Medicalpress
Okres jesienno-zimowy w naszej szerokości geograficznej nieodłącznie wiąże się ze wzrostem liczby zachorowań – nie tylko na przeziębienia i grypę, ale również na inne infekcje, w tym rotawirusowe. Przyczyn jest wiele: od zmian warunków środowiskowych, przez spadek aktywności fizycznej i zmiany w diecie, aż po naturalne mechanizmy biologiczne naszego układu odpornościowego.
Niskie temperatury i suche powietrze, szczególnie zimą, sprzyjają przetrwaniu i przenoszeniu wielu wirusów. Dlatego właśnie w tym okresie występuje najwyższe prawdopodobieństwo zakażeń. Dotyczy to również infekcji przewodu pokarmowego. Ogrzewane i rzadko wietrzone mieszkania wysuszają błony śluzowe dróg oddechowych, osłabiając ich funkcję oczyszczającą i zwiększając podatność na infekcje. Smog i zanieczyszczenia powietrza dodatkowo obciążają układ oddechowy.

W okresie jesienno-zimowym mamy również do czynienia z mniejszą aktywnością na świeżym powietrzu oraz mniejszym spożyciem płynów, co dodatkowo wysusza błony śluzowe. Ponadto obserwujemy zmiany w codziennej diecie, które związane są z obniżoną dostępnością świeżych owoców i warzyw. Dodatkowo krótsze dni przyczyniają się znacząco do obniżenia syntezy witaminy D w skórze, co u dzieci i dorosłych może zwiększać podatność na infekcje – wyjaśnia prof. dr hab. n. farm. Paweł Ramos, Kierownik Zakładu Farmacji Aptecznej Wydziału Nauk Farmaceutycznych w Sosnowcu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jesień to także czas powrotu dzieci do żłobków i przedszkoli, co zwiększa ryzyko transmisji wirusów. Zimą częściej zaostrzają się choroby przewlekłe, takie jak atopowe zapalenie skóry (AZS), co wiąże się z suchym powietrzem i obecnością roztoczy.

Należy pamiętać, że na prawidłowy stan i funkcjonowanie naszego układu odpornościowego wpływa racjonalne odżywienie. Niedożywienie, spowodowane niewystarczającym spożyciem witamin oraz mikroelementów głównie cynku i selenu, może upośledzać zdolność organizmu do wspierania wrodzonej odpowiedzi immunologicznej – dodaje ekspert.

Witaminy i mikroelementy wspierające odporność

Najczęściej wskazywaną witaminą jesieni i zimy jest witamina D. Odpowiada ona za modulację układu odpornościowego, wspiera funkcje błon śluzowych i procesy immunologiczne. Pobudza działanie makrofagów i monocytów, które pomagają zwalczać bakterie, a jednocześnie ogranicza nadmierną odpowiedź immunologiczną charakterystyczną dla chorób autoimmunologicznych. Suplementacja witaminy D jest zalecana niemal wszystkim – od niemowląt, przez osoby starsze, po kobiety w ciąży – zawsze po konsultacji lekarskiej.

W Polsce jednak tylko niewielki odsetek populacji ma wystarczający poziom tej witaminy. Eksperci ostrzegają przed nadmiernym jej przyjmowaniem: objawy przedawkowania mogą obejmować nudności, bóle głowy, zaburzenia rytmu serca, zaparcia lub biegunki, a także wysypkę. W trakcie suplementacji warto regularnie kontrolować poziom witaminy D w badaniach laboratoryjnych.

Kolejnym ważnym składnikiem jest witamina C – silny przeciwutleniacz, który neutralizuje wolne rodniki, wspiera działanie leukocytów i barier śluzowych. Może skracać czas trwania infekcji, jeśli jest stosowana w początkowej fazie choroby. Jej źródłem są świeże warzywa i owoce: papryka, natka pietruszki, owoce dzikiej róży, czarne porzeczki, kiwi czy truskawki. Ponieważ witamina C jest wrażliwa na temperaturę, najlepiej spożywać ją w postaci surowej.

Cynk z kolei jest kluczowym mikroelementem odpowiedzialnym za prawidłową pracę komórek odpornościowych i gojenie błon śluzowych. Wspiera organizm w walce z przeziębieniem, jeśli zostanie przyjęty w odpowiednim momencie. Eksperci przypominają jednak, że jego nadmiar (powyżej 40 mg na dobę) może prowadzić do niedoboru miedzi i żelaza, a w konsekwencji – do anemii.

Nie mniej istotne są witaminy A i E, które wspierają błony śluzowe, działają antyoksydacyjnie i wspomagają odporność. Witamina A, oprócz znaczenia immunologicznego, wpływa również na prawidłowe widzenie i stan skóry. Witamina E występuje m.in. w olejach roślinnych, orzechach i nasionach. Obie rozpuszczają się w tłuszczach, dlatego ich nadmierne spożycie wiąże się z ryzykiem kumulacji w organizmie, szczególnie u kobiet w ciąży.

Witaminy z grupy B, zwłaszcza B6, uczestniczą w produkcji hemoglobiny i przeciwciał, wspierając układ nerwowy i odpornościowy. Jednak długotrwałe przyjmowanie bardzo wysokich dawek może prowadzić do neuropatii i uszkodzenia nerwów.

Równie ważne są mikroelementy takie jak selen, żelazo i magnez. Niedobory tych pierwiastków obniżają odporność, a suplementację należy podejmować po potwierdzeniu ich braków w badaniach laboratoryjnych.

Probiotyki – naturalna tarcza ochronna

W ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się mikrobiocie jelitowej, która jest jednym z kluczowych elementów odporności. Probiotyki wzmacniają barierę jelitową, modulują działanie komórek odpornościowych i pomagają w produkcji przeciwciał.

Eksperci przypominają, że skuteczność probiotyków zależy od szczepu bakterii oraz liczby jednostek tworzących kolonie (CFU). – Należy wybierać preparaty probiotyczne, które zawierają przebadane szczepy bakterii o udowodnionym naukowo działaniu – wskazano w opracowaniu. Do najlepiej przebadanych należą m.in. Lactobacillus rhamnosus GG, Lactobacillus acidophilus LC1 czy Lactobacillus casei Shirota.

Rozsądek i bezpieczeństwo w suplementacji

Pomimo szerokiej oferty suplementów, eksperci przypominają: żaden z nich nie zastąpi zdrowego stylu życia. – Nie powinniśmy nadużywać suplementów diety ze względu na kilka aspektów. Suplementy diety nie podlegają takim samym rygorystycznym wymogom dopuszczania do obrotu jak leki – podkreślają autorzy opracowania.

Warto wybierać produkty zarejestrowane jako leki OTC i kupować je wyłącznie w aptekach. Należy unikać niezweryfikowanych źródeł w internecie – wiele dostępnych tam preparatów może być sfałszowanych. Kobiety w ciąży, karmiące, dzieci i osoby z chorobami przewlekłymi powinny każdorazowo konsultować suplementację z lekarzem lub farmaceutą. Badania laboratoryjne, np. poziomu witaminy D, pozwalają dobrać odpowiednią, bezpieczną dawkę suplementu i uniknąć skutków przedawkowania.

Praktyczne wskazówki na zimę

Eksperci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przypominają kilka prostych zasad, które pomagają wzmocnić odporność w sezonie zwiększonej zachorowalności:

Podsumowując – sezon jesienno-zimowy to czas, w którym nasz organizm potrzebuje szczególnej troski. Odpowiednia dieta, sen, ruch, higiena, szczepienia oraz rozsądna suplementacja – zwłaszcza witaminy D, C, cynku i probiotyków – stanowią najlepszą ochronę przed infekcjami.

Źródło: Śląski Uniwersytet Medyczny

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Schulke Polska wynika, że wielu Polaków wciąż bagatelizuje drobne urazy i nie stosuje zasad podstawowej dezynfekcji. Eksperci ostrzegają: nawet niewielka rana może prowadzić do poważnych zakażeń, a świadomość zagrożeń wciąż jest zbyt niska.
W codziennym pośpiechu często zapominamy o podstawach higieny. Jak wynika z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez Opinia24 na zlecenie Schulke Polska, producenta produktów z oktenidyną, aż 19% Polaków przyznaje, że zakleja ranę plastrem bez wcześniejszego odkażenia, a tylko 64% uważa, że każda rana wymaga dezynfekcji. Tymczasem eksperci przypominają: nieodkażona rana to potencjalne źródło zakażenia – zwłaszcza u dzieci i osób starszych.

Wydaje się, że o odkażaniu ran wiemy wszystko. To przecież podstawa domowej apteczki i pierwszej pomocy – coś oczywistego, jak mycie rąk. Ale jak pokazuje najnowsze badanie przeprowadzone przez Opinia24 dla Schulke Polska, producenta produktów z oktenidyną, wiedza to jedno, a praktyka – drugie. Aż 85% badanych deklaruje, że używa środków do dezynfekcji ran. Jednocześnie prawie co piąta osoba przyznaje, że zakleja ranę plastrem bez wcześniejszego odkażenia. Co więcej – 36% Polaków uważa, że środek do dezynfekcji musi szczypać, żeby działać. A kolejne 30%… po prostu nie wie.

Nie od dziś wiadomo, że rany codzienne – otarcia, zadrapania, skaleczenia, mniejsze oparzenia – są najczęstszym typem urazów, jakie przydarzają się nam i naszym dzieciom. Z badania wynika, że 72% osób utożsamia je z otarciami, 71% z zadrapaniami, a 69% ze skaleczeniami np. przy krojeniu. Ale świadomość tego, czym jest codzienna rana, nie oznacza jeszcze, że wiemy, jak na nią reagować. A przecież te pozornie niegroźne sytuacje – kontakt z brudną powierzchnią, otwarte naczynie krwionośne, zanieczyszczenia – mogą prowadzić do infekcji. Tym bardziej niepokoi fakt, że tylko 64% badanych zgadza się ze stwierdzeniem, że każda rana powinna być odkażana.
 W gabinecie bardzo często spotykam pacjentów, którzy przychodzą z rozległym stanem zapalnym, ropniem, a czasem nawet z zakażeniem ogólnoustrojowym – mówi dr hab. n. med. Barbara Joanna Bałan, internista, immunolog, lekarz medycyny podróży, specjalista medycyny pracy. – Kiedy pytam, jak wyglądał początek, słyszę: „Zaciąłem się przy goleniu, nic wielkiego”, „Obtarły mnie nowe buty”, „Dziecko się przewróciło na placu zabaw”. Problem w tym, że nic nie zostało wtedy odkażone. Ranę zaklejono plastrem, czasem jeszcze wcześniej polano wodą utlenioną –  i zostawiono. Pacjent nie ma także świadomości, że nawet drobna ranka to przecież wrota infekcji. Zakażenie może się rozszerzyć, zamienić w ogólnoustrojowe zapalenie, zwłaszcza jeśli rana jest zanieczyszczona, a pacjent nie ponawiał szczepień ochronnych z dzieciństwa. Zagrożenie śmiertelną chorobą jaką jest np. tężec jest nadal realne, tak więc profilaktyczne szczepienie przeciw tej chorobie powinno się powtarzać raz na 10 lat, lub wykonywać je po zranieniu, w wyniku którego doszło do zabrudzenia rany np. ziemią. To oczywiście nie zwalnia nas od oczyszczenia i zdezynfekowania rany w pierwszej kolejności – dodaje.

Na tym tle szczególnie niepokojące są przekonania związane z odczuwaniem bólu. Aż 36% Polaków uważa, że środek, który nie szczypie, nie działa. To mit, który może zniechęcać do stosowania nowoczesnych, bezpiecznych i delikatnych rozwiązań – szczególnie u dzieci. Tylko 14% respondentów wie, czym jest oktenidyna – składnik aktywny, mający właściwości odkażające i regenerujące, używany w szpitalach i zalecany jako bezpieczny dla skóry wrażliwej, także dziecięcej. Tymczasem aż 66% Polaków nigdy o niej nie słyszało.

Oktenidyna działa szybko, nie szczypie, nie barwi skóry. Ale jeśli pacjent wciąż wierzy, że dezynfekcja musi boleć, nie sięgnie po coś, co daje komfort. Dlatego musimy zmieniać te nawyki – mówi mgr Jolanta Dynarska, pielęgniarka, specjalistka opieki długoterminowej nad ranami.

Wnioski z badania są jednoznaczne. Choć deklarujemy troskę o zdrowie, zbyt często czekamy, aż sytuacja stanie się poważna. Tymczasem większości infekcji ran można by zapobiec, reagując od razu – bez strachu przed bólem i bez lekceważenia „drobnej ranki”. Wystarczy wyposażyć domową apteczkę w środek oparty na sprawdzonej i bezpiecznej substancji czynnej jaką jest oktenidyna, dostępnej na rynku od ponad 30 lat.

Źródło danych: „Jak Polacy dbają o rany?”, Opinia24 dla Schulke Polska, maj 2025
Pacjenci hematoonkologiczni zdają sobie sprawę z tego, że mają osłabioną odporność i każda infekcja może być dla nich groźna, co było bardzo widoczne podczas pierwszych fal epidemii COVID-19. Nie zawsze jednak wiedzą, jak obecnie skutecznie chronić się przed infekcjami – tak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród pacjentów.
Fundacja Carita im. Wiesławy Adamiec, zrzeszająca chorych na szpiczaka oraz inne choroby hematologiczne, wraz z portalem hematoonkologia.pl przeprowadziła badanie ankietowe wśród pacjentów, którego celem było przekonanie się, jaka jest ich wiedza na temat zagrożeń związanych z obniżoną odpornością oraz sposobów ochrony przed infekcjami. W badaniu wzięło udział 150 pacjentów z chorobami nowotworowymi układu krwiotwórczego: szpiczakiem plazmocytowym, przewlekłą białaczką limfocytową, chłoniakami.

Głównym powodem przeprowadzania badania są nasze doświadczenia z pandemii COVID-19, które pokazały, że pacjenci hematoonkologiczni są grupą najbardziej zagrożoną zarówno ciężkim przebiegiem choroby, jak zgonu. Dochodziło do dramatycznych sytuacji, gdy pacjent był w remisji choroby nowotworowej, czyli mieliśmy wielki sukces w walce z nowotworem, a umierał z powodu infekcji lub jej powikłań. Z drugiej strony widzieliśmy również, jak pacjenci hematoonkologiczni chętnie się szczepili, gdy pojawiły się pierwsze szczepionki przeciw COVID-19. Realizując obecne badanie ankietowe, chcieliśmy przekonać się, jaka jest dziś wiedza pacjentów na temat swojej odporności oraz sposobów ochrony przed infekcjami – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Pacjenci onkologiczni, a zwłaszcza hematoonkologiczni, są obecnie jedną z najlepiej wyszczepionych grup. – Oczywiście, także wśród pacjentów hematoonkologicznych byli przeciwnicy szczepień, jednak zdecydowana większość zaszczepiła się pierwszymi dawkami szczepionek przeciw COVID-19, gdy tylko to było możliwe. Później jednak pojawiało się wiele pytań i wątpliwości, czy zasadne jest podawanie trzeciej, czwartej dawki szczepienia, zwłaszcza że część osób chorowała na COVID-19. Pacjenci coraz częściej pytają też o inne szczepienia, czy warto z nich korzystać – zaznacza Łukasz Rokicki, prezes Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.

Na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród pacjentów powstał raport „Obniżona odporność immunologiczna. Zwiększenie świadomości pacjentów z chorobami nowotworowymi” pokazujący stan wiedzy pacjentów na ten temat.

Co pacjenci hematologiczni wiedzą na temat własnej odporności i sposobów zapobiegania infekcji
Aż 99,3% ankietowanych pacjentów jest świadomych zwiększonego ryzyka zachorowania. 64,6% ocenia, że infekcje górnych dróg oddechowych występują u nich często: u prawie 59% przynajmniej 2 razy w ciągu ostatnich 6 miesięcy (w przypadku chorych na szpiczaka aż u 76,3% pacjentów). Czynnikami bardzo wysokiego ryzyka było zwłaszcza aktywne leczenie, przeszczep szpiku oraz transfuzje preparatów krwiopochodnych. Ponad 48% pacjentów deklarowało, że infekcje u nich zawsze mają długi przebieg, a u 17% za każdym razem konieczne jest przyjmowanie antybiotyków.

Pacjenci hematoonkologiczni mają istotnie obniżoną odporność i zwiększone ryzyko częstego występowania i ciężkiego przebiegu infekcji. Upośledzenie układu immunologicznego może wynikać zarówno z choroby nowotworowej, jak ze stosowanego leczenia. Istotnie wpływa na układ odpornościowy chemioterapia, która nie tylko niszczy nieprawidłowe komórki nowotworowe, ale może także uszkadzać komórki układu odpornościowego. Niekorzystnie na odporność wpływa także leczenie immunosupresyjne– potwierdza prof. Krzysztof Giannopoulos.

Fakt, że pacjenci hematoonkologiczni mają osłabioną odporność, jest doskonale widoczny zarówno podczas pandemii COVID-19, jak również obecnie. – Było to i nadal jest widoczne na oddziałach szpitalnych. Pacjenci hematoonkologiczni często umierali z powodu COVID-19. Obecnie również są bardziej zagrożeni ciężkim przebiegiem COVID-19. Widzimy to na oddziałach zakaźnych: 60-70 proc. osób z COVID-19 to osoby z chorobami onkologicznymi, najczęściej hematoonkologicznymi. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest wiek – zaznacza prof. Krzysztof Tomasiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii USK1 w Lublinie.

Dla pacjentów hematoonkologicznych groźny jest nie tylko COVID-19, ale też każda infekcja.  – Ciężki może być u nich przebieg grypy, zakażenia pneumokokowego, infekcji RSV; może to wiązać się z ryzykiem zgonu. Widzimy ciężkie przebiegi półpaśca, który co prawda zazwyczaj nie wiąże się z ryzykiem zgonu, ale może powodować neuralgię popółpaścową i konieczność leczenia bólu przez wiele miesięcy, a nawet lat. Widzimy też ciężki przebieg infekcji przewodu pokarmowego. Są to osoby często narażone na zakażenia bakteryjne bakteriami lekoopornymi, na rozwój sepsy. Ponadto wystąpienie ciężkiej infekcji wiąże się najczęściej z koniecznością przerwania leczenia przeciwnowotworowego, co pogarsza rokowanie pacjenta – dodaje prof. Tomasiewicz.

Jak pacjenci chronią się przed infekcjami
W ramach przeprowadzonej ankiety pacjenci był pytani o to, w jaki sposób starają się zapobiegać infekcjom. Aż 78,7% zadeklarowało regularne i odpowiednio długie mycie rąk; 52% dodatkowo odkaża skórę środkiem antyseptycznym. 46% unika spotkań z innymi osobami podczas fali infekcji, 56,7% wybiera się w miejsca publiczne poza godzinami szczytu, a 16% zawsze zakłada maseczkę. Aż 77% pacjentów unika kontaktu z osobami mającymi infekcję. Ponad 54% unika spotkań z rodziną i przyjaciółmi, a 47% zakłada maseczkę podczas spotkań z bliskimi.

W trakcie sezonu infekcyjnego pacjenci powinni wyrobić w sobie takie zachowania, które ich chronią, jak częste mycie rąk, unikanie dużych zbiorowisk w sezonie wysokiego ryzyka infekcyjnego. Bardzo ciekawe były jednak wyniki badań pokazanych podczas zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Hematologicznego: okazało się, że ponad 20 proc. infekcji, na które chorują obecnie nasi pacjenci, to infekcje, przeciw którym są szczepionki. Dlatego chcieliśmy również sprawdzić wiedzę pacjentów na temat szczepień, a także to, na ile chętnie się szczepią – zaznacza prof. Giannopoulos.

Większość pacjentów hematoonkologicznych zdaje sobie sprawę z roli szczepień ochronnych: wyszczepialność w tej grupie jest znacznie wyższa niż w ogólnej populacji Polski. Prawie 70 proc. ankietowanych pacjentów wyraziło gotowość zaszczepienia się, jeśli szczepionki są dostępne (najczęściej byli to mieszkańcy dużych miast, osoby z wyższym wykształceniem). Najbardziej popularne jest szczepienie przeciw COVID-19: zaszczepiło się aż 76,7% pacjentów, zdecydowana większość najszybciej, jak to było możliwe. Obecnie jednak jedynie 20,7% pacjentów uważa, że konieczne jest przyjęcie kolejnych dawek, ale prawie 57% uważa, że nie jest to konieczne.

Pacjenci wiedzą też o innych szczepieniach: 37% zaszczepiło się w ciągu poprzedniego sezonu infekcyjnego przeciw grypie (w ogólnej populacji było to zaledwie 5%), a 44,7% przyjęło szczepionkę przeciw innej chorobie (najczęściej przeciw WZW typu A i B, półpaścowi oraz pneumokokom). – Każde szczepienie w tej grupie pacjentów ma swoją wartość i uzasadnienie: COVID-19, grypa, pneumokoki, półpasiec: są pacjenci, dla których jest to realne zagrożenie. Konieczna jest jednak edukacja, zarówno lekarzy, jak i pacjentów, że choroba nowotworowa nie jest przeciwwskazaniem, tylko wskazaniem do szczepień. Z mojego punktu widzenia widzę, że generalnie pacjenci są chętni do szczepień, mam jednak wrażenie, że brakuje im mocnego przekazu potwierdzającego zasadność szczepień przeciw różnym chorobom – mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz.

32,7% ankietowanych przyznało, że słyszało o innych szczepieniach, ale nikt im ich nie zalecił. 22% odmawia szczepień, gdyż obawia się pogorszenia przebiegu choroby nowotworowej. – Lekarz prowadzący powinien zalecić pacjentowi szczepienia; podpowiedzieć mu, które są dla niego najważniejsze. Uważam, że należałoby stworzyć wytyczne dotyczące konkretnych sytuacji pacjentów, np. w trakcie leczenia, po chemioterapii, po przeszczepie szpiku. Na pewno takich informacji brakuje, a są one bardzo potrzebne, bo pacjenci czują się zagubieni, kiedy i jakie szczepienia powinni zastosować. Takie rekomendacje powinny być na każdym oddziale hematoonkologicznym, by pacjent mógł do tego sięgnąć i po konsultacji ze swoim lekarzem zdecydować, na co się zaszczepić – zaznacza Łukasz Rokicki.

Wyniki ankiety pokują, że konieczne są akcje edukacyjne, skierowane zarówno do pacjentów, jak do lekarzy: – W większości przypadków pacjenci chcą się szczepić, jednak widać, że potrzebują na ten temat edukacji. Chcemy też, żeby lekarze rodzinni byli włączani do akcji edukacyjnych. Często dostajemy od lekarzy rodzinnych prośbę, żeby napisać, czy pacjent kwalifikuje się do leczenia. Tymczasem samo rozpoznanie choroby hematologicznej jest kwalifikacją do szczepienia i wskazaniem do niego. Choroba hematoonkologiczna nie jest żadnym przeciwwskazaniem do szczepienia, tylko wręcz wskazaniem do niego. Nadal choroby infekcyjne stanowią istotny odsetek przyczyny zgonów pacjentów hematoonkologicznych; powinniśmy robić wszystko, by to ograniczyć. U osób w immunosupresji choroby zakaźne niosą wyższe ryzyko powikłań, a także mogą przyczyniać się do opóźnienia lub czasowego przerwania leczenia onkologicznego, a przez to pogorszenia przebiegu choroby nowotworowej – podkreśla prof. Giannopoulos.

Zalecenia dla pacjentów hematoonkologicznych i onkologicznych
W celu ochrony przed infekcjami pacjentom z obniżoną odpornością zaleca się unikanie kontaktu z osobami wykazującymi objawy infekcji, przebywania w dużych skupiskach ludzi w okresach zwiększonego ryzyka zachorowania, zachowywanie odpowiednich zasad higieny (częste i dokładne mycie i dezynfekcja rąk), a także szczepienia ochronne.
Pacjenci hematoonkologiczni powinni porozmawiać ze swoim lekarzem na temat szczepień. Szczególnie zalecane dla nich są szczepienia:
 
Badanie ankietowe pacjentów oraz raport „Obniżona odporność immunologiczna. Zwiększenie świadomości pacjentów z chorobami nowotworowymi” powstały w ramach kampanii edukacyjnej „Obniżona odporność immunologiczna. Zwiększenie świadomości pacjentów z chorobami nowotworowymi”.
 
 
źródło: Fundacja Carita
Jeżeli nie zostaną podjęte środki zaradcze, w ciągu najbliższych 25 lat na choroby wywołane patogenami odpornymi na dostępne leki drobnoustrojowe może umrzeć niemal 40 mln osób i pośrednio przyczynić się do kolejnych 169 mln zgonów. – Prognozy są coraz mniej optymistyczne. Wynika to nie tylko z samego szerzenia się oporności, ale również „starzenia się” społeczeństwa – mówi dr n. med. Artur Drzewiecki, specjalista mikrobiologii lekarskiej ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Periodyk „The Lancet” opublikował niepokojące prognozy dotyczące lekooporności. W przypadku braku szybkiej reakcji, grozi nam wzmożona liczba zgonów wskutek odporności patogenów na leki – do 1,91 mln rocznie, a zgonów związanych z tym zjawiskiem – do 8,22 mln rocznie.

Cytowana przez Agencję Reutera Dame Sally Davies, członkini Międzyagencyjnej Grupy Koordynacyjnej ONZ ds. Odporności na Środki Przeciwdrobnoustrojowe stwierdziła: – (…) świat stoi w obliczu nadzwyczajnej sytuacji antybiotykowej, która pociąga za sobą niszczycielskie koszty ludzkie dla rodzin i społeczności na całym świecie.  

Wzrost lekooporności – prognozy mało optymistyczne  
Niestety jak dotąd w kolejnych analizach prognozy są coraz mniej optymistyczne. Przykładowo w badaniach z 2014 roku ustalono, że liczba zgonów powiązanych bezpośrednio z wieloopornymi szczepami wyniesie kilkanaście milionów do 2050 roku – tłumaczy w rozmowie z Medicalpress, dr n. med. Artur Drzewiecki, specjalista mikrobiologii lekarskiej ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, i dodaje: – Wynika to nie tylko z samego szerzenia się oporności, ale również „starzenia się” społeczeństwa w krajach rozwiniętych, paradoksalnie postępu w medycynie (potrafi utrzymać przy życiu coraz więcej pacjentów z obciążeniami, a oni stanowią z kolei cel dla bakterii) oraz masowego pojawienia się oporności w krajach rozwijających się [NDM (New Delhi metallo-β-lactamase), jak nazwa wskazuje został wykryty w Indiach].

Zagrożone są zwłaszcza osoby starsze
Jak wskazują badacze, liczba zgonów wśród osób 70+ wzrosła w latach 1990 – 2021 o ponad 80 proc. i taki stan ma się według prognoz utrzymywać. Ponadto dotknie on w nieproporcjonalnie silny sposób kraje o niskich i średnich dochodach. Najwyższe wskaźniki śmierci mających związek przyczynowy z opornością na antybiotyki odnotowywany jest w Afryce Subsaharyjskiej oraz Azji Południowej – mowa tutaj zwłaszcza o opornej na leczenie gruźlicy.

Dlaczego rośnie lekooporność?  
Najprościej, drobnoustroje walczą o życie, a w tym są mistrzami – mówi dr Artur Drzewiecki. – W końcu asteroida, która zniszczyła dinozaury bakteriom specjalnie nie zaszkodziła. A poważniej i szerzej – z punktu widzenia przetrwania mikroorganizmów leki przeciwinfekcyjne, to nie jest jakieś specjalne zagrożenie, bo z różnymi substancjami chemicznymi w środowisku musiały i muszą sobie radzić. Bakterie są skrajnie plastyczne genetycznie i potrafią „wymieniać się” gotowymi genami. Ponadto my też im pomagamy niewłaściwie stosując leki – już od kilkudziesięciu lat wiadomo, jak nie stosować antybiotyków, a dalej często niewiele się zmieniło i powszechnie błędy powielamy.

Zatrzymać tendencję wzrostową lekooporności
Jak wskazuje dr Artur Drzewiecki, autorzy analizy zaproponowali przede wszystkim szeroko pojętą poprawę jakości opieki zdrowotnej, przy czym nie zdefiniowali zaleceń ogólnoświatowych, raczej pozostawili to na szczeblu lokalnym. Można to interpretować jako właściwe stosowanie antybiotyków, ale nie tylko. Ponadto jako specyficzne działanie podali poprawę dostępności nowych leków skutecznych wobec najgroźniejszych mechanizmów oporności.


Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Centrum e-Zdrowia podaje, że od początku września odnotowano blisko 1,8 mln porad ambulatoryjnych udzielonych z powodu ostrych infekcji układu oddechowego, w tym grypy. Najlepszą metodą walki z chorobą jest szczepionka – najlepiej przyjęta między wrześniem a listopadem. Wciąż jednak na taki krok decyduje się zaledwie kilka procent Polaków, tymczasem grypa jest jedną z 10 najczęstszych przyczyn zgonów u osób powyżej 65. roku życia. 
 Szczepienia przeciw grypie w Polsce wpisują się w ogólne przekonanie, że grypa nie jest groźna, w związku z tym czy warto się szczepić? Wiele osób, które przeszło grypę, już zupełnie inaczej o niej myśli, bo zdaje sobie sprawę z powikłań, jakie ta choroba może wywołać. Musimy to zmienić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Paweł Grzesiowski, lekarz i Główny Inspektor Sanitarny.

Według informacji gromadzonych przez Centrum e–Zdrowie od początku sezonu infekcyjnego, czyli od września, odnotowano niemal 1,8 mln porad ambulatoryjnych udzielonych z powodu ostrych infekcji układu oddechowego, w tym m.in. grypy. Z tygodnia na tydzień jest ich coraz więcej – średnio o 26 proc. w skali kraju. Analizy Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych wskazują, że w tym roku sezon zaczął się wcześniej niż zwykle, a szczyt zachorowań przypadnie już na połowę października. WHO ocenia, że aktywność grypy w krajach o klimacie umiarkowanym utrzymuje się jeszcze na poziomie międzyepidemicznym.

Grypa sezonowa, poza podstawowymi objawami typu kaszel, gorączka, dreszcze, bóle mięśni czy złe samopoczucie, może doprowadzić do poważnych powikłań, w tym zapalenia płuc, mięśnia sercowego czy opon mózgowych. W najgorszym wypadku choroba może się skończyć śmiercią.

Podstawową metodą profilaktyki są szczepienia, które dają największą szansę na łagodny przebieg choroby. W Polsce jednak poziom wyszczepialności jest znacznie niższy niż w krajach Europy Zachodniej, pokutuje mit, że grypa to cięższe przeziębienie.

 Wiele osób młodych, zdrowych choruje podobnie do przeziębienia, czyli dwa–trzy dni gorszej formy, gorączka, bóle mięśniowe i raczej w większości przypadków choroba mija bez powikłań. Natomiast druga twarz grypy to osoby starsze, po 60. roku życia, często z chorobami towarzyszącymi. Dla tych osób grypa może być wstępem do dramatycznego pogorszenia stanu zdrowia, powodem nadkażeń bakteryjnych. Najbardziej niebezpieczne dla osób starszych jest bakteryjne zapalenie płuc, które rozwija się w konsekwencji grypy i jest najczęstszą przyczyną ostrych zgonów w sezonie jesienno-zimowym – ocenia dr n. med. Paweł Grzesiowski.

Grypa jest jedną z 10 najczęstszych przyczyn zgonów u osób powyżej 65. roku życia. WHO ocenia, że poziom wyszczepialności w szybko starzejących się społeczeństwach, a do takich zalicza się Polskę, powinien wynosić 75 proc. W Polsce w ubiegłym sezonie szczepionkę przyjęło zaś jedynie 5,5 proc. osób. W tym roku, w ciągu pierwszego miesiąca szczepień – 600 tys.

WHO szacuje, że każdego roku na grypę choruje 10 proc. dorosłej populacji i nawet 30 proc. dzieci. Tymczasem niski poziom wykonanych szczepień jest zwłaszcza w grupach najmłodszych. W przypadku szczepień przeciw grypie skuteczność u dzieci wynosi 60–90 proc., w tym redukuje częstotliwość występowania objawów grypopodobnych aż o 84 proc. Dzieci uznaje się też za główne źródło i transmiter grypy. Gdyby odsetek wyszczepialności dzieci wzrósł do 20 proc., to ryzyko wystąpienia grypy w całym społeczeństwie zmniejszyłoby się o połowę.

 Szczepić przeciwko grypie powinny się dzieci już od szóstego miesiąca życia, ale również dorośli. Zaleca się szczepienia przeciwko grypie pacjentom powyżej 55. roku życia, ale także chorym na choroby przewlekłe, w tym układu sercowo-naczyniowego czy oddechowego, jak np. POChP czy astma, ale także chorym z chorobami metabolicznymi, takimi jak cukrzyca. Szczepienia skierowane są również do kobiet w ciąży, bo poprzez profilaktykę bierną zapobiegają zachorowaniu, zwłaszcza w pierwszym okresie niemowlęcym – tłumaczy  dr nauk o zdrowiu Karolina Prasek, dyrektorka Działu Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Medicover.
Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych wydali zalecenia na 2024 rok dotyczące koadministracji szczepionek osobom dorosłym w profilaktyce zakażeń układu oddechowego. Podawanie kilku szczepionek na jednej wizycie zwiększa szansę na terminowe zaszczepienie pacjenta przeciwko chorobom infekcyjnym. Ogólne zasady koadministracji szczepień wynikają z wspólnych dla szczepionek mechanizmów odporności. Eksperci zalecają, aby szczepionki przeciw grypie, COVID-19, pneumokokom, RSV oraz krztuścowi (szczepionka przeciw tężcowi, błonicy i krztuścowi) mogły być podawane podczas jednej wizyty, o ile istnieją odpowiednie wskazania medyczne.

 Szczepienia przeciwko grypie można spokojnie łączyć z innymi szczepieniami, nawet wręcz zaleca się, aby były one łączone. Przede wszystkim można zakwalifikować i zaszczepić pacjenta przy okazji wizyty na szczepienie przeciwko grypie, np. przeciw pneumokokom, krztuścowi, jest to tak naprawdę choroba, która teraz coraz częściej występuje. Ale także mamy szczepienia przeciwko RSV czy też inne szczepienia zalecane, które można wykonać przy okazji szczepienia przeciwko grypie – przekonuje przedstawicielka Medicover.

Statystyki dotyczące liczby wykonanych szczepień może poprawić ułatwienie i skrócenie procedur. Pielęgniarki i położne mogą wystawiać recepty na wszystkie zalecane szczepionki dla osób dorosłych, w tym m. in. na szczepionkę przeciwko grypie, HPV czy też pneumokokom. Zgodnie z zapowiedziami resortu zdrowia w najbliższym sezonie zostanie zaś wprowadzona recepta farmaceutyczna na produkty immunologiczne.

–  Pielęgniarki posiadają kwalifikacje zarówno do kwalifikowania, jak i wykonywania szczepień przeciwko grypie. Poza kwalifikowaniem do szczepień przeciw grypie pielęgniarki otrzymały również uprawnienia do kwalifikacji oraz wszystkich szczepień zalecanych osób dorosłych – przypomina Karolina Prasek.

źródło: newseria

Coraz niższe temperatury, a wraz z nimi coraz większe ryzyko zachorowania – bo jesień to nie tylko kolorowe liście na wietrze, ale też wirusy, z którymi osłabiony i wychłodzony organizm nie zawsze potrafi sobie poradzić. Dlatego już teraz, przed szczytem zachorowań na RSV – chorobę atakującą górne i dolne drogi oddechowe – o swoje zdrowie w odpowiedni sposób powinny zadbać przede wszystkim osoby z grup ryzyka – po 60. roku życia, w tym zmagające się z chorobami współistniejącymi, m.in. astmą i chorobami serca1,2. W jaki sposób ochronić siebie oraz swoich bliskich przed wirusem i jego konsekwencjami? Temat ten porusza nowa kampania edukacyjna „Nie daj się RSV”.
Nie daj się RSV
Sezon chorobowy trwa w najlepsze – informacje nt. coraz liczniejszych infekcji wywołanych wirusem SARS-CoV-2 towarzyszą nam już od wakacji. Tymczasem to nie jedyne zagrożenie dla zdrowia, z jakim przyjdzie nam mierzyć się w najbliższym czasie. Jak wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego od początku 2024 roku do połowy września, poza przypadkami grypy (mniej niż 5 tys.), zarejestrowano także aż ponad 38 tys. przypadków zachorowania na RSV, gdy rok wcześniej w analogicznym okresie chorowało zaledwie niecałe 1,6 tys. osób3! Jak to możliwe? Okazuje się, że wirus ten jest bardziej zaraźliwy niż grypa – jedna osoba zainfekowana może zarazić aż 3 kolejne4.

– Można powiedzieć, że grypa, SARS-CoV-2 i RSV to takie trio, które już od jesieni zagraża naszemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu. Okazuje się jednak, jak prezentują najnowsze dane naukowe, że to ten ostatni, czyli właśnie wirus RSV, wiąże się z największym ryzykiem rozwoju ostrej niewydolności oddychania. Tymczasem wciąż bywa lekceważony, co nie jest dobre. Podejrzewam, że wynika to ze zwykłej niewiedzy – w porównaniu np. do grypy czy, obecnie, COVIDu, o RSV mówi się niewiele, a ponieważ wciąż nie istnieje skuteczna terapia antywirusowa przeciwko RSV, to tym bardziej powinniśmy być świadomi zagrożeń. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że infekcja ta może doprowadzić nawet do rozwoju ciężkiego zapalenia płuc i ostrej niewydolności oddychania, czy zaostrzenia chorób towarzyszących, co może się skończyć dla pacjenta, szczególnie starszego i mającego choroby współistniejące, tragicznie. Niestety wielokrotnie byłem świadkiem takich sytuacji w swojej praktyce klinicznej, dlatego nie mam wątpliwości, że konieczna jest zarówno edukacja społeczeństwa na temat RSV, jak i przede wszystkim podejmowanie działań profilaktycznych przeciwko zakażeniom wirusem – mówi dr n. med. Aleksander Kania, pulmonolog, specjalista chorób wewnętrznych z Oddziału Klinicznego Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Chorób Wewnętrznych Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Okres nasilonych zachorowań, przypadający w Polsce od jesieni do wiosny, ze szczytem w styczniu i lutym5, wciąż przed nami. Dlatego to doskonały czas, aby właśnie teraz dowiedzieć się więcej na temat RSV, konsekwencji, jakie za sobą niesie i znaczenia działań profilaktycznych, które pozwalają zapobiec zakażeniu. O tym właśnie mówi nowa kampania, zainaugurowana we wrześniu bieżącego roku, „Nie daj się RSV”, w ramach której na stronie www.rsv.pl powstała baza wiedzy z najważniejszymi informacjami na temat tej choroby.

Wirus RSV – objawy i konsekwencje
Syncytialny wirus oddechowy, w skrócie RSV, to występujący powszechnie, wysoce zaraźliwy wirus z grupy pneumowirusów, który wywołuje zakażenie płuc i dróg oddechowych5, atakując nos, gardło i oskrzela. Tym samym objawy dotyczą głównie górnych dróg oddechowych. Najczęściej są to: katar, kichanie, kaszel, świszczący oddech i gorączka. Jednak, z uwagi na niespecyficzność tych symptomów, zakażenie RSV może być łatwo mylone z innymi infekcjami, np. przeziębieniem czy grypą5.

Transmisja wirusa RSV zachodzi głównie drogą kropelkową podczas kaszlu i kichania, a także przez kontakt z zainfekowanymi powierzchniami, jak np. klamki (może na nich przetrwać nawet do kilku godzin!)5.

Komu zagraża ciężki przebieg RSV?
Czynnikiem, który decyduje o większej szansie zakażenia RSV jest wiek – im pacjent starszy, tym ryzyko zachorowania i ciężkiego przebiegu RSV rośnie, z uwagi na naturalnie słabsze funkcjonowanie układu odpornościowego. Zatem zakażenie RSV w przypadku osób młodych i zdrowych przebiega zwykle szybko i w sposób łagodny, przypominający przeziębienie. Istnieją jednak grupy osób obarczone ryzykiem cięższego przebiegu i wystąpienia poważnych konsekwencji. Zaliczają się do nich niemowlęta, a także osoby starsze – powyżej 60. roku życia6, szczególnie te, które zmagają się z chorobami przewlekłymi, takimi jak:
W wyniku zakażenia i możliwego ciężkiego przebiegu choroby prowadzącego do zaostrzenia towarzyszących pacjentowi, wymienionych wyżej, chorób przewlekłych, konieczna może stać się hospitalizacja. Sytuacja ta, paradoksalnie, może prowadzić do dodatkowych niebezpieczeństw, związanych z możliwością zakażenia szpitalnego, z uwagi na podatność osłabionego organizmu na kolejne infekcje8,9.

Tymczasem, jak wynika z badań, blisko 90% osób, które ukończyły 60 lat zmaga się z chociaż jedną chorobą współistniejącą10, co oznacza, że w Polsce w grupie ryzyka znajduje się zdecydowana większość seniorów.

Nie ryzykuj! Ochroń się przed RSV
Obecnie w Polsce najlepszym sposobem zapobiegania zakażeniu RSV jest przyjęcie szczepionki ochronnej. Szczepienie przeciwko RSV, zgodnie z wytycznymi Programu Szczepień Ochronnych, rekomendowane jest wszystkim pacjentom od 60. roku życia3 i może zostać wykonane na jednej wizycie razem ze szczepieniem przeciwko grypie4.

Profilaktyka zakażeń RSV w formie szczepień to rozwiązanie dostępne i stosowane w wielu krajach Unii Europejskiej, w tym w Polsce. Jest to skuteczna metoda, która chroni przed możliwymi, naprawdę ciężkimi konsekwencjami choroby, jakie mogą wystąpić szczególnie u osób starszych, obciążonych chorobami współistniejącymi. Oczywiście na RSV mogą zachorować także dzieci, jednak osobom w podeszłym wieku zagrażają poważne konsekwencje przyznaje dr Grażyna Cholewińska, specjalista chorób zakaźnych, ordynator w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla województwa mazowieckiego. Warto wiedzieć, że takie szczepienie może być wykonanie nie tylko u progu sezonu chorobowego, przed którym właśnie stoimy, ale przez cały rok i z pewnością warto z niego skorzystać. O szczegółach szczepienia przeciwko RSV, w kontekście swojego przypadku, warto porozmawiać ze swoim lekarzem – uzupełnia.

Przyjęcie szczepienia przeciwko RSV to jeden z kluczowych elementów troski o zdrowie seniora, który jednocześnie pozwala na ochronę przed zakażeniem także członków rodziny i bliskiego otoczenia oraz, co istotne, niezaszczepionych niemowląt11.

 

Piśmiennictwo:

  1. Barr R, Green CA, Sande CJ, Drysdale SB. Respiratory syncytial virus: diagnosis, prevention, and management. Ther Adv Infect Dis. 2019; 6:2049936119865798.
  2. Savic M, Penders Y, Shi T, Branche A, Pirçon J-Y. Respiratory syncytial virus disease burden in adults aged 60years and older in high-income countries: a systematic literature review and meta-analysis. Influenza Other Respir Viruses 2022 November 11. Available at: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1111/irv.13031
  3. https://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/2024/index_mp.html(dostęp: 09.2024);
  4. Rekomendacje grupy ekspertów w zakresie szczepień przeciw wirusowi RS osób dorosłych, https://www.termedia.pl/Rekomendacje-grupy-ekspertow-w-zakresie-szczepien-przeciw-wirusowi-RS-osob-doroslych,98,52098,0,0.html(dostęp 08.2024)
  5. Duszczyk E., Zakażenie RSV – objawy, leczenie, powikłania, https://www.mp.pl/pacjent/choroby-zakazne/choroby/zakazenia-wirusowe/321332,zakazenia-rsv-objawy-leczenie-powiklania(dostęp 08.2024).
  6. Centers for Disease Control and Prevention (CDC), 2022. RSV in Older Adults and Adults with Chronic Medical Conditions, https://www.cdc.gov/rsv/high-risk/older-adults.html(dostęp 05.2024).
  7. Branche AR, Saiman L, Walsh EE, Falsey AR, Sieling WD, Greendyke W, Peterson DR, Vargas CY, Phillips M, Finelli L. Incidence of Respiratory Syncytial Virus Infection Among Hospitalized Adults, 2017-2020. Clin Infect Dis. 2022 Mar 23 ;74(6):1004-1011.
  8. Staphylococcus aureus Infections and Antibiotic Resistance in Older Adults | Clinical Infectious Diseases | Oxford Academic (oup.com) [Zakażenia staphylococcus aureus i oporność antybiotykowa u starszych dorosłych]
  9. Godefroy R, Giraud-Gatineau A, Jimeno MT, Edouard S, Meddeb L, Zandotti C, Chaudet H, Colson P, Raoult D, Cassir N. Respiratory Syncytial Virus Infection: Its Propensity for Bacterial Coinfection and Related Mortality in Elderly Adults. Open Forum Infect Dis. 2020 Nov 12;7(12):ofaa546.
  10. Long-term conditions and multi-morbidity | The King’s Fund (kingsfund.org.uk) [Długookresowe warunki i wielochorobowość]
  11. Kuchar E., Kokonowa strategia szczepień – sposób na ochronę najmłodszych dzieci przed chorobami zakaźnymi, https://www.mp.pl/szczepienia/specjalne/89755,kokonowa-strategia-szczepien-sposob-na-ochrone-najmlodszych-dzieci-przed-chorobami-zakaznymi(dostęp 08.2024).

źródło: GSK

Polskie Towarzystwo Pediatryczne w ścisłej współpracy z ekspertami medycznymi z obszaru medycyny rodzinnej, neonatologii i wakcynologii opracowało Program Polityki Zdrowotnej pt.: „Jednokrotne uodpornienie bierne przeciwciałem monoklonalnym w zakresie profilaktyki zakażeń dolnych dróg oddechowych spowodowanych wirusem RS na lata 2025–2030”. To odpowiedź na niezaspokojoną dotychczas potrzebę zdrowotną, jaką jest zapobieganie hospitalizacjom związanym z zakażeniem dolnych dróg oddechowych spowodowanych przez zakażenie wirusem RS. Celem programu jest eliminacja ryzyka hospitalizacji z powodu zakażeń RSV wśród dzieci do 2. roku życia. Program jest wspierany przez Radę Naukową Koalicji na rzecz profilaktyki zakażeń RSV.
 
Wirus RS – poważny problem
Wirus RS, czyli syncytialny wirus nabłonka oddechowego (ang. respiratory syncytial virus)  jest jedną z najczęstszych przyczyn zakażeń dolnych dróg oddechowych (LRTI) u niemowląt i dzieci poniżej 1. roku życia na świecie. Szacuje się, że na całym świecie odpowiada on rocznie za 13 milionów zakażeń, 2,2 miliona hospitalizacji i prawie 44 tys. zgonów dzieci poniżej 1. roku życia. Z danych epidemiologicznych wynika, ze w Polsce

w sezonie zakażeń 2022/23 odnotowano ponad 20 700 hospitalizacji z powodu zakażeń RSV z czego 70% dotyczyło dzieci poniżej 12. miesiąca życia. Wirus RS jest nawet 4-krotnie bardziej zakaźny niż wirus grypy, co oznacza, że osoba z wirusem RS może zakazić 4 osoby zdrowe, podczas gdy osoba z grypą tylko jedną. Liczba hospitalizacji spowodowana wirusem RS jest niemal 3-krotnie większa niż liczba hospitalizacji spowodowanych wirusem grypy.

Nie ma szczepionki przeciwko RSV dla dzieci i brak jest skutecznego leczenia przyczynowego infekcji wywołanych RSV, dlatego zalecane jest stosowanie profilaktyki biernej, która pozwala ograniczyć liczbę zachorowań, hospitalizacji i powikłań. Ostatnie lata pokazują, że wirus RS jest zagrożeniem dla wszystkich dzieci, nie tylko z grup ryzyka. Oddziały pediatryczne pękają w szwach, a światowe dane pokazują, że nawet 79% dzieci hospitalizowanych z powodu zakażeń RSV to dzieci zdrowe, urodzone w terminie.

W tej chwili w Polsce dostępna jest immunoprofilaktyka bierna tylko dla wybranych grup – wcześniaków, dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną i dzieci z wrodzonymi wadami serca, które mogą skorzystać z bezpłatnej ochrony. To oznacza, że ochroną przeciwko wirusowi RS objętych jest ok. 1,5% wszystkich dzieci do 1. roku życia. Pozostałe dzieci (ok. 98,5%) nie są objęte profilaktyką bierną w pierwszym dla nich sezonie zakażeń RSV.

Organizacje międzynarodowe i europejskie zalecają zwiększenie dostępu do profilaktyki biernej i wdrażanie programów, które pozwolą zabezpieczyć przed tym wirusem szeroką populację dzieci. Polscy eksperci zrzeszeni w ramach Koalicji na rzecz profilaktyki zakażeń RSV też mówią o tej potrzebie. Opracowali oni publikację pt. „Zakażenia syncytialnym wirusem oddechowym w polskiej populacji pacjentów pediatrycznych
z perspektywy ekspertów”, w której zalecają wprowadzenia niezbędnych zmian systemowych, które w przyszłości pozwolą chronić wszystkie dzieci przed wirusem RS.

Tym bardziej, że zostały zarejestrowane nowe preparaty, które dają możliwość uodpornienia w zakresie zakażeń RSV. Udowodniono ich wysoką skuteczność kliniczną i korzystny profil bezpieczeństwa, dlatego są rekomendowane do szerokiego udostępnienia w praktyce klinicznej. W sezonie 2023/2024 z takiej populacyjnej ochrony mogły już skorzystać wszystkie noworodki i dzieci poniżej 1. roku życia w Hiszpanii, Francji oraz Luxemburgu.

Program Polityki Zdrowotnej – odpowiedź na potrzebę zdrowotną
Odpowiedzią na potrzebę społeczną, jaką jest ochrona przed wirusem RS, a także na rekomendacje dotyczące wprowadzania programów prewencyjnych dla szerokich populacji jest Program Polityki Zdrowotnej RSV przygotowany przez Polskie Towarzystwo Pediatryczne pt.: „Jednokrotne uodpornienie bierne przeciwciałem monoklonalnym w zakresie profilaktyki zakażeń dolnych dróg oddechowych spowodowanych wirusem RS na lata 2025–2030”.

