Medicalpress

Ograniczenie kalorii, metformina, senolityki, modyfikacja mikrobiomu, a nawet przeprogramowanie komórek – naukowcy badają różne sposoby spowalniania starzenia. Na razie jednak „nie mamy cudownych metod” na długowieczność – zauważa prof. Zbigniew Gaciong.

Najdłużej żyjący ludzie przekraczają granicę 110 lat, a rekordzistka dożyła 122. roku życia. Naukowcy próbują ustalić, jak wpłynąć na tempo starzenia i wydłużyć ludzkie życie.

– To jest coś, czego ludzkość niewątpliwie chciałaby i czego oczekuje. Czyli tabletka, która po przyjęciu rozwiąże wszystkie problemy – mówił podczas 30. Festiwalu Nauki w Warszawie prof. Zbigniew Gaciong, specjalista chorób wewnętrznych i nadciśnienia tętniczego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, rektor WUM w latach 2020–2024.

Jak podał, wśród rekordzistów długowieczności dominują kobiety. W 2026 r. najstarszą żyjącą osobą na świecie była 117-letnia Brytyjka. Rekord należy do Francuzki Jeanne Calment, która dożyła 122 lat. Prof. Gaciong zwrócił uwagę, że w jej rodzinie stosunkowo wiele osób osiągało zaawansowany wiek.

Naukowcy szukają źródeł długowieczności zarówno w genach, jak i stylu życia. Prof. Gaciong przypomniał o regionach, w których szczególnie wiele osób dożywa sędziwego wieku. Jak mówił, ich mieszkańców łączą m.in. codzienna aktywność, tradycyjny sposób życia, lokalna żywność oraz silne więzi rodzinne i społeczne. Ich dieta opiera się przede wszystkim na produktach roślinnych, z udziałem ryb i nabiału oraz ograniczeniem czerwonego mięsa.

W Japonii, gdzie żyje wielu stulatków, znaczenie może mieć również sposób funkcjonowania w społeczności – codzienne cele, działanie na rzecz innych i poczucie bycia potrzebnym.

Żyjemy dłużej, ale dłużej chorujemy

– Krótko mówiąc: umieramy później, ale za to dłużej chorujemy – powiedział prof. Gaciong.

Współczesne badania genetyczne, jak mówił, nadal wskazują, że na ryzyko zgonu większy wpływ ma styl życia i środowisko niż odziedziczone podłoże genetyczne. Jednym z najważniejszych czynników ryzyka przedwczesnej śmierci jest nadciśnienie tętnicze.

– Dzisiaj możemy bardzo precyzyjnie określić czynniki ryzyka przedwczesnych zgonów. (…) Numerem jeden jest nadciśnienie tętnicze – mówił.

Jak przypomniał, jeszcze kilkadziesiąt lat temu wzrost ciśnienia wraz z wiekiem uznawano za naturalny element starzenia. Późniejsze obserwacje pokazały jednak, że wysokie ciśnienie wiąże się z większym ryzykiem śmierci.

Prof. Gaciong przywołał badania społeczności prowadzących tradycyjny tryb życia, z dala od zachodniego modelu życia. Obserwowano u nich ciśnienie około 90/60 mm Hg, bardzo niskie stężenie cholesterolu i brak typowych zmian miażdżycowych.

– Jeśli członkowie plemion dżungli się cywilizują, czyli przechodzą na zachodni styl życia, ich ciśnienie tętnicze zmienia się i zmierzają prostą drogą do wartości typowych dla społeczeństw uprzemysłowionych – mówił prof. Gaciong.

Jak wskazał, obniżenie ciśnienia tętniczego o 5 mm Hg wiąże się z redukcją ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.

Prof. Gaciong odniósł się też do przekonania, że niewielkie ilości czerwonego wina służą zdrowiu. Jak zaznaczył, współczesne wytyczne nie zalecają picia alkoholu dla korzyści zdrowotnych, a każda jego porcja może podnosić ciśnienie.

– Proszę bardzo pamiętać, że ten kieliszek czerwonego wina nie jest metodą profilaktyki zdrowotnej – podkreślił.

Prof. Gaciong przywołał również analizę spadku umieralności z powodu chorób układu krążenia w Polsce po 1990 r. Według niego ok. 5 proc. efektu wiązało się z nowoczesnym leczeniem zawału, a niemal 40 proc. – ze zmianami sposobu odżywiania i spadkiem stężenia cholesterolu.

Znaczenie ma również ruch. – Im większy mamy poziom wydolności fizycznej, tym dłuższy jest oczekiwany czas życia – powiedział profesor. Zastrzegł jednak, że bardzo duży wysiłek wyczynowy nie zawsze służy zdrowiu; u części sportowców wytrzymałościowych obserwuje się zmiany w sercu i zaburzenia rytmu.

Naukowcy próbują określać tzw. wiek biologiczny, m.in. za pomocą zegarów epigenetycznych wykorzystujących zmiany w regulacji DNA. Najwięcej danych o możliwości wpływania na starzenie nadal pochodzi jednak z badań na zwierzętach i komórkach.

W doświadczeniach na myszach ograniczenie kalorii wydłużało życie, choć interpretacja tych wyników budziła wątpliwości. Prof. Gaciong przywołał też obserwacje osób stosujących dietę dostarczającą ok. 1600 kcal dziennie. Nie wykazały one, że ludzie ci żyli dłużej, ale niektóre związane ze starzeniem zmiany w układzie sercowo-naczyniowym przebiegały u nich wolniej.

Innym kierunkiem są badania mikrobiomu. W doświadczeniach na zwierzętach przeniesienie mikrobiomu młodego osobnika do starego prowadziło do cofania niektórych procesów starzenia. Nie oznacza to jednak, że transplantacja mikrobioty jest terapią odmładzającą ludzi.

Badania Shinyi Yamanaki i Johna Gurdona pokazały, że dojrzałe komórki można przeprogramować do stanu komórek macierzystych. Dalsze eksperymenty wskazują na możliwość cofania niektórych cech starzenia komórek, ale problemem pozostaje bezpieczeństwo takiej ingerencji.

Badane są także metformina, stosowana w cukrzycy typu 2, oraz senolityki, które mają przyspieszać usuwanie starzejących się komórek.

– Nie są to badania, które mierzą długość życia człowieka. To jest poza możliwościami badaczy – podkreślił prof. Gaciong. Dlatego naukowcy wykorzystują pośrednie wskaźniki, m.in. biomarkery starzenia i zmiany epigenetyczne.

Prof. Gaciong przestrzegał też przed nieudowodnionymi metodami przeciwstarzeniowymi. – Nie ma danych, żeby którykolwiek z popularnych suplementów działał jako środek leczniczy czy odmładzający u zdrowych osób – powiedział.

Podkreślił również znaczenie profilaktyki. Jego zdaniem należy wykonywać te badania przesiewowe, w przypadku których wykazano korzyści zdrowotne.

– Niestety, wydłużenie naszego życia w dużej mierze jest w naszych rękach. Nie mamy tutaj cudownych metod. W największym stopniu zależy ono od naszego stylu życia, ale także od przestrzegania schematów zalecanych badań przesiewowych i szczepień – podsumował prof. Gaciong.

Źródło: Nauka w Polsce

W Polsce z chorobami otępiennymi żyje ok. 600 tys. osób. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa liczba chorych będzie rosła. W przypadku alzheimera szczególnie ważne jest wczesne rozpoznanie, ponieważ nowe terapie mogą spowalniać postęp choroby u pacjentów na wczesnym etapie. Lekarze wskazują też na znaczenie profilaktyki i ograniczania czynników ryzyka, na które mamy wpływ. Badania z ostatnich lat sugerują, że z niższym ryzykiem demencji mogą się wiązać także szczepienia, m.in. przeciw półpaścowi.

Według raportu Alzheimer Europe w 2025 roku w Polsce żyło szacunkowo 618,2 tys. osób z demencją, co odpowiadało 1,62 proc. populacji. W tej grupie było 426,8 tys. kobiet i 191,4 tys. mężczyzn.

– W Polsce w tej chwili na różne choroby otępienne choruje ok. 600 tys. osób. Większość stanowią pacjenci z chorobą Alzheimera czy z patologią alzheimerowską. Część pacjentów ma otępienie mieszane, na które nakładają się również czynniki naczyniowe. To bardzo duża skala i spodziewamy się, że chorych będzie więcej – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, neurolog, prorektor ds. nauki Uczelni Medycznej im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Prognozy Alzheimer Europe wskazują, że w 2030 roku liczba osób z demencją może wzrosnąć do ok. 770 tys., a w 2040 roku przekroczyć 900 tys.

– Pacjenci trafiają do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i neurologów zbyt późno. Większość osób próbuje jednak powiązać ze starością występujące zaburzenia poznawcze, trudności w radzeniu sobie z codziennymi czynnościami, które dotychczas nie sprawiały problemu, czyli robienie zakupów czy opłacanie rachunków. Natomiast choroba Alzheimera nie jest fizjologicznym starzeniem się, ale chorobą i trzeba o tym pamiętać – podkreśla prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

Jak podaje Rzecznik Praw Pacjenta, 80 proc. pacjentów z chorobą Alzheimera nie ma postawionej prawidłowej diagnozy, a w Polsce średni czas od pierwszego kontaktu z lekarzem POZ do rozpoznania choroby wynosi ok. 24 miesięcy. Jednocześnie jest to „choroba całej rodziny” – ok. 92 proc. chorych pozostaje pod całodobową opieką bliskich, najczęściej w warunkach domowych, a w 44 proc. przypadków ciężar opieki spoczywa wyłącznie na jednej osobie.

– Chorobę Alzheimera możemy już teraz rozpoznawać na podstawie stwierdzenia biomarkerów jeszcze przed pojawieniem się objawów chorobowych. Niestety pacjenci trafiają do nas wtedy, kiedy są już pacjentami objawowymi, gdzie efektywność leczenia jest o wiele mniejsza. Wielkim problemem jest opieka społeczna nad tymi pacjentami, nie ma domów dziennego pobytu, co w moim przekonaniu jest bardzo dużym obciążeniem dla opiekunów – wskazuje prof. dr hab. n. med. Tomasz Targowski, kierownik Kliniki Geriatrii z Pododdziałem Psychogeriatrii w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

Wiek jest jednym z najważniejszych czynników ryzyka demencji, na część pozostałych można wpływać. Według WHO nawet 45 proc. ryzyka demencji można powiązać z czynnikami modyfikowalnymi. Należą do nich m.in. palenie tytoniu, spożywanie alkoholu, brak aktywności fizycznej, izolacja społeczna, zanieczyszczenie powietrza, a także nadciśnienie tętnicze, cukrzyca i podwyższony poziom cholesterolu.

– Ważne jest również właściwe leczenie zaburzeń słuchu, a u osób starszych – aktywność społeczna – wymienia prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

– Warto pamiętać o tym, że trzeba regularnie wykonywać badania układu sercowo-naczyniowego, oceniać, czy nie mamy cukrzycy, czy zaburzeń lipidowych. Nie możemy również zapominać o szczepieniach profilaktycznych – przypomina prof. Tomasz Targowski.

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej badań dotyczących możliwego związku między szczepieniami a ryzykiem demencji. W opublikowanym w 2025 roku na łamach „JAMA” badaniu obejmującym ponad 100 tys. osób w Australii szczepienie przeciw półpaścowi wiązało się z mniejszym prawdopodobieństwem rozpoznania demencji w kolejnych latach. Autorzy wykorzystali naturalny eksperyment wynikający z kryterium wieku uprawniającego do bezpłatnego szczepienia.

– Pojawiają się publikacje, które świadczą o tym, że pacjenci, którzy są zaszczepieni przeciwko półpaścowi, mają o mniej więcej jedną piątą mniejsze ryzyko rozwoju demencji w perspektywie czasowej. Wydaje się to dosyć logiczne z uwagi na fakt, że wirus półpaśca jest wirusem neurotropowym i pasożytuje w naszych nerwach. Każdy z nas praktycznie miał kontakt z takim wirusem w młodości, więc on jest w naszym układzie nerwowym i może się okresowo aktywować wtedy, kiedy mamy obniżoną odporność. Takie niewielkie zapalenie wywoływane przez wirusa może powodować, że dochodzi do obumierania neuronów i przez to do rozwoju otępienia – wyjaśnia krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

Dane z Walii obejmujące ponad 280 tys. osób wskazały, że szczepienie przeciw półpaścowi wiązało się z ok. 20 proc. niższym ryzykiem rozpoznania demencji w ciągu siedmiu lat. Kolejne badanie, opublikowane pod koniec 2025 roku w czasopiśmie „Cell”, wskazuje, że szczepienie może mieć znaczenie także na innych etapach choroby – wiązało się z mniejszą częstością rozpoznawania łagodnych zaburzeń poznawczych, a u osób z demencją również ze zmniejszeniem liczby zgonów z jej powodu.

