Medicalpress
Z inicjatywy Fundacji „To Się Leczy” oraz wybitnych ekspertów, prof. Marcina Wojnara, Kierownika Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz dr Aleksandry Lewandowskiej, Konsultant Krajowej w dziedzinie Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, powołano Grupę Ekspercką ds. Ograniczenia Inicjacji Alkoholowej Nieletnich, która od kilku miesięcy pracuje nad konkretnymi rekomendacjami systemowymi, które pozwolą na skuteczniejsze zapobieganie inicjacji alkoholowej wśród najmłodszych. Dla części ekspertów jest to temat, którym zajmują się od wielu lat, problem jednak nie znajduje odzwierciedlenia w przepisach. Chociaż najnowsze dane międzynarodowego badania ESPAD 2024[1] pokazują nieznaczny spadek spożycia alkoholu wśród młodzieży, skala zjawiska nadal jest alarmująca. Ponad 73% nastolatków w wieku 15–18 lat miało już kontakt z alkoholem, a najczęściej wybieranym trunkiem pozostaje piwo.
Nieletni zaczynają od piwa. Reklama pozostaje wszechobecna, a rodzice… przytakują

Wyniki badania ESPAD 2024[2] nie pozostawiają złudzeń, że inicjacja alkoholowa nieletnich to wciąż powszechny problem w kraju. Odsetek nastolatków (15 – 18 lat), którzy mają już za sobą doświadczenia z alkoholem wyniósł 73%. Choć odnotowuje się niewielki spadek spożycia alkoholu w stosunku do 2019 roku, to nadal jest on bardzo wysoki, a tempo spadku pozostaje zbyt niskie, aby można było mówić o sukcesach w tym obszarze. Co istotne, począwszy od pierwszych badań ESPAD najbardziej popularnym napojem alkoholowym wśród młodzieży jest piwo. Wyraźnie widoczne są także lokalne różnice – na Mazowszu[3] wśród młodszej grupy badanych (15-16 lat) rozpowszechnienie spożycia każdego z napojów alkoholowych, z wyjątkiem cydru, wzrosło w stosunku do 2019 r. Niepokoi też fakt rosnącej liczby przypadków upijania się młodzieży – to nie tylko sygnał o łatwym dostępie do alkoholu, ale też o braku skutecznej edukacji i profilaktyce.
 
– Musimy przestać udawać, że to problem, który rozwiąże się sam. Prawie 3/4 nastolatków w Polsce ma już za sobą kontakt z alkoholem, a piwo – dzięki swojej dostępności i wszechobecnej reklamie – normalizuje spożywanie napojów alkoholowych w codziennych sytuacjach. To nie jest kwestia pojedynczych wyborów, ale systemowych zaniedbań. Dlatego jako Fundacja „To Się Leczy”, wspólnie z ekspertami z różnych dziedzin medycyny, ochrony zdrowia, ekonomii, medioznawstwa oraz organizacjami pozarządowymi, zainicjowaliśmy prace nad konkretnymi rekomendacjami, które mogą realnie ograniczyć skalę tego zjawiska. Potrzebujemy lepszego prawa, skuteczniejszej edukacji i większej odpowiedzialności – także po stronie dorosłych. – podkreśla Marek Kustosz, prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Niepokojące dane potwierdziły także wyniki badania opinii społecznej przeprowadzone przez Instytut Człowieka Świadomego w 2024[4], z których wynika, że 8 na 10 niepełnoletnich miało za sobą inicjację alkoholową, a główne jej przyczyny to przyzwolenie dorosłych, wpływ grupy rówieśniczej oraz powszechna reklama piwa.

Blisko 70% nieletnich kierowanych z postanowienia sądów w ramach środka leczniczego, to przede wszystkim osoby z diagnozą uzależnienia, najczęściej mieszanego, od alkoholu i innych substancji psychoaktywnych. Są to konsekwencje zarówno braku uważności ze strony osób dorosłych, ale także podstawowych działań, związanych z profilaktyką, a w tym z edukacją. Zbyt mało uwagi poświęca się napojom bezalkoholowym i wpływowi ich spożywania przez młodych na kształtowanie nawyków. Do Komisji do Spraw Środków Leczniczych dla Nieletnich, której przewodniczę, kierowani są nastolatkowie nawet w wieku lat 12 -13.  Widzimy, jak ten problem narasta i że konieczne jest podjęcie odważniejszych kroków i decyzji, bo aktualne rozwiązania są niewystarczające. – alarmuje dr Aleksandra Lewandowska.

W Polsce mamy paradoks prawny; pomimo zakazu reklamy alkoholi mocnych, który obowiązuje od lat, publiczna reklama piwa jest dozwolona (z pewnymi ograniczeniami). W efekcie, ponad 3/4 nieletnich miało z nimi kontakt[5], Przekaz jaki kreują te reklamy, może być dla wielu mylący, zwłaszcza młodych. Bardzo często promują pozytywny styl życia, relaks, zabawę, a nawet benefity zdrowotne płynące ze spożycia tego trunku, jak np. nawodnienie organizmu. Może to budować błędne poczucie, że piwo to nie alkohol a tylko orzeźwiający napój. Niezbitym faktem jest, że piwo, wino, wódka czy whisky zawierają ten sam alkohol etylowy. Sygnałem alarmującym powinien być również fakt, że aż 78% nieletnich miało pierwszy kontakt z piwem za zgodą rodziców[6]. Ponadto, aż 66% nieletnich kupuje piwo samodzielnie, wskazując na jego niską cenę i łatwą dostępność. W badaniu ESPAD 2024 uczniowie właśnie piwo postrzegają jako „bardzo łatwe do zdobycia” (44%).

Wychowanie w trzeźwości
 
Rozwiązania legislacyjne same w sobie nie zmieniają zachowań i nawyków, ale są podstawą do dalszych działań, jak edukacja zdrowotna, aktywizacja dzieci i młodzieży oraz dorosłych. – Jak wytłumaczyć młodej osobie, że każdy rodzaj alkoholu ma wpływ na młody organizm i niesie za sobą konsekwencje dla zdrowia fizycznego i psychicznego, kiedy w telewizji, w trakcie meczu czy koncertu promuje się picie piwa, panuje społeczne przyzwolenie na jego spożywanie, a sami rodzice kupują swoim dzieciom piwa zero. Przekaz jaki daje państwo, które powinno w szczególności chronić najmłodszych i dbać o ich zdrowie psychiczne, powinien być spójny i jednoznaczny – napoje alkoholowe oraz ich bezalkoholowe odpowiedniki – nie są dla nieletnich. – podkreśla prof. Marcin Wojnar.

– Chcemy wesprzeć decydentów i instytucje odpowiedzialne za ochronę zdrowia w Polsce poprzez wskazanie rozwiązań wypracowanych przez ekspertów, którzy na co dzień pracują z młodzieżą i mają do czynienia z konsekwencjami uzależnienia czy upijania się, oraz specjalistów znającymi realia systemowe i potrzeby w zakresie zdrowia publicznego. Stwórzmy dobre prawo, które będzie stosowane w praktyce i zacznijmy edukację od podstaw. – dodaje Marek Kustosz.

Rekomendacje grupy ekspertów pt. „Jak opóźnić wiek inicjacji alkoholowej nieletnich Polek i Polaków. Edukacja? Zakazy? Regulacje?” zostaną zaprezentowane w połowie roku. Pracują nad nimi specjaliści z dziedzin psychiatrii, zdrowia publicznego, toksykologii, socjologii, medioznawstwa i ochrony zdrowia, m.in. dr Aleksandra Lewandowska, prof. Marcin Wojnar, prof. Mariusz Gujski, dr Anna Depukat, dr Marek Wiśniewski, mgr Janusz Sierosławski, dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dr Jerzy Gryglewicz, dr hab. Andrzej Silczuk, dr Aleksandra Gralczyk, Tomasz Prosiński.

 
[1] https://kcpu.gov.pl/uzywanie-substancji-psychoaktywnych-przez-polska-mlodziez/#tresc
[2] https://kcpu.gov.pl/uzywanie-substancji-psychoaktywnych-przez-polska-mlodziez/#tresc
[3] Używanie alkoholu i narkotyków przez młodzież szkolną – raport z badań ankietowych zrealizowanych w województwie mazowieckim w 2024 r. Europejski program badań ankietowanych w szkołach ESPAD https://mcps.com.pl/raport-z-badan-ankietowych-zrealizowanych-w-wojewodztwie-mazowieckim-w-2024-r/profilaktyka-uzaleznien/
[4] Raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje” 2024, https://tiny.pl/vjc3bp4c
[5] Raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje” 2024, https://tiny.pl/vjc3bp4c
[6] Raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje” 2024

