Medicalpress
24 marca obchodzimy Dzień Wiedzy o Lipoproteinie (a), który ma na celu zwiększenie świadomości na temat jej roli w układzie sercowo-naczyniowym. Choć większość osób zna pojęcie „złego” cholesterolu LDL, niewielu zdaje sobie sprawę, że równie groźnym czynnikiem ryzyka chorób układu krążenia jest właśnie lipoproteina (a), oznaczana jako Lp(a).  – Jej stężenie jest uwarunkowane genetycznie, a podwyższone stężenie może prowadzić do miażdżycy tętnic, a w konsekwencji do zawału serca czy udaru mózgu, nawet u osób, które nie mają klasycznych czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie, otyłość czy wysoki poziom cholesterolu – przestrzega Artur Gabrysiak, specjalista medycyny laboratoryjnej, Grupa American Heart of Poland, certyfikowany lipidolog PTL. 
Lipoproteiny to cząsteczki zbudowane z białek i tłuszczów (lipidów), które odpowiadają za transport cholesterolu w krwioobiegu. Lp(a) jest szczególną frakcją cholesterolu, która odkłada się w ścianach naczyń krwionośnych, prowadząc do ich zwężenia, a w konsekwencji – do groźnych chorób układu krążenia, takich jak miażdżyca, choroba tętnic obwodowych, a w konsekwencji do zawału mięśnia sercowego. 

– Powszechnie wykonuje się badanie cholesterolu całkowitego i jego frakcji, takich jak trójglicerydy, LDL czy HDL. Jednak coraz częściej do oceny ryzyka sercowo-naczyniowego dodajemy oznaczenie Lp(a), które pozwala lepiej diagnozować pacjentów i opracowywać skuteczniejsze strategie terapeutyczne – mówi Artur Gabrysiak, specjalista diagnostyki laboratoryjnej, American Heart of Poland. 

Dlaczego warto zbadać poziom Lp(a)? 
Istnieje grupa pacjentów, u których dochodzi do incydentów sercowo-naczyniowych mimo prawidłowego stężenia cholesterolu, braku nadciśnienia tętniczego i prawidłowej masy ciała. – W takich przypadkach przyczyną może być właśnie podwyższony poziom lipoproteiny (a). Badanie to nie jest jeszcze standardowo zlecane, ale powinno być wykonane przynajmniej raz w życiu przez każdą osobę dorosłą – podkreśla ekspert American Heart of Poland. 

W przeciwieństwie do cholesterolu, którego stężenie można regulować dietą i aktywnością fizyczną, stężenie Lp(a) jest w dużej mierze zapisane w genach i pozostaje względnie stałe przez całe życie. Dlatego warto je oznaczyć, by ocenić indywidualne ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i wdrożyć odpowiednie działania profilaktyczne. 

Jak wygląda badanie i interpretacja wyników? 
Badanie Lp(a) polega na jednorazowym pobraniu krwi z żyły łokciowej. Próbkę pobiera się na czczo, po co najmniej 8 godzinach od ostatniego posiłku.  

Wyniki interpretuje się następująco: prawidłowy poziom to poniżej 30 mg/dl (<75 nmol/l), umiarkowane ryzyko – 30-50 mg/dl (75-125 nmol/l), duże ryzyko – 50-180 mg/dl (125-450 nmol/l), bardzo duże ryzyko – powyżej 180 mg/dl (>450 nmol/l). 

Osoby z podwyższonym poziomem Lp(a) powinny regularnie konsultować się z lekarzem i stosować się do zaleceń dotyczących profilaktyki, takich jak zdrowa dieta, aktywność fizyczna i unikanie innych czynników ryzyka, np. palenia papierosów. 

Prawdopodobnie w nowym programie profilaktycznym Ministerstwa Zdrowia, zastępującym wygasający program „Profilaktyka 40+” oznaczenie lipoproteiny (a) znajdzie się w pakiecie badań refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. 
 
