Medicalpress
Niedobory nie zawsze zaczynają się po urodzeniu. Czasem są skutkiem decyzji podejmowanych przez otoczenie matki. Badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu ujawniają, jak bierna ekspozycja ciężarnej kobiety na dym tytoniowy może wpłynąć na jeden z kluczowych pierwiastków w organizmie dziecka – selen, od którego zależą m.in. odporność, metabolizm i ochrona przed stresem oksydacyjnym.
Choć selen należy do grupy pierwiastków śladowych, jego znaczenie dla zdrowia trudno przecenić. Bierze udział w regulacji układu odpornościowego i wspiera rozwój neurologiczny. Niedobór selenu może zwiększać ryzyko infekcji, chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów czy zaburzeń neurologicznych.

Tym większe znaczenie ma fakt, że aż 2/3 dzieci objętych badaniem miało zbyt niskie stężenie selenu we krwi. A jeden z najważniejszych czynników ryzyka był zaskakujący: ekspozycja na dym tytoniowy, jeszcze w życiu płodowym.

Śląskie dzieci pod lupą
Zespół pod kierunkiem prof. Pawła Gać i prof. Krystyny Pawlas zbadał 299 dzieci w wieku wczesnoszkolnym z terenów uprzemysłowionych. Sprawdzano nie tylko stężenie selenu we krwi, ale też dokładnie analizowano historię ekspozycji matek na dym tytoniowy w czasie ciąży –  zarówno czynnej, jak i biernej.

Dzieci, których matki były narażone na dym w ciąży, miały znacząco niższe stężenie selenu. Różnice były istotne statystycznie – niezależnie od tego, czy matka paliła aktywnie, czy jedynie przebywała  w zadymionym otoczeniu.

Co ważne: aktualna ekspozycja dziecka na dym (np. w domu) nie miała już wpływu na stężenie selenu. Kluczowy był okres prenatalny.
– Protokół badania nie uwzględniał podziału na trymestry, więc nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, który okres ciąży może być najbardziej wrażliwy na działanie dymu w kontekście stężenia selenu  u dziecka – mówi prof. dr hab. Paweł Gać, kierownik Katedry Zdrowia Środowiskowego, Medycyny Pracy i Epidemiologii na Wydziale Nauk o Zdrowiu UMW. – To ważny problem badawczy i potencjalny kierunek dalszych analiz.

Dlaczego to takie istotne?
Dym papierosowy to źródło wolnych rodników i substancji toksycznych, które mogą prowadzić do stresu oksydacyjnego. Selen jest jednym z głównych antyoksydantów, a więc w obliczu ekspozycji na dym, jego zasoby mogą być szybciej zużywane przez organizm. W ciąży dodatkowo dochodzi do zaburzeń transportu mikroelementów przez łożysko.

Autorzy badania wskazują, że prenatalna ekspozycja na dym tytoniowy powinna być uznawana za niezależny czynnik ryzyka niedoboru selenu u dziecka. A ponieważ selen wpływa m.in. na rozwój układu odpornościowego i nerwowego, konsekwencje mogą być długofalowe.

Wnioski dla zdrowia publicznego
Tylko 33,8 proc. badanych dzieci miało prawidłowe stężenie selenu we krwi (≥80 μg/L). Ekspozycja prenatalna na dym tytoniowy obniżała stężenie tego pierwiastka we krwi średnio o 4–6 μg/L. Niezależnymi czynnikami ryzyka niedoboru selenu były: starszy wiek dziecka, niedowaga oraz narażenie matki na dym papierosowy w ciąży.

Badacze apelują o włączenie oceny narażenia na dym tytoniowy do standardowych procedur opieki prenatalnej. Ich zdaniem, działania edukacyjne i profilaktyczne mogą realnie wpłynąć na zdrowie przyszłych pokoleń. Warto też rozważyć suplementację selenu w grupach ryzyka –  choć to wymaga dalszych badań.

– Rozważamy starania o pozyskanie grantu na ponowną ocenę badanej grupy dzieci pod kątem follow-upu – zapowiada prof. Gać. – Ocena, czy obniżone stężenie selenu we krwi utrzymuje się w kolejnych latach i przekłada na konkretne problemy zdrowotne, byłaby niewątpliwie ciekawa.

Dym papierosowy to nie tylko kwestia zapachu czy nałogu. W przypadku kobiet w ciąży to realne, biologiczne zagrożenie, które może obniżyć kluczowe rezerwy odporności dziecka na lata.

Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, jak wcześnie i jak subtelnie mogą zaczynać się nierówności zdrowotne – nawet zanim dziecko przyjdzie na świat.

 
Materiał powstał na podstawie publikacji:
Prenatal environmental tobacco smoke exposure: a predictor of blood selenium levels in children.
Gać P, Fułek M, Żórawik A, Poręba R, Pawlas K, Pawlas N. Front Public Health. 2025
źródło: UMW
Wykrycie wad wrodzonych serca u płodu pozwala na szybkie wdrożenie leczenia i doprowadzenie do urodzenia dziecka, które będzie miało dużo lepsze rokowania. W Polsce znacząco poprawia się skuteczność diagnostyczna, a lekarzy coraz mocniej będzie w tym wspierać sztuczna inteligencja. Wciąż jednak przeprowadza się za mało badań prenatalnych, takich jak echokardiografia płodu.

 Przypadki wrodzonych wad serca stanowią olbrzymie wyzwanie w badaniach przedurodzeniowych. Średnia wykrywalność ogólnoświatowa jest na poziomie 40 proc., czyli jest bardzo niezadowalająca. Jest ona zależna od kraju i systemu edukacyjnego w danym regionie. Zespół niedorozwoju lewego serca, który jest wadą stosunkowo łatwo wpadającą w oko badającego, w regionie Rhône we Francji ma wykrywalność około 98 proc., a ta sama wada wykrywana na Słowacji ma wydolność około 25 proc. Polska jest krajem, gdzie ta wykrywalność rośnie – mówi dr hab. n. med. Marcin Wiecheć z Katedry Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum i przewodniczący Sekcji Ultrasonografii Polskiego Towarzystwa Ginekologii i Położnictwa.

Poprawę w skuteczności polskiej diagnostyki prenatalnej widać w danych raportowanych w Europejskim Rejestrze EUROCAT. W przypadku bardzo poważnej wady, jaką jest przełożenie wielkich pni tętniczych, 20 lat temu Polska osiągała wykrywalność na poziomie 36 proc. Ostatnie aktualizacje pokazują, że wzrosła ona do 66 proc. W ocenie eksperta wynik powyżej 70 proc. będzie już świadczył o sukcesie, a celem jest przekroczenie 90 proc. Niewątpliwy wpływ na zwiększenie skuteczności diagnostycznej mają nowe technologie. Duże nadzieje w związku z tym pokładane są w algorytmach sztucznej inteligencji wspierających lekarzy w interpretacji wyników badań.

 Uczestniczymy ostatnio w projekcie sztucznej inteligencji po to, żeby stworzyć takiego cyfrowego przyjaciela dla lekarza badającego, szczególnie lekarza pierwszej linii, bo on jest najbardziej wystawiony na trudność w związku z wychwyceniem cech podejrzanych o wadę wrodzoną serca. Więc taki wirtualny przyjaciel w formie algorytmu sztucznej inteligencji może go bardzo mocno wspierać i nad tym właśnie pracujemy – podkreśla prof. Marcin Wiecheć.

Według Mordor Intelligence rynek obrazowania medycznego opartego na AI osiągnie w 2025 roku 7,52 mld dol. przychodów, a do 2030 roku wzrośnie do ponad 26 mld dol. Fundacja Serce Dziecka w ramach programu InteliCardio prowadzi szkolenia, dzięki którym pracownicy ochrony zdrowia będą mogli rozwinąć kompetencje w zakresie możliwości wykorzystania systemów SI dla poprawy diagnostyki wrodzonych wad serca. Ich stwierdzenie na etapie prenatalnym pozwala na interwencję jeszcze przed narodzeniem dziecka.

 Kardiologia prenatalna jest bardzo szeroką dziedziną, dziedziną interdyscyplinarną, którą z jednej strony tworzą lekarze ginekolodzy, położnicy, którzy zajmują się diagnostyką prenatalną i współpracują ściśle z ośrodkami kardiologii dziecięcej i kardiochirurgii, a z drugiej strony kardiolodzy dziecięcy. Badania są wykonywane przez perinatologów, genetyków klinicznych. Tak więc jest to gałąź, która łączy szereg specjalności i szereg aspektów związanych z wadami wrodzonymi serca. Polska jest jednym z czołowych krajów w tym zakresie, mamy 14 ekspertów, którzy wspierają praktycznie ogólnokrajową opiekę nad płodami, które są podejrzane bądź u których wychwycono wadę wrodzoną serca. Ten model cały czas się rozwija i coraz więcej jest też ośrodków pierwszej linii, ośrodków, które są doświadczone w tzw. przesiewowym badaniu serca – zauważa ekspert Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum.

