Medicalpress
Podczas przeziębienia lub grypy 40,1% Polaków mierzy temperaturę ciała dopiero po wystąpieniu objawów gorączkowych. 27,9% chorych robi to raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Do tego 77,5% rodaków nie notuje uzyskanych pomiarów. Zaledwie 7,4% badanych zapisuje je i 2,6% robi to dość sporadycznie. Eksperci komentujący wyniki raportu alarmują, że Polacy najwyraźniej nie słuchają zaleceń lekarzy. Z kolei GIS informuje, że tylko w styczniu br. zachorowało na grypę ponad 300 tys. osób, a w lutym odnotowano już 295 tys. zakażeń.
Od początku stycznia hospitalizowano z rozpoznaniem grypy i jej powikłań ok. 23 tys. pacjentów. Natomiast od września ub.r. zmarło z tego powodu ok. tysiąca osób. Jednak Polacy jakby nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.

W oczekiwaniu na objawy
Jak informuje Marek Waszczewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego, w styczniu mieliśmy w Polsce ok. 5 razy więcej zachorowań niż na początku sezonu grypowego, tj. w listopadzie ub.r. – Szacujemy, że tylko w styczniu zachorowało na grypę już ponad 300 tys. osób w Polsce. Sytuacja jest więc poważna. Z gabinetów lekarskich, za pośrednictwem systemów Centrum e-zdrowia, płyną informacje, że jesteśmy już w szczycie sezonu. W lutym było 295 tys. zakażeń – mówi Waszczewski.

Natomiast z najnowszego raportu UCE Research i Warmie pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej, wynika, że podczas przeziębienia lub grypy 40,1% chorych mierzy temperaturę ciała dopiero po pojawieniu się objawów gorączkowych. Do badania zostały zakwalifikowane tylko i wyłącznie dorosłe osoby, które w ciągu ostatnich 6-12 ostatnich miesięcy były co najmniej raz chore i mierzyły temperaturę ciała.

– Fakt, że ponad 40% społeczeństwa sprawdza gorączkę dopiero po wystąpieniu jej objawów, świadczy o braku świadomości dotyczącej znaczenia regularnego monitorowania temperatury podczas choroby. To niestety dowodzi, że Polacy nie są w tym zakresie wyedukowani. Tymczasem wczesne wychwycenie pierwszych sygnałów zaostrzenia choroby umożliwia wdrożenie odpowiedniego leczenia, jeszcze zanim infekcja się rozwinie, co pozwala na jej łagodniejszy przebieg – komentuje Katarzyna Linette z Warmie.

Z kolei dr n. med. Krzysztof Karaś ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie stwierdza, że w obliczu powszechnego dostępu do leków obniżających gorączkę, pacjenci mogą uznawać monitorowanie temperatury ciała za zbędne. – Jednak nie jest to bezpieczna praktyka. Warto promować świadomość znaczenia regularnego pomiaru temperatury, zwłaszcza na początku choroby, aby umożliwić szybszą reakcję na zmiany w stanie zdrowia i uniknąć potencjalnych, groźnych powikłań – alarmuje ekspert.

Uświadamianie zagrożenia
Z raportu wynika również, że 27,9% Polaków mierzy gorączkę raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Natomiast 4,3% osób nie zwraca na to w ogóle uwagi, a 6,4% nie pamięta, jak często sprawdza temperaturę. Autorzy raportu przekonują, że zwłaszcza w okresie drastycznego wzrostu zachorowań na grypę wiedza na ww. temat powinna być szerzona w społeczeństwie dla bezpieczeństwa zarówno osób już chorujących, jak i szczególnie na to narażonych.

– Nadal w polskich szpitalach chorzy zmagają się z groźnymi powikłaniami po grypie, takimi jak zapalenie płuc, a nawet sepsa, która bywa śmiertelna. Część pacjentów przebywa na oddziałach intensywnej terapii. Od początku stycznia hospitalizowano z rozpoznaniem grypy i jej powikłań ok. 23 tys. osób. Natomiast od września ubiegłego roku zmarło z powodu grypy i jej powikłań około tysiąca osób. Wydaje się jednak, że Polacy nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego apelujemy o szczególną troskę i uważność na własne zdrowie. Grypa rozprzestrzenia się bardzo szybko i może być niebezpieczna również dla ludzkiego życia – dodaje Marek Waszczewski.

Według raportu, zdecydowana większość Polaków nie notuje też wyników temperatury podczas choroby. Łącznie dotyczy to 77,5% rodaków. Wśród nich 27,4% raczej tego nie robi, a 50,1% zdecydowanie nie ma tego w zwyczaju. Zaledwie 7,4% ankietowanych prowadzi takie notatki, przy czym 2,6% raczej je wykonuje, a tylko 4,8% – zdecydowanie to robi. Do tego 2,6% sporadycznie stosuje ww. praktykę. 10,4% nie widzi takiej potrzeby, a 2,1% nie pamięta, czy kiedykolwiek to robiło.

– Wielu lekarzy informuje pacjentów o potrzebie monitorowania temperatury ciała, zwłaszcza w przypadku chorób, które mogą prowadzić do poważnych komplikacji. Regularne zapisywanie wyników może pomóc w szybszym wykryciu infekcji bakteryjnych czy nasilenia się stanu zapalnego. W tym kontekście wyniki ww. badania mogą świadczyć o nieprzestrzeganiu zaleceń medycznych i o braku zaangażowania w zarządzanie własnym zdrowiem. Może to również sugerować, że system opieki zdrowotnej niedostatecznie promuje samodzielną troskę o siebie – mówi dr n. med. Krzysztof Karaś.

Cenne dla zdrowia notatki
Do tego Katarzyna Linette dodaje, że regularnie prowadzone zapisy mogą być cenne dla lekarza już na pierwszej wizycie, czyli zanim je zleci. Na ich podstawie lekarz może lepiej ocenić charakter choroby, ewentualnie stwierdzić, czy konieczne są dodatkowe badania.

– Należy wspomnieć również o chorobach przewlekłych, przy których szczegółowy zapis temperatury dostarcza lekarzowi cennych danych o codziennym stanie zdrowia pacjenta. To pomaga dostosować leczenie. Przy zapisywaniu wyników temperatury warto robić dodatkowe notatki, np. uwzględniając moment przyjęcia leków czy pojawienie się nowych objawów. To pozwoli na jeszcze dokładniejsze monitorowanie przebiegu choroby i ułatwi diagnozę lekarzowi – stwierdza ekspertka z Warmie.

Natomiast dr n. med. Karaś zauważa, że wielu pacjentów przyjmuje postawę, że jeżeli nie występuje wysoka gorączka, to monitorowanie temperatury nie jest konieczne. – Tego rodzaju podejście może wynikać z przeświadczenia, że lekarze i system ochrony zdrowia są w stanie poradzić sobie z chorobą, a samodzielne prowadzenie takich zapisów jest zbędne – zaznacza ekspert ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie.

Autorzy raportu podkreślają również, że istnieje duża potrzeba edukowania społeczeństwa o tym, jak ważne jest regularne monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie podczas choroby. – Promowanie prostych narzędzi, służących do tego, może przyczynić się do zwiększenia świadomości obywateli. Takie inicjatywy mogą też pomóc w przekonaniu ludzi, że prowadzenie zapisów, w formie papierowej lub elektronicznej, może poprawić ich bezpieczeństwo. Edukacja społeczeństwa, w ramach publicznych kampanii zdrowotnych i przez system ochrony zdrowia, jest niezbędna, by przekonać ludzi o znaczeniu tej prostej, ale skutecznej praktyki obserwowania zmian temperatury ciała – podsumowuje dr n. med. Krzysztof Karaś.

W związku z obchodami Światowego Dnia WZW eksperci wskazują, że wirus zapalenia wątroby typu C (HCV), jest wciąż jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla zdrowia publicznego. Świadomość społeczeństwa na temat tego problemu  jest większa, niż kilka lat temu, ale  wciąż niewystarczająca. Co więcej, pomimo  pojawienia się badania anty-HCV w koszyku lekarza POZ, diagnostyka nadal nie jest wykonywana tak często, jak powinna być.
HCV jest nadal jedną z najczęstszych przyczyn przewlekłego zapalenia wątroby, marskości wątroby i raka wątrobowokomórkowego. Szacuje się, że na całym świecie 59 milionów ludzi żyje z przewlekłym zakażeniem HCV, a w Polsce problem dotyczy w przybliżeniu 140 tysięcy pacjentów[1]. Niestety, wielu z nich jest nieświadomych choroby, ponieważ u większości osób zakażenie jest przez wiele lat bezobjawowe . Jedynie badanie może wykazać obecność HCV w organizmie, a wczesne wykrycie i leczenie jest nie tylko kluczowe dla zapobiegania powikłaniom, ale też dla ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa.

Z okazji Światowego Dnia WZW Fundacja Gwiazda Nadziei publikuje aktualne dane z badania “Każdy z nas może mieć HCV”[2], dotyczące świadomości zakażeń HCV, które pokazuje, co obecnie wiemy na temat WZW C i jak często wykonujemy badania kontrolne.
 
Wysoki odsetek osób niezbadanych
Tegoroczny Światowy Dzień WZW jest wyjątkowy. Po wielu latach zabiegania o skuteczne wykrywanie i darmowe terapie mamy obecnie dostęp do bezpłatnych badań i do refundowanego, skutecznego leczenia. Powszechnie dostępne i refundowane są nowoczesne terapie, o wysokiej, blisko 100%, skuteczności, które pozwalają na pozbycie się wirusa z organizmu w zaledwie kilka tygodni. Ważne jest również to, że wiele krajów – także Polska – refunduje od wielu lat koszt tych terapii, co oznacza, że ​​pacjenci mają dostęp do leczenia bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Niestety, nie badamy się.
 
Fundacja Gwiazda Nadziei przytacza dane liczbowe z raportu kampanii “Każdy z nas może mieć HCV”, które wskazują, że jedynie co piąta ankietowana osoba (18%) miała wykonane badanie anty-HCV. To zatrważający wynik, który wskazuje na bagatelizowanie problemu. Brak badań diagnostycznych stanowi barierę dla wcześniejszego wykrycia zakażenia i rozpoczęcia odpowiedniego leczenia. Odpowiednio wczesne wykrycie zakażenia HCV może przynieść korzyści osobom zakażonym poprzez dostęp do skutecznego, bezpłatnego leczenia.

– W Polsce bijemy rekordy zachorowań na choroby wątroby. Bagatelizujemy problem, bo przecież ten narząd nie boli lub dolegliwości chorobowe nie są zbyt dokuczliwe. Nawet, jeśli czujemy się dobrze, to nie warto odwlekać decyzji o wykonaniu badania. Jeśli podejrzewamy, że mogło dojść do zakażenia lub jeśli nigdy się nie badaliśmy, to warto porozmawiać o tym ze swoim lekarzem. Jeśli badanie wykaże obecność HCV w naszym organizmie, to należy niezwłocznie podjąć leczenie. W dzisiejszych czasach istnieją nowoczesne terapie, które mogą skutecznie zwalczać HCV – prowadząc do wyleczenia. Ważne jednak, by działać jeszcze wtedy, kiedy wątroba nie została doszczętnie zniszczona. Im wcześniej pacjent rozpocznie się leczyć, tym większe są jego szanse na pełne wyleczenie i minimalizację uszkodzeń wątroby.
– zauważa prof. Jerzy Jaroszewicz, Prezes Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego.
 
Zapytaj w POZ o badanie anty-HCV!
Należy pamiętać, że lekarz rodzinny ma możliwość wystawienia skierowania na badanie anty-HCV w trakcie rutynowej wizyty. To istotny krok w poprawie dostępności do badań diagnostycznych dotyczących zakażenia HCV. Pomimo wprowadzonych zmian ułatwiających dostęp do badania anty-HCV, większość z nas nadal nie ma pewności jak wykonać takie badanie. Wyniki sondażu nie pozostawiają złudzeń – blisko 4 na 10 ankietowanych nie wie, gdzie można wykonać badanie anty-HCV.

Uczestnicy badania pytani o to, gdzie można wykonać badanie anty-HCV, najczęściej wskazywali prywatną placówkę medyczną (38%). Co trzecia osoba uważa, że badanie można wykonać w poradni hepatologicznej, a jedynie niewiele ponad 30% wskazało na przychodnię POZ.

– Polska ma świetny program wykrywania i leczenia zakażenia HCV. Niestety, informacja o możliwościach terapeutycznych nie dotarła jeszcze do każdego z nas. Aby rozwiązać ten problem, istotne jest zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat możliwości wykonywania badań anty-HCV w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej. Kampanie informacyjne, edukacja pacjentów oraz współpraca między lekarzami rodzinnymi a społecznością są kluczowe w tym zakresie. Należy również zapewnić lekarzom rodzinnym odpowiednie zasoby i szkolenia, aby byli w stanie skutecznie diagnozować zakażenia HCV w ramach swojej praktyki.
– zachęca Prezes Fundacji Gwiazda Nadziei, Barbara Pepke.
 
Brak wiedzy na temat sposobów zakażenia
Fundacja Gwiazda Nadziei wskazuje również na problem braku wiedzy na temat dróg zakażeń. Badanie opinii wykazało, że wiele osób ma ograniczoną wiedzę na temat sposobów przenoszenia HCV. Według respondentów, najczęstszymi źródłami zakażenia są tatuaże/piercing (48%) oraz operacje i zabiegi medyczne (44%). Jednak ponad jedna trzecia osób nie jest świadoma innych dróg przenoszenia zakażenia HCV. Brak tej wiedzy zwiększa ryzyko nieświadomego narażenia na infekcję i długotrwałe skutki zdrowotne.

– Nasza Fundacja od ponad dekady działa na rzecz walki o dostęp do skutecznego wykrywania i leczenia zakażenia HCV. Teraz, gdy mamy jedno i drugie planujemy zawalczyć o pacjentów, aby zwiększać ich świadomość na temat dostępności badań anty-HCV, jak również zachęcić ich do badań w POZ.
– dodaje Barbara Pepke.

 
[1] źródło: http://www.pasl.pl/
[2] Badanie zrealizowane na zlecenie Fundacji Gwiazda Nadziei przez SW Research, N=1001, kwiecień 2023 r.
źródło: Gwiazda Nadziei
Z końcem roku warto przyjrzeć się bliżej swojej wątrobie i sprawdzić, czy nie zaraziliśmy się wirusem HCV. Trzeba przypomnieć, że od 1 lipca lekarz POZ może zlecić poszerzoną diagnostykę, w tym na obecność wirusa HCV w organizmie.
Mylące dolegliwości
Wirus HCV jest przenoszony przez krew, dlatego do zakażenia może dojść w czasie:
 
Choroba sama nie minie. Zakażony przez wiele lat nie odczuwa dolegliwości lub ma objawy niespecyficzne. Należą do nich np. zmęczenie i obniżony nastrój. Poza tym może występować żółtaczka (najczęstszy objaw ostrego zapalenia wątroby), uporczywe bóle mięśni i stawów, nieznaczne powiększenie wątroby czy śledziony. W późniejszym stadium choroby mogą pojawić się objawy sygnalizujące o marskości. Zwykle są to objawy pozawątrobowe, jak np. świąd, pajączki naczyniowe, niewydolność nerek, zapalenie ślinianek. Im wcześniej skonsultujemy z lekarzem nasze obawy, tym szybciej będzie można podjąć leczenie!
 
Nie trzeba szukać daleko
Jeszcze do niedawna bezpłatny test anty-HCV mógł zlecić jedynie lekarz chorób zakaźnych. W efekcie znaczna większość osób żyjących z wirusowym zapaleniem wątroby typu C (WZW C) nie była świadoma spustoszenia, jakie wirus sieje w organizmie i nie otrzymywała terapii.

Obecnie zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia, na podstawie zarządzenia prezesa NFZ, od 1 lipca lekarz rodzinny w przychodni POZ może zlecić nowe, darmowe badania. To m.in. badania biochemiczne i immunochemiczne: ferrytyna; witamina B12; kwas foliowy; anty-CCP; a także badania na przeciwciała HCV. Jeśli podejrzewamy, że mogło dojść do zakażenia HCV lub występują u nas niepokojące objawy, to koniecznie podzielmy się tą wiedzą z lekarzem.

– Warto się badać, a kiedy badania anty-HCV są tak blisko nas, nie warto czekać. Wielokrotnie wspominam, że wirus anty-HCV przez wiele lat nie daje żadnych objawów. HCV to cichy zabójca, który powoli niszczy naszą wątrobę. Jedynie terapia może pomóc w walce z tą trudną chorobą, jaką niewątpliwie jest WZW C.
– mówi Barbara Pepke, Prezes Fundacji Gwiazda Nadziei.
 
Bliski problem
HCV może dotyczyć każdego z nas. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że na świecie zakażonych HCV jest 130-150 mln osób[1]. Około 399 tys. z nich umiera każdego roku w wyniku powikłań spowodowanych przewlekłym zakażeniem, tj, marskość wątroby czy rak wątrobowokomórkowy. W Polsce zakażonych HCV jest 150 tys. osób, z czego 86 proc. o tym nie wie.

– Jestem przekonany, że możliwość wykonania badania anty-HCV na zlecenie lekarza POZ otworzy drogę do szerszej diagnostyki. Nie bójmy się zapytać o to badanie, nawet gdy nie jesteśmy pewni, czy i kiedy mogło dojść do zakażenia. Zakazić możemy się w codziennych sytuacjach – u kosmetyczki, fryzjera, w salonie tatuażu czy w trakcie zabiegów medycznych, gdzie dochodzi do przerwania ciągłości tkanek. Każdy z nas powinien przebadać się chociaż raz w życiu.
– dodaje Prezes Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego Jerzy Jaroszewicz.
 
Nieleczone HCV może prowadzić do wielu poważnych powikłań. Jeśli nie podejmiemy leczenia w porę, to WZW C może być przyczyną marskości, raka czy niewydolności wątroby.

Jeśli masz podejrzenie, że mogłeś zostać zakażony HCV – koniecznie zapytaj o to lekarza POZ!
 
 
[1]https://www.gov.pl/web/gis/wirusowe-zapalenie-watroby-typu-c-wzw-c?fbclid=IwAR0EJybmofgdsRdWJKY4ckgIDtJ7w0IvRY0vA_DY5fOr2kdrjXjdW1-3RhI
źródło: Fundacja Gwiazda Nadziei
Z końcem roku warto przyjrzeć się bliżej swojej wątrobie i sprawdzić, czy nie zaraziliśmy się wirusem HCV. Trzeba przypomnieć, że od 1 lipca lekarz POZ może zlecić poszerzoną diagnostykę, w tym na obecność wirusa HCV w organizmie.
Mylące dolegliwości
Wirus HCV jest przenoszony przez krew, dlatego do zakażenia może dojść w czasie:
 
Choroba sama nie minie. Zakażony przez wiele lat nie odczuwa dolegliwości lub ma objawy niespecyficzne. Należą do nich np. zmęczenie i obniżony nastrój. Poza tym może występować żółtaczka (najczęstszy objaw ostrego zapalenia wątroby), uporczywe bóle mięśni i stawów, nieznaczne powiększenie wątroby czy śledziony. W późniejszym stadium choroby mogą pojawić się objawy sygnalizujące o marskości. Zwykle są to objawy pozawątrobowe, jak np. świąd, pajączki naczyniowe, niewydolność nerek, zapalenie ślinianek. Im wcześniej skonsultujemy z lekarzem nasze obawy, tym szybciej będzie można podjąć leczenie!
 
Nie trzeba szukać daleko
Jeszcze do niedawna bezpłatny test anty-HCV mógł zlecić jedynie lekarz chorób zakaźnych. W efekcie znaczna większość osób żyjących z wirusowym zapaleniem wątroby typu C (WZW C) nie była świadoma spustoszenia, jakie wirus sieje w organizmie i nie otrzymywała terapii.

Obecnie zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia, na podstawie zarządzenia prezesa NFZ, od 1 lipca lekarz rodzinny w przychodni POZ może zlecić nowe, darmowe badania. To m.in. badania biochemiczne i immunochemiczne: ferrytyna; witamina B12; kwas foliowy; anty-CCP; a także badania na przeciwciała HCV. Jeśli podejrzewamy, że mogło dojść do zakażenia HCV lub występują u nas niepokojące objawy, to koniecznie podzielmy się tą wiedzą z lekarzem.

– Warto się badać, a kiedy badania anty-HCV są tak blisko nas, nie warto czekać. Wielokrotnie wspominam, że wirus anty-HCV przez wiele lat nie daje żadnych objawów. HCV to cichy zabójca, który powoli niszczy naszą wątrobę. Jedynie terapia może pomóc w walce z tą trudną chorobą, jaką niewątpliwie jest WZW C.
– mówi Barbara Pepke, Prezes Fundacji Gwiazda Nadziei.
 
Bliski problem
HCV może dotyczyć każdego z nas. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że na świecie zakażonych HCV jest 130-150 mln osób[1]. Około 399 tys. z nich umiera każdego roku w wyniku powikłań spowodowanych przewlekłym zakażeniem, tj, marskość wątroby czy rak wątrobowokomórkowy. W Polsce zakażonych HCV jest 150 tys. osób, z czego 86 proc. o tym nie wie.

– Jestem przekonany, że możliwość wykonania badania anty-HCV na zlecenie lekarza POZ otworzy drogę do szerszej diagnostyki. Nie bójmy się zapytać o to badanie, nawet gdy nie jesteśmy pewni, czy i kiedy mogło dojść do zakażenia. Zakazić możemy się w codziennych sytuacjach – u kosmetyczki, fryzjera, w salonie tatuażu czy w trakcie zabiegów medycznych, gdzie dochodzi do przerwania ciągłości tkanek. Każdy z nas powinien przebadać się chociaż raz w życiu.
– dodaje Prezes Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego Jerzy Jaroszewicz.
 
Nieleczone HCV może prowadzić do wielu poważnych powikłań. Jeśli nie podejmiemy leczenia w porę, to WZW C może być przyczyną marskości, raka czy niewydolności wątroby.

Jeśli masz podejrzenie, że mogłeś zostać zakażony HCV – koniecznie zapytaj o to lekarza POZ!
 
 
[1]https://www.gov.pl/web/gis/wirusowe-zapalenie-watroby-typu-c-wzw-c?fbclid=IwAR0EJybmofgdsRdWJKY4ckgIDtJ7w0IvRY0vA_DY5fOr2kdrjXjdW1-3RhI
źródło: Fundacja Gwiazda Nadziei
Minister Zdrowia Adam Niedzielski był pytany w czwartek (7 lipca) na antenie Polsat News o rekomendacje dla Premiera RP w kontekście przygotowań do kolejnej fali koronawirusa. Podkreślił, że dopóki obłożenie szpitali nie przekroczy progu 5 tysięcy hospitalizacji, nie będzie powrotu do masowego testowania.
– Przede wszystkim musimy przeorientować sposób monitorowania epidemii, w sytuacji kiedy część społeczeństwa jest zaszczepiona, część społeczeństwa przechorowała. Ciężar monitorowania zdecydowanie przechodzi z liczby przypadków, dziennych infekcji na to, jak wygląda sytuacja w szpitalach. To jest w tej chwili główny parametr, który będzie służył podejmowaniu decyzji i od niego będzie zależało to, jakie środki będziemy uruchamiali. – powiedział Niedzielski.

Szef resortu dodał, że – Jeżeli liczby hospitalizowanych będą oscylowały wokół progów, które uznamy za krytyczne, to wtedy będziemy przywracali masowe testowanie oraz zwiększymy liczby łóżek covidowych. Wojewodowie są przygotowani na to, żeby na nowo uruchamiać szpitale tymczasowe. Te plany są gotowe, czekają po prostu na decyzję.

Decyzje odnośnie obowiązku noszenia maseczek mają zapadać w miarę rozwoju sytuacji. – Sytuacja się zmienia. Jeszcze niedawno jedynym naszym narzędziem walki z pandemią były restrykcje, organizacja łóżek szpitalnych i zasady stosowania maseczek. Teraz nasz arsenał jest większy. Mamy szczepienia, które zostały na masową skalę wykonane w Polsce, powoli pojawiają się też leki – podkreślił Niedzielski.

Dziś odnotowano1068 nowych przyadków Covid-19, w szpitalach przebywa 449 osób.

źródło: Polsat News
Foto: PAP, Paweł Supernak

Minister Zdrowia Adam Niedzielski był pytany w czwartek (7 lipca) na antenie Polsat News o rekomendacje dla Premiera RP w kontekście przygotowań do kolejnej fali koronawirusa. Podkreślił, że dopóki obłożenie szpitali nie przekroczy progu 5 tysięcy hospitalizacji, nie będzie powrotu do masowego testowania.
– Przede wszystkim musimy przeorientować sposób monitorowania epidemii, w sytuacji kiedy część społeczeństwa jest zaszczepiona, część społeczeństwa przechorowała. Ciężar monitorowania zdecydowanie przechodzi z liczby przypadków, dziennych infekcji na to, jak wygląda sytuacja w szpitalach. To jest w tej chwili główny parametr, który będzie służył podejmowaniu decyzji i od niego będzie zależało to, jakie środki będziemy uruchamiali. – powiedział Niedzielski.

Szef resortu dodał, że – Jeżeli liczby hospitalizowanych będą oscylowały wokół progów, które uznamy za krytyczne, to wtedy będziemy przywracali masowe testowanie oraz zwiększymy liczby łóżek covidowych. Wojewodowie są przygotowani na to, żeby na nowo uruchamiać szpitale tymczasowe. Te plany są gotowe, czekają po prostu na decyzję.

Decyzje odnośnie obowiązku noszenia maseczek mają zapadać w miarę rozwoju sytuacji. – Sytuacja się zmienia. Jeszcze niedawno jedynym naszym narzędziem walki z pandemią były restrykcje, organizacja łóżek szpitalnych i zasady stosowania maseczek. Teraz nasz arsenał jest większy. Mamy szczepienia, które zostały na masową skalę wykonane w Polsce, powoli pojawiają się też leki – podkreślił Niedzielski.

Dziś odnotowano1068 nowych przyadków Covid-19, w szpitalach przebywa 449 osób.

źródło: Polsat News
Foto: PAP, Paweł Supernak

Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. UMW, konsulntant krajowa ds. medycyny rodzinnej przedstawiła stanowisko w sprawie pacjentów podejrzanych o zakażenie SARS-CoV-2 w Podstawowej Opiece Zdrowotnej w związku ze zniesieniem od 28 marca obowiązku kwarantanny i izolacji.
Podsumowanie stanowiska:

1. Od 28.03.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji (Dz. U. 2022, poz. 680) zniesiony zostaje obowiązek izolacji i kwarantanny dla osób z zakażeniem/podejrzanych o zakażenie/z kontaktu z SARS-CoV-2.

2. Od 01.04.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 679), lekarz POZ może diagnozować zakażenie SARS-CoV-2 u pacjenta poprzez wykonanie testu antygenowego.

3. O wykonaniu diagnostyki w kierunku infekcji SARS-CoV-2 decyduje lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem.

4. Pacjent z dodatnim wynikiem testu w kierunku infekcji SARS-CoV-2, niewymagający hospitalizacji, powinien poddać się samoizolacji przez okres minimum 7 dni. Lekarz sprawujący opiekę nad Pacjentem wystawia mu zwolnienie lekarskie ZUS e-ZLA na ten okres.

5. Saturacja <94% (w POCHP <88%) jest wskazaniem do hospitalizacji, inne wskazania należy ocenić indywidualnie.

6. W leczeniu pozaszpitalnym stosuje się:
a. leki przeciwgorączkowe/przeciwzapalne – paracetamol lub NLPZ,
b. leki przeciwkaszlowe,
c. budezonid 800 mcg 2xdz. u dorosłych
d. leczenie niefarmakologiczne: nawodnienie, ćwiczenia oddechowe, wypoczynek

7. W grupach ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 zalecane jest leczenie przeciwwirusowe (jeśli jest dostępne).

8. Należy zwrócić uwagę na nieprzerywanie terapii chorób przewlekłych.

9. Nie zaleca się: sterydów systemowych i tlenoterapii domowej – poza wskazaniami w innych schorzeniach niż COVID-19.

10. Nie zaleca się antybiotyków, jeśli nie stwierdza się nadkażenia bakteryjnego.

11. Zaleca się szczepienie przeciw COVID-19 wszystkim pacjentom, którzy się do niego kwalifikują.

Pełna treść stanowiska

źródło: PTMR
Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. UMW, konsulntant krajowa ds. medycyny rodzinnej przedstawiła stanowisko w sprawie pacjentów podejrzanych o zakażenie SARS-CoV-2 w Podstawowej Opiece Zdrowotnej w związku ze zniesieniem od 28 marca obowiązku kwarantanny i izolacji.
Podsumowanie stanowiska:

1. Od 28.03.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji (Dz. U. 2022, poz. 680) zniesiony zostaje obowiązek izolacji i kwarantanny dla osób z zakażeniem/podejrzanych o zakażenie/z kontaktu z SARS-CoV-2.

2. Od 01.04.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 679), lekarz POZ może diagnozować zakażenie SARS-CoV-2 u pacjenta poprzez wykonanie testu antygenowego.

3. O wykonaniu diagnostyki w kierunku infekcji SARS-CoV-2 decyduje lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem.

4. Pacjent z dodatnim wynikiem testu w kierunku infekcji SARS-CoV-2, niewymagający hospitalizacji, powinien poddać się samoizolacji przez okres minimum 7 dni. Lekarz sprawujący opiekę nad Pacjentem wystawia mu zwolnienie lekarskie ZUS e-ZLA na ten okres.

5. Saturacja <94% (w POCHP <88%) jest wskazaniem do hospitalizacji, inne wskazania należy ocenić indywidualnie.

6. W leczeniu pozaszpitalnym stosuje się:
a. leki przeciwgorączkowe/przeciwzapalne – paracetamol lub NLPZ,
b. leki przeciwkaszlowe,
c. budezonid 800 mcg 2xdz. u dorosłych
d. leczenie niefarmakologiczne: nawodnienie, ćwiczenia oddechowe, wypoczynek

7. W grupach ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 zalecane jest leczenie przeciwwirusowe (jeśli jest dostępne).

8. Należy zwrócić uwagę na nieprzerywanie terapii chorób przewlekłych.

9. Nie zaleca się: sterydów systemowych i tlenoterapii domowej – poza wskazaniami w innych schorzeniach niż COVID-19.

10. Nie zaleca się antybiotyków, jeśli nie stwierdza się nadkażenia bakteryjnego.

11. Zaleca się szczepienie przeciw COVID-19 wszystkim pacjentom, którzy się do niego kwalifikują.

Pełna treść stanowiska

źródło: PTMR
Wprawdzie 97 proc. Polaków słyszało o HIV, ale ponad 80 proc. uważa, że problem ich nie dotyczy. Tylko kilka procent Polaków robiło kiedykolwiek test na obecność tego wirusa, a dla porównania w krajach Europy Zachodniej wykonuje je kilkadziesiąt procent społeczeństwa. Dodatkowo testowanie w kierunku HIV było utrudnione w czasie pandemii COVID-19.
 – Na początku pandemii w 2020 roku wykonywanych było o połowę mniej testów, bo wiele miejsc, w których można zrobić test, było po prostu zamkniętych – mówi Martyna Ditbrener, prezeska Fundacji Teraz Wy, realizującej kampanię „Mówię o HIV”. To jednak może opóźniać diagnozę, a brak reakcji na HIV prowadzi do namnażania wirusa, a w konsekwencji do AIDS.

 Nie ma aktualnych statystyk, które przedstawiają liczbę wykonanych testów na HIV ani zbiorczą liczbę osób korzystających z punktów, w których można zrobić test. Liczba testów na HIV jest różna w poszczególnych punktach konsultacyjno-diagnostycznych, przy czym część z nich zbiera informacje statystyczne jedynie na temat liczby pozytywnych wyników, a nie liczby wykonywanych testów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Martyna Ditbrener.

O świadomości Polaków na temat HIV i ich skłonności do badań profilaktycznych świadczą więc wyniki ankiet. Z badania przeprowadzonego w 2015 roku przez Krajowe Centrum ds. AIDS wynika, że 97 proc. Polaków słyszało o wirusie, jednak zaledwie 5 proc. kiedykolwiek zrobiło badania. Ponadto tylko 5 proc. deklarowało też, że w przyszłości zrobi lub raczej zrobi test, 28 proc. twierdziło, że raczej się nie zbada, a 31 proc. uważało, że na pewno nie wykona testu na HIV. Pozostali byli niezdecydowani.

Quiz przeprowadzony na Instagramie przez Fundację Teraz Wy w ramach akcji edukacyjnej „Mówię o HIV” wskazuje, że młodzi Polacy dramatycznie mało wiedzą o tym wirusie i możliwości zakażenia się. Niemal jedna czwarta respondentów uznała, że problem HIV w ogóle ich nie dotyczy. Wielu z nich mylnie wskazywało na możliwości zakażenia się wirusem – prawie co piąty uznał, że całowanie się z osobą żyjącą z HIV stwarza duże ryzyko zakażenia, chociaż tak nie jest. Za to tylko 36 proc. umiało prawidłowo ocenić, że mleko kobiece może być płynem zakaźnym, podobnie jak krew, sperma, preejakulat, wydzielina z pochwy i szyjki macicy.

Młodzi ludzie często nie wiedzą też, że testy na HIV można wykonać bezpłatnie i anonimowo, również w domu. Prawie połowa nie zdawała sobie sprawy, że po ryzykownym zachowaniu trzeba odczekać z badaniem od sześciu do dwunastu tygodni, by wynik był wiarygodny. Jak podkreśla prezeska Fundacji Teraz Wy, w kontekście tych odpowiedzi nie dziwi fakt, że blisko 70 proc. nowych zakażeń HIV wykrywanych w Polsce dotyczy osób młodych. Połowa z nich nie ma jeszcze 30 lat.

Dostęp do testów dodatkowo utrudniła pandemia COVID-19. Statystyka udostępniana przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Instytut Badawczy wskazuje, że w roku 2019 liczba odnotowanych nowo wykrytych zakażeń wyniosła w Polsce 1615, a rok później była o połowę niższa (zaledwie 840).

 W niektórych miejscach trzeba np. telefonicznie lub mailowo zarezerwować wizytę przed przyjściem, a przed pandemią można było z ulicy wejść na rozmowę z doradcą i zrobić test. Ponadto powodem, dla którego wykonuje się teraz mniej testów, jest fakt, że COVID-19 jest teraz „najważniejszym” wirusem, co sprawiło, że o HIV się nie myśli, a więc również nie wykonuje się testów – mówi Martyna Ditbrener.

Jak podkreśla, w Polsce wciąż zdarzają się przypadki bardzo późnego wykrycia HIV. Konsekwencją jest przede wszystkim namnażanie się wirusa, rozwój AIDS i spadek odporności. Około 50 proc. zakażeń wykrywanych jest w bardzo późnym stadium, często pełnoobjawowego AIDS. Lekarze podkreślają, że są to przypadki, jakie pamiętają z początków epidemii z lat 80. XX wieku. Co więcej, ludzie, którzy zaniedbali profilaktykę w czasie pandemii, prawdopodobnie trafią do lekarzy dopiero za kilka lat. Obecność HIV może nie dawać o sobie znaku nawet przez kilka lat. Dlatego ważna jest profilaktyka i szerzenie wiedzy w tym zakresie.

 Choroba może się rozwijać i przebiegać bezobjawowo przez wiele lat, co prowadzi do ryzyka śmierci. Jeżeli osoba zarażona nie ma świadomości zakażenia HIV, to zdarza się, że takiego pacjenta, u którego nastąpił już rozwój AIDS, po prostu nie da się uratować – dodaje prezeska Fundacji Teraz Wy.

Objawami zakażenia HIV mogą być m.in. gorączka, nudności, bóle mięśni, stawów, bóle głowy i gardła, powiększenie węzłów chłonnych, bóle brzucha z biegunką czy utrata apetytu.

– Można je z łatwością przeoczyć lub pomylić z grypą. Pierwsze oznaki zakażenia pojawiają się do sześciu tygodni po wniknięciu wirusa, który później przechodzi w stan uśpienia i pozostaje w nim nawet do 10 lat. Dopiero po długim czasie od zakażenia pojawiają się pierwsze oznaki upośledzenia odporności, dlatego też tak ważne jest, aby się testować po zachowaniach ryzykownych – mówi Martyna Ditbrener. – Testy powinny wykonywać przede wszystkim osoby, które posiadają stałego partnera, ale był on wcześniej aktywny seksualnie i nie wykonał testu na HIV. Także osoby podejmujące niezabezpieczone prezerwatywą kontakty seksualne z osobami, które nie robiły testu na HIV, lub przyjmujące substancje psychoaktywne drogą iniekcji, używając wspólnej igły. Test należy wykonać także, kiedy wydarzy się jakakolwiek sytuacja, w której dojdzie do kontaktu z krwią, a więc np. tatuaż, zabiegi kosmetyczne lub lekarskie.

Osoba nieświadoma obecności wirusa HIV stwarza też zagrożenie dla innych. Statystycznie może zarażać nawet dwie–trzy osoby rocznie. Osoby leczone antyretrowirusowe (ARV) mają niewykrywalną wiremię i w związku z tym nie zakażają. Eksperci podkreślają, że pacjenci z HIV objęci odpowiednim leczeniem na wczesnym etapie mogą żyć tak długo jak reszta społeczeństwa. Dziś leczenie ARV polega na łączeniu leków z dwóch grup, które mają na celu zapobieganie kolejnym mutacjom wirusa HIV. Już kilka lat temu udało się osiągnąć 90-proc. skuteczność leczenia przy ograniczeniu ryzyka wystąpienia silnych skutków ubocznych leków. Dlatego o zakażeniu HIV można mówić jak o chorobie przewlekłej, a nie śmiertelnej.

Jak informuje Krajowe Centrum ds. AIDS, na koniec października 2021 roku leczeniem ARV objętych było 14,5 tys. pacjentów, w tym 92 dzieci. Leczenie jest prowadzone  i finansowane w ramach rządowego programu polityki zdrowotnej „Leczenie antyretrowirusowe osób żyjących z wirusem HIV w Polsce na lata 2022–2026”. W Polsce od początku epidemii w 1985 roku do połowy sierpnia 2021 roku wirusem HIV zakaziło się prawie 27 tys. osób, z czego 3,8 tys. ma AIDS. Do tej pory z powodu chorób związanych z AIDS zmarło blisko 1,5 tys. chorych. Na przestrzeni ostatnich 10 lat notowany jest prawie stały wzrost liczby osób zakażonych HIV. Na świecie, według danych WHO, żyje ok. 37,7 mln osób z HIV/AIDS. Tylko w 2020 roku zakażenie HIV rozpoznano u 1,5 mln osób, a 680 tys. osób zmarło z powodu chorób związanych z AIDS.

źródło: newseria

Wprawdzie 97 proc. Polaków słyszało o HIV, ale ponad 80 proc. uważa, że problem ich nie dotyczy. Tylko kilka procent Polaków robiło kiedykolwiek test na obecność tego wirusa, a dla porównania w krajach Europy Zachodniej wykonuje je kilkadziesiąt procent społeczeństwa. Dodatkowo testowanie w kierunku HIV było utrudnione w czasie pandemii COVID-19.
 – Na początku pandemii w 2020 roku wykonywanych było o połowę mniej testów, bo wiele miejsc, w których można zrobić test, było po prostu zamkniętych – mówi Martyna Ditbrener, prezeska Fundacji Teraz Wy, realizującej kampanię „Mówię o HIV”. To jednak może opóźniać diagnozę, a brak reakcji na HIV prowadzi do namnażania wirusa, a w konsekwencji do AIDS.

 Nie ma aktualnych statystyk, które przedstawiają liczbę wykonanych testów na HIV ani zbiorczą liczbę osób korzystających z punktów, w których można zrobić test. Liczba testów na HIV jest różna w poszczególnych punktach konsultacyjno-diagnostycznych, przy czym część z nich zbiera informacje statystyczne jedynie na temat liczby pozytywnych wyników, a nie liczby wykonywanych testów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Martyna Ditbrener.

O świadomości Polaków na temat HIV i ich skłonności do badań profilaktycznych świadczą więc wyniki ankiet. Z badania przeprowadzonego w 2015 roku przez Krajowe Centrum ds. AIDS wynika, że 97 proc. Polaków słyszało o wirusie, jednak zaledwie 5 proc. kiedykolwiek zrobiło badania. Ponadto tylko 5 proc. deklarowało też, że w przyszłości zrobi lub raczej zrobi test, 28 proc. twierdziło, że raczej się nie zbada, a 31 proc. uważało, że na pewno nie wykona testu na HIV. Pozostali byli niezdecydowani.

Quiz przeprowadzony na Instagramie przez Fundację Teraz Wy w ramach akcji edukacyjnej „Mówię o HIV” wskazuje, że młodzi Polacy dramatycznie mało wiedzą o tym wirusie i możliwości zakażenia się. Niemal jedna czwarta respondentów uznała, że problem HIV w ogóle ich nie dotyczy. Wielu z nich mylnie wskazywało na możliwości zakażenia się wirusem – prawie co piąty uznał, że całowanie się z osobą żyjącą z HIV stwarza duże ryzyko zakażenia, chociaż tak nie jest. Za to tylko 36 proc. umiało prawidłowo ocenić, że mleko kobiece może być płynem zakaźnym, podobnie jak krew, sperma, preejakulat, wydzielina z pochwy i szyjki macicy.

Młodzi ludzie często nie wiedzą też, że testy na HIV można wykonać bezpłatnie i anonimowo, również w domu. Prawie połowa nie zdawała sobie sprawy, że po ryzykownym zachowaniu trzeba odczekać z badaniem od sześciu do dwunastu tygodni, by wynik był wiarygodny. Jak podkreśla prezeska Fundacji Teraz Wy, w kontekście tych odpowiedzi nie dziwi fakt, że blisko 70 proc. nowych zakażeń HIV wykrywanych w Polsce dotyczy osób młodych. Połowa z nich nie ma jeszcze 30 lat.

Dostęp do testów dodatkowo utrudniła pandemia COVID-19. Statystyka udostępniana przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Instytut Badawczy wskazuje, że w roku 2019 liczba odnotowanych nowo wykrytych zakażeń wyniosła w Polsce 1615, a rok później była o połowę niższa (zaledwie 840).

 W niektórych miejscach trzeba np. telefonicznie lub mailowo zarezerwować wizytę przed przyjściem, a przed pandemią można było z ulicy wejść na rozmowę z doradcą i zrobić test. Ponadto powodem, dla którego wykonuje się teraz mniej testów, jest fakt, że COVID-19 jest teraz „najważniejszym” wirusem, co sprawiło, że o HIV się nie myśli, a więc również nie wykonuje się testów – mówi Martyna Ditbrener.

Jak podkreśla, w Polsce wciąż zdarzają się przypadki bardzo późnego wykrycia HIV. Konsekwencją jest przede wszystkim namnażanie się wirusa, rozwój AIDS i spadek odporności. Około 50 proc. zakażeń wykrywanych jest w bardzo późnym stadium, często pełnoobjawowego AIDS. Lekarze podkreślają, że są to przypadki, jakie pamiętają z początków epidemii z lat 80. XX wieku. Co więcej, ludzie, którzy zaniedbali profilaktykę w czasie pandemii, prawdopodobnie trafią do lekarzy dopiero za kilka lat. Obecność HIV może nie dawać o sobie znaku nawet przez kilka lat. Dlatego ważna jest profilaktyka i szerzenie wiedzy w tym zakresie.

 Choroba może się rozwijać i przebiegać bezobjawowo przez wiele lat, co prowadzi do ryzyka śmierci. Jeżeli osoba zarażona nie ma świadomości zakażenia HIV, to zdarza się, że takiego pacjenta, u którego nastąpił już rozwój AIDS, po prostu nie da się uratować – dodaje prezeska Fundacji Teraz Wy.

Objawami zakażenia HIV mogą być m.in. gorączka, nudności, bóle mięśni, stawów, bóle głowy i gardła, powiększenie węzłów chłonnych, bóle brzucha z biegunką czy utrata apetytu.

– Można je z łatwością przeoczyć lub pomylić z grypą. Pierwsze oznaki zakażenia pojawiają się do sześciu tygodni po wniknięciu wirusa, który później przechodzi w stan uśpienia i pozostaje w nim nawet do 10 lat. Dopiero po długim czasie od zakażenia pojawiają się pierwsze oznaki upośledzenia odporności, dlatego też tak ważne jest, aby się testować po zachowaniach ryzykownych – mówi Martyna Ditbrener. – Testy powinny wykonywać przede wszystkim osoby, które posiadają stałego partnera, ale był on wcześniej aktywny seksualnie i nie wykonał testu na HIV. Także osoby podejmujące niezabezpieczone prezerwatywą kontakty seksualne z osobami, które nie robiły testu na HIV, lub przyjmujące substancje psychoaktywne drogą iniekcji, używając wspólnej igły. Test należy wykonać także, kiedy wydarzy się jakakolwiek sytuacja, w której dojdzie do kontaktu z krwią, a więc np. tatuaż, zabiegi kosmetyczne lub lekarskie.

Osoba nieświadoma obecności wirusa HIV stwarza też zagrożenie dla innych. Statystycznie może zarażać nawet dwie–trzy osoby rocznie. Osoby leczone antyretrowirusowe (ARV) mają niewykrywalną wiremię i w związku z tym nie zakażają. Eksperci podkreślają, że pacjenci z HIV objęci odpowiednim leczeniem na wczesnym etapie mogą żyć tak długo jak reszta społeczeństwa. Dziś leczenie ARV polega na łączeniu leków z dwóch grup, które mają na celu zapobieganie kolejnym mutacjom wirusa HIV. Już kilka lat temu udało się osiągnąć 90-proc. skuteczność leczenia przy ograniczeniu ryzyka wystąpienia silnych skutków ubocznych leków. Dlatego o zakażeniu HIV można mówić jak o chorobie przewlekłej, a nie śmiertelnej.

Jak informuje Krajowe Centrum ds. AIDS, na koniec października 2021 roku leczeniem ARV objętych było 14,5 tys. pacjentów, w tym 92 dzieci. Leczenie jest prowadzone  i finansowane w ramach rządowego programu polityki zdrowotnej „Leczenie antyretrowirusowe osób żyjących z wirusem HIV w Polsce na lata 2022–2026”. W Polsce od początku epidemii w 1985 roku do połowy sierpnia 2021 roku wirusem HIV zakaziło się prawie 27 tys. osób, z czego 3,8 tys. ma AIDS. Do tej pory z powodu chorób związanych z AIDS zmarło blisko 1,5 tys. chorych. Na przestrzeni ostatnich 10 lat notowany jest prawie stały wzrost liczby osób zakażonych HIV. Na świecie, według danych WHO, żyje ok. 37,7 mln osób z HIV/AIDS. Tylko w 2020 roku zakażenie HIV rozpoznano u 1,5 mln osób, a 680 tys. osób zmarło z powodu chorób związanych z AIDS.

źródło: newseria

Na polski rynek niebawem ma trafić cyfrowy test wykrywający jednocześnie kilka patogenów wirusowych odpowiedzialnych za infekcję górnych dróg oddechowych. To pierwszy tego typu produkt na świecie. Wskaże on, czy pacjent ma grypę, anginę, czy koronawirusa, czy może jest to mononukleoza albo krztusiec. – Jest to odczyt elektroniczny z reakcji biegnącej na płytce testowej, którego czułość jest o wiele wyższa niż w przypadku testów antygenowych – mówi Sabina Żołędowska z SensDx.
Początkowo test będzie dostępny dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i będzie wykrywał dwa–trzy patogeny. Docelowo będzie ich dwa razy więcej, a produkt trafi do aptek. Pacjenci będą mogli wykonać taki test samodzielnie w domu. Wkrótce w aptekach dostępny będzie również cyfrowy test wykrywający obecność wirusa grypy.

Firma SensDx zajmuje się opracowywaniem i wdrażaniem nowych testów opartych na biosensorach, czyli urządzeniach, które wykorzystują zarówno biologiczne elementy, jak i części elektroniczne służące do odczytywania wyników. Multi SensDx (Multisensor) jest szybkim testem diagnostycznym do identyfikacji etiologii zakażenia górnych dróg oddechowych, który w jednej próbce identyfikuje więcej niż jeden patogen.
 Przede wszystkim różnicujemy zakażenia górnych dróg oddechowych. Wykryjemy u pacjenta wirusa grypy, anginę, mononukleozę zakaźną czy krztuśca. To bardzo poręczne narzędzie diagnostyczne w gabinetach podstawowej opieki zdrowotnej, kiedy pacjenci przychodzą z gorączką i kaszlem i niekoniecznie od razu powinniśmy przepisywać antybiotyki, co w dobie rosnącej antybiotykooporności jest jak najbardziej słuszne. W technologii SensDx będziemy w stanie wykrywać również wirusa SARS-CoV-2 – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sabina Żołędowska, specjalistka ds. jakości w SensDx.

Poprawne rozpoznanie przyczyn zakażenia pozwala na skuteczną i precyzyjną terapię, co z kolei ogranicza niepotrzebne stosowanie antybiotyków w przypadku, kiedy infekcja ma podłoże wirusowe. Technologia umożliwia detekcję patogenów już w bardzo wczesnej fazie infekcji, co pozwala na szybką reakcję ze strony lekarza, dobranie odpowiedniej terapii i uniknięcie stosowania antybiotyków w sytuacji wykrycia infekcji wirusowej.

 Multisensor będzie w stanie jako jedyny produkt na świecie wykryć do sześciu patogenów jednocześnie. Jest to bardzo specyficzny rodzaj testu, bo nie jest typowy kasetkowy, tylko elektroniczny i oparty na specyficznej reakcji pomiędzy celem molekularnym na wirusie bądź bakterii a tym, co znajduje się na płytce – mówi ekspertka. – Produkt przeszedł walidację kliniczną i przygotowujemy się do wdrożenia na rynek. Ze względu na to, że lekarze niekoniecznie na początku są zainteresowani, aby w diagnostyce podawać informację dotyczącą sześciu patogenów jednocześnie, produkt będzie na rynku udostępniany partiami w pakietach po dwa, trzy, zależnie od tego, jaki będzie odzew ze strony rynku.

Firma SensDx już wcześniej uzyskała certyfikację testu do wykrywania wirusa grypy o nazwie Flu SensDx (Flusensor) do domowego użytku. Wirus ten jest najpowszechniejszym powodem występowania infekcji górnych dróg oddechowych. Według Światowej Organizacji Zdrowia rocznie na grypę choruje 5–10 proc. populacji dorosłych i 20–30 proc. dzieci. Kilka milionów osób cierpi z powodu powikłań pogrypowych, a ok. 500 tys. umiera. Flu SensDx wykrywa wirusy grypy nawet na bardzo wczesnym etapie infekcji u pacjenta. Już wkrótce testy te będzie można kupić w aptekach, możliwe, że jeszcze w I kwartale br.

 Uzyskaliśmy certyfikację na domowy użytek testu do wykrywania wirusa grypy. Kupimy w aptece czytnik jako jedno pudełko. Pudełko numer dwa będzie zawierało testy z patyczkiem wymazowym i pojemniczkiem na bufor.  Pacjent kupuje na start dwa pudełka, a potem każdorazowo dokupuje tylko pudełko numer dwa. Po ściągnięciu aplikacji z internetu ze strony firmy SensDx będzie mógł samodzielnie wykonywać sobie takie badanie w domu – objaśnia Sabina Żołędowska.

Jak podkreśla, podobnie jak w przypadku testów antygenowych czy RT-PCR konieczne będzie pobranie wymazu z nosogardzieli.

 Większość testów, na których pracujemy, wykrywa dwa geny. Zależnie od tego, ile genów wirusa SARS-CoV-2 lub innego celu molekularnego, zgodnie z narzuconym standardem, diagnosta wykryje, odpowiednio i zgodnie z macierzą decyzyjną podaje informację pacjentowi – tłumaczy przedstawicielka SensDX. – Czasem się zdarza, że wynik jest nierozstrzygający lub niediagnostyczny. Oznacza to, że w próbce najprawdopodobniej było za mało wirusa lub wykryto jeden gen, który jest niespecyficzny, czyli wykryto jakiegoś koronawirusa, ale niekoniecznie SARS-CoV-2. Zwykle należy pobrać wymaz jeszcze raz.

W przypadku testów na grypę platforma SensDx jest w stanie wykryć bardzo małą liczbę wirusów, porównywalną z testami RT-PCR. Podczas gdy RT-PCR jest uważany za złoty standard testowania, w trakcie pandemii COVID-19 zidentyfikowano pewne niedokładności. Podczas niektórych badań RNA nieaktywnego wirusa powodowało fałszywie dodatnią diagnozę. Testy SensDx sprawdzają obecność żywego patogenu i nie zwracają wyników fałszywie dodatnich, gdy w próbce znajduje się resztkowy RNA.

– Podstawową różnicą między testami przepływowymi z apteki a technologią SensDx jest używanie elektronicznego odczytu danych. Nie jest to odczyt wizualny, przepływowy, na podstawie łączenia się jakichś elementów, to odczyt elektroniczny z płytki testowej, którego czułość jest o wiele wyższa. W przypadku wirusa grypy mamy specyficzność wykrywania wirusa grypy na poziomie 100 proc., a czułość jest to 98 proc. w porównaniu do złotego standardu, którym są reakcje RT-PCR. W przypadku koronawirusa w badaniach wychodziło nam około 96,5 proc., jeżeli chodzi o czułość, a specyficzność – 100 proc. – mówi Sabina Żołędowska.

Wynik testu uzyskuje się w ciągu 5–7 minut, przez co może być stosowany w takich miejscach jak przychodnie, izby przyjęć, na lotniskach, w fabrykach, hotelach czy na masowych imprezach.

źródło: newseria

Na polski rynek niebawem ma trafić cyfrowy test wykrywający jednocześnie kilka patogenów wirusowych odpowiedzialnych za infekcję górnych dróg oddechowych. To pierwszy tego typu produkt na świecie. Wskaże on, czy pacjent ma grypę, anginę, czy koronawirusa, czy może jest to mononukleoza albo krztusiec. – Jest to odczyt elektroniczny z reakcji biegnącej na płytce testowej, którego czułość jest o wiele wyższa niż w przypadku testów antygenowych – mówi Sabina Żołędowska z SensDx.
Początkowo test będzie dostępny dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i będzie wykrywał dwa–trzy patogeny. Docelowo będzie ich dwa razy więcej, a produkt trafi do aptek. Pacjenci będą mogli wykonać taki test samodzielnie w domu. Wkrótce w aptekach dostępny będzie również cyfrowy test wykrywający obecność wirusa grypy.

Firma SensDx zajmuje się opracowywaniem i wdrażaniem nowych testów opartych na biosensorach, czyli urządzeniach, które wykorzystują zarówno biologiczne elementy, jak i części elektroniczne służące do odczytywania wyników. Multi SensDx (Multisensor) jest szybkim testem diagnostycznym do identyfikacji etiologii zakażenia górnych dróg oddechowych, który w jednej próbce identyfikuje więcej niż jeden patogen.
 Przede wszystkim różnicujemy zakażenia górnych dróg oddechowych. Wykryjemy u pacjenta wirusa grypy, anginę, mononukleozę zakaźną czy krztuśca. To bardzo poręczne narzędzie diagnostyczne w gabinetach podstawowej opieki zdrowotnej, kiedy pacjenci przychodzą z gorączką i kaszlem i niekoniecznie od razu powinniśmy przepisywać antybiotyki, co w dobie rosnącej antybiotykooporności jest jak najbardziej słuszne. W technologii SensDx będziemy w stanie wykrywać również wirusa SARS-CoV-2 – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sabina Żołędowska, specjalistka ds. jakości w SensDx.

Poprawne rozpoznanie przyczyn zakażenia pozwala na skuteczną i precyzyjną terapię, co z kolei ogranicza niepotrzebne stosowanie antybiotyków w przypadku, kiedy infekcja ma podłoże wirusowe. Technologia umożliwia detekcję patogenów już w bardzo wczesnej fazie infekcji, co pozwala na szybką reakcję ze strony lekarza, dobranie odpowiedniej terapii i uniknięcie stosowania antybiotyków w sytuacji wykrycia infekcji wirusowej.

 Multisensor będzie w stanie jako jedyny produkt na świecie wykryć do sześciu patogenów jednocześnie. Jest to bardzo specyficzny rodzaj testu, bo nie jest typowy kasetkowy, tylko elektroniczny i oparty na specyficznej reakcji pomiędzy celem molekularnym na wirusie bądź bakterii a tym, co znajduje się na płytce – mówi ekspertka. – Produkt przeszedł walidację kliniczną i przygotowujemy się do wdrożenia na rynek. Ze względu na to, że lekarze niekoniecznie na początku są zainteresowani, aby w diagnostyce podawać informację dotyczącą sześciu patogenów jednocześnie, produkt będzie na rynku udostępniany partiami w pakietach po dwa, trzy, zależnie od tego, jaki będzie odzew ze strony rynku.

Firma SensDx już wcześniej uzyskała certyfikację testu do wykrywania wirusa grypy o nazwie Flu SensDx (Flusensor) do domowego użytku. Wirus ten jest najpowszechniejszym powodem występowania infekcji górnych dróg oddechowych. Według Światowej Organizacji Zdrowia rocznie na grypę choruje 5–10 proc. populacji dorosłych i 20–30 proc. dzieci. Kilka milionów osób cierpi z powodu powikłań pogrypowych, a ok. 500 tys. umiera. Flu SensDx wykrywa wirusy grypy nawet na bardzo wczesnym etapie infekcji u pacjenta. Już wkrótce testy te będzie można kupić w aptekach, możliwe, że jeszcze w I kwartale br.

 Uzyskaliśmy certyfikację na domowy użytek testu do wykrywania wirusa grypy. Kupimy w aptece czytnik jako jedno pudełko. Pudełko numer dwa będzie zawierało testy z patyczkiem wymazowym i pojemniczkiem na bufor.  Pacjent kupuje na start dwa pudełka, a potem każdorazowo dokupuje tylko pudełko numer dwa. Po ściągnięciu aplikacji z internetu ze strony firmy SensDx będzie mógł samodzielnie wykonywać sobie takie badanie w domu – objaśnia Sabina Żołędowska.

Jak podkreśla, podobnie jak w przypadku testów antygenowych czy RT-PCR konieczne będzie pobranie wymazu z nosogardzieli.

 Większość testów, na których pracujemy, wykrywa dwa geny. Zależnie od tego, ile genów wirusa SARS-CoV-2 lub innego celu molekularnego, zgodnie z narzuconym standardem, diagnosta wykryje, odpowiednio i zgodnie z macierzą decyzyjną podaje informację pacjentowi – tłumaczy przedstawicielka SensDX. – Czasem się zdarza, że wynik jest nierozstrzygający lub niediagnostyczny. Oznacza to, że w próbce najprawdopodobniej było za mało wirusa lub wykryto jeden gen, który jest niespecyficzny, czyli wykryto jakiegoś koronawirusa, ale niekoniecznie SARS-CoV-2. Zwykle należy pobrać wymaz jeszcze raz.

W przypadku testów na grypę platforma SensDx jest w stanie wykryć bardzo małą liczbę wirusów, porównywalną z testami RT-PCR. Podczas gdy RT-PCR jest uważany za złoty standard testowania, w trakcie pandemii COVID-19 zidentyfikowano pewne niedokładności. Podczas niektórych badań RNA nieaktywnego wirusa powodowało fałszywie dodatnią diagnozę. Testy SensDx sprawdzają obecność żywego patogenu i nie zwracają wyników fałszywie dodatnich, gdy w próbce znajduje się resztkowy RNA.

– Podstawową różnicą między testami przepływowymi z apteki a technologią SensDx jest używanie elektronicznego odczytu danych. Nie jest to odczyt wizualny, przepływowy, na podstawie łączenia się jakichś elementów, to odczyt elektroniczny z płytki testowej, którego czułość jest o wiele wyższa. W przypadku wirusa grypy mamy specyficzność wykrywania wirusa grypy na poziomie 100 proc., a czułość jest to 98 proc. w porównaniu do złotego standardu, którym są reakcje RT-PCR. W przypadku koronawirusa w badaniach wychodziło nam około 96,5 proc., jeżeli chodzi o czułość, a specyficzność – 100 proc. – mówi Sabina Żołędowska.

Wynik testu uzyskuje się w ciągu 5–7 minut, przez co może być stosowany w takich miejscach jak przychodnie, izby przyjęć, na lotniskach, w fabrykach, hotelach czy na masowych imprezach.

źródło: newseria

Od lutego pacjenci Medicover w Warszawie, Poznaniu, Łodzi oraz Krakowie mogą skorzystać z pionierskiej na rynku usługi w zakresie diagnozowania infekcji układu dróg oddechowych. Mowa o innowacyjnych testach, które obejmują diagnostykę antygenową w kierunku COVID-19 oraz grypy typu A/B.
Testy, które będą proponowane pacjentom Medicover w wybranych centrach medycznych –  w Warszawie, Poznaniu, Łodzi i Krakowie, pozwalają w ciągu 15 minut rozróżnić, czy przyczyną objawów, z którymi zgłasza się pacjent, jest zakażenie wirusem SARS-CoV-2 czy wirusem grypy typu A/B. Nowo oferowany test zastępuje szybkie testy antygenowe w kierunku tych infekcji, które do tej pory musiały być wykonywane oddzielnie. W ramach tego rozwiązania wystarczy tylko jeden wymaz z nosa lub nosogardła.
 
Nowa usługa jest dedykowana pacjentom z objawami infekcji, przychodzącym do centrów na wizyty stacjonarne w ramach Medicover Express (usługi szybkiej konsultacji lekarza POZ i pielęgniarki w Medicover). Badanie jest dodatkowo płatne, ponieważ nie jest wliczone w zakres usług abonamentowych. Dzięki szybkiej diagnozie możliwe jest szybkie podjęcie właściwego leczenia. Badanie jest bezpieczne dla dorosłych i dzieci w każdym wieku.
– Szybkie testy diagnostyczne wykonywane w miejscu świadczenia usługi medycznej mają udowodnione korzyści w wielu sytuacjach klinicznych. Pozwalają na postawienie bardziej precyzyjnej diagnozy bez konieczności odsyłania pacjenta do laboratorium i czekania na powrót wyników. Tym samym umożliwiają natychmiastowe rozpoczęcie właściwego leczenia. Dodatkowo, innowacyjne testy „2 w 1” są w obecnej sytuacji epidemicznej dużym ułatwieniem dla pacjentów i lekarzy. W ramach jednego badania wykonujemy test antygenowy na COVID i na grypę, a wynik otrzymujemy już w 15 minut. Co ważne, testy cechują się wysoką wiarygodnością, co jest niezwykle ważne przy ustalaniu planu leczenia – mówi lek. med. Agnieszka Motyl, specjalista medycyny rodzinnej i epidemiolog w Medicover w Polsce.

– Badanie można wykonać u osób podejrzanych o zakażenie nawet do  12 dni od wystąpienia objawów. Test wykrywa antygen wirusa w pobranej próbce i w przypadku wyniku dodatniego – potwierdza zakażenie danym wirusem – dodaje.

Medicover to pierwszy prywatny podmiot na polskim rynku oferujący szybkie testy służące do wykrywania COVID-19 i grypy w ramach pobrania jednego wymazu. Nowa usługa będzie realizowana w czterech centrach medycznych: Medicover – Wołoska w Warszawie, Medicover – Poznań Malta w Poznaniu, Medicover – Piłsudskiego w Łodzi oraz Medicover – Kraków Podgórska w Krakowie.

źródło: Medicover