Medicalpress

Antybiotykooporność narasta w tempie, które może wyprzedzić możliwości współczesnej medycyny – ostrzegają badaczki z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Bakterie rozprzestrzeniają się nie tylko w szpitalach, ale także w środowisku, m.in. poprzez ścieki.

 
– Antybiotykooporność, czyli zdolność bakterii do przetrwania w obecności leków, które wcześniej je zwalczały – jest dziś jednym z najpoważniejszych wyzwań w kontekście zdrowia publicznego na świecie – zaznaczyła w rozmowie z PAP prof. Ewa Korzeniewska z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Jak podkreśliła, bakterie stają się oporne szybciej, niż powstają nowe antybiotyki, co zmusza lekarzy do sięgania po tzw. leki ostatniej szansy.

– Szacuje się, że w 2019 r. zakażenia bakteriami opornymi spowodowały globalnie 1,27 mln zgonów, a w kolejnych milionach przypadków przyczyniły się do śmierci pacjentów – wskazała badaczka, odwołując się do danych opublikowanych w czasopiśmie The Lancet.

Dodała, że prognozy są niepokojące – bez zdecydowanych działań liczba zgonów w kolejnych dekadach może znacząco wzrosnąć.

Problem dotyczy także Polski, która należy do krajów o wysokim zużyciu antybiotyków. – To przekłada się na wysoki poziom lekooporności i tysiące zgonów rocznie – zaznaczyła prof. Ewa Korzeniewska.

Jak wyjaśniła prof. Monika Harnisz, oporność bakterii jest zjawiskiem naturalnym, ukształtowanym w toku ewolucji. – Dziś jednak proces ten bardzo przyspieszył przez powszechne stosowanie antybiotyków u ludzi i zwierząt. Bakterie lekooporne mogą też przekazywać oporność innym drobnoustrojom, co sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się tego zjawiska – dodała.

Badaczki od blisko 20 lat zajmują się mikrobiologią środowiskową i analizą rozprzestrzeniania się lekooporności. Ich prace wpisują się w podejście „jedno zdrowie” (One Health), łączące zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska. Obejmują m.in. badania ścieków, wód, gleby i roślin oraz analizę dróg przenoszenia mikrozanieczyszczeń do łańcucha pokarmowego. Prof. Korzeniewska – wraz z EDAR7 Working Group – jest współautorką artykułu pt. „Towards One Health action for addressing antimicrobial resistance in the age of polycrisis”, opublikowanego w 2026 r. na łamach „Nature Sustainability”.

Badania prowadzone w ramach projektu kierowanego przez prof. Korzeniewską pt. „Lekooporność drobnoustrojów środowiskowych w perspektywie podejścia holistycznego Jedno Zdrowie” pozwoliły prześledzić drogi transmisji zanieczyszczeń związanych z leczeniem ludzi i zwierząt.

– Najczęstszą drogą, którą bakterie lekooporne trafiają do środowiska, są ścieki oraz obornik wykorzystywany w rolnictwie – zwróciła uwagę badaczka.

Naukowczynie analizowały obecność antybiotyków, bakterii i genów oporności w ściekach, wodach powierzchniowych i gruntowych, glebie oraz roślinach. – Wykazałyśmy ich obecność także w korzeniach i liściach pietruszki, co oznacza, że mogą trafiać do łańcucha pokarmowego człowieka – zaznaczyła prof. Korzeniewska.

Szczególnym źródłem zagrożenia są ścieki szpitalne. W ramach projektu pt. „Antybiotyki rezerwowe oraz krytyczne patogeny priorytetowe w ściekach szpitalnych jako wskaźnik zagrożenia sanitarno-epidemiologicznego”, finansowanego przez NCN, badaczki analizują skalę oporności na antybiotyki rezerwowe we współpracy z blisko 70 szpitalami w Polsce.

– Skupiamy się m.in. na bakteriach opornych na karbapenemy, czyli antybiotyki „ostatniej szansy” oraz na patogenach, wskazanych przez WHO jako priorytetowe – wyjaśniła prof. Korzeniewska.

Jak dodała prof. Harnisz, ścieki szpitalne zawierają szczególnie wysokie stężenia bakterii opornych. – Bakterie z przewodu pokarmowego trafiają wraz z kałem do kanalizacji, a następnie do oczyszczalni ścieków. To sprawia, że ścieki są jednym z kluczowych rezerwuarów lekooporności – podkreśliła.

Skala zjawiska okazała się duża. – Zaskoczyła nas zarówno wysoka liczebność mikroorganizmów, jak i duże stężenia antybiotyków rezerwowych w ściekach szpitalnych – przyznała prof. Korzeniewska, wskazując, że może to wynikać ze wzrostu stosowania tych leków.

W niektórych próbkach liczba bakterii była tak wysoka, że konieczne było ich dodatkowe rozcieńczanie. – To standardowa procedura, ale w tym przypadku wymagała zastosowania większych rozcieńczeń, aby uzyskać wiarygodne wyniki – wyjaśniła prof. Harnisz.

Ekspertki zwracają uwagę, że rosnąca oporność dotyczy także najnowocześniejszych leków. – Im częściej używamy antybiotyków, tym szybciej bakterie się na nie uodparniają – podkreśliła prof. Korzeniewska. Ich zdaniem kluczowe znaczenie ma racjonalne stosowanie antybiotyków, skracanie czasu hospitalizacji oraz przestrzeganie zasad higieny. Coraz większą rolę odgrywa również monitoring środowiskowy, w tym analiza ścieków.

Nowe regulacje unijne wprowadzają obowiązek monitorowania oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe w ściekach, co może poprawić system wczesnego ostrzegania.

– Wciąż mamy szansę spowolnić ten proces, ale wymaga to szybkich i skoordynowanych działań – zaznaczyła prof. Korzeniewska. – Bez nich możemy wrócić do sytuacji, w której nawet podstawowe infekcje bakteryjne będą trudne do leczenia.

Źródło: Naukawpolsce

Wszystkie cztery okazy kleszczy ofrykańskich, znalezione w Polsce i zbadane, zawierały patogenne egzotyczne bakterie – informują naukowcy z UW. Apelują o czujność i – w razie znalezienia takich kleszczy – przesyłanie ich badań.

Akcja „narodowe kleszczobranie” (www.narodowekleszczobranie.pl) trwa od wiosny 2024 r. W ramach tego projektu naukowcy zachęcają Polaków, aby po spacerach regularnie przeglądali siebie i swoje psy pod kątem obecności kleszczy. Schwytane osobniki można przesłać do badań w Zakładzie Eko-Epidemiologii Chorób Pasożytniczych na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. „Wiedza o obecności kleszczy Hyalomma pozwoli na zapobieganie chorobom przenoszonym przez te kleszcze” – deklarują naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, autorzy akcji.

Dzięki tej akcji chcą ustalić, w jakiej skali obecne są w Polsce egzotyczne kleszcze i czy przenoszą one nowe, groźne patogeny.

Nadsyłane zgłoszenia dotyczą różnych gatunków kleszczy. Na mapie naniesiono dotychczas 253 zgłoszenia kleszczy pospolitych, 212 głoszenia kleszczy łąkowych i 12 kleszczy z rodzaju Hyalomma. Bo to one budzą największe zainteresowanie. „Po dwóch sezonach aktywności kleszczy i obywateli wiemy już, że egzotyczne kleszcze Hyalomma są znajdowane regularnie w różnych regionach kraju, np. na Śląsku czy w Wielkopolsce” – podsumowała w komunikacie dla mediów kierująca projektem prof. Anna Bajer.

Fizycznie do badania trafiły cztery Hyalomma.

„Wyniki badań kleszczy przesłanych do naszego laboratorium wykazały, że wszystkie cztery okazy zawierały bakterie, riketsje R. aeschlimannii, które należą do patogenów wywołujących u ludzi riketsjozy z grupy gorączek plamistych. Zakażenie może objawiać się wysoką gorączką, silnym osłabieniem, bólami mięśni oraz charakterystyczną zmianą skórną w miejscu ukłucia. Ten gatunek bakterii jest ściśle związany z kleszczami z rodzaju Hyalomma, więc jest nowym patogenem, po raz pierwszy zanotowanym na terenie naszego kraju” – poinformowała Wiktoria Romanek, doktorantka zajmująca się projektem „narodowe kleszczobranie”.

„Na szczęście w kleszczach z Polski nie wykryliśmy dotychczas wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej, która jest chorobą o bardzo niebezpiecznym przebiegu” – zaznaczyła.

Hyalomma są duże (po opiciu krwią osiągają nawet 2 cm długości), szybko biegają i potrafią podążać za ofiarą nawet przez kilkaset metrów. Lubi krew koni, owiec, bydła i psów. Są groźne dla ludzi – przenoszą wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej.

Naukowcy z UW podkreślili, że obecna wiosna – sucha i ciepła – jest idealna dla przeżycia i rozwoju przywiezionych z Afryki młodocianych kleszczy Hyalomma. Wraz z migrującymi ptakami, tysiące larw i nimf trafiają corocznie do Europy.

Dlatego badacze proszą Polaków o czujność i zgłaszanie obserwacji.

„Chcieliśmy jeszcze raz prosić Państwa o pełną mobilizację i udział w projekcie, gdyż podczas nadchodzącej wiosny i lata możemy doświadczyć prawdziwego wysypu tych kleszczy. Przypominamy, że obecnie trwa wysyp kleszczy łąkowych (Dermacentor reticulatus) przenosicieli babeszjozy psów. Warto więc dokładnie oglądać siebie i pupili po spacerach, i zwracać uwagę na obecność nietypowych kleszczy, które można przesłać do Zakładu Eko-epidemiologii Chorób Pasożytniczych” – zachęca prof. Bajer.

