Medicalpress
Jak podkreśla prof. Dariusz M. Kowalski, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, zmiany zachodzące w leczeniu raka płuca w ostatnich latach mają charakter fundamentalny – Około 20 lat temu rozpoczęła się rewolucja w leczeniu raka płuca. Dziś potrafimy leczyć chorych tak efektywnie, że żyją z nowotworem w stadium zaawansowanym powyżej pięciu lat. To nie jest jeszcze wyleczenie, ale w wielu przypadkach choroba staje się chorobą przewlekłą. I dodaje – Polska Grupa Raka Płuca od lat aktywnie zabiega o poprawę dostępu do nowoczesnego leczenia w Polsce – poprzez przygotowywanie analiz, opiniowanie rozwiązań systemowych oraz konsekwentny dialog z decydentami. Dzisiejsze decyzje refundacyjne są jednym z efektów tego procesu i potwierdzają, że głos środowiska eksperckiego, oparty na danych klinicznych i realnych potrzebach pacjentów, ma istotne znaczenie w kształtowaniu systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie traktujemy je jako kolejny etap działań, a nie ich zakończenie.
Kwietniowa lista refundacyjna Ministerstwa Zdrowia przynosi istotne zmiany w leczeniu raka płuca. Wśród nowych decyzji znalazło się pięć terapii obejmujących zarówno niedrobnokomórkowego, jak i drobnokomórkowego raka płuca. To kolejny krok w kierunku poszerzania dostępu do leczenia dopasowanego do biologii nowotworu oraz indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta. Jednocześnie aktualizacja listy uwidacznia obszary, w których potrzeby kliniczne pozostają niezaspokojone, szczególnie w kontekście rzadkich zaburzeń molekularnych oraz leczenia drobnokomórkowego raka płuca.
 
Wśród nowych terapii refundowanych w programie lekowym B.6 znalazł się serplulimab stosowany w pierwszej linii leczenia drobnokomórkowego raka płuca (DRP) w stadium rozsianym, w skojarzeniu z karboplatyną i etopozydem. Wprowadzenie kolejnego inhibitora punktów kontrolnych w tej populacji ma istotne znaczenie kliniczne, ponieważ drobnokomórkowy rak płuca przez wiele lat pozostawał obszarem o bardzo ograniczonych możliwościach terapeutycznych. – To są kolejne strategie, które realnie zmieniają rokowanie chorych w tej grupie – zaznacza prof. Kowalski, wskazując na znaczenie immunoterapii w pierwszej linii leczenia.

Istotną zmianą w leczeniu jest także rozszerzenie zastosowania atezolizumabu w pierwszej linii leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca u pacjentów, którzy nie kwalifikują się do chemioterapii opartej na pochodnych platyny. Jest to zmiana szczególnie istotna z klinicznego punktu widzenia. – To grupa chorych bardzo wymagająca – często obciążona dodatkowymi chorobami współistniejącymi, z ograniczonymi możliwościami zastosowania standardowej chemioterapii. Do tej pory nasze możliwości terapeutyczne były w tej populacji ograniczone. Wprowadzenie immunoterapii daje realną szansę na leczenie aktywne także u tych pacjentów i stanowi istotne uzupełnienie dostępnych strategii. – komentuje prof. Dariusz M. Kowalski.

Kolejne decyzje refundacyjne dotyczą terapii ukierunkowanych molekularnie. Wprowadzenie amiwantamabu w skojarzeniu z karboplatyną i pemetreksedem dla chorych z insercjami w eksonie 20 genu EGFR odpowiada na potrzeby pacjentów z rzadkim, ale klinicznie wymagającym wariantem patogennym. Dotychczasowe możliwości leczenia tej grupy były ograniczone, a skuteczność standardowej chemioterapii pozostawała bardzo niezadowalająca.  – Największym wyzwaniem pozostają rzadkie warianty molekularne, dla których możliwości leczenia dopiero się pojawiają lub wciąż są ograniczone. – wskazuje prof. Kowalski.

Znaczącą zmianą jest także refundacja schematu amiwantamab w skojarzeniu z lazertynibem w pierwszej linii leczenia pacjentów z najczęstszymi mutacjami aktywującymi w genie EGFR. Terapia ta stanowi alternatywę dla dotychczasowego standardu leczenia opartego na inhibitorach trzeciej generacji i odpowiada na problem narastającej oporności, w tym związanej z aktywacją szlaku MET. – Obecnie dysponujemy dziś bardzo dobrym programem lekowym w raku płuca, obejmującym kolejne linie leczenia i różne mechanizmy działania leków – podkreśla ekspert, wskazując na rosnące możliwości personalizacji terapii.

Na liście znalazła się również terapia enkorafenibem w skojarzeniu z binimetynibem dla chorych z mutacją V600E w genie BRAF. Choć jest to stosunkowo rzadka populacja pacjentów, jej znaczenie kliniczne jest duże, ponieważ obecność tej mutacji wiąże się z gorszym rokowaniem i ograniczoną skutecznością klasycznych metod leczenia. Wprowadzenie terapii celowanej pozwala na bardzo wyraźną poprawę odsetka odpowiedzi oraz znamienne wydłużenie czasu przeżycia całkowitego. – To pokazuje, że system stopniowo obejmuje również mniej liczne grupy chorych, choć w tym obszarze nadal pozostają pewne braki. – zaznacza prof. Kowalski.

Postęp jest znaczący. Gdzie nadal pozostają luki?
Pomimo wyraźnego rozszerzenia dostępu do terapii, aktualna lista refundacyjna nie obejmuje wszystkich istotnych klinicznie wskazań. Najbardziej widoczne luki dotyczą rzadkich, ale dobrze zdefiniowanych zaburzeń molekularnych, dla których dostępne są już skuteczne terapie zarejestrowane w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Największym wyzwaniem pozostają warianty patogenne o niskiej częstości występowania. W dalszym ciągu w systemie brakuje dostępu do terapii ukierunkowanych dedykowanych chorym z rearanżacjami w genie RET, takich jak selperkatynib i pralsetynib, które wykazują wysoką skuteczność i korzystny profil bezpieczeństwa. Podobna sytuacja dotyczy mutacji MET exon 14, gdzie dostępne są terapie – kapmatynib i tepotynib.

Bardzo ważnym elementem układanki w leczeniu ukierunkowanym molekularnie jest zapewnienie możliwości leczenia po pojawieniu się progresji choroby. W przypadku chorych leczonych ozymertynibem w 1 linii leczenia i progresją choroby, optymalnym schematem jest połączenie amiwantamabu z chemioterapią – niestety jest to technologia jeszcze niedostępna w naszym programie lekowym i należy to podkreślić wyjątkowo oczekiwana przez onkologów i chorych.

Istotnym obszarem wymagającym dalszych zmian pozostaje również leczenie drobnokomórkowego raka płuca. Mimo postępu w pierwszej linii leczenia choroby rozsianej, nadal brakuje refundacji durwalumabu w terapii konsolidującej po radykalnej jednoczasowej radiochemioterapii w ograniczonej postaci choroby. Jak podkreśla prof. Kowalski znaczenie tej terapii zostało jasno potwierdzone w badaniach klinicznych. – Badanie III fazy ADRIATIC wykazało istotną poprawę przeżycia całkowitego oraz czasu wolnego od progresji przy zastosowaniu durwalumabu w tym wskazaniu. Wprowadzenie tej immunoterapii byłoby pierwszym od wielu lat przełomem w leczeniu tej grupy pacjentów. Terapia ta została również wskazana jako jedna z najważniejszych niezaspokojonych potrzeb klinicznych w zestawieniu TOP 10 ONKO 2026 opracowywanym przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, zajmując czwarte miejsce.

Nowe technologie na horyzoncie. TLI jako zapowiedź zmian
W kontekście dalszego rozwoju dostępu do leczenia szczególne znaczenie ma wykaz technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności (TLI), przygotowywany przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

– W najnowszej edycji dokumentu znalazł się repotrektynib – inhibitor kinazy tyrozynowej nowej generacji dla chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca z rearanżacją ROS1 – wskazuje prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau, Prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Jak zaznacza ekspert, obecny program lekowy zapewnia dostęp do leczenia pierwszej linii w tej populacji chorych, jednak w praktyce klinicznej pojawia się potrzeba kolejnych opcji terapeutycznych. – Mamy dziś skuteczne leczenie w pierwszej linii, natomiast problemem pozostaje postępowanie po progresji choroby lub w sytuacji rozwoju oporności. – wskazuje prof. Ramlau. Repotrektynib jako lek o aktywności wobec mutacji oporności i dobrej penetracji do ośrodkowego układu nerwowego, odpowiada na tę potrzebę.

Uwzględnienie tej technologii w wykazie TLI można traktować jako sygnał potencjalnego kierunku przyszłych decyzji refundacyjnych. – To pokazuje, w jakim kierunku będzie rozwijał się system – w stronę coraz bardziej precyzyjnych terapii odpowiadających na konkretne, także rzadsze potrzeby kliniczne. – podsumowuje prof. Ramlau.

Kierunek zmian: coraz większa precyzja, ale nierówny dostęp
Obecny kształt programu lekowego B.6 pokazuje wyraźny postęp w kierunku medycyny personalizowanej. Coraz więcej decyzji refundacyjnych dotyczy ściśle określonych grup pacjentów, definiowanych na podstawie profilu molekularnego nowotworu. W praktyce oznacza to, że chorzy z najczęstszymi zaburzeniami molekularnymi – takimi jak mutacje w genie EGFR czy rearanżacje ALK – mają dziś dostęp do szerokiego wachlarza nowoczesnych terapii, obejmujących kolejne linie leczenia i różne strategie terapeutyczne.

Jak podkreśla prof. Rodryg Ramlau, jest to wyraźna zmiana jakościowa w leczeniu raka płuca w Polsce. – Mamy dziś sytuację, w której dla najczęstszych zaburzeń molekularnych jesteśmy w stanie zaoferować pacjentom leczenie zgodne ze współczesnymi standardami klinicznymi, obejmujące kolejne linie terapii i różne strategie postępowania.

Jednocześnie w systemie nadal pozostają obszary wymagające uzupełnienia. Dotyczy to przede wszystkim chorych z rzadszymi zaburzeniami molekularnymi, takimi jak rearanżacje RET czy mutacje MET exon 14, dla których dostępne terapie nie są jeszcze refundowane. Wciąż brakuje również dostępu do leczenia konsolidującego w ograniczonej postaci drobnokomórkowego raka płuca. – Rozwój medycyny personalizowanej jest faktem, ale jego pełne wdrożenie wymaga dalszego rozszerzania dostępu do terapii dla wszystkich klinicznie istotnych zaburzeń molekularnych, także tych rzadkich. Celem powinno być leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną dla wszystkich pacjentów, niezależnie od częstości występowania danego wariantu. – zaznacza prof. Ramlau.

Nie mniej istotnym elementem pozostaje diagnostyka. Nawet najbardziej zaawansowane i skuteczne terapie nie przynoszą oczekiwanych korzyści, jeśli nie są poprzedzone odpowiednio wczesnym i kompleksowym rozpoznaniem. Jak zwraca uwagę prof. Dariusz M. Kowalski, dostęp do diagnostyki w praktyce warunkuje możliwości leczenia. – Dostęp do badań molekularnych, ich jakość oraz czas wykonania decydują o tym, czy pacjent będzie mógł otrzymać leczenie celowane lub immunoterapię. Bez sprawnej i kompleksowej diagnostyki nawet najbardziej nowoczesne terapie pozostają poza realnym zasięgiem pacjenta. Dlatego rozwój systemu opieki nad chorymi na raka płuca musi przebiegać równolegle w dwóch obszarach – rozszerzania dostępu do terapii oraz zapewnienia szybkiej i kompleksowej diagnostyki, w tym molekularnej, już na początku ścieżki leczenia.

*** 
 
Polska Grupa Raka Płuca (PGRP) to towarzystwo naukowe skupiające od ponad 20 lat ekspertów z różnych dziedzin zaangażowanych w profilaktykę, diagnostykę, leczenie oraz kompleksową opiekę nad chorymi na raka płuca w Polsce. Organizacja odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu standardów postępowania w tym obszarze, opracowując zalecenia kliniczne, analizy strategiczne oraz rekomendacje systemowe dotyczące poprawy jakości i dostępności opieki.

PGRP aktywnie uczestniczy w debacie publicznej i procesach decyzyjnych, przygotowując stanowiska eksperckie oraz inicjując działania na rzecz wdrażania nowoczesnych rozwiązań diagnostycznych i terapeutycznych. Dzięki interdyscyplinarnemu charakterowi oraz współpracy z licznymi towarzystwami naukowymi, instytucjami publicznymi i organizacjami pacjenckimi, Polska Grupa Raka Płuca jest dziś jest centralnym ośrodkiem eksperckim w Polsce w obszarze raka płuca.

źródło: PGRP

Rosnąca liczba zachorowań na nowotwory, starzenie się populacji i coraz bardziej złożona biologia chorób nowotworowych sprawiają, że współczesna onkologia znajduje się w punkcie przełomowym. Z jednej strony dysponuje narzędziami, które jeszcze dekadę temu były nieosiągalne – terapiami ukierunkowanymi molekularnie, immunoterapią, leczeniem okołooperacyjnym czy zaawansowaną diagnostyką genetyczną. Z drugiej strony pacjenci wciąż zderzają się z barierami systemowymi, które powodują, że potencjał nowoczesnej medycyny nie zawsze przekłada się na realną poprawę rokowań.
Te wyzwania wybrzmiały wyraźnie podczas panelu poświęconego niezaspokojonym potrzebom pacjentów onkologicznych. Dyskusja została skoncentrowana wokół trzech grup nowotworów: raków skóry, raka płuca oraz glejaków – chorób różniących się epidemiologią i przebiegiem, ale łączonych przez wspólne wyzwania diagnostyczne, terapeutyczne i organizacyjne.

Nowotwory skóry: wyleczalne, ale nie zawsze na czas
W przypadku nowotworów skóry obraz jest pozornie optymistyczny. To najczęstsza grupa nowotworów złośliwych, a większość przypadków rozpoznawana jest na etapie wczesnym i skutecznie leczona chirurgicznie. Jednak właśnie ta „powszechność” sprawia, że część chorych pozostaje poza realnym zainteresowaniem systemu.

Jak podkreślono w dyskusji, czerniak – dzięki rozwojowi leczenia systemowego – stał się w Polsce nowotworem, w którym potrzeby terapeutyczne są w dużej mierze zaspokojone. Problemem pozostaje jednak wczesna diagnostyka oraz grupa chorych z rakami skóry innymi niż czerniak, przede wszystkim rakiem płaskonabłonkowym skóry. W tej populacji obserwuje się stałą, niezmienną liczbę przypadków zaawansowanych, które nie kwalifikują się do leczenia chirurgicznego lub wymagają skojarzonych, trudnych terapii w obrębie głowy i szyi.

Prof. Piotr Rutkowski z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie, zwracał uwagę, że istotnym problemem jest fakt, iż zaawansowane raki skóry nie są objęte szybką ścieżką onkologiczną, co powoduje ich „wypadanie” z systemowych priorytetów. Tymczasem dostępne dziś terapie immunologiczne pozwalają osiągać bardzo dobre odpowiedzi, a dane z ostatnich lat pokazują, że zastosowanie leczenia okołooperacyjnego może poprawić wyniki leczenia lokoregionalnego nawet o ponad 20%. – Zastosowanie dodatkowego leczenia systemowego przez rok zapobiega ponad 20 procentom nawrotów choroby po leczeniu chirurgicznym – podkreślał profesor Rutkowski.

Jednocześnie pojawił się wątek racjonalizacji terapii, w tym tzw. wakacji terapeutycznych, czyli czasowego przerywania leczenia u pacjentów z dobrą odpowiedzią. To rozwiązanie, znane już z leczenia czerniaka, mogłoby – przy zachowaniu bezpieczeństwa klinicznego – przynieść również korzyści ekonomiczne.

Rak płuca: medycyna precyzyjna kontra realia systemu
Rak płuca pozostaje jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych i jedną z głównych przyczyn zgonów onkologicznych, ale równocześnie jest dziś modelowym przykładem tego, jak gwałtownie zmienia się onkologia pod wpływem diagnostyki molekularnej. W niedrobnokomórkowym raku płuca choroba „przestała być jednorodna” – jak podkreślano w dyskusji – i została podzielona na coraz węższe podtypy biologiczne, definiowane przez konkretne zaburzenia genetyczne.

