Medicalpress
W ostatnich latach berberyna coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej jako „naturalny sposób” na poprawę metabolizmu. W mediach społecznościowych bywa zestawiana z lekami inkretynowymi, a nawet określana mianem „roślinnego Ozempiku”. Tego typu porównania sugerują prosty mechanizm działania i przewidywalny efekt. Przegląd Berberine in Bowel Health: Anti-Inflammatory and Gut Microbiota Modulatory Effects pokazuje jednak, że taka narracja jest zbyt dużym uproszczeniem, nie odzwierciedlającym ani mechanizmu działania berberyny, ani zakresu dowodów klinicznych.

Zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu podkreśla, że alkaloid ten nie działa jak lek hormonalny i nie aktywuje jednego, konkretnego receptora. Jej wpływ na metabolizm jest pośredni, rozproszony i silnie zależny od środowiska jelitowego.

Metabolizm zaczyna się w jelicie

Z perspektywy danych eksperymentalnych najlepiej udokumentowane są dziś mechanizmy związane z mikrobiotą jelitową oraz jej wpływem na stan zapalny i integralność bariery jelitowej. To właśnie na tym poziomie berberyna oddziałuje najsilniej.

– Najlepiej poznany jest poziom mikrobiotyczny oraz jego wpływ na barierę jelitową i procesy zapalne – wskazuje dr n. med. inż. Anna Duda-Madej. – Najbardziej zatem obiecująca pozostaje oś jelitowo-mózgowa, ale jej znaczenie kliniczne wymaga jeszcze wielu badań. W praktyce oznacza to, że berberyna nie „steruje” metabolizmem wprost, lecz moduluje warunki biologiczne, w których metabolizm się kształtuje.

Dlaczego efekty są tak różne

Jednym z kluczowych wniosków przeglądu jest podkreślenie roli zmienności osobniczej. Berberyna nie działa w oderwaniu od mikrobioty jelitowej, a jej efekty są w dużym stopniu zależne od składu i funkcji mikroorganizmów bytujących w jelicie.

– Berberyna nie działa w próżni mikrobiologicznej. Jej efekty są w dużym stopniu mikrobioto-zależne – zaznacza badaczka. Oznacza to, że u różnych osób dominować mogą odmienne efekty: przeciwzapalne, ochronne dla bariery jelitowej lub metaboliczne. U pacjentów po antybiotykoterapii lub z zaburzoną mikrobiotą odpowiedź może być słabsza lub opóźniona, co tłumaczy, dlaczego berberyna nie działa „tak samo” u wszystkich.

Biodostępność jako element biologicznej logiki

W przeglądzie pojawia się również wątek często uznawany za słabość berberyny, czyli jej niska biodostępność ogólnoustrojowa. Autorzy zwracają jednak uwagę, że w kontekście jelitowym może to sprzyjać jej działaniu.

– Niska biodostępność po podaniu doustnym sprawia, że berberyna intensywnie oddziałuje lokalnie w jelicie, gdzie zachodzi jej metabolizm z udziałem mikrobioty – wyjaśnia dr Duda-Madej. To właśnie ten lokalny metabolizm może prowadzić do powstawania bioaktywnych pochodnych i modulacji środowiska jelitowego, co pośrednio przekłada się na obserwowane efekty metaboliczne.

Dlaczego „uniwersalny suplement” to mit

Autorka przeglądu jednoznacznie dystansuje się od uproszczeń obecnych w przestrzeni medialnej: – Określenie “uniwersalny suplement metaboliczny” zupełnie nie jest trafne. Bardziej odpowiednia jest nazwa: modulator osi jelito–mikrobiota–układ immunologiczny – zaznacza dr Duda-Madej.

Zgodnie z informacjami podawanymi przez National Center for Complementary and Integrative Health, stosowanie berberyny wiąże się przede wszystkim z działaniami niepożądanymi ze strony przewodu pokarmowego, takimi jak nudności, bóle brzucha, wzdęcia, zaparcia czy biegunka.  Co istotne, berberyna wchodzi w interakcje z wieloma lekami, ponieważ hamuje aktywność enzymów uczestniczących w ich metabolizmie – m.in. z cyklosporyną, metforminą, lekami przeciwcukrzycowymi, przeciwzakrzepowymi oraz lekami o działaniu uspokajającym. Ponadto może być niebezpieczna w czasie ciąży i karmienia piersią, gdyż może wpływać na płód lub niemowlę, prowadząc do gromadzenia się bilirubiny i ryzyka uszkodzenia mózgu.

– Z tego powodu berberyna powinna być stosowana z dużą rozwagą i wyłącznie pod nadzorem lekarza – przestrzega badaczka.

Z naukowego punktu widzenia berberyna nie jest zamiennikiem leczenia farmakologicznego ani „naturalnym lekiem na wszystko”. Jest natomiast związkiem, który pozwala lepiej zrozumieć, jak bardzo metabolizm człowieka jest zakorzeniony w jelicie i jak silnie zależy od interakcji
z mikrobiotą.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Berberine in Bowel Health: Anti-Inflammatory and Gut Microbiota Modulatory Effect. Anna Duda-Madej, Szymon Viscardi, Jakub Piotr Łabaz, Ewa Topola, Wiktoria Szewczyk, Przemysław Gagat, International Journal of Molecular Sciences 2025

Źródło: Komunikat Prasowy

Radioterapia jest jedną z trzech podstawowych metod leczenia nowotworów i jednocześnie jest trudna do zrozumienia. Radioterapii jest poddawanych aż około 60% chorych na nowotwory, ale wokół tej zaawansowanej technologicznie, bezpiecznej i precyzyjnej formy leczenia wciąż narastają mity oraz nieuzasadnione obawy. Aby przybliżyć fakty i rozwiać najczęstsze wątpliwości, Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych (KSON) zorganizował webinar edukacyjny z okazji Europejskiego Dnia Praw Pacjentów. Gościem spotkania był Profesor Mateusz Spałek, specjalista z Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, który na co dzień wykorzystuje radioterapię w leczeniu chorych.
Podczas spotkania skupiono się na faktach dotyczących nowoczesnej radioterapii, omawiając jej skuteczność, bezpieczeństwo oraz rolę w kompleksowym postępowaniu przeciwnowotworowym. KSON, organizując tego typu inicjatywy, konsekwentnie wspiera edukację zdrowotną i promuje równy dostęp do wiedzy dla osób z niepełnosprawnościami — choroby nowotworowe mogą prowadzić do rozwoju niepełnosprawności.

Radioterapia jest to jedna z trzech podstawowych metod leczenia onkologicznego i znajduje zastosowanie u około 60% chorych na nowotwory na pewnym etapie leczenia, co dotyczy leczenia radykalnego lub paliatywnego. Radioterapia może uzupełniać leczenie chirurgiczne, może być metodą samodzielną, może być także skojarzona z chemioterapią, immunoterapią lub leczeniem celowanym. Jest cały szereg zastosowań radioterapii na różnych etapach leczenia. Może być realizowana z zewnątrz za pomocą przyśpieszaczy, od wewnątrz organizmu z wykorzystaniem brachyterapii. Wykorzystywana jest również niekiedy radioterapia śródoperacyjna.

Większość nowotworów można leczyć z wykorzystaniem radioterapii. Są nowotwory, które można wyleczyć z zastosowaniem radioterapii lub radiochemioterapii lub radioimmunoterapii. Do takich nowotworów należą – przykładowo – nowotwory narządów głowy i szyi (np. rak krtani), nowotwory ginekologiczne (np. rak szyjki macicy) oraz bardziej zaawansowane stadia raka płuca. – Radioterapia jest efektywna wtedy, kiedy jesteśmy w stanie podać wystarczającą dawkę do „zniszczenia” wszystkich komórek nowotworowych – powiedział podczas spotkania Profesor Mateusz Spałek. Na skuteczność radioterapii – oprócz dawki – wpływa wiele innych czynników. Należy wymienić stopień zaawansowania choroby nowotworowej oraz możliwość podania odpowiednio wysokiej dawki, co zależy – między innymi – od współwystępowania innych chorób lub wieku chorego. Istnieją również czynniki modyfikowalne, na które wpływ ma sam chory – przykładem jest palenie papierosów, które w istotny sposób pogarsza tolerancję radioterapii i obniża jej skuteczność – dodaje Profesor Spałek.

Dostępność radioterapii w Polsce
Nowoczesna radioterapia pozwala uniknąć niepotrzebnych, dodatkowych hospitalizacji chorych dzięki większej precyzji leczenia oraz możliwości podania wyższych dawek promieniowania i oszczędzenia zdrowych tkanek z ograniczeniem występowania powikłań i skutków ubocznych oraz skrócenia czasu leczenia (mniejsza ilość frakcji).

W Polsce mamy doskonały sprzęt do radioterapii. W Polsce popularna w ostatnich latach stała się radioterapia stereotaktyczna. Jest to metoda, która pozwala na podanie bardzo wysokiej dawki w jednej lub paru sesjach tylko w objętość samego nowotworu, dzięki postępowi technologicznemu. (…) Umożliwia leczenie np. wczesnego raka płuca bez przerzutów do węzłów chłonnych na równi skutecznie jak chirurgia – powiedział Profesor Mateusz Spałek. – Mamy doskonałą technologię do leczenia niewielkich przerzutów do mózgu i łagodnych nowotworów mózgu – np. Gamma Knife. Mamy dostęp do zminiaturyzowanych przyśpieszaczy do radiochirurgii, jak CyberKnife, czy też przyśpieszaczy liniowych dedykowanych radiochirurgii, jak Edge.

Ekspert zwrócił uwagę, że w Polsce dostępne są zaawansowane techniki radioterapii adaptacyjnej. – W trakcie zabiegu, gdy chorego układa się na stole terapeutycznym, przygotowany plan naświetlania jest codziennie adaptowany do aktualnej anatomii ciała – tłumaczył podczas spotkania.

CyberKnife dzięki systemowi „synchrony” umożliwia poprzez wykorzystanie obrazowania w czasie rzeczywistym, ciągłe monitorowanie ruchów osoby napromienianej (w tym oddychania). Oznacza to, że w przypadku przesunięcia się guza podczas terapii wiązki promieniowania będą i tak precyzyjnie na nim skupione.

W Polsce mamy również dostęp do protonoterapii – aktualnie jest jeden ośrodek, ale będą powstawać kolejne. Protonoterapia ma uzasadnienie w wybranych rodzajach nowotworów, które są umiejscowione w sąsiedztwie tzw. narządów krytycznych (narządy z największym ryzykiem powikłań popromiennych). Przyśpieszacz liniowy połączony z rezonansem magnetycznym jest również dostępny u nad w kraju.

Czy osoby z niepełnosprawnościami muszą szczególnie przygotowywać się do leczenia?
Zwykle nie. Leczenie jest tolerowane zwykle tak samo u większości chorych. Zmiany wynikają z czynników takich jak: stan zaawansowania nowotworu, wiek chorego, występowanie chorób współistniejących, ale nie stopnia sprawności. Niepełnosprawność może wpłynąć na techniczne aspekty już podczas samego napromieniania – przykładowo – przez brak możliwości wybrania konkretnej pozycji chorego na stole do radioterapii. – Ale dzięki bardzo doświadczonym zespołom techników, wybrana zostanie inna i komfortowa pozycja do utrzymania przez chorego – wyjaśnił Profesor Mateusz Spałek. To po stronie zespołu jest zaproponowanie rozwiązania, które zapewni osobie z niepełnosprawnością takie samo leczenie jak choremu w pełni sprawnemu.

Niezależnie od tego z jakim rodzajem niepełnosprawności przychodzi chory, są dostępne rozwiązanie techniczne, które umożliwiają zastosowanie radioterapii. Należy podkreślić, że niepełnosprawność nie wyklucza zastosowania tej metody leczenia.
I co ważne, chorzy mogą także w trakcie leczenia za pomocą radioterapii kontynuować pracę zawodową, jeśli pozwala na to ich stan ogólny. Radioterapia w trakcie samego leczenia (z małymi wyjątkami) nie powoduje istotnego pogorszenia jakości życia. Radioterapia nie wpływa na codzienne funkcjonowanie (z małymi wyjątkami). Na jakość życia wpływa sama choroba nowotworowa, a nie zastosowanie tej metody leczenia.

95% naszych chorych napromienianych jest w trybie ambulatoryjnym, podkreślał Profesor Mateusz Spałek. Najlepszym rozwiązaniem jest dla chorych jest to, aby poza sesją 15-20 minutową codziennie wrócić do rodziny i codziennych aktywności zawodowych.

Jakie są różnice pomiędzy poszczególnymi technikami radioterapii?
Teleradioterapia jest stosowania częściej, ponieważ ma szersze zastosowanie. Natomiast brachyterapię stosuje się tam, gdzie chcemy podwyższyć dawkę w środku samego guza, tam gdzie nowotwory są bardziej promieniooporne lub gdy napromienianie jest stosowane jako metoda wyłączna do wyleczenia danego nowotworu (np. rak stercza, nowotwory ginekologiczne lub rak skóry). Brachyterapia jest też kojarzona z teleradioterapią na przykład u zaawansowanego miejscowo raka prostaty.
W nowoczesnym leczeniu chorych na nowotwory coraz większą rolę odgrywa prehabilitacja, czyli przygotowanie do rozpoczęcia terapii. Zajmuje się tym zespół specjalistów – psychiatrzy i psycholodzy, dietetycy, fizjoterapeuci, technicy oraz specjaliści leczenia bólu. Wymienieni specjaliści wspólnie pomagają chorym możliwie najlepiej przygotować się do leczenia (np. przez zalecenia dietetyczne).

Mity o radioterapii
Co może poprawić dostęp do nowoczesnej radioterapii w Polsce?
Aktualnie realizowana jest Krajowa Sieć Onkologiczna, w ramach której lekarze różnych specjalizacji muszą ze sobą współpracować. W ramach konsylium muszą ustalić plan leczenia, w tym miejsce radioterapii i go realizować. Wprowadzenie koordynowanej opieki nad chorymi oraz wprowadzenie koordynatorów, którzy będą monitorować i wspierać chorych w systemie jest bardzo dobrym rozwiązaniem wspierającym chorych na nowotwory.

Piętą achillesową są obszary Polski, gdzie w promieniu 100 km nie ma żadnego ośrodka radioterapii. Nie ma, więc dostępnego tego leczenia w pobliżu domu i jest to istotne ograniczenie.

Brak kadr – największe ograniczenie w systemie ochrony zdrowia.  Jest konieczność inwestowania w kadry – zachęcanie młodych lekarzy do wyboru ścieżki związanej z onkologią (w tym radioterapią). Ważne jest również inwestowanie w kadry, które uczestniczą w procesie stosowania radioterapii – należą do ich fizycy medyczni, których jest bardzo mało oraz technicy elektoradiologii i pielęgniarki onkologiczne. Niestety specjalizacje onkologiczne nie cieszą się dużą popularnością.

Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych zachęca do przesyłania pytań i zagadnień, które warte są omówienia w kolejnych spotkaniach edukacyjnych, także tych dotyczących radioterapii, które podczas tego webinaru nie zostały poruszone. – Radioterapia leczy nowotwory skutecznie i bezpiecznie – na koniec podkreślił Profesor Mateusz Spałek.

Więcej o KSON: https://kson.pl/

Rozmowa z Prof. Mateuszem Spałkiem: https://www.facebook.com/share/r/1BEjoXSR2b/ 

Przypisy:
https://www.youtube.com/watch?v=X5ykmcCUH6k

https://medicalpress.pl/rynek/n-cybernetyczny-precyzyjne-i-bezpieczne-napromienianie-guzw-nowotworowych-przy-oszczdzeniu-zdrowych-tkanek-i-narzdw-krytycznych_JLynK2bA4K/

źródło: redakcja Medicalpress
Foto: NIO-PIB
Co palenie tytoniu ma wspólnego z rakiem pęcherza? Co może oznaczać krwiomocz? Czy rak pęcherza zawsze jest równoznaczny z radykalną cystektomią? To pytania, na które odpowiedzi szuka Fundacja Onkologiczna Życie z Rakiem w ramach kampanii edukacyjnej „Życie z rakiem pęcherza moczowego”. Organizatorzy obalają najczęstsze mity, a także prezentują historię Pana Kazimierza, który opowiada o życiu oraz leczeniu nowotworu.
Statystyki pokazują, że zapadalność na raka pęcherza moczowego rośnie z roku na rok. O ile w 2015 roku leczonych było ponad 44 000 pacjentów, o tyle w 2023 już 58 000.[1] Przewiduje się, że liczba zachorowań na ten nowotwór w ciągu najbliższych 10 lat wzrośnie aż o ok. 25 proc.[2] I mimo że według Krajowego Rejestru Nowotworów pod względem częstości rozpoznawania zajmuje on piąte miejsce u mężczyzn i czternaste u kobiet, jest jednym z raków o najwyższym odsetku umieralności – co druga osoba, u której zdiagnozowano raka pęcherza umrze z tego powodu[3]. Mimo, że rak pęcherza moczowego jest relatywnie często występującym nowotworem, a dodatkowo, liczba pacjentów systematycznie rośnie, w porównaniu do innych chorób onkologicznych mało o nim rozmawiamy. A to błąd! Im więcej każdy z nas będzie wiedział, tym ma większe szanse na zapobieżenie chorobie lub szybsze rozpoznanie objawów, ułatwiających diagnostykę – podkreśla Pola Król, prezeska Fundacji Życie z Rakiem. Co zatem warto wiedzieć?
 
FAKTY I MITY

KTO CHORUJE: Na raka pęcherza moczowego chorują tylko dojrzali mężczyźni
FAŁSZ
Rak pęcherza moczowego występuję najczęściej u mężczyzn powyżej 45. r.ż., natomiast nie oznacza to, że nie chorują także kobiety. Spośród wszystkich nowotworów występujących wśród kobiet, rak pęcherza moczowego stanowi 2,2 proc. przypadków.[4] Natomiast o ile wskaźnik zgonów z powodu tej choroby jest niższy niż wskaźnik zachorowalności u mężczyzn, o tyle u kobiet jest na tym samym poziomie.
 
PRZYCZYNY ROZWOJU: Palenie tytoniu jest głównym, znanym czynnikiem ryzyka rozwoju raka pęcherza moczowego
PRAWDA
Dokładne przyczyny rozwoju tego nowotworu nie zostały poznane, określono natomiast czynniki ryzyka wpływające na jego wystąpienie. Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że 50- 65 proc. przypadków zachorowania na raka pęcherza moczowego u mężczyzn i 20-30 proc. u kobiet, spowodowanych jest paleniem papierosów.[5] Wpływ ma również ekspozycja na pochodne składników chemicznych (szczególnie w przemyśle rafineryjnym, wulkanizacyjnym i garbarskim).
 
OBJAWY: Nawet jednorazowa obecność krwi w moczu może być objawem rozwoju choroby
PRAWDA
Krwiomocz, nawet jeśli pojawi się jedynie raz, powinien być sygnałem dla pacjenta do pilnej wizyty u lekarza. Nie zawsze musi towarzyszyć mu ból. Może to być jednorazowa sytuacja, którą pacjent uznana za incydentalną. Tymczasem, nawet jeśli krwiomocz ustąpił czy nie towarzyszył mu ból, powinien zawsze zostać skonsultowany ze specjalistą. Bagatelizowanie tej sytuacji opóźnia rozpoznanie choroby a tym samym zmniejsza możliwości skutecznego leczenia.
Do innych, niespecyficznych dla raka pęcherza moczowego, ale mogących pojawić się objawów, należą: częste oddawanie moczu; ból, pieczenie podczas oddawania moczu; uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza moczowego (parcie naglące); zatrzymanie moczu.
 
LECZENIE: Radykalna cystektomia to podstawa leczenia raka pęcherza
FAŁSZ
Usunięcie pęcherza moczowego jest postępowaniem z wyboru jedynie u 20-30 proc. pacjentów. W przypadku guza naciekającego mięsień pęcherza leczenia oszczędzające nie jest możliwe. U większości pacjentów standardem postępowania będzie podanie bezpośrednio po zabiegu TURBT (przezcewkowa resekcja guza pęcherza moczowego) pojedynczej wlewki chemioterapeutyku do pęcherza, co pozwoli uchronić przed nawrotem choroby i w większości przypadków oznacza zakończenie leczenia.
 
LECZENIE: Zaawansowany rak pęcherza moczowego może być skutecznie leczony
PRAWDA
Ostatnie lata przyniosły dostęp do nowoczesnych, skutecznych terapii stosowanych w zaawansowanej fazie tego nowotworu. Jedną z nich jest immunoterapia, którą można włączyć już na etapie leczenia okołooperacyjnego. Jest to forma terapii, która wykorzystuje układ odpornościowy pacjenta do niszczenia komórek nowotworowych. W ramach programu lekowego B.141.FM pacjenci z ekspresją PD-L1 > 1%, mogą otrzymać leczenie niwolumabem. Wymaga to dodatkowej diagnostyki – oceny ekspresji PD-L1 na etapie chemioterapii neoadjuwantowej i kwalifikacji do cystektomii. Niestety nie wszystkie ośrodki leczące raka pęcherza zlecą taką diagnostykę. Co oznacza, że mimo dostępu do skutecznego leczenia, wielu pacjentów straci szansę na dłuższe życie – dodaje Pola Król. Ta immunoterapia ratuje mi życie – mówi pan Kazimierz, żyjący z rakiem pęcherza moczowego. Nowotwór, na który ja zachorowałem, był bardzo złośliwy, więc niebezpieczeństwo nawrotu jest bardzo duże. Żeby organizm sobie poradził, zaproponowano mi immunoterapię, która przygotuje mój organizm do tego, aby walczyć z nowotworem, który będzie chciał wrócić.
 
Pacjent nic nie może
FAŁSZ
Edukacja i świadomość są pierwszymi krokami skutecznej profilaktyki. Wiedząc, jak możemy przeciwdziałać chorobie możemy podejmować świadome decyzje w zakresie naszego stylu życia. Wiedza na temat objawów wzmacnia czujność i pozwala szybciej zareagować w sytuacji tego wymagającej. Z kolei znajomość choroby i wiedza o możliwościach leczenia pozwoli pacjentowi przypilnować swojej terapii. Wiem jednocześnie, że edukacja jest procesem długofalowym, dlatego na ten moment chciałabym, abyśmy zapamiętali dwie rzeczy: palenie jest głównym czynnikiem wpływającym na rozwój choroby; krew w moczu to zawsze sygnał do konsultacji z lekarzem. Wierzę, że to dobre podstawy do dalszej rozmowy o raku pęcherza moczowego oraz pogłębiania świadomości społecznej w tym zakresie – podsumowuje Pola Król.
 
Więcej informacji na temat raka pęcherza moczowego, kampanii edukacyjnej oraz materiały video prezentujące historię Pana Kazimierza, znajdują się na profilu Fundacji Onkologicznej Życie z Rakiem: https://www.facebook.com/zyciezrakiem.fundacja
Patronat medialny nad kampanią „Życie z rakiem pęcherza moczowego” objął portal onkologiczny www.ZwrotnikRaka.pl
 
 
[1] Raport Rak pęcherza moczowego: https://www.mzdrowie.pl/wp-content/uploads/2024/10/raport-pecherz-2024-www-FINAL.pdf , str. 31, dostęp: 05.02.2025 r.
[2]Sytuacja pacjenta z rakiem pęcherza moczowego – aktualne wyzwania, Fundacja Wygrajmy Zdrowie, 2022: https://tosieleczy.pl/wp-content/uploads/2022/09/Rak_PECHERZA_raport_2022_wygrajmyzdrowie-1.pdf
[3]Raport „Nowotwory Złośliwe w Polsce 2021”, Krajowy Rejestr Nowotworów: https://onkologia.org.pl/sites/default/files/publications/2024-01/0_krn-2023-book-2024-01-22.pdf
[4] Krajowy Rejestr Nowotworów, https://onkologia.org.pl/sites/default/files/P%C4%99cherz_moczowy.pdf , dostęp: 05.02.2025 r.
[5] Krajowy Rejestr Nowotworów, https://onkologia.org.pl/sites/default/files/P%C4%99cherz_moczowy.pdf , dostęp: 05.02.2025 r.
źródło: Fundacja Życie z Rakiem
Na temat jednego z najbardziej śmiercionośnych nowotworów wiadomo już wiele, ale wciąż wiedza ta nie jest wystarczająco powszechna. Dodatkowo, część krążących na jego temat opinii to szkodliwe mity, które mogą utrudnić profilaktykę lub wczesne rozpoznanie choroby. Nieprawdziwe informacje dotyczące raka żołądka oraz odpowiedzialnej za ok. 80 proc. zachorowań bakterii Helicobacter pylori postanowili zdemaskować twórcy kolejnej już odsłony kampanii „Servier – Wyłącz Raka”. Jednocześnie oprócz mitów popularyzują fakty, których znajomość może ratować życie.
Każdego roku w Polsce diagnozowanych jest ok. 5 tys. przypadków raka żołądka, częściej u mężczyzn i w większości przypadków w stadium zaawansowanym. Aż 90-99 proc. diagnoz stanowią tzw. gruczolaki, trudne do leczenia w późniejszych stadiach choroby. Przyczyną powstawania większości z nich jest bakteria Helicobacter pylori, którą można zakazić się drogą pokarmową, najczęściej jeszcze w dzieciństwie. Choć w ostatnich dekadach poprawiły się ogólne warunki sanitarno-higieniczne i możliwości skutecznego leczenia, zakażona tym patogenem jest nadal znaczna część społeczeństwa. To z kolei kluczowa informacja w kontekście profilaktyki raka żołądka.

FAKT: Helicobacter pylori jest czynnikiem powodującym zachorowania na raka żołądka.
Helicobacter pylori została uznana przez WHO za karcynogen, czyli czynnik rakotwórczy pierwszej grupy. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że związek Helicobacter pylori z rakiem żołądka jest udowodniony tak samo mocno, jak związek palenia tytoniu z rakiem płuc. Według ogólnoświatowych danych, bakteria odpowiada za ok. 80 proc. wszystkich zachorowań na raka żołądka.

MIT: Zakażenie Helicobacter pylori zawsze daje objawy.
Bakteria po dostaniu się do przewodu pokarmowego z reguły wywołuje krótkotrwałe, objawowe zapalenie. Jednak po jego zaniku wciąż bytuje w błonie śluzowej żołądka. Może wtedy nie dawać żadnych objawów swojej obecności, jednocześnie wywołując przewlekły stan zapalny prowadzący do zaniku błony śluzowej żołądka, a następnie jej metaplazji i dysplazji, czyli zmian w budowie tkanki komórkowej. To zaś pierwszy krok do rozwoju nowotworu – zwłaszcza, jeśli u pacjenta występują niekorzystne czynniki środowiskowe.
FAKT: Rak żołądka jest trudny do zdiagnozowania.
Im szybsza diagnoza nowotworu, tym większe szanse jego zwalczenia. Niestety rak żołądka na wczesnych etapach swojego rozwoju często nie daje żadnych objawów. Sygnałem zapalającym w naszej głowie czerwoną lampkę alarmową mogą być jednak objawy typowe dla infekcji Helicobacter pylori. To przede wszystkim objawy dyspeptyczne, czyli takie, które powodują dyskomfort związany z przyjmowaniem i trawieniem pokarmów: uczucie pełności, nawracające bóle brzucha, nudności czy wymioty. Z kolei objawy takie jak spadek masy ciała, silne bóle brzucha, niedokrwistość oraz krwawe wymioty to objawy już zaawansowanych zmian nowotworowych w żołądku.
MIT: Styl życia i dieta nie mają żadnego znaczenia dla zachorowalności na raka żołądka.
Wśród czynników ryzyka, które mogą sprzyjać występowaniu choroby, lekarze zgodnie wymieniają W tej sytuacji higieniczny tryb życia, unikanie używek i stosowanie zdrowej diety jak najbardziej mogą pomóc organizmowi w uniknięciu zachorowania na nowotwór żołądka.
FAKT: Przypadek wystąpienia raka żołądka u najbliższych członków rodziny powinien zwiększyć naszą czujność względem tej choroby.
Wystąpienie przypadków nowotworu żołądka w rodzinie, zwłaszcza u krewnych pierwszego stopnia, powinno motywować do regularnych badań w kierunku tej choroby. Zwiększone ryzyko zachorowania może wiązać się nie tylko z czynnikami genetycznymi, ale także rodzinnymi infekcjami Helicobacter pylori. Ich wykrycie i wyleczenie jest szczególnie istotne w przypadku, gdy w wywiadzie rodzinnym znajdują się chorzy na nowotwór żołądka.
MIT: Test na Helicobacter pylori z krwi jest miarodajny.
Test z krwi wykrywa przeciwciała, jakie organizm wytwarza w odpowiedzi na zakażenie Helicobacter pylori. Nie wykrywa jednak samej bakterii, nie daje również odpowiedzi, czy samo zakażenie już minęło, czy też dalej trwa. Dlatego za miarodajny w wykrywaniu obecności Helicobacter pylori należy uznać test z kału. Najlepiej wykonać go w profesjonalnym laboratorium diagnostycznym, ponieważ testy do samodzielnego przeprowadzenia mają znacznie niższą czułość i miarodajność niż te wykonywane w laboratoriach. W przeprowadzeniu diagnostyki sprawdzają się również testy oddechowe, które są jednak droższe i trudniej dostępne. Zaś najbardziej efektywną metodą diagnostyczną jest gastroskopia, ale nie zawsze istnieją wskazania do jej przeprowadzenia.