Jak dodaje, wciąż za rzadko w Polsce wykonuje się badanie echokardiograficzne płodu, kluczowe dla wykrycia wad wrodzonych. Jednocześnie coraz więcej lekarzy stoi na stanowisku, że takie badanie powinno być przeprowadzane rutynowo u kobiet w ciąży, a nie tylko w sytuacjach takich jak choroby ogólne czy internistyczne, leczenie metodami wspomaganego rozrodu czy nieprawidłowości w badaniach przesiewowych.

– Tak naprawdę poszerza się liczba wskazań do badania echo płodu. Ostatnie standardy międzynarodowe Towarzystwa ISUOG [The International Society of Ultrasound in Obstetrics & Gynecology – red.] mówią o tym, żeby obniżyć próg po to, żeby wykrywać coraz więcej wad. Dlatego im więcej ciężarnych będzie miało świadomość, że badanie echokardiograficzne płodu jest ważne, tym będziemy lepiej wykrywać i będziemy zapewniać naszym pacjentkom, a przede wszystkim ich dzieciom, lepszą opiekę kardiologiczną i kardiochirurgiczną, jeśli tego będą wymagać – wskazuje prof. Marcin Wiecheć.

Jak podkreśla, w Polsce jest znakomita kadra kardiologów i kardiochirurgów dziecięcych. Choć nie jest ona wystarczająco liczna, należy do wiodących w Europie.

– Liczba przypadków dzieci urodzonych z wadami wrodzonymi daje możliwość rozwoju zarówno dziedziny kardiologii dziecięcej, jak i kardiochirurgii. Techniki operacyjne się zmieniają, są sytuacje, gdzie kardiochirurgia nie jest wydolna, natomiast w większości przypadków WWS, gdzie jest komunikacja międzykomorowa,międzyprzedsionkowa, kardiochirurdzy bez problemu, jeśli są warunki techniczne, są w stanie zamykać tego typu połączenia – mówi ekspert. – Zdarza się czasem tak, że problem dotyczy samego mięśnia sercowego i wówczas kardiochirurgia jest bezradna. Kiedy jednak rozmawiamy ze współpracującymi kardiochirurgami, mówią, że bardzo wiele wad w tym momencie jest możliwych do leczenia i widzimy też bardzo dobre efekty tego postępowania terapeutycznego, bo stale śledzimy losy naszych pacjentów. Pozwala na to Ogólnopolski Rejestr Patologii Kardiologicznych u płodów.

źródło: Newseria.pl

Układ odpornościowy dziecka rozwija się przez pierwszych kilka lat życia. Niektórzy twierdzą, że trwa to nawet do 12. roku życia. W tym czasie organizm dziecka rozwija się i „uczy”, jak sobie radzić z groźnymi bakteriami i wirusami. To oznacza, że przez pierwsze miesiące po urodzeniu noworodki i niemowlęta są bardzo narażone na infekcje, bo ich maleńki organizm jeszcze nie jest w stanie poradzić sobie z groźnymi bakteriami i wirusami. W jaki sposób można je wtedy ochronić?
W 3. trymestrze ciąży płód otrzymuje przeciwciała od matki, które po urodzeniu stanowią dla niego tarczę ochronną. Ważne, aby było ich jak najwięcej, by mogły chronić dziecko przed jak największą liczbą patogenów. Dlatego kobieta w ciąży powinna się szczepić, aby wytworzyć przeciwciała, które przekaże swojemu maleństwu. Przed jakimi chorobami można zabezpieczyć dziecko szczepiąc jego mamę w ciąży? Jak to się dzieje, że szczepiąc kobietę w ciąży chronimy dziecko? Ile czasu trwa ochrona? Czy szczepienia w ciąży są bezpieczne?

Na te pytania odpowiada prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś, krajowy konsultant w dziedzinie perinatologii.

Panie Profesorze, które choroby zakaźne są szczególnie niebezpiecznie dla dziecka, a przed którymi możemy zaszczepić kobietę w ciąży, aby chronić jej dziecko?
Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś: Dziecko rodzi się z układem odpornościowym, który jeszcze nie umie sobie radzić z bakteriami i wirusami. Szczepienia, które pozwolą uczyć się tej obrony
są podawane dziecku dopiero od 6. tygodniu życia, oczywiście oprócz szczepienia przeciwko gruźlicy i WZW typu B, bo te są podawane w pierwszych dniach życia. A więc do czasu, gdy zaczniemy szczepić dziecko, każda infekcja jest dla niego niebezpieczna – szczególnie krztusiec, grypa, czy infekcje układu oddechowego. Przed niektórymi chorobami niebezpiecznymi dla dziecka możemy zaszczepić jego matkę jeszcze w trakcie ciąży, a przeciwciała przekazane przez matkę chronią dziecko po urodzeniu. Mówimy tu o grypie, COVID-19, krztuścu czy RSV.

Jak to się dzieje, że szczepiąc kobietę w ciąży chronimy dziecko?
M.W.: Szczepienie mobilizuje organizm do wytworzenia przeciwciał, które potem są gotowe do walki
z patogenem. Jeżeli zaszczepimy kobietę w ciąży, to przeciwciała przez nią wytworzone są przez łożysko przekazywane dziecku i w ten sposób dziecko jest chronione przez pierwsze miesiące życia przed tymi chorobami, na które zaszczepi się matka.

Dlaczego to ważne, aby zabezpieczyć dziecko poprzez przeciwciała wytworzone i przekazane przez matkę? Czy nie wystarczą szczepienia w ramach Programu Szczepień Ochronnych, które podaje się dziecku po urodzeniu?
M.W.: Szczepienia w ramach PSO rozpoczynają się w 6. tygodniu życia, oprócz szczepienia przeciwko gruźlicy i WZW typu B. Do czasu pierwszego szczepienia dziecko nie jest zabezpieczane przed groźnymi chorobami, takimi jak błonica, tężec, krztusiec, pneumokoki czy polio. Szczepionkę przeciwko grypie można podać dopiero w 6. miesiącu życia. To jest czas, kiedy układ odpornościowy dziecka dopiero się rozwija i uczy radzić sobie z infekcjami. Dziecko nie zabezpieczone w żaden sposób, jest więc bardzo narażone na zakażenia i ciężki przebieg infekcji. Jeżeli istnieje możliwość przekazania mu przeciwciał wytworzonych w ciąży przez matkę, to warto z tego skorzystać. Szczepienie matki w ciąży może zapewnić ochronę do czasu, gdy niemowlę osiągnie odpowiedni wiek, aby otrzymać własne szczepionki np. przeciwko krztuścowi, przeciwko grypie, czy COVID-19, a do tego czasu, kiedy infekcja mogłaby przebiegać najciężej, będzie chronione przez przeciwciała przekazane przez mamę.

Co z wirusem RS? Czy jest niebezpieczny dla dziecka?
M.W.: Wirus RS może być groźny dla każdego, kto ulegnie zakażeniu, ale jest szczególnie groźny dla najmniejszych dzieci, osób starszych po 60. roku życia i osób z obniżoną odpornością. To wirus nabłonka oddechowego, który może wywoływać ciężkie infekcji dolnych dróg oddechowych i doprowadzić do ich zniszczenia. Pamiętajmy, że mówimy o maleńkich dzieciach, których drogi oddechowe dopiero się w pełni kształtują. A więc infekcja, która sprawia, że są one dodatkowo zwężone poprzez wydzielinę powstałą w jej trakcie może być bardzo niebezpieczna dla dziecka.

Kiedy kobieta w ciąży powinna się zaszczepić przeciwko RSV, aby ochronić dziecko?
M.W.: Zaleca się wykonywać szczepienia w 3. trymestrze ciąży. Towarzystwa naukowe mówią o przedziale 32.-36. tydzień ciąży. Wtedy jest czas, aby przed porodem kobieta wytworzyła przeciwciała i zdążyła je przekazać dziecku. Potrzeba ok. 12 dni na wytworzenie przeciwciał po szczepieniu.

Jak długo trwa ochrona?
M.W.: Poziomy przeciwciał wytworzonych przez kobietę w wyniku szczepienia i przekazane dziecku utrzymują się przez ok. 6 miesięcy po urodzeniu i w tym czasie zapewniają ochronę. Oczywiście poziom przeciwciał spada z czasem, a wiec jest najwyższy zaraz po urodzeniu. Ale jest to czas, kiedy te przeciwciała są dziecku najbardziej potrzebne.

Jak szczepienie kobiet w ciąży wpływa na zmniejszenie liczby zakażeń i hospitalizacji z powodu RSV wśród najmniejszych dzieci?
M.W.: Wyniki badań potwierdzają skuteczność ochrony dziecka przed RSV po zaszczepieniu jego matki w ciąży. Pojedyncza dawka szczepionki podana kobiecie w ciąży, w porównaniu z placebo, zmniejsza ryzyko ciężkiego zakażenia dolnych dróg oddechowych o etiologii RSV u dziecka o ponad 80% w pierwszych 3 miesiącach życia oraz o prawie 70% w pierwszych 6 miesiącach życia.

Czy szczepienie w ciąży jest bezpieczne?
M.W.: Bezpieczeństwo szczepień dla kobiet w ciąży to priorytet przy ich konstruowaniu i wytwarzaniu. Wszystkie szczepionki, a dla kobiet w ciąży szczególnie, przechodzą szereg badań potwierdzających ich bezpieczeństwo. Nie wykazano negatywnego wpływu szczepień na rozwój płodowy dziecka, czy jego rozwój po urodzeniu.

