Medicalpress
Polacy deklarują, że boją się nowotworów i znają podstawowe czynniki ryzyka, jednak rzadko przekładają tę wiedzę na konkretne działania profilaktyczne. Z badania CMKP wynika również, że co piąty respondent wierzy w ochronne działanie suplementów diety przeciw nowotworom.
Polacy wiedzą, że nowotwory należą do najpoważniejszych zagrożeń zdrowotnych i potrafią wskazać podstawowe czynniki ryzyka zachorowania, jednak w praktyce rzadko korzystają z działań profilaktycznych i badań przesiewowych. Dodatkowo znaczna część społeczeństwa pozostaje podatna na pseudomedyczne przekazy dotyczące zapobiegania nowotworom – wynika z raportu „Wiedza, postawy i zachowania Polaków w zakresie profilaktyki onkologicznej”, przygotowanego przez badaczy Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego w styczniu 2026 r. na reprezentatywnej grupie 1087 dorosłych mieszkańców Polski. Jego autorzy analizowali poziom wiedzy dotyczącej nowotworów, znajomość czynników ryzyka i objawów alarmowych oraz zachowania związane z profilaktyką onkologiczną.

Badanie wykazało, że tylko 12,7 proc. Polaków ocenia swoją wiedzę o chorobach nowotworowych jako wysoką lub bardzo wysoką. Ponad jedna trzecia badanych uznała natomiast, że posiada niski lub bardzo niski poziom wiedzy na ten temat.

– Nasze badanie ujawnia niepokojący paradoks: Polacy boją się nowotworów, ale nie podejmują działań, które mogłyby ich uchronić. Co piąty respondent wierzy, że suplementy diety chronią przed rakiem, a co szósty – że skuteczne są tzw. „detoksy” – wskazała dr hab. Justyna Grudziąż-Sękowska z Zakładu Epidemiologii i Zdrowia Populacyjnego CMKP. Dodała, że zjawisko to jest efektem narastającej dezinformacji zdrowotnej obecnej zwłaszcza w mediach społecznościowych.

Z raportu wynika także, iż najlepiej rozpoznawanym czynnikiem ryzyka nowotworów pozostaje palenie tytoniu, które wskazało blisko 65 proc. respondentów. Ponad 60 proc. badanych wymieniało także predyspozycje genetyczne i nadmierną ekspozycję na promieniowanie UV. Znacznie mniej osób zdaje sobie sprawę ze znaczenia otyłości, niskiej aktywności fizycznej czy zakażeń niektórymi drobnoustrojami. Nadwagę lub otyłość jako czynnik zwiększający ryzyko nowotworów wskazało jedynie 41,9 proc. badanych.

– W debacie publicznej o nowotworach dominuje temat palenia tytoniu – i słusznie, bo rozpoznaje go blisko 65 proc. badanych. Tymczasem otyłość, która zwiększa ryzyko co najmniej kilkunastu typów nowotworów, jest wskazywana tylko przez 42 proc. respondentów. To poważna luka, którą programy profilaktyczne muszą wypełnić – podkreślił dr Kuba Sękowski z Zakładu Prawa, Historii i Komunikacji Medycznej CMKP.

Podobne wnioski płyną z analizy odpowiedzi dotyczących profilaktyki. Ponad 57 proc. respondentów wskazało regularne badania przesiewowe jako skuteczną metodę ograniczania ryzyka nowotworów. Taki sam odsetek uznał, że kluczowe znaczenie ma zaprzestanie palenia papierosów. Jednocześnie tylko niespełna 40 proc. ankietowanych wskazało utrzymywanie prawidłowej masy ciała jako element profilaktyki onkologicznej.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że świadomość znaczenia badań profilaktycznych nie przekłada się na rzeczywiste uczestnictwo w programach przesiewowych. Według danych NFZ zgłaszalność do mammografii wynosi około 33 proc., do cytologii około 14 proc., a do badań przesiewowych w kierunku raka jelita grubego około 17–20 proc. uprawnionych osób.

– Wyniki naszego badania potwierdzają diagnozę, którą znamy już z danych NFZ: Polacy wiedzą, że badania przesiewowe są ważne, ale biorą w nich udział zbyt rzadko. Luka między deklarowaną wiedzą a rzeczywistym zachowaniem to największe wyzwanie dla projektowania programów profilaktycznych finansowanych ze środków publicznych – powiedział Sękowski. Jak zaznaczył, sama edukacja nie wystarczy, potrzebne jest również usuwanie barier organizacyjnych i tworzenie dodatkowych zachęt do udziału w badaniach.

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków raportu jest skala podatności na niezweryfikowane naukowo informacje dotyczące profilaktyki nowotworowej. Regularne przyjmowanie suplementów diety jako metodę ochrony przed nowotworami wskazało 20,8 proc. respondentów, a 16,2 proc. wierzy w skuteczność tzw. detoksów, specjalnych soków lub herbat.

Badanie pokazało również wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami. Kobiety częściej kontrolują stan zdrowia, mierzą ciśnienie tętnicze, monitorują masę ciała i obserwują zmiany skórne. Wśród mężczyzn szczególnie niski jest odsetek osób wykonujących samobadanie jąder – regularnie robi to jedynie 29,9 proc. badanych.

– Dane jednoznacznie wskazują, że profilaktyka onkologiczna ma w Polsce twarz kobiety. Tymczasem prawie 70 proc. mężczyzn nie wykonuje regularnego samobadania jąder, mimo że rak jądra jest jednym z najczęstszych nowotworów u młodych mężczyzn – wskazała dr hab. Grudziąż-Sękowska. Dodała, że konieczne jest tworzenie odrębnych strategii komunikacji zdrowotnej kierowanych do mężczyzn.

Z raportu wynika ponadto, że regularną samokontrolę objawów mogących sugerować rozwój nowotworu deklaruje jedynie 21,5 proc. respondentów. Tylko co czwarty badany regularnie kontroluje masę ciała i obwód talii, a 17 proc. nie prowadzi żadnych działań profilaktycznych w warunkach domowych.

– Najważniejszym wnioskiem z badania jest wyraźny rozdźwięk pomiędzy wiedzą a działaniem. Ponad połowa Polaków dostrzega znaczenie badań przesiewowych i wczesnego wykrywania nowotworów, jednak regularną samokontrolę objawów mogących sugerować chorobę nowotworową deklaruje jedynie 21,5 proc. badanych – zauważył prof. Mateusz Jankowski z Zakładu Epidemiologii i Zdrowia Populacyjnego CMKP. Jak dodał, największym wyzwaniem staje się obecnie nie samo zwiększanie świadomości zdrowotnej, ale przekładanie wiedzy na trwałe nawyki i codzienne zachowania.

Autorzy raportu podkreślili, że wobec ponad 180 tys. nowych zachorowań na nowotwory rocznie edukacja zdrowotna powinna stać się jednym z kluczowych elementów polityki zdrowotnej państwa. Ich zdaniem potrzebne są długofalowe działania edukacyjne, walka z dezinformacją oraz skuteczniejsze zachęcanie Polaków do udziału w badaniach przesiewowych i regularnej kontroli stanu zdrowia. (PAP)

Źródło: nauka w Polsce

Depresja, lęk, przewlekły stres – dla wielu studentów nie są już epizodem, lecz codziennością. Gdy dostęp do psychiatry czy psychologa okazuje się trudny, drogi albo obciążony stygmatyzacją, młodzi ludzie coraz częściej szukają pomocy na własną rękę. Sięgają po ruch, medytację, suplementy, zioła, a czasem także po substancje psychoaktywne.
Jak wygląda skala tego zjawiska i gdzie przebiega granica między bezpieczną samopomocą a ryzykownym samoleczeniem? Odpowiedzi przynosi badanie przeprowadzone wśród studentów wrocławskich uczelni przez zespół Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Samopomoc stała się normą

W badaniu wzięło udział 493 studentów, z których aż 96% deklarowało stosowanie co najmniej jednej metody samodzielnego radzenia sobie z problemami psychicznymi. Najczęściej wybieranymi działaniami o wysokim profilu bezpieczeństwa były aktywność fizyczna (81%), medytacja (60%) oraz joga (39%).

