Medicalpress
W Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka przeprowadzono jedną z najbardziej złożonych operacji kardiochirurgicznych u 12-latka z mukowiscydozą i ciężką wadą wrodzoną serca. Zabieg polegał na rekonstrukcji tętnic płucnych procedurą wykonywaną dotąd rzadko na świecie.
Operacja trwała kilkanaście godzin i obejmowała rekonstrukcję całego łożyska płucnego z licznych, drobnych naczyń krążenia obocznego oraz jednoczasową korekcję wady wewnątrzsercowej. – Największym wyzwaniem było „zbudowanie” nowych tętnic płucnych z małych naczyń ukrytych w śródpiersiu, tak aby stworzyć wydolną drogę przepływu krwi do płuc – wyjaśnił podczas konferencji prasowej dr Grzegorz Zalewski, kardiochirurg z ośrodka w Katowicach.

W przypadku tego typu wad standardowo interwencję przeprowadza się już w pierwszym roku życia. U operowanego chłopca nie było to jednak możliwe – ciężka choroba ogólnoustrojowa przez lata wykluczała go z leczenia kardiochirurgicznego. Dopiero poprawa jego stanu oraz rozwój nowoczesnych terapii pozwoliły na przeprowadzenie zabiegu w wieku 12 lat.

Pacjent, który dotąd nie był kwalifikowany do leczenia ze względu na współistniejącą mukowiscydozę, jest obecnie w stabilnym stanie, a jego parametry oddechowe uległy poprawie. Lekarze podkreślili, że rozwój terapii pulmonologicznych oraz postęp technik chirurgicznych umożliwiły podjęcie leczenia, które jeszcze kilka lat temu nie było możliwe.

Zabieg przeprowadzono w ramach intensywnej współpracy międzynarodowej z udziałem dr. Arvinda Bishnoi ze Stanford Lucile Packard Children’s Hospital w USA, jednego z czołowych ośrodków referencyjnych w leczeniu tego typu wad. W trakcie jego dwutygodniowej wizyty w Katowicach zoperowano łącznie dziesięcioro dzieci, w tym pięcioro poddano unifokalizacji tętnic płucnych, czworo operacjom typu double switch, a jedno leczeniu obwodowych zwężeń płucnych.

– Przez niemal 30 lat nasz ośrodek w Stanford był miejscem, do którego trafiały dzieci z całego świata z tego typu wadami – podkreślił dr Bishnoi. – Współpraca z zespołem z Katowic pokazuje, że możliwe jest stworzenie w Europie centrum o podobnym poziomie referencyjności – dodał.

Jak zaznaczył amerykański specjalista, polski zespół przez lata przygotowywał się do wdrożenia programu, odbywając liczne wizyty szkoleniowe w USA. – W przeciwieństwie do wielu innych ośrodków, które jedynie obserwują i próbują wdrażać te metody, lekarze z Katowic konsekwentnie budowali kompetencje całego zespołu – od chirurgów po perfuzjonistów – powiedział.

Podczas wizyty w Polsce dr Bishnoi pełnił głównie rolę doradczą, wspierając planowanie operacji i dzieląc się doświadczeniem. – To zespół na miejscu przeprowadzał zabiegi. Ich poziom jest bardzo wysoki i w przyszłości będą w stanie samodzielnie rozwijać ten program – ocenił.

Lekarze wskazali, że rozwój programu w Katowicach już teraz zmienia mapę leczenia najcięższych wad serca w Europie. Coraz częściej do ośrodka trafiają pacjenci z zagranicy – w ostatnich dniach operowano m.in. dziecko z Francji, wcześniej uznane w swoim kraju za nieoperacyjne.

– Jeszcze kilka lat temu to polscy pacjenci byli kierowani za granicę. Dziś obserwujemy odwrotny trend – podkreślił dr Zalewski. – Naszym celem jest stworzenie w Polsce ośrodka referencyjnego dla całej Europy w zakresie najbardziej skomplikowanych wad serca u dzieci – dodał.

Eksperci zaznaczyli, że realizacja programu wymaga nie tylko wysokich kompetencji zespołu, ale także znacznych nakładów sprzętowych i organizacyjnych. Operacje tego typu należą do najbardziej kosztownych w kardiochirurgii dziecięcej, m.in. ze względu na konieczność wykorzystania materiałów biologicznych oraz zaawansowanej aparatury. Mimo to lekarze są zgodni, że rozwój takich programów stanowi przełom dla pacjentów, którzy dotąd nie mieli realnych szans na leczenie.(PAP)

Źródło: Naukawpolsce

W styczniu 2016 roku, w I Klinice Kardiologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu oraz w I Oddziale Klinicznym Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, po raz pierwszy w Polsce wszczepiono czterem pacjentom najmniejsze na świecie rozruszniki serca Micra TPS (Transcatheter Pacing System).
Zabiegi w dwóch szpitalach rozpoczęły się dokładnie w tym samym czasie. Historia stymulacji bezelektrodowej w Polsce rozpoczęła się zatem w dwóch krajowych ośrodkach jednocześnie, co było i wciąż jest unikalną praktyką. Zdaniem ekspertów świadczy to o świetnej współpracy polskich specjalistów w dziedzinie stymulacji serca.

