Medicalpress
Dostęp do opieki szpitalnej w niektórych powiatach jest zagrożony – wynika z analizy Związku Powiatów Polskich. To efekt pogarszającej się kondycji finansowej wielu szpitali powiatowych, która w przypadku 50 z nich jest określana wręcz jako katastrofalna. W szpitalach powiatowych odbywa się ponad 60 proc. wszystkich hospitalizacji w Polsce. Dla pacjentów ich upadłość może więc oznaczać dłuższe kolejki i ograniczenie świadczeń, a w skrajnych przypadkach konieczność leczenia daleko od miejsca zamieszkania.
– Sytuacja finansowa szpitali powiatowych wygląda katastrofalnie. Około 50 jest zagrożonych upadłością. Dostawcy leków, sprzętu, materiałów nie traktują już nas poważnie, nie jesteśmy dla nich wiarygodnym partnerem. Załamanie łańcucha dostaw spowoduje niemożliwość świadczenia usług. To będzie pierwszy krok do upadłości szpitali. Nie będziemy mieli czym leczyć i zaopatrywać pacjentów – mówi agencji Newseria Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP).

Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem czarnego protestu szpitali powiatowych. Wzięło w nim udział 160 placówek, w których zawisły czarne flagi, a personel pracował w czarnych strojach. W ten sposób zwrócono uwagę na problemy finansowe szpitali powiatowych.

Z raportu Związku Powiatów Polskich (ZPP) „Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2025 roku” wynika, że szpitali powiatowych jest w Polsce 270. ZPP przyjrzał się kondycji 207 placówek, z których blisko 79 proc. wykazuje płynność bieżącą poniżej bezpiecznego progu. 60 proc. natomiast utraciło zdolność do regulowania krótkoterminowych zobowiązań. Na problemy finansowe wpływają rosnące koszty działalności, utrzymujące się niedofinansowanie, duże uzależnienie od środków z NFZ, brak planu restrukturyzacji czy ograniczenia finansowania nadwykonań. 

– Między 40 a 50 szpitali powiatowych w Polsce jest teraz tak mocno pod kreską, że bez pomocy ministerstwa będą w pierwszej grupie upadłości. Co prawda mówi się, że nie mogą upaść, ale przyjdą przedsiębiorcy i zażądają swoich płatności, a na to nie ma środków. Lekarze się zwolnią, pójdą do innych miejsc pracy – wyjaśnia Andrzej Płonka, prezes Związku Powiatów Polskich. – Ryzyko dla przedsiębiorców, którzy dostarczają leki i inne usługi, rośnie. Wiarygodność szpitala jest na tyle niestabilna, że zaczynają się oni coraz częściej uczciwie upominać o swoje pieniądze. I mają rację. Natomiast pojawia się kwestia, czy inne szpitale będą w stanie przejąć działalność upadającej placówki i zabezpieczyć pacjentów.

– Mam duże wątpliwości, czy jeżeli szpital zniknie z mapy powiatu, to pozostałe placówki i świadczeniodawcy w postaci podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, będą w stanie utrzymać poziom opieki medycznej dla pacjentów danego powiatu – ocenia Waldemar Malinowski.

W stanowisku z 16 kwietnia 2026 roku dotyczącym protestu szpitali powiatowych przeciwko ograniczeniu finansowania oraz pogarszającej się sytuacji systemowej OZPSP zaznaczył, że szczególnie groźne są nowe zapowiedzi NFZ dotyczące ograniczenia finansowania AOS i rehabilitacji oraz zmiany zasad rozliczania badań tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii i kolonoskopii. W ich opinii równie niepokojące są plany likwidacji bądź obniżenia współczynników korygujących, które stanowią istotne wsparcie finansowe dla szpitali I i II stopnia w podstawowym szpitalnym zabezpieczeniu, a ich utrata dodatkowo pogłębi niedofinansowanie szpitali powiatowych.

 Walczymy o zmiany systemowe, żeby system ochrony zdrowia uprościć i żeby był czytelniejszy. Rząd przez 26 lat spowodował, że system jest bardzo skomplikowany, bo regulacje dotyczą wszystkiego, w związku z tym jest też bardzo drogi – ocenia prezes OZPSP. – Przeregulowanie kosztuje, więc trzeba system uprościć, żeby mniej wydawać i żeby pacjent miał jasną drogę leczenia.

Z raportu ZPP wynika, że szpitale powiatowe są uzależnione od środków NFZ, które stanowią prawie 94 proc. ich przychodów. Brak dywersyfikacji źródeł finansowania czyni placówki podatnymi na decyzje płatnika publicznego oraz zmiany w taryfikacji świadczeń.

– To nie jest teraz priorytet, ale na pewno ważne jest określenie, co to jest szpital powiatowy. Trzeba stworzyć mapę, gdzie i jak mają działać. Powinny być finansowane nie przez Narodowy Fundusz Zdrowia, tylko tak jak wszystkie służby: Policja i Straż Pożarna – mówi prezes ZPP.

– Moim zdaniem przy kontynuacji obecnej polityki szpitale zaczną upadać. Mam zapowiedzi przynajmniej czterech–pięciu placówek, których upadłość jest raczej kwestią czasu. Stanie się to do wakacji. Między innymi słyszę o szpitalu w powiecie żywieckim, o Lesku, Lublińcu w województwie śląskim, Puławach. Mam nadzieję, że spotkania, których próby jeszcze są podejmowane, znowu doprowadzą do kroplówki, która pozwoli im trwać – uważa Andrzej Płonka.

W 2025 roku koszty działalności operacyjnej przekroczyły 30,8 mld zł i wyraźnie przewyższyły przychody, co doprowadziło do powstania trwałej luki finansowej i straty netto przekraczającej 1,26 mld zł. Prawie 91 proc. badanych placówek wykazało stratę operacyjną na działalności podstawowej. To pokazuje, że deficyt nie jest wyjątkiem, lecz dominującym modelem funkcjonowania.

– Do szpitali taka kroplówka finansowa trafiała dwa, czasami trzy razy do roku. Natomiast ona nie załatwiała wszystkiego – mówi prezes Związku Powiatów Polskich.

Ponad 60 proc. analizowanych szpitali w 2025 roku posiadało zobowiązania wymagalne, które w przypadku jednostek sektora finansów publicznych nie powinny występować. Łączna kwota zobowiązań to 1,48 mld zł. Największa część dotyczy dostawców, czyli blisko 1,28 mld zł.

Źródło: Newseria

We wtorek 5 sierpnia Sejm przyjął ustawę o reformie szpitali. 231 posłów zagłosowało „za”, 203 było przeciw, 24 nie wzięło udziału w głosowaniu. Wynik głosowania nie był oczywisty – jeszcze pod koniec lipca Lewica zapowiadała, że projektu nie poprze. Ostatecznie jednak część posłanek wstrzymała się od głosu, a część w ogóle nie zagłosowała. Co wydarzyło się w ciągu tych dziesięciu dni?
Ustawa, firmowana jeszcze przez byłą minister zdrowia Izabelę Leszczynę, została zaprezentowana jako „ustawa o ratowaniu szpitali powiatowych”. Pod tą etykietą kryje się szereg rozwiązań, które wzbudziły niemałe kontrowersje – zarówno wśród polityków, jak i samorządowców, środowisk medycznych i pacjentów. Reforma zakłada m.in. elastyczne przekształcanie oddziałów szpitalnych – rozwiązanie, które ma pozwolić na utrzymanie finansowania dla jednostek, które zostaną przekształcone. Jednocześnie jednak budzi obawy, że będzie to furtka do ich likwidacji.

Joanna Wicha z Lewicy w trakcie drugiego czytania projektu przekonywała: „reforma jest konieczna, ale procedowany projekt nie daje szans na poprawę”. Jej zdaniem ustawa „stanowi zagrożenie – m.in. prywatyzacją czy likwidacją potrzebnych w lokalnych społecznościach oddziałów (np. porodówek)”.

To właśnie te słowa wzbudziły wówczas poważne napięcie w koalicji rządzącej. Głosowanie nad ustawą, planowane pierwotnie na 25 lipca, zostało odłożone. Opór Lewicy był znaczący, zwłaszcza że dwa dni wcześniej doszło do rekonstrukcji rządu i wymiany ministra zdrowia. Nowa szefowa resortu, Jolanta Sobierańska-Grenda, miała przekonać koalicjantów do ustawy, zapewniając o gotowości do dalszych zmian legislacyjnych w przyszłości. Jak przekonywała, uchwalenie obecnej wersji to „kamień milowy”, bez którego Polska nie będzie mogła rozliczyć środków z Krajowego Planu Odbudowy.

Czy to właśnie ta argumentacja okazała się kluczowa? Trudno się nie domyślać, że w tle rozgrywała się gra o znacznie więcej niż tylko losy powiatowych szpitali. Decyzja Lewicy o odejściu od wcześniejszego sprzeciwu może mieć również związek z nadzieją, że deklarowane przez premiera „odpartyjnienie” Ministerstwa Zdrowia nie dojdzie do skutku. Mimo zapowiedzi zmian kadrowych po rekonstrukcji rządu, przez dwa tygodnie w kierownictwie resortu nie zaszły żadne istotne zmiany. Dla Lewicy to mógł być polityczny sygnał – czas wycofać się z otwartego sprzeciwu i pozostać przy stole.

Reforma wprowadza także inne zapisy, które mogą mieć znaczenie dla funkcjonowania placówek: łączenie szpitali przez samorządy czy możliwość ograniczenia udzielania świadczeń nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej w szpitalach pediatrycznych wyłącznie do osób niepełnoletnich. Wszystko to ujęte zostało w jednym akcie prawnym, bez gwarancji dla lokalnych społeczności, że nie będzie to oznaczać wycofywania się państwa z obowiązku zapewniania kompleksowej opieki medycznej.

Ustawa trafi teraz do Senatu. Obrady zaplanowano na najbliższy czwartek – to ostatnie posiedzenie przed wakacyjną przerwą. Wprowadzenie istotnych poprawek jest mało prawdopodobne. Jeśli tak się stanie, Sejm będzie mógł się nimi zająć dopiero we wrześniu. Jeśli Senat ich nie zgłosi – losy ustawy spoczną w rękach nowego prezydenta, Karola Nawrockiego, który zostanie zaprzysiężony już w środę przed Zgromadzeniem Narodowym.

Czy reforma rzeczywiście uratuje powiatowe szpitale, czy okaże się preludium do ich systemowego wygaszania? Na razie więcej tu znaków zapytania niż odpowiedzi. A czas działa na niekorzyść pacjentów.

 
System ochrony zdrowia w Polsce czeka rekordowy zastrzyk finansowy – blisko 18 miliardów złotych trafi do placówek medycznych jeszcze w tym roku. To efekt przyjęcia szerokiego wariantu rekomendowanego przez AOTMiT, rozliczeń nadwykonań oraz wsparcia dla szpitali przekraczających ryczałt. Minister zdrowia Izabela Leszczyna podkreśla: celem jest nie tylko wzrost wynagrodzeń, ale też poprawa dostępności i jakości świadczeń. Szczegóły przedstawiono podczas konferencji prasowej z udziałem szefów AOTMiT i NFZ.
W ciągu najbliższych miesięcy do polskiego systemu ochrony zdrowia trafi łącznie blisko 18 miliardów złotych. Jak poinformowali podczas konferencji prasowej minister zdrowia Izabela Leszczyna, prezes AOTMiT Daniel Rutkowski i prezes NFZ Filip Nowak, środki te pozwolą na szeroko zakrojone wzmocnienie placówek medycznych i poprawę sytuacji pracowników ochrony zdrowia.

Rekomendacja AOTMiT – najszerszy wariant wsparcia
Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowała trzy możliwe warianty zwiększenia finansowania. Minister zdrowia zatwierdziła ten najbardziej kompleksowy – uwzględniający:

– Chcemy, by rosnące nakłady na ochronę zdrowia realnie przekładały się na dostępność świadczeń i jakość opieki nad pacjentem – podkreśliła minister Leszczyna.
Łączny koszt zatwierdzonego wariantu to 16,94 mld zł, co oznacza wzrost finansowania świadczeń o 11% w skali roku. NFZ przygotuje około 35 tysięcy aneksów do umów, a każda placówka otrzyma nową stawkę ryczałtową do końca lipca.

Gdzie trafią dodatkowe środki?


Wynagrodzenia pracowników medycznych

Ponad 9 mld zł rocznie przeznaczono na wzrost płac. Od lipca 2025 r. minimalne wynagrodzenie zasadnicze wzrośnie o ponad 14% w stosunku do 2024 r., a aż o 44% względem 2022 r.

– Skumulowane koszty ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w latach 2022–2025 to ponad 133 mld zł – zaznaczył prezes AOTMiT.

Taryfikacja świadczeń – ponad 1,2 mld zł rocznie

Lepsze wyceny obejmą m.in.:
Szpitale powiatowe i II poziomu zabezpieczenia
Do placówek I i II poziomu (sieci szpitali) trafi 600,7 mln zł. Dzięki wyższym stawkom NFZ zyskają one dodatkowe środki za już wykonane świadczenia, co oznacza lepsze warunki leczenia i krótsze kolejki.

Wsparcie dla priorytetowych obszarów opieki
Większe finansowanie obejmie:

Nadwykonania w programach lekowych i chemioterapii
Na ten cel przeznaczono 756 mln zł.

Premie za przekroczenie ryczałtu

Szpitale, które przekroczyły limity w 2024 r., otrzymały wyższe środki na 2025 r. – łączny wzrost ryczałtu wyniósł 2,5 mld zł.
Dodatkowo, 372 szpitale – głównie powiatowe – otrzymają premię 300 mln zł.

To największy w ostatnich latach pakiet finansowego wsparcia dla systemu ochrony zdrowia. Jego celem jest poprawa jakości opieki, skrócenie kolejek i zabezpieczenie warunków pracy dla personelu medycznego – również poza dużymi miastami. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, to dopiero początek działań ukierunkowanych na zrównoważony rozwój całego systemu.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia
Foto: Ministerstwo Zdrowia

Zarząd Ogólnopolskiego Związku Szpitali Powiatowych wyszedł z propozycją zmian systemowo-organizacyjnych w podstawowej opiece zdrowotnej. – Wprowadzenie ich w życie w naszej ocenie może pozytywnie wpłynąć na poprawę funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej w Polsce oraz w znaczący sposób odciążyć i usprawnić działalność szpitali, zwiększając tym samym ich efektywność – czytamy w opublikowanym stanowisku.
Dokument 31 stycznia br. został wysłany przez Zarząd Ogólnopolskiego Związku Szpitali Powiatowych (OZPSP) do minister zdrowia Izabeli Leszczyny i prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Filipa Nowaka.

Jak czytamy w opublikowanym na stronie OZPSP stanowisku, tematami budzącymi zastrzeżenia są m.in. niewłaściwa organizacja nocnej i świątecznej pomocy zdrowotnej, zwiększenie kontroli nad dyscypliną czasową pracy POZ czy też niewystarczająca diagnostyka prowadzona u pacjentów w POZ.

Nocna i świąteczna pomoc zdrowotna w gestii przychodni POZ, a nie szpitali
W opinii OZPSP, organizacja nocnej, jak i świątecznej pomocy zdrowotnej w regionie powinna leżeć w kompetencji okolicznych przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, a nie placówek szpitalnych. W uzasadnieniu czytamy, że w ocenie Zarządu, mogłoby to przyjąć formę znaną z poprzednich lat, lub być organizowane w sposób rotacyjny – na przykład, co miesiąc za organizację NiŚOZ odpowiadałaby inna przychodnia.

NiŚOZ jest typowym produktem POZ, za który powinni odpowiadać lekarze rodzinni, a nie szpitale, które realizują inne zadania – podsumowuje OZPSP.

Gdyby organizator systemu nie zdecydował się na zmianę miejsc udzielania świadczeń w ramach NiŚOZ, konieczne jest stworzenie mechanizmu zobowiązującego lekarzy POZ do pracy w NiŚOZ w regionie funkcjonowania ich przychodni. Ponadto powinno się rozważyć likwidację wymogu prowadzenia badań laboratoryjnych w ramach NiŚOZ oraz zwiększyć ryczałt na jej prowadzenie – obecnie jest on nieadekwatny do wynagrodzeń personelu i wymogów.

Zwiększenie kontroli nad dyscypliną czasową pracy POZ i lepsza diagnostyka laboratoryjna
Bez wątpienia należałoby zwiększyć kontrolę nad dyscypliną czasową pracy POZ. W przypadku, w którym POZ nie zapewnia dostępu do świadczeń w obligatoryjnych godzinach, powinna zawierać zdaniem OZPSP, umowy z zastępującą sąsiednią przychodnią bądź też najbliższym szpitalem, a za te zastępstwo płacić.

Powołując się na swoje doświadczenia OZPSP wskazuje na duży problem, jakim jest niewystarczająca diagnostyka prowadzona u pacjentów w ramach POZ, co widać najlepiej, kiedy pacjent trafia do lekarza specjalisty w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, często po długim okresie oczekiwania na wizytę.

opracowanie: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress

źródło: Związek Szpitali Powiatowych
Ministerstwo Zdrowia po dwóch nieudanych próbach, przygotowało trzecią wersję projektu ustawy reformującej szpitalnictwo. Niebawem projekt trafi na obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. O projekcie, oczekiwaniach środowiska i realnych możliwościach, Medicalpress rozmawia z Martą Nowacką, prezes zarządu Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego (ZSzPWŚ).
Katarzyna Redmerska: Mamy trzecie podejście Ministerstwa Zdrowia do projektu reformy szpitali. Do trzech razy sztuka, czy raczej na tym trzecim się nie skończy?

Marta Nowacka: Szpitale powiatowe z niecierpliwością i nadzieją oczekują zmian ustawowych. Od 2017 roku nie aktualizowano wymogów, jakie muszą spełniać te placówki, mimo że sytuacja w ochronie zdrowia dynamicznie się zmienia. Kluczowe jest podejście systemowe – reforma nie może obejmować wyłącznie szpitali, ale powinna uwzględniać cały ekosystem ochrony zdrowia, w tym podstawową opiekę zdrowotną, ambulatoryjną opiekę specjalistyczną oraz finansowanie. Jeśli Ministerstwo Zdrowia zdecyduje się na fragmentaryczne zmiany, efekt będzie ograniczony, a problem zadłużania się szpitali będzie narastał. Zwłoka w podejmowaniu kluczowych decyzji jedynie pogłębia kryzys.

 
Katarzyna Redmerska: W środowisku słychać opinie, że projektowana reforma jest nierealna.
 
Marta Nowacka: Reforma będzie nierealna, jeśli nie zostanie przeprowadzona kompleksowo. Nie da się zmienić wyłącznie wycinka systemu, jeśli nie przeanalizuje się całej ścieżki pacjenta. Kluczowe jest zrozumienie, dlaczego pacjenci trafiają do szpitali, czy mają dostęp do diagnostyki na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, czy lekarze rodzinni posiadają odpowiednie narzędzia do prowadzenia pacjentów. Bez tych analiz każda zmiana pozostanie tylko powierzchowną korektą, która nie rozwiąże problemów systemowych.

Katarzyna Redmerska: Wojewodowie nie chcieli wziąć na siebie odpowiedzialności za ewentualne zamykanie placówek. Ponadto w ich opinii, NFZ regionalnie powinno kształtować mapę potrzeb zdrowotnych i zabezpieczać świadczenia na danym terenie.

 
Marta Nowacka: Podstawą racjonalnych decyzji powinna być rzetelna analiza map potrzeb zdrowotnych, dostosowana do rzeczywistej sytuacji demograficznej i epidemiologicznej regionu. Nie chodzi o zamykanie placówek, ale o ich reorganizację i dostosowanie do aktualnych potrzeb pacjentów. Tam, gdzie np. oddział chirurgii jest nierentowny i nie w pełni wykorzystywany, można rozważyć jego przekształcenie w ośrodek świadczeń planowych lub diagnostycznych. Kluczowe jest to, by decyzje były podejmowane na podstawie danych, a nie obaw przed reakcją społeczną.
 
Katarzyna Redmerska: Czy projekt nie traktuje świadczenia nazbyt monolitowo? Nie wspominając o tym, że NFZ nie ma dostatecznych funduszy na adekwatne do potrzeb finansowanie świadczeń?
 
Marta Nowacka: Największym problemem jest chroniczne niedofinansowanie systemu, a plany finansowe NFZ nie są dostosowane do faktycznych potrzeb systemu. Potwierdza to fakt, że szpitale oraz poradnie często przyjmują pacjentów ponad limity ustalone w umowach z NFZ. Reforma powinna przede wszystkim zwiększyć dostępność do świadczeń zgodnych z mapą potrzeb zdrowotnych, a nie być jedynie narzędziem restrukturyzacji kosztowej. Koszty prowadzenia szpitali rosną –wynagrodzenia, media, leki, sprzęt medyczny; a NFZ już dziś ma problemy z regulowaniem płatności, w tym nawet w onkologii programach lekowych czy w poradniach. Brak dodatkowych środków spowoduje, że reforma może okazać się jedynie działaniem pozorowanym.
 
Katarzyna Redmerska: Jedną z kluczowych niewiadomych jest nowa kwalifikacja do sieci, która ma zostać spłaszczona do jednego poziomu i nastąpić w 2027 roku. Jak Pani to ocenia?
 
Marta Nowacka: Bez szczegółów trudno jednoznacznie ocenić ten pomysł. Spłaszczenie poziomów może uprościć system i uelastycznić finansowanie, ale jednocześnie istnieje ryzyko, że nie uwzględni specyfiki poszczególnych placówek. Reforma sieci szpitali to tylko jeden z elementów, który sam w sobie nie uzdrowi systemu. Najważniejsze będzie powiązanie tej zmiany z rzeczywistymi potrzebami pacjentów i zapewnienie adekwatnego finansowania.

Katarzyna Redmerska: Wielu dyrektorów szpitali ma uwagi do odwróconej piramidy świadczeń. Stwierdzają, że nie są zainteresowani konsolidacją.

Marta Nowacka: Po konferencji Ministerstwa Zdrowia w lipcu 2024 roku panowało  przekonanie, że zmiany są konieczne. Niestety, od tego czasu niewiele  się wydarzyło. Nie wszystkie szpitale powiatowe mają możliwość  konsolidacji – w dużych miastach może to mieć sens, ale w mniejszych  miejscowościach szpitale często są jedynymi placówkami w regionie.  Środki z KPO miały umożliwić restrukturyzację, ale ich przyznawanie obwarowano dodatkowymi kryteriami. W efekcie nie każdy szpital, który chciał się przekształcić, otrzyma wsparcie, co budzi rozczarowanie.

Katarzyna Redmerska: Narzędzia oddłużeniowe zawarte w reformie mogą w Pani opinii wesprzeć szpitale powiatowe?

 
Marta Nowacka: Tak, ale tylko pod warunkiem, że będą one powiązane z realnymi planami naprawczymi zatwierdzonymi przez NFZ. Dziś planowanie restrukturyzacji to wróżenie z fusów – brak możliwości kontraktowania nowych świadczeń, brak elastyczności w dostosowaniu oddziałów do rzeczywistego zapotrzebowania. Normy zatrudnienia nie uwzględniają faktycznego obłożenia oddziałów, co generuje niepotrzebne koszty. Dopiero gdy szpitale otrzymają jasne wytyczne i realne narzędzia dostosowania działalności do potrzeb pacjentów, oddłużenie może przynieść długofalowe korzyści.

Katarzyna Redmerska: A co z funkcjonowaniem szpitali powiatowych w systemie hospitalizacji planowej, a nie ostrej? Czy to będzie znaczące udogodnienie?

Marta Nowacka: W niektórych przypadkach tak, ale wiele będzie zależeć od lokalnych uwarunkowań. Społeczność przyzwyczajona do dotychczasowego modelu może początkowo negatywnie odebrać zmiany, szczególnie jeśli zlikwidowana zostanie izba przyjęć. Trudno wytłumaczyć pacjentom, że to dla ich dobra, gdy jednocześnie wydłużają się kolejki do planowych świadczeń. Z drugiej strony, utrzymywanie pełnego zabezpieczenia ostrego dyżuru w każdym szpitalu jest dziś nieracjonalne – brakuje personelu, a koszty są ogromne. Reforma musi być przeprowadzona z uwzględnieniem realnych możliwości organizacyjnych i komunikacyjnych.

Katarzyna Redmerska: Cały system zdrowia od lat potrzebuje naprawy. Czy nie jest zatem błędem ograniczenie reformy wyłącznie do szpitali powiatowych?

Marta Nowacka: Tak, to ogromny błąd. Ograniczenie reformy do szpitali powiatowych sprawi, że nie uda się ona nawet w minimalnym zakresie. Ochrona zdrowia to system naczyń połączonych – jeśli nie usprawnimy POZ, opieki ambulatoryjnej i finansowania, to zmiany w szpitalach nie przyniosą oczekiwanych efektów. Potrzebne są kompleksowe działania obejmujące cały sektor, a nie tylko jego wycinek.

Z ostatniej chwili: Jak dowiedział się Rynek Zdrowia, projekt ustawy reformującej szpitalnictwo w tym tygodniu trafi na obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. O kwalifikacji do sieci szpitali zdecydują oddziały wojewódzkie NFZ, a nie wojewodowie, którzy sprzeciwili się takiemu rozwiązaniu zawartemu w poprzedniej propozycji projektu.

źródło: redakcja Medicalpress

Systemowi ochrony zdrowia potrzebna jest reforma konsolidacyjna. Nie można mówić o problemie finansowania szpitali w oderwaniu od całości. Aby nie stracić tej krytycznej części systemu, dłużej nie może trwać przerzucanie kosztów, które antagonizuje, zamiast zmuszać do współpracy. Trzeba też skrócić czas hospitalizacji – uważają eksperci od szpitalnictwa.
Rzeczywistym problemem ochrony zdrowia w Polsce jest fragmentacja opieki. Dotyka ona pacjentów, którzy w razie ciężkiej choroby są mocno pogubieni w systemie. Poza nielicznymi programami opieki skoordynowanej, jak: KOS-zawał (skoordynowana opieka nad pacjentem po zawale), KOS-BAR (bariatryczna opieka skoordynowana), teraz KOWZS (reumatyczna opieka skoordynowana), pacjent musi sam zorganizować swoje leczenie.

„Nie możemy dłużej zostawiać na pastwę losu pacjenta, który np. po wyjściu ze szpitala powinien mieć od razu rehabilitację, bo inaczej grozi mu niepełnosprawność. Przy braku koordynacji zorganizuje ją sobie ktoś, kto jest obrotny i mobilny. Wykluczeni transportowo, ubodzy stracą zdrowie. Przy takim podejściu pieniądze wydawane na opiekę interwencyjną są więc częściowo marnowane. Rosną też koszty społeczne poza systemem ochrony zdrowia: pacjent wypada z rynku pracy, przejmuje go opieka społeczna itp.” – mówi Maria Libura, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, ekspertka Polskiej Sieci Ekonomii.

Jej zdaniem, powinno się płacić za skoordynowane ścieżki opieki, czyli spójne i zorganizowane procesy opieki. To, co dziś jest ewenementem, jak KOWZS, powinno być standardem.

„Nie płaćmy za izolowaną interwencję, która sama z siebie nie wnosi wartości do systemu, tylko płaćmy za szereg skoordynowanych w czasie działań, które doprowadzają pacjenta do poprawy zdrowia lub powstrzymują postęp choroby, przynoszą ulgę w cierpieniu. Taka integracja działań może być wirtualna, nie wymaga jednego właściciela wszystkich podmiotów zaangażowanych w opiekę. Natomiast jest ważne, by podmioty musiałyby współdziałać, aby uzyskać finansowanie. Podstawowa opieka zdrowotna (POZ) musi współpracować ze specjalistami. Jeśli chcemy płacić za jakość, zwykle nie możemy zadowolić się mechanizmem płatności za procedurę” – wylicza Maria Libura.

Ale nie tylko pacjent jest ofiarą fragmentacji sytemu. Odczuwają ją także sami świadczeniodawcy. Powstają grupy interesów i one walczą między sobą o ograniczone finansowanie, w sposób który antagonizuje. Czasem pacjent „zepsuty” w placówce niepublicznej, której sporo płaci za opiekę, jest odsyłany karetką do szpitala np. klinicznego, żeby został „naprawiony”. Również między publicznymi szpitalami zdarzają się takie akcje. Szpital o niższej referencyjności wysyła pacjenta z ciężkim zakażeniem bakteryjnym karetką do szpitala o wyższej referencyjności, nie informując, że to pacjent z bakterią odporną na antybiotyki.

Obecnie szpitalom płaci się za wykonanie procedur medycznych. Wycen dokonuje Agencja Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Jak to działa w praktyce?

„W każdym obszarze znajdziemy spijanie śmietanki i przerzucanie kosztów, bo tak antagonistycznie skonfigurowany jest nasz system w imię błędnie pojętej konkurencji” – komentuje Maria Libura.

Potrzebujemy więc szybko reformy konsolidacyjnej, bo podstawowym problemem jest integracja elementów systemu ochrony zdrowia w taki sposób, żeby premiować współpracę, a nie wspierać zachowania antagonistyczne.

System to całość, a nie fragmenty

Na system ochrony zdrowia należy spojrzeć całościowo, a nie osobno na: POZ, ambulatoryjną opiekę szpitalną (AOS), szpital powiatowy, wojewódzki, kliniczny, osobno na onkologię – to są naczynia połączone.

To nie jest zły system. To jest system źle zarządzany. Mamy bardzo dużo dobrego sprzętu medycznego, który stoi niewykorzystany. Ponadto źle są pomyślane specjalizacje.

Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych od początku swojego istnienia apeluje, by zmniejszyć liczbę specjalizacji. I wrócić do starego sytemu, kiedy najpierw robiło się internę, chirurgię, a potem przez dwa lata np. kardiologię czy pulmonologię. Czyli każdy kardiolog mógł pracować na internie, co szczególnie sprawdziłoby się w czasach epidemii – do leczenia covid najbardziej potrzebni byli interniści.

Tymczasem mamy ok. 90 szczegółowych specjalizacji, mamy ok. 90 konsultantów wojewódzkich, krajowych. Część z tych specjalizacji pokrywa się. Dobrze, że jest Krajowa Sieć Onkologiczna. Tyle że pacjent onkologiczny rozpoczyna leczenie w POZ.

Również poradnie specjalistyczne przetrzymują zbyt długo pacjenta, przez co tworzą się kolejki, nie kierują go z powrotem do POZ – to nie do końca medycyna rodzinna, tylko przychodnie czynne od pon. do pt. do godz. 18.00. Potem pacjentowi zostaje szpital.

„Mieliśmy postulat, żeby badania diagnostyczne, laboratoryjne robić w szpitalu po to, że gdy pacjent korzysta z pomocy nocnej i świątecznej, lekarz wchodzi w bazę i ma wszystkie badania danego pacjenta z powiatu. Ale POZ ma swoją autonomię i pacjenci mogą robić badania, gdzie chcą. Jeśli te poszczególne elementy układanki zaczną być systemem naczyń połączonych i każdy będzie pilnował swojego obszaru, będzie dobrze. Trzeba też pomyśleć o zawodach pomocniczych. Nie może być tak, że lekarz POZ koncentruje się tylko na pisaniu recept. Na Zachodzie większością zdarzeń w POZ kieruje pielęgniarka – mówi Waldemar Malinowski, prezes zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. – Ona przeprowadza wywiad, kwalifikuje pacjenta, czy jest do natychmiastowego przyjęcia, czy może poczekać. Poza tym na Zachodzie to zazwyczaj lekarze rodzinni organizują całą opiekę POZ, również dyżury nocne i świąteczne. Umawiają się, gdzie będzie jeden dyżur albo dwa na cały powiat. Natomiast w Polsce zostało to wciśnięte szpitalom. Nie może być tak, że każdy przepycha się ze swoim pomysłem” – dodaje ekspert.

Jego zdaniem niekoniecznie muszą być cztery podstawowe oddziały, bo np. liczba porodów w tej chwili spadła – szpitale miały po 2 tys. porodów, a obecnie mają 700. Wkrótce więc i pediatrie nie będą miały kogo leczyć.

„Proponowaliśmy powiatowe centra zdrowia. Zaangażował się w to również Związek Powiatów Polskich. Powiaty muszą zacząć dogadywać się, gdzie co ma być. Przy tych zasobach kadrowych musimy tak zorganizować ochronę zdrowia, żeby pacjent wiedział, gdzie dostanie opiekę. Czyli jeśli na wsi jest POZ, ale lekarz np. kończy pracę o godz. 14.00, pacjent otrzyma pomoc przy szpitalu” – uważa Waldemar Malinowski.

POZ dobrze wyposażony, ale rozliczany z efektów leczenia

Do tej pory nie wiadomo, dlaczego zrzucono na SORy, które są przecież szpitalnymi oddziałami ratunkowymi, nocną i świąteczną opiekę nad chorymi, czyli zadanie, które wynika z zadań POZ. Na SORy nie można przychodzić po receptę albo z powodu przewlekłego kataru.

Dlatego, zdaniem Jakuba Kraszewskiego, przewodniczącego Polskiej Unii Szpitali Klinicznych, dyrektora Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, podstawowa opieka musi być odpowiednio wyposażona i wynagradzana od efektu, a nie ryczałtowo. Tam gdzie jest duży popyt i mała podaż, musi być system zadaniowy, a nie ryczałtowy. Kraszewski uważa też, że jeśli ktoś dotyka pacjenta, czy to szpital publiczny czy niepubliczny i go „psuje”, powinien odpowiadać za jego „naprawę”. Zdarza się bowiem, że z różnych placówek przyjeżdża karetka z takim pacjentem, a system płaci bezrefleksyjnie takie samo wynagrodzenie temu, który pacjenta „zepsuł”, jak i temu, który pacjenta „naprawił”.

„W świecie działa to tak, że jeśli ktoś źle wykonał usługę, ponosi konsekwencje. Nie ma w tym momencie znaczenia, czy pieniądze są płacone z prywatnej kieszeni pacjenta, czy z jego składki. Istotne jest to, że ktoś pogorszył stan pacjenta i przekazał go do innego ośrodka, który pacjenta >>naprawił<< i obydwa ośrodki uzyskują wynagrodzenie. To nie jest działanie normalne. Zasady rynkowe podażowo-popytowe działają na całym świecie tak samo. Najlepszym systemem byłby taki, gdyby pacjenci sami wybierali miejsce, w którym chcą poprawiać swój stan zdrowia. Za tą poprawą przepływałyby środki. Ta sama zasada powinna dotyczyć POZ. Jeśli zbyt dużo pacjentów jest odsyłanych na SOR, to taki POZ powinien tracić finansowo. Nie może być tak, że POZ zamyka się o godz. 14.00 czy o 16.00” – stwierdza Jakub Kraszewski.

Codzienność szpitali powiatowych – ponad 20 miliardów złotych zadłużenia

„W 2022 r. weszły w życie podwyżki dla personelu medycznego. Kilka szpitali na ten cel dostało kwotę zero zł. Tymczasem miesięcznie na podwyżki musiały przeznaczyć ok. 300 tys. zł. Były też takie szpitale, które dostały dużo więcej niż potrzebowały. Do dziś nie wiemy, jaką rekomendację dała w tej kwestii AOTMiT” – podkreśla Waldemar Malinowski.

Wespół z prezesem Związku Powiatów Polskich wysłał pisma do NIK z prośbą o wyjaśnienie kwestii algorytmów narzuconych przez AOTMiT. Do dziś jednak nie otrzymali odpowiedzi. A o tym, że system był zły świadczy fakt, że we wrześniu 2022 r. minister zdrowia zaproponował tzw. produkt 16 proc., czyli jeśli ktoś miał wzrost środków zgodnie z umową z NFZ, poniżej 16 proc., dostał dopłatę.

„Wiele szpitali dostało poniżej 16 proc. Ale też sporo dostało ponad 20 proc. 3 lub 4 zaś dostały ok. 40 proc. w stosunku do swojego kontraktu. Algorytm rozciągnął totalnie środki dodatkowe, które miały być na wynagrodzenia” – wyjaśnia Waldemar Malinowski.

Uważa on, że skoro sejm przyjął ustawę o wynagrodzeniach, to o taki procent powinny wzrosnąć środki, aby można było zapłacić ludziom za pracę. A o tym, jak bardzo nieczytelny jest system świadczą badania bilansu w szpitalach będących spółkami samorządowymi – biegły potrzebuje dwa, trzy miesiące, aby zrozumieć, jak to wszystko działa.

Szpitale powiatowe interesują głównie wyceny w internie, chirurgii, ginekologii i położnictwie – tu są spore niedoszacowania. W algorytmach odnośnie do podwyżek zaproponowano podniesienie wyceny niektórych procedur w chirurgii, ginekologii, interny, ale nie na zasadzie nowej wyceny, tylko zastosowania wagi punktowej, która zwiększyła o 20 proc. finansowanie danej procedury, ale wszystkich procedur było ponad 45, więc to kropla w morzu.

„Obecnie jest wzrost minimalnego wynagrodzenia w gospodarce, więc znów musimy ponieść jego koszty. W poprzednich latach były ogromne wzrosty cen energii – zmiany wycen procedur nie było. Do tego w lipcu 2022 r. doszły wspomniane już zmiany wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Dlatego uważamy, że wyceny powinny być nowelizowane na podstawie raportów GUS. Trzeba pamiętać, że szpital oprócz tego, że świadczy usługi, jest w gotowości, czeka na pacjenta. I za tę gotowość zespołowi trzeba płacić” – podkreśla Waldemar Malinowski.

Zadłużenie szpitali powiatowych wynosi w tej chwili ponad 20 miliardów złotych.

Serwis Zdrowie wysłał do biura prasowego AOTMiT pytanie o algorytm odnośnie do finasowania podwyżek w służbie zdrowia. W długiej odpowiedzi czytamy m.in.: „Cała metodologia oraz wyniki analiz poprzedzających wydanie rekomendacji nr 65/2022 z dnia 13 lipca 2022 r. Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej zawarte zostały w raporcie oraz aneksie opublikowanych w Biuletynie Informacji Publicznej Agencji.” Warto, aby bezpośrednio do źródła zajrzały osoby zainteresowane tematem i rozumiejące skomplikowany język odnośnie do wyliczania algorytmu.

Szpitale kliniczne – nieco lepiej

Zdaniem Jakuba Kraszewskiego nie można generalizować, że wszystkie szpitale mają dobrą bądź złą sytuację finansową. Podobnie jest z procedurami – jedne są dobrze wycenione, inne są przeszacowane i są też procedury bardzo niedoszacowane, wymagające poprawy wyceny.

„Myślę, że około połowa procedur jest wyceniona prawidłowo. Gdyby było inaczej, wszystkie szpitale byłyby na stracie, a tak nie jest. Kilkanaście procent szpitali ma problemy m.in. dlatego, że są monoprofilowe i realizują procedury niedoszacowane. Ale są też procedury przeszacowane, bo np. technologia się zmieniła, staniała. Niektóre wyceny pamiętają czasy zamierzchłe i nie przystają do realiów. Lepiej jest z procedurami specjalistycznymi, gorzej z podstawowymi, jak: proste zabiegi chirurgiczne, zabiegi internistyczne – one bywają kosztowne, szpitale powiatowe wykonują ich dużo. Trzeba te procedury przejrzeć i prawidłowo wycenić” – przyznaje Jakub Kraszewski.

Problemem jest też długość hospitalizacji. W Europie są krótkie, w Polsce z powodu tej samej choroby pacjent leży w szpitalu czasem nawet dwa razy dłużej.

„Dziś głównym kosztem w szpitalu jest koszt pracy – są szpitale, gdzie ten koszt stanowi 70 proc. Jeśli wykonujemy więcej procedur, szpital staje się efektywny, czyli muszą być krótkie i skuteczne hospitalizacje. W szpitalach, w których hospitalizacje przedłużają się, czasem ze względów niezależnych od szpitali, tam finanse nie bilansują się. Patrzmy też na to, za co płacimy. 7 dni leczyło się pacjentów covidowych w Niemczech, u nas nawet 14 dni – wylicza Jakub Kraszewski. – Gotowość też kosztuje. Jeśli mamy oddział, na którym 24 na dobę ma być opieka, trzeba obsadzić stanowiska. Potrzebujemy prawie 6 etatów pielęgniarskich i 4 etaty lekarskie. Jeśli przynajmniej część procedur uda nam się wykonać w trybie dziennym, do obsługi pacjentów nie potrzeba będzie 6 etatów pielęgniarskich, tylko dwóch. Koszty spadną” – dodaje ekspert.

„W województwach, gdzie szpitale zostały zrestrukturyzowane i są dobrze zarządzane, skala zadłużenia jest minimalna. Całkowita wartość zobowiązań przeterminowanych tj. niezapłaconych przez polskie szpitale w terminie na koniec września 2023 wynosiła 2 miliardy 382 miliony złotych. Z czego 489 milionów na Mazowszu, 353,4 milionów na lubelszczyźnie a tylko 0,8 miliona w lubuskim czy 5,3 miliona w pomorskim” – dodaje ekspert.

W którą stronę powinien zmierzać system?

Oprócz tego, że powinien zmierzać do konsolidacji, powinien także tam, gdzie to możliwe unikać hospitalizacji i tam, gdzie to możliwe hospitalizacje skracać. Polski nie stać na rozrzutność, ale też nie mamy aż tyle personelu medycznego. Warto ponadto szukać rozwiązań w oparciu o nowe technologie. Bogate kraje, jak Luksemburg, mają mniej lekarzy niż w Polsce, ale nie trzymają pacjenta do koronografii przez trzy dni w szpitalu.

Zdaniem Jakuba Kraszewskiego, na bazie istniejącej infrastruktury szpitalnej można by załatwić pobyty długookresowe, świadczenia długoterminowe, których nie da się uniknąć. Problemem szpitali specjalistycznych i powiatowych są pacjenci pozbawieni opieki. Społeczeństwo starzeje się, ale tacy pacjenci nie mogą blokować „szybkich” łóżek.

Nie jest też dobrze, gdy system opieki społecznej jest oddzielony od resortu zdrowia. Zadania opiekuńcze są zrzucone na gminy, a one nie mają pieniędzy. Tymczasem szpital nie powinien prowadzić pobytów długookresowych, paliatywnych.

„Żeby to się mogło zrealizować musi być odpowiednio wyposażona w diagnostykę podstawowa opieka medyczna. Później sprawnie diagnozująca, specjalistyczna opieka ambulatoryjna. Dopiero wtedy skrócimy czas hospitalizacji. Obrót pacjentów w szpitalu przyspieszymy jeszcze bardziej, jeśli zrobimy prerehabilitacje, czyli tak wzmocnimy pacjentów przed przyjściem do szpitala, że szybciej będą dochodzić do zdrowia po zabiegu” – stwierdza Jakub Kraszewski.

Źródło: Serwis Zdrowie

Trzeba bić już na alarm, bo sytuacja szpitali powiatowych jest tragiczna – większe niż rok wcześniej straty w działalności i rosnące długi – tak mówili eksperci w czasie prezentacji raportu Związku Powiatów Polskich dotyczącego finansów szpitali powiatowych za 2022 rok. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że analizuje sytuację.
W Polsce jest ok. 240 szpitali powiatowych. Pod kierunkiem prof. Eweliny Nojszewskiej ze Szkoły Głównej Handlowej został opracowany raport – diagnoza stanu finansowego szpitali prowadzonych przez powiaty i miasta na prawach powiatu.

Spośród analizowanych 211 jednostek aż 191 odnotowało w 2022 roku stratę na działalności podstawowej (w 2021 było ich 172), a 151 stratę netto (wobec 112 w 2021 roku). Przychody ze sprzedaży wzrosły nieznacznie ponad 1 mld zł, a koszty działalności podstawowej o 1,6 mld zł. O przeszło 2 mld złotych zwiększyły się zobowiązania.
Szpitale nie są w stanie uzyskać środków, które pozwoliłyby na prowadzenie bieżącej działalności, nie mówiąc już o odtwarzaniu majątku, który umożliwiłby udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej – podkreśliła Katarzyna Sekuła, specjalistka ds. Analiz w Biurze Związku Powiatów Polskich (ZPP) zwracając się m.in. do przedstawicieli rządu, NFZ, samorządów, dyrektorów i prezesów szpitali powiatowych i miejskich, którzy uczestniczyli w spotkaniu. 
Eksperci zwrócili uwagę na to, że kondycja finansowa szpitali już w 2021 roku była zła, a w 2022 roku znacznie się pogorszyła i tak naprawdę nawet wzrost wyniku nie pozwala często na przysypanie tego, co powstało w budżetach placówek.
Nie jesteśmy w punkcie zero. My jesteśmy w piwnicy, na poziomie parkingowym – zobrazowała sytuację finansową szpitali Bernadeta Skóbel, kierownik Działu Monitoringu Prawnego i Ekspertyzy w Biurze Związku Powiatów Polskich.
Diagnoza: co poszło nie tak?

Co za tą złą kondycją szpitali stoi? Podczas dyskusji wskazano m.in. na wzrost kosztów związany z inflacją, zmianę wyceny świadczeń, która nie pozwoliła na odpowiednie zabezpieczenie środków, by pokryć ustawowy wzrost wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia. W połowie zeszłego roku ustawowo zmieniono wysokość minimalnych wynagrodzeń pracowników wykonujących zawody medyczne oraz pracowników działalności podstawowej, innych niż pracownicy wykonujący zawody medyczne, zatrudnionych w podmiotach. W zależności od zaszeregowania do grupy pracowników minimalna podwyżka wahała się od 17 do 41 proc. Na ten cel wyasygnowano kwotę około 18 mld zł, w tym roku zapowiedziano, że będzie to 15 mld zł. Pomimo tego, zarządzający placówkami twierdzą, że to nie wystarczy.

Dodatkowo poprawie wyników szpitali nie pomaga fakt, że niedoszacowane są procedury, które realizowane są w ramach ryczałtu sieciowego (ryczałt PZS) dotyczące głównie chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, ortopedii (urazy), pediatrii, ginekologii i położnictwa czy chorób zakaźnych.
Z tego (ostatniego– przypis red.) względu nawet te szpitale, które w ujęciu procentowym odnotowały relatywnie wysoki wzrost wartości kontaktu, odnotowały pogorszenie wyniku finansowego – zwracają uwagę eksperci w raporcie.
W wielu przypadkach szpitale rolują swój dług, czyli zaciągają kredyt, by spłacić bieżące zobowiązania, a większość kosztów (75 proc.) pochłaniają te związane z kosztami pracy, czyli  m.in. wynagrodzeń, ubezpieczeń społecznych.

Ciągłe niespodzianki

Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska zwróciła też uwagę na to, że szpitale  działają w niepewnej sytuacji prawnej.
Jesteśmy zaskakiwani wciąż nowymi rozwiązaniami albo ich brakiem lub spływają one do nas bardzo późno. Mamy koniec czerwca, a my nie wiemy jeszcze, jakie będziemy mieli umowy w naszych szpitalach 1 lipca (…) Zamiast coraz lepiej, jest coraz gorzej – oceniła wiceprezydent.
Zastanawiała się, czy w takim razie należy ogłosić „bankructwa” placówek medycznych. Problem w tym, że szpitale mogą wykonywać więcej świadczeń, ale nie mają odpowiednio wysokiego ryczałtu. W związku z tym, zamiast przeprowadzać na przykład więcej zabiegów, często zmuszone są je rozkładać w czasie, bo brakuje pieniędzy.

W Warszawie działa 9 szpitali miejskich w 11 lokalizacjach i ponad 100 zakładów lecznictwa otwartego. W zeszłym roku szpitale te odnotowały stratę w wysokości około 120 mln zł, w tym roku szacuje się ją na około 90 mln zł. Jak dodała wiceprezydent, ta kalkulacja nie obejmuje jeszcze kosztów podwyżek płac od 1 lipca. Jej zdaniem sytuacja jest „naprawdę dramatycznie trudna” i ratusz walczy o każdą złotówkę, ale nie chce dłużej zastępować Ministerstwa Zdrowia w opiece nad pacjentami.
Dlatego z wielką determinacją prosimy o to, abyśmy usiedli do poważnych, merytorycznych rozmów. Dyskutowali o tym, jak powinna wyglądać prawidłowo wycena świadczeń i strumień pieniędzy idący do szpitali – podsumowała.
Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski zapewnił, że resort analizuje przekazywane informacje dotyczące sytuacji finansowej szpitali i uwzględniane są one w rekomendacjach Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Błąd tkwi w systemie

Eksperci podkreślili, że powodem tak złej kondycji szpitali powiatowych w Polsce jest „błąd systemowy”. Podkreślali, że nie można siedzieć z założonymi rękami, bo szpitale lawinowo się zadłużają. W 2022 roku dług szpitali powiatowych wzrósł do 16 mld zł, podczas gdy jeszcze w 2019 około 60 proc. szpitali bilansowała się.
To przerażająca kwota. Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na regulację, która miała miejsce w lipcu 2022 roku, jeżeli chodzi o płace minimalne. Jest ona wadliwa. Wzrost tego zadłużenia do 16 mld zł, to właśnie jej efekt. Ani organy założycielskie ani same szpitale nie dadzą sobie rady aż z tak potwornym zadłużeniem – powiedział Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Prof. dr hab. Ewelina Nojszewska ze Szkoły Głównej Handlowej, współautorka raportu „Sytuacja finansowa szpitali powiatowych w świetle nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych”, wskazała na problem braku ciągłości przepływu środków finansowych w szpitalach, co skutkuje zatorami płatniczymi i opóźnieniami w płaceniu zobowiązań, a to powoduje naliczanie odsetek, które również trzeba uregulować. Ponadto zauważyła, że dopiero w grudniu 2022 roku zwiększono limit ryczałtu dla szpitali, które przekroczyły 100 proc. wykonania kontraktu.
Jeżeli to nie zostanie uwzględnione w przepisach prawnych, to cały czas szpitale będą narażone na dodatkowe straty finansowe – dodała.
Eksperci wskazali, że tak naprawdę potrzebna jest gruntowna zmiana, by powiaty nie musiały ciągle dokładać szpitalom pieniędzy. Ostrzegli też, że jeżeli ta sytuacja nie zostanie ustabilizowana, to będzie rzutować na finanse tych placówek w kolejnych latach.

 
źródło: Serwis Zdrowie