źródło: Fundacja To Się Leczy

Fundacja TO SIĘ LECZY od trzech lat realizuje badania ankietowe wśród osób z chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, mające na celu poznanie opinii i doświadczeń pacjentów na temat walki z uzależnieniem od palenia tytoniu (nikotynizmem) i potrzebnego wsparcia w zakresie rzucania palenia. Wyniki aktualnego badania, jak i poprzednich edycji, nie napawają optymizmem. Pacjenci mają problem z uzależnieniem od palenia tytoniu, niewielki odsetek jest w stanie samodzielnie porzucić nałóg, tymczasem w systemie opieki zdrowotnej brakuje wsparcia w tym zakresie. Z okazji Światowego Dnia Bez Tytoniu 2024, Fundacja publikuje najnowszy raport z badania.
Pali coraz więcej Polaków
W ciągu czterech ostatnich lat odsetek Polaków deklarujących palenie papierosów (tradycyjnych) niepokojąco rośnie – aktualnie pali ok. 8 000 000 mln. osób. (czyli 29% dorosłej populacji[1]). Związane z paleniem objawy chorobowe i zgony występują zwykle po długim okresie bezobjawowym. Skala i niekorzystne wzory palenia tytoniu w Polsce doprowadziły do epidemii chorób cywilizacyjnych i pogorszenia się stanu zdrowia społeczeństwa polskiego. Umieralność na nowotwory płuca, chorobę występującą prawie wyłącznie u palaczy tytoniu (ok. 90% osób z diagnozą raka płuca, paliło papierosy), jest w Polsce na jednym z najwyższych poziomów na świecie. W konsekwencji co najmniej 70 000 osób umiera co roku z powodu chorób odtytoniowych, takich jak nowotwory, choroby układu krążenia czy choroby układu oddechowego. Większości z nich można zapobiec lub znacznie zmniejszyć ryzyko ich rozwoju, dzięki nierozpoczynaniu palenia tytoniu lub rzuceniu tego nałogu. Co istotne wśród osób uzależnionych od palenia tytoniu (nikotynizm) znajdują się pacjenci z już rozpoznanymi chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, którzy kontynuując palenie, nie zawsze zdają sobie sprawę z negatywnych konsekwencji wdychania dymu tytoniowego na skuteczność leczenia, nasilenie powikłań czy szybkość rekonwalescencji.

U osób palących papierosy, znacząco wzrasta ryzyko chorób układu krążenia, w tym nadciśnienia tętniczego, zawałów mięśnia sercowego, udarów oraz schorzeń onkologicznych, w tym przede wszystkim raka płuca, ale również raka pęcherza moczowego, krtani, nerki, żołądka oraz trzustki i innych. Grupą szczególnie wrażliwą na konsekwencje palenie tytoniu są osoby, które już mają zdiagnozowane choroby onkologiczne lub kardiologiczne. Przykładowo, efektywność leczenia onkologicznego zmniejsza się o ok. 15%, jeśli pacjent kontynuuje palenie. Powoduje ono także więcej skutków ubocznych i działań niepożądanych, trudności w gojeniu ran, czy zwiększenie odczynu popromiennego. U osób leczonych operacyjnie z powodu raka płuca palenie papierosów zwiększa ryzyko dodatkowo powikłań infekcyjnych, przetok oskrzelowo-opłucnowych i niepowodzenia chemioterapii wynikających z lekooporności lub wahań stężeń leków[2] [3].

Palenie to uzależnienie
Zgodnie z najnowszą międzynarodową klasyfikacją chorób WHO ICD-11 uzależnienie od palenia tytoniu (nikotynizm) jest klasyfikowane jako choroba – zaburzenie o podłożu psychicznym. Palenie papierosów powoduje uzależnienie, ponieważ po zapaleniu bardzo szybko dochodzi do wyrzutu dopaminy w układzie nagrody w mózgu, co skutkuje pojawieniem się mechanizmu głodu nikotynowego.

Spośród 57% pacjentów onkologicznych oraz ponad 66% pacjentów kardiologicznych, którzy kontynuują palenie papierosów po diagnozie – ponad połowa (>50%) pali kilkanaście papierosów dziennie i więcej. Wskaźnik ten kształtuje się podobnym poziomie jak w roku ubiegłym, większy spadek ilości wypalanych papierosów jest obserwowany wśród pacjentów z chorobami układu krążenia.

Dlatego, jak podkreślają psychiatrzy, pacjent powinien usłyszeć od lekarza, że cierpi na uzależnienie od palenia i mieć zaoferowaną profesjonalną pomoc. Niestety, w Polsce nie stworzono systemowych rozwiązań dotyczących terapii uzależnień od palenia tytoniu (nikotyny). Osoby uzależnione od palenia – w przeciwieństwie do osób uzależnionych od alkoholu czy narkotyków – nie otrzymują pomocy w rzucaniu palenia oraz w walce z nałogiem i jego konsekwencjami. W Polsce działają tylko 3 kompleksowe poradnie rzucenia palenia (w systemie publicznej opieki zdrowotnej). Wielu pacjentów podejmuje próby walki z nałogiem samodzielnie, często wielokrotne, jednak jak rezultaty nie są zadowalające. Ponadto, jak pokazały wyniki badania ankietowego, tylko ok. 12% chorym podczas procesu diagnostyki i leczenia przekazano informacje o wsparciu w rzucaniu palenia (np. o Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym). A z ponad 57% pacjentów onkologicznych i 34% pacjentów kardiologicznych personel medyczny nie rozmawiał w ogóle o wpływie palenia na zdrowie i leczenie. Brakuje zatem jasnej ścieżki pacjenta z problemem uzależnienia od palenia tytoniu oraz rzetelnych informacji jak postępować, aby odejść od nałogu lub go ograniczyć.

Uzależnienie od palenia tytoniu – to się leczy
Uzależnienie można i trzeba leczyć, jak każdą jednostkę chorobową, ponieważ w większości przypadków silna wola nie wystarcza. Potwierdzają to wyniki badania, gdzie, większość ankietowanych (87%) wskazała, że podejmowała w przeszłości próby rzucenia palenia, Niestety zdecydowanej większości nie udało się rzucić nałogu (62% pacjentów onkologicznych, 70% pacjentów kardiologicznych).

Metody najczęściej stosowane w procesie walki z uzależnieniem od palenia tytoniu to głównie psychoterapia (terapia uzależnień), farmakoterapia obejmująca leki z grupy OTC lub wydawane na receptę oraz nikotynowa terapia zastępcza (plastry, gumy lub tabletki z nikotyną). Swoje miejsce w odchodzeniu od nałogu palenia znajduje również redukcja szkód, polegająca na zastosowaniu alternatywnych produktów nikotynowych. Jest ona skierowana wyłącznie do osób uzależnionych, u których nieskuteczne były inne metody wspierające rzucenie palenia. W najnowszym badaniu, ponad 6% ankietowanych wskazało, że przejście na papierosy elektroniczne pomogło im rzucić palenie papierosów i innych wyrobów nikotynowych. Należy pamiętać, że głównym celem programów antytytoniowych jest uzyskanie pełnej abstynencji (porzucenia nałogu).

Pacjenci podobnie jak w roku ubiegłym wskazali jakiego wsparcia w zakresie rzucenia palenia potrzebują najbardziej, jest to:
Ankietowani odpowiedzieli podobnie jak w poprzedniej edycji. Dlatego ich potrzeby powinny być traktowane poważnie jako drogowskaz dla osób i instytucji odpowiedzialnych za kształtowanie systemu ochrony zdrowia.
Z okazji Światowego Dnia Bez Tytoniu, Fundacja zaprasza także na webinar dla pacjentów oraz ich bliskich „Choruję i palę. Jak sobie pomóc?7 czerwca 2024 r. o godz. 17:00 z udziałem prof. dr hab. n. med. Pawła Koczkodaja, Zastępcy Kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii – PIB w Warszawie oraz Aleksandry Wilk, Koordynatorki Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘLECZY. Więcej informacji na stronie www.tosieleczy.pl

Pełen raport z badania:
https://tosieleczy.pl/index.php/2024/05/28/problem-palenia-tytoniu-pacjentow-onkologicznych-i-kardiologicznych-wynika-badania-ankietowego-edycja-2024/
 
 
[1] „Redukcja palenia papierosów i używania e-papierosów, w szczególności wśród młodego pokolenia”. Polska Akademia Nauk, Warszawa, styczeń 2023
[2] Monitoring changes in smoking and quitting behaviours among Australians with and without mental illness over 15 years, Elizabeth M. Greenhalgh, Emily Brennan, Catherine, Segan, Michelle Scollo, 2021
[3]  Impact of Tobacco Smoking on Outcomes of Radiotherapy: A Narrative Review, Adrian Perdyan, Jacek Jassem, 2022
źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Według Krajowego Rejestru Nowotworów, co roku w Polsce 22 tysiące osób słyszy diagnozę: rak płuca, a według prognozy na 2025 rok zachorowalność wzrośnie do około 23,5 tysiąca. Niestety liczba zgonów związanych z tą chorobą jest zbliżona do liczby zachorowań. Jedynie ok. 15-20 proc. chorych jest diagnozowanych we wczesnym stadium co oznacza, że blisko 80 proc. nowych rozpoznań dotyczy chorych z bardzo złym rokowaniem. Najczęstszą przyczyną raka płuca jest nadal czynne i bierne palenie papierosów. Ok. 90 proc. chorych to osoby, które były narażone na działanie szkodliwych składników dymu tytoniowego.
 – Musimy o tych statystykach przypominać i promować profilaktykę; po pierwsze – by coraz więcej Polaków trwale rozstało się z nałogiem, a po drugie – by profilaktycznie poddawali się badaniom diagnostycznym w kierunku raka płuca. Tym bardziej, że w kwietniu br. pozytywną rekomendację prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymała nowa terapia, która daje pacjentom szansę nawet na wyleczenie. Mam nadzieję, że atezolizumab już niebawem będzie dostępny dla polskich pacjentów z wczesną postacią raka płuca po radykalnej resekcji guza apeluje Aleksandra Wilk dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY. Na to czekają zarówno pacjenci, jak i środowisko medyczne.