Szczepienia przeciwko którym chorobom zakaźnym są dostępne w Polsce dla kobiet w ciąży?
M.W.: W tej chwili kobiety w ciąży mogą skorzystać z bezpłatnego szczepienia przeciwko krztuścowi, grypie i COVID-19. Szczepionka przeciwko RSV jest płatna, ale trwa proces refundacyjny, który mam nadzieję obniży cenę tej szczepionki. Niestety chęć kobiet w ciąży do szczepień jest niewielka, dlatego ta forma ochrony dziecka przed wirusem RS powinna być dodatkowa, obok dostępu do przeciwciał monoklonalnych, które dziecko może otrzymać po urodzeniu.
 
Co można zrobić, aby zwiększyć zainteresowanie przyszłych mam szczepieniami w ciąży?
M.W.: Wyzwań związanych ze szczepieniami kobiet w ciąży jest kilka. Przede wszystkim należy popracować nad postawą położników i położnych oraz lekarzy rodzinnych, aby oni byli przekonani do potrzeby szczepienia swoich pacjentek. Potrzebna jest też wiedza na temat skuteczności i bezpieczeństwa szczepień w ciąży, która będzie oparta na odpowiedniej wiedzy medycznej.

źródło: Koalicja dla Wcześniaka

Maleńkie dziecko otoczone serduszkami, które układają się w czterolistną koniczynkę, a obok ręce otulające to kruche i delikatne maleństwo to najnowsza grafika przygotowana specjalnie dla wcześniaków przez wybitnego polskiego artystę i plakacistę – Andrzeja Pągowskiego. Została ona przygotowana na prośbę Fundacji Koalicja dla wcześniaka, która od 12 lat z sercem wspiera wcześniaki i ich rodziców. Grafika w postaci plakatów i przypinek będzie zdobiła oddziały neonatologiczne w całej Polsce.
Pan Andrzej Pągowski po raz drugi przygotował dla nas przepiękną grafikę, która symbolizuje opiekę nad najmniejszymi dziećmi, ale także wyjątkowość tych, którzy przyszli na świat przedwcześnie. Cieszymy się, że w przededniu Światowego Dnia Wcześniaka, który obchodzimy 17 listopada, możemy przekazać ją lekarzom, pielęgniarkom, a także rodzicom wcześniaków. Bo każdy wcześniak jest wyjątkowy i jest ogromną radością, szczęściem i dumą swoich rodziców, choć na początku swojej drogi potrzebuje, aby otulić go szczególną troską i opieką – powiedziała prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

–Tegoroczna grafika jest kontynuacją mojej współpracy z Fundacją Koalicja dla wcześniaka. W pandemii stworzyłem tulipana z maleńkim dzieckiem wewnątrz kwiatostanu, z otulającymi go symbolicznie dłońmi. Tulipan – od tulenia, miłości, ochrony, dłonie – symbol opieki i troski o dziecko – rodziców, lekarzy, pielęgniarek, wszystkich, którzy wspierają i pomagają, w tym Koalicji dla wcześniaka. W tym roku postanowiłem dać wcześniakom i ich rodzicom przynoszącą szczęście czterolistną koniczynkę. Jej płatki tworzą 4 serca, z których jedno jest fioletowe – bo to kolor wcześniaków. W centrum koniczynki ponownie pojawia się maleńki, przedwcześnie urodzony Człowiek. Dlaczego koniczyna? Bo poza cudem przyjścia na świat, poza fachową wiedzą lekarzy, którzy ratują dzieci przedwcześnie urodzone, potrzeba szczęścia – do ludzi, do zdarzeń, szczęścia od losu, by nieść ciężki bagaż wcześniactwa. Dlaczego płatki są stworzone z serc? Bo potrzeba miłości, by pokonać trudny czas, trzeba wiary, cierpliwości, nadziei, potrzeba miłości również wtedy, kiedy dziecko pozostaje chore, bo przecież zawsze zasługuje na miłość. Stworzyłem połączenie 4 serc: dla wcześniaków – najważniejszych bohaterów Światowego Dnia Wcześniaka, dla personelu medycznego, dla rodzin – rodziców, rodzeństwa, dziadków i dla strony społecznej – organizacji, które pomagają, wspierają, działają na rzecz poprawy sytuacji wcześniaków w Polsce. Ten system działa dobrze tylko wtedy, kiedy łączy się siły. Z poprzedniej grafiki zachowałem też troskliwe dłonie, które są zawsze najbliżej Maleństwa. Rysuje nam się piękny cykl. Już planuję kolejne prace dla najmniejszych z najmłodszych i dla Koalicji dla wcześniaka. A wszystkim Wcześniakom życzę, by ta czterolistna, pełna miłości i czułości koniczyna przynosiła im szczęście każdego dnia – mówi Andrzej Pągowski.

Grafikę Fundacja Koalicja dla wcześniaka będzie wysyłać do szpitali, decydentów, rodziców. Każdy może ją zamówić kontaktując się bezpośrednio z fundacją. Ale to nie koniec niespodzianek dla wcześniaków. Olga Szomańska, Marcin Kołaczkowski, Jacek Subociałło z wcześniakami z całej Polski szykują przepiękną piosenkę i teledysk, którego premiera odbędzie się w listopadzie.

Co można zrobić, aby zatroszczyć się o zdrowie wcześniaka? Przede wszystkim zadbać o jego odporność, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, kiedy wokół szaleją bakterie i wirusy. Należy przestrzegać podstawowych zasad higieny, unikać skupisk ludzkich, gdzie mogą być osoby chore, zabezpieczyć dziecko przed chorobami zakaźnymi, jak najdłużej karmić piersią, bo mleko matki jest lekiem. Bardzo ważny jest też kontakt „skóra do skóry”, czyli kangurowanie, które przynosi wiele korzyści zarówno dziecku, jak i rodzicom. – Dążymy do tego, by w przyszłości mamy wcześniaków mogły być cały czas ze swoim dzieckiem, czyli w systemie „rooming-in”, który od wielu lat funkcjonuje na oddziałach położniczych i pediatrycznych w innych krajach, na przykład na Litwie, Ukrainie, USA, gdzie mama ma osobny pokój ze swoim przedwcześnie urodzonym dzieckiem w inkubatorze. Niezbędne są działania i decyzje, które umożliwią rodzicom wcześniaków takie rozwiązanie – mówi Adriana Misiewicz z Fundacji Koalicja dla wcześniaka.  

Wcześniaki w swoje życie wchodzą z ciężkim bagażem doświadczeń, z problemami zdrowotnymi, z którymi przychodzi im się mierzyć przez długie lata. Często wymagają rehabilitacji, wielu wizyt specjalistycznych, wsparcia logopedy i psychologa, niestety dostęp do tych świadczeń jest utrudniony, a projekt kompleksowej opieki koordynowanej nadal nie został zrealizowany w pełni, a jedynie fragmentarycznie. – Czekamy na opiekę koordynowaną w całej Polsce i na wejście w życie nowego świadczenia – dodatkowego urlopu macierzyńskiego dla rodziców wcześniaków i chorych noworodków, o co zabiegaliśmy wspólnie z 10 organizacjami rodzicielskimi, Polskim Towarzystwem Neonatologicznym, krajową konsultant w dziedzinie neonatologii, we wzorcowym dialogu z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i przy ogromnym poparciu społecznym – mówi Elżbieta Brzozowska z Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Z okazji nadchodzącego święta wcześniaków życzymy zdrowia wszystkim przedwcześnie urodzonym – tym, którzy przyszli na świat w tym roku, ale również tym starszym i już całkiem dorosłym, a ich rodzicom, lekarzom i pielęgniarkom dużo cierpliwości i siły w codziennych działaniach.

źródło: Koalicja dla Wcześniaka
Bezsenne noce prowadzą do zmęczenia, frustracji i zmartwień związanych z potencjalnymi problemami zdrowotnymi dziecka. Na szczęście większość problemów z zasypianiem można rozwiązać poprzez wprowadzenie odpowiednich nawyków i rutyn, które wspomogą w uzyskaniu spokojnego, regenerującego snu.
Zrozumienie, dlaczego dziecko ma problem z zasypianiem, jest kluczowe. Możliwych przyczyn jest całkiem sporo. Najczęstsze to:
– Wieczorna rutyna to bardzo ważny element wprowadzania dziecka w senny nastrój. Znaczenie tutaj mają zarówno same czynności, które przygotowują do spania, jak i ich powtarzalność, która pomoże wyrobić dobre nawyki z tym związane – radzi pedagog Edyta Borowicz-Czuchryta, ekspertka platformy #MAMYNATORADĘ, prowadzonej przez fundację Ogólnopolski Operator Oświaty. – Wprowadźmy zatem takie zwyczaje, jak czytanie bajek, zamiast rozpraszającego oglądania kreskówek. Ciepła kąpiel czy wyciszająca muzyka również mogą okazać się pomocne.
Spokój i poczucie bezpieczeństwa
Edyta Borowicz-Czuchryta, na co dzień dyrektor przedszkola i szkoły podstawowej Galileo w Lublinie podkreśla, że aby dziecko mogło zasnąć, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i komfortu. Ważne jest, aby pokój, w którym śpi, sprzyjał relaksowi.
 
