Medicalpress
Narodowy Instytut Onkologii w Krakowie wdraża narzędzia, które zmienią sposób przygotowywania, podpisywania i przechowywania dokumentacji medycznej. W ramach projektu cyfryzacji finansowanego ze środków Krajowego Planu Odbudowy zakupiono 26 tabletów mobilnych, dwa skanery, 27 długopisów biometrycznych oraz 11 ekranów podpisowych.
Nowe wyposażenie pozwoli połączyć kilka dotychczas odrębnych czynności w jeden elektroniczny proces. Dokument będzie można wyświetlić pacjentowi, uzupełnić, podpisać i zapisać bez konieczności przygotowywania kolejnych wydruków. Rozwiązanie znajdzie zastosowanie na oddziałach, w poradniach, pracowniach oraz rejestracjach Instytutu. Istotnym elementem wdrożenia jest powiązanie nowych urządzeń z funkcjonującym w NIO systemem informatycznym.

– Zakończyliśmy etap integracji rozwiązania z systemem HIS. Oznacza to, że formularze, skany i dokumenty opatrzone podpisem elektronicznym będą trafiały bezpośrednio do właściwej dokumentacji pacjenta. Jednocześnie system zachowuje kontrolę uprawnień i pozwala rejestrować, kto oraz w jakim zakresie korzystał z określonych danych – wyjaśnia Adam Gackiewicz z Działu IT NIO w Krakowie.

Tablety będą wykorzystywane m.in. do przedstawiania pacjentom treści zgód, oświadczeń i formularzy. Uzupełnienie danych na urządzeniu mobilnym ograniczy konieczność późniejszego przepisywania informacji z wersji odręcznej. Czytelność zapisów oraz możliwość sprawdzenia wymaganych pól jeszcze przed zatwierdzeniem dokumentu pomogą również zmniejszyć liczbę braków formalnych.

– Dla osób zgłaszających się do Instytutu będzie to przede wszystkim prostszy sposób dopełniania formalności. Pracownik będzie mógł przeprowadzić pacjenta przez formularz, wyjaśnić niejasne punkty i od razu zweryfikować, czy wszystkie wymagane informacje zostały podane. Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, gdy pacjent jest zdenerwowany, osłabiony albo ma trudność z samodzielnym wypełnianiem rozbudowanych druków– podkreśla Katarzyna TarnawskaKierownik Działu ds. Koordynacji Krajowej Sieci Onkologicznej i Wsparcia Działalności Leczniczej.

Do systemu mogą być wprowadzane także materiały dostarczone z innych placówek, w tym wyniki badań, karty informacyjne leczenia szpitalnego, wypisy, opisy zabiegów i operacji, zaświadczenia oraz pozostałe dokumenty istotne dla dalszego postępowania medycznego. Dwa zakupione skanery umożliwią ich przekształcenie do postaci cyfrowej.

Podczas zapisu wykorzystywana będzie technologia OCR, czyli optyczne rozpoznawanie tekstu. Pozwala ona odczytywać treść zeskanowanych stron, a nie traktować ich wyłącznie jako obrazu. Każdy plik zostanie ponadto opisany metadanymi, takimi jak kategoria dokumentu, dane identyfikacyjne oraz miejsce przypisania w historii choroby.

– Dobrze przeprowadzona digitalizacja nie kończy się na wykonaniu skanu. Kluczowe jest uporządkowanie materiału w taki sposób, aby potrzebny dokument można było odnaleźć według jego rodzaju, daty lub związku z konkretnym etapem leczenia. W efekcie powstaje spójny zasób informacji, który wspiera ciągłość opieki i ogranicza konieczność korzystania z rozproszonych archiwów – mówi Krzysztof Wrona, Kierownik Archiwum Zakładowego i Dokumentacji Medycznej.

Długopisy biometryczne umożliwią odwzorowanie podpisu odręcznego wraz z jego cechami charakterystycznymi, natomiast ekrany Wacom posłużą do akceptowania dokumentów bezpośrednio na stanowiskach obsługi. Zastosowanie kilku rodzajów urządzeń pozwoli dopasować sposób pracy do specyfiki danego miejsca oraz rodzaju formularza.

Pełne uruchomienie produkcyjne rozwiązania planowane jest w najbliższym czasie. Inwestycja stanowi kolejny etap rozwoju cyfrowego środowiska NIO w Krakowie finansowanego z środków KPO, w którym technologia ma wspierać zarówno organizację procesów medycznych, jak i sprawną komunikację między pacjentem a personelem.

Żródło: inf pras

Zmiany w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty są nieakceptowane – wynika ze stanowiska Porozumienia Rezydentów. Związek zawodowy sprzeciwia się m.in. zmianom w rezydenturach i skróceniu stażu podyplomowego. Uważa, że nowe przepisy „penalizują” lekarzy korzystających z uprawnień rodzicielskich.
Ministerstwo Zdrowia skierowało 8 czerwca do konsultacji publicznych projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw. Nowelizacja przewiduje m.in. skrócenie o połowę stażu podyplomowego, zmiany w egzaminach lekarskich i w rezydenturach.

Porozumienie Rezydentów przyjęło 14 czerwca stanowisko dotyczące tego projektu. Związek zawodowy zaznaczył w nim, że przed publikacją projektu było wiele spotkań między przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia a środowiskiem lekarzy i studentów medycyny, w czasie których rezydenci podnosili liczne wątpliwości. „Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło naszych argumentów, pomijając je. Czyni to w naszym przekonaniu ustawę kategorycznie nieakceptowalną” – napisali rezydenci.

– W środowisku lekarskim wrze od sprzeciwu wobec proponowanych zmian, a każdy komunikat Ministerstwa Zdrowia w mediach społecznościowych pełen jest negatywnych reakcji – napisał w poniedziałek w wiadomości do PAP Sebastian Goncerz, przewodniczący związku zawodowego.

Według Porozumienia Rezydentów, prawo dotyczące kształcenia lekarzy jest nieczytelne. „Pierwszym i podstawowym postulatem Porozumienia Rezydentów jest to, że należy uchwalić ustawę o kształceniu lekarzy i lekarzy dentystów, która będzie ustawą odrębną od ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Przepisy te należy uporządkować, zharmonizować i usystematyzować. Kolejna fragmentaryczna nowelizacja jedynie pogłębi chaos w obecnej ustawie i utrudni jej stosowanie” – wskazało Porozumienie Rezydentów.

Związek zawodowy napisał, że likwidacja jawnej bazy pytań w egzaminach lekarskich jest zmianą pożądaną, którą popiera. Poza tym, ma szereg uwag.

Porozumienie Rezydentów ma zastrzeżenia do zmian dotyczących rezydentury – chodzi o to, że projekt uniemożliwia zmianę miejsca jej realizacji z zachowaniem miejsca rezydenckiego. „W naszej ocenie jest to najbardziej szkodliwa i krótkowzroczna zmiana w tej ustawie. Uniemożliwia ona ucieczkę z miejsc obarczonych dużą liczbą nieprawidłowości w zakresie szkolenia specjalizacyjnego i pracy” – napisali rezydenci. Podkreślili, że „w skali około 5 lat szkolenia specjalizacyjnego jedynie od 5 proc. do 10 proc. lekarzy decyduje się na zmianę jednostki szkoleniowej, co oznacza, że nie jest to zjawisko o skali zagrażającej stabilności systemu”.

Według związku zawodowego procedowane zmiany mogą zaowocować gwałtownym wzrostem liczby lekarzy bez specjalizacji, „co stoi w bezpośredniej sprzeczności z oficjalną polityką państwa dążącą do redukcji kolejek do lekarzy specjalistów”. Chodzi o przewidziane w projekcie sankcje dla lekarzy, którzy nie podejmą pracy w nowo przyznanym miejscu rezydenckim, wyłączając ich z rekrutacji rezydenckiej na 1,5 roku.

