Medicalpress
Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od 1 lipca 2026 roku pełni funkcję rektora Uczelni Łazarskiego. W nowej kadencji zamierza rozwijać uczelnię jako nowoczesny, interdyscyplinarny ośrodek akademicki, łączący medycynę, prawo, biznes i nowe technologie. Jednym z priorytetów będzie wzmacnianie współpracy nauki z praktyką oraz kształcenie specjalistów odpowiadających na wyzwania współczesnego systemu ochrony zdrowia. 
Nowa Rektor jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego środowiska eksperckiego w obszarze ochrony zdrowia, autorką licznych publikacji naukowych i eksperckich oraz członkinią gremiów doradczych najważniejszych instytucji ochrony zdrowia w Polsce. W latach 2015–2025 była wiceprzewodniczącą Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie zasiada m.in. w Radzie Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Od ponad dwudziestu lat związana jest z Uczelnią Łazarskiego, gdzie pełni funkcję Dziekana Łazarski Executive Education oraz Dyrektora Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.

 Uczelnia Łazarskiego ma silne fundamenty, rozpoznawalną markę i społeczność, z której możemy być dumni. Moją ambicją jest rozwijać ten potencjał i uczynić naszą uczelnię jednym z najbardziej nowoczesnych i interdyscyplinarnych niepublicznych ośrodków akademickich w Europie Środkowo-Wschodniej – miejscem, które łączy prawo, biznes, medycynę i nowe technologie w jeden spójny ekosystem wiedzy, badań i innowacji. – mówi dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, Rektor Uczelni Łazarskiego.

Jednym z priorytetów nowej kadencji będzie jeszcze mocniejsza integracja nauki z praktyką, rozwój współpracy z biznesem i administracją publiczną oraz kształcenie absolwentów przygotowanych do rozwiązywania realnych problemów współczesnego świata.

– Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od lat udowadnia, że potrafi skutecznie łączyć świat nauki z potrzebami gospodarki i administracji publicznej. To właśnie takich liderów potrzebują dziś uczelnie – odważnych, otwartych na zmiany i potrafiących przekuwać wiedzę w realny wpływ na otoczenie. Jestem przekonana, że pod jej przewodnictwem Uczelnia Łazarskiego będzie wyznaczać kierunki rozwoju nowoczesnego szkolnictwa wyższego. – mówi Marta Rosińska-Kortas, Prezydent Uczelni Łazarskiego.

Uczelnia Łazarskiego od ponad 30 lat należy do grona najlepszych uczelni niepublicznych w Polsce. Kształci ponad 5 tys. studentów z kilkudziesięciu krajów na kierunkach z zakresu prawa, ekonomii, zarządzania oraz medycyny. Jej wysoką jakość potwierdzają czołowe miejsca w rankingach „Perspektyw”, „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej”, a także prestiżowe akredytacje krajowe i międzynarodowe. Od roku akademickiego 2026/2027 oferta uczelni poszerzy się o kierunek lekarsko-dentystyczny – pierwsze pięcioletnie studia stomatologiczne prowadzone przez niepubliczną uczelnię akademicką w Polsce.

Dr. hab. n. med. i n. o zdr., dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka: Dziekan Łazarski Executive Education oraz Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. W latach 2015–2025 wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia (członek rady od 2010 r.). Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej Polfy Tarchomin (2024–2026). Dyrektor programu MBA w Ochronie Zdrowia oraz MBA Healthcare Innovation & Technology, kierownik merytoryczny wielu certyfikowanych przez Uczelnię Łazarskiego programów szkoleniowych dedykowanych profesjonalistom medycznym, kadrze zarządzającej placówkami leczniczymi oraz pracownikom instytucji publicznych z sektora zdrowia.

Członkini Rady Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Inicjatorka i liderka Sektorowej Rady ds. Kompetencji w opiece zdrowotnej i opiece społecznej. Autorka licznych publikacji naukowych i eksperckich poświęconych ekonomiczno-społecznym aspektom ochrony zdrowia i nowoczesnym modelom jej organizacji i finansowania. Propagatorka koncepcji „Ochrony zdrowia nakierowanej na wartość” (Value Based Healthcare) oraz Hospital Based HTA.

Według miesięcznika MyCompany należy do 15 wpływowych kobiet, które zmieniają oblicze polskiej branży medycznej. Laureatka konkursu Sukces Roku 2022 w Ochronie Zdrowia w kategorii Zdrowie publiczne. Od lat w pierwszej dziesiątce LISTY STU najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia. W kolejnych edycjach plebiscytu Kobieta Rynku Zdrowia znalazła się wśród 50 najbardziej wpływowych kobiet działających w obszarze zdrowia. Wyróżniona prestiżową nagrodą „Wizjonerzy Zdrowia” w kategorii Ambasadorka Zdrowia oraz nagrodą ShEO AWARDS 2026 „WOMEN MASTERS OF HEALTH”. Integratorka ludzi i idei. Za propagowanie wzorów świadomego przywództwa pełnego empatii, szacunku i uważności laureatka pierwszej edycji konkursu „Sustainable Impact” w kategorii Lider.

Źródło: inf. pras.
Foto: Uczelnia Łazarskiego

Codzienna higiena, profilaktyka i świadome wybory realnie wpływają na zdrowie jamy ustnej i jakość życia – podkreślali eksperci podczas konferencji Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego i Oral-B z okazji Dnia Zdrowych Dziąseł (12 maja). Tegoroczna edycja pod hasłem „Wspieramy zdrowie i jakość życia” rozpoczyna trzyletni program edukacyjny o związku zdrowia jamy ustnej z ogólnym dobrostanem.
Według Światowej Organizacji Zdrowia choroby jamy ustnej dotyczą nawet 3,7 miliarda ludzi. Coraz więcej badań pokazuje także ich związek z chorobami układu sercowo-naczyniowego, cukrzycą czy przewlekłym stanem zapalnym.

„Choroby dziąseł często rozwijają się powoli i właśnie dlatego tak ważne jest, by reagować, gdy pojawią się pierwsze objawy, takie jak krwawienie czy stan zapalny. Wczesna profilaktyka, codzienna higiena i regularne kontrole pozwalają w dużej mierze zapobiegać ich rozwojowi i chronić nie tylko zdrowie jamy ustnej, ale również zdrowie ogólne” – powiedział dr hab. n. med. Jan Kowalski, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego.

Nawyki z dzieciństwa budują zdrowie na lata

U dzieci próchnica często przenosi się na zęby stałe (56% dzieci), a wysoki poziom płytki może oznaczać nawet czterokrotnie większą utratę zębów w dorosłości. Badania pokazują też, że szczoteczki elektryczne z okrągłą główką zmniejszają ryzyko próchnicy w porównaniu ze szczoteczkami manualnym.

„To właśnie w dzieciństwie budowane są zachowania, które później decydują o zdrowiu jamy ustnej przez kolejne dekady. Skuteczne szczotkowanie dwa razy dziennie przez minimum dwie minuty, najlepiej szczoteczką elektryczną z okrągłą główką, odpowiednia ilość fluoru i wsparcie rodzica w nauce prawidłowej higieny to fundament, którego nie da się zastąpić leczeniem w późniejszych latach” – mówiła dr n. med. lek. dent. Beata Golan, kierownik ds. naukowych P&G Polska.

Ortodoncja, implanty i recesje dziąseł 

Szczególną uwagę poświęcono pacjentom wymagającym wyjątkowej dbałości o higienę – osobom w trakcie leczenia ortodontycznego, z implantami lub recesjami dziąsłowymi.

„Recesje dziąseł są sygnałem ostrzegawczym i nie można ich bagatelizować. Wczesne rozpoznanie i podjęcie działań ograniczy koszty i zakres leczenia. Profilaktyka zaczyna się przede wszystkim od prawidłowych nawyków codziennego szczotkowania zębów” – zaznaczył dr hab. n. med. Bartłomiej Górski, kierownik Zakładu Chorób Błony Śluzowej i Przyzębia Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Stosowanie past z fluorem – zwłaszcza z fluorkiem cyny – wspiera kontrolę biofilmu bakteryjnego i ochronę dziąseł, uzupełniając działanie szczoteczek elektrycznych.

Szczególne miejsce podczas konferencji poświęcono również ortodoncji. „Leczenie ortodontyczne nie kończy się na prawidłowym ustawieniu zębów. Równie ważne jest zachowanie zdrowych dziąseł przez cały proces terapii. Pacjent musi rozumieć, że higiena jest częścią leczenia, a nie dodatkiem do niego” – zaznacza lek. dent. Olga Iluk.

„Implanty wymagają codziennej, uważnej pielęgnacji – nierzadko nawet większej niż naturalne zęby. To dlatego profilaktyka – zarówno profesjonalna, jak i domowa – pozostaje tu równie ważna jak sama procedura chirurgiczna” – dodał lek. dent. Paweł Sieradzki.

Profilaktyka przede wszystkim

„Zdrowe dziąsła to nie tylko brak problemów, ale także lepsze samopoczucie, jakość życia i aktywność na co dzień. Dlatego profilaktyka powinna być postrzegana jako stały element troski o zdrowie, a nie działanie podejmowane dopiero w odpowiedzi na objawy” – dodał dr hab. n. med. Jan Kowalski.

Źródło: PAP MediaRoom

Ponad 80 proc. dzieci w wieku szkolnym w Polsce ma próchnicę i jest to jeden z najwyższych wyników w Europie. Choroby jamy ustnej dotyczą ok. 80 proc. całej populacji. Jak podkreślają eksperci, to poważny problem zdrowotny, który przekłada się na stan innych narządów wewnętrznych, a któremu jednocześnie można w dużej mierze zapobiegać. Dlatego Koalicja na rzecz Zdrowia Jamy Ustnej uruchomiła program edukacyjny dotyczący próchnicy. Pilotaż startuje właśnie w województwie śląskim.
 
– Wydajemy tylko 20 euro na profilaktykę na rok na osobę. To bardzo mało i jesteśmy pod tym względem w ogonie Europy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP, wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Badań Naukowych i Innowacji w Ochronie Zdrowia, honorowa patronka programu pilotażowego. – Zdrowie jamy ustnej jest kluczowe. Wiele chorób zapalnych ma swój początek w jamie ustnej, próchnicy i zmianach okołowierzchołkowych.

Z raportu Health Inclusivity Index, opracowanego przez Haleon, wynika, że próchnica generuje koszty sięgające około 4 mld zł rocznie dla systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Jednocześnie podniesienie poziomu wiedzy zdrowotnej społeczeństwa może przynieść nawet 16 mld zł oszczędności.

– Profilaktyka stomatologiczna to jedna z najbardziej opłacalnych inwestycji w zdrowie społeczeństwa. Wczesna edukacja pozwala uniknąć bólu, powikłań i kosztownego leczenia w przyszłości. W wielu krajach profilaktyka jest elementem systemu – zaczyna się wcześnie i jest wpisana w codzienność, na przykład w szkołach. Naczelna Izba Lekarska wspiera i promuje wszelkie postawy i inicjatywy związane z tematyką profilaktyki prozdrowotnej, zwłaszcza w zakresie zdrowia jamy ustnej – podkreślił podczas inauguracji programu dr Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, która wchodzi w skład Koalicji na rzecz Zdrowia Jamy Ustnej.

Z analiz Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji z 2025 roku wynika, że próchnica występuje u ok. 41 proc. trzylatków, a już w wieku sześciu–siedmiu lat dotyczy ponad 80 proc. dzieci. W grupie 10-latków odsetek ten sięga ponad 86 proc., co potwierdza bardzo wysoką częstość tej choroby już na wczesnym etapie życia. W dorosłej populacji schorzenia jamy ustnej dotyczą ok. 80 proc. osób, generując koszty leczenia sięgające nawet kilku miliardów złotych rocznie dla systemu ochrony zdrowia. Większości tych przypadków można zapobiec poprzez wczesną edukację i regularną profilaktykę.

Alarmujący stan zdrowia jamy ustnej Polaków oraz niska świadomość w obszarze profilaktyki skłoniły ekspertów do powołania w grudniu ub.r. Koalicji na rzecz Zdrowia Jamy Ustnej. To pierwsza w kraju szeroka inicjatywa łącząca lekarzy, organizacje społeczne, decydentów i biznes, której celem jest zwiększanie świadomości zdrowotnej oraz wypracowanie rozwiązań systemowych w zakresie profilaktyki stomatologicznej.

– Z inicjatywy senator, dr n. med. Agnieszki Gorgoń-Komor, ale też innych koalicjantów Koalicji na rzecz Zdrowia Jamy Ustnej postanowiliśmy przejść od słów do czynów, czyli skupić się na pomocy rodzicom, placówkom szkolnym i przedszkolnym w kształtowaniu dobrych nawyków od najmłodszych lat – podkreśla Agnieszka Kępińska-Sadowska, dyrektorka ds. komunikacji i relacji zewnętrznych Haleon w Europie Środkowo-Wschodniej, członka koalicji.

Eksperci Koalicji na rzecz Zdrowia Jamy Ustnej podkreślają, że nieleczone stany zapalne mogą zwiększać ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, zaburzeń metabolicznych oraz powikłań ogólnoustrojowych. W praktyce klinicznej sanacja jamy ustnej, czyli kompleksowe wyleczenie stanów zapalnych, bywa warunkiem koniecznym do przeprowadzenia zabiegów kardiologicznych. W przypadku dzieci skutki obejmują także sferę psychospołeczną.

 Wiąże się to nie tylko z bólem i dyskomfortem, lecz także z częstszym występowaniem obniżonego nastroju, lęku, stresu i niższej samooceny. Dlatego profilaktykę i edukację warto traktować jako element troski o dobrostan dziecka, a nie wyłącznie o stan uzębienia – podkreśliła podczas konferencji Joanna Bogdanowicz-Antos, prezeska Fundacji Zdrowego Postępu, która wchodzi w skład Koalicji na rzecz Zdrowia Jamy Ustnej.

Jednym z kluczowych działań koalicji jest pilotażowy program edukacyjny dla przedszkolaków i uczniów klas I–III szkół podstawowych w województwie śląskim, który został zainaugurowany 1 kwietnia w Bielsku-Białej. Zakłada on wprowadzenie zajęć dotyczących higieny jamy ustnej do szkół i przedszkoli oraz budowanie nawyków zdrowotnych już na tym etapie edukacji.

– Będziemy oferowali bezpłatne lekcje, które zyskały przychylność Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji Narodowej – mówi Agnieszka Kępińska-Sadowska.

Program realizowany jest w dwóch wariantach. W pierwszym nauczyciele prowadzą zajęcia na podstawie gotowych scenariuszy i materiałów dydaktycznych przygotowanych przez ekspertów. W drugim zajęcia prowadzą studenci stomatologii, przekazując dzieciom praktyczną wiedzę na temat higieny jamy ustnej.

– Chętnie angażujemy się w działania edukacyjne i chcemy przekazywać dzieciom wiedzę w prosty, praktyczny sposób. Widzimy, że ciągle brakuje świadomości w zakresie podstawowej profilaktyki próchnicy. Im wcześniej pokażemy, na czym polega właściwa higiena jamy ustnej, tym większa szansa, że ta wiedza przełoży się na poprawne i trwałe nawyki zdrowotne – powiedział Tomasz Kinkel, narodowy koordynator ds. profilaktyki i wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Studentów Stomatologii.

W ramach pilotażu szkoły otrzymują bezpłatne materiały i wsparcie organizacyjne. Do programu zapraszane są zarówno szkoły publiczne, jak i niepubliczne oraz przedszkola. Lekcje mają charakter praktyczny i obejmują m.in. naukę prawidłowego szczotkowania zębów, częstotliwości higieny oraz znaczenia profilaktyki w codziennym życiu.

– Chcemy, żeby wiedza przekazywana dzieciakom była oparta na faktach i zgodna z wytycznymi medycznymi. Mamy wiele do zrobienia. Serce mi krwawi, kiedy studenci ze Skandynawii i innych krajów przyjeżdżają do Polski uczyć się, jak wygląda próchnica. Mamy ogromną pracę organiczną do wykonania – przekonuje dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor.

Program potrwa do czerwca 2026 roku, a jego efekty będą analizowane po zakończeniu pilotażu. Organizatorzy przewidują ewaluację z udziałem uczniów, rodziców i szkół oraz przygotowanie rekomendacji dotyczących dalszego wdrażania programu.

 Musimy się skupić na działaniach. Tym właśnie jest nasza koalicja i program pilotażowy. Cieszymy się, że zaczynamy w Bielsku-Białej, oczywiście będziemy też wyciągać wnioski, słuchać rodziców, będzie ankieta ewaluacyjna wśród dzieci. Bardzo nam zależy na tym, żeby ten program dalej rozwijać – zapowiada Agnieszka Kępińska-Sadowska.

 Zdrowe nawyki budowane od najmłodszych lat to konkretne korzyści na poziomie indywidualnym i społecznym. Programy profilaktyczne realizowane we współpracy sektora publicznego, ekspertów, organizacji społecznych i biznesu to inwestycja, która w dłuższej perspektywie może ograniczać koszty leczenia i wzmacniać kapitał społeczny. Dlatego potrzebujemy rozwiązań, które pozwolą skalować dobre praktyki – mówił podczas inauguracji programu Kacper Olejniczak, dyrektor Departamentu Ochrony Zdrowia Konfederacji Lewiatan, członka koalicji.

Źródło: Newseria

Choroba Alzheimera kojarzy się przede wszystkim z zaburzeniami pamięci, orientacji i nieodwracalnymi zmianami neurodegeneracyjnymi w mózgu. Rzadko myślimy o niej w kontekście… szczoteczki do zębów. Tymczasem coraz więcej badań sugeruje, że procesy zapalne toczące się w jamie ustnej mogą mieć dużo większe znaczenie w kontekście ogólnego stanu zdrowia, a zwłaszcza zdrowia mózgu. 
Nowe badanie zespołu naukowców z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda Polskiej Akademii Nauk (IITD PAN) we Wrocławiu, Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) oraz Uniwersytetu Connecticut, USA (UConn) pokazuje, że stan tkanek przyzębia, obwodowa odpowiedź odpornościowa oraz funkcje poznawcze są ze sobą ściśle powiązane. To kolejny głos w rosnącej dyskusji na temat mouth–brain axis — osi jama ustna – mózg — analogicznej do dobrze znanej osi jelito–mózg.

Od zapalenia dziąseł do neurodegeneracji

Choroby zapalne przyzębia to jeden z najpowszechniejszych problemów zdrowia jamy ustnej na świecie. Najłagodniejsza forma — zapalenie dziąseł — dotyka nawet 90% dorosłej populacji i często bywa bagatelizowana. Jeśli jednak stan zapalny utrzymuje się długo przechodzi w postać przewlekłą i może prowadzić do rozwoju paradontozy, czyli choroby zapalnej o podłożu bakteryjnym, prowadzącej do trwałego uszkodzenia tkanek podtrzymujących zęby i w konsekwencji utraty zębów. Od dawna choroby zapalne przyzębia wiązane są z wieloma chorobami ogólnoustrojowymi takimi jak: choroby układu sercowo-naczyniowego, cukrzyca czy choroby płuc. Coraz więcej danych naukowych wskazuje jednak, że mogą one również wpływać na funkcjonowanie mózgu i przebieg choroby Alzheimera.

Co sprawdzili badacze?

W badaniu opublikowanym w 2025 roku w International Journal of Molecular Sciences wzięło udział 68 osób: 36 pacjentów ze zdiagnozowaną chorobą Alzheimera oraz stopniem jej zaawansowania oraz 32 osoby zdrowe poznawczo, w tej samej grupie wiekowej. Naukowcy poddali szczegółowej analizie stan higieny jamy ustnej, mierząc płytkę nazębną w przestrzeniach międzyzębowych, krwawienie dziąseł, głębokość kieszonek dziąsłowych oraz utratę przyczepu łącznotkankowego. Równocześnie oceniali funkcje poznawcze badanych za pomocą testów MMSE, MoCA oraz testu zegara. Analizie poddano także skład krwi i obwodowe markery odporności, badając reakcję komórek na lipopolisacharyd (LPS) pochodzący od bakterii Porphyromonas gingivalis, będącej główną przyczyną paradontozy. To właśnie ten ostatni element czyni badanie wyjątkowym, nie tylko opisuje korelacje między obiema chorobami, ale także pokazuje funkcjonalną dysregulację obwodowej odpowiedzi odpornościowej.

Paradoks odporności w chorobie Alzheimera

U osób z chorobą Alzheimera badacze zaobserwowali zmiany w profilu obwodowych komórek odpornościowych. Najważniejsza obserwacja to ta, że ogólna liczba białych krwinek jak i specyficzne subpopulacje leukocytów (limfocyty, monocyty) a także płytki krwi są istotnie zmniejszone w porównaniu z osobami zdrowymi poznawczo. Wykazano także obniżony marker SII (wskaźnik ogólnoustrojowego stanu zapalnego). Obserwacje te uznano za możliwą jedną z przyczyn osłabionej odpowiedzi odpornościowej na antygeny bakteryjne, co wskazuje na potencjalne niedobory immunologiczne w tej grupie chorych.

– U pacjentów z chorobą Alzheimera widzimy nie tyle nadmierny ogólnoustrojowy stan zapalny, ale pewne deficyty wynikające z osłabienia i wyczerpania układu odpornościowego – podkreśla dr Jacek Zborowski z Katedry i Zakładu Periodontologii i Patologii Jamy Ustnej UMW, współautor badania.

Kluczowym odkryciem było to, że obwodowe komórki odpornościowe pacjentów z chorobą Alzheimera w warunkach braku stymulacji wytwarzają znacznie mniej cytokin pro- i anty-zapalnych w porównaniu do komórek osób zdrowych. Jednak po kontakcie z antygenem bakteryjnym odpowiedź odpornościowa jest silniejsza niż u osób zdrowych. Zdaniem badacza wyczerpanie, czyli niska aktywność bazowa w zestawieniu z nadreaktywnością po stymulacji to obraz dysregulacji układu odpornościowego.

– Należy jednak podkreślić, że jest to bardziej złożony proces, w którym elementy przewlekłego zapalenia i zmian funkcjonalnych w obwodowych komórkach odpornościowych występują razem
i mogą pełnić różne role w patogenezie choroby Alzheimera – podkreśla kierownik projektu dr hab. Marta Sochocka z Zakładu Immunologii Chorób Zakaźnych i Laboratorium Wirusologii IITD PAN.

Dziąsła, stan higieny jamy ustnej i pamięć

Najbardziej interesujący klinicznie wynik dotyczy jednak związku między stanem tkanek przyzębia a funkcjami poznawczymi. Wraz ze wzrostem stopnia zaawansowania choroby Alzheimera rosły wskaźniki płytki nazębnej w przestrzeniach międzyzębowych (API) oraz krwawienia dziąseł (BOP). Co więcej, badacze wykazali, że im większy stan zapalny dziąseł (BOP), tym gorszy wynik testu MMSE, niezależnie od wieku i płci pacjenta.

– Nie chodzi tu o zaawansowaną paradontozę. Nasze dane sugerują, że nawet łagodny, przewlekły stan zapalny dziąseł może mieć znaczenie systemowe – zaznacza dr Zborowski.

Mechanizm od infekcji bakteryjnej i stanu zapalnego w jamie ustnej do mózgu

Zaproponowany przez naukowców mechanizm zakłada, że zaniedbana higiena jamy ustnej i stan zapalny tkanek przyzębia stanowią ciągłe obciążenie dla starzejącego się układu odpornościowego. Prowadzi to do dysfunkcji komórek odpornościowych, które wykazują cechy wyczerpania, a jednocześnie nadmiernie reagują na antygeny bakteryjne. Z wiekiem bariera krew–mózg staje się bardziej przepuszczalna, co umożliwia komórkom obwodowego układu odpornościowego ich aktywny udział w procesach immunologicznych w ośrodkowym układzie nerwowym. Dodatkowe sygnały i cząsteczki zapalne mogą wpływać na stan zapalny w mózgu (neuroinflammation).

Publikacja pokazuje także bardzo praktyczny problem: osoby z chorobą Alzheimera znacznie rzadziej dbają o higienę jamy ustnej. Rzadziej myją zęby dwa razy dziennie, niemal nie używają nici dentystycznej. To oznacza, że profilaktyka stomatologiczna nie może opierać się wyłącznie na edukacji pacjenta. Musi obejmować wsparcie opiekunów i być elementem systemowej opieki.

– Stan higieny jamy ustnej u pacjenta z zaburzeniami poznawczymi nie jest „dodatkiem”. To parametr ogólnoustrojowy, który może mieć znaczenie dla przebiegu choroby – podkreśla dr Zborowski.

Szczoteczka jako narzędzie profilaktyki Alzheimera

Autorzy nie ogłaszają nowej terapii choroby Alzheimera, ale ich dane wyraźnie sugerują, że jama ustna jest aktywnym elementem osi odporność–mózg i nawet łagodny stan zapalny dziąseł może wpływać na stan obwodowych komórek odpornościowych. Higiena jamy ustnej oraz zdrowe przyzębie powinny być traktowane jako element profilaktyki i opieki nad pacjentami z chorobą Alzheimera. W czasach, gdy skutecznych terapii przyczynowych wciąż brakuje priorytetem powinno być wdrożenie diagnostyki stanu zapalnego przyzębia wśród osób z zaburzeniami funkcji poznawczych oraz demencją, zwłaszcza typu alzheimerowskiego. Interwencje takie jak regularna higiena jamy ustnej mogą mieć nieoczekiwanie duże znaczenie, by uniknąć przyszłych konsekwencji dla zdrowia psychicznego. 

Materiał powstał na podstawie artykułu:

Oral and Periodontal Health Status, Peripheral Immune Dysregulation, and Cognitive Impairment in Alzheimer’s Disease: A Clinical and Immunological Study Frontiers in Public Health, Michał Ochnik, Jacek Zborowski, Jerzy Leszek, Adrianna Senczyszyn, Breno Satler Diniz, Aleksandra Sender-Janeczek, Egbert International Journal of Molecular Sciences
Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
W stomatologii jednym z największych wyzwań wcale nie jest technika wykonania zabiegu. Często trudniejszy okazuje się pacjent. Zwłaszcza mały pacjent, który boi się fotela dentystycznego, reaguje płaczem, odruchami obronnymi albo paniką. To właśnie w takich sytuacjach doświadczenie lekarza i umiejętność pracy pod presją decydują o bezpieczeństwie leczenia.
Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie studenci będą mogli przygotować się na takie scenariusze w sposób, który jeszcze niedawno był możliwy jedynie w najbardziej zaawansowanych ośrodkach symulacyjnych na świecie. 25 lutego 2026 roku w Centrum Symulacji uczelni zaprezentowano i po raz pierwszy uruchomiono humanoidalnego robota służącego do symulacji wysokiej wiarygodności w stomatologii.

Zakup systemu PediaROID w ramach Krajowego Planu Odbudowy ma być jednym z najważniejszych kroków w modernizacji kształcenia przedklinicznego na kierunku lekarsko dentystycznym.

To rozwiązanie jest wyjątkowe nie tylko w skali kraju. Jak podkreślają przedstawiciele uczelni, jest to pierwsze tego typu urządzenie w Europie i trzecie na świecie. Sam fakt jego posiadania znacząco zmienia możliwości szkoleniowe ośrodka.

„Posiadanie tego systemu, jak i innych nowoczesnych rozwiązań w symulacji stomatologicznej, stawia kształcenie przedkliniczne na kierunku lekarsko-dentystycznym naszego Uniwersytetu w czołówce ośrodków dydaktycznych na świecie”.

Różnica między tym robotem a klasycznymi fantomami stomatologicznymi jest fundamentalna. Tradycyjne fantomy pozwalają ćwiczyć technikę zabiegową, ale pozostają całkowicie statyczne. W prawdziwym gabinecie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. PediaROID symuluje pacjenta dziecięcego nie tylko pod względem anatomii, lecz przede wszystkim zachowań. Może wykonywać gwałtowne ruchy głową, rękami i nogami, reagować płaczem, krzykiem, kaszlem czy odruchem wymiotnym. Dzięki temu studenci uczą się pracy w warunkach ograniczonej stabilności i presji emocjonalnej, które są codziennością w stomatologii dziecięcej.

Symulator pozwala również trenować sytuacje kryzysowe. Możliwa jest symulacja reakcji na znieczulenie, wstrząsu anafilaktycznego czy przedawkowania środków znieczulających. Robot monitoruje parametry życiowe, a student może w czasie rzeczywistym obserwować tętno, saturację oraz reakcję źrenic na światło. Taki model kształcenia wpisuje się w jedną z najważniejszych zasad współczesnej medycyny, czyli „Safety First”. Studenci mogą zdobywać doświadczenie w kontrolowanym środowisku, zanim zetkną się z prawdziwym pacjentem.

Z perspektywy dydaktycznej ma to ogromne znaczenie. Pierwszy kontakt z dzieckiem na fotelu stomatologicznym bywa stresujący zarówno dla studenta, jak i dla małego pacjenta. Symulacja pozwala przećwiczyć trudne sytuacje wcześniej, bez ryzyka błędu medycznego czy traumatycznego doświadczenia dla dziecka.

Nowe urządzenie otwiera również zupełnie nowe możliwości badawcze. Robot może być wykorzystywany w projektach dotyczących ergonomii pracy stomatologa, reakcji lekarza na stres czy psychologii klinicznej w stomatologii. To obszary, które coraz częściej stają się przedmiotem badań naukowych, ponieważ wpływają nie tylko na komfort pracy lekarzy, ale również na bezpieczeństwo pacjentów.

Zakup robota został sfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy w ramach projektu modernizacji i doposażenia obiektów dydaktycznych związanych ze zwiększeniem limitów przyjęć na studia medyczne. Inwestycja jest częścią większego programu modernizacji infrastruktury edukacyjnej w polskich uczelniach medycznych.
W praktyce oznacza to, że studenci stomatologii w Lublinie będą uczyć się zawodu w warunkach coraz bardziej zbliżonych do rzeczywistości klinicznej. A to może mieć znaczenie nie tylko dla jakości kształcenia, lecz także dla przyszłych pacjentów.

Bo w stomatologii dziecięcej równie ważne jak precyzja narzędzi jest opanowanie emocji po obu stronach fotela dentystycznego.

Źródło: Uniwersytet Medyczny w Lublinie

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW) zorganizował specjalistyczny kurs dla lekarzy dentystów zakończony wydaniem mikropoświadczenia – jednego z pierwszych tego typu dokumentów w Polsce w tej grupie zawodowej. To ważny krok w kierunku nowoczesnego, cyfrowego i transparentnego potwierdzania kompetencji w kształceniu ustawicznym, a także impuls do szerszej dyskusji o roli mikropoświadczeń w doskonaleniu zawodów medycznych.
Kurs „Leczenie wad rozwojowych twarzoczaszki (opieka nad pacjentem z rozszczepem wargi, szczęki i podniebienia” został przygotowany z myślą o lekarzach dentystach oraz specjalistach pracujących z pacjentami z rozszczepem wargi i podniebienia. Program odpowiada na rosnącą potrzebę interdyscyplinarnego leczenia ortodontyczno-chirurgicznego, które wymaga dziś nie tylko aktualnej wiedzy klinicznej, ale także sprawnej współpracy zespołowej oraz wysokich kompetencji komunikacyjnych. Dlatego zajęcia łączyły teorię z praktyką kliniczną i umożliwiały uczestnikom zdobycie oraz uporządkowanie wiedzy w zakresie diagnostyki wad rozwojowych twarzoczaszki, planowania leczenia ortodontycznego w ujęciu interdyscyplinarnym, współpracy z chirurgiem szczękowo-twarzowym i innymi specjalistami, a także komunikacji z pacjentem i jego rodziną. Kurs prowadzono w małej, specjalistycznej grupie, co sprzyjało wymianie doświadczeń i pracy warsztatowej opartej na realnych przypadkach klinicznych.

Tym, co odróżnia kurs UMW od wielu innych ofert edukacyjnych, jest odejście od tradycyjnych certyfikatów uczestnictwa na rzecz rzetelnej weryfikacji efektów uczenia się. Mikropoświadczenie, w przeciwieństwie do zwykłego zaświadczenia, dokumentuje konkretne i zweryfikowane kompetencje zawodowe. Warunkiem jego uzyskania było pozytywne zaliczenie formalnego testu wiedzy, co sprawia, że dokument staje się realnym potwierdzeniem kwalifikacji, a nie jedynie dowodem obecności na sali wykładowej. Certyfikaty wydano w nowoczesnym systemie Odznaka+ (Open Badges), co umożliwia bezpieczne, cyfrowe udostępnianie osiągnięć edukacyjnych między innymi pracodawcom czy instytucjom finansującym świadczenia zdrowotne.

– Mikropoświadczenie jest elementem kształcenia ustawicznego, który dokumentuje nowo zdobyte, określone umiejętności kliniczne i może być łączone z innymi poświadczeniami uzyskanymi w ramach indywidualnej ścieżki rozwoju zawodowego – mówi Paulina Boroń-Kacperek, kierownik Centrum Kształcenia Podyplomowego UMW, które zorganizowało kurs w ramach projektu „Mikropoświadczenia – pilotaż nowego rozwiązania wspierającego uczenie się przez całe życie”, realizowanego przez Instytut Badań Edukacyjnych.

W krajach Unii Europejskiej mikropoświadczenia są intensywnie promowane jako narzędzie elastycznego kształcenia i rozwoju kompetencji, szczególnie w kontekście uczenia się przez całe życie. W zawodach regulowanych – takich jak lekarz i lekarz dentysta – nie zastąpią one ustawowych wymogów uzyskania kwalifikacji zawodowych, ale mogą stać się ważnym uzupełnieniem procesu dokształcania, pod warunkiem zachowania standardów jakości i bezpieczeństwa pacjenta. W praktyce mikropoświadczenia zwiększają przejrzystość kompetencji, ponieważ jasno pokazują, jakie umiejętności zostały zdobyte i zweryfikowane, wzmacniają zaufanie do jakości szkoleń dzięki sprawdzaniu efektów uczenia się, a jednocześnie ułatwiają potwierdzanie i udostępnianie kwalifikacji w formie cyfrowej. Dodatkowo pozwalają budować elastyczną, spójną ścieżkę rozwoju zawodowego, którą można stopniowo rozszerzać w odpowiedzi na realne potrzeby praktyki klinicznej.

– To wartościowe i weryfikowalne na rynku pracy potwierdzenie kompetencji, które ma szansę wesprzeć doskonalenie lekarzy i lekarzy dentystów. W Polsce temat mikropoświadczeń w medycynie wciąż jednak znajduje się na etapie koncepcyjnym. Luka pomiędzy dynamicznie rozwijającymi się narzędziami edukacyjnymi a sztywnymi ramami regulacyjnymi sprawia, że potrzebna jest nam spokojna, ekspercka rozmowa – dodaje Paulina Boroń-Kacperek.

Dalsza debata o tym, czy i w jaki sposób mikropoświadczenia powinny zostać formalnie włączone do systemu dokształcania w zawodach medycznych, odbędzie się podczas ogólnopolskiej konferencji „Mikropoświadczenia w obszarze kształcenia w zawodach medycznych”, która odbędzie się 13 marca w Centrum Naukowej Informacji Medycznej UMW. Wydarzenie organizują Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji – Narodowa Agencja Programu Erasmus+, Centrum Innowacji Erasmus+ InnHub oraz Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. W dyskusji udział wezmą przedstawiciele środowiska akademickiego, instytucji publicznych oraz samorządu lekarskiego, a spotkanie będzie przestrzenią wymiany doświadczeń z pilotażu, prezentacji dobrych praktyk oraz rozmowy o możliwościach systemowego wdrażania mikropoświadczeń przy zachowaniu nadrzędnego celu, jakim jest bezpieczeństwo pacjenta.

Do udziału zaproszeni są przedstawiciele władz i pracownicy uczelni medycznych, w tym reprezentanci wydziałów lekarskich i lekarsko-dentystycznych oraz jednostek administracji odpowiedzialnych za dokształcanie, a także przedstawiciele samorządów zawodowych i instytucji publicznych, nauczyciele akademiccy i szkoleniowcy, osoby odpowiedzialne za projekty międzynarodowe i współpracę zagraniczną oraz wszyscy zainteresowani nowoczesnymi formami potwierdzania kompetencji.

Udział w konferencji jest bezpłatny, a jedynym warunkiem jest wypełnienie formularza zgłoszeniowego na stronie wydarzenia.

Źródło: UMM

Przewlekłe stany zapalne związane z infekcjami jamy ustnej mogą odgrywać istotną rolę w rozwoju chorób sercowo-naczyniowych – wynika z badań fińskich naukowców opublikowanych na łamach „Journal of the American Heart Association”. Naukowcy wskazują, że w blaszkach miażdżycowych wykryto bakterie obecne m.in. w zębach i przyzębiu. Mogą one przez długi czas pozostawać „niewidoczne” dla układu odpornościowego, a w sprzyjających warunkach ulegać aktywacji i przyczyniać się do zawału serca.
Zespół badawczy z Finlandii analizował materiał pobrany z blaszek miażdżycowych u ok. 200 pacjentów – zarówno u osób poddanych zabiegom chirurgicznym, jak i u ofiar nagłej śmierci sercowej. W ponad 40 proc. próbek wykryto DNA bakterii typowych dla jamy ustnej, głównie paciorkowców powszechnie występujących w płytce nazębnej. Ich obecność była szczególnie częsta w zaawansowanych zmianach miażdżycowych oraz w blaszkach uznanych za niestabilne, które mogą pęknąć i doprowadzić do zawału.

– Bakterie tworzą biofilm. To chroni je przed oddziaływaniami środowiskowymi. Biofilm składa się z polisacharydów, białek i zewnątrzkomórkowego DNA i zawiera także fibryle amyloidowe. Stanowi to pewnego rodzaju tarczę, która chroni bakterie przed układem odpornościowym – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria prof. Pekka Karhunen z Uniwersytetu Tampere w Finlandii, współautor badania.

Badacze podkreślają, że bakterie są osadzone głęboko w strukturze blaszki miażdżycowej i otoczone biofilmem, który ogranicza ich wykrycie przez układ odpornościowy. W tej formie pozostają praktycznie niewidoczne dla układu odpornościowego i nie wywołują ostrych objawów zapalnych. Problem pojawia się w momencie ich aktywacji. Nie do końca jednak wiadomo, co ją może wywołać. Zdaniem naukowców w grę wchodzą różne czynniki fizjologiczne, nie tylko infekcje wirusowe, ale również reakcje ogólnoustrojowe towarzyszące chorobie lub silnemu stresowi.

 Wirus grypy typu A jest jednym z tych, które mogą aktywować biofilm bakteryjny. Wykazano, że zakażenie wirusem grypy typu A poprzedza na przykład pneumokokowe zapalenie płuc. Często także pacjenci z zawałem mięśnia sercowego cierpią na grypę typu A. Częstym zjawiskiem jest zachorowanie na grypę typu A na około tydzień przed zawałem – wskazuje prof. Pekka Karhunen.

Jak dodaje, także inne reakcje organizmu związane z infekcją mogą sprzyjać „przebudzeniu” bakterii.

 Aktywację biofilmu może wywoływać choćby gorączka w przebiegu infekcji wirusowej – w warunkach eksperymentalnych wykazano, że ciepło aktywuje uśpiony biofilm. Możliwe też, że czynnikiem wywołującym jest wydzielanie się noradrenaliny w sytuacji zagrożenia – dodaje naukowiec. – Nie znamy jednak dokładnej listy czynników odpowiedzialnych za aktywację. Konieczne są dalsze badania.

Wyzwaniem klinicznym jest ograniczona skuteczność antybiotyków wobec bakterii funkcjonujących w biofilmie. Leki te są projektowane głównie z myślą o bakteriach intensywnie rosnących, tymczasem w biofilmie drobnoustroje pozostają w stanie obniżonej aktywności metabolicznej.

– Bakterie są chronione, ponieważ nie rozrastają się w taki sposób, który mógłby być hamowany przez antybiotyki. Antybiotyki do pewnego stopnia mogą przeniknąć do biofilmu, ale wymaga to dość dużych stężeń – tłumaczy prof. Pekka Karhunen.

Autorzy badania zwracają uwagę, że obecnie nie ma metod obrazowania, które pozwalałyby w praktyce klinicznej wykrywać uśpione lub aktywujące się biofilmy bakteryjne w blaszkach miażdżycowych. To oznacza, że potencjalne ogniska zapalne mogą pozostawać niewykryte aż do momentu wystąpienia ostrego incydentu sercowo-naczyniowego.

– Przykładowo przeciwciała IgG są za duże, aby przeniknąć do biofilmu, do kanalików w jego strukturze. Jeśli jednak udałoby się opracować nanociała, zawierające znacznik radiologiczny, możliwe byłoby spenetrowanie biofilmu. Nikt jednak jeszcze nie opracował czegoś takiego – mówi naukowiec z Uniwersytetu Tampere.

Zdaniem naukowców wyniki te wzmacniają argumenty za tym, aby zdrowie jamy ustnej traktować jako istotny element profilaktyki chorób serca. Choroby sercowo-naczyniowe pozostają najczęstszą przyczyną zgonów w Europie, a zawał serca jest jednym z głównych powodów nagłych hospitalizacji.

 Chociaż wszyscy wiedzą, że zdrowie zębów ma znaczenie i choroby jamy ustnej są powiązane z ryzykiem zawału serca, na konferencjach międzynarodowych nie prezentuje się takich tematów – ocenia prof. Pekka Karhunen. – Przy takich zabiegach jak usunięcie zęba warto rozważyć profilaktykę antybiotykową. Sam wdałem się w dyskusję z fińskimi stomatologami na temat tego, czy podczas leczenia kanałowego należy stosować antybiotyki. Niezależnie od zdania na ten temat dbanie o zdrowie jamy ustnej jest bardzo ważnym elementem profilaktyki chorób serca.

Źródło: Newseria

Poradnia Dysfunkcji Narządu Żucia Uniwersyteckiego Centrum Stomatologicznego (UCS) przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu (UMW) jako jedyna w Polsce oferuje pełen komplet autologicznych terapii regeneracyjnych krwiopochodnych, wykorzystywanych w leczeniu wybranych schorzeń stawów skroniowo-żuchwowych oraz mięśni głowy i szyi. Obejmuje on trzy nowoczesne, małoinwazyjne procedury oparte na wykorzystaniu biologicznego materiału pochodzącego z krwi własnej pacjenta.
Dwie z nich – osocze bogatopłytkowe (PRP) oraz fibryna bogatopłytkowa (PRF) – są stosowane w tej jednostce od końca 2021 roku, natomiast koncentrat autologiczny egzosomów z osocza bogatopłytkowego wprowadzono do praktyki klinicznej od 2025 roku. Należy podkreślić, że zastosowanie koncentratu autologicznego z egzosomów w tej specjalności jest całkowitą nowością. Dotychczas zabiegi z wykorzystaniem PRP i PRF wykonano u ponad 100 pacjentów.

Zwyrodnienia stawów skroniowo-żuchwowych nie są dolegliwością częstą, ale kiedy się pojawiają, mogą powodować ból, ograniczenia ruchomości żuchwy i znacząco obniżać jakość życia.

– Wystarczy uświadomić sobie, jak często używamy tych stawów, nie zdając sobie nawet z tego sprawy – tłumaczy prof. Mieszko Więckiewicz, kierownik Katedry i Zakładu Stomatologii Doświadczalnej UMW oraz Poradni Dysfunkcji Narządu Żucia UCS. – Jest on potrzebny do mówienia, jedzenia, ziewania czy przełykania śliny. Kiedy przestaje dobrze działać, te wszystkie czynności stają się utrudnione,
a w skrajnych sytuacjach – wręcz niemożliwe. Tymczasem jest to staw jak każdy inny i również podlega procesom zapalnym oraz zwyrodnieniowym, podobnie jak kolana czy biodra. Mamy pacjentów, którzy cierpią latami z powodu bólu w okolicy stawów skroniowo-żuchwowych.

Autologiczne terapie regeneracyjne krwiopochodne podawane za pomocą zastrzyków dostawowych i domięśniowych, stanowią nowoczesną alternatywę dla bardziej tradycyjnych metod leczenia dolegliwości stawów skroniowo-żuchwowych, takich jak szynoterapia, długotrwała farmakoterapia przeciwbólowa i przeciwzapalna, iniekcje kolagenu, sterydu czy podawanie kwasu hialuronowego. W przeciwieństwie do tych rozwiązań, opierają się one na wykorzystaniu naturalnych mechanizmów naprawczych organizmu pacjenta, co pozwala łączyć skuteczność terapeutyczną z wysokim profilem bezpieczeństwa. Są one stosowane głównie u pacjentów z bólem i/lub zmianami zwyrodnieniowymi stawów skroniowo-żuchwowych ale również doskonale sprawdzają się w leczeniu bólu pochodzenia mięśniowego głowy i szyi.

– Pacjentowi możemy podać trzy rodzaje preparatów wytworzonych z jego własnej krwi: osocze bogatopłytkowe, fibrynę bogatopłytkową oraz koncentrat autologicznych egzosomów – wyjaśnia prof. Mieszko Więckiewicz. – Z naszych doświadczeń klinicznych wynika, że wszystkie te metody są skuteczne, przynoszą wyraźną poprawę funkcjonowania stawu i zmniejszenie dolegliwości bólowych, a jednocześnie nie obserwujemy poważnych działań niepożądanych. Podstawą sukcesu takiej terapii jest prawidłowa kwalifikacja pacjenta do zabiegu.

Jak to działa?

Pierwszym etapem jest pobranie krwi żylnej od pacjenta, podobnie jak przy rutynowych badaniach laboratoryjnych. Pobrana krew trafia następnie do specjalnego urządzenia, w którym jest wirowana, co pozwala oddzielić jej poszczególne składniki. W zależności od zastosowanej metody otrzymuje się osocze bogatopłytkowe lub fibrynę bogatopłytkową, które następnie są podawane igłą bezpośrednio do stawu skroniowo-żuchwowego i/lub mięśni głowy i szyi, gdzie – choć w nieco odmienny sposób – wspierają procesy naprawcze.

Osocze bogatopłytkowe działa jak biologiczny „aktywator” regeneracji – zawiera wysokie stężenie płytek krwi, które uwalniają czynniki wzrostu stymulujące gojenie, redukujące stan zapalny
i wspomagające odbudowę uszkodzonych tkanek. Fibryna bogatopłytkowa tworzy natomiast naturalną, trójwymiarową sieć, która pełni rolę biologicznego rusztowania i magazynu substancji odżywczych oraz regeneracyjnych. Dzięki temu uwalnianie czynników wzrostu zachodzi wolniej i bardziej długofalowo, co sprzyja stabilizacji i przebudowie tkanek.

– Podawanie autologicznych egzosomów to aktualnie najbardziej zaawansowana biologicznie metoda wykorzystująca składniki pochodzące z krwi pacjenta – mówi prof. Więckiewicz. – Po pobraniu krew poddawana jest kilkuetapowemu procesowi separacji, którego celem jest uzyskanie mikroskopijnych pęcherzyków – egzosomów – pełniących rolę naturalnych nośników informacji między komórkami. Przenoszą one sygnały regulujące procesy naprawcze, przeciwzapalne i regeneracyjne, wpływając na funkcjonowanie tkanek na poziomie komórkowym i subkomórkowym. Ostatecznie powstaje klarowny płyn zawierający skoncentrowane egzosomy, który – podobnie jak pozostałe preparaty – jest podawany bezpośrednio do stawów skroniowo-żuchwowych i/lub mięśni głowy oraz szyi.

We wszystkich trzech przypadkach procedury są małoinwazyjne, wykonywane ambulatoryjnie i oparte na wykorzystaniu biologicznego materiału pochodzącego od samego pacjenta, co minimalizuje ryzyko reakcji niepożądanych.

Warto podkreślić, że autologiczne terapie oparte na osoczu bogatopłytkowym, fibrynie bogatopłytkowej oraz egzosomach nie są rozwiązaniem ograniczonym wyłącznie do stomatologii. Stanowią one istotny filar szeroko rozumianej medycyny regeneracyjnej i znajdują zastosowanie również w ortopedii, medycynie sportowej, rehabilitacji, leczeniu trudno gojących się ran czy chorób zwyrodnieniowych innych stawów. Doświadczenia Poradni Dysfunkcji Narządu Żucia UCS wpisują się więc w globalny trend wykorzystania własnych zasobów biologicznych organizmu do wspierania procesów naprawczych i regeneracyjnych w różnych dziedzinach medycyny.

Zabiegi te mogą pomóc przede wszystkim pacjentom z łagodnymi lub umiarkowanymi zwyrodnieniami stawów skroniowo-żuchwowych, przewlekłym bólem stawów i mięśni w obrębie głowy i szyi oraz przemieszczeniem krążków stawowych w stawach skroniowo-żuchwowych. Przeciwwskazaniem do ich wykonania są m.in. nowotwory krwi, choroby krwi wpływające na hemostazę i funkcję płytek, ciężka niedokrwistość, infekcje, nieuregulowana cukrzyca, ciężkie choroby autoimmunologiczne, przyjmowanie antykoagulantów oraz aktywne zmiany skórne w miejscu planowanego wkłucia.

Zapisy na konsultacje przed zabiegiem przyjmowane są telefonicznie pod numerem 530 674 474, od poniedziałku do piątku w godzinach 8.30–15.00.

Źródło: Komunikat Prasowy

Polscy pacjenci z rezerwą patrzą na robotyzację stomatologii – tylko co dziesiąty zaufałby maszynie w fotelu dentystycznym. Jednak eksperci przekonują, że wkrótce ten opór stanie się anachroniczny. Roboty nie będą zastępować lekarzy, lecz staną się ich cyfrowymi asystentami, zapewniając precyzję niedostępną dla ludzkiej ręki. W implantologii czy chirurgii stomatologicznej zautomatyzowane systemy mają szansę zrewolucjonizować sposób pracy lekarzy – skrócić zabiegi, zmniejszyć ich inwazyjność i podnieść komfort pacjentów. „Robot nie wyręcza dentysty, tylko podnosi mu poprzeczkę” – podkreśla dr n. med. Piotr Przybylski, współautor badania UCE RESEARCH i Implant Medical.
Z badania UCE RESEARCH i Implant Medical wynika, że tylko 9% dorosłych Polaków obecnie poddałoby się zabiegowi stomatologicznemu przeprowadzanemu przez robota. – Wielu pacjentów kojarzy wizytę u dentysty z bólem i ze stresem. Perspektywa oddania się w ręce maszyny wzmacnia niepokój. Do tego dochodzi nieufność wobec AI i automatyzacji. Pacjent nie wie, jak taki robot działa, kto nim steruje i odpowiada za ewentualne błędy. Brakuje też rzeczywistych doświadczeń. Jeszcze nikt w Polsce nie widział robota w roli dentysty, więc trudno oczekiwać zaufania – mówi dr n. med. Piotr Przybylski, implantolog, współautor badania z Kliniki Implant Medical w Gnieźnie.

Aż 65% dorosłych Polaków jest przeciwnych takim zabiegom. – To przede wszystkim sygnał przywiązania do lekarza – człowieka. W większości przypadków pacjenci wyobrażają sobie, że robot samodzielnie wykona cały zabieg bez udziału dentysty. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Dziś istnieją tzw. roboty asystujące, czyli urządzenia, które działają pod pełną kontrolą lekarza i pomagają mu w precyzyjnym prowadzeniu narzędzia. Przykładem jest system Yomi, który od kilku lat ma certyfikat amerykańskiej FDA. W praktyce chirurg planuje zabieg w systemie 3D, a robot pilnuje, by wiertło poruszało się dokładnie po zaplanowanej trajektorii. Lekarz cały czas trzyma rękę na narzędziu. To jest więc robotyczny asystent chirurga – wyjaśnia implantolog.

Z kolei 26% osób nie ma jeszcze wyrobionego zdania na ww. temat. – To są pacjenci, którzy z góry nie odrzucają nowoczesnych technologii, ale nie wiedzą, jak działa takie urządzenie. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie tę grupę najłatwiej jest przekonać do nowych rozwiązań. Wystarczy edukacja i przejrzysta komunikacja. Jeśli pacjent zobaczy, że to lekarz steruje robotem i system działa jak precyzyjny GPS, a nie jak autonomiczny chirurg, to jego podejście szybko się zmieni. Dlatego kluczem będzie zaprezentowanie robotyki w praktyce, np. podczas pokazowych zabiegów czy kampanii edukacyjnych – komentuje dr n. med. Piotr Przybylski.

Jak przypominają autorzy badania, rok temu w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że system oparty na AI przeprowadził pierwszy w pełni zautomatyzowany zabieg stomatologiczny w ludzkiej jamie ustnej. – Faktycznie w 2024 roku firma Perceptive ogłosiła pierwszy taki zabieg, ale odbył się on w bardzo kontrolowanych warunkach. Robot wykonał ściśle zaplanowaną czynność, pod stałym nadzorem ludzi. Nie był to przypadek kliniczny z pełnym zestawem zmiennych, jak krwawienie, ślina czy ruch pacjenta. To dowód na to, że technicznie potrafimy to zrobić, co nie znaczy, że jesteśmy gotowi klinicznie czy prawnie – wyjaśnia ekspert z Implant Medical.

W Polsce obowiązuje surowe prawo medyczne, a tego typu systemy muszą uzyskać certyfikację MDR, której roboty implantologiczne jeszcze nie mają. – Dlatego pierwsze tego typu rozwiązania zobaczymy raczej w prywatnych klinikach i ośrodkach akademickich w formie asystujących systemów, a nie w pełni autonomicznych robotów. Realnie w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, tylko pozostanie pod nadzorem człowieka. Już teraz roboty najlepiej radzą sobie z procedurami wymagającymi maksymalnej precyzji i powtarzalności, jak wszczepianie implantów czy nawigowana osteotomia – zauważa ekspert.

Do tego autorzy badania informują, że obecnie w medycynie robot da Vinci jest wykorzystywany w zabiegach urologicznych (np. prostatektomia), ginekologicznych (np. operacje raka trzonu macicy) oraz w chirurgii ogólnej (np. operacje raka jelita grubego). W Polsce od 2022 roku NFZ refunduje operacje raka prostaty z wykorzystaniem robota, a od 2023 roku – również leczenie nowotworów błony śluzowej macicy i raka jelita grubego.

– W tych obszarach robot po prostu przewyższa ludzką rękę pod względem stabilności, precyzji i kąta prowadzenia narzędzi. Ale nadal potrzebna jest ludzka decyzja, ocena tkanek oraz korekta w czasie rzeczywistym. Nie wyobrażam sobie, żeby robot samodzielnie zdiagnozował stan przyzębia czy dobrał plan leczenia estetycznego. To wymaga wiedzy, doświadczenia i empatii – przekonuje dr n. med. Piotr Przybylski.

System Yomi wszczepił już 70 tysięcy implantów. – To ogromny wynik, który pokazuje, że ta technologia jest bezpieczna i skuteczna. Według danych producenta, średnio co 6 minut wprowadzany jest implant przy pomocy tego urządzenia w Stanach Zjednoczonych. W literaturze naukowej mamy solidne dowody na to, że robotyka zwiększa dokładność. Różnice w pozycjonowaniu implantu nie przekraczają 0,6-0,7 mm, co jest wynikiem lepszym niż przy tradycyjnej metodzie. Ale ostateczne wskaźniki przyjęcia implantów i długoterminowe sukcesy kliniczne są wciąż bardzo dobre nawet przy klasycznej technice – ocenia implantolog.

Zdaniem eksperta, dzięki robotyce, młody lekarz może osiągnąć precyzję operatora z wieloletnim doświadczeniem, a zabiegi są krótsze i mniej inwazyjne. W tym na pewno tkwi przyszłość. Takie rozwiązania mogą zmienić oblicze stomatologii. – Przechodzimy z etapu reaktywnego leczenia do zintegrowanego procesu cyfrowego – od skanu 3D, przez planowanie protetyczne, po precyzyjnie wykonany zabieg. Lekarz staje się projektantem, planistą, kontrolerem jakości, a nie tylko ręką wykonującą procedurę – wskazuje dr n. med. Przybylski.

Według autorów badania, robot nie zastąpi dentysty, tylko podniesie mu poprzeczkę. – Lekarz, który umie pracować w cyfrowym protokole, z nawigacją i robotyką, będzie po prostu lepszy. Z całą pewnością dentyści nie powinni się bać, że roboty zabiorą im pracę. One tylko zmienią jej charakter. Zniknie część powtarzalnych, manualnych czynności, ale wzrośnie znaczenie analizy, planowania i nadzoru. Dla stomatologa to ogromna szansa – mniej fizycznego obciążenia, większa precyzja, lepsze wyniki i zadowolenie pacjentów. Ale lekarz, który nie będzie potrafił pracować z technologią, może zostać zastąpiony przez tego, który będzie umiał – ostrzega znawca tematu.

Już dziś młodzi lekarze wchodzący w świat CAD/CAM, skanerów wewnątrzustnych czy tomografii 3D uczą się pracy w środowisku cyfrowym. – Dziś jesteśmy na etapie, który można porównać do początków komputerowej tomografii w gabinetach. Dwie dekady temu też wydawało się to zbyt kosztowne i skomplikowane. A dziś trudno sobie wyobrazić nowoczesną implantologię bez CBCT. Za kilka lat podobnie będzie z robotyką. Najpierw trafi do klinik premium, potem stanie się standardem w większych miastach, a z czasem znormalizuje się w całej branży – przewiduje dr n. med. Przybylski.

Jak podsumowuje ekspert, lekarze powinni jasno komunikować pacjentom, że robot tylko im pomaga. To inteligentny system wspomagający. Warto też pokazywać konkretne dane – dokładność, czas zabiegu i mniejsze ryzyko uszkodzenia struktur anatomicznych. Kiedy pacjent zobaczy, że wszystko jest zaplanowane komputerowo i nadzorowane przez człowieka, lęk zniknie. Wtedy robot staje się po prostu kolejnym narzędziem w rękach lekarza.

***
Opis metody analitycznej/badawczej
Badanie zostało przeprowadzone w połowie października br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na ogólnopolskiej próbie 1034 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Źródło: informacja prasowa

W Polsce coraz częściej dochodzi do przypadków, w których pacjenci są wprowadzani w błąd przez nazewnictwo placówek medycznych — a ostatnia interwencja Biuro Rzecznika Praw Pacjenta (RPP) pokazuje, jak poważnym problemem może to być. Rzecznik interweniował w sprawie podmiotu stomatologicznego, który bezprawnie posługiwał się nazwą „klinika”, mimo że nie spełniał ustawowych warunków stosowania tego określenia.
RPP przypomniał, że „używanie nazwy ‚klinika’ jest zatrzone wyłącznie dla jednostek współpracujących z uczelniami medycznymi”. W uzasadnieniu decyzji podkreślił, że możliwość stosowania oznaczeń takich jak „klinika”, „kliniczny” lub „uniwersytecki” „jest przywilejem wynikającym z powiązania z uczelnią medyczną, która prowadzi działalność dydaktyczną, badawczą i innowacyjną”.

Według komunikatu RPP, przedmiotowy podmiot leczniczy „nie współpracował z żadną uczelnią medyczną, ale również nie dysponował kadrą i zapleczem odpowiadającym standardom jednostki klinicznej”. W ocenie RPP ten fakt oznaczał, że działalność podmiotu „mogła wprowadzać pacjentów w błąd co do charakteru, jakości i zakresu udzielanych świadczeń zdrowotnych”.

W praktyce nazwa placówki ma znaczenie nie tylko marketingowe. Jak zauważa RPP: „O tym, do jakiego podmiotu leczniczego pacjenci zdecydują się zwrócić o udzielenie świadczenia zdrowotnego, często przesądza nie tylko renoma czy opinie, ale także sama nazwa. Dobrze brzmiące określenie – takie jak ‚klinika’ – może sugerować wyższy standard usług, zaawansowaną kadrę medyczną i współpracę z ośrodkami akademickimi.” Wprowadzenie pacjenta w błąd w tym zakresie może skutkować „poważnymi konsekwencjami finansowymi”.

RPP zaznacza, że działalność lecznicza jest działalnością regulowaną i wymaga pełnej zgodności z przepisami prawa oraz „najwyższych standardów informowania pacjentów”. Mylące lub nieprawidłowe nazewnictwo – choć może wydawać się drobną nieprawidłowością – ma realne znaczenie dla zaufania pacjentów i transparentności rynku usług medycznych.

W wydanej decyzji Rzecznik stwierdził, że opisana praktyka „stanowi naruszenie zbiorowych praw pacjentów” i nakazał podmiotowi wdrożenie działań naprawczych. Na teraz oczekuje się stanowiska podmiotu. RPP podkreśla, iż „w przypadku niewykonania decyzji, może zostać nałożona kara finansowa w wysokości do 500 000 zł”.

Ten przypadek przypomina, że dla pacjentów kluczowa pozostaje świadomość swoich praw oraz ostrożność w wyborze placówki — a dla podmiotów leczniczych, że nazwa to nie tylko element identyfikacji, ale także część odpowiedzialności wobec osób, których zdrowie powierzają.

Źródło: RPP


 
Podczas briefingu prasowego, który odbył się 29 lipca 2025 r., prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Łukasz Jankowski, przedstawił stanowisko samorządu lekarskiego w sprawie niespełnionych obietnic rządu dotyczących reform w ochronie zdrowia. W ostrym, ale merytorycznym wystąpieniu, przypomniał o kluczowych zobowiązaniach składanych przez Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Sprawiedliwości – i wyraził rozczarowanie ich brakiem realizacji.
„Usłyszeliśmy wiele obietnic. Wiele słów. Tymczasem te obietnice pozostały jedynie w sferze mamienia nas pewną poprawą, która się nie ziściła. Zamiast wdrożenia obiecanych rozwiązań – znów gra na czas. Nowe zespoły, nowi ludzie, te same pytania. A pacjent i lekarz nadal bez ochrony” – powiedział prezes NRL. Jak dodał, „dzisiejsza konferencja ma konkretną przyczynę – chcemy pokazać, co nam przez te prawie dwa lata obiecywano, a czego nie dotrzymano ze strony rządzących”.

Wśród najważniejszych niespełnionych postulatów środowiska lekarskiego wskazano m.in. wprowadzenie tzw. klauzuli wyższego dobra, systemu no fault oraz reformy procesu refundacji leków. „Nie było spotkania w Ministerstwie Zdrowia, nie było spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości, na którym nie obiecywano by nam wprowadzenia klauzuli wyższego dobra” – zaznaczył Jankowski, przywołując kolejne przekładane terminy – od czerwca 2024, przez koniec 2024 roku, po wiosnę 2025. „Wiosną 2025 roku powołano w Ministerstwie Zdrowia zespół, który od nowa zaczął przyglądać się zapisom klauzuli wyższego dobra. (…) Systemu no fault do dziś nie mamy, nie mamy nawet realnej dyskusji o tym systemie”.

Podobne rozczarowanie dotyczy postulatu automatyzacji refundacji leków. „Od pierwszego dnia nowego rządu byliśmy informowani, że trwają prace nad automatyzacją procesu refundacji. (…) Automatyzacji procesu refundacji do tej pory się nie doczekaliśmy, co jest ogromnym problemem i dla lekarzy, i dla pacjentów” – mówił Jankowski. Przypomniał również o niespełnionej obietnicy wynagrodzenia lekarzy w wysokości trzech średnich krajowych. „To rząd zaczął z nami rozmowę o wynagrodzeniach. (…) To rząd obiecał lekarzom (…) trzy średnie krajowe na etacie”.

Prezes NRL zwrócił uwagę na brak realizacji wielu konkretnych punktów z „100 konkretów” rządowego programu dotyczących zdrowia. „Te postulaty ze stu konkretów, które dotyczyły zdrowia, one pozostały niespełnione” – wskazał, wymieniając m.in. brak centralnej e-rejestracji, niezrealizowane zniesienie limitów NFZ w lecznictwie szpitalnym czy brak postępów w poprawie dostępu do opieki geriatrycznej.

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej w opublikowanym stanowisku nr 64/25/P-IX wyraziło „głębokie zaniepokojenie stanem, w jakim znajduje się aktualnie system ochrony zdrowia”. Zarzuciło Ministerstwu Zdrowia brak kompleksowej strategii reform, niespójność działań oraz podejmowanie decyzji niepoprzedzonych rzetelną analizą. Podkreślono, że liczne apele środowiska lekarskiego pozostają bez odpowiedzi lub trafiają do zespołów roboczych, gdzie „mimo przychylności ostatecznie nie podlegają realizacji”.

Szczególnie silny sprzeciw budzi brak działań w obszarze bezpieczeństwa zawodowego lekarzy. „Pomimo tragicznych zdarzeń (…) nie wdrożono potrzebnych zmian, takich jak: ściganie z urzędu wszelkich przejawów agresji wobec personelu medycznego, objęcie lekarzy ochroną jak funkcjonariuszy publicznych, zastrzeżenie danych osobowych w rejestrach, penalizacja zakłócania porządku publicznego w placówkach medycznych czy wdrożenie ustandaryzowanej kontroli dostępu do placówek”.

Zastrzeżenia samorządu dotyczą także jakości kształcenia. „Doprowadzono do takiego poziomu, że na forach kosmetyczek i osób wykonujących medycynę estetyczną pojawiają się pytania, jak ukończyć medycynę – najlepiej w trybie online czy eksternistycznym – nie po to, żeby potem być lekarzem, tylko żeby na pewno bezpiecznie, prawnie móc wykonywać zabiegi z zakresu branży beauty i medycyny estetycznej” – mówił Jankowski. Samorząd sprzeciwia się także utrzymywaniu uproszczonych trybów uzyskiwania prawa wykonywania zawodu i dopuszczaniu do nauczania uczelni z negatywną oceną PKA.

Kolejne punkty, których realizacji domaga się samorząd lekarski, to likwidacja receptomatów działających bez nadzoru, wdrożenie standardu teleporady, walka z dezinformacją, poprawa wyceny świadczeń, zwłaszcza w stomatologii dziecięcej i opiece geriatrycznej. „Nie widzieliśmy nawet jednej kampanii, która promowałaby profilaktykę” – wskazał prezes NRL. „Ochrona zdrowia nad seniorem dziś zależy (…) od zasobności portfela seniora i jego rodziny, a nie od systemowego wsparcia dla takiego pacjenta”.

Do głównych zarzutów środowiska lekarskiego należy także „kreatywna księgowość” w obliczaniu nakładów na ochronę zdrowia. „Po kilku miesiącach już słyszeliśmy, że ta kreatywna księgowość zostanie utrzymana. Wciąż jesteśmy karmieni danymi kreatywnymi o tym, że na ochronę zdrowia wydajemy bardzo dużo, prawie 7%. (…) My ze swojej strony widzimy, jak tych pieniędzy brakuje już w lipcu” – stwierdził Jankowski.

Naczelna Rada Lekarska apeluje o jasną strategię reform, realne działania, a nie grę na czas. „Nie chcemy kolejnych medialnych burz i fałszywych narracji. Chcemy godnych warunków pracy, jasnych zasad prawnych i systemu, który służy pacjentom, a nie politycznym interesom” – zaznaczył prezes NRL.

Na pytanie dziennikarki o przyszłość relacji z nowym kierownictwem resortu, Jankowski odpowiedział: „Nie zamykamy się dziś na współpracę z ministerstwem, ale po deklaracji pana premiera mamy poczucie, że nowemu ministerstwu może być bardzo ciężko. (…) Dziś występujemy z dużą emocją, z rozżaleniem, z poczuciem w naszym środowisku bycia oszukanymi przez rządzących. Konkretne obietnice, wiele słów, zero konkretów i na te konkrety czekamy”.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z komunikatu opublikowanego na stronie NIL oraz briefingu prasowego z 29 lipca 2025 r. z udziałem Łukasza Jankowskiego, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel NIL

W ubiegłym roku ceny usług stomatologicznych zwiększyły się średnio o blisko 9% rdr. Patrząc tylko na dane za grudzień 2024 roku, wzrost wyniósł niespełna 8% rdr. Jak wynika z analiz GUS, ceny tych usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. Dla części ekspertów jest to szokująca informacja. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe niewiele wydaje w opisywanym obszarze. Z kolei dla porównania w 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła ponad 4% w ujęciu rocznym. Na rynku pojawiają się też prognozy, że w 2025 roku ceny usług stomatologicznych wzrosną o około 10% rdr.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), ceny usług stomatologicznych w 2024 roku urosły średnio o 8,9% w porównaniu z 2023 rokiem. Natomiast w grudniu ub.r. wzrost ten wyniósł 7,7% w stosunku do grudnia 2023 roku. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie, stomatolodzy od dłuższego czasu mierzą się z coraz wyższymi cenami komponentów, np. materiałów specjalistycznych i usług utylizacyjnych. Ponadto opłaty za energię i gaz mocno wpływają na finalny koszt oferowanych usług. Ekspert wskazuje przy tym, że w zeszłym roku ogólny wzrost ww. komponentów był w granicach 20-30% rdr.

– Z naszych obserwacji wynika, że wpływ na ceny usług stomatologicznych w ostatnich latach miała pandemia. Gabinety musiały spełnić wymogi sanitarne przewidziane w tamtym okresie. Ponadto, znaczenie ma też dostępność usług stomatologicznych w ramach NFZ. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że ceny ww. usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. W porównaniu z rokiem bazowym – 2015 – ceny usług stomatologicznych w Polsce wzrosły o 100%, podczas gdy w UE – o niecałe 25% – komentuje Ewa Adach-Stankiewicz, dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.

Dla dr. n. med. Piotra Przybylskiego szokujące jest to, że w Polsce ceny usług stomatologicznych rosną znacznie szybciej niż średnia w UE. Poziom inflacji, nawet w czasach jej najmocniejszego wzrostu, był mniej więcej na podobnym poziomie w całej Unii, a czasem większy u nas. W opinii eksperta, każdy tego typu wzrost powoduje reakcję u pacjenta. Przeważnie następuje ograniczenie leczenia lub czasowa rezygnacja z niego, co z punktu medycznego jest dość niebezpiecznym zjawiskiem. Dr Przybylski dodaje również, że lekarze powinni zajmować się wyłącznie leczeniem. Jednak coraz częściej muszą doradzać pacjentom alternatywne rozwiązania. A decydują o tym właśnie koszty usług.

– Według naszych danych, przeciętne gospodarstwo domowe wydaje niewiele na usługi stomatologiczne, bo ok. 0,5%. Natomiast udział wydatków ogólnie na zdrowie to ponad 5%, a dla zobrazowania sytuacji – na żywność – przeszło 25%. Z naszych analiz również wynika, że ceny usług stomatologicznych są bardzo zróżnicowane w porównaniu z innymi grupami żywnościowymi, towarowymi czy usługowymi, gdzie nie ma aż takiej rozpiętości cen – dodaje dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.

Jak stwierdza ekspert z Implant Medical, wyniki są mocno niepokojące i decydują o tym głównie dwa czynniki. Po pierwsze, Polakom wciąż brakuje edukacji na odpowiednim poziomie. W efekcie nie widzą oni większej potrzeby na przeznaczanie wyższych nakładów na tego typu usługi. Finalnie takie podejście jest oczywiście ze szkodą dla nich samych. Po drugie, wciąż jako społeczeństwo zbyt mało zarabiamy, aby leczyć się tylko odpłatnie. Państwo już dawno zepchnęło usługi stomatologiczne do sektora prywatnego. Zdaniem eksperta, to niestety duży problem dla pacjentów. Często nie do przeskoczenia od strony finansowej.

– W 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 4,2% w ujęciu rocznym. W zakresie usług związanych ze zdrowiem, bardziej niż usługi stomatologiczne podrożały usługi szpitalne i sanatoryjne oraz lekarskie – powyżej 9%. Natomiast mniejsze wzrosty dotyczą wyrobów farmaceutycznych – 1,8%, a także urządzeń i sprzętu terapeutycznego – 2,7%. Z kolei w grudniu 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 5,5% w porównaniu z grudniem 2023 roku – informuje dyrektor Adach-Stankiewicz.

W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że te wyniki to efekt wieloletnich zaniedbań w ochronie i służbie zdrowia. Pandemia i wysoka inflacja tylko podgrzały ten stan. Nie brakuje też prognoz, że w kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w sektorze zdrowia będzie jeszcze bardziej się powiększać.

 – Już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę. A przecież obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Istnieją czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rdr. Ceny w gabinetach tak mocno nie wzrosły, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy wzrosty o co najmniej 15% rdr. – stwierdza ekspert z kliniki Implant Medical w Gnieźnie.

Rodzi się pytanie o ceny usług stomatologicznych w 2025 roku. Część znawców tematu przypuszcza, że one mogą szczególnie wzrosnąć w dużych i średnich miastach. Tam bowiem koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Prognozowany jest też wzrost cen elementów dbania o higienę, np. past do zębów, płynów do płukania jamy ustnej itp.

– Jeżeli tak dalej pójdzie, to w 2025 roku wzrost cen usług stomatologicznych może być dwucyfrowy, tj. ok. 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą odwoływać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja zdrowotna poważnie skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: Monday News
Ceny usług stomatologicznych rosną bardziej niż inflacja w całym sektorze zdrowia. Widać to w perspektywie kilku lat oraz ostatnich miesięcy. Ta różnica wciąż będzie się pogłębiać. Gabinety dentystyczne przycisnął wzrost różnych kosztów. Coraz trudniej jest im utrzymywać ceny, które wciąż są mocno niedoszacowane. Gdyby stomatolodzy podnosili je w ślad za faktycznymi podwyżkami wszystkich składowych, to usługi byłyby już obecnie droższe o minimum 15% rdr. Natomiast w I kwartale 2025 roku wzrost cen może dobić do 10% rdr. Szczególnie mogą to odczuć pacjenci w dużych i średnich miastach.
dr n. med. Piotr PRZYBYLSKI, Klinika Implant Medical – KOMENTARZ EKSPERTA
 
Latem Polska znalazła się na czwartym miejscu wśród państw Unii Europejskiej pod względem wzrostu cen oferowanych przez dentystów. Wyższą dynamikę zanotowano tylko w Finlandii, we Francji i na Węgrzech. Z kolei według danych GUS-u, w lipcu br. ceny usług stomatologicznych zwiększyły się rdr. o 8,5%, w sierpniu – o 8,6%, a we wrześniu i w październiku – jednakowo o 8,4%. W całej pierwszej połowie br. wzrost rdr. wyniósł 9,4%, a od stycznia do października – 9%. W analizowanych okresach ceny ww. usług urosły bardziej niż inflacja w całym sektorze zdrowia. W lipcu wyniosła ona w ujęciu rocznym 3%, w sierpniu – 2,7%, we wrześniu – 6,1%, w październiku – 5,9%, w pierwszym półroczu br. – 3,7%, a w okresie od stycznia do października – 4%.

Usługi stomatologiczne drożeją dużo szybciej niż cały sektor zdrowia z kilku powodów. W ostatnich okresach gabinety dotknął dynamiczny wzrost różnego rodzaju kosztów. To spowodowało, że wartość świadczeń musiała iść w górę. Ten stan był oczywiście związany z wysoką inflacją, ale nie tylko. Stale drożeją materiały specjalistyczne oraz rachunki za prąd czy gaz. Rosną też wynagrodzenia kadry pomocniczej. Z miesiąca na miesiąc dentystom coraz trudniej utrzymywać ceny.

Jeżeli tak dalej pójdzie, to w I kwartale 2025 roku wzrost ten może być prawie dwucyfrowy, tj. lekko poniżej 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą zawieszać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata.

Szczególnie wzrosną ceny w dużych i średnich miastach, bo tam koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Zdrożeją też elementy dbania o higienę jamy ustnej. Dla przykładu, można wskazać, że w październiku br. ceny past do zębów urosły o ok. 6% rdr. I ta tendencja również będzie się powiększać.

W sektorze stomatologii nie ma obecnie takich obszarów, w których ceny mogłyby spadać. Wszędzie, z miesiąca na miesiąc, przybywa coraz więcej powodów do podwyżek. W Polsce w dużej części stomatologia opiera się na prywatnych praktykach, które nie mogą sobie pozwolić na dokładanie do swojej działalności. Stomatolodzy, jak wszyscy przedsiębiorcy, muszą przecież zarabiać.

W naszym kraju stomatologia została „zepchnięta” głównie do prywatnych praktyk. Leczenie na NFZ od wielu lat mocno kuleje. Jest słabo dofinansowane. Spychanie pacjenta do sektora prywatnego trwa w najlepsze od bardzo wielu lat. I czym dłużej w to brniemy, tym bardziej oddalmy się od wizji naprawy sytuacji. Na NFZ leczą się w dużej części tylko osoby, których nie stać na prywatną opiekę. I nie jest to zaskakujące.

W ostatnich latach wzrosty cen usług stomatologicznych były wyższe od wskaźnika inflacji w sektorze zdrowia. W 2023 roku widzimy odpowiednio 14,2% i 8,4%. W 2022 roku różnica była jeszcze większa – 14,9% i 7,1%. W 2021 roku to było 8,1% i 3,3%, w 2020 roku – 11,3% i 4,8%, a w 2019 roku – 3,8% i 3,2%.

Na ww. wyniki w głównej mierze wpłynęły wieloletnie zaniedbania polityków. Pandemia i inflacja tylko podgrzały ten stan. Teraz, gdyby przyszło nam się zmierzyć z nawet o połowę groźniejszymi zjawiskami, ceny jeszcze bardziej musiałyby w stomatologii iść do góry. A przecież wiadomo, że już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę.

W kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w całym sektorze zdrowia będzie się powiększać. I będzie jeszcze bardziej widoczna. Problem cen w stomatologii jest bardzo głęboki i nie da się tego szybko rozwiązać. Będzie też postępował. Sytuacja naprawdę się pogarsza, nie tylko dla szeroko pojętej stomatologii, ale przede wszystkim dla samych pacjentów, którzy akurat z ww. profesją medyczną przez polityków zostali rzuceni na tzw. żywioł. I to nie może dobrze się skończyć.

Obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Są czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rok do roku, ale ceny tak mocno nie poszybowały w górę, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży, bo tutaj cudów nie ma. I robią to tylko wtedy, kiedy naprawdę są już do tego zmuszeni. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy ceny wyższe o co najmniej 15% rdr.

Zwykły Kowalski, przychodząc do dentysty, widzi tylko wierzchołek kosztów i część pracy, która odbywa się w gabinecie. I mówi, że za np. 15 min. pracy trzeba zapłacić np. 300-400 zł lub więcej. Jednocześnie nie dostrzega, ile dojście do tego etapu kosztowało – począwszy od wykształcenia, nakładu pracy, zdobywania doświadczenia, szkoleń, a skończywszy na zakupie czy wynajmie lokalu, kupnie narzędzi, leasingach urządzeń i innych „ukrytych” kosztach usług.

źródło: monday news