Medicalpress
Po podwyżce akcyzy legalna sprzedaż jednorazowych e-papierosów i podów zawierających płyn do wapowania spadła o ponad 90 proc., powodując perturbacje producentów, niższe wpływy do budżetu oraz wzrost czarnego rynku – podkreślali eksperci w trakcie konferencji Związku Pracodawców Branży Vapingowej. Ich zdaniem założenia nowych przepisów w kontekście polityki zdrowotnej nie zostały osiągnięte, dlatego potrzebna jest ponowna ocena skutków regulacji. Podkreślili także, że zarówno przepisy krajowe, jak i unijne w tym obszarze w niewystarczającym stopniu uwzględniają wyniki badań naukowych.
 Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej nakazuje tworzenie polityk, w tym polityki zdrowotnej, antynikotynowej, opartych na dowodach naukowych. Tych jest w tej chwili sporo. Dzisiaj nauka już bardzo dużo wie na temat szkodliwego wpływu produktów nikotynowych. Sama nikotyna nie szkodzi w tych dawkach, w których jest dopuszczona do obrotu, natomiast to, co wywołuje choroby odtytoniowe, to jest właśnie tytoń i różne substancje, które powstają w wyniku jego spalania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Łanda, lekarz, wiceminister zdrowia w latach 2015–2017 i założyciel Fundacji Watch Health Care.

Jak wynika z przytaczanego przez eksperta systematycznego przeglądu dowodów naukowych, który przygotowała firma HTA Formedis dla Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w 2024 roku, dostępne badania pokazują wyraźne różnice w poziomie narażenia na substancje szkodliwe między poszczególnymi produktami nikotynowymi. W ramach przeglądu oceniano urządzenia podgrzewające tytoń, e-papierosy i saszetki nikotynowe.

 Wszystkie trzy tory oceny, które przeprowadziliśmy, czyli tor chemiczny dotyczący substancji szkodliwych, biomarkery i punkty kliniczne istotne dla pacjentów, pokazują jednoznacznie, że są produkty mniej szkodliwe od zwykłych papierosów. Papierosy zwykłe są najszkodliwsze i najwięcej fatalnych toksyn jest zawartych w ich dymie, znacznie mniej szkodliwe są podgrzewacze i e-papierosy. Saszetki trudno podejrzewać o jakikolwiek szkodliwy wpływ, skoro nie mają nic wspólnego z tytoniem – tłumaczy dr Krzysztof Łanda.

Przegląd badań, które porównują różne produkty nikotynowe, uwzględniają nie tylko ich skład, ale też poziom narażenia organizmu i efekty zdrowotne. W takich analizach tradycyjne papierosy pozostają produktem o najwyższym ryzyku.

 Dyrektywa antytytoniowa Unii Europejskiej nie uwzględnia tych badań. Powstała w 2014 roku na bazie badań z lat 2008–2013, w związku z tym nie uwzględnia ona ani produktów nowatorskich, ani badań klinicznych, których jest coraz więcej i które więcej mówią o szkodliwości tych produktów – ocenia były wiceminister zdrowia. – Próbuje się stworzyć politykę w oderwaniu od dowodów naukowych, a to jest niezgodne z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, zdrowym rozsądkiem i przyjętymi standardami na świecie. Jeżeli mamy wypracować dobre rozwiązania pod tym względem, to nie możemy nie uwzględniać istniejących dowodów naukowych.

Na podstawie przeglądu polityk antynikotynowych ekspert ocenia, że w praktyce sprawdza się strategia kompleksowa i zrównoważona, obejmująca m.in. wysokie i trwałe podatki na wyroby tytoniowe, przepisy dotyczące przestrzeni wolnych od dymu, całkowite zakazy reklamy, promocji i sponsoringu, dostępne i dofinansowane wsparcie w rzucaniu palenia i uregulowane, bezpieczne ścieżki redukcji szkód dla palaczy. Zestawia to z niedającym efektów podejściem fragmentarycznym, które charakteryzuje się m.in. nieegzekwowaniem przepisów czy zakazywaniem mniej szkodliwych alternatyw jako narzędzia rzucania palenia.

Przykłady innych państw pokazują, że skuteczność wprowadzanych zakazów w dużej mierze zależy od ich egzekwowania. W Grecji powstał cyfrowy rejestr detaliczny wyrobów alkoholowych i tytoniowych, w którym muszą się zarejestrować wszyscy sprzedawcy. To ułatwia prowadzenie kontroli terenowych. Dodatkowo sprzedawcy mają też obowiązek weryfikowania wieku kupującego kodem QR i aplikacją rządową. Jeśli nieletni zostanie przyłapany z alkoholem, wyrobem tytoniowym lub e-papierosem i wskaże miejsce zakupu, odpowiedzialność może ponieść zarówno sprzedawca, jak i właściciel punktu. Za łamanie przepisów grożą kary administracyjne, a także odpowiedzialność karna do trzech lat pozbawienia wolności i kary finansowe.

– Byłem ostatnio na zebraniu w Ministerstwie Finansów, gdzie przedstawiono tylko dwa cele polityki antynikotynowej, czyli tak naprawdę tej polityki nie ma. Jednym było uporządkowanie rynku – ja go nie widzę, jest coraz większy bałagan i rozwój czarnego rynku obrotu produktami nikotynowymi w Polsce. Drugim był cel fiskalny, czyli jak najwięcej pieniędzy dla budżetu państwa. Tego też nie widzę. Z cenami jesteśmy w maksimum na krzywej Laffera, czyli dalsze podnoszenie cen produktów będzie zmniejszało wpływy do budżetu – przekonuje Krzysztof Łanda.

W ubiegłym roku na produkty do wapowania nałożono akcyzę na poziomie 40 zł za sztukę. Wprowadzone zmiany przełożyły się na gwałtowny spadek legalnej sprzedaży.

– Tak wysoka akcyza spowodowała drastyczny spadek sprzedaży, zarówno jeśli chodzi o e-papierosy jednorazowe, których ograniczenie było w zasadzie celem jej podnoszenia, jak i zwykłych urządzeń do wapingu. Powoduje to duże kłopoty firm, które zajmują się produkcją, dystrybucją i importem tych produktów – mówi Adam Abramowicz, prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Według danych Centrum Monitorowania Rynku w grudniu 2025 roku sprzedaż produktów do wapowania spadła z 10,6 mln sztuk rok wcześniej do 650 tys., czyli o 94 proc., również w poprzednich miesiącach spadki utrzymywały się na poziomie 93–95 proc. Sprzedaż jednorazowych e-papierosów skurczyła się w ostatnim miesiącu roku z 4,46 mln do 60 tys., a podów do e-papierosów – z 6,13 mln do 590 tys. sztuk rok do roku. Jak podkreślają eksperci Związku Pracodawców Branży Vapingowej, spadek legalnej sprzedaży nie oznacza spadku popytu, ale jego przesunięcie poza oficjalny obieg. Według wyliczeń niemieckiego Instytutu Fraunhofera szara strefa i nielegalny handel e-papierosami w Polsce sięga obecnie 58 proc. 

– Te produkty nie są w ogóle kontrolowane, jeśli chodzi o skład, spływają z zagranicy, są dystrybuowane bez żadnego problemu do młodych ludzi, a więc efekt prozdrowotny okazał się chybiony. Za to efekt gospodarczy jest wymierny, czyli zamykanie się małych punktów, ograniczenie rozwoju branży, co wkrótce może się także wiązać ze zwiększonym bezrobociem – ocenia Adam Abramowicz.

Branża produktów do wapowania w Polsce to ok. 1 tys. firm, głównie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które zatrudniają łącznie ok. 12 tys. osób. Zmiany regulacyjne i spadek legalnej sprzedaży przekładają się bezpośrednio na ich sytuację oraz na rynek pracy.

– Minęło kilka miesięcy od wprowadzenia ustawy. Straty dla sektora MŚP, gospodarki i budżetu, które nawet w ocenie skutków regulacji były akcentowane, miały być uzasadnione dobrymi skutkami zdrowotnymi dla społeczeństwa. Dzisiaj widzimy, że tych dobrych skutków nie ma, za to straty dla budżetu i firm są. Należy przeprowadzić ocenę ex post tej ustawy i ją poprawić – postuluje prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Ekspert zwraca uwagę, że skutki regulacji powinny być analizowane kompleksowo – zarówno pod kątem zdrowia publicznego, jak i wpływu na gospodarkę oraz dochody państwa. 

– Po kilku miesiącach działania widzimy, że zdrowie publiczne wcale nie jest chronione tymi przepisami. Wręcz przeciwnie, bo na rynku pojawiły się w znacznej ilości produkty, które napływają z szarej strefy, czyli mają niekontrolowane składy. Nie ma wpływu do budżetu, bo wiadomo, że sprzedawane są bez żadnej akcyzy i podatków. Spadła legalna konsumpcja produktów wapingowych, ale wzrosło spożycie papierosów. To też wpływa na to, że sfera zdrowia publicznego nie uzyskała zakładanych efektów – podkreśla Adam Abramowicz.

Także dane z innych krajów pokazują, że ograniczenia regulacyjne często prowadzą do przesunięcia sprzedaży poza oficjalny rynek. W Holandii po wprowadzeniu zakazu sprzedaży smakowych e-papierosów ponad 35 proc. użytkowników kupuje produkty za granicą, a ponad 30 proc. w nieformalnym obiegu. W Danii, mimo podobnych ograniczeń, ponad 90 proc. użytkowników ocenia dostępność produktów jako łatwą.

 Wiek kupujących te produkty na pewno nie będzie kontrolowany w szarej strefie, bo przecież tego się nie da skontrolować, więc dla zdrowia publicznego byłoby lepiej, gdyby jednak te kanały były legalne – przekonuje prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Źródło: Newseria

Najnowsze propozycje legislacyjne resortu zdrowia mogą zakłócić spadkowy trend wielkości szarej strefy, która w 2023 roku na rynku papierosów była rekordowo niska. Zakaz sprzedaży mentolowych wkładów do podgrzewaczy tytoniu może zachęcić do przemytu i nielegalnej produkcji  – ostrzegają eksperci. Według raportu Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG) spadkowi udziału papierosów pochodzących z przemytu towarzyszył wzrost udziału papierosów podrabianych, a czynnikiem, który temu sprzyja, są wciąż niskie kary w przypadku wykrycia takiego procederu.
Zakaz sprzedaży mentolowych wkładów do podgrzewaczy tytoniu, zaproponowany przez rząd w połowie maja, może doprowadzić do rozrostu nielegalnego rynku – wynika z najnowszego raportu Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. Pod kontrolą jest sytuacja na rynku papierosów, gdzie w 2023 roku udział szarej strefy w krajowym rynku spadł poniżej historycznego minimum i wynosi mniej niż 5 proc.

Ministerstwo Zdrowia zaprezentowało 15 maja projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Projekt zakłada wprowadzenie zakazu sprzedaży mentolowych wkładów do podgrzewanego tytoniu, które w ocenie resortu stanowią ok. 80 proc. sprzedaży. Według przytoczonych statystyk z podgrzewaczy tytoniu korzysta ok 1,5 proc. dorosłych Polaków.

 W tej chwili udział szarej strefy w polskim rynku tytoniu podgrzewanego jest stosunkowo niski, ale tu mamy też do czynienia z kolejnym zagrożeniem. Polska przygotowuje się do implementacji tzw. dyrektywy delegowanej, w myśl, której zabroniona będzie sprzedaż wkładów smakowych, owocowych i mentolowych, stanowiących obecnie w Polsce ok. 3/4 tego rynku – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Fundowicz, wiceprezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. – Kilka lat temu została już zabroniona sprzedaż papierosów mentolowych i wszyscy spodziewali się, że to doprowadzi do gwałtownego wzrostu szarej strefy. Tak się nie stało, ponieważ część popytu przeniosła się właśnie na podgrzewane wkłady tytoniowe smakowe, aromatyczne. Teraz, kiedy zostanie zabrana ta ostatnia alternatywa, udział szarej strefy może faktycznie wzrosnąć.

Kraje UE były zobligowane wprowadzić zakaz sprzedaży aromatyzowanych wkładów tytoniowych do podgrzewaczy tytoniu od 23 października 2023 roku. Jednak przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpatrywana jest obecnie skarga Irlandii, kwestionującej legalność rozwiązań przyjętych w dyrektywie. Na etapie jej projektowania również inne kraje członkowskie – w tym m.in. Polska, Włochy, Bułgaria, Cypr i Grecja – zgłaszały wątpliwości dotyczące kształtu tej regulacji.

– Obecnie część krajów unijnych wstrzymuje się z implementacją tej dyrektywy do czasów rozstrzygnięć przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy taki zakaz jest na pewno zgodny z prawem europejskim – mówi Jacek Fundowicz.

W Polsce zjawisko szarej strefy na rynku tytoniowym ma dwie formy. Pierwszą jest przemyt papierosów z zagranicy – głównie ze Wschodu – i ich nielegalna sprzedaż na rynku krajowym. Drugą jest nielegalna produkcja podrobionych wyrobów tytoniowych znanych marek i wprowadzenie ich do obrotu bez obowiązujących znaków akcyzy. Jak wynika z najnowszego raportu Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych, w Polsce rekordowy udział szarej strefy, na poziomie 18–19 proc., odnotowano w 2015 roku i od tego czasu sukcesywnie się obniżał, a w ubiegłym roku spadł do historycznie niskiego poziomu 4,7 proc. W 2023 roku spadkowi udziału papierosów pochodzących z przemytu towarzyszył jednak wzrost udziału papierosów podrabianych. Według szacunków IPAG w 2023 roku wartość podrobionych papierosów, wprowadzonych na polski rynek, sięgnęła ok. 0,5 mld zł. Oznacza to wzrost w porównaniu z dwoma poprzednimi latami i powrót do poziomu z 2020 roku. Z kolei wartość przemytu papierosów do Polski to ok. 1,6 mld zł.

– Szara strefa na rynku produktów tytoniowych jest zróżnicowana. Mamy kilka segmentów tego rynku tytoniowego i na każdym sytuacja jest trochę odmienna. W segmencie tradycyjnych papierosów, które stanowią ok. 2/3 rynku tytoniowego, sytuacja jest w miarę korzystna. Udział szarej strefy w tym segmencie spadał od 2015 roku i obecnie jest na historycznie niskim poziomie. Jest to efekt splotu wielu różnych czynników, m.in. sytuacji geopolitycznej – tłumaczy wiceprezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych.

Tym, co wpłynęło na ten spadek w ostatnich latach, było przede wszystkim uszczelnienie wschodniej granicy, przez co przerzut nielegalnych towarów stał się utrudniony. Przez lata przemyt papierosów z Białorusi był wspierany i współorganizowany nieoficjalnie przez służby i przedsiębiorstwa państwowe. W 2021 roku, w związku z wojną hybrydową na granicy Polski z Białorusią, ochrona granicy została wzmocniona, a z drugiej strony służby białoruskie większy nacisk położyły na sterowanie nielegalną migracją niż na dotychczasową działalność. Na dalsze ograniczenie przemytu papierosów ze Wschodu wpłynął atak Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, ponieważ zniszczenia wojenne zakładów produkujących papierosy wywołały braki zaopatrzeniowe na ukraińskim rynku.

IPAG zauważa również, że w 2023 roku znacząco wzrosła wartość nielegalnych papierosów ujawnionych przez Straż Graniczną przy współudziale innych służb. Istotny jest jednak fakt, że – choć wartość ujawnionego przemytu z Rosji i Ukrainy po raz kolejny spadła – to jednocześnie odnotowano aż 12-krotny wzrost wartości udaremnionego przemytu z Białorusi (rok wcześniej miał miejsce 94-proc. spadek prób przemytu z tego kraju). W ocenie ekspertów oznacza to, że po przejściowym uspokojeniu sytuacji organizatorzy tego procederu próbują wznowić swoją działalność.

– W Polsce w ostatnich latach służby odpowiedzialne za zwalczanie szarej strefy współpracowały, zasięgały informacji u producentów i legalnych dystrybutorów, dzięki czemu miały lepsze rozeznanie sytuacji rynkowej. Zbudowano system kontroli, a działalność polskich służb, które zwalczają ten nielegalny proceder, jest coraz bardziej skuteczna – zauważa Jacek Fundowicz.

Z nowego raportu „Szara strefa 2024” wynika, że historycznie niski udział szarej strefy w rynku tytoniowym to w dużej mierze efekt przyjętej pod koniec 2021 roku tzw. mapy akcyzowej, czyli harmonogramu stopniowego podnoszenia opodatkowania m.in. na wyroby tytoniowe.

– Wcześniej mieliśmy skokowe podwyżki podatku akcyzowego, ceny też wzrastały skokowo i konsumenci szukali tańszych produktów w szarej strefie. W tym kontekście tzw. mapa akcyzowa jest zjawiskiem pozytywnym, które pomaga w ograniczaniu szarej strefy, ponieważ przedsiębiorcy mają wiedzę, plan i świadomość tego, co ich czeka za rok, dwa czy trzy. Mogą dostosować do tego swoje ceny, które rosną powoli, a konsumenci mają czas się do nich przyzwyczaić – mówi Wojciech Bronicki, partner w Kancelarii Podatkowej BBGTAX.  – W przypadku tradycyjnych wyrobów tytoniowych szara strefa spada. Inaczej jest jednak w przypadku e-papierosów, które tzw. mapą akcyzową nie są objęte.

Z raportu IPAG wynika, że specyfika zjawiska szarej strefy na rynku e-papierosów jest nieco inna niż w przypadku rynku papierosów, również jednak wynika z wysokiego udziału podatku (łącznie akcyzy i VAT) w finalnej cenie sprzedaży, w połączeniu ze stosunkowo prostym sposobem omijania istniejących uregulowań systemowych oraz rozdrobnieniem produkcji.

– Tutaj udział szarej strefy jest wyjątkowo wysoki, sięga według stowarzyszenia branżowego nawet około 90 proc. Pod koniec 2022 roku były podejmowane próby zahamowania tego zjawiska poprzez zmianę obłożenia podatkiem płynu do e-papierosów i wydawało się, że to będzie szło w dobrym kierunku, ale niestety nielegalny rynek znalazł sposoby obejścia, więc poprawa była praktycznie niedostrzegalna – ocenia Jacek Fundowicz.

Jak wynika z raportu IPAG, największym zagrożeniem dla utrzymania niskiego udziału szarej strefy w krajowym rynku papierosów jest obecnie planowana przez Komisję Europejską nowelizacja tzw. tytoniowej dyrektywy akcyzowej (2011/64/UE), która reguluje między innymi ogólne zasady opodatkowania wyrobów nikotynowych i minimalne poziomy stawek akcyzy. Ostateczny kształt propozycji, jakie mogą się znaleźć w nowelizacji, jeszcze nie jest znany, ale w 2022 roku do prasy europejskiej przedostały się informacje dotyczące między innymi możliwości dwukrotnego wzrostu minimalnego opodatkowania papierosów (z 90 euro za 1000 sztuk do 180). Za podwyżkami podatków lobbuje grupa państw, w których stawki podatków należą do najwyższych w Europie, takie jak Irlandia, Niemcy czy Francja. Nad Sekwaną, według ostatniego raportu KPMG, co trzeci papieros pochodzi z nielegalnego rynku, co jest niechlubnym europejskim rekordem.

Instytut IPAG szacuje, że wartość tzw. luki podatkowej związanej z szarą strefą na rynku nielegalnych papierosów wyniosła w ub.r. prawie 1,7 mld zł strat poniesionych przez budżet państwa. Dla 2023 roku szacunek wynosił 18,9 proc. (713 mld zł). Oznacza to spadek udziału szarej strefy w gospodarce, ale również przyrost wartości w cenach bieżących wynikający ze wzrostu PKB i stopy inflacji.

– Szara strefa to trudne zjawisko dla gospodarki. Ona uderza zarówno w budżet państwa, jak i w podmioty gospodarcze i jest to zjawisko niepożądane na rynku przez nikogo – podsumowuje Wojciech Bronicki.

Instytut wskazuje, że jednym z elementów, które wciąż wymagają poprawy i mogą się przyczynić do ograniczenia szarej strefy, jest w Polsce wysokość kar, które – w zestawieniu z wysokimi marżami nielegalnych producentów i dystrybutorów wyrobów tytoniowych – wciąż są postrzegane jako mało uciążliwe. Pomimo ich zaostrzenia od maja 2021 roku nadal stanowi to zachętę do podejmowania działalności w szarej strefie.

źródło: newseria