Medicalpress

21 września obchodzimy Światowy Dzień Choroby Alzheimera. Jego celem jest podnoszenie świadomości społecznej na temat otępienia oraz walka ze stygmatyzacją chorych. Z tej okazji o najważniejszych zmianach w diagnostyce choroby Alzheimera, nowych terapiach oraz wyzwaniach mówią prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes PTN, prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego oraz dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, wiceprezes Alzheimer Polska.

Choroba Alzheimera to jedna z najczęściej występujących chorób neurodegeneracyjnych. Jak wygląda sytuacja epidemiologiczna w Polsce?

Prof. Alina Kułakowska: Najnowsze dane opublikowane na początku 2026 r. przez Alzheimer Europe wskazują, że w Polsce na różne postacie otępienia choruje ok. 618 tys. Polaków. Uważa się, że choroba Alzheimera może odpowiadać za ok. 60–70 proc. wszystkich przypadków otępienia, przy czym często też może współistnieć z innymi chorobami. Są to szacunki epidemiologiczne. Liczba osób, które otrzymały formalne rozpoznanie i pozostają pod opieką systemu ochrony zdrowia, jest znacznie mniejsza. Leki obecnie zarejestrowane i refundowane w Polsce przyjmuje tylko ok. 130 tys. chorych. Wskazuje to na istotny problem niedodiagnozowania chorób otępiennych.

Ponadto duża część pacjentów otrzymuje rozpoznanie zbyt późno, często dopiero wtedy, gdy zaburzenia poznawcze wyraźnie ograniczają ich codzienne funkcjonowanie. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, ale również odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów.

W ostatnim czasie dużo mówi się o przełomie terapeutycznym w chorobie Alzheimera. Czy rzeczywiście tak jest?

Prof. Alina Kułakowska: Możemy mówić o początku nowej ery w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera. Przez wiele lat dysponowaliśmy przede wszystkim lekami objawowymi łagodzącymi objawy otępienia. Obecnie po raz pierwszy pojawiły się terapie wpływające na jeden z mechanizmów rozwoju choroby, które mogą spowalniać jej postęp u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów. To bardzo ważna zmiana, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Najważniejsze jest nie tylko to, że pojawiły się nowe leki, lecz także wynikająca z tego potrzeba znacznie wcześniejszego rozpoznawania choroby. Nowe terapie mogą być stosowane wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo z łagodnym otępieniem w przebiegu choroby Alzheimera, po potwierdzeniu obecności patologii amyloidowej. Jeżeli pacjent trafia do neurologa dopiero wtedy, gdy otępienie jest już zaawansowane, możliwości terapeutyczne są zdecydowanie mniejsze i nie ma możliwości zastosowania tych leków. Trwają badania kolejnych cząsteczek, które wkrótce być może staną się kolejnymi lekami. Niezależnie jednak od farmakoterapii, wczesne rozpoznanie daje pacjentom czas na podejmowanie świadomych decyzji oraz wdrożenie interwencji niefarmakologicznych, ma więc bardzo istotne znaczenie.

W jaki sposób można wcześniej rozpoznawać chorobę Alzheimera?

Prof. Alina Kułakowska: Do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo specjalistycznego badania PET. Badania te nadal pozostają bardzo ważnymi elementami diagnostyki, ale w ostatnich latach pojawiły się również nowe możliwości. Coraz większe znaczenie mają biomarkery oznaczane we krwi, przede wszystkim fosforylowane białko tau, w tym p-tau181 i p-tau217. To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do wykonania u większej liczby pacjentów. Należy jednak pamiętać, że biomarkery krwi nie zastępują oceny klinicznej. W zależności od zastosowanego testu, wyniku badania i sytuacji pacjenta nadal może być konieczne potwierdzenie patologii amyloidowej w płynie mózgowo-rdzeniowym albo za pomocą PET z użyciem specjalnego znacznika. Co więcej, badania te należy wykonywać w momencie pojawienia się objawów.

Czyli nie można ich wykonywać przesiewowo u każdej osoby, która obawia się choroby Alzheimera?

Prof. Alina Kułakowska: Nie, badania biomarkerów nie są obecnie przeznaczone do powszechnego stosowania u zdrowych osób, które nie mają objawów klinicznych. Diagnostyka powinna wynikać z oceny lekarza i być prowadzona w odpowiednim kontekście klinicznym. Dodatni wynik u osoby bez objawów mógłby wywołać ogromny stres, a obecnie nie dysponujemy zatwierdzonym leczeniem przeznaczonym dla całkowicie bezobjawowej fazy choroby. Natomiast u osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, odpowiednio zastosowane biomarkery mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny. W ramach programu „Moje Zdrowie” u osób w wieku 60 lat lub starszych przewidziano ocenę funkcji poznawczych podczas wizyty podsumowującej w podstawowej opiece zdrowotnej. To ważny kierunek zmian, ponieważ lekarz rodzinny jest w tym przypadku pierwszą osobą, która ma szansę zauważyć niepokojące objawy i skierować pacjenta do dalszej diagnostyki.

Czy nowe leki rzeczywiście zmieniają przebieg choroby?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Terapie antyamyloidowe nie zatrzymują postępu choroby Alzheimera ani nie powodują ustąpienia jej objawów klinicznych. Spowalniają jednak jej postęp. Są to przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko beta-amyloidowi, które wiążą się z jego różnymi postaciami i prowadzą do zmniejszenia ilości złogów amyloidowych w mózgu. W badaniach klinicznych wykazano, że u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów we wczesnym, objawowym stadium choroby mogą one spowalniać pogarszanie się funkcji poznawczych i codziennego funkcjonowania o około 25–35 proc. w porównaniu z grupą placebo, zależnie od leku, badanej populacji i zastosowanej skali oceny. Jest to względne spowolnienie tempa postępu choroby, a nie poprawa sprawności o 25–35 proc. W praktyce może to oznaczać, że pacjent dłużej pozostaje w łagodniejszym stadium choroby: wolniej narastają trudności z pamięcią, orientacją i wykonywaniem codziennych czynności, takich jak planowanie dnia, przygotowywanie posiłków, przyjmowanie leków czy zarządzanie finansami, a zależność od pomocy innych osób może pojawić się później. Dotychczasowe dane z przedłużonych faz badań klinicznych sugerują utrzymywanie się korzyści przy kontynuacji terapii. Dane z rzeczywistej praktyki klinicznej (real-world evidence, RWE) są jednak nadal ograniczone, dlatego długoterminowy wpływ tych terapii na czas samodzielnego funkcjonowania pacjentów wymaga dalszej oceny.

Czy terapie te mogą być stosowane u wszystkich pacjentów z chorobą Alzheimera?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Nie. Chorzy wymagają bardzo starannej kwalifikacji, ponieważ terapie antyamyloidowe są przeznaczone wyłącznie dla osób we wczesnym, objawowym stadium choroby Alzheimera (z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo łagodnym otępieniem) i z potwierdzoną patologią amyloidową. Należy ocenić czynniki zwiększające ryzyko powikłań leczenia, w tym oznaczyć genotyp APOE, oraz wykonać badanie rezonansu magnetycznego. Kontrolne badania rezonansu magnetycznego są wymagane także podczas leczenia, ponieważ terapie te wiążą się z ryzykiem nieprawidłowości obrazowych określanych jako ARIA. Mogą one obejmować m.in. obrzęk mózgu, wysięki czy mikrokrwawienia. Większość zmian ARIA przebiega bezobjawowo, ale w niektórych przypadkach powikłania mogą być poważne. Dlatego leczenie powinno być prowadzone wyłącznie w odpowiednio przygotowanych ośrodkach, dysponujących możliwością regularnego monitorowania pacjenta i leczenia powikłań. Kwalifikacja zawsze wymaga indywidualnej oceny bilansu spodziewanych korzyści i ryzyka, z uwzględnieniem wyników badań dodatkowych, chorób współistniejących oraz stosowanych leków, zwłaszcza przeciwkrzepliwych.

Czy nowe leki są już dostępne dla polskich pacjentów?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Lekanemab i donanemab zostały dopuszczone do stosowania w Unii Europejskiej w ściśle określonej grupie pacjentów. Sama rejestracja europejska nie oznacza jednak automatycznej dostępności leczenia w publicznym systemie ochrony zdrowia. W Polsce terapie te nie są obecnie objęte refundacją. Ich wdrożenie do praktyki klinicznej będzie wymagało nie tylko decyzji refundacyjnych, lecz także stworzenia kompleksowej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, zwiększenia dostępności oznaczeń biomarkerów i badań rezonansu magnetycznego oraz przygotowania ośrodków do bezpiecznego prowadzenia leczenia. Konieczne będzie również określenie wymagań dla takich ośrodków oraz zasad ich ścisłej współpracy.

Jakie największe wyzwania stoją dzisiaj przed polską neurologią w zakresie diagnostyki i leczenia choroby Alzheimera?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby i wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej – od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia. Konieczne jest zwiększenie dostępności oznaczeń biomarkerów, przeniesienie znacznej części diagnostyki do trybu ambulatoryjnego oraz odpowiednie przygotowanie laboratoriów i pracowni rezonansu magnetycznego. Potrzebna jest także sieć ośrodków spełniających jasno określone wymagania dotyczące kwalifikacji pacjentów, prowadzenia terapii i monitorowania jej bezpieczeństwa.

Prof. Alina Kułakowska: Polska neurologia znajduje się dziś w szczególnym momencie. Postęp medycyny otwiera możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, które jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu były poza naszym zasięgiem. Choroba Alzheimera jest tego bardzo dobrym tego przykładem – pokazuje, jak ważne staje się rozpoznanie choroby na etapie, na którym możemy jeszcze skutecznie interweniować. Dlatego ogromne znaczenie ma również edukacja społeczna i zwiększanie świadomości na temat pierwszych objawów choroby. W neurologii czas często decyduje o możliwościach leczenia. Wobec starzenia się społeczeństwa choroby neurologiczne będą coraz większym wyzwaniem, dlatego neurologia powinna być traktowana jako jeden z kluczowych obszarów polityki zdrowotnej państwa. Potrzebujemy rozwiązań – systemowych, organizacyjnych – które pozwolą przełożyć postęp naukowy na realną dostępność nowoczesnej opieki dla pacjentów w Polsce.

Na zakończenie – co warto powiedzieć osobom, które zauważają u siebie lub swoich bliskich pierwsze problemy z pamięcią?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Przede wszystkim nie warto zwlekać z wizytą u lekarza, jeżeli problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi utrzymują się, narastają albo zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie. Nie każdy taki objaw oznacza chorobę Alzheimera, ale każdy wymaga wyjaśnienia, w tym wykluczenia odwracalnych przyczyn zaburzeń poznawczych. Im wcześniej uda się ustalić przyczyny, tym większe są możliwości odpowiedniego leczenia, rehabilitacji i zaplanowania dalszej opieki.

KOMENTARZ

Dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, wiceprezes Alzheimer Polska

Każdego roku we wrześniu organizacje z całego świata zajmujące się chorobą Alzheimera i innymi chorobami otępiennymi łączą siły, aby wspólnie z lekarzami zwiększać świadomość społeczną i przeciwdziałać stereotypom, które wciąż towarzyszą otępieniu. W 2026 roku Alzheimer’s Disease International zwraca szczególną uwagę na znaczenie wczesnego rozpoznania pod hasłem: Im wcześniej się dowiesz, tym więcej możesz zrobić – diagnoza otępienia ma znaczenie.

Za każdą diagnozą stoi jednak człowiek i jego bliscy. Choroba Alzheimera stopniowo odbiera samodzielność, wpływa na relacje rodzinne i społeczne oraz zmienia życie całej rodziny. U osoby chorej świadomość nieuchronnego postępu choroby może wzbudzać lęk, reakcje depresyjne i poczucie utraty niezależności. W miarę rozwoju schorzenia dochodzi do zaburzeń osobowości, osłabienia kontroli emocjonalnej oraz trudności w regulacji zachowania. Pacjenci mogą przejawiać impulsywność, podejrzliwość, chwiejność emocjonalną oraz zachowania agresywne. Obserwuje się także stopniową utratę poczucia tożsamości, związaną z zanikiem pamięci autobiograficznej. Z kolei bliscy, którzy często przez wiele lat pełnią rolę opiekunów, mierzą się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym i organizacyjnym. Długotrwała opieka nad osobą z otępieniem stanowi jedno z najbardziej obciążających doświadczeń w życiu rodzinnym. Choroba Alzheimera wywołuje także daleko idące konsekwencje społeczne. Postępujące pogorszenie funkcji poznawczych prowadzi do ograniczenia aktywności zawodowej, społecznej i rodzinnej.

Nadal poważnym problemem pozostaje stygmatyzacja otępienia. Lęk przed diagnozą i niewystarczająca wiedza sprawiają, że wiele osób zbyt długo zwleka z szukaniem pomocy. Tymczasem wczesne rozpoznanie ma dziś coraz większe znaczenie. Jako organizacje pacjentów apelujemy o stworzenie w Polsce dobrze zorganizowanego systemu opieki nad osobami z chorobami otępiennymi, w tym rozwój wyspecjalizowanych poradni diagnozowania i leczenia tych chorób. W obliczu starzenia się populacji wzrasta też znaczenie działań profilaktycznych, edukacyjnych i wspierających, które mogą ograniczyć negatywne skutki choroby Alzheimera zarówno dla pacjentów, jak i dla całego społeczeństwa.

Źródło: inf pras

Nie tylko diagnoza, leczenie czy wiedza o chorobie. Jednym z największych problemów rodzin osób z chorobą Alzheimera i innymi zaburzeniami otępiennymi okazuje się znalezienie odpowiedzi na znacznie bardziej praktyczne pytanie: co mamy teraz zrobić? Dane z niemal pierwszego roku działania ogólnopolskiej infolinii Helpline pokazują, że bliscy chorych potrzebują przede wszystkim przewodnika po rozproszonym systemie pomocy.

Aż 84 proc. osób zgłaszających się do Helpline to rodziny i bliscy osób z chorobą Alzheimera lub innymi zaburzeniami otępiennymi. Sami chorzy stanowią 10 proc. korzystających ze wsparcia. Jeszcze bardziej wymowne jest jednak to, czego dotyczą rozmowy. Około 70 proc. porad wiąże się ze znalezieniem konkretnej formy pomocy dostępnej w miejscu zamieszkania chorego.

Dane obejmujące okres od 1 października 2025 r. do 31 lipca 2026 r. pokazują więc problem szerszy niż brak wiedzy o samej demencji. Rodzina może wiedzieć, czym jest choroba Alzheimera, a mimo to nie wiedzieć, gdzie zgłosić się po diagnozie, jak zorganizować codzienną opiekę, jakie świadczenia przysługują choremu, gdzie znaleźć wsparcie psychologiczne albo kiedy zacząć rozważać pomoc instytucjonalną.

Wraz z postępem choroby lista pytań rośnie. Bliscy szukają informacji o pomocy MOPS, lokalnych organizacjach, świadczeniach finansowych i dostosowaniu mieszkania. Później pojawiają się pytania o zakłady opiekuńczo-lecznicze i domy pomocy społecznej. Do tego dochodzą kwestie prawne związane z pełnomocnictwem, orzeczeniem o niepełnosprawności czy ubezwłasnowolnieniem, szczególnie wtedy, gdy chory stopniowo traci zdolność rozumienia konsekwencji własnych decyzji.

Helpline uruchomiono 1 października 2025 r. przez Rzecznika Praw Pacjenta w partnerstwie z Alzheimer Polska. Infolinia nie ma być wyłącznie miejscem udzielania informacji o chorobie. Jej zadaniem jest również wskazywanie dostępnych w konkretnym regionie form wsparcia, a osoby korzystające z niej mogą uzyskać pomoc psychologa, prawnika czy terapeuty zajęciowego.

To ważne, ponieważ pierwszym problemem rodziny często jest już samo rozpoznanie momentu, w którym należy zacząć działać. Powtarzanie tych samych pytań, problemy z wykonywaniem codziennych czynności czy gubienie się w dobrze znanych miejscach mogą być przez bliskich długo interpretowane jako naturalny element starzenia. Później pojawia się kolejne wyzwanie: jak przekonać do konsultacji osobę, która nie dostrzega problemu albo nie chce zgłosić się do lekarza.

„Osoby zgłaszające się po pomoc często nie mają jednego konkretnego pytania. Zwracają się do nas, ponieważ zauważają niepokojące zmiany w zachowaniu i stanie zdrowia bliskiej osoby lub po otrzymaniu diagnozy nie wiedzą, jakie działania podjąć i gdzie szukać wsparcia” – mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

To zdanie dobrze oddaje specyfikę opieki nad osobą z otępieniem. Diagnoza nie uruchamia automatycznie jednej, czytelnej ścieżki, którą pacjent i rodzina mogą podążać przez kolejne etapy choroby. Potrzeby zmieniają się wraz z jej przebiegiem, a odpowiedzialność za znalezienie właściwych rozwiązań w dużej mierze spada na bliskich.

Problem nie ogranicza się przy tym do organizacji opieki nad chorym. Demencja stopniowo zmienia funkcjonowanie całej rodziny. Opiekun może przez wiele miesięcy lub lat łączyć opiekę z pracą zawodową, wychowywaniem dzieci i własnymi obowiązkami. W rozmowach z psychologiem Helpline pojawiają się wyczerpanie, złość, bezradność i poczucie winy. Bliscy pytają, jak reagować na trudne zachowania osoby chorej, kiedy poprosić kogoś o pomoc i jak rozpoznać, że sami zbliżają się do granicy swoich możliwości.

Właśnie dlatego statystyka mówiąca, że 84 proc. zgłaszających się po pomoc to bliscy chorych, jest tak istotna. Choroby otępienne dotyczą pacjenta, ale ich konsekwencje organizacyjne, psychologiczne, społeczne i finansowe obejmują znacznie szersze grono osób. System opieki nad pacjentem z demencją w praktyce musi więc uwzględniać także potrzeby jego nieformalnego opiekuna.

Dane Helpline można również odczytać jako wskazówkę dotyczącą organizacji systemu. Skoro zdecydowana większość porad dotyczy tego, gdzie znaleźć pomoc, samo tworzenie kolejnych świadczeń nie wystarczy, jeżeli pacjent i jego rodzina nie wiedzą o ich istnieniu albo nie potrafią do nich dotrzeć. Potrzebna jest informacja, ale przede wszystkim koordynacja i czytelna ścieżka prowadząca od pierwszego podejrzenia zaburzeń poznawczych, przez diagnostykę, aż po wsparcie medyczne, społeczne, prawne i opiekuńcze na kolejnych etapach choroby.

Helpline częściowo wypełnia tę lukę. Można się do niego zgłosić nie tylko po postawieniu diagnozy, ale również wtedy, gdy rodzina dopiero zauważa niepokojące zmiany. Konsultanci pomagają uporządkować sytuację i znaleźć dostępne lokalnie formy wsparcia.

Ogólnopolska infolinia działa pod numerem 800 201 801 od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00–21.00 oraz w soboty od 10.00 do 16.00. Dostępny jest również kontakt mailowy, czat i wideoczat. Pomoc jest bezpłatna.

Przed Światowym Dniem Choroby Alzheimera, obchodzonym 21 września, dane z pierwszych miesięcy działania Helpline przypominają więc o problemie, który łatwo przeoczyć w dyskusji koncentrującej się na diagnostyce i leczeniu. Rodzinom nie zawsze brakuje informacji o tym, czym jest choroba. Często brakuje im kogoś, kto powie, co zrobić z tą wiedzą następnego dnia.

Źródło: inf pras

Blisko 100 miejsc dla osób wymagających długoterminowej opieki oferuje po modernizacji Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Sztumie. Placówka została powiększona niemal trzykrotnie i wyposażona w nową infrastrukturę oraz sprzęt medyczny. Inwestycja, dofinansowana kwotą ponad 18 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy, odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na opiekę nad osobami starszymi i pacjentami, którzy po leczeniu szpitalnym nadal wymagają profesjonalnego wsparcia.

24 sierpnia symbolicznie zainaugurowano działalność zmodernizowanego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, w obecności przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, władz samorządowych oraz AHP.

– Z dużym sentymentem wracam do Sztumu i z radością patrzę na to, że tutejszy szpital rozwija się zgodnie z potrzebami pacjentów. Żyjemy dłużej, ale jednocześnie coraz więcej osób będzie potrzebowało opieki długoterminowej, geriatrycznej i rehabilitacyjnej. Starzejące się społeczeństwo oznacza, że musimy już dziś budować system ochrony zdrowia, który będzie gotowy na potrzeby kolejnych dekad. Dlatego inwestycje takie jak ta w Sztumie są dla mnie szczególnie ważne. Bo bezpieczeństwo zdrowotne to nie tylko nowoczesny szpital i szybka diagnostyka. To również miejsce, w którym pacjent po ciężkiej chorobie, osoba starsza czy pacjent wymagający długotrwałej opieki może otrzymać pomoc w odpowiednich warunkach i blisko swojego domu – podkreśliła Jolanta Sobierańska-Grenda, Ministra Zdrowia.

Ministra podkreśliła również znaczenie cyfryzacji i właściwego wykorzystania środków przeznaczonych na ten cel.

– Nowoczesna ochrona zdrowia to nie tylko nowoczesne budynki i sprzęt. To także cyfryzacja. Chcemy, żeby dane medyczne były dostępne tam, gdzie są potrzebne, żeby lekarze i personel medyczny mieli lepsze narzędzia do pracy, a pacjent nie musiał być kurierem własnej dokumentacji medycznej. KPO daje nam możliwość inwestowania jednocześnie w infrastrukturę i w cyfrową przyszłość ochrony zdrowia – dodała Ministra Zdrowia.

Ponad 18 mln zł dofinansowania z KPO

– To wielki dzień dla Sztumu i powiatu, a także ważny moment dla całej Polski. Miliard złotych przeznaczony na inwestycje w województwie pomorskim pokazuje skalę realizowanych działań. Tam, gdzie potrzeby są największe, trafiają znaczące środki, co świadczy o dobrym przygotowaniu projektów – Jacek Karnowski, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

– Ta inwestycja jest dowodem bardzo dobrej współpracy samorządu z partnerem medycznym. Dziękuję Zarządowi AHP za tę inicjatywę. To przykład dobrej współpracy, która przekłada się na lepszą dostępność świadczeń dla mieszkańców – mówił Leszek Sarnowski, starosta sztumski. Wicewojewoda Pomorska Anna Olkowska-Jacyno dodała, że dla pacjentów z Pomorza inwestycja jest odpowiedzią na ważną potrzebę zapewnienia opieki długoterminowej. To miejsce, gdzie pacjenci znajdą także wsparcie i bezpieczeństwo.

Kompleksowa opieka zgodna z potrzebami pacjentów

– Funkcjonujemy w publicznym systemie ochrony zdrowia – ponad 90 proc. naszych świadczeń realizujemy w ramach NFZ. W AHP i Scanmed kompleksowo odpowiadamy na potrzeby pacjentów – od profilaktyki i leczenia po rehabilitację i opiekę długoterminową. Zmieniające się potrzeby społeczne wymagają od nas elastycznego podejścia i dostosowywania modelu opieki do aktualnych wyzwań. Modernizacja ZOL-u w Sztumie jest odpowiedzią na te potrzeby – zapewni pacjentom komfortowe, nowoczesne warunki, dostosowane do ich stanu zdrowia i specyfiki opieki długoterminowej – podkreślała Iwona Kazek, członkini Zarządu, dyrektor operacyjna AHP i Scanmed.Z kolei  Jacenty Drópiewski, członek Zarządu, dyrektor ds. inwestycji AHP i Scanmed podsumował, że koszt prac adaptacyjnych wynosi ok. 15 mln zł, a wyposażenia medycznego ok. 3 mln zł.

Nowoczesna infrastruktura i wyposażenie ZOL-u

Zakres prac objął adaptację i modernizację dwóch pięter oraz przebudowę infrastruktury technicznej, w tym wentylacji mechanicznej i ciągów komunikacyjnych. Powstały również sale wyposażone w pełne węzły sanitarne.

Oddział wyposażono w nowoczesny sprzęt medyczny, m.in. elektryczne łóżka, urządzenia do elektroterapii, magnetoterapii i laseroterapii oraz system podnoszenia pacjentów.

– Jako szpital powiatowy pełnimy szczególną rolę w zapewnianiu mieszkańcom Sztumu i okolic dostępu do opieki medycznej, dlatego konsekwentnie inwestujemy w rozwój placówki. Chcemy, aby Szpital był miejscem, w którym pacjent może otrzymać profesjonalną i kompleksową opiekę na różnych etapach leczenia. Jakość, bezpieczeństwo i komfort pacjentów, a także dobre warunki pracy personelu są dla nas priorytetem. – powiedziała Magdalena Kamińska, dyrektor regionalna AHP i Scanmed.

Klub Pacjenta – zdrowie mieszkańców w centrum uwagi

Wydarzeniu towarzyszył bezpłatny Klub Pacjenta Fundacji „Z sercem do Pacjenta”, Pacjenci oraz mieszkańcy chętnie korzystali z badań profilaktycznych, porad zdrowotnych oraz punktu informacyjnego ZOL-u.

Modernizacja ZOL-u w Sztumie to nie tylko większa liczba miejsc, ale przede wszystkim zwiększenie dostępności opieki dla pacjentów, którzy po zakończeniu leczenia szpitalnego nadal potrzebują profesjonalnego, długoterminowego wsparcia.

Źródło: mat. pras.

Zakłady opiekuńczo-lecznicze finansowane ze środków publicznych nie mogą odgórnie ograniczać czasu przebywania pacjentów na przepustkach – uznał Rzecznik Praw Pacjenta. W wydanej decyzji podkreślono, że przepustka powinna wynikać z indywidualnych potrzeb zdrowotnych chorego, a nie z limitów związanych z zasadami finansowania świadczeń przez NFZ.
Rzecznik Praw Pacjenta wydał decyzję wobec jednego z zakładów opiekuńczo-leczniczych, który nakazywał pacjentom przebywanie na przepustce nie dłużej niż 10% czasu w ciągu roku pobytu w zakładzie. Zakład wprowadził to ograniczenie z uwagi na względy finansowe, bowiem zgodnie z obowiązującymi przepisami, obecnie finansowana jest rezerwacja miejsca (w obniżonej stawce) jedynie przez okres nieprzekraczający 10% czasu pobytu w zakładzie w ciągu roku. Po przekroczeniu określonego limitu 10%, przepustka nie jest finansowana. Co istotne, przepis ten normuje wyłącznie zakres finansowania, a nie czas trwania przepustki pacjenta. Tym samym brak jest podstawy do odgórnego limitowania pacjentom wymiaru przepustki.

Wiemy, że przepustka dla pacjentów zakładów opiekuńczo-leczniczych jest bardzo ważna, ale też może być istotnym elementem dobrostanu zdrowotnego pacjenta. Dlatego wydałem decyzję, która zwraca uwagę na to, że przyznawanie limitu przepustki jest niezgodne z prawami pacjenta – mówi Bartłomiej Chmielowiec Rzecznik Praw Pacjenta.

Przepustka to okresowe przebywanie świadczeniobiorcy poza zakładem opiekuńczo-leczniczym lub pielęgnacyjno-opiekuńczym, bez potrzeby wypisywania go z zakładu. Przepustka ma, w dużej mierze, walor terapeutyczny dla pacjenta zakładu opiekuńczo- leczniczego i czas jej trwania ma zależeć, przede wszystkim, od jego potrzeb zdrowotnych i indywidualnej sytuacji. Przepustka stanowi też dla lekarza sposób weryfikacji, czy stan zdrowia pacjenta uległ poprawie, jak pacjent funkcjonuje w warunkach poza zakładem długoterminowej opieki.

Nie ma żadnej podstawy prawnej do tego, aby zrównywać wszystkim pacjentom maksymalny czas trwania przepustki. Prowadziłoby to na przykład do nieuzasadnionego pokrzywdzenia pacjentów, którzy przebywają krótko w zakładzie opieki długoterminowej i tylko z tego powodu nie mogą pojechać z rodziną na wyczekiwane wakacje czy na święta. Co ważne, takie limitowanie przepustki, jedynie z uwagi na względy finansowe, stanowi naruszenie prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością, a także może prowadzić do zachwiania konstytucyjnego prawa obywatela do równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Rzecznik Praw Pacjenta nakazał wyeliminowanie tych nieprawidłowości i obecnie oczekuje na stanowisko podmiotu leczniczego.

Źródło: RPP

Podczas niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych (1 października 2025 r.) dyskusja skupiła się wokół kryzysu kadrowego i finansowego, który paraliżuje rozwój opieki geriatrycznej i długoterminowej. Debata pokazała, że system, który powinien być odpowiedzią na dramatycznie rosnące potrzeby starzejącego się społeczeństwa, grzęźnie w niedofinansowaniu, zbyt niskich normach zatrudnienia i wciąż niewdrożonych rozwiązaniach ustawowych.
Polska demografia nie pozostawia złudzeń – w najbliższych latach liczba osób po 60. roku życia będzie dwukrotnie wyższa niż populacja poniżej tego wieku. Oznacza to gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wyspecjalizowaną opiekę geriatryczną, której system obecnie nie jest w stanie zapewnić. Brakuje geriatrów, brakuje pielęgniarek ze specjalizacją w opiece nad seniorami, brakuje psychologów i fizjoterapeutów. Nowo projektowane Centra Zdrowia 75+, które miały być odpowiedzią na te wyzwania, wciąż pozostają jedynie zapowiedzią. Jak mówiła przewodnicząca zespołu Joanna Wicha: „Nawet jeśli wydaliśmy z KPO półtora miliarda na wspaniałe łóżka, to jeśli do tych łóżek nie będziemy mieli personelu, to one po prostu będą pustymi łóżkami”
Przyczyn impasu w geriatrii i opiece długoterminowej jest wiele, ale najczęściej powtarzanym wątkiem podczas posiedzenia było finansowanie. Zbyt niska wycena świadczeń sprawia, że lekarze i pielęgniarki nie chcą podejmować pracy w domach pomocy społecznej czy zakładach opiekuńczo-leczniczych. Zdecydowanie częściej wybierają szpitale i podstawową opiekę zdrowotną, gdzie wynagrodzenia są wyższe i bardziej stabilne. Profesor Tomasz Targowski, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, podkreślał wprost: „Finansowanie, finansowanie, jeszcze raz finansowanie”, wskazując, że nieopłacalność procedur jest barierą w tworzeniu nowych poradni i oddziałów geriatrycznych.

Obraz codzienności w placówkach opiekuńczych daleki jest od oficjalnych statystyk. Choć normy zatrudnienia formalnie istnieją, w praktyce są często niewykonalne. Zgodnie z przepisami na jednego pacjenta dorosłego powinno przypadać 0,7 etatu pielęgniarki, a w przypadku dzieci – 0,9. Tymczasem w DPS-ach i ZOL-ach liczby te pozostają jedynie na papierze, a ich przestrzeganie jest nierealne przy obecnym poziomie finansowania. Dodatkowym problemem są różnice w wynagrodzeniach – pielęgniarki zatrudnione w szpitalach finansowane są przez Ministerstwo Zdrowia, a te pracujące w domach pomocy społecznej podlegają resortowi rodziny. Skutkiem jest odpływ kadr z najbardziej wymagających placówek oraz wysoka rotacja wśród absolwentów pielęgniarstwa, którzy nie chcą brać odpowiedzialności za dziesiątki pacjentów w trudnych warunkach, często bez wsparcia lekarza.

Praktyka codzienna pokazuje, że system nie nadąża za rzeczywistością. Brakuje miejsc na oddziałach internistycznych, do których można by przekazać pacjentów wymagających pilnej hospitalizacji. Brakuje pieniędzy na odnowę budynków, remonty czy sprzęt, który odciążyłby personel w opiece nad niesamodzielnymi chorymi. W konsekwencji wielu pacjentów pozostaje w DPS-ach i ZOL-ach, gdzie pielęgniarki często muszą wykonywać procedury wykraczające poza zakres opieki, bo zwyczajnie nie ma innego wyjścia. Dodatkowym obciążeniem są rosnące koszty utrzymania placówek. Środki z NFZ pochłania przede wszystkim wynagrodzenie personelu, a na remonty czy zakup sprzętu, który mógłby odciążyć pracowników w opiece nad niesamodzielnymi pacjentami, zwyczajnie ich brakuje.

Pacjenci w ZOL-ach to w większości osoby z wielochorobowością, często z kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma rozpoznaniami. Zdarza się, że jedna pielęgniarka odpowiada za kilkudziesięciu chorych, wymagających całościowej opieki – od karmienia i podnoszenia, po pielęgnację i podstawowe zabiegi. Profil pacjentów zmienia się – dziś to nie tylko osoby wymagające wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, ale też ciężko chorzy seniorzy, którzy coraz częściej trafiają do placówek w stanie niedożywienia i wymagają leczenia żywieniowego.

Na chaos systemowy nakłada się problem finansowania domów pomocy społecznej. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie są one utrzymywane z budżetu centralnego. Jak wyjaśniła przedstawicielka resortu rodziny, „DPS-y są finansowane po pierwsze przez mieszkańców, po drugie przez ich rodziny, a po trzecie przez samorządy. (…) A my w kraju nie mamy składki na opiekę długoterminową”. Oznacza to, że seniorzy i ich bliscy stają wobec dramatycznych wyborów, a jakość opieki często zależy od możliwości finansowych gminy czy powiatu. Przy niskich emeryturach, sięgających najczęściej od 1700 do 2800 zł, samodzielne sfinansowanie opieki staje się niemożliwe, a w konsekwencji rośnie grupa pacjentów niedożywionych i wymagających dodatkowych form wsparcia.

Podczas posiedzenia wielokrotnie wracał temat opiekunów medycznych – zawodu, który mógłby realnie odciążyć pielęgniarki i poprawić warunki pracy w opiece długoterminowej, ale wciąż pozostaje poza koszykiem świadczeń gwarantowanych. Mariola Łodzińska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podkreślała, że w obecnym stanie prawnym zatrudnianie opiekunów zależy wyłącznie od dobrej woli i możliwości finansowych dyrektorów placówek, ponieważ brak jest obowiązku ich etatowego uwzględnienia. W efekcie opiekunowie nadal nie są wliczani do norm zatrudnienia, mimo że ich obecność mogłaby w znaczący sposób odciążyć personel pielęgniarski.

Paradoksalnie Polska nie cierpi na brak chętnych do zawodu pielęgniarki. Nabór na studia pielęgniarskie w wielu uczelniach przewyższa liczbę kandydatów na kierunki lekarskie. Jednak potencjał ten nie trafia tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Absolwenci wolą podejmować pracę w sektorze prywatnym, w gabinetach komercyjnych czy w szpitalach, gdzie warunki są łatwiejsze, a wynagrodzenia wyższe. W efekcie coraz częściej pielęgniarki wybierają gabinety poprawy urody zamiast zakładów opiekuńczo-leczniczych czy domów pomocy społecznej, co oznacza stratę dla systemu, który finansuje ich kształcenie.

Dodatkowym wyzwaniem jest niż demograficzny i spadek liczby porodów, który dotyka położne. Coraz częściej pozostają one bez pracy, dlatego izby pielęgniarskie uruchamiają kursy uzupełniające, umożliwiające położnym zatrudnienie w opiece długoterminowej, paliatywnej czy chirurgicznej. To próba zagospodarowania istniejących kadr, które mogą odegrać ważną rolę w systemie, jeśli tylko otrzymają szansę zmiany specjalizacji.

Posłowie i eksperci nie kryli, że bez zmiany finansowania i wprowadzenia realnych norm zatrudnienia opieka geriatryczna będzie wciąż tylko pustym hasłem. Jednocześnie pojawiało się przekonanie, że inwestycje w opiekę nad seniorami są nie tylko moralnym obowiązkiem, ale i czystą kalkulacją ekonomiczną – im lepsza opieka w wyspecjalizowanych ośrodkach, tym mniej kosztownych hospitalizacji w oddziałach internistycznych. – „Z ekonomicznego punktu widzenia (…) to się po prostu opłaci” – mówiła przewodnicząca zespołu, apelując o porzucenie „niedasizmu” i odważne reformy.

Materiał powstał na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych z dnia 1 października 2025 r.

Niedobór placówek opiekujących się seniorami stał się faktem. Lekarze biją na alarm: nie mamy wystarczającej ilości Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych zajmujących się pacjentami wymagającymi całodobowej opieki. – Sytuację ratuje prywatny sektor Instytucji Opieki, ale nie każdą rodzinę stać na świadczenia w pełni odpłatne – mówi prezes Krajowej Izby Domów Opieki, dr Andrzej Lejczak.
W Polsce na miejsce w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym oczekuje się bardzo długo (kilka miesięcy i dłużej). Sytuacja jest poważna, a biorąc pod uwagę wciąż starzejące się społeczeństwo – alarmująca. W opinii ekspertów, jeżeli nie nastąpią zmiany w polityce zdrowotnej, problem będzie tylko narastał.

Ludźmi starszymi, schorowanymi nie ma kto się zająć
Tysiące polskich pacjentów czeka na przyjęcie do ZOL. Często są to osoby bardzo schorowane, których stan ulega ciągłemu pogorszeniu. Jak wskazują dane MZ, na miejsce w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym czeka 2182 pacjentów (z oznaczeniem – przypadek pilny) oraz 12 990 pacjentów (z oznaczeniem – przypadek stabilny). Jeżeli chodzi o Zakłady Opiekuńczo-Pielęgnacyjne, to pilnych przypadków jest 755 a 3580 przypadków stabilnych. Dodajmy, że ponad 1000 pacjentów w oczekiwaniu na miejsce w ZOL lub ZPO, przebywa w szpitalu.
Najgorzej sytuacja przedstawia się w województwach: dolnośląskim, małopolskim i śląskim. 

Brakuje miejsc w ZOL-ach
– Brakuje miejsc w ZOL-ach, co potwierdza raport MZ – mówi w rozmowie z medicalpress prezes Krajowej Izby Domów Opieki, dr Andrzej Lejczak, i dodaje: – Według raportu, prawie 20 tysięcy pacjentów oczekuje na przyjęcie do Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, a ponad tysiąc czeka w szpitalach z powodu braku miejsc. Sytuację ratuje prywatny sektor Instytucji Opieki, ale nie każdą rodzinę stać na świadczenia w pełni odpłatne.

W Ośrodku Świętego Jerzego we Wrocławiu, w ramach pobytu refundowanego przez NFZ, pacjent czeka od kilku do kilkunastu miesięcy. Pobyt komercyjny realizowany jest na bieżąco, okres oczekiwania trwa nie dłużej niż 1-2 miesiące.

 – Obecnie realizujemy program Urzędu Miasta pn. „Miejsce Wytchnienia”, w ramach zadania publicznego czasowa opieka stacjonarna nad osobami niesamodzielnymi, przewlekle i nieuleczalnie chorymi – mówi dyrektor Ośrodka Świętego Jerzego we Wrocławiu, Iwona Skrzypczak. – Oferta skierowana jest do osób zamieszkałych we Wrocławiu. Pobyt pacjentów w ośrodku trwa 30 dni. Koszt pobytu to 200 zł za każdy osobodzień z czego pacjent płaci 50 proc. – pozostałą część kosztów pokrywa Gmina Wrocław.
Termin realizacji programu trwa od 17 czerwca do 17 grudnia br. Dzięki tej propozycji rodzina pacjenta ma możliwość wypoczynku, przeprowadzenia remontu i innych spraw, które byłyby niemożliwe podczas opieki nad niesamodzielną osobą.

Ministerstwo Zdrowia nie zdaje egzaminu z opieki długoterminowej
Niestety co widać gołym okiem, opieka długoterminowa wciąż nie jest priorytetem w polityce resortu zdrowia. Wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz wskazuje, że resort jest odpowiedzialny za wdrażanie inwestycji w obszarze Krajowego Planu Odbudowy (KPO), gdzie znajduje się także opieka długoterminowa i geriatryczna. W zakres inwestycji wchodzi wykonanie niezbędnych prac budowlanych i remontowych bądź kupno sprzętu dla szpitali powiatowych, w celu tworzenia miejsc opieki długoterminowej i geriatrycznej w ramach procesów przekształcenia łóżek szpitalnych.

– Potrzebny jest dialog między Samorządem Ministerstwem Rodziny/Zdrowia/Polityki Senioralnej oraz organizacjami pozarządowymi reprezentującymi, zarówno domową jaki i instytucjonalną opiekę, które apelują o głos w dyskusji i konsultacjach społecznych – tłumaczy prezes KIDO dr Andrzej Lejczak.

Bon senioralny – wsparcie dla seniorów?
Seniorzy niebawem będą mogli liczyć na spore finansowe wsparcie (2313 zł miesięcznie) od rządu. Bon senioralny ma otrzymywać ponad pół miliona seniorów, potrzebujących wsparcia w życiu codziennym. Miał przysługiwać od początku 2025 roku, ale termin jego realizacji został przesunięty na 2026 rok.

Założenia tzw. bonu senioralnego zapisano w projekcie ustawy o systemie usług wspierających rodzinę w opiece nad osobą starszą. Świadczenie w postaci bonu pozwoli sfinansować usługi wsparcia o charakterze opiekuńczym w miejscu zamieszkania seniora.

W opinii prezesa Krajowej Izby Domów Opieki, dr Andrzeja Lejczaka, bon senioralny to interesujący pomysł. – Jego skuteczność zależy jednak od tego, jak zostanie wdrożony i czy senior będzie miał wybór między opieką domową, a opieką instytucjonalną – na wzór niemieckiego – Pflegegeld. Założenia Bonu już poznaliśmy, czekamy na konsultacje społeczne, które pozwolą nam wypracować stanowisko Stowarzyszenia Krajowa Izba Domów Opieki – podsumowuje.
 
Wszystkie instytucje opieki znajdziesz w serwisie: 
www.krdo.pl   

 
Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress