Medicalpress
„Otwórz umysł, a nie klatkę piersiową u dziecka” – to przesłanie cenionego na świecie wrocławskiego chirurga dziecięcego, prof. Dariusza Patkowskiego, który osiąga niezwykłe efekty w operacjach wrodzonego zarośnięcia przełyku. Wszystkie dzieci z tą wadą w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (USK) we Wrocławiu są operowane przez niego metodą małoinwazyjną, co nie jest powszechne w innych krajach.
Atrezja (zarośnięcie) przełyku to ciężka wada wrodzona, która wymaga pilnej operacji w pierwszych dniach życia noworodka. Dziecko musi jak najszybciej trafić do odpowiedniego szpitala, bo brak ciągłości przełyku uniemożliwia połykanie pokarmu i śliny, a także prowadzi do poważnych powikłań oddechowych. Najczęściej stosowane na świecie, tradycyjne leczenie wymaga otwarcia klatki piersiowej, co wiąże się z dużym urazem i długą rekonwalescencją.

Wrocławski ośrodek jednak od lat stawia na technikę małoinwazyjną. Istotą przełomu nie jest jedynie dostęp do nowoczesnych narzędzi, ale przede wszystkim gotowość do porzucenia tradycyjnych, obciążających metod leczenia. – Wdrożenie nowoczesnego standardu leczenia atrezji przełyku to proces, który wykracza poza samą salę operacyjną, obejmując zarówno rewolucję techniczną, jak i głęboką zmianę w mentalności środowiska medycznego.

Jeżdżąc z wykładami po świecie, na spotkaniach z innymi specjalistami promuję zasadę „Open your mind, not the chest” (Otwórz umysł, a nie klatkę piersiową u dziecka). Widzę jednak, jak bardzo trudno jest zmienić przyzwyczajenia – podkreśla prof. Dariusz Patkowski, kierownik Katedry i Kliniki Kardiochirurgii, Chirurgii i Urologii Dziecięcej UMW. Klucz do sukcesu Technika, która w USK jest z powodzeniem stosowana już od 2005 roku, opiera się na torakoskopii. Dzięki użyciu precyzyjnych narzędzi o średnicy zaledwie 3 mm chirurdzy są w stanie zespolić przełyk bez konieczności rozległego cięcia. Rocznie wrocławski ośrodek przeprowadza od kilkunastu do 30 takich zabiegów. Jak mówi prof. Patkowski, obecnie 100 procent rekonstrukcji zarośniętego przełyku wykonywanych jest torakoskopowo. – Efekty tej zmiany są spektakularne.

W Niemczech, gdzie torakoskopię stosuje się jedynie u 7% noworodków, średni czas pobytu dziecka w szpitalu po operacji wynosi ponad dwa miesiące. W Polsce pacjenci operowani nowoczesną metodą zazwyczaj wracają do domu już po dwóch lub trzech tygodniach. Polska, z wynikiem 65% operacji wykonywanych techniką małoinwazyjną, stała się pod tym względem liderem wyprzedzającym między innymi USA, gdzie wskaźnik ten wynosi około 15% – dodaje profesor. Best of the Best Kluczowym elementem skuteczności leczenia zarośniętego przełyku we wrocławskim ośrodku – poza operacją małoinwazyjną – jest stosowanie autorskich rozwiązań. Zespół chirurgów dziecięcych pod kierownictwem prof. dr. hab. n. med. Dariusza Patkowskiego zwyciężył w prestiżowym konkursie Best of the Best in Pediatric Surgery 2024.

Wyróżnienie przyznano za najlepszą na świecie pracę naukową i prezentację z zakresu chirurgii dziecięcej opublikowaną w 2023 roku. Doceniona publikacja dotyczyła autorskiej operacji zespolenia zarośniętego przełyku za pomocą torakoskopii z wykorzystaniem techniki wewnętrznej trakcji, stosowanej w leczeniu najtrudniejszych, długoodcinkowych postaci tej wady. Doświadczenie na wagę skuteczności Wdrażanie nowego standardu wiąże się również z postulatem centralizacji leczenia. Prof. Patkowski wskazuje, że rozproszenie przypadków na zbyt wiele ośrodków uniemożliwia lekarzom zdobycie odpowiedniego doświadczenia. W Polsce, gdzie rodzi się około 100 dzieci z tą wadą rocznie, optymalnym rozwiązaniem byłoby stworzenie pięciu wyspecjalizowanych centrów referencyjnych.

