Medicalpress
Problemy ze snem dotyczą już 41 proc. Polaków, a dla wielu osób głównym celem urlopu staje się dziś nie zwiedzanie, lecz regeneracja. Rosnąca popularność tzw. sleep tourism, czyli turystyki snu, pokazuje, że dobry sen staje się jednym z najcenniejszych elementów wypoczynku. Eksperci wskazują, że odpowiednio zaprojektowane miejsca noclegowe, ograniczenie bodźców i kontakt z naturą mogą realnie poprawiać jakość snu i wspierać zdrowie.

Profesjonalne materace, pościel z naturalnych włókien z regulacją temperatury, akustyczna izolacja pokojów, zaciemniające zasłony, konsultacje z somnologiem, kolacja bogata w tryptofan i magnez. A do tego obiekty, w których ciężko znaleźć telewizor, budzik i sygnał Wi-Fi. Turystyka snu obejmuje różne działania, które mają pomóc gościom się wyspać.

Polska w czołówce niewyspanych

Z badania UCE Research i ePsycholodzy.pl wynika, że 41% Polaków jest niezadowolonych z jakości swojego snu, a wynik ten od kilku lat utrzymuje się w przedziale 40-50%. Globalne badanie ResMed z 2025 roku, obejmujące ponad 30 tysięcy respondentów, ujawnia że chroniczny niedobór snu pozbawia nas średnio trzech nocy regenerującego odpoczynku tygodniowo. Jednocześnie 22% ludzi na świecie po prostu akceptuje złą jakość snu, nie szukając żadnej pomocy. Skala problemu przekłada się na dane ekonomiczne. Roczne koszty wynikające ze złej jakości snu Polaków to szacunkowo 8 mld zł, na co mogą składać się m.in. spadek produktywności, czy wydatki na leczenie.

Ciemność i dobry materac

Z badania Coherent Market Insights wynika, że aż 58% podróżujących z Polski deklaruje, iż sen jest głównym celem ich wakacji. Coraz częściej sen jako wartość oferują małe, kameralne miejsca noclegowe: domki w lesie bez telewizora, agroturystyki pensjonaty z lnianą pościelą i świeżym powietrzem, z dala od ruchliwych dróg i źródeł światła. Z danych platformy Slowhop wynika, że spośród ponad 2200 obiektów znajdujących się w bazie aż 195 miejsc to obiekty z dala od sąsiadów, a ponad 60% oferty stanowią domy i domki, czyli takie formy noclegu, które ze swojej natury sprzyjają ciszy i izolacji od bodźców. Dużym zainteresowaniem cieszą się też domki na drzewie: zawieszone nad ziemią, otoczone koronami drzew, w zupełnej ciemności i ciszy: trudno o lepsze warunki do regeneracyjnego snu.

– Stuprocentowa ciemność to nie jest rzecz oczywista. Mieszkańcy dużych miast często nie widzą nawet gwiazd, bo niebo jest zanieczyszczone światłem. W mieście lampy świecą przez całą noc, czasem tuż koło okna sypialni. Tymczasem na głębokiej wsi, w lesie, w naturze jest tak ciemno, że po zmroku nie widać własnej dłoni. Taki klimat, a do tego ruch, świeże powietrze, absolutna cisza, ograniczenie bodźców (w tym kontaktu telefonicznego) sprzyja odpoczynkowi. Jest mnóstwo obiektów, które stawiają na pościel z naturalnych materiałów, poduszki wypełnione gryką, opaski zaciemniające na oczy i inne akcesoria. Za granicą działania mające wpływać na regenerację idą znacznie dalej i obejmują też wyżywienie bogate w pierwiastki takie jak magnez, zioła wyciszające, a do tego warsztaty oddechowe, medytacje itd. To trend, który będzie się w Polsce coraz bardziej rozwijał – mówi Aleksandra Klonowska-Szałek, współtwórczyni platformy Slowhop.

Niebieskie światło

Czasem problemy ze snem mają głębsze podłoże i wymagają konsultacji ze specjalistą. Ale często wystarczy ograniczyć bodźce i zacząć od ekranu tabletu lub smartfona. Wieczorna ekspozycja na niebieskie światło tłumi produkcję melatoniny, czyli hormonu odpowiedzialnego za regulację rytmu snu i czuwania. Badania naukowców z University of Houston opublikowane w piśmie „Ophthalmic & Physiological Optics” pokazały, że samo zablokowanie niebieskiego światła wieczorem podniosło poziom melatoniny u uczestników eksperymentu średnio o 58%.To dobry wniosek na start.

Źródło: inf pras

Od 1 lipca 2026 r. obowiązują nowe przepisy upraszczające składanie dokumentów niezbędnych do uzyskania zasiłków z ubezpieczeń społecznych. Zmiany dotyczą przede wszystkim sposobu przekazywania wniosków i załączników oraz rozszerzają możliwość korzystania z dokumentów elektronicznych, które mają teraz taką samą moc prawną jak dokumenty papierowe. Celem nowelizacji jest ograniczenie formalności i przyspieszenie obsługi świadczeń przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Nowe regulacje wynikają z nowelizacji ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Nie zmieniają zasad przyznawania samych świadczeń ani kręgu osób uprawnionych do ich otrzymania. Zmienia się natomiast sposób składania dokumentów oraz ich obieg między ubezpieczonym, pracodawcą i ZUS.

Kto wypłaca zasiłek, ten decyduje o sposobie składania dokumentów

To, gdzie należy złożyć wniosek, nadal zależy od tego, kto jest płatnikiem zasiłku. Jeżeli pracodawca zgłasza do ubezpieczenia chorobowego więcej niż 20 osób, sam ustala prawo do zasiłku i wypłaca świadczenie swoim pracownikom. W takiej sytuacji ubezpieczony przekazuje dokumenty bezpośrednio pracodawcy. Jeżeli natomiast do ubezpieczenia chorobowego zgłoszonych jest maksymalnie 20 osób, płatnikiem zasiłku pozostaje ZUS. Wówczas dokumenty trafiają bezpośrednio do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wyjątkiem są zasiłki przysługujące po ustaniu ubezpieczenia, które również wypłaca ZUS.

Więcej możliwości składania wniosków

Najważniejszą zmianą jest rozszerzenie dopuszczalnych form przekazywania dokumentów. Jeżeli świadczenie wypłaca pracodawca, pracownik może złożyć wniosek:

Jeżeli zasiłek wypłaca ZUS, wniosek można przekazać:
Elektroniczne dokumenty z pełną mocą prawną

Jedną z najistotniejszych zmian jest zrównanie statusu dokumentów elektronicznych z papierowymi. Oznacza to, że dokumenty przekazane do ZUS elektronicznie są traktowane tak samo, jak własnoręcznie podpisane oryginały. Dotyczy to zarówno samych wniosków, jak i dokumentów przekazywanych przez płatników składek. Do wniosku można dołączyć oryginały dokumentów, kopie potwierdzone za zgodność z oryginałem lub elektroniczne kopie, np. skany.

Krótszy termin dla pracodawców

Przepisy przypominają również o obowiązku terminowego przekazywania dokumentacji do ZUS. Jeżeli świadczenie wypłaca Zakład Ubezpieczeń Społecznych, pracodawca powinien przekazać komplet dokumentów niezbędnych do ustalenia prawa do zasiłku w ciągu 7 dni od ich otrzymania od pracownika. Termin ten ma usprawnić rozpatrywanie spraw i skrócić czas oczekiwania na wypłatę świadczeń.

Mniej formalności, bez zmian w prawie do świadczeń

Nowelizacja ma przede wszystkim charakter organizacyjny. Ułatwia elektroniczny obieg dokumentów i eliminuje konieczność równoległego przesyłania części dokumentacji w wersji papierowej. Dla ubezpieczonych oznacza to mniej formalności, a dla pracodawców i ZUS – prostszy oraz szybszy proces obsługi wniosków.

Zmiany nie wpływają natomiast na zasady przyznawania zasiłków chorobowych, opiekuńczych, macierzyńskich czy świadczeń rehabilitacyjnych. Nadal decydujące znaczenie mają przepisy określające warunki nabycia prawa do świadczeń, natomiast od 1 lipca uproszczono wyłącznie sposób składania i przekazywania wymaganej dokumentacji.

Źródło: ZUS

Choć profilaktyka jest jednym z najważniejszych elementów ochrony zdrowia, większość Polaków uważa, że informacje o badaniach profilaktycznych i programach zdrowotnych nie docierają do nich w wystarczający sposób. Odpowiedzią na ten problem jest bezpłatny poradnik „Komunikacja dla zdrowia”, przygotowany przez Fundację Rak’n’Roll. Publikacja ma pomóc instytucjom, organizacjom i ekspertom tworzyć skuteczniejsze kampanie edukacyjne, które zachęcają do badań i wspierają zmianę nawyków zdrowotnych.
Trwała zmiana nawyków zdrowotnych Polaków zaczyna się od komunikacji, która jest dostępna, zrozumiała, dopasowana do odbiorcy i – co najważniejsze – motywuje do działania. Tymczasem, aż 73 proc. Polaków uznaje dostęp do informacji o inicjatywach zdrowotnych, programach profilaktycznych i kampaniach edukacyjnych za niewystarczający. Oznacza to, że informacje o zdrowiu zbyt rzadko docierają do odbiorców w sposób skuteczny i angażujący. W odpowiedzi na te potrzeby, z inicjatywy Fundacji Rak’n’Roll. Wygraj Życie! powstał poradnik „Komunikacja dla zdrowia. Jak mówić i pisać o profilaktyce chorób” – bezpłatna publikacja dla wszystkich podmiotów realizujących działania edukacyjne i kampanie społeczne dotyczące zdrowia: samorządów i organizacji im podległych, organizacji pozarządowych i pacjentów, towarzystw naukowych, uczelni wyższych i jednostek badawczych, instytucji i podmiotów klinicznych, stowarzyszeń branżowych i izb gospodarczych, pracodawców oraz agencji komunikacyjnych.

Poradnik opracowany przez naukowców, językoznawców, ekspertów komunikacji i marketingu oraz przedstawicieli Fundacji Rak’n’Roll ma jeden kluczowy cel: wspierać podmioty zajmujące się promocją zdrowia w tworzeniu komunikacji, która skutecznie dociera do odbiorców, zachęca do korzystania z badań profilaktycznych, realnie zmienia nawyki zdrowotne Polaków i wpływa na poprawę zdrowia publicznego.

„System ochrony zdrowia potrzebuje dziś przede wszystkim skutecznej profilaktyki – a za nią, nierozłącznie stoi dobrze zaplanowana edukacja. W tym kontekście stworzony przez nas poradnik  Komunikacja dla zdrowia staje się narzędziem wyjątkowo aktualnym, bo trwała zmiana nawyków zdrowotnych Polaków zaczyna się od komunikacji, która jest prosta, zrozumiała i dopasowana do odbiorcy, przełamuje bariery społeczne, odpowiada na potrzeby różnych grup – od młodzieży po seniorów – i sprawdza się zarówno lokalnie, jak i ogólnopolsko” – mówi Emilia Klimasara, koordynatorka projektu z ramienia Fundacji Rak’n’Roll.

Największą siłą publikacji jest różnorodność perspektyw i doświadczeń osób zaangażowanych w jej przygotowanie. Nad poradnikiem pracowali naukowcy, językoznawcy, eksperci komunikacji i marketingu społecznego oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych, dzięki czemu powstało narzędzie łączące wiedzę ekspercką z praktycznym podejściem do komunikacji i realnymi potrzebami odbiorców.

„W Fundacji Rak’n’Roll od wielu lat widzimy, że mimo ogromu pracy i dobrych intencji kampanii profilaktycznych, ich skuteczność często nie jest wystarczająca. Najczęściej nie wynika to z braku wiedzy, że badać się warto, ale z tego, jak mówimy o zdrowiu – zbyt skomplikowanym językiem, niedopasowaniem komunikatu do odbiorcy czy niewykorzystaniem narzędzi komunikacyjnych, które realnie wpływają na zmianę zachowań. Dlatego stworzyliśmy poradnik, który pokazuje, jak mówić prosto, jasno i angażująco, żeby komunikacja rzeczywiście działała” – dodaje Jacek Maciejewski z Fundacji Rak’n’Roll.

Co zawiera poradnik „Komunikacja dla zdrowia”?

„Zależało nam na stworzeniu praktycznego narzędziownika, dlatego publikacja zawiera najnowsze rekomendacje dotyczące prowadzenia skutecznych kampanii profilaktycznych, wskazówki, jak dostosowywać język i formę komunikatów do różnych grup odbiorców, omówienie stylów narracji i ich wpływu na odbiorców, praktyczne zasady prostego i zrozumiałego języka, przykłady dobrych i skutecznych praktyk komunikacyjnych, studia przypadków, listę sprawdzonych źródeł, z których warto czerpać dane, wiedzę i dobre praktyki, a także zestaw zasad >>do & don’t<<. Mamy nadzieję, że poradnik stanie się realnym wsparciem dla wszystkich podmiotów realizujących działania edukacyjne i kampanie społeczne dotyczące zdrowia oraz będzie zachętą do tworzenia komunikacji, która skutecznie dociera do odbiorców i motywuje do dbania o zdrowie” – dodaje Emilia Klimasara.

W poradniku poruszono również zagadnienia związane z budowaniem zaufania do nadawcy komunikatu, wykorzystywaniem emocji, humoru i groteski w przekazach zdrowotnych, a także doborem odpowiednich kanałów komunikacji i profilowaniem odbiorców.

Dla kogo powstała publikacja?

Poradnik może być wsparciem dla wszystkich, którzy chcą tworzyć skuteczne działania i kampanie profilaktyczne – od samorządów i instytucji realizujących lokalne programy zdrowotne, przez organizacje pozarządowe prowadzące działania edukacyjne, po agencje PR i reklamowe przygotowujące kampanie społeczne. Publikacja została przygotowana również z myślą o działach HR i CSR odpowiedzialnych za działania zdrowotne w firmach, instytucjach publicznych oraz wszystkich podmiotach zajmujących się promocją zdrowia i edukacją zdrowotną.

Bezpłatny poradnik dostępny jest na stronie: https://komunikacjadlazdrowia.pl

Źródło: PAP MediaRoom

Wysokie temperatury są groźne dla naszego organizmu; może dojść do udaru słonecznego i udaru cieplnego lub wyczerpania cieplnego – ostrzega resort zdrowia. Aby temu zapobiec, należy unikać nadmiernego nasłonecznienia i wypijać odpowiednią ilość płynów, najlepiej wody.

 
Alerty pogodowe z powodu upałów wydano w Europie m.in. we Francji, w Portugalii, we Włoszech i w Chorwacji. W Polsce bardzo gorąco ma być w weekend. Ekstremalne upały nadciągają nad południowo-zachodnie wybrzeże USA, z temperaturą ponad 38 st. C, zagrażając m.in. mieszkańcom aglomeracji Los Angeles i kibicom piłkarskich mistrzostw świata.

W związku z sytuacją pogodową przypominamy informacje Ministerstwa Zdrowia na temat potencjalnych zagrożeń dla zdrowia związanych z wysokimi temperaturami. Należą do nich udar słoneczny, udar cieplny oraz wyczerpanie cieplne.

Najbardziej znany jest udar słoneczny, nazywany też porażeniem słonecznym. Dochodzi do niego na skutek dużego i bezpośredniego nasłonecznienia, głównie głowy oraz karku. Pod wpływem promieni słonecznych działających na skórę głowy może nastąpić przekrwienie opon mózgowych oraz mózgu.

Objawem udaru słonecznego są bóle i zawroty głowy, zaczerwienie i poparzenie skóry oraz ogólny niepokój. W takiej sytuacji należy jak najszybciej przenieść się do chłodniejszego miejsca. Pomagają zimne lub wilgotne okłady na głowę, pomocne są także chłodne kąpiele. Nie zaleca się jednak przykładania lodu, bo grozi to wystąpieniem szoku cieplnego – informuje Ministerstwo Zdrowia.

W razie omdlenia i utraty przytomności trzeba natychmiast wezwać pomoc medyczną. Konieczne może być leczenie szpitalne, szczególnie wtedy, gdy dojdzie do powikłań i niezbędna jest obserwacja. Udar słoneczny nie mija od razu, na ogół trwa od kilkunastu godzin do nawet kilku dni.

Do udaru cieplnego (porażenia cieplnego) dochodzi po dłuższym okresie narażenia całego ciała na wysokie temperatury, na przykład podczas opalania, szczególnie w godzinach od 10.00 do 14.00, kiedy promieniowanie słoneczne jest najbardziej intensywne. Sprzyja temu wysoka wilgotność powietrza i brak ruchu powietrza (lub bardzo mały ruch powietrza). „Temperatura ciała jest wtedy tak wysoka, że organizm nie jest w stanie samodzielnie jej obniżyć” – wyjaśnia Ministerstwo Zdrowia.

Temperatura ciała może wzrosnąć powyżej 39 st. C, a nawet do 41 st., znacznie powyżej tej, która dla naszego organizmu jest optymalna. Najbardziej jest to groźne dla małych dzieci i niemowląt, które nie mają wykształconych mechanizmów termoregulacji, a także dla osób starszych oraz tych z chorobami przewlekłymi. Na udar cieplny narażone są także osoby młode i zdrowe, ale uprawiające intensywnie sport w czasie upałów.

Objawem udaru cieplnego – poza wysoką temperaturą ciała – jest gorąca, czerwona i sucha lub wilgotna skóra oraz szybkie i dobrze wyczuwalne tętno (bicie serca), a także krótki oddech i skurcze mięśni. „Możliwa jest utrata przytomności” – ostrzega Ministerstwo Zdrowia.

Podobnie jak w przypadku udaru słonecznego, w takiej sytuacji należy przenieść się w chłodne miejsce, a jeśli nie jest to możliwe samodzielnie – konieczna jest pomoc innych osób. Niezbędne jest schłodzenie ciała, najlepiej zimnymi okładami. Można zastosować zimne kąpiele lub zimny prysznic. Gdy chory jest przytomny, pomocne jest wypijanie większej ilości chłodnych płynów, w małych porcjach, najlepiej niegazowanej wody.

Ministerstwo Zdrowia zaleca na swej stronie internetowej, żeby w razie wystąpienia takich objawów bezzwłocznie wezwać pomoc, ponieważ jeśli nie zostanie ona udzielona w odpowiednim czasie – może dojść do śpiączki, a nawet śmierci.

Podczas upałów zdarza się także wyczerpanie cieplne. Ma ono jednak inny mechanizm niż udar cieplny czy tym bardziej udar słoneczny. Do wyczerpania cieplnego dochodzi pod wpływem długiego przebywania na słońcu, ale wtedy, gdy w organizmie następuje nadmierna utrata płynów i soli. „Spada wówczas ciśnienie tętnicze krwi, co powoduje uczucie silnego zmęczenia” – zwraca uwagę MZ.

Objawami są: zwiększona potliwość, brak sił, zimna, blada i wilgotna skóra, szybkie albo słabo wyczuwalne tętno, nudności lub wymioty oraz zasłabnięcie. Należy wtedy przenieść się w chłodniejsze miejsce, najlepiej położyć się i rozluźnić ubranie, zastosować zimne okłady na całym ciele i wypijać wodę małymi łykami. Jednak w razie wymiotów należy udać się do lekarza.

Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że jeśli osoba z objawami wyczerpania cieplnego wystarczająco szybko zostanie przeniesiona w chłodniejsze miejsce i napije się wody, powinna poczuć się lepiej. „Jeśli jednak w ciągu pół godziny złe samopoczucie nie minie, istnieje podejrzenia udaru cieplnego” – ostrzega. Wtedy należy bezzwłocznie wezwać pomoc medyczną.

Aby chronić organizm przed upałem, Narodowy Fundusz Zdrowia zaleca: ograniczyć przebywanie w pełnym słońcu, pić dużo wody, najlepiej niegazowanej; pamiętać o lekkich, regularnych posiłkach, stosować kremy z filtrem UV, korzystać z nakrycia głowy i okularów przeciwsłonecznych z filtrem; unikać nadmiernego wysiłku fizycznego, który może doprowadzić do odwodnienia i utraty minerałów; nie zostawiać dzieci i zwierząt w aucie; unikać alkoholu, ponieważ odwadnia to organizm; nosić jasną, lekką i przewiewną odzież oraz starać się nie wychodzić z domu.

Źródło: Nauka w Polsce

Wiedza społeczeństwa na temat mikrobiomu wciąż nie nadąża za postępem naukowym. Jak pokazują wyniki badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, przeprowadzonego przez Instytut Mikrobioty Biocodex i Ipsos, choć niemal trzy czwarte respondentów deklaruje, że słyszało o mikrobiomie, wiele osób nie zna jego znaczenia dla zdrowia, przebiegu chorób czy skuteczności leczenia.
Dodatkowo blisko połowa badanych nigdy nie otrzymała informacji czym jest mikrobiom i jakie pełni funkcje od specjalistów opieki zdrowotnej – mimo że to właśnie im pacjenci ufają najbardziej. Z okazji Światowego Dnia Mikrobiomu, obchodzonego 27 czerwca, eksperci apelują o większą edukację społeczeństwa w zakresie wpływu mikrobiomu na zdrowie człowieka.

Mikrobiom to nie tylko jelita

Według wyników najnowszej edycji badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, 72% respondentów deklaruje, że słyszało o mikrobiomie, jednak tylko 24% twierdzi, że dokładnie wie, czym on jest. Najbardziej rozpoznawalnym pojęciem jest mikrobiom jelitowy, o którym słyszało 63% badanych. Znacznie mniej osób zna pojęcia związane z mikrobiomem jamy ustnej (52%), pochwy (51%), skóry (50%), układu moczowego (46%), uszu, nosa i gardła (45%) czy płuc (44%). Jedynie 32% respondentów deklaruje znajomość wszystkich tych rodzajów mikrobiomu, a zaledwie 7% twierdzi, że dokładnie rozumie każde z tych pojęć.

Warto wiedzieć, że choć mikrobiom najczęściej kojarzony jest właśnie z układem pokarmowym, mikroorganizmy zasiedlają również skórę, jamę ustną, drogi moczowe czy układ oddechowy. Coraz więcej badań wskazuje, że ich rola nie ogranicza się wyłącznie do wspierania procesów trawiennych, ale może mieć znaczenie dla funkcjonowania całego organizmu. Mimo to społeczna percepcja mikrobiomu nadal koncentruje się jednak głównie wokół jelit.

Nauka odkrywa coraz więcej, świadomość społeczna nie nadąża

Respondenci stosunkowo dobrze rozumieją podstawowe zależności związane z mikrobiomem. Większość wie, że sposób odżywiania wpływa na jego równowagę (79%), a antybiotyki mogą oddziaływać na mikrobiom (71%). Coraz więcej dowodów naukowych wskazuje jednak na znacznie szersze znaczenie mikrobiomu dla zdrowia człowieka.

Tymczasem jedynie 40% badanych poprawnie oceniło zależność pomiędzy mikrobiomem a odpowiedzią organizmu na leczenie przeciwnowotworowe. Jeszcze mniej osób wykazało prawidłową wiedzę dotyczącą związku mikrobiomu z niektórymi chorobami alergicznymi – poprawnej odpowiedzi udzieliło zaledwie 23% respondentów.

Jeszcze kilka lat temu mikrobiom był tematem znanym głównie naukowcom. Dziś staje się jednym z ważniejszych obszarów współczesnej medycyny, ponieważ jego znaczenie dostrzega się w coraz większej liczbie dziedzin – od gastroenterologii po onkologię czy alergologię. Wyniki badania pokazują jednak, że wiedza społeczeństwa nie rozwija się w tym samym tempie co nauka, dlatego równie ważne jak prowadzenie kolejnych badań jest przekładanie ich wyników na praktyczną wiedzę pacjentów – mówi dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca, przedstawicielka Biocodex Microbiota Foundation.

Lekarze cieszą się największym zaufaniem, ale edukacja nadal jest niewystarczająca

Aż 94% respondentów wskazuje przedstawicieli zawodów medycznych (lekarzy, farmaceutów, pielęgniarki) jako jedne z najbardziej zaufanych źródeł informacji o mikrobiomie, w tym 79% wskazało ich na pierwszym miejscu. Jednocześnie tylko połowa badanych deklaruje, że kiedykolwiek otrzymała od pracownika ochrony zdrowia choć jedną informację dotyczącą mikrobiomu. Co więcej, odsetek ten spadł o 5 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim rokiem.

Wyniki badania pokazują, że potencjał edukacyjny gabinetów lekarskich nadal nie jest w pełni wykorzystywany. Tymczasem to właśnie lekarze, farmaceuci i inni przedstawiciele zawodów medycznych mogą odgrywać kluczową rolę w przekazywaniu rzetelnej wiedzy na temat znaczenia mikrobiomu dla zdrowia – komentuje dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca, przedstawicielka Biocodex Microbiota Foundation.

Antybiotyki i mikrobiom – temat, o którym nadal mówi się za mało

Potrzebę większej edukacji widać również w kontekście antybiotykoterapii. Tylko 25% respondentów deklaruje, że podczas ostatniego przepisywania antybiotyku otrzymało od lekarza komplet informacji dotyczących możliwych konsekwencji dla mikrobiomu oraz sposobów ograniczania ich negatywnego wpływu.

Zaledwie 36% badanych otrzymało wskazówki dotyczące ograniczania niekorzystnego wpływu antybiotykoterapii na mikrobiom, a 39% zostało poinformowanych, że stosowanie antybiotyków może zaburzać jego równowagę.

Światowy Dzień Mikrobiomu okazją do rozmowy o zdrowiu

Światowy Dzień Mikrobiomu, obchodzony 27 czerwca, staje się pretekstem do zwrócenia uwagi na rosnącą lukę między postępem nauki a poziomem wiedzy społecznej w tym obszarze. Wyniki Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty pokazują, że choć mikrobiom coraz częściej obecny jest w debacie naukowej i medycznej, jego znaczenie dla zdrowia człowieka nadal pozostaje niedostatecznie rozpoznane przez pacjentów.

Źródło: inf pras

Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza do edukacji, ale tym razem nie ma zastąpić nauczyciela, lecz ułatwić mu pracę. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu we współpracy z Connect 4 Kids rozwija bezpłatnego Asystenta AI, który będzie opierał się wyłącznie na zweryfikowanej wiedzy ekspertów. Narzędzie ma pomóc w przygotowywaniu lekcji, odpowiadaniu na pytania uczniów oraz prowadzeniu zajęć z edukacji zdrowotnej zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu oraz Connect 4 Kids pracują nad bezpłatnym narzędziem dla nauczycieli edukacji zdrowotnej. Asystent AI, dostępny na platformie thekidly.com, będzie korzystał z treści publikacji „Edukacja zdrowotna. Podręcznik dla nauczycieli”, opracowanej przez ekspertów UMW. Narzędzie ma ułatwiać przygotowywanie zajęć, szybkie wyszukiwanie sprawdzonych informacji i odpowiadanie na pytania uczniów.

Projekt jest kontynuacją działań Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu na rzecz wsparcia nauczycieli realizujących nowy przedmiot w szkołach. Po przygotowaniu podręcznika UMW rozpoczął współpracę z Connect 4 Kids nad rozwiązaniem, które pomoże w praktycznym wykorzystywaniu eksperckiej wiedzy w codziennej pracy szkolnej.

Publikacja „Edukacja zdrowotna. Podręcznik dla nauczycieli” porządkuje zagadnienia z zakresu zdrowia fizycznego, psychicznego, społecznego i środowiskowego oraz pomaga prowadzić zajęcia w sposób odpowiedzialny, nowoczesny i oparty na dowodach naukowych. Jej treści będą stanowić podstawę działania Asystenta AI.

Nowe narzędzie ma wspierać nauczycieli w pracy z tematami dotyczącymi zdrowia: od wyszukiwania informacji, przez przygotowanie do lekcji, po prowadzenie rozmów z uczniami. W kolejnych etapach projekt będzie rozwijany o funkcje generowania scenariuszy zajęć, kart pracy oraz innych materiałów pomocniczych.

W praktyce szkolnej nauczyciele coraz częściej mierzą się z pytaniami i wątpliwościami uczniów, którzy czerpią informacje o zdrowiu z internetu i mediów społecznościowych. Asystent AI ma pomagać w ich porządkowaniu, korzystając wyłącznie z materiałów przygotowanych przez UMW. Odpowiedzi generowane przez narzędzie będą powiązane z publikacją, a system wskaże fragment, z którego pochodzi dana informacja. Dzięki temu nauczyciel otrzyma nie tylko syntetyczne wyjaśnienie, lecz także konkretny punkt odniesienia do dalszej rozmowy z uczniami.

– Asystent AI nie zastępuje nauczyciela, ale może wspierać go w przygotowaniu zajęć i w rozmowie z uczniami o zdrowiu. Dla nas ważne jest przede wszystkim to, by nowe technologie wzmacniały rolę nauczyciela, a nie ją marginalizowały. Edukacja zdrowotna wymaga zaufania, uważności i odpowiedzialności, a więc kompetencji, których nie da się sprowadzić do algorytmu. Sztuczna inteligencja może natomiast pomóc uporządkować wiedzę, oszczędzić czas i dać nauczycielowi większą pewność, że w trudnych tematach opiera się na rzetelnych podstawach – mówi Jakub Sojka, dyrektor Centrum Transferu Technologii UMW.

Rozwiązanie będzie rozwijane etapowo. Pierwszy działający prototyp planowany jest na koniec lipca. W sierpniu z narzędziem ma zapoznać się grupa nauczycieli, która przekaże twórcom informacje zwrotne. Uwagi praktyków zostaną wykorzystane przy dalszym dopracowywaniu platformy, tak aby odpowiadała na potrzeby szkół wraz z początkiem roku szkolnego.

Z Asystenta AI będzie można korzystać bezpłatnie na stronie thekidly.com, bez instalowania dodatkowej aplikacji. Narzędzie będzie dostępne zarówno dla nauczycieli, którzy chcą używać go indywidualnie, jak i dla całych placówek.

– Zależy nam na tym, aby nauczyciel otrzymywał odpowiedź opartą na sprawdzonym źródle, a nie przypadkowy wynik wygenerowany na podstawie nieznanych treści. Dlatego model będzie pracował na publikacji UMW i pomagał szybko odnaleźć informacje potrzebne podczas lekcji. Chcemy rozwijać to rozwiązanie wspólnie z nauczycielami, słuchając ich uwag i obserwując, które funkcje są dla nich najbardziej przydatne – podkreśla Rafał Gromek z Connect 4 Kids.

Inicjatywa ma charakter niekomercyjny. Connect 4 Kids odpowiada za zaprojektowanie, wdrożenie i utrzymanie Asystenta AI, natomiast Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu zapewnia podstawę merytoryczną oraz nadzór ekspercki nad zakresem wiedzy wykorzystywanej przez narzędzie.

Twórcy przewidzieli też mechanizmy ograniczające ryzyko generowania nieprecyzyjnych odpowiedzi przez sztuczną inteligencję. Jednym z nich jest rozwiązanie typu RAG, czyli mechanizm, w którym model tworzy odpowiedź na podstawie wyszukanych fragmentów wskazanego źródła. W praktyce oznacza to, że Asystent AI ma opierać się na treściach publikacji UMW, a nie na przypadkowych lub niezweryfikowanych materiałach.

Źródło: inf pras

Podczas 2. Forum Zdrowia Kobiet, które 18 i 19 czerwca 2026 r. odbyło się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, dyskutowano o tym, jak skuteczniej odpowiadać na potrzeby zdrowotne kobiet na różnych etapach życia. O interdyscyplinarnym podejściu do kwestii profilaktyki i diagnostyki, leczenia i opieki długoterminowej debatowali lekarze, eksperci systemowi, przedstawiciele środowisk naukowych, klinicznych i organizacji pacjenckich. Ton rozmowom panelowym nadało przemówienie ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, w którym zaapelowała: „Zdrowie kobiet to wspólna odpowiedzialność administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Tylko pracując razem możemy tworzyć rozwiązania, które będą skuteczne, dostępne i odpowiadające na rzeczywiste potrzeby”. W wydarzeniu wzięło udział blisko 500 osób.
Forum Zdrowia Kobiet po raz kolejny było przestrzenią rozmowy o medycynie, systemie ochrony zdrowia i praktyce klinicznej w obszarach, które bezpośrednio wpływają na jakość życia kobiet. Tegoroczną edycję pod hasłem: Połączone perspektywy zainaugurowała swoim wystąpieniem ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która wskazała, że zdrowie kobiet powinno być traktowane nie jako jeden z wielu wycinków polityki zdrowotnej, lecz jako jej fundament. Podkreśliła, że forum ma szczególne znaczenie, ponieważ łączy perspektywy pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, administracji publicznej, ekspertów i wszystkich osób współtworzących system opieki.
– Dzisiejsze forum ma wyjątkowy charakter, ponieważ łączy różne perspektywy: kobiet jako pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, a także wszystkich osób, które na co dzień budują system opieki. I właśnie to łączenie perspektyw jest dziś kluczowe. Zdrowie kobiet nie może być postrzegane fragmentarycznie. Powinno być traktowane w sposób ciągły, skoordynowany i oparty na całym cyklu naszego życia. Za długo funkcjonowaliśmy w modelu, w którym objawy zgłaszane przez kobiety bywały bagatelizowane. Zbyt często słyszały one: „taka pani uroda”. Dziś naszym zadaniem jest odejście od tego podejścia i zastąpienie go systemową odpowiedzią opartą na wiedzy, empatii i szybkim działaniu. Nie możemy również mówić o zdrowiu kobiet bez uwzględnienia zdrowia psychicznego. To obszar, który przez lata pozostawał niedostatecznie widoczny, a który ma ogromny wpływ na jakość życia, zarówno w okresie macierzyństwa, jak i w innych momentach naszego życia – powiedziała ministra zdrowia.
Szefowa resortu zdrowia zauważyła, że zdrowie kobiet jest wspólną odpowiedzialnością administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Na koniec swojego wystąpienia podkreśliła:
– Chciałabym, aby efektem tego forum była nie tylko wymiana doświadczeń, ale także konkretne kierunki działań. Takie, które przełożą się na codzienność pacjentek, na ich poczucie bezpieczeństwa, sprawczości i zaufania do systemu, bo zdrowie kobiet to zdrowie społeczeństwa.
Zdrowie kobiet ponad specjalizacjami
Dyskusja inauguracyjna 2. Forum Zdrowia Kobiet była poświęcona jednej z najważniejszych zmian, jakiej wymaga dziś rozmowa o zdrowiu kobiet: odejściu od bagatelizowania objawów na rzecz systemowej, skoordynowanej i interdyscyplinarnej odpowiedzi. Uczestnicy debaty rozmawiali o tym, jak budować model opieki, w którym pacjentka szybciej trafia na właściwą ścieżkę diagnostyczną, ma dostęp do profilaktyki i wczesnego wykrywania chorób, a jej potrzeby są widziane w perspektywie całego życia – od wieku reprodukcyjnego, przez ciążę i połóg, po menopauzę, starzenie się i opiekę długoterminową.
Prof. dr hab. n. med. Ewa Barcz, ginekolog-położnik, kierowniczka Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Medycznego CM UKSW, Międzyleski Szpital Specjalistyczny w Warszawie, wiceprezeska Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, zwróciła uwagę na choroby dna miednicy – obszar wciąż niedostatecznie obecny w debacie publicznej, edukacji medycznej i organizacji opieki.
– Choroby dna miednicy dotyczą około 30 proc. dorosłych kobiet, a po 50. roku życia – połowy populacji kobiet. To nie jest wyłącznie nietrzymanie moczu, lecz cały zakres problemów obejmujących dolny odcinek układu moczowego, przewodu pokarmowego, narządy miednicy, zespoły bólowe czy zaburzenia statyki. Tymczasem ten obszar nie jest właściwie obecny ani w szkoleniu przeddyplomowym ani podyplomowym. Nie mamy wystarczającego systemu kształcenia, a skutki ponoszą pacjentki i cały system ochrony zdrowia – mówiła Ewa Barcz.
Znaczenie profilaktyki onkologicznej i koordynacji opieki podkreślił prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, pełnomocnik dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii ds. Wdrożenia Krajowej Sieci Onkologicznej. Wskazywał, że mimo postępu w diagnostyce i leczeniu celem powinno być wykrywanie chorób na wcześniejszych etapach oraz zwiększenie zgłaszalności na badania profilaktyczne.
– Jako onkolog chciałbym, aby przypadków onkologicznych było jak najmniej i aby kobiety nie trafiały do leczenia zbyt późno. Mamy profilaktykę, ale pytanie brzmi, jak z niej korzystamy. W przypadku raka piersi z badań korzysta około 30 proc. uprawnionych osób, a wcześniej wykryta choroba daje realną szansę na skuteczne leczenie. Krajowa Sieć Onkologiczna porządkuje proces i wzmacnia koordynację, ale system będzie skuteczny tylko wtedy, gdy pacjentki i pacjenci będą aktywnie korzystać z profilaktyki – mówił Mariusz Bidziński.
– Profilaktyka to przede wszystkim relacje. Położne są wciąż kojarzone głównie z okresem okołoporodowym, tymczasem mogą prowadzić edukację zdrowotną, wspierać profilaktykę onkologiczną i uroginekologiczną, opiekę przedkoncepcyjną czy kobiety w okresie transformacji menopauzalnej. Mamy bardzo dobrze wykształconą grupę zawodową i powinniśmy korzystać z tego potencjału. Potrzebne są jednak konkretne działania systemowe oraz finansowanie – akcentowała prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultantka krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego, kierowniczka Zakładu Opieki Specjalistycznej w Położnictwie Katedry Rozwoju Położnictwa, Uniwersytet Medyczny w Lublinie.
Prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta, kierowniczka Katedry Zdrowia Kobiety Zakładu Zdrowia Reprodukcyjnego i Seksuologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, uwydatniła dwa niedostatecznie zaopiekowane obszary: opiekę ginekologiczną nad dziewczynkami i kobietami z niepełnosprawnościami oraz ginekologię dziecięcą oraz dziewczęcą.
– Dziewczynka czy kobieta z niepełnosprawnością intelektualną powinna mieć dostęp do takiej samej edukacji zdrowotnej jak osoba sprawna intelektualnie. Dotyczy to miesiączki, higieny, szczepień przeciw HPV, bezpieczeństwa, chorób przenoszonych drogą płciową czy antykoncepcji. Drugi obszar to ginekologia dziecięca i dziewczęca, gdzie coraz częściej widzimy przedwczesne dojrzewanie, zaburzenia miesiączkowania oraz otyłość. W tej opiece mamy zawsze dwóch pacjentów: dziecko i matkę – mówiła.
Na znaczenie znajomości praw pacjenta, prostszej komunikacji dotyczącej profilaktyki oraz przeciwdziałania dezinformacji medycznej wskazywała dr n. med. Maria Jessa-Jabłońska, zastępczyni Rzecznika Praw Pacjenta.
– Jeżeli pacjenci znają swoje prawa, łatwiej poruszają się w systemie ochrony zdrowia. Potrzebują też prostej informacji i jasnej komunikacji – przez SMS, e-mail, aplikację, lekarza POZ czy medycynę pracy. Drugim bardzo ważnym problemem jest dezinformacja medyczna i praktyki osób, które zachęcają pacjentów do korzystania z produktów lub procedur niepotwierdzonych naukowo, często odciągając ich od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną – zaznaczyła.
Marta Nowacka, prezeska Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, prezeska Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich, zwróciła uwagę, że poza opieką nad kobietą w ciąży wiele obszarów zdrowia kobiet nadal nie ma wystarczającej koordynacji. Dotyczy to m.in. uroginekologii, ale także wsparcia kobiet pełniących role opiekunek wobec chorych członków rodzin.
– Mamy dziś mocno rozwiniętą opiekę nad kobietą w ciąży, planującą ciążę i po porodzie. Natomiast później wiele problemów kobiet jakby przestaje istnieć w systemie. Uroginekologia nadal jest tematem tabu, a pacjentki często nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Poza onkologią wciąż brakuje realnej koordynacji opieki. Każdy obszar zdrowia kobiet wymaga tak kompleksowej pracy, jaką wykonano w przypadku opieki nad kobietą w ciąży – mówiła Marta Nowacka.
Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch, konsultantka wojewódzka ds. epidemiologii dla województwa mazowieckiego, prodziekan ds. programów i jakości kształcenia, kierowniczka Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, sekretarz Rady Sanitarno-Epidemiologicznej przy Głównym Inspektorze Sanitarnym, wskazała na niewykorzystany potencjał szczepień jako narzędzia profilaktyki.
– Wszystkie szczepienia rekomendowane kobietom w ciąży, czyli przeciw grypie, krztuścowi i RSV, są bezpłatne. To bardzo dobry krok, ale mimo zniesienia bariery finansowej realizacja tych szczepień nadal pozostawia wiele do życzenia. Potrzebujemy edukacji pacjentek i personelu medycznego. Ważną rolę mogą odegrać szkoły rodzenia i położne, bo decyzje dotyczące zdrowia wciąż w dużej mierze zapadają na podstawie rekomendacji lekarza, położnej czy innego przedstawiciela personelu medycznego – zauważyła. Ekspertka podkreśliła, że bezpłatne szczepienia dla kobiet w ciąży są ważnym rozwiązaniem, ale zgłaszalność pozostaje zbyt niska.
Prof. Grażyna Iwanowicz-Palus zwróciła również uwagę na prawa kobiet w opiece okołoporodowej oraz temat przemocy seksualnej i przemocy w relacjach intymnych.
– Kobieta ma zapisane prawo wyboru miejsca porodu, również w warunkach pozaszpitalnych, ale przez lata był to w dużej mierze martwy zapis, bo taka decyzja oznaczała samodzielne ponoszenie kosztów. Ważnym, wciąż niedostatecznie zaopiekowanym tematem pozostaje też przemoc seksualna i przemoc w relacjach intymnych, która w dużej mierze dotyczy kobiet – mówiła.
Rekomendacje i kierunek działań
W części poświęconej rekomendacjom uczestnicy debaty wskazywali przede wszystkim na potrzebę lepszej edukacji medycznej, koordynacji opieki, wzmacniania profilaktyki, przeciwdziałania dezinformacji oraz budowania zaufania do medycyny opartej na faktach.
Prof. Ewa Barcz jako najpilniejsze działanie wskazała stworzenie systemu edukacji podyplomowej i specjalizacji szczegółowej z uroginekologii.
– W chorobach dna miednicy jesteśmy w szczerym polu. Trzeba zacząć od edukacji lekarzy. Od lat powtarzam, że potrzebujemy specjalizacji szczegółowej z uroginekologii. Nie musi być kilku tysięcy uroginekologów – wystarczy kilkudziesięciu specjalistów i wyspecjalizowane ośrodki, które będą odpowiadały na realne potrzeby demograficzne kobiet – mówiła.
Prof. Mariusz Bidziński podkreślił, że opieka nad zdrowiem kobiet powinna obejmować cały cykl życia: od edukacji młodzieży, przez profilaktykę nowotworową oraz zdrowy styl życia, po menopauzę, geriatrię i wsparcie seniorek.
– Patrząc na zdrowie kobiet, powinniśmy myśleć o całym cyklu życia. U młodzieży kluczowa jest edukacja i szczepienia przeciw HPV, u kobiet dorosłych – badania profilaktyczne i zdrowy styl życia, w okresie menopauzalnym – rzetelna informacja, a u osób starszych – odpowiedź na samotność, depresję i wielochorobowość. Demografia pokazuje, że system musi wzmacniać geriatrię i opiekę nad seniorkami – mówił profesor.
Dr Maria Jessa-Jabłońska rekomendowała traktowanie profilaktyki jako stałego działania systemowego oraz rozwijanie narzędzi komunikacji z pacjentami, w tym infolinii i helpline’ów.
– Profilaktyka to działania systemowe, a nie tylko pojedyncze akcje. Powinna być wspierana przez skuteczną komunikację i prostą informację. Bardzo ważne jest także przeciwdziałanie antymedycynie, czyli osobom i podmiotom, które oszukują pacjentów, oferując produkty lub procedury bez działania leczniczego. Ważnym narzędziem kontaktu z obywatelami jest całodobowa infolinia Rzecznika Praw Pacjenta – zaznaczyła
Marta Nowacka wskazała na konieczność przeniesienia doświadczeń z opieki koordynowanej na kolejne obszary zdrowia kobiet.
– Ochrona zdrowia musi zauważyć problem uroginekologii. Mamy doświadczenia w koordynowanej opiece nad kobietą w ciąży, Krajową Sieć Onkologiczną czy Krajową Sieć Kardiologiczną i w tym duchu powinniśmy iść z kolejnymi zmianami. Pacjentka powinna być leczona kompleksowo, zgodnie z przebiegiem choroby i realnymi potrzebami, a nie traktowana wyłącznie jako procedura – wyjaśniła
Według prof. Violetty Skrzypulec-Plinty należy dążyć do odbudowy zaufania do medycyny, ochrony personelu medycznego przed hejtem oraz prostego komunikowania pacjentom, co jest sprawdzone i bezpieczne.
– Uczmy się podejścia do pacjenta, którego nie zastąpi sztuczna inteligencja. Mówmy jasno, co jest sprawdzone medycznie, opierajmy się na faktach i autorytetach. Musimy odbudować zaufanie do lekarzy i całego personelu medycznego oraz pokazywać codzienną, często niewidoczną pracę medycyny – mówiła ekspertka.
– Potrzebujemy systemowego podejścia do dezinformacji i fake newsów. W szczepieniach pytanie nie brzmi, czy kryzys się pojawi, tylko kiedy się pojawi, dlatego system musi być przygotowany wcześniej. Ważne jest też monitorowanie efektów programów zdrowotnych oraz mocniejsze włączenie profilaktyki i promocji zdrowia do kształcenia przed- i podyplomowego zawodów medycznych – podkreśliła prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch.
Wątki, które wybrzmiały podczas inauguracji, znalazły rozwinięcie w kolejnych sesjach 2. Forum Zdrowia Kobiet. Eksperci rozmawiali m.in. o opiece okołoporodowej, płodności i niepłodności, onkologii kobiecej, endometriozie, migrenie, zdrowiu seksualnym, zaburzeniach dna miednicy, zdrowiu psychicznym, menopauzie, profilaktyce, szczepieniach, a także o zdrowiu dziewczynek i nastolatek, wielochorobowości oraz sytuacjach wymagających szczególnej uważności systemu, takich jak przemoc seksualna czy trudne, nieoczywiste przypadki kliniczne. Wspólnym mianownikiem tych debat była potrzeba lepszej koordynacji opieki, skuteczniejszej edukacji zdrowotnej i odejścia od punktowych interwencji na rzecz spojrzenia na zdrowie kobiet w perspektywie całego życia.
Warsztaty profilaktyczne
Jolanta Milas i Andżelika Misiura, ambasadorki Różowego Patrolu, przeprowadziły podczas Forum Zdrowia Kobiet warsztaty na temat tego, jak w praktyce zadbać o wczesne wykrywanie raka piersi. Różowy Patrol to ogólnopolska inicjatywa profilaktyczna oparta na pracy ambasadorek-wolontariuszek. W ramach lokalnych klubów docierają one z edukacją zdrowotną do kobiet w całej Polsce: na wydarzeniach, spotkaniach kół gospodyń, w klubach seniora i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest rozmowa o profilaktyce. Ich działania koncentrują się na edukowaniu, motywowaniu i wspieraniu kobiet, a także zachęcaniu ich do regularnego samobadania piersi oraz praktycznej nauce, jak wykonywać je prawidłowo.
Forum Zdrowia Kobiet spełniało kryteria Infarmy oraz standardy etyczne Kodeksów Etyki Izby POLMED i MedTech Polska.
 
Organizatorem Forum Zdrowia Kobiet jest Grupa PTWP.
Grupa PTWP prowadzi działalność w obszarze zintegrowanych rozwiązań w zakresie komunikacji i nowych mediów. Jej aktywność skupia się na rynku internetowym i wydawaniu branżowych portali, m.in.: rynekzdrowia.pl, wnp.pl, portalsamorzadowy.pl, pulsHR.pl.
Grupa PTWP zajmuje się także organizacją kongresów, konferencji i wydarzeń na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym – European Economic Congress (EEC) – jedną z najbardziej prestiżowych imprez odbywających się w Europie Centralnej.
W skład Grupy PTWP wchodzi także spółka PTWP Event Center zarządzająca Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Halą Widowiskowo-Sportową Spodek w Katowicach.
W 2024 roku PTWP SA przeniosła swoje notowania na główny rynek GPW w Warszawie.
W grudniu 2025 roku Grupa PTWP sfinalizowała transakcję, obejmując większościowy pakiet 56,82% akcji Gremi Media – wydawcy tytułów „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W styczniu 2026 r. Grupa PTWP przejęła 100% udziałów w spółce Elamed, wydawcy czasopism i portali branżowych.
Zapraszamy do odwiedzenia: www.ptwp.pl
Zapraszamy na stronę: https://www.forumzdrowiakobiet.pl/pl/
Polska onkologia odnotowała kolejny ważny sukces na arenie międzynarodowej. Prof. Iwona Ługowska, ekspertka w dziedzinie onkologii precyzyjnej i badań klinicznych, objęła funkcję prezydenta Organisation of European Cancer Institutes (OECI) na lata 2026–2029. To pierwsza kobieta z Polski i pierwsza Polka od niemal trzech dekad, która stanęła na czele organizacji wyznaczającej standardy jakości i współpracy w europejskiej onkologii.
Prof. Iwona Ługowska, Pełnomocnik Dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego ds. Współpracy Międzynarodowej oraz kierownik Centrum Doskonałości Medycyny Precyzyjnej, 19 czerwca objęła funkcję prezydenta Organisation of European Cancer Institutes (OECI) na lata 2026–2029.  Prof. Ługowska jest pierwszą Polką na czele OECI. W latach 1997–1999 funkcję prezydenta OECI pełnił prof. Andrzej Kułakowski, nestor polskiej onkologii, współtwórca polskiej chirurgii onkologicznej i wieloletni dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Historyczny moment podczas warszawskich Oncology Days

OECI, czyli Organisation of European Cancer Institutes, to organizacja non-profit utworzona w 1979 roku, której misją jest walka z nierównościami w dostępie do diagnostyki i opieki onkolicznej. Misja ta realizowana jest dzięki najważniejszemu programowi akredytacyjnemu dedykowanemu onkologii czyli OECI Acreditation & Designation. OECI zrzesza członków w Europie, Ameryce Południowej, Azji i Afryce. Do tej pory 180 członkom przyznano 77 akredytacji, jedynym ośrodkiem w Polsce, który do tej pory uzyskał akredytację w Polsce, jest NIO-PIB. 
Prof. Iwona Ługowska funkcję prezydenta OECI, jednej z najważniejszych europejskich organizacji onkologicznych, objęła w czasie OECI Oncology Days, którego współgospodarzem jest w tym roku Narodowy Instytut Onkologii. 

 Objęcie funkcji prezydenta OECI to dla mnie ogromny zaszczyt i wyraz zaufania europejskiego środowiska onkologicznego. Ten moment ma szczególne znaczenie także dlatego, że nastąpił w Warszawie, podczas Oncology Days, których współgospodarzem był Narodowy Instytut Onkologii. To symboliczne potwierdzenie, że polska onkologia jest aktywną częścią europejskiej debaty o jakości, innowacjach i przyszłości opieki nad pacjentami onkologicznymi — mówi prof. Iwona Ługowska, nowa prezydent OECI

Tegoroczne Oncology Days miały więc dla NIO i całej polskiej onkologii wymiar szczególny. Były nie tylko przestrzenią międzynarodowej debaty o przyszłości leczenia nowotworów, ale także momentem potwierdzającym rosnącą rolę polskiego ośrodka i naszych specjalistów w europejskiej współpracy onkologicznej.

Mandat zaufania i odpowiedzialności

Funkcja prezydenta OECI oznacza udział w wyznaczaniu strategicznych kierunków działania organizacji — w obszarze jakości leczenia, akredytacji, badań naukowych, innowacji, medycyny precyzyjnej, współpracy międzynarodowej oraz rozwoju sieci onkologicznych.

To rola nie tylko reprezentacyjna, ale przede wszystkim strategiczna: związana z odpowiedzialnością za wzmacnianie współpracy między instytutami i przekładanie doświadczeń najlepszych ośrodków na rozwiązania, które mogą poprawiać opiekę nad pacjentami.

 Przyjmuję tę funkcję z poczuciem misji. Przed nami czas, w którym szczególnie ważne będą jakość i dostępność opieki onkologicznej oraz współpraca między ośrodkami w Europie i poza nią – podkreśla prof. Ługowska.

Prezydentura prof. Iwony Ługowskiej rozpoczyna nowy rozdział – zarówno w historii OECI, otwierając kolejne możliwości – i podkreślając, że przyszłość leczenia nowotworów będzie budowana przez jakość, interdyscyplinarność, innowacje i konsekwentne myślenie o pacjencie.

 Przyszłość będzie zależała od naszej zdolności do współpracy: między ośrodkami, krajami, specjalnościami i środowiskami. Tylko w ten sposób możemy budować opiekę, która odpowiada na rzeczywiste potrzeby pacjentów — nowoczesną, dostępną, skoordynowaną i opartą na najwyższych standardach. Chciałabym, aby czas mojej prezydentury w OECI był okresem wzmacniania tej wspólnej odpowiedzialności i przekładania europejskiego. I światowego  doświadczenia na konkretne rozwiązania dla chorych — podsumowuje prof. Iwona Ługowska.

Sylwetka prof. Iwony Ługowskiej

Prof. Iwona Ługowska jest specjalistką onkologii klinicznej i ekspertką w dziedzinie onkologii precyzyjnej. W Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie pełni funkcję Pełnomocnika Dyrektora ds. Współpracy Międzynarodowej, kieruje Centrum Doskonałości Onkologii Precyzyjnej oraz koordynuje działalność Polish Cancer Mission Hub.

Prof. Ługowska odegrała pionierską rolę w rozwoju badań klinicznych wczesnych faz w Polsce, tworząc w Narodowym Instytucie Onkologii pierwszy w kraju Oddział Badań Wczesnych Faz. Kierowała ponad 80 badaniami klinicznymi, w tym badaniami typu first-in-human, koncentrując się przede wszystkim na onkologii precyzyjnej i innowacyjnych strategiach terapeutycznych.

19 czerwca 2026 została prezydentem OECI – Organisation of European Cancer Institutes, jest także członkinią Zarządu EURACAN. Aktywnie uczestniczy w realizacji najważniejszych europejskich inicjatyw, w tym Misji UE w zakresie walki z rakiem oraz Europejskiego Planu Walki z Rakiem. W latach 2019–2023 przewodniczyła ESMO Educational Publishing Working Group, a w latach 2019–2021 zasiadała w Zarządzie European Organisation for Research and Treatment of Cancer. Jest autorką licznych publikacji naukowych i rozdziałów w podręcznikach, w tym w „ESMO Handbook of Immuno-Oncology” oraz „Handbook of Targeted Therapies and Precision Oncology”.

Ukończyła studia MBA w London School of Economics. Otrzymała również prestiżowe międzynarodowe stypendia, w tym ESMO-ECCO Fellowship w 2010 roku oraz stypendia Netherlands Institute for Health Sciences – NIHES. Ukończyła kurs ECCO-AACR-EORTC-ESMO „Methods in Clinical Cancer Research” oraz uczestniczyła w programie Talent in Oncology – GLOW. Jej międzynarodowe doświadczenie obejmuje staże w Memorial Sloan Kettering Cancer Center w Nowym Jorku, odbywane w ramach nagrody IDEA ASCO, Sir Bobby Robson Clinical Cancer Centre w Newcastle oraz Policlinico Gemelli w Rzymie.

Jej osiągnięcia zostały uhonorowane licznymi nagrodami i wyróżnieniami, w tym Orłem Nauki „Wprost” w 2023 roku, nagrodą ASCO IDEA Award w 2010 roku, tytułem „Kobieta Sukcesu Mazowsza” w 2019 roku oraz Złotym Krzyżem Zasługi, przyznanym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2022 roku.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Ponad 32 tysiące publikacji w mediach tradycyjnych, blisko 350 tysięcy wpisów w mediach społecznościowych i setki milionów kontaktów z przekazem. Raport Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Mediaboard pokazuje, że dezinformacja medyczna stała się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla zdrowia publicznego. Coraz rzadziej wygląda jak klasyczna teoria spiskowa. Częściej przybiera formę poradnika: co jeść, czym się suplementować, jak „oczyścić organizm”, jak „wzmocnić odporność” i dlaczego nie ufać lekarzom.
Zdrowie dotyczy każdego. Nie trzeba interesować się polityką, ekonomią czy technologią, by w końcu wejść w rolę pacjenta, rodzica, opiekunki albo osoby szukającej pomocy dla bliskich. Właśnie dlatego fałszywe treści medyczne są tak groźne. Nie kończą się na komentarzu w sieci. Mogą wpływać na decyzje: czy się zaszczepić, wykonać badanie, rozpocząć leczenie, zaufać lekarce albo zamiast terapii wybrać metodę polecaną przez samozwańczego eksperta.

– Jako lekarz, ale też jako naukowiec, nie mam wątpliwości, że wiedza to dziś za mało. Kluczowe staje się to, czy umiemy ją przekazać – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Dezinformacja medyczna faktycznie zagraża życiu, a tym samym uderza w bezpieczeństwo państwa. Trzeba zacząć o tym mówić głośno i wyraźnie.

Skala zjawiska

Raport „Dezinformacja medyczna” objął przekaz w mediach tradycyjnych oraz społecznościowych dotyczący zdrowia, profilaktyki, leczenia, szczepień, medycyny alternatywnej i sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. W analizowanym okresie odnotowano ponad 32 tysiące publikacji w portalach, prasie, radiu i telewizji. Wygenerowały one ponad 2,6 miliarda kontaktów z przekazem, a ich szacunkowa wartość reklamowa AVE przekroczyła 3,45 mld zł. W mediach społecznościowych zmonitorowano 347 377 wpisów o łącznym zasięgu ponad 850 milionów kontaktów.

Te dane pokazują skalę całej debaty, a nie wyłącznie aktywność środowisk dezinformacyjnych. Raport obejmuje zarówno treści fałszywe, jak i materiały eksperckie, informacyjne oraz fact-checkingowe, które analizowały lub prostowały nieprawdziwe narracje. Wniosek jest prosty: dezinformacja medyczna weszła do głównego nurtu. Funkcjonuje na styku mediów, platform społecznościowych, polityki, prawa, marketingu i codziennych wyborów pacjentek oraz pacjentów.

Na wymiar bezpieczeństwa zwraca uwagę także dr Krzysztof Gawkowski, wicepremier, minister cyfryzacji i pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa. – Szczególnie groźna pozostaje dezinformacja w obszarze zdrowia, w tym dezinformacja medyczna. Stanowi ona poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, zwłaszcza gdy jest wzmacniana przez cyberataki, fałszywe strony internetowe oraz manipulację w mediach społecznościowych.

Raport pokazuje też ważną zmianę w trendach pojawiania się fałszywych treści. Największą część przekazu nadal stanowią narracje antyszczepionkowe, odpowiadające za 54 procent treści. Jednakże drugą kategorią są już teorie żywieniowe i lifestyle, z udziałem 23 procent. Kolejne miejsce zajmują narracje środowiskowe, m.in. chemtrails, 5G, Wi-Fi i fluoryzacja, z udziałem 16 procent.

– Dezinformacja medyczna przestała być zbiorem pojedynczych fake newsów. Dziś tworzy cały ekosystem narracji. Łączy ruchy antyszczepionkowe, teorie „ukrytych prawd”, gabinety pseudoterapii oraz influencerów zdrowotnych bez kwalifikacji medycznych – podkreśla dr Dorota Sikora z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Jej siłą nie są wyłącznie fałszywe informacje, ale umiejętność gry na naszych emocjach.

Teorie żywieniowe na podium

Po pandemii COVID-19 dezinformacja medyczna kojarzy się głównie z narracjami antyszczepionkowymi. Raport pokazuje jednak, że ten obraz jest już niepełny. Fałszywy przekaz coraz częściej zaczyna się od pozornie niewinnej porady: „wzmocnij odporność”, „sprawdź pasożyty”, „usuń przyczynę”, „lekarze tego nie powiedzą”. Nie brzmi jak frontalny atak na naukę. Brzmi jak troska o zdrowie, samodzielność i odzyskanie kontroli nad własnym ciałem.

To szczególnie niebezpieczny mechanizm. Dezinformacja w obszarze stylu życia wykorzystuje realne pojęcia z medycyny, biologii i dietetyki, lecz łączy je z fałszywymi obietnicami. Dieta rzeczywiście wpływa na zdrowie, mikrobiota jelitowa jest ważnym obszarem badań, aktywność fizyczna ma znaczenie. Problem zaczyna się tam, gdzie z prawdziwych przesłanek wyprowadza się obietnice, że dieta zastąpi leczenie onkologiczne, głodówka „zresetuje” organizm, a wysokie dawki witamin wyleczą poważną chorobę.

Szczególne miejsce w raporcie zajmują szczepienia przeciw HPV. Temat profilaktyki nowotworowej w części przekazów społecznościowych został przeniesiony na pole konfliktu kulturowego. Pojawiały się narracje o „seksualizacji dzieci”, ingerencji państwa w prawa rodziców czy „eksperymencie na dzieciach”.

– Szczepienia przeciw HPV są jednymi z najlepiej przebadanych szczepień, a mimo to stały się celem dezinformacji realnie zwiększającej liczbę nowotworów i zgonów – zauważa dr Kamila Ludwikowska, prodziekan ds. rozwoju i innowacji UMW oraz zastępca kierownika Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych UMW.

Dominujące kanały przekazu

Raport opisuje także rolę platform i nowych autorytetów. W mediach społecznościowych dominował YouTube, odpowiadający za 54,2 procent wpisów dotyczących dezinformacji medycznej. Format wideo sprzyja budowaniu zaufania. Twórca pokazuje twarz, mówi prostym językiem, opowiada historie pacjentów i obiecuje konkretne rozwiązania. W przekazach pseudomedycznych personalizacja staje się jednym z głównych narzędzi wiarygodności.

Osobnym ryzykiem jest sztuczna inteligencja. Raport opisuje AI-lekarzy, deepfake’i i reklamy cudownych suplementów. Fałszywy lekarz w białym kitlu, mówiący spokojnym tonem i obiecujący prostą terapię, może być trudniejszy do rozpoznania niż anonimowy komentarz na forum. Technologia ułatwia produkowanie treści, które wyglądają profesjonalnie, choć prowadzą odbiorców w stronę ryzykownych decyzji.

Jednym z ważnych mechanizmów opisanych w raporcie jest technika autorytetu. Dezinformacja korzysta z białego kitla, tytułów naukowych, wykresów, przypisów i trudnych terminów. Pojawia się też zjawisko „zombie papers”, czyli powoływania się na zdyskredytowane lub wycofane publikacje naukowe, które nadal krążą w sieci jako rzekome dowody.

Wnioski raportu są jednoznaczne. Dezinformacja medyczna nie jest wyłącznie problemem internetu. Dotyczy decyzji zdrowotnych podejmowanych przez realnych ludzi, często w chorobie, strachu i presji czasu. Wymaga współpracy lekarzy, naukowców, edukatorów, dziennikarzy, fact-checkerów, prawników i instytucji publicznych.

Powstające przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Centrum Odkryć Medycznych ma być odpowiedzią na ten problem. Jak podkreśla Wioletta Samborska, dyrektorka COM, centrum ma stać się „szczepionką na dezinformację”. Jego rolą będzie wzmacnianie odporności na manipulację, zanim fałszywe treści przełożą się na decyzje dotyczące zdrowia.

Dezinformacja medyczna jest problemem zdrowia publicznego. A skoro tak, wymaga takiej samej powagi jak inne zagrożenia wpływające na bezpieczeństwo pacjentek i pacjentów – podkreślają autorzy raportu.

Źródło: inf pras

Podwyższone ciśnienie tętnicze, nieprawidłowości w badaniu moczu, objawy mogące świadczyć o chorobach nerek i brak regularnej profilaktyki – takie wnioski płyną z pierwszej w historii akcji badań przesiewowych w kierunku chorób nerek przeprowadzonej w Sejmie RP 28–29 kwietnia 2026 roku. Eksperci apelują o pilne wzmocnienie profilaktyki oraz zmiany systemowe w opiece nad pacjentem nefrologicznym.
 
28–29 kwietnia 2026 roku na terenie Sejmu RP przeprowadzono pierwszą w historii parlamentu akcję badań przesiewowych w kierunku chorób nerek. W badaniach udział wzięło aż 287 osób – parlamentarzystów oraz pracowników Sejmu i Senatu. Inicjatywa została zorganizowana przez organizację pacjencką Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN) oraz Polskie Towarzystwo Nefrologiczne (PTN) jako kontynuacja działań związanych z obchodami Światowego Dnia Nerek 2026. Akcja cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem – przez dwa dni do stoiska badań tworzyła się kolejka oczekujących.
 
Patronat nad tą prozdrowotną inicjatywą objęła Wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska. „Patronat Pani Wicemarszałek miał ogromne znaczenie nie tylko organizacyjne, ale również symboliczne. Pokazał, że zdrowie publiczne, profilaktyka i choroby nerek mogą być ważnym elementem debaty publicznej oraz realnym tematem zainteresowania instytucji państwowych” – podkreśla prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Partnerem merytorycznym badań i raportu z nich [w załączeniu] została DaVita Polska, zaproszona przez OSMN do klinicznej konsultacji opracowania wyników akcji badań.

Nerki nadal pozostają „niewidzialnym” problemem zdrowotnym

Wyniki dwudniowej akcji badań pokazały skalę problemów zdrowotnych związanych z chorobami nerek, nadciśnieniem tętniczym krwi i zaburzeniami metabolicznymi:
 
Jedna z uczestniczek miała wartość ciśnienia tętniczego 170/110 mmHg i została skierowana do pilnej konsultacji lekarskiej. U jednej osoby wykryto duży białkomocz wymagający dalszej diagnostyki nefrologicznej.

„Wyniki tej akcji są ważnym sygnałem ostrzegawczym. Pokazują, że nawet osoby posiadające dostęp do systemu opieki zdrowotnej i wysoką świadomość zdrowotną często nie wykonują regularnych badań profilaktycznych i nie wiedzą, jak bardzo nadciśnienie czy cukrzyca uszkadzają nerki” – podkreśla prof. Rajmund Michalski.

Badania przesiewowe w Sejmie RP były prowadzone przez wykwalifikowaną pielęgniarkę dializacyjną zgodnie z obowiązującymi standardami klinicznymi. Uczestnicy mogli wykonać badanie moczu metodą paskową – prostą i szybką metodą przesiewową pozwalającą wykryć m.in. białko, glukozę, leukocyty czy erytrocyty w moczu. Badani mieli również możliwość pomiaru ciśnienia tętniczego oraz konsultacji pielęgniarskiej dotyczącej interpretacji wyników i dalszej diagnostyki. Za realizację badań na terenie Sejmu odpowiadała mgr Edyta Kaczmarek – pielęgniarka nefrologiczna z ponad
30-letnim doświadczeniem zawodowym.

Organizatorzy akcji podkreślają jednak, że najważniejszy był nie tylko sam wynik badania, ale również jej wymiar edukacyjny.

„Wielu uczestników mówiło wprost, że od dawna nie wykonywało podstawowych badań profilaktycznych. Część osób nie wiedziała, że nadciśnienie tętnicze może uszkadzać nerki, inni byli zaskoczeni, jak dużo informacji można uzyskać dzięki prostemu badaniu moczu. Duża grupa osób nie zdawała sobie sprawy ze znaczenia prawidłowego nawodnienia organizmu” – mówi Edyta Kaczmarek.

„Małe badanie” – duży obraz problemu społecznego

Eksperci podkreślają, że choroby nerek pozostają jednym z najbardziej niedocenianych problemów zdrowotnych w Polsce. „Nerki nie bolą, dlatego my musimy mówić za nie głośno i stale. Przewlekła choroba nerek rozwija się po cichu, często przez wiele lat nie dając żadnych objawów. W efekcie wielu pacjentów trafia do nefrologa dopiero w stadium zaawansowanej niewydolności nerek. Nerki nie mogą dłużej pozostawać poza główną agendą zdrowotną” – mówi prof. Rajmund Michalski.

Według szacunków przewlekła choroba nerek może dotyczyć nawet 4,5–5 mln Polaków, a 90 proc. chorych nie ma świadomości swojej choroby. Najczęstszymi przyczynami uszkodzenia nerek pozostają cukrzyca i nadciśnienie tętnicze. Tymczasem – jak pokazują wyniki akcji w Sejmie – wiele osób nadal nie kojarzy tych chorób z ryzykiem rozwoju przewlekłej choroby nerek.

Eksperci wyraźnie zaznaczają, że choć akcja objęła stosunkowo niewielką grupę osób, jej wyniki dobrze pokazują trendy obecne w całym społeczeństwie.

„Badania przesiewowe mają ogromną wartość epidemiologiczną. Pokazują nie tylko indywidualne problemy zdrowotne, ale również kondycję zdrowotną społeczeństwa. Jeżeli wśród osób aktywnych zawodowo, wykształconych i funkcjonujących w centrum życia publicznego widzimy tak wiele nieprawidłowości, to oznacza, że problem jest znacznie szerszy” – wskazują organizatorzy akcji.

Organizatorzy podkreślają także, że potrzebne są zarówno działania profilaktyczne, jak i zmiany systemowe dotyczące leczenia pacjentów już chorujących na nerki. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki apeluje, aby zdrowie nerek stało się jednym z priorytetów zdrowia publicznego w Polsce.

„Przede wszystkim warto zwiększyć dostępność badań przesiewowych. Dodanie oznaczenia stężenia kreatyniny w surowicy krwi oraz wskaźnika UACR (albuminuria) do obowiązkowych badań medycyny pracy mogłoby znacząco podnieść wykrywalność chorób nerek. Niezmiernie ważna pozostaje także edukacja, szczególnie na temat związku nadciśnienia tętniczego, cukrzycy i chorób nerek” – komentuje Rajmund Michalski.

Nie zapominajmy o pacjentach już się leczących

Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że nowoczesna, kompletna nefrologia wymaga dziś równoczesnego myślenia o profilaktyce, wczesnym wykrywaniu choroby oraz dobrej organizacji leczenia osób już chorujących.

„Profilaktyka i nowoczesna opieka nad pacjentami nefrologicznymi powinny stać się dwoma równorzędnymi filarami polityki zdrowotnej państwa. Choroby nerek nie mogą dłużej pozostawać »cichą epidemią« — muszą zyskać należne znaczenie zarówno w świadomości społecznej, jak i w organizacji leczenia. Profilaktyka jest pierwszym krokiem, ale nie możemy zapominać o pacjentach już wymagających leczenia nerkozastępczego. Konieczne są zmiany systemowe poprawiające dostępność, koordynację i jakość opieki nefrologicznej w Polsce. To nie tylko inwestycja w zdrowie pacjentów, lecz także w budowanie wartości publicznej: lepsze wyniki leczenia, efektywniejsze wykorzystanie zasobów i większe bezpieczeństwo zdrowotne społeczeństwa” – podkreśla dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog, dyrektor medyczny DaVita Polska, konsultant merytoryczny raportu.

Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek (PChN) oraz osoby dializowane nadal mierzą się z poważnymi wyzwaniami systemowymi, wśród których najważniejsze to:

Eksperci przypominają również, że podstawowa diagnostyka chorób nerek jest prosta i szeroko dostępna. W wielu przypadkach wystarczą badanie ogólne moczu i oznaczenie stężenia kreatyniny w surowicy krwi.

Profilaktyka w miejscu pracy działa

Akcja badań w Sejmie RP pokazała również, jak dużą wartość mają badania przesiewowe organizowane bezpośrednio w miejscu pracy. Wielu uczestników podkreślało, że na co dzień nie znajduje czasu na wykonywanie badań, a możliwość udziału w akcji na terenie parlamentu była dla nich realną szansą na zadbanie o własne zdrowie.

Organizatorzy zapowiadają dalsze działania edukacyjne i profilaktyczne dotyczące zdrowia nerek w Polsce.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN)

OSMN (dawniej Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Dializowanych) powstało w 2004 roku. Od ponad 20 lat skupia pacjentów leczonych nerkozastępczo w ośrodkach dializ na terenie Polski. Członkiem Stowarzyszenia może zostać każdy obywatel Unii Europejskiej, a w szczególności osoby dializujące się, ich rodziny oraz opiekunowie, osoby z przewlekłą niewydolnością nerek, po przeszczepieniu nerek i osoby w predializie. OSMN promuje profilaktykę chorób nerek, zwłaszcza wśród osób z grupy ryzyka oraz ideę transplantacji, jako najlepszą metodę leczenia osób z niewydolnością nerek. Stowarzyszenie organizuje otwarte wykłady dotyczące profilaktyki PChN – wszystko to, by zatrzymać rozprzestrzenianie się tej cywilizacyjnej choroby, dotykającej ok. 12–14 proc. społeczeństwa.

Więcej informacji o OSMN: https://moje-nerki.pl/

Źródło: inf pras

Pacjenci ze szpiczakiem plazmocytowym żyją dziś znacznie dłużej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Coraz skuteczniejsze terapie pozwalają wielu z nich funkcjonować z tą chorobą przez lata. U większości chorych następuje jednak nawrót, dlatego coraz większe znaczenie ma dostęp do kolejnych linii leczenia. Eksperci podkreślają, że szczególnie pierwszy nawrót może zdecydować o długości kolejnej remisji i dalszym przebiegu choroby.
– Szpiczak plazmocytowy jest nowotworem wywodzącym się z komórek układu odpornościowego, który nadal jest uznawany za chorobę nieuleczalną. W ostatnich latach coraz częściej mówimy o funkcjonalnym wyleczeniu, czyli takim stanie, kiedy po pojedynczym leczeniu przez kolejnych pięć lat pacjent ani nie wymaga leczenia, ani nie widać objawów choroby, nawet na bardzo niskim poziomie nie ma detekcji nieprawidłowych plazmocytów. Wydaje się, że ta sytuacja może się zmieniać w związku ze stosowaniem coraz skuteczniejszych metod leczenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Szpiczak plazmocytowy odpowiada za 1–2 proc. wszystkich nowotworów i blisko jedną piątą nowotworów hematologicznych. W Polsce żyje z nim ok. 10 tys. osób, a każdego roku diagnozę słyszy kilka tysięcy kolejnych pacjentów. Jeszcze kilkanaście lat temu dla wielu z nich oznaczało to znacznie krótsze perspektywy życia niż obecnie. Na początku XXI wieku mediana przeżycia wielu pacjentów wynosiła zaledwie kilka lat. Wprowadzenie kolejnych generacji leków, terapii skojarzonych oraz przeciwciał monoklonalnych sprawiło, że część chorych żyje dziś z rozpoznaniem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Lekarze coraz częściej mówią nie tylko o wydłużaniu życia pacjentów, ale również osiąganiu bardzo głębokich i długotrwałych remisji. U części chorych przez wiele lat nie obserwuje się oznak aktywnej choroby, choć szpiczak nadal formalnie pozostaje nowotworem nieuleczalnym.

 Decyzje refundacyjne ostatnich lat dotyczyły zarówno wzmacniania pierwszej linii leczenia, jak i dalszych opcji terapii przeciwciałami dwuswoistymi od czwartej linii leczenia. Potrzeby refundacyjne dotyczą więc drugiej i trzeciej linii. Stosując coraz skuteczniejsze leczenie w pierwszej linii, potrzebujemy nowych skutecznych terapii, które celują w nowe cele molekularne. Jeśli wykorzystujemy bardzo dobre leczenie w pierwszej linii, to w drugiej linii mamy nieoptymalne wybory – ocenia prof. Krzysztof Giannopoulos.

Choć możliwości leczenia stale się poszerzają, lekarze podkreślają, że właśnie na etapie po pierwszym nawrocie choroby wciąż brakuje dostępu do terapii stosowanych już w innych krajach. Specjaliści wskazują na technologie, które mogłyby poszerzyć możliwości leczenia na tym etapie. Jedną z nich jest terapia CAR-T wykorzystująca zmodyfikowane komórki odpornościowe pacjenta do zwalczania nowotworu. Kolejna obejmuje schematy leczenia oparte na belantamabie mafadotyny w połączeniu z innymi lekami przeciwszpiczakowymi. W przeciwieństwie do terapii CAR-T mogłyby być one dostępne od razu w ośrodkach hematologicznych bez konieczności tworzenia wyspecjalizowanych centrów leczenia.

Jak wynika z europejskiego badania przeprowadzonego przez organizację Myeloma Patients Europe (MPE) wśród 901 pacjentów z 22 krajów, dla chorych równie ważna jak skuteczność terapii jest możliwość zachowania możliwie normalnego życia. Wśród najwyżej ocenianych aspektów leczenia znalazły się: wpływ terapii na kondycję fizyczną i samopoczucie, codzienne funkcjonowanie oraz możliwość konsultacji ze specjalistą. Duże znaczenie miały również ograniczenie hospitalizacji i wpływ leczenia na życie rodzinne.

Jak podkreślają autorzy badania, pacjenci ze szpiczakiem mają zróżnicowane potrzeby i preferencje dotyczące terapii. Różnią się one także od formy przyjmowanego leku. Przykładowo w przypadku leków doustnych pacjenci wysoko ocenili przyjmowanie ich w domu, w przypadku iniekcji – pozytywnie oceniali podanie leku przez personel medyczny i zapewnienie profesjonalnej opieki. Eksperci wskazują, że wiedza o tym, jakie zdanie mają inni chorzy, może pomóc w podejmowaniu decyzji i praktycznym przygotowaniu do leczenia.

– Ważna jest indywidualizacja leczenia, bo nie ma jednego szpiczaka, tylko są szpiczaki. Każdy pacjent jest leczony inaczej i ważne jest, żeby w tych początkowych liniach leczenie było jak najmocniejsze, wtedy, kiedy komórka jest w miarę „świeża”, kiedy możemy ją mocniej zaatakować. Dlatego naprzeciw wychodzą właśnie nowe terapie, które wydłużają czas remisji z kilkunastu miesięcy do trzech lat – tłumaczy Łukasz Rokicki, prezes Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.

Dla pacjentów każdy dodatkowy miesiąc lub rok bez progresji choroby oznacza nie tylko odsunięcie w czasie kolejnej terapii, ale też wydłużenie okresu aktywności zawodowej, rodzinnej i społecznej oraz szansę na skorzystanie z nowych terapii, które pojawiają się w hematologii.

– Schematów lekowych mamy bardzo dużo, ale wiemy, że choroba jest bardzo rozwojowa, mówimy tu o pacjentach nawrotowych, którzy są po kilku liniach leczenia. Pojawiają się też nowe terapie na świecie, ten pociąg z hematologią bardzo szybko pędzi i staramy się cały czas za nim nadążyć – mówi Łukasz Rokicki.

Dla wielu chorych diagnoza oznacza początek długiego procesu leczenia, który często obejmuje kolejne linie terapii i okresy remisji przeplatane nawrotami choroby. Dlatego obok samego leczenia dużego znaczenia nabiera dostęp do informacji i wsparcia ze strony lekarzy oraz najbliższych.

– Choroba jeszcze nie tak dawno śmiertelna zaczyna być przewlekła, natomiast ona ma pewną charakterystykę związaną z tym, że kolejny lek czy kolejna grupa leków określonej linii leczenia jest przyjmowana w określonym horyzoncie czasowym. Nie jest on jednoznacznie zdefiniowany, że to będzie pół roku czy półtora roku, ale mamy świadomość, że się skończy. Wtedy jest kwestia, aby podjąć decyzję wspólnie z lekarzami o kolejnym etapie leczenia – mówi gen. broni rezerwy, dr Mirosław Różański, senator RP, pacjent onkologiczny.

Szpiczak jest chorobą nawrotową, dlatego wielu pacjentów już w trakcie leczenia interesuje się kolejnymi możliwościami terapii. Wiedza o nowych metodach leczenia pomaga oswoić niepewność związaną z nawrotem choroby i lepiej się przygotować na kolejne etapy leczenia.

– Zdarzają się momenty, kiedy jest nawrót choroby. Część osób jest tym przybita, bo uważały, że wyjdą z tego problemu. Jest też druga grupa bardziej świadomych pacjentów, którzy wiedzą, że nawrót jest możliwy i w pewien sposób mentalnie się do tego przygotowują – mówi dr Mirosław Różański.

Źródło: Newseria

W dniach 8-14 czerwca w całej Polsce odbędzie się Ogólnopolski Tydzień Projektów KPO w Zdrowiu, inicjatywa mająca na celu prezentację inwestycji i działań realizowanych dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. W wydarzeniu uczestniczyć będą placówki medyczne, uczelnie i instytucje ochrony zdrowia, które pokażą, w jaki sposób fundusze europejskie wspierają modernizację infrastruktury, rozwój cyfryzacji, poprawę jakości świadczeń oraz wzmacnianie potencjału kadrowego polskiego systemu ochrony zdrowia.

Celem akcji jest pokazanie, jak projekty finansowane z KPO wpłyną na rozwój nowoczesnej opieki zdrowotnej, poprawę jakości świadczeń, zwiększenie dostępności usług medycznych dla pacjentów, wsparcie kadry medycznej, rozwój nauk i badań medycznych.

W ramach wydarzenia placówki medyczne z całego kraju organizować będą m.in. dni otwarte, prezentacje przedsięwzięć, spotkania informacyjne, konferencje, wydarzenia edukacyjne oraz badania profilaktyczne skierowane do lokalnych społeczności.

Akcja ma być okazją do wspólnego pokazania skali inwestycji i zmian w systemie ochrony zdrowia, wdrażanych w różnych regionach Polski. Organizatorzy wydarzeń zachęcają do udziału w nich wszystkich mieszkańców.

Szczegółowe informacje dotyczące wydarzeń oraz lista uczestniczących placówek dostępne są na stronie internetowej akcji: OTP | Mapa KPO

Warto przypomnieć, że blisko 18 miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) zostało przeznaczonych m.in. na modernizację infrastruktury, rozwój cyfryzacji czy wsparcie kadr medycznych. To historyczna reforma sektora ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

Warszawski Uniwersytet Medyczny umocnił swoją pozycję w gronie najlepszych uczelni świata. W najnowszym rankingu Center for World University Rankings (CWUR) na 2026 rok WUM zajął 908. miejsce na świecie, poprawiając ubiegłoroczny wynik o osiem pozycji. Oznacza to, że uczelnia znajduje się wśród najlepszych 4,3 proc. spośród ponad 21 tys. ocenianych uniwersytetów globalnie. WUM uplasował się również na 335. miejscu w Europie, 9. miejscu w Polsce oraz 867. miejscu na świecie pod względem osiągnięć naukowych.
Center for World’s University Rankings oceniło 21291 uniwersytetów na świecie. Ranking opiera się na metodologii, która nie bierze pod uwagę ankiet przygotowywanych przez uczelnie, jak ma to miejsce w przypadku innych zestawień.

CWUR wykorzystuje siedem obiektywnych i kluczowych wskaźników pogrupowanych w cztery obszary:

1) Edukacja: na podstawie sukcesów akademickich absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
2) Zatrudnienie absolwentów: na podstawie sukcesów zawodowych absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
3) Kadra naukowa: mierzona liczbą pracowników naukowych, którzy otrzymali najwyższe wyróżnienia naukowe (10%)
4) Badania:
W Polsce pierwsze miejsce przypadło Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, drugie Warszawskiemu, a trzecie AGH.
Wśród monoprofilowych uczelni medycznych w pierwszej dziesiątce jest WUM (9 miejsce) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (8).

Pełen ranking CWUR znajduje się tu:

https://cwur.org/2026.php

Awans Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rankingu CWUR potwierdza rosnącą pozycję uczelni zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. Szczególne znaczenie ma fakt, że ranking opiera się na obiektywnych wskaźnikach związanych z jakością kształcenia, osiągnięciami absolwentów, potencjałem naukowym oraz wpływem prowadzonych badań. Wynik WUM pokazuje, że polskie uczelnie medyczne skutecznie konkurują z najlepszymi ośrodkami akademickimi na świecie, a rozwój działalności naukowej i edukacyjnej przekłada się na coraz silniejszą pozycję polskiej medycyny i nauki w międzynarodowym środowisku akademickim.

Źródło: inf pras