Medicalpress
Mężczyźni w Polsce wciąż żyją wyjątkowo krótko jak na Europę – umierają 8 lat wcześniej niż kobiety – wskazuje prof. Bolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jego zdaniem głównym tego powodem jest zły styl życia naszych rodaków.
W Europie średnio różnica między oczekiwaną długością życia kobiet i mężczyzn wynosi 3,5–4 roku. W naszym kraju to aż 8 lat. „Mężczyźni w Polsce żyją wyjątkowo krótko jak na Europę” – zaznaczył prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog, otolaryngolog, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego, Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych, Alergologii i Immunologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jednym z głównych tego powodów jest nadwaga i otyłość, która u mężczyzn pojawia się już w młodym wieku. Wykazały to badania przeprowadzone w latach 2016-2020, dzięki Narodowemu Programowi Zdrowia.

„Co zaskakujące, u mężczyzn wraz z wykształceniem rośnie… nadwaga. U kobiet jest odwrotnie – trzymają reżim, bo chcą być sprawne, ładnie wyglądać i z tego powodu dłużej żyją. Im lepiej wykształcona kobieta, tym rzadziej ma nadwagę” – wskazał specjalista w informacji przekazanej PAP.

W omawianym przez eksperta badaniu pytano o samoocenę sytuacji materialnej, czyli kto się czuje bogaty, a kto biedny. Okazało się, że dobra sytuacja materialna sprzyja niskiemu BMI. Zła sytuacja materialna – wysokiemu BMI. Kobiety bogate i dobrze wykształcone trzymają wagę, a mężczyźni nie. Choć wydawać by się mogło, że wiedza żywieniowa rośnie wraz z wykształceniem i bogactwem, to jednak mężczyźni mają wiedzę, ale nie trzymają reżimu.

„Badania pokazały, że jest dobry poziom wiedzy żywieniowej w grupie najbardziej otyłych mężczyzn, nawet lepszy niż u szczuplejszych. I to było zdumiewające” – zwrócił uwagę prof. Samoliński.

Wraz z narastaniem wskaźnika BMI u osób w wieku 35-49 lat zwiększa się ryzyko przedwczesnego zgonu. Dotyczy to także ludzi starszych. Rosnące BMI w grupie okołoemerytalnej i u osób w wieku podeszłym daje bardzo wysokie ryzyko zgonu. Przy czym – jak zauważył ekspert – to mężczyźni są w grupie większego ryzyka. Tymczasem Polska należy do krajów o wysokim BMI, wyższym niż we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.

Głównym tego powodem jest niewłaściwe odżywianie się oraz mała aktywność fizyczna. Ponad 60 proc. Polaków nie je pieczywa razowego albo robi to bardzo rzadko. Tymczasem jasne pieczywo jest wysokokaloryczne i ma wysoki indeks glikemiczny. Warzywa i owoce codziennie zjada tylko co trzeci nasz rodak. Niezdrowe potrawy smażone kilka razy w tygodniu lub raz w tygodniu spożywa aż 80 proc. naszej populacji. Co drugi Polak sięga kilka razy w tygodniu po słodycze.

Zdaniem prof. Smolińskiego należy przede wszystkim ograniczyć produkty wysokoenergetyczne, w tym napoje słodzone. Podkreśla, że do progu 30 BMI mamy szansę wpływać na ten wskaźnik stylem życia: wysiłkiem fizycznym oraz właściwą dietą. „Gdy pacjent ma BMI powyżej 30, czyli otyłość, wówczas zaczynamy interweniować medycznie” – zaznaczył.

„Jako alergolog jestem ciągle pytany przez rodziców, czy wystawię zwolnienie z WF, bo dziecko ma astmę oskrzelową i nie może ćwiczyć. Tymczasem 30 proc. olimpijczyków ma astmę. Otylia Jędrzejczak (pływaczka – przyp. PAP) dzięki sportowi poradziła sobie z tą chorobą. Pamiętajmy, że dziecko dobrze wyglądające to jest dziecko wysportowane, szczupłe, a nie dziecko z pulchną buzią i z tendencjami do nadwagi. A nadal pokutuje taki mit” – stwierdza prof. Bolesław Samoliński. (PAP)

Źródło: Nauka W Polsce

Otyłość jest od dawna uznawana za jeden z czynników zwiększających ryzyko rozwoju łuszczycy – przewlekłej choroby skóry o nawracającym charakterze. Ale nowe badania opublikowane w Journal of Investigative Dermatology podkreślają, że nie tyle masa całego ciała, ile rozkład tłuszczu – szczególnie nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha – może mieć kluczowe znaczenie. Co więcej, efekt ten wydaje się silniejszy u kobiet.
Badania wykazały, że tkanka tłuszczowa w centralnej części ciała jest silniej powiązana z ryzykiem wystąpienia łuszczycy niż tkanka tłuszczowa w całej objętości ciała. Odkrycie to może pomóc we wczesnym przewidywaniu ryzyka i ukierunkowaniu spersonalizowanych strategii profilaktyki łuszczycy.

Badacze z King’s College London przeanalizowali dane z ponad 330 000 uczestników UK Biobank, w tym ponad 9 000 osób z rozpoznaną łuszczycą. Wzięli pod uwagę 25 różnych miar adipności – od prostych wskaźników, takich jak obwód talii i stosunek talii do bioder, po more zaawansowane pomiary obrazowe. Wynik: miary związane z tłuszczem centralnym – np. obwód talii, stosunek talii do bioder, objętość tłuszczu trzewnego – były silniej powiązane z ryzykiem łuszczycy niż całkowita tkanka tłuszczowa.

Szczególnie interesujący jest fakt, że ten związek utrzymywał się niezależnie od obciążenia genetycznego. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś ma niskie ryzyko łuszczycy w oparciu o geny, wysoki poziom tłuszczu brzusznego może podnieść to ryzyko znacząco. Ponadto u kobiet efekt był mocniejszy – czynniki hormonalne, metaboliczne czy immunologiczne mogą odgrywać tu rolę.

Co to oznacza praktycznie?

Nowe dane dostarczają jasnego komunikatu: lokalizacja tkanki tłuszczowej ma znaczenie, a tłuszcz brzuszny to czynnik ryzyka łuszczycy niezależny od ogólnego poziomu tkanki tłuszczowej i obciążenia genetycznego. Szczególnie u kobiet występuje silniejszy związek między obwodem talii i tłuszczem centralnym a prawdopodobieństwem zachorowania na łuszczycę.
To odkrycie podkreśla konieczność zmiany podejścia zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu: dermatolodzy, lekarze pierwszego kontaktu i pacjenci powinni brać pod uwagę nie tylko BMI, ale także wskaźniki centralnej otyłości. Zdrowy styl życia, działania zmierzające do utraty tłuszczu okołotrzewnego, dieta i aktywność fizyczna – to elementy, które mogą realnie wpłynąć na ograniczenie ryzyka oraz poprawę jakości życia chorych.

Źródło: King’s College London

Przez dekady przyjmowaliśmy starzenie się jako nieuchronność – jak zmarszczki czy siwe włosy. Dziś, w świetle badań naukowych, ten obraz ulega zmianie. Zespół badaczy z Polski, Wielkiej Brytanii i USA, kierowany przez doktora Piotra Chmielewskiego z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, opublikował przegląd badań, z którego wynika: starzenie się można spowolnić, a być może nawet częściowo odwrócić.
Jak wyjaśnia dr Chmielewski, starzenie to nie tylko upływ czasu, lecz przede wszystkim „stopniowa utrata integralności biologicznej, która prowadzi do rozwoju wielu chorób, takich jak schorzenia układu krążenia, nowotwory czy choroby neurodegeneracyjne, na przykład demencje”. Na poziomie molekularnym obserwujemy uszkodzenia DNA, zaburzenia ekspresji genów, stres oksydacyjny oraz spadek sprawności systemów naprawczych organizmu.

Jednym z kluczowych odkryć ostatnich lat jest rola komórek senescentnych, które – choć przestały się dzielić – nadal funkcjonują metabolicznie i wydzielają szkodliwe substancje prowadzące do przewlekłego stanu zapalnego. „Eliminacja komórek starych replikacyjnie to obecnie jeden z najważniejszych celów terapeutycznych” – zaznacza dr Chmielewski. Dodaje jednak, że „komórki te pełnią również pozytywną rolę, ponieważ wspierają naprawę tkanek, gojenie się ran i chronią przed rozwojem nowotworów na krótką metę. Dlatego terapie powinny być precyzyjne i dostosowane do konkretnego kontekstu”.

Wśród leków badanych jako potencjalne terapie przeciwstarzeniowe wymienia się senolityki oraz metforminę. Ale entuzjazm należy studzić. Jak podkreśla dr Chmielewski, choć metformina jest bezpieczna w leczeniu cukrzycy typu 2, jej wpływ na procesy starzenia u zdrowych osób pozostaje niejasny. Obecnie trwa badanie TAME, mające ocenić, czy lek może rzeczywiście spowolnić biologiczne starzenie – jednak wyników jeszcze nie znamy.

Najlepiej udokumentowanymi metodami przeciwdziałania starzeniu pozostają natomiast proste interwencje stylu życia. „Te interwencje zmniejszają ryzyko chorób i przedwczesnej śmierci, a ich skuteczność potwierdzono w licznych badaniach prospektywnych i metaanalizach” – mówi dr Chmielewski. W przeciwieństwie do tego, większość tzw. terapii przeciwstarzeniowych nadal znajduje się na etapie badań przedklinicznych.

Co dalej? Przyszłość widziana oczami naukowców to personalizacja terapii – tzw. personalized geroscience. Chodzi o dostosowanie interwencji geroprotekcyjnych do indywidualnego profilu molekularnego, epigenetycznego czy metabolicznego pacjenta. „Jednak koncepcja ta jest na wczesnym etapie rozwoju i daleka jest od praktycznego zastosowania klinicznego” – zaznacza dr Chmielewski.

Starzenie, jak przypomina, nie jest chorobą, lecz naturalnym procesem. I choć nie da się zatrzymać czasu, można znacząco poprawić jego jakość. „Warto skoncentrować się na utrzymaniu zdrowia i sprawności, aby jak najdłużej pozostać niezależnym, świadomym i funkcjonalnym”.

Wśród rekomendowanych działań, opartych na wynikach badań, znalazły się m.in.: regularna aktywność fizyczna, dieta śródziemnomorska, unikanie przejadania, dbałość o sen, podtrzymywanie relacji społecznych, niepalenie, trening umysłowy i pozytywne nastawienie. Naukowcy podkreślają, że wszystkie te elementy wspierają biologię zdrowego starzenia – i choć nie są spektakularne jak futurystyczne pigułki, mają największe znaczenie.

Źródło: Uniwersytet Medyczny Wrocław

Jak naprawdę wygląda kondycja zdrowotna Polek i Polaków? Najnowszy raport Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB pokazuje, że zdrowie publiczne nie zaczyna się w gabinecie lekarskim, ale w codziennych wyborach każdego z nas. W konferencji inaugurującej publikację raportu udział wzięli przedstawiciele Instytutu oraz Ministerstwa Zdrowia – ich wnioski są jasne: bez mądrej profilaktyki, świadomych decyzji i współpracy między sektorami nie poprawimy stanu zdrowia społeczeństwa.
Zdrowie publiczne w głównej mierze zależy od naszych indywidualnych postaw i decyzji w zakresie odżywiania się, stosowania używek, aktywności fizycznej i profilaktyki – wskazali eksperci Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB i Ministerstwa Zdrowia podczas konferencji prezentującej najnowszy raport pt.: „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowaniach 2025”.

Otwierając konferencję w Centrum Prasowym PAP, lekarz Stefan Bogusławski, zastępca kierownika Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH-PIB przypomniał, że od 1977 roku przygotowywane są cyklicznie w Instytucie raporty o stanie zdrowia ludności Polski, będące bazą do tworzenia polityki zdrowotnej państwa.

„Najnowsza edycja 2025 opiera się na zebranych danych do roku 2023, z wyjątkiem badania o subiektywnej ocenie zdrowia Polaków, które było realizowane w lutym 2025 roku. Raport 2025 został wzbogacony o tematycznie nowe rozdziały, odnoszące się m.in. do bieżących wyzwań zdrowia publicznego” – zaznaczył Bogusławski.

Dr Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB, prezentując najważniejsze wnioski z raportu, zauważył, że kondycja zdrowotna społeczeństwa zależy w głównej mierze od sposobu odżywiania, przyjmowania używek, aktywności fizycznej i profilaktyki.

„Mamy też temat zdrowia psychicznego, na które wpływa sytuacja geopolityczna i pewne zjawiska społeczne” – dodał.

Zwrócił uwagę, że do 2015 roku stan zdrowia Polaków systematyczne się poprawiał, ale po 2015 nastąpił regres.
„Zaczęliśmy tracić korzyści, które zyskaliśmy od początku lat 90-tych XX wieku, gdy powoli zaczęła rosnąć zamożność społeczeństwa” – powiedział dr Waśko.

Dyrektor Instytutu zauważył, że plany finansowe na profilaktykę rokrocznie nie są w pełni wykorzystywane, co wskazuje, że za mało Polacy są zachęcani do badań profilaktycznych, które mają bardzo duży wpływ na cały system opieki zdrowotnej.

Jak zaznaczył dr Kuba Sękowski, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia, w odpowiedzi na potrzeby zdrowotne Polaków resort wdrożył i wdraża liczne programy profilaktyczne.

„Dość wymienić: najnowszy program Moje Zdrowie skierowany do wszystkich osób powyżej 20 roku życia, na który w miesiąc zapisało się ćwierć miliona Polaków. Mamy program szczepień przeciwko HPV czy zmiany prawne ograniczające dostępność do alkoholu, papierosów i e-papierosów dla nieletnich” – wymienił.

Zwrócił także uwagę na rekordowe środki w wysokości 4,2 mld zł, zainwestowane w psychiatrię.

„Finansowane z Narodowego Programu Zdrowia są również inne działania skierowane na edukację społeczeństwa, m.in. w zakresie świadomych wyborów żywieniowych, aktywności fizycznej i profilaktyki, bo zdrowie publiczne zależy od naszych indywidualnych decyzji. Ale mamy świadomość tego, że jednostka podejmuje te wybory w ramach pewnego systemu i jego możliwości” – zaznaczył dr Sękowski.

Zdaniem eksperta dla poprawy zdrowia publicznego kluczowa jest współpraca między ochroną zdrowia a sektorami edukacji, klimatu czy transportu.

„Musimy dać ludziom narzędzia, żeby mogli dokonywać zdrowych wyborów, żeby dbanie o własne zdrowie nie było działaniem heroicznym. To powinno być łatwe i wsparte systemem” – ocenił.

Zwrócił przy tym uwagę, że środki z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności w dużej mierze będzie przeznaczone na inwestycje w zdrowie.

Stefan Bogusławski, przedstawiając skrótowo szczegóły raportu, zwrócił uwagę, że jest on multidyscyplinarny i zawsze pojawiają się nowe tematy odpowiadające bieżącym wyzwaniom, jak w ostatniej edycji temat zdrowia psychicznego.

„Dziś wiadomo, że kluczowe dla zdrowia są nie tylko leczenie i dostęp do służby zdrowia, ale przede wszystkim społeczno-ekonomiczne i środowiskowe warunki życia oraz szeroko pojęty styl życia. Aż 70-80 proc. czynników wpływających na zdrowie leży poza systemem medycznym. To czynniki behawioralne, czyli nasze postawy, decyzje, wybory i zachowania każdego z nas są czynnikiem kształtującym zdrowie publiczne” – podał.

Według medyka zdrowie publiczne nie powinno być traktowane jedynie jako koszt, a bardziej jako inwestycja.

„Zdrowe społeczeństwo to mniejsze wydatki na leczenie, większa wydajność pracy i rosnąca spójność społeczna” – podkreśli dyrektor Bogusławski.

Prof. Bogdan Wojtyniak z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB, mówił o oczekiwanej długości życia Polaków, która znacząca obniżyła w ostatnim czasie covidu, ale – jak zauważył – nastąpiło odbicie i teraz jest nieco lepiej niż przed pandemią.

Dodał, że zahamowanie oczekiwanej długości życia Polaków nastąpiło w okresie od 2015-2019.

„Przestaliśmy gonić kraje UE, gdzie też nastąpiło lekkie spowolnienie, ale tam średnia długość życia nadal jest wyższa niż w Polsce. Dla kobiet ta różnica wynosi dwa lata, dla mężczyzn aż 4 lata” – podał ekspert.

Zwrócił przy tym uwagę, że zjawiska opisane w raporcie dotyczącym kondycji zdrowotnej społeczeństwa, są zbieżne z trendami zidentyfikowanymi w Unii Europejskiej.

„To nie pandemia zahamowała poprawę stanu zdrowia, zwróciła jedynie uwagę na problem, który występował już wcześniej. Zamiast trwałej poprawy stanu zdrowia od lat mamy stagnację i oznaki regresu. Oczekiwana długość życia między rokiem 2014 a 2019 wzrosła jedynie o 0,2 roku u kobiet i 0,3 roku u mężczyzn, co jest wyraźnym pogorszeniem trendu z lat wcześniejszych” – wyjaśnił prof. Wojtyniak.

Dodał, że w latach 2020-2022 długość życia bardzo spadła w wyniku pandemii, a wzrost w 2023 roku jest trudny do interpretacji i wymaga kolejnych obserwacji.

O zdrowiu publicznym w kontekście chorób zakaźnych mówiła prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz, zastępczyni kierownika Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB i konsultant krajowy ds. epidemiologii.

Zwróciła uwagę, że od 2015 roku notowany jest spadek szczepień ochronnych.

„Pandemia nieco to poprawiła, ale znowu sytuacja się pogarsza, co przekłada się na wzrost zachorowań na choroby, które dzięki powszechnym szczepieniom były nieco zapomniane” – wskazała.

Prof. Paradowska-Stankiewicz wspomniała o nowym wyzwaniu – szczepieniach osób dorosłych, które są tak samo ważne jak szczepienia dzieci i młodzieży.

„Tu chodzi o to, żeby szczepienia dorosłych poprawiły długość i jakość życia, zwłaszcza osób w wieku starszym” – wskazała.

Na długość życia w kontekście ryzykowanych zachowań behawioralnych jak np. przyjmowanie używek, wskazywał dr Daniel Rabczenko z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB.

„Mężczyźni palą więcej niż kobiety w każdej grupie wiekowej, co mocno skraca im życie. Jeśli chodzi o spożycie alkoholu, największe spożycia są w grupie i mężczyzn, i kobiet mających złą sytuację ekonomiczną” – podał.

Dodał, że badano też spożycie marihuany i twardych narkotyków, których spożycie również rośnie o ok. 20 proc.

Według eksperta behawioralne czynniki ryzyka silnie wpływają na zdrowie całej populacji, często nawyki wyrabiane są w dzieciństwie pod wpływem domu i otoczenia.

„Wyniki korekcji tych zachowań są odłożone w czasie, co nie znaczy, że nie trzeba ich podejmować. Przeciwnie, należy położyć nacisk na edukację i to nie tylko prowadzoną w szkole, ale i wśród dorosłych. Ważne są też działanie systemowe, jak np. całkowity zakaz reklamy alkoholu i ograniczanie jego dostępności” – zaznaczył.

Na konferencji omawiano też wyniki badania dotyczące tego, co sądzą Polacy na temat swojego zdrowia. Jak podał Stefan Bogusławski, obiektywna ocena obywateli ich stanu zdrowia pogorszyła się w stosunku do ostatniego badania sprzed siedmiu lat.

„Ponad 50 proc. osób więcej wskazało na pogorszenia stanu zdrowia po covidzie i efektów nadwagi, która generalnie pogarsza samopoczucie” – zaznaczył.

Dodał, że z badania wynika też, że 1/5 Polaków dostrzega u siebie objawy depresji lub odczuwanego lęku.

W podsumowaniu konferencji eksperci byli zgodni, że potrzebne są długoterminowe działania w myśl zasady „zdrowie we wszystkich politykach” oraz rozwiązania systemowe sprzyjające zdrowiu. Powinny one przybrać formę regulacji prawnych, różnych polityk społecznych, strategicznych inwestycji w profilaktykę, edukację zdrowotną i ograniczanie nierówności w zdrowiu.

„Część wskazanych rekomendacji już obowiązuje, a część jest na etapie wdrożenia, m.in. w przygotowywanym obecnie NarodowymProgramie Zdrowia na lata 2026-2030” – poinformował Kuba Sękowski z Ministerstwa Zdrowia.

Raport PZH-PIB przypomina: to, jak się odżywiamy, poruszamy, jakich wyborów dokonujemy i z jaką łatwością możemy je podjąć – kształtuje zdrowie całego społeczeństwa. Ale to państwo musi stworzyć warunki, w których zdrowe wybory będą naturalne i dostępne. Zdrowie publiczne to inwestycja – nie koszt.

Pobierz: Raport „Sytuacja zdrowotna ludności polski i jej uwarunkowania 2025”

 
Źródło: PAP MediaRoom
Foto: PAP MediaRoom
Po czterdziestce wszystko się zmienia – również wzrok. Prezbiopia, choć naturalna i powszechna, wciąż pozostaje tematem tabu. Tymczasem pogarszające się widzenie z bliska może wpływać nie tylko na jakość życia, ale i nasze zdrowie psychiczne, relacje, pracę. Podczas kongresu „Fokus na Progres” w Łodzi eksperci okulistyki, optometrii, psychologii i socjologii rozmawiali o tym, jak przełamać stereotypy i edukować na temat prezbiopii. W centrum uwagi znalazły się nie tylko nowoczesne soczewki, ale też potrzeba świadomości, akceptacji i odpowiedniego wsparcia.
Choć brzmi nieco tajemniczo, prezbiopia dotyczy nas wszystkich. To fizjologiczna zmiana w organizmie, która najczęściej pojawia się w okolicach czterdziestego roku życia – bez względu na to, czy wcześniej nosiliśmy okulary, czy cieszyliśmy się idealnym wzrokiem. W świecie, gdzie codzienność definiują ekrany, szybkość i wielozadaniowość, komfort widzenia staje się kluczowy dla jakości życia.

W dniach 23-24 maja w Łodzi odbył się pierwszy w Polsce kongres poświęcony prezbiopii i nowoczesnym rozwiązaniom optycznym – Fokus na Progres, zorganizowany przez EssilorLuxottica. W wydarzeniu wzięło udział ponad 300 uczestników, którzy chłonęli wiedzę przekazywaną przez 16 prelegentów – od analiz medycznych, przez psychologię i uwarunkowania kulturowe, aż po nowinki technologiczne i wyniki badań konsumenckich. Wszystko po to, by przełamać tabu i edukować na temat prezbiopii – naturalnego procesu, który dotyczy każdego z nas.

Po 40. roku życia wzrok się zmienia. Czy jesteśmy na to gotowi?
Prezbiopia to inwolucyjna zmiana, która zaczyna się zazwyczaj po czterdziestce – niezależnie od tego, czy wcześniej nosiliśmy okulary, czy nie. Jej objawem jest stopniowe pogarszanie się ostrości widzenia z bliska. To naturalny proces, który jednak wymaga regularnej kontroli – również po to, by wykluczyć inne problemy ze wzrokiem. Jednak jak pokazuje badanie Ipsos dla EssilorLuxottica, jedynie 30% Polaków w wieku 40+ bada wzrok raz w roku, a aż 31% robi to co trzy lata lub rzadziej. Tymczasem niewyraźny obraz to nie tylko kwestia dyskomfortu – to przewlekły stres dla mózgu.

„Zmysł wzroku ma największą reprezentację w korze mózgowej. Kiedy obraz docierający do mózgu jest niewyraźny, mózg żyje w ciągłym stresie. To wpływa na naszą psychikę, koncentrację, a nawet samopoczucie – mówiła podczas kongresu dr n. med. Anna Maria Ambroziak specjalistka okulistyki. – Dobry wzrok to dobra psychika, a stabilne widzenie zapewnia wewnętrzną harmonię dla całego organizmu”.

Nowe pokolenie prezbiopów: millenialsi
Pokolenie millenialsów (osób urodzonych w latach 1981-1996) właśnie wkracza w wiek prezbiopii. To osoby aktywne, świadome i przyzwyczajone do nowych technologii. Jak pokazują najnowsze dane zaprezentowane podczas kongresu, coraz więcej z nich sięga po więcej niż jedną parę okularów, w tym m.in. okulary z soczewkami fotochromowymi (Transitions), progresywnymi oraz do pracy przy ekranach.

„Pokolenie millenialsów właśnie wchodzi w etap życia, w którym naturalnie zaczynają się pierwsze objawy prezbiopii – zauważa Grzegorz Gondek, prezes EssilorLuxottica na Polskę i kraje bałtyckie. – To moment, który zmienia sposób postrzegania potrzeby korekcji wzroku – dosłownie i w przenośni. Użytkownicy oczekują dziś rozwiązań nie tylko skutecznych, ale i dopasowanych do stylu życia: dynamicznego, cyfrowego, często wielozadaniowego. Właśnie dlatego rośnie znaczenie innowacyjnych soczewek, które odpowiadają na te nowe potrzeby”.

Soczewki przyszłości: nowoczesne technologie i komfort od pierwszego dnia
Podczas kongresu zaprezentowano również najnowsze rozwiązania w zakresie korekcji wzroku – w tym soczewki progresywne z portfolio grupy EssilorLuxottica, do której należą spółki: Essilor Polonia, JZO, Jai Kudo, stworzone z myślą o osobach prowadzących aktywny, cyfrowy tryb życia i poszukujących codziennego komfortu. Co ważne, aż 95% użytkowników przystosowuje się do nich już pierwszego dnia.

„W świecie, gdzie nasze oczy wykonują codziennie ponad 100 tysięcy ruchów, korekcja powinna być komfortowa i intuicyjna – komentował Damian Biernacki, Education Manager w EssilorLuxottica. – Varilux XR™ to odpowiedź na potrzeby osób, które nie chcą już żonglować różnymi parami okularów – od telefonu po jazdę samochodem”.

Prezbiopia to nie tylko okulary. To wyzwanie psychologiczne
Ważnym akcentem kongresu było holistyczne podejście do tematu prezbiopii. Obok optometrystów, w gronie prelegentów znaleźli się także psycholodzy i socjolodzy, podkreślający, że pogarszający się wzrok po czterdziestce to nie tylko fizyczna zmiana, ale również wyzwanie emocjonalne i społeczne.

„W naszym społeczeństwie prezbiopia wciąż bywa tematem tabu. Konieczność sięgania po okulary do czytania często kojarzy się z pierwszym, namacalnym objawem starzenia – stwierdziła podczas kongresu Marta Niedźwiecka, psycholożka. – Dla wielu osób to moment, w którym po raz pierwszy muszą zmierzyć się z tym, że ich ciało zaczyna działać inaczej niż dotychczas. Zamiast traktować to jako słabość czy ograniczenie, warto spojrzeć na ten etap jako szansę – by lepiej zatroszczyć się o siebie i swoje potrzeby. Prezbiopia nie odbiera sprawczości – może wręcz ją wzmocnić, jeśli zareagujemy świadomie i z troską o jakość życia”.

Dr hab. Tomasz Sobierajski zwrócił uwagę, że współcześni czterdziestolatkowie nie wpisują się w stereotyp osoby „w średnim wieku”.

„To ludzie aktywni, ambitni, nowocześni. Ich tożsamość nie uwzględnia jeszcze słabości ciała. Tymczasem prezbiopia może stać się impulsem do refleksji, ale też do zadbania o siebie w kolejnym, pięknym etapie życia po czterdziestce” – mówił socjolog.

Edukacja i relacja – fundamenty nowoczesnej optyki
Wśród kluczowych wniosków z kongresu pojawiła się rola specjalistów ochrony wzroku jako doradców i edukatorów. Uczestnicy zgodnie podkreślali, że dobrze przeprowadzona rozmowa w salonie optycznym, wsparcie po zakupie oraz budowanie zaufania są dziś równie ważne jak sama technologia.

„Styl i jakość życia pacjenta to punkt wyjścia dla nowoczesnej optyki – mówiła dr n. med. Anna Maria Ambroziak specjalistka okulistyki. – Nadal zbyt wiele osób ma nieskorygowaną lub niedokorygowaną wadę wzroku, co przekłada się na zmęczenie, bóle głowy czy ogólne obniżenie jakości życia”.

Nowy rozdział w rozmowie o prezbiopii
Kongres Fokus na Progres był kolejnym krokiem w kierunku zmiany narracji o prezbiopii – z zagadnienia medycznego w temat powszechny i społeczny.

„Prezbiopia to nie choroba. To naturalny etap życia, do którego można podejść nowocześnie i świadomie – podsumował dr hab. Tomasz Sobierajski. – Z pomocą nowych technologii i profesjonalistów można odzyskać nie tylko ostrość widzenia, ale też komfort, pewność siebie i radość z codzienności.

Prezbiopia nie musi oznaczać rezygnacji z komfortu i aktywnego życia. Dzięki postępowi technologicznemu i nowoczesnym rozwiązaniom optycznym – takim jak soczewki progresywne, fotochromowe czy wspierające cyfrową codzienność – możliwe jest zachowanie ostrości widzenia, a tym samym jakości życia. Kongres „Fokus na Progres” zorganizowany przez EssilorLuxottica był nie tylko źródłem wiedzy, ale też impulsem do zmiany myślenia: prezbiopia to nie ograniczenie – to nowy etap, który warto przeżyć świadomie, z troską o swój wzrok i samopoczucie.

Źródło informacji: EssilorLuxottica

Insulinooporność to coraz częściej diagnozowany problem, który bez odpowiedniego leczenia i stylu życia może prowadzić do rozwoju cukrzycy typu 2 i innych poważnych powikłań zdrowotnych. Kluczową rolę w poprawie samopoczucia i parametrów metabolicznych odgrywa dieta – odpowiednio skomponowana może wspomagać leczenie i znacząco poprawić jakość życia. W naszym artykule podpowiadamy, jak powinno wyglądać codzienne odżywianie osób zmagających się z insulinoopornością i czego warto unikać.
Insulinooporność to stan, w którym komórki organizmu słabiej reagują na insulinę – hormon odpowiadający m.in. za regulację poziomu glukozy we krwi. W efekcie trzustka produkuje jej więcej, co z czasem może prowadzić do hiperinsulinemii, stanu zapalnego i w dalszej perspektywie – cukrzycy typu 2. Jednym z najskuteczniejszych sposobów radzenia sobie z tym zaburzeniem metabolicznym jest zmiana stylu życia, a w szczególności diety.

Nie ma jednej uniwersalnej diety dla osób z insulinoopornością, jednak możemy wyróżnić kilka zasad, które będą korzystne dla większości pacjentów – tłumaczy dr hab. n. o zdr. Agnieszka Surwiłło-Snarska, dietetyczka i specjalistka zdrowia publicznego. – Dieta powinna być przeciwzapalna, niskoprzetworzona i zawierająca niski ładunek glikemiczny.
W codziennym jadłospisie warto uwzględnić:
Ważna jest również regularność posiłków – najlepiej spożywać 3–5 posiłków dziennie, w równych odstępach czasu. Niewskazane są długie przerwy między posiłkami oraz objadanie się wieczorami.
Czego unikać? Osoby z insulinoopornością powinny ograniczyć produkty o wysokim indeksie glikemicznym, takie jak:
– Warto też zwrócić uwagę na jakość snu, aktywność fizyczną i ogólny poziom stresu – dodaje ekspertka. – Insulinooporność to złożony problem, dlatego leczenie powinno być wieloaspektowe i dopasowane indywidualnie.
Dzięki odpowiedniej diecie i stylowi życia, insulinooporność można skutecznie kontrolować, a nawet odwrócić jej skutki. Najważniejsze to podejść do tematu świadomie i systematycznie – z pomocą specjalistów.

Źródło: Pap MediaRoom

Wiadomo już, że są pewne czynniki, które sprzyjają długowieczności. Aby dożyć 100, a nawet więcej lat trzeba stosować dietę bogatą w warzywa i owoce, odstawić używki, dbać o regularną aktywność fizyczną i zdrowy sen. Niezwykle ważne są także udane relacje rodzinne i towarzyskie. Prof. Grzegorz Dworacki z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu podkreśla, że kluczem do opracowania czynników długowieczności było wyznaczenie na świecie pięciu tzw. niebieskich stref, w których żyje najwięcej zdrowych, sprawnych i zadowolonych z życia stulatków.

Dwie niebieskie strefy znajdują się w Europie. To Ikaria w Grecji, a we Włoszech Sardynia, a dokładnie obszar regionu Ogliastra i kilka górskich wiosek w Barbagii. Pozostałe „Blue Zones” to Okinawa  w Japonii,  półwysep Nicoya  w Kostaryce i Loma Linda w Kalifornii.

– Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak zapewnić sobie długowieczność. Z badań wynika jednak, że w tej chwili na świecie zdefiniowanych jest pięć tzw. błękitnych stref i to są takie obszary, w których ludzie żyją zdecydowanie dłużej. W Europie jest to basen Morza Śródziemnego, pierwszy region długowieczności to Sardynia, drugi Ikaria, ale na przykład w Sardynii też nie cała wyspa, tylko środkowa, górzysta – mówi prof. dr hab. med. Grzegorz Dworacki, patomorfolog, immunolog kliniczny, Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.

Badania i statystyki pokazują, że mieszkańcy tych wyjątkowych miejsc na naszej planecie są zdrowi, szczęśliwi i żyją najdłużej. Miejsce zamieszkania to jedna kwestia, ale niezwykle ważny jest również aspekt emocjonalny i psychiczny. Aby „oszukać PESEL”, trzeba bowiem dbać o swój dobrostan psychiczny i prowadzić spokojny, zrównoważony tryb życia. Dużą wartość ma udane życie rodzinne i towarzyskie.

– Niektórzy mówią, że bez miłości między ludźmi nie ma długiego życia. Osoby, które przebywają w tych błękitnych strefach, przyznają, że tam przede wszystkim jest olbrzymia życzliwość i dobroć, po prostu ludzka miłość. I ten aspekt, raz – obniża poziom stresu, a z drugiej strony, tacy ludzie, którzy mają przyjazne otoczenie, żyją w dobrych związkach i w kochających się rodzinach, żyją zdecydowanie dłużej – mówi.

Zdaniem prof. Grzegorza Dworackiego, by jak najdłużej cieszyć się zdrowiem, kondycją i dobrym samopoczuciem, trzeba dbać o swój układ odpornościowy.

– Aktywność układu odpornościowego jest bardzo ważna. Jeżeli jest właściwa i skuteczna, to właściwie nie powinno być nowotworów, bo z jednej strony nowotwory to są komórki, które się buntują i to się cały czas dzieje, do kilkudziesięciu dziennie, dlatego one powinny cały czas być eliminowane i sprzątane przez układ odpornościowy. Natomiast niewydolność układu odpornościowego wpływa na to, że nowotworów jest więcej – tłumaczy.

Bardzo niekorzystny wpływ na nasze zdrowie ma praca na zmiany. Zaburza ona bowiem naturalny, wewnętrzny rytm organizmu. Wykonywanie obowiązków w godzinach nocnych powoduje, że pracownik nie może odpocząć w momencie, w którym domaga się tego jego zegar biologiczny. Zgodnie z ustaleniami naukowców tzw. sen kompensacyjny w ciągu dnia jest mniej wartościowy niż sen w nocy.

– Osoby, które pracują na zmiany, które zarywają noce, znacznie częściej mają nowotwory. Okazuje się bowiem, że te komórki, które odpornościowo zabezpieczają nas w ciągu dnia, tak jakby wyjeżdżały z parkingu na miasto, a w nocy wracają do szpiku. I jeżeli ten ruch jest stale zaburzony, to nadzór immunologiczny nad nowotworami zdecydowanie nam spada. Czyli prosta rzecz: sen to jest element długowieczności. Ludzie, którzy dobrze śpią, długo żyją – mówi.

Profesor apeluje też, by nie zaniedbywać regularnej aktywności fizycznej, szczególnie na świeżym powietrzu. Warto postawić na przykład na ćwiczenia rozciągające.

– Jeżeli w dawnych czasach ludzie chodzili po górach, musieli po kilkaset metrów nosić wodę czy jedzenie, to takie rozciąganie ścięgien było sygnałem do mózgu, że ten człowiek wychodzi z jaskini i jest narażony na patogeny, na wirusy, na otoczenie. W tej sytuacji układ odpornościowy musi być aktywowany i to jest absolutnie aktywność mózgu. Natomiast w momencie, kiedy mamy siedzący tryb życia cały czas w jednym miejscu i nie ma tej aktywności, to spada nam sprawność układu odpornościowego – dodaje.

Prof. dr hab. med. Grzegorz Dworacki jest ambasadorem książki Petera Attii „Żyć dłużej. Nauka o długim życiu w zdrowiu”, która całkowicie zmienia podejście do procesu starzenia się. Specjaliści przyznają, że zostaliśmy zaprogramowani na około 120 lat. Program nie przewidział jednak, że będziemy żyć nieco inaczej niż nasi przodkowie.

źródło: Newseria.pl

Z urządzeń ubieralnych, czyli inteligentnych zegarków i opasek, korzysta ponad 1/3 Polaków – wynika z badania Huawei CBG Polska [1]. Sprzęty te pozwalają na monitorowanie aktywności fizycznej, a także kluczowych parametrów zdrowotnych, takich jak tętno i saturacja krwi, a nawet EKG czy ciśnienie tętnicze. Dane te mogą dostarczać cennych informacji zarówno posiadaczowi zegarka, jak i lekarzowi, wspierając diagnostykę. W praktyce zaledwie 25% użytkowników pokazała doktorowi zebrane w ten sposób wyniki. Dlaczego tak się dzieje? I czy warto promować wykorzystywanie danych odpacjenckich w polskiej służbie zdrowia?
Inteligentne zegarki i opaski sportowe stają się codziennymi towarzyszami Polaków. Już teraz ponad 1/3 z nas (36%) posiada te urządzenia, w tym co piąta osoba (20%) ma smartwatch, 12% opaskę, a 4% jedno i drugie. Smartwatche największą popularnością cieszą się wśród badanych w wieku 25-34 lat – aż 30% z nich posiada takie urządzenie. Kolejne 19% pytanych planuje zakup smart zegarka, a 16% – opaski. Tylko 29% nie rozważa zakupu żadnego z tych sprzętów.

Urządzenia te najczęściej wykorzystuje się do monitorowania tętna (60% użytkowników), jakości snu (47%), saturacji krwi i poziomu stresu (po 26%). Warto zauważyć, że są to jedne z ważniejszych parametrów, które należy regularnie mierzyć.

Mimo potencjału, lekarze wciąż podchodzą z rezerwą do danych z urządzeń ubieralnych. W 21% przypadków uznają je za niewiarygodne, choć 38% analizuje dostarczone informacje, a 27% dołącza je do dokumentacji pacjenta. Najczęściej parametry zebrane przez urządzenia pacjenci przedstawiają lekarzom rodzinnym (43%), kardiologom (33%) oraz internistom (18%).

„Smart zegarki i opaski dostarczają cennych danych zdrowotnych w czasie rzeczywistym, takich jak tętno, poziom aktywności na podstawie stref tętna wyliczonych indywidualnie, jakość snu, zmienność rytmu serca czy poziom stresu. Niektóre z nowocześniejszych i bardziej zaawansowanych urządzeń mają także certyfikację medyczną, która oznacza, że urządzenia te w sposób wiarygodny pozwalają na wczesne wykrycie nieprawidłowości takich jak arytmie serca” – mówi profesor dr hab. n. med. Marek Postuła, wiceprezes PTPM Medycyna XXI.

Badanie wskazuje, że urządzenia te odgrywają także rolę w profilaktyce. Wśród użytkowników 22% zostało zaalarmowanych przez smartwatch o problemach ze snem, 15% o podwyższonym tętnie, a 9% o wzmożonym stresie. Dane te mogą skłaniać do podjęcia badań profilaktycznych, co może przełożyć się na poprawę zdrowia.

Kluczowym wyzwaniem pozostaje przełamanie barier w wykorzystaniu danych z urządzeń ubieralnych w diagnostyce oraz zwiększenie zaufania zarówno użytkowników, jak i lekarzy do tych technologii.

„Smart zegarki i opaski dostarczają cennych danych zdrowotnych w czasie rzeczywistym, takich jak tętno, poziom aktywności na podstawie stref tętna wyliczonych indywidualnie, jakość snu, zmienność rytmu serca czy poziom stresu. Niektóre z nowocześniejszych i bardziej zaawansowanych urządzeń mają także certyfikację medyczną, która oznacza, że urządzenia te w sposób wiarygodny pozwalają na wczesne wykrycie nieprawidłowości takich jak arytmie serca” – mówi prof. Marek Postuła.

[1] Badanie Huawei CBG Polska przeprowadzone przez SW Research na reprezentatywnej próbie 1006 Polaków w listopadzie 2024r.

 

Źródło: Huawei

Zmiana czasu na zimowy to doskonała okazja, by przemyśleć swój rytm okołodobowy. W październiku w obiektach handlowych zarządzanych przez Ingka Centres rusza kampania „Dobrze Ci we śnie!” promująca dobry sen jako ważny element dobrostanu człowieka. Według raportu „Life in communities” Ingka Centres 36% respondentów uważa, że ​​ich fizyczne i psychiczne samopoczucie jest dla nich coraz ważniejsze. Odpowiadając na potrzebę poprawienia jakości snu cztery miejsca spotkań-centra handlowe Ingka Centres zapraszają lokalne społeczności i całe rodziny do aktywności, które wprawią uczestników w stan relaksu.  Angażujące inicjatywy w ramach kampanii odbędą się w Porcie Łódź w dniach 21.10.–2.11., SKENDE Shopping w Lublinie od 04.11. do 9.11., Wola Parku w Warszawie od 28.10. do 02.11. oraz Alei Bielany we Wrocławiu od 28.10. do 09.11.

Sen to konieczność. Bez względu na wiek odgrywa on nieocenioną rolę w życiu ludzi, wpływając na ich zdrowie. Gdy śpimy ciało „resetuje się” i przeprowadza „autokonserwację”. Znaczenie snu dla sprawnego funkcjonowania na co dzień jest niezaprzeczalne. Ingka Centres, poprzez swoją kampanię „Dobrze Ci we śnie!” inspiruje do poprawy samopoczucia odwiedzających i lokalne społeczności poprzez wysypianie się.

W ramach kampanii miejsca spotkań Ingka Centres przygotowały szereg bezpłatnych propozycji.

27 października Port Łódź zaprosi odwiedzających do lokalu Caffe przy ulicy, gdzie zjedzą szwedzkie śniadanie przy stołach zaaranżowanych przez IKEA. Na event obowiązują wcześniejsze zapisy. Warunkiem uczestnictwa jest przyjście w piżamie.

Wola Park w Warszawie zaproponuje gościom m.in. udział w konkursie Sleeping Selfie zachęcając do przyjęcia ciekawej pozy w specjalnie zaaranżowanej krainie snu. Wystarczy wrzucić zdjęcie na swój Instagram lub Facebook i oznaczyć profil @wolapark. Do wygrania jest jedna z 3 kart podarunkowych do centrum o wartości 150 zł!

Aleja Bielany we Wrocławiu zaprosi odwiedzających m.in. na test jakości snu, podczas którego poznają ciekawostki na jego temat oraz otrzymają prezent – opaskę na oczy.

W lubelskim SKENDE Shopping w ramach kampanii można będzie m.in. skorzystać z dekodera snów i wziąć udział w konkursie na łóżkowe selfie.

– Nasze nowe aktywności w ramach kampanii „Dobrze Ci we śnie!” pomogą odwiedzającym i lokalnym społecznościom zrozumieć znaczenie dobrego snu w nocy. Sen jest kluczem do dobrego samopoczucia i ogólnego dobrostanu organizmu. Poprzez nasze zabawne, ale praktyczne aktywności chcemy zjednoczyć ludzi w działaniu na rzecz promocji dobrego snu, wzajemnego wsparcia oraz bardziej zrównoważonego stylu życia dla wszystkich – powiedział Giovanni Princiotta Cariddi, Cluster Manager of Central Europe w Ingka Centres.

We czterech miejscach spotkań Ingka Centres będzie można skorzystać m.in. z dekodera snów, aby poznać ich głębsze znaczenie oraz przestrzeni przeznaczonej do robienia selfie w wyśnionym łóżku. Będzie również możliwość wypróbowania produktów do sypialni IKEA.

źródło: Ingka Centres

Rak piersi jest najczęściej diagnozowanym nowotworem złośliwym u kobiet, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Według Krajowego Rejestru Nowotworów, w 2023 roku liczba nowych przypadków przekroczyła 24 tysiące, a śmiertelność wynosi około 14%. Według ekspertów odsetek ten mógłby być znacznie niższy dzięki odpowiedniej profilaktyce. Dziś, podczas Miesiąca Świadomości Raka Piersi Fundacja Onkologiczna Rakiety oraz marka LongLife ogłaszają akcję Dotykam, badam, działam, której celem jest zwiększenie świadomości profilaktyki raka piersi i zachęcenie kobiet do regularnych badań.
Rak piersi stanowi aż 23% wszystkich nowotworów złośliwych diagnozowanych u kobiet. Choć najbardziej narażone na rozwój choroby są kobiety po 50. roku życia, to ryzyko wzrasta już po 40. Wczesne wykrycie nowotworu daje ogromne szanse na wyleczenie – wskaźnik pięcioletniego przeżycia przekracza 90% w przypadku nowotworu zdiagnozowanego w stadium początkowym.
 
Dla wielu kobiet profilaktyka raka piersi kojarzy się z lękiem, ale warto spojrzeć na nią inaczej – jak na narzędzie do ochrony zdrowia i życia. Samobadanie piersi to coś więcej niż tylko rutynowy gest, to wyraz troski o siebie. – podkreśla Katarzyna Binkiewicz, psychoonkolożka i koordynatorka komunikacji Fundacji Onkologicznej Rakiety. Badania profilaktyczne dają nam poczucie kontroli i świadomość, że mamy realny wpływ na swoje zdrowie. Warto pamiętać, że wczesne wykrycie zmian daje szanse na wyleczenie, a ten prosty krok, jakim jest regularne badanie, może uratować życie.– dodaje Binkiewicz.
 
Ruch to zdrowie
 
Jak podkreślają eksperci, oprócz regularnych badań, jednym z najważniejszych elementów profilaktyki jest… prozdrowotny styl życia oraz regularna, dostosowana do możliwości pacjenta, aktywność fizyczna. W oparciu o światowe dane, ustalono, że zdrowy styl życia, może zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka piersi nawet o 30-40%. Dodatkowo liczne badania potwierdzają, że samo systematyczne utrzymywanie prawidłowego poziomu aktywności ruchowej zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworów, a efekt koreluje z poziomem zaangażowania ruchowego – im większa aktywność, tym mniejsze ryzyko, jednak nawet umiarkowany poziom, obejmujący 150 min aktywności tygodniowo, wykazuje dużą skuteczność prewencyjną. Badania wskazują, że w przypadku większości nowotworów, w tym raka piersi, regularny, efektywny wysiłek fizyczny może zmniejszyć ryzyko zachorowania nawet o 25%.

– Ćwiczenia fizyczne nie tylko pomagają w profilaktyce nowotworów, ale również są jednym z najważniejszych elementów przeciwdziałania otyłości, która sama w sobie jest istotnym czynnikiem ryzyka chorób nowotworowych. W przypadku raka piersi, utrzymywanie prawidłowej masy ciała ma pozytywny wpływ na poziom estrogenów i koreluje z redukcją ryzyka hormonozależnych nowotworów tego narządu. Dzięki efektywnym treningom można zauważyć poprawę funkcji układu odpornościowego, będącego bazą dla procesu zdrowienia, a także pozytywne zmiany w stanie psychicznym. U pacjentów stosujących się do zasad medycyny stylu życia, widzimy wyraźny wzrost motywacji i systematyczności, które wraz z poprawą i stabilizacją nastroju stanowią ważny element leczenia. W kontekście leczenia onkologicznego, odpowiednio dobrana aktywność fizyczna może poprawiać skuteczność, a także łagodzić negatywne skutki terapii. Proces diagnozy i leczenia onkologicznego wymaga holistycznego i jednostkowego podejścia do pacjenta, więc tak jak nierozsądne wydaje się remontowanie ścian budynku stojącego na wątłych fundamentach, tak nierozsądnym jest leczenie pacjenta bez zadbania o codzienne prawidłowe funkcjonowanie organizmu u podstaw – dodaje doktor Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny LongLife, specjalizujący się w profilaktyce zdrowotnej.

Październik miesiącem profilaktyki
Różowy Październik, znany również jako Miesiąc Świadomości Raka Piersi, to międzynarodowa inicjatywa, której celem jest zwiększenie świadomości na temat raka piersi oraz promowanie profilaktyki. Co roku, w październiku, na całym świecie organizowane są kampanie edukacyjne i wydarzenia mające na celu zachęcenie kobiet do regularnych badań i samokontroli. Różowy kolor symbolizuje solidarność z osobami chorymi, a działania prowadzone w ramach tej akcji przypominają, jak ważna jest profilaktyka i wczesne wykrywanie zmian w piersiach.

W ramach prowadzonych wokół akcji działań, Fundacja Onkologiczna Rakiety i marka LongLife zapraszają na bezpłatny webinar Dotykam, badam, działam poświęcony profilaktyce raka piersi i holistycznemu podejściu do zdrowia. Podczas wydarzenia, które odbędzie się 15 października, eksperci opowiedzą jak prawidłowo przeprowadzać samobadanie piersi oraz przedstawią najnowsze zalecenia dotyczące badań profilaktycznych. Omówią oni także, jak radzić sobie z emocjami i stresem związanym z profilaktyką oraz diagnozą.

Rejestracja pod adresem Dotykam, badam, działam – bezpłatny webinar o profilaktyce raka piersi (clickmeeting.com).

 
O Fundacji Rakiety
Fundacja Onkologiczna Rakiety powstała w 2012 roku jako odpowiedź na potrzeby osób chorujących onkologicznie. Misją Fundacji jest kompleksowe wsparcie osób chorujących i ich bliskich na każdym etapie diagnostyki i leczenia. Fundacja pomaga w zbieraniu środków na wszelkie wydatki związane z leczeniem i rehabilitacją – nie pobierając przy tym żadnych opłat czy prowizji. Ponadto swoim podopiecznym oferuje wsparcie specjalistów: psychoonkologów, psychiatrów, dietetyka, lekarza medycyny paliatywnej i leczenia bólu, pielęgniarki oraz seksuologa. Ważnym filarem działań Fundacji jest także edukacja w zakresie zdrowia i profilaktyki – łącząc przy tym lokalne społeczności i świat biznesu. Fundacja Onkologiczna. Rakiety organizuje wydarzenia profilaktyczne, warsztaty, webinary i kampanie edukacyjne.
 
O LongLife
LongLife to działająca od ponad 10 lat firma, specjalizująca się w medycynie prewencyjnej i profilaktycznej opiece zdrowotnej. Misją LongLife jest promowanie stylu życia opartego na dobrym samopoczuciu bazująca na indywidualnym podejściu do każdego klienta. Firma oferuje spersonalizowaną opiekę medyczną, dostosowując rozwiązania zdrowotne do potrzeb klientów B2B i B2C. LongLife stawia na holistyczne podejście, dbając o zdrowie fizyczne i psychiczne swoich klientów, opierając się na empatii i zrozumieniu.
 
źródło: Fundacja Rakiety

Genetyka jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny. Badania genetyczne są w pełni bezpieczne, a raz przeprowadzone nie tracą ważności przez całe życie. Mimo tego pacjenci podchodzą do nich z dystansem. A przecież badania tego typu to szansa na poprawną diagnozę, leczenie, a nawet zapobieganie wielu niebezpiecznym objawom chorób wrodzonych.

Wg badań przeprowadzonych w 2021 roku* zaledwie 5 proc. Polaków kojarzy genetykę ze zdrowiem, a tym samym z przeciwdziałaniem chorobom czy możliwością rozpoczęcia badań profilaktycznych lub leczenia. A to właśnie badania genetyczne są istotnym narzędziem, które już dziś wspiera diagnostykę medyczną i leczenie wielu chorób. 

Przychodząc do poradni genetycznej możemy rozwiać pewne wątpliwości dotyczące stanu naszego zdrowia. Rolą lekarza specjalisty jest przeprowadzenie dokładnego wywiadu i skierowanie na właściwe badania. Dzięki interpretacji wyników możemy dowiedzieć się czy mamy predyspozycje lub czy występuje u nas podwyższone ryzyko wystąpienia np. chorób nowotworowych, chorób serca i układu krążenia, ale także jak działać prewencyjnie, aby je zminimalizować. Dzięki wiarygodności wyników badań DNA (na poziomie ok. 99%) możliwe jest wdrożenie odpowiedniej terapii lub badań profilaktycznych. W znaczącym stopniu mogą one pomóc opóźnić rozwój choroby ­– mówi dr n.med. Katarzyna Wojciechowska, specjalista w dziedzinie genetyki klinicznej z Laboratorium Badań Genetycznych w Lublinie.

Warto podkreślić, że informacja o nosicielstwie określonych zmian genetycznych ma znaczenie nie tylko dla profilaktyki i ochrony zdrowia jednej osoby. Informacja zawarta w DNA decyduje o naszym zdrowiu, reakcji organizmu na leki i pokarmy. Możemy mieć zmiany, które u nas nie powodują żadnych dolegliwości, ale przekazane potomstwu, mogą prowadzić do pojawienia się poważnych problemów zdrowotnych. Świadomość predyspozycji do wystąpienia danej choroby ma więc znaczenie dla każdego członka rodziny. Badania profilaktyczne, dostosowanie stylu życia, diety, czy aktywności fizycznej może pozwolić na zachowanie zdrowia i długie, komfortowe życie.

Testy genetyczne można wykonać w kierunku m.in.: predyspozycji do chorób nowotworowych: (np. raka piersi, jajnika, jelita grubego, prostaty), niepłodności, poronień, celiakii, chorób immunologicznych, endokrynologicznych, metabolicznych, autyzmu, chorób mitochondrialnych, zaburzeń neurorozwojowych, chorób zakrzepowo-zatorowych, sercowo- naczyniowych, narządów zmysłów, czy upośledzenia umysłowego.

Badanie genetyczne jest w pełni bezpieczne. Pacjentom pobieramy krew lub wymaz z wewnętrznej strony policzka. Badanie wykonujemy w laboratorium, możemy również wysłać zestaw dostosowany do pobrania materiału samodzielnie w domu. Na wyniki trzeba poczekać od kilku dni do paru tygodni   dodaje mgr inż. Ewa Kolobius, diagnosta laboratoryjny, zastępca kierownika Laboratorium Badań Genetycznych w Lublinie.

* Badanie opinii „Stosunek Polaków do genetyki” przeprowadzono w ramach kampanii edukacyjnej „Genetyka Ratuje Życie”


źródło:InnGen S.A.

Stłuszczeniowa choroba wątroby związana z dysfunkcją metaboliczną (MASLD) to jedna z najczęstszych, przewlekłych chorób wątroby, która dotyka około 25% ludzi na całym świecie.[1] Charakteryzuje się nadmiernym gromadzeniem tłuszczu w komórkach wątroby, którego główną przyczyną są czynniki metaboliczne. Eksperci zwracają uwagę na rosnący problem związany z MASLD, wynikający głównie z niezdrowego stylu życia, wzrostu wskaźników otyłości oraz innych czynników metabolicznych. Wskazują również na potrzebę edukacji społeczeństwa i spojrzenia holistycznego na choroby współistniejące związane z chorobą stłuszczeniową wątroby.

 

 

Zgodnie z raportem Global Liver Institute, MASLD jest jedną z najczęstszych przewlekłych chorób wątroby na świecie i w skali globalnej dotyczy nawet 1 na 4 osoby. Częstość jej występowania może być niedoszacowana, gdyż do dalszej diagnostyki kierowane są zwykle osoby ze zwiększoną aktywnością enzymów wątrobowych we krwi.[1] W Polsce MASLD stanowi prawie 60% wszystkich chorób wątroby. Zmieniające się trendy żywieniowe – niezdrowa, przetworzona dieta i spożywanie słodkich napoi – wskazują, że liczba osób z MASLD będzie rosnąć, jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie kroki profilaktyczne oraz diagnostyczne.[2]

 

Podobnie jak w wielu innych krajach europejskich, w Polsce alarmująco rośnie liczba zachorowań na choroby wątroby. Każdego roku stanowią one 2,22% wszystkich zgonów, stając się dziewiątą główną przyczyną śmierci. Dodatkowo, około 68% mężczyzn i 53% kobiet zmaga się z nadwagą, co znacząco zwiększa ryzyko chorób wątroby. Problem potęguje również wzrost konsumpcji alkoholu. Wątroba jest często ignorowana zarówno przez społeczeństwo jak i decydentów, dlatego jako Global Liver Institute stawiamy sobie za cel, aby zdrowie wątroby stało się priorytetem dla zdrowia publicznego. – mówi Giacomo Donnini, Dyrektor programowy ds. zdrowia wątroby i zdrowia publicznego, Global Liver Institute.

 

Przyczyny MASLD są złożone, ale głównymi czynnikami wpływającymi na rozwój choroby są: otyłość, cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze oraz zaburzenia lipidowe.[3] W Polsce z otyłością zmaga się 9 mln osób[4], z cukrzycą typu 2 – 3,1 mln[5], z nadciśnieniem tętniczym – 10 mln osób[6], a zaburzenia lipidowe mogą dotyczyć nawet 21 mln osób[7]. Objawy MASLD nie są charakterystyczne. Choroba rozwija się powoli, zwykle przebiega bezobjawowo i często jest rozpoznawana przypadkowo.[8] W profilaktyce i leczeniu MASLD większość lekarzy zaleca redukcję masy ciała i zmianę stylu życia, a ponad połowa zaleca także leczenie farmakologiczne. Jedną z dostępnych opcji terapeutycznych są leki hepatoprotekcyjne, w tym te zawierające fosfolipidy niezbędne, które pomagają redukować stłuszczenie wątroby oraz obniżają poziom enzymów wątrobowych. [9]

 

Wyzwania w diagnostyce i sposobie postępowania

 

Wczesna diagnostyka stłuszczenia wątroby jest kluczowa, zwłaszcza u osób z wysokim ryzykiem, takich jak osoby z cukrzycą typu 2 czy z chorobami sercowo-naczyniowymi. Pomimo wyraźnego związku między czynnikami stylu życia, takimi jak siedzący tryb życia i niewłaściwa dieta, a zwiększonym ryzykiem stłuszczenia wątroby, diagnostyka chorób wątroby w tej grupie osób występuje zbyt rzadko.

 

MASLD to schorzenie wieloczynnikowe, które wymaga holistycznego podejścia. Kluczowa jest wzajemna współpraca pomiędzy lekarzami różnych specjalności – hepatologami, kardiologami, diabetologami, internistami i zwłaszcza lekarzami pierwszego kontaktu. – mówi prof. dr hab. n. med. Marek Hartleb, Klinika Gastroenterologii i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. – Pozwoliłoby to na lepsze zrozumienie wszystkich aspektów zdrowotnych i zapewnienie kompleksowej opieki, niezbędnej w profilaktyce i leczeniu MASLD.

 

Otyłość i cukrzyca typu 2 są ściśle powiązane z MASLD, stanowiąc istostne zagrożenie dla zdrowia publicznego. Niestety, w społeczeństwie wciąż jest niska świadomość na temat związku między tymi schorzeniami. Niewiele osób z cukrzycą typu 2 jest analizowanych pod kątem ryzyka bardziej zaawansowanych etapów chorób wątroby, a ci, którzy zostali zidentyfikowani, rzadko są kierowani do specjalisty. Wczesna diagnostyka w kierunku MASLD oraz określenie ryzyka chorób wątroby są kluczowe, aby zapobiegać powikłaniom i poprawić jakość życia. – mówi prof. dr hab. n. med. Janusz Gumprecht, Klinika Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Nefrologii, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

 

MASLD jest nie tylko problemem hepatologicznym, ale może również prowadzić do poważnych powikłań sercowo-naczyniowych. Badania wskazują, że osoby z MASLD są w grupie podwyższonego ryzyka wystąpienia chorób serca, takich jak miażdżyca, nadciśnienie tętnicze czy zawał serca. Dlatego istotne jest, aby ta grupa osób była regularnie monitorowana pod kątem zdrowia sercowo-naczyniowego i otrzymywała kompleksową opiekę medyczną. – mówi dr hab. n. med. prof. UM w Łodzi Marcin Barylski, Klinika Chorób Wewnętrznych i Rehabilitacji Kardiologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Równocześnie osoby z chorobami kardiologicznymi – jak nadciśnienie czy dyslipidemia,  powinny być diagnozowane pod względem ryzyka MASLD, ponieważ często współwystępują one razem z chorobami wątroby. Wczesne wykrycie MASLD u pacjentów kardiologicznych może znacząco poprawić rokowanie i zmniejszyć ryzyko zgonu z powodu niewydolności wielonarządowej.  

 

Wczesna diagnoza w kierunku MASLD jest kluczowa, ponieważ umożliwia zmianę stylu życia i odpowiednie leczenie, co może zapobiec progresji choroby do MASH, czyli stłuszczeniowego zapalenia wątroby związanego z zaburzeniami metabolicznymi, marskości czy raka wątroby.[10]

 

Jednym z najprostszych sposobów na poprawę diagnostyki chorób wątroby może być wprowadzenie obliczenia wskaźnika FIB-4 do wyników standardowych badań laboratoryjnych. Jest to nieinwazyjny wskaźnik, który oblicza się na podstawie wieku, aktywności enzymów wątrobowych (AST i ALT) oraz liczby płytek krwi, danych łatwo dostępnych w standardowej praktyce klinicznej. Warto byłoby go dodać jako standard badań laboratoryjnych obok innych parametrów takich jak GFR, BMI czy non-HDL. Dodanie tego wskaźnika pozwoliłoby na szybsze zwrócenie uwagi lekarza na problem z wątrobą, a w przypadku przekroczenia normy, pozwoliłoby lekarzom pierwszego kontaktu szybciej skierować osoby do odpowiednich specjalistów.

 

Dzięki zwiększeniu świadomości na temat przyczyn, objawów i diagnostyki MASLD, będziemy mogli skuteczniej zapobiegać jej rozwojowi i minimalizować ryzyko powikłań. Lekarze pierwszego kontaktu powinni odgrywać tutaj szczególną rolę, ponieważ to właśnie oni mają możliwość wczesnego wykrywania i inicjowania odpowiednich działań terapeutycznych.  – mówi dr hab. n. med. Daniel Śliż, III Klinika Chorób Wewnętrznych i Kardiologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny. – Proaktywne działania w zakresie zwiększenia świadomości i wczesnego wykrywania MASLD nie tylko poprawią indywidualne wyniki zdrowotne, ale także mogą przyczynić się do zmniejszenia obciążenia systemów zdrowia publicznego dzięki mniejszej liczbie zaawansowanej postaci choroby wątroby.

 

Nieustająca potrzeba edukacji

 

Świadomość społeczna na temat metabolicznej stłuszczeniowej choroby wątroby (MASLD) jest w Polsce bardzo niska. Kluczowe jest, aby zarówno społeczeństwo, jak i lekarze pierwszego kontaktu zrozumieli wagę wczesnego wykrywania i kompleksowego leczenia tej choroby.

 

Sanofi od lat koncentruje się na podnoszeniu świadomości na temat znaczenia konieczności dbania o zdrowie wątroby. Jednym z takich działań, była przeprowadzona w ubiegłym roku kampania „Prowadź się zdrowo”, która umożliwiła mieszkańcom 16 miast w Polsce bezpłatne wykonanie nieinwazyjnego badania wątroby.

[1] Global Liver Institute “Global State of Liver Heath” 2023, link: https://globalliver.org/wp-content/uploads/2024/02/compressed-global_liver_report_ed2.pdf; Dostęp: 3.06.2024
[1] Hartleb, M., Wunsch, E., Milkiewicz, P., Drzewoski, J., Mach, T., Gutkowski, K., Raszeja-Wyszomirska, J., Jabłkowski, M., Cichoż-Lach, H., Stachowska, E., Socha, P., Okopień, B., Krawczyk, M., Kajor, M., Drobnik, J., Lewiński, A., Wójcicki, M., Januszewicz, A., Strojek, K., Olszanecka-Glinianowicz, M. (2019). Postępowanie z chorymi na niealkoholową stłuszczeniową chorobę wątroby. Zalecenia Polskiej Grupy Ekspertów NAFLD 2019.. Medycyna Praktyczna, 10, 47-74. Link: https://ptg-e.org.pl/wp-content/uploads/2022/03/GP_3_2019_NAFLD.pdf, Dostęp: 3.06.2024
[2] j.w. w punkcie 1.
[3] j.w. w punkcie 2.
[4] Najwyższa Izba Kontroli, „Profilaktyka i leczenie otyłości przerosły system (zapis konferencji prasowej)”, 29.02.2024; link https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/coraz-wiecej-osob-z-choroba-otylosciowa-coraz-dluzsze-kolejki.html. Dostęp: 3.06.2024
[5] Kiełczykowska A., Polska Agencja Prasowa „NFZ: W Polsce na cukrzycę choruje około 3 mln osób”, 15.11.2023; link:: https://www.pap.pl/aktualnosci/nfz-w-polsce-na-cukrzyce-choruje-okolo-3-mln-osob; Dostęp: 17.07.2024
[6] PolitykaZdrowotna.com, „Alarmujące dane: Polacy najczęściej umierają na serce”, 29.09.2023; link: https://politykazdrowotna.com/artykul/alarmujace-dane-polacy/1183174; Dostęp: 03.06.2024
[7] PTKardio.pl, „2023 rokiem walki z hipercholesterolemią! Rok świadomości zaburzeń lipidowych”, 31.01.2023; link: https://ptkardio.pl/aktualnosci/693-2023_rokiem_walki_z_hipercholesterolemia_rok_swiadomosci_zaburzen_lipidowych; Dostęp: 3.06.2024
[8] Paweł Rajewski, Piotr Rajewski, Michał Wiciński, Karolina Dulęba, Krzysztof Dobosz; Niealkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby (NAFLD) — etiologia, rozpoznanie, leczenie w świetle aktualnej wiedzy; Forum Medycyny Rodzinnej 2020;14(1):1-10; link: https://journals.viamedica.pl/forum_medycyny_rodzinnej/article/view/67179; Dostęp: 3.06.2024
[9] Hartleb M, Mastalerz-Migas A, Kowalski P, Okopień B, Popovic B, Proga K, Cywińska-Durczak B. Healthcare practitioners’ diagnostic and treatment practice patterns of nonalcoholic fatty liver disease in Poland: a cross-sectional survey. Eur J Gastroenterol Hepatol. 2022 Apr 1;34(4):426-434.
Link: https://ptg-e.org.pl/wp-content/uploads/2022/03/GP_3_2019_NAFLD.pdf, Dostęp: 3.06.2024
[10]Hartleb, M., Wunsch, E., Milkiewicz, P., Drzewoski, J., Mach, T., Gutkowski, K., Raszeja-Wyszomirska, J., Jabłkowski, M., Cichoż-Lach, H., Stachowska, E., Socha, P., Okopień, B., Krawczyk, M., Kajor, M., Drobnik, J., Lewiński, A., Wójcicki, M., Januszewicz, A., Strojek, K., Olszanecka-Glinianowicz, M. (2019). Postępowanie z chorymi na niealkoholową stłuszczeniową chorobę wątroby. Zalecenia Polskiej Grupy Ekspertów NAFLD 2019.. Medycyna Praktyczna, 10, 47-74. Link: https://ptg-e.org.pl/wp-content/uploads/2022/03/GP_3_2019_NAFLD.pdf, Dostęp: 3.06.2024

źródło: Sanofi

Ludzie, którzy w ciągu całego życia są aktywni fizycznie, zapadają na niektóre nowotwory co najmniej o 25 proc. rzadziej niż osoby mało aktywne. Mniejsze jest też u nich ryzyko wystąpienia chorób serca czy cukrzycy. Mimo świadomości dobroczynnego wpływu aktywności fizycznej tylko co czwarty Polak podejmuje ją regularnie przez minimum 30 minut dziennie, zgodnie z rekomendacjami WHO – wynika z raportu Medicover pn. Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2023. Brak ruchu najczęściej wynika z braku czasu i motywacji, ale może być także efektem poważniejszych problemów ze zdrowiem psychicznym. Eksperci dowodzą, że może jednocześnie te problemy pogłębiać, co tworzy błędne koło. Duża może być rola pracodawców, by zachęcać pracowników do aktywności fizycznej.

– Aż 74 proc. polskich pracowników jest nieaktywnych fizycznie, co oznacza, że oni nie spełniają minimum zalecanego przez Światową Organizację Zdrowia. To jest o 7 pkt proc. gorzej, niż było w ubiegłym roku, czyli trend jest negatywny – mówi Justyna Gościńska, dyrektor Działu Sport i Fitness w Medicover Sport.

WHO zaleca wszystkim zdrowym dorosłym (18–64 lat) tygodniowo 150–300 min aktywności fizycznej o umiarkowanej intensywności lub 75–150 min aktywności fizycznej o dużej intensywności. Odpowiednia dawka ruchu to zmniejszone ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe. WHO ocenia, że dzięki propagowaniu i wprowadzaniu w społeczeństwach zdrowych nawyków można uniknąć nawet połowy przypadków wszystkich chorób onkologicznych. Aktywność fizyczna ma także znaczenie dla ograniczania ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2 czy złamań, m.in. kości biodrowej lub kręgosłupa.

Z badania Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2023” wynika, że pracownicy wymieniają aktywność fizyczną wśród trzech najważniejszych czynników wpływających na zdrowie, zaraz po zdrowym odżywianiu i odpowiedniej ilości snu. Jednocześnie jednak tylko co czwarty Polak uprawia średnio minimum 30 min nieprzerwanej aktywności fizycznej dziennie. W ciągu roku wzrosła jednak liczba pracowników, którzy poświęcają czas na ruch jedynie raz lub dwa razy w tygodniu bądź rzadziej lub którzy całkowicie rezygnują ze sportu. Ponad połowa badanych jako przyczyny wskazuje na brak czasu (ok. 25 proc.) i chęci (ok. 30 proc.).

– Brak aktywności fizycznej może wynikać z wielu psychologicznych przyczyn. Jedną z nich jest depresja. Osoby cierpiące na tę chorobę często odczuwają spadek energii i motywacji do podjęcia jakiejkolwiek aktywności, w tym fizycznej. Kolejnym aspektem jest lęk i niepewność, osoby idąc na siłownię czy do parku, mogą się obawiać oceny ze strony innych osób. Brakuje też świadomości korzyści zdrowotnych z aktywności fizycznej, która wpływa nie tylko na sferę fizyczną, ale również prozdrowotnie na sferę psychiczną – tłumaczy Daria Augustynowicz, psychoterapeutka ze Szpitala Psychiatrycznego Mind Health, należącego do sieci Medicover.

Podczas lekkiej i umiarkowanej aktywności fizycznej w organizmie obniża się poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, za to uwalniają się noradrenalina oraz serotonina, czyli związki, które pobudzają mózg i ciało do działania oraz poprawiają nastrój. Brak aktywności fizycznej może z kolei pogłębiać problemy psychiczne, a te zniechęcają do ruchu, tworząc zamknięte koło.

– Podczas ćwiczeń wydzielają się endorfiny, tak zwane hormony szczęścia, które poprawiają nastrój, redukują stres oraz lęk. Również wpływają na obniżenie objawów depresyjnych. Mówimy nawet, że aktywność fizyczna jest naturalnym antydepresantem. Pod wpływem ćwiczeń fizycznych zwiększa się nasza samoocena i pewność siebie. Podobnie przebywanie w miejscach, gdzie jest dużo ludzi, wpływa nie tylko na nasze zdrowie psychiczne, fizyczne, ale również na nasze zdrowie społeczne – przekonuje Daria Augustynowicz.

Większość osób, które ćwiczą, robi to dla poprawienia ogólnego stanu zdrowia (42 proc.) i kondycji fizycznej (38 proc.). Ich odsetek jest większy w porównaniu z wynikami w 2022 roku, co może świadczyć o rosnącej świadomości wpływu stylu życia na zdrowie. Ponad 30 proc. pracowników deklaruje, że uprawia sport, aby poprawić samopoczucie, odpocząć psychicznie i oderwać się od obowiązków, a 28 proc. – by rozładować stres.

Badania wskazują, że ludzie, którzy uprawiają sport i są aktywni fizycznie, cieszą się lepszym zdrowiem psychicznym, wyższą satysfakcją z życia i większym poczuciem własnej wartości. Lepiej radzą sobie ze stresem. Wykonywanie 30–60 min ćwiczeń dziennie zwiększa efektywność w pracy o 15 proc. Dlatego coraz więcej firm dba o to, by dawać pracownikom możliwość ruchu i uprawiania sportu. Jak wynika z przytaczanego w raporcie badania „Świadczenia dodatkowe oferowane przez firmy jesień/zima 2022”, Sedlak & Sedlak, pakiety sportowe zapewnia 82 proc. pracodawców.

 Rola pracodawcy jest kluczowa i polega ona głównie na edukacji pracownika i tłumaczeniu mu, jaki wpływ aktywność fizyczna ma na zdrowie, zarówno fizyczne, czyli na to, jak się czujemy na co dzień, ale także na zdrowie psychiczne. Jestem głęboko przekonana, że każdemu pracodawcy zależy na tym, żeby jego pracownik był kreatywny, miał wysoką energię i był bardzo zmotywowany. Dlatego to właśnie pracodawcy powinno zależeć na tym, żeby jego pracownik uprawiał sport i miał wystarczającą aktywność fizyczną – wskazuje Justyna Gościńska.

Raport „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2023” pokazuje, że z roku na rok rośnie liczba osób, które doświadczają zaburzeń psychicznych (w ciągu dwóch lat o 23 pkt proc.). Już co piąty pracownik w ciągu ostatnich trzech lat korzystał ze zwolnienia lekarskiego lub urlopu ze względu na złe samopoczucie psychiczne.

Zniesienie ograniczeń związanych z pandemią w 2022 roku tylko w niewielkim stopniu wpłynęło na poprawę samopoczucia pracowników. Mimo że wyniki te są bardziej optymistyczne niż w roku 2021, są jednak znacznie gorsze niż przed pandemią. Dlatego również pracodawcy powinni się włączyć w działania, które wspierają zdrowie psychiczne pracowników, m.in. poprzez aktywność fizyczną.

 Aby Polacy chętnie uprawiali sport, przede wszystkim trzeba dać im elastyczność i możliwość wyboru: wyboru dyscypliny, miejsca i czasu. W pakietach Medicover Sport dajemy możliwość uprawiania aktywności fizycznej w ponad 5 tys. lokalizacji, z jednej strony siłowni, klubów fitness, klubów sztuk walki, z drugiej strony pilatesu czy jogi, ale także miejsc bardziej lifestyle’owych, takich jak gokarty. Wiele osób preferuje aktywność fizyczną na świeżym powietrzu, można z nami wypożyczyć rowery czy SUP-y, ale także przejechać się kolejką górską na szczyt góry – wymienia dyrektor Działu Sport i Fitness w Medicover Sport.

źródło:biznes.newseria.pl