Medicalpress
Choć większość kierowców wozi w samochodzie apteczkę z własnej inicjatywy, polskie przepisy od lat nie nakładają takiego obowiązku na właścicieli prywatnych aut osobowych. To ma się zmienić. Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt rozporządzenia, zgodnie z którym wszystkie nowe samochody osobowe rejestrowane po raz pierwszy po 31 marca 2027 r. będą musiały być wyposażone w apteczkę pierwszej pomocy. Zmiana nie obejmie pojazdów już poruszających się po drogach, ale może wyznaczyć nowy standard bezpieczeństwa i zbliżyć Polskę do rozwiązań obowiązujących w wielu krajach Europy.
Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia przewiduje obowiązek wyposażania w apteczkę wyłącznie samochodów osobowych kategorii M1 rejestrowanych po raz pierwszy po 31 marca 2027 r. Oznacza to, że obecni właściciele aut nie będą zobowiązani do dokupowania apteczek ani dostosowywania swoich pojazdów do nowych przepisów.

Ministerstwo podkreśla, że rozwiązanie ma poprawić dostępność środków pierwszej pomocy w sytuacjach nagłych, jednocześnie nie generując dodatkowych kosztów dla milionów kierowców korzystających już z zarejestrowanych pojazdów.

Dlaczego właśnie teraz?

Dyskusja o obowiązkowych apteczkach trwa w Polsce od lat. Obecnie prywatny samochód osobowy musi być wyposażony jedynie w gaśnicę i trójkąt ostrzegawczy. Apteczki są natomiast obowiązkowe m.in. w autobusach, taksówkach, pojazdach nauki jazdy oraz niektórych pojazdach wykorzystywanych do przewozu osób.

Zdaniem resortu infrastruktury powszechnie dostępna apteczka może zwiększyć szanse na udzielenie skutecznej pierwszej pomocy jeszcze przed przyjazdem zespołów ratownictwa medycznego. W przypadku ciężkich obrażeń pierwsze minuty po wypadku często decydują o przeżyciu poszkodowanego.

Co znajdzie się w apteczce?

Projekt rozporządzenia nie określa szczegółowego wyposażenia apteczki. To jedna z kwestii, która już wzbudza dyskusję.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest przyjęcie standardu zgodnego z niemiecką normą DIN 13164, która obowiązuje lub jest rekomendowana w wielu państwach europejskich. Typowa apteczka spełniająca tę normę zawiera m.in.:

Eksperci od pierwszej pomocy od lat zwracają uwagę, że równie ważne jak wyposażenie jest umiejętne korzystanie z zawartości apteczki.

To nie tylko sprzęt, ale także edukacja

Samo wyposażenie samochodu w apteczkę nie sprawi automatycznie, że wzrośnie liczba skutecznie udzielanych interwencji. Badania dotyczące pierwszej pomocy pokazują, że jedną z największych barier pozostaje brak pewności siebie i obawa przed popełnieniem błędu.

Ratownicy medyczni od lat podkreślają, że podstawowe czynności, takie jak tamowanie krwotoków, zabezpieczenie ran czy użycie koca termicznego, mogą mieć ogromne znaczenie przed przyjazdem służb ratunkowych. Dlatego wraz z nowymi przepisami coraz częściej pojawiają się postulaty, aby większy nacisk położyć również na edukację kierowców z zakresu pierwszej pomocy.

Polska zbliża się do europejskich standardów

Obowiązkowe wyposażenie samochodów w apteczki funkcjonuje już od wielu lat w licznych państwach Europy, m.in. w Niemczech, Austrii, Czechach czy na Słowacji. W wielu przypadkach przepisy określają również minimalny zakres wyposażenia oraz termin ważności poszczególnych elementów.

Polska należała dotychczas do grupy państw, które nie wymagały posiadania apteczki w prywatnym samochodzie osobowym. Planowana zmiana oznacza stopniowe dostosowanie krajowych przepisów do rozwiązań stosowanych w innych państwach europejskich.

Projekt jest jeszcze na etapie konsultacji

Na razie przepisy nie zostały przyjęte. Projekt znajduje się w procesie legislacyjnym i podlega konsultacjom publicznym. Jeżeli zostanie uchwalony w obecnym kształcie, nowe wymagania obejmą wyłącznie samochody osobowe rejestrowane po raz pierwszy od 31 marca 2027 r.

Niezależnie od ostatecznego brzmienia rozporządzenia, kierunek zmian wydaje się czytelny – państwo chce zwiększyć dostępność podstawowych środków pierwszej pomocy na drogach. Dla kierowców oznacza to przede wszystkim niewielką zmianę w wyposażeniu nowych pojazdów, ale potencjalnie dużą korzyść dla bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego w sytuacjach, gdy liczy się każda minuta.

Źródło: Gov.pl

Przez lata wiele osób zmagających się z nadmierną masą ciała słyszało: „wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Dziś wiemy już, że takie podejście jest zbyt dużym uproszczeniem.
– Otyłość jest chorobą przewlekłą, wynikającą z wielu czynników – metabolicznych, hormonalnych, środowiskowych i psychologicznych. Wymaga profesjonalnej diagnostyki oraz kompleksowego leczenia, tak jak każda inna choroba – podkreśla Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.
Niemal co trzeci dorosły Polak mierzy się z otyłością

Skala problemu jest ogromna. Nadwaga i otyłość dotyczą już około 58% dorosłych Polaków, a sama otyłość – ponad 28% społeczeństwa. Według definicji WHO nadwaga oznacza BMI wynoszące co najmniej 25 kg/m², natomiast otyłość – BMI na poziomie 30 kg/m² lub wyższym. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ otyłość nie jest jedynie większą masą ciała, ale przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniego leczenia i długofalowej opieki.

Dziecięca otyłość wymaga szybkiej i kompleksowej reakcji

Coraz częściej problem ten dotyczy również dzieci – szacuje się, że nadmierna masa ciała występuje u około jednej trzeciej najmłodszych pacjentów. Otyłość u dzieci to jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów, a jednocześnie temat, który wciąż wymaga większej uwagi. W przypadku najmłodszych nie chodzi wyłącznie o wagę, ale o ich rozwój, zdrowie, samopoczucie i relacje z rówieśnikami. Dlatego tak ważne jest, aby leczenie było prowadzone z wyczuciem, bez oceniania i stygmatyzacji – podkreśla Zofia Dymitrow.

Odpowiedzią na rosnące potrzeby pacjentów jest kompleksowy program leczenia otyłości realizowany na NFZ w ramach opieki koordynowanej w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie. Nad zdrowiem dzieci czuwa interdyscyplinarny zespół specjalistów, w którym kluczową rolę odgrywają pediatrzy – lekarze najlepiej znający fizjologię rozwijającego się organizmu i potrzeby najmłodszych pacjentów. Wspólnie z dietetykami, psychodietetykami, fizjoterapeutami i trenerami personalnymi pomagają dzieciom i ich rodzinom wprowadzać trwałe zmiany w codziennym życiu. Chcemy, aby droga do lepszego zdrowia była dla dziecka budowaniem pewności siebie i dobrych nawyków, a nie kolejnym źródłem kompleksów czy poczucia, że jest oceniane – wyjaśnia Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.

Nowe spojrzenie na leczenie otyłości

Otyłość to poważna choroba zwiększająca ryzyko wielu powikłań – między innymi chorób serca, zaburzeń metabolicznych, a także niektórych nowotworów.

–  Najlepsze efekty przynosi połączenie kilku elementów: leczenia, edukacji, odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej. Właśnie na takim kompleksowym podejściu opiera się program leczenia otyłości w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie – podkreśla Zofia Dymitrow.

Pacjent w centrum – jak wygląda droga leczenia?

– Program leczenia otyłości został zaplanowany tak, aby pacjent otrzymał wsparcie na każdym etapie w jednym miejscu. Takie podejście pozwala stworzyć indywidualny plan leczenia dopasowany do możliwości, wieku i stanu zdrowia. Pierwszym krokiem jest konsultacja lekarska, podczas której oceniany jest stan zdrowia, historia choroby oraz indywidualne potrzeby pacjenta. Następnie wykonywana jest profesjonalna analiza składu ciała, pozwalająca sprawdzić nie tylko masę ciała, ale także między innymi poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej – wyjaśnia ekspert. Kolejne etapy obejmują: edukację zdrowotną, konsultację dietetyczną, wsparcie fizjoterapeuty, współpracę z trenerem personalnym, pomoc psychologa lub psychodietetyka.

Dlaczego jeden specjalista to za mało?

Skuteczna walka z otyłością wymaga spojrzenia na pacjenta z wielu perspektyw. Samo ograniczenie kalorii często nie wystarcza, podobnie jak sama aktywność fizyczna czy leczenie farmakologiczne.

– Leki stosowane w terapii otyłości mogą skutecznie wspierać redukcję masy ciała, ale jednym z ich efektów może być również zmniejszenie masy mięśniowej. Dlatego tak ważna jest odpowiednio dobrana aktywność – szczególnie trening oporowy – oraz dbałość o właściwą podaż białka i prawidłowe nawyki żywieniowe. Wielu pacjentów próbowało już wcześniej schudnąć na własną rękę. Często kończyło się to jednak zniechęceniem. Pierwsze tygodnie aktywności fizycznej bywają trudne, męczące i frustrujące, szczególnie gdy osoba zmagająca się z nadwagą lub otyłością trafia do środowiska pełnego bardzo sprawnych fizycznie ludzi. W takich sytuacjach łatwo stracić motywację i utwierdzić się w przekonaniu, że zmiana jest poza zasięgiem – podkreśla Zofia Dymitrow.

Dlatego w kompleksowym leczeniu otyłości tak ważne jest wsparcie zespołu specjalistów, którzy pomagają dobrać realne cele i tempo zmian do możliwości konkretnego pacjenta. Dzięki temu pacjent nie zostaje sam z problemem. Otrzymuje nie tylko plan redukcji masy ciała, ale także wsparcie i narzędzia, które pomagają budować trwałe nawyki oraz utrzymać efekty przez lata.

