Medicalpress
W dniach 27 kwietnia – 3 maja 2026 roku odbędzie się kolejna edycja Dni Świadomości Niewydolności Serca (ang. Heart Failure Awareness Days), koordynowana przez Asocjację Niewydolności Serca Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ang. Heart Failure Association) we współpracy z narodowymi towarzystwami naukowymi zajmującymi się problematyką niewydolności serca. Stąd też wiodąca rola Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, która odpowiada za przebieg obchodów w Polsce. Hasło przewodnie kampanii brzmi: „Zwiększmy świadomość dziś, chrońmy serce jutro” i podkreśla kluczową rolę edukacji w zapobieganiu oraz skutecznym leczeniu niewydolności serca.
Niewydolność serca to złożony zespół kliniczny, w którym serce nie jest w stanie pompować krwi w ilości wystarczającej do pokrycia potrzeb organizmu lub może to robić jedynie kosztem podwyższonego ciśnienia w jamach serca. W praktyce oznacza to, że narządy i tkanki nie otrzymują odpowiedniej ilości tlenu i składników odżywczych, co prowadzi do stopniowego pogorszenia funkcjonowania całego organizmu.

Do najczęstszych objawów należą:

Przyczyny niewydolności serca są różnorodne, jednak najczęściej wynikają z innych chorób układu sercowo-naczyniowego. Do kluczowych czynników należą:
Istotną rolę odgrywają również czynniki stylu życia oraz choroby współistniejące, takie jak:
Niewydolność serca stanowi jedno z największych wyzwań zdrowia publicznego – dotyka miliony osób na całym świecie, w tym znaczną liczbę pacjentów w Polsce. Choroba ta wiąże się z wysoką śmiertelnością, częstymi hospitalizacjami, wysokimi kosztami leczenia oraz istotnym obniżeniem jakości życia.
Kluczowe znaczenie ma profilaktyka, która pozwala zmniejszyć ryzyko rozwoju choroby lub opóźnić jej postęp. Eksperci podkreślają, że podstawowe działania obejmują:
Wczesne rozpoznanie niewydolności serca oraz szybkie wdrożenie odpowiedniego leczenia mogą znacząco poprawić rokowanie i komfort życia pacjentów. Nowoczesne terapie pozwalają dziś skuteczniej kontrolować przebieg choroby, jednak ich efektywność w dużej mierze zależy od świadomości pacjentów i szybkiego zgłoszenia się po pomoc

W ramach obchodów Dni Świadomości Niewydolności Serca planowane są liczne inicjatywy edukacyjne, kampanie informacyjne oraz działania w mediach społecznościowych. Ich celem jest dotarcie do szerokiego grona odbiorców i zwiększenie wiedzy na temat objawów, czynników ryzyka oraz możliwości zapobiegania chorobie.

Eksperci apelują zarówno do społeczeństwa, jak i decydentów o podejmowanie działań na rzecz poprawy profilaktyki, diagnostyki i leczenia chorób serca.

Co możesz się dowiedzieć i gdzie?

W ramach obchodów Dni Świadomości Niewydolności Serca zaplanowano szereg działań skierowanych do pacjentów, ich rodzin oraz szerokiej opinii publicznej. Uczestnicy będą mogli wziąć udział w otwartych wykładach edukacyjnych poświęconych niewydolności serca, jej objawom, leczeniu i profilaktyce.

W programie znajdą się także akcje informacyjne i edukacyjne, w tym quizy, ankiety oraz materiały edukacyjne dostępne w przestrzeni publicznej i w internecie. Organizatorzy zachęcają również do aktywnego udziału w kampanii w mediach społecznościowych oraz śledzenia działań prowadzonych w ramach wydarzenia.

Celem wszystkich inicjatyw jest zwiększenie świadomości społecznej oraz zachęcenie do profilaktyki i wczesnej diagnostyki chorób serca.

Świadomość dziś to ochrona jutro – zadbajmy o serce, zanim pojawią się pierwsze objawy.

Źródło: Komunikat Prasowy

Lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca (SCCS) w Zabrzu powracają do ważnej debaty o organizacji opieki nad pacjentami z niewydolnością serca po obchodach 10-lecia Oddziału Dziennego dla Chorych z Niewydolnością Serca. Jubileusz stał się nie tylko okazją do podsumowań klinicznych osiągnięć, lecz także inspiracją do podkreślenia potrzeby systemowych zmian w polskim modelu leczenia tej przewlekłej i obciążającej choroby.
Niewydolność serca, jako przewlekła choroba układu krążenia, generuje nie tylko ogromne koszty medyczne, lecz także dramatyczne konsekwencje dla jakości życia pacjentów i ich rodzin. Choć medycyna zna dziś skuteczne narzędzia terapeutyczne, które poprawiają rokowanie i zmniejszają liczbę hospitalizacji, ich efektywność zależy w dużej mierze od dostępu do kompleksowej opieki koordynowanej – obejmującej zarówno diagnostykę, leczenie, jak i długofalowe wsparcie ambulatoryjne.

Doświadczenia z Zabrza, przykład modelowej opieki

Oddział Dzienny SCCS, działający od dekady, jest jednym z nielicznych w Polsce przykładów zintegrowanego podejścia do pacjentów z ciężką niewydolnością serca. W ciągu dziesięciu lat działalności specjaliści objęli opieką dziesiątki chorych, realizując tysiące wizyt i konsultacji, które wpływają na stabilizację stanu klinicznego oraz edukację pacjentów i ich rodzin. 

Lekarze podkreślają, że model ten, choć w praktyce już funkcjonuje i przynosi wymierne korzyści, nie jest standardem w polskim systemie ochrony zdrowia. Tymczasem takie rozwiązania mogłyby być szerzej stosowane w oparciu o istniejące procedury finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia – bez konieczności tworzenia nowych, kosztownych struktur.

Opieka kompleksowa – korzyści kliniczne i społeczne

Specjaliści kardiolodzy argumentują, że wczesna diagnoza, edukacja pacjenta i systematyczne monitorowanie są kluczowe, by skutecznie przeciwdziałać progresji niewydolności serca. Takie podejście nie tylko poprawia rokowanie indywidualne, lecz także zmniejsza obciążenie systemu ochrony zdrowia poprzez redukcję nagłych przyjęć do szpitali i powikłań wynikających z dekompensacji choroby.

Co więcej, kompleksowa opieka – obejmująca rehabilitację, wsparcie farmakologiczne oraz opiekę koordynowaną pomiędzy ambulatoryjnym i szpitalnym poziomem – może poprawić jakość życia pacjentów, ich rodzin i opiekunów, redukując koszty pośrednie i społeczne związane z przewlekłą chorobą serca.

Potrzeba systemowych rozwiązań

Apel lekarzy z Zabrza wpisuje się w szerszy kontekst dyskusji o konieczności przekształcania opieki kardiologicznej w Polsce – z reaktywnej na proaktywną, nastawioną na rehabilitację, prewencję oraz wsparcie pacjenta na każdym etapie choroby. Eksperci podkreślają, że przy coraz większej liczbie osób żyjących z chorobami układu krążenia, systemowe podejście nie jest luksusem, lecz koniecznością.  Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu – jako placówka referencyjna, wiodący ośrodek diagnostyki i leczenia chorób serca w Polsce – pokazuje, że takie modele opieki są możliwe, efektywne i powinny stać się integralną częścią krajowej strategii walki z niewydolnością serca.

Źródło: Śląskie Centrum Chorób Serca

Kardiochirurdzy z Zabrza wspólnie z dr. Tornike Sologashvilim z Genewy przeprowadzili pierwsze w Polsce operacje techniką double-root translocation. Zabieg, dający efekt pełnego wyleczenia, wykonano m.in. u niemowlaka. Operacje skomplikowanych wad serca mają być na stałe wykonywane w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Jeden z zabiegów wykonano u czteromiesięcznego Krzysia. Chłopiec miał anatomiczną wadę serca – transpozycję naczyń dodatkowo ze zwężeniem pnia tętnicy płucnej. To rzadko występująca anomalia, która powoduje, że nie można wykonać operacji klasyczną metodą transpozycji wielkich pni serca. W  nowej technice konieczna jest również plastyka zastawek i przełożenie ich nad odpowiednie komory serca.

Do tej pory nikt skutecznie w Polsce nie operował takich wad. Zabieg w Zabrzu wykonał zespół kardiochirurgów dziecięcych wraz z dr. Tornike Sologashvilim z Genewy.

– Dzięki metodzie double-root translocation przywracamy prawidłową anatomię serca i naczyń wieńcowych. To zabieg dający szansę na pełne wyleczenie. Chcemy wprowadzić te metodę leczenia na stałe do katalogu zabiegów wykonywanych w Zabrzu – mówi dr Szymon Pawlak, koordynator Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia u Dzieci ze Śląskiego Centrum Chorób Serca.
Operacja czteromiesięcznego Krzysia przebiegała bez komplikacji. Pacjent tydzień po zabiegu został wypisany do domu.

Współpraca ze specjalistą z Genewy została zapoczątkowana wiosną 2023 roku, dzięki pomocy Stowarzyszenia „Nasze Serca” z Poznania.  Dr Tornikie Sologashvilii wykonał w Zabrzu operacje sześciorga pacjentów. Kolejne zabiegli planowane są jesienią.

źródło: SCCS Zabrze
Lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu wykonali transplantację obu płuc u chorego z zespołem Mounier-Kuhna. To rzadka choroba genetyczna powodująca uszkodzenie tchawicy i oskrzeli głównych. Do tej pory opisano około 300 przypadków, na świecie żyje około 125 osób, u których zdiagnozowano chorobę. Przed kardiochirurgami z Zabrza lekarze tylko raz zdecydowali się na przeszczep płuc u chorego z zespołem Mounier-Kuhna. 
39-letni Pan Jacek z ciężką niewydolnością oddechową był na aktywnej liście oczekujących na transplantacje płuc od ponad dwóch lat. Zespół anestezjologów i chirurgów potrzebował czasu na przygotowanie strategii zabiegu. Największą trudnością było zaintubowanie chorego oraz wykonanie zespoleń oskrzelowych przy olbrzymiej dysproporcji oskrzeli dawcy i biorcy.

– Stworzyliśmy druk 3D tchawicy i oskrzeli na podstawie obrazów tomografii komputerowej, który posłużył do opracowania techniki intubacji i wykonania operacji oskrzelowej. Zabieg nie byłby możliwy bez pomocy ECMO AV, ponieważ chory cierpiał również na ciężkie nadciśnienie płucne – informuje dr n. med. Maciej Urlik, kardiochirurg, specjalista transplantologii klinicznej ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Skomplikowana operacja trwała około 13 godzin. – Oskrzela dawcy zostały wykorzystane jako rusztowanie dla osłabionych oskrzeli biorcy. Zespolono je wykorzystując technikę teleskopową, która na co dzień jest unikana w wykonywaniu zespoleń oskrzelowych – opowiada dr n. med. Tomasz Stącel kardiochirurg, transplantolog kliniczny ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Pacjent obecnie przechodzi rehabilitację w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. – Mamy nadzieje, że wkrótce wróci do żony i dziecka – dodaje dr Maciej Urlik.

Przygotowując się do operacji zespół zgromadził bogaty materiał obrazowy i histopatologiczny, który posłuży do napisania artykułu, który będzie przewodnikiem dla innych zespołów, ponieważ dotąd nie było opisu, jak tego typu zabieg wykonywać z punktu widzenia chirurgicznego i anestezjologicznego.

Zespół Mounier-Kuhna jest rzadką nieprawidłowością rozwojową o nieznanej etiologii. Do tej pory nie zidentyfikowano mutacji genu, która powoduje schorzenie. Na świecie opisano około 300 przypadków choroby. Dotyczy ona młodych dorosłych, częściej występuje u mężczyzn. Charakteryzuje się osłabieniem lub zanikiem włókien elastycznych prowadzącym do patologicznego poszerzenia pierścieni chrzęstnych tchawicy oraz oskrzeli głównych. Rozpoznanie takie stawiane jest jeśli wymiar czołowy i strzałkowy średnicy tchawicy mierzony w badaniu tomografii komputerowej wynosi odpowiednio 25mm i 27mm u mężczyzn i 21mm i 23mm u kobiet. Upośledzony klirens rzęskowy oraz zapadające się podczas oddychania główne drogi oddechowe prowadzą do nawracających infekcji z towarzyszącą znaczną ilością zalegającej ropnej wydzieliny. Leczenie pozostaje objawowe i skupia się przede wszystkim na leczeniu infekcji oraz poprawie klirensu śluzowo-rzęskowego. W pojedynczych przypadkach stosowano stentowanie zapadającej się tchawicy.

źródło: SCCS

Lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu wykonali transplantację obu płuc u chorego z zespołem Mounier-Kuhna. To rzadka choroba genetyczna powodująca uszkodzenie tchawicy i oskrzeli głównych. Do tej pory opisano około 300 przypadków, na świecie żyje około 125 osób, u których zdiagnozowano chorobę. Przed kardiochirurgami z Zabrza lekarze tylko raz zdecydowali się na przeszczep płuc u chorego z zespołem Mounier-Kuhna. 
39-letni Pan Jacek z ciężką niewydolnością oddechową był na aktywnej liście oczekujących na transplantacje płuc od ponad dwóch lat. Zespół anestezjologów i chirurgów potrzebował czasu na przygotowanie strategii zabiegu. Największą trudnością było zaintubowanie chorego oraz wykonanie zespoleń oskrzelowych przy olbrzymiej dysproporcji oskrzeli dawcy i biorcy.

– Stworzyliśmy druk 3D tchawicy i oskrzeli na podstawie obrazów tomografii komputerowej, który posłużył do opracowania techniki intubacji i wykonania operacji oskrzelowej. Zabieg nie byłby możliwy bez pomocy ECMO AV, ponieważ chory cierpiał również na ciężkie nadciśnienie płucne – informuje dr n. med. Maciej Urlik, kardiochirurg, specjalista transplantologii klinicznej ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Skomplikowana operacja trwała około 13 godzin. – Oskrzela dawcy zostały wykorzystane jako rusztowanie dla osłabionych oskrzeli biorcy. Zespolono je wykorzystując technikę teleskopową, która na co dzień jest unikana w wykonywaniu zespoleń oskrzelowych – opowiada dr n. med. Tomasz Stącel kardiochirurg, transplantolog kliniczny ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Pacjent obecnie przechodzi rehabilitację w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. – Mamy nadzieje, że wkrótce wróci do żony i dziecka – dodaje dr Maciej Urlik.

Przygotowując się do operacji zespół zgromadził bogaty materiał obrazowy i histopatologiczny, który posłuży do napisania artykułu, który będzie przewodnikiem dla innych zespołów, ponieważ dotąd nie było opisu, jak tego typu zabieg wykonywać z punktu widzenia chirurgicznego i anestezjologicznego.

Zespół Mounier-Kuhna jest rzadką nieprawidłowością rozwojową o nieznanej etiologii. Do tej pory nie zidentyfikowano mutacji genu, która powoduje schorzenie. Na świecie opisano około 300 przypadków choroby. Dotyczy ona młodych dorosłych, częściej występuje u mężczyzn. Charakteryzuje się osłabieniem lub zanikiem włókien elastycznych prowadzącym do patologicznego poszerzenia pierścieni chrzęstnych tchawicy oraz oskrzeli głównych. Rozpoznanie takie stawiane jest jeśli wymiar czołowy i strzałkowy średnicy tchawicy mierzony w badaniu tomografii komputerowej wynosi odpowiednio 25mm i 27mm u mężczyzn i 21mm i 23mm u kobiet. Upośledzony klirens rzęskowy oraz zapadające się podczas oddychania główne drogi oddechowe prowadzą do nawracających infekcji z towarzyszącą znaczną ilością zalegającej ropnej wydzieliny. Leczenie pozostaje objawowe i skupia się przede wszystkim na leczeniu infekcji oraz poprawie klirensu śluzowo-rzęskowego. W pojedynczych przypadkach stosowano stentowanie zapadającej się tchawicy.

źródło: SCCS

Województwo śląskie zostało oficjalnie włączone do Sieci Kardiologicznej. To pilotażowy program Ministerstwa Zdrowia, który ma objąć opieką kardiologiczną 160 tyś. chorych w siedmiu województwach. W inauguracji programu w województwie śląskim wzięli udział minister zdrowia Adam Niedzielski, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii prof. Tomasz Hryniewiecki, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii prof. Krystian Wita, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak, prorektor SUM prof. Katarzyna Mizia-Stec oraz wojewoda śląski Jarosław Wieczorek. 

W czwartek w siedzibie Narodowego Funduszu Zdrowia w Katowicach spotkali się przedstawiciele resortu zdrowia, NFZ, konsultanci w dziedzinie kardiologii oraz jednostek, które będą realizować pilotaż w województwie śląskim. Koordynatorem regionalnym Sieci Kardiologicznej jest Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Pierwszym województwem włączonym do Sieci Kardiologicznej było Mazowsze. W ciągu roku do programu zakwalifikowano 2,6 tyś. pacjentów. Teraz sieć będzie rozszerzona o sześć kolejnych województw, w tym Śląskie.

– To oznacza z punktu widzenia pacjentów, że będą mieli możliwość dostępu do leczenia kardiologicznego, które jest zgodne z najnowszymi standardami międzynarodowymi. Pacjent będzie miał zagwarantowaną opiekę, szybki dostęp do diagnostyki i leczenia. Pacjent zakwalifikowany do programu w ciągu 30 dni będzie miał dostęp do specjalisty – podkreślał minister zdrowia Adam Niedzielski. 

W programie biorą udział wszystkie podmioty, z którymi pacjent ma do czynienia – od lekarzy POZ, którzy mogą kierować pacjentów do sieci – do szpitali specjalistycznych, oferujących najnowocześniejsze metody leczenia. 


SIEĆ KARDIOLOGICZNA W WOJEWÓDZTWIE ŚLĄSKIM 

Regionalnym koordynatorem Sieci Kardiologicznej jest Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Od lutego centrum prowadzi nabór partnerów do tworzonej sieci. Mogą to być ośrodki podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), oddziały chorób wewnętrznych, podmioty udzielające świadczeń ambulatoryjnych w poradni kardiologicznej (AOS I) oraz ośrodki udzielające świadczeń w oddziale o profilu kardiologicznym w trybie hospitalizacji (LS I). Zgłoszenia placówek są przyjmowane do końca marca. – Rusza sieć kardiologiczna, która umożliwi sprawne leczenie chorych. W województwie śląskim mamy doskonałe ośrodki, mamy też doskonałe wyniki w leczeniu chorób serca, ale mamy populację, która wymaga pomocy kardiologicznej – mówił prof. Piotr Przybyłowski p.o. dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. 


JAK PRZYSTĄPIĆ DO SIECI? 

Do 9 marca chęć włączenia do sieci zadeklarowało ponad 80 podmiotów (POZ, AOS I, LS I) z województwa śląskiego. Na drugim poziomie program w województwie śląskim będzie realizować osiem szpitali: Wojewódzki Szpital Specjalistyczni nr 4 w Bytomiu, Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej, Beskidzkie Centrum Onkologii Szpital Miejski im. Jana Pawła II w Bielsku Białej, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 w Jastrzębiu Zdroju, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 5 im. Św. Barbary w Sosnowcu, Szpital Specjalistyczny w Zabrzu, Szpital Miejski nr 4 w Gliwicach, Górnośląskie Centrum Medyczne im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Koordynatorem wojewódzkim jest Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. – Zainteresowanie programem jest spore. Liczba zgłoszonych podmiotów jest kluczowa do realizacji założonego celu, czyli włączenia do sieci około 20 tysięcy pacjentów w ciągu dwóch lat – zaznaczał prof. Mariusz Gąsior, koordynator programu ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Kwalifikacja pacjentów do programu w województwie śląskim rozpocznie się w maju. 


CZYM JEST SIEĆ KARDIOLOGICZNA? 

Program pilotażowy dostępny jest dla pacjentów z województw: mazowieckiego, pomorskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, dolnośląskiego, śląskiego oraz małopolskiego. Decyzję o zgłoszeniu do diagnostyki i  leczenia w ramach Sieci Kardiologicznej dokonuje lekarz w przychodni Podstawowej Opieki Zdrowotnej, poradni kardiologicznej, oddziale o profilu kardiologicznym lub chorób wewnętrznych, który ma podpisane Porozumienie o współpracy. Następnie przeprowadzana jest kwalifikacja do programu przez lekarza specjalistę we współpracującej przychodni kardiologicznej. 

Warunkiem zgłoszenia pacjenta jest wstępne rozpoznanie jednej z 4 jednostek chorobowych:

  • Nadciśnienie tętnicze oporne i wtórne
  • Niewydolność serca
  • Nadkomorowe i komorowe zaburzenia rytmu i przewodzenia
  • Wady serca zastawkowe

Zgłoszenia może dokonać lekarz ze współpracującej w ramach Sieci placówki. Po zgłoszeniu pacjenta do programu, przeprowadzana jest kwalifikacja w poradni kardiologicznej. Pierwsza wizyta u kardiologa, co do zasady, powinna być zrealizowana w ciągu 30 dni. Poza wstępnym rozpoznaniem wymaganym do kwalifikacji pacjenta, przy określonych jednostkach chorobowych wymagane jest spełnianie określonych parametrów medycznych.

 

Województwo śląskie zostało oficjalnie włączone do Sieci Kardiologicznej. To pilotażowy program Ministerstwa Zdrowia, który ma objąć opieką kardiologiczną 160 tyś. chorych w siedmiu województwach. W inauguracji programu w województwie śląskim wzięli udział minister zdrowia Adam Niedzielski, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii prof. Tomasz Hryniewiecki, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii prof. Krystian Wita, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak, prorektor SUM prof. Katarzyna Mizia-Stec oraz wojewoda śląski Jarosław Wieczorek. 

W czwartek w siedzibie Narodowego Funduszu Zdrowia w Katowicach spotkali się przedstawiciele resortu zdrowia, NFZ, konsultanci w dziedzinie kardiologii oraz jednostek, które będą realizować pilotaż w województwie śląskim. Koordynatorem regionalnym Sieci Kardiologicznej jest Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Pierwszym województwem włączonym do Sieci Kardiologicznej było Mazowsze. W ciągu roku do programu zakwalifikowano 2,6 tyś. pacjentów. Teraz sieć będzie rozszerzona o sześć kolejnych województw, w tym Śląskie.

– To oznacza z punktu widzenia pacjentów, że będą mieli możliwość dostępu do leczenia kardiologicznego, które jest zgodne z najnowszymi standardami międzynarodowymi. Pacjent będzie miał zagwarantowaną opiekę, szybki dostęp do diagnostyki i leczenia. Pacjent zakwalifikowany do programu w ciągu 30 dni będzie miał dostęp do specjalisty – podkreślał minister zdrowia Adam Niedzielski. 

W programie biorą udział wszystkie podmioty, z którymi pacjent ma do czynienia – od lekarzy POZ, którzy mogą kierować pacjentów do sieci – do szpitali specjalistycznych, oferujących najnowocześniejsze metody leczenia. 


SIEĆ KARDIOLOGICZNA W WOJEWÓDZTWIE ŚLĄSKIM 

Regionalnym koordynatorem Sieci Kardiologicznej jest Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Od lutego centrum prowadzi nabór partnerów do tworzonej sieci. Mogą to być ośrodki podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), oddziały chorób wewnętrznych, podmioty udzielające świadczeń ambulatoryjnych w poradni kardiologicznej (AOS I) oraz ośrodki udzielające świadczeń w oddziale o profilu kardiologicznym w trybie hospitalizacji (LS I). Zgłoszenia placówek są przyjmowane do końca marca. – Rusza sieć kardiologiczna, która umożliwi sprawne leczenie chorych. W województwie śląskim mamy doskonałe ośrodki, mamy też doskonałe wyniki w leczeniu chorób serca, ale mamy populację, która wymaga pomocy kardiologicznej – mówił prof. Piotr Przybyłowski p.o. dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. 


JAK PRZYSTĄPIĆ DO SIECI? 

Do 9 marca chęć włączenia do sieci zadeklarowało ponad 80 podmiotów (POZ, AOS I, LS I) z województwa śląskiego. Na drugim poziomie program w województwie śląskim będzie realizować osiem szpitali: Wojewódzki Szpital Specjalistyczni nr 4 w Bytomiu, Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej, Beskidzkie Centrum Onkologii Szpital Miejski im. Jana Pawła II w Bielsku Białej, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 w Jastrzębiu Zdroju, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 5 im. Św. Barbary w Sosnowcu, Szpital Specjalistyczny w Zabrzu, Szpital Miejski nr 4 w Gliwicach, Górnośląskie Centrum Medyczne im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Koordynatorem wojewódzkim jest Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. – Zainteresowanie programem jest spore. Liczba zgłoszonych podmiotów jest kluczowa do realizacji założonego celu, czyli włączenia do sieci około 20 tysięcy pacjentów w ciągu dwóch lat – zaznaczał prof. Mariusz Gąsior, koordynator programu ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Kwalifikacja pacjentów do programu w województwie śląskim rozpocznie się w maju. 


CZYM JEST SIEĆ KARDIOLOGICZNA? 

Program pilotażowy dostępny jest dla pacjentów z województw: mazowieckiego, pomorskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, dolnośląskiego, śląskiego oraz małopolskiego. Decyzję o zgłoszeniu do diagnostyki i  leczenia w ramach Sieci Kardiologicznej dokonuje lekarz w przychodni Podstawowej Opieki Zdrowotnej, poradni kardiologicznej, oddziale o profilu kardiologicznym lub chorób wewnętrznych, który ma podpisane Porozumienie o współpracy. Następnie przeprowadzana jest kwalifikacja do programu przez lekarza specjalistę we współpracującej przychodni kardiologicznej. 

Warunkiem zgłoszenia pacjenta jest wstępne rozpoznanie jednej z 4 jednostek chorobowych:

  • Nadciśnienie tętnicze oporne i wtórne
  • Niewydolność serca
  • Nadkomorowe i komorowe zaburzenia rytmu i przewodzenia
  • Wady serca zastawkowe

Zgłoszenia może dokonać lekarz ze współpracującej w ramach Sieci placówki. Po zgłoszeniu pacjenta do programu, przeprowadzana jest kwalifikacja w poradni kardiologicznej. Pierwsza wizyta u kardiologa, co do zasady, powinna być zrealizowana w ciągu 30 dni. Poza wstępnym rozpoznaniem wymaganym do kwalifikacji pacjenta, przy określonych jednostkach chorobowych wymagane jest spełnianie określonych parametrów medycznych.

 

To pierwszy przypadek, kiedy zespół transplantacyjny z Polski pojechał po serce do przeszczepu poza granicę kraju. Pobrania dokonano w jednym ze szpitali na terenie Republiki Czeskiej. Transplantację przeprowadzono w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Nowe serce otrzymał 46-letni Marcin z województwa świętokrzyskiego z ciężką niewydolnością serca, który został wpisany na Krajową Listę Oczekujących w 2017 roku.

Pacjent wymagał mechanicznego wspomagania krążenia, które umożliwiło mu doczekanie do transplantacji. W ostatnich miesiącach konieczne były również hospitalizacje w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Operacja była możliwa dzięki współpracy koordynatorów transplantacyjnych z Zabrza oraz dr Anny Pszenny z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant.

Zgłoszenie dawcy z Czech umożliwiło uratowanie życia pacjenta. Pobrania serca do przeszczepu dokonał zespół z Zabrza. Dzięki pomocy czeskiej policji, organ udało się przetransportować do granicy z Polską a następnie do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie zespół docenta Tomasza Hrapkowicza wykonał operację transplantacji serca.

– Operacja przeszła planowo, bez niespodzianek. W tej chwili pacjent jest pacjentem rehabilitującym, siedzącym, dobrze rokującym na przyszłość – mówi dr hab. n. med. Tomasz Hrapkowicz.

W wyjątkowej akcji pobrania serca uczestniczyli: chirurg pobierający dr Piotr Pasek, ocenę echograficzną serca wykonał dr Tomasz Niklewski, pielęgniarz anestezjologiczny Krzysztof Tkocz, który jest również koordynatorem transplantacyjnym w SCCS, pielęgniarka instrumentacji Danuta Tichy, kierowca Marian Miller, koordynację przeprowadziła mgr Bogumiła Król – koordynator transplantacyjny.

– Mamy nadzieję, że to milowy krok w rozwoju polskich programów transplantacyjnych. Obecnie, kiedy mamy w kraju już siedem ośrodków transplantacji serca, musimy szukać nowych rozwiązań w dziedzinie donacji narządów do transplantacji – mówi Bogumiła Król, kierownik biura koordynacji transplantacji w Śląskiem Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu jest liderem w dziedzinie transplantologii w Polsce. Tylko w 2022 roku w placówce przeprowadzono 101 transplantacji płuc i serc. 

źrodło: SCCS
foto: SCCS

To pierwszy przypadek, kiedy zespół transplantacyjny z Polski pojechał po serce do przeszczepu poza granicę kraju. Pobrania dokonano w jednym ze szpitali na terenie Republiki Czeskiej. Transplantację przeprowadzono w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Nowe serce otrzymał 46-letni Marcin z województwa świętokrzyskiego z ciężką niewydolnością serca, który został wpisany na Krajową Listę Oczekujących w 2017 roku.

Pacjent wymagał mechanicznego wspomagania krążenia, które umożliwiło mu doczekanie do transplantacji. W ostatnich miesiącach konieczne były również hospitalizacje w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Operacja była możliwa dzięki współpracy koordynatorów transplantacyjnych z Zabrza oraz dr Anny Pszenny z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant.

Zgłoszenie dawcy z Czech umożliwiło uratowanie życia pacjenta. Pobrania serca do przeszczepu dokonał zespół z Zabrza. Dzięki pomocy czeskiej policji, organ udało się przetransportować do granicy z Polską a następnie do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie zespół docenta Tomasza Hrapkowicza wykonał operację transplantacji serca.

– Operacja przeszła planowo, bez niespodzianek. W tej chwili pacjent jest pacjentem rehabilitującym, siedzącym, dobrze rokującym na przyszłość – mówi dr hab. n. med. Tomasz Hrapkowicz.

W wyjątkowej akcji pobrania serca uczestniczyli: chirurg pobierający dr Piotr Pasek, ocenę echograficzną serca wykonał dr Tomasz Niklewski, pielęgniarz anestezjologiczny Krzysztof Tkocz, który jest również koordynatorem transplantacyjnym w SCCS, pielęgniarka instrumentacji Danuta Tichy, kierowca Marian Miller, koordynację przeprowadziła mgr Bogumiła Król – koordynator transplantacyjny.

– Mamy nadzieję, że to milowy krok w rozwoju polskich programów transplantacyjnych. Obecnie, kiedy mamy w kraju już siedem ośrodków transplantacji serca, musimy szukać nowych rozwiązań w dziedzinie donacji narządów do transplantacji – mówi Bogumiła Król, kierownik biura koordynacji transplantacji w Śląskiem Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu jest liderem w dziedzinie transplantologii w Polsce. Tylko w 2022 roku w placówce przeprowadzono 101 transplantacji płuc i serc. 

źrodło: SCCS
foto: SCCS

Niewielkie wszczepialne urządzenie rejestruje zapis EKG pacjenta nawet przez kilka lat lub do czasu aż rejestracja zapisu nie jest już potrzebna. Ponieważ to certyfikowany wyrób medyczny, rejestrowane przez układ pomiary mają wysoką wartość diagnostyczną. – Rejestrator arytmii to ważne narzędzie w diagnostyce omdleń i stanów przedomdleniowych o niewyjaśnionym podłożu. Ma zastosowanie zwłaszcza w tych przypadkach, kiedy u pacjenta podejrzewamy omdlenia na tle arytmicznym, ale w standardowej diagnostyce zaburzeń rytmu serca nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z arytmią, a jeśli tak – z jaką i w jakim mechanizmie występującą – mówi dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej z Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, specjalistka Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Pani Docent, czym są rejestratory arytmii?
 
Wszczepialne rejestratory arytmii to niewielkie urządzenia, których zadaniem jest rejestrowanie zapisu EKG pacjenta. Warto wiedzieć, że nie jest to znany większości społeczeństwa klasyczny zapis EKG (realizowany w powierzchniowym badaniu EKG), tylko jego zmodyfikowany wariant. Celem zastosowania rejestratorów arytmii w diagnostyce klinicznej jest potwierdzenie bądź wykluczenie występowania u pacjenta różnego rodzaju zaburzeń rytmu i przewodzenia, które, jak podejrzewamy, mogą być przyczyną występujących u chorego powtarzających się omdleń i stanów przedomdleniowych o nieznanym podłożu. Myślimy tutaj zarówno o zaburzeniach rytmu serca, jak i o zaburzeniach przewodzenia przedsionkowo-komorowego, czyli o tak zwanych blokach serca.
 
Czy rejestrator arytmii to urządzenie wszczepialne?
 
Tak, rejestrator arytmii to urządzenie, które jest całkowicie wszczepialne i wygląda trochę jak chip, który pacjent ma wszczepiony w okolicę mostka. Jest zlokalizowane pod skórą i ma za zadanie rejestrować EKG pacjenta i zapisywać w swojej pamięci epizody, które zostaną wcześniej zdefiniowane jako różnego rodzaju arytmie. Jako lekarze mamy wgląd do tych zapisów. Przeglądamy je i decydujemy, czy są to arytmie istotne kliniczne, innymi słowy takie, z którymi powinniśmy coś zrobić, czy też są to zaburzenia rytmu, które wymagają na razie jedynie dalszej obserwacji.  
 
Rejestrator działa w ciele pacjenta. Jak – i dokąd – odbywa się transmisja danych z urządzenia?
 
Rejestratory arytmii tak, jak inne kardiologiczne urządzenia wszczepialne mają kompatybilne programatory. Programator to nic innego jak „komputer”, którym odczytujemy dane zapisane w rejestratorze arytmii. O jakich danych mowa? W programatorze możemy na przykład sprawdzić, czy rejestrator wszczepiony pacjentowi jakiś czas wcześniej ma wciąż dobrą baterię, czy wciąż właściwie funkcjonuje, czy nie ma żadnych zakłóceń sygnału, czy zapisywane EKG jest odpowiedniej jakości. Wreszcie najważniejsze: podczas kontroli oglądamy wszystkie zapisane za pomocą rejestratora epizody arytmii. Druga metoda skontrolowania urządzenia to telemonitoring. Jeśli rejestrator wykryje i zapisze jakąś arytmię, za pomocą teletransmisji przesyła dane tej arytmii na przeznaczoną szyfrowaną stronę, do której dostęp ma lekarz prowadzący. Na tej stronie można sprawdzić jaką arytmię zapisało urządzenie. Lekarz ocenia zapis i decyduje, czy jest to arytmia istotna klinicznie czy też nie. Rejestrator arytmii wyposażony jest także w tak zwany dodatkowy „guzik”, który umożliwia pacjentowi zapisanie EKG w dowolnie wybranym momencie (na żądanie). Jeśli na przykład pacjent odczuwa jakieś niepokojące objawy, jeśli miał stan przedomdleniowy, jeśli doszło u niego do omdlenia, wówczas zapis EKG z danego zdarzenia może być celowo zapisany w pamięci urządzenia przez samego pacjenta lub przez jego bliskich.   
 
Czy podobnych funkcji nie mają wearables – niewielkie elektroniczne układy noszone na ciele? One także mają funkcję rejestracji EKG, a nie trzeba ich wszczepiać. Czy mogą zastąpić implantowane rejestratory?
 
Na dziś status wearables, czyli: opasek, zegarków i aplikacji z funkcją rejestracji EKG to potencjalnie pomocne gadżety – jednak właśnie wciąż przede wszystkim „gadżety”. Znamy ich pewną wartość diagnostyczną, jednak wszczepialne rejestratory arytmii są urządzeniami certyfikowanymi, zatwierdzonymi, przebadanymi w diagnostyce określonych schorzeń i symptomów występujących u pacjenta. To urządzenia, które są zatwierdzone zarówno przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration, FDA), jak i mają certyfikację wyrobu medycznego dopuszczonego do stosowania u pacjentów w Europie. Certyfikacje oparte na wynikach wiarygodnych badań klinicznych i naukowych potwierdzają, że wartość diagnostyczna rejestratorów arytmii jest wysoka. Co więcej, jak wspomnieliśmy, rejestrator arytmii to urządzenie całkowicie wszczepialne. Pacjent nie zdejmie więc tego urządzenia, tylko nosi je cały czas w sobie. Zegarek może zsunąć się, odpiąć, może nie do końca dobrze zapisać sygnał EKG. Może też nie mieć odpowiedniej jakości sygnału EKG, więc jego wartość jest pomocnicza – nie powinniśmy na niej w pełni polegać w procesie diagnostyki klinicznej.
 
Jak wygląda proces kwalifikacji pacjenta do implantacji rejestratora arytmii?
 
Jeśli chodzi o kwalifikację do wszczepienia tego urządzenia, to pacjent przede wszystkim musi mieć wskazania do jego implantacji. Głównymi kandydatami do wszczepienia rejestratora arytmii są chorzy, którzy mają omdlenia bądź stany przedomdleniowe niewyjaśnione w żaden sposób, a podejrzewamy, że tłem tych omdleń bądź stanów przedomdleniowych mogą być zaburzenia rytmu serca takie jak: arytmie komorowe, nadkomorowe, częstoskurcze czy też bloki serca. Te omdlenia i objawy występują na tyle rzadko, że nie wystarcza nam wykonanie badania holterowskiego 24-godzinnego, 48-godzinnego czy nawet dłuższego, ponieważ pacjent ma na przykład epizod omdlenia raz na pół roku. Nie jesteśmy w stanie przez cały ten czas w żaden inny sposób monitorować EKG pacjenta, jak tylko za pomocą wszczepialnego rejestratora arytmii.
 
Jak przebiega proces wszczepienia tego urządzenia?
 
Zabieg implantacji rejestratora arytmii jest procedurą relatywnie nieskomplikowaną. Około 2-3 cm od mostka na wysokości serca wykonuje się niewielkie nacięcie (około 2 cm) i tworzy lożę odpowiednią dla urządzenia. Następnie umieszcza się w niej układ i zakłada 2-3 szwy, które po około 7-10 dniach są usuwane. Pacjent korzysta z urządzenia do czasu wyczerpania baterii (która standardowo działa około 4-5 lat) lub do momentu, aż nie potrzebujemy już dłużej monitorować EKG pacjenta. Co to znaczy? Chodzi o moment, w którym zdiagnozujemy przyczynę omdleń. Innymi słowy, podczas omdlenia pacjenta zapisze nam się takie EKG, które powie nam o tym, że jest to pacjent, który ma na przykład napadowy blok przedsionkowo-komorowy III stopnia i trzeba mu wszczepić rozrusznik serca. Wówczas można pacjentowi wyszczepić rejestrator arytmii i wszczepić rozrusznik serca.
 
Jak pacjenci tolerują rejestratory arytmii? Jaka jest skuteczność diagnostyczna tej technologii?
 
Pacjenci tolerują rejestratory arytmii bardzo dobrze. Są to urządzenia, które bywają często niewyczuwalne pod skórą. Sam układ nie przysparza pacjentowi żadnych problemów. Nie jest to także urządzenie, które wszczepione do serca może dawać poważne powikłania takie jak odelektrodowe infekcyjne zapalenie wsierdzia bądź uszkodzenie elektrody (rejestrator arytmii nie jest umieszczony w sercu i nie składa się z takich elementów). Skuteczność diagnostyczna rejestratorów arytmii jest wysoka, dają one szansę na wiarygodną odpowiedź na pytanie, czy zaburzenia rytmu bądź przewodzenia mogą być przyczyną nawracających omdleń.
 
Jaka jest aktualna pozycja rejestratorów arytmii w wytycznych naukowych?
 
Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dosyć szeroko uwzględniają rejestratory arytmii w diagnostyce omdleń i stanów przedomdleniowych. W zaleceniach wspomina się także o rejestratorach arytmii w kontekście diagnostyki migotania przedsionków występującego u pacjentów, którzy mieli kilkukrotne udary, a u których dotychczas nie potwierdzono arytmii, jednak podejrzewamy, że migotanie przedsionków u nich mimo wszystko występuje. Opisywaną technologią możemy się posiłkować także w diagnostyce pacjentów, u których podejrzewamy na przykład pozawałowe zaburzenia rytmu serca.  
 
Dziękuję za interesującą rozmowę.
 
Rozmawiała Marta Sułkowska
 
źródło: SRS PTK
Niewielkie wszczepialne urządzenie rejestruje zapis EKG pacjenta nawet przez kilka lat lub do czasu aż rejestracja zapisu nie jest już potrzebna. Ponieważ to certyfikowany wyrób medyczny, rejestrowane przez układ pomiary mają wysoką wartość diagnostyczną. – Rejestrator arytmii to ważne narzędzie w diagnostyce omdleń i stanów przedomdleniowych o niewyjaśnionym podłożu. Ma zastosowanie zwłaszcza w tych przypadkach, kiedy u pacjenta podejrzewamy omdlenia na tle arytmicznym, ale w standardowej diagnostyce zaburzeń rytmu serca nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z arytmią, a jeśli tak – z jaką i w jakim mechanizmie występującą – mówi dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej z Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, specjalistka Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Pani Docent, czym są rejestratory arytmii?
 
Wszczepialne rejestratory arytmii to niewielkie urządzenia, których zadaniem jest rejestrowanie zapisu EKG pacjenta. Warto wiedzieć, że nie jest to znany większości społeczeństwa klasyczny zapis EKG (realizowany w powierzchniowym badaniu EKG), tylko jego zmodyfikowany wariant. Celem zastosowania rejestratorów arytmii w diagnostyce klinicznej jest potwierdzenie bądź wykluczenie występowania u pacjenta różnego rodzaju zaburzeń rytmu i przewodzenia, które, jak podejrzewamy, mogą być przyczyną występujących u chorego powtarzających się omdleń i stanów przedomdleniowych o nieznanym podłożu. Myślimy tutaj zarówno o zaburzeniach rytmu serca, jak i o zaburzeniach przewodzenia przedsionkowo-komorowego, czyli o tak zwanych blokach serca.
 
Czy rejestrator arytmii to urządzenie wszczepialne?
 
Tak, rejestrator arytmii to urządzenie, które jest całkowicie wszczepialne i wygląda trochę jak chip, który pacjent ma wszczepiony w okolicę mostka. Jest zlokalizowane pod skórą i ma za zadanie rejestrować EKG pacjenta i zapisywać w swojej pamięci epizody, które zostaną wcześniej zdefiniowane jako różnego rodzaju arytmie. Jako lekarze mamy wgląd do tych zapisów. Przeglądamy je i decydujemy, czy są to arytmie istotne kliniczne, innymi słowy takie, z którymi powinniśmy coś zrobić, czy też są to zaburzenia rytmu, które wymagają na razie jedynie dalszej obserwacji.  
 
Rejestrator działa w ciele pacjenta. Jak – i dokąd – odbywa się transmisja danych z urządzenia?
 
Rejestratory arytmii tak, jak inne kardiologiczne urządzenia wszczepialne mają kompatybilne programatory. Programator to nic innego jak „komputer”, którym odczytujemy dane zapisane w rejestratorze arytmii. O jakich danych mowa? W programatorze możemy na przykład sprawdzić, czy rejestrator wszczepiony pacjentowi jakiś czas wcześniej ma wciąż dobrą baterię, czy wciąż właściwie funkcjonuje, czy nie ma żadnych zakłóceń sygnału, czy zapisywane EKG jest odpowiedniej jakości. Wreszcie najważniejsze: podczas kontroli oglądamy wszystkie zapisane za pomocą rejestratora epizody arytmii. Druga metoda skontrolowania urządzenia to telemonitoring. Jeśli rejestrator wykryje i zapisze jakąś arytmię, za pomocą teletransmisji przesyła dane tej arytmii na przeznaczoną szyfrowaną stronę, do której dostęp ma lekarz prowadzący. Na tej stronie można sprawdzić jaką arytmię zapisało urządzenie. Lekarz ocenia zapis i decyduje, czy jest to arytmia istotna klinicznie czy też nie. Rejestrator arytmii wyposażony jest także w tak zwany dodatkowy „guzik”, który umożliwia pacjentowi zapisanie EKG w dowolnie wybranym momencie (na żądanie). Jeśli na przykład pacjent odczuwa jakieś niepokojące objawy, jeśli miał stan przedomdleniowy, jeśli doszło u niego do omdlenia, wówczas zapis EKG z danego zdarzenia może być celowo zapisany w pamięci urządzenia przez samego pacjenta lub przez jego bliskich.   
 
Czy podobnych funkcji nie mają wearables – niewielkie elektroniczne układy noszone na ciele? One także mają funkcję rejestracji EKG, a nie trzeba ich wszczepiać. Czy mogą zastąpić implantowane rejestratory?
 
Na dziś status wearables, czyli: opasek, zegarków i aplikacji z funkcją rejestracji EKG to potencjalnie pomocne gadżety – jednak właśnie wciąż przede wszystkim „gadżety”. Znamy ich pewną wartość diagnostyczną, jednak wszczepialne rejestratory arytmii są urządzeniami certyfikowanymi, zatwierdzonymi, przebadanymi w diagnostyce określonych schorzeń i symptomów występujących u pacjenta. To urządzenia, które są zatwierdzone zarówno przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration, FDA), jak i mają certyfikację wyrobu medycznego dopuszczonego do stosowania u pacjentów w Europie. Certyfikacje oparte na wynikach wiarygodnych badań klinicznych i naukowych potwierdzają, że wartość diagnostyczna rejestratorów arytmii jest wysoka. Co więcej, jak wspomnieliśmy, rejestrator arytmii to urządzenie całkowicie wszczepialne. Pacjent nie zdejmie więc tego urządzenia, tylko nosi je cały czas w sobie. Zegarek może zsunąć się, odpiąć, może nie do końca dobrze zapisać sygnał EKG. Może też nie mieć odpowiedniej jakości sygnału EKG, więc jego wartość jest pomocnicza – nie powinniśmy na niej w pełni polegać w procesie diagnostyki klinicznej.
 
Jak wygląda proces kwalifikacji pacjenta do implantacji rejestratora arytmii?
 
Jeśli chodzi o kwalifikację do wszczepienia tego urządzenia, to pacjent przede wszystkim musi mieć wskazania do jego implantacji. Głównymi kandydatami do wszczepienia rejestratora arytmii są chorzy, którzy mają omdlenia bądź stany przedomdleniowe niewyjaśnione w żaden sposób, a podejrzewamy, że tłem tych omdleń bądź stanów przedomdleniowych mogą być zaburzenia rytmu serca takie jak: arytmie komorowe, nadkomorowe, częstoskurcze czy też bloki serca. Te omdlenia i objawy występują na tyle rzadko, że nie wystarcza nam wykonanie badania holterowskiego 24-godzinnego, 48-godzinnego czy nawet dłuższego, ponieważ pacjent ma na przykład epizod omdlenia raz na pół roku. Nie jesteśmy w stanie przez cały ten czas w żaden inny sposób monitorować EKG pacjenta, jak tylko za pomocą wszczepialnego rejestratora arytmii.
 
Jak przebiega proces wszczepienia tego urządzenia?
 
Zabieg implantacji rejestratora arytmii jest procedurą relatywnie nieskomplikowaną. Około 2-3 cm od mostka na wysokości serca wykonuje się niewielkie nacięcie (około 2 cm) i tworzy lożę odpowiednią dla urządzenia. Następnie umieszcza się w niej układ i zakłada 2-3 szwy, które po około 7-10 dniach są usuwane. Pacjent korzysta z urządzenia do czasu wyczerpania baterii (która standardowo działa około 4-5 lat) lub do momentu, aż nie potrzebujemy już dłużej monitorować EKG pacjenta. Co to znaczy? Chodzi o moment, w którym zdiagnozujemy przyczynę omdleń. Innymi słowy, podczas omdlenia pacjenta zapisze nam się takie EKG, które powie nam o tym, że jest to pacjent, który ma na przykład napadowy blok przedsionkowo-komorowy III stopnia i trzeba mu wszczepić rozrusznik serca. Wówczas można pacjentowi wyszczepić rejestrator arytmii i wszczepić rozrusznik serca.
 
Jak pacjenci tolerują rejestratory arytmii? Jaka jest skuteczność diagnostyczna tej technologii?
 
Pacjenci tolerują rejestratory arytmii bardzo dobrze. Są to urządzenia, które bywają często niewyczuwalne pod skórą. Sam układ nie przysparza pacjentowi żadnych problemów. Nie jest to także urządzenie, które wszczepione do serca może dawać poważne powikłania takie jak odelektrodowe infekcyjne zapalenie wsierdzia bądź uszkodzenie elektrody (rejestrator arytmii nie jest umieszczony w sercu i nie składa się z takich elementów). Skuteczność diagnostyczna rejestratorów arytmii jest wysoka, dają one szansę na wiarygodną odpowiedź na pytanie, czy zaburzenia rytmu bądź przewodzenia mogą być przyczyną nawracających omdleń.
 
Jaka jest aktualna pozycja rejestratorów arytmii w wytycznych naukowych?
 
Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dosyć szeroko uwzględniają rejestratory arytmii w diagnostyce omdleń i stanów przedomdleniowych. W zaleceniach wspomina się także o rejestratorach arytmii w kontekście diagnostyki migotania przedsionków występującego u pacjentów, którzy mieli kilkukrotne udary, a u których dotychczas nie potwierdzono arytmii, jednak podejrzewamy, że migotanie przedsionków u nich mimo wszystko występuje. Opisywaną technologią możemy się posiłkować także w diagnostyce pacjentów, u których podejrzewamy na przykład pozawałowe zaburzenia rytmu serca.  
 
Dziękuję za interesującą rozmowę.
 
Rozmawiała Marta Sułkowska
 
źródło: SRS PTK
Od początku października br. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu nie podlega już Ministerstwu Zdrowia, tylko Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu, z którym placówka jest blisko związana od początku swojego istnienia. Do użytku oddano też nowy pawilon wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt,  w którym będą leczone m.in. dzieci z wrodzonymi wadami serca i po przeszczepach. – Pod względem wyposażenia ten szpital jest w absolutnej czołówce – nie tylko polskiej, ale i europejskiej. Niektóre elementy, jak np. sprzęt niezbędny w leczeniu zaburzeń rytmu serca, to jest poziom światowy – mówi prof. Oskar Kowalski ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Budowę i wyposażenie nowego pawilonu ŚCCS wsparł finansowo Bank Gospodarstwa Krajowego, który od roku angażuje się też w działania edukacyjne dotyczące polskiej transplantologii, szczególnie dziecięcej.

 Dokończyliśmy trwającą wiele lat inwestycję w Śląskim Centrum Chorób Serca, czyli nowy, duży budynek o powierzchni 13 tys. mkw., do którego przenieśliśmy wszystkie kliniki funkcjonujące wcześniej w starym, historycznym budynku, gdzie w latach 80. rozpoczynali pracę prof. Pasyk i prof. Religa. On nie mógł już dłużej spełniać roli szpitala, stąd decyzja o budowie nowego. To zaś pozwoliło na reorganizację całej placówki, która w zasadzie stała się całkiem nową jednostką – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Piotr Przybyłowski, dyrektor medyczny i p.o. dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

ŚCCS jest wiodącą – nie tylko w Polsce, ale i w skali Europy – placówką specjalizującą się w leczeniu chorób serca i płuc. To też czołowy polski ośrodek transplantologiczny. To właśnie w ŚCCS prof. Zbigniew Religa przeprowadził w 1985 roku pierwszą w Polsce udaną transplantację serca.

W ubiegłym tygodniu zmieniła się struktura placówki, którą Ministerstwo Zdrowia przekazało w zarządzanie Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu w Katowicach. ŚCCS jest ściśle związane z tą uczelnią od początku swojego istnienia. 3 października oficjalnie oddano do użytku nowy pawilon A+. Zastąpi on pierwszy, historyczny pawilon A (budynek dawnego Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii), który był systematycznie modernizowany, ale okazał się niewystarczający na potrzeby placówki.

W nowym budynku zostały ulokowane liczne pracownie i oddziały, w tym m.in.: Oddział Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia oraz Oddział Kliniczny Wrodzonych Wad Serca i Kardiologii Dziecięcej.

 To jest jeden z kluczowych oddziałów, ponieważ – oprócz kardiologii dzieci i dorosłych – jest tam cała baza diagnostyczna, m.in. w postaci angiografów. Mieści się tam sześć sal, w których dokonujemy diagnostyki wad serca, głównie u dzieci, niezwykle rzadkim tzw. aparatem dwupłaszczyznowym. Dotychczas nie posiadaliśmy takiego urządzenia – mówi prof. Piotr Przybyłowski.

Jak wskazuje, w nowym pawilonie będą leczone m.in. dzieci z wrodzonymi wadami serca, chorzy po transplantacjach, chorzy z ostrymi zespołami wieńcowymi i z zaburzeniami rytmu serca.

– Jedno z czterech pięter jest dedykowane dzieciom. Pozostałe będą przeznaczone dla dorosłych pacjentów – mówi dyrektor medyczny i p.o. dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Nowy pawilon A+ został wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt zabiegowy, potrzebny do leczenia najpoważniejszych schorzeń kardiologicznych. Pod tym względem ŚCCS plasuje się nie tylko w polskiej, ale i europejskiej czołówce.

– Niektóre elementy, jak np. sprzęt niezbędny w leczeniu zaburzeń rytmu serca, to jest poziom światowy – mówi dr hab. n. med. Oskar Kowalski, profesor i prorektor ds. kształcenia podyplomowego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Pracowni Elektrofizjologii Śląskiego Centrum Chorób Serca.

Równolegle z oddaniem do użytku pawilonu A+ odsłonięto w nim także popiersia pionierów i twórców ŚCCS, którego początki sięgają 1984 roku. Uhonorowano prof. Stanisława Pasyka, prof. Zbigniewa Religę, prof. Mariana Zembalę i dr Lili Goldstein, która była ekspertem w dziedzinie wrodzonych wad serca u dzieci.

Budowę nowego pawilonu w Śląskim Centrum Chorób Serca wsparł finansowo Bank Gospodarstwa Krajowego, który przekazał również znaczącą darowiznę na wyposażenie go w sprzęt medyczny. Jak wskazuje członek zarządu BGK Tomasz Robaczyński, polska transplantologia jest jedną z dziedzin wspieranych przez BGK w ramach polityki CSR i zrównoważonego rozwoju.

 Nie ma rozwoju gospodarczego bez rozwoju społecznego, a do tego potrzeba silnego i zdrowego społeczeństwa, w związku z czym działamy na różnych forach: kulturalnym, edukacyjnym, ekologicznym, światowym, ale również zdrowotnym – mówi Tomasz Robaczyński. – Poprzez Fundację BGK im. J.K. Steczkowskiego przeprowadziliśmy też dużą kampanię społeczną, która pozwalała lepiej zrozumieć, co to jest transplantacja dziecięca i jak o niej rozmawiać.

Kampania społeczna Fundacji BGK, której celem jest poszerzanie wiedzy na temat przeszczepów narządów – zwłaszcza u dzieci, dla których nierzadko jest to jedyna szansa na dalsze życie – wystartowała rok temu w październiku, czyli światowym miesiącu transplantologii. Fundacja BGK ufundowała również na frontowej ścianie zabrzańskiego ŚCCS specjalny mural z wizerunkiem pluszowego misia tulącego serce, którego autorem jest streetartowy artysta Wojciech Brewka.

– Transplantologia dziecięca jest w Polsce szczególnie trudnym tematem. Z rozmów z lekarzami dowiedzieliśmy się, że wśród osób dorosłych ona jest już na europejskim poziomie i tu nie ma problemu. Natomiast jest problem z pozyskiwaniem organów od dzieci. Dlatego zapoczątkowaliśmy kampanię, której początkiem był właśnie mural na ścianach Śląskiego Centrum Chorób Serca, namalowany przez Wojciecha Brewkę, a następnie akcje prowadzone w największych miastach Polski pod hasłem „Twoje TAK! ma moc”, gdzie przewijał się też ten motyw misia. Chcielibyśmy, żeby on zapoczątkował dyskusję o dziecięcej transplantologii, bo temat oswojony jest trochę łatwiejszy – mówi Renata Kościelniak, prezes Fundacji Banku Gospodarstwa Krajowego im. Jana Kantego Steczkowskiego.

źródło: newseria

Od początku października br. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu nie podlega już Ministerstwu Zdrowia, tylko Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu, z którym placówka jest blisko związana od początku swojego istnienia. Do użytku oddano też nowy pawilon wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt,  w którym będą leczone m.in. dzieci z wrodzonymi wadami serca i po przeszczepach. – Pod względem wyposażenia ten szpital jest w absolutnej czołówce – nie tylko polskiej, ale i europejskiej. Niektóre elementy, jak np. sprzęt niezbędny w leczeniu zaburzeń rytmu serca, to jest poziom światowy – mówi prof. Oskar Kowalski ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Budowę i wyposażenie nowego pawilonu ŚCCS wsparł finansowo Bank Gospodarstwa Krajowego, który od roku angażuje się też w działania edukacyjne dotyczące polskiej transplantologii, szczególnie dziecięcej.

 Dokończyliśmy trwającą wiele lat inwestycję w Śląskim Centrum Chorób Serca, czyli nowy, duży budynek o powierzchni 13 tys. mkw., do którego przenieśliśmy wszystkie kliniki funkcjonujące wcześniej w starym, historycznym budynku, gdzie w latach 80. rozpoczynali pracę prof. Pasyk i prof. Religa. On nie mógł już dłużej spełniać roli szpitala, stąd decyzja o budowie nowego. To zaś pozwoliło na reorganizację całej placówki, która w zasadzie stała się całkiem nową jednostką – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Piotr Przybyłowski, dyrektor medyczny i p.o. dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

ŚCCS jest wiodącą – nie tylko w Polsce, ale i w skali Europy – placówką specjalizującą się w leczeniu chorób serca i płuc. To też czołowy polski ośrodek transplantologiczny. To właśnie w ŚCCS prof. Zbigniew Religa przeprowadził w 1985 roku pierwszą w Polsce udaną transplantację serca.

W ubiegłym tygodniu zmieniła się struktura placówki, którą Ministerstwo Zdrowia przekazało w zarządzanie Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu w Katowicach. ŚCCS jest ściśle związane z tą uczelnią od początku swojego istnienia. 3 października oficjalnie oddano do użytku nowy pawilon A+. Zastąpi on pierwszy, historyczny pawilon A (budynek dawnego Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii), który był systematycznie modernizowany, ale okazał się niewystarczający na potrzeby placówki.

W nowym budynku zostały ulokowane liczne pracownie i oddziały, w tym m.in.: Oddział Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia oraz Oddział Kliniczny Wrodzonych Wad Serca i Kardiologii Dziecięcej.

 To jest jeden z kluczowych oddziałów, ponieważ – oprócz kardiologii dzieci i dorosłych – jest tam cała baza diagnostyczna, m.in. w postaci angiografów. Mieści się tam sześć sal, w których dokonujemy diagnostyki wad serca, głównie u dzieci, niezwykle rzadkim tzw. aparatem dwupłaszczyznowym. Dotychczas nie posiadaliśmy takiego urządzenia – mówi prof. Piotr Przybyłowski.

Jak wskazuje, w nowym pawilonie będą leczone m.in. dzieci z wrodzonymi wadami serca, chorzy po transplantacjach, chorzy z ostrymi zespołami wieńcowymi i z zaburzeniami rytmu serca.

– Jedno z czterech pięter jest dedykowane dzieciom. Pozostałe będą przeznaczone dla dorosłych pacjentów – mówi dyrektor medyczny i p.o. dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Nowy pawilon A+ został wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt zabiegowy, potrzebny do leczenia najpoważniejszych schorzeń kardiologicznych. Pod tym względem ŚCCS plasuje się nie tylko w polskiej, ale i europejskiej czołówce.

– Niektóre elementy, jak np. sprzęt niezbędny w leczeniu zaburzeń rytmu serca, to jest poziom światowy – mówi dr hab. n. med. Oskar Kowalski, profesor i prorektor ds. kształcenia podyplomowego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Pracowni Elektrofizjologii Śląskiego Centrum Chorób Serca.

Równolegle z oddaniem do użytku pawilonu A+ odsłonięto w nim także popiersia pionierów i twórców ŚCCS, którego początki sięgają 1984 roku. Uhonorowano prof. Stanisława Pasyka, prof. Zbigniewa Religę, prof. Mariana Zembalę i dr Lili Goldstein, która była ekspertem w dziedzinie wrodzonych wad serca u dzieci.

Budowę nowego pawilonu w Śląskim Centrum Chorób Serca wsparł finansowo Bank Gospodarstwa Krajowego, który przekazał również znaczącą darowiznę na wyposażenie go w sprzęt medyczny. Jak wskazuje członek zarządu BGK Tomasz Robaczyński, polska transplantologia jest jedną z dziedzin wspieranych przez BGK w ramach polityki CSR i zrównoważonego rozwoju.

 Nie ma rozwoju gospodarczego bez rozwoju społecznego, a do tego potrzeba silnego i zdrowego społeczeństwa, w związku z czym działamy na różnych forach: kulturalnym, edukacyjnym, ekologicznym, światowym, ale również zdrowotnym – mówi Tomasz Robaczyński. – Poprzez Fundację BGK im. J.K. Steczkowskiego przeprowadziliśmy też dużą kampanię społeczną, która pozwalała lepiej zrozumieć, co to jest transplantacja dziecięca i jak o niej rozmawiać.

Kampania społeczna Fundacji BGK, której celem jest poszerzanie wiedzy na temat przeszczepów narządów – zwłaszcza u dzieci, dla których nierzadko jest to jedyna szansa na dalsze życie – wystartowała rok temu w październiku, czyli światowym miesiącu transplantologii. Fundacja BGK ufundowała również na frontowej ścianie zabrzańskiego ŚCCS specjalny mural z wizerunkiem pluszowego misia tulącego serce, którego autorem jest streetartowy artysta Wojciech Brewka.

– Transplantologia dziecięca jest w Polsce szczególnie trudnym tematem. Z rozmów z lekarzami dowiedzieliśmy się, że wśród osób dorosłych ona jest już na europejskim poziomie i tu nie ma problemu. Natomiast jest problem z pozyskiwaniem organów od dzieci. Dlatego zapoczątkowaliśmy kampanię, której początkiem był właśnie mural na ścianach Śląskiego Centrum Chorób Serca, namalowany przez Wojciecha Brewkę, a następnie akcje prowadzone w największych miastach Polski pod hasłem „Twoje TAK! ma moc”, gdzie przewijał się też ten motyw misia. Chcielibyśmy, żeby on zapoczątkował dyskusję o dziecięcej transplantologii, bo temat oswojony jest trochę łatwiejszy – mówi Renata Kościelniak, prezes Fundacji Banku Gospodarstwa Krajowego im. Jana Kantego Steczkowskiego.

źródło: newseria