Medicalpress
Podczas 2. Forum Zdrowia Kobiet, które 18 i 19 czerwca 2026 r. odbyło się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, dyskutowano o tym, jak skuteczniej odpowiadać na potrzeby zdrowotne kobiet na różnych etapach życia. O interdyscyplinarnym podejściu do kwestii profilaktyki i diagnostyki, leczenia i opieki długoterminowej debatowali lekarze, eksperci systemowi, przedstawiciele środowisk naukowych, klinicznych i organizacji pacjenckich. Ton rozmowom panelowym nadało przemówienie ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, w którym zaapelowała: „Zdrowie kobiet to wspólna odpowiedzialność administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Tylko pracując razem możemy tworzyć rozwiązania, które będą skuteczne, dostępne i odpowiadające na rzeczywiste potrzeby”. W wydarzeniu wzięło udział blisko 500 osób.
Forum Zdrowia Kobiet po raz kolejny było przestrzenią rozmowy o medycynie, systemie ochrony zdrowia i praktyce klinicznej w obszarach, które bezpośrednio wpływają na jakość życia kobiet. Tegoroczną edycję pod hasłem: Połączone perspektywy zainaugurowała swoim wystąpieniem ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która wskazała, że zdrowie kobiet powinno być traktowane nie jako jeden z wielu wycinków polityki zdrowotnej, lecz jako jej fundament. Podkreśliła, że forum ma szczególne znaczenie, ponieważ łączy perspektywy pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, administracji publicznej, ekspertów i wszystkich osób współtworzących system opieki.
– Dzisiejsze forum ma wyjątkowy charakter, ponieważ łączy różne perspektywy: kobiet jako pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, a także wszystkich osób, które na co dzień budują system opieki. I właśnie to łączenie perspektyw jest dziś kluczowe. Zdrowie kobiet nie może być postrzegane fragmentarycznie. Powinno być traktowane w sposób ciągły, skoordynowany i oparty na całym cyklu naszego życia. Za długo funkcjonowaliśmy w modelu, w którym objawy zgłaszane przez kobiety bywały bagatelizowane. Zbyt często słyszały one: „taka pani uroda”. Dziś naszym zadaniem jest odejście od tego podejścia i zastąpienie go systemową odpowiedzią opartą na wiedzy, empatii i szybkim działaniu. Nie możemy również mówić o zdrowiu kobiet bez uwzględnienia zdrowia psychicznego. To obszar, który przez lata pozostawał niedostatecznie widoczny, a który ma ogromny wpływ na jakość życia, zarówno w okresie macierzyństwa, jak i w innych momentach naszego życia – powiedziała ministra zdrowia.
Szefowa resortu zdrowia zauważyła, że zdrowie kobiet jest wspólną odpowiedzialnością administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Na koniec swojego wystąpienia podkreśliła:
– Chciałabym, aby efektem tego forum była nie tylko wymiana doświadczeń, ale także konkretne kierunki działań. Takie, które przełożą się na codzienność pacjentek, na ich poczucie bezpieczeństwa, sprawczości i zaufania do systemu, bo zdrowie kobiet to zdrowie społeczeństwa.
Zdrowie kobiet ponad specjalizacjami
Dyskusja inauguracyjna 2. Forum Zdrowia Kobiet była poświęcona jednej z najważniejszych zmian, jakiej wymaga dziś rozmowa o zdrowiu kobiet: odejściu od bagatelizowania objawów na rzecz systemowej, skoordynowanej i interdyscyplinarnej odpowiedzi. Uczestnicy debaty rozmawiali o tym, jak budować model opieki, w którym pacjentka szybciej trafia na właściwą ścieżkę diagnostyczną, ma dostęp do profilaktyki i wczesnego wykrywania chorób, a jej potrzeby są widziane w perspektywie całego życia – od wieku reprodukcyjnego, przez ciążę i połóg, po menopauzę, starzenie się i opiekę długoterminową.
Prof. dr hab. n. med. Ewa Barcz, ginekolog-położnik, kierowniczka Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Medycznego CM UKSW, Międzyleski Szpital Specjalistyczny w Warszawie, wiceprezeska Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, zwróciła uwagę na choroby dna miednicy – obszar wciąż niedostatecznie obecny w debacie publicznej, edukacji medycznej i organizacji opieki.
– Choroby dna miednicy dotyczą około 30 proc. dorosłych kobiet, a po 50. roku życia – połowy populacji kobiet. To nie jest wyłącznie nietrzymanie moczu, lecz cały zakres problemów obejmujących dolny odcinek układu moczowego, przewodu pokarmowego, narządy miednicy, zespoły bólowe czy zaburzenia statyki. Tymczasem ten obszar nie jest właściwie obecny ani w szkoleniu przeddyplomowym ani podyplomowym. Nie mamy wystarczającego systemu kształcenia, a skutki ponoszą pacjentki i cały system ochrony zdrowia – mówiła Ewa Barcz.
Znaczenie profilaktyki onkologicznej i koordynacji opieki podkreślił prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, pełnomocnik dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii ds. Wdrożenia Krajowej Sieci Onkologicznej. Wskazywał, że mimo postępu w diagnostyce i leczeniu celem powinno być wykrywanie chorób na wcześniejszych etapach oraz zwiększenie zgłaszalności na badania profilaktyczne.
– Jako onkolog chciałbym, aby przypadków onkologicznych było jak najmniej i aby kobiety nie trafiały do leczenia zbyt późno. Mamy profilaktykę, ale pytanie brzmi, jak z niej korzystamy. W przypadku raka piersi z badań korzysta około 30 proc. uprawnionych osób, a wcześniej wykryta choroba daje realną szansę na skuteczne leczenie. Krajowa Sieć Onkologiczna porządkuje proces i wzmacnia koordynację, ale system będzie skuteczny tylko wtedy, gdy pacjentki i pacjenci będą aktywnie korzystać z profilaktyki – mówił Mariusz Bidziński.
– Profilaktyka to przede wszystkim relacje. Położne są wciąż kojarzone głównie z okresem okołoporodowym, tymczasem mogą prowadzić edukację zdrowotną, wspierać profilaktykę onkologiczną i uroginekologiczną, opiekę przedkoncepcyjną czy kobiety w okresie transformacji menopauzalnej. Mamy bardzo dobrze wykształconą grupę zawodową i powinniśmy korzystać z tego potencjału. Potrzebne są jednak konkretne działania systemowe oraz finansowanie – akcentowała prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultantka krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego, kierowniczka Zakładu Opieki Specjalistycznej w Położnictwie Katedry Rozwoju Położnictwa, Uniwersytet Medyczny w Lublinie.
Prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta, kierowniczka Katedry Zdrowia Kobiety Zakładu Zdrowia Reprodukcyjnego i Seksuologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, uwydatniła dwa niedostatecznie zaopiekowane obszary: opiekę ginekologiczną nad dziewczynkami i kobietami z niepełnosprawnościami oraz ginekologię dziecięcą oraz dziewczęcą.
– Dziewczynka czy kobieta z niepełnosprawnością intelektualną powinna mieć dostęp do takiej samej edukacji zdrowotnej jak osoba sprawna intelektualnie. Dotyczy to miesiączki, higieny, szczepień przeciw HPV, bezpieczeństwa, chorób przenoszonych drogą płciową czy antykoncepcji. Drugi obszar to ginekologia dziecięca i dziewczęca, gdzie coraz częściej widzimy przedwczesne dojrzewanie, zaburzenia miesiączkowania oraz otyłość. W tej opiece mamy zawsze dwóch pacjentów: dziecko i matkę – mówiła.
Na znaczenie znajomości praw pacjenta, prostszej komunikacji dotyczącej profilaktyki oraz przeciwdziałania dezinformacji medycznej wskazywała dr n. med. Maria Jessa-Jabłońska, zastępczyni Rzecznika Praw Pacjenta.
– Jeżeli pacjenci znają swoje prawa, łatwiej poruszają się w systemie ochrony zdrowia. Potrzebują też prostej informacji i jasnej komunikacji – przez SMS, e-mail, aplikację, lekarza POZ czy medycynę pracy. Drugim bardzo ważnym problemem jest dezinformacja medyczna i praktyki osób, które zachęcają pacjentów do korzystania z produktów lub procedur niepotwierdzonych naukowo, często odciągając ich od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną – zaznaczyła.
Marta Nowacka, prezeska Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, prezeska Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich, zwróciła uwagę, że poza opieką nad kobietą w ciąży wiele obszarów zdrowia kobiet nadal nie ma wystarczającej koordynacji. Dotyczy to m.in. uroginekologii, ale także wsparcia kobiet pełniących role opiekunek wobec chorych członków rodzin.
– Mamy dziś mocno rozwiniętą opiekę nad kobietą w ciąży, planującą ciążę i po porodzie. Natomiast później wiele problemów kobiet jakby przestaje istnieć w systemie. Uroginekologia nadal jest tematem tabu, a pacjentki często nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Poza onkologią wciąż brakuje realnej koordynacji opieki. Każdy obszar zdrowia kobiet wymaga tak kompleksowej pracy, jaką wykonano w przypadku opieki nad kobietą w ciąży – mówiła Marta Nowacka.
Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch, konsultantka wojewódzka ds. epidemiologii dla województwa mazowieckiego, prodziekan ds. programów i jakości kształcenia, kierowniczka Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, sekretarz Rady Sanitarno-Epidemiologicznej przy Głównym Inspektorze Sanitarnym, wskazała na niewykorzystany potencjał szczepień jako narzędzia profilaktyki.
– Wszystkie szczepienia rekomendowane kobietom w ciąży, czyli przeciw grypie, krztuścowi i RSV, są bezpłatne. To bardzo dobry krok, ale mimo zniesienia bariery finansowej realizacja tych szczepień nadal pozostawia wiele do życzenia. Potrzebujemy edukacji pacjentek i personelu medycznego. Ważną rolę mogą odegrać szkoły rodzenia i położne, bo decyzje dotyczące zdrowia wciąż w dużej mierze zapadają na podstawie rekomendacji lekarza, położnej czy innego przedstawiciela personelu medycznego – zauważyła. Ekspertka podkreśliła, że bezpłatne szczepienia dla kobiet w ciąży są ważnym rozwiązaniem, ale zgłaszalność pozostaje zbyt niska.
Prof. Grażyna Iwanowicz-Palus zwróciła również uwagę na prawa kobiet w opiece okołoporodowej oraz temat przemocy seksualnej i przemocy w relacjach intymnych.
– Kobieta ma zapisane prawo wyboru miejsca porodu, również w warunkach pozaszpitalnych, ale przez lata był to w dużej mierze martwy zapis, bo taka decyzja oznaczała samodzielne ponoszenie kosztów. Ważnym, wciąż niedostatecznie zaopiekowanym tematem pozostaje też przemoc seksualna i przemoc w relacjach intymnych, która w dużej mierze dotyczy kobiet – mówiła.
Rekomendacje i kierunek działań
W części poświęconej rekomendacjom uczestnicy debaty wskazywali przede wszystkim na potrzebę lepszej edukacji medycznej, koordynacji opieki, wzmacniania profilaktyki, przeciwdziałania dezinformacji oraz budowania zaufania do medycyny opartej na faktach.
Prof. Ewa Barcz jako najpilniejsze działanie wskazała stworzenie systemu edukacji podyplomowej i specjalizacji szczegółowej z uroginekologii.
– W chorobach dna miednicy jesteśmy w szczerym polu. Trzeba zacząć od edukacji lekarzy. Od lat powtarzam, że potrzebujemy specjalizacji szczegółowej z uroginekologii. Nie musi być kilku tysięcy uroginekologów – wystarczy kilkudziesięciu specjalistów i wyspecjalizowane ośrodki, które będą odpowiadały na realne potrzeby demograficzne kobiet – mówiła.
Prof. Mariusz Bidziński podkreślił, że opieka nad zdrowiem kobiet powinna obejmować cały cykl życia: od edukacji młodzieży, przez profilaktykę nowotworową oraz zdrowy styl życia, po menopauzę, geriatrię i wsparcie seniorek.
– Patrząc na zdrowie kobiet, powinniśmy myśleć o całym cyklu życia. U młodzieży kluczowa jest edukacja i szczepienia przeciw HPV, u kobiet dorosłych – badania profilaktyczne i zdrowy styl życia, w okresie menopauzalnym – rzetelna informacja, a u osób starszych – odpowiedź na samotność, depresję i wielochorobowość. Demografia pokazuje, że system musi wzmacniać geriatrię i opiekę nad seniorkami – mówił profesor.
Dr Maria Jessa-Jabłońska rekomendowała traktowanie profilaktyki jako stałego działania systemowego oraz rozwijanie narzędzi komunikacji z pacjentami, w tym infolinii i helpline’ów.
– Profilaktyka to działania systemowe, a nie tylko pojedyncze akcje. Powinna być wspierana przez skuteczną komunikację i prostą informację. Bardzo ważne jest także przeciwdziałanie antymedycynie, czyli osobom i podmiotom, które oszukują pacjentów, oferując produkty lub procedury bez działania leczniczego. Ważnym narzędziem kontaktu z obywatelami jest całodobowa infolinia Rzecznika Praw Pacjenta – zaznaczyła
Marta Nowacka wskazała na konieczność przeniesienia doświadczeń z opieki koordynowanej na kolejne obszary zdrowia kobiet.
– Ochrona zdrowia musi zauważyć problem uroginekologii. Mamy doświadczenia w koordynowanej opiece nad kobietą w ciąży, Krajową Sieć Onkologiczną czy Krajową Sieć Kardiologiczną i w tym duchu powinniśmy iść z kolejnymi zmianami. Pacjentka powinna być leczona kompleksowo, zgodnie z przebiegiem choroby i realnymi potrzebami, a nie traktowana wyłącznie jako procedura – wyjaśniła
Według prof. Violetty Skrzypulec-Plinty należy dążyć do odbudowy zaufania do medycyny, ochrony personelu medycznego przed hejtem oraz prostego komunikowania pacjentom, co jest sprawdzone i bezpieczne.
– Uczmy się podejścia do pacjenta, którego nie zastąpi sztuczna inteligencja. Mówmy jasno, co jest sprawdzone medycznie, opierajmy się na faktach i autorytetach. Musimy odbudować zaufanie do lekarzy i całego personelu medycznego oraz pokazywać codzienną, często niewidoczną pracę medycyny – mówiła ekspertka.
– Potrzebujemy systemowego podejścia do dezinformacji i fake newsów. W szczepieniach pytanie nie brzmi, czy kryzys się pojawi, tylko kiedy się pojawi, dlatego system musi być przygotowany wcześniej. Ważne jest też monitorowanie efektów programów zdrowotnych oraz mocniejsze włączenie profilaktyki i promocji zdrowia do kształcenia przed- i podyplomowego zawodów medycznych – podkreśliła prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch.
Wątki, które wybrzmiały podczas inauguracji, znalazły rozwinięcie w kolejnych sesjach 2. Forum Zdrowia Kobiet. Eksperci rozmawiali m.in. o opiece okołoporodowej, płodności i niepłodności, onkologii kobiecej, endometriozie, migrenie, zdrowiu seksualnym, zaburzeniach dna miednicy, zdrowiu psychicznym, menopauzie, profilaktyce, szczepieniach, a także o zdrowiu dziewczynek i nastolatek, wielochorobowości oraz sytuacjach wymagających szczególnej uważności systemu, takich jak przemoc seksualna czy trudne, nieoczywiste przypadki kliniczne. Wspólnym mianownikiem tych debat była potrzeba lepszej koordynacji opieki, skuteczniejszej edukacji zdrowotnej i odejścia od punktowych interwencji na rzecz spojrzenia na zdrowie kobiet w perspektywie całego życia.
Warsztaty profilaktyczne
Jolanta Milas i Andżelika Misiura, ambasadorki Różowego Patrolu, przeprowadziły podczas Forum Zdrowia Kobiet warsztaty na temat tego, jak w praktyce zadbać o wczesne wykrywanie raka piersi. Różowy Patrol to ogólnopolska inicjatywa profilaktyczna oparta na pracy ambasadorek-wolontariuszek. W ramach lokalnych klubów docierają one z edukacją zdrowotną do kobiet w całej Polsce: na wydarzeniach, spotkaniach kół gospodyń, w klubach seniora i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest rozmowa o profilaktyce. Ich działania koncentrują się na edukowaniu, motywowaniu i wspieraniu kobiet, a także zachęcaniu ich do regularnego samobadania piersi oraz praktycznej nauce, jak wykonywać je prawidłowo.
Forum Zdrowia Kobiet spełniało kryteria Infarmy oraz standardy etyczne Kodeksów Etyki Izby POLMED i MedTech Polska.
 
Organizatorem Forum Zdrowia Kobiet jest Grupa PTWP.
Grupa PTWP prowadzi działalność w obszarze zintegrowanych rozwiązań w zakresie komunikacji i nowych mediów. Jej aktywność skupia się na rynku internetowym i wydawaniu branżowych portali, m.in.: rynekzdrowia.pl, wnp.pl, portalsamorzadowy.pl, pulsHR.pl.
Grupa PTWP zajmuje się także organizacją kongresów, konferencji i wydarzeń na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym – European Economic Congress (EEC) – jedną z najbardziej prestiżowych imprez odbywających się w Europie Centralnej.
W skład Grupy PTWP wchodzi także spółka PTWP Event Center zarządzająca Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Halą Widowiskowo-Sportową Spodek w Katowicach.
W 2024 roku PTWP SA przeniosła swoje notowania na główny rynek GPW w Warszawie.
W grudniu 2025 roku Grupa PTWP sfinalizowała transakcję, obejmując większościowy pakiet 56,82% akcji Gremi Media – wydawcy tytułów „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W styczniu 2026 r. Grupa PTWP przejęła 100% udziałów w spółce Elamed, wydawcy czasopism i portali branżowych.
Zapraszamy do odwiedzenia: www.ptwp.pl
Zapraszamy na stronę: https://www.forumzdrowiakobiet.pl/pl/
Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Osoby starsze należą do grup najbardziej narażonych na ciężki przebieg chorób zakaźnych, hospitalizacje i zgony z powodu infekcji. Eksperci oraz przedstawiciele Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” alarmują, że w obliczu starzenia się społeczeństwa konieczne jest zwiększenie dostępu do refundowanych szczepień ochronnych dla seniorów. Wyniki badania ankietowego pokazują, że choć starsi Polacy dostrzegają zagrożenie związane z zakażeniami pneumokokowymi, to poziom wyszczepialności pozostaje niski. Głównymi barierami są koszty szczepień, niedostateczna wiedza oraz obawy dotyczące działań niepożądanych.
Seniorzy są najbardziej narażoną na choroby zakaźne i infekcje grupą wiekową. Wynika to z naturalnego starzenia się układu odpornościowego i częstego występowania schorzeń współistniejących. Stąd potrzeba zapewnienia im szerokiego, refundowanego dostępu do szczepień o najszerszej ochronie. Na tę potrzebę, popartą wynikami badania ankietowego, zwraca uwagę Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” podkreślając, że szczepienia powinny stać się standardem opieki medycznej.

Seniorzy potrzebują szerszej ochrony. Eksperci apelują o powszechny dostęp do refundowanych szczepień

 
Z szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że do 2030 r. blisko 1/3 populacji Polski będzie miała powyżej 60. lat, a do roku 2050 odsetek ten wzrośnie nawet do 40 procent. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa rośnie również ryzyko ciężkich chorób zakaźnych, w tym inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP), która szczególnie zagraża seniorom.

Niepokojące statystyki zakażeń pneumokokowych

Właśnie z uwagi na obniżoną odporność i występowanie chorób współistniejących, osoby starsze są szczególnie narażone na ciężki przebieg zakażeń pneumokokowych, takich jak zapalenie płuc, sepsa czy zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Ryzyko zachorowania na inwazyjną chorobę pneumokokową (IChP) gwałtownie wzrasta wraz z wiekiem (osoby 65+ z czynnikami ryzyka stanowią 39 proc. tej grupy wiekowej, ale to właśnie u nich odnotowuje się ponad połowę przypadków zapaleń płuc o dowolnej przyczynie).

Dodatkowo osoby starsze są najbardziej narażone na ciężki przebieg zakażenia, hospitalizacje i ryzyko zgonu – wskaźnik śmiertelności związanej z IChP w grupie osób po 65. roku życia wynosi niemal 50 proc. i jest najwyższy wśród wszystkich grup wiekowych. Dlatego tak ważna jest ochrona tej części populacji.

Pneumokoki są straszne, kojarzą się z zapaleniem płuc. Co roku z powodu zapalenia płuc umiera na świecie 2,5 mln osób, to najczęstsza infekcyjna przyczyna zgonów. Co drugi pacjent z zapaleniem płuc, który trafi do szpitala, umrze. I to już są dane przerażające – mówi dr Monika Wanke-Rytt, z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Wydziale Lekarskim Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, edukatorka w zakresie szczepień i profilaktyki zdrowotnej. – Szczepienia przeciwko pneumokokom, o czym mówi się coraz częściej, choć jeszcze nie w Polsce, są narzędziem spowalniającym proces antybiotykoodporności, która narasta i nigdy jej nie zatrzymamy. Dzięki szczepieniom możemy ograniczyć stosowanie antybiotyków.

Profilaktyka, która nie tylko ratuje, ale się zwraca

Choroba pneumokokowa to nie tylko problem zdrowotny dla pacjentów i ich rodzin, ale również poważne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia i gospodarki. Pozaszpitalne zapalenie płuc (PZP), którego istotną część stanowią zakażenia pneumokokowe, pozostaje jedną z głównych przyczyn hospitalizacji, absencji zawodowej i kosztów pośrednich, które według szacunków wynoszą prawie 50 mln zł rocznie.

Tymczasem szczepionki skoniugowane przeciw pneumokokom o wysokiej walentności nie tylko zapewniają seniorom najszerszą ochronę i redukują ryzyko ciężkich powikłań, ale znacznie zmniejszają także koszty leczenia. Przeprowadzone niedawno m. in. w Polsce badanie oceniające wpływ społeczno-ekonomiczny programów szczepień dla dorosłych (w tym szczepień przeciwko pneumokokom) wykazało, że mogą one przynieść społeczeństwu zwrot nawet 19-krotności początkowej inwestycji, przy uwzględnieniu korzyści wykraczających poza system ochrony zdrowia (w przypadku szczepień przeciw pneumokokom zwrot z inwestycji może osiągać nawet 33-krotność poniesionych kosztów).

Co wiemy o szczepieniach wśród seniorów?

W obliczu tych wyzwań cywilizacyjnych Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”, której misją jest m. in. troska o zdrowie i jakość życia osób starszych, przeprowadziła badanie ankietowe w celu lepszego poznania problemów i wyzwań związanych z chorobami, którym można skutecznie zapobiegać dzięki szczepieniom. Ankieta zatytułowana „Czy seniorzy mogą liczyć na skuteczną profilaktykę szczepienną?” została skierowana do szerokiego grona odbiorców – osób zaangażowanych w opiekę długoterminową, ekspertów zajmujących się zdrowiem seniorów i osób niesamodzielnych, a także kadry zarządzającej domami pomocy społecznej, zakładami opiekuńczo-leczniczymi i pielęgnacyjno-opiekuńczymi oraz innymi placówkami sprawującymi bezpośrednią opiekę nad osobami starszymi.

Jednym z kluczowych obszarów badania była ocena poziomu wiedzy i świadomości dotyczącej szczepień ochronnych oraz profilaktyki chorób zakaźnych – zarówno wśród seniorów, jak i osób odpowiedzialnych za organizację i realizację opieki. Chcieliśmy również zidentyfikować najważniejsze czynniki wpływające na poziom wyszczepialności osób starszych. Dlatego pytaliśmy między innymi o dostępność szczepień, bariery organizacyjne oraz koszty ponoszone przez pacjentów – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Wysoka świadomość zagrożeń, niska realizacja szczepień

92 proc. ankietowanych przez Koalicję seniorów uważa zapalenie płuc za poważne zagrożenie, a niemal 80 proc. – że infekcja może trwale obniżyć ich samodzielność.  Choć niemal 3/4 respondentów wie, że pneumokoki mogą prowadzić do hospitalizacji i ciężkich powikłań, to jedynie 20 proc. było kiedykolwiek zaszczepionych przeciw pneumokokom. Największą barierę stanowią finanse – 88 proc. seniorów zaszczepiłoby się, gdyby szczepienie było bezpłatne. Ponad połowa badanych zwraca uwagę na koszt szczepień (57 proc.), który stanowi dla nich realną przeszkodę w podjęciu decyzji o zaszczepieniu. Podobnie wysoki odsetek osób jako powód niepodjęcia decyzji o szczepieniu podaje brak wystarczającej wiedzy (51 proc.) lub obawę przed działaniami niepożądanymi (57 proc.). Świadczy to o silnej potrzebie edukacji i konieczności podjęcia działań systemowych.

Szczepienia bliżej pacjenta

Ważnym elementem zwiększania wyszczepialności seniorów, który wybrzmiał wyraźnie z wyników badania ankietowego, było zwiększenie dostępu do szczepień w aptekach i miejscach pobytu dziennego.

Farmaceuci mają i chęci, i możliwości do wykonywania szczepień – deklaruje dr n. farm. Magdalena Stolarczyk, członkini Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie i Naczelnej Rady Aptekarskiej, ekspertka merytoryczna Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. – Mamy uprawnienia, oczywiście po odbyciu odpowiednich kursów, do kwalifikowania i wykonywania szczepień przeciwko 26 jednostkom chorobowym, w tym zakażeniom pneumokokowym.  Możemy też wystawiać recepty, także refundowane, co pozwala diametralnie skrócić ścieżkę pacjenta do zaszczepienia i odciążyć lekarzy i pielęgniarki.

Według ekspertów takie rozwiązanie realnie zwiększa dostępność profilaktyki i powinno być systemowo wzmacniane, zwłaszcza że, jak pokazała ankieta, zwracają na to uwagę zarówno seniorzy i ich opiekunowie, jak i kadra zarządzająca placówkami opieki długoterminowej.

Nasi respondenci chętnie skorzystaliby ze szczepień, gdyby bezpłatnie oferowały je apteki. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 68 proc. seniorów – wylicza Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Z kolei kadra zarządzająca wskazuje, że kluczowym kierunkiem zmian powinno być wprowadzenie bezpłatnych szczepień w ich placówkach (84 proc. ankietowanych) przy jednoczesnym zapewnieniu wsparcia organizacyjnego, w tym mobilnych zespołów szczepiących, co mogłoby znacząco usprawnić realizację szczepień w placówkach o ograniczonych zasobach kadrowych – dodaje prezes Koalicji.

Czas na strategiczną decyzję dla zdrowia seniorów

Doświadczenia ostatnich lat potwierdziły, że odpowiednio prowadzona polityka szczepień stanowi jeden z kluczowych elementów budowania bezpieczeństwa zdrowotnego osób po 65. r.ż., szczególnie narażonych na zakażenia. Nowoczesne szczepionki skoniugowane przeciwko pneumokokom o wysokiej walentności są odpowiedzią na te potrzeby. Dają możliwość zabezpieczenia seniorów jedną dawką na wiele lat i zapewnić niemal 50-procentową skuteczność w zapobieganiu ich hospitalizacji.

Jak pokazują wyniki ankiety, seniorzy chcą się szczepić, a placówki chcą szczepić. Oba środowiska wskazują na te same warunki konieczne: refundację, jasne zasady i edukację.  Wysoka deklarowana gotowość (88 proc. seniorów, 93% placówek) świadczy o tym, że usunięcie barier finansowych i informacyjnych mogłoby znacząco zwiększyć poziom ochrony zdrowotnej osób starszych. Stąd apel Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” o podjęcie działań zmierzających do tego, by szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym, w tym zakażeniom pneumokokowym, stały się standardem leczenia i filarem polityki zdrowotnej państwa. W starzejącym się społeczeństwie jest to nie tylko decyzja medyczna, ale strategiczna inwestycja w zdrowie publiczne i przyszłość Polski.

WYNIKI BADANIA: „CZY SENIORZY MOGĄ LICZYĆ NA SKUTECZNĄ PROFILAKTYKĘ SZCZEPIENNĄ?”

Źródło: inf pras

 
Pobyt dziecka w szpitalu z powodu grypy często skłania rodziców do zmiany zdania na temat szczepień ochronnych. W przypadku COVID-19 podobny efekt jest znacznie słabszy. Takie wnioski płyną z badania polskich naukowców.
Badacze przeanalizowali postawy rodziców niezaszczepionych dzieci hospitalizowanych z powodu obu chorób. Publikacja na ten temat ukazała się w czasopiśmie „Human Vaccines & Immunotherapeutics”.
Jak poinformował PAP jeden z autorów, prof. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wyszczepialność dzieci przeciwko COVID-19 i grypie jest w Polsce bardzo niska. Za decyzjami rodziców stoją jednak odmienne przyczyny. W przypadku COVID-19 dominuje nieufność wobec szczepionek, natomiast w przypadku grypy najczęstszym problemem jest bagatelizowanie samej choroby i porównywanie jej do zwykłego przeziębienia.

Różnicom tym postanowili przyjrzeć się bliżej badacze z uniwersytetów medycznych w Poznaniu, Białymstoku, Warszawie, Łodzi, Bydgoszczy i Kielcach. W tym celu przeprowadzili wieloośrodkowe badanie obejmujące rodziców niezaszczepionych dzieci, które w ciągu ostatniego sezonu epidemicznego przebywały w szpitalu z powodu grypy lub COVID-19.

Łącznie analizą objęto 135 pacjentów pediatrycznych: 72 dzieci z grypą i 63 z COVID-19.

Naukowców interesowało nie tylko to, dlaczego dzieci nie zostały zaszczepione, ale również czy pobyt w szpitalu wpłynął na postawy rodziców. Pytano ich więc m.in. o żal związany z rezygnacją ze szczepienia, gotowość do zaszczepienia dziecka w przyszłości, gotowość do zachęcania innych rodziców do szczepień oraz zainteresowanie otrzymywaniem przypomnień o szczepieniach, np. za pośrednictwem aplikacji mojeIKP.

Wyniki pokazały wyraźną różnicę między obiema grupami. Aż 63 proc. rodziców dzieci hospitalizowanych z powodu grypy przyznało, że żałuje decyzji o nieszczepieniu dziecka. Wśród rodziców dzieci z COVID-19 odsetek ten wyniósł zaledwie 24 proc.

Jeszcze większe różnice dotyczyły planów na przyszłość. Chęć zaszczepienia dziecka w kolejnym sezonie zadeklarowało 58 proc. rodziców dzieci, które przeszły grypę, i jedynie 16 proc. rodziców dzieci z COVID-19.

Podobnie było z gotowością do zachęcania innych rodziców do szczepień. Taką deklarację złożyło 67 proc. rodziców dzieci z grypą i 37 proc. rodziców dzieci z COVID-19.

Co ciekawe, badacze zaobserwowali również związek między przebiegiem choroby a postawami rodziców. W grupie dzieci z COVID-19 większy żal z powodu rezygnacji ze szczepień częściej deklarowali rodzice dzieci z chorobami współistniejącymi. Natomiast większą gotowość do zaszczepienia dziecka w przyszłości obserwowano wśród tych, których podopieczni wymagali dłuższej hospitalizacji i ciężej przechodzili infekcję. W przypadku grypy szczególne znaczenie miało wystąpienie zapalenia płuc, które wiązało się ze zmianą wszystkich analizowanych postaw wobec szczepień.

Prof. Rzymski zaznaczył, że przyczyny tych różnic wynikają z odmiennego postrzegania obu chorób. Grypa nadal przez wiele osób traktowana jest jako synonim przeziębienia. Z tego powodu część rodziców nie postrzega jej jako zagrożenie wymagające szczepienia. Hospitalizacja dziecka może jednak zweryfikować to przekonanie i uświadomić, że grypa bywa przyczyną ciężkich powikłań, co może skłonić do ponownego rozważenia decyzji dotyczących szczepień.

W przypadku COVID-19 sytuacja jest bardziej złożona. Od początku pandemii choroba ta była kojarzona z ciężkim przebiegiem i zagrożeniem zdrowia. Problem niskiej wyszczepialności nie wynikał więc z bagatelizowania zagrożenia ze strony wirusa, a przede wszystkim z podejścia rodziców do samej szczepionki, m.in. obaw o jej bezpieczeństwo i skuteczność. Pobyt dziecka w szpitalu nie musiał więc automatycznie prowadzić do zmiany tych przekonań.

– Hospitalizacja niezaszczepionego dziecka z powodu grypy może być silnym „momentem edukacyjnym”, skłaniającym rodziców do zmiany wcześniejszych przekonań. W przypadku COVID-19 utrwalona nieufność wobec szczepień, wzmacniana przez dezinformację i spory z okresu pandemii, okazuje się znacznie trudniejsza do przełamania, nawet po ciężkim przebiegu choroby u dziecka – powiedział prof. Rzymski.

Autorzy zwrócili uwagę, że podobne zjawisko zaobserwowano wcześniej u dorosłych pacjentów hospitalizowanych z ciężkim COVID-19. Nawet doświadczenie poważnej choroby nie zawsze prowadziło do zmiany ich poglądów na temat szczepień.

Interesującym wynikiem badania okazały się również źródła informacji brane przez rodziców przy podejmowaniu decyzji o nieszczepieniu dziecka. Wśród osób, które przyznały, że coś lub ktoś wpłynął na taką decyzję, najwięcej wskazywało informacje znalezione w internecie. Znacznie rzadziej wymieniano rodzinę, znajomych czy personel medyczny.

Badanie przyniosło jednak także bardziej optymistyczny wniosek. Ponad 40 proc. rodziców dzieci hospitalizowanych z powodu COVID-19 zadeklarowało chęć otrzymywania przypomnień o szczepieniach, mimo że tylko mniejszość była gotowa zaszczepić swoje dziecko. Podobne deklaracje złożyła około połowa rodziców dzieci z grypą.

Naukowcy podkreślili, że prostym i niskokosztowym elementem strategii zwiększania wyszczepialności, szczególnie w grupach o ambiwalentnym podejściu do szczepień, mogłyby więc być zautomatyzowane przypomnienia, np. wysyłane przez aplikacje mojeIKP.

– Warto, żeby Ministerstwo Zdrowia wykorzystało w kolejnym sezonie epidemicznym w tym kontekście potencjał aplikacji mojeIKP. Nasza analiza wskazuje, że takie są oczekiwania rodziców, a badania z innych krajów, m.in. z Danii, pokazują ich skuteczność w zwiększaniu wyszczepialności w różnych grupach populacyjnych – podsumował prof. Rzymski.

Źródło: Nauka w Polsce

Choć na ból przewlekły nie ma skutecznej szczepionki, to dzięki zaszczepieniu się przeciw półpaścowi można uniknąć bolesnego powikłania choroby – tj. neuralgii półpaścowej, która jest typowym zespołem bólu przewlekłego – oceniła prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu dr Magdalena Kocot–Kępska.
Jak przypomniała specjalistka cytowana w materiałach prasowych przesłanych PAP, ból ostry, którego doświadczamy na co dzień w różnych sytuacjach – przy skręceniu kostki, przewróceniu się, skaleczeniu czy oparzeniu – ma charakter ostrzegawczo-obronny. Informuje nas, że dana sytuacja grozi uszkodzeniem organizmu albo poważną chorobą. Sygnalizuje też potrzebę zgłoszenia się do lekarza.
„Przede wszystkim jednak uczy nas, jakich sytuacji musimy unikać, aby nasz organizm zachował ciągłość i sprawność, żebyśmy po prostu przeżyli. Uczymy się tego od wczesnego dzieciństwa, zupełnie nieświadomie” – wyjaśniła dr Magdalena Kocot–Kępska, kierownik Zakładu Badania i Leczenia Bólu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Ból przewlekły, który towarzyszy np. chorobie nowotworowej czy chorobie zwyrodnieniowej stawów, nie ma już takiego charakteru ostrzegawczo–obronnego i jest uważany za chorobę samą w sobie. Może on prowadzić do poważnych powikłań, jak depresja; utrudnia też codzienne funkcjonowanie. Dlatego wymaga kompleksowego leczenia z uwzględnieniem farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, rehabilitacji, psychoterapii oraz neuromodulacji.

„Każdy z nas ma inny próg bólu, inną wrażliwość, ale również inną tolerancję na ból. Zależy to przede wszystkim od płci, hormonów płciowych, stanu psychicznego, tego, czy jesteśmy zestresowani, wyspani, a nawet od pogody” – wyjaśniła specjalistka. Dodała, że jeżeli na zewnątrz jest ładna pogoda, próg bólu jest zwykle wyższy. Natomiast gdy jest brzydko, wietrznie, deszczowo, próg bólu obniża się. „To zależy także od genetyki i od tego, jak układ nerwowy reaguje na impuls bólowy” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska.

Do czynników zwiększających ryzyko rozwoju bólu przewlekłego ekspertka zaliczyła: niekorzystne zdarzenia w życiu – w dzieciństwie, okresie dojrzewania, wieku nastoletnim, ale także we wczesnej dorosłości. „To nie tylko przemoc fizyczna, seksualna czy emocjonalna, ale również brak miłości, opieki rodzicielskiej, odrzucenie, sieroctwo, choroby psychiczne w rodzinie, uzależnienia czy problemy związane z nieprawidłowym stosowaniem leków” – wymieniała.

Według niej takie zdarzenia potrafią zmienić funkcjonowanie mózgu pod wpływem hormonów stresu. „Hormony stresu przestawiają jego działanie na »inne tory« i mózg staje się bardziej wrażliwy na bodźce zewnętrzne. Takie osoby mają dwukrotnie wyższe ryzyko rozwoju bólu w układzie mięśniowo–szkieletowym, w tym również fibromialgii” – powiedziała dr Kocot-Kępska.

Zwróciła uwagę, że na ból mięśniowo–szkieletowy związany z niekorzystnymi zdarzeniami życiowymi nie ma szczepionki. „Tu potrzebna jest zmiana funkcjonowania społeczeństwa i większa wrażliwość na przemoc wobec dzieci. Krzyczenie na dziecko także jest przemocą i agresją” – tłumaczyła.

Na razie jedynym rodzajem bólu, przeciwko któremu można się „zaszczepić” jest neuralgia półpaścowa. Chroni przed nią szczepionka przeciw półpaścowi. „Jeżeli zmniejszymy ryzyko zachorowania na półpasiec, zmniejszamy również ryzyko neuralgii popółpaścowej, czyli typowego zespołu bólu przewlekłego” – wyjaśniła dr Kocot-Kępska.

Przypomniała, że rocznie na półpaśca choruje w Polsce około 130 tysięcy osób, choć dane te mogą być zaniżone, ponieważ nie ma obowiązku raportowania tej choroby. „Wielu pacjentów nie zgłasza się do lekarza, jeśli choroba nie ma ciężkiego przebiegu. Pojawia się wysypka, pacjent bierze lek przeciwbólowy i stosuje maści. Zachorowań jest więc prawdopodobnie więcej” – oceniła ekspertka.

Szacuje się, że tak naprawdę każdy Polak po 50. roku życia może zachorować na półpasiec, ponieważ większość z tej grupy wiekowej ma uśpionego wirusa ospy wietrznej, nabytego w dzieciństwie lub młodości (kiedy chorowaliśmy na ospę wietrzną albo mieliśmy kontakt z osobą zakażoną). Po przechorowaniu wirus pozostaje uśpiony w układzie nerwowym.

„Dopóki układ immunologiczny jest silny, kontroluje go. Ale gdy odporność spada, jesteśmy zestresowani, po operacji, urazie, wypadku komunikacyjnym albo ciężko chorujemy, wirus może się uaktywnić i wtedy rozwija się półpasiec” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska. Choroba najczęściej obejmuje jedną stronę ciała, zwykle okolice klatki piersiowej.

Towarzyszy jej charakterystyczna wysypka z wodnistymi pęcherzykami. Najczęściej goi się w ciągu kilku tygodni. U części pacjentów rozwija się jednak neuralgia popółpaścowa, czyli typowy ból neuropatyczny – piekący, palący, przeszywający, z przeczulicą i nadwrażliwością na dotyk. Neuralgia popółpaścowa może trwać latami: rok, dwa, trzy, dziesięć, a nawet do końca życia.

Najbardziej są na nią narażone osoby starsze, zwłaszcza po 65. roku życia, ale także kobiety, palacze papierosów, osoby chore na cukrzycę, pacjenci stosujący leki immunosupresyjne oraz osoby, u których półpasiec miał ciężki przebieg i obejmował rozległy obszar ciała.

„Przyjmuje się, że u pacjentów powyżej 80. roku życia, którzy zachorują na półpasiec, prawie połowa może rozwinąć neuralgię popółpaścową. W całej grupie seniorów dotyczy to około 30 proc. chorych. U młodszych dorosłych – około 15-20 proc.” – wymieniała dr Kocot-Kępska.

W leczeniu tego zespołu bólowego stosowane są inne leki niż przy bólu głowy czy bólu zęba. „Są to leki przeciwpadaczkowe, przeciwdepresyjne, opioidy, ale również plastry z lidokainą, plastry i maści z kapsaicyną. Możemy też wykonywać blokady w miejscu bólu czy stosować zaawansowane metody neuromodulacyjne. Można także wstrzykiwać toksynę botulinową” – wyjaśniła ekspertka. Dodała, że jest to leczenie specjalistyczne i zaawansowane, a i tak zaledwie u jednego chorego na trzech-czterech udaje się zmniejszyć dolegliwości bólowe zgodnie z zaleceniami.

Leki te mają także wysokie ryzyko działań niepożądanych, zwłaszcza u seniorów. Powodują zawroty głowy, zwiększają ryzyko upadków i urazów, wywołują senność, zaparcia czy nudności. „Nie są to preparaty proste w stosowaniu ani szczególnie bezpieczne dla pacjenta w podeszłym wieku” – zaznaczyła dr Kocot-Kępska.

Dlatego – zgodnie z najnowszymi rekomendacjami towarzystw naukowych – każda osoba po 50. roku życia, niezależnie od chorób współistniejących, powinna się zaszczepić przeciw półpaścowi. „To moment, w którym układ immunologiczny zaczyna się starzeć i nie jest już tak wydolny jak w wieku 20 czy 30 lat. Jeżeli natomiast występują czynniki ryzyka, takie jak leczenie immunosupresyjne, ciężkie choroby reumatologiczne lub nowotworowe, szczepienie przeciw półpaścowi jest zalecane każdej osobie dorosłej powyżej 18. roku życia” – wyjaśniła ekspertka.

Obecnie refundacja szczepionki przeciw półpaścowi przysługuje pacjentom powyżej 65. roku życia. „Jeżeli taka osoba ma choroby współistniejące uprawniające do zniżki, może otrzymać refundację 100 proc. Pacjenci powyżej 18. roku życia z grup ryzyka, czyli z immunosupresją lub chorobami zwiększającymi ryzyko półpaśca, mają 50–procentową zniżkę” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska.

W jej ocenie najbardziej poszkodowana jest grupa seniorów bez chorób współistniejących. „Można powiedzieć, że są »karani« za to, że o siebie dbają, nie mają nadciśnienia, cukrzycy czy chorób kardiologicznych. Oni, niestety, muszą zapłacić pełną cenę. Dlatego jako Polskie Towarzystwo Badania Bólu bardzo mocno optujemy za tym, aby dla każdego pacjenta od 65 roku życia, niezależnie od chorób współistniejących, szczepionka była dostępna na liście senioralnej, czyli całkowicie bezpłatnie” – wskazała specjalistka.

Zwróciła uwagę, że jest to opłacalne dla systemu ochrony zdrowia. Koszty leczenia półpaśca i jego powikłań są bowiem niezwykle wysokie. Są to zarówno koszty bezpośrednie, tj. koszty leczenia choroby, powikłań, neuralgii, jak i koszty wizyt w poradniach oraz obciążenia specjalistów.

„Pacjenci z neuralgią popółpaścową są w poradni leczenia bólu około dwukrotnie drożsi niż pacjenci z innymi rodzajami bólu, jak np. choroba zwyrodnieniowa czy ból pleców. Profilaktyka może te koszty znacząco ograniczyć” – skomentowała dr Kocot-Kępska. Dodała, że przechorowanie półpaśca nie chroni przed kolejnym zachorowaniem – półpasiec można mieć nawet trzy czy cztery razy w życiu. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Przy Instytucie Matki i Dziecka powołano Forum Zdrowia Młodzieży – nową inicjatywę, której celem jest włączenie młodych ludzi w realne współtworzenie działań i rekomendacji dotyczących zdrowia publicznego. To pierwsza tego typu platforma przy Instytucie, która w sposób systemowy oddaje głos młodzieży i pozwala lepiej zrozumieć ich potrzeby, wyzwania oraz codzienne doświadczenia.
Powołanie Forum Zdrowia Młodzieży nawiązuje do doświadczeń z badań HBSC (Health Behaviour in School- aged Children), prowadzonych we współpracy z Regionalnym Biurem Światowej Ogranizacji Zdrowia (WHO) dla Europy od 1982 roku. To jedno z najważniejszych źródeł wiedzy o zdrowiu i stylu życia młodzieży w wieku 11, 13 i 15 lat obejmujące ponad 50 krajów Europy i Ameryki Północnej. W niektórych państwach, takich jak Irlandia, Kanada czy Portugalia młodzieżowe zespoły doradcze współpracujące przy badaniach funkcjonują systematycznie od lat, stanowiąc ważne wsparcie w cyklu realizacji badań HBSC oraz projektowaniu działań zdrowotnych.

W Polsce badanie HBSC koordynowane jest przez Instytut Matki i Dziecka (dr Anna Dzielska, kierownik Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w IMiD) we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim (dr Agnieszka Małkowska-Szkutnik, Wydział Pedagogiczny). Jednym z zadań stawianych przed nowo powołanym Forum Zdrowia Młodzieży będzie właśnie współpraca przy kolejnej rundzie badań HBSC, która już się rozpoczęła polegająca na aktywnym udziale młodzieży w projektowaniu, realizacji i interpretacji badań z wykorzystaniem podejść partycypacyjnych.

„Jesteśmy bardzo dumni, że możemy tworzyć przestrzeń do realnej współpracy z młodymi ludźmi. Ich głos, doświadczenia i wrażliwość są dziś niezbędne, aby skutecznie odpowiadać na wyzwania zdrowotne ich pokolenia. Forum Zdrowia Młodzieży to dla nas nie tylko inicjatywa, ale początek długofalowego partnerstwa opartego na dialogu i wzajemnym zaufaniu” – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka.

Powołanie Forum odbyło się w ramach konferencji „Szczepienia dzieci i młodzieży – między wiedzą, zaufaniem a decyzją”, podczas której poruszono szerokie spektrum tematów związanych ze zdrowiem młodego pokolenia – od szczepień ochronnych, przez kompetencje zdrowotne i dezinformację, po rolę komunikacji w budowaniu zaufania do systemu ochrony zdrowia.

Eksperci zwracali uwagę, że w dobie nadmiaru informacji kluczowe znaczenie mają kompetencje zdrowotne młodzieży, które wpływają na ich decyzje i postawy wobec profilaktyki.

„Nasze dane pokazują, że coraz więcej młodych ludzi ma trudność nie z dostępem do informacji o zdrowiu, ale z ich oceną i wykorzystaniem. W Polsce odsetek nastolatków z niskimi kompetencjami w tym zakresie znacząco wzrósł. Przekłada się to bezpośrednio na ich decyzje zdrowotne i postrzeganie własnego zdrowia – dlatego tak ważne jest tworzenie przestrzeni, w której młodzi ludzie mogą być wysłuchani i realnie współtworzyć rozwiązania, np. takie jak powołane dziś Forum Zdrowia Młodzieży” – prof. IMiD dr hab. n. med i o zdr. Dorota Kleszczewska, prezes zarządu Fundacji Instytutu Matki i Dziecka.

Konferencja była także przestrzenią do rozmowy o systemowych wyzwaniach w zdrowiu publicznym oraz konieczności budowania dialogu z różnymi grupami społecznymi.

„W przypadku szczepień największym wyzwaniem nie jest dziś dostępność, ale zaufanie i skuteczna komunikacja. Bez nich nawet najlepsze programy profilaktyczne nie osiągną swoich celów” – zaznacza dr n. med. Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny.

„Cieszę się, że takie inicjatywy jak doradczy zespół młodzieżowy przy Instytucie Matki i Dziecka mają miejsce. Szczególnie w obszarze zdrowia publicznego to bardzo istotne, żeby słuchać młodzieży i rozumieć ich wątpliwości, ale również być otwartym na ich pomysły i rozwiązania dotyczące zdrowia” – podkreśla prof. GUMed dr hab. n. med. Łukasz Balwicki, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Zwieńczeniem wydarzenia był panel „Zdrowie młodzieży – codzienność, social media i wpływ otoczenia”, moderowany przez dziennikarkę Paulinę Chylewską, podczas którego młodzi uczestnicy dzielili się swoimi doświadczeniami i perspektywą na zdrowie w codziennym życiu.

Dyskusja dotyczyła m.in. nawyków żywieniowych, snu, stresu, relacji z lekarzami oraz wpływu mediów społecznościowych na samopoczucie i koncentrację. Uczestnicy odnosili się także do różnic między młodzieżą w Polsce a ich rówieśnikami w innych krajach oraz zastanawiali się nad rolą szkoły, rodziców i systemu w kształtowaniu zdrowych postaw. Ważnym elementem rozmowy była także ocena skuteczności rozwiązań takich jak ograniczenia korzystania z telefonów czy regulacje dotyczące mediów społecznościowych.

Panel pozwolił uchwycić autentyczną perspektywę młodego pokolenia i wskazać czynniki, które realnie wpływają na ich zdrowie.

Forum Młodzieży będzie działać jako ciało doradcze przy Instytucie Matki i Dziecka, angażując młodych ludzi w konsultowanie działań, projektowanie kampanii oraz wypracowywanie rekomendacji dotyczących zdrowia fizycznego i psychicznego ich pokolenia – w tym także w obszarze profilaktyki i szczepień.

Źródło: inf pras

Mimo postępu w diagnostyce i leczeniu astma pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowia publicznego i może prowadzić do zgonu. Dlatego wszyscy chorzy na astmę powinni mieć zapewniony dostęp do wczesnej diagnostyki, optymalnego leczenia i edukacji – przypominają eksperci z okazji Światowego Dnia Astmy, który przypada 5 maja.
W tym roku Światowa Inicjatywa na rzecz Zwalczania Astmy (GINA) podkreśla znaczenie równego dostępu do leczenia wziewnego jako kluczowego elementu skutecznej kontroli astmy. Dlatego hasło obchodów Światowego Dnia Astmy brzmi: „Dostęp do inhalatorów przeciwzapalnych dla wszystkich chorych na astmę – nadal pilna potrzeba”.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na astmę choruje na świecie około 363 mln osób. Dane epidemiologiczne wskazują, że rzeczywista liczba chorych na astmę w Polsce może sięgać nawet 4 mln osób, ale jedynie połowa z nich ma postawioną diagnozę i leczy się.

– Astma szczególnie daje o sobie znać wiosną, kiedy wzmożone pylenie roślin nasila duszność, kaszel i świszczący oddech u wielu chorych – powiedział prof. Radosław Gawlik, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego podczas konferencji zorganizowanej w ramach obchodów Światowego Dnia Astmy 28 kwietnia br. Według niego w Polsce liczba chorujących na astmę i różne alergie dotyczy prawie 40 proc. społeczeństwa.

Konsultant krajowa w dziedzinie alergologii prof. Karina Jahnz-Różyk przypomniała, że astma jest chorobą zapalną dróg oddechowych. Stan zapalny prowadzi do nadreaktywności oskrzeli na różne czynniki, w tym alergeny, dym tytoniowy, zanieczyszczenie powietrza, infekcje wirusowe, wysiłek fizyczny i do wystąpienia objawów astmy.

Dlatego w swoich rekomendacjach GINA podkreśla, że każda osoba z astmą, w tym większość dzieci w wieku przedszkolnym z astmą, powinna otrzymywać wziewne kortykosteroidy, które działają przeciwzapalnie. Są one ą podstawą leczenia astmy i warunkiem kontroli jej objawów – zmniejszają ryzyko wystąpienia ataków choroby, a także liczbę zgonów z jej powodu. U młodzieży powyżej 12. roku życia i u osób dorosłych najlepiej stosować inhalator zawierający zarówno wziewny kortykosteroid, jak i szybko działający lek rozszerzający oskrzela (beta2-mimetyk).

Nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich przez pacjentów wciąż pozostaje istotną przeszkodą w skutecznym leczeniu astmy. Dlatego u dorosłych pacjentów z astmą, u których nie uzyskano odpowiedniej kontroli objawów pomimo stosowania wziewnych glikokortykosteroidów i długo działającego beta2-mimetyku, zaleca się zastosować terapię trójskładnikową. Polega ona na podawaniu w jednym inhalatorze trzech różnych leków, a są to: wziewny glikokortykosteroid, długo działający beta2-mimetyk (LABA) oraz długo działający antagonista receptorów muskarynowych (LAMA). Skutkuje to zmniejszeniem liczby zaostrzeń astmy, czemu towarzyszy trwała poprawa parametrów czynności płuc.

Najbardziej wymagającą postacią choroby jest astma ciężka. Dotyczy pacjentów, u których nie udaje się uzyskać kontroli choroby pomimo dobrego przestrzegania zaleceń lekarskich (adherencji), stosowania maksymalnych dawek optymalnie dobranych leków, tj. glikokortykosteroidów wziewnych i długo działającego beta2-mimetyku (LABA), prawidłowego stosowania inhalatorów oraz skutecznego leczenia chorób współistniejących, takich jak przewlekłe zapalenie zatok, choroba refluksowa przełyku, otyłość, obturacyjny bezdech podczas snu, depresja, stany lękowe. Szacuje się, że występuje ona u 3,2 – 10 proc. pacjentów z astmą. Jest to grupa obarczona wysokim ryzykiem zaostrzeń, hospitalizacji i zgonu, odpowiada też za 50–80 proc. z całkowitych kosztów opieki nad chorymi na astmę.

Dla tych chorych przeznaczone są terapie biologiczne. – Terapia biologiczna dla chorych na astmę ciężką oznacza mniej zaostrzeń i lepszą kontrolę choroby – powiedziała prof. Jahnz-Różyk. Pozwala ona również znacznie ograniczyć stosowanie steroidów systemowych, które powodują bardzo dużo powikłań przewlekłych.

Specjalistka przypomniała, że w Polsce chorzy na tę postać astmy mają dostęp do pięciu leków biologicznych w ramach programu lekowego B.44. Leki te są dobierane indywidualnie ze względu mechanizm leżący u podłoża choroby oraz objawy, które występują u pacjenta.

Z danych, które przedstawiła specjalistka, wynika, że w Polsce ok. 5,5 tys. pacjentów z ciężką astmą otrzymuje leczenie biologiczne. Oznacza to, że terapia biologiczna jest stosowana u kilkunastu proc. chorych na tę postać choroby, podczas gdy w niektórych państwach UE jest to 60 proc. a nawet 75 proc. – Terapia biologiczna działa, ale problemem jest jej niewykorzystanie – oceniła konsultant krajowa w dziedzinie alergologii. Wśród przyczyn tego wymieniła braki kadrowe, problemy finansowe, w tym finansowanie programu przez NFZ oraz ograniczenia administracyjne.

W 2025 r alergolodzy złożyli do Ministra Zdrowia propozycje zmian w programie lekowym, które zwiększyłyby dostępność leków biologicznych dla pacjentów z astmą ciężką. – Bardzo walczymy o „switch”, tj. o możliwość zamiany terapii bez ponownej pełnej kwalifikacji pacjenta – zaznaczyła prof. Jahnz-Różyk.

Wśród innych postulatów znalazły się: wprowadzenie zapisu, że ciąża i karmienie piersią nie stanowią bezwzględnego kryterium wyłączenia z programu, a decyzja o kontynuacji leczenia powinna być podejmowana indywidualnie przez lekarza w porozumieniu z pacjentką; obniżenie progu stężenia eozynofilii poniżej 350 komórek na mikrolitr krwi dla pacjentów z ciężką astmą eozynofilową – leczonych mepolizumabem lub benralizumabem oraz dodatkowy monitoring pacjentów przewlekle leczonych glikokortykosteroidami pod kątem niewydolności kory nadnerczy.

– Wiem, że ten projekt jest w tej chwili procedowany i najprawdopodobniej Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wypowie się na ten temat na początku czerwca 2026 r. – powiedziała specjalistka. Wyraziła nadzieję, że agencja wyda pozytywną opinię na temat tych propozycji.

Eksperci podkreślają, że podobnie jak w innych chorobach przewlekłych, kluczowym elementem terapii pacjentów z astmą jest regularne ich edukowanie o istocie choroby, przyjmowanych lekach, technice inhalacji, postępowaniu w przypadku zaostrzeń (wraz z pisemnym planem postępowania), schorzeniach współistniejących, zaprzestaniu palenia, a także o konieczności szczepień.

Pacjentom z astmą zalecane są: szczepienie przeciwko grypie co sezon, szczepienie przeciwko COVID-19, przeciwko pneumokokom, przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi dawką przypominającą co 10 lat, szczepienie przeciwko półpaścowi oraz szczepienie przeciwko RSV. Zaszczepienie się przeciwko wirusowi RS jest ważne, ponieważ infekcja może być wyniszczająca dla osób z astmą. (PAP)

Źródło: Naukawpolsce

Polacy coraz bardziej ufają szczepieniom, jednak nie przekłada się to na realną wyszczepialność – szczególnie wśród dorosłych. Eksperci podkreślają, że problemem nie jest brak świadomości, lecz bariery systemowe: utrudniony dostęp, brak przypomnień i niedostateczne wsparcie na poziomie polityki zdrowotnej. Jednocześnie rośnie rola aptek jako punktów szczepień, a rozwiązania cyfrowe mogą stać się kluczem do poprawy sytuacji.
Według raportu „State of Vaccine Confidence in the EU”, między 2018 a 2022 rokiem zaufanie Polaków do szczepień wzrosło o 4,9 proc. – jeden z wyższych wyników w Unii Europejskiej. Globalne programy szczepień uratowały co najmniej 154 miliony istnień w ciągu ostatnich 50 lat, co według badań opublikowanych w 2024 r. w „Lancecie” oznacza 6 uratowanych żyć na minutę przez pół wieku.

Mimo to w Polsce szczepienia wciąż kojarzą się głównie z profilaktyką dzieci i młodzieży. Dorosłych nikt skutecznie nie przypomina o dawkach uzupełniających, a system tego nie ułatwia. Nie jest to zresztą wyzwanie wyłącznie polskie – zarówno Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, jak i WHO promują koncepcję life-course immunisation, czyli szczepień przez całe życie.

Apteka coraz ważniejszym punktem szczepień

W 2025 r. apteki zrealizowały ponad 60 proc. wszystkich szczepień przeciw COVID-19, ok. 30 proc. przeciw RSV i 20 proc. przeciw grypie. System jest konsekwentnie rozwijany: od 1 kwietnia 2025 r. refundacją objęto szczepionki przeciw RSV (dla ciężarnych i osób po 65. roku życia) oraz przeciw półpaścowi, a od 1 lutego 2026 r. katalog bezpłatnych szczepień dla dorosłych w aptekach rozszerzono o ospę wietrzną, dur brzuszny, meningokoki (B i ACWY), żółtą gorączkę oraz szczepionkę skojarzoną przeciw błonicy, tężcowi, krztuścowi i polio.

– Rozszerzenie katalogu bezpłatnych świadczeń to bardzo ważny krok. Pokazuje, że apteka przestaje być wyłącznie miejscem wydania leku, a staje się realnym, systemowym punktem profilaktyki zdrowotnej. Żeby jednak w pełni wykorzystać ten potencjał, trzeba dalej upraszczać ścieżkę pacjenta – mówi dr Mikołaj Konstanty, prezydent Farmaceutycznej Grupy Unii Europejskiej (PGEU), wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Postuluje m.in. systemowy dostęp farmaceutów do historii szczepień pacjenta oraz możliwość szczepienia poza apteką – w DPS-ach, szkołach i zakładach pracy.

Szczepienia w planach fiskalnych – luka do wypełnienia

Eksperci wskazują na poważną lukę systemową: szczepienia nie figurują w polskim „Średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym na lata 2025–2028″ jako inwestycja. A mogłyby – regulacje UE dopuszczają finansowanie działań wzmacniających odporność populacyjną, co może nawet wydłużyć realizację planu z 4 do 7 lat.

– Konieczne wydaje się systemowe uwzględnienie wydatków na szczepienia w ramach planów fiskalnych jako inwestycji o wysokiej stopie zwrotu społeczno-gospodarczego. Włączenie szczepień do priorytetów fiskalnych pozwoli nie tylko ograniczyć przyszłe koszty systemu ochrony zdrowia, ale także zwiększyć aktywność zawodową i produktywność społeczeństwa – mówi prof. dr hab. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki w Instytucie Matki i Dziecka.

Liczby mówią same za siebie: według WHO szczepienia zapobiegają 3,5–4 milionom zgonów rocznie, a ekonomiści szacują, że każdy dolar zainwestowany w programy szczepień zwraca nawet szesnastokrotność poniesionych kosztów.

HPV – szczepienie, które nie wychodzi z cienia

Wzrost zaufania do szczepień nie objął HPV. Z bezpłatnego programu skorzystało zaledwie 13,46 proc. dzieci w wieku 9–14 lat i 16 proc. w grupie 15–18 lat. Tymczasem w Finlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie wyszczepialność jest niemal stuprocentowa, w 2025 r. nie odnotowano żadnego przypadku raka szyjki macicy u kobiet szczepionych w wieku 12–13 lat.

Cyfrowa karta szczepień – postulat środowiska

Polska ma potencjał, by skutecznie rozwijać model szczepień przez całe życie, jednak wymaga to zmian systemowych i lepszego wykorzystania dostępnych narzędzi. Kluczowe są: uproszczenie ścieżki pacjenta, włączenie szczepień do priorytetów fiskalnych oraz wdrożenie cyfrowej karty szczepień z przypomnieniami. Bez tych działań wysoki poziom zaufania społecznego nie przełoży się na realną ochronę zdrowia publicznego.

Źródło: Komunikat Prasowy

Wciąż utrzymuje się błędne przekonanie, że kleszcze stanowią zagrożenie wyłącznie w okresie letnich wyjazdów do lasu. Specjaliści podkreślają, że jest to mit o istotnym znaczeniu zdrowotnym, który może prowadzić do zaniżonej czujności i opóźnień w rozpoznawaniu chorób odkleszczowych. Kleszcze są aktywne już od lutego, a w warunkach łagodnych zim ich aktywność może utrzymywać się niemal przez cały rok.
Federacja Porozumienie Zielonogórskie intensyfikuje działania edukacyjne oraz apeluje o systematyczne stosowanie zasad profilaktyki, które w sposób istotny ograniczają ryzyko zakażeń chorobami przenoszonymi przez kleszcze.

Sezon aktywności kleszczy ulega wydłużeniu

Najpospolitszy w Polsce gatunek kleszcza – Ixodes ricinus rozpoczyna aktywność już przy temperaturach przekraczających 5–7°C. Oznacza to, że pierwsze osobniki mogą pojawiać się już na przełomie stycznia i lutego, szczególnie w okresach zimowych odwilży. Eksperci zwracają uwagę, że zmiany klimatyczne wpływają na stopniowe wydłużanie sezonu aktywności pasożytów oraz zwiększają ryzyko kontaktu człowieka z kleszczami poza tradycyjnie kojarzonym okresem wiosenno-letnim.

Kleszcze nie potrzebują lata. Wystarczy im kilka stopni powyżej zera. Obserwujemy, że z roku na rok sezon aktywności wydłuża się. To bezpośrednia konsekwencja ocieplenia klimatu. Szczyty aktywności przypadają na wiosnę (maj–czerwiec) oraz wczesną jesień (sierpień–październik), jednak ukąszenia mogą występować także zimą podczas odwilży czy wczesną wiosną – wskazuje lek. Joanna Szeląg, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Kleszcze występują nie tylko w lasach

Specjaliści podkreślają, że jednym z najczęściej powielanych błędnych przekonań jest ograniczanie ryzyka kontaktu z kleszczami wyłącznie do terenów leśnych. Dane epidemiologiczne wskazują, że znaczna część ukąszeń ma miejsce w bezpośrednim otoczeniu człowieka.

Kleszcze występują m.in. w parkach miejskich, przydomowych ogródkach i na działkach rekreacyjnych, na osiedlowych trawnikach, łąkach i terenach zielonych oraz w lasach, szczególnie liściastych i mieszanych.  Pasożyty nie skaczą ani nie latają. Wspinają się na roślinność zwykle do wysokości około 1–1,5 metra i aktywnie oczekują na potencjalnego żywiciela, którym może być zarówno człowiek, jak i zwierzę.

Pacjenci są zaskoczeni, kiedy pytam o okoliczności ukąszenia. I często słyszę, że doszło do niego w parku czy własnym ogrodzie, a nie w lesie. To jeden z kluczowych mitów, który usypia czujność i w efekcie prowadzi do poważnych konsekwencji zdrowotnych – podkreśla lek. Joanna Szeląg.

Ukąszenie kleszcza może prowadzić do transmisji wielu patogenów bakteryjnych, wirusowych i pierwotniakowych. W Polsce największe znaczenie kliniczne mają borelioza oraz kleszczowe zapalenie mózgu.

Ta pierwsza to choroba bakteryjna wywoływana przez Borrelia burgdorferi. Nieleczona może prowadzić do zajęcia układu nerwowego, sercowo-naczyniowego oraz stawów. Jednym z wczesnych objawów jest rumień wędrujący, który jednak nie występuje u wszystkich zakażonych, co może utrudniać wczesne rozpoznanie.

Kleszczowe zapalenie mózgu to natomiast choroba wirusowa o potencjalnie ciężkim przebiegu neurologicznym. Może prowadzić do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych oraz mózgu, a w części przypadków do trwałych powikłań neurologicznych. W leczeniu stosuje się wyłącznie terapię objawową, brak jest leczenia przyczynowego.

W Polsce diagnozuje się również inne choroby odkleszczowe, w tym anaplazmozę, babeszjozę oraz tularemię, które choć rzadsze, stanowią istotne wyzwanie diagnostyczne.

Rosnąca liczba zachorowań

Dane epidemiologiczne wskazują na systematyczny wzrost liczby przypadków chorób odkleszczowych. W przypadku boreliozy odnotowano wzrost z 25 285 przypadków w 2023 roku do 48 725 w roku 2025.

Eksperci zaznaczają, że rzeczywista skala problemu może być jeszcze większa ze względu na opóźnienia diagnostyczne, niespecyficzny przebieg wczesnych objawów oraz przypadki niezgłaszane do systemu ochrony zdrowia. Specjaliści podkreślają, że skuteczna ochrona przed kleszczami nie wymaga ograniczania aktywności na świeżym powietrzu, lecz konsekwentnego stosowania zasad profilaktycznych.
Wśród nich kluczowe jest zakrywanie ciała podczas spacerów, noszenie długich rękawów oraz nogawek czy stosowanie jasnej odzieży, co uławia zauważenie pasożyta. Konieczne jest stosowanie repelentów, dokładna kontrola skóry po powrocie oraz szybkie i prawidłowe usunięcie kleszcza. To proste, ale skuteczne metody, które istotnie ograniczają ryzyka złapania kleszcza i potem poważnych dla zdrowia konsekwencji – podsumowuje Joanna Szeląg.

Szczepienie przeciw KZM najskuteczniejszą formą ochrony

W przeciwieństwie do boreliozy, przed kleszczowym zapaleniem mózgu możliwe jest skuteczne zabezpieczenie poprzez szczepienie ochronne. Pełny cykl szczepienia zapewnia skuteczność przekraczającą 95%. Szczepienie zalecane jest przede wszystkim osobom przebywającym na terenach endemicznych, a także wszystkim, którzy regularnie spędzają czas na świeżym powietrzu, niezależnie od charakteru aktywności.

 
Federacja Porozumienie Zielonogórskie podkreśla, że kluczową rolę w ograniczaniu liczby zachorowań odgrywają lekarze medycyny rodzinnej, którzy odpowiadają zarówno za edukację pacjentów, jak i wczesne wykrywanie chorób odkleszczowych oraz kwalifikację do szczepień przeciw KZM. Federacja apeluje o zwiększenie świadomości społecznej w zakresie realnego ryzyka związanego z kleszczami oraz o regularne konsultowanie działań profilaktycznych z lekarzem rodzinnym, szczególnie w kontekście rosnącej aktywności kleszczy w środowisku miejskim i podmiejskim.

Źródło: Komunikat Prasowy

Kleszczowe zapalenie mózgu to groźna choroba wirusowa, która może prowadzić do trwałych powikłań neurologicznych, a nawet śmierci. Eksperci alarmują, że wraz ze zmianami klimatycznymi rośnie liczba zakażeń i obszarów występowania kleszczy. Choć szczepienie przeciw KZM jest skuteczne i dostępne także w aptekach, odsetek zaszczepionych Polaków pozostaje bardzo niski, obejmując jedynie niewielką część społeczeństwa.
– Szczepienia przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu (KZM) zalecane są bardzo szerokiej populacji, bo mówimy tu o populacji pediatrycznej i populacji osób dorosłych. Zalecenie szczepienia wynika z tego, że powszechność napotkania kleszcza, nie tylko w głębokim lesie czy podczas spływu kajakowego, ale także w parkach, na skwerach czy w naszych przydomowych ogrodach, jest bardzo duża i nigdy nie wiemy, który kleszcz wektoruje ten patogen – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr n. o zdr. Barbara Czech-Szczapa, epidemiolog z Katedry I Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Kleszczowe zapalenie mózgu jest chorobą wirusowa, której powikłania często mają charakter neurologiczny. Choroba rozwija się przez 7–14 dni, początkowo bezobjawowo lub z objawami podobnymi do grypy. U części osób zakażonych po tym okresie dochodzi do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego. Następstwami zakażenia mogą być zapalenie rdzenia kręgowego, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych lub zapalenie mózgu. Jak podaje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny na portalu Szczepienia.Info, u 35–58 proc. chorych z zajęciem ośrodkowego układu nerwowego dochodzi do trwałych powikłań neurologicznych.

– Tacy pacjenci trafiają do szpitala i w ubiegłym roku mieliśmy ich ponad 900. Rok do roku obserwujemy coraz większą liczbę przypadków i, jak informują nas biolodzy czy osoby, które zajmują się liczebnością kleszczy, przyczyn jest wiele, ale główną są zmiany klimatyczne. Łagodne zimy i dosyć wilgotne lato sprzyjają kleszczom – wskazuje prof. dr hab. n. med. Joanna Zajkowska, specjalistka chorób zakaźnych z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Jak podaje NIZP-PZH, jeden na 100 przypadków KZM kończy się zgonem. W przeciwieństwie do innej choroby odkleszczowej, jaką jest borelioza, przed kleszczowym zapaleniem mózgu można się chronić, stosując profilaktykę.

Eksperci podkreślają, że szczepienie jest obecnie jedynym skutecznym sposobem uchronienia się przed tą ciężką chorobą i jej powikłaniami. Aby utrzymać ochronę przed zakażeniem, konieczne jest przyjęcie trzech dawek szczepienia w schemacie podstawowym oraz dawkę przypominającą co trzy–pięć lat. Szczepienie można zrealizować w POZ lub prywatnym gabinecie, ale od ubiegłego roku szczepionkę można przyjąć również w aptece.

– Apteczne punkty szczepień stają się istotnym elementem systemowym, jeżeli chodzi o udzielanie świadczeń związanych z profilaktyką, w tym również immunoprofilaktykę. Zwiększenie dostępności do aptek, w których wykonywane są te świadczenia, stanowi ważną zmianę i duży krok, jeżeli chodzi o poprawę wyszczepialności. Drugą rolą, o której nie powinniśmy zapominać, jest rola edukatora. Farmaceuta jest osobą, która jest wykształcona i przygotowana do tego, żeby nie tylko zaszczepić pacjenta, ale też porozmawiać o szczepieniach, o profilaktyce, szczególnie jeżeli rozmawiamy o szczepieniach osób dorosłych, które do tej pory w naszym kraju nie odgrywały ważnej roli i nie były postrzegane jako ważny element profilaktyki – mówi dr Mikołaj Konstanty, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

– Zainteresowanie szczepieniami w aptekach z sezonu na sezon rośnie. Widzimy to po pewnych zmianach, które zostały wprowadzone w polskiej legislacji. Pozwoliły one na, po pierwsze, przyspieszenie procesu szczepień w aptekach, po drugie, zwiększają liczbę aptecznych punktów szczepień na terenie kraju. Mamy ich w tej chwili ponad 2250, w związku z czym dostępność populacyjna jest dużo większa, a zainteresowanie rośnie – dodaje.

Pomimo rosnącej świadomości zagrożenia – 65% Polek i Polaków postrzega KZM jako poważną chorobę – obserwuje się wyraźną lukę między wiedzą a działaniami profilaktycznymi, jak wynika z badań TBE Awareness Coverage and Compliance Research 2025 przeprowadzonych przez Ipsos. Część społeczeństwa nadal błędnie zakłada możliwość skutecznego leczenia choroby, a 31% badanych deklaruje brak wystarczających informacji na temat kleszczowego zapalenia mózgu i szczepień. Efektem jest niski poziom realizacji szczepień, który plasuje Polskę wśród krajów o najniższym poziomie ochrony w Europie przy jednocześnie endemicznym statusie dla KZM. 

– Jesteśmy bardzo przebodźcowani różnymi informacjami. Mamy kult wypowiedzi socjotechnicznie konstruowanych jak wypowiedź ekspercka, które bardzo dobrze trafiają do odbiorców według określonego algorytmu i przypominają ugruntowaną wiedzę. Wynika to też z braku kompetencji weryfikowania źródeł wiedzy, ale przede wszystkim z poczucia, że szczepienie jest elementem medykalizacji, że jest czymś ponadstandardowym, co nie jest konieczne. Mówimy też o celowych działaniach związanych z dezinformacją oraz o wyparciu pewnej nakazowości epidemiologicznej, która jest reminiscencją pandemii COVID-19, gdzie ten bunt się pojawiał. Poza tym widzimy globalny problem odstępu od chęci szczepień, mamy takie zjawisko, które obserwujemy nie tylko w Polsce – wymienia dr n. o zdr. Barbara Czech-Szczapa.

Tymczasem szczepienie przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu, co do zasady, powinien przyjąć każdy, kto nie ma przeciwwskazań, a korzysta np. z parków czy odwiedza lasy lub tereny trawiaste, choćby podczas spacerów z psem. Wspomniane przeciwwskazania to reakcja anafilaktyczna po wcześniejszej dawce szczepionki i ostra choroba przebiegająca z gorączką oraz nasilona reakcja alergiczna na substancje pomocnicze wchodzące w skład szczepionki. Zaszczepienie się jest tym istotniejsze, że jak przewidują eksperci, problem chorób odkleszczowych będzie narastał przede wszystkim z uwagi na zmiany klimatyczne.

Źródło: Newseria

Proces starzenia się społeczeństwa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem z dokumentów strategicznych i prognoz demograficznych, a staje się realnym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia, polityki społecznej i codziennego funkcjonowania rodzin. Wraz z wydłużaniem życia rośnie nie tylko liczba lat, które przeżywamy, ale także znaczenie ich jakości. Jak podkreślała Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu, zdrowie i godne starzenie się nie są hasłem, lecz rzeczywistością, która dotyczy milionów Polaków. Starzenie nie musi oznaczać utraty jakości życia – może wiązać się z aktywnością, bezpieczeństwem i niezależnością, pod warunkiem że towarzyszy mu „skuteczna i dostępna, ale także mądrze prowadzona profilaktyka”.

W praktyce coraz wyraźniej chodzi o przesunięcie akcentu z samej długości życia na lata przeżywane w sprawności – z zachowaniem samodzielności i możliwości decydowania o sobie. Mimo szerokiej dostępności badań profilaktycznych i coraz lepszej diagnostyki, korzystanie z nich pozostaje ograniczone, a wielu pacjentów trafia do systemu dopiero w zaawansowanym stadium choroby. To nie tylko kwestia dostępności świadczeń, ale także nawyków zdrowotnych, poziomu świadomości i złożoności samego systemu.

Dlatego kluczowe znaczenie ma wczesna diagnostyka oraz proste, czytelne informacje dotyczące profilaktyki – co badać, kiedy reagować i gdzie się zgłosić. Szczególnie że decyzje zdrowotne często podejmowane są w ramach gospodarstw domowych, a nie wyłącznie indywidualnie.

Skala wyzwania będzie w najbliższych latach rosnąć. Jak wskazuje prof. Tomasz Targowski, z Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, Polska wchodzi w okres szybkiego starzenia demograficznego – do 2050 roku około 10% populacji będą stanowiły osoby powyżej 80. roku życia. To grupa najbardziej narażona na niesamodzielność i choroby przewlekłe, ale jednocześnie ta, która może najwięcej zyskać na skutecznej, dobrze zaplanowanej profilaktyce.

Choroby nie pojawiają się nagle po sześćdziesiątce

Wbrew potocznym wyobrażeniom choroby przewlekłe – zwłaszcza nowotwory – nie zaczynają się w momencie przejścia na emeryturę. Są to procesy, które rozwijają się przez dekady. Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Marta Mańczuk, prof. NIO-PIB, zastępca kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, „choroba nowotworowa to tak naprawdę ponad 100 różnych jednostek chorobowych o rozmaitej etiologii. To, co je łączy, to fakt, że naturalny proces wzrostu komórek (…) zostaje zaburzony”.

Kluczowe znaczenie ma czas i kumulacja czynników ryzyka. „Mutacje gromadzą się przez całe życie, czyli drobne uszkodzenia DNA kumulują się z czasem. Jeżeli działa na nas czynnik ryzyka, na przykład w dymie tytoniowym, to on przez lata uszkadza DNA” – tłumaczy ekspertka. W efekcie zachorowania częściej pojawiają się w późniejszym wieku, choć ich źródło leży znacznie wcześniej.

Nie oznacza to jednak nieuchronności. „Wiek jest najsilniejszym czynnikiem ryzyka (…) ale na wiele innych mamy realny wpływ” – podkreśla prof. Mańczuk, wymieniając palenie tytoniu, alkohol, otyłość, dietę, brak aktywności fizycznej czy zanieczyszczenie powietrza. Co więcej, „nawet 50% nowotworów można zapobiec poprzez modyfikację stylu życia”.

To zasadnicza zmiana perspektywy: rak nie jest „chorobą starości”. Ryzyko rzeczywiście rośnie z wiekiem, ale bardzo wiele zależy od stylu życia – rozumianego nie tylko jako codzienne nawyki, lecz także udział w badaniach przesiewowych i szczepieniach.

Problem polega na tym, że te narzędzia są wykorzystywane zbyt rzadko. „Badania przesiewowe działają tylko wtedy, kiedy się na nie zgłaszamy. Jeżeli zgłaszalność jest na poziomie 10–11%, to nie przyniosą oczekiwanego efektu” – mówi prof. Mańczuk. Dotyczy to zarówno mammografii, jak i badań w kierunku raka jelita grubego czy wizyt urologicznych u mężczyzn.

Najbardziej dramatycznym przykładem pozostaje rak płuca. „Rozpoznajemy to schorzenie bardzo późno i nasze opcje terapeutyczne są ograniczone, stąd tak wysoka umieralność” – podkreśla ekspertka. To pokazuje, że profilaktyka nie może ograniczać się do badań – musi obejmować także działania antynikotynowe i szeroko rozumianą edukację zdrowotną.

Kobieta po menopauzie nadal potrzebuje ginekologa

Jednym z najbardziej niedocenianych obszarów profilaktyki jest opieka ginekologiczna kobiet po 65. roku życia. Jak zauważa dr n. med. Anna Dańska-Bidzińska, specjalista położnictwa i ginekologii oraz ginekologii onkologicznej ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie, „kobiety powyżej 65. roku życia często nie korzystają z opieki ginekologicznej, ponieważ panuje takie błędne przekonanie, że one właściwie już nie muszą”.

To przekonanie jest nie tylko błędne, ale i niebezpieczne. „Opieka ginekologiczna w tym wieku nadal jest potrzebna” – podkreśla lekarka, zwracając uwagę, że po zakończeniu programów przesiewowych pojawia się pytanie o dalsze postępowanie. W wielu przypadkach konieczne są regularne kontrole, a „większość towarzystw naukowych zaleca (…) wizyty przynajmniej co dwa lata”.

Kluczowa jest czujność onkologiczna. „Każde, nawet plamienie u pacjentki po menopauzie jest objawem nieprawidłowym i wymaga dalszej diagnostyki” – zaznacza ekspertka. Podobnie nie wolno ignorować objawów takich jak powiększenie obwodu brzucha czy przewlekły ból miednicy, które mogą świadczyć o zaawansowanej chorobie.

Wizyta ginekologiczna nie powinna ograniczać się do rozmowy. „Badanie ginekologiczne bez ultrasonografii dopochwowej nie jest badaniem pełnym” – podkreśla dr Dańska-Bidzińska.

Najgroźniejsza bywa nie choroba, lecz leczenie prowadzone bez całościowego spojrzenia

Jednym z najmocniejszych i najbardziej praktycznych wątków posiedzenia była kwestia wielolekowości oraz bezpieczeństwa farmakoterapii. W starzejącym się społeczeństwie ten problem przestaje być niszowym tematem farmakologii klinicznej, a staje się jednym z centralnych zagadnień zdrowia publicznego. Seniorzy często są leczeni przez wielu specjalistów jednocześnie, każdy z nich koncentruje się na własnym fragmencie problemu, a całościowego przeglądu terapii nie wykonuje nikt.

Dr hab. n. med. Jarosław Woroń, ekspert w zakresie farmakologii klinicznej, kierownik Zakładu Farmakologii Klinicznej Wydziału Lekarskiego Kolegium Medicum UJ w Krakowie, kierownik Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie, podkreślał: „dzisiaj możemy z pełną świadomością mówić o zabójczej apteczce seniora”. To sformułowanie nie jest retoryczną przesadą. Opisuje zjawisko, w którym wielochorobowość, równoległe konsultacje u różnych specjalistów, leki bez recepty i suplementy diety zaczynają tworzyć układ bardziej niebezpieczny niż sama choroba podstawowa.

Sednem problemu jest fragmentacja leczenia. „Mamy coraz więcej pacjentów z wielochorobowością, którzy korzystają z porad bardzo różnych specjalistów. I dochodzi do fragmentacji – każdy specjalista zajmuje się jedną chorobą bez szerszego kontekstu wielochorobowości” – wskazał dr hab. Woroń. A przecież, jak dodał, „istnieje coś takiego jak interakcja lek–choroba. Choroby zmieniają działanie leków, a leki zmieniają działanie chorób. Nie wolno wyciągać z pacjenta pojedynczych chorób”.

To właśnie dlatego starszy pacjent wymaga spojrzenia całościowego. W przeciwnym razie bardzo łatwo o błędne decyzje terapeutyczne, nakładanie się działań niepożądanych i sytuację, w której nowe objawy – wywołane przez leki – zaczynają być traktowane jako kolejne choroby. „Nowe objawy, które powstają w wyniku działań niepożądanych leków, są bardzo często traktowane jako kolejna choroba i na tę chorobę stosuje się kolejny lek. I w ten sposób powstaje błędne koło, które prowadzi do chorób polekowych”.

Problem dodatkowo pogłębia rynek suplementów diety i preparatów dostępnych bez recepty. W teorii mają one wspierać zdrowie, w praktyce często zwiększają chaos terapeutyczny. „Mamy ogromny problem z nadużywaniem suplementów diety. Większość seniorów, którzy korzystają z suplementacji, to jest tak zwana patosuplementacja. Suplementy diety nie leczą, nie mają żadnych badań, nie wiadomo, czy w ogóle działają, natomiast wiemy o tym, że mogą powodować działania niepożądane” – mówił ekspert. „Bardzo często dochodzi do pomieszania leków, które pacjent dostaje na receptę, z tym, co kupi bez recepty, i z tym, co jeszcze uzupełni suplementami diety. Robi się taki miks, który absolutnie na nic dobrego nie działa i zwiększa koszty leczenia” – dodaje specjalista.

Szczególnie narażeni są seniorzy mieszkający samotnie. „O wiele bardziej podatni na reklamy suplementów i leków bez recepty są pacjenci mieszkający samotnie” – zauważył dr hab. Woroń, dodając gorzko, że „nie mówi się: uważaj, żeby cię nie zrobili na reklamę”. W praktyce oznacza to, że marketing staje się dla części osób starszych substytutem realnej porady medycznej, a zakup kolejnych preparatów – formą pozornego dbania o zdrowie.

Konsekwencje bywają bardzo poważne. „15% pacjentów trafia do szpitala tylko dlatego, że ma konsekwencje farmakoterapii nieprawidłowo dobranej” – przypomniał ekspert. Tym bardziej że – jak podkreślił – „stosowanie leków dostępnych bez recepty to nie jest już problem pojedynczego seniora, tylko problem zdrowia publicznego”.

Szczególnie groźne okazują się leki działające na ośrodkowy układ nerwowy. U seniorów, ze względu na zmiany fizjologiczne związane z wiekiem, szybciej i silniej wywołują one działania niepożądane. „Jeżeli senior kupuje cokolwiek bez recepty albo ma przepisywane jakiekolwiek leki, trzeba zwracać uwagę przede wszystkim na senność, sedację i zaburzenia widzenia” – mówił dr hab. Woroń. To nie są drobne niedogodności, lecz objawy, które mogą zwiększać ryzyko upadków, wypadków komunikacyjnych, majaczenia, zaburzeń równowagi i utraty sprawności.

Szczególnie mocno wybrzmiał też temat depreskrypcji, czyli racjonalnego odstawiania leków, które przestają przynosić korzyść lub zaczynają szkodzić. „Polski senior nie lubi słowa depreskrypcja. Uważa, że jeżeli odstawia mu się jakieś leki, to robi się mu na złość. Tymczasem im jesteśmy starsi, tym pojawiają się nowe przeciwwskazania do stosowania niektórych leków i jednym z elementów racjonalnej terapii jest właśnie odstawianie tego, co już szkodzi bardziej, niż pomaga” – podkreślił ekspert. To bardzo ważny postulat systemowy, bo bez przeglądów lekowych i zmiany kulturowej w podejściu do farmakoterapii trudno będzie poprawić bezpieczeństwo leczenia starszych pacjentów.

„Robienie z suplementów diety prezentów na Dzień Babci, na Dzień Dziadka czy na Dzień Matki może kończyć się tragicznie” – ostrzegł ekspert, wskazując na ryzyko interakcji zwłaszcza z lekami przeciwkrzepliwymi i przeciwpłytkowymi. W tym punkcie profilaktyka zdrowotna wyraźnie styka się z edukacją konsumencką i bezpieczeństwem publicznym.

System ma narzędzia, ale to wciąż za mało

Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia dysponują dziś większą niż jeszcze kilka lat temu liczbą narzędzi profilaktycznych. Programy badań przesiewowych, refundowane szczepienia, narzędzia cyfrowe, serwisy informacyjne i akcje lokalne tworzą coraz gęstszą sieć możliwości. Problem polega jednak na tym, że sama obecność tych rozwiązań nie oznacza jeszcze ich powszechnego wykorzystania.

Na ten rozdźwięk zwracał uwagę Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak podkreślił, skala finansowania profilaktyki rośnie: „w planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 rok na profilaktyczne programy zdrowotne przewidziano ponad 614,5 mln zł, to o 22,8% więcej niż w 2024 roku. Na 2026 planujemy kolejny wzrost o 7,7% do poziomu 661,9 mln zł”. Dodał również, że program „Moje Zdrowie” od maja do grudnia 2025 roku to ponad 704,9 mln zł, a łączna wartość refundacji szczepionek przekroczyła 688,6 mln zł.

Pokazuje to wyraźnie, że profilaktyka staje się obszarem realnych inwestycji, a nie tylko deklaracji. Wśród dostępnych narzędzi Marek Augustyn wymienił m.in. program „Moje Zdrowie”, program profilaktyki raka piersi, badania przesiewowe raka jelita grubego, program profilaktyki chorób odtytoniowych i POChP oraz program profilaktyki gruźlicy. Jednocześnie bardzo wyraźnie podkreślił rolę prostszych narzędzi, które mogą obniżać próg wejścia do systemu. „Bardzo mocno promujemy test FIT jako rodzaj profilaktyki raka jelita grubego. Wielu pacjentów nie decyduje się na przesiewową kolonoskopię z powodu lęku lub wstydu związanego z badaniem, a test FIT stanowi bardzo prostą, dyskretną i łatwo dostępną alternatywę”.

Skuteczna profilaktyka nie zawsze musi zaczynać się od najbardziej zaawansowanego badania. Czasem to właśnie prostsze, mniej obciążające i bardziej akceptowalne narzędzia pozwalają uruchomić proces diagnostyczny. Skala ich wykorzystania już dziś pokazuje potencjał takiego podejścia. „Ponad milion wykonanych testów FIT w programie ‘Moje Zdrowie’ u pacjentów po 50. roku życia – to pokazuje, że takie prostsze narzędzia profilaktyczne są potrzebne i znajdują odbiorców” – zaznaczył wiceprezes NFZ.

Jednocześnie dane dotyczące zgłaszalności pozostają niepokojące. „Dane z realizacji programów profilaktycznych na koniec ubiegłego roku pokazują, że zgłaszalność wciąż jest zbyt niska: mammografia 33,8%, cytologia 12%, kolonoskopia 16%”.

Dlatego coraz większego znaczenia nabierają nie tylko same programy, ale również kanały informacji i sposoby kontaktu z pacjentem. Przedstawiciel NFZ zwrócił uwagę, że „najprostszym miejscem, gdzie można szukać informacji o programach profilaktycznych i sposobie zapisania się, jest strona internetowa Narodowego Funduszu Zdrowia”, a także przypominał o Telefonicznej Informacji Pacjenta i Internetowym Koncie Pacjenta. 

Ale sam system cyfrowy nie wystarczy tam, gdzie część seniorów jest wykluczona technologicznie albo komunikacyjnie. Dlatego NFZ rozwija także działania bezpośrednie. „Najbliższe działania dotyczące profilaktyki to między innymi projekt ‘Wiosenny Przegląd Zdrowia’ oraz cykl ‘Polska na Tak’. To są działania, które mają charakter bezpośredniego kontaktu z pacjentem i pozwalają docierać z profilaktyką także tam, gdzie wcześniej ten kontakt był ograniczony” – wyjaśniał Augustyn.

Wiceprezes NFZ przypomniał, że w zeszłym roku pracownicy Funduszu zorganizowali ponad 2900 wydarzeń promujących profilaktykę w całej Polsce i że celem jest docieranie także „do miejsc wykluczonych komunikacyjnie, które dotychczas być może były trochę zaniedbane”. Tego rodzaju działania nie zastąpią oczywiście trwałych zmian systemowych, ale mogą realnie zmniejszać dystans między instytucją a pacjentem.
Ważnym elementem tej układanki staje się także prostsze poruszanie się po samym systemie ochrony zdrowia. „Wspólnie z organizacjami pacjentów stworzyliśmy poradnik o instytucjach systemu ochrony zdrowia. To jest mapa tego, jaka instytucja w ochronie zdrowia w Polsce jest za co odpowiedzialna” – mówił Augustyn. To cenna inicjatywa, bo dla wielu pacjentów – zwłaszcza starszych – nie sama choroba jest dziś największym problemem, lecz zagubienie w skomplikowanej strukturze systemu.

Profilaktyka seniorów to więcej niż badania

W profilaktyce zdrowotnej osób starszych nie można pomijać roli szczepień. To nie tylko ochrona przed infekcjami, ale jeden z elementów utrzymywania sprawności i ograniczania ryzyka powikłań. Szczególnie niebezpieczne pozostają zapalenia płuc, które są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji w tej grupie wiekowej. U osób po 80. roku życia wiążą się one z bardzo wysoką śmiertelnością – sięgającą nawet kilkudziesięciu procent w okresie hospitalizacji i w krótkim czasie po niej.

Mimo to poziom wyszczepialności pozostaje niski. W Polsce żyje około 7,5 miliona seniorów, podczas gdy przeciwko grypie szczepi się jedynie około 1,3 miliona osób. Tymczasem, aby osiągnąć realny efekt zdrowotny na poziomie populacyjnym, poziom wyszczepialności powinien sięgać co najmniej 75%.

Jednocześnie żadna profilaktyka nie będzie skuteczna bez uwzględnienia stylu życia. Aktywność fizyczna, sposób odżywiania, sen czy ograniczenie używek mają bezpośredni wpływ na tempo utraty sprawności i przebieg chorób przewlekłych. To czynniki, które działają długofalowo i których znaczenie nie maleje wraz z wiekiem.

Istotną barierą pozostaje także samotność części seniorów. Izolacja społeczna wpływa na późniejsze zgłaszanie się do lekarza, gorsze przestrzeganie zaleceń i mniejszą gotowość do korzystania z profilaktyki. W praktyce oznacza to, że czynniki społeczne i środowiskowe w równym stopniu jak medyczne kształtują przebieg starzenia się.

Rok 2026 został ogłoszony rokiem profilaktyki zdrowotnej. W kontekście zmian demograficznych szczególnego znaczenia nabiera właśnie profilaktyka osób starszych – jako jedno z kluczowych wyzwań zdrowotnych i społecznych, które będą w coraz większym stopniu definiować najbliższe dekady.

Źródło: „Zdrowe i godne starzenie się – profilaktyka i edukacja zdrowotna seniorów w Polsce”, spotkanie współorganizowane przez wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską, 18 marca 2026 r., Sejm RP
Szczepienia ochronne są dla pacjentów hematologicznych nie tylko elementem profilaktyki zakażeń, ale często warunkiem kontynuacji leczenia ratującego życie. Eksperci alarmują, że dziś w tej grupie chorych brakuje spójnych rozwiązań systemowych, jasnych rekomendacji i odpowiedniej organizacji procesu szczepień. Raport „Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych” pokazuje, że wdrożenie konkretnych zmian może zwiększyć bezpieczeństwo terapii i poprawić ochronę pacjentów oraz ich otoczenia.
Ochrona przed chorobami zakaźnymi jest szczególnie ważna dla osób z grup ryzyka, czyli m.in. pacjentów hematologicznych. Samo leczenie przeciwnowotworowe głęboko ingeruje w układ odpornościowy i zwiększa podatność na infekcje. Co istotne, na choroby krwi i szpiku w dużej mierze chorują osoby starsze, które są bardziej podatne na zachorowania.

Osoby po 65. roku życia mają czterokrotnie wyższe ryzyko pneumokokowego za­palenia płuc i aż ośmiokrotnie wyższe ryzyko inwazyjnej choroby pneumokokowej, a co drugi pacjent 65+ zapadający na inwazyjną chorobę pneumokokową umiera. Dojrzały wiek jest również jednym z czynników ryzyka w przypadku zakażeń RSV oraz zachorowań na półpasiec. Szczepienia są kluczowym elementem profilaktyki w grupie pacjentów hematologicznych. Zachorowanie na chorobę zakaźną, np. COVID-19 czy grypę, może wyłączyć ich z leczenia hematologicznego ratującego ich życie i zdrowie.

Eksperci wskazują, że pacjenci z chorobami przewlekłymi mogą i powinni być szczepieni zgodnie z indywidualnie przygotowanym planem uwzględniającym specyfikę leczenia.

„Warto zwrócić uwagę na postęp w leczeniu chorób hematologicznych. Skuteczne, wydłużające życie terapie, często znacząco ingerują w funkcjonowanie układu immunologicznego – zwiększa to ryzyko ciężkich infekcji. Szczepienia są podstawowym narzędziem profilaktyki w tej grupie, choć wymagają indywidualizacji i odpowiedniego planowania w zależności od terapii. To wyzwanie, które wymusza na nas nowe podejście do profilaktyki zakażeń i ścisłą współpracę całego środowiska medycznego” – mówi prof. dr hab. n. med. Lidia Gil, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Transplantacji i Terapii Komórkowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Pacjenci hematologiczni chcą się szczepić

Aż 99,3 proc. pacjentów z rozpoznaniem choroby hematologicznej ma świadomość zwiększonego ryzyka infekcji, a 69,3 proc. deklaruje gotowość do zaszczepienia się przeciwko chorobie wirusowej.W rzeczywistości wśród pacjentów z zaburzeniami odporności nadal obserwowanych jest wiele trudności i wyzwań, które nie pozwalają na osiągnięcie właściwej ochrony tej populacji. Barierą pozostają kwestie organizacyjne i brak jasnych, spójnych rekomendacji w praktyce klinicznej.

Pacjenci w trakcie leczenia często muszą samodzielnie koordynować proces szczepienia: uzyskać receptę, zakupić preparat, przechować go w odpowiednich warunkach i znaleźć miejsce, w którym zostanie on podany. Eksperci zwracają uwagę, że w placówkach prowadzących programy lekowe powinny funkcjonować poradnie przyszpitalne, których zadaniem powinno być przygotowywanie pacjentów z grup ryzyka do terapii poprzez ocenę ich statusu immunologicznego i realizację zalecanych szczepień przed rozpoczęciem terapii.

„Szczepienia to najważniejsza metoda profilaktyki chorób zakaźnych, a dane na temat statusu szczepień – czy chory je realizował i w jakim schemacie przed postawieniem diagnozy choroby hematologicznej – powinny wchodzić w skład standardowej oceny cho­rego, zanim rozpoczniemy leczenie przeciwnowotworowe” podkreśla prof. dr hab. n. med. Iwona Hus, kierownik Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA.

Dezinformacja ma realne konsekwencje zdrowotne  

Narastającym problemem staje się dezinformacja i aktywności ruchów antyszczepionkowych, które podważają bezpieczeństwo i zasadność immunizacji. W efekcie część osób rezygnuje z możliwości zaszczepienia się – co zwiększa ryzyko infekcji i rozpowszechnienia chorób zakaźnych w całej populacji.

„Bardzo ważna sprawa to mity, które trzeba systematycznie obalać. Na przykład, że szczepienia są tylko dla dzieci, że dzieci nie zarażają, albo że półpasiec to drobnostka. Musimy też pamiętać o silnym ruchu antyszczepion­kowym, który stoi za dezinformacją. Warto więc konsekwentnie przełamywać stereotypy i zmieniać narrację w edukacji – tak, aby zarówno pa­cjenci, ich rodziny, jak i lekarze rozumieli wagę szczepień” – dodaje Katarzyna Lisowska, przedstawicielka Stowarzyszenia Hematoonkologiczni.

Eksperci nie mają wątpliwości: szczepionki inaktywowane można bezpiecznie stosować u chorych na nowotwory. Co więcej, odpowiedź immunologiczna uzyskana na drodze szczepienia jest bezpieczniejsza niż odporność uzyskiwana na drodze przebycia infekcji (szczególnie w grupach ryzyka).

„Szczepionki inaktywowane mogą być bezpiecznie stosowane u pacjentów z zaburzeniami odporności i u chorych w wieku starszym, kiedy to naturalnie dochodzi do osłabienia aktywności układu odporności” – zwraca uwagę prof. dr hab. n. med. Iwona Hus.

Przeciwwagą dla fake newsów są wiarygodne dowody medyczne na wartość szczepień ochronnych płynące z praktyki klinicznej.

„Nie można też pominąć kontekstu społecznego. Dyskusja o szczepieniach, szczególnie w ostatnich latach, stała się bardzo emocjonalna. W przestrzeni publicznej dominuje przekaz o powikłaniach, podczas gdy istotnie mniej informacji i komunikatów płynie w kontekście korzyści wynikających z immunizacji. Tymczasem szczepienia ratują życie — również i przede wszystkim w tak trudnych grupach pacjentów, jak chorzy hematologiczni. Naszą rolą jest nie tylko prowadzenie badań i leczenie, ale także rzetelna komunikacja z pacjentami  i społeczeństwem, bez straszenia, ale z podkreślaniem korzyści i znaczenia szczepień – mówi prof. dr hab. n. med. Lidia Gil.

Eksperci rekomendują wdrożenie elektronicznej karty szczepień i wykorzystanie danych do prowadzenia analiz porównujących skuteczność terapii u pacjentów szczepionych i nieszczepionych. Rejestry danych i ich analiza mogą w perspektywie kolejnych lat wzmacniać głos ekspertów i dawać realne argumenty za szczepieniami.

Ochrona pacjenta zaczyna się także w jego otoczeniu

Grupy ryzyka w sposób szczególny powinny zadbać o profilaktykę chorób zakaźnych, a w przypadku braku możliwości przeprowadzenia szczepienia – ochrona powinna wynikać z wysokiego poziomu wyszczepienia wśród osób z ich otoczenia – rodzina, dzieci, wnuki oraz personel medyczny. To tzw. strategia „kokonu”, szczególnie istotna w sytuacji, gdy pacjent z powodu leczenia nie może przyjąć wszystkich szczepień.

„Z jednej strony mamy przygotowany kalendarz szczepień dorosłych, ale w praktyce lekarze POZ często nie są nim zainteresowani, a zdarza się, że wręcz podchodzą do szczepień negatywnie. To fatalna sytuacja, bo jeśli nawet personel medyczny, w tym kadra szpitalna na oddziałach onkologicznych czy hematologicznych, nie jest w wystar­czającym stopniu zaszczepiony, to jak możemy oczekiwać, że pacjenci będą stosować się do zaleceń dotyczących profilaktyki?” dodaje Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej

Wprowadzenie obowiązkowych szkoleń dla lekarzy POZ i lekarzy innych specjalności w zakresie wskazań i bezpieczeństwa szczepień oraz przeprowadzenie analizy możliwości wprowadzenia elementów motywujących dla personelu medycznego celem podniesienia wskaźnika wyszczepienia przeciwko chorobom zakaźnym – to kolejne rekomendacje wypływające z dokumentu „Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych” Jednocześnie społeczność pacjentów zwraca uwagę na to, że rekomendacja lekarza prowadzącego może być kluczowa w procesie podejmowania przez pacjenta decyzji o zaszczepieniu się. 

„W Polsce wciąż brakuje spójnej strategii profilaktyki dorosłych. Szczepienia nie są traktowane jako integralna część leczenia chorób przewlekłych, mimo że w przypadku wielu pacjentów mogą naprawdę ratować życie i decydować o bezpieczeństwie terapii. Jeżeli lekarz nie ma jasnych wytycznych, a pacjent nie otrzymuje jednoznacznej rekomendacji, decyzja o szczepieniu zostaje odłożona – często na moment, w którym jest już za późno” zwraca uwagę Barbara Leonardi, Prezes Zarządu Myeloma Patients Europe oraz członkini Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.

Raport „Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych” powstał na bazie spotkania warsztatowego zorganizowanego przez Fundację Rzecznicy Zdrowia z udziałem hematologów, specjalistów chorób zakaźnych, medycyny rodzinnej, ekspertów systemu ochrony zdrowia oraz przedstawicieli organizacji pacjentów. Eksperci omówili korzyści płynące z profilaktyki szczepiennej oraz bariery związane z jej rozpowszechnieniem w grupie ryzyka, jaką są pacjenci zmagający się z chorobami hematologicznymi. Spotkanie zaowocowało wypracowaniem rozwiązań, których wdrożenie może pozytywnie wpłynąć na edukację pacjentów, a co za tym idzie, wzrost odsetka pacjentów hematologicznych i osób z ich otoczenia, które poddają się szczepieniom ochronnym.

Pełna publikacja: Wartość szczepień ochronnych u pacjentów hematologicznych – raport – Rzecznicy Zdrowia

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Zawały serca i udary mózgu częściej się zdarzają u osób, które w ostatnim czasie przeszły zakażenie grypą – ostrzegli eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych. Zaznaczyli, że przed tego rodzaju powikłaniami chroni szczepionka przeciwko grypie.
Zdaniem specjalistów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych szczyt zachorowań na grypę bezpośrednio pokrywa się ze wzrostem liczby zgonów sercowo-naczyniowych oraz częstszymi hospitalizacjami z powodu zaostrzeń niewydolności serca. „Ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych istotnie wzrasta bezpośrednio po zakażeniu wirusem grypy” – zwrócili uwagę w informacji przekazanej PAP. W pierwszych dniach po zakażeniu ryzyko zawału serca rośnie 17-krotnie, a 10-krotnie w przypadku udaru mózgu.

Eksperci OPZChI przypomnieli, że szczepienie przeciw grypie gwarantuje łagodniejszy przebieg infekcji, chroniąc serce przed trwałym uszkodzeniem i groźnymi powikłaniami. Wyniki badań wykazały, że u pacjentów z niewydolnością serca zaszczepienie pozwala na redukcję ogólnego ryzyka zgonu o 21 proc. oraz zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych aż o 23 proc.

Również Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zaapelowało o popularyzację szczepień przeciw grypie jako istotnego elementu profilaktyki sercowo-naczyniowej. Grypa to nie „zwykła sezonowa infekcja” z wysoką gorączką i kaszlem. Dla naszego organizmu jest ona wyzwaniem znacznie wykraczające poza układ oddechowy. Choroba ta zaostrza choroby przewlekłe, w tym schorzenia sercowo-naczyniowe, otwierając drogę zakażeniom wtórnym i drastycznie obniża wydolność organizmu.

„Mechanizmy powikłań obejmują m.in. destabilizację blaszki miażdżycowej wywołaną stanem zapalnym, niedotlenienie mięśnia sercowego ze względu na zwiększone zapotrzebowanie metaboliczne organizmu oraz bezpośrednie uszkodzenie i zapalenie mięśnia sercowego” – tłumaczył prof. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, cytowany w informacji prasowej.

Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych powołali się na badania wykazujące, że wraz ze wzrostem zakażeń grypą, zwiększa się liczba hospitalizacji kardiologicznych. Jeśli w danym miesiącu liczba infekcji grypopodobnych rośnie zaledwie o 5 proc., to liczba hospitalizacji z powodu pogorszenia niewydolności serca zwiększa się aż o 24 proc.

Również zawał serca i udar częściej zdarzają się u osób, które w ostatnim czasie przeszły infekcję. Ok. 6-7 proc. pacjentów po udrze lub zawale przeszły co najmniej jeden epizod infekcji w ciągu poprzedzającego roku. Skutki grypy mogą zatem odezwać się ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie – stwierdzili eksperci OPZChI.

Za szczepienia przeciwko grypie chroniącymi przed powikłaniami sercowo-naczyniowymi opowiedzieli się polscy kardiolodzy. W listopadzie 2025 r. na łamach „Polish Heart Medicine” opublikowali wspólne stanowisko w tej sprawie. Podkreślili w nim, że szczepienia przeciwko grypie zalecane są szczególnie pacjentom kardiologicznym. „W tej grupie dodatkowa korzyść tych szczepień jest szczególnie ważna, gdyż redukują one ryzyko incydentów kardiowaskularnych oraz zgonu” – przekonywali. Niestety – jak dodali – szczepienia przeciwko grypie w Polsce są wciąż na niskim poziomie.

Z badań wynika, że szczepienie przeciwko grypie obniża ryzyko głównych incydentów sercowo-naczyniowych o 36 proc., ryzyko udaru mózgu o 55 proc., a efekt zapobiegawczy utrzymuje się nawet przez 5 lat. U pacjentów z niewydolnością serca szczepienie pozwala o 23-proc. zmniejszyć ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.

„Działanie profilaktyczne corocznych szczepień jest szczególnie istotne w grupach ryzyka, do których należą pacjenci kardiologiczni i osoby starsze. Niestety, ze względu na zjawisko starzenia się układu odpornościowego (immunosenescencji), standardowe szczepionki są mniej skuteczne w tej populacji. Zarówno pacjenci kardiologiczni, jak i osoby starsze należą do grupy najwyższego ryzyka, dlatego powinni być szczepieni w pierwszej kolejności z wykorzystaniem szczepionki wysokodawkowej, opracowanej specjalnie z myślą o ich potrzebach” – ocenił prof. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych.

Szczepionka wysokodawkowa zawiera cztery razy więcej antygenu w porównaniu do standardowych preparatów, dzięki czemu zwykle w większym stopniu pobudza układ odpornościowy. Zalecana jest ona osobom w wieku co najmniej 60 lat, szczególnie narażonym na choroby sercowo-naczyniowe. Według ekspertów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych zapewnia ona o 24,2 proc. wyższą skuteczność w ochronie przed grypą u osób starszych, co przekłada się na zmniejszenie ryzyka hospitalizacji z powodu grypy i zapalenia płuc, a także z przyczyn sercowo-naczyniowych.

Szczyt zachorowań na grypę zwykle utrzymuje się do końca marca i początków kwietnia. Choroba ta występują jednak przez cały rok, również latem. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce