Medicalpress

Coraz więcej godzin spędzanych przed ekranami komputerów i smartfonów, mniej aktywności na świeżym powietrzu, brak regularnych badań i krótkowzroczność, która osiągnęła już rozmiary epidemii – potencjalnych zagrożeń dla prawidłowego rozwoju wzroku dzieci jest wiele. Na szczęście istnieją sposoby na minimalizowanie tych problemów. Najskuteczniejszymi i jednocześnie najprostszymi do wprowadzenia, są właściwa higiena pracy wzrokowej oraz dobór odpowiedniego rozwiązania, które nie tylko koryguje wadę wzroku, ale także spowalnia jej rozwój.

Krótkowzroczność jest coraz powszechniejszą wadą wzroku u dzieci i młodzieży, a jej rozwój zależy od różnych czynników, zarówno genetycznych, jak i środowiskowych. Mimo braku odkrycia genu odpowiedzialnego za dziedziczenie tej wady, obecność krótkowzroczności u jednego z rodziców zwiększa ryzyko jej wystąpienia u dziecka.

Czynniki środowiskowe także odgrywają istotną rolę, mogąc zaburzać właściwy rozwój oka. Dlatego fakt, że wcześniej w rodzinie nie było osób z krótkowzrocznością, nie gwarantuje, że dziecko nie będzie z nią miało problemu. Szczególnie, gdy nasza pociecha spędza mało czasu na świeżym powietrzu i ciągle wpatruje się w ekran komputera czy smartfona – wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie podatna na rozwój krótkowzroczności.

W miarę jak dziecko dorasta, krótkowzroczność może się pogłębiać. Jest to wada wzroku, której nie da się wyleczyć ani cofnąć. Jednak istnieją sposoby, które mogą opóźnić jej postęp w znaczący sposób. Na czym dokładnie polega kontrola krótkowzroczności i dlaczego jest tak ważna?

Głównym powodem pogłębiania się krótkowzroczności jest wzrost długości gałki ocznej. Oznacza to, że u osób z tą wadą, gałka oczna staje się zbyt długa, co powoduje, że światło skupia się przed siatkówką zamiast na niej. W ten sposób powstaje nieostry obraz na siatkówce. Korekcja krótkowzroczności pozwala jedynie poprawić jakość widzenia obiektów widzianych z daleka. Z kolei kontrola krótkowzroczności to podejście, które obejmuje wczesne rozpoznanie i opracowanie planu terapeutycznego. Jego celem jest nie tylko poprawa widzenia na daleką odległość, ale także spowolnienie pogłębiania się wady – wyjaśnia Sylwia Kijewska, optometrystka, ekspertka Hoya Lens Poland.

Warto pamiętać, że niepoprawnie skorygowana wada wzroku lub całkowity brak korekcji stanowią dodatkowe obciążenie dla układu wzrokowego dziecka. Sprawiają, że dziecko musi dodatkowo kompensować ubytki widzenia, co może prowadzić do pogłębienia się wady. Ponadto, wzrost długości gałki ocznej, który jest główną przyczyną krótkowzroczności, istotnie zwiększa ryzyko wystąpienia poważnych chorób oczu w przyszłości, takich jak jaskra, krótkowzroczne zwyrodnienie plamki żółtej, zaćma czy odwarstwienie siatkówki.

Dlatego, właściwa korekcja wady wzroku, spowalnianie jej progresji oraz skuteczne działania profilaktyczne stanowią kluczowe elementy w zapobieganiu poważniejszym problemom ze wzrokiem u dzieci w przyszłości.

Metody spowalniania progresji krótkowzroczności u dzieci

Zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Okulistycznego[1], istnieje kilka skutecznych metod kontroli krótkowzroczności, których działanie zostało potwierdzone w badaniach klinicznych. Te metody można podzielić na dwie główne grupy: optyczne i farmakologiczne. Do metod optycznych zaliczamy  okulary z soczewkami z technologią D.I.M.S. (Defocus Incorporated Multiple Segments), miękkie soczewki kontaktowe z technologią dual-focus oraz twarde soczewki ortokeratologiczne, które zakłada się na noc. Natomiast metody farmakologiczne obejmują stosowanie atropinizacji, czyli aplikację kropli z atropiną o niskim stężeniu.

Wykorzystanie różnych metod kontroli krótkowzroczności może stanowić wyzwanie zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Jednak dzięki nowoczesnym rozwiązaniom możemy dopasować korekcję do preferencji i stylu życia pacjenta.

 

Wpływ światła słonecznego na zdrowie oczu dziecka

Jednak same okulary to nie wszystko. Aby kontrola krótkowzroczności przynosiła efekty, konieczna jest higiena wzroku i odpowiedni czas spędzany przez dzieci na zewnątrz.

Jakość naszego widzenia i ogólny rozwój oczu są silnie związane z ekspozycją na naturalne światło słoneczne. Wyjście na dwór i uczestnictwo w aktywnościach na świeżym powietrzu, takich jak zabawa w parku czy jazda na rowerze, nie tylko poprawiają ogólną kondycję fizyczną dziecka, ale także korzystnie wpływają na zdrowie oczu. Badania wykazują, że spędzanie co najmniej dwóch godzin na zewnątrz każdego dnia może zmniejszyć ryzyko rozwoju krótkowzroczności oraz jej postępu u dzieci[2]. Jest to kluczowe zalecenie specjalistów ochrony wzroku, które można wdrożyć od razu.

Słońce jest niezbędne do produkcji witaminy D, co ma kluczowe znaczenie dla prawidłowego rozwoju kości. Jednak, co równie istotne, naturalne światło słoneczne stymuluje produkcję substancji zwanej dopaminą neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za regulację procesów w mózgu. Dopamina jest ważna dla prawidłowego rozwoju gałki ocznej. Jej niedobór może prowadzić do szybkiego wzrostu oka, co z kolei może wpłynąć na rozwój krótkowzroczności – tłumaczy Sylwia Kijewska, optometrystka, ekspertka Hoya Lens Poland.

Warto jednak pamiętać, że nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV może być szkodliwa dla oczu. Dlatego niezwykle istotne jest, aby dzieci przebywające na dworze miały odpowiednią ochronę w postaci wysokiej jakości okularów przeciwsłonecznych z filtrem UV. To zapewni im nie tylko komfort widzenia, ale także skuteczną ochronę przed szkodliwym wpływem promieniowania ultrafioletowego.

 

Ochrona wzroku dla dzieci z krótkowzrocznością
Dzieci są szczególnie podatne na szkodliwe działanie promieniowania UV, co wynika z faktu, że ich źrenice są większe, a soczewki wewnątrzgałkowe ich oczu bardziej przezierne niż u dorosłych, co pozwala na dotarcie większej ilości promieni UV do siatkówki. Ponadto, większość ekspozycji na słońce, która może mieć wpływ na zdrowie oczu, przypada głównie na okres przed 21 rokiem życia[3]. Dlatego tak istotne jest zapewnienie im skutecznej ochrony przeciwsłonecznej[4],[5].

Dzieci z krótkowzrocznością, zwłaszcza te, które korzystają z terapii atropiną, mogą być szczególnie wrażliwe na światło i odczuwać dyskomfort, co z kolei może ograniczać ich aktywność na zewnątrz[6],[7],[8]. Intensywne światło może zniechęcać je do wychodzenia na zewnątrz, uprawiania sportu i brania udziału w aktywnościach, które są korzystne dla ich samopoczucia. Rozwiązaniem mogą być okulary z soczewkami fotochromowymi, które oprócz korygowania krótkowzroczności, spowalniają jej postęp  i zapewniają skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV oraz intensywnym światłem słonecznym.

Niezaprzeczalnym atutem tych soczewek okularowych jest ich automatyczna adaptacja do warunków oświetlenia. Pod wpływem promieni UV na zewnątrz, soczewki przyciemniają się, zapewniając optymalną ochronę i komfort, natomiast po powrocie do pomieszczenia, szybko wracają do pełnej przejrzystości. Dzięki temu dzieci nie muszą martwić się o zmianę okularów każdorazowo, gdy wychodzą na zewnątrz, co dodatkowo ułatwia ich codzienne funkcjonowanie.

 

Skuteczna kontrola krótkowzroczności

Podstawą wszystkich działań terapeutycznych jest profilaktyka. Nie inaczej jest w przypadku kontroli krótkowzroczności u dzieci. Pierwszym krokiem jest zapobieganie lub opóźnianie pojawienia się wady wzroku. W jaki sposób możemy to osiągnąć? 

Aby zminimalizować ryzyko wystąpienia problemów ze wzrokiem, profilaktyka i higiena pracy wzrokowej mają bardzo duże znaczenie. Pamiętajmy o częstych przerwach od patrzenia na bliskie odległości. Im więcej przerw, tym mniejszy wysiłek układu wzrokowego, a w konsekwencji mniejsze ryzyko wystąpienia krótkowzroczności u dziecka. W kontekście krótkowzroczności kluczowe znaczenie profilaktyczne ma także przebywanie na zewnątrz, w naturalnym oświetleniu minimum 2 godziny dziennie. Może to opóźnić moment pojawienia się krótkowzroczności, nawet w przypadku dzieci z obciążeniami genetycznymi – podsumowuje Sylwia Kijewska, optometrystka, ekspertka Hoya Lens Poland.

Odpowiednie nawyki i profilaktyka nie tylko wpływają korzystnie na sam wzrok dziecka, ale także kształtują długofalową świadomość zdrowego stylu życia. Rola rodziców i opiekunów jest tu kluczowa. To właśnie oni, mogą dać dobry przykład dbania o zdrowie wzroku poprzez własne zachowania. Zachęcanie do aktywności na świeżym powietrzu, ograniczanie czasu spędzanego przed ekranami oraz wspólne spędzanie czasu na aktywnościach fizycznych mogą nie tylko poprawić zdrowie wzroku dzieci, ale także przyczynić się do budowania silniejszych więzi rodzinnych i zdrowszego stylu życia dla całej rodziny.

Pamiętajmy także o regularnych kontrolach wzroku u specjalisty, które są kluczowe nie tylko dla monitorowania progresji krótkowzroczności, ale także w kontekście wczesnego wykrywania wszelkich nieprawidłowości. Wczesna interwencja może zapobiec pogłębianiu się krótkowzroczności oraz potencjalnym powikłaniom związanym z nieprawidłowym rozwojem wzroku u dziecka. Dzięki szybkiej reakcji, można skutecznie wprowadzić odpowiednie środki zaradcze, co minimalizuje ryzyko poważniejszych problemów w przyszłości.

 

[1] Wytyczne PTO dotyczące postępowania w krótkowzroczności postępującej u dzieci i młodzieży, https://www.pto.com.pl/wytyczne 
[2] 13. A.N. French, R.S. Ashby, I.G. Morgan, K.A. Rose. Time outdoors and the prevention of myopia. Exp Eye Res. 2013 Sep; 114: 58–68
[3] Światowe Towarzystwo Okulistyki Dziecięcej i Zeza (WSPOS). Uzgodnione stanowisko w sprawie ekspozycji na światło słoneczne i wzrok dzieci. 2016. Dokument dostępny pod adresem: https://www.wspos.org/wspos-sunlight-exposurechildrens-eyes-consensus-statement/(Data ostatniego dostępu: 28/03/2023)
[4] Zapobiegaj ślepocie. Oczy dzieci są bardziej podatne na długotrwałe uszkodzenia spowodowane promieniami UV. 2011. Treść dostępna na: https://preventblindness.org/childrens-eyes-aremore-susceptible-to-long-term-damage-from-uvrays/(Data ostatniego dostępu: 28/03/2023)
[5] Artigas JM, Felipe A, Navea A, Fandiño A, Artigas C. Spectral transmission of the human crystalline lens in adult and elderly persons: color and total transmission of visible light. Invest Ophthalmol Vis Sci. 2012;53(7):4076-4084.
[6] Li FF, Yam JC. Low-Concentration Atropine Eye Drops for Myopia Progression. Asia Pac J Ophthalmol (Phila). 2019;8(5):360-365.
[7] Gong Q, Janowski M, Luo M, et al. Efficacy and Adverse Effects of Atropine in Childhood Myopia: A Meta-analysis. JAMA Ophthalmol. 2017;135(6):624-630.
[8] Wu PC, Chuang MN, Choi J, et al. Update in myopia and treatment strategy of atropine use in myopia control. Eye (Lond). 2019;33(1):3-13.

źródło: obtk.pl

Latem nasze oczy są narażone na różne czynniki, które mogą wpływać na ich zdrowie i komfort. Nadmiar promieni słonecznych, pyłki roślin, chlorowana woda w basenie – to tylko niektóre zagrożenia czyhające na nasze oczy w czasie wakacyjnych wojaży. Dlatego warto poznać pięć przydatnych wskazówek, które pomogą utrzymać oczy w dobrej kondycji w sezonie letnim.

Lato to okres beztroskiego wypoczynku, słońca i przyjemności na świeżym powietrzu. To także dobry moment, by dać odpocząć swoim oczom, które po wielu miesiącach pracy czy nauki przed ekranem komputera, również zasługują na urlop. Jak zadbać o odpowiednią ochronę oczu podczas letniego urlopu, by zapewnić im jak najlepsze warunki do odpoczynku?

Zadbaj o skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV

Wielu z nas wykorzystuje letnie słoneczne dni, wystawiając się na słońce w celu uzyskania pełnej blasku opalenizny oraz złapania witaminy D. Jednak nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne może mieć negatywny wpływ na nasze oczy, poprzez kontakt ze szkodliwym promieniowaniem UV – w tym UVA i UVB. 

Promieniowanie UV jest jednym z największych zagrożeń dla zdrowia oczu. Nadmierna ekspozycja na słońce może prowadzić do uszkodzenia powieki, rogówki czy też siatkówki, zwiększając ryzyko różnych zaburzeń i schorzeń, powodując nawet utratę wzroku.
Nadmierna ekspozycja na słońce może powodować nie tylko zapalenie spojówek, ale także zmiany chorobowe, takie jak: zaćma, skrzydlik, tłuszczyk, nowotwory, zwyrodnienie plamki żółtej, jak też zaburzenia widzenia, stany zapalne, problemy z suchością oczu czy oparzenia. Co więcej, intensywne światło słoneczne może powodować obniżenie kontrastu i komfortu widzenia – mówi Agnieszka Szopa, optometrystka, ekspertka Hoya Lens Poland.
Dlatego ważne jest, aby nosić okulary przeciwsłoneczne, które oferują 100% ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB.
Nie lekceważmy roli okularów przeciwsłonecznych w czasie wakacyjnych wędrówek i spacerów czy plażowania. Zwracajmy jednak uwagę na dobór takich, które będą stanowiły rzeczywistą ochronę. Nie kupujmy okularów przeciwsłonecznych bez filtra. Sięgając po okulary wybierajmy te z oznaczeniem CE. Mamy wtedy pewność, że spełniają one europejskie standardy dotyczące ochrony przed promieniowaniem UV. Pamiętajmy też, że dobre okulary to również te, które są dopasowane do kształtu twarzy, nie zsuwają się, nie spadają i nie uciskają. Najlepiej kupować je w sprawdzonych miejscach, takich jak salony optyczne – dodaje optometrystka. 
Cienka skóra na powiekach i wokół oczu wymaga szczególnej uwagi. Pamiętajmy, że 5 do 10% wszystkich nowotworów skóry występuje na powiece. Dlatego na powieki warto także nałożyć filtr przeciwsłoneczny. Należy jednak uważać, aby nie umieścić kremu zbyt blisko rzęs, gdyż może spowodować to zaczerwienienie, łzawienie, pieczenie, a nawet niewyraźne widzenie, jeśli wejdzie w kontakt z oczami.

Unikaj bezpośredniego wystawiania oczu na słońce

Choć noszenie okularów przeciwsłonecznych jest ważne, warto pamiętać także o innych sposobach ochrony oczu przed słońcem. Podczas letnich dni, zwłaszcza w godzinach największego nasłonecznienia (między 10:00 a 16:00), staraj się unikać bezpośredniego wystawiania oczu na promienie słoneczne. Przebywając na zewnątrz poszukaj cienia, aby zmniejszyć ilość docierającego do oczu światła słonecznego. Dodatkową ochronę przed nadmierną ekspozycją na słońce zapewnią też kapelusz, czapka z daszkiem lub parasol.

Zachowaj higienę podczas korzystania z akwenów

Wiele osób latem lubi spędzać czas na różnego rodzaju kąpieliskach. Jednak kontakt oczu z wodą w basenie czy też w naturalnym zbiorniku nie jest dla nich obojętny – ze względu na skład chemiczny i różne rodzaje zanieczyszczeń, może mieć negatywne skutki. Taka kąpiel często kończy się podrażnieniem i zaczerwienieniem oczu, ale może też prowadzić również do infekcji.

Niezależnie od tego z jakiego rodzaju akwenu korzystamy, powinniśmy odpowiednio zabezpieczyć nasze oczy przed kąpielą. W dezynfekowanych chlorem basenach, oczom mogą zagrażać takie substancje, jak mocz, pot czy sebum, które wchodząc w reakcję z chlorem tworzą produkty uboczne, jak np. chloraminy. Zarówno substancje organiczne, jak i chloraminy mogą powodować podrażnienie oczu i zapalenie spojówek. Szkodliwy wpływ na nasze oczy może mieć także woda morska oraz woda w innych naturalnych zbiornikach.
Bakterie obecne w naturalnych zbiornikach wodnych mogą wywołać bakteryjne zapalenie spojówek, a niekiedy nawet pełzakowe zapalenie rogówki, infekcja taka objawia się światłowstrętem, zamgleniem widzenia oraz bardzo silnym bólem oczu– przestrzega Agnieszka Szopa, optometrystka. 
Aby zminimalizować ryzyko, warto podczas pływania w dowolnym miejscu mieć na sobie odpowiednio dopasowane okulary do pływania, żeby chronić oczy przed podrażnieniami. A jeśli nosisz soczewki kontaktowe, pamiętaj, aby je zdjąć przed kąpielą w jakimkolwiek zbiorniku wodnym. Co jednak zrobić, kiedy do naszych oczu dostanie się woda? 
Jeśli do naszych oczu podczas kąpieli w naturalnych zbiornikach wodnych dostanie się woda, to najlepiej przemyć je dokładnie solą fizjologiczną, którą możemy zakupić w aptece. Jeśli podrażnienie będzie utrzymywać się przez dłuższy czas, to konieczna będzie wizyta u okulisty. Taki stan może oznaczać zapalenie spojówek lub inną infekcję bakteryjną – radzi Agnieszka Szopa. 
Dbaj o odpowiednie nawilżenie oczu

Latem wilgotność powietrza jest znacznie niższa, co może prowadzić do podrażnień oczu. Dlatego spędzanie czasu przy wentylatorach podczas czytania, pracy przy komputerze lub oglądania telewizji może pogłębić suchość oczu w okresie letnim. Podobnie jak i ustawienie wentylacji w samochodzie bezpośrednio w kierunku oczu. W letnim okresie większość z nas ma zwiększone odczucie suchości oczu, natomiast szczególnie narażone na pogorszenie komfortu są osoby z zespołem suchego oka.
Letni klimat i niska wilgotność wpływają na pogorszenie jakości filmu łzowego oka, a w efekcie dochodzi do wysuszenia jego powierzchni. Aby chronić oczy w tych warunkach warto regularnie stosować krople nawilżające. Wybierajmy produkty bez konserwantów, które nie podrażniają naszych oczu – radzi Agnieszka Szopa, optometrystka, ekspertka Hoya Lens Poland.
Pamiętaj o właściwej diecie

Dieta ma istotny wpływ nie tylko na ogólne zdrowie, ale także na zdrowie oczu. Spożywanie pokarmów bogatych w witaminę A, C, E, beta-karoten, luteinę i zeaksantynę może pomóc w utrzymaniu dobrego widzenia i zapobiec różnym schorzeniom oczu. Produkty, po które warto sięgać latem, to m.in. marchew, brokuły, szpinak, pomarańcze, jagody i ryby bogate w kwasy omega-3. Należy także pamiętać o odpowiednim nawodnieniu organizmu.

Noszenie okularów przeciwsłonecznych, unikanie bezpośredniego wystawiania oczu na słońce, higiena podczas korzystania z basenu, regularne stosowanie kropli nawilżających oraz zdrowa dieta mogą pomóc w utrzymaniu dobrego zdrowia oczu w czasie letnich miesięcy. Pamiętajmy o tych prostych zasadach, by cieszyć się latem w pełni, mając pewność, że nasze oczy będą zadbane i zdrowe.

źródło: Hoya Lens Poland

Witamina D to bardzo ważna substancja dla naszego zdrowia, która odpowiada m.in. za regulację gospodarki wapniowo-fosforanowej. Jej niedobór może się wiązać ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia m.in. osteoporozy, depresji, choroby Hashimoto, problemów immunologicznych, a nawet stwardnienia rozsianego. W naszym organizmie witamina D jest syntetyzowana pod wpływem promieni słonecznych – stąd też w okresach mniejszego nasłonecznienia powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na jej suplementację. Jakie są wytyczne w tym zakresie, na co zwrócić uwagę wybierając suplementy i jak sprawdzić nasz poziom witaminy D, wyjaśnia Artur Gabrysiak – specjalista ds. medycyny laboratoryjnej Grupy American Heart of Poland.
Do głównych źródeł pokarmowych witaminy D należą tłuste ryby, wątróbka, żółtka jaj, mleko i jego przetwory oraz grzyby. Synteza tego ważnego składnika w większości zależy jednak od naszej ekspozycji na słońce. Stąd też coraz częściej suplementacja witaminy D jest wskazana przez cały rok, w przypadkach, gdy nawet latem nie jesteśmy w stanie zażywać wystarczająco częstych kąpieli słonecznych.
 
 – Niestety, rozwój cywilizacyjny w bardzo szybkim tempie odsunął człowieka od słońca. Całymi dniami przebywamy w zamkniętych pomieszczeniach, nie wychodzimy na zewnątrz w celu zapewnienia podstawowych potrzeb życiowych. Współcześnie żywność możemy zdobyć już bez wychodzenia z domu. Jadąc do pracy, część osób może wsiąść do auta w domu na parkingu podziemnym i w pracy wysiąść w taki sam sposób. W skali tysięcy lat istnienia gatunku ludzkiego nagle drastycznie ograniczyliśmy wpływ słońca na naszą skórę, a nasze organizmy nie zdążyły się dostosować do tak nagłej zmiany. Efektem tego jest ciągły niedobór syntetyzowanej w naszej skórze pod wpływem promieni słonecznych witaminy D – tłumaczy Artur Gabrysiak, specjalista diagnostyki laboratoryjnej Grupy American Heart of Poland.
 
Dlatego też wytyczne suplementacji witaminy D dla polskiej populacji zalecają całoroczną suplementację w grupach wiekowych do 18 i od 65 roku życia. W grupie wiekowej 18-65 lat wytyczne dopuszczają wstrzymanie suplementacji od maja do września pod warunkiem przybywania minimum 15 minut na słońcu w godzinach od 10 do 15, bez filtrów przeciwsłonecznych. Jednak przyjmowanie suplementacji nawet w tej grupie wiekowej, niezależnie od przebywania na słońcu, jest ciągle bezpieczne i wskazane. Zanim jednak sięgniemy po suplementy tego cenna składnika, warto sprawdzić jego poziom w naszym organizmie.
 
– W sprzedaży są dostępne różne preparaty, muszą być one jednak dostosowane do wieku, stylu życia i innych istotnych czynników. Dlatego też zanim wybierzemy się do apteki po suplementy, zbadajmy poziom witaminy D w naszym organizmie. To proste i szybkie badanie na podstawie próbki krwi pozwoli nam odpowiednio dopasować dawkę i uniknąć zarówno zbyt niskiego poziomu suplementacji, jak i nadmiernych stężeń witaminy D – te bowiem również są szkodliwe – przestrzega Artur Gabrysiak.
 
Optymalne stężenie witaminy D określane jest na 30-50 ng/ml. Przy takim stężeniu należy utrzymać dotychczasowe postępowanie. W zależności od stopnia odchylenia od powyższego zakresu referencyjnego należy odpowiednio według wytycznych skorygować dawki suplementacji, najlepiej pod kontrolą lekarza. W przypadku wartości powyżej 100 ng/ml mówimy o stężeniu toksycznym, od 50 do 100 jest stężenie wysokie. Znaczny niedobór zaczyna się poniżej 20 ng/ml, natomiast przy wartości poniżej 10 ng/ml mowa jest już o ciężkim niedobrze.
 
– Zachęcam osoby, które jeszcze nie uzupełniają witaminy D do weryfikacji stężenia witaminy D, a osoby suplementujące według wytycznych – do weryfikacji poprawności dopasowania obecnej dawki. Zwłaszcza kieruję tę sugestię do osób, które stosują modną ostatnio terapię wysokimi dawkami witaminy D. Niestety, coraz częściej widzimy pacjentów z objawami zatrucia właśnie z powodu przyjmowania wysokich „końskich” dawek witaminy D – podsumowuje specjalista American Heart of Poland.
 
źródło: AHoP
Witamina D to bardzo ważna substancja dla naszego zdrowia, która odpowiada m.in. za regulację gospodarki wapniowo-fosforanowej. Jej niedobór może się wiązać ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia m.in. osteoporozy, depresji, choroby Hashimoto, problemów immunologicznych, a nawet stwardnienia rozsianego. W naszym organizmie witamina D jest syntetyzowana pod wpływem promieni słonecznych – stąd też w okresach mniejszego nasłonecznienia powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na jej suplementację. Jakie są wytyczne w tym zakresie, na co zwrócić uwagę wybierając suplementy i jak sprawdzić nasz poziom witaminy D, wyjaśnia Artur Gabrysiak – specjalista ds. medycyny laboratoryjnej Grupy American Heart of Poland.
Do głównych źródeł pokarmowych witaminy D należą tłuste ryby, wątróbka, żółtka jaj, mleko i jego przetwory oraz grzyby. Synteza tego ważnego składnika w większości zależy jednak od naszej ekspozycji na słońce. Stąd też coraz częściej suplementacja witaminy D jest wskazana przez cały rok, w przypadkach, gdy nawet latem nie jesteśmy w stanie zażywać wystarczająco częstych kąpieli słonecznych.
 
 – Niestety, rozwój cywilizacyjny w bardzo szybkim tempie odsunął człowieka od słońca. Całymi dniami przebywamy w zamkniętych pomieszczeniach, nie wychodzimy na zewnątrz w celu zapewnienia podstawowych potrzeb życiowych. Współcześnie żywność możemy zdobyć już bez wychodzenia z domu. Jadąc do pracy, część osób może wsiąść do auta w domu na parkingu podziemnym i w pracy wysiąść w taki sam sposób. W skali tysięcy lat istnienia gatunku ludzkiego nagle drastycznie ograniczyliśmy wpływ słońca na naszą skórę, a nasze organizmy nie zdążyły się dostosować do tak nagłej zmiany. Efektem tego jest ciągły niedobór syntetyzowanej w naszej skórze pod wpływem promieni słonecznych witaminy D – tłumaczy Artur Gabrysiak, specjalista diagnostyki laboratoryjnej Grupy American Heart of Poland.
 
Dlatego też wytyczne suplementacji witaminy D dla polskiej populacji zalecają całoroczną suplementację w grupach wiekowych do 18 i od 65 roku życia. W grupie wiekowej 18-65 lat wytyczne dopuszczają wstrzymanie suplementacji od maja do września pod warunkiem przybywania minimum 15 minut na słońcu w godzinach od 10 do 15, bez filtrów przeciwsłonecznych. Jednak przyjmowanie suplementacji nawet w tej grupie wiekowej, niezależnie od przebywania na słońcu, jest ciągle bezpieczne i wskazane. Zanim jednak sięgniemy po suplementy tego cenna składnika, warto sprawdzić jego poziom w naszym organizmie.
 
– W sprzedaży są dostępne różne preparaty, muszą być one jednak dostosowane do wieku, stylu życia i innych istotnych czynników. Dlatego też zanim wybierzemy się do apteki po suplementy, zbadajmy poziom witaminy D w naszym organizmie. To proste i szybkie badanie na podstawie próbki krwi pozwoli nam odpowiednio dopasować dawkę i uniknąć zarówno zbyt niskiego poziomu suplementacji, jak i nadmiernych stężeń witaminy D – te bowiem również są szkodliwe – przestrzega Artur Gabrysiak.
 
Optymalne stężenie witaminy D określane jest na 30-50 ng/ml. Przy takim stężeniu należy utrzymać dotychczasowe postępowanie. W zależności od stopnia odchylenia od powyższego zakresu referencyjnego należy odpowiednio według wytycznych skorygować dawki suplementacji, najlepiej pod kontrolą lekarza. W przypadku wartości powyżej 100 ng/ml mówimy o stężeniu toksycznym, od 50 do 100 jest stężenie wysokie. Znaczny niedobór zaczyna się poniżej 20 ng/ml, natomiast przy wartości poniżej 10 ng/ml mowa jest już o ciężkim niedobrze.
 
– Zachęcam osoby, które jeszcze nie uzupełniają witaminy D do weryfikacji stężenia witaminy D, a osoby suplementujące według wytycznych – do weryfikacji poprawności dopasowania obecnej dawki. Zwłaszcza kieruję tę sugestię do osób, które stosują modną ostatnio terapię wysokimi dawkami witaminy D. Niestety, coraz częściej widzimy pacjentów z objawami zatrucia właśnie z powodu przyjmowania wysokich „końskich” dawek witaminy D – podsumowuje specjalista American Heart of Poland.
 
źródło: AHoP
Niedobory witaminy D są częste u ludzi w podeszłym wieku, a także u osób pozbawionych ekspozycji na słońce, co w naszej szerokości geograficznej jest dość powszechne. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko okresu jesienno-zimowego — zauważa prof. Piotr Głuszko, wyjaśniając w rozmowie, dlaczego nawet w słoneczne dni promieniowanie ultrafioletowe może nie docierać do skóry w odpowiedniej ilości.
Uważa się, że niedobór witaminy D jest w Polsce powszechnym problemem.
Rzeczywiście, z badań prowadzonych kilka lat temu w dużych miastach Polski wynikało, że ponad 60 proc. mieszkańców miało stężenie 25-hydroksywitaminy D, czyli metabolitu witaminy D, stanowiącego jej główną postać w krążeniu, poniżej 20 ng/ml. Nie dysponujemy, niestety, najnowszymi danymi, ponieważ nie były one zbierane na dużą skalę ze względu na pandemię COVID-19. Przy okazji warto dodać, że niedobór witaminy D sprzyja cięższemu przebiegowi infekcji SARS-CoV-2, co zostało potwierdzone w wielu pracach naukowych.

Skąd w polskim społeczeństwo tak znaczący niedobór tej witaminy?
Składa się na to wiele różnych czynników. Witamina D powstaje w skórze pod wpływem promieniowania słonecznego. Tymczasem większość z nas pracuje w pomieszczeniu, do pracy najczęściej dojeżdża samochodem, a później robi zakupy w sklepach wielkopowierzchniowych i wraca prosto do domu. To wszystko sprawia, że brakuje nam ekspozycji na światło słoneczne, a kiedy już mamy taką możliwość, to się przed nim chronimy, ponieważ — jak wiadomo — nadmiar promieniowania jest niekorzystny dla skóry. Do produkcji witaminy D potrzebny jest jednak naprawdę krótki czas spędzony na słońcu bez żadnej ochrony — z odsłoniętą twarzą, rękami i nogami. Wystarczy 15-20 minut w słoneczny letni dzień, najlepiej gdzieś za miastem, w górach, nad wodą.

Nie należy w tym czasie używać preparatów z filtrem UV?
Nie, ponieważ zmniejszają one pochłanianie przez skórę promieniowania ultrafioletowego, co jest konieczne do syntezy witaminy D. Oczywiście, nie zachęcam przy tym do opalania czy przebywania na słońcu bez ochrony przez dłuższy czas, ponieważ grozi to poparzeniem słonecznym i innymi powikłaniami. Co więcej, podczas upałów należy w ogóle unikać wychodzenia z domu i dobrze nawadniać organizm, ponieważ zbyt wysoka temperatura jest niebezpieczna dla zdrowia. Namawiam jednak do regularnych, krótkich ekspozycji słonecznych bez dodatkowej ochrony, kiedy temperatura otoczenia jest umiarkowana.

Co jeszcze sprawia, że cierpimy na niedobór witaminy D?
Nasza dieta, która jest uboga w produkty zawierające witaminę D, a więc przede wszystkim ryby morskie. Poza tym jeżeli nawet regularnie jemy ryby, to nie zawsze pochodzą one z naturalnych akwenów, ale ze sztucznych hodowli, a to sprawia, że ich wartości odżywcze, w tym zawartość witaminy D, mogą być znikome.

Jakie są symptomy zbyt niskiego stężenia witaminy D w organizmie?
Pierwszymi istotnymi objawami jest osłabienie mięśni i mniejsza sprawność ruchowa, a co za tym idzie skłonność do upadków i urazów, a poza tym podatność na różnego rodzaju infekcje, co rzadko jest kojarzone z niedoborem witaminy D. Oczywiście, sama witamina D nie jest tarczą obronną, ale uczestniczy ona w różnego rodzaju procesach, które zwiększają odporność. Przy znaczącym i długotrwałym niedoborze u dorosłych może dochodzić do osteomalacji, czyli metabolicznej choroby kości, która polega na ich niedostatecznym wysyceniu wapniem. W rezultacie stają się one miękkie i zaczynają się odkształcać, co powoduje ból. Czasem osteomalacja towarzyszy osteoporozie. Innymi symptomami niedoboru witaminy D mogą być: zły stan uzębienia, nerwica czy wzrost ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, zwłaszcza nadciśnienia tętniczego krwi.
U dzieci przy niedoborze witaminy D występuje krzywica, która kilka dekad temu była w wielu krajach plagą. Obecnie w większości państw europejskich, również w Polsce, udało się pokonać tę chorobę dzięki zaleceniom suplementacji witaminy D zarówno u kobiet w ciąży, jak i u niemowląt.

Kto jest w grupie największego ryzyka niedoboru witaminy D?
Niedobór witaminy D jest notowany przede wszystkim w starszych grupach wiekowych, zwłaszcza u osób po 60. czy 70. roku życia. W tej populacji stężenia witaminy D we krwi u osób bez suplementacji wynoszą często poniżej 10 ng/ml, ponieważ synteza witaminy D w skórze spada nawet o 70 proc. Co więcej, starsze osoby unikają ekspozycji na promieniowanie słoneczne, ponieważ uważają — zresztą słusznie — że zbyt długie przebywanie na słońcu może wywołać u nich poważne problemy zdrowotne.

Niedobory witaminy D są częste również u osób z ciemną pigmentacją skóry, a także u wszystkich, którzy są pozbawieni ekspozycji na słońce, co w naszej szerokości geograficznej jest dość powszechne. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko okresu jesienno-zimowego. Okazuje się, że nawet w słoneczne dni promieniowanie ultrafioletowe może nie docierać do skóry w odpowiedniej ilości ze względu na zanieczyszczenie powietrza! Przez smog przebija się światło słoneczne, ale promienie ultrafioletowe — nie. Problem ten dotyczy zwłaszcza dużych aglomeracji miejskich.

Kolejną grupę ryzyka niedoboru witaminy D stanowią osoby otyłe, ponieważ u nich deponuje się ona w tłuszczu i staje się nieaktywna. Na jej brak mogą cierpieć również pacjenci z chorobami przewodu pokarmowego, związanymi z zaburzeniami wchłaniania. Bardzo poważnym problemem w kontekście niedoborów witaminy D są również przewlekłe choroby nerek i wątroby. W tych narządach syntetyzuje się bowiem bardzo ważny metabolit: 1,25-dihydroksywitamina D, będąca biologicznie aktywną postacią witaminy D.

Ostatnio jednak coraz więcej mówi się o przedawkowaniu witaminy D, co wynika m.in. z faktu, że wiele osób przyjmuje ją nieświadomie w wielu złożonych preparatach.
Rzeczywiście, jest to duży problem, zwłaszcza w grupie osób starających się żyć zdrowo, prowadzących aktywny tryb życia, która jednocześnie wspomaga się różnego rodzaju odżywkami i produktami energetycznymi, a dodatkowo jeszcze suplementuje witaminę D. W ten sposób łatwo nieświadomie ją przedawkować, chociaż w praktyce klinicznej nie są to częste przypadki.

Inną populacją narażoną na zwiększoną podaż witaminy D są osoby, które przyjmują na własną rękę zbyt duże ilości jej aktywnych form, dostępnych na receptę, a więc nie przestrzegają zaleceń lekarskich. Tego typu preparaty są przepisywane bowiem pacjentom z dużym niedoborem czy chorobami nerek i wątroby, ale powinny być zażywane wyłącznie zgodnie z rekomendacjami.

Co więcej, na rynku są dostępne bez recepty preparaty z witaminą D zawierające 10 000 czy nawet 50 000 jednostek, przeznaczone do szybkiego uzupełnienia stwierdzonego niedoboru, które nie powinny być stosowane przewlekle. Po określonej kuracji zleconej przez lekarza pacjent powinien mieć wykonane badania stężenia witaminy D w surowicy i gdy jej poziom zostanie wyrównany, przejść na dawkę podtrzymującą. Niestety, niektórzy bez żadnej kontroli zażywają bardzo wysokie dawki witaminy D, ponieważ wychodzą z założenia, że im więcej, tym lepiej.

Jakie są objawy zbyt dużego stężenia witaminy D we krwi?
Przy nadmiernej podaży witaminy D organizm zaczyna wchłaniać zbyt duże ilości wapnia z przewodu pokarmowego, które dostają się do krwi, co jest niebezpieczne dla funkcjonowania mięśni, w tym mięśnia sercowego, a także układu nerwowego. Objawia się to ogólnym osłabieniem, zaburzeniami rytmu serca oraz różnego rodzaju zaburzeniami neurologicznymi. Wiele symptomów przedawkowania witaminy D jest mało charakterystycznych, więc zdarza się, że nie zostają one rozpoznane i pacjent nie jest leczony przyczynowo.

Od czego zależą zalecane dawki suplementacji wit. D i czy powinny być one dostosowane do pory roku?
Przede wszystkim warto zaznaczyć, że to, co zażywamy w postaci tabletek, kapsułek czy kropli jest prowitaminą, która dopiero w organizmie przekształca się w formę aktywną, pod warunkiem, że mamy zdrowe nerki, wątrobę i przewód pokarmowy. Rekomendowana dawka dla osób dorosłych, u których nie występuje niedobór lub jest on nieznaczny, wynosi ok. 2000 jednostek na dobę. Dawka zawsze powinna być dobrana indywidualnie do potrzeb pacjenta, w tym jego wieku czy chorób towarzyszących. U osób z niedoborem witaminy D zaleca się odpowiednio większe dawki, ale też należy pamiętać, że istnieją przeciwwskazania do jej zażywania, więc powinno to być ustalone ze specjalistą. Co do pory roku, to do niedawna uważano, że zimą należy zażywać większe dawki witaminy D, a latem — mniejsze. Ostatnio się od tego odchodzi, ponieważ w związku z trybem życia oraz zanieczyszczeniem powietrza większość osób przez cały rok nie ma wystarczającej ekspozycji na słońce.

Czy warto oznaczać poziom witaminy D we krwi?
Uważam, że tak. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, z przewlekłymi chorobami nerek, wątroby i układu pokarmowego, które powinny kontrolować stężenie metabolitów witaminy D w surowicy. Zaleca się również wykonanie tego badania przed rozpoczęciem przyjmowania większych dawek witaminy D oraz po zakończeniu takiej kuracji.

Autor: Katarzyna Matusewicz

źródło: InfoWire

Niedobory witaminy D są częste u ludzi w podeszłym wieku, a także u osób pozbawionych ekspozycji na słońce, co w naszej szerokości geograficznej jest dość powszechne. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko okresu jesienno-zimowego — zauważa prof. Piotr Głuszko, wyjaśniając w rozmowie, dlaczego nawet w słoneczne dni promieniowanie ultrafioletowe może nie docierać do skóry w odpowiedniej ilości.
Uważa się, że niedobór witaminy D jest w Polsce powszechnym problemem.
Rzeczywiście, z badań prowadzonych kilka lat temu w dużych miastach Polski wynikało, że ponad 60 proc. mieszkańców miało stężenie 25-hydroksywitaminy D, czyli metabolitu witaminy D, stanowiącego jej główną postać w krążeniu, poniżej 20 ng/ml. Nie dysponujemy, niestety, najnowszymi danymi, ponieważ nie były one zbierane na dużą skalę ze względu na pandemię COVID-19. Przy okazji warto dodać, że niedobór witaminy D sprzyja cięższemu przebiegowi infekcji SARS-CoV-2, co zostało potwierdzone w wielu pracach naukowych.

Skąd w polskim społeczeństwo tak znaczący niedobór tej witaminy?
Składa się na to wiele różnych czynników. Witamina D powstaje w skórze pod wpływem promieniowania słonecznego. Tymczasem większość z nas pracuje w pomieszczeniu, do pracy najczęściej dojeżdża samochodem, a później robi zakupy w sklepach wielkopowierzchniowych i wraca prosto do domu. To wszystko sprawia, że brakuje nam ekspozycji na światło słoneczne, a kiedy już mamy taką możliwość, to się przed nim chronimy, ponieważ — jak wiadomo — nadmiar promieniowania jest niekorzystny dla skóry. Do produkcji witaminy D potrzebny jest jednak naprawdę krótki czas spędzony na słońcu bez żadnej ochrony — z odsłoniętą twarzą, rękami i nogami. Wystarczy 15-20 minut w słoneczny letni dzień, najlepiej gdzieś za miastem, w górach, nad wodą.

Nie należy w tym czasie używać preparatów z filtrem UV?
Nie, ponieważ zmniejszają one pochłanianie przez skórę promieniowania ultrafioletowego, co jest konieczne do syntezy witaminy D. Oczywiście, nie zachęcam przy tym do opalania czy przebywania na słońcu bez ochrony przez dłuższy czas, ponieważ grozi to poparzeniem słonecznym i innymi powikłaniami. Co więcej, podczas upałów należy w ogóle unikać wychodzenia z domu i dobrze nawadniać organizm, ponieważ zbyt wysoka temperatura jest niebezpieczna dla zdrowia. Namawiam jednak do regularnych, krótkich ekspozycji słonecznych bez dodatkowej ochrony, kiedy temperatura otoczenia jest umiarkowana.

Co jeszcze sprawia, że cierpimy na niedobór witaminy D?
Nasza dieta, która jest uboga w produkty zawierające witaminę D, a więc przede wszystkim ryby morskie. Poza tym jeżeli nawet regularnie jemy ryby, to nie zawsze pochodzą one z naturalnych akwenów, ale ze sztucznych hodowli, a to sprawia, że ich wartości odżywcze, w tym zawartość witaminy D, mogą być znikome.

Jakie są symptomy zbyt niskiego stężenia witaminy D w organizmie?
Pierwszymi istotnymi objawami jest osłabienie mięśni i mniejsza sprawność ruchowa, a co za tym idzie skłonność do upadków i urazów, a poza tym podatność na różnego rodzaju infekcje, co rzadko jest kojarzone z niedoborem witaminy D. Oczywiście, sama witamina D nie jest tarczą obronną, ale uczestniczy ona w różnego rodzaju procesach, które zwiększają odporność. Przy znaczącym i długotrwałym niedoborze u dorosłych może dochodzić do osteomalacji, czyli metabolicznej choroby kości, która polega na ich niedostatecznym wysyceniu wapniem. W rezultacie stają się one miękkie i zaczynają się odkształcać, co powoduje ból. Czasem osteomalacja towarzyszy osteoporozie. Innymi symptomami niedoboru witaminy D mogą być: zły stan uzębienia, nerwica czy wzrost ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, zwłaszcza nadciśnienia tętniczego krwi.
U dzieci przy niedoborze witaminy D występuje krzywica, która kilka dekad temu była w wielu krajach plagą. Obecnie w większości państw europejskich, również w Polsce, udało się pokonać tę chorobę dzięki zaleceniom suplementacji witaminy D zarówno u kobiet w ciąży, jak i u niemowląt.

Kto jest w grupie największego ryzyka niedoboru witaminy D?
Niedobór witaminy D jest notowany przede wszystkim w starszych grupach wiekowych, zwłaszcza u osób po 60. czy 70. roku życia. W tej populacji stężenia witaminy D we krwi u osób bez suplementacji wynoszą często poniżej 10 ng/ml, ponieważ synteza witaminy D w skórze spada nawet o 70 proc. Co więcej, starsze osoby unikają ekspozycji na promieniowanie słoneczne, ponieważ uważają — zresztą słusznie — że zbyt długie przebywanie na słońcu może wywołać u nich poważne problemy zdrowotne.

Niedobory witaminy D są częste również u osób z ciemną pigmentacją skóry, a także u wszystkich, którzy są pozbawieni ekspozycji na słońce, co w naszej szerokości geograficznej jest dość powszechne. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko okresu jesienno-zimowego. Okazuje się, że nawet w słoneczne dni promieniowanie ultrafioletowe może nie docierać do skóry w odpowiedniej ilości ze względu na zanieczyszczenie powietrza! Przez smog przebija się światło słoneczne, ale promienie ultrafioletowe — nie. Problem ten dotyczy zwłaszcza dużych aglomeracji miejskich.

Kolejną grupę ryzyka niedoboru witaminy D stanowią osoby otyłe, ponieważ u nich deponuje się ona w tłuszczu i staje się nieaktywna. Na jej brak mogą cierpieć również pacjenci z chorobami przewodu pokarmowego, związanymi z zaburzeniami wchłaniania. Bardzo poważnym problemem w kontekście niedoborów witaminy D są również przewlekłe choroby nerek i wątroby. W tych narządach syntetyzuje się bowiem bardzo ważny metabolit: 1,25-dihydroksywitamina D, będąca biologicznie aktywną postacią witaminy D.

Ostatnio jednak coraz więcej mówi się o przedawkowaniu witaminy D, co wynika m.in. z faktu, że wiele osób przyjmuje ją nieświadomie w wielu złożonych preparatach.
Rzeczywiście, jest to duży problem, zwłaszcza w grupie osób starających się żyć zdrowo, prowadzących aktywny tryb życia, która jednocześnie wspomaga się różnego rodzaju odżywkami i produktami energetycznymi, a dodatkowo jeszcze suplementuje witaminę D. W ten sposób łatwo nieświadomie ją przedawkować, chociaż w praktyce klinicznej nie są to częste przypadki.

Inną populacją narażoną na zwiększoną podaż witaminy D są osoby, które przyjmują na własną rękę zbyt duże ilości jej aktywnych form, dostępnych na receptę, a więc nie przestrzegają zaleceń lekarskich. Tego typu preparaty są przepisywane bowiem pacjentom z dużym niedoborem czy chorobami nerek i wątroby, ale powinny być zażywane wyłącznie zgodnie z rekomendacjami.

Co więcej, na rynku są dostępne bez recepty preparaty z witaminą D zawierające 10 000 czy nawet 50 000 jednostek, przeznaczone do szybkiego uzupełnienia stwierdzonego niedoboru, które nie powinny być stosowane przewlekle. Po określonej kuracji zleconej przez lekarza pacjent powinien mieć wykonane badania stężenia witaminy D w surowicy i gdy jej poziom zostanie wyrównany, przejść na dawkę podtrzymującą. Niestety, niektórzy bez żadnej kontroli zażywają bardzo wysokie dawki witaminy D, ponieważ wychodzą z założenia, że im więcej, tym lepiej.

Jakie są objawy zbyt dużego stężenia witaminy D we krwi?
Przy nadmiernej podaży witaminy D organizm zaczyna wchłaniać zbyt duże ilości wapnia z przewodu pokarmowego, które dostają się do krwi, co jest niebezpieczne dla funkcjonowania mięśni, w tym mięśnia sercowego, a także układu nerwowego. Objawia się to ogólnym osłabieniem, zaburzeniami rytmu serca oraz różnego rodzaju zaburzeniami neurologicznymi. Wiele symptomów przedawkowania witaminy D jest mało charakterystycznych, więc zdarza się, że nie zostają one rozpoznane i pacjent nie jest leczony przyczynowo.

Od czego zależą zalecane dawki suplementacji wit. D i czy powinny być one dostosowane do pory roku?
Przede wszystkim warto zaznaczyć, że to, co zażywamy w postaci tabletek, kapsułek czy kropli jest prowitaminą, która dopiero w organizmie przekształca się w formę aktywną, pod warunkiem, że mamy zdrowe nerki, wątrobę i przewód pokarmowy. Rekomendowana dawka dla osób dorosłych, u których nie występuje niedobór lub jest on nieznaczny, wynosi ok. 2000 jednostek na dobę. Dawka zawsze powinna być dobrana indywidualnie do potrzeb pacjenta, w tym jego wieku czy chorób towarzyszących. U osób z niedoborem witaminy D zaleca się odpowiednio większe dawki, ale też należy pamiętać, że istnieją przeciwwskazania do jej zażywania, więc powinno to być ustalone ze specjalistą. Co do pory roku, to do niedawna uważano, że zimą należy zażywać większe dawki witaminy D, a latem — mniejsze. Ostatnio się od tego odchodzi, ponieważ w związku z trybem życia oraz zanieczyszczeniem powietrza większość osób przez cały rok nie ma wystarczającej ekspozycji na słońce.

Czy warto oznaczać poziom witaminy D we krwi?
Uważam, że tak. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, z przewlekłymi chorobami nerek, wątroby i układu pokarmowego, które powinny kontrolować stężenie metabolitów witaminy D w surowicy. Zaleca się również wykonanie tego badania przed rozpoczęciem przyjmowania większych dawek witaminy D oraz po zakończeniu takiej kuracji.

Autor: Katarzyna Matusewicz

źródło: InfoWire

Oparzenie słoneczne zazwyczaj szybko się wyleczy, ale szkodliwe jego skutki mogą pojawić się po latach. O tym, dlaczego i jak należy chronić szczególnie młodą skórę – dzieci i młodzieży – opowiada prof. Andrzej Kaszuba z Kliniki Dermatologii, Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Czy nadmierne naświetlanie dzieci bez żadnych osłon przeciwsłonecznych jest bombą z opóźnionym zapłonem?

Skóra dzieci wystawiona bez protekcji, bez ochrony UV przez kilka godzin na słońce w przyszłości będzie narażona na niebezpieczeństwo poważnych powikłań. Jest cieńsza niż dorosłego, delikatna, skłonna do oparzeń. To ryzyko jest szczególnie wysokie u dzieci z pierwszym i drugim fototypem skóry, czyli ze skórą jasną. My, dermatolodzy, dobrze wiemy, że każde oparzenie skóry w okresie dzieciństwa, nawet to pierwszego stopnia, dokłada się do możliwości powstania czerniaka w przyszłości, najgroźniejszego nowotworu człowieka, nie tylko skóry, bo może on dawać przerzuty do wszystkich narządów. Za ten nowotwór odpowiada liczba oparzeń w młodości, a nie tylko czynniki genetyczne. Oparzenia słoneczne w młodym wieku – do 16.-18. roku życia są bardzo niebezpieczne.

Co więc robić, skoro dziś o filtrach przeciwsłonecznych są nie najlepsze wieści, np. mowa jest o zakazie kąpieli po wysmarowaniu się kremem z filtrem w pobliżu rafy koralowej. Używać ich czy nie?

Używać bezpiecznie dla siebie i środowiska naturalnego. Są też filtry fizyczne, czyli filtry mineralne w postaci mikropigmentów. Odbiją i rozpraszają promieniowanie UV, tworząc tzw. efekt „lustra” dla słońca. Nie działają szkodliwie na środowisko, chronią i przed UVB i przed UVA, a szczególnie przed UVC, a więc najbardziej rakotwórczym promieniowaniem. Jeśli mamy problem z filtrami, są inne proste metody ochronienia naszego dziecka przed słońcem. Np. parasolki rozłożone nad wózkami. W sprzedaży są dostępne ponadto koszulki bawełniane z filtrem UV. Można również założyć dziecku kapelusz z dużym rondem. Takie osłony stosuje się w rejonach świata, gdzie jest największe narażenie na promieniowanie słoneczne i promieniowanie UV – w stanie Queensland w Australii czy w Kalifornii. Tam to jest powszechne zachowanie, a ludzie są nawet przyzwyczajeni do spacerowania po zacienionej stronie ulicy. 

Przed słońcem w naturalny sposób chroni nas melanina, ale proces jej produkcji jest dość długi…

Skórę dzieci i dorosłych dzielimy na sześć podstawowych fototypów zależnie od skłonności do oparzenia i od ilości melaniny w skórze. Fototyp skóry jest na całe życie. Skóra szóstego fototypu jest ciemna, ma najwięcej melaniny, nie reaguje na promienie. W pierwszym fototypie skóra jest najbardziej wrażliwa na oparzenia słoneczne i zawsze ulega poparzeniu przy pierwszych kontaktach ze słońcem. Należy pamiętać, że to właśnie te pierwsze kontakty są najgroźniejsze i najczęściej pod ich wpływem nasza skóra ulega poparzeniu. W drugim, trzecim fototypie po trzech, czterech naświetlaniach wytworzy się bariera melaninowa i jest szansa, że już nie będziemy dalej ulegać poparzeniom. Wszystko zależy jednak od czasu naszego przebywania na słońcu.

Skórę do słońca przyzwyczajmy zatem stopniowo? 

Oczywiście, początkowo na promienie wystawiamy się bardzo krótko, żeby skóry nie oparzyć. Powtarzam – to jest najgroźniejsze. Szczególnie na dziecko uważać powinni ci rodzice, jeśli u członków jego rodziny na skórze występują liczne znamiona. U dziecka może ich jeszcze nie być, ale do 18. roku życia powstają, a potem nawet do 40. roku życia, może ich przybywać. Niektórzy ludzie mogą mieć na ciele do 100, 200, a nawet więcej znamion barwnikowych, które tworzą tzw. zespół znamion dysplastycznych, czyli niebezpiecznych. W przyszłości pod wpływem promieni skumulowanych w okresie dzieciństwa przekształcić się mogą w czerniaka, a w miejscach szczególnie narażonych na słońce mogą powstać najczęstsze nowotwory człowieka, czyli nowotwory skóry.

Tu chodzi również o problem wczesnego starzenia się skóry. O ile bardzo istotnym czynnikiem ryzyka czerniaka jest oparzenie, to rak kolczystokomórkowy czy rak podstawnokomórkowy, podobnie jak stany przedrakowe skóry, powstają na bazie skóry starzejącej się pod wpływem długotrwałego działania słońca, skumulowanych dawek promieniowania, nie zaś pod wpływem wcześniejszych oparzeń. Wszystkie rodzaje promieniowania kumulują się po latach i ich wynikiem jest nie tylko proces starzenia, ale częstsze nowotwory skóry po 50. i 60. roku życia. Współcześnie my, dermatolodzy, obserwujemy nowotwory skóry już u dwudziestopięciolatków, trzydziestolatków. Kiedyś to było nie do pomyślenia.

Jaki czas przebywania na słońcu jest bezpieczny? 20-30 minut?

To zależy od fototypu skóry. Człowiek z fototypem trzecim w pierwszym kontakcie ze słońcem może wystawić się na działanie jego promieni 20-30 minut, fototyp pierwszy tylko 10-15 minut, nie dłużej. Każdy musi poznać wrażliwość swojej skóry. Radziłbym nie opalać się „na hurra”, gdy zdarzy się pierwszy słoneczny dzień. Pamiętajmy też, że najbardziej szkodliwe jest promieniowanie między godziną 11 a 15. Wtedy do skorupy ziemskiej dociera najwięcej promieni UVA i UVB. One mogą mocno oparzyć, co początkowo wydaje nam się niezbyt groźne, ot, takie tam oparzenie. Aby sobie ulżyć, bierzemy się za domowe sposoby: kwaśne mleko, śmietana i uważamy, że jest OK. Tymczasem wcale nie jest OK, bo to jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia naszej skóry w przyszłości.

Z jednej strony mamy mocno zakodowany negatywny wpływ słońca: starzenie się skóry, zmarszczki, czerniaki, o których mówiliśmy, ale z drugiej strony mamy mocno zakodowany jego dobroczynny wpływ na zdrowie: witamina D3, redukcja chorób serca. Jak to pogodzić?

Nasi przodkowie sobie z tym radzili, sto lat temu było 15 razy mniej nowotworów skóry. Na wzrost ich liczby wpłynęła zmiana nawyków: korzystanie z solariów, dążenie do absorpcji jak największej ilości promieni słonecznych, bo to zdrowo, a także niekorzystny wpływ dziury ozonowej. Tak więc niszczenie środowiska, chemizacja życia, złe odżywianie – to wszystko razem, a także wiele tzw. środowiskowych czynników ma wpływ na starzenie się skóry, na rozwój nowotworów. Witamina D3 jest potrzebna, ale w okresie letnim do przyswojenia wystarczającej jej ilości wystarcza normalne chodzenie po słońcu, bez opalania się.

Ale dziś przecież niemal każdy krem dla kobiet ma filtr. Czy to nie blokuje produkcji witaminy?

To nie ma wielkiego znaczenia, ilość witaminy D3 będzie w organizmie wystarczająca nawet po użyciu kremu z wysokim filtrem. Nigdy nie ma pełnej ochrony. Uważam, że kwestia witaminy D3 to dziś sprawa rozdmuchana. Oczywiście, jest bardzo potrzebna, ale tak jak ze wszystkim – bez przesady. Mam pacjentów, którzy na skutek niesamowitej presji mediów, reklamy, stosują dietę bezglutenową, bez laktozy, w całości chronią się za pomocą filtrów, a witaminę D3 przyjmują w ogromnych dawkach i uważają, że mają zdrowe nawyki i tak trzeba. Często po badaniach okazuje się, że dieta bez glutenu nie jest im potrzebna, bo nie mają kłopotów z jego przyswajaniem, nie mają też alergii na laktozę. Uważam więc, że wszystko powinno być robione z umiarem.

A co z zespołami genetycznymi, w których bardzo wcześnie występują nowotwory skóry?

Są bardzo niebezpieczne. Jeden z nich, skóra pergaminowa i barwnikowa polega na tym, że dziecka nie można wystawić na słońce nawet na ułamek sekundy, nawet, gdy będzie wysmarowane najwyższym filtrem. Co byśmy jako rodzice nie robili, w wieku 15-16 lat, a czasem wcześniej, dojdzie u niego do rozwoju nowotworów skóry i czerniaka i szybkiego starzenia się skóry. Szesnastoletnia dziewczynka, której zdrowie kontroluję od wielu lat, miała już usuniętych 12 poważnych nowotworów skóry. Te dzieci naprawdę muszą być chowane w ciemności. 

Jaki procent populacji ma skórę pergaminową?

Bardzo niewielki. To jeden przypadek na 1 mln osób. W Polsce cierpi na to schorzenie kilkanaście osób. O tym zespole trzeba jednak mieć wiedzę, żeby szybko go rozpoznać. Każdy dermatolog jest w stanie poprawną diagnozę postawić, a dzieci te trafiają wcześnie do tego specjalisty, bo mama bardzo szybko widzi, że coś jest nie tak. Dziewczynkę, o której opowiadam, „przejąłem” po starszej koleżance, prof. Zofii Olszewskiej, która przed kilkunastu laty od razu po wejściu tego dziecka do gabinetu rozpoznała chorobę ‘xeroderma pigmentosum’, czyli skórę pergaminową i barwnikową. Dzięki temu ta dziewczynka tak długo żyje. Rozpoznane u niej nowotwory są wcześnie diagnozowane i od razu usuwane.

Rozmawiała Beata Igielska, zdrowie.pap.pl

Oparzenie słoneczne zazwyczaj szybko się wyleczy, ale szkodliwe jego skutki mogą pojawić się po latach. O tym, dlaczego i jak należy chronić szczególnie młodą skórę – dzieci i młodzieży – opowiada prof. Andrzej Kaszuba z Kliniki Dermatologii, Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Czy nadmierne naświetlanie dzieci bez żadnych osłon przeciwsłonecznych jest bombą z opóźnionym zapłonem?

Skóra dzieci wystawiona bez protekcji, bez ochrony UV przez kilka godzin na słońce w przyszłości będzie narażona na niebezpieczeństwo poważnych powikłań. Jest cieńsza niż dorosłego, delikatna, skłonna do oparzeń. To ryzyko jest szczególnie wysokie u dzieci z pierwszym i drugim fototypem skóry, czyli ze skórą jasną. My, dermatolodzy, dobrze wiemy, że każde oparzenie skóry w okresie dzieciństwa, nawet to pierwszego stopnia, dokłada się do możliwości powstania czerniaka w przyszłości, najgroźniejszego nowotworu człowieka, nie tylko skóry, bo może on dawać przerzuty do wszystkich narządów. Za ten nowotwór odpowiada liczba oparzeń w młodości, a nie tylko czynniki genetyczne. Oparzenia słoneczne w młodym wieku – do 16.-18. roku życia są bardzo niebezpieczne.

Co więc robić, skoro dziś o filtrach przeciwsłonecznych są nie najlepsze wieści, np. mowa jest o zakazie kąpieli po wysmarowaniu się kremem z filtrem w pobliżu rafy koralowej. Używać ich czy nie?

Używać bezpiecznie dla siebie i środowiska naturalnego. Są też filtry fizyczne, czyli filtry mineralne w postaci mikropigmentów. Odbiją i rozpraszają promieniowanie UV, tworząc tzw. efekt „lustra” dla słońca. Nie działają szkodliwie na środowisko, chronią i przed UVB i przed UVA, a szczególnie przed UVC, a więc najbardziej rakotwórczym promieniowaniem. Jeśli mamy problem z filtrami, są inne proste metody ochronienia naszego dziecka przed słońcem. Np. parasolki rozłożone nad wózkami. W sprzedaży są dostępne ponadto koszulki bawełniane z filtrem UV. Można również założyć dziecku kapelusz z dużym rondem. Takie osłony stosuje się w rejonach świata, gdzie jest największe narażenie na promieniowanie słoneczne i promieniowanie UV – w stanie Queensland w Australii czy w Kalifornii. Tam to jest powszechne zachowanie, a ludzie są nawet przyzwyczajeni do spacerowania po zacienionej stronie ulicy. 

Przed słońcem w naturalny sposób chroni nas melanina, ale proces jej produkcji jest dość długi…

Skórę dzieci i dorosłych dzielimy na sześć podstawowych fototypów zależnie od skłonności do oparzenia i od ilości melaniny w skórze. Fototyp skóry jest na całe życie. Skóra szóstego fototypu jest ciemna, ma najwięcej melaniny, nie reaguje na promienie. W pierwszym fototypie skóra jest najbardziej wrażliwa na oparzenia słoneczne i zawsze ulega poparzeniu przy pierwszych kontaktach ze słońcem. Należy pamiętać, że to właśnie te pierwsze kontakty są najgroźniejsze i najczęściej pod ich wpływem nasza skóra ulega poparzeniu. W drugim, trzecim fototypie po trzech, czterech naświetlaniach wytworzy się bariera melaninowa i jest szansa, że już nie będziemy dalej ulegać poparzeniom. Wszystko zależy jednak od czasu naszego przebywania na słońcu.

Skórę do słońca przyzwyczajmy zatem stopniowo? 

Oczywiście, początkowo na promienie wystawiamy się bardzo krótko, żeby skóry nie oparzyć. Powtarzam – to jest najgroźniejsze. Szczególnie na dziecko uważać powinni ci rodzice, jeśli u członków jego rodziny na skórze występują liczne znamiona. U dziecka może ich jeszcze nie być, ale do 18. roku życia powstają, a potem nawet do 40. roku życia, może ich przybywać. Niektórzy ludzie mogą mieć na ciele do 100, 200, a nawet więcej znamion barwnikowych, które tworzą tzw. zespół znamion dysplastycznych, czyli niebezpiecznych. W przyszłości pod wpływem promieni skumulowanych w okresie dzieciństwa przekształcić się mogą w czerniaka, a w miejscach szczególnie narażonych na słońce mogą powstać najczęstsze nowotwory człowieka, czyli nowotwory skóry.

Tu chodzi również o problem wczesnego starzenia się skóry. O ile bardzo istotnym czynnikiem ryzyka czerniaka jest oparzenie, to rak kolczystokomórkowy czy rak podstawnokomórkowy, podobnie jak stany przedrakowe skóry, powstają na bazie skóry starzejącej się pod wpływem długotrwałego działania słońca, skumulowanych dawek promieniowania, nie zaś pod wpływem wcześniejszych oparzeń. Wszystkie rodzaje promieniowania kumulują się po latach i ich wynikiem jest nie tylko proces starzenia, ale częstsze nowotwory skóry po 50. i 60. roku życia. Współcześnie my, dermatolodzy, obserwujemy nowotwory skóry już u dwudziestopięciolatków, trzydziestolatków. Kiedyś to było nie do pomyślenia.

Jaki czas przebywania na słońcu jest bezpieczny? 20-30 minut?

To zależy od fototypu skóry. Człowiek z fototypem trzecim w pierwszym kontakcie ze słońcem może wystawić się na działanie jego promieni 20-30 minut, fototyp pierwszy tylko 10-15 minut, nie dłużej. Każdy musi poznać wrażliwość swojej skóry. Radziłbym nie opalać się „na hurra”, gdy zdarzy się pierwszy słoneczny dzień. Pamiętajmy też, że najbardziej szkodliwe jest promieniowanie między godziną 11 a 15. Wtedy do skorupy ziemskiej dociera najwięcej promieni UVA i UVB. One mogą mocno oparzyć, co początkowo wydaje nam się niezbyt groźne, ot, takie tam oparzenie. Aby sobie ulżyć, bierzemy się za domowe sposoby: kwaśne mleko, śmietana i uważamy, że jest OK. Tymczasem wcale nie jest OK, bo to jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia naszej skóry w przyszłości.

Z jednej strony mamy mocno zakodowany negatywny wpływ słońca: starzenie się skóry, zmarszczki, czerniaki, o których mówiliśmy, ale z drugiej strony mamy mocno zakodowany jego dobroczynny wpływ na zdrowie: witamina D3, redukcja chorób serca. Jak to pogodzić?

Nasi przodkowie sobie z tym radzili, sto lat temu było 15 razy mniej nowotworów skóry. Na wzrost ich liczby wpłynęła zmiana nawyków: korzystanie z solariów, dążenie do absorpcji jak największej ilości promieni słonecznych, bo to zdrowo, a także niekorzystny wpływ dziury ozonowej. Tak więc niszczenie środowiska, chemizacja życia, złe odżywianie – to wszystko razem, a także wiele tzw. środowiskowych czynników ma wpływ na starzenie się skóry, na rozwój nowotworów. Witamina D3 jest potrzebna, ale w okresie letnim do przyswojenia wystarczającej jej ilości wystarcza normalne chodzenie po słońcu, bez opalania się.

Ale dziś przecież niemal każdy krem dla kobiet ma filtr. Czy to nie blokuje produkcji witaminy?

To nie ma wielkiego znaczenia, ilość witaminy D3 będzie w organizmie wystarczająca nawet po użyciu kremu z wysokim filtrem. Nigdy nie ma pełnej ochrony. Uważam, że kwestia witaminy D3 to dziś sprawa rozdmuchana. Oczywiście, jest bardzo potrzebna, ale tak jak ze wszystkim – bez przesady. Mam pacjentów, którzy na skutek niesamowitej presji mediów, reklamy, stosują dietę bezglutenową, bez laktozy, w całości chronią się za pomocą filtrów, a witaminę D3 przyjmują w ogromnych dawkach i uważają, że mają zdrowe nawyki i tak trzeba. Często po badaniach okazuje się, że dieta bez glutenu nie jest im potrzebna, bo nie mają kłopotów z jego przyswajaniem, nie mają też alergii na laktozę. Uważam więc, że wszystko powinno być robione z umiarem.

A co z zespołami genetycznymi, w których bardzo wcześnie występują nowotwory skóry?

Są bardzo niebezpieczne. Jeden z nich, skóra pergaminowa i barwnikowa polega na tym, że dziecka nie można wystawić na słońce nawet na ułamek sekundy, nawet, gdy będzie wysmarowane najwyższym filtrem. Co byśmy jako rodzice nie robili, w wieku 15-16 lat, a czasem wcześniej, dojdzie u niego do rozwoju nowotworów skóry i czerniaka i szybkiego starzenia się skóry. Szesnastoletnia dziewczynka, której zdrowie kontroluję od wielu lat, miała już usuniętych 12 poważnych nowotworów skóry. Te dzieci naprawdę muszą być chowane w ciemności. 

Jaki procent populacji ma skórę pergaminową?

Bardzo niewielki. To jeden przypadek na 1 mln osób. W Polsce cierpi na to schorzenie kilkanaście osób. O tym zespole trzeba jednak mieć wiedzę, żeby szybko go rozpoznać. Każdy dermatolog jest w stanie poprawną diagnozę postawić, a dzieci te trafiają wcześnie do tego specjalisty, bo mama bardzo szybko widzi, że coś jest nie tak. Dziewczynkę, o której opowiadam, „przejąłem” po starszej koleżance, prof. Zofii Olszewskiej, która przed kilkunastu laty od razu po wejściu tego dziecka do gabinetu rozpoznała chorobę ‘xeroderma pigmentosum’, czyli skórę pergaminową i barwnikową. Dzięki temu ta dziewczynka tak długo żyje. Rozpoznane u niej nowotwory są wcześnie diagnozowane i od razu usuwane.

Rozmawiała Beata Igielska, zdrowie.pap.pl