Medicalpress
AI coraz śmielej wkracza do diagnostyki, badań klinicznych, zarządzania placówkami medycznymi i komunikacji z pacjentami. Podczas konferencji AI&MEDTECH CEE eksperci zgodnie podkreślali jednak, że o sukcesie technologicznej transformacji nie zdecydują same algorytmy, lecz jakość danych, odpowiednie regulacje, bezpieczeństwo pacjentów i umiejętne włączenie sztucznej inteligencji do codziennej praktyki klinicznej.
09 czerwca 2026 roku w Centrum Konferencyjnym ADN odbyła się VI edycja konferencji AI&MEDTECH CEE, poświęcona sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. Podczas konferencji przedstawiciele administracji publicznej, instytucji zdrowotnych, środowiska naukowego oraz firm technologicznych dyskutowali o możliwościach i wyzwaniach związanych z wdrażaniem AI.

Otwierając część merytoryczną, Tomasz Maciejewski, Podsekretarz Stanu Ministerstwa Zdrowia zaznaczył, że dyskusja o AI w medycynie nie dotyczy już odległej przyszłości. „Sztuczna inteligencja to już nie jest futurystyka. To już nie jest dyskusja o odległej przyszłości, bo to się już dzieje tu i teraz” – mówił.

Podczas rozmowy moderowanej przez Dianę Żochowską z Tomaszem Maciejewskim dyskutowano o tym, czy obecne polityki publiczne są w stanie nadążyć za tempem rozwoju technologii. Jednym z najważniejszych tematów była potrzeba tworzenia regulacji, które jednocześnie wspierają innowacje i gwarantują bezpieczeństwo pacjentów.

Istotnym wątkiem konferencji była rola państwa i instytucji publicznych w tworzeniu warunków dla bezpiecznego wdrażania AI. Ewelina Gładki, Kierująca realizacją budowy Platformy Usług Inteligentnych w Centrum e-Zdrowia zaprezentowała PUI jako centralny system umożliwiający podmiotom leczniczym korzystanie z certyfikowanych modeli AI bez konieczności samodzielnego budowania złożonej infrastruktury. Jak wskazano, celem platformy jest wsparcie diagnostyki, szczególnie w obszarach, w których występują niedobory specjalistów. „Sztuczna inteligencja ma pomóc i wesprzeć radiologa, aby mógł skupić się na tym, co najbardziej istotne” – podkreślała podczas prezentacji.

Joanna Miszczak, Kierownik Działu Raportów i Działu JGP, Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji omówiła zagadnienia związane z wyceną innowacyjnych wyrobów medycznych. Wskazała, że rozwój sztucznej inteligencji wymaga również zmian w mechanizmach finansowania i oceny nowych technologii. Temat finansowania systemu ochrony zdrowia został rozwinięty podczas rozmowy Diany Żochowskiej z Michałem Dzięgielewskim, Pełnomocnikiem Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Dyskusja dotyczyła możliwości finansowania rozwiązań cyfrowych oraz tworzenia zachęt dla placówek wdrażających innowacje.

W części dotyczącej polityk publicznych zwrócono uwagę na potrzebę strategicznego podejścia do rozwoju AI. Mariola Jóźwiak-Węclewska z Ministerstwa Cyfryzacji mówiła o polityce rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku, wskazując, że ochrona zdrowia jest jednym z kluczowych obszarów dla państwa. „Technologia ma służyć człowiekowi” – przypomniano podczas wystąpienia, podkreślając, że regulacje, finansowanie i współpraca nauki z biznesem muszą tworzyć spójny ekosystem wdrożeń.

Duże zainteresowanie wzbudziła debata Ligii Kornowskiej, Liderki Koalicji AI w Zdrowiu z udziałem Aleksandry Grajkowskiej, Digital & Innovation Head w Novartis poświęcona relacjom między sektorem farmaceutycznym a firmami technologicznymi. Uczestnicy zgodzili się, że sztuczna inteligencja zmienia sposób prowadzenia badań klinicznych, analizowania danych oraz projektowania nowych terapii. Jednocześnie podkreślano, że skuteczne wykorzystanie AI wymaga współpracy pomiędzy firmami farmaceutycznymi, startupami i dostawcami technologii.

Silnie wybrzmiał także temat odpowiedzialności. W dyskusji prowadzonej przez Ligię Kornowską z Jędrzejem Stępniowskim, Partnerem w kancelarii dotlaw oraz Danielem Kaźmierczakiem z Teleradiologia24, o poradniku nabywcy AI wskazywano, że nawet najlepszy algorytm nie zdejmuje odpowiedzialności z placówki i lekarza. To szczególnie ważne w kontekście zamawiania, oceny i wdrażania narzędzi AI w podmiotach leczniczych. Warto zaznaczyć, że konsultacje publiczne nad Poradnikiem Nabywcy AI już trwają. Więcej informacji jest na stronie www.aiwzdrowiu.pl

Druga część konferencji koncentrowała się na praktycznych zastosowaniach. Karolina Tądel z Ministerstwa Zdrowia podkreślała, że wdrożenia nie powinny zaczynać się od fascynacji technologią, lecz od dobrze zdefiniowanego problemu, jakości danych i procesu decyzyjnego. „Podejście od danych do decyzji jest kluczowe” – mówiła, zaznaczając, że AI nie naprawi automatycznie luk organizacyjnych, jeśli wcześniej nie zostaną opisane procesy i potrzeby systemu.

Maciej Szymczyk, CEO Medmetrix, zwrócił uwagę, że pacjent nie potrzebuje kolejnej aplikacji, lecz rozwiązań prowadzących do realnej poprawy doświadczeń związanych z leczeniem.

Ewa Owerczuk, wolontariuszka Fundacji K.I.D.S. przedstawiła konkurs „Dziecięcy Szpital Przyszłości”, pokazując, że innowacje mogą być rozwijane również dla najmłodszych pacjentów.
Zuzanna Nowak-Życzyńska z Agencji Badań Medycznych omówiła rolę ABM w finansowaniu innowacji cyfrowych oraz wspieraniu rozwoju nowych technologii medycznych.
Jakub Musiałek, CEO Pixel Technology przedstawił proces budowania modeli AI w medycynie, podkreślając znaczenie jakości danych oraz współpracy ekspertów klinicznych z zespołami technologicznymi.
Jakub Kozak, CEO i współzałożyciel Datlowe, przedstawił perspektywę wykorzystania danych do wcześniejszego zarządzania ryzykiem w szpitalach. W jego wystąpieniu AI została pokazana jako narzędzie, które może przekształcać dane w działania prewencyjne. „Porozmawiajmy o tym, jak możemy przekształcać dane w zapobieganie” – mówił, wskazując, że cyfryzacja szpitali nie powinna kończyć się na gromadzeniu informacji, ale prowadzić do lepszych decyzji operacyjnych i klinicznych. “Podmioty lecznicze każdego dnia generują ogromne ilości danych. AI może przynosić praktyczną wartość szpitalom, pacjentom i jakości opieki wtedy, gdy pomaga w sposób ciągły analizować te dane i przekładać je na działania podejmowane we właściwym czasie: umożliwiając wcześniejszą identyfikację ryzyk, skupienie uwagi tam, gdzie ma to największe znaczenie, oraz przejście od analizy retrospektywnej do ukierunkowanej prewencji”, powiedział.

Konferencja nie unikała także tematów trudnych. Milena Szuchnik-Kamińska, Radca Prawny w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta ostrzegała przed zjawiskiem „fałszywych lekarzy AI”, czyli systemów, które wyglądają jak konsultacja medyczna, ale nie podlegają takim samym zasadom jak lekarz czy świadczenie zdrowotne. „Ten lekarz nie istnieje. Nie ma prawa wykonywania zawodu. Nie podlega odpowiedzialności zawodowej. Nie obowiązuje go tajemnica lekarska” – mówiła.

Jędrzej Stępniowski, Partner w kancelarii DotLaw przedstawił konsekwencje wdrażania AI Act dla sektora ochrony zdrowia, wskazując na nowe obowiązki producentów i użytkowników systemów wysokiego ryzyka.

Regulacyjny wymiar wdrożeń AI omówił Tomasz Koeber z URPL, wskazując, że oprogramowanie wykorzystujące AI może być wyrobem medycznym, jeśli jego przewidziane zastosowanie obejmuje diagnozowanie, monitorowanie, przewidywanie lub wspieranie decyzji terapeutycznych. „Kluczowe jest przewidziane zastosowanie, czyli do czego oprogramowanie jest przeznaczone” – podkreślił.

Konrad Komornicki z UODO przypomniał o konieczności zachowania równowagi pomiędzy innowacyjnością a ochroną prywatności pacjentów.

Konferencję zamknął Wojciech Kusa z NASK, który mówił o suwerenności technologicznej i znaczeniu polskich modeli językowych. Wskazał, że AI staje się nową warstwą infrastruktury, podobnie jak kiedyś elektryczność, internet czy chmura.

Najważniejszym przesłaniem konferencji było przejście od entuzjazmu do dojrzałości. AI w ochronie zdrowia nie jest już wyłącznie obietnicą. Jest narzędziem, które może wspierać diagnostykę, zarządzanie, analizę danych i komunikację z pacjentem. Warunkiem sukcesu pozostaje jednak odpowiedzialne wdrażanie: oparte na danych, zgodne z regulacjami, bezpieczne dla pacjenta i podporządkowane zasadzie, że technologia ma wspierać człowieka, a nie go zastępować.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie www.aiwzdrowiu.pl

Źródło: inf pras

Pacjent z niewydolnością serca trafia do szpitala, jest skutecznie leczony, po czym wraca do domu bez zapewnionej dalszej opieki. W tym czasie system wydaje ponad 90 proc. środków właśnie na hospitalizacje, zamiast na leczenie ambulatoryjne i monitorowanie choroby. Eksperci nie mają wątpliwości: to model, który generuje kolejne zaostrzenia i kolejne przyjęcia do szpitala. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii wskazano wprost – rozwiązania są znane, ale nadal nie są wdrażane.
Eksperci uczestniczący w posiedzeniu byli zgodni, że dalsze utrzymywanie obecnego modelu będzie pogłębiało zarówno obciążenie kliniczne, jak i ekonomiczne. W centrum rozmowy znalazły się więc nie tylko dane o skali niewydolności serca, ale także pytanie, dlaczego pacjent nadal trafia do systemu zbyt późno, a po hospitalizacji zbyt często nie otrzymuje opieki adekwatnej do ryzyka zaostrzenia choroby.

Rosnąca skala problemu i kosztów

Dane Narodowego Funduszu Zdrowia nie pozostawiają wątpliwości co do skali problemu niewydolności serca w Polsce. Jak zaznaczył Anatol Gołąb, główny specjalista w Departamencie Analiz, Monitorowania Jakości i Optymalizacji Świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia, „liczba pacjentów z niewydolnością serca w Polsce systematycznie rośnie. Widzimy to konsekwentnie od 2016 roku, niezależnie od poziomu opieki”, a po okresie pandemii system wrócił do trendu wzrostowego również w lecznictwie szpitalnym. Jednocześnie struktura kosztów pozostaje niezmienna: „około 90% wydatków związanych z leczeniem niewydolności serca przypada na lecznictwo szpitalne”, podczas gdy opieka ambulatoryjna i POZ generują jedynie marginalną część kosztów.

