Medicalpress
W przebiegu choroby Parkinsona przychodzi moment, w którym leczenie tabletkami przestaje zapewniać stabilną kontrolę objawów. Mimo regularnego przyjmowania leków pojawiają się każdego dnia, trwające nawet kilka godzin na dobę tzw. stany off oraz dyskinazy – okresy, kiedy działanie leków słabnie, a chory doświadcza drżenia, niezwykle bolesnej sztywności mięśni, trudności z chodzeniem czy wykonywaniem codziennych czynności. W takich sytuacjach rozwiązaniem może być terapia zaawansowana z wykorzystaniem pomp infuzyjnych, które zapewniają ciągłe podawanie leku i bardziej stabilny poziom dopaminy w organizmie.
Pompy infuzyjne należą do nowoczesnych metod leczenia zaawansowanej choroby Parkinsona. W przeciwieństwie do terapii doustnej, w której stężenie leku w organizmie zmienia się wraz z kolejnymi dawkami, pompa dostarcza lek w sposób ciągły. Dzięki temu możliwe jest ograniczenie wahań działania leczenia, zmniejszenie liczby stanów off oraz poprawa sprawności ruchowej i jakości życia pacjentów. U wielu chorych oznacza to większą samodzielność, możliwość wykonywania codziennych czynności, powrót do aktywności społecznej i rodzinnej oraz odciążenie opiekunów.

Czym jest choroba Parkinsona?

Choroba Parkinsona to postępująca choroba neurodegeneracyjna ośrodkowego układu nerwowego. Jej głównym mechanizmem jest stopniowe obumieranie neuronów produkujących dopaminę w istocie czarnej mózgu. Dopamina odpowiada za płynność ruchów, koordynację oraz kontrolę napięcia mięśniowego. Wraz ze spadkiem jej poziomu pojawiają się charakterystyczne objawy, takie jak spowolnienie ruchowe, sztywność mięśni, drżenie rąk, zaburzenia równowagi czy trudności z wykonywaniem codziennych czynności. Chorobie często towarzyszą także objawy pozaruchowe, m.in. depresja, zaburzenia snu, przewlekłe zmęczenie i lęk.

W Polsce z chorobą Parkinsona żyje około 80-100 tysięcy osób, a każdego roku diagnozę słyszy około 8 tysięcy kolejnych pacjentów.

„Choroba Parkinsona jest chorobą, która znacząco wpływa na jakość życia chorych, nastrój i samopoczucie, dlatego to bardzo istotne, aby była wykrywana na wczesnym etapie. Prawidłowa diagnoza pozwala rozpocząć skuteczne leczenie objawowe, które daje możliwość kontrolowania choroby przez wiele lat. Dzięki temu osoba chora może być czynna zawodowo i kontynuować większość swoich aktywności. Leczenie polega na uzupełnieniu niedoborów dopaminy w mózgu i na początku leczenia pacjenci zwykle obserwują korzystny i stały efekt działania leków doustnych przez cały dzień. Jednak w miarę postępu choroby efekt działania każdej dawki leku trwa coraz krócej. Objawy choroby, takie jak drżenie, spowolnienie ruchów czy problemy z chodzeniem mogą pojawiać się, zanim pacjent zażyje kolejną dawkę leku. Ponadto mogą występować tzw. objawy pozaruchowe, nie wiązane bezpośrednio z chorobą Parkinsona, takie jak napady lęku, bólu czy obniżonego nastroju. Aby skrócić czas trwania okresów, w których leki nie działają, zwiększamy ich dawki i częstotliwość ich podawania oraz dołączamy leki mające na celu przedłużenie działania każdej dawki”- wyjaśnia dr Monika Figura z Kliniki Neurologii Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Gdy tabletki przestają wystarczać

Na początku choroby leczenie doustne zwykle pozwala skutecznie kontrolować objawy. Jednak wraz z jej postępem działanie każdej dawki staje się coraz krótsze, a pacjenci doświadczają coraz częstszych okresów pogorszenia stanu zdrowia. Konieczne jest zwiększanie liczby dawek, co utrudnia codzienne funkcjonowanie i często wiąże się z dodatkowymi ograniczeniami, np. dotyczącymi spożywania posiłków.

To właśnie na tym etapie lekarze rozważają zastosowanie terapii zaawansowanych, w tym leczenia z wykorzystaniem pomp infuzyjnych.

Co może zmienić terapia infuzyjna?

Terapia infuzyjna pomaga chorym na Parkinsona. Tak było w przypadku mamy pani Agnieszki, Początkowo leczenie tabletkami przynosiło bardzo dobre efekty, jednak z czasem konieczne było ciągłe zwiększanie dawek. Mimo przyjmowania leków pięć razy dziennie pojawiały się coraz częstsze stany off, silne bóle i problemy z poruszaniem się. Dużym problemem stały się także ograniczenia związane z terapią doustną.

W kwietniu tego roku pacjentka została zakwalifikowana do terapii zaawansowanej z wykorzystaniem pompy infuzyjnej podającej lek w sposób ciągły. Efekty terapii pojawiły się bardzo szybko, a pacjentka mogła wrócić do czynności, które wcześniej były niemożliwe ze względu na chorobę.

Liczy się właściwy moment wdrożenia terapii

Jak podkreśla dr Monika Figura, opieka nad pacjentem z chorobą Parkinsona wymaga kompleksowego podejścia i uważnej obserwacji momentu, w którym leczenie doustne przestaje być wystarczające.

„Choroba Parkinsona wpływa nie tylko na sprawność ruchową, ale również na psychikę pacjenta, jego relacje rodzinne i codzienne funkcjonowanie. Jest to choroba postępująca w różnym tempie u różnych chorych. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do chorego oraz odpowiednio dobranie leczenia. Celem nowoczesnego leczenia jest nie tylko ograniczenie uciążliwości objawów ruchowych i pozaruchowych, ale także wydłużenie okresu samodzielności i dobrego samopoczucia chorego i odciążenie opiekunów” – mówi dr Figura.

Jak dodaje, ogromne znaczenie ma również wsparcie rodzin: choroba Parkinsona dotyka całego otoczenia pacjenta. Dlatego system opieki powinien uwzględniać potrzeby zarówno chorego, jak i jego bliskich.

Program lekowy zwiększył dostęp do terapii, ale nadal potrzebne są zmiany

„Leczenie chorych z zaawansowaną chorobą Parkinsona jest refundowane w ramach programu lekowego B.90. Program ten znacząco zwiększył dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii zaawansowanych, jednak nadal istnieją istotne bariery ograniczające jego efektywność. Największym wyzwaniem pozostaje zbyt mała liczba neurologów specjalizujących się w chorobie Parkinsona i zaburzeniach ruchowych oraz nierównomierne rozmieszczenie ośrodków prowadzących leczenie, które są skoncentrowane głównie w dużych miastach. W efekcie wielu pacjentów wciąż nie trafia do terapii zaawansowanych wystarczająco wcześnie, a opóźniona kwalifikacja prowadzi do pogorszenia jakości życia, utraty samodzielności oraz ograniczenia dostępnych metod leczenia. Dlatego konieczny jest rozwój sieci wyspecjalizowanych ośrodków oraz poprawa dostępności specjalistów w mniejszych regionach. Dodatkowym problemem są bariery organizacyjne i finansowe programu B.90, w tym niedoszacowanie wyceny świadczeń oraz konieczność finansowania drogich terapii przez szpitale przed uzyskaniem refundacji z NFZ. Pamiętajmy, że wdrożenie terapii zaawansowanej we właściwym czasie pozwala chorym dłużej zachować sprawność, aktywność zawodową i niezależność, co przynosi korzyści zarówno pacjentom, jak i całemu systemowi ochrony zdrowia” – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski, kierownik Kliniki Neurologii Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Źródło: PAP MediaRoom

Zespół Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził pierwsze na świecie chimeryczne przeszczepienie wątroby. Innowacyjny zabieg, wykonany u 47-letniej pacjentki z zaawansowanym nowotworem wątroby, polegał na stworzeniu jednego funkcjonalnego narządu z dwóch fragmentów o różnym pochodzeniu genetycznym – własnej wątroby chorej oraz fragmentu narządu pobranego od zmarłego dawcy. Nowatorska metoda może otworzyć nowe możliwości leczenia pacjentów, którzy dotychczas nie kwalifikowali się do radykalnej operacji.
 
Po raz pierwszy w historii transplantologii jeden przeszczepiony narząd został zbudowany z dwóch fragmentów wątroby o odmiennym pochodzeniu genetycznym – własnego fragmentu pacjentki oraz fragmentu pobranego od zmarłego dawcy. Na zimnym stoliku utworzono z nich jeden funkcjonalny chimeryczny graft wątrobowy, który następnie wszczepiono chorej.

Na czym polega chimeryczne przeszczepienie

Operacja połączyła dwie najbardziej zaawansowane techniki współczesnej transplantologii – autotransplantację oraz allotransplantację. Ze względu na rozległość nowotworu klasyczna resekcja wątroby nie pozwalała na radykalne usunięcie zmian przy jednoczesnym zachowaniu wystarczającej ilości prawidłowo funkcjonującego miąższu – a od tego zależało przeżycie chorej po operacji.

Własna wątroba pacjentki została zatem usunięta z organizmu i poddana resekcji pozaustrojowej. W warunkach chirurgii ex situ, czyli „na bocznym stoliku”, usunięto większość wątroby zajętą przez nowotwór oraz przygotowano zdrową część narządu do ponownego wszczepienia. Pozostawiony własny fragment wątroby był jednak zbyt mały, aby samodzielnie zapewnić bezpieczną funkcję narządu. Został więc połączony na zimnym stoliku z odpowiednio przygotowanym fragmentem wątroby pobranym od zmarłego dawcy. W ten sposób powstał jeden chimeryczny graft, który następnie wszczepiono pacjentce.

Fragment pochodzący od dawcy pełnił rolę czasowego biologicznego wspomagania, umożliwiając regenerację i przerost własnej części wątroby chorej.

Kto wykonał innowacyjną operację

Prof. Michał Grąt opracował koncepcję operacji oraz był operatorem podczas wszystkich jej kluczowych etapów – hepatektomii, resekcji pozaustrojowej, wytworzenia chimerycznego graftu oraz jego wszczepienia. W etapie brzusznym operacji asystowali dr hab. Wacław Hołówko oraz lek. Maryla Turkot. Podczas resekcji pozaustrojowej i przygotowania chimerycznego graftu asystowali dr hab. Wacław Hołówko oraz lek. Agata Konieczka. Podział wątroby pobranej od zmarłego dawcy i przygotowanie fragmentu wykorzystanego do stworzenia chimerycznego graftu wykonali dr Konrad Kobryń oraz lek. Paweł Rykowski. Za znieczulenie pacjentki odpowiadał lek. Dawid Tomasik. W skład zespołu operacyjnego wchodziły również pielęgniarki operacyjne Ewelina Kamińska i Małgorzata Ponichtera oraz pielęgniarki anestezjologiczne Agata Małek i Joanna Podsiadła.

Dzięki bardzo dobrej regeneracji własnej części wątroby 18 maja 2026 roku, zaledwie tydzień po pierwszej operacji, możliwe było wykonanie drugiego zabiegu i usunięcie fragmentu graftu pochodzącego od zmarłego dawcy. W organizmie pacjentki pozostała wyłącznie jej własna, odpowiednio przerośnięta i prawidłowo funkcjonująca wątroba.
Obecnie pacjentka pozostaje w dobrym stanie.

Nowy kierunek w chirurgii wątroby i transplantologii

– Istotą tej operacji było stworzenie na zimnym stoliku jednego funkcjonalnego narządu złożonego z dwóch fragmentów wątroby o odmiennym pochodzeniu genetycznym. Fragment od zmarłego dawcy zapewniał chorej bezpieczną funkcję narządu w okresie, gdy własna część wątroby była jeszcze zbyt mała. Po uzyskaniu odpowiedniego przerostu mogliśmy usunąć część allogeniczną, pozostawiając pacjentkę z jej własną, prawidłowo funkcjonującą wątrobą. W praktyce oznacza to stworzenie nowej koncepcji leczenia wybranych chorych z zaawansowanymi nowotworami wątroby, u których dotychczas nie było możliwości radykalnego leczenia – mówi prof. Michał Grąt.

Chimeryczne przeszczepienie wątroby stanowi unikatowe połączenie chirurgii onkologicznej, transplantologii oraz chirurgii ex situ. Wykorzystuje doświadczenia zdobyte podczas autotransplantacji wątroby, przeszczepiania fragmentów narządu oraz zaawansowanych rekonstrukcji naczyniowych, tworząc całkowicie nową strategię leczenia.

Jest to kolejne przełomowe osiągnięcie Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby WUM. W ostatnich latach zespół kliniki jako pierwszy w Polsce przeprowadził między innymi pierwszą autotransplantację wątroby, pierwsze wspomagające przeszczepienie wątroby oraz rozwinął jedyny w kraju program przeszczepiania fragmentów wątroby od żywych dawców u dorosłych.

Źródło: WUM
Foto: WUM

Warszawski Uniwersytet Medyczny umocnił swoją pozycję w gronie najlepszych uczelni świata. W najnowszym rankingu Center for World University Rankings (CWUR) na 2026 rok WUM zajął 908. miejsce na świecie, poprawiając ubiegłoroczny wynik o osiem pozycji. Oznacza to, że uczelnia znajduje się wśród najlepszych 4,3 proc. spośród ponad 21 tys. ocenianych uniwersytetów globalnie. WUM uplasował się również na 335. miejscu w Europie, 9. miejscu w Polsce oraz 867. miejscu na świecie pod względem osiągnięć naukowych.
Center for World’s University Rankings oceniło 21291 uniwersytetów na świecie. Ranking opiera się na metodologii, która nie bierze pod uwagę ankiet przygotowywanych przez uczelnie, jak ma to miejsce w przypadku innych zestawień.

CWUR wykorzystuje siedem obiektywnych i kluczowych wskaźników pogrupowanych w cztery obszary:

1) Edukacja: na podstawie sukcesów akademickich absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
2) Zatrudnienie absolwentów: na podstawie sukcesów zawodowych absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
3) Kadra naukowa: mierzona liczbą pracowników naukowych, którzy otrzymali najwyższe wyróżnienia naukowe (10%)
4) Badania:
W Polsce pierwsze miejsce przypadło Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, drugie Warszawskiemu, a trzecie AGH.
Wśród monoprofilowych uczelni medycznych w pierwszej dziesiątce jest WUM (9 miejsce) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (8).

