Medicalpress
W sytuacji konfliktu zbrojnego lub innej sytuacji kryzysowej o efektywności działań z zakresu medycyny pola walki może decydować dostęp do dokumentacji medycznej pacjenta – zarówno żołnierza, jak i cywila. Tymczasem okazuje się, że choć na placówkach ciąży obowiązek prowadzenia tej dokumentacji elektronicznie, to systemy w poszczególnych podmiotach nie komunikują się ze sobą. Zupełnie inne są też ramy prawne dla działania w tym zakresie jednostek cywilnych i wojskowych. Eksperci są zdania, że musi powstać centrum usług wspólnych, które będzie operatorem danych.

– W zasadzie każdy podmiot opieki zdrowotnej wykorzystuje własny system komunikujący się z tym opieki zdrowotnej. To są tak zwane systemy szpitalne. Służą one dzisiaj standardowo do ewidencji dokumentacji medycznej i rozliczeń, natomiast one w żaden sposób nie są przystosowane do wymiany informacji między sobą. Taka wymiana co prawda może zaistnieć poprzez systemy centralne, tu wchodzi Centrum e-Zdrowia, ale tu wchodzą również zgody pacjentów – mówi płk w st. spocz. dr inż. Piotr Murawski, kierownik Oddziału Teleinformatyki Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Zgodnie z prawem podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych ma prawo do udostępniania dokumentacji chorego innym podmiotom wykonującym działalność leczniczą, jeżeli jest ona niezbędna do zapewnienia ciągłości świadczeń zdrowotnych. W praktyce często jest tak, że placówka dysponująca dokumentacją medyczną odmawia jej przekazania innej placówce, argumentując to brakiem zgody ze strony pacjenta. Jeśli z przekazywaniem danych medycznych jest tak duży problem w czasie pokoju, to eksperci uważają, że trudności będą jeszcze większe w obliczu sytuacji kryzysowej.

– Jeśli takich zgód dzisiaj w systemie nie ma, to też w czasie konfliktu ich nie będzie, w związku z tym przekazanie informacji będzie możliwe tylko teoretycznie. Tutaj naprawdę mamy dużo do zrobienia, bo w zasadzie powinniśmy scentralizować systemy podmiotów, przynajmniej wojskowych, żeby ta informacja w systemie już była, a tylko kwestią czasu i decyzji było to, komu i kiedy ją pokazać – uważa płk Piotr Murawski.

W sytuacji wojennej szczegółowe informacje o stanie zdrowia żołnierzy mogą być kluczowe do tego, by efektywnie działała medycyna pola walki. Bez dostępu do pełnej wiedzy o chorobach przewlekłych, alergiach czy przebytych urazach udzielanie pomocy medycznej będzie trwało dłużej, a zwłaszcza w obliczu konfliktu zbrojnego istotna może być każda minuta. Obecnie przyjmująca pacjenta placówka wie najczęściej tylko o wieku i płci chorego oraz to, z jakim jedzie urazem. Jeśli to żołnierz, to znana jest też jego grupa krwi.

– Zagadnienie integracji systemów wojskowych z cywilnymi jest dzisiaj w zasadzie najpilniejszą potrzebą, która wymaga oczywiście wielu działań w tle, również legislacyjnych. Ale wydaje się, że bez tego typu działań nie będą mogły być uzyskane wszystkie inne następne, czytaj zwiększenie efektywności organizacji, jakim jest system opieki zdrowotnej – ocenia ekspert.

Specjaliści uważają, że sytuacja wymaga zmian legislacyjnych. Okazuje się jednak, że tak jak wojskowe systemy dokumentacji elektronicznej nie komunikują się z tymi cywilnymi, tak również kwestie prawne regulujące zarządzanie nią mają swoje odbicie w różnych aktach prawnych.

– Zmiany legislacyjne, o których mówię, dotyczą choćby różnic w zapisach rozporządzenia o prowadzeniu dokumentacji medycznej. Inne jest w wydaniu ministra zdrowia, inne w wydaniu ministra obrony. To wymaga również pewnej zmiany odnośnie do odpowiedzialności za medyczne systemy informatyczne, bo wtedy odpowiedzialność przejąłby minister obrony narodowej, tworząc centrum usług wspólnych, alokując tutaj zasoby i środki – podkreśla kierownik Oddziału Teleinformatyki WIM-PIB.   

