Medicalpress
Wakacje to czas odpoczynku, podróży i większej swobody, ale także okres, w którym codzienne decyzje mogą szczególnie wpływać na zdrowie i bezpieczeństwo – od ochrony przed upałem, słońcem i zatruciami pokarmowymi, przez bezpieczeństwo nad wodą i w podróży, po zachowania ryzykowne, decyzje cyfrowe oraz używanie substancji psychoaktywnych. Dlatego Państwowa Inspekcja Sanitarna rozpoczyna kampanię LAS – Letnia Akademia Sanepidu, realizowaną we współpracy m.in. z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, NASK oraz ekspertami zdrowia publicznego. Jej hasło – „Twoje decyzje mają znaczenie” – przypomina, że wiele wakacyjnych zagrożeń można ograniczyć dzięki wiedzy, uważności i odpowiedzialnym wyborom.
Wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, podróżami i swobodą. Z perspektywy zdrowia publicznego są jednak również okresem zwiększonego ryzyka zdrowotnego – mówił Główny Inspektor Sanitarny dr n. med. Paweł Grzesiowski podczas briefingu inaugurującego kampanię LAS – Letnia Akademia Sanepidu.

Sanepid dba o bezpieczeństwo zdrowotne także latem

Jak co roku, Państwowa Inspekcja Sanitarna rozpoczyna działania edukacyjne skierowane do wszystkich, którzy będą odpoczywać, korzystając z letniej pogody. Wysokie temperatury, intensywna ekspozycja na słońce, podróże, aktywność nad wodą, udział w wydarzeniach masowych czy korzystanie z mediów społecznościowych – to wszystko może wpływać na nasze zdrowie i bezpieczeństwo.

Nasze działania kierujemy nie tylko do dzieci i młodzieży, ale do wszystkich, którzy korzystają z letniego wypoczynku. Wiemy, że wiele zagrożeń wynika z naszych codziennych decyzji podejmowanych spontanicznie, pod wpływem emocji, pośpiechu lub presji otoczenia. Dlatego hasło tegorocznej kampanii brzmi „Twoje decyzje mają znaczenie” – wyjaśnił dr Paweł Grzesiowski.

Z perspektywy profilaktyki używania substancji psychoaktywnych i ryzyk z tym związanych wakacje są szczególnym czasem. Młodzi ludzie mają więcej swobody, częściej wyjeżdżają bez rodziców, poznają nowe osoby i mogą znaleźć się w sytuacjach, w których pojawia się presja grupy. Dane ESPAD 20241 pokazują, że alkohol wciąż pozostaje najczęściej używaną substancją psychoaktywną przez młodzież, ale za tym stwierdzeniem stoją konkretne wakacyjne sytuacje: propozycja wypicia alkoholu, wejście do samochodu z osobą, która piła, albo potrzeba odmowy, gdy „wszyscy próbują”. Dlatego tak ważne są rozmowa, jasne zasady i gotowość dorosłych do udzielenia dziecku pomocy bez oceniania – powiedziała dr n. med. Bogusława Bukowska, dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Nowe wyzwania dla zdrowia publicznego

Zdrowie publiczne to dziś znacznie więcej niż ochrona przed chorobami zakaźnymi. To również wspieranie umiejętności podejmowania świadomych decyzji dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa – mówił dr Paweł Grzesiowski. Główny Inspektor Sanitarny wskazał, że coraz większy wpływ na zdrowie mają media społecznościowe, dezinformacja, presja grupy oraz zachowania ryzykowne. Dodał również, że pojawiają się nowe zagrożenia, takie jak częstsze fale upałów i ekstremalne zjawiska pogodowe powodowane przez zmiany klimatyczne.

Wakacyjne bezpieczeństwo dzieci i młodzieży trzeba dziś rozumieć szerzej niż tylko jako ochronę przed słońcem, wodą czy zatruciami pokarmowymi. Obok alkoholu i innych substancji psychoaktywnych coraz większym wyzwaniem są e-papierosy, gry online, social media i hazard. To ryzyka łatwo dostępne, obecne w grupie rówieśniczej i często postrzegane przez młodych ludzi jako mniej groźne. Tymczasem właśnie dlatego wymagają uważności dorosłych i spokojnej rozmowy – wskazała dr n. med. Bogusława Bukowska.

Kampania LAS – Letnia Akademia Sanepidu

Nazwa LAS nie jest przypadkowa, bo tak jak w lesie łatwo zgubić właściwą drogę, tak podczas wakacji łatwo podjąć decyzję, której konsekwencje odczujemy później. Kampania ma pomagać odnajdywać właściwy kierunek i korzystać ze sprawdzonej wiedzy – deklarował dr Paweł Grzesiowski.

Kampania będzie realizowana przez cały okres wakacyjny (od końca czerwca do końca sierpnia) i skupi się na czterech obszarach:

Kampanię „LAS – Letnia Akademia Sanepidu” realizujemy we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, NASK oraz ekspertami z zakresu m.in. zdrowia psychicznego i toksykologii oraz dietetykami.

Partnerstwo to pozwala połączyć wiedzę i doświadczenie ekspertów reprezentujących różne obszary – od profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych przez bezpieczeństwo cyfrowe i przeciwdziałanie dezinformacji, po promocję zdrowego stylu życia – mówił Główny Inspektor Sanitarny.

Nie tylko kontrolujemy, ale przede wszystkim edukujemy

Państwowa Inspekcja Sanitarna od lat nie tylko reaguje na zagrożenia, ale przede wszystkim pomaga im zapobiegać.

Nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich zagrożeń. Możemy jednak sprawić, że więcej osób będzie potrafiło je rozpoznawać i odpowiednio na nie reagować. Temu właśnie służy Letnia Akademia Sanepidu.

Chcemy, aby wakacje były czasem odpoczynku, dobrych doświadczeń i bezpiecznych wspomnień. Bo podczas wakacji, tak jak przez cały rok, nasze decyzje mają znaczenie – zakończył swoje wystąpienie Główny Inspektor Sanitarny.

Gdzie znaleźć informacje o naszych działaniach

W ramach kampanii przygotowaliśmy broszurę edukacyjną, cykl artykułów eksperckich oraz materiały edukacyjne wykorzystywane przez jednostki Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Materiały są dostępne na stronie internetowej kampanii LAS – Letnia Akademia Sanepidu: https://www.gov.pl/web/gis/las-letnia-akademia-sanepidu-twoje-decyzje-maja-znaczenie.

Działania informacyjne będą prowadzone w mediach społecznościowych oraz na terenie całego kraju przez wojewódzkie i powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne. Szczegółowe informacje będą dostępne w mediach społecznościowych Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz lokalnych jednostek sanepidu.

Sytuacja epidemiologiczna w Polsce i na świecie

– Służby sanitarne – międzynarodowe, zagraniczne i polskie, zdały egzamin podczas zwalczania zakażeń hantawirusem na statku m/s Hondius. Nie doszło do rozprzestrzenienia się choroby na osoby spoza grona pasażerów i załogi – mówił dr Paweł Grzesiowski.

Podkreślił także, że żadna z osób objętych nadzorem na terenie Polski nie wykazała objawów zakażenia. – Zdrowy jest także Polak, będący kapitanem jednostki. Zakończył już odbywanie kwarantanny – oświadczył Główny Inspektor Sanitarny.

Dr Paweł Grzesiowski zaapelował także do osób, które planują egzotyczne podróże, aby odpowiednio wcześniej zdobywały informacje o miejscu, do którego się udają i rozważyły kontakt z lekarzem medycyny tropikalnej albo medycyny podróży.

Przyłączam się do apelu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i stanowczo odradzam podróże do krajów objętych epidemią spowodowaną wirusem Ebola – mówił.

Źródło: GOV.PL

Młodzi Polacy coraz rzadziej sięgają po alkohol, tradycyjne papierosy i narkotyki, jednak nie oznacza to końca problemów związanych z zachowaniami ryzykownymi. Najnowszy raport „Młodzież 2025”, przygotowany przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) i Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU), pokazuje, że miejsce tradycyjnych zagrożeń coraz częściej zajmują nowe wyzwania: e-papierosy, hazard online, problemowe korzystanie z internetu, przemoc rówieśnicza oraz pogarszająca się kondycja psychiczna młodzieży. Wyniki badania wskazują, że profilaktyka zdrowotna musi dziś odpowiadać na znacznie bardziej złożoną rzeczywistość niż jeszcze kilka lat temu.
Młodzi Polacy rzadziej piją alkohol, mniej palą tradycyjne papierosy i coraz rzadziej sięgają po narkotyki. Nie oznacza to jednak, że problemy związane z zachowaniami ryzykownymi tracą na znaczeniu. Najnowsza edycja badania „Młodzież 2025”, realizowanego przez Centrum Badania Opinii Społecznej we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, pokazuje raczej zmianę ich charakteru: obok alkoholu, nikotyny i narkotyków coraz wyraźniej widać wyzwania związane z e-papierosami, internetem, hazardem, przemocą rówieśniczą i zdrowiem psychicznym.

„Wyniki badania “Młodzież 2025” pokazują, że zachowania ryzykowne młodych ludzi zmieniają swój charakter. Spadek używania części substancji psychoaktywnych jest ważnym sygnałem, ale nie może usypiać naszej czujności. Obok alkoholu, nikotyny i narkotyków coraz wyraźniej widzimy wyzwania związane z e-papierosami, hazardem online, problemowym korzystaniem z internetu, przemocą rówieśniczą i zdrowiem psychicznym. To pokazuje, że profilaktyka musi być dziś kompleksowa i odpowiadać na rzeczywistość, w której funkcjonują młodzi ludzie” – mówi dr n. społ. Artur Malczewski, zastępca dyrektora ds. Lecznictwa, Badań, Certyfikacji w Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Mniej substancji, ale problem nie znika

Jednym z najbardziej widocznych trendów jest spadek używania tradycyjnych papierosów. W 2025 roku regularne palenie zadeklarowało 6 proc. uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych. Jeszcze w 2021 roku było to 20 proc. badanych. Jednocześnie bardzo wyraźnie zaznacza się popularność e-papierosów – regularnie korzysta z nich już 32 proc. młodzieży.

Alkohol pozostaje najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną wśród młodzieży, choć w porównaniu z poprzednim pomiarem z 2021 roku zmniejszyło się spożycie wszystkich analizowanych rodzajów alkoholu, a także skala upijania się.

Trend spadkowy widoczny jest również w odniesieniu do narkotyków. Coraz więcej uczniów deklaruje, że nie wie, gdzie można je kupić, a większość twierdzi, że nigdy nie proponowano im ich zakupu. Zmniejszył się także odsetek młodzieży, która zna osoby zażywające narkotyki lub środki odurzające – w 2025 roku 66 proc. badanych wskazało, że w ich środowisku nie ma takich osób. Najczęściej używaną substancją nielegalną pozostaje marihuana lub haszysz, lecz także w tym przypadku odnotowano spadek używania. Ogólnie używanie narkotyków w ciągu ostatniego roku zadeklarowało 9 proc. uczniów, co oznacza spadek w porównaniu z 2021 rokiem i kontynuację tendencji obserwowanej od 2016 roku.

Używanie narkotyków różni się w zależności od cech społecznych i demograficznych badanych. Częściej deklarują je chłopcy niż dziewczęta, uczniowie mieszkający w większych miastach, osoby w niestandardowej sytuacji rodzinnej oraz uczniowie szkół branżowych.

Szkoła jako przestrzeń stresu, przemocy i kontaktu z substancjami

Wyniki badania pokazują, że szkoła pozostaje ważnym miejscem obserwowania zachowań ryzykownych młodzieży. Odsetek szkół, w których uczniowie zauważają obecność narkotyków, wzrósł od poprzedniej edycji badania z ponad jednej czwartej do niemal dwóch piątych. O spożywaniu alkoholu na terenie szkoły mówi co drugi uczeń, natomiast o paleniu papierosów – prawie dziewięciu na dziesięciu. Blisko jedna trzecia badanych deklaruje, że w ich szkołach obecne są wszystkie trzy rodzaje wymienionych substancji.

Jednocześnie szkoła coraz częściej wiąże się dla młodzieży ze stresem i trudnymi doświadczeniami społecznymi. W ostatniej edycji badania odnotowano najwyższy w historii pomiarów odsetek uczniów odczuwających stres i zdenerwowanie w związku ze szkołą. Poziom stresu wzrósł zarówno wśród dziewcząt, jak i chłopców, jednak jest wyraźnie wyższy wśród dziewcząt.

„Ponad połowa uczniów w ciągu roku poprzedzającego badanie doświadczyła przynajmniej jednej formy przemocy rówieśniczej. To rekordowy wynik odkąd monitorowana jest ta kwestia. Najpoważniejszym problemem jest wykluczenie przez grupę, które dotyka już niemal dwóch piątych badanych” – mówi Daria Litwin z Centrum Badania Opinii Społecznej.

Kondycja psychiczna i zachowania ryzykowne są ze sobą powiązane

Samopoczucie uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych jest wyraźnie gorsze niż ogółu dorosłych. Wchodzący w dorosłość młodzi ludzie zdecydowanie częściej doświadczają negatywnych, nieprzyjemnych przeżyć, w tym stanów depresyjnych i myśli samobójczych. Szczególnie często negatywne emocje przeżywają dziewczęta.

W ostatniej edycji badania z 2025 roku po raz pierwszy zastosowano standaryzowaną skalę Patient Health Questionnaire-8, która służy do oceny częstotliwości pojawiania się objawów depresyjnych. Wyniki są niepokojące: ponad dwie piąte uczniów doświadcza umiarkowanych lub bardziej nasilonych symptomów depresji. Jest to ponad czterokrotnie częstsze niż w generalnej populacji dorosłych Polaków, gdzie dotyczy to niespełna jednej dziesiątej.

Objawów depresji częściej doświadczają dziewczęta niż chłopcy, a także osoby znajdujące się w przeciętnej i szczególnie złej sytuacji materialnej. Do czynników ryzyka zaliczają się również: złe relacje z rodzicami, brak relacji towarzyskich, odczuwanie stresu w szkole i doświadczanie tam przemocy. Wyższy poziom ryzyka wystąpienia depresji współwystępuje także z długim czasem spędzanym w ciągu dnia online oraz sposobem korzystania z internetu, który można określić jako problemowy.

Internet i hazard: coraz ważniejsze wyzwania profilaktyki

Badanie „Młodzież 2025” pokazuje również rosnącą skalę wyzwań związanych z korzystaniem z internetu i uczestnictwem w grach o charakterze hazardowym. Od 2013 roku obserwowany jest spadek odsetka osób korzystających z internetu w sposób bezpieczny oraz wzrost grupy charakteryzującej się podwyższonym ryzykiem problemowego korzystania z sieci. Samo problemowe korzystanie z internetu, które opisuje zachowanie około jednej dwudziestej uczniów, utrzymuje się na stabilnym poziomie.

„Obecnie częstsze niż przed laty jest uczestnictwo w grach hazardowych. Udział w tego typu aktywnościach deklaruje ponad połowa badanych. Szczególnie dynamicznie rośnie popularność gier hazardowych online, które stały się najczęściej wybieraną formą hazardu wśród nastolatków. Coraz więcej młodych osób angażuje się również w zakłady bukmacherskie oraz gry na automatach” – mówi Jan Kujawski z Centrum Badania Opinii Społecznej

Uwagę zwraca nie tylko rosnąca skala zjawiska, lecz także jego konsekwencje. W porównaniu z poprzednimi latami znacząco wzrosły zarówno wydatki ponoszone przez młodzież na hazard, jak i odsetek osób wykazujących symptomy uzależnienia. Obecnie jedna siódma respondentów – dwukrotnie więcej niż w poprzedniej edycji sprzed czterech lat – znajduje się w grupie wysokiego ryzyka uzależnienia od hazardu. Problem ten szczególnie dotyczy chłopców, jednak obserwowany jest również systematyczny wzrost ryzykownych zachowań wśród dziewcząt.

Wyniki badań wskazują również na powiązanie hazardu z innymi zachowaniami ryzykownymi – im wyższy poziom zaangażowania w hazard, tym częstsze jest spożywanie alkoholu, a także używanie narkotyków.

Potrzebna jest profilaktyka odpowiadająca na zmieniające się ryzyka

Wyniki badania „Młodzież 2025” pokazują, że współczesna profilaktyka musi równocześnie odpowiadać na tradycyjne zagrożenia związane z alkoholem, nikotyną i narkotykami oraz nowe wyzwania dotyczące e-papierosów, internetu, hazardu, przemocy rówieśniczej i zdrowia psychicznego.

Spadek używania części substancji psychoaktywnych jest ważnym sygnałem, ale nie oznacza końca problemów. Zachowania ryzykowne młodzieży zmieniają się, przenikają między sobą i coraz częściej wymagają całościowego spojrzenia – obejmującego zarówno substancje psychoaktywne, jak i funkcjonowanie młodych ludzi w szkole, społeczeństwie oraz świecie cyfrowym.

Badanie „Młodzież” realizowane jest od lat 90. XX wieku i obejmuje uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych. Od 2003 roku prowadzone jest przez CBOS we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Kolejne edycje realizowano w latach 2003, 2008, 2010, 2013, 2016, 2018, 2021 i 2025. Badanie prowadzone jest według tej samej, niezmiennej metodologii, co pozwala śledzić zmiany i trendy zachodzące w kolejnych pokoleniach młodzieży.

Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU) powstało 1 stycznia 2022 roku z połączenia Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) oraz Krajowego Biura do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii (KBPN). Celem utworzenia KCPU było połączenie i koordynacja działań państwa w zakresie profilaktyki oraz przeciwdziałania uzależnieniom. KCPU zajmuje się profilaktyką, edukacją i wspieraniem działań terapeutycznych dotyczących uzależnień od alkoholu, narkotyków oraz uzależnień behawioralnych, takich jak hazard, gry komputerowe, internet czy media społecznościowe. Instytucja prowadzi także działania szkoleniowe, badawcze i informacyjne oraz współpracuje z samorządami, szkołami i organizacjami społecznymi.

 
Źródło: Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom
Po podwyżce akcyzy legalna sprzedaż jednorazowych e-papierosów i podów zawierających płyn do wapowania spadła o ponad 90 proc., powodując perturbacje producentów, niższe wpływy do budżetu oraz wzrost czarnego rynku – podkreślali eksperci w trakcie konferencji Związku Pracodawców Branży Vapingowej. Ich zdaniem założenia nowych przepisów w kontekście polityki zdrowotnej nie zostały osiągnięte, dlatego potrzebna jest ponowna ocena skutków regulacji. Podkreślili także, że zarówno przepisy krajowe, jak i unijne w tym obszarze w niewystarczającym stopniu uwzględniają wyniki badań naukowych.
 Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej nakazuje tworzenie polityk, w tym polityki zdrowotnej, antynikotynowej, opartych na dowodach naukowych. Tych jest w tej chwili sporo. Dzisiaj nauka już bardzo dużo wie na temat szkodliwego wpływu produktów nikotynowych. Sama nikotyna nie szkodzi w tych dawkach, w których jest dopuszczona do obrotu, natomiast to, co wywołuje choroby odtytoniowe, to jest właśnie tytoń i różne substancje, które powstają w wyniku jego spalania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Łanda, lekarz, wiceminister zdrowia w latach 2015–2017 i założyciel Fundacji Watch Health Care.

Jak wynika z przytaczanego przez eksperta systematycznego przeglądu dowodów naukowych, który przygotowała firma HTA Formedis dla Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w 2024 roku, dostępne badania pokazują wyraźne różnice w poziomie narażenia na substancje szkodliwe między poszczególnymi produktami nikotynowymi. W ramach przeglądu oceniano urządzenia podgrzewające tytoń, e-papierosy i saszetki nikotynowe.

 Wszystkie trzy tory oceny, które przeprowadziliśmy, czyli tor chemiczny dotyczący substancji szkodliwych, biomarkery i punkty kliniczne istotne dla pacjentów, pokazują jednoznacznie, że są produkty mniej szkodliwe od zwykłych papierosów. Papierosy zwykłe są najszkodliwsze i najwięcej fatalnych toksyn jest zawartych w ich dymie, znacznie mniej szkodliwe są podgrzewacze i e-papierosy. Saszetki trudno podejrzewać o jakikolwiek szkodliwy wpływ, skoro nie mają nic wspólnego z tytoniem – tłumaczy dr Krzysztof Łanda.

Przegląd badań, które porównują różne produkty nikotynowe, uwzględniają nie tylko ich skład, ale też poziom narażenia organizmu i efekty zdrowotne. W takich analizach tradycyjne papierosy pozostają produktem o najwyższym ryzyku.

 Dyrektywa antytytoniowa Unii Europejskiej nie uwzględnia tych badań. Powstała w 2014 roku na bazie badań z lat 2008–2013, w związku z tym nie uwzględnia ona ani produktów nowatorskich, ani badań klinicznych, których jest coraz więcej i które więcej mówią o szkodliwości tych produktów – ocenia były wiceminister zdrowia. – Próbuje się stworzyć politykę w oderwaniu od dowodów naukowych, a to jest niezgodne z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, zdrowym rozsądkiem i przyjętymi standardami na świecie. Jeżeli mamy wypracować dobre rozwiązania pod tym względem, to nie możemy nie uwzględniać istniejących dowodów naukowych.

Na podstawie przeglądu polityk antynikotynowych ekspert ocenia, że w praktyce sprawdza się strategia kompleksowa i zrównoważona, obejmująca m.in. wysokie i trwałe podatki na wyroby tytoniowe, przepisy dotyczące przestrzeni wolnych od dymu, całkowite zakazy reklamy, promocji i sponsoringu, dostępne i dofinansowane wsparcie w rzucaniu palenia i uregulowane, bezpieczne ścieżki redukcji szkód dla palaczy. Zestawia to z niedającym efektów podejściem fragmentarycznym, które charakteryzuje się m.in. nieegzekwowaniem przepisów czy zakazywaniem mniej szkodliwych alternatyw jako narzędzia rzucania palenia.

Przykłady innych państw pokazują, że skuteczność wprowadzanych zakazów w dużej mierze zależy od ich egzekwowania. W Grecji powstał cyfrowy rejestr detaliczny wyrobów alkoholowych i tytoniowych, w którym muszą się zarejestrować wszyscy sprzedawcy. To ułatwia prowadzenie kontroli terenowych. Dodatkowo sprzedawcy mają też obowiązek weryfikowania wieku kupującego kodem QR i aplikacją rządową. Jeśli nieletni zostanie przyłapany z alkoholem, wyrobem tytoniowym lub e-papierosem i wskaże miejsce zakupu, odpowiedzialność może ponieść zarówno sprzedawca, jak i właściciel punktu. Za łamanie przepisów grożą kary administracyjne, a także odpowiedzialność karna do trzech lat pozbawienia wolności i kary finansowe.

– Byłem ostatnio na zebraniu w Ministerstwie Finansów, gdzie przedstawiono tylko dwa cele polityki antynikotynowej, czyli tak naprawdę tej polityki nie ma. Jednym było uporządkowanie rynku – ja go nie widzę, jest coraz większy bałagan i rozwój czarnego rynku obrotu produktami nikotynowymi w Polsce. Drugim był cel fiskalny, czyli jak najwięcej pieniędzy dla budżetu państwa. Tego też nie widzę. Z cenami jesteśmy w maksimum na krzywej Laffera, czyli dalsze podnoszenie cen produktów będzie zmniejszało wpływy do budżetu – przekonuje Krzysztof Łanda.

W ubiegłym roku na produkty do wapowania nałożono akcyzę na poziomie 40 zł za sztukę. Wprowadzone zmiany przełożyły się na gwałtowny spadek legalnej sprzedaży.

– Tak wysoka akcyza spowodowała drastyczny spadek sprzedaży, zarówno jeśli chodzi o e-papierosy jednorazowe, których ograniczenie było w zasadzie celem jej podnoszenia, jak i zwykłych urządzeń do wapingu. Powoduje to duże kłopoty firm, które zajmują się produkcją, dystrybucją i importem tych produktów – mówi Adam Abramowicz, prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Według danych Centrum Monitorowania Rynku w grudniu 2025 roku sprzedaż produktów do wapowania spadła z 10,6 mln sztuk rok wcześniej do 650 tys., czyli o 94 proc., również w poprzednich miesiącach spadki utrzymywały się na poziomie 93–95 proc. Sprzedaż jednorazowych e-papierosów skurczyła się w ostatnim miesiącu roku z 4,46 mln do 60 tys., a podów do e-papierosów – z 6,13 mln do 590 tys. sztuk rok do roku. Jak podkreślają eksperci Związku Pracodawców Branży Vapingowej, spadek legalnej sprzedaży nie oznacza spadku popytu, ale jego przesunięcie poza oficjalny obieg. Według wyliczeń niemieckiego Instytutu Fraunhofera szara strefa i nielegalny handel e-papierosami w Polsce sięga obecnie 58 proc. 

– Te produkty nie są w ogóle kontrolowane, jeśli chodzi o skład, spływają z zagranicy, są dystrybuowane bez żadnego problemu do młodych ludzi, a więc efekt prozdrowotny okazał się chybiony. Za to efekt gospodarczy jest wymierny, czyli zamykanie się małych punktów, ograniczenie rozwoju branży, co wkrótce może się także wiązać ze zwiększonym bezrobociem – ocenia Adam Abramowicz.

Branża produktów do wapowania w Polsce to ok. 1 tys. firm, głównie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które zatrudniają łącznie ok. 12 tys. osób. Zmiany regulacyjne i spadek legalnej sprzedaży przekładają się bezpośrednio na ich sytuację oraz na rynek pracy.

– Minęło kilka miesięcy od wprowadzenia ustawy. Straty dla sektora MŚP, gospodarki i budżetu, które nawet w ocenie skutków regulacji były akcentowane, miały być uzasadnione dobrymi skutkami zdrowotnymi dla społeczeństwa. Dzisiaj widzimy, że tych dobrych skutków nie ma, za to straty dla budżetu i firm są. Należy przeprowadzić ocenę ex post tej ustawy i ją poprawić – postuluje prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Ekspert zwraca uwagę, że skutki regulacji powinny być analizowane kompleksowo – zarówno pod kątem zdrowia publicznego, jak i wpływu na gospodarkę oraz dochody państwa. 

– Po kilku miesiącach działania widzimy, że zdrowie publiczne wcale nie jest chronione tymi przepisami. Wręcz przeciwnie, bo na rynku pojawiły się w znacznej ilości produkty, które napływają z szarej strefy, czyli mają niekontrolowane składy. Nie ma wpływu do budżetu, bo wiadomo, że sprzedawane są bez żadnej akcyzy i podatków. Spadła legalna konsumpcja produktów wapingowych, ale wzrosło spożycie papierosów. To też wpływa na to, że sfera zdrowia publicznego nie uzyskała zakładanych efektów – podkreśla Adam Abramowicz.

Także dane z innych krajów pokazują, że ograniczenia regulacyjne często prowadzą do przesunięcia sprzedaży poza oficjalny rynek. W Holandii po wprowadzeniu zakazu sprzedaży smakowych e-papierosów ponad 35 proc. użytkowników kupuje produkty za granicą, a ponad 30 proc. w nieformalnym obiegu. W Danii, mimo podobnych ograniczeń, ponad 90 proc. użytkowników ocenia dostępność produktów jako łatwą.

 Wiek kupujących te produkty na pewno nie będzie kontrolowany w szarej strefie, bo przecież tego się nie da skontrolować, więc dla zdrowia publicznego byłoby lepiej, gdyby jednak te kanały były legalne – przekonuje prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Źródło: Newseria

W Polsce wzrosła rdr. liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C). W 2025 roku było ich o ponad 5% więcej niż w roku wcześniejszym. W analizowanym okresie odnotowano niemal tyle samo dni absencji z ww. tytułu. Przeszło 35% takich zwolnień wydano na okres od jednego do pięciu dni. Niemal połowa zwolnień przypadła osobom w wieku 35-49 lat. Zdecydowanie częściej z tego rozwiązania korzystają mężczyźni niż kobiety.
Według danych przekazanych przez ZUS, w 2025 roku liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C) wyniosła blisko 10 tys. To o 5,1% więcej niż w 2024 roku, kiedy takich przypadków było 9,5 tys. Uwzględniając podział na województwa, najwięcej ww. zaświadczeń w 2025 roku dotyczyło mazowieckiego – 1,3 tys. (13,3% wszystkich w kraju), śląskiego – 1,1 tys. (11,2%) oraz wielkopolskiego – 1,1 tys. (11,1%). Natomiast na końcu zestawienia widać lubuskie – 252 (2,5% wszystkich w kraju), opolskie – 307 (3,1%) i podlaskie – 319 (3,2%).

– W Polsce rocznie wystawianych jest ponad 20 milionów zwolnień lekarskich. Te z kodem C stanowią więc bardzo niewielki odsetek wszystkich absencji chorobowych, ale nie można tych danych całkowicie bagatelizować. Mówimy bowiem o sytuacjach, w których nadużycie alkoholu wpłynęło na stan zdrowia pracownika na tyle, że konieczna była czasowa niezdolność do pracy. Nie oznacza to automatycznie uzależnienia. Część przypadków może dotyczyć jednorazowych epizodów, zatruć czy powikłań zdrowotnych – komentuje Michał Pajdak, wykładowca akademicki i ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę na badania ekonomiczne. Wynika z nich, że alkohol generuje realne koszty pośrednie, tj. utraconą produktywność, absencję, wypadki przy pracy i wcześniejsze wycofywanie się z rynku pracy. Ekspertka podkreśla, że straty te są bardziej odczuwalne na poziomie poszczególnych firm, zwłaszcza mniejszych. Nawet krótkotrwała nieobecność pracownika może bowiem zaburzać organizację pracy i wymuszać zastępstwa lub nadgodziny.

– Sam wzrost rdr. liczby zaświadczeń z kodem C warto traktować poważnie. Mówimy o sytuacjach, w których alkohol realnie wyłącza ludzi z bezpiecznego funkcjonowania zawodowego, a to zwykle nie dzieje się bez powodu. Jednocześnie te dane nie przesądzają, że mamy nagły wybuch uzależnień. Na liczbę zwolnień wpływa też to, czy lekarze częściej rozpoznają problem i czy pacjenci rzadziej ukrywają tło alkoholowe. Możliwy jest więc również efekt większej szczerości i świadomości – zaznacza psycholog Michał Murgrabia, ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

W ubiegłym roku liczba dni absencji chorobowej z ww. tytułu wyniosła 99,7 tys. To o 5 dni więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich 99,6 tys. Jak stwierdza dr n. o zdr. Sejbuk-Rozbicka, te dane w połączeniu z wcześniej wskazanymi należy traktować jako sygnał, że rośnie liczba epizodów krótkotrwałej niezdolności do pracy, a nie ciężkich, długotrwałych następstw zdrowotnych. Ekspertka zaznacza, że w wielu analizach absencja stanowi tylko część strat. Znaczną rolę odgrywają także wypadki, błędy i pogorszenie wydajności pracy, które mogą mieć większe znaczenie ekonomiczne niż sama liczba dni zwolnień. W tym sensie krótkotrwała absencja może być częściowo interpretowana jako mechanizm ochronny. Niedopuszczenie do pracy osoby w obniżonej sprawności psychofizycznej zmniejsza ryzyko wypadków i szkód. Ma to znaczenie zwłaszcza w zawodach wymagających koncentracji i odpowiedzialności.

Blisko 100 tys. dni absencji to około 400 etatów rocznie, przyjmując 250 dni pracy. W porównaniu z ponad 16 milionami pracujących i milionami dni absencji ogółem, jest to zjawisko marginalne makroekonomicznie. Oczywiście, każda absencja generuje koszt, ale w skali całej gospodarki mówimy o relatywnie niewielkich kwotach w porównaniu z całkowitą wartością wytwarzanych dóbr i usług. Załóżmy, że średni koszt dnia pracy wynosi 350 zł. Jeśli pomnożymy go przez liczbę dni absencji z ww. tytułu, to otrzymamy wynik ok. 35 mln zł rocznie. W skali gospodarki wartej ponad 3 biliony zł PKB to znikoma wartość – dodaje Michał Pajdak.

Według danych za 2025 rok, 3,6 tys. ww. zaświadczeń lekarskich dotyczyło absencji wynoszącej 1-5 dni (35,6% ogółu liczby ww. zaświadczeń). Z kolei 2,7 tys. wystawiono na 11-20 dni (27,4%) oraz 2,7 tys. – na 6-10 dni (26,9%). Następnie mamy 728 zaświadczeń o długości absencji 21-30 dni (7,3%), 159 na 34 dni i więcej (1,6%), a także 123 na 31-33 dni (1,2%).

– Struktura zwolnień wskazuje przede wszystkim, że niezdolność do pracy związana z alkoholem ma w większości charakter ostrych, krótkotrwałych następstw spożycia, takich jak zatrucia, zaburzenia snu, pogorszenie funkcji poznawczych czy urazy. Fakt, że ponad 10% zwolnień trwa przeszło 21 dni, można interpretować jako sygnał, że w pewnej części przypadków mamy do czynienia z poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi. To m.in. urazy, powikłania somatyczne lub zaburzenia psychiczne związane z nadużywaniem alkoholu, które wymagają dłuższego leczenia i rekonwalescencji – mówi dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka.

W ubiegłym roku 1,8 tys. zaświadczeń lekarskich z kodem C wystawiono osobom w wieku 40-44 lat (18,2% ogółu ww. zaświadczeń). Dalej widzimy przedstawicieli grupy wiekowej 45-49 lat – 1,6 tys. zaświadczeń (15,7%) oraz 35-39 lat – 1,5 tys. zaświadczeń (15,1%). Z kolei na końcu zestawienia widnieją osoby w wieku 19 lat i mniej – 44 (0,4%), a także 65 lat i więcej – 86 (0,9%).

– Niemal połowa wszystkich takich zwolnień dotyczy osób między 35. a 49. rokiem życia. Taki rozkład nie jest zaskakujący. To właśnie ta grupa wiekowa stanowi rdzeń rynku pracy. Statystycznie to w niej będzie występować najwięcej zwolnień – niezależnie od ich przyczyny. Badania epidemiologiczne wskazują, że właśnie w tej fazie życia ryzyko nadużywania alkoholu bywa podwyższone. Jednocześnie zaczynają ujawniać się pierwsze poważniejsze konsekwencje zdrowotne długotrwałych zachowań ryzykownych – podkreśla Michał Pajdak.

Uwzględniając podział na płeć, w 2025 roku 7,7 tys. ww. zaświadczeń wystawiono mężczyznom (77,5%), a 2,2 tys. – kobietom (22,5%). Natomiast w 2024 roku było to odpowiednio 7,4 tys. (77,5%) i 2,1 tys. (22,5%). Jak zaznacza dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka, struktura zwolnień według płci odpowiada globalnym trendom epidemiologicznym. Dominują mężczyźni, ponieważ piją częściej i więcej. Udział kobiet, choć mniejszy, ma również znaczenie kliniczne i zdrowotne. U nich szybciej mogą pojawiać się biologiczne i zdrowotne konsekwencje alkoholu.

– Ponad jedna piąta przypadków pokazuje, że to zjawisko dotyczy także kobiet w sposób, który wpływa na zdolność do pracy. Fakt, że panie gorzej tolerują alkohol i szybciej doświadczają skutków zdrowotnych, może oznaczać, że gdy już dochodzi do zwolnienia, problem bywa bardziej obciążający biologicznie i psychicznie. Jednak często dłużej pozostaje ukryty z powodu większego wstydu i presji społecznej. W praktyce to może prowadzić do późniejszego zgłaszania się po pomoc, a więc – do większych konsekwencji, mimo mniejszej liczby zwolnień – podsumowuje Michał Murgrabia z platformy ePscyholodzy.pl.

Źródło: Komunikat Prasowy

Pilne opracowanie międzysektorowej strategii zdrowia publicznego oraz aktualizacja ustawy regulującej ten obszar to główne wnioski z dyskusji decydentów i ekspertów podczas Seminarium Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, które odbyło się 3 grudnia. Uczestnicy podkreślali, że bez tych działań system nie sprosta narastającym wyzwaniom zdrowotnym.
Wiceminister zdrowia dr. n. o zdr. Katarzyna Kęcka, podkreśliła, że ważne jest międzysektorowe podejście do zdrowia publicznego i wykorzystanie doświadczenia wszystkich grup zawodowym przy tworzeniu programów profilaktycznych. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski dodał, że rozwój technologii i dostęp do coraz większej ilości danych medycznych będzie pomagał kreować bardziej skuteczne polityki zdrowotne, konieczne w związku z licznymi wyzwaniami epidemiologicznymi.

Seminarium zainaugurował wykład prof. dr hab. Witolda Zatońskiego z Uniwersytetu Kaliskiego pt. Zdrowie publiczne w Polsce w latach 2000-2025: upadek, stagnacja czy odrodzenie? Prof. Zatoński podkreślił, że w ostatnich latach, niestety obserwujemy w Polsce dwa niepokojące trendy w zdrowiu publicznym.
– Po pierwsze częstość palenia przestała się zmniejszać. Po drugie gwałtownie wzrosło spożycie alkoholu – z około 6 do około 12 litrów etanolu rocznie na mieszkańca –  podkreślił prof. Zatoński. – W XXI wieku w zdrowiu publicznym alkohol stał się ojcem polskich chorób. Jedną z przyczyn było obniżenie w 2002 r.  o 30 proc. akcyzy na wyroby spirytusowe. W efekcie doszło od ogromnego wzrostu ich spożycia – mówił.
Profesor przypomniał, że największym sukcesem ostatnich dekad było odwrócenie epidemii tytoniowej i związanych z nią chorób oraz zgonów. Analizy epidemiologiczne pokazywały, że spadek rozpowszechnienia palenia tytoniu i konsumpcji papierosów w Polsce w latach 1990 – 2015 należał do najszybszych na świecie. 
– Po negatywnych zmianach związanych ze wzrostem spożycia alkoholu i palenia tytoniu  można spodziewać się, że śmiertelność  z powodu raka płuca znów zacznie rosnąć – mówił  prof. Zatoński. – Wolałbym już tego nie oglądać, ale takie będą skutki tych trendów, jeśli pilnie nie zaczniemy działać. Potrzebujemy strategii zdrowia publicznego i może powstania w Polsce – na wzór Szwecji – urzędu zajmującego się zdrowiem publicznym.
Ekspert zwrócił uwagę, że poprawa zdrowia Polaków wymaga jednoczesnego wzmocnienia edukacji zdrowotnej, zmian zachowań populacyjnych, wdrożenia progresywnej polityki zdrowotnej oraz podejścia „zdrowie we wszystkich politykach”.

Wykład „Zdrowie populacyjne jako podstawa planowania interwencji prozdrowotnych” wygłosił prof. Mateusz Jankowski.

W debacie dotyczącej najważniejszych wyzwań w zdrowiu publicznym udział wzięli: prof. GUM Łukasz Balwicki, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, prof. UMŁ Monika Burzyńska, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor CMKP, prof. Wojciech Hanke, przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk, Monika Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, prof. Dorota Kozieł, zastępca dyrektora CMKP ds. pielęgniarstwa i innych zawodów medycznych, Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia i dr n. med. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

Eksperci do największych wyzwań w zdrowiu publicznym w Polsce zaliczyli: walkę ze wzrostem spożycia papierosów i spożycia alkoholu w Polsce, edukację zdrowotną dzieci i młodzieży, poprawę przestrzegania przez pacjentów zaleceń lekarskich, wzrost świadomości zdrowotnej wśród pacjentów, naukę komunikacji w zespole między specjalistami różnych zawodów medycznych oraz walkę z fake newsami medycznymi. Wskazywano także, że priorytetem powinno być powstanie strategii zdrowia publicznego oraz wzmacnianie i większe wykorzystywanie – także w zakresie profilaktyki – kompetencji różnych zawodów medycznych.

Dr n. med. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia podkreśliła, że po latach zaniedbań w zdrowiu publicznym, jest czas na konkretne działania.
– Senat ustanowił 2025 Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki, dlatego w tym roku bardzo dużo w Senacie rozmawialiśmy, właśnie o profilaktyce i zdrowiu publicznym – przypomniała Beata Małecka-Libera. – Mamy przygotowanych wiele rozwiązań, które powstały podczas spotkań z ekspertami. Pod kątem legislacyjnym udało nam się już je przygotować. Wiemy, że konieczne jest przygotowanie nowego Narodowego Programu Zdrowia i nowelizacja ustawy o zdrowiu publicznym. Jesteśmy także otwarci na debatę o tym, jakie działania są konieczne, by ograniczyć spożycie alkoholu i palenie papierosów – zadeklarowała.

Prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor-rektor CMKP przypomniał, że wchodzimy w jubileusz 55-lecia CMKP, który obchodzić będziemy w przyszłym roku. Dyrektor przypomniał, że CMKP jest kontynuatorem Instytutu Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich, który został powołany w 1953 r. , a jego pierwszym dyrektorem był prof. Marcin Kacprzak, późniejszy rektor Akademii Medycznej w Warszawie.
– Prof. Marcin Kacprzak uważany jest de facto za pioniera medycyny społecznej w Polsce – mówił prof. Krzysztof J. Filipiak. – Zajmował się: higieną, medycyną społeczną, badaniami stanu zdrowia populacji, stanem opieki lekarskiej nad ludnością wiejską i miejską, gruźlicą na wsi, epidemiologią – tak wówczas, 70 lat temu, definiowano to, co dzisiaj nazywa się „zdrowiem publicznym”. A więc można śmiało powiedzieć, że spośród polskich uczelni medycznych, właśnie CMKP najdłużej – „uprawia” zdrowie publiczne spointował.

Prof. Piotr Jankowski, dziekan Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP dodał, że w tej uczelni powstawały kluczowe inicjatywy, projekty i programy edukacyjne, które kształtowały system kształcenia specjalizacyjnego oraz standardy organizacji ochrony zdrowia.
– W odpowiedzi na dynamicznie zmieniające się wyzwania cywilizacyjne oraz pojawiające się nowe zagrożenia dla zdrowia publicznego, powołano w Szkole sześć nowych zakładów naukowych, które zajmować się będą: prawem medycznym, analizami systemu ochrony zdrowia, ekonomiką zdrowia, epidemiologią, medycyną stylu życia oraz zagadnieniami związanymi z pielęgniarstwem i innymi zawodami medycznymi – mówi prof. Jankowski.

Źródło: materiał prasowy

W siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej wybrzmiało mocne przesłanie: Polska nie poradzi sobie z kosztami zdrowotnymi i społecznymi alkoholu bez realnego ograniczenia jego dostępności. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) w oficjalnym stanowisku poparło kluczowe zapisy projektu ustawy zaostrzającej przepisy dotyczące reklamy, sprzedaży i spożycia napojów alkoholowych – w tym pełny zakaz reklamy piwa, wycofanie z rynku alkoholowych „saszetek” i „tubek” myląco podobnych do produktów dla dzieci, a także zakaz sprzedaży i spożycia na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych. Jednocześnie samorząd lekarski apeluje o powszechny, obowiązujący w całym kraju zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza miejscem jego podania. To, jak podkreślali eksperci podczas debaty w NIL, nie jest kwestią światopoglądu, ale bezpieczeństwa i zdrowia publicznego.
Reklama, cena i fizyczna dostępność – trzy dźwignie szkód alkoholowych

Lekarze popierają kierunek zmian przewidziany w projekcie: ograniczenie reklamy (w tym piwa), podniesienie barier cenowych, ograniczenie dostępności fizycznej i równoległa edukacja zdrowotna. Prezydium NRL podkreśla, że całkowity zakaz reklamy i promocji alkoholu to „pożądana metoda walki ze skutkami spożycia” w każdej grupie społecznej. Reklama z udziałem osób znanych, odwołująca się do korzyści finansowych czy „stylu życia”, utrwala przekonanie o rzekomo pozytywnych skutkach picia i normalizuje alkohol jako nieodłączny element relacji społecznych. W ocenie lekarzy, w przestrzeni publicznej „nie może być miejsca na prezentowanie rzekomych pozytywnych skutków płynących ze spożywania nawet niewielkich ilości alkoholu”.
Jednocześnie zwracają uwagę, że relatywnie niska cena napojów alkoholowych, wsparcie kampaniami promocyjnymi oraz wzrost wynagrodzeń czynią alkohol produktem „łatwym” – także dla młodszych konsumentów. Stąd tak istotny jest pakiet regulacji: od reklamy, przez cenę, po miejsca i godziny sprzedaży. 

Ochrona dzieci i młodzieży: koniec „mylenia” alkoholu z przekąskami

Projekt ustawy przewiduje zakaz wprowadzania na rynek form i opakowań, które wizualnie upodabniają alkohol do produktów bezpiecznych dla dzieci: saszetek, tubek, żeli czy granulek wyglądających jak musy owocowe lub przekąski. Prezydium NRL ocenia te rozwiązania jako potrzebne z punktu widzenia prewencji: atrakcyjne, „niewinne” formy sprzedaży oswajają najmłodszych z alkoholem i zacierają granice między napojem wysokiego ryzyka a zwykłym produktem spożywczym. Samorząd lekarski postuluje również doprecyzowanie przepisów zakazujących sprzedaży towarów „naśladujących” alkohol poprzez nazwę, kształt butelki czy opakowanie – bo takie praktyki negatywnie kształtują świadomość i nawyki społeczne od najwcześniejszych lat. 

Stacje paliw i placówki medyczne – miejsca szczególnego ryzyka

Lekarze popierają jednoznaczny zakaz sprzedaży, podawania i spożywania alkoholu na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych i w pomieszczeniach, gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych. Argument jest oczywisty: stacje paliw są elementem infrastruktury ruchu drogowego, a alkohol jest jednym z głównych czynników prowadzących do wypadków. Placówki medyczne powinny pozostać wolne od alkoholu zarówno symbolicznie, jak i praktycznie. Ograniczenie fizycznej dostępności to – jak podkreśla NRL – kluczowy element skutecznej profilaktyki. 

Noc bez alkoholu: apel o ogólnokrajowy zakaz sprzedaży poza lokalami

Choć projekt zasługuje na poparcie, Prezydium NRL wskazuje na lukę: brak ogólnopolskiego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos”. Samorząd ponawia apel, by wprowadzić rozwiązanie systemowe – w nocy alkohol dostępny byłby wyłącznie w lokalach z zezwoleniem (restauracjach, pubach), nie zaś w sklepach detalicznych. Zdaniem lekarzy to jedno z najskuteczniejszych narzędzi ograniczania szkód: od przemocy i wypadków, po ostre zatrucia i zaostrzenia chorób współistniejących. Jednocześnie NRL negatywnie ocenia długie vacatio dla reklamy piwa – przepis przejściowy pozwalający na jej utrzymanie do końca 2026 r. „wydaje się zbyt długi” i grozi „zalaniem” społeczeństwa przekazem reklamowym, zanim zakaz wejdzie w życie. 

Debata w NIL: to nie ideologia – to zdrowie publiczne i bezpieczeństwo

Eksperci uczestniczący w debacie zgodnie ocenili, że pełna dostępność alkoholu 24/7, niska cena i agresywny marketing przekładają się na rosnącą liczbę pacjentów z powikłaniami somatycznymi i psychiatrycznymi. Wskazywano, że Polska należy do krajów o najwyższym spożyciu w Europie – przeciętnie 11,9 litra czystego alkoholu rocznie na osobę, z dominującą rolą piwa. 
„Ograniczenie dostępności alkoholu w godzinach nocnych to nie restrykcja wobec dorosłych, ale element ochrony zdrowia publicznego” – mówił prof. Leszek Czupryniak. „Widzimy na oddziałach ludzi w wieku 40–50 lat, wyniszczonych chorobami alkoholowymi. Państwo musi działać, nie tylko mówić”. 
Dr Maria Libura akcentowała wymiar profilaktyczny: „Tego rodzaju regulacje mają służyć nie tylko ograniczeniu dostępu osobom już uzależnionym, ale też zatrzymaniu niebezpiecznych wzorców picia”. 
Z perspektywy psychiatrii i medycyny ratunkowej obraz jest równie niepokojący. „Jednym z objawów uzależnienia jest fakt, iż osoba nie panuje nad spożyciem – np. planuje sobie: dziś wypiję dwa piwa, po czym pije ich tyle, ile zdoła, aż padnie. W takiej sytuacji odcięcie dostępu w nocy zatrzyma to, będzie mniej takich przypadków, będziemy redukować szkody” – podkreślała dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz. 
Dr Marcin Karolewski zwracał uwagę na przeciążenie izb przyjęć i oddziałów psychiatrycznych: „Izby przyjęć szpitali psychiatrycznych pękają w szwach od agresywnych pacjentów pod wpływem alkoholu i substancji pobudzających, a także osób starszych z majaczeniem wynikającym ze złego stanu somatycznego”. 
Głos prezesa NRL spinał najważniejsze tezy. „Z perspektywy lekarzy widzimy dziś skutki braku odwagi w podejmowaniu decyzji o ograniczeniu dostępności alkoholu” – mówił Łukasz Jankowski. „To nie jest kwestia ideologii, tylko zdrowia i bezpieczeństwa obywateli. Alkohol trafia na izby przyjęć, na SOR-y, do oddziałów psychiatrycznych, na pogotowie. Każdy z tych przypadków to realny koszt dla systemu i tragedia dla rodziny. Państwo, które nie chroni swoich obywateli przed skutkami uzależnienia, samo przyczynia się do pogłębiania kryzysu zdrowotnego”. 

Rachunek społeczny i zdrowotny: koszty większe niż wpływy

Naczelna Izba Lekarska podkreśla, że alkohol jest jednym z największych, a zarazem najbardziej bagatelizowanych problemów zdrowotnych w Polsce. Wpływy z akcyzy nie równoważą ciężaru szkód – koszty zdrowotne i społeczne przekroczyły w 2024 r. 180 mld zł. Ograniczenie konsumpcji alkoholu przynosi natychmiastowe, mierzalne efekty: spadek liczby wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców, mniej hospitalizacji z powodu zatruć, odciążenie SOR-ów i zespołów ratownictwa medycznego, a także poprawę dostępności świadczeń dla innych pacjentów. 

Co dalej? Prawo musi nadążyć za dowodami – bez wyjątków i półśrodków

Środowisko lekarskie stoi na stanowisku, że obecny projekt ustawy wyznacza potrzebny kierunek, ale nie powinien poprzestawać na kompromisach osłabiających efekt zdrowia publicznego. Dlatego NRL domaga się ogólnokrajowego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos” oraz skrócenia okresów przejściowych dla reklamy piwa. W ocenie lekarzy tylko pełny pakiet interwencji – regulacja reklamy, cena, ograniczenie miejsc i godzin sprzedaży, ochrona placówek medycznych oraz konsekwentna edukacja – może odwrócić trend i realnie zmniejszyć obciążenie systemu opieki zdrowotnej. „Nie możemy dalej udawać, że to tylko ‘sprawa stylu życia’. To kwestia zdrowia publicznego, którą trzeba rozwiązać ustawowo” – podsumował prezes Łukasz Jankowski.

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel/ NIL
Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej postanowiło podnieść alarm: dwoma apelami lekarskie środowisko staje w obronie zdrowia publicznego, domagając się natychmiastowych i zdecydowanych działań. Pierwszy apel dotyczy zakazu nocnej sprzedaży alkoholu (poza lokalami gastronomicznymi), drugi – odejścia osób publicznych od udziału w reklamach trunków. To nie symboliczny gest – to wezwanie do realnych zmian, które mogą odciążyć system ochrony zdrowia i wpłynąć na nawyki społeczne.
W pismach NIL argumentuje się, że nocna sprzedaż alkoholu przyczynia się do przeciążenia SOR-ów, wydłużenia czasu oczekiwania na pomoc i zwiększenia liczby interwencji wobec osób nietrzeźwych. Wiceprezes NRL Klaudiusz Komor wskazuje, że wielu pacjentów trafia na izby przyjęć czy oddziały ratunkowe właśnie z powodu nadużycia alkoholu nocą.

Ponadto, według lekarzy, udział postaci świata kultury i sportu w reklamach alkoholu przyczynia się do wzmacniania pozytywnego wizerunku trunków w społeczeństwie, szczególnie wśród młodych osób. To wzorce, które – zdaniem lekarzy – zwykle działają intensywniej niż komunikaty zdrowotne.

Co postulują lekarze?

  1. Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza lokalami gastronomicznymi z pozwoleniem — dla wszystkich sklepów sprzedających alkohol do użytku domowego w godzinach nocnych.

  2. Władze NIL wskazują, że samorządy lokalne, które już wprowadziły ograniczenia, odnotowały malejącą liczbę interwencji służb i pacjentów nieprzytomnych z alkoholu. Lekarze postulują godzinowy limit – np. zakaz od 22:00 do 6:00 – jako rozsądne rozwiązanie. 

  3. Apel do osób kultury i sportu — by zaprzestały udziału w reklamach alkoholu.
    NIL podkreśla, że osoby publiczne pełnią rolę wzorców społecznych i ich wizerunek ma realny wpływ na postawy konsumenckie. 
    Klaudiusz Komor zwraca uwagę na przykłady zmian społecznych, gdzie postaci medialne pomogły przy promowaniu zdrowych stylów życia zamiast używek.

Czy takie propozycje mogą działać?

Ograniczenia godzin sprzedaży alkoholu są znaną strategią zdrowia publicznego rekomendowaną przez WHO i stosowaną w wielu krajach. Zmniejszają one dostępność fizyczną alkoholu, co – według danych – skutkuje spadkiem urazów, zatruć, agresji i hospitalizacji nocnych.

Apel NIL to tylko pierwszy krok – ale ważny. Lekarze wskazują jasno: to nie wina jednostkowa, ale struktury. Chcą, by temat regulacji sprzedaży, reklamy i odpowiedzialności społecznej wszedł do debaty publicznej. Jeśli społeczeństwo i politycy potraktują te postulaty poważnie, możliwe są realne korzyści: mniej pacjentów z urazami nocnymi, mniej bójek i zatruć, lepsze warunki pracy dla medyków. To także impuls do edukacji i zmiany kultury picia – mniej alkoholu jako element codzienności, więcej zdrowia i odpowiedzialności.

Źródło: NIL

9 września na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders) – Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych. Data nie jest przypadkowa – dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca przypomina o dziewięciu miesiącach ciąży, w czasie których należy zachować pełną abstynencję, aby chronić zdrowie dziecka.

Picie alkoholu w ciąży nie jest zjawiskiem marginalnym – połowa kobiet w ciąży sięgała po alkohol – tak wynika z badań przeprowadzanych przez Instytut Matki i Dziecka, w których analizowano próbki włosów i stężenie metabolitu alkoholu – etyloglukuronidu.

Światowy Dzień FASD to okazja do przypomnienia, że:

• Alkohol jest substancją szkodliwą i działa toksycznie już od pierwszych chwil rozwoju płodu – dlatego już planując ciążę należy zachować abstynencję od alkoholu.
• Nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu w czasie ciąży. W okresie karmienia także należy zachować abstynencję
• Również styl życia i nawyki zdrowotne ojca – w tym spożywanie alkoholu – mają wpływ na jakość nasienia, przebieg poczęcia i zdrowie przyszłego potomstwa

FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders), czyli Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych, to zespół trwałych uszkodzeń mózgu i innych narządów dziecka, powstających w wyniku spożywania alkoholu przez kobietę w ciąży. Do FASD zalicza się różne zaburzenia rozwojowe – od łagodniejszych trudności w uczeniu się, po cięższe wady fizyczne i neurologiczne. Najbardziej znaną i najcięższą formą jest FAS (Płodowy Zespół Alkoholowy).

Media mają ogromną moc kształtowania postaw i przekonań. Dlatego KCPU zachęca, aby we wrześniu znalazło się w Państwa audycjach, artykułach i materiałach miejsce na temat profilaktyki FASD – dla zdrowia obecnych i przyszłych pokoleń.


Pamiętajmy: FASD można w 100% zapobiec – wystarczy zero alkoholu w ciąży.

źródło: KCPU, PAP

 

7 sierpnia 2025 r. Senat RP jednogłośnie przyjął projekt ustawy wprowadzającej obowiązek umieszczania na opakowaniach napojów alkoholowych oraz w reklamach piwa informacji o szkodliwości spożywania alkoholu przez kobiety w ciąży lub karmiące piersią. Za nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi opowiedziało się 92 senatorów – nikt nie był przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Projekt trafi teraz do Sejmu.

To finał wieloletnich starań – inicjatywa legislacyjna jest efektem petycji złożonej w 2017 r., a Senat podchodzi do niej już po raz trzeci. Tym razem wszystko wskazuje na to, że proces legislacyjny ma szansę zakończyć się sukcesem.

Co przewiduje ustawa?

Senator sprawozdawca Rafał Ambrozik podkreślał, że celem jest ujednolicenie i upowszechnienie ostrzeżeń zdrowotnych: „Napoje alkoholowe, dostarczane do miejsc sprzedaży, będą dostarczane tylko w naczyniach zamkniętych, ale też… będą zawierały (…) oznaczenie informujące o szkodliwości spożywania alkoholu przez kobiety w ciąży lub karmiące piersią”. Analogiczny wymóg obejmie reklamy piwa, które – aby były zgodne z prawem – będą musiały zawierać takie ostrzeżenie.

Szczegółowy wzór, zakres i sposób umieszczania informacji określi minister zdrowia w rozporządzeniu. Projekt przewiduje półroczne vacatio legis oraz 24-miesięczny okres przejściowy, w którym dozwolona będzie sprzedaż opakowań niespełniających nowych wymogów.

Ustawa zawiera także elementy deregulacyjne – ułatwienia dla przedsiębiorców: likwidację opłat za zmiany w zezwoleniach na sprzedaż alkoholu (np. zmiana danych kontaktowych), wydłużenie terminu na zgłoszenie zmian w działalności z 14 do 30 dni oraz eliminację absurdalnych kar, jakie dotąd groziły za drobne błędy w opłatach (nawet o 1 grosz).

Dramatyczne dane o skali problemu

Senator Krzysztof Kwiatkowski przywołał najnowsze badania Instytutu Matki i Dziecka, które – jak powiedział – „radykalnie wywróciły dotychczasową naszą wiedzę o skali problemu”. W badaniu z zastosowaniem analizy próbek włosów kobiet po ciąży stwierdzono, że „w czasie ciąży po alkohol sięgało ponad 50% kobiet”. To wstrząsające dane, biorąc pod uwagę, że spożywanie alkoholu w tym okresie wiąże się z ryzykiem wystąpienia FASD (Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych), prowadzącego m.in. do trwałych deficytów intelektualnych.

„Wiemy oczywiście, że samo oznaczenie nie jest jedynym elementem, który wpływa na to, czy ktoś będzie spożywał alkohol, czy nie, ale jest jednym z narzędzi, którymi dysponujemy” – zaznaczył Kwiatkowski.

Senator przypomniał, że podobne regulacje wprowadziła już Irlandia, a projekt jest zgodny z prawem UE. Wskazał też na szerszy kontekst: „W parlamencie i w rządzie (…) trwają prace dalej idące, jest rozważane (…) zakazu reklamy alkoholu, czy np. zakazu sprzedaży napojów alkoholowych na stacjach paliw”.

Wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny poparł projekt, podkreślając znaczenie trwałego umocowania wymogu w ustawie: „Te zmiany są na tyle poważne i istotne, że powinny uzyskać pewną trwałość, tę trwałość zaś zapewnia ustawa”. Wskazał jednak na ryzyko rozbieżności między treścią ostrzeżeń na opakowaniach a tymi w reklamach i zapowiedział zgłaszanie uwag w dalszych pracach legislacyjnych.

Przyjęcie ustawy przez Senat to dopiero początek drogi. W dalszych pracach – jak zapowiadali senatorowie – kluczowe będzie dopracowanie szczegółów rozporządzenia i zapewnienie spójności przekazu ostrzeżeń. Jednak już dziś wiadomo, że polski ustawodawca – wzorem wielu państw – chce wprowadzić wyraźny, czytelny sygnał: alkohol w ciąży to realne zagrożenie dla zdrowia i życia dziecka.

Źródło: Senat RP. Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z posiedzenia Senatu z 7 sierpnia 2025 r.

Choć marihuana wciąż pozostaje nielegalna, to właśnie ona – po alkoholu, kofeinie i nikotynie – jest najczęściej używaną substancją psychoaktywną w Polsce. Takie wnioski płyną z trzeciej edycji ogólnopolskiego badania epidemiologicznego PolDrugs, prowadzonego przez zespół pod kierownictwem dr. n. med. Gniewka Więckiewicza ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Badanie nie tylko pokazuje, jak i gdzie Polacy używają substancji psychoaktywnych, ale ujawnia także rosnące ryzyko związane z brakiem edukacji, samotnym zażywaniem narkotyków i nierejestrowanym dostępem do pomocy psychiatrycznej.

Badanie PolDrugs 2025 pokazało, że mimo rosnącej świadomości w zakresie redukcji szkód, wielu użytkowników wciąż nie testuje składu substancji, polegając na „szacowaniu wzrokowym”. Wzrasta także odsetek osób zażywających narkotyki samotnie – co, jak zauważają eksperci, może być wyrazem pogłębiającej się społecznej izolacji. Coraz częściej problematyczne jest również używanie mefedronu i syntetycznych katynonów, a większość użytkowników substancji nie rozważa kontaktu z lekarzem.

Najczęściej używaną substancją psychoaktywną po alkoholu i nikotynie pozostaje marihuana – sięgnęło po nią w swoim życiu aż 97,9% badanych, a 85% w ostatnim roku. Obok niej popularne są MDMA i nikotyna (głównie w postaci e-papierosów). Respondenci badania – głównie młodzi, wykształceni mieszkańcy dużych miast – w dużej mierze mają świadomość zagrożeń, ale nie przekłada się to na odpowiedzialne praktyki. Brakuje testowania substancji, wiedzy o bezpiecznym dawkowaniu i profesjonalnej pomocy medycznej. Jak podkreślają autorzy badania – rośnie liczba osób zgłaszających problemy z prawem i zdrowiem psychicznym, w tym próby samobójcze.

Dane te powinny stać się podstawą do pilnych działań z zakresu edukacji, profilaktyki oraz publicznej polityki redukcji szkód.

Źródło: Śląski Uniwersytet Medyczny

Badania naukowe wielokrotnie potwierdzały, że nadmierne picie alkoholu szkodzi mózgowi. Najnowsza analiza oparta na danych z platformy UK Biobank pokazuje jednak, że nawet jedno piwo dziennie może przyspieszać proces starzenia się tego narządu. Wyniki są alarmujące – mózg może się skurczyć nawet o kilka lat, co wiąże się z pogorszeniem funkcji poznawczych i zwiększonym ryzykiem demencji.
Najnowsza analiza danych uzyskanych od ponad 36 000 uczestników brytyjskiego badania UK Biobank, opublikowana w prestiżowym „Nature Communications”, wykazała korelację pomiędzy regularnym, nawet bardzo umiarkowanym spożyciem alkoholu, a istotnym zmniejszeniem objętości mózgu.
Badanie oparto na skanach MRI i uwzględniono wiele zmiennych zakłócających: wiek, płeć, BMI, status społeczno-ekonomiczny czy genetyczne czynniki ryzyka

Znaczenie zmian objętości mózgu

Zmniejszenie objętości istoty szarej (odpowiedzialnej m.in. za myślenie i pamięć) oraz białej (łączącej obszary mózgu) niesie ze sobą przyspieszone pogorszenie funkcji poznawczych oraz zwiększone ryzyko demencji. Nawet osoby wcześniej abstynujące, które zaczęły pić jedno piwo dziennie, wykazywały zmianę odpowiadającą starzeniu mózgu o pół roku w ciągu zaledwie miesiąca.

Czy one piwo dziennie naprawdę szkodzi?

Autorzy badania z Uniwersytetu Pensylwanii zwracają uwagę, że mimo iż analiza ma charakter obserwacyjny i nie dowodzi jednoznacznie przyczynowo-skutkowego związku, to duża próba i precyzyjna analiza pozwalają zauważyć wyraźny trend: nawet niewielkie dzienne spożycie alkoholu przyczynia się do kurczenia mózgu.

Eksperci podkreślają, że nie wyznaczono bezpiecznego progu spożycia – nawet jedna porcja może szkodzić. W świetle nowych danych rewizji powinny ulec dotychczasowe rekomendacje dotyczące „umiarkowanego” picia.

Rekomendacje i dalsze kroki

Badacze sugerują, że kluczowe są:

Najnowsze dane wskazują, że nawet niewielkie, codzienne spożycie alkoholu – np. jedno piwo – koreluje ze zmniejszeniem objętości mózgu i przyspieszonym jego starzeniem. W świetle tych dowodów warto poważnie rozważyć obniżenie dziennego spożycia alkoholu oraz zadbać o aktywność umysłową jako skuteczną metodę ochrony zdrowia neurologicznego.

Istnieją przesłanki sugerujące, że piwo bezalkoholowe może stanowić wstęp do spożywania alkoholu przez młodzież. Badania wskazują, że aż 78% młodzieży próbowało piwa za zgodą rodziców, a 50% nieletnich miało dostęp do piwa 0%[4]. Choć piwo bezalkoholowe nie zawiera alkoholu, jego smak, zapach i opakowanie są niemalże identyczne z wersją alkoholową, co może prowadzić do oswajania się z rytuałem picia i w konsekwencji do sięgania po alkoholowe odpowiedniki. Jest to swego rodzaju budowanie nawyku. – wskazuje dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, Kierownik Zakładu Psychiatrii Środowiskowej WUM, prowadzący także własny ekspercki podcast na YouTube i Spotify.
Piwo zero staje się napojem coraz częściej wybieranym przez Polki i Polaków, jak podaje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego jego udział w sprzedaży piwa wzrósł do 6,5%. Nie oznacza to jednak, że społeczeństwo rezygnuje z picia napojów alkoholowych. Przeciętny Polak wypija rocznie ok. 87 litrów piwa, przy czym aż 54% spożywanego w kraju alkoholu jest pod postacią piwa (dane KCPU).
 
Powodem do niepokoju nie jest fakt wzrostu konsumpcji piwa zero, lecz to, że piwo jest napojem, od którego zaczyna się inicjacja alkoholowa nieletnich, co potwierdzają dane międzynarodowego badania ESPAD, niezmienne od pierwszej jego edycji. Picie napojów alkoholowych wśród nieletnich jest na tyle rozpowszechnione, że w czasie ostatnich 30 dni przed badaniem piło 39,1% piętnasto-szesnastolatków i 73,3% siedemnasto-osiemnastolatków (dane ESPAD z 2024)[1] roku. Widać jednocześnie pozytywne zjawiska, chociażby fakt, zmniejszania się odsetka uczniów określających swój dostęp do zakupu alkoholu jako bardzo łatwy. Młodzież jest też coraz bardziej zorientowana w zakresie ryzyk zdrowotnych i społecznych związanych z piciem alkoholu. Niemniej jednak, problem wczesnej inicjacji alkoholowej i jej konsekwencji zarówno dla zdrowia psychicznego i fizycznego nieletnich oraz późniejszych dorosłych nie zniknął i nie zniknie samoistnie, zwłaszcza jeśli reklama piwa i jego ekspozycja w sklepach będą nadal wszechobecne, jak ma to miejsce aktualnie.
 
W opublikowanym kilka dni temu raporcie[2] branża piwna określa piwa zero jako „zdrowszą alternatywę”, co w kontekście osób dorosłych jest prawdą, jednak jak alarmują eksperci (psychiatrzy, terapeuci uzależnień, pediatrzy) oraz agendy takie jak Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, intensywna reklama i promocja piwa może być furtką do inicjacji alkoholowej nieletnich, poprzez budowanie przyzwyczajeń do smaku, marki czy samego „rytuału”.

W  stanowisku Ministerstwa Zdrowia[3] można przeczytać, że „badania naukowe, jednoznacznie wskazują na związek pomiędzy ekspozycją na reklamy napojów alkoholowych a piciem i upijaniem się, w szczególności wśród dzieci młodzieży. Wyniki badań jednoznacznie pokazują, że ekspozycja na reklamy alkoholu znacząco zwiększa ryzyko picia alkoholu przez nieletnich. W przypadku reklam telewizyjnych, których odbiorcą była młodzież, prawdopodobieństwo picia konkretnych marek napojów alkoholowych było aż pięciokrotnie większe, niż w przypadku młodzieży, która nie widziała reklam”.

 
Potwierdza to dr hab. Andrzej Silczuk, psychiatra, psychoterapeutaIstnieją przesłanki sugerujące, że piwo bezalkoholowe może stanowić wstęp do spożywania alkoholu przez młodzież. Badania wskazują, że aż 78% młodzieży próbowało piwa za zgodą rodziców, a 50% nieletnich miało dostęp do piwa 0%[4]. Choć piwo bezalkoholowe nie zawiera alkoholu, jego smak, zapach i opakowanie są niemalże identyczne z wersją alkoholową, co może prowadzić do oswajania się z rytuałem picia i w konsekwencji do sięgania po alkoholowe odpowiedniki. Jest to swego rodzaju budowanie nawyku. – mówi ekspert.
 
W opinii Polaków reklama piwa bezalkoholowego pozwala omijać ograniczenia dla reklamy alkoholu oraz powoduje, że zwykłe piwo odbierane jest jako mniej szkodliwe (50,7%)[5].
 
– W 2022 roku w telewizji wyemitowano 2972 godziny reklam piwa, co odpowiada 124 dniom ciągłej emisji. Taka ekspozycja wpływa na postrzeganie piwa jako nieszkodliwego napoju, co może prowadzić do wcześniejszej inicjacji alkoholowej wśród młodzieży. Badania ostatnich lat wskazują na to, że piwo jest pierwszym i najczęstszym wyborem inicjacji alkoholowej wśród nieletnich – wskazuje dr Silczuk.

Reklama alkoholi mocnych (np. wódki, whisky, wina i innych wysokoprocentowych napojów) jest zakazana zgodnie z Ustawą o wychodzeniu w trzeźwości, ta sama ustawa pozwala jednak na reklamę piwa, które również zawiera alkohol. To nielogiczne i niebezpieczne. Alkohol etylowy, niezależnie od formy, ma takie same właściwości uzależniające i szkodliwe dla zdrowia. Dopuszczanie reklamy piwa, a zakazywanie reklamy innych alkoholi, tworzy fałszywe poczucie bezpieczeństwa spożywania piwa i może prowadzić do bagatelizowania ryzyka związanego z jego spożywaniem. Taka polityka może przyczyniać się do zwiększenia konsumpcji alkoholu w społeczeństwie, w szczególności stwarzać okoliczności sprzyjające próbowaniu alkoholu przez młodych alarmuje dr Andrzej Silczuk.

I dodaje – Wczesna inicjacja alkoholowa zwiększa ryzyko uzależnienia i innych problemów zdrowotnych w dorosłości. Młodzież, która zaczyna pić alkohol w młodym wieku, jest bardziej narażona na problemy z nauką, zachowaniami ryzykownymi oraz zaburzeniami psychicznymi a także powstawaniem różnorakich chorób.Na poziomie społecznym i ekonomicznym prowadzi to do zwiększenia obciążenia systemu opieki zdrowotnej i społecznej.

Zdaniem Doktora piwo bezalkoholowe i inne napoje bezalkoholowe sygnowane markami alkoholowymi powinny podlegać podobnym restrykcjom jak ich alkoholowe odpowiedniki. Obejmuje to zakaz reklamy, ograniczenia w ekspozycji w sklepach (do wydzielonych miejsc) oraz zakaz sprzedaży osobom niepełnoletnim. Takie działania mogą pomóc w ograniczeniu inicjacji alkoholowej wśród młodzieży i zmniejszeniu ryzyka uzależnień w przyszłości.

De facto, jak podkreślała niedawno w Senacie Anna Puchacz-Kozioł z Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom zgodnie z obowiązującą Ustawą o Wychowaniu w Trzeźwości, art. 13 ust. 3, zabrania promocji towarów, które wykorzystują podobieństwo w jakikolwiek sposób do napojów alkoholowych, co oznacza, że piwa zero nie powinny być reklamowane. Zapis ten nie jest jednak w praktyce stosowany, co według KCPU jest niezrozumiałe.

Przyszedł czas na zmiany. Pierwszy krok został wykonany – resort zdrowia przedstawił niedawno projekt zmiany ustawy o Wychowaniu w Trzeźwości[6], który jest obecnie konsultowany.

Polecamy podcast Doktora Silczuka nt. piw zero:
https://www.youtube.com/watch?v=OgRhyBxbPiI

 
Bibliografia:
[1] Badanie ESPAD 2024 https://kcpu.gov.pl/uzywanie-substancji-psychoaktywnych-przez-polska-mlodziez/#tresc
[2] https://www.browary-polskie.pl/wp-content/uploads/2025/04/2025-Raport-Piwa-Bezalkholowe-NAB_FIN.pdf
[3] https://www.gov.pl/web/zdrowie/petycja-z-26-czerwca-2023-r-w-sprawie-wprowadzenia-zakazu-reklamy-alkoholu-w-mediach-publicznych
[4] Raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje, 2024
[5] Wyniki badania IBRIS 2024 https://strefabiznesu.pl/piwo-pod-ostrzalem-nawet-bezalkoholowe-nie-jest-swiete/ar/c3p2-27048037
[6] https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12395551
Jak czują się Polacy? Z najnowszej edycji Europejskiego Sondażu Społecznego wynika, że mimo narastających problemów zdrowotnych – od otyłości po depresję – wielu z nas ocenia swoje zdrowie jako dobre lub bardzo dobre. Jednocześnie rzadziej niż inne narody europejskie uprawiamy sport, częściej chorujemy na nowotwory niż się z nich leczymy, a niemal co piąty z nas pali papierosy codziennie. Badanie przeprowadzone przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN w ramach międzynarodowego projektu pokazuje nie tylko aktualny stan zdrowia Polaków, ale też wieloletnie trendy. Wyniki te są istotnym sygnałem dla decydentów, systemu ochrony zdrowia oraz wszystkich, którzy myślą o długim i zdrowym życiu.
Jesteśmy w czołówce państw z największą nadwagą i otyłością. Rzadziej uprawiamy sport niż inni Europejczycy. Chociaż mniej z nas deklaruje złe samopoczucie, co dziesiąty Polak boryka się z objawami depresji. Wśród pacjentów onkologicznych mamy więcej chorych niż wyleczonych. A pijemy i palimy jak dawniej. – Czujemy się najlepiej od dekady – komentuje dr Michał Kotnarowski, socjolog, koordynator Europejskiego Sondażu Społecznego. Właśnie opublikowano dane o zdrowiu.

Europejski Sondaż Społeczny to jedyne badanie opinii publicznej, które od 23 lat ilustruje zmiany światopoglądowe w krajach Europy. Właśnie opublikowano dane z jego jedenastej rundy. Za jego realizację odpowiada Instytut Filozofii i Socjologii PAN. Co mówią o zdrowotnej kondycji Polaków?
 
Dane są dostępne pod linkiem: www.ess.ifispan.pl
 
Mało ruchu i więcej nadwagi – ramię w ramię z Węgrami w ogonie Europy
Pod względem aktywności fizycznej zajmujemy przedostatnie miejsce w Europie. Przez dekadę ograniczyliśmy gimnastykę i sporty z 3 do 2,7 dni w tygodniu. Gorzej od nas wypadają już tylko Węgrzy (średnio 2,4 dnia na aktywność fizyczną). Wzorzec wyznaczają Litwini, Niemcy, Finlandczycy, Szwajcarzy i Holendrzy, którzy na sport poświęcają średnio 4 dni w tygodniu. Wzrósł również odsetek Polaków, którzy deklarują brak aktywności fizycznej, z 34 do 36 proc. W tym niechlubnym rankingu zajmujemy obecnie piątą pozycję.
 
Zmagamy się też z lekką nadwagą. Uśredniona wartość BMI (stosunek masy ciała do wzrostu) Polaka wynosi 26,33, podczas gdy nadwaga zaczyna się od 25. – Przy założeniu, że ankietowani wskazali faktyczną masę ciała, nadwagę lub otyłość ma 60 proc. z nas. Razem z Węgrami jesteśmy na pierwszym miejscu w Europie. Najrzadziej ten problem występuje w Szwajcarii, Austrii, Francji i Włoszech. Przy czym warto zaznaczyć, że wskaźnik BMI wzrósł przez dekadę we wszystkich krajach Europy z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, Austrii i Szwecji, gdzie jego wartość spadła – komentuje socjolog, dr Michał Kotnarowski z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.
 
Wciąż nie znikamy też z czołówki społeczeństw otyłych. Co piąty z nas zmaga się z tym schorzeniem, a to daje nam 3 miejsce w Europie. Bardziej otyli są jedynie Islandczycy (25 proc.) i Finowie (21 proc.).
 
Przy małym ruchu i rosnącej nadwadze oraz otyłości, przez dekadę wzrosło nieznacznie deklarowane spożycie warzyw i owoców. Ponad jedna czwarta Polaków (28 proc.) sięga po owoce przynajmniej dwa razy dziennie, a 24 proc. deklaruje równie częste spożycie warzyw. W obu przypadkach jest to wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z 2015 rokiem. Najrzadziej warzywa i owoce spożywają Węgrzy, a najczęściej Portugalczycy i Włosi.
 
Co dziesiąty Polak ma problemy z samopoczuciem
Respondentów pytano także o oznaki depresji. Pytania dotyczyły m.in. poczucia smutku, samotności, przygnębienia, problemów ze snem czy braku motywacji do działania. Każdy ankietowany oceniał swoje samopoczucie na czterostopniowej skali – od „w ogóle nie” do „cały czas”. – Za niepokojącą uznawano sytuację, w której osoba udzielająca odpowiedzi przyznała się do częstego występowania co najmniej czterech z ośmiu objawów – tłumaczy socjolog i koordynator sondażu w Polsce.

Takie symptomy zgłosiło 11 proc. badanych – to ósmy najwyższy wynik w Europie. Więcej osób wykazujących podobne nasilenie symptomów odnotowano w siedmiu krajach, najwięcej w Portugalii (13 proc.), na Cyprze i w Grecji (po 12 proc.). Dla porównania, w takich krajach jak Norwegia, Finlandia, Austria, Irlandia, Holandia czy Szwajcaria odsetek ten nie przekroczył 5 procent.

W porównaniu z wynikami sprzed dekady, czujemy się lepiej. W 2015 roku na negatywne samopoczucie skarżyło się 13 proc. ankietowanych. Był to czwarty najwyższy wynik w Europie.
 
Jesteśmy chorobowymi średniakami Europy, ale walkę z nowotworami przegrywamy
Niemal trzy czwarte (68 proc.) Polaków ocenia stan swojego zdrowia jako bardzo dobry i dobry. Wyższą od nas ocenę stanu zdrowia zadeklarowali Irlandczycy (84 proc.), Grecy (83 proc.), Szwajcarzy (82 proc.), Austryjacy (78 proc.), Szwedzi (75 proc.) oraz Norwegowie (74 proc.). Najniższą zaś Litwini (55 proc.), Portugalczycy (57 proc.), Serbowie (58 proc.) oraz Chorwaci i Niemcy (po 61 proc.).
 
Polacy najczęściej skarżą się na ból pleców i szyi (32 proc.), najrzadziej zaś na schorzenia skóry (5 proc.). Silne bóle głowy oraz problemy z sercem i krążeniem deklaruje co ósma osoba. Co dwunasty respondent choruje na cukrzycę, a co piątemu doskwiera wysokie ciśnienie. – Na tle 24 badanych krajów jesteśmy chorobowymi średniakami. Na dolegliwości chorobowe skarżą się najczęściej Finowie, Niemcy i Belgowie, a najrzadziej Grecy, Węgrzy i Irlandczycy – mówi dr Michał Kotnarowski z Instytutu Filozofiii Socjologii PAN.
 
A jednocześnie, jak zwraca uwagę socjolog, jestesmy w czołówce krajów, w których chorych na nowotwór jest więcej niż wyleczonych – 8 proc. vs 4 proc. Dla porównania w takich krajach, jak Austria, Islandia, Finlandia, Holandia, Norwegia, Szwecja wyleczonych jest dwukrotnie i trzykrotnie więcej niż chorujących. Przykładowo w Norwegii ta proporcja wynosi 2 proc. chorych i 6 proc. wyleczonych. Z kolei najgorzej w Europie sytuacja wygląda na Węgrzech, gdzie 16 proc. społeczeństwa to pacjenci onkologiczni, a jedynie 3 proc. to osoby, które przeszły skuteczne terapie.
 
Trzeźwiejemy, ale powoli – 8 proc. z nas wciąż się upija, a papierosy w tle
Dane pokazują, że 2 proc. z nas spożywa alkohol codziennie, a jedna piąta (20 proc.) przynajmniej raz w tygodniu. Porównując dane sprzed dekady widać nieznaczną poprawę. Wtedy picie alkoholu co najmniej raz w tygodniu deklarowała jedna czwarta z nas (25 proc.).
 
Wśród pytań, które zadaliśmy było też to o spożywanie znacznej ilości alkoholu podczas jednej okazji. WHO określa to jako intensywne picie epizodyczne. To dawka czystego alkoholu, która odpowiada trzem piwom dla mężczyzn i czterem kieliszkom wina dla kobiet. Jeżeli przyjmiemy, że dawka ta oznacza upicie się, to dane wskazują, że co tydzień upija się 8 procent Polaków. Odsetek ten nie zmienił się od 2015 roku – komentuje dr Kotnarowski.
  
W Polsce codziennie pali papierosy co piąta osoba (21 proc.). Jesteśmy na dziewiątej pozycji w Europie. Największe uzależnienie od tytoniu deklarują Grecy (38 proc.), Serbowie (32 proc.) i Chorwaci (27 proc.). Najmniej zaś palą Szwedzi (4 proc.), Islandczycy (7 proc) i Norwegowie (9 proc.).
 
Dane można samodzielnie przeglądać na stronie: www.ess.ifispan.pl
 
Europejski Sondaż Społeczny
Europejski Sondaż Społeczny to jedyne badanie opinii publicznej, które od 23 lat ilustruje zmiany światopoglądowe w krajach Europy. Badanie jest realizowane metodą „twarzą w twarz”. Sondaż przynosi odpowiedzi na pytania dotyczące fundamentalnych wymiarów społecznych, w tym ludzkich wartości, preferencji politycznych czy charakterystyki społeczno-demograficznej. Europejski Sondaż Społeczny jest realizowany w ramach Europejskiego Konsorcjum Infrastruktury Badawczej w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Realizacja Europejskiego Sondażu Społecznego w Polsce jest możliwa dzięki finansowaniu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Najnowszą rundę badania przeprowadził zespół socjologów z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Źródło materiału: Instytut Filozofii i Socjologii PAN