– Tego typu zabiegi wymagają ogromnego doświadczenia i regularnej praktyki. Dlatego uważam, że w Polsce powinno funkcjonować kilka wyspecjalizowanych centrów zajmujących się leczeniem tej wady.

Dziś transport noworodka nie jest już problemem, natomiast doświadczenia operacyjnego nie da się zdobyć inaczej niż poprzez wykonywanie dużej liczby zabiegów. Dzięki kompleksowemu podejściu, dzieci, które niegdyś miały minimalne szanse na normalne życie, dziś mogą prawidłowo się rozwijać, jeść i oddychać samodzielnie – podkreśla specjalista. Zabiegi zespolenia zarośniętego przełyku techniką torakoskopową stały się niejako znakiem firmowym Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK. Prof. Dariusz Patkowski przeprowadził taką operację w Polsce jako pierwszy w 2005 roku. Od tego czasu wykonał kilkaset zabiegów tego typu – w większości we Wrocławiu, ale również za granicą. Wrocławski chirurg jest zapraszany do asysty i operacji przez ośrodki chirurgii dziecięcej na całym świecie.

– Zastosowanie endoskopowych technik w zabiegach zespolenia przełyku przynosi znakomite rezultaty, a dodatkowo wiąże się z wielokrotnie mniejszym ryzykiem powikłań w porównaniu z operacjami z otwarciem klatki piersiowej – podsumowuje prof. Dariusz Patkowski. – Z tego powodu coraz więcej ośrodków medycznych interesuje się tymi metodami. Dzielimy się swoim bogatym doświadczeniem, prezentując je podczas konferencji naukowych, organizujemy także liczne szkolenia dla chirurgów dziecięcych. Dzięki temu metoda się rozpowszechnia, na czym korzystają przede wszystkim dzieci, dotknięte tą ciężką i zagrażającą życiu wadą. Kompleksowa opieka i wsparcie Ekspert argumentuje, że nowoczesny standard to także opieka wielospecjalistyczna, rozpoczynająca się już na etapie diagnostyki prenatalnej. Pozwala to na zaplanowanie porodu w miejscu, gdzie noworodek od razu trafi pod opiekę doświadczonego zespołu chirurgów, neonatologów i pielęgniarek.

Takie warunki stwarza Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, który leczy większość polskich noworodków z zarośnięciem przełyku. Dodatkowo szpital współpracuje z Polskim Stowarzyszeniem Rodzin z Atrezją Przełyku. Organizacja zrzesza rodziców i opiekunów dzieci urodzonych z tą rzadką wadą wrodzoną, oferując im wsparcie, integrację oraz dostęp do rzetelnej wiedzy medycznej.

Źródło: inf pras

Nawracające infekcje dróg oddechowych, świszczący oddech i brak poprawy mimo leczenia. U 15-miesięcznego Sebastiana mieszkającego w Holandii objawy przez wiele miesięcy nie miały jednoznacznego wyjaśnienia. Dopiero szczegółowa diagnostyka wykazała rzadką wadę wrodzoną – ciężkie zwężenie tchawicy. Chłopiec został zoperowany w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu przez wielospecjalistyczny zespół, który przeprowadził jedną z najbardziej wymagających operacji w chirurgii dróg oddechowych dzieci.
Wrodzone zwężenie tchawicy należy do najrzadszych wad dróg oddechowych

Wrodzone zwężenie tchawicy jest rzadką wadą rozwojową, w której światło tchawicy jest znacznie mniejsze niż powinno. W najcięższych przypadkach utrudnia to prawidłowy przepływ powietrza i może prowadzić do nawracających infekcji układu oddechowego, duszności, świszczącego oddechu czy niewydolności oddechowej.

Rozpoznanie bywa trudne, ponieważ objawy mogą przypominać częściej występujące schorzenia, takie jak infekcje dróg oddechowych, astma czy nawracające zapalenia oskrzeli. U części dzieci wada ujawnia się już w pierwszych tygodniach życia, u innych diagnoza stawiana jest dopiero po wielu miesiącach poszukiwania przyczyny dolegliwości.