– Benefitem takiego działania byłoby po pierwsze zmniejszenie kosztów w podmiotach opieki zdrowotnej, po drugie – właśnie ta wymienność danych, o których mówimy. W sytuacji kryzysowej dane docierałyby szybciej niż pacjent. To jest coś niewyobrażalnie ważnego, kiedy jednostka opieki zdrowotnej może się przygotować na pacjenta, którego za chwilę ma mieć dostarczonego. Ktoś, kto nie pracuje po tej drugiej stronie, nie zdaje sobie sprawy, jak trudny jest to proces, więc każda godzina, kiedy my wiemy coś więcej, jest szalenie istotna dla bezpieczeństwa tego pacjenta, bo potrafimy się lepiej przygotować do opieki nad nim.

Jak dodaje, inwestycja w tego typu centrum usług wspólnych powinna się znaleźć wśród priorytetów. Tylko w taki sposób może bowiem powstać spójny i globalny w skali kraju system centralnej dokumentacji medycznej, do której szybki dostęp mogłyby uzyskać wszystkie placówki ochrony zdrowia.

– Sytuacja niezapowiedziana w medycynie jest sytuacją nagminną. Ona nie jest przewidywalna, tu się nie wypowiada wojny, tu wybucha pandemia i za trzy dni ma powstać szpital. Tak właśnie powstał szpital tymczasowy zabezpieczany przez WIM w hangarze na lotnisku na Okęciu, gdzie była prowadzona pełna dokumentacja medyczna dystrybuowana z WIM. Kiedy powstawał szpital w Legionowie, to ani złotówka nie została wydana na dokumentację elektroniczną, tylko została dystrybuowana z WIM, w związku z tym ten sam model sprawdzony, zweryfikowany można powtórzyć i wiemy, że to zadziała – zapewnia ekspert.

źródło: Newseria.pl

Choć wykorzystanie cyfrowych narzędzi w opiece zdrowotnej rośnie, to wciąż papierologia jest zmorą dla personelu medycznego. Podobnie jak obowiązki administracyjne. – W zależności od specjalizacji wypełnianie niezbędnej dokumentacji może zajmować od jednej czwartej do nawet dwóch trzecich czasu, jaki lekarz ma na przyjęcie pacjenta – mówi Paweł Paczuski, współzałożyciel i prezes zarządu upmedic.
Polski medtech opracował zasilanego AI inteligentnego asystenta lekarza, który istotnie przyspiesza ten proces. Ma to znaczenie szczególnie w diagnostyce, gdzie na opisy badań pacjenci czekają tygodniami, co przekłada się na skuteczność ich leczenia. W przyszłości ten proces będzie wspierany jeszcze silniej przez dalszy rozwój sztucznej inteligencji.

– Wypełnianie dokumentacji medycznej jest trochę specyficzne dla różnych specjalizacji medycznych, ale zazwyczaj stanowi od około 25 proc. do nawet 66 proc. czasu pracy lekarza. Ten czas lekarze tracą na biurokrację i obowiązki związane z tym, jak zapisywać to, co się dzieje w trakcie wizyty, a można by było go poświęcić pacjentom – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Paczuski.

Najwyższa Izba Kontroli w 2021 roku alarmowała, że blisko jedną trzecią czasu porady lekarskiej zajmuje prowadzenie dokumentacji medycznej oraz wykonywanie czynności administracyjnych. W trakcie teleporady te obowiązki zajmowały jeszcze więcej, bo ponad 40 proc. czasu. Jak wskazała NIK, to efekt przede wszystkim nadmiernego obciążenia personelu medycznego obowiązkami administracyjnymi, ale także niedostatecznego wykorzystania istniejących narzędzi informatyzacji. Choć na przestrzeni ostatnich lat wiele się zmienia w tym zakresie, np. dzięki wykorzystaniu na szerszą skalę e-skierowań czy e-recept, to wciąż papierologia stanowi istotny problem w opiece zdrowotnej. Dotyczy to zwłaszcza diagnostyki, która w największym stopniu obciążona jest obowiązkiem tworzenia stricte określonej dokumentacji.

– Przykładowo w przypadku radiologii oczekiwanie na opis badania wynosi nawet 30 dni. W tym czasie pacjent mógłby już mieć realizowane leczenie. Zamiast tego musi czekać na opis badania – zauważa Paweł Paczuski. – To, że pacjent musi długo oczekiwać na opisy badań, sprawia, że ochrona zdrowia jest niewydolna w tym obszarze, nie jesteśmy w stanie realizować wielu różnych usług medycznych, które moglibyśmy, gdybyśmy odzyskali choć część straconego czasu. Wtedy rośnie frustracja, zarówno wśród pacjentów, bo nie otrzymują tego, czego oczekują od systemu ochrony zdrowia, a także lekarzy, bo bardziej są biurokratami niż specjalistami z obszaru medycyny.

Upmedic stworzył inteligentny kreator opisów diagnostycznych, który pomaga lekarzom w uzupełnianiu niezbędnej dokumentacji. Działa on na zasadzie podpowiedzi treści opisów – tak jak w SMS-ach czy na komunikatorach, które opiera na bogatej, gromadzonej przez lata bazie rozbudowanych szablonów strukturalnych opisów badań. Jak podkreślają twórcy rozwiązania, pozwala ono tworzyć opisy badań o 70 proc. szybciej niż tradycyjnie.

– Za pomocą różnych checklist lekarz zaznacza to, co dolega pacjentowi, i z tego generujemy pełne zdania, pełną dokumentację. Lekarz może też mówić do komputera i swobodnie dyktować opis – mamy rozpoznawanie mowy dla specjalistycznych baz słownictwa medycznego. Te dokumenty są spójne wewnętrznie, więc nie trzeba poświęcać czasu na edytorskie działania, jak interpunkcja czy formułowanie zdań. Lekarz skupia się po prostu na pewnych sytuacjach klinicznych, czyli zbiorze objawów, które zachodzą w ciele pacjenta – wyjaśnia prezes start-upu.

Jak podkreśla, system również umożliwia rozumienie wytworzonej dokumentacji komputerom, a tym samym pozwala na analizę Big Data czy tworzenie zapytań kontekstowych. To daje możliwości wielu zastosowań nie tylko dla placówek medycznych, ale także dla firm farmaceutycznych, badań klinicznych czy firm ubezpieczeniowych.

Upmedic wyliczył, że efekty wdrożeń nowoczesnych systemów to dziesięciokrotne przyspieszenie pracy medyków w zakresie redagowania dokumentacji. Dotyczy to w sposób szczególny radiologii, neurologii, kardiologii. Są już także pierwsze wdrożenia w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej.

– Jesteśmy wdrożeni w zasadzie u wszystkich największych operatorów medycznych w Polsce, ale też za granicą. Na przykład w Stanach Zjednoczonych mamy pierwsze wdrożenia, także w różnych krajach europejskich, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii – mówi Paweł Paczuski.

Start-up nie zamierza się jednak zatrzymać na obecnie oferowanych rozwiązaniach i szuka kolejnych funkcjonalności kreatora. Podobnie jak w wielu innych obszarach życia, również ochronę zdrowia można wesprzeć sztuczną inteligencją. Upmedic „zatrudnił” AI, by w jeszcze większym stopniu wesprzeć przeciążonych pracą lekarzy w ich pracy.

 To kwestia automatycznego uczenia się stylu lekarza, tutaj intensywnie się rozwijamy. Z  próbek dokumentacji z przeszłości upmedic wyciąga wzorce językowe danego lekarza. Z towarzystwem radiologów z Ameryki Północnej strukturyzujemy, standaryzujemy treści medyczne – wymienia ekspert. – To jest ciekawe, bo mamy na różnych rynkach zagranicznych konkurentów, z którymi w wielu kwestiach współpracujemy, bo ten rynek jest bardzo duży i każdy od trochę innej strony rozwiązuje ten problem, ale wszystkich łączy wspólna idea.

źrodło: newseria

Wartość gospodarki opartej na danych jest dziś w Polsce szacowana na 6,2 miliarda euro, a prognozy na rok 2025 wskazują, że może ona wzrosnąć nawet do 12 miliardów euro. Niestety, mimo to Polska uznawana jest za kraj o niskim poziomie cyfryzacji[1]. Tymczasem dane są kluczem do poprawy jakości wielu obszarów życia, w tym systemu opieki zdrowotnej. Warunek jest jeden – to interoperacyjność, czyli możliwość wykorzystywania wiedzy z danych pochodzących z wielu różnych, często niepowiązanych ze sobą źródeł.
Firma Snowflake we współpracy z Fierce Healthcare sprawdziła, jakie wyzwania wiążą się z wprowadzeniem interoperacyjności. Z opracowanego wspólnie raportu Healthcare and Interoperability – Industry-Wide Perspective wynika, że podstawowym są ograniczenia technologiczne, na które wskazuje aż 68 proc. przedstawicieli podmiotów medycznych.

Podróż pacjenta w różnych systemach
Pandemia COVID-19 zmusiła pracowników medycznych do nagłego przeniesienia części swoich obowiązków na platformy online. To z kolei przyczyniło się do intensyfikacji transformacji cyfrowej i wzmożonej potrzeby interoperacyjności polegającej na współdziałaniu systemów w celu lepszej integracji informacji. W konsekwencji prowadzi to do uzyskania kompleksowego obrazu pacjenta oraz śledzenia jego „trasy” w całym systemie opieki zdrowotnej.