W razie znalezienia nietypowo dużego kleszcza należy poinformować badaczy (za pośrednictwem formularza) i załączyć zdjęcie. Najlepiej wysłać samego kleszcza. Aby go usunąć, nie wolno go przekręcać ani szarpać. Można to zrobić pęsetą lub zastosować specjalne lasso, haczyki zwane kleszczołapkami czy specjalną pompkę ssącą. Ważne, by został uchwycony jak najbliżej skóry, co zapobiega zgnieceniu pajęczaka. Najlepiej wyciągać kleszcza powoli, unikając gwałtownych szarpnięć. Przygotowując kleszcza do transportu, należy go zamrozić w torebce plastikowej w zamrażalniku (minus 20 st. C) przez co najmniej 24 godziny. Znalezisko należy zapakować (może być rozmrożony) z kartką z danymi: z jakiego zwierzęcia został zdjęty, kiedy, gdzie.

Kleszcze należy wysłać na adres: Zakład Eko-epidemiologii Chorób Pasożytniczych na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego (Ilji Miecznikowa 1, 02-096 Warszawa). (PAP)

Źródło: Nukawpolsce

Według najnowszych danych każdego roku na świecie z powodu infekcji wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki umiera ponad 1,3 miliona ludzi. W samej Europie liczba zgonów przekracza 33 tysiące[1]. W dniach 18-24 listopada obchodzimy Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach, którego celem jest zwiększenie świadomości na temat odpowiedzialnego stosowania antybiotyków oraz powstrzymanie globalnego kryzysu antybiotykooporności.
Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach to międzynarodowa inicjatywa organizowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) oraz krajowe instytucje zdrowotne. W Polsce aktywnym partnerem inicjatywy jest Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy. Główne cele to edukacja oraz szerzenie wiedzy na temat rosnącego problemu antybiotykooporności – zagrożenia, które już dziś wpływa na zdrowie publiczne i przyszłość systemów ochrony zdrowia na całym świecie.
 
Antybiotykoodporność – problem globalny
Antybiotyki od ponad stu lat stanowią podstawę leczenia infekcji bakteryjnych, jednak ich nadużywanie, zarówno w medycynie, jak i w hodowli zwierząt, przyspiesza rozwój antybiotykooporności. W samej Europie aktualna sytuacja prowadzi do ponad 33 tysięcy zgonów rocznie. Problem dotyczy nie tylko zdrowia pacjentów, ale także rosnących kosztów opieki zdrowotnej i hospitalizacji, gdyż leczenie infekcji wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki jest znacznie bardziej złożone i kosztowne.
 
Edukacja przede wszystkim
W trakcie Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach na stronach WHO oraz ECDC udostępniane są materiały informacyjne, które wspierają edukację na temat świadomego stosowania antybiotyków. Pacjenci i lekarze są zachęcani do zapoznania się z nimi, aby wspólnie zapobiegać niekontrolowanemu rozwojowi antybiotykooporności i chronić zdrowie publiczne.
 
Także w Polsce ważną częścią działań na rzecz przeciwdziałania rosnącej antybiotykooporności jest wsparcie merytoryczne dla lekarzy i edukacja pacjentów. Kluczowe zalecenia obejmują m.in. zlecanie antybiotyków tylko wtedy, gdy jest to uzasadnione. Pacjenci natomiast są zachęcani do stosowania antybiotyków zgodnie z rekomendacją lekarską[2].
 
Gotowe do użycia i bezpieczne rozwiązania dla placówek medycznych
W ramach Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach firma Fresenius Kabi Polska podkreśla znaczenie bezpiecznego, zgodnego z najnowszą wiedzą medyczną stosowania antybiotyków. Dzięki innowacyjnym opakowaniom KabiPac oraz formulacjom typu RTU (gotowe do użycia), minimalizowane jest ryzyko błędów medycznych, a także optymalizowany jest czas pracy personelu. Dodatkowo, lokalna produkcja antybiotyków firmy Fresenius Kabi Polska jest odpowiedzią na potrzeby polskiego systemu ochrony zdrowia, zapewniając stabilność dostaw oraz możliwość szybkiego reagowania na zmieniające się potrzeby. Firma podkreśla, że zapewnienie ciągłości dostaw leków jest jednym z fundamentów bezpieczeństwa pacjentów.

 
[1] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/35065702/
[2] https://antybiotyki.edu.pl/edwa/zobacz-odp-stosowanie-pacjent.php

źródło: Fresenius Kabi

–  Niepotrzebne podawanie antybiotyków w infekcjach wirusowych naraża pacjenta na działanie toksyczne leku, zwiększa oporność bakterii i niszczy dobroczynną mikroflorę organizmu. Dlatego, aby zapobiegać rozwojowi oporności antybiotykowej oraz chronić mikroflorę i zdrowie pacjenta, antybiotyki powinny być stosowane tylko wtedy, gdy są absolutnie niezbędne — czyli w przypadku zakażeń bakteryjnych, a nie wirusowych – ostrzega ekspert American Heart of Poland.
Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach (EAAD) został ustanowiony w 2008 r. przez Komisję Europejską i jest obchodzony corocznie w dniu 18 listopada w całej Europie.

W ramach EAAD i WAAD na całym świecie organizowane są wydarzenia kierowane do społeczeństwa oraz specjalistów medycznych, propagujących wiedzę na temat racjonalnego stosowania antybiotyków, zwrócenia uwagi na nurtujące pytania czym grozi niewłaściwe stosowanie antybiotyków? Czy antybiotyki leczą choroby wirusowe? Jak niebezpieczne może być samoleczenie antybiotykami?  Jakim zagrożeniem dla jest antybiotykoodporność? O tych ważnych kwestiach mówi dr n. farm. Katarzyna Molęda-Krawiec, Dyrektor ds. Farmacji American Heart of Poland.

– Antybiotyki są skuteczne wyłącznie w leczeniu infekcji bakteryjnych, ponieważ ich mechanizm działania jest skierowany przeciwko specyficznym strukturom i procesom biologicznym bakterii. Atakują one, na przykład, ściany komórkowe bakterii, syntezę białek czy DNA, które są kluczowe dla przeżycia bakterii. Wirusy natomiast różnią się od bakterii pod wieloma względami — nie mają budowy komórkowej, ściany komórkowej ani własnego metabolizmu. Zamiast tego wirusy są zbudowane z materiału genetycznego otoczonego osłonką białkową i są zdolne do namnażania się wyłącznie wewnątrz komórek gospodarza – wyjaśnia Katarzyna Molęda-Krawiec, Dyrektor ds. Farmacji w American Heart of Poland.

Podawanie antybiotyków w zakażeniach wirusowych, takich jak przeziębienie, grypa czy COVID-19, jest więc nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe.

–  Niepotrzebne podawanie antybiotyków w infekcjach wirusowych naraża pacjenta na działanie toksyczne leku, zwiększa oporność bakterii i niszczy dobroczynną mikroflorę organizmu. Dlatego, aby zapobiegać rozwojowi oporności antybiotykowej oraz chronić mikroflorę i zdrowie pacjenta, antybiotyki powinny być stosowane tylko wtedy, gdy są absolutnie niezbędne — czyli w przypadku zakażeń bakteryjnych, a nie wirusowych – ostrzega ekspert American Heart of Poland.

Podstawowe „złote zasady” dotyczące antybiotykoterapii, które powinno się przestrzegać.
Raz o 8 rano, raz o 15… Dlaczego regularne odstępy między dawkami są tak ważne?
– Działanie antybiotyku opiera się na utrzymaniu stałego poziomu substancji czynnej w organizmie, co pozwala skutecznie zwalczać bakterie. Dlatego ważne jest, by przyjmować kolejne dawki w regularnych odstępach czasu, np. co 8 lub 12 godzin, zgodnie z zaleceniem lekarza. Pomijanie dawek lub ich nieregularne stosowanie może prowadzić do spadku stężenia leku we krwi, co osłabia jego działanie i może sprzyjać rozwojowi oporności bakterii – wyjaśnia farmaceuta.

Jakich błędów nie powinno się popełniać?
– Antybiotyki najlepiej popijać wodą, ponieważ niektóre napoje, takie jak mleko, sok pomarańczowy, herbata, kawa czy napoje gazowane, mogą wpływać na wchłanianie leku lub jego metabolizm. Na przykład mleko i produkty mleczne zawierają wapń, który może wiązać się z niektórymi antybiotykami (np. tetracyklinami), zmniejszając ich skuteczność. Z kolei sok grejpfrutowy może oddziaływać z enzymami odpowiedzialnymi za rozkład niektórych leków, co może prowadzić do nadmiernego stężenia leku we krwi i zwiększać ryzyko skutków ubocznych – mówi Katarzyna Molęda-Krawiec.

Na czczo czy z posiłkiem? Jak prawidłowo przyjmować antybiotyki
– Są pewne grupy antybiotyków, które często zaleca się przyjmować na czczo, ponieważ posiłki mogą osłabiać ich wchłanianie i skuteczność. Na przykład penicyliny (np. ampicylina) – wiele z nich najlepiej wchłania się na czczo. Pożywienie może znacząco zmniejszyć ich skuteczność. Tetracykliny (np. tetracyklina i doksycyklina) – produkty mleczne oraz suplementy wapnia mogą osłabiać ich działanie. Fluorochinolony (np. ciprofloksacyna, lewofloksacyna) – ich wchłanianie również może być zakłócone przez obecność wapnia, żelaza czy cynku w pokarmie, dlatego lepiej jest je przyjmować na czczo lub z dużą przerwą od posiłków bogatych w te minerały. Są natomiast grupy antybiotyków, które wymagają spożycia z jedzeniem, by zmniejszyć ryzyko podrażnienia żołądka. W ulotce leku lub zaleceniach lekarza znajdziemy informację, czy antybiotyk przyjmować przed, w trakcie, czy po posiłku – informuje Katarzyna Molęda-Krawiec.