Ten obraz potwierdzała prof. Agnieszka Pawlak, zastępca Kierownika Kliniki Kardiologii, Kierownik Pododdziału Niewydolności Serca i Transplantologii PIM MSWiA, która zwróciła uwagę, że mimo skutecznego leczenia w warunkach szpitalnych system nie potrafi utrzymać efektów terapii. „Pacjent z niewydolnością serca jest skutecznie leczony w warunkach szpitalnych – to leczenie ratuje życie. Problem polega jednak na tym, że ten efekt często zostaje później zaprzepaszczony, ponieważ brakuje ciągłości opieki po wypisie. To właśnie ten moment jest najsłabszym ogniwem całego systemu” – mówiła.

Skala obciążenia jest ogromna. „W 2024 roku było to około 660 tysięcy osób hospitalizowanych z powodu niewydolności serca” – przypomniała prof. Pawlak, dodając, że rosnąca liczba świadczeń przekłada się bezpośrednio na wzrost kosztów systemowych. Jednocześnie wiadomo, że znaczną część hospitalizacji można byłoby uniknąć. „Znaczna część hospitalizacji wynika z zaostrzeń choroby, często związanych z retencją płynów, którym można by zapobiec poprzez skuteczne monitorowanie i leczenie ambulatoryjne”.

Na złożoność tych zaostrzeń zwracała uwagę także prof. Renata Główczyńska, konsultant wojewódzka w dziedzinie intensywnej terapii, podkreślając, że niewydolność serca nie jest jednorodnym schorzeniem. „Jednym z podstawowych mitów jest przekonanie, że niewydolność serca to wyłącznie problem lewej komory. Tymczasem musimy pamiętać o niewydolności prawokomorowej, nadciśnieniu płucnym czy ciężkich wadach zastawkowych, które istotnie pogarszają rokowanie i zwiększają ryzyko hospitalizacji”.

Luka po wypisie: krytyczne 14 dni dla pacjenta z niewydolnością serca

Najbardziej krytyczny moment w ścieżce pacjenta to okres bezpośrednio po hospitalizacji. Prof. Jadwiga Nessler, kierownik Oddziału Klinicznego Choroby Wieńcowej i Niewydolności Serca Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. św. Jana Pawła II, nie pozostawiła tu miejsca na wątpliwości: „Pacjent wypisywany ze szpitala trafia w lukę systemową, bo nie ma zapewnionej ciągłości opieki. Efekt jest taki, że nawet 50 proc. chorych wraca do szpitala w ciągu 30 dni, a część z nich w tym czasie umiera”.

Kluczowym elementem, który w tej dyskusji powracał wielokrotnie, była potrzeba zapewnienia pacjentowi realnej kontroli w krótkim czasie po wypisie ze szpitala – najlepiej w ciągu 14 dni.  Prof. Pawlak mówiła wprost: „Pacjent wychodzący ze szpitala powinien dostać wizytę w 14. dniu (…) Na razie ciągle rozmawiamy o tym, że coś będzie, że coś powstanie, że coś się wdroży. Tymczasem pacjenci nam umierają”.

Podobnie senator Gorgoń-Komor zwracała uwagę, że bez realnej dostępności do opieki ambulatoryjnej system pozostaje niewydolny organizacyjnie. „Nie możemy powiedzieć pacjentowi: proszę czekać w kolejce. Co ma zrobić, jeśli w tym czasie się zaostrzy? Ma jechać na SOR? Gdzie on ma być w systemie?” – pytała, wskazując, że brak szybkiej wizyty kontrolnej oznacza w praktyce powrót do hospitalizacji.

Od „gaszenia pożarów” do zarządzania chorobą

Wielu ekspertów podkreślało, że obecny model opieki nad pacjentem z niewydolnością serca ma charakter reaktywny. Prof. Paweł Rubiś, Przewodniczący Asocjacji Niewydolności Serca PTK, trafnie opisał tę sytuację jako „model gaszenia pożarów”, w którym pacjent trafia do szpitala dopiero w momencie zaostrzenia, a wcześniej nie jest objęty odpowiednim nadzorem.

„Choć hospitalizacje stanowią około jednej czwartej świadczeń, generują aż 90 proc. kosztów leczenia niewydolności serca” – zaznaczył, wskazując jednocześnie, że kluczowe jest przesunięcie ciężaru opieki na wcześniejsze etapy choroby. Jednym z proponowanych rozwiązań są oddziały jednodniowe i szybkie interwencje ambulatoryjne. „Pacjent przychodzi rano, jest szybko oceniany, otrzymuje leczenie – najczęściej diuretyczne – i wraca do domu tego samego dnia. To realna alternatywa dla hospitalizacji”.

Jak podkreślała prof. Pawlak, „możemy przejść od modelu reaktywnego – czyli leczenia zaostrzeń w szpitalu – do modelu proaktywnego, opartego na wczesnym wykrywaniu pogorszenia i interwencji w warunkach domowych”.

Koordynacja i cyfryzacja: rozwiązania są znane

Po stronie Ministerstwa Zdrowia odpowiedzią na te wyzwania ma być Krajowa Sieć Kardiologiczna oraz rozwój narzędzi cyfrowych. Piotr Czerwonka, naczelnik Wydziału Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia w Departamencie Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia, podkreślał, że celem jest „prowadzenie pacjenta w sposób zaplanowany i ciągły, a nie tylko w momentach zaostrzenia choroby”, a kluczową rolę mają odegrać koordynatorzy opieki.

Istotnym elementem systemu ma być elektroniczna karta opieki kardiologicznej (EKOK), której obligatoryjne wdrożenie planowane jest na 2028 rok, choć – jak zaznaczył Czerwonka – już teraz trwają prace pilotażowe i szkoleniowe. „Mam nadzieję, że jeszcze po wakacjach będziemy mogli pokazać pierwsze efekty tych prac” – deklarował.

Równolegle rozwijana jest platforma domowej opieki medycznej. „Informacje będą automatycznie zaciągane do systemu. Lekarz i koordynator będą je widzieli, a docelowo pojawią się także powiadomienia związane ze zmianami parametrów, takich jak masa ciała czy ciśnienie” – mówił przedstawiciel MZ.

Jednak w dyskusji wyraźnie wybrzmiała potrzeba doprecyzowania, jak nowe rozwiązania – zwłaszcza w obszarze innowacji i wyrobów medycznych – będą w praktyce włączane do systemu opieki nad pacjentem.
 
Pacjent w systemie: nadal zagubiony

W centrum tej dyskusji pozostaje pacjent – i to, co dzieje się z nim po zakończeniu leczenia szpitalnego. Jak mówi Tomasz Łaszcz, koordynator Sekcji Niewydolności Serca Fundacji TO SIĘ LECZY, „pacjent jest dziś chory, dziś musi być leczony i dziś bardzo często jest zagubiony w systemie, który go po prostu gubi”, co dobrze oddaje doświadczenie wielu chorych pozostawionych po wypisie bez realnego wsparcia.

Najbardziej widocznym problemem jest dostęp do dalszej opieki. „Jeżeli po hospitalizacji pacjent ma czekać pół roku na wizytę u kardiologa, to znaczy, że ten system po prostu nie działa” – podkreśla Łaszcz, wskazując, że ścieżka leczenia powinna być zaplanowana już na etapie wypisu ze szpitala, tak aby pacjent miał zapewnioną ciągłość opieki i konkretne terminy kolejnych wizyt.

Problem ten ma również wymiar systemowy. Jak wskazuje prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, udział ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w leczeniu pacjentów z niewydolnością serca pozostaje niewystarczający, a sama choroba często rozpoznawana jest dopiero w warunkach szpitalnych. „Jeżeli pacjent z podejrzeniem niewydolności serca chciałby zapisać się planowo do kardiologa, to realnie musi liczyć się z czasem oczekiwania rzędu 100–200 dni, a w niektórych regionach nawet blisko 300 dni”.

Jak dodaje, przeciętny pacjent trafia do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej zaledwie około dwóch razy, co rodzi pytanie o realną możliwość prowadzenia skutecznej kontroli choroby.

Do tego dochodzi wymiar psychologiczny choroby. „Pacjenci po rozpoznaniu niewydolności serca bardzo często są przerażeni. Ta diagnoza dla wielu z nich brzmi niemal jak diagnoza onkologiczna”, co przekłada się na dezorientację i trudności w podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.

Na znaczenie prostych rozwiązań organizacyjnych zwraca uwagę także Marek Kustosz z Fundacji TO SIĘ LECZY: „Koordynacja nie musi być od razu czymś bardzo kosztownym, a może rozwiązać ogromną część problemów. Ważne jest też, żeby taka pomoc pojawiała się jak najwcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pacjent już zdąży się zgubić w systemie”.

Jednocześnie w systemie istnieją zasoby, które mogłyby odciążyć lekarzy i poprawić ciągłość opieki. Jak podkreśla dr Ewa Molka, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, „pielęgniarki od lat mają kompetencje do ordynowania leków, kierowania na badania i prowadzenia części procesu diagnostyczno-terapeutycznego. System jednak nie wykorzystuje tego potencjału”.

Model opieki – jak zaznacza – powinien zakładać większe włączenie pielęgniarek w prowadzenie stabilnych pacjentów. „Część wizyt w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej to wizyty kontrolne, które mogłyby być prowadzone przez pielęgniarki. Szacunkowo nawet 15% tych świadczeń można byłoby w ten sposób odciążyć lekarzy”.

Dyskusja pokazała również niespójność w zakresie opieki koordynowanej. Jak wskazywano, obejmuje ona obecnie około połowy placówek podstawowej opieki zdrowotnej – według różnych szacunków około 51% – co oznacza, że znaczna część pacjentów nadal pozostaje poza tym modelem.

Ekonomia i rynek pracy: rosnące konsekwencje

Konsekwencje niewydolności serca wyraźnie widać również poza systemem ochrony zdrowia. Dane ZUS pokazują rosnące obciążenie dla gospodarki. Jak wskazał dr Piotr Winciunas, naczelny lekarz ZUS, „liczba dni absencji chorobowej spowodowanej niewydolnością serca wzrosła z 617 tysięcy dni w 2020 roku do 768 tysięcy w roku ubiegłym”, a liczba pacjentów objętych zwolnieniami wzrosła z 11 do 16 tysięcy.

Jednocześnie pojawia się pewien pozytywny sygnał: „liczba osób przechodzących na rentę spadła – z około 14 tysięcy do 12,3 tysiąca”, co może świadczyć o skuteczniejszym leczeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że koszty systemowe rosną – z 304 mln zł w 2020 roku do 466 mln zł obecnie.

System, który trzeba zmierzyć

Bez mierzenia efektów leczenia nie da się mówić o realnej zmianie systemu ochrony zdrowia. Jak podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia oraz dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, bez jasno określonych wskaźników klinicznych reformy pozostają jedynie deklaracjami. „Jeśli wprowadzamy ścieżkę pacjenta, to musimy równocześnie jasno zdefiniować parametry kliniczne (…) Bez tego my się po prostu oszukujemy”.

Ten sam problem dotyczy nowych programów zdrowotnych. Odnosząc się do programu „Moje Zdrowie”, zwraca uwagę, że brak obowiązku raportowania efektów uniemożliwia realną ocenę jego skuteczności. „To będzie kolejna wielka inwestycja, która być może przyniesie zwrot, ale my nie będziemy umieli powiedzieć, jaki to jest zwrot”.