Prof. Dariusz M. Kowalski z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, zwracał uwagę, że rak niedrobnokomórkowy „już dawno został posiekany na różne fragmenty tortu”, a dzięki temu lekarz nie patrzy dziś na jedną jednostkę chorobową, lecz na zestaw chorób o różnych „napędach” molekularnych i różnych odpowiedziach na leczenie. W praktyce przekłada się to na identyfikację wariantów patogennych u znacznej części pacjentów – według profesora w około 50–60% przypadków – dla których istnieją lub pojawiają się terapie ukierunkowane molekularnie. Wśród najczęstszych zmian wymieniał m.in. EGFR (około 15%), ALK (około 5%), ROS1 (około 3%), a także BRAF, RET, MET i NTRK. Właśnie w tym miejscu padło jedno z najmocniejszych zdań całego panelu, które dobrze oddaje skalę przemiany: „pojawiło się nawet sformułowanie rak płuca jako choroba przewlekła, co do niedawna było przecież czystą herezją” – mówił prof. Kowalski, porównując dawne wyniki oparte wyłącznie na chemioterapii (mediana przeżycia około 8 miesięcy i odsetki rocznych przeżyć nieprzekraczające 10%) z obecnymi, kiedy w wybranych grupach chorych – dzięki terapiom celowanym – możliwe są mediany przeżycia rzędu 30, 40, a nawet 50 i więcej miesięcy, z odsetkami przeżyć pięcioletnich przekraczającymi 60–70%.

Zasadniczym warunkiem wykorzystania tego potencjału jest jednak diagnostyka – i to diagnostyka wykonana na początku ścieżki pacjenta. Prof. Kowalski podkreślał, że „od tego nie ma ucieczki”: w niedrobnokomórkowym raku płuca o typie niepłaskonabłonkowym standardem stają się badania wielogenowe wykonywane techniką sekwencjonowania nowej generacji (NGS), a powrót do testów jednogenowych jest drogą wstecz nie tylko klinicznie, ale też organizacyjnie. Problem polega na tym, że materiał patomorfologiczny jest często skąpy – „materiał drobny”, który trzeba oszczędzać – a wykonywanie kolejnych pojedynczych testów może doprowadzić do sytuacji, w której na kluczowe badanie po prostu „nie będzie już materiału”. W praktyce oznacza to, że część pacjentów nadal nie otrzymuje pełnego profilowania molekularnego, mimo że teoretycznie jest ono rekomendowane i dostępne. Profesor wprost przyznawał, że nie byłoby uczciwe powiedzieć, iż „wszyscy mają tego typu badania robione”, bo nie wszystkie ośrodki mają aparaturę, wyszkolone zespoły lub odpowiednie kontrakty. W tym kontekście wybrzmiał też postulat, by zakończyć etap półśrodków i doprowadzić do realnego uruchomienia modelu Lung Cancer Units – ośrodków doskonałości, w których pacjent ma zapewnioną całość diagnostyki i leczenia „pod jednym dachem”, bez utraty czasu na poszukiwanie kolejnych elementów ścieżki w rozproszonym systemie.

Najbardziej konkretną, a zarazem symbolicznie ważną ilustracją różnicy między postępem medycyny a tempem decyzji refundacyjnych była dyskusja o terapii w mutacji BRAF V600E (około 3% pacjentów). Prof. Kowalski mówił wprost, że jest to temat „który troszeczkę boli” środowisko klinicystów i organizacje onkologiczne, bo skuteczne terapie celowane w tym wskazaniu są znane od lat, a pacjenci w Polsce przez długi czas pozostawali bez realnego dostępu w ramach programu lekowego. Jednocześnie zwracał uwagę na dane przemawiające za jak najwcześniejszym stosowaniem terapii skojarzonej encorafenib binimetinib: „ponad 50% żyje 4 lata. A mediana przeżycia wynosi 50 miesięcy” – podkreślał, zaznaczając, że największa korzyść jest wtedy, gdy leczenie optymalne trafia do pacjenta w pierwszej linii, a nie dopiero po mniej skutecznych sekwencjach.

Wątek ten został rozwinięty z perspektywy Ministerstwa Zdrowia przez Mateusza Oczkowskiego, dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, który wskazywał, że w obszarze BRAF proces refundacyjny jest w toku, a resort – jak mówił – sam inicjował rozmowy z firmą, by wniosek refundacyjny w ogóle został złożony po wcześniejszym okresie „długiego oczekiwania”. Jednocześnie podkreślał, że w programie lekowym raka płuca decyzje są trudniejsze nie dlatego, że brakuje dowodów skuteczności, lecz dlatego, że program jest największy i generuje ogromne wydatki dla płatnika. 

W raku drobnokomórkowym płuca – najbardziej agresywnym podtypie, stanowiącym około 15–20% rozpoznań – prof. Kowalski mówił o wieloletnim „nihilizmie terapeutycznym”, bo przez prawie 30 lat nie było badań III fazy, które przekładałyby się na przełom w przeżyciach. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z dołączeniem immunoterapii do chemioterapii w chorobie rozsianej, ale prawdziwie przełomowe – w jego ocenie – stały się dane dotyczące chorych z postacią miejscowo zaawansowaną, którzy po radiochemioterapii mogą otrzymać leczenie uzupełniające: „wydłużamy dwukrotnie medianę przeżycia z 30 do prawie 60 miesięcy” – mówił, wskazując na durwalumab jako element leczenia konsolidującego. Ten fragment został następnie osadzony w realiach procesu refundacyjnego przez Mateusza Oczkowskiego, który potwierdzał, że w drobnokomórkowym raku płuca „są wnioski, proces się dzieje”, a w najbliższej perspektywie czasowej możliwe jest rozstrzyganie kolejnych postępowań, choć część z nich dotyczy alternatyw w obrębie istniejących opcji (np. kolejny inhibitor PD-L1), a trudniejsze są decyzje obejmujące nowe populacje chorych i dodatkowy wpływ na budżet.

Perspektywę kliniczną domknęła prof. Barbara Radecka z Kliniki Onkologii Opolskiego Centrum Onkologii im. prof. Tadeusza Koszarowskiego w Opolu i Uniwersytetu Opolskiego, która podkreślała, że rak płuca jest „modelowym przykładem”, jak biologia molekularna „tnie torcik” na coraz węższe kawałki, a onkologia coraz częściej zaczyna operować w logice chorób rzadkich – nie dlatego, że rak płuca jako taki jest rzadki, ale dlatego, że konkretna aberracja (u 1–2% chorych) tworzy bardzo wąską podpopulację, dla której można znaleźć „klucz do zamka”: „cząsteczce, która pasuje do jakiegoś ‘uszkodzonego’ białka w komórce nowotworowej jak klucz do zamka”. Profesor zwracała uwagę, że część biomarkerów ma znaczenie rokownicze, ale w praktyce terapeutycznej kluczowe są biomarkery predykcyjne – te, które mówią, czy choroba odpowie na konkretne leczenie – i że właśnie dlatego „badamy wszystkich stu, aby znaleźć tych czterech szczęściarzy”. To zdanie bardzo dobrze koresponduje z wątkiem Kowalskiego o konieczności wykonywania paneli NGS na początku ścieżki: bo znalezienie pojedynczego chorego z ALK czy ROS1 „odmienia losy tych ludzi kompletnie”, a bez diagnostyki pacjent w ogóle nie dostaje szansy, by do tej opcji terapeutycznej dojść.

Glejaki – dlaczego to jedne z najtrudniejszych nowotworów w onkologii
Ostatnim obszarem omawianym podczas panelu były glejaki – nowotwory ośrodkowego układu nerwowego, które mimo stosunkowo niewielkiej liczby zachorowań pozostają jedną z największych bolączek współczesnej onkologii. Jak wyjaśnia prof. Radosław Rola z Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, w skali roku w Polsce rozpoznaje się około 3,5 tys. nowotworów układu nerwowego, z czego około 1,7 tys. stanowią nowotwory glejowe. Choć jest to populacja niewielka, charakteryzuje się wyjątkowo wysoką śmiertelnością – liczba zgonów sięga blisko 3,2 tys. rocznie. To pokazuje, jak nieproporcjonalnie ciężkim problemem klinicznym są glejaki w relacji do częstości ich występowania.

Jednym z kluczowych powodów złego rokowania jest biologia tych nowotworów. Glejaki są guzami skrajnie heterogennymi i rosną w sposób naciekowy, migrując wzdłuż dróg nerwowych. Nie są chorobą ogniskową, lecz w praktyce chorobą całego mózgu. To sprawia, że chirurgia – choć pozostaje podstawą leczenia – ma swoje zasadnicze ograniczenia. Przez dekady podejmowano próby radykalnych resekcji, łącznie z bardzo rozległymi zabiegami, takimi jak usunięcie całej półkuli mózgu, jednak doświadczenia te jednoznacznie pokazały, że glejaki nie są chorobą wyleczalną chirurgicznie. Guz potrafi dalej rozwijać się w pozostałej tkance mózgowej, a pacjent ponosi ogromny koszt neurologiczny takiego leczenia.

Współczesna neurochirurgia opiera się więc na koncepcji maksymalnej bezpiecznej resekcji, której celem jest usunięcie jak największej części guza bez generowania nowych deficytów neurologicznych. Oznacza to dążenie do resekcji całej zmiany widocznej w badaniach obrazowych, a w przypadku glejaka wielopostaciowego także obszarów hiperintensywnych w sekwencjach FLAIR, co statystycznie poprawia przeżycie pacjentów. Należy jednak podkreślić, że nawet istotne statystycznie wydłużenie przeżycia w tej grupie chorych często oznacza zysk rzędu kilku tygodni lub miesięcy, co dobrze obrazuje skalę trudności terapeutycznych.

Jednocześnie pojęcie „glejak” obejmuje bardzo zróżnicowaną grupę nowotworów. Obok najbardziej agresywnego glejaka wielopostaciowego istnieją podtypy o znacznie wolniejszym przebiegu, takie jak gwiaździaki rozlane stopnia 2 (G2). Są to guzy rozpoznawane często u młodych dorosłych, nierzadko w trzeciej dekadzie życia, których pierwszym objawem bywa napad padaczkowy. W tej grupie chorych właściwie przeprowadzona operacja w doświadczonym ośrodku może zapewnić wieloletni okres stabilizacji choroby, bez progresji do postaci bardziej złośliwej.

Kluczowe znaczenie w tej populacji ma diagnostyka molekularna. Współczesna klasyfikacja nowotworów ośrodkowego układu nerwowego opiera się na cechach genetycznych, a rozpoznanie gwiaździaka rozlanego G2 nie jest możliwe bez potwierdzenia mutacji w genach IDH1 lub IDH2. Ta mutacja nie tylko definiuje typ nowotworu, ale stała się również celem terapii ukierunkowanej molekularnie. Dodatkowo, w wybranych przypadkach istotne znaczenie terapeutyczne ma identyfikacja innych aberracji, takich jak BRAF V600E, która u części pacjentów z glejakiem wielopostaciowym umożliwia zastosowanie leczenia w trybie RDTL.

Ostatnie miesiące przyniosły w tym obszarze wyraźne przełamanie wieloletniego impasu terapeutycznego. Pojawienie się worasydenibu– inhibitora mutacji IDH – otworzyło nowy rozdział w leczeniu wybranej grupy pacjentów. Lek ten został zarejestrowany w Unii Europejskiej pod koniec ubiegłego roku i jest przeznaczony dla chorych po leczeniu chirurgicznym, u których pozostaje resztkowy guz. Dane z badania klinicznego INDIGO pokazują nie tylko wydłużenie czasu do progresji choroby, ale również istotne odsunięcie w czasie konieczności kolejnych interwencji chirurgicznych lub radioterapii, a w części przypadków nawet regresję zmiany nowotworowej w obserwacji wieloletniej. Choć dotyczy to stosunkowo wąskiej populacji – w skali Polski kilkuset pacjentów – jest to pierwszy od ponad dwóch dekad realny sygnał zmiany paradygmatu leczenia glejaków IDH-zależnych.

Rozwój takich terapii dodatkowo wzmacnia potrzebę leczenia pacjentów w wyspecjalizowanych ośrodkach i tworzenia dedykowanych zespołów wielodyscyplinarnych, obejmujących nie tylko neurochirurgów i onkologów, ale także neuroradiologów, neuropatologów i genetyków. Bez takiej organizacji opieki nawet najbardziej obiecujące przełomy terapeutyczne pozostaną dostępne tylko dla części chorych.

System, który musi nadążyć za nauką
Dyskusja o nowoczesnych terapiach, diagnostyce molekularnej i przełomach w leczeniu raka płuca, nowotworów skóry czy glejaków prowadzi do jednego wniosku: postęp medycyny jest dziś szybszy niż zdolność systemu do jego absorpcji. Nawet najbardziej innowacyjne leki nie zmienią losu pacjentów, jeśli nie będą osadzone w sprawnie działającym modelu organizacyjnym.
Z perspektywy decydenta kluczowa zmiana, jaka dokonała się w ostatnich latach, dotyczy samego sensu leczenia onkologicznego. Jak podkreśla Mateusz Oczkowski, coraz częściej nie chodzi już wyłącznie o wydłużenie życia za wszelką cenę, lecz o trwałą zmianę naturalnego przebiegu choroby. – Nowoczesne leki bardzo często zamieniają chorobę śmiertelną w chorobę przewlekłą. A czasem – jeśli mówimy o leczeniu wczesnej postaci nowotworu – prowadzą do całkowitego wyleczenia. Pacjent w ogóle nie wraca do systemu – mówi Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.

Jak podkreśla, jeszcze kilkanaście lat temu wiele nowotworów było w praktyce wyrokiem śmierci. – Gdy zaczynałem pracę, nie było żadnej terapii dla potrójnie ujemnego raka piersi. Pamiętam list od pacjentki, która pytała, czy jest dostępny lek, o którym słyszała. Nie mogliśmy jej nic zaoferować. Dziś ta choroba ma pełen wachlarz terapii. To pokazuje, jak w ciągu kilku lat choroby śmiertelne stają się chorobami przewlekłymi.

Z klinicznego punktu widzenia oznacza to jednak konieczność pilnego uporządkowania fundamentów systemu. Prof. Piotr Rutkowski zwraca uwagę, że największą niezaspokojoną potrzebą pacjentów onkologicznych nie jest dziś brak kolejnych cząsteczek, lecz pełne wdrożenie Krajowej Sieci Onkologicznej.

„Prawem pacjenta jest przede wszystkim konsylium. To ono usprawnia diagnostykę i pozwala realnie korzystać z nowoczesnych terapii. Do leczenia nie dojdzie, jeśli nie ma dobrej diagnostyki” – podkreśla profesor Rutkowski.

Drugim filarem, który musi zostać wzmocniony, jest profilaktyka. W wielu nowotworach – zwłaszcza skóry, piersi, płuca czy jelita grubego – możliwe jest wykrycie choroby na wczesnym etapie lub nawet jej zapobieganie. Jak zaznaczano w trakcie panelu, działania profilaktyczne nie tylko poprawiają rokowanie pacjentów, ale również realnie zmniejszają koszty leczenia w dłuższej perspektywie. W tym kontekście nadzieje wiązane są m.in. z planowanym rozwojem wyspecjalizowanych jednostek, takich jak Lung Cancer Units, których skuteczność potwierdził już model breast cancer units.

Szczególnego znaczenia nabiera to w obszarze neuroonkologii. W przypadku glejaków sama dostępność innowacyjnych terapii – w tym leczenia ukierunkowanego molekularnie – nie wystarczy bez odpowiedniej struktury opieki. Jak podkreślano, pacjenci z nowotworami ośrodkowego układu nerwowego wymagają rozbudowanych, wielodyscyplinarnych zespołów, obejmujących nie tylko neurochirurgów i onkologów, lecz także genetyków, neuroradiologów i neuropatologów.

Rozwój diagnostyki molekularnej, w tym nowych metod klasyfikacji nowotworów OUN i profilowania metylacyjnego, prowadzi do identyfikacji bardzo wąskich podgrup pacjentów, dla których możliwe jest zastosowanie terapii celowanych z innych wskazań – często z spektakularnymi efektami klinicznymi. To jednak ponownie wymaga systemu, który potrafi takie potrzeby rozpoznać i na nie odpowiedzieć.

Panel poświęcony niezaspokojonym potrzebom pacjentów onkologicznych wyraźnie pokazał, że współczesna onkologia znajduje się na etapie, w którym największym wyzwaniem przestaje być brak wiedzy czy leków, a staje się nim tempo wdrażania zmian organizacyjnych. Od tego, czy system ochrony zdrowia nadąży za nauką, zależy dziś, czy przełomy terapeutyczne pozostaną osiągnięciem wybranych ośrodków, czy staną się realnym doświadczeniem pacjentów w całym kraju.

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie panelu „Niezaspokojone potrzeby pacjentów onkologicznych” konfenrcja Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026

Zdaniem Prof. Piotra Rutkowskiego, Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rak płuca jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, gdzie problemy systemowe w onkologii są szczególnie widoczne – mimo dostępnych narzędzi i wiedzy medycznej tempo poprawy jest dramatycznie wolne. Podstawowe wyzwania są wciąż te same: dominacja palenia tytoniu jako głównego czynnika ryzyka, rosnące znaczenie zanieczyszczenia powietrza, brak powszechnego i skutecznego screeningu oraz niewystarczająca organizacja i kompleksowość ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, która mogłaby znacznie skrócić czas od podejrzenia do leczenia.
Rak płuca pozostaje w Polsce największym wyzwaniem wśród wszystkich nowotworów – zarówno pod względem zachorowalności, jak i liczby zgonów. Choć ostatnie lata przyniosły rozwój nowych terapii oraz coraz szerszy dostęp do leczenia skojarzonego, w statystykach wciąż niewiele się zmienia. Wskaźniki pięcioletnich przeżyć zbliżają się do poziomu około 20% (ok. 18% u kobiet, ok. 15% u mężczyzn), co – jak zwracali uwagę eksperci – plasuje nas wśród państw o najgorszych wynikach w Unii Europejskiej. Każdego roku na raka płuca zachorowuje ponad 21 tysięcy, a umiera ponad 22 tysiące Polek i Polaków, a przewidywania epidemiologiczne nie są optymistyczne: liczby te będą nadal rosły.
 
Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rak płuca jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, gdzie problemy systemowe w onkologii są szczególnie widoczne – mimo dostępnych narzędzi i wiedzy medycznej tempo poprawy jest dramatycznie wolne. Podstawowe wyzwania są wciąż te same: dominacja palenia tytoniu jako głównego czynnika ryzyka, rosnące znaczenie zanieczyszczenia powietrza, brak powszechnego i skutecznego screeningu oraz niewystarczająca organizacja i kompleksowość ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, która mogłaby znacznie skrócić czas od podejrzenia do leczenia.
 
Dlaczego wykrywamy raka płuca zbyt późno? Profilaktyka i NDTK
 
Późne rozpoznanie pozostaje kluczowym powodem utrzymujących się niskich wskaźników przeżycia w raku płuca w Polsce. Jak podkreślał prof. Witold Rzyman, Konsultant Krajowy w dziedzinie Chirurgii Klatki Piersiowej, mimo ogromnych postępów w farmakoterapii i technologiach medycznych statystyki poprawiają się minimalnie, ponieważ choroba wciąż rozpoznawana jest zbyt późno: – Ze 100 osób, które zachorowały w 2020 roku, w tej chwili żyje około 20. Osiemdziesiąt z nich zmarło, połowa w ciągu dwóch pierwszych lat. Dane populacyjne pozostają nieubłagane — około 55% pacjentów trafia do systemu w stadium IV, a kolejne 20–25% w stadium III. Jedynie około 15%-20% chorych kwalifikuje się do leczenia radykalnego.
 
Na tę sytuację nakładają się zmieniające się trendy epidemiologiczne. Zachorowalność wśród mężczyzn zaczyna się stabilizować, natomiast u kobiet rośnie, co — jak zauważyła dr Katarzyna Stencel, Kierownik Oddziału Onkologii Klinicznej Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii — jest konsekwencją dynamicznej ewolucji rynku produktów nikotynowych: – Komercja idzie naprzód – już nie tylko papierosy, ale piękne, kolorowe urządzenia w eleganckich etui. Długofalowe skutki tej konsumpcji poznamy dopiero za jakiś czas, ale pacjentów nam raczej nie ubędzie. Coraz większą rolę odgrywa również zanieczyszczenie powietrza, będące dziś drugim najważniejszym czynnikiem ryzyka raka płuca, zwłaszcza u osób niepalących.
 
Eksperci byli zgodni: bez populacyjnego programu niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) nie uda się odwrócić trendu późnych rozpoznań. Doświadczenia Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Korei Południowej, ale także polskiego pilotażu, pokazują, że regularne badania przesiewowe pozwalają wykrywać raka w jego najwcześniejszych, bezobjawowych stadiach, kiedy leczenie ma największą skuteczność. NDTK charakteryzuje się bardzo wysoką efektywnością — wykrywalność zmian nowotworowych na poziomie około 3% jest trzykrotnie wyższa niż w przypadku mammografii, jednej z najlepiej ugruntowanych metod screeningu.
 
Polski pilotaż NDTK potwierdził te obserwacje. Dane z Dolnośląskiego Centrum Onkologii pokazały, że dzięki niskodawkowej tomografii odsetek pacjentów kwalifikujących się do leczenia operacyjnego wzrósł z około 15% do 20–25%. To wyraźna zmiana w kierunku wcześniejszych stadiów choroby, w których możliwe jest leczenie radykalne. Kluczową kwestią jest także właściwa częstotliwość badań. Jak zaznaczył prof. Rzyman: – Co 12 miesięcy – to jedyne właściwe rozwiązanie. Inne modele to eksperymenty prowadzone w wybranych ośrodkach, ale nie standard populacyjny.
 
Od strony systemowej program NDTK jest już na bardzo zaawansowanym etapie wdrożenia. Karta świadczenia gwarantowanego przeszła wszystkie konsultacje i została zaakceptowana przez NFZ, AOTMiT oraz Ministerstwo Zdrowia. 9 grudnia resort zdrowia skierował projekt rozporządzenia do konsultacji społecznychJesteśmy właściwie na prostej do wdrożenia programu – podkreślił prof. Rzyman.
 
Lung Cancer Units – organizacja, która może zmienić wszystko
 
Zgodnie z dokumentami przygotowywanymi w Ministerstwie Zdrowia, docelowa sieć Lung Cancer Units miałaby objąć około dziewiętnastu wyspecjalizowanych ośrodków. W ocenie ekspertów to dopiero punkt wyjścia – liczba ta powinna w przyszłości wzrosnąć, tak aby pacjenci w różnych regionach kraju mieli porównywalny dostęp do diagnostyki i leczenia. Kluczowe nie jest jednak to, ile ośrodków powstanie, lecz jakie standardy będą musiały spełniać. LCU mają być jednostkami gwarantującymi wysoki wolumen procedur, pełne zaplecze diagnostyczne, dostęp do nowoczesnych terapii oraz sprawnie działające konsylia wielodyscyplinarne. Jak podkreślono, ośrodek wykonujący „dwie czy pięć torakotomii rocznie” nie może zapewnić jakości odpowiadającej współczesnym wymaganiom onkologii.
 
Największym oczekiwaniem związanym z LCU jest radykalne skrócenie ścieżki diagnostycznej. Dziś w wielu miejscach proces ten trwa nawet sześć miesięcy, a jedynie nieliczne ośrodki są w stanie zamknąć go w około trzech miesiącach. Model LCU zakłada, że czas od podejrzenia choroby do rozpoczęcia leczenia powinien wynosić maksymalnie sześć tygodni. Taka organizacja oznacza nie tylko szybsze rozpoznanie, lecz także ujednolicenie jakości diagnostyki, sprawny przepływ materiału i wyników oraz stałą współpracę specjalistów, co bezpośrednio przekłada się na trafniejsze decyzje terapeutyczne.
 
Warunkiem powodzenia całego projektu jest jednak systemowe raportowanie jakości i czasu wykonywania procedur. Bez rzetelnych danych nie da się ani monitorować pracy ośrodków, ani identyfikować obszarów wymagających poprawy. Prof. Witold Rzyman podsumował to jednoznacznie: – Bardzo dobra baza danych jest warunkiem sine qua non. Bez niej nie stworzymy skutecznych lung cancer unitów.
 
LCU mają więc przełożyć nowoczesną medycynę na praktykę: zapewnić szybkie i kompletne rozpoznanie, jednoznaczną odpowiedzialność za proces leczenia i realne wyrównywanie różnic regionalnych. W opinii ekspertów ich wdrożenie może być najbardziej systemową zmianą w polskiej onkologii od lat – pod warunkiem, że za koncepcją pójdą jasne standardy, finansowanie i wymóg raportowania wyników.
 
Patomorfologia i diagnostyka molekularna — fundament, który wciąż się kruszy
 
Mimo ogromnego postępu technologicznego i szerokiej dostępności nowoczesnych terapii, patomorfologia i diagnostyka molekularna pozostają jednym z największych hamulców leczenia raka płuca w Polsce. W opinii prof. Renaty Langfort kluczowym problemem jest zatrzymanie procesu akredytacji zakładów patomorfologii. Pilotaż, wprowadzony dwa lata temu, realnie poprawił standardy: wymuszał prawidłowe procedury utrwalania materiału, stosowanie odpowiedniej formaliny, kontrolę czasu od pobrania do obróbki oraz wykonywanie badań predykcyjnych w sposób umożliwiający uzyskanie tzw. wyniku kompleksowego. Dziś jednak certyfikaty wygasają, a kontynuacji programu wciąż nie ma.
 
Jak podkreśliła Prof. Renata Langfort, Kierownik Zakładu Patomorfologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie – Akredytacja patomorfologii jest absolutnie niezbędna. Jej podstawowym założeniem było to, aby pacjent otrzymywał tak zwany wynik kompleksowy – żeby wychodząc ze szpitala miał wykonane wszystkie konieczne badania, istotne do rozpoczęcia leczenia. Wstrzymanie akredytacji wiąże się z tym, że badania patomorfologiczne przestają być finansowane, a zakłady, które nie otrzymały środków, nie wykonują pełnej diagnostyki predykcyjnej.
 
W efekcie wiele ośrodków wykonuje jedynie podstawowe testy, bo pełna diagnostyka – IHC, FISH, NGS, PD-L1 – nie jest finansowana w placówkach bez akredytacji. Szpitale, które nie prowadzą leczenia raka płuca, nie widzą powodu, by inwestować w kosztowne badania, co powoduje wielotygodniowe opóźnienia i konieczność kierowania pacjentów do kolejnych laboratoriów. Logistyka dodatkowo komplikuje sytuację: materiał pobierany w jednym miejscu trafia do oceny histopatologicznej w innym, a następnie do badań molekularnych jeszcze gdzie indziej. Każdy transfer wydłuża czas i zwiększa ryzyko utraty cennej tkanki. Prof. Langfort ujęła to jednoznacznie – Zaczyna się błędne koło i wędrowanie materiału. To powoduje straty czasu, a często brakuje wystarczającej ilości materiału, by wykonać NGS.
 
Niedobór materiału to jedno z najpoważniejszych wyzwań diagnostycznych w raku płuca. Dlatego standardem światowym – i rekomendacją Polskiej Grupy Raka Płuca – jak podkreślał Prof. Dariusz M. Kowalski, Sekretarz generalny PGRP – jest panel NGS jako badanie pierwszego wyboru. Testy pojedyncze (EGFR, ALK, ROS1, BRAF, MET, RET) powinny być stosowane jedynie w szczególnych sytuacjach. Coraz większe znaczenie zyskuje również płynna biopsja (ctDNA), zwłaszcza gdy materiału tkankowego jest niewystarczająco dużo lub u pacjenta dochodzi do progresji choroby. Jej szerokie zastosowanie wymaga jednak pełnej dostępności laboratoriów wykonujących analizę krążącego DNA.
 
Istotnym narzędziem, które może skrócić ścieżkę diagnostyczną o wiele tygodni, jest tzw. zgoda warunkowa na wykonanie badań molekularnych – podpisywana przez pacjenta jeszcze przed pobraniem materiału. Prof. Piotr Rutkowski zaznaczył – To kwestia organizacyjna szpitala, nie NFZ. To skraca proces diagnostyczny o tygodnie. Mimo to w wielu ośrodkach zgoda ta nadal nie jest stosowana, co oznacza konieczność ponownych wizyt, opóźnienia i dodatkowe obciążenie dla pacjentów.
 
Konsekwencje braków w diagnostyce widać w danych populacyjnych. Według dokumentu „Misja Rak Płuca 2025” w Polsce brakuje rocznie 4–8 tysięcy badań NGS, co oznacza, że nawet jedna czwarta pacjentów nigdy nie otrzymuje leczenia celowanego – mimo że mogłoby ono znacząco poprawić rokowanie.
 
Chirurgia raka płuca – ogromny potencjał minimalnie inwazyjnych technik, niewykorzystana robotyka
 
Chirurgia pozostaje kluczowym elementem leczenia radykalnego, a w ostatnich latach w Polsce nastąpił znaczący postęp w zakresie technik małoinwazyjnych. Coraz szersze zastosowanie znajduje wideotorakoskopia (VATS), która w wielu ośrodkach stała się standardem postępowania. Jak wskazywał prof. Witold Rzyman, – Ponad 55% zabiegów w 2024 roku wykonano metodą wideotorakoskopową. Najlepsze ośrodki osiągają 85%.
 
Ten poziom zbliża Polskę do najbardziej rozwiniętych systemów ochrony zdrowia w Europie, a korzyści dla pacjentów są jednoznaczne: mniejszy uraz operacyjny, krótsza hospitalizacja, szybsza możliwość wdrożenia leczenia uzupełniającego oraz mniejsze ryzyko powikłań.
Równolegle rozwija się chirurgia robotowa, która w wielu krajach stała się już standardem w torakochirurgii. W Polsce jednak jej zastosowanie jest ograniczone barierami systemowymi. Choć technologia jest dostępna, operacje robotyczne wykonuje zaledwie kilka ośrodków, i to najczęściej dzięki środkom własnym lub dlatego, że roboty są wykorzystywane także w innych specjalnościach.
 
W szczegółowej analizie problemu prof. Rzyman zauważył – Mamy w tej chwili pięć ośrodków, które wykonują operacje robotyczne, pomimo tego, że jest to procedura, która nie jest refundowana. To jest procedura droższa, ale też niewątpliwie jest to procedura przyszłości. Wniosek, który był złożony w AOTMiT, był dwustopniowo oceniany – był oceniany pozytywnie najpierw przez Radę Przejrzystości, następnie, nie wiadomo czemu, była druga ocena, która wypadła negatywnie, w tym sensie, że nie była rekomendowana. Zarządzeniem prezesa ostatecznie robotyka nie jest skierowana do refundowania.
 
Ośrodki torakochirurgiczne, nawet te o najwyższych kompetencjach i dużym doświadczeniu, nie mogą uzyskać finansowania na zakup robotów, ponieważ nie mają możliwości rozliczania procedur w ramach systemu publicznego. Eksperci podkreślali, że jest to przykład bariery systemowej, trudnej do uzasadnienia w sytuacji, gdy robotyka dynamicznie rozwija się w chirurgii ogólnej, urologii czy ginekologii, podczas gdy torakotomia – jedna z najbardziej inwazyjnych operacji wykonywanych w onkologii – nadal nie może korzystać z nowoczesnych, minimalnie inwazyjnych narzędzi najwyższej generacji.
 
Leczenie okołooperacyjne i radykalne – ogromny postęp naukowy, który wymaga perfekcyjnej organizacji
 
Ostatnia dekada przyniosła prawdziwy przełom w leczeniu niedrobnokomórkowego raka płuca we wczesnych i miejscowo zaawansowanych stadiach. Polska dysponuje dziś szerokim dostępem do terapii okołooperacyjnych. Nowoczesne leczenie neoadjuwantowe (stosowane przed operacją, aby zmniejszyć masę guza i poprawić skuteczność zabiegu) oraz adjuwantowe (podawane po operacji, by zmniejszyć ryzyko nawrotu) stało się elementem codziennej praktyki klinicznej, a immunoterapia i terapie celowane zmieniły rokowania chorych, dla których jeszcze kilka lat temu możliwość trwałego wyleczenia była niewielka.
 
W praktyce klinicznej dostępne są obecnie liczne opcje terapeutyczne: neoadjuwantowa immunochemioterapia z niwolumabem, pembrolizumab stosowany w schemacie okołooperacyjnym, adjuwantowy atezolizumab lub pembrolizumab, a także ozymertynib jako leczenie uzupełniające u chorych z mutacją EGFR. Jak wskazywał dr Mateusz Polaczek, Kierownik III Kliniki Chorób Płuc i Onkologii, Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, wprowadzenie tych terapii nie tylko poprawiło efekty leczenia, ale również wymusiło podniesienie jakości diagnostyki. – Leczenie okołooperacyjne niejako wymusza pełną diagnostykę przedoperacyjną. Zwiększamy odsetek chorych, u których przed podjęciem decyzji terapeutycznej zostanie wykonana pełna ocena zaawansowania. Coraz więcej pacjentów ma PET, ma zweryfikowany stopień zaawansowania przedoperacyjnie – zarówno we wnęce, jak i w śródpiersiu. Krótko mówiąc: cały zestaw badań diagnostycznych i lepszego przygotowania do operacji jest dziś po prostu konieczny, bo chory ma realną szansę na leczenie okołooperacyjne.
 
Efekt kliniczny terapii okołooperacyjnych jest widoczny szczególnie w trzecim stopniu zaawansowania, gdzie jeszcze niedawno odsetek nawrotów sięgał około 70%. Dziś, dzięki immunoterapii i leczeniu celowanemu, w wybranych podgrupach chorych można osiągać nawet 70% trwałych wyleczeń. Tak duża zmiana rokowań w raku płuca jest zjawiskiem bez precedensu.
 
Równie istotnym elementem współczesnego leczenia radykalnego stała się jednoczasowa radiochemioterapia i konsolidacja durwalumabem. Prof. Dariusz M. Kowalski tłumaczył, że program lekowy całkowicie zmienił praktykę kliniczną – Przed erą tak zwanego durwalumabu, kiedy program lekowy umożliwił zastosowanie leczenia konsolidującego durwalumabem w populacji chorych otrzymujących leczenie radykalne z udziałem radioterapii i chemioterapii, chorzy kwalifikowani do leczenia jednoczasowego, które jest leczeniem optymalnym w Polsce, stanowili około 10%. Program lekowy wymógł konieczność stosowania leczenia jednoczasowego, po to aby móc zastosować durwalumab, i doprowadziło to do tego, że w chwili obecnej, jeżeli mamy chorego z rakiem niedrobnokomórkowym płuca w trzecim stopniu zaawansowania kwalifikującego się do leczenia radykalnego metodą radiochemioterapii, to prawie 40% chorych – czyli czterokrotnie więcej niż przedtem – otrzymuje takie leczenie.
 
To przykład, jak właściwie skonstruowany program lekowy może poprawić jakość leczenia nie tylko poprzez refundację nowej terapii, lecz także przez wymuszenie optymalnej organizacji postępowania.
 
Rokowanie pacjenta zależy nadal od kodu pocztowego
 
Dostęp do nowoczesnych terapii w raku płuca zależy dziś przede wszystkim od jakości organizacji opieki, a jednym z najważniejszych elementów tej organizacji są zespoły wielodyscyplinarne. Właściwie funkcjonujące MDT wciąż nie są standardem w całym kraju, co przekłada się na duże różnice w diagnostyce, kwalifikacji do leczenia i wynikach terapii. Jak podkreślała dr Katarzyna Stencel – Nie wyobrażam sobie nie usiąść do jednego stołu z pulmonologiem, torakochirurgiem i radioterapeutą. Konsultacje kaskadowe nie są dopuszczalne.
 
Brak takiej współpracy w wielu ośrodkach sprawia, że nawet szeroka dostępność nowoczesnych terapii nie przekłada się na ich wykorzystanie w praktyce. Prof. Dariusz M. Kowalski podkreślił, że – Dziś trafiają do nas pacjenci po jednej, dwóch, trzech nieskutecznych liniach leczenia, często bez diagnostyki molekularnej.
 
Mimo że w teorii Polska zapewnia szeroki dostęp do innowacyjnego leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca, w praktyce korzystają z niego głównie chorzy leczeni w dużych, wyspecjalizowanych ośrodkach. To właśnie tam funkcjonują aktywne programy lekowe, pełna diagnostyka molekularna, doświadczone zespoły MDT oraz wypracowane ścieżki diagnostyczne. W mniejszych szpitalach wiele z tych elementów wciąż nie jest dostępnych, co automatycznie powoduje, że chorzy nie kwalifikują się do terapii celowanych czy immunoterapii. Dr Stencel obrazowała tę nierówność jednoznacznie: „Cały czas powtarzamy: świetne ośrodki, świetne leczenie. Ale mówimy o dużych ośrodkach. W innych częściach kraju nadal pacjent nie ma takiego dostępu. Rokowanie pacjenta zależy od kodu pocztowego.
 
Konsekwencje tej dysproporcji są widoczne każdego dnia. Prof. Kowalski wskazał, że spośród pierwszorazowych chorych zgłaszających się do ośrodka wysokospecjalistycznego trzech na pięciu pacjentów przyjeżdża w stanie sprawności WHO 3, po wcześniejszym, nieskutecznym leczeniu systemowym i bez wykonanych badań molekularnych. Tacy chorzy często nie kwalifikują się już do żadnego leczenia przyczynowego. To problem nie medyczny, lecz organizacyjny – wynikający z braku koordynacji, fragmentaryzacji opieki i różnic regionalnych, które prowadzą do realnego „onkologicznego wykluczenia”.
 
Na te nierówności nakłada się także luka terapeutyczna. Choć Polska jest jednym z liderów regionu w refundacji immunoterapii i nowoczesnych leków na NDRP, kilka kluczowych terapii wciąż pozostaje poza zasięgiem chorych. Dotyczy to m.in. inhibitorów BRAF plus MEK, leków ukierunkowanych na insercję w egzonie 20 genu EGFR, terapii celowanych na mutację MET exon 14 skipping oraz inhibitorów RET. W wielu krajach Europy Zachodniej leki te są standardem pierwszej linii.  Dr Stencel podkreślała – Świat leczy w pierwszej linii tym leczeniem celowanym. My wciąż czekamy nawet na refundację w drugiej linii.
 
Brak dostępu do tych terapii oznacza, że chorzy z rzadkimi mutacjami genetycznymi mają realną szansę na leczenie jedynie wtedy, gdy trafią do dużego ośrodka prowadzącego badania kliniczne – a to niewielka część populacji.
 
Istotnym wyzwaniem pozostaje również rak drobnokomórkowy płuca, który mimo postępu w NDRP nadal jest nowotworem o bardzo złym rokowaniu. Eksperci wskazywali, że terapie konsolidujące, stosowane już w wielu krajach, mogłyby wydłużyć życie pacjentów nawet o kilkanaście miesięcy. W raku drobnokomórkowym brakuje nam leczenia konsolidującego. To diametralnie zmienia rokowanie – prawie dwa lata dodatkowego życia. – mówiła dr Stencel. W przeciwieństwie do wielu innych innowacji, wprowadzenie takiego leczenia nie wymagałoby przebudowy organizacji systemu – wystarczyłaby decyzja refundacyjna.

Perspektywa na 2026 rok

ońcówka 2025 roku przyniosła pierwsze długo wyczekiwane sygnały systemowych zmian, o które środowisko ekspertów zabiega od wielu lat. 9 grudnia Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji publicznych projekt rozporządzenia w sprawie programu przesiewowego z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK). To krok o fundamentalnym znaczeniu — screening oparty na NDTK jest najskuteczniejszym narzędziem wczesnego wykrywania raka płuca, a jego populacyjne wdrożenie może już w pierwszych latach istotnie zwiększyć odsetek rozpoznań w I i II stadium choroby. To właśnie te stadia dają pacjentom największą szansę na trwałe wyleczenie.

Równolegle Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że jeszcze w grudniu lub na początku stycznia do konsultacji trafi rozporządzenie dotyczące organizacji Lung Cancer Units — ośrodków wyspecjalizowanych, które mają zapewniać pełną diagnostykę, szybkie konsylia i kompleksowe prowadzenie pacjenta. Oznacza to, że po raz pierwszy od lat oba kluczowe elementy systemu — wczesne wykrywanie poprzez NDTK oraz wysokiej jakości, zintegrowana opieka w ramach LCU — mogą zostać wprowadzone niemal równolegle.

Jeżeli proces legislacyjny zostanie przeprowadzony zgodnie z zapowiedziami, a zmiany zostaną właściwie wdrożone w terenie, rok 2026 może stać się momentem przełomowym: rokiem realnej poprawy ścieżki diagnostycznej, większej liczby pacjentów kwalifikowanych do leczenia radykalnego i stopniowego wyrównywania dramatycznych różnic regionalnych. To, co od lat było postulatem ekspertów, organizacji pacjentów i środowiska klinicznego, zaczyna przybierać formę konkretnych działań regulacyjnych i systemowych.

Zmiany te — jak podkreślali uczestnicy debaty — nie wymagają przełomowych technologii ani ogromnych nakładów finansowych. Wymagają odważnych decyzji, dobrej organizacji i konsekwentnego wdrażania rozwiązań, które w wielu krajach Europy od dawna stanowią standard nowoczesnej opieki nad chorymi na raka płuca. Jeśli te kroki zostaną skutecznie zrealizowane, rok 2026 może stać się pierwszym rokiem, w którym krzywa przeżyć zacznie realnie rosnąć.

Artykuł oparty na wypowiedziach ekspertów z debaty online PTO & Medicalpress, 9 grudnia 2025 r.

 źródło: PTO/Medicalpress
 
Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę ekspercką z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” poświęconą podsumowaniu zmian w opiece nad pacjentami z rakiem płuca w Polsce oraz rewizji potrzeb i rekomendacji. Transmisja debaty odbędzie się 9 grudnia 2025 r. o godz. 15:00
Prelegenci:
Oglądaj na żywo online: 

Liczba zachorowań i zgonów z powodu raka płuca stale rośnie (ponad 20 000), dlatego rozwiązania organizacyjne i systemowe, nie mogą czekać kolejnych miesięcy czy lat. Wśród kluczowych rekomendacji dokumentu kierunkowego MISJA RAK PŁUCA 2024 – 2034 znalazły się przede wszystkim, wdrożenie krajowego programu przesiewowego za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. finansowanego przez NFZ, aktywizacja polityki antynikotynowej, w tym stworzenie sieci poradni antynikotynowych, edukacja lekarzy POZ, którzy w dużym stopniu decydują o szybkości rozpoczęcia diagnostyki, finansowanie sekwencjonowania nowej generacji (kompleksowego profilowania genomowego) oraz badań ekspresji białka PDL-1, wznowienie akredytacji Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej oraz niezwłoczne wdrożenie Lung Cancer Unitów (ośrodków kompetencji).
Polska Grupa Raka Płuca (PGRP) we współpracy z wieloma towarzystwami naukowymi i organizacjami działającymi w onkologii, pulmonologii, diagnostyce i medycynie rodzinnej, opracowała ważny dokument kierunkowy MIASJA RAK PŁUCA 2024 – 2034, wytyczający kierunki strategiczne i działania mające na celu poprawę opieki nad pacjentami z rakiem płuca w ciągu najbliższych 10 lat. Dokument zawiera dogłębną analizę sytuacji w zakresie profilaktyki, diagnostyki i leczenia raka płuca w Polsce, w tym zmian które już się dokonały lub są w trakcie realizacji oraz wskazuje kluczowe rekomendacje konkretnych rozwiązań, które mają poprawić wskaźniki przeżycia pacjentów i ograniczyć liczbę zgonów.

Liczba zachorowań i zgonów z powodu raka płuca stale rośnie, dlatego rozwiązania organizacyjne i systemowe, nie mogą czekać kolejnych miesięcy czy lat. Wśród kluczowych rekomendacji dokumentu kierunkowego MISJA RAK PŁUCA 2024 – 2034 znalazły się przede wszystkim, wdrożenie krajowego programu przesiewowego za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. finansowanego przez NFZ, aktywizacja polityki antynikotynowej, w tym stworzenie sieci poradni antynikotynowych, edukacja lekarzy POZ, którzy w dużym stopniu decydują o szybkości rozpoczęcia diagnostyki, finansowanie sekwencjonowania nowej generacji (kompleksowego profilowania genomowego) oraz badań ekspresji białka PDL-1, wznowienie akredytacji Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej oraz niezwłoczne wdrożenie Lung Cancer Unitów (ośrodków kompetencji).
 
Dokument Misja Rak Płuca 2024 – 2034 stworzyło wspólnie ponad 13 towarzystw naukowych i organizacji – Głównym celem, który sobie postawiliśmy, to przede ograniczenie negatywnych skutków, zarówno zdrowotnych, społecznych i gospodarczych, jakie powoduje rak płuca. Ogromnym wyzwaniem jest nie tylko zachorowalność, ale również nadumieralność chorych. Rak płuca, to jedyny nowotwór złośliwy, który niestety zabiera ze sobą co roku podobną liczbę naszych pacjentów, ile zachorowuje, czyli ponad 20 000. Odpowiada on za 5% wszystkich zgonów w Polsce. – mówił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Dlatego głównym celem PGRP i inicjatywy Misja Rak Płuca jest obniżenie odsetka zgonów, który obecnie wynosi niemal 25% do 10% i doprowadzenie wskaźników pięcioletnich przeżyć przynajmniej do 20%.

– To pierwszy tak kompleksowy dokument, do którego przyłączyły się wszystkie towarzystwa naukowe, które mają styczność z rakiem płuca. Mamy dobry program lekowy, ale on nie jest w pełni wykorzystywany. Bez koordynacji i dostępu do szybkiej i kompleksowej diagnostyki nie osiągniemy poprawy wskaźników. – wskazał prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca i dodał – Mam nadzieję, że wkrótce skończą się prace nad ośrodkami doskonałości leczenia raka płuca.

– Jednocześnie warto wspomnieć, że w ciągu ostatniej dekady dokonał się znaczący przełom w poznaniu biologii nowotworu płuca, co przełożyło się na rozwój wielu innowacyjnych, skutecznych metod diagnostyki i leczenia raka płuca, czego efektem jest znamienna poprawa rokowań pacjentów oraz zwiększenie naszych możliwości na całkowite wyleczenie. Warunkiem sukcesu, jest optymalne wykorzystanie tego potencjału, poprzez odpowiednią organizację działań w zakresie profilaktyki pierwotnej i wtórnej oraz koordynacji procesu diagnostyczno-terapeutycznego od podejrzenia po zakończenie terapii i monitorowanie efektów. – dodał prof. Rodryg Ramlau.

Profesor Joanna Didkowska, kierownik Krajowego rejestru Nowotworów, podkreśliła, że od lat obserwujemy stopniowy spadek zachorowań wśród mężczyzn, ale jednocześnie niepokojąco szybki wzrost zachorowań wśród kobiet – Najlepszą interwencją byłoby obniżenie liczby osób palących, zwłaszcza dotarcie z informacją o szkodliwości palenia do kobiet.

– Polska jest, po krajach bałkańskich, państwem z najgorszymi wskaźnikami dotyczącymi palenia w Europie. Tymczasem od 2016 roku przestaliśmy realizować krajową strategię antytytoniową, opracowaną niegdyś przez prof. Witolda Zatońskiego – zauważył dr Jerzy Gryglewicz, jeden ze współautorów dokumentu kierunkowego.

Profesor Renata Langfort, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów, wskazała, że w ciągu ostatnich kilku lat zaszły korzystne zmiany w obszarze diagnostyki i patomorfologii, udało się między innymi zdefiniować standardy dla laboratoriów. – Jednak po pilotażu akredytacji Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej, który trwał do połowy 2023 r., miała nastąpić regularna akredytacja zakładów patomorfologii, jednak do tej pory się to nie zadziało. Teraz Ministerstwo Zdrowia obiecuje, że nastąpi to w przyszłym roku. Tymczasem to diagnostyka patomorfologiczna jest podstawą to tego, aby pacjent mógł skorzystać z nowoczesnego leczenia, które jest dostępne m.in. w ramach programu lekowego.

Ponadto wyzwaniem jest mała liczba zakładów patomorfologii i ich brak w części placówek onkologicznych (na miejscu) – Zakłady patomorfologii są rozsiane po całej Polsce. To przekłada się negatywnie na jakość materiału w diagnostyce raka płuca. Trzeba rozwiązać problem z zewnętrznymi zakładami patomorfologii – wspólnie wskazali prof. Renata Langfort i prof. Paweł Krawczyk, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka.

Wszyscy eksperci zgodzili się, że największym wyzwaniem aktualnie jest zbyt długa i nieskoordynowana diagnostyka pacjentów z rakiem płuca. Podobnie uważają pacjenci – Najpilniejszym wyzwaniem jest skrócenie ścieżki diagnostycznej, która prowadzi pacjenta do rozpoczęcia leczenia. Chcemy wykrywać chorobę na wczesnym etapie, aby skuteczniej wyprowadzić pacjentów z choroby. Dzisiaj chorzy muszą czekać 3 miesiące na skierowanie do badania tomografią komputerową, co sprawia, że trafiają do leczenia z choroba bardzo już zaawansowaną, nieoperacyjną. – mówiła Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji raka płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.
 
Kluczowe wyzwania dotyczące raka płuca, które wskazują autorzy dokumentu:
Kluczowe kierunki zmian, które wskazują eksperci to przede wszystkim:
Pełna treść dokumentu dostępna pod linkiem:
https://polgrp.org.pl/premiera-dokumentu-kierunkowego-misja-rak-pluca-2024-2034-przeczytaj-raport/

Ralacja z konferencji inaugurującej raport:

źródło: Medicalpress, PGRP
foto: Dorota Mirska

Eksperci i przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, którzy wzięli udział w debacie „Czy czeka nas rewolucja? Nowe oblicze leczenia raka płuca w Polsce” podkreślają, że w ciągu najbliższych miesięcy kontynuowane będą wzmożone prace nad zmianą organizacji opieki nad chorymi onkologicznie, w tym z rakiem płuca. Wejście w życie kolejnych modyfikacji w ustawie o Krajowej Sieci Onkologicznej, ponowne uruchomienie programu przesiewowego i zwiększenie dostępu do terapii lekowych – również na wczesnym etapie zaawansowania raka płuca, realnie przełożą się na poprawę dostępu do opieki i dadzą pacjentom najważniejsze – czas.
W raku płuca liczy się czas. Czas wykrycia choroby, czas oczekiwania na diagnostykę i wyniki badań lub wizytę u specjalisty, moment przeprowadzenia zabiegu chirurgicznego czy wdrożenia leczenia systemowego – każdy z tych etapów jest częścią większej układanki. Jej umiejętne zaplanowanie jest kluczowe w powodzeniu leczenia chorych z rakiem płuca, bo każdy z pacjentów jest inny i wymaga spersonalizowanego podejścia.

Kluczowym aspektem, który pozwoli na dobre ułożenie opieki jest wejście w życie Krajowej Sieci Onkologicznej, wprowadzającej nowy model organizacji i zarządzania opieką onkologiczną. Jej priorytetem jest zapewnienie każdemu choremu kompleksowej opieki o wysokiej jakości, w oparciu o jednolite standardy. Ważnym elementem KSO mają być koordynatorzy, czuwający nad całym procesem diagnostyczno-terapeutycznym.

Jak wskazują eksperci, jednym z większych wyzwań współczesnej onkologii jest zapewnienie chorym kompleksowej opieki i usprawnienie przepływu pacjenta w ramach poszczególnych poziomów opieki. Problemy zaczynają się już na etapie diagnostyki wstępnej, w przypadku, gdy pacjent czeka w kolejce do poradni innej niż onkologiczna. Sytuację pogarsza mały dostęp do badań endoskopowych, które w wielu przypadkach nie pozwalają na pobranie materiału w odpowiedniej ilości, nieoptymalnie prowadzone konsylia specjalistyczne, fragmentaryzacja diagnostyki i brak współpracy między specjalistami i ośrodkami. Każdy z tych elementów utrudnia, opóźnia, a czasem wręcz uniemożliwia podanie choremu najlepszej możliwej terapii. Swego rodzaju receptą na te problemy, poza utworzeniem Specjalistycznych Ośrodków Leczenia Onkologicznego w ramach KSO, mają być właśnie Lung Cancer Unity, czyli ośrodki wyspecjalizowane w diagnostyce i leczeniu raka płuca.
 
Jestem rzecznikiem Lung Cancer Unitów, bo wydaje mi się, że to jest najlepsza struktura do tego, żeby pacjent był szybko i dobrze zdiagnozowany. Nie musi się to mieścić w jednym miejscu, to może być system konsorcyjny i my, jako Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, w czymś takim od lat działamy i to się bardzo dobrze sprawdza, a jednocześnie gwarantuje pacjentowi bardzo dobrą diagnostykę i dobre leczenie. – mówi prof. dr hab. n. med. Renata Langfort, Kierownik Zakładu Patomorfologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, Prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Patologów.

Zdaniem prof. Langfort wciąż dużym problemem w obszarze opieki nad pacjentem z rakiem płuca pozostaje diagnostyka:
Żeby rzeczywiście pacjent osiągnął efekt długotrwałej remisji czy przewlekłego leczenia, przede wszystkim musi być do niego dobrze zakwalifikowany. Wydajemy ogromne pieniądze na leczenie a zapominamy o tym, że musi być również odpowiednia kwalifikacja, m.in. patomorfologiczna. Jeżeli kwalifikujemy pacjenta do leczenia neoadjuwantowego, powinniśmy ocenić biomarkery metodą NGS, ale i ekspresję białka PD-L1 i wszystkie inne badania, które są do tego leczenia niezbędne. Jeżeli pacjent będzie miał źle wykonane badania kwalifikacyjne, to nawet podanie bardzo kosztownego leczenia nie sprawi, że osiągnie on tak dobre wyniki, jakie osiągnie pacjent z odpowiednią kwalifikacją. Musimy też zwrócić uwagę na minimalizację czasu diagnostyki. Nie możemy pozwolić sobie na to, że trwa ona 2 miesiące lub więcej. Chodzi tu zarówno o chorych kwalifikowanych do leczenia operacyjnego, jak i tych z zaawansowaną chorobą nowotworową, bo mijający czas działa na ich niekorzyść.

Prof. dr hab. n. med. Rafał Krenke, Dziekan Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, odniósł się do roli koordynacji opieki, która spina cały proces i daje szanse na wdrożenie u pacjenta najlepszej możliwej opieki:
– Jeśli mówimy o poprawie efektywności leczenia chorych z rakiem płuca to oprócz wykształconej kadry, sprzętu, struktur, to między tymi elementami musi być koordynacja, czyli funkcja swego rodzaju przewodnika dla pacjenta. Przewodnikiem może być osoba kompetentna, która kontaktuje się zarówno z pacjentem, jak i lekarzami i potrafi wyręczyć personel medyczny w zaplanowaniu ścieżki pacjenta. Ścieżka ma mnóstwo skrzyżowań i dróg, którymi chorego trzeba pokierować. Mówimy o opiece koordynowanej po to, by można było odpowiednie wszystkie opcje terapeutyczne, którymi dysponujemy, dla pojedynczego pacjenta wykorzystać.

Dążymy do zwiększenia odsetka wczesnych rozpoznań raka płuca
Rak płuca nie daje wczesnych objawów – choroba wykrywana jest zazwyczaj w stadium niepozwalającym na przeprowadzenie zabiegu operacyjnego. Szansą na zwiększenie niewielkiego, bo dwudziestoprocentowego odsetka pacjentów w Polsce kwalifikujących się do resekcji miąższu płucnego jest uruchomienie programu badań przesiewowych niskodawkową tomografią komputerową. Pilotaż tego programu zakończył się w 2023 roku. Zgodnie z zapowiedziami, ma być przywrócony w 2025 roku – już jako regularny program badań przesiewowych[1].

Badaniami screeningowymi w Polsce zajmujemy się od 2009 roku. Zaczęli to torakochirurdzy i do ostatnich wyników prowadzili to głównie oni. Pierwszy program, finansowany ze środków Ministerstwa Zdrowia, był skierowany na obszary, gdzie wczesna wykrywalność była bardzo niska. W oparciu o dane, które pozyskaliśmy po pierwszym programie, zorganizowany został program ogólnopolski, który później powtórzyliśmy. Jego wyniki są bardzo dobre, a wykrywalność jest na poziomie tych programów, które były prowadzone w Stanach i Europie zachodniej. Niejako powtórzyliśmy te wyniki i okazuje się, że są one bardzo dobre – mówi prof. dr hab. n. med. Tadeusz Orłowski, Wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca, Kierownik Kliniki Chirurgii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Pierwsza refundacja w leczeniu przedoperacyjnym sprawdzianem dla współpracy między specjalistami
Stopień zaawansowania raka płuca jest najważniejszym czynnikiem mówiącym o rokowaniu pacjenta. W przypadku chorych, u których udało się zdiagnozować chorobę „na czas” – czyli wtedy, gdy nowotwór jest operacyjny, 5 lat przeżywa około 40% pacjentów[2].

Zgodnie ze słowami Mateusza Oczkowskiego, Zastępcy Dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, który uczestniczył w spotkaniu, w przypadku raka płuca obserwujemy bardzo silny proces wchodzenia nowych terapii w zakresie leczenia wczesnego. Z perspektywy wypowiedzi dyr. Mateusza Oczkowskiego jasno wynika, że już od najniższego stadium zaawansowania pacjenci z rakiem płuca powinni otrzymywać nowoczesne terapie, które podawane z intencją wyleczenia, które przekładają się w czasie na lepsze rokowania w dobrej jakości życia. W refundacji pojawiają się zarówno terapie neoadjuwantowe, jak i adjuwantowe. Aktualnie toczą się procesy refundacyjne dla kolejnych terapii, w tym m.in. w leczeniu adjuwantowym, więc widoczna jest zdecydowana tendencja do tego, żeby przesuwać refundacje na wcześniejsze etapy.
Od 1 lipca 2024 roku specjaliści mają możliwość „wzmocnienia” leczenia operacyjnego poprzez zastosowanie przed nim leczenia neoadjuwantowego: skojarzenia immunoterapii niwolumabem i chemioterapii.

Dotąd próbowaliśmy samodzielnej chemioterapii, która poprzedzając radykalny zabieg operacyjny okazała się metodą bardzo mało skuteczną, niepoprawiającą znamiennie wyników przeżycia odległego. Za to dołączenie immunoterapii do tej klasycznej chemioterapii, zastosowanie przed operacją, następnie przeprowadzenie radykalnego zabiegu operacyjnego, a w leczeniu uzupełniającym uzupełnione być może również immunoterapią, bardzo znamiennie poprawia wyniki – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Wspomniana immunoterapia w połączeniu z chemioterapią indukuje znamiennie wyższy odsetek patomorfologicznych odpowiedzi całkowitych i tak zwanych „dużych” odpowiedzi patologicznych w porównaniu do zastosowania samodzielnej chemioterapii co przekłada się na większą szansę wyleczenia. Jeżeli u chorego po operacji praktycznie w materiale pooperacyjnym nie widzimy żywych komórek nowotworowych albo ta odpowiedź jest bardzo duża, to ten chory rokuje znacznie lepiej, żyje dłużej i ma większą szansę wyleczenia, jak również większy odsetek chorych przeżywa 5 lat i dłużej.

To, czy pacjent zostanie zakwalifikowany do leczenia neoadjuwantowego zależy od wielu czynników. Rozpoznanie histologiczne niedrobnokomórkowego raka płuca, możliwość przeprowadzenia doszczętnej resekcji guza, poziom ekspresji PD-L1 na komórkach nowotworowych ≥ 1% oraz brak określonych mutacji czy dobra sprawność ogólna chorego to kryteria kliniczne, które decydują o możliwości zastosowania takiego rodzaju terapii. To jednak nie wszystko.

Jak podkreślił podczas spotkania prof. dr hab. n. med. Tadeusz Orłowski, leczenie nowotworów jest leczeniem wybitnie interdyscyplinarnym. To, co jego zdaniem może pomóc, by większa liczba chorych mogła otrzymywać leczenie okołooperacyjne, to stworzenie struktury organizacyjnej z dostępem do nowoczesnych terapii, która pozwoli na skoordynowane leczenie i będzie miejscem, w którym pacjent będzie podmiotem zainteresowania personelu.

– Liczymy na to, że projekt jednostek organizacyjnych tzw. „centrów kompetencji” powstanie w tym roku a zacznie funkcjonować od roku przyszłego. Myślę, że to daje największą szansę na to, by pacjenci byli leczeni w sposób optymalny. Stąd też mój apel do przedstawicieli Ministerstwa, by nie rozszczelniać systemu (co robi NFZ), bo ośrodki które leczą dużą grupę pacjentów mają dużo lepsze wyniki. Nie może być tak, że raka płuca leczy się wszędzie, w miejscach, gdzie tych przypadków jest 20 czy 10 – mówi prof. Orłowski.

Zdaniem Aleksandry Wilk, Dyrektora Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY, organizatora debaty – Realizowane stopniowo zmiany w opiece nad pacjentami z rakiem płuca są prawdziwą rewolucją, która przełoży się na jakość opieki onkologicznej w Polsce. Toczące się prace legislacyjne mają uporządkować opiekę nad chorymi onkologicznie i sprawić, że niezależnie od miejsca leczenia, każdy pacjent będzie prowadzony zgodnie z najwyższymi standardami. To, co cieszy szczególnie, to widoczny trend zmierzający ku refundacji leków na wczesnym etapie leczenia – w przypadku raka płuca mowa o dostępnym już leczeniu neoadjuwantowym immunochemioterapią. Takie zmiany jeszcze bardziej wpłyną na współpracę między lekarzami poszczególnych specjalności. – podkreśla.
 
[1] Narodowa Strategia Onkologiczna. Prof. Rutkowski: 2/3 zadań zrealizowano w terminie, 11 proc. w niewielkim stopniu (rynekzdrowia.pl)
[2] 4_AWA_OT.423.1.2.2024_Opdivo_20.03.24_BIP_REOPTR.pdf (aotm.gov.pl)

żródło: Fundacja TO SIĘ LECZY

W Polsce każdego roku z powodu raka płuca umiera ponad 20 tys. chorych[1]. Nowotwór ten pozostaje główną przyczyną śmierci pacjentów onkologicznych i odpowiada za nawet co czwarty zgon z powodu raka. – Pierwsze objawy raka płuca są nieswoiste, dlatego wszyscy, bez wyjątku, powinniśmy zachować czujność onkologiczną i regularnie się badać, szczególnie jeśli znajdujemy się w grupie podwyższonego ryzyka zachorowania na ten nowotwór – przypomina Anna Kupiecka, prezeska Fundacji Onkocafe – Razem Lepiej, inicjatora kampanii „Onkopomocnik – wiedza jest ważna”.
Rak płuca jest najczęściej diagnozowanym nowotworem na świecie. Tylko w naszym kraju co roku jest rozpoznawany u około 12 tys. mężczyzn i ponad 8 tys. kobiet[2]. 1 sierpnia w geście solidarności z chorymi na raka płuca ustanowiono Światowym Dniem Świadomości Raka Płuca (World Lung Cancer Day). Dzień ten to okazja, aby zwiększyć wiedzę na temat tej choroby, promować działania profilaktyczne, diagnostyczne i terapeutyczne, a także wspierać pacjentów oraz ich rodziny.

Palacze w grupie ryzyka
Na zwiększenie ryzyka zachorowania na raka płuca istotny wpływ ma palenie tytoniu, a zerwanie z nałogiem, obok zachowania zdrowego trybu życia, nadal uznaje się za najbardziej skuteczną metodę zmniejszania prawdopodobieństwa rozwoju choroby. Zresztą dym tytoniowy, który w swoim składzie ma nawet 4000 związków chemicznych, w tym ponad 400 o działaniu drażniącym i 50 o działaniu rakotwórczym, może powodować też inne schorzenia m.in. rozedmę płuc, raka języka, raka wargi, raka jamy ustnej czy krtani, a nawet raka nerki, żołądka i przełyku. Warto jednak pamiętać, że rak płuca może dotknąć zarówno palaczy, jak i osoby, które nigdy nie paliły papierosów. Wśród innych czynników ryzyka rozwoju tej choroby wymienia się m.in. bierne palenie, zanieczyszczenie powietrza, historia rodzinna raka płuca.

Polacy, badajmy się
Rak płuca często jest nazywany cichym zabójcą, gdyż może się rozwijać przez wiele lat nie dając żadnych objawów. Te, jeśli się już pojawią, często są związane z zaawansowaniem choroby i wystąpieniem odległych przerzutów do innych narządów – podkreśla prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie. – Stąd też w tej chorobie najważniejsze jest wczesne rozpoznanie, które może przełożyć się na poprawę rokowania i skuteczności leczenia.

Rak płuca można podzielić na dwa główne typy: niedrobnokomórkowego (NDRP) lub drobnokomórkowego (DRP) raka płuca. W ramach tych dwóch grup wyróżnia się kilka podtypów, które mają różne cechy kliniczne, biologię i strategie leczenia, zależne m.in. of profilu molekularnego nowotworu.

Jeśli spojrzeć na dane OECD, to pod względem częstotliwości wizyt lekarskich, Polska jest w europejskiej czołówce[3]. Niestety w gabinecie najczęściej pojawiamy się już z konkretnym problemem zdrowotnym, by go wyleczyć, rzadziej, by chorobie zapobiec i stosować profilaktykę. Z tą myślą ponad dwa lata temu zainicjowałyśmy kampanię edukacyjną Onkopomocnik, w ramach której edukujemy pacjentów na temat profilaktyki nowotworów i zachęcamy ich do regularnego badania się, dzielimy się też podstawową wiedzą o diagnostyce i leczeniu raka płuca – tłumaczy prezeska Onkocafe.

Program profilaktyki raka płuca w Polsce
Długotrwały kaszel, duszności i świszczący oddech, plucie krwią, zmęczenie czy utrata masy ciała – tak najczęściej objawia się rak płuc. Jeśli zauważymy je u siebie lub kogoś z naszego otoczenia, od razu powinniśmy się zgłosić do lekarza i poprosić o skierowanie na badanie RTG płuc lub tomografię komputerową. 

Zresztą w Polsce dla osób szczególnie zagrożonych rakiem płuca opracowany został na lata 2021-2024 Ogólnopolski Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca (WWRP) za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK), który ma na celu nie tylko wzrost wiedzy na temat raka płuca, ale i wykrywanie go na wczesnym etapie. Więcej informacji o samym programie, jak również porad psychologicznych, zdrowotnych i dietetycznych pacjenci i ich bliscy znajdą na stronie internetowej Onkopomocnika: https://onkopomocnik.pl/.    

Im wcześniej rozpoznamy chorobę, tym większe szanse mamy na wyleczenie, pierwsze efekty programu przesiewowego raka płuca pokazują, że jest on w polskim systemie konieczny. Dlatego też mamy nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami będzie on kontynuowany w kolejnych latach i przyczyni się do zwiększenia wczesnych wykryć raka płuca w Polsce – zauważa prof. Dariusz M. Kowalski i dodaje. – Kolejnym etapem, jeśli wystąpi podejrzenie raka, jest kompleksowa diagnostyka, która powinna obejmować nie tylko badania obrazowe, ale też endoskopowe, ocenę wydolności układu oddechowego oraz badanie patomorfologiczne, w części przypadków istotne jest zastosowanie nowoczesnej diagnostyki molekularnej, by potwierdzić lub wykluczyć występowanie mutacji w komórkach nowotworu.

Polskie Towarzystwo Onkologiczne w kontekście diagnostyki pacjentów z rakiem płuca w wybranych przypadkach zaleca wykonanie już na samym początku diagnostyki kompleksowego profilowania genomowego. W ramach jednego badania można przeanalizować kilkaset zmian w genomie jednocześnie i uzyskać pełną wiedzę o typie nowotworu, sposobie leczenia, a także monitorować efekty terapii.

Od 2022 r. pacjenci i fundacje ich zrzeszające nieprzerwanie ubiegają się o objęcie refundacją tego świadczenia. Opracowana w 2023 r. przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne karta świadczenia opieki zdrowotnej – „Badanie kompleksowego profilowania genomowego (CGP), wykonywane metodą wysokoprzepustowego sekwencjonowania następnej generacji (NGS) w diagnostyce molekularnej pacjentów z nowotworami złośliwymi” – choć uzyskała pozytywną rekomendację Prezesa AOTMiT w październiku tego samego roku, już prawie rok czeka na wprowadzenie do systemu ochrony zdrowia jako świadczenie gwarantowane.

Pacjenci zbyt długo czekają na diagnozę i rozpoczęcie leczenia. W tej chorobie czas ma krytyczne znaczenie, niekiedy może decydować o życiu pacjenta. Dlatego z nadzieją oczekujemy kolejnych, zapowiadanych działań resortu w zakresie wdrożenia Lung Cancer Unitów, usprawnień w ścieżce diagnostycznej, w tym poszerzenia dostępu do diagnostyki molekularnej, ale także wdrożenia długofalowego programu profilaktycznego opartego na tomografii niskodawkowej. Liczymy też na to, że tempo udostępniania nowoczesnych terapii, które w ostatnich latach w Polsce znacząco przyspieszyło, zostanie utrzymane – dodaje Anna Kupiecka.
 
[1] https://onkologia.org.pl/pl/raporty, dane dla całej Polski za rok 2021
[2] https://onkologia.org.pl/pl/raporty, dane dla całej Polski za rok 2021
[3]https://www.oecd.org/en/data/indicators/doctors-consultations.html?oecdcontrol-0ad85c6bab-var1=AUT%7CBEL%7CCZE%7CDNK%7CEST%7CFIN%7CFRA%7CDEU%7CGRC%7CHUN%7CIRL%7CITA%7CLVA%7CLTU%7CLUX%7CNLD%7CPOL%7CPRT%7CSVK%7CSVN%7CESP%7CSWE

źródło: mat. pras.

Rozszerzanie dostępu do nowych terapii nie tylko o nowe leki, ale także o kolejne grupy pacjentów, szersze stosowanie zaawansowanej diagnostyki molekularnej i lepsze monitorowanie procesu leczenia, a tym samym większe możliwości analizowania danych – to zagadnienia, które były omawiane podczas panelu „Priorytety i wyzwania w onkologii i hematoonkologii” w trakcie konferencji „Szczyt Zdrowie 2024”.
Dyskusję otworzyła przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia, dr Beata Małecka-Libera. Odniosła się do Narodowej Strategii Onkologicznej, jako dokumentu porządkującego kluczowe elementy w profilaktyce i leczeniu onkologicznym. Zaznaczyła także, że szczególnie ważne są wysiłki na rzecz zapobiegania chorobom nowotworowym, wskazując jako przykład takiej możliwości szczepienia przeciwko HPV. – Widząc to w jaki sposób w tej chwili następuje przyrost zachorowań na choroby onkologiczne, musimy skupić się na działaniach profilaktycznych, na dostępności do wczesnej diagnostyki, bo dalej to już jest kwestia tylko choroby i innowacyjnych nowych terapii – powiedziała.

W odniesieniu do potrzeb w zakresie dostępu do nowych terapii głos zabrała konsultant krajowa w dziedzinie hematoonkologii, prof. Ewa Lech-Marańda. Podkreśliła, że w ostatnich 5 latach zrefundowano w hematoonkologii 75 nowych cząsteczkowskazań, ale w obliczu rosnącej zapadalności na nowotwory krwi, a także wydłużania życia pacjentów, wciąż identyfikowane są nowe potrzeby w zakresie dostępu do nowoczesnego leczenia.

Jeśli miałabym króciutko nakreślić najważniejsze, to dostęp do terapii CAR-T dla chorych na ostre białaczki limfoblastyczne po 25. r. ż. (…), przesunięcie terapii CAR-T dla chorych na chłoniaki agresywne do drugiej linii leczenia dla takiej szczególnej populacji chorych opornych na pierwszą linię leczenia bądź z szybkim nawrotem w ciągu pierwszego roku po pierwszej linii leczenia (…) i uzupełnienie leczenia chorych i na chłoniaki agresywne i na szpiczaka plazmocytowego o przeciwciała bispecyficzne, które są obok terapii CAR-T można powiedzieć takim najnowocześniejszym leczeniem w hematologii – podsumowała.

O konkretnej potrzebie rozszerzenia rozszerzenia jednej z refundowanych już terapii dla pacjentów z chłoniakiem Hodgkina mówił prof. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku, Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Jednym z badań, które zmieniło trochę losy chorych na chłoniaka Hodgkina jest badanie ECHELON-1, które włączyło chemioimmunoterapię do leczenia chłoniaka Hodgkina w pierwszej linii. Dołączenie przeciwciała anty CD30, brentuksymabu wedotyny, do chemioterapii, poprawia wyniki leczenia tych chorób. Ta forma leczenia jest refundowana od niedawna w Polsce, też dzięki staraniom naszej konsultant krajowej możemy leczyć pacjentów z zaawansowanym chłoniakiem Hodgkina w stadium czwartym, natomiast nie możemy chorych w stadium trzecim. Ktoś może powiedzieć to drobiazg, ale znowu dotyczy kolejnych 15-20% pacjentów, u których możemy poprawić wyniki leczenia już w pierwszej linii – podkreślił. – Ta potrzeba refundacyjna wydaje się dosyć istotna, żebyśmy w sumie tę niewielką populację, bo pamiętajmy o tym, że na chłoniaka Hodgkina zapada w Polsce kilkaset osób, wśród tych kilkuset osób około 20% to będą te, które mają stadium trzecie, czyli to nie jest jakiś istotny problem finansowy, a myślę że w tej niewielkiej grupie osób można by rzeczywiście osiągnąć lepsze wyniki, stosując terapię skojarzoną – zaznaczył ekspert.

Prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów, prof. Krzysztof Giannopoulos zauważył z kolei, że w Polsce są sprzyjające warunki do rozwoju nowoczesnych form leczenia. Jako przykład podał rosnącą liczbę ośrodków akredytowanych do terapii CAR-T w chłoniakach, zauważając, że ewentualna refundacja tej technologii w kolejnym wskazaniu – szpiczaku plazmocytowym – nie będzie wiązała się ze szczególnie długim czasem udostępniania leczenia pacjentom. Prof. Giannopoulos zaznaczył również, że ogromną potrzebę refundacyjną stanowią przeciwciała dwuswoiste, które mogą być stosowane np. w chłoniakach czy szpiczaku plazmocytowym.
Ta grupa leków jest lekiem na półce, czyli można od razu podać to pacjentowi, nie ma tych dużych ograniczeń logistycznych. Natomiast oczywiście wyzwaniem będzie finansowanie, to są bardzo kosztochłonne terapie ze względu na sposób zaawansowania wytwarzania tego produktu. To nie jest zwykłe przeciwciało monoklonalne, to jest przeciwciało zmienione w ten sposób, że ma co najmniej 2 punkty uchwytu. Jeden punkt uchwytu na komórce szpiczakowej, drugi na układzie odporności i tak jak w technologii CAR-T możemy sobie uprościć, że zastępujemy układ odporności, to tutaj w sposób siłowy zmuszamy układ odporności do tego, żeby rozpoznał komórkę szpiczakową, bo jedna część z przeciwciała dwuswoistego ma swój cel właśnie na komórce szpiczakowej, druga na komórce układu odpornościowego i w sposób już immunologiczny jest indukowana odpowiedź cytotoksyczna – powiedział.

Jak zauważyła Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, już od 1 lipca 2024 r. w Polsce dostępna będzie pierwsza terapia przeciwciałem dwuswoistym w hematoonkologii. – Na najnowszej liście refundacyjnej pojawiło się nowe przeciwciało bispecyficzne dla pacjentów z chłoniakiem grudkowym i to nas bardzo cieszy, dlatego że już długo jako organizacje pacjenckie byliśmy w rozmowach z Departamentem Polityki Lekowej wokół tych zmian i to jest taka jaskółka nadziei. Bardzo liczymy na to, że pojawią się również kolejne leki, o których profesorowie wspominali, w chłoniaku rozlanym z dużych komórek B, i w szpiczaku plazmocytowym – wyliczała. Zwróciła również uwagę na fakt, że nowoczesne leki, nawet jeśli nie zawsze przyczyniają się do wyleczenia chorych czy przedłużenia życia, znacznie poprawiają jego jakość – Niezmiernie istotna dla człowieka jest jego jakość życia, nawet jeśli choruje na poważną chorobę przewlekłą. Doskonałym przykładem w Polsce są pacjentki z rakiem piersi, u których przez lata to leczenie zostało dopracowane i już widzimy jak bardzo zmieniło się życie pacjentek. Ono zaczyna być jakościowe, pomimo obciążającego leczenia. Jestem przekonana, że te leki, które zwłaszcza zyskały wysokie uznanie, są na liście TOP10 HEMATO, TOP10 ONKO, te wszystkie terapie również się znajdą na kolejnych listach refundacyjnych – podkreśliła.

Aby móc optymalnie korzystać z możliwości, jakie dają nowe technologie lekowe, konieczne jest jednak odpowiednie zdiagnozowanie pacjentów. O tym, jak istotne jest to zagadnienie, opowiadał na przykładzie niedrobnokomórkowego raka płuca prof. Dariusz Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.

Do niedawna jeszcze mediana czasu przeżycia chorych z rakiem niedrobnokomórkowym płuca wynosiła 8 miesięcy, a odsetek przeżyć jednorocznych nie przekraczał 10, 15 może 20%. W tej chwili dzięki lekom innowacyjnym, ukierunkowanym molekularnie na określone warianty genetyczne i dzięki immunoterapii, lekom immunokompetentnym, te mediany przeżycia, grubo przekraczają kilkanaście, kilkadziesiąt miesięcy, a odsetek przeżyć pięcioletnich, uwaga mówimy o odsetku pięcioletnich przeżyć, sięga nawet 30-40, a w niektórych przypadkach nawet 70%. Wobec raka niedrobnokomórkowego płuca zaczęliśmy używać sformułowania choroba przewlekła, co do niedawna byłoby praktycznie uważane za herezję – zauważył. – Stało się to dzięki właśnie zaawansowanej diagnostyce molekularnej, a w szczególności technologii sekwencjonowania nowej, następnej generacji, która umożliwia en bloc w jednym badaniu, jednego bloczka parafinowego identyfikować wszystkie zaburzenia molekularne (…) Tylko taka metoda diagnostyki umożliwi nam kwalifikację chorych do odpowiednich metod leczenia – dodał.

O optymalne wykorzystanie diagnostyki molekularnej apelowała także Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca, Fundacji TO SIĘ LECZY. – My dążymy do tego, aby pacjenci byli optymalnie leczeni od samego początku, ponieważ właśnie to dedykowane, personalizowane leczenie przynosi im najwięcej korzyści. (…) Dzięki temu kompleksowemu profilowaniu genomowemu, pacjenci funkcjonują normalnie w świecie zawodowym, rodzinnym, w bardzo dobrej jakości życia, praktycznie w ogóle nie mają skutków ubocznych, więc gdybyśmy taką osobę spotkali na ulicy, jestem pewna, że w życiu by państwo nie powiedzieli, że to jest pacjent, który ma czwarty stopień raka płuca – powiedziała. Zauważyła, że nawet, jeżeli NFZ nie byłby w stanie pokryć tego świadczenia, to źródłem finansowania mógłby być Fundusz Medyczny, w którym dostępne są nierozdysponowane środki, które mogą zostać przeznaczone m.in. na diagnostykę.

Eksperci uczestniczący w dyskusji zwrócili również uwagę na potrzebę zbierania i analizowania danych pacjentów. Jak tłumaczyła prof. Lech-Marańda, jest to potrzebne po to, by lekarze mogli obserwować wyniki leczenia. Takie rozwiązanie z wykorzystaniem nowoczesnej aplikacji jest planowane do wdrożenia w ramach pilotażu Krajowej Sieci Hematoonkologicznej. Nie jest to jedyna inicjatywa w tym obszarze. Jak poinformował prof. Krzysztof Giannopoulos, w przypadku szpiczaka plazmocytowego prowadzone jest już od 3 lata badanie obserwacyjne na grupie ok. 2 tysięcy pacjentów spośród całej populacji 10 tysięcy chorych na szpiczaka.

Na koniec dyskusji głos zabrał Marek Augustyn, zastępca prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, odnosząc się do kwestii rosnącego finansowania świadczeń w onkologii i hematoonkologii. – Na przestrzeni od 2019 r., gdzie wartość refundacji świadczeń wyniosła 10,486 mld zł, w zestawieniu z 2023 r., gdzie już wartość refundacji świadczeń wyniosła 21, 548 mld zł, widzimy że to jest wzrost grubo ponad 100%. Jeżeli mówimy o tak znaczącym przyroście, to chyba mamy wyższe oczekiwania i powinniśmy doszukiwać się przyczyn dlaczego tych efektów aż tak dobrych nie ma w zestawieniu z tymi nakładami – powiedział. Jak podsumował, skoro nakłady rosną, a liczba pacjentów nie rośnie gwałtownie, należy się więc skupić bardziej efektywnym wydawaniu pieniędzy.

źródło: Onkocafe

Współpraca interdyscyplinarna szerokiego grona ekspertów pozwala szybko i co najważniejsze, precyzyjnie rozpoznać nowotwór płuca, z jakim mamy do czynienia. To także gwarancja prawidłowego postępowania z pobranym od pacjenta materiałem histologicznym i cytologicznym – mówi prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, dodając, że cały ten proces skupia się ostatecznie na wybraniu odpowiedniego leczenia, które uzależnione jest od zaawansowania jednostki chorobowej, typu, podtypu, profilu molekularnego i immunologicznego nowotworu. 
Rak płuca należy do jednego z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych. Niestety wciąż zbyt często rozpoznawany jest w stadium, gdy na leczenie jest zbyt późno. – W leczeniu istotna jest pełna i szybka diagnostyka, tylko wtedy możemy przedłużyć pacjentowi życie – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, kierownik oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii-Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, podkreślając w tym procesie rolę zespołów wielodyscyplinarnych.
 
Wyzwaniem współczesnej onkologii jest zapewnienie choremu kompleksowej opieki – wykorzystując w tym celu wszelkie metody o sprawdzonej naukowo wartości oraz oczywiście diagnostyka i terapia na najwyższym poziomie jakościowym.

Rak płuca – z tym da się żyć
Nowotwór płuca to niezmiennie najczęściej diagnozowany w Polsce rak (rokrocznie zapada na niego ponad 21 tys. osób) – stanowi on niemal 14 proc. nowotworów złośliwych u mężczyzn i 12 proc. u kobiet. Dotyka głównie palaczy, ale nie tylko. Chorują także osoby młode. Ten rodzaj nowotworu niesie za sobą złe rokowanie, przede wszystkim z powodu zbyt późnego zdiagnozowania (rozwija się bezobjawowo przez wiele lat). Jak wskazuje prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny i specjalista radioterapii onkologicznej, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, tylko pełna i szybka diagnostyka pozwala ustalić optymalne leczenie onkologiczne.

„Jedynie 15 proc. chorych z nowo rozpoznanym rakiem płuca kwalifikuje się do operacji. Natomiast około 30 proc. pacjentów do innej formy terapii radykalnej” – tłumaczy, podkreślając: – „Większość chorych na raka płuca wymaga szczegółowej diagnostyki histopatologicznej jak i molekularnej, tylko wtedy można dokonać wyboru najlepszego i najskuteczniejszego schematu leczenia, który pozwoli doprowadzić do wyleczenia lub znamiennie przedłużyć pacjentowi życie”.

W leczeniu raka płuca niebagatelną rolę odgrywa współpraca interdyscyplinarna, czyli wielospecjalistyczny zespół specjalistów, w którego skład wchodzą: onkolodzy klinicznie, chirurdzy klatki piersiowej (torakochirurdzy), radioterapeuci, radiolodzy, patomorfolodzy, biolodzy molekularni.

„Współpraca interdyscyplinarna szerokiego grona ekspertów pozwala szybko i co najważniejsze, precyzyjnie rozpoznać nowotwór płuca, z jakim mamy do czynienia. To także gwarancja prawidłowego postępowania z pobranym od pacjenta materiałem histologicznym i cytologicznym” – mówi prof. Kowalski, dodając, że cały ten proces skupia się ostatecznie na wybraniu odpowiedniego leczenia, które uzależnione jest od zaawansowania jednostki chorobowej, typu, podtypu, profilu molekularnego i immunologicznego nowotworu. 

Rak płuca staje się chorobą przewlekłą
Jeszcze kilka lat temu diagnoza „rak płuca” była wyrokiem. Obecnie medycyna dysponuje nowymi terapiami, które przedłużają życie. Wśród takich terapii znajduje się immunoterapia, uważana za rewolucyjną.

„Rak płuca zawsze należał do chorób śmiertelnych. Dzisiaj dla niektórych chorych możemy tak dobrać leczenie, że przeprowadzimy ich w fazę przewlekłą” – tłumaczy prof. Dariusz M. Kowalski. – „Leki immunologiczne całkowicie zmieniły leczenie pewnej grupy pacjentów. Ta forma terapii nie jest stricte leczeniem antynowotworowym, a leczeniem odblokowującym układ odpornościowy. Zreaktywowany układ odpornościowy sam niszczy komórki nowotworowe. Możliwa jest całkowita remisja i zniknięcie zmiany nowotworowej”.

Jak podkreśla specjalista, 15-20 proc. pacjentów z zaawansowanym nowotworem płuca żyje 5 lat i dłużej. Przed immunoterapią nie było to możliwe.

Wyzwania w diagnostyce i leczeniu raka płuca w Polsce
Czas od wystąpienia objawów sugerujących obecność nowotworu do rozpoczęcia leczenia raka płuca jest obecnie w Polsce zbyt długi, a ponadto u znacznej części chorych nie jest stosowane odpowiednie leczenie skojarzone. Z programu lekowego raka płuc powinno korzystać 50 proc. pacjentów, a robi to jedynie 20 proc.
Jak zauważa prof. Dariusz M. Kowalski, widoczne są bariery organizacyjne i systemowe w optymalnej diagnostyce i leczeniu raka płuca.

„Przede wszystkim opóźnienia w diagnostyce wstępnej, gdy pacjent musi czekać na wizytę w poradni innej niż onkologiczna (do onkologa nie jest wymagane skierowanie). Ponadto zbyt mały dostęp do badań endoskopowych z odpowiednią możliwością pobrania materiału w odpowiedniej ilości i jakości” – wymienia, wskazując, że konsylia zajmujące się planem leczenia chorego, niejednokrotnie nie są przeprowadzane w sposób optymalny. Składa się na to nie tylko niedokładna diagnostyka, ale również jej fragmentaryzacja jak i fragmentaryzacja leczenia oraz zbyt mała współpraca między specjalistami i ośrodkami. – „Niewątpliwie usprawniłoby ścieżkę pacjenta utworzenie ośrodków, które poprowadziłyby diagnostykę w sposób zgodny ze standardami obowiązującymi w całym kraju. Pacjent trafiłby na konsylium z pełną informacją, a to pozwoliłoby na podjęcie decyzji o zastosowaniu właściwego leczenia” – podsumowuje prof. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.

Ponadto nie można zapominać o zmianach w programach lekowych raka płuca. Wciąż pojawiają się nowe leki zwiększające szansę chorego na wyleczenie. Ważna jest także walka z nikotyzmem – palenie papierosów pozostaje główną przyczyną raka płuca.

Ministerstwo Zdrowia i Lung Cancer Unit
W leczeniu raka płuca ważne jest wdrażanie opieki koordynowanej. Utworzenie sieci Lung Cancer Unit, gdzie chorzy objęci są kompleksową opieką od podejrzenia nowotworu do wyleczenia – miało nastąpić w 2022 roku, niestety są opóźnienia. Michał Dzięgielewski, dyrektor departamentu w MZ poinformował właśnie, że LCU niebawem do dwóch unitów narządowych (rak piersi, rak jelita grubego) dołączy trzeci i będzie to rak płuca. Zanim jednak ruszy legislacja, najpierw opinie ekspertów. Jak podkreśla Dzięgielewski, ważne jest, aby były jasne, nowoczesne wytyczne, zgodne ze standardami.

Przypomnijmy, że Polska Grupa Raka Płuca w oczekiwaniu na ministerialne posunięcia nie została bierna – stworzyła tzw. wirtualny Lung Cancer Unit. W szpitalach powstały terminale do wideokonferencji, co stanowi platformę do komunikacji między ośrodkami. Projekt cieszy się zainteresowaniem i co najważniejsze spełnia swoją rolę.
 
 
źródło: redakcja Medicalpress, rozmawiała redaktor Katarzyna Redmerska
Na Liście Stu 2023 najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie znalazło się 19 nowych nazwisk, wzrost odnotowano w 41 miejscach, a 39 osób znalazło się niżej niż w ubiegłorocznym rankingu organizowanym przez Puls Medycyny. Na pierwszych miejscach uplasowali się kolejno: prof. Maciej Banach, prof. Mirosław Ząbek, Prof. Marcin Gruchała.
Pierwsza 10 najbardziej wpływowych osób w medycynie 2024 r.:
 
1. Maciej Banach, prof. dr hab. n. med., specjalista w dziedzinie kardiologii, hipertensjologii i lipidologii, kierownik Zakładu Kardiologii Prewencyjnej i Lipidologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

2. Mirosław Ząbek, dr hab. n. med., prof. CMKP, specjalista w dziedzinie neurochirurgii i neurotraumatologii, kierownik Kliniki Neurochirurgii i Urazów Układu Nerwowego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego oraz Interwencyjnego Centrum Neuroterapii Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego, dyrektor Centrum Gamma Knife w Warszawie.

3. Marcin Gruchała, prof. dr hab. n. med., specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii; rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (od 2016 r.), kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii GUMed; przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM) w kadencji 2020-2024.

4. Piotr Rutkowski, prof. dr hab. n. med., specjalista w dziedzinie chirurgii ogólnej i onkologicznej, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie — Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, pełnomocnik dyrektora ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych, przewodniczący Zespołu Ministra Zdrowia ds. Narodowej Strategii Onkologicznej, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

5. Przemysław Mitkowski, prof. dr hab. n. med. FESC, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii; kierownik Pracowni Elektroterapii Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w kadencji 2021-2023.

6. Jacek Jassem, prof. dr hab. n. med., specjalista w dziedzinie onkologii klinicznej i radioterapii onkologicznej w Katedrze i Klinice Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes zarządu Polskiej Ligi Walki z Rakiem, przewodniczący Central and East European Oncology Group.

7. Krzysztof Pyrć, prof. dr hab. n. biol., wirusolog; kierownik Pracowni Wirusologii w Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, lider grupy badawczej Virogenetics; wiceprzewodniczący interdyscyplinarnego Zespołu doradczego ds. COVID-19 przy prezesie PAN; członek: Europejskiej Grupy Ekspertów ds. Wariantów SARS-CoV-2 przy Komisji Europejskiej, Zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN, Zespołu do spraw monitorowania i oceny sytuacji dotyczącej zagrożeń związanych z chorobami zakaźnymi przy ministrze zdrowia.

8. Dorota Zozulińska-Ziółkiewicz, prof. dr hab. n. med., specjalistka w dziedzinie chorób wewnętrznych i diabetologii, prorektor ds. organizacji, promocji i rozwoju Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii UM w Poznaniu oraz Oddziału Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Miejskiego im. F. Raszei w Poznaniu; przewodnicząca Sekcji Diabetologii Społecznej i Edukacji Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego (w latach 2019-2023 prezes PTD).

9. Piotr H. Skarżyński, prof. dr hab. n. med. i n. o zdr., mgr zarz., specjalista w dziedzinie otorynolaryngologii, otorynolaryngologii dziecięcej, audiologii i foniatrii oraz zdrowia publicznego, zastępca kierownika Zakładu Teleaudiologii i Badań Przesiewowych Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, członek rady naukowej IFiPS oraz zarządu Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach, dyrektor ds. nauki i rozwoju w Instytucie Narządów Zmysłów, członek-
-współzałożyciel Światowego Forum Słuchu przy WHO, prezydent (od 2023 r.) International Advisory Board American Academy of Otolaryngology-Head and Neck Surgery, wiceprezydent Grupy Hearring, board member oraz institutional representative The International Society for Telemedicine and e-Health.

10. Jacek Szepietowski, prof. dr hab. n. med. dr h.c., specjalista w dziedzinie dermatologii i wenerologii, kierownik Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, prezes Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

Pełna lista 100:
https://pulsmedycyny.pl/lista-stu-2023-medycyna-1209895 

żródło: Puls Medycyny

Rak płuca pozostaje najczęstszą przyczyną zgonów wśród chorób nowotworowych w Polsce, ale jednocześnie staje się powoli chorobą przewlekłą, za sprawą ogromnego postępu w obszarze diagnostyki i leczenia, do którego polscy pacjenci mają coraz lepszy dostęp. O przełomach, które zmieniają rokowania pacjentów, organizacji leczenia i rekomendowanych zmianach w opiece mówili eksperci Polskiej Grupy Raka Płuca, podczas konferencji „Przełom w leczeniu raka płuca – jak go dobrze wykorzystać?”, która odbyła się 7 grudnia.

Niedawno zakończył się XVII Kongres Polskiej Grupy Raka Płuca, który wyróżnia się interdyscyplinarnością, gromadząc ekspertów zajmujących się diagnostyką i leczeniem, nie tylko raka płuca, ale całego obszaru klatki piersiowej, a więc patomorfologów i diagnostów laboratoryjnych, pulmonologów i chirurgów, onkologów, radioterapeutów, radiologów, rehabilitantów i wielu innych. 

– Obok sesji tematycznych realizowanych we współpracy z towarzystwami naukowymi, prezentującymi najnowsze doniesienia oraz wytyczne postępowania, odbyły się też niesamowicie ciekawe, zaawansowane warsztaty pneumonologiczne z praktycznymi ćwiczeniami z udziałem pana prof. Rafała Krenke, wspólnie z torakochirurgami, patomorfologami i onkologami, poświęcone leczeniu okołooperacyjnemu.  – powiedział prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.

Leczenie okołooperacyjne na podium wśród przełomów w leczeniu

– Musimy zdawać sobie sprawę z niesamowitego postępu, który się już dokonał i cały czas dokonuje. W tym roku Kongres ESMO – Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej przez jednego z prowadzących był nazwany kongresem nowotworów płuca i klatki piersiowej. Bowiem największa liczba publikacji naukowych dotyczyła właśnie tego obszaru. – podkreślił prof. Kowalski.

Niezwykle ważnym elementem wspierającym skuteczność leczenia jest niewątpliwie wczesne rozpoznanie za sprawą badań przesiewowych z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Odsetek przeżyć chorych, u których rozpoznano raka płuca w ramach tych badań jako elementu skrinigu, w aspekcie przeżyć jest wysoki i wynosi powyżej 80%. Oznacza to bardzo duży zysk terapeutyczny.

Eksperci podkreślili, że jedną z kluczowych zmian w leczeniu nowotworów płuca jest rozwój leczenia okołooperacyjnego. Odsetek chorych z rakiem płuca operowanych w Polsce nadal jest dosyć niski i nie przekracza tych 15-20%. Jednocześnie leczenie chirurgiczne to nadal podstawowa metoda pozwalająca na wyleczenie niedrobnokomórkowego raka płuca.

– W populacji chorych, którzy są operowani, ryzyko zarówno wznowy miejscowej, jak również przerzutów odległych jest jednak bardzo wysokie. Tak więc nasze obecne działania koncentrują się na tym, aby zwiększyć efektywność postępowania okołooperacyjnego, czyli leczenia poprzedzającego leczenie chirurgiczne albo leczenie uzupełniającego po operacji. – wskazał prof. Dariusz M. Kowalski.

Odsetek odpowiedzi patomorfologicznych jest zdecydowanie większy u chorych, którzy otrzymują leczenie złożone z chemioterapii i immunoterapii poprzedzającej leczenie chirurgiczne. Jest to dobry czynnik rokowniczy wobec przeżycia całkowitego. Rodzi to jednocześnie nowe wyzwania. Aby zakwalifikować chorego do tego typu leczenia, potrzebne jest rozpoznanie patomorfologiczne, określenie statusu białka PD-L1 oraz zaburzeń molekularnych, aby dobrać chorych, którzy odniosą korzyść z zastosowanego leczenia.

– To czym już dysponujemy w ramach programu lekowego, to możliwość wyselekcjonowania grupy chorych, u których dokonano zabiegu chirurgicznego o charakterze radykalnym, szczególnie w odniesieniu do chorych z rozpoznanym tzw. rakiem gruczołowym, u których powinniśmy na tym etapie już wykonać analizy zaburzeń molekularnych w przypadku zidentyfikowania czynnika wzrostu EGFR. Możemy wówczas wdrażać leczenie ukierunkowane molekularnie za pomocą jednego z inhibitorów kinazy tyrozynowej trzeciej generacji, co na podstawie przeprowadzonych badań klinicznych, w sposób diametralny zmienia efektywności leczenia o charakterze radykalnym. Mamy zdecydowanie większy odsetek chorych z wysokim czasem przeżycia wolnego od progresji, całkowitego przeżycia z bardzo istotną redukcją ryzyka zgonu tych chorych. – zaznaczył prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Warto wspomnieć, że wreszcie pojawiło się też „światełko w tunelu” dotyczące leczenia drobnokomórkowego raka płuca, gdzie do niedawna nie było postępu. – Dopiero ostatnie lata udowodniły, że zastosowanie kombinacji leczenia systemowego standardowego, czyli chemioterapii w połączeniu immunoterapią, poprawia efektywność terapeutyczną w tej często nieuleczalnej jednostce chorobowej – dodał prof. Ramlau.

– Program lekowy był w tym roku dwukrotnie modyfikowany w styczniu i we wrześniu. Nie dość, że wprowadził nowe technologie, jest już ich ponad 21,  to również stał się bardziej przejrzysty i przyjazny dla lekarzy kwalifikujących do leczenia, dając większe możliwości. Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania Polskiej Grupy Raka Płuca, Konsultanta Krajowego ds. Onkologii Klinicznej i Ministerstwa Zdrowia. – dodał prof. Kowalski.

– Te zmiany są niezwykle istotne z perspektywy pacjenta, ponieważ do tej pory pacjenci do tych innowacyjnych terapii mieli dostęp w czwartym stopniu zaawansowania. W tym momencie, mamy pacjentów w grupie 3b, którzy też mogą być leczeni radykalnie, a osoby które się nie kwalifikują, mają możliwość skorzystania w pełni z technologii, które są przewidziane dla pacjentów z zaawansowanym rakiem płuca. – powiedziała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.

– Krótko mówiąc, w chwili obecnej otworzyły się nowe perspektywy dla pacjentów, u których do tej pory, możliwości leczenia były bardzo ograniczone. Możemy zaoferować pacjentom leczenie skojarzone w coraz wcześniejszych stadiach zaawansowania. Dąży się do tego, aby dzięki leczeniu neodjuwantowemu usunąć zmiany zwane depozytami nowotworowymi, a następnie podać terapię uzupełniającą, która doprowadzi do całkowitego wyleczenia. – podkreślił prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej grupy Raka Płuca.

Ostatnie lata przyniosły także rewolucję w diagnostyce. W tej chwili badania cytologiczne nie są wystarczające do rozpoznania. – Żyjemy w erze medycyny personalizowanej, jesteśmy zobligowani do tego, żeby znaleźć czynniki predykcyjne umożliwiające podanie choremu odpowiedniego, najlepszego leczenia, wykonać diagnostykę określającą ocenę ekspresji białka PD-L1 do kwalifikacji w przypadku immunoterapii. – mówiła prof. Renata Langfort, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów.

Obecnie należy określić, zwłaszcza u pacjentów z zaawansowanym rakiem płuca, niekwalifikujących się do leczenia operacyjnego, jaki jest podtyp raka oraz zabezpieczyć materiał do badań molekularnych oraz wykonać predykcyjne czynniki immunohistochemiczne kwalifikujące do leczenia. Wydłuża to jednak ścieżkę diagnostyczną pacjentów. – Mamy tylu samo lub mniej patologów, trochę ponad 450, którzy w tej chwili wykonują jeszcze dodatkową pracę w celu sprecyzowania rozpoznania. Dlatego zmierzamy do tego, aby standardowo wykonywać sekwencjonowanie nowej generacji NGS. – dodała prof. Langfort.

– Jesteśmy na etapie zmiany podejścia do analizy materiału histologicznego, do niedawna wystarczała nam analiza pojedynczych zaburzeń molekularnych. Obecnie widzimy potrzebę wdrożenia diagnostyki molekularnej na szeroką skalę, co umożliwi już na wstępie podjęcie decyzji terapeutycznej u ponad 80% chorych – uzupełnił prof. Ramlau.

Mamy nadzieję, że w przyszłym roku uda się wprowadzić do refundacji kompleksowe profilowanie genomowe, gdzie będziemy mieli ponad kilkaset mutacji do sprawdzenia u pacjenta, które nie tylko będą przewidywały możliwości terapeutyczne, pozwalały na wykrywanie nowych, rzadkich mutacji, ale też będą prognozowały efektywność leczenia. Jest już pozytywna opinia Rady Przejrzystości AOTMiT w tej sprawie – powiedziała Aleksandra Wilk.

Eksperci postulowali, aby pogłębiona diagnostyka raka płuca była wykonywana w ośrodkach wyspecjalizowanych i kompleksowych. Cały czas bowiem pacjenci trafiają do leczenia zbyt późno. Problemem jest długi czas oczekiwania na wizyty u specjalistów oraz terminy wykonania badań i odbioru wyników, zwłaszcza w zakresie tomografii komputerowej i badań molekularnych, nawet pomimo posiadania przez pacjenta karty DiLO.

Lung Cancer Unit’s pilnie potrzebne
Mamy dowody na to, że jeśli pacjenci są leczeni w kompleksowych ośrodkach narządowych jak LCU to wyniki leczenia są zdecydowanie lepsze. – Diagnostyka zarówno inwazyjna, mało inwazyjne, jak również zaawansowana diagnostyka molekularna jest stosowana coraz szerzej i będzie coraz bardziej skomplikowana, podobnie jak schematy leczenia, tak więc w naszej ocenie, należy na dobre wprowadzić Lung Cancer Units. – podkreślił prof. Kowalski.

Jak zaznaczyli eksperci, diagnostyka i leczenie rak płuca są dużo bardziej skomplikowane niż np. raka piersi, dlatego nie można przełożyć 1 do 1 rozwiązań wdrożonych w Breast Cancer Unitach. –  Diagnostyka chorób układu oddechowego jest na tyle specyficzna, że zwykle nie wystarczy jeden ośrodek, dlatego nasze środowisko proponowało możliwość tworzenia konsorcjów ośrodków diagnostycznych, pulmonologicznych i onkologicznych. – powiedziała prof. Langfort.

– Liczę, że w końcu, w przyszłym roku, po latach uda się wdrożyć ośrodki typu LCU, które rzeczywiście byłyby odpowiedzią na potrzeby szybkiej diagnostyki i koordynacji leczenia, aby pacjent nie musiał krążyć po ośrodkach, czasami bardzo daleko od siebie zlokalizowanych. – spuentował prof. Ramlau.

Pełna relacja: 

źrodło: PGRP

Walne Zebranie Polskiej Grupy Raka Płuca wybrało skłąd zarząd na kadencję 2024 – 2026. Nowym prezesem zarządu został prof. Rodryg Ramlau, który na tym stanowisku zastąpi prof. Dariusza M. Kowalskiego. 
W dniach 23-25 listopada 2023 r. odbyło się coroczne, najważniejsze wydarzenie naukowe w całości poświęcone diagnostyce i leczeniu raka płuca – XVII Konferencja Polskiej Grupy Raka Płuca, która zgromadziła prawie 600 uczestników. Ostatniego dnia kongresu podczas Walnego Zebrania Członków Polskiej Grupy Raka Płuca (PGRP), wybrano nowy zarząd Stowarzyszenia. Nowym prezesem zarządu został prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau, Kierownik Katedry i Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Funkcję prezesa PGRP w ostatnich latach pełnił prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Aktualny skład zarządu PGRP na lata 2023 – 2026:
Polska Grupa Raka Płuca od 2002 roku zrzesza ekspertów zajmujących się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem raka płuca w Polsce, współtworzy i promuje najwyższej jakości standardy postępowania diagnostyczno-terapeutycznego, szkoli i edukuje nowe pokolenia specjalistów. Jest także ważnym głosem w debacie publicznej nad poprawą jakości opieki nad pacjentami z rakiem płuca.

źródło: PGRP

– Rak płuca jest największym zagrożeniem zdrowotnym wśród wszystkich nowotworów z jakimi mamy do czynienia – mówił prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski podczas debaty Wyzwania w diagnostyce i leczeniu raka płuca w Polsce z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”. – Mimo że mamy rewolucję w leczeniu raka płuca, to cały czas ścieżka diagnostyczna i dostęp do terapii jest ograniczony w Polsce. I to jest bardzo duży problem. Stąd konieczne jest zaangażowanie kolegów lekarzy rodzinnych, pulmonologów, torakochirurgów, onkologów i diagnostów molekularnych, jak również patomorfologów.
Co roku rak płuca jest w Polsce przyczyną zgonów około 24 tys. osób. To mniej więcej tyle ile powodują trzy kolejne najczęstsze nowotwory.

– Pomimo postępu w medycynie, w tym nowotworze w Polsce nie osiągnęliśmy w ostatnim czasie poprawy wyników wyleczalności. Niestety zachowania społeczne naszych rodaków, dotyczące szczególnie palenia tytoniu, odbiegają od zachowań w krajach Europy Zachodniej. Mamy około 10% więcej osób palących tytoń niż np. we Francji. W związku z tym działania, z którymi musimy mieć do czynienia w najbliższym czasie są bardzo duże – zwracał uwagę prof. Rutkowski.

Prof. Dariusz Kowalski, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca, Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, podkreślał, jak bardzo zwiększyły się możliwości leczenia raka płuca. – Jeszcze niedawno mediana czasu przeżycia chorych wynosiła od 3 do 5 miesięcy. 6 miesięcy to był sukces. Dokonał się skokowy postęp w leczeniu nowotworów tego obszaru, a w szczególności niedrobnokomórkowego raka płuca. Wprowadzono dwie całkowicie nowe klasy leków terapeutycznych – leki ukierunkowane molekularnie i leki immunokompetentne.

Ministerstwo Zdrowia nadało rakowi płuca priorytet w Narodowej Strategii Onkologicznej. Zapisano utworzenie Lung Cancer Unitów, czyli oddziałów kompetencji dla diagnostyki i leczenia raka płuca. Poprawie sytuacji mają służyć zmiany w diagnostyce  patomorfologicznej, jak i molekularnej, oraz program screeningowy za pomocą niskodawkowej tomografii, którego pilotaż ma zostać przedłużony. Krajowa Sieć Onkologiczna ma zoptymalizować ścieżkę pacjenta, dzięki m. in. wprowadzeniu koordynatorów. Od 2020 roku do refundacji trafiło wiele nowych cząsteczek. Jednak cały czas wielu pacjentów nie otrzymuje skutecznego leczenia, z powodu opóźnień w diagnostyce i jej nieoptymanej organizacji.

– Mamy w raku płuca największy przełom w leczeniu od lat, a tylko ok. 20% pacjentów korzysta z programu lekowego raka płuca, podczas gdy powinno być to minimum 40-50%. To jest przerażające – alarmował prof. Piotr Rutkowski.

Objawy raka płuca są widoczne dopiero w zaawansowanym stadium, a w przypadku tego nowotworu bardzo liczy się czas, dlatego powstał Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca, czyli program wykonywania niskodawkowej tomografii komputerowej. – Jesteśmy jednym z kilku krajów europejskich, gdzie ten program został bardzo szybko uruchomiony m.in. dzięki działalności Polskiej Grupy Raka Płuca – przypomniał dr Mateusz Polaczek.

Niestety wciąż mierzymy się z wyzwaniami ze strony systemu opieki zdrowotnej i ze zbyt długim oczekiwaniem – najpierw na pierwszorazową wizytę ambulatoryjną, potem do pulmonologa bądź chirurga klatki piersiowej i na wstępne badania diagnostyczne (np. tomografię komputerową klatki piersiowej). 

Aby ułatwić proces diagnostyki lekarze podstawowej opieki zdrowotnej od stycznia tego roku mają prawo wystawić skierowanie na takie badanie z czego wielu z nich nie korzysta. Jeśli pacjent trafi do pulmonologa czy do torakochirurga już z wynikiem takiego badania to zdecydowanie przyspieszy, nawet o kilka tygodni, całą jego ścieżkę diagnostyczną. – Niestety liczba skierowań lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej na diagnostykę w ramach karty DILO spadła – zauważył dr Mateusz Polaczek z III Kliniki Chorób Płuc, Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Kolejnym kluczowym etapem w diagnostyce są wysokiej jakości badania diagnostyczne – przede wszystkim endoskopowe, a tylko pełen komplet badań pozwala zespołowi wielo-specjalistycznemu prawidłowo zakwalifikować pacjenta do leczenia radykalnego lub systemowego. Dzięki szybkiej, dobrze zorganizowanej diagnostyce chory może być szybciej włączony do zindywidualizowanego leczenia.

– W diagnostyce raka płuca stosowane są najbardziej zaawansowane techniki genetyczne, ale w około 30% przypadków brakuje lub nie ma wcale tkanki nadającej się do oceny molekularnej oraz oznaczenia innych czynników predykcyjnych w badaniach. A badania te muszą być wykonane tak, aby przy jednym podejściu uzyskać możliwie największą ilość informacji kluczowych dla procesu diagnostyczno-terapeutycznego – zwrócił uwagę dr Andrzej Tysarowski, Kierownik Pracowni Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy w Warszawie.

Prof. Rutkowski przypomniał, że “żadne leczenie w tej chwili nie może się odbyć w raku płuca bez właściwej diagnostyki patomorfologicznej, ale przede wszystkim molekularnej i ten dobór chyba jest najbardziej rozbudowany wśród wszystkich nowotworów”.

Eksperci bardzo liczą na usprawnienie procesu diagnostyki dzięki utworzeniu Lung Cancer Unit’ów, czyli specjalistycznych ośrodków multidyscyplinarnych. – Mają one robić bardzo dobrą i bardzo szybką diagnostykę – w bardzo krótkim czasie identyfikować, kwalifikować, leczyć przypadki bardzo trudne albo rzadkie, współpracować z innymi prowadzącymi pacjentów z mniej wymagającymi postaciami choroby, również z innych ośrodków. – mówił prof. Dariusz Kowalski

Wagę takiego rozwiązania organizacyjnego podkreślał dr Andrzej Badzio Chorzy często trafiają do nas z dużymi brakami w diagnostyce i musimy ponownie tę diagnostykę rozpoczynać, albo czasami z powodu upływu czasu musimy decyzje podejmować na podstawie diagnostyki niepełnej. To jest dużym problemem. Utworzenie ośrodków, które mogłyby diagnostykę prowadzić w sposób zorganizowany ze standardami, które obowiązywałyby w całym kraju bardzo by usprawniło ten proces i pacjent trafiałby na konsylium już z pełną informacją, która pozwoli taką decyzję podjąć.

W trakcie dyskusji eksperci podkreślali też kwestię odpowiedzialności i solidności pracy samych lekarzy, zwłaszcza w kontekście konsyliów. – Nie zawsze są one przeprowadzane w sposób w jaki byśmy sobie życzyli, nie tylko z powodu niedokładnej diagnostyki. Dobrze byłoby, gdyby te konsylia nie stały się biurokratycznym elementem, ale rzeczywiście były owocną dyskusją między specjalistami. – apelował dr Andrzej Badzio.

Uczestnicy dyskusji zadeklarowali współpracę Polskiego Towarzystwa Onkologicznego z Polską Grupą Raka Płuca i innymi towarzystwami, żeby szybko poprawić tę niekorzystną sytuację.

Artykuł powstał na podstawie relacji z debaty „Aktualne wyzwania w diagnostyce i leczenia raka płuca w Polsce” – pełna relacja wideo dostępna pod linkiem:
https://www.youtube.com/live/YsX2XZI8WdA?feature=share

źródło: Medicalpress