Medicalpress
Ponad 80 proc. nastolatków na świecie nie osiąga zalecanego poziomu aktywności fizycznej. Eksperci zwracają uwagę, że to nie tylko kwestia braku odpowiednich nawyków, ale także warunków, w których żyją – dostępu do bezpiecznych miejsc zabawy, terenów rekreacyjnych czy zajęć sportowych. Europejski projekt B-Challenged ma pomóc tworzyć środowisko sprzyjające aktywności na świeżym powietrzu i zdrowemu stylowi życia, szczególnie w mniej uprzywilejowanych społecznościach.
– Tylko 7–30 proc. dzieci i młodzieży w wieku 5–17 lat na całym świecie wykazuje wystarczający poziom aktywności fizycznej, co w konsekwencji wiąże się z wyższym ryzykiem wystąpienia chorób niezakaźnych związanych ze stylem życia, takich jak otyłość, cukrzyca typu 2, a także problemów psychicznych – podkreśliła w rozmowie z agencją Newseria dr Teatske Altenburg, profesor nadzwyczajna w Amsterdam University Medical Center (Amsterdam UMC) i kierowniczka projektu B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia dzieci i młodzież powinny podejmować średnio co najmniej 60 minut dziennie aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności. Tylko niewielki odsetek dzieci i nastolatków w Polsce spełnia te zalecenia przez cały tydzień.

W Polsce tylko około połowy dzieci codziennie podejmuje aktywną zabawę na poziomie uznawanym za korzystny dla zdrowia. Dodatkowo jak pokazują badania Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie w ramach projektu „WF z AWF”, ponad 90 proc. dzieci nie jest wszechstronnie przygotowanych do prowadzenia aktywnego stylu życia, a jedynie 12–30 proc. potrafi poprawnie wykonywać podstawowe umiejętności ruchowe, takie jak bieganie, skakanie czy rzucanie piłką.

– Główną przyczyną braku aktywności fizycznej nie jest brak motywacji, ponieważ dzieci mają wewnętrzną motywację do aktywności – zwłaszcza uczniowie szkół podstawowych, którzy po prostu się bawią, najlepiej na świeżym powietrzu. Uważam jednak, że brakuje bezpiecznych, atrakcyjnych i dobrze utrzymanych przestrzeni, w których mogłyby się one bawić na świeżym powietrzu – stwierdziła badaczka z Amsterdam UMC. – Być może brakuje również odpowiednich, przystępnych cenowo zajęć pozalekcyjnych organizowanych dla dzieci – dodaje.

Coraz większą część wolnego czasu dzieci spędzają przed ekranami. Z raportu NASK wynika, że korzystają z internetu średnio niemal pięć godzin dziennie w dni powszednie, a w weekendy jeszcze więcej.

– Wiele dzieci doświadcza FOMO, czyli strachu przed tym, że coś je ominie, więc cały czas mówią o tym, co się dzieje online, i chcą być częścią rozmów na ten temat. Myślę więc, że są dwie strony medalu – jedna to za mało możliwości aktywności fizycznej i ograniczenia w dostępie do przestrzeni do tego przeznaczonych, a z drugiej atrakcyjność spędzania czasu w sieci – tłumaczy dr Teatske Altenburg.

Badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że dzieci mieszkające w mniej uprzywilejowanych dzielnicach częściej zmagają się z nadwagą i otyłością, rzadziej uczestniczą w zorganizowanych zajęciach sportowych i mają ograniczony dostęp do bezpiecznych miejsc zabawy.

– Jeżeli w okolicy brakuje terenów rekreacyjnych, ścieżek rowerowych czy bezpiecznych przestrzeni do zabawy, dzieci mają mniej okazji do codziennego ruchu – ocenia dr Anna Dzielska, adiunkt, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

To właśnie na tych obszarach koncentruje się europejski projekt badawczy B-Challenged realizowany w Danii, Niemczech, Polsce, Hiszpanii i Holandii. Skupia się on na dzieciach w wieku 6–12 lat mieszkających w dzielnicach, gdzie występują bariery w dostępie do infrastruktury sprzyjającej aktywności fizycznej. W Polsce jest to warszawska Praga-Północ.

– Projekt B-Challenged ma na celu wspieranie korzystnych dla zdrowia zachowań dzieci poprzez tworzenie lepszego środowiska do zabawy na świeżym powietrzu i prawidłowych zachowań żywieniowych. To ważne, ponieważ na zdrowie dzieci wpływają nie tylko ich indywidualne wybory, ale również warunki, w których żyją, uczą się i spędzają wolny czas – podkreśla dr Anna Dzielska.

W projekcie biorą udział nie tylko naukowcy i przedstawiciele samorządów lokalnych, ale także rodzice, nauczyciele i same dzieci.

– To, co wyróżnia projekt, to podejście oparte na współtworzeniu rozwiązań. Zamiast narzucać gotowe działania, angażujemy społeczności lokalne w ich projektowanie. Dzięki temu zwiększamy szanse, że proponowane zmiany będą skuteczne, akceptowane i trwałe – podkreśla kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

Badacze sprawdzają, jakie bariery utrudniają dzieciom zabawę na świeżym powietrzu i codzienny ruch. Następnie wspólnie z pozostałymi grupami uczestników programu przygotują rekomendacje zmian. Gotowe modele będą mogły być wdrażane także w innych miastach.

– Problemy związane ze zdrowiem dzieci i ich stylem życia są złożone i nie mogą być rozwiązane przez jedną instytucję czy jeden sektor. Naukowcy dostarczają wiedzy i dowodów naukowych, samorządy mają możliwość wprowadzania zmian w przestrzeni publicznej i lokalnej polityce, a mieszkańcy, w tym grupy, do których mają być kierowane te działania, najlepiej znają swoje potrzeby. Dopiero połączenie tych perspektyw pozwala tworzyć skuteczne rozwiązania – przekonuje dr Anna Dzielska.

– Zawsze należy konsultować z dziećmi elementy tworzone z myślą o nich. Projektowanie placu zabaw przyjaznego dla dzieci we współpracy z nimi powinno być wymogiem prawnym – dodaje dr Teatske Altenburg.

Źródło: Newseria

Tylko 15-20 proc. polskich dzieci i nastolatków spełnia zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące codziennej aktywności fizycznej. Eksperci ostrzegają, że niedobór ruchu już od najmłodszych lat zwiększa ryzyko nadwagi, otyłości, nadciśnienia, cukrzycy oraz problemów ze zdrowiem psychicznym. Ich zdaniem poprawa sytuacji wymaga wspólnych działań rodziców, szkół, samorządów i instytucji zdrowia publicznego.

Zbyt mała aktywność fizyczna dzieci i młodzieży staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego. Eksperci alarmują, że niedobór ruchu zwiększa ryzyko m.in. nadwagi i otyłości czy chorób sercowo-naczyniowych. Konsekwencje są widoczne już w dzieciństwie, ale często utrzymują się także w dorosłości. Tymczasem tylko niewielka część młodych Polaków spełnia choćby minimalne zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące codziennej aktywności fizycznej.

– Regularna aktywność fizyczna korzystnie wpływa na rozwój układu sercowo-naczyniowego, kostnego i mięśniowego, pomaga utrzymać prawidłową masę ciała, poprawia zdrowie psychiczne, jakość snu oraz funkcje poznawcze. Z kolei siedzący tryb życia zwiększa ryzyko nadwagi i otyłości, zaburzeń metabolicznych, cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych oraz problemów emocjonalnych i społecznych – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr Anna Dzielska, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, główna badaczka w projekcie B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dzieci i młodzież powinny wykonywać średnio 60 minut aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności dziennie. Szczególnie wskazane są ćwiczenia aerobowe.

– Dodatkowo co najmniej trzy razy w tygodniu należy włączać ćwiczenia wzmacniające mięśnie i kości. Generalna zasada dotycząca aktywności fizycznej dzieci – im więcej, tym lepiej, najlepiej na powietrzu. Liczy się każdy krok, zamieniamy siedzenie na stanie, a stanie na ruch. Robimy to, co sprawia nam radość. Im dziecko młodsze, tym aktywność powinna być bardziej ogólnorozwojowa, a nie wyspecjalizowana do jednej, konkretnej dyscypliny sportowej. Jako rodzice i opiekunowie stwarzajmy dzieciom możliwość próbowania różnych aktywności, dyscyplin sportowych i rodzajów ruchu. Ruszajmy się razem z dzieckiem, bo w ten sposób dajemy dobry przykład i modelujmy właściwe zachowania – mówi dr n. o kult. fiz. Hanna Nałęcz, adiunkt w Zakładzie Pedagogiki i Psychologii Wydziału
Wychowania Fizycznego Akademii Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie.

Z badań przeprowadzonych wśród polskich dzieci, na podstawie informacji gromadzonych w ramach projektu Global Matrix (GM) 4.0, wynika, że zaledwie niewielki odsetek najmłodszych spełnia rekomendacje WHO co do aktywności. Przytaczane dane w publikacji „Aktywność fizyczna dzieci i młodzieży” z 2022 roku wskazują, że w zależności od przedziału wiekowego i konkretnego badania jest to 15–20 proc. Z kolei raport „WF z AWF” za 2025 rok wskazuje, że 94 proc. dzieci w Polsce nie ma wystarczającego poziomu kompetencji ruchowych. Nawet w szkołach sportowych dotyczy to 83 proc. uczniów. Połowa dzieci w wieku 8–12 lat osiąga minimalny poziom alfabetu ruchowego (koordynacja, równowaga, kontrola ciała).

– Konsekwencją jest brak realizacji podstawowych funkcji, jakie pełni aktywność fizyczna na drodze rozwoju dziecka. Skutkuje to brakiem stymulacji rozwoju zarówno fizycznego, jak i psychospołecznego, gorszymi zdolnościami adaptacyjnymi, gorszą kompensacją negatywnych wpływów środowiska, brakiem działań mających potencjał korygujący wczesne zaburzenia rozwoju oraz promujących zdrowie. Należy pamiętać, że aktywność fizyczna wpływa na wszystkie elementy zdrowia człowieka: oddziałuje na zdrowie i kondycję fizyczną, samopoczucie i zdrowie psychiczne oraz na relacje społeczne i relacje z otaczającą nas przyrodą – dodaje dr Hanna Nałęcz.

– W literaturze naukowej podkreśla się, że fizyczna nieaktywność dzieci i młodzieży stała się globalnym problemem zdrowia publicznego. Brak ruchu jest powszechny zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, a jego konsekwencje zdrowotne generują znaczne koszty społeczne i ekonomiczne. Dodatkowo WHO zwraca uwagę, że poziom aktywności fizycznej nie poprawił się znacząco w ostatnich dekadach, mimo rosnącej świadomości zdrowotnej. Jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za ten trend jest wzrost czasu spędzanego przed ekranami urządzeń cyfrowych oraz ograniczanie spontanicznej aktywności i zabawy na świeżym powietrzu – wskazuje dr Anna Dzielska.

Według danych IMiD, prezentowanych w badaniu DINO-PL, nadwaga i otyłość występują u około jednej trzeciej polskich uczniów w wieku siedmiu–dziewięciu lat. Autorzy badania podkreślają, że otyłość w dzieciństwie determinuje m.in. większe ryzyko rozwoju cukrzycy i chorób układu krążenia u osób dorosłych, wiążąc się także z większym ryzykiem występowania problemów psychospołecznych i emocjonalnych. Z danych zebranych w ramach międzynarodowego programu COSI wynika, że średnie ciśnienie skurczowe u chłopców wzrosło w latach 2007–2023 z nieco ponad 102 mmHg do prawie 106 mmHg, a rozkurczowe – z 55 mmHg do prawie 60 mmHg. Problem nieprawidłowo wysokiego ciśnienia krwi dotyczy niemal jednej trzeciej polskich dzieci biorących udział w badaniu.

– Potrzebujemy działań na wielu poziomach jednocześnie. Nie wystarczy zachęcać dzieci do większej aktywności, ale trzeba stworzyć warunki, które będą ją ułatwiały. Ważne jest tworzenie bezpiecznych przestrzeni do zabawy i aktywności fizycznej, wspieranie aktywnego transportu do szkoły, takiego jak chodzenie pieszo i jazda na rowerze, czy zwiększanie liczby okazji do ruchu podczas dnia szkolnego (np. aktywne przerwy). Największe efekty osiągniemy wtedy, gdy działania będą prowadzone równocześnie przez szkoły, samorządy, organizacje społeczne, rodziców czy instytucje zdrowia publicznego, ponieważ aktywność fizyczna dzieci nie jest wyłącznie indywidualnym wyborem, tylko wypadkową różnych czynników, w tym środowiska, które wspólnie tworzymy – zauważa ekspertka IMiD.

Instytut uczestniczy w europejskim projekcie B-Challenged, którego celem jest poprawa warunków do aktywnej zabawy na powietrzu oraz kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych wśród dzieci w wieku 6–12 lat. W ramach projektu eksperci będą identyfikować czynniki utrudniające aktywność na powietrzu i sprzyjające jej, a następnie będą współtworzyć i wdrażać działania ukierunkowane na zmianę środowiska fizycznego i społecznego, w ścisłej współpracy z dziećmi oraz dorosłymi interesariuszami. B-Challenged koncentruje się na kilku dzielnicach w europejskich miastach, m.in. w Warszawie (na Pradze-Północ), Amsterdamie czy Saragossie. Na przykładzie wdrażanych w nich rozwiązań przygotowane zostaną modele działań, które mogą być wdrażane w innych regionach.

Źródło: Newseria

Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi prezentuje wyniki globalnego projektu mającego na celu poprawę komfortu dzieci podczas badań rezonansem magnetycznym (MRI). Inicjatywa, która wykorzystuje najbardziej rozpoznawalne i ponadczasowe animacje z nowymi technologiami, pozwala sprawniej przeprowadzać badania u najmłodszych pacjentów. Projekt realizowany jest we współpracy z The Walt Disney Company oraz firmą Philips.
Badanie rezonansem magnetycznym (MRI) może być dla dzieci sporym wyzwaniem. Wprowadzenie do dużego, nieznanego urządzenia, które dodatkowo wydaje głośne dźwięki oraz konieczność leżenia w całkowitym bezruchu nawet przez 40 minut, powoduje, że aż 66% najmłodszych pacjentów odczuwa lęk [1]. Stres wpływa nie tylko na samopoczucie dziecka, ale również na przebieg badania – może wydłużać procedurę, a nawet wymagać jej powtórzenia. Zakłócenia te mogą ograniczać liczbę pacjentów przyjmowanych każdego dnia, powodując potencjalne opóźnienia.

W odpowiedzi na te wyzwania Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki (ICZMP) w Łodzi zdecydował się dołączyć, do międzynarodowego projektu oceniając zastosowanie systemu audiowizualnego Ambient Experience Philips ze światem Disneya. Rozwiązanie to polega na włączeniu ulubionych postaci i historii z filmów animowanych bezpośrednio do środowiska badań rezonansu magnetycznego. Specjalnie zaprojektowana przestrzeń MRI wykorzystuje światło, dźwięk oraz narrację, tworząc angażujące otoczenie, które ma pomóc najmłodszym poczuć się bezpieczniej.

– Dane z projektu, w którym uczestniczyliśmy pokazują, że takie podejście przynosi wymierne rezultaty – poziom stresu u dzieci po badaniu obniżył się o 43%, a efektywność pracy zespołów diagnostycznych wyraźnie wzrosła. To kierunek, który chcemy dalej rozwijać w naszej placówce – mówi dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki.

Doświadczenia ICZMP potwierdzają, że obecność znanych bohaterów, takich jak syrenka Ariel, Vaiana, Myszka Miki i Minnie,  czy bohaterów Marvela i postaci z uniwersum Gwiezdnych Wojen, skutecznie odwraca uwagę dzieci od medycznego charakteru badania. Mali pacjenci są spokojniejsi, rzadziej przerywana jest procedura,
a uzyskiwane obrazy charakteryzują się wysoką jakością.

– Widzimy, że dzieci chętniej współpracują. Zarówno najmłodsi, jak również ich rodzice podchodzą do badania z mniejszym napięciem. To przekłada się na komfort całej rodziny oraz na sprawność procesu diagnostycznego – dodaje dr hab. n. med. Piotr Grzelak, Kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej.

Globalna współpraca na rzecz poprawy opieki

Disney od lat wspiera szpitale dziecięce na całym świecie, prowadząc długofalowe działania na rzecz poprawy doświadczenia najmłodszych pacjentów. W Polsce Disney na stałe współpracuje z 11 szpitalami dziecięcymi, wspierając je w tworzeniu bardziej przyjaznego i mniej stresującego środowiska leczenia, m.in. poprzez wyjątkowe grafiki ścienne z postaciami Disneya, dostęp do Disney+ oraz inne formy wsparcia. Disney współpracuje także z organizacjami charytatywnymi i personelem medycznym, aby wspierać dzieci z poważnymi chorobami oraz ich bliskich. Wykorzystując siłę marki, a także znane historie i postacie, budujemy komfort emocjonalny najmłodszych pacjentów.

Philips od lat rozwija innowacje w pediatrii poprzez zaawansowane technologie, partnerstwa i rozwiązania obrazowe dostosowane do dzieci, takie jak Pediatric Coaching, Scan Buddy i Kitten Scanners, które usprawniają procesy kliniczne i poprawiają jakość opieki.

– Nasze doświadczenia pokazują, że w przypadku badań diagnostycznych, szczególnie u najmłodszych pacjentów równie ważne jak sama technologia jest również to jak pacjent się czuje. Spokojniejszy pacjent oznacza bardziej efektywną diagnostykę. Dlatego rozwijamy technologie, które pomagają ograniczyć stres, wspierają współpracę na linii badany – personel medyczny i pozostawiają pacjenta z dobrymi doświadczeniami  – mówi z Michał Grzybowski, Prezes  Philips Polska i dodaje – W tym celu często zapraszamy do współpracy partnerów. W przypadku Ambient Experience innowacja spotyka się w jednym rozwiązaniu z Yodą z Gwiezdnych Wojen oraz Myszką Miki.

–  Znane opowieści i bohaterowie Disneya od lat towarzyszą dzieciom w ważnych momentach ich życia. Pomagają oswoić nowe, często stresujące sytuacje i dają poczucie bezpieczeństwa. Współpraca przy tym projekcie pozwala nam przenieść to wsparcie do środowiska medycznego, gdzie jest ono szczególnie potrzebne, realnie poprawiając komfort dzieci i ich rodzin – mówi Marta Szafrańska, Director Corporate Communications, Publicity, Citizenship, The Walt Disney Company CEE.

Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi jest jedną z sześciu placówek na świecie, która pilotażowo wdrożyła rozwiązanie Ambient Experience  z motywami Disney. Obok łódzkiej placówki w projekcie brały udział również renomowane ośrodki: Rady Children’s Health w Orange County (USA) oraz Calderdale Royal Hospital (Wielka Brytania). Docelowo rozwiązanie będzie dostępne w 87 krajach na całym świecie.

Źródło: inf pras

Otyłość dziecięca staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka eksperci, przedstawiciele organizacji pacjenckich, parlamentarzyści oraz reprezentanci Ministerstwa Zdrowia i NFZ zgodnie podkreślali, że dzieci chorujących na otyłość nie można pozostawiać bez kompleksowej pomocy. Zdaniem uczestników debaty konieczne jest stworzenie jasnej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, rozwój wyspecjalizowanych ośrodków leczenia oraz zapewnienie równego dostępu do nowoczesnych metod terapii niezależnie od miejsca zamieszkania czy sytuacji finansowej rodziny.
Mam 12 lat i często w szkole mówili na mnie: gruba świnia, spuchnięty chomik, świnia na horyzoncie. Choruję na otyłość, wcześniej, przed leczeniem, mogłam jeść właściwie cały czas. Nie lubiłam siebie, rok temu w maju ważyłam najwięcej w swoim życiu. Odkąd przyjmuję leki i mam spotkania z dietetykiem, psychologiem, fizjoterapeutką i lekarzami z Programu Leczenia Otyłości CZD – schudłam ponad 10 kg. Jem mniejsze porcje i czuję, że jestem ładna. Nawet Panie w szkole mi to mówią. Teraz zamiast podjadać, tańczę. Tak Zosia rozpoczęła posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka, któremu przewodniczy posłanka Aleksandra Leo. Posiedzenie w całości poświęcone było leczeniu otyłości dziecięcej. Eksperci, przedstawiciele Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości „Stop Otyłości” oraz Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum, która prowadzi kampanię społeczną Na wagę zdrowia alarmowali, że otyłość dziecięca staje się jednym z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Uczestnicy spotkania podkreślali, że dzieci chorujących na otyłość nie wolno oceniać ani stygmatyzować – potrzebują wsparcia, leczenia i systemowej opieki. Reprezentanci Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia przedstawili działania tych instytucji, parlamentarzyści zadeklarowali działania systemowe, by zatrzymać tsunami otyłości u najmłodszych.

Potrzebna kompleksowa ścieżka leczenia

Wśród najważniejszych postulatów pojawiła się konieczność stworzenia jasnej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej dla dzieci z chorobą otyłościową. Eksperci wskazywali, że dziś pacjenci i ich rodziny często „odbijają się” od kolejnych poradni diabetologicznych czy endokrynologicznych, bez dostępu do skoordynowanej pomocy.

Prof. Małgorzata Myśliwiec, kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii, Diabetologii i Endokrynologii  Dziecięcej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego podkreślała, że konieczne jest utworzenie wyspecjalizowanych ośrodków leczenia otyłości dziecięcej – docelowo co najmniej jednego w każdym województwie. Proponowany model zakładałby rozpoznanie choroby już na poziomie POZ, następnie kierowanie dziecka do poradni leczenia otyłości z zespołem wielospecjalistycznym oraz – w razie potrzeby – do ośrodka referencyjnego, zapewniającego także farmakoterapię.

„Otyłość to choroba przewlekła, a nie problem kosmetyczny”

Eksperci wielokrotnie podkreślali, że otyłość u dzieci nie może być traktowana jako „etap, z którego się wyrasta”. Prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości zaznaczył, że leczenie należy rozpoczynać natychmiast po rozpoznaniu choroby, a nie dopiero wtedy, gdy pojawią się powikłania lub dziecko osiągnie dorosłość. Jak wskazywał, zwlekanie powoduje utrwalanie nieprawidłowych nawyków żywieniowych, ograniczenie aktywności fizycznej, pogłębianie stygmatyzacji oraz obniżenie poczucia własnej wartości u dzieci. – Dziecko z otyłością słyszy najczęściej tylko: „mniej jedz i więcej się ruszaj”, a rzadko otrzymuje kompleksową pomoc – podkreślił prof. Wyleżoł.

Dziecko z otyłością ma znacznie większe ryzyko bycia osobą dorosłą chorująca na otyłość.
Im dłużej trwa choroba, tym trudniej ją leczyć. Każdą chorobę powinno się leczyć w zarodku, tak jak to się dzieje w przypadku chorób onkologicznych. Więc otyłość też powinniśmy zacząć leczyć jak najszybciej. Późniejsze leczenie to większe ryzyko powikłań, większe koszty dla rodziców, społeczeństwa
– dodał prof. Wyleżoł.

Prof. Paweł Matusik, prezes Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej pokazał, jak dzięki dobrej woli lekarzy i dyrekcji szpitala leczy się otyłość dziecięcą w Tychach i zapowiedział połączenie sił z PTLO, ponieważ otyłość zaczyna się w dzieciństwie i mitem jest, że w dzieciństwie się kończy – ona bywa w remisji i wraca w dorosłości, więc wspólne działania obu towarzystw są konieczne.

Potrzebna dostępność nowoczesnego leczenia

Jednym z kluczowych tematów była również dostępność nowoczesnej farmakoterapii dla dzieci z chorobą otyłościową. Zdaniem uczestników spotkania leczenie farmakologiczne może pomóc ograniczyć poczucie głodu i zwiększyć skuteczność terapii dietetycznej oraz psychologicznej. Podkreślano także, że dostęp do skutecznego leczenia nie może zależeć od sytuacji finansowej rodziców ani miejsca zamieszkania dziecka.

– Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której kod pocztowy decyduje o tym, które dziecko będzie leczone, a które nie – zaznaczała Marta Pawłowska, współinicjatorka Partnerstwa Stop Otyłości.  – odnosząc się do wzorcowego programu leczenia otyłości 6-10-14, realizowanego ze spektakularnym sukcesem w Gdańsku. Program ten omówił prof. Michał Brzeziński z UCK Gdańsk i zadał pytanie, dlaczego w ministerialnych, głębokich szufladach przepadł program KOS-Dzieci. Marta Pawłowska w wymownych słowach podkreśliła, że to my dorośli zepsuliśmy ten świat, tworząc sprzyjające otyłości środowisko wzrastania naszym dzieciom, i to my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby to naprawić.

Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum dodała, że konieczna jest jasna ścieżka leczenia dla każdego dziecka i finansowany przez państwo dostęp do leczenia farmakologicznego. Nie mogą być leczone tylko te dzieci, których rodziców na to stać. Otyłość dotyka także osób, które nie mogą sobie pozwolić na taki wydatek. A jest to inwestycja w zdrowie dzieci, które mają szanse stać się zdrowymi dorosłymi, nie rozwinąć powikłań, a w przyszłości kontrybuować do PKB, a nie być obciążeniem dla ZUS.  Dodała, że trzeba stworzyć świat, w którym dzieci nie będą szykanowane i będą miały szanse na zdrowienie, w którym będą chronione przed nieetycznymi praktykami marketingowymi producentów żywności.

Profilaktyka i zdrowie psychiczne

Dużo miejsca poświęcono profilaktyce oraz wpływowi środowiska na rozwój otyłości. Eksperci zwracali uwagę na tzw. Obesogenne środowisko – wszechobecne reklamy niezdrowej żywności, promocje produktów wysokoprzetworzonych czy marketing skierowany do dzieci. Przywoływano rozwiązania stosowane w innych krajach. W Wielkiej Brytanii ograniczany jest dostęp dzieci do reklam niezdrowych produktów, także w Internecie, natomiast w Szwecji duży nacisk kładzie się na zmianę zachowań całych rodzin. WHO wskazuje, że przemysł spożywczy stosuje agresywne techniki marketingowe wywierające presję na dzieci i wpływające na ich wybory żywieniowe. Uczestnicy spotkania podkreślali także silny związek otyłości ze zdrowiem psychicznym. Według ekspertów co czwarte dziecko z otyłością wymaga wsparcia psychologicznego z powodu traum, stygmatyzacji i przemocy rówieśniczej.

System nie wykorzystuje istniejących narzędzi

Prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego zwracała uwagę, że mimo finansowania bilansów zdrowia dzieci, system nie egzekwuje regularnego ważenia i mierzenia oraz prowadzenia działań profilaktycznych. Ekspertka podkreślała potrzebę wdrożenia elektronicznej książeczki zdrowia oraz większego wykorzystania potencjału pielęgniarek szkolnych.

Programy pilotażowe i doświadczenia

Przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia Aleksandra Płosińska przypomniała, że leczenie otyłości opiera się obecnie na modelu wielopoziomowym, łączącym POZ, opiekę specjalistyczną oraz programy zdrowia publicznego. Jako przykład skutecznego modelu wskazała program KOS-BAR, który objął około 9 tys. pacjentów i może stać się inspiracją do stworzenia podobnego systemu dla dzieci. Niestety program KOS-BAR nie jest obecnie prowadzony i jak podkreśliła Elżbieta Brzozowska jest w zawieszeniu, a pacjenci bardzo czekają na włączenie go na stałe do koszyka świadczeń gwarantowanych. 

NFZ podkreślał, że finansuje zarówno leczenie samej otyłości, jak i jej powikłań, a budżet wspierają środki z Funduszu Medycznego oraz opłaty cukrowej. Jednocześnie eksperci wskazywali, że obecnie w Polsce funkcjonuje zbyt mało miejsc, gdzie leczona jest otyłość dziecięca kompleksowo, wzorcowym przykładem jest warszawskie Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie skonsultowano już ponad 2 tysiące pacjentów z całej Polski.

Alarmujące dane

Prof. Anna Fijałkowska z Instytutu Matki i Dziecka przedstawiła niepokojące dane dotyczące skali problemu. Jak wskazała, aż jedna trzecia ośmioletnich chłopców ma nieprawidłowo wysoką masę ciała, a około 15 tys. chłopców w tym wieku choruje na otyłość. Podkreślała, że główną przyczyną narastania problemu nie są czynniki genetyczne, lecz środowiskowe: brak aktywności fizycznej, siedzący tryb życia, niewłaściwa dieta, codzienne spożywanie słodzonych napojów oraz zbyt krótki sen.

„To inwestycja w zdrowie przyszłych pokoleń”

Uczestnicy posiedzenia byli zgodni, że leczenie otyłości dziecięcej nie może być traktowane jako marginalny element systemu ochrony zdrowia.

To inwestycja w zdrowie przyszłych pokoleń dorosłych – podkreślano podczas debaty.

Aleksandra Leo, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka podsumowała, że są cztery najważniejsze aspekty leczenia otyłości u dzieci:

  1. Potrzeba jasnej ścieżki leczenia najmłodszych pacjentów
  2. Konieczność utworzenia ośrodków leczenia otyłości dziecięcej – na początek przynajmniej jedna placówka w każdym województwie
  3. Dostęp do nowoczesnej farmakologii – zwłaszcza dla dzieci z BMI > 30, które pozwoli ograniczyć poczucie głodu i stosować zalecenia dietetyczne i psychologiczne
  4. Ograniczanie obesogennego środowiska i wprowadzenie regulacji dla przemysłu spożywczego i marketingu produktów skierowanych do dzieci
Pani Posłanka podkreśliła również, że konieczna jest dalsza dyskusja na temat leczenia otyłości
u dzieci i już zapowiedziała zorganizowane kolejnego posiedzenia w tej sprawie, z kolei posłanka Barbara Okuła obiecała włączyć temat do prac komisji ds. dzieci i młodzieży.

Źródło: inf pras

Coraz więcej dzieci i nastolatków zmaga się z depresją, zaburzeniami lękowymi i zachowaniami autodestrukcyjnymi. Dlatego profilaktyka zdrowia psychicznego staje się dziś jednym z kluczowych wyzwań edukacji zdrowotnej. Eksperci podkreślają, że nauczyciele i rodzice potrzebują nie tylko wiedzy, lecz także konkretnych narzędzi, które pomogą im dostrzec pierwsze sygnały kryzysu i zareagować w sposób wspierający.
W środowisku edukacyjnym rośnie przekonanie, że bez przygotowania nauczycieli do pracy z emocjami uczniów system nie poradzi sobie ze skalą problemu. Na tę potrzebę odpowiedzieli specjaliści z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, opracowując pierwszy w Polsce podręcznik dla nauczycieli edukacji zdrowotnej. Jeden z jego rozdziałów poświęcono zdrowiu psychicznemu, profilaktyce uzależnień oraz sposobom wzmacniania odporności psychicznej uczniów.

Ciche sygnały kryzysu

Kryzys psychiczny u dziecka rzadko zaczyna się od jednoznacznych objawów. Częściej przybiera formę stopniowych zmian: wycofania, wahań nastroju, problemów ze snem, zaburzeń apetytu, spadku zaangażowania w naukę czy rezygnacji z dotychczasowych pasji.

– Dzieci i nastolatki potrafią skutecznie maskować swoje cierpienie – mówi dr Luba Ślósarz z Zakładu Humanistycznych Nauk o Zdrowiu UMW, współautorka podręcznika do edukacji zdrowotnej w części poświęconej zdrowiu psychicznemu dzieci i młodzieży oraz profilaktyce uzależnień. – Niestety, w odróżnieniu od osób dorosłych, młodzi ludzie nie mają wystarczającej motywacji wewnętrznej do podjęcia terapii lub nie wiedzą, jak szukać pomocy, co sprawia, że rola czujnego opiekuna jest w tym procesie niezbędna.

Ekspertka zwraca uwagę, że niepokojące mogą być także częste bóle brzucha lub głowy, drażliwość, wybuchy złości, apatia, izolowanie się od domowników czy zmiana sposobu ubierania się. W przypadku samookaleczeń sygnałem ostrzegawczym może być na przykład noszenie długich rękawów nawet w upalne dni.

Szkoła jako pierwsza linia wsparcia

Ponieważ nauczyciele mają z uczniami codzienny kontakt, często jako pierwsi mogą zauważyć zmianę w ich zachowaniu. Problem polega jednak na tym, że system edukacji przez lata nie wyposażał ich w praktyczne narzędzia do pracy z emocjami uczniów i wczesnego reagowania na kryzys. Podręcznik przygotowany przez ekspertów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu ma wypełnić tę lukę. Zawiera wskazówki dotyczące rozpoznawania sygnałów ostrzegawczych, prowadzenia wspierającej rozmowy, wzmacniania poczucia bezpieczeństwa oraz budowania relacji opartej na empatii, uważności i zdrowym autorytecie.

Cyfrowy świat i nowe formy wykluczenia

Na kondycję psychiczną młodych ludzi silnie wpływa także środowisko online. Relacje rówieśnicze w dużej mierze przeniosły się do internetu, gdzie wykluczenie przybiera mniej widoczne dla dorosłych formy: pomijanie w grupach na komunikatorach, usuwanie z list obserwowanych, presję wizerunkową czy publikowanie kompromitujących nagrań.

Długotrwałe korzystanie z internetu stało się dla wielu dzieci podstawowym sposobem kontaktu ze światem, ale również formą ucieczki przed napięciem. Eksperci podkreślają, że brak kontroli nad czasem ekranowym i treściami, z którymi styka się dziecko, może prowadzić do zaburzeń snu, spadku koncentracji, drażliwości i trudności w regulacji emocji.

Od napięcia do autoagresji

Jednym z najbardziej alarmujących sygnałów kryzysu są zachowania autodestrukcyjne, w tym samookaleczenia. Dla części młodych osób stają się one sposobem szybkiego obniżenia napięcia emocjonalnego.

– Gdy napięcie psychiczne staje się nie do zniesienia, zadanie sobie bólu fizycznego może przynieść chwilową ulgę, co organizm zapamiętuje jako skuteczną strategię – wyjaśnia dr Ślósarz.

W takich sytuacjach pomocna bywa terapia dialektyczno-behawioralna, czyli DBT. To podejście terapeutyczne uczy regulacji emocji, tolerowania dyskomfortu i rozwijania bezpiecznych sposobów radzenia sobie w kryzysie. Zamiast autoagresji proponuje techniki angażujące ciało w sposób, który nie wyrządza krzywdy, na przykład kontakt z zimnem, odwracanie uwagi czy ćwiczenia uważnośc

Relacja zamiast zakazów

W profilaktyce zdrowia psychicznego kluczowe znaczenie ma relacja z dorosłym. Ekspertka podkreśla, że same zakazy i kary nie rozwiązują problemu, jeśli dziecko nie otrzymuje alternatywnego, bezpiecznego sposobu radzenia sobie z emocjami.

– Zdrowy dorosły ustala zasady przy współudziale dziecka. Warto prosić je, by samo zaproponowało rozwiązanie problemu – wtedy chętniej tych zasad przestrzega, a przy tym uczy się radzić sobie z sytuacjami kryzysowymi – podkreśla dr Ślósarz. – Niezwykle istotne jest też zauważanie i nazywanie emocji dziecka, pokazywanie mu, że ma prawo czuć smutek czy złość i że je rozumiemy, nawet jeśli jednocześnie stawiamy granice szkodliwym zachowaniom.

Budowanie odporności psychicznej dziecka to proces wymagający czasu, zaangażowania i konsekwencji. Ważną rolę odgrywają w nim rozmowa, poczucie bezpieczeństwa, wspólnie ustalane zasady oraz aktywność fizyczna, która może wspierać naturalną regulację napięcia i przeciwdziałać obniżeniu nastroju.

Źródło: Komunikat Prasowy

Niespełna 60% polskich dzieci zmaga się z kłopotami ze zdrowiem psychicznym, co stanowi rosnący problem dotykający coraz większej liczby rodzin w całym kraju. Raport Zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży w Polsce, opracowany przez Galileo Medical, ujawnia nie tylko wysoką skalę trudności emocjonalnych u dzieci i młodzieży, ale także brak świadomości wśród rodziców. Eksperci alarmują – bez właściwej edukacji oraz szybkich i systemowych działań problem będzie rosnąć.
 
Badanie ujawnia, że problemy zdrowia psychicznego u dzieci i młodzieży nie są rzadkością. Wśród rodziców, którzy potwierdzili ich występowanie u swoich dzieci (prawie 60% respondentów), aż 32,6% wskazuje na codzienne trudności, a kolejne 28,2% określa je jako częste.

U badanych potwierdzających występowanie problemów zdrowia psychicznego u swoich dzieci, ich częstotliwość jest wyraźnie niepokojąca. Blisko 60% dzieci funkcjonuje w warunkach stałego lub regularnie powracającego obciążenia emocjonalnego, co odbija się negatywnie na ich codzienności i komforcie życia – mówi Justyna Kuszewska, psychoterapeutka Galileo Medical.  

Nawet sporadyczne epizody (39,2% wskazań) nie powinny być bagatelizowane – mogą sygnalizować obniżoną odporność psychiczną, trudności adaptacyjne czy brak odpowiedniego wsparcia.

Główne przyczyny i objawy

Rodzice wskazują, że nadmierne korzystanie z mediów cyfrowych (41,2%) jest najczęstszym czynnikiem obciążającym psychikę dzieci. Kolejne wśród powodów znalazły się: problemy w relacjach rówieśniczych (35,4%) oraz traumy i stresujące doświadczenia (blisko 30%). Problemy rodzinne, presja szkolna i brak aktywności fizycznej oraz nieprawidłowe odżywianie to kolejne czynniki ryzyka.

Rodzice widzą przyczyny problemów w zdrowiu psychicznym swoich dzieci głównie w czynnikach zewnętrznych. Tymczasem z badań Fundacji Szkołą z Klasą wynika, że zarówno sama młodzież, jak i nauczyciele, wskazują na relacje rodzic-dziecko, jako na jedną z podstawowych przyczyn problemów psychicznych i emocjonalnych dzieci i młodzieży. 76% nauczycieli wymienia brak czasu/zainteresowania ze strony rodziców i opiekunów jako najważniejszą przyczynę, a młodzi ludzie wskazują na samotność i rosnącą presję ze strony rodziców – komentuje Agata Łuczyńska, Prezeska Zarządu Fundacji Szkoła z Klasą.

Najczęściej obserwowane sygnały trudności emocjonalnych to wybuchy złości, na które wskazało 38,1% badanych, smutek i obniżony nastrój (35%), lęk i napięcie (29,2%) oraz problemy ze snem (26,8%).

Wielu rodziców myli wybuchy złości z niegrzecznością. W rzeczywistości są one sygnałem potrzeby wsparcia. W takich sytuacjach dobrze jest pozostać świadomym, wysłuchać dziecka, zapewnić mu bezpieczeństwo i wsparcie zarówno w domu, w szkole, jak i w relacjach. Każdy objaw to szansa, by reagować, zanim trudności się pogłębią – wyjaśnia Katarzyna Stanek, psychoterapeutka Galileo Medical.

Wyniki badania pokazują, że problemy emocjonalne dzieci mają bezpośrednie przełożenie na ich szkolne życie. Widać to m.in. poprzez niechęć do nauki oraz problemy z koncentracją. Przekładają się one także na życie rodzinne.

Diagnoza i współwystępowanie problemów

Najczęściej diagnozowanymi problemami zdrowia psychicznego u dzieci są zaburzenia lękowe (46,2%) oraz depresja (39,5%). Znacznie niższe, choć nadal istotne, są wskazania dotyczące ADHD (13,2%), zaburzeń zachowania (12,7%) oraz zaburzeń odżywiania (9,7%). Często współwystępowanie depresji i lęku może tłumaczyć relatywnie mniejszy udział pozostałych diagnoz, jednak wszystkie mają poważny wpływ na funkcjonowanie dziecka.

Bariery w dostępie do wsparcia

Aż 41,7% dzieci, które doświadczają problemów zdrowia psychicznego, nigdy nie skorzystało z profesjonalnej pomocy. To alarmujący sygnał dla systemu opieki zdrowotnej i całego społeczeństwa. Z drugiej strony 58,3% rodziców podjęło próbę szukania wsparcia, co świadczy o powoli rosnącej świadomości.

Co ciekawe główną przeszkodą w uzyskaniu pomocy nie są bariery systemowe, takie jak koszty (wskazywane przez niespełna 10% respondentów) czy kolejki (wskazywane przez ponad 8% ankietowanych), ale brak wiedzy i kompetencji rodziców w rozpoznawaniu wczesnych sygnałów kryzysu psychicznego.

System może oferować wsparcie, ale jeśli rodzice nie rozpoznają problemu lub bagatelizują objawy, dzieci pozostają bez pomocy. Wciąż znaczna część rodziców może ignorować problemy emocjonalne dzieci, traktując je jako „fanaberie” czy naturalny efekt trudnego wieku – podkreśla Justyna Kuszewska, psychoterapeutka Galileo Medical.

Postulaty zmian systemowych

Rodzice wskazują, że skuteczna pomoc wymaga działań systemowych i edukacyjnych. Na czele postulatów zmian systemowych, z wynikiem 41,4%, znalazły się regulacje prawne dla mediów społecznościowych. Rodzice nie oczekują już jedynie apeli o „rozsądne korzystanie z internetu”, ale konkretnych rozwiązań chroniących najmłodszych użytkowników. Na drugim miejscu (32,4%) plasuje się potrzeba skrócenia kolejek do psychiatrów na NFZ, a na trzecim kampanie społeczne podnoszące świadomość (29,5%).

Eksperci podkreślają, że edukacja rodziców, współpraca szkoły i rodziny oraz ciągłe wsparcie specjalistyczne są kluczowe, aby skutecznie chronić dzieci przed przewlekłym stresem i pogłębiającymi się problemami emocjonalnymi.

Wnioski

Raport pokazuje, że zdrowie psychiczne dzieci w Polsce jest zagrożone i wymaga pilnych działań. Kompleksowe podejście obejmujące edukację, regulacje prawne, wsparcie psychologiczne i szkolne, jest niezbędne, aby dzieci mogły rozwijać się w bezpiecznym i stabilnym środowisku. Bez wczesnej interwencji konsekwencje mogą być poważne i długotrwałe – zarówno dla samych dzieci, jak i dla ich rodzin.

Raport: https://galileomedical.pl/zdrowie-psychiczne/zdrowie-psychiczne-dzieci-i-mlodziezy-w-polsce/

Źródło: Komunikat Prasowy

Ponad 40 proc. dzieci w Polsce deklaruje, że nie czuje się szczęśliwe – wynika z najnowszego badania UNICEF. Tymczasem aż 82 proc. rodziców jest przekonanych, że ich dzieci są zadowolone z życia. Różnica w postrzeganiu pokazuje, jak odmiennie dorośli i dzieci rozumieją szczęście. Młodzi coraz częściej zmagają się z presją, stresem i przeciążeniem codziennością, a jesień – dla dorosłych czas refleksji i spokoju – dla wielu dzieci bywa okresem obniżonego nastroju. Eksperci apelują: zatrzymajmy się, posłuchajmy i spróbujmy zrozumieć emocje najmłodszych, zanim niewypowiedziane uczucia przerodzą się w samotność.
Jesień dla wielu dorosłych to czas nostalgii, spokoju, ale i chwilowego spadku energii. Krótsze dni, mniej słońca i chłód za oknem potrafią wpłynąć na nasz nastrój. Warto jednak zapytać: czy te same emocje odczuwają nasze dzieci?

Pomoc w zrozumieniu emocji

Rodzicielstwo to codzienna nauka empatii i cierpliwości. Według wyników badania UNICEF tylko 49% ankietowanych dzieci „raczej” lub „zdecydowanie” odczuwa szczęście. Jest to spadek aż o 26 p.p. w porównaniu z raportem sprzed 5 lat. Wyniki wśród rodziców wyglądają̨ nieco bardziej optymistycznie. Większość́ dorosłych uważa, że ich dzieci są̨ szczęśliwe (82 proc.), z dominacją wskazań́ „raczej” (68 proc.).

Te liczby stanowią dla nas sygnał: warto zatrzymać się i posłuchać, zanim niewypowiedziane emocje przerodzą się w zniechęcenie lub samotność. Badania takie jak te dają do myślenia i zmuszają do autorefleksji, w końcu w naszych rękach leżą losy tych małych, zdolnych ludzi. Warto pamiętać również, że dzieci uczą się poprzez doświadczenie i obserwację. Kiedy widzą, że rodzic potrafi mówić o swoich uczuciach, uczą się tego samego.

Głos dziecka, który łatwo przeoczyć

Dzieci nie zawsze potrafią powiedzieć wprost, że coś je martwi. Zamiast tego pokazują emocje przez zachowanie – bywają rozdrażnione, wycofane lub przeciwnie – nadmiernie pobudzone. W pośpiechu dorosłego świata łatwo uznać to za „gorszy dzień” albo „humory”, ale często to pierwsze sygnały, że dziecko przeżywa coś trudnego. Kluczowym jest by poświęcić dziecku wystarczająco dużo uwagi i nie chodzi tu o godzinne rozmowy, lecz o obecność. Wystarczy zapytać: „Jak się czujesz?” lub „Czy coś sprawiło Ci dzisiaj trudność?” i naprawdę posłuchać odpowiedzi. Słuchać to nie to samo, co wysłuchać i na to należy zwracać szczególną uwagę!

Jesień, z jej spokojniejszym rytmem, może stać się naturalnym sprzymierzeńcem w odbudowywaniu więzi z dzieckiem. Wspólny spacer po parku, układanie bukietu z liści czy rozmowa przy herbacie – to chwile, w których łatwiej dostrzec emocje, których na co dzień nie widać– podkreśla Katarzyna Spieszko, Marketing Manager, MGA Entertainment Poland.

Czas, by się zatrzymać

Jesień może być idealnym czasem, aby bliżej przyjrzeć się emocjom, ponieważ spędzamy więcej czasu razem w domu. Dlatego dobrze jest znaleźć chwilę, by porozmawiać z dzieckiem lub obserwować jego zachowanie. Warto korzystać z dostępnych materiałów pomocniczych, które wspierają rozmowę z dzieckiem o emocjach. Jednym z nich jest e-book „Zrozumieć dziecięcy świat. Poradnik świadomego rodzica” powstał we współpracy Przemka Staronia wraz z MGA Entertainment i BABY born. Pełen refleksji, przykładów i prostych narzędzi, które pomagają lepiej rozumieć świat uczuć najmłodszych. To inspiracja dla każdego rodzica, który chce nie tylko reagować na emocje dziecka, ale też je wspólnie przeżywać. Zamiast gonić codzienność, zatrzymajmy się – choćby na chwilę. Posłuchajmy, co mówi nasze dziecko, kiedy opowiada o szkole, przyjaciołach czy swoich marzeniach. Być może to właśnie teraz, wśród kasztanów i liści, jest najlepszy moment, by odkryć, co sprawia, że naprawdę jest szczęśliwe.

Źródło: Komunikat Prasowy

W szpitalnej codzienności, gdzie kroplówki, badania i procedury często przysłaniają dziecięcą beztroskę, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu proponuje coś wyjątkowego – bajkę. Nie jako ucieczkę od rzeczywistości, ale jako narzędzie wspierające proces leczenia. Latem 2025 r. kampania „Bajka na zdrowie” powróciła z nową odsłoną. Tym razem głosy dzieciom oddali dziennikarze.
Po wiosennej inauguracji, kiedy bajki czytali znani wrocławscy artyści, teraz przed mikrofonem stanęli przedstawiciele redakcji TVN24, TVP3 Wrocław, Gazety Wrocławskiej, Radia Wrocław i RMF FM. Nie przyjechali z kamerami, nie relacjonowali wydarzeń. Czytali. I przypominali, że słowo może leczyć.

– „Chcemy zachęcać rodziców, by zamiast sięgać po telefon lub tablet, wybierali książkę i własny głos. To coś pozornie błahego, ale jak podkreślają również nasi specjaliści, może mieć wielkie znaczenie” – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor USK. – „Obecność bliskiej osoby i wspólna lektura potrafią skutecznie oswoić lęk, odciągnąć uwagę dziecka od trudnych procedur, a przede wszystkim – budować więź. Wszystko to ma pozytywny wpływ na proces leczenia. (…) Dla odmiany dzisiaj kolejny raz pokazujemy, że te starania mogą wychodzić poza ramy stricte leczenia, że ważne jest kompleksowe ujęcie procesu powrotu do zdrowia.”

W kwietniu w Światowy Dzień Książki bajki czytali aktorzy Justyna Szafran i Robert Gonera. Akcja miała nie tylko promować czytanie, ale także zwracać uwagę na niepokojące zjawisko: wszechobecność ekranów na oddziałach. – „Coraz częściej widzimy, że dzieci w salach są 'otulane’ nie niebem opowieści, a niebieskim światłem ekranów. Tymczasem badania jasno pokazują: mózg dziecka, nawet uśpiony przez leki, rejestruje dźwięki, emocje, głos bliskiej osoby” – mówiła wówczas prof. dr hab. Marzena Zielińska z Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej.

Literatura jako narzędzie terapeutyczne

Kampania „Bajka na zdrowie” to coś więcej niż czytanie. To również realna pomoc edukacyjna. We współpracy z partnerami i sponsorami, m.in. Fundacją Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową i firmą Nettle, szpital opracował serię książek dla małych pacjentów i ich rodzin. Inspiracją były poradniki brytyjskiej organizacji Children’s Cancer and Leukemia Group – teksty zostały zaadaptowane do polskich realiów, przetłumaczone i zilustrowane przez zespół USK.

Publikacje, takie jak „Mój brat lub siostra ma nowotwór”, „Ani wypadają włosy” czy „Wojtek i Zosia idą na radioterapię”, w prosty, ale empatyczny sposób tłumaczą, co dzieje się z chorym dzieckiem i jego otoczeniem. Są wykorzystywane nie tylko w Polsce – zyskały uznanie również wśród zespołów medycznych w Anglii i Irlandii.

Najświeższą pozycją w serii jest „Kuba i Martynka w szpitalu” – książeczka o długoterminowych dostępach naczyniowych, takich jak Broviac czy port. Choć niewidoczne, są dla wielu dzieci kluczowym elementem leczenia onkologicznego. Książka powstała w ramach współpracy Działu Farmacji Klinicznej USK i Katedry Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego.

– „Naturalnym odbiorcą naszych działań są dzieci z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK, które często nie rozumieją, co dzieje się wokół nich” – tłumaczy dr Olga Fedorowicz, koordynatorka projektu. – „Dlatego tak ważne było dla nas przygotowanie m.in. książeczki „Kuba i Martynka w szpitalu”, która w prosty, zrozumiały sposób tłumaczy szpitalną rzeczywistość.”

Tekst napisała mgr Ewa Zygadło-Kozaczuk, a publikacja powstała na podstawie doświadczeń pacjentów i personelu. – „Pomaga dziecku zrozumieć, co się dzieje z jego ciałem, dlaczego niektóre rzeczy wyglądają inaczej niż dotychczas i że wszystko, co dzieje się wokół, ma swój sens i cel. Daje poczucie sprawczości i zmniejsza lęk – a to ogromnie ważne w procesie terapii” – dodaje dr Fedorowicz.

Wszystkie książeczki zawierają też informacje dla dorosłych – jak rozmawiać z dzieckiem, jak je wspierać i jak pomóc mu poradzić sobie z emocjami. Na końcu każdej publikacji jest miejsce, by dziecko mogło opisać własną historię.

Dziennikarze w roli lektorów

Zaangażowanie mediów w akcję miało nie tylko wymiar symboliczny. – „Cieszy mnie, że redaktorzy i redaktorki na co dzień współtworzący z nami materiały edukacyjne i informacyjne o terapii nowotworów, tym razem osobiście dołączyli do wsparcia naszych małych pacjentów” – mówi prof. dr hab. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. – „Ich zaangażowanie ma szczególną wartość – pokazuje dzieciom i rodzinom, że są widziani i ważni również poza salą szpitalną.”

Dziennikarze czytali dzieciom zarówno fragmenty najnowszej książeczki, jak i wybrane przez najmłodszych tytuły. Dla wielu była to pierwsza taka wizyta. Ale – jak pokazuje reakcja dzieci – z pewnością nie ostatnia.

Powrót do słowa

Kampania „Bajka na zdrowie” w USK to opowieść o czymś prostym i zarazem fundamentalnym. O sile opowieści, o znaczeniu głosu, o więzi, która potrafi przebić się przez szpitalne mury i procedury. O literaturze, która w szpitalu zyskuje nowy wymiar.

– „Zależy nam, by w szpitalnych salach wracała kultura wspólnego czytania i obecności” – mówi dr hab. Monika Szewczuk-Bogusławska. – „Literatura daje możliwość rozmowy, opisu emocji i wspólnego przeżywania. To nie tylko zdrowy nawyk, ale też skuteczna forma wspierania dziecka w chorobie.”

W świecie, w którym coraz więcej spraw załatwiamy przez ekran, a kontakt z drugim człowiekiem coraz częściej zastępuje emotikon, we wrocławskim szpitalu ktoś otwiera książkę i zaczyna czytać: „Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…”

I wtedy naprawdę zaczyna się magia.

Źródło: USK we Wrocławiu Fot. USK we Wrocławiu