Medicalpress
Zapraszamy do udziału w XIII Konferencji i Warsztatach Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które odbędą się w dniach 27 – 28 marca 2025 r. we Wrocławiu. Jak co roku Wrocław na dwa dni stanie się destynacją dla osób pracujących na oddziałach intensywnej terapii kardiologicznej – lekarzy, pielęgniarek, ratowników oraz techników medycznych, psychologów i fizjoterapeutów. Nie zabraknie również miejsca dla studentów, którzy wiążą swoją przyszłość z pracą na OITK.
Szanowni Państwo,

serdecznie zapraszamy do udziału w XIII Konferencji i Warsztatach Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które odbędą się w dniach 27 – 28 marca 2025 r. w Wrocławiu. Jak co roku Wrocław na dwa dni stanie się destynacją dla osób pracujących na oddziałach intensywnej terapii kardiologicznej – lekarzy, pielęgniarek, ratowników oraz techników medycznych, psychologów i fizjoterapeutów. Nie zabraknie również miejsca dla studentów, którzy wiążą swoją przyszłość z pracą na OITK.

Konferencja Asocjacji pozwoli uczestnikom na poszerzenie swoich kompetencji zawodowych, nabycie nowej wiedzy oraz umiejętności. Wydarzenie będzie również okazją do rozmowy  i nawiązania współpracy z czołowymi polskimi specjalistami intensywnej terapii kardiologicznej oraz specjalistami zagranicznymi – członkami Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego – którzy zjadą do Wrocławia celem podzielenia się swoją ogromną wiedzą i bogatym doświadczeniem.
 
Zachęcamy do zapoznania się z pełnym programem Wydarzenia dostępnym na stronie:
https://kardio-intensywna.pl/program/
 
Udział w Wydarzeniu wymaga wcześniejszej rejestracji, której można dokonać poprzez formularz znajdujący się na stronie:
https://kardio-intensywna.pl/registration-fees-pl/
 
Do zobaczenia w Wrocławiu!
Biuro Organizacyjne Konferencji
Zanim w latach czterdziestych XIX wieku lekarze zaczęli stosować eter do znieczulenia, pacjenta kilka osób musiało na siłę utrzymywać na stole operacyjnym, by nie uciekł tuż przed samym zabiegiem. Za najlepszych chirurgów uznawani byli ci, którzy wykonywali zabiegi w ciągu kilku minut. Dzisiejsza anestezjologia to nowoczesne metody znieczulania i monitorowania pacjenta. Intensywna terapia, która „wyrosła” z anestezjologii, potrafi podtrzymywać życie pacjenta, dając szansę na powrót to zdrowia.  
Dziś trudno byłoby sobie wyobrazić jakikolwiek zabieg lub operację bez sedacji lub znieczulania. Współczesna anestezjologia zajmuje się kwalifikacją pacjenta do zabiegów i do operacji, zapewnieniem znieczulenia i bezpieczeństwa pacjenta podczas operacji i w okresie pooperacyjnym. Z anestezjologii wyrosła intensywna terapia, której celem jest podtrzymanie funkcji życiowych i ich monitorowanie u ciężko chorych pacjentów. W Polsce anestezjologia i intensywna terapia to jedna specjalizacja, ale są kraje, np. Hiszpania, Wielka Brytania, w których są to osobne specjalizacje, ponieważ w obydwu potrzeba dużej wiedzy i umiejętności, by jak najlepiej pomagać pacjentom. 

 Bezpieczeństwo podczas znieczulenia 
Anestezjolodzy znieczulają pacjenta do zabiegów, operacji, a także do niektórych procedur diagnostycznych, takich jak kolonoskopia czy gastroskopia; dbają, by znieczulenie było dokładnie takie, jakie jest konieczne podczas zabiegu, a przede wszystkim dbają o bezpieczeństwo pacjenta podczas zabiegów i operacji. 

W zależności od tego, jaki zabieg ma być przeprowadzony, stosuje się różne rodzaje znieczuleń. W przypadku badań diagnostycznych, zwykle stosowana jest sedacja. 

