Medicalpress
Transport narządów do przeszczepu to wyścig z czasem – powiedział PAP dr Franck Zal, zdobywca Europejskiej Nagrody dla Wynalazcy 2026. Francuski biolog opracował metodę wytwarzania z pierścienic morskich nośnika tlenu dla narządów i tkanek, który wielokrotnie przedłuża czas ich przydatności do transplantacji.
Francuski biolog morski Franck Zal odkrył, że morski wieloszczet piaskówka (Arenicola marina) ma pozakomórkową cząsteczkę hemoglobiny (M101), która może przenosić 40 razy więcej tlenu niż ludzka hemoglobina. Jego firma biotechnologiczna Hemarina produkuje z niej naturalny, uniwersalny nośnik tlenu HEMOXYCarrier, który jest stosowany m.in. w transporcie i konserwacji narządów do przeszczepów oraz terapii ran.

Ten pomysł przyniósł Franckowi Zalowi nagrodę w organizowanym przez Europejski Urząd Patentowy konkursie European Inventor Award 2026 (EIA) w kategorii „Małe i średnie przedsiębiorstwa”. Gala wręczenia nagród odbyła się na początku lipca w Berlinie.

Naukowiec zdradził w rozmowie z PAP, że ma polskie korzenie – jego dziadek w latach 20. XX w. wyemigrował z Krakowa do Francji. Jak opowiadał, biologiem morskim chciał zostać, od kiedy jako kilkulatek zobaczył w czarno-białym telewizorze dokument o legendarnym oceanografie Jacques’u Cousteau, a potem spotkał go osobiście po jednym z wykładów.

Tuż przed berlińską galą tłumaczył PAP, że konserwacja i przeszczepianie narządów to prawdziwy wyścig z czasem. – Gdy narząd znajduje się w ciele człowieka, jest podłączony do krwioobiegu, który dostarcza mu tlen. Ale kiedy tkanki lub narządy zostają pobrane z ciała, naczynia krwionośne zostają przecięte i zablokowane zaciskami. Wtedy narządy nie dostają już tlenu i po pewnym czasie obumierają – opowiadał.

Serce może przeżyć w takich warunkach 3-4 godziny, wątroba ok. 6 godzin, a nerki 24-36 godzin. Tymczasem po dodaniu opatentowanego przez dr. Zala preparatu Hemo2Life do roztworu do przechowywania narządów ten czas można wydłużyć nawet trzykrotnie.

Wieloszczety (Polychaeta) to gromada morskich pierścienic z licznymi szczecinkami na ciele. Występują powszechnie w środowiskach morskich, od płytkich wód po głębiny. Dr Frank Zal, były wykładowca Sorbony, badał te z gatunku Arenicola marina, występujące w strefie przybrzeżnej. Te zwierzęta, ważące zwykle 3-5 g i osiągające długość do 10 cm, podczas przypływu są zanurzone w wodzie, a w czasie odpływu żyją na lądzie.

– Zainteresowało mnie, że te istoty żyją w strefie między odpływem a przypływem, w dwóch różnych środowiskach. Jak to się więc dzieje, że w czasie przypływu wieloszczet pobiera tlen z wody morskiej, a podczas odpływu nie oddycha nawet przez sześć godzin? Okazało się, że odpowiedź kryje się w jego krwi – tłumaczył dr Zal.

Dodał, że ponieważ jest biologiem morskim, „wszystko zaczęło się na plaży”. – Próbowałem ustalić związek między niedokrwieniem i reperfuzją (to proces przywrócenia przepływu krwi do niedokrwionej tkanki lub narządu – PAP) podczas przypływu i odpływu morza. I odkryłem, że hemoglobina we krwi piaskówki nie jest związana z czerwonymi krwinkami, jak u ludzi. Jest też 250 razy mniejsza od hemoglobiny w ludzkiej krwi i może przenosić 40 razy więcej tlenu. Zgodność genetyczna między hemoglobiną naszą a tą pochodzącą od wieloszczetów wynosi aż 90,9 proc. A ponieważ „superhemoglobina” piaskówek jest pozakomórkowa, wykazuje zgodność z każdą grupą krwi – opowiadał badacz.

Na wyspie Noirmoutier na francuskim wybrzeżu Atlantyku jego firma hoduje piaskówki w dawnym gospodarstwie rybnym o powierzchni 13h. Farma dostarcza rocznie 30 ton wieloszczetów, które rozwijają się w ściśle kontrolowanym środowisku. Po odłowieniu piaskówki są zamrażane, przewożone do Tours, gdzie wyodrębnia się z nich cząsteczki hemoglobiny, a te następnie są transportowane do Belgii, gdzie powstaje sterylny materiał klasy medycznej.

Jako opowiadał dr Zal, żel zawierający hemoglobinę M101 był też z powodzeniem stosowany m.in. w leczeniu oparzeń u pacjentów po tragicznym pożarze w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana. 1 stycznia 2026 r. podczas imprezy sylwestrowej ogień ogarnął podziemny bar Le Constellation, zginęło tam 41 osób, a 115 zostało rannych.

Trwają prace nad kolejnymi produktami z hemoglobiny pierścienic, m.in. dla chorych cierpiących na anemię sierpowatokrwinkową i niektóre nowotwory. Wraz z ekspertami z Marynarki Wojennej USA dr Zal rozwija pomysł na nośnik tlenu w postaci proszku, który można wymieszać z roztworem i wstrzyknąć ciężko rannym pacjentom w celu podniesienia poziomu tlenu. Taki zabieg miałby odpowiadać transfuzji 450 ml krwi. Następny projekt to preparat do leczenia w warunkach polowych zgorzeli gazowej (gangreny) – śmiertelnego zakażenia bakteryjnego znanego m.in. z okopów I wojny światowej, które pojawiło się na polach bitwy w Ukrainie z powodu trudności w ewakuacji rannych żołnierzy.

Według raportu „Dawstwo i przeszczepianie narządów na świecie…” („Organ Donation and Transplantation Worldwide…”) opublikowanego w serwisie naukowym PubMed Central, w 2024 r. tylko na przeszczep nerki czekało pomad 500 tys. osób w 74 krajach. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje z kolei, że obecne wskaźniki przeszczepów zaspokajają mniej niż 10 proc. globalnego zapotrzebowania na narządy.

Źródło: Nauka w Polsce, Anna Bugajska (PAP)

Zespół Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził pierwsze na świecie chimeryczne przeszczepienie wątroby. Innowacyjny zabieg, wykonany u 47-letniej pacjentki z zaawansowanym nowotworem wątroby, polegał na stworzeniu jednego funkcjonalnego narządu z dwóch fragmentów o różnym pochodzeniu genetycznym – własnej wątroby chorej oraz fragmentu narządu pobranego od zmarłego dawcy. Nowatorska metoda może otworzyć nowe możliwości leczenia pacjentów, którzy dotychczas nie kwalifikowali się do radykalnej operacji.
 
Po raz pierwszy w historii transplantologii jeden przeszczepiony narząd został zbudowany z dwóch fragmentów wątroby o odmiennym pochodzeniu genetycznym – własnego fragmentu pacjentki oraz fragmentu pobranego od zmarłego dawcy. Na zimnym stoliku utworzono z nich jeden funkcjonalny chimeryczny graft wątrobowy, który następnie wszczepiono chorej.

Na czym polega chimeryczne przeszczepienie

Operacja połączyła dwie najbardziej zaawansowane techniki współczesnej transplantologii – autotransplantację oraz allotransplantację. Ze względu na rozległość nowotworu klasyczna resekcja wątroby nie pozwalała na radykalne usunięcie zmian przy jednoczesnym zachowaniu wystarczającej ilości prawidłowo funkcjonującego miąższu – a od tego zależało przeżycie chorej po operacji.

Własna wątroba pacjentki została zatem usunięta z organizmu i poddana resekcji pozaustrojowej. W warunkach chirurgii ex situ, czyli „na bocznym stoliku”, usunięto większość wątroby zajętą przez nowotwór oraz przygotowano zdrową część narządu do ponownego wszczepienia. Pozostawiony własny fragment wątroby był jednak zbyt mały, aby samodzielnie zapewnić bezpieczną funkcję narządu. Został więc połączony na zimnym stoliku z odpowiednio przygotowanym fragmentem wątroby pobranym od zmarłego dawcy. W ten sposób powstał jeden chimeryczny graft, który następnie wszczepiono pacjentce.

Fragment pochodzący od dawcy pełnił rolę czasowego biologicznego wspomagania, umożliwiając regenerację i przerost własnej części wątroby chorej.