Innowacyjne urządzenia Micra zaimplantowano pacjentom z bradykardią – stanem objawiającym się zbyt wolnym rytmem serca, w którym serce nie pompuje wystarczającej ilości natlenowanej krwi do serca, mózgu i mięśni. Bradykardia może objawiać się ustawicznym zmęczeniem, zawrotami głowy, dusznościami, zaburzeniami koncentracji, a nawet, w skrajnej postaci, omdleniami i utratami przytomności. Jak zaznaczają specjaliści, stała stymulacja serca jest jedyną skuteczną metodą leczenia objawowej bradykardii.

– Ta metoda redukuje jej objawy, częstość występowania omdleń, a u pacjentów wysokiego ryzyka także śmiertelność – wyjaśnia prof. Oskar Kowalski z Pracowni Elektroterapii Serca w I Oddziale Klinicznym Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Pacjenci klinik w Zabrzu i w Poznaniu zamiast standardowych stymulatorów serca otrzymali w 2016 roku innowacyjne, miniaturowe bezelektrodowe urządzenia do stałej stymulacji serca.

– Micra to przełomowa innowacyjna terapia medyczna, łamiąca stare paradygmaty – komentowali wówczas przeprowadzający pionierskie zabiegi prof. Przemysław Mitkowski z I Kliniki Kardiologii Katedry Kardiologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu oraz prof. Oskar Kowalski z I Oddziału Klinicznego Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

– Jesteśmy dumni z możliwości zaoferowania naszym pacjentom tak nowoczesnej, wręcz kosmicznej technologii. Koncepcja stymulatora bezelektrodowego zrodziła się w 1970 roku. Czekaliśmy ponad 40 lat, aby idea mogła zostać zastosowana w praktyce klinicznej; aby mogła przynieść realne korzyści chorym – mówił prof. Przemysław Mitkowski.

Co tak zachwyciło kardiologów w opisywanym rozwiązaniu?

Mikrocudeńko dla serca

Stymulator Micra jest 10 razy mniejszy od standardowego rozrusznika serca. Waży 2 g, jest o 90% lżejszy i ma o 90% mniejszą objętość niż standardowy stymulator z elektrodą. Dzięki miniaturowym wymiarom, odpowiadającym wielkości standardowej kapsułki, wszczepia się go przezcewnikowo bezpośrednio do prawej komory serca przez żyłę udową (obecnie niekiedy praktykuje się także implantację z dostępu przez żyłę szyjną wewnętrzną). Niezależnie od dostępu, technologia pozwala na uniknięcie tradycyjnej „kieszonki” na klatce piersiowej i elektrod biegnących do serca przez naczynia żylne, znacząco zmniejszając ryzyko powikłań infekcyjnych i mechanicznych.

– Micra śledzi pracę serca, reaguje na poziom aktywności pacjenta i automatycznie dostosowuje do niego swoją pracę. Mikroskopijna bateria działa nawet kilkanaście lat. Po jej wyczerpaniu można wszczepić kolejne urządzenia, więc chory przez długi czas może korzystać z tej formy terapii – mówi dr hab. n. med. Oskar Kowalski i dodaje: – Fakt, że to urządzenie nie wymaga stosowania pokrytej silikonem elektrody – najbardziej zawodnego i najczęściej ulegającego uszkodzeniu lub powodującego infekcje elementu dotychczas stosowanych systemów – jest szczególnie ważny w przypadku najmłodszych pacjentów, którzy dzięki temu mogą prowadzić aktywny tryb życia. 

– Zastosowanie stymulatora bezelektrodowego u dzieci likwiduje jeszcze jeden ważny problem, związany z elektrodami klasycznego rozrusznika – problem „wyrastania” z elektrod. Kiedy dziecko po implantacji klasycznego rozrusznika rośnie, zastosowane elektrody stają się z biegiem czasu zbyt krótkie. Konieczny jest wówczas zabieg „wydłużenia ich”, czyli, w praktyce, próba wsunięcia implantowanych wcześniej elektrod głębiej lub też wymiana tych elementów. Taki zabieg wiąże się z ryzykiem powikłań. Zastosowanie stymulatora bezelektrodowego całkowicie eliminuje ten problem – dodaje prof. Przemysław Mitkowski.

Technologia „niezwykła i solidna”

Zdaniem specjalistów stymulacja bezelektrodowa to istotne rozwiązanie w przypadku grupy chorych, u których zastosowanie klasycznego układu stymulującego wiązałoby się z wysokim ryzykiem powikłań, zwłaszcza infekcyjnych (w tym u pacjentów onkologicznych, z immunosupresją, z przewlekłymi, niegojącymi się przetokami skórnymi, a także u chorych ze specyficznymi uwarunkowaniami anatomicznymi, z niedrożnością układów żylnych). Dla wielu z wymienionych grup pacjentów stymulacja bezelektrodowa w praktyce nie ma alternatywy.

– Z całą pewnością można stwierdzić, że technologia stymulacji bezelektrodowej jest niezwykła, ale także solidna. Nie zawiodła pokładanych w niej oczekiwań – mówi prof. Przemysław Mitkowski.

Specjaliści potwierdzają, że na przestrzeni 10 lat nie zdarzył się żaden systemowy błąd w omawianym wyrobie medycznym. Nie dochodziło do uszkodzeń mechanicznych układów ani korozji jego elementów.
Od czasu pojawienia się pierwszego stymulatora bezelektrodowego pojawiły się kolejne jego generacje, wyposażone w dodatkowe funkcje. Pierwsze układy bezelektrodowe stymulowały wyłącznie komory serca, najnowsze modele potrafią rozpoznawać skurcz przedsionków. 

Źródło: Komunikat Prasowy