Medicalpress
Starzenie się społeczeństwa sprawia, że choroby neurologiczne stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych XXI wieku. Eksperci alarmują, że bez lepszej organizacji opieki, rozwoju profilaktyki i wdrożenia kompleksowych strategii liczba pacjentów z udarami, chorobami otępiennymi, chorobą Parkinsona czy migreną będzie dynamicznie rosła, generując ogromne koszty społeczne i ekonomiczne.
Już jedna na trzy osoby w krajach Unii Europejskiej cierpi na choroby mózgu. Udary mózgu, choroby otępienne i migreny są jednymi z najważniejszych wyzwań zdrowotnych dla współczesnej Europy, a liczba pacjentów nimi obarczonych będzie rosła w miarę starzenia się populacji Starego Kontynentu. O zadaniach, z jakimi muszą się w tej sytuacji zmierzyć środowisko kliniczne i decydenci, dyskutowali uczestnicy okrągłego stołu „Neurologia w Polsce w kontekście europejskiego planu zdrowia mózgu”, organizowanego przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych, Komitet Nauk Klinicznych Polskiej Akademii Nauk i Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Spotkanie, które odbyło się 22 czerwca br. w siedzibie Polskiej Akademii Nauk w Pałacu Staszica w Warszawie, otwiera cykl debat eksperckich organizowanych wspólnie przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych, Komitet Nauk Klinicznych Polskiej Akademii Nauk i Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego pod patronatem Rzecznika Praw Pacjenta, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, European Migraine & Headache Alliance (EMHA) i organizacji pacjentów Alzheimer Polska.

Po wdrożeniu europejskich planów w obszarze onkologii i chorób sercowo-naczyniowych Komisja Europejska analizuje możliwość stworzenia Europejskiego Planu Zdrowia Mózgu (European Brain Plan) – kompleksowej strategii odpowiadającej na wyzwania z zakresu zdrowia mózgu. W Polsce priorytet „Zdrowe serce, zdrowy mózg” został wskazany jako jeden z trzech najważniejszych dla Ministerstwa Zdrowia.

Przewodniczący Komisji Zdrowia SANT w Parlamencie Europejskim dr Adam Jarubas podkreślił, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen już w 2024 r. określiła neurologię jako europejski priorytet, do swojej misji włączył ją również komisarz ds. zdrowia i dobrostanu zwierząt Olivér Várhelyi:

„Doświadczenie opracowania i realizacji kompleksowych planów w obszarze chorób onkologicznych i sercowo-naczyniowych jest dla organów unijnych w Brukseli inspiracją do stworzenia analogicznego schematu postępowania w obszarze neurologii. By dać pewien europejski kontekst: jedna na trzy osoby w Unii Europejskiej cierpi na choroby mózgu. Z nieco większym nasileniem te schorzenia występują w Europie Zachodniej. To może mieć związek z szerszym dostępem do diagnostyki, większą oczekiwaną długością życia czy bardziej zaawansowanym starzeniem się tych społeczeństw. Mówiąc o chorobach neurologicznych, mamy przede wszystkim na myśli demencję – w Europie problem ten dotyczy ponad 9 milionów osób, a prognozy wskazują, że do 2050 roku będzie ich ponad 14 milionów, czyli o ponad połowę więcej. Siedem milionów osób zmaga się z chorobą Alzheimera, a prognozy wskazują, że w najbliższych pięciu latach liczba ta może się podwoić. Podobnie jest w przypadku choroby Parkinsona, na którą w tej chwili cierpi 10 milionów ludzi na świecie, a do 2050 roku może ich być dwukrotnie więcej. 13 osób na 10 tysięcy mieszkańców Europy zmaga się ze stwardnieniem zanikowym bocznym i tu również możemy mówić o tendencji wzrostowej. Trzeba pamiętać, że poza dramatem chorych i ich bliskich, choroby neurologiczne, w tym choroby mózgu, wiążą się z wymiernymi kosztami społeczno-gospodarczymi. Koszty choroby Alzheimera w Unii Europejskiej szacowane są na ponad 250 mld euro rocznie, a demencji – ok. 300 mld euro rocznie”.

Krajowy konsultant w dziedzinie neurologii prof. Bartosz Karaszewski zaznaczył, że choroby neurologiczne od dawna powinny być priorytetem dla zdrowia publicznego z uwagi na najbardziej znaczące DALY (ang. Disability-Adjusted Life Years – utrata jednego roku życia w pełnym zdrowiu, jedna z miar obciążenia chorobami w populacji) oraz fakt, że generują dla systemu większe koszty, niż pozostałe choroby razem wzięte. Pierwsza trójka chorób, które w największym stopniu wpływają na neurologiczne DALY, to udar mózgu, choroba Alzheimera i inne z przebiegiem otępiennym oraz migrena. Konsultant krajowy nawoływał do lepszego wykorzystania zasobów, którymi system już dysponuje: „To są po prostu liczby. To jest po prostu matematyka. Bo jeżeli uwzględnimy nie tylko DALY, ale także długość życia w niepełnosprawności, stopień niepełnosprawności i zaangażowanie opiekunów, to neurologia i choroby mózgu są dyscypliną medycyny najbardziej obciążającą populację europejską”.

Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prof. Alina Kułakowska podkreśliła, że największe wyzwania polskiej neurologii to rosnąca liczba pacjentów, niedobory kadr medycznych, niedoskonała organizacja opieki neurologicznej oraz brak działań profilaktycznych. Kluczowe jest więc utworzenie sieci neurologicznej z referencyjnością ośrodków, która zapewni rozwój skoordynowanej opieki: „Z punktu widzenia dobra pacjenta bardzo ważna jest interdyscyplinarność, ponieważ osobami z chorobami neurologicznymi opiekują się także psychiatrzy, geriatrzy czy interniści. Jednak to neurolog diagnozuje choroby i leczy najwięcej z nich. Neurolodzy realizują ponad 20 programów lekowych, ale problemem są niedoszacowane kontrakty. W tym roku znów możemy się spodziewać ogromnych nadwykonań. Cieszymy się zatem z sukcesów, jak rozwój diagnostyki i terapii. Jednak koszty leczenia spędzają nam sen z powiek, ponieważ chcielibyśmy, żeby pacjenci nie mieli problemu z dostępem do leczenia”.

Prezes-elekt Krajowej Rady ds. Neurologii przy Ministerstwie Zdrowia prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz wyraziła uznanie dla Krajowego Programu Działań Wobec Chorób Otępiennych i podkreśliła potrzebę stworzenia ścieżki pacjenta z objawami otępienia. Kluczowa jest wczesna diagnostyka, ponieważ przełomowe nowe terapie dla takich pacjentów muszą być włączane na początkowym etapie choroby. To jednak nie jedyne wyzwania, na które zwraca uwagę Krajowa Rada ds. Neurologii – podkreśla jej przewodnicząca: „Priorytetem jest zapewnienie pacjentom z padaczką lekooporną dostępu do leczenia operacyjnego czy odpowiedni zakres świadczeń ambulatoryjnych dla pacjentów z chorobą Parkinsona. Istotny jest także problem tranzycji pacjentów z opieki pediatrycznej do tej dedykowanej osobom dorosłym; musimy mieć na uwadze, że do części programów lekowych włącza się pacjentów, kiedy są dziećmi, a później oni nadal potrzebują tego leczenia. Co do kierunków na 2026 rok, konieczne jest wdrażanie priorytetu >>zdrowe serce, zdrowy mózg<<, który jest dopiero na początku realizacji, oczywiście – sieć neurologiczna, ale także współpraca z Centrum e-Zdrowia pod kątem opracowania odpowiedniego zakresu danych. Chodzi o takie dane, które pozwolą stwierdzić, jak wprowadzane zmiany wpływają na system”.

yły wiceminister zdrowia, a obecnie wiceprzewodniczący Senackiej Komisji Zdrowia, z zawodu lekarz neurolog Wojciech Konieczny uważa, że ważna jest odpowiednia konstrukcja krajowej sieci neurologicznej:

„Neurologia jako dziedzina medycyny powinna mieć rzeczywiście priorytetowe znaczenie. To musi być jednoznacznie zaznaczone, inaczej neurologia może zostać wyparta przez inne dziedziny i sprowadzona do funkcji konsultacyjnej. W Ministerstwie Zdrowia obserwowałem inercję systemu: jeśli jakiś jego element nie zostanie prosto zdefiniowany, różne polityczne zawirowania mogą wynaturzyć to, co realnie powinniśmy zrobić”.

Edyta Ekwińska, wiceprezes organizacji pacjentów Alzheimer Polska, określiła jako swój główny cel wsparcie osób z chorobą Alzheimera w uzyskaniu możliwości korzystania z programów lekowych:

„Europejska Agencja Leków dopuściła nowe leki i rekomenduje zorganizowanie dostępu do nich na zasadach programu lekowego. Pacjenci czekają na skuteczne leczenie od 25 lat. Choć te programy mają ograniczony zasięg, bo obejmą od 5 do 10 proc. chorych, nawet to może mieć ogromne znaczenie dla utrzymania ich na rynku pracy”.

Prezes Fundacji Chorób Mózgu Wojciech Machajek położył nacisk na rolę opiekunów osób z chorobami neurodegeneracyjnymi: „Wobec braku rozwiązań usprawniających dostęp do systemowej opieki, wobec problemów z organizacją opieki wytchnieniowej, opiekunowie nie są po prostu elementem systemu – oni ten system podtrzymują”.

Zaznaczył też, że z ogłoszonego 10 lat temu Dekalogu Polskiej Neurologii udało się zrealizować tylko jeden punkt – uczynić neurologię specjalizacją priorytetową. Nadal jednak mamy do czynienia z problemami w programach lekowych, jak wstrzymanie nowych włączeń pacjentów, kolejki nawet do 2 lat oczekiwania na wizytę, pogłębiająca się dysproporcja między dostępem a realnym zapotrzebowaniem.

Instytut Rozwoju Spraw Społecznych to obywatelski think-tank, który jest miejscem pogłębionej debaty, opracowywania analiz, formułowania propozycji rozwiązań i wymiany poglądów między wieloma środowiskami. Jego misją jest analizowanie zjawisk ekonomiczno-społecznych przez pryzmat kwestii zdrowia i opieki zdrowotnej, które mają wpływ na każdą dziedzinę życia i aktywności gospodarczej.

Źródło: PAP MediaRoom

Sejm uchwalił ustawę o Bonie Senioralnym, który pozwoli osobom po 65. roku życia uzyskać nowe świadczenie. Ma ono mieć charakter niepieniężny, a pomoc ma być przeznaczana na wsparcie m.in. w poruszaniu się, korzystaniu ze świadczeń zdrowotnych czy opiece higienicznej i pielęgnacyjnej. Chociaż ustawa czeka jeszcze na głosowanie w Senacie i podpis prezydenta, już teraz dostępne są narzędzia, które ułatwią realizację poszczególnych usług sąsiedzkich, opiekuńczych i wytchnieniowych.
Ustawa o osobach starszych i koordynacji opieki długoterminowej, bo tak formalnie nazywa się akt wprowadzający Bon Senioralny, ma stanowić istotną zmianę w podejściu do opieki długoterminowej w Polsce. Jej celem jest zapewnienie dodatkowego wsparcia określonej grupie seniorów, w miejscu zamieszkania. O Bon Senioralny ubiegać się będą mogły osoby w wieku powyżej 65. roku życia, których średni miesięczny dochód za 3 ostatnie miesiące przed złożeniem wniosku nie przekraczał 3410 zł miesięcznie. Kryterium dochodowe jest obecnie trzykrotnie wyższe niż to w pomocy społecznej i ma być waloryzowane wraz ze wzrostem rent i emerytur.

W jaki sposób realizowany będzie Bon Senioralny?

O przyznaniu pomocy z Bonu Senioralnego decydować ma gmina, oceniając potrzeby seniora i zawierając z nim umowę na realizację określonych usług opiekuńczych. Środki z programu trafią nie bezpośrednio do seniora, a właśnie do gminy, której zadaniem będzie realizacja usług przewidzianych w umowie. Gminy będą mogły zapewnić potrzebne wsparcie samodzielnie lub przez podmioty trzecie. Bon Senioralny można będzie wykorzystać na opiekę w miejscu zamieszkania seniora, w tym np. korzystanie ze świadczeń zdrowotnych, utrzymanie porządku w domu, pomoc w ubieraniu się, przygotowywaniu posiłków czy utrzymaniu kontaktu z otoczeniem.

Zgodnie z zapisami ustawy, wsparcie w pierwszej kolejności ma trafić do gmin, które stanowią swoistą białą plamę na mapie usług opiekuńczych w Polsce. Oznacza to te gminy, w których tą pomocą objęte jest nie więcej niż 10 osób. Biorąc pod uwagę, że średnio co 10. gmina w Polsce w ogóle nie świadczy usług opiekuńczych, a ok. 1/3 pozostałych zapewnia wsparcie wyłącznie pojedynczym osobom, od wejścia w życie ustawy ok. 40% gmin w Polsce będzie mogło rozpocząć realizację Bonu Senioralnego – wylicza Przemysław Mroczek, prezes Fundacji SeniorApp, która prowadzi projekty zapewniające pomoc osobom starszym w codziennym funkcjonowaniu.

System jest już gotowy

Ustawa o osobach starszych i koordynacji opieki długoterminowej została przyjęta przez Sejm 11 czerwca, a do jej wejścia w życie konieczne jest jeszcze przyjęcie aktu przez Senat, a następnie podpis Prezydenta pod ustawą. Dopiero po zakończeniu procesu legislacyjnego, gminy będą mogły zacząć ubiegać się o uruchomienie finansowania w ramach Bonu Senioralnego. Oznacza to, że nawet przy sprawnym przeprowadzeniu ustawy przez pozostałe etapy legislacyjne, pierwsze gminy uzyskają wsparcie nie wcześniej niż w IV kwartale 2026 r.

Jak tłumaczy Przemysław Mroczek, gdy tylko ustawa wejdzie w życie, nawet gminy, które w ogóle nie świadczą usług opiekuńczych, będą mogły uruchomić wsparcie dla seniorów niemal od ręki. I nie będą musiały w tym celu korzystać z własnych zasobów – Ustawa przewiduje, że usługi objęte Bonem Senioralnym mają być realizowane w miejscu zamieszkania seniora. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom osób starszych. Jak wynika z badania Uczelni Korczaka „Ogólnopolska diagnoza w zakresie deinstytucjonalizacji usług społecznych”, aż 94% seniorów w Polsce preferuje pozostanie we własnym domu tak długo, jak to możliwe. Wiele gmin nie jest jednak gotowych, by samodzielnie to wsparcie zapewnić. Z pomocą przychodzi możliwość realizacji tych usług przez podmioty trzecie. Przykładem gotowego narzędzia do realizacji usług opiekuńczych kwalifikujących się do rozliczenia w ramach Bonu Senioralnego jest SeniorApp. To nowoczesna platforma cyfrowa, która umożliwia dostęp do elastycznej i spersonalizowanej opieki, obejmującej m.in. opiekę godzinową, usługi domowe, jak sprzątanie czy gotowanie, a także usługi specjalistyczne, w tym związane ze zdrowiem czy czynnościami higienicznymi i pielęgnacyjnymi – tłumaczy Przemysław Mroczek.

Technologia w służbie gmin

Współpraca jednostek samorządu terytorialnego, organizacji trzeciego sektora i podmiotów realizujących profesjonalne wsparcie dla seniorów już teraz ma istotne znaczenie w procesie świadczenia usług opiekuńczych. Współdziałanie i koordynacja poszczególnych podmiotów są szczególnie ważne z punktu widzenia deinstytucjonalizacji opieki i możliwości zapewnienia wsparcia w miejscu zamieszkania.  Wraz w rozwojem systemu publicznego finansowania na znaczeniu zyskiwać będzie monitorowanie jakości świadczonych usług oraz możliwości optymalizacji kosztów i zapewnienia efektywności wykorzystywania środków. Również w tym obszarze są już dostępne gotowe rozwiązania.

W SeniorApp opracowaliśmy i wdrożyliśmy gotowy system do zarządzania pracą socjalną. Oprogramowanie jest bardzo proste do wdrożenia oraz funkcjonalne w codziennym użytkowaniu. Przykładowo, osoby świadczące dane usługi w terenie, dzięki systemowi mogą np. w awaryjnych sytuacjach błyskawicznie wezwać pomoc. Aplikacja działa w trybie online i zawiera przycisk SOS. Jeżeli podczas wizyty w domu seniora dojdzie do jakiejś niepokojącej sytuacji, użytkownik może w ten sposób błyskawicznie powiadomić przełożonych lub odpowiednie służby.

Z kolei dzięki wykorzystaniu zaawansowanych narzędzi, jednostki samorządu terytorialnego mają bieżący dostęp do danych dotyczących liczby, rodzaju i czasu trwania poszczególnych usług, a także mogą monitorować jakość ich realizacji. Rozbudowane możliwości generowania raportów i analiz pozwalają efektywnie zarządzać usługami opiekuńczymi oraz pracą socjalną na poziomie gminy. Przy okazji wdrażania przepisów dotyczących Bonu Senioralnego, gminy mogą, a wręcz powinny skorzystać z dopracowanych rozwiązań oraz dużego doświadczenia trzeciego sektora i podmiotów zewnętrznych w koordynacji, monitorowaniu i świadczeniu usług społecznych – podsumowuje Przemysław Mroczek.

Źródło: inf pras

Według najnowszego raportu Europejskiego Urzędu ds. Pracy (ELA) lekarze, pielęgniarki i opiekunowie należą do zawodów najbardziej dotkniętych brakami kadrowymi w Europie. Tymczasem w Polsce wstrzymano prace nad wykazem zawodów deficytowych, który miał m.in. wskazywać urzędom, którymi wnioskami w sprawie przyjmowania pracowników zza granicy powinni zająć się w pierwszej kolejności.
Zdaniem ekspertów brak tego rozwiązania w przyszłości jeszcze bardziej pogłębi już w tej chwili dramatyczny niedobór opiekunów osób starszych w kraju. Dodatkowo zwiększy szarą strefę oraz ograniczy możliwość kierowania do Polski specjalistów potrzebnych tam, gdzie najbardziej ich brakuje. 15 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Praw Osób Starszych – to dobry moment, by przypomnieć, że dostęp do opieki należy do podstawowych praw seniorów.Według raportu ELA Europa opieka zdrowotna i społeczna należy do sektorów najbardziej dotkniętych trwałym brakiem pracowników, mimo że w tym obszarze zatrudnionych jest w Unii około 25 mln osób.

„Prawo do godnego starzenia się oznacza m.in. dostęp do opieki i profesjonalnego wsparcia wtedy, gdy stajemy się zależni od pomocy innych. Nie może być ono realizowane bez ludzi, którzy tę opiekę będą świadczyć. Tymczasem niedobór opiekunów nad osobami starszymi w Polsce rośnie w zatrważającym tempie. Jeszcze kilka lat temu szacowaliśmy, że brakuje około 20 tysięcy opiekunów, dziś mówimy już o dziesiątkach tysięcy. Potwierdzają to również rządowe wyliczenia związane z bonem senioralnym, zgodnie z którymi do obsługi programu potrzebnych miało być około 90 tysięcy opiekunów – mówi Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej (PSOD). – Sytuacja staje się dramatyczna. Osoby starsze pozostają bez opieki lub bliscy musza rezygnować z pracy, by zająć się seniorem. Polaków nie stać na profesjonalną opiekę, a usługi stają się coraz droższe, bo jest coraz mniej osób chętnych do pracy. Firmy opiekuńcze upadają, a wiele domów opieki nie jest pewnych swojej przyszłości ze względu na pogłębiające się braki kadrowe”.

Potrzeby opiekuńcze rosną szybciej niż możliwości systemu

Problem niedoboru kadr opiekuńczych dotyczy całej Europy. Z wcześniejszego raportu ELA (opublikowanego pod koniec kwietnia br.) poświęconego sektorowi opieki długoterminowej wynika, że w Unii Europejskiej liczba osób w wieku 80+ wzrośnie do 2040 roku o około 44 proc. Oznacza to dalszy wzrost zapotrzebowania na usługi opiekuńcze w całej Europie.

Jednocześnie zawód opiekuna osób starszych pozostaje jednym z najbardziej deficytowych zawodów na rynku pracy. Wg ELA w UE mamy ponad 3,2 mln pracowników opieki, ale jest to zdecydowanie za mało i luka ta będzie się stale powiększać. Potwierdzają to kolejne edycje „Barometru zawodów”, w których opiekunowie osób starszych i osób z niepełnosprawnościami niezmiennie znajdują się wśród profesji, w których brakuje pracowników.

Skalę rosnących wyzwań opiekuńczych potwierdza tegoroczny raport BGK dotyczący opieki długoterminowej w Polsce. Wynika z niego, że do 2040 roku potrzebnych będzie nawet 124 tys. nowych miejsc w placówkach opiekuńczych. Przy obecnej bazie wynoszącej około 152 tys. miejsc oznacza to konieczność niemal podwojenia istniejących zasobów.

„Placówki opiekuńcze mierzą się dziś z wieloma problemami – od niedoborów kadrowych i rosnących kosztów funkcjonowania, po konieczność dostosowywania infrastruktury i standardów usług do zmieniających się potrzeb seniorów. Jednocześnie zapotrzebowanie na opiekę długoterminową będzie w kolejnych latach dynamicznie rosło. Bez zwiększenia liczby pracowników sektora opiekuńczego oraz dalszych inwestycji w infrastrukturę nie zapewnimy wsparcia i bezpieczeństwa seniorom” – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Andrzej Lejczak, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Krajowa Izba Domów Opieki (KIDO).

Bez pracowników zagranicznych system sobie nie poradzi

Coraz większą rolę w systemach opieki odgrywają pracownicy zza granicy. Około 14 proc. pracowników sektora opieki w Europie wykonuje pracę poza krajem swojego obywatelstwa, a szczególnie duże znaczenie mają oni w opiece domowej i całodobowej.

Polacy coraz rzadziej wybierają zawód opiekuna osób starszych, mimo że potrzeby są ogromne. A nawet jeśli go wybiorą, to chętniej wyjeżdżają np. do Niemiec, gdzie mogą liczyć na większe zarobki.  W efekcie lukę kadrową w dużej mierze wypełniają dziś opiekunowie z Ukrainy, Gruzji i innych krajów.

„Bez pracowników zagranicznych system opieki nad osobami starszymi w Polsce znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Procedury w zakresie przyjazdu osób bez obywatelstwa UE do Polski stały się bardzo utrudnione, mówimy wręcz o zablokowaniu decyzji urzędów, nawet w stosunku do osób już przebywających w Polsce. To zagrożenie dla ciągłości opieki dla naszych seniorów” – alarmuje Ada Zaorska.

Co z wykazem zawodów deficytowych?

Szczególne obawy środowiska opiekuńczego budzi decyzja o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych. Wśród profesji, które miały zostać objęte priorytetowym traktowaniem w procedurach administracyjnych, znajdują się m.in. opiekunowie osób starszych, pielęgniarki i lekarze – zawody od lat wskazywane jako deficytowe zarówno przez ekspertów rynku pracy, jak i kolejne edycje „Barometru zawodów”.

„Z zaskoczeniem przyjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych. Wykaz miał nadać w urzędach priorytet wnioskom z profesji kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego i opiekuńczego społeczeństwa. Warto podkreślić, że zasady kontroli i procedury miały pozostać te same, wręcz mówi się o ich zaostrzeniu. Chodziło tylko o świadomy wybór kogo chcemy wpuszczać do kraju w pierwszej kolejności. Apelujemy, by temat ten wrócił do dalszych prac i dialogu z zainteresowanymi środowiskami” – komentuje Ada Zaorska.

„Placówki opieki długoterminowej od lat mierzą się z niedoborami personelu. Potrzebujemy rozwiązań, które usprawnią pozyskiwanie pracowników tam, gdzie ich rzeczywiście brakuje. W przypadku opieki stawką jest nie tylko sprawne funkcjonowanie placówek, ale przede wszystkim dobro i bezpieczeństwo ich podopiecznych” – mówi dr Lejczak.

Konsternację ekspertów wzbudziła informacja, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Pomocy Społecznej podjęło decyzję o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych z powodu wzrostu bezrobocia.

„Jeśli ktoś liczy na to, że osoby, które obecnie tracą lub nie mogą znaleźć pracy będą zajmowały się osobami starszymi nie znają realiów opieki. To bardzo trudny zawód wymagający dojrzałości, odporności psychicznej i specjalistycznej wiedzy. A do tego jest słabo opłacany. Prawdopodobieństwo, że informatyk czy księgowy, który stracił pracę się jej podejmie, i pozostanie w zawodzie wystarczająco długo, by nabyć umiejętności i doświadczenie, jest bardzo niskie. Takiej osobie bardziej opłaca się pozostać na zasiłku i w tym czasie przekwalifikować się do innych zawodów. I tak powinno być w dobrze działającej gospodarce, gdyż są to osoby, które mogą przyczynić się do rozwoju kraju w nowych obszarach i wprowadzania innowacji. Opieka wymaga osób przekonanych, że jest to ich powołanie i chętnych do ciężkiej fizycznej pracy” – podsumowuje Ada Zaorska.

Dostęp do opieki jest jednym z podstawowych praw osób starszych. W obliczu starzenia się społeczeństwa zapewnienie odpowiedniej liczby opiekunów, pielęgniarek i lekarzy staje się warunkiem skutecznej ochrony praw seniorów. Bez odpowiednich kadr trudno mówić o bezpieczeństwie, samodzielności i godnym życiu osób starszych.

Żródło: inf pras

Osoby starsze należą do grup najbardziej narażonych na ciężki przebieg chorób zakaźnych, hospitalizacje i zgony z powodu infekcji. Eksperci oraz przedstawiciele Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” alarmują, że w obliczu starzenia się społeczeństwa konieczne jest zwiększenie dostępu do refundowanych szczepień ochronnych dla seniorów. Wyniki badania ankietowego pokazują, że choć starsi Polacy dostrzegają zagrożenie związane z zakażeniami pneumokokowymi, to poziom wyszczepialności pozostaje niski. Głównymi barierami są koszty szczepień, niedostateczna wiedza oraz obawy dotyczące działań niepożądanych.
Seniorzy są najbardziej narażoną na choroby zakaźne i infekcje grupą wiekową. Wynika to z naturalnego starzenia się układu odpornościowego i częstego występowania schorzeń współistniejących. Stąd potrzeba zapewnienia im szerokiego, refundowanego dostępu do szczepień o najszerszej ochronie. Na tę potrzebę, popartą wynikami badania ankietowego, zwraca uwagę Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” podkreślając, że szczepienia powinny stać się standardem opieki medycznej.

Seniorzy potrzebują szerszej ochrony. Eksperci apelują o powszechny dostęp do refundowanych szczepień

 
Z szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że do 2030 r. blisko 1/3 populacji Polski będzie miała powyżej 60. lat, a do roku 2050 odsetek ten wzrośnie nawet do 40 procent. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa rośnie również ryzyko ciężkich chorób zakaźnych, w tym inwazyjnej choroby pneumokokowej (IChP), która szczególnie zagraża seniorom.

Niepokojące statystyki zakażeń pneumokokowych

Właśnie z uwagi na obniżoną odporność i występowanie chorób współistniejących, osoby starsze są szczególnie narażone na ciężki przebieg zakażeń pneumokokowych, takich jak zapalenie płuc, sepsa czy zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Ryzyko zachorowania na inwazyjną chorobę pneumokokową (IChP) gwałtownie wzrasta wraz z wiekiem (osoby 65+ z czynnikami ryzyka stanowią 39 proc. tej grupy wiekowej, ale to właśnie u nich odnotowuje się ponad połowę przypadków zapaleń płuc o dowolnej przyczynie).

Dodatkowo osoby starsze są najbardziej narażone na ciężki przebieg zakażenia, hospitalizacje i ryzyko zgonu – wskaźnik śmiertelności związanej z IChP w grupie osób po 65. roku życia wynosi niemal 50 proc. i jest najwyższy wśród wszystkich grup wiekowych. Dlatego tak ważna jest ochrona tej części populacji.

Pneumokoki są straszne, kojarzą się z zapaleniem płuc. Co roku z powodu zapalenia płuc umiera na świecie 2,5 mln osób, to najczęstsza infekcyjna przyczyna zgonów. Co drugi pacjent z zapaleniem płuc, który trafi do szpitala, umrze. I to już są dane przerażające – mówi dr Monika Wanke-Rytt, z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Wydziale Lekarskim Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, edukatorka w zakresie szczepień i profilaktyki zdrowotnej. – Szczepienia przeciwko pneumokokom, o czym mówi się coraz częściej, choć jeszcze nie w Polsce, są narzędziem spowalniającym proces antybiotykoodporności, która narasta i nigdy jej nie zatrzymamy. Dzięki szczepieniom możemy ograniczyć stosowanie antybiotyków.

Profilaktyka, która nie tylko ratuje, ale się zwraca

Choroba pneumokokowa to nie tylko problem zdrowotny dla pacjentów i ich rodzin, ale również poważne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia i gospodarki. Pozaszpitalne zapalenie płuc (PZP), którego istotną część stanowią zakażenia pneumokokowe, pozostaje jedną z głównych przyczyn hospitalizacji, absencji zawodowej i kosztów pośrednich, które według szacunków wynoszą prawie 50 mln zł rocznie.

Tymczasem szczepionki skoniugowane przeciw pneumokokom o wysokiej walentności nie tylko zapewniają seniorom najszerszą ochronę i redukują ryzyko ciężkich powikłań, ale znacznie zmniejszają także koszty leczenia. Przeprowadzone niedawno m. in. w Polsce badanie oceniające wpływ społeczno-ekonomiczny programów szczepień dla dorosłych (w tym szczepień przeciwko pneumokokom) wykazało, że mogą one przynieść społeczeństwu zwrot nawet 19-krotności początkowej inwestycji, przy uwzględnieniu korzyści wykraczających poza system ochrony zdrowia (w przypadku szczepień przeciw pneumokokom zwrot z inwestycji może osiągać nawet 33-krotność poniesionych kosztów).

Co wiemy o szczepieniach wśród seniorów?

W obliczu tych wyzwań cywilizacyjnych Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”, której misją jest m. in. troska o zdrowie i jakość życia osób starszych, przeprowadziła badanie ankietowe w celu lepszego poznania problemów i wyzwań związanych z chorobami, którym można skutecznie zapobiegać dzięki szczepieniom. Ankieta zatytułowana „Czy seniorzy mogą liczyć na skuteczną profilaktykę szczepienną?” została skierowana do szerokiego grona odbiorców – osób zaangażowanych w opiekę długoterminową, ekspertów zajmujących się zdrowiem seniorów i osób niesamodzielnych, a także kadry zarządzającej domami pomocy społecznej, zakładami opiekuńczo-leczniczymi i pielęgnacyjno-opiekuńczymi oraz innymi placówkami sprawującymi bezpośrednią opiekę nad osobami starszymi.

Jednym z kluczowych obszarów badania była ocena poziomu wiedzy i świadomości dotyczącej szczepień ochronnych oraz profilaktyki chorób zakaźnych – zarówno wśród seniorów, jak i osób odpowiedzialnych za organizację i realizację opieki. Chcieliśmy również zidentyfikować najważniejsze czynniki wpływające na poziom wyszczepialności osób starszych. Dlatego pytaliśmy między innymi o dostępność szczepień, bariery organizacyjne oraz koszty ponoszone przez pacjentów – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Wysoka świadomość zagrożeń, niska realizacja szczepień

92 proc. ankietowanych przez Koalicję seniorów uważa zapalenie płuc za poważne zagrożenie, a niemal 80 proc. – że infekcja może trwale obniżyć ich samodzielność.  Choć niemal 3/4 respondentów wie, że pneumokoki mogą prowadzić do hospitalizacji i ciężkich powikłań, to jedynie 20 proc. było kiedykolwiek zaszczepionych przeciw pneumokokom. Największą barierę stanowią finanse – 88 proc. seniorów zaszczepiłoby się, gdyby szczepienie było bezpłatne. Ponad połowa badanych zwraca uwagę na koszt szczepień (57 proc.), który stanowi dla nich realną przeszkodę w podjęciu decyzji o zaszczepieniu. Podobnie wysoki odsetek osób jako powód niepodjęcia decyzji o szczepieniu podaje brak wystarczającej wiedzy (51 proc.) lub obawę przed działaniami niepożądanymi (57 proc.). Świadczy to o silnej potrzebie edukacji i konieczności podjęcia działań systemowych.

Szczepienia bliżej pacjenta

Ważnym elementem zwiększania wyszczepialności seniorów, który wybrzmiał wyraźnie z wyników badania ankietowego, było zwiększenie dostępu do szczepień w aptekach i miejscach pobytu dziennego.

Farmaceuci mają i chęci, i możliwości do wykonywania szczepień – deklaruje dr n. farm. Magdalena Stolarczyk, członkini Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie i Naczelnej Rady Aptekarskiej, ekspertka merytoryczna Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. – Mamy uprawnienia, oczywiście po odbyciu odpowiednich kursów, do kwalifikowania i wykonywania szczepień przeciwko 26 jednostkom chorobowym, w tym zakażeniom pneumokokowym.  Możemy też wystawiać recepty, także refundowane, co pozwala diametralnie skrócić ścieżkę pacjenta do zaszczepienia i odciążyć lekarzy i pielęgniarki.

Według ekspertów takie rozwiązanie realnie zwiększa dostępność profilaktyki i powinno być systemowo wzmacniane, zwłaszcza że, jak pokazała ankieta, zwracają na to uwagę zarówno seniorzy i ich opiekunowie, jak i kadra zarządzająca placówkami opieki długoterminowej.

Nasi respondenci chętnie skorzystaliby ze szczepień, gdyby bezpłatnie oferowały je apteki. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 68 proc. seniorów – wylicza Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Z kolei kadra zarządzająca wskazuje, że kluczowym kierunkiem zmian powinno być wprowadzenie bezpłatnych szczepień w ich placówkach (84 proc. ankietowanych) przy jednoczesnym zapewnieniu wsparcia organizacyjnego, w tym mobilnych zespołów szczepiących, co mogłoby znacząco usprawnić realizację szczepień w placówkach o ograniczonych zasobach kadrowych – dodaje prezes Koalicji.

Czas na strategiczną decyzję dla zdrowia seniorów

Doświadczenia ostatnich lat potwierdziły, że odpowiednio prowadzona polityka szczepień stanowi jeden z kluczowych elementów budowania bezpieczeństwa zdrowotnego osób po 65. r.ż., szczególnie narażonych na zakażenia. Nowoczesne szczepionki skoniugowane przeciwko pneumokokom o wysokiej walentności są odpowiedzią na te potrzeby. Dają możliwość zabezpieczenia seniorów jedną dawką na wiele lat i zapewnić niemal 50-procentową skuteczność w zapobieganiu ich hospitalizacji.

Jak pokazują wyniki ankiety, seniorzy chcą się szczepić, a placówki chcą szczepić. Oba środowiska wskazują na te same warunki konieczne: refundację, jasne zasady i edukację.  Wysoka deklarowana gotowość (88 proc. seniorów, 93% placówek) świadczy o tym, że usunięcie barier finansowych i informacyjnych mogłoby znacząco zwiększyć poziom ochrony zdrowotnej osób starszych. Stąd apel Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” o podjęcie działań zmierzających do tego, by szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym, w tym zakażeniom pneumokokowym, stały się standardem leczenia i filarem polityki zdrowotnej państwa. W starzejącym się społeczeństwie jest to nie tylko decyzja medyczna, ale strategiczna inwestycja w zdrowie publiczne i przyszłość Polski.

WYNIKI BADANIA: „CZY SENIORZY MOGĄ LICZYĆ NA SKUTECZNĄ PROFILAKTYKĘ SZCZEPIENNĄ?”

Źródło: inf pras

 
Polska stoi przed jednym z największych wyzwań zdrowotnych i społecznych najbliższych dekad. Z danych GUS wynika, że liczba osób po 60. roku życia będzie systematycznie rosła, zwiększając zapotrzebowanie na opiekę medyczną, rehabilitację i wsparcie społeczne. Tymczasem eksperci alarmują, że obecny system ochrony zdrowia nie jest przygotowany na skalę nadchodzących zmian. Podczas VI Kongresu „Pacjent w Centrum Uwagi” organizowanego przez DOZ S.A. zwracano uwagę na niedobór specjalistycznej opieki geriatrycznej, problem wielolekowości, brak koordynacji działań oraz konieczność inwestowania w profilaktykę i aktywne starzenie się społeczeństwa.
Z danych GUS wynika, że na koniec 2023 r. było już 9,9 mln osób 60+, a do 2060 r. może ich być 11,9 mln. To oznacza nie tylko więcej seniorów, ale też więcej chorób przewlekłych, leków i potrzeby rehabilitacji. Problem w tym, że geriatria nie wystarczy. W Polsce działa tylko 195 poradni geriatrycznych i 62 oddziały z ok. 1,2 tys. łóżek. Eksperci podkreślają więc, że potrzebny jest model współpracy wielu specjalistów, a nie leczenie seniora „na raty” w kolejnych gabinetach.

Starość zaczyna się „poza szpitalem”. Warszawa pokazuje kierunek

Starzenie nie zaczyna się w gabinecie, tylko na ulicy, przystanku i w mieszkaniu bez windy. Dlatego jako przykład działań samorządowych wskazywano Warszawę. Jarosław Jóźwiak, radny Warszawy i przewodniczący komisji zdrowia, mówił o transporcie, profilaktyce, szczepieniach i rozwiązaniach mieszkaniowych. Jak podkreślał, „miasto podchodzi do wsparcia seniorów w sposób integralny”.

Zwracał też uwagę, że dłuższe życie oznacza większe potrzeby. „Im lepiej, tym trudniej – mówił, dodając – Sztuka życia polega na tym, by w wieku 80-90 lat jeździć na rajdach i ćwiczyć na siłowni”. To pokazuje, że aktywna starość zależy nie tylko od chęci, ale też od warunków: dostępnej przestrzeni, usług, profilaktyki i wsparcia.

Brak informacji i koordynacji – bariera, która psuje nawet dobre rozwiązania

Nawet najlepsze lokalne programy nie wystarczą jednak, jeśli pacjent – szczególnie senior – nie wie, gdzie i po co ma się zgłosić. Uczestnicy kongresu podkreślali problem niedostatecznej informacji oraz brak spójnej koordynacji działań. Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja, oceniała, że „dużo mówimy i robimy, tylko brak koordynacji pomiędzy jednym a drugim”. Zwracała uwagę, że seniorzy często nie wiedzą, jakie mają uprawnienia i gdzie szukać pomocy. „Jak nie wiemy, to narzekamy. Jak wiemy, to możemy być aktywni” – mówiła.

Wątek aktywizacji seniorów powiązano z profilaktyką i zdrowiem publicznym. Łukasz Salwarowski podkreślał, że „człowiek nieaktywny, zamknięty w czterech ścianach, to człowiek chory”, a izolacja i bierność szybko przekładają się na pogorszenie stanu zdrowia – i w konsekwencji na koszty ponoszone zarówno przez system, jak i przez rodziny.

Wielolekowość: NFZ o skali problemu, apteki o możliwym rozwiązaniu

Jednym z największych wyzwań zdrowotnych seniorów jest wielolekowość. Z danych NFZ wynika, że „aż 1/3 Polaków po 65. roku życia przyjmuje co najmniej 5 leków dziennie”, co zwiększa ryzyko interakcji i powikłań.

Dlatego podczas kongresu dużo mówiono o roli farmaceutów, bo to właśnie apteka często jest dla seniora najłatwiej dostępnym miejscem kontaktu z systemem ochrony zdrowia. Zdaniem uczestników rozwój usług takich jak przeglądy lekowe czy edukacja pacjentów może poprawić bezpieczeństwo terapii. „Jeżeli w aptekach będą takie usługi, jak przegląd lekowy, będziemy mogli edukować pacjentów, jak zażywać leki (…) to system na tym zyska” – przekonywał Radosław Wesołek.

Profilaktyka i styl życia: starość zaczyna się dużo wcześniej niż w gabinecie

W dyskusji o systemie łatwo skupić się na brakach kadrowych i organizacyjnych, a zapomnieć, że część ryzyka można ograniczać, zanim pacjent trafi do przychodni. W tym kontekście wybrzmiała perspektywa prof. Michała Rabijewskiego, który podkreślał znaczenie codziennych nawyków – ruchu, diety i profilaktyki – nawet wtedy, gdy ktoś ma obciążenia rodzinne. Jak mówił: „W granicach 80, 90% tego, ile my będziemy żyli i w jakim zdrowiu będziemy żyli, tak naprawdę zależy od nas samych”. W praktyce oznacza to, że system powinien nie tylko leczyć skutki, ale także wspierać ludzi w utrzymaniu sprawności jak najdłużej – bo to jedna z najbardziej opłacalnych i zarazem najbardziej „ludzkich” dróg ochrony zdrowia.

Wnioski z kongresu DOZ: współpraca i koordynacja zamiast gaszenia pożarów

Z debaty podczas VI Kongresu „Pacjent w Centrum Uwagi” organizowanego przez DOZ S.A. wyłaniał się obraz systemu, który nie nadąża za rosnącą liczbą seniorów: opieka nad pacjentem wielochorobowym jest rozproszona, informacja nie zawsze dociera tam, gdzie powinna, a profilaktyka zbyt często ustępuje leczeniu skutków.

Uczestnicy podkreślali, że potrzebne są lepsza koordynacja, silniejsza profilaktyka i współpraca między zawodami medycznymi, by seniorzy szybciej otrzymywali wsparcie bliżej domu, a system mógł ograniczać możliwe do uniknięcia powikłania i hospitalizacje. W przeciwnym razie zamiast planu pozostanie reagowanie i „gaszenie pożarów”.

Źródło: PAP MediaRoom

Rosnąca liczba starszych pacjentów z chorobami nowotworowymi sprawia, że onkologia geriatryczna staje się jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej medycyny. O tym, jak leczyć pacjentów senioralnych w erze terapii personalizowanej, będą dyskutować eksperci podczas I Ogólnopolskiej Konferencji Onkologii Geriatrycznej „Starszy pacjent w onkologii – decyzje kliniczne w erze terapii personalizowanej”, która odbędzie się 19 czerwca 2026 r. w Narodowym Instytucie Onkologii PIB w Warszawie.
Wydarzenie organizowane pod patronatem środowisk onkologicznych i geriatrycznych ma być pierwszą w Polsce platformą poświęconą kompleksowej opiece nad starszym pacjentem onkologicznym. Organizatorzy podkreślają, że dynamiczny rozwój nowoczesnych terapii wymaga coraz bardziej indywidualnego podejścia do leczenia osób w podeszłym wieku, uwzględniającego nie tylko sam nowotwór, ale także choroby współistniejące, sprawność funkcjonalną i jakość życia pacjenta.

Program konferencji obejmie zarówno zagadnienia kliniczne, jak i systemowe. Eksperci będą rozmawiać m.in. o kompleksowej ocenie geriatrycznej, kwalifikacji seniorów do leczenia systemowego, chirurgicznego i radioterapii, a także o wykorzystaniu nowoczesnych terapii, w tym immunoterapii, leków CDK4/6 oraz ADC – u starszych chorych. Zaplanowano również moderowane sesje typu case-based dotyczące leczenia raka płuca i raka piersi u pacjentów geriatrycznych.

Jednym z ważniejszych punktów wydarzenia będzie debata poświęcona gotowości polskiego systemu ochrony zdrowia do wdrażania kompleksowej opieki onkogeriatrycznej. W centrum dyskusji znajdą się pytania o organizację opieki, interdyscyplinarną współpracę oraz potrzebę tworzenia modeli leczenia odpowiadających na wyzwania starzejącego się społeczeństwa.

Organizatorzy zapowiadają również prezentację projektu ONKOger – pierwszego w Polsce modelu opieki onkogeriatrycznej zakładającego wdrożenie kompleksowej oceny geriatrycznej w strukturach onkologicznych. W konferencji udział wezmą onkolodzy kliniczni, geriatrzy, radioterapeuci, chirurdzy onkologiczni oraz specjaliści innych dziedzin zaangażowani w leczenie pacjentów senioralnych.

Wydarzenie odbędzie się w formule stacjonarnej, a udział wymaga wcześniejszej rejestracji.

Szczegółowy program oraz informacje organizacyjne dostępne są na stronie konferencji.

Link do konferencji: https://onkogeriatria.pl/

W dniach 22-23 maja 2026 r. w Hotelu Lipowy Most k. Białegostoku odbędzie się ogólnopolska konferencja „Geriatria w systemie i w praktyce” – wydarzenie stworzone przez środowisko lekarzy geriatrów jako przestrzeń rozmowy o tym, jak realnie poprawić organizację, dostępność i jakość opieki nad pacjentami starszymi w Polsce.
Konferencja odbywa się pod honorowym patronatem Minister Zdrowia i Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Senioralnej oraz z honorowym patronatem Rzecznika Praw Pacjenta i Rzecznika Praw Obywatelskich. Partnerem strategicznym wydarzenia jest Województwo Podlaskie.

Za poziom merytoryczny wydarzenia odpowiada Interdyscyplinarny Komitet Naukowy, któremu przewodniczy prof. dr hab. Barbara Bień, a funkcję wiceprzewodniczącej pełni dr hab. Karolina Piotrowicz, prof. UJ (Sekretarz Generalna Europejskiego Towarzystwa Geriatrycznego). Komitetowi Organizacyjnemu przewodniczy dr n. med. Katarzyna Klimiuk.

Organizatorzy podkreślają, że wobec dynamicznego starzenia się społeczeństwa geriatria wymaga wzmocnienia w systemie – nie tylko jako „kolejna specjalizacja”, ale jako praktyka całościowego, interdyscyplinarnego prowadzenia pacjentów starszych.

Rdzeniem wydarzenia będą dwie debaty z udziałem interesariuszy systemu ochrony zdrowia:

  1. Debata inauguracyjna: „Czego państwo oczekuje od geriatrów, a geriatrzy od państwa?” – rozmowa o wzajemnych oczekiwaniach, priorytetach i odpowiedzialności za wzmocnienie opieki geriatrycznej.
  2. Debata systemowa: „Czy geriatria może być opłacalna? Jak włączyć geriatrię do głównego nurtu ochrony zdrowia?” – skoncentrowana na rozwiązaniach organizacyjnych i ekonomice opieki nad seniorami.
 
W ramach drugiej debaty zaplanowano m.in. udział dr hab. Barbary Więckowskiej, Dyrektor Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia. Organizatorzy zapowiadają prowadzenie debat przez doświadczonych moderatorów oraz dyskusję z zachowaniem zasad bezstronności i równego dostępu do głosu.

Czy geriatria może się „spinać” finansowo? Eksperci o opłacalności i systemowych zachętach

Organizatorzy chcą, aby rozmowa o opiece nad seniorami uwzględniała nie tylko perspektywę kliniczną, ale również realne mechanizmy ekonomiczne i organizacyjne – tak, aby geriatria mogła być skutecznie włączona do głównego nurtu ochrony zdrowia.

Starzenie się społeczeństwa nie jest już prognozą – zauważa prof. Barbara Bień i dodaje – to proces, który już dziś zmienia strukturę potrzeb zdrowotnych i obciąża system. Jeśli nie włączymy geriatrii do głównego nurtu ochrony zdrowia, będziemy płacić coraz wyższą cenę za fragmentaryczne leczenie: więcej powikłań, więcej niepotrzebnych hospitalizacji i więcej kosztów wynikających z polifarmakoterapii. Geriatria to inwestycja w bezpieczeństwo pacjenta i w ekonomiczną racjonalność systemu – bo całościowa ocena, depreskrypcja i koordynacja opieki ograniczają spiralę kosztów interwencyjnych.

Geriatra w opiece koordynowanej: mniej fragmentacji, większe bezpieczeństwo leczenia seniorów

Wśród kluczowych wątków konferencji jest całościowa ocena geriatryczna (COG) – narzędzie wczesnego wykrywania ryzyk zdrowotnych, funkcjonalnych i społecznych – oraz postulat jej szerszego stosowania i adekwatnego finansowania.

Największą wartością geriatrii jest to, że widzi pacjenta jako całość – zdrowie, funkcjonowanie i kontekst społeczny – przekonuje prof. Karolina Piotrowicz. – Tego podejścia nie da się zastąpić pojedynczymi konsultacjami „od narządu do narządu”. W Europie rozwijają się modele opieki geriatrycznej oparte na koordynacji, ocenie funkcjonalnej i bezpiecznej farmakoterapii. W Polsce mamy kompetencje i doświadczenia – potrzebujemy mechanizmów, które pozwolą je skalować i zapewnić równy dostęp do świadczeń dla seniorów.

Organizatorzy podkreślają, że obecność geriatry w interdyscyplinarnych zespołach opieki koordynowanej jest kluczowa dla pacjentów w wieku podeszłym, szczególnie w obszarze oceny funkcjonalnej, depreskrypcji i optymalizacji polifarmakoterapii oraz planowania długofalowej opieki.

6 tematów „do wdrożenia”: postulaty środowiska geriatrycznego

Podczas konferencji organizatorzy chcą zainicjować rozmowę o rozwiązaniach systemowych, które – w ocenie środowiska – pomogą wzmocnić rolę geriatrii w ochronie zdrowia, tym samym przyczyniając się do jego „uzdrowienia”. Wśród kluczowych kierunków zmian znajdują się:

 
Konferencja powstała oddolnie – z praktyki i codziennych doświadczeń lekarzy, którzy widzą, gdzie system nie nadąża za potrzebami pacjentów starszych – podkreśla dr Katarzyna Klimiuk i dodaje – ale równie ważne jest to, co będzie dalej: w naszych oddziałach kształcimy nowych specjalistów geriatrii – rezydentów, którzy za chwilę wejdą do systemu. Państwo musi ich optymalnie zagospodarować: zapewnić realne miejsca pracy, sensowne finansowanie świadczeń i takie rozwiązania organizacyjne, które pozwolą geriatrom pracować w zespołach opieki koordynowanej, a nie „na marginesie”. W przeciwnym razie stracimy potencjał ludzi, których właśnie przygotowujemy do tej roli – podsumowuje dr Klimiuk.

Informacje organizacyjne:

 
Późna diagnoza i brak informacji to jedne z największych wyzwań w chorobie Alzheimera. Bezpłatna infolinia Helpline (800 201 801) uruchomiona przez Rzecznika Praw Pacjenta w partnerstwie z Alzheimer Polska zapewnia wsparcie osobom z zaburzeniami otępiennymi oraz ich rodzinom i opiekunom w całej Polsce. Ruszyła kampania mająca na celu dotarcie z informacją o infolinii do jak największej liczby osób. 
Aż 80 proc. pacjentów z chorobą Alzheimera bez diagnozy Choroba Alzheimera i inne zaburzenia otępienne stanowią jedno z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i ekonomicznych XXI wieku. Starzenie się społeczeństwa, późna diagnoza oraz ogromne obciążenie spoczywające na rodzinach sprawiają, że coraz więcej osób potrzebuje szybkiego dostępu do rzetelnej informacji i profesjonalnego wsparcia.

Dane pokazują skalę problemu: aż 80 proc. pacjentów z chorobą Alzheimera nie ma postawionej prawidłowej diagnozy, a w Polsce średni czas od pierwszego kontaktu z lekarzem POZ do rozpoznania choroby wynosi około 24 miesięcy. Jednocześnie choroba Alzheimera to „choroba całej rodziny” – około 92 proc. chorych pozostaje pod całodobową opieką bliskich, najczęściej w warunkach domowych, a w 44 proc. przypadków ciężar opieki spoczywa wyłącznie na jednej osobie.

Razem w chorobie Alzheimera

W odpowiedzi na potrzebę wsparcia dla osób chorujących na chorobę Alzheimera lub inne zaburzenia otępienne, ich rodzin i opiekunów uruchomiono ogólnopolską, bezpłatną infolinię Helpline (800 201 801).

Helpline oferuje poufne rozmowy z konsultantami, psychologami oraz innymi specjalistami, m.in. terapeutami zajęciowymi i prawnikami. Dzwoniący mogą uzyskać wsparcie emocjonalne, informacje dotyczące diagnozy i przebiegu choroby, pomoc w radzeniu sobie z trudnymi zachowaniami chorego oraz wskazówki dotyczące dostępnych form wsparcia w danym regionie. Integralnym elementem działań informacyjno-edukacyjnych jest spot poświęcony infolinii Helpline, który w przystępny sposób pokazuje codzienne doświadczenia osób chorujących i ich bliskich oraz przypomina, gdzie szukać pomocy.

Materiał został przygotowany przy użyciu technologii AI. Za koncepcję kreatywną i realizację kampanii odpowiada Fabryka Komunikacji Społecznej. – Infolinia to pomoc dla osób z chorobą Alzheimera i innymi zaburzeniami otępiennymi oraz ich rodzin i opiekunów. Chcemy, aby nasza inicjatywa wzbudziła wśród nas wszystkich życzliwość, empatię i zrozumienie – powiedział Jarosław Fiks, Dyrektor Generalny w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta, podczas spotkania w Centrum Prasowym PAP Polska Agencja Prasowa. Eksperci zwracają uwagę, że problem będzie narastał. Według danych WHO w 2016 roku na świecie żyło 47,5 mln osób z zaburzeniami otępiennymi, a do 2050 roku liczba ta wzrośnie do 135,5 mln.

W Polsce szacuje się, że do 2050 roku ponad milion Polek i Polaków będzie dotkniętych zaburzeniami otępiennymi, co oznacza ponad 3 proc. populacji kraju.

Infolinia Helpline jest bezpłatna i dostępna sześć dni w tygodniu: – poniedziałek–piątek: 10:00–21:00 – sobota: 10:00–16:00 Kontakt e-mail: alzheimer@rpp.gov.pl

Więcej informacji: www.alzheimer.rpp.gov.pl

Źródło: Komunikat Prasowy

Proces starzenia się społeczeństwa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem z dokumentów strategicznych i prognoz demograficznych, a staje się realnym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia, polityki społecznej i codziennego funkcjonowania rodzin. Wraz z wydłużaniem życia rośnie nie tylko liczba lat, które przeżywamy, ale także znaczenie ich jakości. Jak podkreślała Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu, zdrowie i godne starzenie się nie są hasłem, lecz rzeczywistością, która dotyczy milionów Polaków. Starzenie nie musi oznaczać utraty jakości życia – może wiązać się z aktywnością, bezpieczeństwem i niezależnością, pod warunkiem że towarzyszy mu „skuteczna i dostępna, ale także mądrze prowadzona profilaktyka”.

W praktyce coraz wyraźniej chodzi o przesunięcie akcentu z samej długości życia na lata przeżywane w sprawności – z zachowaniem samodzielności i możliwości decydowania o sobie. Mimo szerokiej dostępności badań profilaktycznych i coraz lepszej diagnostyki, korzystanie z nich pozostaje ograniczone, a wielu pacjentów trafia do systemu dopiero w zaawansowanym stadium choroby. To nie tylko kwestia dostępności świadczeń, ale także nawyków zdrowotnych, poziomu świadomości i złożoności samego systemu.

Dlatego kluczowe znaczenie ma wczesna diagnostyka oraz proste, czytelne informacje dotyczące profilaktyki – co badać, kiedy reagować i gdzie się zgłosić. Szczególnie że decyzje zdrowotne często podejmowane są w ramach gospodarstw domowych, a nie wyłącznie indywidualnie.

Skala wyzwania będzie w najbliższych latach rosnąć. Jak wskazuje prof. Tomasz Targowski, z Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, Polska wchodzi w okres szybkiego starzenia demograficznego – do 2050 roku około 10% populacji będą stanowiły osoby powyżej 80. roku życia. To grupa najbardziej narażona na niesamodzielność i choroby przewlekłe, ale jednocześnie ta, która może najwięcej zyskać na skutecznej, dobrze zaplanowanej profilaktyce.

Choroby nie pojawiają się nagle po sześćdziesiątce

Wbrew potocznym wyobrażeniom choroby przewlekłe – zwłaszcza nowotwory – nie zaczynają się w momencie przejścia na emeryturę. Są to procesy, które rozwijają się przez dekady. Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Marta Mańczuk, prof. NIO-PIB, zastępca kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, „choroba nowotworowa to tak naprawdę ponad 100 różnych jednostek chorobowych o rozmaitej etiologii. To, co je łączy, to fakt, że naturalny proces wzrostu komórek (…) zostaje zaburzony”.

Kluczowe znaczenie ma czas i kumulacja czynników ryzyka. „Mutacje gromadzą się przez całe życie, czyli drobne uszkodzenia DNA kumulują się z czasem. Jeżeli działa na nas czynnik ryzyka, na przykład w dymie tytoniowym, to on przez lata uszkadza DNA” – tłumaczy ekspertka. W efekcie zachorowania częściej pojawiają się w późniejszym wieku, choć ich źródło leży znacznie wcześniej.

Nie oznacza to jednak nieuchronności. „Wiek jest najsilniejszym czynnikiem ryzyka (…) ale na wiele innych mamy realny wpływ” – podkreśla prof. Mańczuk, wymieniając palenie tytoniu, alkohol, otyłość, dietę, brak aktywności fizycznej czy zanieczyszczenie powietrza. Co więcej, „nawet 50% nowotworów można zapobiec poprzez modyfikację stylu życia”.

To zasadnicza zmiana perspektywy: rak nie jest „chorobą starości”. Ryzyko rzeczywiście rośnie z wiekiem, ale bardzo wiele zależy od stylu życia – rozumianego nie tylko jako codzienne nawyki, lecz także udział w badaniach przesiewowych i szczepieniach.

Problem polega na tym, że te narzędzia są wykorzystywane zbyt rzadko. „Badania przesiewowe działają tylko wtedy, kiedy się na nie zgłaszamy. Jeżeli zgłaszalność jest na poziomie 10–11%, to nie przyniosą oczekiwanego efektu” – mówi prof. Mańczuk. Dotyczy to zarówno mammografii, jak i badań w kierunku raka jelita grubego czy wizyt urologicznych u mężczyzn.

Najbardziej dramatycznym przykładem pozostaje rak płuca. „Rozpoznajemy to schorzenie bardzo późno i nasze opcje terapeutyczne są ograniczone, stąd tak wysoka umieralność” – podkreśla ekspertka. To pokazuje, że profilaktyka nie może ograniczać się do badań – musi obejmować także działania antynikotynowe i szeroko rozumianą edukację zdrowotną.

Kobieta po menopauzie nadal potrzebuje ginekologa

Jednym z najbardziej niedocenianych obszarów profilaktyki jest opieka ginekologiczna kobiet po 65. roku życia. Jak zauważa dr n. med. Anna Dańska-Bidzińska, specjalista położnictwa i ginekologii oraz ginekologii onkologicznej ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie, „kobiety powyżej 65. roku życia często nie korzystają z opieki ginekologicznej, ponieważ panuje takie błędne przekonanie, że one właściwie już nie muszą”.

To przekonanie jest nie tylko błędne, ale i niebezpieczne. „Opieka ginekologiczna w tym wieku nadal jest potrzebna” – podkreśla lekarka, zwracając uwagę, że po zakończeniu programów przesiewowych pojawia się pytanie o dalsze postępowanie. W wielu przypadkach konieczne są regularne kontrole, a „większość towarzystw naukowych zaleca (…) wizyty przynajmniej co dwa lata”.

Kluczowa jest czujność onkologiczna. „Każde, nawet plamienie u pacjentki po menopauzie jest objawem nieprawidłowym i wymaga dalszej diagnostyki” – zaznacza ekspertka. Podobnie nie wolno ignorować objawów takich jak powiększenie obwodu brzucha czy przewlekły ból miednicy, które mogą świadczyć o zaawansowanej chorobie.

Wizyta ginekologiczna nie powinna ograniczać się do rozmowy. „Badanie ginekologiczne bez ultrasonografii dopochwowej nie jest badaniem pełnym” – podkreśla dr Dańska-Bidzińska.

Najgroźniejsza bywa nie choroba, lecz leczenie prowadzone bez całościowego spojrzenia

Jednym z najmocniejszych i najbardziej praktycznych wątków posiedzenia była kwestia wielolekowości oraz bezpieczeństwa farmakoterapii. W starzejącym się społeczeństwie ten problem przestaje być niszowym tematem farmakologii klinicznej, a staje się jednym z centralnych zagadnień zdrowia publicznego. Seniorzy często są leczeni przez wielu specjalistów jednocześnie, każdy z nich koncentruje się na własnym fragmencie problemu, a całościowego przeglądu terapii nie wykonuje nikt.

Dr hab. n. med. Jarosław Woroń, ekspert w zakresie farmakologii klinicznej, kierownik Zakładu Farmakologii Klinicznej Wydziału Lekarskiego Kolegium Medicum UJ w Krakowie, kierownik Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie, podkreślał: „dzisiaj możemy z pełną świadomością mówić o zabójczej apteczce seniora”. To sformułowanie nie jest retoryczną przesadą. Opisuje zjawisko, w którym wielochorobowość, równoległe konsultacje u różnych specjalistów, leki bez recepty i suplementy diety zaczynają tworzyć układ bardziej niebezpieczny niż sama choroba podstawowa.

Sednem problemu jest fragmentacja leczenia. „Mamy coraz więcej pacjentów z wielochorobowością, którzy korzystają z porad bardzo różnych specjalistów. I dochodzi do fragmentacji – każdy specjalista zajmuje się jedną chorobą bez szerszego kontekstu wielochorobowości” – wskazał dr hab. Woroń. A przecież, jak dodał, „istnieje coś takiego jak interakcja lek–choroba. Choroby zmieniają działanie leków, a leki zmieniają działanie chorób. Nie wolno wyciągać z pacjenta pojedynczych chorób”.

To właśnie dlatego starszy pacjent wymaga spojrzenia całościowego. W przeciwnym razie bardzo łatwo o błędne decyzje terapeutyczne, nakładanie się działań niepożądanych i sytuację, w której nowe objawy – wywołane przez leki – zaczynają być traktowane jako kolejne choroby. „Nowe objawy, które powstają w wyniku działań niepożądanych leków, są bardzo często traktowane jako kolejna choroba i na tę chorobę stosuje się kolejny lek. I w ten sposób powstaje błędne koło, które prowadzi do chorób polekowych”.

Problem dodatkowo pogłębia rynek suplementów diety i preparatów dostępnych bez recepty. W teorii mają one wspierać zdrowie, w praktyce często zwiększają chaos terapeutyczny. „Mamy ogromny problem z nadużywaniem suplementów diety. Większość seniorów, którzy korzystają z suplementacji, to jest tak zwana patosuplementacja. Suplementy diety nie leczą, nie mają żadnych badań, nie wiadomo, czy w ogóle działają, natomiast wiemy o tym, że mogą powodować działania niepożądane” – mówił ekspert. „Bardzo często dochodzi do pomieszania leków, które pacjent dostaje na receptę, z tym, co kupi bez recepty, i z tym, co jeszcze uzupełni suplementami diety. Robi się taki miks, który absolutnie na nic dobrego nie działa i zwiększa koszty leczenia” – dodaje specjalista.

Szczególnie narażeni są seniorzy mieszkający samotnie. „O wiele bardziej podatni na reklamy suplementów i leków bez recepty są pacjenci mieszkający samotnie” – zauważył dr hab. Woroń, dodając gorzko, że „nie mówi się: uważaj, żeby cię nie zrobili na reklamę”. W praktyce oznacza to, że marketing staje się dla części osób starszych substytutem realnej porady medycznej, a zakup kolejnych preparatów – formą pozornego dbania o zdrowie.

Konsekwencje bywają bardzo poważne. „15% pacjentów trafia do szpitala tylko dlatego, że ma konsekwencje farmakoterapii nieprawidłowo dobranej” – przypomniał ekspert. Tym bardziej że – jak podkreślił – „stosowanie leków dostępnych bez recepty to nie jest już problem pojedynczego seniora, tylko problem zdrowia publicznego”.

Szczególnie groźne okazują się leki działające na ośrodkowy układ nerwowy. U seniorów, ze względu na zmiany fizjologiczne związane z wiekiem, szybciej i silniej wywołują one działania niepożądane. „Jeżeli senior kupuje cokolwiek bez recepty albo ma przepisywane jakiekolwiek leki, trzeba zwracać uwagę przede wszystkim na senność, sedację i zaburzenia widzenia” – mówił dr hab. Woroń. To nie są drobne niedogodności, lecz objawy, które mogą zwiększać ryzyko upadków, wypadków komunikacyjnych, majaczenia, zaburzeń równowagi i utraty sprawności.

Szczególnie mocno wybrzmiał też temat depreskrypcji, czyli racjonalnego odstawiania leków, które przestają przynosić korzyść lub zaczynają szkodzić. „Polski senior nie lubi słowa depreskrypcja. Uważa, że jeżeli odstawia mu się jakieś leki, to robi się mu na złość. Tymczasem im jesteśmy starsi, tym pojawiają się nowe przeciwwskazania do stosowania niektórych leków i jednym z elementów racjonalnej terapii jest właśnie odstawianie tego, co już szkodzi bardziej, niż pomaga” – podkreślił ekspert. To bardzo ważny postulat systemowy, bo bez przeglądów lekowych i zmiany kulturowej w podejściu do farmakoterapii trudno będzie poprawić bezpieczeństwo leczenia starszych pacjentów.

„Robienie z suplementów diety prezentów na Dzień Babci, na Dzień Dziadka czy na Dzień Matki może kończyć się tragicznie” – ostrzegł ekspert, wskazując na ryzyko interakcji zwłaszcza z lekami przeciwkrzepliwymi i przeciwpłytkowymi. W tym punkcie profilaktyka zdrowotna wyraźnie styka się z edukacją konsumencką i bezpieczeństwem publicznym.

System ma narzędzia, ale to wciąż za mało

Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia dysponują dziś większą niż jeszcze kilka lat temu liczbą narzędzi profilaktycznych. Programy badań przesiewowych, refundowane szczepienia, narzędzia cyfrowe, serwisy informacyjne i akcje lokalne tworzą coraz gęstszą sieć możliwości. Problem polega jednak na tym, że sama obecność tych rozwiązań nie oznacza jeszcze ich powszechnego wykorzystania.

Na ten rozdźwięk zwracał uwagę Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak podkreślił, skala finansowania profilaktyki rośnie: „w planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 rok na profilaktyczne programy zdrowotne przewidziano ponad 614,5 mln zł, to o 22,8% więcej niż w 2024 roku. Na 2026 planujemy kolejny wzrost o 7,7% do poziomu 661,9 mln zł”. Dodał również, że program „Moje Zdrowie” od maja do grudnia 2025 roku to ponad 704,9 mln zł, a łączna wartość refundacji szczepionek przekroczyła 688,6 mln zł.

Pokazuje to wyraźnie, że profilaktyka staje się obszarem realnych inwestycji, a nie tylko deklaracji. Wśród dostępnych narzędzi Marek Augustyn wymienił m.in. program „Moje Zdrowie”, program profilaktyki raka piersi, badania przesiewowe raka jelita grubego, program profilaktyki chorób odtytoniowych i POChP oraz program profilaktyki gruźlicy. Jednocześnie bardzo wyraźnie podkreślił rolę prostszych narzędzi, które mogą obniżać próg wejścia do systemu. „Bardzo mocno promujemy test FIT jako rodzaj profilaktyki raka jelita grubego. Wielu pacjentów nie decyduje się na przesiewową kolonoskopię z powodu lęku lub wstydu związanego z badaniem, a test FIT stanowi bardzo prostą, dyskretną i łatwo dostępną alternatywę”.

Skuteczna profilaktyka nie zawsze musi zaczynać się od najbardziej zaawansowanego badania. Czasem to właśnie prostsze, mniej obciążające i bardziej akceptowalne narzędzia pozwalają uruchomić proces diagnostyczny. Skala ich wykorzystania już dziś pokazuje potencjał takiego podejścia. „Ponad milion wykonanych testów FIT w programie ‘Moje Zdrowie’ u pacjentów po 50. roku życia – to pokazuje, że takie prostsze narzędzia profilaktyczne są potrzebne i znajdują odbiorców” – zaznaczył wiceprezes NFZ.

Jednocześnie dane dotyczące zgłaszalności pozostają niepokojące. „Dane z realizacji programów profilaktycznych na koniec ubiegłego roku pokazują, że zgłaszalność wciąż jest zbyt niska: mammografia 33,8%, cytologia 12%, kolonoskopia 16%”.

Dlatego coraz większego znaczenia nabierają nie tylko same programy, ale również kanały informacji i sposoby kontaktu z pacjentem. Przedstawiciel NFZ zwrócił uwagę, że „najprostszym miejscem, gdzie można szukać informacji o programach profilaktycznych i sposobie zapisania się, jest strona internetowa Narodowego Funduszu Zdrowia”, a także przypominał o Telefonicznej Informacji Pacjenta i Internetowym Koncie Pacjenta. 

Ale sam system cyfrowy nie wystarczy tam, gdzie część seniorów jest wykluczona technologicznie albo komunikacyjnie. Dlatego NFZ rozwija także działania bezpośrednie. „Najbliższe działania dotyczące profilaktyki to między innymi projekt ‘Wiosenny Przegląd Zdrowia’ oraz cykl ‘Polska na Tak’. To są działania, które mają charakter bezpośredniego kontaktu z pacjentem i pozwalają docierać z profilaktyką także tam, gdzie wcześniej ten kontakt był ograniczony” – wyjaśniał Augustyn.

Wiceprezes NFZ przypomniał, że w zeszłym roku pracownicy Funduszu zorganizowali ponad 2900 wydarzeń promujących profilaktykę w całej Polsce i że celem jest docieranie także „do miejsc wykluczonych komunikacyjnie, które dotychczas być może były trochę zaniedbane”. Tego rodzaju działania nie zastąpią oczywiście trwałych zmian systemowych, ale mogą realnie zmniejszać dystans między instytucją a pacjentem.
Ważnym elementem tej układanki staje się także prostsze poruszanie się po samym systemie ochrony zdrowia. „Wspólnie z organizacjami pacjentów stworzyliśmy poradnik o instytucjach systemu ochrony zdrowia. To jest mapa tego, jaka instytucja w ochronie zdrowia w Polsce jest za co odpowiedzialna” – mówił Augustyn. To cenna inicjatywa, bo dla wielu pacjentów – zwłaszcza starszych – nie sama choroba jest dziś największym problemem, lecz zagubienie w skomplikowanej strukturze systemu.

Profilaktyka seniorów to więcej niż badania

W profilaktyce zdrowotnej osób starszych nie można pomijać roli szczepień. To nie tylko ochrona przed infekcjami, ale jeden z elementów utrzymywania sprawności i ograniczania ryzyka powikłań. Szczególnie niebezpieczne pozostają zapalenia płuc, które są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji w tej grupie wiekowej. U osób po 80. roku życia wiążą się one z bardzo wysoką śmiertelnością – sięgającą nawet kilkudziesięciu procent w okresie hospitalizacji i w krótkim czasie po niej.

Mimo to poziom wyszczepialności pozostaje niski. W Polsce żyje około 7,5 miliona seniorów, podczas gdy przeciwko grypie szczepi się jedynie około 1,3 miliona osób. Tymczasem, aby osiągnąć realny efekt zdrowotny na poziomie populacyjnym, poziom wyszczepialności powinien sięgać co najmniej 75%.

Jednocześnie żadna profilaktyka nie będzie skuteczna bez uwzględnienia stylu życia. Aktywność fizyczna, sposób odżywiania, sen czy ograniczenie używek mają bezpośredni wpływ na tempo utraty sprawności i przebieg chorób przewlekłych. To czynniki, które działają długofalowo i których znaczenie nie maleje wraz z wiekiem.

Istotną barierą pozostaje także samotność części seniorów. Izolacja społeczna wpływa na późniejsze zgłaszanie się do lekarza, gorsze przestrzeganie zaleceń i mniejszą gotowość do korzystania z profilaktyki. W praktyce oznacza to, że czynniki społeczne i środowiskowe w równym stopniu jak medyczne kształtują przebieg starzenia się.

Rok 2026 został ogłoszony rokiem profilaktyki zdrowotnej. W kontekście zmian demograficznych szczególnego znaczenia nabiera właśnie profilaktyka osób starszych – jako jedno z kluczowych wyzwań zdrowotnych i społecznych, które będą w coraz większym stopniu definiować najbliższe dekady.

Źródło: „Zdrowe i godne starzenie się – profilaktyka i edukacja zdrowotna seniorów w Polsce”, spotkanie współorganizowane przez wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską, 18 marca 2026 r., Sejm RP
Rosnące zapotrzebowanie na leki w Polsce stawia przed sektorem farmaceutycznym i logistycznym coraz większe wyzwania. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku Polacy kupili 450 milionów opakowań leków, co oznacza wzrost o 3,5% w porównaniu z rokiem poprzednim. Starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby chorób cywilizacyjnych oraz coraz lepsza diagnostyka sprawiają, że zapewnienie ciągłości dostaw leków staje się jednym z kluczowych filarów bezpieczeństwa zdrowotnego kraju. Jak na te zmiany reaguje rynek farmalogistyki? Jakie innowacje wprowadzają operatorzy, by sprostać rosnącym potrzebom pacjentów?
Jedynie w I kwartale 2025 r. Polacy kupili 450 mld opakowań leków, czyli aż 3,5% więcej niż jeszcze rok temu. Zgodnie z najnowszymi danymi – prawie 90% polskich pacjentów deklaruje, że regularnie kupuje leki na receptę, a co więcej – Polska znajduje się w czołówce Europy pod względem spożycia medykamentów. Wszystko wskazuje, że zapotrzebowanie na nie stale będzie rosło ze względu na starzenie się społeczeństwa, choroby cywilizacyjne czy rosnącą świadomość i diagnostykę. Jak w odpowiedzi na zwiększające się zapotrzebowanie radzi sobie logistyka farmaceutyczna?

W 2023 r. Polacy kupili 950 mln opakowań leków OTC, co w przeliczeniu na przeciętnego dorosłegomieszkańcadaje nawet  30 opakowań leków. Według danych PEX tylko w pierwszych trzech miesiącach 2025 r. w aptekach sprzedano 450 mld opakowań leków. Z roku na rok zwiększa się liczba medykamentów dostępnych na rynku i rośnie też zapotrzebowanie na nie, co jest efektem trzech głównych czynników: starzenia się społeczeństwa, coraz częstszych chorób cywilizacyjnych oraz rosnącej świadomości pacjentów i możliwości diagnostycznych.

Coraz starsi, coraz bardziej schorowani i lepiej zdiagnozowani

Mediana wieku Polaków obecnie wynosi prawie 43 lata. Według danych WorldData plasuje to nasz kraj na 33. miejscu na świecie pod względem wieku społeczeństwa, ale w perspektywie najbliższych 25 lat – mediana wieku w Polsce może wzrosnąć do 52 lat. Co więcej, jak twierdzą eksperci ZUS, w ok. 70% przypadków powodem śmierci są choroby cywilizacyjne – w tym m.in. cukrzyca, otyłość, nabyte choroby sercowo-naczyniowe, niektóre nowotwory… A taka perspektywa wskazuje na dalszy wzrost zapotrzebowania lekowego.

Wpływ na zwiększony popyt na medykamenty ma również coraz lepsza diagnostyka medyczna. Wysoka jakość i dokładny – jak nigdy wcześniej – sprzęt medyczny, pozwala na precyzyjne badanie stanu zdrowia pacjentów. Rosnąca świadomość Polaków, liczne kampanie edukacyjne czy programy takie jak „Moje Zdrowie” powodują, że też częściej podejmuje się decyzje o weryfikacji swojego stanu zdrowia.

W ostatnich latach wyraźnie zmieniły się postawy Polaków wobec zdrowia. Coraz więcej osób regularnie wykonuje badania, ze względu na rosnącą świadomość znaczenia wczesnego wykrywania chorób. To bardzo pozytywne zjawisko, bo przekłada się na szybsze rozpoczęcie leczenia i lepsze rokowania pacjentów. Z drugiej strony, większa wykrywalność chorób naturalnie skutkuje wzrostem zapotrzebowania na leki. W praktyce oznacza to konieczność przygotowania systemu ochrony zdrowia – w tym sektora farmaceutycznego i logistycznego – na rosnące potrzeby pacjentów. Dlatego tak istotne staje się zapewnienie ciągłości dostaw leków i rozwój nowoczesnej farmalogistyki, która gwarantuje bezpieczeństwo lekowe w skali całego kraju – mówi Bartłomiej Wnęk, Dyrektor ds. Operacji i Procesów Logistycznych Pharmalink.

Na rosnące zapotrzebowanie lekowa wpływ mają także zmiany klimatu, towarzyszący im rozwój chorób i schorzeń, czy też nowe warianty chorób. A zważywszy na sytuację geopolityczną zwiększa się także potrzeba bezpieczeństwa lekowego, stabilności dostaw, co szczególnie po pandemii COVID-19 wezbrało na sile. Coraz większe zapotrzebowanie stwarza wyzwania nie tylko branżom farmaceutycznym i medycznym, ale także sektorowi okołofarmaceutycznemu, w tym logistyce.

Logistyka leków w Polsce

Zapotrzebowanie na wyspecjalizowany transport leków i wyrobów medycznych stale rośnie, czego dowodem może być wzrost przychodów Pharmalink o 33% zaledwie w perspektywie dwóch lat – od 2021 do 2023 r. Choć Polska w Europie zajmuje pozycję lidera w branży transportowej, odpowiadając za realizację ok. 20% wszystkich przewozów w Unii Europejskiej, na co wskazują dane Eurostatu, to wyzwania transportu leków są niemałe nawet na naszym rynku. Wynikają one nie tyle co z potrzeby samego transportu, co wysokiej specjalizacji i jakości przewozu leków.

– Transport leków wymaga zachowania ciągłości łańcucha chłodniczego oraz pełnej identyfikowalności każdej partii. Często konieczny jest także monitoring GPS i IoT umożliwiający śledzenie przesyłki w czasie rzeczywistym, specjalne uprawnienia kierowców oraz wyspecjalizowane technologie wspierające fracht.Transport leków wymaga nie tylko doskonałej organizacji, lecz także wyjątkowej dyscypliny i gotowości do pracy o każdej porze, by preparat trafił na czas tam, gdzie jest potrzebny – do szpitala, apteki czy bezpośrednio do pacjenta. Podczas wzmożonych zachorowań sezonowych czy kryzysów epidemiologicznych to właśnie sprawna logistyka pozwala utrzymać ciągłość dostaw leków i sprzętu, wspierając działania mające na celu opanowanie sytuacji. – mówi dyrektor Pharmalink.

Struktura prawna dotycząca dostępności leków (pakiet farmaceutyczny), choć dopiero w budowie, już teraz wskazuje na wysokie znaczenie specjalizacji i profesjonalizacji przewozów leków, a także jeszcze mocniej podkreśla samą potrzebę transportu farmaceutycznego.

Logistyka w gotowości

Aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu i oczekiwaniom dotyczącym przewozu leków, operatorzy logistyczni polskim rynku – jak Pharmalink – wprowadzą szereg rozwiązań, których zadaniem jest zapewnienie stabilności transportu, usprawnienie dostaw i stale podnoszenie jakości świadczonej usługi. Ważnym elementem jest w tym zakresie dywersyfikacja lokalizacji magazynów i hurtowni farmaceutycznych oraz hubów dystrybucyjnych. Dzięki temu zwiększa się odporność systemu na ewentualne zakłócenia, minimalizuje się ryzyko braków lekowych, a przede wszystkim usprawnia się czas dostaw. Ponadto, wiele magazynów czy hurtowni lekowych coraz częściej wyposażana jest w inteligentne systemy – roboty, które skracają czas kompletacji zamówień, zwiększają bezpieczeństwo i tym samym również przyspieszają proces dostarczania leków do chorych. Sprawny system logistyczny, optymalizacja tras znacząco pozwalają obniżyć koszty przewozu, optymalizują często czas dojazdu, a nawet w wielu przypadkach pozwalają zredukować emisję CO2.

– Obserwując dynamikę rynku i zapotrzebowanie lekowe w Pharmalink, rozwijamy kolejne magazyny i centra dystrybucyjne w nowych lokalizacjach, by maksymalnie usprawnić proces dostaw. Zróżnicowanie lokalizacyjne magazynów sprawia, że czas przewozu leków zmniejsza się, a dostawy mogą być realizowane w timingu lepiej dostosowanym do klientów końcowych. Zatem, gdy tylko dostrzegamy możliwości kolejnych optymalizacji – wdrażamy je – podsumowuje Bartłomiej Wnęk z Pharmalink.

Zagraniczne dostawy

Warto podkreślić też, że dobrze zorganizowany system logistyczny i sprawne dostawy są kluczowe zwłaszcza ze względu na bardzo duże uzależnienie Polski od leków i substancji czynnych sprowadzonych z zagranicy. Choć w Polsce znajduje się 100 zakładów farmaceutycznych, to ponad 70% substancji czynnych wykorzystywanych w produkcji leków w Europie pochodzi z Chin i Indii. Co więcej, w Polsce odsetek ten jest wyższy i wynosi 80%.

Logistyka leków stoi przed odpowiedzialnym zadaniem. Musi sprostać rosnącemu popytowi i zagwarantować bezpieczeństwo oraz stabilność dostaw. Dostępność leków jest filarem bezpieczeństwa zdrowia i życia Polaków, a  w obliczu tak dużego uzależnienia od eksportu, logistyka i transport stanowią jej podstawę. Starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby chorób cywilizacyjnych oraz coraz lepszej diagnostyki medycznej, powodują, że tylko sprawna, zoptymalizowana i profesjonalna logistyka będzie w stanie odpowiedzieć na potrzeby pacjentów i całego systemu ochrony zdrowia.

Źródło: Komunikat Prasowy

W ostatnich dniach pisaliśmy o kryzysie w polskim pielęgniarstwie i opiece nad osobami starszymi, który eksperci określili jako „punkt krytyczny” systemu. Braki kadrowe, niedofinansowanie i niewykonalne normy zatrudnienia sprawiają, że nawet najlepiej zaprojektowane programy opiekuńcze pozostają na papierze. Na tym tle szczególnie istotnie wybrzmiewa inicjatywa, która może stać się częścią rozwiązania tego problemu – nowa uczelnia medyczna, mająca przygotować przyszłe pokolenia pielęgniarek, fizjoterapeutów i menedżerów zdrowia do pracy w realiach zmieniającego się systemu ochrony zdrowia.
W dobie starzejącego się społeczeństwa Polska będzie potrzebowała nie tylko więcej kadr medycznych, ale też tego, by te osoby były przygotowane do pracy w obliczu wyzwań zmieniającego się rynku ochrony zdrowia. Wśród nich jest m.in. zapotrzebowanie na wysokie kompetencje pielęgniarek. Potrzebni będą również menedżerowie gotowi do zarządzania podmiotami ochrony zdrowia w dobie koniecznej reformy szpitalnictwa oraz otwarci na wdrażanie innowacji technologicznych. Odpowiedzią na te potrzeby ma być oferta pierwszej polskiej uczelni prowadzonej przez podmiot medyczny.

– Największym wyzwaniem związanym z kształceniem kadry medycznej w Polsce jest dysproporcja pomiędzy utrzymującym się niedoborem kadr medycznych a zwiększającym się zapotrzebowaniem społeczeństwa na prace tych kadr. Społeczeństwo ma coraz więcej problemów zdrowotnych, również złożonych. To społeczeństwo się starzeje. Kadry medyczne za tym nie nadążają. W sposób naturalny wpisujemy się więc w potrzebę Polaków związaną z utrzymywaniem zdrowia i życia naszych rodaków, naszego społeczeństwa – mówi agencji Newseria dr n. med. Krzysztof Kurek, rektor Wyższej Szkoły Nauk Medycznych w Warszawie, prowadzonej przez Grupę LUX MED, która zainaugurowała właśnie swój pierwszy rok akademicki.

Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego do 2050 roku nawet 40 proc. społeczeństwa mogą stanowić osoby w wieku 60 lat i więcej. Z raportu „Analizy kadrowe pielęgniarek”, przygotowanego na zlecenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, wynika, że aby można było zaspokoić potrzeby społeczeństwa na opiekę pielęgniarską w perspektywie najbliższych 15 lat, liczba pielęgniarek powinna się zwiększyć o 240 tys. Tych pracujących z pacjentem jest w Polsce obecnie 216 tys. – do progu, jakim cechują się efektywne systemy ochrony zdrowia, już dziś brakuje nam 160 tys. osób w tym zawodzie.

– Największe braki kadrowe są w specjalizacjach wiodących w procesie opieki nad pacjentem, czyli w zakresie lekarzy, a także pielęgniarstwa – te już adresujemy naszymi studiami i działalnością uczelni. Tym, co będziemy podkreślać, kształcąc przyszłych profesjonalistów medycznych, jest natomiast potrzeba interdyscyplinarności. To potrzeba elastycznego wykorzystywania kompetencji profesjonalistów medycznych, potrzeba wspólnego i skoordynowanego działania profesjonalistów medycznych na rzecz pacjenta. Podkreślamy, że opieka nad pacjentem to nie jest gra indywidualna, to jest gra zespołowa, gra dobrze rozumiejących się i uzupełniających profesjonalistów medycznych. Temu będziemy poświęcać znaczną część programu kształcenia naszej uczelni – wskazuje dr Krzysztof Kurek.

Z danych OZZPiP wynika, że ponad 100 tys. polskich pielęgniarek posiada specjalizację. Najpopularniejszymi są pielęgniarstwo anestezjologiczne i intensywnej opieki oraz pielęgniarstwo chirurgiczne. Łącznie odpowiadają one za około 35 proc. specjalizacji. W Polsce toczy się dyskusja na temat rozszerzenia uprawnień pielęgniarek tak, by więcej decyzji mogły one podejmować samodzielnie.

– Rola pielęgniarek bardzo intensywnie się zmienia. Mam nadzieję, że wkrótce zmieni się jeszcze bardziej, bo coraz głośniej mówimy w Polsce o pielęgniarstwie zaawansowanej praktyki, modelu opieki nad pacjentem, który już dawno wdrożyły kraje wysoko rozwinięte, np. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania. To jest model, w którym nadaje się dodatkowe kompetencje pielęgniarkom. To nie jest nowe zjawisko. Są liczne badania naukowe pokazujące, że to jest model efektywny dla systemu, również z perspektywy finansowania, ale też niezwykle dobrze odbierany przez pacjentów i pracowników, czyli pielęgniarki i lekarzy, bo to też jest ważne w tej całej ocenie – mówi dr n. o zdr. Monika Tomaszewska, dyrektorka Instytutu Pielęgniarstwa w WSNM.

W Polsce działa Koalicja na rzecz Bezpieczeństwa Szpitali, w ramach której pracuje Grupa Robocza ds. zaawansowanej praktyki pielęgniarskiej. W ocenie członków tej grupy efektywna współpraca między pielęgniarkami a lekarzami przekłada się na poprawę wyników leczenia, wyższą satysfakcję pacjentów i optymalizację kosztów.

Potwierdzają to przykłady państw, w których zaawansowana praktyka już została wdrożona. W USA personel pielęgniarski, po odbyciu przeszkolenia i certyfikacji, jest uprawniony na przykład do implantacji centralnych cewników naczyniowych (PICC) oraz cewników pośrednich. Liczba udanych zabiegów PICC wykonywanych przez pielęgniarki sięga w jednym z tamtejszych ośrodków nawet 90 proc. Pielęgniarki procedurę tę wykonują również w Wielkiej Brytanii. Z badań przeprowadzonych w szpitalu w szkockim Raigmore wynika, że scedowanie na nie tego zadania pozwoliło zredukować koszt procedury nawet o jedną czwartą – dzięki szybszej realizacji i mniejszej liczbie powikłań.

 Musimy dobrze przygotować przyszłe kadry medyczne do nowych ról czy do nowego modelu opieki nad pacjentem. O ile, mówiąc o pielęgniarstwie zaawansowanej praktyki, skupiamy się na studiach II stopnia, o tyle już na pierwszych powinniśmy uczyć studentów współpracy zespołowej – wyjaśnia dr Monika Tomaszewska. – Takie elementy połączone z nowoczesnymi technologiami chcemy pokazywać w naszej uczelni i wierzę, że jeżeli będziemy to robić od pierwszego dnia nauczania, to będzie to przynosiło efekty. Dodatkowo jeszcze wprowadziliśmy model tutora, mentora – osoby, która spośród danej grupy profesjonalistów medycznych jest ceniona, najwyżej oceniana, ale też jest za pan brat z innowacjami. Ona będzie ze studentem przez całe trzy lata jego studiów.

Niedobór kadr jest jednym z najważniejszych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia, ale nie jedynym. Ma to odzwierciedlenie w priorytetach, nakreślonych we wrześniu podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, przez nowe kierownictwo resortu zdrowia. Dwa z trzech filarów, określonych przez Jolantę Sobierańską-Grendę i jej współpracowników, dotyczą zarządzania ochroną zdrowia. Chodzi o zreformowanie sieci szpitali i cyfryzację. Rynek będzie więc potrzebował w najbliższych latach specjalistów zarządzania w ochronie zdrowia, którzy będą wiedzieli, jak sięgać po narzędzia takie jak konsolidacja i restrukturyzacja oraz będą otwarci na wdrażanie nowych technologii. WSNM chce odpowiedzieć na te wyzwania ofertą studiów podyplomowych.

– Chcemy rozwijać u naszych studentów umiejętność łączenia kompetencji społecznych, analitycznych i technicznych, aby dobrze radzili sobie w różnych sytuacjach biznesowych i w różnych rolach. Dlatego też będziemy ich uczyć zarówno przywództwa, komunikacji, czyli kompetencji miękkich, jak również krytycznego myślenia opartego o fakty i dane. Będziemy zwiększać też ich wiedzę na temat nowych technologii. Bardzo ważne jest rozumienie otoczenia, w którym funkcjonuje podmiot medyczny. Spojrzymy też na samego lidera, który powinien nie tylko być otwarty na zmiany, ale powinien umieć kwestionować swoje przekonania i sposoby pracy oraz być inicjatorem tych zmian – zapewnia Mirosław Suszek, kierownik studiów podyplomowych nowoczesne zarządzanie w ochronie zdrowia w WSNM.

WSNM w pierwszym roku akademickim uruchomiła dwa kierunki: fizjoterapia i pielęgniarstwo I stopnia oraz dwa w kształceniu podyplomowym – poza nowoczesnym zarządzaniem jest to zarządzanie jakością w ochronie zdrowia. W przyszłości uczelnia planuje uruchomić też studia dla przyszłych ratowników medycznych, elektroradiologów i higienistów stomatologicznych.

Kształcenie kadr medycznych, które rozumieją potrzeby pacjentów w starzejącym się społeczeństwie i potrafią współpracować w interdyscyplinarnych zespołach, może stać się jednym z kluczowych elementów reformy polskiej ochrony zdrowia. Jednak, jak pokazuje dyskusja podczas ostatniego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych, bez systemowych zmian finansowania i realnego wsparcia dla istniejących placówek edukacyjnych oraz opiekuńczych nawet najlepsze programy kształcenia mogą nie wystarczyć.

O problemach, które już dziś dotykają polskie pielęgniarstwo i opiekę nad seniorami, pisaliśmy w artykule:
„Polskie pielęgniarstwo i opieka nad osobami starszymi znalazły się w punkcie krytycznym”

Źródło: Newseria

Podczas niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych (1 października 2025 r.) dyskusja skupiła się wokół kryzysu kadrowego i finansowego, który paraliżuje rozwój opieki geriatrycznej i długoterminowej. Debata pokazała, że system, który powinien być odpowiedzią na dramatycznie rosnące potrzeby starzejącego się społeczeństwa, grzęźnie w niedofinansowaniu, zbyt niskich normach zatrudnienia i wciąż niewdrożonych rozwiązaniach ustawowych.
Polska demografia nie pozostawia złudzeń – w najbliższych latach liczba osób po 60. roku życia będzie dwukrotnie wyższa niż populacja poniżej tego wieku. Oznacza to gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wyspecjalizowaną opiekę geriatryczną, której system obecnie nie jest w stanie zapewnić. Brakuje geriatrów, brakuje pielęgniarek ze specjalizacją w opiece nad seniorami, brakuje psychologów i fizjoterapeutów. Nowo projektowane Centra Zdrowia 75+, które miały być odpowiedzią na te wyzwania, wciąż pozostają jedynie zapowiedzią. Jak mówiła przewodnicząca zespołu Joanna Wicha: „Nawet jeśli wydaliśmy z KPO półtora miliarda na wspaniałe łóżka, to jeśli do tych łóżek nie będziemy mieli personelu, to one po prostu będą pustymi łóżkami”
Przyczyn impasu w geriatrii i opiece długoterminowej jest wiele, ale najczęściej powtarzanym wątkiem podczas posiedzenia było finansowanie. Zbyt niska wycena świadczeń sprawia, że lekarze i pielęgniarki nie chcą podejmować pracy w domach pomocy społecznej czy zakładach opiekuńczo-leczniczych. Zdecydowanie częściej wybierają szpitale i podstawową opiekę zdrowotną, gdzie wynagrodzenia są wyższe i bardziej stabilne. Profesor Tomasz Targowski, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, podkreślał wprost: „Finansowanie, finansowanie, jeszcze raz finansowanie”, wskazując, że nieopłacalność procedur jest barierą w tworzeniu nowych poradni i oddziałów geriatrycznych.

Obraz codzienności w placówkach opiekuńczych daleki jest od oficjalnych statystyk. Choć normy zatrudnienia formalnie istnieją, w praktyce są często niewykonalne. Zgodnie z przepisami na jednego pacjenta dorosłego powinno przypadać 0,7 etatu pielęgniarki, a w przypadku dzieci – 0,9. Tymczasem w DPS-ach i ZOL-ach liczby te pozostają jedynie na papierze, a ich przestrzeganie jest nierealne przy obecnym poziomie finansowania. Dodatkowym problemem są różnice w wynagrodzeniach – pielęgniarki zatrudnione w szpitalach finansowane są przez Ministerstwo Zdrowia, a te pracujące w domach pomocy społecznej podlegają resortowi rodziny. Skutkiem jest odpływ kadr z najbardziej wymagających placówek oraz wysoka rotacja wśród absolwentów pielęgniarstwa, którzy nie chcą brać odpowiedzialności za dziesiątki pacjentów w trudnych warunkach, często bez wsparcia lekarza.

Praktyka codzienna pokazuje, że system nie nadąża za rzeczywistością. Brakuje miejsc na oddziałach internistycznych, do których można by przekazać pacjentów wymagających pilnej hospitalizacji. Brakuje pieniędzy na odnowę budynków, remonty czy sprzęt, który odciążyłby personel w opiece nad niesamodzielnymi chorymi. W konsekwencji wielu pacjentów pozostaje w DPS-ach i ZOL-ach, gdzie pielęgniarki często muszą wykonywać procedury wykraczające poza zakres opieki, bo zwyczajnie nie ma innego wyjścia. Dodatkowym obciążeniem są rosnące koszty utrzymania placówek. Środki z NFZ pochłania przede wszystkim wynagrodzenie personelu, a na remonty czy zakup sprzętu, który mógłby odciążyć pracowników w opiece nad niesamodzielnymi pacjentami, zwyczajnie ich brakuje.

Pacjenci w ZOL-ach to w większości osoby z wielochorobowością, często z kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma rozpoznaniami. Zdarza się, że jedna pielęgniarka odpowiada za kilkudziesięciu chorych, wymagających całościowej opieki – od karmienia i podnoszenia, po pielęgnację i podstawowe zabiegi. Profil pacjentów zmienia się – dziś to nie tylko osoby wymagające wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, ale też ciężko chorzy seniorzy, którzy coraz częściej trafiają do placówek w stanie niedożywienia i wymagają leczenia żywieniowego.

Na chaos systemowy nakłada się problem finansowania domów pomocy społecznej. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie są one utrzymywane z budżetu centralnego. Jak wyjaśniła przedstawicielka resortu rodziny, „DPS-y są finansowane po pierwsze przez mieszkańców, po drugie przez ich rodziny, a po trzecie przez samorządy. (…) A my w kraju nie mamy składki na opiekę długoterminową”. Oznacza to, że seniorzy i ich bliscy stają wobec dramatycznych wyborów, a jakość opieki często zależy od możliwości finansowych gminy czy powiatu. Przy niskich emeryturach, sięgających najczęściej od 1700 do 2800 zł, samodzielne sfinansowanie opieki staje się niemożliwe, a w konsekwencji rośnie grupa pacjentów niedożywionych i wymagających dodatkowych form wsparcia.

Podczas posiedzenia wielokrotnie wracał temat opiekunów medycznych – zawodu, który mógłby realnie odciążyć pielęgniarki i poprawić warunki pracy w opiece długoterminowej, ale wciąż pozostaje poza koszykiem świadczeń gwarantowanych. Mariola Łodzińska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podkreślała, że w obecnym stanie prawnym zatrudnianie opiekunów zależy wyłącznie od dobrej woli i możliwości finansowych dyrektorów placówek, ponieważ brak jest obowiązku ich etatowego uwzględnienia. W efekcie opiekunowie nadal nie są wliczani do norm zatrudnienia, mimo że ich obecność mogłaby w znaczący sposób odciążyć personel pielęgniarski.

Paradoksalnie Polska nie cierpi na brak chętnych do zawodu pielęgniarki. Nabór na studia pielęgniarskie w wielu uczelniach przewyższa liczbę kandydatów na kierunki lekarskie. Jednak potencjał ten nie trafia tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Absolwenci wolą podejmować pracę w sektorze prywatnym, w gabinetach komercyjnych czy w szpitalach, gdzie warunki są łatwiejsze, a wynagrodzenia wyższe. W efekcie coraz częściej pielęgniarki wybierają gabinety poprawy urody zamiast zakładów opiekuńczo-leczniczych czy domów pomocy społecznej, co oznacza stratę dla systemu, który finansuje ich kształcenie.

Dodatkowym wyzwaniem jest niż demograficzny i spadek liczby porodów, który dotyka położne. Coraz częściej pozostają one bez pracy, dlatego izby pielęgniarskie uruchamiają kursy uzupełniające, umożliwiające położnym zatrudnienie w opiece długoterminowej, paliatywnej czy chirurgicznej. To próba zagospodarowania istniejących kadr, które mogą odegrać ważną rolę w systemie, jeśli tylko otrzymają szansę zmiany specjalizacji.

Posłowie i eksperci nie kryli, że bez zmiany finansowania i wprowadzenia realnych norm zatrudnienia opieka geriatryczna będzie wciąż tylko pustym hasłem. Jednocześnie pojawiało się przekonanie, że inwestycje w opiekę nad seniorami są nie tylko moralnym obowiązkiem, ale i czystą kalkulacją ekonomiczną – im lepsza opieka w wyspecjalizowanych ośrodkach, tym mniej kosztownych hospitalizacji w oddziałach internistycznych. – „Z ekonomicznego punktu widzenia (…) to się po prostu opłaci” – mówiła przewodnicząca zespołu, apelując o porzucenie „niedasizmu” i odważne reformy.

Materiał powstał na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych z dnia 1 października 2025 r.

Choroba Alzheimera to jedno z największych wyzwań zdrowotnych i społecznych starzejącego się społeczeństwa. Z danych programu PolSenior2 wynika, że objawy otępienia dotykają już niemal co szóstą osobę po 60. roku życia, a częstość ich występowania rośnie wraz z wiekiem – w grupie 90+ przekracza połowę populacji. Podczas posiedzenia Komisji Polityki Senioralnej w Sejmie eksperci i przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia wskazali, że choć w leczeniu Alzheimera pojawił się przełom – w Europie dopuszczono pierwsze terapie mogące spowalniać rozwój choroby – to Polska pilnie potrzebuje systemu wczesnego wykrywania i narodowego planu alzheimerowskiego.
9 września w Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Polityki Senioralnej poświęcone chorobom neurodegeneracyjnym, które stanowią wyzwanie w starzejącym się społeczeństwie. Jak podało Ministerstwo Zdrowia, w resorcie toczą się prace nad nowymi rozwiązaniami skierowanymi do tej grupy pacjentów. Ważnym punktem dyskusji było omówienie sytuacji osób zmagających się z chorobą Alzheimera. Dzięki przełomowi dokonującemu się w dziedzinie, istnieje realna szansa na poprawę warunków i skuteczności leczenia w nadchodzących latach.

Co szósta osoba w wieku 60 lat i więcej prezentuje deficyt poznawczy w stopniu nasuwającym podejrzenie otępienia. Dane pochodzące z projektu PolSenior2 „Badanie poszczególnych obszarów stanu zdrowia osób starszych, w tym jakości życia związanej ze zdrowiem” wskazują, że 16,8 proc. osób w wieku 60 i więcej lat w Polsce prezentuje łagodne zaburzenia poznawcze. Objawy otępienia występują u 15,8 proc. osób w wieku 60 lat lub więcej, przy czym w większości przypadków jest to otępienie o nasileniu lekkim (11,6 proc.). Otępienie
o nasileniu umiarkowanym i ciężkim stanowi odpowiednio 2,8 proc. i 1,4 proc. przypadków. Wykazano wyraźne narastanie częstości podejrzenia otępienia od 12,2 proc. w najmłodszej grupie wieku (60– 64 lata), aż do ponad połowy populacji osób w wieku 90 i więcej lat.

Choroba Alzheimera stanowi coraz większe wyzwanie dla systemu opieki zdrowotnej oraz polityki społecznej – koszty leczenia i opieki nad chorym z otępieniem wzrastają bardzo wyraźnie wraz z postępem choroby, a wydatki te należą obecnie do największych, po wydatkach na nowotwory, choroby sercowo-naczyniowe oraz udary mózgu. Tematem tym zajęła się Komisja Polityki Senioralnej w trakcie zorganizowanego 9 września posiedzenia poświęconego chorobom neurodegeneracyjnym wśród seniorów, w tym chorobie Alzheimera. Podczas spotkania omówiono kwestie związane z diagnostyką, dostępnymi środkami terapeutycznymi i opieką – w tym także wytchnieniową. W sposób szczególny podkreślano znaczenie wykrywania chorób na jak najwcześniejszym etapie, gdyż dzięki szybkiemu rozpoczęciu leczenia postęp choroby może zostać wyhamowany.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało o działaniach mających na celu zapewnienie wsparcia osobom zmagającym się z problemami neurodegeneracyjnymi. Są one ujęte w programach strategicznych o szerokim zakresie, czego przykładem jest „Polityka społeczna wobec osób starszych 2030. Bezpieczeństwo – Uczestnictwo – Solidarność”, przyjęta
i realizowana od 2018 r. Obecnie resort pracuje nad przygotowaniem dokumentu strategicznego „Krajowego Programu Działań Wobec Chorób Otępiennych”, który będzie dedykowany tej grupie pacjentów. Projekt znajduje się na etapie konsultacji społecznych.

Dokument przede wszystkim dotyczy podniesienia świadomości społecznej chorób neurodegeneracyjnych i Alzheimera. Celem jest profilaktyka tych chorób, czyli przekazanie informacji na temat przyczyn zachorowań i edukacja o przebiegu choroby oraz sposobach pracy z osobami nimi dotkniętymi – powiedziała Dagmara Korbasińska-Chwedczuk, Dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia.

Choroby neurodegeneracyjne stanowią wyzwanie zarówno dla systemu ochrony zdrowia, jak i dla pacjentów, ich rodzin i opiekunów. Jednak wiele wskazuje na to, że ostatnim roku
w dziedzinie dokonał się postęp, dzięki któremu sytuacja pacjentów ma szansę ulec poprawie.

Oczywiście pojawia się element wsparcia wczesnej diagnostyki. Jesteśmy w tej chwili w takiej sytuacji, że mamy w ciągu ostatniego roku postęp w zakresie leczenia chorób neurodegeneracyjnych, w tym choroby Alzheimera. Przez wiele lat mówiliśmy, że jest to choroba, co do której zarówno są problemy z wykryciem, jak i z pomocą terapeutyczną
w jej zakresie. W tej chwili mamy pierwsze doniesienie o skuteczności pewnych działań. To się łączy z kwestią leczenia, opieki i wsparcia dla osób chorych i wsparcia dla opiekunów. To, że mamy pewne przesłanki, że uda nam się farmakologicznie objąć opieką osobę, to nie znaczy, że nie będziemy mieć problemu wsparcia osób z tymi chorobami. Skuteczność leczenia zależy też od momentów wdrożenia leczenia i zaawansowania problemów
– dodała Dagmara Korbasińska-Chwedczuk.

Według informacji przekazanych przez Ministerstwo Zdrowia, Europejska Agencja Leków niedawno wyraziła zgodę na dopuszczenie do obrotu nowej terapii we wczesnej postaci Alzheimera, która może hamować rozwój choroby.

Czym jest choroba Alzheimera? Choroba Alzheimera dlatego jest najgorszą z chorób, bo polega na tym, że wyłącza się prawidłową część mózgu z jej funkcjonowania. (…) Naszym zadaniem jest zrobić tak, aby jak największa część mózgu nie została uszkodzona, a żeby to zrobić, musimy szybko chorobę rozpoznać – powiedziała prof. Alicja Chybicka, zastępca przewodniczącej Komisji Polityki Senioralnej.

Jak zauważył Zbigniew Tomczak z Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera, sytuacja pacjentów w Polsce zmagających się z tą chorobą odbiega od standardów w innych krajach europejskich. Niezbędne jest podjęcie działań, które wyrównają dostęp do diagnostyki i leczenia. Jednym z nich jest utworzenie systemu wczesnego wykrywania schorzenia.

W Europie, w Unii Europejskiej, Polska została osamotniona, bo tylko w Polsce nie ma tak zwanego „Planu Alzheimerowskiego”. Inni już mają trzecie albo czwarte wydanie tego planu – powiedział Zbigniew Tomczak, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera. Jak dodał – Musimy mieć system wczesnego wykrywania tej choroby. Według raportu „Nature” w 2040 roku demencja w Polsce będzie drugą najczęstszą przyczyną zgonów, odpowiadając za 10,6 proc. zgonów ogółem. To tak, żebyśmy wiedzieli, gdzie i do czego dążymy. W związku z zatwierdzeniem przez EMA leku lecanemab w leczeniu wczesnej postaci choroby Alzheimera – powtarzam wczesnej postaci, musimy mieć system wczesnego wykrywania tej choroby. […] A dlaczego o tym mówię? Bo już dzisiaj powinniśmy przygotowywać system ochrony zdrowia do tego, żebyśmy mieli bazę danych pacjentów na bardzo wczesnym etapie choroby i z pewnym genem, dla których ten lek jest dedykowany.

W czerwcu 2025 r. opublikowano projekt uchwały Rady Ministrów w sprawie ,,Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych na lata 2025-2030” identyfikujący działania, które powinny zostać podjęte w najbliższych latach przez instytucje publiczne w celu wsparcia osób chorych i ich bliskich i poprawy jakości życia tych osób – jednym z głównych priorytetów jest wsparcie wczesnej diagnostyki, osób z podejrzeniem występowania zaburzeń otępiennych, w tym ewentualnego zaimplementowania do systemu nowych metod
i sposobów diagnostyki, wdrożenie narzędzi zwiększających wykrywalność zaburzeń otępiennych na wczesnym etapie oraz określenie ich etiologii.

Alzheimer nie jest już chorobą, wobec której medycyna pozostaje całkowicie bezradna – nowe terapie, zatwierdzone przez Europejską Agencję Leków, mogą zahamować rozwój choroby, ale tylko na jej wczesnym etapie. Dlatego kluczowe staje się stworzenie w Polsce systemu wczesnej diagnostyki i wdrożenie „Planu Alzheimerowskiego”, który wyrównałby standardy opieki do poziomu innych krajów UE. Eksperci podkreślają: szybkie rozpoznanie to szansa na skuteczniejsze leczenie, lepszą jakość życia pacjentów i wsparcie ich rodzin.

Źródło: Komunikat Prasowy