Medicalpress
Niemal co 3. badany był świadkiem zdarzenia, w którym potrzebna była pomoc po wypadku lub w sytuacji poważnego zachorowania – co 5. jej nie udzielił. Jak podkreślają ratownicy medyczni w Światowy Dzień Pierwszej Pomocy – zgodnie z prawem obowiązującym w Polsce udzielenie pomocy w nagłych wypadkach jest naszym obowiązkiem. Dlaczego więc blisko 20 proc. nie udzieliło jej wtedy, gdy było to potrzebne?
Czas przybycia zespołu ratownictwa medycznego na miejsce zdarzenia wynosi zwykle od kilku do kilkunastu minut – w tym czasie waży się zdrowie i życie osób poszkodowanych. Obchodzony 14 września Światowy Dzień Pierwszej Pomocy zwraca szczególną uwagę na rolę umiejętności i gotowości udzielenia pierwszej pomocy przez każdego z nas. Co roku z powodu nagłego zatrzymania krążenia (z różnych przyczyn) umiera lub doznaje trwałego uszczerbku na zdrowiu tysiące ludzi. Tego typu zdarzenia mają miejsce zarówno w naszych domach, jak i w miejscach publicznych, zatem każdy z nas może być świadkiem, od którego będzie zależało czyjeś życie. Szybkie udzielenie pomocy znacznie bowiem zwiększa szanse na przeżycie. Dobrze obrazują to liczby: jeśli nie udzielimy pomocy osobie, u której zatrzymała się praca serca, każda minuta oznacza 10-12 proc. spadku szans na przeżycie. Jeżeli tylko resuscytacja zostanie podjęta, cały proces spowalnia, a wartości te obniżają się do poziomu 3-4 proc.[1] Dlatego warto pokonać lęk przed nieprawidłowym udzieleniem pomocy i po prostu działać. Czekanie z resuscytacją do przyjazdu karetki jest w takiej sytuacji poważnym, a nawet śmiertelnym błędem.

Tymczasem, jak wskazują badania agencji badawczej PBS, przeprowadzone na zlecenie Warty[2], co 5. świadek wypadku lub poważnego zachorowania nie udzielił poszkodowanemu pierwszej pomocy.

Generacja Z wie lepiej, jak udzielić pierwszej pomocy i robi to częściej
Choć co 3. z nas był świadkiem zdarzenia, które wymagało pomocy osobie poszkodowanej, aż 48 proc. Polaków deklaruje, że nie posiada odpowiedniej wiedzy i umiejętności z zakresu pierwszej pomocy. Co ciekawe, największy odsetek osób, które deklarują posiadanie takiej wiedzy, znajduje się w najmłodszej grupie wiekowej: 18-30 lat (60 proc.). Badania wykazują, że za wiedzą idą jednocześnie umiejętności – również w tej grupie najwięcej osób udzieliło pierwszej pomocy, gdy wymagała tego sytuacja (80 proc.).

Z kolei co piąta osoba, która nie udzieliła pierwszej pomocy (20 proc.) za najczęstsze powody podawała fakt udzielenia jej przez kogoś innego (68 proc.), brak wystarczającej wiedzy (19 proc.) lub strach (12 proc.).

Badania wskazują, że praktycznie co 2. osoba nie wie lub nie jest pewna, jak zachować się w sytuacji, wymagającej udzielenia pierwszej pomocy. Pocieszającym jest jednak fakt, że największe umiejętności deklarują najmłodsi. To dowód na to, że polskie społeczeństwo staje się coraz bardziej świadome wagi i konieczności niesienia pomocy innym. Choć zwykło przecież stereotypowo postrzegać pokolenie Z jako to „z nosem w telefonie”, które prędzej nagra taki wypadek, niż realnie pomoże – mówi Ariel Szczotok, ratownik medyczny i pielęgniarz. Przeszkoliłem już tysiące osób w zakresie pierwszej pomocy, a wciąż moją największą radością jest widzieć, jak ludzie angażują się w ratowanie życia innym.

– Jako ubezpieczyciel wyraźnie widzimy, że każdego dnia dochodzi do zdarzeń, które obracają życie naszych klientów o 180°. Średnio co minutę realizujemy wniosek o wypłatę świadczenia z ubezpieczenia na życie. Za każdym takim wnioskiem stoi historia klienta i jego bliskich. W ponad 80 proc. realizowane przez nas świadczenia dotyczą utraty zdrowia. To pokazuje, jak ubezpieczenia na życie praktycznie pomagają w walce o zdrowie po wypadku czy w razie poważnej choroby – mówi Emilia Pietrzak z Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Warta. – Mamy też świadomość, jak ważna jest wiedza, która może ratować życie. Dlatego w ramach realizowanych przez nas działań „Praktycznie o zdrowiu” istotnym obszarem są też szkolenia z pierwszej pomocy dla naszych agentów. Do tej pory przeszkoliliśmy już ok. 600 osób i mamy zaplanowane kolejne szkolenia dla grupy ponad 1500 pośredników – dodaje Emilia Pietrzak.
 
 
[1] Polska Rada Resuscytacji, Wytyczne resuscytacji 2015, https://www.prc.krakow.pl/wyt2015/2_BLS.pdf
[2] Badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, przeprowadzone w grudniu 2023 r. we współpracy z agencją badawczą PBS na zlecenie TUnŻ Warta, na ogólnopolskiej próbie 1738 osób.

źródło: mat. pras.

Jak wynika z badania ankietowego przeprowadzonego przez Fundację Czułość wśród Polek z doświadczaniem poronienia, w polskich szpitalach nie są przestrzegane standardy opieki nad roniącymi. Pacjentki nie tylko spotykają się z brakiem empatii, ale również z brakiem szacunku ze strony personelu. Często nie są informowane o swoich prawach, w tym o prawie do pochówku dziecka, czy prawie do opieki psychologicznej. Aby wspierać kobiety w tych trudnych chwilach Fundacja Czułość uruchamia platformę multimedialną SiostryRonie.pl, na której znajdują się materiały edukacyjne skierowane do wszystkich osób z doświadczeniem poronienia i ich bliskich.
Fundacja Czułość: Sytuacja kobiet roniących w Polsce wciąż dramatyczna
Proponując zbiór rekomendacji i dobrych praktyk w zakresie opieki nad osobami roniącymi w Polsce Fundacja pragnie rozpocząć szeroko zakrojoną dyskusję na temat tego, jak poprawić standardy opieki nad tą grupą pacjentek w Polsce.

Mimo, że poronienie dotyka w naszym kraju rocznie ok 40 tys. kobiet, w dalszym ciągu standardy opieki okołoporonnej nie są przestrzegane w polskich szpitalach. W 2020 roku zwracała na to uwagę w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli. Dziś ten niepokojący fakt potwierdza badanie przeprowadzone na próbie blisko 1500 osób przez Fundację Czułość w ramach projektu #poroniłam. Osoby ankietowane zostały poproszone o opisanie swoich doświadczeń na wszystkich etapach związanych z poronieniem – począwszy od sytuacji, w której dowiedziały się o obumarciu ciąży, poprzez wizytę na izbie przyjęć, pobyt na oddziale szpitalnym, gdzie zwykle następują zabiegi podania leków poronnych i (ewentualnie) odbywa się zabieg łyżeczkowania, aż po sytuacje ronienia w warunkach domowych. 

Na wszystkich etapach drogi przez poronienie pacjentki napotykają na podobne problemy:
Wyniki badania skłoniły przedstawicielki Fundacji Czułość do stworzenia propozycji dobrych praktyk i rozwiązań w zakresie opieki nad osobami roniącymi w Polsce. Są one skierowane bezpośrednio do przedstawicieli/ek opieki medycznej: lekarzy/ek, pielęgniarek/rzy i położnych ale także osób zarządzających placówkami medycznymi. Część zaleceń i rekomendacji ma charakter ogólnosystemowy i jest skierowana do przedstawicieli/ek Ministerstwa Zdrowia i innych instytucji nadzorujących działanie polskiej ochrony zdrowia.

– Dobrze wiemy, że ta zła sytuacja nie wynika ze złej woli przedstawicielek/li personelu medycznego. Powodów takiego stanu rzeczy jest znacznie więcej, a większość z nich ma swoje źródła w niedoinwestowanym i przeciążonym systemie ochrony zdrowia w naszym kraju. Medycy i medyczki zajmujący się pacjentkami na oddziałach ginekologiczno-położniczych są zbyt obciążeni pracą, nie otrzymują adekwatnego wynagrodzenia, często są wypaleni zawodowo i sfrustrowani. Lekarze/ki i położne pracujące przy poronieniach i tzw. cichych porodach sami nie mogą liczyć na pomoc psychologa. To patologiczna sytuacja, która prowadzi do patologicznych zachowań, również wobec pacjentek. Dlatego zależy nam, aby wywołać szeroką dyskusję w środowisku medycznym na temat możliwych działań naprawczych w obszarze ochrony roniących. Rekomendacje opracowane na podstawie naszego badania są punktem wyjścia – mamy nadzieję, że wspólnie ze środowiskiem ginekologów i położnych, a także zarządzających w ochronie zdrowia w Polsce uda się opracować standardy opieki okołoporonnej, które w sposób pełny i wszechstronny będą wspierały zarówno roniące kobiety jak i wszystkie osoby sprawujące nad nimi profesjonalną opiekę – powiedziała Joanna Frejus, prezeska Fundacji Czułość, inicjatorka projektu.

Celem projektu #poroniłam jest także udzielanie wsparcia osobom z doświadczeniem poronienia oraz położnym, lekarkom i doulom. W 2022 r. Fundacja Czułość zorganizowała spotkania grup wsparcia, w których udział wzięło łącznie ok. 40 kobiet po poronieniu a także położnych. Przedstawicielki Fundacji udzielają również bezpłatnych konsultacji osobom z doświadczeniem poronienia oraz przedstawicielkom ochrony zdrowia, które wspierają roniące na co dzień. 

– Problem braku odpowiedniej opieki nad osobami roniącymi kładzie się cieniem na całym ich późniejszym życiu. Kobiety doświadczają podwójnej traumy: tej „naturalnej” związanej ze stratą dziecka a także tej całkowicie niepotrzebnej, związanej z niewłaściwą opieką w szpitalu czy w gabinecie ginekologicznym. Dostrzegamy ogromną potrzebę otoczenia opieką nie tylko kobiet podczas i po stracie ciąży, ale również osób, które profesjonalnie się nimi opiekują w placówkach medycznych w całym kraju. Bardzo chcemy, aby nasza pomoc była długofalowa i docierała do wszystkich, którzy tego potrzebują – powiedziała Kamila Raczyńska-Chomyn, edukatorka seksualna, doula, współtwórczyni projektu #poroniłam.

Ażeby dotrzeć do jak najszerszej grupy pacjentek, Fundacja uruchomiła platformę edukacyjną www.SiostryRonie.pl,  która ma na celu dostarczenie niezbędnych informacji na temat utraty ciąży oraz wsparcia psychologicznego wszystkim osobom z doświadczeniem poronienia, również tym, które właśnie przechodzą przez te trudne chwile. Kluczowym zasobem platformy są filmy edukacyjne z ekspert(k)ami różnych specjalizacji (wśród nich: Anna Parzyńska, ginekolożka; Karolina Łataś-Zagrajek, położna, seksuolożka, fizjoterapeutka uroginekologiczna; Kamila Raczyńska-Chomyn, doula, edukatorka seksualna; Joanna Frejus, psycholożka i psychoterapeutka; Marzena Pilarz-Herzyk, prawniczka; Joanna Olszewska, właścicielka domu pogrzebowego dedykowanego dzieciom; Anja Franczak, towarzyszka żałoby oraz Michał Moniewski, psychoterapeuta), którzy w zwięzły i przystępny sposób udzielają informacji na temat różnych aspektów poronienia. Tematyka jest bardzo szeroka – obejmuje informacje zupełnie podstawowe, jak np. wyjaśnienia niezbędnej terminologii medycznej, informacje, czego się spodziewać na izbie przyjęć i w szpitalu, jakich reakcji kobieta może spodziewać się ze strony swojego ciała. Ważną część zasobów stanowią filmy na temat emocji, które mogą pojawić się podczas ronienia i tego, jak zaopiekować się sobą w tym procesie (w tym sekcja z ćwiczeniami rozluźniającymi). Kolejna grupa informacji dotyczy praw przysługujących osobom po poronieniu, w tym prawa do pochówku szczątków dziecka, prawa do opieki laktacyjnej, czy prawa do opieki psychologa. 

Kolejnym etapem projektu #poroniłam będzie poszerzenie platformy SiostryRonie.pl o materiały dla położnych, lekarek i lekarzy oraz doul, a także dalsze prace nad rekomendacjami standardów i dobrych praktyk opieki okołoporonnej w Polsce.

źródło: Fundacja Czułość

Jak wynika z badania ankietowego przeprowadzonego przez Fundację Czułość wśród Polek z doświadczaniem poronienia, w polskich szpitalach nie są przestrzegane standardy opieki nad roniącymi. Pacjentki nie tylko spotykają się z brakiem empatii, ale również z brakiem szacunku ze strony personelu. Często nie są informowane o swoich prawach, w tym o prawie do pochówku dziecka, czy prawie do opieki psychologicznej. Aby wspierać kobiety w tych trudnych chwilach Fundacja Czułość uruchamia platformę multimedialną SiostryRonie.pl, na której znajdują się materiały edukacyjne skierowane do wszystkich osób z doświadczeniem poronienia i ich bliskich.
Fundacja Czułość: Sytuacja kobiet roniących w Polsce wciąż dramatyczna
Proponując zbiór rekomendacji i dobrych praktyk w zakresie opieki nad osobami roniącymi w Polsce Fundacja pragnie rozpocząć szeroko zakrojoną dyskusję na temat tego, jak poprawić standardy opieki nad tą grupą pacjentek w Polsce.

Mimo, że poronienie dotyka w naszym kraju rocznie ok 40 tys. kobiet, w dalszym ciągu standardy opieki okołoporonnej nie są przestrzegane w polskich szpitalach. W 2020 roku zwracała na to uwagę w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli. Dziś ten niepokojący fakt potwierdza badanie przeprowadzone na próbie blisko 1500 osób przez Fundację Czułość w ramach projektu #poroniłam. Osoby ankietowane zostały poproszone o opisanie swoich doświadczeń na wszystkich etapach związanych z poronieniem – począwszy od sytuacji, w której dowiedziały się o obumarciu ciąży, poprzez wizytę na izbie przyjęć, pobyt na oddziale szpitalnym, gdzie zwykle następują zabiegi podania leków poronnych i (ewentualnie) odbywa się zabieg łyżeczkowania, aż po sytuacje ronienia w warunkach domowych. 

Na wszystkich etapach drogi przez poronienie pacjentki napotykają na podobne problemy:
Wyniki badania skłoniły przedstawicielki Fundacji Czułość do stworzenia propozycji dobrych praktyk i rozwiązań w zakresie opieki nad osobami roniącymi w Polsce. Są one skierowane bezpośrednio do przedstawicieli/ek opieki medycznej: lekarzy/ek, pielęgniarek/rzy i położnych ale także osób zarządzających placówkami medycznymi. Część zaleceń i rekomendacji ma charakter ogólnosystemowy i jest skierowana do przedstawicieli/ek Ministerstwa Zdrowia i innych instytucji nadzorujących działanie polskiej ochrony zdrowia.

– Dobrze wiemy, że ta zła sytuacja nie wynika ze złej woli przedstawicielek/li personelu medycznego. Powodów takiego stanu rzeczy jest znacznie więcej, a większość z nich ma swoje źródła w niedoinwestowanym i przeciążonym systemie ochrony zdrowia w naszym kraju. Medycy i medyczki zajmujący się pacjentkami na oddziałach ginekologiczno-położniczych są zbyt obciążeni pracą, nie otrzymują adekwatnego wynagrodzenia, często są wypaleni zawodowo i sfrustrowani. Lekarze/ki i położne pracujące przy poronieniach i tzw. cichych porodach sami nie mogą liczyć na pomoc psychologa. To patologiczna sytuacja, która prowadzi do patologicznych zachowań, również wobec pacjentek. Dlatego zależy nam, aby wywołać szeroką dyskusję w środowisku medycznym na temat możliwych działań naprawczych w obszarze ochrony roniących. Rekomendacje opracowane na podstawie naszego badania są punktem wyjścia – mamy nadzieję, że wspólnie ze środowiskiem ginekologów i położnych, a także zarządzających w ochronie zdrowia w Polsce uda się opracować standardy opieki okołoporonnej, które w sposób pełny i wszechstronny będą wspierały zarówno roniące kobiety jak i wszystkie osoby sprawujące nad nimi profesjonalną opiekę – powiedziała Joanna Frejus, prezeska Fundacji Czułość, inicjatorka projektu.

Celem projektu #poroniłam jest także udzielanie wsparcia osobom z doświadczeniem poronienia oraz położnym, lekarkom i doulom. W 2022 r. Fundacja Czułość zorganizowała spotkania grup wsparcia, w których udział wzięło łącznie ok. 40 kobiet po poronieniu a także położnych. Przedstawicielki Fundacji udzielają również bezpłatnych konsultacji osobom z doświadczeniem poronienia oraz przedstawicielkom ochrony zdrowia, które wspierają roniące na co dzień. 

– Problem braku odpowiedniej opieki nad osobami roniącymi kładzie się cieniem na całym ich późniejszym życiu. Kobiety doświadczają podwójnej traumy: tej „naturalnej” związanej ze stratą dziecka a także tej całkowicie niepotrzebnej, związanej z niewłaściwą opieką w szpitalu czy w gabinecie ginekologicznym. Dostrzegamy ogromną potrzebę otoczenia opieką nie tylko kobiet podczas i po stracie ciąży, ale również osób, które profesjonalnie się nimi opiekują w placówkach medycznych w całym kraju. Bardzo chcemy, aby nasza pomoc była długofalowa i docierała do wszystkich, którzy tego potrzebują – powiedziała Kamila Raczyńska-Chomyn, edukatorka seksualna, doula, współtwórczyni projektu #poroniłam.

Ażeby dotrzeć do jak najszerszej grupy pacjentek, Fundacja uruchomiła platformę edukacyjną www.SiostryRonie.pl,  która ma na celu dostarczenie niezbędnych informacji na temat utraty ciąży oraz wsparcia psychologicznego wszystkim osobom z doświadczeniem poronienia, również tym, które właśnie przechodzą przez te trudne chwile. Kluczowym zasobem platformy są filmy edukacyjne z ekspert(k)ami różnych specjalizacji (wśród nich: Anna Parzyńska, ginekolożka; Karolina Łataś-Zagrajek, położna, seksuolożka, fizjoterapeutka uroginekologiczna; Kamila Raczyńska-Chomyn, doula, edukatorka seksualna; Joanna Frejus, psycholożka i psychoterapeutka; Marzena Pilarz-Herzyk, prawniczka; Joanna Olszewska, właścicielka domu pogrzebowego dedykowanego dzieciom; Anja Franczak, towarzyszka żałoby oraz Michał Moniewski, psychoterapeuta), którzy w zwięzły i przystępny sposób udzielają informacji na temat różnych aspektów poronienia. Tematyka jest bardzo szeroka – obejmuje informacje zupełnie podstawowe, jak np. wyjaśnienia niezbędnej terminologii medycznej, informacje, czego się spodziewać na izbie przyjęć i w szpitalu, jakich reakcji kobieta może spodziewać się ze strony swojego ciała. Ważną część zasobów stanowią filmy na temat emocji, które mogą pojawić się podczas ronienia i tego, jak zaopiekować się sobą w tym procesie (w tym sekcja z ćwiczeniami rozluźniającymi). Kolejna grupa informacji dotyczy praw przysługujących osobom po poronieniu, w tym prawa do pochówku szczątków dziecka, prawa do opieki laktacyjnej, czy prawa do opieki psychologa. 

Kolejnym etapem projektu #poroniłam będzie poszerzenie platformy SiostryRonie.pl o materiały dla położnych, lekarek i lekarzy oraz doul, a także dalsze prace nad rekomendacjami standardów i dobrych praktyk opieki okołoporonnej w Polsce.

źródło: Fundacja Czułość

Większość pacjentów poleciłaby szpital, w którym się leczyła. Chorzy doceniają też zaangażowanie i pracę pielęgniarek. Te wśród personelu medycznego są zdecydowanie najlepiej oceniane. Z kolei posiłki i warunki panujące na salach chorych to najsłabiej oceniany element systemu opieki szpitalnej – wynika z raportu Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia (CMJ).
Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia w 2022 roku przebadało 50 tys. pacjentów z ponad 130 szpitali w zakresie doświadczeń z pobytu w szpitalu. Badanie było prowadzone w formie ankiety elektronicznej wypełnianej bezpośrednio przed wypisem ze szpitala lub po powrocie do domu. W oparciu o wyniki dokonano oceny kluczowych obszarów oraz utworzono zestaw wskaźników z zakresu: opieki lekarskiej, opieki pielęgniarskiej, opieki fizjoterapeutów, komunikacji personelu, bezpieczeństwa opieki, warunków pobytu i rekomendacji szpitala.
Jak pacjenci oceniają szpitale?
Ponad 80 proc. respondentów wskazało, że w wyniku hospitalizacji ich stan zdrowia poprawił się, a aż 88 proc. z nich poleciłoby placówkę, w której przebywało.
Należy jednak podkreślić, że wskaźnik ogólnej oceny różni się w poszczególnych placówkach. W badaniu znalazły się szpitale, w których wskaźnik rekomendacji wynosił 100 proc. oraz takie, które otrzymały ocenę na poziomie 34 proc.

Zdecydowana większość (92 proc.) respondentów nie miała zastrzeżeń w zakresie przestrzeganie praw pacjenta. Do najczęściej zgłaszanych naruszeń w tym obszarze należało prawo do intymności, prawo do poszanowania godności oraz prawo do kontaktu z osobą bliską.
Pacjenci najwyżej cenią pielęgniarki
Spośród personelu medycznego pacjenci najlepiej ocenili pielęgniarki. 80 proc. doceniło ich zaangażowanie i kompetencje, wystawiając im za to najwyższą możliwą ocenę – „5”. W przypadku opieki lekarskiej taką ocenę wskazało 77 proc. pytanych. Należy podkreślić, że ocena ta dla wszystkich grup medycznych była wysoka i tylko niewielki odsetek pacjentów ocenił negatywnie pracę personelu medycznego (3-4 proc.).

Jednym z kluczowych elementów dobrej opieki jest komunikacja pomiędzy pacjentem a osobami sprawującymi nad nim opiekę. Odnosząc się do tego obszaru niewielki odsetek respondentów (6 proc.) wskazał, że nie rozumiał, co chcą przekazać lekarze. 8 proc. pacjentów miało poczucie, że nie uczestniczy w decyzjach dotyczących sprawowania opieki.
Opieka psychologiczna w szpitalach do poprawy
Autorzy raportu zwrócili uwagę, że konieczność hospitalizacji oraz niepewność co do efektów leczenia mogą być przyczyną dodatkowego stresu pacjentów. To potwierdziły opinie badanych. Co piąty z nich przyznał, że w czasie hospitalizacji odczuwał przygnębienie. Okazuje się, że wsparcie w szpitalu chorzy mogą otrzymać praktycznie jedynie ze strony pielęgniarek.

„Szpital bez bólu” to cel, jaki przyświeca działaniom na rzecz eliminacji odczuwania bólu w trakcie hospitalizacji. Jednak tylko co piąty pacjent nie odczuwał zupełnie bólu w trakcie pobytu w szpitalu. Co trzeci pacjent odczuwał ból większy niż „5” (w skali 0-10), a blisko co 10. pacjent (9 proc.) odczuwał natężenie bólu w trakcie hospitalizacji na poziomie 9-10. Trzy czwarte pacjentów zdecydowanie potwierdziło, że personel podejmował skuteczne próby zmniejszenia bólu, jednak 7 proc. pacjentów temu zaprzecza.
Warunki pobytu i wyżywienie
O dziwo aż 79 proc. pacjentów nie miało uwag do warunków pobytu w szpitalu. Najczęściej zgłaszane zastrzeżenia dotyczyły problemu duszności na salach chorych; blisko co 10. pacjent zwracał na to uwagę. Chorzy skarżyli się też na zbyt wysokie temperatury na salach, brak dostatecznej czystości w łazienkach, równie często mieli też zastrzeżenia do warunków odpoczynku. Zdecydowana większość pacjentów nie miała uwag dotyczących żywienia (71 proc.). Pacjenci, którzy zwracali uwagę na problemy w tym zakresie, najczęściej skarżyli się na brak możliwości wyboru posiłku (19 proc.), zbyt małe porcje (11 proc.) i zbyt zimne posiłki (10 proc.).

Katarzyna Lisowska
źródło: infowire, PulsMedycyny

Większość pacjentów poleciłaby szpital, w którym się leczyła. Chorzy doceniają też zaangażowanie i pracę pielęgniarek. Te wśród personelu medycznego są zdecydowanie najlepiej oceniane. Z kolei posiłki i warunki panujące na salach chorych to najsłabiej oceniany element systemu opieki szpitalnej – wynika z raportu Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia (CMJ).
Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia w 2022 roku przebadało 50 tys. pacjentów z ponad 130 szpitali w zakresie doświadczeń z pobytu w szpitalu. Badanie było prowadzone w formie ankiety elektronicznej wypełnianej bezpośrednio przed wypisem ze szpitala lub po powrocie do domu. W oparciu o wyniki dokonano oceny kluczowych obszarów oraz utworzono zestaw wskaźników z zakresu: opieki lekarskiej, opieki pielęgniarskiej, opieki fizjoterapeutów, komunikacji personelu, bezpieczeństwa opieki, warunków pobytu i rekomendacji szpitala.
Jak pacjenci oceniają szpitale?
Ponad 80 proc. respondentów wskazało, że w wyniku hospitalizacji ich stan zdrowia poprawił się, a aż 88 proc. z nich poleciłoby placówkę, w której przebywało.
Należy jednak podkreślić, że wskaźnik ogólnej oceny różni się w poszczególnych placówkach. W badaniu znalazły się szpitale, w których wskaźnik rekomendacji wynosił 100 proc. oraz takie, które otrzymały ocenę na poziomie 34 proc.

Zdecydowana większość (92 proc.) respondentów nie miała zastrzeżeń w zakresie przestrzeganie praw pacjenta. Do najczęściej zgłaszanych naruszeń w tym obszarze należało prawo do intymności, prawo do poszanowania godności oraz prawo do kontaktu z osobą bliską.
Pacjenci najwyżej cenią pielęgniarki
Spośród personelu medycznego pacjenci najlepiej ocenili pielęgniarki. 80 proc. doceniło ich zaangażowanie i kompetencje, wystawiając im za to najwyższą możliwą ocenę – „5”. W przypadku opieki lekarskiej taką ocenę wskazało 77 proc. pytanych. Należy podkreślić, że ocena ta dla wszystkich grup medycznych była wysoka i tylko niewielki odsetek pacjentów ocenił negatywnie pracę personelu medycznego (3-4 proc.).

Jednym z kluczowych elementów dobrej opieki jest komunikacja pomiędzy pacjentem a osobami sprawującymi nad nim opiekę. Odnosząc się do tego obszaru niewielki odsetek respondentów (6 proc.) wskazał, że nie rozumiał, co chcą przekazać lekarze. 8 proc. pacjentów miało poczucie, że nie uczestniczy w decyzjach dotyczących sprawowania opieki.
Opieka psychologiczna w szpitalach do poprawy
Autorzy raportu zwrócili uwagę, że konieczność hospitalizacji oraz niepewność co do efektów leczenia mogą być przyczyną dodatkowego stresu pacjentów. To potwierdziły opinie badanych. Co piąty z nich przyznał, że w czasie hospitalizacji odczuwał przygnębienie. Okazuje się, że wsparcie w szpitalu chorzy mogą otrzymać praktycznie jedynie ze strony pielęgniarek.

„Szpital bez bólu” to cel, jaki przyświeca działaniom na rzecz eliminacji odczuwania bólu w trakcie hospitalizacji. Jednak tylko co piąty pacjent nie odczuwał zupełnie bólu w trakcie pobytu w szpitalu. Co trzeci pacjent odczuwał ból większy niż „5” (w skali 0-10), a blisko co 10. pacjent (9 proc.) odczuwał natężenie bólu w trakcie hospitalizacji na poziomie 9-10. Trzy czwarte pacjentów zdecydowanie potwierdziło, że personel podejmował skuteczne próby zmniejszenia bólu, jednak 7 proc. pacjentów temu zaprzecza.
Warunki pobytu i wyżywienie
O dziwo aż 79 proc. pacjentów nie miało uwag do warunków pobytu w szpitalu. Najczęściej zgłaszane zastrzeżenia dotyczyły problemu duszności na salach chorych; blisko co 10. pacjent zwracał na to uwagę. Chorzy skarżyli się też na zbyt wysokie temperatury na salach, brak dostatecznej czystości w łazienkach, równie często mieli też zastrzeżenia do warunków odpoczynku. Zdecydowana większość pacjentów nie miała uwag dotyczących żywienia (71 proc.). Pacjenci, którzy zwracali uwagę na problemy w tym zakresie, najczęściej skarżyli się na brak możliwości wyboru posiłku (19 proc.), zbyt małe porcje (11 proc.) i zbyt zimne posiłki (10 proc.).

Katarzyna Lisowska
źródło: infowire, PulsMedycyny

Tylko 15,6 proc. dzieci w czasie pandemii realizowało minimum ruchowe zalecane przez WHO – wynika z nieopublikowanych jeszcze badań „Młodzież a COVID 19” przeprowadzonych przez Instytut Matki i Dziecka. Ale i przed pandemią wskaźnik ten pogarszał się z roku na rok.
W lockdownie wszystkie wskaźniki aktywności fizycznej dzieci i młodzieży poszły w dół. Badanie „Młodzież a COVID 19” Zakład Zdrowia Dzieci i Młodzieży IMID przeprowadził w 2021 r. Ankietę internetową wypełniło wówczas ponad 1500 dzieci. Wyniki z pandemii zostały zestawione z wynikami badania HBSC z 2018 r.

Chłopcy przed covid spełniali zalecenia WHO na poziomie 18,2 proc. – był spadek do 12,5 proc. w czasie pandemii. W przypadku dziewcząt odsetek spełniających rekomendacje z 13,2 proc. spadł do 8,4 proc. Wśród 11-latków przed pandemią ok. 23 proc. spełniało rekomendacje, w pandemii tylko 12,1 proc.; wśród 17-latków przed pandemią 9,8 proc., w pandemii – 8,4 proc. Przy czym te wyniki wypracowały głównie dzieci mające domy z ogródkami, gdzie można było ustawić choćby trampolinę. Ruszały się również te, które ćwiczyły w domu, bo miały samozaparcie. Wygrywały dzieci mieszkające na wsi. 

„Prawidłowość, że aktywność fizyczna wśród dziewcząt ma niższe wskaźniki i pogarsza się wraz z wiekiem, obserwujemy w naszych badaniach od lat. Dziewczętom zmienia się stosunek masy mięśniowej do tłuszczowej z uwagi na procesy hormonalne związane z dojrzewaniem. Zmieniają się także proporcje ciała. Najbardziej aktywne powinny być najmłodsze dzieci, co jest rozwojowo naturalne” – mówi dr Hanna Nałęcz z Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży IMID.

Ruszaj się, na zdrowie

Dr Janusz Dobosz z Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej, AWF Warszawa, zauważył, że w pandemii dramatycznie spadła motoryka dzieci, które wcześniej brały udział w wielu zajęciach sportowych. Ruszały się, były dużo lepsze od rówieśników, osiągały lepsze wyniki sprawdzianów sportowych niż przeciętna w Polsce. Po lockdownie i nauce zdalnej, wytrzymałość i siła tych dzieci bardzo spadły. Wystarczyło im odebrać trzy, cztery godziny zajęć ruchowych w tygodniu i już po pół roku odbiło się to na poziomie ich sprawności fizycznej.

Fakt ten ujawniły badania Instytutu Sportu PIB prowadzone w ramach programu MSiT „Szkolny Klub Sportowy” (SKS). Porównano tam zmiany wyników prób sprawności fizycznej w dwóch rocznych okresach: przed pandemią (jesień 2018 –jesień 2019 roku) oraz w okresie pandemii (jesień 2019 – jesień 2020 roku). O ile przed i w czasie pandemii zmiany somatyczne były bardzo podobne (mniej więcej tyle samo dzieci zwiększało, utrzymywało lub zmniejszało masę ciała czy wielkość BMI) to zmiany w wynikach prób sprawności fizycznej wyraźnie pogarszały się.

Przed pandemią 46,4 proc. dzieci pogorszyło w ciągu roku wynik w biegu sprinterskim na 50 metrów, w czasie pandemii pogorszenie rezultatu notowało już 53,6 proc. dzieci biorących udział w zajęciach SKS. W biegu na 600 m było to odpowiednio 41,2 proc. i 49,4 proc. Wiele też mówi poprawianie się dzieci w tej próbie wiekowej. Przed pandemią poprawę wyniku w kolejnym badaniu uzyskiwało 35,4 proc. badanych dzieci. W trakcie pandemii polepszyło swój wynik zaledwie 25,2 proc. uczniów z SKS-u.

„To dowód, że trzeba doskonalić wychowanie fizyczne młodych pokoleń, zmieniać postawy ludzi i silnie kształtować w nich potrzebę aktywności fizycznej. I to wcale nie takiej, która ma prowadzić do sukcesów olimpijskich. Mistrzów sportu nauczyciele mogą zidentyfikować przy okazji. Jeśli znajdzie się dziecko utalentowane, jak np. Robert Lewandowski, Iga Świątek czy Anita Włodarczyk i zaproponuje mu uprawianie sportu, można przed nim otworzyć drogę kariery życiowej. Jednak w globalnym ujęciu powinna to być po prostu społeczna troska o zdrowie przyszłych pokoleń. Od ilości ruchu dziś, tego jak ukształtujemy postawy wobec własnej cielesności, zależy jak będziemy funkcjonować mając lat 50, 60 czy 80. Konsekwencją tego będzie m. in. siła wytwórcza społeczeństwa, aktywność osobista i publiczna obywateli, zakres wymaganych świadczeń zdrowotnych i związany z tym poziom opieki medycznej, możliwość niesienia pomocy chorym, itp.” – mówi dr Dobosz.

Ruch u dzieci i młodzieży: co rekomenduje WHO?

Rekomendacje WHO mówią, że dzieci w wieku od 5-17 lat codziennie minimalnie przez 60 minut mają być aktywne w stopniu co najmniej umiarkowanym. Im dłużej, tym lepiej. 

„Powinna to być aktywność o charakterze tlenowym, jak bieganie, gry zespołowe, jazda na rowerze, gdzie są angażowane duże grupy mięśni. Najlepiej na świeżym powietrzu. Ale także zalecane jest pływanie. Aktywność aerobowa, tlenowa, powoduje przyspieszenie tętna, oddechu, czujemy, że organizm mobilizuje się do wysiłku” – wyjaśnia dr Hanna Nałęcz.

WHO zaleca też, aby dzieci 2-3 razy w tygodniu miały wysiłek intensywny, któremu towarzyszy zgrzanie, spocenie się (wskaźnik VPA).

„Taka aktywność jest potrzebna dzieciom w okresie rozwojowym, żeby prawidłowo się rozwijać, wzmacniać kości i mięśnie, ale też budować wydolność układów: oddechowego, krążenia, mięśniowego, szkieletowego i narządów” – podkreśla dr Hanna Nałęcz.

Tymczasem w raporcie “Zdrowie uczniów w 2018 r na tle nowego modelu badań HBSC” czytamy: „Porównując dane uzyskane w dwóch ostatnich rundach badań, z lat 2014 i 2018 stwierdzono statystycznie istotne pogorszenie w poziomie intensywnej aktywności fizycznej młodzieży. Odsetek nastolatków ćwiczących co najmniej 4 razy w tygodniu zmniejszył się z 40,5 proc. do 33,1 proc.”.

Wspomniane zaś badania HBSC z 2018 r. pokazują, że zaledwie 21 proc. dziewcząt i 24 proc. chłopców w wieku 11 lat podejmuje godzinną, zaplanowaną aktywność fizyczną każdego dnia. Eksperci podkreślają, że kluczową rolę w budowaniu odpowiedniego nawyku ruchu odgrywają rodzice. Tymczasem wciąż jedynie 44 proc. dzieci po szkole podejmuje aktywność fizyczną (spacery, jazda na rowerze) wspólnie z rodzicami. 48 proc. dzieci zawożonych jest do szkoły samochodem przez rodziców.

Siedzą przed komputerem bez ruchu

Według WHO to siedzący tryb życia zajmuje czwarte miejsce wśród przyczyn śmiertelności ludzi na świecie – za nadciśnieniem tętniczym, paleniem tytoniu oraz podwyższonym poziomem glukozy we krwi.

Raport z międzynarodowych badań WHO European Childhood Obesity Surveillance Initiative (COSI) 2017 “Nadwaga i otyłość u polskich 8-latków w świetle uwarunkowań biologicznych, behawioralnych i społecznych” pokazuje, że częstość nadciśnienia tętniczego wzrasta wraz z wiekiem i po okresie dojrzewania dotyczy już 10 proc. populacji. Wyniki badań przeprowadzonych wśród uczniów z gdańskich szkół wskazały, że odsetek dzieci w wieku 8-12 lat z nadciśnieniem tętniczym wynosił 10,2 proc.!

Opublikowane niedawno badanie CBOS i KCPU Młodzież 2021 pokazuje niepokojące trendy w kontekście następstw nauki zdalnej – rośnie grupa dzieci i młodzieży spędzającej w internecie powyżej 4 godzin. Ogólnie nastąpiło wydłużenie czasu spędzanego w sieci do 5 godzin w ciągu doby. To o 45 min. dłużej niż w 2018 r.

Bardzo wzrosło oglądanie w sieci filmów i seriali, granie w gry sieciowe. Do internetu przeniosły się także kontakty towarzyskie i słuchanie muzyki. Wzrosła także grupa młodych osób niedosypiających z powodu korzystania z internetu oraz uznających życie bez tego narzędzia za nudne, puste, pozbawione wartości.

Już badania robione w 2016, a opublikowane w 2018 „Nastolatki, komunikacja, media elektroniczne” pokazały, że niebezpieczną aktywność bliską uzależnienia wykazywało 8,7 proc. uczniów kl. V i aż 15,8 proc. klasy VII – to był najwyższy odsetek dowodzący, że dzieci w tym wieku najłatwiej się uzależniają. W gimnazjach było to 14 proc. (tam dzieci musiały przysiąść do nauki przed egzaminami), w liceach jeszcze mniej – 10,5 proc.

Nie jest prawdziwe potoczne przekonanie, że jeśli dzieci mało siedzą, są aktywne fizycznie. 

„Są dzieci bardzo aktywne fizycznie, które jednak mnóstwo czasu spędzają, siedząc bez ruchu. To rodzice muszą dbać, by dziecko nie siedziało za długo. Należy ograniczać czas leżenia z komórką w ręku, bez ruchu – przekonuje dr Hanna Nałęcz. – Potrzebne jest mówienie o rekomendacjach WHO, bo rodzice nie mają się skąd dowiedzieć, ile aktywności jest potrzebne dzieciom. Najbardziej korzystny odsetek aktywności umiarkowanej był w 2010 i wynosił 24,2 proc. Od tamtej pory regularnie spada” – podkreśla badaczka.


Źródło: Serwis Zdrowie, PAP

Tylko 15,6 proc. dzieci w czasie pandemii realizowało minimum ruchowe zalecane przez WHO – wynika z nieopublikowanych jeszcze badań „Młodzież a COVID 19” przeprowadzonych przez Instytut Matki i Dziecka. Ale i przed pandemią wskaźnik ten pogarszał się z roku na rok.
W lockdownie wszystkie wskaźniki aktywności fizycznej dzieci i młodzieży poszły w dół. Badanie „Młodzież a COVID 19” Zakład Zdrowia Dzieci i Młodzieży IMID przeprowadził w 2021 r. Ankietę internetową wypełniło wówczas ponad 1500 dzieci. Wyniki z pandemii zostały zestawione z wynikami badania HBSC z 2018 r.

Chłopcy przed covid spełniali zalecenia WHO na poziomie 18,2 proc. – był spadek do 12,5 proc. w czasie pandemii. W przypadku dziewcząt odsetek spełniających rekomendacje z 13,2 proc. spadł do 8,4 proc. Wśród 11-latków przed pandemią ok. 23 proc. spełniało rekomendacje, w pandemii tylko 12,1 proc.; wśród 17-latków przed pandemią 9,8 proc., w pandemii – 8,4 proc. Przy czym te wyniki wypracowały głównie dzieci mające domy z ogródkami, gdzie można było ustawić choćby trampolinę. Ruszały się również te, które ćwiczyły w domu, bo miały samozaparcie. Wygrywały dzieci mieszkające na wsi. 

„Prawidłowość, że aktywność fizyczna wśród dziewcząt ma niższe wskaźniki i pogarsza się wraz z wiekiem, obserwujemy w naszych badaniach od lat. Dziewczętom zmienia się stosunek masy mięśniowej do tłuszczowej z uwagi na procesy hormonalne związane z dojrzewaniem. Zmieniają się także proporcje ciała. Najbardziej aktywne powinny być najmłodsze dzieci, co jest rozwojowo naturalne” – mówi dr Hanna Nałęcz z Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży IMID.

Ruszaj się, na zdrowie

Dr Janusz Dobosz z Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej, AWF Warszawa, zauważył, że w pandemii dramatycznie spadła motoryka dzieci, które wcześniej brały udział w wielu zajęciach sportowych. Ruszały się, były dużo lepsze od rówieśników, osiągały lepsze wyniki sprawdzianów sportowych niż przeciętna w Polsce. Po lockdownie i nauce zdalnej, wytrzymałość i siła tych dzieci bardzo spadły. Wystarczyło im odebrać trzy, cztery godziny zajęć ruchowych w tygodniu i już po pół roku odbiło się to na poziomie ich sprawności fizycznej.

Fakt ten ujawniły badania Instytutu Sportu PIB prowadzone w ramach programu MSiT „Szkolny Klub Sportowy” (SKS). Porównano tam zmiany wyników prób sprawności fizycznej w dwóch rocznych okresach: przed pandemią (jesień 2018 –jesień 2019 roku) oraz w okresie pandemii (jesień 2019 – jesień 2020 roku). O ile przed i w czasie pandemii zmiany somatyczne były bardzo podobne (mniej więcej tyle samo dzieci zwiększało, utrzymywało lub zmniejszało masę ciała czy wielkość BMI) to zmiany w wynikach prób sprawności fizycznej wyraźnie pogarszały się.

Przed pandemią 46,4 proc. dzieci pogorszyło w ciągu roku wynik w biegu sprinterskim na 50 metrów, w czasie pandemii pogorszenie rezultatu notowało już 53,6 proc. dzieci biorących udział w zajęciach SKS. W biegu na 600 m było to odpowiednio 41,2 proc. i 49,4 proc. Wiele też mówi poprawianie się dzieci w tej próbie wiekowej. Przed pandemią poprawę wyniku w kolejnym badaniu uzyskiwało 35,4 proc. badanych dzieci. W trakcie pandemii polepszyło swój wynik zaledwie 25,2 proc. uczniów z SKS-u.

„To dowód, że trzeba doskonalić wychowanie fizyczne młodych pokoleń, zmieniać postawy ludzi i silnie kształtować w nich potrzebę aktywności fizycznej. I to wcale nie takiej, która ma prowadzić do sukcesów olimpijskich. Mistrzów sportu nauczyciele mogą zidentyfikować przy okazji. Jeśli znajdzie się dziecko utalentowane, jak np. Robert Lewandowski, Iga Świątek czy Anita Włodarczyk i zaproponuje mu uprawianie sportu, można przed nim otworzyć drogę kariery życiowej. Jednak w globalnym ujęciu powinna to być po prostu społeczna troska o zdrowie przyszłych pokoleń. Od ilości ruchu dziś, tego jak ukształtujemy postawy wobec własnej cielesności, zależy jak będziemy funkcjonować mając lat 50, 60 czy 80. Konsekwencją tego będzie m. in. siła wytwórcza społeczeństwa, aktywność osobista i publiczna obywateli, zakres wymaganych świadczeń zdrowotnych i związany z tym poziom opieki medycznej, możliwość niesienia pomocy chorym, itp.” – mówi dr Dobosz.

Ruch u dzieci i młodzieży: co rekomenduje WHO?

Rekomendacje WHO mówią, że dzieci w wieku od 5-17 lat codziennie minimalnie przez 60 minut mają być aktywne w stopniu co najmniej umiarkowanym. Im dłużej, tym lepiej. 

„Powinna to być aktywność o charakterze tlenowym, jak bieganie, gry zespołowe, jazda na rowerze, gdzie są angażowane duże grupy mięśni. Najlepiej na świeżym powietrzu. Ale także zalecane jest pływanie. Aktywność aerobowa, tlenowa, powoduje przyspieszenie tętna, oddechu, czujemy, że organizm mobilizuje się do wysiłku” – wyjaśnia dr Hanna Nałęcz.

WHO zaleca też, aby dzieci 2-3 razy w tygodniu miały wysiłek intensywny, któremu towarzyszy zgrzanie, spocenie się (wskaźnik VPA).

„Taka aktywność jest potrzebna dzieciom w okresie rozwojowym, żeby prawidłowo się rozwijać, wzmacniać kości i mięśnie, ale też budować wydolność układów: oddechowego, krążenia, mięśniowego, szkieletowego i narządów” – podkreśla dr Hanna Nałęcz.

Tymczasem w raporcie “Zdrowie uczniów w 2018 r na tle nowego modelu badań HBSC” czytamy: „Porównując dane uzyskane w dwóch ostatnich rundach badań, z lat 2014 i 2018 stwierdzono statystycznie istotne pogorszenie w poziomie intensywnej aktywności fizycznej młodzieży. Odsetek nastolatków ćwiczących co najmniej 4 razy w tygodniu zmniejszył się z 40,5 proc. do 33,1 proc.”.

Wspomniane zaś badania HBSC z 2018 r. pokazują, że zaledwie 21 proc. dziewcząt i 24 proc. chłopców w wieku 11 lat podejmuje godzinną, zaplanowaną aktywność fizyczną każdego dnia. Eksperci podkreślają, że kluczową rolę w budowaniu odpowiedniego nawyku ruchu odgrywają rodzice. Tymczasem wciąż jedynie 44 proc. dzieci po szkole podejmuje aktywność fizyczną (spacery, jazda na rowerze) wspólnie z rodzicami. 48 proc. dzieci zawożonych jest do szkoły samochodem przez rodziców.

Siedzą przed komputerem bez ruchu

Według WHO to siedzący tryb życia zajmuje czwarte miejsce wśród przyczyn śmiertelności ludzi na świecie – za nadciśnieniem tętniczym, paleniem tytoniu oraz podwyższonym poziomem glukozy we krwi.

Raport z międzynarodowych badań WHO European Childhood Obesity Surveillance Initiative (COSI) 2017 “Nadwaga i otyłość u polskich 8-latków w świetle uwarunkowań biologicznych, behawioralnych i społecznych” pokazuje, że częstość nadciśnienia tętniczego wzrasta wraz z wiekiem i po okresie dojrzewania dotyczy już 10 proc. populacji. Wyniki badań przeprowadzonych wśród uczniów z gdańskich szkół wskazały, że odsetek dzieci w wieku 8-12 lat z nadciśnieniem tętniczym wynosił 10,2 proc.!

Opublikowane niedawno badanie CBOS i KCPU Młodzież 2021 pokazuje niepokojące trendy w kontekście następstw nauki zdalnej – rośnie grupa dzieci i młodzieży spędzającej w internecie powyżej 4 godzin. Ogólnie nastąpiło wydłużenie czasu spędzanego w sieci do 5 godzin w ciągu doby. To o 45 min. dłużej niż w 2018 r.

Bardzo wzrosło oglądanie w sieci filmów i seriali, granie w gry sieciowe. Do internetu przeniosły się także kontakty towarzyskie i słuchanie muzyki. Wzrosła także grupa młodych osób niedosypiających z powodu korzystania z internetu oraz uznających życie bez tego narzędzia za nudne, puste, pozbawione wartości.

Już badania robione w 2016, a opublikowane w 2018 „Nastolatki, komunikacja, media elektroniczne” pokazały, że niebezpieczną aktywność bliską uzależnienia wykazywało 8,7 proc. uczniów kl. V i aż 15,8 proc. klasy VII – to był najwyższy odsetek dowodzący, że dzieci w tym wieku najłatwiej się uzależniają. W gimnazjach było to 14 proc. (tam dzieci musiały przysiąść do nauki przed egzaminami), w liceach jeszcze mniej – 10,5 proc.

Nie jest prawdziwe potoczne przekonanie, że jeśli dzieci mało siedzą, są aktywne fizycznie. 

„Są dzieci bardzo aktywne fizycznie, które jednak mnóstwo czasu spędzają, siedząc bez ruchu. To rodzice muszą dbać, by dziecko nie siedziało za długo. Należy ograniczać czas leżenia z komórką w ręku, bez ruchu – przekonuje dr Hanna Nałęcz. – Potrzebne jest mówienie o rekomendacjach WHO, bo rodzice nie mają się skąd dowiedzieć, ile aktywności jest potrzebne dzieciom. Najbardziej korzystny odsetek aktywności umiarkowanej był w 2010 i wynosił 24,2 proc. Od tamtej pory regularnie spada” – podkreśla badaczka.


Źródło: Serwis Zdrowie, PAP

Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych, które są świadkami wypadku, i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. W cyklicznych badaniach nieco ponad 60 proc. Polaków deklaruje, że potrafi jej udzielić, ale odsetek tych, którzy są pewni swoich umiejętności, jest dużo niższy.
Co więcej, deklaracje często rozmijają się z rzeczywistością, bo w praktyce przed udzieleniem pierwszej pomocy na ogół powstrzymuje nas strach i obawa, że zrobimy coś źle.

– Jeśli chodzi o umiejętność udzielania pierwszej pomocy przez przeciętnego Polaka, sytuacja jest po prostu niedobra. Brakuje stałych szkoleń, możliwości dokształcania się, czasami nie chcemy tego robić. To, że nie udzielamy pierwszej pomocy, jest związane z faktem, że po prostu nie potrafimy i boimy się konsekwencji – mówi agencji Newseria Biznes Tadeusz Zagajewski, dyrektor generalny Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Łodzi.

Jak zauważa, w badaniach Polacy często deklarują, że potrafią udzielić pierwszej pomocy osobie poszkodowanej w wypadku. Jednak te deklaracje nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.

– Musimy rozgraniczyć dwie kwestie. Pierwsza to nasze deklaracje o tym, że chętnie udzielimy tej pomocy, a druga to świat realny, czyli czy naprawdę to robimy – mówi Tadeusz Zagajewski.

Z cyklicznych sondaży CBOS wynika, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat samoocena Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy mocno się poprawiła. Jeszcze w 2007 roku dokładnie 50 proc. Polek i Polaków deklarowało, że potrafi udzielić jej ofierze wypadku. W 2017 roku ten odsetek wzrósł już do 67 proc., jednak tylko 19 proc. badanych było całkowicie pewnych swoich umiejętności w tym zakresie. Statystyki pokazują też, że umiejętność udzielania pierwszej pomocy częściej deklarują badani lepiej wykształceni i młodsi. W grupie wiekowej 18–24 lata ten odsetek sięgał aż 93 proc., ale wśród osób 65+ spadł już do raptem 50 proc.

 Do udzielania pierwszej pomocy i znajomości w tym zakresie w ogóle najlepiej przygotowane są dzieci. One wiedzą, jak to zrobić, znają reguły postępowania. Czasami na szkoleniach zdarza się tak, że to dziecko podpowiada rodzicom, jak udzielić pierwszej pomocy – mówi dyrektor generalny CBRD w Łodzi.

Wyniki badania przeprowadzonego w tym roku przez Maison & Partners dla Warsaw Enterprise Institute i Defence24.pl są bardzo zbliżone do tych sprzed kilku lat. 61 proc. Polek i Polaków zadeklarowało w nim, że potrafi udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej „w niewielkim stopniu”, przy czym tylko 15 proc. oceniło swoje umiejętności w tym zakresie jako duże. To – jak podkreślają eksperci – pokazuje, że wciąż jest miejsce na edukację w tym temacie.

– Szkolenia z zakresu pierwszej pomocy są szalenie istotne. Nigdy nie wiadomo, kiedy znajdziemy się w sytuacji, w której trzeba będzie udzielić takiej pomocy osobie poszkodowanej. I wtedy możemy nie wiedzieć, jak to zrobić, może sparaliżować nas strach, będziemy się denerwować, że spowodujemy dodatkowe obrażenia – mówi Karolina Tworzydło, dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych na miejsce zdarzenia wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. Ci częstokroć sądzą, że wystarczy wezwać karetkę i nie podejmują czynności ratowniczych. Głównym powodem jest właśnie strach, obawa przed tym, że zrobią coś źle.

– Podstawowa rzecz na kursach pierwszej pomocy to zwrócenie uwagi na to, żeby ludzie pozbyli się tego lęku przed jej udzielaniem 
– podkreśla Tadeusz Zagajewski. – Dlatego nie uczymy ich tylko tego, jak wykonywać poszczególne czynności ratownicze, ale też jak pokonać samego siebie. Po takim szkoleniu w oparciu o sprzęt, fantomy, defibrylatory treningowe i cały materiał oni powinni być przekonani, że to potrafią. Jednak zawsze pozostaje pytanie: A co będzie, jeśli popełnię błąd?
Co istotne, prawo nie przewiduje żadnych konsekwencji za ewentualne błędy czy urazy spowodowane przez pierwszego świadka zdarzenia w trakcie udzielania pierwszej pomocy. Przewiduje za to konsekwencje prawne za jej zaniechanie (art.162 §1 Kodeksu karnego).
 Dlatego już od kilku lat zachęcamy wszystkich do korzystania z okazji i nauki pierwszej pomocy na naszych piknikach, gdzie można to zrobić pod okiem profesjonalnych ratowników medycznych. Można samodzielnie przeprowadzić takie ćwiczenia. To jest jeden dzień, a wiedza na całe życie – podkreśla Karolina Tworzydło.
Pikniki współorganizowane przez Compensę i Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego odbywały się w ramach corocznej akcji Bezpieczna Autostrada, której celem jest wyczulenie kierowców na kwestie związane z bezpieczeństwem na drodze. W tym roku zostały zorganizowane w sumie w 16 miejscowościach i mniejszych miastach w całej Polsce (m.in. w Słupsku, Trzciance, Krynicy Morskiej, Władysławowie i Myszkowie). Zakończenie kampanii miało natomiast miejsce w Warszawie.
W trakcie eventów kierowcy mogli sprawdzić swój stan zdrowia (pomiary cukru, ciśnienia, badanie wzroku) i skorzystać z symulatorów zderzenia i dachowania, które pokazują, co się dzieje z samochodem i pasażerami w momencie kolizji. To wielu osobom wystarcza, aby zmienić swoje podejście do ryzykownej jazdy. Jednak co roku centralnym punktem akcji są pokazy i indywidualne skrócone kursy udzielania pierwszej pomocy prowadzone przez profesjonalnych ratowników.

– Prowadzimy pokazy udzielania pierwszej pomocy, a z drugiej strony – dajemy też możliwość samodzielnej nauki na fantomach osób dorosłych, dzieci i noworodków. Współpracujemy z profesjonalnymi ratownikami medycznymi, którzy mają w tym bardzo duże doświadczenie. Uczymy również tego, w jaki sposób korzystać z defibrylatora AED, czyli urządzenia ratującego życie –
 mówi dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Kolejna edycja kampanii Bezpieczna Autostrada rozpocznie się na wiosnę 2023 roku.

źródło: newseria

Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych, które są świadkami wypadku, i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. W cyklicznych badaniach nieco ponad 60 proc. Polaków deklaruje, że potrafi jej udzielić, ale odsetek tych, którzy są pewni swoich umiejętności, jest dużo niższy.
Co więcej, deklaracje często rozmijają się z rzeczywistością, bo w praktyce przed udzieleniem pierwszej pomocy na ogół powstrzymuje nas strach i obawa, że zrobimy coś źle.

– Jeśli chodzi o umiejętność udzielania pierwszej pomocy przez przeciętnego Polaka, sytuacja jest po prostu niedobra. Brakuje stałych szkoleń, możliwości dokształcania się, czasami nie chcemy tego robić. To, że nie udzielamy pierwszej pomocy, jest związane z faktem, że po prostu nie potrafimy i boimy się konsekwencji – mówi agencji Newseria Biznes Tadeusz Zagajewski, dyrektor generalny Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Łodzi.

Jak zauważa, w badaniach Polacy często deklarują, że potrafią udzielić pierwszej pomocy osobie poszkodowanej w wypadku. Jednak te deklaracje nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.

– Musimy rozgraniczyć dwie kwestie. Pierwsza to nasze deklaracje o tym, że chętnie udzielimy tej pomocy, a druga to świat realny, czyli czy naprawdę to robimy – mówi Tadeusz Zagajewski.

Z cyklicznych sondaży CBOS wynika, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat samoocena Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy mocno się poprawiła. Jeszcze w 2007 roku dokładnie 50 proc. Polek i Polaków deklarowało, że potrafi udzielić jej ofierze wypadku. W 2017 roku ten odsetek wzrósł już do 67 proc., jednak tylko 19 proc. badanych było całkowicie pewnych swoich umiejętności w tym zakresie. Statystyki pokazują też, że umiejętność udzielania pierwszej pomocy częściej deklarują badani lepiej wykształceni i młodsi. W grupie wiekowej 18–24 lata ten odsetek sięgał aż 93 proc., ale wśród osób 65+ spadł już do raptem 50 proc.

 Do udzielania pierwszej pomocy i znajomości w tym zakresie w ogóle najlepiej przygotowane są dzieci. One wiedzą, jak to zrobić, znają reguły postępowania. Czasami na szkoleniach zdarza się tak, że to dziecko podpowiada rodzicom, jak udzielić pierwszej pomocy – mówi dyrektor generalny CBRD w Łodzi.

Wyniki badania przeprowadzonego w tym roku przez Maison & Partners dla Warsaw Enterprise Institute i Defence24.pl są bardzo zbliżone do tych sprzed kilku lat. 61 proc. Polek i Polaków zadeklarowało w nim, że potrafi udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej „w niewielkim stopniu”, przy czym tylko 15 proc. oceniło swoje umiejętności w tym zakresie jako duże. To – jak podkreślają eksperci – pokazuje, że wciąż jest miejsce na edukację w tym temacie.

– Szkolenia z zakresu pierwszej pomocy są szalenie istotne. Nigdy nie wiadomo, kiedy znajdziemy się w sytuacji, w której trzeba będzie udzielić takiej pomocy osobie poszkodowanej. I wtedy możemy nie wiedzieć, jak to zrobić, może sparaliżować nas strach, będziemy się denerwować, że spowodujemy dodatkowe obrażenia – mówi Karolina Tworzydło, dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych na miejsce zdarzenia wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. Ci częstokroć sądzą, że wystarczy wezwać karetkę i nie podejmują czynności ratowniczych. Głównym powodem jest właśnie strach, obawa przed tym, że zrobią coś źle.

– Podstawowa rzecz na kursach pierwszej pomocy to zwrócenie uwagi na to, żeby ludzie pozbyli się tego lęku przed jej udzielaniem 
– podkreśla Tadeusz Zagajewski. – Dlatego nie uczymy ich tylko tego, jak wykonywać poszczególne czynności ratownicze, ale też jak pokonać samego siebie. Po takim szkoleniu w oparciu o sprzęt, fantomy, defibrylatory treningowe i cały materiał oni powinni być przekonani, że to potrafią. Jednak zawsze pozostaje pytanie: A co będzie, jeśli popełnię błąd?
Co istotne, prawo nie przewiduje żadnych konsekwencji za ewentualne błędy czy urazy spowodowane przez pierwszego świadka zdarzenia w trakcie udzielania pierwszej pomocy. Przewiduje za to konsekwencje prawne za jej zaniechanie (art.162 §1 Kodeksu karnego).
 Dlatego już od kilku lat zachęcamy wszystkich do korzystania z okazji i nauki pierwszej pomocy na naszych piknikach, gdzie można to zrobić pod okiem profesjonalnych ratowników medycznych. Można samodzielnie przeprowadzić takie ćwiczenia. To jest jeden dzień, a wiedza na całe życie – podkreśla Karolina Tworzydło.
Pikniki współorganizowane przez Compensę i Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego odbywały się w ramach corocznej akcji Bezpieczna Autostrada, której celem jest wyczulenie kierowców na kwestie związane z bezpieczeństwem na drodze. W tym roku zostały zorganizowane w sumie w 16 miejscowościach i mniejszych miastach w całej Polsce (m.in. w Słupsku, Trzciance, Krynicy Morskiej, Władysławowie i Myszkowie). Zakończenie kampanii miało natomiast miejsce w Warszawie.
W trakcie eventów kierowcy mogli sprawdzić swój stan zdrowia (pomiary cukru, ciśnienia, badanie wzroku) i skorzystać z symulatorów zderzenia i dachowania, które pokazują, co się dzieje z samochodem i pasażerami w momencie kolizji. To wielu osobom wystarcza, aby zmienić swoje podejście do ryzykownej jazdy. Jednak co roku centralnym punktem akcji są pokazy i indywidualne skrócone kursy udzielania pierwszej pomocy prowadzone przez profesjonalnych ratowników.

– Prowadzimy pokazy udzielania pierwszej pomocy, a z drugiej strony – dajemy też możliwość samodzielnej nauki na fantomach osób dorosłych, dzieci i noworodków. Współpracujemy z profesjonalnymi ratownikami medycznymi, którzy mają w tym bardzo duże doświadczenie. Uczymy również tego, w jaki sposób korzystać z defibrylatora AED, czyli urządzenia ratującego życie –
 mówi dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Kolejna edycja kampanii Bezpieczna Autostrada rozpocznie się na wiosnę 2023 roku.

źródło: newseria

Zdrowie fizyczne i psychiczne Polaków w ciągu ostatnich dwóch lat zostało poważnie nadszarpnięte. Badanie Instytutu LB Medical „Nastroje Polaków, uczucia i spojrzenie na przyszłość – zmiany, które spowodował COVID-19”* przeprowadzone na przełomie marca i kwietnia 2021r. pokazało, jak bardzo pandemia odcisnęła piętno na zdrowiu psychicznym i fizycznym. Wtedy prawie połowa Polaków (49,9 proc.) skarżyła się na bardzo częste napięcie psychiczne a ponad 44 proc. respondentów doświadczyło nastrojów depresyjnych. Nowa rzeczywistość wymagała ogromnych zmian w naszych nawykach i przyzwyczajeniach. W momencie, kiedy myśleliśmy, że sytuacja jest już opanowana na horyzoncie pojawiło się widmo niedalekiej wojny, oraz szalejąca inflacja, które Polakom spędzają sen z powiek. Czy nasze społeczeństwo, szuka pomocy u specjalistów zdrowia psychicznego?
By znaleźć odpowiedź na to pytanie Instytut LB Medical wraz z Agencją SW Research przeprowadzili badanie „Przekonania zdrowotne Polaków”** w którym zapytali Polaków o ich przekonania dotyczące zdrowia fizycznego oraz psychicznego.

Polacy widzą zależności pomiędzy zdrowiem psychicznym a fizycznym

Ponad 35 proc. dorosłych Polaków boi się o swoje zdrowie psychiczne i niewiele więcej, bo 41 proc. boi się utraty swojego zdrowia fizycznego. Rola zdrowia psychicznego dla blisko 9 na 10 Polaków jest równie ważna co zdrowie fizyczne. Jak się okazuje, Polacy mają świadomość znaczenia zdrowia psychicznego w życiu. Badanie wykazało, że większość z nich (80 proc.) zdaje sobie sprawę, że zdrowie fizyczne i psychiczne są sobą ściśle powiązane. Z drugiej strony 76 proc. respondentów uważa, że choroby psychiczne i fizyczne obniżają poziom życia chorego w różnym stopniu. Trzy czwarte badanych (75 proc.) jest  świadomych tego, że nieleczone choroby psychiczne mogą doprowadzić do śmierci. Za tą wiedzą nie idzie jednak rozeznanie w rodzajach zaburzeń psychicznych, o czym świadczy wynik badania – 48 proc. ankietowanych nie jest w stanie samodzielnie wskazać, żadnej nazwy zaburzenia psychicznego.

Raporty potwierdzają – seniorzy w cieniu choroby

Seniorzy zapytani o zaburzenie zdrowia psychicznego, z którym spotkali się w swoim życiu, w sferze publicznej, rodzinie lub mediach najczęściej wymieniają depresję (29 proc.) i schizofrenię (26 proc.).
 

– Kiedy w marcu 2020 roku w Polsce zaczęły wchodzić w życie pierwsze obostrzenia związane z pandemią koronawirusa w Szlachetnej Paczce wiedzieliśmy, że dotkną one w bardzo dużym stopniu osoby starsze. Od lat to jedni z głównych beneficjentów naszego programu – niemal 30% rodzin włączonych do Szlachetnej Paczki w ostatniej edycji zmaga się z problemami starości i osamotnienia. Znamy ich trudną sytuację, wiemy z jaką codziennością się mierzą. CBOS podaje, że co trzeci Polak powyżej 75. roku życia mieszka sam. Uwięzieni we własnych mieszkaniach, odcięci od bliskich, boją się losu gorszego od śmierci: że w tych ostatnich chwilach nie będzie nikogo, kto poda im rękę. Wszystkie zagrożenia, które niesie ze sobą starość i samotność, w pandemii stały się jeszcze bardziej przerażające. W Szlachetnej Paczce przekonaliśmy się, że pomoc materialna jest ważna, ale ważniejszy w tym procesie jest człowiek i jego relacje z innymi ludźmi. Wiemy, że sam fakt, że ktoś zapuka do drzwi, porozmawia i wysłucha daje nadzieję i wspiera bardziej niż paczka z żywnością. Kwestia zdrowia psychicznego seniorów nadal pozostaje na szarym końcu listy ich problemów. Warto, żebyśmy jako społeczeństwo kierowali na to naszą uwagę i wspierali osoby starsze. Nierzadko wystarczy chwila rozmowy, pokazanie troski i zainteresowania – mówi Joanna Sadzik, Prezeska Zarządu Stowarzyszenia Wiosna [Szlachetna Paczka, Akademia Przyszłości]

Seniorzy rzadziej chodzą do psychiatry

Wielochorobowość jest wszechobecnym zjawiskiem, nie dziwi więc fakt, że w związku z wieloma dolegliwościami Polacy zmuszeni są skorzystać z porad nie jednego a wielu specjalistów. Najczęściej Polacy korzystają z porad lekarza medycyny rodzinnej – 95 proc., laryngologa – 77 proc., okulisty – 75 proc., dermatologa – 74 proc. i ortopedy – 70 proc. (pytanie wielokrotnego wyboru). Prawie połowa ankietowanych (48 proc.) deklaruje, że chociaż raz skorzystało z porady psychologa, jednak widać tutaj prawidłowość, że im starsza osoba, tym mniej korzysta z porad tego specjalisty: 6 na 10 osób do 24 r.ż. i tylko 36 proc. osób w wieku 60 plus skorzystało z porady choć raz. Ta sama prawidłowość zachodzi w przypadku psychiatry – największy odsetek osób, które skorzystały z porady choć raz znajduje się w grupie osób do 24-34 lat (51 proc.), najmniejszy zaś wśród osób powyżej 60  r. ż. (30 proc.).

Świadomość Polaków na temat leczenia zaburzeń psychicznych rośnie

Mimo, że blisko połowa Polaków (48 proc.) twierdzi, że nie miałaby problemu z tym, aby powiedzieć komuś, że idzie do psychiatry to ciągle 16 proc. respondentów potwierdza, że gdyby musiało iść do psychiatry, wstydziłoby się do tego przyznać, nawet przed bliskimi. Badani, którzy nie mieli wcześniejszych doświadczeń ze specjalistą zaburzeń psychicznych, zdają się doceniać jego istotną rolę – prawie trzy czwarte respondentów (72 proc.) ma świadomość, że istnieją zaburzenia psychiczne, których nie da się rozwiązać bez pomocy lekarza psychiatry, a aż 77 proc. Polaków uważa, że może on pomóc w rozwiązaniu potencjalnego problemu. Jedynie 5 proc. respondentów jest zdania, że wizyta u tego specjalisty oznacza, że ktoś „nie jest normalny”. Blisko 2/3 Polaków (62 proc.) nie zwlekałoby z wizytą u psychiatry, jednak 15 proc. deklaruje, że gdyby to było możliwe, odwlekałoby wizytę możliwe długo.
 

– Wyniki badania w podziale na płeć odzwierciedlają pewne utrwalone społeczne przekonanie o „naturalnym heroizmie” mężczyzny. Z tego przekonania wynikają społeczne oczekiwania, z czego wynika męski mit o sprawczości i samodzielności, również w kwestii rozwiązywania problemów zdrowia psychicznego. Mężczyźnie nie wypada przyznać się do słabości, której przejawem mogłaby być np. wizyta u psychiatry. Dlatego u tej grupy mogą występować większe obawy i negatywne emocje związane z wizytą u specjalisty. Analogiczne poczucie wstydu silniej obserwujemy wśród młodego pokolenia (18-34 latków), co do którego również społeczeństwo wykształciło całą gamę oczekiwań, wyobrażeń i presji. Młodzi są jednak bardzo świadomi roli psychiatry w rozwiązywaniu zaburzeń i problemów i w razie konieczności nie wahaliby się skorzystać z jego konsultacji, nawet jeżeli musieliby zataić ten fakt przed bliskimi – mówi Piotr Zimolzak, socjolog, prezes zarządu Agencji SW Research.

Nie wszyscy ufają farmakoterapii

Polacy zdają się doceniać rolę psychiatry jednak aż 4 na 10 badanych nie jest przekonanych, co do stosowania leków potencjalnie zleconych przez tego specjalistę. Co ciekawe, 38 proc. sceptycznie nastawionych do farmakoterapii nie jest w stanie podać samodzielnie konkretnego powodu przeciw tej metodzie. Wśród najczęściej wymienianych obaw wskazywane są: „boję się skutków terapii” (34 proc.), „boję się uzależnienia, że będę musiał(a) je przyjmować przez całe życie (33 proc.) oraz „leki tego typu powodują zaburzenia świadomości (31 proc.). Co istotne, ponad co czwarty badany z tej grupy (27 proc.) deklaruje, że unika w ogóle jakichkolwiek leków.
 

– To bardzo ważny wynik badania, ale wcale mnie nie dziwi. Napotykam ten problem na co dzień.  Zanim pacjent zacznie przyjmować leki zalecone przez psychiatrę musi zmierzyć się z własnymi przekonanymi na ten temat. Te przekonania istnieją już zanim jakiś konkretny lek zostanie zaproponowany, a nawet przed wizytą u lekarza. Są więc osoby które mają zaufanie do specjalistów i do leków. Ale są też takie osoby które mają generalną nieufność do medycyny, leków a nawet mówią „ja to nawet witamin nie biorę”. To co tak ważne w wynikach badania, to spostrzeżenie że osoby sceptycznie nastawione do przyjmowania leków stosowanych w psychiatrii nie są w stanie podać powodu dlaczego mają taki stosunek. Myślę że po kampaniach dotyczących wiedzy na temat zaburzeń psychicznych powinny zostać opracowane edukacyjne kampanie społeczne dotyczące różnych metod leczenia stosowanych w psychiatrii. A te metody są obecnie skuteczne i bezpieczne – podkreśla Dr Sławomir Murawiec, psychiatra, psychoterapeuta, Rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Bliscy w potrzebie

Ponad 1/3 badanych (36 proc.) deklaruje, że ktoś z ich rodziny lub grona znajomych przynajmniej raz skorzystał z konsultacji psychiatry. Nieco mniej (29 proc.) przyznaje, że ktoś z ich otoczenia powiedział o zmaganiu się z chorobą psychiczną. Prawie 6 na 10 (59 proc.) bliskich otrzymało wsparcie ze swojego otoczenia w walce chorobą, jednak prawie co czwarta osoba (23 proc.) spotkała się ze stygmatyzacją czy wyśmianiem z powodu dolegliwości psychicznej. Wcześniejsze doświadczenia, nawet jeżeli dotyczą one innych osób z naszego otoczenia, mają istotny wpływ na pozytywny wizerunek psychiatry oraz przebiegu samej wizyty.
 

– Nasze społeczeństwo coraz bardziej otwiera swoje głowy na świadomość o zaburzeniach psychicznych. Cieszy nas zwłaszcza to, że ankietowani deklarują, że prawie 60 proc. osób, które odważyło się powiedzieć o swoich zaburzeniach psychicznych otrzymało wsparcie najbliższego otoczenia. Niestety, jeszcze wiele pracy przed nami. Co czwarta osoba spotkała się ze stygmatyzacją czy wyśmianiem z powodu dolegliwości psychicznej. To obszar do działania, a podnoszenie świadomości chorób psychicznych powinno się odbywać na poziomie edukacji. To dla nas impuls by jeszcze mocniej budować świadomość i edukować społeczeństwo w zakresie zdrowia psychicznego i podejmować kolejne działania w ramach kampanii #NASZAwtymGŁOWA – mówi Dorota Bieniek-Kaska Prezes Instytutu LB Medical

Co uważają Polacy o zdrowiu psychicznym seniorów?

O zdrowiu psychicznym osób 60+ w przestrzeni publicznej mówi się zbyt mało – uważa 6 na 10 Polaków (58 proc.) i dostrzega potrzebę społecznej dyskusji. Potrzeba komunikacji tego typu działań objawia się również w dramatycznie niskim poziomie świadomości na temat dotychczasowych kampanii społecznych dotyczących zdrowia psychicznego seniorów – aż 92% badanych nie jest w stanie wymienić samodzielnie nazwy akcji, organizacji lub hasła przewodniego kampanii, która wspiera zdrowie psychiczne osób starszych.
 

– Kampanie społeczne od dekad zmieniają na lepsze sytuacje w polskiej psychiatrii. Jestem przekonany że potrzebne są działania edukacyjne o zdrowiu psychicznym seniorów. Brakuje takiej kampanii. Należy zwiększać świadomość w tej sferze, jest to istotne gdyż seniorzy są dużą i ważną częścią naszego społeczeństwa. Ważne aby sami wiedzieli, że możliwa jest skuteczna pomoc także w problemach dotyczących samopoczucia psychicznego – mówi Dr Sławomir Murawiec, psychiatra, psychoterapeuta, Rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.


*Badanie „Nastroje Polaków, uczucia i spojrzenie na przyszłość – zmiany, które spowodował COVID-19” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dn. 30 marca -2 kwietnia 2021 r. przez agencję SW Research, n=1000, metoda badawcza CAWI.

**Badanie „Przekonania zdrowotne Polaków” zostało zrealizowane przez agencję SW Research w dniach 12-13.07.2022 r. techniką CAWI na panelu badawczym SW PANEL, na reprezentatywnej próbie n=1033 dorosłych Polaków.

źródło: LBMedical

Zdrowie fizyczne i psychiczne Polaków w ciągu ostatnich dwóch lat zostało poważnie nadszarpnięte. Badanie Instytutu LB Medical „Nastroje Polaków, uczucia i spojrzenie na przyszłość – zmiany, które spowodował COVID-19”* przeprowadzone na przełomie marca i kwietnia 2021r. pokazało, jak bardzo pandemia odcisnęła piętno na zdrowiu psychicznym i fizycznym. Wtedy prawie połowa Polaków (49,9 proc.) skarżyła się na bardzo częste napięcie psychiczne a ponad 44 proc. respondentów doświadczyło nastrojów depresyjnych. Nowa rzeczywistość wymagała ogromnych zmian w naszych nawykach i przyzwyczajeniach. W momencie, kiedy myśleliśmy, że sytuacja jest już opanowana na horyzoncie pojawiło się widmo niedalekiej wojny, oraz szalejąca inflacja, które Polakom spędzają sen z powiek. Czy nasze społeczeństwo, szuka pomocy u specjalistów zdrowia psychicznego?
By znaleźć odpowiedź na to pytanie Instytut LB Medical wraz z Agencją SW Research przeprowadzili badanie „Przekonania zdrowotne Polaków”** w którym zapytali Polaków o ich przekonania dotyczące zdrowia fizycznego oraz psychicznego.

Polacy widzą zależności pomiędzy zdrowiem psychicznym a fizycznym

Ponad 35 proc. dorosłych Polaków boi się o swoje zdrowie psychiczne i niewiele więcej, bo 41 proc. boi się utraty swojego zdrowia fizycznego. Rola zdrowia psychicznego dla blisko 9 na 10 Polaków jest równie ważna co zdrowie fizyczne. Jak się okazuje, Polacy mają świadomość znaczenia zdrowia psychicznego w życiu. Badanie wykazało, że większość z nich (80 proc.) zdaje sobie sprawę, że zdrowie fizyczne i psychiczne są sobą ściśle powiązane. Z drugiej strony 76 proc. respondentów uważa, że choroby psychiczne i fizyczne obniżają poziom życia chorego w różnym stopniu. Trzy czwarte badanych (75 proc.) jest  świadomych tego, że nieleczone choroby psychiczne mogą doprowadzić do śmierci. Za tą wiedzą nie idzie jednak rozeznanie w rodzajach zaburzeń psychicznych, o czym świadczy wynik badania – 48 proc. ankietowanych nie jest w stanie samodzielnie wskazać, żadnej nazwy zaburzenia psychicznego.

Raporty potwierdzają – seniorzy w cieniu choroby

Seniorzy zapytani o zaburzenie zdrowia psychicznego, z którym spotkali się w swoim życiu, w sferze publicznej, rodzinie lub mediach najczęściej wymieniają depresję (29 proc.) i schizofrenię (26 proc.).
 

– Kiedy w marcu 2020 roku w Polsce zaczęły wchodzić w życie pierwsze obostrzenia związane z pandemią koronawirusa w Szlachetnej Paczce wiedzieliśmy, że dotkną one w bardzo dużym stopniu osoby starsze. Od lat to jedni z głównych beneficjentów naszego programu – niemal 30% rodzin włączonych do Szlachetnej Paczki w ostatniej edycji zmaga się z problemami starości i osamotnienia. Znamy ich trudną sytuację, wiemy z jaką codziennością się mierzą. CBOS podaje, że co trzeci Polak powyżej 75. roku życia mieszka sam. Uwięzieni we własnych mieszkaniach, odcięci od bliskich, boją się losu gorszego od śmierci: że w tych ostatnich chwilach nie będzie nikogo, kto poda im rękę. Wszystkie zagrożenia, które niesie ze sobą starość i samotność, w pandemii stały się jeszcze bardziej przerażające. W Szlachetnej Paczce przekonaliśmy się, że pomoc materialna jest ważna, ale ważniejszy w tym procesie jest człowiek i jego relacje z innymi ludźmi. Wiemy, że sam fakt, że ktoś zapuka do drzwi, porozmawia i wysłucha daje nadzieję i wspiera bardziej niż paczka z żywnością. Kwestia zdrowia psychicznego seniorów nadal pozostaje na szarym końcu listy ich problemów. Warto, żebyśmy jako społeczeństwo kierowali na to naszą uwagę i wspierali osoby starsze. Nierzadko wystarczy chwila rozmowy, pokazanie troski i zainteresowania – mówi Joanna Sadzik, Prezeska Zarządu Stowarzyszenia Wiosna [Szlachetna Paczka, Akademia Przyszłości]

Seniorzy rzadziej chodzą do psychiatry

Wielochorobowość jest wszechobecnym zjawiskiem, nie dziwi więc fakt, że w związku z wieloma dolegliwościami Polacy zmuszeni są skorzystać z porad nie jednego a wielu specjalistów. Najczęściej Polacy korzystają z porad lekarza medycyny rodzinnej – 95 proc., laryngologa – 77 proc., okulisty – 75 proc., dermatologa – 74 proc. i ortopedy – 70 proc. (pytanie wielokrotnego wyboru). Prawie połowa ankietowanych (48 proc.) deklaruje, że chociaż raz skorzystało z porady psychologa, jednak widać tutaj prawidłowość, że im starsza osoba, tym mniej korzysta z porad tego specjalisty: 6 na 10 osób do 24 r.ż. i tylko 36 proc. osób w wieku 60 plus skorzystało z porady choć raz. Ta sama prawidłowość zachodzi w przypadku psychiatry – największy odsetek osób, które skorzystały z porady choć raz znajduje się w grupie osób do 24-34 lat (51 proc.), najmniejszy zaś wśród osób powyżej 60  r. ż. (30 proc.).

Świadomość Polaków na temat leczenia zaburzeń psychicznych rośnie

Mimo, że blisko połowa Polaków (48 proc.) twierdzi, że nie miałaby problemu z tym, aby powiedzieć komuś, że idzie do psychiatry to ciągle 16 proc. respondentów potwierdza, że gdyby musiało iść do psychiatry, wstydziłoby się do tego przyznać, nawet przed bliskimi. Badani, którzy nie mieli wcześniejszych doświadczeń ze specjalistą zaburzeń psychicznych, zdają się doceniać jego istotną rolę – prawie trzy czwarte respondentów (72 proc.) ma świadomość, że istnieją zaburzenia psychiczne, których nie da się rozwiązać bez pomocy lekarza psychiatry, a aż 77 proc. Polaków uważa, że może on pomóc w rozwiązaniu potencjalnego problemu. Jedynie 5 proc. respondentów jest zdania, że wizyta u tego specjalisty oznacza, że ktoś „nie jest normalny”. Blisko 2/3 Polaków (62 proc.) nie zwlekałoby z wizytą u psychiatry, jednak 15 proc. deklaruje, że gdyby to było możliwe, odwlekałoby wizytę możliwe długo.
 

– Wyniki badania w podziale na płeć odzwierciedlają pewne utrwalone społeczne przekonanie o „naturalnym heroizmie” mężczyzny. Z tego przekonania wynikają społeczne oczekiwania, z czego wynika męski mit o sprawczości i samodzielności, również w kwestii rozwiązywania problemów zdrowia psychicznego. Mężczyźnie nie wypada przyznać się do słabości, której przejawem mogłaby być np. wizyta u psychiatry. Dlatego u tej grupy mogą występować większe obawy i negatywne emocje związane z wizytą u specjalisty. Analogiczne poczucie wstydu silniej obserwujemy wśród młodego pokolenia (18-34 latków), co do którego również społeczeństwo wykształciło całą gamę oczekiwań, wyobrażeń i presji. Młodzi są jednak bardzo świadomi roli psychiatry w rozwiązywaniu zaburzeń i problemów i w razie konieczności nie wahaliby się skorzystać z jego konsultacji, nawet jeżeli musieliby zataić ten fakt przed bliskimi – mówi Piotr Zimolzak, socjolog, prezes zarządu Agencji SW Research.

Nie wszyscy ufają farmakoterapii

Polacy zdają się doceniać rolę psychiatry jednak aż 4 na 10 badanych nie jest przekonanych, co do stosowania leków potencjalnie zleconych przez tego specjalistę. Co ciekawe, 38 proc. sceptycznie nastawionych do farmakoterapii nie jest w stanie podać samodzielnie konkretnego powodu przeciw tej metodzie. Wśród najczęściej wymienianych obaw wskazywane są: „boję się skutków terapii” (34 proc.), „boję się uzależnienia, że będę musiał(a) je przyjmować przez całe życie (33 proc.) oraz „leki tego typu powodują zaburzenia świadomości (31 proc.). Co istotne, ponad co czwarty badany z tej grupy (27 proc.) deklaruje, że unika w ogóle jakichkolwiek leków.
 

– To bardzo ważny wynik badania, ale wcale mnie nie dziwi. Napotykam ten problem na co dzień.  Zanim pacjent zacznie przyjmować leki zalecone przez psychiatrę musi zmierzyć się z własnymi przekonanymi na ten temat. Te przekonania istnieją już zanim jakiś konkretny lek zostanie zaproponowany, a nawet przed wizytą u lekarza. Są więc osoby które mają zaufanie do specjalistów i do leków. Ale są też takie osoby które mają generalną nieufność do medycyny, leków a nawet mówią „ja to nawet witamin nie biorę”. To co tak ważne w wynikach badania, to spostrzeżenie że osoby sceptycznie nastawione do przyjmowania leków stosowanych w psychiatrii nie są w stanie podać powodu dlaczego mają taki stosunek. Myślę że po kampaniach dotyczących wiedzy na temat zaburzeń psychicznych powinny zostać opracowane edukacyjne kampanie społeczne dotyczące różnych metod leczenia stosowanych w psychiatrii. A te metody są obecnie skuteczne i bezpieczne – podkreśla Dr Sławomir Murawiec, psychiatra, psychoterapeuta, Rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Bliscy w potrzebie

Ponad 1/3 badanych (36 proc.) deklaruje, że ktoś z ich rodziny lub grona znajomych przynajmniej raz skorzystał z konsultacji psychiatry. Nieco mniej (29 proc.) przyznaje, że ktoś z ich otoczenia powiedział o zmaganiu się z chorobą psychiczną. Prawie 6 na 10 (59 proc.) bliskich otrzymało wsparcie ze swojego otoczenia w walce chorobą, jednak prawie co czwarta osoba (23 proc.) spotkała się ze stygmatyzacją czy wyśmianiem z powodu dolegliwości psychicznej. Wcześniejsze doświadczenia, nawet jeżeli dotyczą one innych osób z naszego otoczenia, mają istotny wpływ na pozytywny wizerunek psychiatry oraz przebiegu samej wizyty.
 

– Nasze społeczeństwo coraz bardziej otwiera swoje głowy na świadomość o zaburzeniach psychicznych. Cieszy nas zwłaszcza to, że ankietowani deklarują, że prawie 60 proc. osób, które odważyło się powiedzieć o swoich zaburzeniach psychicznych otrzymało wsparcie najbliższego otoczenia. Niestety, jeszcze wiele pracy przed nami. Co czwarta osoba spotkała się ze stygmatyzacją czy wyśmianiem z powodu dolegliwości psychicznej. To obszar do działania, a podnoszenie świadomości chorób psychicznych powinno się odbywać na poziomie edukacji. To dla nas impuls by jeszcze mocniej budować świadomość i edukować społeczeństwo w zakresie zdrowia psychicznego i podejmować kolejne działania w ramach kampanii #NASZAwtymGŁOWA – mówi Dorota Bieniek-Kaska Prezes Instytutu LB Medical

Co uważają Polacy o zdrowiu psychicznym seniorów?

O zdrowiu psychicznym osób 60+ w przestrzeni publicznej mówi się zbyt mało – uważa 6 na 10 Polaków (58 proc.) i dostrzega potrzebę społecznej dyskusji. Potrzeba komunikacji tego typu działań objawia się również w dramatycznie niskim poziomie świadomości na temat dotychczasowych kampanii społecznych dotyczących zdrowia psychicznego seniorów – aż 92% badanych nie jest w stanie wymienić samodzielnie nazwy akcji, organizacji lub hasła przewodniego kampanii, która wspiera zdrowie psychiczne osób starszych.
 

– Kampanie społeczne od dekad zmieniają na lepsze sytuacje w polskiej psychiatrii. Jestem przekonany że potrzebne są działania edukacyjne o zdrowiu psychicznym seniorów. Brakuje takiej kampanii. Należy zwiększać świadomość w tej sferze, jest to istotne gdyż seniorzy są dużą i ważną częścią naszego społeczeństwa. Ważne aby sami wiedzieli, że możliwa jest skuteczna pomoc także w problemach dotyczących samopoczucia psychicznego – mówi Dr Sławomir Murawiec, psychiatra, psychoterapeuta, Rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.


*Badanie „Nastroje Polaków, uczucia i spojrzenie na przyszłość – zmiany, które spowodował COVID-19” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dn. 30 marca -2 kwietnia 2021 r. przez agencję SW Research, n=1000, metoda badawcza CAWI.

**Badanie „Przekonania zdrowotne Polaków” zostało zrealizowane przez agencję SW Research w dniach 12-13.07.2022 r. techniką CAWI na panelu badawczym SW PANEL, na reprezentatywnej próbie n=1033 dorosłych Polaków.

źródło: LBMedical

W Polsce w ciągu ostatnich kilku lat widoczna jest zmiana w strukturze spożywanego piwa – spada udział piw alkoholowych, a konsekwentnie wzrasta zainteresowanie piwem bezalkoholowym (1). Z najnowszego sondażu wynika, że w ciągu ostatnich 2 tygodni po piwo bezalkoholowe sięgnęło nieco ponad 40% badanych. Dla porównania, piwo alkoholowe piło w tym samym czasie 65% Polaków. Średnie spożycie piwa bezalkoholowego w Polsce wśród osób deklarujących jego spożycie w tym samym okresie wyniosło 2,8 litra na osobę.

Piwo bezalkoholowe nie ma płci?

Wiele osób postrzega piwo bezalkoholowe jako napój głównie dla kobiet. Z jednej strony, faktycznie to kobiety (44%) częściej niż mężczyźni (36%) deklarują spożycie piwa bezalkoholowego, z kolei w przypadku piwa alkoholowego sytuacja kształtuje się dokładnie odwrotnie – mężczyźni (72%) sięgają po nie częściej niż kobiety (58%). Jednak to mężczyźni, a nie kobiety, które deklarują picie piwa 0% w ostatnim czasie konsumują średnio większe ilości tego napoju (2,2 litra vs 3,6 litra w ciągu ostatnich 2 tygodni w przypadku kobiet). Kobiety spożywają więc piwo 0% częściej niż mężczyźni, ale w mniejszych ilościach.

Raczej dla młodszych konsumentów

Popularność spożycia piwa bezalkoholowego zależy również od wieku Polaków. Im młodsi badani, tym częściej spożywają oni piwo bezalkoholowe. W przypadku osób w wieku 18-29 lat wskaźnik częstości spożycia wyniósł 51%, dla Polaków w wieku 30-44 lata – 46%, dla badanych w wieku 45-59 lat – 40%, zaś w grupie 60 lat i więcej – 26%. Najwięcej piwa bezalkoholowego spożywa jednak nie grupa 16-29-latków (średnio 2,4 litra), a 30-44-latków (3,6 litra). Dla porównania wśród badanych w wieku 45-59 lat był to średnio 2,5 litra, a pośród najstarszych Polaków – 2,2 litra. Powyższe różnice należy uznać za znaczące – piwo bezalkoholowe zdecydowanie lepiej przyjęło się wśród młodszych konsumentów, natomiast najstarsi Polacy nadal zdecydowanie częściej sięgają po piwo w wersji alkoholowej.

Popularniejsze w dużych miastach

Dodatkowo widoczne są różnice w ilości spożywanego piwa bezalkoholowego wśród Polaków mieszkających w miejscowościach różnej wielkości – osoby z miast powyżej 500 tys. mieszkańców piją go średnio o 44% więcej niż mieszkańcy wsi (mieszkańcy miast powyżej 500 tys. – 3,6 litra, miast 100-500 tys. – 3,2 litra, do 100 tys. – 2,6 litra, a wsi – 2,5 Iitra). Im większa miejscowość zamieszkania, tym popularniejsze jest sięganie po większą ilość piwa bezalkoholowego.

Nota metodologiczna

Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski w wieku 18–78 lata. Próba badawcza została dobrana w sposób warstwowo-losowy, tak aby zapewnić zróżnicowanie respondentów pod względem podstawowych cech demograficznych (płeć, wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie). Łącznie zebrano 832 wywiady. Badanie było realizowane w terminie 14-15 czerwca 2022 r. przez agencję SW Research. Zastosowano wywiady online (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.

(1) NielsenIQ 2022, Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Beer), wolumen sprzedanego piwa i sprzedanego alkoholu w piwie, z wyłączeniem marek własnych, skumulowane okresy: I – XII 2019, I – XII 2020, I – XII 2021, kategoria: Piwo.

źródło: SW Research
W Polsce w ciągu ostatnich kilku lat widoczna jest zmiana w strukturze spożywanego piwa – spada udział piw alkoholowych, a konsekwentnie wzrasta zainteresowanie piwem bezalkoholowym (1). Z najnowszego sondażu wynika, że w ciągu ostatnich 2 tygodni po piwo bezalkoholowe sięgnęło nieco ponad 40% badanych. Dla porównania, piwo alkoholowe piło w tym samym czasie 65% Polaków. Średnie spożycie piwa bezalkoholowego w Polsce wśród osób deklarujących jego spożycie w tym samym okresie wyniosło 2,8 litra na osobę.

Piwo bezalkoholowe nie ma płci?

Wiele osób postrzega piwo bezalkoholowe jako napój głównie dla kobiet. Z jednej strony, faktycznie to kobiety (44%) częściej niż mężczyźni (36%) deklarują spożycie piwa bezalkoholowego, z kolei w przypadku piwa alkoholowego sytuacja kształtuje się dokładnie odwrotnie – mężczyźni (72%) sięgają po nie częściej niż kobiety (58%). Jednak to mężczyźni, a nie kobiety, które deklarują picie piwa 0% w ostatnim czasie konsumują średnio większe ilości tego napoju (2,2 litra vs 3,6 litra w ciągu ostatnich 2 tygodni w przypadku kobiet). Kobiety spożywają więc piwo 0% częściej niż mężczyźni, ale w mniejszych ilościach.

Raczej dla młodszych konsumentów

Popularność spożycia piwa bezalkoholowego zależy również od wieku Polaków. Im młodsi badani, tym częściej spożywają oni piwo bezalkoholowe. W przypadku osób w wieku 18-29 lat wskaźnik częstości spożycia wyniósł 51%, dla Polaków w wieku 30-44 lata – 46%, dla badanych w wieku 45-59 lat – 40%, zaś w grupie 60 lat i więcej – 26%. Najwięcej piwa bezalkoholowego spożywa jednak nie grupa 16-29-latków (średnio 2,4 litra), a 30-44-latków (3,6 litra). Dla porównania wśród badanych w wieku 45-59 lat był to średnio 2,5 litra, a pośród najstarszych Polaków – 2,2 litra. Powyższe różnice należy uznać za znaczące – piwo bezalkoholowe zdecydowanie lepiej przyjęło się wśród młodszych konsumentów, natomiast najstarsi Polacy nadal zdecydowanie częściej sięgają po piwo w wersji alkoholowej.

Popularniejsze w dużych miastach

Dodatkowo widoczne są różnice w ilości spożywanego piwa bezalkoholowego wśród Polaków mieszkających w miejscowościach różnej wielkości – osoby z miast powyżej 500 tys. mieszkańców piją go średnio o 44% więcej niż mieszkańcy wsi (mieszkańcy miast powyżej 500 tys. – 3,6 litra, miast 100-500 tys. – 3,2 litra, do 100 tys. – 2,6 litra, a wsi – 2,5 Iitra). Im większa miejscowość zamieszkania, tym popularniejsze jest sięganie po większą ilość piwa bezalkoholowego.

Nota metodologiczna

Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski w wieku 18–78 lata. Próba badawcza została dobrana w sposób warstwowo-losowy, tak aby zapewnić zróżnicowanie respondentów pod względem podstawowych cech demograficznych (płeć, wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie). Łącznie zebrano 832 wywiady. Badanie było realizowane w terminie 14-15 czerwca 2022 r. przez agencję SW Research. Zastosowano wywiady online (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.

(1) NielsenIQ 2022, Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Beer), wolumen sprzedanego piwa i sprzedanego alkoholu w piwie, z wyłączeniem marek własnych, skumulowane okresy: I – XII 2019, I – XII 2020, I – XII 2021, kategoria: Piwo.

źródło: SW Research