Medicalpress
Europa zbliża się do przełomu – przynajmniej, jeśli chodzi o walkę z uzależnieniem od nikotyny i ograniczeniem skutków zdrowotnych palenia papierosów. Szwecja wkrótce może stać się pierwszym krajem Unii Europejskiej „wolnym od dymu”. Czy Polska ma pomysł jak podążać w tym kierunku? W kontekście Światowego Dnia Bez Tytoniu warto zadać sobie pytanie, czy działania podejmowane przez państwo są wystarczająco odważne i skuteczne, by realnie ograniczyć palenie tytoniu, także wśród nieletnich.
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), palenie tytoniu odpowiada za ponad 8 milionów zgonów rocznie, z czego aż 1,3 miliona to ofiary biernego palenia[1]. W Polsce – jak podaje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – co roku umiera z tego powodu około 70 tysięcy osób[2]. Mimo spadku liczby tradycyjnych palaczy, rośnie popularność nowatorskich produktów nikotynowych, zwłaszcza wśród młodzieży. Badanie ESPAD 2024 pokazuje, że ponad 57% polskich 15-16-latków miało kontakt z e-papierosami[3]. Tymczasem Szwecja zbliża się do granicy 5% regularnie palących papierosy dorosłych, co Komisja Europejska uznaje za próg osiągnięcia statusu „społeczeństwa wolnego od dymu”[4]. Dla porównania: w Polsce nadal pali około 28% dorosłych, w tym 30% mężczyzn i 27% kobiet[5].

– W ostatnich latach odsetek osób palących w Polsce rośnie. To odwrotny trend niż w większości krajów Europy, gdzie notuje się spadek liczby palaczy. – alarmował Niestety nie mam dobrych wieści – rozpoczął dr Janusz Krupa, lekarz rodzinny. Ekspert zwrócił uwagę, że choć od lat prowadzone są działania antynikotynowe, w Polsce nadal dominuje przestarzałe podejście, zgodnie z którym „palacz powinien po prostu rzucić palenie”. – Brakuje jednak realnego wsparcia. Mamy zaledwie 3 profesjonalne poradnie leczenia uzależnień od nikotyny w całym kraju. Trzy placówki na osiem milionów palaczy – podkreślił. Zwrócił też uwagę na działającą infolinię TPPP, która jest wartościowym narzędziem, ale zbyt mało wykorzystywanym.

Dr Krupa przypomniał, że palacze narażają nie tylko siebie. – Szacuje się, że około 4 miliony dzieci w Polsce codziennie są biernymi palaczami. A nasze podejście, które zakłada jedynie nacisk na pełne porzucenie nałogu, po prostu nie działa – mówił. Z perspektywy praktykującego lekarza obserwuję brak motywacji do rzucenia palenia wśród wielu pacjentów. – Część mówi: „i tak już jestem chory, więc za późno”, inni: „jestem młody, nie widzę potrzeby” – relacjonował. – To świadczy o bardzo niskim poziomie świadomości zagrożeń związanych z paleniem.

Jednym z kluczowych wyzwań jest zmiana podejścia – odejście od moralizowania na rzecz realnych rozwiązań. Jindřich Vobořil, niezależny ekspert ds. uzależnień i były koordynator ds. polityki walki z uzależnieniami w Czechach, nie ma wątpliwości, że Europa potrzebuje nowej strategii. – Nie chodzi tylko o zakazy. Europa potrzebuje dziś nowej narracji o nikotynie – opartej na dowodach, szacunku do ludzi i skutecznych rozwiązaniach. Inaczej przegramy walkę z uzależnieniem. W jego ocenie osoby, które nie są gotowe całkowicie zrezygnować z nikotyny, powinny mieć dostęp do produktów o mniejszej szkodliwości – pod warunkiem ich ścisłej regulacji.

Przykład Szwecji pokazuje, że takie podejście może przynieść wymierne efekty. Prof. Karl Fagerström, uznawany za jednego z najważniejszych badaczy nad uzależnieniem od nikotyny, zauważa, że skuteczność tamtejszej polityki polegała na konsekwentnym zastępowaniu papierosów alternatywami. – Szwecja jest bliska osiągnięcia statusu kraju wolnego od dymu, nie dlatego, że ludzie przestali używać nikotyny, ale dlatego, że przestali używać jej najgroźniejszej formy – papierosów – mówi. – Jeśli chcemy ratować życie, musimy oddzielić uzależnienie od nikotyny od wdychania dymu. – dodaje, przypominając, że to spalanie tytoniu powoduje największe szkody zdrowotne, nie sama nikotyna.
 
Jak tłumaczył Prof. Fagerström, Szwecja to kraj, który nie brał udziału w żadnej z dwóch wojen światowych. W efekcie szwedzcy mężczyźni nie byli masowo wystawieni na papierosy, które żołnierzom innych narodowości rozdawano wtedy za darmo. Kiedy pod koniec lat 60. i na początku lat 70. zaczęto szerzej mówić o szkodliwości palenia tytoniu, w Szwecji zaczęła się zauważalna zmiana zachowań. Wraz z rosnącą świadomością zdrowotną społeczeństwa, liczba palaczy malała, a jednocześnie rosła popularność snusu.Dziś widać wyraźnie, jak to wpłynęło na zdrowie populacji. Dane Światowej Organizacji Zdrowia pokazują, że wśród mężczyzn w Szwecji wskaźnik zgonów spowodowanych przez tytoń wynosi 87 przypadków na 100 tys., podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to aż 220. W przypadku nowotworów innych niż rak płuca wskaźnik ten wynosi w UE 105, a w Szwecji – tylko 41. Również w chorobach sercowo-naczyniowych Szwedzi wypadają zdecydowanie lepiej (72 vs. 170 zgonów na 100 tys.). – wskazywał profesor.

Obecnie tylko trzy kraje w Europie – Szwecja, Norwegia i Islandia – wykazują powszechne użycie snusu lub podobnych produktów, w tym także nowoczesnych beztytoniowych saszetek z nikotyną. Nie jest przypadkiem, że to właśnie te trzy państwa mają najniższe wskaźniki zgonów przypisywanych tytoniowi, co potwierdzają dane z projektu Global Burden of Disease z 2021 r. Prof. Fagerström podkreślił, że taka zbieżność statystyczna nie może być dziełem przypadku – szanse, by była losowa, to jedna na ponad 20 tysięcy.

Obecny szwedzki rząd jako pierwszy w historii oficjalnie uznał podejście oparte na redukcji szkód. – Do tej pory wszystkie produkty tytoniowe były traktowane jako równie szkodliwe – mówił profesor Fagerström. – Dziś jednak minister zdrowia jasno opowiada się za polityką redukcji ryzyka, co znajduje potwierdzenie nie tylko w deklaracjach, ale też w działaniu – obniżono podatek na snus, a jednocześnie podniesiono go na papierosy. W praktyce oznacza to, że w Szwecji cena za jedną sztukę papierosa to ok. 31 centów, za porcję snusu – 22 centy, a za beztytoniową saszetkę z nikotyną – około 18 centów. Co więcej, na te ostatnie produkty praktycznie nie nakłada się podatków.

Jednocześnie eksperci przestrzegają przed nowym zjawiskiem – rosnącą popularnością e-papierosów i podgrzewaczy tytoniu wśród nastolatków. Prof. Dominika Dudek, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, podkreśla, że układ nerwowy młodych ludzi jest szczególnie podatny na działanie nikotyny. – Młodzi ludzie są szczególnie podatni na marketing tzw. 'bezpiecznych’ produktów nikotynowych. Tymczasem – One nie są bezpieczne – zwłaszcza dla rozwijającego się mózgu – ostrzega. Jak dodaje, wiele osób sięga po takie produkty codziennie, nie zdając sobie sprawy z ich uzależniającego potencjału. – To nie jest nieszkodliwy nawyk. To wstęp do uzależnienia, które często nie zostaje rozpoznane, bo wydaje się 'czystsze’ i modniejsze niż palenie papierosów.

Nowe wyzwania wymagają nowych narzędzi – i nowego podejścia również w opiece zdrowotnej. Dr Janusz Krupa, zwraca uwagę, że temat palenia tytoniu i uzależnienia od nikotyny nadal zbyt rzadko pojawia się w gabinetach POZ. – W podstawowej opiece zdrowotnej rzadko rozmawiamy z pacjentami o używaniu nikotyny, jeśli nie mają objawów. To musi się zmienić. – zaznacza. Jego zdaniem edukacja i rozmowa z pacjentem powinna stać się standardem, a nie wyjątkiem.

Również dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. organizacji systemu ochrony zdrowia, wskazuje na konieczność twardych działań systemowych. – Musimy wzmocnić system kontroli. Sam zakaz sprzedaży nieletnim nic nie da, jeśli nie będzie egzekwowany – mówi. Wskazuje na potrzebę jasnej klasyfikacji nowych produktów oraz rzeczywistego egzekwowania przepisów – zarówno przez inspekcje sanitarne, jak i instytucje nadzoru nad rynkiem. – Polski system nadzoru jest dziś niewystarczający. Zmieniające się produkty wymykają się dotychczasowym kategoriom i trudno je skutecznie regulować. – dodaje.

Eksperci są zgodni: państwo nie może jedynie reagować na zmiany rynkowe, ale powinno je wyprzedzać. – Europa nie może tylko reagować na rynek. Musimy wyprzedzać zmiany – bo przemysł tytoniowy już dziś planuje, jak zdobyć kolejnych klientów. – ostrzega Vobořil. Według niego Polska ma potencjał, by stać się liderem zmian, ale zbyt długo zwleka z wdrażaniem kompleksowej polityki nikotynowej. – Musimy działać teraz, bo opóźnienia kosztują ludzkie życie.  – dodaje.

Jak zaznaczył dr Janusz Krupa, najtwardszym wskaźnikiem skuteczności interwencji w medycynie jest śmiertelność. – Każdego roku z powodu palenia w Polsce umiera 70–80 tysięcy osób. Jeśli istniałaby dla nich alternatywa, która jest mniej szkodliwa i daje szansę na przeżycie – warto ją rozważyć. Niestety, takie podejście wciąż nie jest popularne – stwierdził.

Szczególne nadzieje eksperci wiążą z przygotowywaną przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne Narodową Strategią Kontroli Palenia Tytoniu i Używania Wyrobów Nikotynowych w latach 2025 – 2030. Dokument ten – choć jeszcze nieoficjalny – zawiera konkretne narzędzia przeciwdziałania inicjacji nikotynowej wśród młodzieży oraz nowoczesne mechanizmy edukacji i kontroli.  Prof. Dudek zauważa, że działania marketingowe w mediach społecznościowych stanowią dziś jedno z największych zagrożeń. – Nie można dopuścić, by reklama e-papierosów i influencerzy mieli większy wpływ na młodzież niż edukacja i zdrowy rozsądek. – apeluje.

Z kolei Prof. Fagerström przypomina, że tylko spójna polityka zdrowotna, odważna i długofalowa, może przynieść realne efekty. – To, co dziś wydaje się kontrowersyjne, jutro może ratować zdrowie tysięcy ludzi. Historia walki z tytoniem pokazuje, że warto mieć odwagę wyprzedzać czasy.

Jednym z praktycznych rozwiązań, które daje większe możliwości, jest wprowadzenie modelu koordynowanej opieki w podstawowej opiece zdrowotnej. – To bardzo dobry koncept. Umożliwia lekarzowi przeznaczenie raz w roku ok. 30 minut na rozmowę z pacjentem o jego zdrowiu – tłumaczył dr Krupa. – Ja osobiście ten czas wykorzystuję m.in. na rozmowy o rzucaniu palenia i doradzanie w tym zakresie. Dodał również, że niedawno wystartował nowy ogólnopolski program „Moje Zdrowie”, skierowany do wszystkich obywateli powyżej 20. roku życia. – Każda osoba w tym wieku może wypełnić specjalny kwestionariusz i przekazać go lekarzowi POZ, co otwiera drogę do dodatkowej konsultacji. W ramach tej konsultacji omawiane są także kwestie związane z paleniem tytoniu i możliwości jego rzucenia – wyjaśnił. – Mamy więc pewne narzędzia, ale obawiam się, że jeśli lekarze podstawowej opieki zdrowotnej zostaną z tym problemem sami, nie będziemy w stanie go skutecznie rozwiązać. To zbyt trudne zadanie, które wymaga współpracy systemowe.j – zaznaczył.

W Światowy Dzień Bez Tytoniu 2025 roku Europa jest bliżej niż kiedykolwiek osiągnięcia celu, jakim jest przyszłość wolna od dymu. Jednak, ka wskazują eksperci, dalszy postęp będzie możliwy tylko wtedy, gdy za deklaracjami pójdą konkretne działania: spójne regulacje, realna ochrona dzieci i młodzieży przed ekspozycją na nikotynę, skuteczna kontrola rynku oraz nowoczesna polityka zdrowotna, która uwzględnia także podejście redukcji szkód. Bez odważnych decyzji systemowych trudno będzie zatrzymać eskalację problemu, który dotyczy już nie tylko zdrowia publicznego, ale także bezpieczeństwa społecznego i przyszłości całego pokolenia.
 
Potrzeba także wsparcia ze strony decydentów i środowiska medialnego. – Zróbmy wszystko, by palenie przestało być modne. Potrzebujemy wspólnego frontu – zaapelował dr Krupa.
 
 
***
Tekst powstał na podstawie wypowiedzi z międzynarodowego panelu eksperckiego „Tobacco-Free Future: Is Europe and Poland on the right path?”, zorganizowanego online 28 maja 2025 r. z okazji Światowego Dnia bez Tytoniu. W spotkaniu wzięli udział m.in. Jindřich Vobořil (Czechy), prof. Karl Fagerström (Szwecja), prof. Dominika Dudek, dr Jerzy Gryglewicz oraz dr Janusz Krupa.