Sedacja ma swoje stopnie: najlżejszym jest sedacja minimalna (przeciwlękowa): pacjent jest uspokojony i zrelaksowany, ale zachowuje świadomość, można nawiązać z nim kontakt. Taki sposób sedacji stosujemy przy bezinwazyjnych lub bardzo mało inwazyjnych procedurach. Gdy musi być przeprowadzona bardziej inwazyjna procedura lub taka, podczas której występują dolegliwości bólowe, np. gastroskopia czy kolonoskopia, to sedacja musi być pogłębiana. Sedację wywołuje się lekami wpływającymi na stan świadomości, ale można dodać do nich lek przeciwbólowy (zwykle stosuje się opioidy); wtedy mamy połączenie działania przeciwbólowego z sedacją – jest to analgosedacja. W przypadku konieczności przeprowadzenia operacji, gdy chcemy, by pacjent był głęboko znieczulony, stosujemy znieczulenie ogólne mówi dr Tomasz Napiórkowski, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy. 

Choć bez znieczulenia nie wyobrażamy sobie dziś już żadnego poważnego zabiegu, wielu pacjentów ma obawy, jeśli chodzi o sedację i znieczulenie. Są to zarówno obawy dotyczące tego, że leki nie zadziałają i ból będzie odczuwalny, jak również (odwrotnie), że będą mieli problem z wybudzeniem się po operacji. Dlatego przed każdym zabiegiem i operacją bardzo ważna jest rozmowa z anestezjologiem, by pacjent rozumiał, na czym polegać będą zastosowane metody znieczulenia i jakie odniosą z nich korzyści. 

Pacjenci zwykle obawiają się czegoś, czego do tej pory nie przeżywali, a przede wszystkim braku kontroli nad tym, co się z nimi dzieje. Często bardziej obawiają się samego znieczulenia niż tego, że operacja się nie powiedzie. Mają też obawy, jeśli proponujemy znieczulenie regionalne, danej części ciała, np. znieczulenie podpajęczynówkowemówi dr Napiórkowski. 

Postępy w farmakoterapii i monitorowaniu pacjenta 
Współczesna anestezjologia, dzięki nowym lekom i monitorowaniu pacjenta, jest bardzo bezpieczna. Potwierdza to dr Napiórkowski: – Mamy coraz lepsze leki, coraz lepsze metody znieczulenia. W momencie znieczulenia ogólnego pacjent, można wręcz powiedzieć: jest najbezpieczniejszy w życiu, gdyż cały czas monitorujemy jego ciśnienie, tętno, saturację. Jeśli w trakcie operacji pacjent jest zaintubowany i wentylowany respiratorem, to ma podawane większe stężenie tlenu niż człowiek, który oddycha powietrzem atmosferycznym. Bardzo ważne jest też, że leki, które stosujemy, są coraz bardziej bezpieczne. Ich istotą jest to, że działają tylko w tym czasie, kiedy chcemy, by działały. 

W ostatnich latach jednym z największych postępów w anestezjologii jest właśnie nowoczesna farmakoterapia. Stosowane są trzy główne grupy leków. Pierwsza to leki wpływające na stan świadomości i powodujące sen; druga to leki przeciwbólowe; trzecia – leki zwiotczające mięśnie, by umożliwić intubację pacjenta i ułatwić operację. Najważniejszym celem jest to, by leki działały tylko tak długo, jak to jest niezbędne. 

Jeden z nowych leków, który wpływa na świadomość pacjenta, a działa bardzo krótko (tylko wtedy, gdy przeprowadzana jest dana procedura) to remimazolam. Jest to lek z grupy leków o działaniu sedatywnym; jego podanie w odpowiedniej dawce powoduje, że pacjent wchodzi w sedację: uspokaja się, lekko przysypia, ale można go obudzić. Lek bardzo szybko ulega metabolizmowi w organizmie; okres jego działania można odpowiednio dostosować do tego, ile będzie trwała dana procedura – mówi dr Napiórkowski. Lek może być wykorzystywany np. do krótkich procedur. – Do tej pory w tych sytuacjach używano leków, które mają nieco dłuższy okres działania. Używanie remimazolamu powoduje, że pacjent po krótkim czasie działania leku wraca do pełni świadomości. Czas od podania ostatniej dawki do pełnego powrotu świadomości wynosi ok. 12 min. Dla pacjenta to bardzo bezpieczna opcja. W Polsce lek jest zarejestrowany do sedacji do zabiegów, takich jak np. kolonoskopia, gastroskopia, a także np. przy kardiowersji – zaznacza dr Napiórkowski. 

Nowoczesne technologie umożliwiają także monitorowanie głębokości znieczulenia; podczas operacji anestezjolog widzi, jak głęboko pacjent „śpi”. – W naszym szpitalu każdy pacjent ma monitorowaną głębokość znieczulenia: elektrody monitorują i mierzą czynność mózgu: odpowiedni algorytm matematyczny przekłada to na liczbę od 0 do 100, gdzie około 100 oznacza „przytomny pacjent”. Gdy podajemy środki znieczulające, widzimy, że ten parametr spada. Widzimy też, kiedy pacjent zaczyna się budzić: jeśli jeszcze trwa operacja, to możemy dodać więcej leków znieczulających. Nie jest to jeszcze stosowane we wszystkich szpitalach u wszystkich pacjentów, ale w naszym już tak – zaznacza dr Napiórkowski.  

W trakcie operacji mogą zdarzyć się nieprzewidziane sytuacje, potencjalnie niebezpieczne dla pacjenta, jak zatrzymanie krążenia, czy uczulenia na zastosowane leki: anestezjolodzy wiedzą, jak postępować w takich przypadkach.  
 
Pacjent w OIT 
W oddziałach intensywnej terapii (OIT) również pracują anestezjolodzy; tu na co dzień ratuje się życie. Wyzwaniem są pacjenci, którzy ulegli wypadkowi, mają urazy wielonarządowe, pacjenci po bardzo rozległej operacji, a także pacjenci np. we wstrząsie septycznym, wywołanym przez zakażenie bakteryjne. – W przebiegu wstrząsu septycznego dochodzi do rozszerzenia się łożyska naczyniowego, a tym samym pojawia się spadek ciśnienia. W OIT należy zadziałać tak, by podwyższyć ciśnienie; podaje się leki wpływające na układ krążenia, dzięki czemu ciśnienie wzrasta. W pierwszym etapie podajemy noradrenalinę; uzyskując wzrost ciśnienia tętniczego. Jeśli to nie pomaga, to dodajemy leki z nowej grupy, które pojawiły się w ostatnim czasie – zaznacza dr Napiórkowski. 
 
W Polsce brakuje lekarzy anestezjologów i intensywnej terapii 
„Zapotrzebowanie” na specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii jest coraz większe: są niezbędni przy operacjach, zabiegach, porodach, w których konieczne jest znieczulenie. Coraz częściej też pacjenci chcieliby mieć komfort psychiczny i „lekkie znieczulenie” podczas takich zabiegów jak kolonoskopia czy gastroskopia. Anestezjologia i intensywna terapia to trudna specjalizacja, wymagająca odpowiedniej wiedzy. 

W przypadku intensywnej terapii na oddział trafiają pacjenci na granicy życia i śmierci, często mając również choroby współistniejące: lekarz musi wiedzieć, jak je leczyć, jednocześnie podtrzymując życie pacjenta. Potrzebna jest tu ogromna wiedza i bardzo dobra współpraca ze specjalistami z innych dziedzin. Trudne decyzje trzeba podejmować szybko, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności za pacjenta. Jest to praca bardzo odpowiedzialna, ale też obciążająca psychicznie: w stresie, z pacjentami na granicy życia i śmierci. Często konieczne są też bardzo trudne rozmowy z rodzinami pacjentów, także w sytuacjach, których nikt się nie spodziewał – np. w przypadku wypadków komunikacyjnych. 

 
źródło: Dziennikarski Klub Promocji Zdrowia

Zanim w latach czterdziestych XIX wieku lekarze zaczęli stosować eter do znieczulenia, pacjenta kilka osób musiało na siłę utrzymywać na stole operacyjnym, by nie uciekł tuż przed samym zabiegiem. Za najlepszych chirurgów uznawani byli ci, którzy wykonywali zabiegi w ciągu kilku minut. Dzisiejsza anestezjologia to nowoczesne metody znieczulania i monitorowania pacjenta. Intensywna terapia, która „wyrosła” z anestezjologii, potrafi podtrzymywać życie pacjenta, dając szansę na powrót to zdrowia.  

Dziś trudno byłoby sobie wyobrazić jakikolwiek zabieg lub operację bez sedacji lub znieczulania. Współczesna anestezjologia zajmuje się kwalifikacją pacjenta do zabiegów i do operacji, zapewnieniem znieczulenia i bezpieczeństwa pacjenta podczas operacji i w okresie pooperacyjnym. Z anestezjologii wyrosła intensywna terapia, której celem jest podtrzymanie funkcji życiowych i ich monitorowanie u ciężko chorych pacjentów. W Polsce anestezjologia i intensywna terapia to jedna specjalizacja, ale są kraje, np. Hiszpania, Wielka Brytania, w których są to osobne specjalizacje, ponieważ w obydwu potrzeba dużej wiedzy i umiejętności, by jak najlepiej pomagać pacjentom. 

Bezpieczeństwo podczas znieczulenia 

Anestezjolodzy znieczulają pacjenta do zabiegów, operacji, a także do niektórych procedur diagnostycznych, takich jak kolonoskopia czy gastroskopia; dbają, by znieczulenie było dokładnie takie, jakie jest konieczne podczas zabiegu, a przede wszystkim dbają o bezpieczeństwo pacjenta podczas zabiegów i operacji. W zależności od tego, jaki zabieg ma być przeprowadzony, stosuje się różne rodzaje znieczuleń. W przypadku badań diagnostycznych, zwykle stosowana jest sedacja. 

Sedacja ma swoje stopnie: najlżejszym jest sedacja minimalna (przeciwlękowa): pacjent jest uspokojony i zrelaksowany, ale zachowuje świadomość, można nawiązać z nim kontakt. Taki sposób sedacji stosujemy przy bezinwazyjnych lub bardzo mało inwazyjnych procedurach. Gdy musi być przeprowadzona bardziej inwazyjna procedura lub taka, podczas której występują dolegliwości bólowe, np. gastroskopia czy kolonoskopia, to sedacja musi być pogłębiana. Sedację wywołuje się lekami wpływającymi na stan świadomości, ale można dodać do nich lek przeciwbólowy (zwykle stosuje się opioidy); wtedy mamy połączenie działania przeciwbólowego z sedacją – jest to analgosedacja. W przypadku konieczności przeprowadzenia operacji, gdy chcemy, by pacjent był głęboko znieczulony, stosujemy znieczulenie ogólne mówi dr Tomasz Napiórkowski, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy. 

Choć bez znieczulenia nie wyobrażamy sobie dziś już żadnego poważnego zabiegu, wielu pacjentów ma obawy, jeśli chodzi o sedację i znieczulenie. Są to zarówno obawy dotyczące tego, że leki nie zadziałają i ból będzie odczuwalny, jak również (odwrotnie), że będą mieli problem z wybudzeniem się po operacji. Dlatego przed każdym zabiegiem i operacją bardzo ważna jest rozmowa z anestezjologiem, by pacjent rozumiał, na czym polegać będą zastosowane metody znieczulenia i jakie odniosą z nich korzyści. 

Pacjenci zwykle obawiają się czegoś, czego do tej pory nie przeżywali, a przede wszystkim braku kontroli nad tym, co się z nimi dzieje. Często bardziej obawiają się samego znieczulenia niż tego, że operacja się nie powiedzie. Mają też obawy, jeśli proponujemy znieczulenie regionalne, danej części ciała, np. znieczulenie podpajęczynówkowemówi dr Napiórkowski

Postępy w farmakoterapii i monitorowaniu pacjenta 

Współczesna anestezjologia, dzięki nowym lekom i monitorowaniu pacjenta, jest bardzo bezpieczna. Potwierdza to dr Napiórkowski: – Mamy coraz lepsze leki, coraz lepsze metody znieczulenia. W momencie znieczulenia ogólnego pacjent, można wręcz powiedzieć: jest najbezpieczniejszy w życiu, gdyż cały czas monitorujemy jego ciśnienie, tętno, saturację. Jeśli w trakcie operacji pacjent jest zaintubowany i wentylowany respiratorem, to ma podawane większe stężenie tlenu niż człowiek, który oddycha powietrzem atmosferycznym. Bardzo ważne jest też, że leki, które stosujemy, są coraz bardziej bezpieczne. Ich istotą jest to, że działają tylko w tym czasie, kiedy chcemy, by działały. 

W ostatnich latach jednym z największych postępów w anestezjologii jest właśnie nowoczesna farmakoterapia. Stosowane są trzy główne grupy leków. Pierwsza to leki wpływające na stan świadomości i powodujące sen; druga to leki przeciwbólowe; trzecia – leki zwiotczające mięśnie, by umożliwić intubację pacjenta i ułatwić operację. Najważniejszym celem jest to, by leki działały tylko tak długo, jak to jest niezbędne. 