Zaufaj lekarzowi i sięgaj po antybiotyki tylko wtedy, gdy naprawdę są potrzebne
– Nadużywanie antybiotyków przyczynia się do rozwoju oporności bakterii, co może sprawić, że leczenie w przyszłości będzie trudniejsze i mniej efektywne. Antybiotyki powinny być przepisywane wyłącznie wtedy, gdy lekarz stwierdzi, że są niezbędne w przypadku zakażenia bakteryjnego – wyjaśnia farmaceuta.

Czujesz się lepiej i myślisz o przerwaniu antybiotyku? To błąd, który może mieć poważne konsekwencje
– Nawet jeśli po kilku dniach pacjent czuje się lepiej, należy przyjmować antybiotyk do końca przepisanej kuracji. Przedwczesne zakończenie kuracji sprawia, że nie wszystkie bakterie zostają zniszczone, co zwiększa ryzyko nawrotu choroby i rozwoju oporności bakterii na leczenie – uzupełnia dr n. farm. Molęda-Krawiec.

Jak przeciwdziałać zakażeniom?
Aby skutecznie przeciwdziałać zakażeniom należy często myć lub dezynfekować ręce, zasłaniać usta i nos w przestrzeniach publicznych, zachować odpowiedni dystans od innych osób. Oprócz stosowania powyższych środków ochronnych, warto zadbać o zdrową dietę, regularny sen i aktywność fizyczną, które pomagają organizmowi w walce z infekcjami.

Poprzez zaangażowanie się w globalne działania kampanii i szerzenie wiedzy na temat problemu oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe, w tym oporności bakterii na antybiotyki, możemy mieć realny wpływ na racjonalna antybiotykoterapię.
źródło: AHOP
Jeżeli nie zostaną podjęte środki zaradcze, w ciągu najbliższych 25 lat na choroby wywołane patogenami odpornymi na dostępne leki drobnoustrojowe może umrzeć niemal 40 mln osób i pośrednio przyczynić się do kolejnych 169 mln zgonów. – Prognozy są coraz mniej optymistyczne. Wynika to nie tylko z samego szerzenia się oporności, ale również „starzenia się” społeczeństwa – mówi dr n. med. Artur Drzewiecki, specjalista mikrobiologii lekarskiej ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Periodyk „The Lancet” opublikował niepokojące prognozy dotyczące lekooporności. W przypadku braku szybkiej reakcji, grozi nam wzmożona liczba zgonów wskutek odporności patogenów na leki – do 1,91 mln rocznie, a zgonów związanych z tym zjawiskiem – do 8,22 mln rocznie.

Cytowana przez Agencję Reutera Dame Sally Davies, członkini Międzyagencyjnej Grupy Koordynacyjnej ONZ ds. Odporności na Środki Przeciwdrobnoustrojowe stwierdziła: – (…) świat stoi w obliczu nadzwyczajnej sytuacji antybiotykowej, która pociąga za sobą niszczycielskie koszty ludzkie dla rodzin i społeczności na całym świecie.  

Wzrost lekooporności – prognozy mało optymistyczne  
Niestety jak dotąd w kolejnych analizach prognozy są coraz mniej optymistyczne. Przykładowo w badaniach z 2014 roku ustalono, że liczba zgonów powiązanych bezpośrednio z wieloopornymi szczepami wyniesie kilkanaście milionów do 2050 roku – tłumaczy w rozmowie z Medicalpress, dr n. med. Artur Drzewiecki, specjalista mikrobiologii lekarskiej ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, i dodaje: – Wynika to nie tylko z samego szerzenia się oporności, ale również „starzenia się” społeczeństwa w krajach rozwiniętych, paradoksalnie postępu w medycynie (potrafi utrzymać przy życiu coraz więcej pacjentów z obciążeniami, a oni stanowią z kolei cel dla bakterii) oraz masowego pojawienia się oporności w krajach rozwijających się [NDM (New Delhi metallo-β-lactamase), jak nazwa wskazuje został wykryty w Indiach].

Zagrożone są zwłaszcza osoby starsze
Jak wskazują badacze, liczba zgonów wśród osób 70+ wzrosła w latach 1990 – 2021 o ponad 80 proc. i taki stan ma się według prognoz utrzymywać. Ponadto dotknie on w nieproporcjonalnie silny sposób kraje o niskich i średnich dochodach. Najwyższe wskaźniki śmierci mających związek przyczynowy z opornością na antybiotyki odnotowywany jest w Afryce Subsaharyjskiej oraz Azji Południowej – mowa tutaj zwłaszcza o opornej na leczenie gruźlicy.

Dlaczego rośnie lekooporność?  
Najprościej, drobnoustroje walczą o życie, a w tym są mistrzami – mówi dr Artur Drzewiecki. – W końcu asteroida, która zniszczyła dinozaury bakteriom specjalnie nie zaszkodziła. A poważniej i szerzej – z punktu widzenia przetrwania mikroorganizmów leki przeciwinfekcyjne, to nie jest jakieś specjalne zagrożenie, bo z różnymi substancjami chemicznymi w środowisku musiały i muszą sobie radzić. Bakterie są skrajnie plastyczne genetycznie i potrafią „wymieniać się” gotowymi genami. Ponadto my też im pomagamy niewłaściwie stosując leki – już od kilkudziesięciu lat wiadomo, jak nie stosować antybiotyków, a dalej często niewiele się zmieniło i powszechnie błędy powielamy.

Zatrzymać tendencję wzrostową lekooporności
Jak wskazuje dr Artur Drzewiecki, autorzy analizy zaproponowali przede wszystkim szeroko pojętą poprawę jakości opieki zdrowotnej, przy czym nie zdefiniowali zaleceń ogólnoświatowych, raczej pozostawili to na szczeblu lokalnym. Można to interpretować jako właściwe stosowanie antybiotyków, ale nie tylko. Ponadto jako specyficzne działanie podali poprawę dostępności nowych leków skutecznych wobec najgroźniejszych mechanizmów oporności.


Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali pierwszą na świecie metodę szybkiego rozpoznawania bakterii oraz grzybów na zdjęciach pochodzących z mikroskopów świetlnych. Nowa technologia wykorzystuje głębokie sieci neuronowe i sztuczną inteligencję. Docelowo ma ona wspomagać pracę diagnostów laboratoryjnych i lekarzy, ale będzie mogła być też stosowana w przemyśle, monitorowaniu bezpieczeństwa żywności czy pracach badawczych. Krakowska uczelnia chce możliwie szybko wprowadzić nowe rozwiązanie do użytku klinicznego.
„Dla użytkownika tego rozwiązania wszystko wydaje się być bardzo proste. Do systemu informatycznego należy przesłać zrobione pod mikroskopem zdjęcia mikroorganizmów. W odpowiedzi system generuje raport z wykazem konkretnych gatunków bakterii czy grzybów, które są obecne w badanym materiale. Cała operacja zajmuje nie więcej niż minutę” – tłumaczy dr hab. Bartosz Zieliński, prof. UJ, z Instytutu Informatyki i Matematyki Komputerowej UJ.
 
Wykrywać mikroorganizmy w sekundy
To, co wydaje się być proste od strony operatora systemu, jest dużo bardziej złożone od strony technologii niezbędnej do uruchomienia takiego rozwiązania. A stoją za nim m.in. głębokie sieci neuronowe oraz blisko dziesięcioletnie rezultaty interdyscyplinarnych prac badawczych prowadzonych pod kierunkiem prof. dr hab. Moniki Brzychczy-Włoch, kierownika Zakładu Molekularnej Mikrobiologii Medycznej UJ oraz dr hab. Bartosza Zielińskiego, prof. UJ, z Instytutu Informatyki i Matematyki Komputerowej UJ.
 
„Wszystko zaczęło się od pomysłu rzuconego przed kilkoma laty, by spróbować połączyć siły zespołu informatyków i mikrobiologów. Zadaliśmy sobie pytanie, czy da się nauczyć sztuczną inteligencję rozpoznawać konkretne gatunki bakterii w obrazach widzianych pod mikroskopem .Na szczęście informatycy podjęli to wyzwanie i dziś mamy technologię, która jest gotowa do testowania w warunkach klinicznych” – mówi prof. dr hab. Monika Brzychczy-Włoch.
 
Nowe rozwiązanie działa dzięki specjalnie zoptymalizowanym głębokim sieciom neuronowym. Nowoczesne technologie pracują w oparciu o obrazy mikroskopowe, przedstawiające gatunki zarówno bakterii, jak i grzybów drożdżopodobnych. System analizuje te obrazy w celu detekcji mikroorganizmów w materiale biologicznym, a także ich precyzyjnej identyfikacji. Jak podkreśla dr hab. Bartosz Zieliński, prof. UJ, jednym z wyzwań na etapie doskonalenia rozwiązania było przystosowanie sieci neuronowych do efektywnej analizy w oparciu o ograniczone ilości danych wejściowych. Co do zasady, sieci neuronowe pracują na ogromnych ilościach danych, tu natomiast zespoły badaczy dysponowały stosunkowo niewielką jak na sieci neuronowe liczbą obrazów klinicznych oraz materiałów z hodowli mikroorganizmów. To wymagało prowadzenia szeregu prac, które adaptowały specyfikę sieci neuronowych na potrzeby tak konkretnego wyzwania.
 
„Pierwsze nasze badania były stosunkowo łatwe i postępowały szybko. Szczególnie gdy rozwiązanie miało identyfikować mikroorganizmy na podstawie fotografii z hodowli ściśle określonych bakterii czy grzybów. Schody pojawiają się jednak w sytuacji, gdy katalog mikroorganizmów, które system może rozpoznać, ulega ciągłemu poszerzaniu, a na zdjęciach z mikroskopu widać duże zagęszczenia wielu typów bakterii. W takich sytuacjach identyfikacja gatunków jest trudna, a dla ludzkiego oka niemożliwa. Dopracowanie algorytmów na tym poziomie i uzyskanie satysfakcjonującego poziomu predykcji, czyli przekraczającego 90 procent, uważam za nasze spore osiągnięcie” – dodaje dr hab. Bartosz Zieliński, prof. UJ.
 
Wsparcie dla tradycyjnych metod diagnostycznych
Co ważne, na podstawie analizy obrazu morfologii mikroorganizmów stworzona technologia umożliwia identyfikację do poziomu konkretnego gatunku. Warunek ten jest spełniony, nawet gdy materiał zawiera w sobie kilka typów bakterii. Obecnie system jest w stanie zidentyfikować kilkadziesiąt gatunków bakterii oraz grzybów drożdżopodobnych. Jak zaznaczają twórcy rozwiązania, nie ma ono żadnych ograniczeń jeśli chodzi o dalszy rozwój i zdolności diagnostyczne. Docelowo system rozpozna każdy gatunek, o ile wcześniej się z nim zaznajomi i go nauczy. Dlatego właśnie badacze z UJ budując systemową bibliotekę mikroorganizmów, zaczęli od tych patogenów, które spotykane są najczęściej. Na kolejnych etapach będą „uczyć” system rozpoznawania gatunków, które rzadziej występują w materiałach biologicznych.
 
W opinii badaczy system może skutecznie identyfikować nie tylko bakterie czy grzyby, ale także pierwotniaki, w tym na przykład jednokomórkowe zarodźce malarii. Opracowana technologia może stanowić ciekawą alternatywę dla stosunkowo kosztownych w użyciu narzędzi metod diagnostycznych, takich jak Real-time PCR, MALDI TOF, czy innych metod, które – co warto podkreślić – również nie dają informacji zwrotnej natychmiast. Poza zastosowaniami klinicznymi może się ona sprawdzać również w innych obszarach – w zasadzie wszędzie tam, gdzie konieczne jest prowadzenie mikroskopowych badań pod kątem wykrywania oraz identyfikacji mikroorganizmów.
 
„Opracowany przez nas system może docelowo pełnić funkcję samodzielnego i autonomicznego narzędzia do identyfikowania mikroorganizmów w badanych materiałach biologicznych, jak również może być wsparciem czy uzupełnieniem dla dotychczas stosowanych metod laboratoryjnych. Wszystko zależy od przyjętego w laboratorium modelu. Ważne jest natomiast to, że wynik badania dostarczany jest praktycznie natychmiast od momentu wgrania zdjęcia do systemu. To kluczowa kwestia w sytuacjach, gdy pacjent już ma rozwinięte zakażenie i potrzebna jest szybka diagnoza, na przykład po to, by natychmiast wdrożyć odpowiednie leczenie” – wyjaśnia prof. dr hab. Monika Brzychczy-Włoch.
 
Z uniwersytetu do klinik
UJ zamierza wprowadzić nową technologię do użytku klinicznego możliwie szybko. Aby to się stało, konieczne jest jednak przeprowadzenie dalszych badań z udziałem klinicznych materiałów biologicznych, a także przejście szeregu procedur wymaganych do dopuszczenia technologii do zastosowania laboratoryjnego. „Do przejścia kolejnych etapów potrzebny nam jest partner branżowy oraz dodatkowe finansowanie badań. Oczywiście nie wykluczamy finansowania prac badawczych z udziałem środków publicznych czy unijnych, ważne jest jednak, by doskonalenie zdolności technologicznej tej metody przeprowadzać z podmiotem branżowym posiadającym odpowiednie doświadczenie. To zdecydowanie przyśpieszy komercjalizację” – ocenia dr hab. inż. Gabriela Konopka-Cupiał, Dyrektor Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.
 
Opracowane rozwiązanie zostało objęte ochroną prawną na terenie UE. Jak podkreślają twórcy na etapie badania zdolności patentowej wykazano, iż jest to pierwsza tego rodzaju technologia opracowana na świecie.

źródło: UJ

Na temat jednego z najbardziej śmiercionośnych nowotworów wiadomo już wiele, ale wciąż wiedza ta nie jest wystarczająco powszechna. Dodatkowo, część krążących na jego temat opinii to szkodliwe mity, które mogą utrudnić profilaktykę lub wczesne rozpoznanie choroby. Nieprawdziwe informacje dotyczące raka żołądka oraz odpowiedzialnej za ok. 80 proc. zachorowań bakterii Helicobacter pylori postanowili zdemaskować twórcy kolejnej już odsłony kampanii „Servier – Wyłącz Raka”. Jednocześnie oprócz mitów popularyzują fakty, których znajomość może ratować życie.
Każdego roku w Polsce diagnozowanych jest ok. 5  tys. przypadków raka żołądka, częściej u mężczyzn i w większości przypadków w stadium zaawansowanym. Aż 90-99 proc. diagnoz stanowią tzw. gruczolaki, trudne do leczenia w późniejszych stadiach choroby. Przyczyną powstawania większości z nich jest bakteria Helicobacter pylori, którą można zakazić się drogą pokarmową, najczęściej jeszcze w dzieciństwie. Choć w ostatnich dekadach poprawiły się ogólne warunki sanitarno-higieniczne i możliwości skutecznego leczenia, zakażona tym patogenem jest nadal znaczna część społeczeństwa.  To z kolei kluczowa informacja w kontekście profilaktyki raka żołądka.

FAKT: Helicobacter pylori jest czynnikiem powodującym zachorowania na raka żołądka.
Helicobacter pylori została uznana przez WHO za karcynogen, czyli czynnik rakotwórczy pierwszej grupy. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że związek Helicobacter pylori z rakiem żołądka jest udowodniony tak samo mocno, jak związek palenia tytoniu z rakiem płuc. Według ogólnoświatowych danych, bakteria odpowiada za ok. 80 proc. wszystkich zachorowań na raka żołądka.

MIT: Zakażenie Helicobacter pylori zawsze daje objawy.
Bakteria po dostaniu się do przewodu pokarmowego z reguły wywołuje krótkotrwałe, objawowe zapalenie. Jednak po jego zaniku wciąż bytuje w błonie śluzowej żołądka. Może wtedy nie dawać żadnych objawów swojej obecności, jednocześnie wywołując przewlekły stan zapalny prowadzący do zaniku błony śluzowej żołądka, a następnie jej metaplazji i dysplazji, czyli zmian w budowie tkanki komórkowej. To zaś pierwszy krok do rozwoju nowotworu – zwłaszcza, jeśli u pacjenta występują niekorzystne czynniki środowiskowe.

FAKT: Rak żołądka jest trudny do zdiagnozowania.
Im szybsza diagnoza nowotworu, tym większe szanse jego zwalczenia. Niestety rak żołądka na wczesnych etapach swojego rozwoju często nie daje żadnych objawów. Sygnałem zapalającym w naszej głowie czerwoną lampkę alarmową mogą być jednak objawy typowe dla infekcji Helicobacter pylori. To przede wszystkim objawy dyspeptyczne, czyli takie, które powodują dyskomfort związany z przyjmowaniem i trawieniem pokarmów: uczucie pełności, nawracające bóle brzucha, nudności czy wymioty. Z kolei objawy takie jak spadek masy ciała, silne bóle brzucha, niedokrwistość oraz krwawe wymioty to objawy już zaawansowanych zmian nowotworowych w żołądku.
 
MIT: Styl życia i dieta nie mają żadnego znaczenia dla zachorowalności na raka żołądka.
Wśród czynników ryzyka, które mogą sprzyjać występowaniu choroby, lekarze zgodnie wymieniają W tej sytuacji higieniczny tryb życia, unikanie używek i stosowanie zdrowej diety jak najbardziej mogą pomóc organizmowi w uniknięciu zachorowania na nowotwór żołądka.

FAKT: Przypadek wystąpienia raka żołądka u najbliższych członków rodziny powinien zwiększyć naszą czujność względem tej choroby.
Wystąpienie przypadków nowotworu żołądka w rodzinie, zwłaszcza u krewnych pierwszego stopnia, powinno motywować do regularnych badań w kierunku tej choroby. Zwiększone ryzyko zachorowania może wiązać się nie tylko z czynnikami genetycznymi, ale także rodzinnymi infekcjami Helicobacter pylori. Ich wykrycie i wyleczenie jest szczególnie istotne w przypadku, gdy w wywiadzie rodzinnym znajdują się chorzy na nowotwór żołądka.

MIT: Test na Helicobacter pylori z krwi jest miarodajny.
Test z krwi wykrywa przeciwciała, jakie organizm wytwarza w odpowiedzi na zakażenie Helicobacter pylori. Nie wykrywa jednak samej bakterii, nie daje również odpowiedzi, czy samo zakażenie już minęło, czy też dalej trwa. Dlatego za miarodajny w wykrywaniu obecności Helicobacter pylori należy uznać test z kału. Najlepiej wykonać go w profesjonalnym laboratorium diagnostycznym, ponieważ testy do samodzielnego przeprowadzenia mają znacznie niższą czułość i miarodajność niż te wykonywane w laboratoriach. W przeprowadzeniu diagnostyki sprawdzają się również testy oddechowe, które są jednak droższe i trudniej dostępne. Zaś najbardziej efektywną metodą diagnostyczną jest gastroskopia, ale nie zawsze istnieją wskazania do jej przeprowadzenia.