W szerszym ujęciu dobrze zorganizowana opieka zdrowotna powinna – jak wskazuje – opierać się na trzech filarach: „kompleksowości, koordynacji i orientacji na wynik leczenia”. Tymczasem w praktyce system wciąż koncentruje się na zarządzaniu zasobami, a nie na osiąganych efektach zdrowotnych. „Dziś zbyt często organizujemy system nie po to, by osiągać najlepsze efekty zdrowotne, ale by efektywnie zarządzać zasobami”.

W przypadku niewydolności serca te proporcje są szczególnie wyraźne. „W Europie hospitalizacje generują średnio około 65% kosztów leczenia niewydolności serca. W Polsce jest to ponad 95%. To jest jeden z najważniejszych wskaźników, który powinniśmy monitorować, bo pokazuje, czy system się zmienia”. Jeśli jego udział nie spada, oznacza to, że wprowadzane rozwiązania nie przekładają się na rzeczywistą poprawę funkcjonowania systemu.

Zmiana wymaga nie tylko nowych narzędzi, ale także innego podejścia do finansowania opieki. „Nie powinniśmy finansować pojedynczych procedur, tylko całe plany opieki. To jest fundament nowoczesnych systemów ochrony zdrowia”. Jak podkreśla, Polska ma już doświadczenia pokazujące, że taki model może działać. „Mamy własny przykład – KOS-zawał. To dowód, że w Polsce można stworzyć skuteczny, zintegrowany model opieki, który przynosi realne efekty zdrowotne i ekonomiczne”.

Punkt krytyczny: decyzje zamiast dyskusji

Cała dyskusja prowadzi do jednego wniosku: problem niewydolności serca nie polega już na braku wiedzy czy narzędzi, ale na braku zdecydowanych działań. Jak podsumowała senator Gorgoń-Komor,to już nie jest czas na dyskusję, tylko na podejmowanie decyzji”.

Eksperci są zgodni, że model hospitalocentryczny jest nie do utrzymania – zarówno klinicznie, jak i ekonomicznie. System musi przejść w stronę zintegrowanej opieki ambulatoryjnej, aktywnego monitorowania pacjenta i realnej koordynacji leczenia. Pytanie, które pozostało po tym spotkaniu, nie dotyczy już tego, co należy zrobić, ale jak szybko państwo będzie w stanie to wdrożyć – i czy zdąży przed kolejną falą rosnącej liczby pacjentów.
 
Materiał redakcyjny opracowany na podstawie wypowiedzi uczestników posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii, które odbyło się 17 kwietnia 2026 r. w Senacie RP

Polski rynek medycznych konopi przestał być niszowym marginesem farmakoterapii. Skala importu rośnie, liczba zarejestrowanych surowców zwiększa się, a zapotrzebowanie pacjentów jest dziś na tyle duże, że Polska należy już do największych rynków europejskich. Jednocześnie cały system nadal opiera się niemal wyłącznie na produkcie sprowadzanym z zagranicy, kosztownym i podatnym na zakłócenia logistyczne. W efekcie pacjent funkcjonuje w rzeczywistości, w której lek formalnie jest dostępny, ale w praktyce jego ciągłość, cena i organizacja terapii pozostają obciążone wieloma barierami.

Z dyskusji wokół obowiązujących przepisów wyłania się obraz rynku rozwijającego się szybciej niż krajowe instrumenty prawne i organizacyjne. Teoretycznie Polska od lat posiada podstawę ustawową umożliwiającą prowadzenie upraw medycznych konopi. W praktyce jednak nie przełożyło się to dotąd na realną i stabilną obecność krajowego surowca w aptekach. Powstał więc paradoks: państwo dopuściło medyczne wykorzystanie konopi, ale jednocześnie skonstruowało model, który nie doprowadził do zbudowania sprawnego krajowego łańcucha produkcji.

Pacjenci między importem a dostępnością terapii

Najbardziej odczuwają to pacjenci. Maciej Pawłowski, reprezentujący Stowarzyszenie Pacjentów Konopnych, zwracał uwagę, że rynek wciąż jest zakładnikiem importu, a to oznacza nie tylko wysokie ceny, lecz także problemy z ciągłością terapii. Jak podkreślał, „Często dochodzi do sytuacji, w której pacjent nie może kupić w aptece swojego leku z konopi, ponieważ producent boryka się z problemami importowymi.”. W jego ocenie dla osób leczonych przewlekle nie jest to jedynie niedogodność organizacyjna, ale realny problem terapeutyczny, bo – jak podkreśla – „pacjent musi przyjmować lek stale, nie może dochodzić do przerw w terapii”. Z tej perspektywy dyskusja o modelu uprawy nie jest sporem wyłącznie ustrojowym czy gospodarczym, lecz pytaniem o bezpieczeństwo i przewidywalność leczenia.

Do problemu dostępności dochodzi kwestia ceny. Mec. Daniel Wójtowicz wskazywał, że mimo nowelizacji przepisów w polskich aptekach nadal nie ma krajowej marihuany medycznej, a ta obecna na rynku jest droga. Jak mówił, „dzisiaj jeden gram marihuany medycznej kosztuje średnio około 65 zł, co sprawia, że koszt miesięcznej kuracji może sięgać nawet 1000 zł”. W jego ocenie koszt wytworzenia surowca w Polsce mógłby być realnie znacznie niższy, ale obowiązujący model prawny nie stworzył dotąd warunków do tego, by krajowa produkcja rzeczywiście ruszyła na większą skalę.

W ostatnich latach wolumen importu systematycznie rósł, a Polska stała się trzecim największym rynkiem medycznych konopi w Europie. Jednocześnie – jak zwracał uwagę Maciej Pawłowski – „0 g pochodzi z surowca krajowego”. Ten kontrast dobrze oddaje obecną sytuację: rynek istnieje, pacjenci są, pieniądze krążą, ale produkcja wciąż pozostaje poza Polską.

Regulacje, które nie doprowadziły do powstania krajowej produkcji

Wśród powodów tego stanu rzeczy najczęściej pojawia się konstrukcja art. 49a ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który dopuścił uprawę konopi innych niż włókniste wyłącznie przez państwowe instytuty badawcze, po uzyskaniu zezwolenia Głównego Inspektora Farmaceutycznego. W założeniu miał to być model bezpieczny, ściśle kontrolowany i nastawiony na potrzeby polskich pacjentów. W praktyce okazał się jednak rozwiązaniem trudnym do wdrożenia. Jak argumentował mec. Wójtowicz, instytuty zazwyczaj nie dysponują ani własną infrastrukturą, ani odpowiednim finansowaniem, a więc są zmuszone budować skomplikowane modele współpracy z podmiotami zewnętrznymi. To wydłuża cały proces o kolejne konkursy, negocjacje, przygotowanie dokumentacji, procedury administracyjne, kontrole zabezpieczeń, sprowadzenie materiału roślinnego i dalsze etapy prowadzące dopiero do rozpoczęcia uprawy.

Instytuty między misją publiczną a realiami finansowymi

W tej perspektywie problem nie sprowadza się do samego formalnego zakazu działania przez prywatnych producentów. Równie ważne jest to, że państwowe instytuty, którym powierzono tę misję, muszą często wykonywać ją w warunkach niedostosowanych do realiów przedsięwzięcia wymagającego wysokich nakładów, infrastruktury i specjalistycznego zaplecza technologicznego. Dr inż. Przemysław Baraniecki z Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich Państwowego Instytutu Badawczego podkreśla, że „najistotniejszym problemem dla nas były i wciąż pozostają kwestie finansowe”. Jak zaznaczał, wysokość nakładów potrzebnych do uruchomienia takiego przedsięwzięcia okazała się dla instytutu zaporowa. „Nie mogliśmy sobie pozwolić ani na finansowanie z własnych środków, ani na zaciągnięcie tak dużego kredytu, który pozwoliłby sfinansować to przedsięwzięcie” – wyjaśniał, dodając, że w jego instytucie prace nad projektem ostatecznie nie są dziś kontynuowane.

Z kolei przedstawiciel Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach podkreślał, że ich zespół prowadzi projekt samodzielnie, na własny koszt i we własnym modelu organizacyjnym. Instytut korzysta wprawdzie z wydzierżawionego obiektu, ale – jak zaznaczono – bez powierzania zasadniczej części przedsięwzięcia zewnętrznemu wykonawcy. Według przedstawionych informacji instytut jest już zaawansowany w badaniach stabilności dwóch odmian i liczy na szybkie przejście do etapu rejestracji surowców farmaceutycznych.

Pokazuje to jednak, że tylko część instytutów jest w stanie zbudować odpowiednie zaplecze organizacyjne i finansowe. W praktyce obecny model sprawia, że uruchomienie produkcji staje się procesem długim, kosztownym i zależnym od zdolności konkretnej jednostki do samodzielnego udźwignięcia takiego przedsięwzięcia.

Spór o otwarcie rynku na podmioty prywatne

Na tym tle wraca pytanie o ewentualne otwarcie rynku na podmioty prywatne. Zwolennicy tej zmiany wskazują, że skoro obowiązujące wymogi dotyczące zabezpieczeń, kontroli i zezwoleń pozostają rygorystyczne, to nie ma przekonującego uzasadnienia, by samo prawo do wystąpienia o zgodę na uprawę było ograniczone wyłącznie do państwowych instytutów badawczych. Taką logikę prezentował m.in. poseł Przemysław Wipler, który pytał przedstawicieli administracji, czy przy zachowaniu wszystkich pozostałych rygorów deregulacja w zakresie kręgu uprawnionych podmiotów niosłaby realne ryzyka dla państwa. W jego ocenie obecna konstrukcja tworzy „biurokratyczne, niepotrzebne pośrednictwo”, a Polska, mimo korzystnych warunków, oddaje w praktyce cały rynek podmiotom zagranicznym.

Główny Inspektorat Farmaceutyczny nie zajął w tej sprawie stanowiska politycznego, ale sygnalizował, że temat wymaga analizy międzyresortowej. Magdalena Rychter, dyrektor Departamentu Nadzoru Farmaceutycznego GIF, przypominała, że organ jest przede wszystkim wykonawczy i działa w granicach obowiązującej ustawy. Zaznaczała jednocześnie, że sama uprawa substancji narkotycznej musi pozostawać pod odpowiednim nadzorem i że wymagania w tym zakresie „nie są na wyrost”. Dodała jednak, że przy właściwych zabezpieczeniach i dobrze zaprojektowanych regulacjach zmiany nie są wykluczone. 

Z drugiej strony część instytutów badawczych broniła obecnego rozwiązania. Przedstawiciel Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego argumentował, że prywatne podmioty są nastawione przede wszystkim na zysk, podczas gdy intencją ustawodawcy było zabezpieczenie potrzeb polskiego rynku i polskich pacjentów. W jego ocenie instytuty są w stanie docelowo zaspokoić krajowe zapotrzebowanie, zachowując przy tym reżimy bezpieczeństwa i przejrzystość działania. 

Dostęp do terapii i skutki ograniczenia „receptomatów”

Obok kwestii uprawy wyraźnie wybrzmiał także problem dostępu do leczenia na poziomie lekarz–pacjent. Maciej Pawłowski zwracał uwagę na skutki zmian związanych z ograniczeniem działalności tzw. receptomatów. W jego ocenie sama eliminacja praktyk polegających na wystawianiu recept bez rzeczywistego badania pacjenta była potrzebna, ale sposób interpretacji nowych przepisów doprowadził do nadmiernego ograniczenia telemedycyny. Jak argumentował, uznanie, że badanie osobiste musi oznaczać fizyczną obecność pacjenta i lekarza w jednym pomieszczeniu, uderza szczególnie w osoby z mniejszych miejscowości i w tych pacjentów, którzy nie mają łatwego dostępu do wyspecjalizowanych poradni. Według niego skutek jest taki, że ciężar kontynuacji terapii został w dużej mierze przerzucony na lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy często nie mają odpowiedniego przygotowania do prowadzenia leczenia z użyciem konopi medycznych.

Z perspektywy nadzorczej zwrócono także uwagę na skutki zmian dotyczących tzw. receptomatów. Joanna Sosnowska, naczelnik Wydziału ds. Substancji Kontrolowanych w Departamencie Nadzoru Farmaceutycznego, stwierdziła wprost, że „te zapisy spowodowały, że preskrypcja marihuany w Polsce spadła prawie o 50%”. Ten spadek można oczywiście interpretować na różne sposoby: jako ograniczenie patologii, ale też jako sygnał pogorszenia dostępności legalnej terapii dla części pacjentów. 

Wiedza medyczna i kontekst zdrowia publicznego

Istotną rolę w całej debacie odgrywa także kwestia wiedzy medycznej. Pawłowski mówił o niewielkiej liczbie lekarzy gotowych do pogłębiania kompetencji w tym obszarze i wskazywał, że temat leczenia konopiami medycznymi praktycznie nie funkcjonuje w standardowym kształceniu medycznym. Do tego wątku odniósł się także dr n. społ. Artur Malczewski z Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, przypominając, że w 2022 roku na zlecenie KCPU powstała publikacja „Konopie i medyczne zastosowanie kanabinoidów. Praktyczne rekomendacje”. Jak zaznaczał, celem tego opracowania było właśnie dostarczenie środowisku lekarskiemu kompendium wiedzy o możliwych zastosowaniach kanabinoidów w leczeniu różnych chorób. W polskiej debacie medyczne konopie są często omawiane przede wszystkim w kategoriach regulacyjnych i politycznych, podczas gdy bez szerszego zaplecza edukacyjnego nawet najlepsze przepisy nie przełożą się na dojrzałą praktykę kliniczną.

Jednocześnie KCPU przypomina o drugim, znacznie szerszym tle zjawiska, czyli o ryzykach związanych z używaniem marihuany poza kontekstem medycznym. Z przedstawionych danych wynikało, że w grupie 15–16-latków skala używania marihuany spadła między 2019 a 2025 rokiem z 21 proc. do 17 proc., ale w populacji ogólnej odnotowano wzrost zarówno odsetka osób, które próbowały marihuany kiedykolwiek w życiu, jak i tych, które używały jej w ostatnim roku. 

System nadzoru i perspektywa regulacyjna

GIF podkreśla, że w swojej części system stara się działać sprawnie. Magdalena Rychter informowała, że wydano dotąd dwa zezwolenia dotyczące uprawy, z czego jedno pozostaje aktywne, a kolejny wniosek jest procedowany. Zaznaczała też, że wnioski importowe są obecnie rozpatrywane bez opóźnień, a średni czas procedowania skrócił się do około 14 dni. Jednocześnie urząd rozwija narzędzia monitorowania rynku, m.in. przez propozycję raportowania obrotu surowcami farmaceutycznymi do systemu SMOP. Z punktu widzenia nadzoru to ruch racjonalny: skoro rynek rośnie, konieczne jest lepsze śledzenie dystrybucji i wyłapywanie nieprawidłowości.

Rynek, który wciąż czeka na krajowy surowiec

To wszystko nie zmienia jednak podstawowego faktu, że Polska nadal pozostaje rynkiem importowym. Nawet jeśli administracja usprawniła część procedur, a niektóre instytuty są bliżej uruchomienia krajowego surowca niż jeszcze kilka lat temu, system nadal nie zapewnił pacjentom tego, co z perspektywy zdrowotnej i gospodarczej wydaje się najbardziej oczywiste: przewidywalnego, krajowego źródła produktu leczniczego dostępnego w rozsądnej cenie.

Właśnie dlatego dyskusja o medycznych konopiach coraz mniej przypomina spór ideologiczny, a coraz bardziej debatę o jakości regulacji. Dziś nie chodzi już o samo pytanie, czy terapia konopiami medycznymi ma prawo funkcjonować w Polsce, bo to zostało rozstrzygnięte wcześniej. Kluczowe staje się raczej to, czy państwo potrafi zbudować model, który rzeczywiście służy pacjentowi: zapewnia ciągłość leczenia, nie skazuje rynku wyłącznie na import, nie produkuje zbędnych barier biurokratycznych i jednocześnie nie rezygnuje z nadzoru właściwego dla substancji kontrolowanej.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany pt. „Spotkanie z ekspertami dotyczące polskich regulacji prawnych w zakresie uprawy medycznych konopi oraz praktycznego funkcjonowania tego rynku”, 26 marca 2026 r., sala nr 04A, bud. U. Wypowiedzi cytowane w tekście pochodzą z tego posiedzenia.
Początek 2026 roku na Pomorzu przyniósł zapowiedź zmian, które w ochronie zdrowia rzadko mają charakter jedynie kosmetyczny. Skala planowanych inwestycji oraz ich zakres pokazują, że samorząd województwa postawił na rozwiązania, które mają realnie zmienić doświadczenie pacjentów, a nie tylko poprawić statystyki. Od psychiatrii dziecięcej, przez onkologię i kardiologię, po ratownictwo i opiekę specjalistyczną, w wielu obszarach mówimy o przejściu z etapu gaszenia pożarów do budowania trwałej infrastruktury zdrowotnej.
Szczególnie wyraźnie widać to w psychiatrii, od lat jednym z najbardziej niedoinwestowanych segmentów systemu. W regionie, gdzie zapotrzebowanie na pomoc psychologiczną i psychiatryczną rośnie szybciej niż dostępność świadczeń, decyzje inwestycyjne mają znaczenie fundamentalne. Budowa nowoczesnego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży w Gdańsku, gruntowne remonty w Starogardzie Gdańskim oraz modernizacje w Kościerzynie i Dzierżążnie to odpowiedź na realne braki infrastrukturalne, które przez lata pogłębiały kryzys w opiece nad najmłodszymi pacjentami. Równolegle realizowany projekt Pomorskie dla zdrowia, ukierunkowany na wsparcie dzieci i młodzieży z problemami psychicznymi, pokazuje, że inwestycje nie kończą się na murach i sprzęcie, ale obejmują także działania środowiskowe, edukacyjne i profilaktyczne.

Marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk podkreślał, że celem jest pomoc możliwie blisko domu pacjenta i w jego naturalnym otoczeniu. Ten kierunek wpisuje się w szerszy europejski trend odchodzenia od modelu scentralizowanej psychiatrii szpitalnej na rzecz opieki środowiskowej, która pozwala reagować wcześniej i skuteczniej.

Równolegle region inwestuje w obszary, które od lat pozostają filarami zdrowotnych statystyk zachorowalności i umieralności: onkologię oraz choroby układu krążenia. Rozbudowa Gdyńskiego Centrum Onkologii, modernizacja zakładów teleradioterapii i brachyterapii, rozwój diagnostyki obrazowej oraz inwestycje w PET, rezonanse magnetyczne i roboty chirurgiczne to nie tylko zwiększenie potencjału technologicznego, ale także skracanie ścieżki diagnostycznej i terapeutycznej. W regionie, gdzie czas do rozpoznania i leczenia często decyduje o rokowaniu, takie decyzje mają bezpośrednie przełożenie na przeżycia pacjentów.

Wzmocnienie kardiologii w Gdyni, Wejherowie, Słupsku, Kościerzynie i Gdańsku ma podobny wymiar. Modernizacje oddziałów i doposażenie w nowoczesne angiografy, tomografy i systemy diagnostyczne mają poprawić nie tylko dostęp do leczenia, ale także jego jakość i bezpieczeństwo. Jak zaznaczał wicemarszałek Leszek Bonna, nowy sprzęt pozwala szybciej i precyzyjniej diagnozować pacjentów, co w chorobach sercowo-naczyniowych bywa różnicą między pełnym powrotem do zdrowia a trwałą niepełnosprawnością.

Istotnym elementem planu są także inwestycje w szpitalne oddziały ratunkowe. Modernizacje w Wejherowie i Gdyni odpowiadają na problem przeciążenia SOR-ów i warunków, które często utrudniały sprawną pracę zespołów medycznych. W sytuacjach nagłych każda minuta ma znaczenie, a poprawa organizacji pracy i zaplecza technicznego to inwestycja w czas, który ratuje życie.

Na tle tych działań wyróżnia się także projekt Centrum Kompleksowej Opieki nad Dziećmi z Chorobami Reumatycznymi w Sopocie. Skoncentrowanie diagnostyki, leczenia, rehabilitacji i wsparcia psychologicznego w jednym miejscu odpowiada na potrzeby pacjentów, którzy dotychczas musieli poruszać się między wieloma ośrodkami. Taki model opieki skraca kolejki, zmniejsza koszty pośrednie i realnie poprawia jakość życia dzieci i ich rodzin.

Uzupełnieniem inwestycji infrastrukturalnych są programy profilaktyczne i rozwiązania z zakresu teleopieki. Tele-KTG dla kobiet w ciąży z grup ryzyka, bezpłatne szczepienia dla seniorów z chorobami płuc oraz rozwój punktów konsultacyjno-diagnostycznych w zakresie chorób zakaźnych pokazują, że samorząd stawia także na prewencję i wczesne wykrywanie problemów zdrowotnych. To podejście, które w dłuższej perspektywie może przynieść oszczędności całemu systemowi, zmniejszając liczbę hospitalizacji i powikłań.

Pomorskie inwestycje na 2026 rok nie rozwiązują wszystkich problemów ochrony zdrowia, bo te w dużej mierze pozostają w gestii centralnego systemu finansowania i polityki kadrowej. Pokazują jednak, że na poziomie regionalnym możliwe jest konsekwentne budowanie opieki bliżej pacjenta, bardziej nowoczesnej i lepiej dopasowanej do realnych potrzeb. To przykład, że nawet w warunkach systemowych ograniczeń samorząd może być aktywnym graczem, a nie jedynie administratorem niedostatku.

Źródło: Samorząd Województwa Pomorskiego

Wraz z początkiem stycznia, wracamy do dobrze znanego rytuału: spisywania postanowień noworocznych. Obiecujemy sobie, że będziemy jeść zdrowiej, więcej się ruszać i wreszcie „dbać o siebie”. Ponad 80% takich planów upada jednak w ciągu pierwszych sześciu tygodni. Zupełnie inaczej wygląda codzienność osób z chorobami przewlekłymi, dla których self-care nie jest sezonową deklaracją, ale stałym elementem ich życia. Jak pokazuje editorial opublikowany w Advances in Clinical and Experimental Medicine, samoopieka to proces, który można świadomie kształtować, rozwijać i skutecznie wspierać.
Postanowienia noworoczne zwykle opierają się na założeniu, że wystarczy silna wola i chęć zmiany, by wytrwać w wyznaczonych sobie celach. Jednak same chęci w dłuższej perspektywie rzadko wystarczają , entuzjazm szybko słabnie, a codzienność przywraca stare nawyki. Dlatego w chorobach przewlekłych potrzebne jest zupełnie inne podejście. W ujęciu naukowym self-care to złożony system zachowań, oparty na wiedzy, doświadczeniu pacjenta, obserwacji organizmu i konsekwencji. Często staje się też procesem, który pacjent realizuje wspólnie z opiekunem i z pomocą technologii.

Trzy filary skutecznej samoopieki

Naukowcy podkreślają, że skuteczna samoopieka składa się z trzech elementów. Razem tworzą solidną i spójną podstawę, która wspiera realizację długofalowych celów. Pierwszym z nich jest tzw. self-care maintenance, czyli codzienne działania mające na celu utrzymanie dobrego stanu zdrowia. Jest to zwykła rutyna obejmująca aktywność fizyczną, troskę o dietę i sen oraz regularne przyjmowanie leków. Właśnie powtarzalność, a nie chwilowy entuzjazm, stanowi fundament skutecznej samoopieki.

Drugim elementem jest self-care monitoring, związany z obserwacją sygnałów wysyłanych przez organizm. Chodzi tu zarówno o kontrolę objawów, jak i pomiar podstawowych parametrów takich jak ciśnienie czy poziom glukozy.

– Największym wyzwaniem nie jest sama obserwacja, lecz właściwa interpretacja jej wyników – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz, dziekan Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW, jedna
z autorek edytorialu. – Pacjenci często wiedzą, co teoretycznie powinni robić, ale nie potrafią jasno rozpoznać momentu, w którym dany sygnał powinien skłonić ich do działania.

Trzecim filarem jest self-care management, czyli reagowanie na sytuacje, w których zdrowie ulega pogorszeniu. Obejmuje to wiedzę o tym, jakie kroki podjąć, do kogo zwrócić się po pomoc oraz kiedy konieczny jest kontakt z lekarzem. To element, który buduje poczucie bezpieczeństwa na co dzień.

Jakość relacji ma znaczenie

Coraz częściej badacze zwracają uwagę na relacyjny charakter samoopieki. Pacjent i jego opiekun tworzą system, w którym emocje oraz kondycja psychiczna jednej osoby wpływają na zachowania drugiej. Jeśli opiekun jest obciążony, zmęczony lub wycofany, trudniej mu realnie wspierać chorego. Z kolei obniżona jakość relacji prowadzi do spadku skuteczności samoopieki.

– Sygnałem, że opiekun potrzebuje wsparcia, jest spadek jego dostępności emocjonalnej — zmęczenie, wycofanie, drażliwość. To moment, w którym zagrożona jest również samoopieka pacjenta – mówi prof. Uchmanowicz. Jednym z najlepszych rozwiązań w takich przypadkach jest prosta praktyka – regularna, cotygodniowa rozmowa o tym, co działa dobrze, a co przestaje przynosić efekty.

Nowa era self-care

Według autorów editorialu self-care wchodzi obecnie w nową fazę. Wsparciem stają się narzędzia technologiczne, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Aplikacje potrafią analizować objawy i podpowiadać, kiedy potrzebna jest interwencja. Zdalne systemy monitorują parametry zdrowotne, a wirtualni asystenci przypominają o lekach, porządkują zadania i służą edukacją. Teleinterwencje oraz technologie wykorzystujące wirtualną rzeczywistość wspierają proces rehabilitacji i ułatwiają pacjentom codzienne funkcjonowanie. Jak zauważa prof. Uchmanowicz, największy potencjał mają te narzędzia, które łączą personalizację z realną użytecznością w życiu codziennym, zdejmując z pacjenta część odpowiedzialności a interpretację sygnałów z ciała.

Polska perspektywa

W Polsce wciąż istnieje wiele barier utrudniających rozwój samoopieki. Pacjenci często nie otrzymują wystarczającej wiedzy praktycznej, a system zdrowotny jest rozczłonkowany i brakuje w nim koordynacji opieki nad pacjentem. W sferze społecznej mocno zakorzenione jest przekonanie, że chory powinien „radzić sobie sam”, co ogranicza gotowość do zwracania się o wsparcie. Dodatkowym wyzwaniem jest ograniczone zaufanie do rozwiązań technologicznych.

Profesor Uchmanowicz podkreśla, że kluczową barierą pozostaje brak praktycznej edukacji pacjentów, ponieważ bez niej nawet najlepsze zalecenia nie przekładają się na realne zachowania.

Ten materiał powstał na podstawie artykułu:

Self-care: An effective strategy to manage chronic diseases,  Paolo Iovino, Izabella Uchmanowicz, Ercole Vellone

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

Cyfrowa transformacja ochrony zdrowia w Polsce wchodzi w zupełnie nowy etap. Spotkanie MEDmeetsTECH #20, które odbyło się 4 grudnia 2025 r. na 26. piętrze siedziby PZU Zdrowie w Warszawie, zgromadziło najważniejszych liderów, innowatorów i praktyków systemu. W centrum dyskusji znalazły się kluczowe trendy digital health: komunikacja w erze telemedycyny, bezpieczeństwo zastosowań AI i dużych modeli językowych, realne wdrożenia technologii oraz gotowość systemu na cyfrowe innowacje. To wydarzenie potwierdziło jedno, Polska nie tylko obserwuje globalną rewolucję technologii medycznych, lecz aktywnie ją współtworzy, wyznaczając własny kierunek rozwoju cyfrowego ekosystemu zdrowia.
Kilkudziesięciu czołowych ekspertów polskiej ochrony zdrowia spotkało się 4 grudnia na 26. piętrze wieżowca PZU Zdrowie w Warszawie, aby dyskutować o przyszłości cyfryzacji systemu oraz praktycznym wykorzystaniu nowych technologii w procesach klinicznych i administracyjnych. Agenda była wyjątkowo silna – pełna otwartych, wnikliwych wystąpień ukierunkowanych na realne zastosowania. Słowa otwarcia, wygłoszone przez Justynę Uman-Ntuk oraz Weronikę Dejneka, podkreśliły najważniejszą myśl przewodnią wydarzenia:prawdziwy postęp w ochronie zdrowia wymaga współpracy wszystkich interesariuszy – klinicystów, innowatorów, decydentów i pacjentów.

Komunikacja ludzka strona innowacji

Pierwsza sesja, „Komunikacja”, dotyczyła nowej rzeczywistości cyfrowej komunikacji w ochronie zdrowia. Technologia rozwija się szybko, ale pojawia się pytanie: czy my – jako ludzie – potrafimy za nią nadążyć? Prelegenci podkreślali, że zarówno lekarze, jak i pacjenci muszą nauczyć się korzystać z nowych kanałów komunikacji. Telemedycyna wymaga empatii cyfrowej – umiejętności zachowania jasności przekazu, zaufania i emocjonalnej więzi, nawet gdy kontakt przenosi się do przestrzeni wirtualnej.

W centrum dyskusji znalazły się bezpieczeństwo, intymność oraz potrzeba budowania rozmów, które pozostają ludzkie mimo użycia technologii.

Najmocniejszy przekaz sesji był jasny: jeśli zgubimy ludzki wymiar w cyfrowej ochronie zdrowia, innowacja nie osiągnie oczekiwanego efektu.

Trendy obietnice i wyzwania LLM w medycynie

Druga sesja, „Trendy”, koncentrowała się na wykorzystaniu dużych modeli językowych w medycynie.
Prelegenci zaprezentowali praktyczne techniki poprawy dokładności modeli, redukcji halucynacji oraz zasad bezpiecznego wdrażania rozwiązań AI.

Sesja przypomniała również, jak długa i złożona jest ścieżka innowacji. Pierwszy chatbot – ELIZA – powstał w latach 60. XX w. Od tamtej pory technologia przeszła ogromną drogę, lecz kluczowe wyzwanie pozostaje niezmienne: czy potrafimy stworzyć narzędzia AI, którym klinicyści mogą realnie zaufać w praktyce?
 
Keynote – gdzie dziś znajduje się digital health

Sesja keynote dostarczyła zwięzłego, lecz bardzo mocnego przeglądu obecnego stanu rynku. Przekaz był jednoznaczny: digital health nie jest już eksperymentem to codzienność.

Sztuczna inteligencja wspierająca diagnostykę już udowodniła swoją wartość kliniczną. Narzędzia automatyzujące dokumentację odciążają lekarzy. LLM-y osiągają poziom, na którym mogą realnie wspierać praktykę lekarską. Innowacja nie polega już na oczekiwaniu – polega na wyborze właściwych use case’ów.

Pozostałe sesje – wdrożenia, gotowość rynkowa i realna praktyka

Dwie kolejne grupy tematów ukształtowały dalszą część wydarzenia:

  1. Wdrożenia i finansowanie
Dynamiczna debata panelowa dotyczyła sposobów zwiększenia udziału nowych technologii w koszyku świadczeń gwarantowanych. Wszyscy zgadzali się co do jednego: innowacja rozwija się szybciej niż system refundacji, a wypełnienie tej luki będzie kluczowe dla rozwoju digital health w Polsce.
  1. Wiedza rynkowa i wyroby medyczne
Eksperci omówili m.in.:
Z kolei sesja o wyrobach medycznych przedstawiła, krok po kroku, jak przejść od prototypu do produkcji seryjnej zgodnej z regulacjami.

MEDmeetsTECH #20 pokazało, że Polska nie tylko uczestniczy w globalnej transformacji cyfrowej – Polska aktywnie ją współtworzy. Największy wniosek? Innowacja odnosi sukces tylko wtedy, gdy równolegle rozwijają się ludzie, procesy i technologia. Otwartość dyskusji, różnorodność perspektyw oraz gotowość do kwestionowania schematów sprawiły, że ta edycja była przełomowym wydarzeniem dla regionu.

Źródło: MEDmeetsTECH

Medycyna kosmiczna przestaje być niszową dziedziną – Polska stawia kolejne kroki w jej rozwoju. Dzięki projektom związanym z misją Sławosz Uznański‑Wiśniewski, współpracy z Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) oraz organizacji pierwszej ogólnopolskiej konferencji na ten temat, nasz kraj zaczyna budować swój udział w międzynarodowych badaniach w zakresie zdrowia, technologii i adaptacji ludzkiego organizmu w ekstremalnych warunkach.
13–14 listopada 2025 r. w Warszawie odbyła się pierwsza w Polsce konferencja poświęcona medycynie kosmicznej, organizowana przez Gdański Uniwersytet Medyczny oraz Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej.  Podczas spotkania omawiane będą m.in. biologiczne skutki promieniowania kosmicznego, rozwój systemów monitorowania fizjologicznego w warunkach mikrograwitacji czy wykorzystanie sztucznej inteligencji i technologii „omika” w medycynie ekstremalnej. 

Jednocześnie trwa ogólnopolska trasa edukacyjno-technologiczna pod nazwą „IGNIS – Polska sięga gwiazd”, w której uczestniczy astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski. W jej ramach odwiedzi on 16 (lub 17) uczelni wyższych w Polsce i opowie o swoim doświadczeniu, znaczeniu misji kosmicznej i możliwościach rozwoju sektora medycyny kosmicznej. 

Dlaczego to ma znaczenie dla medycyny „ziemskiej”?

Eksperci wskazują, że technologie i rozwiązania opracowywane dla astronautów – w warunkach mikrograwitacji, ograniczonych zasobów i przy ekspozycji na promieniowanie – mają realne zastosowanie także na Ziemi. Przykładowo: małe, wielofunkcyjne urządzenia monitorujące, które ograniczają utratę masy mięśniowej i demineralizację kości, mogą pomóc także w opiece nad osobami przewlekle chorymi, w rehabilitacji czy w telemedycynie w obszarach z ograniczonym dostępem do specjalistów. Ponadto, badania nad adaptacją organizmu do ekstremalnych warunków mogą dostarczyć wiedzy o mechanizmach starzenia, regeneracji tkanek czy profilaktyce chorób układu krążenia. 

Polska ma szansę, ale i wyzwania

Nasze środowisko naukowe oraz techniczne coraz częściej angażuje się w medycynę kosmiczną. Jednak eksperci podkreślają, że największymi barierami są: finansowanie badań, dostosowanie przepisów, infrastruktura oraz świadomość wśród decydentów i społeczeństwa co do potencjału tej dziedziny. Wdrażanie rozwiązań wymaga także budowania kompetencji interdyscyplinarnych – medycyny, inżynierii, technologii kosmicznych – oraz rozwinięcia współpracy międzynarodowej (ESA, NASA) i krajowej. 

Rozwój medycyny kosmicznej w Polsce to fascynujący kierunek, który może przynieść korzyści zarówno w zakresie lotów załogowych, jak i leczenia na Ziemi. Dzięki projektom takim jak „IGNIS – Polska sięga gwiazd” i konferencji medycznych, nasz kraj zwiększa swoje możliwości w innowacjach technologicznych i badaniach zdrowotnych. Kluczem będzie jednak konsekwentne finansowanie, edukacja, infrastruktura i integracja sektora naukowego z przemysłem. Medycyna kosmiczna to już nie tylko badania w przestrzeni – to szansa na lepszą opiekę zdrowotną tu i teraz.

Źródło: Komunikat Prasowy

Proces starzenia się społeczeństwa w Polsce przyspiesza. Według danych GUS i Eurostatu już ponad 20% populacji stanowią osoby w wieku 65+. Do 2060 roku udział ten może wzrosnąć do około 30%, a liczba osób w wieku 80+ może podwoić się w porównaniu z rokiem 2022. Konsekwencją tych zmian demograficznych jest gwałtowny wzrost liczby osób cierpiących na choroby przewlekłe związane z wiekiem, w tym szczególnie na choroby neurodegeneracyjne, jak m.in. choroba Alzheimera czy choroba Parkinsona, oraz na udary mózgu. Aby sprostać tej rosnącej fali zachorowań, konieczne są natychmiastowe inwestycje w neurologię – kadrowe, finansowe i organizacyjne. „To właśnie dziś – w Światowy Dzień Seniora – warto przypomnieć, że inwestycje w neurologię to inwestycje w bezpieczeństwo zdrowotne starzejącego się społeczeństwa i w godne życie polskich seniorów. Niezbędne jest stworzenie systemu opieki koordynowanej w udarach mózgu i w chorobach neurozwyrodnieniowych (choroba Alzheimera i choroba Parkinsona), bo będzie to oznaczać nie tylko poprawę jakości leczenia, lecz także optymalizację wykorzystania ograniczonych zasobów finansowych i kadrowych” – mówi prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Polska należy do najszybciej starzejących się krajów Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem liczby seniorów, system ochrony zdrowia staje wobec narastającego wyzwania w postaci rosnącej liczby pacjentów z chorobami układu nerwowego. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz Polskiego Towarzystwa Neurologicznego w grupie osób powyżej 65. roku życia częstość występowania otępień sięga 7–8%. Liczbę chorych z różnymi postaciami demencji w Polsce szacuje się już na około 500 tys., a do 2050 roku zapewne przekroczy ona 1 milion osób. „Musimy przygotować się na nadchodzące zmiany i tak zorganizować system opieki i działań prewencyjnych, aby objął on całą populację już od 40. roku życia. Edukacja zdrowotna i walka z czynnikami ryzyka choroby Alzheimera mogą znacząco zmniejszyć liczbę chorych w przyszłości. Inwestycje w profilaktykę są dziś niezbędne – bez nich nie zatrzymamy lawinowo narastającej liczby pacjentów. Nowe terapie, które obecnie są już dostępne w chorobie Alzheimera, choć nie prowadzą do wyleczenia tej choroby, to mogą spowolnić proces neurodegeneracyjny i poprawić jakość życia pacjentów, a co za tym idzie również ich bliskich. Dlatego konieczne jest zreformowanie systemu diagnozowania i leczenia choroby Alzheimera, tak aby jak najwięcej chorych mogło skorzystać z osiągnieć współczesnej medycyny i dynamicznie rozwijających się opcji terapeutycznych. Jako Polskie Towarzystwo Neurologiczne jesteśmy otwarci na współpracę z decydentami, aby stworzyć jak najlepsze rozwiązania systemowe” – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

Podobnie niepokojące dane dotyczą choroby Parkinsona – obecnie rozpoznaje się ją już u 100–120 tys. Polaków, a w ciągu dwóch dekad liczba ta może się podwoić. Każdego roku przybywa około 5–8 tys. nowych pacjentów, a zachorowalność na tę chorobę wzrosła w ciągu ostatnich 30 lat ponad 2,5-krotnie.

To bardzo niepokojąca tendencja. Dlatego całe nasze środowisko neurologów ma nadzieję na szybkie wypracowanie wspólnie z Ministerstwem Zdrowia rozwiązań, które pozwolą objąć pacjentów kompleksową, wielospecjalistyczną opieką. Taka opieka nie tylko ułatwi codzienne życie chorym na chorobę Parkinsona i ich bliskim, ale też wesprze lekarzy w procesie terapeutycznym” – mówi prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek, kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Wyzwania kadrowe: neurologia potrzebuje ludzi i zasobów

Średnia wieku specjalistów neurologów w Polsce przekracza dziś 50 lat. Tymczasem rosnąca liczba pacjentów z chorobami neurodegeneracyjnymi wymaga zwiększenia liczby nie tylko lekarzy, ale również pielęgniarek neurologicznych, neuropsychologów, fizjoterapeutów, neurologopedów i pracowników socjalnych. Ze względu na zbyt małą liczbę lekarzy neurologów, już teraz czas oczekiwania na poradę w wyspecjalizowanej poradni neurologicznej wynosi nawet kilkanaście miesięcy, co dla pacjentów może oznaczać utratę szansy na samodzielność. A w obliczu nadchodzącego „tsunami neurodegeneracyjnego” brak inwestycji – kadrowych i finansowych – w neurologię grozi całkowitą niewydolnością systemu.

W bieżącym roku zostały sfinalizowane prace nad stworzeniem Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych na lata 2025-2030, o który od dawna postulowaliśmy. Jednak prowadzenie efektywnych działań w ramach tego programu wymaga ich finansowania. Odpowiednia alokacja środków na ten cel jest sprawą niezbędną i pilną. Równie niezbędna i pilna jest poprawa zarządzania opieką neurologiczną nad seniorami z różnymi, niekiedy współistniejącymi, chorobami układu nerwowego. Skutecznym rozwiązaniem byłaby koordynacja opieki i sieciowanie jednostek neurologicznych – to pozwoliłoby lepiej wykorzystać ograniczone zasoby kadrowe i skrócić ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną pacjentów” – podkreśla dr hab. n. med. Agnieszka Gorzkowska, prof. SUM, przewodnicząca Sekcji Alzheimerowskiej PTN.

Opieka koordynowana – klucz do skuteczności systemu

W  wielu krajach Unii Europejskiej funkcjonują już zintegrowane modele opieki wielospecjalistycznej nad pacjentami z chorobami Alzheimera i Parkinsona. Łączą one w sobie diagnostykę, leczenie, odpowiednią rehabilitację, wsparcie psychologiczne i społeczne, a także edukację opiekunów. W Polsce takie rozwiązania są wciąż postulowane przez ekspertów.

Najlepszą formą leczenia pacjentów z chorobą Parkinsona byłby program koordynowanej opieki specjalistycznej (KOS), w ramach którego funkcjonowałaby sieć ośrodków oferujących jasne ścieżki postępowania – dostosowane do różnych etapów choroby i zmieniających się w czasie jej trwania metod leczenia. Dzisiejszy system jest niejasny, pacjenci gubią się w nim, a często wręcz rezygnują z leczenia. Model opieki koordynowanej pozwala także uniknąć powielania badań i niepotrzebnych hospitalizacji, a dzięki temu zoptymalizować wykorzystanie środków publicznych. Opieka kompleksowa niesie same korzyści – szybsze efekty terapeutyczne, dłuższe zachowanie sprawności (a tym samym możliwość utrzymania pracy i brak konieczności pomocy ze strony opiekuna), mniejsze ryzyko powikłań i hospitalizacji. To wszystko oznacza realne oszczędności dla systemu. Niestety, mimo istnienia gotowych projektów programów pilotażowych, do dziś nie zostały one wdrożone” – zaznacza prof. Jarosław Sławek.

Programy lekowe w neurologii: rosnące potrzeby, malejące kontrakty

Nowoczesne, skuteczne terapie w neurologii są refundowane w ramach programów lekowych. Ogromny niepokój budzą informacje o brakujących finansach na realizację tych programów. Kontrakty na realizację programów lekowych w  neurologii w 2025 roku są o kilkanaście procent niższe niż w roku 2024 – co rodzi ogromne nadwykonania, bo przecież nie możemy wyłączyć z programów  kilkunastu procent już leczonych pacjentów (!), a dodatkowo dochodzą chorzy nowo zdiagnozowani.  W neurologii mamy ponad 20 programów lekowych, obejmujących pacjentów z różnymi chorobami i w różnym wieku, i bardzo chcielibyśmy, aby pacjenci zdiagnozowani, spełniający wszystkie warunki kwalifikacji do danego programu lekowego, mieli możliwość jak najszybszego rozpoczęcia dostępnej w programie lekowym terapii. Każde opóźnienie we wdrożeniu leczenia niesie za sobą niebagatelne konsekwencje – zarówno zdrowotne, jak i społeczno-ekonomiczne. Tymczasem w bieżącym roku NFZ zapłacił jedynie nadwykonania za pierwszy kwartał roku i to tylko nadwykonania za leki podane/wydane pacjentom, a zbliżamy się przecież do końca czwartego kwartału roku i mamy też nadwykonania w zakresie tzw. obsługi programów (badania diagnostyczne i praca personelu). Apelujemy o jak najszybsze opłacenie nadwykonań w programach lekowych oraz urealnienie wysokości zawieranych kontraktów, tak aby nowo refundowane skuteczne terapie były realnie, a nie tylko w teorii, dostępne dla potrzebujących leczenia pacjentów – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

Co należy zrobić? Postulaty ekspertów

Eksperci PTN są zgodni – aby skutecznie zmierzyć się z rosnącą liczbą pacjentów z chorobami neurologicznymi, potrzebne są natychmiastowe działania:

Źródło: Komunikat Prasowy

W polskiej ochronie zdrowia dojrzewa kolejna rewolucja – po telemedycynie przyszedł czas na terapie cyfrowe, które mogą stać się jednym z filarów leczenia chorób przewlekłych. W Senacie RP odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Badań Naukowych i Innowacji w Ochronie Zdrowia, poświęcone właśnie przyszłości tych rozwiązań w Polsce. Eksperci, lekarze i przedstawiciele instytucji publicznych dyskutowali o tym, jak innowacyjne narzędzia – już dziś stosowane m.in. w kardiologii – mogą zostać wprowadzone do systemu, uregulowane prawnie i w przyszłości refundowane przez NFZ.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej dr Łukasz Jankowski zwrócił uwagę, że w Polsce brakuje transparentnej ścieżki walidacji, certyfikacji i refundacji takich rozwiązań. – W Niemczech lekarze mogą już przepisywać certyfikowane aplikacje medyczne, a w Polsce musimy zadbać o podobne rozwiązania – podkreślił. – Kluczowe jest stworzenie przejrzystego systemu oceny i dopuszczania takich narzędzi, który zapewni bezpieczeństwo pacjentom i ochroni ich przed niezweryfikowanymi produktami cyfrowymi – dodał.

Jak przypomnieli uczestnicy posiedzenia, telemedycyna od lat rozwija się w Polsce, szczególnie w kardiologii. Przykładem jest transmisja EKG z karetek pogotowia czy telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca. Teraz kolejny etap stanowią aplikacje, które mogą poprawiać parametry kliniczne – ciśnienie, poziom cholesterolu czy glikemię – i w efekcie zmniejszać ryzyko hospitalizacji oraz wydłużać życie pacjentów. – Aplikacje medyczne mają potencjał realnego wpływu na wyniki leczenia. Dlatego konieczne jest stworzenie jasnej definicji „leków cyfrowych” i określenie ich miejsca w polskim prawie – mówił prof. Marcin Grabowski.

Senator Agnieszka Gorgoń-Komor zaznaczyła, że rozwiązania cyfrowe zwiększają dostępność i bezpieczeństwo terapii, poprawiają przestrzeganie zaleceń i powinny stać się naturalną częścią systemu ochrony zdrowia. Anna Gołębicka z Centrum im. Adama Smitha zwróciła uwagę, że terapie cyfrowe mogą zwiększyć efektywność pracy lekarzy i ograniczyć koszty systemowe. Z kolei Barbara Misiewicz-Jagielak z Grupy Polpharma podkreśliła rolę sztucznej inteligencji w badaniach i procesie produkcji leków. Dariusz Dziełak z NFZ przypomniał, że Fundusz finansuje świadczenia gwarantowane i widzi wyzwania związane z trwałością i dostępnością aplikacji, jeśli miałyby być one finansowane ze środków publicznych. Głos zabrał również Mateusz Oczkowski z Ministerstwa Zdrowia, zapewniając, że resort jest otwarty na legislacyjne rozwiązania, ale rynek wyrobów medycznych wymaga najpierw uporządkowania.

Terapie cyfrowe to nie tylko wygoda. To narzędzia, które mogą poprawić adherencję pacjentów do zaleceń lekarskich, umożliwić ciągły monitoring chorych przewlekle i zwiększyć bezpieczeństwo dzięki zdalnym formom opieki. W szerszej perspektywie mogą także odciążyć system, ograniczając liczbę zbędnych wizyt i redukując koszty. Eksperci są zgodni – Polska potrzebuje jasnych regulacji, które pozwolą wprowadzać do praktyki klinicznej wyłącznie sprawdzone i skuteczne rozwiązania, z pełnym udziałem lekarzy w procesie walidacji.

Naczelna Izba Lekarska zapowiada, że będzie nadal zabiegać o stworzenie bezpiecznych i transparentnych zasad wprowadzania terapii cyfrowych w Polsce. Celem jest nie tylko rozwój innowacji, lecz przede wszystkim to, by nowoczesne technologie realnie wspierały proces leczenia pacjentów i podnosiły jakość opieki zdrowotnej.

Źródło: NIL

W dniach 25–27 września 2025 roku Kraków zamieni się w centrum kardiologii — zarówno polskiej, jak i europejskiej. W ramach XXIX Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego do stolicy Małopolski przyjedzie około 5000 uczestników: uznanych ekspertów z kraju i zagranicy, przedstawicieli środowisk akademickich, klinicznych, organizacji pacjenckich oraz decydentów odpowiedzialnych za kształtowanie polityki zdrowotnej.
Tegoroczna edycja odbędzie się pod hasłem „Twoje serce – Twoje życie. Żyj zdrowo, przestrzegaj zaleceń”. To przesłanie ma zwrócić uwagę nie tylko na fundamentalną rolę zdrowego stylu życia w profilaktyce chorób układu krążenia, ale również na korzyści, jakie pacjenci odnoszą dzięki regularnemu stosowaniu się do zaleceń lekarzy. Organizatorzy chcą w ten sposób wzmocnić świadomość, że profilaktyka i współpraca pacjenta z zespołem medycznym to fundament skutecznego leczenia.

Program o szerokim zasięgu tematycznym

Trzy dni wydarzenia to intensywny cykl ponad 100 sesji naukowych odbywających się w 13 salach oraz dwóch tematycznych strefach – tzw. hubach. Uczestnicy będą mogli wysłuchać wykładów światowej klasy specjalistów, poznać najnowsze wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) oraz wziąć udział w sesjach wspólnych z przedstawicielami innych dziedzin medycyny.
W planach znalazła się m.in. prestiżowa sesja PTK i ESC z udziałem prof. Cecilii Linde, prezes-elekt ESC, poświęcona postępom w diagnostyce i leczeniu migotania przedsionków. Szczególne miejsce w agendzie zajmie omówienie najnowszych wytycznych dotyczących m.in. leczenia wad zastawkowych serca, postępowania u kobiet w ciąży z chorobami układu krążenia, terapii zapaleń mięśnia sercowego i osierdzia, związku chorób psychicznych z chorobami serca oraz leczenia dyslipidemii.

Interdyscyplinarność w praktyce

Kardiologia coraz częściej wychodzi poza swoje tradycyjne granice, a Kongres PTK jest miejscem, gdzie ta interdyscyplinarna współpraca przybiera konkretny wymiar. Wspólnie z Polskim Towarzystwem Internistów eksperci omówią przypadki pacjentów z wielochorobowością, a z Polskim Towarzystwem Nadciśnienia Tętniczego – najnowsze wytyczne w terapii nadciśnienia. Szczególnie ważna będzie sesja przygotowana z Polskim Towarzystwem Medycyny Rodzinnej, poświęcona roli POZ w Krajowej Sieci Kardiologicznej i opiece koordynowanej.
Na uczestników czekają też spotkania z przedstawicielami Polskiego Towarzystwa Pulmonologicznego, Radiologicznego, Reumatologicznego czy Endokrynologicznego, którzy przedstawią m.in. wyzwania w diagnostyce duszności, możliwości nieinwazyjnego obrazowania w przewlekłych zespołach wieńcowych oraz leczenia pacjentów z chorobami układowymi obejmującymi serce.

Nauka i innowacje

Swoje badania zaprezentują zarówno doświadczeni naukowcy, jak i młodzi lekarze oraz studenci. Klub 30 PTK, zrzeszający najbardziej obiecujących kardiologów młodego pokolenia, przedstawi najciekawsze doniesienia z ostatniego Międzynarodowego Kongresu ESC w Madrycie.
Kongres PTK to wydarzenie, które nie tylko integruje środowisko kardiologiczne, ale realnie wpływa na kierunki rozwoju polskiej medycyny sercowo-naczyniowej. W tym roku szczególną uwagę poświęcimy wdrażaniu najnowszych światowych standardów opieki opartej na dowodach naukowych do codziennej praktyki klinicznej w Polsce oraz wymianie doświadczeń między klinicystami reprezentującymi różne dziedziny medycyny, aby realnie wdrażać interdyscyplinarną opiekę nad chorymi – mówi prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, Przewodniczący Komitetu Naukowego i Organizacyjnego Kongresu.

Technologia w służbie sercu

Nowym punktem programu będzie Digital Cardio Area – strefa poświęcona projektom z obszaru e-zdrowia, telemedycyny i sztucznej inteligencji w kardiologii. To miejsce wymiany doświadczeń między lekarzami, inżynierami i twórcami rozwiązań cyfrowych. Kulminacją będzie konkurs na najbardziej innowacyjne projekty, których autorzy zyskają m.in. możliwość udziału w międzynarodowym Radical Health Festival w Helsinkach.
Nowoczesna kardiologia nie może funkcjonować w oderwaniu od technologii i danych. Poprzez Digital Cardio Area chcemy wspierać rozwój konkretnych rozwiązań, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby kliniczne, zarówno lekarzy, jak i pacjentów – podkreśla prof. Legutko.

Walka z dezinformacją

Hasło tegorocznego Kongresu ma także wymiar edukacyjny. Organizatorzy chcą zwrócić uwagę na problem rezygnowania przez pacjentów z terapii, które mogą przedłużyć życie – zjawisko potęgowane przez fałszywe informacje w mediach i internecie. Temu tematowi poświęcona będzie specjalna sesja i konferencja prasowa z udziałem prof. Roberta Califfa, byłego komisarza FDA, oraz Michała Boniego, eksperta ds. polityki cyfrowej.

Kluczowe programy zdrowotne

Podczas wydarzenia szeroko omawiane będą dwa strategiczne projekty: Narodowy Program Chorób Układu Krążenia 2022–2032 oraz Krajowa Sieć Kardiologiczna. Ich celem jest poprawa profilaktyki i leczenia, redukcja liczby zgonów z powodu chorób serca i wydłużenie życia Polaków.
XXIX Międzynarodowy Kongres PTK zapowiada się jako miejsce, w którym najnowsza wiedza medyczna spotka się z praktyką kliniczną i technologicznymi innowacjami. Organizatorzy podkreślają, że to nie tylko forum wymiany doświadczeń, ale i przestrzeń, w której wyznacza się nowe kierunki rozwoju kardiologii w Polsce.

Cyfrowa transformacja systemów opieki zdrowotnej nie jest już wizją przyszłości, lecz dynamicznie rozwijającym się procesem, który zmienia sposób leczenia i opieki nad pacjentem. W centrum tych zmian znajduje się onkologia – dziedzina, która zyskuje dzięki telemedycynie nowe narzędzia, szerszy zasięg i realne wsparcie pacjentów. Po sukcesie projektu eCAN, europejskie instytucje – z aktywnym udziałem Narodowego Instytutu Onkologii – rozpoczęły kolejny etap cyfrowej rewolucji: eCAN Plus.

Dynamiczny rozwój telemedycyny i rozwiązań e-zdrowia staje się jednym z filarów nowoczesnych systemów opieki zdrowotnej. Dowodem na to jest zakończony sukcesem w 2024 roku projekt eCAN Joint Action, który po raz pierwszy zintegrował technologie cyfrowe z kompleksową opieką onkologiczną na poziomie europejskim.

Projekt objął 24 kraje, a wśród jego liderów znalazł się Narodowy Instytut Onkologii kierowany przez prof. Magdalenę Rosińską. W jego ramach opracowano i przetestowano narzędzia do zdalnego leczenia, tele-rehabilitacji, wsparcia tele-psychologicznego i monitorowania pacjentów, jednocześnie opracowując rekomendacje, które uwzględniają potrzeby pacjentów, lekarzy i decydentów.

– Zakończenie projektu eCAN to dla naszego zespołu ogromna satysfakcja – podkreśla prof. Magdalena Rosińska. – Udało się pokazać, że cyfrowa transformacja w onkologii jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. To mocna baza dla kolejnych działań w skali europejskiej.

Rezultaty projektu udowodniły, że technologia realnie podnosi jakość i dostępność opieki, szczególnie w regionach oddalonych od dużych ośrodków medycznych. Jednocześnie doświadczenia zebrane podczas jego realizacji zwróciły uwagę na kluczowe potrzeby: interoperacyjne systemy, rozwój kompetencji cyfrowych personelu oraz stabilne modele finansowania e-zdrowia.

Tym tropem podąża eCAN Plus – Enhancing the Digital Capabilities of Cancer Centres in Europe to Improve Prevention and Care, nowy projekt realizowany do 2029 roku w ramach unijnego programu EU4Health oraz Europe’s Beating Cancer Plan. Jego celem jest rozwój dostępności narzędzi cyfrowych dla pacjentów i lekarzy w całej Europie, a także zwiększenie jakości profilaktyki i opieki nad pacjentami onkologicznymi.

W projekcie uczestniczy 81 partnerów z 23 krajów: instytuty zdrowia publicznego, uczelnie, szpitale, centra onkologiczne oraz organizacje pacjenckie. Narodowy Instytut Onkologii ponownie odgrywa kluczową rolę – odpowiada za cały obszar ewaluacji (Work Package 3).

– eCAN Plus to szansa na realną transformację cyfrową w opiece onkologicznej – mówi prof. Rosińska. – Będziemy mierzyć nie tylko postęp technologiczny, ale i jego wpływ na jakość życia pacjentów. Chcemy, aby rozwiązania cyfrowe były inkluzywne i odpowiadały na potrzeby wszystkich obywateli, niezależnie od miejsca zamieszkania czy możliwości systemu zdrowia.
Priorytety projektu to:
Oficjalna inauguracja eCAN Plus odbyła się w Królewskiej Bibliotece Belgii, a uczestniczyło w niej ponad 200 przedstawicieli partnerów – zarówno osobiście, jak i online.

– Wspólnie budujemy cyfrową przyszłość onkologii – bardziej dostępną, zintegrowaną i skoncentrowaną na pacjencie. To nie tylko inwestycja w technologię, ale przede wszystkim w jakość i równość opieki nad chorymi na nowotwory – podsumowuje prof. Rosińska.

Źródło: www.nio.gov.pl

Jedną z propozycji deregulacyjnych, jakie zostały zgłoszone przez zespół ds.deregulacji polskiej gospodarki w obszarze ochrony zdrowia, jest zniesienie sztywnych ograniczeń w temacie wizyt lekarskich w formie teleporad, w przychodniach.
Zespół do spraw deregulacji polskiej gospodarki Rafała Brzoski – prezesa InPostu, któremu w lutym tego roku premier RP Donald Tusk zaproponował objęcie kierownictwa nad wspomnianym zespołem – w ramach inicjatywy pn. „SprawdzaMY”, wypunktował obszary, w których konieczne są zmiany. Obywatele i przedsiębiorcy zgłosili kilkanaście propozycji zmian prawa (70 proc. pochodzi od obywateli).

Wyselekcjonowanych zostało siedem obszarów priorytetowych, tzw. „Wielka siódemka deregulacji”, w której znalazło się także zdrowie. W ochronie zdrowia zajęto się m.in. obszarem funkcjonowania teleporad. Autorzy są zdania, że taka forma kontaktu pacjenta z lekarzem powinna być bardziej dostępna, a ograniczenia wyeliminowane – czytamy w prawo.pl

Teleporada – zdalna konsultacja medyczna

Teleporada to zdalna konsultacja medyczna, prowadzona przez telefon bądź też internet. Podczas konsultacji tego typu, lekarz może wystawić receptę, skierowanie lub zwolnienie lekarskie. Wielu pacjentów bardzo sobie ceni kontakt z lekarzem w tej formie. Teleporady sprawdziły się zwłaszcza w trakcie trwania COVID-19. Niestety rząd uznał, że taka forma porady lekarskiej była nadużywana i wprowadził pewne ograniczenia, co wpłynęło na zwężenie zakresu teleporad.

Ograniczenia teleporad mogą wpływać na komfort pacjenta, jak i utrudniać postęp nowoczesnych usług medycznych – pokazują analizy. Kierujący zespołem do spraw deregulacji Rafał Brzoska, chce poprawić ten obszar w systemie zdrowia.  

Teleporady w ośrodkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ)

Autorzy proponują zmianę rozporządzenia odnoszącego się do standardu udzielania teleporad w zakresie, jaki ogranicza tego rodzaju wizytę. Jak opiniują, takie działanie nie tylko zwiększy dostępność konsultacji lekarskich, ale także zagwarantuje prawo pacjenta do wizyty osobistej, w przypadku, gdy będzie ona konieczna.

Jak podkreślono w uzasadnieniu propozycji zmian, obecnie obowiązujące przepisy są nieprecyzyjne oraz zawierają sprzeczności uniemożliwiające korzystanie z teleporad, tam gdzie byłoby to wskazane. Ograniczenia naruszają prawo pacjenta, jak i autonomię lekarza, który powinien móc indywidualnie oceniać sytuację, a nie być ograniczony wyłączeniami.

Teleporady w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS)

Autorzy propozycji zaznaczają, że ujednolicenie regulacji prawnych w zakresie teleporad w AOS oraz programach lekowych, wpłynęłoby na wzrost korzyści społecznych i systemowych. W praktyce dostęp do teleporad w AOS jest ograniczony, uzależniony od lokalnych interpretacji – uniemożliwia to pacjentom korzystanie z tej formy opieki medycznej na równych zasadach.

W opinii autorów, na zdalnych kontaktach z lekarzem skorzystaliby zwłaszcza mieszkańcy wsi, gdzie brakuje specjalistów. Nie chodzi tutaj jedynie o wygodę, ale sposób skrócenia długiego terminu oczekiwania na wizytę.

Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress

W lutym br. pacjenci Oddziału Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu w Szpitalu Klinicznym im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu otrzymają bezpłatne wsparcie technologiczne w zakresie endoprotezoplastyki biodra. Przed operacją dostaną m.in. wskazówki dot. niezbędnych badań, zalecenia dla rodziny, informacje o żywieniu i fizjoterapii oraz wsparcie psychologa. Z kolei po zabiegu otrzymają specjalną opaskę telemedyczną, nadzorującą postępy leczenia. Nowatorskie rozwiązanie może poskutkować zmniejszeniem liczby odwoływanych operacji i obniżeniem ryzyka powikłań.
Projekt Polmedi Group, realizowany we współpracy z SiDLY, zakłada wsparcie pacjentów Oddziału Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu w Szpitalu Klinicznym im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu. Ma objąć osoby zarówno oczekujące na zabieg endoprotezoplastyki biodra, jak i będące już po takiej operacji. Rozwiązanie pozwala na wykorzystanie narzędzi cyfrowych oraz opasek wspomagających monitorowanie postępów prehabilitacji i rehabilitacji. Jest finansowane ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, w ramach projektu „Inkubator Innowacji Społecznych Wielkich Jutra Dostępność+”.

– W lutym br. wdrożymy nasze rozwiązanie w ww. placówce. Pacjenci, którzy będą z niego korzystać, zyskają m.in. automatyczne potwierdzanie daty zabiegu, a następnie przypomnienie o nim. Za pośrednictwem aplikacji iWound będą otrzymywać ważne informacje przed operacją i cykliczne zadania do wykonania w ramach prehabilitacji. Mogą to być ćwiczenia bądź zalecenia dotyczące odżywiania. Pacjenci będą też pozostawać w stałym kontakcie z poradnią na czacie aplikacji – mówi Piotr Piątek z Polmedi Group.

Aplikacja iWound, jako część systemu, zostanie udostępniona za darmo dla użytkowników – w tym wypadku pacjentów oddziału ortopedii. Szpitale w całym kraju, zainteresowane wprowadzeniem technologicznego wsparcia dla swoich pacjentów, już teraz mogą zgłaszać się bezpośrednio do Polmedi Group.

– Przewidujemy dwa rodzaje upowszechnienia. Pierwszy to odrębny portal, na którym założymy konto każdemu podmiotowi chcącemu skorzystać z rozwiązania. W drugim wariancie wystawimy nową, indywidualną wersję aplikacji, aby zainteresowany szpital mógł ją zainstalować na własnych serwerach – dodaje Piotr Piątek.

Twórcy technologii wyjaśniają, że pacjenci korzystający z aplikacji w pierwszym kroku uzupełnią ankietę o stanie zdrowia. Automatyzacja tego procesu będzie przede wszystkim udogodnieniem dla lekarzy i specjalistów, odciążając ich od czasochłonnych wywiadów medycznych oraz ograniczając liczbę procesów administracyjnych. Na podstawie pozyskanych ankiet specjaliści dostosują spersonalizowane zadania prehabilitacyjne.

– Stosownie do czasu przed operacją, pacjent będzie dostawał m.in. wskazówki dotyczące niezbędnych badań, wideoporadniki z ćwiczeniami, zalecenia dla rodziny, dot. żywienia i fizjoterapii, a także wsparcie psychologa. Wszystkie informacje zwrotne od pacjenta będą dostępne dla personelu szpitala w panelu. W przypadku wykrycia nieprawidłowości, zespół medyczny będzie miał szansę na poprawę stanu jego zdrowia, kontaktując się z nim poprzez system – podkreśla ekspert z Polmedi Group. 

Z kolei po wykonanym zabiegu pacjent otrzyma dodatkowo opaskę telemedyczną, wspierającą jego proces rehabilitacji oraz nadzorującą postęp leczenia. Będzie ona zbierała pomiary medyczne. W aplikacji będą pojawiały się np. prośby o dokumentacje zdjęciowe, zmianę opatrunku czy ankiety pooperacyjne. Przesyłane będą także zalecenia związane z rehabilitacją z każdorazowym potwierdzeniem wykonania zestawu ćwiczeń.

– Dotychczas w Polsce przygotowanie pacjenta do zabiegu przeważnie ograniczało się do przekazania mu ulotek i danych na temat wizyty kwalifikującej do zabiegu. W praktyce okazywało się to bardzo nieefektywne. Z kolei opieka pooperacyjna była ograniczona z powodu niedoboru personelu. Wsparcie technologiczne może poskutkować zmniejszeniem liczby odwoływanych operacji i obniżeniem ryzyka powikłań pooperacyjnych. Warto podkreślić, że w Polsce czas oczekiwania na operację wszczepienia endoprotezy wynosi, w zależności od ośrodka, od 3 do 18 miesięcy – komentuje Piotr Piątek.

Prehabilitacja i rehabilitacja, w połączeniu z opieką pooperacyjną z wykorzystaniem smart urządzeń, jest w Polsce zjawiskiem nowym i dotąd niespotykanym. – Tworzymy przyszłość opieki zdrowotnej. Dążymy do stworzenia świata, w którym zaawansowane technologie są integralną częścią codziennej opieki zdrowotnej, dostępnej dla każdego. Chcemy, aby placówki medyczne, pacjenci i ich opiekunowie mogli bez wysiłku korzystać z rozwiązań, które nie tylko usprawniają procesy leczenia, ale także wprowadzają opiekę na wyższy poziom – w pełni zindywidualizowaną, opartą na danych i dostępną w każdym miejscu i czasie – podsumowuje zarząd Polmedi Group.

 
Grupa Polmedi powstała na bazie połączenia dwóch podmiotów, tj. spółki Polmedi, funkcjonującej na rynku IT w obszarze medycyny od 2017 roku, oraz spółki WARMIE, działającej w segmencie nowoczesnych technologii monitorowania parametrów życiowych, obecnej na rynku od 2019 roku. Swoim zakresem Polmedi Group obejmuje rozwiązania zarówno dla specjalistów, jak i użytkowników detalicznych. Zasięg działania to rynek europejski.
źródło: Polmedi