FAKT: Reinfekcja u osób, które podjęły się leczenia Helicobacter pylori, zdarza się bardzo rzadko.
Osoby, które przeszły przez proces eradykacji, czyli leczenia zakażenia, rzadko chorują ponownie. Taki przypadek obserwuje się jedynie u 4 proc. pacjentów. Fakt, że ktoś zachorował ponownie, bardzo często może świadczyć o tym, że tak naprawdę nigdy się nie wyleczył i nie wykonał ponownych testów diagnostycznych w laboratorium po zakończeniu leczenia.
MIT: Alternatywne metody, takie jak spożywanie miodu manuka czy siemienia lnianego, także mogą pomóc wyleczyć Helicobacter pylori.
Nie istnieją żadne badania ani inne dowody na to, aby alternatywne, domowe sposoby leczyły zakażenie Helicobacter pylori. Jedyną skuteczną i potwierdzoną naukowo metodą jest tylko i wyłącznie antybiotykoterapia. Oczywiście może się zdarzyć i zdarza się, że organizm sam zwalcza infekcję, ale są to rzadkie przypadki.
FAKT: Podstawowe zasady higieny pomagają uchronić się przed infekcją Helicobacter pylori.
Bakteria Helicobacter pylori jest bakterią o charakterze wysoce patogennym, a więc nie jest bardzo zaraźliwa. Można jednak zarazić się nią np. poprzez używanie wspólnych naczyń z nosicielem i niemycie rąk po kontakcie z taką osobą. Z tych właśnie powodów do zakażeń bakterią najczęściej dochodzi u dzieci, które często wsadzają sobie do ust palce i brudne przedmioty. Dlatego przestrzeganie podstawowych zasad sanitarnych takich jak dokładne mycie naczyń i. dłoni oraz niedzielenie się posiłkami może uchronić przed infekcją, nawet jeśli na co dzień mieszka się z osobą zakażoną.
MIT: Proces leczenia Helicobacter pylori zawsze jest trudny dla pacjenta.
Proces leczenia może przebiegać różnie, w zależności od organizmu i indywidualnych predyspozycji. Faktem jest, że do zwalczenia infekcji Helicobacter pylori stosowana jest złożona antybiotykoterapia, która trwa 14 dni. U niektórych pacjentów może być gorzej tolerowana, dlatego w tym czasie nie powinno się planować podróży czy też ważnych wydarzeń i uroczystości. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku zaawansowanej nietolerancji, przepisana farmakologia może zostać zmieniona na alternatywne środki, które są zwykle lepiej przyjmowane przez organizm. Należy też podkreślić, że dla części pacjentów antybiotykoterapia przebiega bezobjawowo i w żaden sposób nie wpływa na ich ogólne samopoczucie.
 
O kampanii „Servier – wyłącz raka”
Dotychczas odbyły się już 4 edycje programu, podczas których firma Servier koncentrowała się na profilaktyce raka jelita grubego. Wówczas na badania kolonoskopii zostało skierowanych ponad 1 300 pacjentów, a kampania dotarła do ponad 2 mln odbiorców. Każdą edycję wspiera strona www.wylaczraka.pl, na której publikowane są najnowsze doniesienia naukowe, materiały edukacyjne i wydarzenia związane z przebiegiem kampanii.
O Servier Polska
Firma Servier to globalna grupa farmaceutyczna zarządzana przez fundację. Założona, aby służyć zdrowiu, pragnie także wywierać znaczący wpływ społeczny, zarówno dla dobra pacjentów, jak i na rzecz zrównoważonego rozwoju świata. Dzięki wyjątkowej strukturze właścicielskiej firma może w pełni poświęcić się swojej misji w oparciu o długofalową wizję: współtworzenie postępu w medycynie w celu zaspokojenia potrzeb pacjentów. Ta misja inspiruje 21,4 tys. pracowników Grupy do codziennego wysiłku w celu jej realizacji.
Będąc światowym liderem w kardiologii, Grupa Servier dąży do osiągnięcia pozycji uznanego, wyspecjalizowanego i innowacyjnego podmiotu w onkologii poprzez skupienie się na trudnych w leczeniu nowotworach, w obszarach o niezaspokojonych potrzebach medycznych. Z tego względu Grupa przeznacza ponad połowę środków z budżetu badawczo-rozwojowego na rozwój leków onkologicznych.
Przyszłymi obszarami rozwoju będą także neurologia i choroby immunozapalne. W tych obszarach firma Servier koncentruje się na ograniczonej liczbie schorzeń, w przypadku których dokładne profilowanie pacjentów umożliwia stosowanie ukierunkowanych strategii terapeutycznych w ramach medycyny precyzyjnej. Firma Servier z siedzibą we Francji jest także szeroko obecna na świecie, w ponad 150 krajach, w Polsce od. ponad 30 lat. Dziś firma Servier Polsce zatrudnia 600 pracowników, z czego 250 w warszawskiej fabryce.
Firma Servier prowadząc swoją działalność w Polsce, wspiera działalność naukowo-badawczą oraz rozwój lokalnej, nowoczesnej produkcji leków. Blisko 100% opakowań leków firmy Servier przeznaczonych na polski rynek produkowanych jest w warszawskim Zakładzie Produkcyjnym Servier-Anpharm, są to głównie leki stosowane w kardiologii, cukrzycy i psychiatrii. Natomiast poprzez działalność edukacyjną wspiera ważne z punktu widzenia ochrony zdrowia cele społeczne. Od ponad dwóch dekad firma Servier regularnie prowadzi bezpłatne programy profilaktyczno-edukacyje w obszarach kardiologii, onkologii i depresji o zasięgu ogólnopolskim. Organizując trzy ogólnopolskie kampanie społeczne: Servier dla Serca, Servier – Wyłącz Raka i Forum Przeciw Depresji forma Servier jest aktywnie zaangażowana w zdrowotną edukację polskiego społeczeństwa i promocję profilaktyki.
Dodatkowe informacje można znaleźć na stronie internetowej Servier Polska: www.servier.pl oraz naszych profilach w mediach społecznościowych: Linkedin i Facebook

Źródło informacji: KPLUS Agency

Social media to jedna z przestrzeni, gdzie najczęściej dochodzi do obrażania i deprecjonowania osób chorych na otyłość. Jak mówią najnowsze badania, właśnie tam niemal połowa Polaków (48%)[1] dostrzega upokarzanie i zawstydzanie innych z powodu wyższej masy ciała. To zjawisko tzw. fatshamingu. W social mediach ewoluuje ono niepokojąco szybko, a niedawno przybrało formę hasztagu #fatshamingworks. Użytkownicy umieszczają go pod zdjęciami i filmami osób, które poprzez upokorzenie chcą „zmobilizować” do utraty kilogramów. Nie wnikając w przyczyny choroby, argumentują, że uświadomienie komuś „że się zaniedbał” sprawi, że „weźmie się za siebie”. Współczesna nauka obala ten mit: ten hasztag to niezwykle szkodliwy trend, który dyskryminuje chorych… i jeszcze bardziej pogłębia społeczny problem otyłości.
Wciąż zbyt mała świadomość, że otyłość to choroba
 
Otyłość została wpisana przez WHO na listę chorób już prawie 60 lat temu: w ICD-10 widnieje pod kodem E66. Dlaczego mimo to, tak trudno nam zaakceptować fakt, że ktoś mierzy się z chorobą, a nie z defektem wyglądu?
 
Ciągle zbyt mało osób wie, że otyłość to choroba. Choroba nawrotowa, z niezwykle długą listą powikłań (ponad 200). W jej trakcie dochodzi do zmian epigenetycznych, powstaje oporność w naturalnych procesach metabolicznych i często nie da się określić jej patogenezy. To w dużym skrócie znaczy, że otyłość to nie jest to wybór ani wina chorego. Ta choroba istotnie zmienia natomiast wygląd i przyjęło się, że jest pewnego rodzaju defektem wynikającym z zaniedbań osoby chorującej. Tymczasem wielu chorych odżywia się zdrowo, są aktywni fizycznie, a mimo to spadek masy ciała nie jest widoczny, choć robią wszystko, co samodzielnie mogą. Dlatego tu potrzeba wsparcia ze strony lekarza i zrozumienia ze strony społeczeństwa komentuje prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, Prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.
 
Hasztag jako systemowa forma przemocy
 
Hasztagi to wygodne narzędzia, dzięki którym możemy kategoryzować informacje w mediach społecznościowych. Niestety właśnie tę wygodną funkcję wykorzystują hejterzy do stygmatyzowania chorych na otyłość, dosłownie „przyklejając” im krzywdzącą etykietę #fatshmaingworks. Wystarczy, że ktoś jednorazowo użył go pod czyimś zdjęciem lub filmem w komentarzu i łatwo dotrzemy do całego profilu. Tak osoby, które padły ofiarą jednego hejtera, łatwo mogą pojawić się w wyszukiwarce kolejnego. To spirala, która potrafi błyskawicznie się nakręcić:
 
Głośno należy powiedzieć, że osoby stosujące ten hasztag, tworzą w social mediach systemową formę przemocy wobec chorych. Powodów takiego działania może być kilka: agresja powoduje u napastnika pożądane emocje: poczucie przejęcia kontroli, wyższości. To próba „ukarania” osób i grup, które uważa za gorsze. Tymczasem otyłości często towarzyszy depresja czy zaburzenia lękowe. Fatshaming jeszcze nikogo nie wyleczył z otyłości. Z powodu stygmatyzacji chorzy natomiast izolują się, zamykają w domach i porzucają lub w ogóle nie podejmują próby diagnostyki i ewentualnego leczenia. I to jest realny skutek takich ataków podkreśla Adrianna Sobol, psycholog, ekspertka współtworząca opracowanie „Jak wspierająco mówić o chorobie otyłościowej”.
 
Bywa też, że hasztagiem #fatshamingworks oznaczają swoje treści sami chorzy, prezentując przy tym efekty utraty masy ciała i zdjęcia „przed” i „po” jako dowód, że fatshaming faktycznie działa:
 
To bardzo niebezpieczne. Motywacja do zmiany powinna być pozytywna, a tu mamy dorozumiany komunikat: „nienawidziłem siebie, kiedy ważyłem więcej, ośmieszam to, jaki byłem”. W trudniejszym momencie, jeśli kilogramy powrócą, chory może mocno identyfikować się z piętnem, które sam na siebie nałożył. Strach przed powrotem do poprzedniej masy ciała powoduje podwyższony poziom stresu, czyli wydzielanie kortyzolu, a to pobudza apetyt.. Długotrwały fatshaming, także ten stosowany wobec samego siebie, może stać się podłożem zaburzeń poznawczych, którymi chory posługuje się wobec obrazu własnego ciała, a wtedy skuteczna walka o zdrowie staje się jeszcze trudniejsza dodaje Adrianna Sobol.
 
Jak bronić się przed fathamingiem?
 
Co można zrobić, gdy doświadcza się fatshamingu w social mediach?
 

Więcej o skutkach fatshamingu oraz o innych uprzedzeniach, z którymi mierzą się osoby chore na otyłość, można przeczytać w opracowaniu „Jak wspierająco mówić o chorobie otyłościowej. Praktyczny słownik”, które jest dostępne tu: https://ootylosci.pl/slownik-otylosci/

 
[1] Dane pochodzą z badania zrealizowanego w dniach 23–29.05.2023 roku, na zlecenie Novo Nordisk. Pełne wyniki badania zamieszczono w opracowaniu „Jak wspierająco mówić o chorobie otyłościowej. Praktyczny słownik”.

źródło: materiał prasowy

W odpowiedzi na materiał wyemitowany w Faktach TVN dn. 6.09.2023, rzecznik resortu zdrowia wystosowała komunikat z informacją o sytuacji w zakresie leczenia mukowiscydozy i możliwości rozwoju programu lekowego.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia informuje:

W odpowiedzi na materiał wyemitowany w Faktach TVN dn. 6.09.2023 r. przesyłam informację prasową dotyczącą rozwoju programu dla pacjentów chorych na mukowiscydozę.

Od 1 lutego 2021 r. leki dla chorych na mukowiscydozę są dostępne w refundacji bezpłatnie. Od 1 marca 2022 r. program dla pacjentów chorych na mukowiscydozę został rozszerzony.Pacjenci, zgodnie z obowiązującym od 1 września 2023 r. obwieszczeniem Ministra Zdrowia z dnia 30 sierpnia 2023 r. w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych obowiązującym od 1 września 2023 r. (w ramach programu lekowego B.112. – Leczenie chorych na mukowiscydozę ICD-10: E84) mają dostęp do produktów leczniczych:

• Kaftrio, Ivacaftorum + Tezacaftorum + Elexacaftorum, tabl. powl., 75+50+100 mg, 56 szt., kod GTIN: 00351167143902, • Kalydeco, Ivacaftorum, granulat w saszetce, 75 mg, 56 szt., kod GTIN: 00351167113103, • Kalydeco, Ivacaftorum, granulat w saszetce, 50 mg, 56 szt., kod GTIN: 00351167112205, • Kalydeco, Ivacaftorum, tabl. powl., 75 mg, 28 szt., kod GTIN: 00351167144503, • Kalydeco, Ivacaftorum, tabl. powl., 150 mg, 28 szt., kod GTIN: 00351167136201, • Kalydeco, Ivacaftorum, tabl. powl., 150 mg, 56 szt., kod GTIN: 00351167104606, • Orkambi, Ivacaftorum + Lumacaftorum, granulat, 125+100 mg, 56 sasz., kod GTIN: 00351167131701, • Orkambi, Ivacaftorum + Lumacaftorum, granulat, 188+150 mg, 56 sasz., kod GTIN: 00351167131800, • Symkevi, Ivacaftorum + Tezacaftorum, tabl. powl., 75+50 mg, 28 szt., kod GTIN: 00351167144404, • Symkevi, Ivacaftorum + Tezacaftorum, tabl. powl., 150+100 mg, 28 szt., kod GTIN: 003351167136102.

Wymienione leki są wydawane bezpłatnie dla pacjenta zakwalifikowanego do programu.

Schematy leczenia dostępne w obecnie obowiązującym programie lekowym B.112. są następujące: 1) Kalydeco (iwakaftor) w monoterapii: – leczenie chorych z potwierdzonym wystąpieniem jednej z poniżej wymienionych mutacji, w przynajmniej 1 allelu genu CFTR: mutacja bramkująca genu CFTR (klasy III): G551D, G1244E, G1349D, G178R, G551S, S1251N, S1255P, S549N lub S549R u chorych w wieku 12 miesięcy i starszych; 2) Orkambi (lumakaftor /iwakaftor): – leczenie chorych w wieku co najmniej 2 lat z potwierdzonym wystąpieniem mutacji F508del genu CFTR na obu allelach; 3) Symkevi (tezakaftor /iwakaftor) + Kalydeco (iwakaftor): – leczenie chorych w wieku co najmniej 6 lat homozygotyczni pod względem mutacji F508del lub heterozygotyczni pod względem mutacji F508del i mający jedną z następujących mutacji genu CFTR: P67L, R117C, L206W, R352Q, A455E, D579G, 711+3A→G, S945L, S977F, R1070W, D1152H, 2789+5G→A, 3272-26A→G i 3849+10kbC→T; 4) Kaftrio (eleksakaftor/tezakaftor /iwakaftor) + Kalydeco(iwakaftor): – leczenie chorych w wieku co najmniej 12 lat homozygotyczni pod względem mutacji F508del genu CFTR lub heterozygotyczni pod względem mutacji F508del z mutacją o minimalnej wartości funkcji (MF) genu CFTR.

Dodatkowo toczy się postępowanie w sprawie objęcia refundacją leczenia skojarzonego Kaftrio (eleksakaftor/ tezakaftor /iwakaftor) + Kalydeco (iwakaftor) u pacjentów w wieku co najmniej 6 lat, którzy mają mutację F508del genu mukowiscydozowego przezbłonowego regulatora przewodnictwa CFTR na co najmniej jednym allelu. Komisja Ekonomiczna po przeprowadzeniu z producentem cyklu negocjacji wydała negatywną uchwałę – nie zalecała refundacji przy zaproponowanej przez producenta cenie. Aktualnie toczą się negocjacje cenowe przed Ministrem Zdrowia. Minister wyda decyzje dla wymienionych produktów leczniczych po zakończeniu wszystkich wymaganych przepisami etapów postępowania.

Wydatki na refundowane leki w ramach programu lekowego B.112. w 2022 r. wyniosły 246 508 365,26 zł dla 895 pacjentów. To w przeliczeniu na 1 pacjenta daje kwotę 275 428,34 zł na rok. W 2021 r. wydatki na ten program wyniosły 2 724 990,92 zł, czyli w 2022 r. nastąpił 100-krotny wzrost finansowania.

W I półroczu 2023 w programie zostało zarejestrowanych 985 pacjentów, a koszt leczenia wyniósł w tym okresie 256 milionów złotych. Szacowano, że liczba pacjentów w 2023 r. wyniesie 900 osób – tak więc leczonych jest już więcej osób niż było uwzględnionych w prognozach.

W 2022 r. na 114 programów lekowych, w których refundowane są innowacyjne leki w różnych schorzeniach zarówno onkologicznych, jak i nieonkologicznych, program ten był na 8. miejscu jeśli chodzi o największe wydatki na refundację leków w ramach programów lekowych. Wzrost wydatków w 2022 r. (rok do roku) na ten program był największy spośród wszystkich programów lekowych.

Wpływ na to miało objęcie refundacją w marcu 2022 r. 3 innowacyjnych terapii w leczeniu chorych na mukowiscydozę, tj.: Kaftrio (w skojarzeniu z Kalydeco), Symkevi (w skojarzeniu z Kalydeco), Orkambi.

Podsumowując, rok 2022 przyniósł przełom, jeśli chodzi o dostęp do refundowanego leczenia dla chorych na mukowiscydozę.

Minister Zdrowia dostrzega potrzebę zmian oraz rozszerzania wskazań refundacyjnych dla leków m.in. w ramach programów lekowych. Wprowadza je systematycznie kierując się racjonalnym gospodarowaniem środkami publicznymi oraz zapewniając wszystkim obywatelom, mającym zróżnicowane potrzeby zdrowotne, sprawiedliwy dostęp do skutecznych terapii.

Najczęściej w podejmowaniu kolejnych decyzji refundacyjnych najtrudniejszą barierą jest aspekt ekonomiczny. Proponowane przez producentów ceny innowacyjnych produktów leczniczych są niejednokrotnie na niezwykle wysokim poziomie i znacząco przekraczają wskaźniki efektywności kosztowej przyjęte w ustawie refundacyjnej w 2011 roku. Proces refundacyjny polega jednak na negocjacji pierwotnie wnioskowanych przez podmiot odpowiedzialny warunków cenowych dla konkretnego leku. Dzięki skutecznym procesom negocjacyjnym Minister Zdrowia wprowadził do refundacji 115 cząsteczkowskazań w roku 2022, a w roku bieżącym do września aż 119 terapii. Dla porównania w okresie czterech lat 2012-2015 liczba nowych wskazań wynosiła średnio 37 rocznie, co oznacza ponad 3 krotnie większe tempo wprowadzania nowych terapii.

 

źródło: komunikat Rzecznika Ministerstwa Zdrowia

Z okazji Światowego Dnia Świadomości Hipercholesterolemii Rodzinnej, który przypada 24 września, eksperci zwracają uwagę na najczęściej powtarzane mity o wysokim stężeniu cholesterolu, który stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia Polaków. Hipercholesterolemia, choć brzmi enigmatycznie, oznacza podwyższone stężenie cholesterolu LDL – nazywanego także „złym” cholesterolem.
 
Organizm człowieka potrzebuje cholesterolu w niewielkich ilościach do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania, a jeżeli jego stężenie zaczyna wykraczać poza normy, może to skutkować zmianami miażdżycowymi, które podwyższają ryzyko wystąpienia objawowych miażdżycowych chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca czy udarów mózgu. Miażdżyca latami rozwija się bezobjawowo i z tego powodu choroby sercowo-naczyniowe określane są mianem „cichych zabójców” – mówi prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Na powody, dla których choroby układu sercowo-naczyniowego pozostają główną przyczyną hospitalizacji i zgonów w Polsce[4] zwraca także uwagę prof. dr hab. n. med. Marlena Broncel, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Szpitala im. Wł. Biegańskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Cholesterol nie boli, dlatego niewiele osób wykonuje proste badanie z krwi, które może ujawnić jego wysokie stężenie. Wśród Polaków brakuje świadomości, kogo podwyższone stężenie cholesterolu może dotyczyć oraz jakie poważne konsekwencje dla zdrowia i życia niesie. O istocie problemu świadczy, chociażby to, że wśród świadomych choroby Polaków zaledwie 6% pacjentów stosuje skuteczne leczenie mające na celu obniżenie stężenia cholesterolu LDL do odpowiedniej dla pacjentów normy. Tymczasem hipercholesterolemię można łatwo zdiagnozować i skutecznie leczyć. Dlatego uwrażliwiamy Polaków na tę niewidzialną chorobę, wokół której narosło wiele szkodliwych mitów.
 
MIT #1: Wśród Polaków podwyższone stężenie cholesterolu występuje rzadko i od niedawna
Pierwsze dane dotyczące występowania hipercholesterolemii w Polsce pochodzą z badania Pol-MONICA, przeprowadzonego w latach 1984-1993. Już wtedy były to niepokojące liczby. Hipercholesterolemię stwierdzono u 70% kobiet i niemal 73% badanych mężczyzn[5]. Obecnie szacuje się, że podwyższone stężenie cholesterolu występuje u ok. 60% (20 mln) Polaków[6], z czego ok. 60%[7] z nich, nie jest świadomych swojego stanu zdrowia. Zaburzenia lipidowe w Polsce występują częściej niż w innych krajach Europy Zachodniej[8].
 
MIT #2: Podwyższone stężenie cholesterolu dotyczy tylko osób otyłych
Wbrew obiegowej opinii hipercholesterolemia nie dotyka tylko osób starszych, z nadwagą i złymi nawykami żywieniowymi. Wysokie stężenie cholesterolu występuje także u osób młodych, utrzymujących prawidłowy poziom aktywności fizycznej, szczupłych, a nawet – może być odziedziczone. Hipercholesterolemię rodzinną dziedziczy się w sposób dominujący i ryzyko jej wystąpienia u potomstwa wynosi 50%[9].
 
Osoby z hipercholesterolemią rodzinną należą do grupy dużego ryzyka wystąpienia incydentów sercowo-naczyniowych, czyli zawałów serca czy udarów mózgu[10]. Dlatego wczesna identyfikacja choroby, szczególnie u rodziców i w okresie dzieciństwa, jest kluczowa, gdyż umożliwia podjęcie odpowiednio wcześnie działań prewencyjnych (np. terapii hipolipemizującej) obniżających stężenie cholesterolu LDL, a w efekcie – także ryzyko wystąpienia zawału serca czy udaru mózgu.
 
MIT #3: Objawy wysokiego stężenia cholesterolu są widoczne
Hipercholesterolemia może przez długi okres rozwijać się bezobjawowo. Zazwyczaj wykrywa się ją przez przypadek. Najczęściej, gdy dochodzi do zawału serca lub udaru mózgu[11]. O bardziej charakterystycznych objawach hipercholesterolemii mówimy w przypadku hipercholesterolemii rodzinnej. Należą do nich: nawracające zapalenia i dolegliwości bólowe ścięgna Achillesa; żółtaki – inaczej złogi cholesterolu odkładające się w ścięgnach, w skórze łokci, kolan i pośladków; a także tzw. rąbek starczy rogówki, czyli biaława obwódka na oku u pacjentów poniżej 45 roku życia[12].
 
Regularne wykonywanie lipidogramu pozwala na wykrycie hipercholesterolemii jeszcze zanim pojawią się objawy, które świadczą o wieloletnich, niekorzystnych zmianach zachodzących w organizmie.
 
MIT #4: Stężenie cholesterolu ciężko jest kontrolować i modyfikować
Hipercholesterolemia, choć stanowi duże ryzyko chorób sercowo-naczyniowych jest jednocześnie najłatwiej modyfikowalnym czynnikiem ryzyka.
 
O tym, jak wygląda stan gospodarki lipidowej naszego organizmu mówi lipidogram, nazywany również profilem lub panelem lipidowym. To badanie, które polega na pobraniu próbki krwi, najczęściej z żyły łokciowej. Pozwala na oznaczenie stężenia cholesterolu całkowitego, LDL, HDL i trójglicerydów[13]. Choć jest to niedrogie i proste badanie pozwalające wykryć zaburzenia lipidowe, w Polsce wykonuje się często za późno – po wystąpieniu incydentu sercowo-naczyniowego.
 
Już sama zmiana stylu życia pozwala zredukować stężenie cholesterolu LDL o ok. 20%[14]. Jednak nie u każdej osoby zmagającej się z hipercholesterolemią jest to wystarczające rozwiązanie. O wdrożeniu farmakoterapii na podstawie badań decyduje lekarz. Niestety, mimo kilku dostępnych opcji leczenia, nie każdy z pacjentów osiąga cele terapeutyczne, co ma często związek z niestosowaniem się do zaleceń lekarzy lub nieodpowiednio dobranym leczeniem.
 
MIT #5: Normy dotyczące stężenia cholesterolu są uniwersalne dla każdego
Wartość docelowa, którą powinien osiągnąć pacjent z hipercholesterolemią, powinna być ustalona indywidualnie z lekarzem i opierać się m.in. na analizie ogólnego stanu zdrowia, w tym obecności czynników ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych (takich jak: zawał serca, udar mózgu czy choroba wieńcowa); zmian narządowych (np. przerost mięśnia lewej komory) oraz obecności chorób sercowo-naczyniowych[15]. Obecnie polskie wytyczne (opracowane przez sześć polskich Towarzystw Naukowych zajmujących się obszarem sercowo-naczyniowym) wskazują inne normy dla poszczególnych pięciu grup ryzyka chorób sercowo-naczyniowych (małe, umiarkowane, duże (<70 mg/dl), bardzo duże (<55 mg/dl) i ekstremalne (<40 mg/dl)[16].  
 
MIT #6: Dzięki diecie i aktywności fizycznej można wyleczyć hipercholesterolemię
Podstawą w leczeniu hipercholesterolemii jest modyfikacja stylu życia – zdrowa dieta i aktywność fizyczna. Jednak tak, jak w przypadku określenia norm dla stężenia cholesterolu – także leczenie jest kwestią, która wymaga indywidualnego dostosowania. W wielu przypadkach do zmiany trybu życia należy włączyć leczenie farmakologiczne, o którym – na podstawie badań oraz określeniu grupy ryzyka – decyduje lekarz. Na polskim rynku dostępnych jest kilka opcji leczenia. Standardem i podstawą leczenia farmakologicznego zaburzeń lipidowych są statyny. U części pacjentów stosowane są w skojarzeniu z ezetymibem. Statyny w połączeniu z ezetymibem podawane są w formie tabletek – dzięki nim można obniżyć stężenie cholesterolu LDL-C o około 65%[17]. Kolejny krok to terapia inhibitorami PCSK9 (podanie podskórnie co 2 do 4 tygodni[18]) lub małym interferującym RNA (siRNA, podawanym podskórnie dwa razy w roku)[19]. Stosuje się je u pacjentów, którzy nie osiągają celów terapeutycznych w odpowiedzi na leczenie statynami i ezetymibem[20]. Jednak to po stronie pacjenta pozostaje najważniejsza kwestia – przestrzeganie zaleceń związanych z leczeniem.
 
Szczególnej opieki i stałej kontroli stężenia cholesterolu LDL wymagają pacjenci z dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym oraz chorzy, którzy nie odpowiadają na leczenie[21]. W ich przypadku zaniechanie bądź niewłaściwe leczenie może mieć szczególnie dotkliwe konsekwencje – co trzeci z pacjentów po zawale nie przeżyje następnych 3 lat[22].
 
Warto pamiętać!
– Podstawowym orężem do walki z chorobami sercowo-naczynowymi jest kontrola czynników ryzyka, w tym „złego cholesterolu”. Każde obniżenie stężenia cholesterolu LDL o 1 mmol/L zmniejsza ryzyko incydentu sercowo-naczyniowego aż o 22%. Osiągnięcie celu terapeutycznego, którym jest utrzymanie właściwej dla nas wartości stężenia cholesterolu, wymaga zaangażowania wszystkich stron – klinicystów, którzy wspierają pacjentów w ich drodze po zdrowie, śledząc najnowsze wytyczne i rekomendacje; pacjentów – poprzez regularne badania profilaktyczne i stosowanie się do zaleceń lekarza, a także decydentów – dbających o systemowe podejście do kwestii kontrolowania stężenia cholesterolu LDL – podsumowuje prof. Przemysław Mitkowski.
 
– Regularnie wykonywany lipidogram pozwala na wczesne wykrycie hipercholesterolemii, a co za tym idzie – wdrożenie odpowiedniego leczenia hipolipemizującego. W jego efekcie możemy ograniczyć ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu i wielu innych schorzeń sercowo-naczyniowych. Niezależnie, czy mamy przesłanki do obaw o podwyższone stężenie cholesterolu, czy jesteśmy zdiagnozowani na obecność hipercholesterolemii, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – kiedy ostatni raz sprawdzaliśmy stężenie cholesterolu w organizmie? – mówi prof. Marlena Broncel i dodaje: – Mam nadzieję, że Światowy Dzień Hipercholesterolemii Rodzinnej zwiększy świadomość na temat hipercholesterolemii, zainspiruje do wykonania lipidogramu, aby w niedalekiej przyszłości doprowadzić do pozytywnej zmiany w obszarze kardiologii w Polsce.
 
– Z podwyższonym stężeniem cholesterolu zmaga się wielu Polaków, nieświadomych choroby jest ponad połowa z nich. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że brak podjęcia odpowiedniego postępowania terapeutycznego, to prosta droga do zawału lub udaru, a w najtragiczniejszym przypadku – śmierci. Dlatego warto edukować w zakresie profilaktyki związanej ze stężeniem cholesterolu, walczyć z mitami, mówić głośno, do czego może doprowadzić nieleczona lub niewłaściwie leczona hipercholesterolemia. Ograniczenie szkód związanych z zaburzeniami lipidowymi, a co za tym idzie, z miażdżycą i jej konsekwencjami jest niezwykle ważne zarówno z perspektywy indywidualnego pacjenta, jak i całego systemu opieki zdrowotnej – zwraca uwagę Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia „EcoSerce”, członkini Global Heart Hub.
 
 
[1] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[2] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent-Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108-113
[3] Postępowanie w rodzinnej hipercholesterolemii u dzieci i młodzieży. Stanowisko Forum Ekspertów Lipidowych, www.kardiologiapolska.pl, Kardiologia Polska 2013; 71, 10: 1099–1105; DOI: 10.5603/KP.2013.0276
[4] Roth GA, Mensah GA, Johnson CO, et al. Global Burden of Cardiovascular Diseases and Risk Factors, 1990–2019: Update from the GBD 2019 Study [published correction appears in J Am Coll Cardiol. 2021 Apr 20;77(15):1958–1959]. J Am Coll Cardiol. 2020;76(25):2982–3021.
[5] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[6] Badanie WOBASZ: Pająk A, Szafraniec K, Polak M, et al. Pol Arch Med Wewn. 2016; 126(9): 642–652
[7] Tamże
[8] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[9] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[10] https://www.kardiologia-i-diabetologia.pl/artykul/pacjenci-ekstremalnie-wysokiego-ryzyka-predysponowani-do-terapii-inhibitorem-pcsk-9
[11] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent–Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108–113
[12] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[13] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/141216,lipidy-i-lipidogram
[14] https://ncez.pzh.gov.pl/choroba-a-dieta/czy-warto-obnizac-poziom-cholesterolu/   
[15] Wytyczne PTL/KLRWP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[16] Tamże
[17] Tamże
[18] Tamże
[19] Tamże
[20] Tamże
[21] Tamże
[22] Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski, Zbigniew Strzelecki, Janusz Szymborski, 2015, https://bip.stat.gov.pl/files/gfx/bip/pl/zamowieniapubliczne/426/248/1/81_gp_rrl_2015_monografia_kardiologiczna.pdf 

źródło: Novartis

Z okazji Światowego Dnia Świadomości Hipercholesterolemii Rodzinnej, który przypada 24 września, eksperci zwracają uwagę na najczęściej powtarzane mity o wysokim stężeniu cholesterolu, który stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia Polaków. Hipercholesterolemia, choć brzmi enigmatycznie, oznacza podwyższone stężenie cholesterolu LDL – nazywanego także „złym” cholesterolem.
 
Organizm człowieka potrzebuje cholesterolu w niewielkich ilościach do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania, a jeżeli jego stężenie zaczyna wykraczać poza normy, może to skutkować zmianami miażdżycowymi, które podwyższają ryzyko wystąpienia objawowych miażdżycowych chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca czy udarów mózgu. Miażdżyca latami rozwija się bezobjawowo i z tego powodu choroby sercowo-naczyniowe określane są mianem „cichych zabójców” – mówi prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Na powody, dla których choroby układu sercowo-naczyniowego pozostają główną przyczyną hospitalizacji i zgonów w Polsce[4] zwraca także uwagę prof. dr hab. n. med. Marlena Broncel, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Szpitala im. Wł. Biegańskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Cholesterol nie boli, dlatego niewiele osób wykonuje proste badanie z krwi, które może ujawnić jego wysokie stężenie. Wśród Polaków brakuje świadomości, kogo podwyższone stężenie cholesterolu może dotyczyć oraz jakie poważne konsekwencje dla zdrowia i życia niesie. O istocie problemu świadczy, chociażby to, że wśród świadomych choroby Polaków zaledwie 6% pacjentów stosuje skuteczne leczenie mające na celu obniżenie stężenia cholesterolu LDL do odpowiedniej dla pacjentów normy. Tymczasem hipercholesterolemię można łatwo zdiagnozować i skutecznie leczyć. Dlatego uwrażliwiamy Polaków na tę niewidzialną chorobę, wokół której narosło wiele szkodliwych mitów.
 
MIT #1: Wśród Polaków podwyższone stężenie cholesterolu występuje rzadko i od niedawna
Pierwsze dane dotyczące występowania hipercholesterolemii w Polsce pochodzą z badania Pol-MONICA, przeprowadzonego w latach 1984-1993. Już wtedy były to niepokojące liczby. Hipercholesterolemię stwierdzono u 70% kobiet i niemal 73% badanych mężczyzn[5]. Obecnie szacuje się, że podwyższone stężenie cholesterolu występuje u ok. 60% (20 mln) Polaków[6], z czego ok. 60%[7] z nich, nie jest świadomych swojego stanu zdrowia. Zaburzenia lipidowe w Polsce występują częściej niż w innych krajach Europy Zachodniej[8].
 
MIT #2: Podwyższone stężenie cholesterolu dotyczy tylko osób otyłych
Wbrew obiegowej opinii hipercholesterolemia nie dotyka tylko osób starszych, z nadwagą i złymi nawykami żywieniowymi. Wysokie stężenie cholesterolu występuje także u osób młodych, utrzymujących prawidłowy poziom aktywności fizycznej, szczupłych, a nawet – może być odziedziczone. Hipercholesterolemię rodzinną dziedziczy się w sposób dominujący i ryzyko jej wystąpienia u potomstwa wynosi 50%[9].
 
Osoby z hipercholesterolemią rodzinną należą do grupy dużego ryzyka wystąpienia incydentów sercowo-naczyniowych, czyli zawałów serca czy udarów mózgu[10]. Dlatego wczesna identyfikacja choroby, szczególnie u rodziców i w okresie dzieciństwa, jest kluczowa, gdyż umożliwia podjęcie odpowiednio wcześnie działań prewencyjnych (np. terapii hipolipemizującej) obniżających stężenie cholesterolu LDL, a w efekcie – także ryzyko wystąpienia zawału serca czy udaru mózgu.
 
MIT #3: Objawy wysokiego stężenia cholesterolu są widoczne
Hipercholesterolemia może przez długi okres rozwijać się bezobjawowo. Zazwyczaj wykrywa się ją przez przypadek. Najczęściej, gdy dochodzi do zawału serca lub udaru mózgu[11]. O bardziej charakterystycznych objawach hipercholesterolemii mówimy w przypadku hipercholesterolemii rodzinnej. Należą do nich: nawracające zapalenia i dolegliwości bólowe ścięgna Achillesa; żółtaki – inaczej złogi cholesterolu odkładające się w ścięgnach, w skórze łokci, kolan i pośladków; a także tzw. rąbek starczy rogówki, czyli biaława obwódka na oku u pacjentów poniżej 45 roku życia[12].
 
Regularne wykonywanie lipidogramu pozwala na wykrycie hipercholesterolemii jeszcze zanim pojawią się objawy, które świadczą o wieloletnich, niekorzystnych zmianach zachodzących w organizmie.
 
MIT #4: Stężenie cholesterolu ciężko jest kontrolować i modyfikować
Hipercholesterolemia, choć stanowi duże ryzyko chorób sercowo-naczyniowych jest jednocześnie najłatwiej modyfikowalnym czynnikiem ryzyka.
 
O tym, jak wygląda stan gospodarki lipidowej naszego organizmu mówi lipidogram, nazywany również profilem lub panelem lipidowym. To badanie, które polega na pobraniu próbki krwi, najczęściej z żyły łokciowej. Pozwala na oznaczenie stężenia cholesterolu całkowitego, LDL, HDL i trójglicerydów[13]. Choć jest to niedrogie i proste badanie pozwalające wykryć zaburzenia lipidowe, w Polsce wykonuje się często za późno – po wystąpieniu incydentu sercowo-naczyniowego.
 
Już sama zmiana stylu życia pozwala zredukować stężenie cholesterolu LDL o ok. 20%[14]. Jednak nie u każdej osoby zmagającej się z hipercholesterolemią jest to wystarczające rozwiązanie. O wdrożeniu farmakoterapii na podstawie badań decyduje lekarz. Niestety, mimo kilku dostępnych opcji leczenia, nie każdy z pacjentów osiąga cele terapeutyczne, co ma często związek z niestosowaniem się do zaleceń lekarzy lub nieodpowiednio dobranym leczeniem.
 
MIT #5: Normy dotyczące stężenia cholesterolu są uniwersalne dla każdego
Wartość docelowa, którą powinien osiągnąć pacjent z hipercholesterolemią, powinna być ustalona indywidualnie z lekarzem i opierać się m.in. na analizie ogólnego stanu zdrowia, w tym obecności czynników ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych (takich jak: zawał serca, udar mózgu czy choroba wieńcowa); zmian narządowych (np. przerost mięśnia lewej komory) oraz obecności chorób sercowo-naczyniowych[15]. Obecnie polskie wytyczne (opracowane przez sześć polskich Towarzystw Naukowych zajmujących się obszarem sercowo-naczyniowym) wskazują inne normy dla poszczególnych pięciu grup ryzyka chorób sercowo-naczyniowych (małe, umiarkowane, duże (<70 mg/dl), bardzo duże (<55 mg/dl) i ekstremalne (<40 mg/dl)[16].  
 
MIT #6: Dzięki diecie i aktywności fizycznej można wyleczyć hipercholesterolemię
Podstawą w leczeniu hipercholesterolemii jest modyfikacja stylu życia – zdrowa dieta i aktywność fizyczna. Jednak tak, jak w przypadku określenia norm dla stężenia cholesterolu – także leczenie jest kwestią, która wymaga indywidualnego dostosowania. W wielu przypadkach do zmiany trybu życia należy włączyć leczenie farmakologiczne, o którym – na podstawie badań oraz określeniu grupy ryzyka – decyduje lekarz. Na polskim rynku dostępnych jest kilka opcji leczenia. Standardem i podstawą leczenia farmakologicznego zaburzeń lipidowych są statyny. U części pacjentów stosowane są w skojarzeniu z ezetymibem. Statyny w połączeniu z ezetymibem podawane są w formie tabletek – dzięki nim można obniżyć stężenie cholesterolu LDL-C o około 65%[17]. Kolejny krok to terapia inhibitorami PCSK9 (podanie podskórnie co 2 do 4 tygodni[18]) lub małym interferującym RNA (siRNA, podawanym podskórnie dwa razy w roku)[19]. Stosuje się je u pacjentów, którzy nie osiągają celów terapeutycznych w odpowiedzi na leczenie statynami i ezetymibem[20]. Jednak to po stronie pacjenta pozostaje najważniejsza kwestia – przestrzeganie zaleceń związanych z leczeniem.
 
Szczególnej opieki i stałej kontroli stężenia cholesterolu LDL wymagają pacjenci z dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym oraz chorzy, którzy nie odpowiadają na leczenie[21]. W ich przypadku zaniechanie bądź niewłaściwe leczenie może mieć szczególnie dotkliwe konsekwencje – co trzeci z pacjentów po zawale nie przeżyje następnych 3 lat[22].
 
Warto pamiętać!
– Podstawowym orężem do walki z chorobami sercowo-naczynowymi jest kontrola czynników ryzyka, w tym „złego cholesterolu”. Każde obniżenie stężenia cholesterolu LDL o 1 mmol/L zmniejsza ryzyko incydentu sercowo-naczyniowego aż o 22%. Osiągnięcie celu terapeutycznego, którym jest utrzymanie właściwej dla nas wartości stężenia cholesterolu, wymaga zaangażowania wszystkich stron – klinicystów, którzy wspierają pacjentów w ich drodze po zdrowie, śledząc najnowsze wytyczne i rekomendacje; pacjentów – poprzez regularne badania profilaktyczne i stosowanie się do zaleceń lekarza, a także decydentów – dbających o systemowe podejście do kwestii kontrolowania stężenia cholesterolu LDL – podsumowuje prof. Przemysław Mitkowski.
 
– Regularnie wykonywany lipidogram pozwala na wczesne wykrycie hipercholesterolemii, a co za tym idzie – wdrożenie odpowiedniego leczenia hipolipemizującego. W jego efekcie możemy ograniczyć ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu i wielu innych schorzeń sercowo-naczyniowych. Niezależnie, czy mamy przesłanki do obaw o podwyższone stężenie cholesterolu, czy jesteśmy zdiagnozowani na obecność hipercholesterolemii, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – kiedy ostatni raz sprawdzaliśmy stężenie cholesterolu w organizmie? – mówi prof. Marlena Broncel i dodaje: – Mam nadzieję, że Światowy Dzień Hipercholesterolemii Rodzinnej zwiększy świadomość na temat hipercholesterolemii, zainspiruje do wykonania lipidogramu, aby w niedalekiej przyszłości doprowadzić do pozytywnej zmiany w obszarze kardiologii w Polsce.
 
– Z podwyższonym stężeniem cholesterolu zmaga się wielu Polaków, nieświadomych choroby jest ponad połowa z nich. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że brak podjęcia odpowiedniego postępowania terapeutycznego, to prosta droga do zawału lub udaru, a w najtragiczniejszym przypadku – śmierci. Dlatego warto edukować w zakresie profilaktyki związanej ze stężeniem cholesterolu, walczyć z mitami, mówić głośno, do czego może doprowadzić nieleczona lub niewłaściwie leczona hipercholesterolemia. Ograniczenie szkód związanych z zaburzeniami lipidowymi, a co za tym idzie, z miażdżycą i jej konsekwencjami jest niezwykle ważne zarówno z perspektywy indywidualnego pacjenta, jak i całego systemu opieki zdrowotnej – zwraca uwagę Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia „EcoSerce”, członkini Global Heart Hub.
 
 
[1] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[2] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent-Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108-113
[3] Postępowanie w rodzinnej hipercholesterolemii u dzieci i młodzieży. Stanowisko Forum Ekspertów Lipidowych, www.kardiologiapolska.pl, Kardiologia Polska 2013; 71, 10: 1099–1105; DOI: 10.5603/KP.2013.0276
[4] Roth GA, Mensah GA, Johnson CO, et al. Global Burden of Cardiovascular Diseases and Risk Factors, 1990–2019: Update from the GBD 2019 Study [published correction appears in J Am Coll Cardiol. 2021 Apr 20;77(15):1958–1959]. J Am Coll Cardiol. 2020;76(25):2982–3021.
[5] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[6] Badanie WOBASZ: Pająk A, Szafraniec K, Polak M, et al. Pol Arch Med Wewn. 2016; 126(9): 642–652
[7] Tamże
[8] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[9] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[10] https://www.kardiologia-i-diabetologia.pl/artykul/pacjenci-ekstremalnie-wysokiego-ryzyka-predysponowani-do-terapii-inhibitorem-pcsk-9
[11] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent–Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108–113
[12] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[13] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/141216,lipidy-i-lipidogram
[14] https://ncez.pzh.gov.pl/choroba-a-dieta/czy-warto-obnizac-poziom-cholesterolu/   
[15] Wytyczne PTL/KLRWP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[16] Tamże
[17] Tamże
[18] Tamże
[19] Tamże
[20] Tamże
[21] Tamże
[22] Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski, Zbigniew Strzelecki, Janusz Szymborski, 2015, https://bip.stat.gov.pl/files/gfx/bip/pl/zamowieniapubliczne/426/248/1/81_gp_rrl_2015_monografia_kardiologiczna.pdf 

źródło: Novartis

W myśleniu o chorobie otyłościowej nadal przeważają stereotypy, które nie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jedynie 15% Polaków uważa, że otyłość to choroba, którą można, a nawet trzeba leczyć[1]. Powielane stereotypy przyczyniają się do ignorowania powagi tej choroby.  Odpowiadamy na 5 najczęściej pojawiających się pytań dotyczących otyłości i wyjaśniamy, dlaczego konkretne stereotypy nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Lekarze biją na alarm, ponieważ choroba otyłościowa dotyka coraz większej części społeczeństwa. Statystki pokazują, że stoimy u progu epidemii XXI. W Polsce na otyłość choruje 8 mln dorosłych, a w rankingach międzynarodowych zajmujemy niechlubne 5. miejsce pod względem liczby dzieci z otyłością. 

Dlaczego nie wystarczy jeść mniej, żeby wyleczyć się z otyłości?
„Jedz mniej!” taki zwrot jest często kierowany w stosunku do osób, które mierzą się z otyłością. Niestety sformułowanie to pada również z ust przedstawicieli ochrony zdrowia. Przeświadczenie, że otyłość jest jedynie wynikiem spożywania nadmiernej ilości pokarmu jest zarówno twierdzeniem niezgodnym z aktualną wiedzą medyczną, jak również wielkim uproszczeniem czynników chorobotwórczych prowadzących do rozwoju otyłości.

Badania naukowe jasno wskazują, że otyłość nie jest winą chorego. Jest to choroba rozwijająca się na tle zaburzeń związanych z funkcjonowaniem hormonów i neuroprzekaźników, które decydują o tym ile jemy, ile zużywamy energii, co jemy oraz kiedy. U chorego na otyłość dochodzi do zaburzenia homeostazy energetycznej organizmu, czyli tzw. równowagi energetycznej. Następuje zaburzenie wydatku energetycznego, na co chory nie ma żadnego wpływu. Zdrowy organizm sam decyduje o tym, jaką ilość pokarmu może spożywać, aby prawidłowo funkcjonować. U osób chorych na otyłość ta funkcja jest zaburzona
  wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Myśląc o chorobie otyłościowej często zapominamy o ogromnej roli hormonów w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Właśnie dzięki nim człowiek odczuwa sytość lub głód. Jednym z przykładów hormonu stymulującego mózg do jedzenia jest grelina, która decyduje za nas, kiedy musimy sięgnąć po pokarm. Hormon ten jest wydzielany przez komórki znajdujące się w żołądku każdego człowieka. Przy zburzeniach w jej wydzielaniu osoba chora będzie odczuwać nieustanny głód.

Dlaczego osoba chora nie powinna być obarczana winą za swój stan zdrowia?
Wiąże się to po części z omówionym wyżej przeświadczeniem „Jesz za dużo, więc sam sobie jesteś winien”. Posiadając aktualną wiedzę medyczną jesteśmy w stanie stwierdzić, że osoba chorująca na otyłość nie jest w stanie zapanować chociażby nad swoimi hormonami.

Obarczanie osobę chorą winą nigdy nie przynosi pozytywnych rezultatów. Nie wiemy, ile samodzielnych prób podejmowała osoba z otyłością, w celu redukcji masy ciała. Ponoszenie porażek w połączeniu z obarczaniem winą nie tylko wpływa na negatywną samoocenę takiej osoby, ale przyczynia się do jej zamknięcia na kontakt z otoczeniem. W konsekwencji prowadzi do osamotnienia w mierzeniu się z chorobą otyłościową. Kluczem do sukcesu w procesie terapeutycznym jest wsparcie osób bliskich. Udzielenie go będzie możliwe tylko wtedy, gdy uświadomimy sobie, że otyłość to poważna choroba.  zaznacza dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Zaburzenia pojawiające się w innych chorobach np. kardiologicznych, diabetologicznych, onkologicznych są zawsze traktowane z powagą i zrozumieniem. Natomiast w przypadku choroby otyłościowej istnieje tendencja do obarczania winą chorego za rozwój choroby.

Niestety, ale brak zrozumienia osoby zmagającej się z chorobą otyłościową, jest również zauważalny w systemie opieki zdrowotnej. Z badania opinii publicznej wynika, że 4 na 10 respondentów z otyłością spotkało się z niewłaściwym traktowaniem ze strony przedstawicieli ochrony zdrowia. Dotyczyło to zazwyczaj sprowadzania wszystkich problemów ze zdrowiem chorego jedynie do nadmiernej masy ciała oraz kierowania w stronę chorych stygmatyzujących komentarzy[2].

Dlaczego choroba otyłościowa nie jest wyłącznie defektem estetycznym?
Otyłość to choroba przewlekła, która nie leczona może doprowadzić do rozwoju ponad 200 różnych powikłań, jak np.: cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, schorzeń układu kostno-stawowego, nowotworów. Każdy układ bądź narząd zostaje dotknięty przez powikłania choroby otyłościowej. Badania wskazują, że otyłość znacznie zwiększa szansę zachorowania na nowotwory piersi i macicy wśród kobiet oraz nowotwory układu pokarmowego wśród obu płci. Jest to choroba dokonująca ogromnego spustoszenia w organizmie człowieka, którego nie widać gołym okiem. Natomiast, największą uwagę poświęca się efektom ubocznym otyłości, czyli nadmiernej masie ciała  tłumaczy prof. Lucyna Ostrowska, kierownik Zakładu Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Traktowanie otyłości jedynie jako defektu estetycznego jest niebezpieczne, ponieważ nie ukazuje w całości powagi tej choroby. Pierwszym etapem w procesie leczenia otyłości dla pacjenta jest uświadomienie sobie, że jego stan zdrowia nie jest jedynie kwestią wyglądu, ale może nieść za sobą poważne konsekwencje. Bez takiej świadomości osoba z chorobą otyłościową nie będzie miała szansy na uzyskanie pomocy od lekarza i podjęcie odpowiednich kroków w celu rozpoczęcia skoordynowanej terapii.  

Dlaczego rygorystyczna dieta jest zarówno niebezpieczną, jak i nieefektywną metodą leczenia?
Samodzielne próby poradzenia sobie z otyłością często kończą się odwrotnymi rezultatami od zamierzonych. 70% badanych spotkało się z sytuacją, gdy stosowana dieta nie przyniosła oczekiwanych efektów[3].
Rygorystyczna dieta nie tylko może doprowadzić do zaostrzenia choroby, ale również stanowić zagrożenie dla życia człowieka. Leczenie otyłości to długofalowy proces. W związku z tym nie można liczyć na szybkie rezultaty utraty masy ciała oraz powrotu do zdrowia. W szczególności w okresie wakacyjnym należy uważać, aby nie popaść w spiralę przekazów reklamowych obiecujących szybkie efekty utraty masy ciała.

Szczególne zagrożenie dla osób chorujących na otyłość stwarzają oferty na tzw. wczasy odchudzające, podczas których pacjent stosuję dietę 500 kcal, ponieważ robi sobie tym ogromną krzywdę. Efekt jest krótkotrwały, a konsekwencje takiej diety doprowadzają do zaostrzenia stanu chorobowego. Warzywa, owoce i woda działają moczopędnie, w wyniku tego masa ciała spada nawet o 4 kg. I mamy efekt zachwytu, aczkolwiek na wczasach nikt nie komunikuje, że głównie wydalany jest glikogen. Po powrocie wracamy do starych nawyków żywieniowych i glikogen szybko się odbudowuje, ściąga wodę, spowalnia przemianę materii i waga w zawrotnym tempie idzie do góry. Proces leczenia otyłości jest żmudny i długotrwały. Osoba, która chce poprawić stan swojego zdrowia musi uzbroić się w cierpliwość  – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański.

Dieta i aktywność fizyczna. Szansa na wyzdrowienie?
Średnia redukcja wyjściowej masy ciała bez wdrażania terapii farmakologicznej wynosi 3-5%. W przypadku chęci utraty wagi w okolicach 2-3 kg jest to możliwe do skorygowania za pomocą diety.

W przypadku choroby otyłościowej nie dieta, ale zmiana sposobu myślenia o żywieniu może sprawić, że pacjent trwale wprowadzi do swojego życia zasady terapii żywieniowej, które pozwolą mu w długim okresie osiągnąć zamierzone efekty. Jednak pamiętajmy o tym, że zanim ustalimy plan terapii niezbędna będzie wizyta u lekarza w celu postawienia dokładnej diagnozy. Niezmiernie ważna w procesie terapeutycznym jest motywacja chorego. Z mojego doświadczenia wiem, że skupienie swojej uwagi jedynie na chęci utraty kilogramów nie jest wystarczająco motywujące w dłuższej perspektywie czasowej. Największą motywacją dla pacjenta powinna być chęć powrotu do zdrowia ogólnego organizmu, tylko wtedy utrata zbędnych kilogramów będzie zadowalającym bonusem w procesie terapeutycznym  tłumaczy dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Aktywność fizyczna jest nieodłącznym elementem w procesie terapeutycznym osoby z chorobą otyłościową, aczkolwiek może ona zostać wprowadzona po uzyskaniu odpowiedniej diagnozy i uregulowaniu kwestii zdrowotnych we współpracy z lekarzem. Należy pamiętać, że aktywność ta powinna być dostosowana do stanu zdrowia osoby chorej.

 
[1] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18.02.2022 r. przez agencję badawczą SW Research. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
[2] j. w.
[3] j. w.

źródlo: Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości

W myśleniu o chorobie otyłościowej nadal przeważają stereotypy, które nie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jedynie 15% Polaków uważa, że otyłość to choroba, którą można, a nawet trzeba leczyć[1]. Powielane stereotypy przyczyniają się do ignorowania powagi tej choroby.  Odpowiadamy na 5 najczęściej pojawiających się pytań dotyczących otyłości i wyjaśniamy, dlaczego konkretne stereotypy nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Lekarze biją na alarm, ponieważ choroba otyłościowa dotyka coraz większej części społeczeństwa. Statystki pokazują, że stoimy u progu epidemii XXI. W Polsce na otyłość choruje 8 mln dorosłych, a w rankingach międzynarodowych zajmujemy niechlubne 5. miejsce pod względem liczby dzieci z otyłością. 

Dlaczego nie wystarczy jeść mniej, żeby wyleczyć się z otyłości?
„Jedz mniej!” taki zwrot jest często kierowany w stosunku do osób, które mierzą się z otyłością. Niestety sformułowanie to pada również z ust przedstawicieli ochrony zdrowia. Przeświadczenie, że otyłość jest jedynie wynikiem spożywania nadmiernej ilości pokarmu jest zarówno twierdzeniem niezgodnym z aktualną wiedzą medyczną, jak również wielkim uproszczeniem czynników chorobotwórczych prowadzących do rozwoju otyłości.

Badania naukowe jasno wskazują, że otyłość nie jest winą chorego. Jest to choroba rozwijająca się na tle zaburzeń związanych z funkcjonowaniem hormonów i neuroprzekaźników, które decydują o tym ile jemy, ile zużywamy energii, co jemy oraz kiedy. U chorego na otyłość dochodzi do zaburzenia homeostazy energetycznej organizmu, czyli tzw. równowagi energetycznej. Następuje zaburzenie wydatku energetycznego, na co chory nie ma żadnego wpływu. Zdrowy organizm sam decyduje o tym, jaką ilość pokarmu może spożywać, aby prawidłowo funkcjonować. U osób chorych na otyłość ta funkcja jest zaburzona
  wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Myśląc o chorobie otyłościowej często zapominamy o ogromnej roli hormonów w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Właśnie dzięki nim człowiek odczuwa sytość lub głód. Jednym z przykładów hormonu stymulującego mózg do jedzenia jest grelina, która decyduje za nas, kiedy musimy sięgnąć po pokarm. Hormon ten jest wydzielany przez komórki znajdujące się w żołądku każdego człowieka. Przy zburzeniach w jej wydzielaniu osoba chora będzie odczuwać nieustanny głód.

Dlaczego osoba chora nie powinna być obarczana winą za swój stan zdrowia?
Wiąże się to po części z omówionym wyżej przeświadczeniem „Jesz za dużo, więc sam sobie jesteś winien”. Posiadając aktualną wiedzę medyczną jesteśmy w stanie stwierdzić, że osoba chorująca na otyłość nie jest w stanie zapanować chociażby nad swoimi hormonami.

Obarczanie osobę chorą winą nigdy nie przynosi pozytywnych rezultatów. Nie wiemy, ile samodzielnych prób podejmowała osoba z otyłością, w celu redukcji masy ciała. Ponoszenie porażek w połączeniu z obarczaniem winą nie tylko wpływa na negatywną samoocenę takiej osoby, ale przyczynia się do jej zamknięcia na kontakt z otoczeniem. W konsekwencji prowadzi do osamotnienia w mierzeniu się z chorobą otyłościową. Kluczem do sukcesu w procesie terapeutycznym jest wsparcie osób bliskich. Udzielenie go będzie możliwe tylko wtedy, gdy uświadomimy sobie, że otyłość to poważna choroba.  zaznacza dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Zaburzenia pojawiające się w innych chorobach np. kardiologicznych, diabetologicznych, onkologicznych są zawsze traktowane z powagą i zrozumieniem. Natomiast w przypadku choroby otyłościowej istnieje tendencja do obarczania winą chorego za rozwój choroby.

Niestety, ale brak zrozumienia osoby zmagającej się z chorobą otyłościową, jest również zauważalny w systemie opieki zdrowotnej. Z badania opinii publicznej wynika, że 4 na 10 respondentów z otyłością spotkało się z niewłaściwym traktowaniem ze strony przedstawicieli ochrony zdrowia. Dotyczyło to zazwyczaj sprowadzania wszystkich problemów ze zdrowiem chorego jedynie do nadmiernej masy ciała oraz kierowania w stronę chorych stygmatyzujących komentarzy[2].