Pełen ranking CWUR znajduje się tu:

https://cwur.org/2026.php

Awans Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rankingu CWUR potwierdza rosnącą pozycję uczelni zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. Szczególne znaczenie ma fakt, że ranking opiera się na obiektywnych wskaźnikach związanych z jakością kształcenia, osiągnięciami absolwentów, potencjałem naukowym oraz wpływem prowadzonych badań. Wynik WUM pokazuje, że polskie uczelnie medyczne skutecznie konkurują z najlepszymi ośrodkami akademickimi na świecie, a rozwój działalności naukowej i edukacyjnej przekłada się na coraz silniejszą pozycję polskiej medycyny i nauki w międzynarodowym środowisku akademickim.

Źródło: inf pras

Prezes Rady Ministrów Donald Tusk powołał dr Marię Jessa-Jabłońską na stanowisko zastępcy Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca. Dr Maria Jessa-Jabłońska jest lekarzem medycyny, doktorem nauk medycznych i absolwentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W swojej pracy będzie koncentrować się m.in. na zagadnieniach związanych z psychiatrią, bezpieczeństwem pacjenta, oraz współpracą międzynarodową.
Dr Maria Jessa-Jabłońska ma wieloletnie doświadczenie medyczne, naukowe i organizacyjne. W przeszłości była nauczycielem akademickim i asystentem naukowym w Zakładzie Farmakologii i Fizjologii Układu Nerwowego, a także lekarzem w Oddziale Neurologii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Następnie kierowała działami medycznymi w globalnych firmach farmaceutycznych w Polsce i we Francji. Jest również autorką licznych publikacji naukowych z dziedziny farmakologii.

W Biurze Rzecznika Praw Pacjenta szczególne znaczenie będzie miało jej doświadczenie w obszarze opieki psychiatrycznej i neurologii, a także praktyczna znajomość systemów opieki zdrowotnej, standardów medycznych oraz zasad etyki i zgodności z przepisami. Jednym z ważnych obszarów jej pracy będzie wzmacnianie działań dotyczących bezpieczeństwa pacjenta, w tym współpraca z ekspertami, instytucjami publicznymi, organizacjami pacjenckimi i środowiskiem medycznym.

Nowa zastępczyni Rzecznika Praw Pacjenta będzie również wspierać działania Biura w zakresie współpracy instytucjonalnej i spraw międzynarodowych.

Powołanie dr Marii Jessa-Jabłońskiej wzmacnia ekspercki wymiar działalności Rzecznika Praw Pacjenta, szczególnie w obszarach wymagających łączenia wiedzy medycznej, doświadczenia organizacyjnego oraz wrażliwości na potrzeby pacjentów.

Źródło: RPP
Foto: RPP

Sześćdziesiąt lat temu, 26 stycznia 1966 roku, w Akademii Medycznej w Warszawie dokonano pierwszego w Polsce udanego przeszczepienia nerki. W murach Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, to wydarzenie wybrzmiało na nowo podczas sympozjum poświęconego teraźniejszości i przyszłości transplantacji nerek. Było to nie tylko jubileuszowe wspomnienie, lecz także próba odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierza ta jedna z najbardziej wymagających dziedzin medycyny.
Jak podkreślił przewodniczący komitetu naukowego i organizacyjnego konferencji prof. Zbigniew Gałązka, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej, Endokrynologicznej i Transplantacyjnej UCK WUM, 26 stycznia 1966 roku odbyła się pierwsza w naszym kraju udana transplantacja nerki przeprowadzona przez specjalistów z Akademii Medycznej w Warszawie i był to przełom w historii polskiej medycyny. Od tego momentu rozpoczął się bardzo dynamiczny rozwój transplantologii w Polsce.

Sympozjum było okazją do przypomnienia pionierów tej drogi. Jedna z sesji została poświęcona profesorom Janowi Nielubowiczowi i Tadeuszowi Orłowskiemu, których wspominali uczniowie i współpracownicy. Z relacji wyłonił się obraz profesora Nielubowicza jako wizjonera, człowieka obdarzonego wieloma talentami, który podkreślał, że nie ma nic lepszego niż ludzki umysł i który rozwiązania podpatrzone w najlepszych ośrodkach świata starał się natychmiast wdrażać w swojej klinice. Jak zaznaczył prof. Sławomir Nazarewski, Jan Nielubowicz był postacią wyjątkową, miał wielkie marzenia, które potrafił wprowadzić w życie i pozostawił po sobie ogrom dorobku i ważnych prac.

Profesora Tadeusza Orłowskiego wspominano jako profesjonalistę w każdym calu, z ogromną wiedzą i doświadczeniem, który chętnie dzielił się nimi z innymi. Był wymagającym dydaktykiem i szefem, a jednocześnie poświęcał wiele czasu pacjentom i młodym adeptom medycyny. Jak powiedział prof. Andrzej Górski, jako lekarz, naukowiec i organizator był najwybitniejszą i najważniejszą postacią, jaką dane mu było spotkać.

Rektor WUM prof. Rafał Krenke zwrócił uwagę na ciągłość pokoleń i odpowiedzialność współczesnych lekarzy oraz naukowców. Podkreślił, że jesteśmy winni ogromną wdzięczność i szacunek wszystkim tym, którzy przez lata budowali fundamenty do rozwoju przeszczepiania narządów nie tylko na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, ale w całej Polsce i na świecie. Wyraził również nadzieję, że uda się zrobić jak najwięcej, aby następcy startowali z jak najwyższego poziomu.

Druga i trzecia część sympozjum pokazały współczesną transplantologię jako dziedzinę, która stale się rozwija i mierzy z coraz bardziej złożonymi wyzwaniami. Prof. Krzysztof Mucha przypomniał, że obecnie długość życia pacjenta po przeszczepieniu nerki wynosi między 8 a 12 lat, choć pod opieką polskich lekarzy są pacjenci, którym nerkę przeszczepiono ponad 40 lat temu. Zwrócił uwagę, że 80 procent powikłań po transplantacji jest związanych z immunosupresją, niezależnie od przeszczepianego narządu. Dodał również, że nowotwory dotyczą 49 procent pacjentów po przeszczepieniu, a ryzyko nawrotu chorób nerek po 10 latach od transplantacji dotyczy 15 procent chorych. Co dziewiąta osoba oczekująca dziś na przeszczep nerki wymaga retransplantacji, a 26 procent z nich stanowią osoby powyżej 65 roku życia, często z co najmniej dwiema chorobami towarzyszącymi. Profesor podkreślił jednak, że mimo licznych problemów klinicznych wiedza i doświadczenie polskich ośrodków są ogromne i pozwalają skutecznie radzić sobie z tymi wyzwaniami.

Prof. Zbigniew Gałązka, odnosząc się do perspektywy chirurga naczyniowego, przywołał słowa jednego z angielskich chirurgów, który mówił, że żyjemy tak długo, jak nasze naczynia. Zmiany miażdżycowe mogą stanowić względne przeciwwskazanie do przeszczepienia nerki oraz zwiększać ryzyko powikłań sercowo naczyniowych, jednak odpowiednie przygotowanie chirurgiczne może umożliwić kwalifikację także pacjentów z zaawansowanymi zmianami.

Jednym z najbardziej nowatorskich tematów była autotransplantacja wątroby, o której mówił prof. Michał Grąt. Wyjaśnił, że koncepcja autotransplantacji wątroby to crème de la crème transplantologii i chirurgii wątroby, czyli przesuwanie granic najczęściej w chirurgii onkologicznej, w sytuacjach, gdy zmiana ogniskowa jest uznawana za nieresekcyjną, a jej wycięcie jest konieczne. W takich przypadkach możliwe jest wycięcie i naprawienie narządu, a następnie przeszczepienie go jako autograftu, bez ograniczeń wynikających z liczby dostępnych narządów.

Podczas sympozjum mówiono także o przeszczepieniach od żywych dawców, metodach małoinwazyjnych, współpracy w transplantologii dziecięcej, roli POLTRANSPLANT w systemie, nowych strategiach pozyskiwania i przeszczepiania nerek, ksenotransplantacjach oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji w transplantologii. Wystąpienia potwierdziły silną pozycję WUM jako ośrodka skoncentrowanego na podnoszeniu standardów opieki nad pacjentami.

Sześćdziesiąt lat po pierwszym udanym przeszczepieniu nerki transplantologia w Polsce pozostaje dziedziną wymagającą, dynamiczną i ambitną. Jubileuszowe sympozjum pokazało, że historia jest tu punktem wyjścia, a nie zamkniętym rozdziałem.

Źródło: WUM
Foto: WUM

Z danych GUS wynika, że na koniec 2024 roku w skład zespołów ratownictwa medycznego w Polsce wchodziło prawie 13 tys. pracowników, z czego 11,4 tys. to ratownicy medyczni. Najwięcej z nich wykonywało swój zawód w województwie mazowieckim – 2741, a najmniej w lubuskim – 513. Nie brakuje chętnych do studiowania ratownictwa medycznego na polskich uczelniach. Eksperci podkreślają, że jest to dla nich atrakcyjna ścieżka kariery, a Polska znajduje się w czołówce europejskiej pod względem ich przygotowania zawodowego.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego „Pomoc doraźna i ratownictwo medyczne w 2024 roku” wskazuje, że w 2024 roku w ramach systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne funkcjonowało 1664 zespołów ratownictwa medycznego (ZRM). Udzieliły one pomocy w miejscu zdarzenia 3,2 mln osób (o 13 proc. więcej r/r).

Z danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego wynika z kolei, że w 2025 roku w Państwowym Ratownictwie Medycznym odnotowano nieco ponad 5 mln zgłoszeń, z czego blisko 3,4 mln zostało przyjętych. Około 2,5 mln z nich dotyczyło wezwań do domu pacjenta. Najwięcej wyjazdów zrealizowanych przez ZRM dotyczyło Mazowsza, gdzie było ich 512 509, oraz województwa śląskiego (456 417).

 Obserwujemy zainteresowanie pracą ratowników medycznych. Wiemy, że jest wielu studentów, którzy zresztą odbywają praktyki w naszej instytucji. Jest to atrakcyjny zawód, który daje dużo satysfakcji, i nie narzekamy na brak kadry. Personel, który mamy, jest świetnie przygotowany. Wiedza kandydatów, którzy zgłaszają się do nas do pracy, jest bardzo duża – mówi agencji Newseria dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W roku akademickim 2025/2026 na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym ratownictwo medyczne na studiach pierwszego stopnia chciało studiować 568 osób, jednak miejsc było jedynie 120. Ponadto wśród zakwalifikowanych kandydatów 52 proc. stanowiły kobiety. Natomiast na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie miejsc było 50, a chętnych – 372, co daje ponad siedem osób na miejsce. Na
Gdańskim Uniwersytecie Medycznym odnotowano 5,7 kandydatów na jedno miejsce.

– Ratownictwo medyczne to bardzo atrakcyjny kierunek, oczywiście wszystko zależy od predyspozycji i preferencji każdego medyka. Obserwujemy pasję u wielu osób i chęć  ciągłego podnoszenia kwalifikacji, co jest szczególnie cenne dla pacjentów – mówi dr Karol Bielski.

Jak podkreśla ekspert, zawód ratownika medycznego jest dobrze uregulowany.

– Niedawno powstał samorząd zawodowy ratowników medycznych, więc jest to grupa zawodowa, która została dostrzeżona i ma już ugruntowaną pozycję w świecie medycznym. Teraz należałoby się skupić na utrzymaniu tego niesamowicie wysokiego standardu bycia w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o wiedzę i przygotowanie zawodowe – podkreśla dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W grudniu 2025 roku posłanka PSL Agnieszka Maria Kłopotek skierowała interpelację do ministra zdrowia, w której zwróciła uwagę na kwestie uznawania kompetencji z zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP) zdobywanej na studiach licencjackich. W trakcie studiów studenci zdają egzaminy obejmujące taki sam zakres wiedzy i umiejętności, jaki wymagany jest od ratowników po ukończeniu 66-godzinnego kursu KPP, jednak nie otrzymują formalnego potwierdzenia tych kompetencji. Jak podkreśla, w praktyce oznacza to, że studenci i absolwenci ratownictwa medycznego, mimo posiadania odpowiedniego przygotowania, nie mogą się wykazać uprawnieniami KPP w sytuacjach, w których wymagane jest formalne potwierdzenie kwalifikacji, np. przy współpracy z podmiotami spoza systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.

W odpowiedzi na interpelację Ministerstwo Zdrowia podkreśliło, że zgodnie z ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym ratownik posiadający kwalifikacje wymagane dla tego zawodu, realizujący doskonalenie zawodowe, ma uprawnienia do udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy bez obowiązku ukończenia kursu lub szkolenia w zakresie KPP.

 Wydaje mi się, że automatyczne uznawanie kwalifikacji w zakresie KPP wszystkim absolwentom kierunków ratownictwo medyczne wydaje się dobrym pomysłem. Jeśli mówimy o pracy w profesjonalnej jednostce jak nasza, to wymagany jest tytuł zawodowy ratownika medycznego. Mamy szereg instytucji, które nawet formalnie korzystają z pomocy osób po kursach kwalifikowanej pierwszej pomocy, posiadających kompetencje ratownika – tłumaczy dr Karol Bielski. – Zawód ratownika medycznego jest czymś odrębnym od ratownika z ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, który ma kwalifikację pierwszej pomocy, jest po kursie i egzaminie z KPP. Takie osoby świetnie się przydają w Policji, jednostkach współpracujących w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego, w WOPR-ze, GOPR-ze, OSP i Straży Pożarnej, więc bezwzględnie jest to dobry pomysł.

Źródło: Newseria

Zapalenie mięśnia sercowego to choroba, która najczęściej pojawia się u ludzi młodych, aktywnych zawodowo, a jej skutki mogą być dramatyczne – od ciężkiej niewydolności serca po groźne zaburzenia rytmu. Mimo rosnącej wiedzy diagnostycznej, wciąż brakuje terapii, które byłyby jednoznacznie potwierdzone naukowo i mogłyby znaleźć się w międzynarodowych zaleceniach. Teraz pojawia się szansa na przełom – polski projekt IMPROVE-MC ma dostarczyć dowodów, które mogą zmienić standard leczenia tej choroby nie tylko w Polsce, ale i na świecie.
Badanie, finansowane przez Agencję Badań Medycznych, prowadzone jest przez Warszawski Uniwersytet Medyczny we współpracy z czołowymi krajowymi i zagranicznymi ośrodkami kardiologicznymi. Celem jest ocena skuteczności i bezpieczeństwa leczenia immunosupresyjnego u pacjentów z wiruso-negatywnym zapaleniem mięśnia sercowego lub kardiomiopatią zapalną.

