Medicalpress
Po pięciu latach funkcjonowania opłaty cukrowej oraz publikacji sprawozdania Narodowego Funduszu Zdrowia za 2025 rok Polskie Stowarzyszenie Diabetyków i Forum Ekspertów ds. Cukrzycy przedstawili wspólne stanowisko dotyczące sposobu wykorzystania środków pochodzących z tego mechanizmu. Choć eksperci pozytywnie oceniają rozwój opieki diabetologicznej, zwracają uwagę, że zdecydowana większość pieniędzy nadal przeznaczana jest na finansowanie świadczeń realizowanych od lat, natomiast działania profilaktyczne i edukacyjne pozostają marginalnym elementem całego systemu.
Z analizy sprawozdania NFZ wynika, że w 2025 roku refundacja leków przeciwcukrzycowych wyniosła 645,3 mln zł, czyli o 2,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie kolejny rok z rzędu spadły wydatki na refundację pasków do samokontroli glikemii – z 456,4 mln zł w 2023 roku do 409,6 mln zł w 2025 roku. Zdaniem autorów stanowiska warto przeanalizować, czy jest to efekt coraz szerszego wykorzystania nowoczesnych systemów monitorowania glikemii oraz czy uwolnione w ten sposób środki są inwestowane w dalszy rozwój nowoczesnej opieki diabetologicznej.

Pozytywnie oceniono natomiast systematyczny wzrost finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w diabetologii i chorobach metabolicznych. W ciągu dwóch lat wydatki w tym obszarze wzrosły z 282,6 mln zł do 356,4 mln zł, co – zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków i Forum Ekspertów ds. Cukrzycy – odpowiada rosnącym potrzebom pacjentów i jest kierunkiem, który warto kontynuować.

Autorzy stanowiska podkreślają jednak, że największym problemem pozostaje brak możliwości jednoznacznego wskazania, które działania zostały uruchomione lub rozszerzone właśnie dzięki środkom z opłaty cukrowej. Znaczna część wydatków wykazywanych w sprawozdaniu obejmuje bowiem świadczenia finansowane przez NFZ jeszcze przed wprowadzeniem tego rozwiązania, takie jak refundacja leków, pasków do pomiaru glukozy czy świadczeń diabetologicznych. W opinii organizacji pacjentów dodatkowe środki powinny przekładać się na widoczną wartość dodaną dla chorych oraz rozwój nowoczesnej opieki.

Eksperci zwracają również uwagę na konieczność dalszego zwiększania transparentności wydatkowania środków publicznych. Chociaż tegoroczne sprawozdanie NFZ jest bardziej szczegółowe niż wcześniejsze, nadal brakuje danych pozwalających ocenić nie tylko wysokość ponoszonych nakładów, ale również efekty zdrowotne osiągane dzięki ich wykorzystaniu.

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że nowoczesne systemy ochrony zdrowia coraz częściej oceniają skuteczność interwencji nie tylko przez pryzmat wydanych pieniędzy, ale przede wszystkim osiąganych rezultatów zdrowotnych. Jego zdaniem środki z opłaty cukrowej powinny być traktowane jako długofalowa inwestycja w zdrowie publiczne, obejmująca nie tylko leczenie, ale również profilaktykę, edukację zdrowotną i działania ograniczające rozwój otyłości oraz cukrzycy.

Jeszcze bardziej krytycznie wyniki sprawozdania ocenia prof. Leszek Czupryniak. Jak wskazuje, obecnie aż 95,6 proc. wpływów z opłaty cukrowej przeznaczanych jest na finansowanie rutynowych świadczeń związanych z leczeniem cukrzycy. Tymczasem pierwotnym celem tego mechanizmu było stworzenie dodatkowego impulsu do rozwoju profilaktyki, edukacji oraz nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia chorób metabolicznych. Zdaniem eksperta środki te powinny w znacznie większym stopniu wspierać działania zapobiegające otyłości i cukrzycy oraz poprawiać dostęp do innowacyjnych technologii medycznych.

W swoim stanowisku Polskie Stowarzyszenie Diabetyków oraz Forum Ekspertów ds. Cukrzycy proponują szereg działań systemowych. Wśród nich znalazły się dalszy rozwój dostępu do nowoczesnych terapii i technologii zgodnych z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, zwiększenie transparentności wydatkowania środków z opłaty cukrowej poprzez publikowanie porównywalnych danych rok do roku oraz wyraźne zwiększenie finansowania działań profilaktycznych i edukacyjnych.

Organizacje proponują również powołanie przy Ministerstwie Zdrowia zespołu ds. opłaty cukrowej, złożonego z przedstawicieli środowiska medycznego, ekonomistów i organizacji pacjentów. Jego zadaniem byłoby opracowanie zasad wydatkowania środków w sposób zapewniający ich maksymalną efektywność zdrowotną oraz większą przejrzystość całego procesu.

Zdaniem autorów stanowiska pacjenci mają prawo oczekiwać, że środki pochodzące z opłaty cukrowej będą nie tylko finansować bieżące funkcjonowanie systemu, ale również przyczyniać się do realnego rozwoju profilaktyki, nowoczesnej diabetologii oraz poprawy zdrowia publicznego.

Pełna treść stanowiska:

https://diabetyk.org.pl/stanowisko-polskiego-stowarzyszenia-diabetykow-i-forum-ekspertow-ds-cukrzycy-w-sprawie-wydatkowania-srodkow-z-oplaty-cukrowej-w-2025-roku/ 

źródło: PSD

Od 1 lipca 2026 r. obowiązują nowe przepisy upraszczające składanie dokumentów niezbędnych do uzyskania zasiłków z ubezpieczeń społecznych. Zmiany dotyczą przede wszystkim sposobu przekazywania wniosków i załączników oraz rozszerzają możliwość korzystania z dokumentów elektronicznych, które mają teraz taką samą moc prawną jak dokumenty papierowe. Celem nowelizacji jest ograniczenie formalności i przyspieszenie obsługi świadczeń przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Nowe regulacje wynikają z nowelizacji ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Nie zmieniają zasad przyznawania samych świadczeń ani kręgu osób uprawnionych do ich otrzymania. Zmienia się natomiast sposób składania dokumentów oraz ich obieg między ubezpieczonym, pracodawcą i ZUS.

Kto wypłaca zasiłek, ten decyduje o sposobie składania dokumentów

To, gdzie należy złożyć wniosek, nadal zależy od tego, kto jest płatnikiem zasiłku. Jeżeli pracodawca zgłasza do ubezpieczenia chorobowego więcej niż 20 osób, sam ustala prawo do zasiłku i wypłaca świadczenie swoim pracownikom. W takiej sytuacji ubezpieczony przekazuje dokumenty bezpośrednio pracodawcy. Jeżeli natomiast do ubezpieczenia chorobowego zgłoszonych jest maksymalnie 20 osób, płatnikiem zasiłku pozostaje ZUS. Wówczas dokumenty trafiają bezpośrednio do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wyjątkiem są zasiłki przysługujące po ustaniu ubezpieczenia, które również wypłaca ZUS.

Więcej możliwości składania wniosków

Najważniejszą zmianą jest rozszerzenie dopuszczalnych form przekazywania dokumentów. Jeżeli świadczenie wypłaca pracodawca, pracownik może złożyć wniosek:

Jeżeli zasiłek wypłaca ZUS, wniosek można przekazać:
Elektroniczne dokumenty z pełną mocą prawną

Jedną z najistotniejszych zmian jest zrównanie statusu dokumentów elektronicznych z papierowymi. Oznacza to, że dokumenty przekazane do ZUS elektronicznie są traktowane tak samo, jak własnoręcznie podpisane oryginały. Dotyczy to zarówno samych wniosków, jak i dokumentów przekazywanych przez płatników składek. Do wniosku można dołączyć oryginały dokumentów, kopie potwierdzone za zgodność z oryginałem lub elektroniczne kopie, np. skany.

Krótszy termin dla pracodawców

Przepisy przypominają również o obowiązku terminowego przekazywania dokumentacji do ZUS. Jeżeli świadczenie wypłaca Zakład Ubezpieczeń Społecznych, pracodawca powinien przekazać komplet dokumentów niezbędnych do ustalenia prawa do zasiłku w ciągu 7 dni od ich otrzymania od pracownika. Termin ten ma usprawnić rozpatrywanie spraw i skrócić czas oczekiwania na wypłatę świadczeń.

Mniej formalności, bez zmian w prawie do świadczeń

Nowelizacja ma przede wszystkim charakter organizacyjny. Ułatwia elektroniczny obieg dokumentów i eliminuje konieczność równoległego przesyłania części dokumentacji w wersji papierowej. Dla ubezpieczonych oznacza to mniej formalności, a dla pracodawców i ZUS – prostszy oraz szybszy proces obsługi wniosków.

Zmiany nie wpływają natomiast na zasady przyznawania zasiłków chorobowych, opiekuńczych, macierzyńskich czy świadczeń rehabilitacyjnych. Nadal decydujące znaczenie mają przepisy określające warunki nabycia prawa do świadczeń, natomiast od 1 lipca uproszczono wyłącznie sposób składania i przekazywania wymaganej dokumentacji.

Źródło: ZUS

Zakład Ubezpieczeń Społecznych coraz skuteczniej tropi nadużycia związane ze zwolnieniami lekarskimi. W pierwszym półroczu 2025 roku przeprowadzono 227 tys. kontroli, które pozwoliły odzyskać łącznie 150,5 mln zł. ZUS informuje, że wstrzymano wypłatę 14,8 tys. zasiłków o wartości ponad 22,2 mln zł, a dodatkowo obniżono świadczenia po ustaniu zatrudnienia o 128,3 mln zł. To oznacza, że do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wróciło o ponad 33 mln zł więcej niż rok wcześniej, mimo że liczba kontroli była niższa niż w analogicznym okresie 2024 roku.
 
„Zwolnienie lekarskie to nie czas na urlop, lecz okres przeznaczony na regenerację i powrót do zdrowia” – przypomina ZUS. Chory może wykonywać tylko codzienne czynności, takie jak zakupy, wizyta u lekarza czy wykupienie leków. Jeśli kontrola wykaże nieprawidłowości, instytucja ma prawo odebrać zasiłek chorobowy lub świadczenie rehabilitacyjne za cały okres wskazany w zwolnieniu.

W pierwszym półroczu 2025 roku lekarze orzecznicy ZUS przeprowadzili 157,9 tys. kontroli pod kątem zasadności wystawienia zwolnień. W 6,7 tys. przypadków konieczne było wydanie zaświadczeń korygujących, co pozwoliło zaoszczędzić 5,6 mln zł. Równolegle prowadzono 69,1 tys. kontroli wykorzystywania zwolnień, które wykazały 8,1 tys. nadużyć. W efekcie wstrzymano wypłaty świadczeń na kwotę 16,6 mln zł.

ZUS ujawnia konkretne przykłady. W trakcie zwolnień lekarskich część osób prowadziła działalność gospodarczą, wykonywała usługi fryzjerskie czy kosmetyczne, pracowała jako kierowcy, sprzedawała w internecie meble i ubrania, a nawet wyjeżdżała na wakacje za granicę. Wszyscy ci pacjenci utracili prawo do świadczeń.

„Zwolnienie lekarskie to czas leczenia i odpoczynku. Niewłaściwe wykorzystywanie chorobowego oznacza cofnięcie prawa do świadczeń i konieczność ich zwrotu” – ostrzega instytucja. Zapowiada także dalsze kontrole i konsekwentne ściganie osób, które chorobowe traktują jak dodatkowy urlop lub okazję do dorabiania.

Kontrole zwolnień lekarskich prowadzone przez ZUS pokazują, że nadużycia w tym obszarze są wciąż poważnym problemem systemowym. Z jednej strony odzyskane środki wspierają Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, z drugiej – historie osób wykorzystujących chorobowe jako okazję do pracy czy wyjazdów wakacyjnych podważają zaufanie do systemu. Warto pamiętać, że zwolnienie lekarskie to narzędzie służące ochronie zdrowia i powrotowi do sprawności, a jego niewłaściwe użycie szkodzi nie tylko budżetowi publicznemu, ale przede wszystkim pacjentom, którzy naprawdę potrzebują wsparcia.

Źródło: ZUS

Stworzenie kompleksowego systemu rejestrowania wszystkich świadczeń zdrowotnych, połączenie składki zdrowotnej z chorobową, podniesienie stawki składki zdrowotnej oraz działania na rzecz obniżenia presji kosztowej – to propozycje rozwiązań przedstawionych przez Federację Przedsiębiorców Polskich w środę 16 października 2024 r. podczas konferencji pt. „Plan ratunkowy dla ochrony zdrowia”. W ocenie FPP realizacja proponowanych postulatów ma przynieść 24 mld zł więcej na ochronę zdrowia od 2026 r.
Już w tym roku w systemie ochrony zdrowia brakuje według szacunków ok. 7-10 mld zł, zaś jak wynika z przedstawionego w czerwcu br. raportu ekspertów Federacji Przedsiębiorców Polskich, Instytutu Finansów Publicznych oraz Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego, skumulowana luka finansowa w latach 2025-2027 może wynieść nawet 159,5 mld zł. W przestrzeni publicznej pojawiają się pierwsze informacje o ograniczaniu dostępności świadczeń. W efekcie pacjenci dłużej czekają na diagnostykę i leczenie, co dla wielu z nich może mieć poważne konsekwencje.

Aby zapobiec pogłębieniu kryzysu systemu ochrony zdrowia, stanowiącego bardzo poważne zagrożenie dla rozwoju gospodarczego i społecznego Polski, Federacja Przedsiębiorców Polskich opracowała plan ratunkowy. Przyjął on kształt nowej umowy społecznej. Celem proponowanych rozwiązań jest zapewnienie większych środków na ochronę zdrowia i niezakłóconego dostępu do świadczeń dla pacjentów, przy jednoczesnym braku wprowadzania nowych podatków w celu realizacji zapisów „ustawy 7% PKB”.

System ochrony zdrowia jest integralnym elementem gospodarki, niezbędnym dla niezachwianego rozwoju kraju. Musimy zapewnić odpowiednią dostępność świadczeń, sprawną diagnostykę, leczenia oraz rehabilitację. Potrzebujemy do tego zwiększenia nakładów przy zachowaniu odpowiedzialności za efektywność ich wydatkowania – wskazuje Marek Kowalski, Przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Szczegółowe propozycje planu obejmują m.in. reformę zarządzania podażą świadczeń zdrowotnych. FPP proponuje stworzenie kompleksowego systemu w ramach Centrum E-Zdrowia, w którym rejestrowane byłby wszystkie świadczenia zdrowotne, świadczone zarówno publicznie jak i prywatnie. Takie rozwiązanie pozwoli na opracowanie realnej mapy potrzeb zdrowotnych, a w konsekwencji prowadzenie efektywniejszej polityki zdrowotnej państwa. Jednocześnie propozycja zakłada możliwość odliczenia przez pacjentów 10% wydatków na świadczenia zarejestrowane w systemie od podatku dochodowego.

Kolejna propozycja zakłada połączenie składki zdrowotnej ze składką chorobową oraz wprowadzenie jednolitego zarządzania funduszami chorobowym z FUS oraz zdrowotnym z NFZ. Zgodnie z założeniami, taki system spowoduje wytworzenie mechanizmów kontraktowania i zarządzania opieką zdrowotną w taki sposób, by efektywnie prowadzone leczenie przyczyniało się do ograniczenia wydatków ponoszonych na zasiłki chorobowe. Podobny system z powodzeniem funkcjonuje np. w Niemczech.

W odniesieniu do składki zdrowotnej FPP proponuje także podniesienie jej o 0,5 pkt. proc. Po jednoczesnym zintegrowaniu ubezpieczenia chorobowego ze zdrowotnym da połączoną składkę na poziomie 11,95%. Dla przedsiębiorców przewidziane byłoby natomiast utrzymanie połączonej składki na poziomie 9%, co dla osób obecnie opłacających dobrowolną składkę na ubezpieczenie chorobowe oznaczałoby korzyść w wysokości 2,45% podstawy wymiaru, a także finansowanie wszystkich absencji chorobowych od 15. dnia. W przypadku ubezpieczonych zarabiających płacę minimalną podwyżka składki wyniosłaby 20 zł miesięcznie, zaś w przypadku osiągających przeciętne wynagrodzenie – 37 zł miesięcznie. Zmiana objęłaby także osoby prowadzące działalność rolniczą. FPP proponuje ustalenie ich składki zdrowotnej na poziomie 5 zł na hektar przeliczeniowy zamiast obecnych 1 zł. Średnia składka rolników w tym scenariuszu wzrośnie łącznie o ok. 29 zł miesięcznie. Rolnicy prowadzący gospodarstwa do 6 ha pozostaliby całkowicie zwolnieni z obowiązku opłacania składki zdrowotnej.

Przyjęcie naszych propozycji może znacząco zwiększyć nakłady publiczne na ochronę zdrowia oraz zapewnić możliwie niezakłócone funkcjonowanie systemu w nadchodzących latach. Luka finansowa w systemie, bez podjęcia zdecydowanych działań, będzie się z każdym rokiem powiększać. Musimy temu przeciwdziałać. Z kolei dla przedsiębiorców niewątpliwą korzyścią byłoby przejęcie przez państwo finansowania wszystkich absencji chorobowych od 15. dnia, co wiązałoby się dla nich z oszczędnością rzędu 5,3 mld zł rocznie  – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji.

Oprócz zmian mających na celu zwiększenie środków finansowych dostępnych w systemie ochrony zdrowia, umowa społeczna zakłada również działania na rzecz obniżenia presji kosztowej. Zmiany miałyby dotyczyć m.in. ustawy o wynagrodzeniach. Postulaty FPP to m.in. wprowadzenie obowiązku retaryfikacji świadczeń ze skutkiem na początek każdego roku, zastąpienie średniego wynagrodzenia jako podstawy do obliczania minimalnych zarobków waloryzowaną stawką bazową, brak kompensacji wzrostu wynagrodzeń kontraktowych czy wprowadzenie rozwiązań umożliwiających zbieranie kompleksowych danych o nich przez AOTMiT.

Jak wynika z wyliczeń autorów planu, wprowadzenie postulowanych zmian ma przynieść ponad 24 mld zł więcej na ochronę zdrowia od 2026 r., a także zapewnić niezakłócony dostęp do świadczeń dla pacjentów. Propozycje pozwalają także realizację celów „ustawy 7% PKB” bez konieczności wprowadzania nowych podatków. Inne spodziewane efekty proponowanej umowy społecznej to zmniejszenie liczby dni absencji chorobowej pracowników w skali roku o 24,6 mln, 1750 mniej rent rocznie przyznawanych z tytułu niezdolności do pracy, a także 16 mld zł dodatkowego PKB wytworzonego dzięki wzrostowi produktywności. Umowa społeczna miałaby zostać zawarta na okres 5 lat z założeniem weryfikacji przyjętych założeń w 2030 r.
 
źródło: FPP
Najnowszy raport pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?” pokazuje, że blisko 40% rodaków wolałoby z daleka omijać gabinety dentystyczne głównie z powodu zbyt wysokich kosztów leczenia i wizyt. Prawie 39% mówi o strachu przed biały fartuchem i samym lekarzem. Lęk przed bólem odstrasza niemal 30% Polaków. Negatywne doświadczenia zniechęcają ponad 22% społeczeństwa. Do tego długie kolejki do specjalistów demotywują przeszło 20% pacjentów. Wygląd i odgłos używanych narzędzi wskazuje ponad 20%. Na niekompetencję i brak zaufania do lekarzy lub całego personelu wskazuje razem zaledwie 14% społeczeństwa. Zatem widać, że ogólnie pieniądze bardziej doskwierają pacjentom niż fizyczny ból.
Koszty straszą najbardziej 
Obecnie zbyt wysokie koszty usług najbardziej zniechęcają Polaków do leczenia stomatologicznego oraz samych wizyt. Dotyczy to blisko 40% rodaków w wieku 18-80 lat. Tak wynika z raportu pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej. Ankietowani mogli wskazać kilka powodów niechęci do korzystania z usług dentystycznych.
– Koszty utrzymania praktyk stomatologicznych drastycznie wzrosły na przestrzeni ostatnich trzech lat. Tak samo ma się sytuacja ze wszelkimi usługami, nie tylko medycznymi. Niemniej jeżeli pacjent dba o jamę ustną, to wyleczony ząb nie potrzebuje ingerencji przez lata. Dla porównania, z obsługi fryzjera czy kosmetyczki Polacy korzystają średnio raz w miesiącu, a to też nie jest przecież tanie. Otwarcie, utrzymanie i rozwój gabinetu stomatologicznego bardzo drogo kosztuje. Na cenę wyleczonego zęba ma wpływ masa składowych czynników. Pacjenci nie mają tej świadomości. Dostrzegają jedynie ostatnie 30 min. pracy przy leczeniu – komentuje Paweł Barucha, wiceprezes ds. stomatologii w Naczelnej Izbie Lekarskiej (NIL).

Jak podkreśla współautor raportu dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical, od wielu lat polityka państwa mocno kuleje w kwestii stomatologii, zmuszając niejako pacjentów do prywatnego leczenia. – Z usług realizowanych w ramach NFZ z reguły korzystają tylko ci, którzy są w naprawdę trudnej sytuacji finansowej. Dlatego nie dziwi mnie, że Polacy wskazują czynnik finansowy na pierwszym miejscu. Obawiam się również, że ten stan szybko się nie zmieni, bo ceny nie będą spadać, a leczenie na Fundusz niestety dalej pozostanie słabej jakości – przewiduje ekspert.

Biały fartuch, ból i złe wspomnienia
Strach przed białym fartuchem i lekarzem zniechęca do korzystania z usług stomatologicznych blisko 39% dorosłych Polaków. – Jako wieloletni praktyk widzę, że faktycznie pacjenci często obawiają się kontaktu ze stomatologiem. Wynika to przede wszystkim z tego, że leczenie zębów wiąże się z pewnego rodzaju dyskomfortem. I chociaż rolą lekarzy jest zapobieganie niekorzystnemu rozwojowi sytuacji, to pacjenci i tak boją się kontaktu z nimi. W dużej części obawy te są zupełnie niepotrzebne, ale często strach przed wizytą bywa mocniejszy od racjonalnego podejścia do sprawy – stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski.

Bólu związanego z leczeniem obawia się prawie 30% ankietowanych. I ta kwestia zamyka TOP3 niechęci do korzystania z usług stomatologicznych. – W naszych czasach jest to bardziej wymówka niż prawdziwa przyczyna unikania stomatologów. Współcześnie lęk przed dentystą na szczęście występuje coraz rzadziej. Aktualne metody znieczulania pozwalają skutecznie zredukować ból podczas leczenia. Dbałość o zęby kojarzy się obecnie z białym uśmiechem, co nie jest do końca prawdą. Zdrowa jama ustna ma ogromny wpływ na cały organizm człowieka. Dlatego też tak istotna jest stała kontrola – przekonuje Paweł Barucha.

Negatywne doświadczenia wyniesione z poprzednich wizyt bądź ze wcześniejszego leczenia odstraszają ponad 22% dorosłych pacjentów. – Według moich obserwacji, faktycznie część pacjentów je ma. Może to wynikać z kontaktu z personelem medycznym lub z samym lekarzem, ale także w związku z prowadzeniem mało przyjemnego procesu leczenia. Natomiast w dużej większości ww. doświadczenia są efektem tego, że pacjenci pewnych rzeczy nie rozumieją i nie stosują się do wydawanych zaleceń. Oczywiście sami lekarze często też nie tłumaczą wszystkiego w sposób jasny i klarowny, z czego później wynikają różnego rodzaju problemy. Zdarza się również, że oni sami popełniają błędy – uważa współautor raportu.

Kolejki do gabinetu strachów
TOP5 niechęci do usług stomatologicznych zamyka długie oczekiwanie w kolejce do specjalisty. Odstrasza ono ponad 20% społeczeństwa. – Kolejki będą rosły, jeżeli nie będzie więcej lekarzy dentystów posiadających specjalizację. Od lat samorząd lekarski domaga się większej liczby miejsc specjalizacyjnych dla lekarzy dentystów. Niestety nie zależy to od nas. Potrzebujemy nowych specjalistów w każdej dziedzinie tak, aby cykl szkolenia nie został przerwany – zauważa ekspert z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Do tego należy wskazać, że ponad 11% dorosłych Polaków odstrasza specyficzny zapach gabinetu. Przeszło 10% pełnoletnich rodaków wskazuje na odgłos urządzeń, np. dźwięk pracującego wiertła. Nieco więcej niż 9% respondentów zniechęca do leczenia wygląd specjalistycznych narzędzi. – Z mojego doświadczenia wynika, że u pacjentów często uruchamia się spirala strachu, np. po włączeniu wiertła. Z reguły wówczas mocno się usztywniają i utrudniają prowadzenie dalszych czynności medycznych. Ale jak widać po badaniu, są rzeczy, których Polacy bardziej się obawiają, niż wyglądu specjalistycznych narzędzi bądź pochodzących z nich odgłosów – zwraca uwagę ekspert z Implant Medical.

Na samym końcu rankingu jest silne oświetlenie gabinetu, które źle znosi blisko 5% badanych. Prawie 6% ankietowanych odstrasza niekompetencja lekarzy lub brak zaufania do nich. A przeszło 8% to samo twierdzi na temat całego personelu. – To wyraźnie pokazuje, że pacjenci mają duże zaufanie do lekarzy i personelu stomatologicznego. To oczywiście cieszy, ale m.in. jest to pokłosie tego, że ww. osoby często odbywają różnego rodzaju dodatkowe szkolenia i cały czas intensywnie podnoszą swoje kwalifikacje medyczne. Szczególnie mówimy tutaj o prywatnej stomatologii. Do tego mają one dobre podejście do pacjentów, które – jak widać – jest doceniane przez Polaków – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: MondayNews
– Z roku na rok pacjentów onkologicznych będzie coraz więcej, a zasoby systemu już są mocno ograniczone – mówi dr Michał Seweryn z Krakowskiej Akademii im. A. Frycza Modrzewskiego. – Dramatycznie brakuje nam lekarzy onkologów i personelu pielęgniarskiego. Jeśli chcemy, by pacjenci mieli zapewnione leczenie, musimy zacząć inwestować w alternatywne formy podania leków, jak to się robi w innych krajach. Terapie podskórne to nie tylko poprawa jakości życia chorych, ale też oszczędności wynikające z redukcji zaangażowania personelu medycznego, obłożenia szpitali i zużycia materiałów niezbędnych do podań dożylnych. Poza tym to jedno z rozwiązań, które pozwoli sprostać zwiększającej się liczbie zachorowań na nowotwory.
Sytuacja się nie poprawi i chorych na raka będzie coraz więcej – ocenia dr Michał Seweryn, specjalista epidemiologii i zdrowia publicznego, prezes EconMed, wykładowca na Wydziale Lekarskim i Nauk o Zdrowiu Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

Na dowód przytacza statystyki: wzrost o 9,2 proc. chorobowości w latach 2017-2021 czy o 57 proc. więcej wydanych kart DILO w latach 2019-2024. Choć te ostatnie nie muszą oznaczać nowych rozpoznań, to wciąż są alarmujące. Niekorzystne dla Polski są też prognozy Europejskiego Systemu Informacji Nowotworowych (ECIS). Te najnowsze wskazują, że w 2040 r. liczba nowych przypadków chorób nowotworowych osiągnie poziom 240 tysięcy (w 2023 r. było to około 200 tys. nowych rozpoznań).

Jeśli do tego przytoczymy bardzo złe wskaźniki śmierci z powodu nowotworów, to powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że jako społeczeństwo powinniśmy robić więcej w zakresie edukacji, profilaktyki i wsparcia, jeżeli chodzi o dostępne metody i formy leczenia onkologicznego – dodaje ekspert.

Czas odwrócić piramidę świadczeń
Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że onkologia wymaga gruntownych zmian systemowych, których oczekują zarówno pacjenci jak i personel medyczny. Według szacunków ekspertów z Narodowego Centrum Onkologii już teraz w Polsce jest około pół tysiąca wolnych wakatów. Niestety brakuje też chętnych, by tę lukę wypełnić. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że w I etapie kwalifikacji na specjalizację jesienią 2023 r. na 200 dostępnych rezydentur z onkologii klinicznej było tylko 39 chętnych.

Onkolodzy idą na emeryturę, umierają, a przecież ktoś tych chorych będzie musiał leczyć. Nie spodziewajmy się, że te zasoby nagle wzrosną o 200 czy 300 proc., dlatego pilnie musimy zacząć tymi zasobami rozsądnie gospodarować, żeby pacjenci mogli korzystać z najbardziej elastycznych form opieki – zauważa dr Seweryn, który w przeszłości m.in. odpowiadał w NFZ za gospodarkę lekami oraz pełnił funkcję Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, i dodaje. – W ostatnich latach w Polsce w kontekście leczenia onkologicznego zmieniło się dużo, co niewątpliwie zasługuje na ogromną pochwałę. Dzięki nowoczesnym terapiom pacjenci żyją dłużej i dłużej są leczeni przez co ich liczba ogólna się zwiększa każdego roku. Niestety w ślad za inwestycjami w programy lekowe, nie poszły zmiany systemowe, jak choćby obecnie zapowiadane przez Ministerstwo Zdrowia odwrócenie piramidy świadczeń i zwiększenie roli opieki w warunkach ambulatoryjnych.

Według danych Centrum e-Zdrowia liczba wizyt w ramach AOS mimo znacznego, nawet 60-procentowego wzrostu ogółu pacjentów korzystających z programów lekowych, pozostaje od wielu lat na niezmiennym poziomie i stanowi od 38 do 40 proc. wszystkich porad onkologicznych. Reszta, czyli większość, wciąż odbywa się w szpitalach.

Nigdy nie będzie tak, że liczba szpitali i ośrodków onkologicznych będzie rosła w tym samym tempie, co liczba pacjentów. Sprawia to, że nie tylko wydłużają się kolejki, ale też odległość, jaką muszą pokonać pacjenci, by dostać się do onkologa. Obecnie jest to średnio 37,7 km. Dlatego też powinniśmy myśleć o uelastycznieniu systemu, co umożliwiają nam nowe formy podania leków (formy podskórne i tabletki) – postuluje dr Seweryn.

Elastyczny system to oszczędność
Z podobnymi wyzwaniami co Polska, obecnie mierzy się wiele krajów europejskich. Dobrym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie postawiono m.in. na formy podskórne podania leków, które dotychczas były dostępne tylko w formie dożylnej. Pozwoliło to skrócić nie tylko czas podania leku, ale i pobytu pacjenta w szpitalu, na czym skorzystali zarówno chorzy, którzy krócej przebywali na oddziale, jak i personel. Co istotne, wprowadzenie leków podskórnych w latach 2021 – 2023 przyniosły oszczędność dla budżetu w wysokości ok. 7 mld funtów.  Podobne wnioski wypływają także z badań przeprowadzonych w Polsce. Mimo to formy podskórne wciąż stanowią mniejszość – obecnie refundowane są zaledwie trzy substancje czynne, z których korzysta tylko 8 proc. chorych na raka.

Zastosowanie w leczeniu pacjenta leku podawanego podskórnie oznacza, że uwalniamy zasoby personelu. Z naszych obserwacji wynika, że w czasie potrzebnym na podanie jednemu pacjentowi leku dożylnie, można przyjąć dwóch chorych, którzy otrzymają lek podskórnie. Bez uszczerbku na zdrowiu, bezpieczeństwie terapii, a przede wszystkim skuteczności – wylicza dr Seweryn. Leki podawane w formie podskórnej i doustnej umożliwiają zastąpienie leczenia stacjonarnego ambulatoryjnym lub terapią w warunkach domowych. – To ogromna ulga dla systemu – dodaje.

Alternatywne formy podania leku to też ułatwienie dla pacjentów. Podanie takiego preparatu jest szybsze i nie powoduje stresu, jaki często towarzyszy wlewom dożylnym. To także więcej czasu dla siebie, rodziny. Choroby nowotworowe mocno dotykają osoby, które są aktywne zawodowo. Jak informuje ZUS, w latach 2019-2023 łączna liczba absencji chorobowych z powodu nowotworów wyniosła prawie 8,7 mln dni, w tym tylko w 2023 r. wydano ponad pół miliona takich zaświadczeń. Jest to wzrost utraty produktywności o 32 proc. 
Są to także konkretne koszty, które ponosimy jako społeczeństwo. W 2023 r. straty dla gospodarki przekroczyły 4,6 mld zł – podlicza ekspert.  

Czy stać nas na elastyczny model opieki nad pacjentami onkologicznymi?
Formy podskórne i leki w tabletkach, które dziś zastosowanie mają w onkologii i hematoonkologii, ale też innych obszarach terapeutycznych są naturalnym wynikiem postępu w medycynie. Zdaniem ekspertów klinicznych i systemowych nie stać nas by elastycznego modelu opieki nad pacjentami onkologicznymi nie wprowadzać. Tym bardziej, że Ministerstwo Zdrowia dysponuje całą gamą różnych narzędzi, RSS, czynników korygujących itp, które pozwalają na wprowadzanie nowych terapii w bardziej przyjaznych dla pacjenta formach podania przy jednoczesnym zabezpieczeniu budżetu płatnika.

Jak pokazuje przykład brytyjski wprowadzanie elastycznego modelu opieki nad pacjentami onkologicznymi po prostu się opłaca zwłaszcza jeśli koszt terapii jednego pacjenta lekiem podskórnym nie odbiega od kosztu terapii podawanej dożylnie.

źródło: mat. pras.

6 sierpnia 2024 r. dbyło się spotkanie Zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP) z Minister Zdrowia Izabelą Leszczyną, wiceministrem Jerzym Szafranowiczem, Prezesem Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji Danielem Rutkowskim oraz wiceprezesem Narodowego Funduszu Zdrowia Jakubem Szulcem.

Podczas spotkania poruszono tematy:
– podwyżek minimalnego wynagrodzenia w ochronie zdrowia,
– płatności za nadwykonania w świadczeniach limitowanych i nielimitowanych,
– zbyt niskiej wyceny świadczeń,
– zmian systemowych w szpitalnictwie.
 
Prezes OZPSP Waldemar Malinowski podkreślił, że w obecnej sytuacji większość środków, którymi dysponują szpitale są przeznaczane na podwyżki dla personelu. Zaznaczył również, że obecna wycena świadczeń jest na zbyt niskim poziomie. Trudno jest mówić w takie sytuacji o poprawie funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia.
 
Ponadto zwrócił uwagę, że brak płatności za nadwykonania w świadczeniach limitowanych i nielimitowanych burzy płynność finansową szpitali i zagraża ich dalszemu funkcjonowaniu.
 
W kwestii zmian systemowych w szpitalnictwie Prezes Waldemar Malinowski zaoferował pełną chęć współpracy. W najbliższych tygodniach planowane są pierwsze spotkania w terenie z przedstawicielami samorządów i dyrektorów szpitali ze stroną rządową. Zarząd OZPSP przekazał również Pani Minister zestawienie spraw, które dotyczą kwestii deregulacyjnych, zmniejszających wymogi ustaw, rozporządzeń MZ oraz zarządzeń NFZ.
 
źródło: OZPSP
zdjęcie: MZ (twitter)
Z danych przekazanych przez NFZ wynika, że w I kw. br. liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne była o 2,5% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. W ciągu dwunastu miesięcy tego typu spadki nastąpiły w każdym OW NFZ. Do tego widać, że sytuacja pogarsza się z roku na rok, co pokazuje analiza statystyk za lata 2019-2023. Nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z prawdziwym dramatem, a będzie jeszcze gorzej. Do tego młodzi lekarze nie garną się do współpracy z Funduszem. W konsekwencji trzeba więc nastawić się m.in. na coraz dłuższe kolejki do gabinetów i pogarszającą się sytuację pacjentów. Jak podkreślają eksperci, nie można oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem. Tutaj są potrzebne szybkie i systemowe rozwiązania, inaczej sytuacja dalej będzie się pogarszać.
Gabinetów ubywa
Według danych udostępnionych przez NFZ, w I kw. br. było 5239 świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ich liczba wyniosła 5372. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki Implant Medical, matematycznie spadek liczby gabinetów współpracujących z Funduszem jest oczywiście niewielki. Ale to zjawisko stale postępuje i raczej trudno będzie je powtrzymać. Ekspert podkreśla, że rdr. ubyło ponad 130 świadczeniodawców, a to już pokazuje, że sprawa robi się poważna. Pacjenci z pewnością odczują brak tylu miejsc.

– 2,5% to niby niewiele, natomiast problem jest zupełnie inny. Ten spadek rdr. wynika z rosnących cen, a niestety NFZ w ostatnim czasie wzrost wartości punktów i kontraktów w zakresie protetyki stomatologicznej jest praktycznie niewielki. To sprawia, że zmniejsza się liczba świadczeń wykonywanych w ramach umowy z Funduszem. W konsekwencji pacjenci czekają w dłuższych kolejkach – komentuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej, prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego.

Zdaniem dr. n. med. Piotra Przybylskiego, już widać wydłużający się czas oczekiwania na wizytę. Według eksperta, niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia wciąż pozostaje niewystarczający. Do tego usługi oferowane w ramach kontraktu są oparte w większości o przestarzałe technologie. Co więcej, obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom zapewniać lepsze rozwiązania stomatologiczne za dopłatą. Jest to pewnego rodzaju kuriozum.

– Niestety, stomatologia publiczna powolutku przestaje istnieć. Finansowanie, które w tej chwili jest przekazywane z NFZ, to jest nieco ponad 2% ogólnego budżetu. To absolutnie nie wystarcza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że z roku na rok jest większa kwota pieniędzy na stomatologię, ale trzeba na to patrzeć szerzej. Wszystko jest coraz droższe – media, kredyty, leasingi, pracownicy. NFZ zwiększa fundusze, ale one nawet nie pokrywają strat związanych z inflacją. Przekazywane środki nie tylko nie pozwalają na rozwój, ale też coraz częściej nie starczają na zwykłe przetrwanie. I to jest olbrzymi problem – stwierdza Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wieloletni problem
W I kw. br. w każdym OW NFZ rok do roku spadła liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. W zależności od Oddziału, spadki wyniosły od 1 do 30. Największe dotyczą Wielkopolskiego OW NFZ – o 5,8% (z 513 w I kw. ub.r. na 483 w I kw. br.), Dolnośląskiego OW NFZ – o 4,9% (z 426 na 405), a także Zachodniopomorskiego – o 4,1% (z 267 na 256). Z kolei analizując dane za lata 2019-2023, widać, że rokrocznie było mniej ww. świadczeniodawców. W 2023 r. ich liczba wyniosła 5459. To o 7% mniej niż w 2022 roku (wówczas – 5868), o 13,1% mniej niż w 2021 roku (6280), o 18,8% mniej niż w 2020 roku (6722), jak również o 22,2% mniej niż w 2019 roku (7018).

–  Dane, które pokazują spadek liczby świadczeniodawców w ostatnich latach, nie są niepokojące. To już jest dramat, ponieważ lekarze nie udzielają świadczeń na NFZ dla pacjentów, którym one się należą. Problemu nie rozwiąże dentobus, który przyjedzie do szkoły. Tam można zbadać dzieci, ale to przecież nie jest leczenie. W województwie świętokrzyskim są gminy, w których nie ma dentystów. Niestety, Fundusz nie traktuje tego jako swojej porażki – mówi Paweł Barucha.

Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, w danych za lata 2019-2023 widać fatalny obraz polskiej stomatologii. Spadki są duże i widoczne, ewidentnie w naszym systemie brakuje środków na leczenie na NFZ. W opinii eksperta, jeżeli nie zostanie podniesiona wystarczająco wartość kontraktów z Funduszem, to dalej będziemy się staczać w tym temacie. Z jego obserwacji wynika, że młodzi lekarze nie garną się do podpisywania takich umów. Z reguły na współpracę decydują się specjaliści przed emeryturą. Wprawdzie mniej zarabiają, ale mają stały i pewny dochód. Jednak ta grupa stopniowo się zmniejsza. Za jakiś czas może się okazać, że nie ma kto pracować dla Funduszu.

– Nasze społeczeństwo ubożeje. Nie możemy oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem globalny. Mniejsza dostępność do świadczeń gwarantowanych najprawdopodobniej najbardziej dotknie osoby z mniejszych miejscowości, gdzie z założenia lekarzy dentystów jest mniej. Może się okazać, że na danym obszarze niewielu lekarzy zechce podjąć się pracy w ramach umowy z NFZ – analizuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

Fatalne perspektywy
Jak podkreśla Paweł Barucha, obecnie ok. 30% dentystów pracuje na Fundusz. Dla części lekarzy, szczególnie młodego pokolenia, podpisywanie takich umów nie jest atrakcyjne. Ekspert przekonuje, że NFZ nie płaci jak za usługę wykonywaną przez fachowca, ale oczekuje świadczeń na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi kwestia sprawozdawczości. Chcąc poprawnie się rozliczyć, trzeba mieć zatrudniony sztab ludzi, w tym informatyków.

– Co prawda, jak podaje NFZ, liczba udzielonych świadczeń nie zmalała, ale do systemu trafia ciągle zbyt mało pieniędzy i to jest niezaprzeczalny fakt. Na pewno brakuje nam niektórych świadczeń, które powinny być gwarantowane, np. z zakresu protez stałych czy implantologii. One nie pojawią się w tym koszyku ze względu na bardzo wysokie koszty realizacji – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej.

Do tego Paweł Barucha jest przekonany, że w najbliższym czasie liczba świadczeniodawców zajmujących się leczeniem stomatologicznym będzie się jeszcze zmniejszać. Do wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej docierają sygnały o kolejnych planowanych odejściach stomatologów, którzy przez wiele lat współpracowali z Funduszem. Jak przekonuje ekspert, to nie są jednostkowe przypadki. To tendencja, którą trzeba zatrzymać za wszelką cenę.

– Zaniedbania są wieloletnie. W celu poprawy sytuacji należałoby „dosypać” do sytemu sporo pieniędzy i dysponować dobrym pomysłem na naprawę. O ile są różne koncepcje, to środków wciąż brakuje. Nie widać też woli politycznej, żeby coś się w tym zakresie zmieniło. Oczywiście straci na tym całe społeczeństwo – podsumowuje ekspert z Implant Medical.
 
 
źródło: Monday News

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Według danych NFZ, w I kw. br. wykonano świadczenia stomatologiczne za prawie 801 mln zł. To wzrost o 38,5% rdr. Do tego widać, że w ww. okresie w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na wyższą kwotę niż rok wcześniej. Największy przyrost odnotował Mazowiecki OW NFZ, tj. o ok. 46 mln zł. Natomiast w projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się suma 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej niż w planie na 2023 rok i jednocześnie o 2,1% więcej, niż wyniosło ubiegłoroczne wykonanie.
Było ono o 2,5% mniejsze wobec założonego planu. Patrząc z kolei na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że ww. wzrost jest iluzoryczny. W ich ocenie, wynika on m.in. z tego, że właściwie usługi zostały lepiej rok do roku wycenione.

Jak wynika z danych przekazanych przez NFZ, dotyczących leczenia stomatologicznego, w I kw. br. wykonano świadczenia za prawie 801 mln zł. To o 38,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to blisko 578 mln zł. Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, informuje, że ta kwota wynika nie z większej ilości świadczeń, a wręcz z mniejszej liczby znacznie lepiej płatnych zabiegów.

– W 2023 roku wprowadzono pakiety w stomatologii, co było poważną zmianą. Panował chaos ze względu na brak dodatkowego finansowania i przygotowania informatycznego. Według wyliczeń Ministerstwa Zdrowia, zmiany miały kosztować 400 mln zł. W trakcie dostosowywania do nowych warunków pozwolono na decydowanie przez regionalne oddziały NFZ o liczbie punktów na jeden etat. W niektórych oddziałach podniesiono ich liczbę, żeby pokryć zwiększoną wycenę, a inne jednostki zostały na niezmienionym poziomie. To właśnie spowodowało spadek ilości świadczeń – wyjaśnia ekspert z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Natomiast dr n med. Piotr Przybylski z kliniki stomatologicznej Implant Medical stwierdza, że ww. wzrost jest z dużą pewnością efektem tego, że usługi zostały lepiej rok do roku wycenione. – Nie zapominajmy też o inflacji. Według wskaźników GUS-owskich, w całym 2023 roku ceny usług stomatologicznych wzrosły rok do roku o 14,4%. W kolejnych miesiącach może już nie być takich wzrostów, bo dynamika podwyżek spada. I to nie jest tylko czynnik krajowy, ale tendencja widoczna w całej Unii Europejskiej – zaznacza ekspert.

Z kolei wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej uzupełnia, że w ub.r. wzrosła liczba tzw. nadwykonań. – Oznacza to, że pacjenci byli przyjmowani z nadzieją, że NFZ zapłaci. Pamiętać też należy o stale zmniejszającej się liczbie gabinetów udzielających świadczeń w ramach NFZ. W końcówce 2023 roku przekazano na nadwykonania w stomatologii ok. 140 mln zł. Już wtedy stało się jasne, że bez znacznego wzrostu nakładów nie ma możliwości zabezpieczenia opieki stomatologicznej w ramach NFZ – przypomina Paweł Barucha.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widać, że w I kw. br. w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na większą kwotę niż rok wcześniej. W przypadku Mazowieckiego OW NFZ mamy wzrost o ok. 46 mln zł (I kw. 2023 r. – 78,4 mln zł, I kw. 2024 r. – 124,4 mln zł), a Śląskiego OW NFZ – o 34,7 mln zł (odpowiednio – 55,9 mln zł i 90,6 mln zł).

– Dla mnie te dane nie są zaskoczeniem. Trzeba na to popatrzeć w taki sposób, że oba wyżej wskazane województwa należą do ścisłej czołówki tych, które mają największą liczbę ludności. Do tego są to regiony, gdzie widać największą rotację ludności – szczególnie wśród przyjezdnych osób. Stąd też naturalnym jest fakt, że właśnie na tego typu obszarach są zwiększone wydatki. I raczej poza tym nie doszukiwałbym się tutaj innych kwestii. A jeżeli już takie by się znalazły, to raczej byłyby one marginalne w tym kontekście – zauważa dr n med. Piotr Przybylski.

W projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się kwota 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej, niż planowano na 2023 rok, kiedy było to 3,470 mld zł. I jednocześnie to o 2,1% więcej, niż wyniosło wykonanie w całym 2023 roku – 3,385 mld zł.

– Spadek środków na stomatologię w 2024 roku spowoduje znaczne zmniejszenie możliwości leczenia pacjentów w ramach NFZ. We wspomnianym rozporządzeniu wprowadzono nowe procedury bez pokrycia w środkach. Dosłownie wskazano 0 zł jako skutki finansowe. Stomatologia nie jest postrzegana jako niezbędna do utrzymania zdrowego społeczeństwa, chociaż już dawno udowodniono znamienny wpływ zdrowej jamy ustnej na cały organizm. Niestety, ale cofamy się. Zarzucono programy profilaktyczne i edukacyjne dla dzieci, co bardzo źle wróży na przyszłość – alarmuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zdaniem eksperta z Implant Medical, powszechne ignorowanie znaczenia zdrowia jamy ustnej może skutkować rozwojem poważnych chorób w społeczeństwie, w tym nawet nowotworowych, a co więcej,  wykraczających poza szczękę. – Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w gospodarce i szeroko pojętej ekonomii, należy wręcz mocno zwiększać wydatki na stomatologię. Sam wzrost środków wydanych na wykonane świadczenia jest marginalny i oczywiście niczego nie zmienia – podkreśla dr n med. Przybylski.

Do tego Paweł Barucha ostrzega, że zmniejszenie środków na stomatologię spowoduje spadek dostępności lekarzy dentystów dla pacjentów. – Od wielu lat obracamy się w granicach 2% ogólnego budżetu NFZ. Potrzebujemy 3,5-4%, by stomatologia publiczna przetrwała. Rozwój i najlepsze technologie wymagają większych pieniędzy. Od wielu lat nie zmieniła się wycena stomatologii ogólnej, dziecięcej czy ortodoncji. W kwietniu br. ukazał się projekt nowego rozporządzenia zmieniającego niektóre świadczenia, ale bez dodatkowych pieniędzy to czyni te zmiany bezprzedmiotowymi – przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że wykonanie w 2023 roku było o 2,5% mniejsze niż wyniósł plan na 2023 rok. Patrząc na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Dla porównania, to więcej niż wykonanie w 2023 roku w Lubuskim OW NFZ (59,7 mln zł) czy Opolskim OW NFZ (61,2 mln zł).

– W przestrzeni publicznej mówi się, że NFZ wciąż przeznacza na leczenie stomatologiczne za mało środków. I ta dość powszechna opinia jest niestety prawdziwa. Fundusz stara się z nią walczyć, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Tylko my stomatolodzy mamy wrażenie, że od dawna  nic się nie zmienia. Ciągle wszystkiego jest za mało. Mówiąc wprost, stomatologia na NFZ od wielu lat leży na łopatkach. Rządzący muszą sobie w końcu zdać sprawę z tego, że to jazda w jedną stronę, która finalnie źle się skończy dla społeczeństwa. Potrzeba oczywiście więcej pieniędzy, ale też kompleksowego oraz długoletniego planu szerokiego działania, zaspokającego społeczne oczekiwania. I tu nie chodzi o luksusy, ale o zdrowe podejście do tematu – podsumowuje dr n med. Piotr Przybylski.

źródło: Monday News
Z analizy planu finansowego NFZ na 2024 r. wynika, że niespełna 90 zł przypadnie na leczenie stomatologiczne statystycznego obywatela i to już po uwzględnieniu waloryzacji przekraczającej 20% rdr. Jednak Fundusz zaznacza, że bierze pod uwagę różne zmienne, a nie tylko liczbę Polaków. I przekonuje, że gdyby podzielić kwotę wydaną w ub.r. na świadczenia dla pacjentów, to średnia przekroczyłaby 400 zł. Natomiast z zestawienia poszczególnych województw wynika, że w przyszłym roku Fundusz przeznaczy na jednego mieszkańca od prawie 62 zł w woj. opolskim do 107 zł w podlaskim.
Z kolei eksperci uważają, że nawet ta najwyższa kwota wciąż jest za niska i mocno nieadekwatna do bieżącej sytuacji. Ponadto zwracają uwagę na coraz wyższe koszty usług stomatologicznych, co jeszcze bardziej pomniejsza wartość ww. środków.

W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje, że plan finansowy NFZ na 2024 rok zakłada 88 zł na leczenie stomatologiczne na statystycznego Polaka – już po waloryzacji rdr. na poziomie 23%. Jak podkreśla Beata Kopczyńska, rzeczniczka prasowa NFZ, plan finansowy nie jest i nie może być konstruowany w oparciu tylko o to, jaka jest liczba Polek i Polaków. Uwzględniane są w nim istotne zmienne, m.in. demografia, epidemiologia, zasoby i czynniki ryzyka. Kopczyńska zaznacza również, że w 2022 roku udzielono świadczeń stomatologicznych ponad 5,6 mln osobom przy ogólnych kosztach przeszło 2,3 mld zł. Gdyby podzielić tę kwotę wydaną na jednego pacjenta, przekroczyłaby średnio 400 zł na osobę. Jest to więc ponad 4-krotnie więcej, niżby wynikało to ze statystyki.

– Argument dotyczący tego, że plan finansowy uwzględnia zmienne, takie jak demografia, epidemiologia, zasoby i czynniki ryzyka, nie zmienia tego, że kwota podana przez NFZ jest po prostu zdecydowanie zbyt niska i przekracza ona chociażby koszt przeglądu dentystycznego, na który pacjenci powinni zdecydować się co najmniej 2 razy w roku. Czy tak się dzieje? Nie. I jest to efektem polityki przerzucania kosztów leczenia na pacjenta. Natomiast te niecałe 90 zł to mniej niż wypełnienie w zębie, nawet gdy mówimy o tym najtańszym – komentuje dr Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Jak przekonuje dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL, przyjęcie kwoty 88 zł na statystycznego Polaka jest oczywiście dużym uproszczeniem i faktycznie nie pokazuje pełnego obrazu sprawy. Z kolei podawane przez NFZ 400 zł na faktycznego pacjenta to i tak kropla w morzu potrzeb. Według ekspertki, rodacy muszą posiłkować się leczeniem prywatnym, ale nie wszystkich na to stać. Z kolei lekarzom mającym kontrakt z NFZ zwyczajnie nie opłaci się pracować. Lecząc zęby pacjentom, muszą używać najtańszych materiałów. Często też narzekają na skomplikowany system rozliczenia.

– Blisko połowa polskich seniorów ma znaczne braki w uzębieniu. Osoby te potrzebują protez. Tymczasem ich wycena – nawet mimo ostatniej podwyżki – jest niedoszacowana przez NFZ. W gabinetach sam koszt wspomnianej protezy to ok. 1000-1100 zł,  ze względu na inflację i rosnące koszty materiałów. Natomiast NFZ taki zabieg wycenia tylko na 700-800 zł – dodaje dr Paluszek.

Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zebrali kwoty przeznaczone przez Fundusz na leczenie stomatologiczne w konkretnych OW NFZ. Następnie zestawili je z liczbą ludności w poszczególnych województwach, bazując na danych GUS-u z 31 grudnia 2022 roku. Na podstawie tego wyliczono średnie kwoty przypadające na jednego mieszkańca województwa. Największe widzimy w woj. podlaskim – 107 zł, lubelskim – 104,9 zł, mazowieckim – 96,9 zł, małopolskim – 96,4 zł oraz łódzkim – 94. Natomiast na końcu zestawienia mamy woj. opolskie – 61,9 zł, lubuskie – 63,7 zł i dolnośląskie – 70,7 zł.

– Zakładając, że wszyscy Polacy potrzebowaliby pomocy stomatologicznej, to wyliczone wartości pokazują przede wszystkim duży rozstrzał potrzeb funduszowych pacjentów. Jednak, aby to prawidłowo ocenić, oprócz demografii, powinniśmy mieć inne – dużo szersze dane, które pokazywałby cały obraz sytuacji. Ufam jednocześnie, że NFZ rozdziela te środki w miarę swoich możliwości w sposób transparentny i zasadny. A dodatkowo opiera się na precyzyjnych danych, których my oczywiście nie posiadamy – dodaje ekspertka.

Z kolei dr Piotr Przybylski z kliniki IMPLANT MEDICAL wyjaśnia, co oznaczają wyższe średnie kwoty. Dla pacjentów to potencjalnie lepszy dostęp do usług stomatologicznych i większa liczba wykonanych procedur stomatologicznych. Dla stomatologów pracujących w tych regionach może to stanowić zachętę do świadczenia usług na rzecz osób ubezpieczonych przez NFZ. Natomiast niższe średnie kwoty mogą sugerować ograniczone środki przeznaczone na leczenie stomatologiczne oraz mniejszą dostępność do usług. W przypadku stomatologów, prawdopodobnie wpływa to na wynagrodzenie i dostępność do zasobów oraz świadczenia usług. Zdaniem eksperta, analiza tych danych może pomóc w identyfikacji nierówności w dostępie do opieki stomatologicznej w różnych regionach, a tym samym posłużyć jako podstawa do ewentualnych działań na rzecz poprawy równowagi i jakości opieki w całym kraju.

– Siła nabywcza pieniądza jest inna w dużych miastach i w regionach o większej gęstości zaludnienia. Sam podział na województwa może być nieco mylący, zwłaszcza w przypadku woj. mazowieckiego, w którym jest bogatsza Warszawa i biedniejsza część powiatowa. Natomiast niedoszacowanie świadczeń w stomatologii to powód wycofywania się kolejnych gabinetów z kontraktów z NFZ. Ze sprawozdań z działalności Funduszu wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba świadczeniodawców stomatologicznych zmniejszyła się o blisko ¼ – analizuje wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Ponadto w ocenie dr Ireny Przybylskiej, waloryzacja środków na publiczne leczenie stomatologiczne wciąż jest poważnie oderwana od rzeczywistości. Do tego wszystko dookoła nas mocno drożeje. A kwoty przeznaczone na świadczenia stomatologiczne i tak co do zasady są dość skromne, nawet pomimo tego, że NFZ je waloryzuje. Dlatego wielu lekarzy nie chce pracować dla Funduszu, bo musieliby wykonywać swoją pracę często na niskim poziomie. Głównie chodzi o materiały używane do leczenia. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

– Nie ma wątpliwości, że kwota planu finansowego NFZ jest zbyt niska, zarówno dla lekarzy dentystów, jak i pacjentów odwiedzających gabinety stomatologiczne. Nie wychowujemy społeczeństwa uważnego, świadomego swojego zdrowia i profilaktyki. By tak się działo, plan Funduszu powinien zakładać znacznie wyższą kwotę, której bliżej do kilkuset złotych niż kilkudziesięciu. Zamiast tego otrzymujemy informację, że Polacy przyzwyczaili się już, by leczyć zęby prywatnie, co rzekomo zwalnia resort z odpowiedzialności za nich. Tak powiedział np. minister zdrowia Adam Niedzielski – stwierdza dr Paluszek.

Natomiast jak podkreśla dr Piotr Przybylski, jeśli wydatki NFZ nie nadążają za wzrostem kosztów usług stomatologicznych, to może prowadzić do ograniczenia dostępności lub jakości świadczeń. Ekspert zaznacza, że zabezpieczenie większej kwoty na leczenie stomatologiczne niekoniecznie zagwarantuje, że można będzie wykonać więcej usług. To bowiem zależy też od innych czynników, m.in. dostępności stomatologów. Natomiast oczywistą prawdą jest to, że średnia kwota na pacjenta jest zdecydowanie za niska i nie wystarcza na bardziej zaawansowane procedury stomatologiczne.

– Brakuje spójnej polityki zdrowotnej dla pacjentów, zarówno w przypadku osób starszych, jak i młodzieży. Statystycznie ok. 98% Polaków w wieku 35-44 lat ma próchnicę. Impulsem do odwiedzenia gabinetu dentystycznego staje się dopiero ból. Tymczasem celem polityki Ministerstwa powinno być wychowanie zdrowego społeczeństwa z dobrymi nawykami, także jeśli chodzi o profilaktykę zdrowotną. Nie osiągniemy tego, tnąc fundusze na leczenie – podsumowuje wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. 

źródło: Monday News
NFZ zamierza w przyszłym roku wydać na finansowanie świadczeń stomatologicznych o ponad 23% więcej w porównaniu z planem finansowym na br. Jak podkreślają eksperci, to dobrze, ale – w ich ocenie – pacjenci właściwie nie odczują żadnej różnicy. Ostatnio gabinety dentystyczne zmagały się z drastycznymi podwyżkami, często przekraczającymi nawet 40% rdr. Od kwietnia 2023 roku NFZ płaci więcej za część świadczeń, a koszt wprowadzenia wyższych wycen to 410 mln zł rocznie. W ub.r. najczęściej rozliczanym świadczeniem z zakresu stomatologii było płukanie kieszonki dziąsłowej i aplikacji leku. Do tego z danych Funduszu wynika, że ostatnio liczba współpracujących z nim gabinetów dentystycznych była mniejsza niż w 2022 r. Eksperci uważają, że ta sytuacja raczej się nie poprawi.
Pieniędzy będzie więcej, ale wciąż za mało
Projekt planu NFZ na 2024 rok zakłada 3,33 mld zł na finansowanie świadczeń stomatologicznych. To o ponad 23% więcej w porównaniu z planem finansowym NFZ na 2023 rok. Do niego została wpisana kwota 2,69 mld zł. Jak informuje Beata Kopczyńska, rzecznik prasowy NFZ, w ub.r. koszty Funduszu związane z realizacją świadczeń opieki zdrowotnej w ramach leczenia stomatologicznego wyniosły 2,31 mld zł. Były więc wyższe od kosztów poniesionych z tego tytułu w 2021 roku o 437 mln zł, tj. o ponad 23%.
– Każdy wzrost w tym przypadku jest pozytywny, tym bardziej że zwyżka o 23% to więcej niż wskaźnik inflacji. Ale to nie oznacza, że dla stomatologii publicznej przyszły lepsze czasy. Uważam, że pacjenci żadnej różnicy nie zauważą, bo ww. podwyżka w pierwszej kolejności zostanie skonsumowana przez same gabinety. One w ostatnich miesiącach doznawały drastycznych skoków wydatków, często przekraczających nawet 40% rdr. Mówię tu o większych sumach pieniędzy przeznaczanych na materiały specjalistyczne, energię, czynsze itd. Gabinety, które utrzymują się wyłącznie z kontraktów z Funduszem, z pewnością poważnie odczuły wzrost tych kosztów – komentuje dr Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z kliniki IMPLANT MEDICAL.

Z kolei Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodniczący Rady ds. rozwoju stomatologii przy Ministerstwie Zdrowia, odwołuje się do historycznych danych. Stomatologia publiczna była najlepiej finansowana w latach 2008-2009. Wówczas otrzymywała 4% wszystkich środków NFZ. W następnych latach wyglądało to tylko gorzej. W 2022 roku było to ok.1,8%. W tym może osiągnie 2,1%, co nadal nie jest wystarczające. Według eksperta, patrząc kwotowo rok do roku, można ulec mylnemu wrażeniu, że jest dobrze. Jednak trzeba pamiętać o corocznym wzroście kosztów utrzymania praktyk stomatologicznych. Dramatycznie uwydatniło się to w ostatnich dwóch latach.
– Publiczna stomatologia od dawna jest niedofinansowana. Uważam, że biorąc pod uwagę bieżące okoliczności, wydatki na nią powinny być co najmniej na poziomie 5-8% wszystkich środków NFZ. Inaczej dalej będzie stać w miejscu, a Polacy będą zmuszeni głównie leczyć swoje zęby w prywatnych gabinetach. Ale chyba nie o to chodzi, bo na rynku mamy coraz większe zapotrzebowanie na państwowe leczenie – dodaje dr Przybylski.

Jest progres, ale wciąż mało widoczny
Od kwietnia 2023 roku NFZ płaci więcej za wypełnienia, część świadczeń chirurgicznych oraz świadczeń dotyczących chorób przyzębia (periodontologia). Beata Kopczyńska zaznacza, że łączny koszt wprowadzenia wyższych wycen to ponad 410 mln zł rocznie.

– Wprowadzenie tzw. pakietów w chirurgii i periodontologii jest wynikiem nowej wyceny tych usług. Znacznie poprawiło to opłacalność wykonywania zabiegów w tych dziedzinach. W kolejce czeka jeszcze protetyka, stomatologia dziecięca, zachowawcza i ortodoncja. Brak prawidłowej wyceny przez AOTMiT spowoduje mniejszą dostępność dla pacjentów. Ostatnio, po prawie dziesięciu miesiącach, zmieniono wycenę protetyki. Niestety niewiele się zmieniło. W protetykę wchodzi tylko 7 procedur, czyli finalnie niezbyt wiele. Ponadto miało to być zakończone do końca 2022 roku – zaznacza wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Rzecznik NFZ wskazuje na oczekiwania środowiska lekarsko-dentystycznego. Zgodnie z nimi, w kolejnych miesiącach br. jest planowane podjęcie prac nad przygotowaniem modyfikacji wyceny świadczeń stomatologii zachowawczej i stomatologii dziecięcej. Rozpoczęte również zostały prace pod kierownictwem konsultanta w dziedzinie ortodoncji, mające na celu zmianę finansowania świadczeń w tej dziedzinie. Jak przekonuje Beata Kopczyńska, działania te powinny przyczynić się do wzrostu atrakcyjności zawierania z Funduszem umów w zakresie leczenia stomatologicznego i zwiększenia zainteresowania świadczeniodawców realizacją tych umów.
– To dobra wiadomość, że prowadzone są tego typu prace. Ale można odnieść wrażenie, że one toczą się zbyt wolno i niewiele z nich wynika. Ogólnie brakuje konkretów. Słabo też przekłada się to na praktykę. Natomiast pozytywnie odbieram zapowiedź dotyczącą stomatologii dziecięcej, bo tam jest naprawdę sporo do zrobienia. Jednak nie widzę, aby podejmowane w ostatnim czasie działania mogły się przyczynić do wzrostu atrakcyjności zawierania umów z NFZ w zakresie leczenia stomatologicznego lub zwiększenia zainteresowania świadczeniodawców realizacją tych umów. Wyceny, które Fundusz proponuje lekarzom, z reguły są mocno oderwane od rzeczywistości. I dopóki to się nie zmieni, dopóty będziemy stali w miejscu – stwierdza ekspert z kliniki IMPLANT MEDICAL.

Znikające gabinety i narastający problem
Jak wynika z danych NFZ-u, w 2022 roku najczęściej rozliczanym świadczeniem z zakresu stomatologii było płukanie kieszonki dziąsłowej i aplikacji leku – 13,7 mln. Dalej w zestawieniu widać leczenie próchnicy powierzchniowej każdego zęba – 10,6 mln, a także lakierowanie zębów 1/4 łuku zębowego – 10 mln. W ocenie dr. Przybylskiego, to świadczenia, które raczej nie należą do zbyt skomplikowanych zabiegów. Ponadto są dość powszechne, nie tylko na NFZ. Z kolei inni eksperci w tej kwestii podnoszą aspekt finansowy.
– Za leczenie musi być zapłata uwzględniająca koszty oraz zysk. Lekarze wykonują pracę, a nie są wyłącznie hobbystami. Jeżeli procedury będą prawidłowo wycenione, to wszystkie będą wykonywane, a nie tylko te najprostsze – analizuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Liczba gabinetów dentystycznych współpracujących z NFZ w okresie od stycznia do maja br. wyniosła ponad 8 tys. Była mniejsza niż w roku ubiegłym, o czym informuje Beata Kopczyńska. Ale jednocześnie dodaje, że liczba świadczeń nie jest mniejsza, podobnie jak rozliczone przez Fundusz ich koszty. Jak podkreśla Paweł Barucha, liczba gabinetów wykonujących usługi w ramach NFZ stale maleje. Związane jest to z brakiem opłacalności, a jednocześnie ze skomplikowanym systemem rozliczeń z Funduszem.

– Jeżeli sytuacja się nie poprawi, to z roku na rok gabinetów współpracujących z NFZ wciąż będzie ubywać i nic tego trendu nie zatrzyma. Dla Polaków to oczywiście fatalna wiadomość, bo może spaść jakość usług. Na pewno wydłużą się kolejki do lekarzy, bo zwyczajnie będzie ich na rynku mniej. Ponadto, niedofinasowane gabinety przestaną się rozwijać pod względem technologicznym. Do tego można dodać, że chętnych pacjentów na takie leczenie przybywa ze względu na rosnące koszty codziennego życia i zubożenie społeczeństwa. Z koleiprywatne leczenie drożeje i Polacy mają problem z udźwignięciem tego – podsumowuje dr Piotr Przybylski.

 
źródło: Monday News

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) rekomenduje opcję połączenia ubezpieczenia zdrowotnego z ubezpieczeniem chorobowym w jedno ubezpieczenie ryzyka choroby – które zapewniłoby dostępność, fachowość i skuteczność niezbędnych świadczeń. Kontrole prowadzone w ZUS dotyczą tylko prawidłowości orzekania, a nie możliwości podjęcia leczenia i rehabilitacji – co mogłoby się przyczynić do szybszego powrotu osoby chorej na rynek pracy. Doprowadza to do sytuacji, w której zasiłek chorobowy staje się świadczeniem „zastępczym” – mogącym prowadzić do opóźnienia leczenia i rehabilitacji. Takie działania zamiast przywracać pacjentów na rynek pracy generują ogromne ilości zwolnień lekarskich – a w ślad za tym koszty zarówno po stronie pracodawców, jak i budżetu państwa. W roku 2022 wyniosły one 25,5 mld zł. Sytuację tę pogłębia decyzja o zdalnym udzielaniu zwolnień lekarskich – doprowadzając ostatecznie do pomięcia procesu leczenia i rehabilitacji. Dlatego FPP przeprowadziła debatę w tej kwestii i apeluje, by znaleźć rozwiązanie tego problemu.

Obecne oddzielenie kosztów diagnostyki leczenia i rehabilitacji od kosztów świadczeń pieniężnych z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej chorobą może powodować tendencje do poszukiwania „oszczędności” w procesach diagnostyczno-leczniczo-rehabilitacyjnych. Prowadzi to do opóźnienia wdrożenia właściwego leczenia i rehabilitacji, co z kolei w niektórych przypadkach skutkować może niepełnosprawnością a nawet niesamodzielnością pacjenta. W efekcie może to generować znacznie większe koszty społeczne. Świadczenia te jednak wypłacane są przez różne instytucje zabezpieczenia społecznego i dlatego wymykają się spod pełnej kontroli. Natomiast środki na te świadczenia pochodzą zarówno ze składek na ubezpieczenia społeczne, ja i z budżetu państwa – czyli podatków płaconych przez Polaków.
Bezsporny jest fakt, że to właśnie od prawidłowości leczenia i rehabilitacji w wielu przypadkach zależy długość okresu czasowej niezdolności do pracy, a nawet powstanie niepełnosprawności i w skrajnych przypadkach niezdolności do samodzielnej egzystencji. Niestety jednak w zakresie diagnostyki, leczenia i rehabilitacji lekarz jest ograniczony w wydatkach przez NFZ i musi dokonywać wyborów ograniczających często skuteczność jego działania. Natomiast w zakresie orzekania o czasowej niezdolności do pracy ma dużą niezależność. Standaryzacja usług medycznych i ich kontrola w jednym systemie pozwoliłyby na znaczne zmniejszenie wypłat z tytułu czasowej niezdolności do pracy, a zatem więcej środków pozostałoby na diagnostykę, leczenie i rehabilitację. Ważne są prewencja i szczepienia, a jak pojawią się problemy zdrowotne to wczesna i trafna diagnostyka – w razie potrzeby natomiast szybka rehabilitacja – apelowała prof. Anna Wilmowska-Pietruszyńska, ekspert Centrum Analiz i Polityki Ekonomicznej (CALPE) ds. rehabilitacji.
Koszty absencji chorobowych po stronie pracodawców to 10,9 mld zł w skali roku. To jednak wierzchołek góry lodowej – uwzględniając koszty utraconej produktywności i wartości dodanej w gospodarce, sięgają one łącznie ok. 100 mld zł rocznie. Problemem jest zmiana struktury absencji chorobowych. O ile w 2021 r. zwolnienia krótkie (do 5 dni) stanowiły 36,1% ogółu zwolnień, w 2022 r. ich udział wzrósł do 40,6%. Krótkie absencje chorobowe są finansowane przez pracodawcę, a nie fundusz chorobowy. Dlatego połączenie ubezpieczenia chorobowego i zdrowotnego w jedno ubezpieczenie ryzyka choroby niesie ze sobą szansę istotnej poprawy efektywności funkcjonowania systemu i lepszego wykorzystania jego zasobów” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
Wśród osób aktywnych ekonomicznie są określone rodzaje chorób, które niosą za sobą długookresowe zwolnienia. Powinniśmy wiedzieć, ile kosztuje ich leczenie. Mówimy tu o kosztach choroby, bo świadczenie zdrowotne ma wartość finansową. Podstawową kwestią jest zarządzanie zdrowiem. Zarzadzanie chorobą musi być optymalne i efektywne. ZUS dzięki systemowi elektronicznemu ma dostęp do statystyk i widzi to od strony świadczeń pieniężnych wskazała prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS.

Problemem jest to, że pacjenci nie stosują się do zaleceń lekarzy. Jak choroba nie boli to pacjenci nie podejmują leczenia. Zależy nam na monitorowaniu leczenia, tego czy nasze leczenie jest skuteczne
 – zaznaczył Maciej Miłkowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia.
Rozwiązanie proponowane przez FPP zapewniłoby:
Takie jednolite ubezpieczenie zapewniałoby także wypłatę świadczeń pieniężnych z tytułu:
Obecnie stawka składki zdrowotnej wynosi 9% podstawy wymiaru, zaś składka zdrowotna 2,45%, co łącznie daje 11,45%.

źródło: FPP

Wysoka inflacja w Polsce powoduje szybszy wzrost PKB. Nie idzie on jednak w parze z analogicznym zwiększeniem wydatków na ochronę zdrowia. W efekcie, mimo wzrostu planowanych nominalnych środków na zdrowie, ich wartość w relacji do PKB jest niższa niż wynikało to ze wcześniejszych prognoz. Biorąc pod uwagę stan realizacji ustawy o wzroście nakładów na zdrowie do 7 proc. PKB, luka w finansowaniu opieki zdrowotnej zwiększa się i wynosi już ponad 100 mld zł.

W ramach najnowszej edycji Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia, prezentujemy skutki najnowszych zmian w planie finansowym NFZ, w tym również tych dopiero projektowanych, w kontekście nowych prognoz makroekonomicznych przedstawionych przez rząd wraz z Wieloletnim Planem Finansowym Państwa na lata 2023-2026. Pokazujemy również stopień realizacji planu finansowego NFZ za poprzedni i bieżący rok. Nie mogło też zabraknąć odniesienia do najbardziej aktualnej kwestii, czyli zapowiedzi skutków rozszerzenia programu bezpłatnych leków o osoby od 65. i do 18. roku życia – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
NFZ planuje większe wpływy i większe wydatki, mimo to nakłady jako proc. PKB maleją

Najnowszy Monitor Finansowania Ochrony Zdrowia uwzględnia najbardziej aktualne dane o przewidywanych wydatkach NFZ, w tym oparte o niezatwierdzone jeszcze zmiany jego planu finansowego, które zostaną zaopiniowane przez Sejmową Komisję Zdrowia w środę 24 maja. Mimo że projektowane zmiany zakładają zwiększenie wpływów ze składki o 4,1 mld zł oraz zwiększenie wydatków Funduszu na świadczenia ogółem o blisko 4,8 mld zł, w porównaniu z poprzednią edycją Monitora, przewidywane nakłady publiczne na zdrowie obniżyły się z 5,11 proc. do 5,07 proc. PKB z tego samego roku. Wskaźnik ten ma się daleko do deklarowanego 6 proc. PKB, nie mówiąc już o ambitniejszym wskaźniku 7 proc. – który jest średnią wydatków w Unii Europejskiej.
Po uwzględnieniu planowanych zmian, wzrost wydatków sektora publicznego na ochronę zdrowia w porównaniu z 2022 r. wyniesie 19,4 mld zł – analizuje Łukasz Kozłowski. – To nie wystarczy jednak do zrównoważenia efektów szybszego wzrostu PKB, niż wynikało to z wcześniejszych przewidywań. Obecnie zakładane jest osiągnięcie poziomu 3.448 mld zł, podczas gdy w projekcie tegorocznego budżetu zapisano 3.318 mld zł. Należy przy tym zaznaczyć, że szybszy wzrost nominalnego PKB nie wynika z szybszego rozwoju naszej gospodarki, tylko szybszego podnoszenia się poziomu cen.
6,5 mld zł środków na świadczenia w 2022 r. nie zostało wydanych
Utrzymuje się tendencja planowania wydatków NFZ na świadczenia na istotnie wyższym poziomie niż faktycznie są później wykonywane – uważa Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Ze wstępnych danych wynika, że nie wykorzystano prawie 6,5 mld zł przewidzianych środków, z tego 2,7 mld zł na leczenie szpitalne. Po ostatecznym rozliczeniu umów, ta różnica może się zmniejszyć, ale w dalszym ciągu zapewne będzie wynosić kilka miliardów złotych. Odłożone środki pozwolą zasilić szybko kurczący się fundusz zapasowy w NFZ, ale jednocześnie oznacza to, że mniej środków ostatecznie trafiło na leczenie pacjentów.
Projektowane zmiany w planie finansowym NFZ przewidują zwiększenie prognozowanych wpływów ze składki zdrowotnej o 4,1 mld zł. W bieżącym roku warunki dla realizacji planowanych przychodów będą jednak trudniejsze niż w poprzednich okresach, ze względu na hamującą dynamikę zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, utrzymującą się ujemną realną dynamikę płac, a także wygaśnięcie efektów związanych ze zmianą zasad ustalania składki zdrowotnej z działalności gospodarczej w ramach Polskiego Ładu. W kwietniu br. dynamika wpływów ze składki przekazywanej z ZUS do NFZ wyhamowała do14 proc. r/r, wobec 19,2 proc. w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Bez zmian w modelu finansowanie bezpłatnych leków odbędzie się kosztem ograniczania innych świadczeń

Zgodnie z obowiązującymi od 1 stycznia 2023 r. przepisami wprowadzonymi przez nowelizację ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, koszt realizacji programu bezpłatnych leków (1,5 mld według Ministerstwa Zdrowia) jest w pełni ponoszony przez NFZ, który nie otrzymuje już dotacji z budżetu państwa na sfinansowanie wydatków z tego tytułu.

Oznacza to, że w ramach istniejącego obecnie systemu finansowania publicznej ochrony zdrowia, każde rozszerzenie programu bezpłatnych leków w sposób automatyczny przekłada się na zmniejszenie środków dostępnych na realizację pozostałych celów – nie przyrasta bowiem suma alokowanych wydatków, lecz musi jedynie zmienić się ich struktura poprzez redystrybucję między poszczególnymi kategoriami.

Aby zapobiec negatywnemu wpływowi zmian w programie bezpłatnych leków na dostępność innych świadczeń, niezbędne jest cofnięcie rozwiązań wprowadzonych od 1 stycznia br. i przywrócenie finansowania programu poprzez dotację z budżetu państwa.

Ukazało się nowe, VI wydanie kwartalnika MONITOR FINANSOWANIA OCHRONY ZDROWIA. To trwający od początku 2022 r. projekt Federacji Przedsiębiorców Polskich, którego celem jest dostarczanie wiarygodnych, rzetelnych i aktualnych danych o finansowaniu systemu ochrony zdrowia w Polsce oraz o wielkości i strukturze środków publicznych przeznaczanych na ochronę zdrowia. Realizuje go Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).
 
Strona internetowa kampanii Monitor Finansowania Ochrony Zdrowia:
http://calpe.pl/monitor/

 
źródło: Federacja Przedsiębiorców Polskich