Medicalpress

Polacy po 65.roku życia spędzają mniej lat w dobrym zdrowiu niż przeciętny mieszkaniec UE – oceniają eksperci think tanku Medyczna Racja Stanu. Aby poprawić te wskaźniki, konieczne są kompleksowe zmiany w organizacji systemu ochrony zdrowia i skuteczniejsze leczenie chorób przewlekłych.

 
Z danych GUS, cytowanych w informacji prasowej przesłanej PAP, wynika, że niemal nieprzerwanie od 2012 r. utrzymuje się spadek liczby ludności Polski. W końcu 2025 r. wynosiła ona 37332 tys., tj. obniżyła się o ok. 157 tys. w stosunku do stanu sprzed roku.

Na debacie Medycznej Racji Stanu pod koniec kwietnia wiceprezes GUS ds. statystyki społecznej Hanna Strzelecka podkreśliła, że polskie społeczeństwo systematycznie się starzeje. – Ale dopiero w 2014 r. trendy zmieniły się o tyle, że mamy więcej ludności w wieku 65 lat i starszej niż dzieci wieku 0-14 lat – zaznaczyła.

Zwróciła uwagę, że obecnie mamy w kraju 8 mln osób w wieku 65 lat i więcej, natomiast w roku 2050 będzie to 10 mln, czyli co trzecia osoba. Osób w wieku 80 lat i starszych jest w Polsce obecnie 1,6 mln, a w 2050 r. będzie ich dwa razy więcej.

– Musimy się do tego przygotować, nie tylko z punktu widzenia opieki zdrowotnej, ale też opieki długoterminowej – zaznaczyła Strzelecka. Według niej, nawet gdyby obecnie znacząco wzrosła w kraju dzietność, nie uda nam się szybko odwrócić tych trendów. – Dlatego musimy wprowadzić w życie „srebrną” gospodarkę – oceniła. Jej zdaniem jest to niezbędne, by utrzymać rozwój gospodarczy.

Prof. Elżbieta Gołata, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN, zwróciła uwagę na to, że w ostatnich 35 latach oczekiwana długość życia w Polsce wzrosła o 10 lat. Mimo to nadal jesteśmy w końcówce krajów Europejskich – w krajach takich jak Włochy, Szwecja czy Szwajcaria ludzie żyją średnio 7 lat dłużej, zaznaczyła specjalistka.

W jej ocenie jest też wiele do zrobienia, jeśli chodzi o oczekiwaną długość życia w zdrowiu. Z ostatniego raportu Komisji Europejskiej pt. „State of Health in the EU. Polska. Profil systemu ochrony zdrowia 2025” wynika, że średnia długość życia w zdrowiu w Polsce była niższa od średniej Unii Europejskiej. W wieku 65 lat kobiety w Polsce mogą oczekiwać 8,6 roku zdrowego życia, a mężczyźni 7,8 roku, w porównaniu ze średnią wynoszącą odpowiednio 9,2 roku i 8,9 roku w całej UE.

W raporcie wskazano, że – zgodnie z trendami obserwowanymi w całej Europie – głównymi przyczynami zgonów oraz złego stanu zdrowia Polaków są choroby układu krążenia i nowotwory.

– Mamy coraz więcej schorzeń o charakterze przewlekłym, związanych z wiekiem – powiedział pełnomocnik prezesa NFZ, Michał Dzięgielewski. Zwrócił też uwagę, że grupa osób w wieku 60 lat i więcej stanowi największe obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. – Aż 50 proc. wydatków w leczeniu szpitalnym jest związane z grupą wiekową 60+, a leczenie szpitalne stanowi z kolei 50 proc. wszystkich wydatków na zdrowie – wyjaśnił.

Eksperci podkreślali, że ze względu na starzenie się społeczeństwa konieczna jest kompleksowa reforma, jeśli chodzi o leczenie chorób przewlekłych, które generują wiele kosztownych powikłań. Przykładem jest choroba otyłościowa.

Prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, przypomniał, że epidemia otyłości i związane z nią ok. 200 powikłań, w tym choroby sercowo-naczyniowe, stanowią „zagrożenie dla całego społeczeństwa”.

– My obecnie w Polsce koncentrujemy się na leczeniu powikłań otyłości, a nie na jej leczeniu przyczynowym. A obecnie mamy takie możliwości. Jeszcze się kilka lat temu nie spodziewaliśmy, że do chirurgii bariatrycznej dołączy możliwość leczenia farmakologicznego – powiedział specjalista. W jego ocenie jest to największy przełom w medycynie, jaki dokonał się w ostatnich latach.

Tymczasem w naszym kraju wciąż odwlekane są decyzje o systemowym podejściu do leczenia chorych na otyłość, w tym o refundacji farmakoterapii. – Musimy jak najszybciej zaopiekować się tą grupą chorych, ażeby przeciwdziałać rozwojowi powikłań otyłości. Przyniesie to ogromne oszczędności dla całego systemu opieki zdrowotnej, ale i dla nas wszystkich jako społeczeństwa – ocenił.

Innym przykładem przewlekłej choroby generującej ogromne koszty społeczne jest nadciśnienie tętnicze.

Prof. Jacek Wolf z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego przypomniał, że może ono dotyczyć nawet 38 proc. dorosłych Polaków i jest głównym czynnikiem skracającym życie i powodującym niepełnosprawność, gdyż przyczynia się do zawałów serca i udarów mózgu.

W ocenie kardiologa największym problemem w leczeniu nadciśnienia jest brak współpracy pacjentów z lekarzem i nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich. Zgodnie z szacunkami jedynie 22,4 proc. pacjentów z nadciśnieniem jest leczonych właściwie. Ten niski wskaźnik kontroli przyczynia się do zwiększonego ryzyka udarów, zawałów serca i przedwczesnych zgonów.

Aby poprawić te wyniki, Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego we współpracy Polskim Towarzystwem Medycyny Rodzinnej, Polskim Towarzystwem Diabetologicznym oraz Polskim Towarzystwem Kardiologicznym zainicjowało na początku br. program Misja 50/30. Jego celem jest to, aby do 2030 r. 50 proc. pacjentów z nadciśnieniem uzyskało prawidłowe wskaźniki ciśnienia tętniczego – tzw. normotensję. Lekarze, którzy decydują się przyłączyć do programu, są zobowiązani edukować pacjentów z nadciśnieniem tętniczym na temat korzyści płynących z prawidłowej terapii tego schorzenia.

Prof. Wolf podkreślił, że obecnie dysponujemy bardzo dobrymi lekami na nadciśnienie, które mogą poprawić przestrzeganie zaleceń lekarskich (tzw. adherencję). Są to leki złożone (w skrócie SPC). – Te leki to fundament leczenia nadciśnienia tętniczego. Dane z Niemiec wskazują, że znacznie poprawiają one poziom współpracy pacjenta z lekarzem i dają bardzo dobre efekty zdrowotne, np. chorzy rzadziej wymagają hospitalizacji z powodu powikłań – powiedział specjalista.

Prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Stowarzyszenia Hematologia Nowej Generacji oraz Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego, zwrócił uwagę na to, że coraz lepsze leczenie nowotworów układu krwiotwórczego sprawia, iż pacjenci mogą żyć z nimi przez wiele lat, jak z chorobą przewlekłą. – Ze względu na coraz bardziej starzejące się społeczeństwo, ale też coraz lepszą diagnostykę, liczba chorych na nowotwory hematologiczne będzie rosła. Jednocześnie, dzięki coraz lepszemu leczeniu, pacjenci ci coraz dłużej żyją – powiedział specjalista.

Przykładem jest szpiczak plazmocytowy, gdzie mediana przeżycia kiedyś wynosiła 3 lata, a obecnie pacjenci po przeszczepieniu autologicznym szpiku na jednym schemacie leczenia mają medianę przeżycia 17 lat. Dlatego tak istotne jest finansowanie skutecznych terapii dla tych chorych już od najwcześniejszych linii terapii, w tym najnowszych opcji, jak CAR-T czy innowacyjne leki łączące przeciwciało z immunotoksyną, ocenił prof. Giannopoulos.