 
źródło: AHOP
Endometrioza jest schorzeniem dotykającym około 6 do 10% kobiet w wieku 15 – 49 lat. Jak szacują eksperci, choroba może dotyczyć nawet 3 mln kobiet w naszym kraju. Podstawowym problemem jest późna rozpoznawalność choroby, średnio po 6-8 latach dolegliwości bólowych wyłączających kobiety z normalnego funkcjonowania w społeczeństwie i z aktywności zawodowej. Projekt Agencji Badań Medycznych ma stanowić odpowiedź na wyzwanie związane z potrzebą szybkiej diagnostyki endometriozy.

Endometrioza charakteryzuje się obecnością komórek błony śluzowej trzonu macicy (endometrium) poza jamą macicy. Komórki te są nadal aktywne wydzielniczo i reagując na zmiany hormonalne zachodzące w cyklu miesiączkowym powodują w organizmie przewlekłą reakcję zapalną. Ponadto, endometrioza może być również̇ przyczyną obniżonej płodności. Ratunek w walce z chorobą może stanowić bardziej dostępna diagnostyka. W związku z tym, w Agencji Badań Medycznych trwają intensywne prace nad rozpoczęciem projektu, którego celem jest sprawdzenie przydatności klinicznej testu EndoRNA w populacji kobiet z podejrzeniem endometriozy.

Dotychczas jedyną pewną metodą potwierdzenia endometriozy była operacja – laparoskopia. Natomiast test EndoRNA jest alternatywą dla tych kobiet, które chcą mieć pewność czy chorują na endometriozę. Test jest krótką, bezpieczną procedurą, którą można wykonać w gabinecie lekarskim, polegającą na pobraniu fragmentu błony śluzowej w trakcie badania ginekologicznego. Test EndoRNA jest dostępny komercyjnie na rynku polskim od 2023 roku.

Test EndoRNA umożliwia szybsze potwierdzenie lub wykluczenie obecności endometriozy (wynik nawet w ciągu 48h). Skrócony czas diagnostyki jest kluczowy dla pacjentek, ponieważ pozwala na wcześniejsze rozpoczęcie leczenia i minimalizację negatywnych skutków schorzenia. Statystyki wskazują, że co 10. kobieta może cierpieć na endometriozę (nawet 200 mln kobiet, dane WHO), a nie wszystkie przypadki są zdiagnozowane. Istnieje potrzeba zwiększenia świadomości endometriozy, zarówno wśród pacjentek, jak i profesjonalistów medycznych. Kluczowa jest poprawa rozpoznawalności schorzenia – endometrioza odpowiada za ok. 40% niepłodności kobiecej  a wśród chorych na Endometriozę 50 procent ma problemu płodnością. Test EndoRNA może być kluczowy w identyfikacji przypadków, które wcześniej mogły pozostać nierozpoznane, przyczyniając się do poprawy statystyk diagnozowania endometriozy. Co więcej, jest to metoda, która może być wykorzystana w każdym gabinecie lekarskim – nie wymaga specjalistycznego sprzętu, a pacjentka po pobraniu próbki może wrócić do codziennych obowiązków – podkreśla Lucyna Jaworska Wojtas – Prezes Fundacji Pokonać Endometriozę.

Realizacja projektu ABM umożliwi sprawdzenie przydatności klinicznej testu EndoRNA w odniesieniu do populacji pacjentek z niejednoznacznymi wynikami badań obrazowych lub brakiem odchyleń w badaniach obrazowych pomimo objawów klinicznych sugerujących endometriozę. Każdej z pacjentek zostanie wykonany test EndoRNA, a jego wyniki porównane z wynikami z laparoskopii. Wyniki eksperymentu mogą zostać wykorzystane przez Ministerstwo Zdrowia do zlecenia Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oceny możliwości refundacji testu w przypadku otrzymania wyników potwierdzających jego porównywalną skuteczność do laparoskopii.

W przypadku pozytywnej odpowiedzi dotyczącej porównywalnej skuteczności i czułości testu względem laparoskopii możliwe stanie się wczesne wykrycie schorzenia i podjęcie terapii. Wczesne leczenie to również szansa na ograniczenie skutków powikłań towarzyszących zaawansowanej endometriozie.

Wykrywanie różnych form endometriozy jest kluczowe dla spersonalizowanej opieki i skutecznego planowania leczenia, co może poprawić jakość życia pacjentek. Inne, obecnie stosowane markery jak CA 125 lub Bcl6 nie są specyficzne dla endometriozy i nie wskazują jednoznacznie występowania tej choroby. Moje rekomendację wskazują na  wprowadzenie Testu EndoRNA jako wskazania endometriozy, ale do odpowiedniej diagnostyki i leczenia muszą być natychmiast powołane Centra Diagnozy i Leczenia Endometriozy oraz wprowadzona prawidłowa wycena świadczeń. Będzie to wówczas prawidłowe i  kompleksowe diagnozowanie i leczenie  pomagające 3 milionom wykluczonych z systemu opieki zdrowotnej pacjentek – podsumowuje Lucyna Jaworska Wojtas – Prezes Fundacji Pokonać Endometriozę.

 
 
źródło: ABM
 
Endometrioza to schorzenie, które dotyczy nawet co 10. Polki, a bywa, że jej właściwe rozpoznanie zajmuje nawet średnio 8-10 lat. W tym czasie wiele pacjentek doznaje bolesnych dolegliwości lub długi czas żyje w nieświadomości rozwoju choroby, gdy niespecyficzne objawy utrudniają trafną diagnozę. – Punktem wyjścia do skutecznego leczenia endometriozy jest właściwa diagnoza tej przewlekłej, często maskującej się choroby. Test diagnostyczny to rozwiązanie, które pozwoli pacjentce na znacznie szybsze rozpoczęcie terapii – mówi lek. Alicja Sapała-Smoczyńska, Kierownik Działu Medycznego ds. Operacyjnych Szpitala Medicover.
W końcu maja br. w Szpitalu Medicover w Warszawie do dyspozycji pacjentek oddano testy, które pozwalają na wstępne rozpoznanie lub wykluczenie endometriozy w ciągu 14 dni. Innowacyjny test endoRNA, opracowany przez polską firmę Diagendo, cechuje wysoka dokładność (bliska 95%). Pozwala on na wykrycie nadekspresji genu FUT4 – specyficznej dla występowania tej choroby. Już teraz pacjenci zainteresowani wykonaniem testu na endometriozę mają możliwość umówienia wizyty u ginekologa w Szpitalu Medicover, połączoną z pobraniem materiału do badania.
 
Jak przebiega test na endometriozę?
 
Test wykonywany jest przez ginekologa w trakcie wizyty ambulatoryjnej, a materiał do badania pobierany jest   metodą biopsji aspiracyjnej. Przygotowanie i sama procedura trwa kilka minut, a pacjentka zaraz po pobraniu materiału może wrócić do codziennej aktywności – przekonuje dr n. med. Joanna Jacko, ginekolog, ekspert w leczeniu operacyjnym endometriozy głęboko naciekającej oraz diagnostyce ultrasonograficznej endometriozy ze Szpitala Medicover.
 
Przedstawiciele wilanowskiego szpitala zauważają, że szybkie postawienie diagnozy umożliwi pacjentkom rozpoczęcie procesu leczenia i da realną szansę na pozbycie się uciążliwych dolegliwości, jednak nie należy utożsamiać szybkiego testu z pogłębioną diagnostyką.
 
Z niediagnozowaną przez długie lata endometriozą żyje w Polsce wiele kobiet, a ich życie często naznaczone jest ogromnym bólem. Punktem wyjścia do skutecznego leczenia endometriozy jest właściwa diagnoza tej przewlekłej, często maskującej się choroby. Test diagnostyczny to rozwiązanie, które pozwoli pacjentce na znacznie szybsze rozpoczęcie terapii – mówi lek. Alicja Sapała-Smoczyńska, Kierownik Działu Medycznego ds. Operacyjnych Szpitala Medicover.
 
Warto jednak podkreślić, że wykonanie takiego testu nie zastąpi wizyty u specjalisty i zaawansowanej diagnostyki, ale będzie istotnym elementem do określenia zakresu oraz stopnia zaawansowania choroby
– dodaje.
 
Większa świadomość, trafna diagnoza, skuteczne leczenie
 
Wdrożenie testów na endometriozę to w ocenie ekspertów Szpitala Medicover kolejny ważny element na drodze do umacniania pozycji lidera w diagnozowaniu i leczeniu tej choroby w Polsce.
 
Nasz szpital specjalizuje się w zaawansowanej chirurgii laparoskopowej endometriozy, która polega na radykalnym usunięciu wszystkich możliwych do uwidocznienia ognisk chorobowych z obrębu całej miednicy i jamy brzusznej. Tutaj też wykonywane są na bieżąco małoinwazyjne zabiegi leczenia endometriozy w asyście robota da Vinci – mówi lek. Krzysztof Przyśliwski, Dyrektor Medyczny Szpitala Medicover.
 
Ponadto, regularnie angażujemy się w budowanie świadomości na temat diagnozowania i leczenia tej choroby poprzez: akcje edukacyjne, warsztaty dla medyków, międzyśrodowiskowe współprace, czy prace na rzecz rozwiązań systemowych w zakresie zdrowia publicznego – ostatnio: w ramach zespołu ds. endometriozy przy Ministrze Zdrowia – dodaje.
 
Rocznie w wilanowskim szpitalu wykonywanych jest ok. 200 operacji endometriozy.
 
źródło: Medicover
Opracowany przez naukowców Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego test jest bezinwazyjny, a wynik otrzymujemy po kilku dniach. To kluczowe, bo w endometriozie droga do diagnozy zajmuje zwykle kilka lat. Za przełomowym odkryciem stoją m. in. prof. Jacek Malejczyk z Katedry i Zakładu Histologii i Embriologii WUM oraz dr Ilona Kalaszczyńska z tej samej kliniki i zakładu oraz wiceprezes spółki Diagendo. Test to szansa na szybką diagnostykę dla milionów pacjentek.

Szacuje się, że na endometriozę cierpi co dziesiąta kobieta. Choroba ta odpowiada za połowę przypadków niepłodności w Polsce. A jej charakterystycznym objawem jest bardzo silny ból.

Do rozwoju endometriozy dochodzi wówczas, gdy  tkanka endometrium (śluzówki macicy) pojawia się poza jamą macicy, czyli np. w jajniku, jajowodzie, jelicie, pęcherzu moczowym, otrzewnej, żołądku, wątrobie, a zdarza się, że nawet w płucach czy w mózgu. 

Wykrycie choroby wcale nie jest proste i wiele kobiet otrzymuje diagnozę dopiero, gdy trafią na stół operacyjny – wówczas lekarz pobiera wycinki i oddaje je do badań. Według statystyk od pierwszych objawów do postawienia rozpoznania mija 8-12 lat. Teraz jest szansa, żeby to się zmieniło.

Opracowany przez naszych naukowców test jest podobny do testów na koronawirusa. Jednak w przypadku endometriozy markerem jest specyficzny gen, który – jak się okazało – jest nadaktywny u kobiet cierpiących na tę chorobę.

A jak będzie wyglądało samo badanie? Najpierw ginekolog pobierze pacjentce wymaz z wnętrza macicy. Następnie wyśle ten materiał do laboratorium, a tam przy użyciu testu naszych naukowców sprawdzą, czy mamy do czynienia z endometriozą czy nie.

Test może być dostępny już pod koniec marca, nie wiadomo jeszcze, ile będzie kosztował.

źródło: WUM

Opracowany przez naukowców Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego test jest bezinwazyjny, a wynik otrzymujemy po kilku dniach. To kluczowe, bo w endometriozie droga do diagnozy zajmuje zwykle kilka lat. Za przełomowym odkryciem stoją m. in. prof. Jacek Malejczyk z Katedry i Zakładu Histologii i Embriologii WUM oraz dr Ilona Kalaszczyńska z tej samej kliniki i zakładu oraz wiceprezes spółki Diagendo. Test to szansa na szybką diagnostykę dla milionów pacjentek.

Szacuje się, że na endometriozę cierpi co dziesiąta kobieta. Choroba ta odpowiada za połowę przypadków niepłodności w Polsce. A jej charakterystycznym objawem jest bardzo silny ból.

Do rozwoju endometriozy dochodzi wówczas, gdy  tkanka endometrium (śluzówki macicy) pojawia się poza jamą macicy, czyli np. w jajniku, jajowodzie, jelicie, pęcherzu moczowym, otrzewnej, żołądku, wątrobie, a zdarza się, że nawet w płucach czy w mózgu. 

Wykrycie choroby wcale nie jest proste i wiele kobiet otrzymuje diagnozę dopiero, gdy trafią na stół operacyjny – wówczas lekarz pobiera wycinki i oddaje je do badań. Według statystyk od pierwszych objawów do postawienia rozpoznania mija 8-12 lat. Teraz jest szansa, żeby to się zmieniło.

Opracowany przez naszych naukowców test jest podobny do testów na koronawirusa. Jednak w przypadku endometriozy markerem jest specyficzny gen, który – jak się okazało – jest nadaktywny u kobiet cierpiących na tę chorobę.

A jak będzie wyglądało samo badanie? Najpierw ginekolog pobierze pacjentce wymaz z wnętrza macicy. Następnie wyśle ten materiał do laboratorium, a tam przy użyciu testu naszych naukowców sprawdzą, czy mamy do czynienia z endometriozą czy nie.

Test może być dostępny już pod koniec marca, nie wiadomo jeszcze, ile będzie kosztował.

źródło: WUM

Astma zazwyczaj zaczyna się w dzieciństwie i bezwzględnie trzeba ją leczyć. Podstawą terapii są – podobnie jak u dorosłych – wziewne leki sterydowe, a często obawiają się ich rodzice. Niesłusznie. – To są leki bezpieczne – zapewnia prof. Marek Kulus, pediatra i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Przyznaje przy tym, że nie dziwi się obawom rodziców, zwłaszcza kiedy zapoznają się z treścią ulotki dołączonej do wziewnych glikokortykosteroidów. Generalnie zresztą leki sterydowe mają powszechnie złą sławę z uwagi na wielość potencjalnych skutków ubocznych.

Prof. Piotr Kuna z Uniwersyteckiego Szpitala im. Barlickiego w Łodzi podkreśla jednak, że w przypadku astmy należy pamiętać, że tzw. sterydy wziewne mają inny mechanizm działania niż tzw. sterydy systemowe, podawane w iniekcjach lub doustnie.

„Różnica jest ogromna. Sterydy wziewne działają miejscowo przeciwzapalnie, nie działają na cały organizm. Sterydy podawane doustnie, domięśniowo czy dożylnie mają działanie ogólnoustrojowe. Nie mamy dowodów na to, że sterydy wziewne powodują objawy niepożądane ze strony całego organizmu” – podkreśla.

Prof. Kulus zaznacza natomiast, że efektywność wziewnych leków sterydowych u dzieci jest tym lepsza im wcześniej się je wdroży.

Czasami także w astmie konieczne jest podanie leków sterydowych systemowych, ale nigdy nie powinny one stanowić podstawy leczenia. W ciężkich postaciach astmy u dzieci stosuje się także, podobnie jak u dorosłych, tzw. leczenie biologiczne, ale dzieje się to na znacznie mniejszą skalę.

Dlaczego warto prawidłowo leczyć astmę u dziecka

Nie tylko dlatego, że prawidłowe leczenie pozwala na uniknięcie zaostrzeń tej choroby, a zatem dziecko po prostu nie cierpi i może normalnie się rozwijać bez jakichkolwiek barier.

Prof. Kulus wyjaśnia, że w przebiegu astmy, jeśli się jej nie leczy lub leczy nieprawidłowo, długotrwała ekspozycja na alergeny powoduje, że organizm się broni, a to w przypadku tej choroby oznacza uszkodzenie oskrzeli i w konsekwencji trwałe upośledzenie układu oddechowego.

Ale na tym nie koniec.

„Mamy twarde dane, że jeśli wcześnie wdroży się prawidłowe leczenie, astma ulega wygaszeniu. Nie zawsze na wiele lat, ale w około 30 proc. udaje się uzyskać długotrwałą remisję” – podkreśla specjalista. 

Nic dziwnego, że przestrzega rodziców przed zwlekaniem z podawaniem dzieciom skutecznych leków.

Prof. Kulus zaznacza przy tym, że u dzieci przebieg choroby jest zazwyczaj inny niż u dorosłych. Sama diagnostyka nastręcza sporo trudności, bo należy objawy zgłaszane przez rodziców sprawdzić w kontekście szeregu chorób, m.in. mukowiscydozy, zarostowego zapalenia oskrzeli, wad wrodzonych układu oddechowego, refluksu żołądkowo-przełykowego, a także infekcji oskrzeli (najczęściej wirusowych). Jak wskazuje pediatra, u dzieci do 6. roku życia w przebiegu tych ostatnich aż u połowy małych pacjentów mogą pojawić się epizody obturacji (skurczu oskrzelików lub oskrzeli).

„Pierwsza obturacja nie musi oznaczać astmy” – mówi prof. Kulus.

Rodzice, którzy liczą na to, że u dziecka uda się wykonać jakiś test, który jednoznacznie wykaże, czy astma jest, czy nie ma, będą zawiedzeni. Diagnozę tej choroby lekarz stawia na podstawie objawów i rezultatów wdrożonego leczenia.

Specyfiką dziecięcą są też objawy przypominające astmę, a będące wynikiem… zaabsorbowania przez dziecko ciała obcego do układu oddechowego. Prof. Kulus mówi, że na przykład jeden z pacjentów jego kliniki w dolnych drogach oddechowych miał listek laurowy.

U dorosłych reakcję astmatyczną najczęściej wywołują alergeny; u dzieci są to przede wszystkim wirusy. Prof. Kulus mówi, że dzieje się tak nawet w 80 proc. zaostrzeń astmy u dzieci.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Źródło: Konferencja „Quo Vadis Medicinae” na temat astmy, która odbyła się w Centrum Prasowym PAP w kwietniu br. 

Źródło: PAP Zdrowie

Astma zazwyczaj zaczyna się w dzieciństwie i bezwzględnie trzeba ją leczyć. Podstawą terapii są – podobnie jak u dorosłych – wziewne leki sterydowe, a często obawiają się ich rodzice. Niesłusznie. – To są leki bezpieczne – zapewnia prof. Marek Kulus, pediatra i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Przyznaje przy tym, że nie dziwi się obawom rodziców, zwłaszcza kiedy zapoznają się z treścią ulotki dołączonej do wziewnych glikokortykosteroidów. Generalnie zresztą leki sterydowe mają powszechnie złą sławę z uwagi na wielość potencjalnych skutków ubocznych.

Prof. Piotr Kuna z Uniwersyteckiego Szpitala im. Barlickiego w Łodzi podkreśla jednak, że w przypadku astmy należy pamiętać, że tzw. sterydy wziewne mają inny mechanizm działania niż tzw. sterydy systemowe, podawane w iniekcjach lub doustnie.

„Różnica jest ogromna. Sterydy wziewne działają miejscowo przeciwzapalnie, nie działają na cały organizm. Sterydy podawane doustnie, domięśniowo czy dożylnie mają działanie ogólnoustrojowe. Nie mamy dowodów na to, że sterydy wziewne powodują objawy niepożądane ze strony całego organizmu” – podkreśla.

Prof. Kulus zaznacza natomiast, że efektywność wziewnych leków sterydowych u dzieci jest tym lepsza im wcześniej się je wdroży.

Czasami także w astmie konieczne jest podanie leków sterydowych systemowych, ale nigdy nie powinny one stanowić podstawy leczenia. W ciężkich postaciach astmy u dzieci stosuje się także, podobnie jak u dorosłych, tzw. leczenie biologiczne, ale dzieje się to na znacznie mniejszą skalę.

Dlaczego warto prawidłowo leczyć astmę u dziecka

Nie tylko dlatego, że prawidłowe leczenie pozwala na uniknięcie zaostrzeń tej choroby, a zatem dziecko po prostu nie cierpi i może normalnie się rozwijać bez jakichkolwiek barier.

Prof. Kulus wyjaśnia, że w przebiegu astmy, jeśli się jej nie leczy lub leczy nieprawidłowo, długotrwała ekspozycja na alergeny powoduje, że organizm się broni, a to w przypadku tej choroby oznacza uszkodzenie oskrzeli i w konsekwencji trwałe upośledzenie układu oddechowego.

Ale na tym nie koniec.

„Mamy twarde dane, że jeśli wcześnie wdroży się prawidłowe leczenie, astma ulega wygaszeniu. Nie zawsze na wiele lat, ale w około 30 proc. udaje się uzyskać długotrwałą remisję” – podkreśla specjalista. 

Nic dziwnego, że przestrzega rodziców przed zwlekaniem z podawaniem dzieciom skutecznych leków.

Prof. Kulus zaznacza przy tym, że u dzieci przebieg choroby jest zazwyczaj inny niż u dorosłych. Sama diagnostyka nastręcza sporo trudności, bo należy objawy zgłaszane przez rodziców sprawdzić w kontekście szeregu chorób, m.in. mukowiscydozy, zarostowego zapalenia oskrzeli, wad wrodzonych układu oddechowego, refluksu żołądkowo-przełykowego, a także infekcji oskrzeli (najczęściej wirusowych). Jak wskazuje pediatra, u dzieci do 6. roku życia w przebiegu tych ostatnich aż u połowy małych pacjentów mogą pojawić się epizody obturacji (skurczu oskrzelików lub oskrzeli).

„Pierwsza obturacja nie musi oznaczać astmy” – mówi prof. Kulus.

Rodzice, którzy liczą na to, że u dziecka uda się wykonać jakiś test, który jednoznacznie wykaże, czy astma jest, czy nie ma, będą zawiedzeni. Diagnozę tej choroby lekarz stawia na podstawie objawów i rezultatów wdrożonego leczenia.

Specyfiką dziecięcą są też objawy przypominające astmę, a będące wynikiem… zaabsorbowania przez dziecko ciała obcego do układu oddechowego. Prof. Kulus mówi, że na przykład jeden z pacjentów jego kliniki w dolnych drogach oddechowych miał listek laurowy.

U dorosłych reakcję astmatyczną najczęściej wywołują alergeny; u dzieci są to przede wszystkim wirusy. Prof. Kulus mówi, że dzieje się tak nawet w 80 proc. zaostrzeń astmy u dzieci.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Źródło: Konferencja „Quo Vadis Medicinae” na temat astmy, która odbyła się w Centrum Prasowym PAP w kwietniu br. 

Źródło: PAP Zdrowie

Zgodnie z zapowiedziami ministra zdrowia, od czwartku 27 stycznia w aptekach powinny być dostępne bezpłatne testy antygenowe w kierunku COVID-19. Jak się okazuje faktyczna dostępność do testowania na starcie tego rozwiązania jest bardzo niewielka. Jak poinformował dziś Adam Niedzielski za pośrednictwem mediów społecznościowych – obecnie „testy można wykonać w 64 aptekach w kraju, a kolejne 19 przesłało dokumenty zgłoszeniowe”.
Pozytywny wynik testu będzie równoznaczny ze skierowaniem pacjenta na kwarantannę, gdyż informację o tym fakcie otrzyma sanepid za pośrednictwem apteki. Warunkiem jest podłączenie apteki do platformy P1. Kolejną barierą w testowaniu jest wymóg posiadania wydzielonego pomieszczenia, które powinno być systematycznie dezynfekowane i wietrzone oraz zapewnienie pracownikom odpowiedniego sprzęt ochrony osobistej (jednorazowe fartuchy ochronne, rękawiczki, środki dezynfekujące czy maseczki ochronne). 

Obecnie nie wiadomo jeszcze jaką stawkę otrzyma apteka za wykonywanie testowania.

Listę aptek, które przeprowadzają testy antygenowe można znaleźć na stronie:
https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/zrob-test-antygenowy-w-aptece

źródło: redakcja

Zgodnie z zapowiedziami ministra zdrowia, od czwartku 27 stycznia w aptekach powinny być dostępne bezpłatne testy antygenowe w kierunku COVID-19. Jak się okazuje faktyczna dostępność do testowania na starcie tego rozwiązania jest bardzo niewielka. Jak poinformował dziś Adam Niedzielski za pośrednictwem mediów społecznościowych – obecnie „testy można wykonać w 64 aptekach w kraju, a kolejne 19 przesłało dokumenty zgłoszeniowe”.
Pozytywny wynik testu będzie równoznaczny ze skierowaniem pacjenta na kwarantannę, gdyż informację o tym fakcie otrzyma sanepid za pośrednictwem apteki. Warunkiem jest podłączenie apteki do platformy P1. Kolejną barierą w testowaniu jest wymóg posiadania wydzielonego pomieszczenia, które powinno być systematycznie dezynfekowane i wietrzone oraz zapewnienie pracownikom odpowiedniego sprzęt ochrony osobistej (jednorazowe fartuchy ochronne, rękawiczki, środki dezynfekujące czy maseczki ochronne). 

Obecnie nie wiadomo jeszcze jaką stawkę otrzyma apteka za wykonywanie testowania.

Listę aptek, które przeprowadzają testy antygenowe można znaleźć na stronie:
https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/zrob-test-antygenowy-w-aptece

źródło: redakcja

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku odkryli gen, który odpowiada za predyspozycje do ciężkiego przechodzenia COVID-19. Konsekwencją tego odkrycia ma być opracowanie jeszcze w tym roku testu genetycznego, który pozwoli na szybką identyfikację czy pacjent jest obciążony wysokim ryzykiem.
To ważny dzień dla zdrowia Polaków. Udało nam się zidentyfikować poważny element ryzyka, jeśli chodzi o ciężkie zachorowanie na Covid-19. Jest to gen, który decyduje o tym, czy osoba zakażona koronawirusem w ciężki sposób przejdzie chorobę. – powiedział minister zdrowia, Adam Niedzielski na konferencji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku w czwartek 13 stycznia.

– Do tej pory wskazywaliśmy wiek i otyłość jako odpowiedzialne za ciężkie przechodzenie Covid-19. Dzięki półtorarocznej pracy naukowców, sfinansowanej przez Agencję Badań Medycznych, będziemy identyfikować osoby narażone na ciężkie przechorowanie. – dodał minister. – Konsekwencją odkrycia tego genu będzie stworzenie odpowiedniego testu genetycznego, który będzie – jak PCR – szybko identyfikował, czy pacjent ma ten gen i czy jest obciążony większym ryzykiem.

– Wchodzimy obecnie na ścieżkę wdrożenia, umożlwiającą jeszcze lepszą opiekę nad pacjentami, którzy wymagają szczególnej uwagi. – podkreślił Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych.

źródło: MZ

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku odkryli gen, który odpowiada za predyspozycje do ciężkiego przechodzenia COVID-19. Konsekwencją tego odkrycia ma być opracowanie jeszcze w tym roku testu genetycznego, który pozwoli na szybką identyfikację czy pacjent jest obciążony wysokim ryzykiem.
To ważny dzień dla zdrowia Polaków. Udało nam się zidentyfikować poważny element ryzyka, jeśli chodzi o ciężkie zachorowanie na Covid-19. Jest to gen, który decyduje o tym, czy osoba zakażona koronawirusem w ciężki sposób przejdzie chorobę. – powiedział minister zdrowia, Adam Niedzielski na konferencji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku w czwartek 13 stycznia.

– Do tej pory wskazywaliśmy wiek i otyłość jako odpowiedzialne za ciężkie przechodzenie Covid-19. Dzięki półtorarocznej pracy naukowców, sfinansowanej przez Agencję Badań Medycznych, będziemy identyfikować osoby narażone na ciężkie przechorowanie. – dodał minister. – Konsekwencją odkrycia tego genu będzie stworzenie odpowiedniego testu genetycznego, który będzie – jak PCR – szybko identyfikował, czy pacjent ma ten gen i czy jest obciążony większym ryzykiem.

– Wchodzimy obecnie na ścieżkę wdrożenia, umożlwiającą jeszcze lepszą opiekę nad pacjentami, którzy wymagają szczególnej uwagi. – podkreślił Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych.

źródło: MZ