Medicalpress
Wiedza społeczeństwa na temat mikrobiomu wciąż nie nadąża za postępem naukowym. Jak pokazują wyniki badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, przeprowadzonego przez Instytut Mikrobioty Biocodex i Ipsos, choć niemal trzy czwarte respondentów deklaruje, że słyszało o mikrobiomie, wiele osób nie zna jego znaczenia dla zdrowia, przebiegu chorób czy skuteczności leczenia.
Dodatkowo blisko połowa badanych nigdy nie otrzymała informacji czym jest mikrobiom i jakie pełni funkcje od specjalistów opieki zdrowotnej – mimo że to właśnie im pacjenci ufają najbardziej. Z okazji Światowego Dnia Mikrobiomu, obchodzonego 27 czerwca, eksperci apelują o większą edukację społeczeństwa w zakresie wpływu mikrobiomu na zdrowie człowieka.

Mikrobiom to nie tylko jelita

Według wyników najnowszej edycji badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, 72% respondentów deklaruje, że słyszało o mikrobiomie, jednak tylko 24% twierdzi, że dokładnie wie, czym on jest. Najbardziej rozpoznawalnym pojęciem jest mikrobiom jelitowy, o którym słyszało 63% badanych. Znacznie mniej osób zna pojęcia związane z mikrobiomem jamy ustnej (52%), pochwy (51%), skóry (50%), układu moczowego (46%), uszu, nosa i gardła (45%) czy płuc (44%). Jedynie 32% respondentów deklaruje znajomość wszystkich tych rodzajów mikrobiomu, a zaledwie 7% twierdzi, że dokładnie rozumie każde z tych pojęć.

Warto wiedzieć, że choć mikrobiom najczęściej kojarzony jest właśnie z układem pokarmowym, mikroorganizmy zasiedlają również skórę, jamę ustną, drogi moczowe czy układ oddechowy. Coraz więcej badań wskazuje, że ich rola nie ogranicza się wyłącznie do wspierania procesów trawiennych, ale może mieć znaczenie dla funkcjonowania całego organizmu. Mimo to społeczna percepcja mikrobiomu nadal koncentruje się jednak głównie wokół jelit.

Nauka odkrywa coraz więcej, świadomość społeczna nie nadąża

Respondenci stosunkowo dobrze rozumieją podstawowe zależności związane z mikrobiomem. Większość wie, że sposób odżywiania wpływa na jego równowagę (79%), a antybiotyki mogą oddziaływać na mikrobiom (71%). Coraz więcej dowodów naukowych wskazuje jednak na znacznie szersze znaczenie mikrobiomu dla zdrowia człowieka.

Tymczasem jedynie 40% badanych poprawnie oceniło zależność pomiędzy mikrobiomem a odpowiedzią organizmu na leczenie przeciwnowotworowe. Jeszcze mniej osób wykazało prawidłową wiedzę dotyczącą związku mikrobiomu z niektórymi chorobami alergicznymi – poprawnej odpowiedzi udzieliło zaledwie 23% respondentów.

Jeszcze kilka lat temu mikrobiom był tematem znanym głównie naukowcom. Dziś staje się jednym z ważniejszych obszarów współczesnej medycyny, ponieważ jego znaczenie dostrzega się w coraz większej liczbie dziedzin – od gastroenterologii po onkologię czy alergologię. Wyniki badania pokazują jednak, że wiedza społeczeństwa nie rozwija się w tym samym tempie co nauka, dlatego równie ważne jak prowadzenie kolejnych badań jest przekładanie ich wyników na praktyczną wiedzę pacjentów – mówi dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca, przedstawicielka Biocodex Microbiota Foundation.

Lekarze cieszą się największym zaufaniem, ale edukacja nadal jest niewystarczająca

Aż 94% respondentów wskazuje przedstawicieli zawodów medycznych (lekarzy, farmaceutów, pielęgniarki) jako jedne z najbardziej zaufanych źródeł informacji o mikrobiomie, w tym 79% wskazało ich na pierwszym miejscu. Jednocześnie tylko połowa badanych deklaruje, że kiedykolwiek otrzymała od pracownika ochrony zdrowia choć jedną informację dotyczącą mikrobiomu. Co więcej, odsetek ten spadł o 5 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim rokiem.

Wyniki badania pokazują, że potencjał edukacyjny gabinetów lekarskich nadal nie jest w pełni wykorzystywany. Tymczasem to właśnie lekarze, farmaceuci i inni przedstawiciele zawodów medycznych mogą odgrywać kluczową rolę w przekazywaniu rzetelnej wiedzy na temat znaczenia mikrobiomu dla zdrowia – komentuje dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca, przedstawicielka Biocodex Microbiota Foundation.

Antybiotyki i mikrobiom – temat, o którym nadal mówi się za mało

Potrzebę większej edukacji widać również w kontekście antybiotykoterapii. Tylko 25% respondentów deklaruje, że podczas ostatniego przepisywania antybiotyku otrzymało od lekarza komplet informacji dotyczących możliwych konsekwencji dla mikrobiomu oraz sposobów ograniczania ich negatywnego wpływu.

Zaledwie 36% badanych otrzymało wskazówki dotyczące ograniczania niekorzystnego wpływu antybiotykoterapii na mikrobiom, a 39% zostało poinformowanych, że stosowanie antybiotyków może zaburzać jego równowagę.

Światowy Dzień Mikrobiomu okazją do rozmowy o zdrowiu

Światowy Dzień Mikrobiomu, obchodzony 27 czerwca, staje się pretekstem do zwrócenia uwagi na rosnącą lukę między postępem nauki a poziomem wiedzy społecznej w tym obszarze. Wyniki Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty pokazują, że choć mikrobiom coraz częściej obecny jest w debacie naukowej i medycznej, jego znaczenie dla zdrowia człowieka nadal pozostaje niedostatecznie rozpoznane przez pacjentów.

Źródło: inf pras

Ból brzucha przed ważnym egzaminem, nudności w czasie silnego stresu czy nagłe problemy jelitowe po trudnych doświadczeniach życiowych – wielu ludzi traktuje takie objawy jako chwilową reakcję organizmu. Tymczasem coraz więcej dowodów potwierdza, że relacja między mózgiem a jelitami jest znacznie głębsza. Najnowsza publikacja współtworzona przez prof. Agatę Mulak z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że na zdrowie przewodu pokarmowego wpływają nie tylko geny, dieta czy bakterie jelitowe, ale również kultura, relacje społeczne, status ekonomiczny i sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
Artykuł opublikowany w czasopiśmie American Gastroenterological Association Gastroenterology stanowi część aktualizacji Kryteriów Rzymskich V, najważniejszego międzynarodowego systemu klasyfikacji i diagnostyki zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych (Disorders of Gut–Brain Interaction, DGBI). To schorzenia, które jeszcze do niedawna określano jako czynnościowe zaburzenia przewodu pokarmowego, w tym m.in. zespół jelita nadwrażliwego.

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych należą dziś do najczęstszych problemów gastroenterologicznych. Szacuje się, że mogą dotyczyć nawet 42% populacji ogólnej. Jednocześnie pozostają ogromnym wyzwaniem diagnostycznym i terapeutycznym.

Pacjenci często przez lata słyszą, że „wyniki są prawidłowe”, mimo że objawy, takie jak bóle brzucha, wzdęcie, biegunka, zaparcie czy nudności, utrudniają codzienne funkcjonowanie

– Zmiana spojrzenia na patogenezę i przebieg zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych jest efektem holistycznego podejścia do zdrowia i choroby, zgodnego z modelem biopsychospołecznym, uwzględniającym interakcje czynników biologicznych, psychologicznych oraz społeczno-kulturowych – wyjaśnia prof. Agata Mulak z Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Nowe Kryteria Rzymskie podkreślają, że objawy nie są „wyłącznie psychiczne” ani „tylko jelitowe”. To efekt złożonych interakcji między układem nerwowym, odpornościowym, hormonalnym i mikrobiotą jelitową.

Oś jelito–mózg

W ostatnich latach naukowcy coraz częściej mówią o osi jelitowo–mózgowej, systemie dwukierunkowej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym a mózgiem. Jelita nie są już postrzegane wyłącznie jako narząd trawienia, ale jako aktywny element regulujący funkcjonowanie całego organizmu.

W komunikacji tej uczestniczą nerwy, hormony, komórki odpornościowe oraz mikrobiota jelitowa, czyli miliardy mikroorganizmów zamieszkujących przewód pokarmowy. To właśnie dlatego przewlekły stres może wpływać nie tylko na samopoczucie psychiczne, ale również na pracę jelit.

– Przewlekły stres zaburza komunikację między mózgiem a przewodem pokarmowym, wpływając na motorykę jelit, nadwrażliwość trzewną, przepuszczalność bariery jelitowej oraz skład mikrobioty – tłumaczy prof. Mulak.

Badania pokazują, że długotrwałe napięcie psychiczne może zwiększać nadwrażliwość jelit, zmieniać skład bakterii jelitowych i nasilać procesy zapalne. To z kolei przekłada się na większe nasilenie objawów i pogorszenie jakości życia pacjentów.

Samotność, presja i czynniki społeczno-kulturowe także wpływają na jelita

Jednym z najważniejszych elementów nowej publikacji jest zwrócenie uwagi na rolę czynników społeczno-kulturowych. To obszar, który jeszcze kilka lat temu był w gastroenterologii traktowany marginalnie.

Tymczasem naukowcy coraz lepiej rozumieją, że zdrowie jelit może zależeć także od warunków życia, poziomu bezpieczeństwa ekonomicznego, jakości relacji społecznych czy norm kulturowych dotyczących wyrażania emocji i choroby. – Czynniki społeczno-kulturowe wywierają istotny wpływ na poziom stresu, styl życia oraz to, jak postrzegamy objawy i jak na nie reagujemy – podkreśla badaczka.

Znaczenie mogą mieć m.in. przeciążenie pracą, przewlekła niepewność finansowa, brak wsparcia społecznego czy doświadczenie wykluczenia. W niektórych kulturach otwarte mówienie o problemach jelitowych jest społecznie tabuizowane, co może opóźniać zgłaszanie się po pomoc medyczną.

– Normy kulturowe kształtują interpretację i ekspresję dolegliwości oraz korzystanie z pomocy medycznej, co bezpośrednio wpływa na przebieg tych schorzeń i skuteczność leczenia – dodaje prof. Mulak.

Coraz więcej dowodów sugeruje, że zaburzenia osi jelitowo–mózgowej mogą mieć znaczenie także poza gastroenterologią. Naukowcy analizują ich związki z chorobami metabolicznymi, autoimmunologicznymi, a nawet neurologicznymi i psychiatrycznymi.

Mikrobiota jelitowa może wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego, metabolizm oraz aktywność mózgu. Dlatego zaburzenia jej równowagi są dziś badane m.in. w kontekście depresji, chorób neurodegeneracyjnych czy otyłości.

Medycyna przyszłości będzie bardziej holistyczna

Nowe podejście zmienia również sposób leczenia pacjentów. Coraz większe znaczenie ma budowanie relacji lekarza z pacjentem i indywidualne dopasowanie terapii do potrzeb konkretnej osoby.

 
– Dobra komunikacja lekarza z pacjentem, oparta na aktywnym słuchaniu, empatii i zaufaniu, stanowi podstawę skutecznego leczenia – zaznacza prof. Agata Mulak.
Eksperci podkreślają, że skuteczna terapia nie powinna ograniczać się wyłącznie do leków. Coraz częściej obejmuje także modyfikację diety, poprawę jakości snu, aktywność fizyczną, techniki redukcji stresu oraz wsparcie psychologiczne.

– Holistyczne podejście nie tylko zmniejsza nasilenie objawów, lecz także poprawia jakość życia chorych. W przyszłości można spodziewać się coraz bardziej spersonalizowanych terapii uwzględniających zarówno biologiczne, jak i psychospołeczne aspekty zdrowia – podsumowuje badaczka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Sociocultural Aspects of the Pathophysiology, Clinical Presentation, and Management of Disorders of Gut–Brain Interaction, Reuben K. Wong, Xiucai Fang, Uday C. Ghoshal, Purna C. Kashyap, Agata Mulak, Yeong Yeh Lee, Ami D. Sperber, Gerald Holtmann, Gastroenterology 2026

Źródło: inf pras

Alergie zwykle kojarzymy z układem odpornościowym, genetyką i środowiskiem. Coraz częściej jednak w tej układance pojawia się jeszcze jeden element: mikrobiota jelitowa. Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie International Journal of Molecular Sciences sugeruje, że przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO) może mieć związek z nasileniem objawów chorób atopowych, takich jak astma oskrzelowa, alergie pokarmowe czy przewlekła pokrzywka.
Praca przeglądowa powstała przy udziale naukowców i studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w tym członków Studenckiego Koła Naukowego Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Jelita a układ odpornościowy

SIBO (small intestinal bacterial overgrowth) oznacza nadmierne namnażanie bakterii w jelicie cienkim. Może powodować objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak wzdęcia, biegunki czy bóle brzucha. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że jego skutki mogą wykraczać poza układ trawienny.

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na układ odpornościowy poprzez tzw. oś jelito–odporność. W efekcie dysbioza jelitowa może sprzyjać nasileniu objawów chorób atopowych – dotyczących dróg oddechowych, skóry lub przewodu pokarmowego.

Analiza dostępnych badań pokazuje, że dodatnie wyniki testów oddechowych w kierunku SIBO częściej obserwuje się u pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi, zespołem aktywacji mastocytów oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną. Nie oznacza to jednak, że SIBO jest bezpośrednią przyczyną tych chorób.

– Szacuje się, iż w populacji ogólnej SIBO występuje do ok. 20% osób zdrowych, natomiast dla alergików brak jest jednoznacznych danych. Większość badań wskazuje jednak na korelację między dodatnim wynikiem testu oddechowego a objawami alergii – wyjaśnia dr Krzysztof Gomułka z Katedry i Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW. Jak podkreśla badacz, wiele dostępnych danych dotyczy dzieci, dlatego potrzebne są dalsze badania w populacji osób dorosłych.

Kiedy leczenie SIBO może pomóc?

Związek między SIBO a alergiami może mieć znaczenie praktyczne w leczeniu niektórych pacjentów.

– Największa szansa na poprawę objawów po diagnostyce i leczeniu SIBO może dotyczyć pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną – mówi dr Krzysztof Gomułka. Mechanizm tej zależności może działać w obie strony. Z jednej strony SIBO może prowadzić do tzw. „nieszczelności jelita”, która sprzyja stanowi zapalnemu i reakcjom alergicznym. Z drugiej strony przewlekły stan zapalny związany z atopią może zaburzać pracę jelit i sprzyjać namnażaniu bakterii.

Sygnał ostrzegawczy

Diagnostyka w kierunku SIBO nie jest jeszcze standardem u pacjentów z alergią. Są jednak sytuacje, w których warto ją rozważyć.

– Sygnałem ostrzegawczym może być nagłe pogorszenie przebiegu choroby alergicznej lub pojawienie się nowych objawów mimo stosowania dotychczasowego leczenia – podkreśla dr Krzysztof Gomułka. W takich przypadkach konieczna może być dokładniejsza ocena stanu pacjenta i rozszerzenie diagnostyki, w tym w kierunku SIBO.

Nowy kierunek badań nad alergią

Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć związek między SIBO a chorobami atopowymi. Jeśli przyszłe wyniki potwierdzą tę zależność, diagnostyka i leczenie zaburzeń mikrobioty jelitowej mogą stać się ważnym elementem terapii części pacjentów z alergiami.

Materiał powstał na podstawie artykułuInternational Journal of Molecular Sciences, Possible Crosstalk Between Small Intestinal Bacterial Overgrowth (SIBO) and Atopic Manifestations—A Short Overview, Michał Terlecki, Wiktoria Brzeczek, Martyna Kowalczyk, Emilia Kiełczyńska, Klaudia Kukla, Gabriela Osmulska, Krzysztof Gomułka

Źródło: Komunikat Prasowy

W erze rosnącego zainteresowania zdrowiem jelit, odpornością i długowiecznością, mikrobiota staje się bohaterem wielu rozmów – zarówno w gabinetach lekarskich, jak i mediach społecznościowych. Jednak dane z tegorocznego badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty pokazują jasno: Polacy coraz częściej słyszą o mikrobiomie, ale ich wiedza nadal jest powierzchowna. Czas, by zmienić to podejście – nie tylko dla lepszego trawienia, ale dla zdrowia całego organizmu.
Dane z trzeciej edycji badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, przeprowadzonego przez Instytut Mikrobioty Biocodex i Ipsos, rzucają światło na to, jak obecnie postrzegamy mikrobiotę – oraz jak niewiele nadal o niej wiemy.
 
Mikrobiota: małe organizmy, wielki wpływ

Mikrobiota, czyli miliardy mikroorganizmów (bakterii, wirusów, grzybów, archeonów) zasiedlających nasze jelita, skórę, usta i inne części ciała, odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu. Pomaga w trawieniu, wzmacnia odporność, chroni przed infekcjami, a także wpływa na nastrój, metabolizm i długość życia. Zaburzenia równowagi mikrobioty mogą skutkować nie tylko problemami trawiennymi, ale również chorobami serca, depresją czy spadkiem odporności. Co więcej, najnowsze badania dot. mikrobioty wykazują związek między otyłością[1] i chorobami neurodegeneracyjnymi.
 
Polacy wiedzą, że mikrobiota istnieje – ale nie do końca rozumieją, czym ona jest

Mimo że mikrobiota ma tak ogromne znaczenie, wciąż nie jesteśmy jej w pełni świadomi. Choć 74% badanych deklaruje, że słyszało o mikrobiocie, jedynie 20% potrafi wyjaśnić, co to pojęcie oznacza – to wynik niższy niż światowa średnia (23%) i aż o 6 punktów procentowych mniej niż w roku 2024. Jeszcze słabsza jest znajomość poszczególnych rodzajów mikrobioty: zaledwie 15% zna mikrobiotę jelitową, a jeszcze mniej potrafi zidentyfikować mikrobiotę skóry (13%), jamy ustnej (12%) czy pochwy (12%).
 
Jak dbamy o mikrobiotę? Najczęściej sięgamy po suplementy

Niska świadomość przekłada się również na to, jak troszczymy się o naszą mikrobiotę w codziennym życiu. 64% respondentów deklaruje, że wprowadziło zmiany w swoim stylu życia, by zadbać o mikrobiotę – wynik powyżej światowej średniej (56%). Jednak tylko 15% mówi o istotnych zmianach. Zdecydowana większość skupia się na suplementacji: aż 58% ankietowanych przyjmuje probiotyki, a 47% – prebiotyki. Inne formy dbania o zdrowie mikrobioty, jak zmiana diety czy stylu życia, są wciąż marginalne.

Fakt, że większość osób sięga po probiotyki i prebiotyki, świadczy o rosnącej świadomości, ale niestety także o uproszczonym podejściu do tematu. Mikrobiota potrzebuje zróżnicowanej diety, ruchu, redukcji stresu i unikania nadmiaru leków, szczególnie antybiotyków. Suplementy są skuteczne, ale nie są złotym środkiem” – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Rośnie chęć badań i zaangażowania naukowego

Pozytywnym sygnałem jest to, że coraz więcej osób dostrzega wartość badań mikrobioty i jest gotowych bardziej świadomie dbać o swoje zdrowie.  56% respondentów wyraziło gotowość do poddania się takim badaniom – tylko nieco mniej niż średnia europejska (61%). Motywacją są przede wszystkim ogólne badania kontrolne (62%), identyfikacja ryzyk wynikających ze stylu życia (53%) i profilaktyka chorób (51%). Co ciekawe, aż 56% badanych byłoby skłonnych oddać próbkę kału na potrzeby badań naukowych.
 
Rola personelu medycznego – kluczowa, ale niedoceniana

Najbardziej zaufanym źródłem wiedzy o mikrobiocie są pracownicy służby zdrowia (72%). Niestety, tylko 38% respondentów otrzymało od nich jakiekolwiek szczegółowe informacje na ten temat. Tam, gdzie taka edukacja miała miejsce, efekty są wyraźne: aż 87% pacjentów zmieniło swoje codzienne nawyki, w porównaniu do 64% w ogólnej populacji.

Musimy wzmocnić rolę lekarzy i dietetyków jako przewodników po świecie mikrobioty. Edukacja pacjenta nie powinna kończyć się na przepisaniu preparatu. Potrzebujemy szerszej kampanii informacyjnej, najlepiej już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej” – stwierdza prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Edukacja to przyszłość

Wyniki badania pokazują, że chętniej interesujemy się tematem i dbamy o mikrobiotę – ale potrzebujemy jeszcze więcej wiedzy i wsparcia. Światowy Dzień Mikrobioty to doskonała okazja, by przypomnieć o znaczeniu równowagi mikrobioty i zachęcić do działań profilaktycznych. Zdrowie jelit to nie tylko kwestia trawienia – to fundament ogólnego dobrostanu.
 
***
Badanie Międzynarodowe Obserwatorium Mikrobioty przeprowadzono online między 21 stycznia a 28 lutego 2025 roku na reprezentatywnej próbie 7500 osób z 11 krajów, w tym Polski.
 
[1] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/otylosc-mikrobiota-bakteria-pogarszajaca-efekt-diety-wysokotluszczowej

Źródło: materiał prasowy

Pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit (NChZJ) będzie przybywać ze względu chociażby na złe nawyki żywieniowe. Do tego brakuje indywidualnego podejścia, skoordynowanej opieki oraz najnowszych terapii. Czego jeszcze? Wsparcia żywieniowego, edukowania społeczeństwa, Karty Pacjenta z NChZJ, poradni nie tylko psychologicznych, ale też stomijnych. Ponadto w refundacji wciąż jest za mało leków.
O wyzwaniach i potrzebach stojących przed lekarzami i pacjentami z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit dyskutowali w czasie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Jelit eksperci z dziedziny gastroenterologii oraz zajmujący się systemem ochrony zdrowia. Pojawił się też istotny głos przedstawicieli pacjentów. Spotkanie odbyło się 9 stycznia br. w Sejmie.

Choroby jelit wpływają na jakość życia

Eksperci wskazali, że problem związany z chorobami jelit będzie narastał, bo jest ściśle zwiazany z cywilizacją – złymi nawykami żywienia. Choruje coraz więcej młodych osób. Pacjenci chcą, mimo często ciężkich dolegliwości, normalnie funkcjonować – pracować i żyć. Leczenie powinno im to zapewnić.

Na ten aspekt zwróciła uwagę dr hab. n. med. Anna Pietrzak z II Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej, CMKP, oddział gastroenterologii Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Specjalistka podkreśliła, że choroba Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejące jelito to schorzenia dotyczące przede wszystkim ludzi młodych, większość pacjentów wchodzi w dorosłe życie z istotnymi utrudnieniami. Jak zaznaczyła dalej, spirala między zapaleniem jelit a zdrowiem psychicznym nakręca się – pogarszający się stan zdrowia pacjenta wpływa negatywnie na relacje społeczne, zdolność do pracy.

Z kolei Jacek Hołub z Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita „J-elita” wymienił kilka z konsekwencji chorób jelit. Wskazał na wykluczenie zawodowe i naukowe, przerywane kariery, rodzinne dramaty, rozpad rodzin, zamknięcie pacjentów w domu i odcięcie ich od relacji społecznych, od dostępu do kultury. Dodał, że to wszystko powoduje depresję, jadłowstręt czy zaburzenia lękowe.

Do tego dochodzą również wyzwania dnia codziennego – brak dostępu do publicznych toalet, a przy zaostrzeniu choroby, dolegliwości, jak przy grypie żołądkowej. Taka sytuacja może trwać nawet kilka miesięcy i ograniczać aktywność zawodową. Dla samego systemu oznacza to dodatkowe koszty związane z przebywaniem pracownika na zwolnieniu chorobowym, pobieraniem zasiłku. Tym bardziej, że często są to pracownicy w szczycie swojej aktywności zawodowej. Prof. Marcin Czech, ekspert ds. farmakoekonomiki podkreślił, że absenteizm generuje świadczenia i koszty pośrednie.

Dostęp do innowacji dla każdego pacjenta

Uczestnicy spotkania byli zgodni, że trzeba przede wszystkim skupić się na poprawie standardów leczenia, ale także na ich aktualizacji, bo każdy rok przynosi nowe terapie, do których dostęp powinni mieć wszyscy pacjenci i to bez wyjątku. Dodatkowo w refundacji wciąż jest za mało leków. „Nowe leki”, które pojawiły się w ostatnich latach wciąż na nią czekają. Zdaniem ekspertów konieczne jest przyspieszenie tego procesu. Zdaniem dr hab. n. med. Anny Pietrzak najstarsze leki można przesunąć z refundacji do codziennego lecznictwa, szczególnie że po latach skuteczność tych leków staje się ograniczona.

Innowacje dostępne tylko dla najciężej chorych

Prof. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gastroenterologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologicznego argumentowała, że innowacyjne programy są dostępne tylko dla tych najciężej chorych, co nie jest dobre, bo chociażby ci średnio chorzy byliby leczeni dużo lepiej, szybciej i efektywniej, gdyby mieli dostęp do innowacji. Dodała, że biorąc pod uwagę efektywność leczenia, nie obciążyliby znacząco systemu. Zaznaczyła też, że właściwie choruje wciąż ta sama grupa pacjentów i ten sam finansowy „kawałek tortu” należy dzielić z uwzględnieniem coraz skuteczniejszych możliwości leczenia osób z chorobami jelit. Jak uściślił prof. Czech, terapie właściwie konkurują o tych samych pacjentów.

Tymczasem obecnie, na co wskazał prof. Jarosław Reguła, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii, dostępność do świadczeń dla pacjentów z chorobami jelit w Polsce jest ograniczona, a w niektórych województwach w kraju wręcz fatalna. Zdaniem profesora konieczna jest poprawa ich wycen.

Programy lekowe nie działają najlepiej

Specjaliści poruszyli też problem niewłaściwego działania elektronicznego Systemu Monitorowania Programów Lekowych (SMPT). Jak zauważyła dr hab. n. med. Anna Pietrzak, to rozwiązanie wymaga istotnych zmian i ujednolicenia. A prof. Czech dorzucił, że to „czarny sen” każdego pracownika systemu ochrony zdrowia.

Personalizacja leczenia to „marzenie”

Kolejnym wyzwaniem jest zapewnienie dostępu do bezpiecznego i spersonalizowanego leczenia. Prof. Rydzewska stwierdziła, że personalizacja leczenia i personalizacja opieki nad pacjentem jest „marzeniem” gastroenterologów, ale również pacjentów.

Dzięki bardziej indywidualnemu podejściu do pacjenta podniosłaby się efektywność leczenia.

Z kolei dr Jakub Gierczyński, ekspert ds. ekonomii zdrowia zaznaczył, że model opieki personalizowanej to model zorientowany na wartość. Dałby możliwość mierzenia efektów terapii. Jego zdaniem wręcz koniecznością jest monitorowanie danych i efektów zdrowotnych.

Wciąż „białe plamy” na mapie

Jednocześnie kolejnymi wyzwaniami – na co wskazali uczestnicy debaty – jest niewątpliwie: ograniczona liczba ośrodków, które zapewniają opiekę nad pacjentami z chorobami jelit oraz niewystarczające finansowanie takich świadczeń. Te z kolei powinny być poszerzane. Sami pacjenci zwracają uwagę, że dla nich liczy się przede wszystkim to, by mogli korzystać z nowoczesnego leczenia. W ostatnich latach pojawiło się wiele innowacyjnych terapii, ale nie w refundacji, a to jest kluczowe. A jak podkreślili eksperci, z punktu widzenia budżetu refundacyjnego to są tak naprawdę niewielkie kwoty, a korzyści po zastosowaniu nowych terapii są istotnie duże. Ich zdaniem najstarsze leki można by przesunąć z refundacji do codziennego lecznictwa, tym bardziej, że po latach rzeczywiście ich skuteczność zmniejsza się.

Agnieszka Gołębiewska z Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita „J-elita” wyjaśniła, że pacjenci wraz z klinicystami od lat walczą tak naprawdę o te same postulaty, które zostały zaprezentowane w czasie posiedzenia parlamentarnego zespołu. Podkreśliła, że dla pacjentów najważniejsze są nowe terapie i nowe możliwości, np. tabletki są zdecydowanie bardziej wygodną formą podania niż wlewy podskórne. Co więcej, jej zdaniem, statystyki dotyczące nowego leku (tabletek), który ma 93 proc. skuteczności (tam, gdzie nie było wcześniej podawane leczenie biologiczne) dają pacjentom poczucie bycia „u Pana Boga za piecem”. Dlatego takie leczenie powinno być refundowane jak najszybciej. Z kolei dr n. med. Ariel Liebert, adiunkt w Katedrze Gastroenterologii i Zaburzeń Odżywiania UMK w Toruniu, przedstawiciel Stowarzyszenia „J-elita” zapewnił, że najnowsze leki gwarantują remisję kliniczną i endoskopową, zapewniają również wysoki profil bezpieczeństwa.

Natomiast prof. Czech uściślił, że inhibitor kinazy jest w formie doustnej, więc jest bardziej efektywny, jeśli chodzi o podanie, bo pacjent nie musi być hospitalizowany. Zdaniem Gołębiewskiej, zarówno dzieci, jak i dorośli chcą normalnie funkcjonować, ale potrzebne są do tego nowe terapie.

Z kolei dr hab. n. med. Anna Pietrzak podkreśliła, że „jest już dużo dobrego”, ale zidentyfikowano wiele problemów w zakresie dostępu do leków o wyższej skuteczności, wydłużonym działaniu, monoterapii.

Dieta też odgrywa rolę

W czasie dyskusji pojawił się też wątek dotyczący wsparcia żywieniowego, czyli dostępu do dietoterapii. Dietetyk, dr Dominika Gier zauważyła, że obecnie takie świadczenie dostępne jest tylko prywatnie, a nie wszystkich pacjentów na to stać.

Co ponad to?

Natomiast w samych ośrodkach pacjenci powinni otrzymać skoordynowaną opiekę leczenia biologicznego. Warto też zapewnić nadzór jednego lekarza lub koordynatora nad pacjentem. Prof. Rydzewska w tym kontekście właśnie zaznaczyła, że wiele zawirowań politycznych i covidowych spowodowało, że założenia pilotażowe w zakresie opieki koordynowanej zostały odłożone w czasie i zawieszone w próżni.

Wciąż za daleko do ośrodków

Wielkim wyzwaniem bywa też logistyka – dotarcie do ośrodków, które zapewniają leczenie. W nich pacjent powinien otrzymać opiekę na odpowiednim poziomie. Nadal jednak pacjenci muszą pokonywać setki kilometrów, by dostać się do ośrodka. Muszą brać zwolnienie w tym czasie. Nie wszyscy jednak chcą przyznawać się otwarcie pracodawcy do choroby, bo to dla nich krępujące dolegliwości. A dla samego pacjenta dobrym i praktycznym rozwiązaniem mogłaby być Karta Pacjenta (Karta NChZJ).

Prof. Iwona Lipowicz, Wydział Prawa i Administracji UKSW, poruszyła kwestię nowelizacji ustawy o dostępności, która pozwoliłaby na określenie wzoru takiej karty na zasadzie karty kredytowej, chociażby dla możliwości korzystania z toalet w każdym miejscu publicznym.

Piotr Deruś z Polski 2050 Szymona Hołowni podsunął propozycję nazwy takiej karty „Karta Dostępności” w rozumieniu dostępności leków, terapii, ale też partycypacji w życiu, jak każdy „zdrowy człowiek”. Eksperci też mówili o potrzebie stworzenia kampanii edukacyjnej. Poruszono też kwestię orzeczenia o niepełnosprawności, ale także odebrania miejsc parkingowych, które obecnie dotyczą tylko niepełnosprawności ruchowej.


Źródło: PAP

Zwiększenie dostępu do nowoczesnego leczenia nieswoistych chorób zapalnych jelit (NChZJ) to ulga dla pacjentów i wymierne oszczędności w systemie ochrony zdrowia oraz ubezpieczeń społecznych – wynika z raportu o kosztach wywołanych niezdolnością do pracy pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi, opracowanego przez Fundację PRO MEDICINA.
Fundacja PRO MEDICINA wspólnie z gronem ekspertów przygotowała raport pt. „Obciążenia społeczne związane z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit w Polsce. Wydatki ZUS w świetle zmian w programach lekowych”, z którego wynika, że w 2021 r. w Polsce wysokość przeciętnej rocznej renty wyniosła ok. 25 tys. zł brutto, i że jest to kwota wyższa niż średni roczny koszt terapii innowacyjnej, realizowanej w ramach programów lekowych dedykowanych NChZJ.

Prof. Jarosław Reguła, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej Curie-Państwowego Instytutu Badawczego wyjaśnił podczas konferencji, na której zaprezentowano raport, że NChZJ są przewlekłymi chorobami przewodu pokarmowego, które obejmują chorobę Leśniowskiego-Crohna (ChLC) oraz wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG).

Dodał, że w Polsce obserwowany jest stały wzrost liczby osób z tymi chorobami. „Według danych NFZ w 2021 roku łączna liczba chorych na NChZJ wynosiła ok. 100 tys. osób. Ze względu na przebieg obu chorób oraz ich wstydliwy charakter chorzy często wycofują się z życia społecznego i zawodowego, skazując się na wykluczenie” – zaznaczył.
Cezary Pruszko, współzałożyciel i członek zarządu firmy doradczej MAHTA, zwrócił uwagę, że najczęściej wspomniane choroby jelit uaktywniają się między 15. a 40. rokiem życia, czyli w okresie wzmożonej aktywności i rozwoju zawodowego oraz osobistego. Dodał, że okres zaostrzenia choroby często prowadzi do wyłączenia z rynku pracy i konieczności pobierania świadczeń rentowych.
Przypomniał, że w latach 2007 i 2013 uruchomione zostały programy lekowe dedykowane chorym z najcięższym przebiegiem ChLC i WZJG.
Jak dodała prof. Edyta Zagórowicz z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej Curie – Państwowego Instytutu Badawczego, w ramach tych programów chorym spełniającym odpowiednie kryteria umożliwiono podawanie nowoczesnych, innowacyjnych leków jak inhibitory anty-TNF, wedolizumab, ustekinumab oraz tofacytynib, a ostatnio także filgotynib i ozanimod.

„Na przestrzeni lat kryteria kwalifikacji i kontynuacji leczenia w programach lekowych były stopniowo łagodzone, a liczba finansowanych leków systematycznie wzrastała, niemniej jednak odsetek osób leczonych lekami innowacyjnymi stanowi wartość mniejszą od oczekiwanej” – wskazała.

Jak podała, w kraju ledwie 8,5 proc. pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna jest w ten sposób leczonych, pacjentów z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego jeszcze mniej, bo niespełna 2 proc.

Zdaniem Marka Lichoty, prezesa Stowarzyszenia Apetyt na Życie, te wyniki są dalece niewystarczające.

„Pacjent, jeśli jest leczony z wykorzystaniem nowoczesnych terapii i zgodnie ze standardami, może pracować i funkcjonować w normalny sposób. Co przekłada się na wielopoziomowe korzyści zarówno dla nas pacjentów, jak i dla lekarzy oraz dla ZUS” – wyjaśnił.

Jak dodał Cezary Pruszko, te korzyści widać w danych ZUS i KRUS.

„W okresie 2012-2021 wydatki ZUS z tytułu niezdolności do pracy w przeliczeniu na jednego chorego z ChLC i WZJG systematycznie malały, łącznie o 21 proc. i o 25 proc. odpowiednio dla ChLC i WZJG. W tym samym okresie następował stały wzrost wydatków ZUS w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski z tytułu wszystkich rozpoznawanych chorób, łącznie o 49 proc.” – podał.

Wyjaśnił, że po analizie kosztów w obu instytucjach eksperci doszli do wniosku, że wprowadzenie innowacyjnych metod leczenia przekłada się na wzrost krótkotrwałych zwolnień lekarskich przy jednoczesnym spadku ilości rent wypłacanych z tytułu długotrwałej niezdolności do pracy.

„Mamy więc dowód na to, jak nowoczesne leczenie tych chorób odwróciło trend niezdolności do pracy. Co więcej, że dzięki poprawie opieki zdrowotnej świadczonej dla chorych z ChL-C i WZJG, ZUS oszczędził odpowiednio około 8 mln i 16 mln zł. rocznie” – powiedział Pruszko.

Prof. Zagórowicz zwróciła uwagę, że aktualnie chorzy leczeni w ramach programów lekowych mogą korzystać z terapii o różnych mechanizmach działania, co oznacza, że w sytuacjach braku odpowiedzi na leczenie jednym z preparatów, można podjąć leczenie innym, co zwiększa możliwość uzyskania korzyści terapeutycznych.

„Kolejnym krokiem była zmiana formy podawania leków. Refundacja podskórnej postaci jednego z leków biologicznych oraz formy doustnej leku małocząsteczkowego pozwoliły na znaczne zwiększenie komfortu leczenia części chorych. Przeniesienie podawania leków z ośrodków referencyjnych do przychodni specjalistycznych dodatkowo zwiększy dostępność leczenia i skróci kolejki” – wskazała.

Według prof. Reguły kluczowy aspekt w skutecznym leczeniu pacjenta to swoboda w decydowaniu o leczeniu i dopasowaniu danej terapii do konkretnego profilu chorego. Równie istotny jest też dostęp do możliwie jak największej liczby terapii tak, aby lekarze mieli możliwość leczenia pacjentów zgodnie z najnowszymi wytycznymi klinicznymi.
Autorzy raportu nie mają wątpliwości, że obrany kierunek szerszego dostępu do innowacyjnego leczenia przynosi wymierne korzyści zarówno dla systemu, jak i samego pacjenta. Koszty nowoczesnych terapii zwracają się w długoterminowych oszczędnościach wydatków z ubezpieczeń społecznych. Wskazali, że przykład takich działań może być traktowany jako wzorcowy dla innych jednostek chorobowych.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Każdego roku 19 maja na całym świecie obchodzony jest Dzień Nieswoistych Zapaleń Jelit (World IBD Day). To dobra okazja, żeby wesprzeć osoby chore i ich bliskich, zwiększyć społeczną świadomość na temat tych chorób, a także nagłośnić najpilniejsze potrzeby i wyzwania, z jakimi mierzą się pacjenci. Bo choć w ostatnim czasie zaszło – także w Polsce – wiele pozytywnych zmian w opiece i leczeniu osób z nieswoistymi zapaleniami jelit, to wciąż jest wiele do zrobienia po to, żeby poprawić jakość ich życia i dać im szansę na normalne funkcjonowanie – rodzinne, społeczne i zawodowe.
Nieswoiste zapalenia jelit (NZJ) to przewlekłe choroby autoimmunologiczne dotyczące przewodu pokarmowego, przebiegające z okresami zaostrzeń i remisji. Spośród nich najczęściej występują wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG) oraz choroba Leśniowskiego-Crohna. NZJ zazwyczaj zaczynają się podstępnie, od łagodnych, przemijających symptomów, które mogą kilka miesięcy, a nawet lat, poprzedzać rozpoznanie. Późniejsze, bardziej charakterystyczne objawy NZJ to m.in. silne bóle brzucha, przewlekłe biegunki, naglące parcia, obecność krwi w kale, stany podgorączkowe

i gorączka, chudnięcie, niedokrwistość, różne niedobory pokarmowe oraz przewlekłe zmęczenie.
U dzieci, w ich następstwie, może dochodzić także opóźnienie wzrastania. U części pacjentów z NZJ pojawiają się uciążliwe objawy pozajelitowe, takie jak: bóle i obrzęki stawów, owrzodzenia na skórze, czy zapalenia tkanek oka. Pacjenci z powodu zaostrzeń są często hospitalizowani, wielu z nich przechodzi operację usunięcia fragmentu lub całego jelita, co niekiedy wiąże się z koniecznością wyłonienia stomii, a w przypadku dalszych interwencji chirurgicznych może doprowadzić do niepełnosprawności. Ból i wstydliwe objawy związane z wypróżnieniami, przelewaniem w brzuchu, gromadzeniem nadmiernej ilości gazów prowadzą często do wykluczenia społecznego i zawodowego. U większości pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna choroba ma charakter progresywny: najpierw dominuje stan zapalny, a wraz z upływem czasu mogą rozwinąć się dodatkowe powikłania w przebiegu choroby takie jak zwężenia jelit, przetoki i/lub ropnie. Wszystkie NZJ mają jednak mocno nieprzewidywalny przebieg, co wiąże się z dodatkowym obciążeniem psychologicznym i emocjonalnym dla pacjentów – mówi Marek Lichota ze Stowarzyszenia Pacjentów z Niewydolnością Układu Pokarmowego „Apetyt na Życie”.

Choroba nastolatków, młodych dorosłych … a także seniorów
W 2022 roku ekspertom udało się oszacować liczbę chorych na nieswoiste zapalenia jelit w Polsce. Okazało się, że jest to aż 100 tys.1 osób – czyli tyle, ilu mieszkańców ma Kalisz, Tarnów czy Włocławek! Mniej więcej trzy czwarte z tych osób cierpi na wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a jedna czwarta – na chorobę Leśniowskiego-Crohna.1 Szczyt zachorowalności na NZJ przypada na wiek pomiędzy 20 a 29 rokiem życia. W przypadku WZJG drugi szczyt zapadalności obserwowany jest w 7. dekadzie życia, natomiast w przypadku choroby Leśniowskiego-Crohna drugą grupę wiekową pod względem zapadalności stanowią nastolatki w wieku 10-19 lat. Generalnie, zauważalny jest wyraźny wzrost liczby zachorowań na chorobę Leśniowskiego-Crohna w młodszych grupach wiekowych. Co czwarta nowo diagnozowana osoba to dziecko.

Ponieważ nieswoiste zapalenia jelit dotykają przede wszystkim osób młodych, często dopiero wkraczających w dorosłe życie, tym bardziej ważne jest, żeby zapewnić im odpowiednią opiekę medyczną, dzięki której będą mogli normalnie funkcjonować w społeczeństwie – zakładać rodziny, studiować, pracować i realizować swoje plany życiowe.

Leczenie zależne od objawów
Sposób leczenia NZJ zależy od ciężkości objawów i szybkości postępowania choroby. Celem terapii jest uzyskanie remisji choroby, wygojenie śluzówki jelita, poprawa jakości życia pacjentów i uchronienie ich przez niepełnosprawnością. Leczeniem pierwszego wyboru są pochodne kwasu 5-aminosalicylowego, a w kolejnych etapach stosuje się leki immunosupresyjne i immunomodulujące. Są to leki, które prowadzą do przejściowego lub stałego osłabienia działania układu odpornościowego, a przez to ograniczają stan zapalny w przewodzie pokarmowym. U niektórych pacjentów leczenie tymi lekami okazuje się niewystarczające i konieczne staje się rozpoczęcie terapii lekami biologicznymi, które w Polsce są dostępne w ramach programów lekowych. Leki biologiczne wpływają na różne mechanizmy lub procesy immunologiczne, odgrywające rolę w patogenezie NZJ.2
W styczniu 2022 roku nastąpiła bardzo ważna zmiana dotycząca dostępności do leczenia biologicznego NZJ dla polskich pacjentów, a mianowicie zostały zniesione ramy czasowe w programach lekowych NZJ. Do końca 2021 roku pacjenci mogli być leczeni biologicznie w ściśle określonych przez programy lekowe ramach czasowych, czyli przez 12-24 miesiące, w zależności od stosowanego leku i/lub wskazania. Obecnie lekarz, w konsultacji z pacjentem, może zdecydować o kontynuacji leczenia oraz o tym, jak długo będzie ono trwało. Dzięki temu, chorzy nie są narażeni na przerwy w terapii biologicznej, które negatywnie wpływały na ich stan zdrowia i doprowadzały do kolejnych zaostrzeń z koniecznością hospitalizacji i sterydoterapii – wyjaśnia dr Maria Wiśniewska-Jarosińska z Kliniki Gastroenterologii CSK Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Zdaniem ekspertów, optymalizacji wymagają jeszcze kryteria obowiązujące przy włączaniu pacjentów do programów lekowych. Aktualnie obowiązujące kryteria sprawiają, że w Polsce liczba pacjentów z NZJ leczonych biologicznie jest wciąż dość mała. Ponadto rozpoczynanie leczenia biologicznego w mocno zaawansowanym stadium choroby powoduje, że odpowiedź na nie jest gorsza, a szansa na uzyskanie długotrwałej remisji – mniejsza.

Dużym postępem było wprowadzenie podskórnych form leków biologicznych. Zmiana formy dożylnej na podskórną nie zmienia profilu bezpieczeństwa i skuteczności leku, a z praktycznego punktu widzenia jest ona o wiele wygodniejsza, ponieważ umożliwia samodzielne podawanie leku w domu. Dożylna droga podania wymaga 1- lub 2-godzinnego wlewu leku, który musi odbywać się w warunkach szpitalnych, co oznacza, że konieczna jest jednodniowa hospitalizacja. Dzięki terapii podskórnej pacjenci z NZJ mogą być leczeni w domu i rzadziej wymagają wizyt kontrolnych. Znacznie usprawnia to ich codzienne funkcjonowanie, zwiększa komfort życia i zmniejsza koszty, związane z dojazdami do ośrodka czy absencjami w pracy. Możliwość leczenia podskórnego to także zaoszczędzenie pracy personelu medycznego oraz zmniejszenie kosztów podania leku. Dzięki temu, że pacjentowi możemy zaproponować leczenie podskórne, możliwe staje się dopasowanie terapii do życia i indywidualnych potrzeb pacjenta, co jest jednym z ważnych elementów personalizacji leczenia. Osoby, którym warto zaproponować leczenie podskórne to pacjenci młodzi i aktywni, ale także starsi, którzy są mniej mobilni i chcą ograniczyć konieczność przyjazdów i pobytów w placówce medycznej. Na pewno jest to dobra opcja dla pacjentów mieszkających daleko od ośrodka prowadzącego leczenie biologiczne NZJ. Ważne jest jednak, aby byli to pacjenci zdyscyplinowani i przestrzegający zaleceń – podkreśla dr Maria Wiśniewska-Jarosińska.
Leczenie biologiczne jest przełomem, dzięki któremu pacjenci mogą być przez dłuższy czas leczeni zachowawczo, ale niestety u części chorych, pomimo leczenia, pojawia się po jakimś czasie konieczność operacji i usunięcia fragmentów jelit.

Postać przetokowa choroby Leśniowskiego-Crohna
U niektórych chorych z chorobą Leśniowskiego-Crohna rozwijają się, jako powikłanie tej choroby, przetoki czyli nieprawidłowe połączenia jelita z pobliskimi tkankami lub organami. Mogą być to przetoki jelitowo-jelitowe (pomiędzy pętlami jelit), jelitowo-skórne, jelitowo-pęcherzowe (pomiędzy jelitem a pęcherzem moczowym) czy odbytniczo-pochwowe. Szczególnie uciążliwe dla pacjentów są przetoki okołoodbytnicze czyli dodatkowe kanały łączące odbyt ze skórą. Z takiej przetoki może sączyć się ropna lub zabarwiona krwią wydzielina, brudząca bieliznę i podrażniająca skórę, czemu mogą towarzyszyć zaburzenia funkcji zwieraczy, silne dolegliwości bólowe, a niekiedy także gorączka. Przetoki okołoodbytnicze są problemem niezwykle krępującym, diametralnie pogarszającym jakość życia pacjentów i upośledzającym ich codzienną aktywność – wyjaśnia Jacek Hołub z Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelit „J-elita”.

Leczenie przetok jest trudne, bo każda z nich jest inna, stąd kluczowy jest indywidualny dobór metody terapeutycznej dla każdego pacjenta. Leczenie postaci przetokowej choroby Leśniowskiego-Crohna wymaga dobrej współpracy gastroenterologa z chirurgiem lub proktologiem, ponieważ na ogół jest połączeniem farmakoterapii (stosowania antybiotyków, sterydów, leków immunosupresyjnych i leków biologicznych) oraz zabiegów chirurgicznych. Niestety, uzyskiwane efekty terapeutyczne zazwyczaj utrzymują się krótko, co prowadzi do nawrotu przetoki. W ostatnich latach pojawiły się nowe metody leczenia przetok znacznie zwiększające szanse na prawidłowe gojenie się przetok po operacji, a w efekcie na powrót chorego do normalnego życia społecznego i zawodowego.
 
Bibliografia:
  1. Zagórowicz E. i wsp. Nationwidata on epidemiology of inflammatory bowel disease in Poland between 2009-2020. PAIM 2022, Vol.132, No. 5.
  2. Little RD. Therapeutic Drug Monitoring of Subcutaneous Infliximab in Inflammatory Bowel Disease—Understanding Pharmacokinetics and Exposure Response Relationships in a New Era of Subcutaneous Biologics, J. Clin. Med. 2022, 11(20), 6173.
źródło: komunikat prasowy
Każdego roku 19 maja na całym świecie obchodzony jest Dzień Nieswoistych Zapaleń Jelit (World IBD Day). To dobra okazja, żeby wesprzeć osoby chore i ich bliskich, zwiększyć społeczną świadomość na temat tych chorób, a także nagłośnić najpilniejsze potrzeby i wyzwania, z jakimi mierzą się pacjenci. Bo choć w ostatnim czasie zaszło – także w Polsce – wiele pozytywnych zmian w opiece i leczeniu osób z nieswoistymi zapaleniami jelit, to wciąż jest wiele do zrobienia po to, żeby poprawić jakość ich życia i dać im szansę na normalne funkcjonowanie – rodzinne, społeczne i zawodowe.
Nieswoiste zapalenia jelit (NZJ) to przewlekłe choroby autoimmunologiczne dotyczące przewodu pokarmowego, przebiegające z okresami zaostrzeń i remisji. Spośród nich najczęściej występują wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG) oraz choroba Leśniowskiego-Crohna. NZJ zazwyczaj zaczynają się podstępnie, od łagodnych, przemijających symptomów, które mogą kilka miesięcy, a nawet lat, poprzedzać rozpoznanie. Późniejsze, bardziej charakterystyczne objawy NZJ to m.in. silne bóle brzucha, przewlekłe biegunki, naglące parcia, obecność krwi w kale, stany podgorączkowe

i gorączka, chudnięcie, niedokrwistość, różne niedobory pokarmowe oraz przewlekłe zmęczenie.
U dzieci, w ich następstwie, może dochodzić także opóźnienie wzrastania. U części pacjentów z NZJ pojawiają się uciążliwe objawy pozajelitowe, takie jak: bóle i obrzęki stawów, owrzodzenia na skórze, czy zapalenia tkanek oka. Pacjenci z powodu zaostrzeń są często hospitalizowani, wielu z nich przechodzi operację usunięcia fragmentu lub całego jelita, co niekiedy wiąże się z koniecznością wyłonienia stomii, a w przypadku dalszych interwencji chirurgicznych może doprowadzić do niepełnosprawności. Ból i wstydliwe objawy związane z wypróżnieniami, przelewaniem w brzuchu, gromadzeniem nadmiernej ilości gazów prowadzą często do wykluczenia społecznego i zawodowego. U większości pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna choroba ma charakter progresywny: najpierw dominuje stan zapalny, a wraz z upływem czasu mogą rozwinąć się dodatkowe powikłania w przebiegu choroby takie jak zwężenia jelit, przetoki i/lub ropnie. Wszystkie NZJ mają jednak mocno nieprzewidywalny przebieg, co wiąże się z dodatkowym obciążeniem psychologicznym i emocjonalnym dla pacjentów – mówi Marek Lichota ze Stowarzyszenia Pacjentów z Niewydolnością Układu Pokarmowego „Apetyt na Życie”.

Choroba nastolatków, młodych dorosłych … a także seniorów
W 2022 roku ekspertom udało się oszacować liczbę chorych na nieswoiste zapalenia jelit w Polsce. Okazało się, że jest to aż 100 tys.1 osób – czyli tyle, ilu mieszkańców ma Kalisz, Tarnów czy Włocławek! Mniej więcej trzy czwarte z tych osób cierpi na wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a jedna czwarta – na chorobę Leśniowskiego-Crohna.1 Szczyt zachorowalności na NZJ przypada na wiek pomiędzy 20 a 29 rokiem życia. W przypadku WZJG drugi szczyt zapadalności obserwowany jest w 7. dekadzie życia, natomiast w przypadku choroby Leśniowskiego-Crohna drugą grupę wiekową pod względem zapadalności stanowią nastolatki w wieku 10-19 lat. Generalnie, zauważalny jest wyraźny wzrost liczby zachorowań na chorobę Leśniowskiego-Crohna w młodszych grupach wiekowych. Co czwarta nowo diagnozowana osoba to dziecko.

Ponieważ nieswoiste zapalenia jelit dotykają przede wszystkim osób młodych, często dopiero wkraczających w dorosłe życie, tym bardziej ważne jest, żeby zapewnić im odpowiednią opiekę medyczną, dzięki której będą mogli normalnie funkcjonować w społeczeństwie – zakładać rodziny, studiować, pracować i realizować swoje plany życiowe.

Leczenie zależne od objawów
Sposób leczenia NZJ zależy od ciężkości objawów i szybkości postępowania choroby. Celem terapii jest uzyskanie remisji choroby, wygojenie śluzówki jelita, poprawa jakości życia pacjentów i uchronienie ich przez niepełnosprawnością. Leczeniem pierwszego wyboru są pochodne kwasu 5-aminosalicylowego, a w kolejnych etapach stosuje się leki immunosupresyjne i immunomodulujące. Są to leki, które prowadzą do przejściowego lub stałego osłabienia działania układu odpornościowego, a przez to ograniczają stan zapalny w przewodzie pokarmowym. U niektórych pacjentów leczenie tymi lekami okazuje się niewystarczające i konieczne staje się rozpoczęcie terapii lekami biologicznymi, które w Polsce są dostępne w ramach programów lekowych. Leki biologiczne wpływają na różne mechanizmy lub procesy immunologiczne, odgrywające rolę w patogenezie NZJ.2
W styczniu 2022 roku nastąpiła bardzo ważna zmiana dotycząca dostępności do leczenia biologicznego NZJ dla polskich pacjentów, a mianowicie zostały zniesione ramy czasowe w programach lekowych NZJ. Do końca 2021 roku pacjenci mogli być leczeni biologicznie w ściśle określonych przez programy lekowe ramach czasowych, czyli przez 12-24 miesiące, w zależności od stosowanego leku i/lub wskazania. Obecnie lekarz, w konsultacji z pacjentem, może zdecydować o kontynuacji leczenia oraz o tym, jak długo będzie ono trwało. Dzięki temu, chorzy nie są narażeni na przerwy w terapii biologicznej, które negatywnie wpływały na ich stan zdrowia i doprowadzały do kolejnych zaostrzeń z koniecznością hospitalizacji i sterydoterapii – wyjaśnia dr Maria Wiśniewska-Jarosińska z Kliniki Gastroenterologii CSK Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Zdaniem ekspertów, optymalizacji wymagają jeszcze kryteria obowiązujące przy włączaniu pacjentów do programów lekowych. Aktualnie obowiązujące kryteria sprawiają, że w Polsce liczba pacjentów z NZJ leczonych biologicznie jest wciąż dość mała. Ponadto rozpoczynanie leczenia biologicznego w mocno zaawansowanym stadium choroby powoduje, że odpowiedź na nie jest gorsza, a szansa na uzyskanie długotrwałej remisji – mniejsza.

Dużym postępem było wprowadzenie podskórnych form leków biologicznych. Zmiana formy dożylnej na podskórną nie zmienia profilu bezpieczeństwa i skuteczności leku, a z praktycznego punktu widzenia jest ona o wiele wygodniejsza, ponieważ umożliwia samodzielne podawanie leku w domu. Dożylna droga podania wymaga 1- lub 2-godzinnego wlewu leku, który musi odbywać się w warunkach szpitalnych, co oznacza, że konieczna jest jednodniowa hospitalizacja. Dzięki terapii podskórnej pacjenci z NZJ mogą być leczeni w domu i rzadziej wymagają wizyt kontrolnych. Znacznie usprawnia to ich codzienne funkcjonowanie, zwiększa komfort życia i zmniejsza koszty, związane z dojazdami do ośrodka czy absencjami w pracy. Możliwość leczenia podskórnego to także zaoszczędzenie pracy personelu medycznego oraz zmniejszenie kosztów podania leku. Dzięki temu, że pacjentowi możemy zaproponować leczenie podskórne, możliwe staje się dopasowanie terapii do życia i indywidualnych potrzeb pacjenta, co jest jednym z ważnych elementów personalizacji leczenia. Osoby, którym warto zaproponować leczenie podskórne to pacjenci młodzi i aktywni, ale także starsi, którzy są mniej mobilni i chcą ograniczyć konieczność przyjazdów i pobytów w placówce medycznej. Na pewno jest to dobra opcja dla pacjentów mieszkających daleko od ośrodka prowadzącego leczenie biologiczne NZJ. Ważne jest jednak, aby byli to pacjenci zdyscyplinowani i przestrzegający zaleceń – podkreśla dr Maria Wiśniewska-Jarosińska.
Leczenie biologiczne jest przełomem, dzięki któremu pacjenci mogą być przez dłuższy czas leczeni zachowawczo, ale niestety u części chorych, pomimo leczenia, pojawia się po jakimś czasie konieczność operacji i usunięcia fragmentów jelit.

Postać przetokowa choroby Leśniowskiego-Crohna
U niektórych chorych z chorobą Leśniowskiego-Crohna rozwijają się, jako powikłanie tej choroby, przetoki czyli nieprawidłowe połączenia jelita z pobliskimi tkankami lub organami. Mogą być to przetoki jelitowo-jelitowe (pomiędzy pętlami jelit), jelitowo-skórne, jelitowo-pęcherzowe (pomiędzy jelitem a pęcherzem moczowym) czy odbytniczo-pochwowe. Szczególnie uciążliwe dla pacjentów są przetoki okołoodbytnicze czyli dodatkowe kanały łączące odbyt ze skórą. Z takiej przetoki może sączyć się ropna lub zabarwiona krwią wydzielina, brudząca bieliznę i podrażniająca skórę, czemu mogą towarzyszyć zaburzenia funkcji zwieraczy, silne dolegliwości bólowe, a niekiedy także gorączka. Przetoki okołoodbytnicze są problemem niezwykle krępującym, diametralnie pogarszającym jakość życia pacjentów i upośledzającym ich codzienną aktywność – wyjaśnia Jacek Hołub z Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelit „J-elita”.

Leczenie przetok jest trudne, bo każda z nich jest inna, stąd kluczowy jest indywidualny dobór metody terapeutycznej dla każdego pacjenta. Leczenie postaci przetokowej choroby Leśniowskiego-Crohna wymaga dobrej współpracy gastroenterologa z chirurgiem lub proktologiem, ponieważ na ogół jest połączeniem farmakoterapii (stosowania antybiotyków, sterydów, leków immunosupresyjnych i leków biologicznych) oraz zabiegów chirurgicznych. Niestety, uzyskiwane efekty terapeutyczne zazwyczaj utrzymują się krótko, co prowadzi do nawrotu przetoki. W ostatnich latach pojawiły się nowe metody leczenia przetok znacznie zwiększające szanse na prawidłowe gojenie się przetok po operacji, a w efekcie na powrót chorego do normalnego życia społecznego i zawodowego.
 
Bibliografia:
  1. Zagórowicz E. i wsp. Nationwidata on epidemiology of inflammatory bowel disease in Poland between 2009-2020. PAIM 2022, Vol.132, No. 5.
  2. Little RD. Therapeutic Drug Monitoring of Subcutaneous Infliximab in Inflammatory Bowel Disease—Understanding Pharmacokinetics and Exposure Response Relationships in a New Era of Subcutaneous Biologics, J. Clin. Med. 2022, 11(20), 6173.
źródło: komunikat prasowy
U chorych z Nieswoistymi Chorobami Zapalnymi Jelit głównym czynnikiem odpowiedzialnym za rozwój raka jelita grubego jest przewlekłe, źle kontrolowane zapalenie jelita grubego. Ryzyko wystąpienia tego nowotworu jest tym wyższe, im większy jest zasięg zmian zapalnych w jelicie grubym, i im bardziej agresywny jest przebieg choroby. Jak powinna zatem wyglądać profilaktyka nowotworowa u pacjentów z NChZJ?
Fundacja EuropaColon Polska wspólnie z dr hab. n. med. Edytą Zagórowicz z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie przygotowała materiały edukacyjne dla pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego.

Fundacja EuropaColon Polska od kilku lat zaangażowana jest w działania na rzecz poprawy jakości życia osób chorujących na nieswoiste choroby zapalne jelit. Naszym celem jest między innymi zapewnienie dostępu do odpowiedniej dla każdego pacjenta terapii, by  właściwe leczenie pozwoliło maksymalnie ograniczyć ryzyko raka jelita grubego, które w przypadku NChZJ jest wyższe niż u ogólnej populacji. W tym celu niezbędny jest właściwy nadzór onkologiczny. – wyjaśnia Iga Rawicka Prezes Fundacji EuropaColon Polska.

Stąd pomysł na poradnik dla pacjentów „Rak Jelita Grubego w nieswoistych chorobach zapalnych jelit”. Z cyklu „Dzień Zdrowy” nagrany został podcast z udziałem prof. Edyty Zagórowicz. Dla pacjentów dostępny jest również zapis webinaru, w trakcie którego pacjenci uzyskali odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Wszystkie materiały dostępne są już na stronie internetowej  https://europacolonpolska.pl/czujnosc-onkologiczna-nchzj/

Jak rozpoznać objawy NChZJ i odróżnić je od objawów raka jelita grubego?
Naszą czujność w przypadku raka jelita grubego powinny wzbudzić tzw. objawy alarmowe, takie jak obecność krwi w kale, niedokrwistość, chudnięcie. Są to objawy wspólne dla NChZJ i raka jelita grubego, niemniej takie objawy są wskazaniem do szybkiej diagnostyki, m.in. do wykonania badania endoskopowego. Prawidłowo wykonana kolonoskopia, przy dobrym oczyszczeniu jelita, pozwala na wykluczenie choroby nowotworowej jelita grubego i potwierdzenie choroby zapalnej, jeśli występuje.- zaznacza dr hab. n. med. Edytą Zagórowicz.

Choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego – należą do czynników ryzyka zachorowania na raka jelita grubego. Wynika to z faktu, że w tych chorobach latami, praktycznie przez całe życie toczy się przewlekły proces zapalny w jelitach, co sprzyja pojawieniu się nowotworu. Mechanizm rozwoju raka różni się od mechanizmu powstawania raka sporadycznego i dlatego w niektórych przypadkach rozwój nowotworu może nastąpić bardzo szybko.  W związku z tym ustalono zasady nadzoru endoskopowego u pacjentów z tymi chorobami, które w bardzo precyzyjny sposób opisała w broszurze dla pacjentów Pani Prof. Edyta Zagórowicz.wyjaśnia prof. dr hab. med. Jarosław Reguła, Konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii. Niektórzy chorzy z dodatkowymi czynnikami ryzyka wymagają kontroli kolonoskopowej co roku, inni znacznie rzadziej (np. co 5 lat). Zasady te powinny być znane, upowszechniane  i przestrzegane.– podkreśla prof. Reguła.
 
Czym jest czujność onkologiczna u osób z NChZJ?
Rak jelita grubego w populacji ogólnej występuje najczęściej  u osób po 60 r.ż., ale nie dotyczy to pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit, którzy w chwili zachorowania zwykle są osobami młodymi, w 2. i 3. dekadzie życia. Przewlekły stan zapalny jest bowiem czynnikiem predysponującym do rozwoju raka jelita grubego. Im dłużej trwa choroba i im słabiej jest kontrolowana, tym ryzyko wystąpienia raka jest wyższe. – wyjaśnia prof. Zagórowicz. Przyjmuje się, że okres trwania NChZJ, po którym ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej rośnie, wynosi 8-10 lat. Po tym czasie trwania choroby zapalnej jelit  należy objęć tę grupę pacjentów szczególnym nadzorem onkologicznym. Wówczas wykonuje się u pacjenta badanie endoskopowe całego jelita, najlepiej w okresie remisji choroby. Badanie to pomaga określić aktualny zasięg choroby i umożliwia pobranie wycinków z różnych odcinków jelita, w celu ich oceny mikroskopowej. Zależnie od wyników badania endoskopowego lekarz decyduje o wprowadzeniu szczególnego nadzoru onkologicznego nad pacjentem. Oznacza to wykonywanie badań endoskopowych w pewnych odstępach czasu po to,  by wychwycić zmiany przedrakowe (tzw. dysplazję w błonie śluzowej) i zdecydować o ich ew. usunięciu. Odstępy między kolejnymi badaniami zależą od dodatkowych czynników ryzyka rozwoju raka grubego u danego pacjenta. Przy ich braku oraz gdy pierwsze badanie w ramach nadzoru onkologicznego nie uwidoczni dysplazji i jeśli jelito jest wygojone, a w rodzinie chorego nie występowały nowotwory jelita grubego w młodym wieku, to następne badanie może odbyć się za 5 lat.- dodaje klinicystka.

Realizacja projektu „Rak jelita grubego w nieswoistych chorobach zapalnych jelit” była możliwa dzięki  wsparciu Partnerów  firm Sandoz i Takeda.

Fundacja EuropaColon Polska została powołana w marcu 2017 roku. Celem działań Fundacji jest przede wszystkim zwiększenie świadomości ogółu społeczeństwa na temat nowotworów układu pokarmowego ze szczególnym uwzględnieniem raka jelita grubego. Podstawowym celem Fundacji jest promowanie profilaktyki, wczesnego wykrywania i właściwego leczenia nowoczesnymi i skutecznymi metodami terapeutycznymi w celu poprawy jakości życia pacjentów, a przede wszystkim pomoc w powrocie do zdrowia. Więcej na stronie: https://europacolonpolska.pl/
źródło: Europacolon Polska
U chorych z Nieswoistymi Chorobami Zapalnymi Jelit głównym czynnikiem odpowiedzialnym za rozwój raka jelita grubego jest przewlekłe, źle kontrolowane zapalenie jelita grubego. Ryzyko wystąpienia tego nowotworu jest tym wyższe, im większy jest zasięg zmian zapalnych w jelicie grubym, i im bardziej agresywny jest przebieg choroby. Jak powinna zatem wyglądać profilaktyka nowotworowa u pacjentów z NChZJ?
Fundacja EuropaColon Polska wspólnie z dr hab. n. med. Edytą Zagórowicz z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie przygotowała materiały edukacyjne dla pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego.

Fundacja EuropaColon Polska od kilku lat zaangażowana jest w działania na rzecz poprawy jakości życia osób chorujących na nieswoiste choroby zapalne jelit. Naszym celem jest między innymi zapewnienie dostępu do odpowiedniej dla każdego pacjenta terapii, by  właściwe leczenie pozwoliło maksymalnie ograniczyć ryzyko raka jelita grubego, które w przypadku NChZJ jest wyższe niż u ogólnej populacji. W tym celu niezbędny jest właściwy nadzór onkologiczny. – wyjaśnia Iga Rawicka Prezes Fundacji EuropaColon Polska.

Stąd pomysł na poradnik dla pacjentów „Rak Jelita Grubego w nieswoistych chorobach zapalnych jelit”. Z cyklu „Dzień Zdrowy” nagrany został podcast z udziałem prof. Edyty Zagórowicz. Dla pacjentów dostępny jest również zapis webinaru, w trakcie którego pacjenci uzyskali odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Wszystkie materiały dostępne są już na stronie internetowej  https://europacolonpolska.pl/czujnosc-onkologiczna-nchzj/

Jak rozpoznać objawy NChZJ i odróżnić je od objawów raka jelita grubego?
Naszą czujność w przypadku raka jelita grubego powinny wzbudzić tzw. objawy alarmowe, takie jak obecność krwi w kale, niedokrwistość, chudnięcie. Są to objawy wspólne dla NChZJ i raka jelita grubego, niemniej takie objawy są wskazaniem do szybkiej diagnostyki, m.in. do wykonania badania endoskopowego. Prawidłowo wykonana kolonoskopia, przy dobrym oczyszczeniu jelita, pozwala na wykluczenie choroby nowotworowej jelita grubego i potwierdzenie choroby zapalnej, jeśli występuje.- zaznacza dr hab. n. med. Edytą Zagórowicz.

Choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego – należą do czynników ryzyka zachorowania na raka jelita grubego. Wynika to z faktu, że w tych chorobach latami, praktycznie przez całe życie toczy się przewlekły proces zapalny w jelitach, co sprzyja pojawieniu się nowotworu. Mechanizm rozwoju raka różni się od mechanizmu powstawania raka sporadycznego i dlatego w niektórych przypadkach rozwój nowotworu może nastąpić bardzo szybko.  W związku z tym ustalono zasady nadzoru endoskopowego u pacjentów z tymi chorobami, które w bardzo precyzyjny sposób opisała w broszurze dla pacjentów Pani Prof. Edyta Zagórowicz.wyjaśnia prof. dr hab. med. Jarosław Reguła, Konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii. Niektórzy chorzy z dodatkowymi czynnikami ryzyka wymagają kontroli kolonoskopowej co roku, inni znacznie rzadziej (np. co 5 lat). Zasady te powinny być znane, upowszechniane  i przestrzegane.– podkreśla prof. Reguła.
 
Czym jest czujność onkologiczna u osób z NChZJ?
Rak jelita grubego w populacji ogólnej występuje najczęściej  u osób po 60 r.ż., ale nie dotyczy to pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit, którzy w chwili zachorowania zwykle są osobami młodymi, w 2. i 3. dekadzie życia. Przewlekły stan zapalny jest bowiem czynnikiem predysponującym do rozwoju raka jelita grubego. Im dłużej trwa choroba i im słabiej jest kontrolowana, tym ryzyko wystąpienia raka jest wyższe. – wyjaśnia prof. Zagórowicz. Przyjmuje się, że okres trwania NChZJ, po którym ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej rośnie, wynosi 8-10 lat. Po tym czasie trwania choroby zapalnej jelit  należy objęć tę grupę pacjentów szczególnym nadzorem onkologicznym. Wówczas wykonuje się u pacjenta badanie endoskopowe całego jelita, najlepiej w okresie remisji choroby. Badanie to pomaga określić aktualny zasięg choroby i umożliwia pobranie wycinków z różnych odcinków jelita, w celu ich oceny mikroskopowej. Zależnie od wyników badania endoskopowego lekarz decyduje o wprowadzeniu szczególnego nadzoru onkologicznego nad pacjentem. Oznacza to wykonywanie badań endoskopowych w pewnych odstępach czasu po to,  by wychwycić zmiany przedrakowe (tzw. dysplazję w błonie śluzowej) i zdecydować o ich ew. usunięciu. Odstępy między kolejnymi badaniami zależą od dodatkowych czynników ryzyka rozwoju raka grubego u danego pacjenta. Przy ich braku oraz gdy pierwsze badanie w ramach nadzoru onkologicznego nie uwidoczni dysplazji i jeśli jelito jest wygojone, a w rodzinie chorego nie występowały nowotwory jelita grubego w młodym wieku, to następne badanie może odbyć się za 5 lat.- dodaje klinicystka.

Realizacja projektu „Rak jelita grubego w nieswoistych chorobach zapalnych jelit” była możliwa dzięki  wsparciu Partnerów  firm Sandoz i Takeda.

Fundacja EuropaColon Polska została powołana w marcu 2017 roku. Celem działań Fundacji jest przede wszystkim zwiększenie świadomości ogółu społeczeństwa na temat nowotworów układu pokarmowego ze szczególnym uwzględnieniem raka jelita grubego. Podstawowym celem Fundacji jest promowanie profilaktyki, wczesnego wykrywania i właściwego leczenia nowoczesnymi i skutecznymi metodami terapeutycznymi w celu poprawy jakości życia pacjentów, a przede wszystkim pomoc w powrocie do zdrowia. Więcej na stronie: https://europacolonpolska.pl/
źródło: Europacolon Polska
Choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego to nie tylko ból brzucha, biegunki i osłabienie. Podczas zaostrzeń nie da się normalnie żyć, chory może trafić na stół operacyjny, może dojść do niepełnosprawności. Ale medycyna nie jest już bezradna, a dzięki nowoczesnym lekom często udaje się zapobiec powikłaniom. Dowiedz się więcej.
Wciąż nie wiadomo, dlaczego dochodzi do rozwoju choroby Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. Pewne jest, że są to choroby przewlekłe, o charakterze zapalnym, prawdopodobnie na podłożu autoimmunologicznym, najczęściej przebiegające z okresami zaostrzeń i remisji, ale są pacjenci, u których proces chorobowy postępuje cały czas. Obydwie też charakteryzują się wysokim ryzykiem powikłań w innych układach narządów niż pokarmowy. Obydwie, nieleczone, prowadzić mogą do niepełnosprawności. Początek i rozwój przypadać może zarówno na dzieciństwo, jak i wiek co najmniej dojrzały, ale szczyt zachorowań to okres między 20. a 40. rokiem życia.

„W wyniku przewlekłego stanu zapalnego, który jest na całe życie, nie ma sposobu, by te choroby wyleczyć, chyba że we wrzodziejącym zapaleniu jelit wytnie się całkowicie jelito grube. Natomiast w chorobie Leśniowskiego – Crohna nie ma takiej możliwości, bo ona może zajmować kolejne odcinki jelita, mogą tworzyć się przetoki między światłem jelita a skórą, w okolicach okołoodbytniczych. Te przetoki mogą zniekształcać rejon odbytnicy i dróg rodnych. Stan zapalny najczęściej objawia się biegunką z krwią i śluzem, bólem brzucha, stanem podgorączkowym, stałym poczuciem choroby. Mogą pojawić się bóle stawowe i w konsekwencji zapalenie stawów i inne powikłania np. kostne, oczne, jak zapalenie tęczówki – mówi Jarosław Reguła, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej w Centrum Onkologii” — Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii.

Obydwie choroby zaliczane są do grupy nieswoistych zapaleń jelit.

Objawy choroby Leśniowskiego-Crohna

Objawy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego

Czynniki przyczyniające się do zaostrzenia chorób jelit

W leczeniu nieswoistych chorób jelit stosuje się szereg leków, a niezbędne są również interwencje niefarmakologiczne. Na przykład zmniejsza się liczba i intensywność zaostrzeń w tych chorobach po zaniechaniu palenia tytoniu. Pacjenci muszą też przestrzegać odpowiedniej diety, którą najlepiej jest uzgodnić indywidualnie z lekarzem i dietetykiem. Zalecane są również techniki wspomagające radzenie sobie ze stresem. Bywa, że konieczne są interwencje chirurgiczne.

Poza tym w leczeniu nieswoistych chorób zapalnych jelit stosuje się m.in. leki sterydowe (mają działanie przeciwzapalne), leki immunosupresyjne (niejako „wyciszające” układ odpornościowy) oraz – u chorujących ciężko – leki biologiczne.

Te ostatnie to grupa medykamentów, produkowanych za pomocą bardzo zaawansowanych technologii z wykorzystaniem organizmów żywych, która zrewolucjonizowała współczesną medycynę. Europejska Agencja Leków wskazuje, że „większość obecnie stosowanych klinicznie leków biologicznych zawiera substancje czynne składające się z białek”, a ich produkcja jest zwykle bardziej złożonym procesem niż pozyskiwanie leków – w uproszczeniu – „syntetycznych” w drodze reakcji chemicznych. „Większość leków biologicznych produkowanych jest z zastosowaniem metod biotechnologicznych, często wykorzystujących skomplikowane systemy komórkowe i technologię rekombinacji DNA” – czytamy w opracowaniu EMA dotyczącym leków biologicznych i biopodobnych. Warto pamiętać, że prawodawstwo unijne narzuca ściśle określone, bardzo restrykcyjne wymogi dla producentów leków biologicznych.

Dostępność leków biologicznych – jest poprawa 

Z dostępnością do części terapii, zwłaszcza tej lekami biologicznymi, było przez całe lata krucho. Obecnie sytuacja zmieniła się znacznie na korzyść. M.in. od 1 stycznia tego roku pacjenci przyjmujący leki biologiczne nie muszą się już obawiać, że terapia zostanie przerwana z przyczyn administracyjnych. Przed początkiem tego roku pacjent w zależności od programu lekowego mógł otrzymywać lek biologiczny przez okres od roku do dwóch lat. Tego czasu nie dawało się wydłużyć także wtedy, gdy lek okazywał się skuteczny i bezpieczny u danego pacjenta – lekarz musiał odstawić lek i czekać w nadziei, że pacjentowi się nie pogorszy albo czekać wręcz na pogorszenie, by pacjenta znowu leczyć w ramach programu lekowego i doprowadzić do remisji.

„To wiązało się z olbrzymimi dramatami, ludzie tracili pracę, musieli rezygnować ze studiów, bo zaostrzenie choroby wiąże się z częstymi hospitalizacjami, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Choroby jelit to niewyobrażalny ból brzucha, biegunki, osłabienie. Cieszymy się z decyzji o zniesieniu ram czasowych leczenia biologicznego. Szczególnie wdzięczni jesteśmy ministrowi Maciejowi Miłkowskiemu, który jest otwarty na postulaty środowiska pacjentów i dialog z koalicją organizacji chorych na NChZJ. Liczymy, że tak będzie również w sprawie ułatwienia dostępu do terapii biologicznej i innych postulatów” – mówi Jacek Hołub, rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Chorobami Jelit „J-elita”, cierpiący na chorobę Leśniowskiego – Crohna od 2001 r. W chwili diagnozy miał 28 lat.

Podobnie uważa prof. Jarosław Reguła.

„To rzeczywiście była najważniejsza sprawa, jaka wydarzyła się w leczeniu naszych pacjentów. Leczenie biologiczne jest stosowane w najcięższych przypadkach nieswoistych chorób jelit. Likwiduje ono stan zapalny, doprowadza do remisji. W większości państw jest tak, że jeśli leczenie skutkuje, jest kontynuowane, a w Polsce było przerywane. Czekało się na nawrót choroby, żeby można było znów włączyć to leczenie. Wskutek nawrotu pacjent mógł skończyć na stole operacyjnym, mieć powikłania lub nawet umrzeć – tłumaczy prof. Jarosław Reguła. – Cieszę się, że ten niemądry przepis został zniesiony na przełomie roku” – dodaje ekspert.

Zdaniem stowarzyszeń pacjentów leki biologiczne powinny być stosowane w Polsce u większej grupy chorych niż obecnie.

„Jako Towarzystwo >>J-elita<< od wielu lat wskazujemy, że należy obniżyć restrykcyjne kryteria kwalifikacji do programów lekowych. W Polsce mamy ok. 100 tys. pacjentów cierpiących na NChZJ. Jedynie między 3 a 4 tys. z nas korzysta z leczenia biologicznego, podczas gdy na zachodzie Europy dostęp do niego ma kilkukrotnie więcej chorych. Wcześniejsze włączenie nowoczesnej terapii może nie tylko znacząco poprawić nasz stan zdrowia i nie dopuścić do rozwoju choroby uniemożliwiającej nam normalne życie, ale obniża także wydatki państwa na leczenie i opiekę nad chorymi. Dzięki terapii biologicznej możemy uniknąć powikłań, operacji usunięcia fragmentu jelita lub całego jelita grubego i wyłonienia stomii. Możemy pracować i normalnie funkcjonować, unikamy niepełnosprawności i długotrwałych hospitalizacji, nie pobieramy świadczeń, zasiłków i nie przechodzimy na rentę, na garnuszek państwa. Pamiętajmy, że większość pacjentów dotkniętych nieswoistymi zapaleniami jelit to ludzie młodzi. 3/4 diagnoz pojawia się do 35. roku życia” – argumentuje Jacek Hołub.

W programach lekowych z lekami biologicznymi jest obecnie około 1 proc. osób z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego i u ok. 8 proc. osób z chorobą Leśniowskiego – Crohna. W krajach zachodnich te odsetki są wyraźnie wyższe.

Ograniczenie w dostępie do leków biologicznych wynika przede wszystkim z systemowych założeń przyjętych w Polsce przez regulatorów rynku opieki zdrowotnej. Zanim pacjent będzie mógł stosować terapię lekami biologicznymi, musi przejść odpowiednią kwalifikację. W chorobie Leśniowskiego- Crohna stosuje się tzw. punktację CDAI (skala oceny stanu zdrowia chorego w ciągu ostatnich siedmiu dni). Punkty zlicza się m.in. na podstawie objawów, a maksymalnie pacjent może „zebrać” 450 punktów. W polskich programach lekowych można być zakwalifikowanym do leczenia biologicznego, gdy się uzbiera 300 punktów. W większości krajów Europy Zachodniej zakwalifikowany jest pacjent, który uzbiera 220 punktów.

„Polskie kryteria wzięły się z tego, że leki biologiczne dotychczas były bardzo drogie, więc Ministerstwo Zdrowia chciało ograniczać wydatki, zawężając je do leczenia tych, którzy najbardziej tego potrzebują. Kolejnym naszym zadaniem będzie więc zmiana kryteriów tak, by pacjenci ze średnim zaawansowaniem choroby, jeśli tego wymagają, mogli być objęci leczeniem biologicznym” – tłumaczy prof. Jarosław Reguła.

Zastrzega jednak, że przy kwalifikacji do leczenia biologicznego ta punktacja nie jest kluczowa. 

„Ocenia się także ogólny stan pacjenta, czy wcześniejsze próby jego leczenia się powiodły” – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie gastroenterologii.

Przypomina, że u części osób z klasycznym przebiegiem chorób: Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącego zapalenia jelita grubego leki standardowe, jak mesalazyna, czy krótko podawane na początku choroby sterydy, są wystarczające i nie ma potrzeby terapii lekami biologicznymi.

Kolejny krok naprzód – podawanie podskórne

Ostatnio zniknęła spora niedogodność ze stosowaniem jednego z leków biologicznych – wedolizumabu. Substancja ta jest refundowana także wtedy, gdy podawana jest w formie podskórnej. Dlaczego to ważna zmiana?

„Decyzja o refundacji wedolizumabu w formie podskórnej bardzo ucieszyła nas, pacjentów, ponieważ może znacząco podnieść komfort życia chorych na terapii biologicznej. Dzięki tej formie podania leku chorzy będą mogli korzystać z niego w warunkach domowych. Mówiąc krótko, będziemy go sobie mogli podawać samodzielnie, co nie jest trudne. Nie będziemy musieli już jeździć na każde podanie leku do szpitala, co wiąże się z koniecznością zwolnienia się z pracy lub ze szkoły, a obecnie z ryzykiem zakażenia omikronem. Odpadną nam koszty związane z dojazdami, bo przecież nie wszyscy pacjenci mieszkają w dużych miastach, gdzie mają dostęp do ośrodków oferujących terapię biologiczną” – mówi Jacek Hołub. 

Jego zdaniem, podawanie podskórne leków biologicznych ważne jest również w kontekście personalizacji leczenia, gdyż decyzja o formie podania leku może być podjęta w czasie rozmowy między lekarzem a pacjentem, z uwzględnieniem jego indywidualnej sytuacji życiowej i potrzeb. 

„Jeśli ktoś obawia się samodzielnego podawania sobie leku, może korzystać z podania dożylnego, w szpitalu. Z naszej perspektywy jest to naprawdę dobra decyzja, za którą jesteśmy wdzięczni Ministerstwu Zdrowia” – zapewnia Jacek Hołub.

Korzyści są oczywiste także z punktu widzenia prof. Reguły.

„Lek biologiczny adalimumab występował wyłącznie w formie podskórnej, lek ustekinumab podaje się najpierw dożylnie, a potem podskórnie, ale pacjent musiał przyjechać do szpitala. Dopiero ostatnio to trochę się zmieniło. Generalnie, pozostałe leki biologiczne były podawane w formie dożylnej. Taka forma podania jest obciążona ryzykiem, bo w trakcie podawania może nastąpić wstrząs. Pacjentom nie było łatwo przyjechać do szpitala oddalonego o np. 200 km od miejsca zamieszkania. Dla nich to świetnie, że od 1 lipca podskórnie można podawać kolejny lek biologiczny” – zapewnia prof. Jarosław Reguła.

Dlaczego był problem dojazdów? Bo ośrodki zajmujące się leczeniem biologicznym są rozmieszczone po Polsce nieregularnie. Spośród pacjentów leczonych biologicznie w woj. mazowieckim ponad 30 proc. dojeżdża z innych województw. W woj. lubuskim czy opolskim są jedynie pojedyncze ośrodki leczące biologicznie nieswoiste choroby zapalne jelit. Dzieje się tak, gdyż tego typu leczenie jest nieopłacalne z punktu widzenia gospodarności szpitala – trudno tu mówić o zysku ekonomicznym.

„Leczenie biologiczne odbywa się naprawdę dzięki entuzjazmowi i chęci leczenia pacjentów. Koszt leku jest co prawda refundowany, ale opłaty związane z badaniami diagnostycznymi pacjentów, jak rezonans czy kolonoskopia, są na prawach ryczałtu – trzy-, czterokrotnie niższego niż rzeczywiste koszty. Szpital, który prowadzi leczenie biologiczne, generuje straty. Działa jednak w poczuciu misji. To dlatego jest problem z dostępnością leczenia biologicznego” – tłumaczy prof. Jarosław Reguła.

Źródło: Serwis Zdrowie

Choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego to nie tylko ból brzucha, biegunki i osłabienie. Podczas zaostrzeń nie da się normalnie żyć, chory może trafić na stół operacyjny, może dojść do niepełnosprawności. Ale medycyna nie jest już bezradna, a dzięki nowoczesnym lekom często udaje się zapobiec powikłaniom. Dowiedz się więcej.
Wciąż nie wiadomo, dlaczego dochodzi do rozwoju choroby Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. Pewne jest, że są to choroby przewlekłe, o charakterze zapalnym, prawdopodobnie na podłożu autoimmunologicznym, najczęściej przebiegające z okresami zaostrzeń i remisji, ale są pacjenci, u których proces chorobowy postępuje cały czas. Obydwie też charakteryzują się wysokim ryzykiem powikłań w innych układach narządów niż pokarmowy. Obydwie, nieleczone, prowadzić mogą do niepełnosprawności. Początek i rozwój przypadać może zarówno na dzieciństwo, jak i wiek co najmniej dojrzały, ale szczyt zachorowań to okres między 20. a 40. rokiem życia.

„W wyniku przewlekłego stanu zapalnego, który jest na całe życie, nie ma sposobu, by te choroby wyleczyć, chyba że we wrzodziejącym zapaleniu jelit wytnie się całkowicie jelito grube. Natomiast w chorobie Leśniowskiego – Crohna nie ma takiej możliwości, bo ona może zajmować kolejne odcinki jelita, mogą tworzyć się przetoki między światłem jelita a skórą, w okolicach okołoodbytniczych. Te przetoki mogą zniekształcać rejon odbytnicy i dróg rodnych. Stan zapalny najczęściej objawia się biegunką z krwią i śluzem, bólem brzucha, stanem podgorączkowym, stałym poczuciem choroby. Mogą pojawić się bóle stawowe i w konsekwencji zapalenie stawów i inne powikłania np. kostne, oczne, jak zapalenie tęczówki – mówi Jarosław Reguła, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej w Centrum Onkologii” — Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii.

Obydwie choroby zaliczane są do grupy nieswoistych zapaleń jelit.

Objawy choroby Leśniowskiego-Crohna

Objawy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego

Czynniki przyczyniające się do zaostrzenia chorób jelit

W leczeniu nieswoistych chorób jelit stosuje się szereg leków, a niezbędne są również interwencje niefarmakologiczne. Na przykład zmniejsza się liczba i intensywność zaostrzeń w tych chorobach po zaniechaniu palenia tytoniu. Pacjenci muszą też przestrzegać odpowiedniej diety, którą najlepiej jest uzgodnić indywidualnie z lekarzem i dietetykiem. Zalecane są również techniki wspomagające radzenie sobie ze stresem. Bywa, że konieczne są interwencje chirurgiczne.

Poza tym w leczeniu nieswoistych chorób zapalnych jelit stosuje się m.in. leki sterydowe (mają działanie przeciwzapalne), leki immunosupresyjne (niejako „wyciszające” układ odpornościowy) oraz – u chorujących ciężko – leki biologiczne.

Te ostatnie to grupa medykamentów, produkowanych za pomocą bardzo zaawansowanych technologii z wykorzystaniem organizmów żywych, która zrewolucjonizowała współczesną medycynę. Europejska Agencja Leków wskazuje, że „większość obecnie stosowanych klinicznie leków biologicznych zawiera substancje czynne składające się z białek”, a ich produkcja jest zwykle bardziej złożonym procesem niż pozyskiwanie leków – w uproszczeniu – „syntetycznych” w drodze reakcji chemicznych. „Większość leków biologicznych produkowanych jest z zastosowaniem metod biotechnologicznych, często wykorzystujących skomplikowane systemy komórkowe i technologię rekombinacji DNA” – czytamy w opracowaniu EMA dotyczącym leków biologicznych i biopodobnych. Warto pamiętać, że prawodawstwo unijne narzuca ściśle określone, bardzo restrykcyjne wymogi dla producentów leków biologicznych.

Dostępność leków biologicznych – jest poprawa 

Z dostępnością do części terapii, zwłaszcza tej lekami biologicznymi, było przez całe lata krucho. Obecnie sytuacja zmieniła się znacznie na korzyść. M.in. od 1 stycznia tego roku pacjenci przyjmujący leki biologiczne nie muszą się już obawiać, że terapia zostanie przerwana z przyczyn administracyjnych. Przed początkiem tego roku pacjent w zależności od programu lekowego mógł otrzymywać lek biologiczny przez okres od roku do dwóch lat. Tego czasu nie dawało się wydłużyć także wtedy, gdy lek okazywał się skuteczny i bezpieczny u danego pacjenta – lekarz musiał odstawić lek i czekać w nadziei, że pacjentowi się nie pogorszy albo czekać wręcz na pogorszenie, by pacjenta znowu leczyć w ramach programu lekowego i doprowadzić do remisji.

„To wiązało się z olbrzymimi dramatami, ludzie tracili pracę, musieli rezygnować ze studiów, bo zaostrzenie choroby wiąże się z częstymi hospitalizacjami, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Choroby jelit to niewyobrażalny ból brzucha, biegunki, osłabienie. Cieszymy się z decyzji o zniesieniu ram czasowych leczenia biologicznego. Szczególnie wdzięczni jesteśmy ministrowi Maciejowi Miłkowskiemu, który jest otwarty na postulaty środowiska pacjentów i dialog z koalicją organizacji chorych na NChZJ. Liczymy, że tak będzie również w sprawie ułatwienia dostępu do terapii biologicznej i innych postulatów” – mówi Jacek Hołub, rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Chorobami Jelit „J-elita”, cierpiący na chorobę Leśniowskiego – Crohna od 2001 r. W chwili diagnozy miał 28 lat.

Podobnie uważa prof. Jarosław Reguła.

„To rzeczywiście była najważniejsza sprawa, jaka wydarzyła się w leczeniu naszych pacjentów. Leczenie biologiczne jest stosowane w najcięższych przypadkach nieswoistych chorób jelit. Likwiduje ono stan zapalny, doprowadza do remisji. W większości państw jest tak, że jeśli leczenie skutkuje, jest kontynuowane, a w Polsce było przerywane. Czekało się na nawrót choroby, żeby można było znów włączyć to leczenie. Wskutek nawrotu pacjent mógł skończyć na stole operacyjnym, mieć powikłania lub nawet umrzeć – tłumaczy prof. Jarosław Reguła. – Cieszę się, że ten niemądry przepis został zniesiony na przełomie roku” – dodaje ekspert.

Zdaniem stowarzyszeń pacjentów leki biologiczne powinny być stosowane w Polsce u większej grupy chorych niż obecnie.

„Jako Towarzystwo >>J-elita<< od wielu lat wskazujemy, że należy obniżyć restrykcyjne kryteria kwalifikacji do programów lekowych. W Polsce mamy ok. 100 tys. pacjentów cierpiących na NChZJ. Jedynie między 3 a 4 tys. z nas korzysta z leczenia biologicznego, podczas gdy na zachodzie Europy dostęp do niego ma kilkukrotnie więcej chorych. Wcześniejsze włączenie nowoczesnej terapii może nie tylko znacząco poprawić nasz stan zdrowia i nie dopuścić do rozwoju choroby uniemożliwiającej nam normalne życie, ale obniża także wydatki państwa na leczenie i opiekę nad chorymi. Dzięki terapii biologicznej możemy uniknąć powikłań, operacji usunięcia fragmentu jelita lub całego jelita grubego i wyłonienia stomii. Możemy pracować i normalnie funkcjonować, unikamy niepełnosprawności i długotrwałych hospitalizacji, nie pobieramy świadczeń, zasiłków i nie przechodzimy na rentę, na garnuszek państwa. Pamiętajmy, że większość pacjentów dotkniętych nieswoistymi zapaleniami jelit to ludzie młodzi. 3/4 diagnoz pojawia się do 35. roku życia” – argumentuje Jacek Hołub.

W programach lekowych z lekami biologicznymi jest obecnie około 1 proc. osób z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego i u ok. 8 proc. osób z chorobą Leśniowskiego – Crohna. W krajach zachodnich te odsetki są wyraźnie wyższe.

Ograniczenie w dostępie do leków biologicznych wynika przede wszystkim z systemowych założeń przyjętych w Polsce przez regulatorów rynku opieki zdrowotnej. Zanim pacjent będzie mógł stosować terapię lekami biologicznymi, musi przejść odpowiednią kwalifikację. W chorobie Leśniowskiego- Crohna stosuje się tzw. punktację CDAI (skala oceny stanu zdrowia chorego w ciągu ostatnich siedmiu dni). Punkty zlicza się m.in. na podstawie objawów, a maksymalnie pacjent może „zebrać” 450 punktów. W polskich programach lekowych można być zakwalifikowanym do leczenia biologicznego, gdy się uzbiera 300 punktów. W większości krajów Europy Zachodniej zakwalifikowany jest pacjent, który uzbiera 220 punktów.

„Polskie kryteria wzięły się z tego, że leki biologiczne dotychczas były bardzo drogie, więc Ministerstwo Zdrowia chciało ograniczać wydatki, zawężając je do leczenia tych, którzy najbardziej tego potrzebują. Kolejnym naszym zadaniem będzie więc zmiana kryteriów tak, by pacjenci ze średnim zaawansowaniem choroby, jeśli tego wymagają, mogli być objęci leczeniem biologicznym” – tłumaczy prof. Jarosław Reguła.

Zastrzega jednak, że przy kwalifikacji do leczenia biologicznego ta punktacja nie jest kluczowa. 

„Ocenia się także ogólny stan pacjenta, czy wcześniejsze próby jego leczenia się powiodły” – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie gastroenterologii.

Przypomina, że u części osób z klasycznym przebiegiem chorób: Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącego zapalenia jelita grubego leki standardowe, jak mesalazyna, czy krótko podawane na początku choroby sterydy, są wystarczające i nie ma potrzeby terapii lekami biologicznymi.

Kolejny krok naprzód – podawanie podskórne

Ostatnio zniknęła spora niedogodność ze stosowaniem jednego z leków biologicznych – wedolizumabu. Substancja ta jest refundowana także wtedy, gdy podawana jest w formie podskórnej. Dlaczego to ważna zmiana?

„Decyzja o refundacji wedolizumabu w formie podskórnej bardzo ucieszyła nas, pacjentów, ponieważ może znacząco podnieść komfort życia chorych na terapii biologicznej. Dzięki tej formie podania leku chorzy będą mogli korzystać z niego w warunkach domowych. Mówiąc krótko, będziemy go sobie mogli podawać samodzielnie, co nie jest trudne. Nie będziemy musieli już jeździć na każde podanie leku do szpitala, co wiąże się z koniecznością zwolnienia się z pracy lub ze szkoły, a obecnie z ryzykiem zakażenia omikronem. Odpadną nam koszty związane z dojazdami, bo przecież nie wszyscy pacjenci mieszkają w dużych miastach, gdzie mają dostęp do ośrodków oferujących terapię biologiczną” – mówi Jacek Hołub. 

Jego zdaniem, podawanie podskórne leków biologicznych ważne jest również w kontekście personalizacji leczenia, gdyż decyzja o formie podania leku może być podjęta w czasie rozmowy między lekarzem a pacjentem, z uwzględnieniem jego indywidualnej sytuacji życiowej i potrzeb. 

„Jeśli ktoś obawia się samodzielnego podawania sobie leku, może korzystać z podania dożylnego, w szpitalu. Z naszej perspektywy jest to naprawdę dobra decyzja, za którą jesteśmy wdzięczni Ministerstwu Zdrowia” – zapewnia Jacek Hołub.

Korzyści są oczywiste także z punktu widzenia prof. Reguły.

„Lek biologiczny adalimumab występował wyłącznie w formie podskórnej, lek ustekinumab podaje się najpierw dożylnie, a potem podskórnie, ale pacjent musiał przyjechać do szpitala. Dopiero ostatnio to trochę się zmieniło. Generalnie, pozostałe leki biologiczne były podawane w formie dożylnej. Taka forma podania jest obciążona ryzykiem, bo w trakcie podawania może nastąpić wstrząs. Pacjentom nie było łatwo przyjechać do szpitala oddalonego o np. 200 km od miejsca zamieszkania. Dla nich to świetnie, że od 1 lipca podskórnie można podawać kolejny lek biologiczny” – zapewnia prof. Jarosław Reguła.

Dlaczego był problem dojazdów? Bo ośrodki zajmujące się leczeniem biologicznym są rozmieszczone po Polsce nieregularnie. Spośród pacjentów leczonych biologicznie w woj. mazowieckim ponad 30 proc. dojeżdża z innych województw. W woj. lubuskim czy opolskim są jedynie pojedyncze ośrodki leczące biologicznie nieswoiste choroby zapalne jelit. Dzieje się tak, gdyż tego typu leczenie jest nieopłacalne z punktu widzenia gospodarności szpitala – trudno tu mówić o zysku ekonomicznym.

