Medicalpress
Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Mimo postępu w diagnostyce i leczeniu astma pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowia publicznego i może prowadzić do zgonu. Dlatego wszyscy chorzy na astmę powinni mieć zapewniony dostęp do wczesnej diagnostyki, optymalnego leczenia i edukacji – przypominają eksperci z okazji Światowego Dnia Astmy, który przypada 5 maja.
W tym roku Światowa Inicjatywa na rzecz Zwalczania Astmy (GINA) podkreśla znaczenie równego dostępu do leczenia wziewnego jako kluczowego elementu skutecznej kontroli astmy. Dlatego hasło obchodów Światowego Dnia Astmy brzmi: „Dostęp do inhalatorów przeciwzapalnych dla wszystkich chorych na astmę – nadal pilna potrzeba”.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na astmę choruje na świecie około 363 mln osób. Dane epidemiologiczne wskazują, że rzeczywista liczba chorych na astmę w Polsce może sięgać nawet 4 mln osób, ale jedynie połowa z nich ma postawioną diagnozę i leczy się.

– Astma szczególnie daje o sobie znać wiosną, kiedy wzmożone pylenie roślin nasila duszność, kaszel i świszczący oddech u wielu chorych – powiedział prof. Radosław Gawlik, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego podczas konferencji zorganizowanej w ramach obchodów Światowego Dnia Astmy 28 kwietnia br. Według niego w Polsce liczba chorujących na astmę i różne alergie dotyczy prawie 40 proc. społeczeństwa.

Konsultant krajowa w dziedzinie alergologii prof. Karina Jahnz-Różyk przypomniała, że astma jest chorobą zapalną dróg oddechowych. Stan zapalny prowadzi do nadreaktywności oskrzeli na różne czynniki, w tym alergeny, dym tytoniowy, zanieczyszczenie powietrza, infekcje wirusowe, wysiłek fizyczny i do wystąpienia objawów astmy.

Dlatego w swoich rekomendacjach GINA podkreśla, że każda osoba z astmą, w tym większość dzieci w wieku przedszkolnym z astmą, powinna otrzymywać wziewne kortykosteroidy, które działają przeciwzapalnie. Są one ą podstawą leczenia astmy i warunkiem kontroli jej objawów – zmniejszają ryzyko wystąpienia ataków choroby, a także liczbę zgonów z jej powodu. U młodzieży powyżej 12. roku życia i u osób dorosłych najlepiej stosować inhalator zawierający zarówno wziewny kortykosteroid, jak i szybko działający lek rozszerzający oskrzela (beta2-mimetyk).

Nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich przez pacjentów wciąż pozostaje istotną przeszkodą w skutecznym leczeniu astmy. Dlatego u dorosłych pacjentów z astmą, u których nie uzyskano odpowiedniej kontroli objawów pomimo stosowania wziewnych glikokortykosteroidów i długo działającego beta2-mimetyku, zaleca się zastosować terapię trójskładnikową. Polega ona na podawaniu w jednym inhalatorze trzech różnych leków, a są to: wziewny glikokortykosteroid, długo działający beta2-mimetyk (LABA) oraz długo działający antagonista receptorów muskarynowych (LAMA). Skutkuje to zmniejszeniem liczby zaostrzeń astmy, czemu towarzyszy trwała poprawa parametrów czynności płuc.

Najbardziej wymagającą postacią choroby jest astma ciężka. Dotyczy pacjentów, u których nie udaje się uzyskać kontroli choroby pomimo dobrego przestrzegania zaleceń lekarskich (adherencji), stosowania maksymalnych dawek optymalnie dobranych leków, tj. glikokortykosteroidów wziewnych i długo działającego beta2-mimetyku (LABA), prawidłowego stosowania inhalatorów oraz skutecznego leczenia chorób współistniejących, takich jak przewlekłe zapalenie zatok, choroba refluksowa przełyku, otyłość, obturacyjny bezdech podczas snu, depresja, stany lękowe. Szacuje się, że występuje ona u 3,2 – 10 proc. pacjentów z astmą. Jest to grupa obarczona wysokim ryzykiem zaostrzeń, hospitalizacji i zgonu, odpowiada też za 50–80 proc. z całkowitych kosztów opieki nad chorymi na astmę.

Dla tych chorych przeznaczone są terapie biologiczne. – Terapia biologiczna dla chorych na astmę ciężką oznacza mniej zaostrzeń i lepszą kontrolę choroby – powiedziała prof. Jahnz-Różyk. Pozwala ona również znacznie ograniczyć stosowanie steroidów systemowych, które powodują bardzo dużo powikłań przewlekłych.

Specjalistka przypomniała, że w Polsce chorzy na tę postać astmy mają dostęp do pięciu leków biologicznych w ramach programu lekowego B.44. Leki te są dobierane indywidualnie ze względu mechanizm leżący u podłoża choroby oraz objawy, które występują u pacjenta.

Z danych, które przedstawiła specjalistka, wynika, że w Polsce ok. 5,5 tys. pacjentów z ciężką astmą otrzymuje leczenie biologiczne. Oznacza to, że terapia biologiczna jest stosowana u kilkunastu proc. chorych na tę postać choroby, podczas gdy w niektórych państwach UE jest to 60 proc. a nawet 75 proc. – Terapia biologiczna działa, ale problemem jest jej niewykorzystanie – oceniła konsultant krajowa w dziedzinie alergologii. Wśród przyczyn tego wymieniła braki kadrowe, problemy finansowe, w tym finansowanie programu przez NFZ oraz ograniczenia administracyjne.

W 2025 r alergolodzy złożyli do Ministra Zdrowia propozycje zmian w programie lekowym, które zwiększyłyby dostępność leków biologicznych dla pacjentów z astmą ciężką. – Bardzo walczymy o „switch”, tj. o możliwość zamiany terapii bez ponownej pełnej kwalifikacji pacjenta – zaznaczyła prof. Jahnz-Różyk.

Wśród innych postulatów znalazły się: wprowadzenie zapisu, że ciąża i karmienie piersią nie stanowią bezwzględnego kryterium wyłączenia z programu, a decyzja o kontynuacji leczenia powinna być podejmowana indywidualnie przez lekarza w porozumieniu z pacjentką; obniżenie progu stężenia eozynofilii poniżej 350 komórek na mikrolitr krwi dla pacjentów z ciężką astmą eozynofilową – leczonych mepolizumabem lub benralizumabem oraz dodatkowy monitoring pacjentów przewlekle leczonych glikokortykosteroidami pod kątem niewydolności kory nadnerczy.

– Wiem, że ten projekt jest w tej chwili procedowany i najprawdopodobniej Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wypowie się na ten temat na początku czerwca 2026 r. – powiedziała specjalistka. Wyraziła nadzieję, że agencja wyda pozytywną opinię na temat tych propozycji.

Eksperci podkreślają, że podobnie jak w innych chorobach przewlekłych, kluczowym elementem terapii pacjentów z astmą jest regularne ich edukowanie o istocie choroby, przyjmowanych lekach, technice inhalacji, postępowaniu w przypadku zaostrzeń (wraz z pisemnym planem postępowania), schorzeniach współistniejących, zaprzestaniu palenia, a także o konieczności szczepień.

Pacjentom z astmą zalecane są: szczepienie przeciwko grypie co sezon, szczepienie przeciwko COVID-19, przeciwko pneumokokom, przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi dawką przypominającą co 10 lat, szczepienie przeciwko półpaścowi oraz szczepienie przeciwko RSV. Zaszczepienie się przeciwko wirusowi RS jest ważne, ponieważ infekcja może być wyniszczająca dla osób z astmą. (PAP)

Źródło: Naukawpolsce

Alergie zwykle kojarzymy z układem odpornościowym, genetyką i środowiskiem. Coraz częściej jednak w tej układance pojawia się jeszcze jeden element: mikrobiota jelitowa. Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie International Journal of Molecular Sciences sugeruje, że przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO) może mieć związek z nasileniem objawów chorób atopowych, takich jak astma oskrzelowa, alergie pokarmowe czy przewlekła pokrzywka.
Praca przeglądowa powstała przy udziale naukowców i studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w tym członków Studenckiego Koła Naukowego Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Jelita a układ odpornościowy

SIBO (small intestinal bacterial overgrowth) oznacza nadmierne namnażanie bakterii w jelicie cienkim. Może powodować objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak wzdęcia, biegunki czy bóle brzucha. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że jego skutki mogą wykraczać poza układ trawienny.

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na układ odpornościowy poprzez tzw. oś jelito–odporność. W efekcie dysbioza jelitowa może sprzyjać nasileniu objawów chorób atopowych – dotyczących dróg oddechowych, skóry lub przewodu pokarmowego.

Analiza dostępnych badań pokazuje, że dodatnie wyniki testów oddechowych w kierunku SIBO częściej obserwuje się u pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi, zespołem aktywacji mastocytów oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną. Nie oznacza to jednak, że SIBO jest bezpośrednią przyczyną tych chorób.

– Szacuje się, iż w populacji ogólnej SIBO występuje do ok. 20% osób zdrowych, natomiast dla alergików brak jest jednoznacznych danych. Większość badań wskazuje jednak na korelację między dodatnim wynikiem testu oddechowego a objawami alergii – wyjaśnia dr Krzysztof Gomułka z Katedry i Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW. Jak podkreśla badacz, wiele dostępnych danych dotyczy dzieci, dlatego potrzebne są dalsze badania w populacji osób dorosłych.

Kiedy leczenie SIBO może pomóc?

Związek między SIBO a alergiami może mieć znaczenie praktyczne w leczeniu niektórych pacjentów.

– Największa szansa na poprawę objawów po diagnostyce i leczeniu SIBO może dotyczyć pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną – mówi dr Krzysztof Gomułka. Mechanizm tej zależności może działać w obie strony. Z jednej strony SIBO może prowadzić do tzw. „nieszczelności jelita”, która sprzyja stanowi zapalnemu i reakcjom alergicznym. Z drugiej strony przewlekły stan zapalny związany z atopią może zaburzać pracę jelit i sprzyjać namnażaniu bakterii.

Sygnał ostrzegawczy

Diagnostyka w kierunku SIBO nie jest jeszcze standardem u pacjentów z alergią. Są jednak sytuacje, w których warto ją rozważyć.

– Sygnałem ostrzegawczym może być nagłe pogorszenie przebiegu choroby alergicznej lub pojawienie się nowych objawów mimo stosowania dotychczasowego leczenia – podkreśla dr Krzysztof Gomułka. W takich przypadkach konieczna może być dokładniejsza ocena stanu pacjenta i rozszerzenie diagnostyki, w tym w kierunku SIBO.

Nowy kierunek badań nad alergią

Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć związek między SIBO a chorobami atopowymi. Jeśli przyszłe wyniki potwierdzą tę zależność, diagnostyka i leczenie zaburzeń mikrobioty jelitowej mogą stać się ważnym elementem terapii części pacjentów z alergiami.