 
[1] WHO, Tobacco Fact Sheet, maj 2024: https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/tobacco
[2] NIZP-PZH, „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania – raport 2023”
[3] ESPAD 2024, KCPU: https://kcpu.gov.pl/uzywanie-substancji-psychoaktywnych-przez-polska-mlodziez/
[4] European Commission, Sweden on track to become smoke-free, 2023: https://ec.europa.eu
[5] https://www.termedia.pl/pulmonologia/Eksperci-Codziennie-pali-12-proc-nastolatkow-Nie-mamy-skutecznego-programu-antynikotynowego,52120.html
Zapraszamy Państwa do obejrzenia wyjątkowej debaty eksperckiej z okazji nadchodzącego Dnia Bez Tytoniu (No Tobacco Day 2025), w gronie multidyscyplinarnym specjalistów ze Szwecji, Czech i Polski.Transmisja na żywo – piątek 30 maja godz. 12:00.
Język debaty: angielski z tłumaczeniem na polski.

Paneliści:
• Prof. Karl Fagerström – Szwecja, czołowy badacz w dziedzinie kontroli tytoniu, członek założyciel Society for Research on Nicotine and Tobacco (Towarzystwa Badań nad Nikotyną i Tytoniem), zastępca redaktora naczelnego czasopisma Nicotine & Tobacco Research
• Mgr Jindřich Vobořil – Czechy, wieloletni krajowy koordynator ds. uzależnień, ekspert i przewodniczący rady think tanku Rational Addiction Policy;
• Prof. Dominika Dudek – Prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego;
• Dr Jerzy Gryglewicz – Polska, ekspert ochrony zdrowia, lider projektu MBA Uczelni Łazarskiego w Warszawie oraz ekspert Center of Value Based Healthcare
• Dr Janusz Krupa – Polska, lekarz rodzinny, Przychodnia „Orlik” w Warszawie, wykładowca CMKP w Warszawie.

Tematyka dyskusji:

Gdzie znajduje się UE w zakresie strategii kontroli tytoniu?

– Porównanie strategii krajowych i ich efektów w praktyce.
– Dlaczego niektórym krajom udaje się osiągnąć postępy szybciej niż innym?

Od polityki do praktyki: sprawdzone rozwiązania
– Jakie regulacje przyniosły wymierne efekty w Szwecji i Czechach?
– Jak edukacja publiczna i egzekwowanie prawa przyczyniły się do zmian?

Czy Polska zostaje w tyle? Jak zniwelować różnice
– Jakie są pilne bariery systemowe w Polsce?
– W jaki sposób Narodowa Strategii Kontroli Palenia Tytoniu i Używania Wyrobów Nikotynowych może zmienić sytuację?

Ochrona młodych
– Jak skutecznie zapobiegać wczesnemu uzależnieniu od nikotyny?
– Które regulacje są najskuteczniejsze wobec produktów smakowych i marketingu e-papierosów?
– Jaką rolę odgrywają media społecznościowe i platformy cyfrowe?


Oglądaj 30 maja o godz. 12:00

80 proc. nastolatków w wieku 15-16 lat piło już alkohol, 78 proc. z nich sięga po piwo. Z każdym rokiem opóźnienia inicjacji alkoholowej o 14 proc. maleje prawdopodobieństwo uzależnienia od alkoholu, a ryzyko nadużywania o 8 proc. – wynika z raportu przygotowanego przez Instytut Człowieka Świadomego. Raport wskazuje jednocześnie, że rośnie odsetek nastolatków przekonanych o ryzykach zdrowotnych picia alkoholu.

Jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych dotyczących Polaków, zaraz po paleniu tytoniu, nadciśnieniu, otyłości i cukrzycy, jest nadmierne spożywanie alkoholu. W Europie to trzeci w kolejności czynnik ryzyka zdrowotnego populacji, który przyczynia się do przedwczesnych zgonów oraz niesprawności Europejczyków (12 proc. u mężczyzn i 2 proc. wśród kobiet).

Autorzy raportu „Inicjacja alkoholowa wśród dzieci i młodzieży w Polsce: diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje”, przygotowanego przez Instytut Człowieka Świadomego, zwracają uwagę na to, że nie ma znaczenia, pod jaką postacią młodociani piją alkohol. Jak podkreślają, napoje niskoprocentowe są również szkodliwe dla zdrowia psychicznego i fizycznego rozwijającego się nastolatka co wysokoprocentowe – spożywanie alkoholu w różnych ilościach powoduje m.in. nieodwracalne uszkadzanie młodych ewolucyjnie części mózgu, związanych z wyższymi funkcjami psychicznymi.

„Istnieją trzy główne determinanty wczesnej inicjacji alkoholowej: rodzina, grupa rówieśnicza i reklama [w Polsce dozwolona jest, pod pewnymi obostrzeniami, reklama piwa – PAP MediaRoom]. Pierwszy etap inicjacji alkoholowej odbywa się w domu, za wiedzą i zgodą rodziców, w wieku 10-12 lat. Problem dotyczy 85 proc. badanej młodzieży. Drugi etap inicjacji ma miejsce poza domem, w gronie rówieśników – mediana wieku to 16 lat” – tłumaczył podczas prezentacji raportu dr Janusz Krupa, prezes zarządu Instytutu Człowieka Świadomego, specjalista medycyny rodzinnej. Dodał, że w jednym i w drugim przypadku piwo jest głównym alkoholem inicjacji nieletnich, bo jest powszechnie dostępne, tanie i pobłażliwie traktowane przez dorosłych. 

Dr Krupa podkreślił, że dziecko „dobrze wyposażone” w określone zachowania w rodzinnym domu jest w stanie sobie poradzić z presją rówieśników.

„Pierwszy raz piłem alkohol po 18. urodzinach. Nie bez znaczenia był wpływ mojego trenera koszykówki, który powiedział, że jeśli chociaż raz zobaczy kogoś z papierosem albo poczuje od kogoś alkohol, to ta osoba nie będzie miała już wstępu na trening. Nikt z nas tego nie zrobił” – dodał dr Krupa.

Ida Zalewska, badaczka rynku i opinii, powiedziała, że ponad połowa nastoletnich respondentów wskazała, że kiedy mieli około dziesięciu lat, to rodzice pozwalali im w domu spróbować alkoholu i były to przede wszystkim napoje niskoprocentowe, jak piwo czy szampan, ale zdarzały się i alkohole mocniejsze. 

„Młodzi ludzie najczęściej wybierają piwo, bo jest łatwo dostępne i tanie. Łatwiej jest też niepełnoletnim je kupić, bo i sprzedawcy, i osoby dorosłe, które oni proszą o pomoc w zakupie alkoholu, raczej przymykają na to oko częściej niż w przypadku innych alkoholi. Młodzież pije też chętnie piwo smakowe, bo nie piją po to, aby poczuć smak alkoholu, tylko po to, żeby poczuć jego działanie. W dodatku lubią słodkie napoje” – tłumaczyła Ida Zalewska.

Polska młodzież pod względem wieku inicjacji oraz innych wskaźników spożycia alkoholu, takich jak: częstotliwość picia, wielkość spożycia, częstotliwość picia nadmiernego lub upijania się, nie należy do przodującej w Europie, lecz lokuje się w grupie krajów o średniej wartości tych wskaźników – wynika z badania ESPAD [badania ankietowe dotyczące używania substancji psychoaktywnych przez młodzież szkolną realizowane są w Polsce co cztery lata i stanowią część międzynarodowego projektu: „European School Survey Project on Alcohol and Drugs” – PAP MediaRoom]. Pod tym względem w Polsce od 2007 r. notuje się trendy spadkowe. 

Janusz Sierosławski, socjolog, autor polskich badań prowadzonych w ramach międzynarodowego projektu ESPAD, zaznaczył, że od 2003 r. w Polsce odnotowane są pozytywne trendy, jeśli chodzi o spożywanie alkoholu przez dzieci i młodzież.

„Wszystkie wskaźniki, zarówno odsetki tych, którzy pili w czasie ostatnich 30 dni, jak i tych, którzy próbowali kiedykolwiek napojów alkoholowych, powoli się obniżają z 98-99 proc. do 88 proc.” – powiedział Sierosławski. Dodał, że większość krajów europejskich ma te odsetki wyższe, a spowodowane jest to prawdopodobnie czynnikiem kulturowym. 

Według badania ESPAD rośnie też odsetek nastolatków przekonanych o ryzykach zdrowotnych związanych z piciem napojów alkoholowych. 

Karolina Krzysik-Klemanów, psycholożka, psychoterapeutka, zauważyła, że bazując na raporcie i własnych doświadczeniach klinicznych, może powiedzieć, że sprawa jest złożona – inicjacja spożywania alkoholu jest podejmowana w różnym wieku i stoją za nią różne przyczyny.

„Nastolatek buntuje się przeciw rodzicom, co jest naturalne. Złe jest to, kiedy do tego buntu zaprzęgnięty jest alkohol. Przynależy do świata dorosłych, jest zakazany dla dzieci i młodzieży, więc jest dla nich atrakcyjny. To jest dla nich wyraz buntu” – wskazała Karolina Krzysik-Klemanów. 

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert zarządzania zdrowiem publicznym i wykładowca Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, podkreślał, jak ważne w opóźnianiu inicjacji alkoholowej nieletnich są edukacja i promowanie odpowiednich postaw prozdrowotnych.

„Szczególnie niebezpieczne jest łączenie sportu z alkoholem, w szczególności z piwem, poprzez sponsoring klubów i wydarzeń sportowych. W ten sposób budujemy wrażenie, że te aktywności ze sobą funkcjonują, a powinny się wykluczać” – powiedział dr Gryglewicz. Zaznaczył, że potrzebna jest ogólnopolska kampania edukacyjna skierowana również do dorosłych. 

„Kwestie zakazu są elementem mniej istotnym niż edukacja” – skwitował dr Gryglewicz. 

Ważne jest nauczenie dorosłych, jak mogą bezpiecznie wspierać dzieci, żeby zwracały się do nich, zanim poszukają rozwiązania w piciu alkoholu. Z kolei w przypadku młodych konieczny jest powszechny dostęp do wiedzy na temat zawartości alkoholu w poszczególnych produktach – raport pokazał, że niepełnoletni tej wiedzy nie mają – i konsekwencji, jakie jego spożywanie ma dla młodego organizmu.

Źródło: PAP MediaRoom

Rak piersi to najczęściej występujący nowotwór złośliwy u kobiet, odpowiadający za prawie 1/4 wszystkich zachorowań na nowotwory w tej populacji. Nadal we wczesnym stadium zaawansowania wykrywanych jest zbyt mało przypadków, ok 25%, stąd waga profilaktyki, głównie wtórnej, czyli badań skryningowych. Pomimo rozszerzenia zakresu wiekowego uprawionych do uczestnictwa w bezpłatnych programie badań przesiewowych (mammografia), coraz mniej kobiet wykonuje te badania. – Aktualnie jesteśmy w bardzo specyficznym momencie, kiedy opublikowano kluczowe wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne, jako obwieszczenie Ministerstwa Zdrowia. Co ważne w kontekście leczenia raka piersi, nadal dzieje się bardzo dużo, zarówno w farmakoterapii jak i chirurgii, gdzie przeważają techniki minimalnie inwazyjne, a leczenie jest indywidualizowane, najczęściej skojarzone, przy współpracy interdyscyplinarnej wielu specjalistów – wskazywali eksperci podczas debaty Polskiego Towarzystwa Onkologicznego z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”.
– Jeśli uświadomimy sobie, że 1 na 8 kobiet w ciągu całego swego życia zachoruje na raka piersi, to pokazuje z jak dużym problem mamy do czynienia, a więc profilaktyka jest tutaj niezwykle ważna, aby wcześnie wykryć zmiany, by nie trafiały do nas pacjentki, które mają już całą pierś zajętą nowotworem. Oczywiście onkolog dysponuje bardzo nowoczesnymi terapiami, ale nie spowoduje, że zawsze, w każdym przypadku, wyleczymy całkowicie każdą pacjentkę. – wskazała dr Katarzyna Pogoda, z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie.

Jest wiele czynników ryzyka, które mogą sprzyjać rozwojowi tego nowotworu m.in. otyłość, mała aktywność fizyczna, zmiany hormonalne, jednak nadal nie poznano wszystkich. Rak piersi jest niejednorodną jednostką chorobową, a plan leczenia oraz rokowanie pacjentki jest uzależnione od podtypu nowotworu, są to np. rak hormonozależny, potrójnie ujemny, HER2-dodatni. Rak piersi generalnie, na tle wszystkich nowotworów, jest jednostką chorobowa dobrze rokującą. – W przypadku pacjentek z wczesnym rakiem piersi, mamy aż 80% szansy na wyleczenie. – dodała dr Pogoda.

Aktualnie pogram profilaktyki raka piersi jest skierowany do kobiet w wieku 45–74 lat, które nie wykonywały mammografii wciągu ostatnich 2 lat. Pacjentka może mieć ponowioną mammografię po roku, jeśli występują u niej czynniki ryzyka, takie jak rak piersi wśród najbliższych członków rodziny.

– Niestety, zgłaszalność na badania przesiewowe nie wygląda dobrze, generalnie ok. 31% Polek uczestniczy w badaniach mammograficznych. To bardzo mało, aby badania mammograficzne miały sens populacyjny, powinno w nich uczestniczyć 70-80% kobiet. Mammografia to najbardziej skuteczna metoda, która pozwala wykrywać raka piersi, co przekłada się nie tylko na zdecydowanie większe szanse wyleczenia, ale także na ograniczenie intensywności leczenia, co ma niebagatelne znaczenie. Ważna jest także identyfikacja kobiet z wysokim ryzykiem zachorowania na raka piersi, w wyniku nosicielstwa określonych mutacji genetycznych np. BRCA 1 i 2, które wymagają specjalnej opieki. – podkreślał prof. Piotr Pluta, z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Chorób Piersi, ICZMP w Łodzi, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej.

Badania genetyczne pozwalają wykryć mutacje, które powodują, zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi, już w młodym wieku np. 30 lat. Nadal obserwujemy efekt Angeliny Jolie, coraz więcej kobiet wykonuje badania genetyczne i przygląda się historii choroby w rodzinie. – Dla Polskiego Towarzystwa Onkologicznego ważna jest dostępność do tych badań, która aktualnie nie jest optymalna, są problemy ze stosowaniem metody NGS (sekwencjonowanie nowej generacji) na większą skalę oraz wykonywania badania BRCA1 w warunkach ambulatoryjnych. – zaznaczył prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Zdaniem dr Janusza Krupy, lekarza rodzinnego, prezesa Instytutu Człowieka Świadomego, w Polsce nadal za mało uwagi przykładamy do profilaktyki, zarówno pierwotnej jak i wtórnej. Pacjenci często nie korzystają z badań przesiewowych, choć są one bezpłatne i szeroko dostępne. Wśród przyczyn jest strach przed diagnozą, ale też obawa przed samymi badaniami, np. tym, że będą bolesne. – My cały czas powtarzamy, że diagnoza na wczesnym etapie choroby umożliwia w większości przypadków całkowite wyleczenie. Z mojego doświadczenia, jeśli porozmawiamy w gabinecie lekarza rodzinnego z pacjentem, dlaczego warto wykonać te badania, to chętniej weźmie on w nich udział. Dzięki opiece koordynowanej w POZ mamy teraz spotkanie z pacjentem dedykowane stricte rozmowie w o profilaktyce i zdrowiu. Aktualnie ok. 45% placówek POZ uczestnicy programie opieki koordynowanej, jest ona wdrażana od 1,5 roku, więc mamy nadzieję, że ten odsetek będzie rosnąc. – mówił dr Krupa.

– Lekarze rodzinni mają niewątpliwie do odegrania niebagatelną rolę i potrzeba większej współpracy pomiędzy onkologami i POZ. W Polsce odeszło się od wysyłki zaproszeń na badania przesiewowe. Jednak nie oznacza to, że nie można dotrzeć do pacjentów. Powinniśmy stawiać na powiadomienia elektroniczne np. na telefony komórkowe i wykorzystywać internetowe konto pacjenta – dodał prof. Piotr Rutkowski.

Co po mammografii? Pacjentka z podejrzeniem raka piersi trafia do chirurga lub onkologa, który zleca dalsze badania takie jak USG, biopsja, tomografia. – Po ustaleniu stopnia zaawansowania nowotworu, pacjentka jest kierowana na konsylium wielodyscyplinarne (w którym udział biorą m.in. chirurg, onkolog, koordynator, psycholog, kardiolog, patomorfolog czy radiolog) i to jest właśnie bardzo ważny element. Wspólnie patrzymy na pacjentkę i odpowiednio określamy ścieżkę terapeutyczną – wskazywała dr Katarzyna Pogoda.

Decyzja o leczeniu jest podejmowana wspólnie, a schemat leczenia może być modyfikowany w zależności od tego, np. co okaże się w materiale po operacyjnym.

Modelowym rozwiązaniem w zakresie leczenia raka piersi są ośrodki Breast Cancer Units. – Trzeba podkreślić, że BCU to ogromne osiągniecie, które działa. To jak dodanie jeszcze jednego leku w terapii. Wspólne pochylenie się nad pacjentem, omówienie wyników, pozwala naprawdę zoptymalizować leczenie. Unity narządowe pozwoliły także na wyodrębnienie grupy lekarzy, którzy specjalizują się w danej jednostce chorobowej i utrzymują stałą współpracę. To podwyższa kompetencje, skuteczność i naszą wiedzę, co oczywiście jest ogromną korzyścią dla pacjenta – zaznaczył prof. Piotr Pluta.

W Polsce funkcjonuje wiele Breast Cancer Unitów, zwłaszcza w dużych ośrodkach. Problem z dostępnością jest widoczny jednak na ścianie wschodniej, a pacjentki migrują do różnych ośrodków. Optymalnie, jeśli pacjentka będzie leczona jak najbliżej miejsca zamieszkania. Ważne jest, aby lekarze rodzinny i inny specjaliści mieli wiedzę, gdzie przekierować pacjentkę z podejrzeniem raka piersi. Istnieje potrzeba publikacji takich informacji w jednym miejscu. Prof. Piotr Rutkowski wskazał, że docelowo będą się one znajdować na Narodowym Portalu Onkologicznym.

Badania genetyczne zmieniły podejście do leczenia raka piersi. Są one zlecane w szczególności, jeśli w rodzinie występowały przypadki raka piersi (podobnie ma się sytuacja w przypadku raka jajnika, prostaty czy trzustki). – W 2016 roku nastąpił duży przełom w badania genetycznych, wcześniej stosowano tzw. metody przesiewowe badań genetycznych, gdzie część pacjentek niestety była pomijana, bo nie badania pozwalały na wykrycie istotnych wariantów. Od 2017 roku stosuje się metodę wielkoskalową sekwencjonowania następnej generacji, gdzie bada się całe geny BRCA 1 i 2. Dzięki tej metodzie wykrywalność zwiększyła się z 7% do 21%. Głównym celem tej diagnostyki jest potwierdzenie uwarunkowania genetycznego raka piersi i objęcie profilaktyką całych rodzin oraz wsparcie w leczeniu, pozwalające na dobór odpowiedniego schematu terapii, w tym nowoczesnych leków celowanych. – tłumaczył dr Andrzej Tysarowski, kierownik Pracowni Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie.

Roczne zapotrzebowanie na wykonanie badań BRCA 1/2 w nowej technologii to około 20 000 przypadków. – Zwracam uwagę, że osoby, które wykonały badanie genetyczne jeszcze technikami przesiewowymi i uzyskały wynik negatywny, warto, aby badanie powtórzyły z zastosowaniem NGS NGS. – dodał dr Tysarowski.

Finansowanie badań genetycznych w celach profilaktycznych w poradni genetycznych jest zapewnione. Problemem bywa czas oczekiwania na wizytę w poradni, który może sięgać miesięcy. Natomiast innym rodzajem badań genetycznych w raku piersi są zlecenia z kliniki w celach leczniczych. – Tutaj sytuacja niestety nie wygląda tak różowo, ponieważ na chwilę obecną są pewne przeszkody dla jednostki w rozliczaniu tych badań. Obecny system rozliczania badań genetycznych bazuje na wytycznych z 2017 roku, gdzie mutacje były tylko wykonywane w poradni genetycznej, co blokuje zlecanie badań genetycznych z krwi przez klinikę w sytuacji, kiedy pacjentka jest ambulatoryjnie przyjmowana. Można takie badania zlecić i rozliczyć jedynie w sytuacji, kiedy pacjentka jest hospitalizowana. To jest bariera, która w momencie, gdy zostanie odblokowana, to dostęp do obecnych standardów leczenia dla pacjentów znacznie się zwiększy. – kontynuował dr Tysarowski.

Oprócz wspomnianych badań genetycznych wykonuje się także badania zmian somatycznych, czyli tych zmian genetycznych, które występują tylko w komórkach nowotworu. – Mamy dostęp do badań metodą FISH receptora HER2, ale też zaczynamy wykonywać badania PI3 Kinazy w grupie pacjentek homonowrażliwych HER2-ujemnych, w celu kwalifikacji do leczenia inhibitorem PI3K. Niedługo będą także wykonywane kolejne badania w kierunku mutacji w genach ESR1, AKT, PTEN. Tak więc, jak widać diagnoza genetyczna zyskuje na znaczeniu. Obok raka płuca, to jest największa grupa pacjentów, u których trzeba zlecać zaawansowane badania genetyczne – dodaje dr Tysarowski.

Wprowadzenie chemioterapii przedoperacyjnej to ogromna zmiana w podejściu do leczenia, dotyczy ok. 50% pacjentek, a leczenie skojarzone pozwala na osiągnięcie dużo lepszych wyników leczenia. – W chirurgii raka piersi stawiamy ogromny nacisk na leczenie oszczędzające, jest to metoda pierwszego wyboru, bardziej skuteczna. Nie zmienia to faktu, że około 30-40% pacjentek wymaga mastektomii. Chirurgia staje jednak coraz mniej inwazyjna, poprzez zastosowanie metod endoskopowych, co przynosi większy komfort dla pacjenta i lepszy efekt kosmetyczny. – powiedział prof. Piotr Pluta.

Radioterapia w leczeniu radykalnym jest stosowana jako leczenie uzupełniające, napromieniana jest pierś lub ściana klatki piersiowej i w razie potrzeby obszar węzłów chłonnych. Po leczeniu oszczędzającym dodatkowo podawana jest dawka jako boost w obrębie loży po usuniętym guzie, gdzie najczęściej dochodzi do wznowy. – Promieniowanie może być podane z pól zewnętrznych, jako brachyterapia lub w trakcie zabiegu chirurgicznego jako radioterapia śródoperacyjna, co skraca czas leczenia. Radioterapia tak naprawdę na każdym etapie choroby jest w stanie pomóc naszym pacjentkom, jeżeli występują przerzuty do różnych narządów, czy to do mózgowia, kości, płuca czy wątroby. Mamy techniki, które pozwalają nam na precyzyjne, punktowe, napromienienie tych zmian. – wskazała prof. Dorota Gabryś, z Zakładu Radioterapii Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Gliwicach, Przewodnicząca Śląskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Program lekowy w raku piersi zawiera obecnie 22 cząsteczko-wskazania, jest bardzo bogaty, w tym obejmuje dostęp do leczenia celowanego i immunoterapii. – Jeśli myślimy o leczeniu nowoczesnym raka piersi, to przede wszystkim myślimy o grupie z wysokim ryzykiem nawrotu i tutaj precyzyjne leczenie, często zaczynana się od terapii przedoperacyjnej, a dalsze postępowanie zależy od choroby resztkowej i podtypu raka. To, co się zadziało w ostatnim czasie w raku hormonozależnym HER2-ujemnym, to dołączenie inhibitorów CDK 4/6 u pacjentek naprawdę z wysokim ryzykiem nawrotu choroby. To jest nowy trend, który opiera się na wynikach badań klinicznych i rekomendacjach międzynarodowych. Czekamy na wprowadzenie tej grupy leków dla naszych pacjentek. Generalnie w raku hormonozależnym wiele się dzieje, też w chorobie przerzutowej i tak naprawdę koniugaty wchodzą do leczenia wszystkich grup naszych pacjentek (aktualnie mamy dostęp do: w HER2-dodatnim – koniugat transtusumab derukstekan, w raku potrójnie ujemnym – sacytuzumab gowitekan). Teraz przyszedł czas na dostęp do tych koniugatów w przypadku raków hormonozależnych z przerzutami. Nowe leki pojawiają się także w przypadku mutacji w genie PIK3CA. – podkreślała dr Katarzyna Pogoda.

Dużym wyzwaniem pozostaje potrójnie ujemny rak piersi, który jest słabo wykrywalny w badaniu mammograficznym, ma niekorzystny naturalny przebieg, a guz rośnie szybciej niż nowotwory o innym fenotypie. Charakteryzuje się także skłonnością do szybkiego nawrotu (zwykle w ciągu 2-3 lat od rozpoznania), Ryzyko nawrotu w potrójnie ujemnym raku piersi jest kilkakrotnie wyższe niż w przypadku innych typów raka piersi. Ważne jest więc zastosowanie leczenia okołooperacyjnego.  W ostatnim czasie do programu lekowego wprowadzono immunoterapię, dzięki której można skuteczniej zapobiegać nawrotom choroby.

Eksperci zauważyli, że leczenie raka piersi jest coraz lepiej zorganizowane w Polsce, zespoły wielodyscyplinarne działają, poprawia się również komunikacja między specjalistami, wspólnie rozstrzygane są problematyczne kwestie, jak np. wyłonienie grup pośredniego ryzyka i decyzja o doborze terapii.  Powstanie Breast Cancer Unitów znacznie poprawiło decyzyjność odnośnie schematu postępowania. – Oczywiście jest jeszcze dużo rzeczy, które powinniśmy poprawić, zarówno pod kątem profilaktyki, jak i później kontroli pacjentek po leczeniu, bo wszystkie metody poszły do przodu, leczenie systemowe, chirurgia, radioterapia – dzięki czemu nasze pacjentki żyją dłużej i nie umierają z powodu raka piersi. Natomiast zwiększa się pula pacjentek, które wymagają regularnie kontroli. – mówiła prof. Dorota Gabryś.

Nowoczesne terapie w raku piersi są dostępne wyłącznie w programie lekowym, dlatego niezwykle ważne, aby pacjenci mieli dostęp do ośrodków, które realizują programy lekowe i jednocześnie wykonują badania genetyczne np. w ramach Breast Cancer Unitów. Będzie potrzebna większa współpraca z POZ, aby pacjentki, które są już w kontroli, opuszczały ośrodki onkologiczne i wracały do normalnego życia – Oczywiście pacjentki mają być dalej pod kontrolą, natomiast już zdecydowanie poza ośrodkami onkologicznymi. Pacjentek w trakcie leczenia jest i będzie coraz więcej, a onkologów jest ograniczona liczba. Aktualnie pacjentki z chorobą przerzutową dzięki nowoczesnym terapiom są pod naszą opieką przez wiele, wiele lat. – podkreśliła dr Pogoda.

Jak podsumował prof. Piotr Rutkowski, kluczowe kierunki poprawy w obszarze raka piersi, to postawienie większego nacisku na profilaktykę pierwotną i wtórną, poszerzenie dostępu do badań molekularnych, i oprócz dalszego rozwoju BCU zapewniających dostęp do kompleksowej diagnostyki i leczenia – rozwój Krajowej Sieci Onkologicznej, która zagwarantuje współpracę i konsultacje między ośrodkami, co usprawni ścieżkę pacjenta z rakiem piersi i innymi nowotworami.

źródło: PTO, Medicalpress

Polskie Towarzystwo Onkologiczne wraz z redakcją Medicalpress zapraszają na debatę ekspercką online z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Rak piersi – od kompleksowej diagnostyki po optymalne leczenie. Gdzie jesteśmy?”, która odbędzie się 10 września o godz. 15:00.
W debacie udział wezmą:
Moderacja: Marek Kustosz, redaktor naczelny Medicalpress

Podczas spotkania w gronie wybitnych ekspertów powiemy jakie są aktualne wytyczne dot. profilaktyki raka piersi, standardy diagnostyczno-terapeutyczne, jak wygląda dostępność do badań genetycznych i innowacyjnego leczenia w Polsce, oraz jak powinna wyglądać optymalna ścieżka pacjenta z nowotworem piersi.

Transmisja na żywo na Youtube:

źródło: Medicalpress

Palenie tytoniu jest przyczyną milionów przedwczesnych zgonów każdego roku na całym świecie. Rosnąca świadomość społeczna na temat szkodliwości palenia tytoniu, niestety nie przedkłada się na zmniejszenie problemu – nadal pozostaje ono jednym z największych wyzwań dla globalnego zdrowia publicznego w XXI wieku. O kryzysie zdrowotnym spowodowanym paleniem tytoniu rozmawiamy z dr Januszem Krupą, prezesem Instytutu Człowieka Świadomego, specjalistą medycyny rodzinnej, pracownikiem naukowo – dydaktycznym Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego – współautorem raportu „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków”.
Katarzyna Redmerska: 8 mln Polaków pali papierosy. 70 tys. umiera w związku z paleniem papierosów. Codziennie 4 mln dzieci są bezpośrednio narażone na dym tytoniowy. To przytłaczające.
Dr Janusz Krupa: To absolutnie przytłaczające i co najgorsze, ten trend zamiast spadać, w ostatnich latach rośnie! Jesteśmy jednym z nielicznych krajów europejskich, jeśli nie jedynym, w którym dzieją się takie rzeczy. Jest to niestety, efekt wieloletnich zaniedbań w obszarze działań profilaktycznych (stąd rosnąca liczba palaczy wśród dzieci, młodzieży i młodych dorosłych) jak i leczenia osób uzależnionych od tytoniu.

Katarzyna Redmerska: Nałogowi palenia papierosów ulega każdego dnia niemal 30 proc. Polaków. Dlaczego?
Dr Janusz Krupa: Jak wspomniałem – w Polsce nie istnieją żadne skuteczne rozwiązania systemowe zapobiegające rozpoczynaniu palenia (wg. oficjalnych raportów około 50 proc. nastolatków nie ma żadnych problemów z zakupem papierosów – tak klasycznych jak i elektronicznych, pomimo formalnego zakazu sprzedaży takich wyrobów niepełnoletnim) ani pomagające w rzuceniu nałogu palenia.

Katarzyna Redmerska: Nawet 60 proc. pacjentów onkologicznych i kardiologicznych nie umie rzucić palenia. Gdzie tkwi problem?
Dr Janusz Krupa: Problem tkwi w głowie i nawykach palaczy. Zawarta w papierosach nikotyna to substancja silnie uzależniająca. Co więcej, oprócz uzależnienia, powoduje także wyrzut endorfin – czyli poprawę samopoczucia, przez co redukuje stres. Część ekspertów uważa także, że nikotyna może wpływać na poprawę procesów poznawczych i pamięci. Jest też druga strona uzależnienia – uzależnienie behawioralne. W umyśle wielu uzależnionych od papierosów palenie często łączy się z chwilą wytchnienia od pracy, możliwością interakcji z innymi osobami czy przebywaniem na przyjęciu – a więc z chwilami relaksu i przyjemności. Te czynniki mocno wpływają na siłę uzależnienia i niechęć do jego zaprzestania. Często podczas spotkań w szerszym gronie (szerszym, gdyż nikt z moich najbliższych znajomych nie pali papierosów nałogowo!) zadaję palaczom pytanie, czy wiedzą o szkodliwości papierosów. Odpowiedź jest zawsze twierdząca – pytam więc, dlaczego palą? Odpowiedzi są przeróżne: bo lubię, bo inni palą, jest to dobrze widziane w mojej pracy, etc. Jak widać, problemem nie jest brak świadomości szkodliwości palenia – ale przyjemne doznania związane z aktem palenia.

Katarzyna Redmerska: Spośród 8 milionów osób palących, tylko około 9 tysięcy zgłasza się do poradni specjalistycznych. Niestety Polsce funkcjonują zaledwie 3 pełnoprawne poradnie antynikotynowe, o których nie wiedzą nie tylko pacjenci, ale i większość lekarzy. Jak to możliwe?
Dr Janusz Krupa: O przyczynie tego stanu rzeczy wspomniałem już na wstępie – w Polsce od wielu lat nie mamy żadnych zakrojonych na szeroką skalę programów antytytoniowych skierowanych do ogółu społeczeństwa – więc palacze nie mają nawet szansy dowiedzieć się, że mogą otrzymać jakąkolwiek pomoc. Nie lepiej ma się sytuacja w ochronie zdrowia – prawie nikt (mówię o lekarzach, pielęgniarkach, położnych) nie pamięta o odnotowywaniu w dokumentacji medycznej faktu palenia papierosów (kod zespołu uzależnienia od tytoniu w klasyfikacji ICD-10 – F17), wobec czego prawie nikt nie przeprowadza nawet najprostszej interwencji antynikotynowej 5P. Co więcej, na oddziałach kardiologicznych, pulmonologicznych, onkologicznych, i innych, nie ma osób zajmujących się tą tematyką i edukujących palaczy jak zerwać z tym nałogiem. Nie znam twardych danych z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Instytutu Onkologii w Warszawie, który prowadzi świetne szkolenia z leczenia zespołu uzależnienia od tytoniu, dotyczących liczby osób, które przeszły to szkolenie – ale podejrzewam, że jest to kropla w moczu potrzeb. Tak więc nie mamy żadnego systemu edukującego palaczy lub zapobiegającego sięganiu po papierosy, ani żadnego systemu wsparcia dla tych, którzy chcą zerwać z nałogiem. Jaśniej nie da się tego powiedzieć.

Katarzyna Redmerska: Badania pokazują, że najbardziej szkodliwe są tradycyjne papierosy, mniej podgrzewacze tytoniu, po nich e-papierosy i pozostałe produkty bezdymne typu snus i saszetki. Czy w takim razie dobrym początkiem na walkę z uzależnieniem jest przerzucenie się z tradycyjnych papierosów np. na e-papierosy?
Dr Janusz Krupa: To bardzo trudny i kontrowersyjny temat. Mam osobiste wrażenie, że tak zwolennicy jak i przeciwnicy takiego podejścia okopali się na swoich pozycjach i na razie tylko ze sobą walczą, zamiast usiąść do stołu i podjąć poważną debatę. Jest już wiele publikacji, które mówią o znacznej (sięgającej nawet 100 proc.) redukcji substancji niebezpiecznych w aerozolu wytwarzanym np. w e-papierosach. Bazując na tych danych kraje (Szwecja i Nowa Zelandia) przeprowadziły (i nadal prowadzą) kampanie skierowane do palaczy, zachęcające do rzucenia palenia, ale jeśli się to nie uda – przynajmniej do zamiany tradycyjnych papierosów na e-papierosy. Kampanie te zorganizowane są przez tamtejsze Ministerstwa Zdrowia, aktywnie wspierane przez rząd. Po kilku latach efekt jest taki, że odsetek palaczy tradycyjnych papierosów zbliżył się w obu krajach do 5 proc. (poniżej 5 proc. to wg WHO „kraj wolny od dymu papierosowego”) i już zauważalne są w danych epidemiologicznych efekty takiego podejścia – np. w Szwecji zapadalność na nowotwory jest o 41 proc. niższa niż średnia dla Unii Europejskiej. Oczywiście musimy pamiętać, że na odległe efekty alternatywnych wyrobów nikotynowych musimy jeszcze poczekać wiele lat i jest to główny argument ich przeciwników, z drugie strony, jeśli można o 95 proc. zmniejszyć ilość toksycznych substancji dostarczanych do płuc palaczy i osób z ich otoczenia (proszę pamiętać o 4 milionach polskich dzieci biernie wdychających dym papierosowy każdego dnia!). Wracając do pytania – tak, zdarza mi się zalecać wieloletnim palaczom, którzy podjęli już wielokrotne, nieudane próby porzucenia nałogu, wypróbowanie produktów alternatywnych. Ich subiektywne opinie są pozytywne – zwiększa się ich wydolność, czują się lepiej, oddychają łatwiej. Sądzę, że nasze środowisko medyczne powinno poświęcić temu zagadnieniu więcej uwagi, mamy w Polsce Agencję Badań Medycznych dysponującą ogromnym budżetem, która z pewnością sfinansowałaby dobrze zaplanowane, obiektywne badania w tym zakresie – i tu widzę szerokie pole do wypracowania konsensusu i zaleceń na bazie lokalnych danych wysokiej jakości. Oddzielnym tematem jest przeciwdziałanie inicjacji tytoniowej (ale też alkoholowej, narkotykowej, cyfrowej, etc.) przez dzieci i młodzież – tutaj powinny zostać podjęte natychmiastowe, czasem drastyczne działania – nie mamy czasu do stracenia!

Katarzyna Redmerska: Jest Pan współautorem raportu „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków”, którego celem było przedstawienie skali problemu palenia tytoniu w Polsce oraz jego konsekwencji dla zdrowia populacji. Czy przy tworzeniu raportu coś Pana zaskoczyło?
Dr Janusz Krupa: Tak, rzeczywiście byłem zaskoczony tym, jak niewiele robi się w Polsce w zakresie walki w paleniem. Ciągle żyłem wspomnieniami z czasów aktywnej działalności publicznej prof. Witolda Zatońskiego, niekwestionowanego lidera zmiany na lepsze codziennych nawyków Polaków: palenia, zdrowszej diety, umiarkowanego spożycia alkoholu. Niestety, wraz ze zniknięciem Pana Profesora ze sfery publicznej nie wypełniła tej luki ani żadna instytucja do tego powołana ani żadna osoba o charyzmie Pana Profesora. Chcę przypomnieć, że mamy w Polsce wielu wysokiej klasy specjalistów zdrowia publicznego o specjalizacji edukacja zdrowotna – wykorzystajmy te osoby dając im szansę pracy w systemie ochrony zdrowia w zawodzie, o którym marzyli i sobie wybrali – to będą najlepsi adwokaci zdrowego stylu życia, w tym zaprzestania palenia papierosów.

Katarzyna Redmerska: Najważniejsze rekomendacje zawarte w raporcie „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków”, jakie zawarliście Państwo to: opracowanie narodowej strategii zaprzestania używania tytoniu i leczenia uzależnienia od niego oraz zapewnienie finansowania z budżetu na leczenie uzależnień na poziomie co najmniej 0,1 proc. Ponadto wskazaliście na konieczność przygotowania ogólnopolskiej akcji edukacyjno-informacyjnej na temat szkodliwości palenia tytoniu i możliwości bezpłatnego leczenia uzależnienia. Jak szybko Pana zdaniem wprowadzenie tych działań może dać widoczne efekty?
Dr Janusz Krupa: Jak zwykle wszystko będzie zależało od jakości i ilości działań. Jeżeli powstanie spójny system profilaktyki i leczenia nikotynizmu – to sądzę, że na efekt nie będzie trzeba czekać długo. Egzekwowanie zakazu sprzedaży papierosów i innych wyrobów nikotynowych niepełnoletnim obowiązuje od dawna – trzeba tylko, aby właściwe służby zaczęły działać i karać tych, którzy nie przestrzegają tej regulacji. Stworzenie sieci poradni antynikotynowych to kwestia dłuższego czasu, ale należy zacząć ich organizację jak najszybciej. W okresie „przejściowym”, zanim powstaną te profesjonalne ośrodki, sugerujemy zaangażowanie w działania antytytoniowe podstawowej opieki zdrowotnej (lekarzy rodzinnych oraz pielęgniarki i położne POZ), a także wybrane oddziały szpitalne. Powinniśmy jak najszybciej rozpocząć aktywną promocję Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym (TPPP – numer: 801 108 108) skierowaną tak do ogółu społeczeństwa jak i pracowników ochrony zdrowia. Co roku umiera około 70-80 tysięcy Polek i Polaków z powodu chorób odtytoniowych – nie mamy już więcej czasu na bierne przyglądanie się tej katastrofie. 

Katarzyna Redmerska: Jak zredukować liczbę palaczy w Polsce? Biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnich latach odsetek osób palących w naszym kraju zamiast maleć, zaczął rosnąć, czy w ogóle jest to wykonalne?
Dr Janusz Krupa: Na to pytanie odpowiedziałem w poprzednim akapicie – przede wszystkim musimy zacząć działać, ludziom nie są potrzebne kolejne uchwały, narodowe programy, okrągłe stoły i sympozja – państwo powinno zapewnić swoim obywatelom realne wsparcie.

Katarzyna Redmerska: Dziękuję za rozmowę.

Żródło: Redakcja Medicalpress
Minister zdrowia mówi nałogom stanowcze – nie, i zapowiada działania na rzecz zwiększenia akcyzy na papierosy i alkohol. Ponadto resort chce wdrożyć zakaz aromatów w podgrzewaczach tytoniu oraz zakaz sprzedaży jednorazówek e-papierosów. – Bez wątpienia wzrost ceny używek (papierosów i alkoholu) może spowodować ograniczenie dostępu do nich młodych ludzi, którzy z reguły nie dysponują znacznymi środkami finansowymi. W pierwszej kolejności należałoby jednak przede wszystkim egzekwować istniejące przepisy. – ocenia dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego, współautor raportu „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce”.
Jak pokazują dane Instytutu Zdrowia Akademii Polonijnej w Częstochowie – rocznie Polacy wypalają około 50 miliardów papierosów. Jeżeli chodzi o papierosy elektroniczne, liczba jest zdecydowanie mniejsza, ale i tak duża – 100 milionów. Na wyroby tytoniowe w 2019 roku wydaliśmy kwotę 28 mld zł.

Niemal 5 milionów Polaków jest uzależnionych od alkoholu, z czego leczenia wymaga 1,5 mln a poddaje się mu jedynie 15 proc. W 2023 roku wydaliśmy na zakup wódki 16,8 mld zł; na zakup piwa 22,8 mld zł.

Według Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych PARPA, w 2022 roku 1,5 mln dzieci w Polsce wychowywało się w rodzinach alkoholowo uzależnionych – jest to 21,5 proc. wszystkich dzieci w Polsce i 4 proc. populacji Polski.

MZ i walka z używkami wśród nieletnich
Minister zdrowia Izabela Leszczyna chce zakazać sprzedaży dzieciom i młodzieży do lat 18 – papierosów elektronicznych, które nie mają w swoim składzie nikotyny. Jak podkreśla Leszczyna, nie może tak być, by dzieci wdychały toksyczne substancje.

Resort zdrowia kończy właśnie pracę nad projektem zakazu sprzedawania alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach od 22 wieczorem do 6 rano. Nowe prawo ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku.

W opinii dr Janusza Krupy, specjalisty medycyny rodzinnej, prezesa Instytutu Człowieka Świadomego, współautora raportu „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce”, którego medicalpress poprosiło o wypowiedź – w pierwszej kolejności należałoby przede wszystkim egzekwować istniejące przepisy.

Zakaz sprzedaży wyrobów tytoniowych osobom niepełnoletnim! Zabrzmi to dziwnie, ale ponad połowa osób przed 18 rokiem życia nie ma w Polsce żadnych problemów z zakupem papierosów tradycyjnych lub e-papierosów, podgrzewaczy tytoniu – wskazuje dr Krupa. – Bez wątpienia wzrost ceny używek (papierosów i alkoholu) może spowodować ograniczenie dostępu do nich młodych ludzi, którzy z reguły nie dysponują znacznymi środkami finansowymi. Kolejny krok to wycofanie jednorazowych e-papierosów, po które młodzi sięgają bardzo często. Pozostałe propozycje trzeba rozważyć bardzo starannie, bo mogą okazać się, paradoksalnie, bardzo negatywne w skutkach. – zaznacza ekspert. – W opublikowanym niedawno raporcie „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce” przedstawiamy szeroką analizę rozwiązań stosowanych w Polsce i na świecie oraz aktualnych wytycznych organizacji krajowych i międzynarodowych, w tym zaleceń AOTMiT służących ograniczeniu lub wyeliminowaniu nałogu palenia w społeczeństwie. Wraz z ekspertami wskazaliśmy kluczowe rekomendacje zmian systemowych, które pozwolą ograniczyć palenie tytoniu i realnie wesprzeć osoby zmagające się z uzależnieniem, m.in. poradnictwo antytytoniowe w POZ, stworzenie poradni antytytoniowych, wdrożenie narodowej strategii antytytoniowej. 

W wielu krajach stosuje się mechanizmy fiskalne uzależnione od szkodliwości wyrobów nikotynowych, tzn. im produkt bardziej szkodliwy tym większy podatek, takie rozwiązanie wdrożyła m.in. Szwecja. Przypominamy, że Szwecja jest pierwszym krajem w Europie, który osiągnął status „kraju wolnego od dymu tytoniowego”, gdzie tradycyjne papierosy pali poniżej 5% dorosłej populacji. Badania potwierdziły, że dym tytoniowy zawiera najwięcej substancji kancerogennych i toksycznych (najnowszy przegląd systematyczny).

Agata Nowicka, członek zarządu Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca, oddział w Szczecinie, w rozmowie z medicalpress chwali przygotowany przez resort zdrowia projekt regulacji wprowadzający zakaz sprzedaży e-papierosów bez nikotyny osobom poniżej 18 roku życia, uważając go za jak najbardziej właściwy. Jednak to za mało żeby rozwiązać obecny problem.

Beznikotynowe jednorazówki po pierwsze stanowią niewielki udział w rynku, po drugie zakaz dotyczący sprzedaży jednorazówek z nikotyną oraz tradycyjnych papierosów istnieje od wielu lat i nie stanowi żadnej realnej bariery gdyż nie jest respektowany przez sprzedawców – zauważa i dodaje: – Dzieci nawet nie muszą w internecie kupować ani prosić starszych kolegów. Kupują sobie samodzielnie jak gumę czy batonik. Kontrola pełnoletności jest zjawiskiem marginalnym. Kontrola i kary nakładane na sprzedawców powinny być na tyle wysokie idące w setkach tysięcy, aby absolutnie każdy sprzedawca realizował obowiązek kontroli.

Zdaniem Nowickiej zakaz atrakcyjnych dla dzieci dodatków smakowych odnoszący się do wszystkich produktów tytoniowych i wszystkich e-papierosów z pewnością ograniczyłby zainteresowanie osób nieletnich tymi wyrobami.

Jak wynika z przeprowadzonych badań uczniowie w szkołach podstawowych w Polsce wapują arbuza, truskawkę i colę w jednorazówkach! Polska należy do czołówki krajów Unii Europejskiej pod względem deklarowanego używania jednorazowych e-papierosów przez osoby poniżej 18 roku życia. Powinniśmy więc w sposób zasadniczy rozwiązać problem. Jednak z publicznych wypowiedzi przedstawicieli resortu zdrowia wynika, że takiego zakazu szybko w Polsce nie będzie. Fakt ten został pozytywnie odebrany przez młodzież, która komentuje decyzję ministerstwa zdrowia w następujący sposób:Pogrozili palcem, postraszyli i dali żyć” – podsumowuje Agata Nowicka.

Papierosy tradycyjne pali około 24 proc. uczniów w Polsce
Uzależnienie od nikotyny wśród nastolatków i młodych dorosłych w Polsce przyjmuje skalę prawdziwej plagi i zdaniem ekspertów medycznych oraz organizacji pozarządowych w Polsce w tej grupie wiekowej stanowi największy problem w zakresie zdrowia publicznego – tłumaczy Agata Nowicka, członek zarządu Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca, oddział w Szczecinie. – W ostatnim czasie przeprowadzonych zostało wiele badań i analiz w tym temacie m.in. przez Rzecznika Praw Dziecka, Polskie Towarzystwo Postępów w Medycynie  jak również nasze Stowarzyszenie. Dane pomimo różnych metodologii i skali badanej populacji są zbliżone do siebie  i wysoce niepokojące 8 na 10 (78 proc.) przyznaje, że używa e-papierosów regularnie, z czego zdecydowana większość (87 proc.) wapuje te aromatyzowane o smakach owoców lub słodyczy. Papierosy tradycyjne pali około 24 proc. uczniów, a podgrzewaczy tytoniu używa około 7 proc. nastolatków. To owocowe jednorazówki królują dziś  niepodzielnie wśród młodzieży szkolnej. Smaki jakie tylko można sobie wymarzyć.

Jak podkreśla Nowicka, nie wiadomo dokładnie, jakie substancje oprócz nikotyny zawierają jednorazówki, a zatem jak bardzo są trujące gdyż nie są badane przed wprowadzeniem na polski rynek.

Urząd podlegający bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia wydaje zezwolenie jedynie na podstawie deklaracji producenta i pomimo wielu apeli zarówno o strony pozarządowej jak i Rzecznika Praw dziecka czy Towarzystw Medycznych nie udało się wprowadzić obowiązku badania substancji chemicznych zawartych w jednorazowych e-papierosach. Wiadomo za to, że smakowe jednorazówki są czynnikiem inicjującym nałóg u polskich dzieci.    

Czynniki wywołujące nałóg
Możliwy schemat popadnięcia w nałóg – temu zagadnieniu nie poświęciliśmy w raporcie zbyt wiele miejsca, koncentrując się głównie na osobach dorosłych, już palących – mówi dr Janusz Krupa, współautor raportu „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce”. – Ten schemat od wielu lat jest jednak taki sam – jest to głównie wpływ grupy rówieśniczej (szkoła, studia), młodzi ludzie chcąc dobrze funkcjonować w takich grupach sięgają po wszelkiego rodzaju używki – w tym papierosy i inne wyroby nikotynowe, ale nie tylko. Podobny mechanizm dotyczy alkoholu, narkotyków, dopalaczy. Nie bez znaczenia jest środowisko rodzinne – w rodzinach akceptujących takie zachowania inicjacja takich zachowań jest ułatwiona.

Jak mówi Agata Nowicka, istnieje kilka czynników wyzwalających nałóg, żaden nie jest jednak wiodący i mogą występować łącznie.
Jednym z nich jest nałóg nikotynowy w rodzinie. Wówczas dziecko, jako bierny palacz może być bardziej podatne – wyjaśnia. – Smak papierosów oraz zapach rodziców i domu jednych mogą skutecznie odstraszać i działać jak szczepionka, a dla innych będzie to kontynuacja stylu życia rodziców. Inicjacja jednak w znakomitej większości odbywa się przez jednorazowe e-papierosy nasycone syntetycznymi dodatkami smakowymi o finezyjnych nazwach. Nie śmierdzą, są smaczne, modne i można je łatwo dzielić z kolegami smakując nowe aromaty.

Rola edukacji wczesnoszkolnej w walce z nałogami  
W opinii ekspertów równie ważna jak przepisy jest edukacja wczesnoszkolna.

Powinna być dostosowana do wieku, angażująca, interaktywna i oparta o nowoczesne narzędzia komunikacji. Jako organizacja pozarządowa prowadzimy kampanie „Wdychasz czy Oddychasz” na terenie województwa zachodniopomorskiego, mamy doświadczenie i wiemy jak to robić żeby dotrzeć do młodych – mówi Agata Nowicka, członek zarządu Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca, oddział w Szczecinie. – Proponowaliśmy Ministerstwu Edukacji współpracę, aby podzielić się wiedzą i zwiększyć zakres kampanii o inne województwa. Mamy nadzieję, że MEN będzie chciał podjąć ten temat właśnie we współpracy z NGO tak jak to zrobił w przypadku edukacji seksualnej z Fundacją Ani Rubik czy psychologicznej z Fundacją Martyny Wojciechowskiej.

Zobacz raport „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce”

 
 
źródło: Maredicalpress, autor: red. Katarzyna Redmerska
Jak zatrzymać epidemię chorób cywilizacyjnych, które skracają życie Polek i Polaków, są przyczyną nadmiernych hospitalizacji, absencji zawodowej, oraz niosą za sobą negatywne skutki zdrowotne, społeczne i gospodarcze – debatowali eksperci podczas Kongresu Zdrowie 360 zorganizowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców 6 czerwca br.  Wśród rekomendacji – zwiększenie roli medycyny pracy oraz skuteczna walka z uzależnieniem od palenia tytoniu.
Rola badań medycyny pracy i pracodawców

Eksperci podkreślali, że okresowe badania medycyny pracy są nadal niedoceniane, choć często to jedyna okazja dla wielu do profilaktyki i diagnostyki stanu swojego zdrowia. Wielu Polaków nie badani się profilaktycznie i nie korzysta z programów przesiewowych, a do lekarza zgłasza się dopiero, w przypadku nasilonych dolegliwości. Dlatego medycyna pracy mogłaby wypełnić lukę w profilaktyce.

– W ramach badań okresowych pracowników moglibyśmy robić więcej. Zawsze powinien być określany poziom cukru we krwi, bo dziś pół miliona Polaków nie wie, że ma cukrzycę, a nawet 9 milionów choruje na otyłość. – powiedział prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych WUM, Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM.  – Brak świadomości tej choroby odbiera szansę na jej skuteczne leczenie, a dziś mamy znakomite możliwości radzenia sobie z cukrzycą i otyłością. Paradoksalnie pacjenci z cukrzycą mogą żyć dłużej niż osoby zdrowe, jeśli ją zdiagnozują i się leczą. Bo oni bardziej dbają o siebie, regularnie badają się, dobrze się odżywiają, maja łatwiejszy dostęp do usług zdrowotnych – dodał Profesor.

Tymczasem nieleczona otyłość, cukrzyca i jej powikłania prowadzą do niepełnosprawności i drastycznego pogorszenia jakości życia.

– Mam 51 lat i powinienem być zdrowy, a to cud, że żyję.  Gdyby w szkołach edukował dzieci dietetyk, poważnie traktowane było wychowanie fizyczne, psycholodzy uświadamialiby, czym jest uzależnienie od nikotyny, słodkich napojów gazowanych, diabetolodzy mieliby mniej roboty – mówił Michał Figurski, założyciel i fundator Fundacji „Najsłodsi”, pacjent z cukrzycą, po udarze i przeszczepie nerki i trzustki.

Potrzeba więcej środków na medycynę pracy. – W profilaktyce dużo więcej mogą zrobić pracodawcy. Państwo finansuje leki, bo tu sukces jest natychmiastowy. Tymczasem działania profilaktyczne przynoszą efekty po dekadzie.  Przy sporej nieufności obywateli do państwa przekaz płynący od decydentów po prostu nie trafia. – dodał prof. Czupryniak.