„Leczenie biologiczne odbywa się naprawdę dzięki entuzjazmowi i chęci leczenia pacjentów. Koszt leku jest co prawda refundowany, ale opłaty związane z badaniami diagnostycznymi pacjentów, jak rezonans czy kolonoskopia, są na prawach ryczałtu – trzy-, czterokrotnie niższego niż rzeczywiste koszty. Szpital, który prowadzi leczenie biologiczne, generuje straty. Działa jednak w poczuciu misji. To dlatego jest problem z dostępnością leczenia biologicznego” – tłumaczy prof. Jarosław Reguła.

Źródło: Serwis Zdrowie

Według opublikowanego właśnie badania przeprowadzonego przez zespół z Uniwersytetu w Bazylei bakterie mogłyby pomóc w terapii depresji. Chodzi o odpowiednie mikroby, które żyją w jelicie człowieka. Może się to wydawać zaskakujące, skoro leczenie tej choroby wymaga zaawansowanych metod psychologicznych i farmakologicznych i nawet przy ich zastosowaniu nie zawsze daje pożądane rezultaty.
Naukowcy coraz częściej biorą pod lupę ludzką mikrobiotę jelitową. Przybywa dowodów, że mikroorganizmy zamieszkujące nasze jelita mogą wpływać na ryzyko depresji, choroby Alzheimera czy lęki i rozwój psychiki u dzieci. Oto garść najnowszych doniesień – na razie cząstkowych, ale poszerzających znacznie naszą wiedzę i wskazujących obszary dalszych badań.

„W czasach, gdy Ludwik Pasteur badał zjawisko fermentacji, a Robert Koch obserwował prątki gruźlicy pod mikroskopem, zapewne nikt nie podejrzewał, że małe drobnoustroje zamieszkujące ciało człowieka mogą wpływać na sposób, w jaki myślimy, czujemy i postrzegamy. Widziano w nich bardziej wroga niż sprzymierzeńca oraz poszukiwano skutecznych metod ich eliminacji” – piszą naukowcy z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie w pracy poglądowej „Flora jelitowa a patomechanizm powstawania zaburzeń afektywnych i lękowych — aktualny stan wiedzy i dalsze perspektywy” opublikowanej w 2018 roku na łamach „Psychiatrii”.

Co to jest mikrobiota? To bakterie, ale też wirusy i grzyby. Mikrobiom zaś oznacza zbiór genomów mikrobioty. Jeśli dochodzi do zaburzeń w ilości, rodzaju oraz funkcjach mikrobioty,  mówimy o dysbiozie. Odkryto, że dysbioza towarzyszy rozmaitym zaburzeniom zdrowia – chorobom autoimmunologicznym, alergiom, otyłości, a także problemom z psychiką. Co jest przyczyną, a co skutkiem, na razie jednak nie wiadomo.


Flora jelit na depresję

Według opublikowanego właśnie badania przeprowadzonego przez zespół z Uniwersytetu w Bazylei bakterie mogłyby pomóc w terapii depresji. Chodzi o odpowiednie mikroby, które żyją w jelicie człowieka. Może się to wydawać zaskakujące, skoro leczenie tej choroby wymaga zaawansowanych metod psychologicznych i farmakologicznych i nawet przy ich zastosowaniu nie zawsze daje pożądane rezultaty.

Naturalnie, trudno oczekiwać, aby bakterie stały się panaceum na depresję czy inne choroby, ale okazuje się, że mają niebagatelny wpływ na stan psyche. Szwajcarscy badacze mówią o coraz lepiej poznawanej, tzw. osi mikrobiom-jelito-mózg. Otóż żyjące w układzie pokarmowym mikroorganizmy oddziałują na układ nerwowy m.in. poprzez wydzielanie różnorodnych substancji. Naukowcy zwracają też uwagę, że np. osoby z depresją nierzadko cierpią właśnie na zaburzenia ze strony układu pokarmowego.

Eksperymenty na myszach pokazywały już, że jeśli sterylnym (pozbawionym bakterii) gryzoniom przeszczepi się florę jelitową osób z depresją, zwierzęta zaczynają mieć objawy przypominające tę chorobę. 

W nowym doświadczeniu, już z udziałem ludzi naukowcy z Bazylei sprawdzili wpływ probiotyków na pacjentów z depresją. Ochotnicy przyjmowali takie preparaty oprócz leków. W porównaniu do osób, które otrzymywały tylko leki, po 31 dniach, w grupie leczonej dodatkowo probiotykami naukowcy zanotowali silniejszą poprawę, przynajmniej tymczasową. Analiza zawartości jelit wskazała natomiast na większą ilość bakterii produkujących kwas mlekowy. Niestety, po zakończeniu podawania probiotyków ilość tych bakterii wróciła do stanu pierwotnego po czterech tygodniach.

„Być może czterotygodniowe leczenie nie wystarczy i potrzeba dłuższego czasu, aby ustabilizować mikrobiom” – mówi kierująca badaniem Anna-Chiara Schaub.

Naukowcy przyjrzeli się też działaniu mózgów pacjentów i zauważyli wyraźną korelację. Tylko w grupie leczonej dodatkowo probiotykami, w czasie testów z użyciem obrazów z twarzami (wystraszonymi i neutralnymi) reakcje odpowiedzialnych za przetwarzanie emocji obszarów mózgu były prawidłowe. Choć naukowcy nie wiedzą dokładnie, w jaki sposób bakterie mogły zadziałać, uważają, że najprawdopodobniej można wykorzystać je jako wsparcie terapii. 

„Przy dodatkowej wiedzy na temat specyficznego wpływu poszczególnych bakterii, możliwe się może stać dobranie odpowiednich bakterii i użycie najlepszej mieszanki, tak aby wspierać leczenie depresji” – twierdzi badaczka.

Do tego jednak jeszcze droga daleka. Szwajcarskie badanie obejmowało bardzo małą liczbę uczestników, należy je zatem traktować raczej jako wskazujące kierunek dalszych prac eksperymentalnych. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest ono pierwszym tego typu. We wspomnianej pracy poglądowej wspomniane jest inne, przeprowadzone przez zespół irańskich badaczy pod kierunkiem G. Akkasheh, a opublikowane w czasopiśmie „Nutrition” w 2016 roku, w którym porównano w ramach randomizowanego, z podwójnie ślepą próbą eksperymentu (badanie zatem odznaczało się wysoką jakością metodologiczną) działanie probiotyków i placebo u osób z tzw. dużą depresją. Wykazało ono poprawę stanu psychicznego (i nie tylko) w grupie przyjmującej probiotyki w porównaniu z grupą przyjmującą placebo.

„W dostępnej literaturze brakuje jakichkolwiek dowodów przemawiających za pełną skutecznością i bezpieczeństwem tego typu terapii. Aktualny stan wiedzy skłania do wniosków, że terapia probiotykami miałaby uzasadnienie, jeśli byłaby prowadzona równolegle z przyjmowaniem leku przeciwdepresyjnego” – konkludują jednak autorzy publikacji zamieszczonej w „Psychiatrii”.

Stawiają też szereg pytań.

„Nowe koncepcje rodzą wiele pytań. Czy oby na pewno prowadząc terapię depresji i zaburzeń lękowych lekami przeciwdepresyjnymi działamy jedynie objawowo? A może przede wszystkim przyczynowo przez modulowanie składu i funkcji mikrobiomu, wpływając na przepuszczalność, funkcję jelit, układ immunologiczny, a co za tym idzie procesy zapalne, które są aktualnie głównym podejrzanym w patogenezie zaburzeń depresyjnych i lękowych? Może dotychczas poznane mechanizmy działania leków przeciwdepresyjnych stanowią zaledwie przysłowiowy wierzchołek góry lodowej? Z reguły nowatorskie idee, pomysły rodzą wielkie oczekiwania. Zastanawiające jest, czy nie będziemy zbyt wiele >>wymagać<< od bakterii, których do tej pory należycie nie docenialiśmy” – czytamy.

Mikrobiota a choroba Alzheimera

Naukowcy z Oregon Health & Science University zauważyli z kolei, że kiedy sterylnym (pozbawionym bakterii myszom) przeszczepi się kał osobników genetycznie predysponowanych do mysiego odpowiednika choroby Alzheimera, wcześniej zdrowe gryzonie też zaczynają wykazywać niektóre objawy schorzenia.

„Odkryliśmy, że zmieniając mikrobiom jelitowy za pomocą przeszczepów kału podawanym wyjałowionym z bakterii myszom powoduje behawioralne i kognitywne zmiany w mysim modelu choroby. Według mojej najlepszej wiedzy, nikt nie pokazał tego w odniesieniu do modelu choroby Alzheimera” – mówi autor odkrycia, prof. Jacob Raber.

Badanie było kontynuacją wcześniejszych eksperymentów, które pokazały korelację między składem jelitowego mikrobiomu oraz behawioralnych i kognitywnych możliwości myszy z mutacją zwiększającą ryzyko zachorowania. Według naukowców, odkrycia te wskazują na potencjalne metody opóźniania rozwoju zaburzenia. Do tego potrzebne będą jednak dalsze badania. 

„Ludzie mogą kupić probiotyki bez recepty, ale chcemy się upewnić, że odpowiednia terapia jest stosowana u każdego pacjenta i że mu pomaga – mówi prof. Raber. – Jelitowy mikrobiom to złożone środowisko. Jeśli zmieni się jeden element, wpłynie się także na inne, więc chcemy być pewni, że dla każdego pacjenta wybierzemy probiotyk, który wspiera zdrowie mózgu i jego funkcje, przy ograniczeniu jakichkolwiek skutków ubocznych” – podkreśla specjalista.

Groźne zaburzenie snu – winne bakterie?

Podobne nadzieje mają badacze z University of Missouri-Columbia, którzy odkryli wpływ mikrobiomu jelit na sen, a konkretnie na zespół bezdechu sennego (OSA). W eksperymentach na myszach cierpiących na tę przypadłość odkryli właściwie dwie zależności. Po pierwsze, choroba powodowała zaburzenia jelitowej flory zwierząt. Po drugie, przeszczepienie bakterii chorych osobników do jelit zdrowych powodowało zmiany w jakości ich snu.

Badacze również mówią o możliwych, bakteryjnych terapiach. 

„Poprzez manipulacje mikrobiomem lub produktami przemiany materii jelitowych mikroorganizmów moglibyśmy zapobiegać skutkom bezdechu sennego lub je ograniczać” – twierdzi dr David Gozal, główny autor odkrycia. 

„Na przykład, jeśli połączylibyśmy stosowanie stałego dodatniego ciśnienia (metoda stosowana w leczeniu tej choroby – przyp. red.) w drogach oddechowych z odpowiednio dobranymi probiotykami, moglibyśmy ograniczyć zmęczenie i zagrożenie dodatkowymi chorobami związanymi z OSA dotykającymi zdolności poznawcze, pamięć, układ krążenia i metabolizm. Jeśli udałoby nam się osiągnąć tylko jeden z tych celów, byłby to duży krok naprzód w leczeniu OSA” – mówi specjalista.

Mikroflora może kształtować psychikę dzieci?

A gdyby ktoś powiedział, że od bakterii może zależeć ludzka osobowość? Na pewno nie całkowicie, bo kształtuje się ona do wczesnej dorosłości pod wpływem predyspozycji genetycznych oraz czynników środowiskowych, ale jak pokazuje niedawny projekt badawczy naukowców z Michigan State University, mikroby mogą niebagatelnie oddziaływać na ludzką psyche już od samego początku jej rozwoju.

Otóż badacze odkryli, że m.in. bakterie jelitowe wpływają na to, jak silnie małe dzieci reagują na poczucie zagrożenia, innymi słowy, jak bardzo się boją. Tymczasem poziom lęku we wczesnym dzieciństwie – mówią badacze – może wskazywać na stan przyszłego zdrowia psychicznego. 

„Reakcje związane ze strachem to normalna część rozwoju dzieci. Powinny one być świadome zagrożeń w ich środowisku i gotowe, aby na nie odpowiedzieć. Jednak, kiedy nie mogą stłumić tych reakcji w sytuacji, kiedy są bezpieczne, w późniejszym życiu mogą być bardziej zagrożone rozwojem zaburzeń lękowych i depresji” – tłumaczy kierująca badaniem Rebecca Knickmeyer.

Z drugiej strony, naukowcy wyjaśniają, że zbyt słabe odczuwanie strachu u dzieci może spowodować, że w przyszłości staną się bezwzględne, bezemocjonalne i będą się angażować w aktywności antyspołeczne.

„Ten wczesny okres rozwojowy to czas niesamowitych możliwości promowania zdrowego rozwoju mózgu. Mikrobiom to ekscytujący, nowy cel, który można do tego wykorzystać” – podkreśla ekspertka.

O zdrową jelitową florę warto dbać przez całe życie, od samego startu. Przyszli i bardzo młodzi rodzice powinni wiedzieć, że zasadniczo rodzimy się z „czystymi” jelitami, a kolonizacja mikroorganizmami rozpoczyna się od porodu (i korzystniejszy jest ten drogami rodnymi) oraz pierwszych posiłków (tu najlepiej sprawdza się pokarm matki). W późniejszym czasie najlepszą mikrobiotę zapewniamy sobie urozmaiconą, prawidłowo zbilansowaną dietą z odpowiednimi proporcjami błonnika, białka, tłuszczu i węglowodanów, ale też unikanie cukru i żywności wysoko przetworzonej. W codziennej diecie warto zadbać o produkty fermentowane, takie jak jogurt czy kefir, oraz kiszonki, a także ograniczać mięso na rzecz posiłków roślinnych.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl, Justyna Wojteczek, Serwis Zdrowie

Przypisy:

P. Liśkiewicz i wsp.: Flora jelitowa a patomechanizm powstawania zaburzeń afektywnych i lękowych — aktualny stan wiedzy i dalsze perspektywy, Psychiatry 2018; 15, 2: 70–76

Doniesienie prasowe na temat znaczenia bakterii dla przebiegu depresji

Doniesienie prasowe na temat wpływu bakterii na rozwój choroby Alzheimera

Doniesienie o znaczeniu flory jelitowej dla groźnych zaburzeń snu

Doniesienie na temat potencjalnego wpływu bakterii na rozwój psychiki