Medicalpress
Nieprawidłowo leczony ostry ból pooperacyjny generuje niepotrzebne cierpienie i koszty, powoduje powikłania, utrudnia powrót do zdrowia i pracy, ale też znacznie zwiększa ryzyko przekształcenia się w ból przewlekły – mówili eksperci podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu.
Dlatego konieczne jest stosowanie nowoczesnych, najbardziej skutecznych metod leczenia tego bólu, również niefarmakologicznych, w tym krioanalgezji, przekonywali.

– Bardzo istotne jest to, aby opanować ból ostry, aby nie przeszedł on w ból przewlekły. Bo oprócz tego, że powoduje to niesamowity dyskomfort dla samego pacjenta, to zdecydowanie pogarsza to jakość jego życia, ale też jakość życia całej rodziny – powiedziała obecna na wtorkowym spotkaniu wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Dodała, że generuje to również niepotrzebne koszty w systemie ochrony zdrowia, których można by uniknąć. – Ja zawsze mówię, że nie tyle chodzi o pieniądze, a chodzi właśnie o powrót do aktywności zawodowej, uniknięcie zwolnień lekarskich, (…) ale przede wszystkim o powrót pacjenta do pełnego zdrowia – podkreśliła Kęcka.

Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu posłanka Elżbieta Anna Polak (Koalicja Obywatelska) przypomniała, że rocznie w Polsce wykonuje się ok. 1,5 mln zabiegów i operacji w trybie hospitalizacji, a z powodu nieprawidłowo leczonego bólu ostrego 1 na 10 spośród tych pacjentów trafi później do specjalisty z powodu bólu przewlekłego.

– Ból jest główną przyczyną ponownej hospitalizacji pacjentów po operacji. Nieprawidłowo leczony ostry ból obniża jakość życia w aspekcie funkcji psychicznych i fizycznych, np. zaburza sen – wymieniała prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu (PTBB) dr Magdalena Kocot-Kępska.

Dodała, że nieprawidłowo leczony ból pooperacyjny to wyższe koszty, niepotrzebne cierpienie, powikłania, obniżona jakość życia, przedłużona rekonwalescencja. Zwiększa to również ryzyko przejścia bólu ostrego w przewlekły (tzw. chronifikacja bólu). A jeśli do tego dojdzie, rośnie ryzyko przepisywania leków opioidowych, które mają działania niepożądane. Specjalistka dodała, że ból przewlekły pooperacyjny nie ma związku z nawrotem choroby ani z infekcją rany i może być tłumaczony jedynie przebyciem operacji.

Prof. Dariusz Kosson, wiceprezes PTBB, dodał, że powikłania nieprawidłowego leczenia bólu operacyjnego są najbardziej widoczne ze strony układu krążenia, a śmiertelność u pacjentów z powikłaniami sercowo-naczyniowymi jest wyższa. Ponadto obserwuje się gorsze gojenie ran, ograniczenie diurezy, wzrasta ryzyko niewydolności krążenia. Ryzyko, że nieprawidłowo leczony ostry ból pooperacyjny przejdzie w przewlekły może wynosić nawet 50-90 proc. zależnie od rodzaju operacji.

Według dr Kocot-Kępskiej w przypadku amputacji kończyn doświadcza tego aż 90 proc. pacjentów – są to albo bóle kikuta, albo bóle fantomowe. – Każdy zabieg operacyjny może skutkować powstaniem przewlekłego bólu pooperacyjnego – tłumaczyła specjalistka.

Prof. Kosson podkreślił, że najsilniejszy ból pooperacyjny obserwuje się u pacjentów po torakotomii, czyli operacji klatki piersiowej. Wynika to z faktu, że klatka piersiowa ma złożone unerwienie.

Dr Kocot-Kępska oceniła, że postęp w leczeniu bólu pooperacyjnego jest możliwy tylko dzięki zastosowaniu tzw. analgezji multimodalnej, tj. połączenia farmakologii z metodami niefarmakologicznymi. – Chodzi o stosowanie wielu różnych leków, ale też wielu różnych metod, bo tylko tak jesteśmy w stanie zmniejszyć uwrażliwienie układu nerwowego. A jeśli będzie on mniej wrażliwy, to mniejsze będzie ryzyko utrwalenia się bólu na poziomie ośrodkowego układu nerwowego – tłumaczyła.

Wskazała na skuteczność metod tzw. analgezji regionalnej, jak znieczulenie zewnątrzoponowe, lidokaina w plastrach, blokady nerwów obwodowych czy krioanalgezja (inaczej kriolezja; polega na czasowym zamrażaniu niektórych nerwów). Specjalistka przypomniała, że już dane badań sprzed kilku lat wskazywały, że krioanalgezja śródopercyjna nerwów międzyżebrowych w trakcje torakotomii jest bardzo skuteczna w łagodzeniu bólu operacyjnego. Dlatego PTBB stara się o zwiększenie dostępu do kriolezji i termolezji w leczeniu bólu. Metody te mają szybki początek działania, wysoką skuteczność przeciwbólową, zmniejszają też ryzyko działań niepożądanych związanych z zażywanymi lekami.

Dr Sławomir Zacha, kierownik Kliniki Ortopedii Dziecięcej i Onkologii Narządu Ruchu Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, przedstawił skuteczność krioanalgezji śródoperacyjnej w leczeniu bólu ostrego u dzieci, które przechodzą operację torakochirurgiczną z powodu deformacji klatki piersiowej. Wyjaśnił, że obecnie stosuje się w Polsce standardowo przeciwbólową farmakoterapię dożylną z blokadami regionalnymi. Ale ich działanie nie trwa długo.

W maju 2022 r. dr Zacha wykonał po raz pierwszy w Polsce krioanalgezję w chirurgii klatki piersiowej u dzieci. Dotychczas wykonano ponad 200 zabiegów tą metodą. – Jest ona bezpieczna, małoinwazyjna, efektywna. Ponad 50 publikacji naukowych potwierdza bezpieczeństwo i skuteczność tego zabiegu – powiedział dr Zacha. Podkreślił, że zabieg ten powinien być włączony do każdej operacji w obrębie klatki piersiowej.

– Nasze badania potwierdziły praktycznie wszystkie wnioski z badań światowych, tj. skrócenie czasu hospitalizacji, obniżenie natężenia bólu w pierwszych godzinach i dobach – powiedziała prof. Jowita Biernawska z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii PUM w Szczecinie. Mali pacjenci mogli już po 24 godzinach zaczynać ćwiczenia oddechowe, a powrót do samodzielności następował już w drugiej dobie. Dotychczas stosowne leczenie farmakologiczne było znacznie mniej skuteczne. Krioanalgezja jest również wysoce skuteczna w operacjach kardiochirurgicznych.

Dlatego w najnowszym raporcie pt. „Zapobieganie chronifikacji bólu ostrego. Korzyści dla pacjenta i systemu” PTBB razem z fundacją Eksperci dla Zdrowia rekomenduje utworzenie nowego świadczenia zdrowotnego w katalogu świadczeń gwarantowanych. Na potrzebę powstania takiego świadczenia zwróciła uwagę dr Marzena Domańska-Sadynica, prezeska fundacji.

Prof. Kosson ocenił, że prawidłowe leczenie bólu to nie jest tylko kwestia komfortu pacjenta, ale jego prawo, a także obowiązek każdego pracownika medycznego, każdej osoby związanej z pacjentem w okresie okołooperacyjnym. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Półpasiec bywa błędnie postrzegany jako banalna choroba skóry albo schorzenie dotyczące wyłącznie osób starszych i ciężko chorych. Tymczasem może wystąpić w każdym wieku, także  u dzieci, a jego objawy nie zawsze są podręcznikowe. Szczególnie groźnym następstwem choroby jest neuralgia popółpaścowa, która może trwać wiele lat. O mitach, powikłaniach i profilaktyce półpaśca mówią eksperci Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: prof. Leszek Szenborn, pediatra, specjalista chorób zakaźnych i wakcynolog, oraz prof. Andrzej Kübler, specjalista anestezjologii, intensywnej terapii i medycyny paliatywnej.
Półpasiec wciąż otoczony jest wieloma mitami. Jeden z najczęstszych mówi, że dotyczy wyłącznie osób starszych, schorowanych lub z poważnymi zaburzeniami odporności. Jak podkreśla prof. Leszek Szenborn, kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych UMW, nie jest to prawda.

– Półpasiec zdarza się w każdym wieku, nawet u niemowląt i dzieci, które miały kontakt z wirusem ospy wietrznej, czasem jeszcze w życiu płodowym. Prawdą jest natomiast, że reaktywacji wirusa sprzyja wiek, starzenie się układu odpornościowego oraz choroby i leczenie obniżające odporność – mówi prof. Leszek Szenborn.
 
Półpasiec wywołuje ten sam wirus, który odpowiada za ospę wietrzną. Po przechorowaniu „wiatrówki” wirus nie znika z organizmu, lecz pozostaje w uśpieniu w zwojach nerwowych. Po latach może dojść do jego reaktywacji. Zdaniem prof. Szenborna, jeśli ktoś rzeczywiście nigdy nie miał kontaktu z wirusem ospy wietrznej, nie zachoruje na półpasiec. Problem w tym, że część osób nie wie, że przeszła ospę wietrzną, bo zakażenie mogło mieć łagodny albo nierozpoznany przebieg.
 
Ekspert zwraca też uwagę, że półpasiec nie szerzy się tak łatwo jak ospa wietrzna. Ospa jest chorobą bardzo zakaźną, natomiast w przypadku półpaśca do zakażenia dochodzi przede wszystkim przy bliskim kontakcie z osobą chorą, szczególnie z aktywnymi zmianami pęcherzykowymi. Ryzyko może być większe w niektórych lokalizacjach zmian, na przykład w obrębie błon śluzowych jamy ustnej czy oka.

Drugim częstym stereotypem jest przekonanie, że półpasiec zawsze łatwo rozpoznać, bo objawia się charakterystyczną wysypką „powyżej pasa”. Prof. Andrzej Kübler, założyciel pierwszej w regionie wielodyscyplinarnej poradni leczenia bólu działającej w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, podkreśla, że choroba nie zawsze przebiega zgodnie z podręcznikiem.
 
– Półpasiec może wystąpić bez typowej wysypki albo z objawami, które mylą pacjenta i lekarza. Charakterystyczny bywa ból – czasem pod żebrem, czasem na twarzy, w uchu, języku czy oku. Pacjent mówi: boli mnie ucho, boli mnie język, a przyczyną może być reaktywacja wirusa w obrębie nerwu – wyjaśnia prof. Andrzej Kübler.
 
Szczególnej uwagi wymagają postacie półpaśca zlokalizowane w obrębie twarzy, oka i ucha. Jak zaznacza prof. Szenborn, taka lokalizacja może prowadzić nie tylko do zmian skórnych, ale też do uszkodzenia narządów. Półpasiec oczny może zagrażać widzeniu, a półpasiec uszny może wiązać się  z porażeniem nerwu twarzowego. Istnieje również tzw. półpasiec motoryczny, który dotyczy mięśni i funkcji ruchowych.
 
Eksperci zwracają uwagę, że wiele internetowych treści dotyczących półpaśca koncentruje się na najcięższych przypadkach, budząc lęk przed wieloletnim bólem i nieodwracalnym uszkodzeniem nerwów. W rzeczywistości część pacjentów przechodzi chorobę łagodnie i bez powikłań. Nie da się jednak z góry przewidzieć, kto znajdzie się w grupie osób z ciężkim przebiegiem lub następstwami.
 
Najpoważniejszym powikłaniem jest neuralgia popółpaścowa, która dotyka około 10–20 proc. chorych po przebytym półpaścu. Objawia się silnym bólem neuropatycznym, który może utrzymywać się tygodniami, miesiącami, a u części pacjentów trwa nawet dłużej. Ból ten bywa odczuwany jako pieczenie, przeczulica, bolesna reakcja na dotyk, zmianę temperatury czy nawet kontakt ubrania ze skórą.

– Neuralgia popółpaścowa to choroba straszna i wciąż zbyt mało rozpoznawana. Pacjenci bywają leczeni niewłaściwie, nadużywają leków przeciwbólowych, czasem opioidów, które nie działają na ten typ bólu tak, jak oczekują. Ból neuropatyczny wymaga innego postępowania, ostrożnego prowadzenia pacjenta, a często także wsparcia psychologicznego i rehabilitacji – podkreśla prof. Kübler.
Zdaniem eksperta problem neuralgii popółpaścowej jest niedoszacowany nie tylko medycznie, ale i społecznie. Przewlekły ból może odbierać sen, samodzielność, radość życia i poczucie bezpieczeństwa. W skrajnych sytuacjach pacjenci tracą wolę dalszego życia. Prof. Kübler zaznacza, że właśnie dlatego tak ważne jest szybkie rozpoznanie półpaśca, wczesne leczenie przeciwwirusowe oraz odpowiednie leczenie bólu, zanim utrwali się ścieżka bólu przewlekłego.
Obecnie dostępna jest szczepionka przeciw półpaścowi. Eksperci UMW są zgodni: warto z niej skorzystać. Celem szczepienia w tym wypadku jest wzmocnienie odporności, przede wszystkim komórkowej, która ma kluczowe znaczenie w kontroli wirusów pozostających w organizmie w formie latentnej. Same przeciwciała nie są w starszym wieku wystarczającym markerem ochrony.
 
– Każda osoba, która miała półpasiec, ma naturalne przeciwciała, ale to nie znaczy, że jest dobrze chroniona. W przypadku wirusów takich, jak wirus ospy wietrznej i półpaśca ogromne znaczenie ma odporność komórkowa. Szczepienie ma ją pobudzić i zmniejszyć ryzyko zachorowania oraz ciężkich powikłań, w tym neuralgii popółpaścowej – mówi prof. Szenborn.
 
Eksperci podkreślają, że profilaktyka nabiera szczególnego znaczenia w starzejącym się społeczeństwie oraz w sytuacji, gdy coraz więcej pacjentów korzysta z terapii immunosupresyjnych, biologicznych lub leczenia obniżającego odporność.
 
Pamiętajmy:
Półpasiec bywa traktowany jak choroba banalna: bolesna, ale przemijająca. Tymczasem może prowadzić do uszkodzenia oka, ucha, nerwów, funkcji ruchowych oraz do przewlekłego bólu, który wpływa nie tylko na chorego, ale też na całą rodzinę.
 
Eksperci apelują, by nie bagatelizować nietypowego bólu, zwłaszcza jednostronnego, piekącego, połączonego z przeczulicą lub zmianami skórnymi. Wczesne zgłoszenie się do lekarza, szybkie wdrożenie leczenia przeciwwirusowego i właściwa terapia bólu mogą ograniczyć ryzyko powikłań. Szczepienie przeciw półpaścowi to nie tylko ochrona przed wysypką, ale także – w praktyce – profilaktyka jednego z najbardziej wyniszczających rodzajów bólu.