Interoperacyjność pozwala znacząco poprawić jakość opieki nad pacjentem, jednocześnie zmniejszając koszty funkcjonowania placówek medycznych i zwiększając efektywność działań personelu. Dzięki odpowiedniej strukturze interoperacyjność umożliwia „skomunikowanie” wielu różnych systemów teleinformatycznych, co w efekcie prowadzi do płynnej wymiany danych.

Zapewnienie bezpiecznego dostępu do danych przekłada się na znaczną poprawę wydolności systemu ochrony zdrowia. Jednak udostępnianie danych samo w sobie nie równa się z interoperacyjnością. Wymaga ona standaryzowanego i uporządkowanego sposobu wymiany informacji między systemami. Dopiero w ten sposób zapewnimy kompleksowy dostęp do wszystkich użytecznych danych, co pozwoli podejmować na ich podstawie odpowiednie działania – mówi Grzegorz Kapusta, dyrektor ds. inżynierii i szef warszawskiego biura Snowflake.

Właściwa interoperacyjność może zostać osiągnięta jedynie poprzez kompletną automatyzację w obszarze danych, pozwalającej na kompleksowe przetwarzanie ich zarówno przez ludzi, jak i maszyny. Aby do tego doprowadzić, organizacje z obszaru opieki zdrowotnej potrzebują elastycznej i skalowalnej infrastruktury IT. Niestety, wiele z nich posiada starsze systemy lokalne, które są trudne do skalowania i wymagają długiego czasu realizacji połączenia. Podmioty te tracą przez to możliwość usprawnienia obsługi pacjentów z powodu niewystarczającego poziomu udostępniania danych.

Papierowa dokumentacja wypierana przez nowe technologie
Placówki medyczne, dążąc do poprawy jakości usług świadczonych na rzecz pacjentów, coraz częściej korzystają z możliwości jakie daje chmura danych. Jak wynika z badania Centrum e-Zdrowia przeprowadzonego we współpracy z Ministerstwem Zdrowia, w 2022 roku 17 proc. placówek medycznych w Polsce deklarowało korzystanie z usług w ramach „innego rodzaju umowy powierzenia”, a więc na przykład chmury danych, jako miejsca do przechowywania dokumentów elektronicznych. Jednocześnie aż 74 proc. placówek nie poddawało digitalizacji dokumentacji prowadzonej w postaci papierowej. W tym samym badaniu przeprowadzonym wśród różnych podmiotów działających w obszarze opieki zdrowotnej stwierdzono, że najpowszechniejszym sposobem udostępniania dokumentacji medycznej innym podmiotom leczniczym jest wydruk dokumentów, co stanowiło 78 proc. wskazań. Zaledwie 12 proc. zapytanych podmiotów korzystało w tym celu z usług elektronicznych udostępnianych przez system teleinformatyczny[2].

Powyższe wnioski pokrywają się z wnioskami z globalnego raportu Snowflake przygotowanego we współpracy z Fierce Healthcare. Ukazuje on, że podstawowym wyzwaniem w pozyskiwaniu danych do podejmowania decyzji w obszarze ochrony zdrowia są ograniczenia technologiczne (68%). Do kolejnych czynników respondenci z branży zaliczają: wyzwania regulacyjne (55%), nieaktualność danych (55%) oraz ograniczenia organizacyjne (44%).

Ograniczenia technologiczne mają podstawowy wpływ na to, że organizacje napotykają trudności w udostępnianiu, agregowaniu i analizowaniu danych w szybki sposób. Przekłada się to na ograniczenie tempa skalowania działań. Dla uzyskania wyższej efektywności organizacje z branży medycznej powinny postawić na wykorzystanie platform opartych na chmurze. To one zapewniają elastyczność, bezpieczeństwo i skalowalność niezbędne do skutecznego udostępniania danych i płynnej współpracy – wskazuje Grzegorz Kapusta, dyrektor ds. inżynierii i szef warszawskiego biura Snowflake.

Cyfryzacja opieki medycznej to większa przepustowość systemu
Według raportu Snowflake i Fierce Healthcare priorytetem w kontekście poprawy interoperacyjności jest wzrost jakości opieki nad pacjentem i koordynacja całego systemu. Wskazuje na to aż 52 proc. badanych.
W czasach transformacji cyfrowej wykorzystywanie elektronicznej dokumentacji medycznej, rejestrów, zaawansowanych technologii i sztucznej inteligencji w procesach decyzyjnych stanowi znaczący krok naprzód dla systemów opieki zdrowotnej. Równolegle, rozwój big data oraz możliwość gromadzenia danych bezpośrednio od pacjentów otwierają drogę sztucznej inteligencji, która ma za zadanie przyspieszyć i uprościć realizację świadczeń medycznych, co przełoży się na benefity dla każdej strony: pacjentów, lekarzy oraz osób zarządzających placówkami medycznymi.

Jak pokazuje badanie Snowflake i Fierce Healthcare, dwóch na trzech respondentów twierdzi, że wdrażanie interoperacyjności w ich organizacjach ma istotny lub umiarkowany wpływ na efektywność leczenia pacjentów. Wyniki badania wskazują zarazem, że branża zbliża się do punktu zwrotnego, w którym większość podmiotów zaczyna zdawać sobie sprawę, że najbardziej aktualne informacje kliniczne stanowią najszybszą pomoc w lepszym podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.

Ponad połowa zapytanych wskazuje też, że poprawa jakości danych oraz umożliwienie ich migracji do jednego zintegrowanego systemu elektronicznej dokumentacji medycznej są kluczowymi działaniami mającymi na celu usunięcie barier dla interoperacyjności.

Interesariusze działający w ramach szeroko pojętego systemu ochrony zdrowia także i w Polsce są poddawani presji, aby podejmować szybkie i trafne decyzje. Chcąc sprostać tym wyzwaniom i wzmocnić wysiłki na rzecz interoperacyjności, niezbędne staje się zadbanie o poprawę jakości przetwarzanych danych. W naszym kraju wykonano już pierwszy krok, jakim stało się wdrożenie jednolitej Elektronicznej Dokumentacji Medycznej (EDM).

Należy jednak pamiętać, że EDM nie stanowi kompleksowego rozwiązania. Platforma EDM została zaprojektowana z myślą o wewnętrznych systemach dokumentacji i nie jest w stanie objąć wszystkich interakcji i potrzeb pacjentów. Dlatego też konieczne jest współdziałanie z zewnętrznymi partnerami w celu zapewnienia pełnego obrazu. Aby osiągnąć interoperacyjność w pełnym zakresie, organizacje potrzebują rozwiązań technologicznych, które są jednocześnie bezpieczne, elastyczne i scentralizowane.

O         Snowflake:
Snowflake umożliwia każdej organizacji aktywne zagospodarowanie swoich danych dzięki Chmurze Danych. Klienci wykorzystują ją do łączenia silosów danych, odkrywania i bezpiecznego udostępniania danych oraz wykonywania różnorodnych zadań analitycznych. Bez względu na to, gdzie znajdują się dane lub użytkownicy, Snowflake dostarcza pojedyncze środowisko, które obejmuje wiele chmur i obszarów geograficznych. Tysiące klientów z wielu branż, w tym 590 firmy z listy 2022 Forbes Global 2000 (G2K); (według stanu na dzień 30 kwietnia 2023 r.), wykorzystuje Chmurę Danych Snowflake do napędzania swojej działalności. Dowiedz się więcej na stronie snowflake.com.
 
 
[1] https://izba-lekarska.pl/wp-content/uploads/2023/05/OIL_Cyfryzacja_raport_ISBN.pdf
[2] https://cez.gov.pl/sites/default/files/2022-09/Raport%20CeZ_2022.pdf
źródło: Snowflake
Na podstawie solidnej analizy piśmiennictwa rekomendujemy, by dokumentacja medyczna w każdym przypadku obowiązkowo zawierała informację o używaniu produktów tytoniowych przez pacjentów, w tym o podjętych próbach zaprzestania palenia – radzą eksperci w najnowszych wytycznych dotyczących walki z nałogiem palenia w Polsce.
W walce z paleniem tytoniu w naszym kraju mają pomóc wytyczne przygotowane przez polskich ekspertów.
Po pierwsze: dokumentacja medyczna z informacją, czy ktoś pali
Rekomendują oni m.in., by dokumentacja medyczna w każdym przypadku obowiązkowo zawierała informację o używaniu produktów tytoniowych przez pacjentów, w tym o podjętych próbach zaprzestania palenia.
W konsekwencji przy każdym kontakcie pacjenta z systemem ochrony zdrowia pacjent obowiązkowo byłby pytany o nałóg, zwiększyłaby się szansa na udzielenie porady o zaprzestaniu używania tytoniu. Bez wspomnianych etapów szanse na wdrożenie „minimalnej interwencji antytytoniowej” są – zdaniem ekspertów – znikome. O tym, jak bardzo takie wytyczne są potrzebne, najlepiej świadczą dane statystyczne.
– Wciąż pali ok. 21 proc. Polaków. Do tego trzeba dodać kilkanaście proc. osób używających urządzeń do podgrzewanie tytoniu oraz papierosów elektronicznych. Wśród kobiet w ciąży pali ok. 6 proc. – wymienia współautor wytycznych prof. Piotr Jankowski, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii, a także Zakładu Epidemiologii i Promocji Zdrowia CMKP.
 
48 proc. zgonów spowodowanych przez palenie występuje w przebiegu nowotworów, 35 proc. w wyniku chorób układu krążenia, a 12 proc. w następstwie chorób płuc.
Jak walczyć z paleniem? Zmiany w poradach lekarskich, sieć poradni, infolinia
Jak zaznaczają autorzy wytycznych, istnieje potrzeba stworzenia sieci referencyjnych poradni antytytoniowych – w tym celu należałoby znacząco zwiększyć finansowanie programu profilaktyki chorób odtytoniowych.
Doświadczenia międzynarodowe wskazują na efektywność, w tym efektywność kosztową infolinii. Konsultacje telefoniczne z psychoterapeutą zwiększają szansę na zaniechanie palenia o kilkadziesiąt procent. Autorzy wytycznych wskazują także na zasadność rozwijania poradni leczenia zespołu uzależnienia od tytoniu, w których doświadczeni specjaliści zajmują się leczeniem najtrudniejszych przypadków. Warto podkreślić, że ważnym zadaniem takich centrów jest też edukacja lekarzy, pielęgniarek, psychoterapeutów danego regionu. Niestety, obecnie w Polsce działają tylko trzy poradnie. Zwrócić trzeba też uwagę, że leczenie zespołu uzależnienia od tytoniu, przy zastosowaniu każdej skutecznej metody, jest wysoce efektywne kosztowo. W Polsce, w przeciwieństwie do wielu innych krajów, leki stosowane w zespole uzależnienia od tytoniu nie są refundowane, a terapia w poradniach leczenia uzależnienia od nikotyny jest bezpłatna tylko raz w życiu – punktuje prof. Piotr Jankowski.

Eksperci dodają, że zasadne byłoby także wprowadzenie oceny jakości leczenia różnych chorób poprzez ocenę częstości palenia pacjentów leczonych w poszczególnych ośrodkach. Zaznaczają, że przy wprowadzaniu tego pomysłu w życie warto wziąć pod uwagę doświadczenia płynące z programu KOS-Zawał, który już od kilka lat ratuje życie pacjentów po zawale serca.

– W tym programie przewidziano obowiązkowe raportowanie odetka pacjentów palących w okresie pozawałowym – mówi w rozmowie z Pulsem Medycyny prof. Piotr Jankowski.

– Przede wszystkich chcielibyśmy, by wszyscy zaakceptowali, że uzależnienie od tytoniu to choroba, której można zapobiegać i którą można skutecznie leczyć. Po drugie, oczekujemy, że narzędzia o udowodnionej skuteczności będą częściej stosowane w codziennej praktyce lekarskiej. Krótka porada lekarska jest związana z ok. 76 proc. zwieszeniem szansy na zaprzestanie palenia. Przekłada się to na około 36 uratowanych przed kontynuacją nałogu pacjentów na każde 1000 palaczy. Porada o większej intensywności jest związana z dodatkową korzyścią: z większą szansą na zaprzestanie palenia o 37 proc., co przekłada się na dodatkowe 28 osób uratowanych przed kontynuacją nałogu pacjentów na każde 1000 palaczy. Nie zawsze to jednak wystarczy. Właśnie dlatego eksperci polscy – zgodnie z wytycznymi z innych krajów, np. z Wielkiej Brytanii – opowiadają się za łączeniem różnych form terapii, w tym terapii behawioralnej z farmakoterapią – tłumaczy prof. Jankowski.
Jak pomóc palaczom? Warto rozważyć leczenie skojarzone
Obecnie w Polsce jest możliwość stosowania nikotynowej terapii zastępczej (np. w formie plastrów lub gum), a także dwóch leków doustnych, z których jeden jest dostępny na receptę.

– Dla każdego z tych leków dysponujemy wieloma wynikami badań wskazującymi na ich skuteczność. Ubolewam, że najskuteczniejszy lek w leczeniu zespołu uzależnienia od tytoniu, czyli wareniklina, nie jest obecnie w Polsce dostępny. Wiele badań wskazuje na wysoką skuteczność wynikającą szczególnie z łączenia różnych sposobów terapii, np. terapii behawioralnej z farmakoterapią, ale także dwóch różnych leków – zwraca uwagę prof. Jankowski.

Dodaje, że nowoczesne postępowanie w zespole uzależnienia od nikotyny zaczyna przypominać leczenie nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy. – Wiemy, że monoterapia nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy w wielu przypadkach nie jest wystarczająca i konieczne jest stosowanie terapii skojarzonej, złożonej z dwóch lub więcej leków. Podobnie jest w leczeniu zespołu uzależnienia od tytoniu. Jeśli monoterapia nie jest wystarczająco skuteczna, to należy rozważyć stosowanie terapii skojarzonej – mówi.
Palenie przyczyną co piątego zgonu w Polsce
Eksperci alarmują, że silny związek między paleniem a występowaniem szeregu chorób odtytoniowych oraz rozpowszechnienie nałogu, prowadzą do dużej liczby zgonów.

– Palenie jest odpowiedzialne za co piąty zgon w Polsce. Analizy epidemiologiczne wskazują, że w naszym kraju 48 proc. zgonów spowodowanych przez palenie papierosów występuje w przebiegu nowotworów, 35 proc. w wyniku chorób układu krążenia, a 12 proc. w następstwie chorób płuc – wylicza prof. Jankowski.

Warto podkreślić, że palenie tytoniu jest ważną przyczyną niezdolności do pracy, inwalidztwa i przedwczesnej umieralności, co znacząco zwiększa koszty pośrednie choroby. Ocenia się, że koszty te są większe co najmniej dwukrotnie, niż bezpośrednie koszty leczenia chorób odtytoniowych.

Skala wymienionych problemów była impulsem do stworzenia wytycznych, które mają pomóc w walce z plagą, jaką jest uzależnienie od tytoniu.

Autor: Ewa Kurzyńska

źródło: Infowire, biuro prasowe Puls Medycyny

Na podstawie solidnej analizy piśmiennictwa rekomendujemy, by dokumentacja medyczna w każdym przypadku obowiązkowo zawierała informację o używaniu produktów tytoniowych przez pacjentów, w tym o podjętych próbach zaprzestania palenia – radzą eksperci w najnowszych wytycznych dotyczących walki z nałogiem palenia w Polsce.
W walce z paleniem tytoniu w naszym kraju mają pomóc wytyczne przygotowane przez polskich ekspertów.
Po pierwsze: dokumentacja medyczna z informacją, czy ktoś pali
Rekomendują oni m.in., by dokumentacja medyczna w każdym przypadku obowiązkowo zawierała informację o używaniu produktów tytoniowych przez pacjentów, w tym o podjętych próbach zaprzestania palenia.
W konsekwencji przy każdym kontakcie pacjenta z systemem ochrony zdrowia pacjent obowiązkowo byłby pytany o nałóg, zwiększyłaby się szansa na udzielenie porady o zaprzestaniu używania tytoniu. Bez wspomnianych etapów szanse na wdrożenie „minimalnej interwencji antytytoniowej” są – zdaniem ekspertów – znikome. O tym, jak bardzo takie wytyczne są potrzebne, najlepiej świadczą dane statystyczne.
– Wciąż pali ok. 21 proc. Polaków. Do tego trzeba dodać kilkanaście proc. osób używających urządzeń do podgrzewanie tytoniu oraz papierosów elektronicznych. Wśród kobiet w ciąży pali ok. 6 proc. – wymienia współautor wytycznych prof. Piotr Jankowski, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii, a także Zakładu Epidemiologii i Promocji Zdrowia CMKP.
 
48 proc. zgonów spowodowanych przez palenie występuje w przebiegu nowotworów, 35 proc. w wyniku chorób układu krążenia, a 12 proc. w następstwie chorób płuc.
Jak walczyć z paleniem? Zmiany w poradach lekarskich, sieć poradni, infolinia
Jak zaznaczają autorzy wytycznych, istnieje potrzeba stworzenia sieci referencyjnych poradni antytytoniowych – w tym celu należałoby znacząco zwiększyć finansowanie programu profilaktyki chorób odtytoniowych.
Doświadczenia międzynarodowe wskazują na efektywność, w tym efektywność kosztową infolinii. Konsultacje telefoniczne z psychoterapeutą zwiększają szansę na zaniechanie palenia o kilkadziesiąt procent. Autorzy wytycznych wskazują także na zasadność rozwijania poradni leczenia zespołu uzależnienia od tytoniu, w których doświadczeni specjaliści zajmują się leczeniem najtrudniejszych przypadków. Warto podkreślić, że ważnym zadaniem takich centrów jest też edukacja lekarzy, pielęgniarek, psychoterapeutów danego regionu. Niestety, obecnie w Polsce działają tylko trzy poradnie. Zwrócić trzeba też uwagę, że leczenie zespołu uzależnienia od tytoniu, przy zastosowaniu każdej skutecznej metody, jest wysoce efektywne kosztowo. W Polsce, w przeciwieństwie do wielu innych krajów, leki stosowane w zespole uzależnienia od tytoniu nie są refundowane, a terapia w poradniach leczenia uzależnienia od nikotyny jest bezpłatna tylko raz w życiu – punktuje prof. Piotr Jankowski.

Eksperci dodają, że zasadne byłoby także wprowadzenie oceny jakości leczenia różnych chorób poprzez ocenę częstości palenia pacjentów leczonych w poszczególnych ośrodkach. Zaznaczają, że przy wprowadzaniu tego pomysłu w życie warto wziąć pod uwagę doświadczenia płynące z programu KOS-Zawał, który już od kilka lat ratuje życie pacjentów po zawale serca.

– W tym programie przewidziano obowiązkowe raportowanie odetka pacjentów palących w okresie pozawałowym – mówi w rozmowie z Pulsem Medycyny prof. Piotr Jankowski.

– Przede wszystkich chcielibyśmy, by wszyscy zaakceptowali, że uzależnienie od tytoniu to choroba, której można zapobiegać i którą można skutecznie leczyć. Po drugie, oczekujemy, że narzędzia o udowodnionej skuteczności będą częściej stosowane w codziennej praktyce lekarskiej. Krótka porada lekarska jest związana z ok. 76 proc. zwieszeniem szansy na zaprzestanie palenia. Przekłada się to na około 36 uratowanych przed kontynuacją nałogu pacjentów na każde 1000 palaczy. Porada o większej intensywności jest związana z dodatkową korzyścią: z większą szansą na zaprzestanie palenia o 37 proc., co przekłada się na dodatkowe 28 osób uratowanych przed kontynuacją nałogu pacjentów na każde 1000 palaczy. Nie zawsze to jednak wystarczy. Właśnie dlatego eksperci polscy – zgodnie z wytycznymi z innych krajów, np. z Wielkiej Brytanii – opowiadają się za łączeniem różnych form terapii, w tym terapii behawioralnej z farmakoterapią – tłumaczy prof. Jankowski.
Jak pomóc palaczom? Warto rozważyć leczenie skojarzone
Obecnie w Polsce jest możliwość stosowania nikotynowej terapii zastępczej (np. w formie plastrów lub gum), a także dwóch leków doustnych, z których jeden jest dostępny na receptę.

– Dla każdego z tych leków dysponujemy wieloma wynikami badań wskazującymi na ich skuteczność. Ubolewam, że najskuteczniejszy lek w leczeniu zespołu uzależnienia od tytoniu, czyli wareniklina, nie jest obecnie w Polsce dostępny. Wiele badań wskazuje na wysoką skuteczność wynikającą szczególnie z łączenia różnych sposobów terapii, np. terapii behawioralnej z farmakoterapią, ale także dwóch różnych leków – zwraca uwagę prof. Jankowski.

Dodaje, że nowoczesne postępowanie w zespole uzależnienia od nikotyny zaczyna przypominać leczenie nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy. – Wiemy, że monoterapia nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy w wielu przypadkach nie jest wystarczająca i konieczne jest stosowanie terapii skojarzonej, złożonej z dwóch lub więcej leków. Podobnie jest w leczeniu zespołu uzależnienia od tytoniu. Jeśli monoterapia nie jest wystarczająco skuteczna, to należy rozważyć stosowanie terapii skojarzonej – mówi.
Palenie przyczyną co piątego zgonu w Polsce
Eksperci alarmują, że silny związek między paleniem a występowaniem szeregu chorób odtytoniowych oraz rozpowszechnienie nałogu, prowadzą do dużej liczby zgonów.

– Palenie jest odpowiedzialne za co piąty zgon w Polsce. Analizy epidemiologiczne wskazują, że w naszym kraju 48 proc. zgonów spowodowanych przez palenie papierosów występuje w przebiegu nowotworów, 35 proc. w wyniku chorób układu krążenia, a 12 proc. w następstwie chorób płuc – wylicza prof. Jankowski.

Warto podkreślić, że palenie tytoniu jest ważną przyczyną niezdolności do pracy, inwalidztwa i przedwczesnej umieralności, co znacząco zwiększa koszty pośrednie choroby. Ocenia się, że koszty te są większe co najmniej dwukrotnie, niż bezpośrednie koszty leczenia chorób odtytoniowych.

Skala wymienionych problemów była impulsem do stworzenia wytycznych, które mają pomóc w walce z plagą, jaką jest uzależnienie od tytoniu.

Autor: Ewa Kurzyńska

źródło: Infowire, biuro prasowe Puls Medycyny