„W połączeniu z jednoczesnym uniemożliwieniem swobodnej zmiany miejsca szkoleniowego, regulacje te doprowadzą do dramatycznych konsekwencji przy wyborze ścieżki zawodowej. Młodzi lekarze będą zmuszeni do daleko idącej ostrożności, co potencjalnie poskutkuje rezygnowaniem z przystępowania do rekrutacji. (…) Ograniczanie mobilności lekarzy nie może odbywać się kosztem osób szkolących się w jednostkach, które nie zapewniają odpowiednich warunków do realizacji programu specjalizacji, zwłaszcza przy niewystarczającej reakcji instytucji państwowych na występujące nieprawidłowości” – wskazano.

Porozumienie Rezydentów podnosi, że kontrowersje budzi też wprowadzenie obowiązku oceny predyspozycji lekarza szkolącego się przez kierownika specjalizacji. Ocena ta miałaby być wystawiana po pierwszych 6 miesiącach trwania szkolenia. „Lekarz, który otrzyma w tym trybie ocenę negatywną, zostaje dożywotnio pozbawiony możliwości ponownej rekrutacji w dotychczasowej dziedzinie medycyny.

Nadanie arbitralnego uprawnienia do całkowitego i bezpowrotnego uniemożliwienia dalszego rozwoju zawodowego na drodze jednoosobowej decyzji kierownika, bez implementacji jakiejkolwiek procedury odwoławczej, tworzy bezpośrednie pole do potężnych nadużyć” – podkreśliło Porozumienie.

Związek zawodowy krytykuje również skrócenie stażu podyplomowego do sześciu miesięcy. „Wbrew oficjalnej narracji resortu zdrowia, aktualna jakość kształcenia praktycznego w ciągu studiów na kierunkach lekarskich jest niska. Według danych zebranych na dzień 5 maja 2025 roku, aż 76 proc. studentów ostatnich lat nie wykonało ani razu procedury pobierania krwi tętniczej, a 61 proc. nie realizowało procedury szycia chirurgicznego. Niejednokrotnie jedyną i ostateczną możliwość samodzielnego zrealizowania tych kluczowych procedur zapewnia właśnie staż podyplomowy, stąd jego skrócenie bezpośrednio przełoży się na znacznie gorsze przygotowanie młodych lekarzy do bezpiecznej pracy z pacjentem. Należy nadmienić, że ministerstwo nie przeprowadziło żadnej rzetelnej analizy potwierdzającej słuszność wprowadzanych przez nich zmian” – dodało.

Rezydenci uważają, że likwidacja stażu podyplomowego „byłaby akceptowalna wyłącznie pod warunkiem uprzedniego wprowadzenia realnego, praktycznego 6. roku studiów w maksymalnie dwuosobowych grupach klinicznych na wszystkich kierunkach lekarskich w kraju.”

Związek zawodowy podnosi, że nowe przepisy stanowią rodzicielską dyskryminację. Chodzi o lekarki, które teraz będąc w ciąży mogą zrezygnować z realizacji dyżurów całodobowych bez konieczności ich nadrabiania przez dwa lata. Taka sama zasada dotyczy rodziców dzieci do ósmego roku życia. Nowe przepisy wprowadzają konieczność nadrabiania wszystkich dyżurów niezrealizowanych z powodu ciąży czy też w związku z obowiązkami rodzicielskimi. To, zdaniem rezydentów, wydłuży specjalizację.

„Proponowane rozwiązanie faktycznie penalizuje lekarzy korzystających z uprawnień rodzicielskich, zmuszając ich do wyboru między obecnością przy dziecku w najważniejszych momentach jego rozwoju a ryzykiem istotnego opóźnienia uzyskania specjalizacji i dalszego rozwoju zawodowego. Ta zmiana w dobie niżu demograficznego jest całkowicie niezrozumiała i zwyczajnie szkodliwa. Należy wyraźnie podkreślić, że lekarz w trakcie specjalizacji, który dobrowolnie rezygnuje z realizacji dyżurów, wciąż jest pracownikiem pełnoetatowym” – napisali rezydenci.

Projekt nowleizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przewiduje m.in. skrócenie stażu podyplomowego do sześciu miesięcy. Teraz staż lekarski trwa 13 miesięcy, lekarsko-dentystyczny 12.

Zmiany obejmują też lekarski i lekarsko-dentystyczny egzamin końcowy (LEK i LDEK). W tej chwili 70 proc. pytań jest jawnych, pochodzi z ogólnodostępnej bazy pytań. Zgodnie z nowelizacją cały test LEK i LDEK będzie składał się wyłącznie z pytań tajnych, co ma przywrócić weryfikacyjną funkcję egzaminu.

Ponadto zmiany dotyczą także rezydentur. Chodzi o nabór, organizację, odbywanie i nadzór nad odbywaniem szkolenia specjalizacyjnego. Lekarze mają być kierowani do szpitali, w których jest największe zapotrzebowanie na specjalistów w danej dziedzinie medycyny. Listę akredytowanych jednostek, którym przyznano miejsca rezydenckie w danej dziedzinie, ma ustalać wojewoda. Natomiast pierwszeństwo wyboru miejsc rezydenckich ma należeć do lekarzy, którzy uzyskali najwyższe wyniki w egzaminach po zakończeniu studiów – lekarskim i lekarsko-dentystyczny egzaminie końcowym (LEK i LDEK).

Nowela jest w konsultacjach publicznych.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Pobyt dziecka w szpitalu z powodu grypy często skłania rodziców do zmiany zdania na temat szczepień ochronnych. W przypadku COVID-19 podobny efekt jest znacznie słabszy. Takie wnioski płyną z badania polskich naukowców.
Badacze przeanalizowali postawy rodziców niezaszczepionych dzieci hospitalizowanych z powodu obu chorób. Publikacja na ten temat ukazała się w czasopiśmie „Human Vaccines & Immunotherapeutics”.
Jak poinformował PAP jeden z autorów, prof. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wyszczepialność dzieci przeciwko COVID-19 i grypie jest w Polsce bardzo niska. Za decyzjami rodziców stoją jednak odmienne przyczyny. W przypadku COVID-19 dominuje nieufność wobec szczepionek, natomiast w przypadku grypy najczęstszym problemem jest bagatelizowanie samej choroby i porównywanie jej do zwykłego przeziębienia.

Różnicom tym postanowili przyjrzeć się bliżej badacze z uniwersytetów medycznych w Poznaniu, Białymstoku, Warszawie, Łodzi, Bydgoszczy i Kielcach. W tym celu przeprowadzili wieloośrodkowe badanie obejmujące rodziców niezaszczepionych dzieci, które w ciągu ostatniego sezonu epidemicznego przebywały w szpitalu z powodu grypy lub COVID-19.

Łącznie analizą objęto 135 pacjentów pediatrycznych: 72 dzieci z grypą i 63 z COVID-19.

Naukowców interesowało nie tylko to, dlaczego dzieci nie zostały zaszczepione, ale również czy pobyt w szpitalu wpłynął na postawy rodziców. Pytano ich więc m.in. o żal związany z rezygnacją ze szczepienia, gotowość do zaszczepienia dziecka w przyszłości, gotowość do zachęcania innych rodziców do szczepień oraz zainteresowanie otrzymywaniem przypomnień o szczepieniach, np. za pośrednictwem aplikacji mojeIKP.

Wyniki pokazały wyraźną różnicę między obiema grupami. Aż 63 proc. rodziców dzieci hospitalizowanych z powodu grypy przyznało, że żałuje decyzji o nieszczepieniu dziecka. Wśród rodziców dzieci z COVID-19 odsetek ten wyniósł zaledwie 24 proc.

Jeszcze większe różnice dotyczyły planów na przyszłość. Chęć zaszczepienia dziecka w kolejnym sezonie zadeklarowało 58 proc. rodziców dzieci, które przeszły grypę, i jedynie 16 proc. rodziców dzieci z COVID-19.

Podobnie było z gotowością do zachęcania innych rodziców do szczepień. Taką deklarację złożyło 67 proc. rodziców dzieci z grypą i 37 proc. rodziców dzieci z COVID-19.

Co ciekawe, badacze zaobserwowali również związek między przebiegiem choroby a postawami rodziców. W grupie dzieci z COVID-19 większy żal z powodu rezygnacji ze szczepień częściej deklarowali rodzice dzieci z chorobami współistniejącymi. Natomiast większą gotowość do zaszczepienia dziecka w przyszłości obserwowano wśród tych, których podopieczni wymagali dłuższej hospitalizacji i ciężej przechodzili infekcję. W przypadku grypy szczególne znaczenie miało wystąpienie zapalenia płuc, które wiązało się ze zmianą wszystkich analizowanych postaw wobec szczepień.

Prof. Rzymski zaznaczył, że przyczyny tych różnic wynikają z odmiennego postrzegania obu chorób. Grypa nadal przez wiele osób traktowana jest jako synonim przeziębienia. Z tego powodu część rodziców nie postrzega jej jako zagrożenie wymagające szczepienia. Hospitalizacja dziecka może jednak zweryfikować to przekonanie i uświadomić, że grypa bywa przyczyną ciężkich powikłań, co może skłonić do ponownego rozważenia decyzji dotyczących szczepień.

W przypadku COVID-19 sytuacja jest bardziej złożona. Od początku pandemii choroba ta była kojarzona z ciężkim przebiegiem i zagrożeniem zdrowia. Problem niskiej wyszczepialności nie wynikał więc z bagatelizowania zagrożenia ze strony wirusa, a przede wszystkim z podejścia rodziców do samej szczepionki, m.in. obaw o jej bezpieczeństwo i skuteczność. Pobyt dziecka w szpitalu nie musiał więc automatycznie prowadzić do zmiany tych przekonań.

– Hospitalizacja niezaszczepionego dziecka z powodu grypy może być silnym „momentem edukacyjnym”, skłaniającym rodziców do zmiany wcześniejszych przekonań. W przypadku COVID-19 utrwalona nieufność wobec szczepień, wzmacniana przez dezinformację i spory z okresu pandemii, okazuje się znacznie trudniejsza do przełamania, nawet po ciężkim przebiegu choroby u dziecka – powiedział prof. Rzymski.

Autorzy zwrócili uwagę, że podobne zjawisko zaobserwowano wcześniej u dorosłych pacjentów hospitalizowanych z ciężkim COVID-19. Nawet doświadczenie poważnej choroby nie zawsze prowadziło do zmiany ich poglądów na temat szczepień.

Interesującym wynikiem badania okazały się również źródła informacji brane przez rodziców przy podejmowaniu decyzji o nieszczepieniu dziecka. Wśród osób, które przyznały, że coś lub ktoś wpłynął na taką decyzję, najwięcej wskazywało informacje znalezione w internecie. Znacznie rzadziej wymieniano rodzinę, znajomych czy personel medyczny.

Badanie przyniosło jednak także bardziej optymistyczny wniosek. Ponad 40 proc. rodziców dzieci hospitalizowanych z powodu COVID-19 zadeklarowało chęć otrzymywania przypomnień o szczepieniach, mimo że tylko mniejszość była gotowa zaszczepić swoje dziecko. Podobne deklaracje złożyła około połowa rodziców dzieci z grypą.

Naukowcy podkreślili, że prostym i niskokosztowym elementem strategii zwiększania wyszczepialności, szczególnie w grupach o ambiwalentnym podejściu do szczepień, mogłyby więc być zautomatyzowane przypomnienia, np. wysyłane przez aplikacje mojeIKP.

– Warto, żeby Ministerstwo Zdrowia wykorzystało w kolejnym sezonie epidemicznym w tym kontekście potencjał aplikacji mojeIKP. Nasza analiza wskazuje, że takie są oczekiwania rodziców, a badania z innych krajów, m.in. z Danii, pokazują ich skuteczność w zwiększaniu wyszczepialności w różnych grupach populacyjnych – podsumował prof. Rzymski.

Źródło: Nauka w Polsce

Ministerstwo Zdrowia proponuje zmianę, która na pierwszy rzut oka wydaje się techniczna, ale w rzeczywistości dotyka jednego z fundamentów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Do wykazu prac legislacyjnych trafił projekt rozporządzenia, który ma umożliwić realizację części świadczeń szpitalnych bez formalnego przyjęcia pacjenta na oddział. W praktyce oznacza to próbę odejścia od modelu, w którym niemal każda procedura realizowana w warunkach szpitalnych wymaga hospitalizacji, nawet jeśli trwa kilka godzin.
Dziś obowiązujące przepisy pozostają pod tym względem sztywne. Pacjent trafiający do szpitala, nawet na krótką procedurę diagnostyczną czy terapeutyczną, musi zostać formalnie przyjęty. Tymczasem, jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, „wielu pacjentów kierowanych do leczenia szpitalnego potrzebuje jedynie krótkotrwałego dostępu do specjalistycznej aparatury i wykwalifikowanego personelu medycznego”. To zdanie dobrze oddaje istotę problemu. System organizacyjny nie nadąża za zmianą technologii i praktyki klinicznej.

Nowy model zakłada wprowadzenie tzw. elastycznej organizacji leczenia. Obejmie on świadczenia, których czas realizacji nie przekracza 12 godzin. To rozwiązanie, które w teorii odpowiada na rosnącą liczbę procedur możliwych do wykonania w trybie krótkoterminowym. Rozwój diagnostyki, technik zabiegowych i monitorowania pacjenta sprawił, że wiele interwencji nie wymaga już wielodniowego pobytu w szpitalu.

Propozycja wpisuje się w szerszy trend widoczny w systemach ochrony zdrowia w Europie, gdzie coraz większy nacisk kładzie się na skracanie hospitalizacji i przenoszenie części świadczeń do trybu dziennego lub ambulatoryjnego. W polskich realiach problemem nie jest jednak wyłącznie sama długość pobytu, ale także sposób organizacji świadczeń i ich rozliczania.

Resort zdrowia przekonuje, że zmiana przyniesie korzyści zarówno pacjentom, jak i placówkom. Pacjent ma szybciej wracać do domu i codziennego funkcjonowania, a szpitale ograniczą koszty niezwiązane bezpośrednio z procedurą medyczną. W tle pojawia się jednak ważniejsze pytanie: czy system jest gotowy na taką zmianę organizacyjną?

Wprowadzenie nowego trybu świadczeń oznacza konieczność przedefiniowania ścieżki pacjenta. Granica między leczeniem ambulatoryjnym a szpitalnym zaczyna się zacierać. Pojawia się obszar pośredni, który wymaga nie tylko nowych przepisów, ale także jasnych standardów postępowania, odpowiedzialności i kwalifikacji pacjentów.

Ministerstwo podkreśla, że bezpieczeństwo pozostaje priorytetem. „W przypadku konieczności przedłużenia pobytu, świadczeniodawca będzie zobowiązany do zapewnienia całodobowego dostępu do hospitalizacji”. To kluczowy zapis, który ma zabezpieczać sytuacje, w których stan pacjenta ulega pogorszeniu. W praktyce jednak oznacza to konieczność utrzymania pełnej gotowości oddziałów, nawet jeśli część świadczeń będzie realizowana poza klasycznym trybem hospitalizacji.

Nowy model może poprawić dostępność świadczeń i lepiej wykorzystać zasoby, w tym kadry medycznej, która będzie mogła koncentrować się na pacjentach wymagających intensywnej opieki. Jednocześnie niesie ryzyko przeniesienia części odpowiedzialności organizacyjnej na lekarzy i zespoły medyczne, które będą musiały podejmować decyzje w warunkach większej niejednoznaczności.

Zmiana, którą proponuje Ministerstwo Zdrowia, dotyka więc nie tylko kwestii formalnych, ale także filozofii działania systemu. To próba przejścia od modelu opartego na strukturach do modelu opartego na potrzebach pacjenta i czasie trwania procedury. Pytanie, czy za zmianą przepisów pójdą odpowiednie narzędzia, finansowanie i organizacja pracy. Bo choć szpital bez hospitalizacji brzmi jak uproszczenie, w praktyce może oznaczać bardziej złożony system niż dotychczas.

