Medicalpress
W 2023 r. w Europejskim Regionie WHO odnotowano alarmujący wzrost zachorowań na odrę – ponad 42 200 przypadków. W wielu krajach wzrosły również wskaźniki hospitalizacji.
Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny – Państwowego Instytutu Badawczego (NIZP-PZH-PIB) w 2023 r. w Polsce odnotowano 36 przypadków odry, głównie w grupie wiekowej do dziesiątego roku życia. Biorąc jednak pod uwagę wysoką zakaźność odry, gdy wirus pojawi się w danej społeczności, może się tam bardzo szybko rozprzestrzeniać.

Odra może być potencjalnie niebezpieczna, ale można jej całkowicie zapobiec poprzez szczepienia. Aby móc zapobiegać rozprzestrzenianiu się odry po kontakcie z wirusem, odporność populacji musi wynosić co najmniej 95%. W każdym kraju istnieją grupy osób i to nie tylko wśród małych dzieci, ale także wśród młodzieży i dorosłych, które nie zostały zaszczepione lub nie przyjęły wystarczającej liczby dawek szczepionki. I właśnie grupy osób niezaszczepionych są przyczyną występowania ognisk epidemicznych po pojawieniu się wirusa w danej społeczności.
W 2022 r. wskaźnik wyszczepialności w Polsce pierwszą dawką skojarzonej szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR1) wśród dzieci przed ukończeniem 3 roku życia wyniósł 90,9%. Oznacza to spadek o 1,7 punktu procentowego w porównaniu do 2019 r. W 16 województwach w kraju wskaźnik wyszczepialności wynosił od 85,7% do 96,9%. Wskaźnik wyszczepialności drugą dawką (MMR2), istotną dla uzyskania odporności populacyjnej u dzieci przed ukończeniem 7 roku życia, wyniósł 77,4% i wahał się od 64,5% do 95% w poszczególnych województwach. Dane wskazują, że są województwa o suboptymalnym poziomie wyszczepialności i z lukami odporności, w których ogniska epidemiczne są realnym zagrożeniem.

Zwlekanie ze szczepieniem zwiększa ryzyko zakażenia się wirusem wywołującym potencjalnie śmiertelną chorobę. Niezbędne jest podjęcie natychmiastowych działań w celu uzupełnienia pominiętych dawek i osiągnięcia optymalnej wyszczepialności, aby zatrzymać transmisję wirusa i zapobiec ogniskom epidemicznym. Identyfikacja podatnych grup i społeczności oraz zrozumienie konkretnych barier, na które napotykają niezaszczepione i niedostatecznie zaszczepione populacje, będą miały kluczowe znaczenie dla zapewnienia dostosowanych do potrzeb lokalnych polityk i strategii programów szczepień. Szczepienie przeciwko odrze stanowi najpilniejszy priorytet, jednak konieczne jest również rozwiązanie problemu pominiętych dawek innych szczepionek objętych krajowym programem szczepień ochronnych.

Biuro Krajowe WHO w Polsce, Biuro Regionalne WHO dla Europy oraz Amerykańskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) ściśle współpracują z Głównym Inspektoratem Sanitarnym (GIS) oraz NIZP-PZH-PIB, aby wspierać Polskę w osiągnięciu eliminacji odry, a także różyczki. Obecnie nacisk kładziony jest na opracowanie krajowego planu działania na rzecz wyeliminowania odry i różyczki oraz krajowego planu reagowania na wypadek wystąpienia ogniska zachorowań na odrę. Plany te mają służyć zarówno celom polityki krajowej w zakresie osiągnięcia i utrzymania celu, jakim jest wyeliminowanie odry, jak i zapewnić wytyczne operacyjne dotyczące reagowania na wystąpienie ogniska zachorowań na odrę.

Autorka: dr Nino Berdzuli, przedstawiciel WHO i dyrektor Biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce, specjalny wysłannik WHO ds. działań na rzecz uchodźców z Ukrainy w państwach przyjmujących
Źródła:
NIZP-PZH-PIB, Informacje o zachorowaniach na choroby zakaźne i zatruciach w Polsce w 2023 roku, https://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/2023/index_mp.html 
NIZP-PZH-PIB, Szczepienia ochronne w Polsce, https://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/2022/Sz_2022.pdf 
WHO, Rekomendowane działania w celu wdrożenia krajowego planu działania na rzecz wyeliminowania odry i różyczki oraz krajowego planu reagowania na wypadek wystąpienia ogniska zachorowań na odrę.
Źródło informacji: WHO
Na temat jednego z najbardziej śmiercionośnych nowotworów wiadomo już wiele, ale wciąż wiedza ta nie jest wystarczająco powszechna. Dodatkowo, część krążących na jego temat opinii to szkodliwe mity, które mogą utrudnić profilaktykę lub wczesne rozpoznanie choroby. Nieprawdziwe informacje dotyczące raka żołądka oraz odpowiedzialnej za ok. 80 proc. zachorowań bakterii Helicobacter pylori postanowili zdemaskować twórcy kolejnej już odsłony kampanii „Servier – Wyłącz Raka”. Jednocześnie oprócz mitów popularyzują fakty, których znajomość może ratować życie.
Każdego roku w Polsce diagnozowanych jest ok. 5 tys. przypadków raka żołądka, częściej u mężczyzn i w większości przypadków w stadium zaawansowanym. Aż 90-99 proc. diagnoz stanowią tzw. gruczolaki, trudne do leczenia w późniejszych stadiach choroby. Przyczyną powstawania większości z nich jest bakteria Helicobacter pylori, którą można zakazić się drogą pokarmową, najczęściej jeszcze w dzieciństwie. Choć w ostatnich dekadach poprawiły się ogólne warunki sanitarno-higieniczne i możliwości skutecznego leczenia, zakażona tym patogenem jest nadal znaczna część społeczeństwa. To z kolei kluczowa informacja w kontekście profilaktyki raka żołądka.

FAKT: Helicobacter pylori jest czynnikiem powodującym zachorowania na raka żołądka.
Helicobacter pylori została uznana przez WHO za karcynogen, czyli czynnik rakotwórczy pierwszej grupy. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że związek Helicobacter pylori z rakiem żołądka jest udowodniony tak samo mocno, jak związek palenia tytoniu z rakiem płuc. Według ogólnoświatowych danych, bakteria odpowiada za ok. 80 proc. wszystkich zachorowań na raka żołądka.

MIT: Zakażenie Helicobacter pylori zawsze daje objawy.
Bakteria po dostaniu się do przewodu pokarmowego z reguły wywołuje krótkotrwałe, objawowe zapalenie. Jednak po jego zaniku wciąż bytuje w błonie śluzowej żołądka. Może wtedy nie dawać żadnych objawów swojej obecności, jednocześnie wywołując przewlekły stan zapalny prowadzący do zaniku błony śluzowej żołądka, a następnie jej metaplazji i dysplazji, czyli zmian w budowie tkanki komórkowej. To zaś pierwszy krok do rozwoju nowotworu – zwłaszcza, jeśli u pacjenta występują niekorzystne czynniki środowiskowe.
FAKT: Rak żołądka jest trudny do zdiagnozowania.
Im szybsza diagnoza nowotworu, tym większe szanse jego zwalczenia. Niestety rak żołądka na wczesnych etapach swojego rozwoju często nie daje żadnych objawów. Sygnałem zapalającym w naszej głowie czerwoną lampkę alarmową mogą być jednak objawy typowe dla infekcji Helicobacter pylori. To przede wszystkim objawy dyspeptyczne, czyli takie, które powodują dyskomfort związany z przyjmowaniem i trawieniem pokarmów: uczucie pełności, nawracające bóle brzucha, nudności czy wymioty. Z kolei objawy takie jak spadek masy ciała, silne bóle brzucha, niedokrwistość oraz krwawe wymioty to objawy już zaawansowanych zmian nowotworowych w żołądku.
MIT: Styl życia i dieta nie mają żadnego znaczenia dla zachorowalności na raka żołądka.
Wśród czynników ryzyka, które mogą sprzyjać występowaniu choroby, lekarze zgodnie wymieniają W tej sytuacji higieniczny tryb życia, unikanie używek i stosowanie zdrowej diety jak najbardziej mogą pomóc organizmowi w uniknięciu zachorowania na nowotwór żołądka.
FAKT: Przypadek wystąpienia raka żołądka u najbliższych członków rodziny powinien zwiększyć naszą czujność względem tej choroby.
Wystąpienie przypadków nowotworu żołądka w rodzinie, zwłaszcza u krewnych pierwszego stopnia, powinno motywować do regularnych badań w kierunku tej choroby. Zwiększone ryzyko zachorowania może wiązać się nie tylko z czynnikami genetycznymi, ale także rodzinnymi infekcjami Helicobacter pylori. Ich wykrycie i wyleczenie jest szczególnie istotne w przypadku, gdy w wywiadzie rodzinnym znajdują się chorzy na nowotwór żołądka.
MIT: Test na Helicobacter pylori z krwi jest miarodajny.
Test z krwi wykrywa przeciwciała, jakie organizm wytwarza w odpowiedzi na zakażenie Helicobacter pylori. Nie wykrywa jednak samej bakterii, nie daje również odpowiedzi, czy samo zakażenie już minęło, czy też dalej trwa. Dlatego za miarodajny w wykrywaniu obecności Helicobacter pylori należy uznać test z kału. Najlepiej wykonać go w profesjonalnym laboratorium diagnostycznym, ponieważ testy do samodzielnego przeprowadzenia mają znacznie niższą czułość i miarodajność niż te wykonywane w laboratoriach. W przeprowadzeniu diagnostyki sprawdzają się również testy oddechowe, które są jednak droższe i trudniej dostępne. Zaś najbardziej efektywną metodą diagnostyczną jest gastroskopia, ale nie zawsze istnieją wskazania do jej przeprowadzenia.

FAKT: Reinfekcja u osób, które podjęły się leczenia Helicobacter pylori, zdarza się bardzo rzadko.
Osoby, które przeszły przez proces eradykacji, czyli leczenia zakażenia, rzadko chorują ponownie. Taki przypadek obserwuje się jedynie u 4 proc. pacjentów. Fakt, że ktoś zachorował ponownie, bardzo często może świadczyć o tym, że tak naprawdę nigdy się nie wyleczył i nie wykonał ponownych testów diagnostycznych w laboratorium po zakończeniu leczenia.
MIT: Alternatywne metody, takie jak spożywanie miodu manuka czy siemienia lnianego, także mogą pomóc wyleczyć Helicobacter pylori.
Nie istnieją żadne badania ani inne dowody na to, aby alternatywne, domowe sposoby leczyły zakażenie Helicobacter pylori. Jedyną skuteczną i potwierdzoną naukowo metodą jest tylko i wyłącznie antybiotykoterapia. Oczywiście może się zdarzyć i zdarza się, że organizm sam zwalcza infekcję, ale są to rzadkie przypadki.
FAKT: Podstawowe zasady higieny pomagają uchronić się przed infekcją Helicobacter pylori.
Bakteria Helicobacter pylori jest bakterią o charakterze wysoce patogennym, a więc nie jest bardzo zaraźliwa. Można jednak zarazić się nią np. poprzez używanie wspólnych naczyń z nosicielem i niemycie rąk po kontakcie z taką osobą. Z tych właśnie powodów do zakażeń bakterią najczęściej dochodzi u dzieci, które często wsadzają sobie do ust palce i brudne przedmioty. Dlatego przestrzeganie podstawowych zasad sanitarnych takich jak dokładne mycie naczyń i. dłoni oraz niedzielenie się posiłkami może uchronić przed infekcją, nawet jeśli na co dzień mieszka się z osobą zakażoną.
MIT: Proces leczenia Helicobacter pylori zawsze jest trudny dla pacjenta.
Proces leczenia może przebiegać różnie, w zależności od organizmu i indywidualnych predyspozycji. Faktem jest, że do zwalczenia infekcji Helicobacter pylori stosowana jest złożona antybiotykoterapia, która trwa 14 dni. U niektórych pacjentów może być gorzej tolerowana, dlatego w tym czasie nie powinno się planować podróży czy też ważnych wydarzeń i uroczystości. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku zaawansowanej nietolerancji, przepisana farmakologia może zostać zmieniona na alternatywne środki, które są zwykle lepiej przyjmowane przez organizm. Należy też podkreślić, że dla części pacjentów antybiotykoterapia przebiega bezobjawowo i w żaden sposób nie wpływa na ich ogólne samopoczucie.
 
O kampanii „Servier – wyłącz raka”
Dotychczas odbyły się już 4 edycje programu, podczas których firma Servier koncentrowała się na profilaktyce raka jelita grubego. Wówczas na badania kolonoskopii zostało skierowanych ponad 1 300 pacjentów, a kampania dotarła do ponad 2 mln odbiorców. Każdą edycję wspiera strona www.wylaczraka.pl, na której publikowane są najnowsze doniesienia naukowe, materiały edukacyjne i wydarzenia związane z przebiegiem kampanii.
O Servier Polska
Firma Servier to globalna grupa farmaceutyczna zarządzana przez fundację. Założona, aby służyć zdrowiu, pragnie także wywierać znaczący wpływ społeczny, zarówno dla dobra pacjentów, jak i na rzecz zrównoważonego rozwoju świata. Dzięki wyjątkowej strukturze właścicielskiej firma może w pełni poświęcić się swojej misji w oparciu o długofalową wizję: współtworzenie postępu w medycynie w celu zaspokojenia potrzeb pacjentów. Ta misja inspiruje 21,4 tys. pracowników Grupy do codziennego wysiłku w celu jej realizacji.
Będąc światowym liderem w kardiologii, Grupa Servier dąży do osiągnięcia pozycji uznanego, wyspecjalizowanego i innowacyjnego podmiotu w onkologii poprzez skupienie się na trudnych w leczeniu nowotworach, w obszarach o niezaspokojonych potrzebach medycznych. Z tego względu Grupa przeznacza ponad połowę środków z budżetu badawczo-rozwojowego na rozwój leków onkologicznych.
Przyszłymi obszarami rozwoju będą także neurologia i choroby immunozapalne. W tych obszarach firma Servier koncentruje się na ograniczonej liczbie schorzeń, w przypadku których dokładne profilowanie pacjentów umożliwia stosowanie ukierunkowanych strategii terapeutycznych w ramach medycyny precyzyjnej. Firma Servier z siedzibą we Francji jest także szeroko obecna na świecie, w ponad 150 krajach, w Polsce od. ponad 30 lat. Dziś firma Servier Polsce zatrudnia 600 pracowników, z czego 250 w warszawskiej fabryce.
Firma Servier prowadząc swoją działalność w Polsce, wspiera działalność naukowo-badawczą oraz rozwój lokalnej, nowoczesnej produkcji leków. Blisko 100% opakowań leków firmy Servier przeznaczonych na polski rynek produkowanych jest w warszawskim Zakładzie Produkcyjnym Servier-Anpharm, są to głównie leki stosowane w kardiologii, cukrzycy i psychiatrii. Natomiast poprzez działalność edukacyjną wspiera ważne z punktu widzenia ochrony zdrowia cele społeczne. Od ponad dwóch dekad firma Servier regularnie prowadzi bezpłatne programy profilaktyczno-edukacyje w obszarach kardiologii, onkologii i depresji o zasięgu ogólnopolskim. Organizując trzy ogólnopolskie kampanie społeczne: Servier dla Serca, Servier – Wyłącz Raka i Forum Przeciw Depresji forma Servier jest aktywnie zaangażowana w zdrowotną edukację polskiego społeczeństwa i promocję profilaktyki.
Dodatkowe informacje można znaleźć na stronie internetowej Servier Polska: www.servier.pl oraz naszych profilach w mediach społecznościowych: Linkedin i Facebook

Źródło informacji: KPLUS Agency

Okres jesienno-zimowy obfituje w różne infekcje dróg oddechowych. Okazuje się, że co drugi Polak (50,3 proc.) chodzi do pracy z infekcją i gorączką. Co trzeci (33,2 proc.) przyznaje, że robi tak od czasu do czasu, co dziesiąty (11,3 proc.) twierdzi, że często, a 5,8 proc. bardzo często. Polacy zapytani o powody chodzenia do pracy z infekcją wskazują przede wszystkim względy ekonomiczne, ale również zbyt dużą liczbę obowiązków zawodowych, które mogłyby się nawarstwić podczas ich nieobecności oraz obawy przed reakcją szefa. Blisko 40 proc. podkreśla, że idzie z infekcją do pracy, bo nie ma ich kto zastąpić.
Z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Erecept.pl wynika, że ponad połowa Polaków chodzi do pracy z infekcją oraz gorączką. Dlaczego? Respondenci biorący udział w badaniu opinii wskazali względy ekonomiczne (tak odpowiedziało 38,7 proc. respondentów), zbyt dużą liczbę obowiązków, która może nawarstwić się podczas ich nieobecności w pracy (37,6 proc.) oraz brak zastępstwa (37,3 proc.). Blisko 30 proc. twierdzi, że idzie do pracy z infekcją, bo boi się reakcji swojego szefa. Aż 25,3 proc. przyznaje, że nie ma szybkiego terminu do lekarza, który mógłby przepisać zwolnienie oraz zalecić odpowiednie leczenie. 

Gdzie najczęściej się zarażamy?

W jakich sytuacjach Polacy łapią jesienno-zimowe infekcje? Respondenci badania opinii, przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Erecept.pl, mieli możliwość wielokrotnego wyboru odpowiedzi na to pytanie.

Co trzeci Polak przyznał, że najczęściej zaraża się od jednego z członków rodziny, który „przyniósł coś” z pracy, szkoły lub przedszkola. Blisko 30 proc. zaraziło się w pracy, szkole, lub na uczelni, 18 proc. podczas zakupów, 15 proc. w komunikacji miejskiej, 16 proc. w przychodni pełnej chorych ludzi.

Blisko 50 proc. przyznało, że najczęściej choruje, gdy przemarznie i przemoknie (48,3 proc.). Powodem niższej odporności i zachorowania jest też często przemęczenie codziennymi obowiązkami (31,3 proc.).

Jak nie zarazić siebie i innych?

W przypadku infekcji blisko 70 proc. Polaków leczy się domowymi, naturalnymi sposobami albo lekami dostępnymi bez recepty. Aż 61,6 proc. uważa, że najważniejsze w przypadku jesienno-zimowej infekcji są odpowiednie leki i szybko wdrożone leczenie. Nieco ponad 50 proc.sądzi, że najważniejszy jest spokój i odpoczynek, a przeszło 20 proc. wskazało na szybki kontakt z lekarzem.

– Aby nie wychodzić z infekcją z domu, nie zarażać innych, ale również nie przebywać w przychodni pełnej innych chorych warto, w razie potrzeby, umówić się na teleporadę. W trakcie konsultacji telemedycznej lekarz podejmie decyzję czy teleporada jest wystarczającą formą kontaktu, jakie leki przepisać, czy dać pacjentowi skierowanie na dodatkowe badania diagnostyczne oraz przedstawi dalsze zalecenia – mówi Paweł Białas, prezes Erecept.pl.
Dlaczego Polacy korzystają z telemedycyny?

Polacy, zapytani o to, dlaczego korzystają z konsultacji telemedycznych w przypadku infekcji odpowiedzieli, że tak jest najszybciej, bo termin takiej konsultacji jest możliwy nawet tego samego dnia (33,6 proc.) i nie trzeba jechać do przychodni, gdzie jest dużo chorych ludzi (35,3 proc.). Ich zdaniem, w przypadku infekcji, teleporada jest wystarczająca (33,9 proc.).

Źródło informacji: Agencja Grupa BRM

Jak poinformował dziś minister zdrowia Adam Niedzielski, w nocy z 16 na 17 sierpnia wystawionych zostanie ok. 400 tys. e-skierowań na szczepienie czwartą dawką p. Covid19 dla pracowników podmiotów medycznych i farmaceutów. Studenci kierunków medycznych będą mogli zaszczepić się po okazaniu legitymacji.
Ostatnie dwa miesiące przyniosły dynamiczny wzrost liczby nowych zakażeń SARS-CoV-2, jednak jak wskazał minister zdrowia –  Na podstawie danych pochodzących z ostatnich dwóch dni widać jednak, że ten trend wyhamowuje. W porównaniu z poprzednimi tygodniami w ciągu ostatnich dwóch dni odnotowujmy nawet spadek liczby zakażeń. Jak podkreślił Adam Niedzielski – Spadki zakażeń oraz liczby hospitalizacji odnotowują również inne państwa Europy.

– Kolejnym parametrem świadczącym o tym, że szósta fala pandemii wyhamowuje, jest spadek liczby zleceń testów z podstawowej opieki zdrowotnej. To samo widzimy na podstawie innych parametrów, które służą do oceny pandemii. Chodzi mi przede wszystkim o liczbę zleceń na badania, które są wystawiane przez różne jednostki lecznicze. Ta liczba zleceń się stabilizuje. W części regionów, patrząc na tydzień do tygodnia, odnotowujemy wyraźne spadki. To województwa opolskie, dolnośląskie, zachodniopomorskie, lubuskie, pomorskie i mazowieckie. W pozostałych województwach nadal mamy do czynienia ze wzrostami. – dodał Adam Niedzielski.

Obecnie testowane są osoby objawowe – Ta liczba nadal jest wysoka, wynosi 37 proc. – wyjaśnił szef resortu.
Na terenie Polski dominuje wariant Omikro, stanowiąc niemal 100 proc. przypadków zakażeń (wśród których 2/3 stanowi subwarint BA.5). Obecnie 62 osoby znajdują się pod respiratorami.

Rośnie lnatomiast iczba hospitalizacji pacjentów z COVID-19. – W stosunku do ostatniego raportu mamy przyrost o ok. 200 hospitalizacji. Liczba hospitalizacji w kraju osiągnęła 2700. Widzimy, że w ciągu tygodnia mamy systematyczny wzrost hospitalizacji o ok. 500, ale porównując te dane z innymi krajami w naszym regionie, widzimy wyraźnie, że wszędzie liczba hospitalizacji zaczyna maleć – poinformował minister.

Jak dodał prognozowany szczyt fali wystąpi w tym tygodniu bądź następnym i wyniesie średnio 3,5-4 tys. przypadków zakażeń dziennie w ujęciu tygodniowym. – W drugiej połowie sierpnia maksymalna liczba hospitalizacji osiągnie 4 tys., to jest ok. 1 tys. mniej, niż liczba, która miała być warunkiem rozważania podjęcia decyzji o jakichkolwiek krokach formalnych – dodał.
 
Minister ponformował o poszerzeniu grupy osób uprawnionych do szczepień czwartą dawką – Do tej pory nasza rekomendacja czwartej dawki dotyczyła osób z upośledzoną odpornością i osób powyżej 60. roku życia, co było zgodne z rekomendacją Europejskiej Agencji Leków (EMA). Po konsultacji ze środowiskiem medycznym, a więc – nie tylko lekarzami, pielęgniarkami, ale również farmaceutami – podjęliśmy decyzję z Zespołem ds. Szczepień i Radą ds. COVID-19 przy premierze, że od 17 sierpnia wprowadzamy możliwość szczepienia czwartą dawką personelu medycznego: pracowników podmiotów medycznych, studentów kierunków medycznych i farmaceutów.

W nocy z 16 na 17 sierpnia wystawionych zostanie ok. 400 tys. e-skierowań. Studenci kierunków medycznych będą mogli się zaszczepić po okazaniu legitymacji.

źródło: konferencja MZ, twitter @MZ_GOV_PL
Jak poinformował dziś minister zdrowia Adam Niedzielski, w nocy z 16 na 17 sierpnia wystawionych zostanie ok. 400 tys. e-skierowań na szczepienie czwartą dawką p. Covid19 dla pracowników podmiotów medycznych i farmaceutów. Studenci kierunków medycznych będą mogli zaszczepić się po okazaniu legitymacji.
Ostatnie dwa miesiące przyniosły dynamiczny wzrost liczby nowych zakażeń SARS-CoV-2, jednak jak wskazał minister zdrowia –  Na podstawie danych pochodzących z ostatnich dwóch dni widać jednak, że ten trend wyhamowuje. W porównaniu z poprzednimi tygodniami w ciągu ostatnich dwóch dni odnotowujmy nawet spadek liczby zakażeń. Jak podkreślił Adam Niedzielski – Spadki zakażeń oraz liczby hospitalizacji odnotowują również inne państwa Europy.

– Kolejnym parametrem świadczącym o tym, że szósta fala pandemii wyhamowuje, jest spadek liczby zleceń testów z podstawowej opieki zdrowotnej. To samo widzimy na podstawie innych parametrów, które służą do oceny pandemii. Chodzi mi przede wszystkim o liczbę zleceń na badania, które są wystawiane przez różne jednostki lecznicze. Ta liczba zleceń się stabilizuje. W części regionów, patrząc na tydzień do tygodnia, odnotowujemy wyraźne spadki. To województwa opolskie, dolnośląskie, zachodniopomorskie, lubuskie, pomorskie i mazowieckie. W pozostałych województwach nadal mamy do czynienia ze wzrostami. – dodał Adam Niedzielski.

Obecnie testowane są osoby objawowe – Ta liczba nadal jest wysoka, wynosi 37 proc. – wyjaśnił szef resortu.
Na terenie Polski dominuje wariant Omikro, stanowiąc niemal 100 proc. przypadków zakażeń (wśród których 2/3 stanowi subwarint BA.5). Obecnie 62 osoby znajdują się pod respiratorami.

Rośnie lnatomiast iczba hospitalizacji pacjentów z COVID-19. – W stosunku do ostatniego raportu mamy przyrost o ok. 200 hospitalizacji. Liczba hospitalizacji w kraju osiągnęła 2700. Widzimy, że w ciągu tygodnia mamy systematyczny wzrost hospitalizacji o ok. 500, ale porównując te dane z innymi krajami w naszym regionie, widzimy wyraźnie, że wszędzie liczba hospitalizacji zaczyna maleć – poinformował minister.

Jak dodał prognozowany szczyt fali wystąpi w tym tygodniu bądź następnym i wyniesie średnio 3,5-4 tys. przypadków zakażeń dziennie w ujęciu tygodniowym. – W drugiej połowie sierpnia maksymalna liczba hospitalizacji osiągnie 4 tys., to jest ok. 1 tys. mniej, niż liczba, która miała być warunkiem rozważania podjęcia decyzji o jakichkolwiek krokach formalnych – dodał.
 
Minister ponformował o poszerzeniu grupy osób uprawnionych do szczepień czwartą dawką – Do tej pory nasza rekomendacja czwartej dawki dotyczyła osób z upośledzoną odpornością i osób powyżej 60. roku życia, co było zgodne z rekomendacją Europejskiej Agencji Leków (EMA). Po konsultacji ze środowiskiem medycznym, a więc – nie tylko lekarzami, pielęgniarkami, ale również farmaceutami – podjęliśmy decyzję z Zespołem ds. Szczepień i Radą ds. COVID-19 przy premierze, że od 17 sierpnia wprowadzamy możliwość szczepienia czwartą dawką personelu medycznego: pracowników podmiotów medycznych, studentów kierunków medycznych i farmaceutów.

W nocy z 16 na 17 sierpnia wystawionych zostanie ok. 400 tys. e-skierowań. Studenci kierunków medycznych będą mogli się zaszczepić po okazaniu legitymacji.

źródło: konferencja MZ, twitter @MZ_GOV_PL
Nowy wariant SARS-CoV-2 coraz częściej gości jako główny temat w mediach. Prof. Piotr Kuna z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi uspokaja. Jego zdaniem powodu do paniki nie ma – choć rosną statystyki zakażeń i zachorowań, to zgonów – nie. Wciąż jednak warto się zaszczepić. Dowiedz się, dlaczego.
Panie profesorze, bać się covid 2022, czy nie bać? Mam wrażenie, że właśnie nakręca się spirala medialnego straszenia…

Spirala straszenia nakręca się i będzie się nakręcała. Wiele osób wciąż szuka sensacji w covidzie. Oprócz inflacji i wojny w Ukrainie jest to nadal bardzo atrakcyjny temat dziennikarski. Ludzi wciąż skutecznie straszy się tą chorobą. Widać – lubią być straszeni.

Jak tegoroczna odmiana choroby wygląda?

Jest inna, nieporównywalna. Po pierwsze, wiemy naprawdę dużo na temat tej choroby. Po drugie mamy szczepionki. Jeśli ktoś zaszczepi się, ma ponad 95 proc. gwarancji, że nie rozwinie zapalenia płuc, nie umrze, nie trafi do szpitala. Mamy więc metody prewencji, z których możemy skorzystać w każdej chwili. Po trzecie, obecna postać wirusa – mówimy o wariancie omikron BA.5, a będą kolejne warianty, daje objawy takie jak przeziębienie lub grypa. W łagodniejszej postaci zachowuje się jak przeziębienie, czyli u chorego pojawia się ból gardła, katar, kaszel, w cięższej postaci daje objawy jak grypa: bóle mięśni, gorączkę, dreszcze, kaszel, katar, ból gardła, osłabienie.

Inaczej jest, jeśli infekcja spowodowana wariantem omikron dotyka osób starszych, schorowanych, z wieloma chorobami przewlekłymi, źle leczonych, pacjentów z nowotworami, z osłabioną odpornością, z chorobami układu oddechowego. Niestety, u nich mogą wystąpić powikłania poinfekcyjne. Jednak powikłania poinfekcyjne, jakie są po covidzie, występują po każdej infekcji, po grypie też. To nic nowego.

Czy nie zaskakuje pana, że mamy wzrost zachorowań latem?

Zaskakuje. Jeśli teraz, w lipcu, w Europie mamy wysyp zachorowań na covid, a wydawało się, że jest to wirus bardziej sezonowy, jesienno – wiosenny, widać, że zachowuje się inaczej. Zobaczymy, czy pik nastąpi w końcówce lipca i na początku sierpnia, a jak dzieci pójdą do szkół, będzie spokój. Może nawet byłoby dobrze, gdyby tak się stało, ale nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie.

Czyli mamy się nie bać, żyć normalnie?

Mam wielu pacjentów, którzy mają mnóstwo obaw i pytają, podobnie jak pani. Podam przykład z życia, z ostatnich dni. Grupa kilkunastu przyjaciół wyjeżdża na urlop za granicę. Dziesięć osób nie stosuje się do żadnych zaleceń, nie nosi maseczek, nie trzyma dystansu, chodzi do restauracji, na dyskoteki. Dwie osoby noszą maseczki cały czas, używają płynu odkażającego, pilnują się na każdym kroku, unikają kontaktów z nieznanymi osobami. Wszyscy wracają do Polski i to te dwie osoby bardzo dbające o siebie zachorowały na covid!

To pokazuje, jak złudna i nieprawdziwa jest nadzieja, że jak będziemy za wszelką cenę unikać wirusa, nie zachorujemy. Otóż zachorować może każdy. Dlatego cały czas mówię, że każdy powinien się zaszczepić. Mamy bardzo dobre dowody na wysoką skuteczność i autentyczne bezpieczeństwo szczepionek w stosunku do ryzyka, jeśli chodzi o ciężki przebieg COVID-19.

Wciąż nie mamy swoistego leku na chorobę wywoływaną przez SARS-CoV-2. Żeby dobrze przejść infekcję, trzeba dbać o ogólny stan zdrowia, leczyć swoje choroby przewlekłe, kontrolować je, dobrze odżywiać się, ruszać się. A kiedy przyjdzie covid, zrobić sobie test antygenowy. Jeśli wynik będzie dodatni, poddać się autoizolacji, natychmiast zadzwonić do lekarza. Pić dużo płynów. Jedyny lek, który zapobiega dalszemu rozwojowi covid w razie infekcji i ma udowodnione naukowo działanie, to wziewny steryd budesonid. Można go podawać w nebulizacji.

Dlaczego w nebulizacji?

Bo to bardzo prosty sposób inhalowania leku. Małe dziecko, staruszek, osoba obłożnie chora będzie umiała to zrobić, wystarczy oddychać powstającym aerozolem. Jeśli ten lek zastosuje się od pierwszego dnia objawów, to według badań opublikowanych w czasopiśmie „Lancet” mamy o 91 proc. mniejsze ryzyko, że choroba rozwinie się w postać ciężką. Badania nad zastosowaniem budezonidu przeprowadzono na uniwersytecie w Oksfordzie. Dowiedziono, że podanie tego leku natychmiast po stwierdzeniu zakażenia SARS CoV-2 redukuje ryzyko rozwoju zapalenia płuc o ponad 90 proc. Leczenie powinno trwać 15 dni.

Badanie zostało przerwane, bo dało tak doskonałe wyniki, że stwierdzono, iż niepodawanie tego leku jest błędem w sztuce i jest szkodliwe dla pacjenta. Tę metodę leczenia zaaprobowała Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych.

Profesorze, a co z maseczkami? Na używanej zbyt długo maseczce – wystarczy 30 minut noszenia, by była ciepła i wilgotna – dotykanej nieumytymi rękami, rozwijają się bakterie i grzyby. Kto w Polsce zmienia maskę co pół godziny, skoro nawet w bogatej Szwajcarii okazało się to problemem? Tam na zlecenie magazynu konsumenckiego „K-Tipp” przebadano 20 jednorazowych masek używanych przez dojeżdżających do Zurychu. Na 11 znaleziono ponad 100 tys. kolonii bakteryjnych, na 3 – ponad milion! Na 14 mikrobiolodzy stwierdzili groźne gronkowce. Na 15 maskach wykryto pleśń i drożdże…

Przecież podałem pani przykład tych dwunastu podróżników, który pokazuje, że w realnym życiu maseczki nie działają. Natomiast, oczywiście, że lekarze, pielęgniarki, jeśli w pracy stosują maski FP2, FP3, bardzo ściśle przylegające do twarzy, zmieniają je co dwie godziny, podkreślam – co dwie godziny – zmniejszają ryzyko zakażenia. Tylko kto zmienia maski tak często?

Układ oddechowy musi się wietrzyć! Żyją w nim biliony bakterii i wirusów. Jeśli go nie wentylujemy, dochodzi do deregulacji i gorszych spraw niż ryzyko zachorowania na covid. Musimy mieć tego świadomość. Poza tym od pewnego czasu nie nosimy maseczek i zachorowań na covid oraz zgonów jest mniej, więc prawda jest bardziej złożona niż większości się to wydaje.

Obecne statystyki nie pokazują ciężkich przebiegów COVID, OIOM-y raczej nie pękają w szwach, a co ciekawe, omikron atakuje w krajach o bardzo wysokim współczynniku wyszczepienia…

Dziś już wiemy, że sześć miesięcy po szczepieniu odporność na zakażenie wirusem SARS CoV-2 praktycznie znika. Najlepszą odporność na zachorowanie, rzędu 50 proc., mają osoby, które się zaszczepiły 3-4 razy i przechorowały COVID. Natomiast jeśli chodzi o odporność na ciężką postać, szczepionki mają ponad 90 proc. skuteczność.

Powtórzę raz jeszcze, jeśli ktoś jest schorowany, starszy, każda infekcja może go rozłożyć. Z tego, co wiem, w statystykach covidowych raportowane są osoby, które trafiają na OIOM z powodu niewydolności oddechowej wywołanej różnymi chorobami, a przy okazji mają COVID-19. Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile ta niewydolność jest swoista dla covid, a na ile jest to infekcyjne zaostrzenie choroby podstawowej. Dzisiejszy raport (red.: pon. 11.07.2022, dane z 10.07.) pokazuje ponad 284 zakażenia, w tym 263 zakażenia nowe, 21 przypadków ponownych. Wykonano 2390 testów, 309 dało wynik pozytywny, nikt nie zmarł. W ubiegłym tygodniu było ponad 1000 oficjalnych zakażeń. Oczywiście, że infekcji jest dużo więcej. Ale przebiegają tak łagodnie, że osoby, które badają się testem antygenowym, są zdziwione dodatnim wynikiem. Ci, którzy trafiają do mnie po takim domowym badaniu, mają świadomość, że wirus jest zakaźny, są odpowiedzialni, nie chcą zarażać innych, zostają przez 5-7 dni w domu i wszystko jest dobrze. Nie widzę powodu do paniki. Widzę powód do odpowiedzialnego zachowania każdego z nas.

Prof. Włodzimierz Gut prognozuje, że raczej nie będzie zgonów i hospitalizacji z powodu tej odmiany omikronu. Musimy jednak przyjąć do wiadomości, że ten wirus z nami zostanie. Szacuje się, że 90 proc. populacji zetknęło się z nim…

Covid stanie się taką samą infekcją, jak grypa i inne infekcje dróg oddechowych. One kierują się swoimi prawami, są inne niż np. infekcje przewodu pokarmowego. Covid najbardziej można porównać do grypy. Stanie się taki jak ona. Szczepienia będą chronić przed najcięższym przebiegiem choroby, ale nie wierzę, żeby nas chroniły przed zachorowaniem. Musimy się oswoić z tym, że covid będzie z nami na zawsze.

Czyli podsumowując: włączamy rozsądek, wyłączamy panikowanie.

Żyjmy normalnie. Wirus już raczej nie zabija. Dlatego nazywam go covid-2022. On się zmienił, jest bardziej zaraźliwy niż delta, ale nie zabija. Taka jest istota wirusa. Nie chodzi mu o zabicie gospodarza, chce się tylko rozmnażać.

Źródło: Serwis Zdrowie

Nowy wariant SARS-CoV-2 coraz częściej gości jako główny temat w mediach. Prof. Piotr Kuna z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi uspokaja. Jego zdaniem powodu do paniki nie ma – choć rosną statystyki zakażeń i zachorowań, to zgonów – nie. Wciąż jednak warto się zaszczepić. Dowiedz się, dlaczego.
Panie profesorze, bać się covid 2022, czy nie bać? Mam wrażenie, że właśnie nakręca się spirala medialnego straszenia…

Spirala straszenia nakręca się i będzie się nakręcała. Wiele osób wciąż szuka sensacji w covidzie. Oprócz inflacji i wojny w Ukrainie jest to nadal bardzo atrakcyjny temat dziennikarski. Ludzi wciąż skutecznie straszy się tą chorobą. Widać – lubią być straszeni.

Jak tegoroczna odmiana choroby wygląda?

Jest inna, nieporównywalna. Po pierwsze, wiemy naprawdę dużo na temat tej choroby. Po drugie mamy szczepionki. Jeśli ktoś zaszczepi się, ma ponad 95 proc. gwarancji, że nie rozwinie zapalenia płuc, nie umrze, nie trafi do szpitala. Mamy więc metody prewencji, z których możemy skorzystać w każdej chwili. Po trzecie, obecna postać wirusa – mówimy o wariancie omikron BA.5, a będą kolejne warianty, daje objawy takie jak przeziębienie lub grypa. W łagodniejszej postaci zachowuje się jak przeziębienie, czyli u chorego pojawia się ból gardła, katar, kaszel, w cięższej postaci daje objawy jak grypa: bóle mięśni, gorączkę, dreszcze, kaszel, katar, ból gardła, osłabienie.

Inaczej jest, jeśli infekcja spowodowana wariantem omikron dotyka osób starszych, schorowanych, z wieloma chorobami przewlekłymi, źle leczonych, pacjentów z nowotworami, z osłabioną odpornością, z chorobami układu oddechowego. Niestety, u nich mogą wystąpić powikłania poinfekcyjne. Jednak powikłania poinfekcyjne, jakie są po covidzie, występują po każdej infekcji, po grypie też. To nic nowego.

Czy nie zaskakuje pana, że mamy wzrost zachorowań latem?

Zaskakuje. Jeśli teraz, w lipcu, w Europie mamy wysyp zachorowań na covid, a wydawało się, że jest to wirus bardziej sezonowy, jesienno – wiosenny, widać, że zachowuje się inaczej. Zobaczymy, czy pik nastąpi w końcówce lipca i na początku sierpnia, a jak dzieci pójdą do szkół, będzie spokój. Może nawet byłoby dobrze, gdyby tak się stało, ale nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie.

Czyli mamy się nie bać, żyć normalnie?

Mam wielu pacjentów, którzy mają mnóstwo obaw i pytają, podobnie jak pani. Podam przykład z życia, z ostatnich dni. Grupa kilkunastu przyjaciół wyjeżdża na urlop za granicę. Dziesięć osób nie stosuje się do żadnych zaleceń, nie nosi maseczek, nie trzyma dystansu, chodzi do restauracji, na dyskoteki. Dwie osoby noszą maseczki cały czas, używają płynu odkażającego, pilnują się na każdym kroku, unikają kontaktów z nieznanymi osobami. Wszyscy wracają do Polski i to te dwie osoby bardzo dbające o siebie zachorowały na covid!

To pokazuje, jak złudna i nieprawdziwa jest nadzieja, że jak będziemy za wszelką cenę unikać wirusa, nie zachorujemy. Otóż zachorować może każdy. Dlatego cały czas mówię, że każdy powinien się zaszczepić. Mamy bardzo dobre dowody na wysoką skuteczność i autentyczne bezpieczeństwo szczepionek w stosunku do ryzyka, jeśli chodzi o ciężki przebieg COVID-19.

Wciąż nie mamy swoistego leku na chorobę wywoływaną przez SARS-CoV-2. Żeby dobrze przejść infekcję, trzeba dbać o ogólny stan zdrowia, leczyć swoje choroby przewlekłe, kontrolować je, dobrze odżywiać się, ruszać się. A kiedy przyjdzie covid, zrobić sobie test antygenowy. Jeśli wynik będzie dodatni, poddać się autoizolacji, natychmiast zadzwonić do lekarza. Pić dużo płynów. Jedyny lek, który zapobiega dalszemu rozwojowi covid w razie infekcji i ma udowodnione naukowo działanie, to wziewny steryd budesonid. Można go podawać w nebulizacji.

Dlaczego w nebulizacji?

Bo to bardzo prosty sposób inhalowania leku. Małe dziecko, staruszek, osoba obłożnie chora będzie umiała to zrobić, wystarczy oddychać powstającym aerozolem. Jeśli ten lek zastosuje się od pierwszego dnia objawów, to według badań opublikowanych w czasopiśmie „Lancet” mamy o 91 proc. mniejsze ryzyko, że choroba rozwinie się w postać ciężką. Badania nad zastosowaniem budezonidu przeprowadzono na uniwersytecie w Oksfordzie. Dowiedziono, że podanie tego leku natychmiast po stwierdzeniu zakażenia SARS CoV-2 redukuje ryzyko rozwoju zapalenia płuc o ponad 90 proc. Leczenie powinno trwać 15 dni.

Badanie zostało przerwane, bo dało tak doskonałe wyniki, że stwierdzono, iż niepodawanie tego leku jest błędem w sztuce i jest szkodliwe dla pacjenta. Tę metodę leczenia zaaprobowała Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych.

Profesorze, a co z maseczkami? Na używanej zbyt długo maseczce – wystarczy 30 minut noszenia, by była ciepła i wilgotna – dotykanej nieumytymi rękami, rozwijają się bakterie i grzyby. Kto w Polsce zmienia maskę co pół godziny, skoro nawet w bogatej Szwajcarii okazało się to problemem? Tam na zlecenie magazynu konsumenckiego „K-Tipp” przebadano 20 jednorazowych masek używanych przez dojeżdżających do Zurychu. Na 11 znaleziono ponad 100 tys. kolonii bakteryjnych, na 3 – ponad milion! Na 14 mikrobiolodzy stwierdzili groźne gronkowce. Na 15 maskach wykryto pleśń i drożdże…

Przecież podałem pani przykład tych dwunastu podróżników, który pokazuje, że w realnym życiu maseczki nie działają. Natomiast, oczywiście, że lekarze, pielęgniarki, jeśli w pracy stosują maski FP2, FP3, bardzo ściśle przylegające do twarzy, zmieniają je co dwie godziny, podkreślam – co dwie godziny – zmniejszają ryzyko zakażenia. Tylko kto zmienia maski tak często?

Układ oddechowy musi się wietrzyć! Żyją w nim biliony bakterii i wirusów. Jeśli go nie wentylujemy, dochodzi do deregulacji i gorszych spraw niż ryzyko zachorowania na covid. Musimy mieć tego świadomość. Poza tym od pewnego czasu nie nosimy maseczek i zachorowań na covid oraz zgonów jest mniej, więc prawda jest bardziej złożona niż większości się to wydaje.

Obecne statystyki nie pokazują ciężkich przebiegów COVID, OIOM-y raczej nie pękają w szwach, a co ciekawe, omikron atakuje w krajach o bardzo wysokim współczynniku wyszczepienia…

Dziś już wiemy, że sześć miesięcy po szczepieniu odporność na zakażenie wirusem SARS CoV-2 praktycznie znika. Najlepszą odporność na zachorowanie, rzędu 50 proc., mają osoby, które się zaszczepiły 3-4 razy i przechorowały COVID. Natomiast jeśli chodzi o odporność na ciężką postać, szczepionki mają ponad 90 proc. skuteczność.

Powtórzę raz jeszcze, jeśli ktoś jest schorowany, starszy, każda infekcja może go rozłożyć. Z tego, co wiem, w statystykach covidowych raportowane są osoby, które trafiają na OIOM z powodu niewydolności oddechowej wywołanej różnymi chorobami, a przy okazji mają COVID-19. Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile ta niewydolność jest swoista dla covid, a na ile jest to infekcyjne zaostrzenie choroby podstawowej. Dzisiejszy raport (red.: pon. 11.07.2022, dane z 10.07.) pokazuje ponad 284 zakażenia, w tym 263 zakażenia nowe, 21 przypadków ponownych. Wykonano 2390 testów, 309 dało wynik pozytywny, nikt nie zmarł. W ubiegłym tygodniu było ponad 1000 oficjalnych zakażeń. Oczywiście, że infekcji jest dużo więcej. Ale przebiegają tak łagodnie, że osoby, które badają się testem antygenowym, są zdziwione dodatnim wynikiem. Ci, którzy trafiają do mnie po takim domowym badaniu, mają świadomość, że wirus jest zakaźny, są odpowiedzialni, nie chcą zarażać innych, zostają przez 5-7 dni w domu i wszystko jest dobrze. Nie widzę powodu do paniki. Widzę powód do odpowiedzialnego zachowania każdego z nas.

Prof. Włodzimierz Gut prognozuje, że raczej nie będzie zgonów i hospitalizacji z powodu tej odmiany omikronu. Musimy jednak przyjąć do wiadomości, że ten wirus z nami zostanie. Szacuje się, że 90 proc. populacji zetknęło się z nim…

Covid stanie się taką samą infekcją, jak grypa i inne infekcje dróg oddechowych. One kierują się swoimi prawami, są inne niż np. infekcje przewodu pokarmowego. Covid najbardziej można porównać do grypy. Stanie się taki jak ona. Szczepienia będą chronić przed najcięższym przebiegiem choroby, ale nie wierzę, żeby nas chroniły przed zachorowaniem. Musimy się oswoić z tym, że covid będzie z nami na zawsze.

Czyli podsumowując: włączamy rozsądek, wyłączamy panikowanie.

Żyjmy normalnie. Wirus już raczej nie zabija. Dlatego nazywam go covid-2022. On się zmienił, jest bardziej zaraźliwy niż delta, ale nie zabija. Taka jest istota wirusa. Nie chodzi mu o zabicie gospodarza, chce się tylko rozmnażać.

Źródło: Serwis Zdrowie

– Należy się spodziewać, że w Polsce w ciągu najbliższych dwóch–trzech tygodni wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności objawowo – mówi dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Sytuacja epidemiczna może się jeszcze zaostrzyć jesienią, kiedy odporność społeczna – nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19 – zacznie się obniżać. To zaś może się przełożyć na wzrost liczby hospitalizacji i zgonów.
– Natomiast można przypuszczać, że teraz sytuacja faktycznie jeszcze nie będzie dla nas aż tak groźna –mówi ekspertka. Jednocześnie przyznaje, że realna liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce jest w tej chwili trudna do oszacowania i może być nawet 20-krotnie wyższa niż oficjalne statystyki.

– Z pewnością nie można myśleć, że jesteśmy już w końcówce pandemii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – Jesteśmy dopiero na początku egzystencji tego wirusa w naszym społeczeństwie i z pewnością zostaniemy z nim na długo. A w tym dokładnie momencie, latem 2022 roku, jesteśmy w trakcie narastania fali zakażeń wirusem SARS-CoV-2, wariant omikron BA.4 i BA.5.

Statystyki Ministerstwa Zdrowia pokazują, że liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce sukcesywnie wzrasta. W poprzednim tygodniu – po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy – przekroczyła 1 tys. potwierdzonych przypadków w ciągu dnia. Z kolei średnia dzienna liczba nowych zakażeń, obliczana na podstawie danych z ostatnich siedmiu dni, w piątek 8 lipca przekroczyła 720, podczas gdy jeszcze 18 czerwca wynosiła 170.

 Dziś bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ilu faktycznie jest w Polsce zakażonych, bo nie mamy formalnego systemu monitoringu – mówi ekspertka. – Te dane, które publikuje Ministerstwo Zdrowia, są danymi bardzo mocno przybliżonymi. Mój kolega, dr Franciszek Rakowski [z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW – red.], sugeruje, że liczba osób zakażonych może być nawet 20–25-krotnie wyższa i jestem gotowa się z tym zgodzić.

W Chinach, z powodu nowych ognisk koronawirusa SARS-CoV-2, już dziesiątki milionów osób są objęte lockdownem, a w dużych miastach ponownie wprowadzone są surowe restrykcje. Liczba zakażeń wywołanych przez bardzo zakaźne subwarianty omikronu BA.4 i BA.5 od tygodni rośnie też w Europie. Ta fala rozpoczęła się w Portugalii na przełomie maja i czerwca, ale teraz wzrost liczby chorych notują kolejne kraje Europy Zachodniej – Włochy, Niemcy (po ok. 90 tys. przypadków dziennie) czy Francja (ponad 120 tys. zakażeń). Coraz częściej mówi się o powrocie do noszenia maseczek.

 Biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji epidemicznej są kraje położone na zachód od Polski, u nas też należy się spodziewać przyrostu liczby osób zakażonych. My jesteśmy opóźnieni względem tych państw o około dwa–trzy tygodnie, więc u nas należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych dwóch–trzech​ tygodni również wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności zakażonych objawowo – prognozuje dr Aneta Afelt. – Ponieważ zgodnie z rytmem przebiegu łańcucha zakażeń mamy do czynienia z taką sytuacją, w której rozwój liczby osób zakażonych objawowo potrzebuje pewnej, dużej liczby osób zakażonych, a pamiętajmy o tym, że duża liczba osób ma przebieg bezobjawowy i one najczęściej nie są świadome tego, że są nosicielami i następnie roznosicielami tego wirusa.

Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że rosnąca liczba zakażeń w Polsce nie stanowi na razie ryzyka dla wydolności systemu opieki zdrowotnej. To może się jednak zmienić, jeżeli nastąpi radykalny wzrost nowych zachorowań, ponieważ – jak wskazuje dr Aneta Afelt – subwarianty omikron BA.4, BA.5 mają bardziej zjadliwy przebieg.

 W tej chwili wszystkie dane, które napływają z krajów zachodnich, wskazują, że te dwa warianty powodują jednak dużo bardziej istotne skutki zdrowotne niż ten pierwotny wariant omikron – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – W krajach takich jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy system jest gotowy do opieki nad pacjentami covidowymi, którzy ciężko przechodzą zakażenie, ale pojawiają się zgony. W tej chwili w Niemczech, w ciągu ostatnich czterech tygodni, było już ponad 190 zgonów wywołanych właśnie tym najnowszym wariantem omikron.

Jak podkreśla ekspertka, latem sytuacja nie powinna się zaostrzyć, ponieważ jesteśmy relatywnie „świeżo” po fali zakażeń z jesieni ub.r. oraz zimy i wiosny br., a także po dawce przypominającej. Mamy więc jeszcze zachowaną odporność populacyjną na świeże zachorowania. Z czasem jednak wyczerpuje się odporność nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19.

– Patrząc na tegoroczną jesień, na odległość w czasie między zaszczepieniem albo naturalnym zakażeniem, coraz większa liczba osób będzie tracić odporność immunologiczną na kontakt z nowym wariantem wirusa. A pamiętajmy, że ten wariant BA.5 umyka naszemu systemowi immunologicznemu, co oznacza, że nasz organizm nie rozpoznaje w pierwszej kolejności ataku tego wirusa jako czegoś, co zna – mówi dr Aneta Afelt.

Jednocześnie ekspertka negatywnie ocenia decyzje Ministerstwa Zdrowia o tym, aby nie wprowadzać na razie środków zaradczych, np. w postaci przywrócenia obowiązku noszenia maseczek. Minister Adam Niedzielski zapowiedział, że nie ma na razie w planach żadnych restrykcji, dopóki liczba hospitalizacji nie przekroczy 5 tys. Obecnie w szpitalach jest kilkaset osób z COVID-19. Ministerstwo liczy bowiem, że dzięki szczepieniom i wysokiej odporności społecznej zwiększona liczba zachorowań nie przełoży się na masowe hospitalizacje i zgony.

– Nie są podejmowane kroki dotyczące przywrócenia biernej ochrony epidemiologicznej, a więc np. noszenia maseczek w miejscach takich jak transport publiczny, kina, restauracje i inne, gdzie jest duża gęstość osób – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy PAN. – Z punktu widzenia ochrony nas, obywateli, przed konsekwencją zakażeń jest to decyzja, która jest nieroztropna. Wariant omikron w każdej z form jest wariantem wysoce zakaźnym na poziomie zakaźności odry, a więc jest rekordowo łatwo przenaszalny. Nie wracamy do restrykcji dystansowania, wracamy do biur, jesteśmy w trakcie wakacji, bardzo chętnie Polacy ruszyli na wakacje zagraniczne, tymi destynacjami są kraje, w których w tej chwili jest duża liczba zachorowań, to oznacza, że wracając do Polski, możemy przyjechać zakażeni.


źródło: newseria

– Należy się spodziewać, że w Polsce w ciągu najbliższych dwóch–trzech tygodni wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności objawowo – mówi dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Sytuacja epidemiczna może się jeszcze zaostrzyć jesienią, kiedy odporność społeczna – nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19 – zacznie się obniżać. To zaś może się przełożyć na wzrost liczby hospitalizacji i zgonów.
– Natomiast można przypuszczać, że teraz sytuacja faktycznie jeszcze nie będzie dla nas aż tak groźna –mówi ekspertka. Jednocześnie przyznaje, że realna liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce jest w tej chwili trudna do oszacowania i może być nawet 20-krotnie wyższa niż oficjalne statystyki.

– Z pewnością nie można myśleć, że jesteśmy już w końcówce pandemii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – Jesteśmy dopiero na początku egzystencji tego wirusa w naszym społeczeństwie i z pewnością zostaniemy z nim na długo. A w tym dokładnie momencie, latem 2022 roku, jesteśmy w trakcie narastania fali zakażeń wirusem SARS-CoV-2, wariant omikron BA.4 i BA.5.

Statystyki Ministerstwa Zdrowia pokazują, że liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce sukcesywnie wzrasta. W poprzednim tygodniu – po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy – przekroczyła 1 tys. potwierdzonych przypadków w ciągu dnia. Z kolei średnia dzienna liczba nowych zakażeń, obliczana na podstawie danych z ostatnich siedmiu dni, w piątek 8 lipca przekroczyła 720, podczas gdy jeszcze 18 czerwca wynosiła 170.

 Dziś bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ilu faktycznie jest w Polsce zakażonych, bo nie mamy formalnego systemu monitoringu – mówi ekspertka. – Te dane, które publikuje Ministerstwo Zdrowia, są danymi bardzo mocno przybliżonymi. Mój kolega, dr Franciszek Rakowski [z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW – red.], sugeruje, że liczba osób zakażonych może być nawet 20–25-krotnie wyższa i jestem gotowa się z tym zgodzić.

W Chinach, z powodu nowych ognisk koronawirusa SARS-CoV-2, już dziesiątki milionów osób są objęte lockdownem, a w dużych miastach ponownie wprowadzone są surowe restrykcje. Liczba zakażeń wywołanych przez bardzo zakaźne subwarianty omikronu BA.4 i BA.5 od tygodni rośnie też w Europie. Ta fala rozpoczęła się w Portugalii na przełomie maja i czerwca, ale teraz wzrost liczby chorych notują kolejne kraje Europy Zachodniej – Włochy, Niemcy (po ok. 90 tys. przypadków dziennie) czy Francja (ponad 120 tys. zakażeń). Coraz częściej mówi się o powrocie do noszenia maseczek.

 Biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji epidemicznej są kraje położone na zachód od Polski, u nas też należy się spodziewać przyrostu liczby osób zakażonych. My jesteśmy opóźnieni względem tych państw o około dwa–trzy tygodnie, więc u nas należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych dwóch–trzech​ tygodni również wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności zakażonych objawowo – prognozuje dr Aneta Afelt. – Ponieważ zgodnie z rytmem przebiegu łańcucha zakażeń mamy do czynienia z taką sytuacją, w której rozwój liczby osób zakażonych objawowo potrzebuje pewnej, dużej liczby osób zakażonych, a pamiętajmy o tym, że duża liczba osób ma przebieg bezobjawowy i one najczęściej nie są świadome tego, że są nosicielami i następnie roznosicielami tego wirusa.

Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że rosnąca liczba zakażeń w Polsce nie stanowi na razie ryzyka dla wydolności systemu opieki zdrowotnej. To może się jednak zmienić, jeżeli nastąpi radykalny wzrost nowych zachorowań, ponieważ – jak wskazuje dr Aneta Afelt – subwarianty omikron BA.4, BA.5 mają bardziej zjadliwy przebieg.

 W tej chwili wszystkie dane, które napływają z krajów zachodnich, wskazują, że te dwa warianty powodują jednak dużo bardziej istotne skutki zdrowotne niż ten pierwotny wariant omikron – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – W krajach takich jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy system jest gotowy do opieki nad pacjentami covidowymi, którzy ciężko przechodzą zakażenie, ale pojawiają się zgony. W tej chwili w Niemczech, w ciągu ostatnich czterech tygodni, było już ponad 190 zgonów wywołanych właśnie tym najnowszym wariantem omikron.

Jak podkreśla ekspertka, latem sytuacja nie powinna się zaostrzyć, ponieważ jesteśmy relatywnie „świeżo” po fali zakażeń z jesieni ub.r. oraz zimy i wiosny br., a także po dawce przypominającej. Mamy więc jeszcze zachowaną odporność populacyjną na świeże zachorowania. Z czasem jednak wyczerpuje się odporność nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19.

– Patrząc na tegoroczną jesień, na odległość w czasie między zaszczepieniem albo naturalnym zakażeniem, coraz większa liczba osób będzie tracić odporność immunologiczną na kontakt z nowym wariantem wirusa. A pamiętajmy, że ten wariant BA.5 umyka naszemu systemowi immunologicznemu, co oznacza, że nasz organizm nie rozpoznaje w pierwszej kolejności ataku tego wirusa jako czegoś, co zna – mówi dr Aneta Afelt.

Jednocześnie ekspertka negatywnie ocenia decyzje Ministerstwa Zdrowia o tym, aby nie wprowadzać na razie środków zaradczych, np. w postaci przywrócenia obowiązku noszenia maseczek. Minister Adam Niedzielski zapowiedział, że nie ma na razie w planach żadnych restrykcji, dopóki liczba hospitalizacji nie przekroczy 5 tys. Obecnie w szpitalach jest kilkaset osób z COVID-19. Ministerstwo liczy bowiem, że dzięki szczepieniom i wysokiej odporności społecznej zwiększona liczba zachorowań nie przełoży się na masowe hospitalizacje i zgony.

– Nie są podejmowane kroki dotyczące przywrócenia biernej ochrony epidemiologicznej, a więc np. noszenia maseczek w miejscach takich jak transport publiczny, kina, restauracje i inne, gdzie jest duża gęstość osób – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy PAN. – Z punktu widzenia ochrony nas, obywateli, przed konsekwencją zakażeń jest to decyzja, która jest nieroztropna. Wariant omikron w każdej z form jest wariantem wysoce zakaźnym na poziomie zakaźności odry, a więc jest rekordowo łatwo przenaszalny. Nie wracamy do restrykcji dystansowania, wracamy do biur, jesteśmy w trakcie wakacji, bardzo chętnie Polacy ruszyli na wakacje zagraniczne, tymi destynacjami są kraje, w których w tej chwili jest duża liczba zachorowań, to oznacza, że wracając do Polski, możemy przyjechać zakażeni.


źródło: newseria

Co osiem sekund ktoś na świecie dowiaduje się, że ma cukrzycę. Co dziesięć sekund ktoś umiera z powodu jej powikłań. Cukrzyca jako pierwsza choroba niezakaźna, została uznana przez ONZ za epidemię XXI wieku właśnie z powodu swej masowości. W Polsce cierpią na nią aż 3 mln osób,  z tego aż milion z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Ponadto, co roku przybywa ok. 300 tys. kolejnych przypadków. Z badania „Cukrzyca – niewidzialna pandemia” przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden wynika, że 36 proc. Polaków w ciągu ostatnich trzech lat ani razu nie sprawdziło poziomu cukru we krwi. Tymczasem profilaktyka pomaga walczyć z tą chorobą. Brak wiedzy o niej sprawia, że staje się jeszcze bardziej podstępna. Może atakować nerki, oczy, a nawet uszkadzać nerwy.

Co dziesiąty ankietowany potwierdził, że choruje na cukrzycę, a blisko jedna trzecia (29 proc.) przyznała, że zmaga się z nią członek ich najbliższej rodziny. I lepiej nie będzie – według szacunków NFZ w  2035 roku liczba pacjentów chorych na cukrzycę będzie wynosić blisko 600 milionów.

Pandemia podbiła liczbę zachorowań na cukrzycę

 Lekarze są zdania, że ponad dwuletni okres pandemii COVID-19 stworzył szereg czynników sprzyjających rozpoczęciu insulinooporności, które bez odpowiedniej kontroli może prowadzić do cukrzycy. Według badania IPSOS przeprowadzonego na początku ubiegłego roku, Polacy przytyli w pandemii średnio aż 5,7 kg. Za główną przyczynę tego zjawiska na pewno można uznać powszechną izolację, ale także pracę zdalną, zamknięcie hal sportowych i siłowni, co znacznie ograniczyło wszelką aktywność fizyczną. Tymczasem dieta i styl życia mają istotny wpływ na rozwój choroby  mówi Joanna Walczuk, dyrektor ds. produktów z Nationale-Nederlanden.
I choć aż 70 proc. Polaków zgadza się, że wcielanie w życie zdrowych nawyków pomoże im uniknąć zachorowania na choroby cywilizacyjne takie jak nowotwór, cukrzyca czy zawał serca, to jednak wnioski z badania Nationale-Nederlanden pokazuje, że prowadzenie zdrowego stylu życiu nie jest łatwe. Utrudniają to Polakom duży stres (30 proc.), częste niedospanie (21 proc.), brak czasu na odpoczynek (20 proc.) i korzystanie z używek, czyli palenie papierosów i picie alkoholu (17 proc.). A więc wszystko to, co przyczynia się do tak częstego występowania cukrzycy.

Ruch i dieta kluczowe dla utrzymania zdrowia

Eksperci Narodowego Funduszu Zdrowia alarmują, że niska aktywność fizyczna i nieodpowiednia dieta to prosta droga do otyłości. A ta z kolei, zwłaszcza otyłość brzuszna, jest najistotniejszym czynnikiem ryzyka cukrzycy typu drugiego, czyli najczęściej występującego wśród chorych. Dlatego tak ważne jest, aby utrzymywać prawidłową wagę ciała.

Blisko dwie trzecie respondentów stara się minimalizować ryzyko zachorowania na cukrzycę przez stosowanie odpowiedniej diety. Zaleca się przede wszystkim ograniczenie słodzonych i gazowanych napojów, ponieważ często zawierają zbyt dużo cukru. Warto też kontrolować jego zawartość w innych produktach, czytając ich etykiety i wybierając z oferty te zdrowsze. W nadmiarze szkodzą również tłuszcze, dlatego na naszych talerzach zdecydowanie częściej powinny pojawiać się warzywa.  

Poza odżywianiem kluczowy jest ruch. Uznaje się, że świetnie działa bieganie. Jednak wystarczy kilka razy w tygodniu wybrać się na szybki spacer, żeby już pozytywnie wpłynąć na swoje zdrowie. Eksperci NFZ zapewniają, że nawet pół godziny aktywności każdego dnia realnie zmniejszy prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę.

Powikłania groźne dla serca i kosztowne dla kieszeni

A jest się czego bać. Aż 67 proc. osób uczestniczących w badaniu Nationale-Nederlanden zdaje sobie sprawę, że cukrzyca jest poważną chorobą. Spośród powikłań blisko 1/4 ankietowanych najbardziej obawia się tych, które dotyczą chorób układu krążenia, np. zawału serca. 14 proc. Polaków niepokoi fakt, że konsekwencją cukrzycy może być utrata wzroku, a 22 proc. wskazuje na udar mózgu.

Ponad dwuletni okres pandemii COVID-19 również nie pomógł w walce z cukrzycą. Dodatkowo, blisko 55 proc. respondentów twierdzi, że dostęp do lekarzy specjalistów i nowoczesnych terapii w Polsce w ogóle jest ograniczony. Do tego dochodzi jeszcze kwestia stosunkowo wysokich kosztów leczenia.

Co drugi uczestnik badania zgadza się z opinią, że w Polsce leczenie cukrzycy i jej powikłań jest bardzo kosztowne (na taką odpowiedź częściej wskazują osoby w wieku 40-49 lat – 55 proc.). Niemal jedna trzecia respondentów jest zdania, że najbardziej pomocne w przypadku zachorowania na cukrzycę byłoby dla nich wsparcie finansowe, które mogliby przeznaczyć na zakup leków i sprzętu diagnostycznego. Podobna grupa badanych (29 proc.) chciałaby otrzymać pomoc przy umówieniu wizyty u lekarza specjalisty. Dla 1/4 Polaków w sytuacji zachorowania ważny byłby dostęp do pakietu badań kontrolnych.

 Z myślą o zapewnieniu klientom poduszki ochronnej, wprowadziliśmy do swojej oferty ubezpieczenie na wypadek diagnozy cukrzycy – dla osób zdrowych oraz w razie powikłań dla pacjentów chorujących na cukrzycę typu 1 i 2, którzy  znajdują się pod stałą kontrolą lekarzy specjalistów. To jedyny na polskim rynku produkt, który zapewnia kompleksowe wsparcie w przypadku pojawienia się tej choroby – podkreśla Joanna Walczuk. – W ramach polisy klienci mogą liczyć na wypłatę pieniędzy po przebytej operacji związanej z cukrzycą oraz comiesięcznego świadczenia w przypadku niezdolności do pracy, a także wystąpienia powikłań cukrzycowych. Ponadto, zapewnimy pomoc w uzyskaniu dostępu do specjalistów takich, jak diabetolog, urolog czy okulista – dodaje Joanna Walczuk.

źródło: NN

Co osiem sekund ktoś na świecie dowiaduje się, że ma cukrzycę. Co dziesięć sekund ktoś umiera z powodu jej powikłań. Cukrzyca jako pierwsza choroba niezakaźna, została uznana przez ONZ za epidemię XXI wieku właśnie z powodu swej masowości. W Polsce cierpią na nią aż 3 mln osób,  z tego aż milion z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Ponadto, co roku przybywa ok. 300 tys. kolejnych przypadków. Z badania „Cukrzyca – niewidzialna pandemia” przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden wynika, że 36 proc. Polaków w ciągu ostatnich trzech lat ani razu nie sprawdziło poziomu cukru we krwi. Tymczasem profilaktyka pomaga walczyć z tą chorobą. Brak wiedzy o niej sprawia, że staje się jeszcze bardziej podstępna. Może atakować nerki, oczy, a nawet uszkadzać nerwy.

Co dziesiąty ankietowany potwierdził, że choruje na cukrzycę, a blisko jedna trzecia (29 proc.) przyznała, że zmaga się z nią członek ich najbliższej rodziny. I lepiej nie będzie – według szacunków NFZ w  2035 roku liczba pacjentów chorych na cukrzycę będzie wynosić blisko 600 milionów.

Pandemia podbiła liczbę zachorowań na cukrzycę

 Lekarze są zdania, że ponad dwuletni okres pandemii COVID-19 stworzył szereg czynników sprzyjających rozpoczęciu insulinooporności, które bez odpowiedniej kontroli może prowadzić do cukrzycy. Według badania IPSOS przeprowadzonego na początku ubiegłego roku, Polacy przytyli w pandemii średnio aż 5,7 kg. Za główną przyczynę tego zjawiska na pewno można uznać powszechną izolację, ale także pracę zdalną, zamknięcie hal sportowych i siłowni, co znacznie ograniczyło wszelką aktywność fizyczną. Tymczasem dieta i styl życia mają istotny wpływ na rozwój choroby  mówi Joanna Walczuk, dyrektor ds. produktów z Nationale-Nederlanden.
I choć aż 70 proc. Polaków zgadza się, że wcielanie w życie zdrowych nawyków pomoże im uniknąć zachorowania na choroby cywilizacyjne takie jak nowotwór, cukrzyca czy zawał serca, to jednak wnioski z badania Nationale-Nederlanden pokazuje, że prowadzenie zdrowego stylu życiu nie jest łatwe. Utrudniają to Polakom duży stres (30 proc.), częste niedospanie (21 proc.), brak czasu na odpoczynek (20 proc.) i korzystanie z używek, czyli palenie papierosów i picie alkoholu (17 proc.). A więc wszystko to, co przyczynia się do tak częstego występowania cukrzycy.

Ruch i dieta kluczowe dla utrzymania zdrowia

Eksperci Narodowego Funduszu Zdrowia alarmują, że niska aktywność fizyczna i nieodpowiednia dieta to prosta droga do otyłości. A ta z kolei, zwłaszcza otyłość brzuszna, jest najistotniejszym czynnikiem ryzyka cukrzycy typu drugiego, czyli najczęściej występującego wśród chorych. Dlatego tak ważne jest, aby utrzymywać prawidłową wagę ciała.

Blisko dwie trzecie respondentów stara się minimalizować ryzyko zachorowania na cukrzycę przez stosowanie odpowiedniej diety. Zaleca się przede wszystkim ograniczenie słodzonych i gazowanych napojów, ponieważ często zawierają zbyt dużo cukru. Warto też kontrolować jego zawartość w innych produktach, czytając ich etykiety i wybierając z oferty te zdrowsze. W nadmiarze szkodzą również tłuszcze, dlatego na naszych talerzach zdecydowanie częściej powinny pojawiać się warzywa.  

Poza odżywianiem kluczowy jest ruch. Uznaje się, że świetnie działa bieganie. Jednak wystarczy kilka razy w tygodniu wybrać się na szybki spacer, żeby już pozytywnie wpłynąć na swoje zdrowie. Eksperci NFZ zapewniają, że nawet pół godziny aktywności każdego dnia realnie zmniejszy prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę.

Powikłania groźne dla serca i kosztowne dla kieszeni

A jest się czego bać. Aż 67 proc. osób uczestniczących w badaniu Nationale-Nederlanden zdaje sobie sprawę, że cukrzyca jest poważną chorobą. Spośród powikłań blisko 1/4 ankietowanych najbardziej obawia się tych, które dotyczą chorób układu krążenia, np. zawału serca. 14 proc. Polaków niepokoi fakt, że konsekwencją cukrzycy może być utrata wzroku, a 22 proc. wskazuje na udar mózgu.

Ponad dwuletni okres pandemii COVID-19 również nie pomógł w walce z cukrzycą. Dodatkowo, blisko 55 proc. respondentów twierdzi, że dostęp do lekarzy specjalistów i nowoczesnych terapii w Polsce w ogóle jest ograniczony. Do tego dochodzi jeszcze kwestia stosunkowo wysokich kosztów leczenia.

Co drugi uczestnik badania zgadza się z opinią, że w Polsce leczenie cukrzycy i jej powikłań jest bardzo kosztowne (na taką odpowiedź częściej wskazują osoby w wieku 40-49 lat – 55 proc.). Niemal jedna trzecia respondentów jest zdania, że najbardziej pomocne w przypadku zachorowania na cukrzycę byłoby dla nich wsparcie finansowe, które mogliby przeznaczyć na zakup leków i sprzętu diagnostycznego. Podobna grupa badanych (29 proc.) chciałaby otrzymać pomoc przy umówieniu wizyty u lekarza specjalisty. Dla 1/4 Polaków w sytuacji zachorowania ważny byłby dostęp do pakietu badań kontrolnych.

 Z myślą o zapewnieniu klientom poduszki ochronnej, wprowadziliśmy do swojej oferty ubezpieczenie na wypadek diagnozy cukrzycy – dla osób zdrowych oraz w razie powikłań dla pacjentów chorujących na cukrzycę typu 1 i 2, którzy  znajdują się pod stałą kontrolą lekarzy specjalistów. To jedyny na polskim rynku produkt, który zapewnia kompleksowe wsparcie w przypadku pojawienia się tej choroby – podkreśla Joanna Walczuk. – W ramach polisy klienci mogą liczyć na wypłatę pieniędzy po przebytej operacji związanej z cukrzycą oraz comiesięcznego świadczenia w przypadku niezdolności do pracy, a także wystąpienia powikłań cukrzycowych. Ponadto, zapewnimy pomoc w uzyskaniu dostępu do specjalistów takich, jak diabetolog, urolog czy okulista – dodaje Joanna Walczuk.

źródło: NN

W środę 19 stycznia 2022 roku odnotowano ponad 30 tysięcy nowych zachorowań na Covid-19 w Polsce. – Wyniki są bardzo poważne i oznaczają, że już nie tylko wkroczyliśmy w piątą falę, ale że ta fala będzie w najbliższych dniach bardzo dynamicznie się rozwijała. Ostatnie dwa dni to dynamika, z którą nie mieliśmy do tej pory do czynienia – podkreślił minister zdrowia Adam Niedzielski.
– Dzisiejszy wynik to 30 586 nowych zakażeń. To jest liczba, której nie spotkaliśmy w trakcie całej czwartej fali, mówię o ostatniej fali jesiennej. Tam maksymalne wyniki dotyczące infekcji były poniżej 30 tys. – powiedział minister zdrowia podczas konfernecji prasowej w środę 19 stycznia.

Dynamika zakażeń wykazuje gwałtowny trend wrostowy, podwojenie liczby infekcji z tygodnia na tydzień. – To samo miało miejsce wczoraj – wczorajszy wynik rzędu niecałych 20 tys. w stosunku do 11 tys. z tygodnia poprzedniego – to też jest praktycznie podwojenie – dodał Niedzielski. – Liczba wykonanych testów wynosi 122 tys. Cały czas mamy bardzo duży udział badań PRC, więc nie ma wątpliwości, że te trendy, które obserwujemy, to są trendy oparte na rzetelnym badaniu PCR – kontynuował.

Omicron odpowiada za rozwój piątek fali pandemii

– Omikron stał się faktem. Stanowi ponad 20 proc. w strukturze naszego genomu. Sytuacja jest dramatyczna. W przyszłym tygodniu możemy mieć poziom zakażeń o wartości nawet powyżej 50 tys. To sytuacja stanowiąca ogromne ryzyko dla systemu opieki zdrowotnej – powiedział minister zdrowia.
W obecnej chwili jest 31 tys. łóżek do dyspozycji w systemie covidowym, jednak nie wykluczone, że trzeba będzie zwiększyć ich liczbę. Dane z wielu krajów potwierdzają, że pomimo dużej zachorowalności jaką niesie za soba wariant Omicron, nie odnotowuje się większej liczby zgonów. Jednak w wiekszości są to krajez dużym odsetkiem wyszczepionych osób – Być może nie jest to tylko kwestia wyższej tzw. zjadliwości wirusa, ale również tego, że populacja tam jest wyszczepiona. Wyszczepienie chroni przede wszystkim przed ciężkim przebiegiem zachorowania na COVID-19. – podkreślił minister zdrowia.

Praca zdalna w administracji publicznej
Niedzielski zapowiedział wprowadzenie obowiązkowej pracy zdalnej w administracji publicznej. Zaapelował również do wszystkich pracodawców, aby w miarę możliwości praca zdalna stała się obecnie standardem. – W ciągu najbliższych dni zostanie przygotowane rozporządzenie epidemiczne, które obowiązek tego typu nałoży na wszystkich pracodawców publicznych w administracji, oczywiście z wyjątkiem tych zadań, które muszą być realizowane na rzecz obywateli i które muszą być realizowane w tradycyjnym modelu pracy – poinformował Niedzielski.

Trzy scenariusze piątej fali
Minister zdrowia zdrowia podkreślił, że są mozliwe trzy scenariusze rozwoju piątej fali pandemii. – Teraz realizuje się scenariusz bardzo gwałtownego przyrostu – dodał. Jednocześnie zaznaczająć, że scenariusz ten oznacza stosunkowo szybkie wygaszenie zjawiska piątej fali. – Tak naprawdę szczyt tej fali ma być na przełomie stycznia i lutego, czyli mówimy o perspektywie najbliższych dwóch tygodni, ze stopniowym wygaszeniem już w lutym.
Inne scenariusze, z mniejszą dynamiką przyrostu, przewidywały, że piąta fala będzie miała wydłużony przebieg z kumulacją na przełomie lutego i marca. – Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli z dynamicznym przebieg, i być może też dynamicznym zakończeniem tej fali – dodał Niedzielski.

Czy będą kolejne obostrzenia?

Minister zdrowia podkreślił – Musimy wracać do ścisłego przestrzegania reżimu DDM, czyli stosowania przede wszystkim maseczek, zachowywania dystansu, zwiększonej częstotliwości dezynfekcji rąk.
Jednocześnie szef resortu na ten moment wykluczył lockdown. – Patrząc na politykę walki z epidemią w innych krajach, widać odejście od czegoż, co nazywane jest lockdownami, w kierunku powszechnego stosowania certyfikatów, które potwierdzają testowanie, ujemny wynika testu, status ozdrowieńca bądź też szczepienie. Dodając. – Myślę, że w ogóle lockdown jako taki raczej nie jest i nie będzie instrumentem wykorzystywanym w polityce epidemicznej, tak jak to było w poprzednich falach.
Minister wskazał, że planowane jest pójście „w kierunku certyfikatów”.

Liczba zakażeń
Dziś odnotowano 30 586 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: mazowieckiego (5594), śląskiego (4647), małopolskiego (3471), dolnośląskiego (2458), pomorskiego (2341), wielkopolskiego (2195), podkarpackiego (1789), lubelskiego (1362), łódzkiego (1360), zachodniopomorskiego (1091), warmińsko-mazurskiego (1034), kujawsko-pomorskiego (986), opolskiego (623), świętokrzyskiego (585), podlaskiego (518), lubuskiego (354). Zmarło 375 osób. Wykonano ponad 122 tysiące testów.

źródło: MZ
W środę 19 stycznia 2022 roku odnotowano ponad 30 tysięcy nowych zachorowań na Covid-19 w Polsce. – Wyniki są bardzo poważne i oznaczają, że już nie tylko wkroczyliśmy w piątą falę, ale że ta fala będzie w najbliższych dniach bardzo dynamicznie się rozwijała. Ostatnie dwa dni to dynamika, z którą nie mieliśmy do tej pory do czynienia – podkreślił minister zdrowia Adam Niedzielski.
– Dzisiejszy wynik to 30 586 nowych zakażeń. To jest liczba, której nie spotkaliśmy w trakcie całej czwartej fali, mówię o ostatniej fali jesiennej. Tam maksymalne wyniki dotyczące infekcji były poniżej 30 tys. – powiedział minister zdrowia podczas konfernecji prasowej w środę 19 stycznia.

Dynamika zakażeń wykazuje gwałtowny trend wrostowy, podwojenie liczby infekcji z tygodnia na tydzień. – To samo miało miejsce wczoraj – wczorajszy wynik rzędu niecałych 20 tys. w stosunku do 11 tys. z tygodnia poprzedniego – to też jest praktycznie podwojenie – dodał Niedzielski. – Liczba wykonanych testów wynosi 122 tys. Cały czas mamy bardzo duży udział badań PRC, więc nie ma wątpliwości, że te trendy, które obserwujemy, to są trendy oparte na rzetelnym badaniu PCR – kontynuował.

Omicron odpowiada za rozwój piątek fali pandemii

– Omikron stał się faktem. Stanowi ponad 20 proc. w strukturze naszego genomu. Sytuacja jest dramatyczna. W przyszłym tygodniu możemy mieć poziom zakażeń o wartości nawet powyżej 50 tys. To sytuacja stanowiąca ogromne ryzyko dla systemu opieki zdrowotnej – powiedział minister zdrowia.
W obecnej chwili jest 31 tys. łóżek do dyspozycji w systemie covidowym, jednak nie wykluczone, że trzeba będzie zwiększyć ich liczbę. Dane z wielu krajów potwierdzają, że pomimo dużej zachorowalności jaką niesie za soba wariant Omicron, nie odnotowuje się większej liczby zgonów. Jednak w wiekszości są to krajez dużym odsetkiem wyszczepionych osób – Być może nie jest to tylko kwestia wyższej tzw. zjadliwości wirusa, ale również tego, że populacja tam jest wyszczepiona. Wyszczepienie chroni przede wszystkim przed ciężkim przebiegiem zachorowania na COVID-19. – podkreślił minister zdrowia.

Praca zdalna w administracji publicznej
Niedzielski zapowiedział wprowadzenie obowiązkowej pracy zdalnej w administracji publicznej. Zaapelował również do wszystkich pracodawców, aby w miarę możliwości praca zdalna stała się obecnie standardem. – W ciągu najbliższych dni zostanie przygotowane rozporządzenie epidemiczne, które obowiązek tego typu nałoży na wszystkich pracodawców publicznych w administracji, oczywiście z wyjątkiem tych zadań, które muszą być realizowane na rzecz obywateli i które muszą być realizowane w tradycyjnym modelu pracy – poinformował Niedzielski.

Trzy scenariusze piątej fali
Minister zdrowia zdrowia podkreślił, że są mozliwe trzy scenariusze rozwoju piątej fali pandemii. – Teraz realizuje się scenariusz bardzo gwałtownego przyrostu – dodał. Jednocześnie zaznaczająć, że scenariusz ten oznacza stosunkowo szybkie wygaszenie zjawiska piątej fali. – Tak naprawdę szczyt tej fali ma być na przełomie stycznia i lutego, czyli mówimy o perspektywie najbliższych dwóch tygodni, ze stopniowym wygaszeniem już w lutym.
Inne scenariusze, z mniejszą dynamiką przyrostu, przewidywały, że piąta fala będzie miała wydłużony przebieg z kumulacją na przełomie lutego i marca. – Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli z dynamicznym przebieg, i być może też dynamicznym zakończeniem tej fali – dodał Niedzielski.

Czy będą kolejne obostrzenia?

Minister zdrowia podkreślił – Musimy wracać do ścisłego przestrzegania reżimu DDM, czyli stosowania przede wszystkim maseczek, zachowywania dystansu, zwiększonej częstotliwości dezynfekcji rąk.
Jednocześnie szef resortu na ten moment wykluczył lockdown. – Patrząc na politykę walki z epidemią w innych krajach, widać odejście od czegoż, co nazywane jest lockdownami, w kierunku powszechnego stosowania certyfikatów, które potwierdzają testowanie, ujemny wynika testu, status ozdrowieńca bądź też szczepienie. Dodając. – Myślę, że w ogóle lockdown jako taki raczej nie jest i nie będzie instrumentem wykorzystywanym w polityce epidemicznej, tak jak to było w poprzednich falach.
Minister wskazał, że planowane jest pójście „w kierunku certyfikatów”.

Liczba zakażeń
Dziś odnotowano 30 586 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: mazowieckiego (5594), śląskiego (4647), małopolskiego (3471), dolnośląskiego (2458), pomorskiego (2341), wielkopolskiego (2195), podkarpackiego (1789), lubelskiego (1362), łódzkiego (1360), zachodniopomorskiego (1091), warmińsko-mazurskiego (1034), kujawsko-pomorskiego (986), opolskiego (623), świętokrzyskiego (585), podlaskiego (518), lubuskiego (354). Zmarło 375 osób. Wykonano ponad 122 tysiące testów.

źródło: MZ