Medicalpress
Z okazji przypadającego 29 maja Światowego Dnia Układu Pokarmowego eksperci zwracają uwagę na rosnące znaczenie badań nad osią mikrobiota–jelita–mózg. Coraz więcej danych wskazuje, że mikroorganizmy zamieszkujące nasze jelita mogą wpływać nie tylko na procesy trawienne, ale również na funkcjonowanie układu nerwowego, odpornościowego czy samopoczucie psychiczne. Choć wiedza na temat mikrobioty dynamicznie się rozwija, wiele mechanizmów tej zależności pozostaje nadal przedmiotem badań.
Mikrobiota jelitowa – ekosystem ważny dla zdrowia

Mikrobiota jelitowa to złożony ekosystem mikroorganizmów zasiedlających przewód pokarmowy człowieka – przede wszystkim bakterii, ale również wirusów, grzybów i archeonów. Szacuje się, że w jelitach człowieka żyją biliony drobnoustrojów, które wspólnie tworzą środowisko istotne dla utrzymania równowagi organizmu. Ich skład zależy m.in. od diety, stylu życia, wieku czy stosowanych leków, zwłaszcza antybiotyków.

Jeszcze kilkanaście lat temu mikrobiota była kojarzona głównie z procesami trawiennymi. Dziś wiadomo, że jej znaczenie może być znacznie szersze. Rozwój nowoczesnych metod badawczych pozwolił naukowcom dokładniej analizować mikroorganizmy zasiedlające jelita oraz ich potencjalny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.

Oś mikrobiota–jelita–mózg

Od kilku lat szczególne zainteresowanie naukowców budzi tzw. oś mikrobiota–jelita–mózg, czyli system wzajemnej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym, mikrobiotą jelitową i ośrodkowym układem nerwowym. Komunikacja ta odbywa się m.in. za pośrednictwem sygnałów nerwowych, hormonalnych, metabolicznych oraz immunologicznych.

Z perspektywy współczesnej medycyny oś mikrobiota–jelita–mózg stanowi przykład niezwykle złożonej sieci interakcji biologicznych, w której mikroorganizmy jelitowe uczestniczą w regulacji wielu procesów fizjologicznych. Jelita, wyposażone we własny układ nerwowy i pozostające w stałej komunikacji z mózgiem, tworzą środowisko, w którym sygnały metaboliczne, immunologiczne i neuroprzekaźnikowe wzajemnie się przenikają. W rezultacie mikrobiota staje się istotnym elementem wpływającym na homeostazę organizmu. Pomimo znaczącego postępu w badaniach, nadal nie wszystkie mechanizmy tej osi zostały w pełni poznane, co czyni ją jednym z kluczowych kierunków dalszych badań biomedycznych – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marek Waluga, Przewodniczący Rady Naukowej Biocodex Microbiota Foundation oraz Członek Zarządu Sekcji Neurogastroenterologii i Motoryki Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. 

Jelita często określane są mianem „drugiego mózgu”, ponieważ posiadają rozbudowany układ nerwowy, zdolny do niezależnego przetwarzania informacji. Naukowcy analizują dziś, w jaki sposób mikrobiota może wpływać na komunikację między jelitami a mózgiem, a także jak czynniki takie jak stres, dieta, aktywność fizyczna czy jakość snu oddziałują na funkcjonowanie całej osi.

Nowe kierunki badań

Coraz częściej mówi się również o potencjalnej roli tzw. psychobiotyków, czyli wybranych szczepów mikroorganizmów badanych pod kątem wpływu na funkcjonowanie osi jelito–mózg. Eksperci podkreślają jednak, że ich działanie jest szczepozależne, a wyniki badań wymagają dalszego potwierdzenia.

Obecnie prowadzone są intensywne badania nad wpływem mikrobioty na zdrowie metaboliczne, odporność, funkcjonowanie układu nerwowego oraz rozwój różnych chorób przewlekłych. Coraz większe znaczenie przypisuje się także stylowi życia i codziennym nawykom, które mogą wpływać na różnorodność mikrobioty jelitowej.

Badania nad osią mikrobiota–jelita–mózg pokazują, jak bardzo złożone i wielokierunkowe są zależności pomiędzy mikrobiotą a organizmem człowieka. To obszar, który może w przyszłości odegrać istotną rolę w bardziej spersonalizowanym podejściu do zdrowia i profilaktyki. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja społeczeństwa oraz popularyzacja wiedzy o mikrobiocie i jej znaczeniu dla organizmu – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Świadomość i edukacja

Eksperci zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania mikrobiotą wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Dalszy rozwój badań może w przyszłości przyczynić się do lepszego zrozumienia zależności między jelitami, mikrobiotą i mózgiem oraz opracowania nowych kierunków profilaktyki i terapii.

Światowy Dzień Układu Pokarmowego stanowi okazję do zwiększania świadomości na temat zdrowia jelit oraz roli mikrobioty w funkcjonowaniu całego organizmu. Eksperci podkreślają, że edukacja społeczeństwa i popularyzacja wiedzy naukowej są kluczowe dla lepszego zrozumienia znaczenia mikrobioty dla zdrowia człowieka.

Źródło: inf pras

Mimo że rola immunoterapii w leczeniu onkologicznym stale rośnie i coraz więcej grup pacjentów może z niej korzystać, wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak bardzo zmieniła ona rokowanie chorych. Dziś dysponujemy już danymi z wieloletnich obserwacji, które jednoznacznie potwierdzają trwałość odpowiedzi na leczenie. Pacjenci żyją znacznie dłużej niż jeszcze kilkanaście lat temu, a u  części z nich możliwe jest nawet czasowe przerwanie terapii (tzw. wakacje terapeutyczne), ponieważ układ odpornościowy „uczy się” rozpoznawać nowotwór i dalej skutecznie go kontrolować. Dzięki temu pacjenci mogą wracać do codziennego, aktywnego życia bez konieczności ciągłego leczenia. O tym, jak przełomowe znaczenie ma immunoterapia i jakie przynosi efekty w praktyce klinicznej, rozmawiali eksperci podczas konferencji prasowej inaugurującej 5. edycję kampanii „Immunoterapia ratuje życie”.

To, czy wyzdrowieje, czy nie, zależy ode mnie, jak również od skuteczności zastosowanego leczenia – powiedział Pan Zbigniew, opowiadając historię swojej drogi dochodzenia do zdrowia po diagnozie onkologicznej uczestnikom konferencji. Kilka lat temu zauważył niepokojące znamię pod kolanem, które okazało się czerniakiem. Mimo że choroba była już zaawansowana i dała przerzuty, dzięki leczeniu podwójną immunoterapią udało się ją zatrzymać, a Pan Zbigniew mógł wrócić do swoich codziennych zajęć i pasji. Ogólnie mogę powiedzieć, że bardzo dobrze się czuję. Nawet jak mam jakieś chwilowe dolegliwości, co jest zupełnie normalne w tym wieku, to przyjmuję to z pokorą – dodaje. 

Nowy filar leczenia systemowego

Jeszcze kilkanaście lat temu scenariusz ten nie miałby szans powodzenia. Dzisiaj, kiedy immunoterapia stała się standardem leczenia onkologicznego, wielokrotnie zastępując również chemioterapię, udaje się nie tylko znacząco wydłużyć czas przeżycia chorych, ale także wyleczyć tych, u których nowotwór był w zaawansowanym stadium. Immunoterapia to innowacja. To nowa klasa terapii, którą wprowadziliśmy do onkologii. (…) Stała się kolejnym filarem w leczeniu systemowym nowotworów. Teraz mamy około 30 różnych wskazań, w których immunoterapia jest stosowana na co dzień. Co więcej, to metoda leczenia, która nie tylko zadziałała i przedłużyła życie, ale pozwoliła wyleczyć część chorych na zaawansowane nowotwory, co wcześniej nie było możliwe – mówił na nagraniu udostępnionym podczas konferencji prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, Kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, Pełnomocnik Dyrektora ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych Narodowego Instytutu Onkologicznego im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Leczenie „zapamiętujące” nowotwór

Czym więc jest immunoterapia? Immunoterapia to nowoczesna forma leczenia onkologicznego, która w przeciwieństwie do klasycznych metod nie polega na bezpośrednim niszczeniu komórek nowotworowych, lecz na uruchomieniu naturalnych mechanizmów obronnych organizmu. Jej celem jest pobudzenie lub „odblokowanie” układu odpornościowego pacjenta tak, aby mógł sam rozpoznawać i zwalczać komórki rakowe. W praktyce oznacza to przywrócenie zdolności układu immunologicznego do walki z nowotworem, który często potrafi ukrywać się przed nim lub „wyłączać” jego reakcję obronną. Nowoczesne leki immunokompetentne – m.in. tzw. inhibitory punktów kontrolnych – zdejmują te biologiczne „hamulce”, dzięki czemu komórki odpornościowe, zwłaszcza limfocyty T, ponownie zaczynają skutecznie identyfikować i niszczyć komórki rakowe. Co istotne, raz aktywowany układ odpornościowy może „zapamiętać” nowotwór, pozwalając na długotrwałą kontrolę choroby i utrzymywanie efektów leczenia nawet po zakończeniu terapii. Dzięki temu immunoterapia daje pacjentom nie tylko szansę na wydłużenie życia, ale w części przypadków także trwałą remisję. Od zeszłego roku wstrzymano u mnie już leczenie immunologiczne, uznając, że jeśli przez dłuższy czas nie było żadnych nowych przerzutów, to nie ma sensu dalej stosować immunoterapii – dodaje Pan Zbigniew, którego historia jest jedną z wielu potwierdzających skuteczność immunoterapii.

Decyzje niosące nadzieję

Kolejną formą potwierdzającą skuteczność leczenia immunoterapią są liczby pokazujące wieloletnie przeżycia pacjentów. W czerniaku – nowotworze, w którym immunoterapia została udostępniona pacjentom najwcześniej – obserwowane są ponad 10-letnie przeżycia pacjentów leczonych terapią skojarzoną. Eksperci podkreślają, że wyraźny postęp widoczny jest także w raku płuca, gdzie są pacjenci z zaawansowaną postacią choroby, którzy żyją nawet 6 lat od rozpoczęcia leczenia podwójną immunoterapią, a w raku nerki nawet 8-9 lat.  

To, że dziś możemy mówić o tak długich przeżyciach pacjentów z chorobą nowotworową czy słuchać  historii takich, jak ta Pana Zbigniewa, którą poznaliśmy podczas dzisiejszego spotkania, jest efektem konsekwentnych i trafnych decyzji podejmowanych w ostatnich latach przez Ministerstwo Zdrowia. Jako środowisko pacjentów bardzo za to dziękujemy, bo widzimy realną zmianę. Immunoterapia jest dostępna dla coraz większej liczby chorych i w coraz wcześniejszych liniach leczenia, co bezpośrednio przekłada się na lepsze wyniki terapii. To powód do ogromnej satysfakcji i optymizmu, ale też motywacja, by iść dalej. Dziś wiemy już, jakie znaczenie mają takie decyzje systemowe, dlatego ogromnie cieszę się, że kolejne grupy pacjentów będą mogły skorzystać z tej innowacyjnej formy leczenia. W czasie, kiedy rozmawiamy dzisiaj na konferencji o nadziei, jaką daje pacjentom immunoterapia, dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Zdrowia podjęło pozytywną decyzję w zakresie dostępu do podwójnej immunoterapii w leczeniu 1. linii nieresekcyjnego raka jelita grubego z niestabilnością mikrosatelitarną oraz do immunoterapii w leczeniu okołooperacyjnym raka płuca, czyli przed i po operacji. Jest to fantastyczna wiadomość, która ucieszy pacjentów, ich bliskich, ale cieszy również mnie osobiście, bo dostęp do najlepszego, nowoczesnego leczenia dla polskich pacjentów jest celem, o który zabiegamy od lat. Dzisiaj możemy świętować! – mówiła Joanna Konarzewska-Król, dyrektor Fundacji Onkologicznej Nadzieja.

Historie pacjentów stojące za statystykami są najlepszym dowodem na to, jak bardzo zmieniła się dziś perspektywa leczenia onkologicznego. Dzięki immunoterapii wielu chorych żyje dłużej, odzyskuje codzienność, aktywność i poczucie sprawczości. Od dziesięciu lat trenuję chodzenie z kijkami. Ten sport bardzo mnie zafascynował. Wkrótce też zacząłem jeździć na zawody – powiedział Pan Zbigniew, odnosząc się do swojej obecnej pasji. Trzeba w sporcie mieć trochę szczęścia, oprócz dobrej formy oczywiście. (…) Mogę powiedzieć, że w przypadku (leczenia) szczęście też mi dopisało. Mam nadzieję, że mnie nie opuści – podsumował.

Fundacja Onkologiczna Nadzieja powstała, by wspierać osoby dotknięte chorobą nowotworową. Fundacja prowadzi różnorodną działalność wspomagającą leczenie onkologiczne swoich podopiecznych, tj. zbieranie środków na finansowanie ich leczenia, niesienie pomocy społecznej w zakresie diagnostyki, leczenia oraz rehabilitacji osobom chorym onkologicznie, informowanie o dostępnych metodach leczenia i możliwych terapiach, współpracowanie z polskimi i zagranicznymi ośrodkami medycznymi, promowanie zdrowia oraz wspieranie działalności towarzystw naukowych (współorganizowanie sympozjów i konferencji, których celem jest edukacja onkologiczna).

W ramach działań edukacyjnych, poza kampanią Immunoterapia ratuje życie, Fundacja zainicjowała również kampanię: Weź ster w swoje ręce, bo siła jest w Tobie… W jej ramach oferuje chorym onkologicznie oraz ich bliskim bezpłatną terapię psychoonkologiczną oraz zaprasza do działu w bezpłatnych warsztatach, a także grupach wsparcia psychologicznego.

Źródło: inf pras

Alergie zwykle kojarzymy z układem odpornościowym, genetyką i środowiskiem. Coraz częściej jednak w tej układance pojawia się jeszcze jeden element: mikrobiota jelitowa. Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie International Journal of Molecular Sciences sugeruje, że przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO) może mieć związek z nasileniem objawów chorób atopowych, takich jak astma oskrzelowa, alergie pokarmowe czy przewlekła pokrzywka.
Praca przeglądowa powstała przy udziale naukowców i studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w tym członków Studenckiego Koła Naukowego Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Jelita a układ odpornościowy

SIBO (small intestinal bacterial overgrowth) oznacza nadmierne namnażanie bakterii w jelicie cienkim. Może powodować objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak wzdęcia, biegunki czy bóle brzucha. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że jego skutki mogą wykraczać poza układ trawienny.

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na układ odpornościowy poprzez tzw. oś jelito–odporność. W efekcie dysbioza jelitowa może sprzyjać nasileniu objawów chorób atopowych – dotyczących dróg oddechowych, skóry lub przewodu pokarmowego.

Analiza dostępnych badań pokazuje, że dodatnie wyniki testów oddechowych w kierunku SIBO częściej obserwuje się u pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi, zespołem aktywacji mastocytów oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną. Nie oznacza to jednak, że SIBO jest bezpośrednią przyczyną tych chorób.

– Szacuje się, iż w populacji ogólnej SIBO występuje do ok. 20% osób zdrowych, natomiast dla alergików brak jest jednoznacznych danych. Większość badań wskazuje jednak na korelację między dodatnim wynikiem testu oddechowego a objawami alergii – wyjaśnia dr Krzysztof Gomułka z Katedry i Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW. Jak podkreśla badacz, wiele dostępnych danych dotyczy dzieci, dlatego potrzebne są dalsze badania w populacji osób dorosłych.