„Potwierdzenie skuteczności i bezpieczeństwa leczenia immunosupresyjnego u pacjentów z zapaleniem mięśnia sercowego ma fundamentalne znaczenie, ponieważ pozwoli to na uzyskanie pierwszej na świecie potwierdzonej naukowo terapii, która może uzyskać miejsce w międzynarodowych rekomendacjach (…). To są niezwykle ważne parametry wskazujące na jakościowe badanie kliniczne, na podstawie którego można wyciągać wnioski i tworzyć światowe rekomendacje” – podkreśla prof. dr hab. n. med. Marcin Grabowski, główny badacz projektu.

Jak przebiega badanie?

Do udziału zostanie włączonych 100 pacjentów w wieku 18–65 lat, u których biopsja serca potwierdziła wiruso-negatywne zapalenie mięśnia sercowego. Kryteria obejmują również obniżoną frakcję wyrzutową lewej komory (≤45%) lub poważne arytmie oporne na leczenie. Uczestnicy badania są losowo przydzielani do grupy otrzymującej leczenie immunosupresyjne (prednizon i azatiopryna) lub placebo, przy standardowej terapii. Leczenie potrwa rok, a następnie zaplanowano kolejne 12 miesięcy obserwacji.
„Jednostka chorobowa nie jest bardzo rzadka (…). Problemem jest natomiast duża heterogenność tej populacji i trudności diagnostyczne (…). Zapalenie mięśnia sercowego jest rozpoznaniem histopatologicznym, wiec ostateczne postawienie rozpoznania wymaga biopsji serca, która w Polsce wciąż jest bardzo rzadko wykorzystywana” – zaznacza prof. Krzysztof Ozierański, współtwórca projektu.

Współpraca międzynarodowa i wysoka jakość

Projekt IMPROVE-MC powstał przy ścisłej współpracy z ekspertami z Uniwersytetu w Padwie – autorami europejskich wytycznych dotyczących tej choroby. Konsultacje ze światowymi liderami sprawiły, że protokół badania od samego początku nie wymagał modyfikacji.
„Międzynarodowa współpraca umożliwiła opracowanie jakościowego projektu, skupiającego się na realnym problemie (…). To też jest dla nas istotnym powodem do satysfakcji, że własnymi siłami, nie mając ogromnego zaplecza komercyjnej firmy farmaceutycznej, oddolnie stworzyliśmy badanie kliniczne, które pomimo już prawie 6 lat realizacji, wciąż jest aktualne i działa” – mówi dr hab. Agata Tymińska.
W badaniu wykorzystuje się centralną ocenę w tzw. core labach, obejmującą m.in. echo serca, rezonans magnetyczny i biopsję. To gwarantuje wiarygodność wyników i porównywalność danych.

Dlaczego to badanie jest przełomowe?

IMPROVE-MC ma szansę wypełnić ogromną lukę w wiedzy i praktyce klinicznej. Do tej pory brakowało badań wieloośrodkowych z randomizacją i odpowiednią liczebnością pacjentów, które mogłyby stanowić podstawę do tworzenia rekomendacji międzynarodowych. Jeśli skuteczność terapii immunosupresyjnej zostanie potwierdzona, wyniki badania znajdą odzwierciedlenie w wytycznych leczenia zapalenia mięśnia sercowego i kardiomiopatii zapalnej, zmieniając podejście do tej trudnej jednostki chorobowej.

Dzięki wsparciu Agencji Badań Medycznych możliwe jest przeprowadzenie projektu o skali unikatowej w kraju i rzadkiej na świecie. To przykład badania, które łączy zaawansowaną diagnostykę, międzynarodowe partnerstwo i realną perspektywę poprawy rokowania pacjentów.

Źródło: ABM

Nowotwory to jedno z największych wyzwań współczesnej medycyny – każdego roku w Polsce diagnozę słyszy ponad 170 tysięcy osób. Skuteczność terapii w dużej mierze zależy od trafnej diagnozy i jak najdokładniejszego prognozowania przebiegu choroby. To właśnie w tym obszarze coraz większe znaczenie zaczyna odgrywać sztuczna inteligencja (AI), która ma szansę zrewolucjonizować onkologię.
Na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym ruszył właśnie projekt „Sztuczna inteligencja w prognozowaniu wyników leczenia nowotworów jamy brzusznej – wdrażanie metod uczenia maszynowego i głębokiego uczenia do kompleksowej analizy obrazów medycznych”, kierowany przez dr. Krzysztofa Bartnika z II Zakładu Radiologii Klinicznej WUM. Badania koncentrują się na raku wątrobowokomórkowym – najczęstszym pierwotnym nowotworze wątroby i jednym z najtrudniejszych do leczenia nowotworów jamy brzusznej. Projekt realizowany jest we współpracy z Politechniką Warszawską i Duke University (USA), a finansowanie zapewniło Narodowe Centrum Nauki w ramach programu SONATINA.

„Rozpoczynamy właśnie projekt, w którym zastosujemy AI do prognozowania przebiegu chorób onkologicznych. Skupimy się na raku wątrobowokomórkowym, który pozostaje jednym z najpoważniejszych wyzwań w onkologii. Niemniej jednak modele, które opracujemy, będą tak przygotowywane, aby mogły znaleźć zastosowanie również w innych nowotworach jamy brzusznej. Wszystko po to, aby wesprzeć planowanie leczenia oraz uczynić je bardziej spersonalizowanym” – podkreśla dr Bartnik.

Dlaczego AI może zmienić onkologię?

Tradycyjne metody prognozowania, oparte na prostych cechach guza, takich jak jego rozmiar czy tempo wzrostu, często okazują się niewystarczające. U dwóch pacjentów z pozornie podobnym guzem przebieg choroby może być zupełnie różny. Wpływ mają na to inne czynniki – m.in. stan wątroby, choroby współistniejące, podtyp biologiczny raka czy reakcja na wcześniejsze leczenie. To pokazuje, że prognozowanie wymaga bardziej złożonych narzędzi niż te używane dotąd.

Współczesne badania obrazowe – tomografia komputerowa (CT) i rezonans magnetyczny (MRI) – dostarczają ogromnych ilości danych. Analiza obejmuje nie tylko obraz samego guza, ale także szczegółowe cechy takie jak struktura, unaczynienie czy dynamika kontrastowania. Problem w tym, że w praktyce klinicznej radiolodzy wykorzystują zwykle tylko część dostępnych informacji. AI ma szansę to zmienić.

„W strukturze, kształcie, unaczynieniu czy dynamice zmian guzów kryją się wskazówki, które mogą pomóc przewidzieć przebieg choroby i odpowiedź na leczenie. To oznacza, że odpowiednio zaawansowana analiza obrazów – na przykład z użyciem sztucznej inteligencji – może otworzyć nowy rozdział w spersonalizowanej onkologii” – wyjaśnia dr Bartnik.

Deep learning, machine learning i foundation models

Projekt zakłada połączenie metod głębokiego uczenia (deep learning) i uczenia maszynowego (machine learning). Pierwsze z nich umożliwia komputerom samodzielne rozpoznawanie wzorców i zależności w danych, drugie – bazuje na cechach zdefiniowanych przez ekspertów, takich jak kształt guza czy tekstura tkanek. Dzięki temu modele mogą przewidywać m.in. długość życia pacjenta czy czas wolny od progresji choroby.

Nowością będzie także wykorzystanie tzw. foundation models – algorytmów trenowanych na ogromnych i zróżnicowanych zbiorach danych, które można dostosowywać do różnych zadań, od segmentacji po prognozowanie wyników leczenia. Podczas wizyty na WUM prof. Maciej Mazurowski, kierujący Duke Center for Artificial Intelligence in Radiology, mówił m.in. o projekcie The Human Body Project, którego celem jest stworzenie kompleksowego modelu AI dla całego ludzkiego ciała. Rozwiązania te będą wspierały także warszawski projekt.

Co oznacza to dla pacjentów?

Celem badania jest stworzenie nowej klasy modeli prognostycznych dla raka wątroby, a następnie sprawdzenie ich skuteczności także w innych nowotworach jamy brzusznej. Powstanie unikalny zbiór danych MRI pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym, który będzie udostępniany społeczności naukowej. Zastosowane zostaną również metody federated learning, pozwalające trenować algorytmy na danych z wielu ośrodków bez konieczności ich przesyłania – to ważne z punktu widzenia ochrony prywatności pacjentów.

Jak podkreśla dr Bartnik, realizacja projektu „poprawi jakość predykcji przebiegu choroby i skuteczności leczenia, a także zmniejszy obciążenia radiologów dzięki automatyzacji analiz”. To także szansa na silniejszą współpracę interdyscyplinarną – pomiędzy lekarzami, informatykami, biologami i inżynierami.

Sztuczna inteligencja, która jeszcze kilka lat temu była tematem futurystycznych rozważań, staje się dziś narzędziem realnie wspierającym diagnostykę i leczenie. W przypadku raka wątroby – choroby trudnej, często wykrywanej późno i obarczonej złym rokowaniem – może oznaczać to nową nadzieję dla pacjentów i ich rodzin.

Źródło: WUM

Warszawski Uniwersytet Medyczny uruchomił pionierski w Polsce program oceny bezpieczeństwa i efektywności implantacji cewników centralnych wprowadzanych przez żyłę obwodową (PICC) przez wyspecjalizowany zespół pielęgniarski pod nadzorem lekarzy. To rozwiązanie od lat stosowane w wielu krajach Europy, gdzie wskaźnik powodzenia sięga 90–99%, a czas oczekiwania na zabieg skraca się nawet o 40%.
„Musimy mieć świadomość, że każdy cewnik naczyniowy – niezależnie od rodzaju – wiąże się z pewnym ryzykiem powikłań. Dotyczy to zarówno popularnych, krótkich kaniul obwodowych, jak i cewników centralnych. Dlatego kluczowe jest indywidualne podejście do pacjenta i dobór najbardziej odpowiedniego dostępu naczyniowego” – mówi dr Maciej Latos, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarstwa Infuzyjnego i reprezentant Polski w Global Vascular Access Network. Podkreśla, że cewniki PICC są w Polsce stosowane zbyt rzadko, m.in. z powodu przestarzałej wyceny procedury przez NFZ.

„Z dotychczasowych danych oraz międzynarodowych doświadczeń wynika, że umożliwienie personelowi pielęgniarskiemu wykonywania procedury wprowadzania PICC znacząco poprawia bezpieczeństwo pacjentów, skraca czas rozpoczęcia terapii i zwiększa efektywność całego systemu” – dodaje dr Latos.

PICC to nowoczesna alternatywa dla tradycyjnych cewników centralnych. Zakładane przez żyły obwodowe ramienia i wprowadzane pod kontrolą USG, minimalizują ryzyko powikłań, a z tej formy terapii mogą korzystać również pacjenci z zaburzeniami krzepnięcia. „Taki model opieki jest nie tylko zgodny z międzynarodowymi standardami, jak Infusion Therapy Standards of Practice, ale też korzystny z punktu widzenia organizacji pracy szpitala” – podkreśla dr Latos.

Według dr. Andrzeja Tytuły, wiceprezesa Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, „potrzebujemy przestrzeni, w której eksperci z różnych środowisk wspólnie zaprojektują nowoczesny system opieki. W krajach, które już wdrożyły ten model, skuteczność sięga nawet 99%, a czas oczekiwania na zabieg skraca się średnio o 30–40%”.

Badanie w Centralnym Szpitalu Klinicznym UCK WUM prowadzone jest przez zespół interdyscyplinarny pod kierownictwem dr. Bartosza Sadownika i dr. Macieja Latosa. W European Journal of Infusion Nursing badacze podkreślają: „Działania podejmowane przez nasz zespół stanowią krok w stronę europejskich standardów, opartych na optymalnym wykorzystaniu potencjału zespołów pielęgniarskich”.

„Powiedzmy sobie szczerze: z medycznego punktu widzenia to badanie nie jest innowacyjne. Cewniki PICC są od lat z powodzeniem wprowadzane przez lekarzy i pielęgniarki w wielu krajach Europy i świata. Tym, co robimy inaczej, jest zbliżenie się do europejskich standardów poprzez powierzenie tej procedury wysoko wyspecjalizowanej pielęgniarce – w trakcie badania – pod nadzorem lekarza specjalisty” – zaznacza dr Latos.

WUM już dziś przeprowadza około 1500 takich procedur rocznie, a zespół pielęgniarski rozwija kompetencje w dostępie naczyniowym, prowadząc kursy, staże i szkolenia dla pielęgniarek i lekarzy. „Jeśli mamy wprowadzać zmiany w sposób bezpieczny i kompleksowy, nie ma innej drogi niż współpraca – od planowania, przez realizację, aż po podsumowanie każdej inicjatywy” – podsumowuje dr Latos.

Jeśli wyniki pilotażu potwierdzą skuteczność i bezpieczeństwo procedury, może to oznaczać początek nowego modelu opieki w Polsce. Dla pacjentów będzie to szansa na szybszy dostęp do terapii, dla pielęgniarek – poszerzenie kompetencji, a dla całego systemu – efektywniejsze wykorzystanie zasobów.

Źródło: Newseria

Lekarzom z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego udało się dokonać operacji, która już teraz uznawana jest za unikatową w skali światowej. Życie 18-letniego pacjenta z ciężkim zespołem wątrobowo-płucnym zostało uratowane dzięki połączeniu przeszczepu wątroby z rekordowo długą terapią pozaustrojowego natleniania krwi (ECMO). To historia nie tylko dramatycznej walki o życie, ale także triumfu wiedzy, współpracy i technologii.
 
Transplantacja wątroby odbyła się 9 stycznia 2025 roku. Organ pochodził od zmarłego dawcy. Stan młodego pacjenta był jednak tak ciężki – marskość wątroby, nadciśnienie wrotne i zespół wątrobowo-płucny – że klasyczna wentylacja mechaniczna okazała się niewystarczająca. Jedynym rozwiązaniem było zastosowanie terapii ECMO w wariancie żylno-żylnym.

Leczenie trwało aż 48 dni, z krótką przerwą dziewięciodniową, co czyni je jednym z najdłuższych zastosowań tej technologii u dorosłych pacjentów po przeszczepieniu wątroby.

Dane z literatury medycznej pokazują, jak niezwykły jest ten przypadek: dotąd na świecie opisano jedynie siedem podobnych operacji, a przeżyło zaledwie pięciu pacjentów. WUM podkreśla: „Uratowanie życia tej młodej osoby, która bez przeszczepienia wątroby nie miała szans na przeżycie, jest sukcesem polskiej medycyny na skalę światową.”

Triumf możliwy był dzięki zaangażowaniu wielu zespołów – transplantologów, kardiochirurgów, kardiologów, hepatologów, anestezjologów, chirurgów naczyniowych, endoskopistów i radiologów. Pacjent był intensywnie monitorowany i leczony w Oddziale Intensywnej Terapii Chirurgicznej, a opiekę wspierali także hepatolodzy.