Jeden z nowych leków, który wpływa na świadomość pacjenta, a działa bardzo krótko (tylko wtedy, gdy przeprowadzana jest dana procedura) to remimazolam. Jest to lek z grupy leków o działaniu sedatywnym; jego podanie w odpowiedniej dawce powoduje, że pacjent wchodzi w sedację: uspokaja się, lekko przysypia, ale można go obudzić. Lek bardzo szybko ulega metabolizmowi w organizmie; okres jego działania można odpowiednio dostosować do tego, ile będzie trwała dana procedura – mówi dr Napiórkowski. Lek może być wykorzystywany np. do krótkich procedur. – Do tej pory w tych sytuacjach używano leków, które mają nieco dłuższy okres działania. Używanie remimazolamu powoduje, że pacjent po krótkim czasie działania leku wraca do pełni świadomości. Czas od podania ostatniej dawki do pełnego powrotu świadomości wynosi ok. 12 min. Dla pacjenta to bardzo bezpieczna opcja. W Polsce lek jest zarejestrowany do sedacji do zabiegów, takich jak np. kolonoskopia, gastroskopia, a także np. przy kardiowersji – zaznacza dr Napiórkowski

Nowoczesne technologie umożliwiają także monitorowanie głębokości znieczulenia; podczas operacji anestezjolog widzi, jak głęboko pacjent „śpi”. – W naszym szpitalu każdy pacjent ma monitorowaną głębokość znieczulenia: elektrody monitorują i mierzą czynność mózgu: odpowiedni algorytm matematyczny przekłada to na liczbę od 0 do 100, gdzie około 100 oznacza „przytomny pacjent”. Gdy podajemy środki znieczulające, widzimy, że ten parametr spada. Widzimy też, kiedy pacjent zaczyna się budzić: jeśli jeszcze trwa operacja, to możemy dodać więcej leków znieczulających. Nie jest to jeszcze stosowane we wszystkich szpitalach u wszystkich pacjentów, ale w naszym już tak – zaznacza dr Napiórkowski.  

W trakcie operacji mogą zdarzyć się nieprzewidziane sytuacje, potencjalnie niebezpieczne dla pacjenta, jak zatrzymanie krążenia, czy uczulenia na zastosowane leki: anestezjolodzy wiedzą, jak postępować w takich przypadkach.  

Pacjent w OIT 

W oddziałach intensywnej terapii (OIT) również pracują anestezjolodzy; tu na co dzień ratuje się życie. Wyzwaniem są pacjenci, którzy ulegli wypadkowi, mają urazy wielonarządowe, pacjenci po bardzo rozległej operacji, a także pacjenci np. we wstrząsie septycznym, wywołanym przez zakażenie bakteryjne. – W przebiegu wstrząsu septycznego dochodzi do rozszerzenia się łożyska naczyniowego, a tym samym pojawia się spadek ciśnienia. W OIT należy zadziałać tak, by podwyższyć ciśnienie; podaje się leki wpływające na układ krążenia, dzięki czemu ciśnienie wzrasta. W pierwszym etapie podajemy noradrenalinę; uzyskując wzrost ciśnienia tętniczego. Jeśli to nie pomaga, to dodajemy leki z nowej grupy, które pojawiły się w ostatnim czasie – zaznacza dr Napiórkowski

 

W Polsce brakuje lekarzy anestezjologów i intensywnej terapii 

„Zapotrzebowanie” na specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii jest coraz większe: są niezbędni przy operacjach, zabiegach, porodach, w których konieczne jest znieczulenie. Coraz częściej też pacjenci chcieliby mieć komfort psychiczny i „lekkie znieczulenie” podczas takich zabiegów jak kolonoskopia czy gastroskopia. Anestezjologia i intensywna terapia to trudna specjalizacja, wymagająca odpowiedniej wiedzy. 

W przypadku intensywnej terapii na oddział trafiają pacjenci na granicy życia i śmierci, często mając również choroby współistniejące: lekarz musi wiedzieć, jak je leczyć, jednocześnie podtrzymując życie pacjenta. Potrzebna jest tu ogromna wiedza i bardzo dobra współpraca ze specjalistami z innych dziedzin. Trudne decyzje trzeba podejmować szybko, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności za pacjenta. Jest to praca bardzo odpowiedzialna, ale też obciążająca psychicznie: w stresie, z pacjentami na granicy życia i śmierci. Często konieczne są też bardzo trudne rozmowy z rodzinami pacjentów, także w sytuacjach, których nikt się nie spodziewał – np. w przypadku wypadków komunikacyjnych. 

źródło: Dziennikarski Klub Promocji Zdrowia

Tematem przewodnim tegorocznego wydarzenia będzie „Multimodality imaging for clinical decision-making in common heart diseases” („Obrazowanie wielomodalne w podejmowaniu decyzji klinicznych w częstych chorobach serca”). Konferencja ponownie zgromadzi wybitnych specjalistów z dziedziny kardiologii, radiologii oraz diagnostyki obrazowej, którzy podzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami na temat najnowszych osiągnięć i technik w diagnostyce chorób układu sercowo-naczyniowego.
W dobie lawinowego rozwoju medycznych technik obrazowych, wielomodalne obrazowanie układu sercowo-naczyniowego stało się standardem klinicznym dostarczającym informacji diagnostycznych niezbędnych do postawienia właściwego rozpoznania i optymalnego leczenia chorych. Tworzenie specyficznych algorytmów diagnostycznych opartych o komplementarność różnych technik jest już rutynowym podejściem do rozpoznawania i monitorowania leczenia w kardiologii. Szeroka dostępność echokardiografii, rezonansu magnetycznego serca, tomografii komputerowej serca i technik nuklearnych powoduje, że potrzebą chwili stała się sprawna wymiana informacji i współpraca pomiędzy specjalistami z dziedziny kardiologii i radiologii, kompetentnymi w różnych technikach obrazowych. Jednocześnie coraz wyraźniejsza staje się potrzeba wyszkolenia nowoczesnego typu eksperta od obrazowania sercowo-naczyniowego posiadającego wiedzę z zakresu różnych technik obrazowych.

– Zapraszamy Państwa do udziału w drugiej edycji unikatowej w swym charakterze konferencji integrującej echokardiografię, rezonans magnetyczny i tomografię komputerową serca. Spotkanie będzie miało formę stacjonarną. Zaproszenie do udziału przyjęło wielu naukowców o światowej renomie, luminarzy w dziedzinie kardiologii i obrazowania, co nadaje konferencji wyjątkowego prestiżu i znaczenia – powiedział prof. dr hab. n. med. Wojciech Kosmala, Kierownik Zakładu Obrazowania Układu Sercowo-Naczyniowego Instytutu Chorób Serca Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Przewodniczący Komitetu Naukowego i Organizacyjnego.

Równolegle z rozwojem zaawansowanych technik obrazowych widoczny jest burzliwy postęp w tworzeniu opartych na sztucznej inteligencji „prostych” przenośnych urządzeń ultrasonograficznych przeznaczonych do codziennego użytku przez mniej zaawansowanych w echokardiografii specjalistów z dziedziny np. medycyny rodzinnej czy chorób wewnętrznych. W tegorocznej edycji tym zagadnieniom będzie poświęcona pierwsza sesja konferencji.
Druga poranna sesja będzie skierowana do specjalistów pracujących na oddziałach intensywnej terapii i będzie miała na celu przedstawienie roli obrazowania ultrasonograficznego w codziennej pracy OIOMu. Sesje popołudniowe, adresowane do wszystkich zainteresowanych, obejmą tematykę przewlekłej choroby wieńcowej, kardiomiopatii oraz niedomykalności zastawki mitralnej
Tradycyjnie odbędzie się również sesja warsztatowa, w czasie której odbędą się zajęcia praktyczne (hands-on) z wykorzystaniem stacji roboczych EchoPAC z indywidualną analizą przypadków klinicznych.

Konferencja odbędzie się na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu 7 września 2024 r.

Więcej na:
cardiac-imaging-wroclaw.pl
 
Maedicalpress objął patronat medialny nad wydarzeniem.
W dniach 14-15 kwietnia 2023 roku w Hotelu Vienna House Easy w Katowicach odbędzie się XI Konferencja Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Przewodniczącym Komitetu Naukowego jest dr hab. n. med. Przemysław Trzeciak reprezentujący Klinikę i Katedrę Kardiologii SUM oraz Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Wydarzenie to będzie kolejnym spotkaniem polskich i zagranicznych ekspertów reprezentujących różne dziedziny kardiologii oraz anestezjologii.
 
Program naukowy został stworzony przez wybitnych specjalistów kardiologii. Tradycyjnie znajduje się w nim omówienie wytycznych ESC ogłoszonych w 2022 roku. Nowością w tym roku jest sesja poświęcona najważniejszym stanowiskom polskich ekspertów opublikowanych w Kardiologii Polskiej. Tematyka pozostałych sesji jest bardzo zróżnicowana i nawiązuje do wytycznych w praktycznie wszystkich podspecjalnościach kardiologii,
o co doskonale zadbał Komitet Naukowy.

Konferencja będzie przestrzenią wymiany myśli i doświadczeń dla blisko 300 specjalistów z zakresu kardiologii, kardiochirurgii oraz anestezjologii.

Więcej informacji na stronie: https://kardio-intensywna.pl/

źródło: PTK

W dniach 14-15 kwietnia 2023 roku w Hotelu Vienna House Easy w Katowicach odbędzie się XI Konferencja Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Przewodniczącym Komitetu Naukowego jest dr hab. n. med. Przemysław Trzeciak reprezentujący Klinikę i Katedrę Kardiologii SUM oraz Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Wydarzenie to będzie kolejnym spotkaniem polskich i zagranicznych ekspertów reprezentujących różne dziedziny kardiologii oraz anestezjologii.
 
Program naukowy został stworzony przez wybitnych specjalistów kardiologii. Tradycyjnie znajduje się w nim omówienie wytycznych ESC ogłoszonych w 2022 roku. Nowością w tym roku jest sesja poświęcona najważniejszym stanowiskom polskich ekspertów opublikowanych w Kardiologii Polskiej. Tematyka pozostałych sesji jest bardzo zróżnicowana i nawiązuje do wytycznych w praktycznie wszystkich podspecjalnościach kardiologii,
o co doskonale zadbał Komitet Naukowy.

Konferencja będzie przestrzenią wymiany myśli i doświadczeń dla blisko 300 specjalistów z zakresu kardiologii, kardiochirurgii oraz anestezjologii.

Więcej informacji na stronie: https://kardio-intensywna.pl/

źródło: PTK

– Przygotowywanie pacjenta do opuszczenia szpitala powinno rozpoczynać się już w dniu przyjęcia na OIT, a nie po jego wypisaniu z oddziału. Przed opuszczeniem OIT-u pacjent musi mieć opracowaną terapię żywieniową, która obejmie okres od sześciu miesięcy do nawet dwóch lat. Jeżeli chcemy, aby nasi pacjenci byli tymi, którzy powrócili do życia, samo wypisanie ich z oddziału intensywnej terapii nie wystarczy – mówił Paul Wischmeyer, profesor anestezjologii i chirurgii z Duke Clinical Research Institute Durham NC podczas kongresu ESPEN w 2020 roku[1]. Obchodzony w dniach 8-12 lutego Międzynarodowy Tydzień Świadomości Żywienia Dojelitowego jest dobrą okazja do przybliżenia tematu żywienia medycznego jako integralnego elementu leczenia.
Rekonwalescencja równie ważna co terapia
Niezależnie od czasu pobytu w oddziale intensywnej terapii, wszyscy pacjenci cierpią z powodu wyczerpania, a od 60 do 80% z nich będzie poważnie niepełnosprawnych – mówi prof. Paul Wischmeyer i zwraca uwagę na to, jak ważne jest holistyczne podejście do leczenia, uwzględniające nie tylko sam pobyt pacjenta na OIT czy w szpitalu, ale również okres najbliższych miesięcy lub nawet lat po wypisie. Na tego typu podejście do pracy z pacjentem, jako to rekomendowane, pozwalające na zapobieganie powikłaniom i wspierające proces terapeutyczny, niejednokrotnie wskazywał prof. Stanisław Kłęk, Prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu POLSPEN: W Polsce od wielu lat szerzymy wiedzę o tym, jak istotną rolę w procesie leczenia odgrywa żywienie kliniczne, rozumiane nie tylko jako samo jego wdrożenie, ale też odpowiednia kontynuacja i monitorowanie. Wierzę, że dzięki systematycznej i konsekwentnej edukacji za parę lat każdy pacjent na OIT będzie nie tylko leczony, ale też prawidłowo żywiony.

Zbyt późne lub niewystarczające przygotowanie pacjenta do rekonwalescencji poszpitalnej przyczynia się do szeregu niepożądanych zjawisk, zarówno dla samego chorego, jak i systemu ochrony zdrowia. Negatywny wpływ można dostrzec w jakości życia pacjenta, zdolności do powrotu na rynek pracy czy w końcu w samym aspekcie zdrowotnym powodującym np. ponowne hospitalizacje w wyniku powikłań. Dlatego też żywienie medyczne powinno stanowić integralny element terapii i planu leczenia, jaki opracowuje lekarz.

Jak zwraca uwagę prof. Wischmeyer, problem jest powszechny, a jego konsekwencje najczęściej nieodwracalne. Jedna z moich pacjentek po wyjściu ze szpitala nigdy już nie powróciła do pracy w charakterze księgowej. Trzy tygodnie na oddziale intensywnej terapii wyłączyły ją z zawodu na zawsze. To bardzo powszechny problem. W zasadzie to epidemia – dodaje profesor.

Początek rekonwalescencji już w szpitalu
Rozpoczęcie przygotowywania pacjenta do rekonwalescencji powinno mieć miejsce już w dniu przyjęcia na OIT, a nie po jego wypisaniu z oddziału. Jak to zrobić? Ekspert zwraca uwagę przede wszystkim na rolę  wsparcia żywieniowego, które ma na celu poprawę lub utrzymanie stanu odżywienia, co przyczynić się może do poprawy rokowania czy nawet skrócenia czasu hospitalizacji.

Żywienie kliniczne, zwłaszcza u chorych w krytycznym stanie, powinno być rozpoczęte najszybciej jak to możliwe, maksymalnie w ciągu 48h po przyjęciu pacjenta na oddział – zgadza się prof. Stanisław Kłęk. – Chodzi nie tylko o poprawę aktualnej kondycji, ale także przygotowanie organizmu na to, co go czeka, np. operację. Jak wskazują badania[2], np. te dotyczące przyjmowania doustnego żywienia medycznego, jego wdrożenie i regularne stosowanie przez 14 dni przed operacją, znacznie zmniejsza liczbę i stopień ciężkości powikłań pooperacyjnych.

Opieka żywieniowa przez co najmniej sześć miesięcy
Interwencja szpitalna to pierwszy krok, który powinien nieść za sobą dalsze ścisłe zalecenia. Jak podkreśla prof. Wischmeyer, po wypisaniu z oddziału chory nie może być pozostawiony sam sobie. – Pacjent na oddziale intensywnej terapii, który przebył poważną operację, potrafi tracić nawet kilogram beztłuszczowej masy ciała dziennie. Jak więc możemy oczekiwać, że po czymś takim wróci do normalnego życia? Wiemy też, że podwyższony metabolizm i katabolizm mogą utrzymywać się przez długie miesiące, a nawet lata.  Sugeruje się nawet, że taki stan może utrzymywać się do końca życia, gdyż hipermetabolizm oraz katabolizm wpływają na naszą strukturę genetyczną.

Jak wygląda to w praktyce? – Masa ciała pacjentów z czasem zwiększa się, jednak nie jest to przyrost masy mięśniowej. Pacjenci pozostają w stanie katabolizmu – spożywają posiłki, przez co wzrasta ilość tkanki tłuszczowej w ich organizmie, jednak nie nabierają jednocześnie sił – tłumaczy profesor Wischmeyer.

Dlatego po opuszczeniu OIT-u chory nie powinien zostać sam, bez wsparcia, odpowiednich zaleceń i jasnego planu rekonwalescencji. Każdy pacjent, który może spożywać pokarmy doustnie, powinien stosować doustne preparaty odżywcze przez co najmniej sześć miesięcy. Natomiast w razie potrzeby kontynuowania żywienia dojelitowego przez bezpośredni dostęp do żołądka lub jelita chory powinien otrzymać skierowanie do poradni żywieniowej, która obejmie go dalszą opieką żywieniową w domu.

Trzeba pamiętać o tym, że pacjent oraz jego rodzina są często całkowicie zagubieni w obliczu wyzwań, jakie stawia przed nimi choroba. Im prostsze i klarowniejsze są wytyczne, które otrzyma od lekarza, oraz im lepiej zostanie zaopiekowany od samej chwili przyjęcia na oddział, tym większe szanse na powrót do zdrowia lub poprawę jakości życia – dodaje prof. Kłęk.
 
[1] Virtual Congress on Clinical Nutrition & Metabolism w dniach 19-21.09.2020 r., organizowany przez The European Society for Clinical Nutrition and Metabolism (ESPEN). Wykład prof. P. Wischmeyera: “ICU recovery begins the day of ICU admission” podczas sesji satelitarnej “Targeted nutritional therapy: new data to enhance rehabilitation and implications for COVID-19 recovery”.
[2] Kabata P. et al. , Preoperative nutritional support in cancer patients with no clinical signs of malnutrition—prospective randomized controlled trial”, Support Care Cancer (2015) 23:365–370

Źrodło: materiały prasowe