FAKT: Reinfekcja u osób, które podjęły się leczenia Helicobacter pylori, zdarza się bardzo rzadko.
Osoby, które przeszły przez proces eradykacji, czyli leczenia zakażenia, rzadko chorują ponownie. Taki przypadek obserwuje się jedynie u 4 proc. pacjentów. Fakt, że ktoś zachorował ponownie, bardzo często może świadczyć o tym, że tak naprawdę nigdy się nie wyleczył i nie wykonał ponownych testów diagnostycznych w laboratorium po zakończeniu leczenia.

MIT: Alternatywne metody, takie jak spożywanie miodu manuka czy siemienia lnianego, także mogą pomóc wyleczyć Helicobacter pylori.
Nie istnieją żadne badania ani inne dowody na to, aby alternatywne, domowe sposoby leczyły zakażenie Helicobacter pylori. Jedyną skuteczną i potwierdzoną naukowo metodą jest tylko i wyłącznie antybiotykoterapia. Oczywiście może się zdarzyć i zdarza się, że organizm sam zwalcza infekcję, ale są to rzadkie przypadki.

FAKT: Podstawowe zasady higieny pomagają uchronić się przed infekcją Helicobacter pylori.
Bakteria Helicobacter pylori jest bakterią o charakterze wysoce patogennym, a więc nie jest bardzo zaraźliwa. Można jednak zarazić się nią np. poprzez używanie wspólnych naczyń z nosicielem i niemycie rąk po kontakcie z taką osobą. Z tych właśnie powodów do zakażeń bakterią najczęściej dochodzi u dzieci, które często wsadzają sobie do ust palce i brudne przedmioty. Dlatego przestrzeganie podstawowych zasad sanitarnych takich jak dokładne mycie naczyń i dłoni oraz niedzielenie się posiłkami może uchronić przed infekcją, nawet jeśli na co dzień mieszka się z osobą zakażoną.

MIT: Proces leczenia Helicobacter pylori zawsze jest trudny dla pacjenta.
Proces leczenia może przebiegać różnie, w zależności od organizmu i indywidualnych predyspozycji. Faktem jest, że do zwalczenia infekcji Helicobacter pylori stosowana jest złożona antybiotykoterapia, która trwa 14 dni. U niektórych pacjentów może być gorzej tolerowana, dlatego w tym czasie nie powinno się planować podróży czy też ważnych wydarzeń i uroczystości. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku zaawansowanej nietolerancji, przepisana farmakologia może zostać zmieniona na alternatywne środki, które są zwykle lepiej przyjmowane przez organizm. Należy też podkreślić, że dla części pacjentów antybiotykoterapia przebiega bezobjawowo i w żaden sposób nie wpływa na ich ogólne samopoczucie. 
 
***
O kampanii „Servier – wyłącz raka”
Dotychczas odbyły się już 4 edycje programu, podczas których firma Servier koncentrowała się na profilaktyce raka jelita grubego. Wówczas na badania kolonoskopii zostało skierowanych ponad 1 300 pacjentów, a kampania dotarła do ponad 2 mln odbiorców. Każdą edycję wspiera strona www.wylaczraka.pl, na której publikowane są najnowsze doniesienia naukowe, materiały edukacyjne i wydarzenia związane z przebiegiem kampanii.

źródło: Servier

Nawet drobne zabiegi dentystyczne mogą wprowadzić bakterie do naszego krwioobiegu powodując tzw. bakteriemię. Większość pacjentów wychodzi bez szwanku z przejściowej bakteriemii, jednak u niektórych może rozwinąć się uogólnione zakażenie prowadzące do sepsy, a czasem nawet do śmierci.
Do zębopochodnej bakteriemii dochodzi wówczas, gdy do krwi dostają się bakterie, obecne m.in. w jamie ustnej lub na instrumentach dentystycznych. Wbrew pozorom do bakteriemii dochodzi łatwo, bowiem następuje to w przypadku przerwania ciągłości naczyń krwionośnych błony śluzowej lub dziąseł np. w wyniku  popularnego zabiegu usuwania kamienia, ekstrakcji ósemek lub innych zębów, a nawet podczas codziennych zabiegów higieny jamy ustnej, jak np. nitkowanie. Być może nawet doświadczyliśmy tego typu sytuacji, jednakże nasz organizm poradził sobie z bakteriemią. Skąd więc ryzyko sepsy?
 
Sepsa może być następstwem zabiegów stomatologicznych
 
Sepsa w stomatologii może być spowodowana przez infekcje zębów, dziąseł, jamy ustnej lub innych struktur stomatologicznych, jednak jej wystąpienie zazwyczaj ma związek z  wcześniejszymi problemami organizmu, takimi jak na przykład obniżenie odporności, przewlekłe leczenie, niedawno przebyta operacja, problemy kardiologiczne czy cukrzyca. Istnieje jednak szereg przypadków stomatologicznych, które mogą być groźne dla każdego z nas, a należą do nich:
 
Na jakie objawy należy zwrócić uwagę?
 
Jeśli po wizycie u dentysty bądź w trakcie  rozwijającej się infekcji w jamie ustnej zauważymy takie objawy jak poniżej, należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem. A są to:
 
Choć sepsa nie ma jednoznacznych, w pełni charakterystycznych objawów, w przypadku uogólnionego  zakażenia organizmu liczy się czas. Jeśli lekarz podejrzewa sepsę, poza wprowadzeniem leczenia empirycznego, niezbędne jest pobranie krwi na posiew – zaznacza prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Standardem powinno być pobieranie przynajmniej dwóch zestawów krwi (oba do specjalnych kompletów butelek z podłożami hodowlanymi dla bakterii i  grzybów) z różnych miejsc wkłucia, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wykrycia  patogenów powodujących zakażenie. Dopiero po wyhodowaniu drobnoustroju określa się jego gatunek i wrażliwość na antybiotyki i można wprowadzić leczenie celowane, ukierunkowane na drobnoustrój, który wywołał sepsę – tłumaczy profesor. 
 
Sepsa w Polsce nadal wymaga większej uwagi
 
W Polsce nie istnieje krajowy rejestr sepsy. Stąd też dane na temat zapadalności i śmiertelności z powodu sepsy są niepełne, a to sprawia, że  zapobieganie i zwalczanie jej jest bardzo trudne.
 
Nie w każdym szpitalu zapewniony jest całodobowy dostęp do diagnostyki mikrobiologicznej. Obecnie jednak dostępne są szybkie i wiarygodne narzędzia diagnostyczne, które potrafią znacznie przyspieszyć diagnostykę mikrobiologiczną sepsy, skracając ją z kilku dni, do jednej doby, a czasami nawet kilkunastu godzin. Tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poświęcony był właśnie tej tematyce i zakupowi tego typu urządzeń. Jednak to wciąż kropla w morzu potrzeb pacjentów w całym kraju, których dotyka sepsa. Tylko przez podnoszenie tego problemu i dialog mamy szansę na zwiększenie świadomości zarówno wśród pacjentów jak i dyrekcji szpitali – podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, która od lat wspiera pacjentów na drodze do zdrowia, walcząc o ich prawa.
 
Tegoroczny finał WOŚP wsparła zbiórka 243 259 387,25 zł, czyli ponad 13,5 mln zł więcej niż przed rokiem. Teraz te środki zostaną przeznaczone na zakup sprzętu do laboratoriów mikrobiologicznych
w szpitalach w całej Polsce zgodnie ze zgłoszonym przez nie zapotrzebowaniem.

źródło: Koalicja na Pomoc Niesamodzielnym
Naukowcy z Finlandii wykazali, że niektóre szczepy bakterii Desulfovibrio mogą być prawdopodobną przyczyną rozwoju choroby Parkinsona. Jeśli odkrycie się potwierdzi, będzie można opracować badania screeningowe nosicieli szczepów Desulfovibrio i stworzyć mechanizmy pozwalające na usunięcie tych bakterii z jelit. Typowane są do tego wirusy oraz modele postępowania żywieniowego.

Już wcześniej wśród badaczy pojawiały się głosy o istnieniu toksyny lub bakterii wytwarzającej toksyny, które prowadzą do rozwoju choroby, przy czym w początkowym okresie, nawet przez pierwszych 10 lat, objawia się ona przewlekłymi zaparciami, a dopiero później, gdy mózg jest już uszkodzony, pojawiają się zaburzenia układu ruchu. Logiczne zatem było podjęcie badań nad wpływem omawianych bakterii na agregację alfa-synukleiny – wyjaśnia w komentarzu dla agencji Newseria Innowacje Per Saris, profesor mikrobiologii z Katedry Mikrobiologii na Wydziale Rolnictwa i Leśnictwa Uniwersytetu Helsińskiego.

Celem fińskiej grupy badawczej było zbadanie, czy wykryte u pacjentów szczepy bakterii Desulfovibrio mogą być czynnikiem indukującym chorobę Parkinsona. W ramach badania pobrano próbki kału 10 pacjentów z chorobą Parkinsona i ich zdrowych współmałżonków. Po wykryciu bakterii przeprowadzono ich izolację. Wyizolowane szczepy Desulfovibrio zastosowano jako pokarm do karmienia nicieni Caenorhabditis elegans, które posłużyły za organizmy modelowe. Okazało się, że szczepy rzeczywiście powodują istotną agregację białka alfa-synukleiny, a to ono determinuje powstawanie m.in. choroby Parkinsona. Naukowcy odkryli też, że te same szczepy, wyizolowane od zdrowych osób, nie powodują agregacji alfa-synukleiny w takim samym stopniu.

Obecnie możemy więc powiedzieć, że bakterie te znajdują się na czele listy czynników podejrzanych o inicjowanie rozwoju choroby Parkinsona – wskazuje prof. Per Saris. – Występują one powszechnie w glebie, wodzie i odchodach zwierząt. Wszyscy mamy z nimi styczność poprzez jedzenie, picie i kontakt z otoczeniem. Ich metabolizm charakteryzuje się tym, że jego produktem jest siarkowodór. Bakterie te mogą wpływać na wytwarzanie magnetytu, a istotnym czynnikiem są również ich dehydrogenazy.

Jak podkreślają naukowcy, wskutek stanu zapalnego spada skuteczność organizmu do neutralizowania siarkowodoru, co może wpływać na rozwój choroby Parkinsona u nosicieli bakterii. Znaczenie mogą mieć też cząsteczki greigitu lub supermagnetyczne cząsteczki, również produkowane przez bakterie Desulfovibrio, a także lipopolisacharydy tych bakterii, które wywołują stan zapalny.

Nie można wykluczyć też innych czynników. Potrzebne są kolejne badania – podkreśla naukowiec z Uniwersytetu Helsińskiego. – Wyniki naszych prac mogą wskazywać na potrzebę badań przesiewowych w kierunku obecności dużych populacji bakterii Desulfovibrio. U pacjentów, u których stwierdzono ten problem, można by wówczas wdrażać leczenie eradykacyjne, aby zapobiec wystąpieniu choroby Parkinsona albo spowolnić jej postęp. Jak dotąd jednak nie ma żadnych badań na temat skuteczności tych rozwiązań. Mamy nadzieję, że nasze prace będą stanowić bodziec do dalszych badań.

Badacze z Uniwersytetu Helsińskiego, aby potwierdzić słuszność swojego odkrycia, prowadzą obecnie eksperymenty na myszach, które są bardziej zbliżone genetycznie do człowieka niż nicienie. Na podstawie badań mutacji i porównania genomu starają się ustalić mechanizm inicjowania choroby przez bakterie Desulfovibrio. Poszukują również wirusów, które je zabijają, a także bakterii i pokarmów działających na nie hamująco.  

źródło: newseria

Z hasłem „pneumokoki” spotkała się większość rodziców, bo szczepienia przeciwko tym bakteriom są obowiązkowe dla wszystkich dzieci od 2017 roku. Czy jednak wszyscy wiedzą co to za bakterie i jakie są konsekwencje zakażeń nimi wywołanych? Czy wszyscy rodzice wiedzą dlaczego ważne jest, aby chronić ich dzieci przed pneumokokami? I dlaczego ta ochrona powinna być jak najszersza? Fundacja Koalicja dla wcześniaka edukuje rodziców na temat pneumokoków w kampanii #dajbanapneumokokom.

Co to są pneumokoki?

Pneumokoki (Streptococcus pneumoniae, inaczej dwoinki zapalenia płuc) to wyłącznie ludzkie bakterie, które występują w jamie nosowej oraz gardle i mogą wywołać groźne choroby. Zakażenia pneumokokowe są jedną z głównych przyczyn zachorowalności i umieralności dzieci. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pneumokoki powodują każdego roku na całym świecie ponad 1,5 mln zgonów dzieci poniżej 5. roku życia.

Pneumokoki mają zdolność omijania bariery postawionej przez układ odpornościowy. Do zakażeń dochodzi najczęściej w okresie jesienno-zimowym, kiedy to różne wirusy uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i ułatwiają pneumokokom wnikanie w śluzówkę. Istnieje ponad 100 znanych typów pneumokoków, zwanych serotypami. Nie wszystkie z nich wywołują infekcje, ale serotypy chorobotwórcze odpowiadają za ponad 90% ciężkich i groźnych zakażeń. Na choroby pneumokokowe szczególnie narażone są małe dzieci do 5. roku życia oraz osoby dorosłe po 50. roku życia. 

Zakażenia wywołane przez pneumokoki mogą mieć charakter inwazyjny lub nieinwazyjny. Choroby nieinwazyjne mają łagodniejszy przebieg i zwykle mogą być leczone w domu – np. zapalenie ucha środkowego oraz zapalenie zatok. Choroby inwazyjne są groźniejsze, bo ich przebieg jest znacznie cięższy, a leczenie często musi odbywać się w szpitalu. Należą do nich: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie płuc, a nawet sepsa, czyli ogólnoustrojowe zakażenie organizmu, które jest śmiertelnie groźne. W Polsce liczba zakażeń nieinwazyjnych nie jest dokładnie znana, ale ocenia się, że na pneumokokowe zapalenie płuc choruje co najmniej kilkanaście tysięcy osób, a na zapalenie ucha środkowego kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie. W Polsce każdego roku odnotowuje się ok. 1000 przypadków inwazyjnej choroby pneumokokowej.

Można być nosicielem pneumokoków i o tym nie wiedzieć

Okazuje się, że nie u wszystkich osób, u których stwierdzono obecność pneumokoków dochodzi do zachorowania. Te osoby mogą być nosicielami, czyli przekazywać bakterie innym nie mając objawów choroby. Pomimo braku objawów, nosiciele zarażają drogą kropelkową inne osoby np. w czasie kaszlu, kichania, czy przez bezpośredni kontakt np. podczas pocałunku, ale też poprzez picie z tej samej butelki, jedzenie tymi samymi sztućcami. Pneumokoki łatwo się rozprzestrzeniają w dużych skupiskach ludzi np. w żłobkach, przedszkolach, a do zakażenia najczęściej dochodzi w sezonie zimowym. 
Nosicielstwo pneumokoków można potwierdzić za pomocą wymazu z gardła i nosa, a w przypadku pozytywnego wyniku stosuje się antybiotyki. Nie należy ich nadużywać, bo to może prowadzić do antybiotykooporności, czyli do mniejszej skuteczności tych leków. Nosicielstwo pneumokoków i tym samym ich rozprzestrzenianie się możemy znieść poprzez szczepienia, dlatego warto zadbać o jak najszerszą ochronę przed pneumokokami – powiedziała prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka. 

Serotypy występujące w Polsce

Obecność serotypów pneumokokowych, przez które wywoływane są najczęstsze infekcje różni się w poszczególnych krajach. Ostatnie dane Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego (KOROUN) dotyczące ponad 2000 dzieci wykazały że u dzieci poniżej 2. roku życia, a także poniżej 5. roku życia za chorobę pneumokokową odpowiedzialne są głównie serotypy 19A i 3, a także 4 i 8. Dodatkowo serotyp 3 jest odpowiedzialny za większość przypadków inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP), a znaczna cześć szczepów serotypu 19A jest oporna na antybiotyki. Ważne, aby chronić dzieci przed serotypami występującymi w danym kraju, by nie dochodziło do zakażeń i infekcji. 

Ochrona przed pneumokokami

Najlepszą ochroną przed pneumokokami są szczepienia, które przygotowują układ immunologiczny do błyskawicznego unieszkodliwienia zagrożenia. Obecnie dla najmłodszych dzieci w Polsce dostępne są dwa rodzaje szczepionek przeciw pneumokokom – 10-walentna oraz 13-walentna, które w swoim składzie zawierają antygen polisacharydowy połączony z białkiem nośnikowym CRM (nie jest to białko jaja kurzego). Białko dodatkowo stymuluje układ immunologiczny do wytworzenia przeciwciał. Bezpieczeństwo i skuteczność obu preparatów została potwierdzona wieloma badaniami klinicznymi, a różnica między nimi polega na tym, że chronią one przed różną liczbą serotypów tej bakterii (szczepionka 10-walentna chroni przed 10 serotypami, a 13-walentna przed 13).

Szczepionka 10-walentna zawiera otoczki polisacharydowe serotypów 1, 4, 5, 6B, 7F, 9V, 14, 18C, 19F, 23F, natomiast 13-walentna chroni przed serotypami 1, 3, 4, 5, 6A, 6B, 7F, 9V, 14, 18C, 19A, 19F, 23F. 
Za największą liczbę zakażeń w Polsce odpowiedzialny jest serotyp 3. Ochronę przed tym konkretnym serotypem, a więc również przed infekcjami nim wywołanymi można zapewnić dzieciom podając szczepionkę 13-walentną, bo tylko ona posiada w swoim składzie ten serotyp i może stymulować układ odpornościowy do wytworzenia przeciwciał. To bardzo ważne, aby ochrona przed pneumokokami była jak najszersza, bo tylko wtedy można ograniczyć liczbę infekcji, a także oporność szczepów na antybiotyki – powiedziała prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka. 
 
Szczepienia przeciwko pneumokokom

Zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych (PSO) szczepienie przeciwko pneumokokom jest obowiązkowe u wszystkich dzieci urodzonych po 31.12.2016 r. Obecnie refundowana jest szczepionka 10-walentna, a więc rodzice otrzymują ją bezpłatnie. Ci, którzy chcą zaszczepić swoje dzieci szczepionką zapewniającą działanie przeciwko większej liczbie serotypów mogą nabyć ją komercyjnie w aptece na podstawie wypisanej przez lekarza recepty. Wyjątek refundacyjny w szczepieniu przeciwko pneumokokom stanowią wcześniaki, urodzone przed 27. tygodniem ciąży – są one szczepione szczepionką 13-walentną, która jest refundowana dla tej grupy dzieci. 
Wcześniaki to grupa dzieci, która wymaga szczególnej ochrony przed chorobami zakaźnymi, nie tylko wywołanymi pneumokokami. Szczepienie wcześniaków jest bardzo ważne, ponieważ dane epidemiologiczne pokazują, że one najczęściej cierpią z powodu inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP). Ryzyko rozwoju inwazyjnej choroby pneumokokowej u dzieci z masą urodzeniową poniżej 2500 gramów jest prawie 3-krotnie większe niż u dzieci urodzonych o czasie z prawidłową masą ciała – powiedziała prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka. 
Szczepionka na pneumokoki zapewnia optymalną ochronę, kiedy jeżeli zostanie zrealizowany pełen cykl szczepień zależny od wieku dziecka. 

U wcześniaków (urodzonych przed 37. tygodniem ciąży) i dzieci między 6. tygodniem a 6. miesiącem życia podaje się 3 dawki szczepionki z zachowaniem minimum miesięcznych odstępów. Po ukończeniu 11. miesiąca życia podaje się czwartą, przypominającą dawkę szczepionki. 

U dzieci w wieku 7-11 miesięcy, które nie były wcześniej szczepione podaje się 2 dawki szczepionki z zachowaniem minimum miesięcznych odstępów i dawkę przypominającą po ukończeniu 2. roku życia.

U dzieci w wieku 12-23 miesiące cykl szczepień obejmuje dwie dawki szczepionki w odstępie minimum 2 miesięcy między dawkami. 

U dzieci w wieku 2-17 lat podaje się jedną dawkę szczepionki. 

Przed rozpoczęciem szczepień należy zawsze porozmawiać z pediatrą o rodzaju szczepionki i schemacie jej podawania. Warto zadbać o jak najszerszą ochronę przed pneumokokami. 

źródło: Fundacja Koalicja dla wcześniaka

Z hasłem „pneumokoki” spotkała się większość rodziców, bo szczepienia przeciwko tym bakteriom są obowiązkowe dla wszystkich dzieci od 2017 roku. Czy jednak wszyscy wiedzą co to za bakterie i jakie są konsekwencje zakażeń nimi wywołanych? Czy wszyscy rodzice wiedzą dlaczego ważne jest, aby chronić ich dzieci przed pneumokokami? I dlaczego ta ochrona powinna być jak najszersza? Fundacja Koalicja dla wcześniaka edukuje rodziców na temat pneumokoków w kampanii #dajbanapneumokokom.

Co to są pneumokoki?

Pneumokoki (Streptococcus pneumoniae, inaczej dwoinki zapalenia płuc) to wyłącznie ludzkie bakterie, które występują w jamie nosowej oraz gardle i mogą wywołać groźne choroby. Zakażenia pneumokokowe są jedną z głównych przyczyn zachorowalności i umieralności dzieci. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pneumokoki powodują każdego roku na całym świecie ponad 1,5 mln zgonów dzieci poniżej 5. roku życia.

Pneumokoki mają zdolność omijania bariery postawionej przez układ odpornościowy. Do zakażeń dochodzi najczęściej w okresie jesienno-zimowym, kiedy to różne wirusy uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i ułatwiają pneumokokom wnikanie w śluzówkę. Istnieje ponad 100 znanych typów pneumokoków, zwanych serotypami. Nie wszystkie z nich wywołują infekcje, ale serotypy chorobotwórcze odpowiadają za ponad 90% ciężkich i groźnych zakażeń. Na choroby pneumokokowe szczególnie narażone są małe dzieci do 5. roku życia oraz osoby dorosłe po 50. roku życia. 

Zakażenia wywołane przez pneumokoki mogą mieć charakter inwazyjny lub nieinwazyjny. Choroby nieinwazyjne mają łagodniejszy przebieg i zwykle mogą być leczone w domu – np. zapalenie ucha środkowego oraz zapalenie zatok. Choroby inwazyjne są groźniejsze, bo ich przebieg jest znacznie cięższy, a leczenie często musi odbywać się w szpitalu. Należą do nich: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie płuc, a nawet sepsa, czyli ogólnoustrojowe zakażenie organizmu, które jest śmiertelnie groźne. W Polsce liczba zakażeń nieinwazyjnych nie jest dokładnie znana, ale ocenia się, że na pneumokokowe zapalenie płuc choruje co najmniej kilkanaście tysięcy osób, a na zapalenie ucha środkowego kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie. W Polsce każdego roku odnotowuje się ok. 1000 przypadków inwazyjnej choroby pneumokokowej.

Można być nosicielem pneumokoków i o tym nie wiedzieć

Okazuje się, że nie u wszystkich osób, u których stwierdzono obecność pneumokoków dochodzi do zachorowania. Te osoby mogą być nosicielami, czyli przekazywać bakterie innym nie mając objawów choroby. Pomimo braku objawów, nosiciele zarażają drogą kropelkową inne osoby np. w czasie kaszlu, kichania, czy przez bezpośredni kontakt np. podczas pocałunku, ale też poprzez picie z tej samej butelki, jedzenie tymi samymi sztućcami. Pneumokoki łatwo się rozprzestrzeniają w dużych skupiskach ludzi np. w żłobkach, przedszkolach, a do zakażenia najczęściej dochodzi w sezonie zimowym. 
Nosicielstwo pneumokoków można potwierdzić za pomocą wymazu z gardła i nosa, a w przypadku pozytywnego wyniku stosuje się antybiotyki. Nie należy ich nadużywać, bo to może prowadzić do antybiotykooporności, czyli do mniejszej skuteczności tych leków. Nosicielstwo pneumokoków i tym samym ich rozprzestrzenianie się możemy znieść poprzez szczepienia, dlatego warto zadbać o jak najszerszą ochronę przed pneumokokami – powiedziała prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka. 

Serotypy występujące w Polsce

Obecność serotypów pneumokokowych, przez które wywoływane są najczęstsze infekcje różni się w poszczególnych krajach. Ostatnie dane Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego (KOROUN) dotyczące ponad 2000 dzieci wykazały że u dzieci poniżej 2. roku życia, a także poniżej 5. roku życia za chorobę pneumokokową odpowiedzialne są głównie serotypy 19A i 3, a także 4 i 8. Dodatkowo serotyp 3 jest odpowiedzialny za większość przypadków inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP), a znaczna cześć szczepów serotypu 19A jest oporna na antybiotyki. Ważne, aby chronić dzieci przed serotypami występującymi w danym kraju, by nie dochodziło do zakażeń i infekcji. 

Ochrona przed pneumokokami

Najlepszą ochroną przed pneumokokami są szczepienia, które przygotowują układ immunologiczny do błyskawicznego unieszkodliwienia zagrożenia. Obecnie dla najmłodszych dzieci w Polsce dostępne są dwa rodzaje szczepionek przeciw pneumokokom – 10-walentna oraz 13-walentna, które w swoim składzie zawierają antygen polisacharydowy połączony z białkiem nośnikowym CRM (nie jest to białko jaja kurzego). Białko dodatkowo stymuluje układ immunologiczny do wytworzenia przeciwciał. Bezpieczeństwo i skuteczność obu preparatów została potwierdzona wieloma badaniami klinicznymi, a różnica między nimi polega na tym, że chronią one przed różną liczbą serotypów tej bakterii (szczepionka 10-walentna chroni przed 10 serotypami, a 13-walentna przed 13).

Szczepionka 10-walentna zawiera otoczki polisacharydowe serotypów 1, 4, 5, 6B, 7F, 9V, 14, 18C, 19F, 23F, natomiast 13-walentna chroni przed serotypami 1, 3, 4, 5, 6A, 6B, 7F, 9V, 14, 18C, 19A, 19F, 23F. 
Za największą liczbę zakażeń w Polsce odpowiedzialny jest serotyp 3. Ochronę przed tym konkretnym serotypem, a więc również przed infekcjami nim wywołanymi można zapewnić dzieciom podając szczepionkę 13-walentną, bo tylko ona posiada w swoim składzie ten serotyp i może stymulować układ odpornościowy do wytworzenia przeciwciał. To bardzo ważne, aby ochrona przed pneumokokami była jak najszersza, bo tylko wtedy można ograniczyć liczbę infekcji, a także oporność szczepów na antybiotyki – powiedziała prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka. 
 
Szczepienia przeciwko pneumokokom

Zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych (PSO) szczepienie przeciwko pneumokokom jest obowiązkowe u wszystkich dzieci urodzonych po 31.12.2016 r. Obecnie refundowana jest szczepionka 10-walentna, a więc rodzice otrzymują ją bezpłatnie. Ci, którzy chcą zaszczepić swoje dzieci szczepionką zapewniającą działanie przeciwko większej liczbie serotypów mogą nabyć ją komercyjnie w aptece na podstawie wypisanej przez lekarza recepty. Wyjątek refundacyjny w szczepieniu przeciwko pneumokokom stanowią wcześniaki, urodzone przed 27. tygodniem ciąży – są one szczepione szczepionką 13-walentną, która jest refundowana dla tej grupy dzieci. 
Wcześniaki to grupa dzieci, która wymaga szczególnej ochrony przed chorobami zakaźnymi, nie tylko wywołanymi pneumokokami. Szczepienie wcześniaków jest bardzo ważne, ponieważ dane epidemiologiczne pokazują, że one najczęściej cierpią z powodu inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP). Ryzyko rozwoju inwazyjnej choroby pneumokokowej u dzieci z masą urodzeniową poniżej 2500 gramów jest prawie 3-krotnie większe niż u dzieci urodzonych o czasie z prawidłową masą ciała – powiedziała prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka. 
Szczepionka na pneumokoki zapewnia optymalną ochronę, kiedy jeżeli zostanie zrealizowany pełen cykl szczepień zależny od wieku dziecka. 

U wcześniaków (urodzonych przed 37. tygodniem ciąży) i dzieci między 6. tygodniem a 6. miesiącem życia podaje się 3 dawki szczepionki z zachowaniem minimum miesięcznych odstępów. Po ukończeniu 11. miesiąca życia podaje się czwartą, przypominającą dawkę szczepionki. 

U dzieci w wieku 7-11 miesięcy, które nie były wcześniej szczepione podaje się 2 dawki szczepionki z zachowaniem minimum miesięcznych odstępów i dawkę przypominającą po ukończeniu 2. roku życia.

U dzieci w wieku 12-23 miesiące cykl szczepień obejmuje dwie dawki szczepionki w odstępie minimum 2 miesięcy między dawkami. 

U dzieci w wieku 2-17 lat podaje się jedną dawkę szczepionki. 

Przed rozpoczęciem szczepień należy zawsze porozmawiać z pediatrą o rodzaju szczepionki i schemacie jej podawania. Warto zadbać o jak najszerszą ochronę przed pneumokokami. 

źródło: Fundacja Koalicja dla wcześniaka

Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln chorych, czyli więcej niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.
Antybiotyki stanowią podstawę leczenia przyczynowego potencjalnie śmiertelnych zakażeń bakteryjnych, zapobiegając milionom zgonów rocznie.

– Rzadko które odkrycie w medycynie było tak znaczące jak odkrycie antybiotyków. Po ich wprowadzeniu do użycia w pierwszej połowie XX widać było wyraźnie zmianę umieralności na choroby, które wcześniej były uznawane za nieuleczalne. Niemniej już twórca pierwszego antybiotyku przewidział problem antybiotykooporności, choć chyba nie spodziewał się, że to zjawisko przyjmie taką skalę – mówił prof. Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego podczas debaty eksperckiej poświęconej temu problemowi, zorganizowanej z okazji Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach.
Antybiotyki są z nami od 100 lat
Pierwszy antybiotyk odkryto w 1920 r. i była nim penicylina. Do powszechnego użycia leki weszły na początku lat 40 . XX wieku. I bardzo szybko, bo już 1950 r. opisano pierwszy lekooporny szczep bakterii.

– W kolejnych latach i dekadach okresy pomiędzy wprowadzeniem nowego antybiotyku, a pojawieniem się patogenu opornego, skracał się – zwraca uwagę prof. Andrzej M. Fal.

Co robimy źle, że antybiotyki tak szybko przestają działać? Wiele zależy od nas. Mści się przede wszystkim nadużywanie tych leków, np. błędne ich użycie w przypadku infekcji przewlekłych, wirusowych, w hodowli zwierząt, szybka zmiana jednego antybiotyku na drugi. Szacuje się, że aż 56 proc. antybiotyków jest stosowanych w sposób nieuzasadniony. Efekty? Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln zł chorych, czyli więcej, niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.

– Antybiotykooporność ma także poważne implikacje ekonomiczne. Komisja Europejska szacuje, ze koszty dodatkowe leczenia, związanego z antybiotykoopornością to ok. 1,5 mld euro rocznie – zwracała uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Ponad połowa antybiotyków przepisywanych w Polsce jest nieuzasadniona
Szwankuje świadomość społeczna. Aż 48 proc. pacjentów uważa, że terapie antybiotykowe są skuteczne w leczeniu infekcji wirusowych. Ponad połowa przepisywanych w Polsce antybiotyków jest nieusadawiana. Jak wynika z raportu IQVIA pt. „Where can we save antibiotics?”, najczęstsze przyczyny stosowania zbędnej farmakoterapii to kaszel (90 proc.), przeziębienie (75 proc.), ból gardła (60 proc.) oraz zapalenie zatok (60 proc.).

– Niestety przyjęło się, że te objawy mogą decydować o przepisaniu antybiotyku. Bardzo często nie pamiętamy, że są one efektem działania układu odpornościowego, a nie dowodem na rodzaj infekcji. A presja pacjenta na lekarza, by przepisał antybiotyk, może być bardzo silna – zwraca uwagę prof. Fal.

Jakie narzędzia mają lekarze POZ, które mogą im pomóc w podejmowaniu decyzji terapeutycznych odnośnie antybiotyków?

– Najważniejszym narzędziem jest wiedza i doświadczenie lekarza. Kluczowe jest badanie kliniczne, ocena pacjenta. W badaniu klinicznym pomocne są skale oceny, np. Centora McIsaaka w ocenie zapalenia gardła, które pomaga ocenić ryzyko anginy paciorkowcowej. Od lipca 2022 r. w POZ wykorzystywane są tzw. szybkie testy: wymazowe w kierunku paciorkowca, tzw. strep-testy oraz ilościowe testy CRP – u dzieci do 6. roku życia, które najczęściej mają infekcje wirusowe. Testy te pomagają w ocenie klinicznej i wpływają na ograniczenie antybiotykoterapii. Ich wykonanie ma także wymiar edukacyjny dla rodzica, bo pomaga zrozumieć, dlaczego antybiotyk u dziecka nie jest potrzebny. Pamiętajmy też, że klasyczna morfologia z rozmazem, gdy mamy szybko jej wynik, to cenne badanie, które dużo wnosi. Kluczowa jest świadomość, po której stronie barykady stoimy. Każdy lekarz musi mieć świadomość, że każde nieuzasadnione przepisanie antybiotyku przyczynia się do narastania oporności – mówi prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowa konsultant w dziedzinie edycyjny rodzinnej.

autor: Ewa Kurzyńska
źródło: infowire
Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln chorych, czyli więcej niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.
Antybiotyki stanowią podstawę leczenia przyczynowego potencjalnie śmiertelnych zakażeń bakteryjnych, zapobiegając milionom zgonów rocznie.

– Rzadko które odkrycie w medycynie było tak znaczące jak odkrycie antybiotyków. Po ich wprowadzeniu do użycia w pierwszej połowie XX widać było wyraźnie zmianę umieralności na choroby, które wcześniej były uznawane za nieuleczalne. Niemniej już twórca pierwszego antybiotyku przewidział problem antybiotykooporności, choć chyba nie spodziewał się, że to zjawisko przyjmie taką skalę – mówił prof. Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego podczas debaty eksperckiej poświęconej temu problemowi, zorganizowanej z okazji Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach.
Antybiotyki są z nami od 100 lat
Pierwszy antybiotyk odkryto w 1920 r. i była nim penicylina. Do powszechnego użycia leki weszły na początku lat 40 . XX wieku. I bardzo szybko, bo już 1950 r. opisano pierwszy lekooporny szczep bakterii.

– W kolejnych latach i dekadach okresy pomiędzy wprowadzeniem nowego antybiotyku, a pojawieniem się patogenu opornego, skracał się – zwraca uwagę prof. Andrzej M. Fal.

Co robimy źle, że antybiotyki tak szybko przestają działać? Wiele zależy od nas. Mści się przede wszystkim nadużywanie tych leków, np. błędne ich użycie w przypadku infekcji przewlekłych, wirusowych, w hodowli zwierząt, szybka zmiana jednego antybiotyku na drugi. Szacuje się, że aż 56 proc. antybiotyków jest stosowanych w sposób nieuzasadniony. Efekty? Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln zł chorych, czyli więcej, niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.

– Antybiotykooporność ma także poważne implikacje ekonomiczne. Komisja Europejska szacuje, ze koszty dodatkowe leczenia, związanego z antybiotykoopornością to ok. 1,5 mld euro rocznie – zwracała uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Ponad połowa antybiotyków przepisywanych w Polsce jest nieuzasadniona
Szwankuje świadomość społeczna. Aż 48 proc. pacjentów uważa, że terapie antybiotykowe są skuteczne w leczeniu infekcji wirusowych. Ponad połowa przepisywanych w Polsce antybiotyków jest nieusadawiana. Jak wynika z raportu IQVIA pt. „Where can we save antibiotics?”, najczęstsze przyczyny stosowania zbędnej farmakoterapii to kaszel (90 proc.), przeziębienie (75 proc.), ból gardła (60 proc.) oraz zapalenie zatok (60 proc.).

– Niestety przyjęło się, że te objawy mogą decydować o przepisaniu antybiotyku. Bardzo często nie pamiętamy, że są one efektem działania układu odpornościowego, a nie dowodem na rodzaj infekcji. A presja pacjenta na lekarza, by przepisał antybiotyk, może być bardzo silna – zwraca uwagę prof. Fal.

Jakie narzędzia mają lekarze POZ, które mogą im pomóc w podejmowaniu decyzji terapeutycznych odnośnie antybiotyków?

– Najważniejszym narzędziem jest wiedza i doświadczenie lekarza. Kluczowe jest badanie kliniczne, ocena pacjenta. W badaniu klinicznym pomocne są skale oceny, np. Centora McIsaaka w ocenie zapalenia gardła, które pomaga ocenić ryzyko anginy paciorkowcowej. Od lipca 2022 r. w POZ wykorzystywane są tzw. szybkie testy: wymazowe w kierunku paciorkowca, tzw. strep-testy oraz ilościowe testy CRP – u dzieci do 6. roku życia, które najczęściej mają infekcje wirusowe. Testy te pomagają w ocenie klinicznej i wpływają na ograniczenie antybiotykoterapii. Ich wykonanie ma także wymiar edukacyjny dla rodzica, bo pomaga zrozumieć, dlaczego antybiotyk u dziecka nie jest potrzebny. Pamiętajmy też, że klasyczna morfologia z rozmazem, gdy mamy szybko jej wynik, to cenne badanie, które dużo wnosi. Kluczowa jest świadomość, po której stronie barykady stoimy. Każdy lekarz musi mieć świadomość, że każde nieuzasadnione przepisanie antybiotyku przyczynia się do narastania oporności – mówi prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowa konsultant w dziedzinie edycyjny rodzinnej.

autor: Ewa Kurzyńska
źródło: infowire