Dziś, kilka miesięcy po operacji, 18-latek czuje się dobrze. Nie wystąpiły u niego powikłania neurologiczne, a we wrześniu planuje powrót do nauki. To dowód, że determinacja lekarzy, odwaga podjęcia nowatorskich decyzji oraz najwyższej klasy technologia mogą przywrócić życie nawet w sytuacji, gdy wydaje się ono stracone.

Historia młodego pacjenta z Warszawy to opowieść o granicach, które w medycynie można przesunąć. To także przypomnienie, jak wielką wagę ma dostęp do przeszczepów i rozwój nowoczesnych terapii. Ten sukces pokazuje, że polska medycyna nie tylko nadąża za światowymi trendami, ale potrafi je współtworzyć.

Źródło: WUM

Warszawski Uniwersytet Medyczny poinformował o przeprowadzeniu pierwszych w Polsce i jednych z pierwszych w Europie zabiegów przezcewnikowej implantacji zastawki mitralnej z wykorzystaniem najnowszego systemu Sapien M3. Jak podkreślają lekarze, otwiera to zupełnie nowe perspektywy terapii dla grupy pacjentów, którzy do tej pory – ze względu na ograniczenia kliniczne i anatomiczne – nie mieli realnych szans na skuteczne leczenie.
Procedury przeprowadzono w I Katedrze i Klinice Kardiologii WUM kierowanej przez prof. Marcina Grabowskiego. Zabiegowi poddano dwie pacjentki z ciężką niedomykalnością zastawki mitralnej, u których klasyczna operacja kardiochirurgiczna niosła bardzo wysokie ryzyko, a dostępne dotąd techniki przezcewnikowe nie mogły być zastosowane.

Nad całością czuwał zespół specjalistów. Badanie echokardiograficzne przezprzełykowe prowadził dr hab. med. Piotr Ścisło, a wśród operatorów znaleźli się dr Adam Rdzanek, prof. Zenon Huczek i prof. Janusz Kochman. Zespół wspierała anestezjolog dr Renata Andrzejewska oraz lekarze kliniczni: dr Ewa Pędzich, dr Ewa Ostrowska, prof. Agnieszka Kapłon-Cieślicka, dr Jan Sobieraj, dr Adam Piasecki, prof. Mariusz Tomaniak, a także pielęgniarki i technicy – Monika Cyran, Grażyna Drozdowska, Agnieszka Popławska, Stanisław Drozdowski i Katarzyna Michalska.

– „System Sapien M3 to przełomowe urządzenie, wykorzystujące ponad 20-letnie doświadczenia w zakresie małoinwazyjnych terapii wad zastawkowych. Dostępny od zaledwie kilku miesięcy, jako jedyny umożliwia całkowicie przezcewnikową, nieoperacyjną implantację zastawki mitralnej. Jego wprowadzenie do praktyki klinicznej otwiera nowe perspektywy terapii dla dużej grupy objawowych pacjentów, dla których dotychczas, ze względu na ograniczenia kliniczne i anatomiczne, nie dysponowaliśmy skutecznymi możliwościami leczenia” – wyjaśnia dr Adam Rdzanek.

To kolejne pionierskie osiągnięcie zespołu WUM, który w ostatnich latach wielokrotnie wykonywał zabiegi po raz pierwszy w tej części Europy. Dzięki zgromadzonemu doświadczeniu klinika jest dziś jedynym miejscem w Polsce, gdzie dostępne są wszystkie najważniejsze formy terapii przezcewnikowej u pacjentów z najtrudniejszymi wadami zastawki mitralnej i trójdzielnej.

Przeprowadzone procedury nie tylko potwierdzają wiodącą rolę WUM w dziedzinie kardiologii interwencyjnej, ale także dają nadzieję pacjentom, dla których do niedawna jedyną perspektywą była terapia paliatywna.

Źródło: WUM

14 lipca 1975 roku szpital przy ulicy Banacha 1a w Warszawie przyjął pierwszych pacjentów. Tego samego dnia wykonano też pierwszy zabieg operacyjny. Po niemal 19 latach budowy najnowocześniejszy i największy wówczas szpital w Polsce został oficjalnie otwarty. Pół wieku później, Centralny Szpital Kliniczny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia w krajowej i europejskiej opiece szpitalnej.
Choć od sześciu lat formalnie jest częścią struktury UCK WUM, dla wielu pacjentów pozostaje po prostu „szpitalem na Banacha”. Od początku swojej działalności łączy funkcję wiodącego ośrodka leczniczego z intensywną aktywnością naukową i dydaktyczną. Kształci studentów Wydziału Lekarskiego, przyszłe pielęgniarki i inne osoby przygotowujące się do pracy w ochronie zdrowia.

UCK WUM, w którego skład wchodzi CSK, to jeden z największych szpitali w Polsce, o najwyższym stopniu referencyjności. Trafiają tu pacjenci w najtrudniejszych sytuacjach zdrowotnych z całego kraju. Od pierwszych chwil swojej działalności jednostka ta podąża za nowymi trendami naukowymi, inwestuje w najnowocześniejsze narzędzia diagnostyczne, nieustannie dokształca kadry i dba o najwyższy standard leczenia oraz skuteczną opiekę nad pacjentami.

Obecnie szpital dysponuje powierzchnią 85 tys. m². Na tym obszarze funkcjonuje 17 Klinik, Centralny Blok Operacyjny z 21 salami, 5 Zakładów, Izba Przyjęć, Apteka Szpitalna oraz Uniwersyteckie Centrum Medycyny Laboratoryjnej. Placówka oferuje 980 łóżek, a w 2024 roku przyjęła 66 866 pacjentów. Oprócz hospitalizacji realizowana jest także szeroka opieka ambulatoryjna – w 25 poradniach Przychodni Specjalistycznej Banacha przyjmowanych jest rocznie ponad 147 tysięcy pacjentów.

Na przestrzeni dekad to właśnie w tym szpitalu dokonywano licznych przełomów medycznych. W 1988 roku przeprowadzono tu pierwsze w Polsce jednoczasowe przeszczepienie nerki i trzustki. Cztery lata później – pierwszą laparoskopową operację wycięcia pęcherzyka żółciowego. W 2002 roku zrealizowano pierwsze przeszczepienie wątroby od żywego dorosłego dawcy dla żywego dorosłego biorcy, a w 2003 roku – pierwsze w Polsce pobranie nerki od żywego dawcy z wykorzystaniem małoinwazyjnej techniki videoskopowej.

W 2004 roku miała tu miejsce światowa premiera medyczna – jednoczesne przeszczepienie trzech jednostek krwi pępowinowej u pacjenta z ostrą białaczką limfoblastyczną z chromosomem Filadelfii. Sześć lat później wykonano wszczepienie obustronnych implantów pniowych u chorego z mnogimi guzami mózgu i całkowitą głuchotą.

Do niedawnych osiągnięć należy m.in. wdrożenie systemu OCS Heart – po raz pierwszy w historii polskiej transplantologii serca. Technologia ta pozwala wydłużyć czas transportu serca do 12 godzin. Również w 2024 roku szpital zainicjował pierwszy w Polsce program przeszczepienia jednej wątroby podzielonej między dwóch dorosłych biorców.

Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM to miejsce, w którym nowoczesna medycyna nieustannie kształtuje swoje granice. Jak podkreślają przedstawiciele placówki, „osiągnięcia medyczne i naukowe stanowią referencję dla innych ośrodków”. Dotyczy to szczególnie takich dziedzin jak transplantologia, neurochirurgia, kardiologia interwencyjna, otolaryngologia, onkologia oraz leczenie chorób rzadkich.

W ciągu 50 lat historii tego miejsca doszło do dziesiątek pionierskich operacji ratujących życie. „Wiele z nich w swoim czasie stanowiło milowe kroki w medycynie, które na zawsze zmieniły standardy leczenia i ratowania życia” – czytamy w jubileuszowym podsumowaniu. Dziś szpital na Banacha pozostaje jednym z fundamentów nowoczesnej opieki zdrowotnej w Polsce – i symbolem jej przyszłości.

Źródło: WUM Fot. WUM

Zespół I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego jako pierwszy w Polsce przeprowadził przezcewnikowe implantacje protez zastawkowych u pacjentów z ciężką niedomykalnością zastawki trójdzielnej. Nowatorskie zabiegi wykonano z dostępu przez żyłę udową – bez otwierania klatki piersiowej. U wszystkich trzech pacjentów osiągnięto eliminację niedomykalności. To przełom w polskiej kardiologii interwencyjnej i szansa dla tysięcy pacjentów, którzy ze względu na wiek i liczne choroby współistniejące nie kwalifikują się do klasycznych operacji kardiochirurgicznych.
W I Katedrze i Klinice Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozpoczęto pierwszy w Polsce program leczenia ciężkiej niedomykalności zastawki trójdzielnej za pomocą wszczepiania protez zastawkowych z dostępu przez żyłę udową (TTVI – Transcatheter Tricuspid Valve Implantation). Nasi specjaliści wykonali już trzy takie zabiegi. Przebiegły bez powikłań i u wszystkich trojga chorych doprowadziły do usunięcia niedomykalności trójdzielnej.

Do czego może prowadzić niedomykalność zastawki
Niedomykalność zastawki trójdzielnej jest częstą wadą serca. Szacuje się, jej ciężka postać, występuje u około 100 000 mieszkańców Polski, głównie w populacji po 75 roku życia. Rozpoznanie ciężkiej niedomykalności trójdzielnej dramatycznie pogarsza rokowanie pacjentów, z których połowa – jeśli nie uda się wdrożyć odpowiedniego leczenia –  umrze w ciągu 5 lat od jej rozpoznania. Przez lata choroba może być dobrze tolerowana i często we wstępnym stadium, pozostaje bezobjawowa. Z biegiem czasu, wraz ze wzrostem nieszczelności zastawki, coraz większa ilość krwi zamiast płynąć do płuc cofa się z serca do organizmu. Prawa komora musi wykonywać większą pracę, co doprowadza do jej niewydolności. Co więcej, narastającemu przekrwieniu ulegają narządy wewnętrzne, w tym wątroba, nerki i jelita. Następnie, widoczne stają się obrzęki kończyn dolnych i pojawia się wodobrzusze. W zaawansowanej wadzie, chorzy coraz częściej wymagają pomocy szpitalnej, ponieważ obrzęknięty układ pokarmowy nie pozwala na wchłanianie leków podawanych doustnie. Chociaż gromadzenie się płynów w organizmie powoduje wzrost masy ciała, równocześnie pacjenci tracą apetyt i zmniejsza się ilość tkanki mięśniowej. Choroba narasta latami, a gdy osiągnie zaawansowane stadium, najczęściej w siódmej czy ósmej dekadzie życia, pacjenci często obciążeni są dodatkowymi schorzeniami, które zwiększają ryzyko operacji na otwartym sercu. Z tego względu leczenie kardiochirurgiczne izolowanej wady zastawki trójdzielnej związane jest z dużą ilością potencjalnych powikłań i jest rzadko stosowane w tej grupie chorych. 
 
Dotychczasowe metody leczenia
Przez lata nie było skutecznej metody zabiegowego leczenia chorych z ciężką niedomykalnością trójdzielną i wysokim ryzykiem operacji kardiochirurgicznej. Ze względu na ilość chorych szukających pomocy z powodu objawów wady, w 2018 roku w I Katedrze i Klinice Kardiologii WUM rozpoczął się pierwszy w Polsce program przezcewnikowej terapii niedomykalności trójdzielnej. Jak dotąd najczęściej stosowaną przez naszych specjalistów formą terapii był zabieg polegający na wprowadzeniu przez nakłucie żyły udowej specjalnych zapinek umożliwiających połączenie płatków, co poprawia ich przyleganie i zwiększa szczelność zastawki. Zabiegi tego typu, określane mianem przezcewnikowej naprawy metodą brzeg-do-brzegu (ang. transcatheter edge-to-edge repair – TEER), wykonuje się na bijącym sercu pod kontrolą dwuwymiarowej i trójwymiarowej echokardiografii w czasie rzeczywistym (tzw. echonawigacja). Niestety, ze względu na niekorzystną anatomię, nie wszystkie zastawki można skutecznie naprawić tą metodą. W przypadku zbyt dużego poszerzenia wymiarów zastawki i oddalenia od siebie jej płatków, zastosowanie klipsów może nie przynieść spodziewanego efektu; dla takich chorych rozwiązaniem mogłaby być całkowita wymiana zastawki.

Na czym polega nowatorski zabieg
Od długiego czasu trwały intensywne badania nad opracowaniem protez zastawkowych, które można byłoby wszczepić bez konieczności przeprowadzania operacji kardiochirurgicznej, zastępując tym samym uszkodzoną zastawkę trójdzielną. 

Pierwsza tego typu zastawka została zarejestrowana w Europie pod koniec 2023 roku.  Zbudowana jest z płatków wszytych w samorozprężalną ramkę, która jednocześnie stanowi element mocujący zastawkę w sercu. Przed wszczepieniem, całość zamocowana jest na sterowalnym systemie doprowadzającym, który umożliwia przeprowadzenie zabiegu z dostępu przez żyłę udową. Procedura wykonywana jest głównie pod kontrolą echokardiografii trójwymiarowej w czasie rzeczywistym (echonawigacja).

24 i 25 marca br. zespół I Katedry i Kliniki Kardiologii przeprowadził pierwsze w Polsce zabiegi przezcewnikowej implantacji zastawki trójdzielnej z dostępu przez żyłę udową. Zespół operatorów: dr Adam Rdzanek,  prof. Janusz Kochman i prof. Zenon Huczek wszczepił u trzech chorych zastawki. Echonawigację w czasie zabiegów prowadził dr hab. Piotr Scisło. 

Chorych przygotował i procedurę wspierał zespół: dr Ewa Pędzich, dr Izabela Krysińska, prof. Agnieszka Kapłon-Cieślicka, dr Ewa Ostrowska, dr Adam Piasecki, prof. Mariusz Tomaniak, pielęgniarki i technicy: Katarzyna Pałyska, Monika Cyran, Agnieszka Popławska, Olga Chylińska oraz cały zespół naszego Kliniki, której kierownikiem jest prof. Marcin Grabowski.

Procedury przebiegły bez powikłań i u wszystkich trojga chorych doprowadziły do eliminacji niedomykalności trójdzielnej. 

Udowodniono, że zabiegi przezcewnikowej implantacji zastawki trójdzielnej, w porównaniu z leczeniem farmakologicznym, powodują znaczącą redukcję nasilenia objawów i poprawę jakości życia. Metoda jest od dawna wyczekiwaną opcją terapii niedomykalności trójdzielnej.

Źródło materiału: WUM