Źródło: RCL

Szpital św. Rafała w Krakowie, Scanmed, uzyskał autoryzację Narodowego Funduszu Zdrowia, potwierdzając tym samym wysoki poziom jakości i bezpieczeństwa świadczonych usług. Autoryzacja przyznawana jest wyłącznie tym placówkom, które spełniają rygorystyczne wymagania dotyczące organizacji pracy, kompetencji personelu oraz wyposażenia medycznego.
Proces autoryzacji obejmuje szczegółową ocenę funkcjonowania szpitala, w tym wewnętrznego systemu nadzoru jakości, standardów opieki nad pacjentem oraz warunków realizacji świadczeń. Szpital św. Rafała spełnił wszystkie kryteria bez zastrzeżeń. Placówka wykazała się prawidłowym funkcjonowaniem na każdym etapie – od infrastruktury, przez procedury medyczne, po kwalifikacje zespołu.

Autoryzacja została przyznana dla kluczowych zakresów działalności szpitala, w tym: kardiologii, anestezjologii i intensywnej terapii, chirurgii ogólnej, chirurgii onkologicznej, neurochirurgii, ortopedii i traumatologii narządu ruchu – wszystko w zakresie hospitalizacji oraz izby przyjęć. To potwierdza, że w Szpitalu św. Rafała świadczona jest kompleksowa opieka na wysokim poziomie w najważniejszych obszarach medycyny zabiegowej i ratunkowej.

– Uzyskanie autoryzacji NFZ traktujemy jako potwierdzenie profesjonalizmu naszych specjalistów oraz jakości świadczeń medycznych, które codziennie realizujemy. Naszym priorytetem jest bezpieczeństwo i komfort pacjentów, a ten dokument dowodzi, że spełniamy standardy opieki – mówi Dominik Słowik, dyrektor Szpitala św. Rafała w Krakowie.

Przyznanie autoryzacji NFZ to także ważny sygnał dla pacjentów z regionu, że mogą liczyć na stabilną i odpowiednio nadzorowaną opiekę zdrowotną blisko swojego miejsca zamieszkania.

źródło: AHOP

W ubiegłym roku w polskich szpitalach wykonano około 17,1 tys. zabiegów w asyście robotów chirurgicznych. To o 70 proc. więcej niż w 2023 roku – wynika z raportu „Chirurgia robotowa 2025 w Polsce” Modern Healthcare Institute (MHI). Za zdecydowaną większość z nich zapłacił Narodowy Fundusz Zdrowia. Eksperci podkreślają, że zapotrzebowanie na ten rodzaj operacji – który jest mniej inwazyjny dla pacjenta – jest tak duże, że trzeba postawić na zakup kolejnych robotów, ale też na szkolenia chirurgów w tej dziedzinie.
 Robotyka dziś to jest wielki przełom, który rośnie logarytmicznie. Mówimy o milionach operacji wykonywanych rocznie na całym świecie. Co cieszy, widzimy też duży postęp technologiczny, czyli nie tylko rośnie liczba, ale również jakość związana z jednej strony z doświadczeniem, umiejętnościami zespołów operacyjnych, a z drugiej z coraz lepszą technologią – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski, dyrektor Państwowego Instytutu Medycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Z wszystkich zabiegów robotowych przeprowadzonych w 2024 roku w polskich szpitalach najwięcej wykonano za pomocą systemów da Vinci (88 proc.), a pozostałe 12 proc. systemami Versius. W grudniu do użytku wprowadzono pierwszego robota Hugo i do końca roku zrobiono nim siedem zabiegów. Około 97 proc. wszystkich operacji robotowych dotyczyło leczenia nowotworów. Na 1 tys.  nowych zachorowań na nowotwory w Polsce średnio przypadają 94 operacje tego typu. Zabiegów nieonkologicznych było około 500, przede wszystkim w obszarze kardiochirurgii, a także ginekologii, przepuklin, endometriozy, bariatrii, urologii i pediatrii.

 Robotyka wchodzi do prawie wszystkich, a jestem przekonany, że wejdzie do wszystkich dziedzin interwencyjnych medycyny, ale zapewne nie tylko do nich. Widzimy, że wiele zabiegów jesteśmy w stanie wykonać z taką samą jakością, ale ograniczając interwencyjność, inwazyjność zabiegu, co wiąże się np. ze skróceniem pobytu na intensywnej terapii w szpitalu, skróceniem czasu powrotu do zdrowia, do życia rodzinnego czy zawodowego – podkreśla prof. Piotr Suwalski.

Dane z raportu Modern Healthcare Institute pokazują, że najwięcej zabiegów robotowych wykonano w dziedzinie urologii – 67 proc. – z czego tylko sama prostatektomia stanowiła 61 proc. całego wolumenu operacji. 13 proc. zabiegów dotyczyło raka jelita grubego, 12 proc. to operacje ginekologiczne, a około 5 proc. różne operacje z zakresu chirurgii onkologicznej i nieonkologicznej. 

 W Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA liczba operacji robotycznych na przestrzeni ostatnich lat dramatycznie rośnie. Wraz z pozyskaniem kolejnych robotów te liczby można mierzyć w tysiącach w różnych dziedzinach. Ale też bardzo mnie cieszy, że otwieramy coraz nowsze zakresy, typy operacji i specjalizacje, w których chirurgia robotyczna się rozwija. Ostatnią, którą w ostatnich tygodniach otworzyliśmy, są operacje torakochirurgiczne – mówi dyrektor PIM MSWiA.

Statystyki MHI wskazują, że w PIM MSWiA w Warszawie od momentu wykonania pierwszej operacji w asyście robota w 2020 roku do końca 2024 roku przeprowadzono ponad 1,4 tys. zabiegów. Tylko w ub.r. było to 614 operacji, w tym 226 urologicznych, 181 kardiochirurgicznych, 65 zabiegów jelita grubego, 51 ginekologicznych i 91 operacji z innych obszarów chirurgii (głównie raka trzustki).

 Cieszy mnie również to, że wykonujemy zabiegi na odległość, czyli nie tylko wtedy, gdy zarówno pacjent, jak i robot znajdują się w instytucie, ale mieliśmy też udział w bardzo dużym przełomie w medycynie, czyli w złożonych operacjach serca czy operacjach urologicznych przeprowadzonych na odległość. W tej chwili musimy myśleć o zakupie kolejnych robotów, gdyż wykonujemy operacje nawet w sobotę i niedzielę, gdyż zapotrzebowanie jest tak wielkie – podkreśla prof. Piotr Suwalski.

W sierpniu br. specjaliści chirurgii robotycznej z PIM MSWiA – prof. Piotr Suwalski oraz dr n. med. Paweł Wisz – przeprowadzili pierwsze w Europie operacje telechirurgiczne pomiędzy dwoma szpitalami klinicznymi. Były to: zabieg kardiochirurgiczny (by-passy) i zabieg urologiczny (radykalna prostatektomia). Zabiegi zostały wykonane z wykorzystaniem nowej platformy robotycznej. Zespół specjalistów operował z konsoli znajdującej się w Szpitalu MSWiA w Gdańsku, podczas gdy pacjenci i cały zespół wspierający znajdowali się w sali operacyjnej PIM MSWiA w Warszawie. Opóźnienie transmisji wynosiło zaledwie 5 milisekund, co jest poziomem 30 razy mniejszym niż normy określone w telechirurgii i zbliżonym do parametrów operacji na miejscu. Z kolei na początku września lekarze operowali zdalnie z Belgii pacjentów znajdujących się w PIM MSWiA w Warszawie. Tym razem odległość wynosiła 1,3 tys. km, a opóźnienie transmisji 30 milisekund.

Druga pilna potrzeba związana z rozwojem robotyki to szkolenia chirurgów w przeprowadzaniu operacji na odległość.

 Jako wiodąca jednostka chirurgii robotycznej w Europie chcemy bardzo mocno wejść w szkolenia polskich chirurgów i zespołów robotycznych, ale również europejskich i pozaeuropejskich – zapowiada dyrektor PIM MSWiA. – Jednym z takich elementów szkolenia jest Centrum Symulacji Robotyki, które jest w trakcie budowy i które będziemy niedługo otwierać. Ale tak naprawdę już w tej chwili prowadzimy symulacje, mamy symulator operacji i szkolimy już w ramach Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego i w innych formatach kształcenia chirurgów. 

Centrum Symulacji Robotyki powstanie w nowym budynku Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, który ma łączyć funkcje medyczne i edukacyjne. Na początku października br. minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński podpisał akt erekcyjny pod budowę placówki.

 W PIM MSWiA wykonujemy największą liczbę operacji kardiochirurgicznych robotem w Europie i – czego pewnie jeszcze jako młody chirurg 20 lat temu bym nie przewidział – przyjeżdżają się do nas uczyć chirurdzy z najlepszych ośrodków takich jak Berlin, Mediolan, Maastricht czy Oslo. Zresztą to też był powód, dla którego chcemy dalej rozszerzać bazę szkoleniową, nie tylko na projekty polskie, ale również międzynarodowe – dodaje prof. Piotr Suwalski. 

Z raportu „Chirurgia robotowa 2025 w Polsce” wynika, że zabiegi robotowe z zakresu kardiochirurgii stanowiły około 2 proc. wszystkich operacji tego typu wykonanych w 2024 roku.

Źródło: Newseria

Ministerstwo Zdrowia przedstawiło właśnie projekt rozporządzenia zakładający, że pacjent sprowadzony karetką musi zostać przyjęty przez Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) lub Izbę Przyjęć w maksymalnie 15 minut od momentu zgłoszenia zespołu ratownictwa medycznego (ZRM) w systemie – zgodnie z wytycznym Rządowego Centrum Legislacji . Dokument został przekazany w piątek, 4 lipca 2025 r., do konsultacji publicznych
Maksymalnie 15 minut – tyle czasu będzie miał Szpitalny Oddział Ratunkowy lub Izba Przyjęć na przyjęcie pacjenta z karetki od momentu zgłoszenia zespołu ratownictwa medycznego w systemie. Taką zmianę przewiduje projekt rozporządzenia ministra zdrowia, który trafił w piątek do konsultacji publicznych. To reakcja na zatory przed SOR-ami i blokowanie karetek, które obecnie potrafią czekać nawet kilka godzin na przekazanie pacjenta.

Nowe przepisy mają zapewnić nie tylko płynność działania systemu, ale też zwiększyć bezpieczeństwo chorych poprzez realne wprowadzenie w życie zasady tzw. złotej godziny. Resort zdrowia podkreśla, że w ponad 70 procent przypadków limit 15 minut już dziś jest dotrzymywany, ale nadal zdarzają się sytuacje, w których czas oczekiwania znacznie się wydłuża, co opóźnia powrót zespołów ratunkowych do kolejnych interwencji. Celem rozporządzenia jest skrócenie czasu trwania całej akcji ratunkowej – od wezwania karetki do przekazania pacjenta w szpitalu – do maksymalnie jednej godziny.

Rozporządzenie zakłada, że przekazanie pacjenta musi nastąpić nie później niż 15 minut od momentu, w którym zespół ZRM zmienia swój status na „w szpitalu”. Do tego czasu personel medyczny powinien również przekazać pełną dokumentację, w tym Kartę Medycznych Czynności Ratunkowych. Za niedotrzymanie tego czasu odpowiedzialność spanie na szpital, a nie na zespół ratownictwa. Projekt nie przewiduje okresu vacatio legis – ma wejść w życie dzień po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

Co ciekawe, pierwotnie zapis o 15 minutach miał trafić do ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Ostatecznie Sejm, na wniosek klubu Lewicy, zdecydował, że bardziej elastycznym rozwiązaniem będzie uregulowanie tej kwestii na poziomie rozporządzenia. Dzięki temu możliwe będzie szybkie dostosowywanie przepisów do zmieniających się realiów, bez konieczności każdorazowej nowelizacji ustawy. Senat próbował przywrócić pierwotne brzmienie, ale poprawka została przez Sejm odrzucona.

Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że wdrożenie rozporządzenia nie będzie się wiązać z dodatkowymi kosztami ani obciążeniami organizacyjnymi. Jego celem jest uporządkowanie obecnej praktyki i usunięcie skrajnych przypadków, które dezorganizują pracę zespołów ratunkowych. Zdaniem resortu to właśnie wprowadzenie limitu czasowego jest kluczowym elementem usprawnienia systemu – nie tylko dla pacjentów, ale także dla samych ratowników i szpitali.

Projekt został już opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji i przekazany do szerokich konsultacji publicznych. Jeśli nie pojawią się istotne zastrzeżenia, rozporządzenie może wejść w życie już w lipcu, a zmiana przynieść odczuwalną poprawę zarówno dla pacjentów, jak i całego systemu ratownictwa medycznego.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Od września 2023 roku pacjenci hospitalizowani w placówkach publicznych mają możliwość ubiegania się o finansową rekompensatę za powikłania zdrowotne powstałe w wyniku nieoptymalnego leczenia, zakażeń szpitalnych czy nieprawidłowo przeprowadzonych procedur. Umożliwia to Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych, zarządzany przez Rzecznika Praw Pacjenta. To rozwiązanie, które ma uprościć i przyspieszyć proces dochodzenia roszczeń oraz odciążyć sądy.
„Miałam operację, wszystko miało pójść dobrze. Lekarz zapewniał. A potem — komplikacje, ból, kolejne miesiące leczenia. Prywatnie. Bo to, co się wydarzyło w szpitalu, zostało bez odpowiedzi. Czy mogę coś z tym zrobić?”

To pytanie zadaje sobie wielu pacjentów po nieudanym leczeniu szpitalnym. Dotąd droga do jakiegokolwiek zadośćuczynienia była długa, trudna i najczęściej prowadziła przez sąd. Dziś jest inna możliwość – Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych, który od września 2023 roku pozwala pacjentom uzyskać świadczenie finansowe bez konieczności udowadniania winy lekarza czy szpitala. Wystarczy udowodnić, że można było uniknąć negatywnego skutku leczenia, gdyby zastosowano inną, zgodną z wiedzą medyczną metodę diagnostyczną lub terapeutyczną.

Dla kogo jest ten fundusz?

Z Funduszu mogą skorzystać pacjenci, którzy podczas leczenia szpitalnego finansowanego przez NFZ (lub ich bliscy, jeśli pacjent zmarł) doznali szkody zdrowotnej, np. zostali zakażeni bakterią szpitalną, przeszli zabieg zakończony uszkodzeniem ciała lub rozstrojem zdrowia, albo których leczenie – z punktu widzenia wiedzy medycznej – było po prostu źle dobrane.

Co ważne – nie trzeba udowadniać błędu medycznego. Nie trzeba wykazywać winy konkretnego lekarza. Wystarczy stwierdzenie, że do szkody doszło w wyniku zastosowania nieoptymalnej metody lub braku właściwego świadczenia, i że można było jej uniknąć.

W przypadku śmierci pacjenta wniosek może złożyć m.in. jego dziecko, małżonek, rodzic lub partner życiowy.

Ile można otrzymać?

Wysokość świadczenia nie jest uznaniowa – opiera się na rozporządzeniu Ministra Zdrowia. Pacjent może otrzymać nawet 222 800 zł, w zależności od charakteru i skutków zdarzenia. W przypadku śmierci pacjenta, każda uprawniona osoba (np. dziecko, współmałżonek) może otrzymać do 111 400 zł.

Świadczenie to ma charakter kompensacyjny – nie zastępuje pełnego odszkodowania cywilnego, ale pozwala szybko uzyskać wsparcie finansowe bez kosztownych i długotrwałych batalii prawnych.

„Nie wiedziałem, że mogę”

Jednym z problemów jest niedostateczna świadomość istnienia Funduszu. Wiele osób nie wie, że może się ubiegać o świadczenie, mimo że spełnia warunki. Fundusz obejmuje zdarzenia, które miały miejsce po 6 września 2023 r., ale także te wcześniejsze – jeśli pacjent lub jego bliscy dowiedzieli się o nich już po tej dacie.

Co istotne, wniosek można złożyć w ciągu roku od momentu uzyskania informacji o zdarzeniu, ale nie później niż 3 lata od samego zdarzenia. Warto więc nie zwlekać – i dokładnie sprawdzić, od kiedy zaczyna biec termin.

W takiej sytuacji warto zadać sobie pytania: czy wiem, dlaczego leczenie nie przyniosło efektu? Czy poinformowano mnie o możliwych powikłaniach? Czy przebieg leczenia był zgodny z aktualną wiedzą medyczną?

Jeśli odpowiedzi budzą wątpliwości – można sięgnąć po narzędzia dostępne na stronie Rzecznika Praw Pacjenta. Jednym z nich jest krótki test kwalifikacyjny, który pomaga ocenić, czy nasz przypadek może być podstawą do uzyskania świadczenia.

Wniosek o świadczenie można złożyć samodzielnie lub przez pełnomocnika – papierowo lub elektronicznie, przez ePUAP. Opłata wynosi 335 zł, ale można się z niej ubiegać o zwolnienie, jeśli jesteśmy w trudnej sytuacji finansowej.

Po złożeniu wniosku i zgromadzeniu dokumentacji, sprawą zajmuje się Zespół ds. Świadczeń, który opiniuje, czy doszło do zdarzenia medycznego. Na podstawie tej opinii Rzecznik wydaje decyzję. Czas oczekiwania to zwykle około 3 miesiące.

W przypadku decyzji negatywnej, pacjent może się odwołać do Komisji Odwoławczej (koszt: 223 zł – zwracany w razie wygranej), a następnie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Jeśli pacjent zdecyduje się przyjąć świadczenie z Funduszu, zrzeka się innych roszczeń związanych z tym zdarzeniem, które ujawniły się do dnia złożenia wniosku. To propozycja dla tych, którzy nie chcą czekać latami na wyrok sądu, ale potrzebują natychmiastowego wsparcia.

Co istotne – przyjęcie świadczenia nie wyklucza dochodzenia roszczeń za szkody, które ujawnią się później, po dacie złożenia wniosku.

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych to potrzebny krok ku bardziej pacjentocentrycznemu systemowi ochrony zdrowia. Nie zastąpi on sądów i pełnych odszkodowań cywilnych, ale wprowadza realną możliwość naprawy szkody – szybko, jasno i bez konieczności szukania winnych.

Wciąż jednak potrzebna jest szeroka kampania informacyjna. Bo co z tego, że Fundusz działa – jeśli pacjenci o nim nie wiedzą?

Źródło: RPP

Przemoc wobec personelu medycznego narasta – samorząd lekarski domaga się pilnej zmiany prawa. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej apeluje do Ministra Zdrowia o rozszerzenie ochrony prawnej na wszystkich lekarzy, bez względu na miejsce pracy czy źródło finansowania świadczeń.
W obliczu rosnącej liczby przypadków agresji fizycznej i słownej wobec pracowników ochrony zdrowia, samorząd lekarski wystąpił z oficjalnym apelem o nowelizację art. 44 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Proponowana zmiana ma zapewnić taką samą ochronę prawną dla wszystkich lekarzy, niezależnie od tego, czy pracują w sektorze publicznym, czy prywatnym.

Ochrona tylko dla części lekarzy? Samorząd mówi: dość

Obowiązujące przepisy przewidują, że lekarz korzysta z ochrony należnej funkcjonariuszowi publicznemu tylko wtedy, gdy pracuje w placówce mającej umowę z NFZ. Zdaniem Prezydium NRL to rozwiązanie jest niewystarczające i niesprawiedliwe.
– Praca każdego lekarza ma ogromne znaczenie społeczne. Nie powinno mieć znaczenia, czy jest ona finansowana ze środków publicznych, czy prywatnych – zaznacza samorząd lekarski w swoim stanowisku.

Jedna praca, jedna ochrona
NRL proponuje, by każdy lekarz, który wykonuje czynności medyczne – czy to w ramach pomocy doraźnej, czy na co dzień w gabinecie – korzystał z takiej samej ochrony prawnej jak funkcjonariusz publiczny. Dotyczyć miałoby to zarówno lekarzy zatrudnionych w szpitalach publicznych, jak i tych prowadzących prywatną praktykę.
Zgodnie z propozycją nowego brzmienia art. 44 ustawy, ochrona ta miałaby obejmować lekarzy:
System ochrony zdrowia musi chronić także swoich
Prezydium NRL podkreśla, że lekarze coraz częściej spotykają się z agresją ze strony pacjentów lub ich bliskich – także w prywatnych placówkach. Taka sytuacja wymaga nie tylko reakcji, ale przede wszystkim równego traktowania wszystkich wykonujących zawód medyczny.

Samorząd oczekuje, że Minister Zdrowia jak najszybciej podejmie działania legislacyjne, które doprowadzą do przyjęcia nowych, sprawiedliwszych przepisów.

W sytuacji rosnącej presji na personel medyczny – zarówno emocjonalnej, jak i fizycznej – brak jednolitej ochrony prawnej dla lekarzy budzi poważne wątpliwości. Równość wobec prawa powinna dotyczyć również tych, którzy na co dzień ratują zdrowie i życie. Czy ministerstwo odpowie na apel środowiska lekarskiego – czas pokaże, ale milczenie w tej sprawie staje się coraz trudniejsze do uzasadnienia.

Źródło: NIL

Polski system szpitalnictwa stoi przed kolejnym etapem reformy. Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że już w czerwcu przedstawi projekt ustawy mającej na celu modernizację i poprawę efektywności szpitali. Prace legislacyjne nad projektem mają rozpocząć się jesienią, jednak eksperci przewidują, że na jednej ustawie może się nie skończyć.
Ministerstwo Zdrowia planuje przedstawić w czerwcu projekt ustawy dotyczącej reformy szpitalnictwa. Jak informuje portal Rynek Zdrowia, prace legislacyjne nad projektem mają rozpocząć się jesienią. Celem reformy jest poprawa efektywności i jakości świadczeń zdrowotnych w polskich szpitalach.

Wiceminister zdrowia, Wojciech Szafranowicz, podkreśla, że reforma ma umożliwić dyrektorom szpitali szybsze przeprofilowanie oddziałów oraz łączenie placówek w celu uniknięcia dublowania usług. Projekt zakłada również wprowadzenie planów naprawczych dla zadłużonych szpitali oraz możliwość zamiany niektórych świadczeń udzielanych w trybie pełnej hospitalizacji na leczenie ambulatoryjne.

Eksperci zwracają uwagę, że reforma może wymagać więcej niż jednej ustawy, aby kompleksowo uregulować wszystkie aspekty funkcjonowania szpitali. W związku z tym możliwe są kolejne regulacje w przyszłości.

Jak poinformowała ministra Izabela Leszczyna, projekt ustawy jest już na zaawansowanym etapie i na początku kwietnia jej trzecia wersja ponownie trafiła na Stały Komitet Rady Ministrów. Dokument zakłada m.in. elastyczne przekształcanie oddziałów, możliwość łączenia szpitali przez samorządy oraz wdrażanie programów naprawczych. Kluczowym elementem reformy ma być nowy mechanizm finansowy, zgodnie z którym wsparcia szpitalom w programie naprawczym udzielać będzie Bank Gospodarstwa Krajowego.

Podsumowanie:

Reforma szpitalnictwa w Polsce wkracza w decydującą fazę. Ministerstwo Zdrowia planuje przedstawić projekt ustawy w czerwcu, a prace legislacyjne mają rozpocząć się jesienią. Celem reformy jest poprawa efektywności i jakości świadczeń zdrowotnych, jednak eksperci przewidują, że na jednej ustawie może się nie skończyć.
Fundacja Szkoła z Klasą prezentuje pierwszy w Polsce raport poświęcony szkołom przyszpitalnym. Raport „Szkoły Przyszpitalne w Polsce”, który powstał w ramach projektu „Krople uważności”, rzuca światło na funkcjonowanie tej istotnej, choć często pomijanej instytucji działającej na styku systemów edukacji i ochrony zdrowia. Szkoły przyszpitalne pełnią ważną rolę we wspieraniu dzieci i młodzieży podczas procesu zdrowienia, pomagają im w kontynuacji nauki w okresie hospitalizacji a także umożliwiają płynny powrót do tradycyjnego toku nauczania po zakończeniu leczenia. Twórcy raportu, podkreślają, że aby te funkcje były pełnione z powodzeniem, należy zapewnić instytucji szkoły przyszpitalnej odpowiednie miejsce na styku systemów edukacji i ochrony zdrowia.
-Tworząc raport „Szkoły przyszpitalne w Polsce”, chcieliśmy oddać głos nauczycielom pracującym w tych placówkach i nie tylko pokazać wyzwania, z jakimi się spotykają i potrzeby, ale też podkreślić, jak ważne jest systemowe wsparcie dla tego sektora edukacji. Mamy nadzieję, że raport wzmocni świadomość roli szkół przyszpitalnych i rozpocznie międzysektorową dyskusję na temat lepszej współpracy na rzecz zdrowienia i edukacji młodych ludzi – powiedziała Agata Łuczyńska, prezeska Fundacji Szkoła z Klasą.
 
– Young Health Programme to globalna inicjatywa, której celem jest przeciwdziałanie różnym formom wykluczenia i wyrównywanie szans dzieci oraz młodzieży. Tym bardziej cieszymy się, że możemy współtworzyć projekt Krople Uważności, w ramach którego po raz pierwszy zbadano niezwykle ważny, a dotychczas niedoceniany obszar funkcjonowania szkół przyszpitalnych. Szkoły te stanowią wyjątkowy pomost pomiędzy zdrowiem a edukacją, pozwalając młodym ludziom dotkniętym chorobą kontynuować rozwój edukacyjny pomimo trudnej sytuacji zdrowotnej. Wierzymy, że systemowe wsparcie tego sektora jest konieczne, dlatego cieszę się, że rozpoczynamy publiczną dyskusję na ten temat. – podkreśliła Alina Pszczółkowska, wiceprezes AstraZeneca Pharma Poland.
 
Więcej niż edukacja
Z badania Fundacji Szkoła z Klasą wynika, że szkoły przyszpitalne odgrywają dużo większą rolę niż tylko edukacyjna. Ich zadaniem jest pomoc w adaptacji do nowych warunków wynikających z doświadczenia choroby, wspomaganie dziecka w procesie leczenia, a po zakończeniu hospitalizacji – wsparcie w powrocie do funkcjonowania w domu i szkole macierzystej. Zajęcia edukacyjne w szpitalu, zaproponowane młodym pacjentom zgodnie z określonym planem dnia, dają dzieciom namiastkę normalnej codzienności i ważną odskocznię od życia szpitalnego i niewesołych myśli związanych z chorobą. Funkcja ta jest ważna dla pacjentów wszystkich oddziałów pediatrycznych, niezależnie od obszaru terapeutycznego, a w niektórych miejscach, takich jak np. oddziały psychiatryczne, stanowi wręcz element terapii.
 
 – Funkcjonowanie szkół przyszpitalnych jest kluczowe zarówno z perspektywy pacjentów, ich rodziców i opiekunów, jak i zespołu terapeutycznego. Możliwość kontynuowania edukacji w bezpiecznym i wspierającym środowisku, gdzie nauczyciele są uważni na ich potrzeby i rozumieją trudności wynikające z choroby, znacząco pomaga im w procesie zdrowienia. Docelowy powrót do szkoły macierzystej jest naturalnym etapem całego procesu, dlatego edukacja w szkole przyszpitalnej powinna stanowić płynne przejście między systemem szpitalnym a tradycyjną edukacją. Dla zespołu terapeutycznego współpraca ze szkołami przyszpitalnymi ma ogromne znaczenie, ponieważ pozwala na tworzenie spersonalizowanych planów edukacyjnych, które są zgodne z procesem terapeutycznym i ułatwiają dzieciom reintegrację ze środowiskiem szkolnym – podkreśla Aleksandra Lewandowska, krajowa konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, która objęła raport „Szkoły przyszpitalne w Polsce” honorowym patronatem.
 
Szkoły przyszpitalne – zawieszone w próżni
Dla dziecka dotkniętego przez dłuższy czas chorobą i doświadczającego hospitalizacji lekcje  z nauczycielami szkoły przyszpitalnej stanowią bardzo ważne ogniwo w procesie przejścia od roli pacjenta do roli ucznia po opuszczeniu szpitala. Jak podkreślają twórcy raportu „Szkoły przyszpitalnie w Polsce”, proces ten jest niezwykle ważny, gdyż – zrealizowany poprawnie  – pozwala ograniczyć negatywne emocje i stres w czasie choroby, a po wyjściu ze szpitala daje młodym ludziom szanse na bezpieczne odnalezienie się na nowo w rzeczywistości szkolnej.
 
Mimo tak istotnej funkcji szkół przyszpitalnych wciąż brakuje ujednoliconych regulacji prawnych dotyczących ich funkcjonowania, a sama obecność tych szkół w systemie jest niemal niewidoczna.
 
– W obecnej chwili nie istnieje nawet centralny, powszechnie dostępny spis takich placówek  – można powiedzieć, że działają one gdzieś na marginesie i nikt się nimi nie interesuje. A przecież aby z sukcesem realizować swoje zadania szkoły przyszpitalne potrzebują oparcia, zarówno w systemie edukacji jak i w systemie ochrony zdrowia, oraz współpracy i bieżącej komunikacji pomiędzy tymi obszarami. Tymczasem po obu stronach brakuje nie tylko odpowiednich regulacji, ale przede wszystkim zrozumienia roli szkół przyszpitalnych. Niestety przekłada się to także na niedocenienie pracy nauczycieli zatrudnionych w tych placówkach – podkreśliła Agata Łuczyńska, prezeska Fundacji Szkoła z Klasą.
 
Nauczyciele szkół przyszpitalnych – niezbędni, lecz niedoceniani
Jak wynika z raportu „Szkoły przyszpitalne w Polsce” w swojej codziennej pracy nauczyciele pracujący w szpitalach mierzą się z szeregiem wyzwań. Każdego dnia dostosowują się do zmieniającego się stanu zdrowia swoich uczniów oraz specyficznych warunków szpitalnej rzeczywistości. Często muszą prowadzić zajęcia w ograniczonych przestrzeniach, co negatywnie wpływa na jakość nauczania. Ich praca wymaga wyjątkowej elastyczności, umiejętności dostosowywania metod nauczania do indywidualnych potrzeb podopiecznych oraz wrażliwości na ich stan psychofizyczny.
 
Twórcy raportu podkreślają, że mimo iż praca nauczycieli jest niezwykle cenna dla pacjentów z oddziałów pediatrycznych, nie znajdują oni adekwatnego wsparcia ze strony personelu medycznego, który nierzadko traktuje ten fragment funkcjonowania ucznia-pacjenta jako dodatek do życia szpitalnego. Brakuje docenienia wkładu pracy nauczycieli, brakuje komunikacji z lekarzami i pielęgniarkami, która mogłaby owocować lepszą współpracą na rzecz dzieci.
 
Również ze strony systemu edukacji, a więc przede wszystkim szkół macierzystych uczniów, nie otrzymują oni niezbędnego zrozumienia i wsparcia.
 
 – Szkoła przyszpitalna to jest taka niepoważna sprawa dla nauczycieli szkół publicznych. (…) Ocen nie chcą brać pod uwagę, a jak czasami wypisujemy postępy dzieci, bo to też bardzo ważne, chyba najważniejsze, oni je bardzo często kwestionują. Więc to jest takie trochę marginalizowanie naszej pracy i też trochę wkładu pracy dzieci, niestety – mówi cytowana w raporcie nauczycielka pracująca w szpitalu.
 
Wnioski z badania pokazują także, że pedagodzy szkół przyszpitalnych potrzebują wsparcia psychologicznego oraz dostępu do odpowiednich szkoleń i zasobów, które ułatwią im pracę, zredukują stres a tym samym podniosą jakość edukacji.
 
Raport jako impuls do zmiany systemu
Autorzy raportu podkreślają, że we wsparciu funkcjonowania szkół przyszpitalnych niezbędne są rozwiązania z pogranicza wielu obszarów. Wy­magają one międzysektorowej koordynacji i przepływu informacji, zarówno na poziomie krajowym, jak i lokalnym. Do najważniejszych należą:
 
 – Szkoły przyszpitalne mają niemałe znaczenie w systemie edukacji, którego są integralną częścią. Postrzeganie ich jako marginalnego elementu czy jedynie przez pryzmat obciążenia dla budżetu może prowadzić do niepewności wśród kadry oraz dezorganizować pracę, co ma negatywny wpływ na jakość edukacji – podkreśla Agata Łuczyńska.
 
Raport dostępny jest na stronie Fundacji Szkoła z Klasą 
https://www.szkolazklasa.org.pl/materialy/raport-szkoly-przyszpitalne-w-polsce-2025/
 
źródło: Fundacja Szkoła z Klasą

W 2024 roku Grupa American Heart of Poland przeprowadziła znaczącą modernizacji Szpitala w Sztumie, doposażając placówkę w sprzęt o wartości ponad 2,1 miliona złotych. Inwestycja ta istotnie poprawiła możliwości diagnostyczne i terapeutyczne szpitala, wpływając tym samym na jakość i efektywność udzielanych świadczeń medycznych.

W minionym roku w poradniach specjalistycznych udzielono 23 641 porad. W ramach Krajowej Sieci Kardiologicznej na Oddziale Kardiologicznym wykonano 117 zabiegów, a łączna liczba hospitalizacji na tym oddziale wyniosła 2052. Oddział Chirurgii Ogólnej przyjął 1591 pacjentów, przeprowadzając 1096 zabiegów. Natomiast na Oddziale Chorób Wewnętrznych hospitalizowano 1124 pacjentów.

W 2024 roku odnotowano także wzrost liczby pacjentów w kluczowych obszarach medycyny – liczba hospitalizacji na Oddziale Neurologii wzrosła o blisko 30%, a w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym (ZOL) liczba pacjentów zwiększyła się aż o 75%. Łącznie opieką szpitalną objęto 10 198 chorych, a liczba wizyt ambulatoryjnych wyniosła 23 641.

W odpowiedzi na zmieniające się potrzeby społeczne i zdrowotne mieszkańców powiatu sztumskiego, Grupa American Heart of Poland kontynuuje rozwój kluczowych specjalizacji. Dzięki przeprowadzonym pracom modernizacyjnym dostosowano pomieszczenia do potrzeb Oddziału Kardiologicznego, co umożliwiło zwiększenie liczby łóżek o 10. Ponadto, zmodernizowano pracownię hemodynamiki oraz dokonano wymiany angiografu – urządzenia do badań obrazowych naczyń krwionośnych. Dzięki nowym technologiom, takim jak szybsze przetwarzanie danych, wyższa precyzja diagnostyczna oraz ergonomiczne rozwiązania, jakość obrazowania uległa znaczącej poprawie.

Rozszerzono również portfolio placówki o nowe procedury medyczne, w tym artroskopię kolana z wszczepieniem implantu. Systematyczne podnoszenie standardów leczenia w Szpitalu w Sztumie ma na celu nie tylko poprawę skuteczności terapii, ale także zwiększenie komfortu pacjentów oraz warunków pracy personelu medycznego.

Grupa American Heart of Poland angażuje się w rozwój infrastruktury medycznej i podnoszenie jakości opieki zdrowotnej, dostosowując swoje działania do dynamicznie zmieniających się potrzeb pacjentów oraz wyzwań współczesnej medycyny.

źródło: Grupa American Heart of Poland

W Szpitalu Specjalistycznym im. S. Staszica w Pile, na Oddziale Kardiologicznym, Grupa American Heart of Poland, przeprowadzono pierwszy zabieg nieoperacyjnego zamknięcia drożnego otworu owalnego (PFO). – Ten małoinwazyjny zabieg daje nadzieję na poprawę jakości życia pacjentów z tą diagnozą, jednocześnie zmniejszając ryzyko kolejnych udarów – mówi prof. Jacek Kubica, ordynator Oddziału Kardiologicznego American Heart of Poland w Pile. Pacjentka, niespełna 30-letnia pani Iga, po zabiegu czuje się już dobrze.
Drożny otwór owalny (PFO) to naturalne połączenie między przedsionkami serca, najczęściej zamyka się samoistnie po urodzeniu. U części osób jednak pozostaje drożne, co w niektórych przypadkach może prowadzić do udaru mózgu o niejasnej przyczynie. – Zabieg ten został przeprowadzony u pacjentki, która w młodym wieku doznała dwóch udarów mózgu. Wdrożenie tej nowoczesnej procedury to istotny element w jej leczeniu – wyjaśnia prof. Jacek Kubica.

– Do tej pory zabieg ten przeprowadzano wyłącznie w dużych klinikach, od 19 grudnia 2024 roku jest on dostępny również na Oddziale Kardiologicznym w Pile, w ramach NFZ, co znacząco poprawia dostępność leczenia dla pacjentów zmagających się z tym schorzeniem – informuje Jacek Rydzek, dyrektor operacyjny Grupy American Heart of Poland.

Procedura polega na wprowadzeniu przez cewnik specjalnego urządzenia zamykającego otwór między przedsionkami serca. Zabieg przeprowadzany jest w znieczuleniu miejscowym, z dostępu przez żyłę udową, bez konieczności otwierania klatki piersiowej. Dzięki temu pacjent szybciej wraca do codziennych aktywności. W pilskim szpitalu zabieg nieoperacyjnego zamknięcia drożnego otworu owalnego przeprowadza dr n. med. Adam Sukiennik z Katedry Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Dr. A. Jurasza w Bydgoszczy.

– Zabieg znacząco zmniejsza ryzyko wystąpienia kolejnych udarów mózgu. To szczególnie ważne dla osób młodych, które już doświadczyły udaru, takich jak nasza pacjentka. Dzięki postępowi medycyny możemy realizować coraz bardziej zaawansowane procedury, również zabiegi strukturalne. 19 grudnia przeprowadziliśmy pierwszy zabieg na naszym oddziale, który ingeruje w struktury serca – podkreśla prof. Jacek Kubica, ordynator Oddziału Kardiologicznego Grupy American Heart of Poland.

– Cieszymy się, że możemy wspólnie z Grupą American Heart of Poland rozwijać Oddział Kardiologiczny naszego szpitala, wprowadzając nowoczesne zabiegi – podkreśla Grzegorz Sieńczewski, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Pile.

Pani Iga, do momentu pierwszego udaru, nie miała żadnych objawów sugerujących schorzenia układu sercowo-naczyniowego, nie zmagała się z żadnymi chorobami przewlekłymi. Diagnoza – PFO – była dla niej zaskoczeniem. Pani Iga po zabiegu czuje się dobrze. – Ostatnio żyłam w strachu przed kolejnym udarem. Teraz mam nadzieję na spokojniejszą przyszłość – mówi pacjentka.

Oddział Kardiologiczny Grupy American Heart of Poland jest jedynym podmiotem w Pile oferującym tego rodzaju leczenie. Zabieg odbywa się w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, sama procedura nie tylko minimalizuje ryzyko kolejnych udarów, ale także znacząco poprawia jakość życia pacjentów.
 
źródło: AHOP