Program został przygotowany w ścisłej współpracy z prof. Ewą Helwich, konsultantem krajowym w dziedzinie neonatologii, prof. Agnieszką Mastalerz-Migas, konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny rodzinnej, prof. Jackiem Wysockim, prezesem Polskiego Towarzystwa Wakcynologii i prof. Janem Mazelą, prezesem-elektem Polskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej. Zakażenia wirusem RS dotyczą wszystkich dzieci, co potwierdza liczba zachorowań w ostatnich latach. Oddziały pediatryczne pękają w szwach. Wspólnie opracowaliśmy program, który obejmie szeroką populację dzieci do 12. miesiąca życia i którego wdrożenie może realnie wpłynąć na spadek liczby zachorowań i hospitalizacji z powodu infekcji RSV w Polsce – powiedziała prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego.

Program Polityki Zdrowotnej RSV obejmie wszystkie noworodki i niemowlęta do 1. roku życia w trakcie pierwszego dla nich sezonu zakażeń RSV (bez względu na urodzeniowy wiek ciążowy). Głównym celem programu jest eliminacja ryzyka hospitalizacji z powodu zakażenia RSV poprzez uodpornienie minimum 10% populacji docelowej w latach 2025-2030. Program zakłada, że w każdym powiecie w Polsce zostanie uruchomiona co najmniej 1 placówka medyczna realizująca program. Dodatkowo program zakłada uzyskanie co najmniej 90% deklaracji rodziców/opiekunów prawnych dzieci o tym, że uzyskali potrzebną wiedzę na temat zakażeń wirusem RS i sposobów profilaktyki.

Program będzie realizowany z zastosowaniem przeciwciała monoklonalnego – nirsewimabu, który został zarejestrowany do jednorazowego podania we wskazaniu obejmującym szeroką populację noworodków i niemowląt w pierwszym dla nich sezonie zakażeń RSV. Szerokie wskazanie rejestracyjne preparatu umożliwia jego powszechne stosowanie. Nirsewimab cechuje się długim okresem półtrwania, dzięki czemu jednorazowe podanie zapewnia ochronę na co najmniej 5 miesięcy, co odpowiada długości typowego sezonu zakażeń RSV. Europejskie organizacje z zakresu pediatrii i neonatologii (m.in. hiszpańskie i francuskie) w swoich najnowszych rekomendacjach klinicznych zalecają stosowanie nirsewimabu w populacji noworodków i niemowląt głównie poniżej 6. miesiąca życia. Badania kliniczne potwierdzają, że zastosowanie nirsewimabu redukuje ryzyko infekcji dolnych dróg oddechowych z powodu RSV o 79% w porównaniu z placebo. Podanie nirsewimabu zmniejsza liczbę wizyt ambulatoryjnych o 84%, a liczbę przyjęć na oddział intensywnej terapii o 96%, redukuje konieczność zastosowania tlenoterapii o 88%, a konieczność zastosowania wentylacji mechanicznej o 90%. 

Autorzy programu zakładają, że ze względu na sezonowość wirusa RS u dzieci urodzonych w okresie od września do kwietnia podanie przeciwciała stosowanego w ramach programu będzie mieć miejsce najczęściej w 1. miesiącu życia, tak aby dziecko od razu było zabezpieczone na cały sezon zakażeń. Natomiast u dzieci urodzonych w okresie od maja do sierpnia, lek będzie mógł być podany przed rozpoczęciem sezonu (w Polsce zazwyczaj pomiędzy wrześniem a listopadem), a więc w zależności od miesiąca urodzenia najczęściej między 2. a 6. miesiącem życia dziecka.

Analizując dane demograficzne oraz dane z realizowanych wcześniej programów profilaktycznych założono, że możliwe jest uzyskanie średniego rozpowszechnienia profilaktyki zakażeń RSV w populacji docelowej na poziomie ok. 24%. Przekłada się to na liczbę dzieci, które zostaną objęte programem wynoszącą ok. 60 tys. w pierwszym roku trwania programu. Liczba ta będzie spadać do ok. 54 tys. w kolejnych latach ze względu na spadek liczby urodzeń.

Dlaczego Program Polityki Zdrowotnej RSV?
Wdrożenie Programu Polityki Zdrowotnej RSV przyniesie korzyści nie tylko szerokiej populacji dzieci i ich rodzicom, ale także systemowi opieki zdrowotnej. Zmniejszenie liczby infekcji wpłynie na zmniejszenie liczby hospitalizacji, które są bardzo kosztochłonne.
Korzyści wynikające z wprowadzenia programu profilaktyki zakażeń RSV dla szerokiej populacji dzieci to przede wszystkim:
 
Program Polityki Zdrowotnej jest wdrażany w przypadku ważnych zjawisk epidemiologicznych, a zakażenia wirusem RS z pewnością do takich należą. Podobne programy dotyczą badań przesiewowych noworodków, leczenia hemofilii czy leczenia antyretrowirusowego osób z wirusem HIV. Dzięki finansowaniu leku stosowanego do profilaktyki zakażeń wirusem RSV w ramach programu Polityki Zdrowotnej możemy objąć ochroną całą populację dzieci do 12. miesiąca życia. Nie znam programu lekowego, który obejmowałby tak dużą liczbę osób. Programy lekowe mają to do siebie, że ograniczają grupy pacjentów, którzy mogliby z nich skorzystać poprzez wprowadzane kryteria kwalifikacji. A my nie chcemy ograniczać grupy dzieci, które będą zabezpieczane przed wirusem RS. Tylko zabezpieczenie całej populacji może realnie wpłynąć na zmniejszenie liczby infekcji i hospitalizacji z powodu RSV. Tak jak w przypadku innych chorób zakaźnych liczba osób zabezpieczonych ma ogromne znaczenie – im więcej, tym lepiej – powiedziała prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego.

Realizacja Programy Polityki Zdrowotnej RSV
Po zatwierdzeniu programu przez Ministerstwo Zdrowia i wprowadzenie rozporządzenia przez Narodowy Fundusz Zdrowia zostanie wybrany ośrodek koordynujący program oraz placówki medyczne,  które będą go realizować. Wyłonienie zarówno ośrodka koordynującego, jak i placówek medycznych odbywa się w drodze konkursu ofert, zgodnie z wymogami uwzględnionymi w Ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Program ma charakter dobrowolny, a warunkiem udziału będzie wyrażenie zgody przez rodzica/opiekuna prawnego dziecka. Program zostanie sfinansowany ze środków publicznych.

Program jednokrotnego uodpornienia biernego przeciwciałem monoklonalnym w zakresie profilaktyki zakażeń dolnych dróg oddechowych spowodowanych wirusem RS doskonale wpisuje się w założenia obecnego rządu dotyczące profilaktyki i zdrowia dzieci. Jestem przekonana, że wprowadzenie zabezpieczenia dla szerokiej populacji najmłodszych dzieci szybko przyniesie wymierne korzyści zdrowotne dla dzieci i finansowe dla systemu opieki zdrowotnej – dodała prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego.

źródło: Polskie Towarzystwo Pediatryczne

Statystyczny dorosły choruje na przeziębienie nawet 4 razy do roku 1 . Infekcjom towarzysząuciążliwe i powszechnie znane wszystkim objawy, w tym szczególnie często zgłaszany przezpacjentów ból gardła, który w 70 do 95 proc. przypadków ma podłoże wirusowe. Jak poradzićsobie z bólem gardła? W większości przypadków na pewno nie antybiotykiem – podkreślająspecjaliści.
Okres jesienno-zimowy kojarzy się ze zwiększoną częstotliwością występowania wszelkich infekcji układu oddechowego. Występujące sezonowo niska wilgotność powietrza, spadek lub znaczące wahania temperatury oraz deficyt światła wpływają na szybkość przenoszenia się wirusów, a także upośledzają naturalną odporność organizmu. Powszechna większa podatność na drobnoustroje skutkuje nieprzyjemnymi objawami, w tym bólem gardła. Choć ból gardła nie wydaje się dużym wyzwaniem zdrowotnym i bywa lekceważony przez chorych, nieprawidłowe leczenie może prowadzić do narastającego dyskomfortu i w konsekwencji konieczności wizyty w gabinecie lekarskim. Przyczyn bólu gardła może być kilka – wirusy, bakterie, alergie, aktywne i bierne palenie tytoniu. Jednak statystycznie najczęstszą przyczyną bolącego gardła (do 95 proc. zachorowań) pozostają wirusy.

Jak rozpoznać, z jaką infekcją mamy do czynienia?

Zdecydowanie po objawach. Wśród najczęściej występujących symptomów znajdują się kaszel, katar, chrypa, czy nawet zapalenie spojówek. Niestety większość pacjentów ma trudność ze zidentyfikowaniem powodu swojej choroby, dlatego w przypadku jakichkolwiek wątpliwości warto zgłosić się do internisty, żeby adekwatnie dobrać leczenie. Pomimo tego, że za większość infekcji gardła odpowiadają wirusy, ból gardła pozostaje najczęstszym powodem stosowania antybiotykoterapii na świecie. Nieprawidłowo przepisany antybiotyk nie pomaga, a długoterminowo może wręcz zaszkodzić. Zbyt częste sięganie po silne preparaty wbrew wskazaniom medycznym prowadzi do wzrostu odporności bakterii na daną substancję, co utrudnia proces rekonwalescencji w przyszłości.
Jeśli nie antybiotyk, to co?
Kurację bólu gardła warto rozpocząć od prewencji i sposobów domowych takich jak korzystanie z nawilżaczy powietrza, spożywanie dużej ilości płynów z przewaga ciepłych napoi, częstszy i regularny odpoczynek. Naturalne substancje często mają właściwości przeciwzapalne, co wspiera układ immunologiczny przy rozpoczynającej się infekcji. Powszechnie stosowanymi substancjami są płukanki ziołowe, szałwia, rumianek lub stosowanie roztworu wody z solą. Coraz bardziej popularne staje się także stosowanie wyłącznie naturalnych produktów, kategoryzowanych jako suplementu diety. Zadaniem takich produktów najczęściej jest głównie nawilżenie błony śluzowej gardła.

Choć nie warto ich przekreślać, domowe metody mają jednak swoje ograniczenia. W momencie, gdy ból staje się intensywny do metod profilaktycznych powinno dołączyć się substancje o potwierdzonym działaniu leczniczym. Na rynku dostępnych jest wiele leków wydawanych bez recepty, które posiadają właściwości przeciwzapalne, dające ulgę niezależnie od przyczyny infekcji.

Wybrane z nich posiadają lidokainę, mającą kluczowe znaczenie w szybkim niwelowaniu bólu gardła, który sprawia dyskomfort i ogranicza spożywanie posiłków czy przyjmowanie płynów tak istotnych w przypadku chorób. Takie produkty zażyte w odpowiednim momencie infekcji pomagają w skróceniu okresu chorobowego.

Ból gardła i objawy z nim związane takie jak pieczenie, drapanie czy nieprzyjemne uczucie podczas przełykania szczególnie doskwierają najmłodszym. Rodzice, chcąc ułatwić dzieciom proces leczenia, wybierają często pastylki lecznicze, które są dla nich przyjemne w smaku. Oprócz swoich walorów smakowych, zawierają skuteczne substancje lecznicze i przeciwbólowe, m.in. chlorowodorek lidokainy, substancję o działaniu znieczulającym, która wpływa na poprawę samopoczucia dziecka. Warto skorzystać z nich w razie infekcji, ale równocześnie zadbać o to, żeby nie przekroczyć dawek dziennych poszczególnych substancji.

– Przeziębienie, zapalenie gardła czy angina to infekcje, na które jesteśmy wszyscy narażeni przez całe życie. Kluczowe znaczenie ma jednak świadomy dobór preparatów leczniczych. Warto pamiętać, że na rynku dostępne są różne środki i różne kategorie produktów. Wśród nich istotną półkę stanowią leki OTC, czyli sprzedawane bez recepty preparaty, których jakość i bezpieczeństwo gwarantują zastosowane w procesie produkcyjnym restrykcyjne normy wytwarzania. Wybierając odpowiednie rozwiązanie dla siebie, warto skorzystać z konsultacji z farmaceutą, a w przypadku przedłużających się objawów zgłosić się do lekarza. – podkreśla Olga Drozdowicz, Senior Brand Manager Kategorii Gardło w STADA Poland.

Żródło informacji: MSL Group

Okres jesienno-zimowy obfituje w różne infekcje dróg oddechowych. Okazuje się, że co drugi Polak (50,3 proc.) chodzi do pracy z infekcją i gorączką. Co trzeci (33,2 proc.) przyznaje, że robi tak od czasu do czasu, co dziesiąty (11,3 proc.) twierdzi, że często, a 5,8 proc. bardzo często. Polacy zapytani o powody chodzenia do pracy z infekcją wskazują przede wszystkim względy ekonomiczne, ale również zbyt dużą liczbę obowiązków zawodowych, które mogłyby się nawarstwić podczas ich nieobecności oraz obawy przed reakcją szefa. Blisko 40 proc. podkreśla, że idzie z infekcją do pracy, bo nie ma ich kto zastąpić.
Z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Erecept.pl wynika, że ponad połowa Polaków chodzi do pracy z infekcją oraz gorączką. Dlaczego? Respondenci biorący udział w badaniu opinii wskazali względy ekonomiczne (tak odpowiedziało 38,7 proc. respondentów), zbyt dużą liczbę obowiązków, która może nawarstwić się podczas ich nieobecności w pracy (37,6 proc.) oraz brak zastępstwa (37,3 proc.). Blisko 30 proc. twierdzi, że idzie do pracy z infekcją, bo boi się reakcji swojego szefa. Aż 25,3 proc. przyznaje, że nie ma szybkiego terminu do lekarza, który mógłby przepisać zwolnienie oraz zalecić odpowiednie leczenie. 

Gdzie najczęściej się zarażamy?

W jakich sytuacjach Polacy łapią jesienno-zimowe infekcje? Respondenci badania opinii, przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Erecept.pl, mieli możliwość wielokrotnego wyboru odpowiedzi na to pytanie.

Co trzeci Polak przyznał, że najczęściej zaraża się od jednego z członków rodziny, który „przyniósł coś” z pracy, szkoły lub przedszkola. Blisko 30 proc. zaraziło się w pracy, szkole, lub na uczelni, 18 proc. podczas zakupów, 15 proc. w komunikacji miejskiej, 16 proc. w przychodni pełnej chorych ludzi.

Blisko 50 proc. przyznało, że najczęściej choruje, gdy przemarznie i przemoknie (48,3 proc.). Powodem niższej odporności i zachorowania jest też często przemęczenie codziennymi obowiązkami (31,3 proc.).

Jak nie zarazić siebie i innych?

W przypadku infekcji blisko 70 proc. Polaków leczy się domowymi, naturalnymi sposobami albo lekami dostępnymi bez recepty. Aż 61,6 proc. uważa, że najważniejsze w przypadku jesienno-zimowej infekcji są odpowiednie leki i szybko wdrożone leczenie. Nieco ponad 50 proc.sądzi, że najważniejszy jest spokój i odpoczynek, a przeszło 20 proc. wskazało na szybki kontakt z lekarzem.

– Aby nie wychodzić z infekcją z domu, nie zarażać innych, ale również nie przebywać w przychodni pełnej innych chorych warto, w razie potrzeby, umówić się na teleporadę. W trakcie konsultacji telemedycznej lekarz podejmie decyzję czy teleporada jest wystarczającą formą kontaktu, jakie leki przepisać, czy dać pacjentowi skierowanie na dodatkowe badania diagnostyczne oraz przedstawi dalsze zalecenia – mówi Paweł Białas, prezes Erecept.pl.
Dlaczego Polacy korzystają z telemedycyny?

Polacy, zapytani o to, dlaczego korzystają z konsultacji telemedycznych w przypadku infekcji odpowiedzieli, że tak jest najszybciej, bo termin takiej konsultacji jest możliwy nawet tego samego dnia (33,6 proc.) i nie trzeba jechać do przychodni, gdzie jest dużo chorych ludzi (35,3 proc.). Ich zdaniem, w przypadku infekcji, teleporada jest wystarczająca (33,9 proc.).

Źródło informacji: Agencja Grupa BRM

Spadek odporności i częste infekcje – zarówno bakteryjne, jak i wirusowe, pojawiające się opryszczki wargowe, półpasiec, problemy z gojeniem ran, wysypki skórne, brak energii oraz podwyższone ryzyko osteoporozy to tylko niektóre z problemów, które mogą być wynikiem nieprawidłowego odżywiania. Dotyczy to zarówno osób dotkniętych chorobami przewlekłymi, jak i osób po 60. roku życia. Pierwszymi objawami są zmiany w odczuwaniu smaku i zapachu oraz obniżony apetyt. Skutkiem tego jest niechęć do spożywania posiłków, a to z kolei zwiększa ryzyko niedożywienia. W jaki sposób możemy temu zaradzić?
Podstawą wzmocnienia naturalnej odporności organizmu jest zróżnicowana dieta, dostarczająca odpowiedniej ilości kalorii, ale również białka, witamin, składników mineralnych i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jest to szczególnie ważne przy planowaniu posiłków osób starszych, u których pojawiają się problemy zdrowotne. Seniorzy z obniżoną odpornością są bardziej podatni na wszelkiego rodzaju infekcje, przeziębienie czy grypę, które mogą stanowić poważne zagrożenie dla ich zdrowia, a nawet życia.

Spadek odporności u seniorów często ma związek z niewłaściwym żywieniem, kiedy to organizm nie otrzymuje niezbędnych składników odżywczych. Kluczową rolę w utrzymaniu równowagi organizmu odgrywa nasz układ pokarmowy. Obniżona odporność to częste infekcje, które mogą powodować groźne powikłania, takie jak zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc czy uszkodzenie mięśnia sercowego. Dla seniora są one zagrożeniem życia, dlatego ważne jest, aby każdą infekcję wirusową skutecznie leczyć. Przy czym należy zauważyć, iż antybiotyki równolegle z funkcją leczniczą czynią spustoszenie w układzie odpornościowym i florze bakteryjnej jelit. Stąd niezbędna jest też właściwa dieta, która pomaga wzmacniać odporność, dzięki czemu organizm jest w stanie lepiej poradzić sobie z chorobą. – komentuje ekspertka, dr n. med. Maria Katarzyna Owczarska.

Prawidłowa dieta przekłada się na odporność
Eksperci od wielu lat podkreślają, że to w głównej mierze jelita odpowiadają za prawidłową pracę układu odpornościowego. To właśnie w nich bytuje nasza mikroflora, niezbędna do prawidłowego funkcjonowania całego organizmu. Myśląc o zdrowej diecie seniora, trzeba też wiedzieć, że z wiekiem zmienia się funkcjonowanie w obrębie przewodu pokarmowego: począwszy od zmniejszonego wydzielania śliny, pogorszonego odczuwania smaków i zapachów, na upośledzonym trawieniu oraz wchłanianiu skończywszy. Częste biegunki, bóle brzucha, wzdęcia czy choroby zapalne jelit mogą być symptomem problemów układu immunologicznego. W związku z tym, aby posiłki osób starszych były dobrze dopasowane do ich potrzeb, powinny charakteryzować się wysoką gęstością odżywczą – w małej objętości dostarczać znacznych ilości wszystkich makro- i mikroskładników odżywczych. Na jakie komponenty diety należy zwrócić szczególną uwagę?

Istotne jest ustalenie zapotrzebowania energetycznego. 75-letnia kobieta będzie potrzebowała dziennie o 500 kcal mniej niż jej 45-letnia koleżanka. Podobnie jest w przypadku mężczyzn – w analogicznej sytuacji zapotrzebowanie energetyczne będzie się różnić o 800 kcal. Wraz z wiekiem ta różnica powiększa się. Jednocześnie zapotrzebowanie na większość składników odżywczych pozostaje na tym samym poziomie lub nawet się zwiększa, dlatego dieta osób po 65 r. ż. musi być szczególnie dobrze zbilansowana i o wysokiej wartości odżywczej. Niezwykle ważne jest zwiększenie w diecie ilości białka, nawet o 20%! Dorosła osoba zdrowa powinna spożywać 0,8-1,0 g białka/kg masy ciała/dobę, dla zdrowego seniora ta zalecana ilość to już 1,0-1,2 g/kg, dla przykładu przy wadze 70 kg wskazane spożycie to min 70-84 g białka dziennie. Zawarte w białkach aminokwasy są kluczowe dla budowy oraz prawidłowej pracy mięśni – niedobór białka w diecie sprzyja ich osłabieniu. Ponadto aminokwasy są niezbędne do budowy przeciwciał – ważnych elementów odpowiadających za odporność organizmu. – dodaje ekspertka.


8 najważniejszych zasad diety seniora

Dla zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia każdy senior powinien przestrzegać podstawowych zasad zbilansowanej diety:
1) Spożywanie 4-5 niewielkich posiłków zapobiega napadom głodu i nadmiernemu obciążeniu przewodu pokarmowego.
2) Wypijanie min. 2 litrów płynów.
3) W codziennych posiłkach powinny się znaleźć chude gatunki mięs, nabiał, jajka czy ryby. Działanie regulujące pracę układu odpornościowego wykazują również kwasy tłuszczowe omega-3, które znajdują się m.in. w tłustych gatunkach ryb morskich czy tranie.  
4) Ważna jest również właściwa ilość spożywanego wapnia, którego źródłem są produkty mleczne, jaja, zielone warzywa czy nasiona roślin strączkowych. Oprócz budowania kości wapń uczestniczy także m.in. w procesie krzepnięcia krwi, wpływa na prawidłową pracę układu nerwowego oraz mięśniowego.
5) Pamiętać trzeba o szczególnym zadbaniu o spożycie witamin z grupy B – B6 i B12 – oraz suplementacji witaminy D, której synteza i wchłanianie z przewodu pokarmowego jest osłabione.
6) Wskazane jest ograniczenie spożywania tłustych mięs i wędlin/wieprzowiny/tłuszczów pochodzenia zwierzęcego/smalcu/oraz soli.
7) Należy unikać  nadmiernego i regularnego spożywania alkoholu.
8) Warto eliminować wysokoprzetworzoną żywność typu fast food, ale także gotowe ciasta i ciastka przygotowane na tzw. twardych margarynach, zawierających tłuszcze typu trans- nienasycone kwasy tłuszczowe, powstające w trakcie obróbki technologicznej, mają one silne działanie prozapalne.


W żywieniu nie ma dróg na skróty

Pacjenci i ich rodziny często poszukują alternatywnych możliwości budowania odporności. Bywa, że decydują się na suplementy diety. Skład tych produktów może być różnorodny, obejmując pojedyncze substancje roślinne, „witaminy dla seniorów” czy nawet środki homeopatyczne. Niemniej jednak, eksperci z Polskiej Akademii Nauk podkreślają, że nie ma potwierdzenia co do skuteczności tych suplementów we wzmacnianiu układu odpornościowego.

Niedożywienie może spowodować groźne zmiany w organizmie, nie tylko objawiające się utratą masy ciała, ale także mające wpływ na działanie narządów wewnętrznych, zwłaszcza starszych osób. Konsekwencją niedożywienia jest wydłużony proces rekonwalescencji.  Rodziny i opiekunowie często mają trudności z właściwym dostosowaniem diety dla osób starszych, co może prowadzić do niedożywienia. Zwykle usiłują rozwiązać problem braku apetytu, a zwłaszcza niechęć do spożywania potraw mięsnych,  podaniem syropów  wzmagających apetyt, zamiast dążyć do zmiany jadłospisu. Nie tędy droga. – dodaje dr n. med. Maria Katarzyna Owczarska.

W przypadku gdy seniorowi grozi niedożywienie, lekarz może zasugerować specjalistyczne preparaty do żywienia medycznego. Jest to żywność specjalnego przeznaczenia medycznego stworzona po to, by uzupełnić zapotrzebowanie pacjenta na składniki odżywcze, m.in. białko, które trudno jest dostarczyć wyłącznie za pomocą tradycyjnej diety. Żywienie medyczne w małej objętości dostarcza dużej dawki energii i składników odżywczych, a płynna forma ułatwia ich spożywanie. Co równie ważne – występuje w różnych wariantach smakowych oraz dobrze wkomponowuje się w codzienny jadłospis, np. jako składnik koktajlu.

***


O kampanii „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą”
 
Kampania edukacyjna „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” ma na celu budowanie świadomości na temat żywienia medycznego jako integralnego elementu opieki zdrowotnej oraz wsparcie pacjentów i ich opiekunów w procesie leczenia. Od pierwszej edycji zrealizowanej w 2016 działania obejmowały edukację na temat wsparcia żywieniowego w chorobie nowotworowej. W kolejnych latach kampania została poszerzona o aktywności dedykowane neurologii, a także dotyczące żywienia dojelitowego przez specjalny dostęp do przewodu pokarmowego (bezpośrednio do żołądka lub jelita) z uwzględnieniem różnych jednostek chorobowych, w których jest ono stosowane.

Inicjatywa została powołana w 2016 roku przez firmę Nutricia. 

Od V edycji realizowana jest przez Fundację Nutricia.

Kampanię od początku powstania wspiera wiele towarzystw naukowych i organizacji pacjentów. www.zywieniemedyczne.pl

 

O Fundacji Nutricia

Fundacja Nutricia została powołana w 1996 r. przez firmę Nutricia Polska Sp. z o.o. Od początku swojej działalności Fundacja podnosi świadomość na temat roli żywienia, początkowo angażując się m.in. w edukację żywieniową w okresie 1000 pierwszych dni życia dziecka. Od 2019 r. misją Fundacji Nutricia jest edukacja o roli żywienia na różnych etapach życia człowieka. Swoje działania Fundacja kieruje do dzieci i rodziców, pacjentów oraz ich bliskich, przedstawicieli środowiska medycznego, instytucji publicznych i organizacji pozarządowych. Fundacja prowadzi ogólnopolskie programy edukacyjne, takie jak: „1000 pierwszych dni dla zdrowia” czy kampania „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą”. Realizuje także ogólnopolski konkurs grantowy, umożliwiając naukowcom prowadzenie badań naukowych z zakresu żywienia człowieka. 

www.fundacjanutricia.pl

 

Źródło: MSL Group

Szersze testowanie pacjentów z objawami choroby, korzystanie ze szczepień ochronnych czy zapewnienie dostępu do nowej szczepionki monowalentnej – to kilka pomysłów na lepsze zabezpieczenie pacjentów przed COVID-19. Jak zaznacza prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, Wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, jesienny wzrost zakażeń COVID-19 jest już wyraźnie widoczny.
Jesień to tradycyjny okres wzrostu zachorowań na niektóre choroby zakaźne. Sezonowość dotyczy zwłaszcza wirusów przenoszonych na drodze oddechowej. Takim wirusem jest SARS-CoV-2. Dotychczasowe statystyki wskazywały, że nieco wymyka się on znanym trendom – o czym świadczyła m.in. fala zachorowań letnich w 2022 r. Obecnie nie mówimy już o falach, a raczej o sezonowości. Jak mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz tegoroczny jesienny sezon zachorowań już się zaczął i potrwa co najmniej kilka miesięcy.

– Od ponad miesiąca może nawet troszkę dłużej, obserwujemy pojawianie się tych pacjentów. Tak jak w lecie praktycznie pacjentów z COVID-19 w ogóle nie mieliśmy, tak teraz mamy, a proszę pamiętać że my tak naprawdę przyjmujemy tylko ciężkie przypadki, pacjentów wymagających tlenoterapii. W tej chwili u mnie w klinice jest powiedzmy sobie 20-25% łóżek zajętych właśnie przez pacjentów z COVID-19 – powiedział. – Mamy zdecydowanie zaniżoną liczbę rejestracji przypadków COVID-19. Trzeba pamiętać o tym, że niewiele osób diagnozuje zakażenia SARS-COV-2 i jeszcze mniej zgłasza te zakażenia. Wszelkie oficjalne statystyki na pewno nie odzwierciedlają sytuacji, jaka ma miejsce. Wszyscy widzimy wkoło, że jest mnóstwo pacjentów z COVID-19. Diagnozują się albo na własną rękę albo te objawy, które mogą sugerować COVID są przez nich zgłaszane – uzupełnił ekspert.
W jednej z wypowiedzi udzielanej Polskiej Agencji Prasowej, prof. Tomasiewicz stwierdził, że COVID-19 stał się chorobą osób immunoniekompetentnych. Wśród pacjentów chorych na choroby przewlekłe, znacznie częściej COVID-19 wiąże się z ryzykiem ciężkiego przebiegu choroby. Również obecnie obserwacje wskazują na to, że bardziej narażone na zachorowanie, a także hospitalizację z tego powodu są osoby z konkretnych grup.

Nie ulega wątpliwości, że wiek jest bardzo ważnym czynnikiem i wielu naszych pacjentów to są osoby w wieku podeszłym. Druga grupa to pacjenci immunoniekompetentni, a więc pacjenci, którzy albo chorują na choroby nowotworowe czy choroby przewlekłe, albo są w trakcie leczenia tych chorób, przyjmują różnego rodzaju leki immunosupresyjne. Są to też pacjenci, którzy mają inne deficyty odporności, w różnym wieku. Mamy w tej chwili kilku pacjentów w wieku niezaawansowanym, gdzie te obiady objawy COVID-19 są dosyć intensywne. Immunoniekompetentność od początku pandemii miała znaczenie dla każdego wariantu COVID-19, ale myślę, że zwłaszcza dla tych współczesnych wariantów, jest to szczególny czynnik ryzyka rozwoju ciężkiego COVID-19 – tłumaczy prof. Tomasiewicz – Gdybyśmy spojrzeli na zdjęcie rentgenowskie płuc takiego pacjenta, to ono wygląda praktycznie identycznie jak te przypadki które mieliśmy w roku 2020 czy 2021 – dodaje.
Czy istnieją zatem sposoby umożliwiające skuteczną ochronę przed zachorowaniem na COVID-19? Stuprocentowej gwarancji nie zapewni żadne rozwiązanie, jednak zdaniem eksperta jest kilka rzeczy, które można zmienić, by minimalizować skutki COVID-19 także u pacjentów immunoniekompetentnych. Obejmują one m.in. testowanie pacjentów z objawami choroby, czy wznowienie działania na rzecz korzystania ze szczepień ochronnych.

– Jesteśmy w momencie, kiedy wchodzi szczepionka monowalentna, która znajduje się w prawie wszystkich rekomendacjach na świecie. Na razie my dostępu do tej szczepionki w tym momencie nie mamy, a na pewno nie ma jej refundacji. Czekamy na bardziej zdecydowane informacje, kiedy i dla kogo ta szczepionka będzie refundowana
– komentuje prof. Krzysztof Tomasiewicz – Mam nadzieję, że wkrótce pojawią się także inne formy profilaktyki, zwłaszcza że taka protekcja byłaby szczególnie wskazana dla wyselekcjonowanej grupy pacjentów immunoniekompetentnych, gdyż daje praktycznie natychmiastowe i długotrwałe zabezpieczenie. U tych osób profilaktyka jest szczególnie istotna – podsumowuje.

źródło: PublicPolicy
Jeżeli dziecko często choruje, infekcje mają ciężki lub nietypowy przebieg, są nawracające i wymagają przedłużonej antybiotykoterapii, jeżeli konieczna jest opieka wielu specjalistów – warto się zastanowić, czy u podłoża wszystkich problemów zdrowotnych dziecka nie leżą wrodzone błędy odporności. Istotne, aby podejrzenie wrodzonego błędu odporności pojawiło się już podczas kontaktu z lekarzem POZ – pediatrią lub internistą. Wczesne wykrycie choroby oraz wdrożenie odpowiedniego leczenia pozwalają bowiem zmniejszyć częstość infekcji i związanych z nimi poważnych powikłań układowych.
Aby skrócić czas rozpoznania i diagnozy, lekarz POZ powinien przeprowadzić wywiad rodzinny, badanie fizykalne oraz zlecić wykonanie badań laboratoryjnych takich jak: morfologia krwi z rozmazem, proteinogram, stężenie gammaglobulin IgG, IgM, IgA, czyli podstawowych białek odporności. Następnie – w przypadku podejrzenia wrodzonych błędów odporności – należy skierować dziecko do immunologa w celu dalszej diagnostyki.
 
Ze względu na postęp w diagnostyce wielu chorób, u podłoża których znajdują się zaburzenia odporności, nazwa „pierwotne niedobory odporności” (PNO) została zmieniona na „wrodzone błędy odporności”, które podlegają diagnostyce immunologicznej i genetycznej.

Nazwa „pierwotne niedobory odporności” sugerowała wszystkim – i lekarzom, i pacjentom, i rodzicom – że mówimy tylko o chorobach związanych z występowaniem problematycznych infekcji. Natomiast funkcje układu immunologicznego są znacznie bardziej skomplikowane. O wrodzonych błędach odporności możemy mówić także w sytuacjach, kiedy infekcje nie występują wcale albo współwystępują z innymi problemami – tłumaczy dr hab. n. med. Sylwia Kołtan, prof. UMK, Konsultant Krajowy w dziedzinie Immunologii Klinicznej (Katedra Pediatrii, Hematologii i Onkologii Collegium Medicum w Bydgoszczy, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu). – Wrodzone błędy odporności nie tylko poszerzają spektrum myślenia o chorobach z tej grupy jako o niedoborze, lecz także zwracają uwagę na możliwość pojawienia się innych problemów zdrowotnych u naszych pacjentów. Obecnie wyróżnia się dziesięć kategorii wrodzonych błędów odporności.

Infekcje nietypowe, przedłużające się, o ciężkim przebiegu
Przede wszystkim należy pamiętać, że dzieci mogą chorować na wrodzone błędy odporności, i że choroby z tej grupy istnieją. Jeżeli do pediatry trafia pacjent, który cierpi z powodu nietypowej infekcji, wywoływanej przez niestandardowe dla dzieci drobnoustroje, albo przebieg takiej infekcji jest daleki od schematów, ciężki lub wręcz wyjątkowo ciężki, to już jest wskazanie do zastanowienia się, czy u tego dziecka nie występuje jakiś niedobór, błąd odporności.

O wrodzonych błędach odporności powinniśmy pomyśleć przy nawracających chorobach układu oddechowego oraz przy pewnych schorzeniach przewodu pokarmowego – nie tylko powiązanych z chorobami infekcyjnymi. Takie podejrzenie powinno się również pojawić przy zmianach skórnych, szczególne tych ciężkich, czyli zakażeniach bakteryjnych, grzybiczych, wirusowych zakażeniach skóry, atopowym zapaleniu skóry (szczególnie ciężkim), wyprysku, erytrodermii, ziarniniakach skóry. Kolejną istotną sprawą jest to, że u dzieci, które mają wrodzone błędy odporności, mogą pojawiać się powikłania w postaci chorób nowotworowych – mówi prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, Kierownik Kliniki Pediatrii CMKP w Warszawie. 

W przypadku infekcji układu oddechowego – np. zapalenia zatok, zapalenia płuc o etiologii bakteryjnej, zapalenia oskrzeli, zapalenia ucha – istotne jest zwrócenie uwagi na te, które się przedłużają, wymagają szybkiego wdrożenia antybiotyków czy nawet zastosowania przedłużonej antybiotykoterapii. Jest to sygnał alarmowy dla lekarza pediatry, aby zaczął podejrzewać i diagnozować wrodzone błędy odporności.

Znaki szczególne to duża częstotliwość, ciężki przebieg, a w chorobach autoimmunizacyjnych bądź ciężkich chorobach alergicznych – wczesny początek, słaba odpowiedź na leczenie i przebieg, który jest często nietypowy. Bardzo charakterystyczny dla pacjentów z wrodzonymi błędami odporności jest fakt, że są oni objęci opieką wielu specjalistów – mówi prof. Kołtan – Nie tak rzadko w pediatrii mamy też problem z nawrotowymi anginami, w tej grupie dzieci będą pacjenci z tak zwanym PFAPA, czyli nawrotowym zapaleniem gardła, aftami, odczynowym powiększeniem węzłów chłonnych, a przede wszystkim z cykliczną gorączką. Jest to objaw tak charakterystyczny, że rodzice niemal są w stanie stwierdzić: „O, jutro znowu będzie gorączka”.

Sygnały ostrzegawcze, które warto znać
Istnieje dziesięć sygnałów ostrzegawczych, które powinny skłonić rodzica do kontaktu z lekarzem pediatrą, a lekarza pediatrę do poszerzenia diagnostyki w kierunku wrodzonych błędów odporności.
W przypadku zapaleń ucha są to zapalenia nawracające 4 razy w ciągu roku. Kolejne sygnały to 2 ciężkie zapalenia płuc (z naciskiem na ciężkie), 2 lub więcej poważnych zapaleń zatok rocznie – wymienia prof. Jackowska. – Stosowanie antybiotyków przez dwa miesiące lub dłużej to również ważne ostrzeżenie. Do puli należy dodać: konieczność podawania antybiotyków dożylnie, brak przyrostu masy ciała oraz ropnie skóry, szczególnie te nawracające i głębokie, a także pleśniawki jamy ustnej. Jeżeli w tej, częstej u dzieci chorobie, objawy nawracają i bardzo trudno się je leczy to rolą lekarza pediatry jest pomyśleć o wrodzonych błędach odporności.

Jednak nawet najcięższe choroby immunologiczne, nie zawsze dają o sobie znać w pierwszych dniach czy tygodniach życia. Może zdarzyć się tak, że ciężki złożony niedobór odporności okaże się klinicznie widoczny dla rodzica i dla lekarza dopiero wtedy, gdy dziecko będzie miało kilka miesięcy.

Właśnie dla najcięższych chorób immunologicznych bardzo typowe jest to, że dzieci trafiają do szpitala z podejrzeniem wcale nie wrodzonego błędu odporności, tylko z powodu jakiegoś innego problemu, na przykład przewlekłej biegunki czy różnych nieprawidłowości w morfologii krwi obwodowej – dodaje prof. Kołtan.

Podstawa rozpoznania – wywiad rodzinny oraz wstępne badania diagnostyczne
Opóźnienie diagnozy w przypadku najcięższych niedoborów odporności (tzw. ciężki złożony niedobór odporności, SCID) może mieć w konsekwencji tragiczne skutki. Jeśli rozpoznanie choroby nastąpi do trzeciego miesiąca życia i odpowiednio wcześnie zostanie wdrożona właściwa terapia, to jest ogromna szansa, że takie dziecko uda się wyleczyć całkowicie. Jeśli rozpoznanie choroby nastąpi po trzecim miesiącu życia, to niestety szanse na pełne wyleczenie istotnie maleją.

Dlatego tak ważne jest zrobienie pierwszego kroku i już na poziomie lekarza POZ, dokładne zebranie wywiadu rodzinnego, który stanowi podstawę rozpoznania. Należy jak najszybciej sprawdzić, czy w rodzinie były już zdiagnozowane: wrodzone błędy odporności, inne ciężkie choroby, zgony o nieustalonej przyczynie, poronienia oraz martwe porody. Trzeba też skompletować dokładne informacje o tym, jakie choroby występowały u dziecka do tej pory i jaki był ich przebieg.

Ponadto istotne jest wykonanie badań fizykalnych, do których zalicza się między innymi: pomiar masy ciała i wzrostu, badanie głowy i szyi, badanie narządu wzroku i jamy ustnej, kontrola proporcji ciała, długości kończyn, osadzenia uszu oraz – u dzieci – obserwacja zmian skórnych.

Niezwykle ważną dla nas informację stanowi fakt, że w rodzinie wystąpiły wrodzone błędy odporności. Zarówno dla rodziców jak i dla lekarzy, sprawa jest wtedy dużo łatwiejsza bo wszyscy zachowują czujność, myślą o tym niedoborze i wiedzą, że powinien on być wykluczony albo potwierdzony u diagnozowanego dziecka, w celu ustalenia dalszej opieki nad nim – stwierdza prof. Kołtan.

We wstępnej diagnozie lekarz POZ powinien zlecić również wykonanie badań laboratoryjnych: morfologii krwi z rozmazem oraz proteinogram. Morfologię trzeba dobrze zinterpretować, zwracając uwagę nie tylko na krwinki białe (granulocyty czy limfocyty), lecz także na krwinki płytkowe i parametry czerwonokrwinkowe. Zalecane jest też wykonanie badania stężenia gammaglobulin IgG, IgM, IgA, czyli podstawowych białek odporności. Niestety w ramach opieki POZ to badanie jest płatne. Bezpłatnie może zlecić je tylko immunolog, co niestety wydłuża czas zdiagnozowania dziecka z wrodzonym błędem odporności.

Jeżeli w tych badaniach są już bardzo duże odchylenia, radzimy i zalecamy, aby natychmiast skierować dziecko do oddziału zajmującego się diagnostyką i leczeniem wrodzonych błędów odporności. Jeśli natomiast odchylenia są niewielkie, warto udać się do najbliższego szpitala ogólnopediatrycznego, gdzie zostaną wykonane inne badania, mogące potwierdzić albo wykluczyć daną jednostkę chorobową – wyjaśnia prof. Jackowska.

Diagnoza – i co dalej?
Kiedy dziecko wraca od immunologa po diagnozie, niezwykle ważne jest to, żeby wszyscy ze sobą współpracowali. Tej współpracy dowodzi immunolog kliniczny. Opracowuje on zalecenia dotyczące codziennej opieki nad dzieckiem, rozmawia z rodzicami, wskazuje odpowiednią dietę, tłumaczy czego dziecko powinno unikać, czyli na przykład zatłoczonych miejsc, nasłonecznienia, urazów, bo one mogą być niebezpieczne. Immunolog definiuje również objawy alarmowe – mówi prof. Kołtan. – Kolejną osobą w zespole opiekującym się pacjentem jest lekarz pediatra POZ, który reaguje w takich „codziennych” sytuacjach, jak np. wystąpienie gorączki.

Po ustaleniu diagnozy i zgodnie z zaleceniami immunologa należy zrealizować pakiet szczepień ochronnych. Powinny one dotyczyć nie tylko chorego dziecka, lecz także jego otoczenia. Są to tzw. szczepienia „kokonowe”. Dzieci częściej zarażają się w środowisku domowym, niż na przykład na placu zabaw.

Niejednokrotnie lekarz POZ nie otrzymuje odpowiednio szybko informacji, że doszło do rozpoznania wrodzonych błędów odporności o ciężkim przebiegu. Dlatego rodzice powinni natychmiast powiadomić o tym pediatrę, który może podjąć działania jeszcze przed wypisaniem dziecka z oddziału immunologii. Dobrze więc, aby „strategia kokonowa” rozpoczęła się podczas przeprowadzania diagnozy, czyli przed powrotem pacjenta do domu – podsumowuje prof. Jackowska.

Podstawowym leczeniem stosowanym u części osób z wrodzonymi błędami odporności jest zastępcza terapia immunoglobulinami, która zapewnia dziecku ochronę przed infekcjami. Produkty do niej pozyskuje się z osocza krwi ofiarowanego przez zdrową osobę. Aby móc otrzymać ilość preparatu immunoglobulin wystarczającą do leczenia jednego pacjenta z wrodzonym błędem odporności w ciągu roku, trzeba pozyskać osocze z ok. 130 donacji. Dla chorych zatem osocze stanowi bezcenny dar, którym większość z nas może podzielić się z potrzebującymi.

Wrodzone błędy odporności wymagają zazwyczaj leczenia przez całe życie, dlatego tak ważna jest edukacja samego chorego, jego rodziny oraz najbliższego otoczenia. Istotne, aby wiedzę czerpać z rzetelnych źródeł, portali organizacji pacjenckich, np. www.immunoprotect.pl lub platformy stworzonej we współpracy z ekspertami medyczni w dziedzinie immunologii klinicznej i pediatrii www.madraopieka.pl
Ważną rolę w szerzeniu wiedzy w obszarze wrodzonych błędów odporności odgrywają kampanie edukacyjno-społeczne. Tegoroczna druga odsłona kampanii „Odpornością można się dzielić” jest realizowana pod tytułem „O co cho z tym PNO?” i koncentruje się na zwiększeniu rozpoznawalności sygnałów wskazujących na wrodzone błędy odporności u dzieci oraz skróceniu ścieżki diagnostycznej między lekarzem pierwszego kontaktu, pediatrą a immunologiem klinicznym. Materiały edukacyjne w formie wideo dostępne są pod adresem https://madraopieka.pl/odpornoscia-mozna-sie-dzielic/o-co-cho-pno/?utm_source=PR&utm_medium=informacja_prasowa&utm_campaign=O-co_cho_PNO&utm_term=link
 
Inicjatorem działań edukacyjnych kampanii „Odpornością można się dzielić. O co cho z tym PNO” jest Stowarzyszenia na rzecz osób z niedoborami odporności „Immunoprotect”. Partnerami kampanii są: Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Krajowe Forum na rzecz terapii chorób rzadkich – ORPHAN, Fundacja Wymarzona Odporność. Mecenasem kampanii jest firma Takeda.
 
Referencje: 1. Pierwotne Niedobory Odporności. Stan obecny oraz potrzeby diagnostyki i terapii w Polsce, Raport, Warszawa 2017: https://www.pexps.pl/files/upload/files/201710-PEXPS-PNO-raport.pdf, dostęp: 09/2023; 2. Tangye SG et al., J Clin Immunol 42, 1473–1507 (2022); 3. https://www.pptaglobal.org/material/rare-diseases, dostęp: 09/2023.
 
Materiał powstał w ramach kampanii „Odpornością można się dzielić. O co cho z tym PNO?”. Skierowany do dziennikarzy i szerokiej publiczności, przygotowany i sponsorowany przez Takeda, C-ANPROM/PL/IG/0285, 09/2023.
 
źródło: Takeda
Ubiegłoroczny sezon infekcji wirusowych, w porównaniu z poprzednimi, był wyjątkowo długi oraz intensywny. Wirusowe zapalenia gardła, krtani oraz zatok przynosowych wiodły prym w liczbie wizyt lekarskich w POZ w sezonie jesienno-zimowym.  Pacjenci z infekcjami dróg oddechowych zgłaszali się nawet w okresie późnej wiosny, czy początków lata, co w poprzednich sezonach było rzadkością. – podsumowuje Profesor Agnieszka Mastalerz – Migas, Konsultant Krajowa Medycyny Rodzinnej.  
Nowe narzędzia diagnostyczne w POZ wspierają zaufanie pacjentów do leczenia objawowego i przeciwzapalnego
 
Od lipca 2022 roku, po raz pierwszy w POZ, możliwe było bezpłatne wykonanie szybkich testów CRP dla pacjentów do ukończenia 6 roku życia oraz Strep-testów niezależnie od wieku. Od stycznia 2023 roku podjęto decyzję o finansowaniu tzw. testów combo, czyli testów antygenowych służących do diagnostyki COVID-19, grypy oraz wirusa RSV. Niewątpliwie narzędzia te ułatwiły codzienną pracę w podstawowej opiece zdrowotnej. Umożliwiły diagnostykę różnicową nie tylko pomiędzy infekcją bakteryjną a wirusową, ale także rozróżnienie COVID-19, grypy czy też RSV, których obraz kliniczny może być bardzo zbliżony.

„Ukazanie pacjentowi dodatniego wyniku testu po pierwsze wpływało pozytywnie na budowanie zaufania na linii pacjent-lekarz oraz stanowiło obiektywne potwierdzenie etiologii wirusowej schorzenia. Dzięki temu pacjenci wykazywali większą tolerancję dotyczącą czasu leczenia oraz zrozumienia swojej choroby. Wydaje się również, że określenie etiologii choroby utwierdzało w przekonaniu pacjenta o skuteczności i zasadności leczenia objawowego, a leczenie przyczynowe (leki przeciwwirusowe, antybiotykoterapia) zarezerwowano jedynie w razie określonych wskazań.– ocenia doktor Jacek Krajewski, Prezes Porozumienia Zielonogórskiego.
 
Leczenie objawowe wirusowego zapalenia gardła – aktualne wytyczne.[1]
 
Najczęstszymi drobnoustrojami wywołującymi ostre zapalenie gardła i  migdałków podniebiennych są wirusy.  Odpowiadają one za 90-95% przypadków tej choroby u dorosłych. Leczenie takich infekcji powinno być objawowe i przeciwzapalne. Nie ma podstaw do stosowania antybiotyków, które są skuteczne jedynie w przypadku infekcji bakteryjnych.

Zgodnie z wytycznymi w ostrym zapaleniu gardła i migdałków podniebiennych stosujemy leczenie objawowe:
Łagodzenie bólu gardła i stanu zapalnego miejscowo
Łagodzenie dolegliwości bólowych i gorączki
W przypadku braku skuteczności jednego z nich można je stosować naprzemiennie
 
Dodatkowo w leczeniu objawowym możemy zastosować:
Niezbędna edukacja, że antybiotyk nie „jest na wszystko”.
 
Eksperci/Lekarze zwracają uwagę, że w Polsce nadal pokutuje mit/stereotyp, że antybiotykiem można leczyć infekcje powszechnie nazywane przeziębieniem, które mają podłoże wirusowe Potwierdzają to wyniki badania świadomości przeprowadzone przez Ipsen na zlecenie Reckitt:
– co 4 badany niesłusznie/ błędnie uważa, że infekcje wywołaną wirusami należy leczyć antybiotykiem
– 35 % osób stosowało antybiotyk do leczenia infekcji infekcji gardła bez zalecenia lekarza.
 
 
Profesor Agnieszka Mastalerz – Migas podkreśla, że „antybiotyk przyjmowany przy infekcji wirusowej nie dość że nie zadziała, to wpłynie jedynie negatywnie na nasze  zdrowie, niszcząc florę bakteryjną.”

Reckitt jako właściciel marki najbardziej zaufanej[2] w obszarze leczenia górnych dróg oddechowych, której celem jest m.in. poprawa standardów samoleczenia oraz ochrona antybiotyków prowadzi działania edukacyjne skierowane zarówno do profesjonalistów medycznych, jak i pacjentów „Antybiotykooporność jest poważnym wyzwaniem globalnym, Polska znajduje się w negatywnej czołówce państw europejskich, gdzie antybiotyki są nadużywane, dlatego  edukację w tym zakresie uznajemy za kluczową/niezwykle istotną. W tym roku przygotowaliśmy koncepcję wizualną, która, mamy nadzieję, dotrze do wielu osób, zwracając ich uwagę na problem – mówi Inga Songin, Regional Marketing Director Reckitt.  
 
[1] Diagnostyka i leczenie wybranych infekcji oraz stanów zapalnych dróg oddechowych. Wytyczne dla lekarzy POZ – Andrzej M. Fal, Mateusz Babicki, Eliza Brożek-Mądry, Paweł Dobrzyński, Ewa Jaźwińska-Tarnawska, Piotr Karniej, Ernest Kuchar, Agnieszka Mastalerz-Migas, Piotr Rzymski, Anna Wiela-Hojeńska
[2] IPSOS, Strepsils Poland Brand Equity, 04.2022
źródło: enmedica