Tak było również w przypadku Sebastiana. Pierwsze niepokojące objawy pojawiły się, gdy miał kilka miesięcy. Powtarzające się infekcje i utrzymujący się świszczący oddech nie ustępowały mimo leczenia. Przełom nastąpił podczas pobytu rodziny w Tajlandii, gdzie wykonane badania wykazały ciężkie zwężenie tchawicy.

– Badanie potwierdziło ciężkie zwężenie tchawicy na odcinku o długości około 3 centymetrów o średnicy około 2–3 milimetrów, zlokalizowane w wyjątkowo trudnym operacyjnie miejscu, w okolicy wnęki płuca – wspominała mama chłopca, Beata Palomares.

Operacja należąca do najbardziej wymagających w chirurgii dziecięcej

Po postawieniu diagnozy rodzice rozpoczęli poszukiwania ośrodka, który mógłby podjąć się leczenia. Ostatecznie trafili do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Zabieg przeprowadził interdyscyplinarny zespół pod kierunkiem prof. Dariusza Patkowskiego, kierownika Kliniki Chirurgii, Urologii, Ortopedii i Traumatologii Dziecięcej USK we Wrocławiu.

– Sebastian trafił do nas z niezwykle rzadką i bardzo złożoną wadą tchawicy. Zwężenie było tak rozległe, że średnica dróg oddechowych na znacznym odcinku wynosiła zaledwie około dwóch milimetrów. To sytuacja, która w każdej chwili mogła doprowadzić do ciężkiej niewydolności oddechowej – powiedział prof. Dariusz Patkowski.

Jak podkreślił chirurg, tego typu operacje wymagają szczegółowego planowania i współpracy wielu specjalistów.

– To jedna z najbardziej wymagających operacji w chirurgii dróg oddechowych, ponieważ po rozpoczęciu rekonstrukcji nie ma możliwości wycofania się z podjętych działań – zabieg musi zakończyć się pełnym sukcesem – zaznaczył.

Przed operacją wykonano szczegółową diagnostykę obrazową i endoskopową, a do planowania wykorzystano modele symulacyjne pozwalające precyzyjnie odtworzyć anatomię pacjenta.

Krążenie pozaustrojowe pozwoliło bezpiecznie przeprowadzić zabieg

Kluczową rolę odegrała współpraca chirurgów dziecięcych i kardiochirurgów. Rekonstrukcję tchawicy przeprowadzono przy wykorzystaniu krążenia pozaustrojowego, które tymczasowo przejęło funkcję serca i płuc podczas najbardziej wymagających etapów operacji.
– Operacje rekonstrukcyjne tchawicy należą do najbardziej wymagających procedur wykonywanych u dzieci. Wymagają nie tylko najwyższych kompetencji chirurgicznych, ale również perfekcyjnej współpracy wielu zespołów medycznych – podkreślił dr Marek Kopala z Kliniki Kardiologii i Kardiochirurgii USK we Wrocławiu.

Specjaliści zwracają uwagę, że leczenie takich pacjentów nie kończy się wraz z opuszczeniem sali operacyjnej. Równie ważna jest wielotygodniowa opieka po zabiegu.

Sebastian przez ponad trzy tygodnie przebywał na Oddziale Klinicznym Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej. W tym czasie wymagał stałego monitorowania i leczenia powikłań związanych z ciężką operacją.

– W przypadku Sebastiana mierzyliśmy się również z powikłaniami, które mogą wystąpić po tak rozległych zabiegach, dlatego przez ponad trzy tygodnie pozostawał pod opieką specjalistów intensywnej terapii – powiedziała prof. Marzena Zielińska, kierująca oddziałem.

Coraz większe możliwości leczenia rzadkich wad dróg oddechowych

Specjaliści podkreślają, że rozwój chirurgii dziecięcej, technik obrazowania oraz współpracy wielodyscyplinarnej sprawia, że możliwe staje się leczenie przypadków, które jeszcze kilkanaście lat temu wiązały się z bardzo wysokim ryzykiem niepowodzenia.

Wrodzone zwężenie tchawicy pozostaje schorzeniem rzadkim, wymagającym leczenia w wysoko wyspecjalizowanych ośrodkach dysponujących doświadczeniem zarówno w chirurgii dróg oddechowych, jak i kardiochirurgii dziecięcej oraz intensywnej terapii.

Po kilku tygodniach hospitalizacji Sebastian został wypisany do domu. Jak relacjonują jego rodzice, odzyskał apetyt, chętnie spaceruje i stopniowo wraca do aktywności typowej dla swojego wieku. Najważniejsze jest jednak to, że może swobodnie oddychać – coś, co jeszcze kilka miesięcy temu nie było wcale pewne.

Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu

Najtrudniejsze przypadki ostrej białaczki limfoblastycznej u dzieci coraz częściej mogą być skutecznie leczone dzięki terapii CAR-T – jednej z najbardziej zaawansowanych metod współczesnej hematoonkologii. Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu, uznawana za lidera terapii CAR-T w Polsce, opracowała własną strategię tzw. spersonalizowanego pomostowania, która pozwala osiągać wyniki leczenia przewyższające rezultaty notowane w wielu zagranicznych ośrodkach.
Terapia CAR-T to jedna z najbardziej zaawansowanych metod leczenia nowotworów krwi. Polega na genetycznej modyfikacji limfocytów pacjenta w taki sposób, aby potrafiły one samodzielnie rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe. Zanim wyprodukowany w zagranicznym laboratorium „żywy lek” trafi z powrotem do chorego dziecka, mija około 4-5 tygodni. Ten czas oczekiwania ma kluczowe znaczenie – wyjaśnia kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, prof. Krzysztof Kałwak:

– Zindywidualizowane leczenie pomostowe wprowadzone w naszej klinice, oprócz standardowej chemioterapii, obejmuje również – dotąd uznawaną za „kontrowersyjną” – immunoterapię. Takie podejście pozwoliło na uzyskanie lepszych wskaźników przeżycia wolnego od choroby w porównaniu do ośrodków w Stanach Zjednoczonych oraz innych krajach Europy. Każdego pacjenta traktujemy indywidualnie, czyli jeśli trzeba, dostanie immunoterapię, na przykład blinatumomab (przeciwciało bispecyficzne) albo inotuzumab ozogamycyny (lek skierowany na cząsteczkę CD22, działający jak chemioimmunoterapeutyk). Jeśli jest w lepszym stanie i ma niski poziom tzw. „choroby resztkowej”, wystarczy leczenie podtrzymujące.

Kwalifikacja i precyzyjne przygotowanie do pobrania komórek

Terapia CAR-T nie jest leczeniem pierwszej linii. Rezerwuje się ją dla pacjentów w najcięższym stanie, opornych na standardową chemioterapię lub zmagających się ze wznową po wcześniejszym przeszczepieniu komórek krwiotwórczych. Warunkiem koniecznym jest również obecność antygenu CD19 na komórkach białaczkowych.

Gdy pacjent zostaje zakwalifikowany, proces rozpoczyna się od aferezy – zabiegu przypominającego dializę, trwającego od 3 do 5 godzin. Specjalistyczny sprzęt odwirowuje krew, separując z niej jednojądrzaste komórki z limfocytami – tłumaczy koordynatorka programu leczenia nawrotów ALL w Polsce, dr n. med. Monika Mielcarek-Siedziuk:

– Najlepiej, gdy pacjent trafia do nas zaraz przy rozpoznaniu. Wykonujemy wtedy aferezę na świeżym materiale, na nieosłabionych przez chemioterapię komórkach, więc mają one szansę zadziałać lepiej. Za każdym razem w sposób zindywidualizowany dobieramy terapię przed aferezą, aby zminimalizować ryzyko dysfunkcji limfocytów T.

Inżynieria genetyczna

Pobrany od pacjenta materiał zostaje zamrożony w oparach ciekłego azotu w temperaturze niemal -190°C i wysłany do specjalistycznych laboratoriów (najczęściej w Szwajcarii lub USA).

– W laboratorium komórki są rozmrażane, izoluje się z nich limfocyty T, a następnie przeprowadza najważniejszą procedurę: wprowadzenie przy pomocy wektora lentiwirusowego genu kodującego CAR (chimeryczny receptor antygenowy anty-CD19) – tłumaczy prof. Krzysztof Kałwak. – Dzięki temu komórka T nabiera możliwości precyzyjnego zabijania nowotworu oraz namnażania się i przetrwania w organizmie pacjenta przez miesiące, a nawet lata.

Podczas gdy lek powstaje za granicą, kluczową rolę odgrywa wspomniane leczenie pomostowe.

– Musimy pacjenta czekającego na terapię doprowadzić do najlepszego możliwego stanu (uzyskać najniższy poziom „choroby resztkowej”), aby optymalnie wykorzystać potencjał komórek CAR-T

– precyzuje dr Karolina Liszka z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. –  Przed samą infuzją chory przechodzi jeszcze krótką chemioterapię (tzw. protokół limfodeplecyjny), aby wyhamować działanie jego własnych, niezmodyfikowanych limfocytów i zrobić miejsce dla tych „zaprogramowanych” do walki z nowotworem.

Cud medycyny przypominający kroplówkę

Gotowy, innowacyjny lek jest szczytowym osiągnięciem inżynierii genetycznej, jednak jego podanie to po prostu szybka infuzja. Rozmrożony preparat trafia do krwiobiegu dziecka zaledwie w kilka minut. Oznaki skuteczności zwykle pojawiają się błyskawicznie. Według dr Mielcarek-Siedziuk już po 3-4 dniach we krwi pacjenta widać komórki CAR-T. Często towarzyszy temu podwyższona temperatura – objaw tzw. zespołu uwalniania cytokin (CRS).

– Paradoksalnie to doskonały znak świadczący o tym, że zmodyfikowane limfocyty napotkały antygen i rozpoczęły destrukcję białaczki – dodaje dr Mielcarek-Siedziuk.

Spektakularne statystyki „Przylądka Nadziei”

Od 2020 roku terapię CAR-T otrzymało w Polsce 55 pacjentów (46 we Wrocławiu, 9 w Bydgoszczy). Specjaliści nie mają wątpliwości, że spersonalizowane pomostowanie daje rewelacyjne efekty.
W grupie dzieci leczonych z powodu wznowy po wcześniejszej transplantacji przeżycie ogólne wynosi aż 87 proc., a przeżycie wolne od choroby – 70 proc. Z kolei w skali wszystkich leczonych pacjentów wskaźniki te utrzymują się na poziomie odpowiednio 80 proc. oraz 60 proc. Dla porównania, analogiczny wskaźnik w grupie amerykańskiej wynosi 50 proc.

Twarze Nadziei: Olek i Piotrek

Za każdą innowacją medyczną kryją się historie konkretnych pacjentów. Pierwszym dzieckiem w Polsce, które przeszło terapię CAR-T, był 11-letni Olek. Chłopiec nie odpowiadał na standardowe leczenie, a dziś – sześć lat po podaniu „żywego leku” – pozostaje całkowicie zdrowy. Kolejnym wyjątkowym pacjentem był 22-letni Piotrek, u którego z powodu złożonej historii choroby terapię zastosowano po raz drugi. Biorąc pod uwagę doskonałą reakcję jego organizmu na wcześniejszą modyfikację i ogromne ryzyko związane z tradycyjnym przeszczepem, lekarze zdecydowali się na kolejną infuzję. Odbyła się ona na początku 2026 roku i przyniosła wymarzony skutek, pozwalając pacjentowi na bezpieczny powrót do domu.

Polskie rekomendacje poszły w świat

Aby zapewnić jednolite i bezpieczne stosowanie terapii, Zespół Koordynacyjny ds. CAR-T we współpracy z Polskim Towarzystwem Onkologii i Hematologii Dziecięcej opracował kompleksowe wytyczne. Dokument, którego autorem jest między innymi prof. Krzysztof Kałwak, jest dziś fundamentem pracy polskich klinicystów. Dzięki znakomitym wynikom leczenia polskie standardy realnie kształtują globalne podejście do tej terapii. Dowodem tego są liczne cytowania w prestiżowych czasopismach naukowych oraz ścisła współpraca nawiązana z wiodącymi ośrodkami w Europie i Azji.

Źródło: inf pras

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu terapia CAR-T została zastosowana u pacjentów pediatrycznych już po raz pięćdziesiąty. Ten „okrągły” moment jest nie tylko kolejnym punktem na mapie innowacyjnych terapii w Polsce, ale też symbolem skali i tempa rozwoju Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej, znanej jako Przylądek Nadziei. Kilka dni wcześniej ośrodek podsumował dekadę pracy w nowej lokalizacji: ponad 8000 dzieci leczonych na oddziałach kliniki i kolejne tysiące wspieranych ambulatoryjnie, setki przeszczepień i wdrażanie technologii, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie w największych centrach na świecie.

