Medicalpress
W Świętokrzyskim Centrum Onkologii uroczyście uruchomiono drugi system chirurgii robotowej. Nowy robot da Vinci 5 to najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie i technologicznie urządzenie wspomagające chirurgów w wykonywaniu minimalnie inwazyjnych operacji. W Polsce jest tylko 7 takich urządzeń.
W uroczystej inauguracji da Vinci 5 i briefingu dla mediów uczestniczyli: marszałek województwa Renata Janik, wicemarszałek Marek Bogusławski, prof. dr hab. n. med. Stanisław Góźdź, dyrektor ŚCO, dr hab. n. med. Jolanta Smok-Kalwat, zastępca dyrektora ds. klinicznych, lekarze – operatorzy da Vinci oraz pacjenci zoperowani robotycznie.

Marszałek Renata Janik wyjaśniła, że samorząd województwa świętokrzyskiego – w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na chirurgię robotyczną w leczeniu pacjentów onkologicznych – sfinansował zakup najnowocześniejszego systemu robotycznego da Vinci 5 generacji, aby mieszkańcy województwa świętokrzyskiego, i wszyscy ci, którzy wybierają ŚCO jako miejsce leczenia, mieli dostęp do opieki zdrowotnej na najwyższym światowym poziomie. – I to nie tylko dzięki robotowi, ale również wspaniałym lekarzom, którzy obsługują to urządzenie – powiedziała podkreślając, że ŚCO ciągle się rozwija.

Wicemarszałek Marek Bogusławski dodał, że nowe technologie to wydatek, który się opłaca w dłuższej perspektywie. – Ponieważ jest to mniejsza utrata krwi podczas zabiegu, mniejsze zużycie leków przeciwbólowych, krótszy czas pobytu pacjenta w szpitalu i szybszy powrót do pracy, rodziny. Pacjent, który jest najważniejszy, jest leczony na skutecznym, światowym poziomie.

Profesor Stanisław Góźdź podziękował Zarządowi Województwa w imieniu wszystkich pacjentów i lekarzy operatorów za wsparcie w wyposażaniu ŚCO w nowoczesne technologie służące poprawie jakości leczenia pacjentów onkologicznych.

Od robotyki nie ma odwrotu

– Robot to nie fanaberia. Dzięki niemu nasi pacjenci mogą czuć się bezpieczni, dlatego, że my jako operatorzy czujemy się bezpieczniej. Dzięki temu, że robot wspomaga naszą precyzję, pacjenci mogą szybko odnosić korzyści przy bardzo ciężkich i skomplikowanych procedurach medycznych – powiedział dr hab. n. med. Paweł Rybojad, kierownik Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej.

Jak zauważył dr Paweł Renkielski, Pełnomocnik Dyrektora ds. chirurgii małoinwazyjnej, Klinika Chirurgii Onkologicznej, od robotyki i nowoczesnych metod leczenia pacjentów onkologicznych nie ma odwrotu. – Musimy rozszerzać gamę zabiegów wykonywanych metodami robotycznymi. To jest nasz priorytet na najbliższe lata.

Dr n. med. Jarosław Jaskulski, kierownik Kliniki Urologii, ocenił, że nowy system robotyczny 5 generacji pozwala włączyć w zakres zabiegów urologicznych te najbardziej skomplikowane do wykonania, jak częściowe resekcje nerek czy usuwanie pęcherza moczowego z wytworzeniem pęcherza zastępczego w całości za pomocą chirurgii robotycznej. – To pozwala pacjentom wrócić dużo szybciej do zdrowia i normalnego funkcjonowania – powiedział apelując do płatnika (NFZ) o refundowanie kolejnych procedur.

Precyzja, szybkość, bezpieczeństwo

Nowy system chirurgii robotycznej da Vinci 5 to najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie i technologicznie urządzenie wspomagające chirurgów w wykonywaniu minimalnie inwazyjnych operacji, u jak największej liczby pacjentów. Wprowadza ponad 150 technicznych innowacji i 10 tys. razy większą moc obliczeniową, aby zapewnić większą autonomię chirurga, bardziej usprawnioną pracę na sali operacyjnej i zaawansowaną analizę danych. Nowe rozwiązania umożliwiają współpracę lekarzom w czasie rzeczywistym a najnowocześniejsze narzędzia analityczne dostarczają obiektywnych informacji. W tym modelu chirurdzy mogą zarządzać wszystkimi elementami potrzebnymi do operacji ze swojej konsoli, co pomaga zmniejszyć obciążenie zespołu operacyjnego. Po raz pierwszy w tym systemie zastosowano haptykę – technologię umożliwiającą chirurgowi odczuwanie nacisku narzędzi na operowane tkanki, co znacznie zwiększa precyzję i bezpieczeństwo zabiegu. Czujniki instrumentu mogą generować pooperacyjne pomiary wydajności tkanki, aby chirurg mógł doskonalić swoją technikę operacyjną.

Jak sprecyzowali przedstawiciele Synektik, nowy robot to precyzja i szybkość. Nowa ergonomiczna konsola pozwala łatwiej i wygodniej pracować przy wielogodzinnych zabiegach. System jest bardzo czuły i precyzyjny pod względem ruchów narzędzi. Umożliwia również teletutoring, czyli konsultację online z innym specjalistą, który będzie miał wgląd w zabieg.

ŚCO w TOP 3 da Vinci

Artur Ostrowski, przedstawiciel Zarządu Grupy Synektik przekazując ŚCO dyplom z okazji wykonania 1000 zabiegów podkreślił, że ŚCO należy do TOP 3 szpitali w Polsce, które najbardziej efektywnie wykorzystują system robotyczny, uwzględniając liczbę specjalizacji i sprawność operatorów. – Gratuluję takiego rozwoju – powiedział dodając, że ŚCO w ciągu dwóch lat dołączyło do wąskiego grona szpitali, które mają więcej niż jednego robota.

W ŚCO funkcjonuje od 2023 r. system chirurgii robotycznej da Vinci IV generacji, zakupiony w ramach projektu „Doposażenie Bloku Operacyjnego w nowoczesny system robotowy wraz z wyposażeniem celem stworzenia Centrum Chirurgii Robotowej Ziemi Kieleckiej oraz podniesienia jakości i poprawy dostępu do najnowocześniejszych procedur chirurgicznych realizowanych w Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach”. Inwestycja została dofinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach działania 11.3 Wspieranie naprawy i odporności systemu ochrony zdrowia oś priorytetowa XI REACT-EU Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Robot jest wykorzystywany w operacjach urologicznych, chirurgicznych, ginekologicznych, torakochirurgiczych i otolaryngologicznych.

Nowy robot da Vinci 5, zakupiony w ramach przedsięwzięcia „Zakup systemu chirurgii robotowej z wyposażeniem oraz przebudową sali operacyjnej dla Świętokrzyskiego Centrum Onkologii” został dofinansowany z budżetu Samorządu Województwa Świętokrzyskiego. Zakres inwestycji obejmował: opracowanie dokumentacji projektowej, prace budowlano-montażowe w zakresie dostosowania sali operacyjnej do zainstalowania i pracy systemu chirurgii robotowej, zakup systemu chirurgii robotowej z dodatkowym wyposażeniem. Wartość całkowita inwestycji: 20 092 371,72 zł; dofinansowanie z budżetu województwa świętokrzyskiego: 17 078 515,00 zł; wkład własny ŚCO: 3 013 856,72 zł.

Od 2023 r. w ŚCO wykonano ponad 1400 zabiegów operacyjnych ze wsparciem systemu robotycznego. W samym 2026 r. wykonano blisko 400 zabiegów robotycznych, w tym 64 operacje na nowym systemie da Vinci 5. Obecnie w ŚCO funkcjonuje 11 zespołów operujących przy użyciu robota: 3 urologiczne, 1 ginekologiczny, 3 torakochirurgiczne, 3 chirurgiczne, 1 otolaryngologiczny. Dwaj lekarze operatorzy posiadają uprawnienia proktorskie (dr n. med. Sławomir Okła, kierownik Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi oraz dr n. med. Marcin Misiek, kierownik Kliniki Ginekologii) i szkolą zespoły w innych ośrodkach. Do certyfikacji w zakresie chirurgii robotycznej przygotowują się kolejne dwa zespoły w ŚCO.

Źródło: inf pras

Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie testują nowy system robotyczny KangDuo SR2000, jeden z najnowszych robotów chirurgicznych dostępnych obecnie na rynku medycznym. To kolejny krok w kierunku rozwoju chirurgii małoinwazyjnej w ośrodku, który od lat konsekwentnie inwestuje w robotykę operacyjną i buduje kompetencje zespołów w różnych specjalizacjach.
KangDuo SR2000 posiada certyfikat CE dla czterech dziedzin: urologii, ginekologii, chirurgii ogólnej i torakochirurgii. Został zaprojektowany z myślą o zabiegach laparoskopowych i pracy na nowoczesnych salach operacyjnych. Podobnie jak funkcjonujący już w szpitalu robot Versius, wyposażony jest w otwartą konsolę operatorską oraz cztery zrobotyzowane ramiona narzędziowe w systemie kolumnowym. Rozwiązanie to ma wspierać chirurgów w wykonywaniu precyzyjnych operacji przy jednoczesnym zachowaniu ergonomii i kontroli nad przebiegiem zabiegu.

Lublin jest jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie lekarze mogą nie tylko zapoznać się z tym systemem, ale także testować go w praktyce szkoleniowej, korzystając z zestawu z konsolą operatorską do ćwiczeń. W ubiegłym tygodniu możliwości robota sprawdzali specjaliści z Klinicznego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej, Klinicznego Oddziału Chirurgii Ogólnej i Leczenia Żywieniowego, Klinicznego Oddziału Urologii i Onkologii Urologicznej oraz Klinicznego Oddziału Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej.

Jednym z elementów, który zwrócił szczególną uwagę operatorów, jest integracja systemu z obrazowaniem medycznym. „Możliwość testowania nowego robota chirurgicznego to okazja do zapoznania się z nowymi rozwiązaniami technologicznymi na polu robotyki. Z pewnością plusem tego systemu jest możliwość śródoperacyjnego przeglądania badań obrazowych pacjenta w obrębie konsoli chirurga, co wpływa na bezpieczeństwo przeprowadzenia zabiegu i komfort pracy operatora” – mówi dr n. med. Piotr Skoczylas z Klinicznego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej USK Nr 4 w Lublinie.

Testy mają charakter eksploracyjny i edukacyjny. Lekarze oceniają zarówno ergonomię pracy, jak i potencjalne zastosowania kliniczne systemu w poszczególnych specjalizacjach. W ginekologii robotyka coraz częściej wychodzi poza obszar onkologii, obejmując również leczenie schorzeń łagodnych, które wymagają precyzyjnych, oszczędzających tkanki technik operacyjnych. „Na razie sprawdzamy, co może zaoferować ta platforma i jak się z nią pracuje. W ginekologii tego typu systemy mogą mieć zastosowanie nie tylko w onkologii ginekologicznej, ale również w przypadkach łagodnych zmian wymagających zaawansowanych, oszczędzających tkankę technik leczenia operacyjnego, np. w leczeniu endometriozy” – podkreśla dr n. med. Marta Monist z Klinicznego Oddziału Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej.

Warto podkreślić, że KangDuo SR2000 nie pojawia się w Lublinie w próżni technologicznej. Obecnie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr 4 funkcjonują już dwa różne systemy robotyczne. Na platformach da Vinci i Versius pracują dwa zespoły torakochirurgiczne oraz dwa zespoły urologiczne, natomiast robot Versius wykorzystywany jest również przez jeden zespół chirurgiczny i trzy zespoły ginekologiczne. Testowanie kolejnego systemu wpisuje się więc w długofalową strategię rozwoju chirurgii robotycznej i porównywania różnych rozwiązań technologicznych pod kątem ich realnej przydatności klinicznej.

Obecność KangDuo SR2000 w USK Nr 4 w Lublinie pokazuje, że polskie ośrodki kliniczne coraz aktywniej uczestniczą w ocenie i wdrażaniu nowych technologii medycznych na wczesnym etapie ich obecności na rynku. Dla pacjentów oznacza to perspektywę dalszego rozwoju małoinwazyjnych metod leczenia, a dla zespołów medycznych możliwość zdobywania doświadczeń z różnymi platformami robotycznymi zanim zapadną decyzje o ich ewentualnym wykorzystaniu w codziennej praktyce klinicznej.

Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny Nr 4 w Lublinie

 
Rak płuca pozostaje w Polsce jednym z najbardziej śmiertelnych nowotworów, a przyczyną tego nie są wyłącznie cechy biologiczne choroby – to w dużej mierze efekt systemowych opóźnień, fragmentaryzacji opieki i braku jasnej odpowiedzialności za proces diagnostyczno-terapeutyczny. Choć medycyna dysponuje dziś narzędziami pozwalającymi skutecznie leczyć znaczną grupę pacjentów, droga od pierwszych objawów do rozpoczęcia terapii wciąż bywa zbyt długa, zbyt chaotyczna i zbyt obciążająca dla chorego. W trakcie posiedzenia Senackiej Komisji Zdrowia (25.11.25) eksperci przedstawili obraz, który trudno zignorować: system stoi w miejscu, podczas gdy choroba postępuje.
Zbyt wolny system w zbyt szybko postępującej chorobie
Rak płuca jest jedną z najszybciej postępujących chorób nowotworowych, dlatego wczesna diagnoza i sprawne wdrożenie leczenia mają kluczowe znaczenie dla rokowania. Tymczasem w Polsce cały proces diagnostyczny wciąż potrafi rozciągać się na wiele miesięcy. Dane z praktyki klinicznej pokazują, że dostęp do kluczowych badań obrazowych – tomografii komputerowej czy PET-CT – bywa ograniczony, a na wyniki badań histopatologicznych czeka się często ponad miesiąc. Do tego dochodzą kolejne etapy: konsultacje w różnych ośrodkach, ponowne opisy badań, powtarzane biopsje. W efekcie od pierwszych objawów do podjęcia decyzji o terapii mija często kilka miesięcy – w czasie, który dla tak dynamicznej choroby jak rak płuca bywa granicą między szansą na leczenie radykalne a koniecznością wdrożenia wyłącznie leczenia paliatywnego.

Jednocześnie współczesna onkologia płuca opiera się na personalizacji terapii, a więc na decyzjach podejmowanych w oparciu o trzy grupy informacji: stan ogólny chorego i jego choroby współistniejące, charakterystykę samego nowotworu (typ histologiczny, podtyp) oraz pełny profil molekularny. Prof. Maciej Krzakowski, Konsultant Krajowy w dziedzinie Onkologii Klinicznej zwracał uwagę, że właśnie w tym ostatnim obszarze Polska wciąż ma poważne zaległości – diagnostyka molekularna wykonywana jest mniej więcej u połowy pacjentów, którzy powinni być nią objęci (1). Oznacza to, że znaczna część chorych w ogóle nie ma szansy na leczenie ukierunkowane na konkretne zaburzenia genetyczne. Gdy dodać do tego niewystarczające wykorzystanie nowoczesnego, kompleksowego leczenia skojarzonego, otrzymujemy obraz systemu, który jest zbyt wolny i zbyt mało uporządkowany, aby w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje dzisiejsza medycyna. Mimo postępu, pięcioletnie przeżycia nadal są niskie: u kobiet sięgają około 18%, u mężczyzn – około 14%.

Niskodawkowa tomografia – obiecujące narzędzie przesiewowe, które wciąż czeka na pełne wdrożenie
W debacie pojawił się również wątek badań przesiewowych w kierunku raka płuca. Niskodawkowa tomografia komputerowa (NDTK) od lat uznawana jest na świecie za najskuteczniejszą metodę wczesnego wykrywania choroby u osób z grup ryzyka, a doświadczenia pilotażu prowadzonego w Polsce w latach 2021–2025 potwierdzają jej znaczenie. Jak informowała podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Katarzyna Kęcka, w ramach programu wykonano około 60 tysięcy badań, na podstawie których uzyskano 9768 wyników wymagających dalszej kontroli, a 198 przypadków okazało się wynikami dodatnimi. To pokazuje, że program działa, ale skala jego oddziaływania jest nadal zbyt mała, by realnie wpłynąć na wykrywalność raka płuca w populacji wysokiego ryzyka.

Resort zdrowia zapowiedział jednak kluczową zmianę: prace nad włączeniem NDTK do koszyka świadczeń gwarantowanych są na końcowym etapie. Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, podkreślała, że projekt rozporządzenia został już uzgodniony wewnętrznie z NFZ i wkrótce trafi do konsultacji publicznych. Zakończono także konsultacje z ekspertami dotyczące kryteriów kwalifikacji – obejmują one przede wszystkim wiek oraz tzw. paczkolata, a częstotliwość wykonywania badań (co 12 lub co 24 miesiące) ma zostać ostatecznie określona po zakończeniu konsultacji. Program uzyskał już pozytywną rekomendację AOTMiT oraz opinię Krajowej Rady Onkologii.

Ministerstwo zapowiada również wykorzystanie narzędzi sztucznej inteligencji do wspomagania opisywania badań, co ma zwiększyć przepustowość ośrodków i przyspieszyć proces diagnostyczny. Jednocześnie podkreślono, że dla powodzenia programu kluczowe będzie zwiększenie zgłaszalności pacjentów oraz stworzenie systemowych mechanizmów aktywnego docierania do osób z grup ryzyka – bo bez tego nawet najlepiej zaprojektowany program przesiewowy pozostanie narzędziem o ograniczonym wpływie na zdrowie publiczne.

Za mało chorych kwalifikuje się do leczenia operacyjnego
Z perspektywy rokowania kluczowe znaczenie ma to, ilu pacjentów udaje się zakwalifikować do leczenia operacyjnego. Prof. Cezary Piwkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, przypomniał, że chirurgia jest najbardziej skuteczną metodą leczenia u chorych z wczesnym rakiem płuca, ale w Polsce do zabiegu operacyjnego kwalifikuje się zaledwie około 20% pacjentów. To zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, że właśnie w tej grupie można osiągać najlepsze wyniki przeżycia. Nadzieję na zmianę tej proporcji wiąże się z programami badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej – wcześniejsze wykrywanie powinno przełożyć się na większy odsetek chorych w stopniach zaawansowania umożliwiających radykalne leczenie chirurgiczne.

Jednocześnie obraz polskiej torakochirurgii nie jest pesymistyczny. Jak podkreślał Piwkowski, poziom leczenia operacyjnego raka płuca w Polsce można uznać za bardzo wysoki na tle Europy, m.in. dzięki centralizacji i rozwojowi technik małoinwazyjnych. W skali kraju około połowa pacjentów ma dziś oferowane leczenie małoinwazyjne przy zachowaniu pełnej radykalności onkologicznej, a w wiodących ośrodkach odsetek ten przekracza 80%. Takie wyniki nie pojawiły się przypadkiem – to efekt wieloletnich inwestycji w sprzęt i zaplecze, realizowanych również przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia.

Obszarem, w którym oczekiwania środowiska są znacznie większe niż aktualne możliwości systemu, pozostaje chirurgia robotowa. Torakochirurdzy wskazują, że w ostatnich trzech latach rozwój robotyki w Polsce praktycznie wyhamował, mimo że w wielu krajach jest ona naturalnym kolejnym etapem wdrażania technik małoinwazyjnych. Ministerstwo Zdrowia przypomina, że 30 lipca AOTMiT wydała negatywną rekomendację dla finansowania systemów robotowych w większości wskazań objętych analizą, wskazując na brak przewagi nad klasycznymi metodami laparoskopowymi, z wyjątkiem kilku szczegółowo zdefiniowanych rozpoznań. Resort zapowiada dalszą analizę tej rekomendacji, ale już dziś środowisko torakochirurgiczne podkreśla, że przyszłe decyzje dotyczące robotyki powinny być powiązane z twardymi wskaźnikami jakości oraz z systemem rejestrów. 

Diagnostyka obrazowa i molekularna: połowiczna nowoczesność
W ostatnich latach wprowadzono rozwiązania, które miały uporządkować i przyspieszyć diagnostykę raka płuca, ale ich praktyczne działanie wciąż odbiega od oczekiwań. Klinicyści zwracają uwagę, że badania molekularne są wykonywane zbyt późno, zbyt rzadko i często w niepełnym zakresie, przez co część pacjentów rozpoczyna leczenie bez pełnego obrazu biomarkerów. Zdarza się także, że materiał biopsyjny jest niewystarczający, zwłaszcza gdy bronchoskopia została wykonana zbyt wcześnie lub w ośrodku bez doświadczenia w onkologii płuca. Prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca, podkreślał, że „olbrzymim problemem jest diagnostyka od podejrzenia do ustalenia rozpoznania” – na opis tomografii komputerowej czeka się około czterech tygodni, na wynik PET-CT podobnie, a zsumowane etapy potrafią dać „pół roku, lekko” od pierwszych objawów do realnej kwalifikacji do leczenia. W chorobie o tak szybkim przebiegu jak rak płuca to czas, którego wielu pacjentów po prostu nie ma.

Na tym tle szczególnie ważny jest postulat organizacyjny, który przedstawił dr Andrzej Tysarowski, prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej: jednoczasowe kierowanie pacjenta na badania patomorfologiczne i genetyczne. Chodzi o to, aby w momencie podejrzenia raka płuca onkolog wystawiał od razu jednoczasowe, warunkowe skierowanie – na rozpoznanie histopatologiczne oraz na badania genetyczne w przypadku potwierdzenia niedrobnokomórkowego raka płuca. W dużych ośrodkach onkologicznych taki model bywa stosowany, ale w wielu miejscach w kraju tak się nie dzieje. W praktyce oznacza to, że najpierw stawia się rozpoznanie, dopiero potem wraca się do onkologa po decyzję o zleceniu badań molekularnych, co wydłuża ścieżkę o kolejne tygodnie. Tysarowski zwracał uwagę, że wprowadzenie obowiązku jednoczesnego wystawiania dwóch skierowań nie wymaga zmian legislacyjnych, a mogłoby realnie skrócić czas diagnostyki nawet o dwa–trzy tygodnie i ograniczyć skalę sytuacji, w których u około połowy pacjentów badania genetyczne w ogóle nie są zlecane, bo stan chorego jest już zbyt zaawansowany albo brakuje dostępu do odpowiednich świadczeń.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada także prace nad bardziej zaawansowaną diagnostyką molekularną. Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa, przypomniała, że kompleksowe profilowanie genomowe (CGP) w raku płuca uzyskało pozytywną rekomendację prezesa AOTMiT. Dotychczas do konsultacji publicznych skierowano badania typu HRD w nowotworach jajnika, jajowodu i otrzewnej, ale resort planuje, aby także CGP w raku płuca stało się świadczeniem finansowanym ze środków publicznych. Warunkiem jest określenie kryteriów kwalifikacji tak, by na badanie trafiała reprezentatywna grupa chorych, a nie „nieograniczona” liczba pacjentów, co mogłoby zablokować system kosztownymi testami zlecanymi bez jasnych wskazań. Z perspektywy pacjentów oznaczałoby to jednak możliwość zastosowania jednego, bardzo dokładnego testu, który porządkuje pełny profil molekularny nowotworu i pozwala dobrać leczenie w sposób zgodny z ideą medycyny personalizowanej.

Dr Tysarowski zwracał również uwagę na znaczenie badań genetycznych z tzw. płynnej biopsji. U około 30% chorych na raka płuca nie udaje się pozyskać odpowiedniej ilości tkanki do analizy genetycznej, mimo przeprowadzenia inwazyjnych procedur biopsyjnych. W takich przypadkach możliwość wykonania profilu genetycznego z materiału świeżego – krwi obwodowej – mogłaby stać się realnym przełomem. Technicznie jest to rozwiązanie już znane systemowi: podobne świadczenie wprowadzono w lipcu 2024 r. dla nowotworów BRCA-zależnych (m.in. raka piersi, jajnika, prostaty czy trzustki), co otworzyło drogę do badań z materiału świeżego u dużej grupy chorych. Zastosowanie analogicznego modelu w raku płuca pozwoliłoby skrócić ścieżkę diagnostyczną, zmniejszyć liczbę powtórnych biopsji i – paradoksalnie – ograniczyć koszty, ponieważ jedno dobrze zaplanowane, wczesne badanie zastępowałoby wiele późniejszych, fragmentarycznych działań.

Z diagnostyką nierozerwalnie wiąże się temat rejestrów i jakości. Prof. Tadeusz Orłowski przypomniał, że od 20 lat w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc prowadzony jest rejestr raka płuca, który mógłby być gotowym narzędziem do oceny wyników leczenia w kolejnych ośrodkach. Rozporządzenie dotyczące tego rejestru powstało już w 2016 r., ale nigdy nie zostało podpisane przez ministra zdrowia. Ministerstwo obecnie przyjęto inną strategię – rejestry mają być budowane w sposób dziedzinowy (onkologiczne, kardiologiczne, chorób rzadkich) z wystandaryzowanymi zbiorami danych, tak aby realnie służyły podejmowaniu decyzji. Na poziomie deklaracji to krok w dobrą stronę, ale bez sprawnie działających rejestrów trudno będzie rzetelnie monitorować jakość diagnostyki i leczenia raka płuca oraz szybko wychwytywać miejsca, w których system zawodzi najbardziej.

15 lat czekania na Lung Cancer Units
W wielu krajach Europy standardem opieki nad pacjentami z rakiem płuca są Lung Cancer Units – wyspecjalizowane centra, które przejmują odpowiedzialność za cały proces postępowania: od diagnostyki i oceny zaawansowania, przez konsylium, aż po leczenie i obserwację. W Polsce o potrzebie ich utworzenia mówi się od ponad piętnastu lat, jednak system wciąż funkcjonuje bez struktury, która porządkowałaby ścieżkę pacjenta i zapewniała realną koordynację działań. Prof. Tadeusz Orłowski przypominał, że choć pojedyncze ośrodki potrafią leczyć na najwyższym europejskim poziomie, to wciąż brakuje miejsca, które przejmowałoby odpowiedzialność za chorego już na etapie podejrzenia choroby. Brak takiej struktury oznacza, że proces diagnostyczno-terapeutyczny pozostaje rozproszony, a poszczególne elementy systemu działają obok siebie, a nie wspólnie.

Właśnie dlatego koncepcja Lung Cancer Units postrzegana jest jako kluczowy krok w kierunku skrócenia czasu diagnozy i podniesienia jakości leczenia. Jedno centrum odpowiedzialne za całość postępowania mogłoby ograniczyć wędrówkę pacjenta między ośrodkami, uporządkować przepływ informacji i zagwarantować, że decyzje terapeutyczne zapadają na podstawie kompletnej, skoordynowanej diagnostyki. To nie pojedyncze technologie czy procedury wymagają najszybszej reformy, ale cała organizacja opieki, która dziś nie daje pacjentowi poczucia ciągłości ani bezpieczeństwa.

Podczas posiedzenia przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia potwierdzili, że prace nad projektem regulacji dotyczących Lung Cancer Units są w toku. Jak informowała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa, projekt ma zostać skierowany do konsultacji publicznych „pod koniec tego roku lub na początku przyszłego”, a jego realne wejście w życie przewidywane jest na „początek drugiej połowy roku”, z uwagi na konieczność zakontraktowania nowych świadczeń. To pierwszy konkretny sygnał, że idea funkcjonująca dotąd głównie w dokumentach i deklaracjach może wreszcie przejść do etapu wdrożenia.

Co musi się wydarzyć, aby skrócić czas od podejrzenia do terapii
Posiedzenie Senackiej Komisji Zdrowia, pod przewodnictwem Senator Beaty Małeckiej-Libery, pokazało jasno, czego brakuje polskiemu systemowi: szybkości, koordynacji, odpowiedzialności i odpowiednio zaprojektowanej struktury opieki. Rozwiązania są znane od lat. Ośrodki diagnostyczno-terapeutyczne typu Lung Cancer Unit, odpowiednio finansowana i szeroka diagnostyka molekularna, badania obrazowe wykonywane w określonych standardach i terminach, skuteczna koordynacja ścieżki pacjenta oraz program niskodawkowej tomografii o realnym zasięgu — to kluczowe elementy, które mogą odwrócić trend i przełożyć się na tysiące uratowanych istnień.

1. Dane raportu MISJA RAK PŁUCA 2025: https://polgrp.org.pl/wp-content/uploads/2025/11/MRP-Aktualizacja-2025-www.pdf

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie transmisji z posiedzenia Senackiej Komsiji Zdrowia z dnia 25.11.25 – Miesiąc Świadomości Raka Płuca.
Większość pacjentów z rakiem płuca dowiaduje się o chorobie zbyt późno – kiedy pojawiają się objawy, guz jest już zaawansowany, a leczenie radykalne nie wchodzi w grę. Tymczasem dzięki prostemu badaniu – niskodawkowej tomografii komputerowej płuc – można wykryć zmiany nowotworowe we wczesnym stadium, gdy wciąż istnieje szansa na całkowite wyleczenie. Z okazji Światowego Dnia Raka Płuca, przypadającego 1 sierpnia, Polska Agencja Prasowa zorganizowała debatę ekspercką pt. „Droga do wyleczenia raka płuca – wyzwania i nadzieje”, podczas której specjaliści i pacjenci rozmawiali o profilaktyce, diagnostyce i nowoczesnym leczeniu tej choroby.
Program wczesnego wykrywania raka płuca to jeden z najważniejszych elementów strategii walki z tym nowotworem. Po zakończonym pilotażu, został przedłużony do końca 2025 roku i – jak zapowiedziała Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca, Fundacja „To Się Leczy” – oczekuje na decyzję o włączeniu do koszyka świadczeń gwarantowanych.

– „Z Ministerstwa Zdrowia poszło zlecenie do AOTMiT-u, aby wczesne wykrywanie raka płuca z użyciem niskodawkowej tomografii komputerowej zostało wpisane w program badań profilaktycznych” – poinformowała Wilk.

Program jest skierowany do osób w wieku 55–74 lat, które palą lub paliły papierosy (jeśli rzuciły nie później niż 15 lat temu), a także – w niektórych przypadkach – do osób młodszych z podwyższonym ryzykiem zawodowym lub genetycznym. Problem w tym, że niewielu pacjentów o nim wie. Nie wiedzą też często lekarze POZ.

– „Jest 26 ośrodków w Polsce, ponieważ bardzo mało osób o tym wie, zarówno i lekarze pierwszego kontaktu nie mają pojęcia w ogóle o tym programie, i społeczeństwo, że mogą się zgłaszać, mogą przekazywać swoim rodzinom, osobom, które palą, żeby sprawdziły, czy u nich jest wszystko w porządku” – mówiła Wilk.


Chcesz sprawdzić, czy kwalifikujesz się do programu i gdzie możesz wykonać badanie w swojej okolicy?
Odwiedź stronę Ministerstwa Zdrowia: gov.pl/web/zdrowie/program-badan-w-kierunku-wykrywania-raka-pluca

Tymczasem na raka płuca chorują również osoby, które nie mają żadnych typowych objawów. Kaszel? Często długo ignorowany lub leczony antybiotykami. Zmęczenie? Przypisywane pracy lub wiekowi. Właśnie tak wyglądały pierwsze symptomy u Piotra Zdunka, byłego reprezentanta Polski w hokeju na lodzie.

– „Nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem. Normalnie funkcjonowałem” – opowiadał. – „To żona zwróciła uwagę, że mam dziwny kaszel, i zasugerowała, żebym poszedł na prześwietlenie płuc. (…) Zwodziłem ją – przecież nic mi nie jest, nic nie będzie. Ale gdy kaszel się nasilił, znowu nalegała. W końcu – dla świętego spokoju – powiedziałem: dobra, kochanie, chcesz, żebym poszedł, to pójdę, zrobię badania. Będę miał święty spokój.”

To właśnie „dla świętego spokoju” warto skorzystać z badania – zanim choroba się ujawni. Tym bardziej że dziś lekarz POZ może skierować pacjenta nie tylko na RTG klatki piersiowej, ale także na niskodawkową tomografię komputerową. Problem w tym, że wielu lekarzy wciąż nie korzysta z tej możliwości, a pacjenci błąkają się po systemie miesiącami.

– „To po prostu niestety jest dosyć częste. Ma szczęście ta osoba, która naprawdę trafi na odpowiedni ośrodek, ale jeżeli tego szczęścia nie ma, to ta diagnostyka wygląda właśnie tak, że jest przedłużona, a jeżeli trafia już do onkologa, do państwa, do klinicystów, to już jest to stadium zaawansowane” – relacjonowała Wilk.

Zaledwie 15–20% przypadków raka płuca rozpoznawanych jest we wczesnym stadium. – „Pozostała część, około 80%, to jest niestety już rozpoznanie w stanie zaawansowanym. (…) A zależy nam na tym, żeby można było zastosować leczenie radykalne w postaci operacji, a dla tych pacjentów, tak jak tutaj nasz gość, zastosować leczenie nadal radykalne z intencją wyleczenia, pomimo braku możliwości resekcji” – zaznaczyła Wilk.

Historia pana Piotra pokazuje, że nawet w sytuacjach trudnych można skutecznie walczyć z chorobą. Diagnoza: guz o średnicy 6 cm, nieoperacyjny. Zastosowano chemioterapię, a następnie radioterapię.

– „Pomógł mi naprawdę bardzo. Myślę, że dzięki niemu tutaj dzisiaj jestem i siedzę. Bo przy innym zastosowaniu mogłoby być zupełnie inaczej” – mówił o swoim leczeniu prowadzonym przez prof. Damiana Tworka.

– „Pan Piotr został początkowo zdyskwalifikowany z jednoczasowej radiochemioterapii. (…) Ale odpowiedź na chemioterapię miał znakomitą. Po dwóch cyklach guz praktycznie zniknął” – relacjonował dr hab. n. med. Damian Tworek, prof. UM, Klinika Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi

Kluczowe było także włączenie immunoterapii durvalumabem w ramach programu ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). – „To leczenie, które naprawdę poprawia wyniki leczenia. Utrwala to, co osiągamy radiochemioterapią” – podkreślił prof. Tworek.

Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większa szansa, że pacjent będzie mógł skorzystać z nowoczesnych terapii. – „W raku drobnokomórkowym ta choroba jest bardziej agresywna, szybciej postępuje. (…) W raku niedrobnokomórkowym mamy większą grupę chorych, która ma szansę być leczona radykalnie” – mówiła dr n. med. Katarzyna Stencel, onkolog kliniczny, kierująca Oddziałem Klinicznym z Pododdziałem Dziennej Chemioterapii w Wielkopolskim Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii. – „Dzięki programowi wczesnego wykrywania na pewno tych chorych, których mamy szansę wyleczyć, będzie więcej”.

Jednak wciąż ogromną barierą jest dostępność i jakość diagnostyki molekularnej. W wielu ośrodkach materiał bywa niediagnostyczny, pacjenci muszą przechodzić kolejne biopsje. – „Mam teraz pacjenta z Dolnego Śląska, który ma już po raz trzeci pobierany materiał. (…) Obawiam się, że kiedy to rozpoznanie zostanie postawione, będziemy mieli po prostu już inne stadium zaawansowania” – mówiła Aleksandra Wilk.

Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Andrzej Tysarowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów, NIO-PIB w Warszawie – „oba podejścia terapeutyczne – terapia celowana i immunoterapia – wymagają wcześniejszego, precyzyjnego rozpoznania – czyli wykonania odpowiednich badań genetycznych lub immunohistochemicznych”.

W przypadku terapii celowanej poszukuje się konkretnych mutacji, które stanowią cel dla leku. W immunoterapii zaś analizuje się m.in. ekspresję białka PD-L1, ale coraz częściej sięga się również po genetyczne markery odpowiedzi na leczenie, takie jak mutacje w genach STK11 czy KEAP1.

W teorii każdy pacjent z niedrobnokomórkowym rakiem płuca powinien mieć zleconą pełną diagnostykę molekularną i immunohistochemiczną. W praktyce jednak bywa z tym różnie. – „Często ograniczeniem jest czas. Jeśli nie uda się szybko uzyskać wyników, pacjent trafia do schematów opartych na chemioterapii. Również możliwości ośrodka odgrywają istotną rolę – nie wszystkie dysponują własnym zapleczem diagnostycznym i muszą korzystać z usług zewnętrznych, co znacznie wydłuża cały proces” – zaznacza dr hab. Tysarowski.

W małych szpitalach materiał do badań potrafi przez wiele dni krążyć między laboratoriami, a zdarza się, że zostaje zużyty lub utrwalony w sposób uniemożliwiający analizę genetyczną. Tymczasem czas jest tu kluczowy – zarówno dla kwalifikacji do leczenia, jak i jego rozpoczęcia.

Płynna biopsja, czyli analiza krążącego DNA nowotworowego z krwi, może być odpowiedzią na problemy z materiałem. – „Szczególnie u pacjentów z niedrobnokomórkowym, nieoperacyjnym rakiem płuca, kiedy materiału tkankowego brakuje lub jest niediagnostyczny, biopsja płynna daje szansę na pełną kwalifikację do leczenia. Bez tego badania wielu terapii nie można w ogóle rozważyć” – zaznacza dr hab. Tysarowski.

Obecnie objęte refundacją są panele wielogenowe wykonywane z klasycznego materiału – bloczków parafinowych – pobranych podczas tradycyjnej biopsji. Diagnostyka taka jest możliwa w trybie ambulatoryjnym, o ile lekarz podejmie decyzję o zmianie programu leczenia i zleci badanie z materiału archiwalnego. Ale jeśli bloczka nie ma lub nie zawiera odpowiedniej ilości komórek nowotworowych, pacjent traci szansę na dopasowaną terapię.

Eksperci zgodnie wskazują, że jednym z kluczowych kroków w dalszym rozwoju systemu diagnostyki onkologicznej powinno być włączenie płynnej biopsji do standardowych świadczeń finansowanych ze środków publicznych – szczególnie w raku płuca, gdzie zastosowanie tej technologii przynosi nie tylko korzyści kliniczne, ale również szansę na lepsze zarządzanie ścieżką terapeutyczną pacjenta.

O przyszłości terapii raka płuca zadecyduje zatem nie tylko medycyna, ale też organizacja systemu. Szybka, dostępna diagnostyka, finansowanie innowacyjnych metod i równość w dostępie do leczenia stają się dziś równie istotne, jak sama skuteczność leków. – „Znaczenie płynnej biopsji w raku płuca jest naprawdę ogromne i staje się standardem diagnostycznym w krajach Europy Zachodniej” – podsumował dr hab. Tysarowski.

Na ile Polska dogoni te standardy – zależy od decyzji politycznych i woli wdrażania rozwiązań, które już są w zasięgu ręki. Zmiana nie wydarzy się sama. Ale jak pokazuje historia Piotra Zdunka, może się wydarzyć – jeśli system i lekarze działają razem.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z debaty pt. „Droga do wyleczenia raka płuca – wyzwania i nadzieje”, zorganizowanej przez Polską Agencję Prasową 31 lipca 2025 r. o godz. 14:00.

Źródło: transmisja debaty PAP

Eksperci: potencjał mamy, teraz trzeba go wykorzystać
– 46 miesięcy leczenia w stadium rozsiewu raka płuca – to coś, co jeszcze dekadę temu było nie do pomyślenia. – mówił prof. Dariusz M. Kowalski podczas konferencji „Nowoczesna diagnostyka i innowacyjne terapie w raku płuca – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?”, zorganizowanej przez Fundację TO SIĘ LECZY. Choroba, która przez lata oznaczała niemal pewną śmierć, dziś u części pacjentów staje się schorzeniem przewlekłym. Ale warunek jest jeden – trzeba działać szybko i precyzyjnie. Eksperci zgodnie przyznali: jesteśmy na ostatniej prostej do wprowadzenia w Polsce sieci Lung Cancer Units, ale by przeskoczyć na wyższy poziom opieki, trzeba uporządkować diagnostykę i lepiej wykorzystać dostępne już dziś terapie
Leczenie raka płuca w Polsce jeszcze nigdy nie miało takiego potencjału jak obecnie. W programie lekowym B6 dostępnych jest już 13 różnych technologii, a od 1 lipca 2025 roku dołączą kolejne – m.in. terapie okołooperacyjne z wykorzystaniem pembrolizumabu oraz nowe schematy leczenia ozymertynibem. To krok w stronę leczenia radykalnego, z intencją trwałego wyleczenia, nie tylko spowolnienia choroby. Ale postęp ten nie będzie miał realnego znaczenia bez sprawnie działającej diagnostyki molekularnej, właściwej kwalifikacji chorych i dostępu do ośrodków, które oferują pełne spektrum leczenia.

–  W Polsce nadal około połowy chorych rozpoznaje się w stadium uogólnionym. U części z nich proces diagnostyczny trwał tak długo, że przestają być kandydatami do jakiegokolwiek leczenia przeciwnowotworowego – podkreślał prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej. Zauważalne są jednak pozytywne zmiany. –  Zwiększa się w Polsce odsetek chorych kwalifikowanych do resekcji miąższu płucnego – średnio to już 21,5%. To efekt lepszej koordynacji diagnostyki i powstawania zalążków ośrodków kompetencji – dodał profesor.

Diagnostyka: wciąż zbyt wolna i nierówna

Nowoczesne leczenie zaczyna się od trafnej i szybkiej diagnozy. Niestety, w Polsce ścieżka diagnostyczna pacjenta z podejrzeniem raka płuca często jest zbyt długa, a przez to – nieskuteczna.

– Czas ma znaczenie – a my go tracimy – mówiła Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY. – Pacjenci czekają tygodniami na badania obrazowe, a potem kolejne tygodnie na ich opis. Kiedy trafiają do specjalisty, trzeba zaczynać wszystko od nowa, bo tomografia sprzed 28 dni przestaje być aktualna. I tak tracimy miesiące, które mogłyby dać szansę na leczenie.

Dr Andrzej Tysarowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii, wskazywał, że największym problemem jest brak zintegrowanych systemów i odpowiednich ścieżek w mniejszych ośrodkach. – W dużych jednostkach wszystko jest pod jednym dachem – od kliniki po laboratorium genetyczne. Ale w mniejszych placówkach materiał potrafi „wędrować” między ośrodkami tygodniami. A chory nie ma tego czasu. – tłumaczył. – Proste rozwiązania, jak wystawienie jednoczasowego skierowania na badanie patomorfologiczne i genetyczne, pozwalają oszczędzić wiele dni. Dziś zbyt często zlecenie na badania genetyczne wystawiane jest dopiero po otrzymaniu rozpoznania – a wtedy czas już działa przeciwko nam.

Równie ważna jest jakość i zakres wykonywanych badań. Choć technologia NGS (sekwencjonowania nowej generacji) pozwala w jednej analizie wykryć szerokie spektrum zmian genetycznych, w wielu ośrodkach nadal stosuje się ograniczone testy jednogenowe. – To powoduje, że część pacjentów trafia do leczenia bez pełnej diagnostyki molekularnej. Tymczasem nowoczesna onkologia wymaga precyzji. Musimy wiedzieć, z jakim nowotworem mamy do czynienia i jakie ma cechy genetyczne, by dobrać skuteczną terapię – mówił dr Tysarowski. Dodatkowym problemem jest brak finansowania badań z tzw. płynnej biopsji, czyli analiz materiału pozyskiwanego z krwi. –To ogromna szansa dla pacjentów, u których nie starcza materiału lub jest on niediagnostyczny, a takich przypadków jest nawet 30%. – zaznaczył dr Tysarowski. Płynna biopsja to jednak nie tylko rozwiązanie „na start”, ale także narzędzie do monitorowania leczenia i identyfikacji nabytych mechanizmów oporności. –Nowoczesne terapie – np. inhibitory EGFR, ALK czy NTRK – w pewnym momencie przestają działać, bo pojawiają się mutacje opornościowe. Dzięki płynnej biopsji można je szybko wykryć i zmienić strategię leczenia zanim choroba wymknie się spod kontroli – tłumaczył.

Prof. Maciej Krzakowski podkreślał, że kluczowa jest organizacja: – W naszym ośrodku skierowania na wszystkie konieczne badania – patomorfologiczne, molekularne i PD-L1 – wystawiane są od razu. To powinien być standard we wszystkich placówkach, które chcą leczyć raka płuca zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Tymczasem w wielu szpitalach brakuje nie tylko integracji ścieżek, ale i możliwości finansowania badań. Oznaczenie PD-L1 – kluczowe dla kwalifikacji do immunoterapii – jest refundowane tylko w ośrodkach posiadających akredytację w ramach zakończonego pilotażu. Pozostałe muszą finansować badanie we własnym zakresie lub go nie wykonują, ograniczając dostęp do leczenia.

Nowoczesne terapie celowane – ogromny postęp i ogromne potrzeby

– 46 miesięcy leczenia w stadium rozsiewu raka płuca – to coś, co jeszcze dekadę temu było nie do pomyślenia – mówił prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca prezentując dane z badań nad lekami ukierunkowanymi molekularnie. –  W ostatnim czasie pojawiły się nowe implementacje do leczenia radykalnego, w tym ozymertynib, a więc przykład terapii dla bardzo małych populacji chorych, którzy jednak odnoszą z niej szczególne korzyści. Redukcja ryzyka nawrotu choroby sięga nawet 80–90%. Widzimy spektakularne efekty, ale jednocześnie zbyt wielu pacjentów nie może z nich skorzystać. To właśnie te niezaspokojone potrzeby są dziś największym wyzwaniem klinicznym.

W programie lekowym B.6 dostępnych jest obecnie kilkanaście nowoczesnych terapii celowanych. Obejmują one m.in. inhibitory kinazy tyrozynowej dla określonych mutacji – EGFR, ALK, ROS1, NTRK czy KRAS – a także terapie okołooperacyjne dla pacjentów po resekcji guza. Ale lista oczekiwań jest znacznie dłuższa. – Od ośmiu lat w Polsce nie mamy refundacji leczenia dla pacjentów z mutacją BRAF V600E. To zaledwie 2% chorych, ale ich czas odpowiedzi na leczenie liczony jest w latach – 30 miesięcy bez progresji w I linii, ponad 50% przeżyć 3-letnich. To musi robić wrażenie – zaznaczał prof. Kowalski, odnosząc się do wyników terapii skojarzonej enkorafenibem i binimetynibem, ocenianej m.in. w badaniu PHAROS.

Eksperci z niecierpliwością wyczekują też dostępu do świetnie znanego im już ozymertynibu we wcześniejszym stadium zaawansowania – Trzeba również powiedzieć o badaniu LAURA i leczeniu na które czekamy i które, mam nadzieję, będzie lada chwila dostępne. Ozymertynib można bowiem zastosować po radykalnym leczeniu. W tym przypadku należy zwrócić uwagę na 8-krotną różnicę czasu wolnego od progresji i 5-krotną różnicę w odsetku przeżyć 24-miesięcznych w porównaniu do metod stosowanych do tej pory. – podkreślił prof. Kowalski.

Szczególną nadzieję środowiska onkologów budzi amiwantamab – przeciwciało bispecyficzne, które wykazuje skuteczność w trzech sytuacjach klinicznych: u pacjentów z mutacjami w eksonie 20 genu EGFR, w terapii po progresji po ozymertynibie oraz w połączeniu z inhibitorem lazertynibem jako leczenie pierwszej linii. – Wskazania są różne, ale wspólny mianownik to realna poprawa przeżyć – i to statystycznie istotna. To nie kosmetyka. To możliwość uzyskania nawet 56% przeżyć 3-letnich – mówił profesor Kowalski.

Na liście leków, które powinny jak najszybciej trafić do refundacji, według ekspertów, są też terapie dla pacjentów z rearanżacjami RET (np. selperkatynib), mutacjami MET (kapmatynib, tepotynib) oraz zaburzeniami HER2 (trastuzumab derukstekan).

Już od dawna mamy opcję konsolidacji radiochemioterapii radykalnej u chorych na miejscowo zaawansowane nowotwory. Myślę, że w niedługim czasie będzie to dotyczyło również raka drobnokomórkowego. Mamy silne i wiarygodne dowody na to, że można poprawić indeks terapeutyczny dzięki immunoterapii konsolidującej – pod jednym warunkiem. Podstawą jest prawidłowe leczenie miejscoweprof. Maciej Krzakowski odniósł się do zastosowania durwalumabu w badania ADRIATIC, którego wyniki są bardzo obiecujące dla pacjentów z wczesnym rakiem drobnokomórkowym.

Czasem przeszkodą w dostępie nie jest brak decyzji refundacyjnej – a… brak wniosku refundacyjnego. –Mamy do czynienia z sytuacjami, gdy firmy nie składają wniosków, bo populacja jest zbyt mała, by to było opłacalne. Korzystają z możliwości RDTL – czyli ratunkowego dostępu do terapii lekowych – i nie idą dalej – mówił Mateusz Oczkowski z Z-ca Kierownika Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.

To z kolei rodzi pytanie: ilu pacjentów faktycznie ma szansę na RDTL? I czy – gdy taka terapia pojawia się dopiero po wyczerpaniu standardowych opcji – pacjent nadal jest w stanie z niej skorzystać? –RDTL miał być pomostem, a często staje się ślepą uliczką. Potrzebujemy jego ucywilizowania – tak, aby stał się mechanizmem wyrównującym szanse, a nie selekcją dla najsilniejszych, najbardziej zorientowanych lub najlepiej umocowanych pacjentów – zaznaczył Oczkowski. – Czas najwyższy, by przekształcić go w system dostępny dla każdego, kto spełnia wskazania medyczne, a nie tylko dla tych, którzy mają szczęście doświadczyć dobrej woli lub organizacyjnej sprawności ośrodka.

Prof. Maciej Krzakowski dodał, że wiele zależy od samego świadczeniodawcy. –To lekarz powinien myśleć o RDTL już w momencie diagnozy – a nie wtedy, gdy pacjent nie ma już siły na kontynuację leczenia.

Immunoterapia zmienia reguły gry – ale pod jednym warunkiem
Immunoterapia już od kilku lat rewolucjonizuje leczenie niedrobnokomórkowego raka płuca, nie tylko w przypadkach zaawansowanych, ale także w leczeniu radykalnym. Dzięki nowym wskazaniom refundacyjnym, od lipca 2025 roku możliwe będzie również stosowanie immunoterapii w skojarzeniu z chemioterapią przed zabiegiem operacyjnym oraz jej kontynuacja po operacji, czyli w leczeniu okołooperacyjnym (kanapkowym). –To źródło kolejnej rewolucji – możemy dziś skutecznie walczyć o wyleczenie u coraz większej grupy pacjentów – mówiła prof. Ewa Kalinka, Kierownik Kliniki Onkologii, ICZMP w ŁodziAle warunkiem koniecznym jest bardzo dobra diagnostyka, obejmująca zarówno ekspresję PD-L1, jak i wyniki badań molekularnych. Nie możemy przegapić żadnej szansy, dlatego każde opóźnienie czy błąd w diagnostyce przekłada się na ryzyko utraty możliwości leczenia radykalnego.

Immunoterapia ma też swoje wyzwania organizacyjne – by móc ją zastosować zgodnie z zaleceniami, pacjent musi zostać zakwalifikowany odpowiednio wcześnie i mieć zapewniony dostęp do koordynowanego leczenia. Jak podkreślano w dyskusji, zbyt wielu pacjentów nadal trafia do torakochirurgii bez wcześniejszej kwalifikacji do leczenia okołooperacyjnego. LCU, czyli Lung Cancer Units, powinny pełnić funkcję planującą – to one powinny ustalać indywidualną ścieżkę leczenia każdego pacjenta, niezależnie od tego, gdzie ta ścieżka będzie realizowana – mówiła prof. Kalinka. – Nie chodzi tylko o możliwość operacji, ale o to, by nie przegapić terapii, które zwiększają szansę na przeżycie i trwałe wyleczenie.

Lung Cancer Units – ostatnia prosta systemowej zmiany

– To naprawdę ostatnia prosta. Choć – jak wiemy – w lekkoatletyce ostatnia prosta może mieć i 30, i 80 metrów – żartował prof. Maciej Krzakowski, odnosząc się do prac nad wdrożeniem w Polsce sieci Lung Cancer Units. Ale nie ukrywał powagi sytuacji – wszystko wskazuje na to, że po latach analiz, uzgodnień i rekomendacji, jesteśmy blisko uruchomienia nowego modelu kompleksowej opieki nad pacjentami z rakiem płuca.

W czerwcu w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie czterech konsultantów krajowych z przedstawicielami Departamentu Lecznictwa. Uzgodniono zmiany formalne w wymaganiach dla LCU – doprecyzowano warianty strukturalne, uwzględniono możliwość realizowania badań przesiewowych we współpracy konsorcyjnej, dodano okres przejściowy na osiągnięcie wymaganych wskaźników. –Zaprojektowano realny system, w którym liczy się nie tylko struktura, ale faktyczna jakość opieki – podkreślał prof. Krzakowski. Założenie jest jasne: LCU to nie tylko miejsce leczenia, ale ośrodek kompetencyjny, który planuje i koordynuje cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. – Chodzi o to, by pacjent miał zapewnioną całość postępowania – od szybkiej diagnostyki, przez odpowiednio zaplanowaną terapię, aż po rehabilitację i wsparcie dietetyczne – mówił konsultant krajowy.

Koordynacja jest tu słowem kluczem. – Koordynator to nie „miły pomocnik lekarza”, ale kluczowa postać systemu, która powinna mieć jasno zdefiniowane kompetencje i realny wpływ na przebieg ścieżki pacjenta – apelowała Aleksandra Wilk.To osoby, które łączą świat medycyny i administracji, a bez nich nawet najlepsze rozwiązania organizacyjne nie będą działać.

Równie istotne jest zapewnienie równego dostępu do nowoczesnej diagnostyki, szczególnie molekularnej. –LCU powinny oferować badania NGS i diagnostykę z płynnej biopsji – nie tylko teoretycznie, ale faktycznie. Jeśli nie ma materiału tkankowego, to właśnie te techniki pozwalają wykryć mutacje i dobrać skuteczne leczenie – mówił dr Andrzej Tysarowski.

Czy system jest gotowy na start? Zdaniem prof. Krzakowskiego – tak. W Polsce działają 22 ośrodki torakochirurgii spełniające kryteria, 38 ośrodków pulmonologii i ponad 25 onkologicznych – to wystarczająca baza, pod warunkiem zawarcia konsorcyjnych porozumień i spełnienia wymogów operacyjnych. –Musimy skończyć z chałupnictwem, bo w raku płuca nie ma czasu na improwizację – podsumował prof. Krzakowski. –Struktury są, wiedza jest, leki są – teraz czas, by zbudować system, który to wszystko połączy.


Relacja wideo z konferencji „
Nowoczesna diagnostyka i innowacyjne terapie w raku płuca – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?”: https://www.youtube.com/watch?v=5t2HuLYS0Hg

Źródło: Fundacja To Się Leczy

Ze względu na złożoność diagnostyki i metod terapii, leczenie raka płuca wymaga wielodyscyplinarnej współpracy wielu specjalistów. Współpraca taka zakłada wymianę opinii w celu zaproponowania pacjentowi optymalnej ścieżki leczenia. Z uwagi na złożoność danych genomicznych niezbędne jest współpraca torakochirugów z onkologami klinicznymi, patologami i biologami molekularnymi. Obecnie, kwalifikacja chorych w stopniu zaawansowania II lub III powinna się odbywać z uwzględnieniem możliwości leczenia okołooperacyjnego w zespołach wielodyscyplinarnych na etapie diagnostyki wstępnej tzn. przed rozpoczęciem leczenia przyczynowego.
Leczenie raka płuca, ze względu na biologiczną heterogenność oraz przeważającą liczbę przypadków diagnozowanych w stadiach zaawansowanych, wymaga kompleksowego podejścia. Co istotne, pierwotne leczenie chirurgiczne o założeniu radykalnym jest możliwe jedynie u ok. 20% chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca (NDRP). U 30-50% chorych po resekcji występują nawroty choroby i przerzuty w odległych narządach, co stanowi wskazanie do stosowania leczenia okołooperacyjnego.
 
Polska nadal należy do krajów Unii Europejskiej z najwyższymi współczynnikami umieralności na nowotwory złośliwe. Dzięki współpracy z kilkunastoma bardzo znamienitymi towarzystwami naukowymi, w ramach Misji Rak Płuca, jesteśmy na etapie tworzenia drogi, która ma zmienić podejście do leczenia chorych na raka płuca, wprowadzić nowoczesne metody diagnostyczne, poprawić przede wszystkim ich dostępność dla naszych chorych i zwiększyć odsetek pacjentów, którzy będą w nowoczesny sposób leczeni. Istotną rolę odgrywa tutaj wczesna diagnostyka. Wielu specjalistów z różnych dziedzin musi się zaangażować, żebyśmy mogli dokonać postępu. – podkreślał prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca, podczas premiery raportu „Nowe możliwości chirurgii i leczenia okołooperacyjnego raka płuca”.
 
Małoinwazyjna, nowoczesna torakochirurgia – gdzie jesteśmy?
 
Leczenie chirurgiczne pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia miejscowej choroby nowotworowej, dającą szansę na całkowite wyleczenie – W tej dziedzinie dokonał się olbrzymi postęp, kiedyś operowało się pacjentów w sposób rozległy, teraz coraz bardziej oszczędny dzięki chirurgii małoinwazyjnej. – mówił prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca.
 
Standardy resekcji płuca pozostają takie same, natomiast przełom obserwujemy w metodach dostępu operacyjnego. – Stosuje się obecnie metody małoinwazyjne z zastosowaniem niewielkiej ilości nacięć bez żadnego rozwarcia międzyżebrza, w czym upatruje się główny czynnik bólowy. Cały zabieg jest wykonywany pod kontrolą obrazu na monitorze przez torakochirurga, natomiast zakres resekcji pozostaje ten sam. W tej chwili w skali kraju, biorąc pod uwagę wszystkie mniejsze i większe ośrodki, prawie połowa operacji torakochirurgicznych jest wykonywana metodami małoinwazyjnymi (wideotorakoskopia), a w ośrodkach wiodących, odsetek sięga ten nawet 80% (waha się między 60 a 80%). Te liczby są bardzo dokładnie przez monitorowane, jesteśmy w czołówce krajów europejskich. – podkreślał prof. Cezary Piwkowski, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, Kierownik Oddziału Torakochirurgii Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii.
 
Wprowadzenie robotów chirurgicznych było kolejnym znaczącym krokiem w rozwoju małoinwazyjnej torakochirurgii, mającym wpływ na dalszą poprawę wyników leczenia, zwiększenie bezpieczeństwa zabiegu i poszerzenie zakresu zabiegów wykonywanych małoinwazyjnie.
 
– Nie ma możliwości innej jak tylko taka, żeby torakochirurgia w szerokim stopniu implementowała robotyczną chirurgię do swojego arsenału. Po pierwsze, pacjent dzisiaj szuka dobrej jakości i bardzo ceni sobie umiejętności zespołu. W przypadku chirurgii robotowej, wymagane jest przejście długotrwałego, certyfikowanego, bardzo precyzyjnego i usystematyzowanego szkolenia, zakończonego egzaminem. Od 3 lat w Polsce wykonywane są zabiegi resekcji miąższu płucnego z wykorzystaniem tej technologii, od 2 lat w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. – wskazywał prof. Janusz Kowalewski, Dyrektor Centrum Onkologii im. prof. F. Łukaszczyka w Bydgoszczy, ustępujący prezes Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów.
 
Robotyka zwiększa możliwości i zakres ruchu narzędzi chirurgicznych i eliminuje drgania nadgarstka, to wygoda dla chirurga i przede wszystkim bezpieczeństwo dla pacjenta.  Problemem pozostaje brak refundacji procedury torakochirurgii robotowej w Polsce. – W dalszym ciągu tego typu procedura nie jest rozpoznawana przez NFZ. Z przykrością muszę stwierdzić, że w kontekście torakochirurgii z asystą robota, odstajemy od wielu krajów rozwiniętych. Potrzebne jest zrozumienie, że przed postępem nie uciekniemy i ten postęp powinniśmy kreować w kraju, który dysponuje tak dużym potencjałem intelektualnym i dobrze przygotowaną kadrą. Robotyka to przede wszystkim bezpieczeństwo pacjenta, a zabiegi są powtarzalne. – dodał prof. Kowalewski.
 
– Dzisiejsze spotkanie to okazja do ponowienia apelu naszego środowiska o realizację programu rozwoju chirurgii robotycznej w torakochirurgii, który przedstawiliśmy ponad 2 lata temu w Ministerstwie Zdrowia. Przykładem dobrych rozwiązań są Czechy, gdzie na zasadzie konsensusu pomiędzy władzami a środowiskiem torakochirurgicznym, ustalono, że powstanie 8 ośrodków, gdzie torakochirurgia robotowa będzie dostępna, a zakup robotów jest dokonywany centralnie.  – podkreślił prof. Cezary Piwkowski.
 
Zakup robotów dla większości ośrodków stanowi barierę finansową. – Inwestycja w robota chirurgicznego, niezależnie od producenta, jest dużym wysiłkiem finansowym dla szpitala i praktycznie dla większości ośrodków jest trudna do realizacji bez wsparcia zewnętrznego. Na dziś, czekamy cały czas na decyzję decydentów, przede wszystkim dotyczącą wprowadzenia procedury do koszyka świadczeń, ponieważ inaczej nie ma w ogóle żadnej możliwości starania się przez ośrodek torakochirurgiczny o jakiekolwiek środki publiczne na ten cel. – dodał prof. Piwkowski.
 
Leczenie okołooperacyjne znacząco poprawia wskaźniki przeżycia
 
Ze względu na złożoność diagnostyki i metod terapii, leczenie raka płuca wymaga wielodyscyplinarnej współpracy wielu specjalistów. Współpraca taka zakłada wymianę opinii w celu zaproponowania pacjentowi optymalnej ścieżki leczenia. Z uwagi na złożoność danych genomicznych niezbędne jest współpraca torakochirugów z onkologami klinicznymi, patologami i biologami molekularnymi. Obecnie, kwalifikacja chorych w stopniu zaawansowania II lub III powinna się odbywać z uwzględnieniem możliwości leczenia okołooperacyjnego w zespołach wielodyscyplinarnych na etapie diagnostyki wstępnej tzn. przed rozpoczęciem leczenia przyczynowego.
 
– Aktualnie onkologia kliniczna stanowi niesamowite wsparcie dla leczenia radykalnego. Samodzielne leczenie chirurgiczne to trochę za mało w przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca, bowiem nawet świetnie wykonana operacja, stwarza ryzyko wznowy miejscowej, jak i przyrzutów odległych. Jest to zależne od szeregu czynników, a jednym z nich jest stopień zaawansowania pooperacyjnego. Nawet w pierwszym stopniu zaawansowania to ryzyko sięga ok. 20%, a w trzecim stopniu, pomimo radykalnie przeprowadzonej resekcji, przekracza już 50% i sięga nawet 70%. – zaznaczył prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.
 
Leczenie okołooperacyjne wspomaga skuteczność chirurgii. Stosuje się obecnie różne jego schematy, przedoperacyjnie, pooperacyjnie oraz tzw. „kanapkowe”, gdzie chory otrzymuje leczenie wstępne, potem chirurgiczne, a następnie uzupełniające.
 
– Stosujemy już, nie klasyczną chemioterapię, która jako leczenie uzupełniające zwiększa tylko o ok. niecałe 5%, szansę wyleczenia trwałego w aspekcie 5 lat, ale połączenie chemioterapii i immunoterapii w różnej sekwencji. Tutaj, leczenie okołooperacyjne z zastosowaniem zarówno niwolumabu, pembrolizumabu jak i durwalumabu ma pozytywne badania kliniczne. Tego typu terapia powoduje znamienne zwiększenie tzw. całkowitych odpowiedzi patomorfologicznych, czyli w materiale pooperacyjnych nie ma komórek nowotworowych żywych – jest to od 5 do 10 razy większy odsetek niż po klasycznej chemioterapii. To niezależny czynnik, który wpływa na całkowity czas przeżycia. U chorych leczonych okołooperacyjnie szansa przeżycia wynosi grubo powyżej 90%. – dodał prof. Kowalski.
 
Pierwszym kryterium kwalifikacji do okołooperacyjnej immunochemioterapii jest określenie typu histologicznego NDRP łącznie z oceną ekspresji białka PDL-1 oraz wykluczeniem obecności wariantów patogennych genów EGFR, ALK i ROS1, co wymaga uzyskania odpowiedniej jakości materiału tkankowego umożliwiającego ocenę patomorfologiczną, immunohistochemiczną oraz molekularną.
 
Leki ukierunkowane molekularnie są obecnie stosowane w leczeniu uzupełniającym m.in. ozymertynib u chorych z wariantami patogennymi genu EGFR, gdzie redukcja ryzyka zgonu wynosi aż 80%. Od 1 kwietnia na listę refundacyjną trafi też nowa technologia – inhibitor kinaz tyrozynowych – alektynib w leczeniu uzupełniającym chorych z rearanżacją w genie ALK. Tutaj również redukcja ryzyka zgonu wynosi prawie 80%.
 
Prof. Kowalski podkreślił, że środowisko kliniczne czeka na możliwość leczenie kanapkowego, które jeszcze bardziej poprawia wyniki wspólnego leczenia.W XXI wieku leczenie nawet zaawansowanych stadiów ma za zadanie przekształcenie raka w chorobę przewlekłą, aby to było możliwy wszyscy musimy działać razem. – mówił prof. Kowalski.
 
– Wprowadzenie nowoczesnych metod leczenia systemowego, w tym okołooperacyjnego, to dla nas torakochirurgów bardzo pozytywne zjawisko. Skojarzenie tego leczenia z chirurgią poprawia wyniki lecenia w sposób istotny, szczególnie w schematach leczenia przedoperacyjnego, gdzie rzeczywiście u prawie u 1/4 chorych możemy się spodziewać całkowitej odpowiedzi patologicznej. – dodał prof. Cezary Piwkowski.
 
Zastosowanie leczenia okołooperacyjnego w praktyce klinicznej jest nowym wyzwaniem dla torakochirurgów i wymaga ich aktywnego udziału w diagnostyce i procesie planowania ścieżki leczenia chorego we współpracy ze specjalistami onkologii klinicznej i diagnostami. Wyzwaniem jest zwiększenie odsetka chorych kwalifikowanych do terapii przedoperacyjnej (obecnie tylko 30%), aby mieli oni szansę na włączenie leczenia uzupełniającego po operacji.
 
Lung Cancer Units – optymalny model opieki nad chorymi na raka płuca
 
Leczenie skojarzone w raku płuca powinno być realizowane w ośrodkach, które dysponują pełnym zespołem wielodyscyplinarnym, obejmującym torakochirurga, onkologa klinicznego, pulmonologa, radioterapeutę, patomorfologa, radiologa oraz diagnostę molekularnego i zapleczem diagnostyczno-terapeutycznym. Tylko w takich warunkach możliwe jest optymalne podejmowanie decyzji terapeutycznych i zapewnienie chorym najwyższej jakości opieki.
 
– Polska Grupa Raka Płuca już od wielu lat stara się przekonać decydentów i środowisko lekarskie do tego, abyśmy stworzyli sieci ośrodków kompetencji raka płuca. Międzynarodowe obserwacje i badania potwierdziły, że możliwość dostępu pacjentów do ośrodków wysokiej kompetencji, czyli leczenia interdyscyplinarnego, poprawia w sposób jednoznaczny wiele wskaźników. Mówimy tutaj o efektywnym postępowaniu, o uzyskaniu długiego czasu wolnego od progresji, poprawy czasu całkowitego przeżycia, a przede wszystkim dostępności wszystkich chorych do nowoczesnego leczenia. – podkreślił prof. Rodryg Ramlau.
 
Ostatnie 5 lat szczególnie doprowadziło do zmiany standardów leczenia raka płuca, co wymaga zdecydowanych rozwiązań organizacyjnych i systemowych. – Abyśmy mogli to leczenie prowadzić w sposób właściwy i efektywny potrzeba jest współpraca. Aktualnie, jedynie 60% polskich pacjentów otrzymuje leczenie zgodne ze standardami europejskimi, czyli pozostali chorzy nie mają wykonywanych określonych analiz molekularnych i innych badań, które kwalifikują chorych do nowoczesnych terapii. Chcemy to za wszelką cenę poprawić. Jesteśmy po wielu rozmowach z Ministerstwem Zdrowia i parlamentarzystami, podczas których wskazywaliśmy, że powstanie sieci ośrodków Lung Cancer Units realnie poprawi sytuację chorych. – dodał prof. Ramlau.
 
– Polska Grupa Raka Płuca mówiła o potrzebie wdrożenia ośrodków kompetencji już w 2011, czyli za chwilę minie 15 lat, kiedy czekamy na to rozwiązanie. Leczenie chorego dzisiaj jest interdyscyplinarne – każdy przypadek powinien być omawiany przez zespół wielodyscyplinarny, aby wybrać optymalny schemat leczenia. Nie musi być to realizowane pod jednym dachem. – wskazał prof. Orłowski.

Zapoznaj się z pełną treścią raportu „Nowe możliwości chirurgii i leczenia okołooperacyjnego raka płuca”:
https://polgrp.org.pl/premiera-raportu-nowe-mozliwosci-chirurgii-i-leczenia-okolooperacyjnego-raka-pluca/

źródło: PGRP
W Bielsku Białej w oddziale Polsko-Amerykańskich Klinik Serca należących do Grupy American Heart of Poland, przeprowadzono niezwykle skomplikowaną operację u pacjentki z rozległym guzem nowotworowym płuca naciekającym ścianę lewego przedsionka serca. Zabieg przeprowadziły zespoły: kardiochirurgów pod kierunkiem dr. n. med. Witolda Gerbera, ordynatora Oddziału Kardiochirurgii w bielskim oddziale Polsko-Amerykańskich Klinik Serca oraz zespół torakochirurga prof. dr. hab. n. med. Marcina Zielińskiego ze Szpitala im. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem.
Zdaniem dr. n.med. Witolda Gerbera, ordynatora kardiochirurgii w bielskim PAKS, 32- letnia pacjentka po zabiegu przeprowadzonym na początku czerwca czuje się dobrze, przebywając od 10 dni w Uzdrowisku Ustroń, gdzie po rutynowym i niepowikłanym przebiegu pooperacyjnym została przewieziona. „Zabieg, mimo że rozległy i złożony z dwóch procedur torako- i kardiochirurgicznej, pacjentka przeszła bardzo dobrze” – mówi dr n.med. Witold Gerber.

„Sama operacja wykonana siłami dwóch zespołów po krótkim, ale bardzo merytorycznym omówieniu z Panem Profesorem odbyła się w sposób planowy i w moim odczuciu bardzo sprawnie. Stało się tak ponieważ obaj poruszaliśmy się w znanym nam bardzo dobrze polu operacyjnym, wykonując swoją część zabiegu, a połączenie naszych sił umożliwiło wykonanie zabiegu operacyjnego jednoczasowo i doszczętnie, co dobrze rokuje na przyszłość dla chorej.” – dodaje ordynator Oddziału Kardiochirurgii.

W leczeniu chirurgicznym tak rozległych nowotworów klatki piersiowej wymagana jest współpraca torakochirurgów z kardiochirurgami oraz niejednokrotnie konieczne jest zastosowanie krążenia pozaustrojowego.

Prof. Marcin Zieliński od lat leczy pacjentów z nowotworami płuca, jednak jak mówi – „w niektórych przypadkach bez pomocy kardiochirurgów nie ma szans doszczętnie usunąć naciekającego guza. Tak było właśnie w przypadku tej pacjentki, u której konieczne było wycięcie części płuca oraz części lewego przedsionka serca, co wymagało zastosowania krążenia pozaustrojowego”.

Od wielu lat tego typu skomplikowane zabiegi wspólnie z profesorem Zielińskim wykonywał prof. Andrzej Bochenek, koordynator ds. kardiochirurgii w American Heart of Poland. Od czerwca współpraca jest  kontynuowana w Bielskim oddziale PAKS. Prof. Bochenek nie kryje radości, że współpraca wybitnych zespołów lekarskich jest kontynuowana, ponieważ daje to szansę na uratowanie życia pacjentów z najtrudniejszymi skomplikowanymi nowotworami klatki piersiowej.
 
 
źródło: AHOP
W Bielsku Białej w oddziale Polsko-Amerykańskich Klinik Serca należących do Grupy American Heart of Poland, przeprowadzono niezwykle skomplikowaną operację u pacjentki z rozległym guzem nowotworowym płuca naciekającym ścianę lewego przedsionka serca. Zabieg przeprowadziły zespoły: kardiochirurgów pod kierunkiem dr. n. med. Witolda Gerbera, ordynatora Oddziału Kardiochirurgii w bielskim oddziale Polsko-Amerykańskich Klinik Serca oraz zespół torakochirurga prof. dr. hab. n. med. Marcina Zielińskiego ze Szpitala im. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem.
Zdaniem dr. n.med. Witolda Gerbera, ordynatora kardiochirurgii w bielskim PAKS, 32- letnia pacjentka po zabiegu przeprowadzonym na początku czerwca czuje się dobrze, przebywając od 10 dni w Uzdrowisku Ustroń, gdzie po rutynowym i niepowikłanym przebiegu pooperacyjnym została przewieziona. „Zabieg, mimo że rozległy i złożony z dwóch procedur torako- i kardiochirurgicznej, pacjentka przeszła bardzo dobrze” – mówi dr n.med. Witold Gerber.

„Sama operacja wykonana siłami dwóch zespołów po krótkim, ale bardzo merytorycznym omówieniu z Panem Profesorem odbyła się w sposób planowy i w moim odczuciu bardzo sprawnie. Stało się tak ponieważ obaj poruszaliśmy się w znanym nam bardzo dobrze polu operacyjnym, wykonując swoją część zabiegu, a połączenie naszych sił umożliwiło wykonanie zabiegu operacyjnego jednoczasowo i doszczętnie, co dobrze rokuje na przyszłość dla chorej.” – dodaje ordynator Oddziału Kardiochirurgii.

W leczeniu chirurgicznym tak rozległych nowotworów klatki piersiowej wymagana jest współpraca torakochirurgów z kardiochirurgami oraz niejednokrotnie konieczne jest zastosowanie krążenia pozaustrojowego.

Prof. Marcin Zieliński od lat leczy pacjentów z nowotworami płuca, jednak jak mówi – „w niektórych przypadkach bez pomocy kardiochirurgów nie ma szans doszczętnie usunąć naciekającego guza. Tak było właśnie w przypadku tej pacjentki, u której konieczne było wycięcie części płuca oraz części lewego przedsionka serca, co wymagało zastosowania krążenia pozaustrojowego”.

Od wielu lat tego typu skomplikowane zabiegi wspólnie z profesorem Zielińskim wykonywał prof. Andrzej Bochenek, koordynator ds. kardiochirurgii w American Heart of Poland. Od czerwca współpraca jest  kontynuowana w Bielskim oddziale PAKS. Prof. Bochenek nie kryje radości, że współpraca wybitnych zespołów lekarskich jest kontynuowana, ponieważ daje to szansę na uratowanie życia pacjentów z najtrudniejszymi skomplikowanymi nowotworami klatki piersiowej.
 
 
źródło: AHOP