Kto wykonał innowacyjną operację

Prof. Michał Grąt opracował koncepcję operacji oraz był operatorem podczas wszystkich jej kluczowych etapów – hepatektomii, resekcji pozaustrojowej, wytworzenia chimerycznego graftu oraz jego wszczepienia. W etapie brzusznym operacji asystowali dr hab. Wacław Hołówko oraz lek. Maryla Turkot. Podczas resekcji pozaustrojowej i przygotowania chimerycznego graftu asystowali dr hab. Wacław Hołówko oraz lek. Agata Konieczka. Podział wątroby pobranej od zmarłego dawcy i przygotowanie fragmentu wykorzystanego do stworzenia chimerycznego graftu wykonali dr Konrad Kobryń oraz lek. Paweł Rykowski. Za znieczulenie pacjentki odpowiadał lek. Dawid Tomasik. W skład zespołu operacyjnego wchodziły również pielęgniarki operacyjne Ewelina Kamińska i Małgorzata Ponichtera oraz pielęgniarki anestezjologiczne Agata Małek i Joanna Podsiadła.

Dzięki bardzo dobrej regeneracji własnej części wątroby 18 maja 2026 roku, zaledwie tydzień po pierwszej operacji, możliwe było wykonanie drugiego zabiegu i usunięcie fragmentu graftu pochodzącego od zmarłego dawcy. W organizmie pacjentki pozostała wyłącznie jej własna, odpowiednio przerośnięta i prawidłowo funkcjonująca wątroba.
Obecnie pacjentka pozostaje w dobrym stanie.

Nowy kierunek w chirurgii wątroby i transplantologii

– Istotą tej operacji było stworzenie na zimnym stoliku jednego funkcjonalnego narządu złożonego z dwóch fragmentów wątroby o odmiennym pochodzeniu genetycznym. Fragment od zmarłego dawcy zapewniał chorej bezpieczną funkcję narządu w okresie, gdy własna część wątroby była jeszcze zbyt mała. Po uzyskaniu odpowiedniego przerostu mogliśmy usunąć część allogeniczną, pozostawiając pacjentkę z jej własną, prawidłowo funkcjonującą wątrobą. W praktyce oznacza to stworzenie nowej koncepcji leczenia wybranych chorych z zaawansowanymi nowotworami wątroby, u których dotychczas nie było możliwości radykalnego leczenia – mówi prof. Michał Grąt.

Chimeryczne przeszczepienie wątroby stanowi unikatowe połączenie chirurgii onkologicznej, transplantologii oraz chirurgii ex situ. Wykorzystuje doświadczenia zdobyte podczas autotransplantacji wątroby, przeszczepiania fragmentów narządu oraz zaawansowanych rekonstrukcji naczyniowych, tworząc całkowicie nową strategię leczenia.

Jest to kolejne przełomowe osiągnięcie Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby WUM. W ostatnich latach zespół kliniki jako pierwszy w Polsce przeprowadził między innymi pierwszą autotransplantację wątroby, pierwsze wspomagające przeszczepienie wątroby oraz rozwinął jedyny w kraju program przeszczepiania fragmentów wątroby od żywych dawców u dorosłych.

Źródło: WUM
Foto: WUM

4 marca ogłoszono wyniki 23. edycji jednego z najbardziej prestiżowych rankingów środowiska medycznego w Polsce. Na tegorocznej Liście Stu „Pulsu Medycyny” za osobę mającą największy wpływ na polską medycynę i system ochrony zdrowia w 2025 roku kapituła uznała prof. Michała Grąta – kierownika Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby WUM, konsultanta krajowego w dziedzinie transplantologii klinicznej, prezesa Polskiego Towarzystwa Chirurgii i Transplantacji Wątroby
Ranking Lista Stu od ponad dwóch dekad pokazuje, kto naprawdę kształtuje polską medycynę i system ochrony zdrowia. Tegoroczna edycja przyniosła zmianę na szczycie zestawienia. Największy wpływ na rozwój polskiej medycyny w 2025 roku, zdaniem kapituły, miał prof. Michał Grąt, transplantolog związany z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym.

Ranking Lista Stu przygotowywany przez redakcję „Pulsu Medycyny” należy do najbardziej rozpoznawalnych zestawień w środowisku ochrony zdrowia. Powstaje od 2002 roku i co roku wskazuje osoby, które w największym stopniu wpływają na rozwój medycyny, nauki medycznej oraz funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Kapituła rankingu bierze pod uwagę nie tylko osiągnięcia naukowe czy kliniczne, lecz także realny wpływ na kierunek zmian w ochronie zdrowia, rozwój nowych terapii, organizację systemu czy oddziaływanie na debatę publiczną.

W tegorocznej, 23. edycji zestawienia najwyżej oceniono działalność prof. Michała Grąta. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich transplantologów, specjalizujący się przede wszystkim w transplantacjach wątroby. Jego dorobek naukowy, udział w międzynarodowych projektach badawczych oraz wkład w rozwój chirurgii transplantacyjnej sprawiły, że znalazł się na pierwszym miejscu w kategorii dotyczącej wpływu na polską medycynę.

Lista Stu od lat pokazuje również coś więcej niż indywidualne sukcesy lekarzy czy menedżerów ochrony zdrowia. To swoisty barometr zmian w polskim systemie zdrowia. Wśród laureatów znajdują się nie tylko wybitni klinicyści, ale także eksperci zdrowia publicznego, naukowcy, menedżerowie szpitali czy osoby wpływające na kształt polityki zdrowotnej.

W poprzednich edycjach na czołowych miejscach pojawiali się przedstawiciele bardzo różnych dziedzin medycyny, od neurochirurgii i onkologii, przez kardiologię, aż po medycynę rodzinną czy transplantologię. Ranking pokazuje tym samym, że rozwój systemu ochrony zdrowia nie jest efektem działania jednej specjalności, lecz współpracy wielu środowisk i instytucji.

Warto przypomnieć, że zestawienie obejmuje zwykle dwie główne kategorie: osoby najbardziej wpływowe w polskiej medycynie oraz osoby mające największy wpływ na system ochrony zdrowia. W każdej z nich wskazywana jest setka nazwisk, od liderów opinii po twórców innowacyjnych rozwiązań organizacyjnych czy naukowych.

Dlaczego takie rankingi mają znaczenie? Po pierwsze pokazują, gdzie koncentruje się dziś realna siła zmian w medycynie, czy w nowych technologiach, badaniach klinicznych, organizacji systemu czy w polityce zdrowotnej. Po drugie przypominają, że rozwój ochrony zdrowia w dużej mierze zależy od konkretnych ludzi – lekarzy, naukowców i menedżerów, którzy potrafią łączyć wiedzę medyczną z wizją zmian systemowych.

Tegoroczny wybór prof. Michała Grąta można interpretować jako sygnał, że w polskiej medycynie coraz większą rolę odgrywają dziedziny wymagające wysokiej specjalizacji i współpracy interdyscyplinarnej, takie jak transplantologia czy chirurgia wysokospecjalistyczna. To właśnie tam powstają rozwiązania, które w przyszłości mogą zmieniać standardy leczenia i poprawiać rokowania pacjentów.

Lista Stu jest więc nie tylko rankingiem prestiżu. To także coroczna próba odpowiedzi na pytanie, kto naprawdę kształtuje przyszłość polskiej medycyny.

Pełna lista dostępna TU

Źródło: Puls Medycyny

Choć pierwsze objawy pierwotnej hiperoksalurii dotyczą nerek, źródło choroby znajduje się w wątrobie. Nieleczona prowadzi do odkładania szczawianów w całym organizmie i ciężkich powikłań wielonarządowych, zagrażających życiu pacjenta. O istocie choroby, konieczności diagnostyki genetycznej, możliwościach leczenia i potrzebie opieki wielospecjalistycznej nad pacjentami mówi prof. dr hab. n. med. Katarzyna Krzanowska, kierująca Oddziałem Klinicznym Nefrologii, Dializoterapii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Pierwotna hiperoksaluria to rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba metaboliczna, której pierwsze sygnały pojawiają się w nerkach, choć jej przyczyna leży w zaburzeniach pracy wątroby. Nieleczona prowadzi do odkładania szczawianów w całym organizmie i groźnych powikłań wielonarządowych. O znaczeniu wczesnej diagnostyki genetycznej, nowoczesnych możliwościach terapii oraz konieczności skoordynowanej opieki specjalistycznej opowiada prof. Katarzyna Krzanowska ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Pani Profesor, pierwotna hiperoksaluria – co to za choroba?

Pierwotna hiperoksaluria (PH) to genetycznie uwarunkowana, ultra-rzadka choroba metaboliczna, dziedziczona autosomalnie recesywnie. Prawdopodobnie jest mocno niedodiagnozowana, stąd w oficjalnych statystykach występuje ultra rzadko. Wyróżniamy trzy typy pierwotnej hiperoksalurii, a jej istotą jest defekt genu kodującego enzym obecny w hepatocytach, czyli komórkach wątroby, kluczowy w przemianach metabolicznych szczawianów. W wyniku tego defektu dochodzi do nadprodukcji szczawianów, które organizm próbuje usuwać przez nerki. Skutkiem tego jest hiperoksaluria, czyli nadmierne wydalanie szczawianów z moczem. Początkowo choroba dotyczy głównie nerek, ale w zaawansowanych stadiach staje się chorobą ogólnoustrojową. Gdy pogarsza się funkcja nerek i spada przesączanie kłębuszkowe, nerki nie są w stanie usuwać szczawianów z organizmu, które zaczynają odkładać się w wielu narządach i tkankach. Rozwija się oksaloza, czyli układowa szczawianica. Najczęściej zajęte są:

Śmiertelność u pacjentów z PH jest istotnie wyższa niż w ogólnej populacji dializowanej, nawet niż w populacji ze schyłkową niewydolnością nerek.

Kto jest narażony na zachorowanie i jakie objawy powinny zaniepokoić lekarza pierwszego kontaktu?

Znany około 200 różnych mutacji w genie AGXT, które odpowiadają za najczęstszą i jednocześnie najcięższą postać pierwotnej hiperoksalurii, czyli za typ 1. Niektóre z tych mutacji dają o sobie znać już w dzieciństwie, inne mogą ujawnić się dopiero w wieku dorosłym. Zachorować można zatem w każdym wieku. Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym jest nawracająca kamica nerkowa, zwłaszcza występująca u dzieci, nastolatków i młodych dorosłych poniżej 25. roku życia, a także występująca w połączeniu z nefrokalcynozą lub postępującą niewydolnością nerek o niejasnej etiologii.

Jeżeli kamica ma charakter nawrotowy, a w badaniach obrazowych widzimy odkładanie wapnia w miąższu nerek, to absolutnie nie wolno poprzestać na leczeniu objawowym. Taki pacjent powinien być kierowany na pogłębioną diagnostykę, również genetyczną.

Jak wygląda diagnostyka i gdzie w Polsce są największe problemy?

Podstawowym badaniem jest określenie dobowego wydalania szczawianów z moczem oraz oznaczenie stężenia szczawianów w osoczu. Niezwykle ważna jest także pełna diagnostyka metaboliczna kamicy – z oceną również innych substratów i z analizą składu chemicznego kamieni nerkowych. Jeżeli stwierdzamy podwyższone wydalanie szczawianów, pacjent powinien bezwzględnie zostać skierowany na badania genetyczne. I tu pojawia się problem, bo niestety w Polsce diagnostyka genetyczna kamicy jest bardzo rzadko wykonywana, zwłaszcza u dorosłych.

W efekcie mamy pacjentów, którzy trafiają na krajową listę oczekujących na przeszczep nerki bez rozpoznania przyczyny niewydolności nerek. To ogromny problem systemowy.

Jakie mogą być konsekwencje braku rozpoznania?

Mieliśmy pacjentkę, u której nie rozpoznano pierwotnej hipeoksalurii i wykonano przeszczep nerki. Początkowo wszystko wyglądało dobrze, ale już w 14. dobie po transplantacji doszło do gwałtownego pogorszenia funkcji nerki. W takiej sytuacji zawsze wykonujemy biopsję, aby wykluczyć odrzucenie przeszczepu nowego narządu. I właśnie w biopsji stwierdziliśmy masywne odkładanie kryształów szczawianu wapnia w kanalikach nerkowych przeszczepionej nerki. To pokazuje, jak szybko może dojść do uszkodzenia przeszczepionej nerki, jeśli nie rozpoznamy pierwotnej hiperoksalurii przed wykonaniem transplantacji. Taka pacjentka nie powinna być kwalifikowana wyłącznie do przeszczepu nerki, lecz do jednoczasowego przeszczepu wątroby i nerki, ponieważ to wątroba jest źródłem nadprodukcji szczawianów.

Jakie są metody leczenia pierwotnej hiperoksalurii?

U pacjentów z PH konieczna jest bardzo wysoka podaż płynów, równomiernie rozłożona w ciągu doby i odpowiednia niskoszczawianowa dieta. U niektórych chorych, z określonymi mutacjami, skuteczna jest terapia pirydoksyną (witaminą B6). Stosujemy też leczenie zabiegowe kamicy metodami małoinwazyjnymi. W zaawansowanej chorobie nerek pacjent powinien być wcześnie kwalifikowany do leczenia nerkozastępczego, już w stadium 4. Hemodializa pozwala częściowo usuwać szczawiany, ale musi być prowadzona znacznie częściej, a sesje dializacyjne powinno być dłuższe niż standardowo.

Obecnie mamy już dostępne nowoczesne leczenie przyczynowe, które hamuje nadprodukcję szczawianów na poziomie molekularnym, bezpośrednio w wątrobie. Terapie oparte na interferencji RNA radykalnie zmieniają rokowanie pacjentów: pozwalają zahamować progresję choroby, zapobiegać oksalozie i chronić inne narządy. Dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie i leczenie w ramach programu lekowego zanim dojdzie do nieodwracalnego uszkodzenia narządów.

Jakie znaczenie mają zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w programie lekowym?

Proponowane zmiany są niezwykle istotne. Po pierwsze, umożliwiają leczenie pacjentów z pierwotną hiperoksalurią we wszystkich stadiach przewlekłej choroby nerek, a nie tylko do stadium 3. To bardzo ważne, bo dzięki temu będziemy mogli leczyć również pacjentów w stadiach 4 i 5 przewlekłej choroby nerek, czyli tych najbardziej zagrożonych ciężkimi powikłaniami wielonarządowymi, które często decydują o jakości i długości życia pacjentów. Po drugie, zmiany otwierają drogę do leczenia pacjentów po przeszczepie nerki, czyli takich jak nasza chora – dotychczas było tak, że przebyty przeszczep nerki był kryterium wykluczającym z programu lekowego. Trzecia zaproponowana zmiana umożliwia natomiast leczenie pacjentek w ciąży – jeśli lekarz prowadzący, a w zasadzie cały zespół terapeutyczny, podejmie taką decyzję.

Czy pacjenci z pierwotną hiperoksalurią wymagają opieki wielospecjalistycznej?

Zdecydowanie tak. Pierwotna hiperoksaluria to choroba przewlekła i wieloukładowa. Dlatego pacjenci powinni być pod opieką nefrologa i hepatologa, a także dietetyka oraz często również psychologa. Bo dieta niskoszczawianowa, edukacja i wsparcie psychiczne są integralną częścią leczenia. Ponadto w zależności od objawów w skład zespołu powinni wchodzić m.in. kardiolog, neurolog, reumatolog, dermatolog czy okulista.

Co należałoby zmienić systemowo, aby poprawić wykrywalność pierwotnej hiperoksalurii i sytuację pacjentów?

Przede wszystkim należy wzmocnić edukację lekarzy na temat tej choroby, i to nie tylko lekarzy pierwszego kontaktu, ale też urologów (do których najczęściej trafiają pacjenci z PH), kardiologów, neurologów, czy endokrynologów. Bardzo ważne jest opracowanie i wdrożenie algorytmów diagnostyki i leczenia kamicy nerkowej, w których w standardzie będą dla określonych grup pacjentów badania genetyczne i analiza składu chemicznego kamieni nerkowych. Konieczny jest także screening w kierunku pierwotnej hiperoksalurii (ale również innych chorób, jak np. mikroangiopatia zakrzepowa czy choroba Fabry’ego) wśród pacjentów z niewyjaśnioną przyczyną niewydolności nerek, znajdujących się na krajowej liście oczekujących na przeszczep tego narządu. Tacy pacjenci powinni być oznaczeni czerwonym wykrzyknikiem i powinny podlegać pogłębionej diagnostyce, zanim wykona się u nich transplantację. Dzięki tym działaniom moglibyśmy znacząco poprawić wykrywalność pierwotnej hiperoksalurii i wdrażać leczenie przyczynowe wtedy, gdy przynosi ono największe korzyści.

Źródło: Komunikat Prasowy

Sześćdziesiąt lat temu, 26 stycznia 1966 roku, w Akademii Medycznej w Warszawie dokonano pierwszego w Polsce udanego przeszczepienia nerki. W murach Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, to wydarzenie wybrzmiało na nowo podczas sympozjum poświęconego teraźniejszości i przyszłości transplantacji nerek. Było to nie tylko jubileuszowe wspomnienie, lecz także próba odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierza ta jedna z najbardziej wymagających dziedzin medycyny.
Jak podkreślił przewodniczący komitetu naukowego i organizacyjnego konferencji prof. Zbigniew Gałązka, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej, Endokrynologicznej i Transplantacyjnej UCK WUM, 26 stycznia 1966 roku odbyła się pierwsza w naszym kraju udana transplantacja nerki przeprowadzona przez specjalistów z Akademii Medycznej w Warszawie i był to przełom w historii polskiej medycyny. Od tego momentu rozpoczął się bardzo dynamiczny rozwój transplantologii w Polsce.