Profilaktyka opłaca się wszystkim, pracownikom, pracodawcom i całemu systemowi – W zakresie profilaktyki potrzebne są szerokie działania i podejście interdyscyplinarne oraz współpraca wielu resortów. – wskazała dr Beata Stepanow, prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej.

Ograniczyć skutki palenia tytoniu

– W Polsce mamy 8 milinów palących osób i tylko 3 poradnie leczenia uzależnienia od nikotyny. W efekcie co roku 70 tys. osób umiera z powodu powikłań tytoniowych. – podkreślił dr Janusz Krupa, Prezes Instytutu Człowieka Świadomego, specjalista medycyny rodzinnej z Ośrodka Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie.

Tymczasem odsetek palących papierosy w Polsce ponownie rośnie i wynosi już ok. 29%. Brakuje jednocześnie wsparcia systemowego w walce z nałogiem, większość osób uzależnionych od palenia tytoniu, jest pozostawiona sama sobie.

Dr Janusz Krupa przywołał przykład Wielkiej Brytanii i Szwecji, które dzięki kompleksowej strategii antytytoniowej, w tym redukcji szkód, obniżyły znacząco odsetek osób palących. Szwecja wciągu ostatnich lat odnotowała nawet 50% spadek zachorowań na nowotwory i niektóre choroby układu krążenia.

Stosowanie przez osoby uzależnione od nikotyny mniej szkodliwych sposobów jej dostarczania, jak np. e-papierosy, podgrzewacze tytoniu czy saszetki nikotynowe, jest bowiem mniej szkodliwe niż palenie papierosów i może być sposobem na ograniczenie negatywnych konsekwencji dla zdrowia z tytułu palenia tytoniu, takich jak zachorowania na nowotwory, choroby układu krążenia czy układu oddechowego.

– Taka strategia może być ścieżką wychodzenia z nałogu.  – dodała Prof. Halina Car, kierownik Zakładu Farmakologii Doświadczalnej Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – Sam nakaz rzucenia palenia przez pacjenta, najczęściej nie przynosi żadnych efektów. Uzależnieni wracają do nałogu.
 
 
źródło: redakcja, Kongres ZPP Zdrowie 360
Za nami Europejski Kongres Gospodarczy, podczas którego wiele uwagi było także poświęconej ochronie zdrowia. Palenie papierosów, otyłość oraz zbyt wczesna inicjacja alkoholowa to aktualnie największe wyzwania w zakresie zdrowia publicznego, o których dyskutowali wybitni eksperci. Wnioski z dyskusji i kluczowe potrzeby wymagające zaadresowania, przedstawia dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka świadomego, lekarz rodzinny, Ośrodek Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP.
– Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego miałem przyjemność uczestniczyć w dyskusji na temat wyzwań zdrowotnych dla Polski. Z perspektywy zdrowia publicznego, skupiliśmy się na najważniejszych czynnikach ryzyka, jakimi są m.in. palenie papierosów, otyłość czy nadmierne spożywanie alkoholu, a to co łączy te wszystkie elementy, to aspekt uzależnienia i problemów natury psychicznej. – podkreśla dr Janusz Krupa.

Wszyscy uczestnicy dyskusji, lekarze różnych specjalności, przedstawiciele instytucji ochrony zdrowia, były zgodni, że największym zabójcą w Polsce jest palenie tytoniu, a co niepokojące – odsetek osób palących ponownie rośnie i wynosi ok. 29%, dlatego oczywistą kwestią jest konieczność wdrożenia szeroko zakrojonych działań mających na celu zmniejszenie liczby osób palących oraz narażonych na bierne palenie. – Aktualnie 8 000 000 osób pali codziennie, a 4 mln dzieci jest narażonych na bierne wdychanie dymu tytoniowego. Co roku z powodu chorób odtytoniowych umiera w Polsce ok. 70 000 osób. Pomimo funkcjonujących w Polsce programów profilaktycznych np. programu profilaktyki chorób odtytoniowych czy funkcjonowania Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym, wsparcie dociera do niewielkiej ilości osób, liczonych w promilach. Brakuje narodowej strategii walki z uzależnieniem od palenia tytoniu oraz sieci punktów wsparcia w rzucaniu palenia. W Polsce na ten moment funkcjonują tylko 3 kompleksowe poradnie pomocy palącym. To mówi samo za siebie. W celu poznania szczegółów odsyłam Państwa do niedawno wypracowanych rekomendacji w zakresie polityki antytytoniowej zawartych w raporcie „Palenie tytoniu – kluczowy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce”. – wskazuje dr Krupa.

W dyskusji poruszono także problem braku integracji danych na temat badań profilaktycznych (programów przesiewowych) w ramach publicznej i prywatnej opieki zdrowotnej, w konsekwencji czego nie mamy pełnych informacji, ile osób co roku wykonuje podstawowe badania skriningowe, np. mammografię, cytologię czy kolonoskopię. Ponadto zakończył się pilotażowy program profilaktyki raka płuca, w ramach którego pacjenci z grup ryzyka, w tym przewlekle palący, mogli wykonać bardzo czułe badanie klatki piersiowej niskodawkową tomografią komputerową, i wykryć wczesne zmiany w płucach, a przy okazji także nieprawidłowości w pracy serca.

– Wydaje mi się, że obraz badań przesiewowych w onkologii byłby zdecydowanie bardziej pozytywny w przypadku integracji danych. Nie twierdzę, że osiągnęlibyśmy wskaźniki skandynawskie czy niemieckie, ale sytuacja faktyczna jest na pewno lepsza, aniżeli dane prezentowane tylko na podstawie raportów NFZ. Dr Artur Prusaczyk, dyrektor medyczny jednej z dużych sieci przychodni na wschodnim Mazowszu, na spotkaniu w Sejmie przedstawił wyniki zgłaszalności na badania przesiewowe pacjentów tej sieci, które już dzisiaj porównywalne są z odsetkiem zgłaszających się na badania profilaktyczne w krajach skandynawskich. To pokazuje, że w Polsce są narzędzia, natomiast nie ma, być może, wiedzy i nawyku, jak z tych narzędzi korzystać. – zaznacza dr Krupa.

– Tak naprawdę, wyrównanie szans zdrowotnych dla mieszkańców całego kraju, powinno być rolą państwa i polityków. Do tej pory brakowało inwestycji w profilaktykę, bo one nie zwracają się po roku, czy dwóch, ale 10,15, 20 latach. Cieszą nas zapowiedzi resortu zdrowia i edukacji o postawieniu na ten kierunek, mamy nadzieję, że zostaną podjęte ważne strategiczne decyzje, które przełożą się na zdrowszą przyszłość nas, naszych dzieci i wnuków. – dodaje.

Oczekiwana długość życia w Polsce, szczególnie dla mężczyzn, jest jedną z niższych w Europie, na podobnym poziomie co Albania i Rumunia, które mają najniższy wskaźnik. Ponadto długość życia w zdrowiu w Polsce, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn jest dużo niższa niż średnia EU. Przyczyną tego stanu są choroby stylu życia: choroby serca, nowotwory, cukrzyca czy choroby układu oddechowego, na co zwracał uwagę prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. Same koszty bezpośrednie związane z nowotworami w Polsce to 2 mld EURO, a koszty związane z utratą produktywności to kolejne 2 mld EURO. Dlatego profilaktyka powinna stać się priorytetem, bo jest o co walczyć – wskazywał prof. Fal. Niezaprzeczalnie głównymi winowajcami utraty zdrowia są takie czynniki jak: palenie papierosów, niezdrowa dieta, nadużywanie alkoholu oraz stres i brak aktywności fizycznej.

W Polsce nie ma jednej instytucji, która całościowo zajmuje się problemem uzależnień. Kilkanaście instytucji ma różne kompetencje i działa głównie reaktywnie, a nie proaktywnie. Brakuje także współpracy pomiędzy podmiotami, które zajmują się profilaktyką, a tymi które organizują terapię uzależnień. Mamy także duży problem z szarą strefą oraz przestrzeganiem obowiązujących przepisów. Prof. Andrzej Fal podkreślił, że podstawą działań w walce z uważaniem od palenia tytoniu, alkoholu czy innych substancji psychoaktywnych, powinno być zapobieganie ekspozycji i uzależnieniu, a następnie wspomagane zrywanie z nałogiem i wczesne leczenie, a ostatnim etapem wspomagane zerwanie wraz z redukcją szkód.

Jednym w głównych czynników ryzyka mających niebagatelny wpływ na zdrowie młodzieży i dorosłych jest nadużywanie alkoholu. Z jednej strony widzimy duży problem wczesnej inicjacji alkoholowej wśród dzieci i młodzieży. Napoje alkoholowe są najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną wśród młodzieży, spośród których, najbardziej popularnym napojem alkoholowym jest piwo, od którego najczęściej młodzi zaczynają swoją „przygodę” z alkoholem (dane ESPAD), ponad 80%. dzieci w wieku 15-16 lat i prawie 100% młodzieży między 17 a 18 rokiem życia przynajmniej raz w życiu spożywała alkohol (dane PARPA/KCPU).

– Brakuje edukacji w tym zakresie, zarówno systemowej, ale też w rodzinach. Ciągle popularne są tzw. kinderbale, gdzie rodzice stawiają na stole bezalkoholowe szampany dla dzieci! Choć są to napoje bezalkoholowe, to proszę zauważyć, że już pięciolatki uczą się, że podczas spotkania towarzyskiego, gdy zgromadzi się kilkoro znajomych, to musi być butelka alkoholu na stole. To nie powinno być standardem. Podobnie, brakuje świadomości odnośnie napojów alkoholowych generalnie. Gdybyśmy spytali przechodnia na ulicy, czy piwo to alkohol, to możemy z dużym prawdopodobieństwem usłyszeć, że piwo to piwo, przecież wszyscy je piją. Codziennie widzimy w reklamach telewizyjnych uśmiechniętych młodych ludzi, który dobrze się bawią i piją piwo, nawet sportowców, bo przecież „piwo orzeźwia” i jest dobre na każdą okazję – mówi przekaz reklamowy. To jest jakieś nieporozumienie. Szesnastolatek pijący piwo z rodzicami to u nas norma. Rodzice nie są od tego, żeby być kolegami swoich dzieci, tylko od tego, żeby je właściwie wychowywać, natomiast niestety tak się dość często nie dzieje, więc mówiąc o inicjacji alkoholowej, aktualne jest stare powiedzenie „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. – zaznacza dr Krupa.

Podczas panelu, prof. Marek Krzystanek, psychiatra i psychoterapeuta, zwrócił uwagę, że, problemy behawioralne i uzależnienia u dzieci i młodzieży nie biorą się znikąd, a mają swoje źródło w zaburzonych relacjach w domu oraz zaburzonych relacjach z rówieśnikami, których to relacji w dzisiejszym świecie prawie w ogóle nie ma. Młodzież spędza większość czasu w świecie wirtualnym, a problemy natury psychicznej odreagowuje sięgając po używki, alkohol, papierosy, narkotyki. Jak się okazuje, w Polsce nie jest problemem brak psychiatrów dziecięcych, średnia europejska wynosi 10 psychiatrów dziecięcych na 100 000 populacji, a w Polsce mamy 10,5 psychiatrów dziecięcych na 100 000 populacji. Wyzwaniem jest nadmierna liczba dzieci, których chce się wysłać do psychiatry, dlatego, że nie ma profilaktyki psychologicznej w rodzinie, nie ma w domu, nie ma w szkole – to jest nasz problem.

– Pamiętajmy, że alkohol to alkohol i nie powinno się stosować odstępstw od reguły dla wszystkich napojów alkoholowych, bo nie poprawi się sytuacja w zakresie przedwczesnej inicjacji alkoholowej i związanych z nią problemów w zakresie zdrowia fizycznego i psychicznego. Pamiętajmy, że im młodsza osoba, tym wpływ alkoholu jest większy, zwłaszcza na układ nerwowy. U dorosłych jest on już wykształcony, ale w przypadku dzieci i młodzieży, konsumpcja jakiegokolwiek alkoholu może mieć dalekosiężne skutki, bo  nie ma czegoś takiego jak zdrowy alkohol. – podkreśla dr Krupa.

– To, że napój zawiera 3% czy 4%, nie oznacza, że jest bezpieczny, zwłaszcza w sytuacji, kiedy wypija się tego trunku kilka – kilkanaście butelek. Rekordziści wypijają podczas spotkań towarzyskich ponad 20 litrów piwa. Tutaj pokutuje wizerunek piwa wykreowany przez lata przez kampanie promocyjne, reklamy i ogólne przyzwolenie społeczne, który często idzie z góry, np. piwo towarzyszy takim fantastycznym momentom życiowym jak kibicowanie piłkarskiej drużynie narodowej. Niestety nie bierze się pod uwagę, ile młodych osób wpadnie w nałóg przez takie postępowanie, badania pokazują, że młodzi zaczynają konsumpcję alkoholu od piwa, często bezalkoholowego, pojawia się przyzwyczajenie, konotacja z czymś pozytywnym i dobrą zabawą i potem pojawiają kolejne, coraz mocniejsze trunki. Państwo powinno chronić najmłodszych. Alkohol jest dla ludzi dorosłych, którzy świadomie podejmują decyzje. Tu znowu brakuje profilaktyki i edukacji, a większość funduszy idzie na walkę z uzależnieniami i poradnictwo – czyli działania naprawcze. Czy nie lepiej uczyć świadomego podejścia do radzenia sobie ze stresem, presją rówieśników? Czy nie lepiej, aby „reklamy” napojów bezalkoholowych i niskoprocentowych nie wyskakiwały „jak z „przysłowiowej” lodówki, aby potem nie musieć mierzyć się z konsekwencjami chorób nowotworowych, niewydolności wątroby i innych narządów, problemami psychicznymi i uzależnieniami? – pyta retorycznie dr Krupa.

W panelu dyskusyjnym podczas EEC 2024 pt. „Zdrowie publiczne” udział wzięli: prof. Robert Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prof. Andrzej Fal, Prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, prof. Mariusz Gąsior, Śląskie Centrum Chorób Serca, prof. Paweł Balsam, I Katedra i Klinika Kardiologii WUM, prof. Marek Krzystanek, Klinika Rehabilitacji Psychiatrycznej SUM, , dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego Joanna Głażewska, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich.

 
Źródło: Instytut Człowieka Świadomego, redakcja Medicalpres
Opracowanie narodowej strategii zaprzestania używania tytoniu i leczenia uzależnienia od niego oraz zapewnienie finansowania z budżetu na leczenie uzależnień na poziomie co najmniej 0,1 proc. – to najważniejsze rekomendacje zawarte w raporcie „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków” autorstwa Stowarzyszenia Instytutu Człowieka Świadomego (ICŚ).

Dodatkowo, jak poinformował Janusz Krupa, podczas szkolenia poświęconego leczeniu Zespołu Uzależnienia od Tytoniu (ZUT – jednostki chorobowej sklasyfikowanej w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych pod kodem ICD-10 F.17), prowadzonego przez Zespół ds. Profilaktyki Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii, wskazano, że w Polsce codziennie 4 mln dzieci są bezpośrednio narażone na dym tytoniowy.

Krajowy Plan Transformacji, oficjalny dokument Ministerstwa Zdrowia, opublikowany w 2021 r. na podstawie rekomendacji Unii Europejskiej, zidentyfikował największe zagrożenia dla zdrowia Polaków. Pierwsze miejsce w tym rankingu przypadło „tytoniowi”, który odpowiada za utratę największej liczby lat przeżytych w zdrowiu (tzw. DALY) – 5,7 tys. (wskaźnik DALY – z ang. disability-adjusted life years„lata życia skorygowane niesprawnością” – wskaźnik stosowany do określenia stanu zdrowia danego społeczeństwa. Wyraża łącznie lata życia utracone wskutek przedwczesnej śmierci bądź uszczerbku na zdrowiu w wyniku urazu lub choroby). Drugie w kolejności nadciśnienie tętnicze odpowiada za 4,2 tys. DALY, a trzecie – wysokie BMI (nadwaga i otyłość) – za 4,1 tys. DALY.

Autorzy raportu twierdzą, że dla poprawy zdrowia Polaków kluczowa jest redukcja liczby palaczy. Takie działania podejmuje już Unia Europejska. Jednym z kierunków działań Europejskiego Planu Walki z Rakiem jest ograniczenie liczby palaczy poniżej 5 proc.

Aby zredukować liczbę palących do poniżej 5 proc. dorosłej populacji liczba palaczy powinna zmniejszyć się z obecnych 8 mln do 1,5 mln. Aby to osiągnąć, rocznie musiałoby rzucać palenie 10 proc. spośród wszystkich palących.

Lek. med. Artur Prusaczyk, specjalista ginekolog-onkolog, wiceprezes zarządu Centrum Medyczno-Diagnostycznego, członek Rady Naukowej Stowarzyszenia IFIC POLSKA (stowarzyszenie reprezentujące różne zawody związane z opieką zdrowotną (m.in.: naukowcy, lekarze, pielęgniarki, ekonomiści, menedżerowie), przekonywał, że w tym celu musi być zbudowana strategia wdrożenia planu i wyznaczony realistyczny cel.

„Umiemy tworzyć strategię, ale nie ma zaplanowanych etapów wdrożenia i oceny efektów” – stwierdził Artur Prusaczyk.

Jak przekonywali autorzy raportu, ograniczaniu liczby palaczy tytoniu mógłby służyć program redukcji szkód, który polega na ukierunkowywaniu palaczy tytoniu na przechodzenie na wyroby o dokumentowanej mniejszej szkodliwości.

„Przykłady Szwecji i Wielkiej Brytanii pokazują, że możliwe jest powolne wychodzenia z palenia tytoniu” – przekonywała prof. dr hab. n. med. Halina Car, kierownik Zakładu Farmakologii Doświadczalnej, Wydział Nauk o Zdrowiu, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku.

Według raportu WHO na temat tendencji w rozpowszechnieniu używania tytoniu w latach 2002-2030 wskazano, że do 2030 r. Szwecja jest obecnie o krok od osiągnięcia docelowego poziomu używania tradycyjnych wyrobów tytoniowych, wydzielających dym podczas spalania, wyznaczonego przez WHO (< 5 proc. populacji palących papierosy tradycyjne), przy którym kraj może oficjalnie ogłosić, że jest wolny od dymu tytoniowego. Według autorów raportu Instytutu Człowieka Świadomego będzie to pierwszy rozwinięty kraj na świecie, który osiągnie ten cel dzięki polityce, która zapewniła akceptowalność, dostępność i przystępność alternatywnych produktów nikotynowych dla dorosłych palaczy.

W 2023 roku rząd brytyjski rozpoczął realizację programu „Zamień, by przestać”, zachęcający palaczy do przechodzenia na wyroby alternatywne w ramach tzw. polityki redukcji szkód, który ma przyczynić się do tego, że w 2030 r. Wielka Brytania ma stać się krajem wolnym od dymu papierosowego. Oznacza to, że papierosy tradycyjne będzie palić mniej niż 5 proc. dorosłej populacji.

„Dane brytyjskiego Urzędu Statystyk Krajowych (ONS) pokazują, że w 2022 r. odsetek palących dorosłych w Wielkiej Brytanii spadł. Około 1 na 8 (12,9 proc.) osób w Wielkiej Brytanii w wieku 18 lat i więcej paliło papierosy. Odsetek obecnych palaczy w Wielkiej Brytanii spadł o 7,3 proc. w porównaniu z 2011 r., kiedy paliła około jedna piąta populacji” – zauważył Dominik Dziurda, prezes zarządu HTA Formedis.

Takie stanowisko potwierdził Krzysztof Łanda, lekarz, wiceminister zdrowia w latach 2015-2017. Według niego strategia redukcji jest potrzebna. „Jeśli wiemy, że liczba uzależnionych od nikotyny jest stała w populacji, to bez innych projektów nie zmniejszymy ilości dymu papierosowego. Wynika to z pierwszego przeglądu systematycznego w Polsce, czyli syntezy dostępnych wyników badań i dowodów naukowych na temat palenia tytoniu” – zauważył Krzysztof Łanda.

Krzysztof Łanda zauważył, że przegląd systematyczny potwierdził też stopniowanie ryzyka pojawienia się chorób w zależności od używanego medium. Według niego najbardziej szkodliwe są tradycyjne papierosy, mniej podgrzewacze tytoniu, po nich e-papierosy i pozostałe produkty bezdymne typu snus i saszetki.

Jednak takie podejście do problemu palenia tytoniu, jak zauważają autorzy raportu, stwarza ryzyko korzystania z takich wyrobów jak np. e-papierosy przez osoby niepełnoletnie i niepalące. Jest to prawdopodobnie największe ograniczenie wprowadzenia polityki redukcji szkód w Polsce, bowiem zalecenia AOTMiT (Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji), jak i Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2025, rekomendują i promują głównie działania edukacyjno-informacyjne i terapię uzależnień. Opracowane w 2022 r. „Wytyczne leczenia uzależnienia od nikotyny” nie wspominają o możliwości wychodzenia z palenia tytoniu poprzez bezdymne wyroby nikotynowe.

„Wsparcie behawioralne okazuje się nieszczególnie skuteczne, gdyż jedynie 8-10 proc. osób jest w stanie tak rzucić palenie” – twierdził Dominik Dziurda.

Jakub Szymański, główny specjalista w Wydziale Ochrony Zdrowia Psychicznego w Departamencie Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, wspomniał, że kwestia strategii redukcji szkód wymaga dyskusji i odpowiedniego uregulowania.

„W przyszłym roku, jeszcze podczas naszej prezydencji w radzie UE, rozpoczną się prace nad zmianą dyrektywy tytoniowej. Zaproponujemy m.in. jednolity wygląd i opakowania wszystkich wyrobów zawierających nikotynę tak, by e-papierosy nie były tak atrakcyjne dla młodych osób” – zapowiadał Jakub Szymański.

Raport „Palenie tytoniu – najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków” zawiera rekomendacje i merytorycznie opracowany plan wdrożenia polityki redukującej liczbę palaczy i następstwa palenia tytoniu. Eksperci przekonywali, że przede wszystkim ważne jest dostrzeżenie palacza tytoniu jako osoby uzależnionej od nikotyny i uwzględnienie tego stanu w postaci wpisu do dokumentacji medycznej pacjenta. Nie mniej istotne są programy edukacyjno-informacyjne, które powinny docierać do szerokiego grona społeczeństwa.

„Szczególnie precyzyjnie zaplanowana edukacja zdrowotna na temat szkodliwości i następstw używania wyrobów zawierających tytoń i nikotynę powinna być skierowana do dzieci i młodzieży. Oprócz wsparcia osób palących poprzez finansowanie leczenia uzależnień i zdecydowane zwiększenie liczby antynikotynowych punktów konsultacyjnych, powinny obowiązywać i być respektowane restrykcyjne przepisy dystrybucji jednorazowych e-papierosów” – wyliczał dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Najważniejsze rekomendacje*

Z raportem można zapoznać się tu:
https://instytutczlowiekaswiadomego.pl/2024/04/19/premiera-raportu-palenie-tytoniu-najwazniejszy-czynnik-ryzyka-zdrowotnego-w-polsce-2024/

*opracowane przez autorów raportu „Palenie tytoniu – najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków” na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, Rady Unii Europejskiej, Rekomendacji Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, dokumentów strategicznych państwa, aktualnego przeglądu badań naukowych, opinii ekspertów oraz doświadczeń międzynarodowych

źródło: PAP MediaRoom

4,7 mln dorosłych w Polsce ma chore nerki czyli aż 1 na 6 osób dorosłych. Tymczasem diagnozę postawiono tylko ok. 400 000 pacjentów, w tym 200 000 jest pod opieką nefrologów. Z powodu chorób nerek umiera w naszym kraju co roku od 80 000 do 100 000 osób. Tymczasem mamy skuteczne metody diagnostyki i leczenia. Należy jednak zacząć od prostych badań moczu i krwi, które może zlecić każdy lekarz rodzinny – wskazywali eksperci podczas debaty z cyklu „Zdrowie – Wspólna Sprawa” zorganizowanej z inicjatywy Fundacji TO SIĘ LECZY.
– 14 marca obchodzony jest Światowy Dzień Nerek, zapoczątkowany w 2006 roku w celu budowania świadomości społeczeństwa na temat chorób nerek i roli nerek w organizmie człowieka. Niestety wiedza na ten temat jest nadal niewielka, a problemy z nerkami często, niesłusznie bagatelizowane. – powiedział Marek Kustosz, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.
 
Alarmujące statystyki
 
– 4,7 mln. osób dorosłych w Polsce ma chore nerki, czyli jedna z nerek całkowicie już nie działa albo pojawił się białkomocz – to 16% populacji. Co trzeci pacjent, który wchodzi do gabinetu lekarza POZ ma przewlekłą chorobę nerek, tymczasem większość z nich pozostaje niezdiagnozowanych. – podkreślał prof. Ryszard Gellert, konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii. – Przewlekłą chorobę nerek wykrywa się nadal bardzo późno. Tak naprawdę pacjenci są kierowani do nefrologa dopiero na kilka miesięcy przed tym jak nerki całkowicie odmawiają posłuszeństwa. I to jest trend, który musimy odwrócić.

Choroby nerek zabijają, tak samo jak rak – alarmowali eksperci. Przedwczesna umieralność dotyczy 80 000 osób rocznie. Przewlekła choroba nerek znacznie upośledza jakość życia i już na wczesnych etapach rozwoju jest groźna dla zdrowia. Dlatego trzeba o tym mówić i trzeba ją diagnozować, ponieważ są dostępne skuteczne metody leczenia, które znacznie spowalniają postęp choroby.

Czy jesteś w grupie ryzyka?
– Nadciśnienie tętnicze i cukrzyca, to najczęstsze schorzenia, które zwiększają ryzyko rozwoju chorób nerek. Natomiast same choroby kłębuszków nerkowych, o których ciągle słyszymy, to są choroby rzadkie. – dodał prof. Gellert.

Prawie połowa pacjentów z cukrzycą ma przewlekłą chorobę nerek, a co trzeci pacjent z przewlekłą chorobą nerek ma cukrzycę. Podobny mechanizm występuje w przypadku nadciśnienia tętniczego. To błędne koło, które się nakręca. Tymczasem, niewielki odsetek osób ma wykryte nadciśnienie, a jeszcze mniejszy ma je prawidłowo kontrolowane. To duże wyzwanie.

Inne czynniki ryzyka to miażdżyca, otyłość, niewydolność serca, choroby autoimmunologiczne czy palenie papierosów i picie alkoholu. Nerki nie bolą, dlatego pacjenci często nie zgłaszają się do lekarza z tymi problemami. Najczęściej tych pacjentów widzą w swoich gabinetach lekarze rodzinni, kardiolodzy i diabetolodzy, dlatego ważne, aby zachować czujność i nie czekać na objawy, tylko raz na 2 lata wykonać proste badania moczu i krwi.
 
– Musimy robić wszystko, aby wykryć tę chorobę jak najwcześniej i wdrażać odpowiednie postępowanie terapeutyczne. Potrafimy uratować pacjentów, którzy dożywają do momentu, kiedy ich nerki całkowicie odmawiają posłuszeństwa. Rozpoczynamy wówczas dializy i procedurę przeszczepu, ale obecnie do tego stadium dożywa tylko 3% chorych. – kontynuował Prof. Gellert. – Nie zapominajmy też o zdrowym stylu życia. Zasada jest prosta – co dobre dla serca, jest dobre dla nerek. A serce i nerki chorują razem.
 
– Często zdarza się, że z powodu obrzęków pacjent trafia do różnych specjalistów np. kardiologa, onkologa, natomiast nie ma wykonanego prostego badania moczu. A są to badania niedrogie i powszechnie dostępne, nie obciążające pacjenta, jak ogólne badanie moczu, oznaczenie stężenia albuminy i kreatyniny. – wskazywała prof. Magdalena Krajewska, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego.

Badaj mocz
 
Badanie ogólne moczu można zlecić każdemu pacjentowi lekarz POZ i specjalista. Każdy krwinkomocz i obecność białka w moczu wymaga dalszej, pilnej diagnostyki. Nie należy tego bagatelizować. – Lekarz rodzinny ma w swoim zestawie badań pełne możliwości do diagnostyki lub co najmniej podejrzenia choroby nerek. Dodatkowo w ramach opieki koordynowanej  w POZ ma teraz dostępny cały pakiet badań pod kątem przewlekłej choroby nerek i może skonsultować pacjenta z nefrologiem. Trzeba z tego korzystać. – powiedział dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego.
 
– Należy także pamiętać o wskaźniku GFR, badaniu które nadal jest rzadko wykonywane. Zarówno konsultant krajowy, jak i Polskie Towarzystwo Nefrologiczne od dłuższego czasu zabiegają o możliwość zlecenia tego badania przez lekarza rodzinnego. Może ono świadczyć o progresji przewlekłej, choroby nerek w kierunku konieczności leczenia nerkozastępczego, ale też o ryzyku zgonu z powodu chorób sercowo naczyniowych. – dodała prof. Krajewska.
 
– Ja miałem duże szczęście, gdy w wielu 29 lat lekarz rodzinny był czujny i zlecił odpowiednie badania a potem pokierował do nefrologa, gdzie zdiagnozowano u mnie kłębuszkowe zapalenie nerek. Dopiero po 20 latach musiałem rozpocząć dializy. Wiedza jak postępować i stosowanie odpowiedniej diety uratowało mi życie. A więc długie życie z chorobą nerek jest możliwe, warunkiem jest wczesna diagnoza. – mówił prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.
 
Anemia nerkopochodna – wykryj i lecz
 
Anemia czyli niedokrwistość bardzo często towarzyszy przewlekłej chorobie nerek. Wraz z natężeniem nasilenia choroby dotyczy 80 i więcej procent pacjentów. Nie można jej bagatelizować, ponieważ pogarsza wyniki leczenia, wpływa na śmiertelność, pogarsza jakość życia, wywołuje cały szereg powikłań sercowo-naczyniowych, wreszcie prowadzi do konieczności podawania przetoczeń krwi.
 
– I tutaj znowu zdarza się, że pacjent ma diagnozowaną niedokrwistość, ma wykonywane specjalistyczne badania z biopsją szpiku włącznie, a nie ma wcześniej wykonanego stężenia kreatyniny, które pozwoliłoby wcześnie zdiagnozować chorobę nerek i powiązać anemię właśnie z tym schorzeniem. – powiedziała prof. Krajewska.
 
W przypadku pacjentów z przewlekłą chorobą nerek pierwszym postępowaniem powinna być więc  ocena wartości puli żelaza. Nieleczona anemia w przebiegu przewlekłej choroby nerek powoduje bowiem progresję choroby i przyspiesza czas do rozpoczęcia dializoterapii.
 
– Od niedawna mamy możliwość leczenia nie tylko rekombinowaną erytropeotyną, ale także dostęp do nowych, skutecznych leków, w tym doustnych, które powodują zwiększoną produkcję żelaza, w ramach programu lekowego, który daje lekarzowi możliwość dopasowania dawek leków do potrzeb danego pacjenta. – dodała prof. Krajewska.

– W Polsce widoczny jest pewien paradoks, w porównaniu do innych krajów europejskich, mniej pacjentów z zaawansowaną niewydolnością nerek ma zdiagnozowaną niedokrwistość. Tłumaczę, to tak, że pacjenci mają wykonywaną morfologię, rozpoznawaną i leczoną niedokrwistość, ale nie mają zdiagnozowanej i leczonej PChN czyli choroby podstawowej. – dodał prof. Gellert.
 
Dieta niskobiałkowa i ograniczenie fosforanów
 
W zachowaniu dobrej jakości życia pacjenta z PChN kluczową rolę odgrywa dieta niskobiałkowa, z ograniczeniem lub wyeliminowaniem spożycia mięsa i unikaniem żywności przetworzonej, która zawiera bardzo duże ilości fosforanów. W przypadku osób dializowanych stosuje się także leki wspomagające, obniżające zawartość fosforanów w jelitach, niestety część z nich jest jeszcze nierefundowana. Dieta niskobiałkowa to absolutna podstawa, zwłaszcza przy niewydolności nerek, ponieważ białko zakwasza organizm i dostarcza duże ilości fosforanów.

– Proszę zwrócić uwagę, że krzywa zachorowalności na choroby nerek, zwłaszcza zaawansowane i dializoterapii oraz krzywa spożycia fosforanów bardzo się pokrywają od lat 50. To samo w przypadku krzywej otyłości. – dodał prof. Gellert.

Nefroprotekcja
Przez wiele lat pokutowało przekuwanie, że niewiele dla pacjentów z przewlekłą chorą nerek można zrobić, tymczasem mamy obecnie nowe, skuteczne leki i cały czas dochodzą nowe. Standardem postępowania jest nefroprotekcja mająca na celu zwolnienie progresji przewlekłej choroby nerek i odroczenie w czasie terapii nerkozastępczej. Leczy się całościowo, objawy i powikłania, takie jak niedokrwistość, schorzenia sercowo-naczyniowe całościowo. To wymaga współpracy wielu specjalistów. Wsparciem są nowe terapie o działaniu nefroprotekcyjnym jak np. flozyny, a na horyzoncie są kolejne leki, które w cukrzycowej chorobie nerek będą miały potencjał nefroprotekcyjcyjny. Problem polega na tym, żeby tę chorobę wykryć na takim etapie, żeby to leczenie pomogło.
 
– Dobre jakościowo życie z przewlekłą chorobą nerek jest możliwe dzięki postępom medycyny. Natomiast bardzo wiele zależy od nas samych, pacjentów. Zdrowy styl życia, choć to oklepane, to podstawa.Jestem tego przykładem – dodał prof. Michalski.
 
Pełna relacja z debaty „Przewlekła choroba nerek – jak zapobiegać i leczyć”

Zobacz także:
Raport „Razem dla Nerek” – Współpraca nefrologów, dietetyków i pacjentów w zakresie profilaktyki i leczenia przewlekłej choroby nerek (PChN)

 
 
źródło: Fundacja  TO SIĘ LECZY, redakcja Medicalpress
Co zabija Polaków i jak skutecznie eliminować negatywne czynniki wpływające na nasze zdrowie? „Kluczowe ryzyka zdrowotne w Polsce, stan na styczeń 2024” to dokument programowy Stowarzyszenia Instytut Człowieka Świadomego, który jest odpowiedzią na wyzwania zawarte w Krajowym Planie Transformacji w Zdrowiu na lata 2022 – 2026 opracowane przez Ministerstwo Zdrowia i zatwierdzone przez Komisję Europejską. Najważniejsze z nich to potrzeba aktywnych działań prewencyjnych w zakresie zdrowia publicznego.
Stowarzyszenie Instytut Człowieka Świadomego działa od 2017 r. Głównym celem organizacji jest prowadzenie lub inicjowanie kampanii, które zwracają uwagę na najistotniejsze problemy zdrowotne dotykające nasze społeczeństwo. Dzięki Instytutowi powstały akcje, które zwracają uwagę na takie problemy, jak: otyłości („W Nowym Kształcie”), niewydolność serca („Serce dla Kardiologii”) czy choroby układu sercowo-naczyniowego kobiet („Moda na serce”). Dotychczasowe działania Instytutu Człowieka Świadomego zostały wsparte o aktualne potrzeby zdrowotne, które wskazuje dokument programowy „Kluczowe ryzyka zdrowotne w Polsce, stan na styczeń 2024”. Wnioski opracowania są zbieżne z tymi, opracowanymi przez Ministerstwo Zdrowia w strategicznym dokumencie systemowym – Krajowy Plan Transformacji na lata 2022-2026 i rzucają światło na pilną potrzebę profilaktyki w zakresie zdrowia publicznego.

„Krajowy Plan Transformacji, opracowany na bazie rekomendacji Komisji Europejskiej, stanowi drogowskaz dla decydentów przy tworzeniu i aktualizowaniu polityk zdrowotnych, określając priorytetowe kierunki rozwoju dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Koncentruje się na najważniejszych czynnikach ryzyka utraty zdrowia, które odgrywają kluczową rolę w monitorowaniu stanu zdrowia populacji i skutecznego zapobiegania chorobom cywilizacyjnym, zwłaszcza w kontekście procesu starzenia się społeczeństwa. Profilaktyka, w tym edukacja zdrowotna i szeroko zakrojone działania z zakresu zdrowia publicznego, są najefektywniejszym sposobem na poprawę jakości życia obywateli i kształtowanie dobrostanu społecznego. Od lat mówi się o konieczności zmiany paradygmatu opieki zdrowotnej z modelu opartego na medycynie naprawczej na model prewencyjny, oparty o kształtowanie prozdrowotnych nawyków i wczesną profilaktykę. Najwyższy czas, aby przejść do konkretów” – podkreśla dr Jerzy Gryglewicz, lider projektu MBA w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, ekspert Center of Value Based Healthcare.

Jak ważne jest wdrożenie odpowiednich działań prewencyjnych w społeczeństwie świadczy chociażby raport „Health at a Glance 2023” dla krajów członkowskich OECD. Wynika z niego, że Polaków charakteryzują gorsze wskaźniki dotyczące oczekiwanej długości życia w stosunku do średniej dla krajów OECD oraz wyższa śmiertelność możliwa do uniknięcia. Z kolei Krajowy Plan Transformacji na lata 2022-2026 wskakuje, że najistotniejsze czynniki ryzyka utraty lat życia w zdrowiu w Polsce to tytoń, wysokie ciśnienie krwi oraz wysokie BMI (otyłość), ale także ryzyka żywieniowe, wysokie stężenie glukozy we krwi (cukrzyca), alkohol, wysoki poziom cholesterolu LDL, zanieczyszczenie powietrza, zaburzenia czynności nerek i osteoporoza.

Wystarczy spojrzeć na niektóre dane przedstawione w raporcie. W Polsce do codziennego palenia w 2022 r. przyznało się aż 28,8% dorosłych Polaków (30,8% mężczyzn i 27,1% kobiet). Na otyłość, która potencjalnie ma wpływ na wystąpienie ponad 200 powikłań, choruje obecnie ok. 21% Polaków, a 38% ma nadwagę. Spożywanie alkoholu jest przyczyną 12% (u mężczyzn) i 2% (u kobiet) przedwczesnych zgonów oraz niesprawności. Według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (na podstawie GUS) w 2019 roku przeciętny mieszkaniec Polski wypił 9,78 litrów czystego alkoholu. Hipercholesterolemia w Polsce szacowana jest na 60-80% osób w populacji powyżej 18 r.ż. i jest ona odpowiedzialna za takie schorzenia jak: choroba niedokrwienna serca, udar mózgu i choroba tętnic obwodowych.

Dokument Programowy Instytutu Człowieka Świadomego wskazuje nie tylko najważniejsze zagrożenia i problemy zdrowotne Polaków, aktualną organizację leczenia, ale także daje rekomendacje działań w walce z tymi niebezpieczeństwami. Istotne jest także to, że większość wymienionych schorzeń należy do tzw. chorób cywilizacyjnych. Na ich występowanie wpływa więc przede wszystkim styl życia, który obecnie charakteryzuje m.in. palnie tytoniu, niewłaściwa dieta, niewielka aktywność fizyczna czy nadmierne spożywanie alkoholu. Stąd profilaktyka, obejmująca zarówno przemyślaną ofertę systemu opieki zdrowotnej oraz promocję nowego podejścia do stylu życia, wydaje się być najskuteczniejszym i najtańszym sposobem na walkę z największymi zagrożeniami zdrowotnymi społeczeństwa.

„Wykształcenie zdrowych nawyków to zadanie nie tylko dla medycyny – znaczącą rolę powinien odgrywać m.in. system edukacji, aktywizacja ruchowa dzieci i młodzieży, wsparcie pracowników firm i instytucji w aktywnym spędzaniu wolnego czasu, skuteczne programy walki z nałogami, wreszcie mądre rozwiązania legislacyjne wspierające zachowania prozdrowotne – zauważa na łamach dokumentu programowego dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego. – Takie podejście to nie tylko korzyść dla poszczególnych osób, to także wymierna korzyść w skali całego kraju, gospodarki, poczucia szczęścia społecznego i korzystania z dobrodziejstw współczesnego świata”.

Instytut Człowieka Świadomego bazując na pogłębionej analizie dokumentów strategicznych państwa, takich jak Krajowy Plan Transformacji na lata 2022-2026, oraz aktualnych danych epidemiologicznych i klinicznych, wskazuje kierunki działań zmierzających do poprawy stanu zdrowia Polaków. Ich celem powinno być zmniejszenie wpływu czynników ryzyka na zdrowie i zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat znaczenia profilaktyki zdrowotnej.

Link do raportu:

https://instytutczlowiekaswiadomego.pl/reports/Dokument_programowy_Kluczowe_ryzyka_zdrowotne_w_Polsce_-_stan_na_styczen_2024r.pdf

źródło: ICS