Dlaczego choroba otyłościowa nie jest wyłącznie defektem estetycznym?
Otyłość to choroba przewlekła, która nie leczona może doprowadzić do rozwoju ponad 200 różnych powikłań, jak np.: cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, schorzeń układu kostno-stawowego, nowotworów. Każdy układ bądź narząd zostaje dotknięty przez powikłania choroby otyłościowej. Badania wskazują, że otyłość znacznie zwiększa szansę zachorowania na nowotwory piersi i macicy wśród kobiet oraz nowotwory układu pokarmowego wśród obu płci. Jest to choroba dokonująca ogromnego spustoszenia w organizmie człowieka, którego nie widać gołym okiem. Natomiast, największą uwagę poświęca się efektom ubocznym otyłości, czyli nadmiernej masie ciała  tłumaczy prof. Lucyna Ostrowska, kierownik Zakładu Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Traktowanie otyłości jedynie jako defektu estetycznego jest niebezpieczne, ponieważ nie ukazuje w całości powagi tej choroby. Pierwszym etapem w procesie leczenia otyłości dla pacjenta jest uświadomienie sobie, że jego stan zdrowia nie jest jedynie kwestią wyglądu, ale może nieść za sobą poważne konsekwencje. Bez takiej świadomości osoba z chorobą otyłościową nie będzie miała szansy na uzyskanie pomocy od lekarza i podjęcie odpowiednich kroków w celu rozpoczęcia skoordynowanej terapii.  

Dlaczego rygorystyczna dieta jest zarówno niebezpieczną, jak i nieefektywną metodą leczenia?
Samodzielne próby poradzenia sobie z otyłością często kończą się odwrotnymi rezultatami od zamierzonych. 70% badanych spotkało się z sytuacją, gdy stosowana dieta nie przyniosła oczekiwanych efektów[3].
Rygorystyczna dieta nie tylko może doprowadzić do zaostrzenia choroby, ale również stanowić zagrożenie dla życia człowieka. Leczenie otyłości to długofalowy proces. W związku z tym nie można liczyć na szybkie rezultaty utraty masy ciała oraz powrotu do zdrowia. W szczególności w okresie wakacyjnym należy uważać, aby nie popaść w spiralę przekazów reklamowych obiecujących szybkie efekty utraty masy ciała.

Szczególne zagrożenie dla osób chorujących na otyłość stwarzają oferty na tzw. wczasy odchudzające, podczas których pacjent stosuję dietę 500 kcal, ponieważ robi sobie tym ogromną krzywdę. Efekt jest krótkotrwały, a konsekwencje takiej diety doprowadzają do zaostrzenia stanu chorobowego. Warzywa, owoce i woda działają moczopędnie, w wyniku tego masa ciała spada nawet o 4 kg. I mamy efekt zachwytu, aczkolwiek na wczasach nikt nie komunikuje, że głównie wydalany jest glikogen. Po powrocie wracamy do starych nawyków żywieniowych i glikogen szybko się odbudowuje, ściąga wodę, spowalnia przemianę materii i waga w zawrotnym tempie idzie do góry. Proces leczenia otyłości jest żmudny i długotrwały. Osoba, która chce poprawić stan swojego zdrowia musi uzbroić się w cierpliwość  – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański.

Dieta i aktywność fizyczna. Szansa na wyzdrowienie?
Średnia redukcja wyjściowej masy ciała bez wdrażania terapii farmakologicznej wynosi 3-5%. W przypadku chęci utraty wagi w okolicach 2-3 kg jest to możliwe do skorygowania za pomocą diety.

W przypadku choroby otyłościowej nie dieta, ale zmiana sposobu myślenia o żywieniu może sprawić, że pacjent trwale wprowadzi do swojego życia zasady terapii żywieniowej, które pozwolą mu w długim okresie osiągnąć zamierzone efekty. Jednak pamiętajmy o tym, że zanim ustalimy plan terapii niezbędna będzie wizyta u lekarza w celu postawienia dokładnej diagnozy. Niezmiernie ważna w procesie terapeutycznym jest motywacja chorego. Z mojego doświadczenia wiem, że skupienie swojej uwagi jedynie na chęci utraty kilogramów nie jest wystarczająco motywujące w dłuższej perspektywie czasowej. Największą motywacją dla pacjenta powinna być chęć powrotu do zdrowia ogólnego organizmu, tylko wtedy utrata zbędnych kilogramów będzie zadowalającym bonusem w procesie terapeutycznym  tłumaczy dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Aktywność fizyczna jest nieodłącznym elementem w procesie terapeutycznym osoby z chorobą otyłościową, aczkolwiek może ona zostać wprowadzona po uzyskaniu odpowiedniej diagnozy i uregulowaniu kwestii zdrowotnych we współpracy z lekarzem. Należy pamiętać, że aktywność ta powinna być dostosowana do stanu zdrowia osoby chorej.

 
[1] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18.02.2022 r. przez agencję badawczą SW Research. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
[2] j. w.
[3] j. w.

źródlo: Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości

Wyrzuć białe pieczywo, odstaw gluten, zrezygnuj z mięsa, na pewno masz uczulenie na laktozę – fora internetowe są pełne „dobrych rad” dotyczących odżywiania. Za takimi radami zwykle nie idzie naukowa argumentacja. Tymczasem dietetycy zalecają umiar. Radykalna eliminacja niektórych produktów, mających opinię tuczących lub niezbyt odżywczych, wcale nie jest dobrą decyzją. Przyjrzyjmy się faktom.
Nie demonizujmy pieczywa
Jakie pieczywo wolimy – białe czy ciemne? Głosy rozkładają się niemal po równo. Według badania „Zwyczaje i przekonania żywieniowe Polaków”, przeprowadzonego na zlecenie MediDiety – marki Centrum Medycznego Damiana, 35 proc. Polaków woli ciemne pieczywo, podczas gdy 32 proc. ankietowanych wskazuje na białe. Zgodnie z powszechnym przekonaniem, ciemne pieczywo jest zdrowsze, a ponadto redukcja węglowodanów – w tym pieczywa – jest dobrym wyborem żywieniowym. Przez lata pieczywo miało złą prasę jako źródło glutenu, oskarżanego o powodowanie różnych problemów zdrowotnych.
 
Pieczywo zostało zdemonizowane przez trend bezglutenowy. Dieta bezglutenowa rzeczywiście daje szybkie widoczne efekty, bo produkty zawierające gluten przeważnie są wysokokaloryczne, a zastępowane są np. warzywami. Dziś jednak w dietetyce przeważają głosy, że bezrefleksyjne odstawianie glutenu na dłużej nie służy organizmowi, o ile nie występuje np. celiakia czy nadwrażliwość na gluten – mówi Celina Całka-Kinicka, dietetyczka Centrum Medycznego Damiana i ekspert MediDiety.
 
Produkty z glutenem dostarczają organizmowi z jednej strony węglowodanów, z drugiej – białka (gluten jest białkiem, o czym rzadko pamiętamy). Węglowodany w diecie są niezbędne i powinny stanowić 45 – 60 proc. energetyczności diety (liczonej w kcal). Zalecane średnie spożycie to ok. 250 g na dobę, zakładając średnie zapotrzebowanie kaloryczne na 2000 kcal w przypadku kobiet i 2500 kcal w przypadku mężczyzn. To oznacza, że w ciągu dnia, bez szkody, możemy spożywać 200-400 g węglowodanów.
 
Modna ostatnio dieta ketogeniczna redukuje ilość węglowodanów do nawet 50 g w ciągu dnia. Dietę tę wprowadza się zwykle z zamiarem szybkiej redukcji masy ciała, często w połączeniu z dość intensywnym planem treningowym. Skutki są zwykle bardzo efektowne, dobrze wyglądają na zdjęciach, budzą podziw i zazdrość. Dieta keto ma jednak skutki uboczne, zwłaszcza jeśli jest stosowana w sposób długotrwały.
 
Obserwuje się, że w diecie keto stosowanej powyżej kilku – kilkunastu miesięcy występują niekorzystne dla zdrowia objawy, takie jak spadek wydolności organizmu, szybkie męczenie się przy wysiłku, zimne poty, zawroty głowy, a nawet osłabienie na skutek hipoglikemii – mówi Celina Całka-Kinicka.
 
Istnieją też sytuacje, kiedy białe pieczywo w diecie jest wręcz wskazane. To produkt z niewielką ilością błonnika i jako taki jest ważnym składnikiem diet lekkostrawnych. Dieta lekkostrawna zalecana jest w wielu schorzeniach i stanach, kiedy układ pokarmowy nie powinien być obciążany – po operacjach, w rekonwalescencji, w zatruciach pokarmowych i różnych chorobach jelit i przy problemach trawiennych, przy biegunkach i IBS. Dietę łatwostrawną powinny wybierać też osoby starsze, osoby łatwo tracące masę ciała np. z powodu chorób nowotworowych. Produkty lekkostrawne zaleca się nawet w lekkich chorobach, jak przeziębienie, grypa czy stan podgorączkowy. Okazuje się więc, że intuicje Polaków są słuszne – w badaniu „Zwyczaje i przekonania żywieniowe Polaków” aż 46 proc. Polaków w wieku ponad 55 lat wskazało, że wybiera pieczywo białe. Jedynie 22 proc. respondentów w tej grupie preferuje pieczywo ciemne. 
                                        
Lekkostrawne mięso
Wiele wspólnego z dietą lekkostrawną ma również mięso, kojarzone zwykle z przeciwnym biegunem! To mit – mięso i białe, i czerwone należy do produktów szybciej trawionych niż nasiona roślin strączkowych, uważane za dobre zamienniki mięsa. Tymczasem to białko roślinne jest gorzej wchłanialne ze względu na to, że zawiera rafinozę. Z tego względu nie poleca się diety opartej o białko ze strączków osobom chorym, po wyjściu ze szpitala, rekonwalescentom, osobom z oparzeniami i ranami oraz pacjentom onkologicznym. Dzieciom nie powinno podawać się więcej niż jednej porcji roślin strączkowych na tydzień.
 
Podobnie jak w przypadku białego pieczywa – kluczowa jest ilość spożywanego mięsa, a nie sam fakt wyeliminowania go z diety. Mięso dostarcza niezbędnych do funkcjonowania całego organizmu aminokwasów, zawiera też dobrze wchłanialne żelazo. Dotyczy to zwłaszcza mięsa czerwonego (ze względu na zawartość hemu, decydującego o kolorze mięsa – wpływającego na zabarwienie mięsa) Mięso zawiera również: minerały (fosfor, cynk, magnez, miedź, siarka) oraz witaminę B12, którą weganie i wegetarianie powinni bezwzględnie suplementować.
 
Mięso oskarżane jest między innymi o dużą zawartość tłuszczu i podnoszenie poziomu cholesterolu, jeśli jest spożywane w nadmiarze. W świetle nowych, badań tłuszcz z mięsa nie jest taki straszny. Większą uwagę należy zwracać na tłuszcze trans, występujące w wysoko przetworzonych produktach – margarynach, fast foodach, gotowych słodyczach i wyrobach cukierniczych – wskazuje Celina Całka-Kinicka. – Mięso w umiarkowanych ilościach, nie więcej niż 500 g tygodniowo, z przewagą mięsa białego, to bezpieczna ilość.
 
Polacy dziś zdecydowanie chętniej sięgają po białe mięso – w badaniu „Zwyczaje i przekonania żywieniowe Polaków” preferencje rozkładają się 44 proc. dla mięsa białego wobec 18 proc. dla mięsa czerwonego. Widać to także w ofercie sklepów i danych sprzedażowych. 
 
Badanie na zlecenie marki MediDieta przeprowadził w dniach 18-21 marca 2022 Niezależny Portal Badawczy Ariadna na próbie 1074 osób powyżej 18. roku życia. Odpowiedzi zbierano za pomocą metody CAWI, a respondentom zadano 24 pytania badawcze, na które udzielili odpowiedzi na 5-stopniowej skali. Raport „Badania i zwyczaje żywieniowe Polaków” jest dostępny tu.
 
 
 
źródło: CM Damiana
Wyrzuć białe pieczywo, odstaw gluten, zrezygnuj z mięsa, na pewno masz uczulenie na laktozę – fora internetowe są pełne „dobrych rad” dotyczących odżywiania. Za takimi radami zwykle nie idzie naukowa argumentacja. Tymczasem dietetycy zalecają umiar. Radykalna eliminacja niektórych produktów, mających opinię tuczących lub niezbyt odżywczych, wcale nie jest dobrą decyzją. Przyjrzyjmy się faktom.
Nie demonizujmy pieczywa
Jakie pieczywo wolimy – białe czy ciemne? Głosy rozkładają się niemal po równo. Według badania „Zwyczaje i przekonania żywieniowe Polaków”, przeprowadzonego na zlecenie MediDiety – marki Centrum Medycznego Damiana, 35 proc. Polaków woli ciemne pieczywo, podczas gdy 32 proc. ankietowanych wskazuje na białe. Zgodnie z powszechnym przekonaniem, ciemne pieczywo jest zdrowsze, a ponadto redukcja węglowodanów – w tym pieczywa – jest dobrym wyborem żywieniowym. Przez lata pieczywo miało złą prasę jako źródło glutenu, oskarżanego o powodowanie różnych problemów zdrowotnych.
 
Pieczywo zostało zdemonizowane przez trend bezglutenowy. Dieta bezglutenowa rzeczywiście daje szybkie widoczne efekty, bo produkty zawierające gluten przeważnie są wysokokaloryczne, a zastępowane są np. warzywami. Dziś jednak w dietetyce przeważają głosy, że bezrefleksyjne odstawianie glutenu na dłużej nie służy organizmowi, o ile nie występuje np. celiakia czy nadwrażliwość na gluten – mówi Celina Całka-Kinicka, dietetyczka Centrum Medycznego Damiana i ekspert MediDiety.
 
Produkty z glutenem dostarczają organizmowi z jednej strony węglowodanów, z drugiej – białka (gluten jest białkiem, o czym rzadko pamiętamy). Węglowodany w diecie są niezbędne i powinny stanowić 45 – 60 proc. energetyczności diety (liczonej w kcal). Zalecane średnie spożycie to ok. 250 g na dobę, zakładając średnie zapotrzebowanie kaloryczne na 2000 kcal w przypadku kobiet i 2500 kcal w przypadku mężczyzn. To oznacza, że w ciągu dnia, bez szkody, możemy spożywać 200-400 g węglowodanów.
 
Modna ostatnio dieta ketogeniczna redukuje ilość węglowodanów do nawet 50 g w ciągu dnia. Dietę tę wprowadza się zwykle z zamiarem szybkiej redukcji masy ciała, często w połączeniu z dość intensywnym planem treningowym. Skutki są zwykle bardzo efektowne, dobrze wyglądają na zdjęciach, budzą podziw i zazdrość. Dieta keto ma jednak skutki uboczne, zwłaszcza jeśli jest stosowana w sposób długotrwały.
 
Obserwuje się, że w diecie keto stosowanej powyżej kilku – kilkunastu miesięcy występują niekorzystne dla zdrowia objawy, takie jak spadek wydolności organizmu, szybkie męczenie się przy wysiłku, zimne poty, zawroty głowy, a nawet osłabienie na skutek hipoglikemii – mówi Celina Całka-Kinicka.
 
Istnieją też sytuacje, kiedy białe pieczywo w diecie jest wręcz wskazane. To produkt z niewielką ilością błonnika i jako taki jest ważnym składnikiem diet lekkostrawnych. Dieta lekkostrawna zalecana jest w wielu schorzeniach i stanach, kiedy układ pokarmowy nie powinien być obciążany – po operacjach, w rekonwalescencji, w zatruciach pokarmowych i różnych chorobach jelit i przy problemach trawiennych, przy biegunkach i IBS. Dietę łatwostrawną powinny wybierać też osoby starsze, osoby łatwo tracące masę ciała np. z powodu chorób nowotworowych. Produkty lekkostrawne zaleca się nawet w lekkich chorobach, jak przeziębienie, grypa czy stan podgorączkowy. Okazuje się więc, że intuicje Polaków są słuszne – w badaniu „Zwyczaje i przekonania żywieniowe Polaków” aż 46 proc. Polaków w wieku ponad 55 lat wskazało, że wybiera pieczywo białe. Jedynie 22 proc. respondentów w tej grupie preferuje pieczywo ciemne. 
                                        
Lekkostrawne mięso
Wiele wspólnego z dietą lekkostrawną ma również mięso, kojarzone zwykle z przeciwnym biegunem! To mit – mięso i białe, i czerwone należy do produktów szybciej trawionych niż nasiona roślin strączkowych, uważane za dobre zamienniki mięsa. Tymczasem to białko roślinne jest gorzej wchłanialne ze względu na to, że zawiera rafinozę. Z tego względu nie poleca się diety opartej o białko ze strączków osobom chorym, po wyjściu ze szpitala, rekonwalescentom, osobom z oparzeniami i ranami oraz pacjentom onkologicznym. Dzieciom nie powinno podawać się więcej niż jednej porcji roślin strączkowych na tydzień.
 
Podobnie jak w przypadku białego pieczywa – kluczowa jest ilość spożywanego mięsa, a nie sam fakt wyeliminowania go z diety. Mięso dostarcza niezbędnych do funkcjonowania całego organizmu aminokwasów, zawiera też dobrze wchłanialne żelazo. Dotyczy to zwłaszcza mięsa czerwonego (ze względu na zawartość hemu, decydującego o kolorze mięsa – wpływającego na zabarwienie mięsa) Mięso zawiera również: minerały (fosfor, cynk, magnez, miedź, siarka) oraz witaminę B12, którą weganie i wegetarianie powinni bezwzględnie suplementować.
 
Mięso oskarżane jest między innymi o dużą zawartość tłuszczu i podnoszenie poziomu cholesterolu, jeśli jest spożywane w nadmiarze. W świetle nowych, badań tłuszcz z mięsa nie jest taki straszny. Większą uwagę należy zwracać na tłuszcze trans, występujące w wysoko przetworzonych produktach – margarynach, fast foodach, gotowych słodyczach i wyrobach cukierniczych – wskazuje Celina Całka-Kinicka. – Mięso w umiarkowanych ilościach, nie więcej niż 500 g tygodniowo, z przewagą mięsa białego, to bezpieczna ilość.
 
Polacy dziś zdecydowanie chętniej sięgają po białe mięso – w badaniu „Zwyczaje i przekonania żywieniowe Polaków” preferencje rozkładają się 44 proc. dla mięsa białego wobec 18 proc. dla mięsa czerwonego. Widać to także w ofercie sklepów i danych sprzedażowych. 
 
Badanie na zlecenie marki MediDieta przeprowadził w dniach 18-21 marca 2022 Niezależny Portal Badawczy Ariadna na próbie 1074 osób powyżej 18. roku życia. Odpowiedzi zbierano za pomocą metody CAWI, a respondentom zadano 24 pytania badawcze, na które udzielili odpowiedzi na 5-stopniowej skali. Raport „Badania i zwyczaje żywieniowe Polaków” jest dostępny tu.
 
 
 
źródło: CM Damiana

Usługi telemedyczne są obecnie powszechnie dostępne i w wielu przypadkach przystępne cenowo, w porównaniu do analogicznych porad w trybie stacjonarnym. Czy jednak nasza wiedza, wiedza pacjentów o tym, jak korzystać z teleporad, by optymalnie zadbać o swoje zdrowie, jest wystarczająca? Wydaje się, że w sferze postrzegania telemedycyny i jej możliwości, nagromadziło się wiele mitów i stereotypów, zniechęcających wszystkich tych, którzy nie mieli okazji odbyć wizyty online. Tymczasem, świadomy, dobrze przygotowany pacjent, korzystając ze sprawdzonych usług telemedycznych jest w stanie jeszcze lepiej zadbać o swoje zdrowie, czuć się bezpieczniej i szybciej uzyskać odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości, np. objawy niepożądane.

Teleporada, telekonsultacja, wizyta online – prawie każdy z nas słyszał już te określania, a wielu korzystało z tej formy konsultacji z lekarzem. Telemedycyna rozwija się dynamicznie, nie tylko za sprawą pandemii, ale głównie ze względu na rozwój technologii, cyfryzację oraz coraz bardziej powszechny dostęp do sieci komórkowych i internetu w Polsce i na świecie. Zdalne formy teleporad czy telemonitoringu to także wyjście naprzeciw oczekiwaniom pacjentów, zapewniając szerszy i szybszy dostęp do lekarzy specjalistów, pomoc w nagłych przypadkach oraz monitoring parametrów zdrowotnych np. zdalny pomiar tętna czy EKG, co ma kluczowe znaczenie zwłaszcza dla osób przewlekle chorych, jak i seniorów. 
 
– Chcemy zapewnić pacjentom rzetelną dawkę, sprawdzonej wiedzy i nauczyć praktycznych umiejętności w korzystaniu z teleporad, w przypadku różnych schorzeń i dolegliwości. – podkreśla Marek Kustosz, wiceprezes Fundacji TO SIĘ LECZY. – Dlatego wspólnie z partnerem – platformą telemedyczną Med24, uruchomiliśmy cykl edukacyjnych webinarów dla wszystkich zainteresowanych swoim zdrowiem. Razem z naszymi gośćmi, ekspertami z różnych dziedzin medycyny będziemy wspierać pacjentów z procesie diagnostyki i leczenia oraz powrotu do zdrowia. Zacznijmy od obalenia popularnych mitów na temat telemedycyny.
 
MIT 1 – Telemedycyna powstała w ciągu ostatnich lat
Często mamy wyobrażenie o telemedycynie jako coś bardzo futurystycznego i skomplikowanego. Tymczasem lekarze udzielali porad np. przez telefon jeszcze w XIX i XX wieku. To cyfryzacja jednak upowszechniła tę metodę konsultacji medycznych, z której obecnie najczęściej korzysta się za pośrednictwem telefonu komórkowego. Istnieje wiele form kontaktu w ramach zdalnych konsultacji, zarówno najbardziej rozpowszechniona rozmowa telefoniczna, coraz bardziej popularna wideo porada, czy też czat online lub sms.
 
MIT 2 – Telemedycyna zastępuje porady stacjonarne
Niewątpliwie poczucie niedostatecznego zaopiekowania i niezadowolenie pacjentów, spowodowały drastyczne ograniczenia w dostępie do placówek medycznych, w pierwszym roku pandemii koronawirusa. To wówczas większość wizyt, zwłaszcza w POZ, odbywała się zdalnie, a wiele zabiegów i operacji zostało przełożonych. Negatywne konsekwencje zdrowotne odczuwamy do dziś. Była to jednak sytuacja wyjątkowa. Nie mieliśmy w XXI wieku do czynienia z tak groźnym wirusem, który objąłby swoim zasięgiem prawie cały glob i miał tak wysoką śmiertelność. Telemedycyna ma przede wszystkim służyć pacjentom i lekarzom, wspierać i przynosić nowe możliwości, znosząc przy tym wiele barier, zarówno geograficznych jak i czasowych. Można powiedzieć, że staje się integralną częścią opieki zdrowotnej, wspierają proces leczenia i zdrowienia, zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych. Nie zastępuje opieki stacjonarnej ale ją uzupełnia.
 
– Pacjenci często pytają się, czy w ramach wizyty online mogą otrzymać e-receptę, e-skierowanie czy e-zwolnienie. Jak najbardziej, wszystkie te świadczenia są dostępne, niezależnie od formy kontaktu z lekarzem. Szacuje się, że ok. 50% wszystkich konsultacji medycznych można odbyć bez badania fizykalnego. Kluczem dobrze postawionej diagnozy jest dogłębny wywiad lekarski oraz interpretacja wyników badań, jeśli są dostępne. – mówi Łukasz Durajski, lekarz pediatra, dyrektor medyczny Med24.
 
MIT 3 – Telemedycyna to domena wyłącznie medycyny prywatnej
 
Chociaż rozwój usług telemedycznych, zwłaszcza w Polsce, był od lat dostrzegalny głównie w medycynie prywatnej np. w prywatnych centrach medycznych, co wynika z faktu, że podmioty prywatne od dawna stawiały na innowacje. To faktem jest, że obecnie teleporady/wideoporady są także stałym elementem publicznej opieki zdrowotnej. Najbardziej rozpowszechnioną formą konsultacji są teleporady u lekarza rodzinnego, gdzie najczęściej omawia się niepokojące objawy, wyniki badań albo przedłuża się lub zmienia zapisane leki. Telemedycyna to przyszłość, która zapewnia dostęp do lekarza każdemu, w tym często osobom wykluczonym, które mieszkają daleko od placówki medycznej, mają problemy z poruszaniem się, nie wstają z łóżka itp. Dzięki teleporadom nawet bez pomocy osób bliskich, nie w pełni samodzielny pacjent jest w stanie w znacznej mierze zadbać o swoje zdrowie. Zwłaszcza jeśli uzupełnieniem telewizyt są coraz częściej dostępne opcje: badania krwi z pobraniem w domu, czy wizyty pielęgniarek środowiskowych.
 
– Usługi telemedyczne niosą ze sobą wiele korzyści dla pacjentów i ich opiekunów. To przede wszystkim dostęp do lekarza niezależnie od miejsca i czasu, przez całą dobę. Ma to znaczenie zwłaszcza w nagłych przypadkach (oczywiście z wyłączeniem stanów ostrych, kiedy trzeba udać się na SOR lub wezwać pogotowie) czy dolegliwościach, które pojawiają się w godzinach wieczornych lub w weekend. Często udzielam konsultacji online rodzicom, których dziecko źle się poczuło późno w nocy i nie wiedzą co robić, jakie działania podjąć. Czy objawy świadczą o czymś poważnym, czy po udzielonych wskazówkach przez lekarza oraz podaniu przepisanych leków, dziecko można leczyć w domu.  – podkreśla Łukasz Durajski.
 
Teleporada to także bardzo dobre rozwiązanie dla osób przewlekle chorych, które muszą być pod regularną opieką lekarza i/lub pielęgniarki czy innego specjalisty. Pozwala ona w sprawny sposób, regularnie skonsultować wyniki badań i samodzielnych pomiarów jak np. ciśnienie tętnicze, poziom glukozy we krwi i inne.
 
– To także możliwość uniknięcia długich kolejek, czy narażenia się na patogeny np. wirusy czy bakterie, przenoszone przez innych pacjentów. – dodaje Łukasz Durajski.
 
MIT 4 – Podczas teleporady lekarz nie jest w stanie postawić właściwej diagnozy
Prawdą jest, że lekarz w trakcie zdalnych konsultacji nie może dotknąć fizycznie pacjenta i zobaczyć gołym okiem. Ale coraz powszechniejsza forma telemedycyny – czyli wideo wizyty dają dużo większe możliwości niż nam się może wydawać. Lekarz nie tylko widzi pacjenta, ale może mieć dostęp do wyników badań, zapisów telemonitoringu, a nawet dzięki kamerom obejrzeć z bliska wybrane części ciała pacjenta np. wysypkę na ciele, czy gardło.
 
– Podczas wideo konsultacji mam pełną interakcję z pacjentem, widzę jak się zachowuje, jak reaguje na pewne bodźce. Jednocześnie dzięki kamerom w telefonie możemy obejrzeć np. gardło pacjenta, czy fragment skóry i na tej podstawie ocenić występujące objawy wzrokowo, nie tylko z opisu pacjenta czy opiekuna. Zawsze zapoznajemy się też z dostępną dokumentacja medyczną np. wypisem ze szpitala, wynikami badań. – zauważa Łukasz Durajski.
 
Teleporada nie ma zastępować kontaktu bezpośredniego z lekarzem, ale często przyspiesza ten proces, umożliwia szybkie uzyskanie skierowań na badania, czy postawienie pierwszej opinii w przypadku niepokojących objawów, co ma także zastosowanie w profilaktyce i wczesnej diagnostyce wielu chorób, takich jak schorzenia sercowo-naczyniowe czy nowotwory. Zamiast czekać na wizytę tygodniami, możemy w międzyczasie już wykonać badania i je skonsultować. Co istotne w ramach teleporad sprawdzają się i stają się coraz bardziej popularne także konsultacje z psychologiem czy psychiatrą. Będąc w domowym otoczeniu pacjent często czuje się pewniej i łatwiej jest mu otworzyć się przed specjalistą. Coraz częściej za pomocą wideo łącza odbywa się także rehabilitacja.
 
MIT 5 – W ramach teleporady nie będę mieć stałego lekarza prowadzącego
 
Wręcz przeciwnie. Coraz więcej lekarzy oferuje swoim pacjentom zarówno porady stacjonarne i zdalne, dlatego w ramach wizyty online możemy kontynuować opiekę u „swojego” lekarza czy to internisty, pediatry czy specjalisty. Wiele jest także takich sytuacji, gdzie kontaktujemy się po raz pierwszy z danym lekarzem zdalnie, kontynuujemy wizyty w tej formie, ale na dalsze badania albo zabiegi udajemy się już do placówki fizycznie, często pod nadzorem tego samego lekarza. Przy teleporadach lekarz ma zwykle większą elastyczność czasową i może nas skonsultować szybciej, zwłaszcza jeśli mamy jakieś nagłe dolegliwości, albo gdy występują działania niepożądane np. po zastosowanym leczeniu. Warto wspomnieć, że porad zdalnych udzielają różni specjaliści, w tym dietetycy, alergolodzy, ginekolodzy, fizjoterapeuci, czy psychoterapeuci.
 
MIT 6 – Teleporady są drogie
 
Ceny porad telemedycznych są oczywiście zróżnicowane, w zależności do usługodawcy, czy specjalizacji lekarza. Najczęściej są one jednak tańsze niż porady stacjonarne oraz nie wymagają wielu dodatkowych kosztów, np. dojazdów do placówki. Oferta na rynku jest dość duża, co sprawia, że ceny są konkurencyjne.
 
Zapraszamy do obejrzenia pierwszego webinaru „Telemedycyna – kiedy może nam się przydać”: 

23 czerwca zapraszamy na kolejny webinar „Pomoc psychologiczna online – kiedy warto z niej skorzystać”. Link do wydarzenia:
https://fb.me/e/2nddaBSQ0

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY