Medicalpress
24 października do Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, American Heart of Poland w Bielsku-Białej trafił pacjent z podejrzeniem zawału serca. Mężczyzna został przetransportowany drogą lotniczą z Hali Skrzyczeńskiej do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, a następnie przewieziony do Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, American Heart of Poland w Bielsku-Białej. Obecnie jego stan jest stabilny, jak mówi pacjent, pan Marek, czuje się już dobrze.
– Pogotowie ratunkowe przywiozło do nas pacjenta, który miał zawał serca. Zawał ten nastąpił po bardzo ekstremalnym wysiłku fizycznym – mężczyzna jechał rowerem na Skrzyczne. W trybie nagłym wykonaliśmy koronarografię i uwidoczniliśmy zamkniętą jedną z trzech głównych tętnic w sercu. Wykonaliśmy zabieg angioplastyki z implantacją stentu, przywracając przepływ krwi. Stenty to małe, siatkowe rurki, które są umieszczane w naczyniach krwionośnych, aby utrzymać je otwarte i zapewnić prawidłowy przepływ krwi. Ich głównym celem jest leczenie zwężonych tętnic, co może zapobiec kolejnym incydentom sercowo-naczyniowym zawałom i innym poważnym powikłaniom. Pacjent czuje się już dobrze, jego stan jest stabilny – mówi prof. Krzysztof Milewski, kardiolog American Heart of Poland w Bielsku-Białej.
To był pierwszy incydent kardiologiczny u pana Marka, który na co dzień aktywnie uprawia sport
– Dotychczas nie miałem problemów ze zdrowiem. Jechałem z kolegą na rowerze na Malinowską Skałę i stamtąd mieliśmy zamiar przejechać na Skrzyczne. Nagle poczułem silny ból w klatce piersiowej. Mój kolega natychmiast zadzwonił na numer alarmowy, a stamtąd przekierowali nas do GOPR-u w Szczyrku. Teraz czuję się już dobrze, chętnie wrócę do aktywności fizycznej. Zimą uprawiam m.in. jazdę na skiturach – mówi 55 latek. Pana Marka czeka rehabilitacja kardiologiczna i stopniowy powrót do wysiłku fizycznego, jednak już nie na tak ekstremalnym poziomie. – Wysiłek fizyczny jest bardzo dobry dla układu krążenia, ale niekoniecznie ten ekstremalny i na pewno nie ekstremalny bez wcześniejszej wizyty u kardiologa – podsumowuje prof. Krzysztof Milewski.
Znajomość objawów zawału serca i szybka reakcja świadków jest niezwykle ważna – może uratować życie.

– Reakcja kolegi pacjenta była bardzo właściwa, co pozwoliło pacjentowi otrzymać szybką pomoc. Dlatego ważne jest, aby znać typowe objawy zawału serca, które obejmują ból w klatce piersiowej, mogący promieniować do ramion, szyi, pleców lub żuchwy. Osoby doświadczające zawału serca często skarżą się na duszności, uczucie ucisku w klatce piersiowej, a także na zawroty głowy czy ogólne osłabienie. W takich sytuacjach niezwykle ważne jest szybkie wezwanie pomocy oraz niezwłoczne udzielenie pierwszej pomocy – mówi profesor Krzysztof Milewski, kardiolog American Heart of Poland w Bielsku-Białej.

Interwencja miała miejsce na zielonym szlaku turystycznym pomiędzy Skrzycznem a Zbójnicką Kopą. Ratownicy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (GOPR) otrzymali zgłoszenie o zasłabnięciu rowerzysty, który miał typowe objawy zawału serca, takie jak ból w klatce piersiowej promieniujący do lewej ręki, zawroty głowy oraz ogólne osłabienie. Po zabezpieczeniu pacjenta, które obejmowało podanie tlenu, ochronę przed wychłodzeniem oraz monitorowanie stanu zdrowia, ratownicy przetransportowali go na miejsce lądowania Hali Skrzyczeńskiej.

Na miejscu załoga śmigłowca kontynuowała czynności ratunkowe w karetce GOPR. Po ich zakończeniu pacjent został drogą lotniczą przetransportowany do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, a następnie przekazany do Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, American Heart of Poland.
 
źródło: AHOP

W Centrum Medycznym Med4Fit American Heart of Poland w Bieruniu rozpoczyna się realizacja programu KOS-zawał, czyli kompleksowej opieki kardiologicznej dla pacjentów po zawale serca.  Jest to program przygotowany i refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, obejmujący okres pierwszych dwunastu miesięcy od momentu opuszczenia szpitalnego oddziału. KOS-zawał pomaga w powrocie do zdrowia i aktywnego stylu życia oraz zmniejsza ryzyka występowania kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych.

Co to jest program KOS-zawał?

 

– KOS-zawał to program kompleksowej specjalistycznej opieki w zakresie leczenia szpitalnego, ambulatoryjnego i rehabilitacji kardiologicznej, przeznaczony dla pacjentów po zawale mięśnia sercowego. Program KOS-zawał obejmuje: leczenie zawału serca, rehabilitację kardiologiczną, wsparcie psychologiczne oraz edukację na temat czynników ryzyka chorób serca – wymienia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Milewski, dyrektor medyczny Med4Fit American Heart of Poland i ordynator Oddziału Kardiologii PAKS AHP w Bielsku-Białej.

 

Rehabilitacja kardiologiczna to kluczowy element opieki po przebytym zawale serca. Wczesna rehabilitacja kardiologiczna poszpitalna w II etapie rehabilitacji trwa od trzech do pięciu tygodni. W skład zespołu rehabilitantów wchodzą: lekarz, fizjoterapeuta, pielęgniarka, psycholog oraz dietetyk.

 

– Podczas rehabilitacji kardiologicznej specjaliści prowadzą pacjentów przez różnorodne ćwiczenia fizyczne, monitorują parametry zdrowia oraz udzielają wsparcia psychologicznego, co pozwala na szybszą i skuteczniejszą rekonwalescencję. W Centrum Medycznym Med4Fit American Heart of Poland w Bieruniu do dyspozycji pacjentów są: sala gimnastyczna, cykloergometry rowerowe (rowery rehabilitacyjne) oraz innego rodzaju urządzenia przeznaczone do rehabilitacji – wymienia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Milewski.

 

Przyjęcie pacjenta na rehabilitację kardiologiczną w ramach Rehabilitacji Dziennej Kardiologicznej poprzedzone jest konsultacją kardiologa.

 

– Kardiolog przeprowadza dokładny wywiad z pacjentem, analizuje wyniki dotychczasowych badań, choroby współistniejące i inne czynniki ryzyka. Przy wyborze modelu rehabilitacji kardiologicznej brane są pod uwagę m.in. wyniki testów wysiłkowych oraz badań kardiologicznych, tj. EKG, echo serca, wartości ciśnienia krwi i tętna czy frakcji wyrzutowej lewej komory czy test wysiłkowy – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Milewski.

KOS-zawał to inwestycja w zdrowie pacjentów po zawale serca.

– Zwiększenie dostępności w całym kraju do programu kompleksowej opieki po zawale serca jest jednym z głównych celów Grupy. Od wielu lat skutecznie ratujemy pacjentów po zawale mięśnia sercowego w całej Polsce. Naszą ambicją jest nie tylko uratować pacjenta z zawałem, ale też ułatwić mu powrót do codziennej aktywności i zmniejszyć ryzyko kolejnego incydentu sercowo-naczyniowego. Opieka realizowana w ramach tego programu w ośrodkach medycznych Grupy American Heart of Poland jest również bardzo dobrze oceniana przez pacjentów – wyjaśnia dr n. med. Paweł Kaźmierczak, członek Zarządu i dyrektor medyczny Grupy American Heart of Poland.

 
Więcej informacji pod numerem tel.: 32 341 72 00 (rejestracja Med4Fit, ul. Jerzego 2 w Bieruniu, czynna od poniedziałku do piątku, 8.00-20.00).

źródło: Grupa American Heart of Poland

Nawet 80 proc. przypadków nagłego zgonu sercowego (NZS) może być związane z chorobą niedokrwienną serca i zawałem mięśnia sercowego. Znaczna część populacji pacjentów, którzy przeżyli zawał mięśnia sercowego, ma zatem istotnie zwiększone ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego w porównaniu do populacji ogólnej. Jak zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i możliwościami technologicznymi chronić takich chorych przed kolejnymi incydentami wieńcowymi oraz zagrażającymi życiu szybkimi arytmiami komorowymi w okresie podwyższonego ryzyka, wyjaśniają eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: prof. Marek Gierlotka, dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy i dr hab. med. Michał Hawranek.
Główna przyczyna chorobowości i śmiertelności
 
Schorzenia sercowo-naczyniowe, w tym przede wszystkim zawał serca, to obecnie główna przyczyna chorobowości i śmiertelności w krajach rozwiniętych. Zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego terapia zawału serca wiąże się z rozmaitymi wyzwaniami a cele leczenia uwzględniają złożone ryzyka doraźne i odległe, które istotnie rzutują na rokowanie i jakość życia pacjentów. Coraz częściej zwraca się uwagę także na indywidualne potrzeby pacjentów oraz na konieczność monitorowania postępów leczenia i zabezpieczenia chorych w przypadku zdiagnozowanego podwyższonego ryzyka NZS wynikającego z uszkodzenia mięśnia sercowego, szczególnie w okresie intensywnego leczenia.
 
– Przez długi czas leczenie zawału serca było jedynie leczeniem objawowym i wiązało się z bardzo wysoką śmiertelnością. Pierwszym przełomem było wprowadzenie w latach 60-tych XX wieku oddziałów intensywnego nadzoru kardiologicznego z ciągłym monitorowaniem stanu pacjenta, co pozwoliło na wczesne rozpoznawanie a dzięki defibrylatorom także na skuteczne leczenie zagrażających życiu zaburzeń rytmu serca, takich jak częstoskurcz komorowy lub migotanie komór. W kolejnych latach poszukiwano możliwości leczenia przyczynowego – przypomina dr hab. med. Michał Hawranek z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Złożone cele leczenia zawału serca
 
Najczęstszą przyczyną zawału serca jest zakrzep powstający na uszkodzonej blaszce miażdżycowej, który zamyka światło naczynia i powoduje niedokrwienie a następnie martwicę mięśnia sercowego, dlatego też podstawowym celem terapii jest udrożnienie naczynia.
 
– W latach 80-tych XX wieku wprowadzono leki rozpuszczające zakrzep: trombolizę, która istotnie poprawiła rokowanie pacjentów, ale wiązała się z ryzykiem powikłań krwotocznych. W latach 90-tych XX wieku rozpoczęła się era interwencyjnego leczenia zawału serca. Obecnym standardem jest udrożnienie zamkniętego naczynia oraz zabieg angioplastyki, najczęściej z implantacją stentu. Dzięki jej wprowadzeniu istotnie więcej pacjentów przeżywa dziś ostrą fazę choroby a uszkodzenie mięśnia sercowego jest mniejsze niż kiedyś. Ma to ogromne znacznie w redukcji ryzyka nagłego zgonu po zawale serca, które zależy przede wszystkim od stopnia uszkodzenia lewej komory serca i rozległości martwicy. Po przebyciu zawału u wszystkich pacjentów konieczna jest profilaktyka wtórna – zaznacza dr hab. med. Michał Hawranek.
 
Metody leczenia zawału serca
 
W latach 50-tych XX wieku wprowadzono do leczenia aspirynę a w następnych dekadach beta-blokery, inhibitory konwertazy angiotensyny, inhibitory receptora mineralokortykoidowego oraz statyny.
 
– Mechanizmy działania tych leków są różne: od działania przeciwzakrzepowego, przez kontrolę rytmu sera oraz ciśnienia tętniczego, działanie protekcyjne na mięsień sercowy po działanie plejotropowe i hypolipemizujące. Istotne, że wszystkie wymienione leki skutkują poprawą rokowania pacjentów po zawale serca. Niestety, u chorych, u których doszło do istotnego uszkodzenia serca i obniżenia funkcji skurczowej, ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego pomimo stosowania leków jest nadal wysokie – przyznaje dr hab. med. Michał Hawranek.
 
Dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Zarządu Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego dodaje: – U wielu osób, które przeżyły zawał mięśnia sercowego, istnieje zwiększone ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego w porównaniu do populacji ogólnej i prewencja NZS w tej grupie chorych jest jednym z kluczowych celów terapii.
 
NZS – szczególnie zagrażający niektórym osobom po zawale serca
Nagły zgon sercowy może wystąpić okołozawałowo, czyli w ostrej fazie zawału mięśnia sercowego, ale może być także jego manifestacją i pierwszym objawem. Może też być następstwem zawału, szczególnie w okresie pierwszych trzech miesięcy od wystąpienia incydentu.

– Zawał mięśnia sercowego jest spowodowany niedokrwieniem danego obszaru mięśnia sercowego, zazwyczaj z powodu zamknięcia tętnicy wieńcowej. Prowadzi to do martwicy i uszkodzenia struktury i funkcji serca. Choroba wieńcowa, która może prowadzić do zawału (ale nie musi), związana jest z odkładaniem się blaszek miażdżycowych w naczyniach wieńcowych, które utrudniają przepływ krwi, co również w konsekwencji prowadzi do niedokrwienia mięśnia sercowego. Zarówno sam ostry incydent niedokrwienny, jak i gojenie się mięśnia serowego stanowią sytuację, w której częściej dochodzi do groźnych dla życia arytmii komorowych, mogących prowadzić do wystąpienia nagłego zgonu sercowego. Rewaskularyzacja naczynia wieńcowego, czyli przywrócenie prawidłowego przepływu krwi, daje szansę na uratowanie jak największego obszaru mięśnia sercowego przed martwicą. Im szybciej przeprowadzona procedura, tym efekt leczenia jest lepszy (nie bez powodu w kontekście zawału serca mówi się o „złotej godzinie”). Często początkowo znacznie uszkodzona funkcja skurczowa serca po zastosowaniu odpowiedniego leczenia ulega poprawie. Tym samym zmniejsza się ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego. Nie jest to jednak proces kilkudniowy i wymaga dłuższej obserwacji pacjenta – zaznacza dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy.

Focus na szczególnie zagrożone grupy chorych
Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przypominają, że pacjenci po przebytym zawale serca są bardziej narażeni na kolejne incydenty niedokrwienne, ponadto są grupy chorych szczególnie podatne na wystąpienie nagłego zgonu sercowego i wśród pacjentów po zawale serca należy wykonać również szczegółową analizę czynników, które takie ryzyko zwiększają.

Dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy podkreśla: – Należy pamiętać, że każdy przypadek jest unikalny, a ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego może się różnić w zależności od wielu czynników, takich jak: wiek, płeć, historia przebytych chorób, styl życia i genetyka. W związku z tym ważne jest, aby ocenić indywidualne ryzyko i monitorować pacjenta w skoordynowanym systemie opieki po zawale serca.

Skuteczna prewencja NZS? Kompleksowa i przemyślana
Specjaliści zaznaczają, że współczesne, zgodne z aktualną wiedzą medyczną podejście do opieki nad pacjentami po zawale serca opiera się na kompleksowej strategii, uwzględniającej zarówno leczenie farmakologiczne, jak i procedury kardiologii interwencyjnej, edukację pacjentów oraz kontrolę czynników ryzyka. Wszystkie te środki mają służyć zapobieganiu kolejnym incydentom sercowym oraz nagłemu zgonowi sercowemu i poprawieniu jakości życia pacjentów po przebytym zawale serca. Jaką metodę zastosować, ocenia się indywidualnie.
 
– Kardiowerter-defibrylator (ang. implantable cardioverter defibrillator, ICD),  w profilaktyce pierwotnej po zawale serca należy implantować, gdy frakcja wyrzutowa lewej komory jest <= 35%, występują objawy niewydolności serca w klasie NYHA II-III, pomimo optymalnej farmakoterapii trwającej co najmniej trzy miesiące. Należy rozważyć takie leczenie także u pacjentów w klasie NYHA I. Powyższe zalecenie uwzględnia zarówno patofizjologię zawału serca – przebudowa uszkodzonego mięśnia sercowego trwa co najmniej sześć tygodni, jak i korzystny efekt stosowanych leków zapobiegających negatywnej przebudowie lewej komory. Niemniej zdarzają się sytuacje, w których zagrażające życiu komorowe zaburzenia rytmu występują bezpośrednio po zawale serca. Z uwagi na opisane powyżej mechanizmy implantacja urządzeń nie jest wówczas zalecana. W pierwszej kolejności należy stosować beta-blokery oraz rozważyć amiodaron, jeśli leczenie nie jest skuteczne. Ten wczesny okres po zawale serca to bardzo ważny moment. Aby w pełni wykorzystać możliwości terapeutyczne, konieczna jest współpraca z pacjentem, kontrola czynników ryzyka oraz okresowa ocena funkcji skurczowej lewej komory. W praktyce klinicznej kwalifikacja do implantacji kardiowertera-defibrylatora odbywa się zazwyczaj w ramach opieki ambulatoryjnej po upływie wspomnianych trzech miesięcy. W wybranych przypadkach, w okresie trzech pierwszych miesięcy konieczne może być zabezpieczenie pacjenta czasowym urządzeniem defibrylującym – wyjaśnia dr hab. med. Michał Hawranek.  
 
Obecnie dostępne metody zabezpieczania pacjentów przed NZS: jeśli nie ICD, to co?
 
Prof. Marek Gierlotka, kierownik Kliniki i Oddziału Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, w kontekście wyzwań związanych z leczeniem zawału serca we wczesnym okresie po wystąpieniu incydentu przyznaje, że jednym z potencjalnych problemów w terapii tej fazy zawału jest fakt, że jego przebieg u różnych pacjentów może być odmienny.
 
– Pacjenci w okresie zawału serca mogą na swój zawał różnie zareagować. Część chorych zareaguje arytmiami komorowymi jeszcze w ostrym okresie – nierzadko wtedy, kiedy jeszcze nie zdążymy zastosować pełnego leczenia interwencyjnego. To sytuacje, które bez właściwego postępowania mogą prowadzić do zgonu pacjenta. Z jednej strony w świetle najnowszych badań uważa się, że takie incydenty, związane z ostrą fazą zawału, jeszcze przed jego przerwaniem i przed możliwością miarodajnej oceny stopnia uszkodzenia serca nie kwalifikują do zabezpieczenia pacjenta urządzeniami wszczepialnymi. Z drugiej strony, jeśli pacjent na zawał serca zareagował nagłym zatrzymaniem krążenia (NZK) czy arytmią taką, jak częstoskurcz komorowy lub migotanie komór, wiemy, że musimy chronić życie chorego, ponieważ ryzyko wystąpienia NZS jest wysokie. Czasem ocena ryzyka jest naprawdę trudna, ale na szczęście są obecnie dostępne metody czasowego zabezpieczenia pacjentów przed nagłym zgonem sercowym. To rozwiązanie zasadne do rozważenia w przypadku chorych, u których nie ma jeszcze lub nie ma jednoznacznych wskazań do implantacji ICD lub też zagrożenie nagłym zatrzymaniem krążenia prowadzącym do nagłego zgonu sercowego może być przemijające. W takich przypadkach mamy przestrzeń do tego, żeby pacjenta zabezpieczyć kamizelką defibrylującą (ang. wearable cardioverter-defibrillator, WCD), która jest w stanie wychwycić zagrażającą życiu pacjenta arytmię i przerwać ją, tym samym ratując życie chorego – wyjaśnia prof. Marek Gierlotka.
 
Kamizelka defibrylująca
 
Usługa czasowego zabezpieczania pacjentów ze zdiagnozowanym podwyższonym ryzykiem wystąpienia NZS z zastosowaniem kamizelki defibrylującej, także w grupie osób po zawale serca, jest dostępna w Polsce od 2020 roku i powoli znajduje swoje miejsce na polskim rynku. Urządzenie WCD ma postać elastycznej kamizelki noszonej przez pacjenta bezpośrednio na ciele. Jest to zewnętrzny układ diagnostyczno-terapeutyczny, na który składa się zestaw trzech elektrod defibrylujących i czterech elektrod EKG oraz monitor zarządzający ich pracą. Dodatkowym elementem systemu WCD jest modem (wraz z ładowarką) do przesyłania danych. W przypadku wykrycia szybkich zagrażających życiu arytmii komorowych urządzenie alarmuje pacjenta i w razie braku jego reakcji, mającej opóźnić terapię, ostrzega osoby postronne, które nie powinny dotykać chorego. Następnie układ automatycznie dostarcza terapię wysokoenergetyczną przerywającą arytmię. W odróżnieniu od urządzeń wszczepialnych, w przypadku kamizelki defibrylującej pacjent ma możliwość odroczenia terapii, jeśli wykryta arytmia jest przez niego tolerowana i pacjent pozostaje przytomny. Co ważne, WCD nie wymaga wszczepienia na stałe i nie naraża pacjenta na potencjalne ryzyko powikłań związanych z zabiegiem i stosowaniem urządzenia. Ponadto, po ustąpieniu wskazań do zabezpieczenia pacjent po decyzji lekarza może po prostu zdjąć urządzenie.
 
Kamizelka defibrylująca łączy w sobie elementy monitora EKG, całkowicie automatycznego defibrylatora zewnętrznego oraz internetowego systemu do zdalnego monitorowania pacjenta i stanu technicznego urządzenia. Wskazania do stosowania technologii WCD są ujęte w wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) oraz Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (AHA).
Redakcja: Marta Sułkowska
żródło: mat. pras. PTK
Program Kompleksowej Opieki Specjalistycznej nad Pacjentem po Zawale Serca (KOS-zawał) został wprowadzony w październiku 2017 r., aby poprawić jakość leczenia i zmniejszyć śmiertelność pacjentów po zawale serca. Udział w programie realizowany jest w ramach ubezpieczenia zdrowotnego i w całości finansowany jest przez NFZ. Co dokładnie pacjent otrzymuje w ramach tego programu, jak on przebiega oraz jakie daje korzyści – wyjaśnia dr n. med. Bartosz Skwarna, kardiolog, ordynator I Oddziału Kardiologii i Niewydolności Serca Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Ustroniu, Grupa American Heart of Poland.
W ramach programu KOS-zawał pacjent ma zapewnioną ciągłość leczenia, w tym również rehabilitacji kardiologicznej i edukacji w temacie ryzyka chorób serca, w kolejnych 12 miesiącach od zachorowania. Program KOS-zawał obejmuje opiekę nad pacjentem już w szpitalu,  w trakcie leczenia ostrej fazy zawału serca.  Po wypisie ze szpitala pacjent od razu otrzymuje termin kolejnej wizyty w poradni. Takie działanie znacznie skraca okres oczekiwania na wizytę koordynującą, a sam pacjent czuje się bardziej troskliwie zaopiekowany– mówi dr n. med. Bartosz Skwarna.

W następnych krokach chory korzysta z rehabilitacji kardiologicznej, która niewątpliwie jest jednym z głównych czynników decydujących o szybkim powrocie do zdrowia. Odgrywa ona znaczącą rolę w uzupełnieniu leczenia szpitalnego i poszpitalnego, równocześnie pomagając choremu w powrocie do sprawności psychofizycznej. Wczesna poszpitalna rehabilitacja kardiologiczna prowadzona jest co najmniej przez trzy lub pięć tygodni. W tym czasie, poprzez edukację oraz zwiększanie aktywności fizycznej, w świadomości pacjenta buduje się nowy obraz zdrowego stylu życia. Jeśli chodzi o jej prowadzenia są to ośrodki rehabilitacyjne, które posiadają w swojej ofercie rehabilitację o profilu kardiologicznym lub specjalizują się w rehabilitacji kardiologicznej jak np. Uzdrowisko Ustroń w Ustroniu, gdzie w przeciągu miesiąca jesteśmy w stanie przyjąć i objąć opieką ok 200 pacjentów w ramach rehabilitacji WRK i WRKos -Zawał. – wyjaśnia Kinga Ekiert, fizjoterapeutka z Grupy American Heart of Poland.

Ostatnim etapem programu KOS-zawał jest opieka poradni kardiologicznej, w której powinny odbyć się co najmniej cztery wizyty. Co ważne – liczba wizyt kontrolnych nie jest limitowana i zależy od stanu klinicznego pacjenta. Istotny w całym procesie leczenia jest bilans opieki tzn. podsumowanie przez lekarza, efektywności całego programu KOS- zawał  : ocena stanu chorego i określenie ewentualnego ryzyka nawrotu choroby.

Aby wszystkie powyższe działania przyniosły rezultat, niezwykle istotna jest postawa samego chorego oraz jego chęć do zmiany stylu życia. Ważną rolę w powrocie do zdrowia odgrywa aktywność fizyczna, odpowiednio zbilansowana dieta oraz ograniczenie stosowania używek. Jeśli pacjent będzie kontrolować swój stan zdrowia oraz zadba o zdrowe nawyki w życiu, jego serce będzie jeszcze długo bić. Niezwykle ważnym aspektem programu jest umożliwienie powrotu do aktywności zawodowej. W trakcie II wizyty – jeśli pacjent pracuje, to otrzymuje zaświadczenie o braku przeciwwskazań do kontynuowania pracy zawodowej. – mówi dr n. med. Bartosz Skwarna.

Według ekspertów z Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego „choroby sercowo-naczyniowe dotykają ponad 523 mln osób na świecie, prawie dwukrotnie więcej niż dwie dekady temu. Jeden na trzy zgony z powodu chorób układu krążenia występuje przedwcześnie, u osób poniżej 70 roku życia. W Polsce w 2020 i w 2021 r. największa względna nadwyżka umieralności, spowodowanej chorobami sercowo-naczyniowymi, wystąpiła w przypadku choroby nadciśnieniowej oraz choroby niedokrwiennej serca”. Wobec powyższych statystyk z odpowiedzią przychodzi program KOS-zawał, który lekarzom daje możliwość bardziej efektywnego leczenia pacjentów a pacjentom szeroką, kompleksową opiekę.

źródłoL AHoP

„Serca pilnuj, z prawdą ramię w ramię. Nie jesteś nieśmiertelny, życie to nie film!” – w hiphopowym klipie śpiewa Mikołaj Mądrzyk – Mikser, raper. O tym, że niezdrowa dieta, używki i stres to realne zagrożenie dla zdrowia i ryzyko wystąpienia zawału serca także w młodym wieku, w nowej kampanii świadomościowej „Prosta droga do zawału”  młodych Polaków kreatywnie przekonywać będzie Ogólnopolskie Stowarzyszenie Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń „EcoSerce”.

– W publikacjach naukowych sprzed około 20 lat częstość występowania zawału serca w populacji młodych dorosłych poniżej 40. roku życia oceniano na 2-6% wszystkich zawałów serca. W większości ostatnich badań populacyjnych powyższy wskaźnik w tej grupie wiekowej szacuje się już na 5-10%. Co więcej, liczba ta znacząco wzrasta z roku na rok. Kampania „Prosta droga do zawału” jest skierowana głównie do młodzieży i młodych dorosłych, ponieważ edukacja osób w przedziale wiekowym 18-28 jest opłacalną inwestycją w przyszłość. Efekty działań świadomościowych w tej grupie wiekowej są długofalowe i stosunkowo łatwe do osiągnięcia ze względu na charakterystyczną otwartość młodych osób oraz ich gotowość do wprowadzania pozytywnych zmian w codziennym życiu – przyczyny zainicjowania kampanii wyjaśnia Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

– Coraz młodsze osoby zapadają na choroby układu sercowo-naczyniowego, dlatego bardzo ważną sprawą jest uświadamianie młodzieży w jaki sposób prowadzić odpowiednio higieniczny tryb życia tak, aby zapobiec nie tylko zawałowi serca, ale także na przykład niestabilnej dławicy piersiowej czy chorobie wieńcowej, które mogą wystąpić w przyszłości. Kampania „Prosta droga do zawału” skierowana jest do młodzieży, która powinna mieć świadomość, jakie konsekwencje zdrowotne mogą przynieść ich życiowe wybory – dodaje dr n. med. Sylwia Kucia-Kuźma, kardiolog z Oddziału Rehabilitacji Kardiologicznej Szpitala Murckiego w Katowicach. 

– Należy wyedukować odpowiednio młodych ludzi, aby podnieść ich świadomość czynników ryzyka schorzeń kardiologicznych. Aby edukować skutecznie, postanowiliśmy dobrać formę komunikacji z odbiorcami do ich stylu i upodobań. Stąd pomysł współpracy z raperem Mikołajem Mądrzykiem – Mikserem – dodaje Maria Wołczenko ze Stowarzyszenia EcoSerce, inicjatorka kampanii „Prosta droga do zawału”.

– Zdecydowałem się wziąć udział w kampanii, ponieważ z własnego doświadczenia wiem, jak ważna jest profilaktyka zdrowia. Wiem, jak istotne jest posiadanie świadomości tego, że nasze zdrowie w bardzo krótkim czasie może się po prostu „posypać” – i to z bardzo błahego powodu! Kampania „Prosta droga do zawału” ma na celu zwiększanie zainteresowania młodzieży i młodych dorosłych swoim zdrowiem, regularnymi badaniami kontrolnymi i podstawową wiedzą z zakresu profilaktyki chorób serca i naczyń, które stanowią jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. Naszym celem jest przystępne pokazanie młodym ludziom, że lekarz „nie gryzie”, a wizyta u specjalisty nie zawsze musi oznaczać, że jesteśmy poważnie chorzy – tłumaczy Mikołaj Mądrzyk. 

Oprócz klipu w ramach kampanii „Prosta droga do zawału” zaplanowano cykl spotkań edukacyjno-profilaktycznych dla młodzieży organizowanych w szkołach i ośrodkach promocji kultury w całej Polsce.  

– Do omówienia zaplanowaliśmy tematy związane ze zdrowym trybem życia, odpowiednią dietą oraz zdrowiem psychicznym, ponieważ to te aspekty są zaniedbywane przez młodych ludzi i prowadzą do późniejszych problemów kardiologicznych. Spotkania będą prowadzone przez ekspertów z dziedzin: kardiologii sportowej, kardiologii dziecięcej, psychologii oraz dietetyki. Na spotkaniach chcemy promować badania profilaktyczne i nauczyć poprawnego użycia ciśnieniomierza i pulsoksymetru. W pierwszym etapie kampanii przewidujemy około 10 spotkań – mówi Maria Wołczenko. 
Działania edukacyjne w ramach kampanii „Prosta droga do zawału potrwają do końca 2023 roku. 

Patronat honorowy nad inicjatywą objęli: Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Rzecznik Praw Pacjenta, The Global Heart Hub.


źródło: EcoSerce

Światowy Dzień Bez Tytoniu, obchodzony 31 maja, to doskonała okazja do zwrócenia uwagi na wpływ e-papierosów na zdrowie. W ostatnich latach coraz większy odsetek osób, dążących do zerwania z tradycyjnym paleniem, decyduje się sięgać po e-papierosy. Te urządzenia, znane również jako e-papierosy lub elektroniczne papierosy, wciąż cieszą się większą tolerancją społeczną i postrzegane są jako „mniej szkodliwe” alternatywy. W Światowym Dniu Bez Tytoniu warto zastanowić się nad tym, czy e-papierosy są rzeczywiście bezpieczną alternatywą. Przyjrzenie się temu zagadnieniu z perspektywy eksperta, dr. hab. n. med. Piotra Buszmana, prof. nadzw., Grupa American Heart of Poland może pomóc nam podjąć świadome decyzje dotyczące naszego zdrowia.

Główne różnice między tymi dwoma rodzajami palenia
Tradycyjne papierosy zawierają szereg szkodliwych substancji chemicznych, takich jak smoła, benzen, cyjanowodór i inne toksyny. E-papierosy również zawierają różne substancje chemiczne m.in. płyn z nikotyną, glikolem propylenowym, glicerolem i aromatami. Tradycyjne papierosy produkują dym i intensywny zapach, natomiast E-papierosy nie produkują dymu, ale wytwarzają parę – mówi dr hab. n. med. Piotr Buszman, prof. nadzw., Grupa American Heart of Poland.
Inna forma tego samego uzależnienia

E-papierosy często są wybierane przez palaczy jako „mniej szkodliwy” zastępnik dla tradycyjnych papierosów, który ma pomóc w przetrwaniu zerwania z nałogiem. Często jednak efektem takiej zamiany nie jest wcale faktycznie całkowite rzucenie palenia, a jedynie przestawienie się z jednej formy używki na drugą. 
Nie zapominajmy, że e-papierosy również zawierają nikotynę, która jest substancją uzależniającą. Zamiana zwykłego papierosa na jego elektroniczny substytut bez jakiegokolwiek planu odejścia od palenia będzie dalszym trwaniem w nałogu – zaznacza kardiolog American Heart of Poland. 
E-papierosy modne wśród młodzieży

Liczba palących w Polsce szacowana jest na ok. 8 milionów, a w skali globalnej jest to blisko 1,3 miliarda. Coraz większy odsetek w tym gronie stanowią osoby sięgające po e-papierosy. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce po e-papierosy sięga już co czwarty nastolatek, co sprawia, że nasz kraj znajduje się w pierwszej piątce krajów o najwyższym odsetku palących nieletnich w Europie. Częstotliwość stosowania e-papierosów wśród osób w wieku 15-18 lat jest przy tym znacznie większa niż w przypadku tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Jak podkreśla Piotr Buszman, jedno z bardzo istotnych zagrożeń stanowią właśnie moda i większe przyzwolenie społeczne dla e-papierosów.
W efekcie może się okazać, że skala palenia papierosów elektronicznych będzie przewyższać liczbę osób palących wyroby „tradycyjne”, a lekarze będą mieć do czynienia z całą rzeszą młodych ludzi, którzy już od nastoletnich lat systematycznie dostarczają do swojego organizmu nikotynę i inne szkodliwe substancje. A warto przy tym zauważyć, że badania nad wpływem długoterminowego użytkowania e-papierosów na zdrowie nadal są prowadzone – przestrzega specjalista American Heart of Poland. 
Zabójstwo dla serca
Palenie papierosów w pierwszej kolejności kojarzone jest z chorobami układu oddechowego. Ma ono jednak negatywny wpływ również na wiele innych narządów – w tym m.in. na serce. 
Dla naszego układu krążenia szkodliwa jest już sama nikotyna, którą zawierają zarówno klasyczne papierosy jak i te elektroniczne. Substancja ta podnosi ciśnienie, uszkadza naczynia krwionośne i śródbłonek, może także powodować destabilizację blaszki miażdżycowej. A pamiętajmy przy tym, nikotyna nie jest jedyną szkodliwą substancją, jaką zawierają e-liquidy – wyjaśnia Piotr Buszman, kardiolog inwazyjny.
Palenie tytoniu jest jednym z głównych czynników ryzyka rozwoju chorób serca, takich jak choroba wieńcowa, zawał serca, miażdżyca i nadciśnienie tętnicze. 
Substancje chemiczne obecne w dymie tytoniowym, takie jak nikotyna, tlenek węgla i inne toksyny, powodują uszkodzenie naczyń krwionośnych, prowadzące do zwężenia tętnic i ograniczenia przepływu krwi do serca. Długotrwałe palenie tytoniu prowadzi do uszkodzenia ścian naczyń krwionośnych, powodując ich stwardnienie i zmniejszenie elastyczności. To może prowadzić do zwiększonego ciśnienia krwi i rozwoju nadciśnienia tętniczego, co stanowi główny czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Ponadto palenie tytoniu może powodować zaburzenia rytmu serca, takie jak migotanie przedsionków i tachykardia. Nikotyna zawarta w papierosach może wpływać na impulsy elektryczne w sercu, co prowadzi do nieregularnego bicia serca – dodaje kardiolog.
Ważne jest, aby zauważyć, że te szkodliwe efekty palenia tytoniu na serce mogą być zmniejszane lub odwracane, jeśli osoba zdecyduje się rzucić palenie. Zaprzestanie palenia tytoniu jest kluczowym krokiem w ochronie zdrowia serca i zmniejszeniu ryzyka chorób serca.
źródło: Grupa American Heart of Poland
Podczas wizyty u kardiologa, lekarz zadaje wiele ważnych pytań dotyczących objawów, które doskwierają pacjentowi i przyjmowanych przez niego leków. Kiedy jednak pada pytanie o stan uzębienia, albo o ostatnią wizytę u dentysty, na twarzach wielu pacjentów pojawia się zdumienie – przecież to tylko zęby! Jaki mogą mieć związek z sercem?
Integralna całość

Nasz organizm składa się z wielu części współgrających ze sobą w skomplikowanych mechanizmach, które wciąż poznajemy i próbujemy zrozumieć. Ból szyi czy łopatki może być tak naprawdę pierwszą oznaką zawału serca, pomimo że na pierwszy rzut oka te części ciała nic z sercem wspólnego nie mają. Podobnie choroby przyzębia, tak powszechne wśród społeczeństwa, okazują się być ,,koniem trojańskim’’, który lekceważony może dokonać spustoszenia nie tylko w jamie ustnej, ale również w całym organizmie. 

Przez zęby do serca

Choroby przyzębia, kojarzone głównie z krwawieniem i opuchnięciem dziąseł, są o wiele bardziej zróżnicowane ale większość z nich łączy dwie rzeczy: stan zapalny i obecność licznych bakterii. To właśnie te drobne organizmy znajdujące się w kieszonkach przyzębnych, dostają się do krwi, a przez nią prostą drogą do serca. Tam niszczą ściany naczyń i uczestniczą w tworzeniu blaszek miażdżycowych. Według licznych badań, częstość choroby wieńcowej i zawału serca wzrasta od 25 do nawet 72% u osób, u których występowała choroba przyzębia.

Nie tylko zawał

Badacze chcąc zgłębić temat powiązań pomiędzy chorobami przyzębia a wpływem na układ krążenia, przeprowadzili wiele innych badań. Jedno z nich skupiło się na analizie płytek nazębnych i znajdujących się tam patogennych mikroorganizmów. Eksperyment wykazał, że choroby przyzębia mogą predysponować do wystąpienia… nadciśnienia tętniczego. Dodatkowo ilość płytki nazębnej korelowała ze wzrostem wartości ciśnienia.

Na ratunek sercu

Pomimo tych groźnie brzmiących powikłań, istnieją proste rozwiązania zmniejszające diametralnie ryzyko ich wystąpienia. Pierwsze z nich, dość oczywiste, może oszczędzić nam wielu problemów – jest to codzienna higiena jamy ustnej. Wystarczy kilka minut dziennie i dobrze dobrana szczoteczka, by zadbać o swoje zęby i serce. Jednak pomimo najszczerszych chęci to nie wystarczy i niezbędne są również regularne wizyty u lekarza dentysty, który oprócz cennych porad może zaproponować zabiegi, na przykład zmniejszające płytkę nazębną – główne siedlisko bakterii.

Autor: Aleksandra Bożym, redakcja Medicalpress
SKN Kardiologii przy I Katedrze i Klinice WUM

źródła:

https://journals.viamedica.pl/choroby_serca_i_naczyn/article/view/42541/31441
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8394608/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3403746/

Na zawał serca każdego roku umiera w Polsce ok. 15 tys. osób. Z roku na rok zagrożenie to dotyka coraz większej liczby młodych osób – obecnie już co dziesiąty zawał dotyczy pacjenta przed 45. rokiem życia. Szansę na przeżycie zawału i minimalizację jego skutków znacząco zwiększa jak najszybsze zgłoszenie się po specjalistyczną pomoc. To wiedza, które może uratować życie nam i naszym bliskim. O tym, jak rozpoznać zawał i jak postępować przy jego wystąpieniu mówi Grzegorz Dzik, kardiolog Grupy American Heart of Poland.

Dlaczego czas jest tak ważny?
Zawał serca jest chorobą, która najczęściej zaczyna się nagle, a jej istotą jest dokonująca się martwica mięśnia sercowego. Stopień tej martwicy jest tym większy, im dłużej trwa niedokrwienie. Gdy dokona się ona całkowicie, jest to już proces nieodwracalny, którego nie naprawi żadne leczenie. Stąd też im szybciej otrzymamy pomoc, tym większa szansa na uratowanie naszego serca – kluczową rolę odgrywa tu pierwsze 60 minut. Co istotne, czas ten liczy się od momentu wystąpienia objawów, dlatego tak ważne jest, by nie ignorować niepokojących sygnałów.
Im szybciej trafimy do wyspecjalizowanego ośrodka, który jest w stanie przywrócić prawidłowe ukrwienie serca, tym bardziej jesteśmy w stanie ograniczyć strefę martwicy i niekorzystne następstwa zawału. Czas ma tutaj kluczowe znaczenie – decyduje o tym, czy przeżyjemy i czy będziemy w stanie po tej chorobie normalnie funkcjonować – mówi Grzegorz Dzik, Grupa American Heart of Poland. 
Warto podkreślić, że moment udzielenia pomocy medycznej osobie z zawałem jest najczęściej całkowicie zależny od pacjenta lub osób w jego otoczeniu. 
Nie powinniśmy czekać aż przedłużający się ból w klatce piersiowej sam przejdzie – szczególnie jeśli dotyczy to osób starszych lub obarczonych czynnikami ryzyka. Niestety, bagatelizowanie objawów i czekanie aż miną one samoistnie to nadal najczęstszy powód, dla którego pacjenci z zawałem trafiają do nas zbyt późno – przestrzega specjalista American Heart of Poland. 
Jakie objawy powinny nas zaniepokoić?
 
Najbardziej typowym objawem zawału mięśnia sercowego jest nagły i bardzo silny ból w okolicach mostka lub serca. Ma on piekący, dławiący charakter, nie ustępuje po odpoczynku, może promieniować do żuchwy i lewej ręki, a także do brzucha i pleców. Często towarzyszy mu uczucie duszności, poczucie niepokoju, przyspieszone tętno i kołatanie serca.
Ból w klatce piersiowej zdecydowanie powinien być dla nas sygnałem alarmującym. Jeśli trwa powyżej 20-30 minut konieczne jest wezwanie pomocy medycznej. Niepokojące są również inne objawy, które w pierwszym odruchu nie kojarzą się z zawałem serca, a mimo to często są z nim związane, jak zawroty głowy, zimne poty, długotrwały kaszel, drętwienie kończyn, uczucie zmęczenia, dyskomfort w klatce piersiowej, nudności, zgaga, ból brzucha – tłumaczy Grzegorz Dzik. 
Co robić przy podejrzeniu zawału?
 
Jeśli zaobserwujemy niepokojące objawy u siebie lub kogoś z naszego otoczenia, koniecznie wzywajmy pomoc medyczną. Ważne jest, by zachować spokój i nie dać się ponieść emocjom. W oczekiwaniu na ratowników warto posadzić chorego w pozycji półsiedzącej, rozluźnić ciasną odzież i zapewnić dostęp świeżego powietrza. 

Nigdy nie próbujmy w takiej sytuacji dotrzeć do szpitala na własną rękę, ponieważ proces leczenia zawału mięśnia sercowego tak naprawdę rozpoczyna się już na poziomie pracy zespołu ratownictwa medycznego – podłączane jest EKG, podawane leki przeciwpłytkowe i leki przeciwbólowe. Odpowiednie informacje otrzymuje też od razu zespół w szpitalu, dzięki czemu jest w pełnej gotowości na przyjęcie pacjenta z zawałem.
 
źródło: American Heart of Poland
 

Na zawał serca każdego roku umiera w Polsce ok. 15 tys. osób. Z roku na rok zagrożenie to dotyka coraz większej liczby młodych osób – obecnie już co dziesiąty zawał dotyczy pacjenta przed 45. rokiem życia. Szansę na przeżycie zawału i minimalizację jego skutków znacząco zwiększa jak najszybsze zgłoszenie się po specjalistyczną pomoc. To wiedza, które może uratować życie nam i naszym bliskim. O tym, jak rozpoznać zawał i jak postępować przy jego wystąpieniu mówi Grzegorz Dzik, kardiolog Grupy American Heart of Poland.

Dlaczego czas jest tak ważny?
Zawał serca jest chorobą, która najczęściej zaczyna się nagle, a jej istotą jest dokonująca się martwica mięśnia sercowego. Stopień tej martwicy jest tym większy, im dłużej trwa niedokrwienie. Gdy dokona się ona całkowicie, jest to już proces nieodwracalny, którego nie naprawi żadne leczenie. Stąd też im szybciej otrzymamy pomoc, tym większa szansa na uratowanie naszego serca – kluczową rolę odgrywa tu pierwsze 60 minut. Co istotne, czas ten liczy się od momentu wystąpienia objawów, dlatego tak ważne jest, by nie ignorować niepokojących sygnałów.
Im szybciej trafimy do wyspecjalizowanego ośrodka, który jest w stanie przywrócić prawidłowe ukrwienie serca, tym bardziej jesteśmy w stanie ograniczyć strefę martwicy i niekorzystne następstwa zawału. Czas ma tutaj kluczowe znaczenie – decyduje o tym, czy przeżyjemy i czy będziemy w stanie po tej chorobie normalnie funkcjonować – mówi Grzegorz Dzik, Grupa American Heart of Poland. 
Warto podkreślić, że moment udzielenia pomocy medycznej osobie z zawałem jest najczęściej całkowicie zależny od pacjenta lub osób w jego otoczeniu. 
Nie powinniśmy czekać aż przedłużający się ból w klatce piersiowej sam przejdzie – szczególnie jeśli dotyczy to osób starszych lub obarczonych czynnikami ryzyka. Niestety, bagatelizowanie objawów i czekanie aż miną one samoistnie to nadal najczęstszy powód, dla którego pacjenci z zawałem trafiają do nas zbyt późno – przestrzega specjalista American Heart of Poland. 
Jakie objawy powinny nas zaniepokoić?
 
Najbardziej typowym objawem zawału mięśnia sercowego jest nagły i bardzo silny ból w okolicach mostka lub serca. Ma on piekący, dławiący charakter, nie ustępuje po odpoczynku, może promieniować do żuchwy i lewej ręki, a także do brzucha i pleców. Często towarzyszy mu uczucie duszności, poczucie niepokoju, przyspieszone tętno i kołatanie serca.
Ból w klatce piersiowej zdecydowanie powinien być dla nas sygnałem alarmującym. Jeśli trwa powyżej 20-30 minut konieczne jest wezwanie pomocy medycznej. Niepokojące są również inne objawy, które w pierwszym odruchu nie kojarzą się z zawałem serca, a mimo to często są z nim związane, jak zawroty głowy, zimne poty, długotrwały kaszel, drętwienie kończyn, uczucie zmęczenia, dyskomfort w klatce piersiowej, nudności, zgaga, ból brzucha – tłumaczy Grzegorz Dzik. 
Co robić przy podejrzeniu zawału?
 
Jeśli zaobserwujemy niepokojące objawy u siebie lub kogoś z naszego otoczenia, koniecznie wzywajmy pomoc medyczną. Ważne jest, by zachować spokój i nie dać się ponieść emocjom. W oczekiwaniu na ratowników warto posadzić chorego w pozycji półsiedzącej, rozluźnić ciasną odzież i zapewnić dostęp świeżego powietrza. 

Nigdy nie próbujmy w takiej sytuacji dotrzeć do szpitala na własną rękę, ponieważ proces leczenia zawału mięśnia sercowego tak naprawdę rozpoczyna się już na poziomie pracy zespołu ratownictwa medycznego – podłączane jest EKG, podawane leki przeciwpłytkowe i leki przeciwbólowe. Odpowiednie informacje otrzymuje też od razu zespół w szpitalu, dzięki czemu jest w pełnej gotowości na przyjęcie pacjenta z zawałem.
 
źródło: American Heart of Poland
 
Kardiolodzy biją na alarm. Choroby układu sercowo-naczyniowego (CVD) wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Około 70 tysięcy osób rocznie doświadcza zawału serca, z czego 20 procent nie przeżyje kolejnego roku, a co trzecia osoba po zawale umrze z przyczyn sercowo-naczyniowych w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów niezbędna jest optymalizacja systemu opieki zdrowotnej. Dzięki planowanym zmianom w leczeniu kardiologicznym oraz wprowadzeniu KOS-Zawał Plus, Polska może stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale.
VI edycja debaty z cyklu „Healthcare Policy Summit” zainicjowanego w 2022 r. przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych była poświęcona profilaktyce i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych oraz opiece nad pacjentem kardiologicznym. 25 kwietnia czołowi polscy kardiolodzy oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej dyskutowali o koniecznych zmianach.

Dane epidemiologiczne zawarte na najnowszym raporcie Uczelni Łazarskiego „Zawał i opieka po zawale” pokazują, że Polska należy do krajów wysokiego ryzyka śmiertelności sercowo-naczyniowej. W 2021 r. zawału doświadczyło 67,7 tys. osób, z czego 65 proc. stanowili mężczyźni, a 35 proc. kobiety. Śmiertelność w zawale serca sięga 9,5 proc. w przypadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej, 12,4 proc. w ciągu 30 dni po zawale oraz 21,5 proc. w ciągu roku.
Pacjent wychodzi po zawale serca ze szpitala ze stosunkowo niską śmiertelnością, ale z powodu choroby niedokrwiennej serca 60 proc. ponownie zachoruje i będzie hospitalizowana – wskazał prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Zdaniem profesora, w Europie Zachodniej już od kilku lat choroby serca nie są główną przyczyną zgonów zarówno w całym społeczeństwie, jak i wśród osób poniżej 65. r.ż., gdzie obywatele tych krajów żyją dłużej niż w Polsce. Działań, które trzeba podjąć jest bardzo dużo, jest to przede wszystkim profilaktyka oraz styl życia.

W opinii eksperta ważna jest również opieka nad osobami najbardziej zagrożonymi, po przebytym zawale serca. Co roku ok 60-70 tys. osób ma zawał serca, a co trzecia z nich umiera w ciągu trzech lat. Te statystyki można odwrócić, dzięki opiece koordynowanej nad pacjentem, która zostanie wprowadzona do codziennej praktyki klinicznej od stycznia 2024 r.

Prof. Mitkowski dodał, że w porównaniu do Danii, Francji, Hiszpanii czy Szwecji Polska wykazuje się wyższym ryzykiem śmiertelności po zawale przy tym samym nasileniu czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie tętnicze czy wysoki poziom cholesterolu. Aby zmniejszyć poziom śmiertelności do poziomu tamtych krajów, należy znacząco obniżyć czynniki ryzyka. Tymczasem chociaż większość pacjentów rzuca po zawale palenie, to już jeżeli chodzi np. o stężenie cholesterolu, ponad połowa nie osiąga celu terapeutycznego.

Obniżeniu stopnia śmiertelności pozawałowej służy między innymi funkcjonujący od 2017 r. program KOS-Zawał, którego celem jest kompleksowa opieka nad pacjentem po zawale, maksymalnie ułatwiająca dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz badań kontrolnych przez cały rok po incydencie. Cztery moduły programu zakładają hospitalizację pacjenta obejmującą leczenie zachowawcze i diagnostykę, rehabilitację kardiologiczną z uwzględnieniem rehabilitacji stacjonarnej, ambulatoryjnej i telerehabilitacji, elektroterapię oraz opiekę specjalistyczną trwającą 12 miesięcy od wystąpienia zawału serca.
KOS-Zawał to plan opieki koordynowanej nad pacjentem po zawale serca. Program ogranicza stopień śmiertelności w ciągu roku po zawale o ponad 30 proc. i o 25 proc. ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Jednak tylko połowa ośrodków – czyli 68 – prowadzi ten program – zaznaczył prof. Mitkowski.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśla, że KOS-Zawał jest sztandarowym i wzorcowym przykładem innowacji organizacyjnej.
Jest to jeden z najbardziej skutecznych, nowatorskich modeli organizacji opieki, którego zazdroszczą nam również lekarze i pacjenci w innych krajach, często z dużo lepiej rozwiniętym systemem – powiedziała dyrektor.
Dr hab. n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, podkreślił, że program KOS-Zawał jest wielkim osiągnięciem polskiego środowiska kardiologicznego i powinien być kontynuowany.
Warto zwrócić uwagę, że od wielu lat program KOS-Zawał nie jest aktualizowany i wymaga ewaluacji. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i będziemy wspólnie się nad tym zastanawiać – dodał prof. Radosław Sierpiński.
Mając na uwadze dobro pacjentów, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z inicjatywą o wdrożenie zmian w programie KOS-Zawał Plus. Pilotaż miałby polegać na bardzo wczesnej i agresywnej interwencji nakierowanej na obniżenie stężenia cholesterolu LDL. Jeśli standardowa terapia nie jest efektywna, wtedy włączane byłyby leki interferujące z białkiem PSCK9 lub inhibitory tego białka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska mogłaby stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale. Gdyby udało się zrealizować ten program, mielibyśmy osiągnięcie na skalę krajową i europejską, a może wręcz na skalę globalną. Cele terapeutyczne byłyby osiągane bardzo szybko – zaznaczył prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
O potrzebie zmiany sposobu myślenia na temat systemu opieki zdrowotnej mówił prof. Rifat Atun z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, dyrektor klastra ds. globalnych systemów opieki zdrowotnej.
Korzyści zdrowotne przekładają się na korzyści gospodarcze i społeczne. Nie można traktować systemu wyłącznie w kategoriach kosztów i problemów z nimi związanych. Dla rządu i społeczeństwa dobrze funkcjonujący system to najlepsza inwestycja, która przynosi korzyści zarówno obywatelom, jak i państwu, gdyż generuje zatrudnienie, rozwój innych sektorów gospodarki i innowacji – podkreślił prof. Atun.
W opinii eksperta, który jest doradcą w WHO i pomógł już usprawnić funkcjonowanie systemów opieki zdrowotnej w 30 krajach świata, każdy system zawodzi w sytuacji dużego szoku, jakim była przykładowo pandemia COVID-19. Dlatego system powinien być bardziej elastyczny, odporny i zrównoważony, a kluczową kwestią dla poprawy funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia jest wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Wtórował mu prof. Mitkowski.
Mówimy o innowacjach, które dają zatrudnienie. Tak więc jest to inwestycja w ludzi, którzy będą produkować pewne dobra związane ze zdrowiem populacyjnym. Potrzebujemy jednak więcej innowacji – stwierdził.
W opinii dr. n. med. Tomasza Latosa, przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, osiągnęliśmy sukces, jeżeli chodzi o część chorób sercowo-naczyniowych. Jednak do pełni szczęścia wciąż brakuje kilku elementów.
Problem zgonów kardiologicznych w Polsce się zmniejszył, jednak wciąż brakuje opieki, prowadzenia pacjenta, który miał ostre stany w schorzeniach kardiologicznych. Pacjent z różnych powodów w tym systemie ginie. Opieka koordynowana w pilotażu przyniesie efekty, jednak brakuje dobrej, systematycznej współpracy między specjalistami. Bardzo ważna jest także promocja profilaktyki, wykluczenie złych nawyków Polaków – wskazał Tomasz Latos.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, uważa, że w pierwszej kolejności należy wyznaczyć cele w grupie pacjentów kardiologicznych, a potem określić, jaką drogą i za pomocą jakich narzędzi ten cel osiągnąć. Konieczne jest także efektywne wykorzystanie danych w celu określenia co i gdzie jest konkretnie potrzebne, przekonania decydentów do proponowanych rozwiązań oraz stworzenie narzędzi do precyzyjnej oceny interwencji.

Dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, zastępca kierownika Kliniki Kardiologii 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu również podkreślał znaczenie danych w medycynie.
Nie możemy marnować 2, 3, 5 lat na sięganie po dane, które już są zgromadzone. One muszą być dostępne błyskawicznie, aby mogły być wykorzystane w celach naukowych i polepszenie opieki zdrowotnej nad pacjentami – powiedział prof. Jagielski.
Zdaniem prof. dr hab. n. med. Piotra Jankowskiego, przewodniczącego Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przy próbach zreformowania systemu opieki zdrowotnej nie można uciec od stylu życia i codziennych wyborów Polaków.
Rola Ministra Zdrowia jest często mniejsza, niż osób z innych sektorów życia publicznego czy edukacji. Nauka, sport, środowisko, a nawet architektura mają znaczący wpływ na społeczeństwo, a tym samym zdrowie populacyjne – stwierdził.
Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, dyrektor Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że konieczna jest definicja rzeczywistych potrzeb i przekierowanie środków tam, gdzie są największe potrzeby, a wykorzystanie środków będzie najbardziej efektywne.
Program KOS-Zawał to słuszna inicjatywa i tam, gdzie jest realizowany, przynosi wymierne korzyści pacjentom. Sęk w tym, że program się nie rozszerza. Największy problem jest z rehabilitacją, na którą nie ma finansowania. KOS-Zawał bez rehabilitacji będzie mniej efektywny – zaznaczył i dodał, że Rehabilitacja po zawale mięśnia sercowego, po każdym incydencie kardiologicznym powinna być nieodłączną częścią leczenia pacjenta.
 
 
źródło: PAP MediaRoom
Kardiolodzy biją na alarm. Choroby układu sercowo-naczyniowego (CVD) wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Około 70 tysięcy osób rocznie doświadcza zawału serca, z czego 20 procent nie przeżyje kolejnego roku, a co trzecia osoba po zawale umrze z przyczyn sercowo-naczyniowych w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów niezbędna jest optymalizacja systemu opieki zdrowotnej. Dzięki planowanym zmianom w leczeniu kardiologicznym oraz wprowadzeniu KOS-Zawał Plus, Polska może stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale.
VI edycja debaty z cyklu „Healthcare Policy Summit” zainicjowanego w 2022 r. przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych była poświęcona profilaktyce i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych oraz opiece nad pacjentem kardiologicznym. 25 kwietnia czołowi polscy kardiolodzy oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej dyskutowali o koniecznych zmianach.

Dane epidemiologiczne zawarte na najnowszym raporcie Uczelni Łazarskiego „Zawał i opieka po zawale” pokazują, że Polska należy do krajów wysokiego ryzyka śmiertelności sercowo-naczyniowej. W 2021 r. zawału doświadczyło 67,7 tys. osób, z czego 65 proc. stanowili mężczyźni, a 35 proc. kobiety. Śmiertelność w zawale serca sięga 9,5 proc. w przypadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej, 12,4 proc. w ciągu 30 dni po zawale oraz 21,5 proc. w ciągu roku.
Pacjent wychodzi po zawale serca ze szpitala ze stosunkowo niską śmiertelnością, ale z powodu choroby niedokrwiennej serca 60 proc. ponownie zachoruje i będzie hospitalizowana – wskazał prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Zdaniem profesora, w Europie Zachodniej już od kilku lat choroby serca nie są główną przyczyną zgonów zarówno w całym społeczeństwie, jak i wśród osób poniżej 65. r.ż., gdzie obywatele tych krajów żyją dłużej niż w Polsce. Działań, które trzeba podjąć jest bardzo dużo, jest to przede wszystkim profilaktyka oraz styl życia.

W opinii eksperta ważna jest również opieka nad osobami najbardziej zagrożonymi, po przebytym zawale serca. Co roku ok 60-70 tys. osób ma zawał serca, a co trzecia z nich umiera w ciągu trzech lat. Te statystyki można odwrócić, dzięki opiece koordynowanej nad pacjentem, która zostanie wprowadzona do codziennej praktyki klinicznej od stycznia 2024 r.

Prof. Mitkowski dodał, że w porównaniu do Danii, Francji, Hiszpanii czy Szwecji Polska wykazuje się wyższym ryzykiem śmiertelności po zawale przy tym samym nasileniu czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie tętnicze czy wysoki poziom cholesterolu. Aby zmniejszyć poziom śmiertelności do poziomu tamtych krajów, należy znacząco obniżyć czynniki ryzyka. Tymczasem chociaż większość pacjentów rzuca po zawale palenie, to już jeżeli chodzi np. o stężenie cholesterolu, ponad połowa nie osiąga celu terapeutycznego.

Obniżeniu stopnia śmiertelności pozawałowej służy między innymi funkcjonujący od 2017 r. program KOS-Zawał, którego celem jest kompleksowa opieka nad pacjentem po zawale, maksymalnie ułatwiająca dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz badań kontrolnych przez cały rok po incydencie. Cztery moduły programu zakładają hospitalizację pacjenta obejmującą leczenie zachowawcze i diagnostykę, rehabilitację kardiologiczną z uwzględnieniem rehabilitacji stacjonarnej, ambulatoryjnej i telerehabilitacji, elektroterapię oraz opiekę specjalistyczną trwającą 12 miesięcy od wystąpienia zawału serca.
KOS-Zawał to plan opieki koordynowanej nad pacjentem po zawale serca. Program ogranicza stopień śmiertelności w ciągu roku po zawale o ponad 30 proc. i o 25 proc. ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Jednak tylko połowa ośrodków – czyli 68 – prowadzi ten program – zaznaczył prof. Mitkowski.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśla, że KOS-Zawał jest sztandarowym i wzorcowym przykładem innowacji organizacyjnej.
Jest to jeden z najbardziej skutecznych, nowatorskich modeli organizacji opieki, którego zazdroszczą nam również lekarze i pacjenci w innych krajach, często z dużo lepiej rozwiniętym systemem – powiedziała dyrektor.
Dr hab. n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, podkreślił, że program KOS-Zawał jest wielkim osiągnięciem polskiego środowiska kardiologicznego i powinien być kontynuowany.
Warto zwrócić uwagę, że od wielu lat program KOS-Zawał nie jest aktualizowany i wymaga ewaluacji. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i będziemy wspólnie się nad tym zastanawiać – dodał prof. Radosław Sierpiński.
Mając na uwadze dobro pacjentów, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z inicjatywą o wdrożenie zmian w programie KOS-Zawał Plus. Pilotaż miałby polegać na bardzo wczesnej i agresywnej interwencji nakierowanej na obniżenie stężenia cholesterolu LDL. Jeśli standardowa terapia nie jest efektywna, wtedy włączane byłyby leki interferujące z białkiem PSCK9 lub inhibitory tego białka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska mogłaby stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale. Gdyby udało się zrealizować ten program, mielibyśmy osiągnięcie na skalę krajową i europejską, a może wręcz na skalę globalną. Cele terapeutyczne byłyby osiągane bardzo szybko – zaznaczył prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
O potrzebie zmiany sposobu myślenia na temat systemu opieki zdrowotnej mówił prof. Rifat Atun z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, dyrektor klastra ds. globalnych systemów opieki zdrowotnej.
Korzyści zdrowotne przekładają się na korzyści gospodarcze i społeczne. Nie można traktować systemu wyłącznie w kategoriach kosztów i problemów z nimi związanych. Dla rządu i społeczeństwa dobrze funkcjonujący system to najlepsza inwestycja, która przynosi korzyści zarówno obywatelom, jak i państwu, gdyż generuje zatrudnienie, rozwój innych sektorów gospodarki i innowacji – podkreślił prof. Atun.
W opinii eksperta, który jest doradcą w WHO i pomógł już usprawnić funkcjonowanie systemów opieki zdrowotnej w 30 krajach świata, każdy system zawodzi w sytuacji dużego szoku, jakim była przykładowo pandemia COVID-19. Dlatego system powinien być bardziej elastyczny, odporny i zrównoważony, a kluczową kwestią dla poprawy funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia jest wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Wtórował mu prof. Mitkowski.
Mówimy o innowacjach, które dają zatrudnienie. Tak więc jest to inwestycja w ludzi, którzy będą produkować pewne dobra związane ze zdrowiem populacyjnym. Potrzebujemy jednak więcej innowacji – stwierdził.
W opinii dr. n. med. Tomasza Latosa, przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, osiągnęliśmy sukces, jeżeli chodzi o część chorób sercowo-naczyniowych. Jednak do pełni szczęścia wciąż brakuje kilku elementów.
Problem zgonów kardiologicznych w Polsce się zmniejszył, jednak wciąż brakuje opieki, prowadzenia pacjenta, który miał ostre stany w schorzeniach kardiologicznych. Pacjent z różnych powodów w tym systemie ginie. Opieka koordynowana w pilotażu przyniesie efekty, jednak brakuje dobrej, systematycznej współpracy między specjalistami. Bardzo ważna jest także promocja profilaktyki, wykluczenie złych nawyków Polaków – wskazał Tomasz Latos.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, uważa, że w pierwszej kolejności należy wyznaczyć cele w grupie pacjentów kardiologicznych, a potem określić, jaką drogą i za pomocą jakich narzędzi ten cel osiągnąć. Konieczne jest także efektywne wykorzystanie danych w celu określenia co i gdzie jest konkretnie potrzebne, przekonania decydentów do proponowanych rozwiązań oraz stworzenie narzędzi do precyzyjnej oceny interwencji.

Dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, zastępca kierownika Kliniki Kardiologii 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu również podkreślał znaczenie danych w medycynie.
Nie możemy marnować 2, 3, 5 lat na sięganie po dane, które już są zgromadzone. One muszą być dostępne błyskawicznie, aby mogły być wykorzystane w celach naukowych i polepszenie opieki zdrowotnej nad pacjentami – powiedział prof. Jagielski.
Zdaniem prof. dr hab. n. med. Piotra Jankowskiego, przewodniczącego Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przy próbach zreformowania systemu opieki zdrowotnej nie można uciec od stylu życia i codziennych wyborów Polaków.
Rola Ministra Zdrowia jest często mniejsza, niż osób z innych sektorów życia publicznego czy edukacji. Nauka, sport, środowisko, a nawet architektura mają znaczący wpływ na społeczeństwo, a tym samym zdrowie populacyjne – stwierdził.
Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, dyrektor Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że konieczna jest definicja rzeczywistych potrzeb i przekierowanie środków tam, gdzie są największe potrzeby, a wykorzystanie środków będzie najbardziej efektywne.
Program KOS-Zawał to słuszna inicjatywa i tam, gdzie jest realizowany, przynosi wymierne korzyści pacjentom. Sęk w tym, że program się nie rozszerza. Największy problem jest z rehabilitacją, na którą nie ma finansowania. KOS-Zawał bez rehabilitacji będzie mniej efektywny – zaznaczył i dodał, że Rehabilitacja po zawale mięśnia sercowego, po każdym incydencie kardiologicznym powinna być nieodłączną częścią leczenia pacjenta.
 
 
źródło: PAP MediaRoom

Hipercholesterolemia to wielki problem polskiego społeczeństwa. Nawet osoby po zawale serca nie przestrzegają zaleceń lekarzy. Jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu (LDL) – alarmuje prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski.

Lekceważenie zbyt wysokiego poziomu cholesterolu jest nagminne w całej naszej populacji. Z danych opublikowanych w ramach kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” wynika, że zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. W naszym kraju problem ten dotyczy nawet 21 mln osób, czyli ponad 60 proc. populacji dorosłej, a w wieku powyżej 65. roku życia – nawet 70 proc. osób.

Rok 2023 ogłoszono „Rokiem Walki z Hipercholesterolemią”. Wielu naszych rodaków nawet nie zdaje sobie sprawy, że ma podwyższony poziom cholesterolu – zwracają uwagę lekarze. Jedynie dwie osoby na dziesięć wiedzą, jaki mają stężenie cholesterolu całkowitego lub złego cholesterolu LDL.

W sieci wiele jest też wprowadzających w błąd nieprawdziwych informacji na temat roli cholesterolu LDL, nasyconych kwasów tłuszczowych oraz powikłań dotyczących stosowania statyn – leków obniżających nadmierny poziom cholesterolu. Autorzy kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” twierdzą, że takich wiadomości jest nawet 7-10 razy więcej niż rzetelnych informacji, przekonujących o tym, że LDL jest niezależnym czynnikiem ryzyka chorób serca i naczyń, a statyny mogą nasze życie skutecznie wydłużyć.

Niepokojące jest, że nawet osoby po zawale serca nie dbają o właściwy poziom lipidów. Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski twierdzi, że jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu. To niepokojące, gdyż osoby te są bardziej zagrożone powtórnym zawałem serca. Dwie trzecie z nich to mężczyźni.

„Zawał serca to nie koniec, a początek problemów” – przekonuje specjalista. Wielu zawałowcom udaje się uratować życie dzięki szybkiemu zastosowaniu angioplastyki udrażniającej naczynia wieńcowe i przywracającej właściwe ukrwienie mięśnia sercowego. Jednak po tym zabiegu konieczna jest rehabilitacja kardiologiczna, zażywanie odpowiednich leków, szczególnie tych obniżających poziom cholesterolu oraz ciśnienie tętnicze krwi (jeśli jest ono również podwyższone). W ten sposób można zmniejszyć ryzyko choroby niedokrwiennej serca oraz powtórnego zawału, który tym razem może już być śmiertelny.

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznaje, że pacjentów po zawale na ogół udaje się przekonać do zaprzestania palenia tytoniu. „Tylko 12 proc. z nich nadal pali papierosy. Wciąż jednak najgorzej jest z obniżeniem poziomu cholesterolu oraz leczeniem otyłości” – zaznacza.

Zgodnie z wytycznymi po zawale serca poziom złego cholesterolu LDL nie powinien przekraczać 55 mg/dl (poniżej 1,4 mmol/l). „Cel ten można osiągnąć poprzez podawanie jak największych dawek – o ile są dobrze tolerowane – silnych statyn, takich jak atorwastatyna lub rosuwastatyna. Jeśli wyjściowe stężenie LDL jest bardzo wysokie, zwłaszcza przekraczające 120 mg/dl (3,1 mmol/l), leczenie można rozpocząć od połączenia statyny z innym lekiem – ezetymibem” – wyjaśnia prof. Przemysław Mitkowski.

Dodaje, że jeśli po 4-6 tygodniach poziom LDL nadal jest powyżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), należy do atorwastatyny i rosuwastatyny również dołączyć lek ezetymib w dawce 10 mg na dobę. Gdy po kolejnych 4-6 tygodniach cholesterol LDL wciąż nie spada poniżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), trzeba do statyn i ezetymibu dołączyć nowoczesny i skuteczny lek inklisiran (zastrzyk podskórny podawany dwa razy w roku) lub tzw. inhibitor białka PCSK9 – zastrzyk podskórny podawany co 2-4 tygodnie.

Cele terapeutyczne częściej osiągają pacjenci po zawale serca objęci programem KOS-Zawał. Powinien być on prowadzony przez ośrodek, w którym chory został poddany angioplastyce. Jednak wciąż nie wszyscy pacjenci są nim objęci, a każdy zawałowiec ma do tego prawo, pod warunkiem, że nie ma żadnych przeciwskazań medycznych i chce w ogóle się zgodzić na taki program. (PAP)

źródło: PAP

Hipercholesterolemia to wielki problem polskiego społeczeństwa. Nawet osoby po zawale serca nie przestrzegają zaleceń lekarzy. Jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu (LDL) – alarmuje prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski.

Lekceważenie zbyt wysokiego poziomu cholesterolu jest nagminne w całej naszej populacji. Z danych opublikowanych w ramach kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” wynika, że zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. W naszym kraju problem ten dotyczy nawet 21 mln osób, czyli ponad 60 proc. populacji dorosłej, a w wieku powyżej 65. roku życia – nawet 70 proc. osób.

Rok 2023 ogłoszono „Rokiem Walki z Hipercholesterolemią”. Wielu naszych rodaków nawet nie zdaje sobie sprawy, że ma podwyższony poziom cholesterolu – zwracają uwagę lekarze. Jedynie dwie osoby na dziesięć wiedzą, jaki mają stężenie cholesterolu całkowitego lub złego cholesterolu LDL.

W sieci wiele jest też wprowadzających w błąd nieprawdziwych informacji na temat roli cholesterolu LDL, nasyconych kwasów tłuszczowych oraz powikłań dotyczących stosowania statyn – leków obniżających nadmierny poziom cholesterolu. Autorzy kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” twierdzą, że takich wiadomości jest nawet 7-10 razy więcej niż rzetelnych informacji, przekonujących o tym, że LDL jest niezależnym czynnikiem ryzyka chorób serca i naczyń, a statyny mogą nasze życie skutecznie wydłużyć.

Niepokojące jest, że nawet osoby po zawale serca nie dbają o właściwy poziom lipidów. Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski twierdzi, że jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu. To niepokojące, gdyż osoby te są bardziej zagrożone powtórnym zawałem serca. Dwie trzecie z nich to mężczyźni.

„Zawał serca to nie koniec, a początek problemów” – przekonuje specjalista. Wielu zawałowcom udaje się uratować życie dzięki szybkiemu zastosowaniu angioplastyki udrażniającej naczynia wieńcowe i przywracającej właściwe ukrwienie mięśnia sercowego. Jednak po tym zabiegu konieczna jest rehabilitacja kardiologiczna, zażywanie odpowiednich leków, szczególnie tych obniżających poziom cholesterolu oraz ciśnienie tętnicze krwi (jeśli jest ono również podwyższone). W ten sposób można zmniejszyć ryzyko choroby niedokrwiennej serca oraz powtórnego zawału, który tym razem może już być śmiertelny.

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznaje, że pacjentów po zawale na ogół udaje się przekonać do zaprzestania palenia tytoniu. „Tylko 12 proc. z nich nadal pali papierosy. Wciąż jednak najgorzej jest z obniżeniem poziomu cholesterolu oraz leczeniem otyłości” – zaznacza.

Zgodnie z wytycznymi po zawale serca poziom złego cholesterolu LDL nie powinien przekraczać 55 mg/dl (poniżej 1,4 mmol/l). „Cel ten można osiągnąć poprzez podawanie jak największych dawek – o ile są dobrze tolerowane – silnych statyn, takich jak atorwastatyna lub rosuwastatyna. Jeśli wyjściowe stężenie LDL jest bardzo wysokie, zwłaszcza przekraczające 120 mg/dl (3,1 mmol/l), leczenie można rozpocząć od połączenia statyny z innym lekiem – ezetymibem” – wyjaśnia prof. Przemysław Mitkowski.

Dodaje, że jeśli po 4-6 tygodniach poziom LDL nadal jest powyżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), należy do atorwastatyny i rosuwastatyny również dołączyć lek ezetymib w dawce 10 mg na dobę. Gdy po kolejnych 4-6 tygodniach cholesterol LDL wciąż nie spada poniżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), trzeba do statyn i ezetymibu dołączyć nowoczesny i skuteczny lek inklisiran (zastrzyk podskórny podawany dwa razy w roku) lub tzw. inhibitor białka PCSK9 – zastrzyk podskórny podawany co 2-4 tygodnie.

Cele terapeutyczne częściej osiągają pacjenci po zawale serca objęci programem KOS-Zawał. Powinien być on prowadzony przez ośrodek, w którym chory został poddany angioplastyce. Jednak wciąż nie wszyscy pacjenci są nim objęci, a każdy zawałowiec ma do tego prawo, pod warunkiem, że nie ma żadnych przeciwskazań medycznych i chce w ogóle się zgodzić na taki program. (PAP)

źródło: PAP