– Pomoże lampka nocna lub przyjazny półmrok, zależnie od preferencji dziecka. Także przedmioty, które budzą pozytywne skojarzenia. Pluszaki czy ulubiony kocyk będą naszymi sprzymierzeńcami – podpowiada pedagog. – Duży nacisk należy położyć też na wyeliminowanie świateł ekranów z wieczornej rutyny dziecka. Rodzice robią to zwykle niechętnie, jednak w trosce o zdrowy dziecięcy sen, warto znaleźć spokojniejszą alternatywę. To często przynosi najlepszy skutek.

Warto w ogóle zrezygnować z nadmiernej stymulacji najpóźniej na dwie godziny przed snem. Gry komputerowe, intensywne filmy czy hałaśliwe zabawy mogą nadmiernie pobudzić dziecko i sprawić, że będzie miało trudności z wyciszeniem się.

Aktywność fizyczna – tak, ale w ciągu dnia
Regularna aktywność fizyczna, zwłaszcza na świeżym powietrzu, ma pozytywny wpływ na jakość snu dziecka. Jednak ważne jest, aby nie była ona wykonywana bezpośrednio przed snem, gdyż może zadziałać odwrotnie, pobudzając organizm.

–  Na aktywność fizyczną musi być właściwa pora i nie jest to z pewnością czas tuż przed snem. Jednak zdrowe zmęczenie i zapewnienie dziecku odpowiedniej dawki ruchu w ciągu dnia może pomóc mu lepiej spać w nocy – mówi Edyta Borowicz-Czuchryta. –  Wysiłek fizyczny pomaga w głębokim i spokojnym śnie.

 
Gdy domowe sposoby nie działają
Jeśli wszystkie powyższe metody zawiodą, a problemy z zasypianiem będą się utrzymywać, warto rozważyć konsultację z lekarzem. W niektórych przypadkach, problem może wynikać z przyczyn medycznych, takich jak zaburzenia lękowe, bezdech senny czy inne problemy zdrowotne.
 
– W pierwszej kolejności należy udać się do pediatry, z którym zwykle odwiedzamy nasze dziecko. Taki lekarz już je zna, co oszczędzi maluchowi stresu i pozwoli łatwiej zdiagnozować problem – radzi ekspertka platformy #MAMYNATORADĘ. – Być może otrzymamy wtedy skierowanie do neurologa lub psychiatry dziecięcego i tam będziemy kontynuować leczenie.
 
Pedagog przypomina też, że każde dziecko jest inne i nawet rodzeństwo może mieć odmienne potrzeby do spokojnego przespania nocy. Miejmy to więc na uwadze, projektując wieczorne rytuały.
 
Podpowiedzi dla rodzica:
Porada jest częścią projektu społecznego #MAMYNATORADĘ, którego celem jest wspieranie rodziców w dbaniu o prawidłowy rozwój i dobrostan dzieci. Bezpłatne poradniki dla rodziców opracowują doświadczeni pedagodzy, psycholodzy dziecięcy i logopedzi z praktyką w szkołach i przedszkolach: https://operator.edu.pl/pl/poradnia
Projekt prowadzi fundacja edukacyjna Ogólnopolski Operator Oświaty. Finansowany jest z dobrowolnych datków i darowizn oraz odpisów 1,5% podatku PIT.
 
Fundacja Ogólnopolski Operator Oświaty od 2001 roku prowadzi działalność edukacyjną, społeczną oraz wspiera samorządy w realizacji zadań i projektów oświatowych. Fundacja jest organizacją pożytku publicznego. Prowadzi bezpłatne przedszkola i szkoły w całej Polsce. W jej 69 placówkach uczy się 9000 dzieci i młodzieży.
źrodło: Fundacja Operator Oświaty
Zespół Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, szpitala klinicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził pierwszą retransplantację serca u dziecka. 13-letni Michał jest w trakcie rehabilitacji, święta spędzi już w domu z rodziną.

 

Michał jest pacjentem Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.Pierwszy raz został zakwalifikowany do transplantacji serca w 2022 roku z powodu wrodzonej choroby mięśnia sercowego – kardiomiopatii restrykcyjnej. Pierwszą transplantację przeszedł w październiku 2022 roku.
Po kilku miesiącach przeszczepione serce zaczęło pracować gorzej. – W maju 2023 roku zauważyliśmy znaczne zmiany w naczyniach wieńcowych, przeszczepione serce przestało się prawidłowo kurczyć, obserwowaliśmy niską frakcję wyrzutową. Mimo wprowadzonego leczenia, niewydolność serca postępowała – opowiada dr Arkadiusz Wierzyk kardiolog z Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia u Dzieci w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Niewydolność przeszczepionego serca jest jednym z powikłań po transplantacji. Zmiany rozwijają się w czasie, do skrajnej niewydolności dochodzi najczęściej po kilku latach od transplantacji. U Michała ten proces postępował znacznie szybciej. – Szansą na uratowanie życia Michała było wszczepienie mechanicznego wspomagania krążenia lub kolejna transplantacja. Do tej pory planowe zabiegi retransplantacji w Polsce były wykonywane u osób dorosłych, teraz przeprowadziliśmy ją u pacjenta poniżej 18 roku życia – mówi dr Szymon Pawlak, koordynator programu transplantacji serca w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Michał do retransplantacji serca został zakwalifikowany na początku 2024 roku. Po kilku tygodniach udało się znaleźć odpowiedniego dawcę. Ponowną transplantację przeprowadził zespół kardiochirurgów z Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia u Dzieci: dr Joanna Śliwka, dr Szymon Pawlak, lek. Monika Żurek.

– Każda reoperacja jest trudna. Pacjent jest po ciężkiej operacji kardiochirurgicznej, podczas której już wcześniej jego chore serce było usuwane i jako kardiochirurdzy mamy mniej dostępnych tkanek, aby wykonać ponowne zespolenia naczyń. Dodatkowo pacjent, który od pierwszej transplantacji przyjmuje leki immunosupresyjne, jest bardziej narażony na groźne infekcje i powikłania – dodaje dr Joanna Śliwka, która przeprowadziła retransplantację serca Michała.

Rehabilitacja pacjenta po ponownej transplantacji zasadniczo nie różni się od postępowania w przypadku pierwszej transplantacji. Chory jest pod opieką zespołu specjalistów, w tym kardiologów, fizjoterapeutów, psychologa. Musi przyjmować leki według ściśle określonego harmonogramu i wykonywać badania kontrolne poziomu leków immunosupresyjnych. Według ścisłego harmonogramu wykonywana jest biopsja serca i badania immunologiczne, dzięki którym uważnie monitorujemy ewentualne odrzucenie przeszczepionego narządu i możemy wdrożyć odpowiednie postępowanie.

Od 2006 roku w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu wykonano 10 ponownych transplantacji serc, jedną u pacjenta poniżej 18 roku życia. Retransplantacje u dzieci to jedne z najrzadziej wykonywanych zabiegów kardiochirurgicznych. Na świecie stanowią około 3 procent wszystkich transplantacji serca u dzieci.

źródło: Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu

Podczas wakacyjnych wyjazdów, kiedy słońce daje się we znaki, dzieci często mają mniejszy apetyt niż na co dzień. Nowe otoczenie i dodatkowe bodźce zewnętrzne to również czynniki, które mogą spowodować, że nasza pociecha może jeść inaczej niż w domu. I nie powinno nas to dziwić. W jaki sposób przygotować się do wakacyjnego wyjazdu i jakich zasad przestrzegać, żeby zapewnić maluchowi pełnowartościowe posiłki, które mimo wszystko będzie zjadał? Jak rozmawiać z dzieckiem i czy system kar i nagród sprawdza się w sytuacjach, kiedy malec odmawia jedzenia? Wspólnie z psychodietetyczką oraz dietetyczką przedstawiamy praktyczne porady na wakacyjne wyjazdy z dziećmi w wieku 1‑3 lat.
Organizm małego człowieka – szczególnie do 3. roku życia – rozwija się bardzo intensywnie. W związku z tym dziecko ma inne wymagania żywieniowe niż osoba dorosła – również podczas wakacji, kiedy często pozwalamy sobie „na więcej”. Jego jadłospis w przeważającej mierze zależy od przygotowania rodziców i ich podejścia do żywienia malucha.

Wiele sposobów na nawodnienie małego organizmu
Odpowiednie nawodnienie organizmu dziecka to podstawa podczas wakacyjnych wojaży. Dzieci od 1. do 3. roku życia potrzebują około 1300 ml płynów dziennie. To zapotrzebowanie w trakcie upalnych dni wzrasta[1] i maluchy – już nawet te roczne – komunikują potrzebę nawodnienia organizmu. Podczas wakacyjnych wyjazdów dobrym i wygodnym sposobem na dostarczenie dziecku nie tylko składników odżywczych, ale i płynów jest mleko mamy, jeśli kobieta nadal karmi piersią. W upalne dni organizm mamy dopasowuje się do potrzeb dziecka i produkuje mleko bardziej wodniste, żeby zapewnić odpowiednie nawodnienie maluszka.
Jeśli z kolei dziecko pije mleko modyfikowane, rodzice jeszcze przed wyjazdem powinni zaopatrzyć się w zapas produktu podawanego maluszkowi na co dzień oraz butelkę, do której przyzwyczajona jest pociecha. Wakacje nie są dobrym czasem na testowanie nowych rozwiązań, jeśli mowa o mleku modyfikowanym – tym bardziej że jego wybór warto skonsultować z lekarzem. I mimo że dzieci w wieku 1-3 lat mają coraz bardziej urozmaicony jadłospis, to mleko – również modyfikowane – nadal stanowi ważny element ich diety, dostarczając wapń, białko czy niedoborowe składniki odżywcze, np. żelazo i witaminę D. Przynajmniej 3 porcje mleka i produktów mlecznych w codziennym menu malucha to podstawa! Jakie inne napoje warto podawać dziecku w upalne dni?

