Medicalpress
Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Ponad 110 mln Europejczyków, czyli 20 proc. społeczeństwa, jest narażonych na długotrwały hałas transportowy pochodzący z dróg, kolei, a także ruchu lotniczego – wynika z raportu Europejskiej Agencji Środowiska (EEA). Z kolei dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wskazują, że w Polsce ponad 280 tys. osób w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców było narażonych na hałas, którego dopuszczalne poziomy zostały przekroczone. Eksperci alarmują, że problem narasta i może powodować poważne konsekwencje zdrowotne.
– Hałas w środowisku narasta, ponieważ bardzo szybko przybywa urządzeń, które go wytwarzają. Żyjemy w najgłośniejszych czasach w historii, ponieważ nigdy dotychczas ludzie nie mieli aż tak wielu urządzeń, maszyn i innych rzeczy służących rozrywce, które hałas generują. Niestety to ma bardzo konkretne przełożenie na to, jak ludzie się czują, jaką mają wydajność i możliwości w życiu. Jesteśmy bardziej zestresowani, ciągle niewyspani i nie mamy siły – mówi agencji Newseria Agnieszka Kantaruk, redaktor portalu edukacyjnego „Coraz głośniej”.

Problem narażania ludności na zbyt duży hałas został dostrzeżony już w 1995 roku, kiedy po raz pierwszy obchodzono Międzynarodowy Dzień Świadomości Zagrożenia Hałasem z inicjatywy amerykańskiej organizacji The Center for Hearing and Communication. W 2002 roku Unia Europejska wprowadziła uregulowania prawne do oceny i zarządzania poziomem hałasu w środowisku. Wykorzystuje się w nich wskaźnik hałasu w ciągu doby (LDWN), który mierzy drażniący hałas, jak również wskaźnik hałasu w porze nocnej (LN), który jest pomocny przy określaniu zakłóceń snu.  

Według szacunków EEA liczba osób w Unii Europejskiej odczuwających znaczną uciążliwość hałasu transportowego spadła zaledwie o 3 proc. między 2017 a 2022 rokiem. To tempo jest niewystarczające do osiągnięcia unijnego celu, jakim jest redukcja tej liczby o 30 proc. do 2030 roku.

Zgodnie z ustawą Prawo ochrony środowiska prezydenci miast powyżej 100 tys. mieszkańców są zobowiązani co pięć lat do przekazania Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska strategicznych map hałasu. Są one opracowywane przez akustyków na podstawie jego długookresowych pomiarów. Przygotowany na podstawie map z 2021 roku raport GUS wskazuje, że w Polsce w 36 miastach powyżej 100 tys. mieszkańców na hałas dobowy mierzony wskaźnikiem LDWN narażonych było: w przypadku hałasu drogowego – 270 tys. osób, hałasu przemysłowego – 9,9 tys. osób, hałasu szynowego – 2,2 tys., a hałasu lotniczego – 2,5 tys. osób. Najwyższy udział takich osób w ogólnej liczbie ludności odnotowano w Gliwicach, Chorzowie i Szczecinie, natomiast najmniejszy stwierdzono w Toruniu, Dąbrowie Górniczej i Olsztynie.

 W tej chwili mamy 27 mln pojazdów w kraju, a jakiś czas temu były 3 mln, więc przyrost jest ogromny. Oczywiście to się nie zdarzyło z roku na rok, tylko na przestrzeni dekad, ale ci, którzy byli dziećmi 20 lat temu, żyli w zupełnie innym środowisku akustycznym niż dzieci, które żyją teraz. To się będzie przekładało na to, jak te dzieci się będą rozwijały. To zanieczyszczenie bardzo wiele nam odbiera – uważa Agnieszka Kantaruk.

 Najbardziej narażone na działanie hałasu są dzieci ze względu na etap ich rozwoju. Trudniej jest im się dostosować do sytuacji ciągłego hałasu, poza tym są one wystawione na hałas właściwie przez cały dzień, począwszy od szkoły czy przedszkola, gdzie na przerwach może on sięgać 100 decybeli. Już po wyjściu ze szkoły dziecko jest zmęczone, po południu i wieczorem zmęczenie będzie tylko narastać. W dodatku w pewnych sytuacjach również w nocy mogą mieć problem, ponieważ niektóre dźwięki nocne potrafią wybić ze snu i potem organizm ma problem, żeby znowu zasnąć. A wiadomo, że sen zdrowy i dający odpoczynek to jest sen ciągły, bez krótkich przebudzeń – wyjaśnia Grzegorz Bogusz, lekarz medycyny.

Z raportu EEA wynika, że zanieczyszczenie hałasem może powodować poważne problemy zdrowotne. Zwykle skutkuje ono rozdrażnieniem, zmęczeniem, narastającym stresem i zaburzeniami snu, ale długofalowe efekty są znacznie szersze. Może to bowiem prowadzić m.in. do chorób układu krążenia, chorób metabolicznych i zaburzeń psychicznych. Agencja szacuje, że na skutek długotrwałego narażenia na hałas transportowy liczba przedwczesnych zgonów sięga 66 tys.

– Wszyscy skupiają się właściwie na jednym aspekcie, czyli na ryzyku utraty słuchu. Natomiast hałas wpływa również na inne narządy. Mechanizm tego jest dość prosty i znany od dawna. W trakcie ewolucji naszego organizmu wykształciły się mechanizmy obronne, które były skierowane w tym kierunku, żeby reagować szybko i sprawnie na zagrożenie zewnętrzne, sygnalizowane przez gwałtowne hałasy, dźwięki, ryk dużego zwierzęcia, wybuchy wulkanów, okrzyki bojowe innego plemienia. Reakcją na takie zjawisko jest: walcz lub uciekaj. Sama fizjologia takiej reakcji polega na tym, że w naszym organizmie wydzielają się wtedy hydrokortyzon, adrenalina, następuje wzrost ciśnienia krwi, przyspieszenie akcji serca, wzmożenie napięcia mięśniowego. Wszystko to służy temu, żeby zacząć działać – wyjaśnia Grzegorz Bogusz. – Przy ciągłym natężeniu hałasu przestaje to być reakcją obronną, natomiast staje się reakcją chorobotwórczą. Jesteśmy cały czas zmęczeni, ponieważ organizm musi zużyć sporo zasobów, żeby utrzymać wszystkie układy w stanie napięcia, co oznacza, że po pewnym czasie zacznie ich brakować gdzie indziej i wtedy zaczynają się problemy.

Jak podkreślają eksperci, problem polega na tym, że choć istnieją w przepisach prawnych dopuszczalne poziomy hałasu w środowisku, to jednak często nie są one przestrzegane. Co więcej, nie wszystkie źródła są uwzględnione w normach. Z drugiej strony coraz więcej jest inicjatyw, które mają na celu ograniczenie zanieczyszczenia hałasem. Przykładem może być gmina Kościelisko, w której wdrożono uchwałę porządkującą kwestię hałasu i zniszczeń powodowanych przez quady, crossy i inne pojazdy terenowe. Pojawił się także pomysł, by osoby, które będą chciały prowadzić hałaśliwą działalność na terenach mieszkaniowych, musiały wystąpić o odpowiednią zgodę do władz. O ograniczenie hałasu w godzinach nocnych walczy też Kraków. Działania podejmują także mieszkańcy narażeni na hałasy.

 Z hałasem można walczyć i można to robić na różne sposoby. Podstawową rzeczą jest to, że warto walczyć razem. Tam, gdzie ludzie się zrzeszają, gdzie jest grupa, te sprawy są rozwiązywane znacznie szybciej i prościej niż wtedy, kiedy walczy pojedyncza osoba. Dlatego jeżeli tylko jest taka możliwość, to możemy opisać nasz problem na Mapie problemów z hałasem. To jest aplikacja, która służy właśnie do tego, żeby oznaczać problemy i znajdować innych, którzy też się z nimi borykają w tym samym miejscu – mówi redaktorka „Coraz głośniej”.

Jak podkreśla, pierwszym krokiem powinno być zgłoszenie problemu do sprawcy naruszeń albo do administracji budynku, spółdzielni czy wspólnoty mieszkaniowej. Można się również zwrócić do władz dzielnicy lub gminy.

 Jeżeli to nie zadziała albo sprawa jest bardziej skomplikowana, bo bywa, że jest to poza kompetencjami wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, są inne kompetentne organy, które mogą rozwiązać dany problem. Musimy przede wszystkim stwierdzić, gdzie się należy udać z danym problemem z hałasem, a następnie to zrobić. Jeżeli ta ścieżka okaże się nieskuteczna i organy, które są powołane do tego, aby chronić ludzi przed hałasem, nie zadziałają poprawnie, zawsze zostaje jeszcze ścieżka sprawy karnej, która jest prostszą wersją sprawy sądowej i ona jest bezpłatna. Jeżeli znowu ta forma nie zadziała, to na koniec pozostaje sprawa cywilna. W sądzie można dochodzić swojego prawa do spokoju i ciszy we własnych czterech ścianach – podkreśla Agnieszka Kantaruk.

Źródło: Newseria

Jakość powietrza w zamkniętych pomieszczeniach – domach, biurach, szkołach – ma bezpośredni wpływ na rozwój i przebieg astmy. Tak wynika z najnowszych wytycznych opublikowanych przez Europejską Akademię Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI). Współautorami dokumentu są polscy eksperci z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
 
Europejskie wytyczne EAACI uwzględniają cztery główne grupy czynników środowiskowych, które mogą nasilać objawy astmy i wpływać na jej rozwój: lotne związki organiczne (VOC), środki czystości, wilgoć i pleśń oraz pestycydy. To sygnał nie tylko dla pacjentów, ale także dla lekarzy, decydentów i administracji zdrowia publicznego – jakość powietrza w pomieszczeniach powinna być brana pod uwagę w diagnozie i terapii chorób układu oddechowego.

Cztery czynniki ryzyka – co szkodzi najbardziej?

1. Lotne związki organiczne (VOC)
Obecne w farbach, lakierach, meblach, panelach i odświeżaczach powietrza – mogą powodować przewlekłe zapalenie oskrzeli, nasilać objawy astmy i obniżać funkcję płuc.

2. Środki czystości (zwłaszcza w sprayu)
Związki zawierające chlor, amoniak czy sztuczne zapachy to silne czynniki drażniące. EAACI zaleca ich ograniczenie i zastępowanie łagodniejszymi alternatywami.

3. Wilgoć i pleśń
To najlepiej udokumentowane zagrożenie. Szczególnie dzieci mieszkające w wilgotnych pomieszczeniach są narażone na rozwój astmy i alergicznego nieżytu nosa.

4. Pestycydy
Stosowane w domach uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i sprzyjają przewlekłym stanom zapalnym. Powinny być całkowicie wyeliminowane w domach z dziećmi i osobami chorymi.
– Najpilniejsze jest ograniczenie ekspozycji na wilgoć i pleśń – mówi prof. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Potwierdziliśmy istnienie silnych dowodów naukowych wskazujących na związek między tymi czynnikami a rozwojem astmy – dodaje.

Co mogą zrobić pacjenci?

Eksperci podkreślają, że nawet proste działania mają znaczenie:

Fakty i liczby:

Apel do lekarzy i decydentów

Według dr Magdaleny Zemelki-Wiącek z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej UMW, obecnie w systemie brakuje narzędzi do oceny ryzyka środowiskowego. – Wiedza o wpływie środowiska na astmę często pozostaje teoretyczna. Potrzebujemy praktycznych rozwiązań – takich jak monitory PM2.5 czy dostęp do danych sanepidu – podkreśla.
Konieczna jest także edukacja lekarzy w zakresie interpretacji alertów smogowych i stosowania zaleceń środowiskowych w praktyce klinicznej. Eksperci zwracają też uwagę na potrzebę zmian systemowych – wprowadzenia prawnie wiążących norm jakości powietrza wewnętrznego, edukacji na poziomie przed- i podyplomowym oraz wsparcia ze strony administracji publicznej.
Źródło: www.umw.edu.pl
Wzajemne zależności pomiędzy jakością środowiska i związanymi z tym zmianami klimatycznymi, a chorobami (w tym nefrologicznymi) są coraz bardziej zauważalne i często dyskutowane. Dysponujemy coraz lepszymi narzędziami do takich badań, a tematyczna baza danych jest coraz bogatsza.
Szacuje się, że pod koniec XIX wieku liczba subbstancji chemicznych obecnych w środowisku wynosiła około 300 000. Obecnie, według danych zamieszczonych w bazie Chemical Abstract Service, liczba znanych substancji (w tym w większości wyprodukowanych przez ludzi) wynosi już ponad 125 000 000.

Wprawdzie na poziomie stężeń, które mogą nam bezpośrednio zagrażać jest to tylko około miliona substancji, jednak pamiętając o efekcie synergicznym, ich wpływ na nasze zdrowie jest ogromny.

Jedną z najbardziej powszechnych chorób cywilizacyjnych są choroby nerek, które są najczęściej bezobjawowe, a przyczyniają się do śmierci milionów ludzi. W przypadku schyłkowej niewydolności nerek konieczne jest leczenie nerkozastępcze. Hemodializy i dializy otrzewnowe z jednej strony ratują życie chorym, a z drugiej mają duży wpływ na zanieczyszczenie środowiska i ślad węglowy.

Wzajemne zależności pomiędzy jakością środowiska i związanymi z tym zmianami klimatycznymi, a chorobami (w tym nefrologicznymi) są coraz bardziej zauważalne i często dyskutowane. Dysponujemy coraz lepszymi narzędziami do takich badań, a tematyczna baza danych jest coraz bogatsza.

Więcej informacji i pełen artykuł prof. Rajmunda Michalskiego do pobrania tutaj:                              

Leczenie nerkozastępcze i zagrożenia środowiskowe

źródło: Forum Nefrologiczne – Edukacja

 

Ograniczanie konsumpcji i zrównoważony styl życia na co dzień – te działania chcą podejmować młodzi w odpowiedzi na wyzwania klimatyczne. To wnioski z warsztatów pt. „Żywność i odżywianie dla zdrowia i klimatu“. Udziałwzięło 120 studentek i studentów z 17 uczelni. 82 proc. uczestników spotkania przyznało, że zamierza nie tylko zmieniać swoje codzienne zachowania, ale i zachęcać do tego innych.
Warszawa, 8 listopada 2023 – Globalny wzrost temperatury o 1,1° C od 1880 roku 1 ma destrukcyjny wpływ na ludzkie zdrowie. Według WHO każdego roku 11 milionów ludzi umiera z powodu niewłaściwej diety 2 . Społeczeństwa doświadczają ekstremalnych zjawisk pogodowych: powodzi, suszy, gwałtownych burz. Pozyskiwanie żywności w takich warunkach to ogromne wyzwanie.

O tym co można zrobić na poziomie zarówno społeczności, jak i zachowań indywidualnych oraz w jaki sposób dzielić się praktykami życia w sposób zrównoważony rozmawiano w gronie ekspertów i studentów podczas warsztatu „emPOWER Climate: Sustainability Talks”. Wydarzenie – we współpracy z prof. dr. hab. Tymonem Zielińskim z Instytutu Oceanologii PAN i pod honorowym patronatem United Nations Global Compact Network Poland – zorganizowała firma Bayer, rozwijając w ten sposób platformę dialogu z młodą generacją.

– Zgodnie z misją "Health for All, Hunger for None" naszym celem jest położenie kresu głodowi i wsparcie ludzi w prowadzeniu zdrowego życia, przy jednoczesnej ochronie ekosystemów. Dzięki trzem dywizjom firmy: Pharmaceuticals, Consumer Health i Crop Science ułatwiamy dostęp do opieki zdrowotnej, działamy na rzecz bezpieczeństwa żywnościowego oraz popularyzujemy rolnictwo zrównoważone. Nasze innowacje wspierają wysiłki na rzecz sprostania globalnym wyzwaniom – mówi Holger Pfeiffer, prezes firmy Bayer w Polsce, Czechach, Słowacji i Węgrzech.
 
 
W spotkaniu uczestniczyli studenci z Łodzi, Krakowa, Poznania, Radomia, Warszawy i innych miast. Bardzo wysoko je ocenili: na 5,2 pkt. w 6-stopniowej skali. Podkreślali ogromną wartość edukacyjną przedstawioną przez ekspertów UNGC, Instytutu Oceanologii PAN, Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin oraz firmy Bayer. Dużym zainteresowaniem cieszyły się prezentacje influencerów: Janiny Daily (Janiny Bąk) oraz Doktora z TikToka (dr. Konrada Skotnickiego) o tym jak popularyzować tematykę zrównoważonego życia w mediach społecznościowych. Studenci wzięli udział w praktycznych warsztatach, pracując w zespołach nad projektem popularyzującym w mediach społecznościowych zrównoważone podejście do zdrowia i odżywiania.

– Perspektywa ekspertów ze środowiska akademickiego, z biznesu, a także ONZ była bardzo cenna, a wiedza o wyzwaniach klimatycznych w kontekście zdrowia i rolnictwa – inspirująca pouczająca – oceniła spotkanie Aleksandra Dudzińska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zuzanna Rżysko, studentka Uniwersytetu Warszawskiego, dodała: – Największe wrażenie zrobiła na mnie część dotycząca danych populacyjnych podczas której dowiedzieliśmy się ile osób na całym świecie jest dotkniętych niedożywieniem.
 
Perspektywa zdrowia…
 
– Paradoksem jest to, że w XXI wieku niedożywienie dotyka 1 na 3 osoby na świecie, głównie kobiety i dzieci. Globalnie 149 milionów dzieci w wieku poniżej 5 lat cierpi na niedobory witamin i minerałów w ciągu pierwszych 1000 dni życia. Niedożywienie może negatywnie wpływać na układ odpornościowy, zwiększać ryzyko chorób takich jak cukrzyca i problemy z sercem – mówił podczas spotkania Christian Sarto, dyrektor dywizji Consumer Health firmy Bayer w Europie Środkowo-Wschodniej.
W odpowiedzi na te potrzeby firma Bayer prowadzi globalną inicjatywę The Nutrient Gap Initiative. Ma ona na celu rozszerzenie dostępu społeczeństw do niezbędnych witamin i minerałów. Celem jest dotarcie do 50 milionów ludzi do 2030 roku; podejmowane są działania interwencyjne i edukacyjne czy suplementacja na rzecz mam i dzieci w partnerstwie z organizacjami pozarządowymi. Działania prowadzone są w 25 krajach.
 
…oraz rolnictwa
 
Prognozy przewidują, że do 2050 r. liczba ludności na świecie wzrośnie o 2 miliardy. Wszyscy będą potrzebować wysokiej jakości żywności. W obliczu zmienności klimatu, presji szkodników i chorób potrzeba systemu żywnościowego, który jest zrównoważony dla rolników, konsumentów i planety.
– Bayer wspiera rolnictwo regeneratywne. Głównym celem tego modelu jest poprawa stanu gleby i wzmocnienie odporności. Kolejne cele to łagodzenie zmian klimatycznych poprzez redukcję emisji gazów cieplarnianych i zwiększenie pochłaniania dwutlenku węgla, utrzymanie lub przywrócenie różnorodności biologicznej, ochronę zasobów wodnych, a także zwiększenie plonów i poprawę sytuacji ekonomicznej i społecznej rolników – mówi Laércio Bortolini, dyrektor dywizji Crop Science firmy Bayer dla Polski, Czech, Słowacji, Ukrainy i krajów bałtyckich.
 
 
O firmie Bayer

Firma Bayer to międzynarodowe przedsiębiorstwo, którego działalność skupia się na obszarach nauk Life Sciences, jakimi są ochrona zdrowia i produkcja żywności. Jej produkty i usługi mają nacelu przyniesienie korzyści ludziom i planecie poprzez wspieranie wysiłków zmierzających do przezwyciężenia głównych wyzwań związanych z rosnącą i starzejącą się populacją globalną.
Bayer angażuje się w zrównoważony rozwój i wywieranie pozytywnego wpływu poprzez swoją działalność. Jednocześnie Grupa dąży do poprawy rentowności i tworzenia wartości poprzez innowacje i wzrost. Marka Bayer oznacza zaufanie, niezawodność i jakość na całym świecie. W roku podatkowym 2022 Grupa zatrudniała około 101 000 osób, a wartość jej sprzedaży wyniosła50,7 mld euro. Wydatki na badania i rozwój – przed uwzględnieniem pozycji nadzwyczajnych – wyniosły 6,2 mld euro. Więcej informacji na stronie internetowej www.bayer.com.

Źródło:  Bayer, Omega Communication

Zmiany klimatyczne zostały uznane za zagrożenie dla gatunku ludzkiego na Ziemi. Wywierają one wpływ na człowieka w wymiarze lokalnym oraz globalnym w zróżnicowany sposób. Rosnące temperatury, ocieplenie oceanów, niedobór wody, zmniejszająca się różnorodność biologiczna, a także zwiększone zanieczyszczenie powietrza oraz wcześniejsze i bardziej intensywne okresy pylenia, to tylko niektóre z ich skutków. Lekarze specjaliści alergologii i immunologii należą do tych, którzy jako pierwsi obserwują wpływ zanieczyszczonego, zmieniającego się otoczenia na zdrowie człowieka i biją na alarm: tsunami chorób alergicznych zyskuje na sile.
Zdaniem Światowej Organizacji Alergii (WAO) u 30-40% populacji świata występuje co najmniej jedno ze schorzeń alergicznych, a skala zjawiska zwiększa się. Jak szacuje WHO do 2050 roku połowa populacji będzie cierpieć na astmę i alergię. Do tego wzrostu silnie przyczyniają się zmiany klimatyczne spowodowane przez człowieka. Światowa Organizacja Alergii (WAO) co roku poświęca jeden tydzień wybranemu zagadnieniu, które wymaga zwiększenia świadomości zarówno wśród pacjentów, jak i lekarzy. W tym roku, w dniach 18 – 24 czerwca, wszystkie działania edukacyjne i komunikacyjne poświęcone są zmianom środowiskowym. Climate Change Worsenes Allergies (Zmiany klimatu pogarszają przebieg alergii) to hasło tegorocznego Światowego Tygodnia.

Choroby alergiczne są bardzo mocno skorelowane ze zmianami klimatycznymi. Np. dwutlenek węgla, czyli gaz cieplarniany odpowiadający za wzrost temperatury Ziemi, zmienia wzorzec uwalniania pyłków, zwiększone temperatury wydłużają okresy wegetacji i pylenia, a przez to sezon alergii. Zmianie ulega też zasięg wegetacji roślin przez co pojawiają się nowe źródła alergenów– mówi prof. Maciej Kupczyk, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego – Jako PTA stoimy na stanowisku konieczności przeciwdziałania zmianom klimatycznym, ponieważ każdego dnia w gabinetach i na oddziałach widzimy jego realne skutki. Z trwogą patrzymy także na prognozy pokazujące tendencję zwyżkową, jeśli chodzi o zachorowalność na choroby alergiczne, jak również ich coraz bardziej skomplikowany i trudny dla pacjenta przebieg – dodaje prof. Kupczyk.

Opieka zdrowotna w procesie zmian klimatycznych
Osoby cierpiące na alergie i astmę w skutek zmian klimatycznych bardzo często muszą modyfikować i dostosowywać swoją opiekę zdrowotną, a także różne aspekty codziennego życia. Niebagatelną rolę w tym całym procesie odgrywają lekarze i ich otwartość na korygowanie planów i metod leczenia. Bezsprzecznie wiedza, ale również narzędzia wspomagające ich pracę mają przełożenie na efektywność leczenia pacjenta. Jednym z projektów takiego narzędzia jest opracowana przez Polskie Towarzystwo Alergologiczne, Koalicja na rzecz Leczenia Astmy oraz Instytut Zarządzania Ochroną Zdrowia Uczelni Łazarskiego E-Recepta 2.0. Astma.

Celem tego rozwiązania jest wspieranie decyzji terapeutycznych podejmowanych wobec pacjentów z astmą oraz ograniczenie zjawiska nadużywania leków z klasy SABA oraz doustnych glikokortykosteroidów. Wykorzystanie zastosowanych w projekcie nowoczesnych narzędzi cyfrowych pozwoli na gromadzenie, wymianę oraz analizę informacji związanych z przebiegiem leczenia, co w efekcie będzie miało wpływ na jego optymalizację w warunkach ambulatoryjnych, a tym samym na zmniejszenie liczby hospitalizacji. 

Niestety w naszym kraju istnieje problem nadużywania inhalatorów z grupy SABA, czyli leków szybko i krótko rozkurczających drogi oddechowe. Badania przeprowadzone w ramach projektu AstmaZero pokazały, że średnie zużycie tych leków przez polskiego pacjenta wynosi 3,66 opakowań rocznie przy normie 1-3. Z kolei 6% osób z astmą przyjmujących leki z tej grupy zużywa ponad 12 opakowań rocznie. Takie pseudoleczenie silnie zwiększa ryzyko zaostrzeń astmy oraz śmiertelność – mówi prof. Radosław Gawlik, prezydent elekt Polskiego Towarzystwa Alergologicznego – Jako, że nasze działania nacelowane są na dobro pacjenta cieszymy się, że rozmowy z Centrum e-Zdrowia, podmiotem odpowiedzialnym za stronę wdrożeniową projektu E-Recepta 2.0 Astma, wchodzą na coraz wyższe stopnie i niebawem zostanie uruchomiony pilotaż tego rozwiązania – dodaje prof. Gawlik.

Inhalatory a proces zmian klimatycznych
Leczenie przede wszystkim astmy, ale również niektórych innych chorób alergicznych, w dużej mierze oparte jest na inhalatorach zawierających F-gazy, czyli fluorowane gazy cieplarniane. Ich redukcja z uwagi na zmiany klimatyczne wpisana jest w strategię Europejskiego Zielonego Ładu zakładającego całkowitą neutralność cieplarnianą do 2050 roku, co niestety nie jest bez znaczenia dla dostępności do pełnego wachlarza możliwości terapeutycznych.

Rekomendacje GINA 2023 podkreślają, że leczenie astmy koncentruje się nie tylko na kontroli objawów astmy, ale także na spersonalizowanym zarządzaniu modyfikowalnymi czynnikami ryzyka zaostrzeń, innych działań niepożądanych i braniu pod uwagę preferencji i celów pacjenta. M.in. dlatego 5 kwietnia Rada UE, reprezentująca państwa członkowskie UE, przyznała dodatkowy czas w porównaniu z pierwotną propozycją Komisji Europejskiej (do końca 2028 r.) na przejście na inhalatory o niskim GWP (ang. global warming potential, czyli miara służąca do ilościowej oceny wpływu danej substancji na efekt cieplarniany), aby zagwarantować pacjentom dostęp do leków.

Zgodnie z poprawką z Kigali i Dyrektywą unijną 2015, a także stanowiskiem takich towarzystw naukowych jak np. European Respiratory Society, przemysł farmaceutyczny rozpoczął już inwestycje w nowe rozwiązania technologiczne, które pozwolą w znacznym stopniu ograniczyć emisję F-gazów stosowanych w aerozolach medycznych. Pierwsze inhalatory przyjazne dla środowiska pojawią się za 3-4 lata.

Tegoroczna tematyka Światowego Tygodnia Alergii pozwoliła nam na dokonanie podsumowania i pokazała jak dużo w obszarze klimatu i chorób alergicznych dzieje się na naszym lokalnym rynku. Zarówno Polskie Towarzystwo Alergologiczne jak i Koalicja na rzecz Leczenia Astmy dokładają starań, aby zapewnić maksymalną dywersyfikację zarówno działań jak i grup, do których je kierujemy. Edukujemy, wspieramy i zabieramy głos w sprawach, które są ważne –
mówi Anna Ben Drissi, dyrektor zarządzający Polskiego Towarzystwa Alergologicznego oraz koordynator Koalicji na rzecz Leczenia Astmy – W kontekście zmian klimatycznych zgłosiliśmy do Ministerstwa Klimatu naszą gotowość i chęć eksperckiego zaangażowania się w proces opracowywania analiz, konstruowanie wniosków czy stanowisk. Jesteśmy w kontakcie z resortem i zauważamy, że nasz głos jest słyszalny – dodaje dyr. Anna Ben Drissi.
 
 
Polskie Towarzystwa Alergologiczne od ponad 40 lat działa aktywnie na rzecz rozwoju wiedzy alergologicznej. PTA prowadzi inicjatywy medyczne, kampanie edukacyjne oraz projekty medialne kierowane nie tylko do personelu medycznego, ale również szerokich grup społecznych, które stykają się z chorobami alergicznymi. Dzięki pracy i zaangażowaniu ponad 1200 Członków w całej Polsce, PTA jest jednym z najaktywniejszych towarzystw lekarskich.

źródło: PTA

Dwie trzecie Polaków deklaruje, że odczuwa niepokój związany z ryzykiem zanieczyszczenia wody, jednak tylko 8 proc. wprowadziło w życie ekologiczne nawyki po ostatniej katastrofie na Odrze w 2022 r. – wynika z najnowszej fali badania EKObarometr zrealizowanego przez SW Research wspólnie z akcją „Operacja Czysta Rzeka”. 5 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Ochrony Środowiska. Jest to dobra okazja, by przyjrzeć się naszemu podejściu do ekologii.

Czerpanie przyjemności z kontaktu z naturą, szczególnie popularnego w okresie wiosenno-letnim, może być zaburzone przez niepokojące zjawiska, które dostrzegamy w naszym naturalnym środowisku. Największe obawy, zdaniem 69% Polaków, budzą pozostawione w lesie lub parku odpady i nieczystości. Na drugim i trzecim miejscu badani wskazują obszary związane ze zbiornikami wodnymi – zanieczyszczenie wody, pływające śmieci (64%) oraz martwe zwierzęta, w tym ryby (59%). Niemal równie często (57%) nasz niepokój budzą ślady po wycieku paliwa, ścieki z kanalizacji i inne płyny przemysłowe. 

W tym kontekście zastanawiające są deklaracje Polaków co do faktycznych lub dotychczasowych działań w sytuacji zaobserwowania niepokojących zmian w naszym ekosystemie. Okazuje się, że blisko co czwarty z nas (23%) nie podejmuje żadnych działań. Mniej niż połowa (46%) decyduje się powiadomić lokalne władze (np. sołtysa, urząd gminy) a co trzecia osoba (33%) bierze „brudne sprawy” w swoje ręce i samodzielnie oczyszcza teren z odpadów. Interesujące jest to, że relatywnie niskim zaufaniem w tego typu sytuacjach cieszą się media (14%) i służby porządkowe (9%). 

Tak wysoki odsetek osób deklarujących brak jakiejkolwiek reakcji koresponduje z poczuciem braku sprawczości – co piąty Polak (21%) uważa, że „sam może zrobić niewiele lub nic” oraz, że „szkoda tracić na to czas”. Jednak w polskim społeczeństwie najczęstszą postawą jest „umiarkowany pesymizm” – 60% badanych podejmuje pewne działania, mimo świadomości, że ich działania mają niewielki wpływ na postępujące zmiany oraz nawyki innych osób. Niemal identyczny odsetek badanych (59%) jest przekonany, że występujące zmiany „klimatyczne są odwracalne, ale trudno będzie je powstrzymać”, podczas gdy skrajni pesymiści („nic już nie możemy zrobić”) stanowią zaledwie 7% polskiego społeczeństwa.
W oczy rzuca się niepokojący paradoks w świadomości ekologicznej Polaków. Mimo wyraźnych obaw związanych z zanieczyszczeniem środowiska, szczególnie wody, zdecydowana większość nie wprowadziła trwałych zmian w swoich nawykach. Tymczasem, aktywne działania są nieodzownym elementem skutecznej ochrony środowiska. Niewielki odsetek społeczeństwa, który podejmuje własne inicjatywy w przypadku zauważalnych zmian w ekosystemie koreluje z problemem braku poczucia sprawczości. Z jednej strony, im mniej osób zaangażowanych w ekologię widzimy w naszym bezpośrednim otoczeniu, tym odczuwamy większe zniechęcenie do podejmowania indywidualnych działań. Z drugiej zaś, im nasze poczucie wpływu jest większe, tym bardziej przekonujący jesteśmy dla innych. Ten mechanizm wydaje się sam napędzać”– zauważa Piotr Zimolzak, szef projektu badawczego EKObarometr z agencji SW Research. 
Jak pokazują wyniki najnowszego EKObarometru, Polacy dość mocno obawiają się wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń zbiorników wodnych. W ubiegłym roku katastrofą ekologiczną została dotknięta rzeka Odra. W Jaki sposób masowy pomór ryb i zwierząt na drugiej co do wielkości rzece w Polsce wpłynął na sposób myślenia i nawyki Polaków? Okazuje się, że zmiany są symboliczne – jedynie 8 proc. ankietowanych deklaruje, że zmieniło zarówno swoje podejście, jak i codzienne nawyki na bardziej ekologiczne. 3 na 10 Polaków twierdzi, że katastrofa na Odrze uwrażliwiła ich na kwestie ekologiczne. Jednak blisko połowa (46%) uważa, że ubiegłoroczna klęska ekologiczna nie miała żadnego wpływu i nic w nich nie zmieniła. 
To smutne, bo nie minął rok od katastrofy ekologicznej na Odrze, a wygląda na to, że tak dramatyczne wydarzenia w świecie przyrody są szybko zapominane, nie skłaniając wielu z nas do żadnych refleksji. Przez kilka miesięcy wydawało się, że nagle wszyscy zainteresowali się zanieczyszczeniem rzek, a tymczasem okazuje się, że było to chwilowe. Przy rzekach działamy już piąty rok i dbamy o naturalne środowisko, organizując akcje sprzątania, ale także nie pozostając biernym wobec niepokojących zjawisk. Apelujemy do społeczeństwa o zgłaszanie takich sytuacji odpowiednim służbom, bo katastrofa na Odrze w swojej skali była największą, natomiast w ciągu roku niebezpieczne zdarzenia dzieją się znacznie częściej, a w związku ze zmianami klimatu oraz brakiem skutecznego monitoringu związanego z odprowadzaniem ścieków przemysłowych, anomalia w rzekach będą występować i mogą mieć katastrofalne skutki. Coraz częściej przypominają o tym eksperci, dlatego nie możemy pozostać obojętni na to, co się dzieje ze środowiskiem. Zmiana nawyków jest konieczna, uwrażliwianie na kwestie ekologiczne powinno być stałym elementem obywatelskiej edukacji, warto o tym rozmawiać, inspirować i wyjaśniać. Wciąż mamy wokół wielu ekosceptyków, ale analizując naszą akcję – cieszę się, że uczestników społecznego sprzątania jest coraz więcej, w tym roku ponad 18 tysięcy, a wśród nich 10 tysięcy tych najmłodszych. Jesteśmy więc po drugiej stronie barykady i wierzymy w słuszność podejmowanych działań – mówi Izabela Sałamacha, rzeczniczka prasowa „Operacji Czysta Rzeka”.
A jakiego rodzaju nawyki ekologiczne zostały zmienione w następstwie wiadomości o katastrofie na Odrze? Przede wszystkim są to codzienne czynności, często o niewielkiej skali, ale wykonywane dość regularnie, tj. rezygnacja z długich kąpieli w wannie na rzecz prysznica (56%) oraz zakręcanie kranu (48%). Z kolei najrzadziej Polacy zadeklarowali zaangażowanie się w działalność akcji ekologicznych – bez względu na to, czy chodzi o własny czas i zaangażowanie (15%) czy wsparcie finansowe (12%). 
 
Nota metodologiczna:

Badanie EKOBAROMETR – V EDYCJA przeprowadzono w dniach 8-16.05.23 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1500 Polaków w wieku 16-80 lat.

O badaniu EKObarometr:

EKObarometr to jedyny w swoim rodzaju cykl badań poświęcony analizie aktualnych postaw i nastrojów polskich konsumentów wobec szeroko pojętej ekologii obecnej w różnych sferach codziennego życia. Realizowany jest przez agencję SW Research nieprzerwanie od I kwartału 2020 roku. 
Pełna wersja raportu zostanie opublikowana 14 czerwca na stronie agencji SW Research. 

Operacja Czysta Rzeka

To pierwsza w historii skoordynowana akcja społecznego sprzątania rzek na całej ich długości, z uwzględnieniem dopływów, a także brzegów i okolicy. Ma na celu zaangażowanie lokalnych społeczności, samorządów, organizacji pozarządowych, a także turystów do posprzątania rzek i terenów wokół, a w ciągu roku do utrzymania tam czystości. To także akcja edukacyjna i społeczna zakładająca w długiej perspektywie wpływanie na zachowania i postawy obywateli wyrażające dbałość o środowisko lokalne, w którym na co dzień żyją, z którego korzystają, i z którego w przyszłości będą korzystać następne pokolenia. Początkowo miała dotyczyć jedynie rzeki Bug, ale szybko okazało się, że są chętni do propagowania idei w całej Polsce. Dzięki temu w 4 edycjach ponad 15 000 wolontariuszy zebrało ponad 500 ton śmieci w całej Polsce. W piątej wiosennej edycji 2023 roku ponad 18 tysięcy uczestników pobiło rekord sprzątania, usuwając z łona natury ponad 300 ton odpadów.

Co roku akcję wspierają samorządy, organizacje pozarządowe, przedsiębiorcy, największe wypożyczalnie sprzętu pływającego oraz lokalni liderzy i media. W ubiegłych latach wsparcie okazali także przedstawiciele życia publicznego tacy jak: Jacek Kleyff, Andrzej Stasiuk, Adam Nowak i Raz Dwa Trzy, Stanisław Soyka, Urszula Dudziak, Kayah, Marek Kamiński, Anna Maruszeczko, o. Tomasz Dostatni, prof. Stanisław Baj, dr Andrzej Kruszewicz, o. Leon Knabit, Justyna Steczkowska, Beata Sadowska czy śp. Aleksander Doba. 

Pomysłodawcą i organizatorem Operacji Czysta Rzeka jest Wydawnictwo 5 Strona – wydawca magazynu Kraina Bugu. 

Piąta edycja Operacji Czysta Rzeka wspierana jest przez sponsorów i partnerów.  Głównym Partnerem Edycji jest Fundacja Inter Cars. Marka Dafi jest Sponsorem Strategicznym.  Sponsorem Oficjalnym jest Intel Technology, a wśród Sponsorów Wspierających znalazły się firmy: Epson, Forte Plus oraz PepsiCo. Firma Prologis jest Sponsorem Sztabu Głównego, a firma Segro Partnerem Oficjalnym. W gronie Partnerów Wspierających są: Arche, Bank Ochrony Środowiska, Servier Polska, Egis, Anpharm Przedsiębiorstwo Farmaceutyczne, Dobra Energia Dla Olsztyna oraz Ecol-Unicon. Marka 4F jest Partnerem Sztabu Głównego. Partnerem Merytorycznym jest Asekol PL Organizacja Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego. Partnerem Logistycznym została Toyota Auto Podlasie. Oficjalnym Ubezpieczycielem Edycji jest Generali, Oficjalnym Dostawcą Paliwa – sieć stacji paliw Moya, a firma Remondis otrzymała status Oficjalnego Odbiorcy Odpadów. Partnerem Technologicznym zostało Autenti, Partnerem Analitycznym – CUX Research, Partnerem DOOH – Jet Line, Partnerem Reklamowym – BeDigital, a Partnerem Informatycznym dhosting.pl.
 
Szczegółowe informacje: 
www.operacjarzeka.pl
źródło: SW Research
Czasopismo „The Lancet” określiło zmiany klimatu mianem największego zagrożenia zdrowotnego XXI wieku, co może stanowić olbrzymie obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Z drugiej strony ten sektor sam również przyczynia się do zmian klimatycznych, generując ok. 4,4 proc. globalnych emisji CO2. Świadomość konieczności wdrażania zrównoważonego rozwoju w opiece zdrowotnej wśród liderów polskiej ochrony zdrowia jest coraz wyższa, a wiele szpitali i placówek medycznych już podejmuje działania, które mają ograniczyć ich wpływ na środowisko i klimat – od segregacji odpadów, przez wymianę źródeł ciepła, termomodernizację, po cyfryzację obiegu dokumentów. Problemem jest jednak brak środków finansowych przeznaczonych na ten cel.
– Zainteresowanie zieloną transformacją w Polsce jest ogromne. O ile rok wcześniej, w poprzedniej edycji naszego raportu „Future Health Index” tylko 2 proc. liderów opieki zdrowotnej uważało, że ten obszar powinien być priorytetem, o tyle w bieżącej edycji ten odsetek wzrósł aż 15-krotnie. Obecnie już 30 proc. liderów uważa zieloną transformację za ważne zadanie do realizacji i dyskusji – mówi agencji Newseria Biznes Michał Kępowicz, członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

To więcej niż średnia dla wszystkich 15 badanych w FHI krajów (24 proc.) i oznacza, że zrównoważony rozwój błyskawicznie wspiął się na szczyty listy priorytetów polskich liderów ochrony zdrowia. Do tego wzrostu może się przyczyniać zarówno świadomość problemów związanych ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem środowiska, jak i rosnące ceny energii, które pociągają za sobą konieczność optymalizacji kosztów w szpitalach i placówkach zdrowotnych.

– Zauważyliśmy, że praktycznie każde działanie proekologiczne daje wymierne korzyści ekonomiczne. Jest to szczególnie ważne dla dyrektorów jednostek publicznych, ponieważ patrzy się na nasz wynik finansowy. Tak więc jest to bardzo duży atut, który wspiera podejmowanie proekologicznych działań – mówi Sławomir Wysocki, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy, który został uznany za pierwszy w Polsce zielony szpital.

Ponad 70 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w sektorze ochrony zdrowia pochodzi z łańcucha dostaw, czyli np. produkcji i transportu leków, urządzeń medycznych czy wyżywienia i wyposażenia dla szpitali – pokazuje raport „Zielone szpitale”, opracowany przez UN Global Compact Network Poland i firmę Philips. Wynika z niego również, że opieka zdrowotna jest w tej chwili bardziej obciążająca dla środowiska niż np. przemysł lotniczy czy stoczniowy, a w scenariuszu business as usual, czyli bez działań na rzecz klimatu, bezwzględne emisje opieki zdrowotnej będą rosły, sięgając 6 gigaton CO2 rocznie do 2050 roku.

– Gdyby sektor ochrony zdrowotnej był krajem, byłby piątym największym na świecie emitentem gazów cieplarnianych, więc czas najwyższy, żebyśmy wszyscy zadbali o to środowisko, także w ochronie zdrowia – mówi Urszula Szybowicz, dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

Ten wzrost emisji z sektora opieki zdrowotnej można by obniżyć aż o 70 proc., gdyby kraje będące sygnatariuszami porozumienia paryskiego realizowały zawarte w nim zobowiązania. Tak się jednak nie dzieje, a na dodatek opieka zdrowotna jest marginalizowana w procesie transformacji energetycznej – tylko 0,3 proc. całkowitych funduszy przeznaczonych na walkę ze zmianami klimatycznymi jest wykorzystywana do przystosowania systemu opieki zdrowotnej do zmian klimatycznych.

Co istotne, sektor opieki zdrowotnej nie tylko przyczynia się do zmian klimatu, ale i sam ponosi ich skutki. Koszty opieki zdrowotnej związane ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza szacuje się na ok. 820 mld dol. rocznie. Według raportu „The Lancet Countdown” tylko w 2020 roku globalne zmiany klimatyczne spowodowały blisko 54-proc. wzrost zgonów związanych z upałami u osób powyżej 65. roku życia i ponad 3 mln przedwczesnych zgonów z powodu chorób serca i płuc związanych z zanieczyszczeniem powietrza w otoczeniu pyłowym.

– Jak pokazuje Global Sustainability Index, Polska niestety nie jest w czołówce państw, które potrafią zająć się kwestiami zanieczyszczenia środowiska. Mamy wiele do zrobienia, żeby znaleźć się bliżej czołówki, żeby zmniejszyć ilość generowanych gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, również w sektorze ochrony zdrowia – mówi Michał Kępowicz.

Raport FHI pokazuje, że transformacja polskiej ochrony zdrowia nie będzie prosta. Polska plasuje się na 109. miejscu rankingu Global Sustainability Index, z liczbą 48 tys. przedwczesnych zgonów rocznie spowodowanych chorobami związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Każdego roku w naszym kraju powstaje też ok. 44 tys. t odpadów medycznych, które stanowią poważny problem środowiskowy.

W opinii ekspertów proces transformacji ochrony zdrowia powinien się zacząć właśnie od szpitali, których większość jest wysoce energochłonna i niewydajna energetycznie. Wynika to m.in. z faktu, że średnio co piąty polski szpital ma ponad 70 lat i wymaga głębokiej termomodernizacji, a specjalistyczne wyposażenie wymaga dodatkowego zużycia energii i chłodzenia.

– Jest mnóstwo działań, które można podjąć, żeby dokonać zielonej transformacji i stać się zielonym szpitalem. Jednym z nich jest termomodernizacja, ale trzeba też pomyśleć o urządzeniach, które znajdują się w szpitalu i pobierają znaczne ilości energii. To powoduje koszty wielokrotnie wyższe niż w przypadku nowszych technologii i urządzeń nowej generacji. Często okazuje się, że wymiana systemów medycznych na nowe może zwiększyć oszczędności szpitala o kilkaset tysięcy, a nawet o kilka milionów złotych, jeżeli wymieniamy całą flotę urządzeń, nie wspominając o konkretnych korzyściach dla środowiska – mówi członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

– Nasz zespół zwrócił uwagę, że mamy zaawansowany system komputerowy, ale dalej przesyłamy informacje na papierze. Natychmiast to zweryfikowaliśmy i okazało się, że wykorzystanie papieru udało się zmniejszyć o prawie 80 proc. – mówi Sławomir Wysocki.

Według ekspertów transformacja polskich szpitali powinna mieć charakter kompleksowy i obejmować m.in. wymianę źródła ciepła i oświetlenia na bardziej energooszczędne, termomodernizację i poprawę efektywności energetycznej budynków, cyfryzację i modyfikację łańcuchów dostaw dla szpitali tak, aby były bardziej zrównoważone. Dziś zdecydowanie łatwiej jest finansować transformację i zrównoważony rozwój szpitalom prywatnym, które mają prostsze procedury przetargowe i mogą uwzględniać w zamówieniach czynniki proekologiczne.

– Zrównoważony rozwój powinien być generalnie jednym z głównych kryteriów przetargowych w polskich szpitalach – mówi Urszula Szybowicz. 

Wszystko to wymaga zmiany podejścia do projektowania szpitali i procesów w ochronie zdrowia. Tradycyjnie przeszkodą jest jednak brak wystarczających funduszy.

– Szpitale mają w tym momencie duży problem z finansowaniem zielonej transformacji. Bardzo wyczekujemy informacji o tym, jakie fundusze unijne, ale też krajowe będą dostępne na ten cel – podkreśla dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

zródło:newseria

Czasopismo „The Lancet” określiło zmiany klimatu mianem największego zagrożenia zdrowotnego XXI wieku, co może stanowić olbrzymie obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Z drugiej strony ten sektor sam również przyczynia się do zmian klimatycznych, generując ok. 4,4 proc. globalnych emisji CO2. Świadomość konieczności wdrażania zrównoważonego rozwoju w opiece zdrowotnej wśród liderów polskiej ochrony zdrowia jest coraz wyższa, a wiele szpitali i placówek medycznych już podejmuje działania, które mają ograniczyć ich wpływ na środowisko i klimat – od segregacji odpadów, przez wymianę źródeł ciepła, termomodernizację, po cyfryzację obiegu dokumentów. Problemem jest jednak brak środków finansowych przeznaczonych na ten cel.
– Zainteresowanie zieloną transformacją w Polsce jest ogromne. O ile rok wcześniej, w poprzedniej edycji naszego raportu „Future Health Index” tylko 2 proc. liderów opieki zdrowotnej uważało, że ten obszar powinien być priorytetem, o tyle w bieżącej edycji ten odsetek wzrósł aż 15-krotnie. Obecnie już 30 proc. liderów uważa zieloną transformację za ważne zadanie do realizacji i dyskusji – mówi agencji Newseria Biznes Michał Kępowicz, członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

To więcej niż średnia dla wszystkich 15 badanych w FHI krajów (24 proc.) i oznacza, że zrównoważony rozwój błyskawicznie wspiął się na szczyty listy priorytetów polskich liderów ochrony zdrowia. Do tego wzrostu może się przyczyniać zarówno świadomość problemów związanych ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem środowiska, jak i rosnące ceny energii, które pociągają za sobą konieczność optymalizacji kosztów w szpitalach i placówkach zdrowotnych.

– Zauważyliśmy, że praktycznie każde działanie proekologiczne daje wymierne korzyści ekonomiczne. Jest to szczególnie ważne dla dyrektorów jednostek publicznych, ponieważ patrzy się na nasz wynik finansowy. Tak więc jest to bardzo duży atut, który wspiera podejmowanie proekologicznych działań – mówi Sławomir Wysocki, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy, który został uznany za pierwszy w Polsce zielony szpital.

Ponad 70 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w sektorze ochrony zdrowia pochodzi z łańcucha dostaw, czyli np. produkcji i transportu leków, urządzeń medycznych czy wyżywienia i wyposażenia dla szpitali – pokazuje raport „Zielone szpitale”, opracowany przez UN Global Compact Network Poland i firmę Philips. Wynika z niego również, że opieka zdrowotna jest w tej chwili bardziej obciążająca dla środowiska niż np. przemysł lotniczy czy stoczniowy, a w scenariuszu business as usual, czyli bez działań na rzecz klimatu, bezwzględne emisje opieki zdrowotnej będą rosły, sięgając 6 gigaton CO2 rocznie do 2050 roku.

– Gdyby sektor ochrony zdrowotnej był krajem, byłby piątym największym na świecie emitentem gazów cieplarnianych, więc czas najwyższy, żebyśmy wszyscy zadbali o to środowisko, także w ochronie zdrowia – mówi Urszula Szybowicz, dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

Ten wzrost emisji z sektora opieki zdrowotnej można by obniżyć aż o 70 proc., gdyby kraje będące sygnatariuszami porozumienia paryskiego realizowały zawarte w nim zobowiązania. Tak się jednak nie dzieje, a na dodatek opieka zdrowotna jest marginalizowana w procesie transformacji energetycznej – tylko 0,3 proc. całkowitych funduszy przeznaczonych na walkę ze zmianami klimatycznymi jest wykorzystywana do przystosowania systemu opieki zdrowotnej do zmian klimatycznych.

Co istotne, sektor opieki zdrowotnej nie tylko przyczynia się do zmian klimatu, ale i sam ponosi ich skutki. Koszty opieki zdrowotnej związane ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza szacuje się na ok. 820 mld dol. rocznie. Według raportu „The Lancet Countdown” tylko w 2020 roku globalne zmiany klimatyczne spowodowały blisko 54-proc. wzrost zgonów związanych z upałami u osób powyżej 65. roku życia i ponad 3 mln przedwczesnych zgonów z powodu chorób serca i płuc związanych z zanieczyszczeniem powietrza w otoczeniu pyłowym.

– Jak pokazuje Global Sustainability Index, Polska niestety nie jest w czołówce państw, które potrafią zająć się kwestiami zanieczyszczenia środowiska. Mamy wiele do zrobienia, żeby znaleźć się bliżej czołówki, żeby zmniejszyć ilość generowanych gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, również w sektorze ochrony zdrowia – mówi Michał Kępowicz.

Raport FHI pokazuje, że transformacja polskiej ochrony zdrowia nie będzie prosta. Polska plasuje się na 109. miejscu rankingu Global Sustainability Index, z liczbą 48 tys. przedwczesnych zgonów rocznie spowodowanych chorobami związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Każdego roku w naszym kraju powstaje też ok. 44 tys. t odpadów medycznych, które stanowią poważny problem środowiskowy.

W opinii ekspertów proces transformacji ochrony zdrowia powinien się zacząć właśnie od szpitali, których większość jest wysoce energochłonna i niewydajna energetycznie. Wynika to m.in. z faktu, że średnio co piąty polski szpital ma ponad 70 lat i wymaga głębokiej termomodernizacji, a specjalistyczne wyposażenie wymaga dodatkowego zużycia energii i chłodzenia.

– Jest mnóstwo działań, które można podjąć, żeby dokonać zielonej transformacji i stać się zielonym szpitalem. Jednym z nich jest termomodernizacja, ale trzeba też pomyśleć o urządzeniach, które znajdują się w szpitalu i pobierają znaczne ilości energii. To powoduje koszty wielokrotnie wyższe niż w przypadku nowszych technologii i urządzeń nowej generacji. Często okazuje się, że wymiana systemów medycznych na nowe może zwiększyć oszczędności szpitala o kilkaset tysięcy, a nawet o kilka milionów złotych, jeżeli wymieniamy całą flotę urządzeń, nie wspominając o konkretnych korzyściach dla środowiska – mówi członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

– Nasz zespół zwrócił uwagę, że mamy zaawansowany system komputerowy, ale dalej przesyłamy informacje na papierze. Natychmiast to zweryfikowaliśmy i okazało się, że wykorzystanie papieru udało się zmniejszyć o prawie 80 proc. – mówi Sławomir Wysocki.

Według ekspertów transformacja polskich szpitali powinna mieć charakter kompleksowy i obejmować m.in. wymianę źródła ciepła i oświetlenia na bardziej energooszczędne, termomodernizację i poprawę efektywności energetycznej budynków, cyfryzację i modyfikację łańcuchów dostaw dla szpitali tak, aby były bardziej zrównoważone. Dziś zdecydowanie łatwiej jest finansować transformację i zrównoważony rozwój szpitalom prywatnym, które mają prostsze procedury przetargowe i mogą uwzględniać w zamówieniach czynniki proekologiczne.

– Zrównoważony rozwój powinien być generalnie jednym z głównych kryteriów przetargowych w polskich szpitalach – mówi Urszula Szybowicz. 

Wszystko to wymaga zmiany podejścia do projektowania szpitali i procesów w ochronie zdrowia. Tradycyjnie przeszkodą jest jednak brak wystarczających funduszy.

– Szpitale mają w tym momencie duży problem z finansowaniem zielonej transformacji. Bardzo wyczekujemy informacji o tym, jakie fundusze unijne, ale też krajowe będą dostępne na ten cel – podkreśla dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

zródło:newseria

Koszty opieki zdrowotnej, związane ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza, szacuje się na ok. 820 mld dol. rocznie, a według Światowej Organizacji Zdrowia co roku zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do 4,2 mln przedwczesnych zgonów – wynika z raportu „Zielone szpitale” UN Global Compact Network Poland. Tym samym zmiany klimatu stanowią olbrzymie obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej.
Z drugiej strony ten sektor sam się do nich przyczynia, odpowiadając za 4,4 proc. globalnych emisji CO2 do atmosfery. W obecnym scenariuszu będą one ciągle rosnąć, by w 2050 roku osiągnąć poziom 6 gigaton rocznie. Koszty środowiskowe i finansowe pokazują, że konieczna jest zielona transformacja w szpitalach. Niektóre z nich są jednak w takim stanie, że może je czekać decyzja o zamknięciu.

 Sektor ochrony zdrowia musi przechodzić na zieloną ścieżkę, docelowo nie ma innego planu. Natomiast ta droga będzie długa i wyboista. Dane zaprezentowane w raporcie pokazują, że w Polsce co piąty szpital ma powyżej 70 lat, a połowa została wybudowana w latach 60.–70. ubiegłego wieku. Tak więc to nie są placówki, które łatwo będzie transformować w zielonym kierunku – mówi dr hab. Iwona Kowalska-Bobko, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego, Wydział Nauk o Zdrowiu, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dane przytaczane w raporcie wskazują, że większość szpitali odznacza się wysoką energochłonnością, emitując średnio 2,5 raza więcej gazów cieplarnianych niż inne budynki komercyjne. Wynika to z faktu, że na etapie projektowania budynków nie uwzględniono wydajności energetycznej, a liczba specjalistycznego wyposażenia wymaga dodatkowego zużycia energii i chłodzenia.  

– Infrastruktura szpitalna, którą mamy w Polsce, wskazuje, że na poziomie centralnym należałoby podjąć jakieś decyzje dotyczące jej modernizacji –
 ocenia prof. Iwona Kowalska-Bobko. – Czeka nas odpowiedź m.in. na pytanie, czy ta infrastruktura nie jest za duża, czy nie mamy za dużo łóżek szpitalnych, jak ją zmienić, jak konsolidować dostępność do świadczeń zdrowotnych w dużych ośrodkach miejskich. Przykładem jest wojskowy szpital w Krakowie, który mieści się w centrum miasta i ma około 100 lat. To jest czas na to, żeby się zastanowić, czy nie powinien zostać zamknięty. Biorąc pod uwagę wystarczającą dostępność szpitali i łóżek na terenie miasta, jestem przekonana, że nie byłoby to aż takie złe rozwiązanie. W Bytomiu na jednej ulicy są trzy szpitale, więc pytanie, czy nas stać na to, żeby utrzymywać tak rozbudowaną, kosztowną infrastrukturę, np. nie zamieniając jej na jeden nowoczesny szpital spełniający warunki zielonego szpitala na obrzeżach miasta.

– Tu za przykład może posłużyć Wielka Brytania, gdzie powstały już dokumenty strategiczne i wyznaczono cele, do których brytyjska ochrona zdrowia chce zmierzać – 
dodaje Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych Philips Healthcare. – Z naszego regionu Europy Środkowo-Wschodniej można z kolei wskazać Czechy, które w swoich zamówieniach publicznych stosują konkretne zielone kryteria, po to, aby promować chociażby energooszczędność.
Zielony szpital to taki, który promuje zdrowie publiczne i zabezpiecza interesy zdrowotne lokalnej populacji, a z drugiej strony zmniejsza swój wpływ na środowisko dzięki właściwemu zarządzaniu, zrównoważonym łańcuchom dostaw i poprawie efektywności energetycznej. Do najważniejszych inicjatyw i inwestycji, które mogą zazielenić placówkę medyczną, należą termomodernizacja, wymiana przestarzałych źródeł ciepła, stolarki okiennej i drzwiowej, instalacja odnawialnych źródeł i magazynów energii, zielone otoczenie, odpowiedni recykling odpadów i zmiana w łańcuchach dostaw. Jak wynika z raportu „Zielone szpitale”, opracowanego przez UN Global Compact Network Poland we współpracy z firmą Philips, aż 71 proc. całkowitych emisji gazów cieplarnianych w sektorze opieki zdrowotnej pochodzi z łańcucha dostaw, czyli m.in. produkcji i transportu leków, urządzeń medycznych, jedzenia i wyposażenia dla szpitali.
– W ochronie zdrowia najwięcej emisji gazów cieplarnianych pochodzi z ogrzewania i zużycia prądu. Właśnie w tym zakresie będziemy planowali podjąć działania, żeby zmniejszyć emisję, czyli będą to różnego rodzaju przedsięwzięcia związane z dostosowaniem budynków do tego, żeby pochłaniały mniej energii – mówi Joanna Węgrzynowska, manager ds. ESG w Grupie LUX MED.
Jak podkreśla, placówki sektora prywatnego również mają dużą rolę do odegrania w tym procesie. LUX MED przyjął strategię, zgodnie z którą do 2025 roku zamierza zredukować emisję gazów cieplarnianych o 40 proc. względem 2019 roku, a do 2040 roku dojść do zeroemisyjności. 
Przykłady podawane w raporcie „Zielone szpitale” pokazują, że szpitale mają do wyboru wiele różnych proekologicznych inwestycji. Wymiana świetlówek na oprawy LED-owe czy termomodernizacja może się przełożyć – w zależności od stanu budynku – na redukcję zużycia energii nawet o 20 do 60 proc., przy okazji zmniejszając koszty utrzymania. Z kolei po zainstalowaniu paneli słonecznych na dachu budynku Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie w ciągu zaledwie czterech miesięcy udało się zredukować wytwarzanie CO2 o ponad 305 t, a oszczędności wyniosły blisko 400 tys. zł.
Zielone szpitale zrzesza sieć Global Green and Healthy Hospitals, do której należy obecnie ponad 60 tys. placówek na świecie. Organizacja działa na rzecz implementacji energooszczędnych rozwiązań w szpitalach i edukuje w zakresie zielonych wyzwań służby zdrowia. W Polsce ten temat wciąż jest jednak stosunkowo rzadko podejmowany, o czym świadczy m.in. fakt, że do GGHH należą jedynie dwie polskie placówki. Są to Ortopedyczno-Rehabilitacyjny Szpital Kliniczny im W. Degi w Poznaniu oraz Wojewódzki Specjalistyczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy.

– Dane opublikowane w 2020 roku pokazują, że zielone szpitale to takie, które zmniejszają koszty operacyjne budynków o około 9 proc. i których wartość wzrasta o 7,5 proc. To są szpitale, które zwiększają swoje obłożenie o ponad 3 proc. Ale najważniejsza rzecz jest taka, że zachorowalność na choroby takie jak grypa, astma, bóle głowy u pacjentów, którzy są w tych szpitalach, zmniejsza się nawet o 87 proc. Tak więc te dane powinny przekonywać, że to jest właśnie pożądany kierunek 
– mówi prof. Iwona Kowalska-Bobko.
Jednym ze sposobów na zmniejszanie śladu węglowego systemu ochrony zdrowia jest szeroko pojmowana cyfryzacja. Chodzi m.in. o rezygnację z papieru i digitalizację obiegu dokumentów, usprawnienie zarządzania energią czy komunikacji z pacjentami.
 Przykładem jest chociażby cyfrowy triaż, do którego używa się cyfrowych kwestionariuszy wypełnianych przez pacjentów. Taki projekt wdrożono w Holandii, na bazie platformy VitalHealth – mówi Michał Kępowicz. – Dzięki możliwości przeprowadzenia cyfrowego triażu i zaobserwowania, czy pacjent powinien już trafić do szpitala, czy to może jeszcze nie jest ten moment, liczba hospitalizacji zmniejszyła się o ok. 30 proc., a liczba reoperacji spadła o 74 proc.
Do zazielenienia sektora ochrony zdrowia może się też przyczynić telemedycyna. Jak wynika z raportu „Zielone szpitale”, transformacja modelu opieki w czasie pandemii COVID-19 sprawiła, że w pewnym momencie nawet 45–55 proc. konsultacji odbywało się zdalnie jako uzupełnienie tradycyjnych wizyt u lekarza. To oznacza chociażby ograniczenie śladu węglowego związanego z transportem pacjenta do centrum medycznego.
 Według statystyk brytyjskiej służby zdrowia tradycyjne wizyty u lekarza generują około 30 mln ton CO2. Jedna wizyta to jest od 3,5 do 8 kg śladu węglowego. Dzięki telemedycynie taka tradycyjna wizyta w uzasadnionych przypadkach może zostać zastąpiona zdalną, dając pozytywny impakt dla ochrony zdrowia i zmniejszając zanieczyszczenie środowiska – mówi dyrektor ds. relacji strategicznych Philips Healthcare.
Jak wskazuje, w kontekście zielonej transformacji ochrony zdrowia równie ważnym aspektem jest gospodarka cyrkularna i ekoprojektowanie wyrobów medycznych tak, aby minimalizować ich późniejszy wpływ na środowisko. To aspekty dziś często pomijane i lekceważone w placówkach medycznych. Plagą sektora są miliony ton tworzyw sztucznych i jednorazowych narzędzi wykorzystywanych podczas zabiegów.
Na ten aspekt postanowiła zwrócić uwagę również Grupa LUX MED, która rocznie zużywa w swoich placówkach ponad 70 tys. 100-metrowych rolek prześcieradeł medycznych. Standardowy surowiec, z którego są produkowane, to celuloza – materiał pochodzący najczęściej z drzew iglastych. Dlatego w ubiegłym roku firma postanowiła zrezygnować z nich na rzecz podkładów medycznych produkowanych z użyciem makulatury. To pozwoliło ograniczyć zużycie naturalnego surowca, a przy tym okazało się, że podkłady z domieszką makulatury są też o 10 proc. tańsze. Inna kwestia to takie projektowanie sprzętu medycznego, by był przyjazny dla środowiska i nadawał się do renowacji lub też recyklingu. Z przytaczanych przez firmę Philips danych wynika, że 80 proc. wpływu produktu na środowisko określane jest na etapie projektowania.
 Coraz częściej tworzy się systemy i rozwiązania medyczne w oparciu o ekodesign, z myślą o tym, że to urządzenie ma być bardziej przyjazne dla środowiska. Takie rozwiązanie otrzymuje później tzw. ekopaszport, w którym jest napisane, że jest ono energooszczędne, z jakich materiałów jest zrobione, czy generuje substancje szkodliwe, czy jest to rozwiązanie tworzone w oparciu o gospodarkę obiegu zamkniętego etc. To jest właśnie kierunek, w którym powinna się zmieniać ochrona zdrowia, tzn. promować te rozwiązania, które są tworzone zgodnie z ideą ekodesignu i mają ekopaszporty – mówi Michał Kępowicz.

źródło: newseria

Koszty opieki zdrowotnej, związane ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza, szacuje się na ok. 820 mld dol. rocznie, a według Światowej Organizacji Zdrowia co roku zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do 4,2 mln przedwczesnych zgonów – wynika z raportu „Zielone szpitale” UN Global Compact Network Poland. Tym samym zmiany klimatu stanowią olbrzymie obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej.
Z drugiej strony ten sektor sam się do nich przyczynia, odpowiadając za 4,4 proc. globalnych emisji CO2 do atmosfery. W obecnym scenariuszu będą one ciągle rosnąć, by w 2050 roku osiągnąć poziom 6 gigaton rocznie. Koszty środowiskowe i finansowe pokazują, że konieczna jest zielona transformacja w szpitalach. Niektóre z nich są jednak w takim stanie, że może je czekać decyzja o zamknięciu.

 Sektor ochrony zdrowia musi przechodzić na zieloną ścieżkę, docelowo nie ma innego planu. Natomiast ta droga będzie długa i wyboista. Dane zaprezentowane w raporcie pokazują, że w Polsce co piąty szpital ma powyżej 70 lat, a połowa została wybudowana w latach 60.–70. ubiegłego wieku. Tak więc to nie są placówki, które łatwo będzie transformować w zielonym kierunku – mówi dr hab. Iwona Kowalska-Bobko, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego, Wydział Nauk o Zdrowiu, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dane przytaczane w raporcie wskazują, że większość szpitali odznacza się wysoką energochłonnością, emitując średnio 2,5 raza więcej gazów cieplarnianych niż inne budynki komercyjne. Wynika to z faktu, że na etapie projektowania budynków nie uwzględniono wydajności energetycznej, a liczba specjalistycznego wyposażenia wymaga dodatkowego zużycia energii i chłodzenia.  

– Infrastruktura szpitalna, którą mamy w Polsce, wskazuje, że na poziomie centralnym należałoby podjąć jakieś decyzje dotyczące jej modernizacji –
 ocenia prof. Iwona Kowalska-Bobko. – Czeka nas odpowiedź m.in. na pytanie, czy ta infrastruktura nie jest za duża, czy nie mamy za dużo łóżek szpitalnych, jak ją zmienić, jak konsolidować dostępność do świadczeń zdrowotnych w dużych ośrodkach miejskich. Przykładem jest wojskowy szpital w Krakowie, który mieści się w centrum miasta i ma około 100 lat. To jest czas na to, żeby się zastanowić, czy nie powinien zostać zamknięty. Biorąc pod uwagę wystarczającą dostępność szpitali i łóżek na terenie miasta, jestem przekonana, że nie byłoby to aż takie złe rozwiązanie. W Bytomiu na jednej ulicy są trzy szpitale, więc pytanie, czy nas stać na to, żeby utrzymywać tak rozbudowaną, kosztowną infrastrukturę, np. nie zamieniając jej na jeden nowoczesny szpital spełniający warunki zielonego szpitala na obrzeżach miasta.

– Tu za przykład może posłużyć Wielka Brytania, gdzie powstały już dokumenty strategiczne i wyznaczono cele, do których brytyjska ochrona zdrowia chce zmierzać – 
dodaje Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych Philips Healthcare. – Z naszego regionu Europy Środkowo-Wschodniej można z kolei wskazać Czechy, które w swoich zamówieniach publicznych stosują konkretne zielone kryteria, po to, aby promować chociażby energooszczędność.
Zielony szpital to taki, który promuje zdrowie publiczne i zabezpiecza interesy zdrowotne lokalnej populacji, a z drugiej strony zmniejsza swój wpływ na środowisko dzięki właściwemu zarządzaniu, zrównoważonym łańcuchom dostaw i poprawie efektywności energetycznej. Do najważniejszych inicjatyw i inwestycji, które mogą zazielenić placówkę medyczną, należą termomodernizacja, wymiana przestarzałych źródeł ciepła, stolarki okiennej i drzwiowej, instalacja odnawialnych źródeł i magazynów energii, zielone otoczenie, odpowiedni recykling odpadów i zmiana w łańcuchach dostaw. Jak wynika z raportu „Zielone szpitale”, opracowanego przez UN Global Compact Network Poland we współpracy z firmą Philips, aż 71 proc. całkowitych emisji gazów cieplarnianych w sektorze opieki zdrowotnej pochodzi z łańcucha dostaw, czyli m.in. produkcji i transportu leków, urządzeń medycznych, jedzenia i wyposażenia dla szpitali.
– W ochronie zdrowia najwięcej emisji gazów cieplarnianych pochodzi z ogrzewania i zużycia prądu. Właśnie w tym zakresie będziemy planowali podjąć działania, żeby zmniejszyć emisję, czyli będą to różnego rodzaju przedsięwzięcia związane z dostosowaniem budynków do tego, żeby pochłaniały mniej energii – mówi Joanna Węgrzynowska, manager ds. ESG w Grupie LUX MED.
Jak podkreśla, placówki sektora prywatnego również mają dużą rolę do odegrania w tym procesie. LUX MED przyjął strategię, zgodnie z którą do 2025 roku zamierza zredukować emisję gazów cieplarnianych o 40 proc. względem 2019 roku, a do 2040 roku dojść do zeroemisyjności. 
Przykłady podawane w raporcie „Zielone szpitale” pokazują, że szpitale mają do wyboru wiele różnych proekologicznych inwestycji. Wymiana świetlówek na oprawy LED-owe czy termomodernizacja może się przełożyć – w zależności od stanu budynku – na redukcję zużycia energii nawet o 20 do 60 proc., przy okazji zmniejszając koszty utrzymania. Z kolei po zainstalowaniu paneli słonecznych na dachu budynku Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie w ciągu zaledwie czterech miesięcy udało się zredukować wytwarzanie CO2 o ponad 305 t, a oszczędności wyniosły blisko 400 tys. zł.
Zielone szpitale zrzesza sieć Global Green and Healthy Hospitals, do której należy obecnie ponad 60 tys. placówek na świecie. Organizacja działa na rzecz implementacji energooszczędnych rozwiązań w szpitalach i edukuje w zakresie zielonych wyzwań służby zdrowia. W Polsce ten temat wciąż jest jednak stosunkowo rzadko podejmowany, o czym świadczy m.in. fakt, że do GGHH należą jedynie dwie polskie placówki. Są to Ortopedyczno-Rehabilitacyjny Szpital Kliniczny im W. Degi w Poznaniu oraz Wojewódzki Specjalistyczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy.

– Dane opublikowane w 2020 roku pokazują, że zielone szpitale to takie, które zmniejszają koszty operacyjne budynków o około 9 proc. i których wartość wzrasta o 7,5 proc. To są szpitale, które zwiększają swoje obłożenie o ponad 3 proc. Ale najważniejsza rzecz jest taka, że zachorowalność na choroby takie jak grypa, astma, bóle głowy u pacjentów, którzy są w tych szpitalach, zmniejsza się nawet o 87 proc. Tak więc te dane powinny przekonywać, że to jest właśnie pożądany kierunek 
– mówi prof. Iwona Kowalska-Bobko.
Jednym ze sposobów na zmniejszanie śladu węglowego systemu ochrony zdrowia jest szeroko pojmowana cyfryzacja. Chodzi m.in. o rezygnację z papieru i digitalizację obiegu dokumentów, usprawnienie zarządzania energią czy komunikacji z pacjentami.
 Przykładem jest chociażby cyfrowy triaż, do którego używa się cyfrowych kwestionariuszy wypełnianych przez pacjentów. Taki projekt wdrożono w Holandii, na bazie platformy VitalHealth – mówi Michał Kępowicz. – Dzięki możliwości przeprowadzenia cyfrowego triażu i zaobserwowania, czy pacjent powinien już trafić do szpitala, czy to może jeszcze nie jest ten moment, liczba hospitalizacji zmniejszyła się o ok. 30 proc., a liczba reoperacji spadła o 74 proc.
Do zazielenienia sektora ochrony zdrowia może się też przyczynić telemedycyna. Jak wynika z raportu „Zielone szpitale”, transformacja modelu opieki w czasie pandemii COVID-19 sprawiła, że w pewnym momencie nawet 45–55 proc. konsultacji odbywało się zdalnie jako uzupełnienie tradycyjnych wizyt u lekarza. To oznacza chociażby ograniczenie śladu węglowego związanego z transportem pacjenta do centrum medycznego.
 Według statystyk brytyjskiej służby zdrowia tradycyjne wizyty u lekarza generują około 30 mln ton CO2. Jedna wizyta to jest od 3,5 do 8 kg śladu węglowego. Dzięki telemedycynie taka tradycyjna wizyta w uzasadnionych przypadkach może zostać zastąpiona zdalną, dając pozytywny impakt dla ochrony zdrowia i zmniejszając zanieczyszczenie środowiska – mówi dyrektor ds. relacji strategicznych Philips Healthcare.
Jak wskazuje, w kontekście zielonej transformacji ochrony zdrowia równie ważnym aspektem jest gospodarka cyrkularna i ekoprojektowanie wyrobów medycznych tak, aby minimalizować ich późniejszy wpływ na środowisko. To aspekty dziś często pomijane i lekceważone w placówkach medycznych. Plagą sektora są miliony ton tworzyw sztucznych i jednorazowych narzędzi wykorzystywanych podczas zabiegów.
Na ten aspekt postanowiła zwrócić uwagę również Grupa LUX MED, która rocznie zużywa w swoich placówkach ponad 70 tys. 100-metrowych rolek prześcieradeł medycznych. Standardowy surowiec, z którego są produkowane, to celuloza – materiał pochodzący najczęściej z drzew iglastych. Dlatego w ubiegłym roku firma postanowiła zrezygnować z nich na rzecz podkładów medycznych produkowanych z użyciem makulatury. To pozwoliło ograniczyć zużycie naturalnego surowca, a przy tym okazało się, że podkłady z domieszką makulatury są też o 10 proc. tańsze. Inna kwestia to takie projektowanie sprzętu medycznego, by był przyjazny dla środowiska i nadawał się do renowacji lub też recyklingu. Z przytaczanych przez firmę Philips danych wynika, że 80 proc. wpływu produktu na środowisko określane jest na etapie projektowania.
 Coraz częściej tworzy się systemy i rozwiązania medyczne w oparciu o ekodesign, z myślą o tym, że to urządzenie ma być bardziej przyjazne dla środowiska. Takie rozwiązanie otrzymuje później tzw. ekopaszport, w którym jest napisane, że jest ono energooszczędne, z jakich materiałów jest zrobione, czy generuje substancje szkodliwe, czy jest to rozwiązanie tworzone w oparciu o gospodarkę obiegu zamkniętego etc. To jest właśnie kierunek, w którym powinna się zmieniać ochrona zdrowia, tzn. promować te rozwiązania, które są tworzone zgodnie z ideą ekodesignu i mają ekopaszporty – mówi Michał Kępowicz.

źródło: newseria