Kiedy leczenie SIBO może pomóc?

Związek między SIBO a alergiami może mieć znaczenie praktyczne w leczeniu niektórych pacjentów.

– Największa szansa na poprawę objawów po diagnostyce i leczeniu SIBO może dotyczyć pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną – mówi dr Krzysztof Gomułka. Mechanizm tej zależności może działać w obie strony. Z jednej strony SIBO może prowadzić do tzw. „nieszczelności jelita”, która sprzyja stanowi zapalnemu i reakcjom alergicznym. Z drugiej strony przewlekły stan zapalny związany z atopią może zaburzać pracę jelit i sprzyjać namnażaniu bakterii.

Sygnał ostrzegawczy

Diagnostyka w kierunku SIBO nie jest jeszcze standardem u pacjentów z alergią. Są jednak sytuacje, w których warto ją rozważyć.

– Sygnałem ostrzegawczym może być nagłe pogorszenie przebiegu choroby alergicznej lub pojawienie się nowych objawów mimo stosowania dotychczasowego leczenia – podkreśla dr Krzysztof Gomułka. W takich przypadkach konieczna może być dokładniejsza ocena stanu pacjenta i rozszerzenie diagnostyki, w tym w kierunku SIBO.

Nowy kierunek badań nad alergią

Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć związek między SIBO a chorobami atopowymi. Jeśli przyszłe wyniki potwierdzą tę zależność, diagnostyka i leczenie zaburzeń mikrobioty jelitowej mogą stać się ważnym elementem terapii części pacjentów z alergiami.

Materiał powstał na podstawie artykułuInternational Journal of Molecular Sciences, Possible Crosstalk Between Small Intestinal Bacterial Overgrowth (SIBO) and Atopic Manifestations—A Short Overview, Michał Terlecki, Wiktoria Brzeczek, Martyna Kowalczyk, Emilia Kiełczyńska, Klaudia Kukla, Gabriela Osmulska, Krzysztof Gomułka

Źródło: Komunikat Prasowy

Choroba Alzheimera kojarzy się przede wszystkim z zaburzeniami pamięci, orientacji i nieodwracalnymi zmianami neurodegeneracyjnymi w mózgu. Rzadko myślimy o niej w kontekście… szczoteczki do zębów. Tymczasem coraz więcej badań sugeruje, że procesy zapalne toczące się w jamie ustnej mogą mieć dużo większe znaczenie w kontekście ogólnego stanu zdrowia, a zwłaszcza zdrowia mózgu. 
Nowe badanie zespołu naukowców z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda Polskiej Akademii Nauk (IITD PAN) we Wrocławiu, Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) oraz Uniwersytetu Connecticut, USA (UConn) pokazuje, że stan tkanek przyzębia, obwodowa odpowiedź odpornościowa oraz funkcje poznawcze są ze sobą ściśle powiązane. To kolejny głos w rosnącej dyskusji na temat mouth–brain axis — osi jama ustna – mózg — analogicznej do dobrze znanej osi jelito–mózg.

Od zapalenia dziąseł do neurodegeneracji

Choroby zapalne przyzębia to jeden z najpowszechniejszych problemów zdrowia jamy ustnej na świecie. Najłagodniejsza forma — zapalenie dziąseł — dotyka nawet 90% dorosłej populacji i często bywa bagatelizowana. Jeśli jednak stan zapalny utrzymuje się długo przechodzi w postać przewlekłą i może prowadzić do rozwoju paradontozy, czyli choroby zapalnej o podłożu bakteryjnym, prowadzącej do trwałego uszkodzenia tkanek podtrzymujących zęby i w konsekwencji utraty zębów. Od dawna choroby zapalne przyzębia wiązane są z wieloma chorobami ogólnoustrojowymi takimi jak: choroby układu sercowo-naczyniowego, cukrzyca czy choroby płuc. Coraz więcej danych naukowych wskazuje jednak, że mogą one również wpływać na funkcjonowanie mózgu i przebieg choroby Alzheimera.

Co sprawdzili badacze?

W badaniu opublikowanym w 2025 roku w International Journal of Molecular Sciences wzięło udział 68 osób: 36 pacjentów ze zdiagnozowaną chorobą Alzheimera oraz stopniem jej zaawansowania oraz 32 osoby zdrowe poznawczo, w tej samej grupie wiekowej. Naukowcy poddali szczegółowej analizie stan higieny jamy ustnej, mierząc płytkę nazębną w przestrzeniach międzyzębowych, krwawienie dziąseł, głębokość kieszonek dziąsłowych oraz utratę przyczepu łącznotkankowego. Równocześnie oceniali funkcje poznawcze badanych za pomocą testów MMSE, MoCA oraz testu zegara. Analizie poddano także skład krwi i obwodowe markery odporności, badając reakcję komórek na lipopolisacharyd (LPS) pochodzący od bakterii Porphyromonas gingivalis, będącej główną przyczyną paradontozy. To właśnie ten ostatni element czyni badanie wyjątkowym, nie tylko opisuje korelacje między obiema chorobami, ale także pokazuje funkcjonalną dysregulację obwodowej odpowiedzi odpornościowej.

Paradoks odporności w chorobie Alzheimera

U osób z chorobą Alzheimera badacze zaobserwowali zmiany w profilu obwodowych komórek odpornościowych. Najważniejsza obserwacja to ta, że ogólna liczba białych krwinek jak i specyficzne subpopulacje leukocytów (limfocyty, monocyty) a także płytki krwi są istotnie zmniejszone w porównaniu z osobami zdrowymi poznawczo. Wykazano także obniżony marker SII (wskaźnik ogólnoustrojowego stanu zapalnego). Obserwacje te uznano za możliwą jedną z przyczyn osłabionej odpowiedzi odpornościowej na antygeny bakteryjne, co wskazuje na potencjalne niedobory immunologiczne w tej grupie chorych.

– U pacjentów z chorobą Alzheimera widzimy nie tyle nadmierny ogólnoustrojowy stan zapalny, ale pewne deficyty wynikające z osłabienia i wyczerpania układu odpornościowego – podkreśla dr Jacek Zborowski z Katedry i Zakładu Periodontologii i Patologii Jamy Ustnej UMW, współautor badania.

Kluczowym odkryciem było to, że obwodowe komórki odpornościowe pacjentów z chorobą Alzheimera w warunkach braku stymulacji wytwarzają znacznie mniej cytokin pro- i anty-zapalnych w porównaniu do komórek osób zdrowych. Jednak po kontakcie z antygenem bakteryjnym odpowiedź odpornościowa jest silniejsza niż u osób zdrowych. Zdaniem badacza wyczerpanie, czyli niska aktywność bazowa w zestawieniu z nadreaktywnością po stymulacji to obraz dysregulacji układu odpornościowego.

– Należy jednak podkreślić, że jest to bardziej złożony proces, w którym elementy przewlekłego zapalenia i zmian funkcjonalnych w obwodowych komórkach odpornościowych występują razem
i mogą pełnić różne role w patogenezie choroby Alzheimera – podkreśla kierownik projektu dr hab. Marta Sochocka z Zakładu Immunologii Chorób Zakaźnych i Laboratorium Wirusologii IITD PAN.

Dziąsła, stan higieny jamy ustnej i pamięć

Najbardziej interesujący klinicznie wynik dotyczy jednak związku między stanem tkanek przyzębia a funkcjami poznawczymi. Wraz ze wzrostem stopnia zaawansowania choroby Alzheimera rosły wskaźniki płytki nazębnej w przestrzeniach międzyzębowych (API) oraz krwawienia dziąseł (BOP). Co więcej, badacze wykazali, że im większy stan zapalny dziąseł (BOP), tym gorszy wynik testu MMSE, niezależnie od wieku i płci pacjenta.

– Nie chodzi tu o zaawansowaną paradontozę. Nasze dane sugerują, że nawet łagodny, przewlekły stan zapalny dziąseł może mieć znaczenie systemowe – zaznacza dr Zborowski.

Mechanizm od infekcji bakteryjnej i stanu zapalnego w jamie ustnej do mózgu

Zaproponowany przez naukowców mechanizm zakłada, że zaniedbana higiena jamy ustnej i stan zapalny tkanek przyzębia stanowią ciągłe obciążenie dla starzejącego się układu odpornościowego. Prowadzi to do dysfunkcji komórek odpornościowych, które wykazują cechy wyczerpania, a jednocześnie nadmiernie reagują na antygeny bakteryjne. Z wiekiem bariera krew–mózg staje się bardziej przepuszczalna, co umożliwia komórkom obwodowego układu odpornościowego ich aktywny udział w procesach immunologicznych w ośrodkowym układzie nerwowym. Dodatkowe sygnały i cząsteczki zapalne mogą wpływać na stan zapalny w mózgu (neuroinflammation).

Publikacja pokazuje także bardzo praktyczny problem: osoby z chorobą Alzheimera znacznie rzadziej dbają o higienę jamy ustnej. Rzadziej myją zęby dwa razy dziennie, niemal nie używają nici dentystycznej. To oznacza, że profilaktyka stomatologiczna nie może opierać się wyłącznie na edukacji pacjenta. Musi obejmować wsparcie opiekunów i być elementem systemowej opieki.

– Stan higieny jamy ustnej u pacjenta z zaburzeniami poznawczymi nie jest „dodatkiem”. To parametr ogólnoustrojowy, który może mieć znaczenie dla przebiegu choroby – podkreśla dr Zborowski.

Szczoteczka jako narzędzie profilaktyki Alzheimera

Autorzy nie ogłaszają nowej terapii choroby Alzheimera, ale ich dane wyraźnie sugerują, że jama ustna jest aktywnym elementem osi odporność–mózg i nawet łagodny stan zapalny dziąseł może wpływać na stan obwodowych komórek odpornościowych. Higiena jamy ustnej oraz zdrowe przyzębie powinny być traktowane jako element profilaktyki i opieki nad pacjentami z chorobą Alzheimera. W czasach, gdy skutecznych terapii przyczynowych wciąż brakuje priorytetem powinno być wdrożenie diagnostyki stanu zapalnego przyzębia wśród osób z zaburzeniami funkcji poznawczych oraz demencją, zwłaszcza typu alzheimerowskiego. Interwencje takie jak regularna higiena jamy ustnej mogą mieć nieoczekiwanie duże znaczenie, by uniknąć przyszłych konsekwencji dla zdrowia psychicznego. 

Materiał powstał na podstawie artykułu:

Oral and Periodontal Health Status, Peripheral Immune Dysregulation, and Cognitive Impairment in Alzheimer’s Disease: A Clinical and Immunological Study Frontiers in Public Health, Michał Ochnik, Jacek Zborowski, Jerzy Leszek, Adrianna Senczyszyn, Breno Satler Diniz, Aleksandra Sender-Janeczek, Egbert International Journal of Molecular Sciences
Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
Szczepienia ochronne są dla pacjentów hematologicznych nie tylko elementem profilaktyki zakażeń, ale często warunkiem kontynuacji leczenia ratującego życie. Eksperci alarmują, że dziś w tej grupie chorych brakuje spójnych rozwiązań systemowych, jasnych rekomendacji i odpowiedniej organizacji procesu szczepień. Raport „Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych” pokazuje, że wdrożenie konkretnych zmian może zwiększyć bezpieczeństwo terapii i poprawić ochronę pacjentów oraz ich otoczenia.
Ochrona przed chorobami zakaźnymi jest szczególnie ważna dla osób z grup ryzyka, czyli m.in. pacjentów hematologicznych. Samo leczenie przeciwnowotworowe głęboko ingeruje w układ odpornościowy i zwiększa podatność na infekcje. Co istotne, na choroby krwi i szpiku w dużej mierze chorują osoby starsze, które są bardziej podatne na zachorowania.

Osoby po 65. roku życia mają czterokrotnie wyższe ryzyko pneumokokowego za­palenia płuc i aż ośmiokrotnie wyższe ryzyko inwazyjnej choroby pneumokokowej, a co drugi pacjent 65+ zapadający na inwazyjną chorobę pneumokokową umiera. Dojrzały wiek jest również jednym z czynników ryzyka w przypadku zakażeń RSV oraz zachorowań na półpasiec. Szczepienia są kluczowym elementem profilaktyki w grupie pacjentów hematologicznych. Zachorowanie na chorobę zakaźną, np. COVID-19 czy grypę, może wyłączyć ich z leczenia hematologicznego ratującego ich życie i zdrowie.

Eksperci wskazują, że pacjenci z chorobami przewlekłymi mogą i powinni być szczepieni zgodnie z indywidualnie przygotowanym planem uwzględniającym specyfikę leczenia.

„Warto zwrócić uwagę na postęp w leczeniu chorób hematologicznych. Skuteczne, wydłużające życie terapie, często znacząco ingerują w funkcjonowanie układu immunologicznego – zwiększa to ryzyko ciężkich infekcji. Szczepienia są podstawowym narzędziem profilaktyki w tej grupie, choć wymagają indywidualizacji i odpowiedniego planowania w zależności od terapii. To wyzwanie, które wymusza na nas nowe podejście do profilaktyki zakażeń i ścisłą współpracę całego środowiska medycznego” – mówi prof. dr hab. n. med. Lidia Gil, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Transplantacji i Terapii Komórkowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Pacjenci hematologiczni chcą się szczepić

Aż 99,3 proc. pacjentów z rozpoznaniem choroby hematologicznej ma świadomość zwiększonego ryzyka infekcji, a 69,3 proc. deklaruje gotowość do zaszczepienia się przeciwko chorobie wirusowej.W rzeczywistości wśród pacjentów z zaburzeniami odporności nadal obserwowanych jest wiele trudności i wyzwań, które nie pozwalają na osiągnięcie właściwej ochrony tej populacji. Barierą pozostają kwestie organizacyjne i brak jasnych, spójnych rekomendacji w praktyce klinicznej.

Pacjenci w trakcie leczenia często muszą samodzielnie koordynować proces szczepienia: uzyskać receptę, zakupić preparat, przechować go w odpowiednich warunkach i znaleźć miejsce, w którym zostanie on podany. Eksperci zwracają uwagę, że w placówkach prowadzących programy lekowe powinny funkcjonować poradnie przyszpitalne, których zadaniem powinno być przygotowywanie pacjentów z grup ryzyka do terapii poprzez ocenę ich statusu immunologicznego i realizację zalecanych szczepień przed rozpoczęciem terapii.

„Szczepienia to najważniejsza metoda profilaktyki chorób zakaźnych, a dane na temat statusu szczepień – czy chory je realizował i w jakim schemacie przed postawieniem diagnozy choroby hematologicznej – powinny wchodzić w skład standardowej oceny cho­rego, zanim rozpoczniemy leczenie przeciwnowotworowe” podkreśla prof. dr hab. n. med. Iwona Hus, kierownik Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA.

Dezinformacja ma realne konsekwencje zdrowotne  

Narastającym problemem staje się dezinformacja i aktywności ruchów antyszczepionkowych, które podważają bezpieczeństwo i zasadność immunizacji. W efekcie część osób rezygnuje z możliwości zaszczepienia się – co zwiększa ryzyko infekcji i rozpowszechnienia chorób zakaźnych w całej populacji.

„Bardzo ważna sprawa to mity, które trzeba systematycznie obalać. Na przykład, że szczepienia są tylko dla dzieci, że dzieci nie zarażają, albo że półpasiec to drobnostka. Musimy też pamiętać o silnym ruchu antyszczepion­kowym, który stoi za dezinformacją. Warto więc konsekwentnie przełamywać stereotypy i zmieniać narrację w edukacji – tak, aby zarówno pa­cjenci, ich rodziny, jak i lekarze rozumieli wagę szczepień” – dodaje Katarzyna Lisowska, przedstawicielka Stowarzyszenia Hematoonkologiczni.

Eksperci nie mają wątpliwości: szczepionki inaktywowane można bezpiecznie stosować u chorych na nowotwory. Co więcej, odpowiedź immunologiczna uzyskana na drodze szczepienia jest bezpieczniejsza niż odporność uzyskiwana na drodze przebycia infekcji (szczególnie w grupach ryzyka).

„Szczepionki inaktywowane mogą być bezpiecznie stosowane u pacjentów z zaburzeniami odporności i u chorych w wieku starszym, kiedy to naturalnie dochodzi do osłabienia aktywności układu odporności” – zwraca uwagę prof. dr hab. n. med. Iwona Hus.

Przeciwwagą dla fake newsów są wiarygodne dowody medyczne na wartość szczepień ochronnych płynące z praktyki klinicznej.

„Nie można też pominąć kontekstu społecznego. Dyskusja o szczepieniach, szczególnie w ostatnich latach, stała się bardzo emocjonalna. W przestrzeni publicznej dominuje przekaz o powikłaniach, podczas gdy istotnie mniej informacji i komunikatów płynie w kontekście korzyści wynikających z immunizacji. Tymczasem szczepienia ratują życie — również i przede wszystkim w tak trudnych grupach pacjentów, jak chorzy hematologiczni. Naszą rolą jest nie tylko prowadzenie badań i leczenie, ale także rzetelna komunikacja z pacjentami  i społeczeństwem, bez straszenia, ale z podkreślaniem korzyści i znaczenia szczepień – mówi prof. dr hab. n. med. Lidia Gil.

Eksperci rekomendują wdrożenie elektronicznej karty szczepień i wykorzystanie danych do prowadzenia analiz porównujących skuteczność terapii u pacjentów szczepionych i nieszczepionych. Rejestry danych i ich analiza mogą w perspektywie kolejnych lat wzmacniać głos ekspertów i dawać realne argumenty za szczepieniami.

Ochrona pacjenta zaczyna się także w jego otoczeniu

Grupy ryzyka w sposób szczególny powinny zadbać o profilaktykę chorób zakaźnych, a w przypadku braku możliwości przeprowadzenia szczepienia – ochrona powinna wynikać z wysokiego poziomu wyszczepienia wśród osób z ich otoczenia – rodzina, dzieci, wnuki oraz personel medyczny. To tzw. strategia „kokonu”, szczególnie istotna w sytuacji, gdy pacjent z powodu leczenia nie może przyjąć wszystkich szczepień.

„Z jednej strony mamy przygotowany kalendarz szczepień dorosłych, ale w praktyce lekarze POZ często nie są nim zainteresowani, a zdarza się, że wręcz podchodzą do szczepień negatywnie. To fatalna sytuacja, bo jeśli nawet personel medyczny, w tym kadra szpitalna na oddziałach onkologicznych czy hematologicznych, nie jest w wystar­czającym stopniu zaszczepiony, to jak możemy oczekiwać, że pacjenci będą stosować się do zaleceń dotyczących profilaktyki?” dodaje Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej

Wprowadzenie obowiązkowych szkoleń dla lekarzy POZ i lekarzy innych specjalności w zakresie wskazań i bezpieczeństwa szczepień oraz przeprowadzenie analizy możliwości wprowadzenia elementów motywujących dla personelu medycznego celem podniesienia wskaźnika wyszczepienia przeciwko chorobom zakaźnym – to kolejne rekomendacje wypływające z dokumentu „Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych” Jednocześnie społeczność pacjentów zwraca uwagę na to, że rekomendacja lekarza prowadzącego może być kluczowa w procesie podejmowania przez pacjenta decyzji o zaszczepieniu się. 

„W Polsce wciąż brakuje spójnej strategii profilaktyki dorosłych. Szczepienia nie są traktowane jako integralna część leczenia chorób przewlekłych, mimo że w przypadku wielu pacjentów mogą naprawdę ratować życie i decydować o bezpieczeństwie terapii. Jeżeli lekarz nie ma jasnych wytycznych, a pacjent nie otrzymuje jednoznacznej rekomendacji, decyzja o szczepieniu zostaje odłożona – często na moment, w którym jest już za późno” zwraca uwagę Barbara Leonardi, Prezes Zarządu Myeloma Patients Europe oraz członkini Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.

Raport „Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych” powstał na bazie spotkania warsztatowego zorganizowanego przez Fundację Rzecznicy Zdrowia z udziałem hematologów, specjalistów chorób zakaźnych, medycyny rodzinnej, ekspertów systemu ochrony zdrowia oraz przedstawicieli organizacji pacjentów. Eksperci omówili korzyści płynące z profilaktyki szczepiennej oraz bariery związane z jej rozpowszechnieniem w grupie ryzyka, jaką są pacjenci zmagający się z chorobami hematologicznymi. Spotkanie zaowocowało wypracowaniem rozwiązań, których wdrożenie może pozytywnie wpłynąć na edukację pacjentów, a co za tym idzie, wzrost odsetka pacjentów hematologicznych i osób z ich otoczenia, które poddają się szczepieniom ochronnym.

