Medicalpress

Długotrwałe narażenie na zanieczyszczenie powietrza zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwory o 11 proc., a ryzyko zgonu z ich powodu – o 12 proc. To wnioski z jednego z najbardziej kompleksowych przeglądów dowodów naukowych, który pokazuje, że wpływ jakości powietrza na zdrowie wykracza daleko poza dobrze znany związek z rakiem płuca. W praktyce oznacza to, że czynnik środowiskowy, na który jednostka ma ograniczony wpływ, zaczyna odgrywać coraz większą rolę w epidemiologii nowotworów – i to w skali globalnej.

Nie tylko rak płuca

Zanieczyszczenie powietrza, a szczególnie drobne cząstki pyłu zawieszonego PM2.5, od lat uznawane są za istotny czynnik ryzyka chorób układu oddechowego i sercowo-naczyniowego. Najnowsze dane pokazują jednak, że jego wpływ na onkologię jest znacznie szerszy.

Najsilniejsze zależności obserwuje się w przypadku raka wątroby i jelita grubego. Wraz ze wzrostem stężenia PM2.5 ryzyko zachorowania na raka wątroby rośnie nawet o 32 proc., a raka jelita grubego o 18 proc. Wzrost ryzyka dotyczy także raka piersi i płuca.

Równolegle zwiększa się śmiertelność. Ekspozycja na zanieczyszczone powietrze wiąże się z 20-procentowym wzrostem ryzyka zgonu z powodu raka piersi, 14-procentowym w przypadku raka wątroby i 12-procentowym w raku płuca.

Szacuje się, że samo zanieczyszczenie powietrza odpowiada za około 434 tys. zgonów rocznie z powodu raka płuca. To ponad jedna czwarta możliwych do uniknięcia przypadków u kobiet i blisko co szósty u mężczyzn.

Nierówności zdrowotne zapisane w powietrzu

Jednym z najbardziej uderzających wniosków raportu jest nierównomierne rozłożenie ryzyka. Zanieczyszczenie powietrza nie dotyka wszystkich w równym stopniu – jego konsekwencje kumulują się w populacjach najbardziej narażonych społecznie i ekonomicznie.

„Nowotwory najszybciej rosną w krajach rozwijających się, które są najmniej przygotowane do radzenia sobie z tym problemem. Tymczasem to właśnie populacje najbardziej wrażliwe i niedostatecznie chronione – zwłaszcza osoby gotujące przy użyciu paliw stałych lub mieszkające w pobliżu zakładów przemysłowych – ponoszą nieproporcjonalnie duży ciężar związany z zanieczyszczeniem powietrza. To ludzkie oblicze niesprawiedliwości środowiskowej” (tłum. red.) – podkreśla Helen Clark, była premier Nowej Zelandii i współprzewodnicząca inicjatywy „Our Common Air”.

Szczególnie narażone są kobiety i dzieci. W warunkach, w których do gotowania i ogrzewania wykorzystuje się paliwa stałe (np. drewno, węgiel), kobiety mają aż o 69 proc. wyższe ryzyko rozwoju raka płuca. Wzrost ryzyka dotyczy również innych nowotworów, w tym raka szyjki macicy.

Podwyższone ryzyko obserwuje się także wśród osób pracujących na zewnątrz oraz mieszkańców terenów uprzemysłowionych – zwłaszcza tam, gdzie standardy środowiskowe są niewystarczające lub słabo egzekwowane.

„Czynnik, którego nie da się wyłączyć”

Eksperci podkreślają, że zanieczyszczenie powietrza różni się od wielu innych czynników ryzyka tym, że nie można go po prostu wyeliminować na poziomie indywidualnym.

„Dokonaliśmy ogromnego postępu w ograniczaniu śmiertelności z powodu nowotworów, ale zanieczyszczone powietrze w sposób cichy podważa te osiągnięcia. To czynnik, z którego nie można zrezygnować, i który w największym stopniu dotyka kobiety, dzieci oraz osoby żyjące w ubóstwie” (tłum. red.) – wskazuje Cary Adams, dyrektor generalny Union for International Cancer Control (UICC).

Z tego powodu ciężar odpowiedzialności za ograniczenie ryzyka przesuwa się z poziomu jednostki na poziom polityki publicznej – obejmującej energetykę, transport, przemysł i planowanie przestrzenne.

Dowody są wystarczające, by działać

Zdaniem ekspertów nie ma już potrzeby dalszego udowadniania problemu – dostępne dane są wystarczające, by wdrażać konkretne działania.

„Społeczność onkologiczna osiąga postępy w ograniczaniu innych głównych czynników ryzyka, takich jak palenie tytoniu, spożycie alkoholu czy infekcje wirusowe i bakteryjne. Coraz wyraźniej widać, że zanieczyszczenie powietrza również musi być uznane za istotny i możliwy do uniknięcia czynnik zwiększający ryzyko zachorowania na nowotwory i zgonu z ich powodu” (tłum. red.) – zaznacza dr Elisabete Weiderpass, dyrektor Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC).

W praktyce oznacza to konieczność włączenia jakości powietrza do strategii walki z rakiem – na równi z profilaktyką, diagnostyką i leczeniem.

Polityka zdrowotna zaczyna się od powietrza

Lista skutecznych interwencji jest dobrze znana. Obejmuje m.in. zaostrzenie norm emisji, transformację energetyczną, poprawę jakości transportu publicznego oraz projektowanie miast sprzyjających ograniczaniu ruchu samochodowego.

Przykłady takich działań można znaleźć w miastach, które konsekwentnie ograniczają emisje i promują aktywne formy mobilności – jak Barcelona czy Bogotá – gdzie odnotowano realne spadki liczby zgonów możliwych do uniknięcia.

Problemem pozostaje jednak wdrażanie regulacji. Choć ponad 140 krajów przyjęło standardy jakości powietrza, tylko około jedna trzecia skutecznie je egzekwuje.

„Zanieczyszczenie powietrza odpowiada obecnie za więcej zgonów rocznie niż tytoń. Wymaga więc takiej samej uwagi politycznej ze strony rządów i ministrów zdrowia. Czyste powietrze jest kluczowe zarówno dla zapobiegania nowotworom, jak i poprawy przeżywalności” (tłum. red.) – podkreśla Nina Renshaw, dyrektor ds. zdrowia w Clean Air Fund.

Wyzwanie, które będzie narastać

Znaczenie problemu będzie rosło wraz z prognozowanym wzrostem liczby zachorowań na nowotwory – z 20 mln przypadków w 2022 roku do nawet 35 mln w 2050 roku.

W tym kontekście jakość powietrza przestaje być wyłącznie kwestią środowiskową. Staje się jednym z kluczowych elementów polityki zdrowotnej i realnym narzędziem wpływania na przyszłe obciążenie chorobami nowotworowymi.

Źródło: Union for International Cancer Control (UICC), 2026

Migrena od lat opisywana jest jako choroba wynikająca z indywidualnej podatności organizmu. Wiadomo, że kluczową rolę odgrywają mechanizmy neurologiczne, nadpobudliwość ośrodkowego układu nerwowego i skłonność do sensytyzacji. Wciąż jednak trudno odpowiedzieć na podstawowe pytanie: dlaczego napady pojawiają się w konkretnym momencie, a nie w innym.
W codziennym doświadczeniu pacjentów odpowiedź często wiąże się z otoczeniem – zmianą pogody, upałem, dusznym powietrzem, intensywnym światłem. Tego rodzaju obserwacje przez lata pozostawały na marginesie badań, traktowane jako subiektywne i trudne do uchwycenia. Tymczasem nowe analizy coraz wyraźniej pokazują, że środowisko może wpływać nie tylko na samopoczucie, ale także na dynamikę choroby.

Praca opublikowana w Neurology wpisuje te obserwacje w spójny model. Autorzy proponują spojrzenie, w którym migrena nie jest wyłącznie wynikiem stałej podatności biologicznej. Na tę podatność nakładają się warunki środowiskowe utrzymujące się przez dłuższy czas – takie jak temperatura czy wilgotność – a dopiero na tym tle pojawiają się krótkotrwałe zmiany, które poprzedzają napad.

„Wyniki sugerują, że u osób z predyspozycją do migreny czynniki środowiskowe mogą pełnić dwie funkcje: warunki takie jak temperatura i wilgotność modyfikują ryzyko, natomiast krótkotrwałe zmiany, np. wzrost stężenia zanieczyszczeń, mogą poprzedzać napad” – wskazuje dr Ido Peles z Uniwersytetu Ben-Guriona w Negewie w Beer Szewie (tłum. red.).

To przesunięcie perspektywy ma znaczenie praktyczne. Zamiast szukać jednego konkretnego czynnika, który zawsze poprzedza napad, badacze pokazują układ zależności, w którym liczy się zarówno to, co dzieje się w danym dniu, jak i to, jakie warunki panowały wcześniej.

Jedno badanie, wiele poziomów zależności

Analiza objęła ponad siedem tysięcy dorosłych pacjentów z migreną mieszkających w Beer Szewie i była prowadzona na przestrzeni ponad dwóch dekad. Dane medyczne zestawiono z informacjami o jakości powietrza i warunkach pogodowych, a aktywność choroby oceniano na podstawie wizyt z powodu ostrej migreny oraz zużycia tryptanów.

W krótkim horyzoncie czasowym większe znaczenie miały zmiany z dnia na dzień. Wyższe stężenia dwutlenku azotu oraz większa ekspozycja na promieniowanie słoneczne wiązały się z częstszymi wizytami wymagającymi interwencji medycznej. Najsilniejszy związek dotyczył ekspozycji z jednego lub dwóch dni poprzedzających zdarzenie.

W dłuższym okresie widoczny był inny wzorzec. Zarówno NO2, jak i drobne cząstki PM2.5 wiązały się z większym zużyciem leków przeciwmigrenowych. W tym ujęciu środowisko nie tyle poprzedza pojedynczy napad, ile wpływa na ogólną aktywność choroby.

Znaczenie warunków pogodowych

Wyniki stają się bardziej zrozumiałe, gdy uwzględni się warunki pogodowe. W okresach wysokiej temperatury i niskiej wilgotności zależność między NO2 a ryzykiem zaostrzeń była silniejsza. W chłodnych i wilgotnych tygodniach zimowych większe znaczenie miały drobne cząstki pyłu zawieszonego.

To pokazuje, że ten sam czynnik środowiskowy może działać inaczej w zależności od kontekstu. Wpływ zanieczyszczeń nie jest stały – zmienia się wraz z warunkami atmosferycznymi i sezonem. W praktyce oznacza to, że pojedynczy parametr, rozpatrywany w oderwaniu od reszty, nie daje pełnego obrazu ryzyka.

Zależności te mają swoje biologiczne uzasadnienie. Zanieczyszczenia powietrza, takie jak dwutlenek azotu (NO₂) czy drobne cząstki pyłu zawieszonego (PM2.5), mogą nasilać stres oksydacyjny i odpowiedź zapalną w organizmie. W efekcie dochodzi do pobudzenia tzw. układu trójdzielno-naczyniowego – sieci nerwów i naczyń krwionośnych odpowiadającej za przekazywanie bodźców bólowych w obrębie głowy. Jednym z kluczowych elementów tego procesu jest uwalnianie CGRP (calcitonin gene-related peptide) – neuropeptydu, który rozszerza naczynia krwionośne i nasila przewodzenie sygnałów bólowych. To właśnie ten mechanizm uznawany jest dziś za jeden z centralnych w patofizjologii migreny i stanowi cel nowoczesnych terapii.

Wcześniejsze rozpoznanie ryzyka

Autorzy zwracają uwagę na konsekwencje praktyczne. „Wyniki pokazują, że można z większym wyprzedzeniem identyfikować okresy zwiększonego ryzyka napadów” – mówi dr Peles. „Gdy prognozowane są warunki zwiększające ryzyko, można zalecać ograniczenie ekspozycji, stosowanie filtracji powietrza oraz wcześniejsze wdrożenie leczenia, aby zapobiec rozwojowi napadu” (tłum. red.).
W tym ujęciu migrena przestaje być wyłącznie chorobą wymagającą reakcji na objawy. Pojawia się przestrzeń dla działań wyprzedzających – opartych na prognozach środowiskowych i obserwacji własnych wzorców choroby.

Jak interpretować wyniki

Autorzy podkreślają, że badanie pokazuje zależność, a nie związek przyczynowo-skutkowy. Analiza opierała się na danych z systemu ochrony zdrowia i obejmowała przede wszystkim cięższe epizody migreny. Nie uwzględniała napadów łagodniejszych, które pacjenci leczą samodzielnie. Ekspozycja środowiskowa była określana na podstawie danych ze stacji monitorujących, bez uwzględnienia indywidualnych zachowań.

Te ograniczenia nie zmieniają jednak głównego wniosku. Migrena pozostaje chorobą o złożonym podłożu, w której czynniki środowiskowe nie są jedynie tłem, lecz jednym z elementów kształtujących jej przebieg.

Wraz ze wzrostem liczby dni z wysokim zanieczyszczeniem powietrza, fal upałów i zmienności klimatycznej znaczenie tego kontekstu będzie prawdopodobnie rosło. W praktyce klinicznej oznacza to konieczność uwzględnienia nie tylko samej choroby, ale także warunków, w jakich funkcjonuje pacjent – i tego, jak te warunki zmieniają się w czasie.

Źródła:
Peles I., Novack L., Gordon M. i wsp., Acute Environmental Triggers and Intermediate-Term Modulators of Emergency Migraine-Related Health Care Encounters, Neurology, 12 maja 2026; 106(9): e214936, DOI: 10.1212/WNL.0000000000214936.
American Academy of Neurology, Air pollution associated with increased migraine activity, komunikat prasowy, 15 kwietnia 2026.
Zanieczyszczenia powietrza, w tym pyły zawieszone PM2,5 i PM10, mają istotny wpływ nie tylko na płuca i oskrzela, lecz także na błonę śluzową nosa i zatok, prowadząc do przewlekłych stanów zapalnych – ostrzegają laryngolodzy. Smog zwiększa także ryzyko astmy, chorób układu krążenia i nowotworów. W Polsce zła jakość powietrza może być przyczyną nawet blisko 50 tys. przedwczesnych zgonów rocznie.
 Zanieczyszczenia powietrza mają ogromny wpływ na zatoki i górne drogi oddechowe, podobnie jak na dolne drogi oddechowe, czyli oskrzela i płuca. Smog i pyły, takie jak PM2,5 i PM10, powodują ogromne spustoszenie w zatokach, uszkadzając nabłonek nosa i zatok oraz powodując przewlekły obrzęk. Tacy pacjenci niejednokrotnie trafiają do laryngologa z objawami zapalenia zatok albo alergii, a okazuje się, że przyczyna jest związana właśnie ze smogiem. Główne objawy związane z wpływem smogu na zatoki to przede wszystkim niedrożny nos i częste infekcje górnych dróg oddechowych – wyjaśnia w wywiadzie dla agencji Newseria dr hab. n. med. Mirosław Szczepański, otolaryngolog i chirurg głowy i szyi z Centrum Medycznego AlmiMed.

Jak podkreśla, to powoduje wzrost zapotrzebowania na operacje endoskopowe w obrębie zatok przynosowych.

 Pacjenci trafiają do laryngologa najpierw na leczenie zachowawcze, a później na leczenie operacyjne – podkreśla dr hab. Mirosław Szczepański. – Jest to poważny problem nie tylko medyczny, ale też socjoekonomiczny, ponieważ pacjenci trafiający do laryngologów to koszty związane z leczeniem, zarówno ambulatoryjnym, jak i operacyjnym, jeśli leczenie zachowawcze nie pomaga. Pacjenci częściej przebywają na zwolnieniach lekarskich związanych z rozwojem przewlekłych zapaleń zatok. Trzeci problem to oczywiście gorsza jakość życia, bo taka osoba zdecydowanie gorzej się czuje w ciągu dnia, jakby miała infekcję, a jednocześnie jej wydajność bardzo spada. Dotyczy to zarówno życia zawodowego, jak i poza pracą.

Jak szacuje zespół roboczy do spraw wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie przy ministrze zdrowia, co roku zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do około 46 tys. przedwczesnych zgonów. To więcej niż łączna liczba zgonów z powodu wypadków, HIV i uzależnień razem wziętych. Smog i spaliny szkodzą przede wszystkim dzieciom do piątego roku życia, seniorom, kobietom w ciąży (pyły o najdrobniejszej średnicy mogą nawet przenikać przez łożysko do płodu) i osobom z chorobami przewlekłymi. Negatywny wpływ dotyczy tych obszarów, które dominują w statystykach leczenia finansowanego przez NFZ. Zanieczyszczenia powietrza nasilają astmę i przewlekłe choroby płuc, a te należą do częstych powodów konsultacji POZ i hospitalizacji. Ze smogiem powiązane jest ryzyko raka płuca, a także nadciśnienia, niewydolności serca, choroby niedokrwiennej i udarów. Smog zwiększa także ryzyko cukrzycy typu 2 i zaburzeń metabolicznych. 

Cytowane przez resort klimatu wyniki analiz IOŚ‑PIB z 2024 roku pokazują, że nawet krótkotrwałe epizody wysokiego stężenia mogą prowadzić do nagłych hospitalizacji – szczególnie dzieci, u których smog powoduje częstsze infekcje, astmę oraz zaburzenia funkcji poznawczych i rozwoju neurologicznego.

 Grupy bardziej narażone to przede wszystkim mieszkańcy dużych miast, gdzie zanieczyszczenie w centrum miasta jest zdecydowanie większe, bądź miejscowości, które są szczególnie narażone na emisje z pieców grzewczych – podkreśla otolaryngolog. – Pacjenci w dużych miastach dużo częściej trafiają do laryngologa z racji narażenia. Część z nich w ogóle nie stosuje ochrony dróg oddechowych odpowiednimi maseczkami. Część wychodzi na spacery czy uprawia sporty na zewnątrz w momencie, kiedy są alerty smogowe.

Lekarze podkreślają, że w przypadku gdy obowiązują alerty smogowe, powinno się unikać aktywności na powietrzu. Jeśli natomiast wyjście jest konieczne, warto zadbać o ochronę przed wdychaniem pyłów zawieszonych w powietrzu.

 Możemy chronić zatoki, stosując przede wszystkim ochronę dróg oddechowych, czyli maseczki FFP2 czy FFP3. Kolejna rzecz, bardzo dobra zresztą, to stosowanie filtrów powietrza w mieszkaniu – radzi dr hab. Mirosław Szczepański.

Z ubiegłorocznego raportu Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego „Mapa postaw społecznych wobec zanieczyszczeń powietrza w Polsce” wynika, że 90 proc. Polaków uznaje zanieczyszczenie powietrza za przyczynę poważnych chorób, ale nie do końca wiedzą, co to oznacza. 43 proc. jest świadomych negatywnego wpływu na układ sercowo-naczyniowy. Jednocześnie niski jest poziom profilaktyki zagrożeń środowiskowych. Badanie CMKP wskazuje, że tylko 29 proc. dorosłych monitoruje jakość powietrza, a 19 proc. używa oczyszczaczy powietrza.

Źródło: Newseria