– Czy rekomendować szczepienia przeciwko półpaścowi jako element prewencji zaburzeń poznawczych u seniorów – to pytanie otwarte. Mamy dopiero początkowe badania, które wskazują na ochronne działanie szczepień nie tylko przeciwko półpaścowi, ale chociażby przeciwko grypie, przed rozwojem zaburzeń poznawczych – mówi prof. Tomasz Targowski.

W ostatnich latach pojawiły się również nowe możliwości leczenia choroby Alzheimera. W Unii Europejskiej zarejestrowano dwa przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko beta-amyloidowi, czyli białku, które w przypadku tej choroby gromadzi się w mózgu i tworzy blaszki amyloidowe. Badania kliniczne wykazały, że terapie te mogą spowalniać pogarszanie się funkcji poznawczych i sprawności w codziennym funkcjonowaniu. W Polsce nie są obecnie refundowane.

– To substancje, które w pewien sposób wpływają na jeden z głównych elementów patogenezy choroby, natomiast to nie są leki, które chorobę całkowicie zatrzymują. Te leki przedłużają okres względnie samodzielnego funkcjonowania i są przeznaczone dla pacjentów objawowych we wczesnej fazie otępienia i z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi – podkreśla prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

21 września obchodzony był Światowy Dzień Choroby Alzheimera. Tegoroczna kampania Alzheimer’s Disease International zwracała uwagę przede wszystkim na znaczenie wczesnej diagnozy. Opublikowany z tej okazji World Alzheimer Report 2026 koncentruje się na badaniach klinicznych nad demencją. Według ADI obecnie w 192 badaniach klinicznych testowanych jest 158 leków.

Źródło: Newseria

Minister Zdrowia opublikował 7 września komunikat nr 39 dotyczący realizacji szczepień przeciw COVID-19 w sezonie 2026/2027. Resort, opierając się m.in. na rekomendacjach Zespołu do spraw Szczepień Ochronnych, zaleceniach WHO na 2026 r. oraz stanowisku grupy zadaniowej ds. sytuacji nadzwyczajnych (ETF) przy Europejskiej Agencji Leków (EMA), poinformował o zapewnieniu możliwości skorzystania z bezpłatnych, zalecanych szczepień przeciw COVID-19.

Szczepionki finansuje i kupuje Minister Zdrowia, natomiast koszt kwalifikacji i wykonania szczepienia zostanie pokryty przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Spikevax XFG dla dorosłych i dzieci

W sezonie 2026/2027 szczepienia osób w wieku 12 lat i starszych będą wykonywane jednodawkową szczepionką Spikevax XFG w dawce 50 mikrogramów, w ampułko-strzykawce. Jedna dawka wynosi 0,5 ml.

W przypadku osób z ciężkim niedoborem odporności lekarz może zdecydować o podaniu dodatkowej dawki. Powinna ona zostać podana w odstępie co najmniej dwóch miesięcy od poprzedniej dawki.

Dla młodszych dzieci stosowana będzie pediatryczna dawka Spikevax XFG – 25 mikrogramów/0,25 ml.

Schemat wygląda następująco:

U dzieci z ciężkim niedoborem odporności lekarz może zdecydować o podaniu dodatkowej dawki lub dawek, odpowiednich dla wieku. W przypadku dzieci od 6 miesięcy do 4 lat, które wcześniej nie były szczepione, trzecia dawka może zostać podana po co najmniej 28 dniach od drugiej.

Kto powinien szczególnie rozważyć szczepienie?

Minister Zdrowia wskazuje przede wszystkim osoby najbardziej narażone na ciężki przebieg COVID-19. W tej grupie znajdują się osoby powyżej 60. roku życia, szczególnie po 75. roku życia, a także dzieci, młodzież i dorośli z chorobami współistniejącymi.

Chodzi m.in. o osoby z:

Szczepienie jest również szczególnie wskazane dla pensjonariuszy placówek opieki długoterminowej i ich opiekunów, kobiet w ciąży oraz pracowników ochrony zdrowia, którzy mają bezpośredni kontakt z pacjentami lub mieszkańcami placówek opieki długoterminowej.

COVID-19 i grypa podczas jednej wizyty

Ministerstwo podkreśla, że jednoczesne podanie szczepionki przeciw COVID-19 i szczepionki przeciw grypie jest bezpieczne i powszechnie zalecane.

Szczepionkę przeciw COVID-19 można również podać w dowolnym czasie przed innymi szczepieniami lub po nich – zarówno w przypadku szczepionek żywych, jak i inaktywowanych oraz szczepień zalecanych kobietom w ciąży.

Bez e-skierowania. Gdzie można się zaszczepić?

Pacjent nie potrzebuje e-skierowania. Na szczepienie należy zapisać się bezpośrednio w wybranym punkcie, w terminach wskazanych przez placówkę.

Szczepienia będą wykonywane w:

Na razie pacjenci zapisują się bezpośrednio w punktach szczepień. Ministerstwo zapowiedziało osobny komunikat dotyczący uruchomienia Centralnej e-Rejestracji i możliwości zapisywania się na szczepienie za pośrednictwem IKP i aplikacji mojeIKP.

Co w przypadku szczepionki kupionej przez pacjenta?

Jeżeli producent udostępni szczepionkę przeciw COVID-19 do sprzedaży w aptekach, pacjent będzie mógł kupić ją samodzielnie.

W przypadku osoby posiadającej prawo do świadczeń finansowanych ze środków publicznych szczepienie taką szczepionką również może zostać rozliczone przez NFZ. W aptece odbywa się to na takich samych zasadach jak usługa wykonana szczepionką zakupioną przez Ministra Zdrowia. W POZ szczepienie jest rozliczane w ramach stawki kapitacyjnej w przychodni, w której pacjent złożył deklarację.

Osoby, które nie mają prawa do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, nie mogą skorzystać z bezpłatnej szczepionki zapewnionej przez Ministra Zdrowia ani z finansowania przez NFZ usługi kwalifikacji i wykonania szczepienia. Jeżeli szczepionka będzie dostępna w sprzedaży aptecznej, mogą zaszczepić się odpłatnie, ponosząc koszt preparatu oraz kwalifikacji i podania.

Bez kwestionariusza, ale z obowiązkowym wpisem w e-Karcie Szczepień

W sezonie 2026/2027 nie będzie obowiązywał kwestionariusz wstępnego wywiadu przesiewowego przed szczepieniem przeciw COVID-19.

Jednocześnie kwalifikacja do szczepienia oraz informacja o jego wykonaniu muszą zostać odnotowane w e-Karcie Szczepień.

Kiedy szczepionki trafią do punktów?

Szczepionki są przechowywane w stanie zamrożenia przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych (RARS). Po rozmrożeniu trafiają do dystrybucji w warunkach zimnego łańcucha.

Punkty szczepień mogą składać zapotrzebowanie na szczepionki dla dorosłych od 11 września 2026 r., natomiast zamówienia na szczepionki dla dzieci będą możliwe od 29 września 2026 r. Zamówienia złożone w danym tygodniu są zamykane w każdy czwartek o godz. 12.

Termin rozpoczęcia szczepień w konkretnym punkcie będzie zależał od terminu odbioru szczepionek z właściwej powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej.

Po rozmrożeniu szczepionka ma 30-dniowy okres ważności. Punkty szczepień muszą przechowywać ją w temperaturze od +2°C do +8°C, zgodnie z zasadami zimnego łańcucha.

Szpitale i inne placówki zachowują możliwość zamawiania szczepionek

Szpitale, zakłady opiekuńczo-lecznicze, zakłady pielęgnacyjno-opiekuńcze, hospicja, zakłady karne oraz jednostki MON pozostają uprawnione do składania zapotrzebowania na szczepionki przeciw COVID-19 dla swoich pracowników i osób przebywających w tych placówkach.

Wykonane w tych jednostkach szczepienia muszą być raportowane do e-Karty Szczepień. W przeciwieństwie do szczepień realizowanych w POZ i aptekach nie podlegają one rozliczeniu z NFZ.

Źródło: MZ

Sama wiedza o profilaktyce nie wystarczy, jeśli nie prowadzi do wykonania badania. Ministerstwo Zdrowia zainaugurowało ogólnopolską kampanię „Profilaktyka – podaj dalej”, która ma zachęcić Polaków do regularnych badań i dbania o zdrowie jeszcze przed pojawieniem się objawów choroby. Przez cały wrzesień w kraju odbędzie się ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych, a w promocję profilaktyki włączą się także resorty edukacji, sportu, infrastruktury i aktywów państwowych.

Konferencji towarzyszyło podpisanie porozumienia o współpracy między Ministerstwem Zdrowia, Ministerstwem Edukacji Narodowej i Ministerstwem Sportu i Turystyki. Dokument podpisali minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, minister edukacji Barbara Nowacka oraz minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki. Wcześniej podobne porozumienia zawarto z Ministerstwem Infrastruktury i Ministerstwem Aktywów Państwowych.

Profilaktyka zaczyna się przed pojawieniem się objawów

Głównym przesłaniem kampanii jest zachęcenie Polek i Polaków do działania, zanim pojawią się symptomy choroby. Profilaktyka to nie tylko badania, ale także aktywność fizyczna, zdrowe odżywianie, szczepienia i ograniczanie czynników ryzyka.

„O zdrowie warto dbać, zanim pojawią się objawy. Profilaktyka zaczyna się dużo wcześniej: od codziennych decyzji, aktywności fizycznej, zdrowego odżywiania, szczepień, niepalenia, kontroli czynników ryzyka i regularnych badań odpowiednich do wieku i stanu zdrowia” – podkreśliła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Minister zaznaczyła, że celem kampanii jest przełożenie wiedzy na działanie i zwiększenie liczby osób korzystających z badań profilaktycznych: „Chcemy budować świadomość, że badania profilaktyczne nie są wymagające. Wystarczy zrobić pierwszy krok: sprawdzić dostępne badania i umówić termin wizyty. Oprócz tego, że sami będziemy przykładać wagę do regularnych badań, warto, abyśmy uświadamiali i namawiali do tego naszych bliskich: rodzinę, przyjaciół, współpracowników. Najlepszym prezentem, jaki możemy podarować drugiej osobie, jest troska o jej zdrowie.”

Informacja ma prowadzić do badania

Podczas konferencji zwrócono uwagę, że mimo szerokiej oferty bezpłatnych badań zainteresowanie profilaktyką wciąż jest niewystarczające. Jednocześnie dostępne są setki tysięcy terminów na mammografię i badania HPV HR, na które można zapisać się również przez Internetowe Konto Pacjenta i aplikację mojeIKP.

„Sama wiedza nie wystarczy. Chcemy, żeby informacja prowadziła do decyzji, decyzja do zapisu, a zapis do wykonanego badania” – mówiła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Profilaktyka na wyciągnięcie ręki

Ważnym elementem kampanii są narzędzia cyfrowe. Z aplikacji mojeIKP korzysta już ponad 5,5 mln osób. Umożliwia ona m.in. sprawdzenie dostępnych programów profilaktycznych, wypełnienie ankiety programu „Moje Zdrowie” oraz zapisanie się na badania.

Kampania wykorzystuje także spersonalizowane powiadomienia w mojeIKP i wiadomości SMS, przypominające o badaniach i wskazujące najprostszą drogę do zapisania się na wizytę.

Profilaktyka wspólną odpowiedzialnością państwa

Partnerzy kampanii będą wykorzystywać własne kanały komunikacji i infrastrukturę, aby promować profilaktykę wśród uczniów, rodziców, pracowników, pasażerów i uczestników wydarzeń sportowych.

Podczas panelu „Profilaktyka – wspólna odpowiedzialność państwa” przedstawiciele administracji publicznej rozmawiali o obecności profilaktyki w szkołach, miejscach pracy, sporcie, transporcie publicznym i przestrzeni cyfrowej.

Wiedza, która ma prowadzić do działania

Drugi panel poświęcono znaczeniu regularnych badań, wczesnemu wykrywaniu chorób oraz barierom utrudniającym korzystanie z profilaktyki. Eksperci podkreślali rolę edukacji zdrowotnej, prostych komunikatów i cyfrowych narzędzi ułatwiających zapis na badania.

Uczestnicy wydarzenia mogli również skorzystać z podstawowych pomiarów zdrowotnych, nauczyć się samobadania oraz uzyskać pomoc przy instalacji aplikacji mojeIKP.

Ponad 500 wydarzeń w całej Polsce

Kampania będzie prowadzona przez cały wrzesień. W całym kraju zaplanowano ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych. Przekazy kampanii pojawią się m.in. w telewizji, na billboardach, nośnikach cyfrowych i w warszawskim metrze.

Ambasadorami kampanii są Katarzyna Dowbor, Anna Karwan, Tomasz Majewski, Pia Skrzyszowska oraz Otylia Jędrzejczak. Towarzyszy im Profiś, maskotka kampanii promująca ideę przekazywania dalej wiedzy o zdrowiu.

Więcej o kampanii: https://pacjent.gov.pl/profilaktyka-podaj-dalej

Źródło: MZ

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.Z bezpłatnych szczepień przeciw RSV skorzystało dotychczas ok. 6,9 proc. osób 65+. Program działa od kwietnia 2025 roku, a planowane zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów mogą objąć także to szczepienie. Eksperci przestrzegają, że u osób starszych RSV może prowadzić do hospitalizacji, zaostrzenia chorób przewlekłych i utraty wcześniejszej sprawności. Początek sezonu infekcyjnego to dobry moment na szczepienie, które można przyjąć razem ze szczepionką przeciw grypie. 

– Początek sezonu infekcyjnego, czyli wrzesień, październik, to moment, kiedy powinniśmy pomyśleć o szczepieniu na grypę, ale również można wtedy pacjenta zaszczepić na RSV. Liczba infekcji wzrasta, w związku z czym trzeba pacjenta zabezpieczyć, żeby w tym najgorszym okresie nie trafił na zakażenie, które może doprowadzić do zaostrzenia choroby kardiologicznej, takiej jak niewydolność serca czy choroba wieńcowa, albo zwiększyć liczbę napadów migotania przedsionków – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Paweł Balsam, kierownik Oddziału Klinicznego Elektrokardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV można przyjąć podczas tej samej wizyty co szczepienie przeciw grypie. Preparaty podaje się w dwa różne miejsca, bez konieczności zachowywania odstępu między szczepieniami.

– Koadministracja szczepień przeciwko RSV i grypie ma duże uzasadnienie, bo ułatwia logistycznie życie pacjenta. Nie musi dwa razy iść do apteki, wykupować szczepionki, nie musi dwa razy iść na szczepienie. Odbywa się to za jednym razem, oczywiście w oddzielne miejsca, i dzięki temu mamy zabezpieczone dwie jednostki chorobowe jednocześnie – mówi prof. Paweł Balsam.

W pierwszych 14 tygodniach 2026 roku w Polsce zarejestrowano 102,2 tys. zakażeń RSV. Rok wcześniej w tym samym okresie było ich 141,6 tys. GIS wskazuje, że rzeczywista liczba zachorowań może być wyższa ze względu na niepełne raportowanie.

RSV (respiratory syncytial virus), czyli syncytialny wirus oddechowy, wywołuje zakażenia dróg oddechowych u osób w każdym wieku, ale na ciężki przebieg szczególnie narażeni są seniorzy. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem oraz w przypadku współistnienia chorób przewlekłych.

– Zakażenie wirusem RSV u osób po 65. roku życia wiąże się z dużo gorszym rokowaniem. Wynika to z obniżonej odporności, a dodatkowo bardzo często współistnieją u tych osób choroby sercowo-naczyniowe: nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, niewydolność serca czy choroba wieńcowa. Infekcja RSV sprzyja dekompensacji i zaostrzeniu tych chorób. Bardzo często pacjent po takiej infekcji nie wraca już do swojej wyjściowej wydolności fizycznej. Dlatego te infekcje u osób starszych przebiegają dużo gorzej i niestety mogą kończyć się nawet zgonem – wskazuje prof. Paweł Balsam.

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.

– RSV to potencjalnie groźna infekcja układu oddechowego, która może znacznie pogorszyć stan ogólny pacjenta. Śmiertelność wewnątrzszpitalna wśród osób po 60. roku życia wynosi 6–8 proc., czyli nawet trochę więcej niż w przypadku grypy. O grypie wszystko wiemy, grypy się boimy, a RSV nie, bo kojarzy się z chorobą dziecięcą. Tak nie jest. Duża część osób w przebiegu tej infekcji doznaje znacznego pogorszenia stanu zdrowia i wymaga hospitalizacji – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia i jego powikłań, które u osób starszych mogą zagrażać życiu. W poprzednim sezonie przeciw grypie zaszczepiło się 2,3 mln osób, a w grupie 65+ odsetek zaszczepionych wyniósł ok. 16 proc. Od kwietnia 2025 roku szczepienie przeciw RSV jest bezpłatne dla osób od 65. roku życia, ale dotychczas skorzystało z niego ok. 500 tys. osób, czyli niespełna 7 proc. tej populacji.

Dane z badań prowadzonych w innych krajach wskazują również na wpływ szczepień przeciw RSV na liczbę hospitalizacji z przyczyn oddechowych i sercowo-płucnych.

– Szczepienie przeciwko RSV powoduje, że wszystkich zdarzeń powodujących hospitalizację z powodu chorób układu oddechowego jest w tej wrażliwej populacji o 10 proc. mniej, a wszystkich zdarzeń dotyczących układu sercowo-płucnego – o 15 proc. mniej. To oznacza, że dzięki szczepieniu przeciwko RSV możemy mieć o 10 proc. mniej hospitalizacji z przyczyn zakażeń układu oddechowego i o jedną szóstą mniej z przyczyn sercowo-płucnych. To jest bardzo dużo – mówi prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

W Szkocji w pierwszym sezonie szczepień przeciw RSV zaszczepiło się ok. 70 proc. uprawnionych seniorów, a liczba hospitalizacji związanych z RSV w tej grupie spadła o 62 proc. W sezonie 2025/2026 wyszczepialność nadal sięgała blisko 70 proc. Dane z Wielkiej Brytanii wskazują, że skuteczność szczepienia w zapobieganiu hospitalizacjom związanym z RSV u osób w wieku 75–79 lat wynosi ok. 75 proc.

Ministerstwo Zdrowia analizuje zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów, które mogą objąć także szczepienie przeciw RSV.

– W przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, że szczepienie przeciwko RSV, jednemu z najważniejszych patogenów układu oddechowego, groźnemu zwłaszcza dla osób starszych, ma być usunięte z listy 65+. Uważam, że to jest bardzo niepokojące – mówi prof. Ernest Kuchar. – To, co udało nam się dotychczas uzyskać, zawdzięczamy głównie temu, że szczepienia dla populacji 65+ są bezpłatne. Nowe szczepionki są drogie, podobnie jak nowe terapie, dlatego bariera cenowa jest chyba najważniejszą barierą, poza przekonaniem, w dostępie do szczepień. Bezpłatność była pierwszym krokiem, który był bardzo zachęcający.

Zasadność finansowania szczepień przeciw RSV oceniał AOTMiT. Agencja uznała je za uzasadnione w populacji osób 65+. W analizie opłacalności szczepień znaczenie mają nie tylko same zakażenia, ale również ich następstwa, w tym zaostrzenia chorób przewlekłych i związane z nimi hospitalizacje.

– Pieniędzy nigdy nie ma na wszystko i rząd powinien inwestować je w to, co z punktu widzenia zdrowia populacji jest najbardziej opłacalne. Dlatego powołano AOTMiT, która na zlecenie rządu przeprowadza takie analizy. To bardzo skomplikowany proces, bo szczepiąc przeciwko RSV, unikamy nie tylko samego zachorowania, ale też powikłań, które dla populacji senioralnej polegają przede wszystkim na rozchwianiu cukrzycy, zaostrzeniu POChP, choroby wieńcowej czy niewydolności krążenia. Trzeba też uwzględnić zgony, utratę jakości życia czy utratę samodzielności przez seniora – tłumaczy prof. Ernest Kuchar.

Szczepienia przeciw RSV można wykonać nie tylko w placówkach medycznych, ale również w aptekach. Od sierpnia 2025 roku farmaceuci mogą wystawiać recepty na szczepionki finansowane ze środków publicznych i podawać je na miejscu. Dotyczy to m.in. szczepień przeciw RSV i grypie. Zdaniem ekspertów przy niskiej wyszczepialności potrzebna jest także aktywna rekomendacja szczepień przez lekarzy.

– Jeśli pacjent zapyta, czy ma się zaszczepić, lekarz powinien powiedzieć „tak”, ale tak naprawdę kolejność powinna być częściej odwrotna. To lekarz powinien proaktywnie zapytać pacjenta, czy się szczepił, oceniając go pod kątem tego, co mu najbardziej grozi i co może go najbardziej zdekompensować w jego chorobach towarzyszących – mówi prof. Leszek Czupryniak. – Popełniamy wielki grzech zaniechania, nie rekomendując szczepionek tak często i tak wielu pacjentom, jak powinniśmy to robić.

Źródło: Newseria

Coraz więcej Polaków korzysta ze szczepień przeciw grypie, RSV czy półpaścowi. Eksperci podkreślają jednak, że poziom wyszczepialności dorosłych, szczególnie osób starszych, nadal jest niewystarczający. Zbliżający się sezon infekcyjny może być okazją nie tylko do szczepienia przeciw grypie, ale także do sprawdzenia szerszych potrzeb pacjenta w zakresie profilaktyki.

– Ostatni sezon infekcyjny był dość intensywny, jeśli chodzi o zachorowania dotyczące grypy. Zresztą w tym czasie jak zawsze jest ona najistotniejszym problemem zdrowotnym. Na drugim miejscu uplasowały się zakażenia RSV, które w dużej mierze dotyczyły dzieci do drugiego roku życia, ale nie możemy także zapominać, że duże obciążenie związane jest z osobami powyżej 65. roku życia. Jeśli chodzi o COVID-19, to w poprzednim sezonie sytuacja była umiarkowana, chociaż to nie oznacza, że nie obserwowaliśmy skoku zachorowań – mówi w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. z,Iwona Paradowska-Stankiewic konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii.

W sezonie 2025/2026 szczyt zachorowań na grypę przypadł na okres między 26 stycznia a 1 lutego 2026 roku, kiedy liczba przypadków na 100 tys. mieszkańców wyniosła 403,7. W przypadku RSV punkt kulminacyjny nastąpił między 9 a 15 marca 2026 roku (32,2). Tak wynika z raportu o chorobach zakaźnych, który powstał we współpracy Centrum e-Zdrowia (CeZ) z Głównym Inspektoratem Sanitarnym oraz Ministerstwem Zdrowia.

– To są główne problemy tzw. chorób infekcyjnych sezonowych, natomiast warto również podkreślić, że poza nimi istotne są także obciążenia występujące cały rok, dotyczące chociażby pneumokoków czy półpaśca. W związku z tym, że to jest całoroczny problem, liczba zachorowań jest bardzo różna. Tutaj duże obciążenie jest związane z osobami starszymi powyżej 65. roku życia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Liczba osób zaszczepionych na grypę wzrasta. Według danych CeZ w sezonie infekcyjnym 2025/2026 wyniosła ona 2,297 mln, podczas gdy rok wcześniej było to 1,8 mln, a dwa lata wcześniej – 1,643 mln.

– W odniesieniu do szczepień w ostatnim okresie obserwujemy dosyć pozytywną sytuację, czyli zwiększenie zainteresowania szczepieniami. Myślę o tych, które nie są realizowane w ramach kalendarza szczepień, tylko dotyczą osób dorosłych, w tym starszych. Te statystyki były bardzo dobre, ponieważ w poprzednim sezonie w porównaniu z jeszcze poprzednim o 28 proc. osób więcej skorzystało ze szczepień przeciw grypie. Oczywiście nie jest to jeszcze liczba zadowalająca, ponieważ to dało odsetek 6,2 proc. w skali populacji, w przypadku osób starszych było to 16 proc. z haczykiem – wyjaśnia konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii. – Oczekiwania i udowodnione naukowo informacje mówią o tym, że w przypadku osób starszych stan zaszczepienia powinien się kształtować na poziomie 75 proc., a więc mamy jeszcze dużo do zrobienia – dodaje.

Z ostatnich dostępnych danych Eurostatu wynika, że w Unii Europejskiej w 2023 roku przeciwko grypie sezonowej zaszczepiło się 47,1 proc. osób w wieku 65 lat i starszych.

– W odniesieniu do RSV sytuacja jest również bardzo korzystna. Było duże zainteresowanie tymi szczepieniami, zwłaszcza wśród osób starszych. Jak pamiętamy, zostały one wprowadzone z refundacją dopiero w zeszłym roku, więc w tym sezonie spodziewamy się również dużego zainteresowania – podkreśla dr hab. n. med. i n. o zdr. Iwona Paradowska-Stankiewicz. 

W przypadku szczepień przeciw RSV dostępne są dwa preparaty. Oba są bezpłatne dla osób w wieku 65 lat i starszych oraz objęte 50-proc. refundacją dla osób w wieku 60–64 lata. Na RSV w sezonie 2025/2026 zaszczepiło się nieco ponad 627 tys. Polaków, czyli o ponad pół miliona więcej niż rok wcześniej (71,9 tys.). Największe zainteresowanie wystąpiło w grupie wiekowej 70-74 (162,5 tys.).

– W przypadku półpaśca również jest większe zainteresowanie. Jeśli chodzi o pneumokoki, to tutaj pewnie czas pokaże, ale na pewno stan zaszczepienia powinien się poprawić, czyli zwiększy się zainteresowanie tymi szczepionkami wśród osób starszych – zaznacza konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii.

Po rozszerzeniu refundacji wyraźnie wzrosła również liczba szczepień przeciw półpaścowi. W 2025 roku zaszczepiło się ponad 177 tys. osób wobec niespełna 15 tys. rok wcześniej.

– Szczepienia są podstawą profilaktyki. To jest najbardziej kosztoefektywna i efektywna w sensie indywidualnym metoda profilaktyczna w całej medycynie. Mają one wartość nie tylko w sensie ochrony przed infekcją, ponieważ czasami nie chronią, ale chronią przed hospitalizacją, ciężkim przebiegiem. Czasami, jak ostatnio wiemy, również przed innymi konsekwencjami, nawet niezwiązanymi z samą infekcją, dlatego szczepienia powinniśmy promować u wszystkich, którzy są narażeni na ciężki przebieg choroby – uważa prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, większość szczepionek można podawać wspólnie. 

– Pewne zasady łączenia oczywiście obowiązują, natomiast szczepienia, które są dostępne w tej chwili, mogą być stosowane jednego dnia. Podawane są oczywiście w różne miejsca, chyba że jest to szczepionka skojarzona, czyli preparaty, które zawierają różne szczepionki – zaznacza prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Bardzo istotna jest rozmowa lekarza z pacjentem i rozwiewanie obaw, np. związanych z wystąpieniem niepożądanych odczynów poszczepiennych.

– Najważniejsze jest to, żeby porozmawiać z pacjentem, żeby nie sięgnął do internetu i nie spotkał się z fake newsami – podkreśla dr n. med. Justyna Tymińska z Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, członek zarządu Oddziału Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Dorośli pacjenci mogą się zaszczepić w aptekach, które podpisały umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) przeciw 18 chorobom, w tym m.in. grypie, pneumokokom, półpaścowi czy też COVID-19. Szczepionki w aptekach są bezpłatne, częściowo refundowane (np. w 50 proc.) lub pełnopłatne, w zależności od rodzaju szczepionki i wieku pacjenta.

– Kiedyś pacjent musiał pójść do lekarza, dostać receptę, wrócić do apteki, wykupić szczepionkę, po czym znowu wrócić do lekarza lub pielęgniarki, żeby się zaszczepić, czyli mieliśmy trzy kroki. W tej chwili pacjent ma wszystko w jednym kroku, czyli przychodzi do apteki i ma w tym samym miejscu kwalifikację, wystawioną receptę ze zniżką i podanie szczepionki z całą przysługującą refundacją, więc prościej już się po prostu nie da – wyjaśnia dr n. med. i n. o zdr. Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Od 14 lutego 2025 roku zwiększono uprawnienia farmaceutów, którzy mogą wystawiać recepty na szczepienia zalecane i wykonywać je w aptekach. 

– Osiemnaście szczepień jest już w tej chwili refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Mówimy tu o kwalifikacji i samym podaniu szczepionki. Dodatkowo jest to 26 szczepień, które już można wykonać w aptece, od tych podstawowych, takich jak COVID-19, grypa czy szczepienie przeciwko RSV, po te, które są stosowane np. przeciwko chorobom egzotycznym. Jest to więc bardzo szeroka oferta i to wszystko jest dostępne dla pacjentów praktycznie od ręki. Te atuty przemawiają za tym, że pacjenci wybierają apteczne punkty szczepień – zaznacza dr n. med. i n. o zdr. Marek Tomków.

Obecnie w całej Polsce funkcjonuje 2440 aptecznych punktów szczepień, w których na przełomie 2025 i 2026 roku wykonano ok. 1,2 mln szczepień. Szacuje się, że codziennie w Polsce punkty apteczne odwiedza 2,5 mln osób.

Źródło: Newseria

Od września w aptekach będą dostępne szczepionki przeciwko grypie na sezon 2026/2027. Eksperci zauważają, że mamy szeroki system refundacji i coraz więcej miejsc, w których można się zaszczepić, jednak większa ich dostępność nie zawsze przekłada się na wysoki poziom wyszczepialności.

Jak poinformowano podczas konferencji prasowej Ogólnopolskiego Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych „Gotowi na sezon”, w sezonie 2025/2026 przeciwko grypie zaszczepiło się 2,3 mln Polaków – o ponad 0,5 mln więcej aniżeli w sezonie 2024/2025. To zaledwie 6 proc. naszej populacji, kilkakrotnie mniej niż w wielu krajach Unii Europejskiej.

Zbyt rzadko szczepią się u nas nawet seniorzy. W grupie osób po 65. roku życia odsetek zaszczepionych nie przekroczył w minionym sezonie 16 proc. – To stawia nasz kraj na jednym z ostatnich miejsc wśród państw OECD – zaznaczył przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych prof. Adam Antczak.

Wskazuje na to raport OECD opublikowany w 2025 r. Wynika z niego, że w Danii i Wielkiej Brytanii przeciwko grypie szczepi się 78 proc. seniorów, w Irlandii – 76 proc., a w Portugalii – 72 proc. Wyprzedzają nas Czechy (25 proc.), Rumunia (23 proc.), Węgry (20 proc.) i Słowenia (18 proc.).

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w każdym sezonie przeciwko grypie powinno zostać zaszczepionych co najmniej 75 proc. osób po 65. roku życia. Wtedy jest największa gwarancja, że seniorzy dzięki szczepieniom unikną ciężkiego przebiegu tej choroby oraz przedwczesnego zgonu. – Grypa toruje drogę innym infekcjom i może powodować groźne powikłania – ostrzegał prof. Antczak. Niektóre z nich – zaznaczył – mogą się ujawnić nawet po kilku latach w postaci zawału serca i udaru mózgu albo demencji.

Zdaniem ekspertów Ogólnopolskiego Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych konieczne jest dalsze zwiększenie wyszczepialności przeciwko grypie oraz innym zakażeniom układu oddechowego, takim jak RSV oraz pneumokoki. Przyznają oni, że ostatnio zwiększyła się dostępność szczepień przeciwko grypie, RSV oraz półpaścowi. Przyczyniła się do tego szersza refundacja szczepień i zwiększenie miejsc, w których można się zaszczepić, przede wszystkim w aptekach.

– Mamy dziś więcej narzędzi niż jeszcze kilka sezonów temu – refundację, szczepienia w aptekach, możliwość koadministracji (jednoczesnego wykonania kilku szczepień – PAP) i coraz szerszą ofertę profilaktyki. Teraz musimy zamienić dostępność w realną wyszczepialność. Pacjent powinien mieć prostą ścieżkę, jasną rekomendację i możliwość zaszczepienia się wtedy, kiedy już jest w kontakcie z systemem ochrony zdrowia – uważa prof. Adam Antczak.

Szczepionka przeciwko grypie jest bezpłatna dla seniorów od 65. roku życia oraz dla dzieci i młodzieży od 6. miesiąca do 17. roku życia. Dla osób w wieku 18-64 lat obowiązuje 50-proc. refundacja. Po 60. roku życia bardziej korzystna jest tzw. szczepionka wysokodawkowa (o zwiększonej zawartości antygenu), gdyż w większym stopniu zwiększa odporność przeciwko grypie. Jednak w tej grupie wiekowej szczepionka ta jest dostępna jedynie w ramach 50-proc. refundacji. Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych uważają, że powinna być ona bezpłatna, podobnie jak szczepionka standardowa.

Ważne jest zwiększenie dostępności szczepień w aptekach oraz w ośrodkach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). – Pacjent w każdym miejscu powinien mieć możliwość skorzystania ze szczepień w szybki i łatwy sposób – przekonywał prof. Antczak.

W aptekach powstają nowe punkty szczepień (jest ich już 2,5 tys. w całym kraju) i można się w nich zaszczepić przeciwko grypie i innym chorobom zakaźnym podczas jednej wizyty. W POZ szczepienie zalecane wymaga dwukrotnego pobytu w placówce: po kwalifikacji i wystawieniu recepty trzeba się udać do apteki po szczepionkę, a potem powrócić na szczepienie.

– Tę procedurę w POZ trzeba uprościć w najbliższym sezonie grypowym – powiedział prof. Antczak. Wyraził nadzieję, że wkrótce to nastąpi. – Model ten zakłada dostępność zalecanej szczepionki w placówce POZ oraz stworzenie świadczenia dla ośrodków finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – dodał. Zaznaczył, że nie wyklucza to utrzymania osobnej ścieżki refundacji aptecznej.

Źródło: Nauka w Polsce

Podczas 2. Forum Zdrowia Kobiet, które 18 i 19 czerwca 2026 r. odbyło się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, dyskutowano o tym, jak skuteczniej odpowiadać na potrzeby zdrowotne kobiet na różnych etapach życia. O interdyscyplinarnym podejściu do kwestii profilaktyki i diagnostyki, leczenia i opieki długoterminowej debatowali lekarze, eksperci systemowi, przedstawiciele środowisk naukowych, klinicznych i organizacji pacjenckich. Ton rozmowom panelowym nadało przemówienie ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, w którym zaapelowała: „Zdrowie kobiet to wspólna odpowiedzialność administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Tylko pracując razem możemy tworzyć rozwiązania, które będą skuteczne, dostępne i odpowiadające na rzeczywiste potrzeby”. W wydarzeniu wzięło udział blisko 500 osób.
Forum Zdrowia Kobiet po raz kolejny było przestrzenią rozmowy o medycynie, systemie ochrony zdrowia i praktyce klinicznej w obszarach, które bezpośrednio wpływają na jakość życia kobiet. Tegoroczną edycję pod hasłem: Połączone perspektywy zainaugurowała swoim wystąpieniem ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która wskazała, że zdrowie kobiet powinno być traktowane nie jako jeden z wielu wycinków polityki zdrowotnej, lecz jako jej fundament. Podkreśliła, że forum ma szczególne znaczenie, ponieważ łączy perspektywy pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, administracji publicznej, ekspertów i wszystkich osób współtworzących system opieki.
– Dzisiejsze forum ma wyjątkowy charakter, ponieważ łączy różne perspektywy: kobiet jako pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, a także wszystkich osób, które na co dzień budują system opieki. I właśnie to łączenie perspektyw jest dziś kluczowe. Zdrowie kobiet nie może być postrzegane fragmentarycznie. Powinno być traktowane w sposób ciągły, skoordynowany i oparty na całym cyklu naszego życia. Za długo funkcjonowaliśmy w modelu, w którym objawy zgłaszane przez kobiety bywały bagatelizowane. Zbyt często słyszały one: „taka pani uroda”. Dziś naszym zadaniem jest odejście od tego podejścia i zastąpienie go systemową odpowiedzią opartą na wiedzy, empatii i szybkim działaniu. Nie możemy również mówić o zdrowiu kobiet bez uwzględnienia zdrowia psychicznego. To obszar, który przez lata pozostawał niedostatecznie widoczny, a który ma ogromny wpływ na jakość życia, zarówno w okresie macierzyństwa, jak i w innych momentach naszego życia – powiedziała ministra zdrowia.
Szefowa resortu zdrowia zauważyła, że zdrowie kobiet jest wspólną odpowiedzialnością administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Na koniec swojego wystąpienia podkreśliła:
– Chciałabym, aby efektem tego forum była nie tylko wymiana doświadczeń, ale także konkretne kierunki działań. Takie, które przełożą się na codzienność pacjentek, na ich poczucie bezpieczeństwa, sprawczości i zaufania do systemu, bo zdrowie kobiet to zdrowie społeczeństwa.
Zdrowie kobiet ponad specjalizacjami
Dyskusja inauguracyjna 2. Forum Zdrowia Kobiet była poświęcona jednej z najważniejszych zmian, jakiej wymaga dziś rozmowa o zdrowiu kobiet: odejściu od bagatelizowania objawów na rzecz systemowej, skoordynowanej i interdyscyplinarnej odpowiedzi. Uczestnicy debaty rozmawiali o tym, jak budować model opieki, w którym pacjentka szybciej trafia na właściwą ścieżkę diagnostyczną, ma dostęp do profilaktyki i wczesnego wykrywania chorób, a jej potrzeby są widziane w perspektywie całego życia – od wieku reprodukcyjnego, przez ciążę i połóg, po menopauzę, starzenie się i opiekę długoterminową.
Prof. dr hab. n. med. Ewa Barcz, ginekolog-położnik, kierowniczka Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Medycznego CM UKSW, Międzyleski Szpital Specjalistyczny w Warszawie, wiceprezeska Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, zwróciła uwagę na choroby dna miednicy – obszar wciąż niedostatecznie obecny w debacie publicznej, edukacji medycznej i organizacji opieki.
– Choroby dna miednicy dotyczą około 30 proc. dorosłych kobiet, a po 50. roku życia – połowy populacji kobiet. To nie jest wyłącznie nietrzymanie moczu, lecz cały zakres problemów obejmujących dolny odcinek układu moczowego, przewodu pokarmowego, narządy miednicy, zespoły bólowe czy zaburzenia statyki. Tymczasem ten obszar nie jest właściwie obecny ani w szkoleniu przeddyplomowym ani podyplomowym. Nie mamy wystarczającego systemu kształcenia, a skutki ponoszą pacjentki i cały system ochrony zdrowia – mówiła Ewa Barcz.
Znaczenie profilaktyki onkologicznej i koordynacji opieki podkreślił prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, pełnomocnik dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii ds. Wdrożenia Krajowej Sieci Onkologicznej. Wskazywał, że mimo postępu w diagnostyce i leczeniu celem powinno być wykrywanie chorób na wcześniejszych etapach oraz zwiększenie zgłaszalności na badania profilaktyczne.
– Jako onkolog chciałbym, aby przypadków onkologicznych było jak najmniej i aby kobiety nie trafiały do leczenia zbyt późno. Mamy profilaktykę, ale pytanie brzmi, jak z niej korzystamy. W przypadku raka piersi z badań korzysta około 30 proc. uprawnionych osób, a wcześniej wykryta choroba daje realną szansę na skuteczne leczenie. Krajowa Sieć Onkologiczna porządkuje proces i wzmacnia koordynację, ale system będzie skuteczny tylko wtedy, gdy pacjentki i pacjenci będą aktywnie korzystać z profilaktyki – mówił Mariusz Bidziński.
– Profilaktyka to przede wszystkim relacje. Położne są wciąż kojarzone głównie z okresem okołoporodowym, tymczasem mogą prowadzić edukację zdrowotną, wspierać profilaktykę onkologiczną i uroginekologiczną, opiekę przedkoncepcyjną czy kobiety w okresie transformacji menopauzalnej. Mamy bardzo dobrze wykształconą grupę zawodową i powinniśmy korzystać z tego potencjału. Potrzebne są jednak konkretne działania systemowe oraz finansowanie – akcentowała prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultantka krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego, kierowniczka Zakładu Opieki Specjalistycznej w Położnictwie Katedry Rozwoju Położnictwa, Uniwersytet Medyczny w Lublinie.
Prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta, kierowniczka Katedry Zdrowia Kobiety Zakładu Zdrowia Reprodukcyjnego i Seksuologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, uwydatniła dwa niedostatecznie zaopiekowane obszary: opiekę ginekologiczną nad dziewczynkami i kobietami z niepełnosprawnościami oraz ginekologię dziecięcą oraz dziewczęcą.
– Dziewczynka czy kobieta z niepełnosprawnością intelektualną powinna mieć dostęp do takiej samej edukacji zdrowotnej jak osoba sprawna intelektualnie. Dotyczy to miesiączki, higieny, szczepień przeciw HPV, bezpieczeństwa, chorób przenoszonych drogą płciową czy antykoncepcji. Drugi obszar to ginekologia dziecięca i dziewczęca, gdzie coraz częściej widzimy przedwczesne dojrzewanie, zaburzenia miesiączkowania oraz otyłość. W tej opiece mamy zawsze dwóch pacjentów: dziecko i matkę – mówiła.
Na znaczenie znajomości praw pacjenta, prostszej komunikacji dotyczącej profilaktyki oraz przeciwdziałania dezinformacji medycznej wskazywała dr n. med. Maria Jessa-Jabłońska, zastępczyni Rzecznika Praw Pacjenta.
– Jeżeli pacjenci znają swoje prawa, łatwiej poruszają się w systemie ochrony zdrowia. Potrzebują też prostej informacji i jasnej komunikacji – przez SMS, e-mail, aplikację, lekarza POZ czy medycynę pracy. Drugim bardzo ważnym problemem jest dezinformacja medyczna i praktyki osób, które zachęcają pacjentów do korzystania z produktów lub procedur niepotwierdzonych naukowo, często odciągając ich od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną – zaznaczyła.
Marta Nowacka, prezeska Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, prezeska Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich, zwróciła uwagę, że poza opieką nad kobietą w ciąży wiele obszarów zdrowia kobiet nadal nie ma wystarczającej koordynacji. Dotyczy to m.in. uroginekologii, ale także wsparcia kobiet pełniących role opiekunek wobec chorych członków rodzin.
– Mamy dziś mocno rozwiniętą opiekę nad kobietą w ciąży, planującą ciążę i po porodzie. Natomiast później wiele problemów kobiet jakby przestaje istnieć w systemie. Uroginekologia nadal jest tematem tabu, a pacjentki często nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Poza onkologią wciąż brakuje realnej koordynacji opieki. Każdy obszar zdrowia kobiet wymaga tak kompleksowej pracy, jaką wykonano w przypadku opieki nad kobietą w ciąży – mówiła Marta Nowacka.
Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch, konsultantka wojewódzka ds. epidemiologii dla województwa mazowieckiego, prodziekan ds. programów i jakości kształcenia, kierowniczka Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, sekretarz Rady Sanitarno-Epidemiologicznej przy Głównym Inspektorze Sanitarnym, wskazała na niewykorzystany potencjał szczepień jako narzędzia profilaktyki.
– Wszystkie szczepienia rekomendowane kobietom w ciąży, czyli przeciw grypie, krztuścowi i RSV, są bezpłatne. To bardzo dobry krok, ale mimo zniesienia bariery finansowej realizacja tych szczepień nadal pozostawia wiele do życzenia. Potrzebujemy edukacji pacjentek i personelu medycznego. Ważną rolę mogą odegrać szkoły rodzenia i położne, bo decyzje dotyczące zdrowia wciąż w dużej mierze zapadają na podstawie rekomendacji lekarza, położnej czy innego przedstawiciela personelu medycznego – zauważyła. Ekspertka podkreśliła, że bezpłatne szczepienia dla kobiet w ciąży są ważnym rozwiązaniem, ale zgłaszalność pozostaje zbyt niska.
Prof. Grażyna Iwanowicz-Palus zwróciła również uwagę na prawa kobiet w opiece okołoporodowej oraz temat przemocy seksualnej i przemocy w relacjach intymnych.
– Kobieta ma zapisane prawo wyboru miejsca porodu, również w warunkach pozaszpitalnych, ale przez lata był to w dużej mierze martwy zapis, bo taka decyzja oznaczała samodzielne ponoszenie kosztów. Ważnym, wciąż niedostatecznie zaopiekowanym tematem pozostaje też przemoc seksualna i przemoc w relacjach intymnych, która w dużej mierze dotyczy kobiet – mówiła.
Rekomendacje i kierunek działań
W części poświęconej rekomendacjom uczestnicy debaty wskazywali przede wszystkim na potrzebę lepszej edukacji medycznej, koordynacji opieki, wzmacniania profilaktyki, przeciwdziałania dezinformacji oraz budowania zaufania do medycyny opartej na faktach.
Prof. Ewa Barcz jako najpilniejsze działanie wskazała stworzenie systemu edukacji podyplomowej i specjalizacji szczegółowej z uroginekologii.
– W chorobach dna miednicy jesteśmy w szczerym polu. Trzeba zacząć od edukacji lekarzy. Od lat powtarzam, że potrzebujemy specjalizacji szczegółowej z uroginekologii. Nie musi być kilku tysięcy uroginekologów – wystarczy kilkudziesięciu specjalistów i wyspecjalizowane ośrodki, które będą odpowiadały na realne potrzeby demograficzne kobiet – mówiła.
Prof. Mariusz Bidziński podkreślił, że opieka nad zdrowiem kobiet powinna obejmować cały cykl życia: od edukacji młodzieży, przez profilaktykę nowotworową oraz zdrowy styl życia, po menopauzę, geriatrię i wsparcie seniorek.
– Patrząc na zdrowie kobiet, powinniśmy myśleć o całym cyklu życia. U młodzieży kluczowa jest edukacja i szczepienia przeciw HPV, u kobiet dorosłych – badania profilaktyczne i zdrowy styl życia, w okresie menopauzalnym – rzetelna informacja, a u osób starszych – odpowiedź na samotność, depresję i wielochorobowość. Demografia pokazuje, że system musi wzmacniać geriatrię i opiekę nad seniorkami – mówił profesor.
Dr Maria Jessa-Jabłońska rekomendowała traktowanie profilaktyki jako stałego działania systemowego oraz rozwijanie narzędzi komunikacji z pacjentami, w tym infolinii i helpline’ów.
– Profilaktyka to działania systemowe, a nie tylko pojedyncze akcje. Powinna być wspierana przez skuteczną komunikację i prostą informację. Bardzo ważne jest także przeciwdziałanie antymedycynie, czyli osobom i podmiotom, które oszukują pacjentów, oferując produkty lub procedury bez działania leczniczego. Ważnym narzędziem kontaktu z obywatelami jest całodobowa infolinia Rzecznika Praw Pacjenta – zaznaczyła
Marta Nowacka wskazała na konieczność przeniesienia doświadczeń z opieki koordynowanej na kolejne obszary zdrowia kobiet.
– Ochrona zdrowia musi zauważyć problem uroginekologii. Mamy doświadczenia w koordynowanej opiece nad kobietą w ciąży, Krajową Sieć Onkologiczną czy Krajową Sieć Kardiologiczną i w tym duchu powinniśmy iść z kolejnymi zmianami. Pacjentka powinna być leczona kompleksowo, zgodnie z przebiegiem choroby i realnymi potrzebami, a nie traktowana wyłącznie jako procedura – wyjaśniła
Według prof. Violetty Skrzypulec-Plinty należy dążyć do odbudowy zaufania do medycyny, ochrony personelu medycznego przed hejtem oraz prostego komunikowania pacjentom, co jest sprawdzone i bezpieczne.
– Uczmy się podejścia do pacjenta, którego nie zastąpi sztuczna inteligencja. Mówmy jasno, co jest sprawdzone medycznie, opierajmy się na faktach i autorytetach. Musimy odbudować zaufanie do lekarzy i całego personelu medycznego oraz pokazywać codzienną, często niewidoczną pracę medycyny – mówiła ekspertka.
– Potrzebujemy systemowego podejścia do dezinformacji i fake newsów. W szczepieniach pytanie nie brzmi, czy kryzys się pojawi, tylko kiedy się pojawi, dlatego system musi być przygotowany wcześniej. Ważne jest też monitorowanie efektów programów zdrowotnych oraz mocniejsze włączenie profilaktyki i promocji zdrowia do kształcenia przed- i podyplomowego zawodów medycznych – podkreśliła prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch.
Wątki, które wybrzmiały podczas inauguracji, znalazły rozwinięcie w kolejnych sesjach 2. Forum Zdrowia Kobiet. Eksperci rozmawiali m.in. o opiece okołoporodowej, płodności i niepłodności, onkologii kobiecej, endometriozie, migrenie, zdrowiu seksualnym, zaburzeniach dna miednicy, zdrowiu psychicznym, menopauzie, profilaktyce, szczepieniach, a także o zdrowiu dziewczynek i nastolatek, wielochorobowości oraz sytuacjach wymagających szczególnej uważności systemu, takich jak przemoc seksualna czy trudne, nieoczywiste przypadki kliniczne. Wspólnym mianownikiem tych debat była potrzeba lepszej koordynacji opieki, skuteczniejszej edukacji zdrowotnej i odejścia od punktowych interwencji na rzecz spojrzenia na zdrowie kobiet w perspektywie całego życia.
Warsztaty profilaktyczne
Jolanta Milas i Andżelika Misiura, ambasadorki Różowego Patrolu, przeprowadziły podczas Forum Zdrowia Kobiet warsztaty na temat tego, jak w praktyce zadbać o wczesne wykrywanie raka piersi. Różowy Patrol to ogólnopolska inicjatywa profilaktyczna oparta na pracy ambasadorek-wolontariuszek. W ramach lokalnych klubów docierają one z edukacją zdrowotną do kobiet w całej Polsce: na wydarzeniach, spotkaniach kół gospodyń, w klubach seniora i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest rozmowa o profilaktyce. Ich działania koncentrują się na edukowaniu, motywowaniu i wspieraniu kobiet, a także zachęcaniu ich do regularnego samobadania piersi oraz praktycznej nauce, jak wykonywać je prawidłowo.
Forum Zdrowia Kobiet spełniało kryteria Infarmy oraz standardy etyczne Kodeksów Etyki Izby POLMED i MedTech Polska.
 
Organizatorem Forum Zdrowia Kobiet jest Grupa PTWP.
Grupa PTWP prowadzi działalność w obszarze zintegrowanych rozwiązań w zakresie komunikacji i nowych mediów. Jej aktywność skupia się na rynku internetowym i wydawaniu branżowych portali, m.in.: rynekzdrowia.pl, wnp.pl, portalsamorzadowy.pl, pulsHR.pl.
Grupa PTWP zajmuje się także organizacją kongresów, konferencji i wydarzeń na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym – European Economic Congress (EEC) – jedną z najbardziej prestiżowych imprez odbywających się w Europie Centralnej.
W skład Grupy PTWP wchodzi także spółka PTWP Event Center zarządzająca Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Halą Widowiskowo-Sportową Spodek w Katowicach.
W 2024 roku PTWP SA przeniosła swoje notowania na główny rynek GPW w Warszawie.
W grudniu 2025 roku Grupa PTWP sfinalizowała transakcję, obejmując większościowy pakiet 56,82% akcji Gremi Media – wydawcy tytułów „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W styczniu 2026 r. Grupa PTWP przejęła 100% udziałów w spółce Elamed, wydawcy czasopism i portali branżowych.
Zapraszamy do odwiedzenia: www.ptwp.pl
Zapraszamy na stronę: https://www.forumzdrowiakobiet.pl/pl/
Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Osoby starsze należą do grup najbardziej narażonych na ciężki przebieg chorób zakaźnych, hospitalizacje i zgony z powodu infekcji. Eksperci oraz przedstawiciele Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” alarmują, że w obliczu starzenia się społeczeństwa konieczne jest zwiększenie dostępu do refundowanych szczepień ochronnych dla seniorów. Wyniki badania ankietowego pokazują, że choć starsi Polacy dostrzegają zagrożenie związane z zakażeniami pneumokokowymi, to poziom wyszczepialności pozostaje niski. Głównymi barierami są koszty szczepień, niedostateczna wiedza oraz obawy dotyczące działań niepożądanych.
Seniorzy są najbardziej narażoną na choroby zakaźne i infekcje grupą wiekową. Wynika to z naturalnego starzenia się układu odpornościowego i częstego występowania schorzeń współistniejących. Stąd potrzeba zapewnienia im szerokiego, refundowanego dostępu do szczepień o najszerszej ochronie. Na tę potrzebę, popartą wynikami badania ankietowego, zwraca uwagę Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” podkreślając, że szczepienia powinny stać się standardem opieki medycznej.

Seniorzy potrzebują szerszej ochrony. Eksperci apelują o powszechny dostęp do refundowanych szczepień

 
Z szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że do 2030 r. blisko 1/3 populacji Polski będzie miała powyżej 60. lat, a do roku 2050 odsetek ten wzrośnie nawet do 40 procent. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa rośnie również ryzyko ciężkich chorób zakaźnych, w tym inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP), która szczególnie zagraża seniorom.

Niepokojące statystyki zakażeń pneumokokowych

Właśnie z uwagi na obniżoną odporność i występowanie chorób współistniejących, osoby starsze są szczególnie narażone na ciężki przebieg zakażeń pneumokokowych, takich jak zapalenie płuc, sepsa czy zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Ryzyko zachorowania na inwazyjną chorobę pneumokokową (IChP) gwałtownie wzrasta wraz z wiekiem (osoby 65+ z czynnikami ryzyka stanowią 39 proc. tej grupy wiekowej, ale to właśnie u nich odnotowuje się ponad połowę przypadków zapaleń płuc o dowolnej przyczynie).

Dodatkowo osoby starsze są najbardziej narażone na ciężki przebieg zakażenia, hospitalizacje i ryzyko zgonu – wskaźnik śmiertelności związanej z IChP w grupie osób po 65. roku życia wynosi niemal 50 proc. i jest najwyższy wśród wszystkich grup wiekowych. Dlatego tak ważna jest ochrona tej części populacji.

– Pneumokoki są straszne, kojarzą się z zapaleniem płuc. Co roku z powodu zapalenia płuc umiera na świecie 2,5 mln osób, to najczęstsza infekcyjna przyczyna zgonów. Co drugi pacjent z zapaleniem płuc, który trafi do szpitala, umrze. I to już są dane przerażające – mówi dr Monika Wanke-Rytt, z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Wydziale Lekarskim Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, edukatorka w zakresie szczepień i profilaktyki zdrowotnej. – Szczepienia przeciwko pneumokokom, o czym mówi się coraz częściej, choć jeszcze nie w Polsce, są narzędziem spowalniającym proces antybiotykoodporności, która narasta i nigdy jej nie zatrzymamy. Dzięki szczepieniom możemy ograniczyć stosowanie antybiotyków.

Profilaktyka, która nie tylko ratuje, ale się zwraca

Choroba pneumokokowa to nie tylko problem zdrowotny dla pacjentów i ich rodzin, ale również poważne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia i gospodarki. Pozaszpitalne zapalenie płuc (PZP), którego istotną część stanowią zakażenia pneumokokowe, pozostaje jedną z głównych przyczyn hospitalizacji, absencji zawodowej i kosztów pośrednich, które według szacunków wynoszą prawie 50 mln zł rocznie.

Tymczasem szczepionki skoniugowane przeciw pneumokokom o wysokiej walentności nie tylko zapewniają seniorom najszerszą ochronę i redukują ryzyko ciężkich powikłań, ale znacznie zmniejszają także koszty leczenia. Przeprowadzone niedawno m. in. w Polsce badanie oceniające wpływ społeczno-ekonomiczny programów szczepień dla dorosłych (w tym szczepień przeciwko pneumokokom) wykazało, że mogą one przynieść społeczeństwu zwrot nawet 19-krotności początkowej inwestycji, przy uwzględnieniu korzyści wykraczających poza system ochrony zdrowia (w przypadku szczepień przeciw pneumokokom zwrot z inwestycji może osiągać nawet 33-krotność poniesionych kosztów).

Co wiemy o szczepieniach wśród seniorów?

W obliczu tych wyzwań cywilizacyjnych Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”, której misją jest m. in. troska o zdrowie i jakość życia osób starszych, przeprowadziła badanie ankietowe w celu lepszego poznania problemów i wyzwań związanych z chorobami, którym można skutecznie zapobiegać dzięki szczepieniom. Ankieta zatytułowana „Czy seniorzy mogą liczyć na skuteczną profilaktykę szczepienną?” została skierowana do szerokiego grona odbiorców – osób zaangażowanych w opiekę długoterminową, ekspertów zajmujących się zdrowiem seniorów i osób niesamodzielnych, a także kadry zarządzającej domami pomocy społecznej, zakładami opiekuńczo-leczniczymi i pielęgnacyjno-opiekuńczymi oraz innymi placówkami sprawującymi bezpośrednią opiekę nad osobami starszymi.

– Jednym z kluczowych obszarów badania była ocena poziomu wiedzy i świadomości dotyczącej szczepień ochronnych oraz profilaktyki chorób zakaźnych – zarówno wśród seniorów, jak i osób odpowiedzialnych za organizację i realizację opieki. Chcieliśmy również zidentyfikować najważniejsze czynniki wpływające na poziom wyszczepialności osób starszych. Dlatego pytaliśmy między innymi o dostępność szczepień, bariery organizacyjne oraz koszty ponoszone przez pacjentów – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Wysoka świadomość zagrożeń, niska realizacja szczepień

92 proc. ankietowanych przez Koalicję seniorów uważa zapalenie płuc za poważne zagrożenie, a niemal 80 proc. – że infekcja może trwale obniżyć ich samodzielność.  Choć niemal 3/4 respondentów wie, że pneumokoki mogą prowadzić do hospitalizacji i ciężkich powikłań, to jedynie 20 proc. było kiedykolwiek zaszczepionych przeciw pneumokokom. Największą barierę stanowią finanse – 88 proc. seniorów zaszczepiłoby się, gdyby szczepienie było bezpłatne. Ponad połowa badanych zwraca uwagę na koszt szczepień (57 proc.), który stanowi dla nich realną przeszkodę w podjęciu decyzji o zaszczepieniu. Podobnie wysoki odsetek osób jako powód niepodjęcia decyzji o szczepieniu podaje brak wystarczającej wiedzy (51 proc.) lub obawę przed działaniami niepożądanymi (57 proc.). Świadczy to o silnej potrzebie edukacji i konieczności podjęcia działań systemowych.

Szczepienia bliżej pacjenta

Ważnym elementem zwiększania wyszczepialności seniorów, który wybrzmiał wyraźnie z wyników badania ankietowego, było zwiększenie dostępu do szczepień w aptekach i miejscach pobytu dziennego.

– Farmaceuci mają i chęci, i możliwości do wykonywania szczepień – deklaruje dr n. farm. Magdalena Stolarczyk, członkini Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie i Naczelnej Rady Aptekarskiej, ekspertka merytoryczna Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. – Mamy uprawnienia, oczywiście po odbyciu odpowiednich kursów, do kwalifikowania i wykonywania szczepień przeciwko 26 jednostkom chorobowym, w tym zakażeniom pneumokokowym.  Możemy też wystawiać recepty, także refundowane, co pozwala diametralnie skrócić ścieżkę pacjenta do zaszczepienia i odciążyć lekarzy i pielęgniarki.

Według ekspertów takie rozwiązanie realnie zwiększa dostępność profilaktyki i powinno być systemowo wzmacniane, zwłaszcza że, jak pokazała ankieta, zwracają na to uwagę zarówno seniorzy i ich opiekunowie, jak i kadra zarządzająca placówkami opieki długoterminowej.

– Nasi respondenci chętnie skorzystaliby ze szczepień, gdyby bezpłatnie oferowały je apteki. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 68 proc. seniorów – wylicza Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Z kolei kadra zarządzająca wskazuje, że kluczowym kierunkiem zmian powinno być wprowadzenie bezpłatnych szczepień w ich placówkach (84 proc. ankietowanych) przy jednoczesnym zapewnieniu wsparcia organizacyjnego, w tym mobilnych zespołów szczepiących, co mogłoby znacząco usprawnić realizację szczepień w placówkach o ograniczonych zasobach kadrowych – dodaje prezes Koalicji.

Czas na strategiczną decyzję dla zdrowia seniorów

Doświadczenia ostatnich lat potwierdziły, że odpowiednio prowadzona polityka szczepień stanowi jeden z kluczowych elementów budowania bezpieczeństwa zdrowotnego osób po 65. r.ż., szczególnie narażonych na zakażenia. Nowoczesne szczepionki skoniugowane przeciwko pneumokokom o wysokiej walentności są odpowiedzią na te potrzeby. Dają możliwość zabezpieczenia seniorów jedną dawką na wiele lat i zapewnić niemal 50-procentową skuteczność w zapobieganiu ich hospitalizacji.

Jak pokazują wyniki ankiety, seniorzy chcą się szczepić, a placówki chcą szczepić. Oba środowiska wskazują na te same warunki konieczne: refundację, jasne zasady i edukację.  Wysoka deklarowana gotowość (88 proc. seniorów, 93% placówek) świadczy o tym, że usunięcie barier finansowych i informacyjnych mogłoby znacząco zwiększyć poziom ochrony zdrowotnej osób starszych. Stąd apel Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” o podjęcie działań zmierzających do tego, by szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym, w tym zakażeniom pneumokokowym, stały się standardem leczenia i filarem polityki zdrowotnej państwa. W starzejącym się społeczeństwie jest to nie tylko decyzja medyczna, ale strategiczna inwestycja w zdrowie publiczne i przyszłość Polski.

WYNIKI BADANIA: „CZY SENIORZY MOGĄ LICZYĆ NA SKUTECZNĄ PROFILAKTYKĘ SZCZEPIENNĄ?”

Źródło: inf pras

 
Pobyt dziecka w szpitalu z powodu grypy często skłania rodziców do zmiany zdania na temat szczepień ochronnych. W przypadku COVID-19 podobny efekt jest znacznie słabszy. Takie wnioski płyną z badania polskich naukowców.
Badacze przeanalizowali postawy rodziców niezaszczepionych dzieci hospitalizowanych z powodu obu chorób. Publikacja na ten temat ukazała się w czasopiśmie „Human Vaccines & Immunotherapeutics”.
Jak poinformował PAP jeden z autorów, prof. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wyszczepialność dzieci przeciwko COVID-19 i grypie jest w Polsce bardzo niska. Za decyzjami rodziców stoją jednak odmienne przyczyny. W przypadku COVID-19 dominuje nieufność wobec szczepionek, natomiast w przypadku grypy najczęstszym problemem jest bagatelizowanie samej choroby i porównywanie jej do zwykłego przeziębienia.

Różnicom tym postanowili przyjrzeć się bliżej badacze z uniwersytetów medycznych w Poznaniu, Białymstoku, Warszawie, Łodzi, Bydgoszczy i Kielcach. W tym celu przeprowadzili wieloośrodkowe badanie obejmujące rodziców niezaszczepionych dzieci, które w ciągu ostatniego sezonu epidemicznego przebywały w szpitalu z powodu grypy lub COVID-19.

Łącznie analizą objęto 135 pacjentów pediatrycznych: 72 dzieci z grypą i 63 z COVID-19.

Naukowców interesowało nie tylko to, dlaczego dzieci nie zostały zaszczepione, ale również czy pobyt w szpitalu wpłynął na postawy rodziców. Pytano ich więc m.in. o żal związany z rezygnacją ze szczepienia, gotowość do zaszczepienia dziecka w przyszłości, gotowość do zachęcania innych rodziców do szczepień oraz zainteresowanie otrzymywaniem przypomnień o szczepieniach, np. za pośrednictwem aplikacji mojeIKP.

Wyniki pokazały wyraźną różnicę między obiema grupami. Aż 63 proc. rodziców dzieci hospitalizowanych z powodu grypy przyznało, że żałuje decyzji o nieszczepieniu dziecka. Wśród rodziców dzieci z COVID-19 odsetek ten wyniósł zaledwie 24 proc.

Jeszcze większe różnice dotyczyły planów na przyszłość. Chęć zaszczepienia dziecka w kolejnym sezonie zadeklarowało 58 proc. rodziców dzieci, które przeszły grypę, i jedynie 16 proc. rodziców dzieci z COVID-19.

Podobnie było z gotowością do zachęcania innych rodziców do szczepień. Taką deklarację złożyło 67 proc. rodziców dzieci z grypą i 37 proc. rodziców dzieci z COVID-19.

Co ciekawe, badacze zaobserwowali również związek między przebiegiem choroby a postawami rodziców. W grupie dzieci z COVID-19 większy żal z powodu rezygnacji ze szczepień częściej deklarowali rodzice dzieci z chorobami współistniejącymi. Natomiast większą gotowość do zaszczepienia dziecka w przyszłości obserwowano wśród tych, których podopieczni wymagali dłuższej hospitalizacji i ciężej przechodzili infekcję. W przypadku grypy szczególne znaczenie miało wystąpienie zapalenia płuc, które wiązało się ze zmianą wszystkich analizowanych postaw wobec szczepień.

Prof. Rzymski zaznaczył, że przyczyny tych różnic wynikają z odmiennego postrzegania obu chorób. Grypa nadal przez wiele osób traktowana jest jako synonim przeziębienia. Z tego powodu część rodziców nie postrzega jej jako zagrożenie wymagające szczepienia. Hospitalizacja dziecka może jednak zweryfikować to przekonanie i uświadomić, że grypa bywa przyczyną ciężkich powikłań, co może skłonić do ponownego rozważenia decyzji dotyczących szczepień.

W przypadku COVID-19 sytuacja jest bardziej złożona. Od początku pandemii choroba ta była kojarzona z ciężkim przebiegiem i zagrożeniem zdrowia. Problem niskiej wyszczepialności nie wynikał więc z bagatelizowania zagrożenia ze strony wirusa, a przede wszystkim z podejścia rodziców do samej szczepionki, m.in. obaw o jej bezpieczeństwo i skuteczność. Pobyt dziecka w szpitalu nie musiał więc automatycznie prowadzić do zmiany tych przekonań.

– Hospitalizacja niezaszczepionego dziecka z powodu grypy może być silnym „momentem edukacyjnym”, skłaniającym rodziców do zmiany wcześniejszych przekonań. W przypadku COVID-19 utrwalona nieufność wobec szczepień, wzmacniana przez dezinformację i spory z okresu pandemii, okazuje się znacznie trudniejsza do przełamania, nawet po ciężkim przebiegu choroby u dziecka – powiedział prof. Rzymski.

Autorzy zwrócili uwagę, że podobne zjawisko zaobserwowano wcześniej u dorosłych pacjentów hospitalizowanych z ciężkim COVID-19. Nawet doświadczenie poważnej choroby nie zawsze prowadziło do zmiany ich poglądów na temat szczepień.

Interesującym wynikiem badania okazały się również źródła informacji brane przez rodziców przy podejmowaniu decyzji o nieszczepieniu dziecka. Wśród osób, które przyznały, że coś lub ktoś wpłynął na taką decyzję, najwięcej wskazywało informacje znalezione w internecie. Znacznie rzadziej wymieniano rodzinę, znajomych czy personel medyczny.

Badanie przyniosło jednak także bardziej optymistyczny wniosek. Ponad 40 proc. rodziców dzieci hospitalizowanych z powodu COVID-19 zadeklarowało chęć otrzymywania przypomnień o szczepieniach, mimo że tylko mniejszość była gotowa zaszczepić swoje dziecko. Podobne deklaracje złożyła około połowa rodziców dzieci z grypą.

Naukowcy podkreślili, że prostym i niskokosztowym elementem strategii zwiększania wyszczepialności, szczególnie w grupach o ambiwalentnym podejściu do szczepień, mogłyby więc być zautomatyzowane przypomnienia, np. wysyłane przez aplikacje mojeIKP.

– Warto, żeby Ministerstwo Zdrowia wykorzystało w kolejnym sezonie epidemicznym w tym kontekście potencjał aplikacji mojeIKP. Nasza analiza wskazuje, że takie są oczekiwania rodziców, a badania z innych krajów, m.in. z Danii, pokazują ich skuteczność w zwiększaniu wyszczepialności w różnych grupach populacyjnych – podsumował prof. Rzymski.

Źródło: Nauka w Polsce

Choć na ból przewlekły nie ma skutecznej szczepionki, to dzięki zaszczepieniu się przeciw półpaścowi można uniknąć bolesnego powikłania choroby – tj. neuralgii półpaścowej, która jest typowym zespołem bólu przewlekłego – oceniła prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu dr Magdalena Kocot–Kępska.
Jak przypomniała specjalistka cytowana w materiałach prasowych przesłanych PAP, ból ostry, którego doświadczamy na co dzień w różnych sytuacjach – przy skręceniu kostki, przewróceniu się, skaleczeniu czy oparzeniu – ma charakter ostrzegawczo-obronny. Informuje nas, że dana sytuacja grozi uszkodzeniem organizmu albo poważną chorobą. Sygnalizuje też potrzebę zgłoszenia się do lekarza.
„Przede wszystkim jednak uczy nas, jakich sytuacji musimy unikać, aby nasz organizm zachował ciągłość i sprawność, żebyśmy po prostu przeżyli. Uczymy się tego od wczesnego dzieciństwa, zupełnie nieświadomie” – wyjaśniła dr Magdalena Kocot–Kępska, kierownik Zakładu Badania i Leczenia Bólu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Ból przewlekły, który towarzyszy np. chorobie nowotworowej czy chorobie zwyrodnieniowej stawów, nie ma już takiego charakteru ostrzegawczo–obronnego i jest uważany za chorobę samą w sobie. Może on prowadzić do poważnych powikłań, jak depresja; utrudnia też codzienne funkcjonowanie. Dlatego wymaga kompleksowego leczenia z uwzględnieniem farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, rehabilitacji, psychoterapii oraz neuromodulacji.

„Każdy z nas ma inny próg bólu, inną wrażliwość, ale również inną tolerancję na ból. Zależy to przede wszystkim od płci, hormonów płciowych, stanu psychicznego, tego, czy jesteśmy zestresowani, wyspani, a nawet od pogody” – wyjaśniła specjalistka. Dodała, że jeżeli na zewnątrz jest ładna pogoda, próg bólu jest zwykle wyższy. Natomiast gdy jest brzydko, wietrznie, deszczowo, próg bólu obniża się. „To zależy także od genetyki i od tego, jak układ nerwowy reaguje na impuls bólowy” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska.

Do czynników zwiększających ryzyko rozwoju bólu przewlekłego ekspertka zaliczyła: niekorzystne zdarzenia w życiu – w dzieciństwie, okresie dojrzewania, wieku nastoletnim, ale także we wczesnej dorosłości. „To nie tylko przemoc fizyczna, seksualna czy emocjonalna, ale również brak miłości, opieki rodzicielskiej, odrzucenie, sieroctwo, choroby psychiczne w rodzinie, uzależnienia czy problemy związane z nieprawidłowym stosowaniem leków” – wymieniała.

Według niej takie zdarzenia potrafią zmienić funkcjonowanie mózgu pod wpływem hormonów stresu. „Hormony stresu przestawiają jego działanie na »inne tory« i mózg staje się bardziej wrażliwy na bodźce zewnętrzne. Takie osoby mają dwukrotnie wyższe ryzyko rozwoju bólu w układzie mięśniowo–szkieletowym, w tym również fibromialgii” – powiedziała dr Kocot-Kępska.

Zwróciła uwagę, że na ból mięśniowo–szkieletowy związany z niekorzystnymi zdarzeniami życiowymi nie ma szczepionki. „Tu potrzebna jest zmiana funkcjonowania społeczeństwa i większa wrażliwość na przemoc wobec dzieci. Krzyczenie na dziecko także jest przemocą i agresją” – tłumaczyła.

Na razie jedynym rodzajem bólu, przeciwko któremu można się „zaszczepić” jest neuralgia półpaścowa. Chroni przed nią szczepionka przeciw półpaścowi. „Jeżeli zmniejszymy ryzyko zachorowania na półpasiec, zmniejszamy również ryzyko neuralgii popółpaścowej, czyli typowego zespołu bólu przewlekłego” – wyjaśniła dr Kocot-Kępska.

Przypomniała, że rocznie na półpaśca choruje w Polsce około 130 tysięcy osób, choć dane te mogą być zaniżone, ponieważ nie ma obowiązku raportowania tej choroby. „Wielu pacjentów nie zgłasza się do lekarza, jeśli choroba nie ma ciężkiego przebiegu. Pojawia się wysypka, pacjent bierze lek przeciwbólowy i stosuje maści. Zachorowań jest więc prawdopodobnie więcej” – oceniła ekspertka.

Szacuje się, że tak naprawdę każdy Polak po 50. roku życia może zachorować na półpasiec, ponieważ większość z tej grupy wiekowej ma uśpionego wirusa ospy wietrznej, nabytego w dzieciństwie lub młodości (kiedy chorowaliśmy na ospę wietrzną albo mieliśmy kontakt z osobą zakażoną). Po przechorowaniu wirus pozostaje uśpiony w układzie nerwowym.

„Dopóki układ immunologiczny jest silny, kontroluje go. Ale gdy odporność spada, jesteśmy zestresowani, po operacji, urazie, wypadku komunikacyjnym albo ciężko chorujemy, wirus może się uaktywnić i wtedy rozwija się półpasiec” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska. Choroba najczęściej obejmuje jedną stronę ciała, zwykle okolice klatki piersiowej.

Towarzyszy jej charakterystyczna wysypka z wodnistymi pęcherzykami. Najczęściej goi się w ciągu kilku tygodni. U części pacjentów rozwija się jednak neuralgia popółpaścowa, czyli typowy ból neuropatyczny – piekący, palący, przeszywający, z przeczulicą i nadwrażliwością na dotyk. Neuralgia popółpaścowa może trwać latami: rok, dwa, trzy, dziesięć, a nawet do końca życia.

Najbardziej są na nią narażone osoby starsze, zwłaszcza po 65. roku życia, ale także kobiety, palacze papierosów, osoby chore na cukrzycę, pacjenci stosujący leki immunosupresyjne oraz osoby, u których półpasiec miał ciężki przebieg i obejmował rozległy obszar ciała.

„Przyjmuje się, że u pacjentów powyżej 80. roku życia, którzy zachorują na półpasiec, prawie połowa może rozwinąć neuralgię popółpaścową. W całej grupie seniorów dotyczy to około 30 proc. chorych. U młodszych dorosłych – około 15-20 proc.” – wymieniała dr Kocot-Kępska.

W leczeniu tego zespołu bólowego stosowane są inne leki niż przy bólu głowy czy bólu zęba. „Są to leki przeciwpadaczkowe, przeciwdepresyjne, opioidy, ale również plastry z lidokainą, plastry i maści z kapsaicyną. Możemy też wykonywać blokady w miejscu bólu czy stosować zaawansowane metody neuromodulacyjne. Można także wstrzykiwać toksynę botulinową” – wyjaśniła ekspertka. Dodała, że jest to leczenie specjalistyczne i zaawansowane, a i tak zaledwie u jednego chorego na trzech-czterech udaje się zmniejszyć dolegliwości bólowe zgodnie z zaleceniami.

Leki te mają także wysokie ryzyko działań niepożądanych, zwłaszcza u seniorów. Powodują zawroty głowy, zwiększają ryzyko upadków i urazów, wywołują senność, zaparcia czy nudności. „Nie są to preparaty proste w stosowaniu ani szczególnie bezpieczne dla pacjenta w podeszłym wieku” – zaznaczyła dr Kocot-Kępska.

Dlatego – zgodnie z najnowszymi rekomendacjami towarzystw naukowych – każda osoba po 50. roku życia, niezależnie od chorób współistniejących, powinna się zaszczepić przeciw półpaścowi. „To moment, w którym układ immunologiczny zaczyna się starzeć i nie jest już tak wydolny jak w wieku 20 czy 30 lat. Jeżeli natomiast występują czynniki ryzyka, takie jak leczenie immunosupresyjne, ciężkie choroby reumatologiczne lub nowotworowe, szczepienie przeciw półpaścowi jest zalecane każdej osobie dorosłej powyżej 18. roku życia” – wyjaśniła ekspertka.

Obecnie refundacja szczepionki przeciw półpaścowi przysługuje pacjentom powyżej 65. roku życia. „Jeżeli taka osoba ma choroby współistniejące uprawniające do zniżki, może otrzymać refundację 100 proc. Pacjenci powyżej 18. roku życia z grup ryzyka, czyli z immunosupresją lub chorobami zwiększającymi ryzyko półpaśca, mają 50–procentową zniżkę” – tłumaczyła dr Kocot-Kępska.

W jej ocenie najbardziej poszkodowana jest grupa seniorów bez chorób współistniejących. „Można powiedzieć, że są »karani« za to, że o siebie dbają, nie mają nadciśnienia, cukrzycy czy chorób kardiologicznych. Oni, niestety, muszą zapłacić pełną cenę. Dlatego jako Polskie Towarzystwo Badania Bólu bardzo mocno optujemy za tym, aby dla każdego pacjenta od 65 roku życia, niezależnie od chorób współistniejących, szczepionka była dostępna na liście senioralnej, czyli całkowicie bezpłatnie” – wskazała specjalistka.

Zwróciła uwagę, że jest to opłacalne dla systemu ochrony zdrowia. Koszty leczenia półpaśca i jego powikłań są bowiem niezwykle wysokie. Są to zarówno koszty bezpośrednie, tj. koszty leczenia choroby, powikłań, neuralgii, jak i koszty wizyt w poradniach oraz obciążenia specjalistów.

„Pacjenci z neuralgią popółpaścową są w poradni leczenia bólu około dwukrotnie drożsi niż pacjenci z innymi rodzajami bólu, jak np. choroba zwyrodnieniowa czy ból pleców. Profilaktyka może te koszty znacząco ograniczyć” – skomentowała dr Kocot-Kępska. Dodała, że przechorowanie półpaśca nie chroni przed kolejnym zachorowaniem – półpasiec można mieć nawet trzy czy cztery razy w życiu. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Przy Instytucie Matki i Dziecka powołano Forum Zdrowia Młodzieży – nową inicjatywę, której celem jest włączenie młodych ludzi w realne współtworzenie działań i rekomendacji dotyczących zdrowia publicznego. To pierwsza tego typu platforma przy Instytucie, która w sposób systemowy oddaje głos młodzieży i pozwala lepiej zrozumieć ich potrzeby, wyzwania oraz codzienne doświadczenia.
Powołanie Forum Zdrowia Młodzieży nawiązuje do doświadczeń z badań HBSC (Health Behaviour in School- aged Children), prowadzonych we współpracy z Regionalnym Biurem Światowej Ogranizacji Zdrowia (WHO) dla Europy od 1982 roku. To jedno z najważniejszych źródeł wiedzy o zdrowiu i stylu życia młodzieży w wieku 11, 13 i 15 lat obejmujące ponad 50 krajów Europy i Ameryki Północnej. W niektórych państwach, takich jak Irlandia, Kanada czy Portugalia młodzieżowe zespoły doradcze współpracujące przy badaniach funkcjonują systematycznie od lat, stanowiąc ważne wsparcie w cyklu realizacji badań HBSC oraz projektowaniu działań zdrowotnych.

W Polsce badanie HBSC koordynowane jest przez Instytut Matki i Dziecka (dr Anna Dzielska, kierownik Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w IMiD) we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim (dr Agnieszka Małkowska-Szkutnik, Wydział Pedagogiczny). Jednym z zadań stawianych przed nowo powołanym Forum Zdrowia Młodzieży będzie właśnie współpraca przy kolejnej rundzie badań HBSC, która już się rozpoczęła polegająca na aktywnym udziale młodzieży w projektowaniu, realizacji i interpretacji badań z wykorzystaniem podejść partycypacyjnych.

„Jesteśmy bardzo dumni, że możemy tworzyć przestrzeń do realnej współpracy z młodymi ludźmi. Ich głos, doświadczenia i wrażliwość są dziś niezbędne, aby skutecznie odpowiadać na wyzwania zdrowotne ich pokolenia. Forum Zdrowia Młodzieży to dla nas nie tylko inicjatywa, ale początek długofalowego partnerstwa opartego na dialogu i wzajemnym zaufaniu” – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka.

Powołanie Forum odbyło się w ramach konferencji „Szczepienia dzieci i młodzieży – między wiedzą, zaufaniem a decyzją”, podczas której poruszono szerokie spektrum tematów związanych ze zdrowiem młodego pokolenia – od szczepień ochronnych, przez kompetencje zdrowotne i dezinformację, po rolę komunikacji w budowaniu zaufania do systemu ochrony zdrowia.

Eksperci zwracali uwagę, że w dobie nadmiaru informacji kluczowe znaczenie mają kompetencje zdrowotne młodzieży, które wpływają na ich decyzje i postawy wobec profilaktyki.

„Nasze dane pokazują, że coraz więcej młodych ludzi ma trudność nie z dostępem do informacji o zdrowiu, ale z ich oceną i wykorzystaniem. W Polsce odsetek nastolatków z niskimi kompetencjami w tym zakresie znacząco wzrósł. Przekłada się to bezpośrednio na ich decyzje zdrowotne i postrzeganie własnego zdrowia – dlatego tak ważne jest tworzenie przestrzeni, w której młodzi ludzie mogą być wysłuchani i realnie współtworzyć rozwiązania, np. takie jak powołane dziś Forum Zdrowia Młodzieży” – prof. IMiD dr hab. n. med i o zdr. Dorota Kleszczewska, prezes zarządu Fundacji Instytutu Matki i Dziecka.

Konferencja była także przestrzenią do rozmowy o systemowych wyzwaniach w zdrowiu publicznym oraz konieczności budowania dialogu z różnymi grupami społecznymi.

„W przypadku szczepień największym wyzwaniem nie jest dziś dostępność, ale zaufanie i skuteczna komunikacja. Bez nich nawet najlepsze programy profilaktyczne nie osiągną swoich celów” – zaznacza dr n. med. Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny.

„Cieszę się, że takie inicjatywy jak doradczy zespół młodzieżowy przy Instytucie Matki i Dziecka mają miejsce. Szczególnie w obszarze zdrowia publicznego to bardzo istotne, żeby słuchać młodzieży i rozumieć ich wątpliwości, ale również być otwartym na ich pomysły i rozwiązania dotyczące zdrowia” – podkreśla prof. GUMed dr hab. n. med. Łukasz Balwicki, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Zwieńczeniem wydarzenia był panel „Zdrowie młodzieży – codzienność, social media i wpływ otoczenia”, moderowany przez dziennikarkę Paulinę Chylewską, podczas którego młodzi uczestnicy dzielili się swoimi doświadczeniami i perspektywą na zdrowie w codziennym życiu.

Dyskusja dotyczyła m.in. nawyków żywieniowych, snu, stresu, relacji z lekarzami oraz wpływu mediów społecznościowych na samopoczucie i koncentrację. Uczestnicy odnosili się także do różnic między młodzieżą w Polsce a ich rówieśnikami w innych krajach oraz zastanawiali się nad rolą szkoły, rodziców i systemu w kształtowaniu zdrowych postaw. Ważnym elementem rozmowy była także ocena skuteczności rozwiązań takich jak ograniczenia korzystania z telefonów czy regulacje dotyczące mediów społecznościowych.

Panel pozwolił uchwycić autentyczną perspektywę młodego pokolenia i wskazać czynniki, które realnie wpływają na ich zdrowie.

Forum Młodzieży będzie działać jako ciało doradcze przy Instytucie Matki i Dziecka, angażując młodych ludzi w konsultowanie działań, projektowanie kampanii oraz wypracowywanie rekomendacji dotyczących zdrowia fizycznego i psychicznego ich pokolenia – w tym także w obszarze profilaktyki i szczepień.

Źródło: inf pras