Pełna publikacja: Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych – raport – Rzecznicy Zdrowia

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie medycyny została przyznana trójce badaczy, którzy – choć pracowali w różnych ośrodkach i dekadach – razem odkryli jeden z najważniejszych mechanizmów naszego organizmu: zdolność układu odpornościowego do samokontroli. Mary Brunkow, Fred Ramsdell i Shimon Sakaguchi zostali uhonorowani za badania, które doprowadziły do poznania roli limfocytów T regulatorowych (Treg) oraz znaczenia genu FOXP3 w utrzymaniu immunologicznej równowagi.
W opublikowanym komentarzu eksperci Narodowego Instytutu Onkologii, prof. Elżbieta Sarnowska i dr hab. n. med. Sergiusz Markowicz, podkreślają, że odkrycia noblistów mają konsekwencje wykraczające daleko poza immunologię klasyczną – sięgają również onkologii i współczesnych metod leczenia nowotworów.
Historia tego odkrycia sięga połowy XX wieku. W 1949 roku w Oak Ridge National Laboratory w USA zaobserwowano u myszy spontaniczną mutację związaną z chromosomem X. Samce cierpiały na ciężką chorobę autoimmunologiczną i z powodu szorstkiej, łuszczącej się skóry nazwano je „scurfy”. Dopiero pół wieku później Mary Brunkow i Fred Ramsdell wykazali, że przyczyną choroby jest brak białka Foxp3, które warunkuje powstawanie limfocytów T regulatorowych.

Równolegle Shimon Sakaguchi odkrył, że autoimmunizacja nie wynika wyłącznie z nadaktywności komórek efektorowych, lecz także z braku hamulców. W 1995 roku jego zespół zidentyfikował u myszy komórki CD4⁺CD25⁺ Treg, których usunięcie prowadziło do choroby autoimmunologicznej, a ponowne wprowadzenie przywracało równowagę układu odpornościowego.
Połączenie tych badań dowiodło, że to właśnie limfocyty T regulatorowe utrzymują odporność w ryzach, a gen FOXP3 jest ich głównym przełącznikiem. „To odkrycie zmieniło sposób, w jaki widzimy układ odpornościowy. Zrozumieliśmy, że jego siła nie polega tylko na zdolności do niszczenia patogenów, ale także na umiejętności powściągania samego siebie. Właśnie ta równowaga jest kluczem do zdrowia” – podkreśla prof. Elżbieta Sarnowska z Pracowni Immunoterapii Eksperymentalnej NIO-PIB.
Wiadomo dziś, że Tregi chronią organizm przed autoagresją i odgrywają ważną rolę m.in. w czasie ciąży, zapobiegając odrzuceniu płodu. Ale ich działanie ma również drugą stronę. W środowisku nowotworowym te same komórki mogą hamować aktywność odporności i w ten sposób chronić guz przed układem immunologicznym. „W onkologii limfocyty T regulatorowe są mieczem obosiecznym. Z jednej strony są niezbędne, by zapobiegać wyniszczającym reakcjom autoimmunologicznym, z drugiej – mogą chronić nowotwór przed odpowiedzią immunologiczną organizmu. Dlatego zrozumienie ich działania ma kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju immunoterapii nowotworów” – wyjaśnia dr hab. n. med. Sergiusz Markowicz.
Mechanizmy regulacji odporności, które badali tegoroczni laureaci, stały się fundamentem współczesnej immunoterapii nowotworów. To dzięki nim opracowano leki z grupy tzw. inhibitorów punktów kontrolnych (checkpoint inhibitors), które „zdejmują hamulec” z układu odpornościowego, pozwalając mu skuteczniej zwalczać raka.
Dzięki lepszemu poznaniu funkcji Tregów możemy szukać sposobów, by wzmocnić odpowiedź immunologiczną przeciwko nowotworowi, jednocześnie unikając nadmiernej aktywacji, która mogłaby prowadzić do autoagresji. To balans, którego nauczyła nas biologia” – dodaje prof. Sarnowska.
Dr Markowicz podsumowuje: „To, co dziś widzimy w klinikach onkologicznych, ma swoje korzenie w fundamentalnych badaniach sprzed dekad. Każdy postęp w zrozumieniu układu odpornościowego przybliża nas do skuteczniejszego i bardziej spersonalizowanego leczenia raka.
W Narodowym Instytucie Onkologii naukowcy kontynuują tę linię badań, analizując m.in. mechanizmy tzw. wyczerpania limfocytów T w kontakcie z komórkami nowotworowymi oraz sposoby ich ponownej aktywacji. Poszukują biomarkerów, które pozwoliłyby wcześnie wykrywać subtelne zmiany w układzie odpornościowym – zanim guz stanie się widoczny klinicznie. Ich celem jest także zrozumienie, w jaki sposób nowotwór „ucieka” przed presją immunologiczną, zmieniając swój profil genetyczny i fenotypowy.
Współczesna immunologia to dziedzina, która uczy pokory. Wymaga lat badań, cierpliwości i interdyscyplinarnej współpracy – dokładnie tego, co w długiej perspektywie prowadzi do przełomów takich jak tegoroczny Nobel.

Zobacz też: „Tegoroczny Nobel z medycyny: jak badania nad limfocytami Treg zmieniły immunologię”

Źródło: Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy