowiednio, terapii skojarzonej niwolumab z ipilimumabem lub kabozantynibu z niwolumabem  utrzymują się nawet po kilku latach obserwacji, co czyni je jednymi z najważniejszych osiągnięć  w leczeniu zaawansowanego raka nerki[4].
W leczeniu zaawansowanego raka nerki dostępnych jest kilka skutecznych schematów immunoterapeutycznych, takich jak niwolumab w połączeniu z ipilimumabem, lenwatynib z pembrolizumabem czy kabozantynib z niwolumabem. W wybranych przypadkach warto rozważyć zastosowanie immunoterapii po wcześniejszym jej wykorzystaniu w połączeniu z leczeniem miejscowym, np.: radioterapią lub zabiegiem chirurgicznym. Kluczowe jest jednak indywidualne podejście do konkretnej sytuacji klinicznej chorego i odpowiednie zaplanowanie terapii dodaje dr hab. n. med. Jakub Żołnierek.

Mit 3: na raka nerki chorują wyłącznie osoby starsze lub prowadzące niezdrowy styl życia
Rak nerki nie występuje wyłącznie u osób starszych lub tych prowadzących niezdrowy tryb życia. Choć wiek, palenie tytoniu, otyłość i nadciśnienie zwiększają ryzyko zachorowania, nowotwór ten może wystąpić również u osób młodszych i dbających o swoje zdrowie. W Polsce rak nerki znajduje się na 9. miejscu wśród mężczyzn oraz 10. wśród kobiet na liście najczęściej występujących chorób onkologicznych[5]. Dlatego tak ważna jest świadomość konieczności regularnego wykonywania badań kontrolnych, takich jak ultrasonografia jamy brzusznej, zwłaszcza u osób po 50. roku życia, co pozwala na wczesne wykrycie zmian i zwiększa szanse na skuteczne leczenie.
Z okazji Światowego Dnia Raka Nerki warto przypomnieć, że nowotwór ten jest poważną chorobą, a jej wykrycie na wczesnym etapie rozwoju znacząco zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Kluczową rolę odgrywa podnoszenie świadomości społecznej oraz edukacja w zakresie czynników ryzyka zachorowania, wczesnych objawów choroby  i profilaktyki – działania te od lat z zaangażowaniem realizuje Stowarzyszenie Polska Grupa Raka Nerki. Wiedza, czujność i regularne badania mogą uratować życie.
 
O stowarzyszeniu Polska Grupa Raka Nerki
PGRN jest stowarzyszeniem zrzeszającym klinicystów z dziedziny onkologii i urologii, którzy chcą leczyć swoich pacjentów zgodnie z najlepszymi i najnowszymi standardami i aktualną wiedzą medyczną.
Celem podejmowanych aktywności jest poprawa sytuacji tej grupy chorych poprzez edukację – zarówno pacjentów, jak i lekarzy, dotyczącą rekomendowanych w ramach polskich i zagranicznych wytycznych klinicznych ścieżek postępowania diagnostyczno-terapeutycznego. https://pgrn.pl/o-pgrn/
 
[1] Wynika z danych Stowarzyszenia Polska Grupa Raka Nerki. Źródło: https://pgrn.pl/dla-pacjenta/ [dostęp: czerwiec 2025]
[2] Wynika z danych Narodowego Centrum Nauki. Źródło: https://projekty.ncn.gov.pl/opisy/520585-pl.pdf [dostęp: czerwiec 2025]
[3] Atik F.A., Navia J.L., Krishnamurthi V. i wsp. Solitary massive right ventricular metastasis of renal cell carcinoma without inferior vena cava or right atrium involvement. J. Card. Surg. 2006; 21: 304–306
[4] Stryczyńska-Mirocha A, MirochaM. Zastosowanie ipilimumabu z niwolumabem w 1. linii leczenia rozsianego jasnokomórkowego raka nerki. Biuletyn PTO NOWOTWORY 2024; 9, supl. 2: 36–38.
[5] Źródło: https://www.termedia.pl/Journal/-3/pdf-8131-1 [dostęp: czerwiec 2025]
Już 11 czerwca 2025 r. w Centrum Prasowym PAP odbędzie się konferencja prasowa poświęcona sytuacji chorych na stwardnienie zanikowe boczne (ALS) w Polsce. Spotkanie organizowane przez Stowarzyszenie Dignitas Dolentium zgromadzi lekarzy neurologów, pacjentów, opiekunów oraz przedstawicieli instytucji publicznych i mediów. Tematem przewodnim będzie dostęp do leczenia, diagnostyka genetyczna oraz pierwsze doświadczenia z terapią modyfikującą przebieg choroby w mutacji SOD1.
Stowarzyszenie Dignitas Dolentium serdecznie zaprasza do udziału w konferencji prasowej pt. „Sytuacja polskich chorych ze stwardnieniem zanikowym bocznym (ALS). Szanse i wyzwania”, która odbędzie się 11 czerwca 2025 r. o godz. 10:00 w Centrum Prasowym PAP przy ul. Brackiej 6/8 w Warszawie.

ALS to rzadka choroba o dramatycznym przebiegu – postępująca szybko, nieodwracalnie i bezlitośnie odbierająca sprawność, mowę, a w końcu oddech. Średni czas przeżycia od momentu diagnozy to 3-5 lat. Choroba często dotyka osoby w sile wieku, w pełni aktywne zawodowo i rodzinnie, odbierając im zdrowie i życie.

Podczas spotkania będziemy rozmawiać o chorobie, jej wpływie na życie pacjenta i rodziny, o wyzwaniach systemowych związanych z opieką medyczną i usprawnieniem kluczowych w ścieżce terapeutycznej badań genetycznych, umożliwiających wczesne wdrożenie leczenia.

W maju 2024 roku została zarejestrowana pierwsza przełomowa terapia modyfikująca przebieg choroby w mutacji w genie SOD1. Dzisiaj to leczenie staje się realną szansą na zatrzymanie choroby i poprawę jakości życia dla nielicznej grupy polskich chorych – ok. 100 osób z SOD1-ALS.

W trakcie konferencji będziemy mogli zapoznać się z pierwszymi wielomiesięcznymi doświadczeniami i efektami tej terapii w Polsce, którymi podzielą się nasi klinicyści i pacjenci cierpiący na mutację w genie SOD1.

W programie konferencji:

Eksperckie wystąpienia lekarzy neurologów:

Historie pacjentów z SOD1-ALS:

Głos rodzin i opiekunów:

Głos Rzecznika Praw Pacjenta:

Dyskusja: „Pacjent z ALS w systemie ochrony zdrowia” z udziałem parlamentarzystów i ministerstwa zdrowia


Konferencja została objęta patronatem
Krajowego Forum ORPHAN, Polskiego Towarzystwa Chorób Nerwowo-Mięśniowych oraz mediów branżowych i ogólnopolskich, w tym redakcji MedicalPress.pl.
 
Konferencja odbędzie się 11 czerwca 2025 r. o godz. 10:00
Centrum Prasowe PAP, ul. Bracka 6/8, Warszawa
Transmisja na żywo na Facebooku: DignitasDolentiumSLA/live_videos
 
Więcej informacji o ALS i działaniach Stowarzyszenia Dignitas Dolentium: mnd.pl
 
Jak zmienia się leczenie raka płuca w świetle najnowszych odkryć? Co czeka pacjentów w najbliższych latach i jaką rolę odegrają sztuczna inteligencja oraz badania przesiewowe? O tym opowiadają specjaliści z Centrum Onkologii w Bydgoszczy, którzy wzięli udział w Europejskim Kongresie Raka Płuca (European Lung Cancer Congress – ELCC 2025), jednym z kluczowych wydarzeń onkologicznych w Europie.
Specjaliści z Centrum Onkologii w Bydgoszczy wzięli udział w jednym z najważniejszych wydarzeń onkologicznych w Europie – Europejskim Kongresie Raka Płuca 2025, który odbył się w Paryżu w dniach 25–29 marca. Spotkanie, organizowane przez Europejskie Towarzystwo Onkologii Medycznej (ESMO), zgromadziło ekspertów z całego świata, którzy dzielili się najnowszymi odkryciami w diagnostyce i leczeniu.
 
Centrum Onkologii w Bydgoszczy reprezentowali:
Wszyscy zgodnie podkreślają, że wrócili z Paryża z nową wiedzą, inspiracjami i przekonaniem, że jesteśmy dopiero na progu wielkiego przełomu w terapii nowotworów płuc. I co równie ważne, upewnili się, że bydgoska onkologia jest na światowym poziomie. Terapie, które stosujemy w naszym ośrodku nie odbiegają od tych oferowanych w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Warto było wziąć udział w kongresie, bo to spotkanie dodało nam skrzydeł. Myśleliśmy, że doszliśmy już do kresu intensywnego rozwoju nowoczesnej medycyny w takich dziedzinach jak np. immunoterapia, genetyka, nowe leki ukierunkowane molekularnie. Tymczasem okazuje się , że to dopiero początek. Ten obszar medycyny tak się rozwija, że jesteśmy tak naprawdę u progu tej drogi wielkiego rozwoju. Naprawdę mamy szansę zmienić przebieg zaawansowanej choroby onkologicznej na chorobę przewlekłą. To światełko dla pacjentów – podkreśla dr n. med. Olga Urbanowska-Domańska.
 
Eksperci mieli okazję poznać najnowsze osiągnięcia w diagnostyce i terapii raka płuca. Ich szczególna uwaga skupiła się na:
 
Znaczenie badań screeningowych – kluczowe w wczesnym wykrywaniu raka płuca
Jednym z ważnych tematów kongresu było znaczenie badań screeningowych. Jak podkreśla dr Olga Urbanowska-Domańska: – Postęp w screeningu raka płuca to prawdziwa  szansa na zmianę w przebiegu choroby nowotworowej płuca. Badania niskodawkowej tomografii komputerowej a także wykrywanie krążącego DNA w krwi pacjentów pozwalają na wczesne wykrycie nowotworu, zanim pojawią się objawy. To otwiera nowe możliwości leczenia i radykalnie zwiększa szanse pacjentów na przeżycie.
 
Program profilaktyki wczesnego wykrywania i zapobiegania raka płuca dla mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego” był prowadzony do końca 2023 roku dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na lata 2014-2020. Polegał m.in. na wykonywaniu badań  niskodawkową tomografią komputerową NDTK klatki piersiowej, która szybko, bezinwazyjnie i  bezboleśnie wykrywa wczesne zmiany w obrębie płuc.
 
W ciągu ponad 2 lat przebadaliśmy 4 tysiące osób i wykryliśmy ponad 30 nowotworów w niskim stopniu zaawansowania. Oczekujemy następnego takiego programu, bo to bardzo potrzebne badania – podkreśla dr Maciej Dancewicz – koordynator Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej i Nowotworów.
 
Należałoby do nich wrócić i co więcej, powinny być finansowane przez Ministerstwo Zdrowia w ramach profilaktyki – apelują specjaliści onkolodzy.
 
Kiedy ten screening u nas funkcjonował wielu pacjentów miało wykryty nowotwór w bardzo WCZESNYM STADIUM, dzięki temu możliwe było leczenie radykalne, a potem ewentualnie leczenie uzupełniające, systemowe i ci pacjenci żyją. To jest niezaprzeczalne i takie same wnioski płyną z kongresu w Paryżu – dodaje dr Urbanowska-Domańska.
 
Eksperci zwracali również uwagę, że badania screeningowe powinny obejmować nie tylko osoby palące, ale także młodszych pacjentów i tych, którzy nigdy nie palili. Wykrywanie wczesnych zmian nowotworowych może bowiem uratować tysiące istnień.
 
Palenie tytoniu jest najważniejszym czynnikiem predysponującym do powstania raka płuca. Ale my onkolodzy coraz częściej zauważamy u pacjentów młodszych, nigdy  niepalących, różne postaci raka w tym nowotwory niedrobnokomórkowe z mutacjami genetycznymi, które można leczyć w sposób celowany. I dlatego powinna być możliwość screeningu TAKŻE u tych niepalących pacjentów. Natomiast u chorych, którzy przebyli już leczenie radykalne, nowością jest stwierdzenie choroby resztkowej w postaci krążącego DNA w krwi pacjentów. W naszym ośrodku też już przeprowadzaliśmy takie badania. Badaliśmy np. mutacje EGFR krążącym DNA u pacjentów, technicznie jest to u nas możliwe – podkreśla dr Urbanowska-Domańska.
 
Na posiedzeniu sejmowej Podkomisji stałej ds. onkologii Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, przedstawiła informacje dotyczące stanu prac dotyczących profilaktyki raka płuca. Poinformowała, że Ministerstwo Zdrowia pracuje nad wprowadzeniem na stałe do koszyka profilaktycznego programów zdrowotnych niskodawkowej tomografii komputerowej.
 
Zależy nam, aby odbyło się to w ciągu najbliższych dwóch miesięcy – wskazywała Janiszewska-Kajka.
 
Rola sztucznej inteligencji – przyszłość diagnostyki i terapii
Podczas Europejskiego Kongresu Raka Płuca dużo miejsca poświęcono też sztucznej inteligencji. AI staje się coraz bardziej nieodzownym narzędziem w diagnostyce i leczeniu nowotworów płuca. Na kongresie zaprezentowano doświadczenia włoskich lekarzy, którzy pracują  w oparciu o systemy AI analizujące dane pacjentów, by wskazać optymalne ścieżki terapeutyczne.
 
AI nie zastępuje lekarza, ale jest nieocenioną pomocą. Dzięki algorytmom analizującym ogromne bazy danych, możemy szybciej dobierać najlepsze opcje leczenia dla danego pacjenta. To oszczędność czasu i lepsza precyzja terapii – podkreśla dr Urbanowska-Domańska.
 
W jednej z włoskich klinik informatycy stworzyli program, do którego wrzuca się wszystkie ważne informacje pacjenta, m.in.: czynniki ryzyka, wiek, wyniki histopatologiczne, stopień zaawansowania nowotworu itd.  Na podstawie tych danych AI określa i podpowiada najlepsze kombinacje lekowe dla danego chorego. PROPONUJE, ale NIE ZASTĘPUJE lekarza. To ogromna oszczędność czasu związanego z analizą danych. Jednak to ostatecznie lekarz akceptuje ścieżkę terapeutyczną, bo to on widzi pacjenta na żywo, jego stan ogólny”- wyjaśnia dr Olga Urbanowska-Domańska.
 
Sztuczna inteligencja znajduje również zastosowanie w planowaniu radioterapii i analizie odpowiedzi pacjenta na leczenie, co pozwala na bieżącą modyfikację terapii dla uzyskania najlepszych efektów.
 
Leczenie systemowe – kluczowa broń w walce z rakiem płuca
Podczas kongresu wielokrotnie podkreślano, że leczenie systemowe – chemioterapia, immunoterapia i terapie celowane – odgrywa fundamentalną rolę w poprawie wyników leczenia raka płuca. Immunoterapia, szczególnie w połączeniu z chemioterapią, przynosi coraz lepsze efekty, pozwalając na dłuższe i lepszej jakości życie pacjentów.
 
Dr Urbanowska-Domańska zwraca uwagę na nowe możliwości: – Leczenie skojarzone z immunoterapią otwiera przed nami zupełnie nowe perspektywy. Wcześniej uważaliśmy, że zaawansowany rak płuca to wyrok, teraz mamy dowody, że możemy przedłużyć życie pacjentów o wiele lat, a nawet traktować chorobę jako przewlekłą.
 
Dzięki nowym metodom terapii możliwe jest lepsze dostosowanie leczenia do indywidualnych cech pacjenta, co zwiększa jego skuteczność i ogranicza skutki uboczne.
 
Nowe refundowane terapie – nadzieja dla polskich pacjentów
Ostatnie lata w Polsce to znaczące rozszerzenie dostępności do najnowszych leków i terapii onkologicznych  w ramach leczenia systemowego. Dobrą wiadomością dla chorych w Polsce jest wprowadzenie od 1 kwietnia kolejnych, nowych terapii na listę refundacyjną NFZ. Obejmuje ona  m.in. alektynib dla pacjentów z mutacją ALK oraz skojarzoną terapię immunologiczną durwalumabem i tremelimumabem w połączeniu z chemioterapią.
 
Nowe możliwości terapeutyczne stanowią kolejny ważny krok naprzód w walce z rakiem płuca, umożliwiając skuteczniejsze leczenie chorych i poprawiając ich rokowania.
 
Europejski Kongres Raka Płuca 2025 dostarczył nie tylko wiedzy, ale i nadziei – zarówno lekarzom, jak i pacjentom. Wczesna diagnostyka, nowoczesne leczenie systemowe oraz wsparcie sztucznej inteligencji dają realną szansę na to, że rak płuca stanie się chorobą przewlekłą, z którą można skutecznie walczyć.

Materiał pochodzi z Centrum Onkologii w Bydgoszczy (źródło)