Materiał powstał na podstawie artykułuInternational Journal of Molecular Sciences, Possible Crosstalk Between Small Intestinal Bacterial Overgrowth (SIBO) and Atopic Manifestations—A Short Overview, Michał Terlecki, Wiktoria Brzeczek, Martyna Kowalczyk, Emilia Kiełczyńska, Klaudia Kukla, Gabriela Osmulska, Krzysztof Gomułka

Źródło: Komunikat Prasowy

Ekstremalne zimno wpływa nie tylko na komfort życia, ale także na funkcjonowanie układu krążenia, zwłaszcza u osób z chorobami serca. W niskich temperaturach serce musi pracować intensywniej, aby utrzymać prawidłowe krążenie. Mróz nasila zaburzenia przepływu krwi i zwiększa obciążenie mięśnia sercowego. Jak organizm reaguje na ekstremalne zimno i dlaczego w mroźne dni rośnie ryzyko zawału? Wyjaśnia dr hab. n. med. Adam Janas, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
Zależność między porami roku a częstością incydentów sercowo-naczyniowych jest znana od wielu dekad. Już w latach 30. XX wieku zauważono, że gwałtowne spadki temperatury wiążą się ze wzrostem liczby zgonów spowodowanych zawałem serca. Współczesne badania potwierdzają, że okresy silnych mrozów szczególnie obciążają serce.

– W licznych doniesieniach naukowych wykazano, że część czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych ma charakter sezonowy. Zimą, zwłaszcza podczas bardzo niskich temperatur, zwiększa się wydzielanie hormonów takich jak katecholaminy i aldosteron, co prowadzi do wzrostu ciśnienia tętniczego. Dochodzi także do zmian w aktywności płytek krwi oraz procesach krzepnięcia, co sprzyja powstawaniu zakrzepów – tłumaczy dr hab. n. med. Adam Janas.

Więcej hospitalizacji w okresie zimowym

W miesiącach zimowych, szczególnie podczas fal silnego mrozu, wyraźnie rośnie liczba hospitalizacji spowodowanych zaostrzeniem przewlekłej niewydolności serca.

– Niska temperatura pobudza układ adrenergiczny, co skutkuje przyspieszeniem akcji serca i wzrostem oporu naczyń krwionośnych. Dla serca oznacza to znacznie większe obciążenie. U pacjentów z chorobą wieńcową może dochodzić do niedokrwienia mięśnia sercowego, nasilenia objawów, a nawet zawału. Dodatkowo w sezonie zimowym obserwuje się obniżenie poziomu hormonów tarczycy, co może pogarszać wydolność serca. Objawy takie jak ból, ucisk lub pieczenie w klatce piersiowej wymagają pilnej konsultacji lekarskiej – podkreśla specjalista.

Mróz a choroba wieńcowa i astma

Zimna i wietrzna pogoda nasila dolegliwości nie tylko u pacjentów kardiologicznych, ale także u osób chorujących na astmę.

– Reakcja organizmu na niską temperaturę jest indywidualna i zależy m.in. od wieku, płci oraz chorób współistniejących. Jednak osoby z rozpoznaną chorobą serca powinny unikać przebywania na silnym mrozie, zwłaszcza gdy temperatury spadają do –17°C. Zimno powoduje skurcz naczyń krwionośnych, co ogranicza dopływ tlenu do serca. U pacjentów z chorobą niedokrwienną może to wywoływać napady dusznicy bolesnej, a u astmatyków – skurcz oskrzeli. Dodatkowo niskie temperatury sprzyjają wzrostowi ciśnienia tętniczego, co jest szczególnie niebezpieczne dla osób z nadciśnieniem – zaznacza kardiolog American Heart of Poland.

Regularne leczenie to podstawa

Zimą dochodzi do licznych zmian w funkcjonowaniu układu krążenia, co przekłada się na zwiększoną liczbę udarów mózgu, zawałów serca oraz epizodów migotania przedsionków, w porównaniu z okresem wiosenno-letnim.

– Istotne jest regularne przyjmowanie zaleconych leków, zwłaszcza preparatów stosowanych w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Pomijanie dawek lub samodzielna modyfikacja terapii może znacząco zwiększyć ryzyko groźnych powikłań – przypomina ekspert American Heart of Poland.

Zimowe nawyki żywieniowe sprzyjają chorobom serca

Chłodne miesiące sprzyjają sięganiu po wysokokaloryczne, przetworzone produkty, które nie pozostają bez wpływu na układ sercowo-naczyniowy.

– Dieta bogata w sól i tłuszcze nasycone sprzyja otyłości, która istotnie zwiększa ryzyko choroby wieńcowej, zawału serca oraz nagłego zgonu sercowego. Zimą częściej wybieramy takie produkty, co dodatkowo utrudnia prawidłową pracę serca – dodaje dr hab. n. med. Adam Janas.

Alkohol nie chroni przed zimnem

Popularne zimą „grzane” napoje alkoholowe dają jedynie pozorne uczucie ciepła i mogą być szczególnie niebezpieczne dla serca.

– Alkohol rozszerza naczynia krwionośne skóry, przyspieszając utratę ciepła. Już niewielka ilość alkoholu może obniżyć temperaturę ciała. Ponadto sprzyja zaburzeniom rytmu serca, tachykardii, nadciśnieniu oraz podwyższeniu poziomu cholesterolu LDL, zwiększając ryzyko rozwoju miażdżycy – ostrzega kardiolog.

Uwaga na nagły wysiłek fizyczny

Intensywny wysiłek podejmowany w niskiej temperaturze, np. odśnieżanie czy szybkie marsze w mroźne poranki, może zwiększać ryzyko zawału serca.

– Wysiłek fizyczny w warunkach silnego mrozu prowadzi do przyspieszenia pracy serca i jednoczesnego skurczu naczyń krwionośnych, co powoduje wzrost ciśnienia tętniczego. Dla osób z chorobami serca jest to szczególnie duże obciążenie, wymagające zachowania ostrożności – podkreśla lekarz.

Ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych jest najwyższe w godzinach porannych, gdy organizm przechodzi ze snu do aktywności, a ciśnienie krwi i tętno naturalnie wzrastają. Osoby z chorobami serca powinny zachować szczególną ostrożność podczas silnych mrozów i unikać długiego przebywania na zewnątrz, zwłaszcza gdy temperatura spada znacznie poniżej zera.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Wieloletnia działalność Federacji i organizacji w niej zrzeszonych pokazuje również rosnącą świadomość pacjentów chorych na astmę, alergię i POChP. – Pacjenci są dziś w dużej mierze świadomi swojej choroby i swoich praw. Jednocześnie chętnie współpracują – również w obszarze nauki. Wielu z nich bierze udział w badaniach naukowych, w tym w badaniach nad nowymi lekami, co daje im nadzieję na poprawę stanu zdrowia. Angażują się także w inne projekty badawcze, wiedząc, że ich udział może przyczynić się do postępu w medycynie – podkreśla prof. Anna Doboszyńska.
Polska Federacja Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i Przewlekłą Obturacyjną Chorobę Płuc obchodzi swoje XX-lecie. W trakcie jubileuszu po raz pierwszy wręczona została nagroda im. Profesora Wacława Droszcza, człowieka o wielkim sercu, który był mentorem i wychowawcą wielu pokoleń lekarzy pulmonologów, pasjonatem budowania bliskich relacji z pacjentem, edukatorem, orędownikiem idei dialogu i współpracy, jako wartości dodanej do zastosowanego leczenia. Powołana przez Federację nagroda ma w sposób szczególny uhonorować osoby oraz organizacje, które angażują się w opiekę nad chorymi i poprawę życia polskich pacjentów.

Po raz pierwszy laureatami nagrody zostały organizacje: Polskie Towarzystwo Zwalczania Chorób Alergicznych Oddział w Bydgoszczy, Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Astmę i Choroby Alergiczne w Łodzi oraz Stowarzyszenie Chorych na Astmę Oskrzelową w Lublinie. Uroczystość była również okazją do podsumowań i dyskusji na temat zmian w obszarze leczenia pacjentów oraz roli organizacji pacjenckich w

procesie podejmowania decyzji w systemie ochrony zdrowia.

Historia Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP jak w soczewce pokazuje ewolucję, jaka dokonała się w obszarze organizacji pozarządowych na przestrzeni ostatnich lat. Jedną z osób zaangażowanych w działania na rzecz pacjentów z astmą, alergią i POChP jest prof. Anna Doboszyńska z Katedry Pulmonologii Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

– Jedną z idei powołania Federacji stowarzyszeń pacjentów było zapewnienie wszystkim chorym równego dostępu do wiedzy – abyśmy jako organizacje przekazywali pacjentom spójne i rzetelne informacje. W Federacji działało około 20 organizacji, które wspólnie pracowały nad tym, by edukacja pacjentów była wiarygodna i jednolita. Warto pamiętać, że mówimy o czasach sprzed pojawienia się dzisiejszych narzędzi internetowych, sztucznej inteligencji czy czatów, więc wówczas bezpośredni kontakt pacjenta z lekarzem i edukacja miały szczególne znaczenie – wspomina prof. dr hab. n. med. Anna Doboszyńska. Dziś rola lekarzy, ale również organizacji pacjentów, ewoluuje. – Obecnie pacjenci nie oczekują już typowej, wykładowej wiedzy medycznej – tę mogą bowiem łatwo znaleźć w internecie. Bardziej potrzebują korekty i weryfikacji informacji, a także wsparcia w działaniach rzeczniczych – wskazała prof. Anna Doboszyńska.

Wieloletnia działalność Federacji i organizacji w niej zrzeszonych pokazuje również rosnącą świadomość pacjentów chorych na astmę, alergię i POChP. – Pacjenci są dziś w dużej mierze świadomi swojej choroby i swoich praw. Jednocześnie chętnie współpracują – również w obszarze nauki. Wielu z nich bierze udział w badaniach naukowych, w tym w badaniach nad nowymi lekami, co daje im nadzieję na poprawę stanu zdrowia. Angażują się także w inne projekty badawcze, wiedząc, że ich udział może przyczynić się do postępu w medycynie – podkreśla prof. Anna Doboszyńska.

Edukacja i wsparcie pacjentów
Pierwsze grupy wsparcia dla pacjentów z astmą, alergią i POChP w Polsce inicjowali lekarze – zarówno ci zajmujący się chorymi zawodowo, jak i ci, którzy mieli osobiste doświadczenia związane z chorobą własną lub bliskich. Jak wspomina dr n. med. Irena Węgrzyn-Szkutnik, pulmonolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, pierwsza grupa na terenie Lublina powstała z inicjatywy prof. Biruty Fąfrowicz na przełomie lat 80′ i 90′.

– W tamtych czasach podejmowaliśmy ogromny wysiłek edukacyjny, który zmienił podejście pacjentów do leczenia. Dzięki temu zrozumieli oni ideę leczenia przewlekłego w astmie i POChP – wspominała dr n. med. Irena Węgrzyn- Szkutnik.

Działające w całym kraju organizacje pacjentów aktywizują chorych na różne sposoby. Bydgoski oddział Polskiego Towarzystwa Zwalczania Chorób Alergicznych stawia na fizjoterapię i aktywizację poprzez ruch. – Nasza działalność skupia się wokół dwóch głównych obszarów. Pierwszy to zajęcia gimnastyczne odbywające się regularnie od ponad 40 lat. Drugim filarem są coroczne turnusy rehabilitacyjne, które organizujemy w Łebie. W trakcie 14 dni nasi członkowie korzystają z oferty zaprzyjaźnionego ośrodka oraz z zajęć prowadzonych przez naszą fizjoterapeutkę – podkreślił Kazimierz Kolander.

Federacja silna organizacjami członkowskimi
Rosnąca świadomość pacjentów oraz ich zaangażowanie wpływają także na zmianę paradygmatu działalności Federacji, której rola ewoluowała ze stricte edukacyjnej w doradczą.
– Organizacje zrzeszone w naszej Federacji podejmują działania na rzecz pacjentów na różnych polach. To decyduje o sile Federacji, która aktywnie uczestniczy w pracach Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia. Na przestrzeni ostatnich lat spotkaliśmy się ponad 60 razy, by zabierać głos w dyskusjach dotyczących aktów wykonawczych, rozporządzeń czy sytuacji pacjentów w różnych obszarach terapeutycznych – podkreślił dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki, prezes Federacji i jeden z jej formalnych założycieli, pracujący na co dzień w Wojskowym Instytucie Medycznym.

Dodał, że w przyszłości widziałby rolę Federacji jako ciała doradczego zrzeszającego różne organizacje pacjentów. – Mamy pełne kompetencje, by wspierać doradczo resort zdrowia w obszarach związanych z organizacją systemu czy wdrażaniem nowych technologii i rozwiązań postulowanych przez środowisko lekarskie. Federacja, skupiając pacjentów i lekarzy, a także posiadając unikalną perspektywę wynikającą z doświadczeń w systemie ochrony zdrowia, jest naturalnym partnerem dla Ministerstwa Zdrowia i innych instytucji podejmujących kluczowe decyzje dla polskiego systemu ochrony zdrowia – podkreślił Piotr Dąbrowiecki.

Federacja inicjuje i wspiera inicjatywy służące wprost dobru pacjenta. W latach 2010 – 2019 organizowała razem z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc, Światowe i Polskie Dni Spirometrii. Była to unikalna inicjatywa, w trakcie której w około 200 ośrodkach medycznych w Polsce, lekarze i pielęgniarki non-profit wykonywały badania spirometryczne. Zbierano również ankiety na temat stanu zdrowia chorego – czy pali tytoń, czy jest alergikiem lub czy mieszka w zanieczyszczonym środowisku. Jeśli wyniki badania spirometrycznego wskazywały na obturację – czyli skurcz oskrzeli, otrzymywał skierowanie do swojego lekarza POZ z prośbą o wdrożenie dalszej diagnostyki w kierunku astmy lub POChP – chorób dla których, cechą charakterystyczną jest obturacja oskrzeli.

– W ciągu 10 lat przebadano ponad 65.000 chorych, a dokładnie 12.658 osób otrzymało skierowanie na dalsze badania. Wczesne rozpoznanie POChP daje szanse na dłuższe i bardziej satysfakcjonujące życie. Szybkie rozpoznanie astmy umożliwia określenie jej stopnia klinicznego (także dzięki spirometrii) pozwala uszyć na miarę potrzeb terapię a także zapobiega progresji do ciężkiej postaci choroby. Stąd też na pewno pozytywna reakcja i wsparcie dla naszej inicjatywy ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Ministerstwa Zdrowia. Ścisła współpraca z NFZ wyrażała się chociażby realizacją projektu „Liczy się każdy oddech”, gdzie w centrali narodowego płatnika odbywały się szkolenia dla chorych na astmę a strona internetowa NFZ służyła, jako źródło wiarygodnej wiedzy dla chorych na temat astmy, alergii i POChP – przypomniał Piotr Dąbrowiecki.

Obecnie Federacja jest w trakcie realizacji projektu LungHealth4Life (LH4L). To projekt współfinansowany przez Komisję Europejską w ramach programu EU4Health i uruchomiony we wrześniu 2024 r. Realizując projekt Federacja edukuje nauczycieli, uczniów, ale także rodziców w zakresie czynników działających szkodliwie na czynność płuc. Wykonuje także wśród dzieci badania spirometryczne, aby wytypować te zagrożone rozwojem astmy w tej chwili i POChP w dorosłości. Projekt jest prowadzony w 3 krajach UE – w Polsce, Portugalii i na Węgrzech. – Organizacje reprezentujące pacjentów nie tylko wspierają chorych w ich trudnym losie, ale angażują się w badania naukowe, inicjują kampanie profilaktyczne, są równorzędnym partnerem dla organizacji lekarskich oraz decydentów opieki zdrowotnej w Polsce – podsumował Piotr Dąbrowiecki.

Więcej na stronie: https://www.astma-alergia-pochp.pl 

źródło: Polska Federacja Stowarzyszeń Chorych na Astmę i Choroby Alergiczne i Przewlekłe Obturacyjne Choroby Płuc.
Choroby płuc to jedno z największych wyzwań zdrowotnych współczesności. Mimo że dotykają milionów Polaków, często pozostają w cieniu innych priorytetów zdrowotnych. Tymczasem koszty społeczne i ekonomiczne chorób układu oddechowego w Polsce przekraczają już 79 miliardów złotych rocznie. Eksperci, pacjenci i organizacje apelują o opracowanie narodowej strategii pulmonologicznej oraz pilne rozszerzenie dostępu do nowoczesnej rehabilitacji oddechowej, która może poprawić jakość życia chorych i odciążyć system ochrony zdrowia.
Choroby układu oddechowego od lat pozostają w cieniu innych problemów zdrowotnych, mimo że dotykają milionów Polaków, ograniczają codzienne funkcjonowanie chorych i ich rodzin oraz generują gigantyczne koszty społeczne, które w Polsce przekraczają już 79 miliardów złotych rocznie. W przeddzień Światowego Dnia Płuc, obchodzonego 25 września, Polskie Towarzystwo Chorób Płuc oraz Koalicja ZDROWE PŁUCA zorganizowały konferencję prasową „Choroby płuc – niewidzialna epidemia XXI wieku. Manifest na rzecz Zdrowych Płuc – czas na strategię pulmonologiczną w Polsce”. Wydarzenie miało na celu podkreślenie skali wyzwań zdrowotnych związanych z chorobami płuc, konieczności rozszerzenia dostępu do nowoczesnej rehabilitacji pulmonologicznej, w tym innowacyjnych metod mechanicznego oczyszczania dróg oddechowych oraz pilnej potrzeby stworzenia narodowej strategii pulmonologicznej, która odciąży system opieki zdrowotnej, ale przede wszystkim pozwoli skuteczniej wspierać pacjentów, przywracając im nie tylko oddech, ale i godne życie.

Spotkanie rozpoczęło się wystąpieniem dr Nino Berdzuli, przedstawicielki WHO i dyrektora Biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce, która podkreśliła międzynarodowy kontekst walki z chorobami płuc, wskazując na potrzebę globalnej współpracy w profilaktyce, terapii i rehabilitacji pulmonologicznej. Zwróciła uwagę na rosnące obciążenie systemów zdrowotnych spowodowane zmianami klimatycznymi, zanieczyszczeniem powietrza i paleniem tytoniu, apelując o wdrożenie strategii opartych na danych i innowacjach.

Choroby płuc, w tym przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), rak płuca, astma, choroby śródmiąższowe i bezdech senny, stały się jedną z największych plag zdrowotnych współczesnego świata, klasyfikowaną w pierwszej piątce chorób cywilizacyjnych. Szacuje się, że w Polsce, na POChP choruje aż 2 miliony osób, choć formalnie zdiagnozowanych jest tylko 1,3 miliona – co oznacza, że setki tysięcy pozostają bez rozpoznania i właściwej opieki. Pandemia COVID-19 dodatkowo zaostrzyła kryzys, powodując długoterminowe uszkodzenia płuc u milionów osób i wywierając ogromną presję na systemy opieki zdrowotnej. Na świecie POChP jest trzecią przyczyną zgonów, a rak płuca pozostaje najgroźniejszym nowotworem, często określanym jako „cichy zabójca”, będąc pierwszą przyczyną zgonu wśród nowotworów. W naszym kraju choroby układu oddechowego nie tylko skracają życie, ale generują dotkliwe koszty społeczne i gospodarcze: obniżają wydajność pracy, obciążają rodziny pacjentów i pogłębiają nierówności społeczne, w tym różnice w oczekiwanej długości życia między ubogimi a zamożnymi. Jak podkreślono w manifeście International Respiratory Coalition (IRC) i Polskiej Koalicji ZDROWE PŁUCA, uroczyście ogłoszonym podczas konferencji prasowej, te problemy są w dużej mierze możliwe do uniknięcia, pod warunkiem skoordynowanych działań w zakresie profilaktyki, diagnostyki, leczenia i rehabilitacji pulmonologicznej.

„W Polsce mierzymy się z falą chorób płuc: POChP dotyka milionów osób, a skutki COVID-19 wciąż ujawniają się w postaci przewlekłych problemów oddechowych. To niewidzialna epidemia– objawy bywają bagatelizowane, ale konsekwencje są dramatyczne: od nagłych zaostrzeń wymagających hospitalizacji po trwałe obniżenie jakości życia. Rak płuca zabija po cichu, a zaostrzenia POChP zwiększają ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych, w tym zawału serca i udaru mózgu. Ryzyko to jest szczególnie wysokie w pierwszych tygodniach po zaostrzeniu, a w przypadku ciężkich zaostrzeń może wzrosnąć niemal dziesięciokrotnie. Co więcej, wśród populacji chorych na POChP obserwuje się znaczący odsetek zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych, obok zgonów związanych z chorobami układu oddechowego i rakiem płuca. Konsekwencje zaostrzeń POChP wykraczają więc poza płuca. Choroby płuc muszą stać się priorytetem zdrowotnym – ich lekceważenie prowadzi do niepotrzebnych tragedii. Pandemia pokazała, że zaniedbania w pulmonologii kosztują życie. Potrzebujemy natychmiastowej zmiany podejścia, zanim będzie za późno. Bez działań system ochrony zdrowia nie poradzi sobie z tym obciążeniem” ostrzega dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, koordynator Oddziału Chorób Płuc i Niewydolności Oddychania z Pododdziałem NWM i Pododdziałem Zaburzeń Oddychania w Czasie Snu, Kujawsko-Pomorskie Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy.

Choroby płuc manifestują się szerokim spektrum objawów, od przewlekłego kaszlu i duszności po zmęczenie i zaburzenia snu, co często prowadzi do błędnych diagnoz i opóźnień w leczeniu. Wielochorobowość jest powszechna: POChP współwystępuje z schorzeniami sercowo-naczyniowymi, infekcjami czy bezdechem sennym, tworząc złożony obraz kliniczny, który wymaga holistycznego podejścia. Pacjenci doświadczają nie tylko fizycznych ograniczeń, ale także izolacji społecznej, utraty pracy i pogorszenia stanu psychicznego, co pogłębia spiralę choroby. Według manifestu IRC i Koalicji ZDROWE PŁUCA, kluczowe jest niwelowanie nierówności w dostępie do opieki, w tym geograficznych barier, oraz integracja opieki podstawowej ze specjalistyczną, by pacjenci otrzymywali pomoc we właściwym momencie.

„Pacjenci z chorobami płuc często opisują swoje życie jako walkę o każdy oddech, gdzie duszność staje się codziennym towarzyszem, uniemożliwiającym proste czynności jak spacer czy rozmowa. Wielochorobowość komplikuje wszystko – POChP nakłada się na bezdech senny czy infekcje, tworząc błędne koło, w którym jeden problem pogarsza drugi. Objawy takie jak przewlekły kaszel czy zmęczenie są alarmem, ale zbyt często ignorowanym, co prowadzi do późnej diagnostyki i nieodwracalnych zmian. Szybka ocena objawów może uratować życie, bo wczesne rozpoznanie przerywa ten cykl. Musimy edukować społeczeństwo, by nie bagatelizować tych sygnałów, i zapewniać dostęp do kompleksowej diagnostyki dla wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania. Tylko wtedy pacjenci odzyskają kontrolę nad swoim życiem” – wyjaśnia dr n. med. Joanna Miłkowska-Dymanowska z Kliniki Pneumonologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Oddziału Klinicznego Pulmonologii i Alergologii z Pododdziałem Chorób Wewnętrznych, Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. N. Barlickiego w Łodzi.

Leczenie farmakologiczne chorób płuc opiera się na wykorzystaniu zarówno nowoczesnych leków, jak i narzędzi do ich skutecznego podawania. Właściwa terapia astmy i POChP wiąże się z koniecznością zastosowania inhalatorów, które umożliwiają bezpośrednie dostarczenie leków do układu oddechowego. Preparaty te nie tylko łagodzą objawy lecz zmniejszają częstotliwość zaostrzeń a nawet zapobiegają powikłaniom, takim jak incydenty sercowo-naczyniowe. Prawidłowa technika inhalacji jest kluczowa dla efektywności terapii, a nowe leki oferują celowane działanie, poprawiając komfort życia pacjentów. Manifest IRC i Koalicji ZDROWE PŁUCA podkreśla potrzebę poprawy dostępności do tych terapii, w tym poprzez wczesną diagnostykę i integrację modeli opieki, co pozwoli na wdrożenie leczenia we właściwym czasie i zmniejszenie obciążeń systemu zdrowotnego.

„W leczeniu POChP i innych schorzeń płuc farmakologia oferuje narzędzia, które nie tylko kontrolują objawy, ale realnie przedłużają życie, redukując ryzyko zaostrzeń o nawet 30-50%. Inhalatory muszą być używane poprawnie, bo błędy w technice niweczą ich potencjał – edukacja pacjentów jest tu niezbędna. Nowe leki celują w mechanizmy zapalenia, chroniąc także przed powikłaniami sercowo-naczyniowymi, które są częstą przyczyną zgonów. W Polsce potrzebujemy szerszego dostępu do tych innowacji, by każdy pacjent mógł skorzystać z personalizowanej terapii. Przyszłość to leki biologiczne i terapie celowane, które zmienią oblicze pulmonologii. Bez inwestycji w te obszary, stracimy szansę na poprawę prognostyk dla milionów”podkreśla dr n. med. Aleksander Kania, wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, z Kliniki Pulmonologii II Katedry Chorób Wewnętrznych, Collegium Medicum UJ w Krakowie, Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Rehabilitacja pulmonologiczna jest fundamentem kompleksowego leczenia chorób płuc, integralną częścią leczenia, będąc postępowaniem niefarmakologicznym zawierającym między innymi zaawansowane techniki oczyszczania dróg oddechowych. Szczególną rolę odgrywają nowoczesne urządzenia do drenażu autogenicznego, które skutecznie usuwają zalegającą wydzielinę, poprawiają wentylację płuc i zmniejszają ryzyko infekcji. W ramach ostatniego zamówienia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 62 szpitale w Polsce zostały wyposażone w urządzenia do terapii Simeox, co stanowi ważny krok w kierunku poprawy dostępności nowoczesnej rehabilitacji. Kluczowe jest wdrażanie rehabilitacji już od momentu diagnozy, zgodnie ze specyfiką przewlekłych chorób płuc. Takie podejście pozwala spowolnić postęp choroby i poprawić jakość życia pacjentów. Niestety, obecne przepisy, w tym rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej, uniemożliwiają stosowanie urządzeń do drenażu autogenicznego w trybie ambulatoryjnym. Problem ma charakter formalno-prawny, a nie wynika z ograniczeń infrastrukturalnych szpitali. Co więcej, w Polsce brakuje też rozwiązań systemowych umożlwiających prowadzenia rehabilitacji z użyciem urządzeń Simeox w warunkach domowych, co jest szczególnie dotkliwe w przypadku chorób przewlekłych z nawracającymi zaostrzeniami, takich jak POChP, mukowiscydoza czy rozstrzenie oskrzeli. Regularne oczyszczanie drzewa oskrzelowego przed podaniem leków znacząco zwiększa ich skuteczność, zmniejsza ryzyko infekcji i pozwala wydłużyć okresy między zaostrzeniami. Bez tego płuca pozostają obciążone nadmiarem wydzieliny, co przyspiesza rozwój choroby i prowadzi do częstszych hospitalizacji, obniżając jakość życia pacjentów. Manifest IRC i Koalicji ZDROWE PŁUCA podkreśla, że rehabilitacja ambulatoryjna i domowa to klucz do rozwiązania tego społeczno-systemowego problemu, a obecność urządzeń w szpitalach to dopiero początek – czas na kolejne kroki, takie jak zmiana przepisów i refundacja urządzeń do użytku domowego.

„Rehabilitacja pulmonologiczna to nie tylko wsparcie, ale konieczność w leczeniu chorób płuc, szczególnie tych z nadprodukcją wydzieliny, jak POChP, rozstrzenie oskrzeli czy mukowiscydoza. Urządzenia do drenażu autogenicznego Simeox, generujące delikatne wibracje, umożliwiają skuteczne oczyszczanie płuc, co przekłada się na lepszą wentylację i mniejsze ryzyko infekcji – badania pokazują poprawę funkcji płuc. Wdrożenie takich metod zaraz po diagnozie, nawet w stabilnym okresie choroby, może znacząco zmniejszyć częstotliwość zaostrzeń. Problemem w Polsce jest brak ambulatoryjnych świadczeń i możliwości stosowania tych urządzeń w domu, mimo że mogłyby one zrewolucjonizować życie pacjentów, zmniejszając konieczność hospitalizacji. To kwestia systemowa – mamy technologię, ale potrzebujemy przepisów, które pozwolą ją w pełni wykorzystać. Bez tego skazujemy pacjentów na życie w cieniu choroby”podkreśla dr n. med. Magdalena Klimczak, ordynator Oddziału Rehabilitacji Pulmonologicznej, Wojewódzkiego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej, Centrum Leczenia Chorób Płuc i Rehabilitacji w Łodzi.

Kulminacyjnym punktem konferencji było uroczyste ogłoszenie i odczytanie Manifestu International Respiratory Coalition (IRC) i Polskiej Koalicji ZDROWE PŁUCA. Dokument, opracowany przez pacjentów, lekarzy i ekspertów medycznych, wzywa do pilnych działań przeciwko chorobom układu oddechowego, które pochłaniają coraz więcej istnień i generują koszty przekraczające 79,1 mld zł w Polsce. Apeluje do decydentów, parlamentarzystów, samorządów i kluczowych liderów opinii o opracowanie narodowej strategii pulmonologicznej, obejmującej ambitne cele w czterech kluczowych obszarach: zapobieganie (m.in. walka z paleniem tytoniu, zanieczyszczeniem powietrza, szczepienia, uwzględnienie zmian klimatycznych), dostęp do leczenia we właściwym momencie (wczesna diagnostyka, integracja opieki, lepsza dostępność nowoczesnej rehabilitacji pulmonologicznej), niwelowanie nierówności (pacjent w centrum, eliminacja barier geograficznych) oraz rozwój badań i danych (innowacje, AI, rejestry danych do identyfikacji problemów). Manifest podkreśla, że wysiłki na rzecz przeciwdziałania chorobom płuc są niewystarczające, i dlatego wzywa społeczeństwo oraz media do wsparcia zmian. Zgromadzeni goście, dziennikarze, eksperci, przedstawiciele instytucji państwowych i środowiska pacjenckiego zostali zaproszeni do złożenia podpisów pod dokumentem – wśród sygnatariuszy znalazła się dr Nino Berdzuli z WHO.

„Manifest na rzecz Zdrowych Płuc to zbiorowy apel lekarzy i pacjentów o rewolucję w podejściu do pulmonologii w Polsce. Potrzebujemy narodowej strategii, która zintegruje profilaktykę, diagnostykę, leczenie i rehabilitację pulmonologiczną, wzorując się na strategiach kardiologicznej czy onkologicznej. Pulmonologia musi stać się jednym z priorytetów systemu ochrony zdrowia, bo leczenie płuc bezpośrednio wpływa na skuteczność terapii w innych obszarach terapeutycznych – np. na redukcję powikłań sercowo-naczyniowych – uzdrawiając płuca, ratujemy serce i mózg. Bez kompleksowej opieki, w tym pomocy w rzucaniu palenia i domowej rehabilitacji, miliony Polaków pozostaną bez wsparcia. Ten dokument to mapa drogowa do implementacji zmian: od wczesnych badań po innowacyjne terapie. Czas na działanie, by zatrzymać tę epidemię i poprawić zdrowie Polaków”apeluje dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Światowy Dzień Płuc, obchodzony 25 września, stanowi idealną okazję do refleksji nad szerszą perspektywą leczenia chorób płuc i podjęcia konkretnych kroków. Polska Koalicja ZDROWE PŁUCA oraz IRC wzywają wszystkie środowiska gotowe działać na rzecz zmian do wsparcia Manifestu, podkreślając, że tylko skoordynowane, oparte na danych działania mogą odwrócić trend rosnącej śmiertelności i obciążeń społecznych. Konferencja pokazała, że zmiany są możliwe – teraz czas na wdrożenie ich w życie, by miliony Polaków mogły oddychać swobodnie.

W trakcie konferencji dr Nino Berdzuli, dyrektor Biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce oraz dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, podpisały List Intencyjny o współpracy między organizacjami, który ma na celu zacieśnienie działań na rzecz zwalczania chorób płuc i poprawy opieki pulmonologicznej w Polsce.

Źródło: Komunikat Prasowy

Jakość powietrza w zamkniętych pomieszczeniach – domach, biurach, szkołach – ma bezpośredni wpływ na rozwój i przebieg astmy. Tak wynika z najnowszych wytycznych opublikowanych przez Europejską Akademię Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI). Współautorami dokumentu są polscy eksperci z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
 
Europejskie wytyczne EAACI uwzględniają cztery główne grupy czynników środowiskowych, które mogą nasilać objawy astmy i wpływać na jej rozwój: lotne związki organiczne (VOC), środki czystości, wilgoć i pleśń oraz pestycydy. To sygnał nie tylko dla pacjentów, ale także dla lekarzy, decydentów i administracji zdrowia publicznego – jakość powietrza w pomieszczeniach powinna być brana pod uwagę w diagnozie i terapii chorób układu oddechowego.

Cztery czynniki ryzyka – co szkodzi najbardziej?

1. Lotne związki organiczne (VOC)
Obecne w farbach, lakierach, meblach, panelach i odświeżaczach powietrza – mogą powodować przewlekłe zapalenie oskrzeli, nasilać objawy astmy i obniżać funkcję płuc.

2. Środki czystości (zwłaszcza w sprayu)
Związki zawierające chlor, amoniak czy sztuczne zapachy to silne czynniki drażniące. EAACI zaleca ich ograniczenie i zastępowanie łagodniejszymi alternatywami.

3. Wilgoć i pleśń
To najlepiej udokumentowane zagrożenie. Szczególnie dzieci mieszkające w wilgotnych pomieszczeniach są narażone na rozwój astmy i alergicznego nieżytu nosa.

4. Pestycydy
Stosowane w domach uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i sprzyjają przewlekłym stanom zapalnym. Powinny być całkowicie wyeliminowane w domach z dziećmi i osobami chorymi.
– Najpilniejsze jest ograniczenie ekspozycji na wilgoć i pleśń – mówi prof. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Potwierdziliśmy istnienie silnych dowodów naukowych wskazujących na związek między tymi czynnikami a rozwojem astmy – dodaje.

Co mogą zrobić pacjenci?

Eksperci podkreślają, że nawet proste działania mają znaczenie:

Fakty i liczby:

Apel do lekarzy i decydentów

Według dr Magdaleny Zemelki-Wiącek z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej UMW, obecnie w systemie brakuje narzędzi do oceny ryzyka środowiskowego. – Wiedza o wpływie środowiska na astmę często pozostaje teoretyczna. Potrzebujemy praktycznych rozwiązań – takich jak monitory PM2.5 czy dostęp do danych sanepidu – podkreśla.
Konieczna jest także edukacja lekarzy w zakresie interpretacji alertów smogowych i stosowania zaleceń środowiskowych w praktyce klinicznej. Eksperci zwracają też uwagę na potrzebę zmian systemowych – wprowadzenia prawnie wiążących norm jakości powietrza wewnętrznego, edukacji na poziomie przed- i podyplomowym oraz wsparcia ze strony administracji publicznej.
Źródło: www.umw.edu.pl
W kontekście rosnącej liczby chorób układu oddechowego – zarówno zakaźnych, jak i przewlekłych – Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) po raz pierwszy stawia zdrowie płuc w centrum globalnej debaty zdrowotnej.
Na agendzie najbliższego Światowego Zgromadzenia Zdrowia znalazła się rezolucja, która może stać się przełomem w myśleniu o profilaktyce i leczeniu chorób oddechowych. Dokument proponuje zintegrowane, całościowe podejście do zdrowia płuc, obejmujące wszystkie poziomy systemów opieki zdrowotnej. To ważna szansa dla rządów państw członkowskich na wzmocnienie krajowych polityk zdrowotnych, dostosowanych do współczesnych wyzwań epidemiologicznych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze założenia projektu oraz apel o jego szerokie poparcie.
 
Zintegrowane podejście do chorób płuc: potrzeba pilnych działań
Projekt rezolucji podkreśla konieczność kompleksowego podejścia do chorób płuc, obejmującego zarówno schorzenia zakaźne, jak i niezakaźne – od gruźlicy i zapalenia płuc, przez POChP i astmę, po raka płuca.
Rezolucja wskazuje na cztery główne filary skutecznej strategii zdrowia płuc:
  • profilaktykę (m.in. szczepienia, walka z zanieczyszczeniem powietrza, kontrola tytoniu),

  • diagnostykę i wczesne wykrywanie chorób oddechowych,

  • dostępność leczenia i technologii medycznych,

  • wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej z uwzględnieniem zdrowia płuc jako jej integralnej części.

Rekomendacje dla państw i dla WHO
Projekt rezolucji wzywa państwa członkowskie WHO do:
  • tworzenia narodowych ram polityki zdrowotnej zintegrowanej wokół zdrowia płuc,

  • wdrażania skutecznych ścieżek profilaktyki oraz leczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej,

  • opracowania wytycznych klinicznych, m.in. dla POChP i raka płuca,

  • poprawy dostępu do niezbędnych leków i technologii terapeutycznych.

Jednocześnie rezolucja zobowiązuje WHO do przygotowania do 2027 roku raportu, zawierającego konkretne zalecenia dla krajów członkowskich w zakresie wdrażania zintegrowanej polityki zdrowia płuc.
Soft law z realnym wpływem na politykę zdrowotną
Choć rezolucje WHO mają charakter niewiążący (tzw. soft law), stanowią one silną podstawę dla tworzenia krajowych regulacji i reform systemów ochrony zdrowia. Przyjęcie rezolucji przez WHA – drogą głosowania lub konsensusu – będzie ważnym krokiem w kierunku globalnej poprawy jakości opieki oddechowej.
Apel do decydentów i środowisk eksperckich
W związku z nadchodzącymi obradami WHA apelujemy do decydentów, ekspertów i liderów opinii o:
  • aktywne wsparcie rezolucji WHO dotyczącej zdrowia płuc,

  • promowanie zintegrowanego podejścia do profilaktyki i leczenia chorób układu oddechowego,

  • działania na rzecz wdrażania rekomendacji WHO na poziomie krajowym.

Pobierz: RAPORT PDF

Źródło: https://iris.who.int/

 

W Polsce niedorozpoznanie astmy oskrzelowej sięga około 70 proc., przy czym nawet połowa pacjentów z rozpoznaniem jest leczona niezgodnie z najnowszymi wytycznymi.[1] Dzięki konsolidacji sił i współpracy ekspertów-lekarzy z czterech towarzystw medycznych, zaktualizowane zostały Standardy rozpoznawania i leczenia astmy, czyli zasady pokazujące, kiedy podejrzewać astmę, jak ją diagnozować i wykluczać, a co najważniejsze jak leczyć. Celem dokumentu jest zoptymalizowanie opieki nad chorymi z astmą oskrzelową przez lekarzy wszystkich specjalności, w szczególności lekarzy rodzinnych. Inicjatorem prac nad Standardami jest Koalicja na rzecz Leczenia Astmy.

 

 

Astma oskrzelowa jest jedną z najczęściej występujących, przewlekłych chorób układu oddechowego. Jak podają statystyki ponad 4 mln Polaków ma jej objawy, a jedynie 2,2 mln z nich jest zdiagnozowana i leczona, często w nieprawidłowy sposób. W odpowiedzi na te coraz bardziej palące wyzwania eksperci, lekarze praktycy z czterech polskich towarzystw lekarskich – Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, Polskiego Towarzystwa Pneumonologii Dziecięcej oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, przy wykorzystaniu metodyki GRADE, skorygowali, uaktualnili oraz unowocześnili Standardy rozpoznawania i leczenia astmy u dzieci i dorosłych. STAN4T są krótkim i precyzyjnym opisem zasad rozpoznawania oraz leczenia astmy przeznaczonym dla lekarzy wszystkich specjalności, w szczególności lekarzy rodzinnych. Mogą także być stosowane w procedurach opieki koordynowanej.

 
To już kolejna odsłona Standardów, które muszą ewoluować wraz z międzynarodowymi wytycznymi, jakie otrzymujemy od Global Initiative for Asthma, czyli Światowej Inicjatywy na Rzecz Zwalczania Astmy – mówi prof. Marek Kulus, przewodniczący Koalicji na rzecz Leczenia Astmy, inicjatora prac nad dokumentem.

Jako Koalicja na rzecz Leczenia Astmy oraz Polskie Towarzystwo Alergologiczne dokładamy starań mających na celu wyposażanie lekarzy w najnowocześniejszą wiedzę podawaną w możliwie zwięzły i przystępny sposób. Mamy nadzieję, że unowocześnione Standardy będą realnym wsparciem dla środowiska medycznego – dodaje prof. Kulus.

 

Standardy rozpoznawania i leczenia astmy obejmują trzy grupy wiekowe pacjentów: <6 roku życia, 6-11 lat oraz 11+ w zakresie aspektów związanych z czynnikami ryzyka, rozpoznaniem, wykluczeniem astmy, diagnostyką różnicową, chorobami współistniejącymi, badaniami m.in. spirometrycznymi, rozpoczęciem i prowadzeniem leczenia, postępowaniem w sytuacji zaostrzenia astmy, podejrzeniem astmy ciężkiej, immunoterapią i farmakoterapią. W dokumencie ujęte zostały również kwestie dotyczące wpływu zanieczyszczenia środowiska na przebieg astmy, a także szczepień i COVID-19. 

Jednym z celów naszego Towarzystwa jest dążenie do odwrócenia piramidy świadczeń w zakresie leczenia astmy, dlatego tak dużą atencją obdarzamy wszystkie wytyczne, w tym zaktualizowane przez cztery towarzystwa medyczne Standardy rozpoznawania i leczenia astmy. Upatrujemy w nich szansę na usprawnienie i przede wszystkim ułatwienie pracy lekarzy różnych specjalizacji, z głównym naciskiem na lekarzy Podstawowej Opieki Zdrowotnej – mówi prof. Radosław Gawlik, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego – Kompleksowość tych materiałów daje szansę na zwiększenie wskaźnika rozpoznawalności astmy, a przez to umożliwienie większej liczbie chorych optymalnego leczenia – uzupełnia prof. Gawlik.

 

Autorami zaktualizowanych Standardów rozpoznawania i leczenia astmy u dzieci i dorosłych STAN4T są: prof. Rafał Pawliczak, prof. Andrzej Emeryk, prof. Adam Barczyk, prof. Paweł Majak, prof. Maciej Kupczyk, prof. Joanna Chorostowska-Wynimko, prof. Piotr Kuna, prof. Paweł Śliwiński, prof. Anna Bręborowicz,nprof. Zbigniew Doniec, prof. Henryk Mazurek, prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, dr Aleksander Biesiada, prof. Karina Jahnz-Różyk, prof. Katarzyna Krenke, prof. Marek Kulus.

 

Standardy dostępne są na stronach Polskiego Towarzystwa Alergologicznego oraz Koalicji na rzecz Leczenia Astmy, jak również w najnowszym wydaniu Alergologii Polskiej.

[1] Astma oskrzelowa – nowy model zarządzania chorobą nakierowany na wzrost wartości zdrowotnej, 2021

źródło: Koalicja na rzecz Leczenia Astmy

Niespełna jedna trzecia sprzedawanych w Polsce leków jest produkowana w naszym kraju, podczas gdy średnia europejska to około 70 proc. Uzależnienie od importu jest poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa lekowego. Wzmocnieniu tego obszaru ma służyć jeden z konkursów w ramach KPO, który niedawno rozstrzygnęła Agencja Badań Medycznych. 112 mln zł trafi na wsparcie 22 projektów z obszaru innowacyjnych technologii biomedycznych. Jeden z nich dotyczy opracowania leków generycznych stosowanych w leczeniu POChP i astmy.

 W tamtym roku Narodowy Fundusz Zdrowia w aptekach zrefundował 416 mln opakowań leków, z czego tylko 122 mln pochodzi z polskich fabryk, czyli mówimy o mniej więcej 70 proc. leków, które musimy importować. Im wyższa technologia, im bardziej skomplikowana, tym uzależnienie od importu jest dużo większe – mówi Sebastian Szymanek, prezes zarządu spółki Polpharma. – Tutaj mówimy o barierach inwestycyjnych, czyli nakładach, które trzeba zarówno zainwestować w rozwój tych produktów, jak i bardzo wysokim zaawansowaniu technologicznym i odpowiednich liniach technologicznych, które trzeba mieć.

Wskaźnik suwerenności lekowej Polski wynosił w 2020 roku 0,32, co oznacza, że w 32 proc. byliśmy w stanie pokryć zapotrzebowanie rodzimą produkcją. Mediana europejska wynosi 0,7, ale są kraje takie jak Szwajcaria czy Irlandia, które produkują ośmiokrotnie więcej leków, niż wynosi popyt lokalnego rynku. W Wielkiej Brytanii, Holandii i Hiszpanii wskaźnik jest zbliżony natomiast do 1.

– W Polsce jesteśmy na takim etapie, gdzie rozumiemy, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od importu leków, czyli że bezpieczeństwo lekowe nie jest zapewnione. To już jest pierwszy podstawowy krok. W tej chwili należy się zastanowić, które technologie chcielibyśmy wspierać jako kraj, i uruchomić fundusze, które wspierają i zachęcają inwestorów do inwestowania tutaj w badania i rozwój oraz ostatecznie w produkcję tych leków w kraju, więc to absolutnie początek drogi – ocenia Sebastian Szymanek.

To właśnie realizacji badań w obszarze bezpieczeństwa lekowego, ale też innowacyjnych terapii i leków przyszłości dotyczył konkurs dla przedsiębiorców, który właśnie rozstrzygnęła Agencja Badań Medycznych. Rekomendację do dofinansowania ze środków KPO na łączną kwotę ponad 112 mln zł otrzymały 22 przedsięwzięcia. Jednym z beneficjentów jest Polpharma. Projekt dotyczy opracowywania i rozwoju wziewnych leków generycznych w terapiach chorób układu oddechowego – POChP i astmy. Leki generyczne są przede wszystkim szansą na zwiększenie dostępu do terapii dla polskich pacjentów, z reguły są bowiem nawet kilkukrotnie tańsze niż leki oryginalne.

– Dzisiaj w Polsce niewiele produkuje się leków, którymi możemy leczyć zarówno astmę, jak i POChP, dlatego już kilka lat temu podjęliśmy decyzję o utworzeniu projektu rozwoju dwóch takich produktów. Każdy z nich jest połączeniem dwóch leków, dzisiaj one jeszcze są pod ochroną patentową. Ten projekt ma trzy etapy. Po pierwsze, rozwinąć to połączenie, następnie rozwinąć inhalator i udowodnić, że ten produkt jest bioekwiwalentny w tym inhalatorze, aż wreszcie doprowadzić do inwestycji i zakupu linii technologicznych, które doprowadzą docelowo do produkcji tych leków u nas w kraju. Cel jest taki, żeby w momencie, kiedy te leki schodzą z ochrony patentowej, czyli mówimy o marcu 2029 i listopadzie 2029 roku, ten produkt był zaoferowany polskiemu pacjentowi – wskazuje prezes Polpharmy.

Druga kwestia to budowanie suwerenności lekowej poprzez uniezależnienie się od importu leków stosowanych w bardzo rozpowszechnionych chorobach. Według NFZ na POChP choruje co piąta osoba po 40. roku życia. Oznacza to grupę 2 mln pacjentów. Podobna jest liczebność populacji osób chorujących na astmę (niezależnie od wieku).

O tym, że Unia Europejska jest nadmiernie uzależniona od importu leków, a zwłaszcza substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji, mówił niedawno przewodniczący europejskiej Komisji Zdrowia Publicznego Adam Jarubas. Jako priorytet działania komisji wskazywał m.in. sfinalizowanie pakietu farmaceutycznego.

 Patrząc na debatę dotyczącą tego, co zrobić z bezpieczeństwem lekowym Europy, to znowu widzimy, że Europa jest przed nami o jeden krok do przodu. Tam już nie tylko uświadomiono sobie, ale też uruchomiono w niektórych krajach całkiem spore fundusze i podjęto całkiem dużo projektów zmierzających do tego, żeby stopniowo przywracać to bezpieczeństwo lekowe. Natomiast mówię o tym świadomie, to nie jest zadanie na rok, dwa, to są zadania na dekady, ponieważ my to bezpieczeństwo lekowe przez dekady oddawaliśmy – komentuje prezes Polpharmy.

Jak podkreśla, okresem przebudzenia była pandemia COVID-19.

– Wtedy to w całej Europie wybrzmiało mocno, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od importu z Azji i że leki są narzędziem strategicznym i politycznym. Pierwsze, co się wtedy robiło, to zakazy eksportowe – mówi Sebastian Szymanek.

źródło: Newseria.pl

Astma ciężka i polipy nosa to choroby o podłożu eozynofilowym, które obniżają jakość życia chorych, prowadząc nawet do niepełnosprawności. Można je skutecznie diagnozować i leczyć w ramach programów lekowych. „Przy dobrej kwalifikacji pacjentów mamy bardzo wysoki odsetek chorych, którzy dobrze lub bardzo dobrze odpowiadają na terapie biologiczne. Obserwujemy u nich spadek liczby zaostrzeń, spadek hospitalizacji i zapotrzebowania na sterydy systemowe, poprawę jakości życia i kontroli choroby” – wylicza prof. Maciej Kupczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii, UM w Łodzi.

Eozynofile to komórki układu odpornościowego, które fizjologicznie odpowiadają m.in. za obronę przeciwpasożytniczą i przeciwnowotworową. Jednak czasem, z niewiadomych przyczyn, liczba tych komórek znacząco się zwiększa. Eozynofile zaczynają się gromadzić i naciekać na rozmaite tkanki, co prowadzi do stanu zapalnego uszkadzającego różne narządy, m.in. płuca, serce czy nerki. Stają się wówczas przyczyną ciężkich chorób zagrażających życiu.

„Czasem dochodzi do niekontrolowanego wzrostu liczby komórek. Eozynofile mogą odpowiadać za wiele różnych schorzeń. Relatywnie często występuje przewlekły nieżyt nosa z polipami nosa czy astma eozynofilowa. Mogą być jednak także przyczyną występujących bardzo rzadko chorób, takich jak EGPA (eozynofilowa ziarniniakowatość z zapaleniem naczyń) lub HES (zespół hypereozynofilowy) – choroby rzadkie, których przebieg zazwyczaj jest bardzo ciężki” – wyjaśnia dr Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Rzadkich WIM PIB.

W opinii ekspertów  dla pacjentów życie z chorobami eozynofilowymi oznacza niską jakość  życia, a często wyeliminowanie z zawodowej aktywności.

„Częstość hospitalizacji, powikłania po leczeniu lekami sterydowymi, nieustanne zmęczenie, obciążenie psychiczne – tak choroby przewlekłe eliminują z życia” – mówi lek. med. Grzegorz Baczewski, członek rady Fundacji Centrum Walki z Alergią.

Według dr Aleksandry Kucharczyk te choroby dotychczas leczono sterydami systemowymi, co związane było z powikłaniami. Od niedawna dostępne są terapie biologiczne, które w sposób celowany działają na  odpowiedni punkt. Leki biologiczne przywracają dobrą jakość życia, umożliwiając tym samym powrót do aktywności rodzinnej i zawodowej.

Takie były doświadczenia Agnieszki Kustos (39 lat), która chorowała od prawie 20 lat na przewlekłe zapalenie zatok przynosowych z polipami nosa (PZZPzPN) i choroby współistniejące: astmę oraz alergię na: NLPZ, aspirynę oraz pyłki traw. Diagnoza PZZPzPN została postawiona w 2019 roku po kilkunastu latach poszukiwania choroby. Choroba ma podłoże eozynofilowe. Pacjentka przeszła cztery bolesne i obciążające psychicznie zabiegi operacyjne usuwania polipów nosa.

„Po rozpoczęciu leczenia biologicznego poczułam się tak, jakbym wygrała los na loterii. Polipy się cofnęły, zaczęłam mieć bardzo dobrą wydolność płuc, zaczęłam regularnie ćwiczyć, biegać na bieżni, jeździć na rowerze. Poprawiła się dzięki leczeniu jakość mojego życia” – opowiada pani Agnieszka Kustos.

Mateusz Oczkowski, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia przekonuje, że ministerstwo w zakresie choroby o podłożu eozynofilowym zrobiło już dużo. Wprowadzone zostały terapie lekowe. Programy lekowe B.44. „Leczenie chorych z ciężką postacią astmy” i B.156. „Leczenie chorych z zapaleniem nosa i zatok przynosowych z polipami nosa”, ten drugi niedawno został uruchomiony a proces wdrażania pacjentów do leczenie w Polsce dopiero się rozpoczął.

„Modelowo wszyscy chorzy powinni mieścić się w ramach terapii lekowych, jednak w szczególnych przypadkach możliwa jest refundacja w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych >>RDTL<<” – wyjaśniał Mateusz Oczkowski.

Prof. Maciej Kupczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii, UM w Łodzi, prezydent kadencji 2021-2024 Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, informuje, że w ośrodkach specjalistycznych prowadzących leczenie w programie lekowym pod opieką znajduje się ok. 4 tysięcy pacjentów z astmą ciężką. „To stanowi ok. 10 proc. epidemiologicznej grupy pacjentów z astmą ciężką, która kwalifikuje się do tego leczenia i która odniosłaby z niego korzyść” – zauważa prof. Maciej Kupczyk.

Profesor ocenia, że z jednej strony mamy refundację takiego leczenia, ale jest jeszcze wiele do zrobienia, jeżeli chodzi o dostęp do skutecznych i bezpiecznych terapii. Umowy na realizację programu podpisało ok. 60 ośrodków, w tym kilkanaście wiodących ośrodków, obsługujących dużą liczbę pacjentów oraz kilkadziesiąt innych ośrodków, które powinny zapewnić dostęp do leczenia na terenie całego kraju, jednak z różnych względów trudniej im realizować program.

„Prowadzenie programu lekowego jest bardzo obciążające dla ośrodka. Wiąże się z biurokracją, wymaga olbrzymiej wiedzy medycznej, zaangażowania personelu, a za tym powinno iść odpowiednie finansowanie, którego obecnie nie ma. Są też bariery utrudniające wydawanie leku pacjentowi do podania w domu” – mówi prof. Maciej Kupczyk.

Dr hab. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP zauważa, że opieka ambulatoryjna nie jest dobrze wycenioną procedurą, inaczej niż hospitalizacja.

„Ambulatorium pozwala przyjąć więcej pacjentów. Jednak ważna jest kwestia wyceny usług. Czas poświęcony na wizycie chorobom o podłożu eozynofilowym to nawet godzina, czyli 3-4 wizyty z innymi chorobami, bo obsługa pacjenta musi być kompleksowa i uwzględniać inne towarzyszące schorzenia. Czasem bardziej opłacalne jest wzięcie czterech innych pacjentów” – zauważa dr hab. Piotr Dąbrowiecki.

Zdaniem prof. Macieja Kupczyka dostęp do terapii biologicznych w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) wpisuje się w politykę odwracania piramidy świadczeń zdrowotnych i bez wątpienia wiązałby się z odciążeniem wysokospecjalistycznych ośrodków szpitalnych.

„Podstawowe narzędzia leżą tutaj w rękach płatnika. Odpowiednia modyfikacja finansowania opieki w programie lekowym może doprowadzić do promowania wydania leku do domu, co jest jednoznaczne z osiągnięciem optymalnego celu terapeutycznego, czyli dobrej kontroli choroby oraz przeniesienia ciężaru opieki do dobrze finansowanych, wyposażonych w niezbędny sprzęt i przeszkolony personel ośrodków AOS” – uważa prof. Maciej Kupczyk.

W nowym programie lekowym B.156 ograniczeniem, według klinicystów jest sposób wejścia do programu lekowego. Aby zakwalifikować się do terapii biologicznej chory musi spełniać szereg kryteriów, a jednym z nich jest nawrotowość polipów mimo wykonania m.in. dwóch zabiegów chirurgicznych z otwarciem co najmniej trzech zatok, w tym sitowia tylnego, co jest obciążające dla pacjenta.

Według prof. Wioletty Pietruszewskiej, kierownik I Katedry Otolaryngologii i Kliniki Otolaryngologii i Laryngologii Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, można rozważać, czy nie wystarczyłaby tu jedna endoskopowa operacja chirurgiczna z otwarciem wszystkich zatok, tzw. pełny ESS, aby nie narażać chorych na kolejne zabiegi i ryzyko powikłań.

„Wreszcie mamy dobre narzędzia do leczenia. Możemy pacjentom, którzy byli wielokrotnie operowani, zmienić warunki życia” – przekonuje prof. Wioletta Pietruszewska.

Jak wyjaśniają specjaliści, podwyższona liczba eozynofili może być również powodem rzadkich chorób wielonarządowych, takich jak eozynofilowa ziarniniakowatość z zapaleniem naczyń (EGPA) lub zespół hipereozynofilowy (HES).

To choroby o ciężkim przebiegu, bywają śmiertelne, jeżeli nie zastosuje się odpowiedniego leczenia. Eozynofile „odkładają się” i zaczynają niszczyć różne narządy jak serce czy płuca.

„Niezaopiekowana pod kątem tych nowoczesnych terapii pozostaje grupa pacjentów chorych na EGPA oraz HES. Na terapie celowane bardzo czekamy, bo to właśnie ci pacjenci, ze względu na ciężki przebieg choroby i często bezpośrednie zagrożenie uszkodzenia ważnych dla życia narządów, są obecnie leczeni bardzo toksycznymi lekami, w tym glikokortykosteroidami podawanymi w bardzo dużych dawkach, często równocześnie z terapią immunosupresyjną” – wskazuje dr Aleksandra Kucharczyk.

Według ekspertów dobro pacjentów powinno być najwyższym czynnikiem do wprowadzenia zmian w procesach systemowych i terapeutycznych.

„Nowoczesne refundowane terapie biologiczne wpisują się w prawo dostępu pacjenta do świadczeń zgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Wszystko idzie in plus” – podsumowała Marzanna Bieńkowska, zastępca dyr. Departamentu współpracy biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Źródł: PAP 

Połowa pacjentów z EGPA i HES, rzadkimi chorobami eozynofilowymi, umiera w ciągu trzech–pięciu lat od postawienia diagnozy, jeśli nie jest poddawana leczeniu. Standardowa terapia obejmuje leczenie sterydami i immunosupresję, jednak rozwiązania te stanowią ogromne obciążenie dla organizmu, powodując szereg dodatkowych chorób. Lekarze podkreślają, że innowacyjna terapia przeciwciałami monoklonalnymi – mepolizumabem – jest w tych wskazaniach skuteczna i bezpieczna, jednak nie jest obecnie refundowana. Leczenie takie jest dostępne dla chorych z innymi chorobami eozynofilowymi: astmą i polipami nosa, ale wyśrubowane kryteria włączenia sprawiają, że leczony jest zaledwie co 10. pacjent.
 Choroby eozynofilowe, takie jak HES (zespół hipereozynofilowy) i EGPA (eozynofilowa ziarniniakowatość z zapaleniem naczyń), nie są częste w populacji. Problem z nimi polega na tym, że są to choroby, które dają bardzo ciężkie powikłania, łącznie z ryzykiem zgonu. Choroby te dotyczą osób młodych, bardzo często mogą się zaczynać niewinnie. Jeżeli rozszerzymy trochę wiedzę na ich temat, to liczba chorych będzie na pewno dużo większa – wyjaśnia w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska z Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher, konsultantka krajowa w dziedzinie reumatologii.

Obok wymienionych dwóch do chorób eozynofilowych zalicza się jeszcze astmę ciężką i przewlekłe zapalenie zatok przynosowych z polipami nosa (PZZPzPN). Podstawowym problemem w diagnostyce rzadkich chorób eozynofilowych jest to, że pacjenci prezentują bardzo zróżnicowane objawy. Tymczasem podejrzenie chorób eozynofilowych może się lekarzowi nasunąć już po wykonaniu podstawowego badania krwi z rozmazem, w którym można oznaczyć stężenie eozynofili.

 Jeżeli ta liczba przekracza 300, to już budzi niepokój, powinniśmy wysłać takiego pacjenta na konsultację przede wszystkim do alergologa. Ale jeżeli pacjent ma już astmę, zapalenie zatok czy inne choroby eozynofilowe, a liczba eozynofili przekracza 150 u leczonego pacjenta, to jest to sygnał, że coś się może zadziać złego – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Najczęściej zauważane są te objawy, które wiążą się z dysfunkcjami układu oddechowego. W efekcie czas, jaki upływa od pojawienia się objawów do rozpoznania, to średnio 7–10 lat.

 W przypadku EGPA chory może w pierwszej kolejności mieć objawy astmy oskrzelowej albo trafić do laryngologa z objawami polipów w nosie czy ze zmianami w zatokach. Na tym etapie wiedza niektórych lekarzy może się skończyć. Dalsza progresja tej choroby polega na zajęciu wielonarządowym. Nie ma narządu i układu, który w przebiegu tej choroby nie mógłby być zajęty. Jeśli jakiś narząd albo wiele narządów jest uszkodzonych, to doprowadza to do śmierci chorego – dodaje prof. Brygida Kwiatkowska.

Rozpoznane, ale nieleczone EGPA lub HES u połowy pacjentów prowadzą do śmierci w ciągu trzech–pięciu lat. Standardowa terapia obejmuje przewlekłe stosowanie leków steroidowych oraz środki o działaniu immunosupresyjnym. Oba te rozwiązania są jednak obarczone niezwykle wysokim ryzykiem powikłań – rośnie ryzyko wystąpienia sepsy, choroby zatorowo-zakrzepowej, nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy. Przełomem w terapii chorób eozynofilowych jest lek biologiczny – inhibitor interleukiny 5, mepolizumab. Dla polskich pacjentów jest dostępny od kilku lat w programie lekowym astmy ciężkiej, a od października znalazł się również w programie lekowym B.156 „Leczenie chorych z zapaleniem nosa i zatok przynosowych z polipami nosa”.

 Mepolizumab, czyli przeciwciało monoklonalne skierowane przeciwko interleukinie 5, jest absolutnie podstawowym lekiem biologicznym w leczeniu astmy ciężkiej z wysoką eozynofilią – to jest ponad 80 proc. pacjentów. Jeśli mamy astmę ciężką, oznaczamy morfologię, jest eozynofilia, decyzja jest prosta: dajemy mepolizumab. To nie jest lek, który w mgnieniu oka wszystko zmieni, tylko lek, który z jednej strony zapobiegnie powstawaniu eozynofilów, ich przeżyciu, naciekaniu tkanek, ale z drugiej strony ma bardzo istotne mechanizmy regulacyjne, które przywracają naturalną homeostazę odporności. To jest wpływ na inne komórki, to jest wpływ na inne cytokiny, to jest wpływ na remodeling czy mniej zaostrzeń. Jednocześnie jest to lek bardzo bezpieczny i to jest kluczowe, że leczymy skutecznie i bezpiecznie – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

– Wyniki badań naukowych jasno wskazują, że terapia biologiczna może modyfikować historię naturalną astmy, czyli jesteśmy w stanie indukować remisję właśnie poprzez wpływ leków biologicznych, m.in. na procesy remodelingu, przebudowy dróg oddechowych – dodaje prof. dr hab. n. med. Maciej Kupczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Mimo że lek jest już refundowany w dwóch wspomnianych wskazaniach, to kryteria włączenia do programu lekowego w przypadku astmy ciężkiej są na tyle rygorystyczne, że leczonych jest zaledwie 10 proc. pacjentów. Terapia polipów nosa, która jest refundowana od 1 października, dołącza do programu lekowego, który wchodzi w życie od kwietnia z dużymi opóźnieniami w polskich ośrodkach. W przypadku EGPA toczy się proces refundacyjny, a dla HES program lekowy jeszcze nie został opracowany. Klinicyści postulują, by był on wspólny dla obu jednostek, ponieważ podłoże choroby, mimo zróżnicowanego obrazu klinicznego, jest wspólne.

– Opłaca się dobrze leczyć pacjentów z ciężkimi postaciami tych chorób. Koszty opieki nad pacjentem z ciężką astmą czy ciężkim zapaleniem zatok i nawracającymi polipami nosa są olbrzymie. Wymagają oni stosowania sterydów systemowych, nieplanowanych wizyt lekarskich, a w przypadku zapalenia zatok i polipów – powtarzanych reoperacji. To są wysokie koszty. Staramy się przekonać płatnika, żeby dostęp do terapii biologicznej był szerszy. Pewnym pomysłem jest odwrócenie piramidy świadczeń. Część pacjentów z dobrze kontrolowanymi chorobami może być pod opieką w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, ale musi to być tak naprawdę indukowane przez zmianę w sposobie finansowania programu lekowego. To jest podstawowy bodziec, który może ukierunkować i umożliwić naszym pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii – ocenia prof. Maciej Kupczyk.

źródło: newseria

Na świecie na astmę choruje ok. 300 mln osób, w Polsce nawet 4 mln. Nierozpoznana lub niewłaściwie leczona choroba może prowadzić do rozwoju ciężkiej postaci. W naszym kraju na astmę ciężką choruje 35–40 tysięcy pacjentów, dlatego tak ważna jest edukacja. Budowaniu świadomości służy ustanowiony przez Global Initiative for Asthma (GINA) Światowy Dzień Astmy, obchodzony w każdy pierwszy wtorek maja. W tym roku przypada on 7 maja.

Budowanie świadomości na temat choroby wiąże się z dostarczeniem wiedzy społeczeństwu i pacjentom na temat dostępnych form diagnostyki i leczenia. Mimo funkcjonowania od ponad 10 lat w Polsce programu lekowego B.44 „Leczenie ciężkiej postaci astmy”, tylko ok.10 procent chorych ma możliwość korzystania z nowoczesnej terapii biologicznej. Specjaliści zidentyfikowali podstawowe bariery w dostępności typu: kryteria włączenia do programu oraz wyzwania organizacyjne i finansowe, w tym zbyt niska wycena świadczeń zdrowotnych. To bardzo utrudnia przesunięcie opieki nad pacjentami do ambulatorium, z możliwością dedykowania pacjentom leków do domu.

 

Typowe objawy astmy to kaszel, świsty i duszność. Na 4 miliony osób, które w badaniach epidemiologicznych wykazują cechy astmy, czyli mają przynajmniej dwa wymienione objawy równocześnie, leczone są 2 miliony. To oznacza, że aż połowa chorych nie ma postawionego rozpoznania i nie jest prawidłowo leczona.

 

W Polsce na rozpoznanie astmy czekamy ponad 7 lat. Przez ten czas stan zapalny w obrębie układu oddechowego, który daje okazjonalnie duszność, kaszel, świsty, doprowadza do postępującego remodelingu błony śluzowej oskrzeli i zaostrzenia choroby. Pacjenci z astmą ciężką to ci, którzy mimo zażywania wysokich dawek sterydów wziewnych i innych leków rozszerzających oskrzela, nadal nie mają kontroli choroby – mówi dr Piotr Dąbrowiecki, alergolog z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP.

 

Mimo że średni czas na rozpoznanie choroby w Unii Europejskiej jest dwa razy krótszy, potrzeba zwiększania globalnej świadomości na temat astmy jest nadal na tyle istotna, że GINA ustaliła pierwszy wtorek maja jako Światowy Dzień Astmy. W tym roku obchody wypadają 7 maja i są poświęcone potrzebie edukacji.

 

Edukacja jest integralnie związana z rozpoznaniem choroby. Jeżeli nie uwzględnimy edukacji w naszym podejściu terapeutycznym, to poniesiemy porażkę. To nauczenie pacjenta, jak prawidłowo stosować lek wziewny. W tej chwili połowa chorych, którzy stosują leki, stosuje je w sposób nieprawidłowy. Chodzi też o przekonanie chorego o konieczności stałego stosowania leków wziewnych – podkreśla dr Dąbrowiecki.

 

Polskie kryteria węższe niż wytyczne GINA

 
Długi czas rozpoznania choroby, nieprawidłowe stosowanie sterydów wziewnych, odstawianie ich przez pacjentów i brak edukacji, powodują, że chorzy na astmę z czasem mogą rozwinąć astmę ciężką, którym dedykowane jest leczenie biologiczne.

 

W Polsce od 2012 roku pacjenci z astmą ciężką mają dostęp do nowoczesnych terapii biologicznych. W ostatnich latach starania klinicystów doprowadziły do objęcia finansowaniem przez NFZ 5. terapii w tym wskazaniu: omalizumabu, benralizumabu, mepolizumabu, dupilumabu oraz tezepelumabu.

 

– Leczenie astmy w Polsce jest zgodne z obecnym standardem GINA i zgodnie z zaleceniami światowymi. Leki, które są zarejestrowane, są dostępne również w Polsce i możemy prowadzić farmakoterapię ciężkiej postaci astmy oskrzelowej. Myślę, że to jest olbrzymie osiągnięcie i dotyczy nie tylko nowych leków dodawanych do programów lekowych, ale również kolejnych zmian w zapisach tych programów – mówi prof. Maciej Kupczyk, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

 

To nie oznacza, że kolejne działania nie są potrzebne. W Polsce kryteria włączania pacjentów do programu lekowego są węższe niż wytyczne GINA i mówią o co najmniej dwóch epizodach zaostrzeń astmy, związanych z hospitalizacją i/lub stosowaniem sterydów doustnych.

 

– Zastanówmy się czy nie powinniśmy włączać terapii biologicznej na wcześniejszym etapie rozwoju ciężkich postaci astmy. To jest cały czas pytanie otwarte i będziemy dążyli do tego, gdy pojawiają się nowe leki biologiczne, żeby jak najszybciej były dostępne dla naszych chorych – dodaje prof. Maciej Kupczyk.

 

Wprowadzenie leczenia biologicznego na wcześniejszym etapie, w celu osiągnięcia pełnej kontroli choroby, pozwoliłoby uniknąć kolejnych zaostrzeń i rozwoju chorób współtowarzyszących. Uchroniłoby również pacjentów przed nadużywaniem systemowych leków sterydowych, których stosowanie nie pozostaje obojętne dla ich zdrowia. Należy zdawać sobie sprawę, że stosowanie sterydów systemowych powoduje powstawanie chorób, które stanowią dodatkowe obciążenie dla pacjenta: osteoporozy, nadciśnienia, cukrzycy, otyłości, choroby wrzodowej żołądka, jaskry oraz zaćmy. Oznacza to też dodatkowe koszty finansowe dla płatnika.

 

Największym problemem jest astma ciężka niekontrolowana, która stanowi największe obciążenie finansowe, bo praktycznie 50 proc. wydatków na leczenie astmy pochłania leczenie właśnie tych pacjentów – podkreśla prof. Radosław Gawlik, prezydent elekt Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

 

Wydanie leków do domu lepsze niż hospitalizacja

 

Specjaliści identyfikują wiele barier, które powodują, że tylko 10 proc. pacjentów jest leczonych nowoczesną terapią biologiczną. Dla porównania, we Włoszech jest to około 70 proc. pacjentów. Dlaczego tak się dzieje? Obecnie w Polsce jest około 60 ośrodków referencyjnych do leczenia astmy ciężkiej, z czego program lekowy B.44 jest realizowany jedynie przez 20 proc. ośrodków. Ta niewielka liczba placówek wykonuje aż 80 proc. kontraktów, co jest dla nich ogromnym obciążeniem i powoli prowadzi do niewydolności. Prowadzenie programu jest zatem dla szpitala nieopłacalne i obciążające.

 

– Bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę, że przygotowanie i sprawne prowadzenie pacjenta
w programie terapii biologicznej jest olbrzymim wyzwaniem dla ośrodka. Większa liczba pacjentów wymaga zmiany organizacji. Trzeba zatrudnić dodatkowych pracowników. Obciążenia biurokratyczne i organizacyjne są bardzo istotne. To wynika też z faktu, że są to pacjenci ciężko chorzy ze współchorobowościami i opieka nad nimi stanowi pewne wyzwanie
– mówi prof. Maciej Kupczyk.

 

Polskie Towarzystwo Alergologiczne jest partnerem raportu, w którym przeanalizowano organizację i funkcjonowanie programu lekowego B.44 pod kątem farmakoekonomicznym oraz wyceny świadczeń. Z raportu wynika, że najmniej korzystną z punktu widzenia finansów szpitala metodą podawania pacjentowi leku jest wydawanie go do domu. Tymczasem – jak podkreślają specjaliści – astma ciężka to jednostka chorobowa, którą z powodzeniem można leczyć ambulatoryjnie.

 

Mimo że od 2022 roku jest taka możliwość, placówki wybierają jednodniowe hospitalizacje, które są bardziej opłacalne. Dlatego specjaliści będą starali się rozmawiać z decydentami, m.in. o nieadekwatnej wycenie świadczeń.

 

– Najbardziej zależałoby nam na możliwości rozliczenia nowego świadczenia związanego z wykonaniem programu, kiedy pacjent jest przyjęty raz na trzy miesiące, a ma wydanie leku do domu. Chodzi też o zmianę wyceny punktu rozliczeniowego. To są pomysły, które myślę, że uda się w najbliższym czasie przedyskutować, być może niektóre z nich uda się wprowadzić w praktyce – mówi prof. Kupczyk.

 

Leczenie bliżej pacjenta oznacza poprawę jakości życia

 

Zmiana w wycenie i możliwość przyjmowania pacjentów w szerszym trybie ambulatoryjnym, nie tylko byłaby korzystna dla płatnika i regulowałaby koszty świadczeniobiorcy, ale przede wszystkim pozwalałaby na leczenie pacjentów bliżej miejsca zamieszkania, przynosząc chorym lepszy komfort życia.

 

– W Światowym Dniu Astmy chcielibyśmy szczególnie zwrócić uwagę na to, że wczesna diagnoza i możliwość szybkiego podania terapii biologicznej pacjentom z astmą ciężką powinny być priorytetem dla całego środowiska medycznego i systemu ochrony zdrowia. Z punktu widzenia pacjenta, to nie tylko oszczędności dla płatnika w leczeniu astmy, ale również w leczeniu innych schorzeń współtowarzyszących, będących najczęściej wynikiem stosowania doustnych leków systemowych – dGKS. Powinniśmy zapobiegać ich występowaniu, a nie dodatkowo je leczyć. Dobrze by było zwiększyć również liczbę pacjentów leczonych w poradniach przyszpitalnych z możliwością wydania leku do domu. Zadbajmy o to, by pacjenci byli właściwie zaopiekowani, żeby mogli być leczeni zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Alergologicznego oraz światowymi standardami GINA 5 – mówi Joanna Zawadzka, prezes Fundacji Centrum Walki z Alergią.

 

Na psychologiczny aspekt pacjentów z astmą ciężką zwrócono uwagę w projekcie badawczym, zrealizowanym w ramach działalności Koalicji na rzecz Leczenia Astmy, która jest inicjatywą PTA. W wyniku tej inicjatywy powstał raport „Życie z astmą ciężką. Punkt widzenia pacjenta”, w którym pacjenci opowiadają, jak choruje się na astmę ciężką i jak leczenie biologiczne zmieniło ich życie.

 

Raport Koalicji na Rzecz Leczenia Astmy odzwierciedla codzienne zmagania pacjentów w chorobie i pokazuje zmiany, jakie przychodzą w ich życiu, dzięki włączeniu leczenia terapią biologiczną. Jak wiemy, astma ciężka często prowadzi do wykluczenia społecznego i zawodowego. Życie z chorobą jest pełne lęków, wstydu, wielu ograniczeń i poczucia stygmatyzacji. Emocje, które towarzyszą pacjentom, takie jak lęk czy strach, powodują występowanie zaostrzeń i nasilenie duszności, często dochodzi do braku kontroli astmy i rozwoju stanów depresyjnych. Skuteczne leczenie daje pacjentom poczucie bezpieczeństwa i szansę na powrót do normalnego życia, aktywności zawodowej, pełnienia ról społecznych i rodzinnych. Dajmy więc szansę tym chorym, którzy jeszcze czekają na włączenie do programu lekowego B.44. Dajmy im szansę na dobrą jakość życia, bo leczenie pokazuje, że jest to możliwe – dodaje Grzegorz Baczewski, psychoterapeuta, członek Rady Fundacji Centrum Walki z Alergią.

źródło: Fundacja Centrum Walki z Alergią