Sympozjum było okazją do przypomnienia pionierów tej drogi. Jedna z sesji została poświęcona profesorom Janowi Nielubowiczowi i Tadeuszowi Orłowskiemu, których wspominali uczniowie i współpracownicy. Z relacji wyłonił się obraz profesora Nielubowicza jako wizjonera, człowieka obdarzonego wieloma talentami, który podkreślał, że nie ma nic lepszego niż ludzki umysł i który rozwiązania podpatrzone w najlepszych ośrodkach świata starał się natychmiast wdrażać w swojej klinice. Jak zaznaczył prof. Sławomir Nazarewski, Jan Nielubowicz był postacią wyjątkową, miał wielkie marzenia, które potrafił wprowadzić w życie i pozostawił po sobie ogrom dorobku i ważnych prac.

Profesora Tadeusza Orłowskiego wspominano jako profesjonalistę w każdym calu, z ogromną wiedzą i doświadczeniem, który chętnie dzielił się nimi z innymi. Był wymagającym dydaktykiem i szefem, a jednocześnie poświęcał wiele czasu pacjentom i młodym adeptom medycyny. Jak powiedział prof. Andrzej Górski, jako lekarz, naukowiec i organizator był najwybitniejszą i najważniejszą postacią, jaką dane mu było spotkać.

Rektor WUM prof. Rafał Krenke zwrócił uwagę na ciągłość pokoleń i odpowiedzialność współczesnych lekarzy oraz naukowców. Podkreślił, że jesteśmy winni ogromną wdzięczność i szacunek wszystkim tym, którzy przez lata budowali fundamenty do rozwoju przeszczepiania narządów nie tylko na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, ale w całej Polsce i na świecie. Wyraził również nadzieję, że uda się zrobić jak najwięcej, aby następcy startowali z jak najwyższego poziomu.

Druga i trzecia część sympozjum pokazały współczesną transplantologię jako dziedzinę, która stale się rozwija i mierzy z coraz bardziej złożonymi wyzwaniami. Prof. Krzysztof Mucha przypomniał, że obecnie długość życia pacjenta po przeszczepieniu nerki wynosi między 8 a 12 lat, choć pod opieką polskich lekarzy są pacjenci, którym nerkę przeszczepiono ponad 40 lat temu. Zwrócił uwagę, że 80 procent powikłań po transplantacji jest związanych z immunosupresją, niezależnie od przeszczepianego narządu. Dodał również, że nowotwory dotyczą 49 procent pacjentów po przeszczepieniu, a ryzyko nawrotu chorób nerek po 10 latach od transplantacji dotyczy 15 procent chorych. Co dziewiąta osoba oczekująca dziś na przeszczep nerki wymaga retransplantacji, a 26 procent z nich stanowią osoby powyżej 65 roku życia, często z co najmniej dwiema chorobami towarzyszącymi. Profesor podkreślił jednak, że mimo licznych problemów klinicznych wiedza i doświadczenie polskich ośrodków są ogromne i pozwalają skutecznie radzić sobie z tymi wyzwaniami.

Prof. Zbigniew Gałązka, odnosząc się do perspektywy chirurga naczyniowego, przywołał słowa jednego z angielskich chirurgów, który mówił, że żyjemy tak długo, jak nasze naczynia. Zmiany miażdżycowe mogą stanowić względne przeciwwskazanie do przeszczepienia nerki oraz zwiększać ryzyko powikłań sercowo naczyniowych, jednak odpowiednie przygotowanie chirurgiczne może umożliwić kwalifikację także pacjentów z zaawansowanymi zmianami.

Jednym z najbardziej nowatorskich tematów była autotransplantacja wątroby, o której mówił prof. Michał Grąt. Wyjaśnił, że koncepcja autotransplantacji wątroby to crème de la crème transplantologii i chirurgii wątroby, czyli przesuwanie granic najczęściej w chirurgii onkologicznej, w sytuacjach, gdy zmiana ogniskowa jest uznawana za nieresekcyjną, a jej wycięcie jest konieczne. W takich przypadkach możliwe jest wycięcie i naprawienie narządu, a następnie przeszczepienie go jako autograftu, bez ograniczeń wynikających z liczby dostępnych narządów.

Podczas sympozjum mówiono także o przeszczepieniach od żywych dawców, metodach małoinwazyjnych, współpracy w transplantologii dziecięcej, roli POLTRANSPLANT w systemie, nowych strategiach pozyskiwania i przeszczepiania nerek, ksenotransplantacjach oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji w transplantologii. Wystąpienia potwierdziły silną pozycję WUM jako ośrodka skoncentrowanego na podnoszeniu standardów opieki nad pacjentami.

Sześćdziesiąt lat po pierwszym udanym przeszczepieniu nerki transplantologia w Polsce pozostaje dziedziną wymagającą, dynamiczną i ambitną. Jubileuszowe sympozjum pokazało, że historia jest tu punktem wyjścia, a nie zamkniętym rozdziałem.

Źródło: WUM
Foto: WUM

Biodrukowana w technologii 3D bioniczna trzustka, zdolna do produkcji insuliny, glukagonu i peptydu C, została zwycięzcą 26. edycji konkursu Polski Produkt Przyszłości, organizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. To przykład innowacji, które – jak podkreśla PARP – mają realny potencjał nie tylko do wdrożenia, lecz także do zaistnienia na rynkach międzynarodowych. Równolegle agencja prowadzi nabór do kolejnej, 27. edycji konkursu; zgłoszenia można składać do 12 lutego 2026 r.
Bioniczna trzustka, biodrukowana w technologii 3D i zdolna do produkcji insuliny, glukagonu oraz peptydu C, została Polskim Produktem Przyszłości w 26. edycji konkursu organizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Jak podkreśla PARP, to rozwiązanie wpisuje się w ideę promowania innowacji, które odpowiadają na realne potrzeby zdrowotne i mają szansę na komercjalizację także poza Polską. Jednocześnie agencja zachęca przedsiębiorców i środowisko naukowe do udziału w kolejnej edycji konkursu – termin naboru wydłużono do 12 lutego 2026 r.

– Polskie produkty i usługi są innowacyjne. Mamy takie dziedziny, w których nasze firmy działają bardzo prężnie. Staramy się w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości docierać do takich przedsiębiorców i zachęcać ich do tego, aby chwalili się swoimi produktami. Między innymi w tym celu organizujemy konkurs Polski Produkt Przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Karwat-Bury, ekspertka Departamentu Analiz i Strategii PARP. – Jego celem jest wyłonienie innowacyjnych produktów, technologii, wyrobów, które mają potencjał, aby zaistnieć na rynku nie tylko krajowym, ale również międzynarodowym. Im wyższy poziom innowacyjności, tym chętniej wybieramy takie produkty do godła Polski Produkt Przyszłości.

Organizatorzy konkursu podkreślają, że kluczowe znaczenie ma nie tylko nowatorski charakter projektu, ale również jego użyteczność oraz gotowość do wejścia na rynek. W poprzednich edycjach wyróżniano rozwiązania m.in. z obszaru medycyny i energetyki. Przykładem z rozstrzygniętej w grudniu 26. edycji jest bioniczna trzustka rozwijana przez firmę Polbionica. To biodrukowany w 3D, funkcjonalny narząd, który produkuje insulinę, glukagon i peptyd C w sposób odpowiadający naturalnej fizjologii ludzkiej trzustki. Dzięki temu może on stanowić przełomowe rozwiązanie w terapii ciężkich powikłań cukrzycy typu 1 oraz przewlekłego zapalenia trzustki, a także odpowiedź na problem niedoboru organów do przeszczepów.

W poprzedniej edycji konkursu Polski Produkt Przyszłości wyróżniono również m.in. polski laser femtosekundowy do zastosowań w operacjach zaćmy i korekcji wad wzroku, tytanowy implant 3D wykorzystywany w operacjach kręgosłupa, innowacyjnego satelitę hiperspektralnego analizującego obrazy bezpośrednio na orbicie, a także technologię Powder2Powder. Rozwiązanie to umożliwia opracowywanie nowych stopów tytanu poprawiających regenerację tkanek kostnych, a w jubilerstwie pozwala na recykling metali szlachetnych.

Nabór do obecnej, 27. edycji konkursu pozostaje otwarty do 12 lutego.
– Podstawowym warunkiem, jaki musi spełnić produkt w konkursie, jest poziom zaawansowania wdrożeniowego. Może to być produkt, który jest już oferowany komercyjnie, natomiast został wprowadzony na rynek nie wcześniej niż 24 miesiące od dnia złożenia wniosku. Drugą możliwością są produkty, które jeszcze nie są obecne na rynku, nie zostały wdrożone, ale ich stopień zaawansowania jest na tak zwanym szóstym poziomie gotowości technologicznej TRL. Na tym poziomie produkt jest przetestowany w warunkach rzeczywistych i gotowy do prac przedwdrożeniowych – wyjaśnia Monika Karwat-Bury.

Według PARP poszukiwane są rozwiązania, które odpowiadają na realne potrzeby rynku i mają potencjał do skutecznej komercjalizacji, także w skali międzynarodowej. W tej edycji konkursu przewidziano trzy kategorie: Produkt przyszłości przedsiębiorcy, Produkt przyszłości instytucji szkolnictwa wyższego i nauki oraz Wspólny produkt przyszłości instytucji naukowej i przedsiębiorcy. Do udziału mogą zgłaszać się przedsiębiorcy, uczelnie, instytuty oraz zespoły łączące kompetencje naukowe i biznesowe. Jak podkreśla agencja, równie istotny jak innowacyjność jest model współpracy pomiędzy tymi środowiskami.

– Projekty innowacyjne zwykle są projektami o dużym ryzyku, szczególnie jeśli są na etapie prac badawczych czy przedwdrożeniowych. One wymagają dodatkowego dofinansowania. To dofinansowanie może pochodzić z instrumentów, które oferuje Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości – wskazuje ekspertka Departamentu Analiz i Strategii PARP. – Bardzo często produkty, które są zgłaszane w konkursie, są owocem współpracy między przedsiębiorcą a jednostką badawczo-rozwojową. Powstają z myślą o tym, żeby były oferowane na rynku, komercjalizowane, natomiast background zawsze jest naukowy.

W obecnej edycji laureaci w każdej z trzech kategorii mogą liczyć na nagrodę główną w wysokości 100 tys. zł, a także wyróżnienia po 25 tys. zł. Przewidziano również dodatkowe nagrody specjalne.

Konkurs Polski Produkt Przyszłości realizowany jest ze środków Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki w ramach projektu Inno_LAB.

Źródło: Newseria

Rok 2025 zapisał się w historii polskiej transplantologii jako moment przełomowy. W ciągu dwunastu miesięcy wykonano w Polsce 2404 transplantacje narządów, co jest najwyższym wynikiem w historii. Łącznie, od początku rozwoju tej dziedziny w naszym kraju, przeprowadzono już ponad 40 tysięcy przeszczepień. Dane te nie są jedynie imponującą statystyką. Za każdą liczbą stoi konkretna osoba, której życie zostało uratowane lub radykalnie zmienione dzięki decyzji dawcy i sprawności systemu ochrony zdrowia.
W samym 2025 roku wykonano 2298 transplantacji narządów od dawców zmarłych oraz 106 przeszczepień narządów pobranych od dawców żyjących. Oznacza to, że dzięki transplantologii uratowano życie 2404 osób. Równolegle przeprowadzono 1650 przeszczepów tkanek oka, a w ramach współpracy międzynarodowej pobrano 59 narządów poza granicami kraju, z czego 55 zostało skutecznie przeszczepionych w Polsce. Coraz wyraźniej widać, że transplantologia przestaje być wąską specjalizacją wysokospecjalistyczną, a staje się jednym z filarów nowoczesnej medycyny.

Minister zdrowia dr Jolanta Sobierańska-Grenda, odnosząc się do rekordowych wyników, podkreśliła rolę ludzi, którzy stoją za tym sukcesem. „Takie osiągnięcia są szczególną zasługą koordynatorów donacyjnych i transplantacyjnych, lekarzy i personelu medycznego oraz kierowników podmiotów leczniczych. W tym obszarze istotna jest także współpraca pomiędzy Ministerstwem Zdrowia i Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnym ds. Transplantacji ‘Poltransplant’. Z tego miejsca bardzo dziękuję także wszystkim dawcom, a także ich bliskim, za dar życia dla drugiego człowieka” – powiedziała minister. W tej wypowiedzi wybrzmiewa kluczowy element całego systemu: transplantologia nie opiera się wyłącznie na technologii i procedurach, lecz na zaufaniu, współpracy i decyzjach podejmowanych w najtrudniejszych momentach.

Dane z ostatnich lat pokazują, że rekord 2025 roku nie był jednorazowym skokiem, lecz efektem długofalowego trendu wzrostowego. Od 2019 roku liczba dawców wzrosła o 100 procent w porównaniu z 2020 rokiem. Liczba przeszczepień nerek zwiększyła się o 80 procent względem 2021 roku, przeszczepień wątroby o 160 procent w porównaniu z 2020 rokiem, a przeszczepień płuc o 45 procent. W 2025 roku liczba potencjalnych dawców przekroczyła tysiąc, co jeszcze kilka lat temu wydawało się celem bardzo trudnym do osiągnięcia.

Eksperci podkreślają, że ten wzrost nie byłby możliwy bez szpitali posiadających realny potencjał donacyjny i bez rodzin, które w obliczu własnej tragedii uszanowały wolę zmarłego. To właśnie moment rozmowy z bliskimi i decyzja o dawstwie po śmierci pozostają jednym z najbardziej wrażliwych elementów całego procesu. Jednocześnie to one decydują o tym, czy transplantologia może się rozwijać.

Warto przypominać, że jeden dawca po śmierci może uratować życie co najmniej sześciu osobom. Do przeszczepienia mogą zostać pobrane nie tylko narządy takie jak nerki, wątroba, serce, płuca czy trzustka, ale także rogówki i inne tkanki, w tym skóra, kości czy zastawki serca. Możliwe jest także dawstwo za życia. Z zachowaniem pełnego bezpieczeństwa można zostać dawcą nerki lub fragmentu wątroby dla osoby bliskiej, a komórki krwiotwórcze szpiku lub krwi obwodowej mogą być przekazywane anonimowo chorym na całym świecie.

Polskie prawo opiera się na zasadzie domniemanej zgody. Narządy i tkanki mogą zostać pobrane po śmierci od każdej osoby, która za życia nie wyraziła sprzeciwu. Sprzeciw można zgłosić poprzez wpis do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, pisemne oświadczenie z własnoręcznym podpisem lub oświadczenie ustne złożone w obecności co najmniej dwóch świadków i potwierdzone na piśmie. Jednocześnie eksperci podkreślają znaczenie rozmowy z bliskimi. Jasne zakomunikowanie swojej woli za życia często decyduje o tym, czy rodzina będzie w stanie ją uszanować w sytuacji granicznej.

Za rekordowymi wynikami stoi także wsparcie systemowe. Narodowy Program Transplantologii dysponuje rocznie budżetem w wysokości 100 milionów złotych, przekazywanych przez ministra zdrowia. Środki te przeznaczane są m.in. na doposażenie oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii, również w szpitalach pediatrycznych, które zgłaszają potencjalnych dawców. W 2025 roku zawarto 56 umów na zakup sprzętu i aparatury, w tym osiem ze szpitalami pediatrycznymi, na łączną kwotę 17,5 mln zł.

Rozbudowano również sieć koordynatorów transplantacyjnych i donacyjnych, a dzięki koordynatorom wojewódzkim aktywizowano placówki o dotąd niewykorzystanym potencjale. Coraz większe znaczenie mają także nowe technologie, w tym perfuzja narządów. Technika ta pozwala wydłużyć czas niedokrwienia, ocenić jakość narządu i poprawić jego funkcjonowanie przed przeszczepieniem. Dzięki temu możliwe jest wykorzystanie organów, które wcześniej nie kwalifikowałyby się do transplantacji. Program obejmował finansowanie perfuzji serca, płuc oraz wątroby.

Rozwój transplantologii w Polsce ma także wymiar symboliczny i historyczny. Ogólnopolski Dzień Transplantacji obchodzony jest od 2005 roku w rocznicę pierwszego udanego przeszczepu nerki w Polsce, przeprowadzonego w 1966 roku w Warszawie. W listopadzie 2025 roku przypadała również 40. rocznica pierwszego w Polsce udanego przeszczepu serca, wykonanego w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Te wydarzenia zapoczątkowały nową erę w medycynie, której efekty dziś widać w statystykach i, przede wszystkim, w życiu tysięcy pacjentów.

Rekordowy rok 2025 pokazuje, że transplantologia w Polsce weszła w fazę dojrzałego wzrostu. Pytaniem na kolejne lata pozostaje nie to, czy system potrafi ratować kolejne życia, lecz czy uda się utrzymać tempo rozwoju, zaufanie społeczne i gotowość do podejmowania decyzji, od których zależy los drugiego człowieka.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Polska transplantologia osiągnęła kolejny historyczny sukces – w 2025 r. w całym kraju wykonano najwięcej przeszczepów narządów w dotychczasowej historii. Według najnowszych danych Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant”, 2298 narządów pozyskanych od zmarłych dawców trafiło do 2254 pacjentów, co stanowi rekordowy wynik i potwierdza stabilny rozwój polskiego systemu transplantacyjnego.
To już drugi rok z rzędu, gdy liczba transplantacji w Polsce przekroczyła granicę 2 tys. rocznie. Po raz pierwszy taki kamień milowy osiągnięto w 2024 r., gdy wykonano 2197 przeszczepów, co również było najlepszym wynikiem w dotychczasowym dorobku transplantologii w Polsce.

Eksperci wskazują, że dynamiczny wzrost liczby transplantacji jest wynikiem przede wszystkim większej liczby zgłoszonych potencjalnych dawców oraz rozwoju struktur koordynujących proces pobierania narządów. W 2025 r. po raz pierwszy liczba zgłoszonych zmarłych dawców przekroczyła 1000 osób (1021), z czego 781 zostało zakwalifikowanych jako rzeczywiści dawcy.  To efekt nie tylko rosnącej świadomości społecznej na temat dawstwa organów, lecz także pracy koordynatorów transplantacyjnych, którzy działają zarówno w szpitalach, jak i środowiskach lokalnych, wyjaśniając rodzinom zmarłych, jak ważna jest decyzja o oddaniu narządów.

Które narządy ratują najwięcej żyć?

Dominującą rolę w transplantologii od lat odgrywają przeszczepy nerek. W 2025 r. taki zabieg wykonano 1227 razy. Na kolejnych miejscach znalazły się przeszczepy wątroby (671), serca (169) i płuc (133).

Część pacjentów otrzymała więcej niż jeden narząd w trakcie jednej operacji – np. połączenie nerki z trzustką lub nerką z wątrobą, co daje szansę na kompleksową poprawę zdrowia i jakości życia.
Transplantacja tkanek, takich jak tkanek oka, również odnotowała wysoki poziom, w 2025 r. wykonano ich 1654, co pokazuje, że możliwości transplantologiczne w Polsce dotyczą nie tylko narządów wewnętrznych, lecz także innych struktur anatomicznych.

Przeszczepy od żywych dawców – potencjał wciąż niewykorzystany

Mimo imponujących danych z zakresu transplantacji od dawców zmarłych, przeszczepy od żywych dawców nadal stanowią niewielki procent wszystkich zabiegów. W 2025 r. przeprowadzono 69 transplantacji nerek oraz 37 fragmentów wątroby pochodzących od żywych dawców, co stanowi nieco ponad 5 % wszystkich transplantacji. Eksperci podkreślają, że narządy pobrane od żywych dawców często działają dłużej i dają lepsze wyniki kliniczne niż te od zmarłych, dlatego edukacja i promocja dawstwa rodzinnego to wciąż obszar z dużym potencjałem rozwoju.

Szansa, która wciąż nie przysługuje wszystkim

Pomimo rekordowych wyników, zapotrzebowanie na przeszczepy nadal przewyższa możliwości systemowe. Dane z list oczekujących pokazują, że setki pacjentów wciąż czekają na nowe życie, a najdłuższe kolejki dotyczą szczególnie przeszczepów nerek i tkanek oka. Rekordowy rok 2025 to ważny znak, że polska transplantologia robi duży krok naprzód – ale też przypomnienie, jak wiele jeszcze trzeba zrobić, by zapewnić każdej osobie czekającej na narząd realną szansę na zdrowie i życie.

Źródło: Nauka w Polsce

Niekomercyjne badania kliniczne od lat pozostają jednym z kluczowych, a jednocześnie najbardziej niedofinansowanych elementów rozwoju medycyny. To właśnie w ich obszarze pojawia się szansa na optymalizację już dostępnych terapii, poprawę bezpieczeństwa leczenia i odpowiedź na pytania, które z perspektywy rynku komercyjnego często pozostają bez znaczenia ekonomicznego, ale mają ogromne znaczenie kliniczne. Taką filozofię działania potwierdziła konferencja prasowa pt. „Optymalizacja terapii w odniesieniu do szerokiego spektrum schorzeń”, zorganizowana przez Agencję Badań Medycznych w Centrum Prasowym Polska Agencja Prasowa.
Jak podkreślił prezes ABM prof. Wojciech Fendler, celem rozstrzygniętego konkursu było wsparcie projektów, które odpowiadają na realne, często niezaspokojone potrzeby pacjentów. „ABM wesprze działania naukowe, które są wyjątkowo oczekiwane przez pacjentów” – zaznaczył podczas spotkania.

Ponad 180 mln zł na osiem projektów o wysokim znaczeniu klinicznym

W ramach otwartego konkursu na niekomercyjne badania kliniczne (ABM/2025/1) do Agencji wpłynęły 63 wnioski. Rekomendację do finansowania otrzymało osiem projektów, a łączna wartość przyznanego dofinansowania przekracza 180 mln zł. Jak wskazywał prezes ABM, „w ramach konkursu wpłynęły 63 wnioski, zaś agencja dofinansuje osiem z nich, szczególnie ważnych i adresujących potrzeby pacjentów. Razem z nimi przekraczamy liczbę 500 finansowanych długofalowo projektów”.
Struktura wybranych projektów wyraźnie pokazuje, gdzie dziś koncentrują się największe luki terapeutyczne. Połowa z nich dotyczy onkologii, a aż siedem na osiem obejmuje choroby rzadkie i populację pediatryczną. Zakres tematyczny dofinansowanych badań obejmuje m.in. choroby mitochondrialne u dzieci, umiarkowaną i ciężką postać choroby Leśniowskiego-Crohna w populacji pediatrycznej, przeciwdziałanie odrzuceniu przeszczepu komórek krwiotwórczych u pacjentów z rzadkimi białaczkami, idiopatyczne miopatie zapalne oporne na leczenie pierwszego rzutu, rzadkie nowotwory, a także innowacyjne podejścia terapeutyczne w cukrzycy typu 1 współistniejącej z otyłością i zaburzeniami neuropsychiatrycznymi.

Choroby mitochondrialne: próba realnej zmiany naturalnego przebiegu choroby

Jednym z projektów, który zwrócił szczególną uwagę, jest badanie dotyczące chorób mitochondrialnych u dzieci z objawami neurologicznymi – grupy schorzeń o bardzo ciężkim, postępującym przebiegu i skrajnie ograniczonych możliwościach leczenia przyczynowego. Choroby te wynikają z zaburzeń funkcji mitochondriów, prowadząc do deficytu produkcji energii w komórkach, co przekłada się na zaburzenia rozwoju, niepełnosprawność i zwiększone ryzyko przedwczesnego zgonu.
Jak wyjaśniała dr n. med. Dorota Wesół-Kucharska z Kliniki Pediatrii, Żywienia i Chorób Metabolicznych Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka, autorzy badania zakładają, że zastosowana interwencja terapeutyczna może wpłynąć na sam przebieg choroby, a nie wyłącznie łagodzić jej objawy. „Autorzy badania zakładają, że proponowana interwencja terapeutyczna pozwoli wpłynąć istotnie na długoterminowy przebieg choroby: zmniejszy tempo jej postępu, poprawi stan kliniczny pacjenta, a przez to zmniejszy jego niepełnosprawność i zależność od opiekunów. Może to zredukować zarówno koszty bezpośrednie, jak też pośrednie opieki nad pacjentem” – podkreślała.

Transplantacje krwiotwórcze: mniej powikłań, lepsza jakość życia

Kolejny projekt dotyczy optymalizacji leczenia pacjentów po transplantacji komórek krwiotwórczych od dawców niespokrewnionych – procedury ratującej życie, ale obarczonej wysokim ryzykiem ciężkich powikłań immunologicznych. Jak wskazywała dr n. med. Małgorzata Sobczyk-Kruszelnicka z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, celem badania jest nie tylko poprawa wyników klinicznych, lecz także realne odciążenie pacjentów i systemu ochrony zdrowia. „Badania przyczynią się do zmniejszenia częstości występowania powikłań, poprawią jakość życia pacjentów, przyniosą także korzyści dla systemu ochrony zdrowia, gdyż zredukowana zostanie liczba wizyt pacjentów u lekarzy” – zaznaczała.

Cukrzyca typu 1, otyłość i zdrowie psychiczne: podejście holistyczne

Szczególny wymiar społeczny i kliniczny ma projekt z zakresu diabetologii, obejmujący pacjentów z cukrzycą typu 1, u których współistnieją nadwaga lub choroba otyłościowa oraz zaburzenia neuropsychiatryczne. Eksperci zwracają uwagę, że jest to grupa pacjentów obciążona potrójnym ryzykiem zdrowotnym, często pomijanym w standardowych schematach terapeutycznych.
Jak podkreślał Dominik Porada z Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, kluczowe znaczenie ma spojrzenie na pacjenta jako całość. „Pacjent jest najważniejszy, stąd holistyczne podejście do osób cierpiących na wielochorobowość. Chcemy pomóc pacjentom zmagającym się z potrójnym problemem – cukrzyca powoduje nadwagę, ale również depresję oraz zaburzenia lękowe” – tłumaczył.

Głos pacjentów: „to nie tylko badania, to nadzieja”

Znaczenie rozstrzygnięcia konkursu podkreślali również przedstawiciele środowisk pacjenckich. Katarzyna Porzak, zastępca prezesa Towarzystwo Przyjaciół Dzieci – Koło Pomocy Dzieciom i Młodzieży z Cukrzycą w Lublinie, zwracała uwagę, że wreszcie problemy pacjentów zostały potraktowane wielowymiarowo. „W końcu na problemy chorych spojrzano wielopłaszczyznowo. Badania dają nadzieję, że w jednym miejscu zwalczymy wszelkie trudności. Wierzę, że projekt poprawi komfort życia pacjentów i da im poczucie bezpieczeństwa. Daje nadzieję na lata życia bez powikłań” – podsumowała.
Badania, które mogą zmienić praktykę kliniczną
Rozstrzygnięty konkurs ABM pokazuje, że niekomercyjne badania kliniczne mogą stać się realnym narzędziem zmiany praktyki medycznej – od poprawy jakości życia pacjentów, przez racjonalizację kosztów, po tworzenie podstaw pod przyszłe decyzje refundacyjne. Choć na wyniki badań trzeba będzie poczekać, skala finansowania i zakres tematyczny projektów wskazują, że są to inwestycje o potencjale wykraczającym daleko poza pojedyncze ośrodki badawcze.

Źródło: ABM, zapis z konferencji

Bioniczna trzustka cATMP® to pierwszy na świecie w pełni funkcjonalny narząd biodrukowany w technologii 3D, zdolny do produkcji insuliny, glukagonu i peptydu C w sposób odpowiadający naturalnej fizjologii ludzkiej trzustki. Co więcej, może być produkowany „na żądanie” i przechowywany w specjalnie zaprojektowanym bioreaktorze do czasu transplantacji. To właśnie w ręce twórców tego przełomowego rozwiązania – firmy Polbionica S.A. – trafiła nagroda główna w tegorocznej edycji Konkursu „Polski Produkt Przyszłości”.
Konkurs „Polski Produkt Przyszłości” od ponad 25 lat promuje najbardziej obiecujące i innowacyjne projekty powstające w Polsce. To prestiżowe wydarzenie organizowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości pozwala wyróżnić twórców przełomowych technologii oraz realnie wesprzeć ich zarówno na rynku krajowym, jak i globalnym.

W tegorocznej XXVI edycji Konkursu zgłoszono 152 projekty. Jury przyznało 3 nagrody główne, 10 wyróżnień oraz 3 nagrody specjalne: za produkt z branży ICT, dla młodego przedsiębiorcy oraz za ekoinnowację. Twórcy bionicznej trzustki cATMP® otrzymali nagrodę główną i tytuł Polskiego Produktu Przyszłości w kategorii „Produkt przyszłości przedsiębiorcy”. Co więcej, rozwiązanie zostało także docenione przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu, która dodatkowo przyznała autorom nagrodę specjalną.

Ratunek dla chorych

Dotychczasowe metody leczenia cukrzycy opierają się głównie na przewlekłej insulinoterapii lub zastosowaniu pomp insulinowych. Choć systemy te umożliwiają podawanie insuliny na podstawie odczytów poziomu glukozy, nie są w stanie odtworzyć pełnej funkcji fizjologicznej – zwłaszcza złożonej równowagi między insuliną a glukagonem. To z kolei wpływa na zwiększone ryzyko rozwoju wtórnych powikłań u części chorych. Bioniczna trzustka opracowana przez firmę Polbionica S.A. jest obecnie jedynym rozwiązaniem, które łączy w sobie cechy pełnowartościowego, żywego narządu. Ma zintegrowany układ naczyniowy zapewniający prawidłowy przepływ i odżywanie komórek, a także cechuje się zdolnością do kompleksowej regulacji glikemii.

Dzięki temu bioniczna trzustka może stanowić przełomowe rozwiązanie w terapii ciężkich powikłań cukrzycy typu 1 i przewlekłego zapalenia trzustki. Narząd ten rozwiązałby również problem niedoboru organów do przeszczepów. Ponadto bioniczna trzustka znajdzie zastosowanie jako narzędzie badawcze dla instytutów naukowych i firm farmaceutycznych do testowania nowych form terapii i leków.

Na jakim etapie wdrożenia jest bioniczna trzustka?

Zakończone badania przedkliniczne na dużych zwierzętach potwierdziły zarówno stabilność przepływu krwi przez biodrukowany narząd jak i zmniejszenie zapotrzebowania na insulinę. Produkt uzyskał opinię Europejskiej Agencji Leków (EMA), oraz został sklasyfikowany jako zaawansowany produkt leczniczy terapii komórkowej i tkankowej (ATMP) typu mieszanego. Zespół Polbionica S.A. jest obecnie w trakcie przygotowań do rozpoczęcia badań klinicznych.

Co dalej?

Możliwość biodrukowania narządów „na żądanie” otwiera drogę do częściowego rozwiązania problemu dramatycznego niedoboru organów do przeszczepów. Jednocześnie technologia ta stanowi fundament dla rozwoju medycyny spersonalizowanej, umożliwiając w przyszłości tworzenie narządów dostosowanych do indywidualnych potrzeb pacjenta.

Źródło: PARP

Lekarze, zespoły kliniczne i naukowcy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) oraz Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) zostali uhonorowani prestiżowymi nagrodami im. prof. Wiktora Brossa – wyróżnieniami, które trafiają do projektów realnie zmieniających praktykę medyczną. Okazją do nagradzania sukcesów naukowych i klinicznych stało się obchodzone dzisiaj uroczyście Święto Uczelni.
Do konkursu zgłoszono 22 projekty, a kapituła, kierowana przez prof. dr. hab. Dariusza Janczaka, prorektora ds. klinicznych UMW, kierownika Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK wybrała z tego grona zwycięzców w trzech kategoriach oraz przyznała wyróżnienia. 

– Patron nagrody wierzył, że medycyna to sztuka łączenia nauki z odwagą podejmowania wyzwań. Te projekty udowadniają, że dzięki współpracy i nowym technologiom możemy zaoferować pacjentom leczenie na najwyższym poziomie – podkreśla prof. Janczak. – Każda edycja konkursu pokazuje, że w naszym środowisku nie brakuje projektów, które realnie podnoszą standard opieki. Dla kapituły kluczowe było nie tylko to, co nowe, lecz przede wszystkim to, co trwałe i możliwe do wdrożenia na szerszą skalę.  

Członkowie kapituły zwracają uwagę, że interdyscyplinarność stała się w tym roku jednym z najważniejszych kryteriów oceny: bez niej nie ma nowoczesnej medycyny. 

– Nagroda im. prof. Wiktora Brossa przypomina nam, że medycyna nie stoi w miejscu. To wyróżnienie dla tych, którzy każdego dnia przesuwają granice tego, co możliwe. Współczesna medycyna to praca zespołowa. Każdy z nagrodzonych projektów pokazuje, jak ogromną siłę ma współdziałanie wielu specjalistów, gdy cel jest jeden: zdrowie pacjenta – mówi dr Agnieszka Zdęba-Mozoła, zastępca Dyrektora ds. Personalnych i Jakości USK we Wrocławiu. –  Wyróżnione inicjatywy udowadniają, że konsekwencja i wysoka jakość mogą stać się fundamentem zmian w całym systemie. 

W kategorii organizacji procesów diagnostyczno-terapeutycznych doceniono dwa projekty, które w ostatnich latach zmieniły sposób pracy wielu klinik. Jednym z nich jest „Szybka ścieżka diagnostyki i leczenia udaru mózgu”, przygotowana przez Uniwersyteckie Centrum Neurologii i Neurochirurgii wraz ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Dzięki niej czas od przyjęcia pacjenta do rozpoczęcia terapii znacząco się skrócił, co ma bezpośredni wpływ na rokowania chorych. Równie wysoko oceniono „Zintegrowany program przeszczepiania nerek od dawców żywych – sukces kliniczny i społeczny”, który połączył doświadczenie klinik nefrologii, chirurgii naczyniowej, urologii oraz Biura ds. Transplantacji i Donacji. To inicjatywa, która nie tylko usprawnia proces leczenia, ale także zwiększa świadomość społeczną dotyczącą donacji, wpływając na wzrost liczby przeszczepów. 

W obszarze nowych technologii i metod terapeutycznych nagrodzono projekt Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych, w ramach którego uruchomiono pierwszą w Polsce lokalną produkcję komórek CAR-T anty-CD19 w ośrodku akademickim. Dzięki temu pacjenci z agresywnymi chłoniakami zyskali dostęp do innowacyjnej terapii komórkowej bez konieczności długiego oczekiwania na preparat z zagranicy. 

W ostatniej kategorii – nowoczesnych procedur terapeutycznych – nagrodzone zostało skuteczne przeprowadzenie autologicznej terapii genowej u niemowlęcia z ciężkim wrodzonym niedoborem odporności (SCID-RAG1). Zespół Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej jako pierwszy poza Holandią i czwarty na świecie zastosował tę terapię z sukcesem, dając małemu pacjentowi szansę na normalne życie. 

Nagroda im. prof. Wiktora Brossa, ustanowiona w 2020 roku podczas obchodów 70-lecia Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, upamiętnia jednego z najwybitniejszych polskich chirurgów. To właśnie prof. Bross, pionier torakochirurgii i kardiochirurgii, w 1958 roku przeprowadził we Wrocławiu pierwszą w Polsce operację na otwartym sercu. 

Dziś jego nazwisko firmuje nagrody, które trafiają do autorów innowacyjnych projektów – pokazujących, że współczesna medycyna rozwija się nie tylko dzięki technologii, lecz przede wszystkim dzięki ludziom gotowym przekraczać kolejne granice. 

– Nowe technologie mają sens tylko wtedy, gdy realnie poprawiają życie pacjentów. Wszystkie wyróżnione zespoły udowodniły, że potrafią zamienić innowację w konkretną, skuteczną terapię – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK. – Medycyna wymaga odwagi zarówno w myśleniu, jak i działaniu. Każdy z tych projektów jest dowodem, że nasi lekarze i naukowcy mają jej w sobie wyjątkowo dużo. 

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

Lekarzom z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego udało się dokonać operacji, która już teraz uznawana jest za unikatową w skali światowej. Życie 18-letniego pacjenta z ciężkim zespołem wątrobowo-płucnym zostało uratowane dzięki połączeniu przeszczepu wątroby z rekordowo długą terapią pozaustrojowego natleniania krwi (ECMO). To historia nie tylko dramatycznej walki o życie, ale także triumfu wiedzy, współpracy i technologii.
 
Transplantacja wątroby odbyła się 9 stycznia 2025 roku. Organ pochodził od zmarłego dawcy. Stan młodego pacjenta był jednak tak ciężki – marskość wątroby, nadciśnienie wrotne i zespół wątrobowo-płucny – że klasyczna wentylacja mechaniczna okazała się niewystarczająca. Jedynym rozwiązaniem było zastosowanie terapii ECMO w wariancie żylno-żylnym.

Leczenie trwało aż 48 dni, z krótką przerwą dziewięciodniową, co czyni je jednym z najdłuższych zastosowań tej technologii u dorosłych pacjentów po przeszczepieniu wątroby.

Dane z literatury medycznej pokazują, jak niezwykły jest ten przypadek: dotąd na świecie opisano jedynie siedem podobnych operacji, a przeżyło zaledwie pięciu pacjentów. WUM podkreśla: „Uratowanie życia tej młodej osoby, która bez przeszczepienia wątroby nie miała szans na przeżycie, jest sukcesem polskiej medycyny na skalę światową.”

Triumf możliwy był dzięki zaangażowaniu wielu zespołów – transplantologów, kardiochirurgów, kardiologów, hepatologów, anestezjologów, chirurgów naczyniowych, endoskopistów i radiologów. Pacjent był intensywnie monitorowany i leczony w Oddziale Intensywnej Terapii Chirurgicznej, a opiekę wspierali także hepatolodzy.

Dziś, kilka miesięcy po operacji, 18-latek czuje się dobrze. Nie wystąpiły u niego powikłania neurologiczne, a we wrześniu planuje powrót do nauki. To dowód, że determinacja lekarzy, odwaga podjęcia nowatorskich decyzji oraz najwyższej klasy technologia mogą przywrócić życie nawet w sytuacji, gdy wydaje się ono stracone.

Historia młodego pacjenta z Warszawy to opowieść o granicach, które w medycynie można przesunąć. To także przypomnienie, jak wielką wagę ma dostęp do przeszczepów i rozwój nowoczesnych terapii. Ten sukces pokazuje, że polska medycyna nie tylko nadąża za światowymi trendami, ale potrafi je współtworzyć.

Źródło: WUM

42 letni pacjent USK we Wrocławiu w ciągu jednego dnia dostał nowe serce, nową nerkę i szansę na życie. Na ten skomplikowany i rzadko wykonywany zabieg przez blisko pół roku czekał w szpitalnej sali. Co ważne, w skali całej Polski rocznie przeprowadza się tylko kilka takich procedur. Ten dzień odmienił również życie dwóch innych pacjentów, którzy otrzymali nowe nerki.
„Na taki podwójny przeszczep od dawna czekał pacjent z przewlekłą niewydolnością serca i przewlekłą chorobą nerek. W ostatnich miesiącach przed zabiegiem nie można już było go wypisać do domu, jego serce utraciło zdolność pracy” – tłumaczy prof. dr hab. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu.

Dawca idealny – serce i nerka od jednej osoby – to rzadkość. Tym bardziej w przypadku pacjenta wymagającego obu narządów. Tym razem się udało. Dzięki doskonale zorganizowanej logistyce i ścisłej współpracy pomiędzy ośrodkami przeszczepowymi, narządy dotarły do Wrocławia na czas.

„Chronologicznie wyglądało to tak, że o godzinie 8:00 rano serce było już na sali operacyjnej, o godzinie 12:00 kardiochirurdzy skończyli przeszczep serca, ustabilizowali pacjenta, a o godzinie 18:00 zespół chirurgów naczyniowych przeszczepił mu nerkę” – relacjonuje Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK we Wrocławiu. „Tego samego dnia, o godzinie 22:30 pacjent był już przytomny i kazał pozdrowić kolegów z oddziału”.

Operacja nie byłaby możliwa bez ścisłej współpracy zespołów – kardiochirurgów, transplantologów, anestezjologów, nefrologów, logistyki oraz służb, które wspierają transport medyczny.

„Jednoczasowa transplantacja jest trudniejsza od pojedynczego zabiegu, wymaga połączenia i skoordynowania pracy dwóch zespołów chirurgicznych. Również pacjent musi być odpowiednio przygotowany do takiego zabiegu. Ważne jest, aby przeprowadzana w pierwszej kolejności transplantacja serca, przebiegła bez komplikacji. Pacjent musi być w stabilnym stanie, aby można było rozpocząć kolejną transplantację” – podkreśla dr Maciej Bochenek, kardiochirurg, transplantolog z Instytutu Chorób Serca USK.

W tym przypadku oba narządy zaczęły funkcjonować prawidłowo już po przeszczepie. „W tym przypadku samo serce nie rozwiązałoby problemu, bo nerki tego pacjenta od dawna były niewydolne i żył tylko dzięki dializoterapii” – tłumaczy prof. dr hab. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK. „Co nas bardzo cieszy, nowa nerka od razu podjęła pracę, co doskonale rokuje dla tego chorego”.

Niedziela, w której pacjent otrzymał dwa narządy, okazała się przełomowa również dla innych chorych. W tym samym dniu zespół z Wrocławia przeprowadził jeszcze dwa przeszczepy nerek u kolejnych pacjentów. Cztery transplantacje narządów w ciągu doby to dowód na wyjątkową gotowość zespołu i organizację pracy kliniki.

USK we Wrocławiu konsekwentnie buduje swoją pozycję lidera krajowej transplantologii. W ciągu ostatnich czterech lat wykonano tu 212 transplantacji serca – najwięcej w Polsce. W 2024 roku – już 33. Od 1992 roku – łącznie 1123 przeszczepienia nerek, z czego 47 tylko w tym roku.

Lekarze zwracają jednak uwagę, że sukces zależy nie tylko od umiejętności zespołu, ale przede wszystkim od dostępności narządów. „Przeszczepy od żywych dawców charakteryzują się bardzo dobrą przeżywalnością przeszczepionego narządu i często krótszym czasem oczekiwania na zabieg. Są to procedury planowane z dużym wyprzedzeniem, poprzedzone kompleksowymi badaniami i kwalifikacją medyczną oraz psychologiczną obu stron – dawcy i biorcy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że może pomóc swoim bliskim jeszcze za życia, dzieląc się tym, co najcenniejsze. Wystarczy decyzja i odwaga, by zrobić ten krok” – mówi prof. dr hab. Mirosław Banasik, kierownik Kliniki Nefrologii, Medycyny Transplantacyjnej i Chorób Wewnętrznych USK.

Kultura rozmowy o dawstwie – w rodzinie, wśród przyjaciół, w pracy – może uratować życie. Świadomość roli, jaką może odegrać zgoda na przekazanie narządów po śmierci lub za życia, pozostaje jednym z największych wyzwań systemu transplantacyjnego w Polsce.

„Szpital uniwersytecki w systemie ochrony zdrowia pełni szczególną rolę. To jednostka najwyższej referencyjności, która jest w stanie zapewnić pacjentom z całego regionu wysokospecjalistyczną, interdyscyplinarną i zgodną z najnowszymi trendami opiekę medyczną. Tak widzimy swoją rolę, dlatego rozwijamy obszary wymagające największej ekspertyzy i tak duży nacisk kładziemy na jakość kształcenia dobrze przygotowanych do zawodu kadr medycznych. Są niedziele, w które zdarzają się spektakularne historie, ale sztuka polega na tym, by dzień po dniu nasi pacjenci leczeni byli sprawnie, skutecznie i z dostępem do najnowszych technologii. To jest cel, który sobie stawiamy” – podsumowuje prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca.

Źródło: USK Wrocław