 źródło: UMW
Choć na ból przewlekły nie ma skutecznej szczepionki, to dzięki zaszczepieniu się przeciw półpaścowi można uniknąć bolesnego powikłania choroby – tj. neuralgii półpaścowej, która jest typowym zespołem bólu przewlekłego – oceniła prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu dr Magdalena Kocot–Kępska.
Jak przypomniała specjalistka cytowana w materiałach prasowych przesłanych PAP, ból ostry, którego doświadczamy na co dzień w różnych sytuacjach – przy skręceniu kostki, przewróceniu się, skaleczeniu czy oparzeniu – ma charakter ostrzegawczo-obronny. Informuje nas, że dana sytuacja grozi uszkodzeniem organizmu albo poważną chorobą. Sygnalizuje też potrzebę zgłoszenia się do lekarza.
„Przede wszystkim jednak uczy nas, jakich sytuacji musimy unikać, aby nasz organizm zachował ciągłość i sprawność, żebyśmy po prostu przeżyli. Uczymy się tego od wczesnego dzieciństwa, zupełnie nieświadomie” – wyjaśniła dr Magdalena Kocot–Kępska, kierownik Zakładu Badania i Leczenia Bólu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Ból przewlekły, który towarzyszy np. chorobie nowotworowej czy chorobie zwyrodnieniowej stawów, nie ma już takiego charakteru ostrzegawczo–obronnego i jest uważany za chorobę samą w sobie. Może on prowadzić do poważnych powikłań, jak depresja; utrudnia też codzienne funkcjonowanie. Dlatego wymaga kompleksowego leczenia z uwzględnieniem farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, rehabilitacji, psychoterapii oraz neuromodulacji.

„Każdy z nas ma inny próg bólu, inną wrażliwość, ale również inną tolerancję na ból. Zależy to przede wszystkim od płci, hormonów płciowych, stanu psychicznego, tego, czy jesteśmy zestresowani, wyspani, a nawet od pogody” – wyjaśniła specjalistka. Dodała, że jeżeli na zewnątrz jest ładna pogoda, próg bólu jest zwykle wyższy. Natomiast gdy jest brzydko, wietrznie, deszczowo, próg bólu obniża się. „To zależy także od genetyki i od tego, jak układ nerwowy reaguje na impuls bólowy” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska.

Do czynników zwiększających ryzyko rozwoju bólu przewlekłego ekspertka zaliczyła: niekorzystne zdarzenia w życiu – w dzieciństwie, okresie dojrzewania, wieku nastoletnim, ale także we wczesnej dorosłości. „To nie tylko przemoc fizyczna, seksualna czy emocjonalna, ale również brak miłości, opieki rodzicielskiej, odrzucenie, sieroctwo, choroby psychiczne w rodzinie, uzależnienia czy problemy związane z nieprawidłowym stosowaniem leków” – wymieniała.

Według niej takie zdarzenia potrafią zmienić funkcjonowanie mózgu pod wpływem hormonów stresu. „Hormony stresu przestawiają jego działanie na »inne tory« i mózg staje się bardziej wrażliwy na bodźce zewnętrzne. Takie osoby mają dwukrotnie wyższe ryzyko rozwoju bólu w układzie mięśniowo–szkieletowym, w tym również fibromialgii” – powiedziała dr Kocot-Kępska.

Zwróciła uwagę, że na ból mięśniowo–szkieletowy związany z niekorzystnymi zdarzeniami życiowymi nie ma szczepionki. „Tu potrzebna jest zmiana funkcjonowania społeczeństwa i większa wrażliwość na przemoc wobec dzieci. Krzyczenie na dziecko także jest przemocą i agresją” – tłumaczyła.

Na razie jedynym rodzajem bólu, przeciwko któremu można się „zaszczepić” jest neuralgia półpaścowa. Chroni przed nią szczepionka przeciw półpaścowi. „Jeżeli zmniejszymy ryzyko zachorowania na półpasiec, zmniejszamy również ryzyko neuralgii popółpaścowej, czyli typowego zespołu bólu przewlekłego” – wyjaśniła dr Kocot-Kępska.

Przypomniała, że rocznie na półpaśca choruje w Polsce około 130 tysięcy osób, choć dane te mogą być zaniżone, ponieważ nie ma obowiązku raportowania tej choroby. „Wielu pacjentów nie zgłasza się do lekarza, jeśli choroba nie ma ciężkiego przebiegu. Pojawia się wysypka, pacjent bierze lek przeciwbólowy i stosuje maści. Zachorowań jest więc prawdopodobnie więcej” – oceniła ekspertka.

Szacuje się, że tak naprawdę każdy Polak po 50. roku życia może zachorować na półpasiec, ponieważ większość z tej grupy wiekowej ma uśpionego wirusa ospy wietrznej, nabytego w dzieciństwie lub młodości (kiedy chorowaliśmy na ospę wietrzną albo mieliśmy kontakt z osobą zakażoną). Po przechorowaniu wirus pozostaje uśpiony w układzie nerwowym.

„Dopóki układ immunologiczny jest silny, kontroluje go. Ale gdy odporność spada, jesteśmy zestresowani, po operacji, urazie, wypadku komunikacyjnym albo ciężko chorujemy, wirus może się uaktywnić i wtedy rozwija się półpasiec” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska. Choroba najczęściej obejmuje jedną stronę ciała, zwykle okolice klatki piersiowej.

Towarzyszy jej charakterystyczna wysypka z wodnistymi pęcherzykami. Najczęściej goi się w ciągu kilku tygodni. U części pacjentów rozwija się jednak neuralgia popółpaścowa, czyli typowy ból neuropatyczny – piekący, palący, przeszywający, z przeczulicą i nadwrażliwością na dotyk. Neuralgia popółpaścowa może trwać latami: rok, dwa, trzy, dziesięć, a nawet do końca życia.

Najbardziej są na nią narażone osoby starsze, zwłaszcza po 65. roku życia, ale także kobiety, palacze papierosów, osoby chore na cukrzycę, pacjenci stosujący leki immunosupresyjne oraz osoby, u których półpasiec miał ciężki przebieg i obejmował rozległy obszar ciała.

„Przyjmuje się, że u pacjentów powyżej 80. roku życia, którzy zachorują na półpasiec, prawie połowa może rozwinąć neuralgię popółpaścową. W całej grupie seniorów dotyczy to około 30 proc. chorych. U młodszych dorosłych – około 15-20 proc.” – wymieniała dr Kocot-Kępska.

W leczeniu tego zespołu bólowego stosowane są inne leki niż przy bólu głowy czy bólu zęba. „Są to leki przeciwpadaczkowe, przeciwdepresyjne, opioidy, ale również plastry z lidokainą, plastry i maści z kapsaicyną. Możemy też wykonywać blokady w miejscu bólu czy stosować zaawansowane metody neuromodulacyjne. Można także wstrzykiwać toksynę botulinową” – wyjaśniła ekspertka. Dodała, że jest to leczenie specjalistyczne i zaawansowane, a i tak zaledwie u jednego chorego na trzech-czterech udaje się zmniejszyć dolegliwości bólowe zgodnie z zaleceniami.

Leki te mają także wysokie ryzyko działań niepożądanych, zwłaszcza u seniorów. Powodują zawroty głowy, zwiększają ryzyko upadków i urazów, wywołują senność, zaparcia czy nudności. „Nie są to preparaty proste w stosowaniu ani szczególnie bezpieczne dla pacjenta w podeszłym wieku” – zaznaczyła dr Kocot-Kępska.

Dlatego – zgodnie z najnowszymi rekomendacjami towarzystw naukowych – każda osoba po 50. roku życia, niezależnie od chorób współistniejących, powinna się zaszczepić przeciw półpaścowi. „To moment, w którym układ immunologiczny zaczyna się starzeć i nie jest już tak wydolny jak w wieku 20 czy 30 lat. Jeżeli natomiast występują czynniki ryzyka, takie jak leczenie immunosupresyjne, ciężkie choroby reumatologiczne lub nowotworowe, szczepienie przeciw półpaścowi jest zalecane każdej osobie dorosłej powyżej 18. roku życia” – wyjaśniła ekspertka.

Obecnie refundacja szczepionki przeciw półpaścowi przysługuje pacjentom powyżej 65. roku życia. „Jeżeli taka osoba ma choroby współistniejące uprawniające do zniżki, może otrzymać refundację 100 proc. Pacjenci powyżej 18. roku życia z grup ryzyka, czyli z immunosupresją lub chorobami zwiększającymi ryzyko półpaśca, mają 50–procentową zniżkę” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska.

W jej ocenie najbardziej poszkodowana jest grupa seniorów bez chorób współistniejących. „Można powiedzieć, że są »karani« za to, że o siebie dbają, nie mają nadciśnienia, cukrzycy czy chorób kardiologicznych. Oni, niestety, muszą zapłacić pełną cenę. Dlatego jako Polskie Towarzystwo Badania Bólu bardzo mocno optujemy za tym, aby dla każdego pacjenta od 65 roku życia, niezależnie od chorób współistniejących, szczepionka była dostępna na liście senioralnej, czyli całkowicie bezpłatnie” – wskazała specjalistka.

Zwróciła uwagę, że jest to opłacalne dla systemu ochrony zdrowia. Koszty leczenia półpaśca i jego powikłań są bowiem niezwykle wysokie. Są to zarówno koszty bezpośrednie, tj. koszty leczenia choroby, powikłań, neuralgii, jak i koszty wizyt w poradniach oraz obciążenia specjalistów.

„Pacjenci z neuralgią popółpaścową są w poradni leczenia bólu około dwukrotnie drożsi niż pacjenci z innymi rodzajami bólu, jak np. choroba zwyrodnieniowa czy ból pleców. Profilaktyka może te koszty znacząco ograniczyć” – skomentowała dr Kocot-Kępska. Dodała, że przechorowanie półpaśca nie chroni przed kolejnym zachorowaniem – półpasiec można mieć nawet trzy czy cztery razy w życiu. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Obecnie, gdy wiele osób boryka się z problemami układu ruchu, a ortopedzi coraz częściej spotykają się z przypadkami przewlekłego bólu kręgosłupa i stawów, terapia manualna zyskuje popularność jako jedna z najskuteczniejszych metod wspomagania leczenia pacjentów ortopedycznych. Na czym dokładnie polega ten rodzaj terapii, jakie są jej główne wskazania i korzyści – mówi Maciej Rychlik, fizjoterapeuta Uzdrowiska Ustroń, Grupa American Heart of Poland.
Na czym polega terapia manualna?
Terapia manualna, jak wyjaśnia Maciej Rychlik, to metoda leczenia, która koncentruje się na pracy z ciałem pacjenta poprzez manualne techniki diagnostyczno-lecznicze. – Terapeuta, wykorzystując odpowiednie chwyty i manipulacje, stosuje specjalistyczne techniki nakierowane na wykrywanie i leczenie zaburzeń w obrębie stawów, więzadeł, mięśni oraz wzorców postawy, wzorców ruchowych i oddechowych – wyjaśnia fizjoterapeuta Uzdrowiska Ustroń. Proces obejmuje także rozciąganie, masaż tkanek głębokich oraz różne techniki mające na celu przywrócenie równowagi w funkcjonowaniu układu ruchu.

Terapia manualna opiera się na ręcznym działaniu terapeuty, który swoimi dłońmi w sposób precyzyjny wpływa na różne struktury ciała pacjenta. Dzięki temu można poprawić funkcję stawów i mięśni, zredukować napięcia oraz wspomóc regenerację tkanek. To podejście jest szczególnie skuteczne w leczeniu dysfunkcji ortopedycznych, zwłaszcza tych związanych z przewlekłym bólem kręgosłupa.

Wskazania i przeciwwskazania – dla kogo terapia manualna?
Terapia manualna może przynieść ogromne korzyści w leczeniu schorzeń ortopedycznych, jednak – jak zaznacza Maciej Rychlik – jest to metoda leczenia, która powinna być stosowana z uwagą i tylko tam, gdzie jest wskazana. Jednym z głównych wskazań są problemy z kręgosłupem, takie jak dyskopatia, wady postawy czy bóle głowy wywołane przez napięcia mięśniowe. Terapia manualna jest także skuteczna w przypadku chorób zwyrodnieniowych stawów, przeciążenia mięśni, a nawet jako przygotowanie do operacji endoprotezoplastyki i rehabilitacji po niej.

Warto jednak pamiętać, że istnieją sytuacje, w których terapia manualna nie jest zalecana. Należą do nich m.in. złamania kości, zaawansowana osteoporoza, przemieszczenia stawów oraz przypadki nowotworów. – Przeciwwskazaniem do terapii manualnej jest również brak współpracy pacjenta z fizjoterapeutą, który utrudnia osiągnięcie zamierzonych efektów – podkreśla fizjoterapeuta American Heart of Poland.

Terapia manualna a masaż
– Często pacjenci mylą terapię manualną z masażem, jednak to dwa różne podejścia do pracy z ciałem pacjenta – zaznacza Maciej Rychlik. Masaż leczniczy służy głównie regeneracji, rozluźnieniu mięśni i profilaktyce przeciążeń. Terapia manualna natomiast skupia się na leczeniu dolegliwości bólowych, ograniczeniach ruchomości stawów, urazach oraz kontuzjach. Stosuje się ją również po operacjach i zabiegach, aby pomóc pacjentowi w odzyskaniu pełnej sprawności ruchowej.

Podczas terapii manualnej terapeuta działa bezpośrednio na bolesne miejsca, stymulując organizm pacjenta do powrotu do równowagi. Z kolei masaż koncentruje się na ogólnym relaksie, bez tak intensywnej ingerencji w struktury kostno-mięśniowe.

Czy terapia manualna bywa bolesna?
Terapia manualna może wiązać się z odczuwaniem bólu przez pacjenta, jednak jest to część procesu. – Fizjoterapeuta poprzez ucisk odpowiednich punktów na ciele dociera do miejsc bolesnych, co pozwala na przywrócenie równowagi mięśniowej. W trakcie pracy na tych punktach pacjent może odczuwać ból miejscowy lub promieniujący, który całkowicie ustępuje po około minucie – mówi fizjoterapeuta. Uczucie towarzyszące terapii, choć chwilowo niekomfortowe, przynosi długotrwałe efekty.

Po zakończeniu sesji pacjent może odczuwać lekkie zmęczenie mięśni, które jest naturalnym skutkiem ubocznym działań fizjoterapeutycznych. Zazwyczaj te dolegliwości ustępują po około 48 godzinach.

Efekty terapii manualnej
Korzyści płynące z terapii manualnej są wszechstronne i obejmują między innymi redukcję bólu, poprawę zakresu ruchu, zwiększenie siły mięśniowej, poprawę postawy ciała, a także lepsze samopoczucie psychiczne pacjenta. Regularne sesje terapii manualnej pomagają w przywróceniu harmonii w ciele pacjenta, co ma kluczowe znaczenie w leczeniu przewlekłych schorzeń ortopedycznych.

– Efektami uzyskanymi dzięki terapii manualnej są redukcja bólu, poprawa zakresu ruchu, zmniejszenie napięcia mięśniowego oraz wzrost siły mięśniowej – wylicza ekspert American Heart of Poland, podkreślając, że terapia manualna nie tylko eliminuje ból, ale również poprawia jakość życia pacjentów.

Jak długo powinna trwać terapia manualna?
– Terapia manualna zazwyczaj odbywa się w serii kilku spotkań i trwa od 20 do 45 minut. Częstotliwość oraz długość leczenia zależą od indywidualnych potrzeb pacjenta – wyjaśnia Maciej Rychlik. Terapia manualna to metoda, która wymaga regularności, dlatego też zaleca się powtarzanie zabiegów w serii, aby uzyskać pełen efekt leczniczy.

Terapia manualna stanowi skuteczną metodę wsparcia leczenia pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi. To podejście, które wymaga specjalistycznej wiedzy i precyzji, ale przynosi zauważalne efekty – od redukcji bólu, przez poprawę ruchomości stawów, aż po ogólną poprawę jakości życia.

źródło: AHP
Migrena to jedna z najbardziej powszechnych, a jednocześnie najmniej zrozumianych chorób neurologicznych. Wciąż powielane na jej temat mity utrudniają pacjentom prawidłowe rozpoznanie choroby i opóźniają moment rozpoczęcia leczenia. W ramach akcji Migrena Wymaga Leczenia wyjaśniamy 5 najczęstszych mitów związanych z tą chorobą.
„Nie widać, że źle się czujesz”, „pewnie taka twoja uroda”, „weź coś przeciwbólowego i nie przesadzaj” – to tylko kilka przykładowych wypowiedzi, z którymi spotykają się osoby cierpiące na migrenę. Mimo, że ta choroba dotyka kilku milionów pacjentów w Polsce[1] i w znacznym stopniu obniża jakość ich życia, zdarza się, że wciąż jest bagatelizowana i traktowana jak niegroźna dolegliwość albo wymówka od obowiązków. Z tego powodu jednym z  celów akcji Migrena Wymaga Leczenia jest obalanie krzywdzących mitów na temat tej choroby. Jakie są te najczęstsze?

Mit 1. Migrena to tylko ból głowy
Migrena to zdecydowanie więcej niż „zwykły” ból głowy. Jest to przewlekła choroba neurologiczna, która objawia się napadowo. Typową cechą napadu jest jednostronny ból głowy trwający (bez leczenia) od 4 do 72 godzin u osób dorosłych (u dzieci 272 godzin), o pulsującym charakterze, średnim lub znacznym nasileniu, zwiększający się pod wpływem zwykłej aktywności fizycznej, z towarzyszącymi nudnościami lub wymiotami, zwiększoną wrażliwością na światło, hałas i zapachy[2]. U niektórych osób przed wystąpieniem ataku migreny pojawia się charakterystyczna aura, która najczęściej objawia się poprzez całkowicie odwracalne problemy np. ze wzrokiem, czuciem lub mową.

Przebiegłość bólu migrenowego polega również na tym, że gdy go czujesz, trudno sobie wyobrazić, że go nie ma i odwrotnie. Stąd wielu zdrowych nie traktuje migreny serio. A tymczasem z bólu migrenowego można być bladym jak ściana, zataczać się, mieć zaburzenia widzenia, wymiotować – tak o objawach swojej choroby mówi Anita, pacjentka[3].

Mit 2. Migrena to nic poważnego 
Migrena jest uznaną przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) chorobą, zaliczaną do neurologicznych chorób przewlekłych napadowych. Chociaż nie jest schorzeniem zagrażającym życiu, znacznie obniża jego jakość, często uniemożliwiając aktywność domową i zawodową, wyłączając z życia rodzinnego i społecznego[4]. Warto też wiedzieć, że migrena jest drugą w kolejności przyczyną utraty lat życia skorygowanych o niepełnosprawność[5], a niemal 50% chorych miewa do 4 silnych napadów bólu migrenowego w miesiącu[6]!

W poprzedniej pracy zdarzało mi się zasnąć na biurku z osłabienia po napadzie migreny. Od wielu lat pracuję w innej firmie, gdzie już wszyscy mnie znają i akceptują, razem z migreną. Nikogo nie dziwi więc telefon, że nie czuję się na siłach przyjść do biura i zostaję w domu. Zwykle nie na jeden dzień – dodaje kolejna pacjentka cierpiąca na migrenę od ponad 13 lat, której choroba przekłada się na aktywność zawodową[7].

Mit 3. Choroba dotyczy tylko dorosłych kobiet
Chociaż szacuje się, że największe rozpowszechnienie migreny występuje u osób w wieku 25-55 lat, czyli w okresie największej aktywności zawodowej i społecznej, ta choroba może dotknąć każdego, niezależnie od wieku czy płci. Na migrenę cierpi nawet 4-5% dzieci poniżej 12 lat, zarówno dziewczynek, jak i chłopców. Po okresie dojrzewania następuje zdecydowany wzrost liczby przypadków migreny u dziewcząt, a w wieku średnim migrena występuje u około 25% kobiet i około 10% mężczyzn[8].

Mit 4. Migrenę można wyleczyć środkami przeciwbólowymi
Migreny nie da się wyleczyć, możemy jednak skutecznie ją kontrolować. Zanim jednak lekarz zaproponuje odpowiednie leczenie w pierwszej kolejności należy ustalić. na jaki typ migreny cierpi pacjent. Pomocne jest prowadzenie dzienniczka bólów głowy, w którym zaznacza się liczbę dni z bólem głowy i inne informacje potrzebne do postawienia diagnozy oraz monitorowania choroby i jej leczenia. Pacjent powinien pokazać dzienniczek lekarzowi podczas wizyty.
Ze względu na odmienne podejście terapeutyczne, chorobę można podzielić się na dwa rodzaje: migrenę epizodyczną, czyli taką, w której napady bólu głowy, spełniającego kryteria migreny, pojawiają się do 14 dni w miesiącu (przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji) oraz migrenę przewlekłą, w której ból głowy pojawia się co najmniej 15 dni w miesiącu (przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji), w tym  co najmniej 8 dni w miesiącu to takie, w których ból głowy spełnia kryteria bólu migrenowego[9].

W farmakoterapii migreny można zastosować leczenie doraźne (przeciwbólowe) i profilaktyczne.  Osoby cierpiące na migrenę przewlekłą, czyli takie, które doświadczają częstych napadów bólu, mogą także skorzystać z refundowanego programu lekowego, w ramach którego stosuje się nowoczesne leczenie profilaktyczne. Migreny aktualnie nie da się wyleczyć, ale leki mogą pomóc w walce z bólem i kontrolowaniem choroby.   

Mit 5. Nie da się zapobiec migrenie
Gdy migrena nadchodzi, trzeba szybko rzucać wszystko, wracać do domu, jak do schronu, zasłonić okna, łyknąć leki i jak najszybciej zasnąć. Nigdy nie liczyłam ile dni z życia odebrał mi ten ból – mówi pacjentka z migreną Anita, która cierpi na tę chorobę od ponad 25 lat i nauczyła się radzić z jej objawami[10].   

Wiemy już, że oprócz leczenia doraźnego migreny dostępne jest także leczenie profilaktyczne. Dodatkowo warto pamiętać, że lepsze poznanie przebiegu choroby przez pacjenta może być pomocne w unikaniu czynników uznawanych za tzw. wyzwalacze migreny. Czasami napady jednak mogą być prowokowane przez czynniki zewnętrzne, takie jak zmiany frontu atmosferycznego, zbyt krótki albo zbyt długi sen, niektóre produkty spożywcze, takie jak np. wysokogatunkowe sery, niektóre owoce cytrusowe czy orzechy, a także leki czy alkohol. Zdarza się również, że winowajcą napadu migrenowego  jest stres – chociaż nie da się go całkowicie wyeliminować, warto nauczyć się jak sobie z nim radzić. Mogą w tym pomóc chociażby spacer, masaż czy ciepła, relaksująca kąpiel. Większość pacjentów potrafi jednak rozpoznać kiedy nadchodzi atak i ma na niego swój własny sposób. Najczęstsze objawy, które go poprzedzają (tzw. objawy prodromalne), to zmęczenie, ziewanie i apetyt na słodycze[11].

W razie wszelkich pytań dotyczących migreny i jej leczenia zgłoś się do lekarza neurologa.

W ramach akcji Migrena Wymaga Leczenia powstał wyjątkowy dokument, Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą. Jest to zbiór uniwersalnych wskazówek, które mogą być drogowskazem dla każdej osoby zmagającej się z migreną.

 

[1] Raport „Społeczne znaczenie migreny z perspektywy zdrowia publicznego i systemu ochrony zdrowia”. Opracowanie: Zakład Analiz Ekonomicznych i Systemowych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, Warszawa 2019

[2] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[3] Boląca główka to nie wymówka (teva.pl), stan z 10.10.2024

[4] Strona WHO: Migraine and other headache disorders (who.int), stan z 10.10.2024

[5] Steiner et al. “The Journal of Headache and Pain” – “Migraine remains second among the world’s causes of disability…”, 02.10.2020

[6] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[7] Każdy atak migreny przynosi mi stratę. Tracę czas, tracę spotkania z bliskimi, czasem tracę zawodowe możliwości. (teva.pl)

[8] Wysocka-Bąkowska M.M., „Neurologia Praktyczna”, „Nudności i wymioty wyzwaniem w terapii migreny…”, 2015

[9] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[10] Migrenę odziedziczyłam po mamie. Znałam jej historię, ale sama musiałam się nauczyć jak żyć… (teva.pl) , stan z 10.10.2024

[11] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023
źródło: Teva

Prowadzimy siedzący tryb życia, sporo czasu spędzamy przed monitorami, a wyjście do sklepu czasami bywa jedyną aktywnością fizyczną w ciągu dnia. Tymczasem regularny ruch zmniejsza ryzyko wystąpienia wielu chorób cywilizacyjnych. Jak zatem wprowadzić aktywność fizyczną do swojego życia? Podpowiadają  Kinga Ekiert oraz Marta Sapeta, ekspertki Uzdrowiska Ustroń, American Heart of Poland.
O poważnych konsekwencjach braku ruchu dla naszego organizmu alarmują naukowcy od wielu lat. To temat, który jest dobrze udokumentowany pracami naukowymi, popartymi badaniami na grupach pacjentów.

Uciec przed bólem
 – Regularna aktywność fizyczna nie tylko poprawia naszą codzienną sprawność i kondycję, ale również zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych, takich jak: zawał serca, nadciśnienie tętnicze, otyłość, cukrzyca czy udar mózgu – wylicza Kinga Ekiert, koordynator rehabilitacji kardiologicznej w Uzdrowisku Ustroń, American Heart of Poland. Codzienna aktywność wpływa pozytywnie na układ krążeniowo-oddechowy, kostno-stawowy oraz będzie też poprawiała ogólną kondycję psychofizyczną. – Prawidłowo prowadzona aktywność jest doskonałą profilaktyką chorób zwyrodnieniowych, a także dyskopatii. Zdecydowanie warto się przed nią chronić, ponieważ zmian zwyrodnieniowych, które już sobie „wyhodujemy” najczęściej nie da się cofnąć. W konsekwencji ból, spowodowany chorobą zwyrodnieniową stawów kręgosłupa i stawów obwodowych, a także dyskopatią może stać się naszą codziennością – przestrzega Marta Sapeta, fizjoterapeutka Uzdrowiska Ustroń, American Heart of Poland.

Dlaczego tak ważne jest dopasowanie aktywności fizycznej do swojego stylu życia?
– Nawet niewielki spacer ma dobroczynne działanie dla naszego organizmu. W praktyce jednak sam spacer to często za mało, abyśmy czuli spektakularne, pozytywne zmiany w naszym ciele. Nie bez znaczenia są także  pozycje, jakimi nasze ciało jest obciążone przez większość dnia. Przytoczę przykład, który dla moich pacjentów jest niejednokrotnie szokujący. Osoba, która cały swój zawodowy dzień siedzi przy biurku i pracuje przy komputerze, uskarżająca się na bóle pleców, po pracy jeździ na rowerze. To błąd. Dla tej osoby to nie jest kompensująca forma ruchu, to nadal jest siedzenie. Owszem, układ krążenia zostanie poruszony, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, i to jest dobre. Jednak jeśli jej celem była poprawa funkcjonowania kręgosłupa, to taka forma ruchu absolutnie nie jest dla niej – wskazuje Marta Sapeta, fizjoterapeutka Uzdrowiska Ustroń, American Heart of Poland. I dodaje, że  to samo dotyczy prac domowych i ogrodowych, które wymagają pochylania się. Te czynności nie mogą być rozpatrywane w kategoriach celowanej aktywności. To po prostu codzienne obowiązki. – Dla mnie jako fizjoterapeuty najcenniejszymi formami ruchu dla osób w wieku dojrzałym są: spacery, a jeszcze lepiej nordic walking, orbitrek, joga, pilates, zajęcia typu „zdrowy kręgosłup”, aquaaerobik, pływanie, swobodny taniec, dobrze dobrane ćwiczenia na siłowni, a także ten wspomniany wcześniej rower, jeśli tylko nie siedzimy całymi dniami. Gorąco zachęcam każdą osobę, która świadomie chce zająć się swoim ciałem, aby przedyskutowała ćwiczenia z fizjoterapeutą, który podpowie, co jest dla nas bardziej korzystne – radzi ekspertka Uzdrowiska Ustroń.

Trening tlenowy dla osób z chorobami przewlekłymi. Jakie formy aktywności są najlepsze?

Aktywność fizyczna zalecana jest także osobom ze schorzeniami układu krążenia oraz wszystkim innych pacjentom cierpiącym na choroby przewlekłe. Dla nich najlepsze będą formy treningu tlenowego – inaczej wytrzymałościowego czy aerobowego. – Do codziennych aktywności tlenowych zaliczyć możemy spacery, marsz z kijkami trekkingowymi, nordic walking, slow jogging, jazdę na rowerze, pływanie, gimnastykę czy taniec – wymienia Kinga Ekiert.

Jak dodaje Marta Sapeta – Osoby, które zalegają w bezruchu podczas choroby mają niestety najwięcej powikłań. Spada ich wydolność, siła, a także odporność organizmu. Każdy pacjent w chorobie, kontuzji i w drodze do zdrowia powinien korzystać z ruchu specjalistycznego jakim jest fizjoterapia i rehabilitacja – mówi Marta Sapeta. Rodzaj ruchu i jego intensywność zależy od indywidualnych możliwości oraz etapu choroby czy zdrowienia.

Od czego zacząć i dlaczego systematyczność jest ważna?
Nie trzeba od razu biegać maratonów, warto zastosować metodę małych kroków. Po pierwsze, należy uwzględnić nasze możliwości i umiejętności oraz zdrowotne ograniczenia, wybierając taką formę aktywności, która będzie sprawiała nam przyjemność. – Proponuję rozpocząć od codziennych, regularnych spacerów, to zawsze się sprawdza. Codzienna aktywność fizyczna, racjonalizacja żywienia i rzucenie palenia to zdrowsze serce oraz dłuższe i szczęśliwsze życie. Do tego pozytywne nastawienie, motywacja, systematyczność w działaniu i mamy gotową receptę na dobry start – podpowiada Kinga Ekiert, American Heart of Poland.  Kluczem do sukcesu jest właśnie systematyczność. – Nawet najmniejsza aktywność fizyczna jest lepsza niż żadna.  Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, powinniśmy być aktywni 150 minut tygodniowo, co daje około 20 minut dziennej aktywności – mówi. Wysiłek powinien też być umiarkowany, by nie doprowadził do przetrenowania. Najlepiej rozpocząć od lekkich, krótkich aktywności i stopniowo wydłużać ich czas oraz zwiększać ich intensywność.
– Wyznaczajmy sobie małe cele i śmiało dążmy do nich, pamiętając, że nie można się zniechęcać. Na wszystko potrzebny jest czas, a wyniki biorą się z konsekwencji w działaniu. Pamiętajmy o regeneracji. Nasze ciało potrzebuje także wypoczynku, dlatego rozsądnie planujmy treningi, pijmy wodę i jedzmy zdrowo – podsumowuje Marta Sapeta.

 
źródło: AHOP
Dławica piersiowa to objaw choroby wieńcowej serca, najczęściej manifestujący się bólem w klatce piersiowej. Ból ten wynika z niedostatecznego dopływu tlenu do mięśnia sercowego w stosunku do jego zapotrzebowania. Zazwyczaj dławica pojawia się w wyniku wysiłku fizycznego lub stresu, choć może wystąpić również samoistnie.
Rozwój dławicy piersiowej często jest wynikiem niezdrowego trybu życia, w tym braku aktywności fizycznej, niewłaściwej diety, ekspozycji na dym tytoniowy oraz związanych z tym problemów zdrowotnych, takich jak nadciśnienie tętnicze, wysoki poziom cholesterolu, cukrzyca i otyłość. Te czynniki przyspieszają rozwój chorób układu krążenia, w tym choroby wieńcowej, której najczęstszą postacią jest właśnie dławica piersiowa. Dochodzi do niej, gdy niedokrwienie mięśnia sercowego zaczyna utrudniać jego prawidłowe funkcjonowanie.

W Polsce na dławicę piersiową cierpi około 1,5 miliona osób, z czego większość to osoby starsze, często z dodatkowymi schorzeniami sprzyjającymi rozwojowi tej choroby. Dławica piersiowa objawia się najczęściej bólem lub dyskomfortem w klatce piersiowej, który może promieniować do ramion, barków, łopatek, szyi, żuchwy czy pleców. Objawy te często występują podczas wysiłku fizycznego, stresu lub po obfitym posiłku, a zazwyczaj ustępują po odpoczynku. Oprócz bólu, typowe objawy to duszności, uczucie zmęczenia, zawroty głowy, palpitacje serca oraz niepokój.

Prof. Piotr Jankowski, koordynator merytoryczny w Polsce kampanii „Poznaj swoją dławicę” w Polsce, podkreśla, że „dławica piersiowa to nie jest łagodna choroba. To schorzenie, które niesie ze sobą poważne konsekwencje: może zapowiadać wystąpienie zawału serca, obniża jakość życia, ogranicza aktywność fizyczną i społeczną, wiąże się z absencją chorobową, sprzyja depresji i wielu innym zaburzeniom”.

W przypadku wystąpienia powyższych objawów lekarz zazwyczaj zleca szereg badań, takich jak EKG, test wysiłkowy, echokardiografia oraz badania krwi, aby ustalić przyczynę dolegliwości. Jeśli diagnoza potwierdzi dławicę piersiową, konieczne jest jak najszybsze rozpoczęcie leczenia, ponieważ dławica może zwiastować zawał serca. U osób z dławicą ryzyko zawału jest kilkukrotnie wyższe niż u pacjentów w tym samym wieku bez tego schorzenia.

„Leczenie dławicy piersiowej ma na celu nie tylko zapobieganie zawałowi serca, ale także zahamowanie postępu choroby i złagodzenie objawów, aby pacjent mógł normalnie funkcjonować” – podkreśla prof. Jankowski.

Podstawą leczenia jest skuteczna terapia schorzeń sprzyjających dławicy, takich jak uzależnienie od tytoniu, nadciśnienie, hipercholesterolemia, cukrzyca i otyłość. Farmakoterapia ma na celu unormowanie ciśnienia krwi, obniżenie stężenia cholesterolu oraz poprawienie wykorzystania tlenu przez mięsień sercowy, co jest kluczowe w przypadku jego niedokrwienia. Odpowiednio dobrane leki powinny zmniejszyć nasilenie objawów. Jeśli jednak mimo leczenia objawy nie ustępują, konieczna może być modyfikacja terapii, a czasem nawet leczenie zabiegowe, takie jak koronarografia z założeniem stentu lub operacja pomostowania wieńcowego (bajpasy). Warto zaznaczyć, że takie leczenie jest możliwe tylko w przypadku zwężenia tętnicy spowodowanego blaszką miażdżycową, a nie w przypadku innych mechanizmów, jak np. obkurczanie się tętnic.

Oprócz farmakoterapii kluczowe jest również wprowadzenie zdrowego stylu życia: regularny sen (co najmniej 7-8 godzin dziennie), unikanie dymu tytoniowego, rezygnacja z produktów tytoniowych (w tym tzw. „podgrzewaczy” tytoniu), zdrowa, niskokaloryczna dieta bogata w warzywa i owoce oraz regularna aktywność fizyczna – zaleca się 150 minut umiarkowanego wysiłku tygodniowo, czyli 20-30 minut dziennie. Ważne, aby był to regularny wysiłek, który powoduje lekką zadyszkę.

Prof. Piotr Jankowski podkreśla, że „w leczeniu dławicy piersiowej kluczowe jest przestrzeganie zaleceń lekarskich (adherence) zarówno w zakresie farmakoterapii ale także w szerszym kontekście – w aspekcie właściwego stylu życia, na który składają się odpowiednia dieta, aktywność fizyczna, unikanie czynników, które mogą nasilać objawy choroby, a także nauka radzenia sobie z sytuacjami stresowymi”. I dodaje: „Współpraca na linii lekarz-pacjent odgrywa fundamentalną rolę w osiągnięciu sukcesu terapeutycznego. Pacjent, który ściśle przestrzega zaleceń, ma większe szanse na złagodzenie objawów, poprawę jakości życia oraz uniknięcie poważnych powikłań, takich jak zawał serca. Z kolei lekarz, poprzez edukację i monitorowanie postępów, może dostosować leczenie do indywidualnych potrzeb pacjenta, co zwiększa skuteczność terapii”.

Źródło: World Heart Federation

Chociaż z migreną zmaga się już ponad 8 milionów osób w Polsce[1], jedynie część z nich wie, że tę chorobę można i należy leczyć. Kluczem do doboru odpowiedniej terapii jest jednak szybka diagnoza i nauczenie się rozróżniania objawów migreny od mniej intensywnego bólu głowy. O tym, jak wygląda codzienne życie w cieniu choroby, jak skutecznie radzić sobie z jej objawami, a także na temat możliwości nowoczesnego leczenia rozmawiali eksperci oraz pacjenci podczas konferencji zorganizowanej z okazji Europejskiego Dnia Walki z Migreną (12 września) pod hasłem: Migrena wymaga leczenia.
Migrena to nie wymówka ani „zwykły” ból głowy – to poważna choroba neurologiczna, która w znacznym stopniu obniża jakość życia pacjentów, zmniejszając produktywność społeczną, rodzinną i zawodową. Choroba jest więc wyzwaniem nie tylko dla zmagających się z nią osób i ich bliskich, ale także dla zdrowia publicznego – szacuje się, że jest drugą najważniejszą przyczyną lat życia w niepełnosprawności na świecie i Europie zachodniej[2],[3].

Migrena to moje „czerwone światło”, kiedy ciało krzyczy „stop!”. Nauczyłam się z nią żyć, choć nie da się z nią zaprzyjaźnić. Ból, który towarzyszy mi od dzieciństwa, nauczył mnie pokory i szacunku do zdrowia” – mówi Paulina Sykut-Jeżyna, dziennikarka i prezenterka telewizyjna, która od lat zmaga się z migreną.

„Migrena charakteryzuje się nawracającymi napadami silnego bólu głowy, któremu towarzyszą dodatkowe objawy takie, jak m.in. nudności, wymioty, nadwrażliwość na dźwięk i na światło. Nawet trzykrotnie częściej z tą chorobą zmagają się kobiety, a pierwsze napady pojawiają się już w dzieciństwie lub wieku młodzieńczym. Migrena może być prowokowana przez czynniki środowiskowe, niektóre pokarmy i leki, a także zaburzenia rytmu biologicznego. Chociaż jest to choroba przewlekła, potrafimy jednak zminimalizować jej napady – aby jednak właściwie pomóc pacjentowi, istotna jest nie tylko szybka diagnoza, ale rozpoznanie postaci migreny”mówi dr n. med. Magdalena Boczarska-Jedynak, specjalista neurolog, lekarz medycyny bólu, prezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy.
 
Migrena? To się leczy!
Chorobę możemy podzielić na dwa najważniejsze typy, które będą wymagały innego podejścia terapeutycznego:
  1. Migrena epizodyczna, czyli taka w której napady bólu głowy, spełniającego kryteria migreny pojawiają się do 14 dni w miesiącu, przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji.
  2. Migrena przewlekła, w której ból głowy pojawia się co najmniej 15 dni w miesiącu, przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji, a dodatkowo co najmniej 8 dni są takimi, w których ból głowy występuje z innymi objawami i spełnione są kryteria rozpoznania migreny.
W zależności od rodzaju migreny lekarz ustala możliwości leczenia pacjenta – w każdym jednak przypadku celem terapii jest zmniejszenie częstotliwości i nasilenia bólu głowy, łagodzenie objawów, zmniejszenie niepełnosprawności związanej z bólem, a także zapobieganie progresji choroby. W leczeniu migreny epizodycznej stosuje się najczęściej środki przeciwbólowe (np. niesteroidowe leki przeciwbólowe przeciwzapalne oraz tryptany) – przy wyborze terapii lekarz powinien wziąć pod uwagę m.in. wiek pacjenta, choroby współistniejące oraz charakterystykę napadu migreny[4].

Leczenie profilaktyczne migreny w Polsce jest dostępne zarówno komercyjnie jak i w programie lekowym. O włączeniu leków profilaktycznych decyduje lekarz w porozumieniu z pacjentem. Preferencje pacjenta są bardzo ważne ponieważ, jak w każdej chorobie przewlekłej, powinien być przestrzegany zalecany schemat dawkowania leków. Pacjent musi więc zaakceptować zarówno drogę podania leku jak i częstotliwość kolejnych dawek. Dysponujemy lekami profilaktycznymi, które są przyjmowanie codziennie, co drugi dzień, raz w miesiącu a nawet co trzy miesiące. Każdy pacjent ma możliwość dogodnego dla siebie wyboru również w aspekcie sposobu podania leku np. doustnie lub w postaci iniekcji.

Jak natomiast wygląda bezpłatne leczenie migreny przewlekłej?
„Obecnie działa w Polsce program lekowy dla chorych na migrenę przewlekłą, w ramach którego stosuje się nowoczesne leczenie profilaktyczne. Pacjent może otrzymać toksynę botulinową, oczywiście w odpowiednich dawkach i przy zachowaniu stosownego odstępu czasu, a w razie jej nieskuteczności przeciwciała monoklonalne. Warto mówić więc o tym, że pacjenci mają dostęp do refundowanego, skutecznego leczenia migreny, które w znaczącym stopniu może wpłynąć na komfort ich życia” dodaje dr n. med. Magdalena Boczarska-Jedynak.

Monitorowanie migreny
Każdy pacjent chorujący na migrenę powinien prowadzić dzienniczek bólów głowy. Dzięki temu możliwe jest monitorowanie przebiegu choroby i efektów jej leczenia. Dzienniczki mogą być prowadzone w postaci papierowej (do pobrania np. na portalu www.migrena.pl), ale coraz częściej pacjenci korzystają z wersji elektronicznych (np. aplikacja mobilna Kompas Migreny). Wypełniony dzienniczek powinien być prezentowany lekarzowi na każdej wizycie.

Dekalog Migrenika
Z okazji Europejskiego Dnia Migreny 2024 podczas konferencji prasowej zaprezentowano również „Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą”. Jest to zbiór istotnych wskazówek dla pacjentów, które pomogą im w codziennym funkcjonowaniu z migreną.
 
Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą
  1. Naucz się rozróżniać zwykły ból głowy od migreny.
  1. Nie odkładaj wizyty u lekarza, który potwierdzi diagnozę choroby.
  1. Bądź pod opieką neurologa i stosuj się do jego zaleceń, aby uniknąć migreny przewlekłej.
  1. Stosuj leki doraźne na początku napadu migreny, zanim ból się nasili.
  1. Pamiętaj, że masz prawo do odpowiedniego leczenia dobranego do postaci
    choroby i Twojego stylu życia.
  1. Zdobywaj wiedzę o chorobie ze sprawdzonych źródeł.
  1. Regularnie prowadź dzienniczek bólów głowy.
  1. Prowadź zdrowy styl życia i bądź aktywny fizycznie.
  1. Naucz się, jak radzić sobie ze stresem.
  1. Nie bądź obojętny na krzywdzące mity na temat migreny – edukuj innych!
 
 
 
[1] Raport „Społeczne znaczenie migreny z perspektywy zdrowia publicznego i systemu ochrony zdrowia”. Opracowanie: Zakład Analiz Ekonomicznych i Systemowych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, Warszawa 2019.
[2] Steiner TJ, et al. Migraine is the first cause of disability in under 50s: will health politicians now take notice? J Headache Pain 2018;19:17.
[3] Global, regional, and national incidence, prevalence, and years lived with disability for 328 diseases and injuries for 195 countries, 1990–2016: a systematic analysis for the GBD 2016. Lancet 2017;390:1211–1259.
[4] Stępień A i wsp. Rozpoznawanie i leczenie migreny 2024 – aktualizacja rekomendacji – opracowanie Grupy Ekspertów Sekcji Bólu Głowy Polskiego Towarzystwa Neurologicznego i Polskiego Towarzystwa Badania Bólu Ból 2024, Tom 25, Nr 1, s. 9–33– fragment tabeli XVIII Referencje dotyczące leczenia napadu migreny na podstawie kryteriów EBM.

źródło: mat. prasowy

Marzec jest miesiącem świadomości stwardnienia rozsianego (SM). W Polsce z tą chorobą zmaga się około 46 tysięcy pacjentów, a liczbę chorych na świecie szacuje się na prawie 3 miliony. Stwardnienie rozsiane to choroba neurologiczna, mająca wpływ na życie nie tylko samych chorych, ale również ich bliskich i całego otoczenia. W ostatnich latach w kontekście tego schorzenia coraz bardziej popularna staje się terapia marihuaną medyczną, a pacjenci szukają rzetelnych informacji na temat jej skuteczności.
Czym jest stwardnienie rozsiane?
Stwardnienie rozsiane (SM) to przewlekła choroba autoimmunologiczna, w której układ odpornościowy atakuje białka mieliny otaczającej komórki nerwowe ośrodkowego układu nerwowego. Wskutek tego dochodzi do rozpadu otoczek mielinowych, upośledzenia przewodzenia impulsów drogami nerwowymi, a potem również do obumierania neuronów (komórek nerwowych), co powoduje szereg objawów, takich jak: zaburzenia widzenia, zaburzenia mowy, osłabienie siły mięśni, zaburzenia czucia i ból, zaburzenia poznawcze, kłopoty z pamięcią i problemy z równowagą.

Wiele z objawów, takich jak parestezje (niewłaściwe odczuwanie bodźców), drętwienia, czy zespół przewlekłego zmęczenia, może być niewidocznych dla otoczenia, a jednak bardzo negatywnie wpływać na komfort życia chorego. SM to również najczęstsza przyczyna niepełnosprawności tzw. młodych-dorosłych. Choroba, zwłaszcza w postaci rzutowo-remisyjnej, dotyka głównie osób pomiędzy 20., a 40. rokiem życia, choć znane są także jej przypadki nawet u dzieci – mówi dr n.med. Agnieszka Machlańska – specjalista neurolog w Centrum Medycyny Konopnej.

Pomimo wielu lat badań, przyczyny stwardnienia rozsianego nadal nie są do końca znane. Eksperci potwierdzają, że w rozwoju choroby mają udział tzw. czynniki genetyczne. Najwyższym ryzykiem zachorowania obarczeni są mieszkańcy Europy północnej i centralnej, co świadczy o tym, że na rozwój choroby wpływają też czynniki środowiskowe. Polska należy do krajów wysokiego ryzyka, z zachorowalnością sięgającą nawet do 80 przypadków na 100 tysięcy osób.

Wczesne rozpoznanie choroby i rozpoczęcie leczenia dają pacjentom szansę na w miarę normalne życie. Rozwój diagnostyki obrazowej i coraz lepszy dostęp do niej, przyczyniają się do wczesnego wykrywania SM, co umożliwia szybkie rozpoczęcie leczenia immunomodulującego, dając szansę na lepszą sprawność w przyszłości.
Rejestrowane są coraz to skuteczniejsze leki immunomodulujące, czyli spowalniające przebieg tej choroby. W mojej ocenie leczenie immunomodulujące jest najważniejszym działaniem, jakie mogą podjąć chorzy, dającym im szansę na jak najdłuższe utrzymanie sprawności. Również dostępność do tego leczenia w ramach ubezpieczenia jest coraz lepsza. Niestety metody te nie niwelują istniejących objawów choroby, takich jak spastyczność, zespół przewlekłego zmęczenia, różnego rodzaju dolegliwości bólowe, czy brak apetytu. W celu leczenia objawowego, obok tak ważnej w tej jednostce chorobowej rehabilitacji, fizykoterapii, stosuje się preparaty lekowe z różnym, nie zawsze zadowalającym chorych skutkiem – tłumaczy dr n.med. Agnieszka Machlańska – specjalista neurolog w Centrum Medycyny Konopnej.

Choć do dziś nie wynaleziono leku całkowicie hamującego przebieg SM – naukowcy aktywnie prowadzą poszukiwania bardziej skutecznych terapii, w tym leków, które mogą mieć potencjał w leczeniu lub zmniejszaniu postępu stwardnienia rozsianego. Wiele w tym kontekście mówi się o marihuanie leczniczej.

Czym jest marihuana medyczna?
Marihuana medyczna (lecznicza) to produkt farmaceutyczny powstały z konopi indyjskich. Roślina ta zawiera ponad sto różnych kannabinoidów, z których dwa najbardziej powszechne to tetrahydrokannabidiol – THC i kannabidiol – CBD. Do terapii wykorzystuje się susz żeńskich kwiatostanów. Konopie siewne, inaczej nazywane włóknistymi, to podgatunek niezawierający właściwości psychoaktywnych. Zawartość THC (tetrahydrokannabidiolu) jest w nich śladowa: nie przekracza 0,2% w suchej masie. Z konopi siewnych wytwarza się popularny w ostatnim czasie olej konopny CBD. Kannabinoidy mają wpływ na tzw. układ endokannabinoidowy, związany z regulacją wielu procesów fizjologicznych, w tym funkcji układu nerwowego.
Marihuana lecznicza jest dostępna wyłącznie na receptę. Decyzję o rozpoczęciu terapii z wykorzystaniem roślin konopi zawsze podejmuje lekarz. Jest to alternatywna metoda, stosowana zwłaszcza w tych przypadkach, w których zawiodły tradycyjne metody leczenia.

Dane firmy badawczej Euromonitor International pokazują, że liczba legalnych użytkowników konopi w Polsce sięgnie 1,3 mln do 2026 r. Jeżeli chodzi o dane globalne, to w 2020 r. na całym świecie było ponad 4 miliony pacjentów leczących się medyczną marihuaną. Szacuje się, że liczba ta wzrośnie do ponda 6 milionów do 2025 r.

Marihuana medyczna w leczeniu objawów stwardnienia rozsianego
W ostatnich latach coraz więcej badań koncentruje się na potencjalnych korzyściach marihuany medycznej w łagodzeniu objawów stwardnienia rozsianego.

Towarzystwa leczenia bólu na całym świecie zalecają wykorzystywanie marihuany leczniczej w zmaganiach z bólem różnego pochodzenia. Badania wskazują, że THC i CBD, czyli kannabinoidy zawarte w marihuanie, posiadają właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne i miorelaksacyjne. To oznacza, że mogą one pomagać w zmniejszaniu bólu i skurczów mięśniowych, które są powszechnymi objawami SM. Co więcej – związek jakim jest THC, obniża też spastyczność mięśni – mówi dr n. med. Magdalena Nita – dyrektor ds. medycznych w Centrum Medycyny Konopnej.

W przypadku stwardnienia rozsianego kannabinoidy mogą pomagać w łagodzeniu bólu i poprawie jakości życia pacjentów.

Stwardnienie rozsiane często prowadzi do problemów z poruszaniem się, a pacjenci doświadczają trudności z koordynacją ruchową. Niektóre badania sugerują, że kannabinoidy mogą wpływać na poprawę funkcji motorycznych poprzez regulację neuroprzekaźników i wpływ na układ nerwowy – dodaje dr n. med. Magdalena Nita.

Według jednego z badań, które zostało opublikowane w czasopiśmie „Journal of Neurology”, medyczna marihuana może przynieść ulgę pacjentom z bólem neuropatycznym, jaki często towarzyszy stwardnieniu rozsianemu. Z kolei inne badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim, wykazało, że pacjenci stosujący medyczną marihuanę doświadczali zmniejszenia nasilenia spastyczności i skurczów mięśniowych, które są częstym objawem SM.

Potencjalne skutki uboczne stosowania marihuany leczniczej
Poruszając temat marihuany medycznej, trzeba wspomnieć o działaniach niepożądanych. Z raportu Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii wynika, że najczęstsze działania niepożądane po skorzystaniu z marihuany medycznej to m.in. zawroty głowy, suchość w ustach, nudności i zwiększony apetyt. Należy podkreślić jednak, że działania niepożądane dotyczą wszystkich rodzajów leków, również tych dostępnych bez recepty. Osoby, które są w trakcie terapii marihuaną leczniczą, rzadko mogą ulec uzależnieniu, zwłaszcza jeżeli leczenie jest prowadzone przez wykwalifikowanego lekarza, a pacjent stosuje się do zaleceń i zasad dawkowania.

Marihuana medyczna może stanowić potencjalną formę terapii objawowej dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Aktualnie prowadzone są liczne badania, obejmujące również marihuanę, co otwiera nowe perspektywy i daje nadzieję na znalezienie skutecznych metod łagodzenia objawów stwardnienia rozsianego.

Eksperci:
dr n. med. Agnieszka Machlańska – w latach 2007-2012 pracowała w Klinice Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 1 w Łodzi, gdzie zdobyła tytuł naukowy. Od 2013 r. specjalizowała się w leczeniu chorych na stwardnienie rozsiane, mając pod swoją opieką setki chorych. Na co dzień współpracuje z Centrum Medycyny Konopnej.
dr n. med. Magdalena Nita to absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Studiów Doktoranckich WUM. Doktor propaguje nowe metody leczenia oparte na roślinach konopi oraz pełni funkcję Dyrektor ds. medycznych w Centrum Medycyny Konopnej.
 
źródło: Centrum Med. Konopnej
Od 1 sierpnia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie, nad którym właściwie nasze środowisko pracowało od 2018 roku, a więc 5 lat. To nie jest szybkie tempo uzyskania efektów. Ale w końcu weszły w życie standardy organizacyjne leczenia bólu na poziomie ambulatoryjnym. A zatem niezależnie od rodzaju wykonywanej specjalizacji, każdy lekarz w ambulatorium ma obowiązek wypełnienia konkretnej karty oceny natężenia bólu i związanych z nią szeregu pytań. To nie jest tylko kolejna kartka do wypełnienia, ta kartka może dać nam wymierne efekty zdrowotne. – podkreśla  dr n. med. Elwira Góraj, Konsultant Województwa Mazowieckiego ds. Medycyny Paliatywnej, Narodowy Instytut Onkologii, Oddział Medycyny Paliatywnej, SPS Szpital Zachodni w Grodzisku Mazowieckim, Poradnia Leczenia Bólu.

Czym jest ból i co oznacza dla naszego organizmu?

 
dr Elwira Góraj: Począwszy od dyskomfortu, bo ten ból może mieć różne wymiary i skończywszy na cierpieniu, każdy wpłynie na to, co jest dla nas w tej chwili ważne, czyli jakość życia. Każdy wymaga więc pochylenia się nad problemem i zwiększania wachlarzu naszych możliwości terapeutycznych, bo każdy ból będzie wymagał, to takie modne teraz określenie, leku szytego na miarę. Zgodnie z definicją ból to nieprzyjemne odczucie i fizyczne, i emocjonalne, związane z uszkodzeniem bądź czymś, co się uszkodzeniem wydaje, to jest bardzo istotne, bo ta definicja została zmieniona, uwzględniając po pierwsze możliwości występowania bólu psychogennego, a po drugie, ból może być wyrażony niewerbalnie, co po raz pierwszy daje ukłon w stronę innych osobników, nie tylko ludzi. Ból nie jest naszą wyłącznie przypadłością, ale wszystkie istoty żywe odczuwają ból. To jest ogromny postęp, jeśli chodzi o rozumienie zjawiska bólu.
 
Co zmieniło się w postrzeganiu, monitorowaniu i leczeniu bólu? Zarówno, jeśli chodzi o kadry medyczne jak i decydentów?
 
dr Elwira Góraj: Panie pielęgniarki, koledzy lekarze, tu się chyba najwięcej dzieje, ale też powiedziałabym, że to przebiega bardzo falowo. Już miałam taki okres w życiu, gdzie wydawało się, że zbieramy efekty naszych działań edukacyjnych, bo były one na ogromną skalę, przede wszystkim wystosowane do środowisk onkologicznych. I jakieś światełko w tunelu się pojawiało. To znaczy widzieliśmy przestrzeganie zaleceń i standardów. W tej chwili powiedziałabym, że jest odwrót, jakby młodsze pokolenie lekarzy, uwięzione w rozbudowującej się biurokracji medycznej, spycha na margines problem bólu bądź szuka w najbliższym otoczeniu specjalisty, który może od niego takiego pacjenta przejąć. Np. w naszej instytucji mają Nas, czyli poradnie leczenia bólu i jest to proste, ale nie w każdym szpitalu są takie możliwości i personel medyczny powinien być świadomy, co jest zapisane w ustawie o prawach pacjenta. Art. 20 mówi, że każda placówka, która świadczy procedury, również jest zobowiązana do zadania pytania o ból, prawidłowego jego leczenia i monitorowania. Jeżeli pojawia się nieskuteczność na drugiej, trzeciej wizycie, wtedy rzeczywiście mamy argument to odesłania pacjenta. Przede wszystkim do wystawienia skierowania do najbliższej poradni leczenia bólu bądź takiej, którą pacjent sobie wybiera. Jak określimy tą nieskuteczność? Określimy ją przede wszystkim w skali bólu od 0 do 10, gdzie 0 oznacza brak bólu, a 10 to najgorszy ból, jaki pacjent może sobie wyobrazić. Jeżeli ból utrzymuje się powyżej 4, bądź w skali werbalnej, pacjent określa go jako uciążliwy. Wtedy rzeczywiście powinniśmy się skonsultować ze specjalistą i zobaczyć, czy gdzieś nie popełniamy błędu diagnostycznego.
 
Jeśli chodzi o decydentów, czyli o dyrekcję szpitali, o ministerstwo, fundusz zdrowia, to tam się troszkę dzieje, bo chociażby od 1 sierpnia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie, nad którym właściwie środowisko pracowało od 2018 roku, a więc 5 lat. To nie jest szybkie tempo uzyskania efektów. Ale w końcy weszły w życie standardy organizacyjne leczenia bólu na poziomie ambulatoryjnym. A zatem niezależnie od rodzaju wykonywanej specjalizacji, każdy lekarz w ambulatorium ma obowiązek wypełnienia konkretnej karty oceny natężenia bólu i związanych z nią szeregu pytań. Tych pytań nie ma aż tak wiele, żeby się przerażać, choć jak rozumiem, początki będą spotykały się z oporem, że to kolejna kartka do wypełnienia, ale ta kartka może dać nam efekty zdrowotne. Ponieważ pacjent, którego nic nie boli, jest pacjentem pogodniejszym, mniej grymaśnym, nie zgłaszającym przedziwnych problemów, nie mającym generalnie złego nastawienia do danego ośrodka i w ogóle do systemu służby zdrowia w Polsce. Stąd wydaje mi się, że to może nam tylko bardzo dobrze zaowocować. Dyrekcje powinny ustanowić komórki, które będą odpowiedzialne w danej placówce za kontrole wypełniania tych świadczeń bólowych, ponieważ sam fakt wprowadzenia do systemu karty oceny natężenia bólu nie powoduje, że ona będzie wypełniana z pewnym przemyśleniem. Czyli osoby, które przynajmniej raz na kwartał sprawdzają, czy notatki są w pewnej korelacji z zanotowanymi wartościami natężenia bólu, czy opisem bólu, są zgodne i rzeczywiście wiarygodne. Uważam, że wiele da nam takie poczucie istniejącej kontroli, która powoduje, że powinniśmy do problemu podejść bardzo poważnie, ponieważ my jako społeczeństwo, jeśli chodzi o leczenie bólu jesteśmy dosyć zaniedbani.
 
Jakie obecnie narzędzia mają lekarze, aby skutecznie leczyć ból? Czego jeszcze brakuje?
 
dr Elwira Góraj: Nie jestem dobrym przykładem, bo ja uważam, że pracuję w warunkach dosyć luksusowych, mam narzędzia, jakie chcę, a jeżeli nawet ich nie mam, to nie spotykamy się tu z jakąś istotną odmową i rzeczywiście te nowe leki do naszych pacjentów dochodzą, mamy aparaturę do wykonywania zabiegów interwencyjnych, czyli leczenia metodami zabiegowymi. Więc jest to absolutny komfort. Jedynym mankamentem jest brak kolejnych osób, które by się kształciły w tych kierunkach – jest nas za mało.
 
To rzeczywiście jest w tej chwili problemem nr 1. Jest nas za mało lekarzy zajmujących się profesjonalnie leczeniem bólu, a jeszcze mniej zajmujących się metodami interwencyjnymi. Bo w Polsce nas jest kilkuset, a na całym świecie ten kierunek leczenia doznaje ogromnego przyspieszenia, pomimo, że jak w każdej sprawie są osoby za i przeciw. Ci, którzy są przeciw metodom zabiegowym, uważają, że działają zbyt krótko w proporcji do ryzyka. My uważamy, że w dobrych rękach, to ryzyko jest zminimalizowane, a ponadto pamiętajmy, że cierpienie jest taką statystyką małych cyfr, bo w proporcji życia cóż, jest to miesiąc, natomiast w proporcji bólu, który dochodzi 10, to jest wieczność – i tak do tego trzeba podchodzić. Ja też, dlatego nie zgadzam się, nawet z wytycznymi różnych organizacji zajmujących się zdrowiem. Nie bólem, ale zdrowiem, które np. twierdzą, że zabiegi interwencyjne to już jest ostatni etap, kiedy nic nie działa. Nieprawda. Ponieważ w przypadku pacjentów onkologicznych mogą się tak zmieniać warunki anatomiczne, że ten zabieg nie będzie możliwy, ponieważ anatomia będzie odbiegała od prawidłowej, a są pewne punkty, których potrzebujemy, nawet używając technik obrazowych, czyli USG czy tomografii komputerowej. I uważamy, że powinny być włączane równoważnie, a to pacjent powinien decydować, jakiej metody oczekuje. Wybierać, bo są tacy, którzy kochają łykanie tabletek, a są tacy, którzy oddadzą wszystko, żeby tylko ich nie łykać i żeby móc po prostu zapomnieć o leczeniu. Pamiętajmy również, że jest ogromna grupa chorych tzw. ozdrowieńców, a więc ból jest jedynie konsekwencją przebytej choroby. Tutaj wspominam o naszych pacjentach onkologicznych i jeżeli zabierzemy jeszcze ten ostatni element – ból, to mogą czuć się naprawdę, komfortowo, ponieważ ból może zawsze u nich wywoływać, lęk nawrotu choroby i powinniśmy robić wszystko, żeby ten element również zlikwidować.
 
Na czym polega leczenie zabiegowe bólu?
 
dr Elwira Góraj: W leczeniu zabiegowym też mamy drabinę analgetyczną, od prostych blokad, gdzie wystarczy strzykawka, igła i dobra znajomość anatomii. Oczywiście, używamy już w tej chwili stymulatorów, nerwów, tak, żeby wiedzieć, że jesteśmy w pobliżu nerwu, który chcemy albo zablokować, albo podać środek sterydowy, żeby zmniejszyć stan zapalny, żeby zmniejszyć pośrednio również ból. Później mamy różnego rodzaju neurolizy, chodzi tu głównie o tzw. układ współczulny, o którym przeciętny człowiek w ogóle nie myśli, ale zawiaduje on wieloma procesami. Zawiaduje również niektórymi rodzajami bólu, które są właśnie aktywowane przez układ współczulny. Tu mamy takie możliwości jak neuroliza splotu trzewnego, takim absolutnie klasycznym przykładem jest ból w nowotworach trzustki bądź przewlekłych zapaleniach trzustki. Tu potrzebujemy sprzętu i obrazowania albo metodą ultrasonografii albo metodą tomografii komputerowej czy radiologiczną, a więc potrzebujemy dobrze wyposażonego gabinetu zabiegowego czy ewentualnie sali zabiegowej szpitalnej. Obecnie najczęściej to są sale zabiegowe zakładów, radiologii, żeby uwolnić sale operacyjne dla potrzeb chirurgii, bo zawsze jest tutaj ogromny tłok i kolejka.
 
Mamy duże perspektywy, natomiast właściwie dopiero pracujemy nad opracowaniem pewnych standardów organizacyjnych leczenia. Do znieczulenia kanałowego, do tej pory zakładane cewniki zewnątrzoponowe najczęściej są znane jako forma znieczulania, porodu, ale mniej się wie o tym, że stosowanie różnych substancji dokanałowo bardzo skutecznie leczy ból. Nie tylko są to opioidy, ale również substancje pomocnicze, które pozwalają nie zwiększać tak szybko dawek opioidów. W tej chwili Polska dołączyła do krajów, które mają również zarejestrowany lek o nazwie Zykonotyd. To jest toksyna pewnego rodzaju ślimaka i szalenie skutecznie leczy ból, który jest oporny na leczenie farmakologiczne. Natomiast zajmujemy się obecnie opracowaniem techniki podawania, czy to będą cewniki. Walczymy o refundację wszczepialnych pomp, które w tej chwili w Polsce są tylko do podawania baklofenów. Także dużo mamy jeszcze formalnych rzeczy do załatwienia i pokazania, że te metody też się będą przekładały na wartości ekonomiczne, bo to jest najłatwiejszy język porozumienia. Jeżeli zsumujemy pewną część tzw. terapii nieudanej kontra droższa, nowocześniejsza, terapia udana i sprawdzamy, jak to wygląda z perspektywy ekonomicznej.
 
Od kilku lat w Polsce dostępne jest też leczenie medycznymi konopiami? Jakie jest ich zastawanie?
 
dr Elwira Góraj: Oczywiście, jesteśmy za stosowaniem konopi w leczeniu bólu, ale również w tzw. leczeniu wspomagającym, szczególnie w onkologii. Choć czasami te efekty bywają krótkotrwałe. Natomiast rynek konopi nie daje się dokładnie kontrolować. To jest troszkę jak z lekami OTC i nie miejmy złudzeń, że nam się ten rynek uda kontrolować. To jest cały problem. Zdajemy sobie sprawę, że część preparatów będzie stosowana rekreacyjnie, podobnie zresztą jak część silnych opioidów recepturowych. Tutaj mowa krytycznie o tzw. receptomatach, lecz to nie jest w mojej gestii. Cieszę się, że nie muszę się tym zajmować. To temat trudny.
 
Natomiast musimy mieć świadomość, że kannabinoidy nie są tylko monoterapią, ale mogą być elementem rozbudowanej terapii bólu, a mechanizm i działanie kannabinoidów zależy od ich składów. Kannabinoidy są roślinami trudnymi, ponieważ są szalenie wrażliwe na ciepło i na zanieczyszczenia środowiska, szczególnie na metale ciężkie, które bardzo łatwo wchłaniają. Dlatego przestrzegam pacjentów przed sięganiem po tańsze preparaty z dziwnych źródeł, bo może być z tego więcej problemów zdrowotnych niż korzyści. Podobnie jest z przechowywaniem. Jeżeli gdzieś w jakimś sklepiku leży preparat na wystawie, to dobrze, jeśli stoi tylko tam. Natomiast taki preparat praktycznie nie może być sprzedawany, bo właściwie ulega dezaktywacji pod wpływem temperatury. Zauważmy, że wszystkie opakowania są ciemne.
 
Ja bym w tej chwili przede wszystkim obawiała się tego, że pacjenci rozpoczną na własną rękę leczenie, bo ktoś powiedział albo ktoś przeczytał, ponieważ preparaty recepturowe są jeszcze wciąż dość drogie. Mamy w tej chwili możliwość stosowania suszu bądź ekstraktów lub też spreju doustnego. Ale to są terapie, o cenie sięgającej kilkuset złotych i dla części pacjentów niedostępne. Dlatego obawiam się, że z tej przyczyny będą sięgać po tzw. rynek wolny.
 
Natomiast pojawia się coraz więcej poradni, które rzeczywiście mają solidną wiedzę na temat różnych substancji, a przede wszystkim kombinacji tych 2 podstawowych, czyli CBD i THC. Wiedzą jak skomponować proporcje, żeby dla danego pacjenta, preparat był najbardziej skuteczny. Jako konsultantka wojewódzka też podpisuję czasami prośby o import docelowy preparatu, którego nie ma w danym momencie w Polsce, bądź nie jest sprowadzany, kiedy dla danego pacjenta mamy mocne dowody, że właśnie taka kombinacja terpenów czy innych składników zadziała. Jestem za i cieszę się, że teraz więcej kolegów ma dużą wiedzę na ten temat. Pojawiają się już nasze publikacje, natomiast musimy być czujni i dobrze to kontrolować.
 
Jak wygląda w Polsce dostęp do terapii medycznymi konopiami? Czy pacjenci mają zachowaną ciągłość leczenia?
 
dr Elwira Góraj: Jest to problem i na dzisiejszą chwilę nie możemy powiedzieć w 100% tak, bo nawet jeżeli intencje producenta są bardzo dobre, to właśnie te wszystkie czynniki, o których mówiłam, transport, warunki transportu oraz warunki przechowywania mogą spowodować, że proporcje się zachwieją. Dlatego ekstrakty i formy już przetworzone są bardziej wiarygodne i lepiej trzymają proporcje. Natomiast myślę, że do tego będziemy powoli dochodzić. Bo o ile susz jest bardzo dobrze działający, to po pierwsze ma dość krótki okres ważności. Właśnie z tego powodu, że mógłby utracić swoją siłę działania. Po drugie, nie każdy pacjent tę formę waporyzacji będzie akceptował. Przeciwnicy palenia w ogóle nie będą skłonni podjąć nawet próby. Innych, będzie drażnił zapach rozchodzący się wokół. To jest dylemat, jeżeli stosujemy kannabinoidy w szpitalu, właściwie, gdzie znaleźć pomieszczenia, w których można by dokonywać waporyzacji tak, żeby inni pacjenci się nie skarżyli, jeśli ten zapach im przeszkadza.

Jest dużo kwestii, które musimy rozwiązać, natomiast ja głęboko jestem przekonana, że jeżeli kannabinoid był stosowany niewłaściwie, to nie uzyskamy efektu terapeutycznego, jeśli o efekt terapeutyczny.  Pacjent i tak wróci do lekarza. Opioidu nie da się zastąpić kannabinoidem, da się je poprowadzić równolegle bądź właśnie zmniejszyć dawkę opioidu dzięki stosowaniu kannabinoidu jednocześnie. Zatem one się nawzajem nie zastąpią, one się będą uzupełniały.
 
Co ważne jest w prawidłowym prowadzeniu leczenia przeciwbólowego pacjenta?
 
dr Elwira Góraj: Czytajmy zalecenia, czytajmy standardy, nawet jak się wydają nudne albo trudne, bo dają nam ogromne poczucie niepopełniania błędu terapeutycznego, co w dzisiejszych czasach jest szalenie ważne, szczególnie z punktu widzenia pacjenta, któremu chcemy pomóc. Do tego nie mam żadnych wątpliwości co do intencji kolegów, ale też musimy pilnować siebie – środowisko lekarskie, ponieważ jesteśmy bardzo podsumowywani i bardzo surowo oceniani przez środowisko opiniotwórcze, przez media. Zalecenia lekarskie dają nam pewność, że zrobiliśmy wszystko, przeprowadziliśmy pewien algorytm postępowania, co było na miarę naszych możliwości.

źródło: Medicalpress

Z okazji obchodzonego niedawno Światowego Dnia Walki z Bólem, o tym czym jest ból, dlaczego nie można go bagatelizować oraz ja go skutecznie leczyć, rozmawialiśmy z dr Michałem Graczykiem, specjalistą medycyny paliatywnej i leczenia bólu, konsultantem województwa kujawsko-pomorskiego ds. medycyny paliatywnej, z Katedry i Zakładu Opieki Paliatywnej CM UMK w Bydgoszczy.

Obejrzyj cały wywiad:

Ból nadal bywa bagatelizowany przez pacjentów i lekarzy, często słyszy się, że “musi boleć”.
Czym właściwie jest ból i jakie mogą być jego konsekwencje? Czy można go skutecznie leczyć?

Dr Michał Graczyk:  Ból, z samej definicji, jest to nieprzyjemne odczucie, nieprawidłowe odbieranie bodźców czuciowo i emocjonalnie, które związane może być z uszkodzeniem tkanek lub odbierane jako takie. Oczywiście po zdiagnozowaniu na jaki typ bólu cierpi pacjent, przy czym nie jest to zwykle izolowany ból jednego typu, tylko najczęściej ból mieszany – musimy uszyć leczenie na miarę. Ważna jest duża indywidualizacja leczenia bólu, aby dokładnie dopasować leki do pacjenta, a nie odwrotnie.

Istotne jest to żebyśmy pamiętali, że ból jest piątym parametrem życiowym, który należy oceniać i na pewno robi się to w klinice medycyny ratunkowej czy na tzw. SOR-ach w ramach triażu, ale na każdym spotkaniu z pacjentem, kiedy zaczyna on mówić o dolegliwościach bólowych, powinniśmy po prostu dokładnie zebrać wywiad. Teraz mamy nawet taki obowiązek do leczenia bólu, a pacjent ma po prostu zwyczajnie prawo do tego. Powinniśmy tego prawo przestrzegać. Najistotniejsze jest to, żeby każdy członek zespołu terapeutycznego, niezależnie, czy to jest lekarz, pielęgniarka, fizjoterapeuta, psycholog, jeśli zauważa cierpienie u pacjenta (szeroko pojęte – ból to nie tylko fizyczny aspekt), próbował coś z tym zrobić.

Szczególnie chcielibyśmy zwrócić uwagę na sytuację pacjentów onkologicznych i paliatywnych, dla których uśmierzanie bólu i innych dolegliwości, powodujących cierpienie, jest nie tylko prawem, lecz koniecznością. Jak można im pomóc?

Dr Michał Graczyk: Ból w tej grupie chorych jest powszechny. Szacuje się, że ok. 50% pacjentów cierpi z powodu bólu, może być to ponad 200 000 osób rocznie w Polsce. Czy ten ból jest nam do czegoś potrzebny? Parafrazując, czy cierpienie uszlachetnia? Ja uważam, że cierpienie nie uszlachetnia i jakkolwiek ono by było wyrażone. Należy przeciwdziałać temu, co się dzieje u pacjentów, którzy zmagają się z chorobą nowotworową. Ból bardzo często jest jednym z podstawowych objawów, często jest to objaw, od którego zaczyna się diagnostyka onkologiczna. Może on dotyczyć 80% tej grupy chorych.

Typem bólu, który jest bardzo trudny do leczenia, jest ból neuropatyczny, który jest spowodowany uszkodzeniem centralnego i lub obwodowego układu nerwowego. I w populacji ogólnej występuje on u 1% osób. Tymczasem wśród pacjentów, którzy zgłaszają się do poradni leczenia bólu lub poradni medycyny paliatywnej to już 20%, głównie wśród chorych onkologicznie. A myśląc o pacjencie z rzeczywiście zaawansowanym nowotworem, szacuje się, że nawet co drugi pacjent cierpi na ten trudny do leczenia ból.

Jak więc sobie zatem radzimy? Potrafimy uśmierzyć ból. Nawet w 94-96%, biorąc pod uwagę farmakologiczne i inwazyjne metody leczenia, psychoterapię, także rehabilitację. Można więc powiedzieć, że jeżeli z rozsądkiem do tego podchodzimy i oczywiście mamy odpowiednią wiedzę, jesteśmy w stanie prawie każdemu pacjentowi pomóc.

Czyli ból można leczyć skutecznie. A jak to wygląda w praktyce?

Dr Michał Graczyk: Szacunkowe badania, jak jest ból leczony w Polsce, nie wypadły tak znakomicie, ponieważ pomimo że mamy doświadczonych ekspertów, mamy ośrodki leczenia bólu, to dostęp jest różny. W mniejszych miejscowościach może się okazać, że nie ma takich możliwości, jakie mamy w dużych miastach, ośrodkach akademickich, tam, gdzie są dostępni różni specjaliści. Szacuje się, że prawidłowo leczonych pacjentów z powodu bólów w Polsce jest ok. 30%, może troszkę więcej, czyli jednak jest duża luka do wypełnienia. Wszystkie standardy, wszystkie wytyczne polskich towarzystw naukowych, w tym polskiego Towarzystwa Badania Bólu, zdecydowanie poprawiły sytuację. Dostępność do tej wiedzy i możliwości korzystania z niej w codziennej praktyce są, może z nich skorzystać każdy lekarz, jeżeli tylko będzie chciał. Musimy pamiętać, że wchodzą nowe metody leczenia, pojawiają się nowe cząsteczki, czyli nowe leki, np. od 5 lat mamy dostępne kannabinoidy, które też mogą służyć do leczenia bólu, ale nie wszyscy po nie sięgają. Nie wszyscy tę wiedzę i możliwości wykorzystują. Jak patrzymy na medycynę paliatywną w Polsce w porównaniu z krajami europejskimi, to my najczęściej jesteśmy gdzieś pomiędzy trzecim a piątym miejscem w Europie, czyli jest bardzo dobrze. Jeżeli chodzi o ilość ośrodków i specjalistów, mamy oddzielną specjalizację dla lekarzy, dla pielęgniarek, ale ta waga polskiego sukcesu się zmniejsza jak wyjeżdżamy poza duże ośrodki, poza miasta, w których są hospicja, domowe, oddziały stacjonarne. Mamy białe plamy na mapie Polski.

Od 2017 roku w Polsce klinicyści i pacjenci mają dostęp także do terapii konopiami medycznymi. Jakie jest jej zastosowanie w leczeniu bólu w onkologii i medycynie paliatywnej? Czy to leczenie jest bezpieczne i skuteczne?

Dr Michał Graczyk: Czy jest to leczenie bezpieczne, dostępne i potrzebne – powiedziałbym 3 razy tak. Konopie medyczne czyli tzw. marihuana medyczna – to są pojęcia powszechnie stosowane przez lekarzy i pacjentów, mają one wymiar medyczny.

Rynek konopii medycznych rozwija się dynamicznie, co oceniam pozytywnie. Coraz więcej firm wchodzi na rynek, mamy coraz więcej dostępnych preparatów, te preparaty nie są już tylko w postaci suszy, ale też ekstraktów. Niektóre apteki w Polsce potrafią zrobić preparat na zamówienie (na podstawie recepty). Musimy jednak sobie zdawać sprawę, że rośnie też w Polsce, niestety, zużycie kannabinoidów przez osoby, które wykorzystują je do celów niemedycznych, czyli rekreacyjnych, głównie za sprawą receptomatów. Liczmy, że będzie to uszczelnione i nie będziemy mieli takich sytuacji.

My korzystamy z kannabinoidów z powodów medycznych. Czyli oceniamy wskazania danego pacjenta, dajemy odpowiednie dawki, czyli wg maksymy angielskiej „start low, go slow”, czyli zacząć od małych dawek i potem je stopniowo zwiększać. Praktycznie, nie obserwujemy wówczas poważnych objawów niepożądanych, a te pojawiające się są przewidywalne i najczęściej akceptowalne przez chorych. Rzadko się zdarza, że terapię trzeba było przerwać z uwagi na nasilone objawy niepożądane.

Czy terapia jest bezpieczna? Jeżeli popatrzymy na różne leki przeciwbólowe, chociaż porównamy sobie to leczenie z opioidami, gdzie zwiększenie dawki, przedawkowanie, nawet omyłkowe, może być dla pacjenta katastrofalne w skutkach, łącznie ze zgonem, to w przypadku kannabinoidów, receptorów kannabinoidowych praktycznie nie ma w rdzeniu przedłużonym, więc przy zwiększeniu dawki, nie ma ryzyka, zatrzymania oddechu, zaburzeń krążenia. Oczywiście jest szereg ograniczeń w ich stosowaniu. Występują bezpośrednie i warunkowe przeciwwskazania, kiedy możemy pacjentowi podać kannabinoidy, ale o tym decyduje każdy lekarz indywidualnie. Chodzi tutaj m.in. o zaburzenia rytmu serca. Zwłaszcza THC, będzie powodowało przyspieszenie tego rytmu. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę czy pacjent ma w wywiadzie choroby psychiatryczne, zwłaszcza schizofrenię czy chorobę dwubiegunową, jak również czy pacjent ma astmę. Jeżeli kannabinoidy będą przyjmowane poprzez waporyzację, to pytanie czy pacjent będzie chciał palić. Sam wiek pacjenta nie jest ograniczeniem. Najstarsza moja pacjentka miała 97 lat. Ograniczenia są związane raczej z funkcjonowaniem tych chorych. Natomiast jeżeli chodzi o młodych pacjentów, to układ nerwowy całkowicie jest wykształcony do 26 roku i możemy śmiało mówić wówczas o włączeniu takiego leczenia.

Jak wygląda obecnie realny dostęp do terapii konopiami medycznymi w Polsce? I jaka jest specyfika tej terapii w porównaniu do tradycyjnej farmakoterapii?
Dr Michał Graczyk: Teraz jest zdecydowanie lepiej, niż było jeszcze pół roku wcześniej. Dostępność leków na polskim rynku we wszystkich obszarach była zaburzona. Rzeczywiście przejściowo pojawiają się problemy z dostępnością suszu, czyli jeżeli zapisałem pacjentowi specyficzny rodzaj suszu, konkretną odmianę i zawartość THC, to potem się okazywało, że preparatu po prostu nie było na polskim rynku, w całej Polsce. Dostawy stają się jednak bardziej regularne, a poza tym mamy więcej produktów. Więc jeżeli brakuje 1 rodzaju suszu, możemy próbować wybrać podobny. Oczywiście nigdy nie jest to ten sam susz, ponieważ jak myślimy o suszu w ogóle, jak myślimy o ekstraktach, to mówimy najczęściej o zawartości THV i CBD. Tymczasem każdy susz, każdy nawet typ odmiany, różni się składem także dodatkowych składników, które nazywamy terpenami. One też mają działanie kliniczne, czyli po pierwsze mamy np. sativę, która jest bardziej aktywizująca, pomaga w koncentracji, ona jest dobra do stosowania w ciągu dnia, pomaga na zespoły antymotywacyjne. Natomiast indica powoduje senność, rozluźnienie mięśni. Oczywiście, każda z tych odmian ma działanie przeciwbólowe i trzeba dobrać odpowiedni preparat do danego pacjenta. A dodatkowo jeszcze zwrócić uwagę, jakie ma terpeny, ponieważ jednym z terpenów jest mircen. Przykładowo, jeśli mamy odmianę sativa, która jest aktywizująca, ale ma duży skład procentowy mircenu to nie dosyć, że będzie mogła powodować sedację, czyli takie trochę uśpienie, senność u pacjenta, ponadto musimy pamiętać, że mircen wzmacnia także działanie THC.

Warto podkreślić, że najczęściej dokładamy kannabinoid do dostosowanych leków przeciwbólowych, nie jest to leczenie pierwszego wyboru. Opierając się na rekomendacjach światowych, zwłaszcza kanadyjskich i izraelskich (mają oni wieloletnie doświadczenie w tej terapii), zaleca się, żeby leczenie było liniowe. Jeżeli leki, nie działają w pierwszej linii, w drugiej lub w trzeciej, to wtedy możemy rozważać kannabinoidy, najczęściej nie jest to monoterapia, czyli stosowanie samych kannabinoidów, tylko dołączamy je do stosowanych terapii. Kannabinoidy wzmacniają działanie typowych leków przeciwbólowych, więc zawsze warto je rozważyć, zwłaszcza kiedy mamy trudne do leczenia zespoły bólowe, które nie reagują na typową farmakoterapię.

Trzeba pamiętać, że przewlekły ból, czyli taki który twa dłużej niż 3 miesiące lub dłużej niż proces gojenia się tkanek, nie jest nam do niczego potrzebny, powoduje obniżenie nastroju, obniżenie jakości życia, może pojawić się depresja. Każdy z tych czynników, które wymieniłem, czyli bezsenność, lęk i depresja, nasilają ból. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ kannabinoidy, mogą na każdy z tych elementów zadziałać w sposób, w którym oczekujemy, na bezsenność działają konopie bogate w CBD, na silny ból działają właśnie konopie bogate w THC. Przy depresji możemy włączyć preparaty bogate w CBD albo małe dawki THC, ponieważ małe dawki THC działają przeciwlękowo. Natomiast musimy pamiętać, że wyższe dawki THC mogą spowodować nasilenie się lęku albo nawet pojawiające się napadów paniki. Jeżeli lekarz nie jest przygotowany do takiej terapii i nie wyedukuje swojego pacjenta, to będzie pacjent mógł spotkać się z czymś, co nazywamy „back tripem”. Czyli będzie miał przyspieszoną akcję serca, pojawi się u niego lęk, rozluźnią się mięśnie, jak będzie wstawał, to będzie takie uczucie, że gorzej mu się chodzi i on się po prostu tego przestraszy i już nigdy do tej terapii nie wróci. Pacjentowi trzeba powiedzieć, po co dajemy dany preparat, jakie będą przewidywane odczuwalne przez niego skutki. Niektóre są celowane, więc wtedy będzie odczuwał spokój zarówno pacjent, jak i terapeuta.

Bardzo często jest tak, że to rodzina wychodzi z taką inicjatywą, z pytaniem o możliwość rozważenia, medycznych konopii w prowadzonej terapii. Często to osoby młode, które śledzą doniesienia, zadają takie pytania. Musimy sobie zdawać sprawę, że nie ma teraz już takiej medycyny jak kiedyś, że pacjent przychodził do lekarza i lekarz decydował o każdym kroku i terapii (model paternalistyczny). Teraz pacjent jest partnerem lekarza, jest jednostką autonomiczną, która ma prawo decydować o swoim leczeniu i często jest tak, że pacjent przychodzi z pewną propozycją, jest bardzo dobrze przygotowany, jest oczytany i tu bym powiedział także w literaturze fachowej  – przychodzi z propozycją i nie należy uciekać od rozmowy, gniewać się na pacjenta, nie należy się też wstydzić, że np. nie wiemy czegoś na dany temat, bo przecież nie jesteśmy w stanie znać każdej choroby i wszystkich leków, które są dostępne na rynku, ale próbujmy rozmawiać. Jak przychodzi do mnie pacjent z chorobą, której nie znam, albo uczyłem się o niej na studiach i przez całą moją praktykę zawodową się z nią nie spotkałem, to mówię do pacjenta, żeby opowiedział mi o swojej chorobie, bo przecież on jest specjalistą od niej. Strach ma wielkie oczy – trzeba się otwierać się na naszych chorych i słuchać ich sugestii, bo często okazują się słuszne.

Jakie są czynniki sukcesu terapii bólu z zastosowaniem konopii medycznych?
 
Dr Michał Graczyk: Najważniejsze chyba jest jednak nastawienie do terapii zarówno samego pacjenta, jak i terapeuty, jeżeli ja będę mówić o terapii w sposób właściwy, nie mówię optymistyczny, bo to nie chodzi o to, żeby zachwalać jakąś terapię pacjentowi, ale jeśli uważam, że u danego pacjenta dana terapia ma sens i się uda, jeżeli pacjent będzie pozytywnie nastawiony, to tu już jest pierwszy krok do sukcesu. Włączenie preparatów bogatych w THC czy CBD może powodować, że wpłyniemy na efekt innych leków. Co to oznacza? Że np. w przypadku morfiny, oksykodonu, buprenorfiny czy metadonu, zwiększy się siła działania tych leków. Po prostu to wynika z metabolizmu, może także wpływać na zmniejszenie efektu innych leków, może wpływać na leki przeciwkrzepliwe, które pacjent bierze. U pacjentów, którzy np. boją się euforyzacji albo mieli już kontakt z konopiami, chodzi o te bogate w THC, można z wyprzedzeniem zastosować CBD, w przypadku właśnie leczenia bólu, które zniesie ten efekt. CBD ma także działanie silne, przeciwzapalne, co może wspomóc w niektórych typach bólu i oczywiście samo CBD działa również przeciwbólowo. Dzięki temu więc, jeżeli z wyprzedzeniem o tym pomyślimy, albo jeśli pojawią się takie objawy o pacjenta i dołączymy CBD, to możemy zrównoważyć to, co jest dla pacjenta nieprzyjemne. Uniknąć także wspomnianego mechanizmu „back trip”. Poza tym na polskim rynku mamy preparaty tzw. hybrydy, gdzie mamy połączenie THC i CBD, mniej więcej równych wartościach 8 na 8, czy 8 na 7 procent. Można obecnie terapię uszyć na miarę.

Czy jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie będą objawy niepożądane u pacjenta? Te przewidywalne, o których już wcześniej mówiłem, myślę, że tak, natomiast nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy konkretny preparat, który zaleciliśmy choremu, będzie dostępny w aptece za każdym razem, kiedy będę chciał kontynuować to leczenie i wypiszę receptę. Tego nie jesteśmy w stanie zagwarantować. Trzeba pamiętać, że zmiana jednego suszu na inny, zawsze wiąże się z tym, że tam są inne terpeny. Jest to wówczas inny preparat, to jest tak, jakbyśmy zamienili np. morfinę z oksykodonem, są to silne analgetyki opioidowe ale działają inaczej. Zawsze zwracajmy uwagę na to, że jeżeli pacjentowi jest dobrze na danym leku, który stosujemy, to nie powinniśmy go zmieniać. Natomiast zawsze możemy jeszcze szukać poprawy, razem z pacjentem ustalać czy wypróbować np. inny susz lub odmianę. Jeżeli mówimy o waporyzacji (waporyzator to taki atestowany produkt, który ma możliwość regulacji temperatury), to temperatury, które nas interesują, są w obszarze 160 do 200 stopni. Ważne, aby nie przekraczać 200 stopni, bo będą się uwalniały inne terpeny, które mogą dać zupełnie inne odczucia. W procesie waporyzacji susz wkładamy do odpowiedniego urządzenia i podgrzewamy do temperatury, która powoduje wrzenie danej substancji, czyli w pewnych temperaturach z suszu uwalniają się konkretne zawarte w nim substancje, czyli to, co jest najcenniejszego, w tym leku stworzonym z natury.

Jak Pana zdaniem poprawić opiekę nad pacjentem cierpiącym z powodu bólu w Polsce?
Dr Michał Graczyk: Musimy przede wszystkim zauważyć te problemy. Czyli jeżeli pacjent idzie do lekarza w zupełnie innej sprawie, ale zgłasza dolegliwości bólowe, które prawdopodobnie są wtórne, do innej choroby, np. onkologicznej, czy po leczeniu chirurgicznym, radykalnym, to pacjent powinien mieć wdrożone leczenie bólu od razu. Nie ma na co czekać, ponieważ ból nie leczony powoduje szereg negatywnych zjawisk, o których mówiłem, w tym lęk, depresję, bezsenność, to wszystko się w tym pacjencie kumuluje, a możemy tą kaskadę nieprzyjemnych doznań przerwać w odpowiednim momencie.

Myślę, że powinniśmy po pierwsze słuchać się wzajemnie i szanować, zarówno, jeżeli mówimy o naszych spotkaniach z pacjentami, ale także w naszych koleżeńskich relacjach. Pamiętajmy, do czego zostaliśmy powołani, że przychodzimy do pracy właśnie dla pacjentów. I na nich powinniśmy skupiać swoją uwagę, ale także powinniśmy pamiętać o edukacji podyplomowej, czyli dostaliśmy już dyplom, mamy specjalizację, ale edukujemy się także w podstawowych zakresach. Uważam, że ból jest właśnie jednym z podstawowych zakresów. Ja nie lubię, jak mnie boli i nie chciałbym, żeby moi bliscy cierpieli. Jak uczę studentów, to zawsze mówię, że jeżeli sami nie będą potrafili sobie z tym poradzić, to żeby wiedzieli kogo zapytać, gdzie pacjenta wysłać, żeby jak najbardziej skrócić tę drogę. Ponieważ mamy tak w Polsce, że nawet rozpoznanie bólu neuropatycznego stanowi niejednokrotnie problem i jest rozpoznawane przy trzeciej, piątej wizycie lekarskiej. To jest trochę długo.
Życzyłbym sobie, żebyśmy po prostu mogli się spotykać na zjazdach naszych lekarskich i mówić o naszych sukcesach, tak, żebyśmy mówili, co się udało zmienić. Co się udało poprawić drobnymi krokami, żebyśmy potem widzieli tę pełnię sukcesu. Zamiast narzekać, mówić, co jest źle. Szukajmy tych pozytywnych aspektów, a na pewno będzie nam łatwiej samym i docenią to nasi odbiorcy, czyli pacjenci, a z okazji Światowego Dnia Walki z Bólem, życzę życia bez bólu. Jest takie powiedzenie, że jak nie boli, to nie żyjesz, ale trudno jest żyć!

źródło: Medicalpress

Bólu nie należy lekceważyć, ponieważ często jest objawem niepokojących zmian, które zachodzą w organizmie, a nawet sam bywa poważną chorobą. Według badań, w Polsce z powodu bólu przewlekłego cierpi 27% dorosłych osób. W przypadku osób powyżej 65. roku życia, aż 55%[1]. Aby zwrócić uwagę na ten problem, co roku, 17 października obchodzimy Światowy Dzień Walki z Bólem. Z tej okazji wyjaśniamy, czym jest ból, w jaki sposób mierzy się jego nasilenie oraz jak sobie z nim radzić.
Międzynarodowe Stowarzyszenie Badań nad Bólem (ISAP) definiuje ból jako przykre doznanie czuciowe i emocjonalne związane lub przypominające doznanie związane z aktualnie występującym lub potencjalnym uszkodzeniem tkanek[2]. Biorąc pod uwagę długość trwania ból dzielimy na ostry i przewlekły. Ból ostry trwa nie dłużej niż 3 miesiące i jest łatwy do zlokalizowania. Często pojawia się nagle, a jego przyczyną mogą być np. urazy. Ból przewlekły (chroniczny) utrzymuje się co najmniej 3 miesiące. Powraca regularnie lub towarzyszy nam na stałe, utrudniając normalne funkcjonowanie.
 
Ból może być fizyczny i psychiczny, mieć różnorodne źródła, intensywność, czas trwania oraz obejmować różne części ciała. Jedno jest jednak pewne – bólu nie należy ignorować i czekać aż stanie się nie do zniesienia. Kiedy zauważymy, że pojawia się coraz częściej, należy niezwłocznie udać się do specjalisty. W walce z dokuczliwym bólem wsparciem mogą się okazać odpowiednio dobrane leki przeciwbólowe.
 
W jaki sposób mierzy się ból?
 
Każdy człowiek ma inny próg tolerancji na ból. Wpływa na to wiele czynników, m.in.: zdrowie fizyczne i psychiczne, stres oraz styl życia. W terapii bólu kluczowy jest odpowiedni dobór leków. W tym celu należy określić jego nasilenie przy pomocy wybranej skali. Najczęściej wykorzystywaną jest skala numeryczna (NRS – Numerical Rating Scale). Korzystając z niej, pacjent ocenia, jak silny ból odczuwa w skali od 0 (brak bólu) do 10 (ból nie do wytrzymania). W zależności od wyniku, dzieli się stosowane leki przeciwbólowe na trzy szczeble tzw. drabiny analgetycznej, stworzonej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO):
– Farmakoterapia wciąż stanowi dominującą metodę walki z bólem, zwłaszcza kiedy staje się on wyjątkowo uciążliwy i uniemożliwia wykonywanie codziennych obowiązków. Farmaceuta doradzi przy wyborze odpowiednich leków przeciwbólowych, jednak kiedy ból staje się nieodłącznym elementem życia, pierwszym krokiem zawsze powinna być wizyta u lekarza. To on pomoże znaleźć przyczynę bólu i dobierze odpowiednią metodę leczenia. Najpopularniejszymi lekami przeciwbólowymi, kupowanymi w aptekach, są oczywiście leki z grupy NLPZ, takie jak m.in. ibuprofen. Innym, równie częstym, wyborem jest paracetamol. Co bardzo ważne, nie należy przekraczać zalecanej dawki leku. Warto pamiętać, że niektóre preparaty mogą się różnić nazwą, a zawierać tę samą substancję czynną – komentuje mgr farmacji Izabela Baj, Dyrektor ds. Opieki farmaceutycznej Gemini Polska.
 
 
Co jeszcze możemy zrobić, aby poradzić sobie z bólem?
Aby zminimalizować nasilenie bólu lub jemu zapobiec warto:
 
[1] Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie leczenia bólu wchodzi w życie – Rzecznik Praw Pacjenta – Portal Gov.pl (www.gov.pl)
[2] Medycyna bólu – Polskie Towarzystwo Badania Bólu – Ból – definicja IASP 2020 (ptbb.pl)
źródło: Gemini
Półpasiec to choroba zakaźna, którą wywołuje ten sam wirus, co ospę wietrzną, czyli Varicella-Zoster. Po latach uśpienia, może się on uaktywnić z powodu postępującego z wiekiem obniżenia odporności pacjenta. Stąd też zwiększoną zachorowalność obserwuje się u osób starszych, które ukończyły 50 r.ż., a takie dodatkowe czynniki jak choroby przewlekle czy prowadzona terapia, mogą powodować ciężki przebieg choroby lub wystąpienie powikłań, tj. neuralgia półpaścowa.
Osoby, które w dzieciństwie chorowały na ospę wietrzą, noszą w sobie uśpionego wirusa, który po reaktywacji może wywołać półpaśca. To groźna choroba zakaźna, która może powodować silny ból, utrzymujący się czasem przez wiele miesięcy, a nawet lat, lub prowadzić do pogorszenia lub utraty wzroku czy słuchu, a także paraliżu twarzy. Skuteczną ochronę na poziomie powyżej 90 proc. przez wiele lat gwarantuje nowa szczepionka dostępna w centrach medycznych Medicover.

Półpasiec to choroba zakaźna, którą wywołuje ten sam wirus, co ospę wietrzną, czyli Varicella-Zoster. Po latach uśpienia, może się on uaktywnić z powodu postępującego z wiekiem obniżenia odporności pacjenta. Stąd też zwiększoną zachorowalność obserwuje się u osób starszych, które ukończyły 50 r.ż., a takie dodatkowe czynniki jak choroby przewlekle czy prowadzona terapia, mogą powodować ciężki przebieg choroby lub wystąpienie powikłań, tj. neuralgia półpaścowa.

Wśród ważnych czynników ryzyka wymieniane są również choroby prowadzące do zaburzenia odporności, np. rozsiane nowotwory, w tym hematologiczne, zakażenie wirusem HIV, terapie prowadzące do immunosupresji u pacjentów po przeszczepach narządów lub u pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi.

Według szacunków w Polsce na półpaśca może zachorować na 1/3 osób, które w dzieciństwie miały ospę wietrzną. Niewykluczone też, na co zwraca uwagę Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, że „w związku ze starzeniem się społeczeństwa, wzrostem zachorowalności na choroby nowotworowe oraz częstszym stosowaniem terapii zaburzających odporność” zachorowań będzie więcej2 .

Jak podkreśla lek. Agnieszka Motyl, dyrektor działu jakości i standardów medycznych w Medicover, półpaśca nie wolno bagatelizować, gdyż przebieg choroby może być poważniejszy niż ospy wietrznej.

– Półpasiec może przyjąć różne postaci, m.in. oczną lub uszną. Pierwsza występuje średnio u co czwartego pacjenta. Zmiany na skórze występują na czole, powiekach, ale też spojówkach i rogówce oka, co może grozić pogorszeniem lub nawet utratą wzroku. Z kolei półpasiec uszny, znany też pod nazwą zespołu Ramsaya Hunta, może powodować silny ból ucha, zawroty głowa i wymioty. Do możliwych powikłań zalicza się m.in. częściową lub całkowitą utratę słuchu bądź porażenie nerwu twarzowego, co zresztą spotkało jedną z amerykańskich gwiazd muzyki POP, o czym w 2022 r. rozpisywały się światowe, w tym też polskie, media  – mówi epidemiolog.

Leczenie półpaśca często wiąże się z koniecznością przyjmowania leków przeciwwirusowych, aby załagodzić objawy i przyspieszyć gojenie się zmian skórnych. W niektórych przypadkach może być również konieczne podawanie środków przeciwbólowych i przeciwzapalnych lub inne formy wsparcia medycznego.
 

– Półpasiec najczęściej występuje pod postacią bolesnych wykwitów, zwykle wzdłuż nerwu, który jest zarażony wirusem. Z reguły zaczynają oni zanikać po 7-14 dniach. Jednak półpasiec to nie tylko wysypka. Chorobie często towarzyszy dotkliwy ból, który może utrzymywać się latami w postaci neuralgii półpaścowej. U niektórych pacjentów natężenie bólu bywa porównywane do bólu porodowego czy pooperacyjnego  – zauważa lek. Agnieszka Motyl.

Skuteczną ochroną przed chorobą i jej powikłaniami, w tym neuralgią popółpaścową, jest szczepienie. Jest ono zalecane osobom dorosły, które przebyły zakażenie wirusem ospy wietrznej i ukończyły 50. r.ż. lub dorosłym bez względu na wiek:
  • z wrodzonym lub nabytym niedoborem odporności. tj. immunosupresja jatrogenna, zakażenie wirusem HIV, choroba nowotworowa (białaczka, chłoniak, szpiczak mnogi), przeszczepienie narządu miąższowego lub macierzystych komórek krwiotwórczych (HSCT);
  • z przewlekłymi chorobami serca;
  • z przewlekłymi chorobami wątroby;
  • z przewlekłymi chorobami płuc;
  • z przewlekłymi chorobami nerek;
  • z chorobami autoimmunizacyjnymi;
  • z cukrzycą;
  • depresją.
Nową szczepionkę przeciwko półpaścowi podaje się w dwóch dawkach, w odstępie 2 miesięcy, choć dopuszcza się wydłużenie tej przerwy do maksymalnie 6 miesięcy. Preparat gwarantuje nawet 90-procentową ochronę przed reaktywacją wirusa w okresie do 10 lat.

Należy podkreślić, że szczepionka zapobiega półpaścowi u osób, które miały kontakt z wirusem wywołującym ospę wietrzną.

Źródło:
 

Przypisy:

1: Dane szacunkowe zachorowań na półpasiec w ciągu całego życia pacjentów na podstawie publikacji Harpaz R i wsp. MMWR Recomm Rep 2008;57:1-30, ​

2: https://szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionki/polpasiec/?strona=2#gdzie-i-jak-czesto-polpasiec-wystepuje-na-swiecie- 

***
Szczepionka jest produktem leczniczym, a jej podanie, podobnie jak podanie leku, może wiązać się z wystąpieniem działań niepożądanych. Wszystkie działania niepożądane produktów leczniczych należy zgłaszać do Departamentu Monitorowania Niepożądanych Działań Produktów Leczniczych Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, Al. Jerozolimskie 181C, 02-222 Warszawa, tel. (22) 492-13-01, fax (22) 492-13-09, zgodnie z zasadami monitorowani bezpieczeństwa produktów leczniczych lub do podmiotu odpowiedzialnego za produkt, którego zgłoszenie dotyczy. Formularz zgłoszenia niepożądanego działania produktu leczniczego dostępny jest na stronie Urzędu www.urpl.gov.pl. Treści zamieszczone w materiale mają wyłącznie charakter informacyjny, nie mogą być traktowane jako forma konsultacji medycznej i nie mogą zastąpić konsultacji lekarza, do którego należy ostateczna decyzja o sposobie i zakresie stosowanego leczenia.

źródło Medicover