Diagnostyka, która pomaga działać skutecznie

Leczenie rozpoczyna się od dokładnej oceny organizmu. W procesie diagnostycznym wykorzystywane są między innymi: profesjonalna analiza składu ciała, badania laboratoryjne, ultrasonografia tarczycy, ultrasonografia jamy brzusznej – wymienia.

Otyłość u dzieci – ważna jest cała rodzina

– Terapia może być prowadzona już u dzieci od 8. roku życia, jeśli istnieją odpowiednie wskazania. Kluczową rolę odgrywa jednak nie tylko dziecko, ale całe otoczenie – dlatego ważna jest edukacja rodziców i wspólna zmiana codziennych nawyków.

Nie chodzi tylko o kilogramy

Najważniejszym celem leczenia nie jest wyłącznie spadek masy ciała. Chodzi przede wszystkim o poprawę zdrowia, większą sprawność, lepsze samopoczucie i zmniejszenie ryzyka powikłań – podkreślają eksperci Grupy Scanmed.

Pacjent, który osiągnie założony cel terapeutyczny, nadal pozostaje pod opieką zespołu. Regularne wizyty kontrolne, konsultacje dietetyczne, wsparcie fizjoterapeuty i trenera oraz – jeśli jest taka potrzeba – kontynuacja farmakoterapii pomagają utrzymać osiągnięte rezultaty.

Program leczenia otyłości w realizowany w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie pokazuje, że droga do zmiany nie musi zaczynać się od kolejnej restrykcyjnej diety. Może zacząć się od rozmowy ze specjalistą i indywidualnie dobranego planu, który uwzględnia zdrowie, potrzeby i cele.

Kiedy warto poprosić o pomoc?

Wiele osób przez lata próbuje schudnąć samodzielnie. Często pojawia się efekt jo-jo, frustracja i poczucie porażki. Tymczasem brak trwałych efektów może być sygnałem, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie.

Źródło: inf pras

Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych (RDTL) pozostaje jednym z najważniejszych mechanizmów umożliwiających pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii jeszcze przed ich objęciem standardową refundacją. Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku z tej ścieżki leczenia skorzystało 3184 pacjentów, a wartość sfinansowanych terapii przekroczyła 133,8 mln zł.
RDTL powstał z myślą o pacjentach znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji klinicznej. Mechanizm ten pozwala finansować leczenie wówczas, gdy wyczerpane zostały wszystkie dostępne opcje terapeutyczne finansowane ze środków publicznych, a istnieją jeszcze nowoczesne leki, które nie zostały objęte refundacją.

Jak przypomina Ministerstwo Zdrowia, Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych umożliwia finansowanie terapii dla pacjentów, „u których wyczerpano wszystkie dostępne opcje leczenia finansowane ze środków publicznych w danym wskazaniu”. Dzięki temu chorzy mogą otrzymać leki, które nie są jeszcze dostępne w standardowych programach refundacyjnych, bez ponoszenia kosztów terapii.

To rozwiązanie ma szczególne znaczenie w onkologii oraz chorobach rzadkich, gdzie postęp terapeutyczny jest bardzo dynamiczny, a proces refundacyjny często trwa wiele miesięcy. W praktyce oznacza to, że część pacjentów może rozpocząć leczenie znacznie wcześniej, niż byłoby to możliwe po zakończeniu standardowych procedur administracyjnych.

Z opublikowanego przez Ministerstwo Zdrowia zestawienia wynika, że do końca maja 2026 roku zgodę na finansowanie terapii w ramach RDTL uzyskało 113 świadczeniodawców. W tym czasie sfinansowano 269 produktów leczniczych obejmujących 222 substancje czynne lub ich kombinacje.

Łączna wartość finansowania wyniosła 133 855 738,05 zł. Terapie były stosowane w blisko 500 wskazaniach opisanych kodami ICD-10, z czego aż 183 dotyczyły chorób nowotworowych. Pokazuje to, że mechanizm RDTL pozostaje jednym z istotnych elementów wspierających leczenie pacjentów onkologicznych, dla których standardowe możliwości terapeutyczne zostały już wyczerpane.

W analizowanym okresie z leczenia skorzystało 3184 pacjentów, w tym 776 dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia. Dane te pokazują, że mechanizm znajduje zastosowanie nie tylko w leczeniu dorosłych, ale również najmłodszych chorych, często zmagających się z rzadkimi schorzeniami wymagającymi indywidualnego podejścia terapeutycznego.

Procedura uzyskania finansowania jest jednak ściśle określona. O zastosowaniu terapii decyduje lekarz prowadzący, natomiast warunkiem uzyskania zgody jest pozytywna opinia konsultanta wojewódzkiego lub krajowego. W przypadku kontynuacji leczenia konieczne jest również potwierdzenie skuteczności terapii. O finansowanie mogą występować wybrane podmioty lecznicze, w tym szpitale III stopnia, szpitale ogólnopolskie, onkologiczne, pulmonologiczne oraz dziecięce.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że znaczenie RDTL wykracza poza sam dostęp do nierefundowanych leków. Mechanizm umożliwia rozpoczęcie terapii także w sytuacji, gdy producent nie złożył jeszcze wniosku refundacyjnego albo postępowanie refundacyjne nadal trwa. W efekcie pacjenci nie muszą czekać na zakończenie często długiego procesu administracyjnego.

Obecnie w ramach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych finansowanych może być 136 substancji czynnych lub ich kombinacji stosowanych w 371 wskazaniach terapeutycznych, które nie są jeszcze objęte standardową refundacją. Jak zaznacza resort zdrowia, w praktyce oznacza to możliwość rozpoczęcia leczenia „nawet o wiele miesięcy, a niekiedy nawet o kilka lat wcześniej niż byłoby to możliwe w standardowym procesie refundacyjnym”.

Choć RDTL nie zastępuje systemowej refundacji, pozostaje ważnym elementem zapewniającym pacjentom dostęp do innowacyjnych terapii w sytuacjach, w których czas ma kluczowe znaczenie. Opublikowane dane pokazują jednocześnie skalę wykorzystania tego rozwiązania oraz rosnącą rolę indywidualnych decyzji terapeutycznych w nowoczesnym systemie ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

Rosnąca liczba rosyjskich ataków rakietowych i dronowych coraz mocniej uderza nie tylko w ludność cywilną, ale także w system ochrony zdrowia w Ukrainie. Niszczenie szpitali, przerwy w dostawach energii i ewakuacje placówek sprawiają, że w wielu regionach jedyną szansą na pomoc medyczną są mobilne kliniki. Polska Misja Medyczna alarmuje, że wsparcia wymagają zarówno pacjenci z terenów przyfrontowych, jak i szpitale opiekujące się noworodkami.
Nasilone rosyjskie ataki rakietowe i dronowe powodują coraz większą liczbę ofiar wśród ludności cywilnej oraz utrudniają dostęp do opieki medycznej w Ukrainie. Według danych ONZ maj był najtragiczniejszym miesiącem dla cywilów od początku 2022 roku. Polska Misja Medyczna podkreśla, że na terenach przyfrontowych pomoc można dziś zapewnić głównie dzięki mobilnym klinikom, a wsparcia wymagają także ukraińskie szpitale.

 Maj był najtragiczniejszym miesiącem od 2022 roku pod względem skali ataków na cywili, także ich śmiertelności i liczby osób, które zostały ranne. Podejrzewamy, że czerwiec tylko utrwali tę statystykę i okaże się, że presja na ludność cywilną była ogromna. To wszystko jest spowodowane oczywiście nasileniem ataków rakietowych i dronowych zarówno na główne ośrodki miejskie w Ukrainie, jak i na tereny przygraniczne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Justyna Stępień, członkini zarządu Polskiej Misji Medycznej.

W ostatnich miesiącach Rosja nasila ataki rakietowe i dronowe na ukraińskie miasta, co przekłada się na coraz większą liczbę ofiar wśród ludności cywilnej. Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka podkreśla, że zmasowany atak z początku lipca był kolejnym z serii śmiercionośnych uderzeń, które powodują gwałtowny wzrost liczby zabitych i rannych. Według ONZ wzrost liczby ofiar wynika przede wszystkim z coraz częstszego wykorzystywania broni dalekiego zasięgu oraz rosnącej liczby ataków dronami krótkiego zasięgu wzdłuż linii frontu.

W maju zginęły co najmniej 274 osoby cywilne, a 1763 zostały ranne. Był to najwyższy miesięczny bilans ofiar od kwietnia 2022 roku oraz wzrost o 93 proc. w porównaniu z majem ubiegłego roku. Blisko połowa wszystkich ofiar była skutkiem ataków z użyciem broni dalekiego zasięgu, przede wszystkim rakiet i dronów, które uderzały głównie w duże miasta położone z dala od linii frontu. Łącznie od 1 grudnia 2025 roku do 31 maja 2026 roku w Ukrainie zginęło co najmniej 1270 cywilów, a 6850 zostało rannych. To o 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Celem ataków coraz częściej stają się placówki ochrony zdrowia – w maju Światowa Organizacja Zdrowia zarejestrowała 50 ataków na placówki ochrony zdrowia, a od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji ich liczba przekroczyła już 3 tys. Ataki są wymierzone także w ratowników oraz osoby niosące pomoc cywilom.

– Lekarze, ośrodki medyczne i szpitale są stałym celem ataków. Ma to szczególne znaczenie w pasie przyfrontowym, co skutkuje albo decyzją o ewakuacji tych placówek, albo często ich trwałym zniszczeniem. W związku z tym dzisiaj dotarcie z pomocą medyczną do osób cywilnych, które zamieszkują tereny przyfrontowe, jest możliwe tylko poprzez kliniki mobilne, czyli zespoły, które dojeżdżają do pacjentów z podstawowym wyposażeniem – tłumaczy Justyna Stępień.

Mobilne kliniki prowadzone przez Polską Misję Medyczną działają przede wszystkim w obwodach sumskim i charkowskim. Organizacja zapewnia tam podstawową opiekę medyczną mieszkańcom terenów przyfrontowych, którzy często nie mają już dostępu do przychodni ani aptek w swoich miejscowościach. Kliniki PMM przeprowadzają nawet 1000 konsultacji lekarskich miesięcznie. Ponad połowę pacjentów stanowią osoby powyżej 65. roku życia.

– Także szpitale w Ukrainie potrzebują naszego wsparcia. W tej chwili pracujemy w 27 szpitalach, w oddziałach neonatologicznych, które wyposażamy. Naszym celem jest zapewnienie jak największej pomocy kobietom i lekarzom w przyjęciu porodów i opiece nad noworodkami. Jednocześnie widzimy potrzebę, żeby szkolić personel medyczny – wskazuje przedstawicielka Polskiej Misji Medycznej.

Organizacja wspiera oddziały neonatologiczne w różnych regionach Ukrainy, gdzie dostarcza sprzęt medyczny i prowadzi szkolenia dla personelu. Program jest współfinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Problemy z dostępem do opieki zdrowotnej wynikają nie tylko z ataków na szpitale. ONZ wskazuje, że rosyjskie uderzenia w infrastrukturę energetyczną powodują wielogodzinne przerwy w dostawach prądu, utrudniając funkcjonowanie placówek medycznych, szkół i systemów wodociągowych.

– Mnóstwo osób w Ukrainie przemieściło się wewnętrznie, w związku z czym zwiększyło to presję na placówki funkcjonujące nawet w bezpieczniejszych miejscach, chociaż właściwie trudno o takie w Ukrainie. Placówki medyczne i szpitale zmagają się z dużą liczbą pacjentów, a jednocześnie z takimi problemami jak na przykład dostęp do prądu, co przekłada się na pomoc pacjentom. Generalnie jednak nie ma sytuacji, w której ludzie zostawaliby bez opieki. System, zarówno państwa, jak i organizacji humanitarnych, w jakimś stopniu umożliwia docieranie do wszystkich potrzebujących – zapewnia Justyna Stępień.

Źródło: Newseria

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia, który może znacząco zmienić sposób kierowania pacjentów na rehabilitację finansowaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zamiast opierać kwalifikację głównie na rozpoznaniu i skierowaniu lekarza, większą rolę mają odgrywać obiektywne narzędzia oceny funkcjonowania chorego. Resort przekonuje, że nowe rozwiązania pozwolą lepiej dopasować rehabilitację do rzeczywistych potrzeb pacjentów, ograniczyć nadmiarowe skierowania i skrócić kolejki do świadczeń.
Projekt nowelizacji rozporządzenia dotyczącego świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej został skierowany do konsultacji publicznych. To jedna z największych zmian organizacyjnych w rehabilitacji od wielu lat. Zakłada ona odejście od modelu, w którym samo rozpoznanie choroby często wystarczało do zakwalifikowania pacjenta do określonego rodzaju rehabilitacji.

W nowym systemie lekarze i fizjoterapeuci będą zobowiązani do przeprowadzania ustrukturyzowanej oceny funkcjonalnej chorego. W zależności od rodzaju schorzenia wykorzystywane mają być uznane międzynarodowe skale oceny sprawności oraz klasyfikacja ICF (Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia), która pozwala ocenić nie tylko samą chorobę, ale przede wszystkim jej wpływ na codzienne funkcjonowanie pacjenta.

Resort podkreśla, że rehabilitacja ma być planowana w sposób bardziej indywidualny. Ocena funkcjonalna ma służyć nie tylko zakwalifikowaniu chorego do odpowiedniego rodzaju świadczeń, ale również określeniu celu terapeutycznego oraz monitorowaniu efektów leczenia. W praktyce oznacza to, że rehabilitacja ma być bardziej ukierunkowana na odzyskanie konkretnych funkcji i samodzielności niż wyłącznie na realizację określonej liczby zabiegów.

Jednym z głównych powodów przygotowania nowych przepisów są rosnące kolejki do rehabilitacji. Ministerstwo wskazuje, że obecny system nie zawsze pozwala właściwie różnicować potrzeby pacjentów. W efekcie do świadczeń trafiają osoby o bardzo różnym stopniu niesprawności, co utrudnia efektywne wykorzystanie dostępnych zasobów. Nowe kryteria mają pomóc kierować rehabilitację przede wszystkim do tych pacjentów, którzy mogą odnieść z niej największe korzyści.

Projekt przewiduje także doprecyzowanie zasad kwalifikacji do różnych form rehabilitacji – ambulatoryjnej, domowej, dziennej i stacjonarnej. W części wskazań pojawią się również określone ramy czasowe, w których rehabilitacja będzie mogła zostać rozpoczęta po konkretnych zdarzeniach medycznych, takich jak udar mózgu czy wszczepienie endoprotezy. Rozwiązanie ma zwiększyć skuteczność leczenia poprzez kierowanie pacjentów do rehabilitacji w okresie, kiedy przynosi ona największe efekty.

Istotną zmianą będzie również większa odpowiedzialność osób kwalifikujących pacjentów do rehabilitacji. Zarówno lekarze, jak i fizjoterapeuci będą musieli dokumentować ocenę stanu funkcjonalnego przy wykorzystaniu wskazanych narzędzi. Ma to ujednolicić proces kwalifikacji w całym kraju i ograniczyć różnice pomiędzy poszczególnymi placówkami.

Projekt wzbudza jednak dyskusję w środowisku medycznym. Zwolennicy zmian wskazują, że rehabilitacja powinna być planowana na podstawie rzeczywistych potrzeb funkcjonalnych, zgodnie z międzynarodowymi standardami. Krytycy zwracają natomiast uwagę, że nowe obowiązki oznaczają dodatkową dokumentację oraz wydłużenie procesu kwalifikacji. Pojawiają się również pytania, czy sztywne kryteria nie utrudnią dostępu do rehabilitacji części pacjentów, którzy wprawdzie nie spełnią określonych progów punktowych, ale nadal odniosą korzyść z leczenia usprawniającego.

Na razie projekt znajduje się na etapie konsultacji publicznych. Ostateczny kształt przepisów może jeszcze ulec zmianie po uwzględnieniu uwag zgłoszonych przez organizacje pacjentów, środowiska lekarskie i fizjoterapeutyczne oraz innych uczestników procesu legislacyjnego. Jeśli nowe regulacje zostaną przyjęte, rehabilitacja finansowana przez NFZ będzie w większym stopniu opierała się na obiektywnej ocenie sprawności pacjenta, a nie wyłącznie na rozpoznaniu choroby czy samym skierowaniu.

Źródło: gov.pl

Niewydolność serca pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej kardiologii. Szacuje się, że na świecie żyje z nią już ponad 64 mln dorosłych, a liczba chorych systematycznie rośnie wraz ze starzeniem się społeczeństw oraz wzrostem częstości występowania otyłości, cukrzycy typu 2 i nadciśnienia tętniczego. W odpowiedzi na te zmiany światowe organizacje kardiologiczne opublikowały Drugą Uniwersalną Definicję Niewydolności Serca, która ma ujednolicić sposób rozpoznawania choroby, ułatwić prowadzenie badań naukowych i przede wszystkim poprawić opiekę nad pacjentami.
Dokument został opracowany wspólnie przez American Heart Association (AHA), American College of Cardiology (ACC), European Society of Cardiology (ESC), World Heart Federation oraz towarzystwa naukowe zajmujące się niewydolnością serca ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Japonii. Stanowi aktualizację pierwszej uniwersalnej definicji opublikowanej w 2021 roku. Jednocześnie został opublikowany w najważniejszych światowych czasopismach kardiologicznych: „Circulation”, „Journal of the American College of Cardiology”, „European Heart Journal” oraz „Global Heart”.

Autorzy dokumentu zwracają uwagę, że mimo ogromnego postępu terapeutycznego nadal istnieją różnice w rozpoznawaniu i klasyfikowaniu niewydolności serca, co utrudnia porównywanie wyników badań oraz wdrażanie jednolitych standardów leczenia.

Jak podkreśla współprzewodnicząca zespołu ekspertów dr Mary Norine Walsh: „Niewydolność serca pozostaje poważnym wyzwaniem, które stale rośnie na całym świecie, a niespójności w jej definiowaniu ograniczają postęp w badaniach i leczeniu”. Zdaniem ekspertki nowa definicja ma stworzyć bardziej spójne ramy postępowania, które pozwolą wcześniej identyfikować osoby zagrożone chorobą i skuteczniej dobierać terapię.

Jednym z najważniejszych elementów nowego dokumentu jest przesunięcie akcentu z leczenia zaawansowanej niewydolności serca na jej możliwie najwcześniejsze wykrywanie. Eksperci podkreślają, że choroba rozwija się stopniowo, a działania profilaktyczne powinny rozpoczynać się jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów klinicznych.

Nowa definicja wyraźnie wskazuje, że osoby z czynnikami ryzyka, takimi jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość czy przebyte choroby serca, powinny być identyfikowane wcześniej, zanim rozwinie się pełnoobjawowa niewydolność serca. Takie podejście ma zwiększyć skuteczność profilaktyki i ograniczyć liczbę hospitalizacji.

Istotną zmianą jest również odejście od sztywnego definiowania niewydolności serca wyłącznie na podstawie wartości frakcji wyrzutowej lewej komory (LVEF). Dotychczas określone progi liczbowe decydowały o kwalifikacji pacjentów do poszczególnych grup. Nowe zalecenia zwracają uwagę, że parametry te mogą różnić się w zależności od wieku, płci czy pochodzenia etnicznego.

Zamiast tego eksperci proponują bardziej praktyczny podział na niewydolność serca z obniżoną, zachowaną oraz poprawioną frakcją wyrzutową, co ma lepiej odzwierciedlać rzeczywisty stan kliniczny pacjenta.

Autorzy dokumentu proponują również po raz pierwszy uniwersalny system klasyfikacji przyczyn niewydolności serca. Ma on ułatwić zarówno prowadzenie badań naukowych, jak i codzienną praktykę kliniczną poprzez dokładniejsze określenie mechanizmu prowadzącego do rozwoju choroby. W praktyce może to oznaczać łatwiejsze dobieranie terapii ukierunkowanych na konkretną przyczynę niewydolności serca, a nie wyłącznie leczenie jej objawów.

Dużo miejsca poświęcono także czynnikom społecznym wpływającym na zdrowie. Eksperci podkreślają, że przebieg niewydolności serca zależy nie tylko od biologii choroby, ale również od miejsca zamieszkania pacjenta, dostępności opieki medycznej, poziomu edukacji zdrowotnej oraz możliwości korzystania z nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia. W dokumencie zwrócono uwagę na potrzebę uwzględniania tych różnic zarówno podczas planowania opieki nad pacjentami, jak i tworzenia polityki zdrowotnej.

Nowe podejście zmienia także sposób postrzegania samej choroby. Dotychczas niewydolność serca była często traktowana jako stan nieodwracalny i stale postępujący. Autorzy nowej definicji wskazują natomiast, że u części pacjentów możliwa jest poprawa funkcji serca, remisja, a nawet częściowy powrót do zdrowia. Oznacza to konieczność regularnej oceny stanu chorego i dostosowywania leczenia do zmieniającej się sytuacji klinicznej.

Jak podkreśla dr Mary Norine Walsh: „Nowe ramy prawne uznają, że niewydolność serca nie jest stanem statycznym. Koncentrując się na stadiach choroby, jej przyczynach i przebiegu – w tym na poprawie, remisji i powrocie do zdrowia – możemy lepiej dostosować opiekę i przyspieszyć działania profilaktyczne”.

Opublikowany dokument nie zmienia jeszcze obowiązujących wytycznych terapeutycznych, ale będzie stanowił podstawę do ich aktualizacji. Nowe zalecenia American Heart Association i American College of Cardiology dotyczące leczenia niewydolności serca mają zostać opublikowane pod koniec 2027 roku. Można jednak przypuszczać, że już dziś nowa definicja będzie stopniowo wpływać na sposób prowadzenia badań naukowych oraz organizację opieki nad pacjentami w wielu krajach.

Rosnąca liczba osób z niewydolnością serca sprawia bowiem, że coraz większego znaczenia nabiera nie tylko rozwój nowych terapii, ale również wcześniejsze rozpoznawanie choroby i skuteczniejsze zapobieganie jej rozwojowi. Aktualizacja międzynarodowej definicji jest kolejnym krokiem w kierunku bardziej spersonalizowanej opieki kardiologicznej, w której równie ważne jak leczenie staje się identyfikowanie pacjentów zagrożonych chorobą jeszcze przed wystąpieniem jej objawów.

Źródło: https://newsroom.heart.org/

 
Ponad 80 proc. nastolatków na świecie nie osiąga zalecanego poziomu aktywności fizycznej. Eksperci zwracają uwagę, że to nie tylko kwestia braku odpowiednich nawyków, ale także warunków, w których żyją – dostępu do bezpiecznych miejsc zabawy, terenów rekreacyjnych czy zajęć sportowych. Europejski projekt B-Challenged ma pomóc tworzyć środowisko sprzyjające aktywności na świeżym powietrzu i zdrowemu stylowi życia, szczególnie w mniej uprzywilejowanych społecznościach.
– Tylko 7–30 proc. dzieci i młodzieży w wieku 5–17 lat na całym świecie wykazuje wystarczający poziom aktywności fizycznej, co w konsekwencji wiąże się z wyższym ryzykiem wystąpienia chorób niezakaźnych związanych ze stylem życia, takich jak otyłość, cukrzyca typu 2, a także problemów psychicznych – podkreśliła w rozmowie z agencją Newseria dr Teatske Altenburg, profesor nadzwyczajna w Amsterdam University Medical Center (Amsterdam UMC) i kierowniczka projektu B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia dzieci i młodzież powinny podejmować średnio co najmniej 60 minut dziennie aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności. Tylko niewielki odsetek dzieci i nastolatków w Polsce spełnia te zalecenia przez cały tydzień.

W Polsce tylko około połowy dzieci codziennie podejmuje aktywną zabawę na poziomie uznawanym za korzystny dla zdrowia. Dodatkowo jak pokazują badania Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie w ramach projektu „WF z AWF”, ponad 90 proc. dzieci nie jest wszechstronnie przygotowanych do prowadzenia aktywnego stylu życia, a jedynie 12–30 proc. potrafi poprawnie wykonywać podstawowe umiejętności ruchowe, takie jak bieganie, skakanie czy rzucanie piłką.

– Główną przyczyną braku aktywności fizycznej nie jest brak motywacji, ponieważ dzieci mają wewnętrzną motywację do aktywności – zwłaszcza uczniowie szkół podstawowych, którzy po prostu się bawią, najlepiej na świeżym powietrzu. Uważam jednak, że brakuje bezpiecznych, atrakcyjnych i dobrze utrzymanych przestrzeni, w których mogłyby się one bawić na świeżym powietrzu – stwierdziła badaczka z Amsterdam UMC. – Być może brakuje również odpowiednich, przystępnych cenowo zajęć pozalekcyjnych organizowanych dla dzieci – dodaje.

Coraz większą część wolnego czasu dzieci spędzają przed ekranami. Z raportu NASK wynika, że korzystają z internetu średnio niemal pięć godzin dziennie w dni powszednie, a w weekendy jeszcze więcej.

– Wiele dzieci doświadcza FOMO, czyli strachu przed tym, że coś je ominie, więc cały czas mówią o tym, co się dzieje online, i chcą być częścią rozmów na ten temat. Myślę więc, że są dwie strony medalu – jedna to za mało możliwości aktywności fizycznej i ograniczenia w dostępie do przestrzeni do tego przeznaczonych, a z drugiej atrakcyjność spędzania czasu w sieci – tłumaczy dr Teatske Altenburg.

Badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że dzieci mieszkające w mniej uprzywilejowanych dzielnicach częściej zmagają się z nadwagą i otyłością, rzadziej uczestniczą w zorganizowanych zajęciach sportowych i mają ograniczony dostęp do bezpiecznych miejsc zabawy.

– Jeżeli w okolicy brakuje terenów rekreacyjnych, ścieżek rowerowych czy bezpiecznych przestrzeni do zabawy, dzieci mają mniej okazji do codziennego ruchu – ocenia dr Anna Dzielska, adiunkt, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

To właśnie na tych obszarach koncentruje się europejski projekt badawczy B-Challenged realizowany w Danii, Niemczech, Polsce, Hiszpanii i Holandii. Skupia się on na dzieciach w wieku 6–12 lat mieszkających w dzielnicach, gdzie występują bariery w dostępie do infrastruktury sprzyjającej aktywności fizycznej. W Polsce jest to warszawska Praga-Północ.

– Projekt B-Challenged ma na celu wspieranie korzystnych dla zdrowia zachowań dzieci poprzez tworzenie lepszego środowiska do zabawy na świeżym powietrzu i prawidłowych zachowań żywieniowych. To ważne, ponieważ na zdrowie dzieci wpływają nie tylko ich indywidualne wybory, ale również warunki, w których żyją, uczą się i spędzają wolny czas – podkreśla dr Anna Dzielska.

W projekcie biorą udział nie tylko naukowcy i przedstawiciele samorządów lokalnych, ale także rodzice, nauczyciele i same dzieci.

– To, co wyróżnia projekt, to podejście oparte na współtworzeniu rozwiązań. Zamiast narzucać gotowe działania, angażujemy społeczności lokalne w ich projektowanie. Dzięki temu zwiększamy szanse, że proponowane zmiany będą skuteczne, akceptowane i trwałe – podkreśla kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

Badacze sprawdzają, jakie bariery utrudniają dzieciom zabawę na świeżym powietrzu i codzienny ruch. Następnie wspólnie z pozostałymi grupami uczestników programu przygotują rekomendacje zmian. Gotowe modele będą mogły być wdrażane także w innych miastach.

– Problemy związane ze zdrowiem dzieci i ich stylem życia są złożone i nie mogą być rozwiązane przez jedną instytucję czy jeden sektor. Naukowcy dostarczają wiedzy i dowodów naukowych, samorządy mają możliwość wprowadzania zmian w przestrzeni publicznej i lokalnej polityce, a mieszkańcy, w tym grupy, do których mają być kierowane te działania, najlepiej znają swoje potrzeby. Dopiero połączenie tych perspektyw pozwala tworzyć skuteczne rozwiązania – przekonuje dr Anna Dzielska.

– Zawsze należy konsultować z dziećmi elementy tworzone z myślą o nich. Projektowanie placu zabaw przyjaznego dla dzieci we współpracy z nimi powinno być wymogiem prawnym – dodaje dr Teatske Altenburg.

Źródło: Newseria

Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od 1 lipca 2026 roku pełni funkcję rektora Uczelni Łazarskiego. W nowej kadencji zamierza rozwijać uczelnię jako nowoczesny, interdyscyplinarny ośrodek akademicki, łączący medycynę, prawo, biznes i nowe technologie. Jednym z priorytetów będzie wzmacnianie współpracy nauki z praktyką oraz kształcenie specjalistów odpowiadających na wyzwania współczesnego systemu ochrony zdrowia. 
Nowa Rektor jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego środowiska eksperckiego w obszarze ochrony zdrowia, autorką licznych publikacji naukowych i eksperckich oraz członkinią gremiów doradczych najważniejszych instytucji ochrony zdrowia w Polsce. W latach 2015–2025 była wiceprzewodniczącą Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie zasiada m.in. w Radzie Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Od ponad dwudziestu lat związana jest z Uczelnią Łazarskiego, gdzie pełni funkcję Dziekana Łazarski Executive Education oraz Dyrektora Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.

 Uczelnia Łazarskiego ma silne fundamenty, rozpoznawalną markę i społeczność, z której możemy być dumni. Moją ambicją jest rozwijać ten potencjał i uczynić naszą uczelnię jednym z najbardziej nowoczesnych i interdyscyplinarnych niepublicznych ośrodków akademickich w Europie Środkowo-Wschodniej – miejscem, które łączy prawo, biznes, medycynę i nowe technologie w jeden spójny ekosystem wiedzy, badań i innowacji. – mówi dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, Rektor Uczelni Łazarskiego.

Jednym z priorytetów nowej kadencji będzie jeszcze mocniejsza integracja nauki z praktyką, rozwój współpracy z biznesem i administracją publiczną oraz kształcenie absolwentów przygotowanych do rozwiązywania realnych problemów współczesnego świata.

– Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od lat udowadnia, że potrafi skutecznie łączyć świat nauki z potrzebami gospodarki i administracji publicznej. To właśnie takich liderów potrzebują dziś uczelnie – odważnych, otwartych na zmiany i potrafiących przekuwać wiedzę w realny wpływ na otoczenie. Jestem przekonana, że pod jej przewodnictwem Uczelnia Łazarskiego będzie wyznaczać kierunki rozwoju nowoczesnego szkolnictwa wyższego. – mówi Marta Rosińska-Kortas, Prezydent Uczelni Łazarskiego.

Uczelnia Łazarskiego od ponad 30 lat należy do grona najlepszych uczelni niepublicznych w Polsce. Kształci ponad 5 tys. studentów z kilkudziesięciu krajów na kierunkach z zakresu prawa, ekonomii, zarządzania oraz medycyny. Jej wysoką jakość potwierdzają czołowe miejsca w rankingach „Perspektyw”, „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej”, a także prestiżowe akredytacje krajowe i międzynarodowe. Od roku akademickiego 2026/2027 oferta uczelni poszerzy się o kierunek lekarsko-dentystyczny – pierwsze pięcioletnie studia stomatologiczne prowadzone przez niepubliczną uczelnię akademicką w Polsce.

Dr. hab. n. med. i n. o zdr., dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka: Dziekan Łazarski Executive Education oraz Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. W latach 2015–2025 wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia (członek rady od 2010 r.). Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej Polfy Tarchomin (2024–2026). Dyrektor programu MBA w Ochronie Zdrowia oraz MBA Healthcare Innovation & Technology, kierownik merytoryczny wielu certyfikowanych przez Uczelnię Łazarskiego programów szkoleniowych dedykowanych profesjonalistom medycznym, kadrze zarządzającej placówkami leczniczymi oraz pracownikom instytucji publicznych z sektora zdrowia.

Członkini Rady Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Inicjatorka i liderka Sektorowej Rady ds. Kompetencji w opiece zdrowotnej i opiece społecznej. Autorka licznych publikacji naukowych i eksperckich poświęconych ekonomiczno-społecznym aspektom ochrony zdrowia i nowoczesnym modelom jej organizacji i finansowania. Propagatorka koncepcji „Ochrony zdrowia nakierowanej na wartość” (Value Based Healthcare) oraz Hospital Based HTA.

Według miesięcznika MyCompany należy do 15 wpływowych kobiet, które zmieniają oblicze polskiej branży medycznej. Laureatka konkursu Sukces Roku 2022 w Ochronie Zdrowia w kategorii Zdrowie publiczne. Od lat w pierwszej dziesiątce LISTY STU najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia. W kolejnych edycjach plebiscytu Kobieta Rynku Zdrowia znalazła się wśród 50 najbardziej wpływowych kobiet działających w obszarze zdrowia. Wyróżniona prestiżową nagrodą „Wizjonerzy Zdrowia” w kategorii Ambasadorka Zdrowia oraz nagrodą ShEO AWARDS 2026 „WOMEN MASTERS OF HEALTH”. Integratorka ludzi i idei. Za propagowanie wzorów świadomego przywództwa pełnego empatii, szacunku i uważności laureatka pierwszej edycji konkursu „Sustainable Impact” w kategorii Lider.

Źródło: inf. pras.
Foto: Uczelnia Łazarskiego

Choć profilaktyka jest jednym z najważniejszych elementów ochrony zdrowia, większość Polaków uważa, że informacje o badaniach profilaktycznych i programach zdrowotnych nie docierają do nich w wystarczający sposób. Odpowiedzią na ten problem jest bezpłatny poradnik „Komunikacja dla zdrowia”, przygotowany przez Fundację Rak’n’Roll. Publikacja ma pomóc instytucjom, organizacjom i ekspertom tworzyć skuteczniejsze kampanie edukacyjne, które zachęcają do badań i wspierają zmianę nawyków zdrowotnych.
Trwała zmiana nawyków zdrowotnych Polaków zaczyna się od komunikacji, która jest dostępna, zrozumiała, dopasowana do odbiorcy i – co najważniejsze – motywuje do działania. Tymczasem, aż 73 proc. Polaków uznaje dostęp do informacji o inicjatywach zdrowotnych, programach profilaktycznych i kampaniach edukacyjnych za niewystarczający. Oznacza to, że informacje o zdrowiu zbyt rzadko docierają do odbiorców w sposób skuteczny i angażujący. W odpowiedzi na te potrzeby, z inicjatywy Fundacji Rak’n’Roll. Wygraj Życie! powstał poradnik „Komunikacja dla zdrowia. Jak mówić i pisać o profilaktyce chorób” – bezpłatna publikacja dla wszystkich podmiotów realizujących działania edukacyjne i kampanie społeczne dotyczące zdrowia: samorządów i organizacji im podległych, organizacji pozarządowych i pacjentów, towarzystw naukowych, uczelni wyższych i jednostek badawczych, instytucji i podmiotów klinicznych, stowarzyszeń branżowych i izb gospodarczych, pracodawców oraz agencji komunikacyjnych.

Poradnik opracowany przez naukowców, językoznawców, ekspertów komunikacji i marketingu oraz przedstawicieli Fundacji Rak’n’Roll ma jeden kluczowy cel: wspierać podmioty zajmujące się promocją zdrowia w tworzeniu komunikacji, która skutecznie dociera do odbiorców, zachęca do korzystania z badań profilaktycznych, realnie zmienia nawyki zdrowotne Polaków i wpływa na poprawę zdrowia publicznego.

„System ochrony zdrowia potrzebuje dziś przede wszystkim skutecznej profilaktyki – a za nią, nierozłącznie stoi dobrze zaplanowana edukacja. W tym kontekście stworzony przez nas poradnik  Komunikacja dla zdrowia staje się narzędziem wyjątkowo aktualnym, bo trwała zmiana nawyków zdrowotnych Polaków zaczyna się od komunikacji, która jest prosta, zrozumiała i dopasowana do odbiorcy, przełamuje bariery społeczne, odpowiada na potrzeby różnych grup – od młodzieży po seniorów – i sprawdza się zarówno lokalnie, jak i ogólnopolsko” – mówi Emilia Klimasara, koordynatorka projektu z ramienia Fundacji Rak’n’Roll.

Największą siłą publikacji jest różnorodność perspektyw i doświadczeń osób zaangażowanych w jej przygotowanie. Nad poradnikiem pracowali naukowcy, językoznawcy, eksperci komunikacji i marketingu społecznego oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych, dzięki czemu powstało narzędzie łączące wiedzę ekspercką z praktycznym podejściem do komunikacji i realnymi potrzebami odbiorców.

„W Fundacji Rak’n’Roll od wielu lat widzimy, że mimo ogromu pracy i dobrych intencji kampanii profilaktycznych, ich skuteczność często nie jest wystarczająca. Najczęściej nie wynika to z braku wiedzy, że badać się warto, ale z tego, jak mówimy o zdrowiu – zbyt skomplikowanym językiem, niedopasowaniem komunikatu do odbiorcy czy niewykorzystaniem narzędzi komunikacyjnych, które realnie wpływają na zmianę zachowań. Dlatego stworzyliśmy poradnik, który pokazuje, jak mówić prosto, jasno i angażująco, żeby komunikacja rzeczywiście działała” – dodaje Jacek Maciejewski z Fundacji Rak’n’Roll.

Co zawiera poradnik „Komunikacja dla zdrowia”?

„Zależało nam na stworzeniu praktycznego narzędziownika, dlatego publikacja zawiera najnowsze rekomendacje dotyczące prowadzenia skutecznych kampanii profilaktycznych, wskazówki, jak dostosowywać język i formę komunikatów do różnych grup odbiorców, omówienie stylów narracji i ich wpływu na odbiorców, praktyczne zasady prostego i zrozumiałego języka, przykłady dobrych i skutecznych praktyk komunikacyjnych, studia przypadków, listę sprawdzonych źródeł, z których warto czerpać dane, wiedzę i dobre praktyki, a także zestaw zasad >>do & don’t<<. Mamy nadzieję, że poradnik stanie się realnym wsparciem dla wszystkich podmiotów realizujących działania edukacyjne i kampanie społeczne dotyczące zdrowia oraz będzie zachętą do tworzenia komunikacji, która skutecznie dociera do odbiorców i motywuje do dbania o zdrowie” – dodaje Emilia Klimasara.

W poradniku poruszono również zagadnienia związane z budowaniem zaufania do nadawcy komunikatu, wykorzystywaniem emocji, humoru i groteski w przekazach zdrowotnych, a także doborem odpowiednich kanałów komunikacji i profilowaniem odbiorców.

Dla kogo powstała publikacja?

Poradnik może być wsparciem dla wszystkich, którzy chcą tworzyć skuteczne działania i kampanie profilaktyczne – od samorządów i instytucji realizujących lokalne programy zdrowotne, przez organizacje pozarządowe prowadzące działania edukacyjne, po agencje PR i reklamowe przygotowujące kampanie społeczne. Publikacja została przygotowana również z myślą o działach HR i CSR odpowiedzialnych za działania zdrowotne w firmach, instytucjach publicznych oraz wszystkich podmiotach zajmujących się promocją zdrowia i edukacją zdrowotną.

Bezpłatny poradnik dostępny jest na stronie: https://komunikacjadlazdrowia.pl

Źródło: PAP MediaRoom

Media społecznościowe coraz silniej kształtują sposób, w jaki dzieci i nastolatki postrzegają własny wygląd, zdrowie i codzienne wybory. Zdaniem specjalistów promowany w internecie kult idealnej sylwetki może sprzyjać rozwojowi zaburzeń odżywiania, sięganiu po używki oraz pogorszeniu dobrostanu psychicznego. Eksperci podkreślają, że potrzebna jest nie tylko edukacja zdrowotna w szkołach, ale także większa odpowiedzialność za treści publikowane w przestrzeni cyfrowej.
 
Zdaniem ekspertów media społecznościowe oddziałują na postrzeganie siebie wśród dzieci i młodzieży. Nadmierna ekspozycja na nie i dążenie do osiągnięcia idealnej sylwetki może nasilać skłonność do sięgania po używki czy środki psychoaktywne, jak również rozwój zaburzeń odżywiania. Specjaliści podkreślają, że duży wpływ na wybory żywieniowe młodego pokolenia mają rówieśnicy. Rozwiązaniem może być chociażby obowiązkowa edukacja zdrowotna czy wprowadzenie regulacji dotyczących treści w social mediach.

– Media społecznościowe wpływają na młodzież w zaskakujący sposób. Tworzą idealny kult pięknej sylwetki. Zarówno nastolatka, jak i nastolatek w okresie dojrzewania widzą świetną figurę czy sportowca. Będą chcieli tak samo wyglądać, a nie zwracają uwagi na przykład na cykl biologiczny czy budowę ciała, a każdy może mieć inną – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Mateusz Gemba, prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Jak wynika z najnowszego raportu „Internet dzieci 2026” opublikowanego przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, 2,6 mln dzieci w wieku 7–14 lat korzysta z internetu. 55 proc. dzieci regularnie używa największych serwisów społecznościowych lub komunikatorów, mimo że nie są przeznaczone dla ich grupy wiekowej. 

– Nadmierny wpływ mediów na kreowanie wizerunku ciała i wyglądu może wpływać w sposób negatywny. Poprzez szukanie idealnych wzorców młodzież może sięgnąć po używki. Może to być kofeina, która w nadmiernej ilości będzie miała działanie ergogeniczne. Mam tu na myśli napoje energetyzujące pite w celu zwiększenia wydolności podczas treningów i wysiłku fizycznego – podkreśla dr Mateusz Gemba.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Instytutu Badawczego napoje energetyzujące regularnie spożywało 2,1 proc. dzieci w Polsce, natomiast wśród młodzieży w wieku 10–17 lat 35,7 proc. chłopców i 27,4 proc. dziewcząt. Od 1 stycznia 2024 roku w naszym kraju obowiązuje zakaz sprzedaży napojów energetycznych osobom niepełnoletnim.

– W drugim kroku możemy zwrócić uwagę na głodzenie się, na przykład przez dziewczęta, które będą chciały za wszelką cenę zredukować tkankę tłuszczową. Ona szczególnie u osób w okresie dojrzewania może negatywnie wpłynąć na rozwój układu hormonalnego – wyjaśnia ekspert.

Z badania przeprowadzonego w 2021 roku przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę „Wpływ korzystania z social mediów na postrzeganie swojego ciała przez nastolatków” wynika, że 62 proc. nastolatków uważa, że osoby, które są atrakcyjne, mogą z większą łatwością zdobyć popularność. 40 proc. z kolei sądzi, że ładne osoby są o wiele szczęśliwsze, a wśród tych spędzających więcej czasu w social mediach odsetek ten jest jeszcze wyższy (53 proc.).

– Powinny istnieć ograniczenia idealnego wizerunku w mediach społecznościowych, jednakże uważam, że to bardzo trudne do zrealizowania. Teraz mamy możliwość publikowania treści, jakie kto chce i nie ma znaczenia, kto co udostępnia. Mogą to być kanały prywatne, nie muszą być to takie, które polegają na kreowaniu treści bardziej zawodowych, gdzie pokazujemy swoją sylwetkę. Niemniej jednak uważam, że w przyszłości mogłoby to poprawić dobrostan psychiczny młodzieży – zaznacza dr Mateusz Gemba.

Z raportu „Internet dzieci 2026” wynika, że korzystanie z serwisów społecznościowych, obejmujących platformy umożliwiające tworzenie profili, publikację treści oraz interakcje między użytkownikami, stanowi centralny element aktywności cyfrowej dzieci. Średni dzienny czas korzystania wynosi 2 godziny i 33 minuty, co jest wynikiem znacząco wyższym niż w całej populacji (1 godzina i 33 minuty).

– Obserwujemy wpływ mediów społecznościowych na młodzież, po pierwsze, zaburzony dobrostan psychiczny. Coraz więcej młodzieży zmaga się z problemami, mam tu na myśli depresję, zaburzenie regulacji rytmu dnia, zaburzenia snu i odżywiania. To już nie tylko anoreksja, bulimia, ale również może być to kompulsywne objadanie się w dzień czy w nocy – tłumaczy prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Badanie FDDS pokazuje, że obawa przed otyłością była jednym z częściej wyrażanych lęków związanych z własnym wyglądem. Aż 40 proc. dziewcząt martwiło się tym, że mogłoby przytyć. Obawę tę wyraża znacznie mniej chłopców (26 proc.).

– Problemy zaburzeń odżywiania w latach 90. były bardzo nasilone. Obecnie obserwujemy je ponownie, niemniej jednak to już są łączone zaburzenia odżywiania i mamy ich znacznie więcej. Ponadto kult supersylwetki sprawia, że młodzież sięga po różnego rodzaju środki odurzające. One poprzez zmniejszenie łaknienia przyczyniają się do rozwoju zaburzeń odżywiania – wyjaśnia dr Mateusz Gemba.

– Przeprowadzona przeze mnie ankieta dotycząca wpływu emocji na wybory żywieniowe dzieci i młodzieży w wieku 8–18 lat pokazała, że 3/4 osób ankietowanych uważa, że właśnie emocje wpływają na to, co oni jedzą. Główną emocją, która powoduje, że osoby ankietowane sięgają po pokarmy, jest nuda. Ona powoduje, że nasze kroki kierujemy do lodówki i spożywamy większe ilości jedzenia – podkreśla Anna Pawlak, wykładowca w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Ankietowani uważają również, że sport jest najlepszym rozwiązaniem, które będzie pozwalało zniwelować negatywne emocje i dzięki temu przeciwdziałać kierowaniu się w stronę jedzenia. 

– To, co jeszcze wyszło istotnego, to na pewno to, że dzieci też bardzo często starają się rozmawiać z rówieśnikami czy też z rodzicami na temat swoich emocji i tego, jak się czują. Bardzo istotnym pytaniem było też to, czy reklama, influencerzy i rówieśnicy wpływają na wybory żywieniowe. Okazało się, że największy wpływ mają rówieśnicy. Niestety oni powodują, że ankietowane osoby wybierały produkty głównie niezdrowe, takie jak napoje energetyzujące, chipsy czy inne popularne produkty promowane przez influencerów – wyjaśnia Anna Pawlak.

– Młode pokolenie niestety nadal nie jest odpowiednio i w pełni wyedukowane, jeśli chodzi o zdrowie i o nawyki żywieniowe. Pracujemy nad tym, mamy chociażby edukację zdrowotną. Natomiast edukując w social mediach, sam widzę, że jednak wiedza jeszcze nie jest na odpowiednim poziomie – mówi Mateusz Szałajko, dietetyk.

Raport „Wybory żywieniowe dzieci i młodzieży – co na nie wpływa?” przygotowany przez firmę Nestlé Polska, Polski Związek Lekkiej Atletyki oraz Akademię Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie pokazuje, że wraz z wiekiem regularność spożywania posiłków stopniowo spada, a styl życia dzieci staje się bardziej zróżnicowany. Młodsze dzieci (9–10 lat) zwykle jedzą śniadanie w domu, zabierają drugie śniadanie do szkoły i mają posiłki przygotowywane przez rodziców. 

U starszych uczniów (11–12 lat) ta systematyczność jest mniejsza. Częściej pomijają oni śniadanie w domu, a także rezygnują z regularnego spożywania obiadu w szkole. Ponadto bardziej samodzielnie decydują o tym, co jedzą, a to przekłada się na wybieranie mniej wartościowych przekąsek. 

– Młodzi ludzie potrzebują wiedzy chociażby z zakresu prawidłowego żywienia. Widzę, że w social mediach jest ona na trochę niższym poziomie, a sam jestem na platformach takich jak Instagram czy TikTok, gdzie jest powielane wiele mitów żywieniowych. Nad tym obszarem warto więc pracować – uważa Mateusz Szałajko.

Od roku szkolnego 2026/2027 edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w klasach od IV do VIII szkoły podstawowej oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Obowiązkowe będą takie działy jak m.in. higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień czy też zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne.

– Edukacja zdrowotna będzie wsparciem do pozyskania wiedzy przez młodych ludzi. Jej brak, szczególnie tej żywieniowej, skutkuje tym, że trudno im oddzielić żywieniowe fakty od mitów, których mamy niestety dosyć sporo w social mediach. A mając taką bazę, są w stanie stwierdzić, czy dane treści są zgodne z aktualną wiedzą naukową – podkreśla dietetyk.

Źródło: Newseria

Pierwsze kąpieliska nad Bałtykiem zostały zamknięte z powodu zakwitu sinic jeszcze przed rozpoczęciem szczytu sezonu wakacyjnego. Naukowcy od lat wskazują, że ocieplanie się Morza Bałtyckiego i utrzymująca się eutrofizacja sprzyjają coraz częstszym zakwitom sinic. Według HELCOM aż 94 proc. powierzchni Bałtyku jest dotknięte eutrofizacją.
– Sinice to bakterie, które rozwijają się w wyniku przeżyźnienia wody. Do Bałtyku trafiają substancje odżywcze, co samo w sobie brzmi pozytywnie, ale docierają ich zbyt duże ilości. W ten sposób karmią” one sinice, które rozwijają się szczególnie intensywnie przy wysokiej temperaturze wody – mówi agencji Newseria Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic.

Eutrofizacja to proces nadmiernego użyźniania wód związkami azotu i fosforu. Substancje te trafiają do Bałtyku przede wszystkim wraz ze ściekami komunalnymi oraz spływami z terenów rolniczych. W morzu działają jak nawóz dla glonów i sinic. Ich nadmierny rozwój ogranicza dopływ światła do głębszych warstw wody, a rozkład obumarłych organizmów prowadzi do powstawania tzw. martwych stref, w których zaczyna brakować tlenu.

Bałtyk jest szczególnie podatny na ten proces. Jest morzem półzamkniętym, a pełna wymiana jego wód z Morzem Północnym trwa ok. 30 lat. Jednocześnie jest płytki – jego średnia głębokość wynosi zaledwie ok. 52 m. Do morza wpływa ok. 250 rzek, a w jego zlewni mieszka blisko 90 mln ludzi. To sprawia, że zanieczyszczenia kumulują się przez wiele lat, a poprawa stanu ekosystemu postępuje bardzo powoli. Według HELCOM aż siedem z 10 największych morskich martwych stref na świecie znajduje się właśnie w Bałtyku.

 Sinice coraz częściej wpływają na korzystanie z kąpielisk, dlatego że coraz częściej mamy bardzo ciepłe lato. Bałtyk jest drugim na świecie morzem, jeżeli chodzi o przyrost temperatury, ustępuje tylko Morzu Czarnemu, co sprzyja zakwitowi sinic – tłumaczy Marcin Kotlarek.

Morze Bałtyckie należy do akwenów szczególnie silnie odczuwających skutki zmian klimatu. Według projektu Klimada 2.0 tempo wzrostu temperatury w jego zlewni jest wyższe od średniej światowej. Jednocześnie średnia temperatura wód Bałtyku wzrosła w ciągu ostatnich ok. 30 lat o 1,5°C, czyli trzykrotnie bardziej niż średnia temperatura światowych oceanów. To tworzy coraz lepsze warunki do rozwoju sinic.

 Możemy się spodziewać coraz częstszych zakwitów sinic. Z jednej strony wynika to ze zwiększającej się temperatury powietrza, co przekłada się na wzrost temperatury wody. Drugi ważny aspekt to docierające do Bałtyku zanieczyszczenia. Od kilkudziesięciu lat do Bałtyku wpływają tysiące ton fosforu i azotu ze ścieków czy rolnictwa. Bałtyk jest bardziej nasycony tymi substancjami odżywczymi, które karmią sinice. Połączenie tych dwóch rzeczy – podwyższonej temperatury i zwiększonej zawartości fosforu i azotu – sprawia, że zakwitów sinic jest coraz więcej  ocenia prezes Fundacji Race for the Baltic.

Eksperci podkreślają, że poprawa stanu Bałtyku będzie wymagała czasu. To morze półzamknięte, dlatego skutki zanieczyszczeń utrzymują się znacznie dłużej niż w większości innych akwenów. Związki azotu i fosforu gromadzone przez dziesięciolecia nadal pozostają w jego ekosystemie i nawet po ograniczeniu dopływu biogenów ich wpływ na środowisko będzie odczuwalny jeszcze przez wiele lat.

Zakwit sinic nie zawsze oznacza obecność toksyn, jednak na podstawie samego wyglądu wody nie da się ocenić, czy jest bezpieczny. Dlatego służby sanitarne zalecają, aby nie wchodzić do wody o zmienionej barwie lub z widocznym kożuchem sinicowym.

 Sinice to bakterie, które są szkodliwe dla organizmu. Dlatego należy unikać kontaktu z wodą objętą zakwitem sinic. Dotyczy to zarówno ludzi, jak i zwierząt – zaznacza Marcin Kotlarek.

Jak podkreśla Fundacja Race for the Baltic, źródła problemu znajdują się często setki kilometrów od wybrzeża. Ograniczenie eutrofizacji wymaga dalszego ograniczania dopływu związków azotu i fosforu do Bałtyku – m.in. dzięki inwestycjom w gospodarkę ściekową, zmniejszaniu spływu biogenów z terenów rolniczych oraz ograniczaniu zanieczyszczeń trafiających do rzek. Na ten problem zwraca uwagę m.in. kampania „Widzisz sinice?”, realizowana przez Fundację Race for the Baltic w ramach projektu „Bałtyk zaczyna się na lądzie”.

Źródło: Newseria

Wakacje to czas odpoczynku, podróży i większej swobody, ale także okres, w którym codzienne decyzje mogą szczególnie wpływać na zdrowie i bezpieczeństwo – od ochrony przed upałem, słońcem i zatruciami pokarmowymi, przez bezpieczeństwo nad wodą i w podróży, po zachowania ryzykowne, decyzje cyfrowe oraz używanie substancji psychoaktywnych. Dlatego Państwowa Inspekcja Sanitarna rozpoczyna kampanię LAS – Letnia Akademia Sanepidu, realizowaną we współpracy m.in. z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, NASK oraz ekspertami zdrowia publicznego. Jej hasło – „Twoje decyzje mają znaczenie” – przypomina, że wiele wakacyjnych zagrożeń można ograniczyć dzięki wiedzy, uważności i odpowiedzialnym wyborom.
Wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, podróżami i swobodą. Z perspektywy zdrowia publicznego są jednak również okresem zwiększonego ryzyka zdrowotnego – mówił Główny Inspektor Sanitarny dr n. med. Paweł Grzesiowski podczas briefingu inaugurującego kampanię LAS – Letnia Akademia Sanepidu.

Sanepid dba o bezpieczeństwo zdrowotne także latem

Jak co roku, Państwowa Inspekcja Sanitarna rozpoczyna działania edukacyjne skierowane do wszystkich, którzy będą odpoczywać, korzystając z letniej pogody. Wysokie temperatury, intensywna ekspozycja na słońce, podróże, aktywność nad wodą, udział w wydarzeniach masowych czy korzystanie z mediów społecznościowych – to wszystko może wpływać na nasze zdrowie i bezpieczeństwo.

Nasze działania kierujemy nie tylko do dzieci i młodzieży, ale do wszystkich, którzy korzystają z letniego wypoczynku. Wiemy, że wiele zagrożeń wynika z naszych codziennych decyzji podejmowanych spontanicznie, pod wpływem emocji, pośpiechu lub presji otoczenia. Dlatego hasło tegorocznej kampanii brzmi „Twoje decyzje mają znaczenie” – wyjaśnił dr Paweł Grzesiowski.

Z perspektywy profilaktyki używania substancji psychoaktywnych i ryzyk z tym związanych wakacje są szczególnym czasem. Młodzi ludzie mają więcej swobody, częściej wyjeżdżają bez rodziców, poznają nowe osoby i mogą znaleźć się w sytuacjach, w których pojawia się presja grupy. Dane ESPAD 20241 pokazują, że alkohol wciąż pozostaje najczęściej używaną substancją psychoaktywną przez młodzież, ale za tym stwierdzeniem stoją konkretne wakacyjne sytuacje: propozycja wypicia alkoholu, wejście do samochodu z osobą, która piła, albo potrzeba odmowy, gdy „wszyscy próbują”. Dlatego tak ważne są rozmowa, jasne zasady i gotowość dorosłych do udzielenia dziecku pomocy bez oceniania – powiedziała dr n. med. Bogusława Bukowska, dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Nowe wyzwania dla zdrowia publicznego

Zdrowie publiczne to dziś znacznie więcej niż ochrona przed chorobami zakaźnymi. To również wspieranie umiejętności podejmowania świadomych decyzji dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa – mówił dr Paweł Grzesiowski. Główny Inspektor Sanitarny wskazał, że coraz większy wpływ na zdrowie mają media społecznościowe, dezinformacja, presja grupy oraz zachowania ryzykowne. Dodał również, że pojawiają się nowe zagrożenia, takie jak częstsze fale upałów i ekstremalne zjawiska pogodowe powodowane przez zmiany klimatyczne.

Wakacyjne bezpieczeństwo dzieci i młodzieży trzeba dziś rozumieć szerzej niż tylko jako ochronę przed słońcem, wodą czy zatruciami pokarmowymi. Obok alkoholu i innych substancji psychoaktywnych coraz większym wyzwaniem są e-papierosy, gry online, social media i hazard. To ryzyka łatwo dostępne, obecne w grupie rówieśniczej i często postrzegane przez młodych ludzi jako mniej groźne. Tymczasem właśnie dlatego wymagają uważności dorosłych i spokojnej rozmowy – wskazała dr n. med. Bogusława Bukowska.

Kampania LAS – Letnia Akademia Sanepidu

Nazwa LAS nie jest przypadkowa, bo tak jak w lesie łatwo zgubić właściwą drogę, tak podczas wakacji łatwo podjąć decyzję, której konsekwencje odczujemy później. Kampania ma pomagać odnajdywać właściwy kierunek i korzystać ze sprawdzonej wiedzy – deklarował dr Paweł Grzesiowski.

Kampania będzie realizowana przez cały okres wakacyjny (od końca czerwca do końca sierpnia) i skupi się na czterech obszarach:

Kampanię „LAS – Letnia Akademia Sanepidu” realizujemy we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, NASK oraz ekspertami z zakresu m.in. zdrowia psychicznego i toksykologii oraz dietetykami.

Partnerstwo to pozwala połączyć wiedzę i doświadczenie ekspertów reprezentujących różne obszary – od profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych przez bezpieczeństwo cyfrowe i przeciwdziałanie dezinformacji, po promocję zdrowego stylu życia – mówił Główny Inspektor Sanitarny.

Nie tylko kontrolujemy, ale przede wszystkim edukujemy

Państwowa Inspekcja Sanitarna od lat nie tylko reaguje na zagrożenia, ale przede wszystkim pomaga im zapobiegać.

Nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich zagrożeń. Możemy jednak sprawić, że więcej osób będzie potrafiło je rozpoznawać i odpowiednio na nie reagować. Temu właśnie służy Letnia Akademia Sanepidu.

Chcemy, aby wakacje były czasem odpoczynku, dobrych doświadczeń i bezpiecznych wspomnień. Bo podczas wakacji, tak jak przez cały rok, nasze decyzje mają znaczenie – zakończył swoje wystąpienie Główny Inspektor Sanitarny.

Gdzie znaleźć informacje o naszych działaniach

W ramach kampanii przygotowaliśmy broszurę edukacyjną, cykl artykułów eksperckich oraz materiały edukacyjne wykorzystywane przez jednostki Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Materiały są dostępne na stronie internetowej kampanii LAS – Letnia Akademia Sanepidu: https://www.gov.pl/web/gis/las-letnia-akademia-sanepidu-twoje-decyzje-maja-znaczenie.

Działania informacyjne będą prowadzone w mediach społecznościowych oraz na terenie całego kraju przez wojewódzkie i powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne. Szczegółowe informacje będą dostępne w mediach społecznościowych Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz lokalnych jednostek sanepidu.

Sytuacja epidemiologiczna w Polsce i na świecie

– Służby sanitarne – międzynarodowe, zagraniczne i polskie, zdały egzamin podczas zwalczania zakażeń hantawirusem na statku m/s Hondius. Nie doszło do rozprzestrzenienia się choroby na osoby spoza grona pasażerów i załogi – mówił dr Paweł Grzesiowski.

Podkreślił także, że żadna z osób objętych nadzorem na terenie Polski nie wykazała objawów zakażenia. – Zdrowy jest także Polak, będący kapitanem jednostki. Zakończył już odbywanie kwarantanny – oświadczył Główny Inspektor Sanitarny.

Dr Paweł Grzesiowski zaapelował także do osób, które planują egzotyczne podróże, aby odpowiednio wcześniej zdobywały informacje o miejscu, do którego się udają i rozważyły kontakt z lekarzem medycyny tropikalnej albo medycyny podróży.

Przyłączam się do apelu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i stanowczo odradzam podróże do krajów objętych epidemią spowodowaną wirusem Ebola – mówił.

Źródło: GOV.PL

Tylko 15-20 proc. polskich dzieci i nastolatków spełnia zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące codziennej aktywności fizycznej. Eksperci ostrzegają, że niedobór ruchu już od najmłodszych lat zwiększa ryzyko nadwagi, otyłości, nadciśnienia, cukrzycy oraz problemów ze zdrowiem psychicznym. Ich zdaniem poprawa sytuacji wymaga wspólnych działań rodziców, szkół, samorządów i instytucji zdrowia publicznego.

Zbyt mała aktywność fizyczna dzieci i młodzieży staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego. Eksperci alarmują, że niedobór ruchu zwiększa ryzyko m.in. nadwagi i otyłości czy chorób sercowo-naczyniowych. Konsekwencje są widoczne już w dzieciństwie, ale często utrzymują się także w dorosłości. Tymczasem tylko niewielka część młodych Polaków spełnia choćby minimalne zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące codziennej aktywności fizycznej.

– Regularna aktywność fizyczna korzystnie wpływa na rozwój układu sercowo-naczyniowego, kostnego i mięśniowego, pomaga utrzymać prawidłową masę ciała, poprawia zdrowie psychiczne, jakość snu oraz funkcje poznawcze. Z kolei siedzący tryb życia zwiększa ryzyko nadwagi i otyłości, zaburzeń metabolicznych, cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych oraz problemów emocjonalnych i społecznych – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr Anna Dzielska, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, główna badaczka w projekcie B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dzieci i młodzież powinny wykonywać średnio 60 minut aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności dziennie. Szczególnie wskazane są ćwiczenia aerobowe.

– Dodatkowo co najmniej trzy razy w tygodniu należy włączać ćwiczenia wzmacniające mięśnie i kości. Generalna zasada dotycząca aktywności fizycznej dzieci – im więcej, tym lepiej, najlepiej na powietrzu. Liczy się każdy krok, zamieniamy siedzenie na stanie, a stanie na ruch. Robimy to, co sprawia nam radość. Im dziecko młodsze, tym aktywność powinna być bardziej ogólnorozwojowa, a nie wyspecjalizowana do jednej, konkretnej dyscypliny sportowej. Jako rodzice i opiekunowie stwarzajmy dzieciom możliwość próbowania różnych aktywności, dyscyplin sportowych i rodzajów ruchu. Ruszajmy się razem z dzieckiem, bo w ten sposób dajemy dobry przykład i modelujmy właściwe zachowania – mówi dr n. o kult. fiz. Hanna Nałęcz, adiunkt w Zakładzie Pedagogiki i Psychologii Wydziału
Wychowania Fizycznego Akademii Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie.

Z badań przeprowadzonych wśród polskich dzieci, na podstawie informacji gromadzonych w ramach projektu Global Matrix (GM) 4.0, wynika, że zaledwie niewielki odsetek najmłodszych spełnia rekomendacje WHO co do aktywności. Przytaczane dane w publikacji „Aktywność fizyczna dzieci i młodzieży” z 2022 roku wskazują, że w zależności od przedziału wiekowego i konkretnego badania jest to 15–20 proc. Z kolei raport „WF z AWF” za 2025 rok wskazuje, że 94 proc. dzieci w Polsce nie ma wystarczającego poziomu kompetencji ruchowych. Nawet w szkołach sportowych dotyczy to 83 proc. uczniów. Połowa dzieci w wieku 8–12 lat osiąga minimalny poziom alfabetu ruchowego (koordynacja, równowaga, kontrola ciała).

– Konsekwencją jest brak realizacji podstawowych funkcji, jakie pełni aktywność fizyczna na drodze rozwoju dziecka. Skutkuje to brakiem stymulacji rozwoju zarówno fizycznego, jak i psychospołecznego, gorszymi zdolnościami adaptacyjnymi, gorszą kompensacją negatywnych wpływów środowiska, brakiem działań mających potencjał korygujący wczesne zaburzenia rozwoju oraz promujących zdrowie. Należy pamiętać, że aktywność fizyczna wpływa na wszystkie elementy zdrowia człowieka: oddziałuje na zdrowie i kondycję fizyczną, samopoczucie i zdrowie psychiczne oraz na relacje społeczne i relacje z otaczającą nas przyrodą – dodaje dr Hanna Nałęcz.

– W literaturze naukowej podkreśla się, że fizyczna nieaktywność dzieci i młodzieży stała się globalnym problemem zdrowia publicznego. Brak ruchu jest powszechny zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, a jego konsekwencje zdrowotne generują znaczne koszty społeczne i ekonomiczne. Dodatkowo WHO zwraca uwagę, że poziom aktywności fizycznej nie poprawił się znacząco w ostatnich dekadach, mimo rosnącej świadomości zdrowotnej. Jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za ten trend jest wzrost czasu spędzanego przed ekranami urządzeń cyfrowych oraz ograniczanie spontanicznej aktywności i zabawy na świeżym powietrzu – wskazuje dr Anna Dzielska.

Według danych IMiD, prezentowanych w badaniu DINO-PL, nadwaga i otyłość występują u około jednej trzeciej polskich uczniów w wieku siedmiu–dziewięciu lat. Autorzy badania podkreślają, że otyłość w dzieciństwie determinuje m.in. większe ryzyko rozwoju cukrzycy i chorób układu krążenia u osób dorosłych, wiążąc się także z większym ryzykiem występowania problemów psychospołecznych i emocjonalnych. Z danych zebranych w ramach międzynarodowego programu COSI wynika, że średnie ciśnienie skurczowe u chłopców wzrosło w latach 2007–2023 z nieco ponad 102 mmHg do prawie 106 mmHg, a rozkurczowe – z 55 mmHg do prawie 60 mmHg. Problem nieprawidłowo wysokiego ciśnienia krwi dotyczy niemal jednej trzeciej polskich dzieci biorących udział w badaniu.

– Potrzebujemy działań na wielu poziomach jednocześnie. Nie wystarczy zachęcać dzieci do większej aktywności, ale trzeba stworzyć warunki, które będą ją ułatwiały. Ważne jest tworzenie bezpiecznych przestrzeni do zabawy i aktywności fizycznej, wspieranie aktywnego transportu do szkoły, takiego jak chodzenie pieszo i jazda na rowerze, czy zwiększanie liczby okazji do ruchu podczas dnia szkolnego (np. aktywne przerwy). Największe efekty osiągniemy wtedy, gdy działania będą prowadzone równocześnie przez szkoły, samorządy, organizacje społeczne, rodziców czy instytucje zdrowia publicznego, ponieważ aktywność fizyczna dzieci nie jest wyłącznie indywidualnym wyborem, tylko wypadkową różnych czynników, w tym środowiska, które wspólnie tworzymy – zauważa ekspertka IMiD.

Instytut uczestniczy w europejskim projekcie B-Challenged, którego celem jest poprawa warunków do aktywnej zabawy na powietrzu oraz kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych wśród dzieci w wieku 6–12 lat. W ramach projektu eksperci będą identyfikować czynniki utrudniające aktywność na powietrzu i sprzyjające jej, a następnie będą współtworzyć i wdrażać działania ukierunkowane na zmianę środowiska fizycznego i społecznego, w ścisłej współpracy z dziećmi oraz dorosłymi interesariuszami. B-Challenged koncentruje się na kilku dzielnicach w europejskich miastach, m.in. w Warszawie (na Pradze-Północ), Amsterdamie czy Saragossie. Na przykładzie wdrażanych w nich rozwiązań przygotowane zostaną modele działań, które mogą być wdrażane w innych regionach.

Źródło: Newseria