Stosowanie nowych, innowacyjnych leków stopniowo zmieniło oblicze raka płuca – sprawiło, że o raku płuca coraz częściej możemy mówić jako o chorobie przewlekłej, a nie śmiertelnej.

– Do niedawna wyleczenie trwałe w przypadku raka płuca było praktycznie nieosiągalne. Obecnie dzięki zastosowaniu terapii ukierunkowanych molekularnie i immunoterapii na wczesnym etapie zaawansowania klinicznego, jako terapii uzupełniających, możemy mówić nie tylko o istotnym obniżeniu ryzyka nawrotu choroby nowotworowej, ale i o leczeniu radykalnym, czyli leczeniu podejmowanym z intencją wyleczenia (a nie wydłużenia przeżycia) – zwraca uwagę dr n med. Katarzyna Stencel Specjalista Onkologii Klinicznej, Kierownik Oddziału Onkologii Klinicznej z Pododdziałem Dziennej Chemioterapii Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii im. Eugenii i Janusza Zeylandów w Poznaniu. – Terapie celowaną już mamy i możemy ją stosować u pacjentów z mutacją EGFR, natomiast teraz czekamy na immunoterapię, którą będziemy mogli stosować u pacjentów bez tej mutacji i bez rearanżacji w genie ALK, z wysoką ekspresją PDL1. Immunoterapia z zastosowaniem atezolizumabu po radykalnej resekcji guza i chemioterapii jest bardziej skuteczna niż sama chemioterapia stosowana pooperacyjnie. Badania kliniczne wykazały 57 proc. redukcję ryzyka nawrotu choroby u osób z wysoką ekspresją PD-L1. To bardzo dużo – dodaje dr Stencel.

 
Rak płuca jest często określany jako „cichy zabójca” ze względu na niecharakterystyczne objawy, nie dając praktycznie żadnych oznak we wczesnym stadium. To sprawia, że diagnoza często jest opóźniana, a nowotwór rozwija się niezauważenie. Szacuje się, że odsetek 5-letnich przeżyć w przypadku diagnozy w I stadium wynosi 68-92 proc., w II stadium 53-60 proc., w III stadium 13-36 proc., zaś w IV stadium zazwyczaj nie przekracza 10 proc.[1] Rak płuca ma tendencję do szybkiego wzrostu i rozprzestrzeniania się do innych części ciała. Z tego powodu, nawet jeśli zostanie zdiagnozowany, może być już w zaawansowanym stadium, co znacznie utrudnia skuteczne leczenie.

Abyśmy mogli mówić o raku płuca jako o chorobie przewlekłej i wzroście przeżyć pięcioletnich niezbędne jest więc spełnienie kilku warunków, z których najważniejszymi są: profilaktyka pierwotna – kampanie antynikotynowe zwiększające świadomość społeczeństwa, wykrywanie raka w grupach ryzyka za pomocą badań przesiewowych (niskodawkowa tomografia komputerowa), nowoczesna/kompleksowa diagnostyka molekularna, opieka koordynowana prowadzona w centrach doskonałości oraz dostęp do nowoczesnych opcji terapeutycznych. Takie cele stawia sobie między innymi Krajowa Sieć Onkologiczna – podkreśla Aleksandra Wilk

Wprowadzenie pilotażowe małoinwazyjnej metody badań przesiewowych w postaci niskodawkowej tomografii komputerowej w ramach Ogólnopolskiego Programu Wczesnego Wykrywania Raka Płuca umożliwiło coraz częstsze rozpoznanie choroby we wczesnych jej stadiach. Dziś już wiemy, że dzięki ogromnemu zaangażowaniu ze strony klinicystów oraz decydentów ten program z nami zostanie, przeradzając się w program screeningowy finansowany ze środków publicznych, oferujący badania przesiewowe większej liczbie pacjentów. To czego nam brakuje, to dostęp do immunoterapii stosowanej jako uzupełnienie zabiegu operacyjnego. Ta opcja terapeutyczna znalazła się na liście polskich priorytetów refundacyjnych wskazywanych przez środowisko medyczne już w 2022 roku.  Mam nadzieję, że Minister Zdrowia przychyli się do stanowiska ekspertów i już niebawem nasi pacjenci będą mogli skorzystać z tej opcji terapeutycznej. Chodzi przecież o powrót do zdrowia, aktywności zawodowej i społecznej tych chorych. Dzisiejsza medycyna daje na to szansę, czas by dali ją również urzędnicy – uzupełnia Alksandra Wilk.
 
[1] Pignon JP, Tribodet H, Scagliotti GV, et al. Lung adjuvant cisplatin evaluation: a pooled analysis by the LACE Collaborative Group. Journal of Clinical Oncology 2008; 26:3552-9.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY

Radioterapia śródoperacyjna (IORT) jest z powodzeniem stosowana na całym świecie od ponad trzech dekad, a skuteczność jej działania potwierdzają liczne, wieloletnie badania kliniczne oraz praktyka kliniczna. W Polsce nadal wiedza na jej temat, jak i zastosowanie w praktyce, jest niewielkie. Dlatego Fundacja TO SIĘ LECZY rozpoczęła działania edukacyjne skierowane do pacjentów i lekarzy mające na celu przekazanie rzetelnych informacji o IORT będącej metodą onkologicznego leczenia skojarzonego stosowanego najczęściej w walce z rakiem piersi.
Pod koniec 2022 roku Fundacja TO SIĘ LECZY wydała raport pt. Radioterapia śródoperacyjna – perspektywa kliniczna, pacjencka i systemowa”, który powstał we współpracy z ekspertami z Polski i świata. Wśród kluczowych rekomendacji znalazła się potrzeba rzetelnej edukacji zarówno lekarzy jak i pacjentów nt. aktualnych możliwości i wskazań do leczenia radioterapią śródoperacyjną oraz realnej poprawy dostępu do tej metody radioterapii, szczególnie w kompleksowych ośrodkach leczenia onkologicznego, np. w ramach Breast Cancer Unit. – Wszystko zaczyna się od świadomości, wyedukowany pacjent, wyedukowany lekarz, to klucz do uzyskania dobrych efektów leczenia onkologicznego. – mówił Marek Kustosz, prezes Fundacji.
 
Brakuje wiedzy, że taka metoda jest dostępna
 
Jak podaje Krajowy Konsultant ds. Radioterapii, w 2021 r. w 9 placówkach znajdowało się 10 aparatów do radioterapii śródoperacyjnej, z czego tylko 4 były używane. Łącznie ta metodą leczono 424 pacjentów[1]. Patrząc na skalę nowych zachorowań na raka piersi, odbytnicy czy mięsaków, gdzie ta metoda jest stosowana najczęściej, jest to niewielki odsetek osób, które mogłoby być zakwalifikowane do terapii skojarzonej (zabieg chirurgiczny wraz z radioterapią śródoperacyjną).
 
Większość pacjentów onkologicznych w Polsce nigdy nie słyszało o radioterapii śródoperacyjnej – Niestety pacjentki z rakiem piersi nie mają świadomości, że takie metody istnieją, ja od 15 lat działam w stowarzyszeniu Amazonek i żadna z pacjentek z rakiem piersi leczona w Warszawie nie miała zastosowanej tej metody. Dopiero teraz dowiadujemy się, że taka możliwość leczenia istnieje i na pewno będziemy edukować naszych podopiecznych. – mówiła Małgorzata Rosa ze Stowarzyszenie Amazonki Warszawa-Centrum.
 
– Pragniemy, aby Polscy pacjenci mieli szansę wykorzystać aktualne zdobycze medycyny, które przekładają się na lepsze efekty leczenia i mniejszą ilość skutków ubocznych. Świadomy pacjent i jego rodzina, to większe poczucie bezpieczeństwa, lepsza współpraca z lekarzami, wyższy wskaźnik przestrzegania zaleceń terapeutycznych, co przekłada się na poprawę rokowań i jakość życia chorych.– podkreślała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY. – Dlatego uruchomiliśmy cykl edukacyjny poświęcony radioterapii śródoperacyjnej w ramach, którego powstała broszura, spot edukacyjny oraz webinary z ekspertami. – dodała.
 
Webinar na żywo transmitowany na profilu Facebook RAK. TO SIĘ LECZY cieszył się dużym zainteresowaniem, pacjenci mieli możliwość nie tylko wysłuchania wykładu onkologa, radioterapeuty, dr Bartosza Urbańskiego, ale co ważne zadawania pytań i uzyskania konkretnych odpowiedzi oraz wskazówek. Większość z nich nigdy wcześniej nie słyszała o IORT oraz nie miała zaproponowanej takiej opcji leczenia. Obecnie radioterapię śródoperacyjną wykonuje się przede wszystkim w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach oraz Wielkopolskim Centrum Onkologii, co jest kroplą w morzu potrzeb. Niedawno rozpoczęto także stosowanie radioterapii śródoperacyjnej w Klinice Chirurgii Onkologicznej SPSK 1 w Lublinie. 
 
Czym jest radioterapia śródoperacyjna
 
Radioterapia śródoperacyjnej polega na podaniu pojedynczej, precyzyjnie określonej dawki promieniowania opracowanej na potrzeby konkretnego pacjenta w trakcie zabiegu operacyjnego. Dzięki takiemu postępowaniu zapewnia się koncentrację wiązki w strefie ryzyka nawrotu, z jednoczesną ochroną zdrowych tkanek i minimalizacją toksyczności leczenia oraz skutków ubocznych dla całego organizmu. Co istotne, dzięki temu, że wiązka trafia bezpośrednio do loży po usunięciu guza, ryzyko pominięcia okolicy najbardziej zagrożonej nawrotem (tzw. błąd geograficzny) jest minimalne. Uzyskanie takiej precyzji jest trudne w późniejszym czasie, dlatego radioterapia śródoperacyjna cieszy się coraz większą popularnością i znajduje zastosowania w codziennej praktyce klinicznej na całym świecie.
 
Przewagą zastosowania IORT jest to, że możemy napromieniać w trakcie zabiegu operacyjnego, kiedy mamy usunięty guz nowotworowy, a tkanka loży po guzie jest mocno utleniona, co sprawia, że radioterapia śródoperacyjna jest bardziej skuteczna, niż odłożona w czasie radioterapia z pól zewnętrznych. Ponadto podczas operacji towarzyszymy chirurgowi, widzimy dokładnie, gdzie znajduje się guz i wiemy jak precyzyjnie ustawić kolimator aparatu do radioterapii. Precyzja lokalizacji napromienia pooperacyjnego jest mniejsza. Warto zaznaczyć, że czas samego napromienia w radioterapii śródoperacyjnej wynosi ok. 1 minuty przy zastosowaniu wiązki elektronowej. – zaznaczał dr Bartosz Urbański, członek zarządu, Międzynarodowego Towarzystwa Radioterapii Śródoperacyjnej (ISIORT), Oddział Radioterapii i Onkologii Ginekologicznej, Wielkopolskie Centrum Onkologii.

Dzięki zastosowaniu radioterapii śródoperacyjnej skraca się zatem całkowity czas leczenia radioterapią. – Radioterapię kończymy na zabiegu w trakcie operacji, co skutkuje tym, że pacjent nie musi przez kolejne 3-5 tygodniu przyjeżdżać na kolejne seanse radioterapii lub skracamy radioterapię z pól zewnętrznych o tydzień, kiedy to trzeba by standardowo zastosować radioterapię wzmocnioną dawką. Pacjenci szybciej kończą terapię i dochodzą do siebie, a zaoszczędzony czas to także możliwość przyjęcia większej liczby potrzebujących pacjentów, w tym samym okresie. – dodał dr Urbański.

Webinar edukacyjny poświęcony radioterapii śródoperacyjnej znajdą Państwo także na naszym kanale na Youtube:

Podsumowanie wniosków z konferencji „Radioterapia śródoperacyjna – czy światowy standard leczenia nowotworów będzie dostępny w Polsce?”:
 
[1] https://kkro.io.gliwice.pl/wp-content/uploads/2022/05/Raport-na-temat-stanu-radioterapii-w-Polsce-na-dzie%C5%84-31.12.2021.pdf

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY

Radioterapia śródoperacyjna (IORT) jest z powodzeniem stosowana na całym świecie od ponad trzech dekad, a skuteczność jej działania potwierdzają liczne, wieloletnie badania kliniczne oraz praktyka kliniczna. W Polsce nadal wiedza na jej temat, jak i zastosowanie w praktyce, jest niewielkie. Dlatego Fundacja TO SIĘ LECZY rozpoczęła działania edukacyjne skierowane do pacjentów i lekarzy mające na celu przekazanie rzetelnych informacji o IORT będącej metodą onkologicznego leczenia skojarzonego stosowanego najczęściej w walce z rakiem piersi.
Pod koniec 2022 roku Fundacja TO SIĘ LECZY wydała raport pt. Radioterapia śródoperacyjna – perspektywa kliniczna, pacjencka i systemowa”, który powstał we współpracy z ekspertami z Polski i świata. Wśród kluczowych rekomendacji znalazła się potrzeba rzetelnej edukacji zarówno lekarzy jak i pacjentów nt. aktualnych możliwości i wskazań do leczenia radioterapią śródoperacyjną oraz realnej poprawy dostępu do tej metody radioterapii, szczególnie w kompleksowych ośrodkach leczenia onkologicznego, np. w ramach Breast Cancer Unit. – Wszystko zaczyna się od świadomości, wyedukowany pacjent, wyedukowany lekarz, to klucz do uzyskania dobrych efektów leczenia onkologicznego. – mówił Marek Kustosz, prezes Fundacji.
 
Brakuje wiedzy, że taka metoda jest dostępna
 
Jak podaje Krajowy Konsultant ds. Radioterapii, w 2021 r. w 9 placówkach znajdowało się 10 aparatów do radioterapii śródoperacyjnej, z czego tylko 4 były używane. Łącznie ta metodą leczono 424 pacjentów[1]. Patrząc na skalę nowych zachorowań na raka piersi, odbytnicy czy mięsaków, gdzie ta metoda jest stosowana najczęściej, jest to niewielki odsetek osób, które mogłoby być zakwalifikowane do terapii skojarzonej (zabieg chirurgiczny wraz z radioterapią śródoperacyjną).
 
Większość pacjentów onkologicznych w Polsce nigdy nie słyszało o radioterapii śródoperacyjnej – Niestety pacjentki z rakiem piersi nie mają świadomości, że takie metody istnieją, ja od 15 lat działam w stowarzyszeniu Amazonek i żadna z pacjentek z rakiem piersi leczona w Warszawie nie miała zastosowanej tej metody. Dopiero teraz dowiadujemy się, że taka możliwość leczenia istnieje i na pewno będziemy edukować naszych podopiecznych. – mówiła Małgorzata Rosa ze Stowarzyszenie Amazonki Warszawa-Centrum.
 
– Pragniemy, aby Polscy pacjenci mieli szansę wykorzystać aktualne zdobycze medycyny, które przekładają się na lepsze efekty leczenia i mniejszą ilość skutków ubocznych. Świadomy pacjent i jego rodzina, to większe poczucie bezpieczeństwa, lepsza współpraca z lekarzami, wyższy wskaźnik przestrzegania zaleceń terapeutycznych, co przekłada się na poprawę rokowań i jakość życia chorych.– podkreślała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY. – Dlatego uruchomiliśmy cykl edukacyjny poświęcony radioterapii śródoperacyjnej w ramach, którego powstała broszura, spot edukacyjny oraz webinary z ekspertami. – dodała.
 
Webinar na żywo transmitowany na profilu Facebook RAK. TO SIĘ LECZY cieszył się dużym zainteresowaniem, pacjenci mieli możliwość nie tylko wysłuchania wykładu onkologa, radioterapeuty, dr Bartosza Urbańskiego, ale co ważne zadawania pytań i uzyskania konkretnych odpowiedzi oraz wskazówek. Większość z nich nigdy wcześniej nie słyszała o IORT oraz nie miała zaproponowanej takiej opcji leczenia. Obecnie radioterapię śródoperacyjną wykonuje się przede wszystkim w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach oraz Wielkopolskim Centrum Onkologii, co jest kroplą w morzu potrzeb. Niedawno rozpoczęto także stosowanie radioterapii śródoperacyjnej w Klinice Chirurgii Onkologicznej SPSK 1 w Lublinie. 
 
Czym jest radioterapia śródoperacyjna
 
Radioterapia śródoperacyjnej polega na podaniu pojedynczej, precyzyjnie określonej dawki promieniowania opracowanej na potrzeby konkretnego pacjenta w trakcie zabiegu operacyjnego. Dzięki takiemu postępowaniu zapewnia się koncentrację wiązki w strefie ryzyka nawrotu, z jednoczesną ochroną zdrowych tkanek i minimalizacją toksyczności leczenia oraz skutków ubocznych dla całego organizmu. Co istotne, dzięki temu, że wiązka trafia bezpośrednio do loży po usunięciu guza, ryzyko pominięcia okolicy najbardziej zagrożonej nawrotem (tzw. błąd geograficzny) jest minimalne. Uzyskanie takiej precyzji jest trudne w późniejszym czasie, dlatego radioterapia śródoperacyjna cieszy się coraz większą popularnością i znajduje zastosowania w codziennej praktyce klinicznej na całym świecie.
 
Przewagą zastosowania IORT jest to, że możemy napromieniać w trakcie zabiegu operacyjnego, kiedy mamy usunięty guz nowotworowy, a tkanka loży po guzie jest mocno utleniona, co sprawia, że radioterapia śródoperacyjna jest bardziej skuteczna, niż odłożona w czasie radioterapia z pól zewnętrznych. Ponadto podczas operacji towarzyszymy chirurgowi, widzimy dokładnie, gdzie znajduje się guz i wiemy jak precyzyjnie ustawić kolimator aparatu do radioterapii. Precyzja lokalizacji napromienia pooperacyjnego jest mniejsza. Warto zaznaczyć, że czas samego napromienia w radioterapii śródoperacyjnej wynosi ok. 1 minuty przy zastosowaniu wiązki elektronowej. – zaznaczał dr Bartosz Urbański, członek zarządu, Międzynarodowego Towarzystwa Radioterapii Śródoperacyjnej (ISIORT), Oddział Radioterapii i Onkologii Ginekologicznej, Wielkopolskie Centrum Onkologii.

Dzięki zastosowaniu radioterapii śródoperacyjnej skraca się zatem całkowity czas leczenia radioterapią. – Radioterapię kończymy na zabiegu w trakcie operacji, co skutkuje tym, że pacjent nie musi przez kolejne 3-5 tygodniu przyjeżdżać na kolejne seanse radioterapii lub skracamy radioterapię z pól zewnętrznych o tydzień, kiedy to trzeba by standardowo zastosować radioterapię wzmocnioną dawką. Pacjenci szybciej kończą terapię i dochodzą do siebie, a zaoszczędzony czas to także możliwość przyjęcia większej liczby potrzebujących pacjentów, w tym samym okresie. – dodał dr Urbański.

Webinar edukacyjny poświęcony radioterapii śródoperacyjnej znajdą Państwo także na naszym kanale na Youtube:

Podsumowanie wniosków z konferencji „Radioterapia śródoperacyjna – czy światowy standard leczenia nowotworów będzie dostępny w Polsce?”:
 
[1] https://kkro.io.gliwice.pl/wp-content/uploads/2022/05/Raport-na-temat-stanu-radioterapii-w-Polsce-na-dzie%C5%84-31.12.2021.pdf

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY

W wyniku przedłużających się działań wojennych w Ukrainie, coraz trudniej jest zapewnić ciągłą opiekę medyczną i pomoc wszystkim potrzebującym pacjentom. Jedną z grup, która wymaga ciągłego monitorowania oraz natychmiastowej interwencji w nagłych sytuacjach są osoby z chorobami sercowo-naczyniowymi. To dla nich na wiosnę b.r. z inicjatywy prof. Macieja Banacha, prezesa Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego oraz Fundacji TO SIĘ LECZY zorganizowano zbiórkę charytatywną „Serca dla Serc” na zakup najpotrzebniejszego sprzętu medycznego, w ramach której zebrano ponad 100 000 zł. Środki zostały przeznaczono na zakup sprzętu kardiologicznego, pozwalającego na monitorowanie stanu zdrowia pacjentów Oddziału Dyslipidemii Narodowego Instytut Kardiologii w Kijowie.
Zakupiono m.in. systemy 24-godzinnego monitorowania Holter EKG, ambulatoryjne systemy monitorowania ciśnienia krwi, ciśnieniomierze, rejestratory i rękawy. Organizatorzy zbiórki pozostają w stałym kontakcie z prof. Oleną Mitchenko, kierownikiem Departamentu Dyslipidemii.

Akcję „Serca dla Serc” od początku wspierała Patrycja Markowska, dzięki której udało się nagłośnić zbiórkę jak i inne działania na rzecz uchodźców z Ukrainy oraz osób pozostających w oblężonym kraju. Wielkie podziękowania i uznanie należą się wszystkim indywidulanym darczyńcom oraz Pracodawcom RP, którzy przekazali na ten cel łącznie 75 000 zł.

Akcję charytatywną podsumowano podczas kameralnego spotkania w Centrum Społeczności Romskich, gdzie Fundacja W Stronę Dialogu prowadzi zajęcia dla ukraińskich dzieci, zapewnia im opiekę, edukację, naukę języka angielskiego, polskiego i ukraińskiego.

To właśnie dzięki setkom, a nawet tysiącom takich niewielkich organizacji, inicjatyw oraz ludzi o wielkich sercach, jesteśmy w stanie skutecznie pomagać naszym braciom z Ukrainy już prawie od roku. Bo pomaganie to maraton a nie sprint. Dlatego w imieniu Fundacji To Się Leczy, serdecznie wszystkich dziękuję, za dobro które niesiecie potrzebującym. – mówił Marek Kustosz, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Inicjatywa „Serca dla Serc, jak wiele podobnych, zrodziła się z początkiem wojny za naszą wschodnią granicą. Profesor Maciej Banach pozostaje w stałym kontakcie z lekarzami w Ukrainie. – Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, tej rzeczywistości, którą prof. Olena Mitchenko opisuje – ciągłe alerty bombowe, braki prądu i internetu, to praca w warunkach, których ja czy też wielu moich kolegów nie pamięta. Wyobraźcie sobie, że w tych warunkach trzeba zapewnić opiekę pacjentom, często w ciężkim stanie, wymagających ciągłego monitorowania, a jednocześnie w przypadku zagrożenia, sprowadzać ich do schronu, podawać niezbędne leki. Z naszego punktu widzenia sprzęt, który przekazaliśmy jest bardzo podstawowy, przede wszystkim pozwalający na monitorowanie różnych parametrów życiowych. Pamiętajmy jednak, że w tej chwili potrzeby są ogromne. Obecnie w Instytucie przebywa bowiem więcej pacjentów niż przed wojną. Są to pacjenci, którzy trafili do Kijowa z terenów oblężonych, bez infrastruktury. Dlatego tak ważne jest, aby ta pomoc była ciągła, nie ustawała w kolejnych miesiącach. – podkreślał prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

Zakup potrzebnego sprzętu medycznego nie byłby możliwy, gdyby nie wsparcie Pracodawców RP. – Cieszę się, że mogliśmy dołożyć cegiełkę do waszej akcji. Na co dzień zajmujemy się działalnością biznesową i prawną, ale od wybuchu wojny uruchomiliśmy szeroką pomoc rzeczową, finansową i wolontaryjną, w ramach której udało się zebrać już pół miliarda złotych. To wszystko dzięki ofiarności ludzi biznesu, którzy angażują się często nie tylko finansowo, ale też osobiście, organizują transporty, pomagają na granicy. Co ważne, ta akcja trwa nadal. Dodatkowo chcemy także uruchomić program, który ma pomóc w integracji Ukraińców w Polsce razem z innymi organizacjami biznesowymi i NGO. Mam nadzieję, że ludzi dobrej woli będzie tylko więcej. Pragnę także życzyć wszystkim spokoju i pokoju na te święta. – mówił Rafał Baniak, Prezes Pracodawców RP.

Olena Mitchenko przekazała wiadomość dla Polaków. – W tych trudnym czasie wojny jesteśmy niezmiernie wdzięczni Polsce i wszystkim Polakom, którzy od lutego nieśli i nadal niosą pomoc milionom uchodźców z Ukrainy. Nigdy nie zapomnimy ciepłego przyjęcia naszych obywateli. Uważamy was za naszych prawdziwych braci i siostry. Zakupiony sprzęt pomoże nam zoptymalizować opiekę medyczną nad pacjentami i dobrać spersonalizowaną terapię w naszej klinice kardiologii. – podkreślała prof. Olena Mitchenko z Kijowa.

Na zakończenie spotkania dla zgromadzonych ukraińskich dzieci i ich opiekunów zaśpiewała Patrycja Markowska. Była to także okazja do przekazania upominków świątecznych i wspólnego spędzenia czasu. – Jeśli tylko mogę, zawsze ofiarowuję muzykę, która łączy, znosi różnice między ludźmi, stajemy się dzięki niej równi. To dla mnie ważne móc zaśpiewać kameralnie, bez fajerwerków, bez sceny, po prostu być blisko z innymi. – dodała Patrycja Markowska.
 
 
[1] https://strazhesko.org.ua/
źródlo: Fundacja TO SIĘ LECZY
W wyniku przedłużających się działań wojennych w Ukrainie, coraz trudniej jest zapewnić ciągłą opiekę medyczną i pomoc wszystkim potrzebującym pacjentom. Jedną z grup, która wymaga ciągłego monitorowania oraz natychmiastowej interwencji w nagłych sytuacjach są osoby z chorobami sercowo-naczyniowymi. To dla nich na wiosnę b.r. z inicjatywy prof. Macieja Banacha, prezesa Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego oraz Fundacji TO SIĘ LECZY zorganizowano zbiórkę charytatywną „Serca dla Serc” na zakup najpotrzebniejszego sprzętu medycznego, w ramach której zebrano ponad 100 000 zł. Środki zostały przeznaczono na zakup sprzętu kardiologicznego, pozwalającego na monitorowanie stanu zdrowia pacjentów Oddziału Dyslipidemii Narodowego Instytut Kardiologii w Kijowie.
Zakupiono m.in. systemy 24-godzinnego monitorowania Holter EKG, ambulatoryjne systemy monitorowania ciśnienia krwi, ciśnieniomierze, rejestratory i rękawy. Organizatorzy zbiórki pozostają w stałym kontakcie z prof. Oleną Mitchenko, kierownikiem Departamentu Dyslipidemii.

Akcję „Serca dla Serc” od początku wspierała Patrycja Markowska, dzięki której udało się nagłośnić zbiórkę jak i inne działania na rzecz uchodźców z Ukrainy oraz osób pozostających w oblężonym kraju. Wielkie podziękowania i uznanie należą się wszystkim indywidulanym darczyńcom oraz Pracodawcom RP, którzy przekazali na ten cel łącznie 75 000 zł.

Akcję charytatywną podsumowano podczas kameralnego spotkania w Centrum Społeczności Romskich, gdzie Fundacja W Stronę Dialogu prowadzi zajęcia dla ukraińskich dzieci, zapewnia im opiekę, edukację, naukę języka angielskiego, polskiego i ukraińskiego.

To właśnie dzięki setkom, a nawet tysiącom takich niewielkich organizacji, inicjatyw oraz ludzi o wielkich sercach, jesteśmy w stanie skutecznie pomagać naszym braciom z Ukrainy już prawie od roku. Bo pomaganie to maraton a nie sprint. Dlatego w imieniu Fundacji To Się Leczy, serdecznie wszystkich dziękuję, za dobro które niesiecie potrzebującym. – mówił Marek Kustosz, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Inicjatywa „Serca dla Serc, jak wiele podobnych, zrodziła się z początkiem wojny za naszą wschodnią granicą. Profesor Maciej Banach pozostaje w stałym kontakcie z lekarzami w Ukrainie. – Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, tej rzeczywistości, którą prof. Olena Mitchenko opisuje – ciągłe alerty bombowe, braki prądu i internetu, to praca w warunkach, których ja czy też wielu moich kolegów nie pamięta. Wyobraźcie sobie, że w tych warunkach trzeba zapewnić opiekę pacjentom, często w ciężkim stanie, wymagających ciągłego monitorowania, a jednocześnie w przypadku zagrożenia, sprowadzać ich do schronu, podawać niezbędne leki. Z naszego punktu widzenia sprzęt, który przekazaliśmy jest bardzo podstawowy, przede wszystkim pozwalający na monitorowanie różnych parametrów życiowych. Pamiętajmy jednak, że w tej chwili potrzeby są ogromne. Obecnie w Instytucie przebywa bowiem więcej pacjentów niż przed wojną. Są to pacjenci, którzy trafili do Kijowa z terenów oblężonych, bez infrastruktury. Dlatego tak ważne jest, aby ta pomoc była ciągła, nie ustawała w kolejnych miesiącach. – podkreślał prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

Zakup potrzebnego sprzętu medycznego nie byłby możliwy, gdyby nie wsparcie Pracodawców RP. – Cieszę się, że mogliśmy dołożyć cegiełkę do waszej akcji. Na co dzień zajmujemy się działalnością biznesową i prawną, ale od wybuchu wojny uruchomiliśmy szeroką pomoc rzeczową, finansową i wolontaryjną, w ramach której udało się zebrać już pół miliarda złotych. To wszystko dzięki ofiarności ludzi biznesu, którzy angażują się często nie tylko finansowo, ale też osobiście, organizują transporty, pomagają na granicy. Co ważne, ta akcja trwa nadal. Dodatkowo chcemy także uruchomić program, który ma pomóc w integracji Ukraińców w Polsce razem z innymi organizacjami biznesowymi i NGO. Mam nadzieję, że ludzi dobrej woli będzie tylko więcej. Pragnę także życzyć wszystkim spokoju i pokoju na te święta. – mówił Rafał Baniak, Prezes Pracodawców RP.

Olena Mitchenko przekazała wiadomość dla Polaków. – W tych trudnym czasie wojny jesteśmy niezmiernie wdzięczni Polsce i wszystkim Polakom, którzy od lutego nieśli i nadal niosą pomoc milionom uchodźców z Ukrainy. Nigdy nie zapomnimy ciepłego przyjęcia naszych obywateli. Uważamy was za naszych prawdziwych braci i siostry. Zakupiony sprzęt pomoże nam zoptymalizować opiekę medyczną nad pacjentami i dobrać spersonalizowaną terapię w naszej klinice kardiologii. – podkreślała prof. Olena Mitchenko z Kijowa.

Na zakończenie spotkania dla zgromadzonych ukraińskich dzieci i ich opiekunów zaśpiewała Patrycja Markowska. Była to także okazja do przekazania upominków świątecznych i wspólnego spędzenia czasu. – Jeśli tylko mogę, zawsze ofiarowuję muzykę, która łączy, znosi różnice między ludźmi, stajemy się dzięki niej równi. To dla mnie ważne móc zaśpiewać kameralnie, bez fajerwerków, bez sceny, po prostu być blisko z innymi. – dodała Patrycja Markowska.
 
 
[1] https://strazhesko.org.ua/
źródlo: Fundacja TO SIĘ LECZY
Rak płuca pozostaje od wielu lat jednym ze słabszych punktów opieki zdrowotnej w Europie, pomimo pojawienia się cennych innowacji w diagnostyce, leczeniu i monitorowaniu tej choroby. Przełom w leczeniu raka płuca jest możliwy dzięki poznaniu biologii tego nowotworu, zastosowaniu diagnostyki molekularnej oraz terapiom celowanym i immunoterapii. Problemem i palącym wyzwaniem pozostaje dostęp do tych innowacji w praktyce oraz przestrzeganie standardów klinicznych – wskazuje Fundacja TO SIĘ LECZY w najnowszym raporcie „Opinie pacjentów nt. opieki i leczenia raka płuca w Polsce”[1], który powstał we współpracy z Polską Grupą Raka Płuca.
– W tym raporcie jest ogromna wartość, to bazuje na opiniach podmiotu, jakim jest chory, a my (klinicyści) na to patrzymy z zupełnie innej perspektywy. Jesteśmy zapatrzeni w wyniki badań z losowym doborem chorych i dane które są publikowane. Ten raport ma dużą wartość, bo wskazuje gdzie jesteśmy i dokąd powinniśmy dążyć. – podkreśla prof. Maciej Krzakowski, Konsultant Krajowy ds. Onkologii Klinicznej.

Raka płuca wykrywamy za późno
Rak płuca jest najczęstszym nowotworem złośliwym i pierwszą przyczyną zgonów wśród chorób nowotworowych w Polsce. Odpowiada za 24% wszystkich zgonów z powodu nowotworów. Jak podaje Krajowy Rejestr Nowotworów szacowana liczba zachorowań w 2020 roku wynosi 22 541 przypadków, w tym 8 986 wśród kobiet i 13 555 wśród mężczyzn[2].

Pięcioletnie przeżycia uzyskuje się w Polsce u zaledwie 15% chorych z rakiem płuca, ponieważ nawet 80% wykrywanych w Polsce nowotworów złośliwych płuca jest na tyle zaawansowanych, że nie nadaje się do operacyjnego leczenia. Przyczynia się do tego wiele czynników związanych z organizacją ochrony zdrowia, przede wszystkim barier w dostępie do szybkiej diagnostyki takich jak opóźnienia w diagnozie, w czasie skierowania z opieki podstawowej do specjalistycznej, brak wykonania pełnego panelu badań, wydłużony czas oczekiwania na wyniki oraz na rozpoczęcie leczenia.

Autorzy raportu „Opinie pacjentów nt. opieki i leczenia raka płuca w Polsce” podkreślają, że diagnostyka i leczenie raka płuca to wyścig z czasem. W tym kontekście wyzwaniem pozostaje brak jasno zdefiniowanej ścieżki pacjenta z podejrzeniem raka płuca i wdrożenia kompleksowej, koordynowanej opieki w tym zakresie. Sytuację może poprawić wdrożenie w całym kraju Krajowej Sieci Onkologicznej, zapowiedziane na I kwartał 2022 roku. Jednak jak wskazują eksperci docelowym rozwiązaniem kompatybilnym z Siecią powinno być powstanie Ośrodków Doskonałości Leczenia Raka Płuca (Lung Cancer Unit), czyli ośrodków kompleksowego leczenia raka płuca, które dysponują odpowiednim zapleczem diagnostyczno-terapeutycznym oraz zespołem doświadczonych specjalistów i pełnym dostępem do wszystkich metod potrzebnych do rozpoznania i leczenia raka płuca.

– Przez opóźnioną diagnostykę zostało przeprowadzonych o 20% mniej operacji niż w okresie sprzed pandemii. Rak płuca nie boli, jeśli wyprzedzimy diagnostykę w stosunku do pojawiających się objawów możemy wykryć ten nowotwór we wcześniejszym stadium. Temu służą badania w programie wczesnego wykrywania raka płuca z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Od lat postulujemy o utworzenie tzw. Lung Cancer Unitów, które kompleksowo  zajmowałyby się diagnostyką i leczeniem – jednak wymaga to decyzji administracyjnych. Człowiek w systemie jest niestety najsłabszym ogniwem i edukacja powinna dotyczyć nie tylko środowiska pacjentów, ale również środowiska medycznego – zaznacza prof. Tadeusz Orłowski, Kierownik Kliniki Chirurgii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Diagnostyka trwa za długo
Jak się okazuje, od pierwszej wizyty do rozpoczęcia leczenia w Polsce może minąć nawet 7 miesięcy (średnio 3 miesiące). Implementacja szybkich ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych w raku płuca wraz ze wskazaniem ram czasowych powinna być elementem wytycznych krajowych. Niestety do tej pory takowe nie zostały zdefiniowane i opublikowane, pomimo zapowiedzi.

– Dlatego największą bolączką pozostaje długi czas do oczekiwania na postawienie trafnego rozpoznania oraz dostęp do kompleksowej diagnostyki molekularnej. Niezwykle istotne jest podniesienie czujności lekarzy POZ i kierowanie pacjentów na szybką ścieżkę diagnostyczną, kiedy tylko pojawia się podejrzenie raka płuca. – wskazuje Aleksandra Wilk, koordynator Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.

Niewiele ośrodków w Polsce wykonuje pełen panel badań molekularnych. W rzeczywistości wykonanie pełnego panelu testów, określenie czynników predykcyjnych oraz podjęcie leczenia odbywa się w kilku różnych placówkach. Brakuje współpracy i koordynacji.

– Ponad 30% ankietowanych wskazało, że w ramach diagnostyki nie miało wykonywanych badań genetycznych. Problemy diagnostyczne jeśli chodzi o czynniki molekularne kwalifikujące do leczenia istnieją i są one bardzo trudne do rozwiązania. Istnieje inny, niezmiernie ważny problem, który dodatkowo nasilił się w czasie epidemii – czas trwania diagnostyki. Część grupy pacjentów może realnie jej nie doczekać. Dotarcie od lekarza POZ do specjalisty to jest ok. pół roku, specjalista zleca dodatkowe badania, po kilku miesiącach od pierwszych objawów w końcu następuje pobranie materiału – rozpoczyna się cała procedura patomorfologiczno – genetyczna. Same badania patomorfologiczne wykonywane są w okresie kilku do nawet kilkunastu tygodni. Problemów jest mnóstwo i aby je rozwiązać potrzebne są zmiany systemowe, które ujednolicą sposób wykonywania diagnostyki dla wszystkich chorych z rakiem płuca i pozwolą na równy dostęp do świadczeń – zaznacza prof. Paweł Krawczyk, Kierownik Pracowni Immunologii i Genetyki, Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Powyższe kwestie powodują znaczne wydłużenie czasu potrzebnego na pełne rozpoznanie, a tym samym odwlekają czas do rozpoczęcia właściwej terapii, jak również prowadzą do utraty materiału diagnostycznego. W konsekwencji zdarza się, że nie wystarcza materiału do oceny wszystkich czynników predykcyjnych i pacjent musi mieć ponownie wykonaną biopsję.  Dlatego nie zawsze wykonuje się wszystkie potrzebne badania, a czas oczekiwania na wynik jest często zbyt długi.

Ciągle aktualnym problemem pozostaje niedofinansowanie procedur diagnostycznych i leczniczych, np. jednoczasowych badań molekularnych metodą NGS oraz badań immunohistochemicznych, kwalifikujących do leczenia inhibitorami kinazy ALK, ROS1 i lekami immunokompetentnymi (PD-L1). Ośrodkom medycznym nie zawsze opłaca się wykonywanie tych badań, bo ich realny koszt jest wyższy niż to wycenił płatnik.

Refundacyjny paradoks
W ciągu ostatnich trzech lat znacząco poprawił się dostęp do nowoczesnych terapii ukierunkowanych molekularnie i immunokompetentnych finansowanych ze środków publicznych. Można powiedzieć, że to skokowy postęp w porównaniu do lat poprzednich.

Nadal istnieją jednak znaczne rozbieżności regionalne w liczbie pacjentów otrzymujących nowoczesne leczenie, nie wynikające wprost z populacji województw, ale dostępności do pełnego wachlarza terapii w ramach programu lekowego albo możliwości wykonania kompleksowej diagnostyki.

Ponadto wyzwaniem pozostaje zakres refundacji programu lekowego i wyśrubowane kryteria włączenia do takiego programu. Pacjent, aby był zakwalifikowany do leczenia, musi spełniać wszystkie kryteria programu lekowego łącznie. To sprawia, że chorzy w Polsce mają nadal gorszy dostęp do innowacyjnych leków onkologicznych i nowoczesnych schematów leczenia, w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej.

– W ostatnim czasie pojawiło się wiele przełomowych terapii w leczeniu raka płuca, które skutkują zdecydowanie większym odsetkiem odpowiedzi w stosunku do klasycznej chemioterapii, znacznie wydłużają całkowity czas przeżycia , jak również jakość życia pacjentów jest zdecydowanie lepsza. Program lekowy w Polsce na dzień dzisiejszy nie jest zły, aczkolwiek na świecie jak i w Unii Europejskiej są już zarejestrowane kolejne leki , które w Polsce nadal nie są dostępne. – informuje prof. Dariusz M. Kowalski, Prezes Polskiej Grupy Raka Płuca, Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej, Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Zgodnie z Narodową Strategią Onkologiczną, priorytetem polityki lekowej powinno być zapewnienie równego dostępu do wysokiej jakości świadczeń opieki zdrowotnej w obszarze onkologii, udzielanych zgodnie z aktualną wiedzą medyczną oraz osiągnięcie do końca 2030 r. poziomu przynajmniej 90% dostępnych terapii onkologicznych wśród wszystkich refundowanych na terenie UE.

– Nie możemy pozostać obojętni wobec faktu, iż pomimo dostępnej refundacji immunoterapii czy immunochemioterapii, tylko 11% pacjentów otrzymało ten schemat leczenia spośród grupy wszystkich chorych kwalifikujących się do leczenia[3]. Pomimo dostępu do innowacyjnych terapii, nie są one wykorzystywane przez lekarzy w optymalny sposób w leczeniu chorych na raka płuca w Polsce. Nadal nie spadł też odsetek pacjentów leczonych standardową chemioterapią. – wskazują autorzy raportu.

– Na co dzień spotykamy się z sytuacją, kiedy trafiają do nas chorzy bez możliwości wcześniejszego leczenia i bez analiz diagnostycznych, które umożliwiają zastosowanie nowoczesnych terapii. Każda informacja mówiąca, że jest jakikolwiek odsetek pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca w Polsce, u których nie wykonano diagnostyki molekularnej, jest karygodna. Nie zastosowanie tego typu diagnostycznych możliwości, które istnieją  jest na granicy błędu lekarskiego i o tym musimy mówić głośno. – wskazuje prof. Rodryg Ramlau, Kierownik Katedry i Kliniki Onkologii, Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.
 
Czas na zmiany
Pacjenci wspólnie z ekspertami medycznymi opracowali rekomendacje kluczowych zmian, które usprawnią proces diagnostyki i leczenia raka płuca, aby każdy pacjent miał szansę na skuteczne leczenie i dłuższe życie. Należą do nich przede wszystkim:
Na większość z tych rozwiązać pacjenci i środowisko medyczne czeka od lat. Czy rok 2022 okaże się przełomowy?

Więcej informacji znajdą Państwo w raporcie „Opinie pacjentów nt. opieki i leczenia raka płuca w Polsce”:
https://tosieleczy.pl/index.php/2022/02/04/opinie-pacjentow-nt-opieki-i-leczenia-raka-pluca-w-polsce-premiera-raportu/

 
[1] https://tosieleczy.pl/index.php/2022/02/04/opinie-pacjentow-nt-opieki-i-leczenia-raka-pluca-w-polsce-premiera-raportu/
[2] Aktualne dane KRN dotyczą 2018 roku, analizy powstają z opóźnieniem. Raport KRN: http://onkologia.org.pl/wp-content/uploads/Nowotwory_2018.pdf
[3] Na podstawie danych NFZ za pierwsze półrocze 2021 r.

źródło: Fundacja  TO SIĘ LECZY

Rak płuca pozostaje od wielu lat jednym ze słabszych punktów opieki zdrowotnej w Europie, pomimo pojawienia się cennych innowacji w diagnostyce, leczeniu i monitorowaniu tej choroby. Przełom w leczeniu raka płuca jest możliwy dzięki poznaniu biologii tego nowotworu, zastosowaniu diagnostyki molekularnej oraz terapiom celowanym i immunoterapii. Problemem i palącym wyzwaniem pozostaje dostęp do tych innowacji w praktyce oraz przestrzeganie standardów klinicznych – wskazuje Fundacja TO SIĘ LECZY w najnowszym raporcie „Opinie pacjentów nt. opieki i leczenia raka płuca w Polsce”[1], który powstał we współpracy z Polską Grupą Raka Płuca.
– W tym raporcie jest ogromna wartość, to bazuje na opiniach podmiotu, jakim jest chory, a my (klinicyści) na to patrzymy z zupełnie innej perspektywy. Jesteśmy zapatrzeni w wyniki badań z losowym doborem chorych i dane które są publikowane. Ten raport ma dużą wartość, bo wskazuje gdzie jesteśmy i dokąd powinniśmy dążyć. – podkreśla prof. Maciej Krzakowski, Konsultant Krajowy ds. Onkologii Klinicznej.

Raka płuca wykrywamy za późno
Rak płuca jest najczęstszym nowotworem złośliwym i pierwszą przyczyną zgonów wśród chorób nowotworowych w Polsce. Odpowiada za 24% wszystkich zgonów z powodu nowotworów. Jak podaje Krajowy Rejestr Nowotworów szacowana liczba zachorowań w 2020 roku wynosi 22 541 przypadków, w tym 8 986 wśród kobiet i 13 555 wśród mężczyzn[2].

Pięcioletnie przeżycia uzyskuje się w Polsce u zaledwie 15% chorych z rakiem płuca, ponieważ nawet 80% wykrywanych w Polsce nowotworów złośliwych płuca jest na tyle zaawansowanych, że nie nadaje się do operacyjnego leczenia. Przyczynia się do tego wiele czynników związanych z organizacją ochrony zdrowia, przede wszystkim barier w dostępie do szybkiej diagnostyki takich jak opóźnienia w diagnozie, w czasie skierowania z opieki podstawowej do specjalistycznej, brak wykonania pełnego panelu badań, wydłużony czas oczekiwania na wyniki oraz na rozpoczęcie leczenia.

Autorzy raportu „Opinie pacjentów nt. opieki i leczenia raka płuca w Polsce” podkreślają, że diagnostyka i leczenie raka płuca to wyścig z czasem. W tym kontekście wyzwaniem pozostaje brak jasno zdefiniowanej ścieżki pacjenta z podejrzeniem raka płuca i wdrożenia kompleksowej, koordynowanej opieki w tym zakresie. Sytuację może poprawić wdrożenie w całym kraju Krajowej Sieci Onkologicznej, zapowiedziane na I kwartał 2022 roku. Jednak jak wskazują eksperci docelowym rozwiązaniem kompatybilnym z Siecią powinno być powstanie Ośrodków Doskonałości Leczenia Raka Płuca (Lung Cancer Unit), czyli ośrodków kompleksowego leczenia raka płuca, które dysponują odpowiednim zapleczem diagnostyczno-terapeutycznym oraz zespołem doświadczonych specjalistów i pełnym dostępem do wszystkich metod potrzebnych do rozpoznania i leczenia raka płuca.

– Przez opóźnioną diagnostykę zostało przeprowadzonych o 20% mniej operacji niż w okresie sprzed pandemii. Rak płuca nie boli, jeśli wyprzedzimy diagnostykę w stosunku do pojawiających się objawów możemy wykryć ten nowotwór we wcześniejszym stadium. Temu służą badania w programie wczesnego wykrywania raka płuca z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Od lat postulujemy o utworzenie tzw. Lung Cancer Unitów, które kompleksowo  zajmowałyby się diagnostyką i leczeniem – jednak wymaga to decyzji administracyjnych. Człowiek w systemie jest niestety najsłabszym ogniwem i edukacja powinna dotyczyć nie tylko środowiska pacjentów, ale również środowiska medycznego – zaznacza prof. Tadeusz Orłowski, Kierownik Kliniki Chirurgii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Diagnostyka trwa za długo
Jak się okazuje, od pierwszej wizyty do rozpoczęcia leczenia w Polsce może minąć nawet 7 miesięcy (średnio 3 miesiące). Implementacja szybkich ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych w raku płuca wraz ze wskazaniem ram czasowych powinna być elementem wytycznych krajowych. Niestety do tej pory takowe nie zostały zdefiniowane i opublikowane, pomimo zapowiedzi.

– Dlatego największą bolączką pozostaje długi czas do oczekiwania na postawienie trafnego rozpoznania oraz dostęp do kompleksowej diagnostyki molekularnej. Niezwykle istotne jest podniesienie czujności lekarzy POZ i kierowanie pacjentów na szybką ścieżkę diagnostyczną, kiedy tylko pojawia się podejrzenie raka płuca. – wskazuje Aleksandra Wilk, koordynator Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.

Niewiele ośrodków w Polsce wykonuje pełen panel badań molekularnych. W rzeczywistości wykonanie pełnego panelu testów, określenie czynników predykcyjnych oraz podjęcie leczenia odbywa się w kilku różnych placówkach. Brakuje współpracy i koordynacji.

– Ponad 30% ankietowanych wskazało, że w ramach diagnostyki nie miało wykonywanych badań genetycznych. Problemy diagnostyczne jeśli chodzi o czynniki molekularne kwalifikujące do leczenia istnieją i są one bardzo trudne do rozwiązania. Istnieje inny, niezmiernie ważny problem, który dodatkowo nasilił się w czasie epidemii – czas trwania diagnostyki. Część grupy pacjentów może realnie jej nie doczekać. Dotarcie od lekarza POZ do specjalisty to jest ok. pół roku, specjalista zleca dodatkowe badania, po kilku miesiącach od pierwszych objawów w końcu następuje pobranie materiału – rozpoczyna się cała procedura patomorfologiczno – genetyczna. Same badania patomorfologiczne wykonywane są w okresie kilku do nawet kilkunastu tygodni. Problemów jest mnóstwo i aby je rozwiązać potrzebne są zmiany systemowe, które ujednolicą sposób wykonywania diagnostyki dla wszystkich chorych z rakiem płuca i pozwolą na równy dostęp do świadczeń – zaznacza prof. Paweł Krawczyk, Kierownik Pracowni Immunologii i Genetyki, Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Powyższe kwestie powodują znaczne wydłużenie czasu potrzebnego na pełne rozpoznanie, a tym samym odwlekają czas do rozpoczęcia właściwej terapii, jak również prowadzą do utraty materiału diagnostycznego. W konsekwencji zdarza się, że nie wystarcza materiału do oceny wszystkich czynników predykcyjnych i pacjent musi mieć ponownie wykonaną biopsję.  Dlatego nie zawsze wykonuje się wszystkie potrzebne badania, a czas oczekiwania na wynik jest często zbyt długi.

Ciągle aktualnym problemem pozostaje niedofinansowanie procedur diagnostycznych i leczniczych, np. jednoczasowych badań molekularnych metodą NGS oraz badań immunohistochemicznych, kwalifikujących do leczenia inhibitorami kinazy ALK, ROS1 i lekami immunokompetentnymi (PD-L1). Ośrodkom medycznym nie zawsze opłaca się wykonywanie tych badań, bo ich realny koszt jest wyższy niż to wycenił płatnik.

Refundacyjny paradoks
W ciągu ostatnich trzech lat znacząco poprawił się dostęp do nowoczesnych terapii ukierunkowanych molekularnie i immunokompetentnych finansowanych ze środków publicznych. Można powiedzieć, że to skokowy postęp w porównaniu do lat poprzednich.

Nadal istnieją jednak znaczne rozbieżności regionalne w liczbie pacjentów otrzymujących nowoczesne leczenie, nie wynikające wprost z populacji województw, ale dostępności do pełnego wachlarza terapii w ramach programu lekowego albo możliwości wykonania kompleksowej diagnostyki.

Ponadto wyzwaniem pozostaje zakres refundacji programu lekowego i wyśrubowane kryteria włączenia do takiego programu. Pacjent, aby był zakwalifikowany do leczenia, musi spełniać wszystkie kryteria programu lekowego łącznie. To sprawia, że chorzy w Polsce mają nadal gorszy dostęp do innowacyjnych leków onkologicznych i nowoczesnych schematów leczenia, w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej.

– W ostatnim czasie pojawiło się wiele przełomowych terapii w leczeniu raka płuca, które skutkują zdecydowanie większym odsetkiem odpowiedzi w stosunku do klasycznej chemioterapii, znacznie wydłużają całkowity czas przeżycia , jak również jakość życia pacjentów jest zdecydowanie lepsza. Program lekowy w Polsce na dzień dzisiejszy nie jest zły, aczkolwiek na świecie jak i w Unii Europejskiej są już zarejestrowane kolejne leki , które w Polsce nadal nie są dostępne. – informuje prof. Dariusz M. Kowalski, Prezes Polskiej Grupy Raka Płuca, Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej, Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Zgodnie z Narodową Strategią Onkologiczną, priorytetem polityki lekowej powinno być zapewnienie równego dostępu do wysokiej jakości świadczeń opieki zdrowotnej w obszarze onkologii, udzielanych zgodnie z aktualną wiedzą medyczną oraz osiągnięcie do końca 2030 r. poziomu przynajmniej 90% dostępnych terapii onkologicznych wśród wszystkich refundowanych na terenie UE.

– Nie możemy pozostać obojętni wobec faktu, iż pomimo dostępnej refundacji immunoterapii czy immunochemioterapii, tylko 11% pacjentów otrzymało ten schemat leczenia spośród grupy wszystkich chorych kwalifikujących się do leczenia[3]. Pomimo dostępu do innowacyjnych terapii, nie są one wykorzystywane przez lekarzy w optymalny sposób w leczeniu chorych na raka płuca w Polsce. Nadal nie spadł też odsetek pacjentów leczonych standardową chemioterapią. – wskazują autorzy raportu.

– Na co dzień spotykamy się z sytuacją, kiedy trafiają do nas chorzy bez możliwości wcześniejszego leczenia i bez analiz diagnostycznych, które umożliwiają zastosowanie nowoczesnych terapii. Każda informacja mówiąca, że jest jakikolwiek odsetek pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca w Polsce, u których nie wykonano diagnostyki molekularnej, jest karygodna. Nie zastosowanie tego typu diagnostycznych możliwości, które istnieją  jest na granicy błędu lekarskiego i o tym musimy mówić głośno. – wskazuje prof. Rodryg Ramlau, Kierownik Katedry i Kliniki Onkologii, Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.
 
Czas na zmiany
Pacjenci wspólnie z ekspertami medycznymi opracowali rekomendacje kluczowych zmian, które usprawnią proces diagnostyki i leczenia raka płuca, aby każdy pacjent miał szansę na skuteczne leczenie i dłuższe życie. Należą do nich przede wszystkim:
Na większość z tych rozwiązać pacjenci i środowisko medyczne czeka od lat. Czy rok 2022 okaże się przełomowy?

Więcej informacji znajdą Państwo w raporcie „Opinie pacjentów nt. opieki i leczenia raka płuca w Polsce”:
https://tosieleczy.pl/index.php/2022/02/04/opinie-pacjentow-nt-opieki-i-leczenia-raka-pluca-w-polsce-premiera-raportu/

 
[1] https://tosieleczy.pl/index.php/2022/02/04/opinie-pacjentow-nt-opieki-i-leczenia-raka-pluca-w-polsce-premiera-raportu/
[2] Aktualne dane KRN dotyczą 2018 roku, analizy powstają z opóźnieniem. Raport KRN: http://onkologia.org.pl/wp-content/uploads/Nowotwory_2018.pdf
[3] Na podstawie danych NFZ za pierwsze półrocze 2021 r.

źródło: Fundacja  TO SIĘ LECZY