Medicalpress
W erze cyfryzacji opieki zdrowotnej, aplikacja mojeIKP staje się nieodzownym narzędziem dla pacjentów w Polsce. Zgodnie z danymi E-Zdrowia, po czterech latach od uruchomienia, z aplikacji korzysta już niemal 3 miliony osób, w tym dzieci i seniorzy. To dowód na rosnące zaufanie społeczeństwa do cyfrowych rozwiązań w ochronie zdrowia.

Zadbaj o zdrowie – z aplikacją mojeIKP i programem „Moje Zdrowie”. Czy regularnie monitorujesz swoje zdrowie i wiesz, kiedy warto wykonać badania profilaktyczne? Jeśli tak – świetnie! Jeśli jeszcze nie, to teraz masz idealny moment, by zacząć. Od 5 maja działa nowy program Moje Zdrowie, dostępny w aplikacji mojeIKP – prosty, bezpłatny i stworzony z myślą o Tobie.

Program jest przeznaczony dla osób powyżej 20. roku życia i dopasowany indywidualnie – do Twojego wieku, płci, a nawet historii zdrowotnej (zarówno Twojej, jak i rodzinnej). To swoisty przegląd techniczny zdrowia, realizowany we współpracy z Twoją przychodnią podstawowej opieki zdrowotnej (POZ).

Wystarczy wypełnić krótką ankietę w aplikacji mojeIKP, a system sam zaproponuje Ci badania, które warto wykonać – i pomoże je zorganizować. Profilaktyka nigdy nie była tak wygodna i dostępna.

Kluczowe funkcje aplikacji mojeIKP:

Źródło: pacjent.gov.pl

Polacy wciąż częściej korzystają z publicznego systemu ochrony zdrowia aniżeli z prywatnego, choć systematycznie maleje liczba pacjentów leczących się wyłącznie w ramach NFZ. Przybywa zaś leczących się w systemie mieszanym – jest to już połowa Polaków. Przy czym zaskakująco wysoka jest skala korzystania z opieki zdrowotnej – wynika z najnowszego sondażu CBOS.
Ponadto coraz więcej obywateli posiada dodatkową polisę/abonament/ubezpieczenie zdrowotne, chętnie korzystają z e-recepty i e-skierowania, rzadziej z Internetowego Konta Pacjenta.

W ciągu sześciu miesięcy poprzedzających czerwcowe badanie CBOS „Korzystanie ze świadczeń i ubezpieczeń zdrowotnych” zasięgnięcie porady lekarskiej, wizytę u stomatologa lub protetyka, skorzystanie z badań laboratorium analitycznego czy pracowni diagnostycznej zadeklarowało aż 86 proc. ankietowanych, co stanowi wzrost o 8 punktów procentowych w porównaniu z rezultatami podobnego sondażu dwa lata temu (w czasie pandemii). 70 proc. respondentów było w tym okresie na wizycie u lekarza ogólnego, a niemal sześciu na dziesięciu – u lekarza specjalisty. Badania robiło niemal dwie trzecie ankietowanych. Ponad połowa respondentów była w półroczu poprzedzającym badanie u dentysty lub protetyka.

Wynika z tego, że znacznie więcej osób niż przed epidemią korzystało z usług specjalistów (najwięcej od kiedy CBOS monitoruje tę kwestię). Do rekordowego poziomu wzrósł również odsetek korzystających z badań laboratorium analitycznego lub pracowni diagnostycznej.

Jeśli chodzi o poradę lekarza ogólnego, to zasięgnięcie jej w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego zadeklarowało 64 proc. respondentów, natomiast poza systemem świadczeń finansowanych przez NFZ – 18 proc. Popularność świadczeń opłacanych samodzielnie lub dostępnych w ramach dodatkowego ubezpieczenia/abonamentu wzrosła także w stosunku do okresu przed pandemią (oprócz usług stomatologicznych, z których korzystało ostatnio mniej więcej tyle samo osób, ile w roku 2018).

24 proc. badanych korzystało w półroczu przed sondażem z usług medycznych wyłącznie w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, a tylko z usług finansowanych samodzielnie lub dostępnych w ramach abonamentu czy polisy – 11 proc. Połowa ankietowanych korzystała zarówno z jednych, jak i drugich, co oznacza, że grupa korzystających z usług medycznych w sposób „mieszany” wzrosła o 15 punktów procentowych, do poziomu – jak zwracają uwagę autorzy sondażu – nierejestrowanego wcześniej. Jednak w stosunku do ostatniego przeprowadzonego przed pandemią pomiaru z roku 2018 jest to tylko 3-punktowy wzrost.

Systematycznie zmniejsza się odsetek osób korzystających wyłącznie ze świadczeń gwarantowanych w systemie NFZ. W stosunku do poprzedniego badania sprzed dwóch lat jest to spadek o 5 punktów. Obecnie grupa ta jest najmniejsza od kiedy CBOS monitoruje tę kwestię. Stabilna w ostatnich latach pozostaje skala korzystania wyłącznie z usług opłacanych samodzielnie lub świadczonych w ramach dodatkowej polisy.

Kto korzysta z dodatkowej polisy/abonamentu?

Im biedniejsi i słabiej wykształceni, tym bardziej zdani na usługi wyłącznie w ramach NFZ. Korzystanie z nich najczęściej deklarują respondenci powyżej 54 roku życia (37 proc.), mający wykształcenie podstawowe (32 proc.) lub zasadnicze zawodowe (39 proc.), rolnicy (30 proc.), bierni zawodowo zajmujący się domem lub niepracujący z innych powodów (37 proc.), uzyskujący niskie dochody w przeliczeniu na osobę w gospodarstwie domowym (poniżej 2000 zł – 31 proc.) oraz źle oceniający własną sytuację materialną (33 proc.).

Z usług medycznych opłacanych w całości samodzielnie lub dostępnych w ramach dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego/abonamentu korzystają głownie osoby w wieku 25–34 lata i 45–54 lata, mieszkańcy największych miast (liczących 500 000 i więcej ludności).

Mieszany sposób korzystania z opieki zdrowotnej zauważalnie częściej niż przeciętnie wskazują: najlepiej wykształceni, kadra kierownicza i specjaliści, pracownicy administracyjno-biurowi, pracownicy usług oraz – generalnie – osoby pracujące w sektorze publicznym.

Najrzadziej do lekarza chodzą mężczyźni oraz osoby młode w wieku 18-24 lata, osoby uczące się lub studiujące, pracujący w prywatnych gospodarstwach rolnych, a także robotnicy niewykwalifikowani oraz technicy i średni personel.

Dlaczego poza NFZ?

Ponad jedna trzecia Polaków posiada dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne/abonament, w tym ponad jedna piąta (22 proc.) opłaca je samodzielnie, a mniej więcej jednej ósmej (13 proc.) finansuje je – w całości lub częściowo – pracodawca. Posiadacze dodatkowych ubezpieczeń/abonamentów wybierają na ogół model mieszany leczenia.

Trzeba tu poczynić zastrzeżenie, że pytanie CBOS, „Czy ma Pan(i) wykupione dodatkowe, dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne (abonament, polisę zdrowotną)?”, jest pytaniem o różne produkty. Niemniej od poprzedniego badania nastąpił znaczny wzrost odsetka posiadaczy dodatkowych polis (z 26 proc. do 35 proc.), głównie tych, którzy opłacają je samodzielnie lub robi to ktoś z ich rodziny (wzrost z 15 proc. do 22 proc.).

Leczą się poza NFZ przede wszystkim dlatego, że liczą na krótszy czas oczekiwania na wizytę. Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat motywacja ta jeszcze się umocniła.

Z dodatkowego ubezpieczenia medycznego korzystają przede wszystkim osoby bogatsze, pracujące i lepiej wykształcone. Ponadto znaczny odsetek posiadaczy takich polis jest wśród młodszych ankietowanych, mających od 25-34 lat oraz wśród mieszkańców największych miast.

Najrzadziej dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne mają najstarsi badani (65 lat i więcej – 13 proc.), emeryci (15 proc.), renciści (17 proc.), najsłabiej wykształceni (20 proc.) oraz rolnicy (15 proc.).

Cyfrowy pacjent

Z cyfrowych recept korzysta 76 proc. badanych, z czego ponad dwie piąte robi to często. Skierowaniami otrzymywanymi w wiadomościach SMS, e-mailach lub aplikacjach internetowych posługuje się sześciu na dziesięciu ankietowanych, w tym ponad jedna piąta – często. Najsłabiej wykorzystywane jest IKP.

E-pacjentami są przede wszystkim młodsi badani, w wieku 25-34 lata, mieszkańcy dużych miast, mający wyższe wykształcenie i uzyskujący najwyższe dochody w przeliczeniu na osobę w gospodarstwie domowym (4000 zł i więcej).

Źródło: Serwis Zdrowie

Lekarze alarmują, że nie mogą wypisywać e-recept na leki dla ciężko chorych pacjentów, m.in. onkologicznych, neurologicznych, psychiatrycznych czy tych po operacjach. To efekt zmian MZ, które weszły w życie 2 sierpnia. – Ci, którzy chcą zdobyć leki bez wskazań i tak sobie poradzą. Chorzy z prawdziwymi problemami mogą znaleźć się w sytuacji bez wyjścia – ostrzega Anna Bazydło, rezydentka psychiatrii.
Chaos w poradniach i szpitalach
„Ludzie! 2023 a pacjenci zostali odcięci od pomocy! Leków opioidowych i metylofenidatu nie da się wypisać po osobistej wizycie. Potrzebne natychmiastowe działanie” – alarmuje na Twitterze psychiatra Maja Herman.
Problem mają jednak nie tylko psychiatrzy. Od środy media społecznościowe zalewają komentarze wzburzonych lekarzy, także innych specjalności. Przyczyna? Zmiany w przepisywaniu leków psychotropowych i środków odurzających, które weszły w życie 2 sierpnia.

Przypomnijmy, że zgodnie ze zmianami, które wprowadził resort zdrowia, lekarz przed wystawieniem każdej kolejnej recepty na środki odurzające i leki psychotropowe ma „weryfikować” pacjenta (podczas wizyty lub konsultacji zdalnej). Musi sprawdzić ilość i rodzaj przepisanych ostatnio pacjentowi leków: za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta (IKP) albo systemu gabinetowego lub wywiadu z pacjentem, jeśli pacjent
dotychczas nie logował się do IKP. Nowe zasady nie dotyczą recept wystawianych w ramach kontynuacji leczenia, jeśli nie upłynęły trzy miesiące od ostatniej wizyty u lekarza i badania pacjenta.

Minister zdrowia Adam Niedzielski tłumaczył, że nowe zasady mają zapewnić bezpieczeństwo pacjentom. „Ograniczamy dostęp do silnie działających leków bez konsultacji z lekarzem. Mamy już niestety przypadki poważnych powikłań, a nawet zgonu po zażyciu leków przepisanych w internecie bez wskazań” – podkreślał szef resortu zdrowia.

– Ministerstwo Zdrowia chciało pokazać, że walczy z patologią, a doprowadziło do chaosu w poradniach i szpitalach. Tak się kończy wprowadzanie niesprawdzonych rozwiązań i testowanie ich na „żywym organizmie”, czyli ostatecznie na pacjencie, bo to on na tym cierpi – nie kryje irytacji w rozmowie z WP abc Zdrowie Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.

– Od wczoraj, kiedy zmiany weszły w życie, dostajemy skargi od lekarzy z całej Polski, którzy nie mogą wystawić e-recept, mimo że postępują zgodnie z instrukcją przygotowaną przez Centrum e-Zdrowia. Skala jest ogromna, a problem dotyczy pacjentów onkologicznych, neurologicznych, psychiatrycznych, a także tych po zabiegach chirurgicznych. Chorzy mogą zostać bez pomocy przez to, że resort nie sprawdził, czy zmiany, które wprowadza, technicznie zadziałają. Absurdalne jest to, że zabrakło jakiegokolwiek pilotażu, np. w wybranych szpitalach czy powiatach – dodaje.

Błędy w systemie
Na co skarżą się lekarze? – Zgodnie ze zmianami, które wprowadziło MZ, by wystawić e-receptę na środki odurzające lub psychotropowe, lekarz musi najpierw zweryfikować, jakie leki, i w jakich dawkach zażywa pacjent. Niestety mimo tej weryfikacji, z powodu błędów w systemie, lekarze nadal nie mogą wystawiać recept – tłumaczy rzecznik NIL.

– Teoretycznie w takich awaryjnych sytuacjach, lekarz w poradni lub szpitalu może wystawić papierową receptę. Tu pojawia się jednak inny problem. Wiele podmiotów nie zapewniło lekarzom papierowych recept, pracują wyłącznie na elektronicznych, przez co technicznie nie są w stanie tego zrobić. Można powiedzieć, że to ich wina, ale z drugiej strony nikt nie sprawdził i nie przetestował, czy podmioty są gotowe na wprowadzane zmiany – podkreśla rzecznik.

„Leki są dla ludzi. Leki przepisują lekarze dla ludzi chorych. Sukcesem medycyny XXI wieku jest walka z bólem. W czwartek powiedziałem chorej z nowotworem szyjki – rozsiew, że jest nadzieja, ale nie na wyleczenie, a obietnica, że nie będzie jej boleć. Wczoraj, bo dziś nie wiem” – skarży się inny lekarz.

„Dziś nie wystawiłbym jej recepty na tramadol czy buprenorfinę. Dziś by ją bolało. Badałem kobietę z bólem i nowotworem w szpitalu i nie pomógłbym” – alarmuje.
– Problem w tym, że osoby, które kombinują i chcą zdobyć leki nie ze wskazań medycznych i tak sobie poradzą i je zdobędą, właśnie dlatego, że potrafią kombinować. To tylko nasili patologię, z którą Ministerstwo Zdrowia chce walczyć. Natomiast chorzy, którzy mają prawdziwe problemy zdrowotne i zmagają się np. z chorobą nowotworową, mogą znaleźć się w sytuacji bez wyjścia – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Anna Bazydło, rezydentka psychiatrii. – Zamiast sięgać po rozwiązania, które uderzają w ciężko chorych, można byłoby np. wprowadzić limity konkretnej substancji czynnej na konkretny PESEL, co faktycznie ograniczyłoby możliwości działania tym, którzy chcą zdobyć leki bez wskazań – uważa lekarka.

Jakby tego było mało, rzecznik NIL wskazuje na kolejny problem.
– Zmiany miały dotyczyć konkretnych leków ujętych w wykazie MZ. Tymczasem lekarze zgłaszają problem z wystawianiem recept również na tramadol, którego nie ma w zestawieniu. Tymczasem jest on stosowany np. u pacjentów z przewlekłym bólem, leczonych onkologicznie czy po operacjach. To tylko potęguje chaos – zaznacza Kosikowski.

– Sytuacja z tramadolem jest absurdalna. Jest on jednym z najbezpieczniejszych leków opioidowych, które faktycznie uzależniają. Uzależnienie nie może być jednak tłumaczeniem dla pozostawienia chorych w bólu, którego źródłem jest np. choroba nowotworowa lub poważny uraz – dodaje Bazydło.

Czytaj pełną treść artykułu:
Wrze po zmianach MZ, lekarze załamują ręce. „To tylko potęguje chaos”

źródło: 
portal.abczdrowie.pl
W Polsce działa kilkadziesiąt serwisów internetowych oraz aplikacji oferujących konsultacje telemedyczne. Z danych SimilarWeb wynika, że tylko w lipcu odnotowały one ponad 3,2 mln wizyt. [1] Z usług telemedycznych skorzystało już 83 proc. Polaków.[2] Telemedycyna jest popularna, bo pomaga znosić bariery w dostępie do opieki medycznej. Tę popularność widać szczególnie wśród pacjentów z gmin do 50 tys. mieszkańców.
 
Długi czas oczekiwania na stacjonarną wizytę lekarską, brak dostępności lekarzy czy wysokie koszty prywatnej wizyty oraz wykluczenie transportowe – to  bariery w dostępie do usług medycznych, które wskazali uczestnicy badania opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowanego przez SW Research. Wszystkie te bariery znosi telemedycyna.

Polacy przekonali się do telemedycyny podczas pandemii. Tylko w lipcu kilkanaście serwisów i aplikacji działających w Polsce oraz oferujących konsultacje telemedyczne odnotowało ponad 3 mln wizyt. Serwis Adequate szacuje, że liczba użytkowników aplikacji telemedycznych może wynosić nawet 1 mln. Jak czytamy w analizie, na podstawie danych z Google Play (Android) można założyć co najmniej 500 tysięcy pobrań. Z kolei App Store (iPhone) nie podaje co prawda konkretnej liczby pobrań, ale porównując liczbę opinii można zakładać że stanowią one 20-30 proc. rynku. [3]
 
Zniesienie barier w dostępie do opieki medycznej
Jak wskazuje badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” już 83 proc. Polaków skorzystało z usług telemedycznych.[4] Dlaczego rodacy wybierają telemedycynę? Bo termin konsultacji telemedycznej jest szybki, nawet tego samego dnia (tak odpowiedziało 47 proc. ankietowanych), a forma konsultacji medycznej jest dla pacjentów wygodna (40 proc.). Co piąty ankietowany przyznał, że ma za daleko do przychodni stacjonarnej (19 proc.), a 15 proc. oświadczyło, że koszty prywatnej wizyty u lekarza są za wysokie.

– Telemedycyna jest realnym rozwiązaniem problemu z niedoborem lekarzy w Polsce, brakiem lokalnej alternatywy dla zapchanej kolejkami publicznej służby zdrowia oraz wysokich kosztów prywatnej stacjonarnej służby zdrowia. Konsultacje online dają dostęp do szybkiej, efektywnej i konkurencyjnej cenowo opieki – podkreśla Paweł Białas, Prezes Erecept.pl.
 
Za mało lekarzy w małych miejscowościach?
Jakie problemy ma polski pacjent? Jednym z nich jest wykluczenie transportowe. Z danych Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu wynika do około 20 proc. miejscowości w Polsce nie dociera żaden transport publiczny.[5] Mieszkańcy, którzy chcą się przemieszczać poza granice swojej wsi lub miasteczka, także do przychodni lekarskiej, zdani są na rower, własny samochód (o ile go mają) albo pomoc sąsiada (o ile ten dysponuje pojazdem). Erecept.pl przeanalizował dane adresowe pacjentów, którzy na przestrzeni dwóch lat korzystali z jego platform. Okazuje się, że połowa pacjentów pochodziła z gmin poniżej 50 tys. mieszkańców. Kolejne 10 proc. pacjentów pochodziło z gmin o wielkości od 50 do 100 tysięcy mieszkańców, a 12 proc. z gmin o wielkości od 100 do 250 tysięcy. Co piąty Polak przyznaje, że wybrał telemedycynę zamiast stacjonarnej wizyty w placówce medycznej, bo ma za daleko do lekarza.[6]

– Niska dostępność usług medycznych w Polsce jest dużym problemem społecznym zwłaszcza dla osób wykluczonych transportowo. Telemedycyna odgrywa kluczową rolę w realnym zwiększeniu dostępności do usług medycznych dla pacjentów spoza dużych ośrodków miejskich. Dotyczy to zarówno obszarów wiejskich, jak i mniejszych miast – podsumowuje Paweł Białas z Erecept.pl https://www.erecept.pl/

 
[1] https://adequate.digital/web-analytics/telemedycyna-w-polsce
[2] Badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowane przez SW Research na zlecenie Erecept.pl w maju 2023 roku. W niektórych pytaniach ankietowani mieli możliwość wielokrotnego wyboru, więc suma odpowiedzi jest większa niż 100%. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 18+. N=1000.
[3] Tamże.
[4] Tamże.
[5] Dane Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu opublikowane m.in. na portalu wyborcza.biz.pl w artykule Anny Zaleskiej pt.: „Albo jeździsz samochodem, albo masz problem. Oto mapa wykluczenia transportowego”. Źródło: https://wyborcza.biz/biznes/7,156481,29097363,albo-jezdzisz-samochodem-albo-masz-problem-oto-mapa-wykluczenia.html?disableRedirects=true
[6] Badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowane przez SW Research na zlecenie Erecept.pl w maju 2023 roku. W niektórych pytaniach ankietowani mieli możliwość wielokrotnego wyboru, więc suma odpowiedzi jest większa niż 100%. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 18+. N=1000.
Zdalna preskrypcja leków ma długą historię, sięgającą lat 90-tych XX wieku. Przyspieszenie rozwoju zdalnej preskrypcji wiąże się z rozwojem aptek internetowych, które wraz z rozwojem internetu wprowadzały kolejne modele biznesowe. Dziś zdalna preskrypcja często zachodzi przez platformy internetowe, które umożliwiają kontakt pacjenta z lekarzem, i które oferują medykom różnego rodzaju narzędzia wspomagania decyzji terapeutycznych.
Kto korzysta ze zdalnej preskrypcji najczęściej?
Z portali do zdalnej preskrypcji korzystają dziś przede wszystkim albo ludzie w pełni świadomi, którzy potrafią dotrzeć do rzetelnej informacji, albo ludzie zapomniani przez system opieki zdrowotnej, wykluczeni.
Samoleczenie stało się koniecznością w kraju, w którym wydłużające się kolejki do lekarzy są bolesną codziennością milionów pacjentów. Warto przy tym zwrócić uwagę, że Unia Europejska wzmacnia rolę pacjenta w procesie diagnostyki i leczenia przez wskazanie wiarygodnych źródeł informacji – tzw. patients’ empowerment.
 
Jakie są korzyści zdalnej preskrypcji?
W wielu przypadkach zdalna preskrypcja poprawia dostępność do leków – dotyczy to w szczególności sytuacji, gdy ograniczony jest nie tylko dostęp do lekarza, ale i z przyczyn kulturowych istnieją trudności z pozyskaniem produktów leczniczych, np. leków antykoncepcyjnych.[1],[2] Pacjenci wśród przyczyn korzystania ze zdalnej preskrypcji w jednym z badań ankietowych wskazywali najczęściej:
Zdalna preskrypcja wpływa na zmniejszenie liczby błędów przy przepisywaniu leków, zwiększając efektywność pracy lekarza i przynosząc oszczędności w systemie opieki zdrowotnej.
 
Jakie zagrożenia niesie zdalna preskrypcja?
Wątpliwości co do zasadności realizacji preskrypcji na odległość dotyczą głównie trzech obaw:
 
Bez lekarza nie ma zdalnej preskrypcji
Za wystawienie recepty odpowiedzialny jest lekarz, którego numer wykonywania zawodu znajduje się na recepcie i jest to odpowiedzialność nie tylko prawna, ale i moralna. Ktoś, kto nie ma prawa wykonywania zawodu, nie może wystawić recepty w świetle obowiązujących przepisów. To jasne, że tylko przestępcy wystawiają tzw. „lewe” recepty.  Samorząd lekarski powinien natomiast piętnować lekarzy wystawiających recepty lekkomyślnie. W przypadku uzasadnionych wątpliwości lekarz powinien zalecić pacjentowi wizytę stacjonarną.
 
Zdalna preskrypcja kontra realne „wrzutki”
Prawo w Polsce w zakresie telemedycyny i zdalnej preskrypcji jest niestabilne, a zmiany są nieprzewidywalne, co studzi inwestycje i przejęcia. Trudno przewidzieć, jakie są tendencje i kierunki prac w resortach zdrowia i cyfryzacji. Przed wyborami parlamentarnymi na jesieni 2023 r. poważnym zagrożeniem dla portali zdalnej preskrypcji mogą być punktowe zmiany ustawowe (tzw. „wrzutki”) pozbawione rzetelnej oceny skutków regulacji (OSR) i wprowadzane bez szerokich konsultacji społecznych.
Jeśli w Polsce zablokowana lub znacząco utrudniona zostanie możliwość prowadzenia podmiotów leczniczych, które oferują wyłącznie wizyty online, to po wejściu uregulowań dotyczących recepty transgranicznej w pełnym wymiarze, polski rynek zostanie opanowany przez podmioty zagraniczne.
 
Nie ma odwrotu od e-pomocy
Pierwszy pilotaż recepty elektronicznej w Europie przeprowadzono w Szwecji w 1983 r. W 2002 r.
2 proc. lekarzy opieki podstawowej w Europie korzystało z recepty elektronicznej.[5] W 2018 r. prawie wszystkie recepty w wielu krajach Unii Europejskiej stanowiły recepty elektroniczne. Ostatnie badania pokazały, że w Europie około 97 proc. lekarzy opieki podstawowej ma dostęp do Internetu
i korzysta z komputera w czasie konsultacji i aż 83 proc. korzysta z systemów IT do prowadzenia dokumentacji medycznej.[6]

POBIERZ RAPORT

 
[1] Tom Nadarzynski i in., „Acceptability of Remote Prescribing and Postal Delivery Services for Contraceptive Pills and Treatment of Uncomplicated Chlamydia Trachomatis”, BMJ Sexual & Reproductive Health 47, nr 3 (lipiec 2021): 185–92, https://doi.org/10.1136/bmjsrh-2020-200687.
[2] Alexandra Wollum i in., „Who Accesses Birth Control Online? An Analysis of Requests for Contraception Submitted to an Online Prescribing Platform in the United States”, Women’s Health Issues: Official Publication of the Jacobs Institute of Women’s Health 33, nr 1 (2023): 25–35, https://doi.org/10.1016/j.whi.2022.08.001.
[3] Severin Rodler i in., „Epidemiology and Treatment Barriers of Patients With Erectile Dysfunction Using an Online Prescription Platform: A Cross-Sectional Study”, Sexual Medicine 8, nr 3 (17 maj 2020): 370–77, https://doi.org/10.1016/j.esxm.2020.04.001.
[4] W tym przede wszystkim chodzi o badanie fizykalne [badanie przedmiotowe – zmysłami lekarza], ale wątpliwości są również zgłaszane co do badania podmiotowego [anamneza, wywiad lekarski].
[5] James Brennan, Annette McElligott, i Norah Power, „National Health Models and the Adoption of EHealth and EPrescribing in Primary Care – New Evidence from Europe”, BMJ Health & Care Informatics 22, nr 4 (1 października 2015), https://doi.org/10.14236/jhi.v22i4.97.
[6] James Brennan, Annette McElligott, i Norah Power, „National Health Models and the Adoption of EHealth and EPrescribing in Primary Care – New Evidence from Europe”, BMJ Health & Care Informatics 22, nr 4 (1 października 2015), https://doi.org/10.14236/jhi.v22i4.97.
źródło: WHC

Patient Design, czyli projektowanie z uwzględnieniem potrzeb pacjenta, było tematem przewodnim 15-tej edycji MEDmeetsTECH, która odbyła się 18 maja 2023 w Centralnym Domu Technologii w Warszawie. Wydarzenie zgromadziło środowisko lekarzy, zarządzających placówkami zdrowia, startupy, przedstawicieli organizacji pacjenckich, fundacje, przedstawicieli sfery biznesowej, instytucje otoczenia biznesu, doradców oraz studentów. 

Całe wydarzenie było podzielone na kilka segmentów: TRENDY, PATIENT DESIGN W PRAKTYCE, RYNKOWY KNOW-HOW. Nie zabrakło debaty poświęconej poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Jaka jest rola pacjenta w kształtowaniu rynku zdrowia?”. Całość zwieńczyło wystąpienie wcześniej wybranych przez jury reprezentantów startupów.
 
Ostatnie miesiące, jeśli chodzi o rozwój technologii, to „gorący okres” patrząc przez pryzmat tego co dzieje się w kontekście „sztucznej inteligencji”, a szczególnie ChatGPT wypuszczonego przez OPEN AI. Można odnieść wrażenie, że nie ma osoby wokół nas, która nie słyszałaby w jakimś kontekście o ChatGPT i tego co potrafi, albo czego jeszcze nie potrafi. Nie może więc dziwić fakt, że pierwsze prelekcje w sesji TRENDY był poświęcone sztucznej inteligencji.
Dr hab. Sebastian Płóciennik otworzył sesję TRENDY wystąpieniem: Kreatywni stracą. Konsekwencje dla gospodarki.
Nawiązał oczywiście do ChatGPT, pokazując niniejszy slajd, który dowodzi jak istotna może być to technologia. Ten slajd mówi, ile czasu (w dniach) zajęło poszczególnym technologiom zdobycie 1 mln użytkowników. W tym przypadku to zaledwie 5 dni.
Natomiast kwintesencją wystąpienia było stwierdzenie, że istotnie AI może zastąpić te kompetencje, które związane są chociażby z branżą kreatywną, ale tam gdzie mamy do czynienia z szybkim działaniem i szybkim myśleniem. I może być wykorzystywana przez tych, których zadaniem jest myśleć długofalowo. 
Następny prelegent prof. Michał Zembala w swoim wystąpieniu „Nowe technologie stosowane w leczeniu chorób serca i naczyń” zwrócił uwagę na to, że tworząc innowację, trzeba być przede wszystkim wytrwałym i zostawiać też miejsce szczęściu. Nowe technologie jak zastawki TAVI, mogą spowodować, że rozwinie się całkowicie nowy rynek, nowych technologii wspierających.
Odpowiedzi na pytanie, gdzie AI znajdzie jeszcze zastosowanie, jeśli mowa o zastosowaniu medycznym? Można było znaleźć w wystąpieniu anestezjologa i specjalisty intensywnej opieki Pana dr n. med. Bartosz Kudliński. W jego opinii, bazując chociażby na doświadczeniach płynących z okresu pandemii COVID-19 sztuczna inteligencja może okazać się niezastąpiona w obszarze analizy setek informacji znajdujących się w materiałach naukowych i nieustannie pojawiających się badaniach. Każda sytuacja medyczna jest inna, materiału informacyjnego przybywa, a medycy nie mają możliwości analizy tak dużej ilości danych. Oddanie tego obszaru sztucznej inteligencji pozwalałoby podejmować szybsze i właściwsze decyzje terapeutyczne.
W panelu TRENDY można było jeszcze wysłuchać Jakuba Chwiećko Lidera ds. innowacji w EIT Health Innostars i przedstawiciela Naczelnej Izby Lekarskiej. Pana Michała Czornaka Product Ownera z Medonet. Wystąpienie Pana Michała miało na celu rozróżnienie dwóch obszarów #patientdesign i #productdesign. Kolejne wystąpienia to prezentacja Rona Friedmanna z Mawi, przedsiębiorstwo z obszaru digital health, pracującego nad noszonymi wyrobami i technologiami medycznymi z zakresu diagnostyki i monitorowania chorób o podłożu kardiologicznym. Wydaje się, że najwięcej emocji wywołała wśród obecnych ostatnia prezentacja w tej sesji. Na scenie pojawiły się Kinga Zajkowska, Sabina Białek z Fundacji K.I.D.S. Fundacji, która projektuje rozwiązania poprawiające compliance najmłodszych pacjentów związany z wizytą w placówkach zdrowia.
Druga sesja tematyczna, to koncentrowała się wokół praktycznych aspektów „patient design” od narzędzi po przykładu rozwiązań. Na początek Irek Piętkowski – CEO brainwave opowiedział o design thinking, kreatywnym narzędziu do tworzenia produktów i usług, gdzie potrzeba użytkownika jest w centrum. Justyna Krajewska-Wdowińska z Centrum eZdrowia, przybliżyła rozwiązania w postaci eRecept, eSkierowań i IKP, rozwiązań, które powstały z myślą o użytkownikach. Kolejni prelegenci: Anna Nowak (Takeda), Mateusz Pawelec (Unicorn Hub), Joanna Szyman (Neo Hospital) prezentowali przykłady projektów bazujący podejściu #patientdesign realizowanych przez reprezentowane podmioty. Zamykającym tę sesję był Igor Farafonow z Uxeria.com w swoim wystąpieniu „Dlaczego pacjenci nie słuchają lekarzy, a lekarze pacjentów” zwrócił uwagę na to, że myśląc o patient design „uwzględnić należy wszystkie słabości człowieka wynikające z braku wiedzy i strachu. Należy dobierać tak komunikację, procesy, techniki i narzędzia, by go zachęcić i przekonać do leczenia, zaangażować, wesprzeć w realizacji. Jednak by patient design, był skuteczny, musi być skoncentrowany na zdrowiu pacjenta, nie zaś tylko jego zwerbalizowanych potrzebach”.

O roli pacjenta w kształtowaniu rynku zdrowia na zaproszenie prowadzącej panel Diany Żochowskiej, szefowej Medonet wypowiadali się przez pryzmat reprezentowanych instytucji: Mikołaj Gurdała (IQUVIA), Magdalena Knefel (Polskie Amazonki Ruch Społeczny), Justyna Krajewska-Wdowińska (CeZ), dr n. med. Tomasz Maciejewski (Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka), Joanna Szyman (Neo Hospital). Uczestnicy dzielili się doświadczeniami reprezentowanych instytucji w zakresie sposobów i wdrażania podejścia „patient design” oraz wyzwań przed jakimi stawali, ale też efektów jakie te wdrożenia przyniosły. Interesująca dyskusja przeniosła się na widownię, która została z pytaniem: Co w Państwa odczuciu stracimy, jeśli wszystkie organizacje działające na rynku zdrowia w swojej codziennej pracy, tworząc strategię i produkty nie będą wychodziły od potrzeb pacjentów, nie będą komunikowały się z pacjentami w celach edukacyjnych oraz marketingowych, nie zaczną traktować pacjentów jako konsumentów, którzy mają swoje określone potrzeby oraz oczekiwania?

Uczestnicy dzięki wystąpieniu Katarzyny Banyś, Ekspertki ds. programu Horyzont Europa Branżowego Punktu Kontaktowego Technologie Medyczne i Zdrowie poznali możliwości konkursowe dla rozwoju nowych projektów wpisujących się w programy ramowe. Natomiast dzięki Patrycji Szatkowskiej i Maciejowi Smok z Kancelarii Prawnej Smok poznaliśmy perspektywę prawną w zakresie ochrony danych medycznych.
Ostatnim punktem MEDmeetsTECH były wystąpienia 5 startupów, wcześniej wyselekcjonowanych spośród wszystkich zgłoszonych zespołów.

Na scenie prezentowali się:
Akademia tika by talanoa ufundowała nagrodę dla startupów w postaci dostępu do webinarów: MedTech Successful in the USA. Nagrodę w imieniu sponsorów wręczyła Zuza Henshaw.

Ceremonia zamknęła 15-tą edycję MEDmeetsTECH. 
Kolejna 16-ta edycja już jesienią!

źródło: Waldemar Wiśniewski, DUEXSO

Patient Design, czyli projektowanie z uwzględnieniem potrzeb pacjenta, było tematem przewodnim 15-tej edycji MEDmeetsTECH, która odbyła się 18 maja 2023 w Centralnym Domu Technologii w Warszawie. Wydarzenie zgromadziło środowisko lekarzy, zarządzających placówkami zdrowia, startupy, przedstawicieli organizacji pacjenckich, fundacje, przedstawicieli sfery biznesowej, instytucje otoczenia biznesu, doradców oraz studentów. 

Całe wydarzenie było podzielone na kilka segmentów: TRENDY, PATIENT DESIGN W PRAKTYCE, RYNKOWY KNOW-HOW. Nie zabrakło debaty poświęconej poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Jaka jest rola pacjenta w kształtowaniu rynku zdrowia?”. Całość zwieńczyło wystąpienie wcześniej wybranych przez jury reprezentantów startupów.
 
Ostatnie miesiące, jeśli chodzi o rozwój technologii, to „gorący okres” patrząc przez pryzmat tego co dzieje się w kontekście „sztucznej inteligencji”, a szczególnie ChatGPT wypuszczonego przez OPEN AI. Można odnieść wrażenie, że nie ma osoby wokół nas, która nie słyszałaby w jakimś kontekście o ChatGPT i tego co potrafi, albo czego jeszcze nie potrafi. Nie może więc dziwić fakt, że pierwsze prelekcje w sesji TRENDY był poświęcone sztucznej inteligencji.
Dr hab. Sebastian Płóciennik otworzył sesję TRENDY wystąpieniem: Kreatywni stracą. Konsekwencje dla gospodarki.
Nawiązał oczywiście do ChatGPT, pokazując niniejszy slajd, który dowodzi jak istotna może być to technologia. Ten slajd mówi, ile czasu (w dniach) zajęło poszczególnym technologiom zdobycie 1 mln użytkowników. W tym przypadku to zaledwie 5 dni.
Natomiast kwintesencją wystąpienia było stwierdzenie, że istotnie AI może zastąpić te kompetencje, które związane są chociażby z branżą kreatywną, ale tam gdzie mamy do czynienia z szybkim działaniem i szybkim myśleniem. I może być wykorzystywana przez tych, których zadaniem jest myśleć długofalowo. 
Następny prelegent prof. Michał Zembala w swoim wystąpieniu „Nowe technologie stosowane w leczeniu chorób serca i naczyń” zwrócił uwagę na to, że tworząc innowację, trzeba być przede wszystkim wytrwałym i zostawiać też miejsce szczęściu. Nowe technologie jak zastawki TAVI, mogą spowodować, że rozwinie się całkowicie nowy rynek, nowych technologii wspierających.
Odpowiedzi na pytanie, gdzie AI znajdzie jeszcze zastosowanie, jeśli mowa o zastosowaniu medycznym? Można było znaleźć w wystąpieniu anestezjologa i specjalisty intensywnej opieki Pana dr n. med. Bartosz Kudliński. W jego opinii, bazując chociażby na doświadczeniach płynących z okresu pandemii COVID-19 sztuczna inteligencja może okazać się niezastąpiona w obszarze analizy setek informacji znajdujących się w materiałach naukowych i nieustannie pojawiających się badaniach. Każda sytuacja medyczna jest inna, materiału informacyjnego przybywa, a medycy nie mają możliwości analizy tak dużej ilości danych. Oddanie tego obszaru sztucznej inteligencji pozwalałoby podejmować szybsze i właściwsze decyzje terapeutyczne.
W panelu TRENDY można było jeszcze wysłuchać Jakuba Chwiećko Lidera ds. innowacji w EIT Health Innostars i przedstawiciela Naczelnej Izby Lekarskiej. Pana Michała Czornaka Product Ownera z Medonet. Wystąpienie Pana Michała miało na celu rozróżnienie dwóch obszarów #patientdesign i #productdesign. Kolejne wystąpienia to prezentacja Rona Friedmanna z Mawi, przedsiębiorstwo z obszaru digital health, pracującego nad noszonymi wyrobami i technologiami medycznymi z zakresu diagnostyki i monitorowania chorób o podłożu kardiologicznym. Wydaje się, że najwięcej emocji wywołała wśród obecnych ostatnia prezentacja w tej sesji. Na scenie pojawiły się Kinga Zajkowska, Sabina Białek z Fundacji K.I.D.S. Fundacji, która projektuje rozwiązania poprawiające compliance najmłodszych pacjentów związany z wizytą w placówkach zdrowia.
Druga sesja tematyczna, to koncentrowała się wokół praktycznych aspektów „patient design” od narzędzi po przykładu rozwiązań. Na początek Irek Piętkowski – CEO brainwave opowiedział o design thinking, kreatywnym narzędziu do tworzenia produktów i usług, gdzie potrzeba użytkownika jest w centrum. Justyna Krajewska-Wdowińska z Centrum eZdrowia, przybliżyła rozwiązania w postaci eRecept, eSkierowań i IKP, rozwiązań, które powstały z myślą o użytkownikach. Kolejni prelegenci: Anna Nowak (Takeda), Mateusz Pawelec (Unicorn Hub), Joanna Szyman (Neo Hospital) prezentowali przykłady projektów bazujący podejściu #patientdesign realizowanych przez reprezentowane podmioty. Zamykającym tę sesję był Igor Farafonow z Uxeria.com w swoim wystąpieniu „Dlaczego pacjenci nie słuchają lekarzy, a lekarze pacjentów” zwrócił uwagę na to, że myśląc o patient design „uwzględnić należy wszystkie słabości człowieka wynikające z braku wiedzy i strachu. Należy dobierać tak komunikację, procesy, techniki i narzędzia, by go zachęcić i przekonać do leczenia, zaangażować, wesprzeć w realizacji. Jednak by patient design, był skuteczny, musi być skoncentrowany na zdrowiu pacjenta, nie zaś tylko jego zwerbalizowanych potrzebach”.

O roli pacjenta w kształtowaniu rynku zdrowia na zaproszenie prowadzącej panel Diany Żochowskiej, szefowej Medonet wypowiadali się przez pryzmat reprezentowanych instytucji: Mikołaj Gurdała (IQUVIA), Magdalena Knefel (Polskie Amazonki Ruch Społeczny), Justyna Krajewska-Wdowińska (CeZ), dr n. med. Tomasz Maciejewski (Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka), Joanna Szyman (Neo Hospital). Uczestnicy dzielili się doświadczeniami reprezentowanych instytucji w zakresie sposobów i wdrażania podejścia „patient design” oraz wyzwań przed jakimi stawali, ale też efektów jakie te wdrożenia przyniosły. Interesująca dyskusja przeniosła się na widownię, która została z pytaniem: Co w Państwa odczuciu stracimy, jeśli wszystkie organizacje działające na rynku zdrowia w swojej codziennej pracy, tworząc strategię i produkty nie będą wychodziły od potrzeb pacjentów, nie będą komunikowały się z pacjentami w celach edukacyjnych oraz marketingowych, nie zaczną traktować pacjentów jako konsumentów, którzy mają swoje określone potrzeby oraz oczekiwania?

Uczestnicy dzięki wystąpieniu Katarzyny Banyś, Ekspertki ds. programu Horyzont Europa Branżowego Punktu Kontaktowego Technologie Medyczne i Zdrowie poznali możliwości konkursowe dla rozwoju nowych projektów wpisujących się w programy ramowe. Natomiast dzięki Patrycji Szatkowskiej i Maciejowi Smok z Kancelarii Prawnej Smok poznaliśmy perspektywę prawną w zakresie ochrony danych medycznych.
Ostatnim punktem MEDmeetsTECH były wystąpienia 5 startupów, wcześniej wyselekcjonowanych spośród wszystkich zgłoszonych zespołów.

Na scenie prezentowali się:
Akademia tika by talanoa ufundowała nagrodę dla startupów w postaci dostępu do webinarów: MedTech Successful in the USA. Nagrodę w imieniu sponsorów wręczyła Zuza Henshaw.

Ceremonia zamknęła 15-tą edycję MEDmeetsTECH. 
Kolejna 16-ta edycja już jesienią!

źródło: Waldemar Wiśniewski, DUEXSO
Dłuższe kolejki do lekarza, większy ruch w przychodniach, odległe terminy wizyt, dodatkowe koszty – eksperci ostrzegają, że wprowadzenie limitów dotyczących liczby konsultacji telemedycznych (takie zmiany rekomenduje m.in. Naczelna Izba Lekarska), w rezultacie uderzą w pacjentów. Polacy, którzy dotychczas korzystali z telemedycyny, wrócą do kolejek pod gabinetami lekarskimi. Za prywatną wizytę u lekarza specjalisty będą musieli zapłacić ok. 100-300 zł, a za konsultację telemedyczną płacili ok. 50-70 zł.[1]
Dyskusja o tym jak powinny działać przychodnie telemedyczne w Polsce wciąż trwa. Rząd planuje zmiany w receptach na leki psychotropowe. Od dawna zapowiada też, że chce wprowadzić limity dotyczące wizyt telemedycznych.[2] O jakich limitach mowa? Jeszcze nie wiadomo ilu pacjentów dziennie będzie mógł przyjąć lekarz na wizycie telemedycznej, ale eksperci podkreślają już dziś, że takie ograniczenia uderzą przede wszystkim w pacjenta. Przysłowiowy Kowalski zaczął korzystać z telemedycyny w pandemii, ale został z nią na dłużej. Przez internet lub telefon może odbyć konsultację lekarską, dostać e-receptę oraz e-zwolnienie. Aby to zrobić nie musi stać w długiej kolejce.
 
Telemedycyna odciąża publiczną służbę zdrowia
Założeniem telemedycyny było odciążenie publicznej służby zdrowia, zwłaszcza w pandemii. Ale po pandemii okazało się, że Polacy nadal korzystają z tego rozwiązania. Z najnowszego badania opinii przeprowadzonego na zlecenie Erecept.pl wynika, że 83 proc. Polaków skorzystało już z konsultacji telemedycznej.[3] Aż 40,2 proc. rodaków korzysta z tego rozwiązania raz na kilka miesięcy, 22,4 proc. raz na pół roku, a 14,3 proc. raz w miesiącu lub częściej. Telemedycyna ratuje Polaków między innymi w sytuacjach awaryjnych, gdy kolejka na wizytę stacjonarną jest zbyt długa – tak odpowiedziało 52,6 proc. respondentów biorących udział w badaniu. Dodatkowo, w sytuacjach wykluczenia komunikacyjnego, gdy pacjent mieszka daleko od stacjonarnej placówki medycznej (14,7 proc.), podczas wakacji, gdy rodzina jest daleko od swojego lekarza POZ lub lekarza specjalisty oraz w innych przypadkach. W dużej mierze do przychodni telemedycznych zgłaszają się osoby, które potrzebują kontynuacji leczenia, czyli e-recepty na już przyjmowane leki, chociażby diabetologiczne (44,7 proc.) oraz na leki doraźne, chociażby na alergię (38 proc.).[4]
 
Limity wizyt telemedycznych zwiększą kolejki pod gabinetami
Rząd od dawna zapowiadał, że chce wprowadzić limity dotyczące wizyt telemedycznych. Naczelna Izba Lekarska zaproponowała wprowadzenie limitu liczby teleporad w ogólnej liczbie wszystkich porad, co ich zdaniem powinno wyeliminować firmy z zasady nastawione tylko na teleporady. Kolejną zmianą miałoby być wprowadzenie obowiązku posiadania stacjonarnego gabinetu, co miałoby wykluczyć dzialność firm telemedycznych, które funkcjonują tylko w sieci.

Tymczasem dr Krzysztof Łanda, przewodniczący Komisji Zdrowia BCC, wiceminister zdrowia w latach 2015-2017, założyciel Fundacji Watch Health Care, zapytany w rozmowie z Rynkiem Zdrowia o limity dotyczące liczby teleporad odpowiedział:

„Moim zdaniem to nie może być norma maksimum, jako nakaz dla lekarzy wypisujących recepty przez platformy cyfrowe, ale raczej wskaźnik w systemach kontroli, że może dochodzić do nieprawidłowości, jeśli wysoka norma zostanie przekroczona. Tzw. hurtowe wystawianie recept przez lekarzy jest nie tylko problemem platform do wystawiania recept przez internet, ale także praktyk prowadzonych stacjonarnie, w gabinetach lekarskich. Wysokie normy jako wskaźniki kontroli można rozważyć dla wszystkich praktyk lekarskich, ale dopiero po ich przetestowaniu w ramach pilotaży. Każde rozwiązanie, które ograniczy skuteczne leczenie i dostęp do potrzebnych leków jest złe”.[5]

Odniósł się również do samej procedury wystawienia recepty za pośrednictwem portali telemedycznych:
„Myślę, że większość osób, która wypowiada się w mediach, zatrzymała się tylko na ogólnej ankiecie wstępnej, gdyż potem trzeba wnieść opłatę i dopiero wtedy zaczyna się obszerna, główna ankieta medyczna. Sądzę, że jest wielu lekarzy, którzy w gabinetach, podczas bezpośredniej wizyty pacjenta, nie zbierają tak dużej ilości informacji, jakich dostarcza duża ankieta receptomatu. To oznacza, że wystawiają recepty w warunkach większej niepewności niż lekarz wystawiający receptę przez portal. Po drugie, elektroniczne systemy wystawiania recept ostrzegają lekarza w przypadku nieprawidłowości, a lekarz zawsze ma możliwość skontaktowania się bezpośrednio z pacjentem przed wystawieniem recepty (niektóre wręcz wymagają kontaktu z pacjentem obowiązkowo) lub może odmówić wystawienia recepty np. z uwagi na niewystarczającą ilość informacji o pacjencie i jego stanie zdrowia”.[6]
 
W kolejce można stracić zdrowie
Z badania opinii Erecept.pl wynika, że 53 proc. Polaków nie jest zadowolona z publicznej służby zdrowia. Z jakich powodów rodacy wybierają telemedycynę? Bo nie ma szybkich wolnych terminów u lekarza POZ lub specjalisty (52,6 proc.). Kolejne powody to brak sił (choroba), by dojechać do stacjonarnej placówki medycznej (47,4 proc.), kwestie finansowe (9,4 proc.), wykluczenie komunikacyjne (14,9 proc.). Warto podkreślić, że w pytaniu o powody dla których Polacy decydują się na konsultacjię telemedyczną ankietowani mieli możliwość wielokrotnego wyboru.[7] Z raportu Fundacji Watch Health Care wynika natomiast, że pacjent musi czekać na pojedyńcze świadczenie zdrowotne przeciętnie 3,6 miesiąca.[8] Tylko w ciągu jednego roku (2022 versus 2021) czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne wydłużył się o 6 dni, na badanie diagnostyczne o ponad 2 tygodnie, a na wizytę u specjalisty o ponad miesiąc. Najbadziej oblegani są między innymi neurochirurdzy z czasem oczekiwania na wizytę trwającym ponad 10 miesięcy.

– Kluczową rolą medycyny jest jej dostępność. Co z tego, że publiczna opieka zdrowotna funkcjonuje, skoro nie zawsze jest dostępna dla pacjenta dokładnie wtedy, gdy on tego potrzebuje? Z kolei rolą nowych technologii jest upowszechnianie, zwiększanie dostępności, automatyzowanie procesów. Telemedycyna być może jest wciąż postrzegana jako rozwiązanie nowe, ale ograniczanie czegoś co funkcjonuje dobrze i jest wsparciem dla pacjentów jest absolutnie niezrozumiałe – mówi Paweł Białas, Prezes Erecept.pl.

– Prawidłowo uregulowany rynek platform wspierania wystawiania recept przez lekarzy będzie miał niepomiernie więcej zalet niż generował ryzyka. W Polsce, gdzie do lekarza rodzinnego czeka się często tygodniami i miesiącami, a do specjalistów latami, receptomat ma ważną rolę społeczną do spełnienia. Chyba, że ktoś chce, żeby w Polsce ludzie nie byli leczeni, żeby cierpieli w kolejkach do lekarzy czy żeby rozwijało się samoleczenie w oparciu o leki sprowadzane pocztą z zagranicy – to byłoby najgorsze co może się wydarzyć – powiedział dr Krzysztof Łanda dla Rynku Zdrowia.[9]
 
 
 
[1] https://kb.pl/ceny/cenniki-medyczne/cennik-wizyt-lekarskich-w-calej-polsce-zobacz-ile-kosztuje-wizyta-u-specjalisty-_med/
[2] Rynek Zdrowia za Radiem Plus: https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/W-ciagu-miesiaca-ograniczenie-recept-z-internetu-Minister-zdrowia-zapowiada-limity-i-zakazy,244199,14.html
[3] Badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowane przez SW Research na zlecenie Erecept.pl w maju 2023 roku. Reprezentatywna grupa Polaków 18+. N=1000.
[4] Tamże.
[5] Rynekzdrowia.pl, Luiza Jakubiak,16.05.2023. Źródło: https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Landa-zdarza-sie-ze-lekarze-w-gabinetach-wystawiaja-recepty-w-warunkach-wiekszej-niepewnosci-niz-przez-receptomat,245412,6.html
[6] https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Landa-zdarza-sie-ze-lekarze-w-gabinetach-wystawiaja-recepty-w-warunkach-wiekszej-niepewnosci-niz-przez-receptomat,245412,6.html
[7] Badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowane przez SW Research na zlecenie Erecept.pl w maju 2023 roku. Reprezentatywna grupa Polaków 18+. N=1000.
[8] https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Ile-trzeba-czekac-na-wizyte-do-specjalisty-Kolejki-wydluzyly-sie-srednio-az-o-ponad-miesiac,239724,1.html
[9] https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Landa-zdarza-sie-ze-lekarze-w-gabinetach-wystawiaja-recepty-w-warunkach-wiekszej-niepewnosci-niz-przez-receptomat,245412,6.html
Dłuższe kolejki do lekarza, większy ruch w przychodniach, odległe terminy wizyt, dodatkowe koszty – eksperci ostrzegają, że wprowadzenie limitów dotyczących liczby konsultacji telemedycznych (takie zmiany rekomenduje m.in. Naczelna Izba Lekarska), w rezultacie uderzą w pacjentów. Polacy, którzy dotychczas korzystali z telemedycyny, wrócą do kolejek pod gabinetami lekarskimi. Za prywatną wizytę u lekarza specjalisty będą musieli zapłacić ok. 100-300 zł, a za konsultację telemedyczną płacili ok. 50-70 zł.[1]
Dyskusja o tym jak powinny działać przychodnie telemedyczne w Polsce wciąż trwa. Rząd planuje zmiany w receptach na leki psychotropowe. Od dawna zapowiada też, że chce wprowadzić limity dotyczące wizyt telemedycznych.[2] O jakich limitach mowa? Jeszcze nie wiadomo ilu pacjentów dziennie będzie mógł przyjąć lekarz na wizycie telemedycznej, ale eksperci podkreślają już dziś, że takie ograniczenia uderzą przede wszystkim w pacjenta. Przysłowiowy Kowalski zaczął korzystać z telemedycyny w pandemii, ale został z nią na dłużej. Przez internet lub telefon może odbyć konsultację lekarską, dostać e-receptę oraz e-zwolnienie. Aby to zrobić nie musi stać w długiej kolejce.
 
Telemedycyna odciąża publiczną służbę zdrowia
Założeniem telemedycyny było odciążenie publicznej służby zdrowia, zwłaszcza w pandemii. Ale po pandemii okazało się, że Polacy nadal korzystają z tego rozwiązania. Z najnowszego badania opinii przeprowadzonego na zlecenie Erecept.pl wynika, że 83 proc. Polaków skorzystało już z konsultacji telemedycznej.[3] Aż 40,2 proc. rodaków korzysta z tego rozwiązania raz na kilka miesięcy, 22,4 proc. raz na pół roku, a 14,3 proc. raz w miesiącu lub częściej. Telemedycyna ratuje Polaków między innymi w sytuacjach awaryjnych, gdy kolejka na wizytę stacjonarną jest zbyt długa – tak odpowiedziało 52,6 proc. respondentów biorących udział w badaniu. Dodatkowo, w sytuacjach wykluczenia komunikacyjnego, gdy pacjent mieszka daleko od stacjonarnej placówki medycznej (14,7 proc.), podczas wakacji, gdy rodzina jest daleko od swojego lekarza POZ lub lekarza specjalisty oraz w innych przypadkach. W dużej mierze do przychodni telemedycznych zgłaszają się osoby, które potrzebują kontynuacji leczenia, czyli e-recepty na już przyjmowane leki, chociażby diabetologiczne (44,7 proc.) oraz na leki doraźne, chociażby na alergię (38 proc.).[4]
 
Limity wizyt telemedycznych zwiększą kolejki pod gabinetami
Rząd od dawna zapowiadał, że chce wprowadzić limity dotyczące wizyt telemedycznych. Naczelna Izba Lekarska zaproponowała wprowadzenie limitu liczby teleporad w ogólnej liczbie wszystkich porad, co ich zdaniem powinno wyeliminować firmy z zasady nastawione tylko na teleporady. Kolejną zmianą miałoby być wprowadzenie obowiązku posiadania stacjonarnego gabinetu, co miałoby wykluczyć dzialność firm telemedycznych, które funkcjonują tylko w sieci.

Tymczasem dr Krzysztof Łanda, przewodniczący Komisji Zdrowia BCC, wiceminister zdrowia w latach 2015-2017, założyciel Fundacji Watch Health Care, zapytany w rozmowie z Rynkiem Zdrowia o limity dotyczące liczby teleporad odpowiedział:

„Moim zdaniem to nie może być norma maksimum, jako nakaz dla lekarzy wypisujących recepty przez platformy cyfrowe, ale raczej wskaźnik w systemach kontroli, że może dochodzić do nieprawidłowości, jeśli wysoka norma zostanie przekroczona. Tzw. hurtowe wystawianie recept przez lekarzy jest nie tylko problemem platform do wystawiania recept przez internet, ale także praktyk prowadzonych stacjonarnie, w gabinetach lekarskich. Wysokie normy jako wskaźniki kontroli można rozważyć dla wszystkich praktyk lekarskich, ale dopiero po ich przetestowaniu w ramach pilotaży. Każde rozwiązanie, które ograniczy skuteczne leczenie i dostęp do potrzebnych leków jest złe”.[5]

Odniósł się również do samej procedury wystawienia recepty za pośrednictwem portali telemedycznych:
„Myślę, że większość osób, która wypowiada się w mediach, zatrzymała się tylko na ogólnej ankiecie wstępnej, gdyż potem trzeba wnieść opłatę i dopiero wtedy zaczyna się obszerna, główna ankieta medyczna. Sądzę, że jest wielu lekarzy, którzy w gabinetach, podczas bezpośredniej wizyty pacjenta, nie zbierają tak dużej ilości informacji, jakich dostarcza duża ankieta receptomatu. To oznacza, że wystawiają recepty w warunkach większej niepewności niż lekarz wystawiający receptę przez portal. Po drugie, elektroniczne systemy wystawiania recept ostrzegają lekarza w przypadku nieprawidłowości, a lekarz zawsze ma możliwość skontaktowania się bezpośrednio z pacjentem przed wystawieniem recepty (niektóre wręcz wymagają kontaktu z pacjentem obowiązkowo) lub może odmówić wystawienia recepty np. z uwagi na niewystarczającą ilość informacji o pacjencie i jego stanie zdrowia”.[6]
 
W kolejce można stracić zdrowie
Z badania opinii Erecept.pl wynika, że 53 proc. Polaków nie jest zadowolona z publicznej służby zdrowia. Z jakich powodów rodacy wybierają telemedycynę? Bo nie ma szybkich wolnych terminów u lekarza POZ lub specjalisty (52,6 proc.). Kolejne powody to brak sił (choroba), by dojechać do stacjonarnej placówki medycznej (47,4 proc.), kwestie finansowe (9,4 proc.), wykluczenie komunikacyjne (14,9 proc.). Warto podkreślić, że w pytaniu o powody dla których Polacy decydują się na konsultacjię telemedyczną ankietowani mieli możliwość wielokrotnego wyboru.[7] Z raportu Fundacji Watch Health Care wynika natomiast, że pacjent musi czekać na pojedyńcze świadczenie zdrowotne przeciętnie 3,6 miesiąca.[8] Tylko w ciągu jednego roku (2022 versus 2021) czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne wydłużył się o 6 dni, na badanie diagnostyczne o ponad 2 tygodnie, a na wizytę u specjalisty o ponad miesiąc. Najbadziej oblegani są między innymi neurochirurdzy z czasem oczekiwania na wizytę trwającym ponad 10 miesięcy.

– Kluczową rolą medycyny jest jej dostępność. Co z tego, że publiczna opieka zdrowotna funkcjonuje, skoro nie zawsze jest dostępna dla pacjenta dokładnie wtedy, gdy on tego potrzebuje? Z kolei rolą nowych technologii jest upowszechnianie, zwiększanie dostępności, automatyzowanie procesów. Telemedycyna być może jest wciąż postrzegana jako rozwiązanie nowe, ale ograniczanie czegoś co funkcjonuje dobrze i jest wsparciem dla pacjentów jest absolutnie niezrozumiałe – mówi Paweł Białas, Prezes Erecept.pl.

– Prawidłowo uregulowany rynek platform wspierania wystawiania recept przez lekarzy będzie miał niepomiernie więcej zalet niż generował ryzyka. W Polsce, gdzie do lekarza rodzinnego czeka się często tygodniami i miesiącami, a do specjalistów latami, receptomat ma ważną rolę społeczną do spełnienia. Chyba, że ktoś chce, żeby w Polsce ludzie nie byli leczeni, żeby cierpieli w kolejkach do lekarzy czy żeby rozwijało się samoleczenie w oparciu o leki sprowadzane pocztą z zagranicy – to byłoby najgorsze co może się wydarzyć – powiedział dr Krzysztof Łanda dla Rynku Zdrowia.[9]
 
 
 
[1] https://kb.pl/ceny/cenniki-medyczne/cennik-wizyt-lekarskich-w-calej-polsce-zobacz-ile-kosztuje-wizyta-u-specjalisty-_med/
[2] Rynek Zdrowia za Radiem Plus: https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/W-ciagu-miesiaca-ograniczenie-recept-z-internetu-Minister-zdrowia-zapowiada-limity-i-zakazy,244199,14.html
[3] Badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowane przez SW Research na zlecenie Erecept.pl w maju 2023 roku. Reprezentatywna grupa Polaków 18+. N=1000.
[4] Tamże.
[5] Rynekzdrowia.pl, Luiza Jakubiak,16.05.2023. Źródło: https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Landa-zdarza-sie-ze-lekarze-w-gabinetach-wystawiaja-recepty-w-warunkach-wiekszej-niepewnosci-niz-przez-receptomat,245412,6.html
[6] https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Landa-zdarza-sie-ze-lekarze-w-gabinetach-wystawiaja-recepty-w-warunkach-wiekszej-niepewnosci-niz-przez-receptomat,245412,6.html
[7] Badanie opinii „Telemedycyna oczami Polaków” zrealizowane przez SW Research na zlecenie Erecept.pl w maju 2023 roku. Reprezentatywna grupa Polaków 18+. N=1000.
[8] https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Ile-trzeba-czekac-na-wizyte-do-specjalisty-Kolejki-wydluzyly-sie-srednio-az-o-ponad-miesiac,239724,1.html
[9] https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Landa-zdarza-sie-ze-lekarze-w-gabinetach-wystawiaja-recepty-w-warunkach-wiekszej-niepewnosci-niz-przez-receptomat,245412,6.html
W tym roku minęło dokładnie dziesięć lat od uruchomienia przez Medicover narzędzia z zakresu telemedycyny, jakim jest czat online z lekarzem. Dziś świadczeń z zakresu telemedycyny udziela kilka tysięcy lekarzy Medicover, diagnozowanie i leczenie „na odległość” to kluczowy element modelu opieki nad pacjentem, a firma nie ustaje w testowaniu coraz to nowych zdobyczy „medycyny przyszłości”.

Dokładnie dziesięć lat temu przełomowym narzędziem telemedycznym, zastosowanym przez Medicover na większą skalę, był czat online z lekarzem POZ (2012 r.). Jednak firma rozpoczęła eksplorację potencjału zdalnej opieki medycznej jeszcze wcześniej, począwszy od 2006 r., wdrażając Elektroniczną Historię Choroby (EMR), a następnie rozwiązania pozwalające na kontakt na odległość: przesyłanie zapytań bezpośrednio do lekarza, czy umożliwiające udzielanie komentarzy do badań online. Innym rozwiązaniem z zakresu e-Zdrowia było wprowadzenie zdalnego opisu badań radiologicznych.

 
Inauguracja przełomowego, jak na owe czasy i uwarunkowania rynkowe, narzędzia, jakim był czat z lekarzem pierwszego kontaktu online, doprowadziło Medicover do opracowania i wdrożenia m.in.: czatów z lekarzami innych specjalizacji (2013 r.) oraz wideokonsultacji i  teleporad (2014-15 r.). Popularność e-rozwiązań była katalizatorem rozwoju profesjonalnych platform obsługi pacjenta – portalu i aplikacji mobilnej Medicover OnLine (2016-2017). Rok 2018 zapoczątkował dla Medicover integrację własnych systemów z infrastrukturą usług cyfrowych e-Zdrowia systemu publicznego, tak przełomowych jak e-Zwolnienie Lekarskie czy e-Recepta.

Pandemia koronawirusa (2020 r.) była impulsem do dynamicznego rozwoju oferty usług telemedycznych w Medicover i całym sektorze ochrony zdrowia w związku z obowiązującymi w tym czasie obostrzeniami sanitarnymi.

W tym czasie Medicover wyposażył w urządzenia telemedyczne  ponad trzy tysiące lekarzy, co pozwoliło na uruchomienie bezpiecznych porad telefonicznych z lekarzami internistami, rodzinnymi czy  specjalistami.

Dzięki konsultacjom zdalnym pacjent mógł nie tylko otrzymać od lekarza poradę i zalecenia medyczne, ale również e-Receptę, e-Zwolnienie, czy e-Skierowanie jeśli wskazane były dodatkowe badania lub bezpośrednia wizyta w centrum medycznym.

Pacjenci szybko docenili możliwości, jakie niesie ze sobą telemedycyna, co odzwierciedlały wyniki badań satysfakcji. W okresie pandemii Medicover odnotował 20-krotny wzrost liczby porad telefonicznych, a zainteresowanie i wysoka satysfakcja z opieki zdalnej nadal utrzymuje na wysokim poziomie.

10 lat rozwoju telemedycyny w Medicover w Polsce

10 lat rozwoju telemedycyny w Medicover w Polsce

– W tym roku mija symboliczne dziesięć  lat od naszych pierwszych poważnych kroków w obszarze rozwiązań telemedycznych i e-zdrowia. W sektorze ochrony zdrowia, jak i w technologii, taki czas to niemal cała epoka. Dlatego patrząc na naszą historię, odczuwam dużą satysfakcję wynikającą z faktu, że wdrażane przez Medicover rozwiązania były nie tylko po częstokroć pionierskie, ale i definiowały  kształt modelu opieki nad pacjentem z uwzględnieniem e-rozwiązań, które dziś są kluczowym elementem całego systemu – komentuje dr n. med. Piotr Soszyński, Dyrektor Departamentu Strategicznego Doradztwa Medycznego w Medicover w Polsce.

– Mamy świadomość, że cyfrowa transformacja w ochronie zdrowia to długi, wieloetapowy proces. Dlatego w Medicover od lat niezmiennie stawiamy na samorozwój, innowacyjne rozwiązania i  rozwijamy naszą ofertę w zakresie telemedycyny. Mając ponad dekadę doświadczeń w tym obszarze, jesteśmy rzetelnie przygotowani do reagowania na nowe uwarunkowania i chcemy nadal aktywnie kształtować przyszłość telemedycyny. Obecnie pracujemy nad obszarem zdalnego monitorowania pacjentów z chorobami przewlekłymi, czy rozwiązaniami dla poszczególnych specjalności, jak np. teledermatologia – dodaje.

Równolegle do testów i wdrożeń nowych narzędzi, firma dąży do doskonalenia przyjętego modelu opieki nad pacjentem, który łączy telediagnostykę z wizytami stacjonarnymi. Jak twierdzi dr n. med. Piotr Soszyński, taki „hybrydowy” model to przyszłość opieki zdrowotnej w obszarze usług ambulatoryjnych.

W tym roku minęło dokładnie dziesięć lat od uruchomienia przez Medicover narzędzia z zakresu telemedycyny, jakim jest czat online z lekarzem. Dziś świadczeń z zakresu telemedycyny udziela kilka tysięcy lekarzy Medicover, diagnozowanie i leczenie „na odległość” to kluczowy element modelu opieki nad pacjentem, a firma nie ustaje w testowaniu coraz to nowych zdobyczy „medycyny przyszłości”.

Dokładnie dziesięć lat temu przełomowym narzędziem telemedycznym, zastosowanym przez Medicover na większą skalę, był czat online z lekarzem POZ (2012 r.). Jednak firma rozpoczęła eksplorację potencjału zdalnej opieki medycznej jeszcze wcześniej, począwszy od 2006 r., wdrażając Elektroniczną Historię Choroby (EMR), a następnie rozwiązania pozwalające na kontakt na odległość: przesyłanie zapytań bezpośrednio do lekarza, czy umożliwiające udzielanie komentarzy do badań online. Innym rozwiązaniem z zakresu e-Zdrowia było wprowadzenie zdalnego opisu badań radiologicznych.

 
Inauguracja przełomowego, jak na owe czasy i uwarunkowania rynkowe, narzędzia, jakim był czat z lekarzem pierwszego kontaktu online, doprowadziło Medicover do opracowania i wdrożenia m.in.: czatów z lekarzami innych specjalizacji (2013 r.) oraz wideokonsultacji i  teleporad (2014-15 r.). Popularność e-rozwiązań była katalizatorem rozwoju profesjonalnych platform obsługi pacjenta – portalu i aplikacji mobilnej Medicover OnLine (2016-2017). Rok 2018 zapoczątkował dla Medicover integrację własnych systemów z infrastrukturą usług cyfrowych e-Zdrowia systemu publicznego, tak przełomowych jak e-Zwolnienie Lekarskie czy e-Recepta.

Pandemia koronawirusa (2020 r.) była impulsem do dynamicznego rozwoju oferty usług telemedycznych w Medicover i całym sektorze ochrony zdrowia w związku z obowiązującymi w tym czasie obostrzeniami sanitarnymi.

W tym czasie Medicover wyposażył w urządzenia telemedyczne  ponad trzy tysiące lekarzy, co pozwoliło na uruchomienie bezpiecznych porad telefonicznych z lekarzami internistami, rodzinnymi czy  specjalistami.

Dzięki konsultacjom zdalnym pacjent mógł nie tylko otrzymać od lekarza poradę i zalecenia medyczne, ale również e-Receptę, e-Zwolnienie, czy e-Skierowanie jeśli wskazane były dodatkowe badania lub bezpośrednia wizyta w centrum medycznym.

Pacjenci szybko docenili możliwości, jakie niesie ze sobą telemedycyna, co odzwierciedlały wyniki badań satysfakcji. W okresie pandemii Medicover odnotował 20-krotny wzrost liczby porad telefonicznych, a zainteresowanie i wysoka satysfakcja z opieki zdalnej nadal utrzymuje na wysokim poziomie.

10 lat rozwoju telemedycyny w Medicover w Polsce

10 lat rozwoju telemedycyny w Medicover w Polsce

– W tym roku mija symboliczne dziesięć  lat od naszych pierwszych poważnych kroków w obszarze rozwiązań telemedycznych i e-zdrowia. W sektorze ochrony zdrowia, jak i w technologii, taki czas to niemal cała epoka. Dlatego patrząc na naszą historię, odczuwam dużą satysfakcję wynikającą z faktu, że wdrażane przez Medicover rozwiązania były nie tylko po częstokroć pionierskie, ale i definiowały  kształt modelu opieki nad pacjentem z uwzględnieniem e-rozwiązań, które dziś są kluczowym elementem całego systemu – komentuje dr n. med. Piotr Soszyński, Dyrektor Departamentu Strategicznego Doradztwa Medycznego w Medicover w Polsce.

– Mamy świadomość, że cyfrowa transformacja w ochronie zdrowia to długi, wieloetapowy proces. Dlatego w Medicover od lat niezmiennie stawiamy na samorozwój, innowacyjne rozwiązania i  rozwijamy naszą ofertę w zakresie telemedycyny. Mając ponad dekadę doświadczeń w tym obszarze, jesteśmy rzetelnie przygotowani do reagowania na nowe uwarunkowania i chcemy nadal aktywnie kształtować przyszłość telemedycyny. Obecnie pracujemy nad obszarem zdalnego monitorowania pacjentów z chorobami przewlekłymi, czy rozwiązaniami dla poszczególnych specjalności, jak np. teledermatologia – dodaje.

Równolegle do testów i wdrożeń nowych narzędzi, firma dąży do doskonalenia przyjętego modelu opieki nad pacjentem, który łączy telediagnostykę z wizytami stacjonarnymi. Jak twierdzi dr n. med. Piotr Soszyński, taki „hybrydowy” model to przyszłość opieki zdrowotnej w obszarze usług ambulatoryjnych.