Medicalpress
Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku uratowali zdrowie skrajnego wcześniaka, stosując hybrydową pompę insulinową u dziewczynki ważącej zaledwie 990 gramów. Według lekarzy może to być najmniejszy pacjent na świecie leczony z wykorzystaniem tej technologii. Nowoczesne urządzenie pozwoliło opanować ciężką hiperglikemię i dało niedojrzałej trzustce czas na podjęcie prawidłowej pracy.

Dziewczynka przyszła na świat w marcu. Ważyła 700 gramów. Lekarze walczyli o jej życie, było wiele problemów medycznych typowych dla wcześniaków, ale badania wykazywały też podwyższony poziom glukozy we krwi. Nie pomagało, tradycyjnie stosowane w takich sytuacjach u wcześniaków, dożylne leczenie insuliną. Organizm dziewczynki nie reagował.

 Nie radziliśmy sobie. Wszelkie nasze próby unormowania glikemii spełzły na niczym. Problem kliniczny staraliśmy się rozwiązać prosząc o współpracę diabetologów (…) musieliśmy skorzystać z metod, bardzo wyszukanych, monitorowania glikemii i leczenia hiperglikemii  opowiadała dziennikarzom dr Elżbieta Ewa Kulikowska, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w USK.

Lekarze oceniają, że przyczyną problemów u małej Zosi mógł być duży niedorozwój trzustki wynikający z etapu wcześniactwa, ale – jak oceniła dr Bożena Florys z USK, diabetolog zajmująca się ciężarnymi pacjentkami z cukrzycą, także pediatra – wtedy lekarze nie znali przyczyny, a mogło być ich wiele. Wymieniła, że dziewczynka mogła mieć np. cukrzycę typu I czy uszkodzoną trzustkę.

 W tym momencie nie miało to znaczenia, jaka to jest cukrzyca, chodziło o to, żeby ją dobrze poleczyć  powiedziała Florys.

Dodała, że przybieranie na wadze to u tak małego dziecka podstawowy wyznacznik prawidłowego rozwoju, a Zosia nie przybierała na wadze.

 To był sygnał że, coś trzeba zmienić  dodała Florys.

Zarówno sprzęt, dawki insuliny (precyzyjnie wyliczano jak ją rozcieńczyć solą fizjologiczną), wszystko było niestandardowe. Gdy dziewczynka ważyła 990 gramów lekarze zdecydowali się na podłączenie jej do hybrydowej pompy insulinowej. Dr Florys wytłumaczyła, że to najnowocześniejsza taka pompa na świecie, która ma połączone funkcje ciągłego oznaczania glikemii i podawania insuliny – jak to określiła – naśladującego trzustkę. Urządzenie może także sterować dawkowaniem insuliny (bez interwencji personelu medycznego), lub jej nie podawać, gdy jest jej za dużo.

Podłączenie urządzenia było trudne, bo dziecko było bardzo małe.

 Czujnik do mierzenia glikemii zajmował całą powierzchnię między udem, a kolanem (Zosi)  porównała dr Kulikowska.

Nie można było zrobić tradycyjnego wkłucia do podawania insuliny, bo mała pacjentka miała za mało tkanki tłuszczowej, zastosowano inne.

Zosia jest najprawdopodobniej najmniejszym dzieckiem na świecie, które było podłączone do hybrydowej pompy insulinowej.

 Nie znalazłyśmy w literaturze (medycznej) podłączenia pompy hybrydowej u tak małego dziecka  powiedziała dr Florys.

Dodała, że rozmawiała o tym także ostatnio na międzynarodowej konferencji medycznej w Amsterdamie. Są informacje o tym, że dotychczas najmniejsze dziecko podłączone do takiego urządzenia ważyło 1,5 kg, dlatego przypadek Zosi jest – jak to określiła – novum na skalą światową.

 Naprawdę śmiało to powiem. Cieszymy się, że się to udało (…) To jest super, że istnieje taki nowoczesny sprzęt, bo on daje dziecku czas, który czasem jest tak niezwykle potrzebny, żeby dojrzało, żeby podjęło własne funkcje i żeby prawidłowo się rozwijało, tak jak Zosia  powiedziała dr Bożena Florys.

Dziecko było podłączone do pompy przez miesiąc. Dzięki możliwościom pompy można było powoli wycofywać się z insuliny, gdy lekarze zobaczyli, że trzustka zaczyna pracować.

 Bardzo nas to uskrzydlało. To była najlepsza wersja zdarzeń, że trzustka jest niedojrzała i podejmie swoją pracę i tak się wydarzyło  opowiadała dr Bożena Florys.

Zosia ma glikemię w normie, nie musi korzystać z pompy. Teraz waży 3,2 kg. Lekarze zaznaczają, że nie wiadomo, co będzie w przyszłości; rodzina jest obciążona cukrzycą. Lekarze zaznaczają, że dziewczynka będzie wymagać kontroli w poradni diabetologicznej, a nawet badań genetycznych, aby określić czy – ewentualnie – w przyszłości z jakimi problemami z glikemią może mieć do czynienia.

Źródło: USK

Czy sposób karmienia niemowlęcia w pierwszych miesiącach życia może zmniejszyć ryzyko alergii pokarmowych i chorób atopowych w przyszłości? Najnowszy raport Europejska Akademia Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI) nie pozostawia wątpliwości: tak, ale pod warunkiem, że rozszerzanie diety odbywa się we właściwym czasie, w sposób różnorodny i zgodny z fizjologią rozwoju dziecka. Eksperci podkreślają, że kluczowe znaczenie mają nie tylko same alergeny, ale także jakość diety, styl karmienia oraz kontakt z naturalnymi smakami i teksturami. W dobie rosnącej częstości alergii u dzieci i nadmiaru sprzecznych porad żywieniowych, raport EAACI stanowi ważny punkt odniesienia dla rodziców i profesjonalistów medycznych.
Zarówno zbyt wczesne, jak i zbyt późne wprowadzanie pokarmów stałych może zwiększać ryzyko alergii. Optymalnym momentem jest okres między 4. a 6. miesiącem życia, gdy niemowlę jest gotowe rozwojowo: potrafi siedzieć z podparciem, interesuje się jedzeniem i umie przełykać. To tak zwane „okno tolerancji”, czyli czas, w którym organizm dziecka najłatwiej uczy się rozpoznawać pokarm jako bezpieczny. Co istotne, nie ma potrzeby przerywania karmienia piersią – wręcz przeciwnie, równoległe karmienie piersią i pokarmami stałymi sprzyja budowaniu tolerancji immunologicznej.

Wczesne wprowadzanie alergenów

Jeszcze do niedawna wielu rodziców unikało podawania jajek, orzechów czy ryb w obawie przed reakcjami alergicznymi. Tymczasem badania LEAP i EAT wykazały, że wczesne i regularne wprowadzanie niewielkich ilości tych produktów może działać ochronnie. Najsilniejszy efekt zaobserwowano w przypadku orzeszków ziemnych i jajek, nawet u dzieci z grupy wysokiego ryzyka, na przykład z egzemą. W praktyce oznacza to rozpoczęcie od bardzo małych ilości, takich jak odrobina dobrze ugotowanego jajka lub masło orzechowe rozpuszczone w wodzie. Jeśli dziecko nie wykazuje niepokojących objawów, produkty te warto podawać regularnie, raz lub dwa razy w tygodniu, traktując je jako naturalny element diety, a nie jednorazowy test.

Jakość i różnorodność diety

Eksperci EAACI zwracają również uwagę na jakość codziennego jadłospisu. Podstawą powinny być domowe posiłki przygotowywane z pełnowartościowych, sezonowych składników. Dieta niemowlęcia powinna opierać się na różnorodnych warzywach o różnych kolorach i teksturach, owocach – najlepiej mniej słodkich, takich jak gruszki, owoce jagodowe czy śliwki – a także na roślinach strączkowych, pełnoziarnistych produktach zbożowych, jajkach, chudym mięsie i rybach, w tym tłustych, jak łosoś.  Warto również włączać naturalny jogurt lub kefir bez dodatku cukru. Taki sposób żywienia dostarcza nie tylko kluczowych składników odżywczych, takich jak żelazo, cynk, błonnik czy kwasy omega-3, lecz także wspiera rozwój zdrowego mikrobiomu jelitowego, który odgrywa istotną rolę w kształtowaniu odporności i zapobieganiu alergiom.

Gotowe produkty kontra domowe dania

W zaleceniach pojawia się także wyraźna przestroga przed nadmiernym poleganiem na gotowych słoiczkach i „zdrowych przekąskach” dla niemowląt. Choć są one wygodne, często zawierają niewiele błonnika, zbyt dużo cukru, mało zróżnicowane składniki oraz jednolite konsystencje, które nie sprzyjają nauce żucia. Zdaniem ekspertów warto ograniczać je do minimum i stawiać na domowe jedzenie
o naturalnych smakach i teksturach, takie jak warzywa gotowane na parze, delikatne mięsa czy miękkie owoce.

– Jako autorzy raportu EAACI podkreślamy, że potrzebne są badania długofalowe, porównujące efekty karmienia domowego i komercyjnego, szczególnie w kontekście odporności i mikrobiomu – zaznacza dr Sylwia Smolińska z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej UMW. – Z obserwacji wynika jednak, że gotowe produkty często mają mniej błonnika, mniej różnorodnych składników, mniej zróżnicowanych smaków i konsystencji. Dzieci karmione głównie nimi mają mniej kontaktu z naturalnymi alergenami, co może ograniczać rozwój tolerancji immunologicznej.

Zdrowe nawyki na całe życie

Dlatego w wytycznych podkreślono, że domowa dieta oparta na świeżych, sezonowych i lokalnych produktach pozostaje najlepszym wyborem. To nie tylko kwestia wartości odżywczej, ale także rozwijania umiejętności żucia, kształtowania preferencji smakowych i budowania zdrowych nawyków żywieniowych na całe życie.

Różnorodność diety w pierwszym roku życia ma kluczowe znaczenie. Badania pokazują, że dzieci jedzące w wieku 6–12 miesięcy szerokie spektrum produktów rzadziej rozwijają alergie w późniejszych latach. Dotyczy to zarówno różnych grup żywności, jak i smaków oraz tekstur. Warto więc stopniowo oswajać dziecko z gorzkimi warzywami, takimi jak brokuł czy brukselka, produktami fermentowanymi, tłustymi rybami, pełnoziarnistymi zbożami oraz strączkami. Jeśli dziecko odrzuci nowy smak, nie należy się zniechęcać – czasem potrzeba nawet 8–10 prób, aby go zaakceptowało.

Produkty fermentowane i mikrobiom

Szczególne zainteresowanie ekspertów budzą produkty fermentowane. Dr Smolińska podkreśla, że jogurt i kefir mogą wspierać mikrobiom jelitowy oraz rozwój tolerancji pokarmowej, choć wciąż brakuje precyzyjnych danych liczbowych dotyczących ilości i częstotliwości ich podawania niemowlętom.

– Ciężko doszukać się w dostępnych wytycznych WHO, WAO czy EAACI jednoznacznych zaleceń co do ilości czy częstotliwości podawania jogurtu lub kefiru w pierwszym roku życia. Treści publikacji wskazują raczej na dane jakościowe – to znaczy, że po 6. miesiącu warto włączać te produkty jako część zróżnicowanej diety. Ale konkretów w gramach czy liczbie porcji tygodniowo – nadal brak – mówi ekspertka.

Zwraca także uwagę, że dane kohortowe są obiecujące. Spożywanie jogurtu przez matki w ciąży, ponad trzy razy w tygodniu w ilości przekraczającej 50 g dziennie, wiązało się z około 50-procentowym spadkiem ryzyka egzemy u niemowląt między 3. a 6. miesiącem życia. Również regularne wprowadzanie jogurtu po 6. miesiącu, codziennie lub kilka razy w tygodniu, może zmniejszać ryzyko atopii lub nadwrażliwości pokarmowych, choć nadal bez wskazania dokładnych dawek.

Responsywny styl karmienia

Znaczenie ma nie tylko to, co dziecko je, ale także jak jest karmione. Zalecany jest tzw. responsywny styl karmienia, oparty na uważnej obserwacji sygnałów głodu i sytości. W praktyce oznacza to karmienie wtedy, gdy dziecko jest głodne, bez zmuszania go do jedzenia, jeśli odmawia. Pozwalanie na eksplorowanie jedzenia rączkami i buzią jest naturalnym elementem nauki. Popularne podejście baby-led weaning (BLW), czyli samodzielnego jedzenia przez dziecko, może być wartościowe, ale powinno być uzupełniane karmieniem łyżeczką, zwłaszcza przy produktach bogatych w żelazo.

Uwaga na niedobory

Po 6. miesiącu życia mleko matki przestaje w pełni pokrywać zapotrzebowanie dziecka na żelazo. Zbyt długie karmienie wyłącznie mlekiem, także modyfikowanym, może prowadzić do anemii i zwiększać ryzyko alergii. Dlatego od początku rozszerzania diety ważne jest włączanie do jadłospisu produktów będących dobrym źródłem tego pierwiastka, takich jak żółtko jajka, czerwone mięso, rośliny strączkowe oraz produkty zbożowe wzbogacane w żelazo.

Pierwszy rok życia – inwestycja w zdrowie na dekady

Podsumowując, aby zmniejszyć ryzyko alergii u dziecka, warto wprowadzać pokarmy stałe między 4. a 6. miesiącem życia, uwzględniać jajka i orzeszki już na początku rozszerzania diety, gotować w domu z warzyw, zbóż, ryb, jajek i produktów fermentowanych oraz ograniczać słodkie deserki i przetworzone przekąski. Kluczowe jest uczenie dziecka różnorodnych smaków i tekstur, nawet jeśli wymaga to wielu prób, karmienie bez presji oraz dbanie o odpowiednią podaż żelaza i cynku po 6. miesiącu życia. To, co dziecko zje w pierwszym roku życia, wpływa nie tylko na jego apetyt, ale także na odporność
i zdrowie w kolejnych dekadach. Ten czas warto wykorzystać naprawdę mądrze.

 
Ten materiał powstał na podstawie artykułu:
 
Guidance for healthy complementary feeding practices for allergy prevention in developed countries: An EAACI interest group report Vlieg‐Boerstra Berber, Netting Merryn, Vassilopoulou Emilia, Reese Imke, Jensen‐Jarolim Erika, Marchand Stephanie, Smolińska Sylwia, Venter Carina, Wright Karen, Santos Alexandra F., Skypala Isabel
Pediatric Allergy and Immunology, 2025, vol. 36, nr 7, s. art.e70150 [13 s.]. 
DOI: 10.1111/pai.70150

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Nowy rok szkolny to nie tylko powrót do książek i codziennych obowiązków, ale też doskonały moment, by zadbać o zdrowie dziecka. W ferworze przygotowań do zajęć łatwo przeoczyć kwestie, które mogą mieć ogromne znaczenie dla jego rozwoju i sukcesów w nauce. Jednym z kluczowych elementów jest wzrok – to właśnie dzięki niemu dzieci uczą się, poznają świat i czerpią radość z zabawy. Wrzesień to idealna okazja, aby zaplanować wizytę u specjalisty i upewnić się, że nic nie stoi na przeszkodzie w pełnym wykorzystaniu dziecięcego potencjału.
Początek roku szkolnego to dla wielu rodzin czas nowych wyzwań i postanowień. Po wakacyjnej beztrosce nadchodzi moment powrotu do planowania obowiązków, kompletowania szkolnej wyprawki i przygotowania się do codziennych zajęć. W tym natłoku spraw łatwo jednak zapomnieć, że jednym z najważniejszych elementów przygotowań jest troska o zdrowie i prawidłowy rozwój dziecka. Kluczową rolę odgrywa tu wzrok, ponieważ to on umożliwia naukę, zabawę i odkrywanie świata. Dlatego, jeszcze przed wrześniowym dzwonkiem, warto zaplanować wizytę u specjalisty, by upewnić się, że dziecko dobrze widzi i może w pełni wykorzystać swoje możliwości w szkole.

Co zrobić przed rozpoczęciem szkoły?

Na przełomie sierpnia i września rodzice często planują badania profilaktyczne, takie jak kontrola słuchu, konsultacje stomatologiczne czy ocena postawy dziecka. Równie ważnym elementem przygotowań do szkoły jest sprawdzenie wzroku. Nawet jeśli nie stwierdzono żadnej wady, warto umówić się na wizytę do okulisty lub optometrysty przynajmniej raz w roku. W przypadku dzieci ze zdiagnozowaną wadą wzroku, badania powinny być wykonywane częściej, zgodnie z zaleceniami specjalisty.

Pierwszą wizytę należy przeprowadzić u okulisty, który nie tylko stwierdzi występowanie ewentualnych wad wzroku, ale także zbada ogólny stan zdrowia oczu. W późniejszej, regularnej opiece wzrok dziecka powinien być monitorowany także przez optometrystę, który bada ostrość widzenia oraz funkcje wzrokowe, a w razie potrzeby kieruje na dalszą diagnostykę.

Jak problemy ze wzrokiem mogą utrudniać naukę?

Problemy ze wzrokiem mogą znacząco obniżać efektywność uczenia się u dzieci. Niewykryte lub niekorygowane wady wzroku często objawiają się bólami głowy, szybkim zmęczeniem podczas czytania czy trudnościami z koncentracją. Dziecko może siadać bardzo blisko ekranu telewizora, przybliżać zeszyt lub książkę do twarzy, mrużyć oczy, a nawet unikać zadań wymagających dłuższego skupienia wzrokowego. Takie zachowania bywają bagatelizowane, a tymczasem są wyraźnym sygnałem, że wzrok wymaga kontroli. Warto pamiętać, że niekorygowana wada wzroku nie tylko utrudnia zdobywanie wiedzy, ale także może przyczyniać się do spadku motywacji czy obniżonej samooceny. Regularne badania u specjalisty to najprostszy sposób, aby zapobiegać tym trudnościom i wspierać rozwój dziecka w szkole.

Styl życia współczesnych uczniów sprzyja rozwojowi wad wzroku. Zamiast aktywności na świeżym powietrzu dominują zajęcia wymagające intensywnego patrzenia na przedmioty znajdujące się blisko. To właśnie długie godziny spędzane przy ekranach komputerów, smartfonów czy tabletów stanowią jedno z głównych wyzwań dla zdrowia oczu najmłodszych. Dodatkowo należy pamiętać, że predyspozycje genetyczne odgrywają tu ogromną rolę, ponieważ jeśli jedno z rodziców ma wadę wzroku, ryzyko, że pojawi się ona również u dziecka, znacząco rośnie – tłumaczy Sylwia Kijewska, optometrystka, ekspertka Hoya Lens Poland.

Należy podkreślić, że brak korekcji lub nieprawidłowo dobrana korekcja wady wzroku stanowi poważne obciążenie dla układu wzrokowego dziecka. W takich przypadkach dziecko próbuje wyrównać niedostatki widzenia, co z czasem może prowadzić do pogłębiania się wady. Jej niekontrolowany rozwój zwiększa ryzyko wystąpienia poważnych chorób oczu, takich jak zaćma, jaskra czy odwarstwienie siatkówki. Schorzenia te, jeśli pozostają niewykryte lub są zdiagnozowane zbyt późno, mogą prowadzić do znacznego, nieodwracalnego pogorszenia widzenia, a nawet do całkowitej utraty widzenia.

Jak dbać o wzrok?

Poza badaniami kontrolnymi, niezwykle ważne dla ochrony oczu są prozdrowotne nawyki. Jednym z nich jest aktywność na świeżym powietrzu. Według badań, spędzanie minimum dwóch godzin dziennie na zewnątrz może zmniejszyć ryzyko wystąpienia krótkowzroczności (najczęściej diagnozowanej wady wzroku wśród polskich dzieci) i spowolnić jej postęp. Ważne przy tym jest wybieranie form ruchu, które z jednej strony angażują wzrok do patrzenia w dal, a z drugiej są dopasowane do charakteru dziecka: spacery, rowerowe przejażdżki, zabawy z piłką czy obserwowanie przyrody… Ruch powinien być przyjemnością, nie obowiązkiem!

Warto także zadbać o odpowiednią ergonomię miejsca do nauki oraz regularne przerwy podczas korzystania z urządzeń cyfrowych. Pracując przy komputerze, dziecko powinno utrzymywać taką odległość od ekranu, by przy wyciągniętych rękach nie dotykać czubkami palców monitora. W przypadku telefonu lub tabletu ważne jest, aby co 20 minut zrobić przerwę, podczas której dziecko będzie aktywnie patrzyło w dal. Niezwykle istotne jest również zapewnienie właściwego oświetlenia w miejscu odrabiania lekcji, mając na uwadze zarówno natężenie, jak i barwę światła, które powinny sprzyjać koncentracji i równomiernie oświetlać zarówno biurko, jak i całe pomieszczenie.

Dobry wzrok to podstawa, by dziecko mogło dobrze funkcjonować w szkole i rozwijać swoje talenty. Dlatego regularne badania u specjalisty powinny być jednym z priorytetów rodziców, zwłaszcza na początku roku szkolnego. Warto pamiętać, że dobrze widzące dziecko ma nie tylko większą łatwość w nauce, ale także więcej pewności siebie, chętniej angażuje się w zajęcia i z większą radością odkrywa świat. Profilaktyka jest tutaj kluczem, ponieważ im wcześniej wykryjemy problem, tym szybciej możemy wdrożyć odpowiednie postepowanie i zadbać o przyszłość najmłodszych – podsumowuje Sylwia Kijewska, ekspertka Hoya Lens Poland.

Źródło: Komunikat Prasowy