Eksperci Medycznej Racji stanu podsumowali, że jednym z czynników, który może pomóc złagodzić negatywne konsekwencje starzenia się społeczeństwa, jest wydłużenie średniej życia w zdrowiu. To z kolei może przełożyć się na wydłużenie aktywności zawodowej osób starszych. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Rak piersi pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem złośliwym wśród kobiet w Polsce. Co roku tysiące pacjentek słyszy tę diagnozę i choć w wielu przypadkach leczenie przynosi dobre efekty, to właśnie moment wykrycia choroby wciąż ma decydujące znaczenie.
W Europejskim Dniu Walki z Rakiem Piersi, przypadającym 15 października – o profilaktyce raka piersi, współczesnej diagnostyce, znaczeniu wsparcia psychicznego oraz o tym, jak skutecznie zadbać o swoje zdrowie, mówi lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Szpitalu im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Im wcześniej wykryty rak piersi, tym większe szanse na skuteczną terapię

Podstawą skutecznej walki z rakiem piersi pozostaje profilaktyka wtórna – czyli działania pozwalające na wczesne wykrycie zmian nowotworowych.

– Wczesne wykrycie zmian pozwala na szybką i skuteczną interwencję medyczną, co przekłada się na zdecydowanie lepsze rokowania dla pacjentek – podkreśla lek. Paweł Gruszecki. – To dlatego tak ważne są regularne badania obrazowe – USG, mammografia – i uważność na wszelkie sygnały płynące z własnego ciała.
W Polsce, kobiety w wieku 45–74 lat mogą wykonywać mammografię w ramach programów przesiewowych NFZ co dwa lata. U młodszych pacjentek rekomenduje się badanie USG piersi – szczególnie jeśli występują czynniki ryzyka lub niepokojące objawy.

Samobadanie piersi, choć proste i niewymagające sprzętu, wciąż bywa niedoceniane.

– Zalecamy, by każda kobieta od około 20. roku życia wykonywała samobadanie piersi raz w miesiącu, najlepiej krótko po miesiączce. To pozwala nie tylko szybciej zauważyć nowe zmiany, ale i lepiej poznać własne ciało – zaznacza lekarz Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Przełamujmy strach przed badaniami. Badania piersi powinny być traktowane tak samo naturalnie, jak kontrola wzroku czy ciśnienia.

Choć świadomość na temat raka piersi stale rośnie, lęk przed badaniami profilaktycznymi wciąż powstrzymuje niektóre kobiety.

– Lęk przed usłyszeniem złych wiadomości, obawa przed bólem podczas badania, a czasem także zwyczajny wstyd przed odsłonięciem ciała sprawiają, że kobiety odkładają profilaktykę na później. Niestety, często na zbyt późno. Badania piersi powinny być traktowane tak samo naturalnie, jak kontrola wzroku czy ciśnienia. To wyraz odpowiedzialności, nie powód do skrępowania – podkreśla ordynator.

Ogromną rolę odgrywa tu także środowisko medyczne – lekarze pierwszego kontaktu, ginekolodzy i położne, których zachęta i spokojna rozmowa potrafią wiele zdziałać.

Styl życia też ma znaczenie

Choć genetyka ma istotny wpływ na ryzyko zachorowania (mutacje BRCA1 i BRCA2 odpowiadają za 5–10% przypadków), większość zachorowań wynika z czynników środowiskowych i stylu życia. A to oznacza, że wiele można zrobić, by zmniejszyć ryzyko.

– W profilaktyce raka piersi nie chodzi tylko o badania – ogromne znaczenie mają codzienne wybory – mówi ordynator. – Aktywność fizyczna przez minimum 150 minut tygodniowo, prawidłowa masa ciała, rezygnacja z palenia tytoniu, picia alkoholu – to czynniki, które realnie wpływają na obniżenie ryzyka nowotworu.

Równie ważne jest podejmowanie decyzji dotyczących terapii hormonalnej z pełną świadomością ryzyka.

– Długotrwała hormonalna terapia zastępcza może zwiększać ryzyko zachorowania, dlatego powinna być stosowana wyłącznie pod kontrolą lekarza – dodaje ordynator.

Współczesna diagnostyka – znaczenie metody ICG

W diagnostyce raka piersi coraz częściej stosuje się innowacyjne metody, które poprawiają dokładność i bezpieczeństwo leczenia. Jedną z nich jest metoda ICG, czyli wykorzystanie barwnika indocyjaniny zielonej.

– ICG pozwala na precyzyjne oznaczenie tzw. węzłów wartowniczych, co umożliwia dokładne określenie stopnia zaawansowania choroby bez konieczności radykalnego usuwania dużej liczby węzłów chłonnych – wyjaśnia lek. Paweł Gruszecki.
– Dzięki temu pacjentki są mniej narażone na powikłania, takie jak obrzęk limfatyczny, a jednocześnie lekarze uzyskują cenne informacje, które pomagają dostosować dalsze leczenie. To przykład, jak współczesna medycyna poprawia komfort i skuteczność terapii, dając pacjentkom większą szansę na powrót do zdrowia – dodaje ordynator.

Emocje i wsparcie – niezbędne w procesie leczenia

– Choroba nowotworowa dotyka całej osoby – nie tylko jej organizmu, ale też psychiki, relacji, życia codziennego. Dlatego tak ważne jest wsparcie psychologiczne, zarówno dla pacjentek, jak i ich bliskich – podkreśla lekarz.

Badania opublikowane na łamach Psycho-Oncology Journal pokazują, że opieka psychologiczna nie tylko poprawia jakość życia, ale może także wpływać na lepsze wyniki leczenia. Grupy wsparcia, edukacja, kontakt ze specjalistą – to narzędzia, które pomagają pacjentkom odzyskać poczucie wpływu i siły.

– Nie każda zmiana w piersi to rak, ale każdą warto skonsultować z lekarzem – apeluje lek. Paweł Gruszecki. – Lepiej przyjść na badanie bez potrzeby niż przeoczyć coś, co można było wyleczyć na czas. Świadomość to początek – działanie to klucz.

Październik – symbolicznie nazywany „różowym” – to czas, który przypomina, że troska o zdrowie nie powinna być jedynie hasłem kampanii, ale świadomym wyborem i codzienną odpowiedzialnością.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Jeszcze kilkanaście lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści i fototerapii. Dziś mówimy już o prawdziwej rewolucji – od klasycznych leków miejscowych, przez nowoczesne terapie biologiczne, aż po najnowsze doustne inhibitory TYK2. Europejska Agencja Leków (EMA) co roku dopuszcza kolejne preparaty, a celem leczenia – zgodnie z międzynarodowymi wytycznymi – jest osiągnięcie skóry niemal wolnej od zmian.
 
Łuszczyca nie jest już chorobą, z którą trzeba się pogodzić – dziś medycyna daje realną szansę na niemal całkowicie czystą skórę. Od maści i fototerapii, przez klasyczne leki doustne, aż po nowoczesne terapie biologiczne i najnowsze inhibitory TYK2 – wachlarz opcji terapeutycznych stale się poszerza. Decyzje Europejskiej Agencji Leków (EMA) i międzynarodowe wytyczne wyznaczają nowy cel: skuteczna kontrola choroby i lepsza jakość życia pacjentów.

Topiki – pierwszy krok w terapii

Podstawą leczenia łuszczycy o łagodnym nasileniu są leki miejscowe. To m.in. glikokortykosteroidy w kremach czy maściach oraz pochodne witaminy D3. Mają działanie przeciwzapalne i hamują nadmierne namnażanie komórek skóry. Coraz częściej stosuje się też terapie skojarzone, np. preparaty łączące steroid i kalcypotriol, co poprawia skuteczność i ogranicza działania niepożądane.

Fototerapia – światło jako lek

U pacjentów, u których topiki nie wystarczają, z pomocą przychodzi fototerapia. Najczęściej stosuje się promieniowanie wąskopasmowe UVB (NB-UVB). Badania potwierdzają, że nowoczesne domowe urządzenia są równie skuteczne jak leczenie w gabinecie – przy zachowaniu odpowiedniego nadzoru lekarskiego. To ważna alternatywa dla osób, które mają utrudniony dostęp do specjalistycznych ośrodków.

Leki doustne – klasyczne i nowoczesne

Kolejnym etapem są leki systemowe doustne.

Terapie biologiczne – precyzyjne uderzenie w zapalenie

Przełom w leczeniu łuszczycy przyniosły leki biologiczne, czyli przeciwciała monoklonalne działające wybiórczo na określone mediatory stanu zapalnego.

Dzięki tym lekom pacjenci coraz częściej osiągają PASI 90–100, czyli niemal całkowitą czystość skóry – coś, co jeszcze dekadę temu było nieosiągalne.

TYK2 – nowa era leków doustnych

Najświeższą nowością, zatwierdzoną przez European Medicines Agency (EMA) w marcu 2023 r., jest deukrawacytynib – pierwszy przedstawiciel inhibitorów TYK2 (Tyrosine Kinase 2). To lek doustny, który łączy zalety tabletek z mechanizmem działania zbliżonym do biologów.

TYK2 jest enzymem biorącym udział w przekazywaniu sygnałów zapalnych zależnych od IL-12, IL-23 i interferonów. Hamując go, deukrawacytynib skutecznie ogranicza proces zapalny w łuszczycy.

Dla kogo?

Badania kliniczne pokazały, że deukrawacytynib daje znacznie lepsze efekty niż apremilast, a profil bezpieczeństwa jest korzystny. To sprawia, że inhibitor TYK2 może stać się ważnym ogniwem pomiędzy klasycznymi lekami doustnymi a terapiami biologicznymi.

Cel leczenia 2025: Treat-to-Target

Wytyczne europejskie i międzynarodowe jasno wskazują: celem leczenia jest uzyskanie skóry czystej lub prawie czystej (≤1% powierzchni ciała zajętej zmianami) w ciągu pierwszych 3 miesięcy. Jeśli ten efekt nie jest osiągnięty, należy zmienić terapię. To podejście, określane jako Treat-to-Target, daje pacjentowi realną szansę na życie bez wstydu i bólu.

Leczenie łuszczycy w 2025 roku to paleta możliwości – od prostych maści, przez światło UVB, po nowoczesne biologiczne przeciwciała i innowacyjne inhibitory TYK2. Decyzje EMA sprawiają, że wachlarz opcji w Europie stale się poszerza. Dziś pacjent i lekarz mogą wspólnie wybrać terapię szytą na miarę – a perspektywa życia z czystą skórą staje się realna jak nigdy dotąd.

 
Jeszcze kilka lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści, sterydów i cierpliwego przeczekiwania zaostrzeń. Dziś coraz więcej mówi się o przełomie – nowoczesne terapie biologiczne pozwalają nie tylko złagodzić objawy, ale też skutecznie zahamować rozwój choroby, poprawić jakość życia i uniknąć groźnych powikłań. Problem? Nie każdy pacjent ma do nich dostęp.

Łuszczyca to nie tylko problem skóry – to przewlekła choroba zapalna, która może prowadzić do poważnych powikłań: chorób serca, cukrzycy, otyłości czy łuszczycowego zapalenia stawów. Jak podkreślają eksperci, odpowiednio dobrana terapia biologiczna może te ryzyka znacząco ograniczyć. Łuszczyca coraz rzadziej oznacza tylko silne sterydy i ryzyko skutków ubocznych. Dziś to przede wszystkim nowoczesne leki biologiczne i tabletki, które oferują nie tylko skuteczność, ale też poprawę jakości życia i łatwość stosowania.

– Leczenie biologiczne poprawia jakość życia pacjenta, hamuje rozwój powikłań i chorób współistniejących – mówił prof. Witold Owczarek, krajowy konsultant ds. dermatologii i wenerologii, podczas majowej debaty zorganizowanej przez Fundację AMICUS w Centrum Prasowym PAP.

Coraz więcej pacjentów w Polsce korzysta z biologików. Co ważne, są to leki bardzo skuteczne i bezpieczne, które pozwalają utrzymać remisję nawet przez wiele lat. Niektóre z nich można przyjmować raz na kilka tygodni w formie wygodnego zastrzyku podskórnego, a na horyzoncie pojawiły się nawet pierwsze doustne tabletki. To ogromna zmiana w komforcie leczenia.

System nie nadąża za potrzebami

Niestety, mimo rozwoju medycyny dostęp do nowoczesnych terapii wciąż bywa ograniczony. – Ośrodków leczących łuszczycę mamy oficjalnie czterdzieści, ale realnie ciężar spoczywa na dziesięciu – wskazywała prof. Irena Walecka, konsultant wojewódzki ds. dermatologii na Mazowszu. – Czasem więcej czasu spędzamy z dokumentami niż z pacjentem – dodała, zwracając uwagę na biurokrację, która obciąża personel i spowalnia leczenie.

Kolejną przeszkodą są opóźnienia w finansowaniu. – Szpital czeka nawet osiem miesięcy na zapłatę za leki. To zamraża pieniądze, zagraża płynności finansowej, a czasem kończy się wizytą komornika – alarmowała prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa ds. reumatologii.

Efekt? Coraz więcej pacjentów, mimo kwalifikacji do programu lekowego, słyszy w ośrodkach: „Brak środków. Proszę czekać”. Fundacja AMICUS potwierdza, że takie sygnały otrzymuje niemal codziennie.

Łuszczyca to także zdrowie psychiczne

To, co dzieje się z ciałem, wpływa też na psychikę. Według danych Fundacji AMICUS nawet 50 proc. pacjentów z łuszczycą i ŁZS zmaga się z objawami depresji. – Nie pamiętam, kiedy przespałam całą noc – mówiła Olga Pluta, pacjentka zmagająca się ze spondyloartropatią. – Z osoby aktywnej stałam się osobą, która walczy o każdy dzień bez bólu.

Leczenie biologiczne często przynosi nie tylko poprawę objawów skórnych czy stawowych, ale również lepsze samopoczucie, zmniejszenie depresji i większą aktywność zawodową. Według raportu AMICUS co dziesiąta osoba z łuszczycą straciła pracę z powodu choroby – skuteczne leczenie jest więc także inwestycją w gospodarkę.

Przyszłość leczenia – personalizacja i wygoda

Nowoczesne podejście do łuszczycy to nie tylko nowe leki, ale też zmiana myślenia. Coraz większą rolę odgrywa personalizacja leczenia – dopasowanie terapii do stylu życia pacjenta. Na przykład tabletki zamiast zastrzyków, dłuższe okresy między dawkami, a w przyszłości także leczenie wspierane przez sztuczną inteligencję, która pomoże przewidzieć, co u danego pacjenta zadziała najlepiej. Nowe leki nie tylko działają szybciej, ale też utrzymują efekty na dłużej. Niektóre z nich dają poprawę nawet na 10 lat. A to oznacza mniej nawrotów, mniej hospitalizacji, więcej normalnego życia.

Potrzebna zmiana systemowa

Eksperci są zgodni – aby więcej pacjentów mogło skorzystać z tych możliwości, potrzebne są zmiany w organizacji i finansowaniu leczenia. – Wydatki powinny być przemyślane, ale też racjonalne. Chodzi o to, by przy ograniczonych środkach pomóc jak największej liczbie osób.

– Bez terminowych płatności ze strony NFZ nawet najlepsze wsparcie Fundacji nie wystarczy – mówi Dagmara Samselska, prezeska AMICUS. Fundacja od lat działa na rzecz pacjentów, prowadząc edukację, infolinię, webinary i pomagając odnaleźć się w skomplikowanym systemie.

Przyszłość: genetyka i komórki odpornościowe

Na badawczych horyzontach jest terapia ukierunkowana na przywrócenie równowagi układu odpornościowego. Naukowcy z MedUni Vienna odkryli, że enzym SSAT upośledza komórki regulatoryjne (Treg), doprowadzając do nadmiernego zapalenia. Jeśli kontrola tego mechanizmu zostanie przełożona na terapię — może to otworzyć zupełnie nową ścieżkę leczenia łuszczycy

Co to oznacza dla pacjenta?

Nowoczesne leczenie łuszczycy to ogromny krok naprzód – większa skuteczność, mniejsze objawy, lepsza jakość życia i mniej powikłań. Ale żeby ten postęp był realny dla wszystkich, potrzebne są zmiany systemowe: mniej biurokracji, szybsze finansowanie, więcej ośrodków. Bo każda osoba z łuszczycą zasługuje na leczenie, które naprawdę działa – i daje nadzieję na normalne życie.

Źródło: PAP MediaRoom

Kryzys klimatyczny, pandemia COVID-19 oraz atak Rosji na Ukrainę – to trzy wielowymiarowe kryzysy, które najmocniej wpływały na świat w latach 2020-2023. W ich wyniku sytuacja ludzkości przestała się polepszać: po raz pierwszy od dekad wzrosła liczba osób cierpiących głód, ubóstwo oraz potrzebujących pomocy humanitarnej.
Od początku XXI wieku liczby mówiły nam jednoznacznie: ludziom na Ziemi żyje się coraz lepiej. Od 2001 do 2019 roku procent osób, żyjących w skrajnym ubóstwie, zmniejszył się na naszej planecie ponad 3-krotnie (z 26,9% w 2001 do 8,5% w 2019[1]) – oznaczało to, że pomimo zwiększonej globalnej populacji, ze skrajnego ubóstwa wyszło w tym okresie ponad miliard osób. Wiązało się to również z mniejszym odsetkiem osób cierpiących głód: o ile w 2001 roku było to 13% ludzi na świecie[2], to już w 2019 wskaźnik ten wynosił już tylko 8% (a rekordowo niski był w 2017 – 7,6%).

– Wszystko zmieniła pandemia w 2020 roku, która w największym stopniu dotknęła przecież tych najsłabszych i najuboższych, skutecznie paraliżując również mniej rozwinięte kraje – komentuje Jakub Belina-Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej – Większość osób którym pomagamy nie jest zatrudniona w sektorach, które mogły przejść na tryb pracy zdalnej. Przykładowo w Jordanii zatrudnienie wśród uchodźców syryjskich spadło od 2020 roku aż o jedną czwartą, a w związku z kryzysem ekonomicznym nadal nie może wrócić do dawnego poziomu.

Pandemia była jednak tylko początkiem kryzysowego domina. Gdy świat zaczął wydobywać się ze spowodowanego nią zdrowotnego i ekonomicznego kryzysu, w lutym 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę. To koszmar, który wpłynął nie tylko na naszych wschodnich sąsiadów: zaburzony został światowy łańcuch dostaw zboża, skokowo wzrastała inflacja. To również najmocniej uderzało w najsłabszych: po raz pierwszy od początku wieku wzrosła liczba ludzi w skrajnym ubóstwie[3], znaczący był również skok wśród osób cierpiących przez głód[4].

– Najmocniej ten tragiczny trend widać w raportach Organizacji Narodów Zjednoczonych. W 2019 grupę osób potrzebujących pomocy humanitarnej szacowało się na 131 milionów. Na początku 2023 roku mówiliśmy już niemal o 3-krotnie większej liczbie ludzi. Głównymi „winnymi” tej sytuacji są pandemia oraz wojny: w Ukrainie i Etiopii – dodaje Jakub Belina-Brzozowski.

Jak zauważa w swoich książkach reporter Martín Caparrós, oprócz wojen, katastrof naturalnych i pandemii, za głód i skrajne ubóstwo odpowiada przede wszystkim nierówny podział dóbr i system żywnościowy na naszej planecie. Na świecie mamy dość jedzenia i pól uprawnych, by wyżywić całą ludzkość. Dopóki nie zmienimy sposobu, w jaki myślimy o innych ludziach i naszej planecie, wciąż potrzebna będzie jednak pomoc organizacji takich, jak Polska Misja Medyczna.

Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej:
 
[1] April 2022 global poverty update from the World Bank
[2] WFP Head releases World Hunger Map and warns of hunger „hot spots” in 2001 – Afghanistan | ReliefWeb
[3] Global poverty in the 2020s is on a new, worse course (worldbank.org)
[4] UN Report: Global hunger numbers rose to as many as 828 million in 2021 (fao.org)
źródło: PMM