Czy soki owocowe to dobry wybór?

– Dziecko wraz z mlekiem wypija już określoną ilość płynów. Poza mlekiem podstawowym i bardzo ważnym źródłem nawodnienia małego organizmu powinna być woda, a z soków powinniśmy zrezygnować. Pamiętajmy jednak, że maluch nawadnia się dodatkowo przecierami owocowymi, kaszkami zalanym większą ilością płynów, zupkami czy warzywami i owocami, a w te ostatnie obfituje sezon letni. Właśnie wtedy warzywa i owoce są najsmaczniejsze, a poza nawodnieniem organizmu dostarczają mu witamin. Istotny jest też czynnik ekonomiczny – w sezonie warzywa i owoce z reguły są atrakcyjne cenowo – mówi Karolina Łukaszewicz-Marszał, dietetyczka, ekspertka programu edukacyjnego Fundacji Nutricia „1000 pierwszych dni dla zdrowia”.

Czy na wakacjach należy podawać dziecku 5 posiłków dziennie?
Podstawą diety dziecka od 1. do 3. roku życia – również na wakacjach – powinno być 4-5 posiłków dziennie, w tym 3 główne, pełnowartościowe oraz 1-2 przekąski. I choć może się wydawać, że podczas wyjazdu takie rozplanowanie posiłków może stanowić wyzwanie – tym bardziej że dziecko je inne posiłki niż osoba dorosła – to są sposoby, żeby ułatwić ten proces:
– Podczas wakacyjnych wyjazdów dzień wygląda zupełnie inaczej niż w „zwykłym” tygodniu – plan dnia obfituje wtedy w dodatkowe aktywności. Mimo tego powinniśmy zadbać o stałe godziny posiłków dziecka i ich regularność. W przypadku roczniaków, które zazwyczaj nie uczęszczają do żłobka, trzymajmy się trybu jedzenia przyjętego w domu i nie odchodźmy od rozszerzania diety. Jeśli natomiast mowa o nieco większych dzieciach – do 3. roku życia – starajmy się przyjąć pory posiłków analogiczne do tych ze żłobka. W przeciwnym razie możemy mieć problem z rozdźwiękiem między potrzebami żywieniowymi dziecka a jego zachciankami. Na początku wyjazdu ustalmy z góry zasady, których się trzymamy zarówno my jako rodzice, jak i nasze dzieci: mamy stałe posiłki – śniadanie, obiad, kolację – a pomiędzy tymi posiłkami zdrowe przekąski, które raz na jakiś czas może zastąpić, np. sorbet lodowy, niesłodzony, ze sprawdzonego źródła. Praktyczna wskazówka jest taka, że jeśli nasza „atrakcja żywieniowa” w dużej mierze będzie się składała z węglowodanów, to możemy dodać do niej białko, np. w postaci kefiru, jogurtu naturalnego czy maślanki i/lub źródło zdrowych tłuszczów, podając uprzednio przygotowane orzechy, żeby posiłek był lepiej zbilansowany – wyjaśnia Sylwia Lenartowicz-Wojciechowska, dietetyczka dziecięca, psychodietetyczka. – W kontekście żywienia naszej pociechy istotne jest pytanie, jak prowadzimy swoje dziecko – czy podążamy za jego zachciankami, czy staramy się na co dzień wprowadzić jasne zasady dotyczące jedzenia. Wyjazd to swego rodzaju próba zasad, które ustalamy z dzieckiem nie tylko podczas wakacji – dodaje ekspertka.

Czy system kar i nagród to dobry pomysł na przekonanie dziecka do jedzenia podczas wyjazdu?
Może się jednak zdarzyć, że mimo przygotowania rodziców 3-letni maluch nie będzie chciał jeść, rozpłacze się, wpadnie w histerię. Niejednemu rodzicowi przyjdzie wtedy do głowy technika nagradzania dziecka za zjedzenie posiłku. Tylko czy to na pewno dobry pomysł?

Tak jak nie nagradzamy dziecka za zrobienie siusiu czy kupki, nie powinniśmy go nagradzać za jedzenie – inną podstawową czynność. Kiedy maluch odmówi jedzenia i wpadnie w histerię, pomóżmy mu się uspokoić, rozpoznać emocje i sobie z nimi radzić. Podstawa to odpowiednia komunikacja z dzieckiem, bo jeśli zaczniemy tłumić jego emocje i je negować, nie będzie ono wiedziało, co się dzieje – mały człowiek dopiero uczy się rozpoznawać emocje. W praktyce warto wtedy ukucnąć na wysokości dziecka i powiedzieć: Spójrz na mnie, jestem tutaj, wszystko jest dobrze. Porozmawiajmy, na pewno się dogadamy. Warto też nawiązać do ustaleń, np.: Pamiętasz? Umawialiśmy się, że idziemy jeść obiad. Tego rodzaju rozmowy powinny być podbudowane zasadami, które ustalamy z dzieckiem na początku wyjazdu. To praca u podstaw, bo dobre nawyki żywieniowe i zasady, które wypracujemy w ciągu trzech pierwszych i pod wieloma względami najważniejszych lat życia dziecka, zostaną z nami na długie lata. Kiedy dziecko będzie starsze (4- i 5-latki) wzrasta jego autonomia, a decyzyjność zaczyna się robić dużo większa i jeśli nie mamy ustalonych zasad, które nasza pociecha zna od najmłodszych lat, to będzie nam bardzo trudno – radzi Sylwia Lenartowicz-Wojciechowska, dietetyczka dziecięca, psychodietetyczka.

Poza dozą empatii na wakacyjne wyjazdy warto też zabrać ulubione akcesoria malucha – kubeczek, łyżeczkę czy talerzyk. Dziecko różnie reaguje na zmianę otoczenia i znane akcesoria pomagają w oswajaniu się z posiłkami.
 
 
O kampanii: Ogólnopolski program edukacyjny „1000 pierwszych dni dla zdrowia” wspiera Rodziców w prawidłowym żywieniu dzieci w kluczowym okresie rozwoju i wzrostu dziecka, a więc w 1000 pierwszych dni życia począwszy od poczęcia. Prawidłowe żywienie w tym kluczowym okresie to najlepszy sposób na wykorzystanie niepowtarzalnego okna możliwości w rozwoju dziecka. Dbając o dietę dziecka przez 1000 pierwszych dni mamy realny wpływ na zdrowie dziecka, długość i jakość jego życia! Program realizowany jest od 2013 r. Więcej na: www.1000dni.pl
 
O inicjatorze: Inicjatorem ogólnopolskiego programu jest Fundacja Nutricia, której misją jest edukacja o roli żywienia na różnych etapach życia człowieka. Wspieramy dzieci i rodziców, pacjentów oraz ich bliskich, jak również przedstawicieli środowiska medycznego, instytucji publicznych i organizacji pozarządowych, realizując działania edukacyjne na temat roli żywienia oraz finansując badania naukowe. Za pomocą naszych działań dążymy do: edukowania przyszłych rodziców, rodziców i opiekunów najmłodszych dzieci o kluczowej roli prawidłowego żywienia w okresie 1000 pierwszych dni życia, ograniczenia skali problemu niedożywienia w chorobie oraz budowania nawyków umożliwiających zdrowe starzenie się. Więcej na: www.fundacjanutricia.pl
 
[1] Za: Poradnik żywienia dziecka w wieku od 1. do 3. roku życia, http://www.imid.med.pl/images/do-pobrania/poradnik.pdf (dostęp: 18.07.2023).
żródło Fundacja Nutricia
Cukrzyca typu 1 może rozwijać się miesiącami, a nawet latami. Na początku objawy mogą być niezauważalne, ale gdy dojdzie do wyniszczenia większości komórek odpowiadających za wydzielanie insuliny, pojawiają się typowe objawy: wilczy apetyt, pragnienie, wielomocz, apatia, mocny spadek wagi, bóle brzucha, wymioty, kwaśny zapach z ust – wyjaśnia dr n. med. Lidia Groele, endokrynolog i diabetolog dziecięcy z UCK Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
„Powstawanie cukrzycy może trwać wiele miesięcy, a nawet lat. Objawy mogą być niezauważalne. Natomiast jeśli w organizmie zostaje już tylko 20 proc. komórek, które wydzielają insulinę pojawiają się objawy kliniczne. Dziecko zaczyna być bardziej apatyczne. Zaczyna więcej pić, częściej chodzi do toalety, bo oddaje większą ilość moczu. Zaczyna też chudnąć, mimo, że apetyt ma. Tylko jedzenie, które przyjmuje nie jest przyswajane. Do tego, potrzebna jest insulina” – mówi lekarka z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.


Im dłużej – jak wyjaśnia dalej dr Groele – ten proces niedoboru insuliny trwa, tym więcej dodatkowych symptomów, jak przy zatruciu ciałami ketonowymi. To bóle brzucha, nudności, wymioty, zapach „kwaśnych jabłek” z ust (acetonu).

Źródło: Serwis Zdrowie

Cukrzyca typu 1 może rozwijać się miesiącami, a nawet latami. Na początku objawy mogą być niezauważalne, ale gdy dojdzie do wyniszczenia większości komórek odpowiadających za wydzielanie insuliny, pojawiają się typowe objawy: wilczy apetyt, pragnienie, wielomocz, apatia, mocny spadek wagi, bóle brzucha, wymioty, kwaśny zapach z ust – wyjaśnia dr n. med. Lidia Groele, endokrynolog i diabetolog dziecięcy z UCK Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
„Powstawanie cukrzycy może trwać wiele miesięcy, a nawet lat. Objawy mogą być niezauważalne. Natomiast jeśli w organizmie zostaje już tylko 20 proc. komórek, które wydzielają insulinę pojawiają się objawy kliniczne. Dziecko zaczyna być bardziej apatyczne. Zaczyna więcej pić, częściej chodzi do toalety, bo oddaje większą ilość moczu. Zaczyna też chudnąć, mimo, że apetyt ma. Tylko jedzenie, które przyjmuje nie jest przyswajane. Do tego, potrzebna jest insulina” – mówi lekarka z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.


Im dłużej – jak wyjaśnia dalej dr Groele – ten proces niedoboru insuliny trwa, tym więcej dodatkowych symptomów, jak przy zatruciu ciałami ketonowymi. To bóle brzucha, nudności, wymioty, zapach „kwaśnych jabłek” z ust (acetonu).

Źródło: Serwis Zdrowie

Każdego dnia 109 Polek doświadcza poronienia. To może być nasza sąsiadka, koleżanka z pracy, siostra, czy przyjaciółka. To może dotknąć każdego z nas, bo poronienia niestety się zdarzają i warto pamiętać, że zawsze dotyczą obojga rodziców. Fundacja Ernesta w Dniu Dziecka Utraconego przypomina rodzicom, którzy doświadczyli trudnej sytuacji okołoporodowej, że nie są sami i że mogą liczyć na bezpłatne wsparcie psychologiczne. A jak my, jako bliscy rodziców po stracie możemy ich wspierać, nie tylko w tym dniu, ale i na co dzień?
Gdy umiera ktoś bliski – dziadkowie, czy rodzice, składamy kondolencje, mówimy, że jest nam przykro. Jednak, gdy dochodzi do poronienia, rodzice po stracie najczęściej słyszą „nie martw się to dopiero 6 tydzień”, „na pewno było chore”, „lepiej teraz niż później”. Te słowa nie są wspierające, nie przynoszą ulgi. Podobnie jak stwierdzenia „nie martw się, wszystko będzie dobrze”.

– Po stracie moich synów usłyszałem kilka razy, że będzie dobrze. Ale co to właściwie znaczy: „dobrze”? Przecież już zawsze będę za nimi tęsknił, nikt mi ich nie zwróci – mówi Krzysztof, tata po stracie.

Umniejszanie potęguje cierpienie
Aby zrozumieć dlaczego te słowa są tak bolesne, warto sobie uświadomić, że być może dla rodziców po stracie to nie była tylko „6-tygodniowa ciąża”, a wyczekane dziecko. Dziecko, o które starali się od wielu miesięcy, a być może i wielu lat. Rodzicom, którzy doświadczyli straty dziecka, często towarzyszy wiele skrajnych emocji, takich jak poczucie winy i niesprawiedliwości, złość, żal, ale także ból i przerażenie. Bardzo często czują się pozostawieni sami sobie. Słowa „będzie dobrze” choćby mówione w dobrej wierze nie zabiorą ich cierpienia, pokazują za to brak zrozumienia dla emocji, z którymi się mierzą, a także dają złudną nadzieję.

W przestrzeni publicznej nie mówimy zbyt wiele o poronieniu, mimo iż rocznie poronienia doświadcza 40 000 Polek. Tabuizacja poronienia powoduje dyskomfort w rozmowie, a to z kolei prowadzi do niezręcznych lub wręcz przykrych sytuacji. Jako bliscy rodziców po stracie najczęściej nie wiemy, co powiedzieć, a wynika to z tego, że wciąż społecznie o tym po prostu nie rozmawiamy. Dlatego, szczególnie w Dniu Dziecka Utraconego, Fundacja Ernesta zwraca uwagę na to, jak ważne jest budowanie społecznej świadomości, wskazuje czego unikać w rozmowie z rodzicami po stracie. Organizacja pokazuje jak proste gesty mogą być wspierające i zwraca się do każdej osoby, która doświadczyła trudnej sytuacji okołoporodowej mówiąc: nie jesteś sama, nie jesteś sam. Jesteśmy tu dla Ciebie.

Jak być wsparciem dla bliskich po stracie?
Po pierwsze nie oceniaj. Zamiast powiedzieć „mówiłam Ci, że nie powinnaś tyle pracować” okaż wsparcie mówiąc „to nie Twoja wina”. Słowa: „dobrze, że stało się to teraz, pewnie było uszkodzone” ranią, a te są wspierające „bardzo mi przykro, wiem, że tak bardzo chciałaś być w ciąży”. Nie umniejszaj bólu drugiej osoby mówiąc „trzeba iść do przodu, próbować dalej, nie ma na co czekać. Im szybciej zajdziecie w kolejną ciążę, tym szybciej zapomnicie o tej poprzedniej”, zamiast tego, okaż zrozumienie mówiąc „to naturalne, że w tej sytuacji możecie potrzebować czasu”. Nie lekceważ bólu, nie dawaj złudnej nadziei słowami „zobaczysz będzie dobrze, będziecie mieli kolejne, wszystko się jeszcze ułoży, jesteś taka młoda”, a po prostu zauważ emocje drugiej osoby „przykro mi, że tego doświadczyłaś. Słyszę jakie to było dla Ciebie ważne”. Nie zawsze trzeba znaleźć właściwe słowa, czasami sama obecność, powiedzenie „jestem tu dla Ciebie” i akceptacja, są warte znacznie więcej.

Bezpłatne wsparcie psychologiczne
Fundacja Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego powstała, aby nieść pomoc osobom, które doświadczyły trudnej sytuacji okołoporodowej – poronienia, martwego urodzenia, porodu przedwczesnego. Każda osoba w trudnej sytuacji okołoporodowej może skorzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i prawnego.

Jak pomagamy w ramach Fundacji Ernesta? Na naszej linii wsparcia, czacie oraz mailu pomocowym dyżurują psycholożki, które na co dzień prowadzą rozmowy wspierające. Umożliwiamy także konsultacje z psychoterapeutą oraz psychiatrą. Ponadto, prowadzimy grupy wsparcia dla kobiet, które doświadczyły straty – mówi Olga Kryśkiewicz, rzeczniczka prasowa Fundacji Ernesta – W najbliższą sobotę 15 października nasze psycholożki również będą dyżurować na czacie oraz mailu pomocowym. Chcemy, aby każda osoba w trudnej sytuacji okołoporodowej wiedziała, że nie jest sama i że może liczyć na nasze wsparcie.

Fundacja Ernesta udziela także wsparcia bliskim osób, które doświadczyły trudnej sytuacji okołoporodowej.  

 
Bezpłatne wsparcie psychologiczne
źródło: Fundacja Medycyny Prenatalnej
Każdego dnia 109 Polek doświadcza poronienia. To może być nasza sąsiadka, koleżanka z pracy, siostra, czy przyjaciółka. To może dotknąć każdego z nas, bo poronienia niestety się zdarzają i warto pamiętać, że zawsze dotyczą obojga rodziców. Fundacja Ernesta w Dniu Dziecka Utraconego przypomina rodzicom, którzy doświadczyli trudnej sytuacji okołoporodowej, że nie są sami i że mogą liczyć na bezpłatne wsparcie psychologiczne. A jak my, jako bliscy rodziców po stracie możemy ich wspierać, nie tylko w tym dniu, ale i na co dzień?
Gdy umiera ktoś bliski – dziadkowie, czy rodzice, składamy kondolencje, mówimy, że jest nam przykro. Jednak, gdy dochodzi do poronienia, rodzice po stracie najczęściej słyszą „nie martw się to dopiero 6 tydzień”, „na pewno było chore”, „lepiej teraz niż później”. Te słowa nie są wspierające, nie przynoszą ulgi. Podobnie jak stwierdzenia „nie martw się, wszystko będzie dobrze”.

– Po stracie moich synów usłyszałem kilka razy, że będzie dobrze. Ale co to właściwie znaczy: „dobrze”? Przecież już zawsze będę za nimi tęsknił, nikt mi ich nie zwróci – mówi Krzysztof, tata po stracie.

Umniejszanie potęguje cierpienie
Aby zrozumieć dlaczego te słowa są tak bolesne, warto sobie uświadomić, że być może dla rodziców po stracie to nie była tylko „6-tygodniowa ciąża”, a wyczekane dziecko. Dziecko, o które starali się od wielu miesięcy, a być może i wielu lat. Rodzicom, którzy doświadczyli straty dziecka, często towarzyszy wiele skrajnych emocji, takich jak poczucie winy i niesprawiedliwości, złość, żal, ale także ból i przerażenie. Bardzo często czują się pozostawieni sami sobie. Słowa „będzie dobrze” choćby mówione w dobrej wierze nie zabiorą ich cierpienia, pokazują za to brak zrozumienia dla emocji, z którymi się mierzą, a także dają złudną nadzieję.

W przestrzeni publicznej nie mówimy zbyt wiele o poronieniu, mimo iż rocznie poronienia doświadcza 40 000 Polek. Tabuizacja poronienia powoduje dyskomfort w rozmowie, a to z kolei prowadzi do niezręcznych lub wręcz przykrych sytuacji. Jako bliscy rodziców po stracie najczęściej nie wiemy, co powiedzieć, a wynika to z tego, że wciąż społecznie o tym po prostu nie rozmawiamy. Dlatego, szczególnie w Dniu Dziecka Utraconego, Fundacja Ernesta zwraca uwagę na to, jak ważne jest budowanie społecznej świadomości, wskazuje czego unikać w rozmowie z rodzicami po stracie. Organizacja pokazuje jak proste gesty mogą być wspierające i zwraca się do każdej osoby, która doświadczyła trudnej sytuacji okołoporodowej mówiąc: nie jesteś sama, nie jesteś sam. Jesteśmy tu dla Ciebie.

Jak być wsparciem dla bliskich po stracie?
Po pierwsze nie oceniaj. Zamiast powiedzieć „mówiłam Ci, że nie powinnaś tyle pracować” okaż wsparcie mówiąc „to nie Twoja wina”. Słowa: „dobrze, że stało się to teraz, pewnie było uszkodzone” ranią, a te są wspierające „bardzo mi przykro, wiem, że tak bardzo chciałaś być w ciąży”. Nie umniejszaj bólu drugiej osoby mówiąc „trzeba iść do przodu, próbować dalej, nie ma na co czekać. Im szybciej zajdziecie w kolejną ciążę, tym szybciej zapomnicie o tej poprzedniej”, zamiast tego, okaż zrozumienie mówiąc „to naturalne, że w tej sytuacji możecie potrzebować czasu”. Nie lekceważ bólu, nie dawaj złudnej nadziei słowami „zobaczysz będzie dobrze, będziecie mieli kolejne, wszystko się jeszcze ułoży, jesteś taka młoda”, a po prostu zauważ emocje drugiej osoby „przykro mi, że tego doświadczyłaś. Słyszę jakie to było dla Ciebie ważne”. Nie zawsze trzeba znaleźć właściwe słowa, czasami sama obecność, powiedzenie „jestem tu dla Ciebie” i akceptacja, są warte znacznie więcej.

Bezpłatne wsparcie psychologiczne
Fundacja Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego powstała, aby nieść pomoc osobom, które doświadczyły trudnej sytuacji okołoporodowej – poronienia, martwego urodzenia, porodu przedwczesnego. Każda osoba w trudnej sytuacji okołoporodowej może skorzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i prawnego.

Jak pomagamy w ramach Fundacji Ernesta? Na naszej linii wsparcia, czacie oraz mailu pomocowym dyżurują psycholożki, które na co dzień prowadzą rozmowy wspierające. Umożliwiamy także konsultacje z psychoterapeutą oraz psychiatrą. Ponadto, prowadzimy grupy wsparcia dla kobiet, które doświadczyły straty – mówi Olga Kryśkiewicz, rzeczniczka prasowa Fundacji Ernesta – W najbliższą sobotę 15 października nasze psycholożki również będą dyżurować na czacie oraz mailu pomocowym. Chcemy, aby każda osoba w trudnej sytuacji okołoporodowej wiedziała, że nie jest sama i że może liczyć na nasze wsparcie.

Fundacja Ernesta udziela także wsparcia bliskim osób, które doświadczyły trudnej sytuacji okołoporodowej.  

 
Bezpłatne wsparcie psychologiczne
źródło: Fundacja Medycyny Prenatalnej
Jak pokazują badania, aż 83% Polek oczekujących dziecka chce karmić piersią[1]. Jednocześnie, najczęściej wskazywanymi przez świeżo upieczone mamy emocjami związanymi z pierwszym karmieniem są bliskość i miłość do dziecka[2]. W ramach Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, obchodzonego od 1. do 7. sierpnia, podpowiadamy co zrobić, gdy mama potrzebuje wsparcia. Gdzie go szukać i kto może nam pomóc?
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca wyłączne karmienie piersią do szóstego miesiąca życia dziecka i jego kontynuację tak długo jak chce tego mama i maluch. Jednak w życiu każdej mamy, bez względu na to w jaki sposób i jakim rodzajem mleka karmi swojego maluszka, może pojawić się szereg sytuacji, w których będzie ona potrzebować wsparcia. Już po powrocie ze szpitala do domu z nowonarodzonym dzieckiem może okazać się, że mimo przygotowania merytorycznego, np. z poradników czy ze szkoły rodzenia, mama potrzebować będzie pomocy. Barierami najczęściej napotykanymi przez mamy zaczynające swoją przygodę z karmieniem piersią są problemy z laktacją – np. przepełnienie piersi z powodu opóźnionego karmienia, czy, z drugiej strony, niemożność karmienia dziecka, wynikająca z napięcia emocjonalnego i stresu, na który narażony jest organizm mamy. Jest to często efekt wysokich wymagań, jakie stawiają sobie kobiety, aby sprostać oczekiwaniom otoczenia czy wykreowanemu w przestrzeni publicznej obrazowi idealnego macierzyństwa. Jednym z typowych doświadczeń, które spotykają mamy na początku połogu, jest tzw. baby-blues, pojawiający się między 3. a 14. dobą po porodzie. „Matczyny smutek” to właśnie efekt złożoności procesu porodu, stresu i emocji, których doświadcza świeżo upieczona mama. Taka sytuacja jest niekorzystna w procesie nabywania kompetencji rodzicielskich i budowania wiary mamy we własne siły[3]. Mamy często opierają się na niewłaściwych poradach, czy wyidealizowanych mitach dotyczących karmienia, czy to ze strony najbliższego otoczenia, czy też nawet ze strony pracowników ochrony zdrowia. Warto jednak pamiętać, że kluczowe jest zapewnienie maluszkowi dostępu do pokarmu i kontakt z nim poprzez bieżącą pielęgnację, dotyk czy przytulanie. Mniej istotne są szczegóły techniczne i szeroko rozumiana doskonałość. Zrozumienie tego pozwoli często zaakceptować drobne potknięcia i zmieścić się we własnych możliwościach fizycznych i emocjonalnych[4]. Wsparcie w powyższych sytuacjach, zależnie od ich złożoności i skomplikowania, jest jednak nieodzowne i warto jednocześnie pamiętać, że często jest ono dostępne na wyciągnięcie ręki.

Gdzie mama może szukać pomocy?
Osobą, która ma nieoceniony wpływ na powodzenie karmienia piersią, jest tata. Zaangażowany ojciec maluszka z pewnością jest dużą pomocą dla karmiącej mamy wyręczając ją w codziennych czynnościach. Przede wszystkim jednak, wsparcie taty powinno odbywać się na poziomie emocjonalnym. Warto by partner wspierał partnerkę przy zajmowaniu się dzieckiem w momentach, gdy potrzebuje ona chwili wytchnienia, lub czasu na posiłek. W okresie letnim ważna jest odpowiednia podaż płynów. Zaleca się, aby w okresie karmienia kobieta wypijała dziennie aż 2,7 litra płynów[5]. Najlepsza będzie oczywiście woda, ale w zależności od zapotrzebowania mamy, warto mieć też na podorędziu inne, niesłodzone napoje (np. owocową herbatę) a także odżywcze koktajle na bazie owoców i produktów mlecznych. Tata powinien być też głosem rozsądku i barierą, która będzie filtrować wszystkie „dobre rady” z najbliższego otoczenia – często szkodliwe i odbijające się na zdrowiu emocjonalnym mamy, która chce dla swojego dziecka jak najlepiej i stara się jak najmocniej.

Gdzie zwrócić się po wsparcie?
W ramach obchodów Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, promującego świadome karmienie i wspierającego karmiące mamy w tym procesie, warto podkreślić, że w najtrudniejszych sytuacjach, z którymi może przyjść im się mierzyć, jak np. problemy z laktacją, kolki u dziecka, ulewanie pokarmu czy alergie pokarmowe, nie ma żadnych przeciwwskazań do dalszej kontynuacji karmienia, kluczowego procesu z punktu widzenia zdrowia mamy i maluszka  podkreśla dr Ewa Miśko-Wąsowska, pediatra. Największym wsparciem dla karmiącej mamy powinno być najbliższe otoczenie, a zwłaszcza tata. Niemniej, systemowo, mamy mają szeroki dostęp również do innych form wsparcia i pomocy w kryzysowych sytuacjach.

Trudne sytuacje związane z laktacją jakie może napotkać świeżo upieczona mama, a zwłaszcza ich utrzymywanie się przez dłuższy czas, mogą prowadzić do trwałych zmian o charakterze patologicznym i dezorganizacji zachowania dziecka. Prowadzi to do zachwiania podstawowych relacji mamy z maluszkiem, co w przyszłości może rzutować na prawidłowy rozwój dziecka.

Niemniej, poza wsparciem ze strony taty i najbliższego, rodzinnego otoczenia, istnieje wiele instytucjonalnych form pomocy dla mam. Mogą to być osobiste, telefoniczne czy internetowe porady, organizowane przez lokalne Poradnie Laktacyjne, mogą to być wreszcie wizyty w poradni, gdzie możemy otrzymać fachową pomoc, po odpowiedniej obserwacji maluszka i mamy w neutralnym środowisku. Istnieje tez możliwość wizyt domowych konsultantów laktacyjnych, co często jest najdogodniejszą formą dla mamy w połogu. Swoją pomoc oferują również grupy wsparcia matek karmiących, w ramach których kontakt z innymi, doświadczonymi mamami może być nieoceniony. Wsparciem i wiedzą służą również położne środowiskowe, a także szkoły rodzenia – często jedno z niewielu źródeł merytorycznej wiedzy, z którymi mamy spotykają się w trakcie ciąży.

 
[1] Wyniki dotyczą matek dzieci w wieku 0-36 miesięcy oraz kobiet w pierwszej ciąży. Badanie przeprowadzone dla programu edukacyjnego „1000 pierwszych dni dla zdrowia” na grupie 3461 mam i kobiet w ciąży.
[2] Wyniki dotyczą badania ankietowego zorganizowanego w ramach programu „1000 pierwszych dni dla zdrowia” na próbie 3497 kobiet – matek dzieci w wieku 6 miesięcy. Badanie przeprowadzono w 2011 r.
[3] Tomaszewski 1978
[4] Winnikot 1993
[5] Jarosz M., Normy żywienia dla populacji polskiej, IŻŻ, Warszawa, 2017
źródło: Fundacja Nutricia
Jak pokazują badania, aż 83% Polek oczekujących dziecka chce karmić piersią[1]. Jednocześnie, najczęściej wskazywanymi przez świeżo upieczone mamy emocjami związanymi z pierwszym karmieniem są bliskość i miłość do dziecka[2]. W ramach Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, obchodzonego od 1. do 7. sierpnia, podpowiadamy co zrobić, gdy mama potrzebuje wsparcia. Gdzie go szukać i kto może nam pomóc?
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca wyłączne karmienie piersią do szóstego miesiąca życia dziecka i jego kontynuację tak długo jak chce tego mama i maluch. Jednak w życiu każdej mamy, bez względu na to w jaki sposób i jakim rodzajem mleka karmi swojego maluszka, może pojawić się szereg sytuacji, w których będzie ona potrzebować wsparcia. Już po powrocie ze szpitala do domu z nowonarodzonym dzieckiem może okazać się, że mimo przygotowania merytorycznego, np. z poradników czy ze szkoły rodzenia, mama potrzebować będzie pomocy. Barierami najczęściej napotykanymi przez mamy zaczynające swoją przygodę z karmieniem piersią są problemy z laktacją – np. przepełnienie piersi z powodu opóźnionego karmienia, czy, z drugiej strony, niemożność karmienia dziecka, wynikająca z napięcia emocjonalnego i stresu, na który narażony jest organizm mamy. Jest to często efekt wysokich wymagań, jakie stawiają sobie kobiety, aby sprostać oczekiwaniom otoczenia czy wykreowanemu w przestrzeni publicznej obrazowi idealnego macierzyństwa. Jednym z typowych doświadczeń, które spotykają mamy na początku połogu, jest tzw. baby-blues, pojawiający się między 3. a 14. dobą po porodzie. „Matczyny smutek” to właśnie efekt złożoności procesu porodu, stresu i emocji, których doświadcza świeżo upieczona mama. Taka sytuacja jest niekorzystna w procesie nabywania kompetencji rodzicielskich i budowania wiary mamy we własne siły[3]. Mamy często opierają się na niewłaściwych poradach, czy wyidealizowanych mitach dotyczących karmienia, czy to ze strony najbliższego otoczenia, czy też nawet ze strony pracowników ochrony zdrowia. Warto jednak pamiętać, że kluczowe jest zapewnienie maluszkowi dostępu do pokarmu i kontakt z nim poprzez bieżącą pielęgnację, dotyk czy przytulanie. Mniej istotne są szczegóły techniczne i szeroko rozumiana doskonałość. Zrozumienie tego pozwoli często zaakceptować drobne potknięcia i zmieścić się we własnych możliwościach fizycznych i emocjonalnych[4]. Wsparcie w powyższych sytuacjach, zależnie od ich złożoności i skomplikowania, jest jednak nieodzowne i warto jednocześnie pamiętać, że często jest ono dostępne na wyciągnięcie ręki.

Gdzie mama może szukać pomocy?
Osobą, która ma nieoceniony wpływ na powodzenie karmienia piersią, jest tata. Zaangażowany ojciec maluszka z pewnością jest dużą pomocą dla karmiącej mamy wyręczając ją w codziennych czynnościach. Przede wszystkim jednak, wsparcie taty powinno odbywać się na poziomie emocjonalnym. Warto by partner wspierał partnerkę przy zajmowaniu się dzieckiem w momentach, gdy potrzebuje ona chwili wytchnienia, lub czasu na posiłek. W okresie letnim ważna jest odpowiednia podaż płynów. Zaleca się, aby w okresie karmienia kobieta wypijała dziennie aż 2,7 litra płynów[5]. Najlepsza będzie oczywiście woda, ale w zależności od zapotrzebowania mamy, warto mieć też na podorędziu inne, niesłodzone napoje (np. owocową herbatę) a także odżywcze koktajle na bazie owoców i produktów mlecznych. Tata powinien być też głosem rozsądku i barierą, która będzie filtrować wszystkie „dobre rady” z najbliższego otoczenia – często szkodliwe i odbijające się na zdrowiu emocjonalnym mamy, która chce dla swojego dziecka jak najlepiej i stara się jak najmocniej.

Gdzie zwrócić się po wsparcie?
W ramach obchodów Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, promującego świadome karmienie i wspierającego karmiące mamy w tym procesie, warto podkreślić, że w najtrudniejszych sytuacjach, z którymi może przyjść im się mierzyć, jak np. problemy z laktacją, kolki u dziecka, ulewanie pokarmu czy alergie pokarmowe, nie ma żadnych przeciwwskazań do dalszej kontynuacji karmienia, kluczowego procesu z punktu widzenia zdrowia mamy i maluszka  podkreśla dr Ewa Miśko-Wąsowska, pediatra. Największym wsparciem dla karmiącej mamy powinno być najbliższe otoczenie, a zwłaszcza tata. Niemniej, systemowo, mamy mają szeroki dostęp również do innych form wsparcia i pomocy w kryzysowych sytuacjach.

Trudne sytuacje związane z laktacją jakie może napotkać świeżo upieczona mama, a zwłaszcza ich utrzymywanie się przez dłuższy czas, mogą prowadzić do trwałych zmian o charakterze patologicznym i dezorganizacji zachowania dziecka. Prowadzi to do zachwiania podstawowych relacji mamy z maluszkiem, co w przyszłości może rzutować na prawidłowy rozwój dziecka.

Niemniej, poza wsparciem ze strony taty i najbliższego, rodzinnego otoczenia, istnieje wiele instytucjonalnych form pomocy dla mam. Mogą to być osobiste, telefoniczne czy internetowe porady, organizowane przez lokalne Poradnie Laktacyjne, mogą to być wreszcie wizyty w poradni, gdzie możemy otrzymać fachową pomoc, po odpowiedniej obserwacji maluszka i mamy w neutralnym środowisku. Istnieje tez możliwość wizyt domowych konsultantów laktacyjnych, co często jest najdogodniejszą formą dla mamy w połogu. Swoją pomoc oferują również grupy wsparcia matek karmiących, w ramach których kontakt z innymi, doświadczonymi mamami może być nieoceniony. Wsparciem i wiedzą służą również położne środowiskowe, a także szkoły rodzenia – często jedno z niewielu źródeł merytorycznej wiedzy, z którymi mamy spotykają się w trakcie ciąży.

 
[1] Wyniki dotyczą matek dzieci w wieku 0-36 miesięcy oraz kobiet w pierwszej ciąży. Badanie przeprowadzone dla programu edukacyjnego „1000 pierwszych dni dla zdrowia” na grupie 3461 mam i kobiet w ciąży.
[2] Wyniki dotyczą badania ankietowego zorganizowanego w ramach programu „1000 pierwszych dni dla zdrowia” na próbie 3497 kobiet – matek dzieci w wieku 6 miesięcy. Badanie przeprowadzono w 2011 r.
[3] Tomaszewski 1978
[4] Winnikot 1993
[5] Jarosz M., Normy żywienia dla populacji polskiej, IŻŻ, Warszawa, 2017
źródło: Fundacja Nutricia