CAR-T należy do najbardziej zaawansowanych metod leczenia nowotworów krwi. W uproszczeniu to immunoterapia „szyta na miarę”: pacjentowi pobiera się limfocyty T, następnie komórki są modyfikowane genetycznie tak, by rozpoznawały komórki nowotworowe, i wracają do organizmu jako precyzyjna broń przeciw chorobie.

Pięćdziesiąta pacjentka: szybciej niż kiedyś, zanim choroba zdąży wracać wielokrotnie

Pięćdziesiątą pacjentką była 9-letnia Antonina z Katowic, u której po przeszczepie szpiku doszło do nawrotu choroby. Zespół kliniki podkreśla, że w praktyce coraz częściej nie czeka się już na kolejne wznowy – CAR-T bywa wdrażane wcześniej, jako realna szansa na przerwanie złego scenariusza.
Przygotowanie do zabiegu trwa zwykle około miesiąca. W przypadku Tosi pobranie komórek odbyło się około dwóch miesięcy temu. Dziewczynka przyjechała do nas na krótką wizytę, podczas której jej komórki zostały wyizolowane i wysłane za granicę do zmodyfikowania, czyli uzbrojenia do walki z nowotworem – wyjaśnia prof. Krzysztof Kałwak.
Okres oczekiwania na gotowe komórki jest jednym z najbardziej wymagających elementów całego procesu. Chorobę trzeba w tym czasie utrzymać w ryzach – temu służy leczenie pomostowe, prowadzone w miejscu wcześniejszego leczenia pacjentki.
Pomostowanie jest kluczowe, żeby zmniejszyć „ładunek” nowotworu, czyli liczbę blastów białaczkowych. Trwa to czasami miesiąc, czasami dwa. Natomiast już przed samym podaniem zmodyfikowanych komórek stosuje się tak zwaną chemioterapię limfodeplecyjną, która ułatwia wszczepienie nowych komórek. To są dwa małe woreczki po 5–10 mililitrów, które są na wagę życia – dodaje prof. Kałwak.

Od „pierwszego razu w Polsce” do leczenia na skalę europejską

Wrocław był pionierem CAR-T w pediatrii w Polsce — to tutaj 3 marca 2020 roku po raz pierwszy w kraju podano tę terapię dziecku. Pierwszym pacjentem był Olek, który miał za sobą długi, wieloletni przebieg choroby i kolejne niepowodzenia leczenia.
Pierwszym pacjentem był Olek. Chłopiec przez 7 lat walczył nieskutecznie z ostrą białaczką limfoblastyczną. Miał za sobą kolejne wznowy, nieudane transplantacje i immunoterapię. Wreszcie, po zdobyciu akredytacji i środków finansowych, podaliśmy mu te pierwsze komórki – opowiada prof. Kałwak.
Po trzech miesiącach pacjent uzyskał ujemną chorobę resztkową. Dziś jest w bardzo dobrej formie, pozostając pod kontrolą ośrodka.
Dziś, praktycznie dorosły Olek, przyjeżdża do Przylądka raz na miesiąc. Otrzymuje wciąż immunoglobuliny, ponieważ terapia CAR-T działa tak dobrze, że jego organizm jeszcze ich nie produkuje. To jest tak zwany pożądany objaw uboczny – tłumaczy dr Monika Mielcarek-Siedziuk. – Z dotychczasowych obserwacji wynika, że większość pacjentów bardzo długo utrzymuje te namnożone komórki w swoim organizmie. Olek już prawie 6 lat.
W kolejce są kolejne dzieci kwalifikujące się do terapii; następne podania zapowiedziano na koniec grudnia i styczeń.

Liczby, które tłumaczą, skąd bierze się skuteczność
W grupie 50 dzieci leczonych CAR-T we Wrocławiu dominują pacjenci z ostrą białaczką limfoblastyczną B-komórkową (47 przypadków), a pozostała część to oporne na leczenie chłoniaki B-komórkowe (3 przypadki). Ośrodek przypomina też o realiach początków: pierwsza dziesiątka pacjentów otrzymała leczenie jeszcze przed refundacją – dzięki zbiórkom publicznym.
Zespół przedstawia również twarde wyniki leczenia, wskazując, że są one porównywalne z czołowymi ośrodkami na świecie, a w części parametrów je przewyższają.
Obserwujemy 3-letnie przeżycie całkowite na poziomie ok. 82% w całej grupie, a w grupie dzieci, które otrzymały terapię z powodu wznowy po transplantacji, wskaźnik ten wynosi aż 87% – podkreśla prof. Kałwak. – Co więcej, nasze 2-letnie przeżycie wolne od wznowy przekracza 66%. Dla porównania, analogiczny wskaźnik w grupie amerykańskiej wynosi 50%.
W Polsce – poza Wrocławiem – akredytację do CAR-T w białaczce u dzieci posiada również ośrodek w Bydgoszczy.

10 lat kliniki w nowej siedzibie: skala większa niż „jeden oddział”

Włączenie wątku 10-lecia kliniki pozwala zobaczyć CAR-T w szerszym obrazie: ośrodek jest nie tylko miejscem pojedynczych innowacji, ale jednym z największych centrów onkologii i transplantologii dziecięcej w regionie. W ciągu dekady w nowej lokalizacji Przylądek Nadziei przyjął ponad 8000 pacjentów na oddziałach, a kolejne tysiące korzystały z opieki ambulatoryjnej. Klinika dysponuje 70 łóżkami (onkologicznymi i przeszczepowymi) oraz trybem jednodniowym, w którym każdego dnia pomoc otrzymuje kilkadziesiąt dzieci.
Skala transplantacji jest jedną z tych, które realnie budują europejską pozycję ośrodka.
Niewątpliwie jesteśmy największym ośrodkiem onkologii i transplantologii dziecięcej w Polsce. Jeśli chodzi o Europę, w przypadku transplantacji, większy jest tylko ośrodek w Rzymie, więc rzeczywiście jesteśmy w ścisłej czołówce. Plasujemy się na 2–3 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę liczbę transplantacji u dzieci. Od 2015 roku w Przylądku przeprowadziliśmy ich ponad 750 – wylicza prof. Kałwak.

„Rak kiedyś był wyrokiem”. Perspektywa czterech dekad

W listopadowym materiale jest też bardzo mocny, „ludzki” wątek: spojrzenie z perspektywy lekarza, który pamięta czasy, gdy warunki sanitarne i powikłania infekcyjne potrafiły przekreślać szanse leczenia.
Niestety możliwości terapeutyczne były zupełnie inne, a przede wszystkim była ogromna ilość powikłań infekcyjnych i z tego powodu dzieci odchodziły. Kiedyś „rak” to był wyrok. Jak ktoś dowiadywał się o chorobie, to była tragedia – mogliśmy uratować zaledwie 20% dzieci – wspomina prof. Bernarda Kazanowska.
W przypadku białaczek i chłoniaków wyleczalność sięga nieprawdopodobnego poziomu 90–95% – dodaje.
Ten kontrast jest ważny, bo pokazuje, że przełom to nie tylko „nowy lek”, ale też infrastruktura, kontrola zakażeń, doświadczenie zespołu, organizacja i finansowanie.

Co dalej: terapia genowa i „akademickie CAR-T” jako kierunek dostępności

Wrocław rozwija także obszar terapii genowych. Ośrodek wdrożył już leczenie w rzadkim niedoborze odporności (RAG1-SCID), a w planach są kolejne wskazania oraz projekty międzynarodowe. Jednocześnie USK informował o przełomie u dorosłych pacjentów: w sierpniu 2025 roku podano pierwsze w Polsce komórki CAR-T wyprodukowane w ramach ośrodka akademickiego (bez udziału firm komercyjnych), co potencjalnie może skracać czas przygotowania i obniżać koszty.
Terapia CAR-T to symbol zmiany, jaka dokonuje się w medycynie. To już nie tylko leczenie, ale całkowita zmiana w leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi – podsumowuje Beata Freier. – Jesteśmy dumni, że to właśnie we Wrocławiu tworzymy polskie standardy nowoczesnej onkologii.

Źródło: USK we Wrocławiu

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) po raz kolejny udowadnia, że jest liderem w rozwoju nowoczesnych technologii medycznych. W maju br. przeprowadzono tam jedną z nielicznych w Polsce operacji rekonstrukcji moczowodu z zastosowaniem przeszczepu błony śluzowej z policzka – z wykorzystaniem robota da Vinci. Zabieg wykonano przy wsparciu prof. Benjamina I. Chunga ze Stanford University, światowej klasy specjalisty w dziedzinie chirurgii robotycznej.
Operacja z użyciem błony śluzowej z policzka
Wrocławscy urolodzy podjęli się skomplikowanej operacji u pacjenta z zaawansowanymi powikłaniami po leczeniu kamicy nerkowej. Zwężenie moczowodu uniemożliwiało prawidłowy odpływ moczu, a jedynym rozwiązaniem pozwalającym na uniknięcie utraty nerki okazała się rekonstrukcja z wykorzystaniem fragmentu błony śluzowej z jamy ustnej. Tego rodzaju operacje należą w Polsce do rzadkości i nie są refundowane, jednak – jak podkreśla zespół USK – mogą być ratunkiem w wybranych przypadkach klinicznych.
– Nowością i wyzwaniem jest zabieg plastyki zwężenia przewodu moczowego. To nie jest zabieg rutynowy, ale wiemy, że wyniki z innych ośrodków są bardzo obiecujące – tłumaczy prof. dr hab. Bartosz Małkiewicz, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej USK.

Wizyta prof. Chunga – edukacja i wymiana doświadczeń
Prof. Benjamin I. Chung, dyrektor chirurgii robotycznej na Uniwersytecie Stanforda, przebywał we Wrocławiu jako visiting professor. Podczas pobytu uczestniczył w sześciu operacjach wykonanych przez zespół USK, komentując je i konsultując przy edukacyjnej konsoli robota da Vinci. Jego obecność umożliwiła wymianę doświadczeń i ocenę stosowanych procedur. Dodatkowo wygłosił wykład otwarty dla lekarzy i studentów, poświęcony chirurgii robotycznej w onkologii układu moczowego.
– Spotkania z wybitnymi ekspertami to dla naszego zespołu nie tylko okazja do podnoszenia kompetencji, ale i inspiracja do dalszego rozwoju – zaznacza prof. Małkiewicz. – Chcemy, by chirurgia robotyczna była nie tylko technicznie zaawansowana, ale przede wszystkim skuteczna i dostępna dla pacjentów z różnymi schorzeniami.

Da Vinci w USK – ponad 800 operacji i ambitne plany
System robotyczny da Vinci działa w USK od lipca 2023 roku. W ciągu niespełna dwóch lat wykonano ponad 800 zabiegów, głównie w urologii i chirurgii onkologicznej. Zespół sukcesywnie poszerza wskazania do operacji robotycznych – również o procedury nowatorskie i nierefundowane, takie jak wspomniana rekonstrukcja moczowodu. Zabiegi odbywają się niemal codziennie, od rana do późnego wieczora, a szpital planuje zakup drugiego robota, co pozwoli rozszerzyć dostępność tej technologii na kolejne dziedziny medycyny.

Innowacje również w kardiochirurgii
Wrocławskie centrum rozwija też pilotażowy program zastosowania robota da Vinci w kardiochirurgii. W marcu i czerwcu br. przeprowadzono z powodzeniem zabiegi małoinwazyjnego pomostowania aortalno-wieńcowego (MIDCAB), w których pobranie tętnicy piersiowej przeprowadzono z użyciem systemu robotycznego. To krok ku wdrożeniu chirurgii robotycznej w leczeniu chorób serca.
– To procedury wymagające najwyższych kompetencji, ale też odpowiednich warunków organizacyjnych i finansowych – zaznacza lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych USK. – Chcemy, by innowacyjne leczenie z wykorzystaniem robota mogło stać się standardem również w kardiochirurgii.

Robotyka przyszłością medycyny
Zdaniem specjalistów USK, chirurgia robotyczna to nie tylko symbol postępu technologicznego, ale realna szansa na lepsze wyniki leczenia, krótszą hospitalizację, mniejsze ryzyko powikłań i szybszy powrót pacjentów do życia zawodowego. Jej rozwój wymaga jednak odpowiedniego modelu finansowania, by mogła być stosowana szerzej i w bardziej złożonych przypadkach klinicznych.
– Leczenie robotyczne niesie konkretne korzyści zdrowotne, społeczne i ekonomiczne – podkreśla prof. dr hab. Tomasz Szydełko, krajowy konsultant w dziedzinie urologii. – Dlatego tak ważne jest, by system ochrony zdrowia wspierał jego rozwój.
 
Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, www.usk.wroc.pl Fotografia: www.usk.wroc.pl