– To pokazuje, że studenci nie są bierni. Szukają sposobów, by sobie pomóc, i często wybierają metody, które mają sens zdrowotny – komentuje lek. Jakub Sobieraj z Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitalu Klinicznego we Wrocławiu, współautor badania prowadzonego w ramach SKN Psychiatrii pod opieką dr hab. Patryka Piotrowskiego, prof. UMW.

Ruch, sen, mindfulness – te elementy są dobrze udokumentowane jako wspierające zdrowie psychiczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy samopomoc przestaje być uzupełnieniem, a staje się jedyną formą „leczenia”.

Zioła i suplementy, naturalne nie znaczy obojętne

Poza aktywnością fizyczną studenci chętnie sięgali po preparaty roślinne. Najczęściej była to melisa (53%), ale także ashwagandha (25%) i rumianek. Dziurawiec stosowało ponad 11% badanych.

– Nie wszystkie metody medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) są sobie równe. Jedne mają solidniejsze podstawy, inne wymagają dużej ostrożności. Dziurawiec czy ashwagandha mogą wchodzić w interakcje z lekami psychotropowymi – podkreśla lek. Sobieraj.

Co istotne, użytkownicy ashwagandhy i dziurawca wykazywali wyższe nasilenie objawów depresyjnych. To sugeruje, że po te środki częściej sięgają osoby w gorszym stanie psychicznym – niekoniecznie dlatego, że pomagają, ale dlatego, że potrzeba ulgi jest silniejsza.

Substancje psychoaktywne – duże ryzyko

Jednym z najbardziej niepokojących wyników badania jest skala stosowania marihuany – jej przyjmowanie deklarowało 31% studentów, często nie rekreacyjnie, lecz „na poprawę samopoczucia”. Psychodeliki stosowało ponad 10%.

– Marihuana bywa postrzegana jako sposób radzenia sobie z obniżonym nastrojem, ale może pogarszać objawy, zwiększać ryzyko uzależnienia czy ujawniać zaburzenia psychotyczne – zaznacza lek. Sobieraj.

Trudno mówić tu o skutecznej terapii – raczej o próbie doraźnego obniżenia napięcia. Ciekawym i złożonym wątkiem jest też to, że marihuanę częściej stosowali studenci praktykujący jogę i medytację oraz osoby z ADHD. Może to świadczyć o większej otwartości na eksperymentowanie, ale też o podatności na impulsywne strategie radzenia sobie ze stresem.

Dlaczego studenci leczą się sami?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony są bariery systemowe. Koszt prywatnych wizyt był główną przeszkodą dla ponad 80% badanych, a dostępność publicznej opieki – dla jednej trzeciej.
Z drugiej strony ogromną rolę odgrywają czynniki kulturowe i narracje obecne w mediach.

– Respondenci najczęściej czerpali wiedzę o metodach medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) z mediów, gdzie dominują uproszczenia i reklamy. Jednocześnie cieszy duża akceptacja klasycznych metod leczenia: psychoterapię akceptuje 81% studentów, a leki – 76% – mówi lek. Sobieraj.

Z perspektywy zdrowia publicznego kluczowy jest wniosek, że największym ryzykiem nie jest joga, medytacja czy suplementy same w sobie, lecz pozostawanie samemu z decyzjami terapeutycznymi.

Samoleczenie może opóźniać kontakt z profesjonalną pomocą, a w psychiatrii czas ma szczególne znaczenie. Autodiagnoza bywa obarczona błędem, a objawy – zamiast słabnąć – mogą narastać
i wpływać na naukę, relacje i funkcjonowanie społeczne.

– Dla klinicysty informacja o stosowaniu metod medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) bywa bardzo cenna diagnostycznie. Czasem to nie przyczyna problemu, ale jego objaw – sygnał, że pacjent desperacko szuka ulgi – podkreśla autor badania. Nie chodzi o to, czy ktoś korzysta z metod alternatywnych. Kluczowe jest jak, kiedy i z kim.
Bo samopomoc może być mostem do leczenia – albo ślepą uliczką.

Badanie jasno pokazuje, gdzie potrzebne są działania systemowe: edukacja o CAM bez straszenia i bez idealizowania, łatwo dostępne, niskoprogowe formy wsparcia psychicznego, normalizacja rozmów
o zdrowiu psychicznym na uczelniach oraz większa dostępność specjalistów dla studentów.

Zdrowie psychiczne młodych ludzi nie jest wyłącznie ich prywatną sprawą. To element infrastruktury akademickiej i społecznej – tak samo ważny jak biblioteki czy akademiki.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Frontiers in Public Health: Self-administered complementary and alternative methods of treating mental disorders among students in Wrocław: a cross-sectional study, Jakub Sobieraj, Jakub Sleziak, Michał Szyszka, Marta Błażejewska, Kamila Łukańko, Pola Soczomska, Kinga Bodziony, Patryk Piotrowski

https://doi.org/10.3389/fpubh.2025.1734137

Źródlo: Komunikat Prasowy

Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo – pożywieniem” – to zdanie Hipokratesa wciąż powraca w debatach o zdrowiu publicznym. W sejmowej sali im. Macieja Rataja przywołała je przewodnicząca zespołu, Katarzyna Stachowicz, nadając ton dyskusji o przyszłości żywności prozdrowotnej, suplementów diety i edukacji zdrowotnej. Nie chodzi bowiem wyłącznie o same produkty czy przepisy prawne, ale o kształtowanie świadomych wyborów żywieniowych już od najmłodszych lat.
Edukacja jawi się jako fundament całego systemu. Pierwsze próby zostały już podjęte – do szkół trafiły zajęcia z edukacji zdrowotnej. Dr Joanna Uchańska, wiceprezes Krajowej Rady Suplementów i Odżywek, opowiadała, że dzieci podczas lekcji wskazywały czynniki kształtujące ich zdrowie. „Wymieniały sen, wymieniały zdrowe żywienie, ruch, mniejszą ilość spędzaną przy komputerze, ale właśnie również chociażby działania profilaktyczne i badania profilaktyczne” – relacjonowała. To dowód, że młode pokolenie dostrzega związek pomiędzy stylem życia a zdrowiem, ale jednocześnie potwierdzenie, jak ogromne znaczenie ma odpowiednio zaplanowana edukacja.

Założenia brzmią obiecująco, jednak liczby są bezlitosne. „Szacuje się, że ponad 65% Polaków, czyli około 24 miliony ludzi ma nadwagę, a prawie 30% choruje na otyłość” – przytoczyła dr Uchańska. Oznacza to, że problem nie jest marginalny, lecz dotyczy milionów osób i ma poważne konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Dlatego – jak podkreślali eksperci – żywność prozdrowotna i suplementy diety mogą pełnić pozytywną rolę jedynie wtedy, gdy będą wspierane przez rzetelną edukację oraz spójne regulacje prawne. Tych ostatnich wciąż brakuje: przepisy unijne pozostawiają państwom członkowskim dużą dowolność, co skutkuje chaosem regulacyjnym i brakiem przejrzystości dla konsumentów.

W Polsce zrealizowano już kilka programów edukacyjnych, które dowiodły swojej skuteczności. „Szkoła i Przedszkole Przyjazne Żywieniu i Aktywności Fizycznej”, „Junior Edu-Żywienie” czy „Trzymaj Formę” to przykłady inicjatyw, które nie tylko zwiększały wiedzę dzieci o zdrowym stylu życia, ale realnie wpływały na poprawę nawyków żywieniowych i kondycji fizycznej. Badania ewaluacyjne prowadzone po programie szwajcarskim z lat 2013–2016 wykazały m.in. poprawę wskaźników sprawności fizycznej i spadek częstotliwości nadwagi wśród najmłodszych uczniów. W przypadku „Junior Edu-Żywienie” opracowano wysokiej jakości materiały dla nauczycieli i rodziców, które mogą być trwałym wsparciem w codziennej pracy szkół.

Problem w tym, że nawet najlepiej zaprojektowane programy rzadko są monitorowane długofalowo. Ewaluacje, jeśli w ogóle się pojawiają, kończą się wraz z projektem, a brakuje badań sprawdzających, czy zdobyta wiedza i wypracowane postawy utrzymują się po latach. Bez systematycznego monitoringu trudno ocenić realny wpływ działań edukacyjnych na zdrowie społeczeństwa.

Tymczasem dane są alarmujące. Ponad 40% dzieci w Polsce, a w najmłodszych grupach nawet połowa, w ogóle nie sięga po produkty pełnoziarniste lub robi to niezwykle rzadko. Wśród dziewięciolatków aż 60% nie je warzyw codziennie, a ponad połowa dzieci jada ryby rzadziej niż raz w tygodniu. Jeszcze gorzej wygląda spożycie roślin strączkowych – 70–80% dzieci niemal wcale ich nie uwzględnia w diecie. Co trzeci ośmiolatek ma nadmierną masę ciała, a wśród nastolatków problem dotyczy już co piątej osoby.

Kondycja fizyczna młodego pokolenia nie napawa optymizmem. Badania pokazują, że ponad 90% uczniów szkół podstawowych nie posiada wystarczających kompetencji ruchowych, a tylko niewielki odsetek dzieci spełnia kryterium 60 minut dziennej aktywności. Prof. Krzysztof Durkalec-Michalski, kierownik Zakładu Dietetyki Sportowej Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, ostrzega, że obraz współczesnego dziecka coraz częściej łączy się z otyłością i niską wydolnością fizyczną. Jeszcze poważniejszym problemem są zaburzenia metaboliczne, które rozwijają się w tle. „W momencie, kiedy próbujemy pracować nad racjonalnym żywieniem, to rodzice są pierwszymi, którzy wyśmiewają zmiany żywieniowe dziecka. (…) Jeżeli nie zaczniemy tak naprawdę od tego starszego pokolenia, trudno oczekiwać, że młodsze będzie wdrażało jakąkolwiek aktywność fizyczną i zmiany swoich nawyków żywieniowych” – zauważył profesor.

Eksperci podkreślają, że skuteczna profilaktyka nie może ograniczać się do dzieci. To cała rodzina musi zostać włączona w proces zmiany nawyków. Badania jednoznacznie pokazują, że aktywność fizyczna rodziców przekłada się na aktywność dzieci, a wspólne działania – od przygotowywania posiłków po wspólny sport – zwiększają trwałość zdrowych postaw.

Obrady zespołu unaoczniły, że problem żywności prozdrowotnej, suplementów diety i edukacji zdrowotnej dzieci i młodzieży wymaga podejścia systemowego i międzyresortowego. Brak spójnych regulacji, niewystarczająca edukacja i coraz gorsza kondycja fizyczna młodego pokolenia to kwestie, których nie można rozwiązywać fragmentarycznie.

Jak podkreślali eksperci, konieczne jest budowanie przejrzystego prawa, rozwój edukacji zdrowotnej w szkołach, zaangażowanie rodziców i monitorowanie skuteczności działań. Inaczej grozi nam, że kolejne pokolenia będą żyły krócej i w gorszym zdrowiu, mimo dostępności nowoczesnej medycyny.

Źródło: Artykuł powstał na podstawie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Żywności Prozdrowotnej i Żywienia, które odbyło się 11 września 2025 r. w sali im. Macieja Rataja (nr 102, bud. C-D). Wszystkie cytaty pochodzą z wypowiedzi uczestników spotkania.

W erze rosnącego zainteresowania zdrowiem jelit, odpornością i długowiecznością, mikrobiota staje się bohaterem wielu rozmów – zarówno w gabinetach lekarskich, jak i mediach społecznościowych. Jednak dane z tegorocznego badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty pokazują jasno: Polacy coraz częściej słyszą o mikrobiomie, ale ich wiedza nadal jest powierzchowna. Czas, by zmienić to podejście – nie tylko dla lepszego trawienia, ale dla zdrowia całego organizmu.
Dane z trzeciej edycji badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, przeprowadzonego przez Instytut Mikrobioty Biocodex i Ipsos, rzucają światło na to, jak obecnie postrzegamy mikrobiotę – oraz jak niewiele nadal o niej wiemy.
 
Mikrobiota: małe organizmy, wielki wpływ

Mikrobiota, czyli miliardy mikroorganizmów (bakterii, wirusów, grzybów, archeonów) zasiedlających nasze jelita, skórę, usta i inne części ciała, odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu. Pomaga w trawieniu, wzmacnia odporność, chroni przed infekcjami, a także wpływa na nastrój, metabolizm i długość życia. Zaburzenia równowagi mikrobioty mogą skutkować nie tylko problemami trawiennymi, ale również chorobami serca, depresją czy spadkiem odporności. Co więcej, najnowsze badania dot. mikrobioty wykazują związek między otyłością[1] i chorobami neurodegeneracyjnymi.
 
Polacy wiedzą, że mikrobiota istnieje – ale nie do końca rozumieją, czym ona jest

Mimo że mikrobiota ma tak ogromne znaczenie, wciąż nie jesteśmy jej w pełni świadomi. Choć 74% badanych deklaruje, że słyszało o mikrobiocie, jedynie 20% potrafi wyjaśnić, co to pojęcie oznacza – to wynik niższy niż światowa średnia (23%) i aż o 6 punktów procentowych mniej niż w roku 2024. Jeszcze słabsza jest znajomość poszczególnych rodzajów mikrobioty: zaledwie 15% zna mikrobiotę jelitową, a jeszcze mniej potrafi zidentyfikować mikrobiotę skóry (13%), jamy ustnej (12%) czy pochwy (12%).
 
Jak dbamy o mikrobiotę? Najczęściej sięgamy po suplementy

Niska świadomość przekłada się również na to, jak troszczymy się o naszą mikrobiotę w codziennym życiu. 64% respondentów deklaruje, że wprowadziło zmiany w swoim stylu życia, by zadbać o mikrobiotę – wynik powyżej światowej średniej (56%). Jednak tylko 15% mówi o istotnych zmianach. Zdecydowana większość skupia się na suplementacji: aż 58% ankietowanych przyjmuje probiotyki, a 47% – prebiotyki. Inne formy dbania o zdrowie mikrobioty, jak zmiana diety czy stylu życia, są wciąż marginalne.

Fakt, że większość osób sięga po probiotyki i prebiotyki, świadczy o rosnącej świadomości, ale niestety także o uproszczonym podejściu do tematu. Mikrobiota potrzebuje zróżnicowanej diety, ruchu, redukcji stresu i unikania nadmiaru leków, szczególnie antybiotyków. Suplementy są skuteczne, ale nie są złotym środkiem” – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Rośnie chęć badań i zaangażowania naukowego

Pozytywnym sygnałem jest to, że coraz więcej osób dostrzega wartość badań mikrobioty i jest gotowych bardziej świadomie dbać o swoje zdrowie.  56% respondentów wyraziło gotowość do poddania się takim badaniom – tylko nieco mniej niż średnia europejska (61%). Motywacją są przede wszystkim ogólne badania kontrolne (62%), identyfikacja ryzyk wynikających ze stylu życia (53%) i profilaktyka chorób (51%). Co ciekawe, aż 56% badanych byłoby skłonnych oddać próbkę kału na potrzeby badań naukowych.
 
Rola personelu medycznego – kluczowa, ale niedoceniana

Najbardziej zaufanym źródłem wiedzy o mikrobiocie są pracownicy służby zdrowia (72%). Niestety, tylko 38% respondentów otrzymało od nich jakiekolwiek szczegółowe informacje na ten temat. Tam, gdzie taka edukacja miała miejsce, efekty są wyraźne: aż 87% pacjentów zmieniło swoje codzienne nawyki, w porównaniu do 64% w ogólnej populacji.

Musimy wzmocnić rolę lekarzy i dietetyków jako przewodników po świecie mikrobioty. Edukacja pacjenta nie powinna kończyć się na przepisaniu preparatu. Potrzebujemy szerszej kampanii informacyjnej, najlepiej już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej” – stwierdza prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Edukacja to przyszłość

Wyniki badania pokazują, że chętniej interesujemy się tematem i dbamy o mikrobiotę – ale potrzebujemy jeszcze więcej wiedzy i wsparcia. Światowy Dzień Mikrobioty to doskonała okazja, by przypomnieć o znaczeniu równowagi mikrobioty i zachęcić do działań profilaktycznych. Zdrowie jelit to nie tylko kwestia trawienia – to fundament ogólnego dobrostanu.
 
***
Badanie Międzynarodowe Obserwatorium Mikrobioty przeprowadzono online między 21 stycznia a 28 lutego 2025 roku na reprezentatywnej próbie 7500 osób z 11 krajów, w tym Polski.
 
[1] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/otylosc-mikrobiota-bakteria-pogarszajaca-efekt-diety-wysokotluszczowej

Źródło: materiał prasowy

Przyznana w 2017 roku Nagroda Nobla z dziedziny medycyny za odkrycie mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe zrewolucjonizowała sposób, w jaki postrzegamy możliwości ludzkiego ciała. Najnowsza wiedza sprawia, że możemy jeszcze lepiej zadbać o swoje zdrowie i samopoczucie. Świadome dostarczanie organizmowi tego, czego w danym momencie szczególnie potrzebuje to równocześnie efektywny sposób na wzmocnienie odporności w okresie nasilonych przeziębień i infekcji.
Budowanie odporności to kluczowy element dbania o zdrowie, zwłaszcza gdy zbliżają się chłodniejsze miesiące. Optymalnie działający układ immunologiczny chroni organizm przed niekorzystnym wpływem alergenów, wirusów, bakterii czy grzybów, a także minimalizuje negatywne skutki przebytej infekcji. Choć o odporność można dbać na wiele sposobów, jednym z kluczowych jej aspektów jest dostarczanie organizmowi odpowiednich witamin i składników odżywczych.
Przełomowe w podejściu do efektywnego zarządzania swoim zdrowiem, a tym samym świadomym budowaniu odporności okazuje się odkrycie mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe, za które amerykańcy naukowcy otrzymali w 2017 roku Nagrodę Nobla z fizjologii i medycyny. Eksperci wykazali, że każda pojedyncza komórka w ludzkim ciele działa zgodnie ze swoim zegarem biologicznym. 1 W efekcie, dzięki poznaniu procesów zachodzących w organizmie oraz rytmu poszczególnych narządów znacznie łatwiej jest m.in. zaplanować dawkowanie witamin i składników odżywczych w ciągu dnia. W procesie budowania swojej odporności to właśnie moment zastosowania danej witaminy decyduje o tym, czy skutecznie wspomoże ona układ immunologiczny, czy wręcz przeciwnie – wywoła reakcję obronną organizmu.
Naturalny biorytm a odporność

Badania dowodzą, że każdy narząd – serce, wątroba czy też mózg, działa optymalnie o innej porze dnia, a poszczególne związki różnią się czasem, miejscem i szybkością uwalniania. Budowanie odporności w zgodzie z własnym biorytmem to podejście do stosowania suplementów, które uwzględnia naturalne cykle naszego organizmu, a tym samym optymalizuje korzyści z ich stosowania. Natura, a my wraz z nią, żyjemy i zmieniamy się w określonym rytmie wyznaczanym przez porę dnia czy roku.
Przykładowo, rano nasz organizm budzi się do życia i jest w pełni aktywny, dlatego to odpowiedni moment na przyjęcie suplementów, które dostarczą mu energii i witamin. Z tego względu witaminę C, czyli jeden z najpopularniejszych składników zwiększających odporność, najlepiej jest przyjmować o poranku, a następnie kilkukrotnie w ciągu dnia. Tuż po wstaniu z łóżka sprawdzi się żelazo, selen czy witamina B. Pora obiadowa to moment optymalnego uwalniania cynku oraz witaminy D, zaś zgodnie z naturalnym biorytmem wieczorem nasz organizm najlepiej przyswaja magnez i wapń. 
Fakt, że wszelkie procesy biochemiczne czy fizjologiczne oraz zachowania u większości organizmów, w tym również ludzi, podlegają naturalnym i stałym cyklom, pozwala spojrzeć z innej perspektywy na szeroko rozumianą profilaktykę zdrowotną. Dopasowane do naturalnego biorytmu wzmacnianie odporności niesie wymierne korzyści dla zdrowia nie tylko w okresie jesienno-zimowym, ale przez cały rok. Sięganie po suplementy kilka razy dziennie o ściśle określonych porach może być jednak sporym wyzwaniem, dlatego osobom chcącym kompleksowo zadbać o swój układ immunologiczny wychodzi naprzeciw nauka.
Nowoczesne technologie idą w parze z rytmem natury
W odpowiedzi na wyzwania współczesnego świata, ale również niechęci wielu osób do sięgania po garść tabletek, rynek suplementów dynamicznie się rozwija w oparciu o nowoczesne technologie. Jedną z nich jest Slow Release, metoda stosowana w produkcji suplementów o przedłużonym uwalnianiu. Preparaty stworzone w ten innowacyjny sposób są zaprojektowane tak, aby uwalniały składniki odżywcze stopniowo w ciągu dłuższego okresu – nawet do 24 godzin, a równocześnie w zgodzie z naturalnym biorytmem ludzkiego ciała. Slow Release zapewnia maksymalne i powolne uwalnianie substancji do organizmu, dzięki czemu jest to rozwiązanie bezpieczniejsze i zapobiegające naturalnemu odruchowi organizmu, aby bronić się przed zażywanymi środkami. Co więcej, preparaty o wydłużonym uwalnianiu, w przeciwieństwie do tradycyjnych suplementów, wystarczy brać zwykle tylko raz dziennie. Jednym z czynników, który wpływa na różnicę w działaniu jest fakt, że suplementy stworzone w technologii Slow Release posiadają polimerową membranę, która jest oporna na kwasy żołądkowe. Dzięki niej mikrokuleczki zawarte w suplemencie przemieszczają się do jelit i dopiero tam rozpoczynają swoje działanie, podczas gdy zwykłe suplementy rozpuszczają się już w żołądku.

Zainteresowanie zdrowym stylem życia rośnie

Według najnowszego STADA Health Report 2023, Europejczycy przywiązują coraz większą uwagę do zdrowego stylu życia. Widoczne jest także rosnące zainteresowanie suplementami, które z jednej strony wiąże się z chęcią wzmacniania odporności, zaś z drugiej wynika z holistycznego podejścia coraz większej liczby osób do troski o własne zdrowie. Badania pokazują, że po pandemii Covid-19, nawet 27 proc. respondentów zdecydowało się stosować zbilansowaną i bogatą w witaminy dietę, a 15 proc. prowadzi bardziej aktywny tryb życia. Suplementację zwiększyła natomiast blisko co trzecia osoba.

– Doświadczenie pandemii Covid-19 znacznie zmieniło nasze potrzeby – coraz więcej pacjentów pragnie dbać o swoje zdrowie długofalowo, a rynek suplementów nieustannie ewoluuje próbując tym oczekiwaniom sprostać. Według STADA Health Report 2023, aż 80 proc. Europejczyków deklaruje, że stosuje suplementy, z czego 27 proc. przyznało, że po pandemii sięga po nie jeszcze częściej. Co więcej, w kwestii suplementacji witamin Polska jest wyraźnym liderem na tle Europy 5 . Odkrycie mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe pokazuje jednak, że naszemu organizmowi nie jest obojętne co i kiedy przyjmujemy, dlatego wszelkie kwestie dotyczące suplementacji warto najpierw skonsultować ze specjalistą – mówi Aneta Dworak, Marketing Manager OTC w STADA Poland.

Źródło informaccji: MSL Group

Wiele osób, gdy zaczyna mieć kłopoty z ciśnieniem sięga po reklamowane leki bez recepty lub suplementy. To błąd! Nie powinno się ich brać na własną rękę, bez konsultacji z lekarzem, bo można sobie zaszkodzić, wiele z nich wchodzi bowiem w interakcje z lekami lub zmienia ich działanie.
Pierwszym krokiem po rozpoznaniu nadciśnienia jest modyfikacja stylu życia, z naciskiem na: zmniejszenie spożycia soli, zmniejszenie masy ciała, zwiększenie aktywności fizycznej, ograniczenie spożycia alkoholu, zaprzestanie palenia.

Według najnowszych wytycznych wraz z niefarmakologicznymi metodami obniżania ciśnienia w większości przypadków jednoczasowo należy wprowadzić farmakoterapię. Na doprowadzenie ciśnienia tętniczego do wartości docelowych mamy trzy miesiące, a niefarmakologicznymi metodami jest to niebywale trudne, przede wszystkim dlatego, że sprowadza się do normalizacji masy ciała u tych, którzy są otyli – a tego nie da się zrobić z dnia na dzień.

Jednak wśród propozycji farmakologicznych nie ma suplementów ponieważ nie mają udowodnionego działania hipotensyjnego.

Autorzy jednego z badań (Dunn AD al. Am J Hypertens 2001; 14:30) przeanalizowali ponad 2,5 tysiąca stron internetowych i okazuje się że 12 na 14 substancji, które były reklamowane jako środki przeciwnadciśnieniowe w innej literaturze miały udokumentowane działanie hipertensyjne, czyli powodujące wzrost ciśnienia.

W innym opracowaniu (Natural Medicine Comprehensive Data Base) naukowcy wybrali 30 substancji o potencjalnie korzystnym wpływie na nadciśnienie tętnicze i uznali, że jeżeli te substancje spowodują spadek ciśnienia średnio SBP 9 mmHg i DBP 5 mm Hg, to można je uznać za środki hipotensyjne.
I okazuje się, że są prace które potwierdzają taki efekt hipotensyjny dla pięciu substancji: oleju rybiego, czosnku, koenzymu Q 10, witaminy C i L-argininy. Ale autorzy nie doszukali się ani jednego badania z randomizacją, ani jednego badania większego, które obejmowałoby co najmniej 100 osób. Nie znaleźli żadnego systemowego opracowania jaka dawka suplementu powinna być podana, w jakim czasie i kiedy możemy się spodziewać obniżki ciśnienia. Co więcej autorzy podkreślają, że dla tych preparatów można znaleźć opracowania gdzie obserwowany jest efekt hipertensyjny i – co najważniejsze – żaden z tych suplementów nie redukuje twardych punktów końcowych, do których w efekcie obniżenia ciśnienia dążymy, a więc udaru zawału i niewydolności serca jako konsekwencji nieleczonego nadciśnienia – wyjaśniała podczas I Krakowskiej Konferencja Hipertensjologicznej dr hab. med. Wiktoria Wojciechowska z I Kliniki Kardiologii i Elektrokardiologii Interwencyjnej oraz Nadciśnienia Tętniczego UJ CM Kraków.
Autorzy Natural Medicine Comprehensive Data Base to grupa ekspertów, którzy od lat zajmują się naturalną medycyną w celu jej promowania, tymczasem w zakładce „Hypertension” którą opracowali żaden z suplementów nie znajduje się w obszarze środków zalecanych, niektóre wymieniane są jako niezalecane, a niektóre wręcz jako odradzane.

Uwaga na odwrotny efekt

Zdaniem większości naukowców suplementy nie mają wpływu przeciwnadciśnieniowego, a do tego nie są do końca bezpieczne ze względu na interakcje z lekami już stosowanymi przez pacjenta. Równocześnie mogą też powodować działania uboczne, które nie zawsze i nie od razu są identyfikowane przez pacjentów.
Jak wynika z kanadyjskiego rejestru działań niepożądanych przez rok odebrano 300 telefonów, które dotyczyły suplementów diety. Większość objawów było łagodnych, ale w 8 przypadkach pacjenci wymagali hospitalizacji. Dużo jest też w literaturze medycznej opisów w przypadków drastycznych powikłań spowodowanych suplementami diety jak np. przypadek 65 letniego mężczyzny nagminnie używającego różnych suplementów, u którego wystąpiły bardzo ciężkie powikłania, m.in ostre uszkodzenie nerek – opowiadała podczas swojego wykładu specjalistka.
 
źródło: Serwis Zdrowie
Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w projekcie nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia dotyczą m.in. reklam suplementów diety. Nie będą mogli w nich występować prawdziwi i fikcyjni przedstawiciele zawodów medycznych, zakazane będzie także wykorzystywanie przedmiotów kojarzonych z zawodem lekarza. Za reklamę suplementu niezgodną z przepisami firma zapłaci karę od 10 tys. do miliona złotych – informuje Prawo.pl.
Jak podaje Prawo.pl, projekt nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia trafił do konsultacji społecznych. Resort zdrowia uważa, że zmiany są konieczne, bo Polacy bardzo chętnie korzystają z suplementów, a pandemia przyczyniła się do wzrostu ich spożycia. Tymczasem nieodpowiednie stosowanie suplementów może przynieść szkody dla zdrowia, szczególnie w przypadku niekontrolowanego samoleczenia pacjentów, a także spożywania ich w połączeniu z lekami przepisanymi przez lekarza.

„Reklama suplementów sprawia, że Polacy naprawdę wierzą w preparaty, które w ich przekonaniu mogą wszystko. Często wręcz włączają je sami w swoje leczenie >>na wszelki wypadek<<. Dlatego bardzo istotne jest, by przepisy uregulowały kwestię reklam suplementów” – podkreśla dr hab. n. med. prof. UMP Agnieszka Neumann-Podczaska, ekspert Zespołu ds. Opieki Farmaceutycznej przy Ministerstwie Zdrowia oraz koordynator programu pilotażowego przeglądu lekowego, cytowana przez serwis.

Prawo.pl informuje, że według analiz firmy badawczej PMR Ltd. Sp. z o.o. wartość sprzedaży leków i suplementów diety (wraz z dietetycznymi środkami spożywczymi) w aptekach, sklepach i internecie wyniosła w 2020 r. ponad 15 mld zł. To prawie 4 proc. więcej niż przed pandemią Covid-19.

Serwis dodaje, że rośnie również rynek reklam suplementów. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego w Polsce tylko w 2018 r. firmy przemysłu farmaceutycznego wydały 4,2 mld zł na reklamę suplementów diety i leków bez recepty.

Agnieszka Neumann-Podczaska podkreśla, że istotną zmianą w nowelizowanej ustawie jest to, że podmiot gospodarczy będzie miał obowiązek zatwierdzenia reklamy na piśmie i będzie wiadomo, kto za nią odpowiada. Dotąd nie było to jednoznaczne.

Cytowana przez Prawo.pl ekspertka uważa także za szczególnie istotny zakaz używania w reklamie preparatów wizerunku przedstawicieli zawodów medycznych oraz urządzeń, które są z nimi kojarzone.

„To sprawi, że pacjenci nie będą mieli mylnego obrazu, że w reklamie lekarz czy farmaceuta zachęca do używania danego preparatu, a w rzeczywistości np. w ramach przeglądu lekowego, który ma szansę niebawem wejść do koszyka świadczeń gwarantowanych, farmaceuta każe odstawić ten sam preparat” – wyjaśnia Agnieszka Neumann-Podczaska.

W jej opinii proponowane zmiany nie rozwiążą wszystkich problemów związanych z rynkiem suplementów, jednak mają szansę wpłynąć na świadomość pacjentów.

Pełny tekst artykułu: https://www.prawo.pl/zdrowie/reklama-suplementow-diety-zmiany,519161.html

Źródło: PAP

Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w projekcie nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia dotyczą m.in. reklam suplementów diety. Nie będą mogli w nich występować prawdziwi i fikcyjni przedstawiciele zawodów medycznych, zakazane będzie także wykorzystywanie przedmiotów kojarzonych z zawodem lekarza. Za reklamę suplementu niezgodną z przepisami firma zapłaci karę od 10 tys. do miliona złotych – informuje Prawo.pl.
Jak podaje Prawo.pl, projekt nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia trafił do konsultacji społecznych. Resort zdrowia uważa, że zmiany są konieczne, bo Polacy bardzo chętnie korzystają z suplementów, a pandemia przyczyniła się do wzrostu ich spożycia. Tymczasem nieodpowiednie stosowanie suplementów może przynieść szkody dla zdrowia, szczególnie w przypadku niekontrolowanego samoleczenia pacjentów, a także spożywania ich w połączeniu z lekami przepisanymi przez lekarza.

„Reklama suplementów sprawia, że Polacy naprawdę wierzą w preparaty, które w ich przekonaniu mogą wszystko. Często wręcz włączają je sami w swoje leczenie >>na wszelki wypadek<<. Dlatego bardzo istotne jest, by przepisy uregulowały kwestię reklam suplementów” – podkreśla dr hab. n. med. prof. UMP Agnieszka Neumann-Podczaska, ekspert Zespołu ds. Opieki Farmaceutycznej przy Ministerstwie Zdrowia oraz koordynator programu pilotażowego przeglądu lekowego, cytowana przez serwis.

Prawo.pl informuje, że według analiz firmy badawczej PMR Ltd. Sp. z o.o. wartość sprzedaży leków i suplementów diety (wraz z dietetycznymi środkami spożywczymi) w aptekach, sklepach i internecie wyniosła w 2020 r. ponad 15 mld zł. To prawie 4 proc. więcej niż przed pandemią Covid-19.

Serwis dodaje, że rośnie również rynek reklam suplementów. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego w Polsce tylko w 2018 r. firmy przemysłu farmaceutycznego wydały 4,2 mld zł na reklamę suplementów diety i leków bez recepty.

Agnieszka Neumann-Podczaska podkreśla, że istotną zmianą w nowelizowanej ustawie jest to, że podmiot gospodarczy będzie miał obowiązek zatwierdzenia reklamy na piśmie i będzie wiadomo, kto za nią odpowiada. Dotąd nie było to jednoznaczne.

Cytowana przez Prawo.pl ekspertka uważa także za szczególnie istotny zakaz używania w reklamie preparatów wizerunku przedstawicieli zawodów medycznych oraz urządzeń, które są z nimi kojarzone.

„To sprawi, że pacjenci nie będą mieli mylnego obrazu, że w reklamie lekarz czy farmaceuta zachęca do używania danego preparatu, a w rzeczywistości np. w ramach przeglądu lekowego, który ma szansę niebawem wejść do koszyka świadczeń gwarantowanych, farmaceuta każe odstawić ten sam preparat” – wyjaśnia Agnieszka Neumann-Podczaska.

W jej opinii proponowane zmiany nie rozwiążą wszystkich problemów związanych z rynkiem suplementów, jednak mają szansę wpłynąć na świadomość pacjentów.

Pełny tekst artykułu: https://www.prawo.pl/zdrowie/reklama-suplementow-diety-zmiany,519161.html

Źródło: PAP

Badanie STADA Health Report 2022 przeprowadzone na grupie ok. 30 000 respondentów w piętnastu krajach Europy, w tym 2 001 w Polsce, ujawnia niepokojące trendy dotyczące zdrowia psychicznego, jakości snu i poziomu zaufania do medycyny. Dorośli w Polsce odczuwają najwyższy wśród wszystkich mieszkańców Europy poziom wypalenia – z problemem mierzy się aż jedna czwarta Polaków.
– Choć niepokojące jest to, że ludzie w Polsce czują się wypaleni i zestresowani, STADA Health Report pokazuje, jakie strategie radzenia sobie z tym problemem stosuje nasz kraj. Firma STADA jest gotowa do współpracy z naszymi partnerami, farmaceutami, lekarzami, pacjentami i decydentami, aby wykorzystać te spostrzeżenia do odpowiedniego dbania o zdrowie ludzi – komentuje Paulina Romaniszyn, dyrektor generalny STADA Polska.
 
Dorośli w Polsce najczęściej na tle całej Europy czują się na granicy wypalenia – wynika z badania STADA Health Report 2022 przeprowadzonego wśród około 30 000 dorosłych w 15 krajach Europy. Ponad jedna czwarta (26 proc.) dorosłych Polaków czuje się w ten sposób – to najwyższy wynik spośród pozostałych 14 europejskich krajów, w których przeprowadzono badanie. W najmłodszej badanej grupie wiekowej (18-24 lata) więcej niż jedna trzecia (36 proc.) Polaków uważa, że jest bliska wypalenia zawodowego.

Wyzwania i trudności ostatnich dwóch lat odbiły się na polskiej populacji – ponad dwóch na pięciu dorosłych Polaków (41 proc.) twierdzi, że ich poziom stresu znacznie wzrósł od początku pandemii. Jest to piąty najwyższy krajowy odsetek w STADA Health Report 2022 (średnia badania wyniosła 37 proc.).

 Choć niepokojące jest to, że ludzie w Polsce czują się wypaleni i zestresowani, STADA Health Report pokazuje, jakie strategie radzenia sobie z problemem przyjmuje nasz kraj – komentuje Paulina Romaniszyn, dyrektor generalny STADA Polska.  STADA jest gotowa do współpracy z naszymi partnerami farmaceutami, lekarzami, pacjentami i decydentami, aby wykorzystać te spostrzeżenia do dbania o zdrowie ludzi.
 
Polacy chętnie sięgają po suplementację i uprawiają fitness           
Badanie internetowe STADA Health Report 2022 przeprowadzone na grupie około 30 000 dorosłych Europejczyków, w tym 2 001 Polaków, pokazuje, że dorośli Polacy próbują podjąć działania w celu poprawy swojego zdrowia fizycznego i psychicznego. Blisko połowa dorosłych w Polsce (45 proc.) w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaopatrzyła się w witaminy, minerały i suplementy – liczba ta została przekroczona jedynie w Czechach (49 proc.). Średnia europejska była znacznie niższa i wynosiła 26 proc. Ponadto 20 proc. Polaków zaopatrzyło się w leki, co stanowi najwyższy wynik w badaniu.

Jednocześnie 18 proc. dorosłych Polaków zadeklarowało, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy brało udział w zajęciach fitness lub poprawiających samopoczucie, co stanowi najwyższy krajowy odsetek w STADA Health Report. Z kolei 45 proc. dorosłych Polaków twierdzi, że wykonuje holistyczne ćwiczenia fizyczne, takie jak joga lub pilates, celem poprawy swojego zdrowia psychicznego – to zdecydowanie najwyższy odsetek w kraju i prawie dwukrotnie wyższy niż średnia badania, która wyniosła 24 proc. Połowa (51 proc.) dorosłych Polaków stara się zachowywać odpowiednią ilość snu, aby poprawić swoje zdrowie psychiczne, co jest drugim najwyższym krajowym odsetkiem w STADA Health Report, dla którego średnia europejska wyniosła 42 proc.
 
Podejście Polaków do nowych technologii w zakresie opieki zdrowotnej
Polacy dość chętnie podchodzą do wypróbowania nowych metod utrzymania i poprawy swojego zdrowia z wykorzystaniem technologii. Więcej niż jeden na czterech dorosłych Polaków (26 proc.) twierdzi, że korzysta z aplikacji monitorujących zdrowie w celu wspierania zdrowych nawyków żywieniowych. Jest to drugi najwyższy odsetek w Europie za Rumunią (28 proc.), przy średniej badania wynoszącej 19 proc.. Ponadto 22 proc. dorosłych Polaków używa aplikacji do monitorowania jakości snu, co jest drugim wynikiem po Hiszpanii (23 proc.), przy średniej europejskiej wynoszącej 17 proc. Jeden na pięciu Polaków (20 proc.) korzysta z aplikacji do otrzymywania istotnych alertów zdrowotnych, np. dotyczących jakości powietrza – podobny odsetek zaobserwowano również w Serbii (średnia 13 proc.). Zaledwie 18 proc. Polaków twierdzi, że nie zna tego typu aplikacji zdrowotnych, a 27 proc. o nich słyszało, lecz z nich nie korzysta – to najniższy krajowy odsetek w raporcie STADA Health Report 2022.

Z drugiej strony, polscy dorośli stosunkowo sceptycznie podchodzą do zdalnych konsultacji medycznych w formie wideorozmowy – 58 proc. nie ma nic przeciwko nim, w porównaniu do średniej europejskiej, która wyniosła 64 proc. Spośród 42 proc. dorosłych Polaków, którzy nie są zwolennikami tego rozwiązania, osobista interakcja z lekarzem była kluczowa dla 21 proc. – mniej więcej tyle samo, ile wynosi średnia badania, tj. 20 proc. Kolejna jedna piąta (20 proc.) Polaków twierdzi, że taka wirtualna konsultacja byłaby dla nich niekomfortowa (to trzeci wynik za Belgią (22 proc.) i Szwajcarią (21 proc.).

 

STADA Health Report:  
Badanie reprezentatywne przeprowadzone przez InSites Consulting na zlecenie STADA.

Ramy czasowe badań:

Od marca do kwietnia 2022 r.

Próba: Około 2000 respondentów z Austrii, Belgii, Czech, Francji, Niemiec, Włoch, Kazachstanu, Holandii, Polski, Portugalii, Rumunii, Serbii, Hiszpanii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

źródło: Stada

Badanie STADA Health Report 2022 przeprowadzone na grupie ok. 30 000 respondentów w piętnastu krajach Europy, w tym 2 001 w Polsce, ujawnia niepokojące trendy dotyczące zdrowia psychicznego, jakości snu i poziomu zaufania do medycyny. Dorośli w Polsce odczuwają najwyższy wśród wszystkich mieszkańców Europy poziom wypalenia – z problemem mierzy się aż jedna czwarta Polaków.
– Choć niepokojące jest to, że ludzie w Polsce czują się wypaleni i zestresowani, STADA Health Report pokazuje, jakie strategie radzenia sobie z tym problemem stosuje nasz kraj. Firma STADA jest gotowa do współpracy z naszymi partnerami, farmaceutami, lekarzami, pacjentami i decydentami, aby wykorzystać te spostrzeżenia do odpowiedniego dbania o zdrowie ludzi – komentuje Paulina Romaniszyn, dyrektor generalny STADA Polska.
 
Dorośli w Polsce najczęściej na tle całej Europy czują się na granicy wypalenia – wynika z badania STADA Health Report 2022 przeprowadzonego wśród około 30 000 dorosłych w 15 krajach Europy. Ponad jedna czwarta (26 proc.) dorosłych Polaków czuje się w ten sposób – to najwyższy wynik spośród pozostałych 14 europejskich krajów, w których przeprowadzono badanie. W najmłodszej badanej grupie wiekowej (18-24 lata) więcej niż jedna trzecia (36 proc.) Polaków uważa, że jest bliska wypalenia zawodowego.

Wyzwania i trudności ostatnich dwóch lat odbiły się na polskiej populacji – ponad dwóch na pięciu dorosłych Polaków (41 proc.) twierdzi, że ich poziom stresu znacznie wzrósł od początku pandemii. Jest to piąty najwyższy krajowy odsetek w STADA Health Report 2022 (średnia badania wyniosła 37 proc.).

 Choć niepokojące jest to, że ludzie w Polsce czują się wypaleni i zestresowani, STADA Health Report pokazuje, jakie strategie radzenia sobie z problemem przyjmuje nasz kraj – komentuje Paulina Romaniszyn, dyrektor generalny STADA Polska.  STADA jest gotowa do współpracy z naszymi partnerami farmaceutami, lekarzami, pacjentami i decydentami, aby wykorzystać te spostrzeżenia do dbania o zdrowie ludzi.
 
Polacy chętnie sięgają po suplementację i uprawiają fitness           
Badanie internetowe STADA Health Report 2022 przeprowadzone na grupie około 30 000 dorosłych Europejczyków, w tym 2 001 Polaków, pokazuje, że dorośli Polacy próbują podjąć działania w celu poprawy swojego zdrowia fizycznego i psychicznego. Blisko połowa dorosłych w Polsce (45 proc.) w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaopatrzyła się w witaminy, minerały i suplementy – liczba ta została przekroczona jedynie w Czechach (49 proc.). Średnia europejska była znacznie niższa i wynosiła 26 proc. Ponadto 20 proc. Polaków zaopatrzyło się w leki, co stanowi najwyższy wynik w badaniu.

Jednocześnie 18 proc. dorosłych Polaków zadeklarowało, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy brało udział w zajęciach fitness lub poprawiających samopoczucie, co stanowi najwyższy krajowy odsetek w STADA Health Report. Z kolei 45 proc. dorosłych Polaków twierdzi, że wykonuje holistyczne ćwiczenia fizyczne, takie jak joga lub pilates, celem poprawy swojego zdrowia psychicznego – to zdecydowanie najwyższy odsetek w kraju i prawie dwukrotnie wyższy niż średnia badania, która wyniosła 24 proc. Połowa (51 proc.) dorosłych Polaków stara się zachowywać odpowiednią ilość snu, aby poprawić swoje zdrowie psychiczne, co jest drugim najwyższym krajowym odsetkiem w STADA Health Report, dla którego średnia europejska wyniosła 42 proc.
 
Podejście Polaków do nowych technologii w zakresie opieki zdrowotnej
Polacy dość chętnie podchodzą do wypróbowania nowych metod utrzymania i poprawy swojego zdrowia z wykorzystaniem technologii. Więcej niż jeden na czterech dorosłych Polaków (26 proc.) twierdzi, że korzysta z aplikacji monitorujących zdrowie w celu wspierania zdrowych nawyków żywieniowych. Jest to drugi najwyższy odsetek w Europie za Rumunią (28 proc.), przy średniej badania wynoszącej 19 proc.. Ponadto 22 proc. dorosłych Polaków używa aplikacji do monitorowania jakości snu, co jest drugim wynikiem po Hiszpanii (23 proc.), przy średniej europejskiej wynoszącej 17 proc. Jeden na pięciu Polaków (20 proc.) korzysta z aplikacji do otrzymywania istotnych alertów zdrowotnych, np. dotyczących jakości powietrza – podobny odsetek zaobserwowano również w Serbii (średnia 13 proc.). Zaledwie 18 proc. Polaków twierdzi, że nie zna tego typu aplikacji zdrowotnych, a 27 proc. o nich słyszało, lecz z nich nie korzysta – to najniższy krajowy odsetek w raporcie STADA Health Report 2022.

Z drugiej strony, polscy dorośli stosunkowo sceptycznie podchodzą do zdalnych konsultacji medycznych w formie wideorozmowy – 58 proc. nie ma nic przeciwko nim, w porównaniu do średniej europejskiej, która wyniosła 64 proc. Spośród 42 proc. dorosłych Polaków, którzy nie są zwolennikami tego rozwiązania, osobista interakcja z lekarzem była kluczowa dla 21 proc. – mniej więcej tyle samo, ile wynosi średnia badania, tj. 20 proc. Kolejna jedna piąta (20 proc.) Polaków twierdzi, że taka wirtualna konsultacja byłaby dla nich niekomfortowa (to trzeci wynik za Belgią (22 proc.) i Szwajcarią (21 proc.).

 

STADA Health Report:  
Badanie reprezentatywne przeprowadzone przez InSites Consulting na zlecenie STADA.

Ramy czasowe badań:

Od marca do kwietnia 2022 r.

Próba: Około 2000 respondentów z Austrii, Belgii, Czech, Francji, Niemiec, Włoch, Kazachstanu, Holandii, Polski, Portugalii, Rumunii, Serbii, Hiszpanii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

źródło: Stada

American Heart of Poland informuje o bezprawnym wykorzystaniu wizerunku prof. dr. hab. n. med. Andrzeja Bochenka, wybitnego kardiochirurga, współzałożyciela Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, który jako pierwszy w Polsce wspólnie z prof. Zbigniewem Religą i z prof. Marianem Zembalą dokonał udanego przeszczepu serca.
Informacje dotyczące rzekomego polecenia ze strony profesora dotyczyły suplementów diety i pojawiały się m.in. na portalu Facebook oraz jako reklamy internetowe. Profesor Andrzej Bochenek nie poleca i nie promuje żadnych leków i suplementów swoim nazwiskiem – prawdziwe rekomendacje mogą pochodzić jedynie od Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jak podkreśla profesor Bochenek, do interwencji w tej sprawie skłoniła go troska o dobro pacjentów. Coraz częściej zgłaszały się do niego osoby, które informowały, że zakupiły polecane przez niego leki.

 
– W takiej sytuacji nie mogłem pozostawać bezczynny i postanowiłem zareagować. Mam nadzieję, że informacja na ten temat dotrze do jak najszerszego grona osób. Bardzo mi na tym zależy, żeby pacjenci nie kupowali preparatów, które rzekomo im polecam i mają poprawić ich stan zdrowia – tłumaczy.
 
Profesor Andrzej Bochenek zaznacza, że osobiście nigdy nie reklamował żadnych farmaceutyków – niezależnie od tego, czy są to produkty sprzedawane w aptece czy też np. dostępne w sklepach internetowych. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych lekarzy z branży kardiologicznej i kardiochirurgicznej. Jeśli jakieś leki są polecane przez środowisko lekarzy, to jest to czynione za pośrednictwem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
– Chciałbym wszystkich przestrzec przed przyjmowaniem niesprawdzonych leków i suplementów. Proszę nie kupować żadnych produktów, które są rzekomo rekomendowane przez moją osobę. Tego typu informacje są nieprawdziwe – apeluje Andrzej Bochenek.
 
Andrzej Bochenek − polski kardiochirurg, profesor nauk medycznych i nauczyciel akademicki. Kierownik I Kliniki Kardiochirurgii GCM Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz współzałożyciel sieci klinik American Heart of Poland.
 
źródło: AHoP
American Heart of Poland informuje o bezprawnym wykorzystaniu wizerunku prof. dr. hab. n. med. Andrzeja Bochenka, wybitnego kardiochirurga, współzałożyciela Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, który jako pierwszy w Polsce wspólnie z prof. Zbigniewem Religą i z prof. Marianem Zembalą dokonał udanego przeszczepu serca.
Informacje dotyczące rzekomego polecenia ze strony profesora dotyczyły suplementów diety i pojawiały się m.in. na portalu Facebook oraz jako reklamy internetowe. Profesor Andrzej Bochenek nie poleca i nie promuje żadnych leków i suplementów swoim nazwiskiem – prawdziwe rekomendacje mogą pochodzić jedynie od Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jak podkreśla profesor Bochenek, do interwencji w tej sprawie skłoniła go troska o dobro pacjentów. Coraz częściej zgłaszały się do niego osoby, które informowały, że zakupiły polecane przez niego leki.

 
– W takiej sytuacji nie mogłem pozostawać bezczynny i postanowiłem zareagować. Mam nadzieję, że informacja na ten temat dotrze do jak najszerszego grona osób. Bardzo mi na tym zależy, żeby pacjenci nie kupowali preparatów, które rzekomo im polecam i mają poprawić ich stan zdrowia – tłumaczy.
 
Profesor Andrzej Bochenek zaznacza, że osobiście nigdy nie reklamował żadnych farmaceutyków – niezależnie od tego, czy są to produkty sprzedawane w aptece czy też np. dostępne w sklepach internetowych. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych lekarzy z branży kardiologicznej i kardiochirurgicznej. Jeśli jakieś leki są polecane przez środowisko lekarzy, to jest to czynione za pośrednictwem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
– Chciałbym wszystkich przestrzec przed przyjmowaniem niesprawdzonych leków i suplementów. Proszę nie kupować żadnych produktów, które są rzekomo rekomendowane przez moją osobę. Tego typu informacje są nieprawdziwe – apeluje Andrzej Bochenek.
 
Andrzej Bochenek − polski kardiochirurg, profesor nauk medycznych i nauczyciel akademicki. Kierownik I Kliniki Kardiochirurgii GCM Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz współzałożyciel sieci klinik American Heart of Poland.
 
źródło: AHoP
Siódma edycja Warszawskich Dni Promocji Zdrowia miała miejsce 12-13 maja bieżącego roku. Tegoroczna konferencja odbyła się pod hasłem przewodnim: „Styl życia kobiet w ciąży”. Eksperci zdrowotni dyskutowali na temat diety, suplementacji, aktywności fizycznej, zdrowia psychicznego, ale również zalecanych badań, chorób przewlekłych oraz farmakoterapii kobiet w ciąży. Wydarzenie było też okazją do premiery publikacji Suplementarz 2.0.
Konferencja została podzielona na dwa dni. W pierwszym dniu (12 maja) odbyły się trzy panele eksperckie, w których wzięli udział eksperci z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM), Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku (AWFiS), Collegium Mazovia Innowacyjnej Szkoły Wyższej w Siedlcach (CM) i Polskiego Towarzystwa Bezpiecznej Farmakologii (PTBF). Organizatorem wydarzenia było Studenckie Koło Naukowe Zdrowia Publicznego – Sekcja Promocji Zdrowia przy wsparciu Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani. Wydarzenie zostało otworzone przez Dziekana Wydziału Nauk o Zdrowiu prof. dr hab. Mariusza Gujskiego.
 
 
Jak podkreśliła prof. dr hab. Dorota Szostak-Węgierek z Zakładu Dietetyki Klinicznej WUM: Dieta kobiet w ciąży – to nie jedzenie za dwoje. Powinna być ona zbilansowana i uzupełniona składnikami odżywczymi zawartymi w suplementach diety”.
 
Poza zbilansowaną dietą i odpowiednią suplementacją, istotnym elementem zdrowego stylu życia kobiet w ciąży jest podejmowanie aktywności fizycznej. „Najnowsza rekomendacja Światowej Organizacji Zdrowia w tej sprawie nie pozostawia złudzeń, że aktywność fizyczna w ciąży nie jest związana z negatywnymi skutkami ani dla dziecka, ani dla kobiety” – podkreślała dr hab. Agnieszka Szumilewicz z AWFiS.
 
Styl życia najczęściej utożsamiany jest ze zdrowiem fizycznym, a zmienne psychologiczne, są dużo rzadziej analizowane, a tak samo istotne. Jak mówiła mgr Adrianna Sobol z Zakładu Profilaktyki Onkologicznej WUM: „Istnieją pewne oczekiwania społeczne co do zachowania kobiet w ciąży. Wiele osób jednak nie rozumie, jak zmiany zachodzące w ciele młodej mamy mogą wpływać na jej emocje, nastrój, a w konsekwencji na zachowanie”.
 
Nie powinniśmy zapominać jak ważną rolę zajmuję poradnictwo przedkoncepcyjne. Odpowiednie przygotowanie do ciąży warunkuje jej prawidłowy przebieg.” – przypomniała dr Małgorzata Stefaniak z Zakładu Dydaktyki Ginekologiczno-Położniczej WUM.
 
Podczas drugiej sesji dr Agnieszka Piechal z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM zwróciła uwagę, że „istotne jest korzystanie z rzetelnych źródeł informacji w zakresie bezpieczeństwa stosowania leków, np. z opisu Charakterystyki Produktu Leczniczego”. Przykład konsekwencji braku edukacji w tym zakresie podała mgr Karolina Morze z PTBF: „Wiele kobiet w okresie laktacji uważa, że zażywanie ibuprofenu przez kobiety karmiące piersią jest niedozwolone. A to jest mit. Problemy z karmieniem piersią mogą wynikać na przykład z braku świadomości kobiet na temat interakcji leków np. z herbatami na laktacje”.
 
„Ciąża to też czas zwiększonego ryzyka wystąpienia zmian erozyjnych szkliwa, zapalenia dziąseł czy obniżenia zdolności buforowych śliny” wyjaśniła lek. dent. Karolina Spodzieja z Zakładu Stomatologii Dziecięcej WUM. „W tym czasie mogą również pojawić się różne choroby przewlekłe skóry, takiej jak trądzik odwrócony, które charakteryzują się występowaniem bolesnych zmian zapalnych w typowych okolicach, a wśród czynników ryzyka wymienia się m.in. hormony płciowe.” – dodała dr Patrycja Soszyńska-Zielińska z CM.
 
Konferencja została zamknięta rozmową dr hab. Dominika Olejniczaka z dr Agnieszką Wyrozębską z Zakładu Zdrowia Publicznego WUM na temat wyzwań dotyczących kształcenia studentów na kierunku położnictwo oraz przyszłych kierunków badań z zakresu ginekologii i położnictwa.
 
Podczas drugiego dnia wydarzenia odbył się konkurs prac studenckich, w której nagrodzonych zostało pięć zespół badawczych.
 
Podczas wydarzenia miała również miejsce premiera publikacji Suplementarz 2.0 Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani. „Suplementarz to kompendium wiedzy na temat racjonalnej i bezpiecznej suplementacji dla osób szczególnie narażonych na niedobory składników odżywczych, w tym kobiet w ciąży. Publikacja jest bezpłatna i może ją pobrać każda zainteresowana osoba ze strony: www.obywatelezz.pl/edukacja/do-pobrania” – zaprasza dr hab. Anna Staniszewska.
 
Transmisje z wydarzenia można obejrzeć na stronie wydarzenia na Facebook’u Partnerem wydarzenia była marka Pueria. Wydarzenie zostało objęte patronatem przez Rektora Warszawskiego Uniwersytetu medycznego, Dziekana Wydziału Nauk o Zdrowiu, Naczelną Izbę Pielęgniarek i położnych oraz Burmistrza Dzielnicy Warszawa – Ochota.
 
 
źródło: WUM