Medicalpress
Ministerstwo Zdrowia kontynuuje rozmowy z samorządem lekarskim na temat reform systemu ochrony zdrowia. Podczas spotkania z przedstawicielami Naczelnej Rady Lekarskiej omawiano m.in. projekt ustawy o zawodzie lekarza, cyfryzację ochrony zdrowia, organizację pracy medyków oraz propozycje dotyczące wynagrodzeń. Resort podkreśla, że kierunek zmian pozostaje niezmienny i ma służyć przede wszystkim poprawie bezpieczeństwa pacjentów.
W spotkaniu uczestniczyli minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, wiceministrowie: Katarzyna Kacperczyk, Katarzyna Kęcka i Tomasz Maciejewski oraz dyrektorzy departamentów odpowiedzialni za omawiane procesy legislacyjne. Rozmowy dotyczyły m.in. projektu ustawy o zawodzie lekarza, cyfryzacji ochrony zdrowia, w tym rozwiązań zwiększających transparentność kolejek i zapisów na świadczenia, a także propozycji dotyczących wynagrodzeń i organizacji pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia.

– Zmiany są niezbędne. To zapowiadałam i absolutnie zdania nie zmieniam. Potrzebujemy limitów zarobków, czyli maksymalnej stawki godzinowej wynoszącej 240 złotych oraz wymogu zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym miejscu. Te kwestie nie budziły dziś większych emocji – byliśmy co do nich zgodni. Podkreślam jednak, że wszystkie rozwiązania wypracowywane w resorcie mają charakter propacjencki – podkreśla  minister zdrowia.

W trakcie spotkania rozmawiano również o uporządkowaniu zasad zatrudniania w ochronie zdrowia. Dyskusja objęła m.in. zasady zatrudniania lekarzy, w tym uporządkowanie umów B2B poprzez stworzenie jednolitych i transparentnych standardów ich zawierania, a także kwestie organizacji pracy, kontraktowania świadczeń oraz stabilności finansowej szpitali.

 Porządkujemy system dalej. Nie ma naszej zgody na mechanizmy, które destabilizują publiczną ochronę zdrowia, w tym na sytuacje, w których szpitale zawierają umowy ze spółkami. Publiczna ochrona zdrowia musi opierać się na przejrzystych zasadach i uczciwej konkurencji – podkreśla minister.

Uczestnicy spotkania uzgodnili również dalszą współpracę. Zapowiedzieli powołanie zespołu, na którego czele stanie wiceminister Tomasz Maciejewski. Zespół będzie prowadził prace nad rozwiązaniami dotyczącymi zarówno ustawy o izbach lekarskich, jak i ustawy o zawodzie lekarza, stanowiąc forum dalszego dialogu między resortem a samorządem lekarskim.

 Jestem przekonana, że lekarzom, podobnie jak nam, zależy na odbudowie zaufania do publicznej ochrony zdrowia, jasnych zasadach funkcjonowania systemu, a przede wszystkim na bezpieczeństwie pacjentów. Jesteśmy natomiast otwarci na rozmowę o tym, jak te zmiany wdrożyć w sposób odpowiedzialny –  podkreśla minister.

Ministerstwo Zdrowia podtrzymuje gotowość do dalszych rozmów ze środowiskiem lekarskim, jednocześnie konsekwentnie realizując działania służące budowie nowoczesnego, przejrzystego i stabilnego systemu ochrony zdrowia.

Źródło: MZ
Foto: MZ

Opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej miała być odpowiedzią na jeden z najbardziej trwałych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia: rozproszenie diagnostyki, długie ścieżki pacjenta z chorobą przewlekłą i zbyt słabe wykorzystanie potencjału lekarza rodzinnego. Po ponad trzech latach od uruchomienia modelu widać, że rozwiązanie przestało być jedynie projektem organizacyjnym, a stało się istotnym elementem funkcjonowania POZ. Jednocześnie dyskusja nad jego dalszym rozwojem coraz wyraźniej przesuwa się z pytania, czy ten kierunek ma sens, na pytanie, jak mierzyć jego efekty, jak wyrównywać dostęp i jak nie dopuścić do utrwalenia systemu podstawowej opieki zdrowotnej o dwóch prędkościach.

Model został uruchomiony formalnie jesienią 2022 roku i od początku był adresowany do pacjentów przewlekle chorych. Jak przypominał podczas posiedzenia Komisji Zdrowia Tomasz Maciejewski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, „Opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej została wprowadzona do systemu ochrony zdrowia rozporządzeniem ministra zdrowia z 15 września 2022 roku. Od 1 października 2022 r. świadczeniodawcy POZ mogą udzielać świadczeń pacjentom przewlekle chorym w nowym modelu opieki koordynowanej”. Istotą tego rozwiązania jest dobrowolność po stronie placówki, ale także brak konieczności uzyskiwania skierowania przez pacjenta. To lekarz POZ staje się punktem wejścia do bardziej uporządkowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a sama przychodnia może rozszerzyć swoją ofertę dzięki odpowiedniej zmianie umowy z NFZ.

Nie był to model tworzony od zera. Ministerstwo podkreśla, że oparto go na doświadczeniach pilotażu POZ+, prowadzonego w latach 2018–2021. To właśnie z tego etapu wynikał wybór grup chorób, które miały zostać objęte koordynacją w pierwszej kolejności. W praktyce chodzi o schorzenia najczęstsze, obciążające populacyjnie i jednocześnie takie, które przy odpowiednim zapleczu diagnostycznym mogą być skutecznie prowadzone na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej. Do tego katalogu włączono m.in. nadciśnienie tętnicze, chorobę niedokrwienną serca, niewydolność serca, migotanie przedsionków, cukrzycę, astmę, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, niedoczynność tarczycy i guzki tarczycy. To nie przypadek, ale konsekwencja założenia, że koordynacja ma najpierw objąć te obszary, w których skala potrzeb jest największa, a korzyści z szybszej diagnostyki i lepszej kontroli choroby mogą być najbardziej odczuwalne.

Więcej badań, konsultacji i plan leczenia zamiast rozproszonej ścieżki

Najważniejsza zmiana w stosunku do tradycyjnego modelu POZ polega na tym, że lekarz rodzinny nie zostaje sam z pacjentem i ograniczonym koszykiem badań. W opiece koordynowanej zyskuje dostęp do szerszego katalogu diagnostyki oraz możliwość konsultowania chorego ze specjalistą, także zdalnie. W założeniu ma to skracać czas od podejrzenia problemu do ustalenia rozpoznania i terapii. Tomasz Maciejewski podkreślał, że „Wprowadzenie opieki koordynowanej oraz finansowanie jej w formie budżetu powierzonego miało na celu zwiększenie dostępności do badań diagnostycznych i konsultacji specjalistycznych w takich dziedzinach jak kardiologia, diabetologia, pulmonologia, alergologia, endokrynologia czy nefrologia. Nowym rozwiązaniem jest również możliwość konsultowania stanu zdrowia pacjenta przez lekarza POZ z lekarzem specjalistą”.

Drugim filarem modelu jest indywidualny plan opieki medycznej. W teorii nie chodzi więc wyłącznie o zlecenie kilku dodatkowych badań, lecz o zorganizowanie wokół pacjenta bardziej przewidywalnej ścieżki postępowania. Lekarz prowadzi pogłębiony wywiad, interpretuje wyniki, ustala plan leczenia, a koordynator organizuje terminy badań, porad i konsultacji oraz pozostaje w kontakcie z osobami uczestniczącymi w procesie leczenia. Taki model ma szczególne znaczenie w chorobach przewlekłych, gdzie jakość opieki nie zależy od pojedynczej wizyty, ale od ciągłości nadzoru, regularności kontroli i edukacji chorego. Ministerstwo akcentuje także rolę wzmacniania samoopieki pacjenta oraz pełniejszego wykorzystania kompetencji lekarzy rodzinnych, którzy w klasycznym modelu często pełnili bardziej funkcję kierującą niż rzeczywiście koordynującą.

Na poziomie deklaracji cele są więc ambitne: skrócenie czasu oczekiwania na badania i konsultacje, lepsza kontrola chorób przewlekłych, ograniczenie niepotrzebnych skierowań, poprawa przepływu informacji oraz rozwój edukacji zdrowotnej. Pytanie, które coraz mocniej wybrzmiewa po kilku latach działania systemu, nie dotyczy już samej logiki tego rozwiązania, ale tego, jak te cele przekładają się na wskaźniki i codzienną praktykę.

Skala rośnie, ale wraz z nią rośnie też pytanie o nierówności

Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia wynika, że opieka koordynowana przestała być rozwiązaniem niszowym. Tomasz Maciejewski wskazywał, że „obecnie ponad 50 proc. placówek podstawowej opieki zdrowotnej obejmuje pacjentów tym modelem opieki. Co więcej, w około 70 proc. tych przychodni funkcjonują już co najmniej trzy ścieżki opieki koordynowanej”. W samym 2025 roku zrealizowano około 11,5 mln porad i konsultacji specjalistycznych w ramach tego modelu, a finansowanie, które początkowo wynosiło około 223 mln zł, wzrosło do blisko 1,5 mld zł w całym okresie funkcjonowania programu, z czego około 690 mln zł przypadło na sam 2025 rok.

To liczby, które pokazują realne wejście opieki koordynowanej do systemu. Równocześnie jednak skala wdrożenia pozostaje mocno zróżnicowana regionalnie. W jednych województwach liczba placówek realizujących opiekę koordynowaną jest wysoka, w innych wyraźnie niższa. Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej, nie pozostawiała tu wątpliwości co do przyczyn. „Skala wdrażania opieki koordynowanej jest jednak bardzo zróżnicowana regionalnie. W dużej mierze wynika to z dostępności specjalistów, ponieważ przychodnie POZ muszą mieć podpisane umowy z lekarzami specjalistami, aby móc realizować ten model opieki. W niektórych częściach kraju jest to znacznie trudniejsze, dlatego mniej placówek decyduje się na wdrożenie koordynacji”.

To właśnie w tym miejscu pojawia się najpoważniejsza bariera. Skoro model daje szerszy dostęp do badań i szybszej ścieżki diagnostycznej, to pacjent zapisany do placówki realizującej opiekę koordynowaną ma istotnie inne możliwości niż pacjent przypisany do POZ, który z różnych przyczyn do tego modelu nie wszedł. Magdalena Kołodziej z Fundacji My Pacjenci mówiła wprost o narastającej przepaści i o „POZ-ach dwóch prędkości”. Z perspektywy pacjenta nie jest to już wyłącznie kwestia organizacyjna, lecz realna różnica w dostępie do diagnostyki i tempa dalszego postępowania. Dlatego coraz ważniejsze staje się pytanie, czy państwo zamierza nadal rozwijać koordynację tylko poprzez zachęcanie kolejnych placówek do wejścia w model, czy również poprzez szersze udostępnienie części badań diagnostycznych wszystkim POZ-om, niezależnie od formalnego statusu.

Jak wskazała prof. Mastalerz-Migas, „Jedną z propozycji przyspieszenia rozwoju opieki koordynowanej jest zapewnienie wszystkim placówkom POZ dostępu do części badań diagnostycznych, które dziś funkcjonują w tym modelu. Dotyczy to przede wszystkim badań laboratoryjnych”. Przykładem może być wskaźnik UACR, przydatny we wczesnym wykrywaniu przewlekłej choroby nerek. Z punktu widzenia systemowego byłby to krok pośredni: nawet jeśli nie każda placówka od razu wdroży pełny model koordynacji, to przynajmniej część nierówności diagnostycznych mogłaby zostać ograniczona.

Korzyści są widoczne, ale twarda ewaluacja wciąż pozostaje niepełna

Najwięcej pytań podczas posiedzenia dotyczyło nie tego, ile placówek weszło do systemu, lecz
jakie są efekty kliniczne i organizacyjne tego rozwiązania. Posłowie i przedstawiciele strony społecznej pytali o czas oczekiwania na badania i wizyty, skalę ograniczenia skierowań do AOS, spadek hospitalizacji, wpływ na korzystanie z SOR-ów, satysfakcję pacjentów i faktyczne koszty opieki. To właśnie te pytania decydują o tym, czy opieka koordynowana będzie w kolejnych latach traktowana jako centralny element przebudowy systemu, czy raczej jako jedno z kilku punktowych narzędzi poprawiających funkcjonowanie POZ.

Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, zwracał uwagę, że „Ocena efektów opieki koordynowanej nie jest prosta, ponieważ populacja pacjentów z chorobami przewlekłymi nie jest jednorodna. Występuje w niej wielochorobowość, a sama populacja jest zmienna”. Dodatkową trudność stanowi fakt, że równolegle zmieniała się struktura i wycena świadczeń w AOS oraz leczeniu szpitalnym, co utrudnia prostą analizę porównawczą przed i po wdrożeniu modelu. To zastrzeżenie jest zasadne metodologicznie, ale nie zmienia faktu, że po kilku latach działania system potrzebuje coraz bardziej precyzyjnych odpowiedzi.

Ministerstwo przedstawiło jednak pewne sygnały, które można uznać za zachęcające. Jak mówił Maciej Karaszewski, „Z analiz prowadzonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia wynika jednak kilka wyraźnych tendencji. W placówkach realizujących opiekę koordynowaną obserwujemy spadek liczby skierowań do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Zmniejsza się także liczba skierowań pacjentów na szpitalne oddziały ratunkowe i do izb przyjęć”. Dodał także, że dziś około 1,5 mln pacjentów korzysta ze świadczeń w ramach opieki koordynowanej i że osoby objęte tym modelem szybciej uzyskują dostęp do badań diagnostycznych niż w standardowej ścieżce AOS.

To ważne informacje, ale na razie mają raczej charakter kierunkowy niż rozstrzygający. Potwierdzają sens modelu, lecz nie zamykają pytań o skalę oszczędności, wpływ na wyniki zdrowotne i różnice między poszczególnymi grupami pacjentów. W praktyce oznacza to, że kolejny etap rozwoju opieki koordynowanej będzie zależał nie tylko od dalszego finansowania i szkoleń, ale także od jakości analityki. Bez bardziej systematycznego monitorowania wskaźników trudno będzie przekonać sceptyczne placówki, że wejście do modelu rzeczywiście poprawia efektywność ich pracy i jakość opieki.

Rozszerzanie modelu: otyłość, układ ruchu, onkologia po leczeniu

Debata pokazała również, że opieka koordynowana weszła w etap, w którym naturalnie pojawia się presja na rozszerzanie jej zakresu. Dotyczy to zarówno nowych grup pacjentów, jak i większej integracji z innymi elementami systemu. Prof. Mastalerz-Migas wskazała, że wśród rozważanych kierunków rozwoju są pacjenci z dolegliwościami bólowymi układu ruchu, gdzie istotną rolę mogliby odgrywać fizjoterapeuci, a także osoby z chorobą otyłościową, które mogłyby zostać objęte istniejącymi ścieżkami albo nową, odrębną ścieżką.

Szczególne zainteresowanie budzi onkologia. Wątpliwości zgłaszane podczas posiedzenia dotyczyły tego, czy POZ ma pozostać tylko punktem wejścia do diagnostyki onkologicznej, czy też powinien odgrywać większą rolę również po zakończeniu leczenia specjalistycznego. Odpowiedź była dwuczęściowa. Z jednej strony Maciej Karaszewski przypomniał, że „Każdy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej może wystawić kartę DiLO już na etapie podejrzenia choroby nowotworowej. Otwiera to pacjentowi ścieżkę do nielimitowanej diagnostyki onkologicznej”. Z drugiej strony prof. Mastalerz-Migas poinformowała, że trwają już prace nad follow-upem onkologicznym, czyli opieką nad pacjentem po zakończonym leczeniu. Te rozwiązania mają być jednak skoordynowane z ewolucją karty DiLO, jej elektronicznej wersji, paszportem onkologicznym pacjenta i funkcjonowaniem Krajowej Sieci Onkologicznej.

Profilaktyka jako kolejny etap koordynacji

Coraz wyraźniej widać też, że logika koordynacji zaczyna wykraczać poza opiekę nad pacjentem już chorym. Prof. Mastalerz-Migas zwracała uwagę, że program „Moje Zdrowie” nie powinien być traktowany wyłącznie jako zestaw okresowych badań, lecz jako narzędzie kompleksowej profilaktyki prowadzonej z poziomu POZ. „Lekarz lub pielęgniarka przeprowadzający program tworzą dla pacjenta indywidualny plan zdrowotny” – podkreślała. Docelowo plan ten ma mieć formę cyfrową i być połączony z możliwością bezpośredniego zapisywania pacjenta na badania przesiewowe, zwłaszcza onkologiczne.

W tym kontekście szczególne znaczenie ma włączenie do programu testu FIT, czyli badania na krew utajoną w kale metodą immunochemiczną, jako pierwszego etapu profilaktyki raka jelita grubego. To pokazuje, że koordynacja w POZ może stać się nie tylko sposobem lepszego prowadzenia pacjenta z już rozpoznaną chorobą, ale także platformą łączenia profilaktyki, wczesnego wykrywania i dalszej diagnostyki. Jeśli ten kierunek zostanie rozwinięty, podstawowa opieka zdrowotna może zyskać znacznie bardziej aktywną rolę w zarządzaniu ryzykiem zdrowotnym całej dorosłej populacji.

Docelowa wizja jest jeszcze szersza. Jak mówiła konsultant krajowa, system miałby prowadzić do funkcjonowania „bilansu zdrowia osoby dorosłej”, czyli okresowego, kompleksowego przeglądu zdrowia zakończonego przygotowaniem planu zdrowotnego na kolejne lata. W tym planie miałyby się znaleźć elementy profilaktyki kardiologicznej, onkologicznej i szczepień. To ambicja wykraczająca poza tradycyjnie rozumiane POZ i zarazem sygnał, że koordynacja ma być nie tylko narzędziem porządkowania leczenia, ale także organizowania profilaktyki.

Kierunek jest wyraźny, ale system wciąż jest w połowie drogi

Z przebiegu dyskusji wyłania się obraz modelu, który zyskał już skalę, polityczną akceptację i poparcie dużej części środowiska, ale wciąż pozostaje niedomknięty w najważniejszych wymiarach: dostępności, mierzalności efektów i wyrównywaniu różnic między regionami oraz placówkami. Ponad połowa POZ-ów weszła do systemu, około 1,5 mln pacjentów z niego korzysta, a analizy wskazują na spadek części skierowań do AOS oraz ograniczenie kierowań na SOR i izby przyjęć. Jednocześnie nadal nie ma pełnej, szeroko komunikowanej ewaluacji pokazującej skalę korzyści klinicznych i ekonomicznych.

Najważniejszym wyzwaniem na kolejne lata nie wydaje się więc samo utrzymanie programu, lecz jego dojrzewanie. To oznacza potrzebę bardziej precyzyjnych wskaźników jakości, dalszego wzmacniania słabszych organizacyjnie placówek, udostępnienia części badań diagnostycznych szerzej niż tylko w formalnym modelu koordynacji oraz takiego rozwoju nowych ścieżek, który nie pogłębi nierówności terytorialnych. Bez tego opieka koordynowana może pozostać dobrym rozwiązaniem dla części pacjentów, ale nie stanie się realnym standardem nowoczesnej podstawowej opieki zdrowotnej.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie zapisu posiedzenia Komisji Zdrowia dotyczącego informacji Ministra Zdrowia na temat opieki koordynowanej w podstawowej opiece zdrowotnej, 25 marca 2026 r. Wypowiedzi cytowane w tekście pochodzą z tego posiedzenia.
W Dzienniku Urzędowym Ministra Zdrowia opublikowano zarządzenie określające szczegółowy zakres czynności Podsekretarzy Stanu oraz Dyrektora Generalnego. Dokument porządkuje strukturę kierownictwa resortu i wskazuje, które departamenty oraz instytucje podlegają poszczególnym członkom kierownictwa. Celem jest zwiększenie przejrzystości i efektywności zarządzania w kluczowych obszarach ochrony zdrowia.
 
Minister Zdrowia kieruje działem administracji rządowej „zdrowie”. Do jego wyłącznych kompetencji należy m.in. podpisywanie rozporządzeń, obwieszczeń i pism kierowanych do najwyższych organów państwowych. Nadzoruje on również centralne instytucje systemu, takie jak Narodowy Fundusz Zdrowia, Agencja Badań Medycznych, Główny Inspektor Sanitarny, Główny Inspektor Farmaceutyczny, Prezes URPL czy instytuty badawcze. Minister odpowiada także za powoływanie i odwoływanie konsultantów krajowych.

Katarzyna Kacperczyk – bezpieczeństwo i polityka lekowa

Podsekretarz Stanu Katarzyna Kacperczyk objęła nadzór nad obszarami bezpieczeństwa, polityki lekowej, inwestycji i współpracy międzynarodowej. Została także przewodniczącą Zespołu Zarządzania Kryzysowego i pełni funkcję zastępcy Ministra Zdrowia podczas jego nieobecności. Do instytucji, które jej podlegają, należą m.in. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Narodowy Instytut Leków.

Katarzyna Kęcka – zdrowie publiczne i kadry medyczne

Podsekretarz Stanu Katarzyna Kęcka odpowiada za zdrowie publiczne, dialog społeczny oraz rozwój kadr medycznych. Została również członkinią Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. W jej gestii znalazły się m.in. Centrum Egzaminów Medycznych, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH oraz uczelnie medyczne.

Tomasz Maciejewski – cyfryzacja i e-zdrowie

Podsekretarz Stanu Tomasz Maciejewski objął odpowiedzialność za cyfryzację i rozwój e-zdrowia, a także za opiekę koordynowaną, lecznictwo i analizy strategiczne. Podlegają mu m.in. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Centrum e-Zdrowia, Centrum Monitorowania Jakości oraz regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa.

Nowy podział kompetencji porządkuje strukturę ministerstwa po ostatnich zmianach personalnych w kierownictwie resortu. Jasne określenie odpowiedzialności poszczególnych wiceministrów ma usprawnić procesy decyzyjne i zwiększyć skuteczność działań, szczególnie w obszarach tak strategicznych jak polityka lekowa, rozwój kadr medycznych czy cyfryzacja systemu ochrony zdrowia.

Całość zarządzenia dotępna jest TU

Źródło: Źródło: Dziennik Urzędowy Ministra Zdrowia, Zarządzenie Ministra Zdrowia z dnia 9 września 2025 r. w sprawie zakresu czynności Podsekretarzy Stanu oraz Dyrektora Generalnego w Ministerstwie Zdrowia

Ministerstwo Zdrowia zapowiada gruntowną przebudowę swojego kierownictwa. Dotychczasowy zespół pięciu wiceministrów zostanie zastąpiony trójką nowych osób, wśród których znajdą się uznane postaci medyczne: pielęgniarka i lekarz.
Zgodnie z oficjalnym komunikatem, stanowisko wiceministra obejmie dr n. med. Katarzyna Kęcka – pielęgniarka, prezeska Szpitalnego Centrum Medycznego w Goleniowie oraz wykładowczyni Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie . W gronie nowych wiceministrów pojawi się również dr Tomasz Maciejewski, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka, ginekolog-położnik-perinatolog o szerokim dorobku w leczeniu i menedżerskim zarządzaniu działalnością medyczną .

Jedyną osobą, która pozostanie w obecnym składzie, jest Katarzyna Kacperczyk, odpowiedzialna za realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Z resortem pożegnają się pozostali dotychczasowi wiceministrowie: Jerzy Szafranowicz, Urszula Demkow, Marek Kos i Wojciech Konieczny .

Zmiany są efektem lipcowej rekonstrukcji rządu, która zapoczątkowała proces „odpartyjniania” i „odpolityczniania” Ministerstwa Zdrowia. Premier Donald Tusk powierzył kierowanie resortem Jolancie Sobierańskiej-Grendzie, dając jej swobodę w wyborze własnego zespołu. Jednocześnie zdecydowano o redukcji liczby wiceministrów z pięciu do trzech, co ma na celu usprawnienie pracy i zwiększenie efektywności działania resortu.

Dr Katarzyna Kęcka to nie tylko doświadczony menedżer, ale także praktykująca pielęgniarka, naukowiec i wykładowczyni. Jej wieloletnia praca przy budowaniu interdyscyplinarnych zespołów medycznych podnosi jakość opieki w regionie Pomorza.

Z kolei dr Tomasz Maciejewski, jako dyrektor prestiżowego Instytutu Matki i Dziecka, wnosi do ministerstwa doświadczenie w zaawansowanej medycznej innowacji, cyfrowej transformacji opieki oraz nowoczesnym zarządzaniu jednostką medyczną, co podkreślano w wywiadach oraz podczas spotkań branżowych.

Zmiany kadrowe w Ministerstwie Zdrowia jasno wskazują na dążenie do wzmocnienia profesjonalizmu i wzajemnego uzupełniania kompetencji – pomiędzy doświadczeniem klinicznym a zarządzaniem innowacjami. Czas, aby na efekty tych zmian odpowiednio zareagował cały system opieki zdrowotnej w Polsce.

Źrodło: GOV.PL